>Jaki jest związek między użyciem tego słowa a poszukiwaniem strategii walki z kulturą stadionowej >(i nie tylko stadionowej) nienawiści? Kiedy patrzę na małe dzieci, nie obawiam się słowa >wykluczenie, kiedy patrzę na tłum zwyrodnialców obawiam się, że to słowo jest odrobinę mylące.
Problem chyba jest stary jak świat. Społeczeństwa zasobne w okresach dobrobytu pogrążały się w hedonizmie, czyniąc je łatwym łupem dla barbarzyńskich zuchwalców. Społeczeństwa mniej bogate w okresach stabilizacji gromadziły w sobie potencjał frustracji i jednostkowych nienawiści, które prędzej czy później kanalizowały się w postaci różnych zamieszek, protestów, itp. Nie istnieje równowaga stabilna w ewolucji społeczeństw. Zawsze gdzieś musi nastąpić kres pewnego etapu i zacząć się nowy. A to oznacza wojny, kryzysy, katastrofy. Bo niemożliwe do wyobrażenia jest społeczeństwo, w którym nie narasta jakaś grupa "wykluczonych", w którym nie narasta jakiś konflikt. Możemy budować coraz potężniejsze zapory, ale ta rzeka, ten biologiczny żywioł ukryty pod mylącą nazwą "ludzkość" każdą z nich prędzej czy później zniszczy. Jest czas budowania i czas burzenia, jak uczy Eklezjasta.
|