jakoś cichawo o tym było w polskiej prasie (może za blisko polskiego postrzegania obrazy uczuć religijnych?), tymczasem reszta Europy dyskutuje. Niektórzy nawet ostro. Chodzi mianowicie o pastora Terryego Jonesa (nie mylić z T. Jonesem z Pythonów), który uroczyście spalił Koran. Potem prezydent Karzai w oficjalnym przemówieniu zaczął domagać się by Jonesa pociągnąć do odpowiedzialności. Dzięki Karzaiowi Afganistan o sprawie się dowiedział, rozpętała się awantura w wyniku której zginęło 12 przedstawicieli ONZ i 80 demonstrantów. Terry Jones nie poczuwa się do odpowiedzialności:-D Jeśli nie jest to przykład bezmyślnego chlapania jęzorem, to wypowiedź Karzai była pomyślana jako prowokacja. Nie mam specjalnych powodów by lubić talibanów, ale jakoś dziwnie szybko ustalono, że za rozruchy odpowiada właśnie Taliban.
W sumie wszyscy są siebie warci: i Terry Jones i Karzai i demonstranci. Można jedynie cynicznie dopisać coś o mocy wiary i pięknym przykład głupoty? Czekam na odpowiedni komentarz Hitchensa :-D |