 |
Realność przyczyn sprawczych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-11-2010 16:05 | dajmonion (3663 punktów) | Realność przyczyn sprawczych
1 na 1 | Dawid Hume uważał, że kategorie przyczyny i skutku są tworzone w wyniku przyzwyczajenia i na podstawie zasady: skoro jedno zjawisko następuje po drugim, to widocznie pierwsze jest przyczyną a drugie skutkiem.
Z kolei Immanuel Kant pojęcie przyczyny uznał za aprioryczną formę poznania intelektualnego człowieka, tzn. za prawo myśli i nauki, które nie sposób jednak zweryfikować w sposób naukowy.
Co przemawia za realnym istnieniem przyczynowości?
1. Odrzucenie kategorii przyczynowości, o ile jest postawą konsekwentną, podważa sens nauk empiryczno-przyrodniczych. Nauki takie poszukują wyjaśnień mechanizmów kierujących funkcjonowaniem kosmosu, co zakłada istnienie realnego wpływu jednych bytów na inne.
2. Zakwestionowanie przyczynowości sprawczej w odniesieniu do człowieka podważa ideę odpowiedzialności. Jeżeli bowiem człowiek nie jest faktycznym sprawcą swoich czynów, to nie należy go ani karać ani nagradzać.
3. Skoro pewne byty nie istniały a istnieją, to albo powstały z nicości, albo same sobie dały istnienie, albo otrzymały istnienie od czynnika zewnętrznego. Nie mogą pochodzić z nicości, bo nicość jako negacja bytu nie może być przyczyną czegokolwiek; nie mogą zawdzieczać istnienia sobie, bo w tym jest sprzeczność; zatem istnienie otrzymały od czynnika zewnętrznego, który jest ich przyczyną.
4. Negatywne w tej sprawie stanowisko empirystów wynika z błędu teoriopoznawczego jakoby jedynym źródłem poznania były zmysły. Oczywiście opierając się tylko na zmysłach możemy poznać jedynie zjawiska i ich następstwo - związek przyczynowy jest dla zmysłów niedostępny. Natomiast bez trudności wykrywa go rozum w oparciu o dane zmysłowe.
5. Świadomość nam mówi, że jesteśmy sprawcami wielu czynności fizycznych i psychicznych.
Źródło: Metafizyka ogólna, ks. prof. Stanisław Kowalczyk; Metafizyka, ks. dr Gerard Dogiel. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 ollikm (2038 punktów) (zablokowany) | Że też niektórzy w XXI wieku nie umieją powiedzieć na temat przyczynowości więcej od Arystotelesa...
Obecnie nasza wiedza jest "trochę" większa. Przede wszystkim: 1) Rozróżniamy przyczyny (warunki) konieczne i wystarczające. 2) Wiemy, że mówienie o "łańcuchu przyczynowo - skutkowym" jest nadmiernym uproszczeniem. Każde wydarzenie ma wiele przyczyn i skutków. 3) Mamy poważne podstawy by przypuszczać, że dla pewnej klasy zjawisk nie istnieje przyczynowość w klasycznym rozumieniu. (dotyczy zjawisk kwantowych) 4) Rozróżniamy przyczynowość od intencjonalności.
|
|
 | | Scorp (5381 punktów) | >3) Mamy poważne podstawy by przypuszczać, że dla pewnej klasy zjawisk nie istnieje przyczynowość w klasycznym rozumieniu. (dotyczy zjawisk kwantowych)
No właśnie. Przyczynowość (i czasowość) istnieje tylko na obszarze zjawisk materialno-energetycznych. Nie istnieje poza fizyką, czyli meta-fizycznie. Do obszaru meta-fizycznego, który nie obejmuje bytu, lecz Stawanie Się, zaglądamy badając obiekty w skali Plancka i w tym obszarze nasza materialna racjonalność czuje się dziwnie. -
|
|
5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Ollikm w zasadzie temat wyczerpał, ja tylko drobiazg dorzucę: > 2. Zakwestionowanie przyczynowości sprawczej w odniesieniu do człowieka podważa ideę> odpowiedzialności. Jeżeli bowiem człowiek nie jest faktycznym sprawcą swoich czynów, to nie należy> go ani karać ani nagradzać.A co ma piernik do wiatraka? Ludzie karzą i nagradzają małe dzieci albo i zwierzęta mimo, iż "odpowiedzialności" im nie przypisują. Wiele gatunków zwierząt czyni zresztą podobnie. Do karania i nagradzania filozoficzna idea "odpowiedzialności" potrzebna nie jest, bo te zachowania biorą się z instynktownej wiedzy o warunkowaniu, ewentualnie z chęci eliminacji zagrożenia. A Kserkses to nawet morze wychłostał - i też pięknie było  .
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Ollikm w zasadzie temat wyczerpał, ja tylko drobiazg dorzucę: >>2. Zakwestionowanie przyczynowości sprawczej w odniesieniu do człowieka podważa ideę >>odpowiedzialności. Jeżeli bowiem człowiek nie jest faktycznym sprawcą swoich czynów, to nie należy >>go ani karać ani nagradzać. >A co ma piernik do wiatraka? >Ludzie karzą i nagradzają małe dzieci albo i zwierzęta mimo, iż "odpowiedzialności" im nie przypisują. Wiele gatunków zwierząt czyni zresztą podobnie.
Żeby pociagnąć do odpowiedzialności trzeba przede wszystkim wiedzieć kto jest odpowiedzialny. Gdy jest już ustalona tożsamość przystępuje się do określenie stopnia wolności autora czynu. Kowalczykowi chodziło o to, że negacja przyczyny sprawczej oznaczałaby, że albo nikt nie jest autorem czynu albo wszyscy jednakowo. Idea odpowiedzialności traciłaby więc jakikolwiek sens.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
|  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
> Żeby pociagnąć do odpowiedzialności trzeba przede wszystkim wiedzieć kto jest odpowiedzialny. Gdy jest już ustalona tożsamość przystępuje się do określenie stopnia wolności autora czynu. Kowalczykowi chodziło o to, że negacja przyczyny sprawczej oznaczałaby, że albo nikt nie jest autorem czynu albo wszyscy jednakowo. Idea odpowiedzialności traciłaby więc jakikolwiek sens.
Wiesz - dla wielu w takiej formie jak ją przedstawiasz ona jest pozbawiona wszelkiego sensu.
|
|
|  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Żeby pociagnąć do odpowiedzialności trzeba przede wszystkim...wydumać sobie najpierw abstrakcyjną ideę "odpowiedzialności", od empirycznego zjawiska "pociągania do..." (czyli nagradzania lub karania) - jak wskazywałem - całkowicie rozłączną. > Gdy jest już ustalona tożsamość przystępuje się do określenie stopnia wolności autora czynu. Kowalczykowi chodziło o to, że negacja przyczyny sprawczej oznaczałaby, że albo nikt nie jest autorem czynu albo wszyscy jednakowo.Powiedz to biblijnemu Bogu. Może raz jeszcze przemyśli koncepcje Grzechu Pierworodnego tudzież Odkupienia?  > Idea odpowiedzialności traciłaby więc jakikolwiek sens.Zgadzam się z Sylwkiem.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Zgadzam się z Sylwkiem.
Już choćby za to należy się plus.
|
|
| | |  | 1 na 1 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Zgadzam się z Sylwkiem.> Już choćby za to należy się plus.Że tak Klasykiem polecę: plus niech się plusem odciska! 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | Ja uważam, że nie jest abstrakcyjna. Gdy chce się pociągnąć do odpowiedzialności, to szuka się głównego inicjatora, czyli przyczyny sprawczej i to jak sądzę miał na myśli Kowalczyk. W odpowiedzialności ważna jest wolność, ale bez idei sprawstwa nie da się jej w ogóle pomyśleć, bo odpowiedzialny jest zawsze jakiś podmiot indywidualny albo zbiorowy.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | |  | 2 na 2 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Ja uważam, że nie jest abstrakcyjna.Przestaje być abstrakcyjna, gdy ktoś już stworzy możliwości wcielania jej w życie i z tych możliwości skorzysta  . > Gdy chce się pociągnąć do odpowiedzialności, to...najpierw trzeba się postarać o fizyczną możliwość uczynienia tego  . > szuka się głównego inicjatora, czyli przyczyny sprawczejNo, chyba, że szuka się kozła ofiarnego, który - bywa - do realizacji faktycznych celów pociągania do "odpowiedzialności" (a najważniejszym faktycznym celem jest nadanie pożądanego kształtu przyszłym zachowaniom określonych podmiotów) nadaje się lepiej niż faktyczny sprawca  . > W odpowiedzialności ważna jest wolność, ale bez idei sprawstwa nie da się jej w ogóle pomyśleć, bo odpowiedzialny jest zawsze jakiś podmiot indywidualny albo zbiorowy.Ponownie do Boga Biblii odsyłam.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Ogólnie za wątek plus, bo zmusił mnie do myślenia. Nawet jeśli to było myślenie o słabych stronach wypisanych tez.
>2. Zakwestionowanie przyczynowości sprawczej w odniesieniu do człowieka podważa ideę >odpowiedzialności. Jeżeli bowiem człowiek nie jest faktycznym sprawcą swoich czynów, to nie należy go ani karać ani nagradzać. Polemizowałbym. Jeśli młotek jest zły (luźno osadzony), to i tak go wyrzucę, mimo że to nie jest wina młotka. Analogicznie, jeśli młotek 'pasuje mi do ręki' to będą o niego dbał bardziej niż o przeciętny młotek.
>3. Skoro pewne byty nie istniały a istnieją, (...)to albo powstały z nicości.(...) Nie mogą pochodzić z nicości, bo nicość jako negacja bytu nie może być przyczyną czegokolwiek; Masz "złą" definicję nicości, bo wychodzisz od bytu, a przecież pierwotny był "niebyt obiektu". Założenie, że z nicości coś może powstać nie jest formalnie do odrzucenia. Najwyżej możesz wstawić taki aksjomat. Za to założenie, że z bytu może powstać nicość to dopiero zagwozdka.
>4. Negatywne w tej sprawie stanowisko empirystów wynika z błędu teoriopoznawczego jakoby jedynym źródłem poznania były zmysły. Możesz rozwinąć? W szczególności znaczenie słowa "źródło".
>5. Świadomość nam mówi, że jesteśmy sprawcami wielu czynności fizycznych i psychicznych. Nie mówi nam, tylko sobie samej.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >>4. Negatywne w tej sprawie stanowisko empirystów wynika z błędu teoriopoznawczego jakoby jedynym źródłem poznania były zmysły. >Możesz rozwinąć? W szczególności znaczenie słowa "źródło". Źródło to to, co stanowi początek czegoś.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Tak, tak, tylko gdzie to inne źródło od zmysłów. Nie mamy wiedzy innej niż zmysłowa. Cała narośl myślenia opiera się o fakty pochodzące ze zmysłów i ich obróbkę, lub przeczenie im.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Tak, tak, tylko gdzie to inne źródło od zmysłów. Nie mamy wiedzy innej niż zmysłowa. Cała narośl myślenia opiera się o fakty pochodzące ze zmysłów i ich obróbkę, lub przeczenie im.
Zgadzam się. Punktem wyjścia są dane zmysłowe. Pytanie tylko czy rozum jest w stanie poznać coś co nie jest zawarte w zmysłach. Kowalczyk uważa, że bazując na faktach rozum jest w stanie poznać przyczynowość, substancję, relaną różnicę między istotą a istnieniem.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Zgadzam się. Punktem wyjścia są dane zmysłowe. Więc zgadzasz się z błędnym poglądem. Symptomatyczne.
>Pytanie tylko czy rozum jest w stanie poznać coś co nie jest zawarte w zmysłach.
Myślę, że matematycy są na to chodzącym dowodem. Zresztą, teoretyczni fizycy takoż.
>Kowalczyk uważa, że bazując na faktach rozum jest w stanie poznać przyczynowość, substancję, relaną różnicę między istotą a istnieniem.
Kowalczyk to jednak myśliciel bardzo pośledniego sortu. Dziwię się, że cytujesz człowieka cytującego Kanta, zamiast zacytować i dyskutować o samym Kancie i następcach choć trochę zbliżonego formatu.
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Zgadzam się. Punktem wyjścia są dane zmysłowe. >Więc zgadzasz się z błędnym poglądem. Symptomatyczne. Jaki jest zatem prawidłowy?
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Jaki jest zatem prawidłowy?
Że całkiem sporo wiedzy o świecie ma postać antycypacji/abstrakcji wykraczającej daleko poza doświadczenie?
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Jaki jest zatem prawidłowy? >Że całkiem sporo wiedzy o świecie ma postać antycypacji/abstrakcji wykraczającej daleko poza doświadczenie? Ja pytałem o to jaki jest prawidłowy punkt wyjścia. Ty zdaje się chcesz mi zwrócić uwagę na to, że wiedza wykracza poza doswiadczenie. Ja o tym wiem, tym niemniej ta wiedza zaczyna się od danych zmysłowych. Skrajni empiryści uważają, że wiedza powinna się zamykać w doświadczeniu i na tej podstawie kwestionują terminy teoretyczne w nauce jak np atom. Spokojnie, ja do nich nie należę. Kowalczyk też nie.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Ja pytałem o to jaki jest prawidłowy punkt wyjścia. Ty zdaje się chcesz mi zwrócić uwagę na to, że wiedza wykracza poza doswiadczenie. Ja o tym wiem, tym niemniej ta wiedza zaczyna się od danych zmysłowych.
Nie sądzę. Einstein zaczynał od problemów teoretycznych. A widział, czuł, wąchał dokładnie to samo co wszyscy.
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Ja pytałem o to jaki jest prawidłowy punkt wyjścia. Ty zdaje się chcesz mi zwrócić uwagę na to, że wiedza wykracza poza doswiadczenie. Ja o tym wiem, tym niemniej ta wiedza zaczyna się od danych zmysłowych. >Nie sądzę. Einstein zaczynał od problemów teoretycznych. A widział, czuł, wąchał dokładnie to samo co wszyscy. Jakie alternatywne do zmysłów źródło mają problemy teoretyczne?
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Czy przyczynowość nie jest innym sformułowaniem na zmienność odczuć zmysłowych i charakterystyczne powiązanie tej zmienności? Przykładem takiego charakterystycznego powiązania jest przejście od uczucia gorąca do bólu. Nasze receptory temperatury mają górną granicę zakresu około 55 stopni Celsjusza. Zanim zostaje ona osiągnięta włączają się z powodu temperatury receptory bólu. Sytuacja wzrastania temperatury powyżej pewnych granic prowadzi do bólu - co nam wyłuskuje mózg a podstawie zmysłów i ze zmysłów.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Tak, tak, tylko gdzie to inne źródło od zmysłów.
W głowie, to chyba oczywiste.
>Nie mamy wiedzy innej niż zmysłowa.
Oj mamy, nikt nigdy nie widział okręgu na oczy, a jednak nie wątpimy, że istnieją.
>Cała narośl myślenia opiera się o fakty pochodzące ze zmysłów i ich obróbkę, lub przeczenie im.
Ze zmysłów pochodzą wrażenia. Zaś "obróbka" to tworzenie zupełnie nowych rzeczy, wcale w zmysłach nie zawartych.
>Pozdrawiam
Tez.
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Tak, tak, tylko gdzie to inne źródło od zmysłów. >W głowie, to chyba oczywiste. Zostałem zaskoczony - być może się nie rozumiemy - chodzi mi o źródło. Sugerujesz, że neurony dają coś "od siebie".
>>Nie mamy wiedzy innej niż zmysłowa. >Oj mamy, nikt nigdy nie widział okręgu na oczy, a jednak nie wątpimy, że istnieją. Wątpimy.
>>Cała narośl myślenia opiera się o fakty pochodzące ze zmysłów i ich obróbkę, lub przeczenie im. >Ze zmysłów pochodzą wrażenia. Zaś "obróbka" to tworzenie zupełnie nowych rzeczy, wcale w zmysłach nie zawartych. No i to jest ta teza, przy której się nie zgadzamy. Ja twierdzę, że obróbka oznacza, że wydobywamy rzecz zawartą. Że zmysły dostarczają nam cegiełek, z których zbudowana jest cała reszta.
Jako argument podaje percepcje kolorów. Idąc za "Fizjologią zwierząt", wiemy, że kodowanie kolorów odbywa się w oku - sprzężenie między elementem światłoczułym dziennym (zawierającym barwnik wzrokowy jodopsynę), a komórkami nerwowymi siatkówki powoduje powstanie sygnałów swoistych dla danego koloru. Mózg proceduje nad "gotowymi" kolorami.
Swoje receptory ma ból, ciepło (dwa różne), czucie dotyku (wiele różnych), smak i węch należą do grupy chemoreceptorów, których rodzajów jest mnóstwo w naszym ciele; mamy receptory ciśnienia, objętościowe. Czerń, biel i szarość produkuje nasz drugi zestaw zmysłu wzroku. Do układu ruchu mamy jeszcze inne receptory. Mózg wszystko, co do niego dochodzi przetwarza, a zasadniczo pracuje na okrągło (z różną intensywnością tylko). Nie wydaje mi się, by dawał "coś od siebie".
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > >>Tak, tak, tylko gdzie to inne źródło od zmysłów.> >W głowie, to chyba oczywiste.> Zostałem zaskoczony - być może się nie rozumiemy - chodzi mi o źródło. Sugerujesz, że neurony dają coś "od siebie".Oczywiście, że tak. Pomijając już wszytko inne - mózg to twór ewolucji, który w rozwoju zarodkowym nie funkcjonuje jak "biała karta". Instynkty są najbardziej trywialnym przykładem dyspozycji i oczekiwań, które pochodzą "z wnętrza" danego zwierzęcia a w żaden sposób nie zostały "przyjęte przez zmysły". > Wątpimy.Doprawdy? Przecież cała geometria posługuje się okręgami, kwadratami i nnymi takimi. Gdy mierzymy działkę, to możliwe jest dzieki temu, że fizyczne przedmioty w ograniczonym stopniu przypominają przedmioty pomyślane/abstrakcyjne. > No i to jest ta teza, przy której się nie zgadzamy. Ja twierdzę, że obróbka oznacza, że wydobywamy rzecz zawartą. Że zmysły dostarczają nam cegiełek, z których zbudowana jest cała reszta.Nie. Zmysły dostarczają rudymentów. Sygnałów. Warunków początkowych. To aparat kognitywny zwierzęcia w oparciu o "teorii" ucieleśnione w strukturach mózgu i schematach przetwarzania tych danych rekonstruuje obraz świata, który zawiera więcej niż wniosły zmysły. Szczególnie wyraźnie widać to u ludzi, u których wiedza o świecie bywa wydestylowana z fizycznego nośnika do postaci abstrakcyjnej, zobiektywizowanej i zapisanej w języku. Teorie naukowe to klasyczny przykład wiedzy o świecie daleko wykraczającej poza doświadczenie. Właściwie każdą teoria jest uniwersalna, to znaczy, mówi że coś zachodzi zawsze gdy nastąpią określone warunki - coś takiego siłą rzeczy nie może być "przyjęte" przez zmysły, bo zmysły mogą zaobserwować kolejne przypadki. Obrazowo mówiąc, żeby nie być w polu abstrakcji. Gdy zwierzę uczy się unikać jaskrawo ubarwionych innych zwierząt to prawdopodobnie wykształca zachowanie ucieleśniające zasadę "jaskrawe zwierzęta są jadowite". Ale przecież ta zasada jest uniwersalna - dotyczy nie tylko już spotkanych zwierząt, ale tych co ewentualnie zostaną napotkane w przyszłości. Nie sądzisz chyba, że to "zmysłowe dane" o poprzednich spotkaniach mogą doprowadzić do wykształcenia takiego zachowania? To mózg zwierzęcia sam z siebie musi wprowadzić regułę, która na podstawie skończonej liczby doświadczeń pozwala budować uniwersalne wzorce zachowań. Podobny mechanizm obowiązuje w poznaniu abstrakcyjnym i pojęciowym - tu wyjątkowo łatwo dostrzec logiczną strukturę takich działań. Gdy kreujemy jakąś teorię, to nie "wywodzimy" jej z doświadczenia - zamiast tego tworzymy jakieś hipotezy o uniwersalnych zależnościach. Zmysły pozwalają co najwyżej później "kontrolować" poprawność tych teorii, ale skończona liczba informacji pochodzących ze zmysłów nigdy nie dowiedzie prawdziwości tych teorii. Dawszy ten wykład zauważę, ze tak naprawdę piszę truizmy, a tego rodzaju empiryzm jaki zaprezentowałeś umarł ostatecznie w czasach Hume'a. > Jako argument podaje percepcje kolorów. Idąc za "Fizjologią zwierząt", wiemy, że kodowanie kolorów odbywa się w oku - sprzężenie między elementem światłoczułym dziennym (zawierającym barwnik wzrokowy jodopsynę), a komórkami nerwowymi siatkówki powoduje powstanie sygnałów swoistych dla danego koloru. Mózg proceduje nad "gotowymi" kolorami.Zasadniczo nie, bo akurat procesy które opisujesz są de facto dopiero tworzeniem wrażeń zmysłowych. Oczywiście tu już wchodzimy na teren teorii umysłu, więc paradoksalnie im bardziej w tym kierunku się zagłębimy, tym bardziej niejasna będzie nasza sytuacja. > Mózg wszystko, co do niego dochodzi przetwarza, a zasadniczo pracuje na okrągło (z różną intensywnością tylko). Nie wydaje mi się, by dawał "coś od siebie".No tak. Tylko "zmysły" to ciąg względnie prostych pobudzeń. Jeśli sądzisz, ze w nich "zawarty" jest trójwymiarowy świat działający zgodnie z przyczynowością, składający się z rzeczy i procesów, etc.. - masz dość osobliwy pogląd na rzeczywistość. > PozdrawiamRównież. PS, jeśli angielski nie stanowi problemu - polecam: plato.stanford.edu/entries/rationalism-empiricism/
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Zostałem zaskoczony - być może się nie rozumiemy - chodzi mi o źródło. Sugerujesz, że neurony dają coś "od siebie". >Oczywiście, że tak. Pomijając już wszytko inne - mózg to twór ewolucji, który w rozwoju zarodkowym nie funkcjonuje jak "biała karta". Instynkty są najbardziej trywialnym przykładem dyspozycji i oczekiwań, które pochodzą "z wnętrza" danego zwierzęcia a w żaden sposób nie zostały "przyjęte przez zmysły". Rozdzielmy kwestie: 1. Działanie mózgu podczas ciąży - tu jest niedobór mojej wiedzy - rzecz do sprawdzenia na terenie biologii lub neurologii. 2. "Biała karta" plus instynkty - istnieje ogromna diametralna różnica między SAMOISTNĄ informacją w systemie a określoną konstrukcją systemu, która sprawia, że informacja z zewnątrz systemu (ale może być z wewnątrz ciała, byle nie z układu nerwowego rozpatrywanego jako system przetwarzający) przetwarzana jest w określony sposób. Oczywiście teoretycznie możliwe jest jedno i drugie, i oba na raz. Pozostaje pytanie, która opcja zachodzi. Chwytam się opcji, że mózg został tak ukształtowany przez ewolucję, by patrzeć w określony sposób na świat zmysłami (przynajmniej na początku [i nie do końca, przykład: oko daje obraz odwrócony, czego po urodzeniu nie jesteśmy świadomi i czego musimy się uczyć metodą prób i błędów]). Nie oznacza to, że są tam jakieś informacje. Za to, gdy zmysły zaczną funkcjonować, bodźce będą odpowiednio przetwarzane.
Jakby były takie samoistne informacje (niesione przez geny na przykład, lub bezpośrednio od matki) to byłbym strasznie ciekaw, jakie one są.
>>No i to jest ta teza, przy której się nie zgadzamy. Ja twierdzę, że obróbka oznacza, że wydobywamy rzecz zawartą. Że zmysły dostarczają nam cegiełek, z których zbudowana jest cała reszta. >Nie. Zmysły dostarczają rudymentów. Sygnałów. Warunków początkowych. To aparat kognitywny zwierzęcia w oparciu o "teorie" ucieleśnione w strukturach mózgu i schematach przetwarzania tych danych rekonstruuje obraz świata, który zawiera więcej niż wniosły zmysły. Sugerujesz, że ślepiec może wyobrazić sobie kolory. Akurat tu jest punkt dla mnie - nie może. Ale pewnie chodzi Ci o inną cechę oddzieloną od zmysłów. Czy możesz ją nazwać na konkretnym przykładzie? Tak naprawdę rzecz idzie o ustalenie, co podpada pod zmysły, a co poza nie.
>Szczególnie wyraźnie widać to u ludzi, u których wiedza o świecie bywa wydestylowana z fizycznego nośnika do postaci abstrakcyjnej, zobiektywizowanej i zapisanej w języku. Nie widać. Ludzie, którzy nie przeżyli uniesień miłosnych nie są w stanie czytać poematów miłosnych z odpowiednim uczuciem. Chyba, że znajdą nauczyciela, który spośród wielu opcji ich deklamacji wiersza nazwie tą najbardziej go przekonującą, jako 'z odpowiednim uczuciem'. Ale to jest teatr, nie jest prawdziwe dla aktora (dla widza może być prawdziwe). >Teorie naukowe to klasyczny przykład wiedzy o świecie daleko wykraczającej poza doświadczenie. Nie. Po prostu przyjmując w założeniu, że uproszczony matematyczny lub opisowy model zjawiska odpowiada samemu zjawisku, badamy właściwości modelu. Używamy doświadczenia, ale na innym polu.
> To mózg zwierzęcia sam z siebie musi wprowadzić regułę, która na podstawie skończonej liczby doświadczeń pozwala budować uniwersalne wzorce zachowań. No właśnie pytanie, czy sam z siebie, czy ze zmysłów. Pytanie, czy moc sprawcza wyprowadzania reguły bierze się z przedprogramowanego mechanizmu (lub nawet, czy nabywamy ten mechanizm w trakcie życia niezależnie od zmysłów lub słabo/silnie z nimi skorelowany) czy też zmysły warunkują nam rozwój mózgu na zasadzie bezmyślnego sprzężenia typu: części układu nerwowego intensywnie używane rozwijamy proporcjonalnie do intensywności dając tam nowe neurony.
>Dawszy ten wykład zauważę, ze tak naprawdę piszę truizmy, a tego rodzaju empiryzm jaki zaprezentowałeś umarł ostatecznie w czasach Hume'a. Być może przedwcześnie mnie zaklasyfikowałeś.
>>Jako argument podaje percepcje kolorów. Idąc za "Fizjologią zwierząt", wiemy, że kodowanie kolorów odbywa się w oku - sprzężenie między elementem światłoczułym dziennym (zawierającym barwnik wzrokowy jodopsynę), a komórkami nerwowymi siatkówki powoduje powstanie sygnałów swoistych dla danego koloru. Mózg proceduje nad "gotowymi" kolorami. >Zasadniczo nie, bo akurat procesy które opisujesz są de facto dopiero tworzeniem wrażeń zmysłowych. Mózg nie tworzy 'sam z siebie' żadnych dodatkowych kolorów prócz tych z oka. Nie wychodzi więc poza doświadczenie.
>Oczywiście tu już wchodzimy na teren teorii umysłu, więc paradoksalnie im bardziej w tym kierunku się zagłębimy, tym bardziej niejasna będzie nasza sytuacja. Skoro rozmawiamy o zmysłach będziemy musieli przyglądać się wrażeniom. Osobiście myślałem, że zaatakujesz mnie 'wrażeniem przyjemności' jako zagwozdką, bo nie pochodzącym od zmysłów.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Sugerujesz, że ślepiec może wyobrazić sobie kolory. Akurat tu jest punkt dla mnie - nie może.
Tracisz ten punkt: potrafię wyobrazić sobie nadfiolet bliski, daleki, próżniowy...
|
|
| | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >> Sugerujesz, że ślepiec może wyobrazić sobie kolory. Akurat tu jest punkt dla mnie - nie może. >Tracisz ten punkt: potrafię wyobrazić sobie nadfiolet bliski, daleki, próżniowy... Możesz użyć słów do opisu nowego koloru, ale nie wyobrazić sobie nowego koloru.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Możesz użyć słów do opisu nowego koloru, ale nie wyobrazić sobie nowego koloru.
Tylko dlatego, że nie ma odpowiednich struktur w mózgu. Ale struktury dla zwykłych kolorów są co najwyżej stymulowane przez napływ informacji z oka. Ich budowa nie jest jednak "determinowana" przez napływ tych informacji - raczej przez informację genetyczną. Ostatecznie, małpa, choćby jej pokazywać dokładnie to co małemu człowiekowi, nie wykształci ludzkiego umysłu, a ni ludzkiej wiedzy - jej mózg nie posiada wbudowanych, apriorycznych właściwości.
Mało tego. Nie trudno sobie wyobrazić, ze gdybyśmy mogli wszczepić ślepcowi odpowiedni fragment mózgu "zdrowego człowieka" zaczął by on widzieć.
|
|
| | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Tu przechodzimy do: 1. procesu uczenia się - przebiega on tak samo u małp i u człowieka, i u ośmiornicy; 2. genetycznych uwarunkowań w budowie mózgu - pytanie czy one są "kształtem białej karty" czy mamy je traktować jako "dodatkową informację w systemie"?
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Możesz użyć słów do opisu nowego koloru, ale nie wyobrazić sobie nowego koloru. Różnice w wyposażeniu w narzędzia zmysłowe są przekraczalne. Dzięki abstrakcyjnemu językowi wrażenie mogą być tłumaczalne na inne. Weźmy np. wykres natężenia światła w funkcji częstotliwości. Jeśli ograniczymy go do przedziału optycznego (a wartości podamy jako logarytmy natężenia w zakresie czułości oka) i 'mocno' narysujemy, to można będzie dotykać kształtu wykresów i, przypisując im nazwy, odbierać barwy bez oczu. Pewnie można też transponować wykres na dźwięki czy akordy i kolory usłyszeć. Takie modelowanie 'obrazów zmysłowych' nie rozstrzyga o realności wrażeń czy wrodzonych wzorców za/przed nimi stających, sugeruje istnienie co najmniej trzeciej realności - nazw czyli języka. Jak bardzo postrzeganie zależy od kultury językowej pokasuje przykład plemion, które np. większość odcieni zieleni i brązu identyfikują pod pojęciem .. "barwy leśnej" lub ludów pojmujących czas jako cykliczny a nie linearny. [W powyższym kontekście przyczynowość wydaje się bardziej pojęciem umownym niż uniwersalną kategorią poznania.]
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie rozumiem, jak się to ma do moich wypowiedzi.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Ja twierdzę, że obróbka oznacza, że wydobywamy rzecz zawartą. Że zmysły dostarczają nam cegiełek, z których zbudowana jest cała reszta. Wątpię, by poznawane rzeczy były tylko przez zmysły odkrywane, jako wcześniej poza podmiotami, niejako obiektywnie, "zawarte". Konieczna jest 'szufladka' w umyśle, do której zjawisko, będące (jak w innym miejscu piszesz) "zmiennością wrażeń zmysłowych" może 'wpaść' stając się 'nazywalnym pakietem'. Przy okazji polemizuję też z myślą Kanta przedstawianą przez Sylwka, jakoby kategorie poznawcze miały charakter fundamentalny - wg mnie, umowny - innymi słowy "cegiełki" ani nie 'są dane' z przyrody przez zmysły, ani nie 'leżą' arbitralnie w umyśle lecz są 'wytwarzane' kulturowo.
[Jeśli piszę nie dość skrótowo, to przez inspirujące sformułowania wyrażane w tym wątku także przez Ciebie - dzięki.]
|
|
| | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Ja twierdzę, że obróbka oznacza, że wydobywamy rzecz zawartą. Że zmysły dostarczają nam cegiełek, z których zbudowana jest cała reszta. >Wątpię, by poznawane rzeczy były tylko przez zmysły odkrywane, jako wcześniej poza podmiotami, niejako obiektywnie, "zawarte". Konieczna jest 'szufladka' w umyśle, do której zjawisko, będące (jak w innym miejscu piszesz) "zmiennością wrażeń zmysłowych" może 'wpaść' stając się 'nazywalnym pakietem'. Całkowicie się nie zgadzam ze słowami "w umyśle" - bo umysł jest słabo definiowalny względem tego, co odczuwają receptory zmysłów. Jeśli byłoby "w mózgu" szedłbym dalej. Z tym, że mózg odbiera wszystko, a świadomość już nie.
> Przy okazji polemizuję też z myślą Kanta przedstawianą przez Sylwka, jakoby kategorie poznawcze miały charakter fundamentalny - wg mnie, umowny - innymi słowy "cegiełki" ani nie 'są dane' z przyrody przez zmysły, ani nie 'leżą' arbitralnie w umyśle lecz są 'wytwarzane' kulturowo. Twoje podejście nie daje się utrzymać. Jak by nie nazywać bólu, nie da się odkręcić jego znaczenia. Niemniej kultura działa w ten sposób, że nowe pojęcia/kategorie testuje pod względem użyteczności, stąd połączenie do zmysłów i umysłu. Niemniej nawet umysł odpada, bo istnienie fizyki kwantowej dowodzi, że ostatecznym arbitrem są zmysły.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >> Sugerujesz, że ślepiec może wyobrazić sobie kolory. Akurat tu jest punkt dla mnie - nie może. >Tracisz ten punkt: potrafię wyobrazić sobie nadfiolet bliski, daleki, próżniowy... Podczerwień 'widzę' skórą -- odczuwam ciepło. O nadfiolecie przekonuję się po zabarwieniu skóry. Nazywanie tego wyobrażeniem to przesada; no, chyba w poezji.
|
|
| | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie widzisz podczerwieni - receptory temperatury działają relatywnie - rejestrują zmiany temperatury, a nie samą temperaturę. Oko rejestruje jasność i długość fali świetlnej w pewnym zakresie w sposób absolutny.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >receptory temperatury działają relatywnie - rejestrują zmiany temperatury, a nie samą temperaturę.
Czyli jak będę smażyć się w stałej temperaturze, to tego nie zarejestruję?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>receptory temperatury działają relatywnie - rejestrują zmiany temperatury, a nie samą temperaturę. >Czyli jak będę smażyć się w stałej temperaturze, to tego nie zarejestruję? Przez receptory temperatury tego nie zarejestrujesz. Zresztą receptory temperatury rejestrują zmiany temperatury tylko do 55 stopni Celsjusza, więc możesz śmiało się smażyć. Problemem może być etap przejściowy, gdy od temperatury pokojowej przechodzisz do temperatury smażenia, szczególnie, że mamy receptory temperatury głębiej i bardziej przy powierzchni w skórze, więc nie jest tak łatwo szybko do nich dotrzeć (te głębiej "chłodzone" krwią w przypadku smażenia).
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Problemem może być etap przejściowy, gdy od temperatury pokojowej przechodzisz do temperatury smażenia...
No, to już czegoś dowiedziałem się na temat klimatu w piekle: faza przejściowa lub skoki między temperaturą pokojową a temperaturą grilowania.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Oficjalnie w Piekle się smaży bez skoków temperatury w dół do temperatury pokojowej. Religie i kościoły nie nadążają za nowinkami naukowymi i stąd niezaktualizowane i bezsensowne wizje Piekła.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | Sceptymucho, czy to ty przenosisz moje wypowiedzi do oślej ławki? Jeśli tak, to chciałbym Ci coś pokazać. Oto wypowiedź Sylwka z innego wątku, której nie przenieśliście do oślej ławki: JA >Mózg jest kompletnie uformowany w 12 tygodniu. www.noworodek.pl/index.php?ms=3&art=39
SYLWEK: Przepraszam, ale ty chyba na głowę upadłeś.
Albo inaczej - Ziemia ma kilka tysięcy lat: www.creationism.org.pl/
EDIT: nie wiem czy ty zdajesz sobie, jak BAAAAAAARDZO się ośmieszyłeś i zdyskredytowałeś jako
poważny rozmówca oferujący coś więcej niż pro-lajfowski bełkot i trolling. Że zacytuje z tego
"źródła":
"Struny głosowe są wykształcone, i zdarza się, że dziecko czasami cichutko płacze." Nazwano mnie trolem, mimo, że link na który się powołałem jest pod patronatem krakowskiego szpitala. Można to łatwo sprawdzić. Tego typu obraźliwych wypowiedzi jest więcej, nie chce mi się ich teraz wszystkich przytaczać. A teraz moja wypowiedź, którą przenieśliście: To pokazuje ile warte są te plusy i wiele minusów przypuszczam też. Uważam, że bardzo źle się stało, ze dano tu taką zabawkę do ręki, bo w ten sposób tylko hermetyzuje się środowisko i niebezpiecznie rośnie pewność siebie.Nawet jeśli jest to dygresja i wypowiedź nieco konfrontacyjna, to nie pozbawiona pewnej słuszności (punkty należy przyznawać za racje merytoryczne a nie za samo zgadzanie się) i nikogo nie obrażająca. Cieszy mnie ogromnie ta gorliwość w doszukiwaniu się wszelkich uchybień w moich wypowiedziach , ale to, że pozwalacie, aby inni mnie mieszali z błotem jest żenujące.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
|  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie ja je przenoszę. Ale rzeczywiście, w kontekście dyskusji zdanie: Mózg jest kompletnie uformowany w 12 tygodniu. Z jakim linkiem by nie było nadaje się do Oślej Ławki. Zastanów się, co Ty piszesz - kompletnie, znaczy, że już się nie będzie formować! Chodzi o kontekst i nieuczciwe intelektualnie wyrywanie z niego zdań.
Jeśli masz problem z decyzjami moderatorów pisz maila do kolegium. To jest droga, jaką powinieneś iść.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Nie ja je przenoszę. >Ale rzeczywiście, w kontekście dyskusji zdanie: Mózg jest kompletnie uformowany w 12 tygodniu. >Z jakim linkiem by nie było nadaje się do Oślej Ławki. Zastanów się, co Ty piszesz - kompletnie, znaczy, że już się nie będzie formować! Do oślej ławki nie została przeniesiona wypowiedź z tamtego wątku tylko całkiem niewinna z tego wątku. Poza tym formowanie można rozumieć szeroko, a wówczas mózg formuje się nawet po urodzeniu. Możliwe, że autorzy artykułu rozumieli to wąsko. W każdym bądź razie źródło jest wiarygodne. Jeżeli jest inaczej to już nie moja wina. Generalnie chodzi o to, że tamta wypowiedź, która jest ewidentnie obraźliwa nie została przeniesiona. Moderatorzy powinni dbać przede wszystkim o to, czy dyskutanci odnoszą się do siebie z szacunkiem, a dopiero potem o resztę. Któryś z moderatorów jest do mnie ewidentnie uprzedzony. Może przerasta go/ją ta rola.
Niby mogę kasować posty w swoim wątku, ale przenieść do oślej ławki nie mogę, to nie to samo.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | |  | 4 na 4 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Musisz zrozumieć dwie rzeczy:
1. Masz problem z moderacją dotyczącą przenoszenia swoich postów - przemyśliwujesz dokładnie, o co Ci chodzi i uderzasz drogą oficjalną (mailową).
2. Masz problem z użytkownikiem odpowiadającym w nieodpowiedni sposób na Twoje posty - zgłaszasz posty (masz zdaje się pod postem przycisk).
Jeśli mogę Ci coś poradzić, to najlepszą opcją jest ukrycie wypowiedzi osoby z którą nie możesz dojść do porozumienia. Szczególnie, jeśli, jak w przytoczonej wypowiedzi, porusza się po bandzie, ale zasadniczo nie atakuje wprost.
I najważniejsze, uśmiechać się częściej. Rozładowywać niepotrzebne napięcie w dyskusji odrobiną humoru.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| setarkos (10757 punktów) | > .. pojęcie przyczyny uznał za aprioryczną formę poznania intelektualnego człowieka Zapewne miał na myśli ludzką umiejętność powodowania zamierzonych skutków. >Co przemawia za realnym istnieniem przyczynowości? Chyba skuteczność instrukcji obsługi - np. co zrobić by rozpalić ognisko - ileż było prób dających dym bez ognia(!) zanim przekroczono temperaturę zapłonu..
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | >Zapewne miał na myśli ludzką umiejętność powodowania zamierzonych skutków.
Wcale nie.
|
|
|  | | setarkos (10757 punktów) | A o jaką aprioryczną formę ludzkiego poznania chodziło mu w kwestii przyczynowości?
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >A o jaką aprioryczną formę ludzkiego poznania chodziło mu w kwestii przyczynowości?
Przyczynowość jako taka jest czymś co do poznania świata wnosi umysł - w tym znaczeniu, że świat naoczny jest co najwyżej sekwencją zdarzeń, z której, jak właśnie Hume zauważył, nie sposób (w sensie logicznym) w żaden sposób wywieść związków przyczynowo skutkowych. Hume dostarczył "wyjaśnienia" psychologicznego - przyzwyczajamy się oczekiwać pewnych zdarzeń po innych. Kant zaproponował wyjaśnienie epistemologiczne - "przyczynowość" to narzucana poznaniu przez umysł forma organizacji relacji między stanami świata. Warto pamiętać o przyczynach dla których Kant odrzucił pseudowyjasnienie Hume'a - były nimi odkrycia nowoczesnej fizyki Newtonowskiej. Wydawało mu się nieracjonalnym, by świat w którym nie ma przyczynowości mógł się "stosować" do tak precyzyjnych teorii.
Posiłkując się zmianami wprowadzonymi przez odkrycia Einsteina Popper wprowadził coś co można by nazwać "hipotetycznym kantyzmem" - teorię, zgodnie z którą, takie rzeczy jak przyczynowość, czy szerzej - każda uniwersalna teoria o świecie są konstruktami o charakterze hipotez, które później można falsyfikować na bazie doświadczenia. Dało to początek całej tek ekscytującej gałęzi filozofii związanej z nauką, jaka rozwinęła się w XX wieku.
|
|
| | |  | | setarkos (10757 punktów) | Dzięki za zgrabną i rozbudowaną odpowiedź, choć dotyczy zastosowań umysłowego 'szablonu' do opisu świata, podczas gdy mi chodziło o cechy ludzkiego sposobu myślenia. > .. "przyczynowość" to narzucana poznaniu przez umysł forma organizacji relacji między stanami świata. Skąd mianowicie bierze się "narzucanie" przez umysł form organizacji relacji, jeśli nie z nawyków rozumu do wcześniejszych działań celowo sprawczych? Jeśli Kant o tym nie pisał, to może też nie myślał skąd w człowieku wzorce przyczynowości (a powinien był). > Warto pamiętać o przyczynach dla których Kant odrzucił pseudowyjaśnienie Hume'a - były nimi odkrycia nowoczesnej fizyki Newtonowskiej. Wydawało mu się nieracjonalnym, by świat w którym nie ma przyczynowości mógł się "stosować" do tak precyzyjnych teorii. To trochę dziwne ze strony Kanta, że dopatrywał się przyczynowości poza umysłem, skoro twierdził, że sami narzucamy światu formy. Podobno Newton odżegnywał się od pytań o przyczyny mówiąc: "Nie tłumaczę 'dlaczego', lecz tylko 'w jaki sposób'". Wg Feynmana jest zupełnie bez znaczenia czy grawitację nazwiemy anielskimi skrzydłami czy seksapilem - z naukowego punktu widzenia istotne są tylko zależności liczbowe.
Pytanie o źródła specyficznie ludzkiego widzenia świata, dopatrującego się wszędzie przyczyn (albo nawet bezrozumnej schopenhauerowskiej woli) pozostaje chyba otwarte..
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Skąd mianowicie bierze się "narzucanie" przez umysł form organizacji relacji, jeśli nie z nawyków rozumu do wcześniejszych działań celowo sprawczych?
Po prostu jest. Ja przynajmniej nie znam przyczyny dla której same formy poznania umysłu są jakie są. Zresztą - tu pojawia się kwestia problemu Kanta z "rzeczami samymi w sobie" - sugerował on, jakoby one z kolei były przyczynami przedstawień. Schopenhauer zaś zwracał uwagę, że tkwi w tym błąd - bo skoro rzeczy same w sobie istnieją poza doświadczeniem, nie mogą z niczym wchodzić w relacje przyczynowosci, która przynalezy jedynie do zapośredniczonego przez umysł świata doświadczenia właśnie.
Inna rzecz, że nie wiem też (nie rozumiem - na jedno wychodzi) jak Schopenhauer tłumaczył genezę czy też wyjaśniał dlaczego formy poznania są takie a nie inne. Odnoszę wrażenie, choć jak powiedziałem, wciąż nie dośc rozumiem te zagadnienia, że problematyka ta miałaby inne rozwiazanie, gdyby uwzględnic koncepcję ewolucji - cos takiego właśnie zapoczątkowal Popper, w jego ujęciu ewolucja wiedzy naukowej to kontynuacja darwinowskiej ewolucji aparatu poznawczego zwierząt. Zmysły to "hipotezy", których celem jest możliwe adekwatne odwzorowywanie świata otaczającego zwierzę. Adekwatność zmysłów jest "testowana" w trakcie walki o byt - w nauce odbywa się walka idei w której różne teorie porównywane są pod względem zdolności antycypacji stanów świata przy założeniu jakiś tam określonych warunków początkowych. Jednakże, wymaga to odrzucenia zastrzeżenia Schopenhauera (i być moze Kanta, choć wygląda, że ona sam nie do końca posiadal tu jasność) zgodnie z którym nie wolno przypisywac rzeczy samej w sobie własności, akie powstają jedynie, gdy włączymy moce poznawcze umysłu.
Co znaczy też - że w filozofii nauki de facto odżył stary problem filozoficzny - zapoczątkowany w tradycji empiryzmu (nieudaną) próbą rozróżnienia własności pierwotnych i wtórnych i przyczynowości właśnie (choć akurat wyjaśnienie przyczynowości popperyzm oferuje wyjątkowo udatne). > Jeśli Kant o tym nie pisał, to może też nie myślał skąd w człowieku wzorce przyczynowości (a powinien był).
I tak, i nie. "Skąd" zakłada przyczynowość, racje. Ale te, jako pochodne apriorycznych form doświadczenia nie mogą leżec u podstaw odpowiedzi na własną genezę. Myślę, że w tej perspektywie pytanie o przyczyny/genezę takich a nie innych form poznania jest równie bezsensowne, ak pytanie o przeszłość przed powstaniem czasu.
>To trochę dziwne ze strony Kanta, że dopatrywał się przyczynowości poza umysłem, skoro twierdził, że sami narzucamy światu formy.
Nie światu. Tylko poznaniu świata. Dla Huma poznanie jest irracjonalne - przyzwyczajamy się do pewnych wzorców, ale owo przyzwyczajenie nie ma żadnego umocowania w logice, wnioskowaniu. Kant najwyraźniej widzał nie tyle sprzeczność co "niekompatybilność" między takim poglądem a zauważaną ilościową precyzją przewidywań fizyki Newtona.
>Podobno Newton odżegnywał się od pytań o przyczyny mówiąc: "Nie tłumaczę 'dlaczego', lecz tylko 'w jaki sposób'". Wg Feynmana jest zupełnie bez znaczenia czy grawitację nazwiemy anielskimi skrzydłami czy seksapilem - z naukowego punktu widzenia istotne są tylko zależności liczbowe.
To akurat bez znaczenia. Tu nie chodzi o "metafizykę" - w istocie, Kant zabił (tradycyjną) metafizykę, pokazując, że podszewka świata doświadczenia jest naszym własnym umysłem i właściwymi mu formami poznania (nawiasem mówiąc - dlatego Kant de facto stworzył osadzony w europejskiej tradycji filozoficznej odpowiednik idealizmu wlasciwego systemom filozofii buddyjskiej). Tak czy inaczej, zależności liczbowe podpadają pod Humowską krytykę empiryzmu. Jak pisałem - nie od rzeczy jest rozpatrywać kantyzm, jak odpowiedź na pozorną sprzeczność między sukcesami nauk ilościowych, a psychologiczną koncepcją przyczynowości Hume'a.
>Pytanie o źródła specyficznie ludzkiego widzenia świata, dopatrującego się wszędzie przyczyn (albo nawet bezrozumnej schopenhauerowskiej woli) pozostaje chyba otwarte..
Jasne, że tak. Jak prawie wszystkie istotne pytania w filozofii.
|
|
| | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >>> Jeśli Kant o tym nie pisał, to może też nie myślał skąd w człowieku wzorce przyczynowości (a powinien był). >I tak, i nie. "Skąd" zakłada przyczynowość, racje. Ale te, jako pochodne apriorycznych form doświadczenia nie mogą leżeć u podstaw odpowiedzi na własną genezę. Z takim podejściem trudno się zgodzić. Jeśli formy aprioryczne mają mieć porządkującą wartość poznawczą, to zasady ich funkcjonowania powinny dać się stosować także do poznającego podmiotu. Nie było chyba intencją Kanta takie wyjaśnienie procesów poznawczych, wobec którego sam zawczasu stawia się 'ponad'.. > Myślę, że w tej perspektywie pytanie o przyczyny/genezę takich a nie innych form poznania jest równie bezsensowne, jak pytanie o przeszłość przed powstaniem czasu. OK. Niej chodzi o 'przyczyny przyczyn' lecz o ew. podobieństwo między powstawaniem poznania a (wcześniejszym?) powstawaniem umysłu. Co do "czasu" (że też trafiasz akurat w najtrudniejsze pojęcia), to pewnie też stanowi on kulturową (jak piszesz w innym miejscu) "propozycję" poznawczego szablonu a nie wziął się sam z siebie. Choć fizyka stara się go definiować termodynamicznie lub jako asymetrię w rozpadzie beta, to odnoszę 'podskórne' wrażenie, że zbędne byłoby pojęcie czasu bez .. śmiertelności.
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Z takim podejściem trudno się zgodzić. Jeśli formy aprioryczne mają mieć porządkującą wartość poznawczą, to zasady ich funkcjonowania powinny dać się stosować także do poznającego podmiotu. Jako, że to podmiot jest warunkiem form poznania, "istnieje" niezależnie od nich. Zresztą, formy są rozpatrywane jako takie - po prostu są. Są transcendentalne wobec świata doświadczenia i jako takie nie podlegają przyczynowemu wyśnieniu - są jego warunkiem, nie mogą więc być w jego ramach ujęte.
>Nie było chyba intencją Kanta takie wyjaśnienie procesów poznawczych, wobec którego sam zawczasu stawia się 'ponad'.. Nie rozumiem.
>OK. Niej chodzi o 'przyczyny przyczyn' lecz o ew. podobieństwo między powstawaniem poznania a (wcześniejszym?) powstawaniem umysłu. Ale mówienie o "powstawaniu umysłu" jest w tym ujęciu bez sensu - najpierw jest umysł i formy poznania, potem jest świat przedstawiony, w którym działa przyczynowość. Przy czym "najpierw" i "potem" należy rozumieć raczej jako zależność logiczną niż czasową - czas istnieje jedynie w świecie doświadczenia konstytuowanym przez aprioryczne formy poznania.
>Co do "czasu" (że też trafiasz akurat w najtrudniejsze pojęcia), to pewnie też stanowi on kulturową (jak piszesz w innym miejscu) "propozycję" poznawczego szablonu a nie wziął się sam z siebie. Choć fizyka stara się go definiować termodynamicznie lub jako asymetrię w rozpadzie beta, to odnoszę 'podskórne' wrażenie, że zbędne byłoby pojęcie czasu bez .. śmiertelności.
Mnie akurat chodziło o coś innego. Istnieją ujęcia, w których czas "ma początek" (ściślej - czasoprzestrzeń) - pytanie o umiejscowienie w czasie zdarzeń "przed" czasem jest bez sensu. Analogicznie, pytanie o przyczyny form poznania jest bez sensu, bo to formy poznania są rusztowaniem dla świata rządzonego przyczynowością.
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >..Nauki ... poszukują wyjaśnień mechanizmów kierujących funkcjonowaniem kosmosu, co zakłada istnienie realnego wpływu jednych bytów na inne.
Taka koncepcja przyczynowości uzależniona jest od koncepcji bytu: np. nie ma większego sensu w ujęciach monistycznych. Pasuje do arystotelesowskiej koncepcji bytu, a tym samym - poprzez Tomasza z Akwinu - do metafizyki reprezentowanej przez filozofów katolickich. Co to jest byt? W naiwnej świadomości bytami są rzeczy potocznego doświadczenia (krzesła, domy, itp), ale ich bytowość (samoistność) jest dyskusyjna, nie istnieją bowiem poza kontekstem innych bytów. Np. Heidegger odrzucił samoistność bytową człowieka: jest on jedynie współistnieniem (Mitsein). To samo można powiedzieć o współbytowości wszystkiego W takim ujęciu inaczej należy spojrzeć na przyczynowość. Inaczej należałoby też ująć kwestię tzw. realnego wpływu jednych bytów na inne: jeśli mówimy wyłącznie o współistnieniu, to znika też problem wpływu, bo są one raczej jednością i kontynuacją procesu.
>2. Zakwestionowanie przyczynowości sprawczej w odniesieniu do człowieka podważa ideę odpowiedzialności. Jeżeli bowiem człowiek nie jest faktycznym sprawcą swoich czynów, to nie należy go ani karać ani nagradzać.
Rozumuje się tu na wspak: aby zachować koncepcję odpowiedzialności (uwikłaną w różne konteksty, np. polityczne), dorabia się jej gębę w postaci koncepcji przyczynowości sprawczej. Nie ma mowy o żadnej odpowiedzialności, a jedynie o współodpowiedzialności. Nikt nie jest samotnym, odrębnym bytem (istnieniem). Koncepcji odpowiedzialności indywidualnej towarzyszy zwykle perfekcyjny mechanizm uchylania się od współodpowiedzialności (tak na poziomie jednostkowym, jak i społecznym).
>Skoro pewne byty nie istniały a istnieją...
Nic nie istnieje jako byt, ale jedynie jako współbyt, jako element procesu zwanego kosmosem.
>opierając się tylko na zmysłach możemy poznać jedynie zjawiska i ich następstwo - związek przyczynowy jest dla zmysłów niedostępny. Natomiast bez trudności wykrywa go rozum w oparciu o dane zmysłowe.
Nie sądzę, aby trzeba było roić o ponadzmysłowym świecie (mundus intelligibilis o wyraźnie religijnej proweniencji) dostępnym jedynie rozumowi. Wystarczy ująć rozum jako zmysłowy operator porządkowania doświadczenia zmysłowego.
>Świadomość nam mówi, że jesteśmy sprawcami wielu czynności fizycznych i psychicznych.
Świadomość mówi, że jesteśmy współsprawcami w sieci zdarzeń, z nie monadycznymi sprawcami.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | Czy powiedzieć, że coś istnieje to powiedzieć za mało? Czy aby coś istniało musi być w relacji z czymś innym?
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
|  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Czy powiedzieć, że coś istnieje to powiedzieć za mało?
Tak.
>Czy aby coś istniało musi być w relacji z czymś innym?
Oczywiście. Samo stwierdzenie "istnieje" jest pozbawione treści. W istocie, wszystkie rzeczy są takie same pod względem tego atrybutu, bo nie ma takiej rzeczy, której by nie było. To naprawdę stara prawda i dziwne, że nie jest ci znana.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Samo stwierdzenie "istnieje" jest pozbawione treści. W istocie, wszystkie rzeczy są takie same pod względem tego atrybutu...
Podzielam ten pogląd.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Czy aby coś istniało musi być w relacji z czymś innym?
Dokładnie. I w tym sensie istnienie obiektów jest ze swej istoty relacyjne. Nie widzę powodów, aby gniewać się na ten fakt: wskaż obiekt poza wszelką relacją.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Czy aby coś istniało musi być w relacji z czymś innym? >Dokładnie. I w tym sensie istnienie obiektów jest ze swej istoty relacyjne. Nie widzę powodów, aby gniewać się na ten fakt: wskaż obiekt poza wszelką relacją. Istnieją obiekty w relacjach. Istnienie przekracza obie kategorie. Pisząc, że istotą istnienia jest relacyjność wtłaczasz pojęcie transcendentalne w kategorię relacji.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Istnieją obiekty w relacjach. Istnienie przekracza obie kategorie. Pisząc, że istotą istnienia
Nikt nic takiego nie napisał, a jeśli, to popełnił głupi błąd.
Relacyjność nie jest "istotą" istnienia. Ona jest istnieniem.
>pojęcie transcendentalne w kategorię relacji
Uhuhu, a co to takiego? Mówisz "wtłaczasz" tak jakbyś sam nie posługiwał się pojęciem-upiorem bez jakiejkolwiek treści.
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Relacyjność nie jest "istotą" istnienia. Ona jest istnieniem. I na tym właśnie polega zredukowanie pojęcia transcendentalnego do kategorialnego. Tymczasem istnienie przekracza kategorie, bo można powiedzieć, że istnieją obiekty w relacji.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Można powiedzieć coś, co nie ma sensu.
Zasada jest prosta - dorabianie z istnienia odrębnej własności, niezależnej od innych atrybutów jest bezpodstawne. Nie tracimy nic rezygnując zupełnie z mówienia o "istnieniu" a dbając jedynie by wyjaśniać jak rzeczy wchodzą w relacje z innymi. Z kolei, mówienie o "istnieniu" rzeczy bez wyjaśnienia jak wchodzi w relacje jest w najbardziej dosłownym sensie pozbawione treści - nic o tej rzeczy nam nie mówi.
Dlaczego zakładasz, że ktokolwiek będzie się przejmował pojęciem "kategorii" i rozważaniem "istnienia" w ich kontekście? Bierzesz jakąś teorię filozoficzną, ok. Ale nie zapominaj, że jej założenia są arbitralne i jako takie mogą być odrzucone, szczególnie gdy to wygodne. Tak jest z tym istnieniem i kategoriami. Jasne, zew pewnej optyce jest ono koniczne, ale w innej nie. Teraz, zamiast próbować zmusić innych do operowania preferowaną przez ciebie teorią - powinieneś, gdybyś był uczciwy intelektualnie, wejść na poziom rozważań na temat tego jakie teorie, metafizyki, ontologi czy epistemologie są właściwe.
Dla mnie twoje problemy są śmieszne, bo "nieredukowalność" istnienia do kategorii jest produktem określonych założeń, które ja mam gdzieś. Mnie interesuje język, znaczenie, rzeczy, oddziaływania, warunki poznania. A nie to czy słówko "istnieje" da się przypisać do "kategorii", skoro i tak niczego o świecie mi to nie powie.
Pomijam już fakt, że sensownie o kategoriach transcendentalny można mówić, gdy weźmiemy za nie czas, przestrzeń i przyczynowość - warunki relacji w świecie doświadczenia.
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Zasada jest prosta - dorabianie z istnienia odrębnej własności, niezależnej od innych atrybutów jest bezpodstawne. Niczego takiego nie robię. Już Kant komentując św. Anzelma zwrócił uwagę na fakt, że istnienie nie jest własnością. >Nie tracimy nic rezygnując zupełnie z mówienia o "istnieniu" a dbając jedynie by wyjaśniać jak rzeczy wchodzą w relacje z innymi. Tracimy świat realny. Opowiadając jedynie o tym jak rzeczy wchodzą w relacje z innymi możemy wszak opowiadać bajkę. >Z kolei, mówienie o "istnieniu" rzeczy bez wyjaśnienia jak wchodzi w relacje jest w najbardziej dosłownym sensie pozbawione treści - nic o tej rzeczy nam nie mówi. Zgadzam się, jest pozbawione treści. Na byt składa się bowiem nie tylko istnienie ale i istota, czyli treść bytu konstytuowana przez relacje wewnętrzne i zewnętrzne.
>Tak jest z tym istnieniem i kategoriami. Jasne, zew pewnej optyce jest ono koniczne, ale w innej nie. Teraz, zamiast próbować zmusić innych do operowania preferowaną przez ciebie teorią
Nikogo nie zmuszam. Każdy ma prawo pozostać przy swoim poglądzie.
>powinieneś, gdybyś był uczciwy intelektualnie, wejść na poziom rozważań na temat tego jakie teorie, metafizyki, ontologi czy epistemologie są właściwe.
Temat ciekawy, tym niemniej obecnie interesuje akutualność tomizmu.
>Mnie interesuje język, znaczenie, rzeczy, oddziaływania, warunki poznania. A nie to czy słówko "istnieje" da się przypisać do "kategorii", skoro i tak niczego o świecie mi to nie powie. No cóż każdy ma inne zainteresowania. Może wystarczyłoby jak Husserl wziąść istnienie w nawias zamiast pisać, że relacyjność jest istnieniem. Nie wierzę, ze sam rozumiesz takie stwierdzenie.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Niczego takiego nie robię. Już Kant komentując św. Anzelma zwrócił uwagę na fakt, że istnienie nie jest własnością.
Na razie się tego trzymajmy.
>Tracimy świat realny. Opowiadając jedynie o tym jak rzeczy wchodzą w relacje z innymi możemy wszak opowiadać bajkę. I tu jest wątpliwie. Oczywiście, z samym Kantem jest ten problem, na co z klei zwraca uwagę Schopenhauer, że on jakby nie bardzo rozróżniał doświadczenie zmysłowe od myślenia abstrakcyjnego.
W każdym razie. Powiedzieć, że coś "nie istnieje" to tyle co stwierdzić (skrótowo), że opis relacji w jakie wchodzi jakaś rozważana rzecz, tak naprawdę niczemu nie odpowiada. Tymczasem ty wyznajesz pogląd jakby relacje rzeczy były "wypełniane" istnieniem, z tym, że to nijak się ma do rzeczywistości.
> Zgadzam się, jest pozbawione treści. Na byt składa się bowiem nie tylko istnienie ale i istota, czyli treść bytu konstytuowana przez relacje wewnętrzne i zewnętrzne. E tam. To zupełnie sztuczne rozróżnienie, nie mające żadnego pokrycia w doświadczeniu i rzeczywistości. W najlepszym razie jest to niepotrzebna abstrakcja, która niczego nam nie mówi o świecie. Smoki nie istnieją nie dlatego, że ich istota nie jest "połączona" z istnieniem, tylko dlatego, że nic nie wchodzi w takie relacje jak te opisane przez charakterystykę smoka.
>Temat ciekawy, tym niemniej obecnie interesuje akutualność tomizmu. Właśnie nie do końca. Po prawdzie, nie sądzę, że poza mną, tobą i może jeszcze jedną czy dwiema osobami aktywnymi w dyskusji reszta niekoniecznie wie, że próbujesz operować w ramach tomizmu, czy szerzej - postarystotelesowskiego esencjalizmu. Nie wie, bo wcale o tym nie napisałeś.
> No cóż każdy ma inne zainteresowania. Może wystarczyłoby jak Husserl wziąść istnienie w nawias zamiast pisać, że relacyjność jest istnieniem. Nie wierzę, ze sam rozumiesz takie stwierdzenie. Rozumiem? Dla mnie szokujące jest, iż można się nabierać na werbalne sztuczki z istotą i istnieniem. Cokolwiek rozpatrzę o danej rzeczy "istniejącej" czy nie, to po prostu widzę zbiory relacji - zachodzące lub nie.
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Zgadzam się, jest pozbawione treści. Na byt składa się bowiem nie tylko istnienie ale i istota, czyli treść bytu konstytuowana przez relacje wewnętrzne i zewnętrzne. >E tam. To zupełnie sztuczne rozróżnienie, nie mające żadnego pokrycia w doświadczeniu i rzeczywistości. W najlepszym razie jest to niepotrzebna abstrakcja, która niczego nam nie mówi o świecie. Oto argumenty przemawiające za rzeczywistą różnicą między istotą a istnieniem: 1. O co innego pytamy pytając o istotę i o co innego pytając o istnienie i co innego oznacza określenie istoty i określenie istnienia jako odpowiedź na te pytania. 2. To, czym się rzeczy między sobą różnią, nie może być tym samym, w czym się zgadzają. Tymczasem rzeczy różnią się między sobą istotą, a zgadzają się w tym, że istnieją.
>Smoki nie istnieją nie dlatego, że ich istota nie jest "połączona" z istnieniem, tylko dlatego, że nic nie wchodzi w takie relacje jak te opisane przez charakterystykę smoka. Wybierz sobie jakiś realny obiekt i odpowiedz bez jakich relacji zewnętrznych nie istniałby.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >...wtłaczasz pojęcie transcendentalne w kategorię relacji.
Doprawdy? A może czynię z relacji pojęcie transcendentalne? Mówiąc nieco staromodnie: nic, co nie jest w relacji, nie jest bytem.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Doprawdy? A może czynię z relacji pojęcie transcendentalne? Mówiąc nieco staromodnie: nic, co nie jest w relacji, nie jest bytem.
Które to stwierdzenie byłoby lekarstwem na malignę metafizyki nawet bez wynajdywania idealizmu transcendentalnego.
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>...wtłaczasz pojęcie transcendentalne w kategorię relacji. >Doprawdy? A może czynię z relacji pojęcie transcendentalne? Mówiąc nieco staromodnie: nic, co nie jest w relacji, nie jest bytem.
Wszechświat nie powinien więc być bytem. Aby nim był musi istnieć alternatywny Wszechświat, który jest z nim w relacji. Rozumiem, gdy jest mowa, że relacje (transcendentalne lub kategorialne) konstytuują byt. Jeśli jednak relacje zewnętrzne na równi z wewnętrznymi konstytuują byt, to co z Wszechświatem?
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Wszechświat nie powinien więc być bytem. Aby nim był musi istnieć alternatywny Wszechświat, który jest z nim w relacji. Rozumiem, gdy jest mowa, że relacje (transcendentalne lub kategorialne) konstytuują byt. Jeśli jednak relacje zewnętrzne na równi z wewnętrznymi konstytuują byt, to co z Wszechświatem?
Nie przekręcaj. Mówimu o rzeczach, nie żadnym tam Bycie przez wielkie B. Nie wiem jak z Bytem, ale Wszechświat na pewno nie jest rzeczą, jeśli o to chciałbyś się spytać.
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Wszechświat nie powinien więc być bytem. Aby nim był musi istnieć alternatywny Wszechświat, który jest z nim w relacji. Rozumiem, gdy jest mowa, że relacje (transcendentalne lub kategorialne) konstytuują byt. Jeśli jednak relacje zewnętrzne na równi z wewnętrznymi konstytuują byt, to co z Wszechświatem? >Nie przekręcaj. Mówimu o rzeczach, nie żadnym tam Bycie przez wielkie B. Nie wiem jak z Bytem, ale Wszechświat na pewno nie jest rzeczą, jeśli o to chciałbyś się spytać. Jest jednak obiektem, który do istnienia potrzebuje zewnętrznej relacji zgodnie z Twoją i diogenesa teorią
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Jest jednak obiektem
Nie jest.
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Jest jednak obiektem >Nie jest. Mówimy o pewnej całości, której istnienie jest niezrozumiałe z punktu widzenia twojej teorii. W jakie relacje wchodzi Wszechświat?
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Mówimy o pewnej całości, której istnienie jest niezrozumiałe z punktu widzenia twojej teorii.
W sumie słusznie prawisz "istnienie" wszechświata jest niezrozumiałe. Było takie chyba zawsze?
No i wciąż - wszechświat to nie rzecz. Mógłbym odwrócić i zapytać cię co jest istotą wszechświata?
Czy zawiera ona w sobie esencje pozostałych rzeczy? Czy one są zawarte hierarchicznie w sobie?
Gdy zaczyna się traktować "wszechświat" jak zwykłe obiekty to bodaj na gruncie każdej teorii pojawiają się problemy.
|
|
| | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Jeżeli nic nie istnieje bez realnych relacji zewnętrznych, to pytanie o istnienie obiektu bez takich relacji byłoby pozbawione sensu, a nie jest, bo taki przedmiot nie jest przedmiotem kontradyktorycznym (wewnętrznie sprzecznym).
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > Wszechświat nie powinien więc być bytem.
Jeśli traktować go jako byt przez analogię do bytów, z jakimi mamy zwykle do czynienia.
>Aby nim był musi istnieć alternatywny Wszechświat, który jest z nim w relacji.
Jakkolwiek wiele nie pomyślałbyś wszechświatów, będą one tworzyć pewną złożoną całość: 1+1=1. Taka jest, jak sądzę, idea wszystkiego.
>Jeśli jednak relacje zewnętrzne na równi z wewnętrznymi konstytuują byt, to co z Wszechświatem?
Najpierw uporajmy się z wewnętrznością i zewnętrznością. To sprawy względne. Dla ciebie twój umysł jest czymś wewnętrznym, dla obserwatora - nie.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Zapytałeś o wskazanie obiektu bez jakiejkolwiek relacji. Równie dobrze można by zapytać o relacje bez obiektów. Istnieją bowiem obiekty w relacjach i wydaje mi się, że taki jest najsensowniejszy sposób mówienia o świecie. Relacje pomiędzy tymi samymi obiektami powstają, giną lub słabną jak w przypadku relacji przyciągania Ziemi i ciała, które się od niej oddala.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Doprawdy? A może czynię z relacji pojęcie transcendentalne? Mówiąc nieco staromodnie: nic, co nie jest w relacji, nie jest bytem.
To popełniasz błąd. Na tej samej zasadzie mógłbyś napisać, że nic, co nie jest materialne nie jest bytem i na tej podstawie dojść do wniosku, że materialność konstytuuje istnienie. Tymczasem jest sens pytać o istnienie obiektów niematerialnych. Innymi słowy relacyjność istnienia czy materialność istnienia to nieuprawnione ograniczanie pojęcia istnienia.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Na tej samej zasadzie mógłbyś napisać, że nic, co nie jest materialne nie jest bytem i na tej podstawie dojść do wniosku, że materialność konstytuuje istnienie.
Gdybym był materialistą. Materialistyczny monizm uważa takie stanowisko za normalne.
>Tymczasem jest sens pytać o istnienie obiektów niematerialnych.
By pozostać na płaszczyźnie materialistycznej: ich niematerialność jest jedynie pozorna (redukcjonizm).
>relacyjność istnienia czy materialność istnienia to nieuprawnione ograniczanie pojęcia istnienia.
Nawet (jak chce klasyczna metafizyka) uważając sądy egzystencjalne za podstawę poznania, mogę założyć, że mogą być one pierwsze jedynie w sensie ich formułowania, bowiem ogląd rzeczywistości ukazuje ją jako relacyjną, co mogę stwierdzić w kolejnym akcie poznawczym(krzesło istnieje, ale jego tworzywo - drewno - odsyła do lasu, itd.). Absolut metafizyki klasycznej łączy z innymi bytami chociażby relacja partycypacji. Również w systemie Plotyna najpodlejsze emanacje mają swe źródło w Jedni (relacja emanacji). Sugeruję, że nawet filozoficzne absoluty są w jakichś relacjach do bytów względnych. To jednak kwestia dysertacji, a nie wątku.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>4. Negatywne w tej sprawie stanowisko empirystów wynika z błędu teoriopoznawczego jakoby jedynym >źródłem poznania były zmysły. Oczywiście opierając się tylko na zmysłach możemy poznać jedynie >zjawiska i ich następstwo - związek przyczynowy jest dla zmysłów niedostępny. Natomiast bez >trudności wykrywa go rozum w oparciu o dane zmysłowe.
Wykrywa? Co najwyżej narzuca (ujęcie Kanta/Schopenhauera) lub proponuje (ujęcie większości współczesnych filozofii nauki).
|
|
2 na 2 | Jan Rylew (3965 punktów) | > 1. Odrzucenie kategorii przyczynowości, o ile jest postawą konsekwentną, podważa sens nauk empiryczno-przyrodniczych.Nie ma potrzeby odrzucania tej kategorii i się jej nie odrzuca, aczkolwiek trzeba ją rozumieć w kontekscie złożoności. Trzeba także rozróżniać przyczynowość jako następstwa zjawisk wywołanych właściwościami różnych form materii i właściwościami ich oddziaływań z uwzględnieniem roli przypadku, od przyczynowości jaka określa się triadą zamysł - projekt - wykonanie właściwej bytom rozumnym. Jeżeli analizując łańcuch przyczynowo skutkowy przekształcania się materii zmierzając wstecz chcemy wyjaśnić istotę naszego bytu we wszechświecie to nie wolno nam przyjmować a priori założenia, że istnieje ogniwo początkowe, tym bardziej że miałby to być byt rozumny w dodatku spoza zakresu fizyki gdzie empiria nie ma nic o roboty. Z dotychczasowego stanu wiedzy empiryczno przyrodniczej nie wynika, że łańcuch może mieć początek. Przyczynowść nie jest dobrym argumentem wyjaśnienia wszechświata inteligentnym projektem, co wykazywali dobrze Hume i Kant, a problem leży być może w tym, że ludzki rozum ( podobnie jak matematyka) słabo radzi sobie z takimi pojęciami jak wieczność nieskończoność, zero, punkty osobliwe. Dlatego ciągle (podświadomie?) człowiek zmierza do pojęć i liczb skończonych w tym i do początku. Samo słowo nieskończoność ma w sobie paradoksalnie zawarte pojęcie skończoności ( gdzie się kończy wszechświat). Kiedyś obliczano, że istnieje ok. 200mld gwiazd. Teraz już nie słyszałem żeby ktoś liczył gwiazdy zato pojawiły się teorie wielu wszechświatów. Trudno także człowiekowi pogodzić się z myślą, że całe istnienie nie jest związane z jakimś sensem, zamiarem, projektem. Ostatnio karierę robiła teoria wielkiego wybuchu, która jakby potwierdza powstanie wszechświata z niczego ( Mamy początek, była mikroskopijna gorąca kulka, a potem był wielki wybuch ! ), a stąd już tylko krok od domysłu czyja była kulka i kto zrobił big bang.  Poważnie, z tą teorią początku wszechświata wiążą się pytania, na które nie ma odpowiedzi, zaistniał więc znów "Wielki Bóg od luk", a ponieważ wiedza wydaje się być zbiorem nieskończonym zatem i Bóg będzie u ludzi koniecznie wiekuisty.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|