 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-10-2006 19:24 | Beatus (2528 punktów) | Piękno | Jest tak teoria piękna, która wywodzi się ze średniowiecznej scholastyki - piękne jest wszystko to co istnieje, tylko dlatego że istnieje. Znakiem rozpoznania piękna, jest fakt, że coś budzi w nas upodobanie. Jest jednak tak, że nie wszystko co nas otacza budzi owo upodobanie. Przyczyna tkwi w tym, że aby coś spostrzec (chodzi o użycie adekwatnych środków poznania - zmysły, umysł) w jego właściwym pięknie, musimy to zobaczyć. Tymczasem człowiek ma tendecję aby widzieć to co chce, lub aby zniekształcać owo widzenie. Dopiero więc otwarcie na pełne poznanie pozwala na dostrzeżenie piękna o którym tutaj mowa. Teria ta przypomniała mi się w związku ze specyfiką prowadzenia debat z co niektórymi forumowiczami. Jeśli zastosujemy powyższą teorię piękna do jakiejś teorii lub do systemu myślowego, możemy uznać, że o ile ktoś nie dostrzega jego piękna, to go nie rozumie. Trzeba byłoby najpierw odrzucić nadmierne przywiązanie do swojego poglądu (tak na chwilę) i zupełnie świeżym okiem obejrzeć proponowane rozwiązanie intelektualne. Jeśli zostanie ono poznane w pełni, tj. chyba trzeba powiedzieć zrozumiane, będzie mogłobyć wzbudzić upodobanie. Sądzę, że coś w tym jest. Oczywiście przez upodobanie czy piękno nie rozumiem przyjęcia za prawdę, czy też własną opinię. Jedynie spostrzeżenie wartości, może piękna w sensie - ot jaki ten świat różnorodny, tak też przecież można myśleć. Co o tym sądzicie? Pozdrawiam (Moderatorzy - wybaczcie, nie mam jak sprawdzić pisowni, ale się starałam)
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| placownik (17853 punktów) |
> Jedynie spostrzeżenie wartości, może piękna w sensie - ot jaki ten świat różnorodny, tak też przecież można myśleć. Dobrze koresponduje z tym co napisałaś wyżej fragment wypowiedzi Andrzeja Bogusławskiego w jego wątku pod nieco mylącym tytułem Terminy, pojęcia i definicje w racjonalnych dyskusjach. "Świat (na ile to możliwe) rozumiem bez Boga i nie jest jego idea do niczego mi potrzebną. Jestem natomiast religioznawcą, ponieważ uważam za fascynujące, że ponad 90% ludzkości wierzy w ideę nie mającą odbicia w naturalnie rozumianej rzeczywistości." To rzeczywiście jest fascynujące. I warte poznania, które najlepiej realizuje się w swobodnej dyskusji, pozbawionej zbędnego zacietrzewienia i chęci przekonania za wszelką cenę do swoich, jedynie słusznych racji. Natomiast nie można rezygnować z prób przekonywania teistów, że niczego dobrego nie niesie wychylanie wahadła nietolerancji w stronę przeciwną do tej, w którą było wychylone w czasach PRL. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | >> "Świat (na ile to możliwe) rozumiem bez Boga i nie jest jego idea do niczego mi potrzebną. Jestem natomiast religioznawcą, ponieważ uważam za fascynujące, że ponad 90% ludzkości wierzy w ideę nie mającą odbicia w naturalnie rozumianej rzeczywistości." >To rzeczywiście jest fascynujące. I warte poznania, (...)
"w naturalnie rozumianej rzeczywistości."
Przykro mi to pisać, ale czy nie uważasz, że jest to bardzo arbitralne podejście, że jeśli coś powtarza się regularnie to jest to nazywane naturalnym, a kiedy rzadko i na mniejszą skalę to uważa się to za cud lub wynik halucynacji?
|
|
|  | | zenek | >Przykro mi to pisać, ale czy nie uważasz, że jest to bardzo arbitralne podejście, że jeśli coś powtarza się regularnie to jest to nazywane naturalnym, a kiedy rzadko i na mniejszą skalę to uważa się to za cud lub wynik halucynacji?
Cud to raczej określenie używane przez osoby wierzące w odniesieniu do rzeczy, ktorych one same nie uznają za naturalne. Więc niezupełnie rozumiem o co masz pretensję.
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
>Przykro mi to pisać, ale czy nie uważasz, że jest to bardzo arbitralne podejście, że jeśli coś powtarza się regularnie to jest to nazywane naturalnym, a kiedy rzadko i na mniejszą skalę to uważa się to za cud lub wynik halucynacji?
Jeżeli uważasz, że idee których głoszenie przypisywane jest Chrystusowi mają odbicie w naturalnie rozumianej rzeczywistości głównie w formie cudów, to kopiesz katolicyzmowi grób. Jak wygląda wstępowanie do tego grobu możesz prześledzić na przykładzie Irlandii lub Hiszpanii. Duchowość katolicka w tych krajach była bardzo podobna do polskiej. Bazowała na obrzędowości, była bardzo ludowa i aintelektualna. Dzisiaj kościoły w tych krajach zaczynają świecić pustkami, a w tych które jeszcze funkcjonują, pustką zaczynają świecić konfesjonały. Nie powiem żeby mnie to specjalnie martwiło. Jednak w Polsce z racji znacznie niższego poziomu życia to schodzenie do grobu może mieć bardziej niszczące skutki.
Z Tobą mogę podyskutować o tym jak rozumiesz przylgnięcie duszy do Chrystusa jako miarę człowieczeństwa. Od członkini Rodziny Radia Maryja mogę co najwyżej dostać w łeb parasolką. Dla niej takie dyskusje to jakieś zbędne i szkodliwe wynaturzenie. Od dyskusji jest jej alfa i omega Ojciec Dyrektor. Gdyby jeszcze swoją sterowaną aktywność ograniczała do sfery religii. Ale nie. Ojciec Dyrektor potrafi zmobilizować swoją trzódkę również do aktywności przy urnie i to wedle swojego widzimisię. Wczoraj faworytem była LPR, dzisiaj PiS, jutro może być nim jakiś inny, bardziej hojny lub bardziej pewny donator. A płacić w gruncie rzeczy będziemy my wszyscy. Niezależnie od wyznania. Jednako ci którzy wierzą w cuda jak i ci którzy traktują je jako wynik zbiorowej halucynacji.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | Chyba właśnie o coś w rodzaju takiej odezwy mi chodziło. Człowiek jest na tyle pokrętną istotą, że potrafi chcieć poznawać dla samego poznawania, bez widoków na jakiekolwiek zyski. Korzystajmy więc z tej pokrętnej natury, zamiast głosić jedyną prawdę pozostając głuchymi na wszystko co inne. Wpajano mi przez lata na uczelni, aż w to uwierzyłam, a później ja wpajałam to młodym ludziom. Wiedza dla wiedzy, po prostu. Bogactwo wewnątrz, a dopiero później korzyści zewnętrzne. >To rzeczywiście jest fascynujące. I warte poznania, które najlepiej realizuje się w swobodnej dyskusji, pozbawionej zbędnego zacietrzewienia i chęci przekonania za wszelką cenę do swoich, jedynie słusznych racji. Tak właśnie sądzę, w pierwszej kolejności poznać. Zastanowić się. Później dopiero przekonywać i to wcale nie koniecznie. >Natomiast nie można rezygnować z prób przekonywania teistów, że niczego dobrego nie niesie wychylanie wahadła nietolerancji w stronę przeciwną do tej, w którą było wychylone w czasach PRL. Na tym forum z owym wahadłem bywa różnie. Niektóre wypowiedzi są obraźliwe dla teistów inne dla ateistów. Sama jestem teistką, ale nie widzę powodu dla którego miałabym nie znać poglądów i argumentacji ateistów. Znając niektórych z tutejszych forumowiczów przewiduję już ewentualne pytanie. Skoro jesteś teistką, to dlaczego piszesz na tym forum? Odpowiedz jest bardzo prosta. Po pierwsze nie znam lepszego forum naukowego, a właśnie naukowe mam zacięcie i fascynacje. Po drugie, bardziej skomplikowane. Próbowałam podyskutować na innych forach mieniących się jako naukowe lub humanistyczne. Problem w tym, że są one z reguły pod jakimś katolicko-akademickim wyzwaniem. Jeśli napiszę tam, że coś mi się z Bogiem nie zgadza, a nie daj Boże, że Boga nie ma, to mnie zaraz wyrzucają albo przynajmniej wszyscy i jednogłośnie krytykują. Tutaj dla odmiany, jeśli napiszę że Bóg istnieje otrzymuję: 2 odpowiedzi - bzdura, bez sensu, 3 odpowiedzi - a jakie masz na to dowody i 5 odpowiedzi - podyskutujmy o tym. Wniosek z tego prosty. Mimo wszystko więcej tutaj tolerancji niż czystego antyklerykalizmu. I za to chwała dyskutantom, a przede wszystkim moderatorom. Pozdrawiam
|
|
|  | | IQ955 (2355 punktów) | > Wiedza dla wiedzy, po prostu. Bogactwo wewnątrz, a dopiero później korzyści zewnętrzne.Przeczytawszy - w pierwszym momencie wpadłem w cielęcy zachwyt (co wyraziło się plusikiem  ), jednak po chwili oprzytomniałem i... 1. "Wiedza dla wiedzy" to (w tym sformułowaniu i moim zdaniem, aby się nikt nie czepiał  ) chyba trochę frazesik. Zdobywanie wiedzy jest dosyć męczące, więc trzeba mieć jakąś motywację, aby to robić. Zgoda, że nie musi to być wypłata w twardej walucie, ale już akceptacja środowiskowa, poczucie własnej wartości, ciekawość, zaspokojenie głodu (jeśli się wpadło w taki nałóg) czy nawet pewien... "element ludyczny" (nazwijmy to sobie ) - mogą już być takimi motywacjami. To po pierwsze. 2. A po drugie... "Bogactwo wewnątrz, a dopiero później korzyści zewnętrzne". Brzmi ślicznie, ale: • Dlaczego nie równocześnie? • Dlaczego jednak później te korzyści zewnętrzne? • Co to są, według Ciebie, te "korzyści zewnętrzne"? • Dlaczego samo bogactwo wewnętrzne nie wystarcza? 3. A po trzecie - to bogactwo wewnętrzne z korzyściami zewnętrznymi czasem się może i pogodzi, ale przeważnie to żyją ze sobą, jak pies z kotem. Bogactwo wewnętrzne częściej zapewnia stosy (palące się, a nie pieniędzy!), wyśmiewanie, zaszczuwanie, biedę i samotność niż przyjemności tego świata. Historia nauki i sztuki dostarcza dość przykładów; znasz je zapewne. Dopiero później wylewa się krokodyle łezki. 4. A na dodatek (to już nie tak całkiem poważnie  ) można z głupia frant zapytać, czy człowiek mądrzejszy jest szczęśliwszy, i czy lepiej być mądrym, czy szczęśliwym. P.S. Nie fatyguj się... Nie masz nawet pojęcia jak zazdroszczę zadowolonym z siebie głupawym ludziom 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| |  | | Beatus (2528 punktów) | > Przeczytawszy - w pierwszym momencie wpadłem w cielęcy zachwyt (co wyraziło się plusikiem ), jednak po chwili oprzytomniałem i...No to mi odejmij, przecież jest taka opcja. Nie pogniewam się przecież, skoro to pomyłka. > 1. "Wiedza dla wiedzy" to (w tym sformułowaniu i moim zdaniem, aby się nikt nie czepiał ) chyba trochę frazesik. Zdobywanie wiedzy jest dosyć męczące,Dobrze, może tak - człowiek ze swojej natury jest ciekawy świata. Ta właśnie ciekawość pcha go już jako raczkującego malucha do chęci poznawania. Przez wiedza dla wiedzy, rozumiem pozostawienie w sobie owego dziecięcego i naturalnego dla naszego rodzaju pędu. To wszystko. > 2. A po drugie... "Bogactwo wewnątrz, a dopiero później korzyści zewnętrzne". Brzmi ślicznie, ale:A no dlatego, że to się baaaardzo opłaci na długą metę. Przynajmniej moim zdaniem. > • Dlaczego nie równocześnie?> • Dlaczego jednak później te korzyści zewnętrzne?Jeśli poznając jesteśmy zorientowani na cel, działamy wybiórczo. Poznajemy tylko to co do owego konkretnego celu nas prowadzi. Jeśli cel nie jest priorytetem poznajemy po drodze okolice. Dzięki temu, gdy już dotrzemy do celu: a)dysponujemy pełniejszym materiałem, b)mamy naddatki, które przydadzą się w innych okolicznościach. > • Co to są, według Ciebie, te "korzyści zewnętrzne"?Korzyści zewnętrzne to behawior. Jeść, spać, rozmnażać się, mieć lepsze mieszkanie, tj. niszę ekologiczną do powielania genów. > • Dlaczego samo bogactwo wewnętrzne nie wystarcza?Bo musimy jeść i spać. Bo nasze geny lubią się powielać i my mamy mało do gadania w tej sprawie. Bo generalnie nam się wydaje, że żyć wygodniej jest lepiej. > 3. A po trzecie - to bogactwo wewnętrzne z korzyściami zewnętrznymi czasem się może i pogodzi, ale przeważnie to żyją ze sobą, jak pies z kotem. Bogactwo wewnętrzne częściej zapewnia stosy (palące się, a nie pieniędzy!), wyśmiewanie, zaszczuwanie, biedę i samotność niż przyjemności tego świata. Historia nauki i sztuki dostarcza dość przykładów; znasz je zapewne. Dopiero później wylewa się krokodyle łezki.Geniusze to z reguły trudne osobowości. Mają ze światem na pieńku. Taka ich uroda. Jednak tacy jak ja, którym do geniuszu daleko, potrafią godzić owe korzyści. Przykład, duża wiedza zwiększa poczucie własnej wartości. Człowiek z dużym poczuciem własnej wartości lepiej wypada na rozmowach kwalifikacyjnych o pracę. > 4. A na dodatek (to już nie tak całkiem poważnie ) można z głupia frant zapytać, czy człowiek mądrzejszy jest szczęśliwszy, i czy lepiej być mądrym, czy szczęśliwym.> P.S. Nie fatyguj się... Nie masz nawet pojęcia jak zazdroszczę zadowolonym z siebie głupawym ludziom  Bez fatygi, tylko słowa poparcia. Lepiej być szczęśliwym i głupim okropnie. Tylko czy my mamy na to jakiś wpływ? Nie da się sobie z kory mózgowej ująć i do płatów czołowych dodać. Przynajmniej nie na tym poziomie rozwoju medycyny. Ale niech ci co uważają inaczej wymyślą na to sposób, to się zapiszemy do nich w kolejce.  Pozdrawiam
|
|
| | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > No to mi odejmij,Ani myślę. Z całego serca popieram, tylko z zastrzeżeniami.  > człowiek ze swojej natury jest ciekawy świata.Jak który i jak kiedy... > A no dlatego, że to się baaaardzo opłaci na długą metę.Boltzman i Turing na przykład skończyli samobójstwem. Może to i jakiś zysk... > Przynajmniej moim zdaniem.A, to w porządku. > Korzyści zewnętrzne to behawior. Jeść, spać, rozmnażać się, mieć lepsze mieszkanie, tj. niszę ekologiczną do powielania genów.Ta nisza, to także poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości, a mądrość raczej temu nie sprzyja... > Bo nasze geny lubią się powielać i my mamy mało do gadania w tej sprawie. Bo generalnie nam się wydaje, że żyć wygodniej jest lepiej.Nie dałbym za to głowy, nawet gdyby Ci sie przydała...  > Człowiek z dużym poczuciem własnej wartości lepiej wypada na rozmowach kwalifikacyjnych o pracę.No, nie! Tylko nie to!! Mądrość na usługach prostytucji!!??  > Ale niech ci co uważają inaczej wymyślą na to sposób, to się zapiszemy do nich w kolejce. Ja już Ci wczesniej napisałem, że do przeróbek się zgłaszam, więc zamówiłem kolejkę przed Tobą! 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > >człowiek ze swojej natury jest ciekawy świata.> Jak który i jak kiedy...Normalny człowiek, którego nie dosięgło nic co mu w głowie ostatecznie poprzewracało. Kowalski w czystej formie. Ta ciekawość jest rozmaicie kanalizowana. Jeden zgłębi zaciekle wiedzę o nowych wersjach BMV, inny o najnowszych dokonaniach fizyki teoretycznej. > Boltzman i Turing na przykład skończyli samobójstwem. Może to i jakiś zysk...Ponoć wszystko w nadmiarze szkodzi. Nawet marchewka. Na poważnie, czytałam kiedyś, że ludzie mający powyżej 150IQ generalnie nie mają się dobrze. (Wiem wszystko co trzeba o umowności idei i testów na IQ). Ponoć takie osoby mają problemy tak emocjonalne jak i zdrowotne. Jakby sama natura broniła się przed takimi. Są to dane statystyczne. Wiem, że Schwarzeneger ma 160 i zdrowo wygląda. > Ta nisza, to także poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości, a mądrość raczej temu nie sprzyja...Ja myślę, że mądrość sprzyja stanowiskom pomiędzy. Wszelakim stanowiskom. Mądry wie, że są od niego mądrzejsi i głupsi. Wydaje mi się jednak, że spory zasób wiedzy i doświadczeń idzie w parze z tendencją do częstszego przyglądania się światu i mniejszego ingerowania weń. Np. nasi politycy. Ludzie, którzy chcą być na świeczniku i chcą integrować. A ilu tam matołków. Mamy przecież w tym kraju osoby światłe, ale one jakoś wolą w wolnym czasie pojechać do lasu niż fotografować się do gazet. Chyba trochę uprościłam. Więcej niż jeden czynnik wpływa na potrzebę rządzenia. No ale taki pomysł pod rozwagę. > >Bo nasze geny lubią się powielać i my mamy mało do gadania w tej sprawie. Bo generalnie nam się wydaje, że żyć wygodniej jest lepiej.> Nie dałbym za to głowy, nawet gdyby Ci się przydała...  A to dlaczego? Możesz rozwinąć? > >Człowiek z dużym poczuciem własnej wartości lepiej wypada na rozmowach kwalifikacyjnych o pracę.> No, nie! Tylko nie to!! Mądrość na usługach prostytucji!!??Dobra. Człowiek z dużym, nie za wielkim jednak, poczuciem własnej wartości, częściej podejmuje ryzyko, dzięki temu ma większe szanse na takie zorganizowanie sobie życia jakie jemu indywidualnie odpowiada. Rodzaje ryzyka, które mam na myśli: wyjazd ze wsi do obcego dużego miasta aby studiować, zmiana pracy, większa łatwość w nawiązywaniu kontaktów z innymi, obecnie na czasie - opuszczenia naszego pięknego kraju i znalezienie lepszego miejsca do życia. > Ja już Ci wcześniej napisałem, że do przeróbek się zgłaszam, więc zamówiłem kolejkę przed Tobą!  Będę pamiętać Pozdrowienia,
|
|
| | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Normalny człowiek, którego nie dosięgło nic co mu w głowie ostatecznie poprzewracało.Coś sporo tych "poprzewracanych"... > Jeden zgłębi zaciekle wiedzę o nowych wersjach BMV, inny o najnowszych dokonaniach fizyki teoretycznej.Masz na myśli samochody BMW? Bayerische Motor Werke, Bayerische Mist Wagen (po bawarsku " Boarische Myst Wuog'n), Bedziesz Miał Wydatki.  > Ponoć wszystko w nadmiarze szkodzi. Nawet marchewka.Z groszkiem też? > Na poważnie,...Też poważnie. Wydaje mi się, że to o czym piszesz jest szczególnym przypadkiem ogólniejszej prawidłowości. Jeśli czytałaś "Krainę ślepców" H. G. Wellsa - wszystko chyba jasne. Jeśli nie - polecam (jak zresztą prawie całego Wellsa). Jeśli nie masz ochoty się za to brać - streszczenie (dość wątłej i pretekstowej) fabułki oraz mój komentarz znajdziesz tutaj: www.marekczeszek.com AdRem!, No. VIII, artykuł "Jednooki król". > Ja myślę, że mądrość sprzyja stanowiskom pomiędzy.Skłonny byłbym się z tą tezą zgodzić pod warunkiem, że nie będziemy się jej zbyt kurczowo trzymać. Potrafiłbym chyba wystawić sobie sytuacje, kiedy to zajęcie dość skrajnego stanowiska mogłoby być mądrym posunięciem. > Wydaje mi się jednak, że spory zasób wiedzy i doświadczeń idzie w parze z tendencją do częstszego przyglądania się światu i mniejszego ingerowania weń.Smutnawe to nieco, zwłaszcza w zestawieniu z powiedzonkiem: "Mądrzejszy zawsze ustępuje... I dlatego ten świat tak wygląda."> Mamy przecież w tym kraju osoby światłe, ale one jakoś wolą w wolnym czasie pojechać do lasu niż fotografować się do gazet.Przysłowie mówi: "Osioł lubi słuchać swojego ryku"> Chyba trochę uprościłam.Chyba wiem, o czym piszesz. Myślę podobnie. > A to dlaczego? Możesz rozwinąć?Proszę. Ale krótko. Najprościej chyba tak, że kiedy patrzę wstecz na moje życie, to dostrzegam, bardzo słabą (albo wręcz żadną!) korelację między wygodą, a zadowoleniem z życia. > opuszczenia naszego pięknego kraju i znalezienie lepszego miejsca do życia.Wiesz, że korespondujesz z emigrantem? Poza tym nie odpwiedziałaś mi na pytanie. Mnie tak frustrują te rozmowy kwalifikacyjne i cała ta sfera walki o stołki, wyścigu szczurów etc. Przecież to... Niestety... Od kiedy ustaliliśmy Twoją płeć nie mogę się wyrażać niecenzuralnie. A szkoda!  > Ja już Ci wcześniej napisałem, że do przeróbek się zgłaszam, więc zamówiłem kolejkę przed Tobą!  > Będę pamiętać.No,no... To Ty jednak też w tej kolejce? Z Twoją agresją, witalnością i temperamentem też Ci nie całkiem "cacy"? Czy Ty mnie aby ździebełko nie podkłamujesz? 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Masz na myśli samochody BMW?Tak, ale ja w przeciwieństwie do ciebie nie nam się na samochodach wcale.  > Też poważnie. Wydaje mi się, że to o czym piszesz jest szczególnym przypadkiem ogólniejszej prawidłowości. Jeśli czytałaś "Krainę ślepców" H. G. Wellsa - wszystko chyba jasne. Jeśli nie - polecam (jak zresztą prawie całego Wellsa). Jeśli nie masz ochoty się za to brać - streszczenie (dość wątłej i pretekstowej) fabułki oraz mój komentarz znajdziesz tutaj:> www.marekczeszek.com AdRem!, No. VIII, artykuł "Jednooki król".Wells należy do tych klasyków o których wiem, że trzeba przeczytać ale jeszcze tego nie zrobiłam. W końcu przeczytam. > "Mądrzejszy zawsze ustępuje... I dlatego ten świat tak wygląda."> Przysłowie mówi: "Osioł lubi słuchać swojego ryku"No, no przysłowiowy klimat cię dopadł. Wydaje mi się, że trochę jest tak, że jeśli ktoś jest w stanie jedną sytuację rozpatrzyć z 5 stron i na 6 sposobów, a taka umiejętność jakiejś tam mądrości wymaga. Więc ktoś taki, domniemuje jednocześnie, że pozostały strony i sytuacje, których i on nie dostrzegł. W rezultacie jest to skłonność do jednoznacznej oceny jest mniejsza niż osoby widzącej czarno biało. Powstrzymanie się od oceny wiąże się z kolei z odroczeniem działania. Można też dojść do wniosku: "ale jakie ma to znaczenie wobec wieczności". Na takiej zasadzie ci bardziej rozgarnięci często okazują się jednocześnie bardziej bierni. > Proszę. Ale krótko. Najprościej chyba tak, że kiedy patrzę wstecz na moje życie, to dostrzegam, bardzo słabą (albo wręcz żadną!) korelację między wygodą, a zadowoleniem z życia.Podałam taki najprostszy przykład. Indywidualnie wszystko zależy od systemu wartości. W gruncie rzeczy pieniądze niby szczęścia nie dają, ale też nie muszą go odbierać. Zależy. Jeśli one po prostu są, są jednocześnie środkiem, który można wykorzystać do organizowania sobie życia wg własnego uznania. Jeśli zaś trzeba całe życie podporządkować ich zdobywaniu, wszystko się zmienia. Z środka stają się celem i nic dobrego z tego nie wynika. > Wiesz, że korespondujesz z emigrantem?Jeśli można wiedzieć, gdzie wyemigrowałeś? > Poza tym nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Mnie tak frustrują te rozmowy kwalifikacyjne i cała ta sfera walki o stołki, wyścigu szczurów etc.Z tym jest, moim zdaniem, tak samo jak z w.w. pieniędzmi. Jeśli zrobimy sobie równanie ja=moja praca, moja praca=prestiż społeczny, prestiż społeczny=stanowisko i pieniądze, to łatwo po wymianie elementów dochodzimy do wniosku ja=stanowisko i pieniądze. Wcale nie trzeba tak żyć. Można ja=praca+rodzina+przyjaciele+hobby+mój kot+spacer po jesiennym parku+wiele innych rzeczy. Wtedy wychodzi, że jeśli praca=1/2rodziny+1/10przyjaciół+(-hobby)+(-spacer)+(-wile innych spraw) to mnie się taka praca nie kalkuluje. Zmieniamy więc podejście do pracy i szukamy takiej, która spełnia nam warunek praca=hobby, lub po prostu nie ingeruje w całą resztę tego co składa się na ja, a przynajmniej ingeruje w minimalnym stopniu. Dodam, że kto szuka ten znajdzie. Nie dziś to jutro. Jak dla mnie poszukiwanie lepszej pracy nie oznacza koniecznie, poszukiwania pracy lepiej płatnej, prestiżowej, czy lepszej niż ma sąsiad lub szwagier. Może oznaczać po prostu poszukiwanie takiego zajęcia, które umożliwi realizowanie się we wszystkich przez siebie ustalonych jako ważne płaszczyznach. Z nieba nikomu nie spada, więc pracować trzeba. Trzeba chyba też mieć kontrolę nad tym za ile (nie koniecznie w sensie materialnym) pracujemy. Szukać wersji optymalnej dla siebie. > Niestety... Od kiedy ustaliliśmy Twoją płeć nie mogę się wyrażać niecenzuralnie. A szkoda!  Gdybym była feministką, oskarżyłabym cię o seksizm. Na szczęście nie jestem. Używania niecenzuralnych określeń zabraniają zasady tego forum. Więc nie tylko ja stoję na przeszkodzie. > No,no... To Ty jednak też w tej kolejce? Z Twoją agresją, witalnością i temperamentem też Ci nie całkiem "cacy"? Czy Ty mnie aby ździebełko nie podkłamujesz?  Nie, nie. Najpierw mówiliśmy o przeróbce eliminującej agresję. Ty się zgłaszasz, a ja nie. Teraz była mowa o wymianie punktów IQ na punkty szczęścia. I tutaj się zgłaszam. Poza tym, jeśli ktoś jest w pełni zadowolony z siebie i swojego życia, to znaczy, że właśnie wziął działkę niezłego towaru. Poza tą sytuacją, wszyscy ludzie mają jakieś tam wizje ulepszenia siebie, otoczenia, świata. I to jest ok. Pozdrawiam ps. Marku, nie punktuj mnie bo nie wiem za co i mi głupio.  Ja chyba źle znoszę komplementy.
|
|
| | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Tak, ale ja w przeciwieństwie do ciebie nie nam się na samochodach wcale.  Wiesz, ja też sie tym zbytnio nie interesuję. Ale tak z ręką na sercu, to trochę pewnie ze względów finansowych, bo to, czym bym sobie chetnie pojeździł - jest stanowczo poza moim zasięgiem. Trochę chyba jestem jak ten lis z bajki, co to nie mógł dosięgnąć winogron i mówił, że są pewnie kwaśne...  > Wells należy do tych klasyków o których wiem, że trzeba przeczytać ale jeszcze tego nie zrobiłam. W końcu przeczytam.Narażając się na zarzut nudziarstwa - polecam jeszcze raz i to nie tylko ze względu na zawartość treściową, ale jakiś czarujący (przynajmniej dla mnie) klimat ówczesnej Anglii. Opowiadania Wellsa zastąpiły mi w dzieciństwie książki o Winettou - może stąd mi zostało... > No, no przysłowiowy klimat cię dopadł.Jesień...  > Na takiej zasadzie ci bardziej rozgarnięci często okazują się jednocześnie bardziej bierni.To jakoś koresponduje z tym, co pisaliśmy o ludziach lękliwych. Poza tym bystrzejsza obserwacja dostarcza chyba więcej powodów do zniechęcenia tym najlepszym ze światów. Ale smutnawe to wszystko jakoś - podtrzymuję. > Indywidualnie wszystko zależy od systemu wartości. Ze środka stają się celem i nic dobrego z tego nie wynika.Święte słowa, tyle, że system wartości mieć, a móc go praktykować to (niestety) dwie dosyć różne rzeczy. Zauważyłem także, że ludzie na pewnym poziomie starają się instynktownie (trochę może nawet przekornie) lekceważyć status majątkowy zarówno swój, jak i innych. To chyba zdrowy objaw. Być może zainteresują Cie te dwa linki: www.marekczeszek.com AdRem! No. III - Temat miesiąca - "Szok" oraz AdRem! No. VI - Temat miesiąca - "Gabinet osobliwości" - "Opakowanie, czyli na przełęczach nonsensu" > Jeśli można wiedzieć, gdzie wyemigrowałeś?Zewnętrznie do Niemiec, a wewnętrznie do świata, o którym Ci już nieco wspominałem  > Jeśli zrobimy sobie równanie ja=moja praca, moja praca=prestiż społeczny, ...Wiesz, ja znam też inne równanie: czas to pieniądz, pieniądz to grunt, grunt to ziemia, ziemia to matka, matka to anioł, anioł to stróż, a stróż to cieć. Ergo - czas to cieć.  Ale z Twoim wywodem - w większości zgoda. > Dodam, że kto szuka ten znajdzie. Nie dziś to jutro.To dla mnie zbytni optymizm. Dlatego było, że "w wiekszości" zgoda. Sa i inne czynniki: walory indywidualne, presja środowiskowa, wiek, nieuczciwość pracodawców (łagodnie mówiąc), różne inne zawirowania życiowe. Bywa, niestety, różnie... > Może oznaczać po prostu poszukiwanie takiego zajęcia, które umożliwi realizowanie się we wszystkich przez siebie ustalonych jako ważne płaszczyznach.Pan Albert Einstein w biurze patentowym oraz pan Benedykt Spinoza szlifujący soczewki byli uprzejmi posłużyć Ci tu za błyskotliwe przykłady. Tyle, że pracując w takich "cichych kącikach" masz małe możliwości oddziaływania na rzeczywistość. Wymienieni wyżej panowie - to raczej wyjątki niż reguła. > Z nieba nikomu nie spada, więc pracować trzeba.Jeśli dodasz "przeważnie" - zgoda. Przepraszam bardzo, ale jeszcze jeden link: www.marekczeszek.com AdRem! No. V - Esej - "Praca" - dokładnie o tym! > Gdybym była feministką, oskarżyłabym cię o seksizm. Na szczęście nie jestem.No, nie!!!! Jeżeli powstrzymanie się w obecności płci pięknej od wulgaryzmów to jest antyfeminizm i seksizm - to jak jest poprawnie??!! Kląć??!!!  A nie przyszło Ci do głowy, że jestem z tej wymierającej rasy, którą rodzice w domu tego nauczyli? > Używania niecenzuralnych określeń zabraniają zasady tego forum. Więc nie tylko ja stoję na przeszkodzie.Zasady forum mogę ostatecznie przekroczyć narażając się na bana. Zasad dobrego wychowania - NIGDY! > Nie, nie. Najpierw mówiliśmy o przeróbce eliminującej agresję. Ty się zgłaszasz, a ja nie. Teraz była mowa o wymianie punktów IQ na punkty szczęścia. I tutaj się zgłaszam.No, niezupełnie tak; ja miałem na myśli przeróbkę totalna i doskonałą  Ale Twoje wyjaśnienie mnie satysfakcjonuje. > Marku, nie punktuj mnie bo nie wiem za co i mi głupio.Jeśli nie wiesz za co - to za to, że (od czasu, kiedy udało mi się powstrzymać Twoja furię z powodu "Basia"  ) - całkiem przyjemnie się z Tobą gawędzi. Mogę dalej punktować, czy mam zakaz? ( Nota bene - ta punktacja to chyba lekka głupotka; co właściwie ocenia i czemu służy?)
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > >Na takiej zasadzie ci bardziej rozgarnięci często okazują się jednocześnie bardziej bierni.> To jakoś koresponduje z tym, co pisaliśmy o ludziach lękliwych.Nie do końca. Jeśli ktoś rezygnuje z obrony swego ponieważ się boi konsekwencji - jest lękliwy. Jeśli zaś powodem rezygnacji jest powątpiewanie w słuszność lub skuteczność obrony - jest rozsądny. > Święte słowa, tyle, że system wartości mieć, a móc go praktykować to (niestety) dwie dosyć różne rzeczy. Zauważyłem także, że ludzie na pewnym poziomie starają się instynktownie (trochę może nawet przekornie) lekceważyć status majątkowy zarówno swój, jak i innych. To chyba zdrowy objaw.Tak, jeśli taki objaw istnieje, jest bardzo dobry. Wydaje mi się, że ludzie o ile są dla siebie atrakcyjni jako osobowości, nie potrzebują protez w postaci dodatkowych atrakcji aby chcieć i móc utrzymywać ze sobą kontakty w najlepszym tego słowa rozumieniu. > Być może zainteresują Cie te dwa linki:Przepraszam, ale przeczytam później. Sądzę, że kole soboty. Dzięki. > Zewnętrznie do NiemiecNie przepadam za tym krajem. Jest dla mnie jakiś za bardzo poukładany, bez polotu, fantazji. Z drugiej strony bardzo lubię Eddę i Goethego. Jednak jakbym miała gdzieś się przeprowadzić, chyba najbardziej odpowiadałaby mi Grecja albo wschodnia Ukraina. > , a wewnętrznie do świata, o którym Ci już nieco wspominałem  Emigracja wewnętrzna nasuwa nieodparte skojarzenie z osamotnieniem światopoglądowym. Mam nadzieję, że aż tak źle nie jest. > To dla mnie zbytni optymizm.Mnie się z kolei wydaje, że jeśli nie ma wystarczającej ilości danych, lub jest ich zbyt duża różnorodność aby wszystkie brać pod uwagę, należy wybierać wersję optymistyczną. Tylko dlatego, że świat rysuje się wtedy w lepszych barwach. Ja wiem, że jeśli w rezultacie wyjdzie źle, człowiek czuje się zawiedziony. Jednak raz wyjdzie źle, innym razem dobrze, a ten cały czas pomiędzy można spędzić na zamartwianiu się i postawie "nic mi się nie uda, wszystko jest bez sensu, albo na postawie dokładnie przeciwnej. Większość życia to przecież ten czas pomiędzy. Z biegiem czasu okazuje się, że sukcesy nie były tak spektakularne jak się wydawało, a porażki aż tak tragiczne. Zaś sposób przeżywania czasu pomiędzy rysuje się jako barwa właściwa przeszłego życia. > Dlatego było, że "w większości" zgoda. Są i inne czynniki: walory indywidualne, presja środowiskowa, wiek, nieuczciwość pracodawców (łagodnie mówiąc), różne inne zawirowania życiowe. Bywa, niestety, różnie...Ćwiczenie na optymizm. Podaj mi taką samą liczbę czynników, które zwiastują powodzenie przedsięwzięcia. Ponoć realizm to właśnie umiejętność dostrzegania jednocześnie pozytywów i negatywów z tą samą siłą. > Pan Albert Einstein w biurze patentowym ... to raczej wyjątki niż reguła.Podaj mi dane liczbowe, badania społeczne, tzw. twarde fakty, wtedy może ci uwierzę. Nie wcześniej. > No, nie!!!! Jeżeli powstrzymanie się w obecności płci pięknej od wulgaryzmów to jest antyfeminizm i seksizm - to jak jest poprawnie??!! Kląć??!!!  Nie. Po prostu nasunęło mi się skojarzenie. Jest taka pani wojująca feministka, nie pamiętam nazwiska, swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim niekonwencjonalnym zachowaniem właśnie w takim guście. Np. ponoć kiedyś na wstępie wywiadu telewizyjnego ucałowała rozmówcę w rękę. Chciała pokazać jak głupi jest ten gest. Pani trochę "oszołom", ale różnorodność świata jest przecież jego zaletą. > A nie przyszło Ci do głowy, że jestem z tej wymierającej rasy, którą rodzice w domu tego nauczyli?Wyobraź sobie, że gdyby ktoś zadał mi pytanie wprost, jak sądzę dlaczego tak napisałeś, w pierwszym rzędzie stawiałabym właśnie na zasady wynikające z wychowania czy tzw. kultury bycia. A to dlatego, że piszesz zaimki osobowe z dużej litery. Ja ciągle o tym zapominam, ale wiem, że to bardzo eleganckie. > Jeśli nie wiesz za co - to za to, że (od czasu, kiedy udało mi się powstrzymać Twoja furię z powodu "Basia" )Jaką tam furię? Takie tam, przekomarzanie. - całkiem przyjemnie się z Tobą gawędzi. Dzięki i na wzajem. Ja jeśli kogoś punktuje, to piszę mu za co. Taki wyraz uznania. Chyba nie służy niczemu więcej. > ta punktacja to chyba lekka głupotka; co właściwie ocenia i czemu służy?)Ja czasem z niej korzystam, ale nie myślałam, że ma wartość oceniającą, raczej informującą. Jeśli widzę, że ktoś ma dużo punktów, pozwalam sobie na skróty myślowe, typu - tak ujęłaby to Treska, jeśli ma mało lub wcale - wyjaśniam dookoła. Czasem też, jeśli chcę odpowiedzieć komuś na jakieś pytanie, sprawdzam wybiórczo co pisał w innych wątkach, w jakich bierze udział i jakie zaczyna. Mogę się zorientować w jakiej dziedzinie jest biegły, co go interesuje i dostosować treść jak i formę. Czasem, jeśli czyjeś wypowiedzi mnie zainteresują, czytam inne jego wątki na zasadzie: o ciekawy człowiek, warto poznać bliżej. Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Jeśli ktoś rezygnuje z obrony swego ponieważ się boi konsekwencji - jest lękliwy. Jeśli zaś powodem rezygnacji jest powątpiewanie w słuszność lub skuteczność obrony - jest rozsądny.No, i sama widzisz. Jak chcesz - to potrafisz! Gdybyś podała takie porządne definicje w wątku o agresji - nie byłoby połowy tego całego ględzenia. A tak na marginesie - potrafisz nazwać jakąś konkluzję tego wątku? Bo ja - nie za bardzo.  > Tak, jeśli taki objaw istnieje, jest bardzo dobry.Na razie to jakieś marniutkie kiełki. Ale poczekajmy... > protezO, to to! > Sądzę, że kole soboty.Masz jeszcze niecałe dwie godziny.  > Nie przepadam za tym krajem. Jest dla mnie jakiś za bardzo poukładany, bez polotu, fantazji.Przepraszam, ale wygląda mi to na mieszankę "wiedzy turystycznej" i polskich kompleksików.  > najbardziej odpowiadałaby mi Grecja albo wschodnia Ukraina.Oczywiście, każdy ma takie marzenia (nie fatyguj się - Norwegia, Kanada, Alaska, Czukotka etc.) Trochę się po świecie obijałem, troche tez poznałem ludzi zewsząd i wydaje mi się, że po prostu: "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" (jak powiedział żołnierz radziecki  .) > nieodparte skojarzenie z osamotnieniem światopoglądowym.Bardzo ciekawe - nigdy o tym nie pomyśłałem. Raczej składałem to na karb charakteru, lub historii życia. Ale coś w tym jest. > Mam nadzieję, że aż tak źle nie jest.Jest. Ale miałem czas sie przyzwyczaić. > należy wybierać wersję optymistyczną. Tylko dlatego, że świat rysuje się wtedy w lepszych barwach.Hmm... "Bo to, wicie panocku, musom być takie i takie" jak mawiał pewien straaaśnie mondry gazda. Osobiście, życzyłbym Ci, aby wnętrze Twojego samochodu zaprojektował radosny optymista, a system hamulcowy - najgorszy możliwy czarnowidz. > Ćwiczenie na optymizm. Podaj mi taką samą liczbę czynników, które zwiastują powodzenie przedsięwzięcia.Koterie, zniechęcenie, choroby, kryzysy ekonomiczne, nadmiar rąk do pracy, likwidacja miejsc pracy przez postęp techniczny, biurokracja, nałogi, brak wiary w przyszłość, wrodzone lenistwo... Chyba oblałem... > Ponoć realizm to właśnie umiejętność dostrzegania jednocześnie pozytywów i negatywów z tą samą siłą.Chyba masz rację, ale na szczęście realizm jeszcze na razie nie jest obowiązkowy.  > Podaj mi dane liczbowe, badania społeczne, tzw. twarde fakty, wtedy może ci uwierzę. Nie wcześniej.No, a skąd miałbym je wziąć? Nikt przecież nie rejestruje bezpośrednio ludzkich ambicji. Najprościej jednak tak, że tylko nieliczni się samorealizują; wiekszość tonie w szarzyźnie, rutynie, zniechęceniu. Pogadaj z ludźmi...
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | Trochę to trwało. Chciałam przeczytać twoje teksty, które polecałeś. Nie udało się. Kolejne próby kończyły się tym samym - strefa nieznana, gotowe i biały pusty ekran. Sądzę, że to przez naszego nowego IT, który powprowadzał kieś nowe zabezpieczenia. A ja nie mam Internetu w domu. > A tak na marginesie - potrafisz nazwać jakąś konkluzję tego wątku? Bo ja - nie za bardzo.  Świat co dzień szokuje nas różnorodnością ludzkiej natury. No i chyba nic więcej. > >Nie przepadam za tym krajem. Jest dla mnie jakiś za bardzo poukładany, bez polotu, fantazji.> Przepraszam, ale wygląda mi to na mieszankę "wiedzy turystycznej" i polskich kompleksików.  Zgadza się, nie przeczę, dlatego nie kategoryzowałam, tylko pisałam o wrażeniach. > Bardzo ciekawe - nigdy o tym nie pomyślałem. Raczej składałem to na karb charakteru, lub historii życia. Ale coś w tym jest.Uważasz, że masz trudny charakter? To ciekawe. Wielu ludzi ma trudny charakter, bardzo niewielu o tym wie. > >Mam nadzieję, że aż tak źle nie jest.> Jest. Ale miałem czas sie przyzwyczaić.Nie mogę. MARUDA! Znasz ten kawałek z Kubusia Puchatka, gdy to pluszaki poszły odwiedzić Kłapouchego? > >Ćwiczenie na optymizm. Podaj mi taką samą liczbę czynników, które zwiastują powodzenie przedsięwzięcia.> Koterie, zniechęcenie, choroby, kryzysy ekonomiczne, nadmiar rąk do pracy, likwidacja miejsc pracy przez postęp techniczny, biurokracja, nałogi, brak wiary w przyszłość, wrodzone lenistwo...> Chyba oblałem...Zgadza się. Spróbuj jeszcze raz, na pewno kiedyś ci się uda. > No, a skąd miałbym je wziąć? Nikt przecież nie rejestruje bezpośrednio ludzkich ambicji. Najprościej jednak tak, że tylko nieliczni się samorealizują; wiekszość tonie w szarzyźnie, rutynie, zniechęceniu. Pogadaj z ludźmi...A mnie się wydaje, że większość tak naprawdę tego chce. Szarzyzna i rutyna to nie tylko coś złego, to również bezpieczeństwo. Wiesz dlaczego w McDonald's jest taki mały wybór jedzenia i wszystkie te bary wyglądają identycznie? Bo ludzie nie lubią a)mieć za wiele do wyboru, decydować, b)to co znane do znudzenia jest pewne i bezpieczne. Upraszczając, jeśli nudne szare życie prowadzi tyle osób, ile chętnie jada w McDonald's, to by się zgadzało. Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Nie udało się. Kolejne próby kończyły się tym samym - strefa nieznana, gotowe i biały pusty ekran.Wiesz, skarży się na to kilku korespondentów z Polski. Ja zaś kliknąłem jeszcze raz te linki, które Ci podałem i odpalają od razu. Nie bardzo wiem jak reperować coś, co działa... Może spróbuj po prostu wpisać "z palca" dokładnie to: "http://www.marekczeszek.com" A jeśli i to nie zadziałą, to prześlę Ci, co trzeba (jeśli zezwolisz i zechcesz) na Twój adres, jako zbiory Worda. > Świat co dzień szokuje nas różnorodnością ludzkiej natury. No i chyba nic więcej.Głębia tych zdań jest wstrząsajaca i taka mniej więcej jak sentencji "no właśnie".  Jeżeli dla takiego wniosku trzeba było międlić kilkanaście stron to........... no, właśnie... Co Ty na to? > Uważasz, że masz trudny charakter? To ciekawe. Wielu ludzi ma trudny charakter, bardzo niewielu o tym wie.Sam - to nie wiem. Ale wypowiedzi innych są na ten temat dziwnie spolaryzowane. Jedni uważają mnie za dość ponurego i nieprzystępnego typa, inni zaś za człowieka wyjątkowo łatwego we współżyciu. No, tak to jakoś jest... > Znasz ten kawałek z Kubusia Puchatka, gdy to pluszaki poszły odwiedzić Kłapouchego?Chodzi Ci o ten, kiedy Kłapouchy (jeden z moich idoli, nawiasem mówiąc) miał urodziny? > A mnie się wydaje, że większość tak naprawdę tego chce. Szarzyzna i rutyna to nie tylko coś złego, to również bezpieczeństwo. Wiesz dlaczego w McDonald's jest taki mały wybór jedzenia i wszystkie te bary wyglądają identycznie? Bo ludzie nie lubią a)mieć za wiele do wyboru, decydować, b)to co znane do znudzenia jest pewne i bezpieczne. Upraszczając, jeśli nudne szare życie prowadzi tyle osób, ile chętnie jada w McDonald's, to by się zgadzało.Generalnie - chyba zgoda, lecz przykład mam za dość wątpliwy. Nie wiem, czy znasz książkę G.Ritzera -"McDonaldyzacja społeczeństwa" (wyd. SPECTRUM). Zapewne McDonald's "wstrzelił" się celnie w jakieś ludzkie potrzeby, ale głównym czynnikiem jest chyba po prostu ekonomia.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Może spróbuj po prostu wpisać "z palca" dokładnie to:Próbowałam, kilka razy, bez rezultatu. > A jeśli i to nie zadziałą, to prześlę Ci, co trzeba (jeśli zezwolisz i zechcesz) na Twój adres, jako zbiory Worda.Bardzo chętnie. > Głębia tych zdań jest wstrząsajaca i taka mniej więcej jak sentencji "no właśnie". Jeżeli dla takiego wniosku trzeba było międlić kilkanaście stron to........... no, właśnie... Co Ty na to?Nie zaszkodzi. Jak dla mnie ciekawe jest chociażby poznanie takiego punktu widzenia na który sama bym nie wpadła. Myślę, że wszystko zależy od tego, czego oczekuje się od dyskusji. > Sam - to nie wiem. Ale wypowiedzi innych są na ten temat dziwnie spolaryzowane. Jedni uważają mnie za dość ponurego i nieprzystępnego typa, inni zaś za człowieka wyjątkowo łatwego we współżyciu. No, tak to jakoś jest...Nie przejmuj się, ja mam gorzej - albo mnie nienawidzą albo wielbią. Jak nienawidzą często nie wiem za co, jak wielbią mam lęki, że nie zdołam się wykazać. > >Znasz ten kawałek z Kubusia Puchatka, gdy to pluszaki poszły odwiedzić Kłapouchego?> Chodzi Ci o ten, kiedy Kłapouchy (jeden z moich idoli, nawiasem mówiąc) miał urodziny?Tak. Ja też lubię Kłapouchego, chociaż się z nim nie utożsamiam. > Generalnie - chyba zgoda, lecz przykład mam za dość wątpliwy. Nie wiem, czy znasz książkę G.Ritzera -"McDonaldyzacja społeczeństwa" (wyd. SPECTRUM). Zapewne McDonald's "wstrzelił" się celnie w jakieś ludzkie potrzeby, ale głównym czynnikiem jest chyba po prostu ekonomia.Słyszałam o niej, ale nie czytałam. Była kiedyś na wykładzie w ramach miesiąca nauki dotyczącym "instytucji" typu McDonald's. No i stamtąd moje wnioski. Trochę je sobie podciągnęłam, no ale po co wiedza, której się nie używa. Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Próbowałam, kilka razy, bez rezultatu.Kiz dziadzi?! Cenzura jaka, czy co? Jakiś filtr antyspamowy? Popytaj może u jakiegoś (nastoletniego najlepiej) entuzjasty komputerowego. > Bardzo chętnie.Już wędrują do Ciebie pocztą elektroniczną tup... tup... tup...  > Nie zaszkodzi.Po pierwsze nie szkodzić. Program minimum - wykonany.  > Nie przejmuj się, ja mam gorzejJeszcze?!  > albo mnie nienawidzą albo wielbią.Czy bywa właściwie inaczej? > Jak nienawidzą często nie wiem za co,A warto się tego dowiadywać, oj warto!  > jak wielbią mam lęki, że nie zdołam się wykazać.To chyba nie tak. Kocha się raczej nie "za", lecz "mimo". 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > >albo mnie nienawidzą albo wielbią.> Czy bywa właściwie inaczej?Bywa, ale proporcje są zastanawiające. > >Jak nienawidzą często nie wiem za co,> A warto się tego dowiadywać, oj warto!  No dobra, domyślam się. Wybacz ale nie będę w tym miejscu uskuteczniać autoanalizy. Przyznam czasem mi się należy. > >jak wielbią mam lęki, że nie zdołam się wykazać.> To chyba nie tak. Kocha się raczej nie "za", lecz "mimo".  O nie, nie miłość miałam na myśli. Za duże słowo. Pozdrowienia,
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Bywa, ale proporcje są zastanawiające.Moja Siostra zauważyła kiedyś bardzo prosto, a zarazem przenikliwie, że ta polaryzacja jest po prostu przeważnie tym samym, czym MOJE sympatie i antypatie do ludzi. Może to jest klucz? > No dobra, domyślam się. Wybacz ale nie będę w tym miejscu uskuteczniać autoanalizy.Anim o tym pomyślał! Szło mi o to, abyś dowiadywała się tego we własnym (dobrze pojętym) interesie. Wrogowie są najcenniejszym źródłem informacji! > Przyznam czasem mi się należy.To się popraw.  > O nie, nie miłość miałam na myśli. Za duże słowo.Sympatią i antypatią rządzi chyba podobny mechanizm. Czy nie?
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Moja Siostra zauważyła kiedyś bardzo prosto, a zarazem przenikliwie, że ta polaryzacja jest po prostu przeważnie tym samym, czym MOJE sympatie i antypatie do ludzi. Może to jest klucz?Twoja siostra uczyniła słuszne spostrzeżenie. Jednak jest ono wyrazem prawidłowości, a od prawidłowości bywają odstępstwa. Nie potrafię ocenić jak to jest w moim przypadku. Takiej oceny powinien dokonać ktoś z boku - niezaangażowany. > Anim o tym pomyślał! Szło mi o to, abyś dowiadywała się tego we własnym (dobrze pojętym) interesie. Wrogowie są najcenniejszym źródłem informacji!I tu się zgadzam, dlatego poświęciłam problemowi dość dużo czasu i energii. > >Przyznam czasem mi się należy.> To się popraw.  Nie zawsze mogę. Każdy z nas chce być lubiany, normalne. Czasami jednak oznacza to przyjęcie norm i postaw, które nielicują z naszym indywidualizmem. Wybór wtedy staje się bardzo trudny. Nie chodzi już przecież o ocenę: źle robię, trzeba to zmienić. Chodzi o decyzję: uważam, że robię dobrze, ale dla mnie będzie lepiej jeśli zrobię tak. Konformizm. Nie każdy typ osobowości potrafi przyjąć taką postawę i nie w każdej sytuacji. > Sympatią i antypatią rządzi chyba podobny mechanizm. Czy nie?Nie. Moim zdaniem jedyny przypadek bezinteresowności emocjonalnej jest w telacji - matka - dziecko. I to tylko w tą stronę. Pozdrowienia,
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
>>Natomiast nie można rezygnować z prób przekonywania teistów, że niczego dobrego nie niesie wychylanie wahadła nietolerancji w stronę przeciwną do tej, w którą było wychylone w czasach PRL. >Na tym forum z owym wahadłem bywa różnie. Niektóre wypowiedzi są obraźliwe dla teistów inne dla ateistów
Co do sytuacji na forum to niestety muszę się z Tobą zgodzić. Myślę, że z czasem musi się to zmienić. Wiele zależy tu od moderatorów, ale także od samych użytkowników.
Pisząc o wahadle miałem jednak głównie na uwadze sytuację jaka się wytwarza w sferze publicznego dyskursu a także aktywne wspieranie przez organy państwa światopoglądu teistycznego. Ta sfera publicznego dyskursu to nie jest żadna fikcja. Fakt, że w tej sferze mogą być poważnie traktowane takie hasła jak np. Napięcia seksualne szansą spotkania z Bogiem albo o człowieczeństwie stanowi nie stopień rozwinięcia mózgu, ale przylgnięcie duszy do Chrystusa jest z jednej strony przygnębiające, a z drugiej musi budzić sprzeciw. Nasycenie sfery publicznego dyskursu takimi treściami musi skutkować wypowiedziami podobnymi do tej autorstwa wiceministra oświaty: teoria ewolucji to kłamstwo. To już nie jest dyskusja światopoglądowa. To jest realne zagrożenie dla przyszłej pozycji Polski w gronie społeczeństw cywilizowanych.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | | Beatus (2528 punktów) | > Pisząc o wahadle miałem jednak głównie na uwadze sytuację jaka się wytwarza w sferze publicznego dyskursu a także aktywne wspieranie przez organy państwa światopoglądu teistycznego. Ta sfera publicznego dyskursu to nie jest żadna fikcja. Fakt, że w tej sferze mogą być poważnie traktowane takie hasła jak np. Napięcia seksualne szansą spotkania z Bogiem albo o człowieczeństwie stanowi nie stopień rozwinięcia mózgu, ale przylgnięcie duszy do Chrystusa jest z jednej strony przygnębiające, a z drugiej musi budzić sprzeciw. Nasycenie sfery publicznego dyskursu takimi treściami musi skutkować wypowiedziami podobnymi do tej autorstwa wiceministra oświaty: teoria ewolucji to kłamstwo. To już nie jest dyskusja światopoglądowa. To jest realne zagrożenie dla przyszłej pozycji Polski w gronie społeczeństw cywilizowanych.
Zgadzam się, że obecna polityka naszego kraju nie idzie najrozsądniejszą drogą. Osobiście za wartość naczelną uznaję tolerancję i jakiekolwiek zarządzenia, które ingerują w Prawa Człowieka, są moim zdaniem wypaczeniem i nie na miejscu. Inna sprawa. Rozmawiałam jakiś czas temu z pewnym profesorem historii religii na temat filmu "Ostatnie kuszenie Chrystusa". On uważa, że ten film, jak i generalnie propagowanie odstępstw od ustalonych prawd religijnych, a ateizmu w szczególności jest niebezpieczne. Uważa, że nasze społeczeństwo nie jest gotowe na takie zmiany. Spowodowałoby to więcej strat niż zysków. Wielu ludzi wierzy w to co im ksiądz prawi, jeśli się im to odbierze nie zostanie nic. Ludzie ci nie potrafiliby stworzyć sobie alternatywnych powodów do życia, starania się o co cokolwiek, przestrzegania jakichś reguł. Dodam, że ów profesor jest luteraninem, więc nie szczególnie zależy mu na propagowaniu katolicyzmu. Wiem, że nie jest to wystarczający powód aby wierzący, gnębili swoimi nakazami i zakazami niewierzących. Niemniej jednak propagowanie ateizmu na szeroką skalę może być równie szkodliwe co nieprzemyślane rządy wielbicieli katolicyzmu. No i znów o ten złoty środek chodzi, którego wciąż nikt nie potrafi znaleźć. Dla poprawienia nastrojów, pracuję w dużej firmie, na tablicy w widocznym miejscu wisi wyciąg z Kodeksu Pracy "Pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązywania i rozwiązywania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia (..) w szczególności bez względu na: płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną..." I on jest przestrzegany, przynajmniej z tego co sama zaobserwowałam. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Niemniej jednak propagowanie ateizmu na szeroką skalę może być równie szkodliwe co nieprzemyślane rządy wielbicieli katolicyzmu. No i znów o ten złoty środek chodzi, którego wciąż nikt nie potrafi znaleźć.
Nie należę do ateistów wojujących. Nie sądzę, aby w wyobrażalnej przyszłości ateizm mógł stać się dominującym światopoglądem, dlatego nie podzielam obaw Twojego znajomego. Moim zdaniem przyszłość należy do indyferentyzmu religijnego. Zacznie on dominować wraz ze wzrostem poziomu życia. Religia w swej szczątkowej postaci, ograniczona do przekonania o istnieniu bliżej nieokreślonego Stwórcy oraz o mającym nastąpić po śmierci rozliczeniu każdego z jego złych i dobrych uczynków, odrzucająca konieczność pośrednictwa kleru w kontaktach z bóstwem, stanie się rzeczywiście prywatną sprawą obywateli. Taka jest obserwowana prawidłowość rozwoju społeczeństw, od której jedynym wyjątkiem są Stany Zjednoczone. Tę wyjątkowość tłumaczyłbym znaczącą rolą religii w stale żywym, a do tego stosunkowo młodym micie założycielskim społeczeństwa amerykańskiego. Do Boga w takiej czy innej formie odwołują się chyba wszyscy amerykańscy prezydenci poczynając od Jerzego Waszyngtona, który w swej pierwszej inauguracyjnej mowie stwierdził: "Żaden naród bardziej niż ten, który tworzy Stany Zjednoczone, nie jest zobowiązany do dziękczynienia i do adoracji Niewidzialnej Ręki, która kieruje ludzkim zachowaniem. Każdy krok, który go prowadzi w kierunku narodowej niezależności, wydaje się nosić znamię Bożej Opatrzności". Wydaje mi się jednak, że dla rozwoju naszego społeczeństwa zdecydowanie lepszym niż USA wzorcem są Czechy.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Nie należę do ateistów wojujących. Nie sądzę, aby w wyobrażalnej przyszłości ateizm mógł stać się dominującym światopoglądem[...] Moim zdaniem przyszłość należy do indyferentyzmu religijnego.To jest nas już dwóch. 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> To jest nas już dwóch.  To pogląd mimo wszystko zbyt pesymistyczny.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > To pogląd mimo wszystko zbyt pesymistyczny.  Czy ja wiem? Dla mnie - to rozsądny realizm.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > >To jest nas już dwóch.  > To pogląd mimo wszystko zbyt pesymistyczny.  Podniosę Was na duchu - TRZECH. (Chociaż Teresce nie odpuszczę!  )
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Podniosę Was na duchu - TRZECH. Witaj na pokładzie! > (Chociaż Teresce nie odpuszczę! ) Dyskusje z Tereską to przecież nie wojna.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Dyskusje z Tereską to przecież nie wojna.  Oczywiście, że nie. To swoisty flirt.  Pozdrawiam piratów, tfuu - kamratów, oczywiście.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | Tres faciunt collegium.A gdzie trzech Polaków, tam (co najmniej!) cztery różne poglądy.  P.S. Myślę, że w wyborach "Miss Forum Racjonalisty" Tereska byłaby jedną z najbardziej liczących się kandydatek. 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > P.S. Myślę, że w wyborach "Miss Forum Racjonalisty" Tereska byłaby jedną z najbardziej liczących się kandydatek.  Już głosuję "za". Chociaż moją miłością jest... pewna Pani z Trójmiasta... > Pozdrowienia,Z wzajemnością.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > (Chociaż Teresce nie odpuszczę! )Są teiści, którzy też wojują z Tereską, akurat się do nich zaliczam. Nie mogę odmówić dużej błyskotliwości Teresce, ale niestety na niektóre z moich pytań ona po prostu nie odpowiada i koniec. Za trudne? Może zbyt trywialne, aby tracić na mnie czas?
|
|
| | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > > (Chociaż Teresce nie odpuszczę! )> Są teiści, którzy też wojują z Tereską, akurat się do nich zaliczam.Zauważyłem.  > Nie mogę odmówić dużej błyskotliwości Teresce, [...]No, bez przesady...  > [...] ale niestety na niektóre z moich pytań ona po prostu nie odpowiada i koniec. Za trudne? Może zbyt trywialne, aby tracić na mnie czas?To, niestety, nie tylko Twój problem. Na ten mankament narzekają prawie wszyscy, którzy weszli z Nią w dyskurs.  Serdecznie pozdrawiam i... nie trać nadziei!
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | Obawiam się drogi Michale Aleksy, że rozprawianie o Teresie w wątku Beaty było mocno ryzykownym pociągnięciem.  Jeszcze te Twoje uwagi na temat "flirtu", a moje na temat "miss"...! Wygląda mi na to, że po takiej gafie - mamy przechlapane  Jeśli widzisz jakieś sensowne i honorowe wyjście z sytuacji - napisz. Bo mnie poza podkuleniem ogona i sromotną ucieczką nic lepszego do głowy nie wpada. 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Obawiam się drogi Michale Aleksy, że rozprawianie o Teresie w wątku Beaty było mocno ryzykownym pociągnięciem. Jeszcze te Twoje uwagi na temat "flirtu", a moje na temat "miss"...! Wygląda mi na to, że po takiej gafie - mamy przechlapane  Eee. Czyżbyś, drogi Marku, utracił wiarę w chrześcijańską miłość bliźniego? Ja tam wierzę w Tereskę!!! Ona musi nas kochać! Z definicji. Ostatecznie możemy też dać na mszę w intencji Jej poczucia humoru. Ponoć wiara czyni cuda... > Pozdrowienia,W pełni odwzajemnione. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Eee. Czyżbyś, drogi Marku, utracił wiarę w chrześcijańską miłość bliźniego? Ja tam wierzę w Tereskę!!! Ona musi nas kochać! Z definicji.> Ostatecznie możemy też dać na mszę w intencji Jej poczucia humoru.> Ponoć wiara czyni cuda...Naraziliśmy się OBYDWU. Jeśli nawet uda nam się wyjść z tego cało (msza, egzorcyzmy, worek pokutny, leżenie krzyżem etc.) to na przyszłośc trzeba bardziej uważać. 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Naraziliśmy się OBYDWU. Jeśli nawet uda nam się wyjść z tego cało (msza, egzorcyzmy, worek pokutny, leżenie krzyżem etc.) to na przyszłośc trzeba bardziej uważać.  Chyba masz rację. Na wszelki wypadek już zaczynam pokutę - idę leżeć, zapewne aż do rana. Niestety, bez worka (pokutnego) i bez włosiennicy, bo chwilowo nie mam, może jutro coś kupię. Pozdrowienia.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | Worek pokutny, włosienica etc. To jest LUKA RYNKOWA!! To szansa dla naszej przedsiębiorczości!! 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > >Eee. Czyżbyś, drogi Marku, utracił wiarę w chrześcijańską miłość bliźniego? Ja tam wierzę w Tereskę!!! Ona musi nas kochać! Z definicji.> >Ostatecznie możemy też dać na mszę w intencji Jej poczucia humoru.> >Ponoć wiara czyni cuda...> Naraziliśmy się OBYDWU. Jeśli nawet uda nam się wyjść z tego cało (msza, egzorcyzmy, worek pokutny, leżenie krzyżem etc.) to na przyszłośc trzeba bardziej uważać.  > Pozdrowienia,> IQ955. [Marek Czeszek]Ja osobiście nie wiedzę na razie tego muru o który wartoby kopie kruszyć. Nie wiem jak Tereska. Jeszcze co do Tereski. Napisałam, że jest błyskotliwa. I podtrzymuję. Jeśli przyjmie się jej aksjomaty, na prawdę świetnie w ramach tego systemu Tereska sobie radzi. Miałam co nieco do czynienia z teologią katolicką no i znacznie więcej z religioznawstwem. Czytając wypowiedzi Tereski mam podejrzenia, że ona należy do jakiegoś "Odnowa w duchu św." czy innego "kółka biblijnego". Jej opinie na niektóre tematy są czymś w rodzaju mniej popularnej interpretacji Ojców Kościoła, a może nawet nadinterpretacji. Nie jestem teologiem więc nie będę się mocno sprzeczać. Jednak znając niektóre pozycje (lubię Orygenesa, kiedyś wam napiszę jakie on fajne rzeczy kombinował) widzę, że Tereska wyrywa z kontekstu niektóre opinie i wypowiedzi. Następnie dopasowuje je do tematu. Brzmi dobrze. Nie ma kłastwa, jest pominięcie. Mimo wszystko jest w tym błyskotliwość i trzeba Teresce jej gratulować. Poza tym. Twarda dziewcznyna. Przecież ona tu bije się z całym złym światem. I bije się dalej. Dzielna jest. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Ja osobiście nie wiedzę na razie tego muru o który wartoby kopie kruszyć.A ja nie słyszałem o (w miare normalnym) rycerzu, któryby z kopią na mur nacierał.  Na marginesie - ciekawostka: Czy wiecie, że nazwa kopiejka pochodzi od monet przedstawiających właśnie rycerza z kopią? > Nie wiem jak Tereska.Mam nadzieję, iż Obydwie Szanowne Panie rozumieją, że szło nam o wyłącznie o życzliwe żarty. Zresztą M.A.M. bardzo chyba trafnie spostrzegł, że niektóre dyskusje mają trochę chrakter flirtu. > Mimo wszystko jest w tym błyskotliwość i trzeba Teresce jej gratulować.Pogratulować mogę, ale w dyskusję boję się wdawać.  > Przecież ona tu bije się z całym złym światem.Ejże... Czy Jej oponenci to naprawdę taki zły świat? > Dzielna jest.To trzeba cenić.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| Piotr Patucha (2279 punktów) | Witaj, Wspaniały wątek. Gratuluję.  > Jest tak teoria piękna, która wywodzi się ze> średniowiecznej scholastyki - piękne jest wszystko to co> istnieje, tylko dlatego że istnieje.Przypominiałaś mi naszą wcześniejszą dyskusję: o myśli, która samą siebie ogląda, bowiem w sobie znajduje upodobanie. Teoria scholastyków, o której wspominasz, z podobnej intucji czerpie inspiracje.  > Znakiem rozpoznania> piękna, jest fakt, że coś budzi w nas upodobanie. Jest> jednak tak, że nie wszystko co nas otacza budzi owo> upodobanie. Przyczyna tkwi w tym, że aby coś spostrzec> (chodzi o użycie adekwatnych środków poznania - zmysły,> umysł) w jego właściwym pięknie, musimy to zobaczyć.Dlatego Wielka Teoria Piękna(WTP), którą scholastycy rozwijali, była - już u początków - bardziej doprecyzowana. Miała ona swe źródło w pitagorejskiej filozofii, którą dopieszczał Platon, potem Plotyn, a następnie Tomasz z Akwinu. Ostatnim znanym mi "wielkim", który ją rozumiał i akceptował był Leibnitz. Współcześnie jeśli pominiemy fakt, że znalazła wiernego wyznawcę w osobie autora "Portretu artysty z lat młodości", Jamesa Joyca, jest uznawana za przebrzmiały antyk(ten Anglik cenił wkład scholastyków do kultury europejskiej. Mimo swego wyprzedzającego czas geniuszu, Joyce rozumiał jaką wartość dla nowoczesnych miały teorie greków i łacinników). > Teria ta przypomniała mi się w związku ze specyfiką> prowadzenia debat z co niektórymi forumowiczami. Jeśli> zastosujemy powyższą teorię piękna do jakiejś teorii lub do> systemu myślowego, możemy uznać, że o ile ktoś nie dostrzega> jego piękna, to go nie rozumie. Trzeba byłoby najpierw> odrzucić nadmierne przywiązanie do swojego poglądu (tak na> chwilę) i zupełnie świeżym okiem obejrzeć proponowane> rozwiązanie intelektualne. Jeśli zostanie ono poznane w> pełni, tj. chyba trzeba powiedzieć zrozumiane, będzie> mogłobyć wzbudzić upodobanie.Owszem, w teorii można się zakochać. > Sądzę, że coś w tym jest. Oczywiście przez upodobanie czy> piękno nie rozumiem przyjęcia za prawdę, czy też własną> opinię. Jedynie spostrzeżenie wartości, może piękna w> sensie - ot jaki ten świat różnorodny, tak też przecież> można myśleć.> Co o tym sądzicie?> Pozdrawiam> (Moderatorzy - wybaczcie, nie mam jak sprawdzić pisowni,> ale się starałam)Bardzo dobrze to napisałaś. Cześć
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | Cieszę się, że przypadło ci do gustu moje ujęcie problemu. > Dlatego Wielka Teoria Piękna(WTP), którą scholastycy rozwijali, była - już u początków - bardziej doprecyzowana. Miała ona swe źródło w pitagorejskiej filozofii, którą dopieszczał Platon, potem Plotyn, a następnie Tomasz z Akwinu.W związku z teorią piękna i myślą Tomasza. Jak wszyscy, którzy choć trochę interesowali się filozofia średniowieczną wiedzą, Tomasz szczególną wagę przykładał do istnienia. Niektórzy uważają, że jest to niepotrzebna, jakaś dodana kategoria, inni widzą w niej większą głębię. Jednak nie o to tu chodzi. W teorii piękna powiedziane jest, że piękne jest wszystko to co istnieje, dlatego że istnieje. Nie wgłębiając się w tym miejscu w koncepcję i strukturę bytu proponowaną przez tego myśliciela, przerzućmy te dwie myśli w czasy współczesne i skonfrontujmy z własnymi doświadczeniami. Na straganach i w sklepikach z pamiątkami można kupić: pocztówki, obrazki, wyklejanki i inne takie, przedstawiające zachód słońca. Jest tego bardzo dużo, szczególnie nad morzem. Większość z nas postrzega te atrakcje turystyczne jako kicz. Z drugiej strony, większość skłonna jest wstać o 3 rano aby na własne oczy zobaczyć wschód słońca, o zachodzie zaś aż roi się na plażach od turystów. Zjawisko znane lecz budzące w nas tak wielkie upodobanie, że nie możemy się powstrzymać od zrobienia kilku zdjęć. Po powrocie do domu okazuje się, że nasze zdjęcia to taki sam kicz jak pocztówki w sklepie z pamiątkami. A przecież było tak pięknie. Więc dlaczego? Można udzielić wielu odpowiedzi: 1. aparat to jednak nie własne oko, zdjęcie może być źle zrobione itd. 2. tak wiele naoglądaliśmy się już widoków przedstawiających wschody i zachody, że kolejny taki obrazek, nawet zrobiony samodzielnie, jakby automatycznie odsyła nas do nagromadzonych skojarzeń - kicz 3. można też odpowiedzieć jeszcze inaczej, jeśli przyjmie się w. w. teorie Tomaszowe. Oglądając zachód słońca, jesteśmy światkami prawdziwego zdarzenia, czegoś co istnieje na prawdę. Uchwytujemy więc: materię - woda, piasek, powietrze i ciało niebieskie zwane słońcem, formę - barwę, wielkość i rozmieszczenie poszczególnych elementów, oraz istnienie. Wykonanemu zdjęciu brakuje tylko jednego - istnienia. Widzimy tak formę jak i materię, ale zjawisko nie odbywa się tu i teraz. Istnienia nie da się przenieść na fotografię. Wiem, że można wiele zarzucić temu przeniesieniu, ale jakoś mnie ono kusi. > >(Moderatorzy - wybaczcie, nie mam jak sprawdzić pisowni,> >ale się starałam)> Bardzo dobrze to napisałaś.Wiem, żadem moderator się nie czepiał za błędy. Widać prośba zadziałała.
|
|
|  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Cieszę się, że przypadło ci do gustu moje ujęcie problemu.
Nie tylko jemu. Mnie też.
>Na straganach i w sklepikach z pamiątkami można kupić: pocztówki, obrazki, wyklejanki i inne takie, przedstawiające zachód słońca. Jest tego bardzo dużo, szczególnie nad morzem. Większość z nas postrzega te atrakcje turystyczne jako kicz. Z drugiej strony, większość skłonna jest wstać o 3 rano aby na własne oczy zobaczyć wschód słońca, o zachodzie zaś aż roi się na plażach od turystów. Zjawisko znane lecz budzące w nas tak wielkie upodobanie, że nie możemy się powstrzymać od zrobienia kilku zdjęć. Po powrocie do domu okazuje się, że nasze zdjęcia to taki sam kicz jak pocztówki w sklepie z pamiątkami. A przecież było tak pięknie. Więc dlaczego?
To znakomite pytanie.
>Można udzielić wielu odpowiedzi: >1. aparat to jednak nie własne oko, zdjęcie może być źle zrobione itd. >2. tak wiele naoglądaliśmy się już widoków przedstawiających wschody i zachody, że kolejny taki obrazek, nawet zrobiony samodzielnie, jakby automatycznie odsyła nas do nagromadzonych skojarzeń - kicz >3. można też odpowiedzieć jeszcze inaczej, jeśli przyjmie się w. w. teorie Tomaszowe. Oglądając zachód słońca, jesteśmy światkami prawdziwego zdarzenia, czegoś co istnieje na prawdę. Uchwytujemy więc: materię - woda, piasek, powietrze i ciało niebieskie zwane słońcem, formę - barwę, wielkość i rozmieszczenie poszczególnych elementów, oraz istnienie. Wykonanemu zdjęciu brakuje tylko jednego - istnienia. Widzimy tak formę jak i materię, ale zjawisko nie odbywa się tu i teraz. Istnienia nie da się przenieść na fotografię.
Można też udzielić innych. Np.: Ad 1. Aparat nie ma "duszy" więc oddaje jedynie to, co zarejestrował (bez emocjonalnego kontekstu towarzyszącemu robionemu zdjęciu). Ale przecież takie zdjęcie, po jakimś czasie, może nadal w jego autorze(ce) wywoływać wspomnienie emocji z nim związanych. I wtedy kiczem dla tej osoby nie będzie, choć dla innych i owszem. Ad 2. To nie tak. Jeśli oglądamy cudze obrazki, to jesteśmy (najczęściej, jak w przypadku pocztówek) pozbawieni emocjonalnego kontekstu. Dlatego traktujemy je jak kicz. Trochę inaczej wygląda to, gdy autorem "obrazka" jesteśmy my sami lub osoba dla nas bardzo znacząca (emocjonalnie najbliższa). Ad 3. Pełna zgoda. Za taki stan rzeczy odpowiedzialny jest CZAS i jego upływ. Ten sam obrazek, który w czasie już minionym budził w nas jakieś emocje (nawet silne) pod wpływem nowych doświadczeń, przeżyć może (ale nie musi) stać się emocjonalnie obojętnym. I tylko w tym sensie "istnienia nie da się przenieść na fotografię" - w sensie stricte materialnym jest to możliwe.
Dlatego byłbym bardzo ostrożny w stosowaniu pojęcia "kiczu".
Moja własna definicja piękna brzmi: Piękno jest wzruszeniem.
A że różnych ludzi rózne rzeczy wzruszają? Mają prawo. Wszak de gustibus non disputandum est.
Bardzo serdecznie pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | | Beatus (2528 punktów) | > Nie tylko jemu. Mnie też.Dziękuję. > Można też udzielić innych. Np.:A więc decydujesz, że należy cały ciężar różnic przenieść w sferę emocjonalności. Również stoję na stanowisku, że ludzkie życie i sposób odbierania, przetwarzania wiadomości jest bardzo silnie powiązane z emocjonalnością. Chyba z tego właśnie powodu na wszelkie postulaty "czystego rozumu" patrzę z przymrużeniem oka. Bądź, co bądź jak większość kobiet nie tylko odbieram emocje precyzyjniej od mężczyzn, ale także potrafię je wywoływać. Nic więc dziwnego, że nie ma we mnie zgody na twierdzenie o tzw. poznaniu niezaangażowanym. Mimo wszystko emocje pozostają jednym z źródeł informacji o świecie, ale nie jedynym. Sądzę, że różnica między zdjęciem, a rzeczywistością powiązana jest z jeszcze innymi elementami. Wracając do istnienia. Kiedy mówimy, że coś istnieje? Najprościej i w zgodzie z intuicją, wówczas, gdy jesteśmy w stanie stwierdzić empirycznie występowanie określonej rzeczy. (pominę w tym miejscu kwestie związane z wiarą) Zazwyczaj stwierdzenie istnienia czegoś wymaga zaangażowania wszystkich zmysłów. Zachód słońca - widzimy, słyszymy szum morza, czy inne świerszcze, czujemy zapach powietrza, a nasza skóra notuje jego wilgotność, do tego dotyk podłoża itd. Nastawienie emocjonalne jest zależne nie od samego zachodu słońca, ale od indywidualnych uwarunkowań i historii. Oczywiście inny urok ma zachód słońca oglądany z ukochaną osobą, a inny kontemplowany w samotności po zawodzie miłosnym. Oglądanie zachodu słońca jest więc pełnym doświadczeniem jego istnienia. Zupełnie sprawa ma się ze zdjęciem. Widzimy coś, ale jednak nie to samo - mniejsze, płaskie, pozbawione szczegółów otoczenia, słyszymy - radio w tle, czujemy zapach gotującego się obiadu, czujemy gładkość papieru Kodak i miękkość własnych kapci. Mimo tego, że widzimy ten sam zachód słońca zatrzymany w kadrze, cała reszta naszych zmysłów informuje nas o istnieniu czegoś zupełnie innego. Nie jesteśmy więc w stanie, przy pomocy zdjęcia doświadczyć istnienia zachodu słońca. I właśnie dlatego jest to kicz. Powinnam dodać wcześniej, ale zrobię to teraz. Przez kicz rozumiem udawane piękno. Nastawienie emocjonalne, a dokładnie pamięć emocji i umiejętność ich przywołania, jest w stanie nieco zasłonić nam braki owego zdjęcia. Jednak i tych emocji nie żywimy do fotografii, ale do sytuacji z nią związanej. Tak to już jest, że emocje człowiek łatwiej przywołuje i przeżywa, niż doświadczenia zmysłowe. Może dlatego, że emocja należą do sfery wewnętrznej, a więc w pełni własnej, zaś zmysły ze swojej natury nastawione są na to co zewnętrzne. > Dlatego byłbym bardzo ostrożny w stosowaniu pojęcia "kiczu".Jeśli ktoś z forumowiczów zajmuje się malowaniem zachodów słońca, nie było moim celem dyskredytowanie wartości estetycznej tych dzieł. Użyłam słowa kicz, przede wszystkim dlatego aby podkreślić różnicę między odbiorem: rzeczywistości i jej odwzorowania. > Moja własna definicja piękna brzmi: Piękno jest wzruszeniem.Nieprecyzyjne. Niespójna. Ma za szeroki zakres. Zawiera określone nastawienie. W ogóle nie jest definicją. No i mimo to, bardzo mi się podoba. Faktycznie wydaję się być bliżej tego co nazwiemy sztuką, niż utylitarnego określenia "budzi upodobanie". Bardzo fajna i jakaś taka ciepła definicja.  Pozdrawiam
|
|
|  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | Cześć, > Jak wszyscy, którzy choć trochę interesowali się filozofia średniowieczną wiedzą, Tomasz szczególną wagę przykładał do istnienia. Niektórzy uważają, że jest to niepotrzebna, jakaś dodana kategoria, inni widzą w niej większą głębię.Dzięki wprowadzeniu kategorii istnienia Tomasz przezwyciężył ograniczenia arystotelizmu, w tym znaczeniu, że wyraźnie rozróżnił dwa sposoby bycia ludzi na: realne i wyśnione. Zanim to uczyniono, pomyłki i komplikacje wynikające z utożsamienia bytu oraz istnienia były notoryczne. Jednym z takich błędów był kreacjonizm. > W teorii piękna powiedziane jest, że piękne jest wszystko to co istnieje, dlatego że istnieje. Nie wgłębiając się w tym miejscu w koncepcję i strukturę bytu proponowaną przez tego myśliciela, przerzućmy te dwie myśli w czasy współczesne i skonfrontujmy z własnymi doświadczeniami.Myślę, że tutaj chodzi o pewien rodzaj pozytywnego myślenia, którego istotą jest projekcja dodatnich cech na współmyślące osoby. > oglądając zachód słońca, jesteśmy świadkami prawdziwego zdarzenia, czegoś co istnieje na prawdę. Uchwytujemy więc: materię - woda, piasek, powietrze i ciało niebieskie zwane słońcem, formę - barwę, wielkość i rozmieszczenie poszczególnych elementów, oraz istnienie. Wykonanemu zdjęciu brakuje tylko jednego - istnienia. Widzimy tak formę jak i materię, ale zjawisko nie odbywa się tu i teraz. Istnienia nie da się przenieść na fotografię.Poderzewam, że to cecha bardziej subiektywna, aniżeli obiektywna. Poczucie istnienia z racji tego, że jest produktem mózgu, znajduje odzwierciedlenie w świadomości jako strumień skojarzeń, który może wprawiać człowieka np. w euforię albo depresję, jednak owe skojarzenia nie zawsze muszą adekwatnie przedstawiać rzeczywistość. Intuicja lubi zwodzić, dlatego do tego typu poznań trzeba podchodzić z dużą dozą krytycyzmu. Kant zauważył, że istnienie nie może być realnym orzeczeniem faktycznego stanu rzeczy, co oznacza, że jest raczej własnością projektowaną na rzeczywistość. Maksymalny walor jaki można mu przyznać to intersubiektywnie weryfikowane zbiorowe omamy i urojenia.  Pamiętasz może historię, która miała miejsce parę lat temu, kiedy to kilka osób zobaczyło Maryję na zawsze Dziewicę w oknie wiejskiej chaty? Był to rodzaj zbiorowej halucynacji, podobnie jak to się dzieje w czasie pielgrzymek i masochistycznych rytuałów hinduskich pokutników. Ludzi ogarnięci poczuciem natężonego istnienia popadają w stan indukowanej paranoi, której przyznają atrybut świętości. "Przemawiali przez nas bogowie i demony" - mówią o sobie, kiedy już są na tyle zmęczeni, aby mogli zacząć normalnie precypować świat. Oczywiście pokazałem pewną skrajność, która nie powinna być uogólniana na resztę przedstawicieli gatunku animal rationale. Warto jednak zwrócić uwagę, że poczucie istnienia może przybierać zarówno zdrowe jak i aberracyjne formy doświadczania rzeczywistości. Dlatego też proponuję, aby starano się rozpatrywać kategorię istnienia jako subiektywny strumień skojarzeń, które są porządkowane w mózgu ze względu na osobiste przekonania, uczucia, popędy i tęsknoty(ważny jest też stan zdrowia, stan cywilny, kondycja finansowa, itp. czynniki). A fakt, że ludzkie mózgi są podobnie do siebie skonstruowane powinien być wskazówką, że uniwersalne formy przeżywania istnienia, które zostały skodyfikowane w systemach religijnych, filozoficznych czy dziełach artystycznych pokazują naszą wewnątrzgatunkową tożsamość na przestrzeni dziejów. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Beatus (2528 punktów) | >Dzięki wprowadzeniu kategorii istnienia Tomasz przezwyciężył ograniczenia arystotelizmu, w tym znaczeniu, że wyraźnie rozróżnił dwa sposoby bycia ludzi na: realne i wyśnione. UKSW czy KUL? To jedyne dwa ośrodki uprawiające tomizm jakie znam. A odpowiedź jest właśnie tomistyczna. >Myślę, że tutaj chodzi o pewien rodzaj pozytywnego myślenia, którego istotą jest projekcja dodatnich cech na współmyślące osoby. Ja sądzę, że jest tu postulat nie oceniania, nastawienia się na samo doznawanie tego co przynosi byt, bez narzucania mu treści przez podmiot poznający. >Podejrzewam, że to cecha bardziej subiektywna, aniżeli obiektywna. Poczucie istnienia z racji tego, że jest produktem mózgu, znajduje odzwierciedlenie w świadomości jako strumień skojarzeń, który może wprawiać człowieka np. w euforię albo depresję, jednak owe skojarzenia nie zawsze muszą adekwatnie przedstawiać rzeczywistość. Intuicja lubi zwodzić, dlatego do tego typu poznań trzeba podchodzić z dużą dozą krytycyzmu. Tu polecam moją odpowiedź powyżej, do M.A.M. Dodałabym tylko, że warto się zastanowić nad istnieniem takich rzeczy - dzieła sztuki lub produkty zaawansowanej techniki - które działając jedynie na jeden zmysł, są w stanie wpłynąć na wrażenia innych zmysłów. Ogniwem łączącym jest mózg, ale jego funkcjonowania ciągle jeszcze nie znamy w pełni. >Kant zauważył, że istnienie nie może być realnym orzeczeniem faktycznego stanu rzeczy, co oznacza, że jest raczej własnością projektowaną na rzeczywistość. Tak, ale nie znał zdobyczy współczesnej nauki. Uważał, że to co dociera do naszych zmysłów jest czym innym niż to co prezentuje nam w efekcie umysł. Są więc jakieś "matryce" w umyśle, które przetwarzają doznania i umiejscawiają je w kategoriach czysto umysłowych - czasu i przestrzeni. Mam też wrażenie, że Kant w pewien sposób ominął problem sprawdzalności, problem tego, że mimo wszystko widzimy te same rzeczy. Owszem nasze mózgi funkcjonują w podobny choć nie identyczny sposób, ale twierdzenie, że nie mamy dostępu do faktów jest zbyt mocne. Zgodnie z jego teoria kolor zielony ja mogę widzieć zupełnie inaczej niż ty. Jednak oboje potrafimy go identyfikować jako taki sam i wskazywać. Teraz wiemy, że kolor to długość fali. Nasze "przyrządy" do jego percepcji są zbudowane tak, że odróżniamy ową długość, a co więcej niektóre częstotliwości nie pasują do siebie, np. czerwony i niebieski. Wiedząc to, możemy z dużą pewnością twierdzić, że mój zielony jest przynajmniej bardzo zbliżony do twojego zielonego. >Pamiętasz może historię, która miała miejsce parę lat temu, kiedy to kilka osób zobaczyło Maryję na zawsze Dziewicę w oknie wiejskiej chaty? Był to rodzaj zbiorowej halucynacji, podobnie jak to się dzieje w czasie pielgrzymek i masochistycznych rytuałów hinduskich pokutników. Ludzi ogarnięci poczuciem natężonego istnienia popadają w stan indukowanej paranoi, której przyznają atrybut świętości. "Przemawiali przez nas bogowie i demony" - mówią o sobie, kiedy już są na tyle zmęczeni, aby mogli zacząć normalnie precypować świat. Ja znam też inną teorię. Świat ducha (tak sobie to nazwijmy na razie) faktycznie istnieje. Dostępu do niego na co dzień bronią nam ograniczone i narzucające się w swej intensywności zmysły - cielesne organy. Jeśli jednak uda nam się je wyłączyć - modlitwą, kontemplacją, skrajnym zmęczeniem, lub właśnie praktykami masochistycznymi osiągającymi takie granice, że mózg już więcej nie może - wówczas przestają one przeszkadzać i mamy dostęp do owego świata ducha. Zgodzenie się z tą teorią wymaga oczywiście wcześniejszego przyjęcia, że jakiś świat ducha istnieje. Osobiście, uważam, że istnieje. Jeśli jednak zobaczę kiedyś Maryję na zawsze Dziewicę, najprawdopodobniej zastanowię się czy ktoś mi nie dorzucił LSD do drinka. Zdarzyło mi się kiedyś nie spać trzy doby. To jest granica ludzkiej wytrzymałości, potem obumierają tkanki w mózgu. Zaczęłam mieć potężne halucynacje. Bardzo realistyczne we wszystkich ich wymiarach. Emocje było też odpowiednie. Mimo wszystko cały czas zdawałam sobie sprawę z tego, że to są zwidy. Najpierw próbowałam oprzytomnieć aby ich nie widzieć. Udawało się tylko na chwilę. Potem stwierdziłam, że mi się nie chce. A niech sobie maszerują te zastępy stworów lodowych, budują się pałace z gargulcami i ganiają postacie podobne do Szpiega z Krainy Deszczowców. Pooglądam sobie, co mi szkodzi. >Oczywiście pokazałem pewną skrajność, która nie powinna być uogólniana na resztę przedstawicieli gatunku animal rationale. Warto jednak zwrócić uwagę, że poczucie istnienia może przybierać zarówno zdrowe jak i aberracyjne formy doświadczania rzeczywistości. Dlatego też proponuję, aby starano się rozpatrywać kategorię istnienia jako subiektywny strumień skojarzeń, które są porządkowane w mózgu ze względu na osobiste przekonania, uczucia, popędy i tęsknoty(ważny jest też stan zdrowia, stan cywilny, kondycja finansowa, itp. czynniki). A fakt, że ludzkie mózgi są podobnie do siebie skonstruowane powinien być wskazówką, że uniwersalne formy przeżywania istnienia, które zostały skodyfikowane w systemach religijnych, filozoficznych czy dziełach artystycznych pokazują naszą wewnątrzgatunkową tożsamość na przestrzeni dziejów. Też mam wątpliwości co do tego, czy tzw. istnienie to coś na tyle odrębnego i jakoś poznawalnego aby uznać je za jakąś rzeczywistość zewnętrzną wobec człowieka. Nawet byłam już skłonna stwierdzić, że istnienie jest kategorią dodaną przez wysublimowane umysły filozoficzne. Dodaną ale nie istniejącą zewnętrznie, jako coś odrębnego. No ale potem przeczytałam "Ontologię" Stróżewskiego i teraz znowu nie wiem jak to jest. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Drogi i Wielce Szanowny Beatusie (moje poczucie estetyki już jest na skraju wytrzymałości! Amen.)! > Ja sądzę, że jest tu postulat nie oceniania, nastawienia się na samo doznawanie tego co przynosi byt, bez narzucania mu treści przez podmiot poznający.Intuicyjnie, masz rację; też tak to odczuwam. Teoretycznie, niestety, nie. Psychika nasza jest tak skonstruowana, że wszelkie porównania, a więc oceny są nieuniknione i to na każdym kroku. Sam do dziś próbuję z tym walczyć (głównie u siebie, ale nie tylko). Kiedy mówię: "to jest złe", "to jest brzydkie", natychmiast się gryzę w język i poprawiam na: "to nie dla mnie", "to mi się niepodoba". Tyle tylko, że to walka z wiatrakami i raczej uznam się za pokonanego. Z "narzucaniem treści" jest trochę podobnie, ale to zupełnie inna bajka. > Tu polecam moją odpowiedź powyżej, do M.A.M. Dodałabym tylko, że warto się zastanowić nad istnieniem takich rzeczy - dzieła sztuki lub produkty zaawansowanej techniki - które działając jedynie na jeden zmysł, są w stanie wpłynąć na wrażenia innych zmysłów. Ogniwem łączącym jest mózg, ale jego funkcjonowania ciągle jeszcze nie znamy w pełni.Też polecam, bo odpowiedź tego warta. Zwróciłbym jedynie uwagę na nieco wyższy stopień skomplikowania problemu. (Pisałem już o tym w jakimś wątku w dziale Kultura, ale bez echa, niestety  ) Zauważ, proszę, że dzieło sztuki powstaje z duchowej potrzeby jego twórcy; jest efektem jego przemyśleń, doświadczeń, poglądów, doznań i emocji (oczywiście nie wszystkiego naraz w jednym dziele, chociaż i to możliwe). Ale, żeby owym dziełem sztuki się stać, musi wywołać określone stany psychiczne u jakiegoś odbiorcy - zmusić do refleksji, wywołać emocje (obojętnie jakie). Inaczej jest "martwe". A jak wygląda sprawa z dziełami wymagającymi pośredników w relacji twórca-odbiorca? Oprę się na sztuce najlepiej mi znanej, tj. na muzyce. Kompozytor coś napisał, ale nie jest w stanie sam tego wykonać (formy symfoniczne, chóralne, opery itp.). Musi więc posłużyć się pośrednikiem. Też artystą (?). No, właśnie. W efekcie do odbiorcy dociera dzieło już "przefiltrowane" przez psyche wykonawcy. Co w takim wypadku uznać za "piękno"? Zamysł kompozytora czy interpretację? Jeśli OBAJ są artystami, to nie ma sprawy (w każdym razie drastycznego dysonansu). Ale jeśli wykonawca jest mierny? To czy nadal mamy do czynienia z dziełem sztuki czy już z kiczem? A przecież kicz kompozytora też można wykonać genialnie (choćby "Dla Elizy" Beethovena w interpretacji Horovitza). I co wtedy? > Też mam wątpliwości co do tego, czy tzw. istnienie to coś na tyle odrębnego i jakoś poznawalnego aby uznać je za jakąś rzeczywistość zewnętrzną wobec człowieka. Nawet byłam już skłonna stwierdzić, że istnienie jest kategorią dodaną przez wysublimowane umysły filozoficzne. Dodaną ale nie istniejącą zewnętrznie, jako coś odrębnego. No ale potem przeczytałam "Ontologię" Stróżewskiego i teraz znowu nie wiem jak to jest.A może warto w tej sytuacji wrócić do starego, poczciwego Freuda z jego koncepcją ego, alter ego i id? To wiele wyjaśnia, wbrew pozorom. > PozdrawiamJa również.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > (moje poczucie estetyki już jest na skraju wytrzymałości! Amen.)!A to dlaczego? Mam nadzieję, że się do tego nie przyczyniam. > >Ja sądzę, że jest tu postulat nie oceniania, nastawienia się na samo doznawanie tego co przynosi byt, bez narzucania mu treści przez podmiot poznający.> Intuicyjnie, masz rację; też tak to odczuwam. Teoretycznie, niestety, nie. Psychika nasza jest tak skonstruowana, że wszelkie porównania, a więc oceny są nieuniknione i to na każdym kroku.Oczywiście. Dlatego użyłam słowa postulat, a nie nakaz lub zalecenie. Z poznania nie sposób wyeliminować emocje. Można jednak w pewnym stopniu nimi zarządzać. Nie koniecznie przez wygłuszenie. To wydaje mi się akurat kiepska metoda. Raczej przez przeciwstawienie. Np. ten obraz jest beznadziejny, ale niebo naprawdę się malarzowi udało. Ten mały plus, łagodzi znacznie lepiej owy wielki minus, niż tłumaczenie sobie, mnie się nie podoba innym może przypada do gustu. Mały diabeł w nas zaraz podpowiada - innym bezguściom to się i może podoba. > Też polecam, bo odpowiedź tego warta.Dziękuję, a dlaczego na nie odpowiedziałeś? > Zwróciłbym jedynie uwagę na nieco wyższy stopień skomplikowania problemu. (Pisałem już o tym w jakimś wątku w dziale Kultura, ale bez echa, niestety ) Zauważ, proszę, że dzieło sztuki powstaje z duchowej potrzeby jego twórcy;Myślę, że to właśnie może być jakiś punkt zaczepny do refleksji, czy tym różni się dzieło od kiczu. Artysta, szuka środka wyrazu dla tego co widzi, czuje. Świat jego wnętrza, zwykle bogaty jak to u artystów, ma do zaoferowania wystarczająco dużo aby zrobić wrażenie. Czasem może środki nie są dobrze dobrane, czasem sam widz nie dorasta do dzieła. Kicz, jak mi się wydaje, jest obliczony na zrobienie wrażenia, a nie na "wypowiedzenie" wrażenia wewnętrznego. Dlatego w kiczu stosuje się środki wyrazu, które jak z góry można założyć, zrobią wrażenie. Jednak nie każdy widz daje się oszukać. W przypadku pośredników przekazu artystycznego, owszem zgoda. Na muzyce się za bardzo nie znam. Byłam kiedyś "katowana" przez kolegę rozmaitymi wykonaniami jednej symfonii, a potem była zabawa - znajdź 10 różnic. Taki sobie mam słuch muzyczny, ale jakoś moje interpretacje przypadały mu do gustu. Dla mnie czytelniejszy jest przykład z teatrem lub kinem oraz grą aktorską. Czasem bywa tak, że sztuka jest kiepska, ale warto zobaczyć ją ze względu na grę jednego aktora. > A może warto w tej sytuacji wrócić do starego, poczciwego Freuda z jego koncepcją ego, alter ego i id? To wiele wyjaśnia, wbrew pozorom.Znam koncepcję Freuda, ale wolę Junga. Mi strasznie przeszkadza ten freudowski seksualizm. Rzecz nawet nie w tym, że to seksualizm, ale że jeden jedyny czynnik jest w takiej mierze decydujący. Jakoś tak się czuje warunkowana przez większą rozmaitość bodźców, pragnień itp. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > A to dlaczego? Mam nadzieję, że się do tego nie przyczyniam.Ależ owszem. Tym nickiem.  > Oczywiście. Dlatego użyłam słowa postulat, a nie nakaz lub zalecenie. Z poznania nie sposób wyeliminować emocji. Można jednak w pewnym stopniu nimi zarządzać.100% zgody. > Mały diabeł w nas zaraz podpowiada - innym bezguściom to się i może podoba.I o tego "diabła" i owe "bezguścia" chodzi. Dlaczego powszechnie uważamy, że wręcz przysłowiowy "Jeleń na rykowisku" to kicz? Dlaczego deprecjonujemy ludzi, którym się podoba? A może to ich jedyny sposób na odbiór jakiejkolwiek estetyki? Jedyny powód do wzruszenia? Moja definicja piękna (sformułowana jakieś 35 lat temu) mówi jedynie o wzruszeniu. Czyli o emocji. Ale zgodzimy się zapewne, że wszelkie wzruszenie jest emocją pozytywną. Zatem jeśli coś mi się nie podoba, to doznaję emocji negatywnych; ergo: nie uważam tego za piękne (dla mnie nie jest pięknem). Jeśli więc są ludzie, których wzrusza widok "Jelenia...", to dla nich może być on dziełem sztuki; dla pozostałych - kiczem. Nie wiem czy dokładnie rozumiesz o co mi chodzi, ale mam nadzieję, że tak. > >Też polecam, bo odpowiedź tego warta.> Dziękuję, a dlaczego na nie odpowiedziałeś?Ależ odpowiedziałem. Dając Ci plusa. > >Zwróciłbym jedynie uwagę na nieco wyższy stopień skomplikowania problemu. (Pisałem już o tym w jakimś wątku w dziale Kultura, ale bez echa, niestety ) Zauważ, proszę, że dzieło sztuki powstaje z duchowej potrzeby jego twórcy;> Myślę, że to właśnie może być jakiś punkt zaczepny do refleksji, czy tym różni się dzieło od kiczu. Artysta, szuka środka wyrazu dla tego co widzi, czuje.... i rozumie. > Kicz, jak mi się wydaje, jest obliczony na zrobienie wrażenia, a nie na "wypowiedzenie" wrażenia wewnętrznego. Dlatego w kiczu stosuje się środki wyrazu, które jak z góry można założyć, zrobią wrażenie.To bardzo ciekawa definicja kiczu. Osobiście jestem "za". Odpowiedz jedynie na pytanie: jak się ma intencja twórcy do percepcji odbiorcy? > Jednak nie każdy widz daje się oszukać.Każdy. Ja też czasami płaczę na melodramatach mimo, że znam techniki manipulacyjne.  > W przypadku pośredników przekazu artystycznego, owszem zgoda. [...] Czasem bywa tak, że sztuka jest kiepska, ale warto zobaczyć ją ze względu na grę jednego aktora.Muzyka była tu tylko przykładem. > Znam koncepcję Freuda, ale wolę Junga. Mi strasznie przeszkadza ten freudowski seksualizm.Jung był uczniem i przyjacielem Freuda. Odrzucił "seksualizm", wprowadził "archetypy" i miał rację. Ale nie zanegował freudowskiej psychologii. I chwała mu za to. Serdecznie pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Ależ owszem. Tym nickiem.  Nie rozumiem. Zdaje się, że trafiłam na dociekliwego rozmówcę i nie uda mi się jedynie prześlizgnąć po powierzchni tematu. > I o tego "diabła" i owe "bezguścia" chodzi. Dlaczego powszechnie uważamy, że wręcz przysłowiowy "Jeleń na rykowisku" to kicz? Dlaczego deprecjonujemy ludzi, którym się podoba? A może to ich jedyny sposób na odbiór jakiejkolwiek estetyki? Jedyny powód do wzruszenia?Niewątpliwe należałby wykazywać się ostrożnością w ocenie dzieła, ponieważ bywa ona również oceną człowieka. Bywa tak, że przychodzę do czyjegoś domu i widzę owego jelenia. Myślę sobie wtedy, no o malarstwie z tą osobą rozmawiać nie należy. Nie powoduje to jednak, że osoba nagle traci wszelkie zalety. Po prostu nie ma smaku w tej kwestii, a ja w innej i tyle. Jednak prawdziwą zmorą dla mnie są poeci, na siłę recytujący mi swoje wiersze. Jednak dlaczego nie ma w nas zgody na uznanie jelenia za rzecz piękną? Powody mogą być różne. Nawyki, edukacja, środowisko, itp. Sądzę jednak, że o ile zechcemy być rzetelni, sprawa wygląda jeszcze inaczej. Większość ludzi widziało ileś tam obrazów w życiu. Ci których oglądanie takich rzeczy choć trochę pociąga, mają do dyspozycji we własnej pamięci, nie tylko obraz ale i emocje towarzyszące temu oglądaniu, czasem wiedzę na temat warsztatu. Widząc jelenia też doznają jakichś odczuć, też zauważają warsztat. Porównanie wspomnień innych obrazów i jelenia, wypada niekorzystnie na rzecz jelenia - aż do niesmaku włącznie. Czasem tak bardzo niekorzystnie, że nadajemy dziełu miano kicz. Przecież często jest też tak, że widząc po raz pierwszy w życiu obraz - zły przykład. Pierwsza wizyta w filharmonii, dostarcza niezwykłych emocji. Przy piątej, zaczynamy dobierać repertuar ostrożniej. Po dziesiątej potrafimy skrytykować jakość wykonania. Ten sam koncert słyszany po raz pierwszy może wyda się arcydziełem, dla bardziej doświadczonego ucha już nie koniecznie. > Moja definicja piękna (sformułowana jakieś 35 lat temu) mówi jedynie o wzruszeniu. Czyli o emocji. Ale zgodzimy się zapewne, że wszelkie wzruszenie jest emocją pozytywną. Zatem jeśli coś mi się nie podoba, to doznaję emocji negatywnych; ergo: nie uważam tego za piękne (dla mnie nie jest pięknem). Jeśli więc są ludzie, których wzrusza widok "Jelenia...", to dla nich może być on dziełem sztuki; dla pozostałych - kiczem.Rozumiem i zgadzam się, ja tylko dorobiłam do tego teorię. To też sprowadza się do indywidualizmu, ale ja akurat prezentuje dla wielu kontrowersyjny pogląd. Uważam, że sztuka posiada wartość obiektywną. >Ależ odpowiedziałem. Dając Ci plusa. A to przepraszam. > >Myślę, że to właśnie może być jakiś punkt zaczepny do refleksji, czy tym różni się dzieło od kiczu. Artysta, szuka środka wyrazu dla tego co widzi, czuje.... i rozumie. Po jungowsku sądzę, że nie musi rozumieć - "To co mówi o swoim dziele artysta, często nie jest najlepszym, co o tym dziele można powiedzieć" najlepszym w sensie najtrafniejszym. > To bardzo ciekawa definicja kiczu. Osobiście jestem "za". Odpowiedz jedynie na pytanie: jak się ma intencja twórcy do percepcji odbiorcy?Artystę odbiorca interesuje dopiero w drugim rzędzie, a często w ogóle go nie interesuje. Artysta w swoim dziele realizuje potrzebę "wypowiedzenia się." Szuka adekwatnych środków wyrazu i tutaj bardzo ważne jest opanowanie warsztatu. Często artysta jest wciąż niezadowolony z uzyskanego efektu. Widzi, że to jednak nie to, co chciał wyrazić, nie tak. Poszukuje więc dalej. Robi to dla siebie, ale często skutkiem jest również czytelność dla odbiorcy. Wielu ludzi sądzi, że artysta nie wkłada wysiłku w dzieło. Po prostu wypluwa je z siebie i już. Uważam, że to nie prawda. Jest to inny rodzaj wysiłku niż kopanie rowów i wymaga tak więcej precyzji, jak i większego udziału myślenia. Odbiorcą sztuki też nie może być każdy. I nie każdej sztuki. Musi prezentować swego rodzaju wrażliwość na określoną tematykę jak i mieć umiejętność odczytywania określonego rodzaju formy. Aby zachwycać się mrokiem gotyku, trzeba choć trochę tego mroku mieć w sobie. Dla ludzi, którzy świat widzą czarno-biało, surrealizm zawsze będzie jakimś pomieszaniem z poplątaniem i niepotrzebnym nagromadzeniem przenośni. Sądzę, że najlepszym sprawdzeniem czytelności dzieła jest zaprezentowanie go znanej osobie, która na pewno jest w stanie doznawać emocji czy spostrzegać wartości, które dzieło ma pokazywać. Jest to sprawdzian czytelności warsztatu. Sądzę, że istnieje przekładnia między intencjami artysty a odbiorem widza. Jest ona zależna od: 1. siły tej "emocji", którą artysta chce przekazać - zmusza artystę do poszukiwania najlepszego wyrazu 2. biegłości warsztatowej artysty, która pozwala mu na adekwatny wyraz 3. również od trwałości tego co ma być przekazane, wielu artystów właściwie przez całe swoje życie mówi o tym samym i w końcu osiąga w tym mistrzostwo wyrazu > >Jednak nie każdy widz daje się oszukać.> Każdy. Ja też czasami płaczę na melodramatach mimo, że znam techniki manipulacyjne.  Masz rację. Zastanawiam się jednak, czy nie możemy również mówić o rzemieślnikach, którzy swoje rzemiosło doprowadzili do rangi artyzmu? I prawdę mówiąc wolę obejrzeć czasem dobre rzemiosło, niż nieciekawy pseudoartyzm. >Jung był uczniem i przyjacielem Freuda. Odrzucił "seksualizm", wprowadził "archetypy" i miał rację. Ale nie zanegował freudowskiej psychologii. I chwała mu za to. Przyjacielem do czasu. Jednak to nie jest takie proste. Zastąpienie seksualizmu archetypami. Freud seksualizmem tłumaczył niemal wszystko. Jungowskie archetypy nie dostarczają takich pełnych wyjaśnień. Jung ma przede wszystkim inną koncepcję człowieka. Dla Freuda człowiek pełen jest wewnętrznych sprzeczności. Dla Junga jest integralną całością, sprzeczności są tylko pozorne. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Przepraszam, że dopiero teraz. Ale chyba nam się nie spieszy? > >Ależ owszem. Tym nickiem.  > Nie rozumiem.Zostawmy ten temat. To "pokłosie" Twojej dyskusji z Markiem (IQ coś tam) na temat Twojego nicku; jestem po jego stronie, niestety. > Zdaje się, że trafiłam na dociekliwego rozmówcę i nie uda mi się jedynie prześlizgnąć po powierzchni tematu.A chciałaś? Minimalistka.  > Niewątpliwe należałby wykazywać się ostrożnością w ocenie dzieła, ponieważ bywa ona również oceną człowieka.No właśnie - bywa. > Jednak prawdziwą zmorą dla mnie są poeci, na siłę recytujący mi swoje wiersze.A już byłem o krok od popełnienia podobnego nietaktu...  > Jednak dlaczego nie ma w nas zgody na uznanie jelenia za rzecz piękną? Powody mogą być różne. [...] Większość ludzi widziało ileś tam obrazów w życiu.Z tą "większością" bardzo bym uważał. O ile wiem (ze statystyk), tzw. "większość" żyje sobie całkiem spokojnie lub nie w swoich "grajdołkach" gdzieś na dalekiej prowincji (nie tylko w Polsce - globalnie) i jedynym ich kontaktem ze "sztuką" jest "jeleń" lub "święte obrazki". Zauważ. Ja nie neguję Twoich poglądów na ten temat! Wręcz się zgadzam z większością z nich. Staram się jedynie rozszerzyć spectrum naszych wspólnych dociekań. Tylko tyle. > Przecież często jest też tak, że widząc po raz pierwszy w życiu obraz - zły przykład. Pierwsza wizyta w filharmonii, dostarcza niezwykłych emocji. Przy piątej, zaczynamy dobierać repertuar ostrożniej. Po dziesiątej potrafimy skrytykować jakość wykonania. Ten sam koncert słyszany po raz pierwszy może wyda się arcydziełem, dla bardziej doświadczonego ucha już nie koniecznie.No właśnie. Oczywiście, masz rację. Tylko, że w tym przypadku mamy do czynienia nie tyle z samą wrażliwością, co z pewnym procesem estetycznej edukacji. Edukacji, która nie jest dostępna dla bardzo wielu ludzi (np. byłych pracowników PGR-ów, obecnie bezrobotnych, z niepełnym wykształceniem podstawowym). I żeby nie było nieporozumień: ja tym ludziom nie odmawiam prawa do estetycznych przeżyć; jeśli dla nich jeleń lub św. obrazek jest piękny (jest dziełem sztuki), to uznaję, że tak jest, bo rozumiem pewne szrsze uwarunkowania takiego podejścia. I nie jest to sprzeczne z moją definicją piękna. > Uważam, że sztuka posiada wartość obiektywną.Też skłaniam się ku temu poglądowi. Ale nie jest to ani tak proste, ani - tym bardziej - oczywiste. Na pewno jest kwestią jakiejś konwencji (umowy społecznej?). Bo na czym miałby polegać ów "obiektywizm" ocen? > Artystę odbiorca interesuje dopiero w drugim rzędzie,Zgoda. > a często w ogóle go nie interesuje.To bardzo ryzykowne stwierdzenie. Osobiście się z nim nie zgadzam, ale to zbyt obszerny temat by go tu poruszać. > Artysta w swoim dziele realizuje potrzebę "wypowiedzenia się." Szuka adekwatnych środków wyrazu i tutaj bardzo ważne jest opanowanie warsztatu.To co zrobimy z całą "sztuką" ba, "kulturą" lansowaną przez MTV, Vivę, kilka (tysięcy) czasopism "kolorowych" - przecież ludzie ci nie robią nic innego jak tylko "realizują potrzebę wypowiedzenia się"? Mało tego, to - wedle potocznego odbioru - właśnie jest Sztuką. > Odbiorcą sztuki też nie może być każdy. I nie każdej sztuki.Z pierwszym zdaniem trudo się zgodzić - w świetle tego, co już zostało powiedziane. Chyba, że zdefiniujemy pojęcie sztuki. Jeśli zdefiniujemy je tak, jak jest w naszej kulturze rozumiane, to zgoda - sztuka jest dobrem elitarnym. Zdanie drugie nie budzi wątpliwości. > Zastanawiam się jednak, czy nie możemy również mówić o rzemieślnikach, którzy swoje rzemiosło doprowadzili do rangi artyzmu?To doskonałe pytanie! Z pytaniem dodatkowym: czy pod pojęciem "artyzm" masz na myśli artyzm jako taki czy "perfekcję" warsztatową? Bo to nie to samo. Jest w obiegu pojęcie rzemiosła artystycznego i mniej więcej wiemy co oznacza. Ale domyślam się, że nie o to Ci chodziło. Tylko, że to temat na bardzo długą dyskusję; bez gwarancji konsensusu. Nie tu i nie teraz. > I prawdę mówiąc wolę obejrzeć czasem dobre rzemiosło, niż nieciekawy pseudoartyzm.Ja też. Co do Junga - to był jedynie wtręt. Oczywiście, że masz rację. To wynika z lektur obu autorów. > PozdrawiamWzajemnie. Z głęboką atencją.  >
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Przepraszam, że dopiero teraz. Ale chyba nam się nie spieszy?Skoro nam się nie spieszy, też pozwoliłam sobie na opieszałość, nie zamierzoną ale mam nadzieję usprawiedliwioną. > >Jednak prawdziwą zmorą dla mnie są poeci, na siłę recytujący mi swoje wiersze.> A już byłem o krok od popełnienia podobnego nietaktu...  Ja rozumiem, jeśli poezja jest środkiem mówienia o rzeczach, których nie da się adekwatnie opisać, czy wyrazić tradycyjnymi formami. Jednak jeśli wierszydło konstruuje się w ten sposób, że usuwa się z normalnej wypowiedzi proste rzeczowniki i wstawia tam porównania, no i jest poezja. Nie rozumiem po co? Zazwyczaj ostrożnie zakładam, że nie znam się na poezji i nie potrafię przeniknąć wielkości dzieł co niektórych artystów. > Z tą "większością" bardzo bym uważał. O ile wiem (ze statystyk), tzw. "większość" żyje sobie całkiem spokojnie lub nie w swoich "grajdołkach" gdzieś na dalekiej prowincji (nie tylko w Polsce - globalnie) i jedynym ich kontaktem ze "sztuką" jest "jeleń" lub "święte obrazki".A tv? Jakaś szkoła? Do mojego "grajdołka" raz w miesiącu przyjeżdżała filharmonia. Po prostu myślę, że kto szuka ten znajdzie. Sam wykombinuje, że te grządki przed domem warto byłoby inaczej posadzić, niż mają wszyscy sąsiedzi. > Zauważ. Ja nie neguję Twoich poglądów na ten temat! Wręcz się zgadzam z większością z nich. Staram się jedynie rozszerzyć spectrum naszych wspólnych dociekań. Tylko tyle.A co, czy ja gdzieś przyjęłam kłótliwy ton? Jeśli tak, to niechcący. > I żeby nie było nieporozumień: ja tym ludziom nie odmawiam prawa do estetycznych przeżyć; jeśli dla nich jeleń lub św. obrazek jest piękny (jest dziełem sztuki), to uznaję, że tak jest, bo rozumiem pewne szersze uwarunkowania takiego podejścia. I nie jest to sprzeczne z moją definicją piękna.Czy nie jest tak czasami, że wchodzisz do czyjegoś domu i nie możesz się powstrzymać. Myślisz, ale masakra. No niby powinieneś - odmienność. Trzeba chyba się zastanowić, czy odmienność wartościowania estetycznego, ma charakter raczej pionowy, czy raczej poziomy? > >Uważam, że sztuka posiada wartość obiektywną.> Też skłaniam się ku temu poglądowi. Ale nie jest to ani tak proste, ani - tym bardziej - oczywiste. Na pewno jest kwestią jakiejś konwencji (umowy społecznej?). Bo na czym miałby polegać ów "obiektywizm" ocen?Owszem proste nie jest. Na dodatek posunęłabym się jeszcze dalej, nie jest jedynie kwestią określonej konwencji, ale czegoś ponadczasowego. Przyznam się od razu, że przekonał mnie do tej opinii Jung. > >Artystę odbiorca interesuje dopiero w drugim rzędzie,> Zgoda.> >a często w ogóle go nie interesuje.> To bardzo ryzykowne stwierdzenie. Osobiście się z nim nie zgadzam, ale to zbyt obszerny temat by go tu poruszać.Zmienię "często", na "bywa że". Teraz jest ok.? > >Artysta w swoim dziele realizuje potrzebę "wypowiedzenia się." Szuka adekwatnych środków wyrazu i tutaj bardzo ważne jest opanowanie warsztatu.> To co zrobimy z całą "sztuką" ba, "kulturą" lansowaną przez MTV, Vivę, kilka (tysięcy) czasopism "kolorowych" - przecież ludzie ci nie robią nic innego jak tylko "realizują potrzebę wypowiedzenia się"? Mało tego, to - wedle potocznego odbioru - właśnie jest Sztuką.MTV, Viva, pokazy fajerwerków, festyny - to jest przede wszystkim rozrywka. Doświadczanie sztuki, też jest przecież rozrywką. Może skąd bierze się łączenie niektórych elementów i nadawanie im miana sztuki. > > Odbiorcą sztuki też nie może być każdy. I nie każdej sztuki.> Z pierwszym zdaniem trudno się zgodzić - w świetle tego, co już zostało powiedziane. Chyba, że zdefiniujemy pojęcie sztuki. Jeśli zdefiniujemy je tak, jak jest w naszej kulturze rozumiane, to zgoda - sztuka jest dobrem elitarnym.Chodziło mi tylko o indywidualne predyspozycje do określonych doświadczeń, o czym pisałam wcześniej. > >Zastanawiam się jednak, czy nie możemy również mówić o rzemieślnikach, którzy swoje rzemiosło doprowadzili do rangi artyzmu?> To doskonałe pytanie! Z pytaniem dodatkowym: czy pod pojęciem "artyzm" masz na myśli artyzm jako taki czy "perfekcję" warsztatową? Bo to nie to samo.Właśnie tego nie jestem pewna. Wyobrażam sobie, że aby osiągnąć perfekcję warsztatową trzeba mieć szczególny talent w określonym kierunku. Nie wystarczy samo ćwiczenie do upadłego. Tak więc mistrz gry na skrzypcach jest trochę artystą nawet jeśli nic w życiu nie skomponował. Mówi się też o różnicach w interpretacji. Ten sam kawałek, na tym samym instrumencie, grając w tym samym tempie i w ogóle, można jednak wykonać lepiej lub gorzej. Serial też można różnie zrobić. Mamy "M jak miłość" i "Carnivale". > Jest w obiegu pojęcie rzemiosła artystycznego i mniej więcej wiemy co oznacza. Ale domyślam się, że nie o to Ci chodziło.Rzemiosło artystyczne, to dla mnie wykonanie przedmiotu użytecznego, ale ładniejszego lub innego w formie niż jest to na ogół przyjęte. > Tylko, że to temat na bardzo długą dyskusję; bez gwarancji konsensusu. Nie tu i nie teraz.E, gwarancja konsensusu to rzadkość w życiu. Jak nie tu i nie teraz, to gdzie i kiedy? Wydaje mi się to całkiem dobre miejsce na takie rozważania. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > UKSW czy KUL? To jedyne dwa ośrodki uprawiające tomizm jakie znam. A odpowiedź jest właśnie tomistyczna.Przezwyciężenie koncepcji A. jest oceną faktów. Nie trzeba być tomistą, aby taką ocenę wysunąć. Wystarczy w minimalnym zakresie znać historię filozofii starożytnej i średniowiecznej. > Ja sądzę, że jest tu postulat nie oceniania, nastawienia się na samo doznawanie tego co przynosi byt, bez narzucania mu treści przez podmiot poznający.Wątpię. Clou wspomnianej teorii piękna stanowi pozytywne wartościowanie istniejących osób.  > Tu polecam moją odpowiedź powyżej, do M.A.M. Dodałabym tylko, że warto się zastanowić nad istnieniem takich rzeczy - dzieła sztuki lub produkty zaawansowanej techniki - które działając jedynie na jeden zmysł, są w stanie wpłynąć na wrażenia innych zmysłów. Ogniwem łączącym jest mózg, ale jego funkcjonowania ciągle jeszcze nie znamy w pełni.Niekoniecznie na jeden, np. sztuka teatralna oddziaływuje na wszystkie zmysły, a procesor można nie tylko usłyszeć, ale i także powąchać. Z kolei moja nałmłodsza siostrzenica z pewnością chciałaby go posmakować.  > Tak, ale nie znał zdobyczy współczesnej nauki. Uważał, że to co dociera do naszych zmysłów jest czym innym niż to co prezentuje nam w efekcie umysł. Są więc jakieś "matryce" w umyśle, które przetwarzają doznania i umiejscawiają je w kategoriach czysto umysłowych - czasu i przestrzeni. Mam też wrażenie, że Kant w pewien sposób ominął problem sprawdzalności, problem tego, że mimo wszystko widzimy te same rzeczy.Nie rozumiem, możesz doprecyzować? > Owszem nasze mózgi funkcjonują w podobny choć nie identyczny sposób, ale twierdzenie, że nie mamy dostępu do faktów jest zbyt mocne.A może jemu nie o fakty chodziło, lecz o przedstawienia? Zważ, że krytyka odczytana dosłownie brzmi nieco absurdalnie. Uważam, podobnie jak Gilson i Brentano, że KCR jest dziełem mistycznym. > Ja znam też inną teorię. Świat ducha (tak sobie to nazwijmy na razie) faktycznie istnieje. Dostępu do niego na co dzień bronią nam ograniczone i narzucające się w swej intensywności zmysły - cielesne organy.Wątpię czy waginy i penisy cokolwiek utrudniają.  > Jeśli jednak uda nam się je wyłączyć - modlitwą, kontemplacją, skrajnym zmęczeniem, lub właśnie praktykami masochistycznymi osiągającymi takie granice, że mózg już więcej nie może - wówczas przestają one przeszkadzać i mamy dostęp do owego świata ducha.Jeśli dostęp do świata duchowego mają jedynie niewyspani masochiści, należałoby przysposobiać dzieci do uległości i braku dbałości o zdrowie. Brzmi to równie absurdalnie jak teza, wedle której nasze mózgi pracują najlepiej kiedy są niedostatecznie dotlenione i odżywione. Twoja wypowiedź jest kontrowersyjna ponieważ sugeruje, że świat duchowy powinien być produktem mózgów należących do osób chorych, niewyspanych oraz czerpiących przyjemność z poniżenia i bólu fizycznego. Prawdę powiedziawszy nie chciałbym "tam" trafić, ale chętnie wysłałbym "tam" swoich wrogów. > przeczytałam "Ontologię" Stróżewskiego i teraz znowu nie wiem jak to jest.Życzę owocnych poszukiwań.
|
|
| | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Przezwyciężenie koncepcji A. jest oceną faktów. Nie trzeba być tomistą, aby taką ocenę wysunąć. Wystarczy w minimalnym zakresie znać historię filozofii starożytnej i średniowiecznej.Oj, minimalny? Wydaje mi się, że przynajmniej średni. Co do w. w. uczelni. Sama skończyłam USKW. Za dużo tam było tomizmu jak dla mnie, stanowczo za dużo. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość tej uczelni. Mimo wszystko stanowi świetne przygotowanie. Dużo metodologii, logiki no i klasyków. Robi porządek w głowie. Inna sprawa co zrobi się później z tą wiedzą. > Wątpię. Clou wspomnianej teorii piękna stanowi pozytywne wartościowanie istniejących osób.  Taka jest opinią Gogacza. I nie tylko. Ja się z nimi nie do końca zgadzam. Owszem widzenie piękna we wszelkich bytach jest w gruncie rzeczy postulatem pozytywnego odniesienia się do świata, do tego co istnieje. Jednak moim zdaniem, jeśli owo piękno w rzeczach faktycznie istnieje, do jego poznania potrzeba więcej neutralności niż pozytywu. To jest jednak moja interpretacja. > Niekoniecznie na jeden, np. sztuka teatralna oddziaływuje na wszystkie zmysły, a procesor można nie tylko usłyszeć, ale i także powąchać. Z kolei moja nałmłodsza siostrzenica z pewnością chciałaby go posmakować.  Tak, ale wspomnienie tej sztuki, już nie. Sfilmowane przedstawienie jest zupełnie czym innym niż oglądane na żywo. Atmosfera teatru, bliskość żywych aktorów. > Nie rozumiem, możesz doprecyzować?Postaram się. Kant uważał, że do zmysłów docierają wrażenia. Nie mamy dostępu do tych wrażeń w czystej postaci. Prezentują się nam one dopiero w umyśle. Umysł zaś nie odbiera ich w tej formie w jakiej robią to zmysły. Umysł ma jakby swoją matrycę obróbki. Nie w świecie, ale właśnie w umyśle występują kategorie czasu i przestrzeni. Dlatego to co nam się zjawia, nie jest dokładnie tym co realnie istnieje. Nie możemy poznawać świata w sposób czysty, nie potrafimy go zobaczyć takim jaki jest. Dlatego nie można mówić, że widzę stół, ale jedynie, że on mi się zjawia. Jego forma jest już obciążona wewnętrznymi kategoriami umysłu. Co rozumiem przez ominięcie sprawdzalności. Kant wiedział, że postrzegamy rzeczy w sposób przefiltrowany. Nie wiedział jednak zbyt wiele o tym jak faktycznie wygląda owo filtrowanie. Dzisiaj sporo o tym wiemy. Dlatego możemy pokusić się o sprawdzenie, czy i jak określona rzecz jest odbierana przez różnych ludzi. > A może jemu nie o fakty chodziło, lecz o przedstawienia? Zważ, że krytyka odczytana dosłownie brzmi nieco absurdalnie. Uważam, podobnie jak Gilson i Brentano, że KCR jest dziełem mistycznym.No fakt, o fakty nie mogło mu chodzić, bo do nich nie mamy dostępu. Są tylko przedstawienia. Mistyczne dzieło powiadasz? Nigdy o tym tak nie myślałam. Może warto. > Wątpię czy waginy i penisy cokolwiek utrudniają.  Chrześcijanie mają na tym punkcie niesamowitą jazdę. Utrudniają, a nawet uniemożliwiają wstęp do wrót niebieskich. To mnie nigdy nie przestanie dziwić. Jednak mi chodziło o zmysły. > Jeśli dostęp do świata duchowego mają jedynie niewyspani masochiści, należałoby przysposabiać dzieci do uległości i braku dbałości o zdrowie. Brzmi to równie absurdalnie jak teza, wedle której nasze mózgi pracują najlepiej kiedy są niedostatecznie dotlenione i odżywione.Ludzie mają to do siebie, że lubią przesadzać. Lubisz wędrować po górach, albo pływać żaglówką? O ile tak, to przyznaj, że w.w. sytuacjach, generalnie jesteśmy bardziej skłonni do zastanawiania się nad sensem życia i takimi tam, na co dzień pomijanymi problemami. Więc może coś w tym jest? > Twoja wypowiedź jest kontrowersyjna ponieważ sugeruje, że świat duchowy powinien być produktem mózgów należących do osób chorych,Chorych psychicznie? Nie uważam tak, ale przyznam, że fenomen schizofrenii katatonicznej wciąż zaprząta mi głowę. Zresztą czy nie ma trochę prawdy w tym, że wielcy tego świata, nie odpowiadali całkowicie społecznym normom? > niewyspanychNiewyspanie, to stan między snem a jawą. Podobny do tego tuż po przebudzeniu. Ponoć w takim stanie nasz sposób kojarzenia faktów jest nieco inny niż przy pełnej trzeźwości umysłu. Ponoć, dzięki niemu można wpaść na rozwiązanie problemów, nad którymi się głowimy. Ludowa mądrość też każe się z problemem przespać. Nie zalecam oczywiście nikomu katowania się bezsennością. > oraz czerpiących przyjemność z poniżenia i bólu fizycznego.A Teresa mi pisała, że biczownicy i inni cierpiętnicy dla idei, nie robią tego dla przyjemności. Przyświeca im wyższy cel. Czy sposób jest dobry? Wątpię i Teresa też wątpi. > Prawdę powiedziawszy nie chciałbym "tam" trafić, ale chętnie wysłałbym "tam" swoich wrogów.Wrogów trzeba pielęgnować. W dzisiejszym konformistycznym świecie coraz trudniej o dobrego wroga.  Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > >Przezwyciężenie koncepcji A. jest oceną faktów. Nie trzeba być tomistą, aby taką ocenę wysunąć. Wystarczy w minimalnym zakresie znać historię filozofii starożytnej i średniowiecznej.> Oj, minimalny? Wydaje mi się, że przynajmniej średni.Nie, nie trzeba znać tego doskonale. Wystarczy odciąć się od gotowych rozwiązań i samodzielnie problem, przed którym stanął Tomasz, przemyśleć. Ja oczywiście nie mam nic wspólnego z tomistami z KUL i USKW(i nawet nie chcę mieć), jednak teologię Tomasza potrafię pojąć. > Co do w. w. uczelni. Sama skończyłam USKW. Za dużo tam było tomizmu jak dla mnie, stanowczo za dużo. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość tej uczelni. Mimo wszystko stanowi świetne przygotowanie. Dużo metodologii, logiki no i klasyków. Robi porządek w głowie. Inna sprawa co zrobi się później z tą wiedzą.Co w takim razie robisz na forum ateistów i agnostyków? Mam nadzieję, że nie prowadzisz wirtualnej katechezy i nie zamierzasz wszczynać wojen na podłożu religijnym. Obawiam się fanatyzmu w każdej postaci, nawet jeśli mówimy o miłości. > Postaram się. Kant uważał, że do zmysłów docierają wrażenia. Nie mamy dostępu do tych wrażeń w czystej postaci. Prezentują się nam one dopiero w umyśle. Umysł zaś nie odbiera ich w tej formie w jakiej robią to zmysły. Umysł ma jakby swoją matrycę obróbki. Nie w świecie, ale właśnie w umyśle występują kategorie czasu i przestrzeni. Dlatego to co nam się zjawia, nie jest dokładnie tym co realnie istnieje. Nie możemy poznawać świata w sposób czysty, nie potrafimy go zobaczyć takim jaki jest. Dlatego nie można mówić, że widzę stół, ale jedynie, że on mi się zjawia. Jego forma jest już obciążona wewnętrznymi kategoriami umysłu.Ale to nie ma nic wspólnego z faktami. > Co rozumiem przez ominięcie sprawdzalności. Kant wiedział, że postrzegamy rzeczy w sposób przefiltrowany. Nie wiedział jednak zbyt wiele o tym jak faktycznie wygląda owo filtrowanie. Dzisiaj sporo o tym wiemy. Dlatego możemy pokusić się o sprawdzenie, czy i jak określona rzecz jest odbierana przez różnych ludzi.Kombinujesz.  > No fakt, o fakty nie mogło mu chodzić, bo do nich nie mamy dostępu.Wręcz przeciwnie. Kant nigdy by czegoś tak głupiego nie powiedział. Sądzę, że jemu chodziło o rzeczy same w sobie, a nie o fakty. Nazwa "rzecz sama w sobie" jest dziwaczna co sugeruje, że wcale tu nie chodzi o świat rzeczywisty. Zwróć uwagę, że taka nomenklatura jest charakterystyczna dla filozofii Platona(,którym nota bene Kant się zachwycał. W KCR wyraził nawet akceptację dla teorii idei - rzeczy samych w sobie.) Spróbuj krytykę odczytać idealistycznie - szybciej znajdziesz odpowiedź co oznaczają subiektywne formy percpecji(czas i przestrzeń), przy pomocy których postrzegamy rzeczy same. > Ludzie mają to do siebie, że lubią przesadzać. Lubisz wędrować po górach, albo pływać żaglówką? O ile tak, to przyznaj, że w.w. sytuacjach, generalnie jesteśmy bardziej skłonni do zastanawiania się nad sensem życia i takimi tam, na co dzień pomijanymi problemami. Więc może coś w tym jest?To nie o to chodzi. Sądzę, że intuicja może zbudzić się w człowieku na wiele sposobów. Ważną kwestią może być dojrzewanie mózgu, natężenie procesu edukacji, stopień deprywacji zmysłowej, uczucia żywione względem nieobecnych fizycznie osób oraz wiele innych czynników. Natomiast aberracje w postaci zadawania sobie bólu, braku higieny, urojeń np. wielkościowych są zjawiskami marginalnymi, które nie powinny przesłaniać zasadniczego problemu. > Chory Zresztą czy nie ma trochę prawdy w tym, że wielcy tego świata, nie odpowiadali całkowicie społecznym normom?Kinsey wykazał, że niezaprzeczalna większość społeczeństwa regularnie wykracza poza obowiązujące normy. A pewien stopień nerotyzmu można przyznać każdemu człowiekowi. Jak to mówią przedstawiciele organów ścigania - "na każdego znajdzie się paragraf". > NiewyspanieTo jeden z lepszych sposobów na złamanie osoby więzionej np. z powodów politycznych albo neofitów sekty religijnej. Po trzech dniach bezsenności stajesz się personą zewnątrzsterowną, czyli podatną na manipulacje. > >oraz czerpiących przyjemność z poniżenia i bólu fizycznego.> A Teresa mi pisała, że biczownicy i inni cierpiętnicy dla idei, nie robią tego dla przyjemności.Chore. > Przyświeca im wyższy cel.Cóż może być wartościowszego do własnego interesu, np. zdrowia, statusu, miłości?
|
|
| | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | Ciekawe, zauważyłam to dopiero chcąc odpowiedzieć komuś innemu. Nie pamiętam powiadomienia o twojej odpowiedzi. Dziwne. > Co w takim razie robisz na forum ateistów i agnostyków? Mam nadzieję, że nie prowadzisz wirtualnej katechezy i nie zamierzasz wszczynać wojen na podłożu religijnym. Obawiam się fanatyzmu w każdej postaci, nawet jeśli mówimy o miłości.Chyba już wiesz, że nie mam takich zapędów. > Ale to nie ma nic wspólnego z faktami.Rozchodzi się ze współczesnymi badaniami naukowymi. No ale Kant nie jest współczesnym myślicielem. Wniósł dużo do humanistyki, przede wszystkim do teorii poznania. No i tyle. > Kombinujesz.  Tym razem nie. > Wręcz przeciwnie. Kant nigdy by czegoś tak głupiego nie powiedział. Sądzę, że jemu chodziło o rzeczy same w sobie, a nie o fakty.To Husserlowi, który swoją drogą cenił Kanta i jak sądzę od niego zapożyczył pojęcie "fenomenu" (gr. to co się zjawia). > Nazwa "rzecz sama w sobie" jest dziwaczna co sugeruje, że wcale tu nie chodzi o świat rzeczywisty. Zwróć uwagę, że taka nomenklatura jest charakterystyczna dla filozofii PlatonaU Platona, rzecz sama w sobie, to była idea. Idee miały zaś bytować realnie. Kant mówi tylko, że nie mamy dostępu do obiektywnego poznania. To co nam się zjawia jest tylko częściowo obrazem świata, częściowo naszym widzeniem tego świata. Nie postuluje jakiegoś świata idei. Zbieżność jest, ale nie taka prosta. U Platona są bytujące gdzieś w świecie podksiężycowym idee, u Kanta są jakieś idee w naszym umyśle. Pierwsze, to filozofia przedmiotu, drugie podmiotu. > Spróbuj krytykę odczytać idealistycznie - szybciej znajdziesz odpowiedź co oznaczają subiektywne formy percepcji(czas i przestrzeń), przy pomocy których postrzegamy rzeczy same.Jak się jeszcze kiedyś odważę za to wziąć, potraktuję to jako dzieło mistyczne. > To nie o to chodzi. Sądzę, że intuicja może zbudzić się w człowieku na wiele sposobów. Ważną kwestią może być dojrzewanie mózgu, natężenie procesu edukacji, stopień deprywacji zmysłowej, uczucia żywione względem nieobecnych fizycznie osób oraz wiele innych czynników. Natomiast aberracje w postaci zadawania sobie bólu, braku higieny, urojeń np. wielkościowych są zjawiskami marginalnymi, które nie powinny przesłaniać zasadniczego problemu.Taa, a wiesz, ja mam taką koncepcję człowieka, zgodnie z którą, my się zasadniczo nie zmieniamy. Mamy po prostu bardzo dużo potencjalności. Są one uruchamiane jeśli zaistnieją odpowiednie okoliczności. Dlatego nie jest sprzeczne, że ten sam człowiek potrafi być łagodnym i kochającym rodzicem i świetnym żołnierzem. Każde kolejne doświadczenie odkrywa następny zbiór potencjalności. Zmiany charakteru nie są liniowe. Chyba rozumiesz dlaczego w ogóle o tym piszę w tym miejscu? > Kinsey wykazał, że niezaprzeczalna większość społeczeństwa regularnie wykracza poza obowiązujące normy. A pewien stopień neurotyzmu można przyznać każdemu człowiekowi. Jak to mówią przedstawiciele organów ścigania - "na każdego znajdzie się paragraf".A czy tu nie należałoby wziąć pod uwagę: częstotliwości i rozmiaru. Co innego gdy ktoś złamie komuś szczękę ze złości, co innego, gdy ktoś marzy o zostaniu specjalistą od tortur. > >Niewyspanie> To jeden z lepszych sposobów na złamanie osoby więzionej np. z powodów politycznych albo neofitów sekty religijnej. Po trzech dniach bezsenności stajesz się personą zewnątrzsterowną, czyli podatną na manipulacje.Nie wątpię. > Cóż może być wartościowszego do własnego interesu, np. zdrowia, statusu, miłości?Wolność, dla niektórych. No ale to też status. Idea dla której warto zginąć. Jednak to osobny temat. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > >Wręcz przeciwnie. Kant nigdy by czegoś tak głupiego nie powiedział. Sądzę, że jemu chodziło o rzeczy same w sobie, a nie o fakty.> To Husserlowi, który swoją drogą cenił Kanta i jak sądzę od niego zapożyczył pojęcie "fenomenu" (gr. to co się zjawia).Obie interpretacje Kanta, realistyczna oraz idealistyczna, są dopuszczalne. W czasie lektury KCR zauważyłem migotanie, pewien rodzaj zamierzonej dwuznaczności. Np. rozdział zatytułowany "Estetyka transcendentalna" odczytany dosłownie brzmi niedorzecznie, natomiast zinterpretowany idealistycznie nabiera posmaku rasowej metafizyki. Zresztą już na wstępie autor sugerował, że jego głównym zadaniem jest sprawdzenie, czy metafizyka jest możliwa, oraz w jaki sposób jest możliwa, dlatego uważam, że idealistyczna interpretacja jest właściwą droga rozumienia tego tekstu. W dodatku, fakt, że zachwyca się platońską filozofią(teorią idei, a także teorią państwa) oraz stosuje jego nomenklaturę typu rzecz - obiekt, zjawisko - subiektywne wrażenie, stanowi kolejny dowód na poparcie mojej interpretacji. Na koniec warto przypomnieć, że ta wybitna postać europejskiej filozofii pisała natchnione mistycznymi wizjami wiersze(o Bogu, który przenika wszystko). > U Platona, rzecz sama w sobie, to była idea. Idee miały zaś bytować realnie. Kant mówi tylko, że nie mamy dostępu do obiektywnego poznania. To co nam się zjawia jest tylko częściowo obrazem świata, częściowo naszym widzeniem tego świata. Nie postuluje jakiegoś świata idei. Zbieżność jest, ale nie taka prosta. U Platona są bytujące gdzieś w świecie podksiężycowym idee, u Kanta są jakieś idee w naszym umyśle. Pierwsze, to filozofia przedmiotu, drugie podmiotu.Wedle Platona idee znajdowały się w "hyperuranos topos", czyli ponadniebiańskim miejscu, ponadto Kant wyraźnie odróżniał platońską ideę od pojęcia w umyśle. Zamieszanie wynika stąd, że obaj byli w błędzie. Mój zarzut względem Platona jest taki, że zhipostazował pojęcia, a w stosunku do Kanta taki, że zechciał reaktywować metafizykę. Moim zdaniem, metafizyka jest szkodliwa, ponieważ produkuje nieweryfikowalne myśli. Jedyne znaczenie słowa "metafizyka", które wedle mej opinii warto promować to: codzienne, weryfikowalne doświadczenie, charakterystyczne dla całego naszego gatunku. Gabinetowe spekulacje możemy sobie darować. > Taa, a wiesz, ja mam taką koncepcję człowieka, zgodnie z którą, my się zasadniczo nie zmieniamy. Mamy po prostu bardzo dużo potencjalności. Są one uruchamiane jeśli zaistnieją odpowiednie okoliczności. Dlatego nie jest sprzeczne, że ten sam człowiek potrafi być łagodnym i kochającym rodzicem i świetnym żołnierzem. Każde kolejne doświadczenie odkrywa następny zbiór potencjalności. Zmiany charakteru nie są liniowe. Chyba rozumiesz dlaczego w ogóle o tym piszę w tym miejscu?Owszem, potencjalność to pociąg lub dyspozycja, która może się uruchomić w danej sytuacji. Oczywiście istnieje coś takiego jak autonomia podmiotu, który korzystając z własnych zasobów, może się naprowadzić w określonym kierunku. > A czy tu nie należałoby wziąć pod uwagę: częstotliwości i rozmiaru. Co innego gdy ktoś złamie komuś szczękę ze złości, co innego, gdy ktoś marzy o zostaniu specjalistą od tortur.Ciekawe... > Wolność, dla niektórych. No ale to też status. Idea dla której warto zginąć. Jednak to osobny temat.Dla idei trzeba żyć, nie umierać, dlatego ludzie twórczy dbają o swoje zdrowie.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Obie interpretacje Kanta, realistyczna oraz idealistyczna, są dopuszczalne. W czasie lektury KCR zauważyłem migotanie, pewien rodzaj zamierzonej dwuznaczności.No patrz, nie wpadłam na to. Uznałam, że nie łapię wszystkich powiązań i może złapię jak się dokształcę. > Na koniec warto przypomnieć, że ta wybitna postać europejskiej filozofii pisała natchnione mistycznymi wizjami wiersze(o Bogu, który przenika wszystko).A o tym nie wiedziałam. > Moim zdaniem, metafizyka jest szkodliwa, ponieważ produkuje nieweryfikowalne myśli. Jedyne znaczenie słowa "metafizyka", które wedle mej opinii warto promować to: codzienne, weryfikowalne doświadczenie, charakterystyczne dla całego naszego gatunku. Gabinetowe spekulacje możemy sobie darować.No to właśnie nadszedł kres naszych pokojowych konwersacji. Przeczytaj, a mnie znienawidzisz - www.racjonalista.pl/forum.php/s,64684#w64833> Dla idei trzeba żyć, nie umierać, dlatego ludzie twórczy dbają o swoje zdrowie.  Idea jest boginią krwiożerczą. Żąda ofiar z krwi. Spokojnie żyć może tylko wtedy, gdy nie ma innych bogów przed nią. Gdy tylko się pojawią, krew lać się musi. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > No to właśnie nadszedł kres naszych pokojowych konwersacji. Przeczytaj, a mnie znienawidzisz - www.racjonalista.pl/forum.php/s,64684#w64833Nie zamierzam do tych tematów więcej wracać. Pisałem o tym kilka lat temu ksiegarnia.racjonalista.pl/forum.php/s,39378 i mam to już za sobą. Dziś metafizyka ma znaczenie tylko w hermetycznie zamkniętych, akademickich światkach, a współczesność zmierza w kierunku rozwoju nauk szczegółowych. Mam nadzieję, że nasza praca, będzie przyczynkiem do wzmożonej krytyki starodawnych pojęć, która dla nowoczesnego człowieka nie przedstawiają właściwie żadnej, prócz historycznej, wartości. Niech naszą metafizyką będą nauki, kierunkowskazem - rozum, a kryterium - empiryczne doświadczenie. > >Dla idei trzeba żyć, nie umierać, dlatego ludzie twórczy dbają o swoje zdrowie.  > Idea jest boginią krwiożerczą. Żąda ofiar z krwi. Spokojnie żyć może tylko wtedy, gdy nie ma innych bogów przed nią. Gdy tylko się pojawią, krew lać się musi.Chyba śniłaś wczorajszej nocy jakiś koszmar, Beato. Lepiej sobie wypocznij.
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Dziś metafizyka ma znaczenie tylko w hermetycznie zamkniętych, akademickich światkach, a współczesność zmierza w kierunku rozwoju nauk szczegółowych.
Chyba nie masz racji Piotrze. Metafizyka ma olbrzymie znaczenie dla sporej gromadki młodych ludzi, którzy zastanawiając się po co żyją, poszukują na tym i innych forach pomocy w rozwiązywaniu swoich metafizycznych dylematów. Nie mają pojęcia, że propozycji różnych rozwiązań mogą szukać właśnie pod umownym hasłem metafizyka.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | Witaj Wojtku,
Moja opinia na temat metafizyki jest subiektywna i nie rości sobie prawa do bycia obiektywną. Metafizyki to domy z piasku, które rozsypują się przy najlżejszym podmuchu krytycznej myśli. Są dobre jako rozwiązanie tymczasowe, choć przecież teorie tego typu gromadzone były przez historyków od wieków, stąd może pochodzić wrażenie przebywania w hipermarkecie, w którym można znaleźć wszystko. Uważam, że doświadczenia metafizyczne są uniwersalne, dlatego moja opinia była skierowana na bałwochwalczy stosunek do metafizyki, a nie w przeżycia, które ją warunkują(jeśli oczywiście nie stanowią dla człowieka poważnego zagrożenia).
Gorąco pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Chyba nie masz racji Piotrze. Metafizyka ma olbrzymie znaczenie dla sporej gromadki młodych ludzi, którzy zastanawiając się po co żyją, poszukują na tym i innych forach pomocy w rozwiązywaniu swoich metafizycznych dylematów. Nie mają pojęcia, że propozycji różnych rozwiązań mogą szukać właśnie pod umownym hasłem metafizyka.
Może ktoś uznać to za zbytni optymizm, ale moim zdaniem dodanie obowiązkowego nauczania filozofii, oczywiście z elementami ontologii (jako całość jest zbyt trudna) do programu szkół średnich miałoby zbawienny wpływ na postawy życiowe i społeczne Polaków. Podejrzewam, że edukacyjna popularność filozofii we współczesnej Grecji i fakt, że jest to kraj o najmniejszym odsetku samobójstw w Europie, nie pozostają bez związku. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Może ktoś uznać to za zbytni optymizm
Uznaję. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale jestem przekonany, że głównym efektem starań naszych kadr nauczających byłoby w tym wypadku obrzydzenie uczniom filozofii na spory kawał życia. Tyle dodatkowych dat do wykucia! Pana Tadeusza obrzydzono mi w szkole przynajmniej na lat dwadzieścia.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Uznaję. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale jestem przekonany, że głównym efektem starań naszych kadr nauczających byłoby w tym wypadku obrzydzenie uczniom filozofii na spory kawał życia. Tyle dodatkowych dat do wykucia! Pana Tadeusza obrzydzono mi w szkole przynajmniej na lat dwadzieścia.No i w sposób wręcz prostacki i okrutnie przyziemny, sprowadziłeś mnie na ziemię. Aż było słychać jak łupnęło. Niestety masz rację.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | ksiegarnia.racjonalista.pl/forum.php/s,39378Przeczytałam. Nie zgadzam się, ale jak zauważyłeś dałam ci plusa. Dlaczego? Bo cenię syntetyczne ujęcia, biorące pod uwagę całe spektrum wpływów i zależności. Nawet wtedy, gdy nie zgadzam się co do wniosków lub wpływów. Chciałabym abyś odpowiedział mi na kilka pytań: Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez nauki szczegółowe? Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez filozofię? Czy te potrzeby są obecne u człowieka współczesnego? Czy będą istniały w przyszłości? Czy człowiek powinien żyć dla swoich wytworów (nauki, dobra materialne i kulturowe), czy raczej te wytwory powinny pełnić rolę służebną wobec człowieka? > >>Dla idei trzeba żyć, nie umierać, dlatego ludzie twórczy dbają o swoje zdrowie.  > >Idea jest boginią krwiożerczą. Żąda ofiar z krwi. Spokojnie żyć może tylko wtedy, gdy nie ma innych bogów przed nią. Gdy tylko się pojawią, krew lać się musi.> Chyba śniłaś wczorajszej nocy jakiś koszmar, Beato. Lepiej sobie wypocznij.Nie zrozumiałeś? To była konstatacja faktów. Podstaw w miejsce słowa "idea" jakiś -izm (nacjonalizm, komunizm itd.) lub jakąś religię. Zamiast "bogini" wstaw grupę decydentów i propagatorów. I pomyśl jak to bywało w historii. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > Chciałabym abyś odpowiedział mi na kilka pytań:> Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez nauki szczegółowe?> Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez filozofię?> Czy te potrzeby są obecne u człowieka współczesnego?> Czy będą istniały w przyszłości?> Czy człowiek powinien żyć dla swoich wytworów (nauki, dobra materialne i kulturowe), czy raczej te wytwory powinny pełnić rolę służebną wobec człowieka?Zadajesz zbyt ogólne pytania, Beato. Musiałbym napisać na ten temat dwie lub trzy książki. > Podstaw w miejsce słowa "idea" jakiś -izm (nacjonalizm, komunizm itd.) lub jakąś religię. Zamiast "bogini" wstaw grupę decydentów i propagatorów. I pomyśl jak to bywało w historii.Masz trochę racji.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > >Chciałabym abyś odpowiedział mi na kilka pytań:> >Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez nauki szczegółowe?> >Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez filozofię?> >Czy te potrzeby są obecne u człowieka współczesnego?> >Czy będą istniały w przyszłości?> >Czy człowiek powinien żyć dla swoich wytworów (nauki, dobra materialne i kulturowe), czy raczej te wytwory powinny pełnić rolę służebną wobec człowieka?> Zadajesz zbyt ogólne pytania, Beato. Musiałbym napisać na ten temat dwie lub trzy książki.Wyraźnie coś jest nie tak z twoją kondycją. Piotrze na każdy temat można napisać książkę. Ja nie oczekuję tutaj rozprawy naukowej, tylko twojej, prywatnej, indywidualnej, własnej opinii. Nie oczekuję, że mi ją tak od razu uzasadnisz. Nie interesuje mnie też przegląd historyczny myśli związanych z tymi pytaniami. Wystarczy mi jeśli na dwa pierwsze pytanie zrobisz wyliczankę, np. ad 1. polepszenie stanu zdrowia, zwiększenie wydajności pracy itd. Na kolejne pytania oczekuję: tak, nie, nie wiem. To wszystko. > Masz trochę racji.  Pewnie, trochę. Gdzie by tam całkiem, no chociaż w większości. Nie, tylko trochę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > Chciałabym abyś odpowiedział mi na kilka pytań:Dobrze, na spokojnie. > Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez nauki szczegółowe?Potrzebę poznania. > Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez filozofię?Potrzebę zgłebienia sensu życia. > Czy te potrzeby są obecne u człowieka współczesnego?Są obecne. > Czy będą istniały w przyszłości?Z pewnością! > Czy człowiek powinien żyć dla swoich wytworów (nauki, dobra materialne i kulturowe), czy raczej te wytwory powinny pełnić rolę służebną wobec człowieka?Myślę, że obie opcje przeplatają się wzjamnie. > Wyraźnie coś jest nie tak z twoją kondycją.Jest całkiem, całkiem. > Ja nie oczekuję tutaj rozprawy naukowej, tylko twojej, prywatnej, indywidualnej, własnej opinii.Właśnie ją otrzymałaś.  > polepszenie stanu zdrowia, zwiększenie wydajności pracyProduktywność oraz uczucie zdrowia mają ogromne znaczenie. > Pewnie, trochę.Trochę, to za dużo powiedziane. > Gdzie by tam całkiemChyba nie.... > no chociaż w większości.Ale może. > Nie, tylko trochę.A może odrobinę więcej, niż trochę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | Pozwól, że uszczegółowię teraz te informacje. > >Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez nauki szczegółowe?> Potrzebę poznania.> >Jakiego rodzaju potrzeby ludzkie są zaspokajane przez filozofię?> Potrzebę zgłebienia sensu życia.Jak sądzisz, co jest ważniejsze dla jednostki, zaspokajanie potrzeby poznania, czy zgłębianie sensu życia? > >Czy człowiek powinien żyć dla swoich wytworów (nauki, dobra materialne i kulturowe), czy raczej te wytwory powinny pełnić rolę służebną wobec człowieka?> Myślę, że obie opcje przeplatają się wzjamnie.Czy tak być powinno, czy też tak wynika z obserwacji świata? > >Wyraźnie coś jest nie tak z twoją kondycją.> Jest całkiem, całkiem.Wiesz co jest nie tak, boisz się poruszać po tematach na których się nie znasz lub nie masz jednoznacznie wyrobionej opinii. > >Pewnie, trochę.> Trochę, to za dużo powiedziane.> >Gdzie by tam całkiem> Chyba nie....> >no chociaż w większości.> Ale może.> >Nie, tylko trochę.> A może odrobinę więcej, niż trochę...  Pogubiłam się. Wesołych świąt.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Piotr Patucha (2279 punktów) | >Jak sądzisz, co jest ważniejsze dla jednostki, zaspokajanie potrzeby poznania, czy zgłębianie sensu życia?
Widzę, że otworzyliśmy pudełko z licznymi pytaniami, a każde zadanie wydaje się trudniejsze od poprzedniego.
Zgłębianie sensu życia jest wrodzoną funkcją poznawczą, którą w języku biologicznym można wyrazić jako rozpoznawanie własnych potrzeb i znajdowanie w środowisku sposobów na ich realizację. Dlatego nie tylko filozofowie zajmują się badaniem i doskonaleniem swoich zdolności poznawczych, reprodukcyjnych i życiowych. To cecha uniwersalna dla całego gatunku h. sapiens. Z tej racji pojęciowa kreacja, której trzymają się filozofowie jest dogmatem lub rodzajem marketingowego chwytu obliczonego na osadzenie wspomnianej problematyki w hermetycznym kręgu czystej filozofii.
Pamiętam, że osoba, której referowałem poglądy konserwatystów w dziedzinie ekonomii, (m.in. teorię zwaną "Phillips curve", którą zanegowano dzięki empirycznym dowodom zebranym w kilku europejskich państwach dotkniętych zjawiskiem stagflacji) była zszokowana, że politycy będący u steru władzy(oraz ekonomiści dla nich pracujący) mogą wyznawać i stosować w praktyce teorie, które w ewidentny sposób mogą zaszkodzić krajowej gospodarce. Osobiście bardziej mnie dziwią ustalenia współczesnych polskich filozofów, którzy palą swoje najlepsze, bo oparte na naukowych badaniach, dzieła, usypiając wzburzone sumienia spreparowanymi w zaciszu Akademii opiatami. Tak jednak właśnie jest i nieprzypadkowo znawcy tematu zwą filozofię "służką polityki". Ludzie ulegają poznawczym fantasmagoriom i podobnie jak percepcja pracowników bywa oszukiwana dzięki zjawisku "money illusion", tak umysły "poczciwych biedaków" są mamione obietnicami pośmiertnych nagród. A wszystko to w imię własnego lub grupowego interesu, bowiem innej motywacji nigdy nie dowiedziono i nie sądzę, aby ludzie kiedykolwiek kierowali się odmiennego rodzaju dyrektywami.
Pozdrawiam.
|
|
| ZielonaOlivka | o ile ktoś nie dostrzega >jego piękna, to go nie rozumie. Trzeba byłoby najpierw >odrzucić nadmierne przywiązanie do swojego poglądu (tak na >chwilę) i zupełnie świeżym okiem obejrzeć proponowane >rozwiązanie intelektualne. ale zauważ, że dla większości osób odrzucenie (nawet chwilowe) swoich poglądów jest równoznaczne z wyparciem się ich, oznacza przyznanie racji stronie przeciwnej. Zgadzam się, że to najlepsze podejście, by zrozumieć stanowisko adwersarza i sama zawsze próbuję tak robić. Tyle tylko,że nie kazdemu zależy na tym, by zrozumieć, raczej na tym, by po prostu wygłosić swoje poglądy. I wracając do koncepcji piękna- masz rację, że to może być przyczyną dla której nie dostrzegamy piękna we wszystkim.
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | >ale zauważ, że dla większości osób odrzucenie (nawet chwilowe) swoich poglądów jest równoznaczne z wyparciem się ich, oznacza przyznanie racji stronie przeciwnej. Faktycznie tak jest, między innymi dlatego rozpoczęłam ten wątek. Człowiek bestia refleksyjna, jak przemyśli to może uzna, że warto. >Tyle tylko, że nie kazdemu zależy na tym, by zrozumieć, raczej na tym, by po prostu wygłosić swoje poglądy. Niektórzy rodzą się guru i czują nieodpartą chęć głoszenia. Inni mają niedostatek tej funkcji i nawet pytani i popychani nadal nie chcą się wypowiedzieć. Co jest gorsze? Cichy słuchać, czy rozwrzeszczany głosiciel? Wbrew pozorom wybór nie jest prosty. >I wracając do koncepcji piękna- masz rację, że to może być przyczyną dla której nie dostrzegamy piękna we wszystkim. Dzięki, ale niestety to nie ja. To średniowieczna filozofia. Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|