Racjonalista - Strona głównaDo treści
O co chodzi Arabom?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
19-02-2011 20:03rexus (2343 punktów)O co chodzi Arabom?
Ocena 1 na 1
Czemu tłumnie i walnie, chcą obalać swych prezydentów. Czy to Egipt, Tunezja, Libia, Jemen, Bahrajn. Te kraje są generalnie sojusznikami USA w walce z Al Kaidą. Czyżby był to zaczyn do tej gwałtownej i nieprzewidywalnej wojny z Izraelem i generalnie zachodem? Komputery wypluwają niepokojące obliczenia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

DEmonizer (4893 punktów)
Zacznę od tego, że temat jest faktycznie istotny.

A więc. Obywatele tych krajów wiedzą, czego nie chcą, otóż nie chcą dyktatorów, chcą rządów własnych, rządów ludu, tylko problem jest w tym, że nie wiedzą czego chcą, czego mogą chcieć, czego chcieć powinni, dyktatura te umysły jednak kształtowała, w efekcie jest tylko nienawiść jako wartość "pozytywna". Idąc dalej, znajdą się z pewnością ci, którzy będą wiedzieć jakie ma mieć ten lud pragnienia. Wszystko się sprowadzi do intencji prowadyrów dających odpowiedzi.

Niemcy po Pierwszej Wojnie Światowej, naród wyniszczony, zagubiony, nie wiedzący w którą stronę ma iść, przeżywający kryzysy gospodarczo - społeczne, no i znalazł się ktoś, kto ich poprowadził.

Czy ktoś się spodziewał katolickiej Polski po 89r.? Miała to być fantastyczna demokracja dla każdego, a mamy coś, co idzie w kierunku państwa wyznaniowego, jeśli już nim nie jest. I tu jest różnica między piękną wizją w głowie, jakby hipnotyczną, a wredną rzeczywistością, gdzie wkradają się między ciasnymi uliczkami różni siepacze. Wyrachowani zawsze znajdą wolną przestrzeń, wytworzą ją dla siebie, aby zdobyć władzę nad umysłami dla własnych potrzeb.

Niech to będzie jakiś wątek w dyskusji.

Pozdrawiam
19-02-2011 22:12 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>A więc. Obywatele tych krajów wiedzą, czego nie chcą, otóż nie chcą dyktatorów, chcą rządów własnych, rządów ludu, tylko problem jest w tym, że nie wiedzą czego chcą, czego mogą chcieć, czego chcieć powinni, dyktatura te umysły jednak kształtowała, w efekcie jest tylko nienawiść jako wartość "pozytywna".

W tym kontekscie, zastanawia mnie to skąd u nas tak wielu zwolenników dyktatury? Ciągle słyszę: "trzeba to wszystko za mordę wziąć!". Pomimo tylu negatywnych przykładów, jest wielu, wydawałoby się inteligentych ludzi, którzy uważają, że demokracja jest "do chrzanu" a dyktatura "to by było coś".
DEmonizer (4893 punktów)
> W tym kontekscie, zastanawia mnie to skąd u nas tak wielu zwolenników dyktatury?

Na Racjonaliście? W Polsce? Na Świecie?

Pozdrawiam
19-02-2011 22:34 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>> W tym kontekscie, zastanawia mnie to skąd u nas tak wielu zwolenników dyktatury?
>Na Racjonaliście? W Polsce? Na Świecie?

Miałem na myśli Polskę.
19-02-2011 22:48 
 Ocena 3 na 3
DEmonizer (4893 punktów)
Polska jest Katolicka. Katolicyzm to dobro, a wszystko, co jest poza katolicyzmem jest złe. To już można podpiąć pod rasizm.

Jedna Prawda. Jedna Wielka Najprawdziwsza Prawda i jeszcze potrzeba tutaj Wielkiego Wodza. Jaka edukacja, takie efekty. Dodatkowo jeszcze jest nauczycielska religia, która uczy samych "dobroci".

Sama nakładka Polak - Katolik z Polaka robi Wybrańca Wszechświata, taki religijny nacjonalizm nakrapiany rasizmem i żydofobią.

My, jako naród zostaliśmy odgórnie podzieleni na prawdziwych Polaków i polskich wrogów Polski, bo My na to pozwoliliśmy. Wybór polityków, reprezentantów jest naszą słabością.
Słabość w demokracji utworzyła słabą demokrację nieodporną na niedemokratyczne zachowania, które przejmują coraz większe partie przestrzeni publicznej. Niedemokracja zaczyna się opłacać, bo przecież zyskownie jest być w coraz silniejszym nurcie społecznym (to się dzieje oczywiście demokratycznie). {Ciężko jest być gejem na osiedlu, gdzie dominują homofobi.}

Koronować nam jeszcze pozostało Chrystusa na Króla Polski.

Pozdrawiam
19-02-2011 23:13 
 Ocena 6 na 6
DEmonizer (4893 punktów)
Ciekawą sprawą jest także poparcie dla Łukaszenki na forach internetowych.
Coś jakby "pomroczność jasna".
Mechanizm narodowej chorągiewki na wietrze.
Komunizm radziecki - zły, lepsza demokracja.
Więc idziemy do wroga wroga - amerykańska demokracja kapitalistyczna - też się okazuje złem.
Cóż dalej - może ten komunizm nie był taki zły? Łukaszenka jest całkiem ok!
Ze skrajności w skrajność.
Polska nie wie czego chce, nie ma planów na przyszłość, wie tylko czego nie chce, co się nie podoba.
Tą sferę przejmuje kler, ruchy nacjonalistyczne, bo są radykalne, mają twarde i konkretne wizje, niestety złudne i niebezpieczne na dłuższą metę.

Edukacja poniosła klęskę, nie wytworzyła u ludzi dążenia przyszłościowego, mamy tylko życie z dnia na dzień, takie "dajcie mi wszyscy spokój". Smutny jest brak szacunku do nauczycieli.

Nieliczni coś chcą wiedzieć, coś chcą zmieniać, ale tylko sami dla siebie, sami z siebie. Nieliczni to za mało. Demokracja wymaga ciągłej aktywności na wielu płaszczyznach, bierność przybliża do dyktatury.

Pozdrawiam
Rafaela (2059 punktów)

>Edukacja poniosła klęskę, nie wytworzyła u ludzi dążenia przyszłościowego, mamy tylko życie z dnia na dzień, takie "dajcie mi wszyscy spokój". Smutny jest brak szacunku do nauczycieli.
Myślisz, że można być szanowanym, gdy samemu nie szanuje się tych, od których potem szacunku często się wymaga?

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
Hodża (11172 punktów)

>W tym kontekscie, zastanawia mnie to skąd u nas tak wielu zwolenników dyktatury? Ciągle słyszę: "trzeba to wszystko za mordę wziąć!". Pomimo tylu negatywnych przykładów, jest wielu, wydawałoby się inteligentych ludzi, którzy uważają, że demokracja jest "do chrzanu" a dyktatura "to by było coś".

Zależy jaka demokracja, jaka dyktatura. Jugosławia jest znakomitym tego przykładem. A także byłe republiki radzieckie z Azji Środkowej (Gdzie ostatnio były te czystki, chyba w Tadżykistanie?). Wystarczy odrobina wolności i już obywatele dostają kocizny, przypominają się zadawnione sprawy sprzed pięciu pokoleń i wio, kałach w łapę i do dzieła, porządkować kraj.
Matix (5786 punktów)
>A więc. Obywatele tych krajów wiedzą, czego nie chcą, otóż nie chcą dyktatorów, chcą rządów własnych, rządów ludu, tylko problem jest w tym, że nie wiedzą czego chcą, czego mogą chcieć, czego chcieć powinni

pogrubienie moje, wybacz, ale brzmi ono komicznie
DEmonizer (4893 punktów)
Być może.

Pozdrawiam
coreless (16088 punktów)

Co do nieprzewidywalności, to mam przed sobą raport sprzed kilku miesięcy przygotowany dla Amerykanów przez pewien ośrodek badawczy w Bahrajnie, gdzie udowadnia się krok po kroku, że w Iranie i krajach Bliskiego Wschodu należy spodziewać się wkrótce wybuchu niezadowolenia ze względu na sytuację demograficzną.
Przyjrzyjcie się, proszę, jak wygląda demografia tych krajów, jakie są wskaźniki bezrobocia i ubóstwa, i jaka jest skala nierówności społecznych. Tu chodzi o chleb, pracę, dach nad głową - podstawowe potrzeby i frustracje rzesz młodych ludzi, którym skończyła się cierpliwość. Podłoże tych niepokojów jest przede wszystkim ekonomiczne i demograficzne, potem społeczne i polityczne, na końcu ideologiczne.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
19-02-2011 21:40 
 Ocena 6 na 6
DEmonizer (4893 punktów)
Jakie były przyczyny Rewolucji 1917 w Rosji?

Porażka na I wojnie Światowej, głód, wzrost różnic klasowych wśród obywateli, niezadowolenie z carskiej władzy.

Uczciwy i oddolny ruch wyzwoleńczy, a efektem tego był Stalinowski Komunizm.

Zmierzam do tego, że bunt może być z jak najbardziej słusznych powodów, a efekty tego mogą być nieprzewidywalne i jeszcze bardziej okrutne, niż to przeciw czemu ten bunt powstał .

Większość rewolucji tworzyła lukę dla nowych dyktatorów.

Mądrość polega na dojrzałym dorastaniu społeczeństwa do zmian, ewolucji kulturowej, a nie raptownych zmianach, gdy społeczność jest w nich kompletnie zagubiona, bo w zagubieniu tkwi niebezpieczeństwo, które ktoś zawsze wykorzysta.

Pozdrawiam
19-02-2011 21:46 
 Ocena 6 na 6
coreless (16088 punktów)

Jak mówił ten sk...syn Mao: "Wszędzie na tej ziemi zapanował nieopisany chaos - sytuacja jest doskonała".

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
DEmonizer (4893 punktów)
Oto właśnie chodzi w tej "Piaskownicy".

Pozdrawiam
20-02-2011 14:15 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Mądrość polega na dojrzałym dorastaniu społeczeństwa do zmian, ewolucji kulturowej, a nie raptownych zmianach

Jak to dobrze, że zawsze znajdzie się ktoś, kto tym niemądrym Arabom czy innym zbuntowanym i niezadowolonym wyjaśni co to jest prawdziwa mądrość.

Byli też tacy, którzy powtarzali prawie takie same słowa niemądrym zbuntowanym Polakom w roku 1956, a potem w 1980.
20-02-2011 14:30 
 Ocena 5 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Byli też tacy, którzy powtarzali prawie takie same słowa niemądrym zbuntowanym Polakom w roku 1956, a potem w 1980.

A nie mieli trochę racji aby?


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Byli też tacy, którzy powtarzali prawie takie same słowa niemądrym zbuntowanym Polakom w roku 1956, a potem w 1980.
>A nie mieli trochę racji aby?

Nie, nie mieli.
20-02-2011 19:43 
 Ocena 5 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Byli też tacy, którzy powtarzali prawie takie same słowa niemądrym zbuntowanym Polakom w roku 1956, a potem w 1980.
>>A nie mieli trochę racji aby?
>Nie, nie mieli.

Węgrzy na swoim 56-tym lepiej wyszli?


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>>Byli też tacy, którzy powtarzali prawie takie same słowa niemądrym zbuntowanym Polakom w roku 1956, a potem w 1980.
>>>A nie mieli trochę racji aby?
>>Nie, nie mieli.
>Węgrzy na swoim 56-tym lepiej wyszli?

Co mają Węgrzy do rzeczy?
21-02-2011 06:55 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Węgrzy na swoim 56-tym lepiej wyszli?
>Co mają Węgrzy do rzeczy?

Czas, miejsce i akcję.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>Węgrzy na swoim 56-tym lepiej wyszli?
>>Co mają Węgrzy do rzeczy?
>Czas, miejsce i akcję.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, to powiedz, bo nie mam pojęcia co chcesz powiedzieć.
21-02-2011 09:52 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli chcesz coś powiedzieć, to powiedz, bo nie mam pojęcia co chcesz powiedzieć.


Tyle, że w konkretnym przypadku Polski w 56-tym i 80-tym dobrze się stało, że "rewolucje" ciut przystopowano.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
21-02-2011 11:07 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Jeśli chcesz coś powiedzieć, to powiedz, bo nie mam pojęcia co chcesz powiedzieć.
>
>Tyle, że w konkretnym przypadku Polski w 56-tym i 80-tym dobrze się stało, że "rewolucje" ciut przystopowano.

Znaczy, ze względu na zagrożenie radziecką interwencją? Przynajmniej w odniesieniu do roku 1980 (a raczej 1981) to jest bujda. Są już od dłuższego czasu znane zapisy rozmów jakie toczyły się wewnątrz KC KPZR na ten temat. Jaruzelski był wręcz obśmiewany jako ten, co sobie nie radzi i usiłuje wyciągać kasztany z ognia cudzymi rękami. Decyzja KC była jednoznaczna: nie będzie interwencji. Źródłem plotek o niej była jedna wypowiedź gen. Kulikowa, ówczesnego głównodowodzącego sił Układu Warszawskiego, która była tylko objawem walki frakcji militarnej w KC z frakcją KGB. I każdy kto wtedy orientował się w sytuacji wiedział, że tylko takie znaczenie można tej wypowiedzi przypisywać. Nie była to zresztą wiedza tajemna, zarówno Jaruzelski jak i inni polscy oficjele byli o niej przez stronę radziecką informowani.

A co do roku 1956, interwencja była możliwa, ale właśnie patrząc na Węgry widać, że Polacy wykazali się dużym rozsądkiem i powściągliwością. Po wydarzeniach w Poznaniu było tak naprawdę jasne, że władzy grozi oddolna rewolucja, więc władza sama się nieco zreformowała, trochę poszerzając zakres wolności obywateli. Coś jak to, co się obecnie dzieje w Egipcie, tyle że Egipcjanie nawet nie palili komitetów.
21-02-2011 11:52 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Znaczy, ze względu na zagrożenie radziecką interwencją? Przynajmniej w odniesieniu do roku 1980 (a raczej 1981) to jest bujda.

Skąd możesz wiedzieć?

>Są już od dłuższego czasu znane zapisy rozmów jakie toczyły się wewnątrz KC KPZR na ten temat. Jaruzelski był wręcz obśmiewany jako ten, co sobie nie radzi i usiłuje wyciągać kasztany z ognia cudzymi rękami. Decyzja KC była jednoznaczna: nie będzie interwencji.

Skąd możesz wiedzieć, że wraz z rozwojem sytuacji nie zmieniliby zdania?

>Źródłem plotek o niej

Źródłem obaw przed interwencją były bardzo konkretne precedensy.

>była jedna wypowiedź gen. Kulikowa, ówczesnego głównodowodzącego sił Układu Warszawskiego, która była tylko objawem walki frakcji militarnej w KC z frakcją KGB. I każdy kto wtedy orientował się w sytuacji wiedział,

Każdy, kto orientował się w sytuacji, wiedział, że Sowieci nie mogą sobie pozwolić na ryzyko przerwania swoich linii komunikacyjnych do Niemiec - przewidywanego głównego pola bitewnego III wojny.

>że tylko takie znaczenie można tej wypowiedzi przypisywać. Nie była to zresztą wiedza tajemna, zarówno Jaruzelski jak i inni polscy oficjele byli o niej przez stronę radziecką informowani.

Jaruzelski miał jakieś powody, by ufać czemukolwiek dochodzącemu od radzieckich?

>A co do roku 1956, interwencja była możliwa, ale właśnie patrząc na Węgry widać, że Polacy wykazali się dużym rozsądkiem i powściągliwością.

To właśnie pisałem.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
21-02-2011 12:50 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Znaczy, ze względu na zagrożenie radziecką interwencją? Przynajmniej w odniesieniu do roku 1980 (a raczej 1981) to jest bujda.
>Skąd możesz wiedzieć?

Jak mawiają Anglosasi, wprost z paszczy konia. Są dostępne stenogramy posiedzeń KC KPZR, są opracowania historyczne. Rusakow, odpowiedzialny za kontakty z "bratnimi" partiami, referował oczekiwania Jaruzelskiego, praktycznie wyśmiewane przez większość komitetu.

>Skąd możesz wiedzieć, że wraz z rozwojem sytuacji nie zmieniliby zdania?

To jest gdybanie historyczne. Jest faktem, że KC KPZR dosłownie na kilka dni przed 13 grudnia (jest stenogram podziedzenia z 10 grudnia) nadal nie miało żadnego zamiaru interweniować.

>Źródłem obaw przed interwencją były bardzo konkretne precedensy.

A same obawy były bardzo starannie podsycane przez Jaruzelskiego, jako usprawiedliwienie braku elastyczności władzy, a następnie wprowadzenia stanu wojennego. Nie miały natomiast pokrycia w faktach.

>Każdy, kto orientował się w sytuacji, wiedział, że Sowieci nie mogą sobie pozwolić na ryzyko przerwania swoich linii komunikacyjnych do Niemiec

A dlaczego niby miałoby to mieć miejsce w przypadku szerszych zmian ustrojowych w Polsce? Wiesz, to dzisiaj się opowiada legendy o tym jak to "naród walczył" bo chciał obalić socjalizm. Tak naprawdę moment wspólnego sprzeciwu był jeden, o ewentualne zmiany ustrojowe walczyła jakaś dość wąska elita, a hasła o "ekstremistach" (po cichu: Żydach) czy "socjalizm tak, wypaczenia nie" były wśród większości społeczeństwa dość nośne. Jaruzelski zastępujący Kanię był witany przez społeczeństwo jak mąż opatrznościowy, a bardowie Solidarności śpiewali piosenki o tym jak to "kiedy władza wchodzi w konflikt z życiem, to przyrżnąć władzy może też oficer". Jak najbardziej istniała przestrzeń w której można było wprowadzić trochę popularnych zmian, zrobić z Polski pół-Jugosławię, a jednocześnie nie drażnić niedźwiedzia ponad miarę.

>Jaruzelski miał jakieś powody, by ufać czemukolwiek dochodzącemu od radzieckich?

Ależ o zaufaniu obustronnie nie było mowy, natomiast nie sądzisz chyba, że nie mieli własnych źródeł informacji?

>>A co do roku 1956, interwencja była możliwa, ale właśnie patrząc na Węgry widać, że Polacy wykazali się dużym rozsądkiem i powściągliwością.
>To właśnie pisałem.

Inaczej to zrozumiałem.
21-02-2011 14:05 
 Ocena 5 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Skąd możesz wiedzieć?
>Jak mawiają Anglosasi, wprost z paszczy konia. Są dostępne stenogramy posiedzeń KC KPZR

Owe dokumenty (jeśli założyć ich wiarygodność) mówią wyłącznie o tym, co w danym momencie myślało sobie KC.
Sytuacja była dynamiczna i w każdej chwili mogło zacząć myśleć co innego.

>>Skąd możesz wiedzieć, że wraz z rozwojem sytuacji nie zmieniliby zdania?
>To jest gdybanie historyczne.

A niby co ma być? Obaj niniejszym je uprawiamy.

>Jest faktem, że KC KPZR dosłownie na kilka dni przed 13 grudnia (jest stenogram podziedzenia z 10 grudnia) nadal nie miało żadnego zamiaru interweniować.

Powtórzę do znudzenia: to, że KC we wtorek potrzeby interwencji nie widziało, nie oznaczało przecież, że nie zobaczy jej w środę.

>A same obawy były bardzo starannie podsycane przez Jaruzelskiego, jako usprawiedliwienie braku elastyczności władzy, a następnie wprowadzenia stanu wojennego. Nie miały natomiast pokrycia w faktach.

Nie miały pokrycia w faktach, bo Bratnia Pomoc - dzięki stanowi wojennemu - okazała się zbędna.
Ale fakty w rodzaju Berlina'53, Węgier'56 i Czechosłowacji'68 swoje do myślenia dawały. Na Kremlu siedziała wówczas dokładnie ta sama ekipa, która Praską Wiosnę zdusiła. Jaruzelski zaś świetnie pamiętał, że Dubczeka też do ostatniej chwili zapewniano, że żadnej interwencji nie budiet.
Z geopolitycznego punktu widzenia nie widać żadnego powodu, dla którego ZSRR miałby się od wkroczenia powstrzymać, gdyby na serio uznał swoje interesy za zagrożone.

>>Każdy, kto orientował się w sytuacji, wiedział, że Sowieci nie mogą sobie pozwolić na ryzyko przerwania swoich linii komunikacyjnych do Niemiec
>A dlaczego niby miałoby to mieć miejsce w przypadku szerszych zmian ustrojowych w Polsce?

Byłoby takie ryzyko, z punktu widzenia Sowietów - niedopuszczalne.

>Wiesz, to dzisiaj się opowiada legendy o tym jak to "naród walczył" bo chciał obalić socjalizm. Tak naprawdę moment wspólnego sprzeciwu był jeden, o ewentualne zmiany ustrojowe walczyła jakaś dość wąska elita, a hasła o "ekstremistach" (po cichu: Żydach) czy "socjalizm tak, wypaczenia nie" były wśród większości społeczeństwa dość nośne. Jaruzelski zastępujący Kanię był witany przez społeczeństwo jak mąż opatrznościowy, a bardowie Solidarności śpiewali piosenki o tym jak to "kiedy władza wchodzi w konflikt z życiem, to przyrżnąć władzy może też oficer".

Bunt "Solidarności" miał charakter nie tyle "antysocjalistyczny", co przede wszystkim "niepodległościowy" - czyli w sumie wymierzony był w interesy sowieckie.

>Jak najbardziej istniała przestrzeń w której można było wprowadzić trochę popularnych zmian, zrobić z Polski pół-Jugosławię, a jednocześnie nie drażnić niedźwiedzia ponad miarę.

To jest gdybanie historyczne . Takie zmiany nie były do pomyślenia, bo z punktu podważałyby legitymację pozostałych reżimów demoludowych. Zauważył kiedyś Bronisław Łagowski, że innego niż groźba sowieckiej interwencji powodu istnienia komunistycznych dyktatur w Europie Wschodniej nigdy nie było. Gdyby w Pradze, Budapeszcie etc. spostrzeżono, że przy leninowskich fundamentach ustroju można sobie majstrować bezkarnie, nastąpiłby efekt domina (jak zresztą parę lat później faktycznie się stało) - na co ZSRR pozwolić żadną już miarą nie mógł.

>Ależ o zaufaniu obustronnie nie było mowy, natomiast nie sądzisz chyba, że nie mieli własnych źródeł informacji?

Jakich by źródeł informacji Jaruzelski nie miał, istotne to nie było. Jak wskazywałem wcześniej - sęk w tym był, że radzieccy zdanie swobodnie mogli zmienić w każdej chwili. I gdybam, że by zmienili, jeśli zmienna sytuacja kazałaby im uznać swoje interesy za poważnie zagrożone.

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
21-02-2011 20:30 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Owe dokumenty (jeśli założyć ich wiarygodność) mówią wyłącznie o tym, co w danym momencie myślało sobie KC.
>Sytuacja była dynamiczna i w każdej chwili mogło zacząć myśleć co innego.

No więc właśnie niewiele na to wskazuje. Dla nas te lata 1980-81 to była epopeja "Solidarności", ale dla wierchuszki ZSRR to był moment zwrotny w walce między armią a KGB o dominację w kierownictwie państwa. Polska była tylko tłem. Stanowisko Breżniewa i zwycięskej frakcji KGB (Andropow został przecież jego następcą) było jasne: nie będzie interwencji W Polsce. Sprzeciw wobec planów armii, przede wszystkim Kulikowa, stanowił jedną z osi konfliktu. Można powiedzieć, że względy ambicjonalne i wewnętrzne rozgrywki w KPZR gwarantowały nam brak interwencji: w odpowiedzi Andrzejowi masz cytat z Andropowa w stylu "prędzej oddamy Polskę 'Solidarności' niż damy wam wjechać do kolejnego kraju". Pamiętaj, że to było rok po Afganistanie.

Poza tym Jaruzelski sam zabiegał o interwencję w razie potrzeby, w ochronie siebie i kolegów. Chciał tylko, żeby w interwencji z przyczyn historycznych nie brali udziału Niemcy (chociaż Honecker aż się rwał do walki z kontrrewolucją), a polskie wojsko żeby współdziałało z siłami Układu Warszawskiego jako "gospodarze". Kulikow miał zupełnie inną koncepcję i gdyby miał wjechać, wjechałby z Niemcami, a polskie oddziały prędzej potraktowałby jako przeciwnika niż "gospodarza". Tyle, że to jeszcze były czasy Breżniewa, nie Gorbaczowa -- nie było takiej opcji, żeby ZSRR i UW interweniowały wbrew woli Pierwszego Sekretarza.

>>To jest gdybanie historyczne.
>A niby co ma być? Obaj niniejszym je uprawiamy.

Nie w odniesieniu do decyzji Politbiura KPZR, które były jednoznaczne.

>Powtórzę do znudzenia: to, że KC we wtorek potrzeby interwencji nie widziało, nie oznaczało przecież, że nie zobaczy jej w środę.

Być może. Tak jak wszystko być może. Ale w świetle publikacji zapisów posiedzeń, korespondencji Jaruzelskiego z Breżniewem itp. wcale na to nie wygląda.

>Ale fakty w rodzaju Berlina'53, Węgier'56 i Czechosłowacji'68 swoje do myślenia dawały. Na Kremlu siedziała wówczas dokładnie ta sama ekipa, która Praską Wiosnę zdusiła. Jaruzelski zaś świetnie pamiętał, że Dubczeka też do ostatniej chwili zapewniano, że żadnej interwencji nie budiet.

Tylko, widzisz, sam Jaruzelski usiłował sobie załatwić tę interwencję, jako dupochron w razie gdyby mu się armia zbuntowała. I jakoś bardzo trudno mi uwierzyć, biorąc pod uwagę sytuację w KC KPZR, że nie otrzymał odpowiedzi "macie sobie radzić samodzielnie, Wojciechu Władysławowiczu".

>Z geopolitycznego punktu widzenia nie widać żadnego powodu, dla którego ZSRR miałby się od wkroczenia powstrzymać, gdyby na serio uznał swoje interesy za zagrożone.

Jw. Pierwszą i naczelną opcją było "rozwiązanie wewnętrzne". Akurat w tym momencie wewnętrzne rozgrywki były ważniejsze od goepolityki. Przynajmniej do pewnego momentu.

>Bunt "Solidarności" miał charakter nie tyle "antysocjalistyczny", co przede wszystkim "niepodległościowy" - czyli w sumie wymierzony był w interesy sowieckie.

Bunt "Solidarności" miał bardzo różny charakter, bo był to bardzo różnorodny ruch. Nurt anty-radziecki też w tym był, ale wcale nie aż taki silny jak by się wydawało.

>To jest gdybanie historyczne . Takie zmiany nie były do pomyślenia, bo z punktu podważałyby legitymację pozostałych reżimów demoludowych. Zauważył kiedyś Bronisław Łagowski, że innego niż groźba sowieckiej interwencji powodu istnienia komunistycznych dyktatur w Europie Wschodniej nigdy nie było. Gdyby w Pradze, Budapeszcie etc. spostrzeżono, że przy leninowskich fundamentach ustroju można sobie majstrować bezkarnie, nastąpiłby efekt domina (jak zresztą parę lat później faktycznie się stało) - na co ZSRR pozwolić żadną już miarą nie mógł.

Dlatego naciskał na "rozwiązanie wewnętrzne". Ale, że tak sobie pogdybam, gdyby Jaruzelski był twardym graczem, mógł jednak sporo ugrać. Konflikt wewnątrz KPZR był do tego dobrą okazją.

>Jakich by źródeł informacji Jaruzelski nie miał, istotne to nie było. Jak wskazywałem wcześniej - sęk w tym był, że radzieccy zdanie swobodnie mogli zmienić w każdej chwili.

Ponownie, jw. Było bardzo mało prawdopodobne, żeby je zmienili. To było takie trochę "być albo nie być" dla sporej grupy zgromadzonych wokół Breżniewa przedstawicieli frakcji KGB. Nie mogli ustąpić naciskom Kulikowa.
22-02-2011 10:05 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Stanowisko Breżniewa i zwycięskej frakcji KGB (Andropow został przecież jego następcą) było jasne: nie będzie interwencji W Polsce.

Ech, powtórzę po raz n-ty: w każdej chwili mogło się zmienić.

>Można powiedzieć, że względy ambicjonalne i wewnętrzne rozgrywki w KPZR gwarantowały nam brak interwencji:

Bez żartów.

>w odpowiedzi Andrzejowi masz cytat z Andropowa w stylu "prędzej oddamy Polskę 'Solidarności' niż damy wam wjechać do kolejnego kraju".

Ot, retoryka - i nic więcej.

>Pamiętaj, że to było rok po Afganistanie.

Jeszcze jedna przesłanka, by sądzić, że jeśli zechcą, to wejdą.

>Tyle, że to jeszcze były czasy Breżniewa, nie Gorbaczowa -- nie było takiej opcji, żeby ZSRR i UW interweniowały wbrew woli Pierwszego Sekretarza.

???
Dubczeka się radzieccy o zdanie nie pytali. O losie Hafizullaha Amina już nie wspomnę nawet.
Jeśli zaś chodzi Ci o Breżniewa jako Pierwszego Sekretarza, to przypominam, że on już wtedy chodził "na korbkę" - bez trudu można sobie wyobrazić wyłączenie go z decyzji.

>Jw. Pierwszą i naczelną opcją było "rozwiązanie wewnętrzne". Akurat w tym momencie wewnętrzne rozgrywki były ważniejsze od goepolityki. Przynajmniej do pewnego momentu.

O, to, to! - do pewnego momentu.

>Bunt "Solidarności" miał bardzo różny charakter, bo był to bardzo różnorodny ruch. Nurt anty-radziecki też w tym był, ale wcale nie aż taki silny jak by się wydawało.

Jak to nie? Postsolidarnościowa klasa politykierska do dziś ze Związkiem Radzieckim walczy.

>Dlatego naciskał na "rozwiązanie wewnętrzne".

Pewnie, że "rozwiązanie wewnętrzne" o wiele bardziej radzieckich urządzało niż interwencja. Ale jak się nie ma, co się lubi...

>Ale, że tak sobie pogdybam, gdyby Jaruzelski był twardym graczem, mógł jednak sporo ugrać. Konflikt wewnątrz KPZR był do tego dobrą okazją.

A jakież to niby karty miał w ręku? Czym on postraszyć mógł Sowietów?

>Ponownie, jw. Było bardzo mało prawdopodobne, żeby je zmienili. To było takie trochę "być albo nie być" dla sporej grupy zgromadzonych wokół Breżniewa przedstawicieli frakcji KGB. Nie mogli ustąpić naciskom Kulikowa.

W przypadku utraty władzy w Polsce przez Partię zrobiłoby się "być albo nie być" dla całego zimnowojennego ładu geopolitycznego - rozgrywki frakcyjne w kąt by poszły wtedy.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Stanowisko Breżniewa i zwycięskiej frakcji KGB (Andropow został przecież jego następcą) było jasne: nie będzie interwencji W Polsce.
>Ech, powtórzę po raz n-ty: w każdej chwili mogło się zmienić.

Zgodnie z tym co wiadomo na ten temat, nie mogło. To było również stanowisko całej frakcji KGB w otoczeniu Breżniewa, właśnie wygrywającej walkę o dominację z frakcją wojskową. Oni doskonale wiedzieli, że interwencja to jest ich przegrana, a wyniesienie do władzy wojskowych. Tak się działo za każdym razem kiedy ZSRR interweniował za granicą -- generałowie zajmowali najwyższe stanowiska i mieli najwięcej do powiedzenia.

>>w odpowiedzi Andrzejowi masz cytat z Andropowa w stylu "prędzej oddamy Polskę 'Solidarności' niż damy wam wjechać do kolejnego kraju".
>Ot, retoryka - i nic więcej.

Nonsens. Akurat Andropow był siłą napędową jeśli chodzi o tę opcję, więc jego stanowisko było skrajne, ale dominująca frakcja znacznie bardziej niż "kontrrewolucją" przejmowała się ekonomicznymi skutkami sankcji Zachodu wobec ZSRR. Sam Andropow był zdecydowany pogodzić się z dowolnymi zmianami w Polsce o ile zostanie zachowane bezpieczeństwo linii komunikacji do wschodnich Niemiec. Przypomnę, że to był następca Breżniewa, już wtedy najważniejszy w jego otoczeniu.

>>Tyle, że to jeszcze były czasy Breżniewa, nie Gorbaczowa -- nie było takiej opcji, żeby ZSRR i UW interweniowały wbrew woli Pierwszego Sekretarza.
>???

O Breżniewie przecież mówię. To, że wtedy już dostawał tlen przez mikrofony jak najbardziej wspiera tezę o tym, że interwencji by nie było: decydowała zwycięska frakcja wokół niego zgromadzona, czyli KGBiści z Andropowem na czele.

>>Ale, że tak sobie pogdybam, gdyby Jaruzelski był twardym graczem, mógł jednak sporo ugrać. Konflikt wewnątrz KPZR był do tego dobrą okazją.
>A jakież to niby karty miał w ręku? Czym on postraszyć mógł Sowietów?

A kto mówi o straszeniu?

>W przypadku utraty władzy w Polsce przez Partię zrobiłoby się "być albo nie być" dla całego zimnowojennego ładu geopolitycznego - rozgrywki frakcyjne w kąt by poszły wtedy.

Nic z tego co wiadomo na ten temat nie potwierdza tej opinii. Przeciwnie, Andropowa uważa się za demontera doktryny Breżniewa, właśnie przy okazji wydarzeń w Polsce 1980-81. On był gotów zaakceptować dowolną polską Jugosławię czy Finlandię, jeśli zostałyby tu wojska radzieckie i zapewniona byłaby komunikacja z NRD. A Kulikow po latach przyznawał, że nawet w 1980 nie było planów interwencji, natomiast do połowy 1981 było już z jego punktu widzenia po ptakach, decyzja na "nie" zapadła.
22-02-2011 13:17 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zgodnie z tym co wiadomo na ten temat, nie mogło. To było również stanowisko całej frakcji KGB w otoczeniu Breżniewa, właśnie wygrywającej walkę o dominację z frakcją wojskową. Oni doskonale wiedzieli, że interwencja to jest ich przegrana, a wyniesienie do władzy wojskowych. Tak się działo za każdym razem kiedy ZSRR interweniował za granicą -- generałowie zajmowali najwyższe stanowiska i mieli najwięcej do powiedzenia.

Dzięki czemu jednak Obóz Pokoju i Postępu trwał sobie w dobrym zdrowiu. Bo, powtórzę, to właśnie gotowość Sowietów do interwencji w razie potrzeby była jedyną rękojmią jego trwania. Bez niej zawaliłby się jak domek z kart (co z czasem faktycznie zaszło) - o czym Andropow też świetnie wiedział. Widmo ewentualnego zmniejszenia wpływów własnej frakcji niczym było wobec perspektywy upadku całego systemu.

>>>w odpowiedzi Andrzejowi masz cytat z Andropowa w stylu "prędzej oddamy Polskę 'Solidarności' niż damy wam wjechać do kolejnego kraju".
>>Ot, retoryka - i nic więcej.
>Nonsens.

Powinienem był napisać: bluff.

>Sam Andropow był zdecydowany pogodzić się z dowolnymi zmianami w Polsce o ile zostanie zachowane bezpieczeństwo linii komunikacji do wschodnich Niemiec.

Przecież wiedział, że takich gwarancji mieć nie mógł.

>>>Ale, że tak sobie pogdybam, gdyby Jaruzelski był twardym graczem, mógł jednak sporo ugrać. Konflikt wewnątrz KPZR był do tego dobrą okazją.
>>A jakież to niby karty miał w ręku? Czym on postraszyć mógł Sowietów?
>A kto mówi o straszeniu?

Wziąłby ich na urok osobisty?

>Nic z tego co wiadomo na ten temat nie potwierdza tej opinii. Przeciwnie, Andropowa uważa się za demontera doktryny Breżniewa, właśnie przy okazji wydarzeń w Polsce 1980-81. On był gotów zaakceptować dowolną polską Jugosławię czy Finlandię, jeśli zostałyby tu wojska radzieckie i zapewniona byłaby komunikacja z NRD.

Żadna "finlandyzacja" nie wchodziła w grę - z powodów już wymienianych:
1. strategicznych przewidywań na okoliczność III wojny;
2. złego przykładu, który obróciłby w gruzy wiarygodność systemu jako całości.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Powtórzę, to właśnie gotowość Sowietów do interwencji w razie potrzeby była jedyną rękojmią jego trwania. Bez niej zawaliłby się jak domek z kart (co z czasem faktycznie zaszło) - o czym Andropow też świetnie wiedział. Widmo ewentualnego zmniejszenia wpływów własnej frakcji niczym było wobec perspektywy upadku całego systemu.
[...]
>Żadna "finlandyzacja" nie wchodziła w grę - z powodów już wymienianych:
>1. strategicznych przewidywań na okoliczność III wojny;
>2. złego przykładu, który obróciłby w gruzy wiarygodność systemu jako całości.

Nie musisz streszczać doktryny Breżniewa. Chciałbym ci tylko zwrócić uwagę na fakt, że Andropow jest uważany przez historyków za tego, który tę doktrynę zdemontował -- właśnie w odniesieniu do Polski. ZSRR miał już w tym momencie na głowie kłopot w postaci Afganistanu i ostrej reakcji Zachodu, a przed sobą widmo poważnych problemów ekonomicznych: wsparcie dla Polski (owszem, przez cały okres "Solidarności" istniało coś takiego) było wyjątkiem, okupowanym ograniczeniem sprzedaży taniej ropy i gazu do NRD, Bułgarii, Węgier i Czechosłowacji. Honecker i inni głośno protestowali, a tymczasem wycofane surowce sprzedawane były przez ZSRR po rynkowych cenach poza blok wschodni i z tych pieniędzy dotowana była polska gospodarka. Andropow miał przy tym poparcie większości Politbiura, w tym Susłowa -- głównego ideologa partii i przewodniczącego specjalnej komisji Politbiura d/s Polski, Gromyki -- szefa MSZ, a nawet marszałka Ustinowa, ministra obrony. Większość Politbiura nie popierała opcji interwencji. Niestety, to nadal jest "rozumowanie" jak powinni byli się zachować przywódcy ZSRR żeby pozostać w zgodzie z doktryną Breżniewa kontra wiedza o tym jak naprawdę się zachowali, odrzucając doktrynę Breżniewa.

>Powinienem był napisać: bluff.

Jaki byłby sens takiego "bluffu"? Nie musiał bluffować. Jego zdanie popierał Breżniew. Mógł sobie pozwolić nawet na takie ostre stawianie sprawy jak w podanym cytacie.

>>Sam Andropow był zdecydowany pogodzić się z dowolnymi zmianami w Polsce o ile zostanie zachowane bezpieczeństwo linii komunikacji do wschodnich Niemiec.
>Przecież wiedział, że takich gwarancji mieć nie mógł.

Bo?

>Wziąłby ich na urok osobisty?

Tylko taką alternatywę widzisz? Straszenie albo liczenie na ładny uśmiech?
23-02-2011 11:03 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym ci tylko zwrócić uwagę na fakt, że Andropow jest uważany przez historyków za tego, który tę doktrynę zdemontował

Aha. Tak sprytnie zdemontował, że nikt o tym nie wiedział.

>Większość Politbiura nie popierała opcji interwencji. Niestety, to nadal jest "rozumowanie" jak powinni byli się zachować przywódcy ZSRR żeby pozostać w zgodzie z doktryną Breżniewa kontra wiedza o tym jak naprawdę się zachowali, odrzucając doktrynę Breżniewa.

Każdy woli problemy w miarę możności cudzymi rękami rozwiązywać. Ale jak się nie ma, co się lubi...

>Jaki byłby sens takiego "bluffu"? Nie musiał bluffować. Jego zdanie popierał Breżniew. Mógł sobie pozwolić nawet na takie ostre stawianie sprawy jak w podanym cytacie.

Sensem każdego bluffu jest manifestacja zdecydowania - a nuż uwierzą?

>>>Sam Andropow był zdecydowany pogodzić się z dowolnymi zmianami w Polsce o ile zostanie zachowane bezpieczeństwo linii komunikacji do wschodnich Niemiec.
>>Przecież wiedział, że takich gwarancji mieć nie mógł.
>Bo?

Bo w Polsce upojonej zwycięstwem nad Partią zapanowałoby bezhołowie, nad którym nikt by nie zapanował. Na pewno nie zrobiłyby tego solidaruchy, które z punktu wzięłyby się za łby między sobą. W końcu wszyscy byli już nauczeni, że wygrywa się poprzez protesty, strajki, manifestacje etc.Tłem wszystkiego byłaby totalna zapaść gospodarcza i konieczność bolesnych reform, na ponoszenie kosztów których nikt by się nie godził. Antysowieckie nastroje wybuchłyby z całą siłą i triumfalizmem więc natychmiast wzięto by się do eksportowania rewolucji (Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej przypomnę).
W razie III wojny na pewno znalazłoby się dosyć patriotów, którzy chwacko by tory zaczęli rozkręcać.
Na taki bardak za plecami Sowieci pozwolić sobie nie mogli.

>>Wziąłby ich na urok osobisty?
>Tylko taką alternatywę widzisz? Straszenie albo liczenie na ładny uśmiech?

Widzisz tych alternatyw cztery?


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
21-02-2011 16:01 
 Ocena 6 na 6
spray (5875 punktów)

>To jest gdybanie historyczne. Jest faktem, że KC KPZR dosłownie na kilka dni przed 13 grudnia (jest stenogram podziedzenia z 10 grudnia) nadal nie miało żadnego zamiaru interweniować.

Heh... Teraz to się nazywa "gdybanie historyczne", ale wtedy strona radziecka - z braku zaufania właśnie - nie informowała polskich partnerów, ograniczając się do ogólników i frazesów.
Teraz się łatwo mówi o źródłach, stenogramach z posiedzeń, notatkach... wtedy one nie były w żaden sposób dostępne stronie polskiej!

Natomiast wtedy, przy braku pewnej informacji na temat zamiarów ZSRR, obserwowano fakty:
taki np. taki, że jesienią '80. zostały zmobilizowane cztery dywizje radzieckie przy granicy z Polską, wiosną '81. odbyły się największe powojenne manewry wojsk radzieckich "Zapad 81", latem '81. Rosjanie zwiększyli o 200% (!) ilość czołgów stacjonujących w Bornem Sulimowie, nie pytając Polski ani o zdanie, ani o zgodę...
To tak z tych najważniejszych... Jednocześnie raporty CIA z tego czasu informowały o groźbie interwencji radzieckiej w Polsce, że o donosach Kuklińskiego nie wspomnę.

To już nie jest gdybanie! To są fakty!

>>Źródłem obaw przed interwencją były bardzo konkretne precedensy.
>A same obawy były bardzo starannie podsycane przez Jaruzelskiego, jako usprawiedliwienie braku elastyczności władzy, a następnie wprowadzenia stanu wojennego. Nie miały natomiast pokrycia w faktach.

Taaa?
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Teraz się łatwo mówi o źródłach, stenogramach z posiedzeń, notatkach... wtedy one nie były w żaden sposób dostępne stronie polskiej!

Dostępna była za to komunikacja, w tym bezpośrednia, z ambasadorem ZSRR i kierownictwem KPZR. Jaruzelski dobrze wiedział, że ma sobie radzić sam.

>Natomiast wtedy, przy braku pewnej informacji na temat zamiarów ZSRR, obserwowano fakty:
>taki np. taki, że jesienią '80. zostały zmobilizowane cztery dywizje radzieckie przy granicy z Polską, wiosną '81. odbyły się największe powojenne manewry wojsk radzieckich "Zapad 81", latem '81. Rosjanie zwiększyli o 200% (!) ilość czołgów stacjonujących w Bornem Sulimowie, nie pytając Polski ani o zdanie, ani o zgodę...
>To tak z tych najważniejszych... Jednocześnie raporty CIA z tego czasu informowały o groźbie interwencji radzieckiej w Polsce, że o donosach Kuklińskiego nie wspomnę.
>To już nie jest gdybanie! To są fakty!

Gdyby machanie spluwą za każdym razem oznaczało decyzję o naciśnięciu spustu, żaden zakładnik nigdy nie przeżyłby żadnego porwania.

>>A same obawy były bardzo starannie podsycane przez Jaruzelskiego, jako usprawiedliwienie braku elastyczności władzy, a następnie wprowadzenia stanu wojennego. Nie miały natomiast pokrycia w faktach.
>Taaa?

Owszem, "taaa".
21-02-2011 21:07 
 Ocena 4 na 4
spray (5875 punktów)

>Dostępna była za to komunikacja, w tym bezpośrednia, z ambasadorem ZSRR i kierownictwem KPZR.

Jasne
Ale przecież się komunikowali i to dość intensywnie!
Nb. - to kolejny fakt.

Jak wspomniałam : "strona radziecka - z braku zaufania właśnie - nie informowała polskich partnerów, ograniczając się do ogólników i frazesów".
Wynikało to głównie z faktu, że kierownictwo radzieckie uznało, iż polscy komuniści stracili realny wpływ na sytuację w kraju, a do tego nie są dość zdecydowani i zdeterminowani - tym samym niepewni i niegodni zaufania, dlatego być może trzeba będzie za nich "załatwić sprawę".

>Jaruzelski dobrze wiedział, że ma sobie radzić sam.

Czyżby?
Przecież proponowano Polsce wprowadzenie radzieckich doradców do Sztabu Generalnego!
Propozycja została odrzucona, a gen. Jaruzelski usiłował w Moskwie przekonywać, że sami sobie poradzimy.
Ponadto:Cytat:
1 grudnia 1980 władze ZSRR przekazały gen. Tadeuszowi Hupałowskiemu i płk. Franciszkowi Puchale plany wkroczenia wojsk radzieckich do Polski w ramach ćwiczeń "Sojuz 80". Gotowość operacyjną do przekroczenia granicy wyznaczono na 8 grudnia 1980. Według meldunku płk. Kuklińskiego dla CIA z początku grudnia[10] do Polski miało wtedy wkroczyć 18 dywizji wojsk Układu Warszawskiego (15 radzieckich, dwie czechosłowackie i jedna enerdowska), które po chwilowym pozorowaniu manewrów z ostrą amunicją przegrupowano by tak, aby otoczyć nimi większe polskie miasta i ośrodki przemysłowe.


edit:
dodam jeszcze, że - głównie pod sugestią Brzezinskiego - Amerykanie rozważali możliwość interwencji na wypadek wkroczenia sił Układu Warszawskiego do Polski, ale zrezygnowali, uznając, że w Europie Środkowej będą za słabi. Myślę, że przede wszystkim bardzo obawiali się ryzyka rozpętania konfliktu totalnego.
Moim zdaniem : słusznie.

edit bis:
co do faktycznej postawy Brzezińkiego właściwie nie ma jasności - wtedy krążyły takie wieści, po latach sam Brzezinski - i nie tylko on - zaprzeczał, jakoby ktokolwiek doradzał Reaganowi interwencję.


Na jakiej podstawie uważasz, że jeśli gen. Jaruzelski poradził sobie sam, to ta decyzja nie była jego, ale narzucona przez Moskwę???
Z pomocą Moskwy poszłoby sprawniej , nie uważasz?
I teraz byśmy nie roztrząsali domniemanych win Generała, niestety!

>Gdyby machanie spluwą za każdym razem oznaczało decyzję o naciśnięciu spustu, żaden zakładnik nigdy nie przeżyłby żadnego porwania.

No, tutaj, kochany, to już "pojechałeś po bandzie"!
Skoro dla Ciebie to było takie sobie machanie spluwą, to ja... zdrowia życzę!

>>Taaa?
>Owszem, "taaa".

Rozumiem Twoje poczucie dysonansu poznawczego
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Jak wspomniałam : "strona radziecka - z braku zaufania właśnie - nie informowała polskich partnerów, ograniczając się do ogólników i frazesów".
>Wynikało to głównie z faktu, że kierownictwo radzieckie uznało, iż polscy komuniści stracili realny wpływ na sytuację w kraju, a do tego nie są dość zdecydowani i zdeterminowani - tym samym niepewni i niegodni zaufania, dlatego być może trzeba będzie za nich "załatwić sprawę".

Sprawdź sobie te źródła które są cytowane w książce do której linkowałem. Politbiuro KPZR i Breżniew byli zdecydowanie przeciwko interwencji w Polsce.

>Na jakiej podstawie uważasz, że jeśli gen. Jaruzelski poradził sobie sam, to ta decyzja nie była jego, ale narzucona przez Moskwę???

Nie bardzo rozumiem o co pytasz. Jest chyba jasne, że był mocno naciskany i że postawienie na "rozwiązanie wewnetrzne" nie oznaczało, że mógł sobie robić co mu przyszło do głowy.

>Z pomocą Moskwy poszłoby sprawniej, nie uważasz?

Jaruzelski też tak uważał, wyobraź sobie. I jakoś nie doczekał się tym razem akceptacji dla koncepcji "bratniej pomocy".

>Skoro dla Ciebie to było takie sobie machanie spluwą, to ja... zdrowia życzę!

Owszem, było. Jak wiadomo, decyzja nie zapadła. Co więcej, wiadomo już, że była mocna decyzja na "nie". Nie posłuchano też sugestii Jaruzelskiego. Porównaj to sobie z ochoczą interwencją na prośbę o "bratnią pomoc" w Afganistanie.
21-02-2011 22:20 
 Ocena 3 na 5
spray (5875 punktów)

>Sprawdź sobie te źródła które są cytowane w książce do której linkowałem. Politbiuro KPZR i Breżniew byli zdecydowanie przeciwko interwencji w Polsce.

Czasem byli, a czasem nie byli.
A jak nie byli, to delegowali towarzysza Kulikova na ścisłe określone pozycje.
Ile Ty masz lat , Kolego?
Bo ja na tyle dużo, że jeszcze pamiętam atmosferę tamtych dni.
I na tyle mało, że wtedy jeszcze nic nie kapowałam z dyplomacji.
Zwłaszcza wojennej.

>>Na jakiej podstawie uważasz, że jeśli gen. Jaruzelski poradził sobie sam, to ta decyzja nie była jego, ale narzucona przez Moskwę???
>Nie bardzo rozumiem o co pytasz. Jest chyba jasne, że był mocno naciskany i że postawienie na "rozwiązanie wewnetrzne" nie oznaczało, że mógł sobie robić co mu przyszło do głowy.

Przecież sugerowałeś, że został pozostawiony sam sobie - a nie został, tylko sam tak wymanewrował - i wybrał jak najgorszy dla Polski wariant - ja uważam , że najlepszy z najgorszych, a innych nie było.

>>Z pomocą Moskwy poszłoby sprawniej, nie uważasz?
>Jaruzelski też tak uważał, wyobraź sobie. I jakoś nie doczekał się tym razem akceptacji dla koncepcji "bratniej pomocy".

Czyżby?
Skoro wskazujesz mi swoje linki, popatrz na moje cytaty.
I sprawdź fakty, czyli historię najnowszą.
Która jest jeszcze zbyt świeża, żeby ktoś miał czelność zaprzeczyć.

>>Skoro dla Ciebie to było takie sobie machanie spluwą, to ja... zdrowia życzę!
>Owszem, było. Jak wiadomo, decyzja nie zapadła.

A po co się macha spluwą? Niezależnie od kalibru...

Czyzbys negował sens całej tzw. Zimnej Wojny?

Ja, oczywiście , neguję, jako pacyfistka - ale nie z powodu machania spluwą, oraz rakietami i antyrakietami.

>Co więcej, wiadomo już, że była mocna decyzja na "nie". Nie posłuchano też sugestii Jaruzelskiego. Porównaj to sobie z ochoczą interwencją na prośbę o "bratnią pomoc" w Afganistanie.

Już wiadomo... urocze!
Mamy rok 2011.

Taka mnie dygresja dopadła...
- Nie dyskutuj z ... kimś niegodnym tego...
Bo cię sprowadzi do swojego poziomu, a potem... pokona doświadczeniem!

Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Sprawdź sobie te źródła które są cytowane w książce do której linkowałem. Politbiuro KPZR i Breżniew byli zdecydowanie przeciwko interwencji w Polsce.
>Czasem byli, a czasem nie byli.

Dokumenty źródłowe mówią coś innego.

>>Nie bardzo rozumiem o co pytasz. Jest chyba jasne, że był mocno naciskany i że postawienie na "rozwiązanie wewnetrzne" nie oznaczało, że mógł sobie robić co mu przyszło do głowy.
>Przecież sugerowałeś, że został pozostawiony sam sobie

Naprawdę? Wobec tego nie zrozumieliśmy się. Jest dużo dokumentów świadczących o tym, że był pod mocnym naciskiem.

>>>Z pomocą Moskwy poszłoby sprawniej, nie uważasz?
>>Jaruzelski też tak uważał, wyobraź sobie. I jakoś nie doczekał się tym razem akceptacji dla koncepcji "bratniej pomocy".
>Czyżby?
>Skoro wskazujesz mi swoje linki, popatrz na moje cytaty.

Powtórzę jeszcze raz: przygotowania to jedno, decyzja to drugie. Jest dobrze poświadczonym faktem, że decyzja była wyraźnie na "nie". Gdyby Breżniew zdecydował się na interwencję, byłaby interwencja.

>>Owszem, było. Jak wiadomo, decyzja nie zapadła.
>A po co się macha spluwą? Niezależnie od kalibru...

Nie po to, żeby za każdym razem z niej strzelać. To, wyobraź sobie, neguje w dużym stopniu sens posiadania broni.

Widzę, że adpersony i bezpodstawne deklaracje to zaczyna być standard w tym wątku, więc w stosunku do twojej osoby pozwolę sobie zakończyć dyskusję.
21-02-2011 22:22 
 Ocena 3 na 3
spray (5875 punktów)

>Sprawdź sobie te źródła które są cytowane w książce do której linkowałem. Politbiuro KPZR i Breżniew byli zdecydowanie przeciwko interwencji w Polsce.

Czasem byli, a czasem nie byli.
Big_zyd już to naświetlił, ale chyba mu kaganek oświaty nie wyrobił w takich egipieckich ciemnościach, jak je Pan Wątróbka określał ...

A jak nie byli, to delegowali towarzysza Kulikova na ścisłe określone pozycje.
Ile Ty masz lat , Kolego?
Bo ja na tyle dużo, że jeszcze pamiętam atmosferę tamtych dni.
I na tyle mało, że wtedy jeszcze nic nie kapowałam z dyplomacji.
Zwłaszcza wojennej.

>>Na jakiej podstawie uważasz, że jeśli gen. Jaruzelski poradził sobie sam, to ta decyzja nie była jego, ale narzucona przez Moskwę???
>Nie bardzo rozumiem o co pytasz. Jest chyba jasne, że był mocno naciskany i że postawienie na "rozwiązanie wewnetrzne" nie oznaczało, że mógł sobie robić co mu przyszło do głowy.

Przecież sugerowałeś, że został pozostawiony sam sobie - a nie został, tylko sam tak wymanewrował - i wybrał jak najgorszy dla Polski wariant - ja uważam , że najlepszy z najgorszych, a innych nie było.

>>Z pomocą Moskwy poszłoby sprawniej, nie uważasz?
>Jaruzelski też tak uważał, wyobraź sobie. I jakoś nie doczekał się tym razem akceptacji dla koncepcji "bratniej pomocy".

Czyżby?
Skoro wskazujesz mi swoje linki, popatrz na moje cytaty.
I sprawdź fakty, czyli historię najnowszą.
Która jest jeszcze zbyt świeża, żeby ktoś miał czelność zaprzeczyć.

>>Skoro dla Ciebie to było takie sobie machanie spluwą, to ja... zdrowia życzę!
>Owszem, było. Jak wiadomo, decyzja nie zapadła.

A po co się macha spluwą? Niezależnie od kalibru...

Czyzbys negował sens całej tzw. Zimnej Wojny?

Ja, oczywiście , neguję, jako pacyfistka - ale nie z powodu machania spluwą, oraz rakietami i antyrakietami.

>Co więcej, wiadomo już, że była mocna decyzja na "nie". Nie posłuchano też sugestii Jaruzelskiego. Porównaj to sobie z ochoczą interwencją na prośbę o "bratnią pomoc" w Afganistanie.

Już wiadomo... urocze!
Mamy rok 2011.

Taka mnie dygresja dopadła...
- Nie dyskutuj z ... kimś niegodnym tego...
Bo cię sprowadzi do swojego poziomu, a potem... pokona doświadczeniem!


21-02-2011 15:31 
 Ocena 4 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
Mówi Pan Grzegorz Staniak, a jak on to mówi to znaczy, że jest to prawda do wierzenia!
>Znaczy, ze względu na zagrożenie radziecką interwencją? Przynajmniej w odniesieniu do roku 1980 (a raczej 1981) to jest bujda. Są już od dłuższego czasu znane zapisy rozmów jakie toczyły się wewnątrz KC KPZR na ten temat. Jaruzelski był wręcz obśmiewany jako ten, co sobie nie radzi i usiłuje wyciągać kasztany z ognia cudzymi rękami. Decyzja KC była jednoznaczna: nie będzie interwencji. Źródłem plotek o niej była jedna wypowiedź gen. Kulikowa, ówczesnego głównodowodzącego sił Układu Warszawskiego, która była tylko objawem walki frakcji militarnej w KC z frakcją KGB. I każdy kto wtedy orientował się w sytuacji wiedział, że tylko takie znaczenie można tej wypowiedzi przypisywać. Nie była to zresztą wiedza tajemna, zarówno Jaruzelski jak i inni polscy oficjele byli o niej przez stronę radziecką informowani.
Pod koniec PRL-u już taka prymitywna propaganda nie przechodziła, ale teraz przechodzi.
To jest jedynie słuszna ocena 1980 - 1981 roku, a każdy kto w nią powątpiewa, to albo głupek, albo komuch.

@@@
.
21-02-2011 19:03 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
> Mówi Pan Grzegorz Staniak, a jak on to mówi to znaczy, że jest to prawda do wierzenia!
[...]
>Pod koniec PRL-u już taka prymitywna propaganda nie przechodziła, ale teraz przechodzi.
>To jest jedynie słuszna ocena 1980 - 1981 roku, a każdy kto w nią powątpiewa, to albo głupek, albo komuch.

Pod adresem books.goog(*)ry_r&cad=0#v=onepage&q&f=false można znaleźć publikację Duke University analizującą rozpad ZSRR w świetle niedawno wtedy ujawnionych, a wcześniej tajnych materiałów -- m.in. stenogramów posiedzeń KC KPZR czy korespondencji strony radzieckiej z gen. Jaruzelskim. Na stronach 68-69 można tam przeczytać:

While a post-1989 special parliamentary commission was deliberating in Poland on the rights and wrongs of Jaruzelski and his generals, documents arriving from the former Soviet archives throw more light on the matter. The most important were transcripts of CPSU Politburo meetings, top secret communiations between Brezhnev and Jaruzelski, and internal documents of the CPSU Central Comittee, all of which have appeared in various publications. These documents indicated that at the critical time when martial law was about to be introduced, the firm resolve of the Brezhnev Politburo was not to send troops to Poland. What is more, from deliberations at the Soviet Politburo held on 10 December 1981, two days before the critical date, one may conclude that Jaruzelski actively sought an assurance from the Soviet leadership that, should the Polish army fail to do the job, "fraternal" help would arrive from the Soviet Union.

[...] the preference for an "internal solution" of the Polish problem clearly had prevailed among the Soviet leadership, so much so that Jaruzelski was firmly rebuffed when he hinted that Soviet troops might be useful after all.

Andropov: "[Jaruzelski] is raising the question, albeit indirectly, of receiving military assistance as well [on top of economic assistance] ... If comrade Kulikov actually did speak about the introduction of troops, then I believe he did this incorrectly. We can't risk such a step. We don't intend to introduce troops into Poland. That is the proper position, and we must adhere to it until the end. I don't know how things will turn out in Poland, but even if Poland falls under the control of 'Solidarity', that's the way it will be."

Tak więc Andrzeju, ja nie muszę opierać się na wierze, ponieważ mam źródła wskazujące na jednoznaczną pozycję Politbiura KPZR w tej kwestii. Wypowiedź Andropowa była skrajna, ale to była opcja popierana przez Breżniewa, a tak radykalne postawienie sprawy było też zagraniem na nosie przegrywającej frakcji militarnej przez zwycięską (do dziś dnia, można by powiedzieć) frakcję KGB: "choćbyśmy mieli Polskę oddać 'Solidarności', nie będziecie mieli swojej wojenki, towarzyszu Kulikow".

Przy okazji chciałbym pogratulować ci niezwykle merytorycznej, pełnej argumentów i wyważonej wypowiedzi, wolnej od tego zacietrzewienia, adperson i agresji których tak nie lubisz. Szkoda że nie zacząleś od jakiegoś "Wielce Szanowny Panie", jeszcze ładniej by to wyglądało.
21-02-2011 21:44 
 Ocena 3 na 3
spray (5875 punktów)
>Na stronach 68-69 można tam przeczytać:
>While a post-1989 special parliamentary commission was(...) If comrade Kulikov actually did speak about the introduction of troops, then I believe ... bla, bla



>...ja nie muszę opierać się na wierze,



>ponieważ mam źródła wskazujące na jednoznaczną pozycję Politbiura KPZR w tej kwestii.

Stenogramy naonczas tajne?

>Wypowiedź Andropowa była skrajna, ale to była opcja popierana przez Breżniewa, a tak radykalne postawienie sprawy było też zagraniem na nosie przegrywającej frakcji militarnej przez zwycięską (do dziś dnia, można by powiedzieć) frakcję KGB: "choćbyśmy mieli Polskę oddać 'Solidarności', nie będziecie mieli swojej wojenki, towarzyszu Kulikow".

Ale to jednak Kulikov chciał narzucić polskiemu Sztabowi Generalnemu doradców.
On tak sam z siebie i bez pozwoleństwa?
O! Święta Naiwności!!!

>Przy okazji chciałbym pogratulować (...) niezwykle merytorycznej, pełnej argumentów i wyważonej wypowiedzi, wolnej od tego zacietrzewienia, adperson i agresji , etc...


Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>ponieważ mam źródła wskazujące na jednoznaczną pozycję Politbiura KPZR w tej kwestii.
>Stenogramy naonczas tajne?

Stanowisko Breżniewa tajne bynajmniej nie było i było bynajmniej nie jeden raz Jaruzelskiemu przekazywane: "macie zrobić porządek, Wojciechu Władysławowiczu".

>Ale to jednak Kulikov chciał narzucić polskiemu Sztabowi Generalnemu doradców.
>On tak sam z siebie i bez pozwoleństwa?
>O! Święta Naiwności!!!

Masz jasne i jednoznaczne dokumenty dotyczące podejmowanych wówczas decyzji. Niezależnie od wszystkich planów i przygotowań, nie było decyzji o interwencji i więcej -- była mocna decyzja na "nie". Obawiam się, że zaprzeczanie temu to dyskusja z faktami.
21-02-2011 22:37 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)

>Masz jasne i jednoznaczne dokumenty dotyczące podejmowanych wówczas decyzji. Niezależnie od wszystkich planów i przygotowań, nie było decyzji o interwencji i więcej -- była mocna decyzja na "nie".

O interwencji nie było decyzji, nie było o nieinterwencji, bo nie mówiło się oficjalnie o interwencji.

>Obawiam się, że zaprzeczanie temu to dyskusja z faktami.

Czemu zaprzeczać? Bo nie wiem...

To ja podałam fakty.
A nie jakieś wtórne interpretacje po czasie.
I to nawet często posiłkując się arguemntem przez Ciebie wyśmianym, a zaraz pzywoływanym... vide: Kulikov.
Raz tylko to zrobiłam i zaraz uzupełniłam w wyjaśnienia.

Jak wybrniesz ze swego dysonansu?
na razie tylko się wkopujesz głębiej.
Już nie powiem w co, bo tego sam musisz doświadczyć, żeby się nauczyć (jak mniemam...)
22-02-2011 12:07 
 Ocena 2 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>Przy okazji chciałbym pogratulować ci niezwykle merytorycznej, pełnej argumentów i wyważonej wypowiedzi, wolnej od tego zacietrzewienia, adperson i agresji których tak nie lubisz. Szkoda że nie zacząleś od jakiegoś "Wielce Szanowny Panie", jeszcze ładniej by to wyglądało.
Wielce Szanowny Panie, (formę ty zachowuję dla znajomych i przyjaciół) serdecznie dziękuję za minusa. Minus od Pana, to plus dla mnie, ale ja się Panu nie zrewanżuję. Dziękuję także za podanie źródła swojej wiedzy. Służby (a wszak od nich ta informacja pochodzi) wszystkich krajów i zawsze mają najlepszą wiedzę i tą obiektywną wiedzą dzielą się szczodrze ze społeczeństwem. Moja wiedza jest zdecydowanie nieobiektywną, gdyż głównie opiera się na pamięci i dokumentach polskich dowódców wojskowych oraz własnej pamięci tamtych czasów.
A także na subiektywnym wyborze, że jeżeli już będę już musiał, to zdecydowanie prędzej uwierzę członkom KC PZPR niż członkom KC KPZR (nawet "uczciwie" nagranym), Pan woli odwrotnie i ja tylko ten Pański "obiektywizm" zakwestionowałem. Nie zrozumiał Pan? Nie szkodzi i wcale mnie to nie dziwi.

Nie jest to wątek poświęcony naszej historii, a Pańska kultura, merytoryczność, łagodność i obiektywizm są tu równie znaną jak moja agresywność, zacietrzewienie i subiektywizm.

Miłego dnia Wielce Szanownemu Panu życzę i jak Panu to ulży, to niech Pan sobie i tą wypowiedź zminusuje.

@@@
.
21-02-2011 21:41 
 Ocena 4 na 4
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Mam pewnego znajomego, który wówczas był w wysokich kręgach oficerskich LWP i nie widzę przyczyny, dla której miałby kłamać. Opowiadał, że słyszał, jak za polsko- ukraińską granicą radzieckie czołgi grzały silniki.

Nie mam powodów, żeby mu nie wierzyć.
21-02-2011 22:18 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Mam pewnego znajomego, który wówczas był w wysokich kręgach oficerskich LWP i nie widzę przyczyny, dla której miałby kłamać. Opowiadał, że słyszał, jak za polsko- ukraińską granicą radzieckie czołgi grzały silniki.
>Nie mam powodów, żeby mu nie wierzyć.

Ależ jak najbardziej nie ma powodów, żeby mu nie wierzyć. Tyle tylko, że jest różnica między planami i przygotowaniami, a decyzją. Nikt pewnie nie kwestionuje faktu, że odbywały się przygotowania, łącznie z rozmowami w ramach UW. Nie było natomiast decyzji, a sądząc po dokumentach, była wręcz mocna decyzja na "nie".
22-02-2011 07:50 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Grzegorz, my jeszcze żyjemy... My, czyli ci, co pamiętają, a byli już wówczas dość dorośli, żeby się obawiać. Mądrym można sobie być teraz, po 30 latach, jak się ma dostęp do (niektórych) dokumentów. Wtedy to nawet Jaruzelski niczego nie mógł być pewny. Znał radzieckich towarzyszy i widział już ich interwencje. Radzieccy towarzysze mówili, że nie wejdą, ale zdanie mogli zmienić z dnia na dzień i o tym Jaruzelski też wiedział. A czołgi stały w gotowości.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-02-2011 09:09 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Grzegorz, my jeszcze żyjemy... My, czyli ci, co pamiętają, a byli już wówczas dość dorośli, żeby się obawiać. Mądrym można sobie być teraz, po 30 latach, jak się ma dostęp do (niektórych) dokumentów. Wtedy to nawet Jaruzelski niczego nie mógł być pewny. Znał radzieckich towarzyszy i widział już ich interwencje. Radzieccy towarzysze mówili, że nie wejdą, ale zdanie mogli zmienić z dnia na dzień i o tym Jaruzelski też wiedział. A czołgi stały w gotowości.

Jaruzelski sam starał się zabezpieczyć sobie interwencję, na wypadek gdyby np. szeregowe wojsko posłuchało wołania "chodźcie z nami", albo "wojsko z narodem" -- nie doczekał się oferty. Odtajniona została również jego korespondencja z Breżniewem, która mówi jasno: musicie sobie z tym sami poradzić, towarzyszu generale. Ciężko mi uwierzyć, że poza tym nie miał też innych źródeł informacji na temat rzeczywistych zamiarów Kremla.
22-02-2011 21:47 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
>Jaruzelski sam starał się zabezpieczyć sobie interwencję, na wypadek gdyby np. szeregowe wojsko posłuchało wołania "chodźcie z nami", albo "wojsko z narodem" -- nie doczekał się oferty.
Cała ta teoria zupełnie nie trzyma się kupy, a mówiąc inaczej jest nielogiczna.
Fakty które pamiętam to wielki nacisk Solidarności, która moim zdaniem więcej dążyła
do obalenia ustroju i wyzwolenia się spod dyktatury ZSRR niż do naprawy socjalizmu.
Ten stan rzeczy bardzo niepokoił towarzyszy z Moskwy, którzy dyrektywą i groźbą
starali się zdyscyplinować Jaruzelskiego do zrobienia " porządku ".

Ten zaś był w sytuacji tragicznej. Z jednej strony groziła wojna domowa,
bo " na drzewach zamiast liści mieli wisieć komuniści", do czego parła radykalna część Solidarności. Naprawdę uważałem i dalej uważam taki scenariusz za możliwy.
Z drugiej strony groźba "bratniej pomocy", gdyby sprawy zaszły za daleko.
Jaruzelski dobrze znał i towarzyszy z Moskwy i fakty z przeszłości.

Tutaj naiwnością jest twierdzenie, że chodziło o jakąś elastyczność, ustępstwa
polityczne. Gdyby zaspokojone zostały ambicje polityczne Solidarności i jej doradców
to Jaruzelski nie musiałby "zabezpieczać sobie intewencji" - miałby ją jak w banku,
a raczej jak w Czechosłowacji 68. Szczególnie mogło się Jaruzelskiemu nie podobać w jaki sposób w czasie interwencji potraktowano Dubczeka. Poza tym Jaruzelski jako człowiek inteligentny wiedział dobrze, że interwencja z punktu widzenia bezpieczeństwa nie jest żadnym rozwiązaniem, w Polsce mogło nie skończyć się tak łagodnie jak to miało miejsce w Czechosłowacji.

>Ciężko mi uwierzyć, że poza tym nie miał też innych źródeł informacji na temat
>rzeczywistych zamiarów Kremla.
Może miał. Kanclerz Schmidt np. mówił kiedyś w wywiadzie prasowym, że miał
informacje z wywiadu o koncentracji wojsk radzieckich wokół polskich granic w tym czasie moze i Jaruzelski miał podobne.
Mnie natomiast rozbraja Twoja naiwność, która pozwala Ci nie pomyśleć,
że Kreml musiał mieć plan działania na wypadek gdyby Jaruzelski pod wpływem
rzekomych zapewmień, że interwencji nie będzie, spróbował pójść na daleko idące ustępstwa lub gdyby mu się nie udało spacyfikować Solidarności.
23-02-2011 01:36 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Cała ta teoria zupełnie nie trzyma się kupy, a mówiąc inaczej jest nielogiczna.

Historia często jest "nielogiczna", trochę jałowe jest jednak tłumaczenie faktom jak powinny były "na logikę" wyglądać.

>Fakty które pamiętam to wielki nacisk Solidarności, która moim zdaniem więcej dążyła do obalenia ustroju i wyzwolenia się spod dyktatury ZSRR niż do naprawy socjalizmu.

To nie jest "fakt". To jest ocena, bardzo jednostronna i mocno oderwana od rzeczywistości.

>Ten stan rzeczy bardzo niepokoił towarzyszy z Moskwy, którzy dyrektywą i groźbą starali się zdyscyplinować Jaruzelskiego do zrobienia " porządku ". Ten zaś był w sytuacji tragicznej. Z jednej strony groziła wojna domowa, bo "na drzewach zamiast liści mieli wisieć komuniści", do czego parła radykalna część Solidarności.

Nonsens. Powielasz mity ówczesnej partyjnej propagandy. Wymień jedno źródło które mogłoby być podstawą do takich opinii.

>Z drugiej strony groźba "bratniej pomocy", gdyby sprawy zaszły za daleko.
>Jaruzelski dobrze znał i towarzyszy z Moskwy i fakty z przeszłości.

Jaruzelski sam tę "bratnią pomoc" sobie usiłował załatwić. No i może doczytaj zanim zaczniesz opowiadać bajki: przygotowania do stanu wojennego zaczęły się jeszcze w roku 1980. Robienie z Jaruzelskiego tragicznie rozdartego patrioty to niezasłużony awans dla tego typowego wojskowo-partyjnego aparatczyka, lojalnego przede wszystkim wobec partii.

>Gdyby zaspokojone zostały ambicje polityczne Solidarności i jej doradców
>to Jaruzelski nie musiałby "zabezpieczać sobie intewencji" - miałby ją jak w banku

W dalszym ciągu jest to prezentowanie Głębokiego Przekonania przeciwko udokumentowanym decyzjom władz ZSRR.

>Mnie natomiast rozbraja Twoja naiwność, która pozwala Ci nie pomyśleć, że Kreml musiał mieć plan działania na wypadek gdyby Jaruzelski pod wpływem rzekomych zapewmień, że interwencji nie będzie, spróbował pójść na daleko idące ustępstwa lub gdyby mu się nie udało spacyfikować Solidarności.

Następca Breżniewa i najbardziej wpływowi funkcjonariusze ówczesnych władz ZSRR byli zdecydowanie przeciwni interwencji, traktując ją jako ostateczność. Nie chciałbym ci przeszkadzać w byciu rozbrajanym, ale nie mam pojęcia, skąd sobie wyczytałeś moje rzekome twierdzenie, że Kreml nie miał planów interwencji. Może czytaj jednak trochę mniej kreatywnie.
23-02-2011 14:14 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Cała ta teoria zupełnie nie trzyma się kupy, a mówiąc inaczej jest nielogiczna.
>Historia często jest "nielogiczna", trochę jałowe jest jednak tłumaczenie faktom >jak powinny były "na logikę" wyglądać.
Rzeczywiście zabawne powiedzonko, podobnie jak ludzie którzy twierdzą że "fakty to my" i nie chcą sobie zawracać głowy logiką.

>>Fakty które pamiętam to wielki nacisk Solidarności, która moim zdaniem więcej dążyła do obalenia ustroju i wyzwolenia się spod dyktatury ZSRR niż do naprawy socjalizmu.
>To nie jest "fakt". To jest ocena, bardzo jednostronna i mocno oderwana od rzeczywistości.
Co nie jest faktem, istnienie struktur Solidarności, strajki, manifestacje, żądania, spadek produkcji i ich skutki? Czy może dążenie do obalenia ustroju, bo nie było przecież żadnego dokumentu spisanego na tę okoliczność, a zatem rzecz można uznać za niebyłą ? Podaj swoją ocenę bardziej zbliżoną do rzeczywistości.

>>Ten stan rzeczy bardzo niepokoił towarzyszy z Moskwy, którzy dyrektywą i groźbą starali się zdyscyplinować Jaruzelskiego do zrobienia " porządku ". Ten zaś był w sytuacji tragicznej. Z jednej strony groziła wojna domowa, bo "na drzewach zamiast liści mieli wisieć komuniści", do czego parła radykalna część Solidarności.
>Nonsens. Powielasz mity ówczesnej partyjnej propagandy. Wymień jedno źródło które mogłoby być podstawą do takich opinii.
Moimi źródłami było wtedy to co się mówiło w zakładzie pracy, w rodzinie, w organizacji Solidarności, w wojsku, w partii.
Sam Jaruzelski napisał na ten temat parę książek gdzie szczegółowo podaje wydarzenia, dane, wypowiedzi. Niektóre fakty potwierdza także prof Holzer w książce pt. "Solidarność 1980 - 1981". Nawet Wikipedia podaje cytat: "a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści" jako hasło obozu posierpniowego Solidarności.
N.b. postaraj się o usunięcie tego zdania z Wikipedii ("jeśli fakty nie zgadzają się z naszą wersją historii - to tym gorzej dla faktów")

>>Z drugiej strony groźba "bratniej pomocy", gdyby sprawy zaszły za daleko.
>>Jaruzelski dobrze znał i towarzyszy z Moskwy i fakty z przeszłości.
>Jaruzelski sam tę "bratnią pomoc" sobie usiłował załatwić. No i może doczytaj zanim zaczniesz opowiadać bajki: przygotowania do stanu wojennego zaczęły się jeszcze w roku 1980.
Opowiadanie bajek już od dawna mnie nie bierze, a tym bardziej ich czytanie.
Nie namówisz mnie na to .

>Robienie z Jaruzelskiego tragicznie rozdartego patrioty to niezasłużony awans dla >tego typowego wojskowo-partyjnego aparatczyka, lojalnego przede wszystkim wobec partii.
Typowy jest tutaj brak empatii i jednostroność ocen tych którzy zostali "oświeceni".

>>Gdyby zaspokojone zostały ambicje polityczne Solidarności i jej doradców
>>to Jaruzelski nie musiałby "zabezpieczać sobie intewencji" - miałby ją jak w banku
>W dalszym ciągu jest to prezentowanie Głębokiego Przekonania przeciwko udokumentowanym decyzjom władz ZSRR.
Owszem, takiego samego jak i to że interwencji by nie było pomimo "udokumentowanych
decyzji władz ZSRR". Gdyby była moglibyśmy ZSRR zaskarżyć do sądu o niedotrzymanie
swoich ustaleń . Ciekawym zjawiskiem jest u Ciebie ta wiara w ustalenia władz ZSRR. Jest to ciekawy przypadek Wiary wg Potrzeb.

>Następca Breżniewa i najbardziej wpływowi funkcjonariusze ówczesnych władz ZSRR byli zdecydowanie przeciwni interwencji, traktując ją jako ostateczność.
Wiadomo przecie, ZSRR to nie agresory.

>Nie chciałbym ci przeszkadzać w byciu rozbrajanym, ale nie mam pojęcia, skąd sobie wyczytałeś moje rzekome twierdzenie, że Kreml nie miał planów interwencji. Może czytaj jednak trochę mniej kreatywnie.
Jedno wynika z drugiego. Bądź konsekwentny Grzegorzu.
Ale jeśli jednak dopuszczasz, że Kreml miał plan interwencji w razie konieczności to gadanie o tym, że interwencja nam nie groziła traci cokolwiek sens, prawda?
rexus (2343 punktów)
Plan rozmontowania ZSRR od środka rysował pan Zbigniew Brzeziński, ten któremu bolszewicy zamordowali ojca we Lwowie.
Na tyle na ile udało mi się zrozumieć pewnych działaczy solidarności, dostali oni rozkaz od CIA na wywołanie ogólnopolskich strajków, bo wywiad potwierdzał głębokie zaangażowanie wojsk Radzieckich w Afganistanie i niechęć politbiura do kolejnej wojny z Polakami.
Jaruzelski miał usłyszeć: "Wojtek, ty nas nie wkurwiaj, my mamy w chuj roboty. Załatwiasz sprawy sam, albo my załatwimy ciebie,- i wtedy być może wkroczymy."
23-02-2011 20:58 
 Ocena 4 na 4
Alicja Duda (25557 punktów)
>Na tyle na ile udało mi się zrozumieć pewnych działaczy solidarności, dostali oni rozkaz od CIA na wywołanie ogólnopolskich strajków, bo wywiad potwierdzał głębokie zaangażowanie wojsk Radzieckich w Afganistanie i niechęć politbiura do kolejnej wojny z Polakami.
Jeżeli założymy, że działacze "S' mówili prawdę, to jak wytłumaczysz fakt, że nie zostali uprzedzeni o zamiarze wprowadzenia stanu wojennego? Kukliński przecież doniósł swoim mocodawcom o takim zamiarze.
Coś mi to mocno śmierdzi dorabianiem ideologii post factum.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
rexus (2343 punktów)

>Jeżeli założymy, że działacze "S' mówili prawdę, to jak wytłumaczysz fakt, że nie zostali uprzedzeni o zamiarze wprowadzenia stanu wojennego?

Twoje pytanie pozostawia niesmak wobec moralności wywiadu amerykańskiego, który podkręcał całą sytuację. Cóż plan zakładał w swych priorytetach rozmontowanie ZSRR, (najpierw UW) ofiary też trzeba było wkalkulować.
Ciężko jest wygrać wojnę bez ofiar. Jednak co by nie uważać, chłopcy załatwili sprawę bez wywoływania globalnego konfliktu jak w 1941r.
24-02-2011 11:44 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>Plan rozmontowania ZSRR od środka rysował pan Zbigniew Brzeziński, ten któremu bolszewicy zamordowali ojca we Lwowie.
Rysowników było wielu, ale właśnie ten Brzeziński jeśli sobie dobrze przypominam
jedną z jego wypowiedzi był także przekonany, że ZSRR "nie zadrży ręka" w razie potrzeby, jak wygrażał Jaruzelskiemu Kulikow.

>Jaruzelski miał usłyszeć: "Wojtek, ty nas nie wkurwiaj, my mamy w chuj roboty. >Załatwiasz sprawy sam, albo my załatwimy ciebie,- i wtedy być może wkroczymy."
Taka optyka sugeruje, że Jaruzelski prosił o interwencję, w co nie wierzę, bo to jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
Prawdopodobna moim zdaniem jest wersja, że Jaruzelskiego mocno naciskano o "zrobienie porządku", a ten czekał na odpowiedni moment do wprowadzenia stanu wojennego. Tym momentem było ogłoszenie masowej manifestacji w Warszawie na 17 grudnia.
20-02-2011 14:45 
 Ocena 3 na 3
DEmonizer (4893 punktów)
Ja wyrażam własną opinię.

Uważam, że historia "pokazuje" wystarczająco efekt odpicia w drugą stronę po rewolucjach.

Jestem zwolennikiem ewolucji kulturowej.

> Jak to dobrze, że zawsze znajdzie się ktoś, kto tym niemądrym Arabom czy innym zbuntowanym i niezadowolonym wyjaśni co to jest prawdziwa mądrość.

Nie uważam siebie za posiadacza najmądrzejszych przepisów na rzeczywistość. Ale pojawia się pytanie: Jaki jest poziom edukacji wśród krajów arabskich? Jaka jest ta edukacja? Czy świecka? Jaki będzie efekt tej edukacji? Czy przy takim systemie edukacyjnym dane pokolenia są w stanie myśleć demokratycznie? Na to pytanie próbuję sobie odpowiedzieć i podrzucam moje wnioski tutaj, aby uzyskać jeszcze lepszą odpowiedz poprzez konfrontację intelektualną.
Zacząłem wnioskowane od tego, jaka jest społeczność arabska (ok 1/3 to analfabeci prowadzani na smyczy kleru, poza tym w większości "czytaci i pisaci" są także pod jego wpływem) i jakie będą konsekwencje wprowadzenia zmian np. demokratycznych wśród tej ludności.
Arabia nie stanie się nagle białą kartą i zbuduje przepiękną demokrację, mało tego, jeszcze pozbędzie się Islamu, który uzna za absolutne zło. To jest naiwność.

Czy Polsce udało się odciąć od PRLu?
Uważam, że nie. Nie staliśmy się wspaniałą demokracją, a raczej słabą o PRLowskiej mentalności.

> Byli też tacy, którzy powtarzali prawie takie same słowa niemądrym zbuntowanym Polakom w roku 1956, a potem w 1980.

Żyjemy w Epoce Informacyjnej. Otoczenie jest zmienne i nieprzewidywalne, a przy takich warunkach człowiek musi być kreatywny, zmienny, dostosowujący się do zmian.
Nie ma tu miejsca na klarowny podział: prawica - lewica. Jest coś, co jest czasami jednym, a czasami drugim, a bywa i innym. Nie nazywam siebie liberałem i nie nazywam konserwatystą, wolę być człowiekiem reagującym rozsądnie w danej sytuacji. Ale całym sercem jestem demokratą.
Zwrócić proszę uwagę na poglądy Hitchensa po ataku na WTC. Świat się zmienił, nie jest czarno-biały, jest kolorowy.

Pozdrawiam
20-02-2011 18:05 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Uważam, że historia "pokazuje" wystarczająco efekt odpicia w drugą stronę po rewolucjach.

A gdzie się twoim zdaniem odbywa jakaś rewolucja? Patrząc na najważniejszy z tych krajów w których odbywają się zmiany, czyli Egipt: w czym widzisz cechy rewolucji? W quasi-puczu wojskowym "za porozumieniem stron" (chyba pierwszym w historii) i z błogosławieństwem państw realizujących w Egipcie swoje interesy, głównie USA? W planowanej zmianie konstytucji, poddaniu jej pod referendum, zmianie ordynacji wyborczej, wolnych wyborach? Co konkretnie twoim zdaniem w tym procesie zasługuje na opis "rewolucja"? Czy według ciebie polskie rozmowy okrągłego stołu, wybory kontraktowe itd. to była "rewolucja"? Bo to co się dzieje w Egipcie bardziej przypomina ten polski proces niż np. rewolucję francuską czy bolszewicką. I porównywanie tego np. właśnie do rewolucji bolszewickiej wynika bardziej z napędzanego przez stereotypy strachu przed Okropnym Islamizmem niż z racjonalnej analizy sytuacji. Gdyby podobny protest jak ten na placu Tahrir odbył się np. na Kubie czy na Białorusi, z podobnym skutkiem, zachwytom nad pokojowym protestem ludzi domagających się wolności nie byłoby końca. Ale ponieważ chodzi o Arabów,

>Jestem zwolennikiem ewolucji kulturowej.

I świat ma się stosować do twoich koncepcji na temat tego jak powinien wyglądać? Właśnie jesteś świadkiem ewolucji kulturowej: miliony ludzi w iluś tam krajach wyraziły swoje preferencje co do kierunku w jakim te kraje powinny się rozwijać, w różnym stopniu wzięte pod uwagę przez sprawujących tam władzę.

>Nie uważam siebie za posiadacza najmądrzejszych przepisów na rzeczywistość. Ale pojawia się pytanie: Jaki jest poziom edukacji wśród krajów arabskich? Jaka jest ta edukacja? Czy świecka? Jaki będzie efekt tej edukacji? Czy przy takim systemie edukacyjnym dane pokolenia są w stanie myśleć demokratycznie? Na to pytanie próbuję sobie odpowiedzieć

A kim ty jesteś, albo ogólniej: kim my jesteśmy, żeby ustanawiać kryteria jakie muszą spełniać ludzie zanim będą mieli prawo domagać się więcej wolności?

>Arabia nie stanie się nagle białą kartą i zbuduje przepiękną demokrację, mało tego, jeszcze pozbędzie się Islamu, który uzna za absolutne zło. To jest naiwność.

A kto według ciebie wypowiada takie teorie? To jest ustawianie chochoła po to, żeby go potem zwalczać. Wskaż jakąś wypowiedź w której ktoś mówił o tej "białej karcie" i pozbywaniu się islamu.

>Czy Polsce udało się odciąć od PRLu?
>Uważam, że nie. Nie staliśmy się wspaniałą demokracją, a raczej słabą o PRLowskiej mentalności.

No i? Podpiszesz się pod zdaniem, że w Polsce rządzi Rydzyk i jego polityczne zaplecze? Więc skąd to przekonanie, że w Egipcie będzie rządzić Bractwo Muzułmańskie i imamowie? Polacy dokładnie tak samo jak Egipcjanie wyrażali w trakcie przełomu roku 1989 pragnienie większej obecności kościoła w życiu publicznym -- jako zwykłą reakcję na wcześniejsze wobec niego represje. Wyciąganie z tego wniosków o zagrożeniu islamizmem to zwykłe panikarstwo.

>Zwrócić proszę uwagę na poglądy Hitchensa po ataku na WTC. Świat się zmienił, nie jest czarno-biały, jest kolorowy.

Co nijak nie uprawnia nas do postawy "demokracja nie jest dla wszystkich, należy trzymać Arabów pod butem aż do niej dojrzeją, bo inaczej to ryzykujemy zagrożenie islamistyczne". Leżenie pod butem nie jest dobrą pozycją do nauki demokracji. A Egipcjanie udowodnili, kontynuując w miarę spokojne protesty mimo 300 ofiar, że potrafią stanowczo, ale odpowiedzialnie domagać się zmian.
20-02-2011 19:56 
 Ocena 3 na 3
DEmonizer (4893 punktów)

>A gdzie się twoim zdaniem odbywa jakaś rewolucja? Patrząc na najważniejszy z tych krajów w których odbywają się zmiany, czyli Egipt: w czym widzisz cechy rewolucji? W quasi-puczu wojskowym "za porozumieniem stron" (chyba pierwszym w historii) i z błogosławieństwem państw realizujących w Egipcie swoje interesy, głównie USA? W planowanej zmianie konstytucji, poddaniu jej pod referendum, zmianie ordynacji wyborczej, wolnych wyborach? Co konkretnie twoim zdaniem w tym procesie zasługuje na opis "rewolucja"?

Być może, że "rewolucja" okaże się zbyt mocnym słowem. Ciężko jest oceniać proces przed jego zakończeniem. Chciałbym, aby ogólne rozwiązanie było najlepsze dla Egipcjan oraz reszty świata.

> Czy według ciebie polskie rozmowy okrągłego stołu, wybory kontraktowe itd. to była "rewolucja"?

Co najmniej zmiana. Zmiana polityki całego regionu. Zmiana strefy wpływów. Za rewolucję mogę uznać konieczność zmiany myślenia na kapitalizm. Dla mnie rewolucja, to potrzeba zmiany w ludzkich umysłach przeradzająca się w czyn. Czy coś można uznać za Wielkie, bądź małe, zależy od przyjętej normy, każdy ma inną.

> Bo to co się dzieje w Egipcie bardziej przypomina ten polski proces niż np. rewolucję francuską czy bolszewicką.

Może i przypomina, ale to tylko przypominanie. Jak się proces zakończy, to będzie wiadomo, czym to było. Wszystko zależy od tego, jak się zachowa dana strona, a "słońce jeszcze nie zaszło".

> I porównywanie tego np. właśnie do rewolucji bolszewickiej wynika bardziej z napędzanego przez stereotypy strachu przed Okropnym Islamizmem niż z racjonalnej analizy sytuacji.

A czy Islamizmu nie należy się bać? To taki kulturalny model życia, społeczny, nieagresywny, przyjazny Innościom. Uważam, że na Islamizm nie można przymrużać oka.
"Zemsta Boga" Gilles'a Kepela jest książką w temacie.

> Gdyby podobny protest jak ten na placu Tahrir odbył się np. na Kubie czy na Białorusi, z podobnym skutkiem, zachwytom nad pokojowym protestem ludzi domagających się wolności nie byłoby końca. Ale ponieważ chodzi o Arabów,

Nie wiem, czy bym się zachwycał, raczej zastanawiał, co może z tego wyniknąć. Chociaż życzyłbym obywatelom tych krajów wszystkiego dobrego.

>>Jestem zwolennikiem ewolucji kulturowej.
>I świat ma się stosować do twoich koncepcji na temat tego jak powinien wyglądać?

No bez przesady, jestem małą, biedną człowieczyną, która wyraża własną opinię na dany temat i robi to jeszcze na forum słynącym z krytycyzmu. Nie do pomyślenia jest dla mnie mówić komuś, jak powinien myśleć.

> Właśnie jesteś świadkiem ewolucji kulturowej: miliony ludzi w iluś tam krajach wyraziły swoje preferencje co do kierunku w jakim te kraje powinny się rozwijać, w różnym stopniu wzięte pod uwagę przez sprawujących tam władzę.

Wyraziły opinię na temat tego, czego nie chcą, oczywiście to jest dobre, ale zbyt mało, aby wytworzyć stabilną demokrację, której nie jest w stanie przejąć kolejny dyktator.

>A kim ty jesteś, albo ogólniej: kim my jesteśmy, żeby ustanawiać kryteria jakie muszą spełniać ludzie zanim będą mieli prawo domagać się więcej wolności?

Kryteria własne jakieś tam posiadam, od czegoś trzeba zacząć określanie sytuacji.
Dlaczego od razu muszą? Zrobią jak będą uważać, bądź ktoś za nich "uważy". Ja na to nie mam wpływu. Mogę snuć tylko teorie i hipotezy oraz konfrontować je ze społecznością. Jeśli wyrażam opinię, która ci się nie podoba, to muszę mieć zapędy dyktatorskie?

>>Arabia nie stanie się nagle białą kartą i zbuduje przepiękną demokrację, mało tego, jeszcze pozbędzie się Islamu, który uzna za absolutne zło. To jest naiwność.
>A kto według ciebie wypowiada takie teorie? To jest ustawianie chochoła po to, żeby go potem zwalczać. Wskaż jakąś wypowiedź w której ktoś mówił o tej "białej karcie" i pozbywaniu się islamu.

Wyolbrzymiłem sytuację, aby pokazać zależność między edukacją społeczną w trakcie dyktatury, a nagłą zmianą systemu rządów. Zmiany zaczynają się od edukacji. Nie ma pustki miedzy przeszłością, teraźniejszością i możliwymi przyszłościami. Noam Chomsky, jeden z największych lewicowców, cieszył się z Rewolucji Irańskiej w 79r. (choć pewnie rewolucja nie będzie dobrym słowem), a jednak się pomylił. Pokazało to, że nic nie jest takie oczywiste. Ruch lewicowy, oddolny zamienił się nagle w dyktaturę Chomeiniego. Uważam, że należy zmiany rozpatrywać z dużo szerszych perspektyw, rozważać jak najwięcej możliwości i odpowiednio szybko reagować. Liberalizm lewicowy sobie nie radził ze zbrodnią Slobodana Miloąevića, bo nadmierna tolerancja społeczna ich zaślepiła (nie mówię tego jako prawicowiec {bo nim nie jestem}, tylko jako obserwator). Tolerancja nie polega na tolerowaniu nietolerancji. Moim celem nie jest produkowanie "chochoła", tylko szukanie odpowiedzi na różne sytuacje.

Pozdrawiam
20-02-2011 22:49 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>A czy Islamizmu nie należy się bać? To taki kulturalny model życia, społeczny, nieagresywny, przyjazny Innościom.

Jeśli uważasz, że "należy" się go bać, to się go bój. Zwróć tylko uwagę po pierwsze na to, że tego typu uleganie emocjom fałszuje ogląd sytuacji, a po drugie, rzeczony islamizm jeszcze się w Egipcie nie pojawił.

>Wyraziły opinię na temat tego, czego nie chcą, oczywiście to jest dobre, ale zbyt mało, aby wytworzyć stabilną demokrację, której nie jest w stanie przejąć kolejny dyktator.

Wygłaszasz osobiste opinie jak gdyby miały robić za prawa rządzące światem. Jesteś pewien, że Polacy w 1989 roku mieli jakąś spójną wizję tego jakiego chcą kraju? Kto niby i gdzie powiedział, że to czego chcą Egipcjanie to "zbyt mało, aby wytworzyć stabilną demokrację"? Kto miałby im odmawiać prawa do znalezienia sobie tych wizji przyszłości i wypracowania kompromisu między nimi?

>Dlaczego od razu muszą? Zrobią jak będą uważać, bądź ktoś za nich "uważy". Ja na to nie mam wpływu. Mogę snuć tylko teorie i hipotezy oraz konfrontować je ze społecznością. Jeśli wyrażam opinię, która ci się nie podoba, to muszę mieć zapędy dyktatorskie?

Nie chodzi bynajmniej o "niepodobanie się", chodzi o to, że wygłaszasz bardzo stanowcze opinie (jak powyższe "to za mało") nie podając żadnych argumentów na ich rzecz.

>Tolerancja nie polega na tolerowaniu nietolerancji.

Problem polega na tym, że tej nietolerancji jeszcze nie ma, a ty już się nią przejmujesz.
DEmonizer (4893 punktów)
>>A czy Islamizmu nie należy się bać? To taki kulturalny model życia, społeczny, >nieagresywny, przyjazny Innościom.
>Jeśli uważasz, że "należy" się go bać, to się go bój. Zwróć tylko uwagę po pierwsze >na to, że tego typu uleganie emocjom fałszuje ogląd sytuacji, a po drugie, rzeczony >islamizm jeszcze się w Egipcie nie pojawił.

Bać, to może i złe słowo, lepiej by brzmiało obserwować.

>>Wyraziły opinię na temat tego, czego nie chcą, oczywiście to jest dobre, ale zbyt mało, aby wytworzyć stabilną demokrację, której nie jest w stanie przejąć kolejny dyktator.
>Wygłaszasz osobiste opinie jak gdyby miały robić za prawa rządzące światem. Jesteś pewien, że Polacy w 1989 roku mieli jakąś spójną wizję tego jakiego chcą kraju? Kto niby i gdzie powiedział, że to czego chcą Egipcjanie to "zbyt mało, aby wytworzyć stabilną demokrację"? Kto miałby im odmawiać prawa do znalezienia sobie tych wizji przyszłości i wypracowania kompromisu między nimi?

To są moje osobiste opinie i nikt nie musi ich przyjmować, ja jestem jednym, małym człowieczkiem, który się może mylić. Nie mówię tego z ironią.

>>Dlaczego od razu muszą? Zrobią jak będą uważać, bądź ktoś za nich "uważy". Ja na to nie mam wpływu. Mogę snuć tylko teorie i hipotezy oraz konfrontować je ze społecznością. Jeśli wyrażam opinię, która ci się nie podoba, to muszę mieć zapędy dyktatorskie?
>Nie chodzi bynajmniej o "niepodobanie się", chodzi o to, że wygłaszasz bardzo stanowcze opinie (jak powyższe "to za mało") nie podając żadnych argumentów na ich rzecz.

Fakt, tu masz rację. Chciałem ogólnie, a jednak trzeba troszkę więcej.

>>Tolerancja nie polega na tolerowaniu nietolerancji.
>Problem polega na tym, że tej nietolerancji jeszcze nie ma, a ty już się nią przejmujesz.

Dla mnie palenie flag amerykańskich i symboli żydowskich jest zastanawiające, choć może to być tylko chwilowe "wyładowanie".

Pozdrawiam
21-02-2011 02:12 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Problem polega na tym, że tej nietolerancji jeszcze nie ma, a ty już się nią przejmujesz.
>Dla mnie palenie flag amerykańskich i symboli żydowskich jest zastanawiające, choć może to być tylko chwilowe "wyładowanie".

Gdybyśmy nie mieszkali tak daleko na Północy i mieli troszkę gorętsze temperamenty, mógłbyś widzieć u nas palenie np. flag niemieckich czy rosyjskich. Jaki odsetek Polaków daje sobą zagrywać przez karmienie lęków przed Niemcem i Ruskim? A mimo to, czy zaryzykowałbyś twierdzenie, że te lęki definiują polską politykę zagraniczną, czy choćby dominują w życiu społecznym? Zawsze można znaleźć jakąś grupkę palących flagi. Równocześnie na twitterze i w innych serwisach można było zobaczyć po wypowiedzi Rasmussena wzywającej Mubaraka do ustąpienia reakcje np. w stylu "my ich krytykowaliśmy za jakieś obrazki, a oni nas jako pierwsi popierają". Dlaczego zakładasz, jak wielu innych nie tylko w tym wątku, że Egipcjanie en masse to ciemna rzesza podatnych na religijną propagandę głupków?
21-02-2011 02:24 
 Ocena 2 na 2
DEmonizer (4893 punktów)
Pierwszy raz od dawna nie wiem co mam odpowiedzieć.
To naprawdę dobre pytanie.
Sporo jest tu do przemyślenia teraz.
I dzięki za "materiał" do refleksji.
Może lepiej będzie teraz zakończyć ten wątek rozmowy między nami, bo to by było albo przytakiwanie, albo milczenie.
Nie spodziewałbym się, że tak dzisiaj wyjdzie, ale to dobra lekcja.

Pozdrawiam
20-02-2011 20:19 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
>>Czy Polsce udało się odciąć od PRLu?
>>Uważam, że nie. Nie staliśmy się wspaniałą demokracją, a raczej słabą o PRLowskiej mentalności.
>No i? Podpiszesz się pod zdaniem, że w Polsce rządzi Rydzyk i jego polityczne zaplecze?

Jaki jest cel w tak radykalnym stawianiu sytuacji? Rydzyk Rydzykiem, dobrze nam wyszło, co nie znaczy, że w Egipcie może być super. Ale uważam, że w Polsce jak na kraj europejski, zbyt duży wpływ ma kler. Podobno mamy państwo neutralne światopoglądowo, ale chyba tylko na papierze. Warto podnosić standardy demokratyczne. Radość, że Rydzyk nie jest monarchą to za mało.

> Więc skąd to przekonanie, że w Egipcie będzie rządzić Bractwo Muzułmańskie i imamowie? Polacy dokładnie tak samo jak Egipcjanie wyrażali w trakcie przełomu roku 1989 pragnienie większej obecności kościoła w życiu publicznym -- jako zwykłą reakcję na wcześniejsze wobec niego represje. Wyciąganie z tego wniosków o zagrożeniu islamizmem to zwykłe panikarstwo.

Czas pokaże. Polska i Egipt są w innym etapie ewolucji kulturowej. Islam ich cofnął do średniowiecza. Katolicyzm i Islam też są na innych etapach, w Europie stosy nie płoną, a w Świecie Arabskim kamieniują.

>Co nijak nie uprawnia nas do postawy "demokracja nie jest dla wszystkich, należy trzymać Arabów pod butem aż do niej dojrzeją, bo inaczej to ryzykujemy zagrożenie islamistyczne". Leżenie pod butem nie jest dobrą pozycją do nauki demokracji.

Nic takiego nie mówię, życzę wszystkim demokracji, ale sama chęć demokracji nie zawsze demokrację daje. Zależy mi na tym, aby świat demokratyczny wyciągnął wnioski z Iranu. Egipcjanom trzeba pomóc, wspierać ich, ale nie być ślepym na zagrożenia wynikające z młodości ich demokracji. Jeśli Faszyści wygrają w wyborach demokratycznych, to należy się cieszyć? Jest wszystko ok, demokratyczne wybory się odbyły, a że pojawi się "moda na opresje", no trudno, czasem tak bywa. Prześladują mniejszości, no trudno, trzeba się z tym pogodzić, taki wybór. Szantażują umysły obywateli, to nie prawda, przecież to demokracja, a w demokracji to nie jest możliwe.
Mają władzę absolutną i kontrolują wojsko, ups. Hitler nie dostał się demokratycznie do władzy? Wybory się odbyły, kościoły dopomogły sugerując na kogo głosować, u Deschnera jest to dobrze opisane (czasy działalności papieskiej i przedpapieskiej Piusa XII). Tu tkwi niebezpieczeństwo dla Świata. Choć nie musi tak być, ale uważam, że należy to rozważyć.

> A Egipcjanie udowodnili, kontynuując w miarę spokojne protesty mimo 300 ofiar, że potrafią stanowczo, ale odpowiedzialnie domagać się zmian.

Zgadza się, ale do czego te zmiany doprowadzą, nie wiadomo.

Pozdrawiam
20-02-2011 21:28 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Zależy mi na tym, aby świat demokratyczny wyciągnął wnioski z Iranu. Egipcjanom trzeba pomóc, wspierać ich, ale nie być ślepym na zagrożenia wynikające z młodości ich demokracji. Jeśli Faszyści wygrają w wyborach demokratycznych, to należy się cieszyć?

Jeszcze nawet nie ma ordynacji do tych wyborów, a już wszyscy się martwią ile też głosów zgarną islamiści, automatycznie zrównywani z faszystami itd. itp. Pogratulować proroczych wizji i jeszcze tego wspaniałego poczucia wyższości. Bardzo racjonalne. Niezmiernie.

>Jest wszystko ok, demokratyczne wybory się odbyły, a że pojawi się "moda na opresje", no trudno, czasem tak bywa.

Ponieważ naród egipski po to wyrwał się spod buta zamordysty, żeby natychmiast wleźć pod but islamistów. Trzeba dużo złej woli, żeby sobie już teraz zakładać, że ich przyszłe rządy będą bardziej opresyjne niż reżim Mubaraka.
20-02-2011 22:36 
 Ocena 3 na 3
DEmonizer (4893 punktów)
>Jeszcze nawet nie ma ordynacji do tych wyborów, a już wszyscy się martwią ile też głosów zgarną islamiści, automatycznie zrównywani z faszystami itd. itp. Pogratulować proroczych wizji i jeszcze tego wspaniałego poczucia wyższości. Bardzo racjonalne. Niezmiernie.

Nie było moją intencją zrównać islamistów z faszystami, a tylko podać przykład faszystów. Co nie znaczy, że islamiści nie mogą być faszystami (przykład Iran). JA mówię o jakiejś niebezpiecznej ewentualności, która może się wydarzyć, aczkolwiek nie musi. Nie mam żądnego poczucia wyższości (po co ten upór w pokazaniu mnie jako człowieka o dyktatorskich zapędach?). To nie prorocze wizje, tylko wnioskowanie i analizowanie możliwych przyszłych sytuacji. Czy jest coś w tym złego? Powtórzę jeszcze raz: JA życzę jak najlepiej Egipcjanom i innym ludziom z tego regionu. Czy rozmowa ma się kręcić wokół wielkiego hasła "Islamofobii"? To trochę tak jakby połączyć krytykowanie jakiejś idei z nienawiścią do danych osób. Jeśli mamy szanować danych ludzi, to musimy się zgadzać z ich ideami. To jakiś absurd. To zaprzeczenie ideom Oświecenia. Na jakiej podstawie moje zdanie nie jest "racjonale" (to słowo mi tu dziwnie brzmi)? Jeśli by było identyczne jak Pana, to byłoby racjonalne?

>Ponieważ naród egipski po to wyrwał się spod buta zamordysty, żeby natychmiast wleźć pod but islamistów. Trzeba dużo złej woli, żeby sobie już teraz zakładać, że ich przyszłe rządy będą bardziej opresyjne niż reżim Mubaraka.

Ja nie zakładam, że tak będzie, tylko rozpatruję taką ewentualność. Chciałbym aby tak nie było.

Pozdrawiam
21-02-2011 01:54 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Nie było moją intencją zrównać islamistów z faszystami, a tylko podać przykład faszystów. Co nie znaczy, że islamiści nie mogą być faszystami (przykład Iran).

Nonsens. "Faszyzm" to jest konkretna, historyczna formacja polityczna. Różnie można opisywać sytuację w Iranie, ale słowo "faszyzm" nie ma w tym kontekście sensu.

>JA mówię o jakiejś niebezpiecznej ewentualności, która może się wydarzyć, aczkolwiek nie musi.

Wiesz, to, że co będzie to się dopiero zobaczy, to jest truizm.

>Nie mam żądnego poczucia wyższości.

Śmiem w to wątpić, czytając zdania takie jak: "Polska i Egipt są w innym etapie ewolucji kulturowej. Islam ich cofnął do średniowiecza."

>To nie prorocze wizje, tylko wnioskowanie i analizowanie możliwych przyszłych sytuacji.

Bardzo przepraszam, ale tym autorytatywnym deklaracjom bardzo daleko do analiz i wnioskowania. Nawet nie opisałeś sytuacji politycznej w Egipcie.

>Czy rozmowa ma się kręcić wokół wielkiego hasła "Islamofobii"? To trochę tak jakby połączyć krytykowanie jakiejś idei z nienawiścią do danych osób. Jeśli mamy szanować danych ludzi, to musimy się zgadzać z ich ideami. To jakiś absurd. To zaprzeczenie ideom Oświecenia.

Bardzo proszę, nie wytaczaj wielkich dział na kolejne chochoły. Nikt ci nie każe się zgadzać z islamistami. Po prostu jak na razie, jeszcze nie ma tego powszechnego islamizmu w Egipcie. Jest szansa, że BM zdobędzie silną reprezentację w przyszłych wyborach, ale nawet to nie musi oznaczać, że Egipt pójdzie drogą Iranu. Silną są w Bractwie nurty umiarkowane, znacząca jest nadal rola armii. Powszechne odczucie, że islam powinien odgrywać w państwie większą rolę nie różni się zasadniczo od polskiego poparcia dla większej roli represjonowanego wcześniej kościoła w 1989 roku, są ponadto dostępne wzorce państw które nurt islamski zamykają w ramach demokratycznych. Nie ma na razie podstaw do zakładania, że Egipt nie zostanie Turcją czy Indonezją. Straszenie wypowiedziami przywódców BM czy imamów jest odpowiednikiem rozstrzygania o wyglądzie polskiej sceny politycznej i jej przyszłości na podstawie wypowiedzi i zachowania Rydzyka czy przedstawicieli frakcji betonu w Episkopacie.
21-02-2011 02:09 
 Ocena 4 na 4
DEmonizer (4893 punktów)
Masz jednak sporo racji.
Przeczytałem własne wypowiedzi, przeanalizowałem. I fakt, nieźle się zapędziłem.
Wpadłem we własne sidła "moja prawda o rzeczywistości jest najlepsza".
Bez żadnej urazy uznaję tą rozmowę za lekcję życiową.

Pozdrawiam
21-02-2011 14:23 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Uważam, że historia "pokazuje" wystarczająco efekt odpicia w drugą stronę po rewolucjach.

Też mi się tak wydaje .

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
paganus (731 punktów)
>Mądrość polega na dojrzałym dorastaniu społeczeństwa do zmian, ewolucji kulturowej, a nie raptownych zmianach, gdy społeczność jest w nich kompletnie zagubiona, bo w zagubieniu tkwi niebezpieczeństwo, które ktoś zawsze wykorzysta.
>Pozdrawiam
>

Ale oni chcą szybko. Patrzą w szklane ekraniki telewizorków i komputerków i widzą, jak ten amerykański plastikświat korzysta z cudownego, kolorowego życia, więc oni też chcą ...
19-02-2011 21:48 
 Ocena 5 na 5
rysiek (4593 punktów)
Może wyczerpała się też cierpliwość do rządów wiecznych prezydentów? Wyobrażacie sobie kilkudziesięcioletnie rządy Tuska czy Kaczyńskiego?
rhotax7 (3947 punktów)
Mieszkałbym u Czechów i padałbym ze śmiechu co w Polsce robi ten niziołek, a inkwizycja to pikuś przy jego paranoi.
paganus (731 punktów)
>Może wyczerpała się też cierpliwość do rządów wiecznych prezydentów? Wyobrażacie sobie kilkudziesięcioletnie rządy Tuska czy Kaczyńskiego?

Cierpliwości ludzie mają sporo - patrz watykan i 25 lat rządów dyktatora.
Drobner (19539 punktów)
>Czemu tłumnie i walnie, chcą obalać swych prezydentów. Czy to Egipt, Tunezja, Libia, Jemen,Bahrajn

Informacja o roku 1980 w Polsce dopiero teraz do nich dotarła.
Że jednak można...

Drobner, doświadczający dylatacji czasu...
Koraszewski (82900 punktów)
Pytanie o co chodzi Arabom jest dość nonsensowne. Wśród Arabów jak wśród Polaków rozwarstwienie jest duże (a u nich nawet większe). Obecna rewolta w Tunezji (a potem w Egipcie) zaczęła się na Facebooku i (jak to bywało już nie jeden raz) była reakcją młodzieży studenckiej na poruszający incydent. Wbrew temu czego nauczają na uniwersytetach studentów politologii, socjologii i podobnych, wychodzący na barykady studenci, nie są zazwyczaj głodni i nawet jeśli biednym współczują to bardzo łatwo o tym zapominają. Więc to ognisko rozpalili nie chleba głodni, a posad, wolności, demokracji (nawet jeśli większość nie bardzo wie co to jest i jak się z tego korzysta). Do pięknych dwudziestoletnich dołączyli szybko inni, (w drugim i trzecim dniu byli to kryminaliści), pojawiła się opozycja, islamiści, powoli zaczynali się również pojawiać oportuniści z dotychczasowego obozu rządowego.
Dlaczego sytuacja dojrzała do eksplozji? I znów czynnik związany z wzrostem cen żywności jest istotny, ale łatwo może przesłonić inne. Raport o stanie świata arabskiego pokazuje, że ponad 40 procent ludności w tych krajach żyje poniżej minimum ekonomicznego. Zarówno w arabskich dyktaturach jak i w krajach rządzonych przez islamistów widzimy ten sam fenomen - oddalanie się od czołówki peletonu. Obietnica, że dyktatura da rozwój okazała się nieprawdziwa. W to miejsce wielu gotowych jest kupić hasło: Islam jest rozwiązaniem. Część (ta która mówi i pisze po angielsku, a więc najbardziej widoczna dla żurnalistów) chce demokracji. Jest to jednak grupka bez znaczenia ilościowo i organizacyjnie. Ogólnie Arabowie chcą, żeby było lepiej, a najlepiej, żeby było dobrze. Czy uda im się osiągnąć jakąś poprawę, czy zgoła przeciwnie? Chwilowo nic nie upoważnia do optymizmu.
20-02-2011 15:17 
 Ocena 1 na 1
rexus (2343 punktów)
Nic nie upoważnia do optymizmu to mało powiedziane. Mam nadzieję, że wojsko utrzyma status quo i weźmie pod uwagę inwestowanie w edukację i nowe technologie by ludzie mieli co jeść i o czym myśleć. Niech się tylko te podziały wewnętrzne o których pan wspomina wezmą i zatrą. Niech się sunnici z szyitami pogodzą i zaczną Europę traktować jak wroga.
Demokracja sprawdza się tylko w wśród wykształconych społeczeństw.
rhotax7 (3947 punktów)
Zgadzam się z Tobą Rexusie. A mój znajomy jako teoretyk czeka na wojnę by empirycznie sprawdzić swe teorie i wzory.
coreless (16088 punktów)

Dodaję linki do materiałów:

www.brooki(*)erationinwaiting_factsheet.pdf

www.brooki(*)09_iranian_youth_isfahani.aspx


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Czemu tłumnie i walnie, chcą obalać swych prezydentów. Czy to Egipt, Tunezja, Libia, >Jemen, Bahrajn. Te kraje są generalnie sojusznikami USA w walce z Al Kaidą.

Czy to już wiosna ludów (arabskich )?

Arabowie są wściekli wyborcza.p(*)2713,Arabowie_sa_wsciekli.html

Jakie jest podłoże tych wydarzeń ? Czego właściwie chcą ci ludzie ?
Jakie znaczenie mają i będą miały dla rozwoju tych krajów ?
Jaki wpływ mogą mieć na inne kraje, np. europejskie ?
Te pytania nurtują dzisiaj polityków wielu krajów.

Ja się domyślam że powodem wściekłości Arabów jest bieda i bezsilność.

Spróbuję postawić tezę, że te wydarzenia mają charakter prodemokratyczny.
Stanowią próbę odwrócenia tych tendencji rozwoju pogłębiających
nierówności społeczne i biedę coraz większej części społeczeństw.

Czy Arabowie są w stanie poprawić swoją sytuację ?
Raczej wątpię. Ale próbować trzeba .

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365