100 lat temu zmarl Jack London. W wieku 40 lat. Można więc założyć, iż był wybrańcem boga bo odszedł z tego świata w młodym wieku. London jest znany głównie ze swoich książek napisanych w stylu awanturniczego naturalizmu, podlanych sosem romantyzmu, których akcja osadzona jest często w realiach wymagającej , belzistosnej przyrody, np. na dalekiej Północy. Są to wyśmienite teksty w swojej klasie - i szkoda wielka, iż żadna z nich nie znalazła się w kanonie lektur (
www.racjonalista.pl/forum.php/s,729853) z którymi winni się zapoznać uczniowie szkoły podstawowej.
Jednakże ograniczenie wielkości i oryginalności Londona do formuły jedynie jak wyżej - jest dla tego pisarza wielce krzywdzące. A niestety jest to już swoista reguła.
Wypada więc wyjaśnić, iż London był pisarzem wcale wszechstronnym, poruszał rożnorakie problemy, robił to w doskonałym stylu, bywając nprekursorem danego gatunku. Podaję pod spodem link do materiału, zawierającego szczegóły na temt jak wyżej. Tymczasem pozwolę sobie jedynie zasygnalizować dwa wątki w twórczości pisarza.
Primo, był on autorem dystopii zatytułowanej "The Iron Heel", w której na kanwie sowich poglądów socjalistyczno - darwinowskch - opisał amerykańską rzeczywistość, anno domini 1908. W materiale podlinkowanym znalazłem na ów temat następujący passus:
"The Iron Heel (1908) is a pioneering dystopian novel that foresees the rise of fascism, born out of capitalism's income inequality. The author's most explicitly political novel, it was a crucial precursor for George Orwell's 1984 and Sinclar Lewis's It Can't Happen Here.Given the economic hurly-burly of recent years, readers of The Iron Heel will readily grasp London's depiction of a totalitarian oligarchy that makes up "nine-tenths of one per cent" of the U. S. population, owns 70 percent of the nation's total wealth, and rules with an "Iron Heel."
Wypada podkreślić, iż diagnoza amerykańskiego społeczeństwa sprzed stu lat, jest po kryzysie anno domini 2008 nadal zaskakująco aktualna, szczególnie jeżeli chodzi o proporcje odnoszące się do liczebności "totalitarnej oligarchii" oraz stanu jej posiadania.
Po drugie, London jest autorem pamiętnika pt. "John Barleycorn" - który stanowi - prócz takich klasycznych prac w tej materii jak "Pod wulkanem" ("Under the Volcano" ) Malcolma Lowrego ( świetna rola Jacka Nicholsona w ekranizacji tej powieści) czy też "Pijaka" ("Der Trinker") Hansa Fallady - absolutną kalsykę gatunku, to jest przenikliwe, dogłębne studium alkoholizmu i alkoholika. Alkohol odgrywał w życiu Londona rolę newralgiczną. Pisarz był dipsomanem. Autor podlinkowanego tekstu tak podsumowuje ów wątek: "London became even more personal in his confessional 1913 memoir "John Barleycorn", where he recounts the heavy significance that alcohol-personified as John Barleycorn-plays in his life. London seems aware that he abuses alcohol too frequently, but he also proclaims that he will continue to drink and dial down John Barleycorn when necessary.For many, the book is a classic case study in denial, while others see it as an honest existential descent toward the pith of self-awareness. The problem with John Barleycorn for London (and the rest of us) is that he both giveth and taketh away. Drink paves the way for comradery, offers an antidote to life's monotony, and enhances the "purple passages" of exalted being. But the price is debility, dependence, and a nihilistic despondency he calls the "white logic." Remarkably unguarded and frank, London discloses how the pervasive availably of drink creates a culture of addiction."
Zaglądajmy na półkę z dziełami tego pisarza. W dzieciństwie po "Zew krwi" czy "Białego kła". W wieku dojrzalszym po dojrzalszą - i zdecydowanie bardziej pesymistyczną twórczość.
www.smiths(*)es-life-jack-london-180961200/