 |
Apologia, czy kosztorysy? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-06-2006 23:05 | Kontrast (1042 punktów) | Apologia, czy kosztorysy? | Witam! Dawno nie zaglądałem na forum, niestety wolnego czasu mam niewiele. Pracę trudno pogodzić z filozofowaniem. Brakuje trochę tego. Budować domy, czy wyjaśniać rzeczy oczywiste ludziom prowokującym do skomplikowanych odpowiedzi na łatwe pytania lub prostych wyjaśnień na kwestie niewyjaśnione i nieosiągalne. Przekonać niewierzącego do wiary, to wyjątkowo trudna rzecz i chyba budowanie domów przyniesie większe efekty w tej sprawie niż, pisanie długich apologetycznych elaboratów. Patrząc trochę z dystansu zastanawiam się, którzy ludzie bardziej szukają Boga, wierzący, czy ci, którzy myślą, że w Niego nie wierzą. Póki co czas płynie nieubłaganie, a wątpiący pytają a gdy usłyszą odpowiedź pytają o to samo jeszcze raz i tak w kółko... Może nie chcą usłyszeć albo woleliby usłyszeć inną odpowiedź, to pytanie, które sam sobie zadaję i w zasadzie niestety przewiduję odpowiedź... Może zatem lepiej pisać kosztorysy?... Pozdrawiam forumowiczów! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Deltec (215 punktów) | Panu juz podziękujemy
xx
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | >Panu juz podziękujemy
Jeżeli poglądy niezgodne z twoimi cię drażnią - dyskutuj sam ze sobą. Na pewno i dyskusja będzie na poziomie (twoim) i dyskutant cię nie zdenewuje.
Czy to jest forum dyskusyjne czy trybuna do głoszenia poglądów jedynie słusznych? Jeżeli to pierwsze - to co tu robią tacy osobnicy jak ty?
|
|
| zima_bez_ciastka |
>Patrząc trochę z dystansu zastanawiam się, którzy ludzie >bardziej szukają Boga, wierzący, czy ci, którzy myślą, że w >Niego nie wierzą. Wierzący już znaleźli. I często w tym problem. Pozdrawiam
|
|
 | | rozumek | >Wierzący już znaleźli. I często w tym problem. A młodzi ateiści szukają. Warto czasem od kosztorysów się oderwać i pomóc odszukać (także tym, którzy podczas chrztu "znaleźli", więc największy mają problem).
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >>Wierzący już znaleźli. I często w tym problem. >A młodzi ateiści szukają. Warto czasem od kosztorysów się oderwać i pomóc odszukać (także tym, którzy podczas chrztu "znaleźli", więc największy mają problem). Problem jest w tym, że aby otrzymać odpowiedź trzeba zadać pytanie. Niewierzący często albo szukają potwierdzenia dla własnych założeń albo szukają odpowiedzi innej, bo ta, którą otrzymali wydaje im się zbyt prosta, albo za bardzo zawiła. Można tak szukać metodą ślepej kury, ale myślę, że to strata czasu. Zamiast wypróbować oglądają towar przez szybkę, albo specjalnie przymierzają wybrakowany, a potem rozpowiadają, że wszystko w tym sklepie jest kiepskie. Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania. Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| |  | | zima_bez_ciastka | Problemem jest, gdy znalezienie odpowiedzi (nie ważne czy fałszywej czy prawdziwej) staje się pretekstem, by zwalniać się z myślenia. Zaślepienie. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>Problemem jest, gdy znalezienie odpowiedzi (nie ważne czy fałszywej czy prawdziwej) staje się pretekstem, by zwalniać się z myślenia. Zaślepienie. Z tego co piszesz można wyciągnąć wniosek, że liczy się tylko sama czynność myślenia w oderwaniu od celu. Myśleć aby myśleć... Jednak zwykle jeśli chcemy być skuteczni myślimy w jakimś kierunku i podejmujemy decyzje na podstawie implikacji. Jeśli już wybraliśmy nie możemy odrzucać własnego wyboru, bo byłaby to swego rodzaju bulimia intelektualna.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Niewierzący często albo szukają potwierdzenia dla własnych założeń albo szukają odpowiedzi innej, bo ta, którą otrzymali wydaje im się zbyt prosta, albo za bardzo zawiła.
Rozumiem, że wierzących to nie dotyczy? Ciekawy pogląd.
>Można tak szukać metodą ślepej kury, ale myślę, że to strata czasu. Zamiast wypróbować oglądają towar przez szybkę, albo specjalnie przymierzają wybrakowany, a potem rozpowiadają, że wszystko w tym sklepie jest kiepskie.
A jeśli rzeczywiście jest to "szmateks", to co? Nie mają racji? Poza tym ta "marketingowa" argumentacja jest totalnie chybiona i też pachnie demagogią.
>Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania.
"Demaskatorami" i "naprawiaczami" jesteśmy w pewien sposób wszyscy. Także Ty i ja. Czy to przeszkodziło nam w dotarciu do jakiejś prawdy? I nie ma tu znaczenia fakt, że te "nasze prawdy" wzajemnie się wykluczają.
>Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi.
Może to tylko Twoja iluzja (tej samotności bez boga i tej niezależności pozornie pozornej)?
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Chciałbym zaznaczyć, że komentowana tu moja wypowiedź, była w kontekście. No ale najwyraźniej konkluzja została potraktowana jak zarzut. No cóż... > >Niewierzący często albo szukają potwierdzenia dla własnych założeń albo szukają odpowiedzi innej, bo ta, którą otrzymali wydaje im się zbyt prosta, albo za bardzo zawiła.> Rozumiem, że wierzących to nie dotyczy? Ciekawy pogląd.Nie wypowiadałem się o wierzących. Swoją drogą, chyba nie ma tu większej różnicy. Ktoś, kto nie zadaje pytań prawdopodobnie nie wierzy do końca w to, co wyznaje. Może podobnie jest w drugą stronę, stąd moje przewrotne słowa, które uznałeś za manipulację. > >Można tak szukać metodą ślepej kury, ale myślę, że to strata czasu. Zamiast wypróbować oglądają towar przez szybkę, albo specjalnie przymierzają wybrakowany, a potem rozpowiadają, że wszystko w tym sklepie jest kiepskie.> A jeśli rzeczywiście jest to "szmateks", to co? Nie mają racji? Poza tym ta "marketingowa" argumentacja jest totalnie chybiona i też pachnie demagogią.Polecam przestudiować powyższe zdania socjologicznie  Mnie zresztą specjalnie nie dziwi, że to, co najlepsze jest czasem ubrane w łachmany, a w pięknych strojach chodzą wyperfumowani kloszardzi... Kto poznał życie nie sądzi z pozorów, bo wie, że jego sąd prawie zawsze jest błędny. A że niektórzy robią na tym profesury to już inny temat... > >Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania.> "Demaskatorami" i "naprawiaczami" jesteśmy w pewien sposób wszyscy. Także Ty i ja. Czy to przeszkodziło nam w dotarciu do jakiejś prawdy? I nie ma tu znaczenia fakt, że te "nasze prawdy" wzajemnie się wykluczają.Problem leży w podejściu. Dopóki bawimy się w statystyki, nasze sądy będą statystyczne, czyli niepasujące do żadnej osoby, zjawiska itd. Prawdą jest rzeczywistość obiektywna, a czy my możemy wyrokować, skoro każdy postrzega tę samą rzecz inaczej, a jeśli nawet się zgadzamy to skąd pewność, że rzeczywiście nasza percepcja jest taka sama. Umawiamy się tylko, żeby jakoś żyć... > >Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi.> Może to tylko Twoja iluzja (tej samotności bez boga i tej niezależności pozornie pozornej)?Zakochanemu trudno wytłumaczyć, że wybranka to Ksantypa  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | rozumek | >>Niewierzący często albo szukają potwierdzenia dla własnych założeń albo szukają odpowiedzi innej, bo ta, którą otrzymali wydaje im się zbyt prosta, albo za bardzo zawiła. >Rozumiem, że wierzących to nie dotyczy? Ciekawy pogląd. Nie dotyczy nikogo, kto nie jest fanatykiem (ani wiary, ani jej braku). Nie dotyczy ani poszukujących, ani tych, którzy znaleźli, czyli nie dotyczy ludzi myślacych. Dotyczy tych, za których znaleźli inni.
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >>>Niewierzący często albo szukają potwierdzenia dla własnych założeń albo szukają odpowiedzi innej, bo ta, którą otrzymali wydaje im się zbyt prosta, albo za bardzo zawiła. >>Rozumiem, że wierzących to nie dotyczy? Ciekawy pogląd. >Nie dotyczy nikogo, kto nie jest fanatykiem (ani wiary, ani jej braku). Nie dotyczy ani poszukujących, ani tych, którzy znaleźli, czyli nie dotyczy ludzi myślacych. Dotyczy tych, za których znaleźli inni. Niestety odkrywanie całkiem nowych rzeczy przy dzisiejszym postępie dla przeciętnego człowieka jest zwyczajnym wyważaniem otwartych drzwi. To taki dylemat młodego artysty silącego się na oryginalność, który odkrywa, że cokolwiek by nie wymyślił zostało już wymyślone o wiele lepiej przez innych. Można co najwyżej poprawiać literówki...
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | |  | | rozumek | >Niestety odkrywanie całkiem nowych rzeczy przy dzisiejszym postępie dla przeciętnego człowieka jest zwyczajnym wyważaniem otwartych drzwi. A jednak, te najważniejsze (do wiary w siebie i innych) kazdy musi wyważyć osobiście. Gdy zrobisz to za niego, zamiast w siebie i innych, uwierzy TYLKO w siebie. >To taki dylemat młodego artysty silącego się na oryginalność, który odkrywa, że cokolwiek by nie wymyślił zostało już wymyślone o wiele lepiej przez innych. Można co najwyżej poprawiać literówki... Gdy nauczysz człowieka wierzyć w innych, uwierzy także w siebie i na pewno nie stwierdzi, że najlepsze co może zrobić, to kopiować (fałszować) cudze dzieła, nanosząc swoje wątpliwe poprawki. Wszelkie wartościowe dzieła mają to do siebie, że oprócz ich kopiowania, można je także rozwijać lub tworzyć własne. Chyba, że zagrozisz komuś stosem (albo nedzą) za taką działalność i nałożysz na niego obowiązki kopisty. Na szczęście, nie wszyscy boją się dziś nędzy, tak jak kiedyś, nie wszyscy bali się cykuty, krzyża, stosu, czy aresztu domowego.
|
|
| |  | | Przemysław Szkodziński (17 punktów) | > Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania. Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi.Lektura mitotwórców też nie zachęca za bardzo do poszukiwań własnych, podobnie zauroczenie symboliką i rytuałem (że też wspomnę przykład Oscara Wilde'a  ). Zaś twierdzenie, iż "tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi" można równie dobrze i równie prawdziwie przekształcić na wiele różnych sposobów, na przykład: "tak naprawdę bez Boga człowiek jest prawdziwie wolny, a prawdziwa niezależność prowadzi do rzeczy wielkich". Pozdrawiam, PSz
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania. Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi.> Lektura mitotwórców też nie zachęca za bardzo do poszukiwań własnych, podobnie zauroczenie symboliką i rytuałem (że też wspomnę przykład Oscara Wilde'a ). Zaś twierdzenie, iż "tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi" można równie dobrze i równie prawdziwie przekształcić na wiele różnych sposobów, na przykład: "tak naprawdę bez Boga człowiek jest prawdziwie wolny, a prawdziwa niezależność prowadzi do rzeczy wielkich".To zależy, co uznajemy za rzeczy wielkie... Jeśli człowiek naprawdę poszukuje odpowiedzi na kwestie dotyczące sensu własnego życia, to jeżeli nie zapętli się w jakieś pseudosensy i nie zostanie zaprzęgnięty do realizacji jakichś systemowych projektów, nie da się zwieść iluzjom. Wolność bez Boga staje się w konsekwencji uwikłaniem w nałogi i inne negatywne przypadłości. Jakąż może mieć motywację do wytrwałej pracy nad kształtowaniem siebie liberał szukający przyjemności, zaspokojenia i satysfakcji. Czy taki miłośnik swobody będzie się palił do ofiary i poświęcenia dla innych? Chyba, że stanie się fanatykiem jakiejś "...alternatywy". Jednak dorośli ludzie nie mają czasu na takie rzeczy...
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | Totus |  > To zależy, co uznajemy za rzeczy wielkie...Fakt. Możliwości podania przykładu "rzeczy wielkiej" jest wiele, mógłbyś coś podsunąć? Stawiam się w gotowości do działania na rzecz "rzeczy wielkich" bo to uzupełnia: > Jeśli człowiek naprawdę poszukuje odpowiedzi na kwestie dotyczące sensu własnego życia, to jeżeli nie zapętli się w jakieś pseudosensy i nie zostanie zaprzęgnięty do realizacji jakichś systemowych projektów, nie da się zwieść iluzjom.Właśnie to. > Wolność bez Boga staje się w konsekwencji uwikłaniem w nałogi i inne negatywne przypadłości.Piszesz o wolności bez sumienia wypinającej się na wzajemne zrozumienie uczestników, których zwołasz do zaproponowanego zaraz projektu? Mam nadzieję, że Twoją propozycją nie będzie budowa piramidy czy innego rodzaju "wieży babel" tudzież rekordowej w rozmiarach bazyliki? > Jakąż może mieć motywację do wytrwałej pracy nad kształtowaniem siebie liberał szukający przyjemności, zaspokojenia i satysfakcji.Opodatkowanych czy nie? Szukający ich przed czy po czy może zamiast pracy? > Czy taki miłośnik swobody będzie się palił do ofiary i poświęcenia dla innych?Zaneguje podatki i pomoc socjalną i namówi innych by poszli tym śladem? Nie będzie się ubezpieczał i namówi innych by też tego nie robili? (przykłady light-owe) > Chyba, że stanie się fanatykiem jakiejś "...alternatywy". Jednak dorośli ludzie nie mają czasu na takie rzeczy...Mówisz o jakimś traumatycznym doświadczeniu życiowym, które wzbudzi w nim potrzebę poświęcenia się w ponadczasowej pracy w przepełnionym, przykościelnym sierocińcu? Z góry przepraszam, że pytam.
|
|
| | | |  | | Przemysław Szkodziński (17 punktów) | > To zależy, co uznajemy za rzeczy wielkie...Ot co. Czy większym dziełem jest Mur Chiński, w trakcie budowy którego zginęła niewyobrażalna ilość ludzi, czy też, dajmy na to, powieść "Nagi lunch", która jest wynikiem tego, że William S. Burroughs był dogłębnie zaćpany? Wielkim jest ten, co pokornie wszystkich słucha, czy ten, co niepokornie będzie wszystko negował? Tutaj nie da się wyrobić normy "rzeczy wielkiej", w tym przypadku rozpatrywanie kazuistyczne jest najbardziej na miejscu. > Jeśli człowiek naprawdę poszukuje odpowiedzi na kwestie dotyczące sensu własnego życia, to jeżeli nie zapętli się w jakieś pseudosensy i nie zostanie zaprzęgnięty do realizacji jakichś systemowych projektów, nie da się zwieść iluzjom.Nie żebym chciał brzmieć jak biblijny Piłat, ale nie mogę: a czymże jest iluzja? A "sens życia" przybiera tyle różnych form, że nietrudno znaleźć go nawet najbardziej zatwardziałemu ateuszowi. > Wolność bez Boga staje się w konsekwencji uwikłaniem w nałogi i inne negatywne przypadłości. Jakąż może mieć motywację do wytrwałej pracy nad kształtowaniem siebie liberał szukający przyjemności, zaspokojenia i satysfakcji.Nie zgadzam się. To takie typowe myślenie na kształt maksymy Dostojewskiego, że "jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno" (z której zresztą można logicznie wywnioskować, że skoro Bóg niby jest, to wolność nie istnieje). Istnieje wiele różnych innych ograniczeń, w które wpętany jest człowiek (tzw. społeczeństwo, dajmy na to). Zaś jeśli chodzi o motywacje, to wchodzimy tutaj na poletko nihilizmu. Żeby było ciekawiej, obie strony (apologeci bogowierstwa i ateiściole) wzajemnie zarzucają sobie prowadzenie doń, co prawdziwe jest tylko w bardzo skrajnych przypadkach. Nietrudno osobie nieuznającej bogów w jakiejkolwiek postaci znaleźć przyczynek do pracy nad sobą. Ba, dla niektórych jest to nawet samym celem życia - weźmy filozfię Nietzschego czy też taki buraczkowy satanizm w wykonaniu LaVeya. > Czy taki miłośnik swobody będzie się palił do ofiary i poświęcenia dla innych? Chyba, że stanie się fanatykiem jakiejś "...alternatywy". Jednak dorośli ludzie nie mają czasu na takie rzeczy...A czy młody człowiek powinien się do tego palić? Czy poświęcenie dla innych jest wyrazem wartości obiektywnej człowieka, wynikiem zaburzenia psychicznego czy też efektem samolubstwa i egoizmu osób, które pragną, by wszyscy się za wszystkich poświęcali (bo wszak czyż nie jest przejawem niezwykłego egoizmu namawianie, ba, żądanie od kogoś, by się za innych poświęcał)? Zresztą jak najbardziej może się i do ofiary wszelkiej zapalić, gdyż w swej swobodzie może zdecydować, że tak a nie inaczej czynić powinien tudzież chce. I niekoniecznie musi się to wiązać z fanatyzmem jakiegokolwiek rodzaju. Poszukiwanie alternatywy jest zaś zdrowym przejawem normalnego funkcjonowania młodzieży, chociaż faktycznie niekiedy przybiera nieciekawe formy. Dorośli ludzie czas by znaleźli, tylko wielu się nie chce, a inni mają wolnego czasu aż za dużo, acz nie z własnej woli. Myślenie, w gruncie rzeczy, nie jest zbyt czasochłonne, gdyż można wykonywać ja praktycznie podczas każdej czynności. Trzeba jeszcze chcieć.  Murarz zapewne bardzo chętnie pofilozofuje podczas stawiania cegieł.
|
|
| |  | | rozumek | >Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania. Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi. Bo albo nie jesteś samotny dzięki Bogu, albo dzięki ludziom. Szukając ludzi, znajdziesz i Boga. Zadowalając sie towarzystwem Boga, ani ludzi, ani Boga nie odnajdziesz i musisz zadowolić się ich towarzystwem w czasie nabożeństwa. Wierzący, uważają swoją wiarę za największy skarb. Tymczasem, z wyjątkiem dekalogu (bez jego przestrzegania człowiek też pozostanie samotny) to jedynie kula u nogi i gwarancja wiecznej samotności.
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) |
Witam! > >Często rozczarowanie jakimś księdzem, albo lektura demaskatora, czy kolejnego naprawiacza świata potrafi skutecznie zabić w człowieku głód szukania. Jednak tak naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie prowadzi.> Bo albo nie jesteś samotny dzięki Bogu, albo dzięki ludziom. Szukając ludzi, znajdziesz i Boga.Mi chodziło o inny aspekt samotności. Raczej chodzi o samotność wewnętrzną. Z ludźmi, choćby byli najbliżsi nie możemy przekroczyć pewnego poziomu intymności, ponadto sami siebie nie znamy i czujemy się obco i samotnie w sobie wewnętrznie. Bóg jednak przekracza tę granicę, bo przenika i zna każdego z nas. Najważniejsze jest jednak w tym, że nie jest to oko Big Brother'a, ale raczej najczulszej Matki i Ojca. Bóg jest całą Pełnią miłości bezwarunkowej. Tylko taki Bóg jest obiektem prawdziwej wiary. > Zadowalając sie towarzystwem Boga, ani ludzi, ani Boga nie odnajdziesz i musisz zadowolić się ich towarzystwem w czasie nabożeństwa.Tak postrzegają sprawę praktykujący ateiści. Symulacja wiary nie jest wiarą, choćby wyglądała identycznie. Jeśli ktoś nie wierzy, że Bóg jest miłością, w swojej postawie jest ateistą, choćby był nawet biskupem katolickim. > Wierzący, uważają swoją wiarę za największy skarb.Niewątpliwie, przy świadomości, że Ten, który kocha jest Bogiem z wszystkimi tego konsekwencjami... > Tymczasem, z wyjątkiem dekalogu (bez jego przestrzegania człowiek też pozostanie samotny) to jedynie kula u nogi i gwarancja wiecznej samotności.?! Hmm...  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | rozumek | >>Bo albo nie jesteś samotny dzięki Bogu, albo dzięki ludziom. Szukając ludzi, znajdziesz i Boga. >Mi chodziło o inny aspekt samotności. Raczej chodzi o samotność wewnętrzną. Tego typu samotności, nabawiają się wyłacznie ludzie samotni zewnętrznie, czyli katolicy od urodzenia do śmierci. Są samotni, bo zwierzyć się (wyznać prawdę o sobie) mogą jedynie Bogu, czyli samym sobie, lub kapłanowi. Ci, którzy za katolików się nie uważają (nie uczono ich religii lub proces ten wydał marne owoce) większość prawdy o sobie wyznają całemu Światu i tylko tę odrobineczkę intymności zostawiają dla najbliższych (albo niekiedy dla samego siebie, czyli "ateistycznego Boga", który kocha ich znacznie bardziej niż katolicki Ciebie i o wiele więcej dla nich gotów jest zrobić).
|
|
| | | |  | | Totus | >Mi chodziło o inny aspekt samotności. Raczej chodzi o samotność wewnętrzną. Musimy to współodczuwać Kontraście by się wspierać. Synowie Boży nie będą mieli oparcia w złudzeniach. Z czasem będziemy rozpoznawać się bez słów, bez podejrzliwości i lęku przed potencjalną agresją jaki odczujesz spacerując po ulicach miast w krajach religijnej dziczy gdzie hoteli bronią odbezpieczone karabiny maszynowe. >Z ludźmi, choćby byli najbliżsi nie możemy przekroczyć pewnego poziomu intymności, ponadto sami siebie nie znamy i czujemy się obco i samotnie w sobie wewnętrznie. >Bóg jednak przekracza tę granicę, bo przenika i zna każdego z nas. I dlatego pragnę byś upodobnił się do mnie. To nie żart. Współodczuwajac podobnie i najoptymalniej co potwierdzą owoce naszej relacji będziemy duchowymi braćmi. Myślisz, że Cię zawiodę? Nie, bo zawiódł bym siebie, tak działa natura tego stanu, który trzeba przyjąć, do którego namawia Jezus. >Najważniejsze jest jednak w tym, że nie jest to oko Big Brother'a, ale raczej najczulszej Matki i Ojca. Bóg jest całą Pełnią miłości bezwarunkowej. Tylko taki Bóg jest obiektem prawdziwej wiary. Nie jestem Twoim opiekunem ale współsługą. Nie biorę odpowiedzialności za Twoje czyny. Nie proś mnie o coś czego Ci dać nie mogę i nie chcę. Nie zmuszaj mnie do grzechu, nie wódź na pokuszenie, ale się zbaw. Ja Ci wybaczam to pragnienie, bo nie urodziłem się wolnym od niego, wręcz przeciwnie. Odnajdź się w Jezusie i daj mu w sobie zmartwychwstać autentycznie więc i bezceremonialnie. >>Zadowalając sie towarzystwem Boga, ani ludzi, ani Boga nie odnajdziesz i musisz zadowolić się ich towarzystwem w czasie nabożeństwa. >Tak postrzegają sprawę praktykujący ateiści. Symulacja wiary nie jest wiarą, choćby wyglądała identycznie. Cieszę się, że zauważasz kim był Jezus. I jeszcze raz: Modlitwa [Mt 6,5] >Jeśli ktoś nie wierzy, że Bóg jest miłością, w swojej postawie jest ateistą, choćby był nawet biskupem katolickim. Jutro przejrzysz i jego. Ty określisz kim jest, choćby i zwali go Belzebubem. [Mt 10,24] >>Wierzący, uważają swoją wiarę za największy skarb. >Niewątpliwie, przy świadomości, że Ten, który kocha jest Bogiem z wszystkimi tego konsekwencjami... Czy wierzący potrafi więc kochać bliźniego swego lub siebie samego? Czy tylko Bóg to potrafi a nie człowiek? Przemyśl to bez uprzedzeń. Zapomnij o pozorach bezimiennego, który zwaraca się do Ciebie i podaje rękę raz jeszcze. >Doskonała miłość usuwa lęk. Poznasz ją i dla niej wizja bulimicznej (jak ją nazywasz) transformacji intelektualnej niech Cię nie zniechęca. Przyznaj się przed sobą czy wyboru drogi dokonałeś SAM czy zrobiono to za Ciebie. Jeżeli uda Ci się przejść na moją stronę, stać się mną, to napiszesz, że ich za to nie winisz. Dzisiaj Ja szukam Ciebie, jutro Ty przyjdziesz do mnie. Niech Ci się spełni: Mt [10,40]. Odmierzam czas i czekam.
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Znowu Totusie piszesz jakieś dziwne rzeczy. Za kogo Ty się uważasz? W pewnym sensie przyznałbym tu racjonalistom. I może jest to jakiś dopust Boży, aby wiara Kościoła wyszła z infantylizmu. Jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi to nie bawmy się w jakąś dziecinadę w stylu Harego Pottera. Panem jest Bóg, a my stworzeniami zależnymi, czy tego chcemy, czy nie, czy wierzymy w Stwórcę i Pana wszechrzeczy, czy wątpimy. Nasza interpretacja rzeczywistości nie zmienia podstawowego faktu, że żyjemy w świecie i życzeniowe podejście do tejże rzeczywistości nie ma na nią wpływu. Oczywiście po części sposób postrzegania świata ma wpływ na naszą motorykę i pośrednio wpływa na rzeczywistość, ale nie ma w tym nic ponad to, co naturalne. Cuda może czynić tylko Ten, w którego my wierzymy, bo On ma taką moc. Jednak to jest do przyjęcia dla wierzących, a niewierzący szukają zawsze jakiegoś innego wytłumaczenia. Chyba nic na to nie poradzimy. Słowami nikogo nie przekonamy jeśli nie przekona w sercu Ten Który Jest. Pozdrawiam!
P.S. Powieliło mi wiadomość...
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | | rozumek | > Cuda może czynić tylko Ten, w którego my wierzymy, bo On ma taką moc. Jednak to jest do przyjęcia dla wierzących, a niewierzący szukają zawsze jakiegoś innego wytłumaczenia. Bo niewierzący, czyli stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, sami wolą czynić cuda niż poszukiwać stwórcy niestworzonego. Niewierzący, wytłumaczenia cudów doskonale znają, bo sami je czynią.
|
|
| | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >> Cuda może czynić tylko Ten, w którego my wierzymy, bo On ma taką moc. Jednak to jest do przyjęcia dla wierzących, a niewierzący szukają zawsze jakiegoś innego wytłumaczenia. >Bo niewierzący, czyli stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, sami wolą czynić cuda niż poszukiwać stwórcy niestworzonego. Niewierzący, wytłumaczenia cudów doskonale znają, bo sami je czynią. > W takim razie potwierdzasz często głoszoną tezę, że ten kto odrzuca Boga prawdziwego w konsekwencji sam czyni siebie bogiem.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | |  | | rozumek | >>W takim razie potwierdzasz często głoszoną tezę, że ten kto odrzuca Boga prawdziwego w konsekwencji sam czyni siebie bogiem. Nie, to Ci, inni czynią z niego Boga (i zwykle go krzyżują).
|
|
| | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >>>W takim razie potwierdzasz często głoszoną tezę, że ten kto odrzuca Boga prawdziwego w konsekwencji sam czyni siebie bogiem. >Nie, to Ci, inni czynią z niego Boga (i zwykle go krzyżują). Brak świadomości samowywyższenia i postawy przypisywania sobie cech boskich nie oznacza, że takiej postawy nie ma. To typowe u wielu niewierzących (nie tylko w Boga), że uważa się za nieistniejące coś, w co się nie wierzy. Postawa agnostyków jest tu trochę uczciwsza. Zresztą piszę o głeboko przemyślanych filozoficznych postawach. W takim gadaniu na forum można nigdy nie zauważyć pewnych powiązań. Racjonaliści czasami są skłonni zapętlić się w poznawaniu i skupić na analizowaniu poznanego. Nie starcza już później czasu i energii, aby przekroczyć tę rekurencję.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | |  | | rozumek | >>Nie, to Ci inni czynią z niego Boga (i zwykle go krzyżują). >Brak świadomości samowywyższenia i postawy przypisywania sobie cech boskich nie oznacza, że takiej postawy nie ma. To typowe u wielu niewierzących (nie tylko w Boga), że uważa się za nieistniejące coś, w co się nie wierzy. Postawa agnostyków jest tu trochę uczciwsza. Zresztą piszę o głeboko przemyślanych filozoficznych postawach. W takim gadaniu na forum można nigdy nie zauważyć pewnych powiązań. Racjonaliści czasami są skłonni zapętlić się w poznawaniu i skupić na analizowaniu poznanego. Nie starcza już później czasu i energii, aby przekroczyć tę rekurencję. Tzw. "wierzący" za nic nie potrafią zrozumieć, że filozof, gdy mówi "wiem, że nic nie wiem", mówi szczerą prawdę, wiec WSZYSTKO co mówi, to wyznania jego prawdziwej wiary. I nie ma żadnego znaczenia, kto powtarza jego słowa (prawdziwe wyznanie). Powtarzający bezmyślnie, z wszelką pewnością w nic prawdziwego nie wierzą i nic prawdziwego do wyznawania nie mają. Wyznają wyłacznie fałsz, bo wszystko wiedzą lepiej od filozofów i często samych siebie mianują filozofami. Szukają w ten sposób filozofa, którego słowa warto powtórzyć, szukają i coraz trudniej im znaleźć, bo zbyt głeboko wierzą w słowa, a za słabo w ich treść. Postawa wywyższania (przypisywania samemu sobie cech boskich), jest zawsze konsekwencją kompleksu niższości wobec filozofa, którego wyznania bezmyślnie się powtarza i z którego robi się na siłę, wbrew jego intencjom - boga. Tak katolicy traktują nie tylko Chrystusa, ale takze np. JPII. Łamią w ten sposób pierwsze przykazanie dekalogu, czego nawet nie starają się ukryć. Wręcz przeciwnie, z dumą eksponują to "osiągnięcie" własnej bezmyślności i zachęcają innych do naśladownictwa. A KRK, nie tylko zachęca ich do trwania w bezmyślności, ale również wymusza ją na "niewiernych", czyli myślacych (niestety, również dzieciach). Bezmyślnośc Polaków (a więc i "osiągnięcia" Polski), to w 99% zasługa KRK. Zasługuje nam się w ten sposób już tysiąc lat z hakiem, a skutki widać gołym okiem. Lepsze od tych komunistycznych, w których też swoje paluszki z powodzeniem maczał, choć w krzewieniu bezmyślności miał wtedy konkurencję.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Tzw. "wierzący" za nic nie potrafią zrozumieć, że filozof, gdy mówi "wiem, że nic nie wiem", mówi szczerą prawdę, wiec WSZYSTKO co mówi, to wyznania jego prawdziwej wiary. I nie ma żadnego znaczenia, kto powtarza jego słowa (prawdziwe wyznanie). Powtarzający bezmyślnie, z wszelką pewnością w nic prawdziwego nie wierzą i nic prawdziwego do wyznawania nie mają. Wyznają wyłacznie fałsz, bo wszystko wiedzą lepiej od filozofów i często samych siebie mianują filozofami.Zastanawia mnie tylko skąd ta pewność, że ci inni nie mają racji, skoro wiesz, że nic nie wiesz?  Nie dostrzegasz tu niekonsekwencji? > Szukają w ten sposób filozofa, którego słowa warto powtórzyć, szukają i coraz trudniej im znaleźć, bo zbyt głeboko wierzą w słowa, a za słabo w ich treść.Liczy się przede wszystkim treść, a słowa to ich nośnik. Czasami jest on trochę przestarzały, ale jeszcze służy. > Postawa wywyższania (przypisywania samemu sobie cech boskich), jest zawsze konsekwencją kompleksu niższości wobec filozofa, którego wyznania bezmyślnie się powtarza i z którego robi się na siłę, wbrew jego intencjom - boga. Tak katolicy traktują nie tylko Chrystusa, ale takze np. JPII.Zbyt szybko wyciągasz wnioski, a najwyraźniej nie masz pojęcia o temacie. > Łamią w ten sposób pierwsze przykazanie dekalogu, czego nawet nie starają się ukryć. Wręcz przeciwnie, z dumą eksponują to "osiągnięcie" własnej bezmyślności i zachęcają innych do naśladownictwa.Dziwi mnie to zainteresowanie Dekalogiem... > A KRK, nie tylko zachęca ich do trwania w bezmyślności, ale również wymusza ją na "niewiernych", czyli myślacych (niestety, również dzieciach).Raczej KRK zachęca do myślenia, to obce ideologie kazały myśleć w jedynie słuszny sposób. Katolicy mają prawo posyłać swoje dzieci na katechezę, podobnie jak, protestanci Żydzi, muzułamnie. > Bezmyślnośc Polaków (a więc i "osiągnięcia" Polski), to w 99% zasługa KRK. Zasługuje nam się w ten sposób już tysiąc lat z hakiem, a skutki widać gołym okiem. Lepsze od tych komunistycznych, w których też swoje paluszki z powodzeniem maczał, choć w krzewieniu bezmyślności miał wtedy konkurencję.Granice otwarte, jak się nie podoba, to przeciesz nie musisz tu mieszkać. Gdyby nie KRK i wiara Polaków, to byłbyś Rosjaninem, albo Niemcem jeśli byś żył... ale o tym najwyraźniej zapomniałeś przesypiając lekcje o patriotyzmie. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Gdyby nie KRK i wiara Polaków, to byłbyś Rosjaninem, albo Niemcem jeśli byś żył... ale o tym najwyraźniej zapomniałeś przesypiając lekcje o patriotyzmie.
Czy na tych lekcjach uczyli, który z wieszczów napisał: "Polsko, twa zguba w Rzymie"? I dlaczego?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Gdyby nie KRK i wiara Polaków, to byłbyś Rosjaninem, albo Niemcem jeśli byś żył... ale o tym najwyraźniej zapomniałeś przesypiając lekcje o patriotyzmie.> Czy na tych lekcjach uczyli, który z wieszczów napisał: "Polsko, twa zguba w Rzymie"? I dlaczego?Gdybym był złośliwy powiedziałbym, że to kolejne trzy grosze Placownika. Mickiewiczowi i Słowackiemu zdarzało się coś chlapnąć jeśli to tekst któregoś z nich, nie pamiętam, niech polonista się wypowie... Krytyka hierarchów kościelnych jest czymś naturalnym w naszej kulturze i takie narzekania nie są czymś nowym  Generalnie wiązało się to z tym, że wszystkie wyższe stanowiska obsadzane były przez arystokrację, która sama narzucała siebie reszcie społeczeństwa. Jeśli działy się jakieś kontrowersyjne rzeczy w przeszłości to właśnie w tym czynniku należaloby szukać przyczyn dla przytoczonego stwierdzenia. Wmpewnym sensie przez kilkanaście wieków Kościół był zakładnikiem arystokracji. Dzisiaj dawna arystokracja krwi przerodziła się w arystokrację pieniądza i Kościołowi obrywa się za to samo. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Dzisiaj dawna arystokracja krwi przerodziła się w arystokrację pieniądza i Kościołowi obrywa się za to samo. Ciągle za tę samą nienawiść do demokracji i to samo uwielbienie zawartości tacy. Najwyraźniej, powoli dochodzisz do porozumienia ze mną i placownikiem. Gratuluję.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | rozumek | > Zastanawia mnie tylko skąd ta pewność, że ci inni nie mają racji, skoro wiesz, że nic nie wiesz?  > Nie dostrzegasz tu niekonsekwencji?Nie. Bo właśnie dzięki temu, gdy czegoś nie wiem, mogę zapytać tych, co wiedzą (a nikt i nic, nie wie wszystkiego). No i wyłacznie dzieki temu, wiem dlaczego filozofowie "nic nie wiedzą". Nie wiedzą dlatego, że nie głoszą ŻADNEGO fałszu, a otaczająca ich prawda, zmienia się z sekundy na sekundę i chwili na chwilę. > Liczy się przede wszystkim treść, a słowa to ich nośnik. Czasami jest on trochę przestarzały, ale jeszcze służy.O wiele marniej, niż słowo matematyczne i pojęcie w głowie. I o wiele marniej, niż logika (i ta w głowie i sformalizowana). Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czy Bóg istnieje, bo nie rozumiem, co pytający ma na myśli. Jeśli ma na myśli wyłącznie własne myśli, to nie mam szans zaprzeczyć. Jeśli ma na myśli moje myśli, to Bóg w nich istnieje, jako np. przyczyna wszystkich późniejszych przyczyn, albo obrazek, w który wierzą inni. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy jestem ateistą, agnostykiem, czy może...? Nie potrafię z tej samej przyczyny, z której nie pogadam o istnieniu Boga. Myślę precyzyjnie, więc słowem pisanym, czy mówionym, wszystkich swoich myśli nie mam szans wyrazić. Mogę za to niektóre Ci narysować. I mogę posłużyć się matematyką, albo komputerem. Obrazka agnostyka namalować nie potrafię przy użyciu żadnych narzędzi. To samo z Bogiem. > Zbyt szybko wyciągasz wnioski, a najwyraźniej nie masz pojęcia o temacie.Może nie zauważam, że w ogóle jakieś wyciagąm? W jakiej sprawie i w jakim temacie mi się to zdarzyło? I z czego ten wniosek zdarzyło mi się wyciągnąć na tym forum? > Dziwi mnie to zainteresowanie Dekalogiem...A mnie nie dziwi niczyje zainteresowanie żadnym wspólnym dziedzictwem (ani kultury, ani nauki, ani sztuki). > Raczej KRK zachęca do myślenia, to obce ideologie kazały myśleć w jedynie słuszny sposób. Katolicy mają prawo posyłać swoje dzieci na katechezę, podobnie jak, protestanci Żydzi, muzułamnie.Ideologia KRK, jest obca naukom Chrystusa, a katolicy mają prawo wyprawiać ze sobą co im się podoba (nawet się mordować). Nie daję im prawa wyprawiać tego z innymi obywatelami mojej Ojczyzny. Niestety, wyprawiają. > Granice otwarte, jak się nie podoba, to przeciesz nie musisz tu mieszkać.Nie pomyliła Ci się przypadkiem Polska z Watykanem? Nie mogę się doczekać, kiedy KRK skorzysta z otwartych granic mojej Ojczyzny, ale niestety, chyba za bardzo mu się tu spodobało. W jakim celu, wyganiasz obywateli (niezależnie od wyznania) mojej Ojczyzny do Londynu, którego granice są otwarte i Watykanu, który granic otwierać im nie zamierza? W jakim celu, wyganiasz Polaków z Polski i sciągasz na ich miejsce obcych? Czy nie za prędki jesteś w realizacji własnych błędnych wniosków? Czy nie za bardzo identyfikujesz się z obcymi? Na jaki Księżyc, zamierzasz wysłać wszystkich, z wyjątkiem samego siebie? Ależ ten KRK zachęcił Cię do myślenia wyłącznie o samym sobie. Kiedy będziemy mieć okazję Was pożegnać, skoro Wam się tak nie podobamy, a granice Polski otwarte przecież?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >Zastanawia mnie tylko skąd ta pewność, że ci inni nie mają racji, skoro wiesz, że nic nie wiesz?  > >Nie dostrzegasz tu niekonsekwencji?> Nie. Bo właśnie dzięki temu, gdy czegoś nie wiem, mogę zapytać tych, co wiedzą (a nikt i nic, nie wie wszystkiego). No i wyłacznie dzieki temu, wiem dlaczego filozofowie "nic nie wiedzą". Nie wiedzą dlatego, że nie głoszą ŻADNEGO fałszu, a otaczająca ich prawda, zmienia się z sekundy na sekundę i chwili na chwilę.Zapętliłeś się kolego. Stwierdzając, że nikt nic nie wie nie możesz powiedzieć, że nie wiesz. Twoją postawą jest przekonanie, że ty wiesz, że inni nie wiedzą. Paradoksalnie jest to więc postawa zarozumiała. Takie wcielenie paradoksu kłamcy. > >Liczy się przede wszystkim treść, a słowa to ich nośnik. Czasami jest on trochę przestarzały, ale jeszcze służy.> O wiele marniej, niż słowo matematyczne i pojęcie w głowie. I o wiele marniej, niż logika (i ta w głowie i sformalizowana). Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czy Bóg istnieje, bo nie rozumiem, co pytający ma na myśli. Jeśli ma na myśli wyłącznie własne myśli, to nie mam szans zaprzeczyć. Jeśli ma na myśli moje myśli, to Bóg w nich istnieje, jako np. przyczyna wszystkich późniejszych przyczyn, albo obrazek, w który wierzą inni. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy jestem ateistą, agnostykiem, czy może...? Nie potrafię z tej samej przyczyny, z której nie pogadam o istnieniu Boga. Myślę precyzyjnie, więc słowem pisanym, czy mówionym, wszystkich swoich myśli nie mam szans wyrazić. Mogę za to niektóre Ci narysować. I mogę posłużyć się matematyką, albo komputerem. Obrazka agnostyka namalować nie potrafię przy użyciu żadnych narzędzi. To samo z Bogiem.Albo wiesz, że jeszcze nie wiesz, albo już wiesz, że nie wiesz i nie chcesz wiedzieć. Idąc na całość w tę postawę dochodzi się do irracjonalizmu, bo jaką masz pewność, że to co logiczne jest prawdziwe, a to co prawdziwe logiczne. Niczego nie można stwierdzić, niczego być pewnym, wszystko płynie, "pantha rei...". > >Zbyt szybko wyciągasz wnioski, a najwyraźniej nie masz pojęcia o temacie.> Może nie zauważam, że w ogóle jakieś wyciagąm? W jakiej sprawie i w jakim temacie mi się to zdarzyło? I z czego ten wniosek zdarzyło mi się wyciągnąć na tym forum?Już napisałem. Pomyśl nad tym, może coś ciekawego odkryjesz, ale nie bedę za ciebie myślał. > >Dziwi mnie to zainteresowanie Dekalogiem...> >Granice otwarte, jak się nie podoba, to przeciesz nie musisz tu mieszkać.> Nie pomyliła Ci się przypadkiem Polska z Watykanem? Nie mogę się doczekać, kiedy KRK skorzysta z otwartych granic mojej Ojczyzny, ale niestety, chyba za bardzo mu się tu spodobało. W jakim celu, wyganiasz obywateli (niezależnie od wyznania) mojej Ojczyzny do Londynu, którego granice są otwarte i Watykanu, który granic otwierać im nie zamierza? W jakim celu, wyganiasz Polaków z Polski i sciągasz na ich miejsce obcych? Czy nie za prędki jesteś w realizacji własnych błędnych wniosków? Czy nie za bardzo identyfikujesz się z obcymi? Na jaki Księżyc, zamierzasz wysłać wszystkich, z wyjątkiem samego siebie? Ależ ten KRK zachęcił Cię do myślenia wyłącznie o samym sobie. Kiedy będziemy mieć okazję Was pożegnać, skoro Wam się tak nie podobamy, a granice Polski otwarte przecież?Jeśli to twoja terapia i ci ulżyło jak sobie ponarzekałeś to może było warto... Nikogo nie wyrzucam, do takiej wypowiedzi skłoniło mnie to narzekanie, bo skoro się tak bardzo nie podoba mentalność Polaków, to przecież nie musisz się męczyć. Paradoksalnie to właśnie narzekanie jest wadą wytykaną nam przez obcokrajowców. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Zapętliłeś się kolego. Stwierdzając, że nikt nic nie wie nie możesz powiedzieć, że nie wiesz. Twoją postawą jest przekonanie, że ty wiesz, że inni nie wiedzą. Paradoksalnie jest to więc postawa zarozumiała. Takie wcielenie paradoksu kłamcy. Oj, niestety! Kula w płot (Twój własny). Niestety, wiem, że nic nie wiem, więc KAŻDE moje słowo, to wyznanie wiary (tyle, że w przeciwieństwie do Twojej, jest to wiara prawdziwa, czyli wiara w naukę, a nie tworzone przez naukowców i "naukowców" obrazki). >Albo wiesz, że jeszcze nie wiesz, albo już wiesz, że nie wiesz i nie chcesz wiedzieć. Idąc na całość w tę postawę dochodzi się do irracjonalizmu, bo jaką masz pewność, że to co logiczne jest prawdziwe, a to co prawdziwe logiczne. Niczego nie można stwierdzić, niczego być pewnym, wszystko płynie, "pantha rei...". Jakoś tak mi się "stało", że od urodzenia wiem, że nic nie wiem. I wyłącznie dzięki temu, wszystkiego mogę się dowiedzieć. To tylko Ty wolisz poprzestać na wierze, niż czegokolwiek się dowiedzieć. I czego tak się boisz? Wiesz, że o wiele sensowniej jest kreatywnie myśleć, niż kreatywnie księgować? Zanim zabierzesz się za kosztorysy, najpierw porzuć pozbawione kreatywności myślenie (bez tego, Twoje kosztorysy będą zawsze kreatywne). Co Ci szkodzi uwierzyć w życie wieczne? Po co Ci ta wiara w śmierć? Po co Ci te katolickie, niczym nie uzasadnione lęki? Po co bać się i pocieszać zmartwychwstawaniem? Nie uważasz, że wiara w zmartwychwstawanie bywa niebezpieczna (szczególnie dla dzieci)? Nie uważasz, że lepiej wierzyć w Boga, niż podszywającego się pod niego Szatana (nawet, gdy ten, każe Ci modlić się do Jezusa)? >Już napisałem. Pomyśl nad tym, może coś ciekawego odkryjesz, ale nie bedę za ciebie myślał. Poddaj tylko temat, bo jak dotychczas, to widzę, że raczej Ty masz sporo do przemyślenia. >>Nie pomyliła Ci się przypadkiem Polska z Watykanem? Nie mogę się doczekać, kiedy KRK skorzysta z otwartych granic mojej Ojczyzny, ale niestety, chyba za bardzo mu się tu spodobało. W jakim celu, wyganiasz obywateli (niezależnie od wyznania) mojej Ojczyzny do Londynu, którego granice są otwarte i Watykanu, który granic otwierać im nie zamierza? W jakim celu, wyganiasz Polaków z Polski i sciągasz na ich miejsce obcych? Czy nie za prędki jesteś w realizacji własnych błędnych wniosków? Czy nie za bardzo identyfikujesz się z obcymi? Na jaki Księżyc, zamierzasz wysłać wszystkich, z wyjątkiem samego siebie? Ależ ten KRK zachęcił Cię do myślenia wyłącznie o samym sobie. Kiedy będziemy mieć okazję Was pożegnać, skoro Wam się tak nie podobamy, a granice Polski otwarte przecież? >Jeśli to twoja terapia i ci ulżyło jak sobie ponarzekałeś to może było warto... Warto będzie, gdy katolicy poddadzą się terapii, zastosują do WSZYSTKICH przykazań Dekalogu i zaczną praktykować wiarę w życiu, zamiast przed ołtarzem i snem. >Nikogo nie wyrzucam, do takiej wypowiedzi skłoniło mnie to narzekanie, bo skoro się tak bardzo nie podoba mentalność Polaków, to przecież nie musisz się męczyć. Paradoksalnie to właśnie narzekanie jest wadą wytykaną nam przez obcokrajowców. A kto (oprócz Ciebie i obcokrajowców) narzeka na mentalność Polaków? Ja narzekam wyłącznie na mentalność katolików i na to, jaki wpływ usiłują wywierać na pozostałych. Narzekam na to, że katolikom przeszkadza zainteresowanie "innowierców" Dekalogiem, czyli to, że nie-katolicy, cześciej od katolików, stosują się do jego zaleceń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Zapętliłeś się kolego. Stwierdzając, że nikt nic nie wie nie możesz powiedzieć, że nie wiesz. Twoją postawą jest przekonanie, że ty wiesz, że inni nie wiedzą. Paradoksalnie jest to więc postawa zarozumiała. Takie wcielenie paradoksu kłamcy. Oj, niestety! Kula w płot (Twój własny). Niestety, wiem, że nic nie wiem, więc KAŻDE moje słowo, to wyznanie wiary (tyle, że w przeciwieństwie do Twojej, jest to wiara prawdziwa, czyli wiara w naukę, a nie tworzone przez naukowców i "naukowców" obrazki). >Albo wiesz, że jeszcze nie wiesz, albo już wiesz, że nie wiesz i nie chcesz wiedzieć. Idąc na całość w tę postawę dochodzi się do irracjonalizmu, bo jaką masz pewność, że to co logiczne jest prawdziwe, a to co prawdziwe logiczne. Niczego nie można stwierdzić, niczego być pewnym, wszystko płynie, "pantha rei...". Jakoś tak mi się "stało", że od urodzenia wiem, że nic nie wiem. I wyłącznie dzięki temu, wszystkiego mogę się dowiedzieć. To tylko Ty wolisz poprzestać na wierze, niż czegokolwiek się dowiedzieć. I czego tak się boisz? Wiesz, że o wiele sensowniej jest kreatywnie myśleć, niż kreatywnie księgować? Zanim zabierzesz się za kosztorysy, najpierw porzuć pozbawione kreatywności myślenie (bez tego, Twoje kosztorysy będą zawsze kreatywne). Co Ci szkodzi uwierzyć w życie wieczne? Po co Ci ta wiara w śmierć? Po co Ci te katolickie, niczym nie uzasadnione lęki? Po co bać się i pocieszać zmartwychwstawaniem? Nie uważasz, że wiara w zmartwychwstawanie bywa niebezpieczna (szczególnie dla dzieci)? Nie uważasz, że lepiej wierzyć w Boga, niż podszywającego się pod niego Szatana (nawet, gdy ten, każe Ci modlić się do Jezusa)? >Już napisałem. Pomyśl nad tym, może coś ciekawego odkryjesz, ale nie bedę za ciebie myślał. Poddaj tylko temat, bo jak dotychczas, to widzę, że raczej Ty masz sporo do przemyślenia. >>Nie pomyliła Ci się przypadkiem Polska z Watykanem? Nie mogę się doczekać, kiedy KRK skorzysta z otwartych granic mojej Ojczyzny, ale niestety, chyba za bardzo mu się tu spodobało. W jakim celu, wyganiasz obywateli (niezależnie od wyznania) mojej Ojczyzny do Londynu, którego granice są otwarte i Watykanu, który granic otwierać im nie zamierza? W jakim celu, wyganiasz Polaków z Polski i sciągasz na ich miejsce obcych? Czy nie za prędki jesteś w realizacji własnych błędnych wniosków? Czy nie za bardzo identyfikujesz się z obcymi? Na jaki Księżyc, zamierzasz wysłać wszystkich, z wyjątkiem samego siebie? Ależ ten KRK zachęcił Cię do myślenia wyłącznie o samym sobie. Kiedy będziemy mieć okazję Was pożegnać, skoro Wam się tak nie podobamy, a granice Polski otwarte przecież? >Jeśli to twoja terapia i ci ulżyło jak sobie ponarzekałeś to może było warto... Warto będzie, gdy katolicy poddadzą się terapii, zastosują do WSZYSTKICH przykazań Dekalogu i zaczną praktykować wiarę w życiu, zamiast przed ołtarzem i snem. >Nikogo nie wyrzucam, do takiej wypowiedzi skłoniło mnie to narzekanie, bo skoro się tak bardzo nie podoba mentalność Polaków, to przecież nie musisz się męczyć. Paradoksalnie to właśnie narzekanie jest wadą wytykaną nam przez obcokrajowców. A kto (oprócz Ciebie i obcokrajowców) narzeka na mentalność Polaków? Ja narzekam wyłącznie na mentalność katolików i na to, jaki wpływ usiłują wywierać na pozostałych. Narzekam na to, że katolikom przeszkadza zainteresowanie "innowierców" Dekalogiem, czyli to, że nie-katolicy, cześciej od katolików, stosują się do jego zaleceń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | kontrast | >>Zapętliłeś się kolego. Stwierdzając, że nikt nic nie wie nie możesz powiedzieć, że nie wiesz. Twoją postawą jest przekonanie, że ty wiesz, że inni nie wiedzą. Paradoksalnie jest to więc postawa zarozumiała. Takie wcielenie paradoksu kłamcy. >Oj, niestety! Kula w płot (Twój własny). Niestety, wiem, że nic nie wiem, więc KAŻDE moje słowo, to wyznanie wiary (tyle, że w przeciwieństwie do Twojej, jest to wiara prawdziwa, czyli wiara w naukę, a nie tworzone przez naukowców i "naukowców" obrazki). Mówiąc językiem ludzi wierzących uczyniłeś sobie bożka z nauki, a to jedynie nauka. Nauka jest tylko środkiem do osiagnięcia jakichś celów. Adorujesz te środki jak niektórzy "srokowaci" blask złota. Ja raczej patrzę na naukę jako środek pomocny do osiągnięcia innych celów, jakiegoś dobra. Wiedza medyczna może uratować życie lub zdrowie, a inne gadzety umilić wolny czas, jednak wiedza nie daje odpowiedzi na podstawowe i najważniejsze ludzkie pytania. Może najwyżej odwrócić uwagę od tych pytań, niestety często skutecznie...
>>Albo wiesz, że jeszcze nie wiesz, albo już wiesz, że nie wiesz i nie chcesz wiedzieć. Idąc na całość w tę postawę dochodzi się do irracjonalizmu, bo jaką masz pewność, że to co logiczne jest prawdziwe, a to co prawdziwe logiczne. Niczego nie można stwierdzić, niczego być pewnym, wszystko płynie, "pantha rei...". >Jakoś tak mi się "stało", że od urodzenia wiem, że nic nie wiem. I wyłącznie dzięki temu, wszystkiego mogę się dowiedzieć. Możesz tylko stwierdzić, że nasza ludzka percepcja jest ograniczona i tak naprawdę cała wiedza ludzkości to tylko troszeczkę wiedzy i głupcem jest tem, kto twierdzi, że już wie dość. Do takiej refleksji dochodzi się, gdy zdobyta wiedza przekracza pewną miarę ponad którą trudno się połapać w czymkolwiek, bo odsłania się tyle den, że już nie wiadomo, które jest które. Wtedy można stwierdzić, że się nic nie wie, wcześniej to powtarzanie haseł...
>To tylko Ty wolisz poprzestać na wierze, niż czegokolwiek się dowiedzieć. I czego tak się boisz? Wiesz, że o wiele sensowniej jest kreatywnie myśleć, niż kreatywnie księgować? Zanim zabierzesz się za kosztorysy, najpierw porzuć pozbawione kreatywności myślenie (bez tego, Twoje kosztorysy będą zawsze kreatywne). Co Ci szkodzi uwierzyć w życie wieczne? Po co Ci ta wiara w śmierć? Po co Ci te katolickie, niczym nie uzasadnione lęki? Po co bać się i pocieszać zmartwychwstawaniem? Nie uważasz, że wiara w zmartwychwstawanie bywa niebezpieczna (szczególnie dla dzieci)? Nie uważasz, że lepiej wierzyć w Boga, niż podszywającego się pod niego Szatana (nawet, gdy ten, każe Ci modlić się do Jezusa)?
To jakiś bełkot, sto razy już chyba odpowiadałem na podobne teksty...
>>Już napisałem. Pomyśl nad tym, może coś ciekawego odkryjesz, ale nie bedę za ciebie myślał. >Poddaj tylko temat, bo jak dotychczas, to widzę, że raczej Ty masz sporo do przemyślenia. Raz twierdzisz, że nic nie wiesz, a teraz widzisz jakieś rzeczy, zdecyduj się...
>>Jeśli to twoja terapia i ci ulżyło jak sobie ponarzekałeś to może było warto... >Warto będzie, gdy katolicy poddadzą się terapii, zastosują do WSZYSTKICH przykazań Dekalogu i zaczną praktykować wiarę w życiu, zamiast przed ołtarzem i snem. Jeśli chodzi o tych katolików z nazwy, to masz rację. Jednak najwyraźniej masz większe oczekiwania niż wiejscy proboszczowie powtarzając te same kwestie do nieobecnych... Skoro nie słuchaja innych katolików, to myślisz, że usłuchaja twoich pobożnych życzeń. Próbuj...
Czego ty właściwie chcesz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >>Oj, niestety! Kula w płot (Twój własny). Niestety, wiem, że nic nie wiem, więc KAŻDE moje słowo, to wyznanie wiary (tyle, że w przeciwieństwie do Twojej, jest to wiara prawdziwa, czyli wiara w naukę, a nie tworzone przez naukowców i "naukowców" obrazki). >Mówiąc językiem ludzi wierzących uczyniłeś sobie bożka z nauki, a to jedynie nauka. Nie jest to mój język (ludzi wierzących). To język wiedzących (wszystko). Zgodnie z wyznaniem MOJEJ wiary, to dla Ciebie "bożkiem" jest wiedza, bo to Ty się do niej modlisz. Ja wolę rozwijać wiarę (w dodatku swoją, a nie Twoją) w otaczający mnie wszechświat (czasoprzestrzeń) i zaludniających ją bliźnich (czyli nieustannie się uczyć). Nauka jest tylko środkiem do osiagnięcia jakichś celów. Adorujesz te środki jak niektórzy "srokowaci" blask złota. Żadnych środków nie adoruję. Ja ich używam do rozwijania swojej wiary i zapewniania szczęścia sobie i bliźnim. wiedza nie daje odpowiedzi na podstawowe i najważniejsze ludzkie pytania. Może najwyżej odwrócić uwagę od tych pytań, niestety często skutecznie... Trudno, żeby jakakolwiek wiedza, dawała jakiekolwiek odpowiedzi, na jakiekolwiek, czyjekolwiek pytania, bo te odpowiedzi daje wyłącznie nauka (uczenie się). >>Jakoś tak mi się "stało", że od urodzenia wiem, że nic nie wiem. I wyłącznie dzięki temu, wszystkiego mogę się dowiedzieć. >Możesz tylko stwierdzić, że nasza ludzka percepcja jest ograniczona i tak naprawdę cała wiedza ludzkości to tylko troszeczkę wiedzy i głupcem jest tem, kto twierdzi, że już wie dość. Nie. Głupcem jest ten, kto nie wie, że nic nie wie. Głupiec nigdy w nic nie uwierzy, choć gorliwie cudzą wiarę będzie wyznawał (jako własną wiedzę). Do takiej refleksji dochodzi się, gdy zdobyta wiedza przekracza pewną miarę ponad którą trudno się połapać w czymkolwiek, bo odsłania się tyle den, że już nie wiadomo, które jest które. Wtedy można stwierdzić, że się nic nie wie, wcześniej to powtarzanie haseł... Jakoś nie udało mi się uwierzyć w niemowlę, które samo z siebie nie wie, że nic nie wie i tylko "powtarza to hasło" (wierzę, że to nie niemowlęta "wymyśliły" Jezusa jako Boga i nie on sam "wymyślił" sobie pełnienie tej roli wobec niemowląt i dzieci). >>To tylko Ty wolisz poprzestać na wierze, niż czegokolwiek się dowiedzieć. I czego tak się boisz? Wiesz, że o wiele sensowniej jest kreatywnie myśleć, niż kreatywnie księgować? Zanim zabierzesz się za kosztorysy, najpierw porzuć pozbawione kreatywności myślenie (bez tego, Twoje kosztorysy będą zawsze kreatywne). Co Ci szkodzi uwierzyć w życie wieczne? Po co Ci ta wiara w śmierć? Po co Ci te katolickie, niczym nie uzasadnione lęki? Po co bać się i pocieszać zmartwychwstawaniem? Nie uważasz, że wiara w zmartwychwstawanie bywa niebezpieczna (szczególnie dla dzieci)? Nie uważasz, że lepiej wierzyć w Boga, niż podszywającego się pod niego Szatana (nawet, gdy ten, każe Ci modlić się do Jezusa)? >To jakiś bełkot, sto razy już chyba odpowiadałem na podobne teksty... Gdy jeden Ci mówi - nie wierz. Gdy dwóch Ci mówi - zastanów się. Gdy powtarzają setki - nie warto odpowiadać, bo warto uwierzyć. >>Poddaj tylko temat, bo jak dotychczas, to widzę, że raczej Ty masz sporo do przemyślenia. >Raz twierdzisz, że nic nie wiesz, a teraz widzisz jakieś rzeczy, zdecyduj się... A gdzie widzisz brak zdecydowania? Nie wiem, ale wierzyć i wyznawać swoją wiarę, chyba mi wolno, nawet, gdy z katolicką, łączy ją jedynie wyznawany szczerze, a nie fałszywie - dekalog? Muszę koniecznie wierzyć w Twoich bożków? Nie wolno mi wyznawać moich własnych krasnoludków i pisać bajek dla dzieci, zamiast je straszyć? >Jeśli chodzi o tych katolików z nazwy, to masz rację. Jednak najwyraźniej masz większe oczekiwania niż wiejscy proboszczowie powtarzając te same kwestie do nieobecnych... Niech zaczną je powtarzać własnym, a nie cudzym dzieciom. Katolików z nazwy wtedy ubędzie, a innych, w ogóle nie ma i nigdy nie było (jeśli Ty jesteś chrześcijaninem, to tylko "z rozpędu" mienisz się jeszcze katolikiem). Skoro nie słuchaja innych katolików, to myślisz, że usłuchaja twoich pobożnych życzeń. Próbuj... Myślę, że słuchają chrześcijan (niezależnie od wyznania) i dlatego masowo opuszczają koscioły (nie tylko katolickie). >Czego ty właściwie chcesz? Żyć, razem z innymi dojrzewać i pracować na to dojrzewanie. Nie chcę z katolikami umierać w modlitwie i gwarantuję Ci, że żaden z nich mnie do tego nie zmusi. Potrafię zabezpieczyć najbliższych przed fałszywymi wyznaniami (nie uwierzą katolikom), ale nie potrafię zabezpieczyć przed innymi wyczynami wyznawców fałszu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam > Granice otwarte, jak się nie podoba, to przeciesz nie musisz tu mieszkać. Gdyby nie KRK i >wiara Polaków, to byłbyś Rosjaninem, albo Niemcem jeśli byś żył... ale o tym >najwyraźniej zapomniałeś przesypiając lekcje o patriotyzmie.To jest biała legenda, fałsz historyczny. KRK w Polsce NIGDY nie był kościołem polskim, narodowym. Tak jak powstał narzucony odgórnie, przy pomocy obcych księży, niemieckich i czeskich, tak został "nie polski". KRK prowadzi politykę "rzymską". Jak to jest, że KRK zawsze występował przeciw, naszym najlepszym władcom? KRK uczestniczył w "świętym przymierzu" i chociaż papież nigdy takiego przymierza nie podpisał, zgadzal się z nim. W związku z tym KRK NIGDY nie popierał żadnego powstania. Wręcz były one ZABRONIONE! Kościół Katolicki przyłożył rękę do większości złych rzeczy w polskiej historii: Po pierwsze: Zdrada, spiskowanie z Niemcami i w efekcie obalenie prawowitego władcy Bolesława III Szczodrego i posadzenie na tron jego brata. Prawowitego spadkobiercę tronu Mieszka, syna Bolesława otruto. Zatem w Polsce od tej chwili rządzili królowie, którym zależało na oczernianiu Śmiałego. Pomógł im KRK. Po drugie: Zbigniew z Oleśnicy. Szczególnie go nie lubię (nic dziwnego, jestem czechofilem). Jak to jest? Im ksiądz lepiej zasłużony dla kościoła, to tym gorzej dla Polski? Po śmierci Władysława Jagiełły faktycznie rządził Polską. Na szczęście krótko. Walczył z husytami, śmiertelnymi wrogami naszych wrogów. Kraków obrzucał klątwami za przyjmowanie hysyckich posłów. Lubił walczyć, podobno sam dobijał rannych taborytów. Wszczął za to polską krucjatę z Turkami, skończyła się klęską, straciliśmy młodego króla (Zbigniew wysłał go na śmierć?), na szczęście ucierpiały tylko Węgry... Przeciwnik NAJLEPSZEGO króla jakiego kiedykolwiek mieliśmy, według mnie oczywiście, Kazimierza Jagielończyka. Po trzecie: KRK uczestniczył oficjalnie w Targowicy. Z prymasem Polski na czele, bardziej oficjalnie nie może być. Potem, by lud Warszawy go nie powiesił, otruto go prawdopodobnie. KRK uczynił z 3 maja święto religijne Królowej Korony Polskiej. Obrzydliwe...Święto św. Stanisława jest 8 maja, na cześć Targowicy? Polski język nie przetrwał dzięki polskim mszom, tylko dzięki temu, że kultura rosyjska stała niżej niż polska. To oni zaczynali mówić po polsku  . To była największa polonizacja w dziejach Rosji! Zabór austriacki...Czechy i Węgry tworzyły jednolite państwo, a jakoś kultura i język nie wyginęły...Taka była polityka cesarstwa. Prusy? Odmienność religijna nas uratowała, FAKT. Przypadkowa synergia. Cecha religii, która zawsze wzbudza pewną nietolerancję.Tak jak nienawidzą się katoliccy Irlandczycy z protestanckimi Szkotami w Ulsterze. A przecież to prawie ta sama krew! Przepraszam za spłycania. To generalny szkic.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Prusy? Odmienność religijna nas uratowała, FAKT. Przypadkowa synergia. Cecha religii, która zawsze wzbudza pewną nietolerancję.Tak jak nienawidzą się katoliccy Irlandczycy z protestanckimi Szkotami w Ulsterze. A przecież to prawie ta sama krew! >Przepraszam za spłycania. To generalny szkic. A jesteś pewien, że zawsze (kiedykolwiek?) warto było/jest/będzie, za cenę czyjegokolwiek materialnego życia (czyli po trupach) zapobiegać rozwojowi własnej kultury narodowej? Mnie się zdaje, że do tego, nawet za dopłatą dążyć nie warto (bardzo mi żal, że wysyłaliśmy na śmierć tylu współobywateli, byle tylko nie nauczyć się niemieckiego i nie współpracować z obopólną korzyścią np. z Austriakami).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Zapomniałeś o jednej ważnej postawie, o honorze.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Zapomniałeś o jednej ważnej postawie, o honorze. Na pewno nie moim. To tak honorowo pozostać nieukiem?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >Witam >>Granice otwarte, jak się nie podoba, to przeciesz nie musisz tu mieszkać. Gdyby nie KRK i >wiara Polaków, to byłbyś Rosjaninem, albo Niemcem jeśli byś żył... ale o tym >najwyraźniej zapomniałeś przesypiając lekcje o patriotyzmie. >To jest biała legenda, fałsz historyczny. Kto cię uczył historii? Ręce opadają, ale może to wpływ upałów. Sory za sarkazm, ale ten tekst poniżej to coś bez nazwy...
>KRK w Polsce NIGDY nie był kościołem polskim, narodowym (...). >KRK uczestniczył w "świętym przymierzu" i chociaż papież nigdy takiego przymierza nie podpisał, zgadzal się z nim (...). >Kościół Katolicki przyłożył rękę do większości złych rzeczy w polskiej historii (...). >Po trzecie: KRK uczestniczył oficjalnie w Targowicy (...) >KRK uczynił z 3 maja święto religijne Królowej Korony Polskiej. Obrzydliwe...Święto św. Stanisława jest 8 maja, na cześć Targowicy?
Myślę, że komentarz zbyteczny...
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Witam
>Myślę, że komentarz zbyteczny... Komentarz do czego? 11 IX nastąpiło uroczyste połączenie konfederacji obojga narodów w kościele pojezuickim w Brześciu Litewskim (który stał się siedzibą konfederacji targowickiej, następnie Grodno), z udziałem biskupa pomocniczego diecezji przemyskiej Michała R. Sierakowskiego (w konfederacji targowickiej od 3 VI) i biskupa inflanckiego Kosakowskiego; na notyfikację o istnieniu konfederacji, wysłaną do mocarstw europejskich, odpowiedział tylko papież Pius VI, błogosławiąc pracom konfederacji targowickiej, za co otrzymał podziękowanie od poselstwa, z biskupem Sierakowskim na czele;konfederację targowicką czynnie popierali biskupi: chełmski W. Skarszewski, wileński Ignacy Jakub Massalski, łucki A. Naruszewicz i prymas M. J. Poniatowski, zwolennikami byli też biskup żmudzki J. S. Giedroyć i poznański A. O. Okęcki.
Konfederacja targowicka, do której jesienią 1792 przeszła większość szlachty i magnatów, unieważniła prawie wszystkie reformy z 1791, wprowadziła cenzurę, kontrolę korespondencji, zamknęła liberalne czasopisma ("Gazetę Narodową i Obcą", "Pamiętnik"), wytoczyła zaocznie procesy sądowe najaktywniejszym reformatorom ustroju - Kołłątajowi, Małachowskiemu i Kazimierzowi Nestorowi Sapieże, aresztowała wielu pozostających w kraju; dopełnieniem poniżenia narodu było uroczyste poselstwo Branickiego, Kossakowskiego i Rzewuskiego do Petersburga (14 XI 1792) dziękujące "wybawicielce" Katarzynie II za ocalenie Rzeczypospolitej od "wiecznych kajdan". ("Encyklopedia Katolicka", pod red. B. Miguta, T.IX, KUL, Lublin 2002, s. 562-563; tam dalsza lit. Autorzy hasła: Wiesław Bondyra i Jan Warmiński)
Konfederacja targowicka uzyskała poparcie samego papieża, zawsze szczerego, wielkiego przyjaciela Polski. Konfederacja była szczytowym osiągnięciem katolickiej Polski, ówczesnej oczywiście. Konstutucja 3 maja NIE, bowiem była "masońska" i "jakobińska". Większość ogłupiałej szlachty, która szła za swymi przywódcami - królem, magnatami, prymasem, biskupami była tylko stadem baranów.
Biskup Józef Kazimierz Kossakowski h. Ślepowron podle skonał na szubienicy 9. V. 1794 r. na Krakowskim Przedmieściu naprzeciw kościoła bernardynów w czasie insurekcji kościuszkowskiej.
Biskup Ignacy Jakub Massalski został powieszony 28. VI. 1794 r. w Warszawie w egzekucji publicznej w czasie insurekcji kościuszkowskiej.
Michał Jerzy Poniatowski herbu Ciołek (12 października 1736 - 12 sierpnia 1794) - syn Stanisława, ostatni prymas I Rzeczypospolitej. Opowiadał się za orientacją prorosyjską i przeciwko szerszym reformom ustroju Rzeczypospolitej; pokonany przez radykalną opozycję w partii królewskiej, wyjechał z kraju. Podczas wojny polsko-rosyjskiej w 1792 doradzał królowi przystąpienie do Targowicy. W sejmie grodzieńskim 1793 nie brał udziału, jednak jako prymas przyjął członkostwo przywróconej Rady Nieustającej. Podczas powstania kościuszkowskiego, W czasie oblężenia Warszawy zmarł śmiercią samobójczą (trucizny podobno dostarczył mu sam król), zagrożony aresztowaniem wskutek wykrycia jego zdradzieckiej korespondencji z królem pruskim, ujawniającej słabe punkty obrony miasta. (!!) Po Warszawie krążyła wtedy piosenka patriotyczna : My, Krakowiacy, nosim guz u pasa, powiesim sobie, króla i prymasa.
Mam teoryjkę, że go otruto, żeby nie powiesili prymasa zdrajcy. Wtedy to by było...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Witam > Kto cię uczył historii? Ręce opadają, ale może to wpływ upałów.Kto Ciebie uczył historii? Jeszcze o najlepszym biskupie średniowiecza. Zbigniewie z Oleśnicy. Jednym z punktów zwrotnych w historii Polski była śmierć Jagiełły. Choć Jagiełło był starym dziadkiem i neofitą, który musiał udowadniać ciągle jaki jest chrześcijański, na rok przed jego śmiercią w 1432 razem z taborytami Polacy zemścili się za splądrowane i zgwałcone moje rodzinne Kujawy. Polacy z husyckimi sierotkami w 1431 zaatakowali Łuck spustoszyli krzyżacką Nową Marchię i Pomorze Gdańskie. Razem z Czechami piliśmy wodę z Bałtyku, mogliśmy zmiażdżyć Krzyżaków i Litwinów! Jednak gdy husyci wracali do siebie przez Kraków, Oleśnicki obłożył miasto interdyktem. W 1434 , podczas zjazdu w Nowym Korczynie, Oleśnicki zaatakował króla, zarzucając mu pogańskie zabobony, sprzyjanie husytom, grabienie mienia kościelnego, grożąc mu wreszcie klątwą i utratą królestwa. Staruszek król rozpłakał się i narzekając opuścił izbę. Król zmarł w kilka miesięcy później, 1 VI 1434 Faktyczną władzę przejął w Polsce na 10 lat KRK. Zbigniew zaczął od opozycji husyckiej. Stanowili realne zagrożenie władzy Oleśnickiego, nie chcieli mu dać władzy. Wybuchła wojna domowa, zakończona bitwą pod Grotnikami. Zwyciężyły wojska wierne Oleśnickiemu, biskup znany był z tego, że lubił walczyć. Podobno sam dorzynał rannych taborytów. Oleśnicki zaczął następnie realizować plany "papieskie". Przyjął koronę węgierską dla Władysława, co uwiązało Polskę w wojnę z Turcją i skończyło się Warną. Marzyły mu się wyprawy krzyżowe. Oleśnicki tym czasem siedział w Polsce i rządził. Polska straciła mnóstwo pieniędzy, króla i cenny czas. " W tym też czasie bowiem, w 1443, Oleśnicki zakupił księstwo siewierskie jako własność dziedziczną biskupstwa krakowskiego. W ten sposób chciał choć częściowo odzyskać Śląsk. Równocześnie jednak gwiazda Oleśnickiego zaczęła blednąć. Pierwszą odznaką było samowolne obranie przez Litwinów na tron wielkoksiążęcy syna Jagiełły Kazimierza Jagiellończyka i faktyczne zerwanie unii. Próby obalenia Kazimierza i wprowadzenia oddanego Oleśnickiemu syna Zygmunta Kiejstutowicza Michała nie powiodły się, skutkując jedynie najazdem Litwinów w 1444 na Mazowsze. Po śmierci Władysława Oleśnicki zaproponował koronę Kazimierzowi, ale ten odrzucił ją, nie chcąc przyjmować jej z ręki biskupa. Kazimierz przyjął dopiero samodzielną propozycję szlachty polskiej w 1446 i został koronowany w 1437. Król Kazimierz energicznie zabrał się za ograniczanie wpływów Oleśnickiego. W 1439 odsunął go od władzy, zakazując przyjmowania godności kardynalskiej bez zgody króla i przewodzenia Kościołowi polskiemu, który miał podlegać arcybiskupowi gnieźnieńskiemu. Oleśnicki był pierwszym Polakiem który otrzymał kapelusz kardynalski. Po swojej porażce Oleśnicki wystąpił przeciw królowi, dążąc do jego detronizacji i zwołując Małopolan w 1452. W odpowiedzi Kazimierz zwołał Wielkopolan, nazywając Oleśnickiego swoim wrogiem i pysznym biskupem. Jak widać Kazimierz nie był neofitą, nie miał oporów religijnych. Oleśnicki musiał zwiewać na Litwę. Ostatecznie wykluczył go z Rady Koronnej. Ostatnim politycznym wystąpieniem Oleśnickiego był bezskuteczny sprzeciw wobec inkorporacji Prus w 1454 (kochał Krzyżaków). Oleśnicki zmarł 1 IV 1455 w Sandomierzu, pochowany jest w Katedrze Wawelskiej (sic!). " Oleśnicki zwany jest "jednym z najlepszych biskupów polskich". Jak to jest, że "najlepsi" biskupi knuli zawsze przeciw Polsce? "Opracowane na podstawie: Żywoty sławnych biskupów krakowskich, Piotr Biliński, Kraków 1998 Krótki zarys dziejów diecezji krakowskiej, ks. Bolesław Przybyszewski, Kraków 1989" plus sapkowski.(*)68b267c02adea0128dced1046f6f8f
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Kto cię uczył historii? Ręce opadają, ale może to wpływ upałów.> Kto Ciebie uczył historii?Niestety sam się musiałem uczyć i mam jeszcze pewne luki, bo nie mam zaufania do starych podręczników, a za mało czasu, aby to porządnie zgłębić. Zamierzam kiedyś usiąść i poczytać "Boże igrzyska" Davisa. Z cała pewnością jednak tego typu interpretacje jak podajesz i wnioski jakie wyciągasz na podstawie tych interpretacji są dla mnie nie do przyjęcia. Chociaż nie zamierzam na siłę bronić konkretnych osób, które wykorzystując urząd kościelny miały wpływ na niekorzystne dla Polski decyzje i wydarzenia. Przesadne jest jednak interpretowanie wszystkich działań hierarchów kościelnych jako szkodliwe. Wiele z tych decyzji były błędami strategicznymi lub nieudolną próbą wyboru mniejszego zła, które dziś oceniamy jako zdradę (czy była to zdrada świadoma, trudno jednoznacznie ocenić, a ja nie mam kompetencji w tej materii), bo znamy konsekwencje podjętych decyzji. Nie mam w tej chwili czasu, aby się w to zagłębiać. Kościół jako całość jednak nigdy nie był przeciwko narodowi. > Żywoty sławnych biskupów krakowskich, Piotr Biliński, Kraków 1998> Krótki zarys dziejów diecezji krakowskiej, ks. Bolesław Przybyszewski, Kraków 1989"> plus sapkowski.(*)68b267c02adea0128dced1046f6f8fJak znajdę czas to zajrzę do tych książek. Przepisz te rzeczy i napisz własną książkę, myślę że wtedy recenzje historyków będą bardziej obiektywne. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam! > Kościół jako całość jednak nigdy nie był przeciwko narodowi.Nie chcę, żeby przerodziło się to w długi elaborat, ale muszę to omówić. Dobro narodu jest Kontraście dość nieprecyzyjnym pojęciem. Może oznaczać pokój i rozwój społeczny, może również oznaczać zachowanie wiary ojców, oraz wiele innych. Rozumiem, że drugie znaczenie masz na myśli  . Co jeśli Polacy w większości staliby się husytami? Kościół nadal byłby z NARODEM? 1. Kościół Katolicki w Polsce miał zawsze SWOJĄ politykę. Mogę Ci to udowodnić po tysiąc razy. Dobrem narodu było zniszczyć ZAKON, ale Kościół akurat chciał Polaków wysyłać na wyprawy krzyżowe na Czechy, na Turków. Dwa razy Czesi proponowali nam koronę, nie naszemu księciu, NASZYM KRÓLOM. Dwa razy Oleśnicki temu przeszkodził. Dobrem narodu było połączyć się Czechami i zmiażdżyć ZAKON. Kościół był zawsze z narodem, kiedy chciał zachować katolicyzm. TEŻ MI POŚWIĘCENIE, ratowanie własnych tyłków. 2. Co znaczy KRK jako całość? Kościół hierarchiczny, czy jako wspólnota wiernych? Jeżeli kombinujesz w ten drugi sposób...To idiotyczne żeby Polacy byli przeciw sobie, prawda? Cwane, ale czasem te barany były (Targowica). Na dodatek znów bajeczka "o złych synach Kościoła?" Ciekawe, że Ci "źli synowie" zawsze rządzili Kościołem w Polsce. > Jak znajdę czas to zajrzę do tych książek.> Przepisz te rzeczy i napisz własną książkę, myślę że wtedy recenzje historyków będą >bardziej obiektywne.Nie szydź ze mnie. Może nadejdą czasy, że Kościół będzie musiał klęknąć i przeprosić Polaków. Dlaczego twierdzisz, że Kościół stał z narodem skoro nie masz czasu by to sprawdzić? Nie jestem tego pewien skoro za PATRONA mamy zdrajcę. Polacy sami sobie plują w twarz i to jest odrażające. Kiedy w Krakowie na Wawelu przy grobie ZDRAJCY, zagranicznym turystom opowiada się bajkę, że król zarąbał mieczem świętego biskupa przy ołtarzu. Jeden z najlepszych polskich królów...Niżej upaść nie można.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Witam!> > Kościół jako całość jednak nigdy nie był przeciwko narodowi.> Nie chcę, żeby przerodziło się to w długi elaborat, ale muszę to omówić.> Dobro narodu jest Kontraście dość nieprecyzyjnym pojęciem. Może oznaczać pokój i rozwój społeczny, może również oznaczać zachowanie wiary ojców, oraz wiele innych. Rozumiem, że drugie znaczenie masz na myśli . Co jeśli Polacy w większości staliby się husytami? Kościół nadal byłby z NARODEM?> 1. Kościół Katolicki w Polsce miał zawsze SWOJĄ politykę. Mogę Ci to udowodnić po tysiąc razy. Dobrem narodu było zniszczyć ZAKON, ale Kościół akurat chciał Polaków wysyłać na wyprawy krzyżowe na Czechy, na Turków.Wiadomo jest, że ciągle (bo już od czasu Rzymu ) niewierzący uważają Królestwo Boże za coś na kształt królestwa ziemskiego, a Kościół za obca potęgę polityczną  . A ci którzy się do wiary ojców przyznają są spiskowcami i dążą przewrotu i opanowania władzy. Nic się nie zmieniło. Zauważ, że te same oskarżenia padały pod adresem samego Jezusa Chrystusa i jego uczniów w dawnym Rzymie. Niestety ludzie ślepi nie zrozumieli chyba nauki o tym Królestwie. Niestety zdarzali się i duchowni ktorzy tym niezrozumieniem zgrzeszyli. Kiedy ktoś wyjeżdża ze spiskową teorią dziejów a propos Kościoła (a często połaczoną ze sposkową teorią dot. Żydów) to po prostu szlag mnie zaraz trafia ...  Jego królestwo nie jest ziemskie. Czym jest to Królestwo nie z tego świata? To Krolestwo prawy, świętości i łaski, miłośc i pokoju.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Tereso wiesz, że mam do Ciebie słabość (a jak nie wiesz to wiedz), uważam Cię za kobietę o bystrym umyśle, która nie raz, nie dwa mi zaimponowała. Uważam Ciebie za "niepoprawną" fideistkę. Nie gniewaj się, ale sądzę, że to DOBRE, tak, tak. Wiesz fideiści są dla mnie...nietykalni. Jednak proszę, nie schodź na ziemię... > Wiadomo jest, że ciągle (bo już od czasu Rzymu ) niewierzący uważają Królestwo Boże >za coś na kształt królestwa ziemskiego, a Kościół za obca potęgę polityczną> Niestety ludzie ślepi nie zrozumieli chyba nauki o tym Królestwie.Masz ci los! Akurat dzisiaj Mariusz trzasnął artykulik, jak to z tym Rzymem było. Ślepiec! Nauczyłem się z historii, że kler długo dzierżył zdolności piśmiennicze. Produkował więc różne dokumenty. Jak to jest, że co dokument to "fałszywka i oszustwo"? Jednak jedna "fałszywka" jest dla nas ważna. Chodzi o Królestwo ZiemskieJ Darowizna Konstantyna (zwana przez ślepców FAŁSZERSTWEM tysiąclecia) dawała papieżowi władzę, dostojeństwo i cześć przysługujące cesarzowi, oraz zwierzchnictwo nad wszystkimi biskupami i wszystkimi kościołami w całym naszym doczesnym świecie. Kościół posługiwał się tym dokumentem często, WIĘC zszedł NA ZIEMIĘ. Rozumiesz? (Przy okazji: Konstantyn nawrócił się na chrześcijaństwo na łożu śmierci, wierzę, ale nie wierzę, że był wtedy jeszcze ciepły. Dopiero po śmierci zapewne zrozumiał swój błąd i szybko się nawrócił). Jeżeli twierdzisz, że łgam, odpowiem, że w Polsce miał miejsce lepszy numer. Biskup Stanisław ze Szczepanowa, naczelny patron Polski, nabył od rycerza Piotrowina wieś, oczywiście zapłacił w srebrze, jak to miał w zwyczaju. Po śmierci Piotra jego krewni zaczęli dopominać się od biskupa zwrotu posiadłości. Postawiony pod ścianą, zrozpaczony św. Stanisław poszedł do grobu rycerza. Tam spędził trzy dni na poście i prosił Boga, aby zmarły szlachcic wstał z grobu. Wtedy, na oczach licznie zgromadzonych ciekawskich, rycerz Piotr wyszedł z grobu. Kiedy stanął przed królem zaświadczył, że sprzedał wieś Stanisławowi patronowi naszemu. Wobec tak niepodważalnego świadectwa król wydał wyrok korzystny dla biskupa, a przy tym i pewnie spadł z tronu. Rycerz Piotr zapytany, czy chciałby przez kilka lat cieszyć się życiem, odpowiedział, że nie, że pragnie wrócić do grobu, gdyż spodziewa się końca mąk w czyśćcu niebawem. WRUSZAJĄCE. Skoro dla takiej błahostki jak jedna wioska, Stanisław dokonał cudu BIJĄCEGO Jezusa na głowę, to na pewno, Konstantyn po śmierci się nawrócił i dał Kościołowi Watykan, Rzym i cały świat. Faktem jest, że Królestwo Kościelne stało się faktem, przez POSIADANIE dóbr doczesnych. "Fałszerstw" w historii Kościoła jest bez liku. Najczęściej poszkodowana rodzina, nieopatrznie zostawiała umierającego szlachcica sam na sam ze spowiednikiem. Wtedy w obliczu śmierci oddawał wszystko, zapewne stojąc w obliczu Królestwa Niebieskiego za nic miał dobra doczesne. Albowiem przejrzał niejeden na oczy. Takim trafem pierwszy polski dokument piśmienny, oczywiście spis wiosek ze słowiańskimi imionami, bardzo cenna rzecz, jest FAŁSZERSTWEM. > A ci którzy się do wiary ojców przyznają są spiskowcami i dążą przewrotu i opanowania >władzy.Jestem Słowianinem. Wiara moich pradziadów (ojców) to nie chrześcijaństwo. Mam pytanie do CIEBIE. Gdzie nasza słowiańska kultura? Gdzie legendy, bajania, piosenki, tradycja? GDZIE? ZNISZCZONE! Imiona naszych dumnych królów pohańbione. Mieczysław, Bolesław, Kazimierz, Przemysław traktowane są jak imiona pastuchów, a imiona pastuchów Jakub, Szymon, Maria, Elżbieta dawane są naszym dzieciom. (wybór imion przypadkowy, same imiona nie są złe, a i wpływu na ich wybór nie mieliśmy. Sam mam na imię Grzegorz, nad czym ubolewam, ale mój syn ma na imię Przemko z czego jestem zadowolony, ale nie on, bo w Irlandii nie umieją tego powiedzieć, ha!) Słowianie wyznają religię pastuchów, owiniętą w grecki jedwab. Nie widzę tu żadnego spisku Tereso tylko tragedię narodu, który stracił tożsamość, zamienioną na jakieś romantyczne brednie. > Niestety zdarzali się i duchowni którzy tym niezrozumieniem zgrzeszyli.Nie "jacyś" duchowni tylko szefowie tej organizacji, którzy mieli wpływ na jej poczynania. Każdy ich następca odpowiada za ich czyny. Jesteśmy NA ZIEMI. Nie słyszałem jeszcze, żeby jacyś parafianie czuli się właścicielami, nawet metra kwadratowego ziemi należącej do Kościoła. Prawie wszystkie kościelne terytoria zroszone są krwią i potem chłopów. Większość tych pięknych zabytków jest kupiona za pieniądze z ciężkiej ludzkiej PRACY!!! POT I KREW. Nie słyszałem, żeby jakiś klecha przepraszał za dziesięcinę. Przestań zasłaniać się "złymi synami", obrażasz moją inteligencję. > Kiedy ktoś wyjeżdża ze spiskową teorią dziejów a propos Kościoła (a często połączoną ze spiskową teorią dot. Żydów) to po prostu szlag mnie zaraz trafia ...  Gdzie wyjechałem? Bo szlag mnie zaraz trafi...  > Jego królestwo nie jest ziemskie. Czym jest to Królestwo nie z tego świata? To Królestwo >prawy, świętości i łaski, miłość i pokoju. Wróciłaś na właściwe drogi. Zostań TU. Dopóki piszesz takie rzeczy, nie wiem o co chodzi i nie czepiam się.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Wróciłaś na właściwe drogi. Zostań TU. Dopóki piszesz takie rzeczy, nie wiem o co chodzi i nie czepiam się.Celecrinie, ubawiłeś mnie tą fideistką, bo ja nie mogę (a przynajmniej nie powinnam) być fideistką jako katoliczka. Zastanawiam się więc co Ty masz na myśli to mówiąc. Jak pisał o. Jacek Woroniecki OP, rektor KUL, teolog moralista i tomista, Sługa Boży: "Fideizm przy pozorach wywyższania wiary nie ufa jej siłom, obawiając się zawsze, że w zatargu z rozumem musi ona ulec. Stąd dąży on do uniezależnienia wiary od rozumu i kopie między nimi głęboki rów, mający na celu zabezpieczyć wiarę od destrukcyjnych wpływów rozumu. (...) Bardzo rozpowszechniony w Europie w pierwszej połowie XIX wieku, fideizm został ostatecznie potępiony przez Kościół na soborze watykańskim (w roku 1870) jako nadzwyczaj szkodliwy dla życia chrześcijan. U nas, niestety, wpływ fideizmu do dziś dnia daje się odczuwać. Mamy wielu wierzących katolików, którzy żyją w przekonaniu, że o prawdach wiary lepiej jak najmniej myśleć, bo wszelkie zastanawianie się nad nimi grozi osłabieniem przekonania o ich wiarygodności. Pewną bezmyślność w dziedzinie wiary, obojętność na jej treść rozumową, nawet ślepotę uważają oni za konieczne zalety wiary, bez których może ona być na wielkie niebezpieczeństwo narażona. Jasne jest chyba, że takie pojmowanie wiary jest dla życia duchowego fatalne. Jeśli Bóg nam objawił tajemnice swego życia ukrytego, jeśli nam objawił tyle prawd, odnoszących się do naszego przeznaczenia; jeśli dla uprzystępnienia nam całej tej nauki objawionej zesłał swego Syna Jednorodzonego, swe Słowo Odwieczne - Zbawiciela, który w tak prostych a głębokich wyrazach sformułował podstawowe dane wiary; jeśli wreszcie przez tegoż Syna ustanowił Kościół święty i obdarzył go darem nieomylnego nauczania prawd objawionych, toć chyba nie dlatego, abyśmy się starali o tych prawdach jak najmniej myśleć, abyśmy się od nich odgradzali jakimś murem bezmyślności" www.dominikanie.pl/old/modlitwa/pelnia12.htmlUważasz, że odgradzam się od prawd wiary murem bezmyślności??!!!  Innymi słowy jak pisze ks. Sasin "Problem scjentyzmu i fideizmu w encyklice Fides et ratio Jana Pawła II": "Brak szacunku dla rozumu ujawnia się również w fideizmie, który nie uznaje, że wiedza racjonalna oraz refleksja filozoficzna w istotny sposób warunkują rozumienie wiary, a wręcz samą możliwość wiary w Boga. "www.koordy(*)opracowania/fides_et_ratio.htmNo chyba to jest trudno mi zarzucić, że nie uznaję, że refleksja filozoficzna w istotny sposób warunkuje rozumienie wiary, nieprawdaż??!! Myślę, z e Tobie po prostu chodzi, o to, że człowiek wierzący jest cały dla religii, że kieruje się przede wszystkim wiarą. Ja też Cię lubię i chcę ci wybić z głowy teorię spiskową. Możesz piętnować różne absurdy w Kościele, choć mi się wydaje, że nie pozostają one bez związku z najgorszymi negatywnymi zasadami, jakie panowały w danej epoce. Były przecież takie momenty w historii, w których mogłoby się wydawać, że Kościoła już nie ma!, a narody jak nic były! A sytuację ratowały wtedy jednostki w stylu św. Franciszka, Teresy z Avilla czy Jan od Krzyża doprowadzające do niezbędnej odnowy ( w tym moralnej) Kościoła.  Uważam to za skandaliczne uproszczenie widzieć w Kościele tylko samo zło!. Tak samo ja mogłabym się Ciebie zapytać: - A Ty jesteś Polakiem? I co nie wstydzisz się? A Twoi rodacy dokonywali zbiorowych mordów, w wiekach średnich... Jak możesz być tak ślepy? - A Ty jesteś racjonalistą, I co nie wstydzisz się? A rewolucja Francuska w ciągu trzech lat (a w przypadku inkwizycji są trzy wieki) zamordowała na mocy trybunałów rewolucyjnych 300 tysięcy ludzi (czyli tyle ile zginęło na stosie). Czytałam o tym w Newsweek-u To prawda, ze katolicyzm jest religią uniwersalistyczną. Ale zauważ proszę, że wspomniany tu przez Ciebie Mariusz Agnosiewicz napisał w wątku o Wolterze, że najpierw jest wolnomyślicielem a na drugim miejscu Polakiem, a ja mówię, że jestem katoliczką, a dopiero potem Polką. I nie ma w tym nic złego. A Ty czy jesteś najpierw Polakiem czy racjonalistą? Powiem Ci: żeby być dobrym Polakiem- musisz być wpierw racjonalistą. Dlaczego? Ponieważ naród ma rację bytu tylko wtedy, gdy stawia sobie za zadanie kultywowanie i rozwój wartości ponadludzkich. Nie wystarczy powiedzieć "chcemy dobra dla Polski, bo Polskę kochamy". Jeśli chcesz dać Polsce coś dobrego to najpierw musisz wiedzieć, czym jest to "dobro" i urzeczywistniać to "dobro", mieć jakąś ideę. A jak katolik kiedy mówi o "dobrze", ma nie mówić o Bogu(?), przecież dobro jest ideą platońską istniejącą (partycypującą) w Bogu.  Czy jesteś do tego przekonany?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Piotr Patucha | Bardzo rozpowszechniony w Europie w pierwszej połowie XIX wieku, fideizm został > Nie wystarczy powiedzieć "chcemy dobra dla Polski, bo Polskę kochamy". Jeśli chcesz dać Polsce coś dobrego to najpierw musisz wiedzieć, czym jest to "dobro" i urzeczywistniać to "dobro", mieć jakąś ideę. A jak katolik kiedy mówi o "dobrze", ma nie mówić o Bogu(?), przecież dobro jest ideą platońską istniejącą (partycypującą) w Bogu.  > Czy jesteś do tego przekonany? Witaj Tereso i Grzegorzu, Postanowiłem się wtrącić na sekundkę aby wyjasnić kwestię związaną z rozumieniem dobra i przy okazji rozruszać zwoje mózgowe. Tereso, Dobro w sensie platońskim czy też arystotelesowskim było rozumiane jako Bóg właśnie, a nie jako jedna z idei, która w Bogu partycypuje. To nie jest dobry pomysł, żeby odczytywać "Greków" w kontekście chrześcijańskim, ponieważ te dwie kultury różnią się od siebie w sposób znaczący. Powiedzmy, że kultura chrześcijańska była teocentrycza(charakteryzuje się emocjonalnym nastawieniem "Bóg jest miłością"), natomiast antyczna była kosmocentrycza ze wskazaniem na badania naukowe i rozumowe rozpoznanie uniwersum ludzkich spraw. To są podręcznikowe informacje, które z pewnością każdy zna, zatem uznaję, że świadomie popełniając bład chciałaś kogoś sprowokować do dyskusji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Powiedzmy, że kultura chrześcijańska była teocentrycza(charakteryzuje się emocjonalnym nastawieniem "Bóg jest miłością"), natomiast antyczna była kosmocentrycza ze wskazaniem na badania naukowe i rozumowe rozpoznanie uniwersum ludzkich spraw. To są podręcznikowe informacje, które z pewnością każdy zna, zatem uznaję, że świadomie popełniając bład chciałaś kogoś sprowokować do dyskusji.  Wobec tego wszystko staje się jasne, to nie jest dyskusja na temat racjonalizmu, agnostycyzmu, czy ateizmu, ale raczej chodzi o inną sprawę. Potwierdzasz tylko to o czym już niejednokrotnie pisałem, że nie ma innej alternatywy dla monoteizmu jak panteizm. Pod płaszczykiem racjonalizmu i innych, mniej lub bardziej świadomie podnoszony jest postulat nawrotu do świata pogańskiego. To swoista kontrewolucja po 2000 lat. Dawni poganie przeróżnej maści próbują na nowo walczyć z chrześcijanami i tu chyba nie ma większego znaczenia, czy będzie to nurt racjonalistyczny, ateistyczny, New Age, neosłowiański, neogermański, czy wschodni, wszyscy mają podobny cel. Głosi się stare idee jako postępowe, a te, które były rewolucją jako zacofane. Jednak obawiam się, że poza chrześcijanami sami zainteresowani tego nie widzą... Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Czy to moja wina, że chrześcijaństwo jest tym czym jest? Chrześcijaństwo to miks tępej jak młotek religii pasterzy kóz, pomalowanej tylko filozofią grecką i przyprawionej obrzędami pogańskimi. Mówisz o pogaństwie? TY? W TYM KRAJU? W Polsce, gdzie kult maryjny jest popularniejszy od innych form katolicyzmu? Gdzie tanie kopie obrazków krażą po wsiach, niesione z nabożną czcią przez matrony? Wzbraniacie się wy katoliccy intelektualiści przed słowem BOGINI, jak diabieł przed święconą wodą, ale czyż nie składa się JEJ ofiar i modlitw? Będziesz robił wywody intelektualno-filozoficzne? Powiem Ci coś. Ludzie na wsiach mają je gdzieś, całkowicie ich nie znają. Urodziłem się w tym i wychowałem. Uczestniczyłem w takich nawiedzeniach. Rozumiem ludzie myślą, być może LEPIEJ niż TY. Po co owijać w bawełnę? Dlaczego w sprawie zguby modlić się do św. Antoniego? Nie lepiej prosto z mostu, do Boga? Nie mów mi więc o pogaństwie...
Jeżeli pijesz do religii słowiańskiej, to nic nie zrozumiałeś z tego co napisałem Teresie...Chwila refleksji o Irlandii proszę...Chrześcijaństwo wyrżnęło słowiańską kulturę dokładnie. Nie mogę po tym płakać? Dobrze że nie mówimy po łacinie....ludzie się nie dali, po prostu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >Czy to moja wina, że chrześcijaństwo jest tym czym jest? >Chrześcijaństwo to miks tępej jak młotek religii pasterzy kóz, pomalowanej tylko filozofią grecką i przyprawionej obrzędami pogańskimi. O ile dobrze pamietam cytujesz tu Celsusa. Może warto byłoby dać w cudzysłów? Zarozumiałość Twoja jest typowa. I właśnie dowcip Pana Boga, który objawił się hodowcom kóz i owiec jest niezrozumiały dla zadufanych w astrologicznej wiedzy pogan. Może tylko tak prości ludzie byli wolni od tamtej pogańskiej kultury i zdolni do otwarcia się na nową rzeczywistość. Jeżeli chrześcijaństwo wykorzystuje elementy greckie, to jedynie z tego powodu, aby dotrzeć do ludzi posługujących się tym językiem. To tylko zewnętrzne pozory synkretyzmu. Mogliśmy stworzyć od początku nowy język, nową kulturę itd., i całkowicie odciąć się od starego świata, ale wtedy nie byłoby możliwości dotrzeć do tych ludzi. Zresztą wyważanie otwartych drzwi jest chyba czymś niezbyt madrym, więc przyjęliśmy od pogańskich filozofów to, co jest do przyjęcia.
>Mówisz o pogaństwie? TY? W TYM KRAJU? >W Polsce, gdzie kult maryjny jest popularniejszy od innych form katolicyzmu? Gdzie tanie kopie obrazków krażą po wsiach, niesione z nabożną czcią przez matrony? Wzbraniacie się wy katoliccy intelektualiści przed słowem BOGINI, jak diabieł przed święconą wodą, ale czyż nie składa się JEJ ofiar i modlitw? Tu to już nie wiem jak Cię traktować. Z jednej strony atakujesz chrześcijaństwo z pozycji agnostyka, później bronisz pogaństwa, a teraz wyskakujesz z zarzutami skrajnych protestantów, a raczej świadków Jehowy, bo ekumeniczni protestanci już chyba wiedzą na czym polega kult maryjny w KRK i nie ma on nic wspólnego z kultem bogini. Jeśli ktoś czci Maryję w Kościele jak boginię, to jest heretykiem. To, że coś zewnętrznie wygląda jak kult pogański nie oznacza, że tak jest w rzeczywistości, a jeśli chodzi o wiarę ludzi ze wsi, jest często lepiej ugruntowana niż ludzi z miasta.
>Urodziłem się w tym i wychowałem. Uczestniczyłem w takich nawiedzeniach. Rozumiem ludzie myślą, być może LEPIEJ niż TY. Skoro piszesz takie bzdury, wątpię, czy w ogóle miałeś co wspólnego z katolicyzmem. Może były to jakieś popłuczyny...
>Po co owijać w bawełnę? Dlaczego w sprawie zguby modlić się do św. Antoniego? Nie lepiej prosto z mostu, do Boga? Można do Boga bezpośrednio, albo ze wstawiennictwem, to się nie wyklucza. W sprawach dotyczących zwykłych spraw jest niepisana tradycja w Kościele, aby prosić o wstawiennictwo świętych jeśli chodzi o kwestie dotyczące zbawienia i łaski przyjmuje się Bożą łaskę poprzez sakramenty i modlitwę bezpośrednią do Boga. To jednak jest temat na inną okazję i można bez trudu uzyskać wyczerpujące informacje. >Nie mów mi więc o pogaństwie... >Jeżeli pijesz do religii słowiańskiej, to nic nie zrozumiałeś z tego co napisałem Teresie...Chwila refleksji o Irlandii proszę...Chrześcijaństwo wyrżnęło słowiańską kulturę dokładnie. Nie mogę po tym płakać? Oczywiście od razu szukasz okazji do ataku na Kościół, bo gdzieś jakiś nadgorliwy król dokonał tego, czy tamtego. Złych rzeczy nikt nie aprobuje i tego typu przemoc jeśli miała miejsce jest tym bardziej godna ubolewania ze strony chrześcijan, bo to jest niezgodne z nauką Chrystusa. Co ma wspólnego Irlandia ze słowiaństwem?...
>Dobrze że nie mówimy po łacinie....ludzie się nie dali, po prostu. Nie ośmieszaj się...
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Piotr Patucha | Panteizm, szacowny Kontraście, jest utajonym ateizmem, zatem jedyną sensowną alternatywą dla teizmu jest po prostu wiara w człowieka. Jeśli chodzi o Grześka i jego ostre stwierdzenia: przesadza. Dawni filozofowie ględzili o nieskończoności, ale od czasu Feuerbacha oraz jego fenomenalych pod względem filozoficznym następców: Marksa i Engelsa, mowa o nieskończonym absolucie tudzież Bogu zakrawa na kpinę. Postawmy sprawy jasn: Mity zostały zdemistyfikowane, a ich podskórna treść odkryta jako ekspresja przeżycia świadomego. Dlaczego mielibyśmy się spierać kto zostanie dziś nazwany Bogiem?  Jestem ciekawy dlaczego współcześnie wśród naukowców ponętniejszymi wydają się badania nad budową i działaniem mózgu(w tym jego najstarszych jego części: pień, jądra, zakręt obręczy), od teologicznych, zwykle suchych i bezpłciowych przekształceń. Istota rzeczy, rdzeń religijności(chodzi o potencjał człowieka do transcedencji) musi się dać wyjaśnić dzięki badaniom naukowym. Ubranka teologiczne może są i zabawne, ale w sumie wyjaśniają mniej niż możnaby się po nich spodziewać. Wyjątkiem od reguły jest książka niemieckiego pastora Georga Baudlera pt. "Bóg i kobieta", który zgadza się w pełni z teorią Darwina, natomiast kwestię tzw. sacrum objaśnia w pojęciach biologiczno-teologicznych. Zbiór zawartych tam informacji jest ciekawym skutkiem mariażu biologii oraz religioznawstwa. Wiele mówi nam podtytuł: "Historia przemocy, seksualizmu i religii" ponieważ ujmuje w skondensowanej formie istotę rzeczy.  Może ktoś się skusi. Zazwyczaj niechętnie podchodziłem do prób łączenia religioznawstwa z nauką, wydawało mi się to wymuszonym posunięciem próbującym pogodzić wiarę z rozumem, lecz w trakcie lektury zrozumiałem, że podstawą pojmowania religii są nauki biologiczne, natomiast ich dopełnieniem znajomość religii, czyli owocu kultury ducha, który jest obecny od zawsze zależnie od szerokości geograficznej, stanu społecznego, wykształcenia i potecjału finansowego. Mam na myśli to, że na przestrzeni wieków zmieniają się formy religijności, natomiast zdolność człowieka do twórczości kulturowej jest condicio sine qua non ich narodzin. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Panteizm, szacowny Kontraście, jest utajonym ateizmem, zatem jedyną sensowną alternatywą dla teizmu jest po prostu wiara w człowieka."Prochem jesteś chłowiecze"...  > Jeśli chodzi o Grześka i jego ostre stwierdzenia: przesadza. Dawni filozofowie ględzili o nieskończoności, ale od czasu Feuerbacha oraz jego fenomenalych pod względem filozoficznym następców: Marksa i Engelsa, mowa o nieskończonym absolucie tudzież Bogu zakrawa na kpinę.A może po prostu ględzą dalej...  > Postawmy sprawy jasn: Mity zostały zdemistyfikowane, a ich podskórna treść odkryta jako ekspresja przeżycia świadomego. Dlaczego mielibyśmy się spierać kto zostanie dziś nazwany Bogiem?To, że jakiś tam Nitzche, czy inny filozof coś sobie stwierdził nie oznacza automatycznie, że to stwierdzenie jest słuszne. Byty duchowe i nie tylko duchowe należą do innej rzeczywistości. Zależności logiczne i zasady matematyczne są niewidzialne, ale nikt nie nazwie ich mitami, choć można na upartego... > Jestem ciekawy dlaczego współcześnie wśród naukowców ponętniejszymi wydają się badania nad budową i działaniem mózgu(w tym jego najstarszych jego części: pień, jądra, zakręt obręczy), od teologicznych, zwykle suchych i bezpłciowych przekształceń.Nauka niech się zajmuje swoją dziedziną i nie wcina do teologii. Wtedy nie będzie konfliktu. Mnie nie przeszkadza nauka. Badania mózgu skądinąd ciekawe pokazują tylko jak działa, ale nie wyjaśnia dlaczego już na tym etapie, albo dopiero na tym etapie człowiek jest człowiekiem z takim potencjałem. Dlaczego ewolucja w przypadku człowieka była uprzedzająca i wciąż odkrywamy nowe możliwości naszego umysłu? > Istota rzeczy, rdzeń religijności(chodzi o potencjał człowieka do transcedencji) musi się dać wyjaśnić dzięki badaniom naukowym.Pewnie się da, ale tylko na poziomie behawioralnym, głębiej nauka nie siega, bo nie ma takich możliwości, to nie jej kompetencje. Może zbadać jak coś działa, ale gdy próbuje dochodzić sensu wychodzą dziwne rzeczy. > Zazwyczaj niechętnie podchodziłem do prób łączenia religioznawstwa z nauką, wydawało mi się to wymuszonym posunięciem próbującym pogodzić wiarę z rozumem, lecz w trakcie lektury zrozumiałem, że podstawą pojmowania religii są nauki biologiczne, natomiast ich dopełnieniem znajomość religii, czyli owocu kultury ducha, który jest obecny od zawsze zależnie od szerokości geograficznej, stanu społecznego, wykształcenia i potecjału finansowego. Mam na myśli to, że na przestrzeni wieków zmieniają się formy religijności, natomiast zdolność człowieka do twórczości kulturowej jest condicio sine qua non ich narodzin.Pomimo ogromnych różnic kulturowych w zadziwiający sposób wszystkie te kultury i cywilizacje dochodzą do podobnych wniosków. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Panteizm, szacowny Kontraście, jest utajonym ateizmem, zatem jedyną sensowną alternatywą dla teizmu jest po prostu wiara w człowieka."Prochem jesteś chłowiecze"...  > Jeśli chodzi o Grześka i jego ostre stwierdzenia: przesadza. Dawni filozofowie ględzili o nieskończoności, ale od czasu Feuerbacha oraz jego fenomenalych pod względem filozoficznym następców: Marksa i Engelsa, mowa o nieskończonym absolucie tudzież Bogu zakrawa na kpinę.A może po prostu ględzą dalej...  > Postawmy sprawy jasn: Mity zostały zdemistyfikowane, a ich podskórna treść odkryta jako ekspresja przeżycia świadomego. Dlaczego mielibyśmy się spierać kto zostanie dziś nazwany Bogiem?To, że jakiś tam Nitzche, czy inny filozof coś sobie stwierdził nie oznacza automatycznie, że to stwierdzenie jest słuszne. Byty duchowe i nie tylko duchowe należą do innej rzeczywistości. Zależności logiczne i zasady matematyczne są niewidzialne, ale nikt nie nazwie ich mitami, choć można na upartego... > Jestem ciekawy dlaczego współcześnie wśród naukowców ponętniejszymi wydają się badania nad budową i działaniem mózgu(w tym jego najstarszych jego części: pień, jądra, zakręt obręczy), od teologicznych, zwykle suchych i bezpłciowych przekształceń.Nauka niech się zajmuje swoją dziedziną i nie wcina do teologii. Wtedy nie będzie konfliktu. Mnie nie przeszkadza nauka. Badania mózgu skądinąd ciekawe pokazują tylko jak działa, ale nie wyjaśnia dlaczego już na tym etapie, albo dopiero na tym etapie człowiek jest człowiekiem z takim potencjałem. Dlaczego ewolucja w przypadku człowieka była uprzedzająca i wciąż odkrywamy nowe możliwości naszego umysłu? > Istota rzeczy, rdzeń religijności(chodzi o potencjał człowieka do transcedencji) musi się dać wyjaśnić dzięki badaniom naukowym.Pewnie się da, ale tylko na poziomie behawioralnym, głębiej nauka nie siega, bo nie ma takich możliwości, to nie jej kompetencje. Może zbadać jak coś działa, ale gdy próbuje dochodzić sensu wychodzą dziwne rzeczy. > Zazwyczaj niechętnie podchodziłem do prób łączenia religioznawstwa z nauką, wydawało mi się to wymuszonym posunięciem próbującym pogodzić wiarę z rozumem, lecz w trakcie lektury zrozumiałem, że podstawą pojmowania religii są nauki biologiczne, natomiast ich dopełnieniem znajomość religii, czyli owocu kultury ducha, który jest obecny od zawsze zależnie od szerokości geograficznej, stanu społecznego, wykształcenia i potecjału finansowego. Mam na myśli to, że na przestrzeni wieków zmieniają się formy religijności, natomiast zdolność człowieka do twórczości kulturowej jest condicio sine qua non ich narodzin.Pomimo ogromnych różnic kulturowych w zadziwiający sposób wszystkie te kultury i cywilizacje dochodzą do podobnych wniosków. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > Celecrinie, ubawiłeś mnie tą fideistką, bo ja nie mogę (a przynajmniej nie powinnam) być >fideistką jako katoliczka. Zastanawiam się więc co Ty masz na myśli to mówiąc.Mam na myśli zwykłe pojęcie, nie filozoficzne. Filozofowie drażnią mnie, myślą zawsze "nieskończonościami"  . Ty mówisz o fideizmie filozoficznym. Agnostycyzm filozoficzny też jest dla mnie nie do zaakceptowania, rozumiesz mnie? Jednak wszyscy "głęboko wierzący" katolicy muszą być fideistami, w przeciwnym razie będą scholastykami, jeszcze gorzej prawda? Nie czarujmy się, przecież Kościół głosi z lubością, że nauka zajmuje się JEDNĄ rzeczą, a wiara DRUGĄ. Pakt o nieagresji  To nie jest fideizm? > Jak pisał o. Jacek Woroniecki ...:> "Fideizm przy pozorach wywyższania wiary nie ufa jej siłom, obawiając się >zawsze, że w zatargu z rozumem musi ona ulec. Stąd dąży on do uniezależnienia wiary >od rozumu i kopie między nimi głęboki rów, mający na celu zabezpieczyć wiarę od >destrukcyjnych wpływów rozumu. (...)No właśnie, myślę, ze Kościół przestraszył się zerwania kulturowego z Europą. > Bardzo rozpowszechniony w Europie w pierwszej połowie XIX wieku, fideizm został >ostatecznie potępiony przez Kościół ... jako >nadzwyczaj szkodliwy dla życia chrześcijan.No i jak zaczęli żyć chrześcijanie? Rozumowo zaczęli traktować swoją wiarę? Przecież na religii Kościół niczego dzieciakom nie tłumaczy, te lekcje to jest wciskanie do głowy legendy, historyjki. Baśniowych fundamentów Waszej religii. > Pewną bezmyślność w dziedzinie wiary, obojętność na jej treść rozumową, nawet >ślepotę uważają oni za konieczne zalety wiary, bez których może ona być na wielkie >niebezpieczeństwo narażona.Ja nie twierdzę, że fideiści nie MYŚLĄ. Coś się chyba nie rozumiemy. Co myślisz pisząc "rozumowo"? > Jasne jest chyba, że takie pojmowanie wiary jest dla życia duchowego fatalne. Jeśli Bóg >nam objawił tajemnice swego życia ukrytego...Rozumowe przyjęcie prawd objawionych. Czy ja dobrze rozumiem? Słowo OBJAWIONE? To nie jest taka trochę...WIEDZA ZA DARMO. > jeśli wreszcie przez tegoż Syna ustanowił Kościół święty i obdarzył go darem >nieomylnego nauczania prawd objawionych, toć chyba nie dlatego, abyśmy się starali o >tych prawdach jak najmniej myśleć, abyśmy się od nich odgradzali jakimś murem >bezmyślności"Gdzie Syn ustanowił Kościół? W piśmie? Teresa, przecież to fałszywka...Im więcej myślę, tym bardziej jestem o tym przekonany. Dopisali chłopaki, wieczne sny o potędze... Możesz o tych "prawdach" myśleć, ale do niczego nie dojdziesz. Możesz w nie tylko wierzyć. > Uważasz, że odgradzam się od prawd wiary murem bezmyślności??!!! Nie. Uważam, że wierze podporządkowujesz swoje myślenie. Cały swój potencjał kierujesz na zaspokojenie swojej wewnętrznej, subiektywnej potrzeby WIARY. > Innymi słowy jak pisze ks. Sasin "Problem scjentyzmu i fideizmu w encyklice Fides et ratio >Jana Pawła II":> "Brak szacunku dla rozumu ujawnia się również w fideizmie, który nie uznaje, że >wiedza racjonalna oraz refleksja filozoficzna w istotny sposób warunkują rozumienie >wiary, a wręcz samą możliwość wiary w Boga. "Lanie wody. Wiedza racjonalna zabrania mi wierzyć w Jezusa unoszącego się na chmurze, zabrania mi tego nawet zwykła "refleksja filozoficzna" (po co to przedstawienie, mógł zniknąć z głośnym trzaskiem, też by zrobił wrażenie). > www.koordy(*)opracowania/fides_et_ratio.htm> Myślę, z e Tobie po prostu chodzi, o to, że człowiek wierzący jest cały dla religii, że >kieruje się przede wszystkim wiarą.Bingo. > Ja też Cię lubię i chcę ci wybić z głowy teorię spiskową.Wszystko co napisałem, to NIE teoria spisku. To prawda. Za patronów Polski mamy dwóch ludzi, którzy na to nie zasługują, a ludzie Kościoła zawsze bruździli, kiedy Polska chciała mieć politykę inną od papieża. W efekcie walczyliśmy z Turkami, zamiast zadbać o interesy na naszych czysto słowiańskich ziemiach. Kościół śpiewa peany na cześć tego barana Sobieskiego, bo poszedł ratować naszych wrogów i papieża. Nie widzę jednak żadnego święta kościelnego 15 lipca. Dlaczego kościół nie czci bitwy pod Grunwaldem? > - A Ty jesteś Polakiem? I co nie wstydzisz się? A Twoi rodacy dokonywali zbiorowych >mordów, w wiekach średnich... Jak możesz być tak ślepy?Polakiem się urodziłem, mam 1/4 rosyjskiej krwi po pradziadku, mieszkam teraz w Irlandii. Czuję się jednak Polakiem, tego się nie wybiera  , jaki to ma wpływ na historię? Ja przynajmniej chcę o ciemnych kartach historii rozmawiać. Młodym Polakom ładuje się do głowy peany na cześć naszego mesjanizmu, ja myślę o historii racjonalnie. Ty masz wiarę w Boga Tereso, religię wybrałaś sama i wybierasz ją każdego dnia. > - A Ty jesteś racjonalistą, I co nie wstydzisz się? A rewolucja Francuska w ciągu trzech lat >(a w przypadku inkwizycji są trzy wieki) zamordowała na mocy trybunałów rewolucyjnych >300 tysięcy ludzi (czyli tyle ile zginęło na stosie). Czytałam o tym w Newsweek-uPrawdziwi racjonaliści nie mieszają się do polityki. Rewolucja to przejęcie władzy przez inną grupe społeczną. Normalne, że szlachtowali przeciwników. > Ale zauważ proszę, że wspomniany tu przez Ciebie Mariusz Agnosiewicz napisał w wątku >o Wolterze, że najpierw jest wolnomyślicielem a na drugim miejscu Polakiem, a ja >mówię, że jestem katoliczką, a dopiero potem Polką. I nie ma w tym nic złego. A Ty czy >jesteś najpierw Polakiem czy racjonalistą? Powiem Ci: żeby być dobrym Polakiem- musisz >być wpierw racjonalistą. Dlaczego?Nie widzę związku między racjonalizmem, a Polską. Mariusz był przyciśnięty do muru...i trochę mu się omskło  Ja Malkowi napisałem co myślę. Nawet Polak dzisiaj NIE WIE, która strona była właściwa  Targowica czy Bar może Król-kochanek carycy? Jedynie Konstytucja spaja Polaków, ale Wolter już nie żył, kiedy wreszcie Polacy wymęczyli ten dokument. Polakiem się rodzisz, Polacy mogą mieć różną wiarę i poglądy. Katolicyzm, racjonalizm, to tylko NASZE osobiste poglądy. Zawsze bę
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Praktycznie w każdej naszej rozmowie Tereso, poruszamy kwestię, szeroko rozumianych, 'owoców'. Po owocach ich poznacie... Nie mogę jednak z Ciebie wyciągnąć racjonalnego fundamentu obrony przez Ciebie historii Kościoła. Zauważ, moje ataki, nie są z rodzaju 'antyklerykalnych'. To sprawy społeczne i mnie tu zbytnio nie interesują. Moje stanowisko jest jasne. Kościół jest odpowiedzialny za wszystko, co robią jego członkowie i koniec. Jest odpowiedzialny również za to, czego naucza (pogromy żydów). Natomiast nie poznałem Twojego. Zasadę ogólną znam: WSZYSTKO, co dobre zawdzięczamy "Kościołowi", wszystko, co złe "złym synom Kościoła". To język papieża, który nie potrafił nawet przeprosić "za Kościół" tylko przepraszał za czarne owce.
Jak Ty to robisz, że nie dostrzegasz złych rzeczy w tej instytucji?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Cześć> Praktycznie w każdej naszej rozmowie Tereso, poruszamy kwestię, szeroko rozumianych, 'owoców'. Po owocach ich poznacie...> Nie mogę jednak z Ciebie wyciągnąć racjonalnego fundamentu obrony przez Ciebie historii Kościoła. Zauważ, moje ataki, nie są z rodzaju 'antyklerykalnych'. To sprawy społeczne i mnie tu zbytnio nie interesują.Szanowny Celecrinie pierwsza część mojego uzasadnienia jest tutaj. Założyłam nowy wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,53045#w53051To jest wg mnie punkt wyjścia.
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | >>Patrząc trochę z dystansu zastanawiam się, którzy ludzie >>bardziej szukają Boga, wierzący, czy ci, którzy myślą, że w >>Niego nie wierzą. >Wierzący już znaleźli. I często w tym problem. >Pozdrawiam Ten, kto myśli, że ogarnął Boga już Go stracił z horyzontu. Nieskończoności nie można zobaczyć (ogarnąć), ale to nie oznacza, że nieskończoność nie istnieje... Próba udowodnienia istnienia Boga niewierzącym to trochę jak szukanie początku i końca koła. Można powiedzieć, że to niemożliwe, albo że ten początek i koniec może być w każdym punkcie.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Witam!
No, wreszcie jesteś! Też witam serdecznie.
>Przekonać niewierzącego do wiary, to >wyjątkowo trudna rzecz i chyba budowanie domów przyniesie >większe efekty w tej sprawie niż, pisanie długich >apologetycznych elaboratów.
Pod warunkiem, że są to domy mieszkalne, a nie budynki sakralne, w których wierni mogliby się modlić o... mieszkania. A elaboratów pisać nie musisz; wystarczy, że podyskutujesz. Tu jest niewiele osób o przekonaniach podobnych do Twoich i równocześnie zbliżonych poziomem (dyskusji... także).
>Patrząc trochę z dystansu zastanawiam się, którzy ludzie >bardziej szukają Boga, wierzący, czy ci, którzy myślą, że w >Niego nie wierzą.
To pachnie manipulacją (tzw. "pytanie sugerujące"). Używając w pytaniu zwrotu "myślą, że" sugerujesz pytanemu, że tak naprawdę to on wierzy tylko nie zdaje sobie z tego sprawy (jeszcze?). To niedopuszczalne w poważnej dyskusji, chyba, że jest to tylko luźna wypowiedź. Jeśli tak, to przepraszam.
>Może zatem lepiej pisać kosztorysy?...
Też. Ale nie tylko.
>Pozdrawiam forumowiczów!
Wypowiem się w swoim jedynie imieniu - ja Ciebie też, Oponencie.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Przekonać niewierzącego do wiary, to> >wyjątkowo trudna rzecz i chyba budowanie domów przyniesie> >większe efekty w tej sprawie niż, pisanie długich> >apologetycznych elaboratów.> Pod warunkiem, że są to domy mieszkalne, a nie budynki sakralne, w których wierni mogliby się modlić o... mieszkania.Można też pogadać z murarzem w poniedziałek rano... Tacy nie filozofują...  > A elaboratów pisać nie musisz; wystarczy, że podyskutujesz. Tu jest niewiele osób o przekonaniach podobnych do Twoich i równocześnie zbliżonych poziomem (dyskusji... także).Trochę to przykre, że można odnieść wrażenie, że ludzie wierzący są na "niższym poziomie" (jakby to coś znaczyło), niż niewierzący, ale może dlatego, że niewierzący muszą bardzo się napocić, żeby zniechęcić przeciętnego wierzącego do dyskusji. Taka praca nad sobą owocuje, tylko czasami doprowadza do przesady. Gdyby wszyscy wierzący angażowali tyle energii na pogłębianie swojej wiary prawdopodobnie niewierzący nie mieliby żadnego haka, bo wszystko byłoby idealne. Tylko, czy jest to możliwe? Czy w tak symetrycznym i poukładanym świecie czulibyśmy się dobrze? Może jest tak, że potrzebujemy tych problemów, żeby móc je rozwiązywać, a przy okazji odkrywać nowe rzeczy? > >Patrząc trochę z dystansu zastanawiam się, którzy ludzie> >bardziej szukają Boga, wierzący, czy ci, którzy myślą, że w> >Niego nie wierzą.> To pachnie manipulacją (tzw. "pytanie sugerujące"). Używając w pytaniu zwrotu "myślą, że" sugerujesz pytanemu, że tak naprawdę to on wierzy tylko nie zdaje sobie z tego sprawy (jeszcze?). To niedopuszczalne w poważnej dyskusji, chyba, że jest to tylko luźna wypowiedź. Jeśli tak, to przepraszam.To była luźna wypowiedź i raczej opinia niż sugestia. Zresztą, byłaby to prymitywna manipulacja  Znam lepsze sposoby  Pozdrawiam! P.S. I znowu jak włączam komputer wychodzi burza, czyżby prawo Murphy'ego?
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Można też pogadać z murarzem w poniedziałek rano... Tacy nie filozofują...  O, tu jesteś w błędzie i to dużym (pracowałem kiedyś na budowie). > Trochę to przykre, że można odnieść wrażenie, że ludzie wierzący są na "niższym poziomie" (jakby to coś znaczyło), niż niewierzącyNigdzie nie napisałem podobnego choćby zdania. Miałem na myśli jedynie kilku nowych uczestników forum (zapewne bardzo młodych), którzy próbują być "misjonarzami" nie mając żadnego przygotowania do tej roli. Ale dawno Cię tu nie było, więc może nawet nie zauważyłeś tego problemu. > To była luźna wypowiedź i raczej opinia niż sugestia. Zresztą, byłaby to prymitywna manipulacja Znam lepsze sposoby  Ja też. Pozdrawiam serdecznie.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >Można też pogadać z murarzem w poniedziałek rano... Tacy nie filozofują...  > O, tu jesteś w błędzie i to dużym (pracowałem kiedyś na budowie).W poniedziałek rano? Może na brytyjskiej budowie jak jakiś filozof desperat z Polski jedzie na zarobek... Chociaż wyjątki się wszędzie zdarzają... > >Trochę to przykre, że można odnieść wrażenie, że ludzie wierzący są na "niższym poziomie" (jakby to coś znaczyło), niż niewierzący> Nigdzie nie napisałem podobnego choćby zdania. Miałem na myśli jedynie kilku nowych uczestników forum (zapewne bardzo młodych), którzy próbują być "misjonarzami" nie mając żadnego przygotowania do tej roli. Ale dawno Cię tu nie było, więc może nawet nie zauważyłeś tego problemu.To zwykle tak jest, że ci którzy nie mają pojęcia o niczym, chcą wszystkich pouczać  . Pozdrawiam równie serdecznie!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | michiko | Witaj, Kontraście Fascynuje mnie Twoja przezroczysta pewność wiary, więc Twoje pytania jak brzmią? W kontekście wiary : nie rozumiem słów "wypróbować towar"? Kojarzą mi się z towarem jednorazowego użytku. > naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie >prowadzi. Postrzegając siebie jako część przyrody, dostrzegam nieuchronną zależność od jej praw. Wszystkie jej elementy, ożywione lub nie, łączy ta sama współzależność. Totalna samotność jest więc złudzeniem , wynikającym na przykład z braku rzetelnych obserwacji. Ze względu na uwarunkowania nie ma mowy o jakiejkolwiek niezależności . "Głód szukania" zastępuję "głodem poznawania". Kontraście, a może różni nas tylko definicja pewnego słowa?
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > Witaj!> Fascynuje mnie Twoja przezroczysta pewność wiary, więc Twoje pytania jak brzmią? W kontekście wiary : nie rozumiem słów "wypróbować towar"? Kojarzą mi się z towarem jednorazowego użytku.Raczej jest tak, że jeśli ktoś doświadczy miłości Bożej, to takie dyskusje jak na tym forum są bezsensowne. To trochę tak jak głuchy, który patrzy na pląsających ludzi i uważa to za wariactwo... > >naprawdę człowiek bez Boga jest totalnie samotny, a iluzja niezależności do niczego dobrego nie >prowadzi.> Postrzegając siebie jako część przyrody, dostrzegam nieuchronną zależność od jej praw. Wszystkie jej elementy, ożywione lub nie, łączy ta sama współzależność. Totalna samotność jest więc złudzeniem , wynikającym na przykład z braku rzetelnych obserwacji. Ze względu na uwarunkowania nie ma mowy o jakiejkolwiek niezależności .Jednak dla człowieka relacja z robakami w jego organizmie i innymi stworzeniami naokoło nie wypełnia samotności. Nawet relacja z innymi ludźmi i z samym sobą nie wystarcza. Człowiek potrzebuje relacji z Kimś nieskończonym i doskonałym. > "Głód szukania" zastępuję "głodem poznawania".Zastępujesz... > Kontraście, a może różni nas tylko definicja pewnego słowa?  Zwykle różnice są w definicjach albo w kolorze szalików  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | mantikora (1 punktów) | Podzielam zdanie, bardzo ciekawie ujęty został przekaz nieświadomego podboju rzeczywistości niemoralnego człowieka
|
|
| Ocykan (3528 punktów) | >Przekonać niewierzącego do wiary, to wyjątkowo trudna rzecz
Trudna, vice versa zresztą też. Mało kto traci lub zyskuje wiarę w wyniku dyskusji. Częściej jest to skutek oddziaływań społecznych lub głębokich przeżyć.
Wypowiedzi na forum Racjonalisty to na ogół przekonywanie przekonanych. Coś jak u księdza Rydzyka, tylko opcja inna. Tyle, że on ma chyba więcej słuchaczy niż Racjonalista czytelników. No i (muszę przyznać) selekcja "nieprawomyślnych" wypowiedzi jest na forum Racjonalisty znacznie mniej ostra.
Oczywiście w ciągu całego okresu istnienia forum niejednokrotnie zdarzały się przypadki, że ktoś kogoś przekonał. Sporne jest tylko, czy było ich dwa czy trzy.
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
>Wypowiedzi na forum Racjonalisty to na ogół przekonywanie przekonanych
Pomimo to uważam, że wymiana poglądów na temat najlepszych sposobów gonienia króliczka ma sens. Zwłaszcza wtedy, kiedy można w niej uwzględnić opinie króliczka.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | >>Wypowiedzi na forum Racjonalisty to na ogół przekonywanie przekonanych > Pomimo to uważam, że wymiana poglądów na temat najlepszych sposobów gonienia króliczka ma sens. Zwłaszcza wtedy, kiedy można w niej uwzględnić opinie króliczka.
popieram - przeważnie nikt nie jest pewny na 100%, a te niepewności można rozwiać włąśnie w dyskusjach na jedną stronę czy drugą. Ja sam jestem reczej z tych nieprzekonywalnych, ale czeka z niecierpliwością na takie argumenty które mnie jednak przekonają.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
 | | Totus | >>Przekonać niewierzącego do wiary, to wyjątkowo trudna rzecz >Trudna, vice versa zresztą też. Mało kto traci lub zyskuje wiarę w wyniku dyskusji. Częściej jest to skutek oddziaływań społecznych lub głębokich przeżyć. >Wypowiedzi na forum Racjonalisty to na ogół przekonywanie przekonanych.
Wydaje mi się, że istnieje jeszcze jedna opcja. Można np. przekonywać przekonanych, żeby zaczęli wierzyć w to do czego już się przekonali. Jak ocenił by Pan takie działania?
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >Wydaje mi się, że istnieje jeszcze jedna opcja. Można np. przekonywać przekonanych, żeby zaczęli wierzyć w to do czego już się przekonali. Jak ocenił by Pan takie działania?
Nie wiem. Problem dla mnie egzotyczny, nie znam bowiem ludzi, którzy nie wierzą "w to, do czego już się przekonali".
|
|
 | | kimak (2276 punktów) | >>Przekonać niewierzącego do wiary, to wyjątkowo trudna rzecz I niepotrzebna. >Trudna, vice versa zresztą też. Mało kto traci lub zyskuje wiarę w wyniku dyskusji. Częściej jest to skutek oddziaływań społecznych lub głębokich przeżyć. Wiara na skutek oddziaływań społecznych, to prawdziwa wiara? Takiej w Polsce 90 %. Proszę się teraz policzyć. >Wypowiedzi na forum Racjonalisty to na ogół przekonywanie przekonanych. Coś jak u księdza Rydzyka, tylko opcja inna. Tyle, że on ma chyba więcej słuchaczy niż Racjonalista czytelników. No i (muszę przyznać) selekcja "nieprawomyślnych" wypowiedzi jest na forum Racjonalisty znacznie mniej ostra. Porównanie do Rydzyka jest obraźliwe. Wątpię poza tym, by Pan Agnosiewicz jeździł maybachem za nasze pieniądze. Walisz Pan z działa do muchy. >Oczywiście w ciągu całego okresu istnienia forum niejednokrotnie zdarzały się przypadki, że ktoś kogoś przekonał. Sporne jest tylko, czy było ich dwa czy trzy. No oczywiście. Trudno dojrzałemu człowiekowi zaszczepić racjonalne myślenie, skoro nie nauczył się go dotąd. Tak samo trudno racjonalistę i sceptyka przekonać do wiary w krasnoludki, IWHW i cywilizacje podwodne. Pozdrawiam
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) |
>Porównanie do Rydzyka jest obraźliwe. Wątpię poza tym, by Pan Agnosiewicz jeździł maybachem za nasze pieniądze. Walisz Pan z działa do muchy. Jak sprzeda więcej koszulek, to kto wie?...
>No oczywiście. Trudno dojrzałemu człowiekowi zaszczepić racjonalne myślenie, skoro nie nauczył się go dotąd. Tak samo trudno racjonalistę i sceptyka przekonać do wiary w krasnoludki, IWHW i cywilizacje podwodne. Jestem pewien, że łatwiej niż w Boga...
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć
>>No oczywiście. Trudno dojrzałemu człowiekowi zaszczepić racjonalne myślenie, skoro >>nie nauczył się go dotąd. Tak samo trudno racjonalistę i sceptyka przekonać do wiary w >>krasnoludki, IWHW i cywilizacje podwodne. >Jestem pewien, że łatwiej niż w Boga... Kontrast, Kontrast... Nie ma nic trudniejszego, niż zaszczepić racjonalne myślenie wyznawcom neotomizmu. Tyle jesteś na tym forum, a nie rozumiesz, że racjonalizm nie polega na braku wiary w Boga. Wielu racjonalistów WIERZY.
W istocie scholastycy nie bronią wiary w Boga, lecz "arystotelowskiego myślenia" (przednaukowego), myślenia magicznego i dogmatów powstałych na tym gruncie.
|
|
| | |  | | rysiek | >nie rozumiesz, że racjonalizm nie polega na braku wiary w Boga. Wielu racjonalistów WIERZY.
Do Celecrina:
Oczywiście, pojęcie "racjonalizm" ma kilka znaczeń. Ale czy wg Ciebie, określenie "wierzący racjonalista" nie jest sprzecznością samą w sobie? Czy do wiary można dojść używając racjonalnego rozumowania?
|
|
| | | |  | | rozumek | >Oczywiście, pojęcie "racjonalizm" ma kilka znaczeń. Ale czy wg Ciebie, określenie "wierzący racjonalista" nie jest sprzecznością samą w sobie? Czy do wiary można dojść używając racjonalnego rozumowania? Racjonalista, nigdzie indziej nie ma szans dojść. Tyle, że po zakończeniu tego procesu, będzie WIEDZIAŁ, a nie wierzył. Racjonalista, to racjonalista. Wierząc w jedno, strasznie ciężko dowiedzieć się czegokolwiek innego, czyli czegokolwiek dowiedzieć. A gdy aż tak dokładnie niczego się nie wie (nawet, że ma się innych ludzi dookoła siebie), bardzo trudno o racjonalizm.
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Wiara też ma parę znaczeń. Chodziło mi oczywiście o wiarę religijną. W istocie racjonalizm nie jest światopoglądem religijnym. Możesz być agnostykiem, ateistą, deistą...Racjonalista odrzuca dogmaty, czyli rzeczy, które musisz przyjąć na samą tylko wiarę, nie jest jednak racjonalizm tożsamy z ateizmem czy agnostycyzmem, tak jak twierdzi Kontrast. Osobiście jestem agnostykiem i uważam, że racjonalizm jest temu najbliższy. To nie ma naprawdę wielkiego znaczenia. Ważne by być wiernym swoim przekonaniom. Do wiary nie można dojść na drodze logicznego rozumowania, ma się ją lub nie. Mylisz jednak myśląc, że "wierzący" oznacza gorliwego katolika. Nie w takim znaczeniu to napisałem.
|
|
| | | | |  | | kimak (2276 punktów) | >Osobiście jestem agnostykiem i uważam, że racjonalizm jest temu najbliższy.
Czy w sprawie krasnoludków również jesteś agnostykiem? A w kwestii Mzimu? Może jestem nieco radykalny, ale tzw. agnostycyzm "śmierdzi" mi tchórzostwem (przepraszam za mocne słowo). Pozdrawiam
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć >Czy w sprawie krasnoludków również jesteś agnostykiem? A w kwestii Mzimu? Jest jakaś sprawa krasnoludków? Chyba nie zadajesz się z Muchomorkiem? Agnostyk uważa opowiadania o krasnoludkach za bajeczki, a istnienia ich nie rozważa (bez sensu). Nie ma sensu dyskutować o czymś, czego istnienia nie można udowodnić.
>Może jestem nieco radykalny, ale tzw. agnostycyzm "śmierdzi" mi tchórzostwem >(przepraszam za mocne słowo). Nie szkodzi. Mało wiesz, to z niewiedzy.
|
|
| | | | | | |  | | kimak (2276 punktów) | Witam > >Czy w sprawie krasnoludków również jesteś agnostykiem? A w kwestii Mzimu?> Jest jakaś sprawa krasnoludków? Chyba nie zadajesz się z Muchomorkiem?> Agnostyk uważa opowiadania o krasnoludkach za bajeczki, a istnienia ich nie rozważa (bez sensu).> Nie ma sensu dyskutować o czymś, czego istnienia nie można udowodnić.Słownik wyrazów obcych Agnostycyzm - pogląd filozoficzny negujący całkowicie lub częściowo możliwość poznania obiektywnej rzeczywistości, kwestionujący możliwość wypowiadania się o istnieniu Boga (gr. agnostos - nieznany, niepoznawalny). Zatem temat wiary w tzw. Boga, jest dla ciebie ze względu na niemożność całkowitego poznania naszej rzeczywistości tematem nierozpoznawalnym. A czym różni się zagadnienie istnienia Boga od zagadnienia istnienia Muchomorka? Po czym poznałeś, że Muchomorek nie istnieje? Pewnie po tym, że przecież Muchomorek to bajka w tylko kilkudziesięciu odcinkach, a Bóg zaprząta ludzkość od początku. Chciałbym ci tylko łaskawco zwrócić uwagę, że i w krasnoludki kiedyś wierzono. Jeno twój racjonalny umysł segreguje Muchomorka do szufladki - Bajki, a Boga - Ważny Nierozpoznawalny Problem. Bo w końcu wierzących uważasz za partnerów do rozmów i nie twierdzisz, że wierzą w bajeczki. Tymczasem oba zagadnienia są siebie warte (nie mam tu na myśli ich wpływu na ludzkość). To jasne, że nigdy nie poznamy w pełni natury świata. Można chyba jednak być pewnym po setnym wsadzeniu uczonego nosa we wrzątek, że to trochę za gorąco i ryzykownie nawet dla agnostyka bez wiedzy fizycznej. Twierdzenie po tysiącleciach wymyślania przeróżnych bożków, że temat jest nierozpoznawalny, to zwykły wygodny unik zamiast jasnego postawienia sprawy - bóg, religia, to magia, a agnostyk po prostu unika zajęcia jasnego stanowiska wobec wierutnych bzdur. Twierdzi, że jest racjonalistą, ale nie neguje magii. > Nie szkodzi. Mało wiesz, to z niewiedzy.Twoja "wiedza" rodzi arogancję  . Wiedz, że wiedza nie jest tożsama z inteligencją. Co ci z komputera, skoro potrafisz za jego pomocą stawiać tylko pasjanse? Lubisz efektowne powiedzenia? To poczytaj to: proponuję ci więcej pokory wobec faktów, bo one istnieją, a wyciąganie z nich wniosków jest pewnie dostępne również i tobie. Polecam - humanizm.free.ngo.pl/ateizm.htm"Sceptycyzm agnostyka jest osobistą filozofią, ale może być także przejawem lęku lub - co zdarza się najczęściej - jednym i drugim. Lęk agnostyka, w odróżnieniu od pierwotnego lęku ludzi wierzących, nie znosi w pełni krytycyzmu i nie kreuje fałszywego obrazu rzeczywistości, nie rodzi wiary - domaga się tylko lub głosi potrzebę większej pewności, pewności, której mieć nie można." Andrzej Dominiczak. Jak widać diagnozę postawiłem ci trafną, zanim jeszcze sięgnąłem po ten artykuł - tchórzostwo (intelektualne). Ja też skończyłem studia (ścisłe). Mam 34 lata i wiele dyskusji i przeczytanych książek za sobą. Nie kpij zatem, bo okpisz sam siebie.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Witam Agnostycyzm twierdzi tylko, że nie wiadomo czy Bóg jest i w związku z tym jest to kwestia wiary, a nie poznania. W Boga jednak nie wierzę, tak jak Ty. Różni nas tylko uczciwość w podejściu do sprawy. Ja nie rozmawiam o czymś, o czym nie mam pojęcia. NIE WIERZĘ W BOGA, nie robi z nas ateistów (Ciebie i mnie). Agnostycyzm religijny odrzuca wszystkie treści religijne, zawarte w tradycji i "świętych" księgach uważając, że ich wartość poznawcza jest zbliżona do legend. Tyle się z nich można dowiedzieć o Bogu ile o krasnalach z bajek dla dzieci. Agnostycyzm jednak nie zakłada, że nie jest możliwe sprawdzenie czy bóg istnieje. Zakłada natomiast, że aby coś zbadać to trzeba mieć ścisłą definicję tego, co się bada - dopiero wtedy możliwe jest stworzenie odpowiedniej metody i przyrządu badawczego. O jakich krasnalach chcesz rozmawiać? Masz ich ścisłą definicję? Czy tylko o KONCEPCJI krasnoludków. Widzisz różnicę? > Chciałbym ci tylko łaskawco zwrócić uwagę, że i w krasnoludki kiedyś wierzono. Jeno twój racjonalny umysł segreguje >Muchomorka do szufladki - Bajki, a Boga - Ważny Nierozpoznawalny Problem.Chyba przygotowałeś sobie odpowiedź zanim napisałem post. Miałeś z góry zaplanowany tok rozmowy? Nie napisałem nic takiego, co uprawniałoby Ciebie do takich twierdzeń. Ponieważ jednak nikt nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować jakichś bogów to agnostyk nie ma podstaw do opracowania sposobu i narzędzia obserwacji (nauka) - a zatem nie może stwierdzić czy bóg istnieje czy nie. Chodzi o to że, z definicją bogów ucieka się w transcendencję, tak by uniknąć falsyfikacji zdefiniowanego stwórcy. Tak jak setki, tysiące odmian krasnoludków nie istnieją. Można to udowodnić. Zmaterializuj mi tylko konkretny przykład. Można powiedzieć, że agnostyk nie wierzy w żadnego zdefiniowanego boga, jak w żadnego zdefiniowanego krasnoludka. > "Sceptycyzm agnostyka jest osobistą filozofią, ale może być także przejawem lęku lub - co >zdarza się najczęściej - jednym i drugim. Lęk agnostyka, w odróżnieniu od pierwotnego lęku >ludzi wierzących, nie znosi w pełni krytycyzmu i nie kreuje fałszywego obrazu >rzeczywistości, nie rodzi wiary - domaga się tylko lub głosi potrzebę większej pewności, >pewności, której mieć nie można." Andrzej Dominiczak.Czytałem jego artykulik już dawno. Wy, ateiści, jak teiści nigdy nie zrozumiecie, że można żyć bez wiary. Zabawne, że Dominiczak przytula ateistów do nauki, która z natury jest agnostyczna. Jest humanistą? Wiesz, że "nowocześni" ateiści (ateizm sceptyczny) mają poglądy bardzo zbliżone do agnostyków ("nowoczesnych")? Ateiści przenoszą "walkę" ideologiczną na teren filozofii, a to nie jest nauka (science). > Jak widać diagnozę postawiłem ci trafną, zanim jeszcze sięgnąłem po ten artykuł - tchórzostwo (intelektualne).Niepotrzebnie się podniecasz. To jest Forum nie czat, można sobie pomyśleć zanim się coś napisze. > Ja też skończyłem studia (ścisłe).Toś mi bratem. > Mam 34 lata i wiele dyskusji i przeczytanych książek za sobą. Nie kpij zatem, bo okpisz sam >siebie.I masz być moim guru? Dam Ci radę, nie ośmieszaj się przechwałkami. Możesz mieć nawet rację, ale nie używaj takich argumentów. Zawsze mogłeś przeczytać jedną książkę mniej od adwersarza. Krasnoludki to ulubiony przykład raczkujących ateistów. Wiesz o tym  Zapewne wiele dyskusji przed Tobą (przed nami, zapraszam).
|
|
| | | | | | | | |  | | rozumek | Czy przypadkiem, obydwaj adwersarze, wyznając IDENTYCZNY światopogląd, nie kłócą się jedynie o to, czy nazwać się ateistą, czy agnostykiem, bo każdy z nich, nieco inaczej rozumie te SŁOWA (przypisuje złożonemu pojęciu "JA" inną nazwę)? Warto spierać się o wyznania (nazwy), a nie wiarę (światopogląd)?
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Nie kłócimy się. Kłótnia to spór na obelgi  Może mój adwersarz poczuł się lekko urażony, ale on pierwszy zaczął z krasnoludkami  Sorki. Może moje posty są lekko "drapieżne", ale chyba nie przesadzam, co? > Czy przypadkiem, obydwaj adwersarze, wyznając IDENTYCZNY światopogląd...Nie wiem co w tym widzisz identycznego...My się nie spieramy o NAZWY, ale o konkretne stanowiska. Jak dotąd słowa "ateista" i "agnostyk" we wszelkich encyklopediach istnieją odzielnie. O jakim więc wspólnym światopoglądzie mówisz? O racjonalizmie?  Tak o racjonalizmie mówi Bertrand Rusell: "Kwestia, jak zdefiniować racjonalizm, nie jest całkiem prosta. Według mnie podstawową rzeczą jest formowanie argumentacji na podstawach akceptowanych przez naukę, i nie powinno się uważać żadnej z tych rzeczy za całkiem pewną, ale jedynie jako prawdopodobną w większym lub mniejszym stopniu. Nie być zupełnie pewnym jest, jak sądzę, jedną z podstawowych rzeczy w racjonalności." Racjonalizm nie jest światopoglądem religijnym, a więc jest "niepełny". > Warto spierać się o wyznania (nazwy), a nie wiarę (światopogląd)?CO? Bez sensu jest spierać się o wiarę. Wiarę się ma, albo nie i nic na to poradzić nie możesz. To teistom wydaje się, że wiarę można komuś wepchnąć do głowy. Ja dawno zrozumiałem, że tylko można komuś krzywdę zrobić w ten sposób. Odwodząc go, albo przekonując do wierzenia w coś. Problem istnieje. Proponuję ci przejrzeć artykuły na Racjonaliście dotyczące agnostycyzmu, a szczególnie KOMENTARZE pod tymi artykułami. www.racjonalista.pl/kk.php/s,3370 Stanosz www.racjonalista.pl/kk.php/s,2431 Szyszkowska
|
|
| | | | | | | | | | |  | | rozumek | > Nie wiem co w tym widzisz identycznego...My się nie spieramy o NAZWY, ale o konkretne stanowiska. Jak dotąd słowa "ateista" i "agnostyk" we wszelkich encyklopediach istnieją odzielnie. O jakim więc wspólnym światopoglądzie mówisz?> O racjonalizmie? Nie, mówię o Waszym światopogladzie, niezależnie od tego, jak go nazywacie i czy wyznajecie jakiegoś Boga. Moim zdaniem, światopogląd, to obraz świata, jaki każdy z nas ma w głowie. I światopoglądy są tylko dwa: jeden ściśle zależny od czasu, drugi tego czasu pozbawiony. Ten drugi wyznają częściej teiści, ale zdarza się i wyznawcom nauki (zamiast uczyć się rozumu, uczą go innych). > >Warto spierać się o wyznania (nazwy), a nie wiarę (światopogląd)?> CO? Bez sensu jest spierać się o wiarę. Wiarę się ma, albo nie i nic na to poradzić nie możesz. To teistom wydaje się, że wiarę można komuś wepchnąć do głowy. Ja dawno zrozumiałem, że tylko można komuś krzywdę zrobić w ten sposób. Odwodząc go, albo przekonując do wierzenia w coś.Każdy ma jakiś obraz Świata w głowie i każdy w ten obraz wierzy jak w Boga. Każdemu warto obraz ten rozbudować o pojęcie czasu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Widzisz, jednak to jest tylko Twoja definicja światopoglądu. Pewne widzenie rzeczywistości, jedno z około 6 miliardów. Dlatego w dyskusjach czasem trzeba posługiwać się definicjami. Twoje uproszczenie definicji światopoglądu jest naprawdę ciekawe, ale nie jest jakimś kanonem, z tego co wiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Cześć >Widzisz, jednak to jest tylko Twoja definicja światopoglądu. Pewne widzenie rzeczywistości, jedno z około 6 miliardów. Dlatego w dyskusjach czasem trzeba posługiwać się definicjami. Twoje uproszczenie definicji światopoglądu jest naprawdę ciekawe, ale nie jest jakimś kanonem, z tego co wiem. Z tego, co ja WIEM (a wiem bardzo, bardzo mało, bo reszta to wiara), jest jednak moim kanonem, choć KAŻDY człowiek ma swoją własną definicje światopogladu i własne słowa na określenie samego siebie (wierzący, ateista, agnostyk itp.). Moim zdaniem, każdy człowiek jakiś światopogląd i jakąś wyobraźnię ma i każdy w światopogląd wierzy (zgodnie z nim działa), a wyobrażenia i wyznaje i stara się realizować. Niektórzy mylą wyobraźnię ze światopogladem, więc wyznając wyobraźnię (jak każdy), twierdzą, że to ich światopogląd. Takim wydaje się, że są tacy, jakimi chcieliby być, robią to, co robią nie oni i są autorami tego, czego autorami nie są (są zwykłymi, choć nieświadomymi, złodziejami cudzej własności intelektualnej i nie tylko intelektualnej). Nie każdego wyobraźnia i nie kazdego światopogląd ograniczone są do wyobrażania sobie Boga (własnego światopoglądu). Ludzi nie mieszających wyobraźni ze światopogladem odróżnić łatwo, bo nie twierdzą, że: 1) czas nie istnieje, 2) różne wyobrażenia/światopoglady (cudzy bogowie) nie istnieli i nie istnieją. I nie ma to najmniejszego związku z tym, czy ludzie ci uważają się za teistów, ateistów, agnostyków, czy za wielbłądy. Ich najważniejszą cechą jest to, że nikomu ani swojego światopoglądu, ani wyobrażeń (ani ich opisów) nie narzucają i w związku z tym, z nikogo równego sobie wielbłąda (człowieka odpowiedzialnego i z wyobraźnią) nie usiłują na siłę zrobić.
|
|
| | | | | | | | |  | | kimak | > Różni nas tylko uczciwość w podejściu do sprawy. Ja nie rozmawiam o czymś, o czym nie mam pojęcia.A któż ma to pojęcie w twoim mniemaniu? Sugerujesz, że mam jakieś "nieuczciwe" podejście do sprawy? To ciekawe. A zatem nie rozmawiasz o bogu i wierze? Jeśli choć raz o nim rozmawiałeś, twoje zdanie jest fałszywe. Ja w przeciewieństwie do ciebie, nie unikam rozmów o bogu. Poszukuję jakiegoś mianownika dla tego pojęcia, którym operuje tak wielu ludzi, i usiłuję dociec natury wiary. Jak widać różnimy się tym, że jestem ciekaw świata, a ty zdaje się jakby mniej, skoro nie rozmawiasz o tym (no chyba, że uznałeś, że pojadłeś już wszelkie rozumy, bo taki obraz rysuje mi się czytając twoje lekceważące adwersarzy odpowiedzi). > Agnostycyzm jednak nie zakłada, że nie jest możliwe sprawdzenie czy bóg istnieje. Zakłada natomiast, że aby coś zbadać to trzeba mieć ścisłą definicję tego, co się bada - dopiero wtedy możliwe jest stworzenie odpowiedniej metody i przyrządu badawczego.Mogę ci kolego stworzyć całe mnóstwo ścisłych definicji zjawisk i osób, których nikt nigdy nie widział i nie zobaczy (choć szkoda na te konfabulacje czasu). Czy to wystarczy by jakiś agnostyk zaczął się tymi bajdami zajmować? > O jakich krasnalach chcesz rozmawiać? Masz ich ścisłą definicję? Czy tylko o KONCEPCJI krasnoludków. Widzisz różnicę?Poszukaj sobie w słownikach mitów i baśni definicji krasnala. Różnicę widzę, nie wiem tylko po co zadajesz pytania, które nic do dyskusji nie wnoszą. Przypuszczam, że w celu jej zagmatwania. Jako ścisłowiec powinieneś dążyć do uproszczenia problemu. Widzę, że myliłeś się z powołaniem. > Ponieważ jednak nikt nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować jakichś bogów to agnostyk nie ma podstaw do opracowania sposobu i narzędzia obserwacji (nauka) - a zatem nie może stwierdzić czy bóg istnieje czy nie. ( ) Można powiedzieć, że agnostyk nie wierzy w żadnego zdefiniowanego boga, jak w żadnego zdefiniowanego krasnoludka.A w co masz nie wierzyć, skoro twierdzisz, że nikt tego jednoznacznie nie zdefiniował? Nie istnieje twoja niewiara, skoro jest ona możliwa tylko przy jednoznacznej definicji boga. Twoja logika szwankuje. No chyba, że tylko ci się wydaje, że jesteś agnostykiem. > Czytałem jego artykulik już dawno.Cóż za ton. > Wy, ateiści, jak teiści nigdy nie zrozumiecie, że można żyć bez wiary.Czy ty zdajesz sobie sprawę, co napisałeś? > Zabawne, że Dominiczak przytula ateistów do nauki, która z natury jest agnostyczna. Jest humanistą? Wiesz, że "nowocześni" ateiści (ateizm sceptyczny) mają poglądy bardzo zbliżone do agnostyków ("nowoczesnych")? Ateiści przenoszą "walkę" ideologiczną na teren filozofii, a to nie jest nauka (science).Dyskutujemy o wierze w boga, a nie o nauce. Znowu gmatwasz dyskusję. Proszę trzymać się tematu. > >Ja też skończyłem studia (ścisłe).> Toś mi bratem.Jestem jedynakiem. > >Mam 34 lata i wiele dyskusji i przeczytanych książek za sobą. Nie kpij zatem, bo okpisz sam >siebie.> I masz być moim guru?Nie zamierzam być niczyim guru. Każdy ma swój rozum. > Dam Ci radę, nie ośmieszaj się przechwałkami. Możesz mieć nawet rację, ale nie używaj takich argumentów. Zawsze mogłeś przeczytać jedną książkę mniej od adwersarza. Krasnoludki to ulubiony przykład raczkujących ateistów. Wiesz o tym Zapewne wiele dyskusji przed Tobą (przed nami, zapraszam).Człowieku!!! Ty nie rozumiesz kontekstu wypowiedzi. To była odpowiedź na twoje aprioryczne skrajnie lekceważące założenie, że nic, bądź też niewiele wiem. Chciałem ci tylko uzmysłowić, że nie rozmawiasz z nawiedzonym gimnazjalistą, żebyś mógł wobec mnie stosować takie płytkie odzywki, które nota bene świadczą tylko o twoim braku kultury. Swoje rady zachowaj dla innch. Z raczkującego ateisty nawet się uśmiałem. Ja mając lat sześć zastanawiałem się nad wiarą w boga (możesz poczytać mój komentarz, o ile oczywiście raczysz, do artykułu Pana Agnosiewicza "Moja wiara", być może wpisałem się tam jako kimackyj). Bywaj
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Widzę, że się "zagubiłeś w gniewie" kompletnie. Wszystko odbierasz osobiście. To TY drogi ateisto napisałeś post lekceważący adwersarza. Tak jakbyś posiadł wszelkie rozumy. Sam to czułeś pisząc: >może jestem radykalny oraz >przepraszam za mocne słowo (och, jaka kultura!). Twój pierwszy post był dla mnie odniesieniem do dalszej rozmowy. Sądziłem, ze mam za rozmówcę człowieka bardziej obytego w dyskusjach. Po mojej odpowiedzi: >>Może jestem nieco radykalny, ale tzw. agnostycyzm "śmierdzi" mi tchórzostwem >>(przepraszam za mocne słowo). >Nie szkodzi. Mało wiesz, to z niewiedzy. Zarzuciłeś mi wprost tchórzostwo intelektualne oraz sugerowałeś brak inteligencji, a swój stosunek do mnie okrasiłeś fajną ikonką. Wszystko dlatego, że masz wysokie mniemanie o sobie, a małe mniemanie o mnie hiperracjonalisto.
Nie napisałem nigdzie, że jesteś głupi. W odpowiedzi na Twój arogancki ton sugerowałem tylko, że mało wiesz o naturze stanowiska agnostyków (przynajmniej niektórych). Nie musiałem podkreślać, że niektórych, bo Ty mnie zaczepiłeś. Mówię za siebie. Mój argument opierał się na założeniu braku wiedzy, lub spłycaniu tematu.
>A zatem nie rozmawiasz o bogu i wierze? Jeśli choć raz o nim rozmawiałeś, twoje zdanie jest fałszywe. >Jak widać różnimy się tym, że jestem ciekaw świata, a ty zdaje się jakby mniej, skoro nie rozmawiasz o tym (no chyba, że uznałeś, że pojadłeś już wszelkie rozumy, bo taki obraz rysuje mi się czytając twoje lekceważące adwersarzy odpowiedzi). Po pierwsze: Wiem, co mówię. Nie rozmawiam...oznacza: Nie twierdzę, że "bóg" (ogólnie) nie istnieje, ponieważ nie jesteśmy w stanie poznać natury takiej istoty. To rozważania filozoficzne, metafizyczne. Robisz koszmarne uproszczenia.
>Mogę ci kolego stworzyć całe mnóstwo ścisłych definicji zjawisk i osób, których nikt nigdy >nie widział i nie zobaczy >(choć szkoda na te konfabulacje czasu). Czy to wystarczy by jakiś agnostyk zaczął się tymi bajdami zajmować? Nie wiem, co znaczy "zajmować". Konfabulacje to wymysły, z tego, co wiem. Wyssane z palca rzeczy w celu zapełnienia wiedzy. Zestawiasz to ze słowem "ścisła definicja". Hmm...Wyjaśnij mi swoją logikę. Jak mamy się "zająć" rzeczami, których nikt, nigdy nie widział? (W pamięci mamy naukę). O.K. Jeżeli definicja obiektu zawiera coś, co da się skonfrontować z rzeczywistością, czemu nie? Jednak ważne jest też źródło takiej informacji, konfabulacja mi tu nie pasuje. "Różniczkując" jestem ateistą, tak jak większość najzagorzalszych nawet fideistów. Twierdzę, że nie istnieje Zeus, Hermes, Afrodyta, przykłady można mnożyć. Jednak ogólne powiedzenie, że żaden bóg nie istnieje to całkiem inna sprawa. Może "bogiem" są ludzie, którzy osiągnąwszy nieśmiertelność mogą poruszać się w czasie w postaci czystej tylko informacji? W momencie, kiedy stworzyłem tą definicję, już można ją podważać, ale... Weźmy panteizm. Jeżeli świat jest bogiem, to logiczne jest, że dociec czy to jest prawda jest niemożliwe. Jeżeli jesteś składnikiem pewnej złożoności możesz nigdy nie dowiedzieć się CAŁEJ prawdy. Na przykład tak jak jedna komórka nerwowa ma się do mózgu. Ona też żyje i "działa", przesyła informacje. Możemy być taka komórką nerwową, tak jak mucha siedząca na jednaj płytce witraża, w olbrzymiej katedrze, stojącej w olbrzymim mieście...Nie jesteśmy w stanie pojąć w jakiej złożoności istniejemy, bo nie mamy szans na dostanie takiej informacji. Dlatego wydaje mi się, ze moja logika nie szwankuje, tylko Twoja. Andrzej Dominiczak napisał, że pewności mieć nie można, to na jakiej "pewności" opierają ateiści swoje twierdzenia? >Człowieku!!! Ty nie rozumiesz kontekstu wypowiedzi. To była odpowiedź na twoje >aprioryczne skrajnie lekceważące założenie, że nic, bądź też niewiele wiem.
To była trochę cyniczna, jednak wyważona, odpowiedź na Twoje skrajne, aprioryczne założenie, że agnostycyzm to tchórzostwo intelektualne (wyjechałeś moderatorowi na Racjonaliście z krasnoludkami, co odebrałem jako arogancję). Nigdzie nie napisałem jednak, że NIC lub NIEWIELE wiesz (ciągle muszę prostować, że czegoś nie napisałem). Argument "do osoby", którego użyłem, miał podkreślić, że nie znasz dobrze stanowiska agnostyków. Nie mam wpływu na to, co Cię obraża lub wkurza w moich wypowiedziach. Nie muszę Cię jednak głaskać po głowie. Nie zamierzam. Jak sam napisałeś bratem Ci nie jestem, kolegą też nie. Nie wykazujesz się (wbrew temu, co mówisz) doświadczeniem w dyskusji, jeżeli celowo próbujesz obrażać dyskutanta, bo poczułeś się urażony.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | kimak | > Twój pierwszy post był dla mnie odniesieniem do dalszej rozmowy.Sam widzisz. Zastrzegałem, że używam być może mocnych słów (okazało się, że za mocnych). Nie było moim zamiarem obrażać cię.Jeśli tak wyszło, to bardzo cię przepraszam. Zamiast "śmierdzieć tchórzostwem" mogłem napisać "czuć wygodnictwem", czy też użyć innego, delikatniejszego zwrotu. > Po mojej odpowiedzi (...) "Mało wiesz, to z niewiedzy." zarzuciłeś mi wprost tchórzostwo intelektualne oraz sugerowałeś brak inteligencji, a swój stosunek do mnie okrasiłeś fajną ikonką.Ja dotknąłem wątpliwej wymowy postawy agnostyków wobec zjawisk magicznych tak mocno zakorzenionych w społeczeństwie. Ty dotknąłeś mnie osobiście. Na tym polegała różnica i stąd następny mój przytyk wobec twojej osoby. Jest drobna różnica, co? > Wszystko dlatego, że masz wysokie mniemanie o sobie, a małe mniemanie o mnie hiperracjonalisto.Nie chcę tu oceniać swojego mniemania o mnie, bo jest skażone subiektywizmem szczególnie mocno. Po przeczytaniu natomiast twoich postów oceniłem cię jako oczytanego, ale aroganckiego nieco człowieka. Mam nadzieję, że się mylę. > Po pierwsze: Wiem, co mówię. Nie rozmawiam...oznacza: Nie twierdzę, że "bóg" (ogólnie) nie istnieje, ponieważ nie jesteśmy w stanie poznać natury takiej istoty.To rozważania filozoficzne, metafizyczne. Robisz koszmarne uproszczenia. Wybacz, być może jestem prostakiem niezdolnym do abstrakcyjnego myślenia. Moje prostactwo pozwala mi rozważać istnienie zjawisk i bytów choć trochę prawdopodobnych. Resztę można między bajki włożyć. > Weźmy panteizm. Jeżeli świat jest bogiem, to logiczne jest, że dociec czy to jest prawda jest niemożliwe. Jeżeli jesteś składnikiem pewnej złożoności możesz nigdy nie dowiedzieć się CAŁEJ prawdy. Na przykład tak jak jedna komórka nerwowa ma się do mózgu. Ona też żyje i "działa", przesyła informacje.> Możemy być taka komórką nerwową, tak jak mucha siedząca na jednaj płytce witraża, w olbrzymiej katedrze, stojącej w olbrzymim mieście...Takie metafory można usłyszeć na kazaniach. > Nie jesteśmy w stanie pojąć w jakiej złożoności istniejemy, bo nie mamy szans na dostanie takiej informacji.Co rozumiesz poprzez ową "złożoność"? I skąd ta pewność, że nie otrzymamy takiej informacji? Poza tym, nie trzeba dysponować pełną informacją, by móc wnioskować w niektórych zagadnieniach. > Dlatego wydaje mi się, ze moja logika nie szwankuje, tylko Twoja. Andrzej Dominiczak napisał, że pewności mieć nie można, to na jakiej "pewności" opierają ateiści swoje twierdzenia?Ja nie twierdzę, to twierdzą ci, którzy wierzą. To nie ja wymyślam i tworzę byty nadprzyrodzone i to nie na mnie spoczywa obowiązek ich udowodnienia. Ja uważam, że snucie wizji tzw. Boga potrzebne jest niektórym by wytłumaczyć (jeszcze i byc może na zawsze) niewytłumaczalne. Oczywiście trafia to do ludzi o okreslonej konsystencji psychicznej. Nie mogę zaakceptować istnienia czegoś, za czym nie przemawiają żadne dowody, czy chocby zwykłe prawdopodobieństwo. Dopuszczając mozliwość istnienia boga, dopuszczam do mozliwości istnienia aniołków i innych tym podobnych. Usiłuję nie być śmieszny w tym wariatkowie. > To była trochę cyniczna, jednak wyważona, odpowiedź na Twoje skrajne, aprioryczne założenie, że agnostycyzm to tchórzostwo intelektualne (wyjechałeś moderatorowi na Racjonaliście z krasnoludkami, co odebrałem jako arogancję).Oho - "wyjechałem moderatorowi". Zawsze możesz dać mi bana. Nie będę płakał. > Nigdzie nie napisałem jednak, że NIC lub NIEWIELE wiesz (ciągle muszę prostować, że czegoś nie napisałem)." Nie szkodzi. Mało wiesz, to z niewiedzy". To twoje słowa. > Argument "do osoby", którego użyłem, miał podkreślić, że nie znasz dobrze stanowiska agnostyków. Nie mam wpływu na to, co Cię obraża lub wkurza w moich wypowiedziach. Nie muszę Cię jednak głaskać po głowie. Nie zamierzam.Wzajemnie. > Jak sam napisałeś bratem Ci nie jestem, kolegą też nie.Napisałem, że jestem jedynakiem. Nie wykluczam innych mozliwości  > Nie wykazujesz się (wbrew temu, co mówisz) doświadczeniem w dyskusji, jeżeli celowo próbujesz obrażać dyskutanta, bo poczułeś się urażony.To dość subiektywna ocena. Staram się stosować zasadę wzajemności. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Zrozum, co próbuję Ci powiedzieć. Mylisz się, że się obraziłem. Nie poczułem się urażony, przyjąłem tylko TWÓJ STYL. Pomyślałem, że jesteś przykładem "ateisty dogmatycznego" i fajnie będzie wyjaśnić parę spraw. Wiedziałem, że rozmowa potoczy się dalej, nie przypuszczałem jednak, że trafię na tak wrażliwą, na swoim punkcie, osobę. Chciałem rozmawiać, przejrzyj historię. >>Nigdzie nie napisałem jednak, że NIC lub NIEWIELE wiesz (ciągle muszę prostować, że czegoś nie napisałem).
Zamiast bawić się w elaboraty, powinienem wprost stwierdzić, że nigdzie nie napisałem, że jesteś głupi. Po prostu. O to Ci przecież chodziło. Użyłem w moim zdaniu Twoich słów, które miały taki wydźwięk. Mi natomiast chodziło o brak wiedzy o stanowisku agnostyków.
Może zestawię jeszcze raz całą wypowiedź: >>Może jestem nieco radykalny, ale tzw. agnostycyzm "śmierdzi" mi tchórzostwem >>(przepraszam za mocne słowo). >Nie szkodzi. Mało wiesz, to z niewiedzy. A Ty na to: >To była odpowiedź na twoje aprioryczne skrajnie lekceważące założenie, że nic, bądź też niewiele wiem. >Chciałem ci >tylko uzmysłowić, że nie rozmawiasz z nawiedzonym gimnazjalistą... Nadal twierdzę, że stanowisko agnostyków poznałeś słabo (w pamięci trzeba mieć, że nie mówimy o agnostycyzmie filozoficznym, który podważa w zasadzie wszystko jako pewne). Niestety nie dałeś mi szans na zmianę mojego zdania. >Zastrzegałem, że używam być może mocnych słów (okazało się, że za mocnych). Nie było moim zamiarem >obrażać cię. Jeśli tak wyszło, to bardzo cię przepraszam. Zamiast "śmierdzieć tchórzostwem" mogłem napisać >"czuć wygodnictwem", czy też użyć innego, delikatniejszego zwrotu. Człowieku, nie o to chodzi. Słowa okazały się za mocne DLA CIEBIE. Pisząc je powinieneś przyjąć moje. Ja nie czuję się urażony. >Nie było moim zamiarem obrażać cię Moim też. I też przepraszam. Moje stanowisko możesz sobie poczytać w poście do rozumka. Napisałem go jeszcze przed Twoją gorąca odpowiedzią. Nie chcę, nie mam ochoty, prowadzić dyskusji poświęconej sprawom osobistym. Zakończyłem rozmowę z mojej strony Może będzie jakiś ciekawy temat kiedyś to pogadamy.
Nara
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | kimak (2276 punktów) | Witam Również uważam, że powinniśmy zakończyć tę dyskusję. Może w innym wątku pójdzie nam lepiej. Nadmienić tylko chciałbym, że moje posty dotyczyły nie tylko "spraw osobistych". Pozdrawiam
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >Racjonalista odrzuca dogmaty, czyli rzeczy, które musisz przyjąć na samą tylko wiarę, Tu jesteś w błędzie. Właśnie dogmaty opierają się na racjonalizacji wiary. Te które nie wynikają bezpośrednio ze świadectw biblijnych muszą być oparte na przesłankach rozumowych i implikacjach do jakich doszedł Kościół poprzez powszechne poznanie, czy intuicję. Możesz zarzucać najwyżej autentyczność faktów, ale dowodzenie jest poprawne. Dogmat np. "Niepokalanego poczęcia NMP", nie ma bezpośredniego niepodważalnego potwierdzenia w Biblii, ale został wypracowany w toku dyskusji i rozważań. Gdyby nie tenże dogmat i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej. Skoro wszyscy dziedziczą grzech pierworodny, to po obciążonej grzechem matce, również Chrystus musiałby odziedziczyć ten grzech. Przesłanki naprowadzające na rozwiązanie rozumowe tej kwestii w postaci "Niepokalanego Poczęcia" są w słowach Anioła przy Zwiastowaniu. Który zwraca się do Matki Bożej jako już napełnionej łaską. Badając metodami śledczymi, gdyby nie była napełniona łaską od urodzenia z całą pewnością autorzy biblijni by uzasadniali bezgrzeszność Chrystusa w inny sposób. Poprawność tych implikacji potwierdza ponadto Tradycja. Ludzie wierzyli w tę wersję na podstawie niespisanych przekazów ustnych Apostołów, bądź innych osób towarzyszących. Wszystkie inne dogmaty wypracowane są na podstawie podobnych analiz. Jeżeli ich definicje są dziwne, to dlatego, że bazują na materiale i na środowisku kulturowym starożytności. Również język jest dla współczesnego człowieka często niezrozumiały i to nie tylko dla ludzi niewierzących, ale i dla samych katolików. Potrzebna jest cała armia teologów, którzy potrafiliby przetłumaczyć te dogmaty na współczesny język i mentalność. Wtedy okazałoby się, że Ewangelia jest wciąż niepoznana i nierzadko błędnie stosowana.
>nie jest jednak racjonalizm tożsamy z ateizmem czy agnostycyzmem, tak jak twierdzi Kontrast. Gdzie tak twierdzę. Zdaje się, że kilka razy pisałem, co sądzę o racjonalizmie. Raczej oddzielam sposoby myślenia w zależności od zastosowań. Do analizowania złożonych projektów stosuje się metodykę racjonalną, ale to pracy twórczej, gdzie szuka się natchnienia, czy inspiracji myślenie intuicyjne jest najbardziej stosowne. Krytykuję podejścia skrajne, a to co czasami czytam na forum i w artykułach to skrajności czasami wręcz śmieszne.
>Do wiary nie można dojść na drodze logicznego rozumowania, ma się ją lub nie. Można dojść, ale są różne poziomy. Można tylko uznawać coś, tak jak się uznaje odkrycia naukowe, których nijak sprawdzić, albo uwierzyć w sposób nadprzyrodzony, ale tego się nie da wytłumaczyć. Taka wiara jest łaską, kto ją otrzyma zrozumie o czym mowa. To coś więcej niż przekonanie.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Dogmat np. "Niepokalanego poczęcia NMP", nie ma bezpośredniego niepodważalnego potwierdzenia w Biblii, ale został wypracowany w toku dyskusji i rozważań. Gdyby nie tenże dogmat i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej.
Witaj Kontraście! Temat dogmatów, jak może jeszcze pamiętasz, zawsze mnie interesował. Więc...
Gdyby nie dogmaty (trzymajmy się maryjnych) wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej. To Twoje słowa. Był jednak czas, kiedy te dogmaty nie obowiązywały. Czyli słusznie, jak myślę, można założyć, że w tym czasie wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziła wątpliwości natury logicznej. Przynajmniej u niektórych. Piszesz jednak, że: >Ludzie wierzyli w tę wersję na podstawie niespisanych przekazów ustnych Apostołów, bądź innych osób towarzyszących. Czyli mielibyśmy do czynienia z jednej strony z wątpiącymi, z drugiej z wierzącymi. Co więcej - przyjęcie dogmatów maryjnych należy zawdzięczać właśnie wątpiącym. Gdyby nie oni, potrzeba przyjęcia tych dogmatów nie zaistniałaby. Domyślam się, że ich przyjęcie można traktować jako wzbogacenie teologii. Może nawet przykład jej rozwoju? Rozwoju, który przyczynił się do zbliżenia się do prawdy wiary. Czy zgodziłbyś się z takim podejściem?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Czyli słusznie, jak myślę, można założyć, że w tym czasie wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziła wątpliwości natury logicznej.Nie, bo w takim układzie z kolei bezgrzeszność Maryi także powinna budzić wątpliwości natury logicznej, jej rodzice też powinni być niepokalanie poczęci i tak w nieskończoność ... aż do Adama i Ewy! To ze świętości Chrystusa wynika dogmat o niepokalanym poczęciu NMP. Chodzi o to, że Maryi jest jednak bliżej do Chrystusa niż do Adama, że jej związek z Chrystusem jest silniejszy niż jej związek z Adamem, ze Maryja nie była taką zwykłą kobietą. Jest cos nt ten temat w Biblii, np, Bóg mówi do węza w raju: Rdz 3:15 BT "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę." Swoją drogą Adam i Ewa też byli niepokalanie poczęci a zgrzeszyli a Maryja - nie!  Piszę, to bo czytałam na jakiejś stronie prawosławnej zarzut pod adresem Kościoła Katolickiego, że pozbawił Maryję wszelkich zasług czyniąc ją niepokalanie poczętą.  To prawda, że toczył się w tej kwestii wielki spór teologiczny. Z książki "Bóg i świat" Rozmowa z Josephem Ratizngerem: "- Co orzeka dogmat o niepokalanym poczeciu, ogłoszony w 1854 roku? - (...) W czasach średniowiecza toczył się w tej kwestii wielki spór. Z jednej strony stali dominikanie, którzy mówili: nie, Maryja jest człowiekiem jak każdy, zatem dotyczy jej również grzech pierworodny. Z drugiej strony stali dominikanie, który reprezentowali przeciwne stanowisko. Najkrócej mówiąc podczas tej długotrwałej debaty powoli wykształcił się pogląd, że związek Maryi z Chrystusem jest silniejszy niż jej związek z Adamem. I dalej, ze jejChrystusowe przeznaczenie już uprzednio było zasadniczym wyróżnikiem jej zycia." Jest również artykuł na Racjonaliście, w którym jego autor próbuje wyprowadzić naiwnego czytelnika z błędu, że jakoby kościelnym racjonalistom chodziło o to aby tę kwestię rozumowo, intelektualnie rozstrzygnąć i wysuwa śmiałą tezę, że uchwalenie tego dogmatu było wynikiem rywalizacji miedzy konkurującymi ze sobą zakonami, z których każdy próbował postawić na swoim.Rozbawiło mnie to.  Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,406Franciszkanie vs dominikanie Kwestia Niepokalanego Poczęcia Maryi podzieliła zakony: franciszkanie byli za dominikanie przeciw, jezuici za, janseniści przeciw. Oczywiście powodem podziałów mniszych była ich odwieczna rywalizacja, jednak Maryja dała po temu doskonały oręż. Posuwano się przy tym do kroków iście żałosnych. W XIV w. dominikanie powoływali się na "objawienia" nawiedzonej mistyczki - Katarzyny Sieneńskiej, której Maryja miała w czasie widzenia zdradzić, że nie była bezgrzeszna. Jednak franciszkanie wytoczyli przeciw nim swoją "przyjaciółkę Maryi" - św. Brygittę (1375 r.), której "Dziewica objawiła z nie mniejszą pewnością, że była urodzona bez grzechu" . Spór nie mógł się rozstrzygnąć. Później jednak dominikanie z Berna (w XVI w.) spreparowali rzekomy cud z udziałem Maryi, która miała się ukazać wybranemu przez nich upośledzonemu umysłowo czeladnikowi krawieckiemu, któremu to oświadczyła, że wcale niepokalana nie była.
|
|
| | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>To ze świętości Chrystusa wynika dogmat o niepokalanym poczęciu NMP.
Pozwól, że wstrzymam się z komentarzem do czasu, aż wypowie się Kontrast. Jego podejście do tematu wydaje się nieco odmienne od Twego.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >>To ze świętości Chrystusa wynika dogmat o niepokalanym poczęciu NMP. > Pozwól, że wstrzymam się z komentarzem do czasu, aż wypowie się Kontrast. Jego podejście do tematu wydaje się nieco odmienne od Twego. Podałem przykład Niepokalanego Poczęcia w zupełnie innym kontekście. Podałem to jako przykład wobec przypisywania fideizmu wierzącym w prawdy dognmatyczne. Uprościłem temat trochę za bardzo pisząc w sposób możliwie zrozumiały dla niewierzących, niejako z ich perspektywy. Mogło to trącać błędem teologicznym, ale moim celem nie była apologia konkretnego dogmatu. To tylko dygresja. Podejście w tej kwestii wierzących startuje z pułapu niedostępnego dla ateistów i również z czysto racjonalistycznego punktu widzenia wymyka się percepcji tej formy rozumowania. Co do cytowanych przez Teresę fragmentów demaskatorskich opracowań "Guru" Racjonalisty, mam swoje zdanie, ale nie będę tego sto razy powtarzał. Dla wierzących jest to oczywiste. Nie chce mi się wdawać w głupie polemiki na takim poziomie... Dyskutować można z kimś, kto szuka i chce zrozumieć prawdę, a nie usiłuje za wszelką cenę udowodnić, że adwersarz jest głupszy od niego. Taka atmosfera walki kogutów niestety często się udziela, pewnie nieświadomie, ale czasem mniej szkodliwe byłoby pograć na boisku, czy w jakąś gierkę... Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Uprościłem temat trochę za bardzo pisząc w sposób możliwie zrozumiały dla niewierzących, niejako z ich perspektywy. Mogło to trącać błędem teologicznym, ale moim celem nie była apologia konkretnego dogmatu.
Jeśli wycofujesz się ze swego twierdzenia że: >Gdyby nie tenże dogmat [o niepokalanym poczęciu NMP] i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej. to możesz to chyba wprost napisać. Papieżem nie jesteś i nieomylność Ci nie przysługuje.
>Podejście w tej kwestii wierzących startuje z pułapu niedostępnego dla ateistów i również z czysto racjonalistycznego punktu widzenia wymyka się percepcji tej formy rozumowania.
Jesteś chyba zbyt dobrego zdania o możliwościach percepcyjnych wierzących. Z badań Kościelnego Instytutu Statystyki wynika, że 37% osób deklarujących wiarę w Boga nie wierzy w Zmartwychwstanie. Zapewniam Cię, że Twoje teksty na forum czytają nie tylko niewierzący. Gdybyś się więc zdobył na nieco większy wysiłek i wzniósł na trochę wyższy poziom (ten niedostępny dla niewierzących) to Twoja praca nie poszłaby całkowicie na marne.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Uprościłem temat trochę za bardzo pisząc w sposób możliwie zrozumiały dla niewierzących, niejako z ich perspektywy. Mogło to trącać błędem teologicznym, ale moim celem nie była apologia konkretnego dogmatu.> Jeśli wycofujesz się ze swego twierdzenia że: >Gdyby nie tenże dogmat [o niepokalanym poczęciu NMP] i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej.> to możesz to chyba wprost napisać. Papieżem nie jesteś i nieomylność Ci nie przysługuje.Do czego zmierzasz? Tradycyjnie próbujesz łapać mnie za słówka. Wiara to doświadczenie na poziomie niedostępnym dla tych, którzy chcieli by ją zawrzeć w suchych racjonalistycznych definicjach. Można próbować opisać to doświadczenie definicjami, ale jest to zwykle przenośnia. Podobnie jak mówi się o miłości i nigdy nie można powiedzieć, że wie się wszystko, a ci co zbytnio upraszczają zwykle mijają się z tematem. Paradoksalnie największymi ekspertami od wiary jawią się ateiści, którzy z niezachwianą pewnością twierdzą, że ta jest iluzją. Nie w teorii leży podstawa wiary. Racjonalnie można tylko próbować ją wtórnie opisywać i to nie tyle implikacje tworzą wiarę, ale poznanie duchowe pobudza rozum do poszukiwania wyjaśnień. Wiara jest natchnieniem dla umysłu, który pod tą inspiracją odkrywa rzeczy dotąd niedostrzegalne. Nie jest to jak przypisują na siłę niektórzy gorączkowe poszukiwanie uzasadnienia dla iluzji, ale intuicja poznania, nierzadko natychmiastowego olśnienia. Rozumowe analizy zdają się być wobec takiego poznania wyważaniem otwartych drzwi, szukaniem drogi z latarką w biały dzień. Oczywiście to doświadczenie wiary dotyczy rzeczywistości duchowych, a świat materialny jest nam dany i zadany wedle naszych naturalnych zdolności. Jeśli więc chodzi o badanie tego świata, postulat racjonalizmu tam gdzie to ma zastosowanie i służy postępowi jest jak najbardziej słuszny. > >Podejście w tej kwestii wierzących startuje z pułapu niedostępnego dla ateistów i również z czysto racjonalistycznego punktu widzenia wymyka się percepcji tej formy rozumowania.> Jesteś chyba zbyt dobrego zdania o możliwościach percepcyjnych wierzących. Z badań Kościelnego Instytutu Statystyki wynika, że 37% osób deklarujących wiarę w Boga nie wierzy w Zmartwychwstanie.Pytanie, na ile ich deklaracja wiary jest autentyczna? W co oni wierzą? Może to kwestia ignorancji, sekularyzacji posuniętej aż do tego stopnia? Czasem odnoszę wrażenie, że tego typu wyznawcy, to praktykujący ateiści. Niestety z własnego zaniedbania pozostają w takiej wegetacji nierzadko przez całe życie, "ani zimni, ani gorący". Paradoksalnie większa szansa na prawdziwą wiarę jest u ateistów, bo ci jak uwierzą, nie zadowolą się pozorami i zdecydowanie dążą do celu. > Zapewniam Cię, że Twoje teksty na forum czytają nie tylko niewierzący. Gdybyś się więc zdobył na nieco większy wysiłek i wzniósł na trochę wyższy poziom (ten niedostępny dla niewierzących) to Twoja praca nie poszłaby całkowicie na marne.A jak myślisz dla kogo to piszę?  Jeśli się ograniczam to dlatego, że natychmiast moje słowa są atakowane przez "dyżurnych", którzy maja gotowe interpretacje i odpowiedzi na wszystko, i potem tracę mnóstwo czasu na te same odpowiedzi na te same zarzuty. Zresztą to nie tylko moje doświadczenie... Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Do czego zmierzasz?
Zmierzam do uzyskania odpowiedzi na konkretne pytanie : Czy podtrzymujesz swoje twierdzenie, że >Gdyby nie tenże dogmat [o niepokalanym poczęciu NMP] i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej. Pytanie jest chyba zrozumiałe, a odpowiedź nie powinna, jak mniemam, zależeć od tego czy pytający jest ateistą, czy osobą wierzącą. Nie rozumiem więc dlaczego od tej odpowiedzi się uchylasz, zalewając mnie w zamian za to potokiem ładnie brzmiących słów.
Co do autentyczności deklaracji wiary respondentów Kościelnego Instytutu Statystyki na pewno szybko doszlibyśmy do porozumienia. Cieszyłbym się gdyby Twoje wątpliwości podzielali również ci wszyscy, którzy tak chętnie przy różnych okazjach szermują argumentem głoszącym, że 95% Polaków to osoby wierzące. Może więc nie 95% a 60%? A może jeszcze mniej?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >>Do czego zmierzasz? > Zmierzam do uzyskania odpowiedzi na konkretne pytanie : Czy podtrzymujesz swoje twierdzenie, że >Gdyby nie tenże dogmat [o niepokalanym poczęciu NMP] i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej. Pytanie sugeruje odpowiedź, a to nie takie proste. Bezgrzeszności Chrystusa nikt z ortodoksyjnych chrześcijan nie podważał i to niezależnie od tego czy niepokalane poczęcie byłoby dogmatem, czy tylko teorią teologiczną. Większość protestantów pomimo odrzucenia dogmatu nie ma takich wątpliwości, choć wtedy teoretycznie powinni mieć. Pytania i wątpliwości pojawiły się u nieortodoksyjnych chrześcijan uznanych za heretyków. Te ich wątpliwości doprowadziły do daleko idących wniosków w zależności od stopnia zuchwałości w podważaniu podstaw wiary. Ortodoksyjni chrześcijanie wierzą w prawdy objawione nie tyle poprzez dowody naukowe, ale raczej poprzez łaskę. Dowody są czymś wtórnym. Wierzymy w te prawdy, ale ludzka dociekliwość poszukuje wciąż odpowiedzi na rodzące się pytania. Wnioski rozumowe jeśli są poprawne pozwalają odkryć zależności i okazuje się, że wydedukowane w ten sposób kwestie znajdują potwierdzenie w Biblii i Tradycji. Nierzadko były to słowa ukryte w symbolach czy słowach, których nie kojarzono jako odpowiedź na to pytanie. Jest to jednak temat, który należy do kompetencji biblistów i egzegetów.
> Co do autentyczności deklaracji wiary respondentów Kościelnego Instytutu Statystyki na pewno szybko doszlibyśmy do porozumienia. Cieszyłbym się gdyby Twoje wątpliwości podzielali również ci wszyscy, którzy tak chętnie przy różnych okazjach szermują argumentem głoszącym, że 95% Polaków to osoby wierzące. Może więc nie 95% a 60%? A może jeszcze mniej?
Pójdź kiedyś do kościoła, to prawie w każdym kazaniu możesz usłyszeć ubolewanie z tego powodu. Nierzadko słychać zarzut, że tak naprawdę jest 65% katolików nominalnych i 15% przeciętnych. Średnio zaangażowanych jest ok 10%, a gorliwych ok 5%. Te 5% to obcokrajowcy i zdeklarowani ateiści. Jeśli zatem bierzesz do testów tych z puli 65% to możesz uzyskać dowolne wypowiedzi. Są to w większości ludzie, którzy nie mają światopoglądu, a jedynie zlepek wpajany przez wiodące media i kolorowe gazety. Dlatego mnie specjalnie nie dziwi ambiwalencja u tej grupy ludzi. Mógłbym mówić, że są oni zindoktrynowani przez kulturę massmediów, ale żaden z nich nie przyznałby mi racji.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Pójdź kiedyś do kościoła, to prawie w każdym kazaniu możesz usłyszeć ubolewanie z tego powodu. Nierzadko słychać zarzut, że tak naprawdę jest 65% katolików nominalnych i 15% przeciętnych. Średnio zaangażowanych jest ok 10%, a gorliwych ok 5%.
Czyli wracamy do punktu wyjścia - 95% wierzących, o ile umiem jeszcze dodawać.
>Te 5% to obcokrajowcy i zdeklarowani ateiści.
Co ma tu do rzeczy narodowość?
>Jeśli zatem bierzesz do testów tych z puli 65% to możesz uzyskać dowolne wypowiedzi.
Jeśli tak, to czemu traktujesz ich in gremio jako jednorodne 65%?
>Są to w większości ludzie, którzy nie mają światopoglądu, a jedynie zlepek wpajany przez wiodące media i kolorowe gazety. Dlatego mnie specjalnie nie dziwi ambiwalencja u tej grupy ludzi. Mógłbym mówić, że są oni zindoktrynowani przez kulturę massmediów, ale żaden z nich nie przyznałby mi racji.
Co to są "wiodące media"? "Nasz dziennik"? "Radio Maryja", TV "Trwam"? Czy "Trybuna", "Tygodnik Powszechny", "Gazeta Wyborcza", "NIE" lub cokolwiek innego? Każdy czyta to, co chce czytać i, dla niego, jest to "wiodące medium". Ale rozumiem intencje. Co zaś do indoktrynacji, to żadne medium nie jest w stanie przebić mistrzostwem KRK (niestety). Media zaczynają od dorosłych, Kościół już od niemowląt. I to jest przerażające i porażające zarazem.
Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Pójdź kiedyś do kościoła, to prawie w każdym kazaniu możesz usłyszeć ubolewanie z tego powodu. Nierzadko słychać zarzut, że tak naprawdę jest 65% katolików nominalnych i 15% przeciętnych. Średnio zaangażowanych jest ok 10%, a gorliwych ok 5%.> Czyli wracamy do punktu wyjścia - 95% wierzących, o ile umiem jeszcze dodawać.> >Te 5% to obcokrajowcy i zdeklarowani ateiści.> Co ma tu do rzeczy narodowość?Nie wyraziłem się precyzyjnie. Powinienem napisać obywatele innej narodowości i kultury. > >Jeśli zatem bierzesz do testów tych z puli 65% to możesz uzyskać dowolne wypowiedzi.> Jeśli tak, to czemu traktujesz ich in gremio jako jednorodne 65%?Nie są jednorodnym gremium, ale w tym przypadku ze względu na stosunek do wiary można ich zaliczyć do ogólnego zbioru, bo są z nazwy katolikami, choć wielu z nich z Kościołem nie ma prawie nic wspólnego. > >Są to w większości ludzie, którzy nie mają światopoglądu, a jedynie zlepek wpajany przez wiodące media i kolorowe gazety. Dlatego mnie specjalnie nie dziwi ambiwalencja u tej grupy ludzi. Mógłbym mówić, że są oni zindoktrynowani przez kulturę massmediów, ale żaden z nich nie przyznałby mi racji.> Co to są "wiodące media"? "Nasz dziennik"? "Radio Maryja", TV "Trwam"? Czy "Trybuna", "Tygodnik Powszechny", "Gazeta Wyborcza", "NIE" lub cokolwiek innego?Socjologowi mam to tłumaczyć?... Różnica między wiodącymi mediami a mediami opiniotwórczymi dla ludzi znających choćby ogólnie te zagadnienia jest oczywista. Wykluczając "NIE" wymienione gazety są opiniotwórcze, bez względu na opcję i reprezentują w miarę spójną wizję rzeczywistości. Czytelnicy tych gazet należą do ludzi utożsamiających się z jakąś opcją polityczną lub systemem wartości. Można by więc okroić te 65 % , ale nie będzie to dużo. Zresztą należałoby się tu powołać na wyniki solidnych badań a nie takie szacunkowe wyliczanki. Media wiodące to niestety bełkot kolorowych gazet, publikacji, holywoodzkich filmów, seriali TV, reklamy, internetu i innych podobnych, przesiąkniętych New Age, erotyzacją i pseudonaukowymi bredniami. W mniej lub bardziej świadomy sposób taka papka przenika do kultury tworząc dziwnych zdezintegrowanych światopoglądowo ludzi, podatnych na kolejne manipulacje. Trzeba sobie zadać duży trud, aby dostrzec te zależności i odbudować własną wizję rzeczywistości. > Każdy czyta to, co chce czytać i, dla niego, jest to "wiodące medium". Ale rozumiem intencje.Pobożne życzenie  > Co zaś do indoktrynacji, to żadne medium nie jest w stanie przebić mistrzostwem KRK (niestety). Media zaczynają od dorosłych, Kościół już od niemowląt. I to jest przerażające i porażające zarazem.Przesada i nadinterpretacja. O każdym systemie mógłby to samo powiedzieć przedstawiciel innego systemu. Pozdrawiam
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Nie wyraziłem się precyzyjnie. Powinienem napisać obywatele innej narodowości i kultury.
To dalej tylko 5% (co nie jest prawdą, nawet w świetle tego, co sam wcześniej napisałeś) i nadal nie wiem co ma do tego narodowość i/lub przynależność kulturowa.
>Nie są jednorodnym gremium, ale w tym przypadku ze względu na stosunek do wiary można ich zaliczyć do ogólnego zbioru, bo są z nazwy katolikami, choć wielu z nich z Kościołem nie ma prawie nic wspólnego.
Podkreślenie jest moje. Otóż, nie można zaliczyć ich do tego samego zbioru gdyż nie wykazują innych cech konstytutywnych dla bycia katolikiem (co sam stwierdzasz) oprócz nazwy, a ta wystarczająca nie jest.
>Socjologowi mam to tłumaczyć?...
Nie. Ale nie jestem jedynym uczestnikiem tej dyskusji, co zapewne zauważyłeś.
>Trzeba sobie zadać duży trud, aby dostrzec te zależności i odbudować własną wizję rzeczywistości.
Tu się zgadzam w pełni. Tylko czy wszystkich na to stać? Czy może, jak sam twierdzisz, tzw. "większość" ulegająca wpływom kultury masowej ma sznse na dopracowanie się "własnej wizji rzeczywistości"? Ja osobiście poważnie wątpię.
>>Co zaś do indoktrynacji, to żadne medium nie jest w stanie przebić mistrzostwem KRK (niestety). Media zaczynają od dorosłych, Kościół już od niemowląt. I to jest przerażające i porażające zarazem. >Przesada i nadinterpretacja. O każdym systemie mógłby to samo powiedzieć przedstawiciel innego systemu.
Odpowiem nieco przewrotnie: koń jaki jest, każdy widzi (definicja konia).
Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Ortodoksyjni chrześcijanie wierzą w prawdy objawione nie tyle poprzez dowody naukowe, ale raczej poprzez łaskę. Dowody są czymś wtórnym.Interesujące i, przyznam, niespotykane podejście. Żeby nie wracać do początku (bardzo wielu podobnych wątków) nie zapytam o kilka fundamentalnych rzeczy (np. czym jest "objawienie" lub co to jest "łaska"?) > Wierzymy w te prawdy [...]Zbyt Cię szanuję, aby unać, że coś takiego wyszło spod Twego pióra "na poważnie". > [...] ale ludzka dociekliwość poszukuje wciąż odpowiedzi na rodzące się pytania.To albo wierzycie w jakąś prawdę, która tylko wam została "objawiona", albo "poszukujecie odpowiedzi" (w domyśle: prawdy). Tertium non datur. > Wnioski rozumowe jeśli są poprawne pozwalają odkryć zależności i okazuje się, że wydedukowane w ten sposób kwestie znajdują potwierdzenie w Biblii i Tradycji. Nierzadko były to słowa ukryte w symbolach czy słowach, których nie kojarzono jako odpowiedź na to pytanie.Jeśli się bardzo uprzeć, to w Biblii można znaleźć uzasadnienie wszystkiego - istnienia krasnoludków lub ufoludków również; przy pewnej dozie samozaparcia można z niej wywieść również nieuchronność komputerów i rakiet kosmicznych. Nie po to pracowano nad jej ostateczną (?) wersją przez tyle stuleci, aby miała mieć jakiekolwiek braki  . Alegorie, symbole, metafory, przenośnie - to atrybuty Biblii. (Ciekawi mnie jedno: dlaczego w zależności od okoliczności raz każecie interpretować ten tekst literalnie ("oto słowo Boże"), a innym razem metaforycznie? Koniunkturalizm? Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >Ortodoksyjni chrześcijanie wierzą w prawdy objawione nie tyle poprzez dowody naukowe, ale raczej poprzez łaskę. Dowody są czymś wtórnym.> Interesujące i, przyznam, niespotykane podejście. Żeby nie wracać do początku (bardzo wielu podobnych wątków) nie zapytam o kilka fundamentalnych rzeczy (np. czym jest "objawienie" lub co to jest "łaska"?)> >Wierzymy w te prawdy [...]> Zbyt Cię szanuję, aby unać, że coś takiego wyszło z pod Twego pióra "na poważnie".Za bardzo przesiąknąłeś technicznym i racjonalistycznym myśleniem i najwyraźniej nie słyszysz tej melodii. Trudno wykładać zasady muzyki niesłyszącemu. Z wiarą jest podobnie, są tacy, którzy słyszą i przeżywają ją bez analizy, ale też tacy, którzy analizują zależności pomiedzy dźwiękami na pięciolini. Można zapuścić się tak dalece w alalizy, że straci się kontakt z dźwiękiem. Racjonalne myślenie jest jak analiza nut bez odsłuchiwania dźwięku. Łaskę wiary można porównać do daru słuchu. > >[...] ale ludzka dociekliwość poszukuje wciąż odpowiedzi na rodzące się pytania.> To albo wierzycie w jakąś prawdę, która tylko wam została "objawiona", albo "poszukujecie odpowiedzi" (w domyśle: prawdy). Tertium non datur.Ci którzy wierzą wiarą z łaski nie tylko wyznają, ale czują rzeczywistości duchowe i intuicyjnie nierzadko całkowicie bezbłędnie potwierdzają, że ich doświadczenie jest takie samo jak innych wierzących, których nie znali. > >Wnioski rozumowe jeśli są poprawne pozwalają odkryć zależności i okazuje się, że wydedukowane w ten sposób kwestie znajdują potwierdzenie w Biblii i Tradycji. Nierzadko były to słowa ukryte w symbolach czy słowach, których nie kojarzono jako odpowiedź na to pytanie.> Jeśli się bardzo uprzeć, to w Biblii można znaleźć uzasadnienie wszystkiego - istnienia krasnoludków lub ufoludków również; przy pewnej dozie samozaparcia można z niej wywieść również nieuchronność komputerów i rakiet kosmicznych.Jeśli się uprze można też przypisywać zło, manipulację, i inne dziwne rzeczy szczerym, uczciwym, dobrym ludziom, to się nazywa osądzanie, oskarżanie, oczernianie, itp. Ale najwyraźniej wszyscy oskarżyciele Kościoła tego nie dostrzegają... > Nie po to pracowano nad jej ostateczną (?) wersją przez tyle stuleci, aby miała mieć jakiekolwiek braki . Alegorie, symbole, metafory, przenośnie - to atrybuty Biblii. (Ciekawi mnie jedno: dlaczego w zależności od okoliczności raz każecie interpretować ten tekst literalnie ("oto słowo Boże"), a innym razem metaforycznie? Koniunkturalizm?Pewnie, wszystko można zinterpretować w taki podejrzliwy demaskatorski sposób. Kolejna wersja teorii spiskowej. Tylko w ustach socjologa, trochę dziwne... Nauka też w podobny sposób dojrzewa, czy to oznacza, że naukowcy są oszustami, bo kiedyś wierzono, że Ziemia jest płaska? Wiele innych rzeczy teraz inaczej postrzegamy, a pewnie jeszcze niejedno się zmieni... Pozdrawiam.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Agnies | > Za bardzo przesiąknąłeś technicznym i racjonalistycznym myśleniem i najwyraźniej nie słyszysz tej melodii.Kiedyś wierzyłam, że dzieci rodzą się w pękach róż. > Trudno wykładać zasady muzyki niesłyszącemu.Biegałam po łące i niemal słyszałam głos nienarodzonych. Wszystko było takie piękne, wszechogarniające mnie piękno i podszepty starej wierzby, mojej duchowej opiekunki sprawiały, że spontanicznie śpiewałam pieśń o miłości do mojego Anioła Stróża. Chciałam by ukazał mi się, bym mogła z nim rozmawiać o miłości którą > Z wiarą jest podobnie, są tacy, którzy słyszą i przeżywają ją bez analizy, ale też tacy, którzy analizują zależności pomiedzy dźwiękami na pięciolini.I zapytałam Go, czy ta piękna, romantyczna muzyka mogłą by być zakłócona przez analizę owych zależności. A on na to: > Można zapuścić się tak dalece w alalizy, że straci się kontakt z dźwiękiem. Nie, Aniołku, nie chcę stracić słuchu. > Racjonalne myślenie jest jak analiza nut bez odsłuchiwania dźwięku.  > Łaskę wiary można porównać do daru słuchu.W tym ogrodzie moje dziecko rośnie drzewo z którego owocu zrywać Ci NIE WOLNO!bo stracisz słuch, łaskę moją i pogniewam się na Ciebie, ja, Bóg Twój i Pan. Słuchaj mnie a będziesz szczęśliwie żyć (w błogiej nieświadomości) na wieki i pod moim okiem. Będę spełniał Twoje życzenia ale zważ, jeśli zerwiesz owoc z tego drzewa i podsmakujesz spotka Cię straszliwa kara i mój gniew. Nie waż się wchodzić na racjonalistę.pl, nie słuchaj ich bo to JA JESTEM DOBRY, JA JESTEM TWOIM PANEM i czcić mnie będziesz, mnie cześć oddawać a ja Cię przytulę i wysłucham, choć do mnie i wypłacz się dziecko tatusiowi w czarną suknię, tatuś zrozumie, wesprze i wybaczy. > Ci którzy wierzą wiarą z łaski nie tylko wyznają, ale czują rzeczywistości duchowe i intuicyjnie nierzadko całkowicie bezbłędnie potwierdzają, że ich doświadczenie jest takie samo jak innych wierzących, których nie znali.Tatusiu dziękuję Ci, że jesteś przy mnie. Ty mnie zawsze wysłuchasz. Proszę bądź miłościw mnie grzesznej i wesprzyj mnie w łasce Twojego miłosierdzia. Spraw, tak silnie się modlę i tak proszę Cię Ojcze, spraw bym wyzdrowiała. Zlituj się nade mną a obiecuję, że tym razem się poprawię, proszę Cię tak mocno, Zdrowaś Mario i Ciebie Święta Panienko też proszę, błagam o łaskę też dla mojego brata by znalazł pracę. Ale nie mogę w modlitwie zapomnieć jeszcze o ... > Jeśli się uprze można też przypisywać zło, manipulację, i inne dziwne rzeczy szczerym, uczciwym, dobrym ludziom, to się nazywa osądzanie, oskarżanie, oczernianie, itp.I żyli sobie szczęśliwie w raju Adam I Ewa i wszystko było by fajnie gdyby nie ten wstrętny, podstępny Szatan, żmija podła podkusiła mojego pradziadka we współpracy z tą zdradziecką jędzą, chyba pierwszą pomyłką doskonałego Tatusia. > Pewnie, wszystko można zinterpretować w taki podejrzliwy demaskatorski sposób. Kolejna wersja teorii spiskowej. Tylko w ustach socjologa, trochę dziwne...SPISEK??? Na miłość boską jaki spisek? Toż to śmieszne, że dorośli ludzie podejrzewają jakieś spiski, i to socjolog? Wczoraj rozmawiałam z Matką Boską i objawiła mi kolejną tajemnicę, nie jestem pewna czy fatimską, ale tego, żeby przypisywać mi zło i manipulację, kiedy szczerze podzielę się "objawieniem" było by przejawem braku dojrzałości i dziecięcej wręcz, jakże niedojrzałej podejrzliwości. Dla wierzących przecież to oczywiste!  > Nauka też w podobny sposób dojrzewa, czy to oznacza, że naukowcy są oszustami, bo kiedyś wierzono, że Ziemia jest płaska?I niech by ktoś podważał tę prawdę wiary. Niech by spróbował podważać boski autorytet Diabła przebranego za Boga. Skopiem, poniżym, spalim lub ukrzyżujem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Brawo, brawo, brawo!!!
Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Jak nie odróżniasz infantylizmu od wiary, to nic nie poradzę. Za dużo by tłumaczyć i to i tak byłoby jak grochem o ścianę. Tym bardziej nie zrozumiesz o co chodzi w świadomie wybranej postawie dziecięctwa Bożego. Jest to zewnętrznie podobne do infantylizmu, ale ma zupełnie inny sens. Jednak trzeba być głęboko wierzącym, aby to zrozumieć, ateiści wszystko chcą upraszczać, dlatego wyciągają wnioski jakie wyciągają.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>>>Do czego zmierzasz?
>>Zmierzam do uzyskania odpowiedzi na konkretne pytanie : Czy podtrzymujesz swoje twierdzenie, że >Gdyby nie tenże dogmat [o niepokalanym poczęciu NMP] i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej.
>to nie takie proste
I gdyby to był pierwszy raz! Po raz kolejny przekonuję się, że miłość do prawdy, tak często deklarowana przez ludzi Kościoła jest miłością platoniczną. Sprowadza się najczęściej do odmieniania tego magicznego słowa przez przypadki. Z prawdą, przez prawdę, w prawdzie... A kiedy przychodzi do udzielenia konkretnej, bezkompromisowej, zgodnej z ewangelicznym zaleceniem (Mt 5,37), odpowiedzi, zaczynają się piętrzyć trudności. A to kontekst, a to nadzwyczajny stopień komplikacji, a to niewłaściwie zadane pytanie. Trudno. Zostawmy to na boku.
Faktem jest, o czym sam piszesz, że wśród protestantów niepokalane poczęcie NMP nie budziło nigdy kontrowersji. Podobnie zresztą, o czym nie piszesz, wśród prawosławnych. Jedynie o katolikach Bóg najwyraźniej zapomniał i nie oświecił ich w tej istotnej sprawie. Musieli sami się z tym uporać. I nie jest ważne jaką rolę odgrywały tu ambicje tego czy innego zgromadzenia zakonnego. Stało się tak, że jeszcze w 1853 roku można się było zgadzać ze Św. Tomaszem z Akwinu i poddawać w wątpliwość niepokalane poczęcie, a już w 1855 ten kto by tej prawdzie zaprzeczał sam wyłączyłby się ze społeczności Kościoła, stałby się odstępcą i winnym herezji. Tak postanowiły najwyższe gremia Kościoła ustami Piusa IX. To dla mnie, oczywiście nie dla Ciebie, dobitny przykład na to, że religia jest dziełem ludzi. I do tego właśnie zmierzałem.
Warto z tej perspektywy spojrzeć na dyskusje w sprawie celibatu księży. Nie trzeba być prorokiem aby stwierdzić, że prędzej czy później historia się powtórzy. I będzie to kolejny dowód dla mnie, nie dla Ciebie, na prawdziwość przytoczonej wyżej tezy.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >>>Do czego zmierzasz?> >>Zmierzam do uzyskania odpowiedzi na konkretne pytanie : Czy podtrzymujesz swoje twierdzenie, że >Gdyby nie tenże dogmat [o niepokalanym poczęciu NMP] i towarzyszące mu inne dogmaty maryjne, wiara w bezgrzeszność Chrystusa budziłaby wątpliwości natury logicznej.> >to nie takie proste> I gdyby to był pierwszy raz! Po raz kolejny przekonuję się, że miłość do prawdy, tak często deklarowana przez ludzi Kościoła jest miłością platoniczną. Sprowadza się najczęściej do odmieniania tego magicznego słowa przez przypadki. Z prawdą, przez prawdę, w prawdzie... A kiedy przychodzi do udzielenia konkretnej, bezkompromisowej, zgodnej z ewangelicznym zaleceniem (Mt 5,37), odpowiedzi, zaczynają się piętrzyć trudności. A to kontekst, a to nadzwyczajny stopień komplikacji, a to niewłaściwie zadane pytanie. Trudno. Zostawmy to na boku.A to kolejny przykład przypisywania nam w domyśle kłamstwa, taka socjotechnika zwana niedomówieniem  Nie jest łatwo przełożyć to co się przeżywa na słowa i takie próby definiowania trącają potem bełkotem, a to woda na młyn dla krytyków. Każdy może trochę inaczej postrzegać, czy przeżywać, ale to nie oznacza, że czegoś nie ma, bo zeznania się różnią. > Faktem jest, o czym sam piszesz, że wśród protestantów niepokalane poczęcie NMP nie budziło nigdy kontrowersji. Podobnie zresztą, o czym nie piszesz, wśród prawosławnych.> Jedynie o katolikach Bóg najwyraźniej zapomniał i nie oświecił ich w tej istotnej sprawie. Musieli sami się z tym uporać. I nie jest ważne jaką rolę odgrywały tu ambicje tego czy innego zgromadzenia zakonnego. Stało się tak, że jeszcze w 1853 roku można się było zgadzać ze Św. Tomaszem z Akwinu i poddawać w wątpliwość niepokalane poczęcie, a już w 1855 ten kto by tej prawdzie zaprzeczał sam wyłączyłby się ze społeczności Kościoła, stałby się odstępcą i winnym herezji. Tak postanowiły najwyższe gremia Kościoła ustami Piusa IX.Temat drażliwy, bo cokolwiek tu powiem mogą odezwać się prawosławni i protestanci. Prawosławni zatrzymali się na etapie, gdzie było to nierozstrzygnięte, a Protestanci radykalnie odrzucili. Ogłoszenie jakiejś prawdy wiary jako dogmat nie jest tak sobie rzuconym stwierdzeniem, że tak długo czekano na oficjalne uznanie za dogmat, to właśnie dlatego, że ukształtował się pogląd i rozeznanie Kościoła w tym temacie. Jednak tłumaczyć to niewierzącym, to ignotum per ignotum. Protestanci nie przyjmują, bo trzymają się sztywno zasady "sola scriptura" i nie uznają autorytetu papieża, a prawosławni podobnie. To trudne kwestie i raczej jest to problem wewnętrzny w Kościele rozumianym jako całość, bo prawosławni i protestanci nie będąc w jedności z katolikami jednak do Kościoła Chrystusowego należą. > To dla mnie, oczywiście nie dla Ciebie, dobitny przykład na to, że religia jest dziełem ludzi. I do tego właśnie zmierzałem.Wierzący uznają raczej, że dziełem Boga przez ludzi. Do wielu prawd Kościół doszedł ewolucyjnie w toku dyskusji z herezjami. Pojawiają się nowe problemy, które odsłaniają wcześniej niezauważone rzeczy. Czasami trzeba podjąć się reinterpretacji niektórych kwestii w świetle jakichś odkryć. Nie jest to manipulacja. Jeśli kiedyś naiwnie sądzono, że Biblia jest superencyklopedią, dziś na skutek odkryć naukowych nie podtrzymuje się takich twierdzeń, a kolejne badania pokazują, co jest rzeczywistym przedmiotem Objawienia, jakie treści chciał przekazać Bóg ludzkości. Badania naukowe nad tekstem pozwalają wyciągnąć właściwy sens przekazu biblijnego ukrytego w kontekście kultury starożytnej jej gatunkach literackich itd. Jeśli dziś ktoś rzuca oskarżycielskie hasła na podstawie dosłownej interpretacji, jest zwykłym ignorantem, a tacy jak życie pokazuje najgłośniej krzyczą. > Warto z tej perspektywy spojrzeć na dyskusje w sprawie celibatu księży. Nie trzeba być prorokiem, aby stwierdzić, że prędzej czy później historia się powtórzy. I będzie to kolejny dowód dla mnie, nie dla Ciebie, na prawdziwość przytoczonej wyżej tezy.Nie sądzę, aby ktoś kiedykolwiek ogłosił celibat dogmatem. Dogmat dotyczy prawdy wiary, a celibat jest nakazem dyscyplinarnym, który teoretycznie może zostać zniesiony. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Cześć!
>Kontrast, Kontrast... >Nie ma nic trudniejszego, niż zaszczepić racjonalne myślenie wyznawcom neotomizmu. Tyle jesteś na tym forum, a nie rozumiesz, że racjonalizm nie polega na braku wiary w Boga. Wielu racjonalistów WIERZY. >W istocie scholastycy nie bronią wiary w Boga, lecz "arystotelowskiego myślenia" (przednaukowego), myślenia magicznego i dogmatów powstałych na tym gruncie. Rzekłbym raczej myślenia spontanicznego, czy może raczej intuicyjnego. Sądzę, że źle pojmujesz neotomizm. Przypisujesz mnie do jakiejś grupy, a z tego co widzę nie jest to adekwatne do tego, co mówię. Wbrew temu co przypisujesz nie jestem wrogiem racjonalnego myślenia. Raczej moja krytyka jest zdroworozsądkowa. Krytykuję naiwność w przykładaniu jednej linijki do wszystkiego. Są rzeczy, do których racjonalizm się bardzo przydaje (matematyka, fizyka, chemia itp., architektura i podobne dziedziny techniczne) i jest nieodzowny, ale są też sprawy, gdzie tego typu myślenie nie ma zastosowania, a wszelkie próby przynoszą sztuczność. Kwestia wiary jest zarówno intuicyjna jak i racjonalna. Racjonalnie możemy zbudować tu szkielet, ale całe wypełnienie jest już kwestią intuicji. Zmierzyć można to, co należy do kategorii przestrzennych. Jest to jednak temat na inną okazję, a na to niestety nie mam teraz czasu. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć >Wbrew temu co przypisujesz nie jestem wrogiem racjonalnego myślenia. Raczej moja >krytyka jest zdroworozsądkowa. Przepraszam, nie uważam Cię za wroga racjonalizmu. Po prostu racjonalizm to nie ateizm. >Krytykuję naiwność w przykładaniu jednej linijki do wszystkiego. Są rzeczy, do których >racjonalizm się bardzo przydaje (matematyka, fizyka, chemia itp., architektura i podobne >dziedziny techniczne) i jest nieodzowny, ale są też sprawy, gdzie tego typu myślenie nie >ma zastosowania, a wszelkie próby przynoszą sztuczność. Sztuczność czego? Religie zajmują się moralnością, pracą (mówią kiedy mamy pracować, kiedy nie), seksem, kogo można zabijać kogo nie. Może to jest sztuczne?
>Kwestia wiary jest zarówno intuicyjna jak i racjonalna. Racjonalność Arystotelesa? Zdrowy rozsądek to nie racjonalizm.
Kiedyś na pewno jeszcze pogadamy. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >Krytykuję naiwność w przykładaniu jednej linijki do wszystkiego. Są rzeczy, do których >racjonalizm się bardzo przydaje (matematyka, fizyka, chemia itp., architektura i podobne >dziedziny techniczne) i jest nieodzowny, ale są też sprawy, gdzie tego typu myślenie nie >ma zastosowania, a wszelkie próby przynoszą sztuczność.> Sztuczność czego? Religie zajmują się moralnością, pracą (mówią kiedy mamy pracować, kiedy nie), seksem, kogo można zabijać kogo nie. Może to jest sztuczne?Ta kwestia jest właśnie mieszana i racjonalizm bez intuicji mógłby tu wyrządzić wiele ludzkiej krzywdy. Właśnie w etyce, czy ściślej teologii moralnej nie można przykładać jednej miary, trzeba wziąć pod uwagę niejednokrotnie tak wiele czynników, że tylko na podstawie zdrowego rozsądku i kryterium w postaci cnót można rozsądzać w sposób właściwy, a raczej możliwie najbliższy doskonałemu. Nowe problemy często weryfikują skostniałe racjonalistyczne normy i trzeba nierzadko podejmować trudne decyzje sytuacyjne na gorąco. W takich sytuacjach nie ma czasu na analizy racjonalistyczne. > >Kwestia wiary jest zarówno intuicyjna jak i racjonalna.> Racjonalność Arystotelesa?Arystoteles i św Tomasz to takie pomniki, ale po nich przyszło wielu innych, którzy wnieśli jakieś ciekawe kwestie. Teologia nie opiera się tylko na tomizmie, czerpie inspirację z różnych źródeł, z racjonalistów również. Współcześnie bardziej niż tomizm uwydatnia się fenomenologia jeśli mówimy w ogóle o różnicy. Generalnie chrześcijaństwo i katolicyzm jest pozafilozoficzny. Filozofia jest służebnicą teologii. Trudno więc mówić, ze wszyscy katolicy są neotomistami, co najwyżej kładą akcent na niektóre tomistyczne kwestie dotyczące np. ontologii. > Zdrowy rozsądek to nie racjonalizm.To Twoje słowa  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > >Zdrowy rozsądek to nie racjonalizm.> To Twoje słowa  Wpisałem w google "zdrowy rozsądek" i na 1 miejscu wyskoczyła...Wikipedia: Rozsądek to termin określający skłonność człowieka do podejmowania decyzji odpowiednio do zaistniałych okoliczności. Instynktownie. Termin "zdrowy rozsądek" opisuje wierzenia i założenia, które dla większości ludzi wydają się oczywiste, słuszne i właściwe, oraz niezależne od wiedzy ezoterycznej (wiary, religii). Owe wierzenia i założenia mają źródło w doświadczeniu empirycznym i instynktach! Rozsądek związany jest ściśle z międzymózgowiem. To myślenie zdroworosądkowe było podstawą fałszywych TWIERDZEŃ Arystotelesa. Przekonania zdroworozsądkowe nie muszą być przekazywane z pokolenia na pokolenie, gdyż naturalnie wywodzą się z instyktów człowieka. Pamiętasz? Chciałem Ci to powiedzieć na samym początku... Ciągle myli się rozsądek z racjonalizmem. Rozsądek to twierdzenia o rzeczach NOWYCH na podstawie rzeczy już poznanych. Jest dobry, ale niebezpieczny. Jest powiązany z WIEDZĄ, ale raczej nie z MYŚLENIEM. Polecam się...
|
|
| | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >>Zdrowy rozsądek to nie racjonalizm.> >To Twoje słowa  > Wpisałem w google "zdrowy rozsądek" i na 1 miejscu wyskoczyła...Wikipedia:> Rozsądek to termin określający skłonność człowieka do podejmowania decyzji odpowiednio do zaistniałych okoliczności. Instynktownie(...)> Ciągle myli się rozsądek z racjonalizmem. Rozsądek to twierdzenia o rzeczach NOWYCH na podstawie rzeczy już poznanych. Jest dobry, ale niebezpieczny. Jest powiązany z WIEDZĄ, ale raczej nie z MYŚLENIEM.> Polecam się...Ta próba dyskredytacji rozsądku naturalnego może się obrócić przeciwko racjonalizmowi, temu wypracowanemu. On również w oderwaniu od "rzeczy już poznanych" nie mógłby funkcjonować. Sprawności rozumowe nabyliśmy w podobny sposób jak wspomniany zdrowy rozsądek. Podobnie też jak racjonalnego myślenia wielu ludziom nie dostaje zdrowego rozsądku. To jeszcze jeden dowód na potrzebę rozsądku, który weryfikuje mądre korzystanie z władz umysłowych. Trzeba tu brać pod uwagę różne źródła, a nie kierować się tylko jednym.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | WItam >Ta próba dyskredytacji rozsądku naturalnego może się obrócić przeciwko racjonalizmowi, >temu wypracowanemu. >On również w oderwaniu od "rzeczy już poznanych" nie mógłby funkcjonować. Przebić się przez barierę "zdrowego rozsądku" jest dla człowieka niesłychanie ciężko. Jednak dokonaliśmy tego. Dokonała tego nauka. Galileusz udowodnił, że "ciężkie rzeczy nie spadają szybciej niż lekkie". Newton zniszczył arystotelizm ostatecznie. Czy zdajesz sobie sprawę, że fizyka nie jest zdroworozsądkowa? Fizyka twierdzi, że to ruch jest naturalny, nie spoczynek. Widzisz to dookoła? Einsteina uważa się za geniusza, praktycznie, wyłącznie dlatego, że doszedł do wniosków CAŁKOWICIE przeciwnych zdrowemu rozsądkowi. OTW nie jest zdroworozsądkowa. Mało tego Einstein był ojcem fizyki kwantowej. Nie muszę pisać dalej? Nie ma ona nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. >Sprawności rozumowe nabyliśmy w podobny sposób jak wspomniany zdrowy rozsądek. Zdrowy rozsądek to pojęcie dość szerokie. Rozumiane potocznie jak i bardziej "definicyjnie". Generalnie instynkty siedzą w nas jako doświadczenia zebrane przez setki pokoleń. Instynkty podpowiadają nam, że należy się bać ciemności, szmer w ciemnościach powoduje gęsią skórkę itd... Zdolności rozumowe to coś zupełnie innego. Coś zupełnie odmiennego. To wyższe narzędzie, pozwalające nam SAMYM wyciągać wnioski, by jeszcze ulepszyć przetrwanie. >Trzeba tu brać pod uwagę różne źródła, a nie kierować się tylko jednym. Kieruję się zdrowym rozsądkiem, jak jestem w górach, lub na kajakach. Potrzebny mi jest do jedzenia i innych przyziemnych rzeczy. Na przykład co zrobić kiedy usłyszę niedaleko niedźwiedzia... Nie nadaje się on jednak do poznawania świata. I oto mi chodzi.
|
|
| | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Ta próba dyskredytacji rozsądku naturalnego może się obrócić przeciwko racjonalizmowi (...).> Przebić się przez barierę "zdrowego rozsądku" jest dla człowieka niesłychanie ciężko. Jednak dokonaliśmy tego. Dokonała tego nauka (...).Truizmy... > >Sprawności rozumowe nabyliśmy w podobny sposób jak wspomniany zdrowy rozsądek.> Zdrowy rozsądek to pojęcie dość szerokie. Rozumiane potocznie jak i bardziej "definicyjnie". Generalnie instynkty siedzą w nas jako doświadczenia zebrane przez setki pokoleń. Instynkty podpowiadają nam, że należy się bać ciemności, szmer w ciemnościach powoduje gęsią skórkę itd...> Zdolności rozumowe to coś zupełnie innego. Coś zupełnie odmiennego.> To wyższe narzędzie, pozwalające nam SAMYM wyciągać wnioski, by jeszcze ulepszyć przetrwanie.Mam wrażenie, że próbujesz tłumaczyć mi rzeczy oczywiste, jakbym się urwał z choinki. Najwyraźniej utożsamiasz zdrowy rozsądek z intuicją i wrodzonymi instynktami. To błąd niezależnie jaki słownik bierzesz, aby przytoczyć definicję. Może należałoby napisać do wydawcy o sprostowanie definicji. Zdrowy rozsądek to raczej podejście uwzględniające wszystkie możliwe czynniki, racjonalizm również, ale nie wyłacznie. Takie teorie jak TW wprowadzają nowe śwatło i zdrowy rozsądek wiedząc o danym odkryciu bierze go pod uwagę w analizie i ocenie sytuacji. Czasami sprawdza się prawo Murphiego w tego typu podejściu do rzeczy: "Jeśli będziesz coś ulepszać dostatecznie długo, to na pewno to zepsujesz"  Podważanie Arystotelesa ma sens jeśli wnioski służą wzbogaceniu poznania... > >Trzeba tu brać pod uwagę różne źródła, a nie kierować się tylko jednym.> Kieruję się zdrowym rozsądkiem, jak jestem w górach, lub na kajakach. Potrzebny mi jest do jedzenia i innych przyziemnych rzeczy. Na przykład co zrobić kiedy usłyszę niedaleko niedźwiedzia...Jeszcze raz potwierdzasz, że mylisz instynkt samozachowawczy ze zdrowym rozsądkiem. Zdrowy rozsądek to raczej postawa równowagi i ostrożności w zbyt szybkim wyciąganiu wniosków. Wbrew pozorom TW może być właśnie owocem zdrowego rozsądku w tym znaczeniu, bo Einstein nie dał się zwieźć pozorom stałości. Jednak dyskusja o zdrowym rozsądku to temat na szerszą dyskusję w oddzielnym wątku. > Nie nadaje się on jednak do poznawania świata. I oto mi chodzi.Tu się nie zgodzę i raczej bym twierdził, że bez postawy zdroworozsądkowej zapanowałby w nauce chaos i relatywizm. Racjonalizm jest tylko jednym z narzędzi, ważnym, ale nie wyłącznym. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Przekonać niewierzącego do wiary, to wyjątkowo trudna rzecz >I niepotrzebna.
To ty tak twierdzisz. Ale nieomylny chyba nie jesteś?
>Wiara na skutek oddziaływań społecznych, to prawdziwa wiara?
To jaka według ciebie jest "prawdziwa"? Na skutek objawienia? Moim zdaniem, wiara na skutek oddziaływań społecznych jest równie prawdziwa jak niewiara na skutek tychże oddziaływań.
>Porównanie do Rydzyka jest obraźliwe.
Dla Rydzyka również.
>Wątpię poza tym, by Pan Agnosiewicz jeździł maybachem za nasze pieniądze.
A Rydzyk za nasze? Za moje z pewnością nie. A jeżeli za twoje (oczywiście bez twojej zgody) to pozwij go do sądu, lub RP do Strassburga, że mu to umożliwia.
>>Oczywiście w ciągu całego okresu istnienia forum niejednokrotnie zdarzały się przypadki, że ktoś kogoś przekonał. Sporne jest tylko, czy było ich dwa czy trzy. >No oczywiście. Trudno dojrzałemu człowiekowi zaszczepić racjonalne myślenie, skoro nie nauczył się go dotąd. Tak samo trudno racjonalistę i sceptyka przekonać do wiary w krasnoludki, IWHW i cywilizacje podwodne.
Nie zrozumiałeś mnie. Nie chodziło mi wcale o przekonanie do zmiany światopoglądu lecz do przekonania o czymkolwiek. Bo nawet to jest niezwykle rzadkie. Większość forumowiczów broni swoich tez jak Jaruzelski socjalizmu. A poza tym pragnę nieśmiało zauważyć, że nie każdy ateista jest od razu racjonlistą. Zresztą racjonalizm to przecież nie światopogląd (wielu czołowych racjonalistów, z prekursorem racjonalizmu - Kartezjuszem na czele, było przecież ludźmi wierzącymi) tylko metoda.
|
|
| |  | | kimak (2276 punktów) | > Ale nieomylny chyba nie jesteś?Nie jestem. > Na skutek objawienia? Moim zdaniem, wiara na skutek oddziaływań społecznych jest równie prawdziwa jak niewiara na skutek tychże oddziaływań.Niewiara to opozycja do wiary. Proponuję wyjść poza ten schemat. Poruszałem ten problem w swoim wątku "Alternatywna nazwa ateizmu". Wiara powinna (tak mniemam) wypływać z wewnętrznego przekonania, a nie przyzwyczajenia. > >Porównanie do Rydzyka jest obraźliwe.> Dla Rydzyka również.??????????????????????????????????? > >Wątpię poza tym, by Pan Agnosiewicz jeździł maybachem za nasze pieniądze.> A Rydzyk za nasze? Za moje z pewnością nie. A jeżeli za twoje (oczywiście bez twojej zgody) to pozwij go do sądu, lub RP do Strassburga, że mu to umożliwia.Niepotrzebnie się pienisz. W momencie, w którym kupi sobie choćby rower za moje pieniądze, przestanę dawać pieniądze (choć dotąd ich nie dałem  ), bo tak podpowiada mi racjonalizm. Wiara natomiast zaślepia zastępy ojca dyrektora. > Nie zrozumiałeś mnie. Nie chodziło mi wcale o przekonanie do zmiany światopoglądu lecz do przekonania o czymkolwiek. Bo nawet to jest niezwykle rzadkie.Rzadkie u ludzi zaślepionych, raz juz przekonanych i zamkniętych na argumenty. Człowiek rozumujący logicznie, sprawiedliwy, zawsze gotów jest ewoluować. To dziecinada, jeśli oczekujesz od dyskutanta jakiejś nagłej wolty. To nie amerykański film. Człowiek chodzi, myśli, zastanawia się i z czasem przyznaje rację, jeśli stwierdził, że się mylił choćby częściowo. Ja tego doświadczyłem na sobie. Jeśli ty nie, to znaczy że tracisz czas siedząc na tym forum i "dyskutując". > Większość forumowiczów broni swoich tez jak Jaruzelski socjalizmu. A poza tym pragnę nieśmiało zauważyć, że nie każdy ateista jest od razu racjonlistą. Zresztą racjonalizm to przecież nie światopogląd (wielu czołowych racjonalistów, z prekursorem racjonalizmu - Kartezjuszem na czele, było przecież ludźmi wierzącymi) tylko metoda.Ten problem poruszałem w "Alternatywnej nazwie ateizmu". Sam temat niezbyt może szczęśliwie sformułowany, ale dość dokładnie zreferowany przeze mnie i innych dyskutantów w kolejnych wypowiedziach. Po tej dyskusji ukułem sobie taki termin na własny domowy użytek - nazywam sam siebie hiperracjonalistą, czyli racjonalistą nie tylko tu na ziemi, ale również w sprawch tzw. transcendentnych, czyli nie mnożę bytów bez potrzeby, jak to zwykli czynić wierzący. Mniemam, że na tym forum nie musisz być nieśmiały, tak jak ja na czacie katolików.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | > Wiara powinna (tak mniemam) wypływać z wewnętrznego przekonania, a nie przyzwyczajenia.Owszem, ale to "wewnętrzne przekonanie" niekoniecznie musi wynikać z objawienia lecz może narastać stopniowo na skutek oddziaływań społecznych. Ludzie, którzy zmieniają religię, nie czynią tego "z przyzwyczajenia" tylko przekonani słowem i przykładem wyznawców tej nowej religii. > >>Porównanie do Rydzyka jest obraźliwe.> >Dla Rydzyka również.> ???????????????????????????????????Coś się tak zdziwił? Chyba nie sądzisz, że Rydzyk byłby zachwycony porównaniem Racjonalisty do Radia Maryja? > >>Wątpię poza tym, by Pan Agnosiewicz jeździł maybachem za nasze pieniądze.> >A Rydzyk za nasze? Za moje z pewnością nie. A jeżeli za twoje (oczywiście bez twojej zgody) to pozwij go do sądu, lub RP do Strassburga, że mu to umożliwia.> Niepotrzebnie się pienisz. W momencie, w którym kupi sobie choćby rower za moje pieniądze, przestanę dawać pieniądze (choć dotąd ich nie dałemJeżeli dotąd nie dałeś, to dlaczego twierdzisz, że ten rydzykowy maybah to za nasze pieniądze? A poza tym jak możesz przestać dawać pieniądze, choć dotąd ich nie dałeś? Żelaznej logiki to ty nie prezentujesz. > Człowiek chodzi, myśli, zastanawia się i z czasem przyznaje rację, jeśli stwierdził, że się mylił choćby częściowo. Ja tego doświadczyłem na sobie. Jeśli ty nie, to znaczy że tracisz czas siedząc na tym forum i "dyskutując".Nie trafiłem jeszcze na tym forum na post, w którym ktoś (obojętnie z jakiej opcji) przyznał, "że się mylił, choćby częściowo". Ale może jestem tu za krótko. Jeżeli ty trafiłeś na takie posty to pdrzuć mi linki. > nazywam sam siebie hiperracjonalistą, czyli racjonalistą nie tylko tu na ziemi, ale również w sprawch tzw. transcendentnych, czyli nie mnożę bytów bez potrzeby, jak to zwykli czynić wierzący.Zapewne nie wiesz, że Ockham, uznany za twórcę zasady, na którą się powołujesz, był osobą wierzącą (choć heretykiem). A oryginalna zasada Ockhama brzmiała " Jedynym realnym bytem jest Bóg - wszystko, co da się wywieść bezpośrednio od Boga jest prawdą, a reszta to czcze spekulacje". pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_Ockhama
|
|
| | | |  | | kimak | > Owszem, ale to "wewnętrzne przekonanie" niekoniecznie musi wynikać z objawienia lecz może narastać stopniowo na skutek oddziaływań społecznych.Jeżeli dotyczy to ludzi świadomych, to nie widzę problemu. Przeraża mnie indoktrynacja dzieci. > Coś się tak zdziwił? Chyba nie sądzisz, że Rydzyk byłby zachwycony porównaniem Racjonalisty do Radia Maryja?Racja. > Jeżeli dotąd nie dałeś, to dlaczego twierdzisz, że ten rydzykowy maybah to za nasze pieniądze? A poza tym jak możesz przestać dawać pieniądze, choć dotąd ich nie dałeś? Żelaznej logiki to ty nie prezentujesz.Chciałbym, żebyś się tu nie mylił. Państwo zwalniając organizacje religijne z wszelkich podatków, a ostatnio wręcz dokładając do nich, wyjmuje pośrednio pieniądze z naszej kieszeni, z Twojej zapewne też. > Nie trafiłem jeszcze na tym forum na post, w którym ktoś (obojętnie z jakiej opcji) przyznał, "że się mylił, choćby częściowo". Ale może jestem tu za krótko. Jeżeli ty trafiłeś na takie posty to pdrzuć mi linki.Nie śledziłem dotąd forum pod tym kątem. Zdaję sobie jednak sprawę, że będzie to trudne, ale mniemam że nie beznadziejne (sam przyznałem Ci racje powyżej  . > Zapewne nie wiesz, że Ockham, uznany za twórcę zasady, na którą się powołujesz, był osobą wierzącą (choć heretykiem). A oryginalna zasada Ockhama brzmiała "Jedynym realnym bytem jest Bóg - wszystko, co da się wywieść bezpośrednio od Boga jest prawdą, a reszta to czcze spekulacje".> pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_OckhamaJak zatem widać wśród wierzących też są mądrzy ludzie, choć niestety służący wg. mnie niezrozumiałej sprawie. Pozdrawiam
|
|
| joice | >Witam! >Dawno nie zaglądałem na forum, niestety wolnego czasu mam >niewiele. Pracę trudno pogodzić z filozofowaniem. Brakuje >trochę tego. Budować domy, czy wyjaśniać rzeczy oczywiste >ludziom prowokującym do skomplikowanych odpowiedzi na łatwe >pytania lub prostych wyjaśnień na kwestie niewyjaśnione i >nieosiągalne. Przekonać niewierzącego do wiary, to >wyjątkowo trudna rzecz i chyba budowanie domów przyniesie >większe efekty w tej sprawie niż, pisanie długich >apologetycznych elaboratów. wielu niewierzacych indoktrynacje osobista i glupia wiare ma po prostu za soba >Patrząc trochę z dystansu zastanawiam się, którzy ludzie >bardziej szukają Boga, wierzący, czy ci, którzy myślą, że w >Niego nie wierzą. ja nie wierze.na pewno w tych wszystkich kreatorow tego swiatka i zycia na nim Póki co czas płynie nieubłaganie, a >wątpiący pytają a gdy usłyszą odpowiedź pytają o to samo >jeszcze raz i tak w kółko... to znaczy o co pytaja 'watpiacy'? bo nie 'watpiacy' przestali pytac( o ile w ogole na serio pytali) a zaczeli mitologizowac,i stad ich wiara mija sie z rzeczywistoscia,w ktorej przyszlo zyc >Może nie chcą usłyszeć albo woleliby usłyszeć inną >odpowiedź, to pytanie, które sam sobie zadaję i w zasadzie >niestety przewiduję odpowiedź... Może zatem lepiej pisać >kosztorysy?... lepiej pisac cokolwiek,byle nie takie wiadomosci na forum racjonalisty. >Pozdrawiam forumowiczów! pozdrawiam i zycze postow bardziej adekwatnych dla wiekszosci forumowiczow.
|
|
 | | Przemysław Szkodziński (17 punktów) | > pozdrawiam i zycze postow bardziej adekwatnych dla wiekszosci forumowiczow.Ja również pozdrawiam, i zastanawiam się, od kiedy istnieje potrzeba pisania postów mających koniecznie pasować większości forumowiczów.  Rozumiem, że takie są prawa popytu i podaży, ale forum dyskusyjne to nie piekarnia przecież.
|
|
|  | | JOICE |
> Ja również pozdrawiam, i zastanawiam się, od kiedy istnieje potrzeba pisania postów mających koniecznie pasować większości forumowiczów. Rozumiem, że takie są prawa popytu i podaży, ale forum dyskusyjne to nie piekarnia przecież.> ALE TO JEST FORUM W PORTALU RACJONALISTA A TOBIE POLECALABYM KOSCIOL.PL LUB TRYNITARIANIE.INFO POZDRAWIAM
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) |
nie pisz bez potrzeby dużymi literami, gdyż oznaczają one raczej krzyk i nie nadużywaj tego To wyjątek z netykiety. Warto zapoznać się z całością. Ponadto myślę, że każdy może sobie wybrać forum, które mu najbardziej pasuje. To, że tak wiele osób wybiera nasze, wynika między innymi z tego, że takie głosy jak Twój zdarzają się na nim bardzo rzadko. I oby tak pozostało jak najdłużej.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | joice (259 punktów) | > nie pisz bez potrzeby dużymi literami, gdyż oznaczają one raczej krzyk i nie nadużywaj tego> To wyjątek z netykiety. Warto zapoznać się z całością.zapoznalam sie,dzieki za rady. > Ponadto myślę, że każdy może sobie wybrać forum, które mu najbardziej pasuje. To, że tak wiele osób wybiera nasze, wynika między innymi z tego, że takie głosy jak Twój zdarzają się na nim bardzo rzadko. I oby tak pozostało jak najdłużej.  nie chcialam wyjsc na faszystke. ale mysle ze milo by bylo,gdyby utworzony zostal dzial forum przeznaczony na dyskusje niewierzacych z wierzacymi > Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myślipozdrawiam
|
|
| | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>ale mysle ze milo by bylo,gdyby utworzony zostal dzial forum przeznaczony na dyskusje niewierzacych z wierzacymi
Takie dyskusje toczą się praktycznie w każdym dziale i trudno sobie wyobrazić, aby mogło być inaczej.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | | joice | >>ale mysle ze milo by bylo,gdyby utworzony zostal dzial forum przeznaczony na dyskusje niewierzacych z wierzacymi > Takie dyskusje toczą się praktycznie w każdym dziale i trudno sobie wyobrazić, aby mogło być inaczej. > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
osmiele sie napisac tu,ze wyobrazic sobie niezwykle to latwo,a biorac przyklad z przeroznych 'chrzescijanskich' forum moge dodac,ze z pewnoscia wprowdzilo by to wiekszy lad i porzadek do forum portalu racjonalistow. pozdrawiam.
|
|
| Smakuś (100 punktów) | strasznie długa dyskusja na ten temat,aż wszystkiego nie przeczytam.Drogi Kontraście wystarczy że udowodnisz mi istnienie Boga a nie będę musiał wierzyć  , Czy wierzysz w świętego Mikołaja???Jeśli nie, a w Boga wierzysz to jesteś niekonsekwentny; dowody na istnienie Mikołaja są tak samo mocne jak na istnienie Boga  Wiara jest ze swej definicji czymś głupim-jeśli nie znam się na fizyce to wierzę fizykom w kwestii bomb atomowych- jestem więc głupcem jeśli chodzi o fizykę, czyż nie?Ty natomiast jesteś głupcem jeśli chodzi o filozofię(a jeśli się obrażasz po takim twierdzeniu to jesteś jeszcze większym głupcem!) 
CoToStopka?
|
|
 | | Smakuś (100 punktów) | jak już nazwałem kogoś glupcem to jeszcze powyjaśniam:czytając twój tekst odebrałem cię jako osobę wierzącą próbującą nawracać niewierzących, jeśli tak nie jest to żle cię zrozumiałem i sam jestem głupcem 
CoToStopka?
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | > jak już nazwałem kogoś glupcem to jeszcze powyjaśniam:czytając twój tekst odebrałem cię jako osobę wierzącą próbującą nawracać niewierzących, jeśli tak nie jest to żle cię zrozumiałem i sam jestem głupcem  Nadużywasz stwierdzeń... Do nawracania niewierzących nie używałbym forum Racjonalisty, bo tu się gromadzą tacy, którzy mają psychologiczną barierę. Raczej chodzi mi o kruszenie murów uprzedzeń i oskarżycielskiej postawy u niewierzących. Jeśli kogoś to nawróci jest to działanie uboczne.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|