Racjonalista - Strona głównaDo treści
Rozterki moralne młodego wieku

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
23-10-2007 00:38arturos (17 punktów)Rozterki moralne młodego wieku
Ocena 2 na 2
Witam Was,

Już od dłuższego czasu obserwuję portal racjonalista.pl, jednak dopiero teraz uznałem za odpowiedni moment na przyłączenie się.

Nie zaprzeczam że głównie interesowały mnie wątki związane z religią, gdyż już od dłuższego czasu jestem wewnętrznie rozdarty. Osobiście uważam się za "ateistę", jednak nie do końca, gdyż nie zaprzeczam istnieniu Boga. Wiem że słowo ateista mogło być w tej chwili źle zinterpretowane, jednak nie umiem ubrać tego wszystkiego w słowa. Mój problem polega na tym przede wszystkim, że w głębi duszy wierzę w Boga jako bliżej nieokreślony ośrodek nieskończonej inteligencji, bezgranicznej miłości. Jednak już od dłuższego czasu utwierdzam się w przekonaniu, że kościół rzymskokatolicki (napisałem celowo z małych liter)jest pełen obłudy, absurdu, itp... Po prostu nie przekonuje mnie kościół jako instytucja "społeczna" będąca niczym innym jak tylko jak już ktoś kiedyś wspomniał "pralnią mózgów". Moje położenie nie byłby jeszcze tak tragiczne, gdyby nie fakt, że mam dziewczynę. Kocham ją. Szczerze. I nie jest to taka miłość "szczeniacka". Po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jednak Ona jest, że tak powiem, wierząca (w dużym stopniu, aczkolwiek nie jest fanatyczką, w żadnym stopniu też nie jest podobna do "moherowych babć")kościół katolicki uważa za wspólnotę ludzi wierzących w Boga. Dlaczego to mówię (piszę?)? Otóż Ona nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby żyć ze mną bez ślubu. A ja nie chcę okłamywać ani siebie ani jej.
Do kościoła chodzę, lecz nie przez to że mnie coś tam ciągnie, lecz tylko pod presją rodziców. Na lekcje religii też chodzę, ponieważ gdybym tylko wspomniał słowem o czymś takim jak niechodzenie na religię to od razu usłyszałbym słowa sprzeciwu (jednak w domu jestem już w dużym stopniu usamodzielniony).
Naprawdę niewiem co o tym wszystkim myśleć. Mam ponadto nadzieję że moja sytuacja duchowa jest zrozumiała.

Jeżeli czytelniku przeczytałeś moje "wypociny" jestem Ci wdzięczny. Proszę także o słowa krytyki, one jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

Pozdrawiam
Artur
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

IQ955 (2355 punktów)
Nie jestem ekspertem w tej dzedzinie, ale wiem trzy rzeczy, które mogą Ci się przydać:

1. Nawet według KK wszystkie sakramenty dokonują się w momencie, kiedy człowiek chce ich dostapić, a nie w momencie wykonania jakiejś czynnosci. Dla przykładu - jeśli ktoś zechce się ochrzcić, jako dorosły i w drodze na ceremonię chrztu zginie na przykład w wypadku drogowym - uznawany jest za człowieka ochrzczonego. Podobnie było z małżeństwami ludzi zesłanych na Syberię, komunią ludzi w obozach koncentracyjnych etc.

2. Także według KK: Na Sądzie Ostatecznym jesteśmy rozliczani z doskonałą sprawiedliwością i pełnym wglądem w nasze intencje.

3. Jeśli zechcesz pozostać przy wierze, a nawet i kościele - pamiętaj, że i tam są bardzo różni ludzie. Spróbuj poszukać kogoś mądrego - może Ci rozsądnie doradzi.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Patty Matheson (2087 punktów)
>Mój problem
>polega na tym przede wszystkim, że w głębi duszy wierzę w
>Boga jako bliżej nieokreślony ośrodek nieskończonej
>inteligencji, bezgranicznej miłości. [...] Po prostu nie przekonuje mnie
>kościół jako instytucja "społeczna" będąca niczym innym jak
>tylko jak już ktoś kiedyś wspomniał "pralnią mózgów".

Katolicy nazywają to "wierzący niepraktykujący" (jeśli Twój bóg przypomina chrześcijańskiego).
Właściwie to nie jesteś ateistą. Wierzysz w boga - jesteś teistą. A kto powiedział, że wierząc w boga, trzeba od razu bawić się w jakieś obrzędowe, wspólnotowe klocki? Zaś ten monopol KRK... Nie patrz na to pod kątem Kościoła, to jest prawdopodobnie tylko instytucja, która wykorzystała zjawisko popularności chrześcijaństwa.

>mam dziewczynę. [...] Otóż Ona nie dopuszcza do siebie myśli, >że mogłaby żyć ze mną bez ślubu. A ja nie chcę okłamywać ani
>siebie ani jej.

Jest coś takiego jak ślub mieszany, wówczas sakrament dostaje strona wierząca, a niewierzący tak jakby "asystuje", jednak musi wyrazić zgodę na wychowanie dzieci po katolicku.

>Do kościoła chodzę, lecz nie przez to że mnie coś tam
>ciągnie, lecz tylko pod presją rodziców.

W Twoim wieku już miałam własne zdanie, tak w kwestii religii, jak i niejedzenia mięsa. Czekasz do 18. urodzin, żeby uderzyć rodziców szokującą informacją, że to wszystko było dla picu?

>Na lekcje religii
>też chodzę, ponieważ gdybym tylko wspomniał słowem o czymś
>takim jak niechodzenie na religię to od razu usłyszałbym
>słowa sprzeciwu (jednak w domu jestem już w dużym stopniu
>usamodzielniony).

Jeśli katechezę prowadzi ktoś normalny, to nie szkodzi chodzić tylko dlatego, że nie jesteś wierzącym.

Generalnie masz taki sam problem, jak wielu, naprawdę wielu młodych ludzi. Musisz być tolerancyjny, ale stanowczy. Słabi ludzie to materiał do manipulacji przez KRK, nawet jeśli sami nie są w Kościele.

Pozdrawiam.

And at the end of the sixth day god heard: "Not enough mana".
@ffe?
Jak widać, nie masz żadnych problemów ze swoja religijnością. Dylemat to: czy poświęcić prawdę dla miłości, czy miłość dla prawdy?
Jedyne wyjście to uzgodnić poglądy z dziewczyną - miłość w kłamstwie nie przetrwa. Jesli ona kocha cię tak mocno, jak ty ją, to osiągniecie kompromis.
arturos (17 punktów)
>Dylemat to: czy poświęcić prawdę dla miłości, czy miłość dla prawdy?
>Jedyne wyjście to uzgodnić poglądy z dziewczyną - miłość w kłamstwie nie przetrwa. Jesli ona kocha cię tak mocno, jak ty ją, to osiągniecie kompromis.
>

Witam,rozmawiałem z Nią o tym, i wspólnie uzgodniliśmy, że nie można na siłę przekonywać do swoich poglądów. Ja obiecałem, że nie będę miał nic przeciwko jej wierze, a ona nie będzie mnie nawracać. Aczkolwiek powiedziała, żę nie chciałaby żyć z niewierzącym człowiekiem, jednak ja wierzę, tylko w inny sposób.
Jak z nią o tym rozmawiać?
@ffe?
>Witam,rozmawiałem z Nią o tym, i wspólnie uzgodniliśmy, że nie można na siłę przekonywać do swoich poglądów. Ja obiecałem, że nie będę miał nic przeciwko jej wierze, a ona nie będzie mnie nawracać. Aczkolwiek powiedziała, żę niechciałaby żyć z niewierzącym człowiekiem, jednak ja wierzę, tylko w inny sposób.
>Jak z nią o tym rozmawiać?

Słowa musisz znaleźć sam, nikt ich za ciebie nie poszuka. Ale znajdziesz, byleś się uzbroił w cierpliwość. Niestety, nie ma tu żadnego szybkiego i radykalnego sposobu. Trochę potrwa, nim wytłumaczysz dziewczynie zasady swojej wiary, a ona je zaakceptuje - jeśli zaakceptuje.
arturos (17 punktów)
>Słowa musisz znaleźć sam, nikt ich za ciebie nie poszuka. Ale znajdziesz, byleś się uzbroił w cierpliwość. Niestety, nie ma tu żadnego szybkiego i radykalnego sposobu. Trochę potrwa, nim wytłumaczysz dziewczynie zasady swojej wiary, a ona je zaakceptuje - jeśli zaakceptuje.

Więc tak, rozmawiałem z nią i jest lepiej niż myślałem. Otóż okazała się ona być dość liberalna w sprawie religii, jednak jej wiara jest niesłaba.
Ale widzę że coraz lepiej się dogadujemy na ten temat. Poza tym oznajmiła mi, że najważniejsze dla niej jest to że wierzę, a reszta jest mało ważna, bo wiary się nie wybiera, albo się ją ma, albo nie.
23-10-2007 16:56 
 Ocena 2 na 2
DawidKarolkievitz (984 punktów)
> Poza tym oznajmiła mi, że najważniejsze dla niej jest to że wierzę, a reszta jest mało ważna, bo wiary się nie wybiera, albo się ją ma, albo nie.

Macie mimo wszystko wiele wspólnego ze sobą- ty kochasz ją nieprzytomnie ,
ona nieprzytomna z miłości do bytu pozornego. Rzecz wspólna- nieprzytomnść.
Teraz pytanie- kto się pierwszy przebudzi i zrani to drugie? To się nie może udać.
No chyba, że dostąpisz łaski wiary wynikającej raczej z chorobliwej skłonności do zginania kolana (najpierw przed wybranką i jej zachciankami- co właśnie przerabiasz, następnie przed wyobrażeniami absolutu, który przyjmiesz w wersji proponowanej przez wybrankę). Wówczas życie wasze popłynie z prądem ( z prądem to nawet popłynie... wiadomo co popłynie z prądem) pobożności. I Ok. Twoja sprawa.
Inaczej to się nie uda- nie licz na ustępstwa i kompromis- masz już dowody, że nie ma szans. Przegrałeś walkę o nią z bytem pozornym. Smutne.

Henryk zawsze ma rację, ponieważ tak mówi list, a list jest prawdziwy ponieważ Henryk go podyktował, ponieważ tak mówi list.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Poza tym oznajmiła mi, że najważniejsze dla niej jest to że wierzę, a reszta jest mało ważna, bo wiary się nie wybiera, albo się ją ma, albo nie.

Naprawdę nie interesuje jej, w co wierzysz?? Ważny jest sam fakt poczucia, że istnieje coś, czego nie można "naukowo udowodnić"??
Raju, więcej takich katolików poproszę. Może by się nie czepiano nas wreszcie; w końcu według niektórych, racjonalizm to też religia

Pozdrawiam.


And at the end of the sixth day god heard: "Not enough mana".
Cieślański (994 punktów)
Przepraszam za nieobecność ale miałem trochę papierkowej roboty na mieście jako Gada-jąca tuba wyborcza.
Jeszcze dziś zalatuję feromonami z ulotek wyborczych, więc dla bezpieczeństwa noszę blaszane majtki.
Czy wyście się szaleju nażarli.
Chcecie chłopa do klasztoru zagonić?
Rozwiązań i metod jest wiele.
Przestań myśleć o bogach bo oni nie istnieją, myśl o boginiach, "bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma".
Przestań z nią ględzić o religii, zafascynuj ją dysputami o seksie i psychologii.
Już samo Twoje niezdecydowanie, zaprawione szerokim omówieniem dylematów, świadczy, że możesz mieć problemy z męskim podejmowaniem decyzji.
Jeśli jesteś wrażliwy i nie ciągnąłeś koleżanek za włosy w przedszkolu, to pewnie szwarcenegerem nie zostaniesz już nigdy.
Jeśli jesteś taki bardziej kobieco-wrażliwy, to najprawdopodobniej twoja Wybranka jest bardziej chłopięco-dominująca, bo ludzie na ogół dobierają się w związki na zasadzie uzupełniania się cech "psycho-seksualnych".
Strzeż się "mężczyzn w czarnych sukniach z ambony", aby cię nie zaskoczyli od pleców strony.
Przeczytaj poradnik "Płeć mózgu" -D.Jessel, A Moire lub "Mózg i płeć. O biologicznych różnicach między kobietami a mężczyznami"- Deborah Blum.
Wiedza taka pozwoli ci zrozumieć jaki układ panuje pomiędzy tobą a twoją Kobitą i prowadzić z nią dysputy, które będą Ją rajcować, bo kobitki uwielbiają ględzić na tematy związane z psychologią.
Wypyszczając wiedzę z zakresu psychologii płci, zyskasz jej zaufanie lub przynajmniej wywołasz wrażenie, że jesteś tym jedynym, który może Ją zrozumieć, bo jesteś do Niej "podobny".
Ludzie najczęściej lubią ufać ludziom podobnych do nich samych lub takich, którzy potrafią ich zrozumieć, bo myślą podobnie.
Poza tym, jak najczęściej Ją przytulaj, głaskaj, masuj, pieść, muskaj, ocieraj, cmokaj , całuj poklepuj i dotykaj.

Jeśli jeszcze nie uprawiacie pieszczot "oralno-genitalnych" (lub pettingu), że o pełnej penetracji nie wspomnę, to przynajmniej poznaj jakiś poradnik masażu erotycznego, bo oksytocyna jest wyzwalana również w trakcie przytulania, głaskania, uciskania i masażu.
Najpierw jednak się upewnij, czy wybranka nie traktuje cię jako zasłony dymnej, bo to częste zjawisko wśród "pobożnych" panien.
Bo jak pobożna kobieta czuje pociąg do innych kobiet, to z pierwszym seksem pewnie poczekasz do ślubu kościelnego, i żadną siłą jej nie uwiedziesz na "heteroiczny owoc zakazany".

Zamiast główkować o religijnych niuansach weź się za poradniki seksualne.
Jeśli już musi to być seks religijny, to polecam hinduską tantrę lub chińską jogę seksu.
Te nurty filozoficzno-religijnej gimnastyki lędźwi, obiecują osiągnięcie życia wiecznego dzięki wysokiej sprawności seksualnej.

Jeśli jesteś jednak typowym samcem owłosionym na całym ciele, (musisz golić się dwa razy dziennie, i bicepsy rozrywają ci rękawy w koszulach), to prawdopodobnie Oblubienica jest typowo kobieca.
W takim przypadku rób to co podsuwa twojemu mózgowi twój penis, bo na mielenie jęzorem po próżnicy szkoda czasu, (oczywiście z wyjątkiem pieszczot "oralno-genitalnych").

Sam daj kobiecie raj, jeśli nie chcesz aby sobie pomyślała, że jesteś chłop bez jaj.
Jeśli będziesz zdolny doprowadzić ją do orgazmu w każdej sytuacji, to ci się podporządkuje, ujrzy w Tobie boga i pana dającego rozkosz.
Albowiem oksytocyna wydzielana w czasie orgazmu, czyni szczytujących partnerów bardziej ufnymi i skłonnymi do ugody, ustępstw, współpracy i gadatliwości.
Naucz się palić papierosy, bo to pomaga znieść spokojnie wszystkie wścibskie pytania kobiece po stosunku.
One dobrze wiedzą, że po orgazmie chłop jest uległy, łatwowierny i dla tego czynią rozpoznanie połączone z subtelnym szantażem emocjonalnym.
Chińska sztuka kochania uczy facetów jak powstrzymywać wytrysk lub orgazmu lub jedno i drugie.
Dzięki takim umiejętnościom doprowadzisz wybrankę do stanu szczęścia absolutnego, sam nie tracąc wigoru, czujności i informacyjnej szczelności.
Po orgazmie partnerki połóż ją na sobie i rozmasuj jej plecy a zwłaszcza mięśnie wokół kręgosłupa, najpierw silnie (ok. 10 minut) potem delikatnie "rozgłaskaj" pozostały ból skóry (20 minut) kończąc dzieło delikatnymi muśnięciami dłoni (5minut) po czubkach jej włosów na plecach.
Ps. A jeśli jeszcze czytać ci się chce, polecam racjonalizatorsko zaktualizowany wątek,
link pod tytułem: PKP

bóg jest oszustwem
nieobecny
>Wypyszczając wiedzę z zakresu psychologii płci, zyskasz jej zaufanie lub przynajmniej wywołasz wrażenie, że jesteś tym jedynym, który może Ją zrozumieć, bo jesteś do Niej "podobny". Ludzie najczęściej lubią ufać ludziom podobnych do nich samych lub takich, którzy potrafią ich zrozumieć, bo myślą podobnie.
Tą drogą chłopak ma szansę zostać przyjacielem swojej lubej, co oznacza nici z seksu z nią! Kobieta nigdy nie chodzi do łóżka z facetem, którego uważa za swojego przyjaciela, dlatego najlepszym przyjacielem kobiety jest gej.
Jak chce z nią seksować, to nie ma jej rozumieć, wysłuchiwać jej stosując zasady dobrej komunikacji interpersonalnej, czyli wtrącając "hmmm", "och!", "rozumiem, co czujesz".
Ma ją traktować dokładnie w taki sposób, jaki ona oczekuje od swojego faceta - jako zestaw trzech dziur plus ewentualnie kilka rowków pełniących rolę dziur.
Jej facet ma być "macho" a nie jakimś mięczakiem.

To działa w 99% znanych mi przypadków i w 99,9% przypadków opisywanych w literaturze.
Jona
>Jeśli już musi to być seks religijny, to polecam hinduską tantrę lub chińską jogę seksu.

Obawiam się, że aby je praktykować, trzeba mieć za sobą lata...praktyki właśnie. Młody człowiek może temu wyzwaniu nie podołać. Ze zrozumiałych przyczyn...

>Jeśli będziesz zdolny doprowadzić ją do orgazmu w każdej sytuacji, to ci się podporządkuje, ujrzy w Tobie boga i pana dającego rozkosz.

Zadziwiająca wiedza na temat psychiki kobiet. Mam nadzieję, że latami praktyki podparta...Najwyższa jogatantra z pieczęcią nie ma dla Ciebie żadnych tajemnic, jak widzę...

>Naucz się palić papierosy, bo to pomaga znieść spokojnie wszystkie wścibskie pytania kobiece po stosunku.

Złe doświadczenia? Palenia ani przed, ani po nie polecam... Śmierdząca to sprawa...

PS. Twój post w całości oceniam na PLUS. Niestety, póki co, nie mogę go postawić (z przyczyn obiektywnych).
arturos (17 punktów)
>Naprawdę nie interesuje jej, w co wierzysz?? Ważny jest sam fakt poczucia, że istnieje coś, czego nie można "naukowo udowodnić"??

Może źle sie wyraziłem. Chodzi o to, że ważne dla niej jest, że wierzę w boga(jak by go nie określić), ale każdy wierzy tak, na ile mu pozwala wiara.

Po drugie-nie chcę się publicznie wypowiadać na temat intymnych spraw, mogę powiedzieć jednak że nie jest źle. Jest nawet bardzo dobrze. Bardzo często rozmawiamy o seksie, bliskości fizycznej też się nie boi. Czyli tzw "czystość przedmałżeńska" mi nie grozi.

Po trzecie-to ja sam zacząłem z nią rozmawiać na temat religii, bo to ja mam co do tego wątpliwości i potrzebowałem z kimś o tym porozmawiać.

>No chyba, że dostąpisz łaski wiary wynikającej raczej z chorobliwej skłonności do zginania kolana (najpierw przed wybranką i jej zachciankami- co właśnie przerabiasz, następnie przed wyobrażeniami absolutu, który przyjmiesz w wersji proponowanej przez wybrankę). Wówczas życie wasze popłynie z prądem ( z prądem to nawet popłynie... wiadomo co popłynie z prądem) pobożności

A można wiedzieć jakie to dokładnie są zachcianki? Bo o niczym takim nie powiedziałem. Że chce ślubu? Ok mogę to dla niej zrobić, ale sama pierwsza powiedziała, że nie zamierza mnie nawracać, ewangelizować. A zawsze można zawrzeć ślub mieszany.

Dziękuję za uwagę
mohawk (2936 punktów)
>Bardzo często rozmawiamy o seksie, bliskości fizycznej też się nie boi. Czyli tzw "czystość przedmałżeńska" mi nie grozi.

Biedny ten nasz rzymski kościół - tyle strzępi język o walorach czystości przedmałżeńskiej, a tu proszę... nawet "głęboko wierzącej" takie bezeceństwa w głowie. Choć z drugiej strony to jednak standard. "Jestem wierzący, ale..."
arturos (17 punktów)
Witam witam

Powiem szczerze, że nie spodziewałem się takiego odzewu. Jednak bardzo dziękuję za wszelkie rady itp.
Spróbóję zastosować się do nich (oczywiście do pewnego stopnia)

Co do tego, że niby jestem prowokatorem, to nieprawda. Moje problemy są autentyczne. Jednak jak już wspominałem-kryzys został zażegnany (przynajmniej na obecną chwilę.

Ponownie dziękuję za wszystkie odpowiedzi
Pozdrawiam

goerlitz (167 punktów)
Moze to zabrzmi brutalnie ,ale sadze ze mieszasz ! Skoro chodzisz do kosciola zeby nie martwic Rodzicow czy Rodziny to co Ci szkodzi udawac przed Nia ze jestes przykladny oltarzyk?
arturos (17 punktów)
>Moze to zabrzmi brutalnie ,ale sadze ze mieszasz ! Skoro chodzisz do kosciola zeby nie martwic Rodzicow czy Rodziny to co Ci szkodzi udawac przed Nia ze jestes przykladny oltarzyk?

No tak dla świętego spokoju mam działać wbrew sobie i jednocześnie ją oszukiwać... Jakie to pocieszające, bez obrazy

PS: Może mieszam, komplikuję, ale naprawdę nic już nie wiem co myśleć
less
>PS: Może mieszam, komplikuję, ale naprawdę nic już niewiem co myśleć
Nikt Ci tutaj dobrze nie doradzi, bo przede wszystkim nikt nie wie, co siedzi w Twojej dziewczynie. Jak my to mamy wiedzieć, na przykład przewidzieć jej elastyczność, reakcje na to czy na tamto, skoro Ty nie jesteś w stanie przewidzieć tych reakcji? Każdy człowiek ma swoją specyfikę. I to jeszcze zmienną w czasie. Jak najwięcej rozmawiajcie, będziecie sie lepiej rozumieć, wzajemnie kształtować, jak pójdzie dobrze to ubogacać. A i samych siebie lepiej poznacie. Jak będzie kiedyś prowadzić wspólne życie, to problemów będzie więcej, więc wam się przyda umiejętność stawiania czoła wobec kwestii rozbieżnych. Tu akurat wyskoczył temat z grubej rury... Może podsuń jej jakieś teksty z Racjonalisty, takie, które Tobie są bliskie, pewnie się znajdą. Niestety, życie wspólne, to rzadko odbicie romantycznych książek i filmów, najczęście to praca i często wcale niełatwa.
goerlitz (167 punktów)
swiete slowa! less!
arturos (17 punktów)
less, twoja wypowiedź bardzo mi pomogła, dziekuję. jednak muszę przyznać że nie myślałem że sprawy przybiorą taki obrót. Dziś zacząłem powaźnie o tym rozmawiać. I doprowadziło to do płaczu
Gdy używałem argumentów, zaczerpniętych z Racjonalisty, nie by ją przekonywać, tylko żeby wytłumaczyć jak to postrzegam, odpowiedziała że to ją boli. Może używałem zbyt ostrych nie przemyślanych argumentów? Nie mam pojęcia. Nie chcę żeby to doprowadziło do rozpadu naszego związku. Wiem że to nie miejsce na takie wypowiedzi, jednak jestem całkowicie bezradny, muszę się z kimś tym podzielić.
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>I doprowadziło to do płaczu
>odpowiedziała że to ją boli
   Manipulacja.

>Wiem że to nie miejsce na takie wypowiedzi
   Czemu? www.racjonalista.pl/kk.php/t,3883

Agorafobia — nieuzasadniona niechęć do Gazety wyborczej.
arturos (17 punktów)
>>I doprowadziło to do płaczu
>>odpowiedziała że to ją boli
>   Manipulacja.

Możliwe. Jednak gdy zrobiło się spokojnie, wyjaśniliśmy sobie, że nasza rozmowa odbywała się pod silnym wpływem emocji.
Teraz będzie już tylko z górki. Wspólnie ustaliliśmy kompromis-ona do niczego nie będzie mnie zmuszać a ja nie będę jej nic wmawiać na temat swoich poglądów. I na razie zostawiamy ten temat.
Jednak nic tak dobrze nie robi jak szczera rozmowa, na spokojnie, nie pod wpływem emocji.
APawłowski (1150 punktów)
A Ty chcesz tak całe życie pytać sie wyroczni o następny krok?
arturos (17 punktów)
>A Ty chcesz tak całe życie pytać sie wyroczni o następny krok?
>

A da się tak? Jeśli tak to nie mam nic przeciwko
APawłowski (1150 punktów)
>>A Ty chcesz tak całe życie pytać sie wyroczni o następny krok?
>>
>A da się tak? Jeśli tak to nie mam nic przeciwko
Jasne że się da. Lecz lepiej abyś w takim razie o swój następny krok spytał swojej dziewczyny i o każdy następny również. Dzięki temu nie będziesz miał z nią konfliktów. Jedynie później nie pytaj sie czy Ci sie to podoba.
arturos (17 punktów)
>Jasne że się da. Lecz lepiej abyś w takim razie o swój następny krok spytał swojej dziewczyny i o każdy następny również. Dzięki temu nie będziesz miał z nią konfliktów. Jedynie później nie pytaj sie czy Ci sie to podoba.

Chyba się nie rozumiemy. Już jest po sprawie. Ustaliliśmy ostatecznie że nikt nikomu nie będzie wchodzić w drogę. Jednak przyznaję, niestety jestem trochę miękki gdy chodzi o moją dziewczynę. Mimo to zawsze potrafimy znaleźć najkorzystniejsze wyjście dla obu stron.

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam

goerlitz (167 punktów)
jak jeszcze raz bedziesz mial dola to nie krepuj sie tylko wal jak w dym!
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>Już jest po sprawie.
   Nie.

>Ustaliliśmy [...], że nikt nikomu nie będzie wchodzić w drogę.
   Nie.

>jestem trochę miękki[...], gdy chodzi o moją dziewczynę
   Dlatego...

>zawsze potrafimy znaleźć najkorzystniejsze wyjście dla obu stron.
   ...nie.

   Przeczytajcie artykuł, do którego łącze Ci podałem. Najpierw ona, później Ty. Potem to przedyskutujcie.

   P.S. Nie.

To świt to zmrok, to świt to zmrok,
płyną szybko dni,
po zimach wiosny niosą życie,
radość przeplata się i łzy.
To świt, to zmrok, to świt to zmrok i już tyle lat
Coś rodzi się i coś przemija, ale zostaje po nas ślad.
— Skrzypek na dachu
sztejkat (4743 punktów)
Będziecie sobie wchodzili w drogę. Jeżeli ona jest wierząca "literalnie" a ty, tak jak napisałeś (czyli polski standard, ale z inklinacjami do opuszczenia kościoła miast szukania w nim swojego boga), to nie da się "nie wchodzić w drogę". Przerabiałem. Jesteście młodzi, na ślub za wcześnie, i daleka droga przed wami. Więc spokojnie, nie kłam, nie oszukuj, nie naginaj za bardzo siebie ani jej. A już na pewno nie w miejscach i sprawach w których naginanie boli. Jeśli rozstaniecie się dlatego że jesteście różnej wiary, to cóż, tak musi być - nie wszystko miłość pokona.

No, chyba że miast na niej zależy ci na seksie. Wtedy naginaj, ile wlezie. Ale pamiętaj, "widziały gały co brały".

Wiem, naiwny i idealistyczny jestem.

W miłości pragmatyzm pozostawiam kobietom - one są w tym przerażająco pragmatyczne.

Tomasz Sztejka
elfir (1058 punktów)
>nie umiem ubrać tego wszystkiego w słowa. Mój problem
>polega na tym przede wszystkim, że w głębi duszy wierzę w
>Boga jako bliżej nieokreślony ośrodek nieskończonej
>inteligencji, bezgranicznej miłości. Jednak już od

Zaintrygowałeś mnie zwłaszcza tą bezgraniczną miłością. Chyba jestem cynikiem, ale ja jakoś wpływu na świat takiej siły nie widzę. Miłośc rodzi się w ludziach indywidualnie i nie jest globalna.
Takie przypadki losowe - w wiekszosci sa negatywne (pożary, powodzie, trzesienia ziemii). Samouzdrowienia i inne szczesliwe wypadki to naprawde kropla w morzu ludzkich nieszczesc. Gdzie tu bezgraniczna milosc?

>mówię (piszę?)? Otóż Ona nie dopuszcza do siebie myśli, że
>mogłaby żyć ze mną bez ślubu. A ja nie chcę okłamywać ani
>siebie ani jej.

Oj, idealisci, idealiści....
Chodzisz jeszcze do szkoly - jestes bardzo mlody i wasza milosc wcale nie musi byc ta ostateczna, prowadzaca do slubu. Jej jeszcze moga opasc łuski z oczu zanim dorosnie i dojrzeje.
Nie zamartwiaj sie czyms, co ma sie wydarzyc w nieokreslonej przyszlosci.
Poza tym mozecie wziac slub koscielny jednostronny, ekumeniczny. Ty tylko oswiadczasz ze wyrazasz zgode na wychowanie dzieci w wierze żony.
Jak widzisz, glowa do gory, nie ma takich przeszkod, ktorych nie da sie obejsc.
Cieślański (994 punktów)Na obraz i podobieństwo cz.I
Fascynacja urojonym bogiem opiera się w dużym stopniu na tych samych uwarunkowaniach psychologicznych co fascynacja partnerem seksualnym podświadomie "wyselekcjonowanym" przez nasz mózg, na obraz i podobieństwo rodzica płci przeciwnej.
Powstający w okresie płodowym mózg, poczynając od zera (a nie bibleblelejnego od ziobra) rozwija się, stopniowo rozbudowując i uaktywniając struktury neuronalne, zdolne w przyszłości do posiadania funkcji samoświadomości.
W przyszłości, czyli po narodzinach i okresie niemowlęctwa, kiedy mózg dziecka będzie na już tyle rozwinięty morfologicznie i doświadczony psychicznie, aby tworzyć podstawy świadomości samego siebie.

Pod koniec ciąży mózg płodu zaczyna odbierać, zapamiętywać i kodować emocjonalnie coraz więcej bodźców docierających do niego w przytulnej, bezpiecznej macicy.
W tym okresie mózg płodu koduje skojarzenia;
- skulonej pozycji ciała,
- kołysania w wodach płodowych,
- dźwięku melodii kołysanek,
- ciepła,
- ucisku,
- dotyku,
- masującego ocierania o ciasne ścianki macicy; stóp, pośladków, pleców, grzbietu i głowy.
Pamięć tych doznań, jest jednocześnie łączona z poczuciem podświadomego szczęścia, bezpieczeństwa, spokoju, rozluźnienia.

Bodźce kinestetyczne tego typu, powodują jednocześnie zwiększanie wydzielania oksytocyny, która odpowiada w życiu dorosłego człowieka, między innymi za odruchy miłosnego przywiązania, większej ufności w kontaktach społecznych, głębsze przeżycia orgastyczne.
Nic dziwnego, że większość metod terapeutycznych służących poprawianiu ufności, relacji i więzi jednostki z otoczeniem społecznym, korzysta z treningu masażu, dotyku, głaskania i przytulania.
Kobiety wydzielają więcej oksytocyny, -więc na wszelkie głaskanie bardziej niż mężczyźni łakome są panie.
W mózgu ludzkim z pośród struktur odpowiedzialnych za odczuwanie poszczególnych części ciała najbardziej rozbudowane są te odpowiedzialne za usta, dłonie, stopy i sfery erogenne.
Nic w tym dziwnego, że typowy mężczyzna, nieco toporny w rozpoznawaniu różnych dotykowych znaczeń i gatunków, zwykłe, koleżeńskie podanie dłoni przez kobietę, lub trącenie stopą pod stołem, odbiera najczęściej jako pewne zaproszenie do odbycia seksualnego stosunku.
Oczywiście, proszę się nie doszukiwać w powyższych wywodach, usprawiedliwienia dla nieudacznych połamańców, którzy obłapianą kobitkę nieustannie przydeptują w tańcu.
Z drugiej zaś strony, gdyby to na niektóre panie, podobnie nie działało, to w procesie ewolucji gatunku męskiego, pewnie by nie przetrwało.

MANY PULL AKCJA
Mężczyźni wiele (ale umiejętnie) głaskający postrzegani są przez kobitki jako bardziej pociągających.
Z oksytocynowego oddziaływania głaskania korzystają również manipulanci wszelkiej maści.
Głaskanie kobitek chudych jak i tych "przy kości", ponownie uruchamia automatyzm odczuć "bliskości", ufności, bezpieczeństwa i nadziei odczuwanych w życiu płodowym i wczesnym dzieciństwie w relacji matka-dziecko.
Politycy najczęściej obmacują i głaskają na wizji w telewizji największych wrogów, aby stępić ich czujność i złagodzić awersję, czasem też poklepują polityków innych aby zademonstrować publiczności wyższość w umownej kategorii "hierarchii rodzinnych".
Jednocześnie warto pamiętać, że typowe samce głaskane przez innego samca stają się podatne na wyprowadzenie z równowagi i rozdrażnione, bo nie mogą się "macantowi" odwinąć prawym sierpowym, kiedy wszystkie kamery ustawione są dokładnie w ich stronę.
A kiedy wicepremiera homofoba pogłaszcze, lub pocałuje w rękę, w trakcie negocjacji premier gej, to wtedy koalicja "rozpirza" się, że hej!
Księża pedofile, jakoby na chwałę pana, pasjami głaszczą dzieci po główkach i obmacują sadzając je sobie na kolanach, aby stępić ich ostrożność i obawy łatwowiernych, otumanionych religią rodziców.
A tak, szczerze mówiąc między nami, to koński łeb Romana, proboszcz musiał macać obiema rękami.
Ups, proszę księdza, bardzo mnie w pupę uwiera, ten klucz od zakrystii, co go ksiądz trzyma w spodniach, wielki i twardy, jak zakuty łeb Zbynia, pardon oberprokura..., -pana Zera.

Psychiatrzy twierdzą, że stosunek emocjonalny do głosów rodziców, muzyki, zapachów, smaku pożywienia i przypraw kuchennych programuje nam się, kiedy jeszcze pławimy się w wodach płodowych.
Zapamiętane w korze mózgowej bodźce z otoczenia zostają w tym czasie skojarzone nieświadomie z (przyjazną, przyjemną lub wrogą i zagrażającą) wartością emocjonalną zakodowaną w układzie limbicznym.
W dorosłym życiu, podświadomie rozpoznawane jako identyczne z cechami rodziców dźwięki, zapachy i zachowania u nowo poznanych partnerów wzmagają szanse nagłego zakochania.
Oczywiście skutek może być odwrotny, jeśli w dzieciństwie na skutek doznanych krzywd i stresu wyrobiliśmy sobie wobec "zgredów" tzw. odruch wymiotny.
PZDR, Jerzuś zalotny
C.d.n.


bóg jest oszustwem
Cieślański (994 punktów)Odp: Na obraz i podobieństwo cz.II
C.d. Na obraz i podobieństwo
Niektórzy sądzą, że części oprogramowania mózgu płodu, (zwłaszcza w układzie limbicznym) oraz jego wczesnych zasobów pamięci, powstaje w wyniku telepatycznego kontaktu z mózgiem matki.
Telepatia miałaby według nich być rodzajem prymitywnej komunikacji, właściwego wszystkim zwierzętom w chwilach silnego pobudzenia mózgu powodowanego pod wpływem emocji pozytywnych lub negatywnych.
Stany takiego pobudzenia mogłyby być, również wywoływane przez różne substancje chemiczne oddziaływujące na system nerwowy, w tym alkohol i halucynogeny.
Wprawdzie ta teoria zalatuje magiczną dewocją, ale napomknę jeszcze, że według wyznawców telepatii najczęściej śnią się nam ludzie poddani gwałtownym emocjom takim jak strach, lęk, zagrożenie, stres, orgazm, śmierć, wypadek, lub alkoholowe upojenie.
Nasz mózg jak telewizor miałby wychwytywać nadawane przez nich standardowe, uniwersalne dla wszystkich zwierząt uczucia, ale do ich wyświetlenia "na ekranie snu" używać miałby podobnych opisów zmagazynowanych w zasobach naszej własnej pamięci.
Stąd cudze przeżycia odbierane we śnie, moglibyśmy odbierać jako własne, co i rusz śniąc, że jesteśmy kimś innym, "pciom odmienną", babą, kozą, wilkiem tudzież ptakiem.

Gwałtowne ruchy oczu w czasie śnienia, zwane REM (rapid eye movements) wskazują na to, że do konstruowania snów o duszonej "własnymy ręcamy" teściowej, mózg wykorzystuje zarówno zmagazynowane w lewej półkuli zasoby naszej pamięci jak i aparat kreowania nowej, urojonej rzeczywistości, w prawej półkuli mózgowej.
A ile przy tym radości.
Mnie, jakby taka zakończona orgazmem lub polucjami, nocna wizja w udziale przypadła, to rano ze szczęścia nie mógłbym się odkleić od prześcieradła.

W okresie późnego niemowlęctwa, ludzki ssak zaczyna rozróżniać świadomie, że jest oddzielną osobą od organizmu matki, z odmiennymi i nie zawsze zbieżnymi potrzebami.
Kończy się w tym czasie magiczny rajski okres, kiedy ludzkie szczenię ma jeszcze poczucie nierozerwalnej jedności z otaczającym je środowiskiem.
Kończy się boskie poczucie bycia wszechwładnym "MY",(Mather & Yuong) kiedy dziecko, ma wszystko to czego akurat zapragnie; kiedy wystarczy czegoś chcieć, aby to coś się zjawiło samo i niemal natychmiast, aby to zaraz mieć.
Jednak wczesne doświadczenia niemowlaka padają na żyzną glebę nieuświadomionego społecznie mózgu, który jest jeszcze we wstępnej fazie kodowania wiedzy o otaczającym je środowisku.
Tym samym, utrwala się w nim podświadome, pierwotne przekonanie, że jeśli tylko poczuje potrzebę, kwęknie, jęknie, to; żarcie, przytulanie, głaskanie, zmiana zafajdanych i szczypiących w skórę pieluch, -od razu osiągalne stają się.

Większość pełnoletnich ludzi z tego wyrasta, ale w niektórych schorzeniach psychicznych lub w chwilach załamania nerwowego, tęsknota za tym magicznym okresem pozornego "samospełniania się zachcianek" pozostaje lub powraca.
Owa chorobliwa, dziecinna wiara w cuda spełniające się za sprawą samego "chcenia i myślenia" zaliczana jest w psychiatrii do kategorii upośledzeń racjonalności z gatunku "magicznego myślenia".
Nie bez racji, owa skłonność dzieci oraz zdziecinniałych, niedojrzałych dorosłych do wiary w cuda, jest wykorzystywana w religijnych metodach totalitarnej manipulacji.
Z tego samego powodu, wśród ograniczonych dewotek, utrzymuje się i nakręca wiara w cudotwórczą moc modlitwy, bycie w jedności z wyimaginowanym bogiem, kalendarzyk małżeński zwany vatykańską ruletą, tudzież bezsensowna gra w totolotek.

Na ogół jednak, prawidłowo rozwijający się niemowlak szybko się uczy, że dostęp do opieki oraz do pożywienia wymaga interwencji własnej, czyli coraz bardziej wyrafinowanej komunikacji z otoczeniem, głównie matką, na poziomie mózgu emocjonalnego.
Z czasem, dziecko nauczy się również emocjonalnego szantażu, i wymuszania na otoczeniu pożądanych reakcji.
W wieku kilku lat, kiedy w mózgu rozwinie się już tzw. "teoria umysłu" i dziecko zrozumie, że inni nie czytają jego myśli i nie znają jego zasobów wiedzy, będzie ono doskonaliło się w świadomej sztuce manipulacji i kłamstwa łączonego z oddziaływaniem emocjonalnym.
Jednocześnie będzie sobie rozwijać pamięć o zachowaniach środowiska i budować na tej podstawie własne teorie co do spodziewanych zachowań, reakcji i myśli otoczenia społecznego, w odpowiedzi na aktywność własną, w przyszłości.
Najbardziej inteligentne dzieci najlepiej kłamią, świetnie też rozpoznają cudze kłamstwa a w życiu dorosłym zajmują najwyższe pozycje w hierarchii społecznej.
Niektórzy pobożni dorośli, co to z fazy magicznego myślenia jeszcze nie wyrośli, bo na swoje nieszczęście w religijnej rodzinie na świat przyszli, nadal żyją w urojeniu, że słyszą cudze myśli.
Najbardziej jednak nawiedzone są osoby te, (naiwność ludzka czasem zwala z nóg), co wierzą w majaczenia księży, jakoby istniał jakiś bóg, co wszystko i o wszystkich wie.

Podsumowując, nieświadome zasoby pamięci z okresu płodowego i wczesnego dzieciństwa, odpowiadają za ludzką skłonność do magicznej wiary w cuda, poszukiwanie ideału urojonego boga, schizoidalnie łączącego w sobie, (jak mister Hide i doctor Jekyl) matczyną opiekuńczość, nie zrozumiałą ojcowską srogość i odrobinę miłosnego szaleństwa.

Ps1. Arturo, aby sytuacja była kryształowa, na wszelki wypadek, spytaj Ukochanej, patrząc jej badawczo w oczy, -czy nie konsultuje z jakimś czarno-sukienkowym??? "jak ma z tobą postępować"
Ps2.
Zapewne istnieje sceptycznych czytelników spora sfora, skłonna sądzić, że cały powyższy temat jest "stworzony na niby" przez dbającego o frekwencję na forum prowokatora.
PZDR, Jerzuś deZoo, do następnej porcji bezeceństwa.

bóg jest oszustwem
APawłowski (1150 punktów)
Czy to jest taka absolutna i jedyna prawda, że seksualizm i doświadczenia życia płodowego aż tak mocno determinują naszą przyszłość? Istnieje jeszcze cały następujący po etapie życia płodowego rozwój z socjalizacją na czele, który ostatecznie kształtuje człowieka. Istnieją dziedziny życia które niekoniecznie są zdeterminowane na takim poziomie. Osiągnięcia cywilizacyjne w pewnym sensie zmieniły źródła determinacji zachowań.
arturos (17 punktów)
Witam witam

Powiem szczerze, że nie spodziewałem się takiego odzewu. Jednak bardzo dziękuję za wszelkie rady itp.
Spróbóję zastosować się do nich (oczywiście do pewnego stopnia)

Co do tego, że niby jestem prowokatorem, to nieprawda. Moje problemy są autentyczne. Jednak jak już wspominałem-kryzys został zażegnany (przynajmniej na obecną chwilę.

Ponownie dziękuję za wszystkie odpowiedzi
Pozdrawiam
Cieślański (994 punktów)Odp: Na obraz i podobieństwo cz.III
CZY MOŻNA ZAKOCHAĆ SIĘ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA?
Oczywiście, że nie można, -chociaż na tzw. "pierwszy rzut oka" wydaje nam się to "ciałkiem" realne.
Pomijam, przypadki ukartowane racjonalnie, kiedy jedna ze stron (lub obie) udają taki stan, w celu osiągnięcia spodziewanych korzyści w przyszłości, bliższej lub dalszej.
Większość "faktycznie zakochanych" zna to pozorne uczucie, kiedy na widok obcej osoby nagle czujemy, że "to jest ten ktoś na kogo czekaliśmy od urodzenia".

WYIDEALIZOWANY WZORZEC PARTNERA
Tak na prawdę jednak, nasz mózg, bez udziału naszej świadomości, po prostu, stwierdził wysoki stopień podobieństwa tej osoby do obrazu wyidealizowanego partnera seksualnego.
Taki wzorzec każdy z nas podświadomie hoduje w sobie od wczesnego dzieciństwa.
Większość specyficznych cech tego wyidealizowanego obiektu pożądania, dzieci czerpią "z obrazu" rodzica płci przeciwnej.

Ściślej rzecz biorąc "z obrazu" matki biorą wzorce do poszukiwania, głównie typowo męscy mężczyźni, którzy są wzrokowcami i oceniają atrakcyjność partnerki po jej wyglądzie cielesnym.
Uroda kobiet w oczach samców jest bowiem nieuświadomionym gwarantem sukcesu reprodukcyjnego, który pośrednio związany jest z doskonałością cielesną przez; zdrowie, młodość, płodność, i wysoką jakość genów.

Natomiast typowo kobiece kobiety, tworząc wyidealizowany obraz partnera, (który wpływa podświadomie na ich "preferencje wyborcze" podczas polowania na chłopa), "biorą z rodzica płci przeciwnej" raczej więcej wzorców zapachowych i wzorców zachowań psychologicznych, niźli wyznaczników podobieństwa wizualnego.
Poza tym, kobiece kobitki, wbrew stereotypom męskiego szowinizmu, wybierają partnera znacznie bardziej racjonalnie i z wyrachowaniem o niebo większym, niźli mężczyźni.

Panowie typowo męscy są bowiem z natury bardziej kochliwi i bardziej skłonni do zachowań romantycznych a więc do;
- szybkich numerków w windzie,
- żarliwych uniesień miłosnych w biurowej łazience,
- instynktownych zachowań emocjonalnych w tańcu,
- nie przemyślanych automatyzmów obmacująco-pieszczących w tłoku miejskiej komunikacji,
- nie rozumnych, ryzykownych i szalonych popisów na plaży,
- agresji w przypadku odmowy stosunku "tuż przed", czyli "w ostatnim momencie".

POCIĄGAJĄCA BIEGUNOWOŚĆ PŁCI MÓZGU
W procesie zakochiwania, da się wyróżnić jeszcze jedną podświadomą prawidłowość wpływającą na wybór partnera seksualnego.
Mózgi osób z przewagą cech męskich czują emocjonalnie romantyczny pociąg do mózgów osób z wyraźną przewagą cech kobiecych.
Taki "rozkład jazdy pociągów" na ogół współgra z podświadomym upodobaniem do partnerów przypominających nam rodzica płci przeciwnej.
W związkach tego typu, raczej nie zachodzi z wiekiem zmiana w hierarchii stadnej, czyli stale utrzymuje się w nich rozumnie zracjonalizowane, bo udawane i perfekcyjnie skrywane, owo pozorne podporządkowanie kobiecej kobiety męskiemu mężczyźnie.
Naukowcy zajmujący się badaniem związków miłosnych twierdzą bowiem, że (niezależnie od intencji i wyobrażeń mężczyzn na temat zdobywania kobiecych serc), -to zawsze decyzję o ostatecznym zacieśnieniu znajomości ze skutkiem prokreacyjni-kopulacyjnym podejmuje kobieta.
A nam mężczyznom tylko się wydaje, że jesteśmy panami sytuacji.
Uff! Jeszcze trochę takich wywodów a zostanę ogłoszony hit-lerkiem seksizmu.
Ciekawe, na ile powyższe wywody odzwierciedlają skrywane męskie, osobnicze uprzedzenia naukowców i osobiste miłosne zawody.

PÓŁ NA PÓŁ
Natomiast "mózgi wykazujące zrównoważone połączeniem cech męskich i żeńskich", w trwałych związkach utrzymują się razem, raczej dzięki przesłankom intelektualnym tj. opartym na racjonalizmie, pragmatyce lub wyrachowaniu.
Udział cech związanych z podobieństwem do rodzica płci przeciwnej odgrywa, w takim typie związków miłosnych mniejszą rolę w podejmowaniu decyzji o ostatecznym i ciaśniejszym zadzieżgnięciu pętli związku na szyi męskiego nieszczęśnika.
Z upływem lat, może też dojść do przejęcia dominującej roli w związku przez kobietę, o ile nie dominuje ona w nim już od początku znajomości.
Ona więc dożywa "złotych godów" w trwałym i nie rozerwalnym związku a on dogorywa, potulny ze strachu i wytresowanego poczucia obowiązku.

W tym dobieraniu się partnerów miłosnych, opartym na uzupełnianiu się cech płciowych męskiej i kobiecej strony, dużą rolę odgrywają również zapachowe nośniki informacji (jako zwierzęce narzędzie między-osobniczej, podświadomej i emocjonalnej, komunikacji), czyli feromony.

STARCZA KONWERSJA PŁCI
Mężczyźni starzejąc się, z reguły tracą część swych cech i zachowań typowo męskich na rzecz dziadkowo-kobiecej opiekuńczości.
Analogicznie, kobiety z wiekiem pozornie mężnieją, by na starość wraz z nadejściem menopauzy stać się agresywnym złośnikiem wykazującym w samokontroli emocjonalnej istotne luki, -dla tego strach zostawiać z nimi wnuki.
Innymi słowy, we wszelkich związkach miłosnych, z biegiem lat na ogół zachodzi proces częściowej, psychologicznej zamiany typowych ról płciowych.
Może więc wystąpić zarówno względnie lepsze dopasowanie lub też, odwrotnie, zaburzenie i zerwanie; relacji i ról społecznych w takim związku uczuciowym, a związanych z oddziaływaniem na mózg ludzki hormonów płciowych.
PZDR, Jerzuś Cieślański, swawolny.
C.d.n.


bóg jest oszustwem
Cieślański (994 punktów)Odp: Na obraz i podobieństwo cz.IV
C.d. Czy można się....

"TYPOWY" NIE ZNACZY POWSZECHNY
....Według badań brytyjskich naukowców z początku lat 80-tych ubiegłego wieku, w całej populacji ludzkiej tylko 25% kobiet ma mózgi typowo kobiece i tylko 25% mężczyzn ma mózgi typowo męskie.
Innymi słowy mózgi kobiet z tej grupy, wykazują przewagę "żeńskich" cech fizjologicznych i funkcjonalnych, a mózgi mężczyzn z tej grupy wykazują przewagę cech męskich.
Co więcej, ponad 50% mężczyzn i ponad 50% kobiet zdaje się posiadać mózgi, które pod względem budowy i sposobu myślenia, można by określić jako mózgi będące połączeniem dwóch typów działania, czyli mózgi będące w połowie męskie a w połowie kobiece.
Pozostałe dwadzieścia parę procent populacji kobiet i mężczyzn, wydaje się mieć mózgi o przewadze cech płci przeciwnej, która to przewaga może występować w różnych proporcjach tj.(tu poglądowo zmetaforyzuję to statystycznie) od 51% / 49% do 99% / 1%.
Innymi słowy mózgi kobiet z tej grupy wykazują przewagę "męskich" cech fizjologicznych i funkcjonalnych, a mózgi mężczyzn z tej grupy wykazują przewagę cech żeńskich, (a rozkład statystyczny tych stosunków wykazuje obraz dość równomiernie rozrzuconych przedziałów proporcji męskości i kobiecości).

PODSUMOWUJĄC, "po pierwsze",
statystycznie rzecz biorąc, mózg typowo zgodny z własną płcią, (ucieleśnioną i określoną pierwszorzędnymi cechami płciowymi), a dokładniej pisząc; mózg z przewagą takich cech, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn występuje w mniejszości, tj. w 25% populacji.
Stąd obecnym wzorcem typowego mózgu ludzkiego, (w ujęciu statystycznym to ponad 50% populacji kobiet i mężczyzn) powinien być mózg o budowie wykazującej zrównoważoną mieszankę cech męskich i żeńskich, bliską stosunkowi (seksualnemu oczywiście) -pół na pół.
Dla tego, w dyskusjach o płci będących źródłem wielu nieporozumień, termin typowy mężczyzna lub typowa kobieta może mieć w ujęciu statystycznym dwa różne znaczenia;
- a) osoba z mózgiem, który wykazuje przewagę cech "płciowych" zgodnych z płcią ciała danego człowieka, (cecha 25% populacji ludzkiej)
- lub, b) osoba z mózgiem o budowie pół-męskiej, pół-kobiecej, (cecha ponad 50% populacji).

W świetle powyższych faktów naukowych medycznych i statystycznych, już same określenia typowy mężczyzna i typowa kobieta, wydają się być nieco rozmydlone....."
Całość przytoczonych powyżej wywodów płciowych znajdziecie pod poniższym linkiem forumowym;
1.Seks to płeć

Przynajmniej jedna trzecia "uniwersalnych cech pożądanych" zapisana jest jednak w naszych genach odziedziczonych w procesie ewolucji, po innych gatunkach, czyli od ssaków stojących na niższym poziomie rozwoju ewolucyjnego.
Tę "jedną/trzecią" preferencji stosowanych w ludzkich strategiach doboru partnera seksualnego, (niezależnych od tego jakiego mieliśmy ojca lub matkę, i niezależnych od kręgu kulturowego w jakim zostaliśmy wychowani), opisał w książce pt. "Ewolucja pożądania. Jak ludzie dobierają się w pary." Dawid.M Buss

Bardzo często "gatunkowe preferencje doboru partnera, utrwalone w genach, uzupełniają się z matrymonialnymi wzorcami kulturowymi obowiązującymi w tym zakresie a przyswojonymi w okresie dorastania.
Równie często jednak preferencje nabyte w danej kulturze społecznej mogą stać w sprzeczności z tymi ewolucyjnymi instynktami odziedziczonymi w genach i być przyczyną notorycznych konfliktów wewnętrznych danej osoby.
Dla tego w pewnych aspektach funkcjonowania, tak różne bywają związki miłosne różnych ludzi i jednocześnie tak bardzo do siebie podobne i powtarzalne, w innych aspektach ludzkiego doświadczenia.

Socjobiologowie twierdzą jednak, że normalny samiec ludzki ma zakodowane w genach, aby przywiązywać się do matki swego potomstwa nie dłużej jak na 4-6 lat od urodzenia najmłodszego dziecka.
A potem szuka nowych atrakcyjnych samic, gdyż mieszanie coraz to nowych genów jest motorem ewolucji gatunków.
Ponieważ, według feministek chłopy są gatunkiem gorszym od damskich aniołów, więc aby nadgonić ewolucję, i zadowolić i Ewę i Lucję, i by nadal się doskonalić, wciąż musimy "porzucać te stare aby młodsze walić".
Ten mechanizm przywiązywania do potomstwa i partnera seksualnego oparty jest na mechanizmie endorfinowego uzależnienia od oksytocyny.
Kobiety wydzielają więcej oksytocyny, kochają więc dłużej, są bardziej stałe w uczuciach przywiązania i bardziej odporne na ból, mają intensywniejsze orgazmy wraz z towarzyszącymi im silnymi skurczami mięśni podbrzusza, a wszelkie głaskanie i przytulanie po stokroć silniej niż na mężczyzn, działa na typowo-kobiece panie.
Więcej o działaniu oksytocyny na dziewczyny, można wyczytać w wątku pt;
link;
Oksytocyna i miłosne przywiązanie

ESENCJA ABC...PŁCIO-LUTNA MOPW
W trakcie zachodzenia pozornego zjawiska "Miłości Od Pierwszego Wejrzenia", z trzema pomieszanymi, podstawowymi procesami nieświadomego wyboru, mamy doczynienia;
1.- Nie uświadomione upodobania naiwne do osób podobnych w jakiś sposób, do naszego rodzica płci przeciwnej,
2.- Proces odruchowy, wzajemnego dopasowania i uzupełniania się cech płciowych,
3.- Podświadome, odmienne u kobiet i u mężczyzn, preferencje liczne, nabyte na drodze dziedziczenia tj. genetycznej.

PZDR, zniewalająco drański, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański

bóg jest oszustwem
Cieślański (994 punktów)
Upss, zamiast "Edit" do powyższego, mylnie cyknąłem jako "Odpowiedz".
Jakby tak placownik cóś wykombinował, zlikwidował ten post i przeniósł poniższe Ps... do powyższego, to bym wcale nie protestował.

Ps.Podobnie jest z miłością do urojonych bogów, z którą nikt się nie rodzi "gotowy".
Uwarunkowania psychologiczne ludzkiego mózgu, oraz jego wady i uszkodzenia, programowane przez religię, czyli pod wpływem bodźców z otoczenia, z czasem, tworzą w łatwowiernej ludzkiej podświadomości, wyidealizowany kompleks religijnego zauroczenia.
PZDR, Jerzuś Cieślański
goerlitz (167 punktów)Odp: Rozterki moralne młodego wieku
masz myslec! ja jestem poganin ! czesc!
goerlitz (167 punktów)
moj Naczelnik mowil mi "Myslec myslec panowie!" a potem umarl i co powiesz?

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365