Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pisać i nie oceniać.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
08-01-2010 11:08Iwona Przybyła (801 punktów)Pisać i nie oceniać.
Zastanawiam się czy możliwe jest pisanie w odniesieniu do faktów? Czym są fakty i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?

Mój dylemat pojawił się w wyniku marazmu twórczego, w jaki popadłam jakieś dwa tygodnie temu, a z którego nie udało mi się wyjść do dzisiaj. Unikam "chciejstwa", staram się pisać w oparciu o uzyskaną wiedzę, ale wciąż stawiam przed sobą pytania:
- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?
- czy ktoś inteligentny będzie zainteresowany czytaniem artykułu, który wykracza poza fakty, wyrażając spekulacje czy prognozy oparte raczej na poznaniu intuicyjnym niż naukowym (wciąż mam wrażenie, że poznanie intuicyjne ma duże znaczenie, choć wielu racjonalistów wyśmiewa ten rodzaj dochodzenia do "prawdy")?

Przy okazji zbierania materiałów przeczytałam kilka artykułów na temat, który chciałam poruszyć i wszędzie dominuje ten sam pesymizm i czarnowidztwo. Mój znajomy ostatnio stwierdził, że jeśli chcę przepowiadać przyszłość to może powinnam najpierw zapisać się na kurs jasnowidzenia , a że jest to mądry gość to trudno mi się nie zgodzić z jego tokiem myślenia, choć z drugiej strony klimat jaki panuje w prasie w temacie szeroko rozumianej polskiej polityki jest co najmniej mroczny. Chyba tylko Jacek Żakowski ma odwagę konstruować jakieś pozytywne wizje.

A czy wpływanie na myśli drugiego człowieka, poprzez podsuwanie mu alternatywnych rozwiązań, podpowiedzi, dróg, które mają pozytywny klimat nie prowadzi do zmiany jego postaw?

"Boję się, że jutro będę płakać", a kolejny mój artykuł wyląduje w koszu. Męka!

A może powinnam przeczytać coś co mnie wyrwie z marazmu? Myślałam o odświeżeniu "Karafki..." Wańkowicza - sama sobie przepowiadam przyszłość Macie jakieś inne sugestie? Może ktoś cierpi na ten sam syndrom i połączymy się we wspólnych bólach porodowych?

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arłukowicz (3162 punktów)
- Zastanawiam się czy możliwe jest pisanie w odniesieniu do faktów? Czym są fakty i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?

Najlepszą odpowiedzią na to pytanie - jaką znam, oczywiście - jest : "( ... ) właśnie fakty nie istnieją, tylko interpretacje" ( Fridrich Nietzsche, " Pisma pozostałe 1876-1889", przełożył B. Baran ,Kraków 1994, str . 211 ), toteż pisanie w odniesieniu do nich ( faktów ) jest niemożliwe, w odniesieniu do interpretacji - jak najbardziej.
Tylko po co zadawać sobie takie pytania ? Chyba tylko po to, aby utwierdzić się w oczywistości, jaką są nasze ograniczenia.

- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?
Kolejne pytanie, którego bym nie zadawał w taki sposób. Do czego ........... ?

- czy ktoś inteligentny będzie zainteresowany czytaniem artykułu, który wykracza poza fakty, wyrażając spekulacje czy prognozy oparte raczej na poznaniu intuicyjnym niż naukowym .
Poznanie intuicyjne częstokroć poprzedza naukowe. Zaryzykowałbym nawet tezę, że jedno bez drugiego nie istnieje.

Także konkludując : Precz z marazmem ! Alleluja i do przodu !
Iwona Przybyła (801 punktów)
>- Zastanawiam się czy możliwe jest pisanie w odniesieniu do faktów? Czym są fakty i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?Najlepszą odpowiedzią na to pytanie - jaką znam, oczywiście - jest : "( ... ) właśnie fakty nie istnieją, tylko interpretacje" ( Fridrich Nietzsche, " Pisma pozostałe 1876-1889", przełożył B. Baran ,Kraków 1994, str . 211 ), toteż pisanie w odniesieniu do nich ( faktów ) jest niemożliwe, w odniesieniu do interpretacji - jak najbardziej.
>Tylko po co zadawać sobie takie pytania ? Chyba tylko po to, aby utwierdzić się w oczywistości, jaką są nasze ograniczenia.

Nasze ograniczenia nie zawsze są dla nas oczywiste, ale zebranie jakiejś masy krytycznej w postaci ludzi, którzy to potwierdzają pomaga je łatwiej znosić

>- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?Kolejne pytanie, którego bym nie zadawał w taki sposób. Do czego ........... ?

Nie uważasz, że gdy nie pyta się o rzeczy, które z pozoru wydają się oczywiste, to łatwo popaść w megalomanię i przekonanie o własnej nieomylności. Ja lubię mysleć o sobie w kategoriach 50/50.

>- czy ktoś inteligentny będzie zainteresowany czytaniem artykułu, który wykracza poza fakty, wyrażając spekulacje czy prognozy oparte raczej na poznaniu intuicyjnym niż naukowym .
>Poznanie intuicyjne częstokroć poprzedza naukowe. Zaryzykowałbym nawet tezę, że jedno bez drugiego nie istnieje.
>Także konkludując : Precz z marazmem ! Alleluja i do przodu !

Alleluja mnie nie przekonuje, ale reszta Twojego postu jak najbardziej.
Arłukowicz (3162 punktów)

>Nasze ograniczenia nie zawsze są dla nas oczywiste, ale zebranie jakiejś masy krytycznej w postaci ludzi, którzy to potwierdzają pomaga je łatwiej znosić
Czasami pewnie i tak, ale może być i zupełnie odwrotnie. Zebranie, jak to nazwałaś - masy krytycznej - nie pomaga a pogłębia frustracje.

>Nie uważasz, że gdy nie pyta się o rzeczy, które z pozoru wydają się oczywiste, to łatwo popaść w megalomanię i przekonanie o własnej nieomylności. Ja lubię mysleć o sobie w kategoriach 50/50.
Zgadzam się. Drażni mnie natomiast, iż ludzie mający coś do powiedzenia, zadają sobie oczywiste pytania, uzyskują nań oczywiste odpowiedzi i tym samym " zamykają sobie usta". Takież były moje intencje.

>Alleluja mnie nie przekonuje,
Mnie też nie
08-01-2010 22:54 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Czasami pewnie i tak, ale może być i zupełnie odwrotnie. Zebranie, jak to nazwałaś - masy krytycznej - nie pomaga a pogłębia frustracje.
Po osiągnięciu masy krytycznej nie możliwa jest dalsza kumulacja, ponieważ w momencie osiągnięcia masy krytycznej, zachodzi reakcja łańcuchowa i wszystko się zmienia. O tym też pisał Nietzsche.
>Zgadzam się. Drażni mnie natomiast, iż ludzie mający coś do powiedzenia, zadają sobie oczywiste pytania, uzyskują nań oczywiste odpowiedzi i tym samym " zamykają sobie usta". Takież były moje intencje.
Najtrudniej jest dostrzec te najoczywistsze oczywistości, bo wszyscy o nich zapominają, zajmując się zagmatwaniem złożoności.
karolina m. (380 punktów)
>A czy wpływanie na myśli drugiego człowieka, poprzez podsuwanie mu alternatywnych rozwiązań,
>podpowiedzi, dróg, które mają pozytywny klimat nie prowadzi do zmiany jego postaw?

Naprawdę dobry artykuł nie może być "suchy" i całkiem obiektywny. A w podsuwaniu rozwiązań, dopóki nie jest manipulacją, a skłania do myślenia, nie ma nic złego, nawet jeżeli prowadzi do zmiany poglądów. Tylko krowa nie zmienia poglądów.

>"Boję się, że jutro będę płakać", a kolejny mój artykuł wyląduje w koszu.

Czyżby fanka karmazynowego króla?
Iwona Przybyła (801 punktów)
>>A czy wpływanie na myśli drugiego człowieka, poprzez podsuwanie mu alternatywnych rozwiązań,
>>podpowiedzi, dróg, które mają pozytywny klimat nie prowadzi do zmiany jego postaw?
>Naprawdę dobry artykuł nie może być "suchy" i całkiem obiektywny. A w podsuwaniu rozwiązań, dopóki nie jest manipulacją, a skłania do myślenia, nie ma nic złego, nawet jeżeli prowadzi do zmiany poglądów. Tylko krowa nie zmienia poglądów.

a jeśli wychodzi się z założenia, że wszystko jest w jakimś stopniu manipulacją?
Bez obaw: sama dostrzegam w tym głupotę, ale czasami chyba szukam usprawiedliwień dla własnych słabości, ograniczeń, lenistwa. Gdy przyznałam to przed kimś i podpisuję się pod tym własnym nazwiskiem, odczuwam pewien rodzaj ulgi. Dzięki za próby podtrzymania mojego ducha, który dziś usypia

>>"Boję się, że jutro będę płakać", a kolejny mój artykuł wyląduje w koszu.
>Czyżby fanka karmazynowego króla?

Często po King Crimson nie sięgam, ale myślę, że mozna mnie tak określić.
Arłukowicz (3162 punktów)
A w podsuwaniu rozwiązań, dopóki nie jest manipulacją, a skłania do myślenia, nie ma nic złego, nawet jeżeli prowadzi do zmiany poglądów. Tylko krowa nie zmienia poglądów.

Podsuwanie alternatywnych rozwiazań, które prowadzą, tudzież mają prowadzić, do zmiany poglądów na takie jakich życzyłby sobie podsuwający owe rozwiązania ( bo pocuż miałby je podsuwać ) to zawsze manipulacja
Istotne są intencje tegoż podsuwania, których niestety nie można obiektywnie zweryfikować.

Co do tej krowy to nie wiem

pozdrawiam
Iwona Przybyła (801 punktów)
> A w podsuwaniu rozwiązań, dopóki nie jest manipulacją, a skłania do myślenia, nie ma nic złego, nawet jeżeli prowadzi do zmiany poglądów. Tylko krowa nie zmienia poglądów.
>Podsuwanie alternatywnych rozwiazań, które prowadzą, tudzież mają prowadzić, do zmiany poglądów na takie jakich życzyłby sobie podsuwający owe rozwiązania ( bo pocuż miałby je podsuwać ) to zawsze manipulacja

- cały świat jest manipulacją - tzn. może być, jeśli tak sobie to wykreujesz. Manipulacja nie istnieje, dopóki ktoś w nią nie uwierzy

>Istotne są intencje tegoż podsuwania, których niestety nie można obiektywnie zweryfikować.

Skoro nie można ich zweryfikować to w jakim aspekcie są istotne?

>Co do tej krowy to nie wiem

Ja mogę "pomuczeć". Dość często zresztą łapię się na tym, że jestem albo krową, albo świnią, albo jednym i drugim stworzeniem. Choć samemu przed sobą można stwierdzić, że nie jest się wartym, by być tak okreslanym, ale to wymaga skrajnej niemal pokory. Mały krok do znalezienia się w kościelnej ławie

>pozdrawiam
>
placownik (17853 punktów)

>Czym są fakty i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?

   Wydaje mi się, że w obszarze nauk społecznych fakty są niczym, a ich interpretacje - wszystkim. Stąd, uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii), to dla ambitnego humanisty coś na kształt trąbki wzywającej do boju.

   Inaczej w robocie dziennikarskiej. Tu fakty powinny być święte. Powinny, to nie znaczy że są. Świętością powinny dopiero nasiąkać w wyniku ich starannej weryfikacji. Robota to niewdzięczna i nie dziwota, że napawa ona obrzydzeniem tak wielu pismaków.

   Tak więc na pytanie:
>- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?

   odpowiem tak. Nigdy nie będzie wystarczająca. Ważne, aby była w maksymalnym stopniu rzetelna.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Iwona Przybyła (801 punktów)
>>Czym są fakty i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?
>   Wydaje mi się, że w obszarze nauk społecznych fakty są niczym, a ich interpretacje - wszystkim. Stąd, uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii), to dla ambitnego humanisty coś na kształt trąbki wzywającej do boju.

Rozumiem i jestem daleka od używania słowa "fakt". Dobrze, że zwracasz na to uwagę.

>   Inaczej w robocie dziennikarskiej. Tu fakty powinny być święte. Powinny, to nie znaczy że są.

Mnie uczono, ale było to dość dawno (w czasach licealnych), że dobre dziennikarstwo to brak chciejstwa (Wańkowicz). Do tego dochodzi intencja piszącego i odpowiedzialność za słowo. Byłabym ostrożna w stwierdzaniu, że "fakty powinny być święte". Miano świętości zostawiłabym raczej dla postawy opisującego - to ona powinna być jasna, przejrzysta, nieprzesiąknięta ideologiami, choć posiadająca wiedzę o ideologiach

Świętością powinny dopiero nasiąkać w wyniku ich starannej weryfikacji. Robota to niewdzięczna i nie dziwota, że napawa ona obrzydzeniem tak wielu pismaków.

Moim zdaniem bardzo trudno jest cokolwiek zweryfikować, gdy chodzi o napisanie artykułu prasowego. Można jedynie mieć nadzieję, że robi się coś, co w naszym odczuciu jest w porządku, bo mamy zaufanie do naszych myśli i wierzymy w czystość ich intencji. Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili popadam trochę w mesjański ton, ale to moje głębokie przekonanie, dowiedzione we własnym doświadczeniu i nikt nie musi brać tego na poważnie.

>   Tak więc na pytanie:
>>- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?
>   odpowiem tak. Nigdy nie będzie wystarczająca. Ważne, aby była w maksymalnym stopniu rzetelna.

Myślę, że chodzi nam o to samo, ale dla pewności wyjasnię: rzetelność wiedzy kreuje się za pomocą rzetelności umysłu poznającego, a ten powstaje jako efekt własnego rozwoju z zasadniczym elementem: świadomością rozwoju (moja myśl, która powstała w tej chwili: chyba powinnam zająć się filozofią, a nie polityką

>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Piękne zdanie: Twoje czy skradzione?
08-01-2010 14:39 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Miano świętości zostawiłabym raczej dla postawy opisującego - to ona powinna być jasna, przejrzysta, nieprzesiąknięta ideologiami, choć posiadająca wiedzę o ideologiach

   Tylko w przypadku dziennikarstwa agencyjnego, czyli tego, które powinno sprawozdawać o faktach. Poza tą sferą dobre dziennikarstwo nie może być bezideologiczne. Byleby tylko piszący był tego świadomy i nie stroił się zbytnio w szaty obiektywizmu. Dobrym tego przykładem może być, przywoływany przez Ciebie, Jacek Żakowski.

>Moim zdaniem bardzo trudno jest cokolwiek zweryfikować, gdy chodzi o napisanie artykułu prasowego.

   A czy pisałem, że łatwo? Mogę się nawet zgodzić, że nie zawsze można, ale wtedy trzeba to wyraźnie napisać.

>Można jedynie mieć nadzieję, że robi się coś, co w naszym odczuciu jest w porządku, bo mamy zaufanie do naszych myśli i wierzymy w czystość ich intencji.

   To zdecydowanie zbyt mało.

>Myślę, że chodzi nam o to samo, ale dla pewności wyjasnię: rzetelność wiedzy kreuje się za pomocą rzetelności umysłu poznającego, a ten powstaje jako efekt własnego rozwoju z zasadniczym elementem: świadomością rozwoju

   Wybacz, ale dla mnie brzmi to pusto.

   Pozdrawiam

   PS Sygnaturka jest drogowskazem mojego własnego wyrobu.

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Iwona Przybyła (801 punktów)

>>Myślę, że chodzi nam o to samo, ale dla pewności wyjasnię: rzetelność wiedzy kreuje się za pomocą rzetelności umysłu poznającego, a ten powstaje jako efekt własnego rozwoju z zasadniczym elementem: świadomością rozwoju
>   Wybacz, ale dla mnie brzmi to pusto.

dlaczego? może po prostu mamy inne doświadczenia. ważne, że wnioski są takie same
Arłukowicz (3162 punktów)
Intencja piszącego i "chciejstwo" ( nie wiem jak rozumował je Wańkowicz - może inaczej niż ja ), czyż mogą "istnieć" obok siebie ?
diogenes (42753 punktów)
>Mój dylemat pojawił się w wyniku marazmu twórczego, ... staram się pisać w oparciu o
>uzyskaną wiedzę...

Czym jest twórczość? Kompilacją uzyskanej wiedzy?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Zbygniew Herzog (32 punktów)
(zablokowany)
Ty się boisz, że jutro znów będziesz płakać a Nosowska wczoraj znów płakała, że nie umie na skrzypcach grać, i że wszyscy umrzemy wszyscy, i że któregoś dnia jej syn zostanie całkiem sam. I piszę to dość poważnie, nie dla żartu.
Ja nie wiem, czy Ty męczysz klawiaturę tak z marazmu, wrodzonej melancholii, jasnowidztwa, katastrofizmu czy futurologii. Właściwie ta wiedza nie jest mi potrzebna, to bez znaczenia bo łzy i tak są albo słone, albo gorzkie, albo krokodyle, albo perłowe, albo bollywoodzkie, albo szekspirowskie. Jest też rozbudowana kategoria łez ostrzegawczych. Pamiętam jak kiedyś rozpłakałem się zupełnie bez powodu. Trzy dni później stałem na moście z rachunkiem sumienia w kieszeni...
09-01-2010 14:02 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Ja nie wiem, czy Ty męczysz klawiaturę tak z marazmu,
Jej męczenie przy twoim męczeniu to żadne męczenie...
09-01-2010 14:22 
 Ocena 1 na 1
Iwona Przybyła (801 punktów)
>>Ja nie wiem, czy Ty męczysz klawiaturę tak z marazmu,
>Jej męczenie przy twoim męczeniu to żadne męczenie...
>
Też bardzo Cie lubię i nawet przestałaś działać mi na nerwy
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Zastanawiam się czy możliwe jest pisanie w odniesieniu do faktów? Czym są fakty i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?
Tak.
>Mój dylemat pojawił się w wyniku marazmu twórczego, w jaki popadłam jakieś dwa tygodnie temu, a z którego nie udało mi się wyjść do dzisiaj. Unikam "chciejstwa", staram się pisać w oparciu o uzyskaną wiedzę, ale wciąż stawiam przed sobą pytania:
>- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?
Nie wiem.
>- czy ktoś inteligentny będzie zainteresowany czytaniem artykułu, który wykracza poza fakty, wyrażając spekulacje czy prognozy oparte raczej na poznaniu intuicyjnym niż naukowym (wciąż mam wrażenie, że poznanie intuicyjne ma duże znaczenie, choć wielu racjonalistów wyśmiewa ten rodzaj dochodzenia do "prawdy")?
Tak.
>Przy okazji zbierania materiałów przeczytałam kilka artykułów na temat, który chciałam poruszyć i wszędzie dominuje ten sam pesymizm i czarnowidztwo. Mój znajomy ostatnio stwierdził, że jeśli chcę przepowiadać przyszłość to może powinnam najpierw zapisać się na kurs jasnowidzenia , a że jest to mądry gość to trudno mi się nie zgodzić z jego tokiem myślenia, choć z drugiej strony klimat jaki panuje w prasie w temacie szeroko rozumianej polskiej polityki jest co najmniej mroczny.
To jest fakt. Odpowiedź, skąd się taki wziął, to interpretacja faktu. Pytanie o słuszność tej mroczności to moralizatorstwo.
> Chyba tylko Jacek Żakowski ma odwagę konstruować jakieś pozytywne wizje.
Akurat tu mnie trafiłaś, bo nie lubię tego Pana. Według mnie siedzi on w podziale na Prawicę i Lewicę, ktory już jakiś czas temu przestał być realny.
>A czy wpływanie na myśli drugiego człowieka, poprzez podsuwanie mu alternatywnych rozwiązań, podpowiedzi, dróg, które mają pozytywny klimat nie prowadzi do zmiany jego postaw?
Odpowiedź na to pytanie pojawia się, gdy znajdziesz pytanie, skąd te 'negatywne' postawy się biorą. Jeśli proponowane 'pozytywne' rozwiązania są takie same jak wcześniej 'negatywne', tylko w innych okładkach, to trudno by dawały inne skutki.
Pozdrawiam
Iwona Przybyła (801 punktów)
>> Chyba tylko Jacek Żakowski ma odwagę konstruować jakieś pozytywne wizje.
>Akurat tu mnie trafiłaś, bo nie lubię tego Pana. Według mnie siedzi on w podziale na Prawicę i Lewicę, ktory już jakiś czas temu przestał być realny.

A mi się wydaje, że od kilku miesięcy nie napisał ani słowa, które potwierdzałoby tezę, którą głosisz
Staram się nie uzywać słowa "nie lubię" w miejsce "nie zgadzam się" - chyba słuszna sugestia.

>>A czy wpływanie na myśli drugiego człowieka, poprzez podsuwanie mu alternatywnych rozwiązań, podpowiedzi, dróg, które mają pozytywny klimat nie prowadzi do zmiany jego postaw?
>Odpowiedź na to pytanie pojawia się, gdy znajdziesz pytanie, skąd te 'negatywne' postawy się biorą. Jeśli proponowane 'pozytywne' rozwiązania są takie same jak wcześniej 'negatywne', tylko w innych okładkach, to trudno by dawały inne skutki.

To prawda, ale czasami jest też tzw. etap przejściowy, gdy nie możesz zaproponować ostatecznego rozwiązania (bo byłoby niestrawne dla ludzi), a nowa okładka stanowi pewną zmianę w dobrym kierunku.

>Pozdrawiam
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>> Chyba tylko Jacek Żakowski ma odwagę konstruować jakieś pozytywne wizje.
>>Akurat tu mnie trafiłaś, bo nie lubię tego Pana. Według mnie siedzi on w podziale na Prawicę i Lewicę, ktory już jakiś czas temu przestał być realny.
>A mi się wydaje, że od kilku miesięcy nie napisał ani słowa, które potwierdzałoby tezę, którą głosisz
W takim razie mam nadzieję, że zmienił poglądy. Kiedyś rozczarowałem się jego poglądami, gdy wchodził w szczegóły i przestałem zwracać uwagę na jego wypowiedzi.
>Staram się nie uzywać słowa "nie lubię" w miejsce "nie zgadzam się" - chyba słuszna sugestia.
Ok. Nie lubię jest za mocne, nie będę go już w takim kontekście używał.
>>>A czy wpływanie na myśli drugiego człowieka, poprzez podsuwanie mu alternatywnych rozwiązań, podpowiedzi, dróg, które mają pozytywny klimat nie prowadzi do zmiany jego postaw?
>>Odpowiedź na to pytanie pojawia się, gdy znajdziesz pytanie, skąd te 'negatywne' postawy się biorą. Jeśli proponowane 'pozytywne' rozwiązania są takie same jak wcześniej 'negatywne', tylko w innych okładkach, to trudno by dawały inne skutki.
>To prawda, ale czasami jest też tzw. etap przejściowy, gdy nie możesz zaproponować ostatecznego rozwiązania (bo byłoby niestrawne dla ludzi), a nowa okładka stanowi pewną zmianę w dobrym kierunku.
Hmm. Może i tak. W końcu od czasów 1992 roku wiele się zmieniło, a zwykle przy kazdych wyborach zmieniano okładkę i chyba troszeczke treści.
Jednak chce się, by przyszło coś jakościowo wyraźnie lepszego.
Pozdrawiam
Głąbiński (3538 punktów)
>... Kiedyś rozczarowałem się jego poglądami, ...
Typowy błąd: zamiast poznawać światy wyobrażeń innych ludzi, szukasz afirmacji swoich poglądów. Jest to niebezpieczne, gdyż może spowodować samozadowolenie, uśpienie zdolności do autokrytycyzmu. Własny pogląd na świat ulega ugruntowaniu i wzbogaceniu głównie przez konfrontację z odmiennością.
Oczywiście zniechęcenie do poznania cudzych zapatrywań może powstać również (znam dobrze taką sytuację), gdy rozumowanie adwersarza ideowego jest niezrozumiałe, a widoków na dyskusję z nim nie ma. Jednakże wówczas przyczyną jest nie odmienność poglądów, lecz brak wzajemnego zrozumienia. A to coś innego!


Stach M. G.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Opisze więc sytuację, w której się rozczarowałem:
Był to czas pomillerowy, gdy PiS rzucał agresywne hasła przeciw urzednikom poPRLowskim (czas PiSu nadszedł ).
Pan Żakowski prowadził program w TV, zdaje się z sumem.
No i pojawila się kwestia obcinania emerytur i lustracji.
No to słyszę, że trzeba zrobić to inaczej niż PiS głosi, nie na hura, tylko racjonalnie (o emeryturach głównie było, mniej o lustracji). Już sobie pomyślałem, że człowiek sensownie gada. Później było jeszcze kilka zdań w tym tonie. Aż tu nagle zaczyna tłumaczyć, że nie odróżnisz chama i szubrawca od porządnego człowieka. Że dokumenty, papiery to za mało, by coś decydować. Jakby tego było mało po chwili dodaje, że z tego wynika, że racjonalne rozwiązanie, to pozostawienie tych ludzi w spokoju!
No to ja myślę sobie, przecież nie zawsze powiesz, co się kiedyś wyprawiało i nie złapiesz wszystkich chamów, ale przecież są chamy, bydlaki ewidentne, o czym wiemy i z dokumentów i zeznań ludzi! Dlaczego chcesz im odpuścić nagle?
Doszedlem do wniosku, że człowiek ten próbował mną manipulować. Rzucił myśl o racjonalnym podejściu, bo celem jego było nie osuszać tego bagna, tylko pozwolić mu trwać do naturalnej śmierci (bo pewnie znał kogoś, kto zmienił się w czasie z bydlaka do normalnego człowieka i żal mu było go karać- tak to sobie tłumaczę).
Bardziej niż obrona tego bagienka ubodła mnie agitacja za tą obroną podszywająca się pod racjonalizowanie. Przeciwne podlądy do moich ścierpię, ale trudno mi ścierpieć, gdy ktoś podszywa się pod moje, by a końcu je zdradzić.

Przykro mi, ale nie ufam temu Panu, a jako, że raczej rzadko go czytuję nie mam okazji, by weryfikować, czy może nie powinienem go poczytać częściej.
Pozdrawiam
Głąbiński (3538 punktów)
>... przeczytałam kilka artykułów na temat, który chciałam poruszyć ...
Jak to jest z tym "chceniem"? Wg mnie lepiej oddaje sens tego uczucia określenie "przymus pisania/wypowiedzenia (niepotrzebne skreślić)". Wydaje się, że każdy, jako tako zdolny do myślenia, coś takiego przeżywa - najczęściej nieświadomie, lub półświadomie. Dramat polega na tym, że trudno jest zwerbalizować myśl, która istnieje najczęściej w formie nieskrystalizowanej, w stanie zalążkowym. Najtragiczniejszą zaś kolej zdarzeń otrzymujemy w postaci zadowolenia z grafomańskich wypocin, lub z bezmyślnie płynącego potoku słów. Szczególnie godne pożałowania jest, gdy to zadowolenie autora zostaje podparte uznaniem gawiedzi: "ale mu/im wygarnął!" lub podobnie.
Rzadko z tego, co zostało przez kogoś nazwane "męka tworzenia", wykluje się perła, lecz, czy jeśli spotka nas zawód, ma to jakieś znaczenie? Sądzę, że nie, że powód do zmartwienia mamy tylko w wypadku, gdy połączony z lenistwem brak wiary we własne możliwości spowoduje zagłuszenie "swędzenia umysłu" na rzecz np. oglądania serialu, lub, gdy odwrotnie - nadmiar pewności siebie spowoduje powstanie opisanego wyżej potworka.

Stach M. G.
Iwona Przybyła (801 punktów)
>>... przeczytałam kilka artykułów na temat, który chciałam poruszyć ...
>Jak to jest z tym "chceniem"?

Nie znam intencji Wańkowicza, ale mogę pokusić się o interpretację, bo już ktoś wyżej się do tego odnosił.
"Chcenie" to nie to samo co "chciejstwo".
"Chciejstwo" to przymus pisania, pisanie na czas. Rozumiem, że niektórzy dziennikarze działają w pośpiechu, ale wydaje mi się, że wybitni.... hmmm... unoszą się ponad czasem. Nie umiem tego inaczej określić, a chodzi mi o pisanie na czas, ale jakby bez poczucia czasu. Zresztą może przemawia przeze mnie w tej chwili jakaś myśl okołobuddyjska, co nie dla wszystkich musi być zrozumiałe.
Głąbiński (3538 punktów)

>"Chciejstwo" to przymus pisania, pisanie na czas. ...
Nie taki przymus miałem na myśli. Sam miałem taki przypadek, - a sądzę, że każdemu coś podobnego się zdarza - że pewna myśl łaziła mi po głowie przez dwa lata. Kilka razy zabierałem się do jej zapisania, a za każdym razem otrzymywałem karykaturę tego, co miałem zamiar wyrazić. Wreszcie, po dwu latach udało się: co za ulga! Oczywiście trudno jest powiedzieć, czy uczucie zadowolenia z tego dokonania (nb. nadal aktualne) jest obiektywnie zasadne, natomiast jestem przekonany, że cały ten wysiłek, to przeżycie, ma wartość niezaprzeczalną dla mojego rozwoju intelektualnego, że dzięki niemu stałem się nieco bardziej wartościowym osobnikiem. O takim przymusie, na który składają się kolejno: odczucie potrzeby wypowiedzenia się, wysiłek przezwyciężenia swego ograniczenia językowego i na końcu ew. uczucie ulgi, pisałem.

Stach M. G.
rexus (2343 punktów)
Marazm jest chyba taką wypadkową wynikającą z przegrzania materiału. Więc dogrzewanie go powiększaniem zasobu wiedzy, może spowodować jakiś kolejny defekt, może się pani na przykład odechcieć wszelkiego pisania. Ja tak miałem, przez 6 lat.
pozdrawiam
oportunista (1711 punktów)
Na kurs jasnowidzenia zapisz się jak najbardziej, jest to posunięcie niezwykle racjonalne, po pierwsze można na tym nieźle zarobić i się nie narobić, po drugie zapotrzebowanie zagwarantowane, po trzecie istnieje realna szansa odkrycia w sobie, nieznanych dotąd, pokładów inwencji twórczej. Marazm można pokonać jedynie działaniem, forma aktywności ma znaczenie drugorzędne. Fusy bywają tak samo wiarygodne jak badania nad ocieplaniem klimatu, dlatego czasem można im poświęcić nieco uwagi, co to nam w końcu szkodzi.
Głąbiński (3538 punktów)
>Mój dylemat pojawił się w wyniku marazmu twórczego, ...
Tyle nawtykałaś zdań, z których każde mogłoby być początkiem nowego wątku (i - jak to widać z treści poszczególnych postów - tak praktycznie się dzieje), że nie potrafię krótko wskazać, jak rozumiem to, na czym polega twój dylemat. Przypuszczalnie sedno tkwi nie we wspomnianych na wstępie faktach, nie w tytułowym zastrzeżeniu wobec oceniania, nie w pesymistycznej wizji przyszłości itp., lecz w tym marazmie. Niestety, słowo to opisuje tak skomplikowane zjawisko, że trudno o nim dyskutować. Może raczej należy pominąć poszczególne zdania i określenia, a poprzestać na ogólnym wrażeniu, które określę jako stan przygnębienia? Jeśli tak sprawę ująć, to stwierdzam, że popełniłaś jakiś błąd, którego jednak wykazać nie potrafię, przypuszczalnie ze względu na brak konkretu. Może sedno tkwi w podjętym przez ciebie temacie artykułu, którego nie potrafisz skompletować?
Jeśli chodzi o zniechęcenie niemożnością satysfakcjonującego opisania swoich przemyśleń, to nie jest marazm! Po prostu, nie każdy jest zdolny natychmiast przetworzyć swoje myślenie na słowa. Nieraz - sam tego doświadczyłem - trzeba po prostu zostawić temat w spokoju na kilka tygodni, miesięcy lub nawet lat, a okaże się, że dojrzeje on jak jabłko.
Zaś co do marazmu, to od dawna twierdzę, że jest to stan powszechny w naszym społeczeństwie, które ze względu na znany mi kapitał ludzki, stać na dużo więcej, niż to widzimy. Uważam, że nasi krajanie wykonują jakiś bezsensowny chocholi taniec taki, jak w czasach Wyspiańskiego. No ale to, czym się ten m. przejawia, jakie są jego przyczyny i skutki, to materiał na osobnych kilka wątków.

Stach M. G.
sztejkat (4743 punktów)
>Zastanawiam się czy możliwe jest pisanie w odniesieniu do faktów?
>Czym są fakty (...)

Fakty są weryfikowalne - im więcej razy rozpoczynany i prowadzony różnych punktów startowych proces weryfikacji doprowadza to potwierdzenia tezy tym bardziej można ją uznać za fakt.

>(...)i czy uznanie czegoś za fakt (w powszechnej opinii) czyni go wystarczającym punktem odniesienia?

Moim zdaniem - nie. To jest - można uznać, że faktem jest, że wszyscy uważają, że... niemniej bez weryfikacji w inny sposób to, co uważają, jest nadal opinią bądź wspomnieniem, a nie faktem. Szczególnie dziś, gdy treści rozbiegają się po świecie błyskawicznie, a weryfikacja źródeł jest czymś, czego się nie robi.

Przykład: opinie na temat przestępczości (wysoka), Policji (nic nie robi/jest nadgorliwa). Takie krążą obiegowe opinie i takie coś mniej więcej wszyscy wiedzą. Ja jednak w moim życiu doświadczyłem kradzieży raz jeden, a wszelkie moje kontakty z Policją były więcej niż zadowalające.

>Mój dylemat pojawił się w wyniku marazmu twórczego, w jaki popadłam jakieś dwa (...)
>- czy moja wiedza w tym temacie jest wystarczająca?

Jak pisali przedmówcy - zależy do czego. Pisząc jednak trzeba mieć swoje ograniczenia na uwadze, i zaznaczyć miejsca, bądź unikać aspektów, co do których ma się wiedzę wątpliwej jakości.

>- czy ktoś inteligentny będzie zainteresowany czytaniem artykułu, który wykracza poza fakty (...)

A czy to będzie odstawać w jakikolwiek sposób od obecnych standardów dziennikarskich? Przecież większość tego, co się pisze jest w stylu: "co autor uważa, że czytelnik chce przeczytać z tego, co autorowi wydaje się, że zrozumiał z wypowiedzi źródłowej, przy założeniu, że czytelnik jest istotnie głupszy od autora". Drążę czasem wskazane źródła artykułów i cóż, widzę, że bardziej niż rzetelność przypomina to pisanie opinii o opiniach na temat opinii.

Wydaje mi się więc, że czytelnik z miłą chęcią powita artykuł dla odmiany powołujący się na fakty, rzetelny i starannie zweryfikowany.

>Przy okazji zbierania materiałów przeczytałam kilka artykułów na temat, który chciałam poruszyć (...) jaki panuje w prasie w temacie szeroko rozumianej polskiej polityki jest co najmniej mroczny.

Media żyją z przepływu informacji. A ekonomiczna optymalizacja wskazuje, by utrzymywać przepływ wartki i możliwie najtańszym kosztem. Czyli - opinie. "Co Pani sądzi o ...?" to typowe otwarcie optymalnego finansowo źródła informacji. Ważne też by pisać nie prawdę, nie fakty, lecz to co ludzie już wiedzą, lub to, z czym się zgadzają. Ważne też, by pisać tak, by pobudzać emocje a nie rozum. Bo a nuż widelec czytelnik zamiast wchłonąć artykuł wraz z reklamami zacznie się zastanawiać i dojdzie do wniosku, że coś z tym artykułem nie tak.

Tym w jaki sposób i jakie fakty są przedstawiane w mediach kieruje sprzedaż.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365