Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateista - osoba niewierząca czy "wierząca inaczej"?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-07-2006 00:17Ocykan (3528 punktów)Ateista - osoba niewierząca czy "wierząca inaczej"?
Osoby wierzące często twierdzą, że ateiści też wierzą. Wierzą mianowicie, że Boga nie ma. Ateiści natomiast odparowują, że oni nie wierzą, że Bóg istnieje. Różnica niby subtelna ale jednak istotna. Więc jak to jest? Czy ateiści to osobnicy niewierzący czy "wierzący inaczej"?
Według mnie są i tacy i tacy. Jednych od drugich można odróżnić po ich zachowaniu.
Każda wiara jest apostolska. Wierzącym zależy na pozyskiwaniu prozelitów. Natomiast niewiara apostolską nie jest. Osobie niewierzącej jest obojętne, czy ktokolwiek podziela jego niewiarę. Toteż ateiści "wierzący inaczej" (tj. wierzący, że Bóg nie istnieje) prowadzą energiczną i szeroko zakrojoną akcję w celu pozyskania dla swojej idei jak największej liczby wyznawców (przepraszam - zwolenników). Oczywiście, jak wszyscy wyznawcy jakiejkolwiek idei czy religii robią to wyłącznie dla dobra tychże. Natomiast ateiści nie wierzący w istnienie Boga zachowują swoją niewiarę dla siebie i ani im w głowie "oświecać" kogokolwiek.
W związku z tym uważam, że przeważająca część ateistów występujących na forum Racjonalisty to nie niewierzący tyko "wierzący inaczej".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

enfant (64444 punktów)
Osoby wierzące w krasnoludki często twierdzą, że "akraśniści" też wierzą. Wierzą mianowicie, że krasnoludków nie ma. Akraśniści natomiast odparowują, że oni nie wierzą, że krasnoludki istnieją. Różnica niby subtelna ale jednak istotna. Więc jak to jest? Czy akraśniści to osobnicy niewierzący czy "wierzący inaczej"?

Jeżeli nie wierzysz w krasnoludki, Ocykanie, to tak naprawdę wierzysz, tylko inaczej. Jesteś wyznawcą-nieistnienia-krasnoludków.

>Według mnie są i tacy i tacy. Jednych od drugich można
>odróżnić po ich zachowaniu.
>Każda wiara jest apostolska. Wierzącym zależy na
>pozyskiwaniu prozelitów. Natomiast niewiara apostolską nie
>jest. Osobie niewierzącej jest obojętne, czy ktokolwiek
>podziela jego niewiarę. Toteż ateiści "wierzący inaczej"
>(tj. wierzący, że Bóg nie istnieje) prowadzą energiczną i
>szeroko zakrojoną akcję w celu pozyskania dla swojej idei
>jak największej liczby wyznawców (przepraszam -
>zwolenników). Oczywiście, jak wszyscy wyznawcy
>jakiejkolwiek idei czy religii robią to wyłącznie dla dobra
>tychże. Natomiast ateiści nie wierzący w istnienie Boga
>zachowują swoją niewiarę dla siebie i ani im w głowie
>"oświecać" kogokolwiek.
>W związku z tym uważam, że przeważająca część ateistów
>występujących na forum Racjonalisty to nie niewierzący tyko
>"wierzący inaczej".

Jeżeli jeden próbuje przekonać drugiego do swego stanowiska to oznacza tylko to, że próbuje go przekonać do swego stanowiska. Jeżeli nie wierzysz w krasnoludki, to czy musisz ten swój jakże odważny sceptycyzm schować do szuflady, żeby nazwać się niewierzącym? Czy jeżeli powiesz o swej brawurze intelektualnej wierzącemu w krasnale, to momentalnie staniesz się wierzącym z tymże inaczej?. Można do sceptycyzmu przekonywać albo nie, ale sceptycyzm nigdy nie jest wiarą. Matematyk w szkole oświeca uczniów, że 4 to nie 2+5. Czy to robi z niego wyznawcę 2+2 i 1+3? Jaki Ty widzisz związek między natężeniem perswazji, a skalą zawierzenia perswadującego? Po prostu niewierzący chce przekonać wierzącego do swej niewiary. Tam gdzie jest zaprzeczenie wiary, tam jej nie ma. I być nie może.
sininen (72 punktów)

Byłabym troche bardziej ostrożna z tym scepycyzmem i panicznym strachem przed słowew " wierzyć". Sceptyk przecież tak samo nie powie, że wierzy w Boga, jak i nie stwierdzi, że nie ma takiej istoty wyższej. Bo tak samo jak nie jest w stanie udowodnić jego istnienia, nie udowodni jego nieistnienia. Na dzień dzisiejszy można powiedzieć, że sceptyk przyjmuje, czy też zakłada, że Boga nie ma. Ale nie widzę nic złego w stwierdzeniu, że ateista wierzy w nieistnienie Boga. Tak często słyszę przecież z ust ateistów słowa: " Wierzę w człowieka, w siebie."

>Tam gdzie jest zaprzeczenie wiary, tam jej nie ma. I być nie może.

Zaprzeczenie wiary w coś nie jest zaprzeczeniem wiary samej w sobie
stormrider (206 punktów)
>Byłabym troche bardziej ostrożna z tym scepycyzmem i panicznym strachem przed słowew " wierzyć". Sceptyk przecież tak samo nie powie, że wierzy w Boga, jak i nie stwierdzi, że nie ma takiej istoty wyższej. Bo tak samo jak nie jest w stanie udowodnić jego istnienia, nie udowodni jego nieistnienia.

Takiego czlowieka nazywa się raczej agnostykiem, a nie ateistą

________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
sininen (72 punktów)

>Takiego czlowieka nazywa się raczej agnostykiem, a nie ateistą

No właśnie, dlatego nie rozumiem strachu ateistów przed posądzeniem ich o jakąkolwiek wiarę.
Thorvoy (6588 punktów)
Mówiąc "wierzę w człowieka" wiadomo że chodzi o zaufanie. Jeśli mówi się "wierzę w boga", naprawdę znaczy to "wierzę w istnienie boga". Na tym polega ta dyskretna różnica, której teiści chyba nie chcą dostrzegać.
Ocykan (3528 punktów)
>Jeśli mówi się "wierzę w boga", naprawdę znaczy to "wierzę w istnienie boga".

A skoro wierzę w Jego istnienie, to będąc istotą logiczną uznaję jego bezmierną wyższość. I jako chrześcijanin odaję Mu cześć. Dla chrześcijanina sama wiara nie jest żadną cnotą bo i duchy nieczyste wierzą i drżą (św. Jakub).
Thorvoy (6588 punktów)
>A skoro wierzę w Jego istnienie, to będąc istotą logiczną uznaję jego bezmierną wyższość. I jako chrześcijanin odaję Mu cześć. Dla chrześcijanina sama wiara nie jest żadną cnotą bo i duchy nieczyste wierzą i drżą (św. Jakub).

Problem w tym, że wierzysz w nielogicznego boga. Nie muszę chyba nic dodawać?
Ocykan (3528 punktów)
>Problem w tym, że wierzysz w nielogicznego boga. Nie muszę chyba nic dodawać?

Mógłbyś dodać, jaki byłby dla ciebie logiczny. Bo jezeli stwierdzisz, że żaden, to wykażesz, że nie chodzi ci o żadną logikę. Ty po prostu wierzysz, że Boga nie ma i już. I żadna logika cię nie przekona.
Thorvoy (6588 punktów)
I znowu to moje ulubione odwracanie kota ogonem...

Co do boga- pisałem wcześniej. Wystarczy że będzie ograniczony i już jego istnienie przestaje być sprzeczne z logiką. Problemem pozostaje sens istnienia takiego boga.
Agnieszka (300 punktów)
>Mógłbyś dodać, jaki byłby dla ciebie logiczny. Bo jezeli stwierdzisz, że żaden, to wykażesz, że nie chodzi ci o żadną logikę. Ty po prostu wierzysz, że Boga nie ma i już. I żadna logika cię nie przekona.
>
No to podaj logiczny argument na to, że Bóg istnieje... Ciekawe stwierdzenie: "wierzysz, że Boga nie ma". Po prostu na siłę próbujesz udowodnić mu, że wierzy!
Poza tym wiara sama w sobie nie jest logiczna. Ty przecież nie wiesz, że Bóg istnieje, ty w to wierysz/>. Logiczny Bóg to byłby taki Bóg, którego istnienie możnaby udowodnić i wiedzieć, że on istnieje.
Ocykan (3528 punktów)
>Ty przecież nie wiesz, że Bóg istnieje, ty w to wierysz.

Mylisz się. Ja też nie wierzę. Mianowicie nie wierzę, że Boga nie ma a my jesteśmy krótką chwilą między nicością i nicością.
Thorvoy (6588 punktów)
To już głupia zabawa.

Raz że wiarę teistyczną (czyli -=[W ISTNIENIE]=- boga) rozpatruje się na innej płaszczyźnie, niż wiarę np. w to że zaraz napiję się herbaty, albo wiarę w człowieka (a więc w znaczeniu zaufania).

Dwa- bytu nie traktujemy tak samo jak braku bytu, bo to prowadzi do głupich propozycji w rodzaju "udowodnij że boga/krasnoludka nie ma". Żeby udowodnić istnienie boga/krasnoludka wystarczy podać jeden dobry argument (którego jakoś jeszcze nikt- zabawna sprawa- nie podał). Żeby udowodnić nieistnienie, trzeba rozpatrzeć nieskończoną liczbę przypadków.

Czy jakiś teista w końcu to pojmie?
Agnieszka (300 punktów)
>>Ty przecież nie wiesz, że Bóg istnieje, ty w to wierysz.
>Mylisz się. Ja też nie wierzę. Mianowicie nie wierzę, że Boga nie ma a my jesteśmy krótką chwilą między nicością i nicością.
>
Nie można udowodnić, że Boga nie ma, ale tak samo nie można udowodnić, że krasnoludków nie ma. Uważasz, że ich nie ma? Czyli to oznacza, że wierzysz w to, że ich nie ma? To jest nielogiczne.
Na pewno słyszałeś o domniemaniu niewinności. Jeśli oskarżyłabym Cię o zabójstwo to uważasz, że to ja powinnam udowadnić ci popełnienie zbrodni, czy że to Ty powinieneś udowodnic, że zbrodni nie popełniłeś? Jeśli Ty mówisz, że Bóg istnieje, to Ty powinieneś udowodnić jego istnienie, czy to ja powinnam udowodnić, że go nie ma?
Thorvoy (6588 punktów)
>Na pewno słyszałeś o domniemaniu niewinności. Jeśli oskarżyłabym Cię o zabójstwo to uważasz, że to ja powinnam udowadnić ci popełnienie zbrodni, czy że to Ty powinieneś udowodnic, że zbrodni nie popełniłeś? Jeśli Ty mówisz, że Bóg istnieje, to Ty powinieneś udowodnić jego istnienie, czy to ja powinnam udowodnić, że go nie ma?

Odpowiedz sobie sama na to pytanie. Czy gdyby ktoś powiedział Ci że widuje krasnale, łażące mu po chałupie, Ty powinnaś udowadniać ich nieistnienie, czy za stosowniejsze uważałabyś, by Tobie udowodniono wpierw ich istnienie?
Agnieszka (300 punktów)
>Odpowiedz sobie sama na to pytanie. Czy gdyby ktoś powiedział Ci że widuje krasnale, łażące mu po chałupie, Ty powinnaś udowadniać ich nieistnienie, czy za stosowniejsze uważałabyś, by Tobie udowodniono wpierw ich istnienie?

Chodziło mi o to, żeby Ocykan odpowiedział na to pytanie. Oczywiscie, jakby ktoś powiedział mi, że widuje krasnale "łażące mu po chałupie" to uwierzyłabym, bo u mnie też takie chodzą po domu. Jesli chcesz to wyślę Ci ich zdjęcie na e-mail.
Ocykan
>Jeśli Ty mówisz, że Bóg istnieje, to Ty powinieneś udowodnić jego istnienie, czy to ja powinnam udowodnić, że go nie ma?

Nieuważnie czytasz. ja nigdzie i nigdy nie napisałem, że Bóg istnieje. Napisałem tylko, że nie wierzę, że Bóg nie istnieje. To po pierwsze. A po drugie: nigdzie i nigdy nie żądałem, aby ktokolwiek udowadniał, że Boga nie ma. Mnie naprawdę jest wszystko jedno, kto w co wierzy lub nie wierzy.
Agnieszka (300 punktów)
>Nieuważnie czytasz. ja nigdzie i nigdy nie napisałem, że Bóg istnieje. Napisałem tylko, że nie wierzę, że Bóg nie istnieje. To po pierwsze. A po drugie: nigdzie i nigdy nie żądałem, aby ktokolwiek udowadniał, że Boga nie ma. Mnie naprawdę jest wszystko jedno, kto w co wierzy lub nie wierzy.

1.1 Skoro nie wierzysz, że Boga nie ma tzn., że wierzysz, że Bóg jest. Podwójne zaprzeczenie to twierdzenie.
1.2 Nie wierzę, że Bóg nie istnieje... Tak samo możesz powiedzieć: Nie wierzę, że krasnoludki nie istnieją.
2. Nie wierzysz, że Boga nie ma. To, że Boga nie ma to nie jest wiara... A Ty uważasz, że jest. Pewnie dlatego, że nie ma dowodów na nieistnienie Boga. Chyba już uzasadniłam dlaczego takich dowodów nie ma. I chyba jednak trochę cię obchodzi, skoro stworzyłeś ten wątek...
Ocykan
>1.1 Skoro nie wierzysz, że Boga nie ma tzn., że wierzysz, że Bóg jest. Podwójne zaprzeczenie to twierdzenie.

Skoro, przynajmniej zdaniem osób deklarujących się jako ateiści, niewiara w isnienie Boga nie jest tym samym co wiara w Jego nieistnienie, także samo niewiara w nieistnienie Boga nie jest tym samym co wiara w Jego istnienie.

>1.2 Nie wierzę, że Bóg nie istnieje... Tak samo możesz powiedzieć: Nie wierzę, że krasnoludki nie istnieją.

Porównanie Boga do krasnoludka jest tak ułomne, że aż bezsensowne. Bóg, jeżeli jest, jest istotą niematerialną. Krasnoludek natomiast, choć malutki, jest istotą ze wszech miar materialną. Istnienia lub nieistnienia obiektów materialnych można dowieść, trudności mogą być tylko techniczne. Istnienia lub nieistnienia bytów niematerialnych dowieść nie można, nawet teoretycznie. Toteż Boga można ewentualnie porównywać do innych bytów niematerialnych. Dlatego mógłbym ewentualnie powiedzieć, że nie wierzę np. w nieistnienie duszy (i rzeczywiście, nie wierzę).

>2. Nie wierzysz, że Boga nie ma. To, że Boga nie ma to nie jest wiara... A Ty uważasz, że jest.

Gdyby to nie była pewnego rodzaju wiara, nie miałaby swoich "apostołów". A ma i to dość licznych.

>[...] nie ma dowodów na nieistnienie Boga. Chyba już uzasadniłam dlaczego takich dowodów nie ma.

I być nie może. Na Jego istnienie zresztą też.

>I chyba jednak trochę cię obchodzi, skoro stworzyłeś ten wątek...

Wątek stworzyłem nie po to, żeby ewangelizować ateistów lecz żeby przeprowadzić rozróżnienie między ateistami niewierzącymi a ateistami "wierzącymi inaczej".
Agnieszka (300 punktów)
>Porównanie Boga do krasnoludka jest tak ułomne, że aż bezsensowne. Bóg, jeżeli jest, jest istotą niematerialną. Krasnoludek natomiast, choć malutki, jest istotą ze wszech miar materialną. Istnienia lub nieistnienia obiektów materialnych można dowieść, trudności mogą być tylko techniczne. Istnienia lub nieistnienia bytów niematerialnych dowieść nie można, nawet teoretycznie. Toteż Boga można ewentualnie porównywać do innych bytów niematerialnych. Dlatego mógłbym ewentualnie powiedzieć, że nie wierzę np. w nieistnienie duszy (i rzeczywiście, nie wierzę).
Znowu to samo: Nie wierzę w nieistnienie duszy.
OK. Ja nie wierzę w nieistnie innych równoległych światów. Nie wierzę w nieistnienie UFO, które przecież może pochodzić z innego swiata i dzięki rozwiniętej technice przemieszczać się pomiędzy światami. Nie wierzę w nieistnienie Saurona, który cały czas nas obserwuje a my nie zdajemy sobie z tego sprawy (jest on niematerialny, a do miejsca, w którym przebywa nikt nie może trafić). Nie wierzę w nieistnienie Matrixa. Nie wierzę w nieistnieie reinkarnacji itd. itp.
>>2. Nie wierzysz, że Boga nie ma. To, że Boga nie ma to nie jest wiara... A Ty uważasz, że jest.
>Gdyby to nie była pewnego rodzaju wiara, nie miałaby swoich "apostołów". A ma i to dość licznych.
A wiesz, że matematyka to też religia? Są przecież ludzie, którzy poswiecają jej życie (analogicznie do kapłanów). No i oczywiście ilu ma apostołów, którzy wykorzystując szkołę próbuje przekonać ludzi do wyznawania ich religii. Poza tym jeśli nauczyciel mówi dzieciom, że 2+2=4, to dzieci muszą przyjąć to "na wiarę" (ostatnie zdanie to "genialne" stwierdzenie pewnego księdza próbującego udowodnić, że wszystko wymaga wiary...).
>>[...] nie ma dowodów na nieistnienie Boga. Chyba już uzasadniłam dlaczego takich dowodów nie ma.
>I być nie może. Na Jego istnienie zresztą też.
No właśnie: Jeśli nie ma dowodów na istnienie czegoś, to przyjmujemy, że tego nie ma!!! Pisałam o tym wcześniej (domniemanie niewinności).
>>I chyba jednak trochę cię obchodzi, skoro stworzyłeś ten wątek...
>Wątek stworzyłem nie po to, żeby ewangelizować ateistów lecz żeby przeprowadzić rozróżnienie między ateistami niewierzącymi a ateistami "wierzącymi inaczej".
Może i tak, ale tzn., że jesteś zainteresowany tym, w co wierzą inni.
Ocykan
> Nie wierzę w nieistnienie Saurona, który cały czas nas obserwuje a my nie zdajemy sobie z tego sprawy (jest on niematerialny

Nieprawda. Sauron (przynajmniej ten z "Władcy Pierścieni", z wymyślonym ewentualnie przez ciebie sprawa może się mieć inaczej) jest materiany. Na tyle materialny, że Isildur mógł mu odciąć rękę.

>Nie wierzę w nieistnienie Matrixa. Nie wierzę w nieistnieie reinkarnacji itd. itp.

No i dobrze, wolno ci. Komu to przeszkadza?

>A wiesz, że matematyka to też religia? Są przecież ludzie, którzy poswiecają jej życie (analogicznie do kapłanów). No i oczywiście ilu ma apostołów, którzy wykorzystując szkołę próbuje przekonać ludzi do wyznawania ich religii.

Raczej nie przekonać tylko zmusić. Tych co nie uznają, że 2 + 2 = 4 czekają sankcje.

>>>[...] nie ma dowodów na nieistnienie Boga. Chyba już uzasadniłam dlaczego takich dowodów nie ma.
>>I być nie może. Na Jego istnienie zresztą też.
>No właśnie: Jeśli nie ma dowodów na istnienie czegoś, to przyjmujemy, że tego nie ma!!!

Nienaukowe podejście. Kiedyś nie było dowodów na istnienie atomów, genów i wielu innych rzeczy. Gdyby wszyscy mieli takie poglądy jak ty, to przyjęliby za pewnik, że tych rzeczy nie ma. A skoro nie ma - to nie warto ich szukać. Nie prowadziliby zatem badań, które mogłyby doprowadzić do ich odkrycia, zatem by ich nie odkryli. No i w dalszym ciągu byliby pewni, że ich nie ma.

>>>I chyba jednak trochę cię obchodzi, skoro stworzyłeś ten wątek...
>>Wątek stworzyłem nie po to, żeby ewangelizować ateistów lecz żeby przeprowadzić rozróżnienie między ateistami niewierzącymi a ateistami "wierzącymi inaczej".
>Może i tak, ale tzn., że jesteś zainteresowany tym, w co wierzą inni.

Owszem, ale jest to zainteresowanie czysto naukowe. Nie wartościuję poglądów innych ludzi.
Agnieszka (300 punktów)
>> Nie wierzę w nieistnienie Saurona, który cały czas nas obserwuje a my nie zdajemy sobie z tego sprawy (jest on niematerialny
>Nieprawda. Sauron (przynajmniej ten z "Władcy Pierścieni", z wymyślonym ewentualnie przez ciebie sprawa może się mieć inaczej) jest materiany. Na tyle materialny, że Isildur mógł mu odciąć rękę.
To taka poprawka do Tolkiena.
>>Nie wierzę w nieistnienie Matrixa. Nie wierzę w nieistnieie reinkarnacji itd. itp.
>No i dobrze, wolno ci. Komu to przeszkadza?
Nikomu, ale jest conajmiej nie do końca normalne...I analogicznie do niewiary w nieistnienie Boga. Z tą różnica, że nikt kto " nie wierzy w nieistnie nieistnienie Matrixa" nie przekonuje na siłę innych do swojej "niewiary".
>>A wiesz, że matematyka to też religia? Są przecież ludzie, którzy poswiecają jej życie (analogicznie do kapłanów). No i oczywiście ilu ma apostołów, którzy wykorzystując szkołę próbuje przekonać ludzi do wyznawania ich religii.
>Raczej nie przekonać tylko zmusić. Tych co nie uznają, że 2 + 2 = 4 czekają sankcje.
Nie zauważyłeś, że to była prowokacja? (A tak na marginesie: w średniowieczu, a nawet w niektórych państwach do dzisiaj ludzie są zmuszani do wiary w Boga, czyż nie temu miało służyć palenie na stosach?). To chyba dla każdego oczywiste, że nie trzeba wieryć, że 2+2=4, bo to się wie. Ale dlaczego akurat 2+2=5?- mógłby ktoś zapytać. Dlatego, że pewną konkretnej ilości ludzie przyporządkowali jakiś dźwięk (dwa), a później symbol (2). Łączenie ze sobą dwóch wartości określili jako "dodawanie" i oznaczyli symbolem +. Tak się akurat składa, że jeżeli dodamy 2+2 to wyjdzie inna ilość, którą ludzie oznaczyli symbolem 4. (Ludzie stworzyli taki system, bo był im on potrzebny żeby np. przeliczyć owce). I gdzie tu wiara? I to nie jest zmuszanie tylko przekazywanie wiedzy poprzednich pokoleń następnemu pokoleniu, jasne?
>Nienaukowe podejście. Kiedyś nie było dowodów na istnienie atomów, genów i wielu innych rzeczy. Gdyby wszyscy mieli takie poglądy jak ty, to przyjęliby za pewnik, że tych rzeczy nie ma. A skoro nie ma - to nie warto ich szukać. Nie prowadziliby zatem badań, które mogłyby doprowadzić do ich odkrycia, zatem by ich nie odkryli. No i w dalszym ciągu byliby pewni, że ich nie ma.
Odkrycie atomów, genów itp. wynika z porcesu poznawczego, który nadal trwa. Ludzie dążą do wiedzy, zrozumienia. Zapewne proces ten będzie trwał jeszcze bardzo długo, gdyż pozostaje jeszcze np. nierozszyfrowany do końca genom ludzki, kosmos... Na tym etapie wiedzy może przypyszczać, że istnieją jeszcze dalsze planety niż te, które odkryliśmy, al enie możemy tego udowodnić. W przyszłości zapewne dowody będą, a jak na razie nikt się do dtych planet nie modli. Z wiarą w Boga jest tak, że trwa już od niepamiętnych czasów, a dowodów najego istnienie nadal nie ma. Naukowcy dawniej przypuszczali, ze są np. atomy, a nie wierzyli. to była po prostu jedna z teorii, która się sprawdziłą. Było tez wiele teorii, które się nie sprawdził i zostały odrzucone.
>Owszem, ale jest to zainteresowanie czysto naukowe. Nie wartościuję poglądów innych ludzi.
A kto powiedział, że jest inaczej?
>
Ocykan
>(A tak na marginesie: w średniowieczu, a nawet w niektórych państwach do dzisiaj ludzie są zmuszani do wiary w Boga, czyż nie temu miało służyć palenie na stosach?).

Generalnie raczej nie. Poza stosunkowo nielicznymi wyjątkami na stosach palono głównie heretyków (czyli osoby jak najbardziej wierzące w Boga, tylko nieortodoksyjnie. Innowierców i niewierzących na ogól nie palono. Tych ostatnich zresztą w średniowieczu nie było raczej zbyt wielu. Palono również "czarownice", ale to już później (w odrodzeniu i oświeceniu - Salem) i nie robiono tego z powodu ich niewiary tylko ze strachu przed ich czarami.

Przepraszam, ze nie ustosunkowuję się do reszty twojego postu. Nie wynika to z lekceważenia, lecz ze zmęczenia tematem. Nota bene jestem zdziwiony (choć i zaszczycony) żywotnością mojego wątku. Musiałem wielu racjonalistów, "racjonalistów" i irracjonalistów mocno poruszyć...
Agnieszka (300 punktów)
>>(A tak na marginesie: w średniowieczu, a nawet w niektórych państwach do dzisiaj ludzie są zmuszani do wiary w Boga, czyż nie temu miało służyć palenie na stosach?).
>Generalnie raczej nie. Poza stosunkowo nielicznymi wyjątkami na stosach palono głównie heretyków (czyli osoby jak najbardziej wierzące w Boga, tylko nieortodoksyjnie. Innowierców i niewierzących na ogól nie palono. Tych ostatnich zresztą w średniowieczu nie było raczej zbyt wielu. Palono również "czarownice", ale to już później (w odrodzeniu i oświeceniu - Salem) i nie robiono tego z powodu ich niewiary tylko ze strachu przed ich czarami.

W europejskim średniowieczu istniało wiele herezji. Uznawano je za przestępstwo, a wyroki za nią były surowe, szczególnie pod koniec epoki, gdy aktywna była inkwizycja. Ateizm jednak nie mieścił się w formach mentalności średniowiecznej - nieliczne odnotowane postawy zbliżone do ateizmu bliższe były satanizmowi (zob. Rober Diabeł). Za bliskie ateizmu można uznać poglądy niektórych członków panteistycznego Bractwa Wolnego Ducha. Jeden z nich, Löffler, który spłonął na stosie w Bernie w 1375 r. za popieranie tego ruchu, wyzywał swoich egzekutorów, krzycząc, że nie będą mieli wystarczająco dużo drewna by spalić "przypadek, który rządzi światem".
z Wikipedii
Ale ten Löffer odważny musiał być. Galileusz, na przykład, wolał się wyprzeć swoich teorii niż spłonąć.
Ocykan (3528 punktów)
>Sceptyk przecież [...] nie stwierdzi, że nie ma takiej istoty wyższej.

Nawet sceptyk (a właściwie zwłaszcza sceptyk) nie stwierdzi, że człowiek z pewnością jest w całym wszechświecie istotą najdoskonalszą. Również sceptyk nie może twierdzić, że poza naszym n-wymiarowym wszechświatem już nic więcej nie istnieje. Nie może zatem zaprzeczyć, że może istnieć istota o wiele od nas doskonalsza, istniejąca nie tylko w naszym wymiarze ale i poza nim. A chrześcijanin wierzy, że taka istota istnieje i nazywa ją Bogiem.

I jeszcze jedno. Sceptycyzm jako taki nie jest żadną zaletą. Może on bowiem wypływać z braku wiedzy i/lub wyobraźni. Ostatecznie to grono sceptyków, słysząc, że ciemny lud szerzy zabobony powtarzając bajki o kamieniach spadających z nieba (meteory) dało im odpór, wydając oświadczenie: Kamienie nie mogą spadać z nieba bo w niebie nie ma kamieni. I nie wydarzyło się to w "ciemnym" Średniowieczu, tylko na przełomie XVII i XVIII wieku.
Celecrin (11895 punktów)

Witam

>Nawet sceptyk (a właściwie zwłaszcza sceptyk) nie stwierdzi, że człowiek z pewnością >jest w całym wszechświecie istotą najdoskonalszą.
Nie wierze, ze sceptyk tak powie. Na jakiej podstawie? Przeciez nie zbadalismy calego wrzechswiata!
>Również sceptyk nie może twierdzić, że poza naszym n-wymiarowym wszechświatem już >nic więcej nie istnieje.
Problem jak opisujesz nasz wrzechswiat. Sceptyk moze rowniez twierdzic, ze nic poza naszym wrzechswiatem nie istnieje.

>I jeszcze jedno. Sceptycyzm jako taki nie jest żadną zaletą. Może on bowiem wypływać z >braku wiedzy i/lub wyobraźni.
Sceptycyzm jest zaleta. Jezeli nie chcemy komplikowac dyskusji, a nie jest to wyraznie podkreslone, domyslnie rozmawiamy o "dzisiejszym" sceptycyzmie. Generalnie to postawa przyjmujaca za wiarygodne tylko te informacje,ktore spelniaja pewne obiektywne zalozenia. Widze tu tylko same zalety.
Ocykan (3528 punktów)
>>Nawet sceptyk (a właściwie zwłaszcza sceptyk) nie stwierdzi, że człowiek z pewnością >jest w całym wszechświecie istotą najdoskonalszą.
>Nie wierze, ze sceptyk tak powie. Na jakiej podstawie? Przeciez nie zbadalismy calego wrzechswiata!

Niedokładnie czytasz. Przecież ja wyraźnie napisałem, że sceptyk nie stwierdzi (tj. nie powie), że człowiek jest w całym wszechświecie istotą najdoskonalszą. Nie może tak stwierdzić, bo jak bardzo bystro zauważyłeś, nie zbadaliśmy całego wszechświata.

>Sceptyk moze rowniez twierdzic, ze nic poza naszym wrzechswiatem nie istnieje.

Może. Wykaże wtedy sceptycyzm wobec wspólczesnej kosmologii, która zakłada istnienie wielu wszechświatów.

>Sceptycyzm jest zaleta. Jezeli nie chcemy komplikowac dyskusji, a nie jest to wyraznie podkreslone, domyslnie rozmawiamy o "dzisiejszym" sceptycyzmie.

Dzisiejszy sceptycyzm moze okazać się jutrzejszą głupotą (i na pewno nieraz się okaże), tak jak sceptycyzm z XVII/XVIII wieku okazał się głupotą już kilkanaście lat później. Nieracjonalnym jest pogląd, że nasz "dzisiejszy" sceptycyzm jest pod tym względem wyjątkowy.
Marian (5438 punktów)
>Dzisiejszy sceptycyzm moze okazać się jutrzejszą głupotą (i na pewno nieraz się okaże), tak jak sceptycyzm z XVII/XVIII wieku okazał się głupotą już kilkanaście lat później. Nieracjonalnym jest pogląd, że nasz "dzisiejszy" sceptycyzm jest pod tym względem wyjątkowy.
Sceptycyzm nie może być głupi. Głupia to może być najwyżej przekora, albo naiwość.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Mój błąd!
Tak zamotałeś w tym zdaniu...Dwie sprzeczne informacje:
1. Nawet sceptyk nie stwierdzi...
2. Zwłaszcza sceptyk nie stwierdzi...
Nawet sceptyk, powiem szczerze, mnie zmyliło.
>>Sceptyk moze rowniez twierdzic, ze nic poza naszym wrzechswiatem nie istnieje.
>Może. Wykaże wtedy sceptycyzm wobec wspólczesnej kosmologii, która zakłada istnienie >wielu wszechświatów.
Nie takiej jednej, współczesnej kosmologii (paradygmat), która zakładałaby istnienie wielu wszechświatów, to TYLKO nie potwierdzone hipotezy.
Powiem więcej. Generalnie współczesna kosmologia (w sensie fizyka) nie zajmuje się miejscem "poza naszym wszechświatem", czas jest związany z przestrzenią i przypisany jest TYLKO do naszej rzeczywistości.

>Dzisiejszy sceptycyzm moze okazać się jutrzejszą głupotą (i na pewno nieraz się okaże),
Ocykan to zdanie jest bez sensu. Sceptycyzm to METODA, PODEJŚCIE, SPOSÓB MYŚLENIA, nie może w przyszłości być gorszy czy lepszy. Tym bardziej oparty na metodzie naukowej... Istnieje nawet pojęcie sceptycyzmu naukowego. Sam w swoim zdaniu posługujesz się sceptycyzmem!
Chyba, że mówisz o sądzie ostatecznym...
Agnieszka (300 punktów)
> Ostatecznie to grono sceptyków, słysząc, że ciemny lud szerzy zabobony powtarzając bajki o kamieniach spadających z nieba (meteory) dało im odpór, wydając oświadczenie: Kamienie nie mogą spadać z nieba bo w niebie nie ma kamieni. I nie wydarzyło się to w "ciemnym" Średniowieczu, tylko na przełomie XVII i XVIII wieku.

Skoro mówimy o tych czasach to może warto przytoczyć przykład biskupa, który uznał epileptyczkę za "opętaną" i poprzez głodzenie próbował wypędzić demona. Dziewczyna zmarła. Jej chorobę lekarze stwierdzili po śmierci...
No i oczywiście to Słońce krąży wokół Ziemi, a kobiety nadają się tylko do wychowywania dzieci, broń Boże, aby np. mieszały się do polityki...
I co? Zgadzasz się z tym? Przecież jesteś katolikiem.
Jeśli chcesz podam więcej przykładów absurdalnych twierdzeń krk.
Thorvoy (6588 punktów)
>> Ostatecznie to grono sceptyków, słysząc, że ciemny lud szerzy zabobony powtarzając bajki o kamieniach spadających z nieba (meteory) dało im odpór, wydając oświadczenie: Kamienie nie mogą spadać z nieba bo w niebie nie ma kamieni. I nie wydarzyło się to w "ciemnym" Średniowieczu, tylko na przełomie XVII i XVIII wieku.
>Skoro mówimy o tych czasach to może warto przytoczyć przykład biskupa, który uznał epileptyczkę za "opętaną" i poprzez głodzenie próbował wypędzić demona. Dziewczyna zmarła. Jej chorobę lekarze stwierdzili po śmierci...
>No i oczywiście to słońce krąży wokół ziemi, a kobiety nadają się tylko do wychowywania dzieci, broń Boże, aby np. mieszały się do polityki...
>I co? Zgadzasz się z tym? Przecież jesteś katolikiem.
>Jeśli chcesz podam więcej przykładów absurdalnych twierdzeń krk.

Sceptycy może nie twierdziliby, że "w niebie nie ma kamieni", gdyby kościół niemiłościwie panujący pozwolił działać wcześniej ludziom nauki, w tym astronomom.

Co do twierdzeń KrK- absurd goni absurd. Dzisiejszych wierzących to i tak nie obchodzi, bo zawsze mogą powiedzieć że "źle ZINTERPRETOWANO Biblię". Choćby sam Zeus Gromowładny zstąpił z Olimpu i dowiódł że Grecy jako jedyni znali prawdę, ostatecznie katolicy orzekliby że to wynika z BIblii, którą dopiero co na nowo zinterpretowali. Porażka.
Ocykan (3528 punktów)
>Skoro mówimy o tych czasach to może warto przytoczyć przykład biskupa, który uznał epileptyczkę za "opętaną" i poprzez głodzenie próbował wypędzić demona. Dziewczyna zmarła. Jej chorobę lekarze stwierdzili po śmierci...
>No i oczywiście to słońce krąży wokół ziemi, a kobiety nadają się tylko do wychowywania dzieci, broń Boże, aby np. mieszały się do polityki...
>I co? Zgadzasz się z tym? Przecież jesteś katolikiem.
>Jeśli chcesz podam więcej przykładów absurdalnych twierdzeń krk.

A co te twoje stwierdzenia (prawdziwe czy nie) mają do tematu mojego wątku? Jego tematem nie jest przecież konstruktywna krytyka KRK (na którą nieraz zasłużył) tylko istota ateizmu (niewiara czy "wiara inaczej"). Jeżeli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na tema KRK to załóż własny wątek w dziale Kościół i antyklerykalizm.
Thorvoy (6588 punktów)
A o tym KrK to ja tak tylko przy okazji. Ogólnie potępiam chrześcijaństwo i religie jako takie.

Pozdrawiam.
Agnieszka (300 punktów)
>Jego tematem nie jest przecież konstruktywna krytyka KRK (na którą nieraz zasłużył) tylko istota ateizmu (niewiara czy "wiara inaczej"). Jeżeli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na tema KRK to załóż własny wątek w dziale Kościół i antyklerykalizm.

Skoro tak to Ty też trzymaj się tematu i nie mów o zdaniu sceptyków nt. meteorytów. Bo tak samo teraźniejszy scpetyk nie uważa, że to było słuszne, jak Ty (domyślam się ) nie uważasz za słuszne palenie ludzi na stosach.

Pozdrawiam.
enfant (64444 punktów)
>Byłabym troche bardziej ostrożna z tym scepycyzmem i panicznym strachem przed słowew " wierzyć"...

Nie możemy być pewni nieistnienia czegokolwiek. Ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy wierzącymi w nieistnienie np. elfów. Jeżeli ktoś w coś wierzy, to wierzy. Jeśli nie wierzy, to nie wierzy, a nie wierzy w nieistnienie. Ja się nie boję słowa wierzyć, ja je po prostu rozumiem.
Ocykan
>Nie możemy być pewni nieistnienia czegokolwiek. Ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy wierzącymi w nieistnienie np. elfów.

Tu masz rację. Gdybyśmy byli wierzącymi w nieistnienie elfów, staralibyśmy się ten pogląd szeroko propagować i uświadamiać kogo się da, że elfy nie istnieją. Tymczasem raczej nie spotyka się tego rodzaju propagandy. Nawet RACJONALISTA.pl, który "jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata, serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę" nie propaguje nieistnienia elfów. Wynika z tego, że wszyscy (lub prawie wszyscy) jesteśmy niewierzącymi w ich istnienie.

Z Bogiem natomiast sprawa ma się inaczej. Ileż to ksiąg napisano na temat jego nieistnienia! Iluż gorliwych "apostołów" jego nieistnienie głosi! I to nie jest wiara? Wiary i to mocnej i żarliwej trzeba, aby tyle czasu, sił i środków poświęcać na zajmowanie się (w jakimkolwiek aspekcie) kimś, kto nie istnieje.
zima_bez_ciastka
> Wiary i to mocnej i żarliwej trzeba, aby tyle czasu, sił i środków poświęcać na zajmowanie się (w jakimkolwiek aspekcie) kimś, kto nie istnieje.
Albo problemów z tymi, którzy w jego istnienie wierzą.
Pozdrawiam
PS. Ludzie są głupi. Wiem z własnego przykładu
enfant (64444 punktów)
>>Nie możemy być pewni nieistnienia czegokolwiek. Ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy wierzącymi w nieistnienie np. elfów.
>Tu masz rację. Gdybyśmy byli wierzącymi w nieistnienie elfów, staralibyśmy się ten pogląd szeroko propagować i uświadamiać kogo się da, że elfy nie istnieją. Tymczasem raczej nie spotyka się tego rodzaju propagandy. Nawet RACJONALISTA.pl, który "jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata, serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę" nie propaguje nieistnienia elfów. Wynika z tego, że wszyscy (lub prawie wszyscy) jesteśmy niewierzącymi w ich istnienie.
>Z Bogiem natomiast sprawa ma się inaczej. Ileż to ksiąg napisano na temat jego nieistnienia! Iluż gorliwych "apostołów" jego nieistnienie głosi! I to nie jest wiara? Wiary i to mocnej i żarliwej trzeba, aby tyle czasu, sił i środków poświęcać na zajmowanie się (w jakimkolwiek aspekcie) kimś, kto nie istnieje.

Trzeba zaangażowania, siły, cierpliwości, ale nie żadnej wiary! Naprawdę, otwórz słownik, proszę. Poza tym, taki człowiek nie poświęca czasu czemuś, w co nie wierzy, lecz przekonuje wierzących, że ich wiara skierowana jest w próżnię. Co taka postawa ma wspólnego z wiarą? Jeśli ktoś jest wariacko wręcz zdeterminowany na polu nawracania na ateizm, to jest maniakiem, szaleńcem, fanatykiem, ale nie wierzącym. Wiara to zaufanie, uznanie czegoś bez dowodów. Trzeba wierzyć w coś. Nie ma wiary, że nie, jest niewiara.

Zresztą, to jest spór o słówka, a nie dyskusja światopoglądowa. Wolę unikać takich bagien polemicznych.
Ocykan (3528 punktów)
>Po prostu niewierzący chce przekonać wierzącego do swej niewiary.

A po ch.. mu to, jeżeli nie nie jest apostołem? Dla mnie na przykład każdy może wierzyć w reinkarnację, wywoływanie duchów, UFO i co tam zechce. Co mi do tego? Czemu niby miałbym go przekonywać do swojej niewiary?
Thorvoy (6588 punktów)
>A po ch.. mu to, jeżeli nie nie jest apostołem? Dla mnie na przykład każdy może wierzyć w reinkarnację, wywoływanie duchów, UFO i co tam zechce. Co mi do tego? Czemu niby miałbym go przekonywać do swojej niewiary?

Na przykład po to, żeby masa zdewociałych wyznawców wiary w takiego, czy innego boga nie wchodziła Ci z buciorami w życie. Wyznawcy UFO mi nie przeszkadzają, uważam że są naiwni, ale nie stawiają za państwowe pieniądze szkół ufologicznych, pomników Marsjan, nie są prawie obecni w poważnej prasie i telewizji, nie narzucają się z żadnym "uwierz w UFO, a zbawi cię Elvis", nie demonstrują swoich poglądów nachalnie. To wystarczy, żeby powiedzieć "co mi do tego?" i olać całą sprawę. O bandzie katoli (biorąc pod uwagę tylko Polskę) nie da się tego powiedzieć.
Ocykan (3528 punktów)
>O bandzie katoli (biorąc pod uwagę tylko Polskę) nie da się tego powiedzieć.

Ale te "katole" są przynajmniej lepiej wychowane niż oświecony pan "racjonalista". Ja nie obrażam swoich adwersarzy. Ale taki "racjonalista" jaki człowiek. Nienawiść odbiera ci umiar.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ale te "katole" są przynajmniej lepiej wychowane niż oświecony pan "racjonalista".

Tak wychowane, by obrażać się o wszystko co niekoniecznie ich dotyczy. Najpierw obraża się "bezsenność w sieci", teraz Ty, chociaż o Was nie wspomniałem choćby jednym przykrym słówkiem.

>Ja nie obrażam swoich adwersarzy.

A ja tak, choć rzadko. W tej chwili tego nie uczyniłem, bo na obelgi ode mnie trzeba sobie zasłużyć.

> Ale taki "racjonalista" jaki człowiek. Nienawiść odbiera ci umiar.

No ok. Tylko czy ja wypowiadałem się o Tobie w zacytowanym przez Ciebie fragmencie? Chyba że czujesz przynależność do wspomnianej "bandy katoli", która zdominowała życie publiczne i nie daje spokojnie żyć innym- wtedy ta wypowiedź faktycznie dotyczy i Ciebie.
Ocykan
>Najpierw obraża się "bezsenność w sieci", teraz Ty, chociaż o Was nie wspomniałem choćby jednym przykrym słówkiem.

Nie obraziłem się. Niemniej nie odpowiada mi dyskusja, w której epitety wzmacniają argumenty (lub je zastępują). Nie podobałoby mi się również, gdybyś obrażał moich adwersarzy, np. agnostyków, ateistów lub satanistów. Od dyskutanta, niezależnie jaką opcję by reprezentował, oczekuję pewnej klasyy. Ty niestety sam się zdyskwalifikowałeś.

>>Ja nie obrażam swoich adwersarzy.
>A ja tak, choć rzadko. W tej chwili tego nie uczyniłem, bo na obelgi ode mnie trzeba sobie zasłużyć.

No, jeżeli nazwanie pewnej grupu "bandą katoli" nie jest według ciebie obelgą, to aż się boję zapytać, jak te twoje obelgi wyglądają.

>> Ale taki "racjonalista" jaki człowiek. Nienawiść odbiera ci umiar.
>No ok. Tylko czy ja wypowiadałem się o Tobie w zacytowanym przez Ciebie fragmencie? Chyba że czujesz przynależność do wspomnianej "bandy katoli", która zdominowała życie publiczne i nie daje spokojnie żyć innym- wtedy ta wypowiedź faktycznie dotyczy i Ciebie.

Do "bandy katoli" należę, przynajmnie formalnie. Nie zauważyłem jednak jakoś, żebym cokolwiek zdominował, a już zwłaszcza życie publiczne. Nie sądzę również, żebym nie dał spokojnie żyć komukolwiek, chyba, że chodzi o moje wypowiedzi, które istotnie wielu forumowiczów denerwują i być może odbierają spokojny sen.
Zauważyłem natomiast dość energiczną ofensywę ideologiczną przeciwnej opcji. I to mi nie przeszkadza, ich bandyckie prawo. Natomiast niepokoi mnie, że sojuszników szukają za granicą (Parlament Europejski). A to już pachnie Targowicą...
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie obraziłem się. Niemniej nie odpowiada mi dyskusja, w której epitety wzmacniają argumenty (lub je zastępują).

Przyznaję, w moich wypowiedziach często wzmacniają (niekiedy przyłapuję sam siebie na przesadzie) ale nigdy nie zastępują.

> Nie podobałoby mi się również, gdybyś obrażał moich adwersarzy, np. agnostyków, ateistów lub satanistów.

Gdyby sataniści i ateiści panoszyli się tak jak katolicy- pewnie też mocno skrytykowałbym ich ogół.

>Od dyskutanta, niezależnie jaką opcję by reprezentował, oczekuję pewnej klasyy. Ty niestety sam się zdyskwalifikowałeś.

Klasa klasą, spójrz czasem na wartość merytoryczną wypowiedzi, nie skupiając się przede wszystkim na fragmentach, które trącą brutalizmem.

>No, jeżeli nazwanie pewnej grupu "bandą katoli" nie jest według ciebie obelgą, to aż się boję zapytać, jak te twoje obelgi wyglądają.

Nie nazwałem Ciebie jednym z bandy katoli. Może akurat jesteś całkiem sympatycznym katolikiem, który nie narzuca się innym. Ja odniosłem się do ogółu ludzi, którzy mi przeszkadzają. Nie widzisz tego? Jeśli zaś należysz do wspomnianego zbiorowiska, nie dziw się moim obelgom, których użycie uzasadniłem myślę że nader przejrzyście.

>Do "bandy katoli" należę, przynajmnie formalnie. Nie zauważyłem jednak jakoś, żebym cokolwiek zdominował, a już zwłaszcza życie publiczne.

Więc nie masz powodu czuć się obrażony, albowiem w takim przypadku nie celowałem w Ciebie.

> Nie sądzę również, żebym nie dał spokojnie żyć komukolwiek, chyba, że chodzi o moje wypowiedzi, które istotnie wielu forumowiczów denerwują i być może odbierają spokojny sen.

Akurat Twoje wypowiedzi denerwować mogą mnie tylko z powodu wtórności. Nie podałeś żadnego solidnego argumentu, przemawiającego na korzyść Twoich poglądów. To, co głosisz, znam już od dawna, gdyż- jak wspominałem- z niejednym religiantem dyskutowałem i zawsze kończyło się zamknięciem obiecującego nierzadko umysłu na oczywiste wręcz argumenty.

>Zauważyłem natomiast dość energiczną ofensywę ideologiczną przeciwnej opcji. I to mi nie przeszkadza, ich bandyckie prawo. Natomiast niepokoi mnie, że sojuszników szukają za granicą (Parlament Europejski). A to już pachnie Targowicą...

Nie mam nic przeciwko odwoływaniu się do zagranicznych trybunałów, czy parlamentów. Jeśli Polska nie może sobie sama poradzić wskutek zbyt małej liczby myślących trzeźwo, trzeba szukać gdzie indziej. A tak w ogóle to chrzanię moją ojczyznę i całą jej historię, interesuję się nią tylko dopóki w niej mieszkam, a mam nadzieję że taki stan rzeczy długo nie potrwa.

Pozdrawiam.
Ocykan (3528 punktów)
>Akurat Twoje wypowiedzi denerwować mogą mnie tylko z powodu wtórności. Nie podałeś żadnego solidnego argumentu, przemawiającego na korzyść Twoich poglądów. To, co głosisz, znam już od dawna,

To co ty głosisz też znam i też od dawna. Nigdy nie twierdziłem, że moje wypowiedzi są odkrywcze. Są one tak samo wtórne jak twoje i innych użytkowników forum. Generalnie większość dyskusji światopoglądowych (na szczęście nie wszystkie) to wielokrotne przeżuwanie tej samej dość jałowej papki.
Thorvoy (6588 punktów)
>To co ty głosisz też znam i też od dawna. Nigdy nie twierdziłem, że moje wypowiedzi są odkrywcze. Są one tak samo wtórne jak twoje i innych użytkowników forum. Generalnie większość dyskusji światopoglądowych (na szczęście nie wszystkie) to wielokrotne przeżuwanie tej samej dość jałowej papki.

Tu muszę się z Tobą niestety zgodzić. Wiesz jednak na czym polega problem? Najczęściej nie na walce na argumenty, ale tłumaczenie teistom rzeczy oczywistych, których albo nie przyjmują do wiadomości, albo których nie próbują kontrargumentowac (ciekawe dlaczego), zmieniwszy uprzednio temat. W całej mojej historii dyskutowania z teistami, dosłownie jeden raz (!) ktoś potraktował mnie tak, jak ja jego, czyli rzeczowo odpowiadał na wszystkie (a nie wybiórczo) przedstawione argumenty. Dyskusji nie wygrał, ale wzbudził we mnie szacunek największy spośród wszystkich dotychczasowych rozmówców.

Proponowałbym założyć kiedyś jeden prosty wątek nt. istnienia boga (bo na tym tle powstają największe konflikt racjonalistyczne), a potem każdy będzie przedstawiał argumenty za i przeciw, bez osobistych komentarzy. Różne wtórne kontrargumenty na jeden argument byłyby usuwane, obalone zostałyby podkreślone, żeby każdy wiedział czym ma się nie posiłkować.

Kurka, chyba naprawdę najlepsze są najprostsze rozwiązania.
enfant (64444 punktów)
>>Po prostu niewierzący chce przekonać wierzącego do swej niewiary.
>A po ch.. mu to, jeżeli nie nie jest apostołem?

A to już jest jego sprawa i temat na inną rozmowę. W każdym razie jego chęć przekonywania nie czyni z niego wierzącego. Wiara a szerzenie poglądu to dwie inne sprawy. Ty je wsadzasz w jeden worek. Zobacz w słowniku, co znaczy słowo wiara.

>Dla mnie na przykład każdy może wierzyć w reinkarnację, wywoływanie duchów, UFO i co tam zechce. Co mi do tego? Czemu niby miałbym go przekonywać do swojej niewiary?

No właśnie - do niewiary, robisz postępy.
Czemu miałbyś to robić? Może z troski o niego, z troski o racjonalizm, z antypatii do hochsztaplerów. Jeżeli uważasz, że powinieneś zostawić sprawę w spokoju, to twoja sprawa. Są jednak na świecie ludzie, którym zależy nie tylko na własnym tyłku. Nie wiem, czy do nich należysz, ale na pewno mylisz prawo do wolności poglądów z zakazem przekonywania do swoich racji. To drugie bynajmniej nie ma związku z wolnością.
Ocykan
Późno się "obudziłeś", zwłaszcza jak na budzik, wątek wydaje się już być na wyczerpaniu.

>A to już jest jego sprawa i temat na inną rozmowę. W każdym razie jego [tj. niewierzącego] chęć przekonywania nie czyni z niego wierzącego. Wiara a szerzenie poglądu to dwie inne sprawy. Ty je wsadzasz w jeden worek. Zobacz w słowniku, co znaczy słowo wiara.

Oczywiście, że "wiara" i "szerzenie poglądu" to nie to samo. Wiara to stan świadomości a szerzenie poglądu to działanie. Jednak jedno wynika z drugiego. Poglądy na ogół szerzy ten, kto je wyznaje, choć oczywiście istnieją wyjątki potwierdzające regułę, np. lektorzy partyjni ze schyłkowego okresu socjalizmu. Ale ich pierwsze pokolenie wierzyło, że socjalizm uszczęśliwi ludzkość i pogląd ten starali się szerzyć na cały świat.

>>Dla mnie na przykład każdy może wierzyć w reinkarnację, wywoływanie duchów, UFO i co tam zechce. Co mi do tego? Czemu niby miałbym go przekonywać do swojej niewiary?
>No właśnie - do niewiary, robisz postępy.

Nieuważnie czytasz. Od początku twierdzę, że istnieje zarówno "niewiara" jak i "wiara, że nie". Istnieją również dwa "podgatunki" ateistów: niewierzący i wierzący, że nie (tzw. "wierzący inaczej"). Niewierzący są na ogól tolerancyjni i nikogo do swojej niewiary nie przekonują. Natomiast "wierzący inaczej" swoją "wiarę inaczej" starają się upowszechniać.

>Czemu miałbyś to robić? Może z troski o niego, z troski o racjonalizm, z antypatii do hochsztaplerów.

Nie zliczysz ile krzywd wyrządzono "z troski o człowieka, o racjonalizm i z antypatii do hochsztaplerów". Tymi hasłami szermował zarówno nazizm jak i komunizm. Ja tam wolę, żeby się o mnie tak bardzo nie troszczono.
enfant (64444 punktów)
>Późno się "obudziłeś", zwłaszcza jak na budzik, wątek wydaje się już być na wyczerpaniu.

Ja nie uczestniczyłem w szerszej dyskusji w wątku. Próbowałem tylko obudzić Ciebie.

>>A to już jest jego sprawa i temat na inną rozmowę. W każdym razie jego [tj. niewierzącego] chęć przekonywania nie czyni z niego wierzącego. Wiara a szerzenie poglądu to dwie inne sprawy. Ty je wsadzasz w jeden worek. Zobacz w słowniku, co znaczy słowo wiara.
>Oczywiście, że "wiara" i "szerzenie poglądu" to nie to samo. Wiara to stan świadomości a szerzenie poglądu to działanie. Jednak jedno wynika z drugiego. Poglądy na ogół szerzy ten, kto je wyznaje, choć oczywiście istnieją wyjątki potwierdzające regułę, np. lektorzy partyjni ze schyłkowego okresu socjalizmu. Ale ich pierwsze pokolenie wierzyło, że socjalizm uszczęśliwi ludzkość i pogląd ten starali się szerzyć na cały świat.

Poglądy szerzy ten, kto je ma. A nie ten, kto wierzy w nie. Posiadanie poglądów, a wiara w coś to zupełnie inne rzeczy. I o to mi chodzi.

>>>Dla mnie na przykład każdy może wierzyć w reinkarnację, wywoływanie duchów, UFO i co tam zechce. Co mi do tego? Czemu niby miałbym go przekonywać do swojej niewiary?
>>No właśnie - do niewiary, robisz postępy.
>Nieuważnie czytasz. Od początku twierdzę, że istnieje zarówno "niewiara" jak i "wiara, że nie". Istnieją również dwa "podgatunki" ateistów: niewierzący i wierzący, że nie (tzw. "wierzący inaczej"). Niewierzący są na ogól tolerancyjni i nikogo do swojej niewiary nie przekonują. Natomiast "wierzący inaczej" swoją "wiarę inaczej" starają się upowszechniać.

Wiem, że widzisz taki podział. Ja takiej wizji nie podzielam. To, że dwóch ludzi ma takie same poglądy, ale jeden stara się je upowszechniać, to nie znaczy, że ten aktywniejszy jest wierzącym, że nie. Oni obaj są niewierzący, tylko jeden zbija bąki, a drugi jest aktywny w dzieleniu się swoją wizją. Gdzie tu w tym wszystkim wiara, czy niewiara?

>>Czemu miałbyś to robić? Może z troski o niego, z troski o racjonalizm, z antypatii do hochsztaplerów.
>Nie zliczysz ile krzywd wyrządzono "z troski o człowieka, o racjonalizm i z antypatii do hochsztaplerów". Tymi hasłami szermował zarówno nazizm jak i komunizm. Ja tam wolę, żeby się o mnie tak bardzo nie troszczono.

Gdyby nie było ludzi troszczących się o racjonalizm, nie byłoby racjonalizmu, nie byłoby tej witryny. Ja chcę, by się troszczono i chcę się troszczyć. To jest istota wolnej myśli i działania człowieka. Jeśli chcesz działać tylko na polu pomnażania pieniędzy, a poglądy chcesz zostawić dla siebie, to proszę bardzo. Ja tam będę troskliwy. Jeśli ktoś wykorzystywał hasła troski i racjonalizmu do szerzenia wypaczonych ideologii, to może zrezygnujmy także z takich wartości, jak miłość, wolność, postęp, rozwój - używanych tam jeszcze gęściej?
Thorvoy (6588 punktów)
>Więc jak to jest? Czy
>ateiści to osobnicy niewierzący czy "wierzący inaczej"?

Ateiści to w myśl etymologicznego założenia osobnicy NIEWIERZĄCY w boga, a nie "wierzący inaczej".

> ateiści "wierzący inaczej"
>(tj. wierzący, że Bóg nie istnieje) prowadzą energiczną i
>szeroko zakrojoną akcję w celu pozyskania dla swojej idei
>jak największej liczby wyznawców [....]

> Natomiast ateiści nie wierzący w istnienie Boga
>zachowują swoją niewiarę dla siebie i ani im w głowie
>"oświecać" kogokolwiek.

A gdzie widzisz rozróżnienie obu tych przypadków ateizmu? Brak istnienia = Brak istnienia ==} Ateizm = Ateizm. Zostawianie swych poglądów dla siebie, czy ich głośne propagowanie to już zupełnie inna sprawa. Jeśli walka z teizmem jest wyjątkowo intensywnie prowadzona, wtedy mamy do czynienia z formą antyteizmu. ATEIZM POZOSTAJE TEN SAM.

Proponuję zajrzeć do krótkiego jak na razie wątku tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,51402

Pozdrawiam.
Ocykan (3528 punktów)
>Ateiści to w myśl etymologicznego założenia osobnicy NIEWIERZĄCY w boga, a nie "wierzący inaczej".

I tylko w myśl etymologicznego ałożenia. Ale etymologicznie to np. kobieta nie jest człowiekiem. Etymologicznie określenie "człowiek" jest równoznaczne z określeniem "mężczyzna". Jeżeli np. przeczytamy w jakimś tekście, że "do pokoju wszedł młody człowiek w okularach", będzie dla nas oczywiste, że chodzi o młodego mężczyznę. Gdyby mogła to być kobieta - napisanoby "młoda osoba". Zresztą w polskim języku jeszcze nie jest najgorzej. Są języki (np. angielski), w których nie występuje w ogóle rozróżnienie pomiędzy "mężczyzną " a "człowiekiem" (w obu przypadkach jest "man").

Tak, że z powoływaniem się na etymologię to ostrożnie.
Thorvoy (6588 punktów)
A jeśli powiem na ten przykład że "zoofilia" to zamiłowanie do spacerów po ogrodzie zoologicznym i z etymologią trzeba ostrożnie, to też przyznasz mi rację?
Ocykan
>A jeśli powiem na ten przykład że "zoofilia" to zamiłowanie do spacerów po ogrodzie zoologicznym i z etymologią trzeba ostrożnie, to też przyznasz mi rację?

Całkiem dowcipnie wykoncypowałeś kolejny przykład braku sensu w powoływaniu się na etymologię.
Volrath (3440 punktów)
> Różnica niby subtelna ale jednak istotna. Więc jak to jest? Czy ateiści to osobnicy niewierzący czy "wierzący inaczej"?
> Według mnie są i tacy i tacy.

Dotąd - zgoda.

> Jednych od drugich można odróżnić po ich zachowaniu.
> Każda wiara jest apostolska.
> Wierzącym zależy na pozyskiwaniu prozelitów.

Zastrzeżenie 1: skąd założenie że każda wiara jest apostolska?

> Natomiast niewiara apostolską nie jest. Osobie niewierzącej jest obojętne, czy ktokolwiek podziela jego niewiarę.

Zastrzeżenie 2: skąd założenie że każdemu niewierzącemu jest obojętne czy ktokolwiek podziela jego niewiarę?

> Toteż ateiści "wierzący inaczej" (tj. wierzący, że Bóg nie istnieje) prowadzą energiczną i szeroko zakrojoną akcję w celu pozyskania dla swojej idei jak największej liczby wyznawców (przepraszam - zwolenników). Oczywiście, jak wszyscy wyznawcy jakiejkolwiek idei czy religii robią to wyłącznie dla dobra tychże.

Zastrzeżenie 3: skąd wiesz, że nie istnieją tacy ateiści, którzy nie wierzą w Boga, a przy tym chcą szerzyć swoją niewiarę (logicznie nie możesz tego wykluczyć, a Twoje założenia nie bardzo mają podstawy, a przynajmniej ja takowych nie widzę)?

> Natomiast ateiści nie wierzący w istnienie Boga
> zachowują swoją niewiarę dla siebie i ani im w głowie
> "oświecać" kogokolwiek.

Moim zdaniem istnieją ateiści wierzący w nieistnienie Boga, którzy zachowują swoją wiarę dla siebie (silny ateizm) oraz istnieją ateiści tylko nie wierzący w Boga, którzy chcą szerzyć swoją niewiarę choćby dlatego, że woleliby żyć w społeczeństwie ludzi nie wierzących w nieprawdopodobne rzeczy i bajki (słaby ateizm).

>W związku z tym uważam, że przeważająca część ateistów
>występujących na forum Racjonalisty to nie niewierzący tyko
>"wierzący inaczej".

Większość tu obecnych to raczej niewierzący niż "wierzący inaczej" (czyli wierzący, że boga żadnego na pewno nie ma).

Poza tym jeszcze jest możliwe, że ktoś "wie że danego boga nie ma" - na przykład na podstawie logicznych sprzeczności w opisach tegoż.

Różnica jest subtelna: niewierzący akrasnoludkista nie mówi "jestem pewien że krasnoludków nie ma" ani "potrafię udowodnić, że krasnoludków nie ma", ale mówi że "sądzę, że krasnoludków nie ma" lub rozwijając "krasnoludków najprawdopodobniej nie ma, więc nie ma co nawet rozważać możliwość że są" (bo to jakby rozważać możliwość przechodzenia przez ściany metodą czekania na tunelowanie kwantowe ciała przez ścianę - również rzecz nieprawdopodobna choć nie wykluczona). Za to akrasnoludkista wierzący/wiedzący mówi, że "krasnoludków na pewno nie ma".

Analogicznie z asmokistami, ateistami i innymi a-istami.
Gdyby ateiści przekonujący do niewiary w Boga żyli w społeczeńswie wierzącym w coś innego jak krasnoludki czy smoki, to byliby akrasnoludkistami, asmokistami itp.
Idea jaka się za tym kryje to nie zaprzeczenie wiary w jakiś konkretny bajkowy byt, ale przekonanie że nie warto wierzyć w rzeczy strasznie nieprawdopodobne oraz świadomość, że to, co nie ma żadnych potwierdzeń jest bardzo nieprawdopodobne (a przy dużej złożoności i dużej ilości możliwości alternatywnych jest strasznie nieprawdopodobne).

Dlaczego uważam takie rzeczy za nieprawdopodobne?
Nie raz o tym pisałem - na przykład tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,21873#w21938
Teresa (2693 punktów)
>Idea jaka się za tym kryje to nie zaprzeczenie wiary w jakiś konkretny bajkowy byt, ale przekonanie że nie warto wierzyć w rzeczy strasznie nieprawdopodobne oraz świadomość, że to, co nie ma żadnych potwierdzeń jest bardzo nieprawdopodobne (a przy dużej złożoności i dużej ilości możliwości alternatywnych jest strasznie nieprawdopodobne).

No właśnie, dobrze że to napisałes o bajkowym bycie.
Nie rozumiem jak można wstawiać zamiast Boga - krasnoludka!

Zobaczmy:
Teista wierzy, że niematerialny Bóg istnieje realnie. Z tego wynika, że krasnoludkista to musiałby być ktoś, kto wyznaje wiarę w to, ze materialne tudzież niematerialne krasnoludki istnieją realnie, tj. poza umysłem wierzącego w nie krasnoludkisty.

Weźmy taki prowizoryczny podział bytów nierealnych i realnych.

Zapytam z czystej ciekawości. Czy możesz mi wyjaśnić do której kategorii bytów można by wg Ciebie zaliczyć krasnoludka, w którego wierzy krasnoludkista?? Dla ułatwienie Boga już zaklasyfikowałam.

1. byty nierealne , są to takie byty które istnieją tylko w myśli, zaliczają się do nich:
- byty zupełnie dowolne, czyli takie, których treść zależy od nas, np. nimfy, syreny, itp.,
- byty niedowolne, których treść nie zależy od nas, np. liczby i prawa matematyczne rządzące nimi, albo wzór na powierzchnię trójkąta. Tak więc mimo, że nie ma liczb w świecie (podobnie jak krasnoludków ) to nie są one naszym wymysłem.

2. byty istniejące realnie:
- byty materialne (ciała, zdarzenia),
- subiektywne byty psychiczne, są to: wyobrażenia, pojęcia istniejące w umyśle (np. fałszywe pojęcie o wzorze na powierzchnię trójkąta w głowie ucznia), jako składniki indywidualnego umysłu niewątpliwie istnieją realnie,

poza tym wymienia się jeszcze:
- znaczenia obiektywne, które istnieją jako znaczenia napisów (czyli np. kupki atramentu), lub istnieją jako znaczenia bytów psychicznych, np. kiedy dwie osoby rozprawiają o fałszywym twierdzeniu matematycznym to mimo, ze mają różne subiektywnie pojęcie tego twierdzenia to mówią oni o tym samym (zajmuje ich to samo znaczenie obiektywne). Wydaje się, że takie znaczenia istnieją realnie, bo jak inaczej ludzie by się ze sobą porozumiewali??!
- realności fenomenalne, czyli to, co jest dane umysłowi (poprzez zmysły),

- 3. byty trasncendetne, które być może istnieją realnie, ale jakoś INACZEJ są gdzieś "poza" światem, innymi słowy: to, co NIE JEST DANE w przeciwieństwie do realności fenomenalnych.
Do tej kategorii bytów zaliczają się, np. idee platońskie, które są obiektywne: (absolutne) dobro, (absolutna) sprawiedliwość , idealny dowód jakiegoś twierdzenia (do którego ludzka wiedza może się przybliżyć), prawa matematyczne, prawa przyrodnicze (do których ludzka wiedza się przybliża). Ich istnienie można wywnioskować. W chrześcijaństwie idee platońskie zastępuje (ale ma je w sobie) byt duchowy osobowy Bóg.

Pierwszą kategorię możemy od razu wykluczyć, gdyż krasnoludek ma istnieć realnie. Druga też jakoś nie pasuje (materialny krasnoludek nie koresponduje z niematerialnym Bogiem, a subiektywne byty psychiczne trzeba odrzucić). Trzecia kategoria też nie jest adekwatna, bo krasnoludek nie jest obiektywny, jest zupełnie dowolny (jego treść zależy od nas).
Z tego wynika, ze wstawianie zamiast Boga - bajkowego krasnoludka czy smoka jest najzupełniej błędne!!
Marian (5438 punktów)
Nie zgadzam się. Jako krasnoludkista muszę stwierdzić, że krasnoludki, podobnie jak jednorożce i smoki to istoty absolutnie transcendentne, duchowe i osobowe, istniejące "poza" światem (ponieważ istnieją od zawsze, a Wszechświat nie, bo to one go stworzyły, wspólnie ze smokiem). A co Ty rozumesz pod pojęciem krasnoludka? Dlaczego twierdzisz, że krasnoludki nie istnieją? Jak można odróżnić byty istniejące od nieistniejących (mowa o bogach, aniołach, krasnoludkach, itp.)?

>Ich istnienie można wywnioskować.
Jak wywnioskować istnienie boga?

PS. Żartowałem, nie jestem krasnoludkistą
Teresa (2693 punktów)
>Nie zgadzam się. Jako krasnoludkista muszę stwierdzić, że krasnoludki, podobnie jak jednorożce i smoki to istoty absolutnie transcendentne, duchowe i osobowe, istniejące "poza" światem

Podałeś tylko inne nazwy: "krasnoludek", "smok" na cos co ma być tym samym co jest określane nazwą "Bóg". W takim układzie argumentacja "nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki" całkowicie upada ... "nie wierzę w krasnoludki, bo nie wierzę krasnoludki" to zdanie nic nie mówi. Poza tym Bóg też ma wiele nazw np. Najwyższe Dobro, Miłosć, Prawda, Mądrość.
Marian (5438 punktów)

>Podałeś tylko inne nazwy: "krasnoludek", "smok" na cos co ma być tym samym co jest określane nazwą "Bóg". W takim układzie argumentacja "nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki" całkowicie upada ...
Chcesz powiedzieć, że wierzysz w transcendentne krasnoludki, które stowrzyły świat? Czy wystarczy wymyślić sobie jakiś byt, powiedzieć, że jest transcendentny, żeby stał się tożsamy z bogiem? Chyba nie..
>Poza tym Bóg też ma wiele nazw np. Najwyższe Dobro, Miłosć, Prawda, Mądrość.
Sęk w tym, że o krasnoludkach nie powiedziałem ani że są dobre, ani mądre, więc utożsamianie ich z bogiem (bogami) tym bardziej nie ma sensu. Nie mniej jednak transcendentne krasnoludki należą do tej samej kategorii bytów.
05-07-2006 23:56 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Podałeś tylko inne nazwy: "krasnoludek", "smok" na cos co ma być tym samym co jest określane nazwą "Bóg". W takim układzie argumentacja "nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki" całkowicie upada ...
>Chcesz powiedzieć, że wierzysz w transcendentne krasnoludki, które stowrzyły świat? Czy wystarczy wymyślić sobie jakiś byt, powiedzieć, że jest transcendentny, żeby stał się tożsamy z bogiem? Chyba nie..

Nie, chcę powiedzieć, że sama nazwa (etykietka) tego, w co wierze nie jest najistotniejsza i nie czyni tu różnicy.

>>Poza tym Bóg też ma wiele nazw np. Najwyższe Dobro, Miłosć, Prawda, Mądrość.
>Sęk w tym, że o krasnoludkach nie powiedziałem ani że są dobre, ani mądre, więc utożsamianie ich z bogiem (bogami) tym bardziej nie ma sensu.

Napisałeś, że są istotami duchowymi i to mi wystarczyło żeby wydedukować, że są dobre i mądre. W przypadku Boga, który jest pierwszym bytem i jest duchem, jego istotą jest jego istnienie, tak więc duch nie ma części, jego substancja jest prosta. Taki duch nie może być jednoczesnie i dobrem i złem (dobry i zły), gdyż może być tylko absolutnie "jakiś" lub być "czymś" absolutnie. Ponieważ zło jest wtórne w stosunku do dobra, to z tego wynika, że musi być całkowicie (absolutnie) dobrocią. A ponieważ "Dobre drzewo rodzi dobre owoce" jest też dobry. Tak samo jest dla mądrości i głupoty. A oOto inny przykład ze św. Tomasz (z dzieła Summa Contra Gentiles) wnioskowania na to, ze Bóg jest dobry (jednego z paru):
- Bóg isnieje sam przez się (gdyż pierwszy byt jest jedynym bytem samoistnym) jako nieruchomy poruszyciel,
- Bóg jest sam dla siebie przedmiotem pragnienia
- Bóg pragnie swojego istnienia
- dobro jest czymś czego się pragnie,
- Bóg jest Dobrem
Ale niezależnie od tego, ja nie potrafiłabym wierzyć w Boga, który by nie był dobrem absolutnym, gdyż nie mogłabym uznać za swojego Pana kogoś, kto nie jest lepszy niż ja. Najmniejsza rysa w moich oczach sprawiłaby, że byłby tak samo zepsuty jak my. To, co teraz napisałam to jest chyba nawet jakiś "dowód": sumienia czy coś takiego.
Szanowny Marianku, takie rozważania zajmowały Platona (a właściwie Sokratesa w "Dialogach" Platona). Poza tym bez lektury Arystotelesa wole się tutaj się nie produkować a ja go nie przeczytałam. Jeden mój znajomy próbował, ale się poddał.

>Nie mniej jednak transcendentne krasnoludki należą do tej samej kategorii bytów.

A zatem nalezą do tej, do której należą byty idealne, w tym: idee platońskie. Sprawdźmy, zamiast:
"nie wierzę w Boga, bo nie wierze w krasnoludki"
mamy więc:
"nie wierzę w Boga, bo nie wierze w prawa przyrody"
"nie wierzę w Boga, bo nie wierze w dobro"

Teraz Ci pasuje?
Marian (5438 punktów)
>Napisałeś, że są istotami duchowymi i to mi wystarczyło żeby wydedukować, że są dobre i mądre.
Prawdę mówiąc napisałem "duchowe" w znaczeniu "niematerialne".
>W przypadku Boga, który jest pierwszym bytem i jest duchem, jego istotą jest jego istnienie, tak więc duch nie ma części, jego substancja jest prosta.
A ja bym powiedział raczej, że bóg jest istotą doskonałą, więc jego złożoność jest rzędu nieskończoności. Skoro miałby być taki prosty, czymu wszyscy teiści upierają się, że nie można go pojąć?
>Ponieważ zło jest wtórne w stosunku do dobra, to z tego wynika, że musi być całkowicie (absolutnie) dobrocią.
Skąd wiadomo, że zło jest wtórne? Patrząc na świat, można odnieść wrażenie, że to dobro jest brakiem zła, a nie odwrotnie.

Pora na zabawę z Tomaszem:
>- Bóg jest sam dla siebie przedmiotem pragnienia
Skąd pewność, że bóg musi pragnąć?
>- dobro jest czymś czego się pragnie,
Można też pragnąć zła, lub czegokolwiek innego.

Podsumowując: Aksjomaty budzą wątpliwości; wychodząc z innych, można dostać kompletnie inny rezultat.

>"nie wierzę w Boga, bo nie wierze w dobro"
Jeśli można.. w absolutne dobro. Tak nie wierzę.
>"nie wierzę w Boga, bo nie wierze w prawa przyrody"
Prawami przyrody nazywa się z reguły pewne właściwości Wszechświata czy sposób jego funkcjonowania, który obserwujemy. Nie jest to zatem kwestia wiary.
Thorvoy (6588 punktów)
Wystarczy że obdarzysz krasnoludki takimi samymi cechami jak boga i voila! Masz odpowiedź na to jak można porównywać krasnoludki z bogiem.
Teresa (2693 punktów)
>Wystarczy że obdarzysz krasnoludki takimi samymi cechami jak boga i voila! Masz odpowiedź na to jak można porównywać krasnoludki z bogiem.

Obdarzysz??? Oczywiście możesz mi powiedzieć, ze "od dzisiaj" krasnoludek ma takie cechy jak Bóg, nie dziwi mnie to, bo skoro jest on naszym wymysłem to można mu swobodnie "dodawać" cechy. No, ale chyba nie sądzisz, że Twój umysł zmienia rzeczywistość, i że realny krasnoludek nabył tych cech tylko dlatego, ze dodałeś mu je w myśli.
Niestety to i tak nie ma o znaczenia, bo moim zdaniem, bo transplantacji cech boskich do krasnoludka to już nie byłby wcale krasnoludek. Bóg jako pierwszy byt, istniejący sam przez się, sam jest swoim bytem. Boga można raczej przyrównać do potwornej siły przenikającej cały świat lub do morza miłości nieskończonego w swej głębi i napięciu a nie do dziadka z brodą siedzącego na chmurce tudzież krasnala.
Można równie dobrze nazwać Boga "krasnoludkiem", a krasnoludki - "bogiem". Ale już sam fakt, ze tworzymy miedzy nimi rozróżnienie na krasnoludka i Boga właśnie - arbitralny nie jest.
Marian (5438 punktów)
>Bóg jako pierwszy byt, istniejący sam przez się, sam jest swoim bytem. Boga można raczej przyrównać do potwornej siły przenikającej cały świat lub do morza miłości nieskończonego w swej głębi i napięciu a nie do dziadka z brodą siedzącego na chmurce tudzież krasnala.
Ilu ludzi, tylu bogów. Niektórzy mogliby się z tym nie zgodzić.
"Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu." Rdz 3,8; przekład Biblii Tysiąclecia.
05-07-2006 22:56 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Ilu ludzi, tylu bogów. Niektórzy mogliby się z tym nie zgodzić.
>"Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu." Rdz 3,8; przekład Biblii Tysiąclecia.

Tak?
J 4:24 BT "Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie."

Marianie rozmawiamy tutaj o faktach a nie o symbolicznych mitach biblijnych. Nie jest więc możliwym aby było tylu bogów, ilu ludzi. Chociaż niewątpliwie każdy z nas jakies subiektywne wyobrażenie Boga posiada. Tezim (czy ateizm) nie polega na wierze w wyobrażenie Boga (w naszej głowie), nikt też nie modli się do wyobrazenia Boga tylko do Boga.

Bóg nie jest wymyślony, za co wielu ludzi nas ( tzn. katolików) niesłusznie krytykuje! Jeśli jesteś katolikiem to proszę uświadom to sobie.

Wg wiary katolickiej treść Biblii (w tym: mity, cuda, życie Jezusa Chrystusa) mówi o tym samym Bogu, do którego można również dojść niezależnie na ścieżce filozoficznej (czyli naukowo).
Takie jest założenie światopoglądowe, gdyż ten sam prawdomówny Bóg, który stworzył świat i wszystko co w nim jest a więc i nasz rozum jednocześnie natchnął autorów biblijnych, żeby przekazali nam niezbędne prawdy na Jego i nasz temat.

Oczywiście wiara sięga tam gdzie rozum nie sięga, np. o istnieniu aniołów, oraz o tym, że Bóg przyszedł na świat jako człowiek wiemy tylko z Biblii, bo żaden filozof by tego nie "wymyślił". Także miałeś częściowo racje.
Marian (5438 punktów)
>Tak?
>J 4:24 BT "Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie."
Zależy jeszcze, co oznacza "duch". Chciałbym zauważyć, że powołujesz się na tekst z Nowego Testamentu, który powstał znacznie później, w zasadzie na zlecenie tworzącego się kościoła. Natomiast w Starym Testamencie jest sporo fragmentów które sugerują fizyczne podobieństwo boga do ludzi. Chociażby Rdz 18, albo Hi 1,6-13, gdzie JHWH ucina sobie przyjacielską pogawędkę z Szatanem. Wskazujesz na rozbierzności między Starym i Nowym Testamentem.
>Marianie rozmawiamy tutaj o faktach a nie o symbolicznych mitach biblijnych
Nie tyle samych faktach, co wierzeniach i faktach.
>Nie jest więc możliwym aby było tylu bogów, ilu ludzi.
Oczywiście, to był skrót myślowy; jest sporo ateistów. Rząd wielkości się mniej więcej zgadza
>Tezim (czy ateizm) nie polega na wierze w wyobrażenie Boga (w naszej głowie), nikt też nie modli się do wyobrazenia Boga tylko do Boga.
Ale do boga o konkretnym imieniu..
>Bóg nie jest wymyślony, za co wielu ludzi nas ( tzn. katolików) niesłusznie krytykuje!
O którym bogu mówisz? JHWH, Allahu, Mitrze, Zeusie, Baalu? Jak rozpoznać który jest wymyślony, a który nie? Jak widać z różnorodności bóstw, ludzie mają chyba naturalną skłonność do wymyślania sobie bogów (chociażby Wj 32).
>Jeśli jesteś katolikiem to proszę uświadom to sobie.
Na szczęście nie jestem
>Wg wiary katolickiej treść Biblii (w tym: mity, cuda, życie Jezusa Chrystusa) mówi o tym samym Bogu, do którego można również dojść niezależnie na ścieżce filozoficznej (czyli naukowo).
Napewno nie naukowo. Integralną częścią metody naukowej jest weryfikacja eksperymentalna. Nie da się tego zrobić w przypadku żadnego boga. Myślałem, że teiści są zgodni, że teologia jest wiedzą niefalsyfikowalną. A jak można do tego dojść filozoficznie? Jakoś żaden z tzw. dowodów mnie nie przekonał.
>żaden filozof by tego nie "wymyślił".
A jednak Jakoś to powstało. Niektórzy śądzą, że chrześcijaństwo wymyślił Paweł z Tarsu, aby zniszczyć Imperium Rzymskie.. Jeśli tak było, to rzeczywiście mu się to udało. Dzisiaj trudno dociec prawdy.
Volrath (3440 punktów)
1. Można wierzyć w krasnoludki o wybranych cechach boskich (także transcendentne).

2. Nie wiem co ma klasyfikacja rodzajów bytów do rozpatrywania tego czy są prawdopodobne czy nie.
Teresa (2693 punktów)
>1. Można wierzyć w krasnoludki o wybranych cechach boskich (także transcendentne).
>2. Nie wiem co ma klasyfikacja rodzajów bytów do rozpatrywania tego czy są prawdopodobne czy nie.

Wymyślony krasnoludek wiadomo jaki jest: ma czerwoną czapeczkę, jest niskiego wzrostu, wyglądem przypomina człowieka. Itd. Etc. Być może ma jakieś inne cechy, ale te wymienione są atrybutami krasnoludka (tzn. zaliczają się "krasnoludkowatości").
Czy chcesz powiedzieć (per analogiam do Boga), że prawdopodobieństwo istnienia rzeczywistego krasnoludka o takim samych cechach jak ten wymyślony jest niezmiernie małe, bo ... rzeczywisty krasnoludek z nieskończenie małym prawdopodobieństwem ma takie same cechy jak te wymyślone gdyż:
- cech tych jest nieskończenie wiele
- a nasz wybór tych cech jest całkowicie arbitralny?
Sorry, ale byt który nie ma wymyślonego (oczekiwanego) zestawu cech z zakresu "krasnoludkowatości" nie jest (już ) krasnoludkiem. To jest jakiś zupełnie byt. Jak widać krasnoludek jest bardziej dogmatyczny pod względem swych cech. Można powiedzieć, że stał sie zakładnikiem swego bajkowego wizerunku.

Bóg jest przede wszystkim pierwszym bytem, motorem wszystkiego. To truzim ale jeżeli powiem na przykład że coś jest całe czarne i całe biale jednocześnie to szanse istnienia tego "czegoś" spadają do zera (mimo że mogłoby by to być zielone, czerwone, turkusowe, aż do nieskończoności itd., etc.). Jeśli zaś powiem, że np. Bóg jest białością a świat jest kolorowy to taka cecha (białość) nie jest wystarczająca aby ten byt mógł być bogiem tj. pierwszym bytem z którego wyemanował cały świat.
Właśnie w teizmie pierwszy byt jest tzw. pełnią bytu. Cechy boskie to są wszystkie nazwy które oznaczają doskonałość w sposób absolutny (tj. bez niedoskonałości). Nie są one tylko czymś dodanym do Boga ale są jego substancją, gdyż Bóg to jest byt który istnieje sam przez się, sam jest swoim bytem (to z św. Tomasza).

Np. Bóg nie tylko jest dobry ale jest Dobrocią. (Na tej samej zasadzie mówi się, że "Dobre drzewo rodzi dobre owoce") A skoro jego substancja jest dobrocią, nie może by w nim niczego co Dobrocią nie jest, itd.
Np. Bóg nie tylko jest sprawiedliwy ale jest Sprawiedliwością.
Czy coś takiego jak absolutna sprawiedliwość istnieje? Zauważ, że sprawiedliwość jest stanem przez nas oczekiwanym, natomiast niesprawiedliwość wg nas nie ma prawa istnieć. Moim zdaniem żeby mógł się odbyć postęp trzeba wierzyć w jakąś nieomylność, bo postęp oznacza tyle co kierunek. Czy człowiek sprawiedliwy (lub starający sie takim być) ma szanse na pośmiertne stopienie się z absolutną sprawiedliwością, tzn. na to, aby wreszcie ją osiągnąć?
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wymyślony krasnoludek wiadomo jaki jest: ma czerwoną czapeczkę, jest niskiego wzrostu, wyglądem przypomina człowieka. Itd. Etc. Być może ma jakieś inne cechy, ale te wymienione są atrybutami krasnoludka (tzn. zaliczają się "krasnoludkowatości").
A jeśli zdejmie czapeczkę?

>Czy chcesz powiedzieć (per analogiam do Boga), że prawdopodobieństwo istnienia rzeczywistego krasnoludka o takim samych cechach jak ten wymyślony jest niezmiernie małe, bo ... rzeczywisty krasnoludek z nieskończenie małym prawdopodobieństwem ma takie same cechy jak te wymyślone gdyż:
> - cech tych jest nieskończenie wiele
> - a nasz wybór tych cech jest całkowicie arbitralny?
Ależ dokładnie tak właśnie. Realność Boga jest realnością Krasnoludka. Z takim samym dokładnie prawdopodobieństwem.

>Bóg jest przede wszystkim pierwszym bytem, motorem wszystkiego.
To Ty tylko tak twierdzisz i Tobie podobni

>Właśnie w teizmie pierwszy byt jest tzw. pełnią bytu. Cechy boskie to są wszystkie nazwy które oznaczają doskonałość w sposób absolutny (tj. bez niedoskonałości). Nie są one tylko czymś dodanym do Boga ale są jego substancją, gdyż Bóg to jest byt który istnieje sam przez się, sam jest swoim bytem (to z św. Tomasza).
Że św. Tomasz znał dzieła Platona, o tym nie musisz przekonywać. Zastanówmy się nad czymś innym. Dlaczego Bogu przypisuje się tak wiele cech (imion) często ze sobą wzajemnie sprzecznych? Czy nie chodzi tu przypadkiem o to, aby w każdej sytuacji dopasować odpowiednią cechę do konkretnych realiów i tym samym wykazać słuszność własnego poglądu (że Bóg istnieje)?

Reszta postu to czysta demagogia (a może indoktrynacja?) niewarta odpowiedzi.

fides ex necessitate esse non debet
Volrath (3440 punktów)
>Czy chcesz powiedzieć (per analogiam do Boga), że prawdopodobieństwo istnienia rzeczywistego krasnoludka o takim samych cechach jak ten wymyślony jest niezmiernie małe, bo ... rzeczywisty krasnoludek z nieskończenie małym prawdopodobieństwem ma takie same cechy jak te wymyślone gdyż:

> - cech tych jest nieskończenie wiele

Skończenie wiele. Ale na tyle dużo cech i ich kombinacji alternatywnych które mogą mieć miejsce "zamiast", że szanse są wyjątkowo małe.

> - a nasz wybór tych cech jest całkowicie arbitralny?

Tak, właśnie tak. Nie ma związku bezpośredniego z "stanem faktycznym" (wszystko jedno czy transcendentnym czy materialnym czy jakim), nie ma korelacji.

> Jak widać krasnoludek jest bardziej dogmatyczny pod względem swych cech.

Moim zdaniem jest mniej więcej podobnie dogmatyczny.

>Bóg jest przede wszystkim pierwszym bytem, motorem wszystkiego.

Ok. Gdybyśmy na tym poprzestali bez innych cech to możliwości alternatywnych wobec "dowolnego pierwszego bytu" byłoby raczej nie tak dużo (np. czas o topologii zamkniętej pętli czy zanikanie pojęcia czasu na granicy dążąc do pierwotnej osobliwości i inne podobne wyjaśnienia). Może gdyby się uprzeć, to można by w to wierzyć jako rzecz mało prawdopodobną, ale nie strasznie mało prawdopodobną.

W pewnym sensie wszechświat to ciąg bytów: każdy pierwotny wobec następnych (każda chwila z przeszłości, jak weźmiemy pod uwagę całość, jest pierwotna wobec zdarzeń które nastąpią po niej w sensie relacji przyczynowo skutkowej). To jaki jest ten pierwszy pierwotny oracz czy jakiś jest - tego nie wiadomo. To, że taki pierwotny byt istnieje nie jest wykluczone. Ale równie dobrze to może być tak Bóg jak i "fluktuacja" czy coś innego.

>Właśnie w teizmie pierwszy byt jest tzw. pełnią bytu.

"Pełnia bytu" to kolejna cecha nie wypływająca z "bycia pierwotnym bytem".

> Cechy boskie to są wszystkie nazwy które oznaczają doskonałość w sposób absolutny (tj. bez niedoskonałości).

Każda z nich to kolejne cechy nie wypływające z "bycia pierwotnym" (może i jest to rozwinięcie pojęcia "pełnia bytu", ale to tylko definiuje "pełnię bytu" pokazując jej złożoność i jej części, samo zawarcie zestawu cech w 2 słowach nie powoduje, że zestaw staje sie bardziej prawdopodobny).
06-07-2006 01:33 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>To, że taki pierwotny byt istnieje nie jest wykluczone. Ale równie dobrze to może być tak Bóg jak i "fluktuacja" czy coś innego.

Ale jest tez trzecia możliwość może to być fluktuacja (czy też coś "innego") spowodowana przez Boga.
Czy możesz mi napisać jakie jest prawdopodobieństwo, że "fluktuacja" zaszła sama z siebie?
Wiemy bowiem, że pierwszy byt, motor wszystkiego, ma to do siebie, że istnieje (porusza) się sam przez się.
Czy to jest równie prawdopodobne jak to, aby woda zawrzała sama z siebie?
Cóz w coś takiego, trudno byłoby mi uwierzyć...Już bardziej prawdopodobne jest istnienie świadomego ducha
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Zacznijmy od końca.
>Z tego wynika, ze wstawianie zamiast Boga - bajkowego krasnoludka czy smoka jest najzupełniej błędne!!
Z całej Twojej argumentacji wynika jadnoznacznie, że wymienione byty (Bóg, Smok, Krasnoludek) należą do tej samej kategorii bytów. Zatem porównanie nie jest błędne lecz w pełni uprawnione.

>No właśnie, dobrze że to napisałes o bajkowym bycie.
>Nie rozumiem jak można wstawiać zamiast Boga - krasnoludka!
No cóż, są różne zdolności percepcyjne...
A jest to możliwe chociażby przy założeniu, że obie te osoby są bytami bajkowymi (chociaż z różnych bajek).

>Zobaczmy:
>Teista wierzy, że niematerialny Bóg istnieje realnie. Z tego wynika, że krasnoludkista to musiałby być ktoś, kto wyznaje wiarę w to, ze materialne tudzież niematerialne krasnoludki istnieją realnie, tj. poza umysłem wierzącego w nie krasnoludkisty.
Zgadza się. Rozumowanie poprawne, tylko wniosek chybiony.
Wystarczy wziąć do ręki pierwszy z brzegu podręcznik psychologii rozwojowej dziecka, aby dowiedzieć się, iż dzieci w ten właśnie sposób postrzegają Smoki, Krasnoludki itp. postacie.
Skoro tak ostro walczysz (w innych wątkach) o godność i prawa człowieka od momentu poczęcia, to czemu lekceważysz dziecięcy punkt widzenia? Niekonsekwencja czy hipokryzja? (pytanie retoryczne)

>Zapytam z czystej ciekawości. Czy możesz mi wyjaśnić do której kategorii bytów można by wg Ciebie zaliczyć krasnoludka, w którego wierzy krasnoludkista?? Dla ułatwienie Boga już zaklasyfikowałam.
Pytanie z gatunku "audio-tele". Jeśli już rzeczywiście chcesz się tego dowiedzieć, to nie sugeruj odpowiedzi "ułatwieniami" - to CZYSTA MANIPULACJA.

Gdzie znalazłaś taką klasyfikację??? Możesz podać źródło (jeśli to nie "wielka tajemnica wiary")?
Przecież to się kupy nie trzyma (te same byty, np. prawa przyrody i twierdzenia matematyczne, zaliczasz do różnych i sprzecznych ze sobą kategorii)!!!
Ja wiem, że logika formalna jest jedną z najcięższych dla kobiet dyscyplin, ale chociaż minimum obowiązuje...

>Pierwszą kategorię możemy od razu wykluczyć, gdyż krasnoludek ma istnieć realnie. Druga też jakoś nie pasuje (materialny krasnoludek nie koresponduje z niematerialnym Bogiem, a subiektywne byty psychiczne trzeba odrzucić). Trzecia kategoria też nie jest adekwatna, bo krasnoludek nie jest obiektywny, jest zupełnie dowolny (jego treść zależy od nas).
Sama sobie przeczysz (przeczytaj co napisałaś wyżej i zastanów się nad sensem ostatniego akapitu). Moje pytanie (też raczej retoryczne) brzmi: Czy uprawiana przez Ciebie manipulacja jest efektem li tylko kłopotów z logiką czy też jest to element większej całości (np. ideologicznej demagogii)?


fides ex necessitate esse non debet
06-07-2006 01:03 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Z całej Twojej argumentacji wynika jadnoznacznie, że wymienione byty (Bóg, Smok, Krasnoludek) należą do tej samej kategorii bytów.

Zaiste ciekawych rzeczy tu się dowiedziałam, że krasnoludek należy do bytów transcendentnych. Naprawdę bardzo to jest śmieszne. Bądź mężczyzną Michale i przyznaj że realny to wyłącznie materialny a nie niematerialny. Tylko, ze wtedy wyjdzie na jaw jak bardzo nieadekwatne jest Wasze przyrównywanie wiary w Boga do wiary w krasnoludki. Poza tym byt idealny, np. liczba urojona a byt duchowy to nie jest to samo.

>A jest to możliwe chociażby przy założeniu, że obie te osoby są bytami bajkowymi (chociaż z różnych bajek).

O ile dobrze zrozumiałam w światopoglądzie akrasnoludkisty nie zawiera się byt realny pt. "krasnoludek", więc dlaczego piszesz o bajkowych? Mówimy tu wyłącznie o faktach. Równie dobrze możesz sobie przyrównywać czerwonego kapturka do kota w butach, ale nie o tutaj chodzi... chodzi o byty realne, które jak sama nazwa wskazuje gdzieś musza być.

>Wystarczy wziąć do ręki pierwszy z brzegu podręcznik psychologii rozwojowej dziecka, aby dowiedzieć się, iż dzieci w ten właśnie sposób postrzegają Smoki, Krasnoludki itp. postacie.
>Skoro tak ostro walczysz (w innych wątkach) o godność i prawa człowieka od momentu poczęcia, to czemu lekceważysz dziecięcy punkt widzenia? Niekonsekwencja czy hipokryzja? (pytanie retoryczne)

Wybacz, ale pierwszy z brzegu podręcznik psychologii rozwojowej nie jest dla mnie autorytetm, gdyż on opisuje tylko fakty, a z faktu nie wynika jak powinno być.
Obłudniku, skoro sam przyrównujesz wiarę w krasnoludki do wiary w Boga to powinieneś zakazać indoktrynacji dzieci poprzez oglądania bajek z równą konsekwencją jak chcesz zabraniać indoktrynacji wiary katolickiej ( o ile oczywiście chcesz)???!!!

>Przecież to się kupy nie trzyma (te same byty, np. prawa przyrody i twierdzenia matematyczne, zaliczasz do różnych i sprzecznych ze sobą kategorii)!!!
>Ja wiem, że logika formalna jest jedną z najcięższych dla kobiet dyscyplin, ale chociaż minimum obowiązuje...

Zaliczyłam je do idei platońskich, czy coś się nie zgadza? Mogę rozwinąć ten temat na życzenie.

>Moje pytanie (też raczej retoryczne) brzmi: Czy uprawiana przez Ciebie manipulacja jest efektem li tylko kłopotów z logiką czy też jest to element większej całości (np. ideologicznej demagogii)?

Czy Ty się Michale aby dobrze czujesz?

Pozdrawiam
Szczepanik (821 punktów)
W sumie wiara i niewiara skupia się do tego czy istnieje sens życia.
Ogólnie według mnie ludzie dziela się na:
- ludzie, którzy wierzą w jakiś sens życia zdefiniowany przez którąś religię, i starają się kierować tak swoim życiem aby osiągnąć ten sens (np. życie wieczne w niebie),
- ludzie, którzy wierzą że sens życia istnieje, ale ze względu na to że go nie znają wierzą, że własne instynkty i uczucia zwiekszają szanse osiągnięcia tego sensu (zresztą zgodnie z prawdą),
- ludzie, którzy wierzą że sens życia istnieje, ale ze względu na to że go nie znają wierzą, że obecna wiedza naukowa najbardziej zwieksza szanse osiągnięcia tego sensu (zresztą jest to bliskie prawdy),
- ludzie, którzy znają sens życia, wierzą, iż jest on realizowalny, postępują zgodnie z modelem wynikającem z tego sensu (www.realnawiara.republika.pl),
- ludzie, którzy uważają że nie istnieje sens życia (niestety takie osoby nie są w stanie poprawnie funkcjonować, a poza tym mylą się).

Oczywiście możliwe są kombinacje, i z tego co zauważyłem najliczniejsze są przypadki kombinacji 1. z 2. i 2. z 3.. Sam osobiście jestem kombinacją 2., 3. z 4..

W tych gupach tylko w ostatnim nie pojawiło się słowo wiara. Pozostali w coś wierzą.

Podsumowując przychylam się do opinii przedmówcy.
Ateistów mozna podzielić na dwie grupy:
- takich którzy wierzą, że istnieje sens,
- takich którzy uważają, że sen życia nie istnieje.

Pozdrawiam Jarek
Marian (5438 punktów)
>- ludzie, którzy uważają że nie istnieje sens życia (niestety takie osoby nie są w stanie poprawnie funkcjonować, a poza tym mylą się).
Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Możesz wskazać dlaczego takie rozumowanie jest błędne? Osobiście funkcjonauję wg. mnie całkiem poprawnie i chyba jestem najlepszym dowodem na to, że Twoje twierdzenie nie jest prawdziwe. Uważam, że sens życia samego w sobie obiektywnie nie istnieje. Uważam, że to każdy człowiek z osobna nadaje swojemu życiu sens. Nie bardzo rozumiem, dlaczego taki pogląd ma prowadzić do niepoprawnego funkcjonowania. Możesz pogłębić swoją myśl?
Pozdrawiam.
sensuit
>>- ludzie, którzy uważają że nie istnieje sens życia (niestety takie osoby nie są w stanie poprawnie funkcjonować, a poza tym mylą się).
>Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Możesz wskazać dlaczego takie rozumowanie jest błędne? Osobiście funkcjonauję wg. mnie całkiem poprawnie i chyba jestem najlepszym dowodem na to, że Twoje twierdzenie nie jest prawdziwe. Uważam, że sens życia samego w sobie obiektywnie nie istnieje. Uważam, że to każdy człowiek z osobna nadaje swojemu życiu sens. Nie bardzo rozumiem, dlaczego taki pogląd ma prowadzić do niepoprawnego funkcjonowania. Możesz pogłębić swoją myśl?
>Pozdrawiam.
>
Na wstepie powiem, że nie chcę tutaj nikogo urazić.
Chodzi mi o to, iż osoby bedące tylko w tej grupie, a więc wykluczające istnienie sensu życia, zarazem wykluczają wykonywanie jakichkolwiek czynności. W jakim celu miałyby to robić.
Skoro poprawnie funkcjonujesz to nie sądze abys był w tej grupie.
Pamiętaj, iż nie chodzi mi o to co świadomie myslisz. Możesz bowiem robić dokładnie coś odwrotnego do tego co uważasz, a w takim przypadku istotne jest nie to co myslisz, ale to co robisz.
Jak to było:
...fakty drogi Watsonie, fakty
Pozdrawiam Jarek
Marian (5438 punktów)
Przepraszam, może nie dość jasno się wyraziłem. Moje życie ma sens, dlatego, że to ja mu ten sens nadałem. To ja decyduję jaki sens ma moje życie. O to chodziło. Jak się głębiej zastanowić, to zycie nieuchronnie zmierza do unicestwienia a i Wszechświat nie będzie istniał wiecznie. Zresztą, kogo naprawdę obchodzi, że za kilka miliardów lat Słońce zgaśnie i na naszej planecie życia już nie bęđzie? Kogo obchodzi tak odległa przyszłość, której i tak nie doświadczy? Dlatego uważam, że najważniejszy jest sens lokalny, subiektywny i indywidualny. Sens, który każdy sam swojemu życiu nadaje. Sprzeczności tu nie widzę.
Pozdrawiam.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ateistów mozna podzielić na dwie grupy:
>- takich którzy wierzą, że istnieje sens,
>- takich którzy uważają, że sen życia nie istnieje.

Matko, znowu...
A wiesz, że można tez podzielić ateistów na:

- czarnoskórych
- białoskórych
- żółtych

- owłosionych
- bezwłosych

- małych
- średnich
- dużych

... i tak w nieskończoność? Ale jak to się ma do określenia wyjściowego?

Łączenie cech ludzkich z ateizmem (lub a-czymkolwiek) jest zupełnie niepotrzebne. Ludzie, ja naprawdę nie kłócę się o to, byście nie dzielili włosa na czworo, bo to czasem bywa zrozumiałe. Próbuję zmusić do zastanowienia jak, do jasnej Anielki, można dzielić na czworo BRAK włosa!
sensuit
>>Ateistów mozna podzielić na dwie grupy:
>>- takich którzy wierzą, że istnieje sens,
>>- takich którzy uważają, że sen życia nie istnieje.
>Matko, znowu...
>A wiesz, że można tez podzielić ateistów na:
>- czarnoskórych
>- białoskórych
>- żółtych
>- owłosionych
>- bezwłosych
>- małych
>- średnich
>- dużych
.. ogólnie można nałożyć dowolną klasyfikację -zgadzam się.
Tylko tu chodzi o to czy ateizm jest religią - i ja twierdzę że jego najczestsza odmiana jest religią - taką samą jak katolicyzm czy islam.
I to zresztą dlatego istnieje tak ostry spór pomiedzy ateiztami, a pozostałymi religiami.
Tu nie chodzi o kllasyfikację , ale o fakt czy ateizm należy traktowac jak religię.
Pozdrawiam Jarek
Marian (5438 punktów)
Zdefiniuj: religia.
Szczepanik
>Zdefiniuj: religia.

Moja definicja religi:
Przekonanie o tym że istnieje sens życia i jest realizowalny (świadome lub podświadome) i wykonywanie czynności celem zwiększenia szansy jego osiągnięcia.

Ponieważ nie da się udowodnić realizowalności sensu, zawsze pozostanie to kwestią wiary.
Oczywiście granica między nauką, a wiarą jest bardzo płynna.

Pozdrawiam Jarek
Marian (5438 punktów)
>Przekonanie o tym że istnieje sens życia i jest realizowalny (świadome lub podświadome) i wykonywanie czynności celem zwiększenia szansy jego osiągnięcia.
>Ponieważ nie da się udowodnić realizowalności sensu, zawsze pozostanie to kwestią wiary.
Tylko, czy nie jest to definicja za bardzo szczegółowa? Oczywiście obejmuje pewnien zakres religii, ściśle związanych z wiarą w obiektywny sens życia, ale co z antycznymi religiami politeistycznymi, albo - żeby daleko nie szukać - religiami opartymi o kult przodków, które mają wciąż wielu zwolenników w Afryce czy Australii? Dobra definicja powinna zawierać w sobie te wszystkie "intuicyjnie" rozumiane jako religie. Nie mniej jednak w myśl tej definicji ateizm nie jest religią, bo nie jest bezpośrednio związany z wiarą w jakikolwiek sens życia. Po prostu odrzucenie bogów, nic wielkiego. Natomiast sensuit napisał:
>Tylko tu chodzi o to czy ateizm jest religią - i ja twierdzę że jego najczestsza odmiana jest religią - taką samą jak katolicyzm czy islam.
najbardziej mnie interesowało jak można tak zakombinwać z pojęciem religii, żeby mieścił się w to ateizm..
>Oczywiście granica między nauką, a wiarą jest bardzo płynna.
Jeśli tak jest, to bardzo niedobrze. Trzeba wiedzieć gdzie kończy się ugruntowana/pewna/dowiedziona wiedza naukowa, a zaczyna dogmatyczna/niepewna/domniemana "wiedza" religijna. Trzeba wiedzieć co się wie, a w co się wierzy.
Pozdrawiam.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Ateizm nie jest religią. Wynika to choćby z definicji religii. Ateizm zaprzecza istnieniu bogów, jak może nią być?
Ateista wierzy w ostateczności, ale jego wiara, nie jest wiarą religijną.

Każdy jest ma najważniejszą cechę ateisty.
Teista wierzy w jednego Boga (religię), a nie wierzy w milion pozostałych.
Agnostycy i ateiści nie wierzą w żadnego Boga wyznawanego na Ziemi.
Ateiści twierdzą, że pojęcie "bóg" nie istnieje realnie.
Thorvoy (6588 punktów)
Myślę że nie samo pojęcie, a jego desygnat. Pojęcie, choćby nie wiem jak sprzeczne wewnętrznie, pojęciem zostaje. Jeśli powiem Agjdspag i podepnę pod to byt urojony, to wystosowałem pojęcie ==} Pojęcie Agjdspag istnieje, jego desygnat- nie.
Szczepanik
>Cześć
>Ateizm nie jest religią. Wynika to choćby z definicji religii. Ateizm zaprzecza istnieniu bogów, jak może nią być?
>Ateista wierzy w ostateczności, ale jego wiara, nie jest wiarą religijną.
>Każdy jest ma najważniejszą cechę ateisty.
>Teista wierzy w jednego Boga (religię), a nie wierzy w milion pozostałych.
>Agnostycy i ateiści nie wierzą w żadnego Boga wyznawanego na Ziemi.
>Ateiści twierdzą, że pojęcie "bóg" nie istnieje realnie.

A ja Ci zdefinuje tak Boga:
Bóg jest to suma informacji wszystkich istot żywych - no i zaprzecz mi że taki zbiór nie istnieje. Oczywiście spełnia on podstawowe założenia na Boga (w każdym razie według mojwego rozeznania). Jest na obraz i podobieństwo, zawsze może więcej niz my, jest sprawiedliwy itd.

Ja osobiście zakładam, iż choć częśc takiego Boga będzie istniała zawsze, i robie wszystko, aby zwiiększyć prawdopodobieństwo tegoż faktu.

Jesli piszesz to znaczy, iż także zakładasz isnienie jakiegoś sensu - a co za tym idzie jakiegoś Boga (kwestia definicji).
W innym przypadku generowałoby to sprzeczność, a w naturze sprzecznośc jest wykluczona.

Pozdrawiam Jarek
Marian (5438 punktów)
>A ja Ci zdefinuje tak Boga:
>Bóg jest to suma informacji wszystkich istot żywych - no i zaprzecz mi że taki zbiór nie istnieje. Oczywiście spełnia on podstawowe założenia na Boga (w każdym razie według mojwego rozeznania). Jest na obraz i podobieństwo, zawsze może więcej niz my, jest sprawiedliwy itd.
Chyba nie powinno się definiować boga "na siłę", żeby tylko istniał.. Większość teistów wymaga od boga, aby był "osobowy". Suma informacji wszystkich istot, takiego warunku nie spełnia. Duża część teistów wymaga, aby bóg był istotą duchową. Nośnikiem tej sumy informacji są bezpośrednio istoty żywe, więc nie ma tu miejsca na "ducha". Dalej, ponieważ nośnikiem tej informacji są istoty żywe, bóg nie jest samoistny (jest następstwem powstania istot żywych); nie istnieje "od zawsze" i nie stworzył Wszechświata, bo bez istot żywych ta suma informacji nie miałaby nośnika. Kolejna rzecz: jak informacja może być sprawiedliwa? Jak może być podobna do człowieka? W czym?
szczepanik

>Chyba nie powinno się definiować boga "na siłę", żeby tylko istniał.. Większość teistów wymaga od boga, aby był "osobowy". Suma informacji wszystkich istot, takiego warunku nie spełnia. Duża część teistów wymaga, aby bóg był istotą duchową. Nośnikiem tej sumy informacji są bezpośrednio istoty żywe, więc nie ma tu miejsca na "ducha".
Dalej, ponieważ nośnikiem tej informacji są istoty żywe, bóg nie jest samoistny (jest następstwem powstania istot żywych); nie istnieje "od zawsze" i nie stworzył Wszechświata, bo bez istot żywych ta suma informacji nie miałaby nośnika.

Co do powyższych to oczywiście "założenia na boga" są bardzo płynne, a po za tym o bogach wiem niewiele.

Kolejna rzecz: jak informacja może być sprawiedliwa? Jak może być podobna do człowieka? W czym?

Ten zbiór jest dynamiczny i "odrzuca od siebie" informacje małowartościowe jest to jakiś rodzaj sprawiedliwości.
Co do podobieństwa podobny jest we wszystkim do każdego z nas. Niesie dokładnie geny i informacje posiadane w mózgu każdego z nas, więc jest nadzbioerm każdego z nas. Jakby niepatrzyć jest to rodzaj podobieństwa .

Oczywiście zgadzam się iż jest to definicja na siłę - niczemu bowiem nie służy (w każdym razie ja nie zauważyłem takiej potrzeby).

Pozdrawiam i życzę nieco chłodu
Ocykan (3528 punktów)
>Ateizm nie jest religią. Wynika to choćby z definicji religii. Ateizm zaprzecza istnieniu bogów, jak może nią być?

Oczywiście, religią nie jest. Ale jest (w wielu przypadkach) wiarą.
Thorvoy (6588 punktów)
Ateizm zawiera w sobie pojęcie areligijności, więc o żadnej religii nie może być mowy. Znowu próba podpięcia BRAKU czegoś pod chybioną definicję.
Smakuś (100 punktów)
Szczepaniku twierdzisz że ZYCIE MA SENS??? na jakiej podstawie???Po co wstajesz rano i robisz masę rzeczy a potem umierasz(o tym co potem nikt nie wie można jedynie snuć domysły albo wierzyć).WIEM DLACZEGO wstajesz, jak się tu znalazłes(no może nie znam prapoczątków wszechświata o których tu była dyskusja,ale wiem jak ewoluowali twoi przodkowie zanim się pojawiłeś), wiem nawet dlaczego odczuwasz przyjemność gdy spełnisz biologiczne cele pod dyktando których nas zaprogramowano,ba jeśli cybernetyka pójdzie dalej dowiem się czemu odczuwa przyjemność mózg gdy np. gra w szachy;jestem w stanie zrozumieć że to wszystko WYDAJE CI SIĘ sensowne, ale nie wiem i zapewne się nie dowiem PO CO TO BYŁO.

CoToStopka?
rozumek
>W związku z tym uważam, że przeważająca część ateistów
>występujących na forum Racjonalisty to nie niewierzący tyko
>"wierzący inaczej".
Powiedzmy, że w co innego, niż Ty. Przeważająca część ateistów (również tych spoza forum), w przeciwieństwie do Ciebie i przeważającej cześci katolików, wierzy w upływ czasu i dojrzewanie człowieka. Wy, wierzycie w jego starzenie się i umieranie. Dlatego, Wy ponad wszystko cenicie życie, a my - czas. I to cały spór między nami. Nas nic nie obchodzi, że Wy wolicie starzeć się i umierać, niż dojrzewać, ale jakim prawem wymuszacie to na innych? Twoja wiara w umieranie, to Twoja prywatna sprawa, więc na innych jej nie wymuszaj.
Smakuś (100 punktów)
mylisz pojęcia i błądzisz wśród określeń-ateiści nie są w stanie udowodnić że nie ma Boga więc wierzą że go nie ma,czy znane ci jest hasło agnostyk???taki to w nic nie wierzy naprawdę;a twoja teoria o apostolstwie to klasyfikowanie z palca wyssane

CoToStopka?
kimak (2276 punktów)
>ateiści nie są w stanie udowodnić że nie ma Boga więc wierzą że go nie ma

To nie ateista wymyślił boga i to nie na nim spoczywa obowiązek udowadniania jego istnienia bądź też nieistnienia. Jak mam wierzyć w coś, o czym twierdzisz że jest, ba! nawet modlisz się do tego i "rozmawiasz" z tym, a nie potrafisz tego udowodnić? Przecież to objawy szaleństwa. Ateizm to nie jest kwestia wiary. Ateizm opiera się na zjawiskach udowadnialnych lub prawdopodobnych. To wiara wyrosła na czczych przesłankach i jak rak toczy rozum ludzki.
Pozdrawiam



"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
rozumek
>mylisz pojęcia i błądzisz wśród określeń-ateiści nie są w stanie udowodnić że nie ma Boga więc wierzą że go nie ma,czy znane ci jest hasło agnostyk???taki to w nic nie wierzy naprawdę;a twoja teoria o apostolstwie to klasyfikowanie z palca wyssane
Jeśli to do mnie, to zapewniam Cię, że nie w palcu (szczególnie tym małym) mieści się mój rozum (to coś, co pozwala mi nie tylko używać słów, ale także je rozumieć). A "błądzę" nie wśród określeń, ale wśród ludzi, którzy ich używają usiłując mnie przekonać, że to co mówią, to ich wiedza, a nie wiara. Niestety, ale TWIERDZĘ, że wiesz o wiele mniej ode mnie, bo nawet nie wiesz, że nic nie wiesz (a każde Twoje słowo, to wyznanie wiary).
Agnieszka (300 punktów)
>nie wiesz, że nic nie wiesz (a każde Twoje słowo, to wyznanie wiary)

A to coś nowego. Załóż własną szkołę filozoficzną.
rozumek
>>nie wiesz, że nic nie wiesz (a każde Twoje słowo, to wyznanie wiary)
>A to coś nowego. Załóż własną szkołę filozoficzną.
Jak to własną? Mam "wydziedziczyć" z majątku intelektualnego wszystkich filozofów, od czasów jeszcze przed Sokratesem zaczynając, a na współczesnych kończąc i ani Marksa, ani Chrystusa nie wyłączając? Nie uważasz, że taka propozycja, to "drobna" przesada? I w dodatku mylisz się twierdząc, że propozycji takich, nikt przed Tobą nie zgłaszał (niektórzy wszystkowiedzący, całkiem zgrabnie ją realizują).
Agnieszka (300 punktów)
>>>nie wiesz, że nic nie wiesz (a każde Twoje słowo, to wyznanie wiary)
>>A to coś nowego. Załóż własną szkołę filozoficzną.
>Jak to własną? Mam "wydziedziczyć" z majątku intelektualnego wszystkich filozofów, od czasów jeszcze przed Sokratesem zaczynając, a na współczesnych kończąc i ani Marksa, ani Chrystusa nie wyłączając? Nie uważasz, że taka propozycja, to "drobna" przesada? I w dodatku mylisz się twierdząc, że propozycji takich, nikt przed Tobą nie zgłaszał (niektórzy wszystkowiedzący, całkiem zgrabnie ją realizują).
>
Wcześniej było chyba wiem, że nic nie wiem, a nie "nie wiesz, że nic nie wiesz". I nie wydaje mi się żeby np. w empiryźmie było podobne stwierdzenie...
rozumek
>>Wcześniej było chyba wiem, że nic nie wiem,
Wcześniej, nie było Twoje.
a nie "nie wiesz, że nic nie wiesz".
Później, też nie Twoje.
I nie wydaje mi się żeby np. w empiryźmie było podobne stwierdzenie...
Naprawdę, nie doświadczyłaś nigdy (nie masz empiryźmie) spotkania z nikim, kto wyznawał cudzą wiedzę, zamiast własnej wiary? Nie spotkałaś nigdy nikogo, kto zamiast własnej wiary ("wiem, że nic nie wiem"), wyznaje wiarę w wybranych przez siebie bożków ("wiem, kto wie wszystko, nie tylko na temat Boga")? Nie znasz żadnego katolika? Jesteś tego absolutnie pewna?
Ktooooooś
>Osoby wierzące często twierdzą, że ateiści też wierzą.
>Wierzą mianowicie, że Boga nie ma. Ateiści natomiast
>odparowują, że oni nie wierzą, że Bóg istnieje. Różnica
>niby subtelna ale jednak istotna. Więc jak to jest? Czy
>ateiści to osobnicy niewierzący czy "wierzący inaczej"?
>Według mnie są i tacy i tacy. Jednych od drugich można
>odróżnić po ich zachowaniu.
>Każda wiara jest apostolska. Wierzącym zależy na
>pozyskiwaniu prozelitów. Natomiast niewiara apostolską nie
>jest. Osobie niewierzącej jest obojętne, czy ktokolwiek
>podziela jego niewiarę. Toteż ateiści "wierzący inaczej"
>(tj. wierzący, że Bóg nie istnieje) prowadzą energiczną i
>szeroko zakrojoną akcję w celu pozyskania dla swojej idei
>jak największej liczby wyznawców (przepraszam -
>zwolenników). Oczywiście, jak wszyscy wyznawcy
>jakiejkolwiek idei czy religii robią to wyłącznie dla dobra
>tychże. Natomiast ateiści nie wierzący w istnienie Boga
>zachowują swoją niewiarę dla siebie i ani im w głowie
>"oświecać" kogokolwiek.
>W związku z tym uważam, że przeważająca część ateistów
>występujących na forum Racjonalisty to nie niewierzący tyko
>"wierzący inaczej".
>
Najpierw zastanówcie się co to jest wiara i jakie opcje związane z nią istnieją

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365