Racjonalista - Strona głównaDo treści
 Przegląd wątków w dziale Kultura

« Wróć do działów Forum
Pokaż starsze wątki  /  Pokaż nowsze wątki

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 5 (przedawniony)
03-05-2017ArgoniksEpilepsy atakują - czyli skąd ta wizualna kakofonia?
Po pierwsze, to nie jest temat o epilepsji, ani o zagrożeniach związanych z szybko zmieniającymi się obrazami. Od ostatnich lat w filmach, teledyskach, serialach, a nawet reklamach telewizyjnych pojawiają się szybko zmieniające się ujęcia oraz kolory, błyski itp. Zawsze jak to widzę, to się zastanawiam, co autor miał na myśli, czy chciał mnie oślepić, czy zasłonić tym wizualnym bełkotem coś, czego nie dałoby się inaczej oglądać, czy też po prostu nie miał nic do pokazania, więc wymyślił coś takiego?
W dobrym kinie człowiek podziwia ujęcia, obrazy ukazujące coś w zupełnie nowym, innym, ciekawym stylu i w ciekawy sposób. Jeśli wyrzygamy na ekran pięćset ujęć "czegoś" w cztery minuty, to dla niektórych będzie to teledysk. W reklamie też można pobłyskać, poświecić po oczach, a przy okazji powarczeć i już mamy reklamę samochodu, która w niczym nie oddaje rzeczywistości. Żeby jednak wymyślić coś ciekawego, to trzeba mieć coś do powiedzenia. Niestety, coraz częściej okazuje się, że właśnie brak tego czegoś powoduje występowanie coraz częstszych epilepsów. Tak właśnie je nazywam, bo inaczej nazwać ich się nie da. Epilepsy nawiązują do epileptycznych obrazów, od których chorzy na epilepsję dostają ataku. Ja od nich dostaję bólu oczu. Ktoś też czasami powinien powiedzieć operatorom kamer, że używa się stabilizatorów.
W filmach często pojawia się motyw z afrykańskiej puszczy, czyli, że ktoś goni, a ktoś ucieka. Słowem - nuuuuuuuuda. No ale jak to pokazać, żeby wydawało się, że jest ciekawie.....
Zobacz wypowiedzi..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 4 (przedawniony)
19-04-2017ArminiusCytatów Czar - XXIX. Tropem grypsery do żydowskiej...meliny
Żydowski historyk i lingwista, prof. Stan Nadel wypowiadając się na temat "jidyszyzmów" w j. angielskim poczynił następującą uwagę: " Wydaje się, że słowo "gonef" ( w żargonie znaczy: "złodziej" - Arminius) trafiło do angielskiego i amerykańskiego slangu poprzez złodziejską grypserę. Żydzi w Europie jak i Ameryce tradycyjnie parali się zawodem właściciela lombardu. Zawód ów ma to do siebie, iż jest na pograniczu pomiędzy światem przestępczym a światem biznesu. Granica pomiędzy właścicielem lombardu a paskarzem bywa często zatarta i część Żydów odgrywała istotną rolę w kryminalnej ekonomii wielkich miast. Podam konkretny przykład z moich własnych badań, to jest sławetną postać Frederiki "Marm" Mandelbaum z Nowego Jorku, która - najpewniej - z paskarki przeistoczyła się w szefa gangu i królową złodziei w trzeciej ćwierci 19 wieku (patrz George W. Walling i praca jego autorstwa pt. "Wspomnienia szefa policji nowojorskiej" - w której znajduje się słowniczek grypsery, obejmujący, o ile dobrze pamiętam słowo "gonef", w znaczeniu "kieszonkowiec". H. Asury zdefiniował potem słowo "gonnoff" jako oznaczające "złodzieja, który wspiął się na wyżyny swojej profesji"). Przypuszczałem, iż trafiło ono do amerykańskiego angielskiego za pośrednictwem Żydów niemieckich, którzy wyemigrowali do Nowego Jorku, jak F. Mandelbaum, dopóki nie dowiedziałem się, iż było ono także obecne w 18 - wiecznej grypserze londyńskich złodziei. I wtedy też dowiedziałem się od znawcy 18 - wiecznego, przestępczego Londynu,..
Zobacz wypowiedzi..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 0 (przedawniony)
30-03-2017ArminiusStimmung i jego kreatory
W ujęciu Heideggera stimmung ( nastrój) jest krytyczną składową Dasein - świadomej ludzkiej egzystencji, poprzez którą jesteśmy w stanie odczuwać przynależenie do świata nas otaczającego. Nasz stimmung może sie zmieniać, lecz jego obecność ma miejsce zawsze. Zawsze jesteśmy w jakimś nastroju. Gdy nam się wydaje, iż go w danej chwili nie ma - on mimo to jest, tylko niezbyt stanowczo "zaznaczony".
Bywają jednakże chwile, gdy nasz stimmung bywa podkręcony do poziomu maksymalnego. I niejednokrotnie dzieje sie tak za przyczyną trzech bardzo skutecznych "amplifikatorów" stimmungu to jest: literatury, muzyki oraz sztuki.
W moim odczuciu, spośród nich muzyka dzierzy tytuł primus inter pares ale dzieło sztuki także potrafi ewokować bardzo silne i ukierunkowane stany ducha. Jako przykład posłużyć mogą trzy obrazy, do których linki podaję na końcu wątku w kolejności jak są wymienione. Specami od kreowania stimmungu w "pięknym wieku 19 - tym" byli malarze z niemieckiego kręgu kultury, o prowieniencji romantyczno - symbolistycznej. i dlatego wszystkie trzy przykłady jak poniżej wyszły spod ich pędzli. A oto i one:

1. "Die Toteninsel" ("Wyspa umarłych"), autorstwa Arnolda Bocklina - przykład na stimmung elegijny.

2. "Der Wanderer über dem Nebelmeer" ("Wędrowiec nad morzem mgieł"), autorstwa Caspara Dawida Friedricha - przykład na stimmung religijno - melancholijny.

3. "Der Nachtmahr" ("Nocna mara"), autorstwa Johanna Heinricha Füssliego - przykład na stimmung erotyczno - sadystyczny.

Spośród..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 0 (przedawniony)
28-03-2017ArminiusZjazd w willi Diodati - czyli jak determinuje nas klimat
Miejsce akcji: Willa Diodati nad Lemanem, nieopodal Genewy - Szwajcaria.

Czas akcji: czerwiec 1816 r.

Personae dramatis: Lord Byron - nie trzeba przedstawiać, jego lekarz John Polidori, Mary Shelley - pisarka romantyczna, Percy Bysshe Shelley - poeta romantyczny, Claire Clarymont - kochanka Byrona, siostra przyrodnia Mary Shelly

Szczególne okoliczności przyrody: Rok 1816 zwany jest rokiem bez lata ( The year without Summer). Potężny wybuch wulkanu Tambora na Wyspach Sundajskich w 1815 r. wygenerował poważne zaburzenia klimatu w skali globalnej w tym także w Europie. Lato roku jak wyżej było bardzo zimne (efekt "zimy nuklearnej" będący konsekwencją przyćmienia Śłońca dużą ilością pyłu który trafił do atmosfery) oraz deszczowe (pył jak wyżej stanowił doskonałe jądra kondensacji - warunek sine qua non każdego opadu deszczowego)

W czerwcu 1816 r. było zimno i lało jak z cebra. W związku z powyższym persony jak wyżej spędziły - trzy dni w willi, nie wychodzać wogóle na zewnątrz. Przebywając razem zabawiały się lekturą ora zopowiadaniami dziwacznych historii. Pod wpływem owych twórczych pogawędek, Mary Shelly napisała powieść grozy: "Frankenstein, or The Modern Prometheus" - wprowadzając do kultury światowej ikoniczną postać frankensteina, John Polidori zaś "The Vampyre" - w której pojawia się po raz pierwszy równie ikoniczna jak frankenstein, postać wampira.

Sytuacja opisana w formule wielce skróconej jak wyżej jest wyśmienitym przykładem determinizmu geograficzno - klimatycznego..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 0 (przedawniony)
15-03-2017ArminiusJak tupilaq zasysał vis vitalis
Wszyscy fascynujący się Arktyką przestudiowali - najpewniej z wielkim zainteresowaniem - horror Dan Simmonsa pt. "Terror" - będący wierną rekonstrukcją nieudanej wyprawy Johna Franklina z 1845 r. , mającej na celu przetarcie drogi morskiej przez tzw. "Przejście Północno - Zachodnie". W horrorze owym bestią siejącą śmierć i postrach jest tuunbaq - wielkich rozmiarów biały niedźwiedź cechujący się nienaturalnymi właściwościami.
Bestia jak wyżej to płód wyobraźni autora horroru. Ale tworząc ją inspirował się on mitologią inuicką - szczególnie inuickim demonem - wampirem zwanym : tupilaq.
Tupilaq to demon kreowany przez człowieka. Tworzy się go z elementów przyrody, zębów, włosów, kości, wnętrzności, następnie się go animuje i spuszcza na wodę z misją udania się do wroga i pozbawienia go życia. Animacja jak wyżej polegała na przekazaniu tupilaqowi części energii i siły witalnej jego twórcy.
Modus operandi czynności jak wyżej sprowadzał się do zassania przez tupilaqa vis vitalis za pomocą organów płciowych jego twórcy - przy czym wskazane było aby w trakcie owego rytualnego fellatio twórca miał anorak założony na wspak, z kapturem zakrywajacym jego twarz.
Zainteresowanych fenomenem tupilaqa odsyłam do podlinkowanego artykułu - polecając szczególnie galerię zdjęć prezentujących wyobrażenia tupilaqów - oraz czymnności fellatio jak wyżej - w formie miniaturowych figurynek wyrzeźbionych głównie z kłów morsów.
Kończąc warto nadmienić, iż dla postronnego badacza - obserwatora akt fellatio..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 3 (przedawniony)
10-03-2017ArminiusPena de los Enamorados
Jakieś 40 km. Na północ od Malagi - przy trakcie na Kordobę - rozłożyło się nie bardzo podłe miasto: Antequerra. Nie jest to bynajmniej typowe andaluzyjskie puebla blanca. Ale oferuje szereg atrakcji, dla których warto jest się tu zatrzymać na dzień, a nawet dwa. Ich wyliczanie śmiało można rozpocząć od leżących tuż za opłotkami miasta Sierra del Torcal - obszaru cechującego się oryginalnym pięknem, należącym do najbardziej spektakularnych przykładów zjawisk krasowych w Europie. Prócz tego w Antequerze jest warte uwagi plaza de toros, z jeszcze bardziej interesującym muzeum corridy, liczne zabytkowe kościoły, pałace, kaplice, urocze zaułki, odrestaurowany almanzor Maurów, wreszcie, last but not least, megalityczne grobowce należące do europejskiej I ligii w swojej klasie. Stojąc zaś przy owych dolmenach widać jak na dłoni Pena de Los Enamorados - skalny ostaniec sięgający 883 m. - który nadaje całemu miejscu wyjątkowo specyficzne geniusz loci. Albowiem ostaniec jak wyżej z pewnej perspektywy do złudzenia przypomina ludzką twarz - który to szczegół zresztą przesądził o nadaniu mu drugiej nazwy: Montana del Indiano, co oznacza "twarz Indianina". O ile druga nazwa bierze swoją genezę z kształtu góry, o tyle pierwsza nawiązuje do legendy z nią związanej. Pierwotna jej wersja była - mniej więcej - taka. Był sobie ubogi Muzułmanin i była sobie bogata Muzułmanka. I zapałali do siebie. Ojciec dziewczyny nie mógł znieść, że córa jego wybrała golca. Więc postanowił się z nim rozprawić...
Zobacz wypowiedzi..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 0 (przedawniony)
08-03-2017ArminiusCytatów czar - XXI. O tym jak jidysz dehumanizuje gojów
Judith Kramer i Seymour Leventman - żydowscy autorzy socjologicznego studium (rok wydania 1961) obejmującego trzy generacje amerykańskich Żydów, zamieścili w nim - między innymi - taką uwagę:

"Nawet w języku jidysz (język imigrantów żydowskich z Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie żyła większa część diaspory żydowskiej do czasów Hitlera) istniało bardzo radykalne rozróżnienie pomiędzy Żydami i gojami. Efekt ów osiągano poprzez stosowanie odmiennych czasowników do opisu zachowania i czynności dokonywanych przez Żydów i gojów. Do opisu zachowania gojów używano czasowników charakterystycznych dla oddawania czynności dokonywanych przez zwierzęta. I tak na przykład Żydzi jedli (essen) a goje nażerali się jak świnie (fressen), Żydzi umierali (starben), a goje zdychali jak psy (pagern), Żydzi pili (trinken) a goje żłopali jak opoje (soifen)."
(Kramer, Judith R., and Leventman, Seymour. Children of the Gilded Ghetto. Conflict Resolutions of Three Generations of American Jews. Yale University Press, New Haven and London, 1961).

Powiadają, iż język jest zwierciadłem kultury danego narodu. Jaka była kultura Ostjuden - widać wymownie na podanym przykładzie. Obcego, spoza narodu wybranego przez jednego boga, dehumanizowali bezlitośnie w formule starotestamentowo - talmudycznej, co - rzecz jasna - prowadziło(prowadzi) wśród Żydów do postaw ksenofobicznych i rasistowskich w swych odmianach kwalifikowanych.

Wątek niniejszy traktuje o źródłach antysemityzmu oraz rasizmu w kulturze żydowskiej.

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 28 (przedawniony)
07-03-2017Alderyk OlrzykSzopen programowy
Promotorzy muzyki Fryderyka Franciszka Szopena zrobili wiele, by przedstawić ją światu jako sztukę abstrakcyjną, czyli oczyszczoną z wszelkiej obrazowości i anegdoty. Wynikało to, jak można mniemać, z pewnych kompleksów, jakie miłośnik Szopena może odczuwać wobec twórczości niektórych wielkich kompozytorów XIX w., którym Szopen - pianista kompozytor ograniczony praktycznie do jednego instrumentu - jednak pod wieloma względami nie dorównuje ani charakterem, ani skalą czy płodnością swego talentu. Stąd pokusa uczynienia z Szopena kogoś więcej niż był w istocie, czyli twórcy muzyki absolutnej, czysto intelektualnej i wykoncypowanej, z którą jednak, powiedzmy sobie szczerze, twórczość Szopena nie miała wiele wspólnego.
Tego rodzaju pomysły na Szopena, jakie miewali różni jego późni krytycy, silnie kontrastują z relacjami współczesnych kompozytorowi słuchaczy, którzy odbierali muzykę Szopena jako silnie pobudzającą wyobraźnię, budzącą konkretne skojarzenia, w końcu - bardzo obrazową.
Nic w tym dziwnego, że najbardziej dojrzałe dzieła Szopena, dla słuchacza dość dobrze obeznanego ze środkami retoryki muzycznej, w których stosowaniu Szopen był rzeczywiście niezrównany, mogą jawić się jako dzieła wprost programowe (czyli za pomocą środków muzycznych odsyłające do treści pozamuzycznych). Chodzi tu - między innymi - o Balladę f-moll op. 52 oraz Barkarolę Fis-dur op. 60.
Program Ballady f-moll op. 52 stanowi niewątpliwie ballada Świteź Adama Mickiewicza. Stance..
Zobacz wypowiedzi..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 0 (przedawniony)
17-02-2017ArminiusTeologia według Martina Scorsese
Trochę starsi czytelnicy pamiętają zapewne amerykański serial pt. "Szogun" - który w latach 80 - tych bił rekordy popuylarności w poslkiej telewizji, zresztą nie tylko polskiej? Otoż dziś na ekrany kin wchodzi film, który przy odrobinie wyobraźni można potraktować jako swoiste dopełnienie amerykańskiego serialu - jednakże na poziomie o szereg klas wyższym niż produkcja amerykańska. Równie dobrze można utrzymywać, iż nie jest to żadne dopełnienie jak wyżej tylko jaskrawe przeciwieństwo "Szoguna" - tak ze wzglęu na jakość produkcji jak i ciężar gatunkowy problemów, z którymi postanowił zmierzyć się reżyser. A owym reżyserem jest sam Martin Scorsese. Że wielkim reżyserem on jest nie ma sensu nikogo przekonywać. Warto tylko podkreślić, iż jest on wielkim wielbicielem polskiego kina, a polskie filmy uważa za jedne z najlepszych w historii kina ( "Rękopis znaleziony w Saragossie" - Wojciecha Hasa), w związku z czym z własnych środków wygospodarował fundusz z przeznaczeniem na ich cyfrową rewitalizację.
Scorsese to takż etwórca który tworzy ambitne, wymagające, niekonwencjonalne, heretyckie, stawiające bolesne pytania kino religijne/kino teologiczne - mające walor przekazu rekolekcyjnego dla osób dojrzale religijnych. I właśnie jego ostatnia produkacja pt. "Miczenie" jest takim obrazem. Jest ona zarazem dziełem, które zamyka religijny tryptyk mistrza. Po lekturze recenzji podlinkowanej pojawiło się u mnie skojarzenie z "Misją". Jednakże - pomimo pewnych analogii - obraz Scorsesa jest..

Data ost. wpisuAutorTytułOdpowiedzi: 7 (przedawniony)
16-02-2017ArminiusObrazki z Sandomierza
Wagner wielkim kompozytorem był. Ale przyszyto mu także łatę wielkiego antysemity. I nie chodzi tylko o sławetną rozprawę jego autorstwa zatytułowaną "Żydostwo w muzyce" (Das judentum in der musik). Często mu się bowiem zarzuca wplecenie rozbudowanych wątków antysemickich w fakturę jego muzycznych arcydzieł. Sztandarowym przykładem mają być tutaj tutaj "Śpiewacy norymberscy". W dziele tym, Wagner przeciwstawia niejakiego Beckmessera - postać zdecydowanie pejoratywną - bohaterom pozytywnym, stojącym po dobrej stronie germańskiej mocy, to jest rycerzowi Walterowi oraz - przede wszystkim Hansowi Sachsowi. Jedni twierdzą, iż Beckmesser to karykatura krytyka muzycznego nazwiskiem Hanslik, pół Żyda (mischlinga) , który miał negatywną opinię na temat twórczości kompozytora. Inni - chyba większość - utrzymują, iż Beckmesser to parodia zbiorczych cech żydowskich - a przede wszystkim śpiewu synagogalnego, którego Wagner nie znosił i którym pogardzał. Tak czy owak, Wagner ze względów jak wyżej ma już ustaloną markę nieprzeciętnego antysemity - i jest zwyczajowo przyjętym aby o tej jego specyficznej właściwości zawsze wspominać w publikacjach jemu poświęconych. Postawa jak wyżej - nota bene - prowadzi często do konfuzji i kryptohipokryzji - bo ci sami ludzie potrafią z jednej strony piętnować bez pardonu mistrza za ów jego jadowity i prymitywny antysemityzm, z drugiej zaś zaraz potem dostają ekstazy słuchając jego utworów.
Problem jednakże w tym, iż Wagner nie był jedynym wielkim kompozytorem..
Zobacz wypowiedzi..

Starsze [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47] [48] [49] [50] [51] [52] [53] [54] [55] [56] [57] [58] [59] [60] [61] [62] [63] [64] [65] [66] [67] [68] [69] [70] [71] [72] [73] [74] [75] [76] [77] [78] [79] [80] [81] [82] [83] [84] [85] [86] [87] [88] [89] [90] [91] [92] [93] [94] [95] [96] [97] [98] [99] [100] [101] [102] [103] [104] [105] [106] [107] [108] [109] [110] [111] [112] [113] [114] [115] [116] [117] Pokaż nowsze wątki
Aby pisać w tym dziale, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów
« Wróć do działów Forum


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)