Racjonalista - Strona głównaDo treści
Substancja

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
26-09-2010 13:53dajmonion (3663 punktów)Substancja
Ocena 1 na 1
"Na realny charakter substancji wskazuje analiza pojęcia zmiany. Otóż w każdej zmianie jest coś co się zmienia i coś co się nie zmienia. W zmianie musi być coś co pozostaje, gdyż inaczej każda zmiana byłaby stworzeniem lub unicestwieniem. To co się nie zmienia jest substancją, a to co się zmienia jest przypadłością". (ks. Gerard Dogiel, "Metafizyka")
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Sylwek (15472 punktów)
Scholastyka.

Załóżmy, że zbiór (skorelowanych) "przypadłości" nazywamy "A". Widzimy zmianę "A" od stanu "A1" do "A2". Nie znaczy to, że poza zmieniającą się "przypadłością" jest esencja danej rzeczy, różna od składających się na nią innych przypadłości - znaczy to tylko, iż zmiana obejmowała jedynie cześć "przypadłości" danej rzeczy (rzekomej substancji).

Myślę, ze w ten sposób można odrzucić taką obronę istnienia "substancji".
dajmonion (3663 punktów)
>Scholastyka.
>Załóżmy, że zbiór (skorelowanych) "przypadłości" nazywamy "A". Widzimy zmianę "A" od stanu "A1" do "A2". Nie znaczy to, że poza zmieniającą się "przypadłością" jest esencja danej rzeczy, różna od składających się na nią innych przypadłości - znaczy to tylko, iż zmiana obejmowała jedynie cześć "przypadłości" danej rzeczy (rzekomej substancji).
>Myślę, ze w ten sposób można odrzucić taką obronę istnienia "substancji".

Dogielowi nie chodzi o esencję-istotę, a o egzystencję-istnienie. Dlatego całkowita zmiana musiałaby oznaczać unicestwienie lub powstanie z niczego


dajmonion
26-09-2010 14:23 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
"Całkowita zmiana"?

Wątpię by dało się w obrębie doświadczenia wskazać cokolwiek takiego.

Pomijam już, że na poziomie fundamentalnego opisu zmiany są raczej ilościowe niż jakościowe...
dajmonion (3663 punktów)
>"Całkowita zmiana"?
>Wątpię by dało się w obrębie doświadczenia wskazać cokolwiek takiego.

W doświadczeniu mamy różne zmiany. Na podstawie tego doświadczenia dochodzimy do wniosku, że zmiany całkowite są niemożliwe, bo oznaczały by zmianę nie tylko przypadłości ale i istnienia czyli unicestwienie lub powstanie z niczego.

dajmonion
26-09-2010 14:34 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

> W doświadczeniu mamy różne zmiany. Na podstawie tego doświadczenia dochodzimy do wniosku, że zmiany całkowite są niemożliwe, bo oznaczały by zmianę nie tylko istoty ale i istnienia czyli unicestwienie lub powstanie z niczego.

Lub, że pojęcie "całkowitej zmiany" jest puste i nie mające żadnego desygnatu. Zaś "substancja" jest próbą (nieudaną) metafizycznego wypełniania go na siłę.
dajmonion (3663 punktów)
>> W doświadczeniu mamy różne zmiany. Na podstawie tego doświadczenia dochodzimy do wniosku, że zmiany całkowite są niemożliwe, bo oznaczały by zmianę nie tylko istoty ale i istnienia czyli unicestwienie lub powstanie z niczego.
>Lub, że pojęcie "całkowitej zmiany" jest puste i nie mające żadnego desygnatu. Zaś "substancja" jest próbą (nieudaną) metafizycznego wypełniania go na siłę.

Skoro zmiana całkowita jest niemożliwa, to nazwa 'zmiana całkowita' musi być pusta. Substancja jest konieczną alternatywą dla tej sytuacji, na zasadzie dowodu nie wprost. Skoro nie ma całkowitych zmian, to są częściowe, niezmiennikiem jest zaś substancja.

dajmonion
26-09-2010 15:17 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Skoro zmiana całkowita jest niemożliwa, to nazwa 'zmiana całkowita' musi być pusta. Substancja jest konieczną alternatywą dla tej sytuacji, na zasadzie dowodu nie wprost. Skoro nie ma całkowitych zmian, to są częściowe, niezmiennikiem jest zaś substancja.

Ale jakim "niezmiennikiem"? Ten "niezmiennik" jest zupełnie konwencjonalny i zależy od tego jak (w danym słowniku) dzielimy rzeczywistość na "rzeczy" i ich "przemiany".

Pojęcie "substancji" zakłada zaś coś stałego (esencjalnego) i niezależnego od konwencji.
dajmonion (3663 punktów)
>>Skoro zmiana całkowita jest niemożliwa, to nazwa 'zmiana całkowita' musi być pusta. Substancja jest konieczną alternatywą dla tej sytuacji, na zasadzie dowodu nie wprost. Skoro nie ma całkowitych zmian, to są częściowe, niezmiennikiem jest zaś substancja.
>Ale jakim "niezmiennikiem"? Ten "niezmiennik" jest zupełnie konwencjonalny i zależy od tego jak (w danym słowniku) dzielimy rzeczywistość na "rzeczy" i ich "przemiany".
>Pojęcie "substancji" zakłada zaś coś stałego (esencjalnego) i niezależnego od konwencji.

Czy mógłbyś rozwinąć swoją myśl?, bo chyba nie zrozumiałem.

dajmonion
26-09-2010 16:07 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Mówienie o substancji jako "niezmienniku" zakłada, ze w rzeczywistości obecne są rzeczy które stanowią nieredukowalne całości. Całości nieredukowalne do zbioru ich cech, właściwości. Ale "rzeczy" to wytwory języka, przynajmniej w takim sensie, że w różnych językach (lub jak kto woli słownikach) świat moze być dzielony na inne rzeczy i ich relacje. Ba, same relacje mogą być wyróżniane w inny sposób. koniec końców, analiza naszej wiedzy prowadzi nas do wniosku, iż rzekome "rzeczy" i "substancje" to wyróżniane na podstawie konwencji "wiązki" właściwości, które wszystkie mają charakter przypadłości. W rzeczach nie ma "substancji" stanowiącej o ich tożsamości, niezmienności i będącej "nośnikiem" przypadłości jak to widzi scholastyczne (czy szerzej post-arystotelesowskie) ujęcie.

Lub, by posłużyć się terminologią z filozofii bardziej do takich rozważań pasującej - mdhjamaki - rzeczy są puste i pozbawione wewnętrznej istoty.
dajmonion (3663 punktów)
>Mówienie o substancji jako "niezmienniku" zakłada, ze w rzeczywistości obecne są rzeczy które stanowią nieredukowalne całości.

Pewna nieredukowalność istnieje, bo co innego istnienie, co innego istota. Przedmiot istnieje i ma swoją treść. Tego istnienia nie da się zredukować do treści przedmiotu.

>Ale "rzeczy" to wytwory języka, przynajmniej w takim sensie, że w różnych językach (lub jak kto woli słownikach) świat może być dzielony na inne rzeczy i ich relacje.

Weźmy konkretny przykład: koza. Jaki język miałby zaprzeczyć jej substancjalności?


dajmonion
26-09-2010 16:45 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Jabłko.

Ktoś powie, ze jabłko jest pewną substancją, która oprócz własnych cech zawiera także coś, co je "niesie" co zapewnia im "istnienie". Ale to złudzenie. Jeśli odejmiemy z jabłka wszelkie cechy jakie da się opisać, nie zostanie żaden nośnik, który w połączeniu z nimi dałby substancję. Nie ma "istoty" jabłka - to jest zbioru cech koniecznie obecnych, nie ma "nośnika" czyli nie posiadającej formy materii, nie ma więc też substancji. Jest tylko zbiór cech (opisów cech?) i językowa konwencja, która nazywa go jabłkiem. Równie dobrze jednak można sobie wyobrazić jabłko jako sumą części i próbować dowodzić "substancjalnego" charakteru tych części. Można też samo jabłko uznać za część drzewa i dowodzić, ze to drzewo jest substancją.

Oczywiście, można by jeszcze próbować uciekać w kierunku w jakim zmierzał Schopenhauer z ideami jako obiektywizacjami rzeczy samej w sobie. Wiemy jednak, że nie ma ani "drabiny" obiektywizacji, w której wyższe szczeble są nieredukowalne do niższych, ani tez nie da się "obiektywnie" wyróżnić pierwotnych sił, które w jego systemie korespondowały z najniższymi obiektywizacjami Woli-rzeczy samej w sobie. Na najniższym szczeblu jest matematyczna konwencja fizykalnych teorii.
dajmonion (3663 punktów)
>Jabłko.
>Ktoś powie, ze jabłko jest pewną substancją, która oprócz własnych cech zawiera także coś, co je "niesie" co zapewnia im "istnienie". Ale to złudzenie.
>Jeśli odejmiemy z jabłka wszelkie cechy jakie da się opisać, nie zostanie żaden nośnik, który w połączeniu z nimi dałby substancję.

Przeprowadziłeś dowód na nieistnienie jabłka. Substancja jest przede wszystkim tym co istnieje. Zauważ, że Dogiel odkrywa substancję na podstawie stwierdzenia, że całkowita zmiana jest niemożliwa, bo prowadzi do unicestwienia lub powstania z niczego.


dajmonion
26-09-2010 17:36 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Po pierwsze - Dogiel niczego nie odkrywa. Przeprowadza tylko stare i raczej zdyskredytowane rozumowanie "dowodzące" istnienia substancji z gramatyki. Bo na podstawie struktury języka wnioskuje o strukturze świata. Ewentualnie, jeśli kłaść nacisk na to nieszczęsne pojęcie "całkowitej zmiany" posuwa się na skraj niezrozumiałego bełkotu.

Co to ma być "substancja jest przede wszystkim tym co istnieje"? To inne sformułowanie na powiedzenie "jest raczej coś nic niż"? Albo "byt to to co jest"?

Jeśli tak, to jest tylko pożałowania godnym mnożeniem terminów, które wprowadza niejasność do dyskusji.

Zaś zrozumiałe ujęcia substancji ujmują ja zazwyczaj jako określenie na "przedmioty" czy "rzeczy", które mają pewne własności. Zarazem przedmiot ma być odrębny od tych własności - ale żaden zwolennik istnienia substancji tego nie obroni. Bo nie da się nic sensownego powiedzieć o "rzeczy samej w sobie". Ani na gruncie empirycznym - gdzie "rzeczy" to nazwy dla zbiorów własności, ani tym bardziej epistemologicznym, gdzie rzecz sama w sobie, niezależna od jakości poznawanych, jako przedmiot poznania została zlikwidowana przez Kanta i następców.

Co do pierwszego zdania - udowodniłem co najwyżej, że jabłko nie jest niczym więcej jak nazwą dla zbioru cech jabłka. Nazwa arbitralnie przyporządkowana do tej kombinacji. Lub jeszcze inaczej - "jabłka" to arbitralnie wyodrębnione (na bazie językowej konwencji, tradycji etc...) w doświadczeniu zbiory własności, cech czy jakości (jak zwal, tak zwał).
dajmonion (3663 punktów)
>Ewentualnie, jeśli kłaść nacisk na to nieszczęsne pojęcie "całkowitej zmiany" posuwa się na skraj niezrozumiałego bełkotu.

Dla mnie jest to zrozumiałe. Rzecz, która zmienia sie całkowicie musi zniknąć. Niezrozumiałe jest natomiast traktowanie przedmiotów jak roju muszek fruwających w powietrzy, gdzie jedna muszka to jedna cecha.

>Co to ma być "substancja jest przede wszystkim tym co istnieje"?

To znaczy, że istotą substancji jest samoistność, samodzielne istnienie.

>Lub jeszcze inaczej - "jabłka" to arbitralnie wyodrębnione (na bazie językowej konwencji, tradycji etc...) w doświadczeniu zbiory własności, cech czy jakości (jak zwal, tak zwał).

Wydaje mi się, że gdyby ludzie arbitralnie wyodrębniali w doświadczeniu zbiory własności i nadawali im nazwy to by się ze sobą nie porozumieli. Nasz język byłby nieprzekładalny na język ludzi żyjących na drugim końcu świata. Obecność jabłoni u nas i u nich wymusza na ludziach stworzenie nazwy dla ich owocu.

dajmonion
27-09-2010 02:27 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Rzecz, która zmienia sie całkowicie musi zniknąć. Niezrozumiałe jest natomiast traktowanie przedmiotów jak roju muszek fruwających w powietrzy, gdzie jedna muszka to jedna cecha.
> To znaczy, że istotą substancji jest samoistność, samodzielne istnienie.

"Ziarno pszenicy nie tworzy stosu. Dodaj drugie - wciąż nie ma stosu. Trzecie - to samo. Kiedy zaczyna się stos?"
(Eubulides z Miletu)
Albo w drugą stronę:
Weź samochód. Oderwij boczne lusterko - wciąż masz samochód. Stłucz reflektor - wciąż masz samochód. Kiedy przestaniesz mieć samochód?

> Wydaje mi się, że gdyby ludzie arbitralnie wyodrębniali w doświadczeniu zbiory własności i nadawali im nazwy to by się ze sobą nie porozumieli. Nasz język byłby nieprzekładalny na język ludzi żyjących na drugim końcu świata. Obecność jabłoni u nas i u nich wymusza na ludziach stworzenie nazwy dla ich owocu.

Tym, co wymusza stworzenie nazwy, nie jest faktyczna obecność desygnatów tych nazw (każdy z nas codziennie widuje np. jakieś owady, których nazw nie zna i do końca życia poznać nie widzi potrzeby; w drugą stronę - każdy wie, co to krasnale, choć ich nie ma).
Tym, co wymusza stworzenie nazwy, a w zasadzie nie tyle stworzenie (bo stworzyć sobie może każdy inną), ale jej uzgodnienie, jest obecność innych ludzi wokół. Jaka taka komunikacja z innymi jest człowiekowi do życia niezbędna. I ta pragmatyczna konieczność, nie zaś obiektywne fakty świata, jest odpowiedzialna także za względną przekładalność wzajemną języków.
27-09-2010 06:10 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
> Dla mnie jest to zrozumiałe. Rzecz, która zmienia sie całkowicie musi zniknąć.

I nie raz obserwujemy tak rozumiane całkowite zniknięcie danej rzeczy. Przecież nie powiesz, że do dzisiaj istnieją dinozaury. A jeśli stwierdzisz, że zaszła tylko "zmiana częściowa", to znaczy, że od początku de facto traktowałeś "rzeczy" jako teoretyczne konstrukty złożone z prostszych, trwałych "substancji" (atomów?). Tylko, że jak zwróciłem, na poziomie fundamentalnego opisu matematyczno-fizycznego też jest konwencja, choć trochę innego rodzaju niż konwencja przy nazywaniu "rzeczy makroskopowych".
dajmonion (3663 punktów)
>> Dla mnie jest to zrozumiałe. Rzecz, która zmienia sie całkowicie musi zniknąć.
> I nie raz obserwujemy tak rozumiane całkowite zniknięcie danej rzeczy.

A obserwujemy odejmowanie cech od jabłka tak, że nic nie pozostaje?


dajmonion
27-09-2010 12:12 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>A obserwujemy odejmowanie cech od jabłka tak, że nic nie pozostaje?

Och, to dziwne, że akurat ty nie rozumiesz, iż mówimy o odejmowaniu w refleksji.

Mówić, że substancja to warunek istnienia to jak zaciemniać trywialna konstatację, iż świat wokół to świat nieustannych zmian.

W ogóle do tej pory nie zwróciłem należytej uwagi na ten aspekt - pojęcie substancji jest zbędne, ono po prostu niczego nie wnosi. Nie ma "cech" i "nośnik", który trwa. Jest tylko trwanie i przepływ zmian.
dajmonion (3663 punktów)
>>A obserwujemy odejmowanie cech od jabłka tak, że nic nie pozostaje?
>Och, to dziwne, że akurat ty nie rozumiesz, iż mówimy o odejmowaniu w refleksji.
W stosunku do swojego jabłka nie stawiasz wymogu sprawdzenia z doświadczeniem tego, o czym mówisz. Co miałoby znaczyć odjęcie od jabłka jego ciężaru?


dajmonion
Sylwek (15472 punktów)

> Wydaje mi się, że gdyby ludzie arbitralnie wyodrębniali w doświadczeniu zbiory własności i nadawali im nazwy to by się ze sobą nie porozumieli. Nasz język byłby nieprzekładalny na język ludzi żyjących na drugim końcu świata. Obecność jabłoni u nas i u nich wymusza na ludziach stworzenie nazwy dla ich owocu.

No nie "ludzie" tylko społeczności - język to zjawisko społeczne. I tworzą arbitralnie i faktycznie sa nieprzekładalne - patrz Wittgenstein, Chomsky, czy nawet niewspółmierność teorii naukowych i nieprzekładalność ich słowników na co zwracał uwagę Kuhn.
27-09-2010 01:59 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Masz Ty zdrowie, Sylwku .
dajmonion (3663 punktów)
>Jabłko.
>Ktoś powie, ze jabłko jest pewną substancją, która oprócz własnych cech zawiera także coś, co je "niesie" co zapewnia im "istnienie". Ale to złudzenie. Jeśli odejmiemy z jabłka wszelkie cechy jakie da się opisać, nie zostanie żaden nośnik, który w połączeniu z nimi dałby substancję.

Z tego co pamiętam jest to typowo oświeceniowa krytyka pojęcia substancji. Wynika wprost z sensualizmu. Jeśli odejmiemy od jabłka wszelkie związane z nią wyobrażenia, to nie pozostanie nic ( w sensie żadne wyobrażenie). Tymczasem substancję poznaje się poprzez intelekt, który mówi, że przypadłości nie fruwają swobodnie w powietrzu.


dajmonion
Sylwek (15472 punktów)
Intelekt? Chyba pre-kantowski empiryzm. W istocie, własności nie fruwają w powietrzu, bo wraz z powietrzem fruwają w obrębie form poznania.
dajmonion (3663 punktów)
>Intelekt? Chyba pre-kantowski empiryzm. W istocie, własności nie fruwają w powietrzu, bo wraz z powietrzem fruwają w obrębie form poznania.

Czyżbyś należał do tych osób, które uważają, że cechy kota trzymają się razem dzięki twojemu mózgowi?
Kant z jednej strony mówił o istniejących samodzielnie i niezależnie od podmiotu noumenach, z drugiej twierdził, że substancja jest formą zmysłowości. To prowadzi do sprzeczności. Bo przedmioty nie mogą istnieć samodzielnie i niezależnie ode mnie nawet w postaci niepoznawalnych noumenów skoro samodzielne istnienie jest projekcją mojego umysłu.


dajmonion
setarkos (10757 punktów)
> .. przedmioty nie mogą istnieć samodzielnie i niezależnie ode mnie nawet w postaci niepoznawalnych noumenów, skoro samodzielne istnienie jest projekcją mojego umysłu.
Jeśli wolno wtrącić .. Czyżbyś stąd wnioskował, że umysł nie może dopuszczać myśli, jakoby przed jego zaistnieniem cokolwiek istniało?
dajmonion (3663 punktów)
>> .. przedmioty nie mogą istnieć samodzielnie i niezależnie ode mnie nawet w postaci niepoznawalnych noumenów, skoro samodzielne istnienie jest projekcją mojego umysłu.
>Jeśli wolno wtrącić .. Czyżbyś stąd wnioskował, że umysł nie może dopuszczać myśli, jakoby przed jego zaistnieniem cokolwiek istniało?

Ja tak nie wnioskuję. Twoje pytanie jest do tych wszystkich, którzy za Kantem uważają, ze ich mozgi podtrzymują krowę w istnieniu.


dajmonion
Humanożerca (481 punktów)
>Mówienie o substancji jako "niezmienniku" zakłada, ze w rzeczywistości obecne są rzeczy które >stanowią nieredukowalne całości. Całości nieredukowalne do zbioru ich cech,
Z tego, co wiem w matematycznym pojęciu zbioru, nie ma miejsce na zmianę. Ponadto w rzeczach pewne cechy są silniej powiązane niż w innych. I doprawdy nie jest ważne, czy dla słonia lub Marsjanina owe stosunki w powiązaniach, będą wyglądać inaczej. Relatywizacja do punktu odniesienia nie jest problemem i nie oznacza całkowitego relatyiwzmu.

>właściwości. Ale "rzeczy" to wytwory języka, przynajmniej w takim sensie, że w różnych >językach (lub jak kto woli słownikach) świat moze być dzielony na inne rzeczy i ich relacje.
A języki są przekładalne, względnie dają się uwzględnić, czy też są absolutnie dowolne?

>Ba, same relacje mogą być wyróżniane w inny sposób. koniec końców, analiza naszej wiedzy >prowadzi nas do wniosku, iż rzekome "rzeczy" i "substancje" to wyróżniane na podstawie >konwencji "wiązki" właściwości, które wszystkie mają charakter przypadłości. W rzeczach nie ma >"substancji" stanowiącej o ich tożsamości, niezmienności i będącej "nośnikiem" przypadłości >jak to widzi scholastyczne (czy szerzej post-arystotelesowskie) ujęcie.
To jest jedno z stanowisk w ramach ujęć post-arystotelesowskich, ale też bywa ono krytykowane w ramach post-arystotelizmu. Można substancję rozumieć jako: pojęciowy korelat wyróżnionych związków w danym bycie, rzeczy. Nie wynika z tego żadna pustota rzeczy - to mi zresztą za bardzo pachnie idealizmem.

forum.histmag.org/
Humanożerca (481 punktów)
Słowniki może są konwencjonalne, ale nasze biologiczne, kulturowe praktyki życiowe nie w takim stopniu, w jakim byś tu chciał. Nie zapominaj, że scholastycy bawili się w opisywanie i wyrażanie właśnie owego potocznego doświadczenia i często wgłębiali się w to na tyle, że nie umieli na przykład przejść do czysto matematycznego, ilościowego ujęcia. I ich słownik, skoro słowniki są takie konwencjonalnie, jest całkiem ciekawy do przyglądania się codziennemu doświadczeniu... I doprawdy to mało istotne, że przy tym ulegali czarowi orzeczników i podmiotów w strukturze języka.


forum.histmag.org/
27-09-2010 19:41 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

Ale ja nie twierdzę, ze scholastyczna metafizyka nie mówi pewnych rzeczy i nie pozwala spostrzegać pewnych rzeczy w oryginalnym świetle.

Ale trzeba pamiętać o oczywistych ograniczeniach.

Że na potrzeby dyskusji kładę nacisk na pewne aspekty przeciwnego ujęcia to chyba oczywiste - ostatecznie mówimy o świecie i wiedzy o świecie, nie o psychologii zachowań.
26-09-2010 18:48 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>dochodzimy do wniosku, że zmiany całkowite są niemożliwe, bo oznaczały by zmianę nie tylko przypadłości ale i istnienia...

To zależy od sposobu orzekania istnienia. W mojej ontologii istnienie orzekać można wyłącznie o zbiorze uniwersalnym (z grubsza: istnieje świat); jego podzbiorom nie przysługuje predykat istnienia: rzeczy stają się. Pozory (iluzję) istnienia daje nam język i pragmatyka i tam należy szukać rupiecia zwanego substancją.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
dajmonion (3663 punktów)
>>dochodzimy do wniosku, że zmiany całkowite są niemożliwe, bo oznaczały by zmianę nie tylko przypadłości ale i istnienia...
>To zależy od sposobu orzekania istnienia. W mojej ontologii istnienie orzekać można wyłącznie o zbiorze uniwersalnym (z grubsza: istnieje świat); jego podzbiorom nie przysługuje predykat istnienia: rzeczy stają się. Pozory (iluzję) istnienia daje nam język i pragmatyka i tam należy szukać rupiecia zwanego substancją.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.


Czyli w twojej ontologii istnieją zbiory puste, czyli nic nie istnieje?

dajmonion
Maga0379 (21 punktów)

>Dogielowi nie chodzi o esencję-istotę, a o egzystencję-istnienie. Dlatego całkowita zmiana musiałaby oznaczać unicestwienie lub powstanie z niczego
>
dajmonion


jesli Dogielowi chodzilo o egzystencje...to w tej przypadku czyz tak wlasnie nie jest???....chyba ze sie wierzy w jakies reinkarnacje, dusze i inne dziwy..

gdziez Dogiel wykazuje, ze cos sie ostaje????
Humanożerca (481 punktów)
Sylwek proponujesz równie scholastyczną krytykę owego pojęcia. Wbrew temu, co mówisz, wydaje się, że w praktyce jesteśmy przywiązani do pewnych cech i pewnych stosunków między cechami, bardziej niż do innych. Weźmy stół, jeśli zmienię mu kolor, albo położenie to on pozostanie stołem, jeśli zaś wymontuję mu nogi, to nie będę go już miał. Pozostaną istotne części składowe.


forum.histmag.org/
Madman (7811 punktów)
>"To co się nie zmienia jest substancją, a to co się zmienia
>jest przypadłością". (ks. Gerard Dogiel, "Metafizyka")
Odnoszę wrażenie, że jest to zwykły bełkot, który ma na celu przepchnięcie pseudonaukowych, religijnych teorii, takich jak ta:
"Stosując w odniesieniu do dogmatu o Eucharystii określone kryteria, musimy stwierdzić, że w czasie przeistoczenia za sprawą słów Chrystusa cała substancja chleba i wina przemienia się w Ciało i Krew Pańską. Tym samym protony, neutrony i elektrony wchodzące w skład zakonsekrowanej materii, jej atomy, cząsteczki, jony, zespoły molekularne, mikrokryształy - słowem całość składników, z których składa się chleb i wino, przestaje istnieć, przekształcając się w Ciało i Krew Chrystusa. Pozostają natomiast wszystkie formy zewnętrzne charakterystyczne dla tych substancji: rozmiar, masa, ładunki elektryczne wraz ze związaną z tym całą aktualną i potencjalną energią magnetyczną, elektryczną i kinetyczną i tym samym wszystkie efekty optyczne, akustyczne, termodynamiczne, elektromagnetyczne, które te siły mogą wytworzyć. Wszystko to razem stanowi cechy eucharystyczne, czyli całość zjawisk eksperymentalnych..." ("Gregorianum", lipiec 1957).

Wystarczy wprowadzić kilka niejasnych pojęć i może akurat nikt się nie zorientuje, że to takie ignotum per ignotum.
finerbijk (17282 punktów)
>"Na realny charakter substancji wskazuje analiza pojęcia zmiany. Otóż w każdej zmianie jest coś co
>się zmienia i coś co się nie zmienia. W zmianie musi być coś co pozostaje, gdyż inaczej każda zmiana byłaby stworzeniem lub unicestwieniem. To co się nie zmienia jest substancją, a to co się zmienia jest przypadłością".

Zmiana może być stworzeniem lub unicestwieniem, ale też nie musi. Czyli nic z tego nie wynika. Po prostu zwykłe bla bla.
Przykład 1. Woda. Może być ciekła (przypadłość) czy stała (przypadłość), ale substancjalnie się nie zmienia (H2O). Nie ma stworzenia, ani unicestwienia, bo proces jest odwracalny.

Przykład 2. Węgiel. Po jego spaleniu (zmiana) zostaje popiół i ciepło, dwie całkiem różne jakości, nie będące węglem. A gdzie podziała się "substancja" węgla? To jest przemiana z jednoczesnym stworzeniem i unicestwieniem. Przemiana nieodwracalna, odwrotnie niż w pierwszym przykładzie.

Podejrzewam, że ksiądz chciał wywieść, że człowiek to tylko "przypadłość", a "dusza" to substancja, albo coś w tym stylu. Ale jakoś to grubymi nićmi zszył.
dajmonion (3663 punktów)
>Przykład 2. Węgiel. Po jego spaleniu (zmiana) zostaje popiół i ciepło, dwie całkiem różne jakości, nie będąc węglem. A gdzie podziała się "substancja" węgla? To jest przemiana z jednoczesnym stworzeniem i unicestwieniem.

Gdyby to było unicestwienie to po spaleniu węgla nie byłoby nic, co jest niemożliwe. Przemiana ma charakter ilosciowy (zmiana wiązań chemicznych).


dajmonion
27-09-2010 02:48 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Gdyby to było unicestwienie to po spaleniu węgla nie byłoby nic, co jest niemożliwe. Przemiana ma charakter ilosciowy (zmiana wiązań chemicznych).
Również jakościowy i pojęciowy, operując na poziomie ideowym. Idea węgla przestaje istnieć. W przykładzie mamy też ciepło, jest kilka różnych produktów zmiany. Czy substancję (w znaczeniu tu omawianym) można dowolnie dzielić, rozdwajać, roztrajać, itd. przenosząc jej części na te produkty? Jeśli tak, to czym różni się taka zmiana od unicestwienia pierwotnej idei? Którą część uznać za uprawnioną do miana substancji, jeśli przemianie uległy one wszystkie?

Aż strach myśleć, jakby ten węgiel wpadł do czarnej dziury za horyzont zdarzeń Wywody metafizyczne czasem zgrabnie brzmią na pierwszy rzut oka, jednocześnie nie przystając do realnego świata.
dajmonion (3663 punktów)
>>Gdyby to było unicestwienie to po spaleniu węgla nie byłoby nic, co jest niemożliwe. Przemiana ma charakter ilosciowy (zmiana wiązań chemicznych).
>Również jakościowy i pojęciowy, operując na poziomie ideowym. Idea węgla przestaje istnieć. W przykładzie mamy też ciepło, jest kilka różnych produktów zmiany.

Tym niemniej nie ma unicestwienia jak piszesz.

> Którą część uznać za uprawnioną do miana substancji, jeśli przemianie uległy one wszystkie?

Ta, która stanowi fundament przemian. To, że najpierw masz pierwszy zestaw nazw, potem drugi, nie znaczy, że rzecz to tylko zestaw nazw ani tym bardziej, że znika (ulega unicestwieniu) i pojawia się coś zupełnie innego z niebytu.


dajmonion
27-09-2010 12:29 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Ta, która stanowi fundament przemian. To, że najpierw masz pierwszy zestaw nazw, potem drugi, nie znaczy, że rzecz to tylko zestaw nazw ani tym bardziej, że znika (ulega unicestwieniu) i pojawia się coś zupełnie innego z niebytu.

I...?

To jest wszytko w kwestii substancji? Substancja - inna nazwa dla "nic nie powstaje z niczego"?

Tak, tak zdegradowana idea substancji, choć mająca charakter czystego, nic nie wnoszącego werbalizmu, może dziś funkcjonować.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wydaje mi się, że na poziomie kwantowym, w mikroskali, całkowite zmiany są jak najbardziej możliwe. Dotyczy to również układów złożonych. Takim złożonym układem jest na przykład ludzki mózg i osobowość, która jest jednym z efektów jego funkcjonowania. W chwili rozpadu mózgu, nie zmiania się całkowicie materia, która na ten mózg się składała. Przyjmuje po prostu inny układ. Osobowość ulega całkowitej zmianie, nie ma jej więcej. Podobnie jak budowla - gdy zetrze się w pył materiał stanowiących jej murów, wtedy budowla (konkretny, złożony obiekt) podlega całkowitej zmianie.
Fizyk (17637 punktów)
> "To co się nie zmienia jest substancją, a to co się zmienia jest przypadłością". (ks. Gerard Dogiel, "Metafizyka")

Pojęcie substancji pokutuje w teologii od średniowiecza, od czasów na długo przed poznaniem atomowej struktury materii, a nawet przed oparciem nauki na faktach doświadczalnych. O ile - wydawało się wtedy - pojęcia substancji i "przypadłości" czy też treści i formy powinny mieć sens gdyby materia była ciągła (infinitezymalnie podzielna) o tyle odkrycie atomów i cząstek elementarnych wykazało bezużyteczność tych pojęć.

Świat opisujemy jako hierarchię obiektów o określonych cechach. Podanie listy cech charakteryzuje dany obiekt, a różnice w tych listach rozróżniają obiekty. W niektórych przypadkach, takich jak np. elektron, potrafimy podać kompletną listę cech (np. liczb kwantowych); jeżeli kompletne listy są identyczne to odpowiadające im obiekty są nie tylko identyczne ale również nierozróżnialne. Zmiana obiektów to jest zmiana cech. Nie bez powodu języki programowania obiektowego, takie jak C++, są bardzo wygodnie i skuteczne - po prostu ich struktura jest zgodna ze strukturą świata.

Dziwię się, że teologia wciąż trwa przy bezsensownej ontologii będącej w jawnej sprzeczności z obecnym stanem wiedzy. Podejrzewam, że ma to związek z bronieniem doktryny o transsubstancjacji. Widzę tu rozpaczliwe poszukiwania tego co ma się "trans-". Co jest, na przykład, substancją kolacji wigilijnej? Medytacje na ten temat polecam prowadzić na drugi dzień nad muszlą klozetową.
dajmonion (3663 punktów)
>> "To co się nie zmienia jest substancją, a to co się zmienia jest przypadłością". (ks. Gerard Dogiel, "Metafizyka")
>Pojęcie substancji pokutuje w teologii od średniowiecza, od czasów na długo przed poznaniem atomowej struktury materii, a nawet przed oparciem nauki na faktach doświadczalnych. O ile - wydawało się wtedy - pojęcia substancji i "przypadłości" czy też treści i formy powinny mieć sens gdyby materia była ciągła (infinitezymalnie podzielna) o tyle odkrycie atomów i cząstek elementarnych wykazało bezużyteczność tych pojęć.

Bezużyteczność pojęć? Nadal przecież pojmujemy spin jako coś co nie istnieje samo w sobie. Elektron istnieje sam w sobie a nie jego spin.


dajmonion
27-09-2010 12:41 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

> Bezużyteczność pojęć? Nadal przecież pojmujemy spin jako coś co nie istnieje samo w sobie. Elektron istnieje sam w sobie a nie jego spin.

Nie. Elektron to nazwa dl spinu współistniejącego z kilkoma innymi cechami. Za to nie ma sensu w oderwaniu od tych cech - ich "nośnik" musiałby być nie wiadomo czym.

Ale głębszy błąd popełniasz mówiąc o istnieniu czegokolwiek '"samego w sobie". Wszytko istnieje w relacji do czegoś. Ten rodzaj empiryzmu, który o przedmiotach poznania mówi jak o rzeczach-samych-w-sobie został już całkiem zdyskredytowany.
dajmonion (3663 punktów)
>Wszytko istnieje w relacji do czegoś.

To by oznaczało, ze nic nie istnieje samodzielnie, czyli, że nie ma nic.

dajmonion
28-09-2010 09:16 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> .. nic nie istnieje samodzielnie,
Tak. Istnienie to zbiór relacji.

> czyli, że nie ma nic.
.. absolutnie pojedynczego.

[Może z wyjątkiem 'zbioru', którego jedynym elementem jest zbiór pusty.]
dajmonion (3663 punktów)
>> .. nic nie istnieje samodzielnie,
>Tak. Istnienie to zbiór relacji.

Relacje nie mają samodzielnego istnienia. Tylko byty samodzielnie istniejące mogą pozostawać w relacji do siebie. To tak jakbyś powiedział, ze istnieje przyjaźń a nie ma przyjaciół.

>> czyli, że nie ma nic.
>.. absolutnie pojedynczego.
>[Może z wyjątkiem 'zbioru', którego jedynym elementem jest zbiór pusty.]

Realnie istnieją tylko zespoły a nie zbiory. Zespół nie może istnieć bez istnienia jego elementów, a zbiór istnieje intencjonalnie tylko w twoim umyśle.


dajmonion
28-09-2010 16:43 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Tylko byty samodzielnie istniejące mogą pozostawać w relacji do siebie.

Wskaż taki byt.

Relacje zewnętrzne rzeczy są równie konstytutywne co relacje wewnętrzne. Samodzielność istnienia to fikcja, wygodna, praktyczna, tym niemniej fikcja. Istnienie jest relacyjne, a więc nie sposób rzeczy wyjąć z kontekstu uniwersum: jeśli to robimy, to tylko na mocy historycznych konwencji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
dajmonion (3663 punktów)
>>Tylko byty samodzielnie istniejące mogą pozostawać w relacji do siebie.
>Wskaż taki byt.
>Istnienie jest relacyjne, a więc nie sposób rzeczy wyjąć z kontekstu uniwersum: jeśli to robimy, to tylko na mocy historycznych konwencji.

Jeśli istnienie jest relacyjne, to uniwersum będące siecią relacji samo nie jest w sieci relacji, a więc nie istnieje.

dajmonion
28-09-2010 23:30 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
To raczej pokazuje, że pojęcie uniwersum jako rzeczy jest bez sensu.
dajmonion (3663 punktów)
>To raczej pokazuje, że pojęcie uniwersum jako rzeczy jest bez sensu.

Tak czy inaczej uniwersum nie pozostaje w relacji do niczego poza sobą, nie może więc istnieć.

dajmonion
29-09-2010 09:32 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Tak czy inaczej uniwersum nie pozostaje w relacji do niczego poza sobą, nie może więc istnieć.

Zerknij za okno.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Sylwek (15472 punktów)
Nie, znaczy to, że bełkocze ten kto mówi o bycie jak takim jak o jednej z rzeczy, przedmiotów czy jak tam to zwać.

Jeśli coś wynika z języka, co nie ma sensu, to znaczy właśnie, że nie ma sensu, a nie że świat jest taki jak językowy zwid.
dajmonion (3663 punktów)
>Nie, znaczy to, że bełkocze ten kto mówi o bycie jak takim jak o jednej z rzeczy, przedmiotów czy jak tam to zwać.

Czym jest zatem uniwersum i dlaczego miałoby istnieć skoro nie pozostaje w relacji do czegoś poza sobą?
>Jeśli coś wynika z języka, co nie ma sensu, to znaczy właśnie, że nie ma sensu, a nie że świat jest taki jak językowy zwid.

Co wynika z języka, co nie ma sensu?


dajmonion
29-09-2010 23:44 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Czym jest zatem uniwersum i dlaczego miałoby istnieć skoro nie pozostaje w relacji do czegoś poza sobą?
Ono po prostu jest i nie sądzę by było możliwe zrozumiałe sformułowanie odpowiedzi na tak postawione pytanie. W każdym razie nie w potocznym, wykształconym na drodze codziennego doświadczenia języku (to kolejny błąd scholastyków - próbują oni stosować narzędzie jakim jest język w zupełnie innym "celu" niż ten do którego został stworzony).
29-09-2010 19:43 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Relacje nie mają samodzielnego istnienia.
Tak. Istnienia są niepojedyncze.

> To tak jakbyś powiedział, że istnieje przyjaźń a nie ma przyjaciół.
Sugerujesz, że wystarczą poszczególne indywidualne przeświadczenia bycia przyjacielem, by istniała przyjaźń?

> Tylko byty samodzielnie istniejące mogą pozostawać w relacji do siebie.
Nie należy, jak sądzę, uogólniać sposobu istnienia jednostki ludzkiej - która może się wyłączyć z relacji społecznych (ale nie biologicznych), korzystając z niejakiej przyjaźni ze strony innych ludzi (że jej nie ubiją gdy śpi) - na wszelkie istnienie.
Opis innych istnień nie musi, nie powinien być zwykłą projekcją własnego ego, bo wiąże się z nią spore ryzyko nierzetelności w postaci 'przemycania' własnych snów, złudzeń lub pomyłek.

> Realnie istnieją tylko zespoły a nie zbiory.
Czyli świat (uniwersum) to zespół, a nie 'luźny' zbiór lub solista..

> Zespół nie może istnieć bez istnienia jego elementów,
Ok. Ale czy elementy obywają się bez zespołowości, skoro "realnie istnieją tylko zespoły"?

> a zbiór istnieje intencjonalnie tylko w twoim umyśle.
Podobnie jak w twoim element? Może zgodzimy się choć o tyle, że istnieją podzbiory/podzespoły..
dajmonion (3663 punktów)
>> To tak jakbyś powiedział, że istnieje przyjaźń a nie ma przyjaciół.
>Sugerujesz, że wystarczą poszczególne indywidualne przeświadczenia bycia przyjacielem, by istniała przyjaźń?
Sugeruję, że przyjaźń zakłada istnienie przyjaciół.
Poza tym mam zastrzeżenia do stwierdzenia: 'Istnienie to zbiór relacji'. By móc się wypowiadać o zbiorach relacji musza one istnieć. Zatem zdania: "zbiór relacji" i "istniejacy zbiór relacji są równoważne
", podobnie jak równoważne byłyby zdania: "ala ma kota" i "istniejąca ala ma istniejącego kota". Zdanie Twoje można więc wyrazić następująco: istnienie to istniejący zbiór relacji, co jest błędnym kołem.
Zbiór relacji jest pewną treścią, która istnieje (przynajmniej w Twoim umyśle), nie może być zatem istnieniem. Mieszasz istotę z istnieniem.

>> Zespół nie może istnieć bez istnienia jego elementów,
>Ok. Ale czy elementy obywają się bez zespołowości, skoro "realnie istnieją tylko zespoły"?

Zespoły istnieją istnieniem swoich elementów. Poza tym Tobie nie chodzi o to, że elementy nie obywają się bez zespołowości, a o to, że się wyczerpują w zespołowości. To nie to samo. Jest sens mówić o przyciągających się grawitacyjnie ciałach, a nie o istniejącej sieci przyciągań. Mógłbyś na to odpowiedzieć, że można posługiwać się pojęciem elementu, dla celów czysto pragmatycznych, ze względu na niedoskonałość języka, z zastrzeżeniem, że element też jest zbiorem relacji. Takie stwierdzenie przestaje być jednak zrozumiałe i sensowne, bo istotą relacji jest to, że mamy przynajmniej dwa elementy, które pozostają w stosunku do siebie w jakiejś relacji. Pojęcie relacji bez elementów zmienia swój zasadniczy sens stając się bełkotem. Przypomina to stwierdzenie, że Bóg nas kocha, ale w zupełnie innym sensie niż ludzie. Czy ktoś to rozumie?

dajmonion
30-09-2010 00:48 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Pojęcie relacji bez elementów zmienia swój zasadniczy sens stając się bełkotem. Przypomina to stwierdzenie, że Bóg nas kocha, ale w zupełnie innym sensie niż ludzie. Czy ktoś to rozumie?

Nie, wcale nie. W najgorszym razie mielibyśmy równoważność ujęcia: elementy wchodzą w relacje albo relacje konstytuują elementy.

Ty mówisz, że relacje i własności bez substancji są bez sensu, ale tak samo bez sensu jest pojecie substancji bez relacji i własności. Zawsze musi być jakaś własność/relacja by można było mówić o rzeczy. Mówienie o rzeczy samej w sobie jest bez sensu.
dajmonion (3663 punktów)
>>Pojęcie relacji bez elementów zmienia swój zasadniczy sens stając się bełkotem. Przypomina to stwierdzenie, że Bóg nas kocha, ale w zupełnie innym sensie niż ludzie. Czy ktoś to rozumie?
>Nie, wcale nie. W najgorszym razie mielibyśmy równoważność ujęcia: elementy wchodzą w relacje albo relacje konstytuują elementy.

Nie ma równoważności, bo w tym drugim zdaniu relacje konstytuują elementy będące ostatecznie relacjami, czyli w tym drugim zdaniu relacje posiadają niezidentyfikowany sens, w przeciwieństwie do pierwszego zdania.


dajmonion
30-09-2010 01:19 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Ponieważ nie ma czegoś takiego jak "istnienie po prostu" w oderwaniu od wchodzenia w relacje/oddziaływania, substancje byłyby nośnikami cech, które są niezbędne do tego by w ogóle o nich mówić.

Jak widać panuje tu nawet symetria co do (być może pozornej) paradoksalności.
30-09-2010 16:29 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Sugeruję, że przyjaźń zakłada istnienie przyjaciół.
Taka sugestia też jest dyskusyjna. Można chyba się przyjaźnić - tworzyć przyjaźń - nie znając zawczasu określenia "przyjaciel" lub nie upatrując go w kimkolwiek (w tym w sobie) ad hoc. W takiej sytuacji dopiero później następuje odkrycie, że podobne relacje nazywa się przyjaźnią a ich uczestników przyjaciółmi. Słowo, by tak rzec, jest tu wtórne wobec zjawiska (inaczej niż np. przy projektowaniu mostu).

Powracając jednak do tematu zbędności pojęcia substancji..
> .. mam zastrzeżenia do stwierdzenia: 'Istnienie to zbiór relacji'.
To skrótowe sformułowanie opozycji do mniemanego 'bytu samego w sobie' kryjącego się pod płaszczykiem "substancji". 'Cechą' istnień są struktury. Części istnień pozostające w relacjach z innymi częściami tworzą strukturę, istnienia pozostające w relacjach z innymi istnieniami tworzą strukturę, itd.. Bez relacji nie ma struktur, a bez nich - istnień.

> .. "istnienie to istniejący zbiór relacji", co jest błędnym kołem
Relacje istnieją. W teorii zbiorów identyfikuje się je z podzbiorami (np. klasami abstrakcji - tzw. warstwami), których 'elementy' wcale nie muszą być elementarne - także pojedyncze, zdawałoby się, liczby definiuje się przez zbiory. W fizyce oddziaływaniom przypisuje się 'byt obiektowy' (np. gluony), jednak próżno w nim szukać substancji podobnie jak w 'obiektach' (np. kwarkach) podlegających oddziaływaniom. Podobnie z 'czarnymi dziurami' - grawitują ale ich 'zawartość' może być tylko spekulacją.

>Zbiór relacji jest pewną treścią, która istnieje (przynajmniej w Twoim umyśle), nie może być zatem istnieniem. Mieszasz istotę z istnieniem.
Akurat o psychiatrii czy neurochirurgii nie potrafię dyskutować, bo się na tym nie znam. Zakładam, że rozum ludzki jest "czarną skrzynką" - zakładam, że elementarną, niech będzie, że złożoną z jakiejś substancji - istotniejsze się zdaje jak poukładany (zwłaszcza: co emituje), niż z czego ulepiony.

> Tobie nie chodzi o to, że elementy nie obywają się bez zespołowości, a o to, że się wyczerpują w zespołowości.
"Wyczerpywać się w zespołowości" - świetne sformułowanie - pozwolę sobie zapamiętać (za pozwoleniem). Tak. Uzyskanie zupełnej 'krystalicznej' jedności byłoby końcem świata.

> Jest sens mówić o przyciągających się grawitacyjnie ciałach, a nie o istniejącej sieci przyciągań.
A o świecie złożonym z samych czarnych dziur cóż można powiedzieć?

> .. istotą relacji jest to, że mamy przynajmniej dwa elementy, które pozostają w stosunku do siebie w jakiejś relacji.
Ogólniej: ilość wszystkich relacji (podzbiorów) w zbiorze n-elementowym to ok. 2n (z dokładnością do relacji pustej). Jeśli wziąć pod uwagę, jak sugerujesz, relacje co najmniej dwuelementowe, to będzie ich 2n-n-1. Jeśli teraz uznać relacje za elementy (lub odwrotnie), to można pokusić się o dalsze wyliczenia ilościowe. Dla konkretów przydałaby się wartość n..

Z ilu zatem 'elementów' składa się Świat?
dajmonion (3663 punktów)
>> .. mam zastrzeżenia do stwierdzenia: 'Istnienie to zbiór relacji'.
>'Cechą' istnień są struktury.

Widzę, że wiesz więcej niż współczesna fizyka. Nie odkryto przecież struktury elektronu.

>Części istnień pozostające w relacjach z innymi częściami tworzą strukturę, istnienia pozostające w relacjach z innymi istnieniami tworzą strukturę, itd.. Bez relacji nie ma struktur, a bez nich - istnień.

Całe to rozumowanie upada, jako, że popełniłeś błąd w punkcie wyjścia.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
28-09-2010 19:03 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Istnienie to zbiór relacji.

Co w takim razie znaczą elementarne sądy egzystencjalne typu x istnieje? Cokolwiek istnieje pozostaje w relacjach do czegoś innego, ale czy należy istnienie sprowadzać do relacji? Istnieć to jakaś opozycja do nicości, braku.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
28-09-2010 20:18 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>Istnienie to zbiór relacji.
>Co w takim razie znaczą elementarne sądy egzystencjalne typu x istnieje?
Nie wiem. Chyba należy jakoś x opisać - po czym je poznać, do czego podobne .. Wpierw np. rozważyć czy x to aby nie (nieobliczalny) podmiot, bo to różna od rzeczy kategoria.
Trudno się odnieść do zdań zbyt ogólnych - wg mnie sensowniejsze są sądy typu istnieje takie x, że ..

> Cokolwiek istnieje pozostaje w relacjach do czegoś innego, ale czy należy istnienie sprowadzać do relacji?
Raczej tak, choć (jak gdzie indziej piszesz) niekoniecznie do zewnętrznych.

> Istnieć to jakaś opozycja do nicości, braku.
Nie bardzo rozumiem taką opozycję. 'Są' np. złudzenia lub 'obiekty hipotetyczne' (że o celowo zmyślonych nie wspomnieć) - jakie miałyby być ich przeciwieństwa? Widzi mi się, że opozycją do nicości byłaby 'wszystkość', a do braku - nadmiar.
30-09-2010 19:55 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>'Są' np. złudzenia lub 'obiekty hipotetyczne'... - jakie miałyby być ich przeciwieństwa?

Bez względu na treść bytów ich przeciwieństwem jest brak, nicość (czegoś).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
setarkos (10757 punktów)
A co z tzw. antymaterią?
02-10-2010 13:07 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>A co z tzw. antymaterią?

Nic. Jest czymś równie pozytywnym jak materia. Jedna i druga dana jest przez oddziaływania. W sensie filozoficznym antymateria jest formą materii.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
28-09-2010 10:27 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>>> "To co się nie zmienia jest substancją, a to co się zmienia jest przypadłością". (ks. Gerard Dogiel, "Metafizyka")

>> Pojęcie substancji pokutuje w teologii od średniowiecza, od czasów na długo przed poznaniem atomowej struktury materii, a nawet przed oparciem nauki na faktach doświadczalnych. O ile - wydawało się wtedy - pojęcia substancji i "przypadłości" czy też treści i formy powinny mieć sens gdyby materia była ciągła (infinitezymalnie podzielna) o tyle odkrycie atomów i cząstek elementarnych wykazało bezużyteczność tych pojęć.

> Bezużyteczność pojęć?

Niestety, tak.

> Nadal przecież pojmujemy spin jako coś co nie istnieje samo w sobie. Elektron istnieje sam w sobie a nie jego spin.

Oprócz "substancji", również "istnienie samego w sobie" jest bezużytecznym pojęciem we współczesnej wiedzy. Weźmy ten elektron, spotyka się on z pozytonem, następuje anihilacja i pozostaje tylko pole elektromagnetyczne. Co się stało z jakoby niezmienną "substancją" elektronu? Gdzie jest teraz ten elektron "sam w sobie"? Co tu można w ogóle wyodrębnić niezmiennego ponad prawa zachowania (energii, pędu, liczb kwantowych, itp.)?
dajmonion (3663 punktów)
>> Nadal przecież pojmujemy spin jako coś co nie istnieje samo w sobie. Elektron istnieje sam w sobie a nie jego spin.
>Oprócz "substancji", również "istnienie samego w sobie" jest bezużytecznym pojęciem we współczesnej wiedzy.

Samodzielne istnienie nie może być bezużytecznym pojęciem, bo nic by nie istniało. Gdyby substancja była bezużyteczna to sądy egzystencjalne też. Nikt nie mógłby powiedzieć że krasnoludki istnieją lub nie istnieją.
>Weźmy ten elektron, spotyka się on z pozytonem, następuje anihilacja i pozostaje tylko pole elektromagnetyczne. Co się stało z jakoby niezmienną "substancją" elektronu? Gdzie jest teraz ten elektron "sam w sobie"? Co tu można w ogóle wyodrębnić niezmiennego ponad prawa zachowania (energii, pędu, liczb kwantowych, itp.)?

To jest zmiana przypadłości, która pociąga za sobą inną nazwę tak jak mówi się o ludzkim ciele i zwłokach. Anihilacja zachowuje cechę konstytutywną elektronu w postaci ograniczenia na energię powstałych fotonów zgodnie ze wzorem E=mc^2. Nazwa się zmienia, cecha konstytutywna nie.


dajmonion
29-09-2010 10:17 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Anihilacja zachowuje cechę konstytutywną elektronu w postaci ograniczenia na energię powstałych fotonów zgodnie ze wzorem E=mc^2. Nazwa się zmienia, cecha konstytutywna nie.

Czyli ta cecha konstytutywna to energia i nie ma potrzeby nazywania jej substancją.
29-09-2010 11:08 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Gdyby substancja była bezużyteczna to sądy egzystencjalne też. Nikt nie mógłby powiedzieć że krasnoludki istnieją lub nie istnieją.

Rozważyć należy też zastąpienie słowa istnieć przez inne, (być może) równoważne. Znana jest próba Kartezjusza (istnieć to myśleć), biskupa Berkeleya (esse=percipi); czasem istnieć to tyle, co żyć, itp. W każdym razie istnienie sprawia czasem wrażenie czegoś zagadkowego (pustego) dodanego do danych w taki lub inny sposób cech, relacji, jakości. Czyste istnienie jest co najwyżej postulatem religii ( jam jest który jest) lub religijnej metafizyki (absolut jako jedność istoty i istnienia). Uważam, że substancja jest w ontologii bezużytecznym rupieciem (zastąpił ją proces uwikłany w inny proces), ale w filozofii praktycznej nie sposób się bez niej obejść: wystarczy wspomnieć np. o problemie tożsamości osobowej w kontekście prawa (odpowiedzialności).

Co do krasnoludków: Nie wiem, czy krasnoludki istnieją czy nie istnieją. Nigdy ich nie widziałem. Ich żałosny los zależy w zupełności od teorii fikcji literackiej.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
dajmonion (3663 punktów)
>>Gdyby substancja była bezużyteczna to sądy egzystencjalne też. Nikt nie mógłby powiedzieć że krasnoludki istnieją lub nie istnieją.
>Rozważyć należy też zastąpienie słowa istnieć przez inne, (być może) równoważne.
Nie da się zrezygnować ze słowa 'istnieć'. Każda inna nazwa jeśli ma nie być pusta musi zakładać istnienie desygnatu, na który wskazuje.


dajmonion
30-09-2010 00:51 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>>>Gdyby substancja była bezużyteczna to sądy egzystencjalne też. Nikt nie mógłby powiedzieć że krasnoludki istnieją lub nie istnieją.
>>Rozważyć należy też zastąpienie słowa istnieć przez inne, (być może) równoważne.
> Nie da się zrezygnować ze słowa 'istnieć'.

Da się. "Istnieć" jest pozbawione znaczenia o ile nie zastąpić go lub nie redukować do "oddziaływać". Nie znamy żadnej jednej rzeczy, która po prostu istniałaby a nie oddziaływała z innymi. A skoro tak - "istnienie jako takie" jest redundantne.

Wciąż zachowuje ważność zdroworozsądkowe znaczenie tego słowa, gdy mówimy na przykład iz pewne rzeczy nie istnieją - czyli, ich opis jest fałszywy. Ale tak rozumiane "istnienie" jest wtórne w stosunku do korespondencyjnej teorii prawdy i jako takie jest ponownie gramatyką.
dajmonion (3663 punktów)
>>>>Gdyby substancja była bezużyteczna to sądy egzystencjalne też. Nikt nie mógłby powiedzieć że krasnoludki istnieją lub nie istnieją.
>>>Rozważyć należy też zastąpienie słowa istnieć przez inne, (być może) równoważne.
>> Nie da się zrezygnować ze słowa 'istnieć'.
>Da się. "Istnieć" jest pozbawione znaczenia o ile nie zastąpić go lub nie redukować do "oddziaływać".

>Nie znamy żadnej jednej rzeczy, która po prostu istniałaby a nie oddziaływała z innymi. A skoro tak - "istnienie jako takie" jest redundantne.

Oto co napisałeś wcześniej:"Ono (uniwersum) po prostu jest". Nie chcesz wprawdzie nazywać tego rzeczą, tym niemniej dla Ciebie uniwersum po prostu istnieje i nie oddziałuje z niczym poza sobą.

dajmonion
Sylwek (15472 punktów)
Nie "dla mnie nie jest rzeczą" tylko, mówienie o o uniwersum jak o rzeczy dowodzi niekompetencji w użyciu języka. Nie jesteśmy Bogami, nie napotykamy uniwersów tak jak napotykamy krzesła i drzewa i prób wnioskowania czegokolwiek z języka przystosowanego do opisu krzeseł i drzew o uniwersum jako takim są co najmniej śmieszne.

Inna rzecz, że wnioskowanie czegokolwiek o świecie z języka jest niewiele mniej śmieszne. Ale przypadek z tym "uniwersum" jest szczególnie kuriozalny.
dajmonion (3663 punktów)
>Nie "dla mnie nie jest rzeczą" tylko, mówienie o o uniwersum jak o rzeczy dowodzi niekompetencji w użyciu języka. Nie jesteśmy Bogami, nie napotykamy uniwersów tak jak napotykamy krzesła i drzewa i prób wnioskowania czegokolwiek z języka przystosowanego do opisu krzeseł i drzew o uniwersum jako takim są co najmniej śmieszne.
Sam z siebie powinieneś się w takim razie śmiać, bo pozwalasz sobie wypowiadać cokolwiek o uniwersum jak to, że po prostu jest (istnieje).

dajmonion
30-09-2010 20:31 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
> Nie da się zrezygnować ze słowa 'istnieć'. Każda inna nazwa jeśli ma nie być pusta musi zakładać istnienie desygnatu...

Nie chodzi tyle o rezygnację, co o teoretyczną możliwość eliminacji tego słowa ze wszystkich istotnych kontekstów. Czy w rzeczach jest coś jeszcze poza treścią? Czy tym czymś jest jakoweś istnienie, rodem z klasycznej metafizyki, a w gruncie rzeczy - z religii?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
dajmonion (3663 punktów)
>Oprócz "substancji", również "istnienie samego w sobie" jest bezużytecznym pojęciem we współczesnej wiedzy.
Nie tyle bezużytecznym co po prostu fizyka kwantowa ma swoje słownictwo dostosowane do ilościowego badania rzeczywistości. Metafizyka z kolei posiada słownictwo, dzięki któremu można dociekać natury bytu. Inne cele, inne słownictwa. Jest zatem bezużyteczna, ale tylko w tym sensie, że nie przypisujemy jej liczby jak masie czy nie definiujemy całką krzywoliniową skierowaną jak pracę.
>Weźmy ten elektron, spotyka się on z pozytonem, następuje anihilacja i pozostaje tylko pole elektromagnetyczne.
A dokładnie dwa fotony biegnące w przeciwnych kierunkach.
>Co się stało z jakoby niezmienną "substancją" elektronu? Gdzie jest teraz ten elektron "sam w sobie"?
Przypuszczam, że ma postać fotonu.
>Co tu można w ogóle wyodrębnić niezmiennego ponad prawa zachowania (energii, pędu, liczb kwantowych, itp.)?
Energia, pęd, liczby kwantowe to wszystko przypadłości, które przysługują pewnemu centrum energetycznemu zwanego elektronem, przy czym przy pomocy kwadratu modułu funkcji falowej można ustalić, gdzie to centrum najprawdopodobniej się znajduje.

dajmonion
29-09-2010 10:17 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Weźmy ten elektron, spotyka się on z pozytonem, następuje anihilacja i pozostaje tylko pole elektromagnetyczne.

> A dokładnie dwa fotony biegnące w przeciwnych kierunkach.

Właśnie nie. Jeżeli szukasz jakiejś realnie istniejącej "substancji", to pole elektromagnetyczne jest tu lepszym kandydatem niż foton. Foton jest właściwie pseudocząstką, taką jak fonon, nie tak realną jak elektron. Foton nie ma masy i nie posiada funkcji falowej w reprezentacji położeniowej. Po anihilacji realnie istnieje pole elektromagnetyczne. Foton jest skrótem myślowym, nazwą dla kwantu energii pola elektromagnetycznego.

> Energia, pęd, liczby kwantowe to wszystko przypadłości, które przysługują pewnemu centrum energetycznemu zwanego elektronem, przy czym przy pomocy kwadratu modułu funkcji falowej można ustalić, gdzie to centrum najprawdopodobniej się znajduje.

Sęk w tym, że po anihilacji to centrum znikło. Nie ma już nawet funkcji falowej, której kwadrat modułu mógłby nam podać choćby prawdopodobieństwo gdzie to centrum się znajduje. I szukaj teraz substancji w polu.
dajmonion (3663 punktów)
>>> Weźmy ten elektron, spotyka się on z pozytonem, następuje anihilacja i pozostaje tylko pole elektromagnetyczne.
>> A dokładnie dwa fotony biegnące w przeciwnych kierunkach.
>Właśnie nie. Jeżeli szukasz jakiejś realnie istniejącej "substancji", to pole elektromagnetyczne jest tu lepszym kandydatem niż foton. Foton jest właściwie pseudocząstką, taką jak fonon, nie tak realną jak elektron. Foton nie ma masy i nie posiada funkcji falowej w reprezentacji położeniowej. Po anihilacji realnie istnieje pole elektromagnetyczne. Foton jest skrótem myślowym, nazwą dla kwantu energii pola elektromagnetycznego.
Te skróty myślowe pozostawiają bardzo realne ślady w zjawisku fotochemicznym.
>> Energia, pęd, liczby kwantowe to wszystko przypadłości, które przysługują pewnemu centrum energetycznemu zwanego elektronem, przy czym przy pomocy kwadratu modułu funkcji falowej można ustalić, gdzie to centrum najprawdopodobniej się znajduje.
>Sęk w tym, że po anihilacji to centrum znikło. Nie ma już nawet funkcji falowej, której kwadrat modułu mógłby nam podać choćby prawdopodobieństwo gdzie to centrum się znajduje. I szukaj teraz substancji w polu.
Ok zgadzam się, że anihilacja jest pewną trudnością dla pojęcia substancji. Zachowany jest bowiem nieokreślony substrat, co wyraża zasada zachowania energii, substancja jest dodatkowo zasadą tożsamości, trzeba by wykazać więc dodatkowo niezmienność cech konstytutywnych elektronu.


dajmonion
02-10-2010 06:36 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Foton jest skrótem myślowym, nazwą dla kwantu energii pola elektromagnetycznego.

> Te skróty myślowe pozostawiają bardzo realne ślady w zjawisku fotochemicznym.

Tak, ślady są realne, ale fotony jakoby za nimi stojące - już mniej. Jako ciekawostkę mogę podać, że zjawisko fotoelektryczne, powszechnie przytaczane w podręcznikach na dowód fotonowej natury światła, może być całkowicie wyjaśnione bez wprowadzania pojęcia fotonu. www.physic(*)y Photoelectric effect.pdf

> Ok zgadzam się, że anihilacja jest pewną trudnością dla pojęcia substancji. Zachowany jest bowiem nieokreślony substrat, co wyraża zasada zachowania energii, substancja jest dodatkowo zasadą tożsamości, trzeba by wykazać więc dodatkowo niezmienność cech konstytutywnych elektronu.

Można by ratować pojęcie substancji jako "nieokreślonego substratu" obiektów materialnych, ale to pojęcie już mamy - jest nim materia. Natomiast próby zróżnicowania substancji, próby wprowadzenia różnych ich rodzajów są moim zdaniem skazane na niepowodzenie.
02-10-2010 07:57 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)

>Można by ratować pojęcie substancji jako "nieokreślonego substratu" obiektów materialnych, ale to pojęcie już mamy - jest nim materia.

Ale komplikujecie zagadnienie. Sub to takie cos poniżej np subway czyli metro, sub standard itd.

W wypadku substancji mamy po prostu prywatna kwaterę dla studenta, czyli stancje, ale bez okna, bez ogrzewania itd.
dajmonion (3663 punktów)
>> Ok zgadzam się, że anihilacja jest pewną trudnością dla pojęcia substancji. Zachowany jest bowiem nieokreślony substrat, co wyraża zasada zachowania energii, substancja jest dodatkowo zasadą tożsamości, trzeba by wykazać więc dodatkowo niezmienność cech konstytutywnych elektronu.
>Można by ratować pojęcie substancji jako "nieokreślonego substratu" obiektów materialnych, ale to pojęcie już mamy - jest nim materia. Natomiast próby zróżnicowania substancji, próby wprowadzenia różnych ich rodzajów są moim zdaniem skazane na niepowodzenie.

Anihilacja nie falsyfikuje jednak idei substancji. Podczas anihilacji musi być zachowana nie tylko materia ale też i forma. W przeciwnym wypadku forma produktów musiałaby powstać z niczego. Pojęcie energii to za mało, bo zasada zachowania energii mówi tylko o tym, że substancja nie ulega unicestwieniu.

"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
05-10-2010 09:58 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Anihilacja nie falsyfikuje jednak idei substancji. Podczas anihilacji musi być zachowana nie tylko materia ale też i forma. W przeciwnym wypadku forma produktów musiałaby powstać z niczego. Pojęcie energii to za mało, bo zasada zachowania energii mówi tylko o tym, że substancja nie ulega unicestwieniu.

To teraz jeszcze "forma" Ci się marzy. Powtarzam: obiekty są identyfikowane poprzez listę cech. Np. dla elektronu w atomie wodoru możemy podać jego masę, ładunek, energię, orbitalny momentu pędu, moment magnetyczny i spin. I to wszystko, kompletna lista! Które z tych cech chcesz nazywać substancją, a które formą?
dajmonion (3663 punktów)
>> Anihilacja nie falsyfikuje jednak idei substancji. Podczas anihilacji musi być zachowana nie tylko materia ale też i forma. W przeciwnym wypadku forma produktów musiałaby powstać z niczego. Pojęcie energii to za mało, bo zasada zachowania energii mówi tylko o tym, że substancja nie ulega unicestwieniu.
>To teraz jeszcze "forma" Ci się marzy. Powtarzam: obiekty są identyfikowane poprzez listę cech. Np. dla elektronu w atomie wodoru możemy podać jego masę, ładunek, energię, orbitalny momentu pędu, moment magnetyczny i spin. I to wszystko, kompletna lista! Które z tych cech chcesz nazywać substancją, a które formą?

Obiekt plus cechy to substancja (materia plus forma) oraz przypadłości. Nie wiem, które są formą a które przypadłościami. Być może cechy, które wymieniłeś są tylko przypadłościami (czyli cechami konsekutywnymi a nie konstytutywnymi). Nie wiemy przecież wszystkiego o elektronie (na przykład czy ma strukturę czy nie).
Gdyby jednak byt nie miał formy (byt bez treści), to wszelkie rozróżnienia i cechy byłyby ustalone przez nas arbitralnie. Arbitralna byłaby zatem cała nauka i czymś zupełnie niezrozumiałym byłby fakt, że przyroda mniej lub bardziej poddaje się naszym przewidywaniom.

"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
05-10-2010 13:46 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Gdyby jednak byt nie miał formy (byt bez treści), to wszelkie rozróżnienia i cechy byłyby ustalone przez nas arbitralnie. Arbitralna byłaby zatem cała nauka i czymś zupełnie niezrozumiałym byłby fakt, że przyroda mniej lub bardziej poddaje się naszym przewidywaniom.

Wcale nie. Nauka jest właśnie antyesencjalna i to podstawa jej metodologii. Jeśli nie wiesz takich rzeczy,nie mamy o czym rozmawiać.
05-10-2010 22:42 
 Ocena-1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Gdyby jednak byt nie miał formy (byt bez treści), to wszelkie rozróżnienia i cechy byłyby ustalone przez nas arbitralnie. Arbitralna byłaby zatem cała nauka i czymś zupełnie niezrozumiałym byłby fakt, że przyroda mniej lub bardziej poddaje się naszym przewidywaniom.
>Wcale nie. Nauka jest właśnie antyesencjalna i to podstawa jej metodologii. Jeśli nie wiesz takich rzeczy,nie mamy o czym rozmawiać.

To, co napisałem jest prawdą, możesz co najwyżej uważać, że treść bytu się zmienia (wolno lub szybko). Tak czy inaczej nie da się zrezygnować z koncepcji substancji.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
dajmonion (3663 punktów)
Czytelnik daddy oddał na mnie głos negatywny. Tak łatwiej zamiast ruszyć głową i włączyć się do dyskusji.
Napiszę wprost: Nie mam (delikatnie mówiąc) zbyt dobrego zdania o ludziach, którzy ograniczają się do stawiania minusów. Ktoś widzi błąd w mojej wypowiedzi i zamiast go wskazać stawia sobie znaczek. To irytujące. Forum nie jest dla takich ludzi.
>
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman



"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>Czytelnik daddy oddał na mnie głos negatywny. Tak łatwiej zamiast ruszyć głową i włączyć się do dyskusji.
>Napiszę wprost: Nie mam (delikatnie mówiąc) zbyt dobrego zdania o ludziach, którzy ograniczają się do stawiania minusów. Ktoś widzi błąd w mojej wypowiedzi i zamiast go wskazać stawia sobie znaczek. To irytujące. Forum nie jest dla takich ludzi.
>>
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman

>
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman


Nie strzępię języka, zwłaszcza z wrażliwymi na znaczki.
06-10-2010 11:54 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

> To, co napisałem jest prawdą, możesz co najwyżej uważać, że treść bytu się zmienia (wolno lub szybko). Tak czy inaczej nie da się zrezygnować z koncepcji substancji.

Jak to się nie da? W ŻADNYM podręczniku naukowym ani razu nie znajdziesz użycia pojęcia substancji w tradycyjnym, metafizycznym znaczeniu. Podobnie, ani jedna teoria naukowa się nim nie posługuje. Zamiast tego nadaje konwencjonalne nazwy listom cech (nominalizm naukowy).

A ty mówisz, ze nie można zrezygnować? Już dawno zrezygnowano. Więcej, kiedy przestano dociekać istoty rzeczy i posługiwać się tymi wszystkimi anachronicznymi pojęciami - wtedy zaczęto na serio rozwijać wiedzę o świecie.

Dla większości ludzi, w tym uczonych (może nawet przede wszystkim) pojecie substancji, jeśli nie mają jakiegoś filozoficznego wykształcenia, jest na granicy zrozumiałości. Tak bardzo odległe jest od intuicji i teorii jakie są dziś w użyciu.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365