Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy można racjonalnie wybrać partnera na całe życie?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-05-2006 00:56MENTAT (242 punktów)Czy można racjonalnie wybrać partnera na całe życie?
Najczęściej zakochujemy się i wchodzimy w związek (a później go racjonalizujemy).
Jednak, trzeba ogromnego szczęścia, aby taki związek okazał się trafiony.
Czy można jednak najpierw racjonalnie znaleźć odpowiednią dla nas osobę, wejść w związek, a później się zakochać (lub nie)?
Czy takie zachowanie jest moralne?
Czy ta droga może przynieść szczęście?
Czy takie związki są trwalsze?
Proszę Was podzielcie się swoimi doświadczeniami.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

aries
To bardzo ludzkie i naturalne o co pytasz. Jednak pojecie milosci jest rownie plynne jak pojecie wiary religijnej.
Mysle, ze definiowanie milosci jest zbyt trudne gdyz ma zbyt wiele oblicz. rozterki trzeba radykalnie rozwiazywac wedlug wlasnych pogladow, ale ponosic zarazem odpowiedzialnosc.
Następny (14 punktów)
Dobre pytanie. I trudne.

Nie mam absolutnie żadnej pewności czy racjonalne podejście do miłości jest dobrym pomysłem. Wielu uważa, że to ją zabija, choć ja osobiście mam ciut inne doświadczenia w tej materii.
Jednak, nawet pozostając w sferze "romantycznego" pojmowania samej miłości można by Twoje pytanie rozumieć tak: czy możemy sobie wybrać osobę, w której się zakochamy na całe życie. A już na tym poziomie można swobodnie stwierdzić, że nie mamy wpływu na to w kim się zakochamy. No rzecz jasna chyba, że przez pojęcie "parter" niekoniecznie rozumiesz osobę, którą kochasz.

Ale ale - to w końcu forum racjonalistyczne, tak więc przejdźmy do rzeczy.
Należało by sobie chyba zdać sprawę, że każdy proces w organizmie, w tym także miłość, jest wywołany procesami/zaburzeniami biochemicznymi. Po drugie, tak jak to ma miejsce u zwierząt, o wyborze partnera/partnerki decyduje bardziej instykt niż jakieś świadome podejście. Człowiek natomiast nie ma, w większości przypadków, żadnego wpływu na swoje instynkty.
Zatem już mogę stwierdzić, że nie możemy mówić tu o ściśle świadomym wyborze partnera/partnerki [no chyba, że rozpatrywać wybór spośród kilku sympatii]. Po drugie nie ma szans na racjonalny wybór partnera idealnego dla nas choćby z tego względu, że potrzeba bardzo bardzo dużej ilości czasu aby dokładnie poznać daną osobę i stwierdzić: "Ona/on jest ideałem",- ba, osobiście uważam to za niemożliwe. Pomijam już kwestię rutyny wkradającej się z czasem w związek i niszczącej go najczęściej pomimo dotychczasowego "idealnego" przebiegu. Poza tym jakie, na Jowisza, mielibysmy brać kryteria pod uwagę dokonując racjonalnego wyboru? Zainteresowania, charakter, wygląd, zdolności rozpłodowe, kształt miednicy??
Nie, nie, zdecydowanie nie zgadzam się z twierdzeniem jakoby taki wybór był w ogóle możliwy, a co dopiero udany. Równie dobrze można by wybierać na chybił/trafił.

A co do kwestii moralności to zdecydowanie zależy to w przede wszystkim od podejścia tej "wybieranej" osoby.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Poza tym jakie, na Jowisza, mielibysmy brać kryteria pod uwagę dokonując racjonalnego wyboru? Zainteresowania, charakter, wygląd, zdolności rozpłodowe, kształt miednicy??
A cóż innego powoduje, że tę panią kochasz, a tamtej nie?
Następny (14 punktów)
>A cóż innego powoduje, że tę panią kochasz, a tamtej nie?

Miłość jest ślepa, jak mawiają . Poza tym to co innego dać się ponieść instynktowi/uczuciu, a co innego zrobić sobie listę z kilkunastoma rubrykami i bezuczuciowo oceniać każdą z pań.
MENTAT (242 punktów)
>Jednak, nawet pozostając w sferze "romantycznego" pojmowania samej miłości można by Twoje pytanie rozumieć tak: czy możemy sobie wybrać osobę, w której się zakochamy na całe życie.

Tak, właśnie. Wydaje mi się, że jeżeli byłoby to możliwe, taki związek byłby trwały i stabilny.

>A już na tym poziomie można swobodnie stwierdzić, że nie mamy wpływu na to w kim się zakochamy. No rzecz jasna chyba, że przez pojęcie "parter" niekoniecznie rozumiesz osobę, którą kochasz.

Partner to partner, nie musimy go kochać (ale możemy), celowo użyłem tego sformułowania.

>Człowiek natomiast nie ma, w większości przypadków, żadnego wpływu na swoje instynkty.

Psychologia ma ogromną moc. Potrafi wyzwalać w organizmie dowolne hormony.

>Po drugie nie ma szans na racjonalny wybór partnera idealnego dla nas choćby z tego względu, że potrzeba bardzo bardzo dużej ilości czasu aby dokładnie poznać daną osobę

Czas???
Porównaj czas szukania z czasem życia z takim partnerem.
Na szali są wieczne męczarnie, z chwilami szczęścia oraz normalne życie, z chwilami szczęścia.

Może warto jednak poświęcić ten czas na poszukiwania?

>i stwierdzić: "Ona/on jest ideałem",- ba, osobiście uważam to za niemożliwe.

Nie ma ideałów, to fakt.

>Pomijam już kwestię rutyny wkradającej się z czasem w związek i niszczącej go najczęściej pomimo dotychczasowego "idealnego" przebiegu.

Jak kończy się miłość, przychodzi czas na racjonalizm (wspólne potrzeby, zainteresowania, poglądy, sposób spędzania wolnego czasu), jak go nie ma, kończy się związek.

>Poza tym jakie, na Jowisza, mielibysmy brać kryteria pod uwagę dokonując racjonalnego wyboru? Zainteresowania, charakter, wygląd, zdolności rozpłodowe, kształt miednicy??

I wiele jeszcze innych (ciekawe na 5 cech, 3 dotyczą fizyki, a do tego nie trzeba czasu by trafnie je ocenić)

>Nie, nie, zdecydowanie nie zgadzam się z twierdzeniem jakoby taki wybór był w ogóle możliwy, a co dopiero udany. Równie dobrze można by wybierać na chybił/trafił.

Ciekawe, co myślą inni, mi się on wydaje mało prawdopobny, ale z innych przyczyn.

>A co do kwestii moralności to zdecydowanie zależy to w przede wszystkim od podejścia tej "wybieranej" osoby.
>

To, fakt. Ciekawe jak by się poczuła kobieta, której bym zadał 150 pytań, jaka ona jest i jeszcze za każdą odpowiedź wystawiłbym jej ocnenę?
Następny (14 punktów)
>Tak, właśnie. Wydaje mi się, że jeżeli byłoby to możliwe, taki związek byłby trwały i stabilny.

Ja natomiast uważam, że nie jest możliwe wybranie sobie osoby, którą się pokocha. Wszystko tu rozbija się o sposób pojmowania i rozumienia miłości. Być może Twój jest inny.

>Partner to partner, nie musimy go kochać (ale możemy), celowo użyłem tego sformułowania.

A jeśli tak stawiasz sprawę i nie zależy Ci koniecznie na wiązaniu się z osobą, którą kochasz, to się całkowicie zgadzam - innego sposobu jak świadomy i racjonalny wybór raczej nie ma.

>Psychologia ma ogromną moc. Potrafi wyzwalać w organizmie dowolne hormony.

Nie śmiem twierdzić inaczej. Twierdzę tylko, że "w większości przypadków" owa moc nie jest wykorzystywana. Myślenie, z tego co się daje zaobserwować, jest raczej cechą ustępującą i nie ma co oczekiwać od przeciętnego człowieka pracy nad kontrolą własnych instyktów [w zakresie obejmującym miłość. Nad postawowymi każdy chce czy nie chce powinien panować].

>Czas???
>Porównaj czas szukania z czasem życia z takim partnerem.
>Na szali są wieczne męczarnie, z chwilami szczęścia oraz normalne życie, z chwilami szczęścia.
>Może warto jednak poświęcić ten czas na poszukiwania?

Może warto. Problem w tym, że aby stwierdzić czy wybór był słuszny trzeba jednak całkiem sporego czasu. I tak na przykład można żyć kimś nawet i kilkanaście lat i sie w końcu rozwieść, stwierdzając, że to nie była Ta osoba. Kwestia podjęcia świadomego ryzyka. Chociaż w każdym innym przypadku to właściwie wygląda tak samo - uroki związków.

>Jak kończy się miłość, przychodzi czas na racjonalizm (wspólne potrzeby, zainteresowania, poglądy, sposób spędzania wolnego czasu), jak go nie ma, kończy się związek.
...
>I wiele jeszcze innych (ciekawe na 5 cech, 3 dotyczą fizyki, a do tego nie trzeba czasu by trafnie je ocenić)

Podałem tylko przykłady. Można by je jeszcze swobodnie mnożyć.
Najciężej jest stwierdzić, że życie z daną osobą nam się najzwyczajniej nie znudzi, i vice versa - że my także się nie znudzimy tej "drugiej połówce". [Tu właśnie pani Rutyna się kłania, która, w moim przekonaniu, może zniszczyć każdy związek.] Tego natomiast ocenić po prostu się nie da.

>Ciekawe jak by się poczuła kobieta, której bym zadał 150 pytań, jaka ona jest i jeszcze za każdą odpowiedź wystawiłbym jej ocnenę?

Wolałbym nie być wtedy na Twoim miejscu

Kończąc: Może i to kwestia wieku ale póki co z niczym się nie śpieszę - nie szukam na siłę, nie wybieram, nie przebieram. Cierpliwie czekam. Jak pojawi się nadzieja - próbuję. Póki co się nie udaje ale co więcej mogę zrobić.
Dużo tu zależy od tego jak w ogóle pojmujesz miłość, czym ona dla Ciebie jest i jakie są Twoje oczekiwania względem związku. Sam znam małżeństwo żyjące ze sobą już ponad 25 lat, mające trójkę dzieci i zdających się żyć szczęśliwie. Przy tym wszsytkim jednak mąż i żona żyja praktycznie obok siebie - brak im wspólnych tematów czy zainteresowań. Nie spędzają każdej chwili razem. Jednak zgodnie twierdzą, że są ze sobą szczęśliwi.
Ja tam się może i nie znam ale nie chciałbym mieć takiej przyszłości.

A tak patrząc praktycznie to jak w ogóle wyobrażasz sobie taki wybór? Co byś powiedział tak wybranej kobiecie? Jak by wyglądał "proces eliminacji"?
Kolejny powód sprawiający, że ta koncepcja wydaje mi się być raczej nierealna.

Pozdrawiam.
MENTAT (242 punktów)
>A tak patrząc praktycznie to jak w ogóle wyobrażasz sobie taki wybór? Co byś powiedział tak wybranej kobiecie? Jak by wyglądał "proces eliminacji"?

Nie muszę jej mówić, wystarczy że sam będę przokonany co do swego wyboru.
A jak będę, to mogę o nią skutecznie zawalczyć.
Następny (14 punktów)
>Nie muszę jej mówić, wystarczy że sam będę przokonany co do swego wyboru.
>A jak będę, to mogę o nią skutecznie zawalczyć.

A jak z jej ust padnie pytanie: "Kochasz mnie Skarbie?" ?
Co jej wtedy odpowiesz? "Nie, nie kocham Cię ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw doszedłem do wniosku, że chcę z Tobą spędzić resztę życia." ?

Musiałbyś sobie wybrać albo niezwykle wyrozumiałą kobietę albo zbyt zaślepioną aby Cię nie zostawiła po takim oświadczeniu. Ewetualnie niespotykanym zbiegiem okoliczności musiałby ona podzielać Twoje poglądy i akurat Ciebie sobie wybrać na "partnera". Nierealne.

Kobietą nie jestem więc tak do końca nie wiem ale wydaje mi się, że one potrzebują miłości.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Kobietą nie jestem więc tak do końca nie wiem ale wydaje mi się, że one potrzebują miłości.
A mężczyźni to niby nie? A tak całkiem poważnie - kobiety potrzebują bezustannych zapewnień o miłości.
W krążącym po internecie tekście o "prostych mężczyznach" znajduje się m.in. coś takiego: "Po co mnie stale pytasz czy cię kocham? Przecież gdybym nie kochał, to bym nie był z tobą."
Niby żart, ale doskonale uwidacznia o co chodzi kobietom i dlaczego mężczyźni tego nie potrafią zrozumieć.
Gowfrog (113 punktów)
>Najczęściej zakochujemy się i wchodzimy w związek (a później go racjonalizujemy).

To prawda i sądzę, że to także najlepszy początek o ile szybko zracjonalizujemy relację. Bo oznacza, że osoba, która wzbudziła uczucie warta jest poświęcenia odrobiny czasu na dokładniejsze poznanie i że z czasem może obudzić prawdziwie głębokie uczucie. Przy czym pierwsze zafascynowanie, to najbardziej namiętne i gwałtowne nie uważam za miłość. Mija ono w zastraszającym tempie i ma niemiły zwyczaj zaślepiania, odbierania możliwości trzeźwej oceny sytuacji i partnera.
Po upływie jakiegoś czasu przychodzi moment na przeprowadzenie bilansu wad i zalet ukochanej osoby i podjęcie decyzji - być lub nie być. Nie wierzę w znalezienie "idealnego" partnera, nie potrafię ani go naszkicować ani wyobrazić go sobie; różnice zdań uważam za pożyteczne i miłe urozmaicenie, dają możliwość nauczenia się czegoś od partnera.
A więc bilans - w przypadku decyzji "być" mogą pojawić się pewne konsekwencje do poniesienia, pewne kompromisy, na jakie trzeba się zgodzić, pewne braki do zaakceptowania... Myślę, że dopiero na tym etapie znajomości można mówić o racjonalnym wyborze partnera. Kiedy zestawia się ze sobą wszystkie za i przeciw, kiedy już jasne są ewentualne poświęcenia jakie trzeba ponieść. Wszystko to w imię szczęścia jakiego spodziewam się zaznawać z ukochaną osobą... Spodziewam i mam do tego podstawy - jeżeli w momencie świadomego wyboru nie ma ani miłości (tej prawdziwej, głębokiej harmonii, czułości i troski o ukochanego, być może jakichś nieśmiałych jeszcze projektów wspólnego życia, rodziny) ani zadowolenia z bycia razem, to w ogóle nie ma o czym mówić.
Oczywiście, to czasochłonne - trzeba się dobrze poznać (nie ma lepszego sposobu niż mieszkanie razem - wyłażą wszystkie przyzwyczajonka ), ale nie widzę innej możliwości; chyba, że te 150 pytań... Nic nie zastąpi praktyki, na teorię możesz dostać teoretyczne odpowiedzi, które z praktyką nie będą miały nic wspólnego.

>Czy można jednak najpierw racjonalnie znaleźć odpowiednią dla nas osobę, wejść w związek, a później się zakochać (lub nie)?

Nie sądzę. Co się stanie jeśli z czasem pokochasz kogoś bardziej odpowiedniego? Jak kogoś "racjonalnie znaleźć"? Ankieta?

>Czy ta droga może przynieść szczęście?
>Czy takie związki są trwalsze?

Związki przemyślane, gdzie się podejmuje świadomą decyzję o byciu razem są wg mnie dużo szczęśliwsze i trwalsze niż te pozostawione same sobie, gdzie sprawy dochodzą do skutku z jakichś niejasnych przyczyn, tak jak np. wpływ otoczenia.

Cóż, takie trafy wcale nie są tak rzadkie i niespotykane. Szukajcie, a znajdziecie.
Pozdrawiam
MENTAT (242 punktów)
>>Nie muszę jej mówić, wystarczy że sam będę przokonany co do swego wyboru.
>>A jak będę, to mogę o nią skutecznie zawalczyć.
>A jak z jej ust padnie pytanie: "Kochasz mnie Skarbie?" ?
>Co jej wtedy odpowiesz? "Nie, nie kocham Cię ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw doszedłem do wniosku, że chcę z Tobą spędzić resztę życia." ?

Cytuje hipotetyczną wypowiedź:

"Moja droga,
wiesz, że jestem racjonalistą,
wiesz, że miłość jest ślepa i to tylko chemia,
jest mi z Tobą bardzo dobrze,
widzę, że i Tobie jest fajnie,
uwielbiam spędzać z Tobą czas,
rozwijam się przy Tobie,
głęboko wierze, że pokocham Cię prawdziwą i szczerą miłością,
która nie będzie miała na swej drodze emocjonalnych i fizycznych przeszkód,
dzięki czemu będziemy mogli stworzyć stały, stabilny i szczęśliwy związek."

Pzdr
chinska zupka;) (118 punktów)
>Najczęściej zakochujemy się i wchodzimy w związek (a
>później go racjonalizujemy).
>Jednak, trzeba ogromnego szczęścia, aby taki związek okazał
>się trafiony.
>Czy można jednak najpierw racjonalnie znaleźć odpowiednią
>dla nas osobę, wejść w związek, a później się zakochać (lub
>nie)?
>Czy takie zachowanie jest moralne?
>Czy ta droga może przynieść szczęście?
>Czy takie związki są trwalsze?
>Proszę Was podzielcie się swoimi doświadczeniami.
>
Racjonoalizm i uczucia są przeciwieństwem, a zwiazek musi sie opierać na uczuciach, bo inaczej jest transakcją...
jesli najpierw patrzymy na czyjes pieniadze, status spoleczny, rodzicow, wyksztacenie etc. nie bedziemy w tym zwiazku szczesliwi jesli nie ma tej "chemii" niestety, chyba ze do szczescia sa nam potrzebne jedynie te przyziemne wartosci. mysle ze takie zwiazki nie sa i nie musza byc trwalsze. jak ktos w nich trwa, to z racjonalistycznego i z materialistycznego podejscia do zycia.
uwazam ze kazdy bedzie szczesliwszy zyjac w biedzie z ukochana osoba, niz w bogactwie z niekochana.
Goriot (124 punktów)
Miłość może być racjonalna w momencie kiedy i Ty i partner/partnerka jesteście świadomi jej irracjonalności.

Jeśli chodzi o racjonalne zakochanie się, to czy można racjonalnie zorientować się bez próbowania owocu czy polubimy jego smak ? Nie sądze.

Pozdrawiam !
MENTAT (242 punktów)
>>Racjonoalizm i uczucia są przeciwieństwem, a zwiazek musi sie opierać na uczuciach, bo inaczej jest transakcją...

Są też transakcje uczuciowe, jest szantaż emocjonalny i wiele innych rzeczy opartych na uczuciach, które są 100 razy gorsze od transakcji.

Jeżeli jest to transakcja "korzystna" dla obu stron to dlaczego w nią nie wejść?
enfant (64444 punktów)
zima_bez_ciastka
Nie można. Życie jest nieprzewidywalne, więc nie sposób powiedzieć, jaki wybór jest racjonalny. Ale zawsze możesz racjonalnie wybrać na daną chwilę (nie całe życie).
Pozdrawiam
MENTAT (242 punktów)
No dobrze, mam podobnie zdanie że racjonalny wybór partnera na całe życie jest irracjonalny.

Ale, może dobrze by było znać nasze własne potrzeby, oczekiwania i upodobania,
a później szukać osoby w środowisku gdzie właśnie tacy parnterzy mogą przebywać?

I kolejne pytanie, czy będąc z kimś, z kim nam jest bardzo dobrze można go z czasem pokochać?

Pzdr
zima_bez_ciastka
>No dobrze, mam podobnie zdanie że racjonalny wybór partnera na całe życie jest irracjonalny.
>Ale, może dobrze by było znać nasze własne potrzeby, oczekiwania i upodobania,
A jak tego dokonać nie próbując w ciemno? Powoli oświetlając zakamarki jestestwa.
>a później szukać osoby w środowisku gdzie właśnie tacy parnterzy mogą przebywać?
Masz ukryte założenie. Czerpiesz wiedzę o sobie i innych nie metodą prób i błędów, ale z jakiegoś ukrytego źródła.
Wiesz, człowiek może przeżywać chwile szczęścia, gdy odpowiednia osoba poczochra mu/jej włosy. Ale jak tę osobę znaleźć? Gdzie jest jej środowisko?
>I kolejne pytanie, czy będąc z kimś, z kim nam jest bardzo dobrze można go z czasem pokochać?
To jak pytanie z Małego Księcia. Czym oswajanie różni się od miłości? Celem.
Pozdrawiam
emmusia
Niestety, jeśli wybieramy partnera na całe życie kierując się tylko racjonalizmem, to owszem związek będzie niezły ale będzie brakowałao uczucia, które może pojawić się po czasie poza związkiem. Jestem w takim racjonalnym związku i... nie jest źle, ale miłości nie ma, nie było i już nie będzie. Jest to związek oparty tylko na rozsądku. Nie jest nam źle, ale... po 25 latach przyzwyczaiłam sie do partenra, który jest przystojny, mądry, inteligentny, opiekuńczy, ale... jest kilka sfer zycia które nas dzielą niestety... ale czy związki oparte tylko na miłości są lepsze? Trwealsze? nie odpowiem, bo nie wiem... wiem, że ja niczego w życiu nie żałuję i nie zmieniłabym partnera, choć nie wiem jak byłoby gdyby... pozdrawiam!
Jarek (418 punktów)

Mężczyzn nie było, nie ma.....
Zadaj sobie pytanie, co byś dla Niego zrobiła, lub czego nie i już wiesz czy w tym związku jest uczucie czy nie ( przynajmniej z Twojej strony) - uczciwie !
Pozdrawiam
MENTAT (242 punktów)
>Zadaj sobie pytanie, co byś dla Niego zrobiła, lub czego nie i już wiesz czy w tym związku jest uczucie czy nie ( przynajmniej z Twojej strony) - uczciwie !

O tak, z tym się zgadzam całkowicie,
racjonalny wybór jest z całą pewnością uczciwy.
Jarek (418 punktów)
>O tak, z tym się zgadzam całkowicie,
>racjonalny wybór jest z całą pewnością uczciwy.
>
Nie tak mnie zrozumiałeś.
To nie racjonalny wybór prowadzi do poświęcenia dla drugiej osoby tylko emocje ( uczucie - chemia), ale to ta chemia powoduje że serce bije Ci mocniej że pocą się dłonie, że czujesz niepokój o ukochaną osobę. Czy nie warto przeżywać takich emocji. Ludzie dla adrenaliny skaczą z mostów na linie i bez, jeżdżą z oszałamiającą prędkością, która może spowodować śmierć a mają rezygnować z takich emocji ?
MENTAT (242 punktów)
>po 25 latach przyzwyczaiłam sie do partenra

Czy może być trwalszy związek?
Bazując na miłości, może nie mogłabyś się przyzwyczaić?

>ja niczego w życiu nie żałuję i nie zmieniłabym partnera, choć nie wiem jak byłoby gdyby

To jest najlepsze podsumowanie, a tego co by było "gdyby" nigdy nie możemy doświadczyć.
Wilhelm
Stawiasz za duzo pytan na raz. Ale do rzeczy. Stare porzekadlo mowi: kto szuka, ten znajdzie znajdzie, choc w tym przypadku nie nalezy dzialac na sile. Uczucia, wbew obiegowym opiniom rzadza sie calkiem racjonalnymi prawami. Niektorzy badacze mowia wrecz o schematach zachowan np: nienawisc, dzieciobojstwo, ktore daja sie racjonalnie wyjasnic z punktu widzenia ewolucji, choc dla nas jako ludzi taka argumentacja moze sie wydawac szokujaca. W uczuciach, niezaleznie od otoczki jest ukryta strategia przetrwania (w sensie gatunkowym jak i osobniczym). Razem jest zawsze razniej, a i ten ktos moze cie uratowac z opresji (i vice versa). Roznica miedzy przyjaznia, a miloscia polega na stopniu tej zalezenosci. W milosci masz tego kogos wylacznie dla siebie (i vice versa), zas przyjciol mozesz miec dowolnie wielu. Czy to jest na cale zycie? Moze, choc nie musi. Niektorzy uwazaja, ze zasadniczy kryzys pojawia sie po 4-5 latach (przyczyna nie musi byc wylacznie nuda i zanik dzialania atraktorow chemicznych), lecz rowniez zmiana priorytetow np: w dawnych plemionach dzicko 4-5 letnie trafialo pod opieke wspolnoty, wiec poziom zaangazowania rodzicow nie musial byc taki jak wczesniej. Te czynniki powodowaly poluznienie wiezi, wiec rodzice sie rozchodzili. Dzisiaj tlumaczy sie to nieco innymi czynnikami, lecz prawdopodobnie mamy tutaj doczynienia z atawizmem. Zatem jesli sie zachowa te same priorytety, to istnieje szansa dla obojga, ze zwiazek sie utrzyma.
Dla trwalosci zwiazkow obowiazuje zasada znana jeszcze alchemikom: "podobne rozpuszcza sie w podobnym", wiec podobienstwa sie przyciagaja, gdyz utrzymanie takiego zwiazku kosztuje mniej wysilku. I znowu tak moze byc, choc nie musi. Ja mialem szczescie zakochac sie z wzajemnoscia w pewnej Niemce. Podobienstwa sie przyciagaja gdyz: od dziecka uwielbialem niemiecki, interesowalem sie chemia i bylem otwarty do ludzi. Wyjechalem do Niemiec i poznalem kogos rownie otwartego w stosunku do ludzi. Wspolne zainteresowania, jezyk (nauczylem ja polskiego(!)) sprawily, ze poczulem, iz to jest to. Takie rzeczy, choc malo prawdopodobne, sie zdazaja. Totez zycie jest pelne niespodzianek. Czy na bedzie to trwale na cale zycie? Moze. Mam swoje zycie, aby sie o tym przekonac
Powodzenia.

Mein PGP Schlüssel
Goriot (124 punktów)
Gdy pojawia sie temat miłości to (sądząc po postach) każdy racjonalista traci głowę

Pozdrawiam !!


Artur Goriot/
RudiMagx (280 punktów)
Moim zdaniem pytania te sa lekko mówiąc bez sensu i należą do gatunku tych o ilości diabłów na czubku szpilki.
Pierwsze pytanie:
>Czy można jednak najpierw racjonalnie znaleźć odpowiednią
>dla nas osobę...
Zakładając, że to pytanie ma sens, to najpierw należałoby zwrócić uwagę, że osobnik, który chciałby takiej sztuki dokonać, musiałby najpierw sam(!)określić racjonalnie (a więc obiektywnie) swe własne subiektywne potrzeby, często podświadome. Jest to oczywista sprzeczność. Obserwator racjonalny nie może mieć subiektywnego stosunku do przedmiotu obserwacji a tym bardziej podświadomych z nim korelacji.
Dugie pytanie jest podobnie nieracjonalne:
>Czy takie zachowanie jest moralne?...
Według jakiego systemu wartości? Katolickiego, buddyjskiego, mojego czy jeszcze jakiegoś?
Trzecie jeszcze lepsze:
>Czy ta droga może przynieść szczęście?...
Komu? Jednemu wystarczy flaszka wina a drugiemu marzy się zrozumienie wszechświata A tak w ogóle odczuwanie szczęścia to tylko chemia. Sęk w tym, że u każdego co innego i w różnym stopniu uaktywnia przełącznik (poza ingerencją w mózg oczywiście, bo to działa na każdego, kto go ma )
Autorowi posta proponuję zgłębienie teorii gier a w przerwach kilka ckliwych romansideł
Pzdr serdecznie i życzę jak najczęstszego i najdłuższego stanu zakochania


rudimagx
MENTAT (242 punktów)
To że postawiłem te pytania, nie oznacza że nie mam swojego zdania.
Chciałem tylko poznać inne punkty widzenia w tej sprawie.

>... to najpierw należałoby zwrócić uwagę, że osobnik, który chciałby takiej sztuki dokonać, musiałby najpierw sam(!) określić racjonalnie (a więc obiektywnie) swe własne subiektywne potrzeby, często podświadome. Jest to oczywista sprzeczność. Obserwator racjonalny nie może mieć subiektywnego stosunku do przedmiotu obserwacji a tym bardziej podświadomych z nim korelacji.

Dzięki.
Właśnie w tym tkwi sedno (wg mnie). Szęśliwy związek nie zależy od tej drugiej osoby.
Istota jego jest w znajomości własnych potrzeb. Odkrycie ich jest bardzo trudne,
choć nie zgadzam się z Tobą, że jest to niemożliwe. Ważny jest moment w którym się sobie przyglądamy, musi on spełniać dwa warunki:
- po pierwsze musimy mieć za sobą już jakieś doświadczenia (mniej lub bardziej udane związki)
- po drugie "obiektywną" obserwacje własnej osoby musimy przeprowadzić, nie będąc w stanie zakochania, najlepiej jeszcze zanim kogokolwiek się pozna.

Dopiero znając siebie, można efektywnie wznowić poszukiwania.

>>Czy takie zachowanie jest moralne?...
>Według jakiego systemu wartości? Katolickiego, buddyjskiego, mojego czy jeszcze jakiegoś?

Wg Twojego własnego.

>A tak w ogóle odczuwanie szczęścia to tylko chemia.

Niestety też tak uważam.

>Autorowi posta proponuję zgłębienie teorii gier a w przerwach kilka ckliwych romansideł

Zawodowo zajmuję się Teorią Decyzji, a Teorią Grier hobbystycznie.

>Pzdr serdecznie i życzę jak najczęstszego i najdłuższego stanu zakochania

Dzięki


MENTAT
Jacek Maciejewski

>Czy można jednak najpierw racjonalnie znaleźć odpowiednią
>dla nas osobę, wejść w związek, a później się zakochać (lub
>nie)?
Nie można. "Zakochanie się" to proces natury fizjologicznej, zachodzący pod koniec okresu dojrzewania, umożliwiający przełamanie dotychczasowej rezerwy dzielacej obie płcie i zapobiegającej przedwczesnej prokreacji. Ma się zdolność do niego przez stosunkowo krótki wiek życia, powiedzmy luźno 15-20 lat. Przed i po tym wieku nie zakochujemy się (raczej). Po tym wieku można kochać kogoś, co jest zupełnie innym zjawiskiem psychologicznym i jak dla mnie, swoistym zlepkiem takich uczuć jak przywiązanie, wdzięczność, wzajemność w przychylności itd. Zawsze jest to trochę skalkulowane, więc co do kochania, rozumowi zawdzięczamy jego sporą część, natomiast co do zakochania - nie ma kontroli rozumu. Zatem nie jest możliwe "racjonalnie zakochać się".

>Czy takie zachowanie jest moralne?
Takie zachowanie jest niemożliwe, jako że nad "zakochaniem się" nie mamy kontroli. Procesy mimowolne nie podlegają ocenie moralnej. Natomiast co do kochania, mamy nad nim prawie pełną władzę. Możemy kochać kogo zechcemy i nie kochać też kogo zechcemy. Nie widzę powodu by czynność pochwalana przez większość systemów filozoficzno - religijnych miała być niemoralna. Wątpliwości można mieć przy niekochaniu, ale mnie się wydaje że to z kolei czynność moralnie obojętna.

>Czy ta droga może przynieść szczęście?
Pytanie bez sensu, jako że pytasz o drogę niemożliwą (rzadką, wyjątkową, marginalną). Raczej nie zdarza się by ktoś tak długo zachował zdolność zakochiwania się by zdążył nabrać wystarczającego rozumu by zdobyć nad tym procesem choć częściową władzę

>Czy takie związki są trwalsze?
j. w.

Jak widzisz, wywód opieram na odróżnianiu czynności zwanej "zakochiwaniem się" od czynności zwanej "kochaniem". Jeśli ktoś nie podziela mojego zdania, rzecz jasna ma prawo wyrzucić cały wywód do śmieci. Ale chciałbym usłyszeć jakieś argumenty

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365