Racjonalista - Strona głównaDo treści
Agnostycy to tchórze ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
22-07-2010 13:48Fudal (105 punktów)Agnostycy to tchórze ?
Agnostycyzm to pogląd głoszący niepoznawalność rzeczywistości, jedna z jego tez mówi, że : istnienia Boga nie da się wykluczyć.

Agnostycy często, szczególnie w Polsce, są atakowani przez środowiska teistów jak i ateistów. Ci pierwsi krzyczą : "Żyd i mason", Ci drudzy : "Tchórz i niekonsekwentny ateista". Dla wierzących agnostyk jest "wątpiącym" więc może nie trzeba zaraz palić go na stosie. Dla ateistów agnostyk to w sumie "swój" tylko trochę bojaźliwy.

I tu właśnie chciałbym poznać Wasz pogląd na ten temat: Czy, Waszym zdaniem, agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści? A może agnostycyzm to ucieczka od decyzji ?
Chętnie wysłucham wszystkich odpowiedzi.

Przepraszam jeśli podobny wątek pojawił się już na forum.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Rigoletto (3891 punktów)
>I tu właśnie chciałbym poznać Wasz pogląd na ten temat: Czy, Waszym zdaniem, agnostycyzm to tylko
>taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?

Dla mnie nie jest to żadna tarcza. Po prostu mam taki pogląd na rzeczywistość i tyle. Ani teizm, ani ateizm, mnie do końca nie przekonuje. Może kiedyś będzie inaczej i się "nawrócę" na jedno, lub drugie .

>A może agnostycyzm to ucieczka od
>decyzji ?

Jeśli brak przeważających argumentów, to dlaczego wbrew sobie, podejmować taką decyzję?
22-07-2010 15:02 
 Ocena 8 na 8
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Jeśli brak przeważających argumentów, to dlaczego wbrew sobie, podejmować taką decyzję?

To ja proponuję ignostycyzm.

Pytanie o istnienie Boga jest całkowicie pozbawione sensu.

Dlatego ja zamiast twierdzić, że nie ma odpowiedzi, postuluję nie odpowiadanie na idiotyczne pytania typu "czy istnieje Bóg?", "czy coś co nie istnieje może istnieć", "czy istnieje czajniczek Russella?!".


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
22-07-2010 15:52 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>>Jeśli brak przeważających argumentów, to dlaczego wbrew sobie, podejmować taką decyzję?
>To ja proponuję ignostycyzm.
>Pytanie o istnienie Boga jest całkowicie pozbawione sensu.

Ja tak nie uważam. Chociaż rozwiązywanie tego dylematu, nie absorbuje mnie jakoś szczególnie.
22-07-2010 14:26
 Ocena 15 na 15
lotrek (14275 punktów)

>Agnostycy często, szczególnie w Polsce, są atakowani przez środowiska teistów jak i ateistów.
Bez przesady....agnostyk to po prostu...takie "bógwico" .

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
Michał (2046 punktów)
>Czy, Waszym zdaniem, agnostycyzm to tylko
>taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści? A może agnostycyzm to ucieczka od
>decyzji ?

   Znam osobę, która prezentowała się jako agnostyk, ponieważ nie pasowała jej "wojowniczość" ateistów oraz negatywna postawa wierzących do ateistów. Z drugiej strony przy nieobecności wierzących wyrażała silnie ateistyczne poglądy. W tym wypadku agnostycyzm był jedynie tarczą, swoistym PR. Trudno pochwalić taką postawę zadeklarowanemu ateiście.

   Trudno też zgodzić się ateiście z agnostycyzmem silnym, według którego nie można i nigdy nie będzie można udowodnić istnienia, oraz nieistnienia Boga. Wierzący właściwie z tym poglądem się mogą zgodzić, różnią się jedynie od silnych agnostyków postawą (oni decydują się wierzyć z braku dowodów).

   Natomiast jeżeli ktoś zawiesza swój osąd ze względu na brak wystarczających informacji, ateista nie powinien mieć nic przeciwko niemu.
rysiek (4593 punktów)
>Agnostycyzm to pogląd głoszący niepoznawalność rzeczywistości,
Chyba raczej: ograniczone możliwości ludzkiego poznania.

>jedna z jego tez mówi, że: istnienia Boga nie da się wykluczyć.
Obawiam się że zbiór "tego czego nie da się wykluczyć" (a zarazem udowodnić) może być nieskończenie wielki. Chyba że ludzka fantazja ma jakieś ograniczenia.

>Agnostycy często, szczególnie w Polsce, są atakowani przez środowiska teistów jak i ateistów. (...)
Przez teistów tak, przez ateistów chyba czasem krytykowani.

>I tu właśnie chciałbym poznać Wasz pogląd na ten temat: Czy, Waszym zdaniem, agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?
Może dla świętego spokoju... Od ateisty często zaraz żąda się udowodnienia nieistnienia boga.

>A może agnostycyzm to ucieczka od decyzji?
Dla niektórych pewnie tak.

Dla mnie ateizm to - jak wynika z nazwy - nie-teizm. Nie jest wyborem między dwiema konkurencyjnymi ideologiami (jak np. między katolicyzmem a hinduizmem), tylko pozostaniem nieprzekonanym argumentami głosicieli hipotezy teistycznej.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Agnostycyzm (...), jedna z jego tez mówi, że : istnienia Boga nie da się wykluczyć.

Spór teisty z ateistą nie idzie o to, czy bóg jest, czy go nie ma - bo to jest bezproduktywne pieprzenie w bambus.

Teista twierdzi, że są dobre powody, aby przyjąć istnienie boga, który czegoś od nas chce, i właściwym jest postępowanie w zgodzie z tymi - jakoby boskimi - zaleceniami. Ateista stoi jedynie na stanowisku, że takich powodów nie ma.

Obie postawy przekładają się na konkretne zachowania w konkretnych sytuacjach. Wskaż mi, drogi agnostyku, taką sytuację, w której zachowasz się inaczej niż ateista. Jeżeli takiej sytuacji wskazać nie możesz, to znaczy że jesteś dla postronnego obserwatora nieodróżnialny od ateisty, a zatem podpadasz pod Brzytwę jako entity without identity. Jeżeli natomiast taką sytuację wskażesz, to znaczy żeś tchórz i asekurant - co należało udowodnić.

Z pozdrowieniami.
Rigoletto (3891 punktów)
>> Agnostycyzm (...), jedna z jego tez mówi, że : istnienia Boga nie da się wykluczyć.
>Spór teisty z ateistą nie idzie o to, czy bóg jest, czy go nie ma - bo to jest bezproduktywne pieprzenie w bambus.
>Teista twierdzi, że są dobre powody, aby przyjąć istnienie boga, który czegoś od nas chce, i właściwym jest postępowanie w zgodzie z tymi - jakoby boskimi - zaleceniami. Ateista stoi jedynie na stanowisku, że takich powodów nie ma.

Ale ateista stoi na takim stanowisku, bo uważa, że Boga nie ma. Tak więc powodem tych różnic, jest w istocie rozbieżność co do istnienia Boga/bóstw.

>Obie postawy przekładają się na konkretne zachowania w konkretnych sytuacjach. Wskaż mi, drogi agnostyku, taką sytuację, w której zachowasz się inaczej niż ateista.

Wszystko zależy o jakie zachowania chodzi. Teista, ateista i agnostyk może się zachowywać identycznie, co nie zmienia ich światopoglądu. Po prostu mogą się zachowywać tak samo, ale z różnych pobudek.

>Jeżeli takiej sytuacji wskazać nie możesz, to znaczy że jesteś dla postronnego obserwatora nieodróżnialny od ateisty, a zatem podpadasz pod Brzytwę jako entity without identity. Jeżeli natomiast taką sytuację wskażesz, to znaczy żeś tchórz i asekurant - co należało udowodnić.

Tchórzostwo może występować tylko w sytuacji, kiedy ktoś coś robi lub czegoś nie robi ze strachu. Agnostyk nie deklaruje się po żadnej stronie ze strachu, tylko dlatego, że nie znajduje przesądzających argumentów, jednej lub drugiej strony.
22-07-2010 20:46 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto:
[...] Ale ateista stoi na takim stanowisku, bo uważa, że Boga nie ma. [...]

Wszystko, co z pewnością można powiedzieć o "ateiście". W najszerszym znaczeniu (a jeśli chcemy generalizować, tylko stosowanie takiego znaczenie ma sens) ateizm jest brakiem wiary w boga/bóstwa.
Zatem owszem, niektórzy ateiści uważają, że Boga nie ma, ale inni ateiści twierdzą, że po prostu w Boga nie wierzą, choć nie wykluczają, że może istnieć. Są też tacy ateiści, którzy w ogóle nie odpowiadają na pytanie "czy wierzę w Boga", bo nikt im go nie zadał, nigdy im nie przyszło do głowy, albo uważają, że jest pozbawione sensu.
Wszyscy są pozbawieni wiary w bogów, wszyscy są a-teistami.

Polecam też tę wypowiedź Mariana, krótko i zwięźle wyjaśniającą, że agnostycyzm wcale nie jest poglądem mieszczącym się gdzieś pomiędzy między ateizmem a teizmem, ponieważ między wiarą a brakiem wiary w bogów nie ma miejsca na żaden inny pogląd.
Mówiąc o wierze, tracimy możliwość wątpienia - zwątpienie automatycznie staje się niewiarą. Niepewność jako stan pośredni może się pojawiać tylko tam, gdzie w grę wchodzi wiedza.
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Wszyscy są pozbawieni wiary w bogów, wszyscy są a-teistami.
>Polecam też tę wypowiedź Mariana, krótko i zwięźle wyjaśniającą, że agnostycyzm wcale nie jest poglądem mieszczącym się gdzieś pomiędzy między ateizmem a teizmem,

Ależ jest. Nawet sam wielki guru ateistyczny, Dawkins, dostrzega ten fakt w "Bogu urojonym". Tutejszy guru (capo di tutti capi tego portalu) też zdaje się popełnił artykuł na ten temat (jak będę miał czas to poszperam).

>ponieważ między wiarą a brakiem wiary w bogów nie ma miejsca na żaden inny pogląd.
>Mówiąc o wierze, tracimy możliwość wątpienia - zwątpienie automatycznie staje się niewiarą.

Nawet Matka Teresa z Kalkuty czy Jezus wątpili. Jest wiele rodzajów wiary i wiele rodzajów niewiary.

>Niepewność jako stan pośredni może się pojawiać tylko tam, gdzie w grę wchodzi wiedza.

Ale u agnostyków, właśnie decydująca jest niewiedza, a właściwie niemożność dotarcia do określonej wiedzy.
22-07-2010 22:28 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto:
Ależ jest. [...]

Tylko gdzie?
Jeśli a-teizm to nie-teizm czyli, jak pisałem poprzednio, brak wiary w jakiegokolwiek boga, to gdzie się mieści Twój "a-gnostycyzm"? jak go definiujesz względem teistycznego pytania czy wierzysz w Boga? Wątpisz, że wierzysz? Nie wiesz, że wierzysz? Nie masz wystarczających narzędzi umożliwiających wiarę w Boga? Jeszcze inaczej?

Rigoletto:
[...] Nawet Matka Teresa z Kalkuty czy Jezus wątpili. [...]

Wątpili w istnienie Boga? W takim razie wygląda na to, że po prostu weń nie wierzyli...

Rigoletto:
[...] Jest wiele rodzajów wiary i wiele rodzajów niewiary.[...]

OK, zdefiniuj te rodzaje. W szczególności chodzi mi o takie pojęcia wiary i niewiary, między które da się wcisnąć niewiedzę.

Rigoletto:
[...] Ale u agnostyków, właśnie decydująca jest niewiedza, a właściwie niemożność dotarcia do określonej wiedzy. [...]

I właśnie oto mi chodzi.
Stanowiska teisty/ateisty dotyczą wiary religijnej.
Stanowisko agnostyka - wiedzy.
I teista, i ateista mogą być agnostykami - mogą wierzyć/nie wierzyć w Boga, jednocześnie wierząc w to, że nie jest możliwe, na przykład, udowodnienie jego istnienia/nieistnienia.
Choć i tu i tam przewija się słowo "Bóg", to w każdym z tych przypadków chodzi o inne pytania, są to problemy z obszarów do siebie nieprzystających.
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto:
Ależ jest. [...]

>Tylko gdzie?
>Jeśli a-teizm to nie-teizm czyli, jak pisałem poprzednio, brak wiary w jakiegokolwiek boga, to gdzie się mieści Twój "a-gnostycyzm"? jak go definiujesz względem teistycznego pytania czy wierzysz w Boga? Wątpisz, że wierzysz? Nie wiesz, że wierzysz? Nie masz wystarczających narzędzi umożliwiających wiarę w Boga? Jeszcze inaczej?

Agnostycyzm poznawczy.

Ateizm.

Gdyby sprawa była taka prosta, jak piszesz, nikt nie kruszyłby kopii o to czym się różni ateizm od agnostycyzmu (o czym w linkach).

>Rigoletto:
[...] Nawet Matka Teresa z Kalkuty czy Jezus wątpili. [...]

>Wątpili w istnienie Boga? W takim razie wygląda na to, że po prostu weń nie wierzyli...

Wiara to nie jest 100% pewność. Zapewne większość wierzących ma wątpliwości.

>Rigoletto:
[...] Jest wiele rodzajów wiary i wiele rodzajów niewiary.[...]

>OK, zdefiniuj te rodzaje. W szczególności chodzi mi o takie pojęcia wiary i niewiary, między które da się wcisnąć niewiedzę.

Znowu za Wiki (przepraszam, ale to najprostszy sposób )

Wyróżnia się trzy zasadnicze nurty poglądowe dotyczące istnienia boga:

teizm - w sensie ogólnym opinia że istnieje Bóg lub bogowie
ateizm - w sensie ogólnym brak wiary, że istnieje Bóg lub bogowie albo opinia że nie istnieją.
agnostycyzm - w sensie ogólnym opinia, że nie wiemy czy istnieje Bóg lub bogowie.

>Rigoletto:
[...] Ale u agnostyków, właśnie decydująca jest niewiedza, a właściwie niemożność dotarcia do określonej wiedzy. [...]

>I właśnie oto mi chodzi.
>Stanowiska teisty/ateisty dotyczą wiary religijnej.
>Stanowisko agnostyka - wiedzy.
>I teista, i ateista mogą być agnostykami - mogą wierzyć/nie wierzyć w Boga, jednocześnie wierząc w to, że nie jest możliwe, na przykład, udowodnienie jego istnienia/nieistnienia.
>Choć i tu i tam przewija się słowo "Bóg", to w każdym z tych przypadków chodzi o inne pytania, są to problemy z obszarów do siebie nieprzystających.

No więc jasne, że problem leży w definicjach. Jeśli za Dawkinsem, przyjmiemy, że rozróżnienie pomiędzy teistą, agnostykiem i ateistą, polega na tym jak stanowcze jest stanowisko danego światopoglądu na kwestię istnienia Boga, sprawa staje się prostsza. I mam wrażenie, że o takie rozróżnienie chodziło autorowi wątku.
23-07-2010 19:38 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto:
[...] Gdyby sprawa była taka prosta, jak piszesz, nikt nie kruszyłby kopii o to czym się różni ateizm od agnostycyzmu (o czym w linkach). [...]

Wcale nie twierdzę, ani nigdy nie twierdziłem, że ateizm i agnostycyzm to to samo. Wręcz przeciwnie, uważam, że to poglądy całkowicie nieporównywalne, operujące na odmiennych płaszczyznach poznawczych.

Jeszcze raz, tym razem pozwolę sobie skorzystać z cytatu ze strony atheism.about.com:

"[...] Once it is understood that atheism is merely the absence of belief in any gods, it becomes evident that agnosticism is not, as many assume, a "third way" between atheism and theism. The presence of a belief in a god and the absence of a belief in a god exhaust all of the possibilities. Agnosticism is not about belief in god but about knowledge - it was coined originally to describe the position of a person who could not claim to know for sure if any gods exist or not.
Thus, it is clear that agnosticism is compatible with both theism and atheism. A person can believe in a god (theism) without claiming to know for sure if that god exists; the result is agnostic theism. On the other hand, a person can disbelieve in gods (atheism) without claiming to know for sure that no gods can or do exist; the result is agnostic atheism. [...]"


Podsumowując:
1. Teizm jest poglądem dotyczącym wiary w istnienie bogów ("wierzę w istnienie bogów").
2. Ateizm jest poglądem dotyczącym wiary w istnienie bogów ("nie wierzę w istnienie bogów").
3. Agnostycyzm nie jest poglądem dotyczącym wiary, agnostycyzm mówi o wiedzy o istnieniu bogów ("nie wiem, czy bogowie istnieją"), zatem nie może zajmować miejsca między poglądami mówiącymi o wierze. Agnostycyzm nie jest więc żadną "trzecią drogą" względem ateizmu i teizmu.

Jeśli uważasz, że nie mam racji, to, proszę, spróbuj się odnieść do tego, co napisałem powyżej oraz w poprzednim poście i pokaż, gdzie i jak się mylę.

Rigoletto:
[...] Wiara to nie jest 100% pewność. Zapewne większość wierzących ma wątpliwości. [...]

Jeśli mają wątpliwości, to mylą wiarę z wiedzą. Niewykluczone też, że ci, którzy wątpią, w rzeczywistości nie wierzą a oczekują wiedzy.
Wiara opiera się wyłącznie na wewnętrznym przekonaniu człowieka wierzącego i nie wymaga, jak wiedza, zewnętrznego potwierdzenia swojej prawdziwości.
Jeśli mówisz "wierzę", to wierzysz, jeśli natomiast wątpisz, czy wierzysz, to raczej chciałbyś wiedzieć, niż wierzyć.

Rigoletto:
[...] Znowu za Wiki (przepraszam, ale to najprostszy sposób )
Wyróżnia się trzy zasadnicze nurty poglądowe dotyczące istnienia boga:
teizm - w sensie ogólnym opinia że istnieje Bóg lub bogowie
ateizm - w sensie ogólnym brak wiary, że istnieje Bóg lub bogowie albo opinia że nie istnieją.
agnostycyzm - w sensie ogólnym opinia, że nie wiemy czy istnieje Bóg lub bogowie. [...]

teizm ---> wiara w istnienie Boga
ateizm ---> brak wiary w istnienie Boga
agnostycyzm ---> brak wiedzy o istnieniu Boga
Pierwsze dwa poglądy dotyczą wiaryw istnienie Boga, trzeci dotyczy wiedzy o jego istnieniu.
Jak więc chcesz porównywać wiarę z wiedzą?

Rigoletto:
[...] No więc jasne, że problem leży w definicjach. Jeśli za Dawkinsem, przyjmiemy, że rozróżnienie pomiędzy teistą, agnostykiem i ateistą, polega na tym jak stanowcze jest stanowisko danego światopoglądu na kwestię istnienia Boga, sprawa staje się prostsza. I mam wrażenie, że o takie rozróżnienie chodziło autorowi wątku.

Problem polega na tym, że wiedza i wiara wcale nie są różnymi stopniami "stanowczości" poglądu na jakąkolwiek kwestię - to pojęcia z dwóch kompletnie nieprzystających do siebie światów i nie da się ich połączyć w ramach jednego kryterium oceniającego stopień "stanowczości" poglądów na istnienie Boga.
 
Rigoletto (3891 punktów)
Podsumowując:
>1. Teizm jest poglądem dotyczącym wiary w istnienie bogów ("wierzę w istnienie bogów").
>2. Ateizm jest poglądem dotyczącym wiary w istnienie bogów ("nie wierzę w istnienie bogów").
>3. Agnostycyzm nie jest poglądem dotyczącym wiary, agnostycyzm mówi o wiedzy o istnieniu bogów ("nie wiem, czy bogowie istnieją"), zatem nie może zajmować miejsca między poglądami mówiącymi o wierze. Agnostycyzm nie jest więc żadną "trzecią drogą" względem ateizmu i teizmu.
>Jeśli uważasz, że nie mam racji, to, proszę, spróbuj się odnieść do tego, co napisałem powyżej oraz w poprzednim poście i pokaż, gdzie i jak się mylę.

Jest trzecią drogą tak jak jest trzecią drogą odpowiedź "nie wiem" w ankiecie (pozostałe to tak i nie). Masz rację, że agnostycyzm dotyczy wiedzy, a teizm i ateizm wiary, ale w praktyce agnostyk nie jest ani ateistą ani teistą.

>Rigoletto:
[...] Wiara to nie jest 100% pewność. Zapewne większość wierzących ma wątpliwości. [...]

>Jeśli mają wątpliwości, to mylą wiarę z wiedzą. Niewykluczone też, że ci, którzy wątpią, w rzeczywistości nie wierzą a oczekują wiedzy.
>Wiara opiera się wyłącznie na wewnętrznym przekonaniu człowieka wierzącego i nie wymaga, jak wiedza, zewnętrznego potwierdzenia swojej prawdziwości.

Niby nie wymaga, ale ludzie wierzący cały czas szukają potwierdzenia swojej wiary.

>Jeśli mówisz "wierzę", to wierzysz, jeśli natomiast wątpisz, czy wierzysz, to raczej chciałbyś wiedzieć, niż wierzyć.
>Rigoletto:
[...] No więc jasne, że problem leży w definicjach. Jeśli za Dawkinsem, przyjmiemy, że rozróżnienie pomiędzy teistą, agnostykiem i ateistą, polega na tym jak stanowcze jest stanowisko danego światopoglądu na kwestię istnienia Boga, sprawa staje się prostsza. I mam wrażenie, że o takie rozróżnienie chodziło autorowi wątku.

>Problem polega na tym, że wiedza i wiara wcale nie są różnymi stopniami "stanowczości" poglądu na jakąkolwiek kwestię - to pojęcia z dwóch kompletnie nieprzystających do siebie światów i nie da się ich połączyć w ramach jednego kryterium oceniającego stopień "stanowczości" poglądów na istnienie Boga.

Być może masz rację, ale w praktyce, przyjęcie stanowiska agnostycznego, nie pozwala na stwierdzenie "Bóg jest" lub "Boga nie ma", abstrahując od dywagacji na temat "słabego" czy "silnego" agnostycyzmu.
23-07-2010 08:03 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Stanowiska teisty/ateisty dotyczą wiary religijnej.
> Stanowisko agnostyka - wiedzy.
> I teista, i ateista mogą być agnostykami - mogą wierzyć/nie wierzyć w Boga, jednocześnie wierząc w to, że nie jest możliwe, na przykład, udowodnienie jego istnienia/nieistnienia.

Z takiej definicji agnostycyzmu wynika, że agnostykowi wiara jest potrzebna - wiara w ograniczenia poznawcze człowieka. Bo przecież takich ograniczeń może nie być - może kiedyś odkryjemy dowody boskiej ingerencji, lub może wyjaśnimy Wszechświat i jego początki na tyle dokładnie, że już Bóg w żadnej dziurze się nie schowa.
23-07-2010 19:14 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Fizyk:
Z takiej definicji agnostycyzmu wynika, że agnostykowi wiara jest potrzebna - wiara w ograniczenia poznawcze człowieka. Bo przecież takich ograniczeń może nie być - może kiedyś odkryjemy dowody boskiej ingerencji, lub może wyjaśnimy Wszechświat i jego początki na tyle dokładnie, że już Bóg w żadnej dziurze się nie schowa.

Jest dokładnie tak, jak napisałeś, przynajmniej w odniesieniu do tzw. "agnostyków silnych". Stanowisko, które zajmuje taki agnostyk względem możliwości poznawczych człowieka jest po prostu wiarą w to, że są ograniczone.
Nie jestem natomiast pewien jak należy klasyfikować "agnostyków słabych", takich jak Russell, czyli "odraczających osąd": czy ich stanowisko opiera się na wiedzy, czy na wierze?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Jest dokładnie tak, jak napisałeś, przynajmniej w odniesieniu do tzw. "agnostyków silnych". Stanowisko, które zajmuje taki agnostyk względem możliwości poznawczych człowieka jest po prostu wiarą w to, że są ograniczone.

Z tego co piszecie, wynika, że nie ma ucieczki od wiary. Wszyscy w coś wierzą.
24-07-2010 02:06 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Z tego co piszecie, wynika, że nie ma ucieczki od wiary. Wszyscy w coś wierzą.

Nie wszyscy: właśnie dowiedziałem się, że nie mogę być silnym agnostykiem. A słabym? Że nie wiem ale może się dowiem? No może - ale to raczej banał. Niemniej sceptycyzm na pewno nie wymaga wiary.
24-07-2010 03:46 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Wszyscy w coś wierzą.
Oczywiście. Ja wierzę np. w coś takiego.


Preparat zawiera w składzie kompleks sylimarynowo-fosfolipidowy o zawartości 30% flawonolignanów w przeliczeniu na sylibinę.
Vytautas (4394 punktów)
>Fizyk:
Z takiej definicji agnostycyzmu wynika, że agnostykowi wiara jest potrzebna - wiara w ograniczenia poznawcze człowieka.

>Stanowisko, które zajmuje taki agnostyk względem możliwości poznawczych człowieka jest po prostu wiarą w to, że są ograniczone.

   Według mego widzimisię brzytwa Ockhama nakłada ciężar dowodu na tego, który twierdzi, że byt, lub zjawisko istnieje, a więc na tego, kto twierdzi, że możliwości poznawcze są nieograniczone, że można poznać wszystko
24-07-2010 11:12 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Według mego widzimisię brzytwa Ockhama nakłada ciężar dowodu na tego, który twierdzi, że byt, lub zjawisko istnieje, a więc na tego, kto twierdzi, że możliwości poznawcze są nieograniczone, że można poznać wszystko

Raczej na odwrót: ewentualne ograniczenie jest bytem zagrożonym brzytwą Ockhama. Ciężar dowodu na istnienie ograniczenia w poznaniu bóstw spada na agnostyka.
Vytautas (4394 punktów)
>> Według mego widzimisię brzytwa Ockhama nakłada ciężar dowodu na tego, który twierdzi, że byt, lub zjawisko istnieje, a więc na tego, kto twierdzi, że możliwości poznawcze są nieograniczone, że można poznać wszystko
>Raczej na odwrót: ewentualne ograniczenie jest bytem zagrożonym brzytwą Ockhama. Ciężar dowodu na istnienie ograniczenia w poznaniu bóstw spada na agnostyka.
   Tym sposobem odkryliśmy jeszcze jedną ekwiwokację. Ja pod 'poznać wszystko' rozumiałem uzyskać wiedzę o całej przyrodzie tak, aby już nic więcej do odkrywania nie było. Ty rozumiesz 'poznać wszystko' jako uzyskać wiedzę o wszystkich bytach nie tylko realnych, lecz także umyślonych bezzasadnie, pojęciach pustych.
salek (4701 punktów)
>Mówiąc o wierze, tracimy możliwość wątpienia - zwątpienie automatycznie staje się niewiarą.
Dlaczego? Zwątpienie może prowadzić również do wiary w coś innego, na przykład inny system wartości.

>Niepewność jako stan pośredni może się pojawiać tylko tam, gdzie w grę wchodzi wiedza.
Dysponując pełną wiedzą na temat zjawiska, które z definicji jest niepewne niepewność nie pojawi się jako stan pośredni.
ramichael (36666 punktów)
Mowi bog do sw Piotra: jakby ateisci pytali, to mnie nie ma!
finerbijk (17282 punktów)
Wszystko zależy, jak pojmujemy definicję "boskości".

Dla ateisty nie ma wyższych bytów nad człowiekiem, który jest dlań ukoronowaniem ewolucji. Agnostyk nie jest tego do końca pewien lub uważa, że to niesprawdzalne i póki co nie warto sobie głowy zawracać.

Jak dla mnie niedopuszczanie myśli, że może istnieć istota albo byty o atrybutach pojmowanych dziś jako boskie jest przejawem pychy i zabobonu antropocentryzmu.
Wszystko kwestia odpowiedniej wiedzy i technologii. Dla człowieka średniowiecza gadanie przez komórkę lub telewizja to byłaby czysta magia. Dla nas boska jest umiejętność budowy całych wszechświatów, albo obecność jednocześnie w wielu miejscach. Rozwijamy się jako cywilizacja zaledwie kilka tysięcy lat. Wystarczy ruszyć wyobraźnię ile można osiągnąć przez miliony, czy miliardy lat. Być może wystarczająco dużo, aby się uwolnić od ograniczoności czasu i przestrzeni.

Nie można też wykluczyć istnienia innych wymiarów, czy równoległych światów, gdzie bogowie mogą sobie występować całymi stadami.
Czy w związku z tym należy uprawiać jakiś kult i stosować się do zasad głoszonych przez daną religię? Jak kto tam chce i lubi.
22-07-2010 17:07 
 Ocena 14 na 14
Meretseger (61860 punktów)

>Dla ateisty nie ma wyższych bytów nad człowiekiem, który jest dlań ukoronowaniem ewolucji.
Ależ nic podobnego! Żadne "ukoronowanie ewolucji", skąd Ci to przyszło do głowy? Wprost przeciwnie - to dla teisty człowiek jest ukoronowaniem stworzenia, a dla judeochrześcijanina królem świata, który ma iść i czynić sobie ziemię poddaną. Ateista na taki pomysł nie wpadnie, jeśli nie jest megalomanem. Ewolucja dzieje się na naszych oczach, człowiek nawet nie jest ostatnim zwierzątkiem, jakie pojawiło się na Ziemi. Czemuż to mielibyśmy się stawiać w centrum i na czele? Bo mamy mózgi większe w stosunku do masy ciała i bardziej pofałdowane, niż inne zwierzaki i potrafimy myśleć abstrakcyjnie? No mamy, potrafimy, owszem, ale żeby zaraz "ukoronowanie"...
>Jak dla mnie niedopuszczanie myśli, że może istnieć istota albo byty o atrybutach pojmowanych dziś jako boskie jest przejawem pychy i zabobonu antropocentryzmu.
Czy istnieją jakiekolwiek dobre przesłanki, by dopuszczać myśl o istnieniu takiej istoty? Jak dla mnie, nie. W teorii gdzieś tam w otchłaniach Kosmosu być może istnieje cywilizacja typu II lub III, ale na razie nic o niej nie wiem, więc darowuję sobie gdybanie. Nie widziałam, nic o tym nie wiem, żeby takowe istoty istniały, więc nie zawracam sobie nimi głowy. Czy to antropocentryzm? Nie wydaje mi się.
>Dla nas boska jest umiejętność budowy całych wszechświatów
Może dla was, dla mnie nie. Dla mnie to przypadłość fizyczna.
>Nie można też wykluczyć istnienia innych wymiarów, czy równoległych światów, gdzie bogowie mogą sobie występować całymi stadami.
Ale ponieważ nie żyjemy w równoległych światach, to raczej już nie nasz problem. Przynajmniej nie mój. Niech sobie występują na zdrowie. Ja żyję tu i teraz, a nie w innych wymiarach, o których nie wiem, czy w ogóle istnieją (bo teoretyzować i budować modele można sobie do upojenia) i dlatego nie zawracam sobie nimi głowy.
>Czy w związku z tym należy uprawiać jakiś kult i stosować się do zasad głoszonych przez daną religię? Jak kto tam chce i lubi.
A z tym się całkiem zgadzam. Nie ma zakazu i nie ma nakazu.
22-07-2010 17:51 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Ależ nic podobnego! Żadne "ukoronowanie ewolucji", skąd Ci to przyszło do głowy?
Jeśli mózg ludzki jest najbardziej skomplikowanym tworem w znanej przyrodzie, to dlaczego takie twierdzenie miałoby nie być zasadne?

>Wprost przeciwnie - to dla teisty człowiek jest ukoronowaniem stworzenia, a dla judeochrześcijanina królem świata, który ma iść i czynić sobie ziemię poddaną.
Ziemię tak, ale nad teistą jest jeszcze Bóg, jako najwyższa istota.

> ale żeby zaraz "ukoronowanie"...
Jak na razie jedyne znane cywilizacje to te stworzone przez ludzi. Na dzień dzisiejszy to człowiek stoi na szczycie ewolucji, więc nie wiem co tu się pieklić o to "ukoronowanie". Niewykluczone, że kiedyś ta korona spadnie, póki co trzyma się dobrze. Wg mnie człowiek nie jest przez to lepszy, ani gorszy, lecz jest gatunkiem szczególnym.

>Czy istnieją jakiekolwiek dobre przesłanki, by dopuszczać myśl o istnieniu takiej istoty? Jak dla mnie, nie.
Jak dla mnie tak. Najlepszą jest sam człowiek. Co się raz zdarzyło, równie dobrze mogło się zdarzyć gdzieś indziej lub/i w innym czasie.

>żeby takowe istoty istniały, więc nie zawracam sobie nimi głowy. Czy to antropocentryzm? Nie wydaje mi się.
Bez ciekawości nie byłoby wiedzy i poznania. Z gdybanologii czasem bierze się konkretna wiedza.

>>Dla nas boska jest umiejętność budowy całych wszechświatów
>Może dla was, dla mnie nie. Dla mnie to przypadłość fizyczna.
Jasne, że fizyczna, jeśli się buduje fizyczny wszechświat. Zresztą teorie takie już powstały - Alan Guth "The Inflationary Universe".

>Ale ponieważ nie żyjemy w równoległych światach, to raczej już nie nasz problem. Przynajmniej nie mój.
Mój też nie. Od tego są kosmologowie i fizycy, i to robią całkiem serio.

Nie napisałem, że bóg miałby być czymś "nienaturalnym" lub "nadnaturalnym"; jeśli jest, to może też wyewoluował z mikroba. Chciałem tylko wskazać, że nie ma granic poznania i technologii i niewykluczone, że są istoty o możliwościach, które dla nas na obecnym etapie zdają się "boskimi".
23-07-2010 07:47 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Nie napisałem, że bóg miałby być czymś "nienaturalnym" lub "nadnaturalnym"; jeśli jest, to może też wyewoluował z mikroba. Chciałem tylko wskazać, że nie ma granic poznania i technologii i niewykluczone, że są istoty o możliwościach, które dla nas na obecnym etapie zdają się "boskimi".
Zależy jak zdefiniować "boskość"... O panienkach o idealnej urodzie, poprawionej plastyką albo Photoshopem też się czasem mówi, że są "boskie"
Hipotetycznych istot, które być może gdzieś tam istnieją, mają możliwości technologiczne, o jakich nam się (jeszcze) nie śniło i wyewoluowały z mikroba czy czegokolwiek innego, nie nazywam "bogami", tak jak nie nazwę "bogiem" Słońca, komety Halleya, deszczu czy wulkanu. Te istoty byłyby dla mnie również częścią przyrody, tylko o nieco większych niż ludzkie możliwościach. "Bóg", jak ja rozumiem to pojęcie, jest abstrakcyjną konstrukcją myślową, stworzoną w celu wyjaśnienia niezrozumiałych zjawisk. To byt filozoficzny, któremu przypisano pewne cechy, a główną cechą jest "nadnaturalność". No nic na to nie poradzę, tak to widzę
Pozdrawiam
23-07-2010 12:31 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>"Bóg", jak ja rozumiem to pojęcie, jest abstrakcyjną konstrukcją myślową, stworzoną w celu wyjaśnienia niezrozumiałych zjawisk. To byt filozoficzny, któremu przypisano pewne cechy, a główną cechą jest "nadnaturalność". No nic na to nie poradzę, tak to widzę
Nie musisz nic radzić "Nadnaturalność" to nieznane technologie lub prawa przyrody, a posiadanie tych "boskich" cech może być udziałem jak najbardziej naturalnych istot.

>Pozdrawiam
Również pozdrawiam
Stadnina Egzystencji (126 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli mózg ludzki jest najbardziej skomplikowanym tworem w znanej przyrodzie, to dlaczego takie twierdzenie miałoby nie być zasadne?
Masz na to jakieś dowody? Poza tym w jaki sposób definiujesz twór? Przecież obiekty nie istnieją, istnieją tylko atomy.
Równie dobrze ja mogę sobie powiedzieć że Ziemia i wszystkie na niej stworzenia(w tym twój mózg) są najbardziej skomplikowane.
Albo wezmę sobie nasza galaktykę, albo jakąś inną.

Świat to tylko pierwiastki, i każdy z tych pierwiastków jest tyle samo wart.

Poza tym to że mózg jest skomplikowany wcale nie jest jego pozytywną cechę.
A słoń jest najcięższym stworzeniem na świecie, jest niezwykły!
Udowodnij że mądrość człowieka jest więcej warta niż ciężar słonia.

Jakakolwiek ocena tworów deterministycznego świata jest bezsensowna.

>Na dzień dzisiejszy to człowiek stoi na szczycie ewolucji,
W jaki sposób to stwierdziłeś?

>Wg mnie człowiek nie jest przez to lepszy, ani gorszy, lecz jest gatunkiem szczególnym.
Każdy gatunek jest szczególny:
- słoń jest najcięższy
- gepard najszybszym zwierzęciem na lądzie
- żyrafa najwyższa
i można wymieniać jeszcze setki.

>Nie napisałem, że bóg miałby być czymś "nienaturalnym" lub "nadnaturalnym"; jeśli jest, to może też wyewoluował z mikroba. Chciałem tylko wskazać, że nie ma granic poznania i technologii i niewykluczone, że są istoty o możliwościach, które dla nas na obecnym etapie zdają się "boskimi".

Ale tą istotę obowiązywałyby prawa fizyki tak jak każdą istotę. Dlatego bóg nie mógłby istnieć.
A żadne "boskie" umiejętności nie są możliwe, co najwyżej we wszechświecie mogą istnieć istoty które:
- poruszają się bardzo szybko
- potrafią wygrać z nami w szachy
- mają wiedzę wielkości encyklopedii
- etc.
Chodzi o to, że ogromna inteligencja do niczego nie służy. Można mieć iloraz inteligencji 1000 ale to nam nie pomoże w naginaniu praw fizyki. Co najwyżej można wynaleźć parę wynalazków.
Poza tym wraz z inteligencją rośnie racjonalizm i zrozumienie świata, a od tego tylko krok do zrozumienia własnej bezsensowności.
finerbijk (17282 punktów)
>Masz na to jakieś dowody? Poza tym w jaki sposób definiujesz twór? Przecież obiekty nie istnieją, istnieją tylko atomy.
Jeśli obiekty (układy) nie istnieją, to dlaczego akurat atomy mają istnieć?

>Równie dobrze ja mogę sobie powiedzieć że Ziemia i wszystkie na niej stworzenia(w tym twój mózg) są najbardziej skomplikowane.
A powiedz sobie.

>Albo wezmę sobie nasza galaktykę, albo jakąś inną.
A weź sobie.

>Świat to tylko pierwiastki, i każdy z tych pierwiastków jest tyle samo wart.
Innego zdania jest pan ze sklepu jubilerskiego.

>Poza tym to że mózg jest skomplikowany wcale nie jest jego pozytywną cechę.
Nigdzie tak nie napisałem.

>A słoń jest najcięższym stworzeniem na świecie, jest niezwykły!
Słyszałeś o wielorybach?

>Udowodnij że mądrość człowieka jest więcej warta niż ciężar słonia.
Tego też nigdzie nie napisałem.

>>Na dzień dzisiejszy to człowiek stoi na szczycie ewolucji,
>W jaki sposób to stwierdziłeś?
Patrząc przez okno.

>A żadne "boskie" umiejętności nie są możliwe, co najwyżej we wszechświecie mogą istnieć istoty które:
>- poruszają się bardzo szybko
>- potrafią wygrać z nami w szachy
>- mają wiedzę wielkości encyklopedii
>- etc.
Nie wiem jak do tego doszedłeś. Mnie się wydaje, że mogą móc dużo więcej. Co stoi na przeszkodzie, żeby tworzyć i niszczyć całe światy? Słyszeć i widzieć wszystko i wszędzie? Tylko technika.

>Chodzi o to, że ogromna inteligencja do niczego nie służy. Można mieć iloraz inteligencji 1000 ale to nam nie pomoże w naginaniu praw fizyki. Co najwyżej można wynaleźć parę wynalazków.
Inteligencja może się przydać w poznaniu praw fizyki właśnie. Myślisz, że poznano już je wszystkie?

>Poza tym wraz z inteligencją rośnie racjonalizm i zrozumienie świata, a od tego tylko krok do zrozumienia własnej bezsensowności.
Po co komu sens. Ważne, że jest zabawnie Czujesz się bezsensowny? Nie mam zamiaru zaprzeczać.
lukaszewicz (5674 punktów)

>Dla ateisty nie ma wyższych bytów nad człowiekiem, który jest dlań ukoronowaniem ewolucji.

Chyba dla głupiego ateisty.
03-08-2010 23:41 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Wszystko zależy, jak pojmujemy definicję "boskości".
>Dla ateisty nie ma wyższych bytów nad człowiekiem, który jest dlań ukoronowaniem ewolucji. Agnostyk nie jest tego do końca pewien lub uważa, że to niesprawdzalne i póki co nie warto sobie głowy zawracać.

Dlaczego "ukoronowaniem"? Na pustyni jakiś cholerny skorpion jest "lepszy" niż człowiek. Fajnym gatunkiem jest karaluszek, którego nic nie ruszy Ateizm pozbawia człowieka jakichkolwiek pierwiastków istoty z założenia "wyższej", więc tylko zrównuje ze zwierzętami, ale nie mówi od razu o jego wyższości, bo to nie jest kwestia wiary w boga, tylko tego, jakie osoba ma wartości.
finerbijk (17282 punktów)
>Dlaczego "ukoronowaniem"? Na pustyni jakiś cholerny skorpion jest "lepszy" niż człowiek. Fajnym gatunkiem jest karaluszek, którego nic nie ruszy Ateizm pozbawia człowieka jakichkolwiek pierwiastków istoty z założenia "wyższej", więc tylko zrównuje ze zwierzętami, ale nie mówi od razu o jego wyższości, bo to nie jest kwestia wiary w boga, tylko tego, jakie osoba ma wartości.

A taka retoryka. Skorpiony nie latają w kosmos albo karaluszki. No chyba, że na gapę. Nie piszą traktatów filozoficznych i nie budują drapaczy chmur.
04-08-2010 00:02 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>>Dlaczego "ukoronowaniem"? Na pustyni jakiś cholerny skorpion jest "lepszy" niż człowiek. Fajnym gatunkiem jest karaluszek, którego nic nie ruszy Ateizm pozbawia człowieka jakichkolwiek pierwiastków istoty z założenia "wyższej", więc tylko zrównuje ze zwierzętami, ale nie mówi od razu o jego wyższości, bo to nie jest kwestia wiary w boga, tylko tego, jakie osoba ma wartości.
>A taka retoryka. Skorpiony nie latają w kosmos albo karaluszki. No chyba, że na gapę. Nie piszą traktatów filozoficznych i nie budują drapaczy chmur.

Może i nie. Ale skorpion u siebie na podwórku nie zdechnie od lekkiego upału
stilgar (7322 punktów)
Dla wierzącego ateisci i agnostycy to bezbożnicy.
Dla agnostyka wierzący i ateiści to ludzie przekonani o swojej wiedzy w zakresie w którym poznać się jej nie da.
Dla ateisty wierzący i agnostycy to ci, co nie chcą im przyznać racji.

A moim zdaniem cała ta dyskusja jest bez sensu - jeśli chcesz się wpasowywać w szablon opatrzony ładną etykietką, zamiast dobrać własny zestaw poglądów...
Fudal (105 punktów)
>A moim zdaniem cała ta dyskusja jest bez sensu - jeśli chcesz się wpasowywać w szablon opatrzony ładną etykietką, zamiast dobrać własny zestaw poglądów...

Nie nie nie, moje własne poglądy odkładam na bok, mają się dobrze i są "własne". Tę dyskusję założyłem by dowiedzieć się od Was ( użytkowników forum Racjonalisty )jak postrzegacie ten temat.
To samo pytanie zadałem na paru katolickich portalach. Wszystko po to by porównać odpowiedzi - taki mój mały eksperymęcik
stilgar (7322 punktów)

>To samo pytanie zadałem na paru katolickich portalach. Wszystko po to by porównać odpowiedzi - taki mój mały eksperymęcik
>
en.wikipedia.org/wiki/Ignosticism
Ten pogląd najbardziej odpowiada mojemu.
22-07-2010 18:54 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)

>To samo pytanie zadałem na paru katolickich portalach. Wszystko po to by porównać odpowiedzi - taki mój mały eksperymęcik
A większy to zapewne ortografia.


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
Myflowers (2721 punktów)
>> Wszystko po to by porównać odpowiedzi - taki mój mały eksperymęcik
>

Eksperyment więc chyba eksperymencik? A nie lepiej było wziąć w cudzysłów, nikt by się nie czepiał - a przynajmniej ja , jakem, cholera, agnostyk

(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
> Czy, Waszym zdaniem, agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?

Nie.

>A może agnostycyzm to ucieczka od decyzji ?

Nie.

Zadziwiające jest traktowanie agnostyków jako "niedorobionych ateistów" przez samych ateistów, lub za "wątpiących" przez teistów. Agnostycyzm jest pełnym, konsekwentnym światopoglądem a nie jakimś "dziwactwem". Nie widzę powodu, by którąś z dwóch proponowanych mi alternatyw uznać za jednoznacznie prawdziwą. Tak teizm jak i ateizm nie może być empirycznie przetestowany (istnienia boga nie udało się dowieść, nie da się dowieść nieistnienia czegokolwiek). W boga nie wierzę, ale nie twierdzę, że moje stanowisko ma choć trochę większą siłę, niż ta jaką nadaje im słowo "wiara". Bóg jest dla mnie równie nieprawdopodobną hipotezą co istnienie krasnoludków. Ale pewności (tak w przypadku krasnoludków jak i boga) nie mam i mieć, najpewniej, nie będę miał. I tyle.
Fudal (105 punktów)
>Nie.
>Nie.

Właśnie o takie konkretne odpowiedzi mi chodzi.

>Zadziwiające jest traktowanie agnostyków jako "niedorobionych ateistów" przez samych ateistów, lub za "wątpiących" przez teistów. Agnostycyzm jest pełnym, konsekwentnym światopoglądem a nie jakimś "dziwactwem".

Właśnie o takie konkretne komentarze mi chodzi.
24-07-2010 14:29 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale pewności (tak w przypadku krasnoludków jak i boga) nie mam i mieć, najpewniej, nie będę miał. I tyle.
Serdecznie Panu życzę - jak nie osobistego spotkania z Bogiem, to chociaż z krasnoludkami. I tyle.
Pozdrawiam.
@@@
.
Myflowers (2721 punktów)
>.
>>Ale pewności (tak w przypadku krasnoludków jak i boga) nie mam i mieć, najpewniej, nie będę miał. I tyle.
>Serdecznie Panu życzę - jak nie osobistego spotkania z Bogiem, to chociaż z krasnoludkami. I tyle.
>Pozdrawiam.
>@@@
>.
>

A podobno w Irlandii można je spotkać, krasnale , znaczy się, elfy też, nawet czarne- ale te ostatnie mogą dać do wiwatu, jak się nie odchrzanicie od agnostyków, no...


(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
Tytuł prowokacyjny i zdradza ignorancję. Pokazujesz, że niewiele wiesz o agnostycyzmie i agnostykach. Pisałem na ten temat w wątku pt. "Dlaczego agnostycy mają rację" w sposób następujący:
Gdy chcemy odpowiedzieć na najprostsze nawet pytania dotyczące naszego świata bardzo często mamy problem z odpowiedzią.
Na przykład, próbując naukowo dowiedzieć się ile jest gwiazd we wszechświecie otrzymujemy bardzo nieprecyzyjną odpowiedź - że liczbę gwiazd liczymy w sekstylionach. Jeden sekstylion to 1 i 36 zer. My zaś nie wiemy nawet ile tych sekstylionów może być: 2, może 20, a może 200? Co przy takich olbrzymich liczbach nie jest bez znaczenia. Jeśli by chcieć te liczby przyrównywać do czegokolwiek co znamy tu na Ziemi, to są one porównywalne z liczbą ziarenek piasków i pyłów znajdujących się na naszej planecie.
Ktoś zapyta, a co to ma wspólnego z agnostykami? Otóż ma, bo ludzkość razem z naszą planetą i Układem Słonecznym jest takim ziarenkiem pyłu lub piasku.
Tak więc w stosunku do Wszechświata jesteśmy nanocząsteczkami skupionymi gdzieś w ziarnku piasku, które widzą tylko kilka najbliższych ziarenek, a zawzięcie się spierają, o to czy byt, który może jest siłą sprawczą istnienia Wszechświata (nazywany bogiem) jest, czy go nie ma. I robią to pomimo, że tak naprawdę nie wiedzą nic o jego, tego bytu naturze, nie znają nawet granic Wszechświata czyli projektu, na który ma lub nie, bóg wpływać.
Bóg, jako ewentualna siła sprawcza naszego świata, a dokładniej fakt jego istnienia lub nie, jest kwestią wiary, czyli przekonania, a nie przedmiotem obiektywnego poznania. Dyskusja o tym czy bóg istnieje czy też nie, przypomina dyskusję na temat która kobieta jest piękniejsza lub który mężczyzna bardziej przystojny? - to kwestia gustu - nie sposób przyłożyć obiektywnej miary. Tak więc ateizm i teizm mówiąc ogólnie są poglądami równie (nie)uprawnionymi i są jedynie kwestią osobistego przekonania. Ateizm jest postawą religijną w tym sensie, że zakłada wiarę, że Boga nie ma - wiarę, a nie wiedzę, nawet definicja boga jako dogmat z założenia leży poza granicami naszego poznania. Podziwiam tę pychę i dobre samopoczucie nanocząsteczek, które są przekonane do swoich racji i gotowe dla tych racji dopuścić się nawet czynów przestępczych, od czego ludzkość do dzisiaj nie jest wolna.
Postawa agnostyka jest uzasadniona dlatego, że jest postawą sceptyczną czyli realistyczną i opartą na naukowych przesłankach. Co nie zmienia faktu, że bliżsi agnostykom są ateiści niż teiści z tego powodu, że podobnie jak agnostycy opierają swoje przekonanie na przesłankach naukowych, nie uwzględniając jednak ograniczonych możliwości poznawczych ludzkości.
>Dla wierzących agnostyk jest "wątpiącym" więc może nie trzeba zaraz palić go na >stosie. Dla ateistów agnostyk to w sumie "swój" tylko trochę bojaźliwy.
>I tu właśnie chciałbym poznać Wasz pogląd na ten temat: Czy, Waszym zdaniem, >agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?
W sporze teistów z ateistami nie znajduję miejsca na bojaźń czy odwagę (to źle postawiony problem), raczej dostrzegam jego śmieszność.
>A może agnostycyzm to ucieczka od decyzji?
Agnostycyzm to właśnie decyzja - uznanie, że jesteśmy tylko ludźmi, mającymi niezmiernie ograniczone możliwości, którzy pojawili się niedawno i powinni zachować się adekwatnie do sytuacji, z pokorą: "wiem, że nic nie wiem", zaś jeśli cokolwiek wiem, to tylko w wymiarze nano.
Fudal (105 punktów)
>Tytuł prowokacyjny i zdradza ignorancję. Pokazujesz, że niewiele wiesz o agnostycyzmie i agnostykach.

Tytuł może i prowokujący, ale czy zdradza ignorancje? Nie wiem, skoro tak uważasz. Nie wiem, także, gdzie popisuje się swoją wiedzą o agnostykach i agnostycyzmie, może chodzi Ci o tę krótką definicje we wstępie (?).

>>Dla wierzących agnostyk jest "wątpiącym" więc może nie trzeba zaraz palić go na >stosie. Dla ateistów agnostyk to w sumie "swój" tylko trochę bojaźliwy.
>>I tu właśnie chciałbym poznać Wasz pogląd na ten temat: Czy, Waszym zdaniem, >agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?
>W sporze teistów z ateistami nie znajduję miejsca na bojaźń czy odwagę (to źle postawiony problem), raczej dostrzegam jego śmieszność.

Ja tylko przytaczam tu pogląd wielu krytyków agnostycyzmu i proszę o komentarz. Nie muszę chyba nikomu udowadniać, że często o agnostycyzmie mówi się jako o "tarczy". To nie jest moje myślenie (osobiście uważam, że "chowanie się za tarczą" agnostycyzmu to indywidualna kwestia ). Męczy mnie to, że muszę bronić swoich pytań, to że je zadałem nie oznacza, że wyrażam przez nie własne poglądy...
23-07-2010 09:43 
 Ocena 1 na 1
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>Tytuł może i prowokujący, ale czy zdradza ignorancje?.
Oczywiście, równie dobrze można by zapytać, czy kierowcy to tchórze? Przecież tak szybko jeżdżą; czy uciekają pieszym i rowerzystom? Ktoś zadający takie pytanie sugerowałby nim, że ideą konstruowania samochodów była potrzeba szybkiej ucieczki przed kimś.
>>>I tu właśnie chciałbym poznać Wasz pogląd na ten temat: Czy, Waszym zdaniem, >agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?
>>W sporze teistów z ateistami nie znajduję miejsca na bojaźń czy odwagę (to źle postawiony problem), raczej dostrzegam jego śmieszność.
Oczywiście chodzi o rzekomą bojaźń lub odwagę agnostyków. Dobrze jednak przeczytać ze zrozumieniem to co napisałem i to co napisał Marian.
>Ja tylko przytaczam tu pogląd wielu krytyków agnostycyzmu i proszę o komentarz. Nie muszę chyba nikomu udowadniać, że często o agnostycyzmie mówi się jako o "tarczy". Męczy mnie to, że muszę bronić swoich pytań, to że je zadałem nie oznacza, że wyrażam przez nie własne poglądy...
Mój komentarz otrzymałeś. To, że jakaś liczba ludzi nie rozumie co mówi, to kiepsko o nich świadczy, a ty powielasz ich błąd. A mnie męczy, że ludzie nie potrafią przyjąć do wiadomości, że agnostycy mogą mieć inny, jak wykazałem uzasadniony, pogląd i koniecznie próbują ich w mało sensowny (i wręcz obraźliwy) sposób zaszufladkować.
26-07-2010 19:04 
 0 na 2
Zbigniew Mazur (292 punktów)

>Ja tylko przytaczam tu pogląd wielu krytyków agnostycyzmu i proszę o komentarz.
Niekoniecznie tchórze, moim skromnym zdaniem agnostycy to ludzie wątpiący. Wątpiący w istnienie boga co, im rozum podsuwa, jednak silne religijne wychowanie każe wątpić w takie rozwiązanie. Z jednej strony Darwinowi zapalili by świeczkę, ale też dyskretnie bogu ogarek. Taki prezydent Kwaśniewski przyznawał się do agnostycyzmu, sądzę jednak że był ateistą, jednak na potrzeby katolickiego wyborcy wolał łagodniejszą wersję swojego światopoglądu. Mógłby się założyć, że sporo katolików nie wie w ogóle kto to jest agnostyk, bo ksiądz ciska piorunami po ateistach.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak więc w stosunku do Wszechświata jesteśmy nanocząsteczkami skupionymi gdzieś w ziarnku piasku, które widzą tylko kilka najbliższych ziarenek, a zawzięcie się spierają, o to czy byt, który może jest siłą sprawczą istnienia Wszechświata (nazywany bogiem) jest, czy go nie ma. I robią to pomimo, że tak naprawdę nie wiedzą nic o jego, tego bytu naturze, nie znają nawet granic Wszechświata czyli projektu, na który ma lub nie, bóg wpływać.
>Bóg, jako ewentualna siła sprawcza naszego świata, a dokładniej fakt jego istnienia lub nie, jest kwestią wiary, czyli przekonania, a nie przedmiotem obiektywnego poznania.
>Ateizm jest postawą religijną w tym sensie, że zakłada wiarę, że Boga nie ma - wiarę, a nie wiedzę, nawet definicja boga jako dogmat z założenia leży poza granicami naszego poznania. Podziwiam tę pychę i dobre samopoczucie nanocząsteczek, które są przekonane do swoich racji i gotowe dla tych racji dopuścić się nawet czynów przestępczych, od czego ludzkość do dzisiaj nie jest wolna.
>Postawa agnostyka jest uzasadniona dlatego, że jest postawą sceptyczną czyli realistyczną i opartą na naukowych przesłankach.
>W sporze teistów z ateistami nie znajduję miejsca na bojaźń czy odwagę (to źle postawiony problem), raczej dostrzegam jego śmieszność.
>Agnostycyzm to właśnie decyzja - uznanie, że jesteśmy tylko ludźmi, mającymi niezmiernie ograniczone możliwości, którzy pojawili się niedawno i powinni zachować się adekwatnie do sytuacji, z pokorą: "wiem, że nic nie wiem", zaś jeśli cokolwiek wiem, to tylko w wymiarze nano.
Szanowny Panie, zgadzając się z dużą częścią przytoczonych przez Pana faktów, wcale nie zgadzam się z konkluzjami i osobiście uważam się za naturalistę ontologicznego. Poniżej próba uzasadnienia mojego stanowiska:

"Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz?
Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".


Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem.
Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
Świat bez ingerencji sił nadprzyrodzonych, jest dla mnie łatwiej zrozumiałym niż po włączeniu w jego porządek udziału transcendentalnej inteligencji. Zgadzając się z tezą, że człowiek ze swej natury jest istotą religijną i w miarę rozumiejąc fenomen ludzkiej religijności, muszę powiedzieć, że nie rozumiem słowa "Bóg" i to zarówno, gdy użyte jest przez przysłowiową Kowalską, jak i w poważnych koncepcjach teologicznych. Wyrażenia tego w żaden sposób nie możemy powiązać ze zmysłowym doświadczeniem człowieka, czyli empirycznie zbadać, a tylko takie wyrażenia, które takim badaniom się poddają, są poznawczo sensowne.

Ateista, agnostyk, czy a-kobieta?
Z dużym rozbawieniem i satysfakcją przeczytałem w 58 numerze "Res Humana" tezę Alfreda Rachalskiego, że nazywanie kogoś ateistą, jest tak samo uzasadnione jak nazywanie kobiet a-mężczyznami.
Ponieważ teza z profesorskiego felietonu bardzo mi się spodobała przytoczyłem ją na jednym ze spotkań i wtedy usłyszałem, że choć o tym nie wiem to jestem agnostykiem. No cóż, nie pierwszy raz spotykam się z tym, że inni lepiej wiedzą niż ja, co myślę. Nauczycieli zawsze mieliśmy znakomitych, tylko rzeczywistość nam skrzeczała. Agnostycyzm dzisiaj, jest dosyć wygodną postawą i dlatego takie samookreślenie stało się bardzo modne nawet wśród niedawnych zwolenników "naukowego ateizmu". Nie zgadzam się na taką etykietkę i tak samo jak nie czuję się ateistą, tak też nie czuję agnostykiem i to pomimo wielkiego szacunku do przemyśleń Bertranda Russella.

Pozostanę przy moim stanowisku naturalisty ontologicznego, który w najszerszym pojęciu istniejącego świata /światów/ nie odnajduje najmniejszych śladów ingerencji sił nadprzyrodzonych, a gdy nie znajdujemy takich śladów, to spekulacje mogą być różne i przecudowne, ale nic z nich nie wynika.
A więc stanowisko agnostyczne jest racjonalnie bezzasadne.

@@@
.
23-07-2010 17:52 
 Ocena 1 na 1
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>>Tak więc w stosunku do Wszechświata jesteśmy nanocząsteczkami skupionymi gdzieś w ziarnku piasku, które widzą tylko kilka najbliższych ziarenek, a zawzięcie się spierają, o to czy byt, który może jest siłą sprawczą istnienia Wszechświata (nazywany bogiem) jest, czy go nie ma. I robią to pomimo, że tak naprawdę nie wiedzą nic o jego, tego bytu naturze, nie znają nawet granic Wszechświata czyli projektu, na który ma lub nie, bóg wpływać.
>>Postawa agnostyka jest uzasadniona dlatego, że jest postawą sceptyczną czyli realistyczną i opartą na naukowych przesłankach.
>>W sporze teistów z ateistami nie znajduję miejsca na bojaźń czy odwagę (to źle postawiony problem), raczej dostrzegam jego śmieszność.
>>Agnostycyzm to właśnie decyzja - uznanie, że jesteśmy tylko ludźmi, mającymi niezmiernie ograniczone możliwości, którzy pojawili się niedawno i powinni zachować się adekwatnie do sytuacji, z pokorą: "wiem, że nic nie wiem", zaś jeśli cokolwiek wiem, to tylko w wymiarze nano.
>Pozostanę przy moim stanowisku naturalisty ontologicznego, który w najszerszym pojęciu istniejącego świata /światów/ nie odnajduje najmniejszych śladów ingerencji sił nadprzyrodzonych, a gdy nie znajdujemy takich śladów, to spekulacje mogą być różne i przecudowne, ale nic z nich nie wynika.
Jako ludzkość nie znajdujemy tych śladów i dlatego spór teistów z ateistami uważam za niepoważny.
>A więc stanowisko agnostyczne jest racjonalnie bezzasadne.
To Pańskie stanowisko, ale mnie Pan nie przekonał, ja pozostanę przy swoim. Tylko jak się to co Pan pisze ma do pytania autora wątku?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Pozostanę przy moim stanowisku naturalisty ontologicznego, który w najszerszym pojęciu istniejącego świata /światów/ nie odnajduje najmniejszych śladów ingerencji sił nadprzyrodzonych, a gdy nie znajdujemy takich śladów, to spekulacje mogą być różne i przecudowne, ale nic z nich nie wynika.
>Jako ludzkość nie znajdujemy tych śladów i dlatego spór teistów z ateistami uważam za niepoważny.
Jeżeli nie znajdywanie śladów ingerencji ma być przesłanką dla niepoważności sporu teistów z ateistami, to moim zdaniem przekracza tu już Pan argumentacje agnostyczną, a zaczyna Pan nam przedstawiać własną - specyficzną dla Pana logikę.

A więc stanowisko agnostyczne jest racjonalnie bezzasadne.>
>To Pańskie stanowisko, ale mnie Pan nie przekonał, ja pozostanę przy swoim.
Tego w najmniejszym stopniu się nie spodziewałem. Chciałem tylko przedstawić alternatywę dla Pańskiego sposobu myślenia i przedstawionej przez Pana argumentacji.

>Tylko jak się to co Pan pisze ma do pytania autora wątku?
Ale tego się już nie spodziewałem. Myślałem, że połączenie tej mojej wypowiedzi (oraz jeszcze jednej w tym wątku) z problematyką przedstawioną przez autora wątku, aż tak trudnym nie będzie. Cóż przeliczyłem się.
Niektórzy poza własną argumentacje nigdy nie wychodzą.

Miłego dnia.
>
24-07-2010 18:26 
 Ocena 1 na 1
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>>Jako ludzkość nie znajdujemy tych śladów i dlatego spór teistów z ateistami uważam za niepoważny.
>Jeżeli nie znajdywanie śladów ingerencji ma być przesłanką dla niepoważności sporu teistów z ateistami, to moim zdaniem przekracza tu już Pan argumentacje agnostyczną, a zaczyna Pan nam przedstawiać własną - specyficzną dla Pana logikę.
Argumentacja, którą przedstawiłem jest agnostyczna, logiczna i dość prosta. Wobec braku jakichkolwiek śladów (czyli dowodów) za lub przeciw jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz, wobec oczywistego faktu naszej ograniczoności i że "nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" (B. Stanosz). W tej sytuacji spór pomiędzy ateistami i teistami przypomina kłótnie przedszkolaków przekonanych o swoich racjach: "jest - a bo tak" mówi jeden, "nie ma - a bo tak" mówi drugi.
>A więc stanowisko agnostyczne jest racjonalnie bezzasadne. >>mnie Pan nie przekonał, ja pozostanę przy swoim.
>Tego w najmniejszym stopniu się nie spodziewałem. Chciałem tylko przedstawić alternatywę dla Pańskiego sposobu myślenia i przedstawionej przez Pana argumentacji.
Nie spodziewał się Pan, to niekonsekwencja. Nie przekonał mnie Pan, bo nie przedstawił żadnych argumentów podważających i agnostyczny punkt widzenia.
>>Tylko jak się to co Pan pisze ma do pytania autora wątku?
>Ale tego się już nie spodziewałem. Myślałem, że połączenie tej mojej wypowiedzi (oraz jeszcze jednej w tym wątku) z problematyką przedstawioną przez autora wątku, aż tak trudnym nie będzie. Cóż przeliczyłem się.
Miał Pan szansę odciąć się od tezy autora wątku, ale skoro Pana wypowiedź ma być głosem za próbą wmówienia agnostykom, że jeśli myślą to są tchórzami, to przewidzieć wynik powinien Pan łatwo.
>Niektórzy poza własną argumentacje nigdy nie wychodzą.
W tym sęk, że poza retorycznymi stwierdzeniami argumentacji Panu zabrakło.
25-07-2010 12:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Argumentacja, którą przedstawiłem jest agnostyczna, logiczna i dość prosta.
Spróbowałem dobrać się do Pańskiej argumentacji. Nie zauważyłem ani logiki, ani prostoty.
Rozumiem, że dostępna jest tylko agnostykom.

>W tej sytuacji spór pomiędzy ateistami i teistami przypomina kłótnie przedszkolaków przekonanych o swoich racjach: "jest - a bo tak" mówi jeden, "nie ma - a bo tak" mówi drugi.
Istnieją spory między gnostykami i agnostykami, między teistami i ateistami, ale dla mnie najistotniejszy jest spór pomiędzy fideistami i afideistami. Moim zdaniem do największego zła przyczyniają się fideiści. Nawet ci, którzy wierzą, że agnostycyzm jest jedynie słusznym światopoglądem.

>Miał Pan szansę odciąć się od tezy autora wątku,
Może i miałem, ale uważam, że każdy ma prawo do własnych poglądów, a poziomu naszych wypowiedzi zbytnio nie obniżył. Zmieścił się spokojnie w "średniej dolnej".

>ale skoro Pana wypowiedź ma być głosem za próbą wmówienia agnostykom, że jeśli myślą to są tchórzami,
Przed atakiem może warto by było przeczytać moją odpowiedź autorowi wątku.

>to przewidzieć wynik powinien Pan łatwo.
No, tak zdarzają się u nas inteligentni inaczej, ale po Panu spodziewałem się przeczytania ze zrozumiem i dopiero późniejszej celnej acz kulturalnej riposty.

>W tym sęk, że poza retorycznymi stwierdzeniami argumentacji Panu zabrakło.
Ocenę zostawiam czytelnikom - uważając, że nikt nas bardziej nie skompromituje, od nas samych.

@@@

>
30-07-2010 17:51 
 Ocena 1 na 1
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>>Argumentacja, którą przedstawiłem jest agnostyczna, logiczna i dość prosta.
>Spróbowałem dobrać się do Pańskiej argumentacji. Nie zauważyłem ani logiki, ani prostoty. Rozumiem, że dostępna jest tylko agnostykom.
W tym rzecz, że przedstawia Pan dyskutanta takim jakiego łatwiej zaatakować, a nie jakim jest.
>>W tej sytuacji spór pomiędzy ateistami i teistami przypomina kłótnie przedszkolaków przekonanych o swoich racjach: "jest - a bo tak" mówi jeden, "nie ma - a bo tak" mówi drugi.
>ale dla mnie najistotniejszy jest spór pomiędzy fideistami i afideistami. Moim zdaniem do największego zła przyczyniają się fideiści. Nawet ci, którzy wierzą, że agnostycyzm jest jedynie słusznym światopoglądem.
Nie jestem fideistą, to przykład tego co napisałem wyżej, bierze mnie Pan za kogoś innego. Fideizm to inny temat. Po prostu agresywnie przedstawia Pan swoje poglądy i próbuje innych zdezawuować.
>No, tak zdarzają się u nas inteligentni inaczej, ale po Panu spodziewałem się przeczytania ze zrozumiem i dopiero późniejszej celnej acz kulturalnej riposty.
Skoro trudno Pana zrozumieć, to proponuję rozważyć możliwość, że to Pana argumentacja ma poważne braki.
>>W tym sęk, że poza retorycznymi stwierdzeniami argumentacji Panu zabrakło.
>Ocenę zostawiam czytelnikom - uważając, że nikt nas bardziej nie skompromituje, od nas samych.
Brawo.
>>
>
30-07-2010 19:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W tym rzecz, że przedstawia Pan dyskutanta takim jakiego łatwiej zaatakować, a nie jakim jest.
Możliwe, że ja tak robię, a Pan odwrotnie postępuje wobec dyskutanta rzetelnie, ale albo należy pozostawić to osądowi czytelników, albo ewidentnie wykazać.
Ja twierdzę, że staram się bardzo sumiennie podchodzić do przedstawionych tekstów - nawet, gdy wykazuję absurd tez w nim zawartych, lub sobie z niego pokpiwam. A Pańskie manipulacje solidnie egzemplifikuję.

>Nie jestem fideistą, to przykład tego co napisałem wyżej, bierze mnie Pan za kogoś innego.
Nie wiem kim Pan jest. Odnoszę się tylko do tekstu.

>Fideizm to inny temat.
Nie do końca inny. Wierzyć można we wszystko. Nawet w to, że jestem mądrzejszym od np. Hawkinga, nie mówiąc już o ateistach i naturalistach ontologicznych.

>Po prostu agresywnie przedstawia Pan swoje poglądy i próbuje innych zdezawuować.
Poniżej wyimki z Pańskiego wejścia na scenę w tym wątku.

"Tytuł prowokacyjny i zdradza ignorancję. Pokazujesz, że niewiele wiesz o agnostycyzmie i agnostykach. /.../
Gdy chcemy odpowiedzieć na najprostsze nawet pytania dotyczące naszego świata bardzo często mamy problem z odpowiedzią. /.../ Dyskusja o tym czy bóg istnieje czy też nie, przypomina dyskusję na temat która kobieta jest piękniejsza lub który mężczyzna bardziej przystojny? - to kwestia gustu - nie sposób przyłożyć obiektywnej miary. /.../ Ateizm jest postawą religijną w tym sensie, że zakłada wiarę, że Boga nie ma - wiarę, a nie wiedzę, /.../ Podziwiam tę pychę i dobre samopoczucie nanocząsteczek, które są przekonane do swoich racji i gotowe dla tych racji dopuścić się nawet czynów przestępczych, od czego ludzkość do dzisiaj nie jest wolna. /.../
Postawa agnostyka jest uzasadniona dlatego, że jest postawą sceptyczną czyli realistyczną i opartą na naukowych przesłankach."

Przebija tu własna skromność, szacunek wobec interlokutora i życzliwość zrozumienia jego poglądów.
A także poważanie dla poglądów innych ludzi.

Brawo, gdzie mi tam do Pana!
Starałem się co prawda, ale w Pańskiej ocenie nawet porównanie naszej argumentacji Panu uwłaszcza.

Życzę dalszych sukcesów w dobrej samoocenie.

@@@
.
nomilk (1013 punktów)
Szanowny panie Lubicz, z przyjemnością będę ignorował Pańskie wypowiedzi na tym forum.


three of a perfect pair
24-07-2010 00:06 
 Ocena 1 na 1
Stadnina Egzystencji (126 punktów)
(zablokowany)
Dlaczego nie rozważasz istnienia osranego potwora który po kryjomu gwałci cię co noc a ty o tym zapominasz?
Dlaczego nie rozważasz istnienia latającej deski klozetowej pożerającej dzieci które są leworęczne?

Z tego samego powodu nie rozważam istnienia boga i jest dla mnei oczywiste że on nie istnieje.

Agnostycy nie potrafią zrozumieć że TO ONI NIE MAJĄ WIEDZY na temat istnienia boga.
Im się wydaje że posiadanie tej wiedzy jest niemożliwe tylko dlatego że oni jej nie mają.

Kiedyś też byłem agnostykiem dlatego że miałem niska wiedzę.
Do ateizmu przekonała mnie psychologia, zrozumiałem jakie motywy kierują wierzącymi, dlaczego oni wierzą i chcą wierzyć w boga.
Zrozumiałem po co wymyślono tego boga, zrozumiałem AGRESJĘ wierzących, gdy próbuje się ich przekonać do ateizmu.

Ich agresja wynika z tego że ich nieświadomość zdaje sobie sprawę że boga nie ma, a przynajmniej to że nie mają żadnych argumentów i dowodów na niego.
Nieświadomość pozwala im na wiarę w boga ponieważ daje im to korzyści, przyjemność. Nieświadomość chroni ich przed ateizmem który zniszczyłby ich obraz świata, a jako że nieświadomość wie że nie mamy argumentów na wiarę, dlatego nakazuje nam agresję do ateisty który próbuje nas przekonać.
Celem nieświadomości, celem mózgu jest zasada przyjemności i zasada przetrwania.
Bóg pomaga w obojgu. Pozwala przetrwać trudne chwile bo możemy się do niego pomodlić, czujemy jego obecność, taki urojony przyjaciel.
Tak naprawdę wiara w mleko albo w kupę dałaby te same korzyści co wiara i modlitwa w boga, lecz trudniej jest uwierzyć że mleko albo kupa ma jakieś zdolności. A taki bóg ma taką mistyczną definicję, jednocześnie jego istnienie wydaje się możliwe bo przecież jest on het, daleko gdzieś w niebie.

Aha, agnostycy mam dla was możliwość sprawdzenia czy bóg istnieje.
Pomódlcie się do boga co by wam jutro dał 1000zł.
Jutro pomódlcie się do mleka co by wam dało pojutrze 1000zł.

Dzięki temu przekonacie się który bóg istnieje.
24-07-2010 23:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Tytuł prowokacyjny i zdradza ignorancję.
Nie wszyscy tu pisujący jesteśmy zaraz uznanymi autorytetami.

>Pokazujesz, że niewiele wiesz o agnostycyzmie i agnostykach.
Dlatego poszukujemy odpowiedzi lub próbujemy wyartykułować własne poglądy.

>Pisałem na ten temat w wątku pt. "Dlaczego agnostycy mają rację" w sposób następujący:
>Gdy chcemy odpowiedzieć na najprostsze nawet pytania dotyczące naszego świata bardzo często mamy problem z odpowiedzią.
Tak, profesor Lubicz już napisał i wystarczy przeczytać. Jakie to są "proste pytania"?

>Na przykład, próbując naukowo dowiedzieć się ile jest gwiazd we wszechświecie otrzymujemy bardzo nieprecyzyjną odpowiedź - że liczbę gwiazd liczymy w sekstylionach. Jeden sekstylion to 1 i 36 zer. My zaś nie wiemy nawet ile tych sekstylionów może być: 2, może 20, a może 200? Co przy takich olbrzymich liczbach nie jest bez znaczenia. Jeśli by chcieć te liczby przyrównywać do czegokolwiek co znamy tu na Ziemi, to są one porównywalne z liczbą ziarenek piasków i pyłów znajdujących się na naszej planecie.
Acha! To jest to proste pytanie! Nie szkodzi, że głupie, gdyż nawet gdybyśmy znali precyzyjną odpowiedź niczego to by nam nie wyjaśniło. Ziarenka piasku warto porównać z synapsami ludzkiego mózgu i tego i tego sporo.

>Ktoś zapyta, a co to ma wspólnego z agnostykami? Otóż ma, bo ludzkość razem z naszą planetą i Układem Słonecznym jest takim ziarenkiem pyłu lub piasku.
Nie ma to nic wspólnego z agnostykami poza budową pierwiastkową. Te same pierwiastki występują w całym wszechświecie.

>Tak więc w stosunku do Wszechświata jesteśmy nanocząsteczkami skupionymi gdzieś w ziarnku piasku, które widzą tylko kilka najbliższych ziarenek, a zawzięcie się spierają, o to czy byt, który może jest siłą sprawczą istnienia Wszechświata (nazywany bogiem) jest, czy go nie ma. I robią to pomimo, że tak naprawdę nie wiedzą nic o jego, tego bytu naturze, nie znają nawet granic Wszechświata czyli projektu, na który ma lub nie, bóg wpływać.
Mamy wolność! Jedni biją pokłony wydumanym ideom, drudzy temu, że nic nie wiedzą, choć pełna niekonsekwencja jeżeli "tak naprawdę nie wiedzą nic o jego, tego bytu naturze" i tylko widzą kilka najbliższych ziarenek, to po co innym d... zawracają.

>Bóg, jako ewentualna siła sprawcza naszego świata, a dokładniej fakt jego istnienia lub nie, jest kwestią wiary, czyli przekonania, a nie przedmiotem obiektywnego poznania. Dyskusja o tym czy bóg istnieje czy też nie, przypomina dyskusję na temat która kobieta jest piękniejsza lub który mężczyzna bardziej przystojny? - to kwestia gustu - nie sposób przyłożyć obiektywnej miary. Tak więc ateizm i teizm mówiąc ogólnie są poglądami równie (nie)uprawnionymi i są jedynie kwestią osobistego przekonania. Ateizm jest postawą religijną w tym sensie, że zakłada wiarę, że Boga nie ma - wiarę, a nie wiedzę, nawet definicja boga jako dogmat z założenia leży poza granicami naszego poznania. >Podziwiam tę pychę i dobre samopoczucie nanocząsteczek, które są przekonane do swoich racji i gotowe dla tych racji dopuścić się nawet czynów przestępczych, od czego ludzkość do dzisiaj nie jest wolna.
Ci którzy tu podejmują dyskusję wcale za nanocząsteczki się nie uważają i teologia i nauka inaczej definiują człowieka.
Dziwi wtrącanie się w rozmowę "nanocząsteczki" odmawiającej możliwości obiektywnego poznania świata.

>Postawa agnostyka jest uzasadniona dlatego, że jest postawą sceptyczną czyli realistyczną i opartą na naukowych przesłankach.
Szkoda, ale żaden z argumentów ani tu przedstawionych, ani w wątku pt. "Dlaczego agnostycy mają rację", dla średnio rozwiniętego człowieka nie jest przekonywujący, a na pewno nie jest opartym na naukowych przesłankach.
Jeżeli Pan większość osób czytających Pańskie wypowiedzi traktuje jako ludzi nierozgarniętych, to bardziej świadczy to o Panu niż o nas.

>Co nie zmienia faktu, że bliżsi agnostykom są ateiści niż teiści z tego powodu, że podobnie jak agnostycy opierają swoje przekonanie na przesłankach naukowych, nie uwzględniając jednak ograniczonych możliwości poznawczych ludzkości.
Jak Pan sobie szufladkuje ludzi to Pańska sprawa.
Wiekszość znajomych mi współczesnych ateistów uwzględnia obecny poziom nauki i ma jakieś pojęcie w prognozach możliwości naukowego poznania. Słyszała o spekulacjach Deutscha, Lioyda, Daviesa, Hawkinga i innych.
Ale to nie są ludzie ograniczeni, a odwrotnie bardzo otwarci na naukowe poznanie świata.

>Agnostycyzm to właśnie decyzja - uznanie, że jesteśmy tylko ludźmi, mającymi niezmiernie ograniczone możliwości, którzy pojawili się niedawno i powinni zachować się adekwatnie do sytuacji, z pokorą: "wiem, że nic nie wiem", zaś jeśli cokolwiek wiem, to tylko w wymiarze nano.
Poprzez manipulację sokratejskim sloganem wydaje się Panu, że załatwia argumentację.
Nie, Sokrates mówiąc "wiem, że nic nie wiem", pomagał innym wydobywać prawdę, a nie nakłaniał nas do pozostania ciemnocie "nie wiem".
Od jego czasu trochę wody upłynęło i coś tam już wiemy. Choć jedni spekulują, a inni oczekują na potwierdzenie lub zaprzeczenie tych spekulacji. Części pozostaje wymiar siano.

W naukach przyrodniczych (science) termin Bóg nie istnieje.
Nauka zgodnie z własnymi wypracowanymi przez wieki metodami nie zajmuje się udowadnianiem nieistnienia czegokolwiek. (Gdyby nie to, oczywiste założenie, musiałaby zajmować się tak wielką ilością bzdur, że nie zajmowałaby się już niczym innym).
Badając świat w całej jego złożoności nie natknęła się na najmniejsze ślady nadnaturalnej inteligentnej ingerencji.
Na tym opierają swój pogląd ateiści, ale Panu wolno "uwzględniając jednak ograniczonych możliwości poznawczych ludzkości" mówić: nie wiem - jestem agnostykiem.

Po przejrzeniu Pańskiego postu już rozumiem dlaczego wybitny logik prof. Stanosz, to dla Pana hetka-pętelka, nie mówiąc już o innych nie-agnostykach, a w szczególności o Bogusławskim.

Spokojnej nocy.

@@@.
30-07-2010 19:23 
 Ocena 1 na 1
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>>Tytuł prowokacyjny i zdradza ignorancję.
>Nie wszyscy tu pisujący jesteśmy zaraz uznanymi autorytetami.
Zastanawia ta obrona prowokacyjnego pytania.
>>Pokazujesz, że niewiele wiesz o agnostycyzmie i agnostykach.
>Dlatego poszukujemy odpowiedzi lub próbujemy wyartykułować własne poglądy.
To prawo przysługuje jednak tylko równiejszym?
>>Gdy chcemy odpowiedzieć na najprostsze nawet pytania dotyczące naszego świata bardzo często mamy problem z odpowiedzią.
>Tak, profesor Lubicz już napisał i wystarczy przeczytać. Jakie to są "proste pytania"?
Doprawdy argument bardzo merytoryczny i nie agresywny.
>>Na przykład, próbując naukowo dowiedzieć się ile jest gwiazd we wszechświecie otrzymujemy bardzo nieprecyzyjną odpowiedź - że liczbę gwiazd liczymy w sekstylionach.
>Acha! To jest to proste pytanie! Nie szkodzi, że głupie, gdyż nawet gdybyśmy znali precyzyjną odpowiedź niczego to by nam nie wyjaśniło. Ziarenka piasku warto porównać z synapsami ludzkiego mózgu i tego i tego sporo.
Wszystko jasne. Czy agnostycy to tchórze? - pytanie mądre. Ile jest gwiazd? - głupie i po co mamy starać się odpowiedzieć na niebagatelne pytanie: czym jest wszechświat? Astrofizycy to durnie?
>Nie ma to nic wspólnego z agnostykami poza budową pierwiastkową. Te same pierwiastki występują w całym wszechświecie.
Naprawdę? A czym jest ten wszechświat?
>Mamy wolność! Jedni biją pokłony wydumanym ideom, drudzy temu, że nic nie wiedzą, choć pełna niekonsekwencja jeżeli "tak naprawdę nie wiedzą nic o jego, tego bytu naturze" i tylko widzą kilka najbliższych ziarenek, to po co innym d... zawracają.
Rzecz w tym, że prawie nic nie wie cała ludzkość. I gdzie tu konsekwencja, można zawracać d... innym swoją niewiarą: "dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę", ale już niewiedza jest niedopuszczalna.
>>Ateizm jest postawą religijną w tym sensie, że zakłada wiarę, że Boga nie ma - wiarę, a nie wiedzę, nawet definicja boga jako dogmat z założenia leży poza granicami naszego poznania. >Podziwiam tę pychę i dobre samopoczucie nanocząsteczek, które są przekonane do swoich racji i gotowe dla tych racji dopuścić się nawet czynów przestępczych, od czego ludzkość do dzisiaj nie jest wolna.
>Ci którzy tu podejmują dyskusję wcale za nanocząsteczki się nie uważają i teologia i nauka inaczej definiują człowieka.
Gratuluję dobrego samopoczucia, ja wolę jednak uznać rzeczywistość.
>>Postawa agnostyka jest uzasadniona dlatego, że jest postawą sceptyczną czyli realistyczną i opartą na naukowych przesłankach.
>Szkoda, ale żaden z argumentów ani tu przedstawionych, ani w wątku pt. "Dlaczego agnostycy mają rację", dla średnio rozwiniętego człowieka nie jest przekonywujący, a na pewno nie jest opartym na naukowych przesłankach.
Rozumiem, że nauka już poznała naturę wszystkiego i nie ma nic do roboty.
>Jeżeli Pan większość osób czytających Pańskie wypowiedzi traktuje jako ludzi nierozgarniętych, to bardziej świadczy to o Panu niż o nas.
To jest argument naukowy inaczej.
>>Co nie zmienia faktu, że bliżsi agnostykom są ateiści niż teiści z tego powodu, że podobnie jak agnostycy opierają swoje przekonanie na przesłankach naukowych, nie uwzględniając jednak ograniczonych możliwości poznawczych.
>Wiekszość znajomych mi współczesnych ateistów uwzględnia obecny poziom nauki i ma jakieś pojęcie w prognozach możliwości naukowego poznania. Słyszała o spekulacjach Deutscha, Lioyda, Daviesa, Hawkinga i innych.
>Ale to nie są ludzie ograniczeni, a odwrotnie bardzo otwarci na naukowe poznanie świata.
Skoro wiedzą, że naukowe poznanie jest ograniczone, to powinni konsekwentnie zrobić choćby odpowiednie zastrzeżenie, a nie twierdzić z całą pewnością.
>Nie, Sokrates mówiąc "wiem, że nic nie wiem", pomagał innym wydobywać prawdę, a nie nakłaniał nas do pozostania ciemnocie "nie wiem".
Zabawna logika, kto Pan namawia do pozostawania w "w ciemnocie" ? Znowu polemika z kimś innym.
>Nauka zgodnie z własnymi wypracowanymi przez wieki metodami nie zajmuje się udowadnianiem nieistnienia czegokolwiek.
Znowu strzelanie kulą do innego celu. Agnostycy tak nie twierdzą.
>Badając świat w całej jego złożoności nie natknęła się na najmniejsze ślady nadnaturalnej inteligentnej ingerencji.
Podobnie jak Pan w swoim domu nie natknął się na rekina. To nie dowód, że rekiny nie istnieją.
>Na tym opierają swój pogląd ateiści, ale Panu wolno "uwzględniając jednak ograniczonych możliwości poznawczych ludzkości" mówić: nie wiem - jestem agnostykiem.
Dziękuję za pozwolenie - jestem wzruszony.
>Po przejrzeniu Pańskiego postu już rozumiem dlaczego wybitny logik prof. Stanosz, to dla Pana hetka-pętelka, nie mówiąc już o innych nie-agnostykach, a w szczególności o Bogusławskim.
To jest świetny przykład nienaukowej postawy. Ważne, czy ktoś jest profesorem, a nie jaka jest prawda. Jeśli ktoś słusznie twierdzi, że "nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone" to znaczy, że mogą zostać podważone. Dalej Pani Profesor popłynęła ( być może dla celów publicystycznych), bo każdy średnio inteligentny człowiek wie, że nie chodzi o tak trywialne sprawy,(bo czy w ogóle o tego typu sprawy) jak Zeus czy krasnoludki. No, ale pan już postawił ołtarzyk.
Życzę spokoju.
30-07-2010 20:46 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zastanawia ta obrona prowokacyjnego pytania.
Nie obrona pytania, a dezaprobata dla agresji.

>Wszystko jasne. Czy agnostycy to tchórze? - pytanie mądre.
Pytanie zasadne, odpowiedzi mogą być różne.

>Ile jest gwiazd? - głupie i po co mamy starać się odpowiedzieć na niebagatelne pytanie: czym jest wszechświat?
O drugą część pytania na razie Pan nie pytał, a pierwszej części żadnej niebagatelności nie dostrzegam. Jest tak samo ważne jak pytanie o ziarenka piasku. Są poważniejsze pytania: Czy wszechświat jest skończonym? Czy istnieje jeden wszechświat? Co było przed wielką osobliwością?

>Astrofizycy to durnie?
Ani Pan, ani ja jeszcze nic o astrofizykach nie wspomnieliśmy, ale gdy żąda Pan odpowiedzi, to powiem, że obok geniuszy są specjaliści np. zajmujący się kosmologią kwantowo-teologiczną. Nazwę ich grzecznie - mądrymi inaczej.

>Naprawdę? A czym jest ten wszechświat?
To już zależy od koncepcji wyznawanej przez Pana kosmogonii?
Na dziś nie umiemy opisać początków ewolucji wszechświata - wiemy jedynie, że kwantową teorię grawitacji Einsteina należy zmodyfikować w sposób, który nie został jeszcze w pełni uzgodniony. Obecnie najbardziej interesującą wydaje się propozycja zanurzenia kwantowej teorii grawitacji w skwantowaną teorię superstrun.
Zbudowaliśmy wielki zderzacz hadronów, aby nareszcie znaleźć krasnoludki i Babę Jagę.

>Gratuluję dobrego samopoczucia, ja wolę jednak uznać rzeczywistość.
Rzeczywistość nie poznawana metodami naturalistycznymi, dla mnie nie jest rzeczywistością, ale nie jest Pan pierwszym.

>Skoro wiedzą, że naukowe poznanie jest ograniczone, to powinni konsekwentnie zrobić choćby odpowiednie zastrzeżenie, a nie twierdzić z całą pewnością.
Ze 100% pewnością twierdzę, że nie istnieje żadna transcendentna do rzeczywistości inteligencja. Dzisiejszy poziom wiedzy naukowej zupełnie do tego mi wystarcza.

>Zabawna logika, kto Pan namawia do pozostawania w "w ciemnocie" ? Znowu polemika z kimś innym.
Nie sztuka jest rozumieć samego siebie. Sztuką jest, aby rozumieli nas inni. Polemika była z Pańskim tekstem odwołującym się do Sokratesa.

>Znowu strzelanie kulą do innego celu. Agnostycy tak nie twierdzą.
Nie rozmawiam z ideą "agnostyka", tylko polemizuję z tekstami Pana Lubicza, a to spora różnica..

>Podobnie jak Pan w swoim domu nie natknął się na rekina. To nie dowód, że rekiny nie istnieją.
Dziecinny argument, już tu sto razy przerabiany. Odpowiem, mam bardzo duże zaufanie do metodologii naukowej.
Jak na razie ani mnie, ani ludzkości nie zawodzi.

>>Na tym opierają swój pogląd ateiści, ale Panu wolno "uwzględniając jednak ograniczonych możliwości poznawczych ludzkości" mówić: nie wiem - jestem agnostykiem.
>To jest świetny przykład nienaukowej postawy. Ważne, czy ktoś jest profesorem, a nie jaka jest prawda.
To jest świetny przykład mało udolnej manipulacji. Pan napisał z właściwym mu szacunkiem: "Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" (B. Stanosz). W tej sytuacji spór pomiędzy ateistami i teistami przypomina kłótnie przedszkolaków przekonanych o swoich racjach: "jest - a bo tak" mówi jeden, "nie ma - a bo tak" mówi drugi".
Odpowiedziałem na to, że Stanosz jest profesorem logiki o uznanym dorobku. Mam wielką satysfakcje, gdy ktoś zaatakuje mistrza, ale celnie z merytorycznymi argumentami, a nie jak sztubak epitetami.

Dalej Pan kontynuuje swój wysoki poziom dyskursu.
>Jeśli ktoś słusznie twierdzi, że "nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone" to znaczy, że mogą zostać podważone. Dalej Pani Profesor popłynęła (być może dla celów publicystycznych), bo każdy średnio inteligentny człowiek wie, że nie chodzi o tak trywialne sprawy, (bo czy w ogóle o tego typu sprawy) jak Zeus czy krasnoludki. No, ale pan już postawił ołtarzyk.
I dlatego stawiam już krzyżyk na dalszej, nic nie wnoszącej, dyskusji z Panem.

@@@
.
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>>Wszystko jasne. Czy agnostycy to tchórze? - pytanie mądre.
>Pytanie zasadne, odpowiedzi mogą być różne.
Pytanie agresywne. Czy kierowcy to tchórze?
>>Ile jest gwiazd? - głupie i po co mamy starać się odpowiedzieć na niebagatelne pytanie: czym jest wszechświat?
>...a pierwszej części żadnej niebagatelności nie dostrzegam. Jest tak samo ważne jak pytanie o ziarenka piasku. Są poważniejsze pytania: Czy wszechświat jest skończonym? Czy istnieje jeden wszechświat? Co było przed wielką osobliwością?
Szokuje brak zrozumienia, że liczba gwiazd jest skorelowana ze skończonością, wielkością i charakterem wszechświata.
>>Astrofizycy to durnie?
>Ani Pan, ani ja jeszcze nic o astrofizykach nie wspomnieliśmy, ale gdy żąda Pan odpowiedzi, to powiem, że obok geniuszy są specjaliści np. zajmujący się kosmologią kwantowo-teologiczną. Nazwę ich grzecznie - mądrymi inaczej.
Podziwiam umiejętność uciekania od tematu. Nie pytałem o promile, tylko o główny nurt.
>>Naprawdę? A czym jest ten wszechświat?
>Na dziś nie umiemy opisać początków ewolucji wszechświata - wiemy jedynie, że kwantową teorię grawitacji Einsteina należy zmodyfikować w sposób, który nie został jeszcze w pełni uzgodniony. Obecnie najbardziej interesującą wydaje się propozycja zanurzenia kwantowej teorii grawitacji w skwantowaną teorię superstrun.
>Zbudowaliśmy wielki zderzacz hadronów, aby nareszcie znaleźć krasnoludki i Babę Jagę.
Komentarz zbyteczny, nawet zakładając sarkazm.
>>Skoro wiedzą, że naukowe poznanie jest ograniczone, to powinni konsekwentnie zrobić choćby odpowiednie zastrzeżenie, a nie twierdzić z całą pewnością.
>Ze 100% pewnością twierdzę, że nie istnieje żadna transcendentna do rzeczywistości inteligencja. Dzisiejszy poziom wiedzy naukowej zupełnie do tego mi wystarcza.
Ostatnie zdanie jest takim właśnie zastrzeżeniem.
>>Zabawna logika, kto Pan namawia do pozostawania w "w ciemnocie" ? Znowu polemika z kimś innym.
>Nie sztuka jest rozumieć samego siebie. Sztuką jest, aby rozumieli nas inni.
Tu znowu przyznanie się do bezradności.
>>Znowu strzelanie kulą do innego celu. Agnostycy tak nie twierdzą.
>Nie rozmawiam z ideą "agnostyka", tylko polemizuję z tekstami Pana Lubicza, a to spora różnica..
Lubicz jest agnostykiem, logika się kłania.
>>Podobnie jak Pan w swoim domu nie natknął się na rekina. To nie dowód, że rekiny nie istnieją.
>Dziecinny argument, już tu sto razy przerabiany. Odpowiem, mam bardzo duże zaufanie do metodologii naukowej.
Ja też, ale dopiero zbudowaliśmy zderzacz hadronów i ciągle raczkujemy.
>>To jest świetny przykład nienaukowej postawy. Ważne, czy ktoś jest profesorem, a nie jaka jest prawda.
>Odpowiedziałem na to, że Stanosz jest profesorem logiki o uznanym dorobku. Mam wielką satysfakcje, gdy ktoś zaatakuje mistrza, ale celnie z merytorycznymi argumentami, a nie jak sztubak epitetami.
Przykro mi, ale określanie hipotetycznej transcendentnej inteligencji mianem krasnoludków jest obrazą inteligencji dyskutantów/czytelników i sprowadzaniem rozmowy do poziomu przedszkola. Odpłaciłem jej pięknym za nadobne. Nie zmienia to faktu, że jest to sprzeczne z zasadami nauki. Tytuły naukowe zobowiązują, więc od profesora należy więcej wymagać niż od Lubicza.
>>Jeśli ktoś słusznie twierdzi, że "nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone" to znaczy, że mogą zostać podważone. Dalej Pani Profesor popłynęła (być może dla celów publicystycznych), bo każdy średnio inteligentny człowiek wie, że nie chodzi o tak trywialne sprawy, (bo czy w ogóle o tego typu sprawy) jak Zeus czy krasnoludki. No, ale pan już postawił ołtarzyk.
>I dlatego stawiam już krzyżyk na dalszej, nic nie wnoszącej, dyskusji z Panem.
Zgoda, że ta dyskusja nic nie wnosi, ale ja jako agnostyk nie stawiam żadnych krzyżyków, gwiazd, półksiężyców czy innych symboli religijnych. Jestem od nich wolny.
Marian (5438 punktów)
   Czy jestem jedyną osobą na tym forum, którą razi posługiwanie się pojęciem agnostycyzmu jako czymś „pomiędzy&rdquo teizmem a ateizmem? Nie ma nic „pomiędzy” teizmem a ateizmem. To jest podział binarny, jeśli ktoś nie jest teistą to jest ateistą, to takie proste.
   Gnostycyzm i agnostycyzm odpowiadają na zupełnie inne pytanie niż teizm i ateizm. Gnostycyzm i agnostycyzm (tu też podział jest binarny, nie-gnostyk jest agnostykiem i vice versa) to poglądy na wiedzę, teizm i ateizm – na wiarę. Można być jednocześnie ateistą i agnostykiem, podobnie jak można być teistą i agnostykiem. Stwierdzenie „jestem agnostykiem” nie odpowiada na pytanie „czy wierzysz w jakiegoś boga?”
   Więc nie; agnostyk to nie jest żaden „niekonsekwentny ateista”. To wcale nie musi by ateista.

   Pozdrawiam.
22-07-2010 20:19 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
Wiele zależy od tego jaką definicję przyjmiemy dla tych terminów. Agnostycyzm dotyczący istnienia (lub nie-) boga jest jedną z tez agnostycyzmu jako takiego.

Ciekawe fragmenty na temat agnostycyzmu z Wiki:
"Jest skrajną, niepoprawną empirycznie, radykalizacją teorii noumenów Kanta.
Demograficzne ośrodki badawcze przeważnie zaliczają agnostyków do tej samej grupy co ateistów i niewierzących, co może być mylące".
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>Ciekawe fragmenty na temat agnostycyzmu z Wiki:
>"Jest skrajną, niepoprawną empirycznie, radykalizacją teorii noumenów Kanta.
Nie określiłbym tych fragmentów jako ciekawe. Raczej jako mętne, nie wyjaśniające czytelnikowi agnostycyzmu.
>Demograficzne ośrodki badawcze przeważnie zaliczają agnostyków do tej samej grupy co ateistów i niewierzących, co może być mylące".
No właśnie - to ma być hasło w encyklopedii? Żałosne.
rysiek (4593 punktów)
>Nie określiłbym tych fragmentów jako ciekawe. Raczej jako mętne, nie wyjaśniające czytelnikowi agnostycyzmu.
Fakt. Hasło "agnostycyzm" w polskiej Wiki jest bardzo skąpe i jest chyba zlepkiem tłumaczenia fragmentu wersji angielskiej (znacznie obszerniejszej) z wyrwanymi skądś z kontekstu zdaniami. Napisałem "ciekawe" myśląc o pierwszym z tych zdań. Sugeruje ono błędność tezy agnostycyzmu.
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>Fakt. Hasło "agnostycyzm" w polskiej Wiki jest bardzo skąpe i jest chyba zlepkiem tłumaczenia fragmentu wersji angielskiej (znacznie obszerniejszej) z wyrwanymi skądś z kontekstu zdaniami. Napisałem "ciekawe" myśląc o pierwszym z tych zdań. Sugeruje ono błędność tezy agnostycyzmu.
Zgoda, należy zadedykować nasze uwagi twórcom tego hasła.
Janek39 (97 punktów)
Wierzę albo nie wierzę. Ja nie wierzę, bo nie mogę uwierzyć. W co niby mam wierzyć? Od tysięcy lat ludzie na różne sposoby mówią o różnych bogach i cudach niewidach. Pytam, co udowodniono w sprawie boga? Który jest prawdziwy? Prawdziwi są tylko jego kapłani pobierający gotówkę za usługi w imieniu swojego boga. Proszę mi nie przytaczać żadnych świętych ksiąg na istnienie jakiegokolwiek boga. Celem każdej religii jest zdobycie władzy, bo też w każdej religii jest teza "władza pochodzi od boga". Co daje władza? chyba nie trzeba wyjaśniać.
Inquisitor (113 punktów)
A ja jestem, który jestem.
spellbinder (8577 punktów)
Agnostyk to dla mnie ociupinkę taki niezdecydowany naiwniak.
Ktoś mu od urodzenia wpaja jakieś bajki wyssane z palca, a ten się zastanawia, czy może jest w tych bajkach prawda, bo być przecież może... wszystko może być. Nie trzeba od razu stawiać tego pod znakiem zapytania, tym bardziej jeżeli rzecz jest jawnie maszynką do robienia kasy, oszustwem i absolutnie nic nie stoi po stronie dowodów.

Agnostyk to dla mnie taki człowiek, który używał kremu na upiększenie tyłka, krem oczywiście się nie sprawdził, nie sprawdził się u żadnego ze znajomych agnostyka, ale ten zamiast zmienić podejście, to po prostu nie kupuje i myśli - ech, a może to działa, tylko ze mną jest coś nie tak.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>pierwsi krzyczą : "Żyd i mason", Ci drudzy : "Tchórz i niekonsekwentny ateista".
Proponuję dać sobie spokój z tymi, którzy epitetują. Alternatywą są tylko pyskówki.

>Dla wierzących agnostyk jest "wątpiącym" więc może nie trzeba zaraz palić go na stosie.
>Dla ateistów agnostyk to w sumie "swój" tylko trochę bojaźliwy.
Każdy szuka poparcia dla swoich tez, a jeżeli nie znajduje pełnego, to przystaje na przynajmniej postawę oportunistyczną.

>Czy, Waszym zdaniem, agnostycyzm to tylko taka tarcza, za którą, przed wierzącymi, chowają się ateiści?Agnostycyzm dzisiaj, jest dosyć wygodną postawą i dlatego takie samookreślenie stało się bardzo modne nawet wśród niedawnych zwolenników "naukowego ateizmu".
Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.).
I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy.

>A może agnostycyzm to ucieczka od decyzji?
Doświadcznie uczy, że może nie tyle od decyzji /wszak zdecydowanie odróżniamy agnostyków teistów {np. agnostycy katolicy} od agnostyków ateistów/ co od deklaracji. Czyli wówczas - o ile nie są tchórzostwem, to są konformizmem.

Czasem agnostycyzm jest wynikiem niedostatecznych przemyśleń światopoglądowych i krystalizuje się dopiero w wieku późniejszym, ale zawsze jest to "agnostycyzm ze wskazaniem", które później najczęściej /choć nie zawsze/ wygrywa.

@@@
.
24-07-2010 19:19 
 Ocena 2 na 2
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.).I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy.
Powyższe rzekomo doskonałe uzasadnienie Barbary Stanosz jest wewnętrznie sprzeczne i obarczone błędem nadmiernej wiary we własną wartość i możliwości(pychy).
Skoro nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone to trudno się nie zgodzić, że jest miejsce na agnostyczne "nie wiem". Skoro jednak istnieje "nie wiem", to może ono dotyczyć wszystkiego, co nie jest sprzeczne z nauką tu i teraz w naszym nanowymiarze.
Nadmierna wiara we własną wartość i możliwości popycha ludzi do wyśmiewania się ze zjawisk, które później na skutek rozwoju nauki bardzo często okazywały się rzeczywistością (nie twierdzę, że dotyczy to boga takiego jak sobie to wyobraża ta, czy jakakolwiek religia, bo to jest prymityzowanie sprawy). Byli tacy, którzy twierdzili, że Ziemia jest płaska, że Słońce krąży wokół Ziemi, że nie ma żadnych mikrobów, a przed odkryciami fizyki kwantowej nikt nie zgodziłby się ze stwierdzeniem, że jakikolwiek obiekt może być naraz w dwóch lub więcej miejscach itd. Dobrze jest więc wyciągnąć wnioski i uznać rzeczywistość za taką jaka jest z całą naszą ograniczonością, zamiast popisywać się wątpliwej jakości dowcipami.
25-07-2010 11:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Powyższe rzekomo doskonałe uzasadnienie Barbary Stanosz jest wewnętrznie sprzeczne i obarczone błędem nadmiernej wiary we własną wartość i możliwości(pychy).
Mnie pani profesor - nota bene logik o uznanym dorobku - przekonywuje.
Agresywny i narzucający apodyktycznie swoje nieuzasadnione racje "Lubicz" - zdecydowanie mniej.
Nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone, ale niezależnie jak sceptyczną postawę bym przyjął do współczesnej naukowej wiedzy, jak wielką nie byłaby moja niepewność do jej ustaleń, to nie upoważnia mnie to - ani empirycznie, ani logicznie - abym w jej luki wpychał jakieś wydumane krasnoludki.

>Nadmierna wiara we własną wartość i możliwości popycha ludzi do wyśmiewania się ze zjawisk, które później na skutek rozwoju nauki bardzo często okazywały się rzeczywistością (nie twierdzę, że dotyczy to boga takiego jak sobie to wyobraża ta, czy jakakolwiek religia, bo to jest prymityzowanie sprawy).
Coż, poza wiedzą naukową człowiek posiada rozum, który pozwala na wyciągniecie konkluzywnych teorii. Nie istnieją jakiekolwiek naukowe przesłanki dla supranaturalizmu odwrotnie wszystkie wyjaśnienia rzeczywistości mieszczą się w naturalizmie. Niezależnie od tego jak byłaby to rzeczywistość skomplikowana.

Naturalizmowi i ewolucji nie zaprzeczają nowe teorie wynikające z "Teorii Chaosu" oraz emergencyjna niewiadoma "dlaczego i jak wśród chaotycznych turbulencji pojawia się deterministyczna stabilizacja w postaci nieintegrowanego fraktala z jednej strony, a drugiej nieanalizowanej holonii." /J.Trąbka/
"Samoporządkowanie się układów chaotycznych i naturalność wyłaniania się porządku z bezładu wyjaśnia procesy samoorganizacji się materii. Niepotrzebny jest żaden czynnik witalny mający znaczenie w procesie powstawania życia z materii nieożywionej (abiogenezy). Wskazanie na pierwotne tworzywo rzeczywistości jakim jest dynamiczna fluktuująca materia sugeruje materializm". I dalej: "Tym samym redukcjonizm ontologiczny otrzymuje nowe wsparcie. A zgodnie z nim wszystko, co istnieje, czyli byt najogólniej pojęty, ma jedną i tą samą naturę materialną". /M.Waszczyk/.

Teorie naukowe oparte o redukcjonizm ontologiczny /naturalizm/ odnoszą sukces, gdyż oferują lepsze wyjaśnienie danych niż teorie rywalizujące. Zdarza się, że współczesna nauka nie może aktualnie jakiś zjawisk wyjaśnić, ale przyjęcie agnostycznej postawy będzie racjonalnie uzasadnione, gdy się udowodni, że nigdy tych zjawisk w sposób naturalistyczny wyjaśnić nie będzie mogła.

Jak bardzo nie byłby skomplikowany świat wraz z występującymi na nim ewolucyjnymi procesami, to wiekuistość i jedyność materii /bytu/ wraz z brakiem jakichkolwiek przesłanek na istnienie inteligentnego czynnika wpływu jest stale potwierdzanym przez naukę faktem.

>Byli tacy, którzy twierdzili, że Ziemia jest płaska, że Słońce krąży wokół Ziemi, że nie ma żadnych mikrobów, a przed odkryciami fizyki kwantowej nikt nie zgodziłby się ze stwierdzeniem, że jakikolwiek obiekt może być naraz w dwóch lub więcej miejscach itd.
Jak, widać nadal próbują udowadniać, możliwość istnienia wyspekulowanych nadrzeczywistości.

>Dobrze jest więc wyciągnąć wnioski i uznać rzeczywistość za taką jaka jest z całą naszą ograniczonością, zamiast popisywać się wątpliwej jakości dowcipami.
Każdy ma inne poczucie humoru.
Dla mnie Pańskie, dufne w swoją nieomylność, wywody,"z całą ich ograniczonością", są - pomimo ich agresywności - smutnie i nijak się mają współczesnej wiedzy naukowej.

@@@
>
Bartosz Uroda (33 punktów)
Witam Cię

Moim zdaniem agnostyk to nie tchórz. Ludzie lubią szufladkować się w określone kategorie, taka natura ludzka, do tego dąży nasz mózg. Ktoś kto uważa się za agnostyka, ktoś za ateistę, jeszcze inny (a to jest znaczna większość) za teistę. Jeśli ktoś określa siebie mianem agnostyka to widocznie ma ku temu jakieś powody, czuje się nim, nie neguje istnienia Boga(Bogów) gdyż na podstawie znanych jemu przesłanek nie może wykluczyć istnienia lub nieistnienia czegoś "meta". Określanie się mianem agnostyka przez racjonalną osobę nie jest żadnym wentylem bezpieczeństwa na wypadek Sądu Ostatecznego a nazywanie przez ateistów agnostyków tchórzami świadczy o nietolerancji i radykaliźmie tych pierwszych. Osobiście jestem niewierzący, lecz nie walczę z agnostykami czy teistami. Nie mam zamiaru agnostyków nazywać tchórzami a tych drugich irracjonalistami, to sprawa wewnętrzna każdego z nas, naszego wewnętrznego sumienia(w wersji religijnej czy świeckiej ), to tyle na ten temat Pozdrawiam serdecznie!
spray (5875 punktów)
Kiedy czytam kolejny wątek dywagujący nad tą najbardziej fascynującą na portalu racjonalistycznym , ale nierozstrzygalną kwestią, przypomina mi sie stary dowcip o tym, jak Icek przychodzi do rabina i pyta, czy powinien iść do wojska, czy się ożenić, skoro ożenek może go przed wojskiem uchronić. A on sam nie wie, co gorsze.

I tu mu rebe wykłada:

Jeśli się ożeni, to ma przekichane, ale jeśli pójdzie do wojska, to ma dwie możliwości.
Jeśli wojny nie będzie, to ma przekichane, a jeśli wojna będzie, to ma dwie możliwości.
... tu jest długi szereg przekichania i dwóch możliwości... mam nadzieję, że znacie?
Po szeregu mozliwości Icek może skończyć jako papier toaletowy.
A wtedy ma dwie możliwości.
I jeszcze raz ma przekichane, albo ma dwie możliwości.
Ale w tej ostatniej, to jest tak, jakby się ożenił.

Nie, kochani... Tylko ignostycyzm gwarantuje, że ma się możliwość trzecią, naprawdę interesującą. I ona nic z papierem toaletowym nie ma wspólnego.

Coś... jakby Icek był konsekwentnym pacyfistą.

P.S.
Nie mówię, że to łatwe.
Ba! Może nawet trudniejsze?
Ale jakie widoki, jakie horyzonty, jakie szybowanie w powietrzu czystym !
Rękoś (29 punktów)
To, co nazywamy Cywilizowanym światem cierpi dziś na epidemię religiotwórstwa. I tak każdy "szukający" mieszkaniec Europy chcący wyłamać się z kanonu i obrać swoją suwerenną ścieżkę tworzy pewien zestaw praw i zasad według których zamierza postępować. Problemów w związku z takim obrotem sprawy jest kilka:
- zasady zupełnie racjonalne i logiczne (np. niechodzenie do spowiedzi) idą ramię w ramię z kompletnymi irracjonalizmami (np. filozofią boga "zapchaj-dziury"), co sprawia wrażenie czynienia dla siebie wiary już znanej i oklepanej bardziej wygodną;
- nigdy nie wiadomo, czy stworzenie sobie życiowej deistycznej filozofii jest owocem rozkwitu intelektu, czy tylko mody, która ma zapewnić danej osobie pewne miejsce w szeregach ludzi "światłych";
- mimo wszystko - tchórzostwo. Obranie kierunku działań (boga, stwórcy, czy jakkolwiek tę istotę nazwiemy) zaspokaja nasze pierwotne potrzeby nabyte praktycznie na etapie zarodkowym: człowiek jest słaby i pragnie opieki. Homo sapiens zdany tylko na siebie jest słaby, bojaźliwy i spłoszony, podczas gdy w domniemanej obecności "istoty wyższej" dostaje skrzydeł.
Podsumowując - wszelkie wyznania uznające istnienie boga/bogów są w moim rozumieniu dowodem na słabość psychiki ludzkiej. Cała sztuka polega na pokonaniu tej słabości i usamodzielnieniu się. Dużo ma to wspólnego z tym, co mówił Nietzsche na temat nadludzi, ale strach o tym dzisiaj mówić, kiedy przeciętny czytelnik Faktu kojarzy wielkiego Fryderyka wyłącznie z Hitlerem i holocaustem.
Rigoletto (3891 punktów)
> Podsumowując - wszelkie wyznania uznające istnienie boga/bogów są w moim rozumieniu dowodem na słabość psychiki ludzkiej. Cała sztuka polega na pokonaniu tej słabości i usamodzielnieniu się. Dużo ma to wspólnego z tym, co mówił Nietzsche na temat nadludzi, ale strach o tym dzisiaj mówić, kiedy przeciętny czytelnik Faktu kojarzy wielkiego Fryderyka wyłącznie z Hitlerem i holocaustem.

Twój "Wielki Fryderyk" miał tak silną psychikę, że skończył w wariatkowie. Sławił silną wolę i odwagę, ale sam lękał się krów...
smallsun (5 punktów)
Ciekawi mnie, który pogląd : ateizm, teizm , agnostycyzm najbardziej zamyka człowieka?
Ważną sprawą dla mnie jest otwarty umysł, możliwość spojrzenia na szerokie spektrum, każdego zagadnienia, które w jakikolwiek sposób mnie "zahacza" .Od razu sprostuję,że nie szukam filozofii na życie, raczej górę bierze mój krnąbrny charakter i chęć ogarnięcia "spraw" niedających się posłusznie uszeregować.
kinia zajac (12 punktów)
Mam pytanie lekko odbiegające od głównego wątku : czy ktoś ( mam na myśli siebie, ale to nie ma znaczenia) kto twierdzi że nie ma boga, i sądzi że jest możliwe udowodnić to naukowo,ale ma wątpliwości czy uda się to kiedykolwiek ludzkości tzn. potencjalnie może się udać, ale np. w dzisiejszych czasach technika stoi na zbyt mało zaawansowanym poziomie żeby się to udało, a gdyby ludzkość wyginęła zanim nauka "poszłaby" znacznie do przodu to nigdy nie zostałoby to dowiedzione. Jednak tak jak już powiedziałam uważam że potencjalnie jest to możliwe, w takim razie czy moje stanowisko można nazwać "czystym ateizmem" czy raczej bardziej podpada to pod agnostycyzm?

z góry przepraszam za obniżanie poziomu dyskusji moimi pytaniami, ale ciekawi mnie to i nie umiem znaleźć odpowiedzi.
03-08-2010 23:49 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Mam pytanie lekko odbiegające od głównego wątku : czy ktoś ( mam na myśli siebie, ale to nie ma znaczenia) kto twierdzi że nie ma boga, i sądzi że jest możliwe udowodnić to naukowo,ale ma wątpliwości czy uda się to kiedykolwiek ludzkości tzn. potencjalnie może się udać, ale np. w dzisiejszych czasach technika stoi na zbyt mało zaawansowanym poziomie żeby się to udało, a gdyby ludzkość wyginęła zanim nauka "poszłaby" znacznie do przodu to nigdy nie zostałoby to dowiedzione. Jednak tak jak już powiedziałam uważam że potencjalnie jest to możliwe, w takim razie czy moje stanowisko można nazwać "czystym ateizmem" czy raczej bardziej podpada to pod agnostycyzm?
>z góry przepraszam za obniżanie poziomu dyskusji moimi pytaniami, ale ciekawi mnie to i nie umiem znaleźć odpowiedzi.
>

Jest takie powiedzenie, że najprościej człowiek może zostać ateistą po prostu czytając Biblię.

Piszą jedno, okazuje się, że jest inaczej - ok, trudno. Boga nie ma w niebie, bo jest gdzie indziej, może w innym wymiarze. Załóżmy, że dotrzemy do tego "innego wymiaru", okaże się, że boga tam nie ma, bo jest w jeszcze innym wymiarze itd.

Bzdura jakaś kompletna. Nie ma go tam gdzie był? Jest inny w biblii, inny jak nam mówią na religii? To znaczy, że go nie ma.

Głównym punktem skłaniającym do wiary jest wczesna indoktrynacja. Człowiekowi od małego wpaja się nielogiczne bzdury, nie tylko religijne. "Nie jedz z podłogi". Czemu? Co tam takiego jest, na co nie byliśmy szczepieni? "Nie pływaj wcześniej, niż 1/2 godziny po posiłku" - niby czemu? Stało się coś komuś kiedyś?
"Łabędzie mogą człowieka zabić uderzeniem skrzydła" itd.
No i wielki facet w niebie, którego nie widać, nie słychać i nie czuć. Wiara jest dla dziecka czymś oczywistym, czego nie neguje. Przynajmniej w większości przypadków. Ot i tajemnica wiary
coreless (16088 punktów)

Sam jestem ateistą i nie przypominam sobie, abym stosował wobec agnostyków jakiekolwiek szykany. Agnostycyzm, podobnie jak sceptycyzm, potrafi być naprawdę twórczy, o ile nie ucieka od konsekwentnego zadawania pytań (decyzje może sobie zawieszać albo odraczać).


Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365