 |
Czem skorupka za młodu nasiąknie.... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-05-2011 13:50 | plodzien (7378 punktów) | Czem skorupka za młodu nasiąknie....
7 na 7 | Nie będzie zbytnią przesadą stwierdzenie, że brak umiejętności poruszania się rowerzystów na polskich drogach ma rozmiary epidemiczne. Wie o tym każdy kierowca a i wielu pieszych, którzy po spotkaniu z nimi leczyło złamane kulasy, pęknięte miednice czy odrapane kolana. Powodowanych przez nich wypadków jest tak dużo, że musi istnieć jakaś tego racjonalna przyczyna. Do dzisiaj kładłem to na karb specyfiki budowy pewnych części pojazdu jak również znacznej porcji wysiłku, który włożyć trzeba, by się nim poruszać. I tak sobie myślałem - mijając w korku po raz enty tego samego rowerzystę - że od ciężkiej pracy nóg, łeb mu się nazbyt zgrzał pod kaskiem i dlatego to - nie widzi drogi rowerowej tuż obok. Albo gdy inny zjechał mi z chodnika pod koła - sądziłem, że przyczyna jego nieskoordynowanych manewrów z nagłego spadnięcia okrakiem na ramę wynika. Znowuż, nie dalej jak dni temu trzy - gdy dziewczę wyjechało z drogi podporządkowanej i strzasło w innego rowerzystę, obficie swoje wykroczenie farbą z nosa znacząc - jej nieuwagę z rozmarzeniem związanym z konstrukcją siodełka łączyłem. Okazuje się jednak, że to wszystko nie to, albo przynajmniej - nie tylko to. Już w przedszkolach przyszły rowerzysta nabywa umiejętności i nawyki właściwego poruszania się po drodze. Te wszystkie lekcje prowadzone przez pana policjanta, praktyczne ćwiczenia na ścieżkach rowerowych powinny przecież zostawiać ślad w korze mózgowej tym trwalszy - im częściej ćwiczenie się powtarza. I zostawiają. W swoich pierwotnych rozważaniach pominąłem siłę edukacji.   | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | No tak. Nic dziwnego, że rowerzyści (ale nie tylko, bo kierowcy też) na drogach głupieją. Sama bym zgłupiała, widząc przed nosem takie znaki.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Sama bym zgłupiała, widząc przed nosem takie znaki. Dlatego ja nie kieruję się znakami tylko zdrowym rozsądkiem!
Wszystko ma swój początek i koniec.
|
|
|  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Dlatego ja nie kieruję się znakami tylko zdrowym rozsądkiem!Połączenie jednego z drugim byłoby idealne 
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
7 na 7 | finerbijk (17282 punktów) | Jako rowerzysta i kierowca mogę podać liczne przykłady głupoty i chamstwa zarówno jednych, jak i drugich. Do tego TIRowców, motocyklistów, taksówkarzy, pieszych, itd. Często wynikających nie z nieznajomości przepisów, ale chyba z przekonania, że droga to ich prywatny tor, a reszta użytkowników to irytujący intruzi. Przepisów można od biedy nauczyć i głąba, ale z kulturą i wyobraźnią jest gorzej.
|
|
 | 7 na 7 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Jako rowerzysta i kierowca mogę podać liczne przykłady głupoty i chamstwa zarówno jednych, jak i drugich. Do tego TIRowców, motocyklistów, taksówkarzy, pieszych, itd.
Każdy ma coś za koszulą, ale to, że w jednym miejscu jakiś pacan parkuje na ścieżce rowerowej nie znaczy, że w drugim końcu miasta rowerzyści mogą przejeżdżać przez przejścia dla pieszych (jakby ktoś nie doczytał w przepisach - przez przejście dla PIESZYCH rower trzeba przeprowadzić, przejechać można przejazdem dla rowerów, i nawet tam nie można na jezdnię wypadać nie patrząc).
Za każdym razem jak powiem coś na rowerzystów odzywa się jakiś miłośniki dwóch kółek tekstem "a bo kierowcy to..." i tu jest litania co to mu kierowcy zrobili. Czyli "a u was murzynów biją".
Nie parkuję na ścieżkach, omijam rowerzystów szerokim łukiem, toleruję głąby, które jadą ruchliwa przelotówką podczas gdy wzdłuż jest elegancka, asfaltowa ścieżka rowerowa - przodują w tym nie młodzi gniewni, ale "dziadki w czapce", zwykle z dużą reklamówka na kierownicy po lewej, żeby ich ładnie znosiło na środek (niektórzy na nich trąbią, ale to niebezpieczne, bo jak się taki przestraszy to jeszcze się wywali i dopiero będzie jazda), zwalniam przed przejazdami, nie blokuję stojaków i w ogóle jestem święta.
A co dziennie natykam się na rowerzystów, którzy jadą pod dwóch równolegle, jeżdżą po zmroku bez oświetlenia, koniecznie w ubraniu koloru asfaltu, wyskakują na przejścia dla pieszych, zjeżdżają z chodnika na jezdnię bez sygnalizowania i bez jednego rzutu okiem za siebie. Super też było, jak turlam się za rowerem czając się, żebym mogła wyprzedzić, bo ulica wąska i zatłoczona, a rowerzysta zatrzymuje się prawie w miejscu, bo chodnikiem szedł znajomy, więc trzeba się przywitać, prawicę uścisnąć. Ja daję po hamulcach, za mną pisk opon, ktoś po klaksonie, momentalnie robi się korek a ten się ogląda i wszystkim f**ka pokazuje.
Naprawdę mnie nie interesuje, czy ten rowerzysta cierpiał jeszcze pół godziny temu z powodu jakiegoś nieuprzejmego kierowcy. Cham i bałwan i zero usprawiedliwienia.
W dzikach latach osiemdziesiątych, kiedy ścieżek rowerowych było zero a ulice węższe, jeździłam do liceum na rowerze przez pół miasta, 3/4 drogi przelotówką - cztery bite lata. Nikt na mnie nigdy nie zatrąbił, bo nie dałam nikomu powodu.
Postawa "bo kierowcy to chamy więc mnie nie obowiązuje kultura na drodze" niczym się nie różni od "kradnę, bo mnie też okradli".
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
|  | 6 na 6 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > A co dziennie natykam się na rowerzystów, którzy jadą pod dwóch równolegle,Co do całej reszty akapitu zgoda, że debilizm (i mówię to jako osoba poruszająca się cały rok rowerem), ale to jest już akurat dozwolone... > Ja daję po hamulcach, za mną pisk opon, ktoś po klaksonie, momentalnie robi się korek a ten się ogląda i wszystkim f**ka pokazuje.> Naprawdę mnie nie interesuje, czy ten rowerzysta cierpiał jeszcze pół godziny temu z powodu jakiegoś nieuprzejmego kierowcy. Cham i bałwan i zero usprawiedliwienia.[..] > Postawa "bo kierowcy to chamy więc mnie nie obowiązuje kultura na drodze" niczym się nie różni od "kradnę, bo mnie też okradli".Ja wiem, że to denerwujące, ale nie mogę się zgodzić, że większość rowerzystów to bez wyjątku chamy o moralności Kalego, nic nie robią, tylko powodują wypadki i w ogóle nie wiedzą, co się robi na drodze. Jest to dosyć mało prawdopodobne z jednego powodu - rowerzystów jest mniej niż kierowców. Nie da rady się panoszyć na terenie, który jest dziko zaludniony innym gatunkiem, że sobie pozwolę taką biologiczną metaforę skonstruować. Z kim masz częściej nerwówkę na drodze - z kierowcą, czy rowerzystą?  Z drugiej strony - robi się cieplej, na ulicach wzrasta liczba ludzi na rowerach. Zauważ rozróżnienie od rowerzystów. Rowerzysta to zazwyczaj człowiek, który zna przepisy na wylot, często lepiej od przeciętnego kierowcy, z prozaicznego powodu - bo ma świadomość, że prędzej czy później będzie musiał udowadniać jakiemuś baranowi z syndromem dużego samochodzika, że właśnie wymusił pierwszeństwo. Albo tłumaczyć, że droga rowerowa przynależy do drogi wzdłuż której się znajduje, więc jeśli główna ma pierwszeństwo, to i rowerowa je ma i nie, to nie ja muszę zwalniać na tym przejeździe. I tak dalej w ten deseń. Ludzie na rowerach to sezonowe zjawisko, którego boi się każdy normalny rowerzysta. Nie ma toto pojęcia o odblaskach, oświetleniu, poruszaniu się po drogach wspólnych, rowerowych i dzielonych z pieszymi, zasadach ruchu i zdrowym rozsądku na rowerze. Typowe przykłady? Niunia z karkiem, w drodze do parku na piwo. Po tym piwie też wrócą na rowerach. Jak im się coś stanie, będzie artykuł: pijani rowerzyści stwarzają zagrożenie na drodze, dwie osoby zginęły.  Pańcia, która się naczytała o Cycle Chic, więc wyciągnęła stary rower i bez przeglądu wskoczyła na niego w sukience i obcasach. Nie ma pojęcia, jak się na rowerze w tym stroju utrzymać i żeby zabezpieczyć tylne koło, ale pojedzie. Jak zwali się z tego roweru jak kłoda, bo wkręci jej się rzeczona sukienka, albo nie będzie umiała utrzymać przy stopie równowagi na obcasach, będzie krzyk. Oczywiście jedzie bez świateł, bo myśli o wyglądzie swoim, nie roweru. I będzie jechać wężem po dowolnej ulicy, bo nie bardzo łapie balans po długiej przerwie.  Babcie i dziadki, przyzwyczajone do jazdy na działkę, bocznymi ulicami. Te same zasady stosują do centrum miasta, bo widzieli Masę Krytyczną raz czy drugi i wydaje im się, że im wolno. I najgorszy przypadek: hipsterzy, którzy zauważyli rowery i postanowili je zaadaptować do swojego stylu życia. Czyli nieważne, co inni myślą i jakie to idiotyczne, będę robił. I tak samo jeżdżą. Bez zwracania uwagi na cokolwiek. Wiesz, dlaczego masz takie marne zdanie o rowerzystach? Bo normalnie jadącego, uczciwie poruszającego się rowerzysty nie zauważysz. Przejedzie obok Ciebie w korku tylko wtedy, kiedy będzie na to miejsce, ale głównie będzie się poruszał drogą rowerową albo mniej zatłoczonymi ulicami. Nie ma zwykle wypadków, bo jest uważny, ostrożny i jeździ zgodnie z przepisami. Ja, nie chwaląc się, miałam w życiu łącznie cztery wypadki: spadłam z roweru na niezamiecionej z mokrych liści uliczce, dostałam z otwartej od entuzjastycznie gestykulującego idioty przechodzącego zbyt blisko drogi rowerowej (fakt, że to on wyglądał, jakby miał dostać zawału z przerażenia, ja między sykami bólu miałam napady histerycznego śmiechu) i poleciałam pięknym łukiem. Z samochodami: facet zepchnął mnie na chodnik, złośliwie zresztą, sadząc po epitetach lecących przez uchylone okno; no i baran, który dwa dni temu zatrzymał się na mojej łydce, wjeżdżając na przejazd dla rowerów - ja miałam zielone, on skręcał z ulicy z oznaczeniem stopu i migającym światłem ostrzegawczym. Biorąc pod uwagę również opowieści znajomych - czy powinnam sądzić, że wszyscy kierowcy to debile olewający znaki i chamy lubiące powodować uszkodzenia u rowerzystów i w ich rowerach? Wątpię. Wpisuję się w ruch Cycle Chic, jeżdżę całorocznie, propaguję wiedzę o poruszaniu się po mieście, należę do paru ruchów - klasyczny przypadek aktywistki rowerowej. Widzę, że stosunki kierowcy-rowerzyści poprawiają się, nie tylko w moim mieście. Im więcej dużych Mas Krytycznych, tym lepiej to wygląda - coraz więcej rowerzystów przyzwyczaja się do ruchu ulicznego (i jego kultury) i nie panikuje na drodze, co tak często powoduje przykre sytuacje. Coraz więcej kierowców nie ma wielkopańskich postaw na drogach i zaczyna rozumieć, że rowerzysta ma prawo jechać po ulicy, nie wolno na niego trąbić i przejeżdżać na centymetry, tak dla jaj. Zostawiają nam ten urzędowy metr od chodnika bez bluzgów i nerwów, z przyzwyczajenia. Będzie lepiej. Dajmy pracować Oficerom Rowerowym, ruchom rowerowym i zwykłemu otrzaskaniu się z sytuacją. I nie zapominajmy o zwykłej przyzwoitości - olewać prawa innego uczestnika ruchu, bo się czasem trafi na barana, to nie jest dobry pomysł.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| |  | | -jad- (18783 punktów) | >>A co dziennie natykam się na rowerzystów, którzy jadą pod dwóch równolegle, >Co do całej reszty akapitu zgoda, że debilizm (i mówię to jako osoba poruszająca się cały rok rowerem), ale to jest już akurat dozwolone...
To prawda. Nadużywanie tego przywileju jest jednak chamstwem. Tak uważam.
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
| |  | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>A co dziennie natykam się na rowerzystów, którzy jadą pod dwóch równolegle, >Co do całej reszty akapitu zgoda, że debilizm (i mówię to jako osoba poruszająca się cały rok rowerem), ale to jest już akurat dozwolone...
Nie jest. Zmiana ustawy wchodzi w życie 21 maja (DzU opublikowany 6 maja, 14 dni vacatio legis, matematyka jest nieubłagana). Dziś ciągle jeszcze jest to naruszenie przepisów drogowych. Winne są po części różne serwisy i prasa, która o zmianach pisze od dawna jakby one już obowiązywały. Nie mówiąc już o tym, że nagminne jest przekonanie, że hasło "sejm uchwalił" oznacz "weszło w życie".
I nawet jak już przepis wejdzie w życie, to będzie brzmiał: "Dopuszcza się wyjątkowo jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru lub motoroweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego."
Słowo "wyjątkowo" jest tu kluczowe. To nie prawo rowerzysty, to przywilej, z którego można skorzystać kiedy nikomu innemu to nie przeszkadza. Zmiana miała na celu jedynie dodanie odrobiny zdrowego rozsądku i zaufania do obywateli. Ale skoro dziś, kiedy jest to jeszcze wprost zakazane, widzę dwójki rowerowe ewidentnie utrudniające ruch (jeżeli jednego rowerzystę mogłabym wyminąć płynnie, ale już za dwójką muszę się chwile poturlać, bo potrzeba miejsca jak na wyprzedzenie malucha, to jest to utrudnianie ruchu), to czy to zaufanie ustawodawcy aby nie na wyrost?
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
| | |  | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | > Ale skoro dziś, kiedy jest to jeszcze wprost zakazane, widzę dwójki rowerowe ewidentnie utrudniające ruch (jeżeli jednego rowerzystę mogłabym wyminąć płynnie, ale już za dwójką muszę się chwile poturlać, bo potrzeba miejsca jak na wyprzedzenie malucha, to jest to utrudnianie ruchu), to czy to zaufanie ustawodawcy aby nie na wyrosŻeby tylko dwójkę... ja często muszę się wlec za całym peletonem. Tak 5-10 osób sobie jedzie w najlepsze i ciekawą rozmowę prowadzi jednocześnie. Zmartwiliście mnie tym, że to będzie teraz zgodnie z przepisami...
|
|
| | | |  | 1 na 1 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > Żeby tylko dwójkę... ja często muszę się wlec za całym peletonem. Tak 5-10 osób sobie jedzie w najlepsze i ciekawą rozmowę prowadzi jednocześnie. Zmartwiliście mnie tym, że to będzie teraz zgodnie z przepisami...  Jeżeli musisz znaczni zwolnić i masz problemy z wyprzedzeniem - problemy których byś nie miał gdyby te osoby jechały pojedynczo (no cóż, pojedynczy rowerzysta który ma prawo jechać po jezdni nie utrudnia swoją obecnością ruchu, nawet kiedy droga wąska i nie możesz wyprzedzić - to jest niedogodność z rodzaju "siła wyższa", tak samo jak traktor czy koparka, albo nauka jazdy na pierwszej lekcji) to te osoby utrudniają ci poruszanie się pod drodze. Takie zachowanie NIE będzie zgodne z przepisami. Trzeba pamiętać, że przepis ogólny, zabraniający jazdy równoległej, nie został wykreślony. Doszła tylko taka taka zielona strzałka - możesz jechać ale jesteś ostatni w hierarchii. Owszem, o tym kierowcy dla odmiany często zapominają. I dlatego obawiam się, że w świadomości większości rowerzystów zakoduje się tylko, że już wolno, hurra!
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
| | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Dobrze, od 21 maja jest zupełnie dozwolone w odpowiednich sytuacjach. I o to chodziło. Jeśli masz szeroką drogę, to rowerzyści mogą jechać w parze (rodzic-dziecko, gadająca para, sportowcy w trakcie treningu). Ja mieszkam w centrum miasta i oprócz ścieżek mam głównie takie ulice. Jeśli nie, a jadę z kimś, to i tak nie da się jeździć we dwójkę, bo jest za mało miejsca, więc jedzie się w pojedynczej kolumnie. Proste. Że są idioci łamiący przepisy? Zawsze będą, nie tylko wśród rowerzystów. Nie wierzę, że notorycznie masz z tym problem, bo to niepraktyczne z punktu widzenia rowerzysty, tak jeździć.
Co do szybkości - istotą roweru jest to, że się nim nie osiąga drugiej świetlnej. To jest bezpieczne. W mieście dozwolona prędkość waha się między 30 a 50 (po drogach z ograniczeniem powyżej rowerzystom nie wolno jeździć, mają się wtedy a) przestawić na chodnik obok; b) wybrać inną trasę).
Chcesz mi powiedzieć, że kiedy masz obowiązek toczyć się mniej niż 50 km/h sprawia Ci problem poczekać trzy minuty i wyprzedzić na normalnej drodze (min. 1 metr) dwójkę rowerzystów? Albo kiedy jedziesz drogą za miastem/ gdzieś na osiedlu (czyli np max 10 km/h)/ po polnej drodze/ szosą na wsi to jest jakikolwiek problem? O_o
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | 5 na 5 | plodzien (7378 punktów) | > Nie parkuję na ścieżkach, omijam rowerzystów szerokim łukiem, toleruję głąby, które jadą ruchliwa przelotówką podczas gdy wzdłuż jest elegancka, asfaltowa ścieżka rowerowa - przodują w tym nie młodzi gniewni, ale "dziadki w czapce", zwykle z dużą reklamówka na kierownicy po lewej, żeby ich ładnie znosiło na środek.... >Nawet nie muszą mieć reklamówki. Wystarczy, że zakupy trzymają nierównomiernie rozłożone w kieszeniach:
|
|
|  | 1 na 1 | Volrath (3440 punktów) | > przodują w tym nie młodzi gniewni, ale "dziadki w czapce"Ostatnio widziałem jak taki dziadek skręcił w jednokierunkową pod prąd. Dobrze, że rower wąski, zmieści się z autem z naprzeciwka (o ile nie będzie to ciężarówka).
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > ale z kulturą i wyobraźnią jest gorzej. Racja! Byłam przed laty w Holandii i już wtedy byłam oszołomiona kulturą ich jazdy. Polska to dziki kraj!
Wszystko ma swój początek i koniec.
|
|
|  | | finerbijk (17282 punktów) | >Racja! Byłam przed laty w Holandii i już wtedy byłam oszołomiona kulturą ich jazdy. Akurat w Holandii nie pamiętam już ile razy byłem, bo mam tam znajomych. Jeżdżą lepiej, ale też się trafiają wariaci. Jak jest dla rowerzystów to wiadomo.
>Polska to dziki kraj! Są dziksze pod tym względem, arabskie, albo chociażby na wschód, czy Włochy. Narzekającym na rowerzystów w Polsce polecam pojeździć w miastach włoskich pełnych skuterków.
|
|
| |  | 1 na 1 | AdamGr (3037 punktów) |
> Akurat w Holandii nie pamiętam już ile razy byłem, bo mam tam znajomych. Jeżdżą lepiej, ale też się trafiają wariaci. Jak jest dla rowerzystów to wiadomo.Przykro mi dementowac to wyobrażenie jako pozytywny przykład. Rowerzyści jeżdżą tak beznadziejnie że da się zauważyć pewne zjawisko wśród kierowców samochodów (lub też pjazdów samochodowych) : całkowity brak zaufania.Całkowity. Możesz sobie zasygnalizowac rąsią jak się należy ,a on i tak cię puści nawet zatrzymując się. Nawet jak skręcasz w uliczkę z której inny wyjeżdża to poczeka (pomimo zasygnalizowania) aż skręcisz  A rowerzyści o okreslonych porach poruszają się autentycznymi stadami, widzieliście może na wyścigach miedyznarodowych (tour de...itd) taką peletonową bandę? To takie bandy są przeniesone w rzeczywistosc miejską. Odnośnie wyposażenia drogowego onych rowerów oraz stanu technicznego (tak ca. 80%) to spuszcze zasłonę milczenia, niektóre (a w zasadzie niemało) mogły by grac w filmach o "zombi" . I jeszcze jedo : pieszy na drodze rowerowej jest intruzem. Trzeba wybrac moment kiedy przejśc (jeśli już jada jakimś tam ciągiem) bo żaden się nie zatrzyma a jeszcze dzwonkiem postraszy (o ile go ma). Czy to czegoś aby nie przypomina ?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > I jeszcze jedo : pieszy na drodze rowerowej jest intruzem.> Trzeba wybrac moment kiedy przejśc (jeśli już jada jakimś tam ciągiem) bo żaden się nie zatrzyma a jeszcze dzwonkiem postraszy (o ile go ma).Tak, jest. Jak się wlezie na środek ulicy, to samochody się raczej nagle nie rozstąpią w biblijnej metaforze, bo się pieszemu akurat zachciało pospacerować po innym terenie. Droga rowerowa to droga rowerowa - dla pieszych jest chodnik. O co chodzi? > Czy to czegoś aby nie przypomina ?  No. Przestrzeganie prawa 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | |  | | AdamGr (3037 punktów) | O zwykłe przejście na druga stronę. Czy to nie oczywiste?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | >O zwykłe przejście na druga stronę. >Czy to nie oczywiste?
Ale, ale, ale... od tego są przejścia dla pieszych. Na których pieszy ma się rozejrzeć i uważać, a rowerzysta zwolnić, jeśli widzi szykującego się do przejścia pieszego. Tak samo to działa na nieoświetlonych przejściach przez drogi, po których przemieszczają się samochody - trzeba jakoś dać znać, że się przechodzi, albo cierpliwie poczekać na wolne miejsce. Inaczej się nie da.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | |  | | AdamGr (3037 punktów) | Ech kobieto, strasznie teoretyzujesz, nieprawdaż?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Ech kobieto, strasznie teoretyzujesz, nieprawdaż?  Nie. Niezależnie od kraju zamieszkania jeżdżę tylko na rowerze, okazjonalnie korzystając z komunikacji miejskiej. Czysta praktyka 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >Byłam przed laty w Holandii i już wtedy byłam oszołomiona kulturą ich jazdy.
Ja też jestem. Rowerzysta w Holandii jest nietykalny i większość z nich naprawdę to czuje. Zdarzało się hamować w ostatniej chwili i w ostatnim centymetrze przed rozpędzonym rowerzystą. Nigdy żaden nie zaszczycił mnie chyba nawet spojrzeniem z tej okazji.
>Polska to dziki kraj!
Jednak wolę polskich rowerzystów.
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
5 na 5 | spellbinder (8577 punktów) | > Nie będzie zbytnią przesadą stwierdzenie, że brak umiejętności poruszania się rowerzystów na polskich drogach ma rozmiary epidemiczne.Również na drogach rowerowych, niestety. Oj, poruszyłeś Waść niedobrą strunę, bo ja po prostu o rowerowych debilizmach mogę godzinami, po prostu godzinami zasuwać. I nikt nie jest bez winy, ani rowerzyści, ani kierowcy, a w szczególności bez winy nie są piesi, bo to najbardziej odmóżdżona część użytkowników drogi. Ostatnio zacząłem "odświeżać" swoje przyzwyczajenie dotyczące jazdy na rowerze. Mając 16-20 lata jeździłem sporo, codziennie czasówka - najpierw 20, potem 40 i 60 kilometrów. Potem uraz kolana, bo w piłkę raz zagrałem, niefortunnie (czytaj: głupio) skoczyłem, i kolano poszło się... no niedobrze było. Jako, że lekarze - mądrale nie wykryli niczego, jak zwykle, to przez trzy następne lata jeździć nie mogłem, bo kolano się nie zginało tak jak powinno. Po ośmiu latach od urazu jest już w miarę w porządku z tą moją nogą, prawie nie boli, mięśnie się "wyrównały" (po urazie nie mogłem stanąć na ten nodze uszkodzonej przez 3 tygodnie, a i potem obciążałem głównie nogę sprawną, zanim ten nawyk "minął", też trochę czasu musiało upłynąć). Postanowiłem wziąć się w garść i wrócić do jeżdżenia. Zadziwiająco dobrze mi poszło - kondycja nie ta, siła nie ta, ale jednak jestem na dużo wyższym poziomie niż wtedy, kiedy zaczynałem. I wrócił "koszmar" dróg rowerowych. Zagrożeń - mnóstwo... które groźniejsze? Cholera wie. Przypomniał mi się taki jeden przypadek z przeszłości. Jadę około 40 na godzinę, długa prosta, droga rowerowa za miastem w sumie. Od lewej patrząc - ulica, droga rowerowa, chodnik. Przede mną jakieś ludzie, które sobie wyszły na spacerek. Mamusia, tatuś i dwójka dzieci w wieku lat 6-7. Od lewej patrząc - chłopczyk, mamusia, tatuś, dziewczynka. Wzorowa rodzinka. Idą sobie za rączki i radują. Coś mnie na szczęście tknęło i zjechałem na sam koniec ścieżki. Prawie na wysokości tej rodzinki byłem, mamusia nagle wyprowadziła dziecko na drogę rowerową, pewnikiem chcąc coś ominąć. Głowa dziecka na wysokości mojej kierownicy. Zero spojrzenia do tyłu, jakiejś myśli racjonalnej z ich strony. Ja się o mało nie wypieprzyłem, zachamowałem ze zgrzytem (głównie dla efektu, ci aż podskoczyli ze strachu), poczęstowałem ich wiązanką i pojechałem dalej. Gdybym jednak nie zjechał, to dziś prawdopodobnie miałbym na koncie zabite dzieciko. I to się powtarza. Ludzie wyłażą z tymi swoimi pociechami, ledwo toto na rowerku jeździ, albo na rolkach - szlag mnie trafia. Raz mi się dzieciak wyłożył prosto pod koła. Ja się tylko pytam - dlaczego k*** ludzie nie mogą uczyć tych swoich bachorów jazdy na chodniku? Biegają takie latorośle rozchwiane emocjonalnie, prosto pod koła. Wielokrotnie byłem w sytuacji, w której rodzic popisał się skrajnym brakiem odpowiedzialności. Dalej - samochodziarze to inna bajka. Droga dojazdowa do osiedla, ograniczenie do 50. Jadę po ulicy, bo po chodniku się nie da, zupełnie nieodśnieżony. I nagle jakiś dupek w terenowym samochodzie wyprzedza - i leci ze mną na czołówę. Jeszcze tak zamaszyście wyprzedził, ja w ostatniej chwili zdążyłem wskoczyć w zaspę. Wielokrotnie debile korzystają z warunkowego zielonego, ignorując rowerzystę, który ma "pełne" zielone. Na zasadzie "a śmignę se". Raz się wrypałem w takiego, ale ten z kolei chciał myknąć na czerwonym i oczywiście się zatrzymał. Nic się nie stało, bo zdążyłem wyhamować, ale chwila grozy była. Inni rowerzyści, w mordę jeża. Ostatnio jadę, taki delikatny łuczek jest na drodze rowerowej, jakaś baba z naprzeciwka się kiwa. Coś sobie najwyraźniej głupio policzyła, bo jestem naprzeciwko niej, a ona sobie zakręt ścina i na mnie prosto wali. Kiedyś zabawną sytuację przeżyłem, jak jakieś dwie tępe siksy się nagle zatrzymały na środku drogi rowerowej, obok siebie. Minąłem je po trawie, ale tak się wystraszyły głupie baby, że jedna straciła równowagę, poleciała na koleżankę i tylko takie "łup" i "ała" słuszałem  Tutaj głównym czynnikiem jest to, że ludzie nie myślą. Jest kupka na drodze - to ominąć trzeba. Bez popatrzenia do tyłu, czy rower nie jedzie. Jest łuczek - to ściąć. Nieważne, że ktoś z naprzeciwka jedzie. Chcesz się zatrzymać, to zamiast zjechać tak, żeby człowiek miał szansę wyprzedzić - stajesz jak ta krowa na środku drogi. Albo śmigasz po ulicy, jak obok masz ścieżkę. Ale teraz, na szczęście, mogę coś z tym zrobić - a mianowicie... zacząłem chodzić na rower o piątej rano. Pusto wszędzie, zero bachorów, zero pieszych. Można spokojnie pojeździć, bez obawy, że ktoś się zaraz człowiekowi rzuci pod koła.
|
|
 | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > zacząłem chodzić na rower o piątej rano. Masochista!
Wszystko ma swój początek i koniec.
|
|
|  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > Masochista!Gdzieżby znowu - jak kładę się o ósmej rano, to rower przed snem niespecjalnie przeszkadza
|
|
 | 5 na 5 | Elka I Ponura (7473 punktów) | >Również na drogach rowerowych, niestety. Oj, poruszyłeś Waść niedobrą strunę, bo ja po prostu o rowerowych debilizmach mogę godzinami, po prostu godzinami zasuwać. I nikt nie jest bez winy, ani rowerzyści, ani kierowcy, a w szczególności bez winy nie są piesi, bo to najbardziej odmóżdżona część użytkowników drogi.
Rodzice z dziećmi olewający zdrowy rozsądek, to raz. Co z państwem z pieskiem, szczególnie po zmroku? Piesek na tej rozwijanej smyczy, z długiej linki, pasie się na trawniku, właściciel po drugiej stronie drogi stoi i trzyma smycz. I teraz weź, człowieku, bądź jasnowidzem i nie zabij siebie, a przy okazji również pieska.
Rozdział na drogę i chodnik: chodnik szary, bez niczego. Droga - czerwona i z wielkimi rowerami co parę metrów. Oddzielone pasem trawy. Po czym idzie obściskująca się parka? No przecież nie po chodniku, po co... I jeszcze obrażają się i miny robią, kiedy - nie chcąc ich straszyć ani wjechać im w d.. nawet przypadkiem - delikatnie i krótko na nich zadzwonisz albo poprosisz o zmianę pasa.
Matki z wózkami wbijające się na drogi i reagujące oburzeniem, kiedy zwraca im się uwagę, że może im się stać krzywda i powinny dla własnego dobra użyć znajdującego się po drugiej stronie chodnika.
Ludzie włażący na przejazd dla rowerów, chociaż mają obok przejście podziemne. Zrozumiem matkę z wózkiem (bo ciężko) i starszą osobę z laską (bo trudno). Ale trzy młode, zdrowe dziewuchy? Koło przejazdu - metrowej średnicy tablica "zakaz przechodzenia". I pyszczą, kiedy zwraca im się uwagę.
A ludzie marudzą, jak się mówi o konieczności tłumaczenia, jak krowie na granicy, o przepisach...
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | | sztejkat (4743 punktów) | Zasada odpowiedzialności za własne uczynki obowiązuje zawsze. Jeśli droga rowerowa nie jest FIZYCZNIE oddzielona od chodnika rozsądny człowiek nie będzie gnał czterdziestką widząc idących chodnikiem pieszych. SZCZEGÓLNIE z dzieckiem. Skutków wypadku nie zmienia to, po czyjej stronie stoi wina - połamanym gnatom wsio rawno.
A ścieżki rowerowe doprawdy w wielu miejscach przeplatają się z chodnikami na przeróżne sposoby. Często też ich budowniczy ograniczają się do wykonania ich w innym kolorze. A to przecież NIE JEST wydzielenie ścieżki rowerowej a po prostu KOLOROWY CHODNIK.
Podobnie ma się kwestia z jazdą rowerem po ulicach. Osobiście uważam, że obecnie próba przejechania przez trzy-pasmowe rondo w godzinach szczytu jest mniej więcej równie rozsądna co spacer po zamarzniętej zatoce gdańskiej podczas roztopów. W zasadzie ok, ale wielce ryzykowne. Nie można przecież oczekiwać, że kierowcy będą mieli oczy dookoła głowy. Nie powiem, młodszy byłem, głupszy, ufałem, że jak MAM PRAWO to jest BEZPIECZNIE... Dziś już tak nie sądzę pogrzebawszy brata rozjechanego mimo jazdy w zgodzie z prawem i zamiast życia wolę zaryzykować mandat i objechać rondo chodnikami.
Tak więc, ceniąc sobie bardziej zdrowie niż czas i pieniądze, nagminnie łamię prawo, poruszając się rowerem po chodnikach i przejeżdżając przez przejścia dla pieszych. Oczywiście cała podróż odbywa się wolniej niż po trasie rowerowej lub jezdni. Na jezdni można, ba nawet trzeba, dusić ile się da. Konia z rzędem temu, kto wykona skręt w lewo na dwupasmówce w sposób prawidłowy jadąc 15km/h (zjazd do środka prawego pasa, potem zmiana na lewy pas i zjazd do lewej krawędzi). Po ścieżce rowerowej, uważam, granicą rozsądku jest 30km/h. Po chodniku, gdy w zasięgu wzroku są piesi - 15. No i oczywiście przed przejściem, tak jak pieszy, koniecznie trzeba się zatrzymać. Nawet, gdy jest zielone światło. W końcu kierowca nie jest jasnowidzem a do tego popełnia błędy. Może akurat zechcieć przemknąć na czerwonym.
Tak rowerzyści jak i kierowcy muszą pamiętać, że mogą zabić bądź zginąć. Rowerzysta ma mikre szanse na przeżycie kolizji z samochodem gdy różnica prędkości przekracza 30km/h. W rowerze praktycznie rzecz biorąc strefą kontrolowanego zgniotu jest kask i ciało rowerzysty. W wypadku kolizji przyspieszenia są znaczące: zakładając, że różnica prędkości wynosi 30kh/h (auto 45, rowerzysta 15) i rowerzysta wgniecie autko na głębokość 5cm przyspieszenie jakiemu poddane jest jego ciało wyniesie co najmniej 70g.
Rozsądek nakazuje więc nie ufać INNYM jak i SOBIE. Po co ginąć, po co leczyć złamania, jak można spokojnie, aczkolwiek wolniej żyć?
>(...)bo ja po prostu o rowerowych debilizmach mogę godzinami(...)poczęstowałem ich wiązanką i pojechałem dalej(...)miałbym na koncie zabite dziecko(...)dlaczego k*** ludzie nie mogą uczyć tych swoich bachorów jazdy na chodniku(...)jakiś dupek(...)debile korzystają z warunkowego zielonego(...)dwie tępe siksy(...)
Ta.... belka w cudzym oku. I wszystko to pisze rozsądny człowiek zasuwający 40km/h widząc przed sobą matkę z dzieckiem na rowerku. No. Aż chce się poskładać z powyższych cytatów jakąś opinię "ad personam".
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
|  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | > Zasada odpowiedzialności za własne uczynki obowiązuje zawsze. Jeśli droga rowerowa nie jest FIZYCZNIE oddzielona od chodnika rozsądny człowiek nie będzie gnał czterdziestką widząc idących chodnikiem pieszych. SZCZEGÓLNIE z dzieckiem.No więc właśnie. Jednakowoż zdrowy rozsądek trzeba mieć zawsze. Zarówno jadąc, jak i idąc. > Ta.... belka w cudzym oku. I wszystko to pisze rozsądny człowiek zasuwający 40km/h widząc przed sobą matkę z dzieckiem na rowerku. No. Aż chce się poskładać z powyższych cytatów jakąś opinię "ad personam".Matkę z dzieckiem na rowerku  Dobre. Tak się składa, że w życiu NIGDY nie spowodowałem wypadku, a wiele ominąłem właśnie przez to, że zawczasu zwolniłem. I właśnie to mnie wkurza straszliwie, że trzeba mieć ciągle oczy dookoła głowy, bo inaczej jakiś psiuńcio pod koła wbiegnie, mimo że pani ma go na smyczy, albo jakiś dzieciak glebnie. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu widziałem jak tatuś wyszedł z córcią pięcioletnią na hulajnogę. córcia sobie krąży, pod górkę, i z górki na pazurki. Siadłem z kumplem i czekamy - nie pomyliłem się. Córcia zaliczyła glębę, wrąbawszy się w jakichś ludzi na dole górki. Nie ma żadnego problemu, kiedy ludzie jeżdżą nawet szybko, ale znając swoje możliwości i jadąc "po swoim". A dziś na drogach rowerowych jeździ się tak, jak wśród stada owiec.
|
|
| |  | | sztejkat (4743 punktów) | > (...)I właśnie to mnie wkurza straszliwie, że trzeba mieć ciągle oczy dookoła głowy (...)Niestety takie czasy. Dużo nas po prostu i tyle. > Nie ma żadnego problemu, kiedy ludzie jeżdżą nawet szybko, ale znając swoje możliwości (...)Dość popularne stwierdzenie. Co prawda nie da się zrobić ankiety pośród lokatorów kostnicy, ale przypuszczam, że wielu z nich jechało szybko i dokładnie znało swoje możliwości. No, ale to niczym nie podparte podłe insynuacje. Jak jednak zauważasz powyżej - w grę wchodzą nie tylko własne możliwości ale niestety i cudze. Mogę być pewny, że ja dam radę kogoś ominąć, zatrzymać się itp. Trudno jednak oszacować co omijany zrobi, co miałeś nieprzyjemność doświadczyć. No i do tego przypadki losowe. Sam z resztą idąc czy to leśną drogą czy chodnikiem nie zawsze usłyszę nadjeżdżającego z tyłu rowerzystę. Zdarza mi się też wdepnąć na fragment chodnika w innym kolorze. Cóż, lubię się zamyślić wędrując. Usłyszawszy wreszcie nadciągający szum opon spróbuję zejść zagrożeniu z drogi, choćby dlatego, że skojarzę, że drepcę po ścieżce rowerowej. Pytanie, czy rowerzysta trafnie zgadnie w którą pójdę stronę? A przecież zawsze jeszcze mogę się potknąć... Bywało, jeździłem do pracy rowerem. Także zimą i na pewnym odcinku jezdnią. No, ale pewnego ranka wykręciłem na zalodzonym chodniku taki piruet że aż miło. Oczywiście znając swoje możliwości podjąłem wcześniej środki zaradcze (obniżone siodełko, odpompowane opony) tak, że nie pacnąłem na ziemię. A potem przyszło spostrzeżenie: a jakbym taki piruecik odstawił na nieodśnieżonej jezdni? Czy kierowca z tyłu zdąży się zatrzymać? To już nie MOJE umiejętności będą decydować o MOIM życiu. Od tej pory zimą nie wjeżdżam na jezdnię. Piszesz z jednej strony: > (...)I właśnie to mnie wkurza straszliwie, że trzeba mieć ciągle oczy dookoła głowy(...)a z drugiej: > (...)Tutaj głównym czynnikiem jest to, że ludzie nie myślą. Jest kupka na drodze - to ominąć trzeba. Bez popatrzenia do tyłu, czy rower nie jedzie.(...)Coś mi się widzi, że wkurza Cię, że nie możesz być bezmyślny... > (...)A dziś na drogach rowerowych jeździ się tak, jak wśród stada owiec(...)A po rowerem po jezdni jak owca wśród stada wilków  Zgroza będzie dopiero, jeśli idącym po chodniku niezbędne będą lusterka wsteczne i kierunkowskazy. No, ale ja problem z drogami rowerowymi mam w stopniu minimalnym. Nie ma ich zbyt dużo w okolicy. Jeśli już gdzieś są, to zazwyczaj pojawiają się i znikają w dość arbitralnie wybranych miejscach. Tak więc kulam się naście na godzinę chodnikami. Albo drogami osiedlowymi, co na jedno wychodzi. Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
6 na 6 | liebes (612 punktów) | Od dwóch lat mieszkam na Podlasiu, na wsi zabitej dechami, gdzie przysłowiowe psy dupami szczekają, jedyny sklep w okolicy jest 2 km dalej, a wiadomo - suszy. I to właściwie jest główny cel wycieczek rowerowych - sklep. W takiej wsi, jak moja, alkoholizm to rzecz zupełnie pospolita. Wszak nie dziwota - GOPS daje alkoholikom rentę w wysokości ponad 600 złociszy, czyli więcej, niż np. wielodzietnej rodzinie dają zasiłku. I problem z rowerzystami pojawia się taki, że niejednokrotnie są to osoby całkowicie nachlane. Jedzie taki i nie wiadomo, czy go wyprzedzić, czy zwolnić, czy po prostu przejechać  Znajomy ostatnio opowiadał, że potrącił takiego pijanego rowerzystę (choć on właściwie nie prowadził roweru, to rower prowadził jego). W momencie wymijania rowerzysta odbił w lewo, zderzając się z autem, wypadając z roweru i przelatując przez maskę. Kolega się zatrzymał, przerażony, jednak rowerzysta wstał, wytarł rękawem krwawiący nos, podniósł rower i ze słowami "nic mi nie jest, panie prezesie, ja już sobie pójdę, przepraszam najmocniej" zaczął uciekać. Kolega ma teraz zarysowane auto i wgniecenie w masce - ale pijany rowerzysta jak na tym pogiętym rowerze zaczął uciekać, to ino tylko pył było widać  Także moi drodzy, przy przejeżdżaniu przez podlaskie wsie, uważajcie na pijanych rowerzystów. Jest ich więcej niż dzieci, poważnie.
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
|
|
1 na 1 | mariawol (215 punktów) | Uważam,że dużą ilość wypadków z rowerzystami,polscy kierowcy często zawdzięczają sobie.Nagminnie mijają rowerzystów na "styk".Nic dziwnego,że zbyt często są potrącenia. Mam okazję dosyć często poruszać się po drodze w niemieckiej przygranicznej miejscowości-ruch dosyć duży,bo miejscowość z przejściem granicznym.I w ogóle nie boję się niemieckich kierowców.Oni,w przeciwieństwie do kierowców polskich,raczej na styk,prawie trącając się lusterkami z innymi samochodami z naprzeciwka, mnie omijają szerokim łukiem.I nie dla tego,że jadę wężykiem-nigdy mi się to nie zdarza. Polski kierowca, nawet jak nie ma żadnego samochodu z naprzeciwka,przyciska rowerzystę do krawężnika. Dawno nie zaglądałem do kodeksu i nie wiem,czy jest przepis odnośnie minimalnej odległości przy mijaniu rowerzysty. Niemieccy kierowcy tak jeżdżą jakby mieli taki przepis w swoim kodeksie. Pozdrawiam wszystkich rowerzystów,oprócz tych na gazie.
|
|
 | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Uważam,że dużą ilość wypadków z rowerzystami,polscy kierowcy często zawdzięczają sobie.Nagminnie mijają rowerzystów na "styk".Nic dziwnego,że zbyt często są potrącenia.
Z drugiej strony, jadę sobie samochodem wąską ulicą, przede mną rowerzysta, nie mogę go bezpiecznie wyprzedzić, więc zwalniam i chwilę się toczę za nim. 10 sekund i słyszę klaksony! Bo przecież jak się przytulę do rowerzysty, a on do krawężnika, to się da przejechać.
Nota bene od czasu, kiedy raz wymijając "dziadka na rowerze" zorientowałam się w ostatniej chwili, ze on ma na bagażniku GRABIE przywiązane W POPRZEK (ciemno było) i zrobiłam dziki unik żeby się na nie nie nadziać, wpadłam w poślizg i cudem nie wylądowałam w rowie, traktuję każdego rowerzystę jak potencjalnego psychopatę. Dobrze na tym wychodzę, a i rowerzyści nie powinni narzekać.
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
|  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >(...)Bo przecież jak się przytulę do rowerzysty, a on do krawężnika, to się da przejechać.(...)
Z tego właśnie powodu część rowerzystów trzyma się raczej dalej niż bliżej krawężnika. Żeby NIE DAŁO SIĘ przytulić i przejechać obok.
Często jest bowiem tak, że na szerokości jakiś 50cm od krawężnika droga składa się z blisko dziesięcio-centymetrowych muld, fal i pułapek w formie dziur czy kratek ściekowych (zdarzyły się w Bydgoszczy kratki ściekowe z rowkami ułożonymi wzdłuż jezdni - śmiertelna pułapka dla szosówki) a nawet celowo montowanych "wywrotnic" (takie odblaskowe coś co wystaje z jezdni na białym pasie farby i jest śliskie jak cholera, często na drogach pozamiejskich ).
Auto w większości takie wyboje zniesie nie tracąc sterowności. Rower może się z nich po prostu ześlizgnąć czy zarzucić na bok nie mówiąc już o skrajnym dyskomforcie jazdy. Pomnę, jak spiesząc się do domu jechałem takiej drodze i "tuląc się do krawężnika" na ledwie odcinku 3km zerwałem dwie szprychy. Tak więc kierowcy może wydawać się, że dam radę zjechać do krawężnika, podczas gdy dla mnie taki zjazd oznacza wysokie ryzyko, że wlecę mu pod koła. Tak więc, by nie kusiło lekusio roweru przydusić do krawężnika bezpieczniej w takim układzie postawić sytuację jasno i jechać tak, by wyprzedzanie musiało nastąpić z zajęciem znacznej części drugiego pasa.
Podobnie bywa na skrzyżowaniach - jeśli stanę grzeczniutko przy samym krawężniku wówczas na 99% obok mnie stanie auto i na 99% zostanę wyprzedzony na skrzyżowaniu w odległości delikatnie mówiąc mało bezpiecznej. Na skrzyżowaniu i bez wyprzedzania nie jest super bezpiecznie. Czasem więc wolę stanąć, jeśli już do prawdy nie dam rady uniknąć jazdy po jezdni, tak, by obok auto się NIE zmieściło. ( Chociaż i przekraczanie jezdni przez przejście bywa, że wymaga ekwilibrystyki - w Bydgoszczy znaczna część skrzyżowań jest zaplanowana tak, że kierowcy chcąc nie chcąc ustawiają się na przejściu dla pieszych )
Z podobnego powodu rowerzyści poruszają się czasem w parach zamiast jeden za drugim. Dość często też, jadąc w pojedynczej kolumnie zamykający kolumnę jedzie dalej od prawej krawędzi jezdni niż pozostali, bo kolumna zamiast jednego roweru bywa dla kierowców zaskoczeniem i zdarzało się, że nie zdążywszy jej wyprzedzić próbowali wciskać się w środek. Dotyczy to szczególnie wolniejszych pojazdów typu ciągniki rolnicze i temu podobne. W ten sposób wymusza się na kierowcach by przy wyprzedzaniu zmienili pas ruchu zachowując bezpieczną odległość.
Podobnie zdarzają się elektrycy którzy wystające ze ścian podczas montażu kable skręcają razem po to, by w razie przypadkowego podłączenia raczej wywaliło zabezpieczenia niż powstało ryzyko przypadkowego porażenia.
Celowe nieprawidłowe postępowanie po to by wymusić większe marginesy bezpieczeństwa w razie popełnienia błędu.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
 | | sztejkat (4743 punktów) | > (...)Dawno nie zaglądałem do kodeksu i nie wiem,czy jest przepis odnośnie minimalnej odległości przy mijaniu rowerzysty(...)Cytat: Kodeks drogowy Stan prawny: styczeń 2011r. Art. 24. (...) 2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania pojazdu jednośladowego lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m. (...)
Choć 1m przy byciu wyprzedzanym przez jadącego 100km/h tira bywa fizycznie wręcz powalające. Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|