Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kariera w showbiznesie - talent czy znajomości?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
18-10-2015 12:57VonM (709 punktów)Kariera w showbiznesie - talent czy znajomości?
Ocena 1 na 1
Kiedyś artystą jak wiadomo był człowiek, który ukończył odpowiednią szkołę w tym kierunku i cechował się talentem. Z czasem znaczenie szkół artystycznych dla kariery przestało być istotne, a na szczyty wybijali się amatorzy - z tym, że o ile amator często posiada talent, niekiedy nawet większy niż zawodowiec, od jakiegoś czasu w showbiznesie coraz bardziej zaczynają się liczyć znajomości czy koligacje rodzinne. Czy to jest bardziej przyczyna, czy skutek upadku sztuki?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>od jakiegoś czasu w showbiznesie coraz bardziej zaczynają się liczyć znajomości czy koligacje rodzinne. Czy to jest bardziej przyczyna, czy skutek upadku sztuki?

Od jakiegoś czasu?!!!

Pokaż mi w takim razie, kiedy nie miało to żadnego znaczenia?



"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
VonM (709 punktów)
>>od jakiegoś czasu w showbiznesie coraz bardziej zaczynają się liczyć znajomości czy koligacje rodzinne. Czy to jest bardziej przyczyna, czy skutek upadku sztuki?
>Od jakiegoś czasu?!!!
>Pokaż mi w takim razie, kiedy nie miało to żadnego znaczenia?

No niby zawsze, ale od pewnego czasu szczególnie.
18-10-2015 19:31 
 Ocena 3 na 3
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>No niby zawsze, ale od pewnego czasu szczególnie.

Straszne biedactwo z Ciebie, bo chyba nie masz najmniejszego pojęcia, jak wygląda życie wokół. Uważaj, bo są harpie, co się specjalizują w wysysaniu takich naiwnych duszków!

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Anna Salman (16360 punktów)
>Kiedyś artystą jak wiadomo był człowiek, który ukończył odpowiednią szkołę w tym kierunku i cechował się talentem. ...
>... od jakiegoś czasu w showbiznesie coraz bardziej zaczynają się liczyć znajomości czy koligacje rodzinne. ...
Alderyk ma rację. Samo określenie artysty jest stosunkowo nowe. Wcześniej byli wyrobnicy - tworzyli sztukę użytkową. Nie mówiąc już o aktorach, bo aktorki postrzegane były prawie jak prostytutki (i często było to ich dodatkowe źródło dochodu). To my, po wiekach nazywamy ich artystami.
Talenty są dziedziczne - dobrzy muzycy / kompozytorzy wywodzą się z rodzin, gdzie wiele osób muzykowało. Oprócz talentu jeszcze klimat domu, gdzie można się było zarazić pasją. I wreszcie trafiał się ktoś wybitny, może tylko w tym jednym pokoleniu. Dlatego nie dziwi mnie, że tak dużo dzieci aktorskich jest aktorami, a dzieci piosenkarzy zajmują się śpiewaniem.
diogenes (42753 punktów)
>... przyczyna, czy skutek upadku sztuki?

To sztuka upadła? Widocznie tak cicho, że nie słyszałem. Kiedy upadła? Gdzie? Może tylko percepcja sztuki ma zaćmę?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
VonM (709 punktów)
>>... przyczyna, czy skutek upadku sztuki?
>To sztuka upadła? Widocznie tak cicho, że nie słyszałem. Kiedy upadła? Gdzie? Może tylko percepcja sztuki ma zaćmę?

Śmiem twierdzić, że winnym dużego zła jest nieobowiązujący już pobór do wojska. Młodzi ludzie chcąc uniknąć werbunku szli na studia, w tym często - artystyczne. I mimo tego, że poboru nie ma od siedmiu lat, nawyk masowego studiowania w społeczeństwie się ostał. W międzyczasie architektura stała się zapasowym kierunkiem studiów, czego efekty możemy - niestety - podziwiać w naszych miastach. Gdyby nie ten fakt, być może sięgano by do historycznej dokumentacji i odtwarzano budynki, które wojna, a potem rozwój motoryzacji zniszczyły. Sam jestem apologetą takiego rozwiązania, chociaż największym problemem jest istniejąca zabudowa mieszkalna w miejscu historycznej.

Za sztukę nowoczesną można uznać wszystko. Na przykład mogę teraz otworzyć painta, narysować kilka kółek, kresek, coś tam maznąć i już krytycy mogą się zastanawiać co zażyłem przed wykonaniem dzieła.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Na przykład mogę teraz otworzyć painta, narysować kilka kółek, kresek, coś tam maznąć i już krytycy mogą się zastanawiać co zażyłem przed wykonaniem dzieła.

Jeśli masz talent, od razu będą to wiedzieć, bez zbędnego zastanawiania się.
Chodzi oczywiście o substancję/środek.


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
18-10-2015 20:28 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>>... przyczyna, czy skutek upadku sztuki?
>>To sztuka upadła? Widocznie tak cicho, że nie słyszałem. Kiedy upadła? Gdzie? Może tylko percepcja sztuki ma zaćmę?
>Śmiem twierdzić, że winnym dużego zła jest nieobowiązujący już pobór do wojska. Młodzi ludzie chcąc uniknąć werbunku szli na studia, w tym często - artystyczne.
Czyli studiowanie kierunków artystycznych przez mężczyzn unikających werbunku (bo kobiety tego problemu nie miały) sprzyjało Twoim zdaniem tworzeniu sztuki?

>I mimo tego, że poboru nie ma od siedmiu lat, nawyk masowego studiowania w społeczeństwie się ostał.
A jaki to ma związek z poprzednią wypowiedzią i jak to wpływa na tworzenie sztuki? A może uważasz, że studiowanie sztuki ma sens tylko wówczas, gdy unika się w ten sposób poboru?

>W międzyczasie architektura stała się zapasowym kierunkiem studiów...
Co to takiego zapasowy kierunek studiów?

>czego efekty możemy - niestety - podziwiać w naszych miastach.
Sądzisz, że na zabudowę miejską mają wpływ tylko architekci? A słyszałeś kiedyś o inwestorach, urbanistach, planistach, o planach zagospodarowania itp.?

>Gdyby nie ten fakt, być może sięgano by do historycznej dokumentacji i odtwarzano budynki, które wojna, a potem rozwój motoryzacji zniszczyły.
To, że Ty o tym nie wiesz, nie znaczy, że budynków nie odtwarza się na podstawie dokumentacji historycznej.
Wojna niewątpliwie zniszczyła wiele budynków, ale postrzeganie rozwoju motoryzacji jako zjawiska z tej samej kategorii destrukcji jest przezabawne.

>Sam jestem apologetą takiego rozwiązania, chociaż największym problemem jest istniejąca zabudowa mieszkalna w miejscu historycznej.
No to śmiało z wnioskami. Zabudowa mieszkalna stoi często w miejscu dawnych obiektów, ergo: domy mieszkalne też zniszczyły wiele budynków (tak samo jak rzekomo zniszczył je rozwój motoryzacji).

>Za sztukę nowoczesną można uznać wszystko.
Tak sądzą tylko ci, którzy nie mają o tym temacie bladego pojęcia.

>Na przykład mogę teraz otworzyć painta, narysować kilka kółek, kresek, coś tam maznąć i już krytycy mogą się zastanawiać co zażyłem przed wykonaniem dzieła.
To i owo zawsze możesz sobie maznąć, wątpię jednak, czy jacyś krytycy mieliby ochotę się zastanawiać nad tym, co zażyłeś, ale już psychiatrzy - jak najbardziej.
VonM (709 punktów)
>Czyli studiowanie kierunków artystycznych przez mężczyzn unikających werbunku (bo kobiety tego problemu nie miały) sprzyjało Twoim zdaniem tworzeniu sztuki?

Zdegradowało ją przez napływ mas.

>A jaki to ma związek z poprzednią wypowiedzią i jak to wpływa na tworzenie sztuki? A może uważasz, że studiowanie sztuki ma sens tylko wówczas, gdy unika się w ten sposób poboru?

jw.

>Co to takiego zapasowy kierunek studiów?

Taki, który się wybiera w razie nie dostania się na oblegany i wymarzony.

>Sądzisz, że na zabudowę miejską mają wpływ tylko architekci? A słyszałeś kiedyś o inwestorach, urbanistach, planistach, o planach zagospodarowania itp.?

Oczywiście. Ale mówimy o sztuce, a w tej grupie nią zajmują się architekci, a wymienione przez Ciebie osoby i plany są bardziej kwestią techniczną.

>To, że Ty o tym nie wiesz, nie znaczy, że budynków nie odtwarza się na podstawie dokumentacji historycznej.
>Wojna niewątpliwie zniszczyła wiele budynków, ale postrzeganie rozwoju motoryzacji jako zjawiska z tej samej kategorii destrukcji jest przezabawne.

Na zachodzie wyburzano frondy (i niekiedy oficyny) XIX-sto wiecznej zabudowy pod poszerzanie dróg, które wtedy uznawano za metodę na przyjęcie większej liczby aut do miast. Teraz stawia się na rozwój transportu publicznego.

>No to śmiało z wnioskami. Zabudowa mieszkalna stoi często w miejscu dawnych obiektów, ergo: domy mieszkalne też zniszczyły wiele budynków (tak samo jak rzekomo zniszczył je rozwój motoryzacji).

Coraz więcej osób jest za takimi rozwiązaniami. Porównania przychodów z turystyki w Paryżu, Pradze gdzie ostała się historyczna zabudowa, czy Drezna gdzie jest odtwarzana z takim Hamburgiem chyba zrobić się nie da.
19-10-2015 00:21 
 Ocena 1 na 1
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>Czyli studiowanie kierunków artystycznych przez mężczyzn unikających werbunku (bo kobiety tego problemu nie miały) sprzyjało Twoim zdaniem tworzeniu sztuki?
>Zdegradowało ją przez napływ mas.
To, że jakieś zjawisko odbywa się na większą skalę, nie musi oznaczać pogorszenia jakości - i często nie oznacza. Skrajnie naiwne jest założenie, że ograniczanie ludziom dostępu do tej czy innej dziedziny oznacza wyższy poziom w tej dziedzinie. O poziomie kształcenia decydują zwykle takie czynniki jak jakość kadry, zaplecze, know-how, dostępność bibliotek i wiele innych, ale nie sama liczba tych, którzy się kształcącą. Gdyby tak było, wszystkie kierunki niszowe musiałyby mieć znacznie wyższy poziom niż te bardziej popularne, a raczej nic na to nie wskazuje.

>>A jaki to ma związek z poprzednią wypowiedzią i jak to wpływa na tworzenie sztuki? A może uważasz, że studiowanie sztuki ma sens tylko wówczas, gdy unika się w ten sposób poboru?
>jw.
Czyli ma się nijak.

>>Co to takiego zapasowy kierunek studiów?
>Taki, który się wybiera w razie nie dostania się na oblegany i wymarzony.
Takiej odpowiedzi się spodziewałem, ale nie miałem w tym względzie pewności.
Tak czy inaczej - mieszasz pojęcia.
O kierunku zapasowym jest sens mówić tylko podczas rekrutacji na studia, po zakończeniu rekrutacji pojęcie to traci sens, bo dany kierunek i tak staje się po prostu kierunkiem studiów (oczywiście, pod warunkiem, że się utworzy).
Poproszę Cię o wskazanie na dane potwierdzające, że architektura stała się podczas rekrutacji zapasowym kierunkiem studiów.

>>Sądzisz, że na zabudowę miejską mają wpływ tylko architekci? A słyszałeś kiedyś o inwestorach, urbanistach, planistach, o planach zagospodarowania itp.?
>Oczywiście. Ale mówimy o sztuce, a w tej grupie nią zajmują się architekci, a wymienione przez Ciebie osoby i plany są bardziej kwestią techniczną.
Nawet jeśli zgodzimy się co do tego, że stroną artystyczną zajmują się głównie architekci, to chyba masz świadomość, że oni działają na zlecenie inwestora i przede wszystkim muszą się dostosować do jego oczekiwań, także estetycznych (dotyczy to również wymagań zewnętrznych narzuconych inwestorowi).
To trochę jak z portretem na zamówienie. Rysownik jest ważny, ale to zamawiający decyduje, czy rysunek ma być wierny rzeczywistości, czy zgodny z jego oczekiwaniami.
Mechanizm takiego działania ilustruje bajka "Malarze" Ignacego Krasickiego:

Cytat:
"Dwaj portretów malarze słynęli przed laty:
Piotr dobry, a ubogi. Jan zły, a bogaty.
Piotr malował wybornie, a głód go uciskał,
Jan mało i źle robił, więcej jednak zyskał.
Dlaczegoż los tak różny mieli ci malarze?
Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze."

>>>To, że Ty o tym nie wiesz, nie znaczy, że budynków nie odtwarza się na podstawie dokumentacji historycznej.
>>Wojna niewątpliwie zniszczyła wiele budynków, ale postrzeganie rozwoju motoryzacji jako zjawiska z tej samej kategorii destrukcji jest przezabawne.
>Na zachodzie wyburzano frondy (i niekiedy oficyny) XIX-sto wiecznej zabudowy pod poszerzanie dróg, które wtedy uznawano za metodę na przyjęcie większej liczby aut do miast. Teraz stawia się na rozwój transportu publicznego.
Takie działania zawsze miewały miejsce tu i ówdzie, jednak trudno na tej podstawie pisać, że nie odtwarza się dawnej zabudowy, bo to dwie różne rzeczy.
Miasto jest organizmem żywym i ewoluującym, zmieniają się jego potrzeby i odpowiednio do tego mogą być podejmowane działania ingerujące w dotychczasową tkankę miejską. Zresztą, postępuje się tak nie tylko dziś, lecz właściwie od kiedy istnieją same miasta.
Tam jednak, gdzie dawna zabudowa jest szczególnie cenna, podejmuje się liczne działania restauracyjne (dotyczy to zwłaszcza miejskich starówek, choć nie tylko).

>>No to śmiało z wnioskami. Zabudowa mieszkalna stoi często w miejscu dawnych obiektów, ergo: domy mieszkalne też zniszczyły wiele budynków (tak samo jak rzekomo zniszczył je rozwój motoryzacji).
>Coraz więcej osób jest za takimi rozwiązaniami. Porównania przychodów z turystyki w Paryżu, Pradze gdzie ostała się historyczna zabudowa, czy Drezna gdzie jest odtwarzana z takim Hamburgiem chyba zrobić się nie da.
Ludzie są za rozwiązaniami, które uważają za korzystne dla siebie. Inną kwestią jest, czy te rozwiązania są też postrzegane jako korzystne przez ogół. Jak zwykle - trzeba tu wyważyć interesy różnych stron i znaleźć złoty środek.
Christos (2696 punktów)
Wydaje mi się, że wyciągnąłeś swoje wnioski na podstawie obserwacji branży muzycznej, i to w wersji dla mas.
Masz trochę racji. Dawniej, kiedy technika nagraniowa nie stała na takim poziomie jak od circa trzydziestu lat, aby zaistnieć na scenie, umiejętności wokalne lub opanowanie instrumentów miało pierwszorzędne lub równorzędne z medialnością znaczenie. Obecnie liczy się medialna powierzchowność, aczkolwiek nie do końca. Fala krytyki adresowana wobec disco polo spowodowała, iż wykonawcy tego nurtu odchodzą od grania z plyback-u. Czyli jednak odbiorcy dali znać, że mają dość plastiku.

>w showbiznesie coraz bardziej zaczynają się liczyć znajomości czy koligacje rodzinne.

"Lepiej zedrzeć tyłek i osiągnąć sukces niż spędzić całe życie w kuchni."
Madonna
Inne talenta są równie ważne.

No gods, no masters...I am who I am.
kasiasaddie (1 punktów)
>Kiedyś artystą jak wiadomo był człowiek, który ukończył odpowiednią szkołę w tym kierunku i
>cechował się talentem. Z czasem znaczenie szkół artystycznych dla kariery przestało być istotne, a
>na szczyty wybijali się amatorzy - z tym, że o ile amator często posiada talent, niekiedy nawet
>większy niż zawodowiec, od jakiegoś czasu w showbiznesie coraz bardziej zaczynają się liczyć
>znajomości czy koligacje rodzinne. Czy to jest bardziej przyczyna, czy skutek upadku sztuki?

teraz wszystko zamienilo sie w swiat celebrycji ktory propaguja takie portale jak pudelek. Nie trzeba nic umiec, wystarczy zrobić coś o czym ludzie beda gadac mimo ze malo kiedy są to pozytywne rzeczy


praca elektryk to moj sposob na życie

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365