Od 1967 roku na świecie słychać lament, że armiom arabskim nie udało się wykonać postawionej im misji zlikwidowania Izraela i eksterminacji mieszkających tam Żydów. Zaczął to Związek Radziecki, który musiał zamazać sromotną porażkę swoich sojuszników uzbrojonych przez niego po zęby w broń radziecką. Czerpiąc pełnymi garściami z dziedzictwa propagandy Związku Radzieckiego, ludzie, którzy uważają że Izrael nie ma prawa istnieć, od 1967 r. starają się lansować tezę, że agresywny, olbrzymi potwór – Izrael, napadł na słabiutkie, pokojowe, Bogu ducha winne kraje arabskie. Są nie tylko duchowymi potomkami Związku Radzieckiego. Dobrze nauczyli się też lekcji udzielonej im przez ich innego ojca duchowego: kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Opierają się ponadto na tradycji liczącej 2000 lat, że Żydzi dążą do rządzenia światem, że mają już w rękach olbrzymią władzę i że świat musi mieć się na baczności przed tymi podstępnymi podludźmi. Nie jest im zbyt łatwo, bo fakty pokazują , jak bardzo absurdalne jest ich twierdzenie. Maleńki Izrael (zarówno pod względem powierzchni, jak liczby ludności), kraj, który liczył sobie zaledwie 19 lat, składał się w znacznej mierze z uchodźców z Europy i krajów arabskich, nie otrząsnął się po katastrofie Holocaustu, w którym zginęła jedna trzecia Żydów świata, był biedny i borykał się z problemem znalezienia dachu nad głową dla tych uchodźców (żadne ONZ im w tym nie pomagało) miałby dążyć do wojny z olbrzymim światem arabskim o wielokrotnie większej liczbie ludności, wielokrotnie liczebniejszych armiach, uzbrojonych znakomicie przez Związek Radziecki? Już to brzmi całkowicie absurdalnie. Do tego dochodzą inne fakty: publiczne wypowiedzi wszystkich przywódców arabskich o konieczności zlikwidowania Izraela, nieustanna propaganda wojenna w prasie, radiu i na masowych wiecach. Niczego takiego nie było w Izraelu: ani jednego przemówienia o konieczności likwidacji Egiptu, Syrii, Jordanii, Libanu, Iraku etc. Ani jednej karykatury z czaszkami arabskimi, nad którymi powiewa flaga izraelska. Nic. Nada. Było, owszem, kopanie grobów w parkach publicznych Izraela, bo spodziewano się masowych ofiar z nalotów lotnictwa arabskiego. Były przygotowania armii do wojny obronnej. Odtajnione ostatnio dokumenty Izraelskie z okresu przed i w trakcie wojny sześciodniowej również nie pokazują żadnych agresywnych zamiarów. Są dokumenty natomiast pokazujące próby zażegnania wojny. Były prośby do Jordanii, by nie wkraczała do wojny. A co było z drugiej strony poza samą propagandą i obietnicami przywódców, że poleje się rzeka krwi żydowskiej? Armie egipska i syryjska zgromadziły wielkie oddziały żołnierzy na granicy z Izraelem. Wydały rozkazy (Izrael przechwycił takie rozkazy armii egipskiej i jordańskiej), by dokonać całkowitej eksterminacji ludności cywilnej na zajętych terenach Izraela. Gdyby Izrael nie wykonał manewru prewencyjnego, te rozkazy z największym prawdopodobieństwem zostałyby wykonane. A co stało się po tej wojnie? Izrael natychmiast zaproponował wymianę: ziemia za pokój. Gdyby celem Izraela była wojna agresywna w celu zdobycia ziemi, to byłoby to zachowanie szaleńcze. Po co zaczynać wojnę w celu zdobycia ziemi, skoro chce się ją natychmiast oddawać? Reakcją Arabów były słynne trzy „NIE”: nie dla pokoju z Izraelem, nie dla uznania Izraela i nie dla negocjacji z Izraelem. Napadnięte, niewinne państwo, które straciło ziemię w wyniku napaści, odmawia przyjęcia jej z powrotem? Coś tu się nie zgadza. Dla duchowych dziedziców najstarszej nienawiści wszystko jednak zgadza się: istnienie Żydów stanowi agresję, a istnienie Izraela stanowi agresję nie do zniesienia. Będą jątrzyć, kłamać, powoływać się na tych Żydów, którzy z najrozmaitszych powodów (osobistych, ideologicznych itd.) podzielają przekonanie, że Izrael nie powinien istnieć, co da im możliwość powiedzenia, że przecież nie są antysemitami, byle tylko siać nienawiść i nie pozwolić zaginąć dumnej tradycji morderców. |