W filmie Victora Fleminga z1939 roku siedemnastoletnia aktorka i piosenkarka Judy Garland zagrała Dorotkę, która rąbnięta w głowę przenosi się do krainy Oz znajdującej się po drugiej stronie tęczy; do świata w Technicolorze, świata o niezwykłej intensywności i nasyceniu kolorów. Eksplozja seksualności młodej aktorki kontrastuje z klasyczną, kraciastą sukieneczką 12-letniej Dorotki Gale tak, jak biała smuga światła kontrastuje feerią barw powstałą w wyniku rozszczepiona jej przez pryzmat.
Jakiś czas potem, Dzięki LSD, Dorotka powróciła w muzyce Pink Floyd. We wspaniałym, pompatycznym widowisku, spektaklu w scenerii ruin starożytnego miasta, w którym grupa zagrała m.in. "A Saucerful Of Secrets", nie zabrakło przerażającej, banalnej codzienności. Zapis wideo koncertu bez publiczności został "wzbogacony" scenami nagranymi w 1973 roku w studiu Abbey Road. Widzimy muzyków w trakcie najzwyczajniejszych zajęć: jedzą, rozmawiają. Straszna nuda, banał i proza. W takich okolicznościach powstał "The Dark Side Of The Moon".
Nie wiadomo w jakich okolicznościach ktoś użył muzyki z tej płyty jako ścieżki dźwiękowej do obrazów nakręconych przez Victora Fleminga. Efekt jest zadziwiający. Czy można tę koincydencję racjonalnie wytłumaczyć? Czy "Dark Side of Oz" ma jakiś sens czy jest tylko efektem podświadomych procesów zachodzących w odurzonych niezwykłością mózgach fanów grupy Pink Floyd? |