Ponieważ, jak zauważam, ostatnimi czasy jakaś „bania z poezją” pękła na tym forum – pozwolę sobie „doszlusować” z napisanym pod wpływem natchnienia, oraz prowadzonej w innym wątku dyskusji o islamie poematem pod tytułem „Zgrzyt lutni”.
(No, to lecę na razie regularnym dwunastozgłoskowcem. Co dalej – zobaczymy).
O lutni! Ty dźwięków swych czarem mnie muśnij,
Skowytem stu hurys spowitych, ni w muślin,
Ni w jedwab, co tylko zaledwie im brzuch śli-
Czny cieniem ulotnym się stara napuścić.
Bom żądny poezji jak pies, co to mu ślin-
A cieknie na dzwonek, lub zając w kapuście.
Z uśmiechem boskiego markiza na uściech
Śniąc sen, co poezji niebiańskiej mi chlust śni.
Wczytując ja w dzieje srogiego się Luśni
Spokojny spokojem mych przodków, jak grób śni-
Ętej ry – by (to polski był nie francuski)
Pozdrawiam was moi rodacy. O gnuśni!
O bracie rodaku, co na tym forum’ś mi
Nóż błędu po złotą rękojeść wbił w brzuch mi
I siostro, rodaczko co tekstem swym słuch’ś mi
Zraniła dogłębnie, że jeszcze mnie mózg ćmi.
(Uwaga! Tu przestawiam wajchę na „nowocześnie”

(lecę bez dużych i bez interpunkcji ortografia na razie zostaje rym i rytm ważę sobie lekce)
muślin w brzuchu nocy
i
niedomyślanych myśli przestrzenie
widzę
oczyma astralnego upojenia
idę w nicość
bogaty tobą
jak nędzarz
tej ziemi
czerwień i błękit walczą
o prymat
filiżanki herbaty
odejścia pozostają
(uwaga! zapiac pasy! wyłanczam „orto” i..