Ludzie są różni-
Jankowski ganiał nas i jak kogoś złapał, to molestował. Był w tym bezwzględny. Myśmy wszyscy doskonale wiedzieli, co robi. Byłam dziewczynką i już wtedy ukrywałam przed Jankowskim swojego braciszka - mówi Barbara Borowiecka, jedna z ofiar księdza Henryka Jankowskiego.
Newsweek: Telewizja Polska przedstawiła spektakl "Prałat" o ks. Henryku Jankowskim. Dla pani legendarny kapelan Solidarności to zwykły łajdak.
Barbara Borowiecka: Podły człowiek. I pedofil. Przede wszystkim pedofil. Swoje zbrodnie przykrywał tym, że robił dobre rzeczy dla "Solidarności". Wykorzystywał seksualnie dzieci i był w tym bardzo okrutny.
Molestował też panią.
- Byłam nastoletnią dziewczynką, miałam 11, może 12 lat. Mieszkaliśmy przy Łąkowej, głównej ulicy gdańskiej dzielnicy Dolne Miasto. Kościół pod wezwaniem świętej Barbary był naprzeciwko.
Ks. Jankowski od 1968 r. był tam wikarym.
- Nasz dom i kościół św. Barbary dzieliła tylko jedna ulica. Wtedy często bawiliśmy na podwórku. Jankowski to widział i tam nas dopadał. Wystarczyło, że jedna osoba krzyknęła: "Uwaga, Jankowski idzie!". I raptem 20 dzieci uciekało we wszystkie strony, żeby tylko nie zostać złapanymi.
I nikt z rodziców nie słyszał tego krzyku? Nie widział, co się dzieje?
- Często dostawaliśmy po głowie, że krzyczymy na księdza. On tłumaczył, że chciał z nami porozmawiać, dlaczego nie chodzimy na lekcje religii. To dorosłym wystarczało, o nic więcej nie pytali.
Pani mówi, że on was "dopadał".
- Gonił nas i jak kogoś złapał, to molestował. Był w tym bezwzględny. Myśmy wszyscy doskonale wiedzieli, co robi. Byłam dziewczynką i już wtedy ukrywałam przed Jankowskim swojego ośmioletniego braciszka.
Jak to "ukrywałam"?
- Wie pan, mieszkaliśmy w bloku, który miał kotłownie, piwnicę i strych. I najczęściej tam się chowaliśmy. W piwnicy było łatwiej, bo po pierwsze całkowicie ciemno, po drugie ciasno, więc dzieciom łatwiej się było poruszać, a po trzecie bardzo dużo zakamarków, gdzie można było się ukryć. Nie raz chowałam braciszka za stertą węgla w kotłowni. Pamiętam, że potrafił nas gonić, równocześnie się masturbując.
Z przyrodzeniem na wierzchu?
- Tak. Pamiętam, że raz gonił mnie po klatce schodowej. Biegłam ile sił. On sapiący za mną. Miałam myśl, że schowam się na strychu. Jankowski był tak zawzięty, że wbiegał za mną na czwarte piętro. Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką i wysapał: "No i gdzie teraz uciekniesz? Ja ci teraz pokażę, jak się karze niegrzeczne dziewczynki".
I co zrobił?
- Stanął przede mną, podwinął do góry sutannę i ściągnął spodnie. Kazał mi uklęknąć i zaczął się przede mną masturbować. Chciał włożyć mi pe**sa do ust. Byłam przerażona. Nie chciałam tego robić. Wtedy naprawdę pomyślałam, że jeśli mnie zmusi, to go ugryzę.
Zaczęła pani z nim walczyć?
- Chciałam się jakoś wyrwać, uwolnić. To go chyba jeszcze bardziej podnieciło, bo po chwili wytrysnął na mnie. Sperma skapywała mi po włosach, twarzy, po sukience. On za chwilę się otrząsnął, ubrał i jak gdyby nigdy nic odszedł. Siedziałam na tych drewnianych schodach i płakałam. Czułam do siebie wielki wstręt.
Cała pobrudzona, polepiona wróciłam do domu. Brat otworzył drzwi, złapał mnie za rękę i powiedział, żebym poszła z nim do łazienki, bo on mi tę sukienkę upierze... Widzi pan, minęło prawie 60 lat, ale ja dalej nie jestem w stanie spokojnie o tym mówić.
W rozmowie z Arturem Nowakiem powiedziała pani, że Jankowski po tym wszystkim mówił: "i tak wszyscy wiedzą, co my robimy".
- I dodał, że i tak nikt mi nie uwierzy, bo przecież on jest księdzem. Moja psycholog powiedziała, że to były jego manipulacje.
To był gwałt na dziecku.
- Wielu z nas przez to przechodziło. Ja co najmniej 20 razy. Pamiętam doskonale, że siedziałam z 8-letnim bratem w łazience, zanosiłam się płaczem. Chyba wtedy dotarło do mnie, jak bardzo podłe rzeczy Jankowski robi.
Co ciekawe, kilkanaście lat temu brat przypomniał mi o tej sytuacji i powiedział: "Basiu, może powinnaś coś z tym Jankowskim zrobić, może ktoś jeszcze się zgłosi".
Wasi rodzice wiedzieli?
- Nie mogli wiedzieć. Nikt nie mówił o takich rzeczach. Jeszcze bym dostała lanie od mamy, że oczerniam księdza.
Nie domyślali się?
- Nie wiem. Zawsze, jak o tym mówię, to czuję, jakby to wydarzyło się dziś, przed chwilą Zamykam oczy i widzę, jak stoi nade mną i podciąga sutannę... Kilka lat temu odwiedziłam ten dom, w którym mieszkałam w dzieciństwie. Ta sama piwnica, ta sama klatka schodowa i takie samo przerażenie. Poszłam do tej piwnicy i dostałam ataku paniki. Nie mogłam oddychać. Znowu poczułam ten zapach i zobaczyłam go, takiego przygarbionego, ciężko oddychającego. Czułam, jakby stał za mną. Cała zdrętwiałam.
Pani jest jedną z niewielu ofiar prałata Jankowskiego, która zdecydowała się mówić głośno o jego przestępstwach.
- A ks. Jankowski ciągle w Polsce jest dla dużej grupy ludzi niemalże bogiem. Rozdawał ludziom miliony, znał najważniejsze osoby w państwie, mógł wszystko.
Kościół katolicki dalej staje po stronie sprawców?
- Niech pan zobaczy, ile osób pielgrzymuje do parafii św. Brygidy w Gdańsku, żeby zobaczyć pozostałości po Jankowskim, jego bursztynowy ołtarz, ten przepych, który po sobie zostawił.
Był nietykalny.
- Nadal jest.
Nie żyje.
- Ale pamięć o nim niestety żyje. I ciągle żyją osoby, którym prawda nie jest na rękę. Kiedy w grudniu 2018 r. ujawniłam, że byłam przez niego molestowana i pisali o tym w "Washington Post" i "New York Times", ostatni przełożony Jankowskiego arcybiskup Sławoj Leszek Głódź powiedział, że jestem "jakąś histeryczką z Australii, która podnosi rękę na Kościół".
CDN.
.

.