Wszyscy fascynujący się Arktyką przestudiowali - najpewniej z wielkim zainteresowaniem - horror Dan Simmonsa pt. "Terror" - będący wierną rekonstrukcją nieudanej wyprawy Johna Franklina z 1845 r. , mającej na celu przetarcie drogi morskiej przez tzw. "Przejście Północno - Zachodnie". W horrorze owym bestią siejącą śmierć i postrach jest tuunbaq - wielkich rozmiarów biały niedźwiedź cechujący się nienaturalnymi właściwościami.
Bestia jak wyżej to płód wyobraźni autora horroru. Ale tworząc ją inspirował się on mitologią inuicką - szczególnie inuickim demonem - wampirem zwanym : tupilaq.
Tupilaq to demon kreowany przez człowieka. Tworzy się go z elementów przyrody, zębów, włosów, kości, wnętrzności, następnie się go animuje i spuszcza na wodę z misją udania się do wroga i pozbawienia go życia. Animacja jak wyżej polegała na przekazaniu tupilaqowi części energii i siły witalnej jego twórcy.
Modus operandi czynności jak wyżej sprowadzał się do zassania przez tupilaqa vis vitalis za pomocą organów płciowych jego twórcy - przy czym wskazane było aby w trakcie owego rytualnego fellatio twórca miał anorak założony na wspak, z kapturem zakrywajacym jego twarz.
Zainteresowanych fenomenem tupilaqa odsyłam do podlinkowanego artykułu - polecając szczególnie galerię zdjęć prezentujących wyobrażenia tupilaqów - oraz czymnności fellatio jak wyżej - w formie miniaturowych figurynek wyrzeźbionych głównie z kłów morsów.
Kończąc warto nadmienić, iż dla postronnego badacza - obserwatora akt fellatio jak wyżej wydaje sie mieć wymiar li tylko i wyłącznie seksualny. Tymczasem oakzuje sie, iż aspekt obrzędowo - rytualny owej czynności jest równie istotny jeżeli nie istotniejszy. Uwaga jak wyżej ma szczególne znaczenie w kontekście analizy peleolitycznych i neolitycznych figurynek znajdowanych od czasu do czasu - których seksualność bywa niejednokrotnie wielce przerysowana, co może sprowadzać na manowce niebacznych badaczy, zbyt szybko stawiających zbyt radykane i jednowymiarowe konkluzje.
"It is not every day that you come across a magic animal carved from the bones of children and animals, which is brought to life through magical songs and given power by sucking on the manufacturer’s sexual organs. On top of that, it has but one mission in life: to kill its creator’s enemies.But for Hans Lange, a curator at Greenland National Museum, such an encounter is a fairly common experience. He is the resident expert of the fabled tupilaq, which is exhibited in more than 100 different versions at the National Museum in Nuuk, Greenland.He points to one of the showcases of some small tupilaq figurines made by trappers--reportedly after encountering them at sea. Lange prefers to think of the creatues as a kind of demon spirit used by Greenlanders in the old days.
The tupilaq was a magic animal, created through witchcraft, which everyone could use if you followed the correct instructions and learnt to master magic, says Lange. It was witchcraft, but it was not restricted to people with shamanic powers.To make a tupilaq, you had to collect parts from different animals, bones from both animals and people—preferably from a child. It was also a good idea to add something that had a connection to the person who you wanted to inflict disaster on.Lastly, you would place the tupilaq in the sea to allow it to swim away and find its own way to the victim.But it was a risky business. If the tupilaq were to fail its mission, then it would head straight back to its creator and kill him instead.This could happen if the intended victim had created a protection tupilaq that was stronger than the original, says Lange."
sciencenor(*)-gained-power-sucking-genitals