Racjonalista - Strona głównaDo treści
Memento mori - czyli "Pogrzeb Św. Odilona"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
06-01-2016 16:01Arminius (25555 punktów)Memento mori - czyli "Pogrzeb Św. Odilona"
Ocena 2 na 2
Jan Henryk Rosen urodził się w 1891 r. w Warszawie. Jego ojcem był znany malarz batalista Jan Rosen. Rodzice Jana Henryka pochodzili ze środowiska Żydów, zwolenników haskali - i jako tacy obrali pełny kurs na integrację ze środowiskiem w którym żyli. Oznaczało to - między innymi - przyjęcie wyznania ewangelicko - reformowanego. Sam Jan Henryk, już jako dorosły, dokonał konwersji na katolicyzm. Naszemu bohaterowi troskliwi rodzice zapewnili rzetelną edukację w ośrodkach zagranicznych. W chwili wybuchu I wojny studiował w Paryżu. Jan Henryk wziął w niej udział, walczył w szeregach armii francuskiej. W 1917 r. zgłosił się do formowanej Armii Hallera. Po wojnie został urzędnikiem w MSZ. Równocześnie doskonalił swój malarski talent, uczęszczając do Miejskiej szkoły Sztuk Zdobniczych i Malarstwa w Warszawie. W 1925 r. wystawił w warszawskiej Zachęcie 12 prac, do których inspirację zaczerpnął ze Złotej Legendy Jakuba de Voraigne. Wpadły one w oko abp. Teodorowicza, stojącego na czele ormiańskiej archidiecezji we Lwowie. W tym czasie miała miejsce gruntowna renowacja lwowskiej katedry ormiańskiej. Teodorowicz zaproponował Rosenowi wykonanie malarskiej dekoracji świątyni. Prace trwały do 1929 r. Powstało oryginalne, kompleksowe dzieło - które przyniosło sławę artyście i zapewniło mu szereg kolejnych zamówień tak w kraju jak i za granicą, głównie w USA, dokąd Rosen wyjechał w 1937 r. , aby na zamówienie tamtejszego, polskiego ambasadora namalować sceny bitwy wiedeńskiej i warszawskiej w gmachu ambasady polskiej.
Spośród malowideł namalowanych w katedrze ormiańskiej najciekawszym, wzbudzającym najwięcej emocji i komentarzy, była scena pt. "Pogrzeb Św. Odilona". Primo, sam motyw jest praktycznie nieznany i absolutnie hemetyczny. Po drugie kompozycja malowidła jest wielce oryginalna. Na marach sześciu mnichów naturalnych rozmiarów niesie zwłoki opata Odilona. Konduktowi przewodzi nowy opat, następca zmarłego. Orszak zamyka dwóch ministrantów. Kondukt przesuwa się na tle haftowanych tkanin ( arrasy, gobeliny) z wyobrażeniami scen z Apokalipsy. Twarze mnichów, zmarłego, ministrantów nie są przypadkowe - zostały zaczerpnięte z życia i jako takie są swoistymi portretami katolickich duchownych. Kompozycja jak wyżej została zaczerpnięta z późnogotyckiej sztuki burgundzkiej - gdzie motyw kilku płaczek w czarnych mniszych szatach, towarzyszących zmarłemu występuje często w sztuce sepulkralnej. Ale najciekawszy i wywołujący najwięcej emocji jest inny wątek, wątek zmarłych kroczących w kondukcie. Na pogrzeb Odilona zjawili się oni nieprzypadkowo. Bo to właśnie Odilonowi, 11 - wiecznemu opatowi benedyktyńskiego opactwa w Cluny przypisuje się ustanowienie Zaduszek. Wdzięczne dusze, wielce prawdopodobne, iż uwolnione od czyśćcowych mąk za sprawą modlitw jakie w ich intencji się składa tego dnia - przybyły na padół ziemski aby spłacić dług wdzięczności i oddać ostatnią posługę zmarłemu opatowi. Rosen obecność zjaw z zaświatów zaznaczył konturowo, posługując się białą kreską. Całość sprawia wrażenie wcale niesamowite ( w j. angielskim jest słowo "spooky" - wyśmienicie nadające się do opisu wrażenia wywoływanego przez malowidło) , szczególnie gromnice "trzymane" przez konturowe postacie. Orszak powoli, tajemniczo, hieratycznie przemieszcza się za jego przewodnikiem, którego rolę i rangę podkreślają infuła i pastorał. Nastrój powagi, pogrzebu celebrowania majestatu śmierci jest tak mocno wyakcentowany kompozycją, iż ma się nieodparte wrażenie, iż gdzieś z drugiego planu dobiegają nas dźwięku "marszu żałobnego" Chopina, co jest doświadczeniem wcale interesującym w kontekście teorii o wzajemnym przenikaniu się sztuki i muzyki.
Jak wspomniano, scena pogrzebu jak wyżej wywoływała ogromne zainteresowanie lwowskiej publiki i była przedmiotem różnorakich dociekań, komentarzy, prób "rozkodowywania" domniemanych ukrytych znaczeń i symboli. Poniżej przedstawiam opinię na temat nie byle kogo, bo czołowego reprezentanta "polskiej szkoły galicyjskiej" w literaturze, Andrzeja Kuśniewicza. Cytat pochodzi z jego książki pt. "Mieszaniny obyczajowe". Jeden z jej bohaterów, niejaki Ziunio tak wspomina: "Był jako młody chłopak w katedrze ormiańskiej, by obejrzeć słynne freski, wtedy jeszcze za kratownicą rusztowań. Na ich tle stał sam pan Rosen w poplamionym farbami fartuchu. Gdy tamci rozmawiali, on zaszedł rusztowanie z boku i zadarłszy głowę przyglądał się freskom. Były białe na szarej ścianie. Pogrzeb jakiegoś świętego. Chyba Odilona. Kondukt żałobny, a raczej jakby dwa, jeden nad drugim. Dwa szeregi zgarbionych, zakapturzonych mnichów, szarych jak ziemia. Nieśli na ramionach trumnę świętego, gdy inni, obok tamtych dźwigających, szeregiem szli z gromnicami w rękach. Wydłużone ledwo-ledwo żółtawe płomienie były nachylone powiewem jak błyszczące języki. Temu pochodowi ziemskiemu towarzyszył drugi, niebiański. Szli, czy płynęli w powietrzu, aniołowie całkiem biali, o wielkich, złożonych skrzydłach. A pośród nich, z nimi pośmiertnie już zrównany, uwieńczony świętością, wliczony w ich poczet, asystujący własnemu pogrzebowi, św. Odilon. Ta scena przypominała inną, podobną. Na słynnym obrazie El Greco w katedrze w Toledo: pogrzeb hrabiego Orgaza. I tam, jak na fresku w katedrze ormiańskiej, zmarły hrabia występuje w podwójnej roli: zwłok troskliwie i delikatnie składanych do grobu przez grono wiernych przyjaciół i jednocześnie jako jeden z żywych, towarzyszących obrządkowi, nachylony wraz z nimi w smutku i milczeniu nad własnym grobem". Wizja Kuśniewicza nie jest dla mnie do końca klarowna, ze względu na zbyt dużą dowolność imaginacyjną. Ale z takimi natchnionymi interpretacjami tak już chyba musi być. W każdym razie jak ktoś kiedyś trafi do Leopolis Semper Fidelis - koniecznie winien udać się do świętego ormiańskiego przybytku aby pokontemplować o swoim vanitas, biorąc udział w pogrzebie pewnego opata.

mirmar.flo(*)katedrze-ormianskiej-we-lwowie

.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

eipi (774 punktów)
>Jan Henryk Rosen urodził się w 1891 r. w Warszawie. Jego ojcem był znany malarz batalista
>Jan Rosen. Rodzice Jana Henryka pochodzili ze środowiska Żydów, zwolenników haskali

No i znowu wątek o Żydach
06-01-2016 21:55 
 Ocena-1 na 5
Arminius (25555 punktów)Błyskotliwa spostrzegawczość
"No i znowu wątek o Żydach".

Błyskotliwa uwaga. Wyrazy uznania. A jak Panu uda się spłodzić coś merytorycznie ciekawego, wyrazy uznania zostaną zdublowane.
eipi (774 punktów)Odp: Błyskotliwa spostrzegawczość
>"No i znowu wątek o Żydach".
>Błyskotliwa uwaga. Wyrazy uznania. A jak Panu uda się spłodzić coś merytorycznie ciekawego, wyrazy uznania zostaną zdublowane.

Doradzałbym odrobinę poczucia humoru i autoironii.
Ale widać, to niewłaściwy adres - przepraszam.
Arminius (25555 punktów)Humor
"No i znowu wątek o Żydach".
Błyskotliwa uwaga. Wyrazy uznania. A jak Panu uda się spłodzić coś merytorycznie ciekawego, wyrazy uznania zostaną zdublowane

"Doradzałbym odrobinę poczucia humoru i autoironii".

Ja również. Moja wypowiedź skrzy się przecie humorem - nie dostrzegł go Pan? Cóż de gustibus...
Hodża (11172 punktów)Odp: Memento mori - czyli "Pogrzeb Św. Odilona"
>No i znowu wątek o Żydach

Żydzi u Arminiusa są do zaakceptowania tylko kiedy zostaną umieszczeni w perspektywie cmentarza. Cóż, taki tik, nic na to nie poradzimy.


Dixi et salvavi animam meam
Arminius (25555 punktów)perspektywa cmentarno - śmieciowa
"Żydzi u Arminiusa są do zaakceptowania tylko kiedy zostaną umieszczeni w perspektywie cmentarza. Cóż, taki tik, nic na to nie poradzimy".

Czuję się niedoceniony. Przecież umieszczam naszych braci starszych w wierze w perspektywach najróżniejszych? Proszę sobie przewertować moje "żydowskie" wątki - jeżeli pan nie wierzy. Co do perspektywy cmentarnej - owszem, jak pan sobie życzy, taka też się znajdzie. Oto fragment z lokalnych mediów

"Żadnego "przepraszam", tylko krzywo spojrzą.

Zdaniem mieszkańca ul. Zakalwaria sytuacja dojrzała do tego, żeby uporządkować ruch turystów, którzy przybywają na cmentarz żydowski."Od wielu lat powtarza się ten sam schemat" - zauważa pan Andrzej Zieliński. "Autobusy z turystami pochodzenia żydowskiego przyjeżdżają w liczbie 2-3 plus 2-3 samochody osobowe. Zaparkowane jak popadnie tamują ruch. Natomiast turyści doprowadzają do niebezpiecznych sytuacji, wychodząc na środek ulicy bez zważania na nic. Na koniec, po odjeździe, zostawiają po sobie ogromne ilości śmieci".

Nota bene, na krakowskim Kazimierzu przy kirkucie synagogi Remuh bywa podobnie.
Całość na:
www.goraka(*)tylko-krzywo-spojrza,2439.html

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365