 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-04-2011 21:50 | adamzwawy (969 punktów) | nigdy więcej. | Jest taka strona, nie ciekawa dlatego nie zgłosiłem jej jako takiej. Jest smutna. nasygnale.(*)92,wiadomosc.html?ticaid=6c165Mam pytanie do wszystkich, jak wykluczyć tego typu zachowania? Edukacja? Kary? co jeszcze... no nie wiem. Osobiście jestem bezsilny i bardzo bym chciał by moja córka nie znalazła się w takiej sytuacji!! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| spellbinder (8577 punktów) | > Mam pytanie do wszystkich, jak wykluczuć tego typu zachowania?To nie zachowania trzeba wykluczać, a to bydło, które tak się zachowuje. > Osobiście jestem bezsilny i bardzo bym chciał by moja córka nie znalazła się w takiej sytuacji!!Kup jej spluwę  A tak serio... trzeba dziecko nauczyć jak nie dopuścić do eskalacji takiej przemocy. Jak nie kryć wszelakiej maści młodocianych przestępców. Problem polega na tym, że dziecko samo może nie wiedzieć jak rozwiązać sytuację, może bać się przyznać do tego co się stało. A nawet jak się przyzna... Kiedyś mój kolega, lat miał trzynaście, dostał od jakiegoś szesnastolatka na osiedlu po mordzie. Nos złamany, krew na całej klatce schodowej dosłownie. Ojciec tego gostka jak się dowiedział, to wkurzony pojechał na zasadzie "pokaż mi który to" i zarobił jeszcze kopa w jaja od oprawcy swojego synalka. Ciężka sprawa.
|
|
kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Tekst i film: Cztery 12-latki Natalia K., Ewelina K., Ewelina Sz. i Paulina G. staną przed sądem rodzinnym i nieletnich. Nastoletnie mieszkanki Pisza pobiły swoją koleżankę i nagrały to telefonem komórkowym
Film: Zabójcze kobiety: "Morderstwa z dreszczykiem" odcinek: 1
Cytaty z powyższego filmu: "Wydaje mi się, że te dziewczyny zemściły się na moim dziecku za całe zło, które je w życiu spotkało. Ojciec Melindy (prowodyrka) od lat bił jej matkę, jej siostry i kuzynkę. Sytuacja w domu Melindy, ojciec, który ją bił i matka, która jej nie chroniła, miała olbrzymi wpływ na to, że wyrosła na morderczynię. Te dziewczyny nie były morderczyniami. Nie urodziły się by zabijać czy siedzieć w więzieniu. To my, rodzice, kształtujemy charakter naszych dzieci."> jak wykluczyć tego typu zachowania?Dokładnie w taki sam sposób, w jaki wyklucza się zło z ludzkiego wychowania. Czyli w żaden.> bardzo bym chciał by moja córka nie znalazła się w takiej sytuacji!!Dla 100% pewności musiałbyś trzymać ją pod kluczem. Nie ma innego sposobu.
Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
|
|
 | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >Dla 100% pewności musiałbyś trzymać ją pod kluczem. Nie ma innego sposobu.
Sęk w tym, żeby nie tyle próbować tego "zła" uniknąć, bo z perspektywy jednostki tego się zrobić praktycznie nie da, tylko zeby dać dziecku zasoby do radzenia sobie w podobnych sytuacjach.
|
|
|  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >zeby dać dziecku zasoby do radzenia sobie w podobnych sytuacjach. Zapisać dziecko na zajęcia karate?
Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
|
|
| |  | | spellbinder (8577 punktów) | >Zapisać dziecko na zajęcia karate?
Można i tak, znam ludzi, czy też raczej przypadki, w których to zadziałało.
Raz dostać w papę może się w szkole zdarzyć. No i zdarza. Katowanie to jednak inna sprawa - przed tym, jak człowiek nie jest zarąbisty, to nawet karate nie uchroni.
Dziecko musi umieć ocenić ryzyko i nie pozwolić dopuścić do sytuacji, w której będzie miało problem natury "kilka pisionów na jednego". Jeśli da się zastraszyć i pozostanie bierne, to prędzej czy później to się może na nim/niej zemścić w tym sensie, że bydło wyczuje słabość i może zechcieć odreagować swoje frustracje na nim/niej.
A tego jednak da się uniknąć. Kilka prostych manipulacyjnych sztuczek i jesteśmy w domu. Jeśli jest już w szkole jakiś motłoch, to nie wolno dać mu do zrozumienia, że nim gardzimy np., ani nie wolno pokazać, że się go boimy. Najlepiej zachować względnie przyjacielskie stosunki - wbrew pozorom można pozostać pozornie "neutralnym", wziąwszy pod uwagę, że patologii jest w szkołach zazwyczaj mało. Problem stanowi góra kilka osób i to właśnie na te osoby trzeba uważać. Dziecko musi umieć je rozpoznać i wiedzieć jak uniknąć zagrożenia z ich strony.
|
|
| | |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Kilka prostych manipulacyjnych sztuczek i jesteśmy w domu. Jeśli jest już w szkole jakiś motłoch, to nie wolno dać mu do zrozumienia, że nim gardzimy np., ani nie wolno pokazać, że się go boimy. Warszawska legenda(?) opowiada o takiej "zabawie" praskich żuli: rysowali kredą na chodniku linię i chowali się w bramie kamienicy obserwując przechodniów. Ten przechodzień, który nadepnął na kredową linię był przez żuli wciągany do bramy, bity i okradany. Jest coś takiego jak przypadkowa ofiara. Żadna, jak powiadasz, manipulacyjna sztuczka, nikogo nie uchroni przed zostaniem taką ofiarą. Jeśli "motłochowi" akurat zabraknie kasy, a trafi im się twoja córka, to po prostu ją okradną i pobiją. A może ją pobiją, bo akurat będą mieli ochotę komuś dojeb...ć. Ja bym jednak nie trywializował tej znajomości karate. Tym bardziej, że "motłoch" szanuje siłę fizyczną i umiejętności walki - vide kibole.
Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
|
|
| | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >[color=#330000]Warszawska legenda(?) opowiada o takiej "zabawie" praskich żuli: rysowali kredą na chodniku linię i chowali się w bramie kamienicy obserwując przechodniów. Ten przechodzień, który nadepnął na kredową linię był przez żuli wciągany do bramy, bity i okradany.
Na szczęście to tylko legenda. Inaczej żuliki mogłyby się nieźle na tym przejechać.
Całe zachowanie człowieka jest oceniane, zazwyczaj na poziomie nieświadomym, ale jednak. Oprawca chce znaleźć ofiarę, która nie będzie stawiała oporu. Np. mikrej postury facecik w damskich kozaczkach raczej nie wygląda jak ktoś, kto może stawiać opór.
Jednocześnie bardzo prawdopodobne, że sam bandzior spanikuje, jeśli cokolwiek pójdzie nie po jego myśli.
>Jest coś takiego jak przypadkowa ofiara. Żadna, jak powiadasz, manipulacyjna sztuczka, nikogo nie uchroni przed zostaniem taką ofiarą.
Przypadkowa ofiara to w znacznej większości ktoś, kto niby się nie naraził niczym kolegom oprychom, ale jednocześnie na pierwszy rzut oka stanowił łatwy cel. Starczy, że spojrzy koleś (albo koleżanka) na takiego typa spod ciemnej gwiazdy z pogardą, starczy tak naprawdę mikroekspresja - no niby przypadkowa ofiara, ale nie do końca, prawda?
>Jeśli "motłochowi" akurat zabraknie kasy, a trafi im się twoja córka, to po prostu ją okradną i pobiją.
Jeśli uznają, że można ją bezkarnie okraść i pobić.
>A może ją pobiją, bo akurat będą mieli ochotę komuś dojeb...ć.
No owszem - zdarza się. Ale mimo wszystko, nawet w takiej chwili człowiek nie będzie zaatakowany, jeśli tego nie "sprowokuje" swoim zachowaniem, postawą.
Dla przykładu - parę dni temu mój kumpel szedł sobie na imprezkę, zwijając joincika. Za winkla wyszli panowie policjanci - zero manewru. Widzą, że chłopak coś zwija, zaraz się zainteresowali - a on, jak gdyby nigdy nic, dalej sobie zwija. Co to jest - pytają. On, że tytoń. Wzięli, powąchali, no i poszli dalej. A gdyby wyrzucił, stracił fason, zaczął wiać nie daj Darwinie, to by dziś miał spory problem.
Postawa to atawizm, ale działa - bo człowiek w znacznej mierze opiera się właśnie o takie atawistyczne formy zachowań.
>Ja bym jednak nie trywializował tej znajomości karate. Tym bardziej, że "motłoch" szanuje siłę fizyczną i umiejętności walki - vide kibole.
No więc nie do końca również. Motłoch szanuje pozory, lubi sobie przykoksować, obić gębę słabszemu, w grupe jak są, to są "mocni". Ale i w takiej sytuacji nie walną człowiekowi, jak się ich zdezorientuje. Zaczynają się czepiać podpici gnoje - zapytaj ich o drogę. Przejdź na ich stronę, patrz w tym samym kierunku, niech mowa ciała zrobi swoje - jasny komunikat, że nie ma żadnej opozycji. Zachować zimną krew trzeba, a z praktycznie każdej sytuacji można wyjść obronną ręką.
|
|
| pyton357 (125 punktów) | >Mam pytanie do wszystkich, jak wykluczyć tego typu zachowania? Nie da się wykluczyć takich zachowań. >Osobiście jestem bezsilny i bardzo bym chciał by moja córka nie znalazła się w takiej sytuacji!! Nie sadzę aby każdy musiał się zderzyć, z takimi sytuacjami. Ale skoro już dojdzie, to należy być przygotowanym. Oczywiście istnieją skuteczne sposoby, przez naukę samoobrony (polecam szczególnie kobietom, aikido), nie należy jednak zapomnieć że agresor również może uczyć się sztuk walki, nie koniecznie do obrony. Równie skuteczne (o ile nie skuteczniejsze) i mniej pracochłonne, są tricki psychologiczne znane pod nazwami: omijanie i tłumienie agresora. Dodatkową zaletą jest fakt że dostępne są każdemu człowiekowi bez długotrwałych treningów.
|
|
 | | adamzwawy (969 punktów) | > ...Nie sadzę aby każdy musiał się zderzyć, z takimi sytuacjami. ...Masz rację
|
|
|  | | pyton357 (125 punktów) | > >...Nie sadzę aby każdy musiał się zderzyć, z takimi sytuacjami. ...> Masz rację  > Wow, jestem racjo-nalistą
|
|
| |  | | adamzwawy (969 punktów) | > Wow, jestem racjo-nalistą  Ja też, ale obawy pozostają.
|
|
| | |  | | pyton357 (125 punktów) | >Ja też, ale obawy pozostają. Spróbuj przemyśleć technikę, jaką zastosował w praktyce i opisał w swej książce "Sztuczki umysłu" Derren Brown, słynny angielski iluzjonista: "Każdy z nas powinien brać udział w kongresach iluzjonistów. Są to nadzwyczajne wydarzenia, które mogą prowadzić zarówno do niekontrolowanej euforii, jak i zdumiewającego przygnębienia. Kiedyś uczestniczyłem w takim kongresie w Llandudno. Nad ranem wracałem do hotelu. Miałem wówczas dość długie włosy i bródkę w stylu chińskiego cesarza, a do tego nosiłem aksamitną marynarkę, kamizelkę i zegarek na łańcuszku. Były to czasy, kiedy wydawało mi się, że mam urok staroświeckiego eleganta, podczas gdy w rzeczywistości wyglądałem jak podróżujący w czasie pedzio. Idąc w stronę hotelu o dziwacznej szkockiej nazwie, zauważyłem, że z naprzeciwka zbliża się do mnie dwoje młodych ludzi. Obydwoje byli mocno wstawieni i głośno się kłócili. Kiedy zdałem sobie sprawę, że mogą się okazać nieprzyjemni, było już za późno, aby przejść na drugą stronę ulicy i usunąć się im z drogi. Kiedy byli już całkiem blisko, musiałem uchwycić w przelocie spojrzenie tego faceta (błąd, jeśli to zrobiłem), gdyż nagle usłyszałem złowieszcze pytanie: "I na co się, k***a, gapisz?", pełne stłumionej f u r i i i wykrzyczane z bardzo bliska przez agresywnego, podpitego Walijczyka. Kątem oka dostrzegłem, że dziewczyna schodzi z chodnika i oddala się od nas. Istnieje pewna stara technika Wing Chun Kung Fu, którą normalnie zastosowałbym bez namysłu. W obliczu zagrożenia kładziesz się na ziemi w pozycji embrionalnej i płaczesz, całując czubek buta agresora. Będąc jednak obdarzony rozumem pozwalającym na rozbrojenie przeciwnika za pomocą techniki dezorientacji, mogłem wypróbować w praktyce nieco mojej teorii. Tłem tego krótkiego procesu myślowego był barwny i wyrazisty mentalny obraz samego siebie, jak pobity i zasztyletowany leżę przy krawężniku. Rozluźniłem się więc i przybrałem ciepły, serdeczny wyraz twarzy. - Mur przed moim domem nie sięga półtora metra - powiedziałem. - Co?! - zapytał tamten po krótkim wahaniu. - Mur przed moim domem nie sięga półtora metra. Ale mieszkałem trochę w Hiszpanii, a musiałbyś widzieć, jakie tam są ogrodzenia. O, takie wysokie - gestykulowałem, wyjaśniając, o jaką wysokość mi chodzi. Teraz pewnie nie posiadacie się z wdzięczności za ten pomysł, ale bądźcie cierpliwi i pozwólcie mi dokończyć. Oto co się stało. Podszedł do mnie osiłek o wysokim poziomie adrenaliny, a jego pytanie: "Na co się gapisz?", jak każda zastraszająca wypowiedź, postawiło go automatycznie w pozycji agresora. Brak bezpośredniej odpowiedzi na jego pytanie zmienił tę sytuację. Moja pewna siebie i życzliwa wypowiedz na temat muru jest sama w sobie całkowicie dorzeczna, ale zupełnie oderwana od kontekstu. Facet musiał rozgryźć, o czym mówię, a czynność ta wprawiła go w ogromną dezorientację. Kiedy dodałem coś więcej na ten sam temat(o Hiszpanii), facet poczuł, że mógłby się połapać, o co chodzi i uwolnić od zakłopotania, ale takie wybawienie nie nadeszło. Był zbity z tropu, oszołomiony i przestał panować nad sytuacją. Doświadczył czegoś w rodzaju spadku poziomu adrenaliny, co sprawiło, że był już do niczego. Konsternacja sprawiła, że stał się również bardzo podatny na sugestię. Wykorzystanie technik dezorientacji w celu zwiększenia czyjejś uległości jest klasycznym manewrem utalentowanych negocjatorów. Polityk wie, że gdy zarzuci słuchaczy lawiną wprawiających w zakłopotanie danych zakończonych podsumowaniem, jest bardziej prawdopodobne, że uwierzą w jego końcowe wnioski, niż gdyby wygłosił je bez takiego wstępu. Sprzedawca wie, że przeciążając klienta informacjami, zwiększa jego gotowość do podążania w narzuconym kierunku* W efekcie posłusznie i z przyjemnością wykonujemy polecenia, jeśli ma nam to przynieść ulgę i uwolnić od zakłopotania. Zanim powrócimy do stanu równowagi, jesteśmy miękką masą w rękach manipulatora. Miałem więc plan, żeby opętać tego faceta tak dalece, aby móc zastosować coś takiego: "No dobra, nie wiem, czy zauważysz, która noga jako pierwsza, prawa czy lewa, przywrze mocno do chodnika, ale na pewno się uwolnisz po kilku minutach. Próbuj tylko z całych sił oderwać stopy od ziemi, a w końcu ci się uda". Domniemanie, że jego stopy mogą przykleić się do podłoża, przyniosłoby mu ulgę w zakłopotaniu, ja zaś odszedłbym spokojnie, patrząc, jak usiłuje się uwolnić. Jak się jednak okazało, takie rozwiązanie nie było potrzebne. Kiedy powiedziałem o hiszpańskich ogrodzeniach, dodałem: - A tutaj są niziutkie! Spójrz! - i wskazałem palcem wznoszący się na wysokość trzech cegieł murek otaczający pobliski ogród. Facet spojrzał na niego i ten ruch utwierdził mnie w przekonaniu, że jestem górą. Odwrócił wzrok z powrotem ku mnie, teraz już wyraźnie załamany, zaklął i z rezygnacją zwiesił głowę. Byłem zdumiony i uradowany, kiedy zaczaj mi opowiadać historię minionej nocy. Zapamiętałem coś o jego dziewczynie, która na przyjęciu uderzyła kogoś butelką. Usiadł na krawężniku, zmartwiony i rozbity, a ja zająłem miejsce obok niego i wydawałem pomruki świadczące o głębokim współczuciu i zrozumieniu. Dziękował mi, kiedy odchodziłem. To było niezwykłe wydarzenie, a ja się ucieszyłem, że doskonalą w teorii technika tak dobrze zadziałała w praktyce. Przedstawiam ją więc jako coś, co warto nosić w pamięci, na wypadek gdybyś znalazł się podobnej sytuacji."
|
|
 | | mad_magician (53 punktów) | > Nie da się wykluczyć takich zachowań.DA SIĘ NA PEWNO OGRANICZYĆ. Wymaga zaangażowania, a także podjęcia odpowiedzialności zarówno przez rodziców jak i szkołę. Modelowanie odpowiednich zachowań i wzmacnianie pozytywnych. > Równie skuteczne (o ile nie skuteczniejsze) i mniej pracochłonne, są tricki psychologiczne znane pod nazwami: omijanie i tłumienie agresora.Mam rozumieć że tak zwany "trick psychologiczny" określony eufemistycznie 'omijaniem' to po prostu ucieczka? Z "tłumieniem agresora" się nie spotkałem. Mógłbym uzyskac jakies szczegóły? Ma to związek z jakąś forma wyparcia? Aha, rzucanie dziwnych, nic nie znaczących nazw, nie jest rozwiązaniem problemu
|
|
|  | | pyton357 (125 punktów) |
>Mam rozumieć że ... to po prostu ucieczka? Zabawne, ale dla praktyków wielu "sztuk walki" jest pierwsze i niejednokrotnie, najważniejsze zalecenie dla adeptów.
>Z "tłumieniem agresora" się nie spotkałem. Mógłbym uzyskac jakies szczegóły? Ma to związek z jakąś forma wyparcia? Odpowiadam autorowi posta, więc nic nie musisz rozumieć, ani tym bardziej domniemywać. Jeśli zechce poznać szczegóły, chętnie udzielę wyjaśnień za pośrednictwem poczty.
|
|
| paranoid (27 punktów) | > Jest taka strona, nie ciekawa dlatego nie zgłosiłem jej jako takiej.> Jest smutna.> nasygnale.(*)92,wiadomosc.html?ticaid=6c165> Mam pytanie do wszystkich, jak wykluczyć tego typu zachowania?> Edukacja?> Kary?> co jeszcze... no nie wiem.> Osobiście jestem bezsilny i bardzo bym chciał by moja córka nie znalazła się w takiej sytuacji!!> Kiedyś widziałem w telewizji reportaż o pewnej dziewczynie, która uciekła z domu. Żeby przeżyć nauczyła się kraść. Jakoś tak się złożyło(nie pamiętam dokładnie jej historii), że trafiła do domu dziecka. Po jakimś czasie udało ją się "nawrócić na dobrą drogę", poszła do szkoły fryzjerskiej. Na pytanie reportera "Czego Ci w domu najbardziej brakowało?" rozpłakała się i powiedziała, że bliskości.
Fakt, że jestem paranoikiem, nie oznacza jeszcze, że cały świat nie sprzymierzył się przeciwko mnie. - Woody Allen
|
|
| Ammet (1428 punktów) | Nie powinno być gimnazjum, to na pewno.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|