Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy jest na forum psychiatra???

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
21-10-2006 16:20Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)Czy jest na forum psychiatra???
Ten wątek mogłem umieścić praktycznie gdziekolwiek. Umieszczam go tu, ponieważ zacytowany tekst jest odzwierciedleniem stanu świadomości większości społeczeństwa.
Cytat pochodzi z blogu, znanego tu skądinąd Haereticusa. Ponieważ cytat jest długi (pełna wypowiedź), to zadam kilka pytań zanim zanudzę Czytelnika.
1. Pytanie tytułowe. Jest o tyle istotne, że ustosunkowanie się fachowca może stworzyć szersze spectrum do dyskusji.
2. Czy kraj, którego obywatele w większości (wiem co mówię) reprezentują podobną mentalność może nie być państwem wyznaniowym?
3. Jaka jest geneza takiej samoświadomości?
4. Jakie skutki za sobą pociąga?
5. Czy, a jeśli tak, to jak temu przeciwdziałać (walczyć?)?
A oto tekst do dyskusji:
Znalazłam perłę!
Czy pamiętacie przypowieść o perle?
"Dalej podobne jest Królestwo Niebios do kupca, szukającego pięknych pereł, który, gdy znalazł jedną perłę drogocenną, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją" (Mat. 13:45-46)
Ja tę perłę odnalazłam. I mam ją. Chciałabym się nią z wami podzielić.
Opowiem wam o czymś co zmieniło mnie, całe moje życie, moje patrzenie na świat i uczyniło mnie szczęśliwą.
Urodziłam się i wychowałam w katolickiej rodzinie. Od dziecka pragnęłam Boga i byłam osobą głęboko religijną. Wszystkie praktyki religijne, których uczył mnie mój kościół traktowałam z najwyższą powagą. W każdą niedzielę uczęszczałam na msze. Regularnie przystępowałam do sakramentu pokuty i eucharystii. "Zaliczałam" pierwsze piątki miesiąca, wierząc, że pomoże mi to w drodze do nieba. Moja babcia, głęboko wierząca katoliczka, zaraziła mnie modlitwą na różańcu. Szczególnie lubiłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego, gdyż głęboko wierzyłam w objawienie jakie miała siostra Fustyna i wielokrotnie modliłam się przed obrazem Jezusa z jej wizji. Godnym przykładem do naśladowania było dla mnie również trzech pastuszków, którym objawiła się Maria, i chcąc ich naśladować wielokrotnie spałam z mocno zawiązanym w talii sznurem, wierząc, że ból który sobie sprawiam, pomoże jakiejś duszycce wyjść z czyśćca. Wiem. Wielu z was wyda się to przesadą, ale jako nastoletnia dziewczyna tak właśnie rozumiałam moją wiarę i postępowanie takie wynikało z głębokiej potrzeby Boga.
Do dziś pamiętam moją gorącą modlitwę, miałam wówczas 13-14 lat, by moja dusza była dla Boga niczym czysty, niewinny kwiat i abym ja, i cała moja rodzina znaleźli się nie gdzieś w czyśćcu, ale od razu w niebie.
Równocześnie jednak, mimo całej mojej gorliwości, czułam się od Boga gdzieś daleko. Modliłam się, ale miałam wrażenie, że moje modlitwy nie są w stanie przebić się przez sufit. Pragnęłam żywego Boga i żywej wiary. Z lubością rozczytywałam się w powieściach o czasach wczesnochrześcijańskich. I żałowałam, że nie żyłam w tamtych czasach. Wiara pierwszych chrześcijan wydawała mi się taka prosta, szczera i inna.
W wieku 14-15 lat zaczęłam czytać Biblię. Początkowo jej nie rozumiałam. Owszem Ewangelie nie były trudne, ale Dzieje Apostolskie i Listy wydawały mi się jakies obce, nie z tego świata. Kościół który mi się z nich wyłaniał bardzo różnił się od Kościoła, który znałam. Nie rozumiałam tego. Zaczęły pojawiac się pytania, na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Czemu Biblia mówi tak i tak, a ja od dziecka jestem uczona czego innego? Mimo wszystko jednak, nawet jeśli nie rozumiałam czegoś, starałam sobie to jakoś wytłumaczyć, gdyż mocno wierzyłam że wykładnia kościoła jest słuszna. Pytania zostawiałam na później.
W tym czasie Bóg zaczął przemawiać do mego serca i pokazywać mi, czego mi brakuje. Były to chwile, które głęboko wbijały się w moje serce i pokazywały w jakim kierunku powinnam podążać.
Taką chwilą była na przykład przypadkowo włączona w telewizji relacja z jakiegoś kościoła. Widziałam ludzi z wysoko wzniesionymi rękoma, żarliwie wielbiących Boga. Czułam, że mają oni z Bogiem bliską relację, której mi tak bardzo brakowało. Ryczałam jak wół przed telewizorem i wołałam w duszy: Panie ja chcę tam być, ja chcę tam być! Ja chcę mieć to, co mają ci ludzie!
Nie wiedziałam jednak ani co to za kościół, ani gdzie takich ludzi szukać.
Kilka miesięcy później, Bóg dał mi poczuć coś wspaniałego. Odmawiałam codzienną modlitwę. Zwyczajną. Jak codzień. Czułam jednak coś niesamowitego. Czułam Bożą obecność, której tak bardzo pragnęłam. To było niesamowite. Ale trwało krótko. Równo trzy dni. Nie wiedziałam czemu. Nie zrobiłam nic, co mogłoby sprawić, by to się skończyło. Wtedy w moim sercu pojawiła się bardzo wyraźna myśl: To jest perła, którą mam dla ciebie i którą masz szukać. Wiedziałam, że to Bóg pokazał mi kierunek. Pokazał mi co dla mnie ma. Nie wiedziałam jednak jak to zdobyć.
W międzyczasie zaczęłam czytać książki rozprowadzane przez Odnowę w Duchu Świetym. Czytałam świadectwa osób, które doznały przemiany życia i doświadczyły obecności żywego Boga. Oglądałam również relację ze spotkań Odnowy w Częstochowie. Pragnęłam przeżyć chrzest w Duchu Świętym, o którym opowiadli ci ludzie, i doznać przeżyć zielonoświątkowych, takich jak Apostołowie.
Jesienią 1993 roku uczestniczyłam w mszy podczas, której usługiwały świadectwem dwie osoby z Odnowy. Po mszy rozprowadzane były książki i kasety video ze świadectwami. Poprosiłam mamę, by mi kupiła. Całą serię. Pochłonęłam je jednym tchem. W jednej z książek była w bardzo prosty sposób przedstawiona ewangelia i sposób w jaki człowiek może zostać wyzwolony z grzechu i zacząć cieszyć się Bożą wolnością. Były też propozycje modlitwy.
Pamiętam, że po przeczytaniu tych książek zaczęłam gorąco wołać do Jezusa, by mnie zbawił, by wszedł do mego serca, do mego życia, by stał się moim najbliższym przyjacielem. Tak bardzo go pragnęłam. Wołałam przez wiele nocy. Wreszcie poczułam, że on jest. Że stoi blisko mnie. Nie widziałam go, ale czułam jego obecność. Od tamtej pory, już nie prosiłam, ale zaczęłam dziękować mu za to, że odnalazł mnie, że jest w moim życiu i rozmawiać z nim jak z najbliższym przyjacielem.
cdn.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Od tamtego czasu już nigdy nie czułam, że Bóg jest daleko. Wiedziałam, że jest tuż obok, że słyszy moje modlitwy i odpowiada na nie.
Tak się rozpoczęła moja wielka przygoda z Jezusem. Otrzymałam wóczas zbawienie, pojednanie z Bogiem, mogłam mieć z nim żywą relację. Dostałam nowe życie. Narodziłam się na nowo (por. J 1:12-13; 3:1-21). Poczułam wtedy że mam tę perłę, którą tak pragnęłam, a którą Bóg wcześniej mi pokazywał.

Był to przełomowy moment w moim życiu.
Jednak czułam się bardzo osamotniona w tym doświadczeniu. Brakowało mi kontaktu z ludźmi, którzy czuliby i doświadczali tego, co ja. Modliłam się do Pana, by postawił mnie wśród takich ludzi. Chciałam się przyłączyć do Odnowy w Duchu Świętym, jednak w tamtym czasie nie było w naszym mieście takiej wspólnoty. Bardzo chciałam również doświadczyć chrztu w Duchu Świętym, wraz ze wszystkimi doznaniami o jakich czytałam w Biblii. Wkrótce po tym postanowiłam przyłączyć się do miejscowej grupy oazowej. Grupę tę prowadziły osoby nawrócone, znające Biblię i w związku z tym odrzucające niektóre katolickie tradycje, czy doktryny wchodzące w konflikt ze Słowem Bożym. Dzięki temu mogłam tam lepiej poznać Biblię, oraz podstawowe prawdy chrześcijańskie. Nadal jednak pragnęłam doznać chrztu w Duchu Świętym. Modliłam się o to gorąco. Wkrótce na spotkania oazowe zaczęło przychodzić dwóch mężczyzn, którzy opowiadali świadectwa Bożego działania w ich wspólnocie. Nie byli katolikami. Była to wolna grupa chrześcijan o poglądach protestanckich, nie zrzeszona wówczas w żadnym kościele (później dołączyli jako zbór do Kościoła Bożego w Chrystusie). Zdziwiona byłam wówczas, że Duch Święty działa również poza Kościołem katolickim. To co opowiadali przypominało przeżycia o jakich słyszałam w Odnowach w Duchu Świętym. Po prostu musiałam iść do nich na nabożeństwo.

I poszłam. Podczas nabożeństwa ktoś miał przekonanie, że na sali jest osoba, która bardzo pragnie chrztu w Duchu Świetym. Wyszłam do przodu. Modlono się o mnie. To co wtedy przeżyłam nie da się opisać słowami. Boża obecnośc była tak mocno odczuwalna. Czułam się jakbym uchwyciła koniec szaty Pana Boga. Radość. Miłość. Czułam, że to On. Zaczęłam modlić się innymi językami i wielbić Boga. Jeśli wcześniej myślałam, że wiem już co to Boża obecność, to myliłam się. Dopiero wtedy przeżyłam naprawdę bliskie spotkanie z Panem.

Te przeżycia zmieniły całe moje życie i moje spojrzenie na otaczający świat. Ja wiem, że Jezus żyje i zbawia. Wiem, bo go spotkałam i doświadczyłam jego działania.

Od wydarzeń które opisałam minęło blisko 13 lat. Dziś jestem członkiem zboru, którego Pan użył wówczas, by napełnić mnie Duchem. Nikt mnie nie namawiał bym odłączyła się od Kościoła Katolickiego. Nikt mnie nie przekonywał. Po prostu Słowo Boże i jego prostota mnie przekonały.

Wiem, że Bóg nie ma względu na denominację. On nie patrzy na to czy ktoś jest baptystą, zielonoświątkowcem, katolikiem itd. On patrzy na serce człowieka. Nie zbawią cię żadne doktryny, tradycje, czy praktyki religijne. Nie możesz na swoje zbawienie niczym zasłużyć. To dar, który możesz przyjąć, gdy w pokorze skłonisz się przed Bogiem. W niebie nie będzie katolików, zielonoświatkowców, baptystów, adwentystów ... Tam będą tylko Boże dzieci. Czy ty nim jesteś?


I przerwa reklamowa:

Czy oddałeś Jezusowi całe swe życie, czy pokutowałeś przed nim za swe grzechy i przyjąłeś od niego zbawienie? Jesli nie, nie zwlekaj! Zrób to teraz! Ta perła, którą ja mam, jest również dla ciebie.

Do dyskusji w sposób szczególny zapraszam Teresę oraz Kontrasta, którego aktywność na forum znacznie ostatnio osłabła, a szkoda.


fides ex necessitate esse non debet
IQ955 (2355 punktów)
Drogi Michale Aleksy Mentraku,

1. Przecież sam lansujesz ostracyzm.
2. Wstąpiliśmy (wraz z placownikiem) do "klubu indyferentnych".
3. Czy warto tym zamulać twardy dysk?
4. Czy wierzysz, że dyskusja na ten temat doprowadzi do jakiegokolwiek konstruktywnego wniosku?
5. Nie masz nic lepszego do roboty? (Ja - wolałbym popatrzeć w sufit, ale Ty - jak chcesz...).
6. Czy naprawdę chcesz nam tu ściągnąć znowu Haereticusa?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Nie wycofuję się z wcześniejszych ustaleń. Tytuł wątku nie jest żartem. Poważnie chciałbym nawiązać kontakt z jakimś psychiatrą, który byłby w stanie wyjaśnić istotę zjawiska. Jako socjolog i psycholog społeczny nie czuję się na siłach do pełnej analizy tego "fenomenu". A skala zjawiska wcale nie jest mała.
Zanim napisałem to, co napisałem odwiedziłem kilkanaście forów internetowych (9) i kilka blogów (6) różnych wyznań chrześcijańskich. Wpisów takich jest mnóstwo, ale to pół biedy, wielokrotnie więcej (15-20 razy) jest entuzjastycznych komentarzy aprobujących takie postawy i mentalność (de facto: utożsamiających się z autorami!).

Nie proponuję więc kolejnej dyskusji światopoglądowej, bo nie to jest przedmiotem moich zainteresowań.

Teresę i Kontrasta zapraszam wyłącznie po to, aby poznać ich zdanie (ludzi wierzących, acz nie fanatyków - chyba, że się mylę) na temat takich postaw (aprobata - dezaprobata).

>6. Czy naprawdę chcesz nam tu ściągnąć znowu Haereticusa?

Nie. Dlatego "odhaczyłem" opcję dostępności do wątku wyłącznie dla zarejestrowanych. Polecam tę metodę także i innym na przyszłość. Nie każda dyskusja musi być dla wszystkich.

Dlatego apeluję do Ciebie i placownika o dogłębne zrozumienie intencji przed potępieniem!
I o merytoryczne wypowiedzi w tym duchu, rzecz jasna.

>
Pozdrowienia,


j.w.


fides ex necessitate esse non debet
IQ955 (2355 punktów)
No, coż... Jeśli tak - powodzenia.
Być może w rzeczy samej nie do końca pojąłem Twoją intencję; wniosek z tego jednak taki, że możesz mieć więcej tego rodzaju przypadków, co zepchnie wątek na niepożądane tory.
O potępieniu nawet nie pomyślałem; była to raczej przyjazna przestroga typu: "Chce Ci się w to bawić?
Co do samej rzeczy (choć psychiatrą nie jestem) - znam ze swoich doświadczeń (przynajmniej) dwa powody takich zachowań:
1. Silny cios losu. Utrata bliskiej osoby, wielkie niepowodzenie, jakaś drastyczna krzywda etc. Ludzie tym dotknięci - przedkładają ukojenie nad rozum. By tak rzec - "nie mogą na trzeźwo tego wytrzymać" - więc biorą takie "opium".
2. Są chyba ludzie, którzy mają jakąś wrodzoną "potrzebę wiary". Znam przypadek osoby z rodziny silnie katolickiej, która od kościoła odeszła (za sprawą współmałżonka, jak sądzę) i stała się dość nawet antyklerykalna. Pozostała jej jednak jakaś (trochę obłędna) potrzeba wiary. No i - radiestezja, siły kosmosu, chodzenie po węglach, bioenergoterapia, pozytywne i negatywne energie, pola "psi", aury, piramidy, Tybet, ciała astralne, różdżki, wahadełka, zdrowa (odpromieniowana!) żywność, etc...

A wiesz Michale - dlaczego to wszystko?

Bo to jest !!ŁATWE!!

Tu się nie trzeba przebijać przeż żadne podręczniki.
Broń Boże coś policzyć.
Nie wymaga się żadnego obcego jezyka.
Od razu można zostać ekspertem, bo od razu się wie wszystko.
Wszystko jest jasne.

Nie chciałbyś?

P.S.1. Ta osoba powiedziała mi kiedyś dosłownie:
"przypadek nie istnieje". (sic!) Wyobrażasz to sobie?
P.S.2. A skąd wiesz, że więlszość tak myśli?

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>A wiesz Michale - dlaczego to wszystko?
>Bo to jest !!ŁATWE!!
>Tu się nie trzeba przebijać przeż żadne podręczniki.
>Broń Boże coś policzyć.
>Nie wymaga się żadnego obcego jezyka.
>Od razu można zostać ekspertem, bo od razu się wie wszystko.
>Wszystko jest jasne.

I o takie odpowiedzi właśnie mi chodzi!!!

Przez noc nasunęły mi się pytania dodatkowe:

Gdzie leży granica pomiędzy wiarą, a fanatyzmem (granica mentalna)?
Co powoduje jej przekroczenie (jakie czynniki)?
Czy jest możliwy ruch w kierunku przeciwnym, tj. od fanatyzmu do "zwykłej" wiary?

Pozdrawiam.

P.S. Szkoda, że nie jesteś psychiatrą.

fides ex necessitate esse non debet
Jarek (418 punktów)
Witam
Bardzo mi się podoba odpowiedź Marka, im nie trzeba książek, nie poszukują, nie dyskutują bo nie ma o czym ( mam na myśli DYSKUSJĘ a nie bicie piany), tworzą tylko tematy tabu. To wszystko otępia umysł, wprowadza człowieka w świat z którego mogą wyciągnąć go tylko dobre leki psychotropowe i psychiatra.
"Gdzie leży granica pomiędzy wiarą, a fanatyzmem (granica mentalna)?
Pewnie w tym samym miejscu jak w piciu alkoholu a alkoholizmem.
"Co powoduje jej przekroczenie (jakie czynniki)?"
No właśnie... co ? umiar, a raczej jego brak.
Pozdrawiam
IQ955 (2355 punktów)
>I o takie odpowiedzi właśnie mi chodzi!!!
Oj, oj! To Ty wiesz, jakie odpowiedzi chcesz dostać? To dość niebezpieczne... (Nota bene mam nadzieję, że mi to zdanie odpuścisz; Basi też coś takiego napisałem i boczy się na mnie do dziś...)
>Przez noc nasunęły mi się pytania dodatkowe:
Cierpisz na bezsenność?

Odtąd - poważnie:
>Gdzie leży granica pomiędzy wiarą, a fanatyzmem (granica mentalna)?
Wątpię, aby była jakakolwiek ostra granica. W końcu nie ma przecież ostrej granicy między zdrowiem a chorobą psychiczną. Myślę, że mamy tu "paradoks łysego" w całej okazałości.
>Co powoduje jej przekroczenie (jakie czynniki)?
Dwa Ci podałem. Chyba dość typowe i powszechne.
>Czy jest możliwy ruch w kierunku przeciwnym, tj. od fanatyzmu do "zwykłej" wiary?
Raczej postawiłbym pytanie "Jak czesto on się zdarza, w porównaniu z tym przeciwnym?", bo chyba nic tego w końcu nie zakazuje. Tu zresztą porównanie Jarka (z alkoholizmem) jest chyba niezłe. Miałem znajomego - terapeutę alkoholików - mówił o nieco podobnych mechanizmach.

>P.S. Szkoda, że nie jesteś psychiatrą.
Też żałuję. "Medice, cura te ipsum"


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
Słów mi brak.

Nawiasem mówiąc, podobnego rodzaju prezentacji wysłuchiwałem na żywo w kościele mojej ex. Chyba jeszcze gorsze, niż kiedy się to czyta.
Zyga (1539 punktów)
>Nawiasem mówiąc, podobnego rodzaju prezentacji wysłuchiwałem na żywo w kościele mojej ex. Chyba jeszcze gorsze, niż kiedy się to czyta.

Skoro jesteśmy już przy ex itp opowieściach
Myślę, możesz zaspokoić moją ciekawość.

Zaciekawiło mnie to w momencie gdy dowiedziałem się, że dziadek mojej ex (człowiek mocno religijny) pewnego dnia spalił wszystkie obrazki i figurki "świętych" jakie miał w domu i zaczął opowiadać o bliskości z bogiem. Podobno miało to miejsce po tym jak zetknął się z ludźmi od "chrztu w Duchu Świętym".
Opowiedziała mi to osoba raczej niezbyt pozytywnie nastawiona do tego typu rzeczy. Niestety rozmowa z "dziadkiem" nie jest możliwa bo ten już nie żyje.
Do czego zmierzam. Czy ktoś zetknął się z tym bezpośrednio z takim chrztem a nie tylko poprzez przekazy osób trzecich? Ciekawią mnie opinie ludzi, którzy potrafią na to popatrzeć poprzez pryzmat rozumu.
Thorvoy (6588 punktów)
Niestety z tego typu "chrztem" jeszcze się nie zetknąłem. Ani z takim człowiekiem jak Dziadek.

W każdym razie brzmi ciekawie.
IQ955 (2355 punktów)
Błąd. Do skasowania.
IQ955. [Marek Czeszek]
IQ955 (2355 punktów)
>Chyba jeszcze gorsze, niż kiedy się to czyta.
Niewykluczone. Ja też wolę lekturę poezji od recytacji.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
Ja ogólnie nie dzierżę poezji. Niestety, mało romantyczny jestem.
IQ955 (2355 punktów)
Polecam na przykład Zbigniewa Herberta. To jest w 99% "do myślenia". Naprawdę warto. Choćby "Pan Cogito" na początek...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
Dzierżę parę kawałków Staffa, "Dies Irae" Kasprowicza, a z obcojęzycznych E. A. Poe (kultowy "Kruk").

Reszty nie mogłem jakoś strawić.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365