 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-04-2006 22:38 | zima (560 punktów) | Proces | Witam! Zbierając doświadczenie, dyskutując, rozmyślając, ma się czasem wrażenie, że w tle umyka wpółdostrzegalna kwestia. Rzecz warta, by ją wypowiedzieć. O ile oczywiście zdołamy ją dojrzeć. A może to tylko subiektywne wrażenie przypisane człowiekowi, który zaczyna dostrzegać coś dla siebie nowego. Ale do rzeczy... Na tym forum przewinęło się wiele dyskusji filozoficznych, światopoglądowych, religijnych, czy o szeroko pojętej kulturze. Cechą immamentną wszystkich wyżej wspomnianych zdaje się rzutowanie człowieka na sieć idei. Nie chcę podejmować dyskusji na temat różnych punktów widzenia, czy starć różnych poglądów. Bardziej zastanowiło mnie co innego. Człowieka traktuje się w takich sporach często jako istotę skończoną, a idee jako wiecznie trwałe, nieewoluujące. Aby dostrzec, o co mi chodzi, trzeba chyba spojrzeć z innej strony. Człowiek nie rodzi się jako twór skończony. Noworodek zmienia się tak fizycznie, jak i psychicznie. Świadomość, zdolność pojmowania rozwija się, by kiedyś uwiędnąć. Banał. Tak oczywisty, że rzadko uwzględniany. Oto i mój zarzut, tak do filozofii, religii, jak i kultury. Gdzie jest ta część owych nauk, która mówiłaby jaką drogę trzeba przejść, by stać się stoikiem czy egzystencjalistą, hinduistą czy agnostykiem, minimalistą czy klasycystą. Ile trzeba było szczebli i jakich, na tej drabinie, by pojąć, kim się jest? I czy pamięta się o alternatywnych wyborach, rozdrożach, na których się skręcało? Tezą tego wątku jest stwierdzenie, że nad wrażliwością i zrozumieniem pracujemy całe swoje życie. Jest jakiś fałsz, gdy się o tym zapomina i wyświetla człowieka, jak slajd na obranym układzie wartości. Życie wymyka się schematom. Ceńmy bardziej życie niż schematy. Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| outsider (2469 punktów) | Ech...
Co by nam pozostało, gdyby i nasz indywidualny rozwój wtłoczyć w tego rodzaju ramy? Marzyło się to już Platonowi - z całą pewnością jakimiś teoriami dysponują te kultury, które zakładają klasową immobilność, od hinduizmu poprzez kulturę szlachecką po obłąkańcze rasizmy lat niedawnych: to rzecz jasna teorie niezwykle ogólnikowe i niekonstruktywne, albowiem kszałtujące rzeczywistość poprzez system zakazów a nie wskazań. Należy też odnotować pewien na tym polu intelektualny wysiłek miłościwie nam panujących Dwu Braci - wszak mają wizję kształtowania Polaków zgodnie z pewnym wymarzonym przez siebie szablonem.
Jakieś pomysły wspomagania rozwoju jednostkowego miał w tym względzie stary Sokrates: niedoskonałe, niedostosowane do rzeczywistości - toteż w roli deprawatora młodzieży ateńskiej skończył jak skończył, zapoczątkowując jednakże nową świecką (i - zaznaczmy - demokratyczną) tradycję; że jednak następcy jego byli ostrożniejsi, tradycja zbytnio się nie upowszechniła, w kazdym razie nie w świeckiej wersji. Czy więć warto w ogóle tworzyć tego rodzaju teorie - czy też okazuja sie one w praktyce zbyt niebezpieczne: jeśli nie dla swego twórcy to dla całych, poddanych indoktrynacji (bo lepszej metody póki co nie mamy) pokoleń?
Możnaby - nie tworząc teorii - opisać tu po prostu własną drogę życiową, sieć jednak temu nie sprzyja. Sieć sprzyja zakładaniu masek - to rodzaj przestrzeni scenicznej - a postaci sceniczne przecież wiarygodnych zyciorysów z zasady nie mają.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| Inieto (143 punktów) | >Witam! >Zbierając doświadczenie, dyskutując, rozmyślając, ma się >czasem wrażenie, że w tle umyka wpółdostrzegalna kwestia. >Rzecz warta, by ją wypowiedzieć. O ile oczywiście zdołamy >ją dojrzeć. >A może to tylko subiektywne wrażenie przypisane >człowiekowi, który zaczyna dostrzegać coś dla siebie >nowego. Ale do rzeczy... > Człowieka traktuje się w takich sporach często jako >istotę skończoną, a idee jako wiecznie trwałe, >nieewoluujące. >Aby dostrzec, o co mi chodzi, trzeba chyba spojrzeć z innej >strony. Człowiek nie rodzi się jako twór skończony. >Noworodek zmienia się tak fizycznie, jak i psychicznie. >Świadomość, zdolność pojmowania rozwija się, by kiedyś >uwiędnąć. Banał. Tak oczywisty, że rzadko uwzględniany. [podkreślenia moje]
Oczywiscie zgadzam się, dla wielu wciąż porażające jest gdy sie im uświadomi, że takie pojęcia jak tożsamość, osobowość, tradycja, milość , bycie czlowiekiem-człowieczeństwo SĄ PROCESEM
>Oto i mój zarzut, tak do filozofii, religii, jak i kultury. >Gdzie jest ta część owych nauk, która mówiłaby jaką drogę >trzeba przejść, by stać się stoikiem czy egzystencjalistą, >hinduistą czy agnostykiem, minimalistą czy klasycystą. Ile >trzeba było szczebli i jakich, na tej drabinie, by pojąć, >kim się jest? I czy pamięta się o alternatywnych wyborach, >rozdrożach, na których się skręcało? >Tezą tego wątku jest stwierdzenie, że nad wrażliwością i >zrozumieniem pracujemy całe swoje życie. Jest jakiś fałsz, >gdy się o tym zapomina i wyświetla człowieka, jak slajd na >obranym układzie wartości. Życie wymyka się >schematom. Ceńmy bardziej życie niż schematy. [podkreslenie autora]
Zgadzam sie z małym zastrzeżeniem ,nie oczekujmy od "kultury" że przeprowadzi nas przez dorobek naszych przodków o tym jak stać sie "stoikiem, egzystencjalistą czy hinduistą". Nie wymagajmy by była bardziej adaptacyjna niz oczekują tego od niej antropolodzy. Klucz leży w doświadczeniu osobniczym . Nic nie powinno (nawet dorobek wiedzy) zastapić przeżycia ŻYCIA Nie ma sposobu na skróty.I bardzo dobrze.
Czasami naprawde istotne jest właśnie to "co przychodzi bez słów" Co pochodzi z przeżywania Życia. Pozdrawiam.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|