Racjonalista - Strona głównaDo treści
List otwarty w sprawie likwidacji bibliotek

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
NapisanoAutorTytuł
20-12-2009 15:51Mariusz Agnosiewicz (moderator)List otwarty w sprawie likwidacji bibliotek
Panie Premierze,

My, niżej podpisani – pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy, bibliotekarze i czytelnicy – protestujemy przeciwko planowanym zmianom w prawie pozwalającym na likwidację bibliotek w małych miejscowościach. Pan Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski twierdzi, że chodzi tu o łączenie niedochodowych bibliotek z innymi niedochodowymi instytucjami kulturalnymi, co ma obniżyć koszty ich utrzymywania. Kryterium dochodowości placówki kulturalnej, jaką jest biblioteka, użyte przez ministra kultury zdumiewa i wysoce niepokoi. Podzielamy obawy polskich bibliotekarzy, którzy słusznie widzą w tym zamysł likwidacji bibliotek.

otwartabiblioteka.pl/
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>protestujemy przeciwko planowanym zmianom w prawie pozwalającym na likwidację bibliotek w małych miejscowościach.

To tak, jakby je spalić. Tyle tylko, że ekologicznie, bez emisji CO 2.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Tomasz J. Niedziałkowski (242 punktów)
>Panie Premierze,
>My, niżej podpisani - pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy, bibliotekarze i czytelnicy
>- protestujemy przeciwko planowanym zmianom w prawie pozwalającym na likwidację bibliotek w
>małych miejscowościach. Pan Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski twierdzi, że
>chodzi tu o łączenie niedochodowych bibliotek z innymi niedochodowymi instytucjami kulturalnymi, co
>ma obniżyć koszty ich utrzymywania.

Cóż za bzdurny argument! Obniżamy koszty funkcjonowania bibliotek?! Ależ do cholery! Powinniśmy zwiększać ilość pieniędzy wydawanych na biblioteki!!! Takie mamy czasy, że nie każdego stać na kupowanie książek! Ja sam mam to szczęście mieszkać w dużym mieście, w dużej aglomeracji i dane mi jest korzystanie z tak zacnych i bogato wyposażonych bibliotek jak biblioteka Uniwersytetu Śląskiego czy Biblioteka Śląska. Prócz tego korzystam z kilku mniejszych bibliotek, ale cóż mają powiedzieć ludzie z mniejszych miejscowości, głodni wiedzy, głodni KSIĄŻKI?! Dlaczego państwo polskie wydaje ogromne ilości pieniędzy na IDIOTYCZNE interwencje zbrojne w Iraku czy Afganistanie, a szkoda mu grosza na wspieranie mniej zamożnych, ale AMBITNYCH, głodnych wiedzy OBYWATELI RZECZPOSPOLITEJ z małych miejscowości?
Czy w tym cholernym kraju nie opłaca się być ambitnym, nie opłaca się być głodnym wiedzy?! Dlaczego to dziwne państwo biegnie z pomocą każdemu lumpowi, penerowi i złodziejowi, a kłody rzuca pod nogi ambitnym ludziom chcącym coś w życiu osiągnąć?!
To kolejny idiotyczny pomysł, trochę mniej głupi od wprowadzania odpłatności za studia. Jednak TYLKO TROCHĘ MNIEJ GŁUPI! Państwo które swoim obywatelom ogranicza możliwość dostępu do książek, ogranicza możliwość kształcenia się jest skazane na ZAGŁADĘ! Czy wam moi drodzy rządzący tak trudno to zrozumieć?!
22-12-2009 17:44 
 Ocena 1 na 1
P.R.Wieczorek DSM (207 punktów)
Świetna wypowiedź. Dosadna; mam nadzieję, że kogoś tam na "górze" trafi. Mieszkam w małej miejscowości, na wiosce, w pobliżu której są dwie biblioteki (obie ponad 3 km. od mojego domku; ale lubię te spacery; idę po książkę i myślę ( ). Te biblioteki są potrzebne, powiem więcej - według mnie są one niezbędne. Powiem tak!: zamiast likwidować te biblioteki, powiększcie ich asortyment, drodzy Politycy! Znaczy się: WIĘCEJ KSIĄŻEK!
27-12-2009 10:15 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

> trochę mniej głupi od wprowadzania odpłatności za studia.

Opłatność za studia nie jest czymś głupim.
Moim zdaniem nie powinno istnieć coś takiego jak studia bezpłatne.
W zamian należałoby wprowadzić szeroki system stypendiów.
To by wystarczyło.

A co do bibliotek publicznych. Być może gdyby utworzono biblioteki szkolno-publiczne rozwiązałoby to problem. Koszty utrzymania by się zmniejszyły, a dostęp do książek pozostałby otwarty.
27-12-2009 17:59 
 Ocena 2 na 2
Tomasz J. Niedziałkowski (242 punktów)
>> trochę mniej głupi od wprowadzania odpłatności za studia.
>Opłatność za studia nie jest czymś głupim.
>Moim zdaniem nie powinno istnieć coś takiego jak studia bezpłatne.
>W zamian należałoby wprowadzić szeroki system stypendiów.
>To by wystarczyło.

Nie twierdzę, że KAŻDY ma mieć możliwość bezpłatnego studiowania, ale ambitnych i inteligentnych nie można karać poprzez wprowadzenia automatycznej odpłatności za studia.
Czy nazwiemy to stypendiami, dotacjami, bonami dla zdolnych- obojętnie, ale powinna możliwość bezpłatnego studiowania obejmować możliwie dużą liczbę chętnych.
Na edukację nie powinno się szczędzić grosza. Tak jak jestem zwolennikiem liberalnej gospodarki i możliwie niewielkiego interwencjonizmu państwowego, tak edukacja stanowi dla mnie wyjątek. Tu państwo powinno sypnąć groszem, w dłuższej perspektywie wyjdzie to na dobre- NAM WSZYSTKIM.
27-12-2009 18:30 
 Ocena 1 na 1
Myflowers (2721 punktów)
>>> trochę mniej głupi od wprowadzania odpłatności za studia.
>>Opłatność za studia nie jest czymś głupim.
>>Moim zdaniem nie powinno istnieć coś takiego jak studia bezpłatne.
>>W zamian należałoby wprowadzić szeroki system stypendiów.
>>To by wystarczyło.


Może macie i rację co do tych studiów. Wredna komuna sama na siebie bat ukręciła dając szansę takim Kaczyńskim, Wróblom, Kępom, czy Kempą, Zawiszom i z bożej łaski - Lepperom. No i ten analfabetyzm niesłusznie zlikwidowała. To samo z selekcją naturalną - gruźlicy się pozbyła, dzieci szczepić kazała, coby na polio nie chorowały albo na inny dyfteryt. A mogła stworzyć Wyższą Szkołę Gotowania na Gazie i byłoby okey..
No i te książki, z wydawnictwa RUCHU na przykład - które każdy mógł kupić. A podręczniki szkolne, za grosze.Komuna to rodzaj gramatyczny żeński, nieprawdaż? Bo to zła kobieta była...
M.


(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
27-12-2009 19:40 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
Jak na razie to pęd do wiedzy daje Polsce całkiem spory odsetek rzekomo dobrze wykształconych bezrobotnych. Ani matura ani dyplom studiów nie zwiększą nikomu inteligencji. Dureń z dyplomem nie przestanie być durniem.
Nie widzę powodów aby państwo miał za to płacić.

A za komuny tak źle z tym nie było.
Niby wszystko bezpłatne, ale system selekcji całkiem niezły.
Nie wystarczyło chcieć. Trzeba jeszcze było coś sobą reprezentować.
27-12-2009 22:37 
 Ocena 1 na 1
Myflowers (2721 punktów)
>Jak na razie to pęd do wiedzy daje Polsce całkiem spory odsetek rzekomo dobrze wykształconych bezrobotnych. Ani matura ani dyplom studiów nie zwiększą nikomu inteligencji. Dureń z dyplomem nie przestanie być durniem.
>Nie widzę powodów aby państwo miał za to płacić.

Rzeczywiście, wyższe wykształcenie nie dodaje inteligencji, czasem ją tylko wspomaga.A dureń z zapłaconym dyplomem będzie takim samym durniem. tylko, że ma większe szanse na zostanie durniem dyplomowanym.
P.S.Szkoły zawodowe i technika dawały ładny odsetek ludzi przygotowanych zawodowo. I to oni stanowią teraz największą grupę bezrobotnych. Jakieś badania porobiłeś na temat tych bezrobotnych?

>A za komuny tak źle z tym nie było.
Czy umiesz czytać ze zrozumieniem? Czy ja napisałam coś na temat, że za komuny "z tym"( z czym?) tak źle było?

>Niby wszystko bezpłatne, ale system selekcji całkiem niezły.
>Nie wystarczyło chcieć. Trzeba jeszcze było coś sobą reprezentować.

Wystarczyło chcieć. Co do tego reprezentowania , hmmm...Podałam przykłady...


(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
27-12-2009 23:51 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

> Rzeczywiście, wyższe wykształcenie nie dodaje inteligencji, czasem ją tylko wspomaga.A dureń z zapłaconym dyplomem będzie takim samym durniem. tylko, że ma większe szanse na zostanie durniem dyplomowanym.

Niby dlaczego większe? Większe szanse ma gdy bez płacenia będzie mógł studiować.
Tak więc jeżeli już dureń czuje, że musi mieć dyplom, to niech za niego płaci.
A dla inteligentnych system stypendiów powodujący, że dla nich nauka będzie w zasadzie bezpłatna.

>P.S.Szkoły zawodowe i technika dawały ładny odsetek ludzi przygotowanych zawodowo. I to oni stanowią teraz największą grupę bezrobotnych. Jakieś badania porobiłeś na temat tych bezrobotnych?

A ty jakieś badania robiłaś?

Pogooglałem i znalazłem następujące dane (strona nie pozwala upubliczniać swoich materiałów bez pisemnej zgody , więc linka publicznie nie podam), które wybrałem oczywiście tendencyjnie, bo świetnie pasują do mojej tezy

Porównajmy dane za rok 1998 i 2008:
Bezrotni ogółem:       11.10% i 7.38%
z wykształceniem:
wyższym                     2.40% i 3.83%
policealnym                 8.00% i 7.78%
średnim zawodowym    9.30% i 6.53%
średnim ogólnym        12.50% i 9.35%
zasadniczym zawodowym 13.10% i 7.80%
gimnazjalnym i niższym 15.40% i 11.93%

Zwróć uwagę, że ludzie z wyższym wykształceniem sa jedyną grupą wśród której bezrobocie jest wyższe niż 10 lat temu i to mimo wyraźnego spadku bezrobocia ogółem.
Natomiast największy spadek bezrobocia odnotowano w grupie osób z wykształceniem zawodowym

Masz jakieś mniej tendencyjne dane?

>>A za komuny tak źle z tym nie było.
>Czy umiesz czytać ze zrozumieniem? Czy ja napisałam coś na temat, że za komuny "z tym"( z czym?) tak źle było?
Napisałaś. Odwoływałaś się do czasów komuny gdy edukacja bezpłatna była. A ja uważam, że to jest złe. Przepraszam, jeżeli nie wytłumaczyłem tego dostatecznie jasno. Moje "nie było aż tak źle" odnosi się do kwestii, że mimo bezpłatności nie każdy matoł mógł studiować. Już do szkół średnich przyjmowano tylko około 30% kończących podstawówkę. Nawet zdanie egzaminu nie gwarantowało miejsca w liceum, bo tych była ograniczona ilość.
Nie było takich sytuacji jak parę lat temu we Wrocławiu. Nie dość, że teraz do liceów idzie około 80 procent uczniów, to jeszcze na dodatek dla prawie setki uczniów którzy do żadnej z wrocławskich szkół średnich przyjęci nie zostali otworzono trzy nowe klasy. Po co? A tylko po to, żeby głąby, które miały za mało punktów by się dostać do już istniejących klas też mogły mieć średnie wykształcenie.
Tak więc powtórzę raz jeszcze: za komuny tak źle nie było. Kto był głąbem drogę na studia (a nawet do szkół średnich) przeważnie miał zamkniętą.

>>Nie wystarczyło chcieć. Trzeba jeszcze było coś sobą reprezentować.
>Wystarczyło chcieć. Co do tego reprezentowania , hmmm...Podałam przykłady...

Żaden system selekcji nie jest idealny. Tylko wolałem gdy durnie na studiach stanowili 5, a nie 50 procent.

>
(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy,

i nie wszyscy powinni studiować, a już na pewno nie wszyscy za darmo.
28-12-2009 00:54 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>A dla inteligentnych system stypendiów powodujący, że dla nich nauka będzie w zasadzie bezpłatna.

Tylko, że porządnego systemu stypendialnego w Polsce brak. I zapewne długo go jeszcze nie będzie.

>Nie było takich sytuacji jak parę lat temu we Wrocławiu. Nie dość, że teraz do liceów idzie około 80 procent uczniów, to jeszcze na dodatek dla prawie setki uczniów którzy do żadnej z wrocławskich szkół średnich przyjęci nie zostali otworzono trzy nowe klasy. Po co? A tylko po to, żeby głąby, które miały za mało punktów by się dostać do już istniejących klas też mogły mieć średnie wykształcenie.

Zastanawiam się, czy miałeś wątpliwą przyjemność skorzystania z edukacji oferowanej przez gimnazja. Chyba nie. Nauka tam, jest stratą czasu i uważam, że możliwość zweryfikowania swoich zdolności dopiero w liceum jest jakimś wyjściem z patowej sytuacji, w jakiej znaleźli się uczniowie kończący gimnazja.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
pavvel (8272 punktów)

>Zastanawiam się, czy miałeś wątpliwą przyjemność skorzystania z edukacji oferowanej przez gimnazja.

Przez wiele lat udzielałem korepetycji i miałem okazję porównać jakość kształcenia w starym i w nowym systemie.
Moim zdaniem wina jest nie tylko po stronie szkoły.
Postawa rodziców też ma duże znaczenie.

A jak wynika z przytoczonych przeze mnie danych, na rynku pracy lepiej sobie radzą absolwenci zawodówek niż ogólniaków.

> Tylko, że porządnego systemu stypendialnego w Polsce brak. I zapewne długo go jeszcze nie będzie.
Uczelnie, mimo odpłatności mogłyby przecież być nadal finansowane z budżetu.
W ten sposób podstawowe stypendium byłoby po prostu zwolnieniem z opłaty. Nie wymagałoby żadnego transferu pieniędzy.
Pieniądze od płacących studentów byłyby pieniędzmi dodatkowymi w systemie.
Część z nich można by przeznaczyć na zwiększenie stypendiów dla wyróżniających się studentów.
Rozwiązanie jest dość proste. Główna trudność, to jego polityczne konsekwencje. Może kiedyś jakaś partia odważy się je ponieść.
28-12-2009 01:37 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>>Zastanawiam się, czy miałeś wątpliwą przyjemność skorzystania z edukacji oferowanej przez gimnazja.
>Przez wiele lat udzielałem korepetycji i miałem okazję porównać jakość kształcenia w starym i w nowym systemie.
>Moim zdaniem wina jest nie tylko po stronie szkoły.
>Postawa rodziców też ma duże znaczenie.

Postawa rodziców może mieć znaczenie wtedy, gdy doceniają oni wagę edukacji. Nie wszystkie dzieciaki mają tyle szczęścia. Gimnazja postrzegam, jako jedną wielką degrengoladę. Cieszę się, że moja córka ten etap edukacji ma już za sobą. Dziecko mi po po prostu odżyło po rozpoczęciu nauki w liceum. Uczęszcza teraz do szkoły, a nie do małpiarni. Przepraszam za mocne słowa, ale tak po prostu jest. W przyszłości czeka mnie jeszcze przejście syna przez etap edukacji w gimnazjum. Cierpnę na tę myśl. Nie dość, że zabrano dzieciom rok z poważnej nauki w liceum lub technikum, to jeszcze jest to nauka taka jak w podstawówce, tyle, że w gorszym wydaniu. Nie mam żadnej litości dla gimnazjów i jestem zwolenniczką natychmiastowej ich likwidacji.

>> Tylko, że porządnego systemu stypendialnego w Polsce brak. I zapewne długo go jeszcze nie będzie.
>Uczelnie, mimo odpłatności mogłyby przecież być nadal finansowane z budżetu.
>W ten sposób podstawowe stypendium byłoby po prostu zwolnieniem z opłaty. Nie wymagałoby żadnego transferu pieniędzy.
>Pieniądze od płacących studentów byłyby pieniędzmi dodatkowymi w systemie.
>Część z nich można by przeznaczyć na zwiększenie stypendiów dla wyróżniających się studentów.
>Rozwiązanie jest dość proste. Główna trudność, to jego polityczne konsekwencje. Może kiedyś jakaś partia odważy się je ponieść.

Być może rzeczywiście, udałoby się wypracować jakiś sensowny model stypendialny, ale szczerze przyznam, że nie bardzo wierzę w szybkie powodzenie takiego przedsięwzięcia. Skończy się to tym, że dzieci z biednych rodzin, nie będą miały szans na wyższe wykształcenie. Nie dlatego, że są głupsze, czy bardziej leniwe, ale dlatego, że nie miały szczęścia uczęszczać do najbardziej prestiżowych szkół, które najczęściej są zlokalizowane w dużych miastach.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
28-12-2009 02:34 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>>Postawa rodziców też ma duże znaczenie.
>Postawa rodziców może mieć znaczenie wtedy, gdy doceniają oni wagę edukacji.
No niestety nie tylko.
Gdy matka mówi do mnie przy uczniu, że nauczycielka jest wredna i za dużo od nich wymaga, a przecież jemu matma nie będzie potrzebna, bo on humanista jest, to wyrządza tym więcej szkody niż jest wstanie wyrządzić szkoła.
W takich przypadkach moją pierwszą i w zasadzie najważniejszą lekcją było uświadomienie rodzicom, że specjalizować to się ich dziecko będzie mogło później.
Na razie obowiązuje go program jednakowy dla wszystkich i pewne minimum wiedzy musi posiadać.
Kiedyś rodzice chodzili do szkoły dowiedzieć się dlaczego uczeń jest zagrożony i gonili go w domu do roboty.
Dzisiaj najczęściej biegają do szkoły z pretensjami, ze jak to jest możliwe by ich syn/córka mieli z tego przedmiotu jedynkę.

Mam parę znajomych nauczycielek, więc wiem, że sytuacja dotyczy nie tylko matmy czy fizyki.

> Gimnazja postrzegam, jako jedną wielką degrengoladę.
Gimnazja to był pomysł przede wszystkim niedopracowany. Ale to temat na cały wątek. Może kiedyś...

> Cieszę się, że moja córka ten etap edukacji ma już za sobą. Dziecko mi po po prostu odżyło po rozpoczęciu nauki w liceum. Uczęszcza teraz do szkoły, a nie do małpiarni.

Znam parę przykładów liceów również odpowiadających Twojej definicji małpiarni.

>nie miały szczęścia uczęszczać do najbardziej prestiżowych szkół, które najczęściej są zlokalizowane w dużych miastach.
To już ma miejsce i to dużo bardziej niż kiedyś.
Poziom obecnej matury podstawowej z matmy nie jest wcale wyższy niż kiedyś poziom egzaminów do liceum.
Taki egzamin byli kiedyś w stanie zdać tylko naprawdę dobrzy uczniowie. Dobra szkoła była plusem, ale nie załatwiała sprawy.
Dzisiejsze testy gimnazjalne są tak skonstruowane, że za przeproszeniem małpę by można nauczyć ich rozwiązywania.
Jeżeli szkoła nastawiona jest na wyniki, to zamiast przekazywać wiedzę uczy rozwiązywania testów.

Ale w tym też sporo winy rodziców. Większość ma ambicję, aby ich dzieci, niezależnie od predyspozycji, kończyły licea i studiowały. Aby cel osiągnąć potrzebne są nie wiedza i umiejętność myślenia, a punkty z egzaminów i matur.
Nauczyciele w dużej mierze dostosowują sie do oczekiwań rodziców.
Niestety.
29-12-2009 00:12 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)

>>Postawa rodziców może mieć znaczenie wtedy, gdy doceniają oni wagę edukacji.
>No niestety nie tylko.
>Gdy matka mówi do mnie przy uczniu, że nauczycielka jest wredna i za dużo od nich wymaga, a przecież jemu matma nie będzie potrzebna, bo on humanista jest, to wyrządza tym więcej szkody niż jest wstanie wyrządzić szkoła.
>W takich przypadkach moją pierwszą i w zasadzie najważniejszą lekcją było uświadomienie rodzicom, że specjalizować to się ich dziecko będzie mogło później.
>Na razie obowiązuje go program jednakowy dla wszystkich i pewne minimum wiedzy musi posiadać.
>Kiedyś rodzice chodzili do szkoły dowiedzieć się dlaczego uczeń jest zagrożony i gonili go w domu do roboty.
>Dzisiaj najczęściej biegają do szkoły z pretensjami, ze jak to jest możliwe by ich syn/córka mieli z tego przedmiotu jedynkę.
>Mam parę znajomych nauczycielek, więc wiem, że sytuacja dotyczy nie tylko matmy czy fizyki.

No i właśnie tacy rodzice, nie doceniają, moim zdaniem, wagi edukacji. Bo edukacja to przecież nie papierek, ale to to zostało "wtłoczone" do głowy delikwenta.

>Gimnazja to był pomysł przede wszystkim niedopracowany.

Jeżeli lubisz eufemizmy....

>Znam parę przykładów liceów również odpowiadających Twojej definicji małpiarni.

Być może, wcale tego nie neguję

>>nie miały szczęścia uczęszczać do najbardziej prestiżowych szkół, które najczęściej są zlokalizowane w dużych miastach.
>To już ma miejsce i to dużo bardziej niż kiedyś.

Możliwe, ale pamiętaj, że problem "zauważalności" deficytu dobrych szkół wiąże się też, ze wspomnianym przez Ciebie, znacznie większym zapotrzebowaniem na edukację średnią i wyższą.

>Poziom obecnej matury podstawowej z matmy nie jest wcale wyższy niż kiedyś poziom egzaminów do liceum.

Trochę wyższy chyba jest. Ale niewiele.

>Dzisiejsze testy gimnazjalne są tak skonstruowane, że za przeproszeniem małpę by można nauczyć ich rozwiązywania.

To dlaczego wyniki są marne?

>Jeżeli szkoła nastawiona jest na wyniki, to zamiast przekazywać wiedzę uczy rozwiązywania testów.

Zgadzam się. Uczenie się po to, żeby zdać test, diametralnie różni się od przyswajania wiedzy opartego przede wszystkim na usiłowaniu zrozumienia dziedziny, która się zgłębia. Oczywiście uczenie nie tylko "pod test", też zdanie testu powinno zapewnić, ale wymaga więcej wysiłku zarówno od ucznia, jak i od nauczyciela.

>Nauczyciele w dużej mierze dostosowują sie do oczekiwań rodziców.
>Niestety.

Wiesz, oni też mają ograniczone możliwości. Poza tym, nie powinno się projektować systemu zakładając, że będą go obsługiwać wyłącznie zawodowi entuzjaści.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
04-01-2010 10:05 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Jak na razie to pęd do wiedzy daje Polsce całkiem spory odsetek rzekomo dobrze wykształconych bezrobotnych. Ani matura ani dyplom studiów nie zwiększą nikomu inteligencji. Dureń z dyplomem nie przestanie być durniem.

I tu jest sedno problemu. Uważam, że odsetek wysoce wykształconych powinien być niewielki. Niech bramy uczelni otwierają zdolności, nie pieniądze a zniknie i dureń z dyplomem i bezrobotny mgr. inż.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
04-01-2010 12:53 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
>I tu jest sedno problemu. Uważam, że odsetek wysoce wykształconych powinien być niewielki. Niech bramy uczelni otwierają zdolności, nie pieniądze a zniknie i dureń z dyplomem i bezrobotny mgr. inż.

I zero litości na egzaminach! Rzygać mi się chce od oglądania durniów robiących kolejny termin na wyłudzone zwolnienie zdrowotne. Ja daję radę się nauczyć i zdać na piątkę na pierwszym, to oni też mogą. Jak nie piątkę, to niech się chociaż na tróję nauczą. Albo won z uczelni, jak się nie chcą uczyć - proste.

Przepraszam, ale się strasznie zdenerwowałam. Tak jest wszędzie, na uczelniach prywatnych i państwowych - wszędzie są świetni, zaangażowani, zdolni studenci i masa lamerów i leni. Nie rozumiem, po co im się pozwala tam studiować. Tzn na uczelniach prywatnych wiem - płacą za stypendia i dofinansowania tych zdolnych oraz rozwój uczelni...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>Jak na razie to pęd do wiedzy daje Polsce całkiem spory odsetek rzekomo dobrze wykształconych bezrobotnych. Ani matura ani dyplom studiów nie zwiększą nikomu inteligencji. Dureń z dyplomem nie przestanie być durniem.
>I tu jest sedno problemu. Uważam, że odsetek wysoce wykształconych powinien być niewielki. Niech bramy uczelni otwierają zdolności, nie pieniądze a zniknie i dureń z dyplomem i bezrobotny mgr. inż.

Boisz się konkurencji czy jak? O tym czy czegoś powinno być dużo czy mało decyduje rynek, a nie widzimisię czyjeś. Już mamy prawników i ich korporacje, która to decyduje ilu powinno być prawników. jadzie nie idź tą drogą .
04-01-2010 17:05 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>>I tu jest sedno problemu. Uważam, że odsetek wysoce wykształconych powinien być niewielki. Niech bramy uczelni otwierają zdolności, nie pieniądze a zniknie i dureń z dyplomem i bezrobotny mgr. inż.
>Boisz się konkurencji czy jak?

Nie.

>O tym czy czegoś powinno być dużo czy mało decyduje rynek,

No to widzisz, jak decyduje, że osób z wyższym wykształceniem jest więcej niż pracy dla nich. Nie może mieć każdy wykształcenia wyższego, bo wtedy będzie wyższe od czego(?).

>Już mamy prawników i ich korporacje, która to decyduje ilu powinno być prawników. jadzie nie idź tą drogą .

Nie chcę tą drogą. Tam decydują powiązania a nie faktyczne umiejętności a chciałbym, żeby właśnie one były najważniejsze.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>O tym czy czegoś powinno być dużo czy mało decyduje rynek,
>No to widzisz, jak decyduje, że osób z wyższym wykształceniem jest więcej niż pracy dla nich. Nie może mieć każdy wykształcenia wyższego, bo wtedy będzie wyższe od czego(?).

Widzisz nie rozumiesz prostej zasady, która brzmi: większe szanse masz na znalezienie roboty mając wyższe wykształcenie nie niższe. Lepiej być bezrobotnym wykształciuchem niż bezrobotnym z wykształceniem podstawowym. Jako, że sam osobiście przeszedłem przez wszystkie szczeble naszego systemu edukacji, więc wiem co mi dały studia i co mi dała zawodówka i liceum.

W zawodówce zdobyłem jeden zawód, potem na kursach następny, potem poszedłem na studia i mam następny. Możliwości manewru mam duże. Mogę być mechanikiem, kierowcą, spawaczem i informatykiem. Mój kuzyn jest historykiem, a jeździ na koparce . Ale jak mu się koparka znudzi to może zostanie nauczycielem . To, że kończysz studia i nie masz roboty to jest bez znaczenia. Istotne jest, że na tych studiach naumiałeś się różnych popierdółek chociażby jakiejś głupiej ekonomii czy też filozofii co to na każdych studiach jest, a na wcześniejszym etapie edukacji nie uświadczysz tego.

Dlatego nie rozpatrywałbym sprawy w kategoriach, że czegoś za dużo, a czegoś za mało.
04-01-2010 21:00 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>W zawodówce zdobyłem jeden zawód, potem na kursach następny, potem poszedłem na studia i mam następny. Możliwości manewru mam duże. Mogę być mechanikiem, kierowcą, spawaczem i informatykiem.

Ok. Twoją siłą jest wszechstronność a nie sam dyplom.

>Istotne jest, że na tych studiach naumiałeś się różnych popierdółek chociażby jakiejś głupiej ekonomii czy też filozofii co to na każdych studiach jest, a na wcześniejszym etapie edukacji nie uświadczysz tego.

Można uczyć tych rzeczy już w szkołach średnich.

>Dlatego nie rozpatrywałbym sprawy w kategoriach, że czegoś za dużo, a czegoś za mało.

A ja rozpatruję. Nie podoba mi się to, że tytuł inżyniera czy magistra się zdewaluował i jest dziś dostępny każdemu dysponującemu nie tak wielką znów kwotą pieniędzy. Mamy więc w jednym szeregu tych, którzy na tytuł zasłużyli sobie ciężką pracą czy wrodzonym talentem oraz tych, którzy często talentu nie mają ale wygospodarowali wystarczającą ilość grosiwa.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>A ja rozpatruję. Nie podoba mi się to, że tytuł inżyniera czy magistra się zdewaluował i jest dziś dostępny każdemu dysponującemu nie tak wielką znów kwotą pieniędzy. Mamy więc w jednym szeregu tych, którzy na tytuł zasłużyli sobie ciężką pracą czy wrodzonym talentem oraz tych, którzy często talentu nie mają ale wygospodarowali wystarczającą ilość grosiwa.

Mnie to zwisa. Niech każdy ma sobie tytuł jaki chce i tak rynek zweryfikuje jego tytuł.
Faktem jest, że niektórzy nie zasługują na ten tytuł, bo sam miałem kolegów na studiach, których nazwanie informatykiem to zniewaga dla tego słowa ale to i tak nie ma znaczenia. Pracują w sklepach komputerowych lub też bankach jako bankowcy lub też projektują nalepki na opakowania blaszane .

Pomagałem nawet co niektórym zaliczać różne przedmioty, pisząc im programy lub też nawet prosząc wykładowcę o litość dla nich. Jakoś miałem dar przekonywania. Ale wcale mnie nie wkurza to, że mają ten sam tytuł co ja. Niech sobie mają.
04-01-2010 22:36 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Mnie to zwisa.

A mnie tak średnio. Wolałbym, żeby absolwent zawodówki różnił się od inżyniera, niekoniecznie inteligencją ale koniecznie wiedzą w danej dziedzinie. Żeby ten papier faktycznie o czymś świadczył.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
Celtyk (3337 punktów)
   Dla mnie to zamach na dostęp do merytorycznej wiedzy zawartej książkach znajdujących się w wielu małych wiejskich Bibliotekach na rzecz jedynie słusznego obrazu rzeczywistości, który będzie wygodny odpowiednim grupom społecznym Mówiąc inaczej jest to przygotowanie "gruntu" pod przyszłe szerzenie ciemnoty
   Nigdy ale to nigdy Instytucje Kultury czy Biblioteki nie miały w swoim zakresie działalności być jednostkami dochodowymi (przynajmniej ja czegoś takiego nie pamiętam) jak to się ma w przypadku ogólnie pojętej działalności gospodarczej, która w swojej definicji ma na celu przynosić zysk!
   Do tego jak ma wyglądać nauka w szkole, kiedy to szkoła posiada 1-3 egzemplarze obowiązkowej lektury a pobliska biblioteka zapewnia odpowiednią liczbę książek. Wszyscy mamy zadbać z własnej kiesy aby dziecko na czas mogło przeczytać daną lekturę? A może to "sprężyna" księgarni i drukarni książek?
   Tak ma wyglądać wizja społeczeństwa Informacyjnego w wydaniu Pana Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego?
A może Pan minister chce zadbać aby Społeczeństwo posiadało Informacje jedynie słusznej wykładni czyli KK?
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
Antoni.Izydor.były.kapitan.SB (74 punktów)
(zablokowany)
To świadomy sabotaż ośrodków klerykalnych lub klerofilskich.
Spalić,zniszczyć książki,zlikwidować nieprawomyślne publikacje.
To metody faszystowskie.
Należy opowiadać,pisać o tym głośno.
Biblioteki to ośrodki wolnomyślicielskie,postępowe.To kopalnie wiedzy które mogą zdemontować instytucje Watykanu,zniechęcić jego funkcjonariuszy w purpurze oraz czerni.
P.R.Wieczorek DSM (207 punktów)
Ja, tu niżej podpisany, popieram wypowiedź Pana Mariusza Agnosiewicza.
Przemysław Rafał Wieczorek
Buczkowski (49 punktów)
>Ja, tu niżej podpisany, popieram wypowiedź Pana Mariusza Agnosiewicza.
>Przemysław Rafał Wieczorek
Brawa dla Pana Agnosiewicza! Biblioteki w małych miastach, czy wsiach, to miejsca szczególne w naszym, sklerykalizowanym, kraju; chrońmy je; gdy myślę o bibliotekach
które chce ktoś likwidować, przypomina mi się tytuł książki Tadeusza Żeleńskiego-Boya,
pt: REFLEKTOREM W MROK; a propos: polecam tą książkę.
Smith (10069 punktów)
Sprywatyzujmy je w 20 rocznicę rozpoczęcia realizacji pakietu reform gospodarczo-ustrojowych, na cześć naszego mesjasza ekonomii.

Wróć do listy wątków działu Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365