Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kiedy stoję na wzgórzu i patrzę na kamień

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
12-05-2011 20:44Hodża (11172 punktów)Kiedy stoję na wzgórzu i patrzę na kamień
Ocena 6 na 6
Kiedy stoję na tym wzgórzu, tym za miastem, i patrzę na ten kamień, kamień, na którym kiedyś będzie wyryte moje imię; kiedy patrzę na to miejsce, w którym kiedyś zostawię wszystko, myślę i jestem spokojny. O dziwo - chociaż wtedy, kiedy - wbrew temu dziecku, które we mnie wciąż jest i żyje - zobaczyłem wreszcie świat wraz z pustką, która jest jego nieodłączną częścią, w spokojnym uniesieniu porzuciłem myśl o Bogu i poczułem dziwną ulgę. Uwolniłem się od strachu. Uwolniłem się od przymusu bycia, tego, co nam każe w nieskończoność kręcić tym kieratem narodzin i śmierci, od przymusu lęku i błagania. Nie chcę już o nic błagać. Nie chcę "zasługiwać", "nawracać", "umartwiać". Chcę istnieć w zgodzie ze sobą. To wszystko.
Ale nie oddałem tak naprawdę niczego. A porzucając nicość, znów moja "dusza" rozjaśniła się radością dziecka, które jeszcze nie słyszało o Bogu, i które tylko swoich rodziców za Bogów uważało, chociaż nie zrozumiałoby tego, gdyby mu to powiedzieć.
I grała , i gra nadal ta muzyka, ta melodia, jakby cały Wszechświat nagle w tak nieistotnym fakcie mojego istnienia znalazł sens, ale nie inny, niż słuchanie jej i podziwianie. I cieszyłem się i nadal się cieszę, że wtedy, kiedy mnie nie będzie, Ona pozostanie.

Pozostanie muzyka, której już ludzkie ucho nie usłyszy, ale ona będzie trwać. W postaci fal w nieskończoność płynących, które nigdy nie zgasną.
www.youtube.com/watch?v=-Jgma--0WYU
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>stoję na tym wzgórzu, tym za miastem, i patrzę na ten kamień, kamień, na którym kiedyś będzie wyryte moje imię

Nie bój, nie bój - długo nie pobędzie. Przyjedzie Zuzanna Kurtyka z wiertarką...
13-05-2011 20:37 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>stoję na tym wzgórzu, tym za miastem, i patrzę na ten kamień, kamień, na którym kiedyś będzie wyryte moje imię
>Nie bój, nie bój - długo nie pobędzie. Przyjedzie Zuzanna Kurtyka z wiertarką...

No nie, ja tu w elegijnym tonie, a tu takie śmichy - chichy... jak to pisałem, to się tak zapamiętałem, że aż monitor mi pociemniał ze współczucia i wzruszenia.
finerbijk (17282 punktów)
Zachłysnął się wolnością od Boga i puścił na zielone łąki błogiego krótko-trwania w ateistycznej nirwanie.
Nie było mi to dane, bo jakoś mnie ominęła łaska głębokiej wiary w Tego Boga. Nigdy nie miałem do Niego dziecięcego zaufania. Szybko przejrzałem, że to nie Bóg, ale bożek wystrugany z naiwnego sentymentalizmu i interesownego hochsztaplerstwa jego przedstawicieli.

Prawdziwy Bóg by się nie zachowywał jak street magic, robiąc tanie sztuczki ku uciesze publiki i zrobiłby dawno porządek ze swoimi poplecznikami naigrawającymi się w żywe oczy ze zwykłej przyzwoitości.
Pieprzyć bogów, życie jest za krótkie i za piękne na takie duperele, muzyki słuchać
13-05-2011 06:39 
 Ocena 6 na 6
śliwka (295 punktów)
> muzyki słuchać

książki czytać
>
13-05-2011 11:54 
 Ocena 3 na 3
szperacz (2861 punktów)
> muzyki słuchać

Na łono natury wyjeżdżać, nawet z jakimś łonem
Hodża (11172 punktów)
>Pieprzyć bogów, życie jest za krótkie i za piękne na takie duperele, muzyki słuchać

Tak, dobra muzyka jest boska
A świat chyba nie jest taki zły, skoro jest w nim miejsce na takie piękne rzeczy.
Pozdrawiam
finerbijk (17282 punktów)
>A świat chyba nie jest taki zły, skoro jest w nim miejsce na takie piękne rzeczy.

Jest najlepszy, jaki znamy. I to musi wystarczyć.
liebes (612 punktów)
Skojarzenie pierwsze - W. Szymborska "Rozmowa z kamieniem" a konkretnie wers "moja śmiertelność powinna cię wzruszyć".
Świat bez boga jest znacznie piękniejszy i bardziej fascynujący. Gdyby był zaprojektowany, byłby rozczarowujący. To właśnie świadomość, że wszystko jest dziełem przypadku, a jednocześnie efektem jakiegoś skomplikowanego, nie do końca pojętego procesu, którego nie można ogarnąć naszymi ułomnymi umysłami, nadaje temu wszystkiemu piękno. Świadomość tego, że świat nigdy nie jest w stanie klimaksu, ciągle ewoluuje i ciągle ulega przeobrażeniom, powoduje, że czuję się jak nic nie znaczące małe ziarnko piasku, jednak szczęśliwe - bo może tego doświadczyć.
Nie wiem, czy o to autorowi wątku chodziło, ale ja tam już w melancholię wpadłam i idę napić się orzechowej kawy.


Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
Hodża (11172 punktów)
>Skojarzenie pierwsze - W. Szymborska "Rozmowa z kamieniem" a konkretnie wers "moja śmiertelność powinna cię wzruszyć".
>Świat bez boga jest znacznie piękniejszy i bardziej fascynujący. Gdyby był zaprojektowany, byłby rozczarowujący. To właśnie świadomość, że wszystko jest dziełem przypadku, a jednocześnie efektem jakiegoś skomplikowanego, nie do końca pojętego procesu, którego nie można ogarnąć naszymi ułomnymi umysłami, nadaje temu wszystkiemu piękno. Świadomość tego, że świat nigdy nie jest w stanie klimaksu, ciągle ewoluuje i ciągle ulega przeobrażeniom, powoduje, że czuję się jak nic nie znaczące małe ziarnko piasku, jednak szczęśliwe - bo może tego doświadczyć.

Wydaje mi się, że starałem się przede wszystkim napisać to tak, by wzruszyć całe Forum, jednocześnie przecież dotykając tematu, który każdego jakoś dotyczy. (To się nazywa fachowo "lans", cóż, przyznaję). Przyznam, że zastanawiałem się kiedyś, jak to jest, kiedy ludzie wykupują sobie kwaterę na cmentarzu i nawet (wiele jest takich pustych jeszcze grobów) ryją na stelach swoje nazwiska. Przychodzą i patrzą na swój grób. Hm. No więc ja teraz mam taką okazję i powiem, że... olewam to dokładnie. Chyba już to przećwiczyłem intelektualnie, tak jak i pogrzeb mojego Taty, który odbył się tak, jak to sobie wcześniej wyobrażałem. Tzn. tak, jak sobie wyobrażałem siebie w roli, która wydawała mi się kiedyś po prostu niewyobrażalna. Wniosek, warto się przygotować, by tak nie przeżywać.

>Nie wiem, czy o to autorowi wątku chodziło, ale ja tam już w melancholię wpadłam i idę napić się orzechowej kawy.

Super, dziękuję. O to właśnie mi chodziło.
Orzechowa kawa? To taka z palonych orzechów? Erzac?

13-05-2011 23:00 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>Wydaje mi się, że starałem się przede wszystkim napisać to tak, by wzruszyć całe Forum, jednocześnie przecież dotykając tematu, który każdego jakoś dotyczy. (To się nazywa fachowo "lans", cóż, przyznaję).

Wyszło nieco pompatycznie z pewną dozą ckliwości, ale jak na twór new-age'owej epiki ateistycznej całkiem znośnie Choć lans - jak się patrzy!

>Przyznam, że zastanawiałem się kiedyś, jak to jest, kiedy ludzie wykupują sobie kwaterę na cmentarzu i nawet ryją na stelach swoje nazwiska. Przychodzą i patrzą na swój grób.

Jak się bardzo postaram, to nawet trochę potrafię ich zrozumieć, przynajmniej pod względem finansowym. Pogrzeby są szalenie kosztowne. Ale generalnie - jest to ździebko makabryczne, prawda?

>Chyba już to przećwiczyłem intelektualnie, tak jak i pogrzeb mojego Taty,

Najszczersze kondolencje.

>Wniosek, warto się przygotować, by tak nie przeżywać.

Ja też powoli zaczynam się oswajać z myślą, że kiedyś zabraknie tej mojej matki, i choć obawiam się, że może mi serce pęknąć, to zmuszam się do przyzwyczajania do tej myśli. Śmierć nie jest straszna, straszny jest żal tych, którzy zostają, ale może nie będę tego rozwijać, wszak każdy to wie.

>Orzechowa kawa? To taka z palonych orzechów? Erzac?

Oj, niestety, całkowicie sztuczna. Tzn kawa jak kawa, ale jak dodam do niej aromatu do kawy, to jest orzechowa (albo czekoladowa, albo waniliowa....). Taki troszkę luksus dla klasy średniej, rzekłabym Ale gorąco polecam te aromaty, niesamowite są.

Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
Hodża (11172 punktów)
>>Orzechowa kawa? To taka z palonych orzechów? Erzac?
>Oj, niestety, całkowicie sztuczna. Tzn kawa jak kawa, ale jak dodam do niej aromatu do kawy, to jest orzechowa (albo czekoladowa, albo waniliowa....). Taki troszkę luksus dla klasy średniej, rzekłabym Ale gorąco polecam te aromaty, niesamowite są.

O, nie! Zawsze, kiedy przyjeżdża rodzinka zza Wielkiej Wody, przywozi ze sobą wielgachną torbę kawy waniliowej (myślą, że dla nas to jest rarytas). Potem dodajemy ją po kilka ziarenek do zwykłej ziarnistej kawy i pijemy. No bo coś z tym zrobić trzeba, nikt tego nie chce a trochę tak głupio byłoby wyrzucić. Wystarczy nam to na parę lat, bo nie da się tego pić w stężeniu, które proponuje producent
liebes (612 punktów)

>Zawsze, kiedy przyjeżdża rodzinka zza Wielkiej Wody, przywozi ze sobą wielgachną torbę kawy waniliowej.

Do ciasta pewnie dobra!
za Wielką Wodą to oni wszystko mają Wielkie.

Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją - Woody Allen
Hodża (11172 punktów)
>>Zawsze, kiedy przyjeżdża rodzinka zza Wielkiej Wody, przywozi ze sobą wielgachną torbę kawy waniliowej.
>Do ciasta pewnie dobra!

...no nie wiem... może do "murzynka" ? Nie znam się

>za Wielką Wodą to oni wszystko mają Wielkie.
...taaaak. Kiedyś widziałem tam cebulę wielkości melona. Poważnie. GMO szaleje
14-05-2011 21:24 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)

>...no nie wiem... może do "murzynka" ? Nie znam się

Nie chcę się chwalić, ale robię zajeb... murzynka. Ale kawy do niego nie dodaję

>...taaaak. Kiedyś widziałem tam cebulę wielkości melona. Poważnie. GMO szaleje

A widziałeś ich... tyły? wielkość melona to tam XXS ci to kochają wielkość.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 16:23 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>...no nie wiem... może do "murzynka" ? Nie znam się
>Nie chcę się chwalić, ale robię zajeb... murzynka. Ale kawy do niego nie dodaję



>A widziałeś ich... tyły? wielkość melona to tam XXS ci to kochają wielkość.
No tak, ale też zauważyłem, że kształt Amerykanina widziany od tyłu jest negatywem fotela kierowcy.

Samochód nie jest tam po prostu narzędziem lokomocji, on się stał narządem lokomocji. Wiem co nieco jak tam wygląda sytuacja, kiedy w trasie wysiądzie transmision... eh.
Dobrze, że szwagier miał znajomych niecałe 200 mil od Waszyngtonu, inaczej mój szkielet dziś by bielał w rowie przy trasie nr 1.
Pozdrawiam serdecznie
liebes (612 punktów)

>Dobrze, że szwagier miał znajomych niecałe 200 mil od Waszyngtonu, inaczej mój szkielet dziś by bielał w rowie przy trasie nr 1.
>Pozdrawiam serdecznie

CSI na pewno by odwaliło niezłą robotę


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Hodża (11172 punktów)
>CSI na pewno by odwaliło niezłą robotę

To ci od niewyjaśnionych morderstw?
Cóż, sami sobie byliśmy winni, wybierając się w podróż po Ameryce dwudziestoletnim rzęchem. Kiedy zostaliśmy spieszeni (kiedyś to słowo obecne w staropolszczyźnie teraz zupełnie w naszym języku zapomniane, świetnie pasuje do sytuacji Amerykanów pozbawionych samochodu albo prawa jazdy) - sytuacja była naprawdę poważna, bo wtedy jeszcze nie było komórek, internetu itp. udogodnień, więc nagle zobaczyłem ten kraj z zupełnie innej perspektywy - kiedy do najbliższego motelu musieliśmy zasuwać kilka mil po ruchliwej drodze, na której zresztą (tak, tak) nie było pobocza, tylko rów. Kierowcy na nas trąbili, az w końcu któryś pewnie wezwał patrol policji, która nas zaczęła odpytywać na okoliczność zakłócania ruchu. Kiedy się dowiedzieli, co i jak, sympatyczny officer, zresztą Afroamerykanin, osobiście zawiózł nas do najbliższego warsztatu; tam, kiedy okazało się, że naprawa kosztowałaby więcej niż wartość samochodu, szwagier opylił trupa za 100$. Następnie - dzięki owemu sympatycznemu policjantowi, który zawiózł nas na posterunek i pozwolił (na koszt policji) zadzwonić do znajomych po pomoc, mogliśmy mieć nadzieję na to, że nie rozjedzie nas jakiś buick w czasie, kiedy my będziemy na piechotę powracać do Kanady pachnącej żywicą.
Howgh!
16-05-2011 15:54 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>Cóż, sami sobie byliśmy winni, wybierając się w podróż po Ameryce dwudziestoletnim rzęchem.
Ha, zawsze o tym marzyłam, ale środkiem lokomocji w moich marzeniach był różowy kabriolet, a cel - zachodnie Stany. Zazdroszczę.

> nie było pobocza, tylko rów.

Taką Amerykę również znam. Nie ma nawet jak się wysikać w trasie.

> osobiście zawiózł nas do najbliższego warsztatu;

Nie dziwota, że w USA jest taki szacunek dla policji

> kiedy my będziemy na piechotę powracać do Kanady pachnącej żywicą.

A powróciliście na piechotę? Czy ktoś zabrał Was autem?

Co do transportu w Stanach to ja mam taki przykład. Rok 2003, bodajże 16. sierpnia. Był wówczas tzw. blackout w Nowym Jorku (awaria elektrowni nad Niagarą) - wszystko padło, łącznie z metrem. Ludzie szli z Manhattanu do domów pieszo - kilka km, ale operacja rodem z pielgrzymki do Częstochowy (odciski, omdlenia, zatem policja musiała pilnować porządku i pomagać tym w potrzebie - a odcinek raptem 10, max 15 km). Ale co było zastanawiające - po kilku godzinach od awarii w sklepach nie było już wody, lodu, i innych niezbędnych "do przetrwania" artykułów, łącznie z piwem i chlebem. Apokalipsa! Panika ogarnęła Nowy Jork na kilka godzin. Dopiero wieczorem, kiedy zewsząd czuć było zapach grilla, a przed kamienicami siedzieli ludzie przy świeczkach grając w szachy, wszystkich opanował błogi spokój (może to zasługa tego piwa...). Po raz pierwszy w życiu ludzie widzieli gwiazdy nad NY.
Tak że całkowicie rozumiem skłonność Amerykanów do paniki, gdy coś się psuje. Oni są tak przyzwyczajeni do techniki, że gdy jej zabraknie, tracą grunt pod nogami. A Polak? Polak poradzi sobie w każdej sytuacji (teraz przydałoby się, abyś odpowiedział, że faktycznie szliście do Kanady pieszo, co by podkreślić ten fakt )

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Hodża (11172 punktów)
>>Cóż, sami sobie byliśmy winni, wybierając się w podróż po Ameryce dwudziestoletnim rzęchem.
>Ha, zawsze o tym marzyłam, ale środkiem lokomocji w moich marzeniach był różowy kabriolet, a cel - zachodnie Stany. Zazdroszczę.

Moim celem wymarzonym był Waszyngton. Wprawdzie poświęciliśmy na jego zwiedzanie tylko jeden dzień, ale i tak co nieco zobaczyłem, łącznie ze Smithsonian Institution
(oglądałem część poświęconą historii techniki amerykańskiej), oczywiście Kapitol i Biały Dom, Monument Waszyngtona. Ha, nawet snajperów na dachach widziałem. No i wywołałem mały alarm, bo się wspiąłem na płot, żeby zrobić zdjęcie helikoptera prezydenckiego. Zaraz zjawił się jakiś sympatyczny pan z drutem w uchu i obowiązkowych ciemnych okularach na twarzy - ale, gdy zorientował się, że jestem niegroźny, nawet pozwolił mi zrobić to zdjęcie.

>> nie było pobocza, tylko rów.

>Taką Amerykę również znam. Nie ma nawet jak się wysikać w trasie.

W której części byłaś?

>> osobiście zawiózł nas do najbliższego warsztatu;
>Nie dziwota, że w USA jest taki szacunek dla policji

Szacunek, ale wymuszony. Kiedy się zwróciłem do pewnego policjanta na koniu z pytaniem o drogę per "ty", on nie odpowiedział a wystraszony nasz przewodnik poinformował mnie, że do nich można się zwracać tylko "sir" albo "officer", w przeciwnym razie nawet może być to uznane za obrazę i mogą gościa przynajmniej spisać, a nawet skasować grzywnę.

>> kiedy my będziemy na piechotę powracać do Kanady pachnącej żywicą.
>A powróciliście na piechotę? Czy ktoś zabrał Was autem?

Znajomi nas ewakuowali do Filadelfii. Dzięki temu też zobaczyłem to miasto, zdecydowanie najpiękniejsze ze wszystkich amerykańskich miast, które widziałem. Też zatrzymaliśmy się tam kilka dni. Wyjątkowo sympatyczni Polacy, którzy nas tam ugościli, obwieźli nas po ciekawszych punktach miasta, ba, nawet dzięki nim zobaczyliśmy Atlantic City (pralnia dla rodzin z Chicago).

>Co do transportu w Stanach to ja mam taki przykład. Rok 2003, bodajże 16. sierpnia. Był wówczas tzw. blackout w Nowym Jorku (awaria elektrowni nad Niagarą)

Ogromne są, widziałem te kanadyjskie i amerykańskie.

>Tak że całkowicie rozumiem skłonność Amerykanów do paniki, gdy coś się psuje.

Nie widziałem ich w żadnej ekstremalnej sytuacji, ale z tego, co się orientuję, to są oni jednak, wbrew pozorom, dość odporni psychicznie. Wiadomo, ludzie żyjący w miastach przyzwyczajają się do luksusów, ale też tradycją WASP-ów jest wychowywanie młodzieży w kontakcie z przyrodą i poprzez kształtowanie charakteru w zmaganiach, w których status majątkowy nie ma znaczenia (stąd ogromna rola sportu w szkołach i uczelniach amerykańskich). Akurat to podejście u nich mi się podoba - przetrwają najtwardsi.

>A Polak? Polak poradzi sobie w każdej sytuacji (teraz przydałoby się, abyś odpowiedział, że faktycznie szliście do Kanady pieszo, co by podkreślić ten fakt

No nie; wpadłem na pomysł, żeby pojechać pociągiem, bo - wbrew pozorom, zostało tam jeszcze kilka linii kolejowych. No i pojechaliśmy Amtrakiem do Nowego Jorku (mieliśmy 55 minut na obejrzenie Manhattanu, zdążyliśmy tylko zobaczyć z zewnątrz Madison Square Garden, przecięliśmy Broadway no i zrobiliśmy sobie ładne zdjęcia u stóp Empire State Bldg) a po przesiadce pojechaliśmy pociągiem o poetyckiej nazwie "Klonowy Liśc" upnorth.

A potem już były tylko bobry, cipmanki i szopy.
16-05-2011 21:34 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>Moim celem wymarzonym był Waszyngton....
Za którego prezydenta?

>W której części byłaś?
Ja znam głównie Nowy Jork, miasto i trochę stan. Jako dziecko mieszkałam na Florydzie, ale ten okres tak słabo pamiętam, że właściwie to tak, jakbym tam nie była wcale. I mam zaliczoną wycieczkę nad Niagarę, typowo turystyczną. Ot, tyle Hameryki.

>Szacunek, ale wymuszony. Kiedy się zwróciłem do pewnego policjanta na koniu z pytaniem o drogę per "ty", on nie odpowiedział a wystraszony nasz przewodnik poinformował mnie, że do nich można się zwracać tylko "sir" albo "officer", w przeciwnym razie nawet może być to uznane za obrazę i mogą gościa przynajmniej spisać, a nawet skasować grzywnę.

O proszę, tego nie wiedziałam.

>Znajomi nas ewakuowali do Filadelfii. Dzięki temu też zobaczyłem to miasto, zdecydowanie najpiękniejsze ze wszystkich amerykańskich miast, które widziałem.

Znam tylko z filmu z Tomem Hanksem.

> Wyjątkowo sympatyczni Polacy

oooo to rzadkość

>Atlantic City (pralnia dla rodzin z Chicago).

Moja mamuśka odkryła tam w sobie żyłkę hazardzisty.

> Akurat to podejście u nich mi się podoba - przetrwają najtwardsi.

To ja widocznie spotkałam tylko tych otyłych, przyzwyczajonych do wygód Amerykanów, typową klasę średnią bezskutecznie spełniającą swój american dream przy McDonalds drive-thru - klony Homera Simpsona

> a po przesiadce pojechaliśmy pociągiem o poetyckiej nazwie "Klonowy Liśc" upnorth.

Polskich nazw pociągów nie znasz, po prostu Bardziej poetyckie od samej poezji!

>A potem już były tylko bobry, cipmanki i szopy.

Super!! I syrop klonowy, jak mniemam


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
17-05-2011 16:59 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>Moim celem wymarzonym był Waszyngton....
>Za którego prezydenta?

Prezydentem wtedy był Bill "Love Me Tender" Clinton.

>> Akurat to podejście u nich mi się podoba - przetrwają najtwardsi.
>To ja widocznie spotkałam tylko tych otyłych, przyzwyczajonych do wygód Amerykanów, typową klasę średnią bezskutecznie spełniającą swój american dream przy McDonalds drive-thru - klony Homera Simpsona

American Dream już się skończył. Niestety.

>Super!! I syrop klonowy, jak mniemam

Nie uwierzysz, ale nigdy nie jadłem (piłem) tego czegoś. Podobno leją to na czysty śnieg w czasie mrozów, wtedy twardnieje i razem z tymi przyklejonymi kryształkami lodu jest to wielki rarytas. Ja tam byłem tylko w porze letniej.

Pozdrawiam
i.czaplicka (5782 punktów)
Plus za Danny Boy. Ale jak ktoś lubi folk irlandzki, polecam raczej to
www.youtube.com/watch?v=0iFKVzMHzQY
14-05-2011 20:24 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Plus za Danny Boy. Ale jak ktoś lubi folk irlandzki, polecam raczej to
>www.youtube.com/watch?v=0iFKVzMHzQY

Dziękuję.
Ten utwór mocno mi w klimacie przypomina szanty, te w wersji nawiązującej stylistycznie i instrumentalnie do źródeł.

Aby ostatecznie przepłoszyć Smętnicę - tak tańczy bóg ( to metafora ) :
www.youtube.com/watch?v=EqlgUaGfw90

P.S. Odradza się samodzielne próby bez wcześniejszych ćwiczeń i uzgodnienia terminu z sąsiadem mieszkającym piętro niżej
14-05-2011 21:20 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)

>Aby ostatecznie przepłoszyć Smętnicę - tak tańczy bóg ( to metafora ) :
>www.youtube.com/watch?v=EqlgUaGfw90
A nie lepiej
www.youtube.com/watch?v=5WpYWpN0VXU
tu nieco inna wersja...
www.youtube.com/watch?v=KoQb8vb4blA
14-05-2011 21:28 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Aby ostatecznie przepłoszyć Smętnicę - tak tańczy bóg ( to metafora ) :
>>www.youtube.com/watch?v=EqlgUaGfw90
> A nie lepiej
>www.youtube.com/watch?v=5WpYWpN0VXU
>tu nieco inna wersja...

Uwielbiam podskoki czerwonoarmistów, ale pozostanę przy tańcu irlandzkim.
www.youtube.com/watch?v=wQ2nVL1-XFk
liebes (612 punktów)
> A nie lepiej
>www.youtube.com/watch?v=5WpYWpN0VXU

tańcząca armia, że się wtrącę, tu do naszej polskiej dumy
www.youtube.com/watch?v=lrkJAbdUeg4 (od 1:15)

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Hodża (11172 punktów)
>> A nie lepiej
>>www.youtube.com/watch?v=5WpYWpN0VXU
>tańcząca armia, że się wtrącę, tu do naszej polskiej dumy
>www.youtube.com/watch?v=lrkJAbdUeg4 (od 1:15)

Juz w czasie musztry zauważyłem, że coś z chłopakami jest nie halo A potem... naszła mnie myśl, że jeśli to jest Korea Pd., to Seul jest w ogromnym niebezpieczeństwie
liebes (612 punktów)
> A potem... naszła mnie myśl, że jeśli to jest Korea Pd., to Seul jest w ogromnym niebezpieczeństwie

Filipiny ale tak czy inaczej, chłopaki mają takie kocie ruchy, że ja sama im zazdroszczę.


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Hodża (11172 punktów)
>> A potem... naszła mnie myśl, że jeśli to jest Korea Pd., to Seul jest w ogromnym niebezpieczeństwie
>Filipiny ale tak czy inaczej, chłopaki mają takie kocie ruchy, że ja sama im zazdroszczę.

Kocie ruchy? Chyba żartujesz. To są kocie ruchy... nie mogę się nadziwić, co ten Murzyn wyczynia.
www.youtube.com/watch?v=99MoaG1XxXI
liebes (612 punktów)
> nie mogę się nadziwić, co ten Murzyn wyczynia.

Haha, dobre. Mało nie zasnęłam w oczekiwaniu na wyczyny.
Skoro o tańcach mowa - moim ulubieńcem jest taniec Travolty w Pulp Fiction. Ten to dopiero... no, coś niesamowitego


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
16-05-2011 16:02 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Skoro o tańcach mowa - moim ulubieńcem jest taniec Travolty w Pulp Fiction. Ten to dopiero... no, coś niesamowitego

Tak, zresztą jego kariera chyba zaczynała się "tanecznie" - w jakimś musicalu, chyba "Gorączka sobotniej nocy".

Ale gdzie tam tym amerykańskim wygibasom do naszych oberków, panie, naszych kujawiaków, mazurów, dreptanych, chodzonych, krakowiaków, polonezów! Toć to jest nasze przaśne dziedzictwo, krew z krwi, kość z kości, wierzby rosochate i wiatr czeszący łany żyta w lipcowym słońcu! To nasza kulturalna strzecha, pod którą nieść nam trzeba kaganek oświaty, hej!
Pozdruwieńko

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365