 |
Wspomaganie naturalnej selekcji, to uprawniona medycyna!! Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-03-2008 10:10 | maliniak (422 punktów) | Wspomaganie naturalnej selekcji, to uprawniona medycyna!!
3 na 3 | "Selekcja rozpoczyna się już na etapie produkcji komórek płciowych: jaj i plemników. Nie przypadkiem u człowieka jajo zapładnia jeden z setek milionów plemników: wszystkie mające poważniejsze wady genetycznie nie miały szansy przejść tej selekcji. Podobnie jest z pierwotnymi komórkami płciowymi kobiety, tyle że selekcja odbywa się praktycznie jeszcze w życiu płodowym kobiety, kiedy powstaje kilkaset milionów PKP, a w końcu zostaje ich kilkaset tysięcy. Potem w mniejszym stopniu selekcja powoduje, że tylko niektóre mogą stworzyć jajo gotowe do zapłodnienia. Kolejny etap selekcji odbywa się po zapłodnieniu, gdy organizm kobiety odrzuca (naturalna aborcja) płody z wadami genetycznymi (co ciekawsze, proces ten przestaje być efektywny u kobiet ok. 40tki, i z tego powodu w tym wieku znacznie rośnie prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z wadą - np. zespołem Downa). "
I my jako ludzie ,którzy coraz lepiej zaczynają rozumieć medycynę musimy zacząć wspomagać ten mało efektowny sposób umożliwiający naturalną aborcję. Aborcja-oczywiście nie w każdym przypadku-to zwykła medycyna. U niektórych zwierząt o odpowiedzi na środowisko, w którym brakuje tego roku pożywienia ,samice naturalnie poraniają płody, lub są one rozpuszczane i samice się nimi żywią. Ptaki zabijają nadmiarową ilość potomstwa i ta selekcja zaczyna się już na poziomie jaja. Jak widzimy nie różnimy się zbytnio od naszych krewniaków,a teiści katoliccy zaślepieni religijnie nadmiernie sprawę upraszczają. Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego w usunięciu zygoty ,u której wykryto wady genetyczne np. zespół Downa? -czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż pózniejszy mutant? -Czy uważasz,że mutant z Downem ma prawo żyć, tylko dlatego,że mutanty też są święte?
pozdro. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
-1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego... Biologów, nie etyków? .
|
|
 | | maliniak (422 punktów) | >>Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego... >Biologów, nie etyków? >. > Tak biologów, bo etyka niejedno ma imię (całkiem jak teologia).
pozdro.
|
|
|  | -1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>>Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego... >>Biologów, nie etyków? >Tak biologów, bo etyka nie jedno ma imię (całkiem jak teologia). Biologia nie odpowie, bo nie bada niczego poza życiem. A złem jest przecież śmierć, nie życie. .
|
|
| Miau (116 punktów) |
>-czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż >pózniejszy mutant?
Podobno każdy człowiek ma prawo do życia. I nie Ty za niego decydujesz, czy chciałby, czy nie chciałby żyć. Ludzie raczej szybko nie zdecydują się na usuwanie jednostek nieprzystosowanych do życia. Większość, podejrzewam, nie uznałaby takiego postępowania za właściwe.
>-Czy uważasz,że mutant z downem ma prawo żyć, tylko >dlatego,że mutanty też są święte?
Dla naszej cywilizacji z założenia każdy człowiek jest święty. Dobór naturalny przestaje istnieć. We mnie też słowo "mutant" wywołuje dziwnie dużo negatywnych emocji.
Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 | maliniak (422 punktów) | >>-czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż >>pózniejszy mutant? >Podobno każdy człowiek ma prawo do życia. I nie Ty za niego decydujesz, czy chciałby, czy nie chciałby żyć. ...
Uważasz,że zygota z zespołem Downa chce żyć? Uważasz,że zygota w ogóle może czegoś chcieć? A kto daje zygocie prawo do życia ,jak nie ojciec i matka, którzy współżyją ze sobą? Dlaczego taka matka (skoro jej naturalne mechanizmy aborcyjne zawiodą) nie może skorzystać z osiągnięć medycyny, pozwolić zbadać zygotę i po rozpoznaniu wady genetycznej zadecydować,że nie chce się całe życie męczyć z Downem lub jakimś dzieciakiem roślinką, który tylko je robi pod siebie ,śpi i nie wie o bożym świecie, a który wymaga nieustannej opieki aż do śmierci?
>Ludzie raczej szybko nie zdecydują się na usuwanie jednostek >nieprzystosowanych do życia. Większość, podejrzewam, nie >uznałaby takiego postępowania za właściwe.
Większość powodowana ideologią judeochrześcijańską, czy islamską. Większość kultur (z tymi dawnymi włącznie) nie sprzeciwia się eliminacji jednostek nieprzystosowanych (przez aborcję czy eutanazje). W zakładach opieki jest wiele jednostek psychicznie upośledzonych. Nawet nie masz pojęcia jak one czasami cierpią. Te jednostki często zachowują się jak roślinki pełne ropiejących odleżyn. Te jednostki są całkowicie zależne od woli drugiego człowieka, który za nich decyduje,a czasami nawet zmusi do określonego zachowania. Czy uważasz,że normalni, odpowiedzialni ludzie nie mogliby zadecydować o eutanazji takiego człowieka, lub tym bardzie o aborcji zygoty,czy nawet płodu rokującego chorobę i cierpienie (cierpienie samej jednostki i rodziny, która musi się nią opiekować!).
>>-Czy uważasz,że mutant z downem ma prawo żyć, tylko >>dlatego,że mutanty też są święte? >Dla naszej cywilizacji z założenia każdy człowiek jest święty. Dobór naturalny przestaje istnieć.
Dla naszej cywilizacji znaczy dla kogo? Poważnych naukowców i wykształconych intelektualistów,czy katolickiej większości?
>We mnie też słowo "mutant" wywołuje dziwnie dużo negatywnych emocji.
A we mnie nie. Poza tym wszyscy jesteśmy w jakimś sensie mutantami,z tym ,że nasze mutacje okazały się korzystne lub neutralne,a u jednostek nieprzystosowanych letalne. A właściwie nie letalne, bo sztucznie takie jednostki są utrzymywane przy życiu. Czasami wbrew swoim cierpieniom i błaganiu o cyjanek.
pozdro.
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
>>Ludzie raczej szybko nie zdecydują się na usuwanie jednostek nieprzystosowanych do życia. Większość, podejrzewam, nie uznałaby takiego postępowania za właściwe.
>Większość powodowana ideologią judeochrześcijańską, czy islamską. Większość kultur (z tymi dawnymi włącznie) nie sprzeciwia się eliminacji jednostek nieprzystosowanych (przez aborcję czy eutanazje).
Co do tej większości to można by dyskutować. Jednak nawet te kultury, w których owa eliminacja była stosowana, nie odwoływały się do uzasadnień pozakulturowych.
Nie ma co chować głowy w piasek szukając uzasadnień "naukowych" takich praktyk. Nauka nic tu nie pomoże. Odwołując się do biologii nie da się na przykład wyjaśnić dziwacznej ludzkiej praktyki zachowywania przy życiu niewidomych noworodków. To kwestia etyki. Fakt, że jest to etyka judeochrześcijańska czy islamska nie może wystarczać do jej odrzucenia. Należałoby wcześniej wykazać, że nie odpowiada już ona wyzwaniom stawianym przez rozwój nowoczesnej medycyny, a zwłaszcza rosnącym kosztom opieki medycznej. Należałoby także wcześniej zaproponować inną etykę, być może podobną do tej, którą rozwija Peter Singer.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | Miau (116 punktów) |
> Uważasz,że zygota z zespołem Downa chce żyć? Uważasz,że zygota w ogóle może czegoś chcieć?> A kto daje zygocie prawo do życia ,jak nie ojciec i matka, którzy współżyją ze sobą?Nie mówię o zygocie. Chodzi o człowieka, który powstanie. Z góry zakładasz, że człowiek z downem musi być strasznie cierpiący i nie chcieć żyć. > Dlaczego taka matka (skoro jej naturalne mechanizmy aborcyjne zawiodą) nie może skorzystać z osiągnięć medycyny, pozwolić zbadać zygotę i po rozpoznaniu wady genetycznej zadecydować,że nie chce się całe życie męczyć z Downem lub jakimś dzieciakiem roślinką, który tylko je robi pod siebie ,śpi i nie wie o bożym świecie, a który wymaga nieustannej opieki aż do śmierci?Czy uważasz, że Down to tylko bezmyślne zwierzę ? Wybacz, kobiecie równie dobrze może nie chcieć się męczyć z mało inteligentnym dzieckiem, które również nie będzie potrafiło poradzić sobie z życiu. Zawsze można takie dziecko oddać do specjalnego ośrodka. Będziemy stawiać granicę: płód z wadą serca - do usunięcia, płód z wadą nerek - zostaje. Warto może najpierw zapytać się samych zainteresowanych (dzieci z Downem lub wadą serca), co wybraliby. > >Ludzie raczej szybko nie zdecydują się na usuwanie jednostek >nieprzystosowanych do życia. Większość, podejrzewam, nie >uznałaby takiego postępowania za właściwe.> Większość powodowana ideologią judeochrześcijańską, czy islamską. Większość kultur (z tymi dawnymi włącznie) nie sprzeciwia się eliminacji jednostek nieprzystosowanych (przez aborcję czy eutanazje). W zakładach opieki jest wiele jednostek psychicznie upośledzonych. Nawet nie masz pojęcia jak one czasami cierpią. Te jednostki często zachowują się jak roślinki pełne ropiejących odleżyn. Te jednostki są całkowicie zależne od woli drugiego człowieka, który za nich decyduje,a czasami nawet zmusi do określonego zachowania. Czy uważasz,że normalni, odpowiedzialni ludzie nie mogliby zadecydować o eutanazji takiego człowieka, lub tym bardzie o aborcji zygoty,czy nawet płodu rokującego chorobę i cierpienie (cierpienie samej jednostki i rodziny, która musi się nią opiekować!).Jeśli ja nie mogę zabić człowieka, bo chcę mieć kasę na jedzenie lub nowe buty, nie widzę powodu dla którego miałabym zabić człowieka, bo jest on nieprzystosowany do życia w społeczeństwie. W mojej opinii bardziej uzasadniony byłby pierwszy przypadek. Co do zygoty, nie wiem, jak byłoby możliwe usunięcie samej tylko zygoty. Czy to wykonalne czasowo? Co do płodu. To zależy od tego, czy płód uznajemy już za indywidualnego człowieka, czy za zgrupowanie komórek. > Dla naszej cywilizacji znaczy dla kogo? Poważnych naukowców i wykształconych intelektualistów,czy katolickiej większości?To zależy od moralności tychże naukowców. Moralność większości naszego społeczeństwa w dużej mierze bazuje na katolicyzmie. I rzeczywiście, może warto się nad etyką chrześcijańską zastanowić, a nie odrzucać ją tylko dlatego, że jest chrześcijańska. > A we mnie nie. Poza tym wszyscy jesteśmy w jakimś sensie mutantami,z tym ,że nasze mutacje okazały się korzystne lub neutralne,a u jednostek nieprzystosowanych letalne. A właściwie nie letalne, bo sztucznie takie jednostki są utrzymywane przy życiu. Czasami wbrew swoim cierpieniom i błaganiu o cyjanek.Rozumiem sytuację, gdy ktoś chce umrzeć, jego wybór. Ale nie rozumiem sytuacji, w której posyłamy morderców do więzienia a chcemy zabijać ludzi, bo nam się wydaje, że tak być powinno. Ja najchętniej zlikwidowałabym ponad połowę społeczeństwa. Duża liczba osób nie potrafi logicznie myśleć, małe, nieświadome maszynki. Ale ktoś musi szyć mi ubrania. Więc tworzę teorię wedle której każdy człowiek jest święty. Problem w tym, że muszę się do niej stosować we wszystkich wymiarach. Także, zrozum, nie mogę się z Tobą zgodzić.  Może rzucimy się z karabinami na wygłodzone afrykańskie dzieci? Przecież i tak nigdy szczęśliwe nie będą. Zycie całych rodzin to tylko cierpienie, od urodzenia do wczesnej śmierci. Jakby część wybić, druga część miałaby co jeść i pić, gdzie mieszkać. Ale człowiek woli dać dwa złote na akcję pomocy dzieciom i mieć problem z głowy. I jak Ci się pomysł podoba ? Powiedziałabym, że warto spróbować. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | maliniak (422 punktów) | >Rozumiem sytuację, gdy ktoś chce umrzeć, jego wybór. Ale nie rozumiem sytuacji, w której posyłamy morderców do więzienia a chcemy zabijać ludzi, bo nam się wydaje, że tak być powinno.
Zrozum jedno-aborcja, to nie jest zabijanie ludzi, tylko płodów, które mogą kiedyś ludzmi zostać. Skoro istnieją naturalne mechanizmy aborcyjne, to mutant ,który im się wymknie ma prawo być usunięty podczas aborcji, bo to normalna medycyna! Ja nigdzie nie twierdziłem,że można zabijać narodzonych ludzi z zespołem downa. Wiem,że ci ludzie potrafią cieszyć się życiem i tą radość dawać innym (nie we wszystkich przypadkach,częściej jednak cierpią ,a wszyscy przeważnie młodo umierają. Decyzję można pozostawić matce, choć tu bym dyskutował). Zyją ludzie, o czym możesz nie mieć pojęcia, którzy tak naprawdę są jak roślinki. W jednym z lubuskich szpitali psychiatrycznych był oddział dla takich ludzi. Siedzieli cały dzień na drewnianych ławkach ,na świetlicy i nie wiedzieli o bożym świecie. Jedli,srali,a do sal pozwolono im iść dopiero o dwudziestej. Rano o szóstej pobudka i znowu na świetlice. I tak w kółko. To była najlepsza metoda,żeby utrzymać tych ludzi w ryzach,ponieważ należało mieć ich cały czas na oku. Co jakiś czas w swoim obłędzie wpadali w szał i rzucali się na siebie, to był straszny widok. Powiem Ci szczerze kolego; nie miałbym żadnych hamulców żeby poddać tych ludzi eutanazji,nawet decydując za nich. Ja,jeślibym znalazł się na ich miejscu wymagałbym tego samego.
pozdro.
|
|
| | |  | 1 na 3 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>aborcja, to nie jest zabijanie ludzi, tylko płodów, które mogą kiedyś ludzmi zostać. A kiedy dokładnie?
Bo skoro mamy kwestię nazwy, to przypomnę, że holokaust też nie był zabijaniem ludzi, tylko podludzi.
>Skoro istnieją naturalne mechanizmy aborcyjne, to mutant ,który im się wymknie ma prawo być usunięty podczas aborcji, bo to normalna medycyna! Istnieją naturalne mechanizmy wszystkiego. Naturalność zależnie od okoliczności raz uważamy za zaletę, kiedy indziej za wadę. Medycyna, która wyrosła ze sprzeciwu wobec okrucieństw natury, teraz własnym okrucieństwom przykleja etykietkę naturalności.
Nie jestem przeciw aborcji, ale szukam dla niej dobrego uzasadnienia. .
|
|
| | | |  | 2 na 2 | radek (767 punktów) | Pare faktow z medycyny:
- po 30 h od zaplodnienia nastepuje podzial na 2 komorki - po 6 dniach juz okolo 100 komorek (blastocytoza) dociera do macicy - po dwoch tygodnich twor powstaly zazywamy zygota - po 7 tygodniach zaczynaja sie tworzyc komorki nerwowe mozgu bez polaczen (aksjonow i dendrytow z synapsami) - po 2 miesiacach twor powstaly nazywamy plodem - po 24 tygodniach zaczynaja sie tworzyc polaczenia miedzy komorkami nerwowymi, zaczynaja powstawac aksjony i dendryty z synapsami i beda sie tworzyc dalej nawet po narodzinach. Proces ten jest stopniowy. - Z punktu widzenia medycyny wystarczajaca ilosc polaczeni miedzy komorkami nerwowymi aby nazwac plod ludzkim dzieckiem powstaje okolo 7 miesiaca po zaplodnieniu
|
|
| | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Pare faktow z medycyny: >- po 30 h od zaplodnienia nastepuje podzial na 2 komorki >- po 6 dniach juz okolo 100 komorek (blastocytoza) dociera do macicy >- po dwoch tygodnich twor powstaly zazywamy zygota >- po 7 tygodniach zaczynaja sie tworzyc komorki nerwowe mozgu bez polaczen (aksjonow i dendrytow z synapsami) >- po 2 miesiacach twor powstaly nazywamy plodem
Warto zwrócić teraz uwagę na moment kluczowy dla matki, a mianowicie na wiek, w którym matka zaczyna wyczuwać aktywność ruchową płodu - jest to moment, w którym płód staje się podmiotem moralnym. Od tej chwili przerwanie ciąży obciąża sumienie matki i innych osób, które wiedziały o tym.
Dopóki matka nie czuje ruchów płodu, podłością jest wywoływanie u matki poczucia winy za aborcję.
>- po 24 tygodniach zaczynaja sie tworzyc polaczenia miedzy komorkami nerwowymi
Dlatego w każdym cywilizowanym kraju aborcja w 24 tygodniu jest uznawana za przestępstwo
doku
|
|
| | | | | |  | | Miau (116 punktów) |
> Warto zwrócić teraz uwagę na moment kluczowy dla matki, a mianowicie na wiek, w którym matka zaczyna wyczuwać aktywność ruchową płodu - jest to moment, w którym płód staje się podmiotem moralnym. Od tej chwili przerwanie ciąży obciąża sumienie matki i innych osób, które wiedziały o tym.> Dopóki matka nie czuje ruchów płodu, podłością jest wywoływanie u matki poczucia winy za aborcję.Wybacz, to znowu ja (wątek: racjonalnie o aborcji)  Nie potrafię w żaden sposób zrozumieć Twoich twierdzeń związanych z "podmiotem moralnym". Co jakiekolwiek pojęcie prawne ma wspólnego z rzeczywistością ? Interesuje nas prawda ( w którym momencie "zaczyna się" człowiek), czy prawo ? Interesuje nas, w którym momencie płód uzyskuje świadomość ( lub inne cechy decydujące o jego człowieczeństwie), czy kiedy jest postrzegany przez społeczeństwo jako podmiot ? A może jest to dla Ciebie równoznaczne ? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Interesuje nas, w którym momencie płód uzyskuje świadomość ( lub inne cechy decydujące o jego >człowieczeństwie), czy kiedy jest postrzegany przez społeczeństwo jako podmiot ?
To jest istotna kwestia tylko dla osób wierzących w duszę, nawet jeśli tego tak nie nazywają. W rzeczywistości świadomość jest rodzajem aktywności psychicznej, która stopniowo się rozwija od chwili powstania komunikacji między neuronami. Zupełnie dowolna może być taka definicja świadomości, która wskaże jakiś moment w czasie. Dla mnie taka definicja jest zupełnie bez wartości. Moment, w którym płód "uzyskuje" świadomość kompletnie mnie nie interesuje, nie wierzę też, że Bóg w którymkolwiek momencie zaszczepia świadomość człowiekowi.
Dla mnie interesujące są dwa aspekty: 1. kiedy płód przejawia wolę lub aktywność jako podmiot, 2. kiedy zaczyna odczuwać cierpienie jako dokuczliwe. W 1. przypadku dam mu naturalne prawo do godności, w 2. dam mu prawa ze współczucia.
doku
|
|
| | | | | | | |  | | Miau (116 punktów) | Dzięki. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>- Z punktu widzenia medycyny wystarczajaca ilosc polaczeni miedzy komorkami nerwowymi aby nazwac plod ludzkim dzieckiem powstaje okolo 7 miesiaca po zaplodnieniu
Dlaczego potoczne zagadnienie terminologiczne ("aby nazwać płód ludzkim dzieckiem") mielibyśmy rozpatrywać z medycznego punktu widzenia ("z punktu widzenia medycyny")?
Czy to już bez doktora nie wiemy prostej rzeczy co to "ludzkie dziecko"?
Skąd w ogóle medycyna bierze to swoje niezłomne przekonanie (a może wiarę?) o związku ilości połączeń nerwowych z byciem człowiekiem? Te ilości połączeń to jakieś proroctwo z medycznej biblii? .
|
|
| | | | | |  | | radek (767 punktów) | > >- Z punktu widzenia medycyny wystarczajaca ilosc polaczeni miedzy komorkami nerwowymi aby nazwac plod ludzkim dzieckiem powstaje okolo 7 miesiaca po zaplodnieniu> Dlaczego potoczne zagadnienie terminologiczne ("aby nazwać płód ludzkim dzieckiem") >mielibyśmy rozpatrywać z medycznego punktu widzenia ("z punktu widzenia medycyny")?Medycyna to dzial nauki. Kazda teoria w tej dziedzinie podlega falsyfikacji. Nie ma innego racjonalnego punktu widzenia na rozwoj embrionalny czlowieka niz naukowy poparty licznymi badaniami. > Czy to już bez doktora nie wiemy prostej rzeczy co to "ludzkie dziecko"?> Skąd w ogóle medycyna bierze to swoje niezłomne przekonanie (a może wiarę?) o związku ilości połączeń nerwowych z byciem człowiekiem? Te ilości połączeń to jakieś proroctwo z >medycznej biblii?> .Czy chcesz czy nie jestes swoim mozgiem. Cala reszta to nadbudowa majaca sluzyc twojemu mozgowi. Jak poczytasz troche materialow naukowych o tym jak dziala mozg dowiesz sie co to swiadomosc i jak wynika ona z mechanizmow decyzjnych mozgu, w ktorych swiadomosc nie bierze udzialu, a jest raczej ich skutkiem ubocznym. Link dla Ciebie: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4354
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Nie ma innego racjonalnego punktu widzenia na rozwoj embrionalny czlowieka niz naukowyLecz naukowy ogląd embrionalnej rzeczywistości nie implikuje embrionalnej wszechwiedzy. Co lub kto zabrania embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem? > jestes swoim mozgiem. Cala reszta to nadbudowa majaca sluzyc twojemu mozgowi.Swojemu mózgowi mogę dziś (no, jutro) ofiarować nowego służącego z krwi i kości lub z przewodów i kroplówek. Ale gdy mój mózg powstawał, potrzebował MOJEJ zygoty, by stać się MOIM mózgiem. Nie obcej, bo nie byłby mną, i nie probówek, bo one nie przemieniają się w niczyje mózgi. > Link dla Ciebie: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4354Dzięki, było ciekawe. .
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | radek (767 punktów) | > >Nie ma innego racjonalnego punktu widzenia na rozwoj embrionalny czlowieka niz naukowy> Lecz naukowy ogląd embrionalnej rzeczywistości nie implikuje embrionalnej wszechwiedzy.> Co lub kto zabrania embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem?Co zabrania nazywac Ci kamien czlowiekiem? Nic, tylko czyniac to robisz z siebie glupca. > >jestes swoim mozgiem. Cala reszta to nadbudowa majaca sluzyc twojemu mozgowi.> Swojemu mózgowi mogę dziś (no, jutro) ofiarować nowego służącego z krwi i kości lub z przewodów i kroplówek. Ale gdy mój mózg powstawał, potrzebował MOJEJ zygoty, by stać się MOIM mózgiem. Nie obcej, bo nie byłby mną, i nie probówek, bo one nie przemieniają się >w niczyje mózgi.To sa jakies brednie pozostawiam to bez komentarza. > >Link dla Ciebie: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4354> Dzięki, było ciekawe.Ciesze sie, ze moglem pomoc
|
|
| | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Co lub kto zabrania embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem? >Co zabrania nazywac Ci kamien czlowiekiem? Definicja człowieka.
>>>jestes swoim mozgiem. Cala reszta to nadbudowa majaca sluzyc twojemu mozgowi. >>Swojemu mózgowi mogę dziś (no, jutro) ofiarować nowego służącego z krwi i kości lub z przewodów i kroplówek. Ale gdy mój mózg powstawał, potrzebował MOJEJ zygoty, by stać się MOIM mózgiem. Nie obcej, bo nie byłby mną, i nie probówek, bo one nie przemieniają się >w niczyje mózgi. >To sa jakies brednie Czego nie możesz pojąć? .
|
|
| | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | >>>Co lub kto zabrania embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem? >>Co zabrania nazywac Ci kamien czlowiekiem? >Definicja człowieka.
No to dawaj to definicje przejdziemy do konkretow
>>>>jestes swoim mozgiem. Cala reszta to nadbudowa majaca sluzyc twojemu mozgowi. >>>Swojemu mózgowi mogę dziś (no, jutro) ofiarować nowego służącego z krwi i kości lub z przewodów i kroplówek. Ale gdy mój mózg powstawał, potrzebował MOJEJ zygoty, by stać się MOIM mózgiem. Nie obcej, bo nie byłby mną, i nie probówek, bo one nie przemieniają się >w niczyje mózgi. >>To sa jakies brednie >Czego nie możesz pojąć? Tych bredni co powyzej napisales. Jakich przewodow? jakich kroplowek? jaki twoj mozg? Przeczytales ten artykul co Ci link podalem? czy tylko udawales?
|
|
| | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) | >>>>Co lub kto zabrania embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem? >>>Co zabrania nazywac Ci kamien czlowiekiem? >>Definicja człowieka. >No to dawaj to definicje przejdziemy do konkretow Z definicji człowieka wiemy, że jest to żywy organizm, więc kamień jako człowiek z hukiem odpada.
Jeśli się nie zgadzasz, przedstaw kontrdefinicję, jeśli się zgadzasz, to twoja kolej odpowiedzieć na moje pytanie: co przeszkadza embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem?.
>>Czego nie możesz pojąć? >Jakich przewodow? jakich kroplowek? Kroplówek zasilających mózg pozbawiony ciała i przewodów odbierających od niego sygnały. Taki Frankenstein przyszłości i bez ciała.
Mózg być może wkrótce ("jutro") obędzie się bez ciała, ale do życia będzie potrzebował biologicznego zasilania ("kroplówki"). A gdy zechcemy odbierać przejawy jego aktywności użyjemy kabli ("przewody") no i urządzeń odbiorczych.
Alternatywnie podaję koncepcję wszczepienia mózgu w inne ciało, czyli "dania mu nowego służącego".
To tyle wyjaśnień zdania Swojemu mózgowi mogę dziś (no, jutro) ofiarować nowego służącego z krwi i kości lub z przewodów i kroplówek.
Dalszy ciąg mojej wypowiedzi brzmi Ale gdy mój mózg powstawał, potrzebował MOJEJ zygoty, by stać się MOIM mózgiem. Nie obcej, bo nie byłby mną, i nie probówek, bo one nie przemieniają się w niczyje mózgi.
Czy teraz wiesz, dlaczego ludzki embrion nawet bez jednego połączenia między komórkami nerwowymi, bo nawet bez żadnej z tych komórek, osobniczo jest równoprawny "człowiekowi" w potocznym rozumieniu?
>jaki twoj mozg? Mój mózg, albo inaczej ja. (Przeczytałeś ten artykuł co mi link podałeś?)
>Przeczytales ten artykul co Ci link podalem? Jak masz z tym artykułem jakiś problem, śmiało pytaj. Postaram się pomóc. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | >>>>>Co lub kto zabrania embriologii nazwać ludzki embrion człowiekiem? >>>>Co zabrania nazywac Ci kamien czlowiekiem? >>>Definicja człowieka. >>No to dawaj to definicje przejdziemy do konkretow >Z definicji człowieka wiemy, Nic nie wiemy dopoki nie podasz definicji. Czekam na definicje.
>>>Czego nie możesz pojąć? >>Jakich przewodow? jakich kroplowek? >Kroplówek zasilających mózg pozbawiony ciała i przewodów odbierających od niego sygnały. Taki Frankenstein przyszłości i bez ciała.
Frankenstein? Za duzo bajek sie naogladales.
>Mózg być może wkrótce ("jutro") obędzie się bez ciała, ale do życia będzie potrzebował biologicznego zasilania ("kroplówki"). A gdy zechcemy odbierać przejawy jego aktywności użyjemy kabli ("przewody") no i urządzeń odbiorczych.
Moze tak moze nie. Raczej nie.
>Alternatywnie podaję koncepcję wszczepienia mózgu w inne ciało, czyli "dania mu nowego służącego".
Podobnie jak wyzej. Za duzo bajek w TV
>To tyle wyjaśnień zdania Swojemu mózgowi mogę dziś (no, jutro) ofiarować nowego służącego z krwi i kości lub z przewodów i kroplówek.Dalszy ciąg mojej wypowiedzi brzmi Ale gdy mój mózg powstawał, potrzebował MOJEJ zygoty, by stać się MOIM mózgiem. Nie obcej, bo nie byłby mną, i nie probówek, bo one nie przemieniają się w niczyje mózgi. Czy teraz wiesz, dlaczego ludzki embrion nawet bez jednego połączenia między komórkami nerwowymi, bo nawet bez żadnej z tych komórek, osobniczo jest równoprawny "człowiekowi" w potocznym rozumieniu? >>jaki twoj mozg? >Mój mózg, albo inaczej ja. (Przeczytałeś ten artykuł co mi link podałeś?) >>Przeczytales ten artykul co Ci link podalem? >Jak masz z tym artykułem jakiś problem, śmiało pytaj. Postaram się pomóc. >.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Z definicji człowieka wiemy... >Nic nie wiemy... Racja - nie wiemy. Ja wiem.
>Czekam na definicje. Nie ma takiej definicji człowieka, która pozwoliłaby - jak proponujesz - nazwać kamień człowiekiem. Podałem Ci dlaczego zakładanie tej tożsamości jest nieuprawnione, a Ty nie wskazałeś w moim wyjaśnieniu sprzeczności.
A to znaczy, że nie udało Ci się uzasadnić czemu embriologia nie miałaby nazwać ludzkiego embrionu człowiekiem.
>Moze tak moze nie. Raczej nie. A może jednak tak? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > nie udało Ci się uzasadnić czemu embriologia nie miałaby nazwać ludzkiego embrionu człowiekiem.
Bo się nie da. Z punktu widzenia embriologii, embrion rosnący w macicy ludzkiej jest człowiekiem, tak jak emrion w macicy krowy jest krową, a embrion żaby jest żabą. Czasem, bardzo rzadko, embrion jest innego gatunku niż gatunek nosicila, wtedy zwykle szybko obumiera.
Taka właśnie perspektywa - embriologii - oznacza przedmiotowe traktowanie.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>> nie udało Ci się uzasadnić czemu embriologia nie miałaby nazwać ludzkiego embrionu człowiekiem. >Bo się nie da. Ja to wiem, zaadresuj swą wypowiedź do użytkownika radka.
>perspektywa - embriologii - oznacza przedmiotowe traktowanie Przedmiotem embriologii jest gatunek homo sapiens, zaś złe jest przedmiotowe traktowanie konkretnego osobnika homo sapiens. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > złe jest przedmiotowe traktowanie konkretnego osobnika homo sapiens.
Ale nie każdego
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>> złe jest przedmiotowe traktowanie konkretnego osobnika homo sapiens. >Ale nie każdego Którego nie? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Którego nie?
Np. tygodnuiowego embrionu.
Mam nadzieję, że nie weźmiesz tego do siebie, ale wątek ten coraz dłużej się otwiera, jest już chyba zbyt ciężki, nie będę więcej w nim odpowiadał.
Pozdrawiam
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Za duzo bajek sie naogladales Za dużo, bo.... (uzasadnij). .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Miau (116 punktów) |
> Zrozum jedno-aborcja, to nie jest zabijanie ludzi, tylko płodów, które mogą kiedyś ludzmi zostać. Skoro istnieją naturalne mechanizmy aborcyjne, to mutant ,który im się wymknie ma prawo być usunięty podczas aborcji, bo to normalna medycyna! Ja nigdzie nie twierdziłem,że można zabijać narodzonych ludzi z zespołem downa. Wiem,że ci ludzie potrafią cieszyć się życiem i tą radość dawać innym (nie we wszystkich przypadkach,częściej jednak cierpią ,a wszyscy przeważnie młodo umierają. Decyzję można pozostawić matce, choć tu bym dyskutował).Nie pisałam o aborcji, ale niech będzie. I nawet niech będzie, że płód ludzki to jeszcze nie człowiek (jakkolwiek absurdalne to stwierdzenie się wydaje). W takim razie żądam, by aborcję mogła przeprowadzić każda kobieta bez względu na przyczynę. Jeżeli powiesz: "nie, można zabijać płód, ale tylko z poważnymi wadami genetycznymi", prowadzisz wówczas dziwną selekcję. Równie dobrze możemy ją przeprowadzać na noworodkach. Albo płód nie jest człowiekiem (do określonego tygodnia) i można go usuwać bez przeszkód, albo jest i nie można w ogóle. Ja tak to rozumiem. Jeśli Twoja zgoda na aborcję wypływa jedynie ze współczucia, jakkolwiek szlachetnie, nie jest to argument. Osnowa, jeśli dobrze pamiętam, pisał, że granica: można, nie można, nie powinna zależeć od aktualnych osiągnięć medycyny. > Zyją ludzie, o czym możesz nie mieć pojęcia, którzy tak naprawdę są jak roślinki. W jednym z lubuskich szpitali psychiatrycznych był oddział dla takich ludzi. Siedzieli cały dzień na drewnianych ławkach ,na świetlicy i nie wiedzieli o bożym świecie. Jedli,srali,a do sal pozwolono im iść dopiero o dwudziestej. Rano o szóstej pobudka i znowu na świetlice. I tak w kółko. To była najlepsza metoda,żeby utrzymać tych ludzi w ryzach,ponieważ należało mieć ich cały czas na oku. Co jakiś czas w swoim obłędzie wpadali w szał i rzucali się na siebie, to był straszny widok. Powiem Ci szczerze kolego; nie miałbym żadnych hamulców żeby poddać tych ludzi eutanazji,nawet decydując za nich. Ja,jeślibym znalazł się na ich miejscu wymagałbym tego samego.Ja także. Powiem więcej: jestem za. I to nawet nie ze względu na społeczeństwo, które musi opiekować się nieprzystosowanymi jednostkami, ale ze względu na ludzi cierpiących, bez świadomości istnienia (i tylko o takim przypadkach mówię). Co zaś tyczy się ludzi psychicznie chorych, nie wiem na jakiej podstawie stwierdzasz, że ich rzeczywistość jest gorsza od Twojej. Złe warunki życia to jeszcze nie powód, by kogoś zlikwidować. Chyba że wysuwasz interes całego społeczeństwa. "... poddać tych ludzi eutanazji ... " - ale o kim mówisz ? Czyżby o opiece medycznej i dyrekcji ośrodka ? Pozdrawiam  Koleżanka Natasza.
|
|
|  | | Konfolut (310 punktów) | Ale przecież "ciążę" obarczoną zespołem Downa można legalnie usunąć, więc o co się tu spieracie panowie?
|
|
| Mączka (431 punktów) | To, o czym piszesz, jest pewnego rodzaju tabu: Świętość życia - z wyjątkiem życia, które zniszczy nam życie... Ludzie selekcjonują ze wzgledu na praktyczne, nie ideologiczne, uzasadnienia, zwłaszcza, jeśli nie krępują ich więzy kulturowe. Nawet w kulturach przeciwnych selekcji część ludzi wyłamuje się i w poczuciu dyskomfortu jej dokonuje. Wydaje się, że teraz w Polsce są ramy "politycznej poprawności" dokonywania takiej selekcji: Trzeba to robić tak, by ułagodzić surowe, lecz trudno wykonalne normy moralne. Niezbędna jest tu dawka pokuty albo odrobina hipokryzji. Można więc zrobić badania, oficjalnie "dla upewnienia się, czy z Maluszkiem wszystko ok", a jeśli okaże się, że jednak nie, można pozbyć się płodu, ale trzeba okazywać wstyd, a potem żal (odbyć samobiczowanie). Mało kto u nas przyzna się, że, suma sumarum, z ulgą dokonał aborcji płodu z zespołem Downa i z przyjemnością zachował za kilka miesięcy kolejny płód - zdrowy. Pewnie wiele razy tak właśnie jest, a żal tak naprawdę dotyczy nie utraty konkretnego "dziecka" (tego z Downem), tylko jest to żal do losu, że właśnie nas wkręcił w taki problem, że nie pozwolił nam żyć w zdrowiu i zdrowo płodzić. Nie sądzę wszak, by ludzie nie zindoktrynowani religijnie przypisywali osobowość młodym zygotom i odprawiali po nich egzekwie. Natomiast wierzę, że ludziom jest bardzo przykro, gdy ich zygota okazuje się wadliwa i wypada im przerwać ciążę i pogrzebać na jakiś czas marzenia o wózeczku, pierwszych bucikach i czytaniu bajek przed snem. Myślę, że w naszej kulturze pęka gorset poprawności każącej udawać, że "każde życie jest święte" i wszystkim płodom chcemy dać się rozwinąć, niezależnie, jakie są. Coraz częściej wszak wybieramy, a nie słuchamy z góry narzuconych zasad. Nie wyrzekniemy się wybierania i w tym względzie. Wkrótce zejdzie odium z "wyrodnych matek", które nie pozwoliły rozwijać się płodom z ciężkimi wadami. Będzie się cenić badania prenatalne. Wkrótce będzie się traktować aborcję wadliwego genetycznie płodu jako przykrą ale uprawnioną decyzję. Dlaczego?.. Dlatego, że to jest opłacalne dla "stada": Nie inwestuje się wielkich wysiłków i nakładów materialnych w "ślepy zaułek genetyczny", niepożyteczny także w przekazywaniu memów. Te siły, troski, wsparcie zainwestuje się w bardziej obiecujący egzemplarz. Jest to brutalne ale chyba socjobiologia potwierdzi taką tendencję. C est la vie! Przykre, po stokroć przykre, że ludziom zdarzają się choroby, w tym wadliwe genetycznie ciąże. Nikt o tym nie marzy i nikt z pieśnią na ustach nie biegnie na aborcję, ale chyba większość ludzi uważa, że to dobrze, że są badania pozwalające bardzo wczesnie poznać prawdę i że są możliwości pozbycia się potencjalnych ogromnych problemów. I dokonują selekcji. Wydaje się, że z czasem temu aktowi będzie towarzyszyło coraz mniej resentymentów, a coraz więcej przekonania, że tak zwykle się robi w takiej sytuacji i trzeba to po prostu przejść.
|
|
 | 1 na 3 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>marzenia o wózeczku, pierwszych bucikach i czytaniu bajek Nie wiem po co przeżywanie rodzicielstwa przedstawiasz tak cynicznie.
>Wydaje się, że z czasem temu aktowi będzie towarzyszyło coraz mniej resentymentów, a coraz więcej przekonania, że tak zwykle się robi w takiej sytuacji i trzeba to po prostu przejść.
Krótko mówiąc, czego medycyna nie zdoła wyleczyć, będzie zabijać. Jak natura. Bo postęp w medycynie zaznaczy się także w dziedzinie etyki lekarskiej.
Nie mówię tej idei "nie", a tylko odmulam ją z wielosłowia. .
|
|
|  | | Mączka (431 punktów) | >>marzenia o wózeczku, pierwszych bucikach i czytaniu bajek >Nie wiem po co przeżywanie rodzicielstwa przedstawiasz tak cynicznie. >>Wydaje się, że z czasem temu aktowi będzie towarzyszyło coraz mniej resentymentów, a coraz więcej przekonania, że tak zwykle się robi w takiej sytuacji i trzeba to po prostu przejść. >Krótko mówiąc, czego medycyna nie zdoła wyleczyć, będzie zabijać. Jak natura. Bo postęp w medycynie zaznaczy się także w dziedzinie etyki lekarskiej. >Nie mówię tej idei "nie", a tylko odmulam ją z wielosłowia. >. Dlaczego nazywasz cynizmem zwykłe marzenia, jakie miewają ludzie planujący dziecko? Czy myślisz, że kobiety w ciąży wiodą zwykle górne i, twoim zdaniem, jedynie uprawnione rozważania o.. no właśnie, co to niby ma motywowac do rodzicielstwa? Planują stworzyć Einsteina? Zasadzają się na nowego Gatesa? A moze śnią o małej Matce Teresie?.. Odsyłam na fora cieżarnych - sprawdź, ile tam słodkich wyobrażeń o małych bucikach, wózeczkach itp. Cynizmem jest twoje zadęte negowanie tego, a nie to, ze kobiety mają takie marzenia. Co za sztywny, pompatyczny stosunek do rzeczywistości! Brr!
Sprawa druga: odmulasz z wielosłowia. Odmulaj swoje, ok? Ja ma własny styl i przypuszczam, że sa ludzie, którzy to sobie cenią. Nie nazywaj mojego pisania "mułem" vel szlamem, co już podchodzi niemal pod rydzykowe "szambo"... No, widzisz, ja w swym wielosłowiu zdobywam się na aluzje, gry słowne i ocieram się o Sztukę. Nigdy nie przeczytałam u ciebie czegoś finezyjnego formalnie. To ty masz coś wspólnego z cieżkim, szarym mułem. Oczywiście każde z nas może mieć własne skojarzenia. I skończ wycieczki ad personam, ok? Własnie odpowiedziałam ci pieknym za nadobne, ale nie powinno się tak dyskutować na tym forum. Przestrzegaj tego w przyszłości i nie "zaczynaj się", ok?
|
|
| |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>>marzenia o wózeczku, pierwszych bucikach i czytaniu bajek >>Nie wiem po co przeżywanie rodzicielstwa przedstawiasz tak cynicznie. >Dlaczego nazywasz cynizmem zwykłe marzenia... Cynizmem nazywam przywołanie tej rodzicielskiej czułostkowości w Twoim tekście. Zauważ łaskawie, że tymi samymi słowami pragnienie macierzyństwa mógłby wykpić męski szowinista - nie ma w nich krzty empatii. (Ale rozumiem, że tylko niechcący Ci się wymknęło.)
>Odsyłam na fora cieżarnych - sprawdź, ile tam słodkich wyobrażeń o małych bucikach, wózeczkach itp. Odsyła, kto sam nie czuje bluesa.
>Sprawa druga: odmulasz z wielosłowia. Odmulaj swoje, ok? Byłby to monolog.
A Twoją pisaninę odmulam po to, by pokazać czytelnikom, co przemycasz w swych demagogicznych tyradach. Zauważ łaskawie, że nie zgłaszasz zastrzeżeń formalnych!
>ja w swym wielosłowiu zdobywam się na aluzje, gry słowne i ocieram się o Sztukę. I jak widzę ocierasz się z niemałym samozadowoleniem... Artystyczny froteryzm?
>Nigdy nie przeczytałam u ciebie czegoś finezyjnego formalnie. Twoja strata.
>To ty masz coś wspólnego z cieżkim, szarym mułem. Twoje ad personam.
>skończ wycieczki ad personam Twoje przywidzenia.
>nie "zaczynaj się", ok? A Ty się nie wykończ. .
|
|
-1 na 1 | Kelly (2051 punktów) | >Jak widzimy nie różnimy się zbytnio od naszych krewniaków,a >teiści katoliccy zaślepieni religijnie nadmiernie sprawę >upraszczają. A właśnie, że się różnimy! Tylko człowiek ma DUSZĘ, i to nieśmierletną! Poza tym tylko człowiek jest zdolny oddawać cześć Bogu! Absolutnie nie kierują nami żadne zwierzęce instynkty! A kto mówi (myśleć można, co się chce) inaczej, ten jest bezbożnym ateuszem i na stos go!
|
|
 | | maliniak (422 punktów) | > >Jak widzimy nie różnimy się zbytnio od naszych krewniaków,a> >teiści katoliccy zaślepieni religijnie nadmiernie sprawę> >upraszczają.> A właśnie, że się różnimy! Tylko człowiek ma DUSZĘ, i to nieśmierletną! Poza tym tylko człowiek jest zdolny oddawać cześć Bogu! Absolutnie nie kierują nami żadne zwierzęce instynkty! A kto mówi (myśleć można, co się chce) inaczej, ten jest bezbożnym ateuszem i na stos go!Mylisz się,zwierzęta tez potrafią się modlić: centurion.ynd.pl/Serwis/Wiara/index.htmlpozdro.
|
|
|  | 1 na 1 | Kelly (2051 punktów) | > Mylisz się,zwierzęta tez potrafią się modlić:> centurion.ynd.pl/Serwis/Wiara/index.htmlBzdury, bzdury i jeszcze raz: BZDURY! Kłamliwe kłamstwo jest już w drugim zdaniu! Czytamy bowiem: "Na tym, że przed kilkoma milionami lat pewni nasi praprzodkowie nie będący jeszcze z gatunku homo postanowili zejść z drzewa.". Czy to nie jest sugestia, że skoro ludzie zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to Bóg wygląda jak małpolud? A kysz, złośliwce, sami przejrzyjcie się w lustrze!
|
|
| |  | | maliniak (422 punktów) | > >Mylisz się,zwierzęta tez potrafią się modlić:> >centurion.ynd.pl/Serwis/Wiara/index.html> Bzdury, bzdury i jeszcze raz: BZDURY! Kłamliwe kłamstwo jest już w drugim zdaniu! Czytamy bowiem: "Na tym, że przed kilkoma milionami lat pewni nasi praprzodkowie nie będący jeszcze z gatunku homo postanowili zejść z drzewa.". Czy to nie jest sugestia, że skoro ludzie zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to Bóg wygląda jak małpolud? A kysz, złośliwce, sami przejrzyjcie się w lustrze!Ale piesek się modlił OK? p.
|
|
| | |  | | Kelly (2051 punktów) | > Ale piesek się modlił OK?To na pewno nie był piesek, tylko figura woskowa!
|
|
1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >jajo zapładnia jeden z setek >milionów plemników: wszystkie mające poważniejsze wady >genetycznie nie miały szansy przejść tej selekcji.
To jest wiedza już archaiczna. Polecam jako lekturę np. "Wojny plemników". Około 90% zdrowych plemników pełni różne funkcje defensywne w wojnach plemników i nie ma najmniejszego zamiaru szukać jaja. Pozostałe plemniki są w większsości agresywnymi zabójcami, mającymi tylko jeden cel - zniszczyć zmierzające w kierunku jaja plemniki przeciwnika.
> zespołem Downa
Zespół Dawna jest ewolucyjnym przystosowaniem. Inwestowanie starszej już matki w odchowanie i wyposażenie jeszcze jednego dziecka jest nieopłacalne dla jej genów. Ewolucyjną funkcją dzieci z zespołem Dawna nie jest własne rozmnażanie, ale pomoc dla matki w opiece nad pierwszymi wnukami. Dzieci z zespołem Dawna mają minimalmne potrzeby, są stale zadowolone i czują nieodpartą potrzebę opiekowania się małymi dziećmi. Niemal nic nie kosztują matkę, a dają cenny wkład w rozwój następnego pokolenia.
Współcześnie Funkcja zespołu Dawna jest niedoceniana, gdyż kobiety rodzą coraz mniej dzieci i coraz później. Dziecko z zespołem Dawna nie trafia na czas, kiedy matka ma już wnuki, jego życie nie ma sensu.
>samice naturalnie poraniają płody
Albo jedzą trujące zioła, powodujące poronienie. Funkcją aborcji jest zwiększenie liczby potomstwa. Lepiej przeczekać chudy okres i potem odchować więcej dzieci, niż narażać życie i zdrowie, rodząc i karmiąc dzieci bez szans na przeżycie.
U człowieka funkcja aborcji jest jeszcze wżniejsza. Jeżeli młoda dziewczyna bez męża urodzi dziecko, może już nigdy nie znaleźć sobie męża i nie mieć więcej dzieci, a i to jedno będzie wegetować marnie. Jeżeli jednak przerwie taką ciążę i znajdzie sobie męża, to potem może urodzić i dobrze odchować nawet kilkoro dzieci. Abrocja z tzw. przyczyn społecznych jest w ogólności dawczynią życia. A jedynym moralnym i biologicznym kosztem takiej aborcji jest opóźnienie o kilka lat narodzin pierwszego dziecka.
doku
|
|
 | | maliniak (422 punktów) | > >jajo zapładnia jeden z setek> >milionów plemników: wszystkie mające poważniejsze wady> >genetycznie nie miały szansy przejść tej selekcji.> To jest wiedza już archaiczna. Polecam jako lekturę np. "Wojny plemników"....Nie widzę tu sprzeczności, fakty opisane w tej książce znane mi są od dawna. > Współcześnie Funkcja zespołu Dawna jest niedoceniana, gdyż kobiety rodzą coraz mniej dzieci i coraz później. Dziecko z zespołem Dawna nie trafia na czas, kiedy matka ma już wnuki, jego życie nie ma sensu.Zespół Downa ma różnoraki przebieg. Jedne dociągają kilkudziesięciu lat życia i są w miarę zdrowe i "normalne", inne nie nadają się do niczego,a już na pewno do opieki nad dziećmi; pl.wikipedia.org/wiki/Zespół_DownaZ reguły jednak tacy ludzie cierpią przez okres swojego życia. > >samice naturalnie poraniają płody> Albo jedzą trujące zioła, powodujące poronienie. Funkcją aborcji jest zwiększenie liczby potomstwa. Lepiej przeczekać chudy okres i potem odchować więcej dzieci, niż narażać życie i zdrowie, rodząc i karmiąc dzieci bez szans na przeżycie.> U człowieka funkcja aborcji jest jeszcze wżniejsza. Jeżeli młoda dziewczyna bez męża urodzi dziecko, może już nigdy nie znaleźć sobie męża i nie mieć więcej dzieci, a i to jedno będzie wegetować marnie. Jeżeli jednak przerwie taką ciążę i znajdzie sobie męża, to potem może urodzić i dobrze odchować nawet kilkoro dzieci. Abrocja z tzw. przyczyn społecznych jest w ogólności dawczynią życia. A jedynym moralnym i biologicznym kosztem takiej aborcji jest opóźnienie o kilka lat narodzin pierwszego dziecka.> dokuTen ewolucyjny argument, to tylko dodatkowy argument popierający prawo do aborcji. Ja skoncentrowałem się na eugenice. pozdro.
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Nie widzę tu sprzeczności, fakty opisane w tej książce znane mi są od dawna.Formalnie masz rację, sprzeczności nie ma, ale Twoje uwagi o wadach genetycznych plemników, które są przyczyną ich przegranej w wyścigu do jaja, bardzo przyminają mi te wszystkie dawne opisy plemników o "zdegenerowanej" budowie, o tym, jak im się plączą ogonki i inne takie, które miały czytelnikowi pokazać, jak niewielki procent plemników jest zdrowych i zdolnych do zapłodnienia. Pisanie o wadach genetycznych w kontekście wyścigu do jaja jest niepotrzebne, gdyż wady genetyczne nie mają praktycznie żadnego wpływu na wynik tego wyścigu - tak czy siak wygrywają zdrowe, nawet gdyby wszystkie były bez wad. Przyznaj, że miałem podstawy przypuszczać, że nie czytałeś o wojnach plemników. > Zespół Downa ma różnoraki przebieg. Jedne dociągają kilkudziesięciu lat życia i są w miarę zdrowe i "normalne", inne nie nadają się do niczego,a już na pewno do opieki nad dziećmi; pl.wikipedia.org/wiki/Zespół_Downa> Z reguły jednak tacy ludzie cierpią przez okres swojego życia.Ja mogę powołać się tylko na to, co czytałem i na źródła naukowe, na które powołuje się Barker (w tym na swoje badania). Wiki nie jest dla niego konkurencją. Wierzę źródłom naukowym, a te stwierdzają jednoznacznie, że Downy są o wiele bardziej zadowolone i szczęśliwe niż inne dzieci przy tym samym poziomie opieki. Down rozwija się lepiej, jeśli pozwolić mu pomagać w opiekowaniu się małymi dziećmi. Jeżeli Down nie otrzyma takiej szansy na godny udział w życiu rodzinnym, zgodny z jego powołaniem, wtedy mówiąc potocznie usycha i przestaje "nadawać się do czegokolwiek". Dla ludzi, którzy wierzą w istnienie takiego zjawiska jak "powołanie" (jak u doktora Judyma lub Rudobrodego od Kurosawy), to Down jest klasycznym przykładem takiego powołania - w tym przypadku - do bycia pomocnikiem opiekuna małych dzieci. > Ten ewolucyjny argument, to tylko dodatkowy argument popierający prawo do aborcji.Jeden z niewielu, które mnie przekonują > Ja skoncentrowałem się na eugenice.Eugenika jest argumentem przeciwko aborcji. Była źródłem zła i nadal jest błędnym uzasadnieniem dla różnych rasistowskich czy neonazistowskich poglądów. Eugenika jest z założenia złem, gdyż zakłada ingerencję w dobór naturalny, w celu skierowania ewolucji na inny cel, niż naturalny cel, jakim jest sukces reprodukcyjny genów. Uważam za irracjonalne i niemoralne jednocześnie, dokonywanie aborcji w celu sterowania ewolucją, żeby wyhodować rasę ludzi lepszych (zdrowszych, doskonalszych). Takie działania mogą tylko zmniejszyć szanse na sukces reprodukcyjny genów a w konsekwencji zwiększają ryzyko przegranej takiej populacji w wyścigu ewolucyjnym. Eugenika jst irracjonalna jeśli rozumie się ją klasycznie "system poglądów głoszący możliwość doskonalenia cech dziedzicznych człowieka". Ci, co wymyślili eugenikę, po prostu nie rozumieli ewolucji. Współcześnie eugenika jest zakazana przez prawo cywilizowanego świata i gdyby jakiejś grupie kobiet i jakiemuś instytutowi medycznemu udowodniono praktykowanie eugeniki za pomocą nawet dozwolonej przez prawo aborcji, to tym samym taka aborcja zostałaby zakwalifikowana jako udział w przestępstwie eugeniki.
doku
|
|
| |  | 1 na 1 | maliniak (422 punktów) | Zespół Downa ,a korzyści ewolucyjne. | > >Nie widzę tu sprzeczności, fakty opisane w tej książce znane mi są od dawna.> Formalnie masz rację, sprzeczności nie ma, ale Twoje uwagi o wadach genetycznych plemników, które są przyczyną ich przegranej w wyścigu do jaja, bardzo przyminają mi te wszystkie dawne opisy plemników o "zdegenerowanej" budowie, o tym, jak im się plączą ogonki i inne takie, które miały czytelnikowi pokazać, jak niewielki procent plemników jest zdrowych i zdolnych do zapłodnienia...No to ja nie mam pojęcia czego Ty się naczytałeś??? Plemnik z wadą genetyczną, która może ujawnić się dopiero na poziomie fenotypu po zapłodnieniu wcale nie musi negatywnie wpływać na kondycje plemnika. To jest właśnie ta cholerna bomba zegarowa,ale na szczęście kariotypy z zespołem Downa najczęściej nie wymykają się selekcji na poziomie po zapłodnieniu i są ronione (naturalna aborcja) i o tym właśnie pisałem. Kobiety po czterdziestce czasami rodzą dzieci z Downem,co można tłumaczyć spowodowanym cywilizacyjnie wydłużeniem okresu prokreacji. Kiedyś ,za czasów plemion myśliwsko zbierackich ,średnia życia człowieka wynosiła właśnie czterdzieści lat, więc kobiety w wieku czterdziestu lat były już rasowymi babkami jedną nogą w grobie. Poza tym istnieją "niedorobione" plemniki i one przegrywają wyścig do jaja z tymi zdrowymi.Jak chcesz się o tym przekonać to poszukaj sobie w sieci naukowych rozpraw o gepardach. Gepardy przeszły jakieś 10.000 l. temu poprzez niekorzystne wąskie gardło (rozmnażanie wsobne)) co między innymi objawia się dzisiaj słabą kondycją zdegenerowanych plemników,a co za tym idzie słabą płodnością (dokładnie mają one "poplątane ogonki" widziałem fotki z mikroskopu). Oczywiście jeśli u gepardów dojdzie do zapłodnienia wygrywają w wyścigu do jaja prawidłowo rozwinięte plemniki. > Pisanie o wadach genetycznych w kontekście wyścigu do jaja jest niepotrzebne, gdyż wady genetyczne nie mają praktycznie żadnego wpływu na wynik tego wyścigu - tak czy siak wygrywają zdrowe, nawet gdyby wszystkie były bez wad. Przyznaj, że miałem podstawy przypuszczać, że nie czytałeś o wojnach plemników....Nie czytałem tej książki,ale temat jest mi znany z innych opracowań. Np. Matt Ridley w "Czerwonej królowej" pisze o plemnikach pełniących różne funkcje np. zabójcach innych plemników. Z tego co pamiętam to te plemniki zabójcy atakują plemniki od obcych samców (mężczyzn). Jak zapewniał Ridley jest to strategia ewolucyjna, mająca na celu chronienie swoich genów przed urodzeniem bękarta i inwestowanie w niego (obce geny) zamiast w swoje potomstwo,a nie żadna strategia eliminująca selekcje na zasadzie wyścigu do jaja. > >Zespół Downa ma różnoraki przebieg. Jedne dociągają kilkudziesięciu lat życia i są w miarę zdrowe i "normalne", inne nie nadają się do niczego,a już na pewno do opieki nad dziećmi; pl.wikipedia.org/wiki/Zespół_Downa> >Z reguły jednak tacy ludzie cierpią przez okres swojego życia.> Ja mogę powołać się tylko na to, co czytałem i na źródła naukowe, na które powołuje się Barker (w tym na swoje badania). Wiki nie jest dla niego konkurencją. Wierzę źródłom naukowym, a te stwierdzają jednoznacznie, że Downy są o wiele bardziej zadowolone i szczęśliwe niż inne dzieci przy tym samym poziomie opieki.Jak wszystkie "wariaty". > Down rozwija się lepiej, jeśli pozwolić mu pomagać w opiekowaniu się małymi dziećmi. Jeżeli Down nie otrzyma takiej szansy na godny udział w życiu rodzinnym, zgodny z jego powołaniem, wtedy mówiąc potocznie usycha i przestaje "nadawać się do czegokolwiek".To ,że dzieci z zespołem Downa ,nawet tym o łagodniejszym przebiegu choroby przejawiają nieodpartą chęć opieki nad małymi dziećmi nie znaczy,że można takie małe dzieci pozostawić pod opieką takiego upośledzonego człowieka! Czy zostawiłbyś dwójke małych dzieci pod opieką takiego człowieka i na cały dzień wyjechał do pracy? Pomyśl zanim odpowiesz, np. kto by je nakarmił uchronił ,żeby nie bawiły się zapałkami,przewinął itd. Skoro normalnie myślący człowiek nie zostawiłby dzieci na cały dzień pod opieką takiego upośledzonego człowieka, to dlaczego miały to robić matki z czasów łowców zbieraczy udając się po jagody i grzyby lub na polowanie? Stosując prostą logikę (j.w.) można wykazać bezsens tej hipotezy, ponieważ skoro takie strategie nie przynosiły korzyści ani naszym przodkom-przynajmniej nie można sobie tych korzyści wyobrazić ,ani nam to w jaki sposób mogły być faworyzowane przez naturalną selekcje? Poza tym-co chyba najistotniejsze-dzieci z zespołem Downa z reguły się nie rozmnażają, a więc ta rzekoma korzyść ewolucyjna musiałaby być przenoszona na potomstwo poprzez zdrowe dzieci, które oprócz tego z zespołem Downa miałaby matka. Takie dzieci jednak musiały urodzić się zdrowe i nie po czterdziestce,więc w jaki sposób mogłyby być nosicielami tej letalnej cechy? > Eugenika jest argumentem przeciwko aborcji. Była źródłem zła i nadal jest błędnym uzasadnieniem dla różnych rasistowskich czy neonazistowskich poglądów.Kolego wybacz,ale muszę wyprowadzić Cię z błędu. Każdy kij ma dwa końce. Kiedyś np. darwinizmu używano do wykazania wyższości własnej rasy (np. naziści), czy to znaczy ,że Teoria Darwina jest błędna? pozdro.
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: Zespół Downa ,a korzyści ewolucyjne. | >słabą płodnością (dokładnie mają one "poplątane ogonki" widziałem fotki z mikroskopu).
To są jak najbardziej prawidłowe plemniki. Ich funkcją jest blokowanie drogi obcym plemnikom. Komentarz do tej fotki był archaiczny, ktoś najwyraźniej jeszcze nie znał najnowszych odkyć - tak jakby po prostu nie wiedzał jeszcze, że to Ziemia się kręci.
>oczywiście jeśli u gepardów dojdzie do zapłodnienia wygrywają w wyścigu do jaja prawidłowo rozwinięte plemniki.
To zdanie nie ma sensu w kontekście naszej dyskusji. Mają szansę wygrać tylko te, które się ścigają, pod warunkiem, że przedrą się przez zasieki obronne obcych zdrowych plemników, z prawidłowo rozwiniętrymi poplątanymi ogonkami. Zauważ, że u gepardów często dochodzi do wojen plemników, o wiele częściej niż u ludzi - plemniki gepardów naturalnie więc są bardziej funkcjonalnie zróżnicowane niż ludzkie.
>Jak zapewniał Ridley jest to strategia ewolucyjna, mająca na celu chronienie swoich genów przed urodzeniem bękarta i inwestowanie w niego (obce geny) zamiast w swoje potomstwo,a nie żadna strategia eliminująca selekcje >na zasadzie wyścigu do jaja.
Baker ma na ten temat głębszą wiedzę, gdy sam prowadził odkrywcze badania i stwierdził, że wojny plemników są strategią "zwycięskich" samic, w przeciwieństwie do kultury goryli, ukształtowanej przez "zwycięskie" samce. Ewolucyjnym celem wojen plemników jest właśnie rodzenie bękartów. Najjaskrawiej pokazuje to funkcja orgazmu, który służy kobiecie do wybierania pożądanych plemników z armii plemników pozornie słabszej lub zajmującej gorszą pozycję strategiczną. Sprytne połączenie onanizmu i orgazmu podczas stosunku potrafi bardzo silnie pomóc zwyciężyć silną i dobrze usytuowaną armię przez pozornie pozbawionego szans przeciwnika.
Natomiast ochrona swoich samic (a nie genów) przed urodzeniem bękarta polega np. na zakładaniu haremów i ich obronie. Bardzo ładnie z tym koreluje wielkość jąder u różnych gatunków ssaków czy ptaków - im więcej bękartów, tym większe jądra. Wojny plemników są strategią płodzenia bękartów. Czytałem Ridleya, ale nie pamiętam, żeby sformułował on tak fałszywą tezę - albo sam nie zrozumiał Bakera, albo Ty fałszywie zinterpretowałeś, to co on zrozumiał.
>Jak wszystkie "wariaty".
Może kiedyś psychologia ewolucyjna wyjaśni, skąd się wzięły "choroby" psychiczne uwarunkowane genetycznie.
>Czy zostawiłbyś dwójke małych dzieci pod opieką takiego człowieka i na cały dzień wyjechał do pracy?
Ktoś już tak samo błądził w tym wątku - cały czas pamiętaj, że opieka nad dziećmi w praludzkiej hordzie milion lat temu wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. To co robimy teraz czy tysiąc lat temu robili nasi przodkowie, nie zdążyło jeszcze wpłynąć na nasz genotyp ani fenotyp poprzez mechanizm doboru krewniaczego - potrzeba tysięcy pokoleń, żeby takie subtelne wpływy jak pomoc Downa miała szansę wpłynąć na geny populacji
>Pomyśl zanim odpowiesz, np. kto by je nakarmił uchronił ,żeby nie bawiły się zapałkami,przewinął itd.
Pomyśl, zanim zadasz pytanie
>Stosując prostą logikę (j.w.) można wykazać bezsens tej hipotezy
Ta logika jest równie błędna jak prosta
>Poza tym-co chyba najistotniejsze-dzieci z zespołem Downa z reguły się nie rozmnażają, a więc ta rzekoma korzyść ewolucyjna musiałaby być przenoszona na potomstwo poprzez zdrowe dzieci, które oprócz tego z zespołem Downa miałaby matka. Takie dzieci jednak musiały urodzić się zdrowe i nie po czterdziestce,więc w jaki sposób mogłyby być >nosicielami tej letalnej cechy?
Aby zrozumieć ten mechanizm, trzeba przeczytać coś z podstaw dziedziczenia, tutaj nie ma miejsca na tego rodzaju podręcznikowy wykład. Mogę tylko dać wskazówkę, że zespół Downa powstaje w wyniku złożonej reakcji zdrowych genów na pewne "niepokojące" sygnały ze środowiska, wywoływane przez wiek matki, liczbę jej ciąż, jakość pożywienia, stan zdrowia itp. Prawdopodobnie większość ludzi nosi geny potencjalnie zdolne do wywołania w szczególnych okolocznościach zespołu Downa. Krewni Downów mają większą szansę przekazać swojemu potomstwu takie geny niż pozostali.
>>Eugenika jest argumentem przeciwko aborcji. Była źródłem zła i nadal jest błędnym uzasadnieniem dla różnych rasistowskich czy neonazistowskich poglądów. >Kolego wybacz,ale muszę wyprowadzić Cię z błędu. Każdy kij ma dwa końce. Kiedyś np. darwinizmu używano do wykazania wyższości własnej rasy (np. naziści), czy to znaczy ,że Teoria Darwina jest błędna?
Wystarczy odróżniać prawdę od fałszu. Darwinizm jest prawdziwą teorią, eugenika jest fałszywa - sprzeczna z darwinizmem.
doku
|
|
| | | |  | | maliniak (422 punktów) | Temat 'wojny plemników' pozostawię na pózniej i wrócę do tematu po przeczytaniu polecanej książki-obiecuję. Nie widzę sensu dyskutowania w temacie z którym nie jestem osobiście zapoznany. > >Czy zostawiłbyś dwójke małych dzieci pod opieką takiego człowieka i na cały dzień wyjechał do pracy?> Ktoś już tak samo błądził w tym wątku - cały czas pamiętaj, że opieka nad dziećmi w praludzkiej hordzie milion lat temu wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. To co robimy teraz czy tysiąc lat temu robili nasi przodkowie, nie zdążyło jeszcze wpłynąć na nasz genotyp ani fenotyp poprzez mechanizm doboru krewniaczego - potrzeba tysięcy pokoleń, żeby takie subtelne wpływy jak pomoc Downa miała szansę wpłynąć na geny populacjiA jakież to Twoim zdanie różnice leżały w wychowaniu i opiece nad dziećmi wówczas i dzisiaj? Skoro cechy downowskie adaptowały się już wówczas do spełniania funkcji opieki nad dziećmi, to powinny być przydatne wtedy, jak i teraz,a tak nie jest! Poza tym tłumaczyłem już koledze,że dobór krewniaczy może pracować tylko i wyłącznie na korzystnym materiale genetycznym. > >Pomyśl zanim odpowiesz, np. kto by je nakarmił uchronił ,żeby nie bawiły się zapałkami,przewinął itd.> Pomyśl, zanim zadasz pytanie> >Stosując prostą logikę (j.w.) można wykazać bezsens tej hipotezy"J.w." to pokazano bezsens Twojej hipotezy, bo tak naprawdę nie pokazano niczego poznawczego  > >Poza tym-co chyba najistotniejsze-dzieci z zespołem Downa z reguły się nie rozmnażają, a więc ta rzekoma korzyść ewolucyjna musiałaby być przenoszona na potomstwo poprzez zdrowe dzieci, które oprócz tego z zespołem Downa miałaby matka. Takie dzieci jednak musiały urodzić się zdrowe i nie po czterdziestce,więc w jaki sposób mogłyby być> >nosicielami tej letalnej cechy?> Aby zrozumieć ten mechanizm, trzeba przeczytać coś z podstaw dziedziczenia, tutaj nie ma miejsca na tego rodzaju podręcznikowy wykład...ło matko! > Mogę tylko dać wskazówkę, że zespół Downa powstaje w wyniku złożonej reakcji zdrowych genów na pewne "niepokojące" sygnały ze środowiska, wywoływane przez wiek matki, liczbę jej ciąż, jakość pożywienia, stan zdrowia itp. Prawdopodobnie większość ludzi nosi geny potencjalnie zdolne do wywołania w szczególnych okolocznościach zespołu Downa. Krewni Downów mają większą szansę przekazać swojemu potomstwu takie geny niż pozostali.OK-ale nic mi to nie mówi. Następny jałowo poznawczy wykład. p.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Skoro cechy downowskie adaptowały się już wówczas do spełniania funkcji opieki nad dziećmi, to powinny być >przydatne wtedy, jak i teraz,a tak nie jest!
Teraz już nie są przydatne, dawniej były, to już dokładnie wyjaśniałem
>Poza tym tłumaczyłem już koledze,że dobór krewniaczy może pracować tylko i wyłącznie na korzystnym materiale >genetycznym.
Nie rośmieszaj mnie. Przynajmniej dwa przykłady pokazałem, które obalają ten dziwaczny mit.
>> tutaj nie ma miejsca na tego rodzaju podręcznikowy wykład... >(...). Następny jałowo poznawczy wykład.
To nie wykłady, to forum dyskusyjne.
doku
|
|
 | | Miau (116 punktów) | Odp: Wspomaganie naturalnej selekcji, to uprawniona medycyna!! |
> Zespół Dawna jest ewolucyjnym przystosowaniem. Inwestowanie starszej już matki w odchowanie i wyposażenie jeszcze jednego dziecka jest nieopłacalne dla jej genów. Ewolucyjną funkcją dzieci z zespołem Dawna nie jest własne rozmnażanie, ale pomoc dla matki w opiece nad pierwszymi wnukami. Dzieci z zespołem Dawna mają minimalmne potrzeby, są stale zadowolone i czują nieodpartą potrzebę opiekowania się małymi dziećmi. Niemal nic nie kosztują matkę, a dają cenny wkład w rozwój następnego pokolenia.> Współcześnie Funkcja zespołu Dawna jest niedoceniana, gdyż kobiety rodzą coraz mniej dzieci i coraz później. Dziecko z zespołem Dawna nie trafia na czas, kiedy matka ma już wnuki, jego życie nie ma sensu.Z tego co wiem, osoby z zespołem Downa mają również popęd seksualny (co dla wielu jest nie do przyjęcia). Tłumienie go wydaje się wywoływać jedynie stres, a właściwie nic nie daje. Wspomnianie osoby nawet zakochują się. Co w takim przypadku ? > U człowieka funkcja aborcji jest jeszcze wżniejsza. Jeżeli młoda dziewczyna bez męża urodzi dziecko, może już nigdy nie znaleźć sobie męża i nie mieć więcej dzieci, a i to jedno będzie wegetować marnie. Jeżeli jednak przerwie taką ciążę i znajdzie sobie męża, to potem może urodzić i dobrze odchować nawet kilkoro dzieci. Abrocja z tzw. przyczyn społecznych jest w ogólności dawczynią życia. A jedynym moralnym i biologicznym kosztem takiej aborcji jest opóźnienie o kilka lat narodzin pierwszego dziecka.Problem w tym, że zazwyczaj robimy pewne rozróżnienie między człowiekiem a zwierzęciem. Funkcja aborcji być może jest jasna, ale pozostaje jescze aspekt moralny i rozstrzygnięcie, w którym momencie zaczyna się człowiek. Choć zawsze można postawić znak równości między ludzmi i antylopami. Pozdrawiam
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Zespół Dawna jest ewolucyjnym przystosowaniem.
Zdanie powyższe wymaga, jak zauważyłem, uzupełnienia i wyjaśnienia. Bierze się ono z teorii doboru krewniaczego.
Jako wstęp do teorii doboru krewniaczego podam, aby zaintrygować i zachęcić do lektur, taką oto uproszczoną definicję sukcesu reprodukcyjnego genów:
"Dobór naturalny preferuje geny osobników, które mają jak najwięcej wnuków (prawnuków)"
Zauważmy, że nawet wielka liczba dzieci może nie być sukcesem, jeśli dzieci te wymrą bezpotomnie z głodu i chorób. Biolodzy (psychologowie ewolucyjni) opisali wiele instynktownych zachowań u ludzi, których funkcją jest wspieranie potomstwa swojego rodzeństwa kosztem starań o potomstwo własne: altruizm krewniaczy, typowa ciotka - stara panna, najmłodszy brat idący na księdza, zespół Downa...
doku
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Z tego co wiem, osoby z zespołem Downa mają również popęd seksualny (co dla wielu jest nie do przyjęcia). Tłumienie go wydaje się wywoływać jedynie stres, a właściwie nic nie daje. >Wspomnianie osoby nawet zakochują się. Co w takim przypadku ?
Każde geny "korzystają" z szansy rozmnożenia się, jeśli taka się trafi. Popęd płciowy u Downa jest w tym przypadku dodatkową szansą genów, niewielką ale niezerową, co im szkodzi spróbować.
>pozostaje jescze aspekt moralny i rozstrzygnięcie, w którym momencie zaczyna się >człowiek.
Niewątpliwie pozostaje.
Pozdrawiam
doku
|
|
 | | radek (767 punktów) | Doku ja Ci juz kiedys napisalem zebys dal sobie spokoj z komentarzami na temat adaptacji, bo robisz z siebie idiote. Jeden przyklad. Zespol Downa nie moze byc adaptacja, bo uniemozliwia replikacje genow osobnika. Upraszczajac na potrzeby tego postu "gen Downa" (genu App (białka prekursorowego amyloidu) jest tak zwanym zlym genem, ktory utrzymuje sie w populacji, ze wzgledu na to, ze cala populacja Homo sapiens przeszla przez waskie sito selekcyjne (okolo 10.000 osobnikow) jakies 140 tys lat temu i nie minelo jeszcze wystarczajaco duzo czasu, aby gen ten zostal wyelimonowany przez dobor. Przeskakujac na poziom osobniczy dobor naturalny preferuje geny osobnikow, ktorzy maja jak najwiecej potomstwa (maksymalizuja ilosc genow w populacji), a ma to zwiazek z ich dlugosci zycia.
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Doku ja Ci juz kiedys napisalem zebys dal sobie spokoj z komentarzami na temat adaptacji, >bo robisz z siebie idiote.
Po co to pajacowanie? Przeczytaj kilka podstawowych lektur z teorii ewolucji, zanim zaczniesz popisywać się chamstwem.
>dobor naturalny preferuje geny osobnikow, ktorzy maja jak najwiecej potomstwa >(maksymalizuja ilosc genow w populacji), a ma to zwiazek z ich dlugosci zycia.
Poczytaj na czym polega dobór krewniaczy. I na przyszłość, jeśli czegoś nie rozumiesz, to zamiast w złości wyzywać innych od idiotów, przyznaj się po prostu do tego i spytaj "jak to możliwe?" albo jakoś tak, przecież nie każdy musi od razu wszystko rozumieć, to nie wstyd zrozumieć coś nowego na starość.
Jako wstęp do teorii doboru krewniaczego podam ci, żeby cię zaintrygować i zachęcić do lektur, taką oto uproszczoną definicję sukcesu reprodukcyjnego genów:
"dobor naturalny preferuje geny osobnikow, ktorzy maja jak najwiecej wnuków (prawnuków)"
Zauważ, że nawet wielka liczba dzieci może nie być sukcesem, jeśli dzieci te wymrą bezpotomnie z głodu i chorób. Biolodzy (psychologowie ewolucyjni) opisali wiele instynktownych zachowań u ludzi, których funkcją jest wspieranie potomstwa swojego rodzeństwa kosztem starań o potomstwo własne: altruizm krewniaczy, typowa ciotka - stara panna, najmłodszy brat idący na księdza, zespół Downa... przezd tobą wiele nowych olśnień... widzisz jak przyjemnie dyskutuje się w kulturalny sposób
doku
|
|
| |  | 1 na 1 | Wojtek (3465 punktów) | Panowie Dokowski i Radek,
Jeden drugiego od idiotów wyzywa, drugi pierwszego od chamów. Może umówią się Panowie w jakiejś piaskownicy i dadzą sobie po razie łopatką? Macie po ostrzeżeniu i blokadzie. I chyba warto już tę pyskówkę zakończyć, ponieważ wraz z rozwojem tej podniosłej wymiany zdań jej wartość merytoryczna sięgnie rynsztoka.
Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >warto już tę pyskówkę zakończyć
Dziękuję za tę reakcję, znów powinno się ją pokazać innym moderatorom jako wzór - ostrzeżenia i usunięcie OBYDWU postów.
doku
|
|
| | |  | 1 na 1 | radek (767 punktów) | >Panowie Dokowski i Radek, >Jeden drugiego od idiotów wyzywa, drugi pierwszego od chamów. Może umówią się Panowie w jakiejś piaskownicy i dadzą sobie po razie łopatką? Macie po ostrzeżeniu i blokadzie. I chyba warto już tę pyskówkę zakończyć, ponieważ wraz z rozwojem tej podniosłej wymiany zdań jej wartość merytoryczna sięgnie rynsztoka. >Pozdrawiam > ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
Gwoli scislosci nie nazwalem Dokowskiego idiota, tylko stwierdzilem, ze robi z siebie idote tymi glupkowatymi analizami adaptacji. Nie sadze zeby bylo to chamskie, a z pewnoscia jest prawdziwe. Mniejsza strata bedzie moje ostrzezenie niz ktos mialby w takie bzdury uwierzyc. Do Dokowskiego teraz jezeli sie czujesz urazony to jest mi przykro i przepraszam za to, ale nie wiesz ile mozesz szkody narobic takimi wydumanymi stwierdzeniami.
|
|
| | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>nie nazwalem Dokowskiego idiota, tylko stwierdzilem, ze robi z siebie idote tymi glupkowatymi analizami
Polecam §15. Regulaminu forum, zdanie pierwsze. (Plus ode mnie do tego postu był pomyłkowy, dla wyrównania dam w innym miejscu jeden minus.) .
|
|
| | | | |  | | radek (767 punktów) | Ja polecam natomiast § 14. 1.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >nie nazwalem Dokowskiego idiota, tylko stwierdzilem, ze robi z siebie idote tymi >glupkowatymi analizami
A ja nawet nie napisałem: "robi z siebie chama" ani żadnej innej obrazy jego osoby, tylko nazwałem po imieniu poziom postów Radka, dopiero wtedy moderator zainteresował się tym poziomem. Teraz mamy znów to samo.
Czy naprawdę trzeba użyć słowa tego skądinąd niewinnego słowa "chamstwo", żeby moderator zareagował?
doku
|
|
| | | |  | | Wojtek (3465 punktów) | >Gwoli scislosci nie nazwalem Dokowskiego idiota, tylko stwierdzilem, ze robi z siebie idote tymi glupkowatymi analizami adaptacji. Nie sadze zeby bylo to chamskie, a z pewnoscia jest prawdziwe. Mniejsza strata bedzie moje ostrzezenie niz ktos mialby w takie bzdury uwierzyc. >Do Dokowskiego teraz jezeli sie czujesz urazony to jest mi przykro i przepraszam za to, ale nie wiesz ile mozesz szkody narobic takimi wydumanymi stwierdzeniami. Nie chodzi o to jak Pan nazwał Pana Dokowskiego, chodzi o wrażenie. Sugerowanie, że ktoś robi z siebie idiotę, jest sugestią, że idiotą jest. To tak zwana presupozycja. Narzędzie często używane przez biegłych w sztuce manipulacji. Samo pytanie: "Proszę nie myśleć, że Kowalski jest idiotą" sugeruje, że Kowalski może nim być. I na tym zasadza się kultura dyskusji - zdaję sobie sprawę, że krytyka czyichś poglądów wymaga wysiłku, oraz wielu słów. Czasem jednak warto te słowa napisać, by być w zgodzie z dobrym obyczajem dyskusji i prostymi środkami nie wywoływać wrażenia manipulacji. Nadto zaznaczam, że używanie polskich znaków diakrytycznych w wypowiedziach nie jest zadaniem niewykonalnym. Jeśli ma Pan z tym problem - z chęcią pomogę. Nie chce mi się poprawiać Pańskich postów pod kątem gramatycznym - zadanie żmudne to niebywale.
Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Ma pan rację. Rozumiem także, czemu zareagował pan tak żywiołowo, ponieważ sama mam dosyć czytania na różnych forach wynurzeń ludzi o nauce, o której nie mają pojęcia. Zgadzam się, że zespół Downa nie jest żadną adaptacją już choćby z tego powodu, że bez braku leczenia, osoby cierpiące na tę chorobę rzadko dożywałyby własnej płodności, co automatycznie wyłącza je z funkcji reprodukcyjnej. W jaki więc sposób, coś co nie daje ciągłości pokoleń ani szansy na kolejne pokolenie (skoro nie osiąga dojrzałości płciowej) miałoby być adaptacją?
|
|
 | | Konfolut (310 punktów) | >Zespół Dawna jest ewolucyjnym przystosowaniem. Inwestowanie starszej już matki w odchowanie i wyposażenie jeszcze jednego dziecka jest nieopłacalne dla jej genów. Ewolucyjną funkcją dzieci z zespołem Dawna nie jest własne rozmnażanie, ale pomoc dla matki w opiece nad pierwszymi wnukami. Dzieci z zespołem Dawna mają minimalmne potrzeby, są stale zadowolone i czują nieodpartą potrzebę opiekowania się małymi dziećmi. Niemal nic nie kosztują matkę, a dają cenny wkład w rozwój następnego pokolenia.
Jeżeli tak by było, to każdy trisomik 21 by się rodził, jako ta super pomoc do opieki nad wnukami (ja bym nie ryzykowała pozostawienia wnuków pod opieką osoby z Downem), tymczasem zaledwie 1/3 trisomii 21 rodzi się.
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jeżeli tak by było, to każdy trisomik 21 by się rodził, jako ta super pomoc
niekoniecznie, jeśli obserwujemy adaptację w trakcie powstawani
doku
|
|
| |  | | Konfolut (310 punktów) | Wątpię, aby coś co zmniejsza osobniczą wartość współczynnika dostosowania a w niektórych postaciach ją zupełnie eliminuje, mogłoby być prędzej czy później adaptacją.
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Wątpię, aby coś co zmniejsza osobniczą wartość współczynnika dostosowania a w niektórych postaciach ją zupełnie >eliminuje, mogłoby być prędzej czy później adaptacją.
Geny się takimi wątpliwościami nie przejmują. Za tę adaptację odpowiada dobór krewniaczy, a nie osobnicze dostosowanie.
Klasycznym przykładem adaptacji poprzez dobór krewniaczy są skłonności samobójcze, ujawniające się w pewnych okolicznościach. Samobójcami są najczęściej osoby z rodzin wielodzietnych lub osoby mające już częściowo odchowane dzieci.
doku
|
|
| | | |  | | Konfolut (310 punktów) | W jaki sposób osoba z zespołem Downa miałaby zwiększać dostosowanie populacji? Bo opiekuje się wnuczętami rodziców? Zespół Downa występuje w najróżniejszych nasileniach. Nie wiem czy zdaje sobie pan sprawę z tego, że osoby z zespołem Downa bardzo często wykorzystują litość innych i potrafią być naprawdę wredne. Ludzie z zespołem Downa nie sa ukierunkowani na dzieci a najczęściej na samych siebie. W sumie powinniśmy tu przytoczyć wyniki badań, których jednak ani ja ani pan nie mamy. Z tymi samobójcami to też przydałaby się jakaś choćby statystyka. Z tego co pan mówi wynika, że zespół Downa jest adaptacją nie dla samego posiadacza a dla jego otoczenia. Poza tym osoby z zespołem Downa nie pasują do opisu reguły Hamiltona a to dlatego, że przejawiają skłonności altruistyczne tak samo mocno w stosunku do swej rodziny, jak i do obcych (też przydałyby się wyniki badań).
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >przejawiają skłonności altruistyczne tak samo mocno w stosunku do swej rodziny, jak i do obcych
Geny są ślepe i nie rozumieją głupoty takiego ślepego instynktu. Jednak dla ewolucji nie ma to znaczenia, gdyż Downy bardzo rzadko miały praktyczną możliwość (nie zapominajmy o tym milionie lat ewolucji w warunkach zbieractwa) realizować swoje altruistyczne popędy na obcych.
A propos, to bardzo częsty błąd krytyków psychologii ewolucyjnej, że oceniają wartość adaptacyjną ludzkich instynktów tylko w kontekście czasów współczesnych lub historycznych. Czasem zapominają, że nie wszystkie ludzkie instynkty powstały w czasach historycznych, jak np. instynkty dziewictwa, które ukształtowały się dopiero pod wpływem epidemii dziesiątkujących ludność Azji przez kilkaset pokoleń. Wiele instynktów narodziło się wcześniej, zanim ludzie nauczyli się handlować z obcymi, kiedy to prawdopodobnie, wzorem szympansów, woleli zabijać obcych niż się z nimi zaprzyjaźniać.
Jeżeli ewolucjonista chce zasymulować strategię Downa, to musi stworzyć model odpowiadający warunkom życia ludzi milion lat temu i dopiero może spróbować wyobrazić sobie, jak tamta rodzina traktowała Downa i czy mógł się on przydać, czy osłabiłby klan, czy od czasu do czasu mógłby pomóc odchować w zdrowiu jedno więcej dziecko
doku
|
|
| | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >nie zapominajmy o tym milionie lat ewolucji w warunkach zbieractwa) realizować swoje altruistyczne popędy na obcych Ja nie wiem, czy pan sobie żartuje czy pan naprawdę mówi poważnie.
Słowo "instynkt" jest zbyt powszechnie używane a przynajmniej tak mi się wydaje. Instynkt (coś ciężkiego do określenia) jest dla mnie czymś bez czego dany gatunek nie przetrwałby np. bez opieki matki nad dzieckiem, ale czy istnieje coś takiego jak instynkt dziewictwa? Raczej mało prawdopodobne, szczególnie jeżeli porównamy znaczenie dziewictwa do opieki nad potomstwem. Instynktowne działanie to takie działanie, które nie pozwala nam na pływanie w morzu lawy i skłania nas do schowania wystających nagich części ciała przed mrozem (człowiek wkładający dłonie do kieszeni, samice pawianów Gelada tulące się do siebie w celu osłonięcia nagich piersi, pingwiny stojące w wielkich grupach). Instynktowne działanie to ratowanie z płonącego budynku swej siosrty a nie osoby obcej (bez wyliczania czemu to się opłaca). Instynkt to w pewnym sensie automatyzm warunkowany genetycznie. Nie ma sensu w odniesieniu do dziewictwa, które raczej jest wyrachowaniem- choć także trudno to udowodnić, ale mało ma wspólnego z automatyzmem.
>Wiele instynktów narodziło się wcześniej, zanim ludzie nauczyli się handlować z obcymi, kiedy to prawdopodobnie, wzorem szympansów, woleli zabijać obcych niż się z nimi zaprzyjaźniać. Bardzo niewiele wie pan o szympansach, które w niektórych częściach świata mieszkają w jaskiniach, robią dzidy na polowania i handlują z innymi grupami szympansów. Instynkty nie rodzą się od tak a są ściśle kontrolowane i warunkowane przez geny.
>Jeżeli ewolucjonista chce zasymulować strategię Downa, to musi stworzyć model odpowiadający warunkom życia ludzi milion lat temu i dopiero może spróbować wyobrazić sobie, jak tamta rodzina traktowała Downa i czy mógł się on przydać, czy osłabiłby klan, czy od czasu do czasu mógłby pomóc odchować w zdrowiu jedno więcej dziecko. Dopiero pan pisał, że zespół Downa jako adaptacja to adaptacja zaledwie w toku tworzenia się. Czyżby aż tak długo ona powstawała?
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>realizować swoje altruistyczne popędy na obcych >Ja nie wiem, czy pan sobie żartuje czy pan naprawdę mówi poważnie.
Wystarczy trochę bardziej się skupić, żeby znaleźć merytoryczną wartość, nie trzeba wcale wnikać w to, czy ktoś mówi "poważnie" czy nie. Dla mnie, racjonalisty, nie ma znaczenia takie szufladkowanie cudzych wypowiedzi. Mam nadzieję, że jest to widoczne, kiedy dyskutuję lub polemizuję, gdyż zawsze cytuję wypowiedzi Wasze bez emoticonów i "poważnie" polemizuję z ich treścią niezależnie od tego, czy był tam jakiś uśmieszek czy nie.
Jeżeli mój wywód o "ślepych" instynktach był zbyt trudny, to spróbuję prościej. Otóż, jeżeli instynktowne zachowanie przynosi jakąś korzyść swoim genom, to ich allele będą miały w kolejnych pokoleniach większe szanse na sukces niż allele konkurencyjne. Proste instynktowne ślepe zachowanie "pomagaj młodszym" będzie skuteczne w warunkach, gdy osobniki młodsze w otoczeniu będą krewnymi. Do tej skuteczności nie jest potrzebna umiejętność odróżniania krwnych od obcych. Etologia zna wiele takich ślepych zachowań, które w nietypowych warunkach okazują się absurdalne i szkodliwe dla sukcesu reprodukcyjnego swoich genów. A jednak dobór naturalny utrwala takie "niekorzystne" zachowania, gdyż w większości przypadków osobnik nie ma okazji achować się absurdalnie, tak jak w przypadku Downa i jego skłonności do pomagania w opiece nad dziećmi. Po prostu przez miliony lat ewolucji Downy zbyt rzadko miały możliwoć pomagania obcym.
>bez czego dany gatunek nie przetrwałby np. bez opieki matki nad dzieckiem
Naprawdę mnie zaskoczyłeś, takiej definicji instynktu nie znałem. Instynkt to dla mnie pojęcie o wiele szersze, to każde zachowanie utrwalone przez dobór naturalny przy pomocy mechanizmu dziedziczenia poprzez własne geny (a więc nie uwzględnia fenotypu rozszerzonego, uwzględnia jednak sterowanie przez geny symbiontów).
>czy istnieje coś takiego jak instynkt dziewictwa?
Ja wolę liczbę mnogą dla tego rodzaju złożonych zagadnień. Kobieta instynktownie broni dziewictwa, mężczyzna instynktownie nie ufa rozwiązłej, bojąc się inwestować w dzieci zagrożone chorobami. Ci ciekawe, instynkty te są nieobecne w populacjach wyspowych, które nie dowiadczyły presji selekcyjnej tysięcy lat epidemii.
> Instynktowne działanie to ratowanie z płonącego budynku swej siosrty a nie osoby obcej (bez wyliczania czemu to >się opłaca). Instynkt to w pewnym sensie automatyzm warunkowany genetycznie.
I dlatego często popelnia błąd, zmuszając do ratowania osobnika obcego. U ludzi jest jednak inaczej, instynkt altruizmu został wzmocniony przez mechanizm doboru płciowego, tak że dzisiaj jesteśmy gatunkiem altruistycznym, popisującym się bezinteresownym altruizmem instynktownie, jak paw swoim ogonem.
>>Wiele instynktów narodziło się wcześniej, zanim ludzie nauczyli się handlować z obcymi, kiedy to prawdopodobnie, wzorem szympansów, woleli zabijać obcych niż się z nimi zaprzyjaźniać. >Bardzo niewiele wie pan o szympansach, które w niektórych częściach świata mieszkają w jaskiniach, robią dzidy na >polowania i handlują z innymi grupami szympansów.
Taka uwaga niczego nie wnosi, proszę trzymać poziom.
>Instynkty nie rodzą się od tak
Myli się Pan, dokładnie tak. Nowa kombinacja alleli może przyczynić się do powstania nowego sposobu reagowania.
> są ściśle kontrolowane i warunkowane przez geny.
Dokładnie. Proszę jednak nie zapominać, że złożone zachowania zależą od bardzo wielu genów, tak że każdy osobnik ma swoją własną kombinację alleli i swój własny, osobisty wzorzec instynktownych zachowań. Dziewczyna, broniąc swojego dziewictwa, często wcale nie myśli o zdrowiu swoich przyszłych dzieci - jedna boi się bólu, inna boi się ojca, inna boi się wstydu w szkole, inna boi się choroby wenerycznej, inna boi się potępienia przez Boga, inna boi się stereotypu, że chłopak traci zainteresowanie, gdy już dziewczynę zaliczy... Jednak patrząc na zagadnienie z właściwej perspektywy statystyczno-epidemiologicznej widać wyraźnie adaptacyjną wartość dziewictwa w obszarze euroazjatyckim.
>Dopiero pan pisał, że zespół Downa jako adaptacja to adaptacja zaledwie w toku tworzenia się. Czyżby aż tak długo >ona powstawała?
Tego jestem niemal pewien. Sądzę, że strategia Downa bardzo niewiele wnosi do wyścigu "czerwonych królowych", gdyż daje ona tylko niewielką szansę uzyskania niewielkiej przewagi i to nie w każdym pokoleniu. Trzeba tysięcy takich "udanych" pokoleń, żeby allele Downa rozprzestrzeniły się kosztem alleli konkurencyjnych, np. takich, które powodowały po prostu poronienie w podobnych okolicznościach, albo pozwalały rodzić kolejne normalne dziecko, które agresywnie domagało się równego traktowania w warunkach, gdy zasobów ani zdrowia matce już nie starczało. Przewaga strategii Downa wydaje się tak niewielka, że hipoteza adaptacji w tyjm przypadku wydaje mi się wyraźnie mniej prawdopodobna, niż termiczna hipoteza adaptacji piór ptaków czy wysokiego czoła ludzi.
doku
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Konfolut (310 punktów) | część1 >Jeżeli mój wywód o "ślepych" instynktach był zbyt trudny, to spróbuję prościej A czy rozumie pan, że bardzo ciężko jest udowodnić, że dane zachowanie jest instynktowne? Wiele zachowań przynosi korzyść genom. Ja się z tym nie spieram, ale niezwykle trudno jest powiedzieć ile z nich jest naprawdę instynktownymi, bo trudno to w ogóle udowodnić. >Proste instynktowne ślepe zachowanie "pomagaj młodszym" będzie skuteczne w warunkach, gdy osobniki młodsze w otoczeniu będą krewnymi. Do tej skuteczności nie jest potrzebna umiejętność odróżniania krwnych od obcych. Przecież to jest jasne. Z tym się nie spieram także. Sama w poście wyżej pisałam o płonącej siostrze. >Po prostu przez miliony lat ewolucji Downy zbyt rzadko miały możliwoć pomagania obcym. A to dlatego, że kiedyś nie leczono wad serca, które maja wszystkie osoby z zespołem Downa. Dlatego kiedyś ludzie z zespołem Downa nie pełnili żadnej funkcji w społeczeństwie, bo rzadko kiedy dożywali wieku, w którym jako tako byli samodzielni. I tu jest główny szkopuł- czyżby ewolucja przewidziała, że jednak kiedyś będziemy leczyć wady serca i wtedy pana model będzie miał sens? Tylko dzięki sztucznej pomocy, nie będącej tworem ewolucji (no chyba, że spojrzymy na to zupełnie z góry, mówiąc, że taki postęp ma związek z ewolucją człowieka a co za tym idzie techniki), zespół Downa, może w ogóle być omawiany przez pana jako cecha pozytywna dla populacji. Mechanizmy ewolucyjne nie zakładają ingerencji techniki, ewolucja także nie zakładała, że kiedyś będziemy leczyć wady serca, tak samo jak pan wielokrotnie podkreślał, że geny są ślepe. >Naprawdę mnie zaskoczyłeś, takiej definicji instynktu nie znałem. Napisałam, że ja tak rozumiem instynkt, który jest trudny do precyzyjnego określenia. Dla mnie tak to wygląda. O jakie geny symbiontów chodzi? >Kobieta instynktownie broni dziewictwa Kobieta nie broni dziewictwa. Absolutnie nie. Kobieta jedynie wybiera niezmiernie dokładnie partnera seksualnego, dlatego, że kobieta nie rozdaje genów i musi dbać o to, aby jej partner, który potencjalnie może zapłodnić jej gametę/y był możliwie najlepszy. Tyle, że dzisiaj obraz zmienił się nie do poznania a to dlatego, że kobiety otrzymały antykoncepcję i teraz już nie muszą uważać, czy facet jest fajny czy nie- teraz liczy się byle był. Jest to jednak temat na inny wątek. Antykoncepcja wyrównała tę dysproporcję między mężczyznami i kobietami i niech pan mi wierzy na słowo, że kobiety z tego korzystają. Odbijają sobie właśnie te lata, w których musiały uważać.
Bezinteresowny altruizm? Samo używanie słowa altruizm jest zgubne, bo jest to słowo opisujące zupełną utopię. Altruizm w czystej formie nie istnieje. Każdy dobry uczynek jest spełniany tylko dlatego, że daje miłe uczucie (nawet na dłuższą metę) i tylko dlatego, że dana osoba naprawdę chce go spełnić. Prowadziłam seminarium dotyczące altruizmu na tle socjobiologii i niech pani mi wierzy, że nie ma czegoś takiego jak altruizm i jest to (brak altruzimu) rzecz najbardziej naturalna na świecie. To jednak także temat na inny wątek. >Myli się Pan, dokładnie tak. Nowa kombinacja alleli może przyczynić się do powstania nowego sposobu reagowania. Nowa kombinacja alleli... Użyłabym tu pana słów- proszę trzymać poziom. >Proszę jednak nie zapominać, że złożone zachowania zależą od bardzo wielu genów, tak że każdy osobnik ma swoją własną kombinację alleli i swój własny, osobisty wzorzec instynktownych zachowań. Zachowania zależą od bardzo wielu genów- prawda. Każdy osobnik ma swój własny osobisty wzorzec instynktownych zachowań- a to klops. Nieprawda. Jeżeli każdy osobnik (przedstawiciel jednego gatunku) miałby swój własny wzorzec instynktownych zachowań to nie bylibyśmy w stanie żyć koło siebie. Jeden kopulowałby z cegłą, druga ze słupem, jeden bałby się słońca, druga mewy. Ja wiem o co panu chodzi- jesteśmy inni, tak jesteśmy, ale nie na tyle, aby nie zauważać siebie nawzajem. Wzorce zachowań są dosyć proste i do tego zbliżone u wszystkich gatunków zwierząt (w swych podstawach). Jasne, że jedna osoba w sytuacji stresowej uśmiechnie się, jedna zaczerwieni, jedna ucieknie- i to w pewien sposób można uznać za osobisty wzorzec zachowania, pewnie mniej czy bardziej odziedziczony po przodkach, ale w swych instynktach wszyscy jesteśmy niezwykle podobni. Bakteria jak ma glukozę w środowisku to rzuca się na nią niczym potwór, inaktywując wszystkie niepotrzebne rzeczy w swojej genetycznej maszynerii. Inaktywując ośrodek powonienia i głodu w mózgach szczurów nie udało się jednak zastopować ich nieodpartego tropizmu na glukozę. Ludzie także lubią słodkości, dosłownie i w przenośni. I teraz czy jakaś tam bakteria ma instynkt? Czy to już jest instynkt? Jest żywa, niewątpliwie, ale czy można jej zachowanie porównać do zachowania wielokomórkowego Eucarionta? Z instynktem jest problem, że tak naprawdę instynkt nie znaczy za wiele. Trudno jest go określić i udowodnić.
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > rzadko kiedy dożywali wieku, w którym jako tako byli samodzielni. I tu jest główny szkopuł- czyżby ewolucja >przewidziała, że jednak kiedyś będziemy leczyć wady serca i wtedy pana model będzie miał sens?
Oczywiście, że nie. Poruszył Pan kluczową kwestię. Jeżeli Down, który jakoś przeżył rok czy dwa na pokarmie matki, prawie bez dodatkowych kosztów, ma potem nikłe szanse, zeby przeżyć kolejne pięć lat bez kosztownej opieki medycznej, to cała ta kastowa hipoteza funkcji Downa traci wiarygodność. Znów musimy odwołać się do statystyki epidemiologicznej - jaką szansę ma statystyczny Down w wieku 2 lat żeby przeżyć kolejne 5 lat w warunkach naturalnych ludzkiej hordy zbieraczy przy założeniu, że jakoć opieki nad Downem jest niższa niż jakość opieki nad innymi dziećmi. Z książek, które o tym mówią, odniosłem wrażenie, że ta szansa to około 50%. Jeżeli jednak jest to np. tylko 5%, to będę musiał zrobi "pstryk" w swoich poglądach w tej materii.
>Tylko dzięki sztucznej pomocy (...) zespół Downa, może w ogóle być omawiany przez pana jako cecha pozytywna
Jeśli to prawda, to wycofam swoje poparcie dla hipotezy kasty Downów.
> O jakie geny symbiontów chodzi?
Jeeli np. geny wścieklizny zmuszają zwierzę do gryzienia, to jest to efekt ich fenotypu rozszerzonego, a nie instynktu symbiotycznego. Przeciwieństwem takiego gryzienia jest instynktowne kichanie, całowanie się na powitanie, dotykanie się rękami, nosami, lizanie, wymiana śliny, mineta - są to instynkty kodowane przez geny naszych symbiontów, nie przez nasze geny jądrowe.
Pamiętasz słynny ekspryment, który obalił behawioryzm? Dzieci nie przytulają się do opiekuna, który je karmi i przytula, ale wolą kogoś, kto w dotyku przypomina matkę. Wszyscy od razu zrozumieli, że to był pogrzeb behawioryzmu jako teorii naukowej, ale dopiero od prac Margulis rozumiemy, DLACZEGO dziecko wybiera tak absurdalnie - jest to instynkt kodowany przez symbionty.
Kiedy myślimy o mechanizmach ewolucji, zawsze musimy pamiętać, że prawie każdy typ organizmu na Ziemi, to organizm symbiotyczny, a symbiogeneza jest najsilniejszym i najpowszechniejszym mechanizmem doboru naturalnego.
Z ewolucją jest w pewnym sensie tak jak z polityką. Jeżeli w polityce czegoś nie rozumiemy, dlaczego ktoś postąpił tak a nie inaczej, to w ponad 80% przypadków chodzi o pieniądze. Jeżeli nie rozumiemy, dlaczego jakieś zwierzę reaguje tak a nie inaczej, to możemy być na 90% pewni, że robi to w interesie swoich symbiontów.
>>Kobieta instynktownie broni dziewictwa >Kobieta nie broni dziewictwa.
Śmieszna jest taka polemika. Ja twierdzę, ze istnieje w populacjach euroazjatyckich instynktowny strach przed chorobą weneryczną, który objawia się u niektórych kobiet tym, że instynktownie chcą pozostać dziewicami, zanim nie zdecydują się na rozmażanie.
>Absolutnie nie. Kobieta jedynie wybiera niezmiernie dokładnie partnera seksualnego, dlatego, że kobieta nie rozdaje >genów i musi dbać o to, aby jej partner, który potencjalnie może zapłodnić jej gametę/y był możliwie najlepszy.
Ty zaś przytaczasz jako kontrargument jakiś zupełnie niezależny mechanizm doboru płciowego, tak jakbym próbował podważyć jego siłę. Muszę stanowczo zaprotestować przeciwko takiemu stylowi polemiki i takim sugestiom - w wielu miejscach podkreślałem wagę i siłę doboru płciowego i zawsze jestem w pierwszej linii poparcia dla takich tez, jak ta, żeby partner był możliwie najlepszy.
Tylko że to ma się nijak do dziewictwa. Dziewica nie ma szans porównać różnych partnerów, który jest lepszy. Psychologia ewolucyjna wyraźnie wskazuje łechtaczkę, jako narząd służący do wybierania najlepszego partnega. Problem w naszym euroazjatyckim kręgu cywilizacyjnym jest taki, że ewolucyjnie młodszy instynkt dziewictwa przeszkadza dojrzewającym panienkom swobodnie testować i porównywać mężczyzn przy użyciu swojej łechtaczki. Takich oporów (specyficzny dla naszej kultury rodzaj instynktownej wstydliwości) nie mają dziewczęta z niektórych kultur wyspowych, których geny nigdy nie były poddane selekcji przez epidemie, które przez tysiące lat dziesiątkowały wszystkie pokolenia naszych przodków, skutecznie eliminując zwolenników wolnej miłości. Ten mechanizm jest tak prosty i oczywisty, że aż się dziwię, że ludzie tak rzadko to widzą.
Przecież wystarczy wyobrazić sobie, że jakaś kombinacja genów spowodowała raz kiedyś, kilka tysięcy lat temu, że jakiś "defekt" ontogenezy pochwy sprawił, że jedna z dziewcząt doznała silnego bólu podczas pierwszego stosunku i przez kilka lat potem bała się seksu, dopóki pragnienie posiadania dziecka nie stało się silniejsze niż strach. I jaki był tego efekt? Jej dzieci a potem dzieci jej niektórych córek itd. były zdrowe i liczne, nie umierały na choroby z zakażeń "wrodzonych". Przecież jest oczywiste, że populacja z genami tego "defektu" będzie powiększać się jak burza na tle reszty ludzkości dziesiątkowanej przez choroby weneryczne i inne epidemie.
Ten sam mechanizm odpowiedzialny jest za powstanie tabu efebofilii w naszym kręgu cywilizacyjnym, podczas gdy w kulturach wyspowych niemal do dzisiaj praktykowana była edukacja seksualna młodzieży przez dorosłych partnerów.
Chyba kończy mi się miejsce.
doku
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Bezinteresowny altruizm? Samo używanie słowa altruizm jest zgubne, bo jest to słowo opisujące zupełną utopię. >Altruizm w czystej formie nie istnieje.
Ten temat jest już zbadany bardzo dobrze. Matematycy z teorii gier, symulanci doboru płciowego... jest to już temat niemal zamknięty, co prawda dość niedawno temu, więc sporo ludzi tego jeszcze nie wie. Odsyłam do dwóch książeczek "O pochodzeniu cnoty" i "Umysł w zalotach".
>Każdy dobry uczynek jest spełniany tylko dlatego, że daje miłe uczucie (nawet na dłuższą metę) i tylko dlatego, że dana osoba naprawdę chce go spełnić. Prowadziłam seminarium dotyczące altruizmu na tle socjobiologii i niech pani >mi wierzy, że nie ma czegoś takiego jak altruizm i jest to (brak altruzimu) rzecz najbardziej naturalna na świecie.
Te seminaria należały niestety jeszcze do poprzedniej epoki, socjobiologia została już obalona tak jak dawne "egoistyczne" wyjaśnienia niektórych postaci altruizmu. Altruizm bezinteresowny, altruim czysty i altruizm prawdziwy, czy jak ich nie nazwać, to są realnie istniejące strategie genów, obok altriuzmu krewniaczego czy "egoistycznego", które także realnie istnieją. Niestety nie ma tu miejsca, więc odsyłam do lektur.
Jedno jednak muszę podkreślić, że im czystszy jest altruizm, im bardziej szczery i bezinteresowny, im silniej altruista wierzy w swoją litość, wrażliwość, współczucie i bezinteresowność, im bardziej jest uczciwy w swoich intencjach, tym bardziej jest przekonujący i wiarygodny jako uwodziciel zarówno dla panien jak i dla ich matek. To samograj dla doboru płciowego.
>Nowa kombinacja alleli... Użyłabym tu pana słów- proszę trzymać poziom.
Aż tak wymagający wobec swojego poziomu nie jestem - to celowe sformułowanie, dobre do dyskusji, bo ścisłe i obrazowe jednocześnie. Pozwala mówić o ewolucji bez używania pojęcia "mutacji", która jest największym wrogiem ewolucji i największsym wrogiem dyskusji na te tematy.
>Jeden kopulowałby z cegłą, druga ze słupem, jeden bałby się słońca, druga mewy.
To wszystko się zdarza
>Jasne, że jedna osoba w sytuacji stresowej uśmiechnie się, jedna zaczerwieni, jedna ucieknie- i to w pewien sposób można uznać za osobisty wzorzec zachowania, pewnie mniej czy bardziej odziedziczony po przodkach, ale w swych >instynktach wszyscy jesteśmy niezwykle podobni.
Spójrzmy na to z perspektywy etologii i genetyki naczelnych. Najpierw popatrzmy, ile mamy wspólnych genów z innymi gatunkami, ile tych samych alleli występuje w genomach osobników różnych gatunków - i nie mam na myśli identyczności odcinków DNA, ale o faktyczną jednakową funkcjonalność RNA i białek dla metabolizmu i ontogenezy. Popatrzmy teraz na cechy naszego fenotypu - ile mamy cech podobnych a ile różnych między gatunkami i ile mamy takich różnic między osobnikami tego samego gatunku. Szacuję, że takich różnic między człowiekiem a szympansem i gorylem jest około 5 razy więcej niż różnic między przypadkowymi przedstawicielami różnych populacji w ramach tego samego gatunku. Ta liczba nie jest pewnie niczym odkrywczym czy zaskakującym, to raczej banalne oszacowanie. Dla każdego etologa jest oczywiste, że istnieją cechy wspólne dla całego gatunku, odróżniające go od innych gatunków, a istnieją cechy, którymi mogą się różnić osobniki tego samego gatunku (tej samej płci).
Jestem przeciwnikiem takiego demonizowania pojęcia "instynkt", jak Ty to robisz. Istnieją instynkty, które są wspólne dla wszystkich ssaków, które odróżniają ssaki od innych gromad. Są instynkty wspólne dla wszystkich ludzi, które odróżniają nas od innych gatunków, są też instynkty, które odróżniają poszczególnych ludzi między sobą.
No i oczywiście są jeszcze różnice między ludźmi, które odróżniają ludzi mimo posiadania przez nich takich samych instrynktów... i takich różnic jest najwięcej, ale nimi już nie zajmuje się psychologia ewolucyjna - to był podstawowy błąd socjobiologii, które usiłowała objaśniać wszystkie różnice między ludźmi i ludzkimi populacjami tak, jakby powstawały one w procesie ontogenezy.
Podejrzewam że takie demonizowanie słowa "instynkt" jest reliktem socjobiologii, która musiała z konieczności odróżniać instynkty od zachowań, które w jakiś tajemniczy sposób miały zależeć od genów, ale nie zasługiwały na twarde miano "instynktownych". Współczesna psychologia ewolucyjna nie ma takich problemów, wolimy jawnie przyznać się do wiary w mit, że nasz gatunek jest najobficiej wyposażony w instynkty przez naturę, niż marnować czas na próby zdefiniowania "instynktu" tak, żeby było widać, że nasz gatunek nie wyróżnia się bardziej wśród innych niż inne. Najważniejsza jest pełna świadomość, skąd bierze się ta wiara. Mianowicie z introspekcji, która z natury rzeczy daje większą (niestety, mniej prawdziwą) wiedzę o sobie niż obserwowanie innych. Każdy gatunek zdolny do introspekcji będzie myślał o sobie, że jest najbardziej złożonym zbiorem instynktów. Jeżeli słonie lub koralowce są zdolne do introspekcji, to z pewności uważają swoją psychikę za szczytowe osiągnięcie ewolucji. Koralowce w dodatku mogą być pewne, że ich cywilizacja stoi najwyżej a ich kultura materialna i duchowa ma najstarsze tradycje.
doku
|
|
| | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | > Bezinteresowny altruizm? Samo używanie słowa altruizm jest zgubne, bo jest to słowo opisujące zupełną utopię. Altruizm w czystej formie nie istnieje. Każdy dobry uczynek jest spełniany tylko dlatego, że daje miłe uczucie (nawet na dłuższą metę) i tylko dlatego, że dana osoba naprawdę chce go spełnić. Prowadziłam seminarium dotyczące altruizmu na tle socjobiologii i niech pani mi wierzy, że nie ma czegoś takiego jak altruizm i jest to (brak altruzimu) >rzecz najbardziej naturalna na świecie. To jednak także temat na inny wątek.Postaram sie krotko odnosnie altruizmu. Zazwyczaj pisze kometarz kiedy sie nie zgadzam, ale tu zostalo poruszona istotna sprawa, wiec ja rozwine najlepiej jak potrafie. Stwierdzilas, ze altruizm nie istnieje i zgodze sie z tym stwierdzeniem, jezeli perspekywa, przez ktora patrzymy na zycie to gen. Jestem wielkim zwolennikiem twierdzenia, ze gen w sensie Dawkinowskim to podstawowa jednostka doboru naturalnego i konkuruje ona, ze swoimi allelami o byt w kolejnej generacji na okreslonym miejscu w DNA. Geny przez swoje fenotypy tworza jednak kolejne poziomy np: komorki, osobniki, ktore podlegaja sila doboru. Uzywanie tych wyzszych poziomow do analiz wiaze sie z prawdopodobienstwem popelnienia bledu poniewaz sa one pewnego rodzaju przyblizeniem. Analiza na poziomie genow wymaga nie lada wiedzy i wysilku. Analiza na poziom osobniczym wydaje sie latwiejsza, ale czesto moze prowadzic na manowce, bo to chodzi o geny a nie osobniki  Obserwujac pewne zwierzaki mozna doszukac sie pewnych zachowac, ktore wydaja sie na pierwszy rzut oka zachowaniami nie przynoszacymi korzysci na poziomie ani osobniczym, ani na poziomie genu. Dlaczego tak sie dzieje? Mamy tutaj wedlug mojej wiedzy trzy mozliwosci: 1. Jest to zjawisko "misfiring" (Dawkins). Zachowanie tego typu przynosi korzyc genom w jednych okolicznosciach, a w innych nie. My obserwujemy okolicznosci, w ktorych wlasnie te zachowanie nie przynosi korzysci. Wiem, ze trzeba byc ostroznym z przykladami, ale podam jeden jako pokazujacy mechanizm: Wilczyca wychowujaca szczeniaki psa w niewoli. Na wolnosci pewnie miala by wlasne mlode i nie przejmowala by sie szczeniakami psa. 2. Mozna to tlumaczyc jako manipulacje w aspekcie wyscigu zbrojen (Dawkins) (Fenotyp rozszerzony). Geny X manipuluja genami Y, ktore dzialaja na korzyc genow X. My jako obserwartorzy mozemy nie zauwazac ze jest to manipulacja. Przyklady: kukulka, mrowki niewolnice, czlowiek etc. 3. Nie widzimy korzysci, bo nasze obserwacje sa nie wystarczajaco dobre, zeby je zobaczyc. Wszystkie te zachowania z punkow powyzej obserwator mozna okreslic jako altruistyczne, z tym ze nie jest to do konca prawda, bo albo maja one inny "cel" bynajmniej nie altruistyczny, albo sa powodowane manipulacja, o ktorej nie wiemy. Poniewaz nie jestem biologiem i nie obracam sie w tym srodowisku zawsze interesowalo mnie zdanie biologow, ktorzy dotarli juz do punktu samolubny gen i fenotyp rozszerzony na przyszlosc gatunku Homo sapiens. Interesowalo mnie rowniez jak np: Dawkins doszedl do wnisoku, ze altruizm jest nadzieja dla ludzi skoro jest to tak naprawde skutek uboczny lub manipulacja. Mysle, ze ma to zwiazek z kultura Homo sapiens, ktora rozwiaja sie szybko i dobor na poziomie genow bezposrednio jej nie dotyczy. Badz co badz ja nie jestem takim optymista.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Jestem wielkim zwolennikiem twierdzenia, ze gen w sensie Dawkinowskim to podstawowa jednostka doboru naturalnego Ona tak naprawdę warunkuje istnieje doboru naturalnego. >konkuruje ona, ze swoimi allelami o byt w kolejnej generacji na okreslonym miejscu w DNA. Gen to także allel. Czy konkuruje on o miejsce w kolejnej generacji w określonym miejscu to ja tego nie wiem, ale rzeczywiście obserwując te mechanizmy, które znamy można wysunąć takie wnioski. >Analiza na poziom osobniczym wydaje sie latwiejsza, ale czesto moze prowadzic na manowce, bo to chodzi o geny a nie osobniki I z tym się absolutnie zgadzam, bo jakby nie patrzeć to wszystko co żyje zawdzięcza swój byt właśnie genom. >Geny X manipuluja genami Y, ktore dzialaja na korzyc genow X Mam nadzieję, że nie ma pan tu na myśli genów z allosomów X i Y, tylko po prostu jakieś geny. W sumie jakby na to spojrzeć w taki sposób jak ty to przedstawiasz to nie można się nie zgodzić, bo wydaje się na pierwszy rzut oka, że co ma gen F1 do tego, że podrzucę swoje dziecko niedźwiedziowi. Wydaje się, że nic, że to moja decyzja. Ktoś powie, że instynkt, jeszcze ktoś wymyśli coś innego, ale tak naprawdę to można pokusić się o przypuszczenie, że i sama świadomość, owe "ja" jest także wynikiem doboru naturalnego, którego podstawową jednostką jest gen, tak jak pan napisał. To kłóci się z pojęciem wolnej woli, wyboru, duszy, ale niestety tak naprawdę ja nie udowodnię, że to co teraz piszę jest absolutnie czystym wynikiem mojego "ja", mojej persony, moich indywidualnych, niezależnych od biologii przemyśleń. Myślę, że nauce jest o wiele bliżej do wyjaśnienia skąd biorą się moje decyzje niż mi do udowodnienia, że są zupełnie abiologiczne. Skoro coś pochodzi z biologicznego istnienia jakim jestem to nie może na nim się nie opierać. Tu zawsze wtedy uświadamiam sobie jaki człowiek jest sztuczny. Zawszę w takich momentach przypominam sobie przypadki ludzi, którzy byli zwyczajni, mieli rodziny i po wypadku, w którym uszkodzili sobie korę mózgową, zmienili się nie do poznania (mimo, że fizjologicznie byli sprawni). Stracili zainteresowanie własnymi dziećmi, mimo, że zdawali sobie sprawę, że to ich dzieci, jej mąż/jego żona. Najgorsze dla tych, co stali się tak naprawdę ofiarami czyjegoś wypadku, że ta osoba mówi, że czuje się szczęśliwa, że nie ma zmartwień. Gdzie jest da dusza? Gdzie jest to "ja"? Najciekawsze są sny, w których niby my to my, ale przynajmniej ja zachowuję się zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Jestem bardzo agresywna, morduję, niemal wszystko łączę z seksem, prędkością i wojną. W snach też mam pewną świadomość, podstawowe instynkty są zachowane- siła fizyczna, obrona, walka, kopulacja. Nagi instynkt. I gdzie to piękne delikatne kobiece ja, oplecione fiołkami, romantyczne, rozważne. Pomijam fakt, że na jawie, bardzo bardzo bardzo często się hamuję a do dlatego, że to mi się opłaca i znowu dobór naturalny i znowu geny i kółko się zamyka. Czy jestem robotem? W pewnym sensie- tak. Najgorsze jest to, że jestem świadoma tej ułomności, że jestem zaprogramowana i jak bardzo bym chciała to od programu nie ucieknę, bo nie mam genów warunkujących płetwy czy skrzela. Jestem zaprogramowana przez geny na bycie człowiekiem. Im zawdzięczam to, że żyję, więc jestem winna im przysługę w postaci przekazania ich dalej do mojego potomstwa. Tu znowu można się pokusić o pewną analogię- reguła coś za coś- geny dały mi życie, dały hormony, dały popędy, wszystko, aby zmusić mnie do podtrzymania ich wiecznych podróży. Kolejny paradoks- coś co jest podstawą życia jest zupełnie zależne od własnego wektora, tyle że robi wszystko, aby zmusić go do pracowania jak mu się zagra. >Mysle, ze ma to zwiazek z kultura Homo sapiens, ktora rozwiaja sie szybko i dobor na poziomie genow bezposrednio jej nie dotyczy. Dobór jest zawsze na poziomie genów. Jakby się tak zastanowić to zawsze się dojdzie do takiego stwierdzenia i myślę, że musimy się z tym pogodzić i nie widzę powodu dla którego mielibyśmy być smutni. Czy jest mi źle? Nie, czuję się świetnie, mimo że wiem, że geny mnie zaprogramowały, ale wydaje mi się, że na loterii genetycznej wygrałam. Nie mogę narzekać i nie wiem czemu miałabym się wstydzić, że tak samo jak bakteria jestem zaprogramowana. Ludzie, szczególnie mocno religijni, muszą sobie uświadomić, że to żaden wstyd być organizmem żywym . Stale mi się wydaje, że część z nas chce się odciąć od świata biologii, chce udowodnić, że skoro posługujemy się mową to jesteśmy nieziemscy. A to nieprawda. Ja już jak byłam naprawdę dzieckiem to byłam wielu tych rzeczy, o których pan pisze i ja piszę, świadoma. Dlatego nie było dla mnie szokiem, kiedy czytałam coraz więcej i zaczęłam rozumieć, co jest grane. Spodobało mi się to i tak studiuję genetykę molekularną. Taka wypowiedź może podobać się kreacjonistom- bo mówię o programie, który jest niezwykle bliski projektowi. Tu się zgodzę- to jest projekt, ale nie jest na pewno inteligentny, ani boski (chyba, że nazwiemy bogiem biologię i jej mechanizmy, to wtedy się zgodzę i w takiego boga to ja wierzę, bo działanie tego boga widzę codziennie, w każdej sekundzie mojego życia). Zresztą użycie słowa "wiara" nie jest tu fortunne. Nie podoba mi się także wykorzystywanie nauki do oblepiania nią sobie swoich religijnych fundamentów. To wprost obrzydliwe.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | czesc 1
>>Jestem wielkim zwolennikiem twierdzenia, ze gen w sensie Dawkinowskim to podstawowa jednostka doboru naturalnego >Ona tak naprawdę warunkuje istnieje doboru naturalnego.
"podstawowa jednostka, na ktora dziala dobor naturalny" tak to oczywiscie powinno brzmiec, co pani zauwazyla i tylko dobrze to o pani swiadczy. Dodam jeszcze dla jasnosci, ze gen to nie jeden odcinek DNA w danym osobniku, ale wszystkie jego kopie w populacji, a nawet w populacjach (bo gatunek na tym poziomie wydaje sie okresleniem sztucznym)
>>konkuruje ona, ze swoimi allelami o byt w kolejnej generacji na okreslonym miejscu w DNA. >Gen to także allel. Czy konkuruje on o miejsce w kolejnej generacji w określonym miejscu to ja tego nie wiem, ale rzeczywiście obserwując te mechanizmy, które >znamy można wysunąć takie wnioski.
Oczywiscie gen to tez allel, ale jego definicja traci sens, gdy nie odniesiemu go bedacego przeciez odcinkiem DNA do innych genow (odcinkow DNA) "aspirujacych" w danej populacji do tego same miejsca w DNA. Dobor preferuje pewne odcinki w okreslonych miejscach DNA inne nie, oczywiscie kluczowe znaczenie ma tu fenotyp.
>>Analiza na poziom osobniczym wydaje sie latwiejsza, ale czesto moze prowadzic na manowce, bo to chodzi o geny a nie osobniki >I z tym się absolutnie zgadzam, bo jakby nie patrzeć to wszystko co żyje zawdzięcza >swój byt właśnie genom.
Jest tu jeden aspekt, o ktorym warto wspomniec. Poniewaz gen jest podstawowa jednostka, na ktora dziala dobor moze on dzialac na niekorzysc osobnika go "noszacego". Wynika to z faktu, ze do danego miejsca w DNA moze aspirowac wiele genow z populacji. Przykladem takiego negatywnego wplywu jest pawii ogon, ktory utrudnia ucieczke przed drapieznikami. Zaznacze tutaj, zeby jakis biolog molekularny sie nie czepial, ze pawii ogon jest oczywiscie ekspresja wielu genow, ale mi chodzi o pokazanie mechanizmu. Duzy pawii ogon gwarantuje skuteczna replikacje natomist przyczynia sie statystycznie do skrocenia zycia osobnika.
>>Geny X manipuluja genami Y, ktore dzialaja na korzyc genow X >Mam nadzieję, że nie ma pan tu na myśli genów z allosomów X i Y, tylko po prostu >jakieś geny.
Oczywioscie tak i potwierdza to moja spotrzezenia, ze czasami biolodzy ewolucyjni moga miec problem z dogadaniem sie z biologami molekularymi. Co nie dotyczy oczywiscie pani przypadku. >W sumie jakby na to spojrzeć w taki sposób jak ty to przedstawiasz to nie można się nie zgodzić, bo wydaje się na pierwszy rzut oka, że co ma gen F1 do tego, że podrzucę swoje dziecko niedźwiedziowi. Wydaje się, że nic, że to moja decyzja. Ktoś powie, że instynkt, jeszcze ktoś wymyśli coś innego, ale tak naprawdę to można pokusić się o przypuszczenie, że i sama świadomość, owe "ja" jest także wynikiem doboru naturalnego, którego podstawową jednostką jest gen, tak jak pan napisał. To kłóci się z pojęciem wolnej woli, wyboru, duszy, ale niestety tak naprawdę ja nie udowodnię, że to co teraz piszę jest absolutnie czystym wynikiem mojego "ja", mojej persony, moich indywidualnych, niezależnych od biologii przemyśleń. Myślę, że nauce jest o wiele bliżej do wyjaśnienia skąd biorą się moje decyzje niż mi do udowodnienia, że są zupełnie abiologiczne. Skoro coś pochodzi z biologicznego istnienia jakim jestem to nie może na nim się nie opierać. Tu zawsze wtedy uświadamiam sobie jaki człowiek jest sztuczny. Zawszę w takich momentach przypominam sobie przypadki ludzi, którzy byli zwyczajni, mieli rodziny i po wypadku, w którym uszkodzili sobie korę mózgową, zmienili się nie do poznania (mimo, że fizjologicznie byli sprawni). Stracili zainteresowanie własnymi dziećmi, mimo, że zdawali sobie sprawę, że to ich dzieci, jej mąż/jego żona. Najgorsze dla tych, co stali się tak naprawdę ofiarami czyjegoś wypadku, że ta osoba mówi, że czuje >się szczęśliwa, że nie ma zmartwień. Gdzie jest da dusza? Gdzie jest to "ja"?
Cenne przemyslenia. Wszystkie wiadomosci, ktore udalo mi sie zebrac i przeanalizowac doprowadzily mnie do wniosku, ze swiadomosc, owe "ja" jest odczuciem powstalym posrednio jako skutek uboczny ewolucji ukladu nerwowego, a bezposrednio jako skutek sposobu przetwarzania informacji przez mozg.
Swiadomosc istnieje tylko od czasu do czasu kiedy okreslone dane sa analizowane. Mozg moze przywolywac okreslone dane typu "Kim jestem" w okreslonych momentach i je przetwarzac dajac nam iluzje swiadomosci. Swiadomosc jest zatem abstrakcja. Istnieje tylko w naszym mozgu tak jak wszystkie inne informacje. Dobrym przykladem na dowod tego bedzie fakt, ze niektore osoby maja poczucie wielu swiadomosci, a to tak naprwade inne paczki informacji analizowane w roznych momentach. Sny to tez interesujaca sprawa, bo tam mozemy odkryc inne nasze ja. Mozna by sie zapytac jak to przeciez ja teraz to ja 2 godziny temu, ja 2 dni temu, ja 2 lata temu, ja 20 lat temu. Czy, aby napewno? Wiekszosc czynnosci "dzieje sie" poza kontrola swiadomosci, ale przy pelnej kontroli ukladu nerwowego, a wlasciwie glownie jego centrali, czyli mozgu (nie uwzgledniam tu zjawisk manipulacji dla uproszczenia). Swiadomosc tak jakby podaza w sposob nie ciagly za tym, co robimy jako organizm sterowany przez mozg. Cos wykonujemy i dopiero po ułamku sekundy zdajemy sobie sprawe z tego co robimy, ale dzieki temu nastepnym razem jak bedziemy te sama czynnosc wykonywali, to bedziemy mieli przewidywanie ewentualnego wyniku. Tak wiec swiadomosc podaza z tylu i to daje korzysc przy powtarzajacej się sytuacji.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Oczywiscie gen to tez allel, ale jego definicja traci sens, gdy nie odniesiemu go bedacego przeciez odcinkiem DNA do innych genow (odcinkow DNA) "aspirujacych" w danej populacji do tego same miejsca w DNA. Dobor preferuje pewne odcinki w okreslonych miejscach DNA inne nie, oczywiscie kluczowe znaczenie ma tu fenotyp. Ja się z panem zgadzam. Tylko dla lepszego zrozumienia napisałam, że allel to to samo, co gen. >Oczywioscie tak i potwierdza to moja spotrzezenia, ze czasami biolodzy ewolucyjni moga miec problem z dogadaniem sie z biologami molekularymi. Co nie dotyczy oczywiscie pani przypadku. Problem w nauce jest taki, że nikt nie może mieć pełnej wiedzy w każdej specjalizacji. Niezwykle trudno jest spojrzeć na dany problem z wykorzystaniem kilku podejść i do tego umieć je powiązać. Ja na przykład miałam taką przyjemność porozmawiać niedawno w cztery oczy z genetykiem populacyjnym a dokładniej z moim wykładowcą od ewolucjonizmu. Nie powiem, tęga głowa. Rozmowa była bardzo długa i wyczerpująca. Pociłam się jak mops, bo to byłby największy obciach, gdybym zbłaźniła się przed doktorem, który zauważy każdy mój błąd. Oboje jesteśmy z innych katedr, oboje wiemy wiele rzeczy, ale każdy z nas wie coś czego nie wie ta druga osoba. Oboje patrzymy na świat biologii, ale niby z innych ujęć. Okazało się jednak, że nie było między nami punktów spornych, choć na początku wydawało się, że obie strony się trochę bały w pełni wyrażać swoje zdanie na temat pewnych zjawisk. Po 30 minutach jednak uświadomiłam sobie, że my się wzajemnie powtarzamy, tyle że używając innej terminologii. Wreszcie oboje delikatnie stwierdziliśmy, że wszystko zależy od genów i nie jest ważne czy patrzymy na dane zjawisko poprzez pryzmat biologii populacyjnej czy molekularnej, bo obie panie są biologiami i bazują na tym samym. Aby jednak to zauważyć i umieć połączyć to trzeba naprawdę być człowiekiem myślącym. Sprawa nie jest prosta, bo gdy człowiek zasiedzi się w "swojej działce" to ma tendencję do twierdzenia, że tylko jego badania są wybitne i tylko tak a nie inaczej można patrzeć na dany problem. A to nieprawda i ja stale staram się o tym pamiętać. >owe "ja" jest odczuciem powstalym posrednio jako skutek uboczny ewolucji ukladu nerwowego, a bezposrednio jako skutek sposobu przetwarzania informacji przez mozg. >Swiadomosc istnieje tylko od czasu do czasu kiedy okreslone dane sa analizowane. To jedna z tych rzeczy, których nie da się udowodnić pewnie nigdy, ale prywatnie się z tym zgadzam. Bardzo podoba mi się określenie, że "ja" jest efektem ubocznym ewolucji. Zapiszę sobie to gdzieś. Tu pojawia się pewien paradoks. Samoświadomość wykluwa się w nas na długo po naszym urodzeniu. Dla otoczenia już istniejemy, ale dla samych siebie nie, więc dla nas nie ma różnicy czy przeżyjemy czy nie, bo nas po prostu jeszcze tak naprawdę nie ma, choć nasi rodzice uznają, że jesteśmy, bo jak nie skoro nas trzymają na rękach. >Tak wiec swiadomosc podaza z tylu i to daje korzysc przy powtarzajacej się sytuacji. Świadomość także potrafi wyprzedzać zdarzenia a jest to wynikiem dokładnie tego, co pan napisał. Ktoś kiedyś powiedział, że mądry człowiek to taki, który uczy się na cudzych błędach, bo tylko głupcy uczą się na własnych. Napisałam kilka tekstów o takich niesprawdzalnych rzeczach. Może kiedyś panu podrzucę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | > Najciekawsze są sny, w których niby my to my, ale przynajmniej ja zachowuję się zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Jestem bardzo agresywna, morduję, niemal wszystko łączę z seksem, prędkością i wojną. W snach też mam pewną świadomość, podstawowe instynkty są zachowane- siła fizyczna, obrona, walka, kopulacja. Nagi instynkt. I gdzie to piękne delikatne kobiece ja, oplecione fiołkami, romantyczne, rozważne. Pomijam fakt, że na jawie, bardzo bardzo bardzo często się hamuję a do >dlatego, że to mi się opłaca i znowu dobór naturalny i znowu geny i kółko się> zamyka.Gadzia i starossacza czesc mozgu to nasze dziecictwo najgorsze, ze te czesci mozgu odpowiada za emocje i popedy. Seks i przemoc pozostanie w nas jeszcze na dlugo, o ile nie na zawsze. > Czy jestem robotem? W pewnym sensie- tak. Najgorsze jest to, że jestem świadoma tej ułomności, że jestem zaprogramowana i jak bardzo bym chciała to od programu nie ucieknę, bo nie mam genów warunkujących płetwy czy skrzela. Jestem zaprogramowana przez geny na bycie człowiekiem. Im zawdzięczam to, że żyję, więc jestem winna im przysługę w postaci przekazania ich dalej do mojego potomstwa. Tu znowu można się pokusić o pewną analogię- reguła coś za coś- geny dały mi życie, dały hormony, dały popędy, wszystko, aby zmusić mnie do podtrzymania ich wiecznych podróży. Kolejny paradoks- coś co jest podstawą życia jest zupełnie zależne od własnego wektora, tyle że robi wszystko, aby zmusić go do pracowania jak >mu się zagra.Z cala pewnoscia jestes robotem podobnie jak ja i kazde inny nosiciel DNA. Uwazam, ze ja to moj mozg, a nie swiadomosc. Uwazam, ze nie da sie przeniesc mojej swiadomosci do innego mozgu (ukladu nerwowego), ani zadnej innej maszyny Organizm mimo, ze jest budowany na podstawie informacji cyfrowej zawartej w DNA to sam w sobie nie jest kopia cyfrowa i nie da sie go skopiowac. Geny natomiast to w pewnej perspektywie informacja cyfrowa i moga sie w miare dokladnie replikowac, aspiruja zatem do niesmiertelnosci. Odnosnie winy. Osobiscie mam odczucie, ze nic nikomu nie jestem winny, ale zdaje sobie sprawe, ze jak bede "sprzeciwial sie" programowi nie bede wynagradzany np: w postaci milych odczuc. Jezeli bede, to tylko na zasadzie "misfiring" i tutaj wydaje mi sie, ze te wszystkie mozgi biologii ewolucyjnej widza szanse na jakas przyszlosc dla Homo sapiens. Inna jest taka, ze przedstwiciele Homo sapiens moga zyc kosztem cierpienia innych mniej rozwinietych ukladow nerwowych, co dla mnie osobiscie nie jest pocieszajace. W dodatku zasoby wyczerpuja sie szybciej w miare wzrostu naszej populacji, a skutki tego mozna przewidziec juz dzis. Podsumowujac zdaje sobie sprawe, ze nie mam wolnej woli nawet w 1%, nosze w sobie morderce, a moj atruizm to skutek uboczny. Te mniej niz 1% to jednak wystarczajaco duzo, aby w takich okolicznosciach (czynnikach srodowiskowych) jakie gwarantuje mi spoleczenstwo zajac sie praca, swoimi hobby i trzymac sie zdala od zabijania kogokolwiek lub czegokolwiek, co wyposazone jest w uklad nerwowy i "wieksza" lub "mniejsza" swiadomosc. > >Mysle, ze ma to zwiazek z kultura Homo sapiens, ktora rozwiaja sie szybko i dobor na poziomie genow bezposrednio jej nie dotyczy.> Dobór jest zawsze na poziomie genów.Chodzilo mi o memy, a dobor, ktore je selekcjonuje to inny dobor niz ten, co dziala na poziomie genow. > Jakby się tak zastanowić to zawsze się dojdzie do takiego stwierdzenia i myślę, że musimy się z tym pogodzić i nie widzę powodu dla którego mielibyśmy być smutni. Czy jest mi źle? Nie, czuję się świetnie, mimo że wiem, że geny mnie zaprogramowały, ale wydaje mi się, że na loterii genetycznej wygrałam. Nie mogę narzekać i nie wiem czemu >miałabym się wstydzić, że tak samo jak bakteria jestem >zaprogramowana.Ja sie pogodzilem, ale nie do konca  Ciezko by bylo mi okreslic na ile sie pogodzilem, nie wiem rowniez ile sie jeszcze dowiem. > Ludzie, szczególnie mocno religijni, muszą sobie uświadomić, że to żaden wstyd być organizmem żywym . Stale mi się wydaje, że część z nas chce się odciąć od świata biologii, chce udowodnić, że skoro posługujemy się mową to jesteśmy nieziemscy. A to nieprawda. Ja już jak byłam naprawdę dzieckiem to byłam wielu tych rzeczy, o których pan pisze i ja piszę, świadoma. Dlatego nie było dla mnie szokiem, kiedy czytałam coraz więcej i zaczęłam rozumieć, co jest grane. Spodobało mi się to i tak studiuję genetykę molekularną.> Taka wypowiedź może podobać się kreacjonistom- bo mówię o programie, który jest niezwykle bliski projektowi. Tu się zgodzę- to jest projekt, ale nie jest na pewno inteligentny, ani boski (chyba, że nazwiemy bogiem biologię i jej mechanizmy, to wtedy się zgodzę i w takiego boga to ja wierzę, bo działanie tego boga widzę codziennie, w każdej sekundzie mojego życia). Zresztą użycie słowa "wiara" nie jest tu fortunne.Nie podoba mi się także wykorzystywanie nauki do oblepiania nią sobie swoich >religijnych fundamentów. To wprost obrzydliwe.Zgodze sie z tym co napisalas, z jednym wyjatkiem. Ludzie religijni nic nie musza sobie uswiadamiac. Moga rownie dobrze, jesli im okolicznosci na to pozwola przejsc przez zycie w niewiedzy i nie naruszy to programu przez nich (czytaj: robotow) realizowanego. Kewstia zaprogramowania przez czynniki srodowiskowe moze byc odegrac pewna role i mam tu na mysli edukacje. Osobiscie nie podejmuje dyskusji z ludzmi religijnymi w kwestiach naukowych, bo nie warto. Szkoda czasu i ja nie widze w tym nic przyjemnego. Doceniam jednak wysilek tych, ktorym sie chce. Ja wole wymienic sie uwagami z osobami takimi jak pani.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Nie mam się co rozpisywać, bo się z panem zgadzam. Osobiście tylko twierdzę, że altruizm nie jest efektem ubocznym, bo on po prostu nie istnieje. To czyste, często nieświadome wyrachowanie na poziomie genów tak naprawdę, skłania nas do działań, które pozornie nie przynoszą nam żadnych korzyści. >Osobiscie nie podejmuje dyskusji z ludzmi religijnymi w kwestiach naukowych, bo nie warto. Szkoda czasu i ja nie widze w tym nic przyjemnego. Doceniam jednak wysilek tych, ktorym sie chce. Ja wole wymienic sie uwagami z osobami takimi jak pani. A wie pan, że ja przed tym jak zaczęłam pisać w tym wątku to na innym forum tłumaczyłam kreacjoniście mechanizmy ewolucyjne? Zapisaliśmy mnóstwo stron, ale rzeczywiście to nie ma sensu. Wydaje mi się, że naprawdę w ogóle go nie przekonałam, nawet nie miałam wrażenia, że on udaje, że nie widzi mojej racji- on naprawdę był przekonany o tym, że nauka jest oszustwem a szczególnie mechanizmy ewolucji, które praktycznie są wykorzystywane przez wielu naukowców na świecie. Mimo wszystko dobrze mi się z nim pisywało, bo nigdy mi nie docinał, ani ja jemu. Podatność na wiarę jest warunkowana genetycznie i to zostało już udowodnione, więc sam całym sobą jest dowodem na prawdziwość choć części nauki.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | część 2 >Jednak patrząc na zagadnienie z właściwej perspektywy statystyczno-epidemiologicznej widać wyraźnie adaptacyjną wartość dziewictwa w obszarze euroazjatyckim
Tak, szczególnie tyczy się to dziewic konsekrowanych.
>Trzeba tysięcy takich "udanych" pokoleń, żeby allele Downa rozprzestrzeniły się kosztem alleli konkurencyjnych, np. takich, które powodowały po prostu poronienie w podobnych okolicznościach
Ale o jakie allele Downa chodzi? O allele osoby z Downem czy o allele warunkujące zespół Downa? Według pana allelami konkurencyjnymi dla alleli Downa (którychkolwiek) są allele powodujące poronienia? Trisomia 21 w ponad 66% przypadków kończy się poronieniem. Do tego rodzice młodzi (poniżej 30 roku życia) mają statystycznie częściej dzieci z zespołem Downa niż rodzice (matki) starsze (bo młodzi mają nadal więcej dzieci), więc to się nadal nie opłaca, bo ile to trzeba czekać, aby mieć raz - zdrowe dziecko (choć jedno), dwa - wychować je (a na barkach mamy już jedno chore), trzy - doczekać wnuków, aby nasze chore dziecko opiekowało się nimi, cztery - utrzymać chore dziecko na tyle długo przy życiu, aby w ogóle mogło kiedykolwiek zająć się wnukami, pięć - mieć szczęście w nieszczęściu, aby nasze chore dziecko nie było na tyle upośledzone, aby kiedyś naprawdę było w stanie zająć się wnukami.
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>wyraźnie adaptacyjną wartość dziewictwa w obszarze euroazjatyckim >Tak, szczególnie tyczy się to dziewic konsekrowanych.
Polecam jako lekturę uzupełniającą "Strzelby, zarazki, maszyny"
>Ale o jakie allele Downa chodzi? O allele osoby z Downem czy o allele warunkujące zespół Downa?
Te drugie
> Według pana allelami konkurencyjnymi dla alleli Downa (którychkolwiek) są allele powodujące poronienia?
Tak
>Trisomia 21 w ponad 66% przypadków kończy się poronieniem.
A czy wiadomo już, od których genów zależy, czy trisomita21 umrze czy zostanie Downem? To jest wiedza, na którą dopiero czekamy. Nie wiemy, skąd bierze się te 66%, nie wiemy nawet, czy jest to liczba dana przez przypadek (co jest mało prawdopodobne), czy można ją wyprowadzić jakoś wg Mendla. Ja osobiście nie wirzę w takie przypadki. Kiedyś genetycy odkryją, od czego zależy przeżycie trisomity21 i moim zdaniem okaże się, że są jakieś geny, które oceniają po jakości odżywienia, czy sytuacja matki jest zła czy niedobra. Jeśli jest zła, to wywołują poronienie. Jeśli jest lepsza niż podczas zapłodnienia, to pozwlamy takiemu przeżyć.
>Do tego rodzice młodzi (poniżej 30 roku życia) mają statystycznie częściej dzieci z zespołem Downa niż rodzice (matki) starsze
Ja czytałem coś przeciwnego
> (bo młodzi mają nadal więcej dzieci)
A co ma piernik do wiatraka? Zresztą to jakiś absurd. Jak rodzice urodzą kolejne dziecko, to stają się starsi. Piszesz tak, jakby po 30-stce na jedno urodzone dziecko umierały matce 2 dzieci urodzone wcześniej. Faktem jest, że młodzi mają mniej dzieci, szczególnie dzieci mają mało dzieci - więcej precyzji, proszę, tak nie można dyskutować z użyciem danych statrystycznych
>więc to się nadal nie opłaca, bo ile to trzeba czekać, aby mieć raz - zdrowe dziecko (choć jedno), dwa - wychować je (a na barkach mamy już jedno chore), trzy - doczekać wnuków, aby nasze chore dziecko opiekowało się nimi, cztery - utrzymać chore dziecko na tyle długo przy życiu, aby w ogóle >mogło kiedykolwiek zająć się wnukami
Down nie musi być chory, Down ma po postu inną funkcję ewolucyjną, jak to jest np. u golców czy mrówek. Zgadzam się, ze ta funckja rzadko jest przydatna, pewnie dlatego tak dużo jest wśród nich poronień.
doku
|
|
| | | |  | | maliniak (422 punktów) | >>Wątpię, aby coś co zmniejsza osobniczą wartość współczynnika dostosowania a w niektórych postaciach ją zupełnie >>eliminuje, mogłoby być prędzej czy później adaptacją. >Geny się takimi wątpliwościami nie przejmują. Za tę adaptację odpowiada dobór krewniaczy, a nie osobnicze dostosowanie....
Dobór krewniaczy działa na pozytywnym materiale genetycznym kolego. Kariotyp Downa nie można nazwać pozytywnym materiałem genetycznym. Przyczyny wymieniłem we wcześniejszym poście i jak widzę inni też podali kompatybilne do moich argumenty. Uważam,że jeżeli kilka osób jest identycznego zdania i w dodatku rzeczowo je uzasadnia (między innymi przyrodnicy), to rozsądniej by było poglądy zweryfikować.
>Klasycznym przykładem adaptacji poprzez dobór krewniaczy są skłonności samobójcze, ujawniające się w pewnych okolicznościach. Samobójcami są najczęściej osoby z rodzin wielodzietnych lub osoby mające już częściowo odchowane dzieci.
A w imię jakich korzyści te samobójstwa?
p.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Dobór krewniaczy działa na pozytywnym materiale genetycznym kolego.
A cóż to za dziwaczny dogmat?! Doboru krewniaczego to czysta matematyka na poziomie konkurencji między allelami. Za samobójstwa robotnic pszczół także odpowiada dobór krewniaczy. Kiedy mówimy o "doborze krewniaczym" podkreślamy właśnie ten aspekt selekcji naturalnej, że czasem się opłaca genom działać na szkodę swojego nosiciela.
>A w imię jakich korzyści te samobójstwa?
U ludzi, inaczej niż u pszczół, to działa jak apoptoza, tylko że nie na poziomie komórki, ale całego organizmu. Jeżeli w organizmie coś się rozreguluje, jeżeli np. jedno z rodzeństwa nie zda matury, zachoruje psychicznie... jeżeli matka jest w stanie psychicznym, który zagraża zdrowiu jej dzieci... istnieje wiele tego rodzaju sytuacji, w których instynktowną reakcją jest samobójstwo, mające u podłoża "dążenie" genów do zwiększenia szans na sukces reprodukcyjny swoich kopii w ciałach innych nosicieli
doku
|
|
| | | | | |  | | radek (767 punktów) | >U ludzi, inaczej niż u pszczół, to działa jak apoptoza, tylko że nie na poziomie komórki, ale całego organizmu. Jeżeli >w organizmie coś się rozreguluje, jeżeli np. jedno z rodzeństwa nie zda matury, zachoruje psychicznie... jeżeli matka >jest w stanie psychicznym, który zagraża zdrowiu jej dzieci... istnieje wiele tego rodzaju sytuacji, w których >instynktowną reakcją jest samobójstwo, mające u podłoża "dążenie" genów do zwiększenia szans na sukces >reprodukcyjny swoich kopii w ciałach innych nosicieli > doku
To jedna za nawiekszych bzdur jakie czytalem. Porownywanie owadow spolecznych do ludzi tylko dlatego, ze to tez stworzenia spoleczne jest delikatnie mowiac wielkim nieporozumieniem. W spolecznosci np pszczol wszystkie robotnice moga nosic identyczna kopie DNA. W przyopadku ludzi dzieje sie to tylko w przypadku blizniakow jednojajowych jest to wiec stosunkow rzadkie i odnosi sie do dwoch osbnikow. "Korzysci" genow z zachowan samobojczych moga miec swoje uzasadnienie u owadow spolecznych o okreslonych sposobach rozrodu, czyli nie wszystkich. Nie maja juz na pewno uzasadnieni u ludzi, gdzie rodzenstwo statystycznie ma tylko 50% tych samych genow. To kolejne dowod na to, ze masz problemy ze zrozumieniem mechanizmu doboru i presji selekcyjnych. Zachowania "dobre" statystycznie dla genow przenoszone w organizmie gatunku A moze byc "zle" dla genow przenoszonych w organizmie gatunku B. To tak jakby powiedzil ze slon ma trabe, bo przynosi korzysci, wiec ty tez musisz miec trabe, a ze nie masz to niewazne, teoria jest prawdziwa i tyle.
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >To jedna za nawiekszych bzdur jakie czytalem. >Porownywanie owadow spolecznych do ludzi tylko dlatego, ze to tez stworzenia spoleczne jest delikatnie mowiac >wielkim nieporozumieniem.
Nie dam się sprowokować do niemerytorycznej pyskówki. Zakończę więc tak, żeby rozstać się w zgodzie i unikać się na przyszłość. Otóż teoria ewolucji jest na tyle trudna moim zdaniem, że nie da się jej wyłożyć w sposób przyswajalny dla każdego. Nasze rozumienie tej teorii jest na tyle różne, że nie podejmuję się rozwiązania tego nieporozumienia między nami - dzieli nas przepaść.
doku
|
|
| | | | | |  | | maliniak (422 punktów) | >>Dobór krewniaczy działa na pozytywnym materiale genetycznym kolego. >A cóż to za dziwaczny dogmat?! Doboru krewniaczego to czysta matematyka na poziomie konkurencji między allelami. Za samobójstwa robotnic pszczół także odpowiada dobór krewniaczy....
Oczywiście z tym,że robotnice pszczół nie mają upośledzonych umysłów ,a tylko niedoskonałe rozwiązanie konstrukcyjne żądła.
Jeśli ktoś nie zda matury,to zawsze może iść do zawodówki i się do czegoś tam przydać,a więc samobójstwo nie jest rozwiązaniem inne przykłady są niezłe,a jednak reguły nie potwierdzają.
p.
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jeśli ktoś nie zda matury,to zawsze może iść do zawodówki i się do czegoś tam przydać,a więc samobójstwo nie
To nie jest racjonalna decyzja, to działanie instynktowne, nie zawsze korzystne dla rodziny we współczesnym świecie. Jednak dawniej młodzieniec, który nie zaliczył inicjacji i mimo wieku nie został zaliczony do mężczyzn, mógł przestać być użyteczny
doku
|
|
1 na 1 | makson (164 punktów) | Nie chcę zabierać głosu nad meritum dyskusji czyli - czy aborcja jest ok w usuwaniu upośledzonych osób czy nie, ale niektórzy piszą tu takie bzdury, że aż to woła o pomstę do nieba.
>Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego >w usunięciu zygoty ,u której wykryto wady genetyczne np. >zespół Downa?
Nie można u zygoty wykryć Zespołu Downa! Badania kariotypu amniocytów można przeprowadzić dopiero w około 14 tygodniu ciąży, a samo badanie trwa kilkanaście dni (trzeba poczekać, aż komórki urosną, a kiedy będzie się ich dużo naraz dzielić to użyć kalchicytyny i wypreparować do badania).
Poza tym radek (którego post dzięki bogu został zablokowany, chociaż nie za to) pisze, że zespół Downa jest efektem "złego genu"... Zespół Downa to chromosomopatia, a nie choroba jednogenowa! Jeżeli ktoś nie widzi różnicy to niech chociaż nie pisze bzdur na ten temat i nie zgrywa specjalisty.
P.S. Nie przeczytałem wszystkich wypowiedzi tutaj, ale mam nadzieje, że nie ma więcej pseudomedycznych wątków, nad którymi grono szacownych racjonalistów z pełną powagą dyskutuje (na boga zachowajcie poziom!).
|
|
 | | radek (767 punktów) | >Nie chcę zabierać głosu nad meritum dyskusji czyli - czy aborcja jest ok w usuwaniu upośledzonych osób czy nie, ale niektórzy piszą tu takie bzdury, że aż to woła o pomstę do nieba. >>Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego >>w usunięciu zygoty ,u której wykryto wady genetyczne np. >>zespół Downa? >Nie można u zygoty wykryć Zespołu Downa! Badania kariotypu amniocytów można przeprowadzić dopiero w około 14 tygodniu ciąży, a samo badanie trwa kilkanaście dni (trzeba poczekać, aż komórki urosną, a kiedy będzie się ich dużo naraz dzielić to użyć kalchicytyny i wypreparować do badania). >Po za tym radek (którego post dzięki bogu został zablokowany, chociaż nie za to) pisze, że zespół Downa jest efektem "złego genu"... >Zespół Downa to chromosomopatia, a nie choroba jednogenowa! Jeżeli ktoś nie widzi >różnicy to niech chociaż nie pisze bzdur na ten temat i nie zgrywa specjalisty.
Przeczytaj moj post uwaznie raz jeszcze. Napisalem, ze na potrzeby tego watku uzyje uproszczenia. Uproszczenie to jest zresza czesto uzywane przez Maynarda, Dawkinsa i innych. Nic w nas nie jest efektem jednego genu, a fenotyp uzalezniony jest dodatkowo od czynnikow srodowiskowych. Czep sie tramwaja specjalisto.
|
|
|  | | makson (164 punktów) | > Przeczytaj moj post uwaznie raz jeszcze. Napisalem, ze na potrzeby tego watku uzyje uproszczenia. Uproszczenie to jest zresza czesto uzywane przez Maynarda, Dawkinsa i innych. Nic w nas nie jest efektem jednego genu, a fenotyp uzalezniony jest dodatkowo od czynnikow srodowiskowych. Czep sie tramwaja specjalisto.To nie jest uproszczenie, tylko przekłamanie. Widzę, że nadal nie rozumiesz czym się różnią choroby jednogenowe (np słynna z powodu Jasia - mukowiscydoza), od aberracji chromosomowych. Przecież nawet diagnostyką tych chorób zajmują się zupełnie inni specjaliści (jednogenowymi biolodzy molekularni, a chromosomopatiami cytogenetycy). Pisanie, że to było uproszczenie to tak jakbyś pisał, że dla uproszczenia zaliczysz człowieka do bezkręgowców  .
|
|
| |  | | radek (767 punktów) | Ok przyznaje, ze moj post jest nieprecyzyjny i nie powinienem wklejac nazwy genu co pokazalo moj brak technicznej wiedzy na temat tej choroby. Uwazam jednak, ze inna jest definicja genu bialkowego w ujeciu molekularnym, a inna w aspekcie biologii ewolucyjnej. Dyskusja toczyla sie w odniesieniu do adaptacji czyli aspektu biologi ewolucyjnej, a tu stosuje sie inna definicje genu. Gen to okreslony odcinek DNA posiadajacy fenotyp przy okreslonych czynnikach srodowiskowych i podlegajacy replikacji.
Zespol Downa jest dziedziczony tylko w 2% przypadkow, ale czy jakis inny gen (2 definicja) za to odpowiedzialny nie istnieje tego na 100% nie wiemy.
Wracajac do tego o co chodzilo mi w moim zablokowanym komentarzu: 1. Jezeli gen nie istnije zespol Downa nie moze byc adaptacja 2. Jezeli istnieje to nie moze byc adaptacja bo uniemozliwia replikacje samego siebie oraz innych genow osobnika.
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >2. Jezeli istnieje to nie moze byc adaptacja bo uniemozliwia replikacje samego siebie oraz >innych genow osobnika.
Jeszcze raz polecam zapoznanie się z mechanizmem tzw. doboru krewniaczego, to jest konieczne do zrozumienia pojęcia adaptacji w kontekście zespołu Downa
doku
|
|
| | | |  | | radek (767 punktów) | Mozesz podac literature: autora, tytul, rok i strone pozycji, w ktorej ktokolwiek twierdzi, ze Zespol Downa to adaptacja.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Mozesz podac literature: autora, tytul, rok i strone pozycji, w ktorej ktokolwiek twierdzi, ze >Zespol Downa to adaptacja.
Zbyt wiele książek przeczytałem o ewolucjonizmie, a szczególnie z psychologii ewolucyjnej, żeby dobrze kojarzyć treści, które zrozumiałem, z tytułami - obawiam się, że mógł to być tylko przykład w książce o czymś innym. Pierwsze co mi przyszło do głowy to "Wojny dziecięce" Bakera, ale nie gwarantuję, że tam to znajdziesz.
Teoria ewolucji ma tę specyfikę, że jest bardziej racjonalna, niż doświadczalna. Weźmy np. badania bliźniaków i korelacji różnych cech człowieka, w celu ustalenia czy są to cechy fenotypu. Adaptacji (ani egzaptacji) nie da się udowodnić, jedyne co można udowodnić, to wartość cechy fenotypu z punktu widzenia selekcji genów. Można udowodnić to np. za pomocą symulacji komputerowych. Jeżeli więc ewolucjonista ma z jednej strony dane epidemiologiczne pokazujące jakąś korelację dotyczącą cechy fenotypu, a z drugiej strony ma symulację pokazującą wartość tej cechy dla selekcji, to przyjmuje, że ma do czynienia z adaptacją lub egzaptacją, rzadko jednak twierdzi jawnie, że ta cecha fenotypu jest adaptacją, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że jakiś inny mechanizm selekcji mógł wykształcić tę cechę jako uboczny efekt wykształcenia innej cechy fenotypu.
Kiedy się rozumie mechanizm selekcyjny doboru krewniaczego, jest jasne, że fenotyp Downa ma wartość dla genów rodziny jako egzaptacja, dająca rodzinie przewagę nad innymi rodzinami, które np. pozbywają się Downów lub, przeciwnie, próbują zapewnić im normalne życie i prawo do założenia własnej rodziny. Naukowiec jednak raczej nie napisze wprost, że twierdzi, iż zespół Downa jest adaptacją.
Np. twierdzi się powszechnie, że pióra u ptaków są adaptacją do stałocieplności, którą wykształciły pierwsze stałocieplne dinozaury, a dopiero potem stały się egzaptacją do latania.
Kiedy jednak mówimy o wielkości czoła człowieka i jego postawie dwunożnej, to ewolucjoniści zachowują o wiele większą powściągliwość, mimo że wartość funkcji chłodzenia przez parowanie jest równie oczywista, jak wartość funkcji grzania przez płaszcz z piór. Jednak niewielu ewolucjonistów otwarcie pisze o tym, że postawa dwunożna i wysokie czoło, to adaptacja służąca do chłodzenia ciała w upale, a cała reszta tzw. "człowieczeństwa" jest tylko egzaptacją wynikającą z uwolnienia rąk i rozrostu czołowej części mózgu.
Warto zwrócić uwagę, że powyższe napisałem o najprostszym mechanizmie selekji, czyli o tym, jakie są skutki, kiedy jedne osobniki umieraja młodo z powodu przegrzania (zmarznięcia) podczas gdy inne przeżywają i przekazują następnym pokoleniom geny chłodzące (grzejące). Widać jasno, że w kolejnych pokoleniach musi z tego powodu być więcej osobników dwunożnych i z wysokim czołem (mających więcej piór). Jeżeli jakiś inny czynnik nie powstrzyma tej selekcji, to wszyscy praludzie muszą w końcu stać się osobnikami dwunożnymi z wielkimi głowami. Ten prosty wniosek kłóci się jednak z naszym subiektywnym pojmowaniem "człowieczestwa" - wolimy wierzyć w jakieś inne adaptacje, np. w zdolności komunikacji czy myślenia, chociaż to nieracjonalne. Naszą dumę uraża pomysł, że te wszystkie zdolności miała tylko nikłą wartość i to tylko jako egzaptacje.
Inne bardziej skomplikowane mechanizmy ewolucji, jak np. dobór krewniaczy, wymagają o wiele większej zdolności kojarzenia, trzeba rozumieć ideę samolubne geny, instynktowny altruizm i umieć sobie wyobrazić symulację rozmanażania tych gen, które odpowiadają za fenotyp altruizmu rodzinnego. To o wiele trudniejsze, niż zrozumienie funkcji dużej głowy jako chłodziarki i skrzydeł jako ciepłego płaszcza z piór.
doku
|
|
| | | | | |  | | radek (767 punktów) | Tyle napisales, a nie wnosi to jednak nic do sprawy, o ktora toczymy spor czyli, czy Zespol Downa jest adaptacja. Moje przypuszczenia sa takie, ze hipoteze o tym, ze Zespol Downa jest adaptacja sobie wydumales na podstawie nieprawidlowej interpretacji opisow doboru krewniaczego.
Jezeli przyjmiemy, ze za Zespol Downa nie jest odpowiedzialy zaden gen (zaznaczam tu, ze uzywam uproszczenia, zeby jaki spec, co definiuje geny bialkowe na poziomie molekularnym sie nie czepial) to nie jest on dziedziczony i nie moze byc adaptacja.
Jezeli przyjmiemy, ze Zespol Downa odpowiedzialny jest jakis gen i chcemy go fenotyp nazywac adaptacja to musi jego obecnosc zwiekszac ilosc jego wystapien w kolejnych generacjach.
Jezeli jakis gen ma byc genem preferownym przez dobor zgodnie z teoria ESS to musi maksymalizowac szanse na swoje rozprzestrzenainie sie w populacji. "Gen Downa" jesli istnieje powoduje miedzy innymi uposledzenie umyslowe oraz bezplodnosc osobnika. A koszty wychowania takiego potomka sa znacznie wieksze niz zdrowego.
Wiecej zdrowego i plodnego potomstwa osobnika wieksze szanse na propagacje jego genow w populacji. Nawet jesli bedziesz argumentowal to, ze osobnik ma wiecej czasu na opieke na potomstwem swojego potomstwa to jego pokrewienstwo do tego potomstwa nie wynosi juz 50% ale 25%, a znaczenie wieksze "korzysci" mialy z opieki nad kolejnym wlasnym potomstwem. Wystarczy policzyc pare przykladow to prosta matematyka
Podsumowujac ten tok myslenia "bardziej oplaca" sie z perspektywy genow opiekowac licznym wlasnym potomstwem niz potomstwem potomstwa z uwagi na mniejsze pokrewienstwo tylko 25%.
|
|
| | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>Jezeli przyjmiemy, ze Zespol Downa odpowiedzialny jest jakis gen i chcemy go fenotyp nazywac adaptacja to musi jego obecnosc zwiekszac ilosc jego wystapien w kolejnych generacjach.
Nic nie musimy przyjmowac, wada genetyczna powodujaca zespol Downa jest doskonale znana. Jest to trisomia 21, w DNA chorego jest dodatkowy chromosom 21 ( normalnie wszystkie chromosomy sa podwojne, w przypadku tej choroby jeden jest potrojny).
Tak wiec nie jest to konkretny gen, tylko ogolny blad w strukturze DNA.
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >w przypadku tej choroby jeden jest potrojny.
A znasz przyczynę lub mechanizm tego potrojenia?
doku
|
|
| | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Chciałabym nawiązać jeszcze do zespołu Downa. W roku 1959 odkryto, że za zespół ten odpowiedzialna jest trisomia chromosomu 21. Jednak dzisiaj wiadomo, że wcale nie musi dojść do nondysjunkcji w mejozie I czy II podczas spermato- czy oogenezy, aby powstała z nieprawidłowych gamet zygota była obarczona tą wadą. Wystarczy, że rejon chromosomu 21 zapisywany jako 21q22 (długie ramię chromosomu 21, region 2, prążek 2) ulegnie powieleniu na sposób translokacji Robertsonowskiej, o której była w tym wątku już mowa. Chromosomy 21 i 22 są akrocentryczne (mają nierównej długości ramiona)- te krótsze ramiona podczas tego rodzaju translokacji poddawane są delecji a dłuższe (zwane ramionami q) ulegają fuzji w taki sposób, że tworzy się jeden chromosom metacentryczny (równe ramiona) będący połówką 21 i połówką 22 chromosomu. W taki sposób po połączeniu się takiej gamety ze zdrową dochodzi do zwielokrotnienia odcinka chromosomu 21 (lub 22- bo tak samo tworzą się trisomie jego rejonu, tyle że trisomie 22 nie rodzą się, choć do tworzenia takich zygot dochodzi częściej niż zygot obarczonych trisomią 21). Tak jak sama wcześniej napisałam w rejonie 21q22 znajdują się m.in. geny dyrk i app. Można spytać się, po co w ogóle w swoim genomie mamy zakodowane geny, których produkty upośledzają szereg zdolności tak bardzo nam potrzebnych do funkcjonowania. W świetle teorii ukazującej trisomię 21 jako adaptację, pomijając po raz kolejny fakt obniżonego znacznie, w stosunku do zdrowych osobników w populacji, współczynnika dostosowania, nie wygląda na to, że trisomia 21 rzeczywiście miałaby być adaptacją. Skutkiem translokacji Robertsonowskiej w tym przypadku, czy zwykłej nondysjunkcji, po której zygota ma trzy całe chromosomy 21 (monosomie nie rodzą się lub umierają tuż po porodzie) jest nagromadzenie się produktów genów, które prowadzą do upośledzenia organizmu (geny są aktywne, bo widać skutki ich działania). Jest to według mnie, pewna ochrona populacji przed zmianą patologiczną, nie przynoszącą korzyści. Każdy zdrowy człowiek posiada kopie tych genów, bo mamy 2 chromosomy 21. Patologia jednak rozpoczyna się po dodaniu kolejnego odcinka z genami, których produkty w nadmiarze prowadzą do upośledzenia. Jest to naturalna kontrola populacji. Taka sama jak bycie nosicielem chorób autosomalnych recesywnych, charakterystycznych dla członków własnej rodziny. Biorąc pod uwagę wszystkie żywe urodzenia trisomii, a są to tylko trisomie chromosomów 13, 18 i 21, to zaledwie 14% wszystkich tych trisomii rodzi się a reszta ulega naturalnym aborcjom. Wszystkie inne abberacje chromosomalne zrównoważone charakteryzują się wyższym % żywych urodzeń niż te wymienione trisomie. Dla mnie jest to świetnym przykładem na to, jak biologia kontroluje nas a i samą siebie w warunkach, kiedy pojawiają się sytuacje niesprzyjające ogólnemu modelowi organizmów. Biologia jest przygotowana na pojawienie się zaburzeń, które można powiedzieć, sama poniekąd generuje. W pewien sposób ogranicza to też zmiany ewolucyjne, jednak wcale nie przecząc możliwości ich zachodzenia. Pokazuje jednak dlaczego zmiany ewolucyjne są tak powolne i dlaczego kreacjonista zawsze będzie upierał się, że takie nie istnieją, siedząc przez całe swoje życie i obserwując populację zebr, u których oczekuje pojawienia się skrzydeł. Opisany także przeze mnie mechanizm nie popiera nadal teorii, która opisuje trisomię 21 jako adaptację.
|
|
| | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | >>Jezeli przyjmiemy, ze Zespol Downa odpowiedzialny jest jakis gen i chcemy go fenotyp nazywac adaptacja to musi jego obecnosc zwiekszac ilosc jego wystapien w kolejnych generacjach. >Nic nie musimy przyjmowac, wada genetyczna powodujaca zespol Downa jest doskonale znana. Jest to trisomia 21, w DNA chorego jest dodatkowy chromosom 21 ( normalnie wszystkie chromosomy sa podwojne, w przypadku tej choroby jeden jest potrojny). >Tak wiec nie jest to konkretny gen, tylko ogolny blad w strukturze DNA.
Ten jak to okreslasz "blad w strukturze DNA" moze byc efektem fenotypowym innych genow.
|
|
| | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | Trisomia 21 jak zostalo to juz napisane w tym watku to dodatkowy 21 chromosom. Wystapienie tego dodatkowego chromosomu jest zapewne fenotypem jakies grupy genow (byc moze z innego chromosomu) przy okreslonych czynnikach srodowiskowych, do ktorych zaliczam rowniez fenotypy innych genow. Nie zostalo to jednak potwierdzone doswiadczalnie tzn nie znaleziono zadnej grupy genow, ktorej fenotypem byloby pojawienie sie zespolu Downa. Stad sie wzielo okreslenie "zakladajac" w moim tekscie. Zgodnie z teoria selfish gene zakladam, ze wszystko co sie z nami dzieje jest kombinacja genow i czynnikow srodowiskowych dajacych fenotyp. Problem polega na tym, ze fenotyp jest najczesciej rezulatem ekspresji wielu genow i to genow zdefiniowanych nie na poziomie molekularnym jako kodujace bialka, ale "cos wiecej", czyli dowolny kawalek DNA, ktore podlega replikacji i posiada fenotyp. tzw gen rozumiany jako czynny replikator generatywny, Dawkins (1982). Jest to zatem niesamowicie skomplikowane zjawisko, nie na nasze techniczne mozliwosci na dzien dzisiejszy.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | Zespół Downa może być także wywoływany tzw. translokacją Robertsonowską między chromosomem 21 a 22 (o nondysjunkcji w mejozie pisze pan niżej). Za zespół ten odpowiada krytyczna część chromosomu 21q22 (długie ramię chromosomu 21 może być przyłączone do innego chromosomu), w której znajduje się gen: - DYRK (koduje kinazę odpowiedzialną za autofosforylację reszty treoniny i seryny- nieprawidłowe działanie prowadzi do problemów z pamięcią i nauką) - APP (koduje prekursor beta-amyloidu- odpowiedzialny m.in. za chorobę Alzheimera, która częściej występuje u osób z zespołem Downa niż u zdrowych)
Opisane w skrócie, ale po to, aby w ogóle wyjaśnić, że wiemy coraz więcej na temat zespołu Downa.
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >hipoteze o tym, ze Zespol Downa jest adaptacja sobie wydumales na podstawie >nieprawidlowej interpretacji opisow doboru krewniaczego.
Aż tak genialny nie jestem. Jestem co prawda geniuszem wg obowiązujących norm, ale raczej skromnym, nie z samego szczytu. O tym, że zespół Downa jest w pewnych warunkach korzystny, dla niosących go genów, przeczytałem. Pewnie, że wolałbym sam na to wpaść, bo to jest coś, co jak się przeczyta i zrozumie, to natychmiast w głowie się rozjaśnia, człowiek klepie się w czoło i konstatuje: "że też sam na to nie wpadłem!"
>musi jego obecnosc zwiekszac ilosc jego wystapien w kolejnych generacjach.
Tak właśnie się dzieje. Nadmiarowe dziecko starzejącej się kobiety, która została właśnie babcią, może być sporym obciążeniem dla rodziny i zmiejszyć sukces reprodukcyjny całej rodziny. W takiej sytuacji korzystna jest np. aborcja. A propos, czy wiesz, że aborcja także w innych sytuacjach jest z tego punkta widzenia dawczynią życia? Czasem zwiększa liczbę nie tylko wnuków ale newet dzieci. Ale wróćmy do meritum. Zamiast aborcji lepiej czasem urodzić tanią niańkę.
> "Gen Downa" jesli istnieje powoduje miedzy innymi uposledzenie umyslowe oraz >bezplodnosc osobnika.
Dzięki temu zapewnia rodzinie korzyści o których piszę. Niskie koszty utrzymania, stan szczęśliwości i gorliwą służbę innym dzieciom. Z punktu widzenia samolubnych genów, dziecko z zespołem Downa jest jak dodatkowa ręka matki - wymaga co prawda dodatkowej żywności, ale i tak się opłaca.
>A koszty wychowania takiego potomka sa znacznie wieksze niz zdrowego.
Zapomniałeś, że selekcja naturalna poprzez mechanizm doboru krewniaczego, wymaga wielu pokoleń. Chcąc ocenić koszty opieki i ich wpływ na sukces reprodukcyjny, musisz uwzględnić warunki, w jakich żył człowiek milion lat temu, 100 tys. lat temu... prawdopodobnie nie ma już znaczenia, jak opiekowano się Downami 10 tys. lat temu, gdyż to jest zbyt krótki czas na to, żeby tak niewielkie udogodnienie dla rodziny, jak Down, mogło zostać "zauważone" przez ewolucję.
Jeżeli przyjąć, że opieka nad Downem była minimalna, i że pozwalano mu umrzeć, jeśli nie był użyteczny, tak jak pozwalano umierać wielu głodnym i chorym nadmiarowym dzieciom, to staje się jasne, jaką przewagę ma rodzina z genami Downa nad rodziną pozbawioną takich genów.
>nie wynosi juz 50% ale 25%, a znaczenie wieksze "korzysci" mialy z opieki nad kolejnym >wlasnym potomstwem. Wystarczy policzyc pare przykladow to prosta matematyka
Ta argumentacja omija meritum. Selekcja przez dobór krewniaczy jest selekcją tak samo naturalną jak każda inna selekcja, tak więc trzeba szacować i symulować sukces reprodukcyjny tą samą metodą porównywania populacji wyposażonych w badany gen i nie. Nie porównujemy teraz dwóch osobników i nie pytamy, czy upłaca mu się rodzić czy nie. Zadanie do policzenia jest zupełnie inne:
Mamy dwie bardzo podobne duże rodziny w prymitywnych warunkach zbieracko-łowieckich. W rodzinach tych kobiety rodzą sporo dzieci, duży odsetek tych dzieci umiera z głodu, chorób i wad genetycznych. Różnica między rodzinami jest tylko jedna: w jednej rodzinie niektóre dzieci z powodu zespołu Downa, zanim zostaną porzucone i umrą, są w stanie ulżyć matce w pracy i dać jej więcej czasu na zbieranie żywności i inną pożyteczną pracę. Jeżeli założyć, że zespół Downa dotyczy tylko dzieci, które i tak nie mają szans na własne potomstwo, to rodzina z zepołem Downa będzie lepiej prosperować w sensiem reprodukcyjnym niż rodzina pozbawiona takich genów.
Kluczem dla tego olśnienia, o którym napisałem w pierwszym akapicie, jest właśnie to założenie, że geny Downa trafiają głównie do genomu dzieci, które z innych powodów i tak by się nie rozmnażały. Dla epidemiologa problem ten przeradza się w proste pytanie: czy istnieje jakaś wyraźna korelacja między występowaniem zespołu Downa a jakimś parametrem, który mógłby rzucić światło na zagadnienie. I taka właśnie kluczowa korelacja jest faktem. Jest nią wiek matki.
Kiedy wrócimy do warunków życia takiej wielkiej pierwotnej zbieracko-łowieckiej rodziny, to widać wyraźnie jak silnie wiek matki koreluje z liczbą urodzonych przez nią dzieci. Widać jasno, jak niewielkie szanse na rozmnożenie ma siódme czy ósme z kolei dziecko urodzone przez kobietę koło czterdziestki, w warunkach, gdy jej pierwsze dzieci już mają wnuki, a i tak nie wszystkie przeżyją. W tych warunkach samolubnym genom, niesionym przez takie ósme dziecko, "opłaca się" pomagać nawet 10% kuzynom, zanim umrą wraz ze swoim nosicielem.
Mamy więc wyraźną korelację wskazującą, że zespół Downa występował przeważnie u tych dzieci, które i tak nie doczekałyby się potomstwa. Twoja nierówność: "50% >25%" nie ma tutaj zastosowania, zastosowanie ma nierówność: "50%*p < 25%", gdzie p oznacza średnie prawdopodobieństwo sukcesu reprodukcyjnego dla siódmego czy ósmego z kolei dziecka tej samej matki.
I w takim właśnie sensie można mówić o hipotezie, że zespół Downa jest adaptacją - w pewnym realistycznym modelu widać wyraźnie jego wartość dla sukcesu reprodukcyjnego.
doku
|
|
| | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | >Aż tak genialny nie jestem. Jestem co prawda geniuszem wg obowiązujących norm, ale raczej skromnym, nie z samego szczytu.
No to geniuszu, zapraszam do lektury: Dawkins Fenotyp rozszerzony rozdzial 4 "Wyscig zbrojen i manipulacja" strona 104 oraz praca Charnova z 1978 roku.
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > zapraszam do lektury: Dawkins Fenotyp rozszerzony rozdzial 4 "Wyscig zbrojen i manipulacja" strona 104 oraz praca Charnova z 1978 roku.
1 znam, 2 pewnie chciałbym przeczytać, gdybym wiedział coś więcej, czy mnie zainteresuje
doku
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | Znowu kopiuję z worda, więc jak będzie coś nie tak to proszę moderatora o zadziałanie jak wcześniej. >Ja czytałem coś przeciwnego [dotyczy tego, że młodsi rodzice mają więcej dzieci z zespołem Downa) Pracuję przy poradni genetycznej Akademii Medycznej oraz na katedrze, która jako jedyna w Polsce bada niektóre choroby genetyczne, więc mam dostęp do statystyk, a także ich analiz.
Stwierdzenie, że młodzi mają więcej dzieci tyczyło się mojej wypowiedzi o tym, że młodzi rodzice mają więcej dzieci z zespołem Downa a to dlatego, że nadal mają ogólnie więcej dzieci niż rodzice starsi. >Jak rodzice urodzą kolejne dziecko, to stają się starsi. Piszesz tak, jakby po 30-stce na jedno urodzone dziecko umierały matce 2 dzieci urodzone wcześniej. Faktem jest, że młodzi mają mniej dzieci, szczególnie dzieci mają mało dzieci - więcej precyzji, proszę, tak nie można dyskutować z użyciem danych statrystycznych. Czemu pan jest taki agresywny? Podyskutujmy spokojnie. Dane dotyczące dzieci z zespołem Downa dotyczą całej populacji ludzkiej, nie tylko krajów Zachodnich. Pan także mówi, że samobójcze skłonności są adaptacjami i ja staram się to naprawdę traktować poważnie, tak samo jak pana przypuszczenia, że trisomia 21 jest adaptacją czy pana wypowiedzi na temat tajemniczych alleli to tu, to tam. Mogłabym od razu pana wyśmiać jak zrobiono to wcześniej, ale nie zrobiłam tego. >Down nie musi być chory, Down ma po postu inną funkcję ewolucyjną, jak to jest np. u golców czy mrówek. Zgadzam się, ze ta funckja rzadko jest przydatna, pewnie dlatego tak dużo jest wśród nich poronień. Osoba z zespołem Downa jest zawsze chora, bo rodzi się zawsze z wadami serca (pomijając inne upośledzenia). Używając pana toku myślenia powiedziałabym, że właśnie dlatego rodzi się z wadami serca, aby mimo nie zadziałania mechanizmu poronienia (który zawiódł i osoba z zespołem Downa się urodziła), taki osobnik został szybko wyeliminowany z populacji. Ewolucja sama eliminuje adaptację? > Ten temat jest już zbadany bardzo dobrze. Matematycy z teorii gier, symulanci doboru płciowego... jest to już temat niemal zamknięty, co prawda dość niedawno temu, więc sporo ludzi tego jeszcze nie wie. Odsyłam do dwóch książeczek "O pochodzeniu cnoty" i "Umysł w zalotach". Tu już mnie pan nieco prowokuje. Odsyła mnie pan do "książeczek"... tymczasem piszę panu, że prowadziłam na ten temat seminarium, więc naprawdę orientuję się w tym temacie. > socjobiologia została już obalona tak jak dawne "egoistyczne" wyjaśnienia niektórych postaci altruizmu Co to znaczy "obalić socjobiologię"? Wystarczy pooglądać małpy w zoo a zgodzi się pan ze mną, że niemal każde nasze zachowanie ma ścisły związek z naszą biologią. Mówię "niemal", dlatego, że nie jestem w stanie wykazać, że jakieś przypadkiem niebiologiczne nie istnieje, ale skoro istniejemy dzięki genom to w dużej mierze zależymy od nich, nie zapominając o działaniu środowiska. Dlaczego na przykład teraz tak żywo dyskutujemy? Dlatego, aby samym sobie udowodnić wartość własnego genomu, samemu się sprawdzić i poopowiadać znajomym, czyli zareklamować się jacy to mądrzy jesteśmy (przy okazji może jakiś fajny samiec/samica wyśle nam prywatną wiadomość zainteresowany/a naszymi przemądrymi opowieściami). Tylko po to, aby nasze geny miały jak największą szansę na przejście dalej. Jest to tak silny mechanizm, że istnieje nawet u osób nie mogących mieć dzieci, ale tak jak już pan wspomniał i ja wspominała pana słowa- geny są ślepe, nie są świadome, że ich wektor, może być jednostką ułomną. Ja się nie denerwuję na pana, bo nawet jeśli się nie zgodzimy, to przynajmniej wymienimy się poglądami a ja zawsze mawiam, że każda rekombinacja jest dobra. > Jedno jednak muszę podkreślić, że im czystszy jest altruizm, im bardziej szczery i bezinteresowny (...) I tak dalej... o czym pan w ogóle mówi... o poziomach bezinteresowności zachowań. To jest tylko czysta abstrakcja, nic więcej, ale zgadzam się, że chodzi tu o dobór płciowy (znowu- "niemal" jak zawsze). Pisałam dokładnie o tym samym. >Aż tak wymagający wobec swojego poziomu nie jestem To niedobrze dla pana genów, na pewno czują się zawiedzione, ale jest pan już pewnie starszy, więc w sumie to jest to zrozumiałe (znowu ma to związek z pana biologią- skoro jest pan już starszy to lepiej, żeby pana zmutowane DNA nie przedostało się już do populacji a więc nie jest pan już wobec siebie tak bardzo wymagający) >to celowe sformułowanie, dobre do dyskusji, bo ścisłe i obrazowe jednocześnie Ani trochę nie jest ścisłe i ani trochę obrazowe, a przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu. > >Jeden kopulowałby z cegłą, druga ze słupem, jeden bałby się słońca, druga mewy. >To wszystko się zdarza Oczywiście, że się zdarza, ale patrząc na populację to zdarza się to rzadko, właśnie dzięki temu, że wzory instynktów, o których pan pisał, są dla danego gatunku takie same. Muszą być. > (...)i nie mam na myśli identyczności odcinków DNA, ale o faktyczną jednakową funkcjonalność RNA i białek dla metabolizmu i ontogenezy. Niech mi pan uwierzy na słowo- gdybyśmy mieli taką wiedzę o funkcjonalności RNA i białek i to do tego u różnych gatunków to... płakałabym ze wzruszenia, po raz pierwszy w życiu. Nie wiemy jeszcze prawie nic o funkcjonalności RNA u człowieka i o funkcji naprawdę wielu białek. >Dla każdego etologa jest oczywiste, że istnieją cechy wspólne dla całego gatunku, odróżniające go od innych gatunków, a istnieją cechy, którymi mogą się różnić osobniki tego samego gatunku (tej samej płci). To jest oczywiste dla każdego człowieka, który przez chwilę się zastanowi i niepotrzebnie mnie pan powtarza. W podstawach jednak musimy być identyczni, co do tego nie ma wątpliwości. Jesteśmy identyczni, bo celem każdego żywego organizmu jest przenoszenie genów. Tak naprawdę w swych podstawach nie różnimy się nawet od plazmidu niosącego oporność na ampicylinę. I on i my mamy na celu replikację i rozsyłanie genów. Ja mogę mówić, że nie chcę mieć dzieci, ale co to zmieni skoro
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | Ja mogę mówić, że nie chcę mieć dzieci, ale co to zmieni skoro mam ochotę na spotykanie się z mężczyznami. Moja chęć nieposiadania dzieci nie wystarczy, aby główny mechanizm przestał działać, bo i tak robię wszystko, aby znaleźć się w sytuacji "grożącej" rekombinacją genów, wbrew mojej własnej woli. >Jestem przeciwnikiem takiego demonizowania pojęcia "instynkt", jak Ty to robisz. Istnieją instynkty, które są wspólne dla wszystkich ssaków, które odróżniają ssaki od innych gromad. Są instynkty wspólne dla wszystkich ludzi, które odróżniają nas od innych gatunków, są też instynkty, które odróżniają poszczególnych ludzi między sobą. Nie demonizuję instynktu, tylko jestem ostrożna w ocenie każdego zachowania jako instynktownego. Czy charakter, o którym pan mówi jest instynktem? Dla mnie, tak jak już powiedziałam, instynkt to jest pewien automatyzm, pewna niejeden by to nazwał, zwierzęcością. Kiedy poślizgnę się zupełnie automatycznie, instynktownie, bez jakiegokolwiek zastanowienia i podjęcia decyzji, robię wszystko, aby utrzymać równowagę. Natomiast to czy założę skarpetkę na lewą najpierw, czy na prawą nogę nie jest już automatyzmem a przemyślaną często decyzją, niezwykle ważną zapewne. Wszystko zależy jak rozumiemy instynkt. Jestem biologiem, więc wybaczy mi pan, że myślę w brzydki sposób. >Podejrzewam że takie demonizowanie słowa "instynkt" jest reliktem socjobiologii, która musiała z konieczności odróżniać instynkty od zachowań, które w jakiś tajemniczy sposób miały zależeć od genów, ale nie zasługiwały na twarde miano "instynktownych". Tego, co teraz napiszę, nie jestem w stanie w żaden sposób udowodnić (jeszcze), ale według mnie, podkreślam, że jest to moja opinia, zachowania są warunkowane genetycznie, bo nie może być inaczej, bo wszystko, co posiadam w samej sobie jest warunkowane genetycznie. Oczywiście to, że jestem opalona zależy od środowiska, ale gdybym nie miałam genów kodujących melaninę, czy szlaków przekaźnikowych w komórce reagujących na dawki promieniowania to nigdy nie byłabym opalona. Trudno jest odróżnić instynkt od zachowania, bo gdzie taka granica miałaby przebiegać. W biologii nie ma wyraźnych granic, wszystko jest płynne (czy to gatunek A czy już B a może coś pomiędzy a może bardziej B?), dlatego unikam jednoznacznych stwierdzeń. > Koralowce w dodatku mogą być pewne, że ich cywilizacja stoi najwyżej a ich kultura materialna i duchowa ma najstarsze tradycje. Zgadzam się. Kiedyś napisałam, że dlaczego mam się czuć lepsza od owsika? Dlatego, że mam nogi i ręce i do tego mówię i potrafię się modlić? Zupełnie tak w taki sam sposób jestem lepsza od owsika, w jaki jestem lepsza od osoby niepełnosprawnej a takie myślenie ma ścisły związek z biologią i bardzo często towarzyszy ludziom mocno religijnym, którzy są przeświadczeni o ludzkiej wyjątkowości, przejawiając tymczasem podstawowe zwierzęce instynkty/zachowania czy jakkolwiek to nazwiemy w tym temacie. To jest pewien paradoks.
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czemu pan jest taki agresywny?
Nie rozumiem tej insynuacji i nie dam się sprowokować. Jestem w meritum bez agresji i radzę mnie naśladować, żeby być wiarygodnym dyskutantem.
>Podyskutujmy spokojnie.
W jakim sensie?
>Dane dotyczące dzieci z zespołem Downa dotyczą całej populacji ludzkiej, nie tylko krajów Zachodnich.
W te sposób nie ucieka się od meritum. Fałszywe stwierdzenie, że ludzie młodsi mają więcej dzieci niż starsi pozostaje fałszywe, nie wolno tak manipulować danymi statystycznymi w poważnej dyskusji.
>Pan także mówi, że samobójcze skłonności są adaptacjami
Dlaczego ja? To akurat nie budzi kontrowersji wśród biologów ewolucyjnych. O ile hipoteza kasty Downów jest uważana za kontrowersyjną, to adaptacyjne funkcje samobójstwa nie budzą już wątpliwości. Polemika na ten temat nie ma sensu, dla mnie samobójstwo jest prostym przykładem adaptacji przez mechanizm doboru krewniaczego, a nie pomysłem na nowy wątek i nową polemikę. Dyskusja o kaście Downów jest niebanalna, polemika o samobójstwie byłaby banalna.
>jak pana przypuszczenia, że trisomia 21 jest adaptacją
Nie jestem autorem tej hipotezy, nawet nie potrafię ocenić jej prawdziwości. Przy pomocy matematyki i programów symulacyjnych można udowodnić, jak już pisałem, że zespół Downa ma pewną wartość adaptacyjną z punktu widzenia mechanizmów doboru krewniaczego - to jest tylko kwestia rozumienia tych mechanizmów i takich symulacji, to w pewnym sensie tylko matematyka. Jeżeli ta hipoteza jest nieprawdziwa, to tylko dlatego, że w realnym świecie milion lat temu zbyt rzadko mogły występować warunki, w których zespół Downa miał okazję udowodnić swoją użyteczność jako fenotyp.
>czy pana wypowiedzi na temat tajemniczych alleli to tu, to tam. Mogłabym od razu pana wyśmiać jak zrobiono to >wcześniej, ale nie zrobiłam tego.
Właśnie próbuje to Pani robić, uciekając od meritum, ale bezskutecznie, bo w allelach nie ma nic tajemniczego. Konkurencja za pośrednictwem fenotypu między allelami o dane locus jest najprostszą i najściślejszą definicją ewolucji, której wadą jest tylko to, że zbytnio upraszcza zagadnienie i czyni je zbyt abstrakcyjnym. Próby wyśmiewania dyskutanta, kiedy się nie ma argumentów, nie mogą być powodem do dumy na takim forum.
>Używając pana toku myślenia powiedziałabym, że właśnie dlatego rodzi się z wadami serca, aby mimo nie >zadziałania mechanizmu poronienia (który zawiódł i osoba z zespołem Downa się urodziła), taki osobnik został >szybko wyeliminowany z populacji. Ewolucja sama eliminuje adaptację?
Dokładnie tak, nareszcie podjęła Pani rzeczową polemikę, mam nadzieję, że doprowadzi to do jakichś merytorycznych konkluzji, a nie tylko do wycieczek personalnych. Oczywiście że ewolucja tak właśnie działa, gdyż adaptacja zawsze ma dwie strony - z jednej strony są cechy fenotypu, z drugiej cechy środowiska. Każda adaptacja jest adaptacją do określonych cech środowiska. Jeśli środowisko ma inne cechy, to adaptacja nagle staje się fenotypem niekorzystnym, eliminowanym przez selekcję naturalną.
Wracając do Downa, to skoro już nawiązaliśmy nić porozumienia, to spróbuję ostrożnie się jej trzymać, więc proszę jej nie zrywać. Przede wszystkim proszę nie zapominać, że dla homo sapiens środowiskiem jest przede wszystkim społeczeństwo. Down może być adaptacją tylko pod warunkiem, że odchowanie Downa i opieka nad nim jest o wiele mniej kosztowna niż opieka nad innymi dziećmi i ich wychowanie. Inwestycja rodzicielska w Downa powinna się zwrócić zanim Down umrze. Gdyby więc rodzice poświęcali jakieś zasoby, np. płacili za leczenia wad serca Downa, to znika natychmiast cała wartość tego fenotypu i nie może być już mowy o adaptacji. Wiemy skądinąd, że w dzisiejszych czasach moralna presja społeczna na rodziców jest taka, że zostaliby potępieni, gdyby traktowali oni Downa instrumentalnie, zgodnie z jego funkcją ewolucyjną, czyli dawali mu tylko najtańsze jedzenie, najtańsze zabawki i najtańsze ubrania, chociaż wiemy, że Down zwykle nie porównuje się ze starszym rodzeństwem i nie cierpi z powodu "niesprawiedliwego" traktowania - nadal jest szczęśliwy i pragnie pomagać w opiece nad siostrzeńcami, nawet jeśli jest już bliski śmierci.
Jest dla mnie oczywiste, że z dzisiejszej perspektywy tania hodowla kasty Downów i pozbawianie ich opieki medycznej nie ma szans na społeczną aprobatę, więc nawet jeśli fenotyp Downa jest adaptacją, to jest ona teraz eliminowana. Jednak wiemy skądinąd, że przed wiekami ludzie inaczej podchodzili do tych spraw - nikt nie miał pretensji do rodziców, którzy mało troskliwie opiekowali się niepełnosprawnymi dziećmi i wykorzystywali je do różnych prac. Im bardziej naiwny był wioskowy głupek, tym bardziej go eksploatowano. Jeśli był nieprzydatny, umierał pozbawiony opieki.
> Odsyła mnie pan do "książeczek"... tymczasem piszę panu, że prowadziłam na ten temat seminarium, więc >naprawdę orientuję się w tym temacie.
Pani orientacja jest w obszarze wiedzy już nieaktualnej
>> Jedno jednak muszę podkreślić, że im czystszy jest altruizm, im bardziej szczery i bezinteresowny (...) >I tak dalej... o czym pan w ogóle mówi... o poziomach bezinteresowności zachowań. To jest tylko czysta abstrakcja, nic więcej, ale zgadzam się, że chodzi tu o dobór płciowy (znowu- "niemal" jak zawsze). Pisałam dokładnie o tym >samym.
Tylko że podważała Pani czystość bezinteresownego altruizmu, podczas gdy istnienie takiego altruizmu jest już udowodnione. Wielu ludzi instynktownie realizuje swoje altruistyczne popędy tak jak robili to tysiąc pokoleń wstecz ich przodkowie. Polemika na temat altruizmu nie ma sensu, mogę tylko raz jeszcze odesłać Panią do lektur.
I na koniec dobra rada dla każdego racjonalisty: bądźcie na bieżąco. Nauka o człowieku rozwija się tak bujnie i szybko jak nigdy wcześniej. Wiedza na temat natury ludzkiej w ostatnich latach rozszerzyła się bardziej niż przez całą wcześniejszą historię uprawiania filozofii i różnych innych "nauk" z niej się wywodzących.
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Dlaczego ja? To akurat nie budzi kontrowersji wśród biologów ewolucyjnych. O ile hipoteza kasty Downów jest uważana za kontrowersyjną, to adaptacyjne funkcje samobójstwa nie budzą już wątpliwości. Polemika na ten temat nie ma sensu, dla mnie samobójstwo jest prostym przykładem adaptacji przez mechanizm doboru krewniaczego. A ilu biologów ewolucyjnych zna pan osobiście i z ilu ust tych specjalistów słyszał pan takie twierdzenia bezpośrednio? Tak się składa, że ja mam kilku znajomych wśród biologów ewolucyjnych. Nie wiem czy moje koleżanki i koledzy są nieukami, czy po prostu model, o którym pan mówi budzi nadal wątpliwości. Czy zdaje sobie sprawę pan, że aby cokolwiek udowodnić w biologii, nawet udowodnić funkcję wydawać by się mogło mało ważnego białka w szlaku przekaźników, trzeba na to kilkunastu miesięcy badań dzień w dzień, dzień w dzień? Takie proste tłumaczenie rzeczy jest bardzo niebezpieczne, bo w ten sposób można wytłumaczyć niemal wszystko. Na przykład według pana i autorów publikacji czy czego tam kolwiek, których modele pan przedstawia, seryjny morderca też może wywoływać uśmiech na twarzy populacji, bo okazuje się, że jego ofiarami padają osobniki słabe, nie potrafiące się bronić i na tyle ułomne, że ich mizerny refleks nie pozwala im dostatecznie sprawnie unikać pocisków. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że w biologii jest bardzo ciężko cokolwiek udowodnić, bo nie znam rzeczy, od której nie byłoby odstępstwa od reguły w mojej dziedzinie. Dla pana natomiast jest charakterystyczna taka laicka pewność siebie, której nie ma żaden naukowiec.
>Jeżeli ta hipoteza jest nieprawdziwa, to tylko dlatego, że w realnym świecie milion lat temu zbyt rzadko mogły występować warunki, w których zespół Downa miał okazję udowodnić swoją użyteczność jako fenotyp. Czyli jednak trochę zmienił pan zdanie.
ja: Ewolucja sama eliminuje adaptację? >Dokładnie tak. (...) Każda adaptacja jest adaptacją do określonych cech środowiska. Jeśli środowisko ma inne cechy, to adaptacja nagle staje się fenotypem niekorzystnym, eliminowanym przez selekcję naturalną. Ta odpowiedź nie ma sensu. Czy sugeruje pan, że środowisko zmieniło się i zespół Downa teraz traci swoje pozytywne cechy nadawane przez niego populacji? Wychodzi wtedy na to, że nigdy wtedy nie miał szans być zespół Downa adaptacją dla populacji a więc nigdy nią nie był. Teraz się zgodziliśmy.
>Przede wszystkim proszę nie zapominać, że dla homo sapiens środowiskiem jest przede wszystkim społeczeństwo. Down może być adaptacją tylko pod warunkiem, że odchowanie Downa i opieka nad nim jest o wiele mniej kosztowna niż opieka nad innymi dziećmi i ich wychowanie. Dopóki ja o tym nie powiedziałam, to nigdy pan na to nie zwrócił uwagi. Nagle zmienił pan front, bo zauważył pan braki we własnym modelu. Nagle zespół Downa już nie jest taki pewny jak adaptacja. No proszę. Kolejny ląd odkryty. Powtarza mnie pan.
>Inwestycja rodzicielska w Downa powinna się zwrócić zanim Down umrze. Gdyby więc rodzice poświęcali jakieś zasoby, np. płacili za leczenia wad serca Downa, to znika natychmiast cała wartość tego fenotypu i nie może być już mowy o adaptacji. Dokładnie. To kilka postów temu panu wytłumaczyłam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czy zdaje sobie sprawę pan, że aby cokolwiek udowodnić w biologii, nawet udowodnić funkcję wydawać by się mogło mało ważnego białka w szlaku przekaźników, trzeba na to kilkunastu miesięcy badań dzień w dzień, dzień w >dzień?
Istnieje wiele różnorodnych badań, a Pani ogranicza się tylko do jednej techniki. Badania porównawcze bliźniaków, badania korelacji między cechami fenotypu a określonymi allelami, badania epidemiologiczne... Teoria ewolucji potwierdzona jest przez wiele różnych dyscyplin
>>Jeżeli ta hipoteza jest nieprawdziwa, to tylko dlatego, że w realnym świecie milion lat temu zbyt rzadko mogły występować warunki, w których zespół Downa miał okazję udowodnić swoją użyteczność jako fenotyp. >Czyli jednak trochę zmienił pan zdanie.
W porównaniu z czym? Proszę cytoać, bo takie gołosłowne spostrzeżenie bez cytatu potwierdza tylko podejrzenie, że tylko się Pani droczy. Podczas tej dyskusji od razu sformułowałem dostatecznie wiele mocnych założeń, które pokazują, jak małe szanse miał zespół Downa okazać swoją użyteczność dla rodziny. Od razu jawnie pisałem o małości tych szans.
>Czy sugeruje pan, że środowisko zmieniło się i zespół Downa teraz traci swoje pozytywne cechy
Nie sugeruję. Piszę to jasno i bez wykrętów. Nie dam się wciągnąć w takie słowne gierki, które Panin uprawia.
> Wychodzi wtedy na to, że nigdy wtedy nie miał szans
Miał szanse w przeszłości, piszę o tym jasno, proszę ze mną nie pogrywać tak nisko.
> Teraz się zgodziliśmy.
Jeżeli wstydzi się Pani przyznać mi rację prostymi słowami, to nie zkodzi. Taką zgodę też akceptuję.
>Dopóki ja o tym nie powiedziałam, to nigdy pan na to nie zwrócił uwagi. Nagle zmienił pan front
Proszę nas nie rośmieszać, bo to wszystko jest tutaj czarno na białym. Naprawdę tak trudno przyznać komuś rację?
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Wiemy skądinąd, że w dzisiejszych czasach moralna presja społeczna na rodziców jest taka, że zostaliby potępieni, gdyby traktowali oni Downa instrumentalnie, zgodnie z jego funkcją ewolucyjną. Jaka jest różnica między zdrowym instrumentem a chorym instrumentem? Funkcją osoby z zespołem Downa jest bycie kontrabasem, który umila życie reszcie populacji. Żyć nie umierać. Myślę, że nikt nikogo by nie potępiał, skoro i zdrowe perkusje sa często traktowane jak rzeczy. U nas świetnie osoby z zespołem Downa sprawdzają się w rozdawaniu gazet. Tylko one są w stanie spędzić godziny na mrozie, wystawione na działanie śniegu z deszczem, bo są na tyle ułomne, że tam, gdzie się je postawi to tam one stoją. Moim zdaniem funkcją ewolucyjną trisomii 21 jest rozdawanie gazet, ponieważ bardzo dobrze to robią, pracodawca płaci za nich mniejsze podatki i do tego mają niewyczerpalne pokłady energii i odporności. Odciążają także rodziców, którym przynoszą pieniądze, bo dla nich one nie mają wartości. Przynoszą same korzyści populacji. I co? Ten model jest o wiele lepszy niż ten wątpliwy model z wychowywaniem wnucząt. Rozumie pan teraz w czym jest problem? Wszystkie te pseudo naukowe modele nie mają wiele wspólnego z nauką, choćby stworzył je sam profesor doktor habilitowany XX. W ten sposób można naprawdę wiele rzeczy, zupełnie absurdalnych rzeczy, udowodnić.
>Jest dla mnie oczywiste, że z dzisiejszej perspektywy tania hodowla kasty Downów i pozbawianie ich opieki medycznej nie ma szans na społeczną aprobatę, więc nawet jeśli fenotyp Downa jest adaptacją, to jest ona teraz eliminowana. Jednak wiemy skądinąd, że przed wiekami ludzie inaczej podchodzili do tych spraw - nikt nie miał pretensji do rodziców, którzy mało troskliwie opiekowali się niepełnosprawnymi dziećmi i wykorzystywali je do różnych prac. Rozumie pan, że te dzieci kiedyś bardzo szybko umierały, bo nie leczono wad serca? Skoro trisomia 21 nie pełni dzisiaj funkcji pozytywnej ani nie pełniła wcześniej, to na jakiej podstawie nadal mówi pan, że jest ona adaptacją?
>Pani orientacja jest w obszarze wiedzy już nieaktualnej. Tak, ja w ogóle jestem jakimś prymitywnym człowiekiem z zamierzchłych czasów. Jestem człowiekiem z przeszłości. Tak jak i wszyscy znani mi osobiście naukowcy i wykładowcy nie potrafię znaleźć się w tej rzeczywistości. Co tydzień biorę udział w seminariach sprzed 100 lat. Może dla fizyka, takie przesunięcie czasoprzestrzeni będzie interesujące?
>Tylko że podważała Pani czystość bezinteresownego altruizmu, podczas gdy istnienie takiego altruizmu jest już udowodnione. Wielu ludzi instynktownie realizuje swoje altruistyczne popędy tak jak robili to tysiąc pokoleń wstecz ich przodkowie. Sam pan pisze "popędy", które są nieodłącznie przypisane genom. Altruizm czysty nie istnieje, byłby bezsensowny. Jednak skoro nie jestem w stanie tego panu udowodnić to nie będę się więcej w tej kwestii spierać.
>Wiedza na temat natury ludzkiej w ostatnich latach rozszerzyła się bardziej niż przez całą wcześniejszą historię uprawiania filozofii i różnych innych "nauk" z niej się wywodzących. A wszystko to stało się dzięki tym naukowcom, którzy prowadzą seminaria sprzed 100 lat.
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Wiemy skądinąd, że w dzisiejszych czasach moralna presja społeczna na rodziców jest taka, że zostaliby potępieni, gdyby traktowali oni Downa instrumentalnie, zgodnie z jego funkcją ewolucyjną. >Jaka jest różnica między zdrowym instrumentem a chorym instrumentem?
Zdrowy instrument ma wolną wolę i potrafi ją wprowadzać w życie.
>Moim zdaniem funkcją ewolucyjną trisomii 21 jest rozdawanie gazet, ponieważ bardzo dobrze to robią
I znów to samo, udaje Pani, że nie rozumie ewolucji - teraz złapałem Panią za rękę, bo już tłumaczyłem Pani dwa razy, że zespół Downa kształtował się milion lat temu, kiedy nie było jeszcze gazet, więc musiała Pani to zrozumieć. Złapałem Panią, że droczy się Pani ze mną, ale przyznaje mi Pani rację.
Potrafię też zrobić Pani empatię i Pani współczuć, gdyż wiem, że dzięki mnie zrozumiała Pani, że wciskacie klientom plemniki młodych mężczyzn, których dalszymi losami się nie interesujecie - że wcześniej nie zdawała sobie Pani sprawy z tego, że to jest nieuczciwe. Nic dziwnego, że przeszła Pani teraz na wymuszony żartobliwy ton.
>Sam pan pisze "popędy", które są nieodłącznie przypisane genom. Altruizm czysty nie istnieje, byłby bezsensowny.
Defincja za PWN :"bezinteresowne kierowanie się dobrem innych ludzi, gotowość do poświęceń dla innych"
Czysty altruizm jest faktem biologicznym, a jego sensu dowodzą teoria gier i teoria ewolucji. Polecam lekturę "O pochodzeniu cnoty".
doku
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Kiedy będę miała chwilę wolnego czasu powrócę do tego wątku. Nie lubię wypowiadać się na szybkiego. >I znów to samo, udaje Pani, że nie rozumie ewolucji. Być może ja nie rozumiem ewolucji? Skąd pan ma pewność, że rozumiem? Chodzi mi stale o to, że pański model jest zbyt łatwy do zastosowania gdziekolwiek się da i nie zakłada strat w populacji wynikających z opieki nad osobami chorymi. >Złapałem Panią, że droczy się Pani ze mną, ale przyznaje mi Pani rację. Jasne, że się droczę, ale nadal nie przekonał mnie pan, że trisomia 21 jest adaptacją, bo sam pan w jednej ze swoich wypowiedzi napisał, że ogólnie rzecz biorąc mógłby nią być, ale nigdy nie miał na to szans. >dzięki mnie zrozumiała Pani, że wciskacie klientom plemniki młodych mężczyzn, których dalszymi losami się nie interesujecie - że wcześniej nie zdawała sobie Pani sprawy z tego, że to jest nieuczciwe Po pierwszy gdybym kiedykolwiek chciała skorzystać z nasienia mężczyzny to wybrałabym mężczyznę młodego. Po drugie nasienia nikomu się nie wciska- są odgórne zalecenia, które po prostu zgadzają się z wynikami badań. Nawet dzisiaj rozmawiałam o tym z ekspertami, dużo więcej wiedzącymi ode mnie i co do tego, że nasienie młodego mężczyzny jest "zdrowszym" wyborem nie mieli oni wątpliwości. Tak samo lepiej wybrać sobie młodszą matkę, o ile to możliwe, niż starszą. Starość nie radość. Każdy chciałby być wiecznie młody tj. zdolny do posiadania super dzieci, ale niestety z upływem lat dochodzi w DNA plemników do mutacji spontanicznych a u pań do innych cudów zaburzających choćby mechanizm naturalnej aborcji. Tego, po prostu nie da się ukryć. Ja sama powoli zaczynam być genetycznym ślepym zaułkiem, bo dzieci nie mam nawet z kim mieć a zegar wybija godziny. Taka jest prawda, co do której nie ma wątpliwości. Aczkolwiek podkreślam (dosyć często w tym wątku), że młodość nie jest gwarantem, ale na pewno daje o wiele większe prawdopodobieństwo zdrowia potomstwa niż starość. Nie czarujmy się. Oczywiście ja tu pomijam analizy rodowodowe, mutacje spontaniczne u młodych, ale negatywny wpływ starości jest tu zbyt wyraźnie widoczny, aby się dalej w tym temacie spierać. Czekam natomiast na kontynuację o adaptacji trisomii 21, gdyż jutro mam kolokwium z chorób genetycznych człowieka i diagnostyki molekularnej a więc przez te dni, kiedy nie odwiedzałam tego forum, zaopatrzyłam się w potężny oręż wiedzy. Nadal obstaję przy swoim, że nie ma altruizmu wśród organizmów żywych, ale adaptacja jest ciekawsza więc niech mnie pan przekona- niech zrobi pan podsumowanie w jednym poście, w którym najlepiej jak pan może spróbuje pan udowodnić, że trisomia 21 JEST adaptacją.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jasne, że się droczę, ale nadal nie przekonał mnie pan, że trisomia 21 jest adaptacją, bo sam pan w jednej ze >swoich wypowiedzi napisał, że ogólnie rzecz biorąc mógłby nią być, ale nigdy nie miał na to szans.
Czuję się znużony tą nieuczciwą manierą polemizowania, którą się Pani posługuje. Napisałem wyraźnie co innego, nie będę się powtarzał.
>>dzięki mnie zrozumiała Pani, że wciskacie klientom plemniki młodych mężczyzn, których dalszymi losami się nie interesujecie - że wcześniej nie zdawała sobie Pani sprawy z tego, że to jest nieuczciwe >Po pierwszy gdybym kiedykolwiek chciała skorzystać z nasienia mężczyzny to wybrałabym mężczyznę młodego
Nawet wtedy, gdyby Pani wiedziała, że po kilku latach od złożenia nasienia w banku umarł on z powodu jakiejś choroby genetycznej? Świadomie naraziłaby Pani swoje dzieci tylko dlatego, że boi się Pani mutacji? Przecież to irracjonalne.
>Nawet dzisiaj rozmawiałam o tym z ekspertami, dużo więcej wiedzącymi ode mnie i co do tego, że nasienie młodego mężczyzny jest "zdrowszym" wyborem nie mieli oni wątpliwości.
Oni też bardziej boją się mutacji niż dziedzicznej choroby genetycznej? Jeśli tak to wątpię, czy byli to eksperci, raczej byli to po prostu Pani koledzy z firmy, która ma za zadaniem po prostu sprzedawać "młode, zdrowe plemniki" bez wnikania w to, czy nie sprzedajecie przypadkiem jakichś ciężkich wad genetycznych.
>z upływem lat dochodzi w DNA plemników do mutacji spontanicznych
Tego nikt nie kwestionuje. A może Pani po prostu nie rozumie, czym różni się wada genów spowodowana mutacją, od wady genów polegającej na tym, że kodują one jakąś chorobę genetyczną? Na wszelki wydpadek wyjaśnię to raz jeszcze, po raz ostatni, ale łopatologicznie.
Koncentruje się Pani na tym, żeby plemniki były zdrowe, nieuszkodzone, a zupełnie nie zwraca Pani uwagi na treść, która zapisana jest w DNA tych plemników. Aby było Pani łatwiej zrozumieć różnicę między treścią genów, a stanem plemników, proszę sobie wyobrazić, że DNA w plemnikach jest treścią książki kucharskiej, a pojedynczy plemnik jest egzemplarzem książki kucharskiej.
Ja w tym wątku konsekwentnie twierdzę, że dla zdrowia moich dzieci wolę wybrać taką książkę kucharską, która zawiera w sobie dobre przepisy zdrowego jedzenia. Wolę kupić stary i zniszczony egzemplarz dobrej książki niż nowiutki egzemplarz innej książki, napisanej przez jakiegoś hochsztaplera, którego przepisy zrujnują zdrowie moich dzieci. To nie tylko mój wybór, nauka w pełni potwierdziła, że taki jest wybór samic wszystkich niemal gatunków - to ewolucja nauczyła samice tak właśnie wybierać: "wolę dobre i sprawdzone przepisy, niż przepisy nieznanej jakości".
Pani w tym wątku cały czas uprawia propagandę swojego wydawnictwa, które zainteresowane jest sprzedaniem swoim czytelnikom jak największej liczby nowych książek. Cytuje Pani swoich kolegów-ekspertów, którzy twierdzą, że nowa książka jest lepsza niż stara książka z antykwariatu, ponieważ jest nieuszkodzona i widać wszystkie litery, a stara książka skumulowała już różne uszkodzenia, które mogły spowodować mutacje, czy uszkodzić niektóre litery, a nawet całe wyrazy w tej książce. Oczywiście ci eksperci mają rację, tylko że ta racja nie odnosi się do problemu zdrowia moich dzieci. Nadal wolę mieć dobre przepisy, nawet jeśli są one nieco uszkodzone, niż kupować w ciemno nową książkę, od której moje dzieci mogą zniszczyć sobie zdrowie.
Jeżeli nawet teraz nie zrozumie Pani, dlaczego młode plemniki są gorszym wyborem, to uznam, że droczy się Pani już na całego, albo utożsamia się Pani całkowicie z interesem swojej firmy. Tak czy inaczej dalsza polemika nie będzie miała sensu.
>Czekam natomiast na kontynuację o adaptacji trisomii 21, gdyż jutro mam kolokwium z chorób genetycznych człowieka i diagnostyki molekularnej a więc przez te dni, kiedy nie odwiedzałam tego forum, zaopatrzyłam się w potężny oręż wiedzy. >Nadal obstaję przy swoim, że nie ma altruizmu wśród organizmów żywych
Tym orężem jest nadal wiedza archaiczna - przesądy przez naukę już obalone. Biologia ewolucyjna udowodniła istnienie altruizmu, z tym się już nie polemizuje, Ziemnia się kręci, takie są fakty. Czy Pani nie rozumie, że upierając się, że nie ma altruizmu podważa Pani jakość całej swojej wiedzę?
Co do "kontynuacji o adaptacji trisomii 21" to warunkiem jest, że przestanie Pani fałszywie przytacać moje wcześniejsze wypowiedzi. Jasne napisałem, w jakich warunkach jest ona adaptacją, równie jasno napisałem, jak niewielką przewagę dawała ona swoim genom. Nawołując do "kontynuacji" faktycznie próbuje Pani cofać dyskusję do punktu wyjścia, to uważam za nieuczciwe. Uczciwą polemiką jest odnoszenie się do słów interlokutora, a nie do własnych insynuacji.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | część 1 >i też bardziej boją się mutacji niż dziedzicznej choroby genetycznej? Jeśli tak to wątpię, czy byli to eksperci, raczej byli to po prostu Pani koledzy z firmy, która ma za zadaniem po prostu sprzedawać "młode, zdrowe plemniki" bez wnikania w to, czy nie sprzedajecie przypadkiem jakichś ciężkich wad genetycznych.
Wytłumaczę panu dlaczego pan zupełnie nie rozumie tej kwestii. Wiele chorób dziedzicznych bierze się z nowych mutacji. To niemal jedno i to samo. Czy rozumie pan korelację mutacja- choroba genetyczna? Skąd wzięła się choroba genetyczna? A no z mutacji. Nie ma więc sensu pytanie czy naukowcy boją się bardziej mutacji niż dziedzicznej choroby, bo na jedno wychodzi. Zdarza się, że oboje rodzice są zdrowi a mają potomstwo obarczone chorobą autosomalną dominującą wynikającą z mutacji, która zaszła de novo albo w linii komórek płciowych (u zdrowego rodzica) albo na bardzo wczesnym etapie rozwoju embrionalnego (już u dziecka). Mamy wtedy do czynienia z tzw. mozaicyzmem, którego różne formy mogą do złudzenia przypominać chorobę dziedziczną. Wtedy nagle w danej rodzinie, mimo że rodzice byli zdrowi pojawia się chore dziecko, które już może mieć chore potomstwo własne. Często dzieje się tak w przypadku neurofibromatozy 1, wrodzonej łamliwości kości, dystrofii mięśniowej Duchenne'a czy achondroplazji, gdzie aż 7 na 8 przypadków choroby spowodowanych jest mutacją de novo (głównie w DNA plemników starszych mężczyzn- dzisiaj słuchałam wykładu o mutacjach de novo i nikt nie wchodził nawet w szczegóły dotyczące wieku ojca, bo jest to zupełnie zrozumiała kwestia). Mi nie chodzi teraz tu o rolę ojca (dystrofia Duchenne'a jest chorobą recesywną sprzężoną z chromosomem X), ale o sam mechanizm. Przecież gdyby mutacje nie odpowiadały za choroby dziedziczne to część chorób powinna się samemu wyciszać w populacji, dlatego, że chorzy ludzie mają mniejsze szanse na spłodzenie potomstwa. Na przykład bierzemy pod uwagę ludzi z wrodzoną łamliwością kości typu II, kiedy to dzieci rodzą się już połamane i całe życie spędzają na wózku, mając każdą kończynę w gipsie. Tacy ludzie mają znikomą szansę na zostaniem mamą czy tatą. Mimo to choroba utrzymuje się na stałym poziomie w populacji właśnie za sprawą mutacji pojawiających się na nowo na przykład w czasie spermatogenezy- u starszych mężczyzn mutacje te pojawiają się częściej niż u młodszych.
Wydaje się panu, że plemniki przed "sprzedażą" nie są badane? Myśli pan, że przychodzi do banku chłopaczek i oddaje nasienie do kubeczka i dostaje pieniądze? Plemniki są badane i to nie jeden raz. Dawca musi zgłaszać się kilkakrotnie do banku i zawsze plemniki są badane. DNA plemników starszych mężczyzn jest o wiele częściej zmutowane, dlatego od razu radzi się, aby dawca był młody a nasienia mężczyzn po 45 roku życia bardzo często w niektórych bankach się nie przyjmuje, bo się to po prostu nie opłaca (nie opłaca się wydawać pieniędzy na badanie nasienia, które u starszych mężczyzn jest zbyt często obarczone wadami). Późna manifestacja choroby nie dotyczy materiału, który jest badany. Plemniki a ekspresja fenotypowa w populacji, czy u danej osoby to nie to samo. Tu wszystko, o czym przynajmniej dzisiaj wiemy, jest pod kontrolą, bo plemniki są badane wzdłuż i wszerz pod kątem znanych mutacji. Na przykład- 20-letni pozornie zdrowy mężczyzna oddaje nasienie, które obarczone jest wadą w genie kodującym huntingtoninę. Do pierwszych objawów choroby u tego pana potrzeba jeszcze 10 lat, ale w plemnikach można ją już wykryć. Niech pan spojrzy na to z innej strony- czy ktokolwiek ryzykowałby sprzedanie nasienia obarczonego wadą? Już widzę te rozprawy sądowe o milionowe odszkodowania.
Snucie jakichś podejrzeń o moich koleżankach i kolegach z jakichś firm jest czymś naprawdę parszywym z pana strony. To, że nauka nie zgadza się z pańskim podejściem do sprawy nie uprawnia pana do wysuwania takich podejrzeń w stosunku do mojej osoby. Proszę, albo przestać mnie ciągle prowokować i uderzać w moją prywatność albo po prostu nie odpisywać na posty. Albo rozmawiamy o sprawach naukowych albo w ogóle.
>A może Pani po prostu nie rozumie, czym różni się wada genów spowodowana mutacją, od wady genów polegającej na tym, że kodują one jakąś chorobę genetyczną? Nie różni się niczym tak naprawdę, bo choroba genetyczna została przekazana od przodków, ale kiedyś tam pojawiła się za sprawą mutacji. Tak samo teraz nowa mutacja może spowodować rozwój choroby genetycznej, która nie została odziedziczona po przodkach, ale potomstwo osoby, u której mutacja wystąpiła jest już na nią narażona. Od tej osoby zaczyna się dziedziczenie wady.
>Nadal wolę mieć dobre przepisy, nawet jeśli są one nieco uszkodzone, niż kupować w ciemno nową książkę, od której moje dzieci mogą zniszczyć sobie zdrowie. Nie rozumie pan zupełnie. Do mutacji spontanicznych dochodzi częściej u starszych mężczyzn. Nawet jeśli dany mężczyzna jest zdrowy i ma 50 lat to pana na przykład to zadowala, bo skoro ma 50 lat i żadna choroba się u niego nie objawiła (choć niektóre choroby genetyczne mają naprawdę późną manifestację- np. część przypadków pląsawicy Huntigntona objawia się po 65 roku życia), to DNA w jego plemnikach jest dobre, choć stare. Tak mi się wydaje, że pan to tak widzi. Zapomina pan jednak, albo być może nie wiedział pan o tym, że u takiego mężczyzny częściej dochodzi do mutacji spontanicznych, które doprowadzą u jego potomstwa do wady genetycznej. Ojciec zdrowy, matka zdrowa a dziecko ma chorobę autosomalną dominującą (najczęściej mutacje de novo dotyczą tego rodzaju dziedziczenia cechy), która pojawiła się w plemnikach zdrowego ojca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Wytłumaczę panu dlaczego pan zupełnie nie rozumie tej kwestii. Wiele chorób dziedzicznych bierze się z nowych >mutacji.
To jak rozmowa z głuchym bez języka migowego. Kluczowe pytanie: Czy zrozumiała Pani przykłąd z książką kucharską? Bez tego nie zrobi Pani postępu.
>Zdarza się, że oboje rodzice są zdrowi a mają potomstwo obarczone chorobą autosomalną dominującą wynikającą z >mutacji, która zaszła de novo
Zdarza się, że w wyniku uszkodzenia książki kucharskiej zniknie jakaś litera w wyrazie tak, że pozostałe litery utworzą nowy wyraz, który wprowadzim kucharkę w błąd.
Na szczęście prawdopodobieństwo takich mutacji jest tak małe, że absurdem jest porównywanie tego zagrożenia z zagrożeniem, jakie niosą geny niesprawdzonego młodego człowieka.
>Proszę, albo przestać mnie ciągle prowokować i uderzać w moją prywatność albo po prostu nie odpisywać na posty.
Niektórych rzeczy nie można przemilczeć. Czyni mi teraz Pani zarzut z własnego nieuczciwego sposobu dyskutowania, przeciwko takiej projekcji muszę zaprotestować. Sama Pani pierwsza powołała się na swój rzekomy autorytet jako pracownika banku spermy, co jest chwytem nieuczciwym w dyskusji. Darowałem Pani tę winę, nie skrytykowałem Pani kultury dyskusji w tym aspekcie. Ale teraz, kiedy ma Pani tupet czynić mi zarzut z tego powodu, to widzę, że moja pobłażliwość była błędem, gdyż zadziałała na Panią demoralizująco.
Po drugie, nie jest najważniejsze to, co "prywatne" między forumowiczami, gdyż każdy może napisać o sobie cokolwiek, a potem wycofać się z tego, kiedy wygodnie, jak to Pani zrobiła. Ja nie odpisuję na Pani posty, ale odpisuję ze względu na zawartość merytoryczną postów. Jeśli Pani zmieni nick i znów zacznie podważać teorię ewolucji, to ja znów zaatakuję takie poglądy. Proszę więc nie próbować "prywatyzować" dyskusji merytorycznej, bo ja nie dam się zwieść takimi sztuczkami. Zawsze wrócę do tematu "genom a książka kucharska" czy do podobnego tematu, proszę więc sobie odpuścić wycieczki personalne i skupić się na meritum.
> choroba genetyczna została przekazana od przodków, ale kiedyś tam pojawiła się za sprawą mutacji.
To nieprawda. Na przykładzie książki kucharskiej wyjaśniłem już, że tylko nikły odsetek chorób genetycznych bierze się z mutacji (widzi Pani, bez zrozumienia "książki kucharskiej" nijak się nie zrozumie ewolucji). Olbrzymia większość chorób genetycznych to relikty lub błędy mechanizmów ewolucyjnych, oraz zakażenia DNA obcymi genami przez wirusy, bakterie i inne organizmy przeszczepiające obce geny.
Znów przykład kucharki najlepiej obrazuje te mechanizmy. Kucharkę łatwiej wprowadzić w błąd, jeśli się sprytnie podmieni jakiś przepis na inny, a ona nie zauważy podmiany, niż jeśli się zrobi dziurę w kartce z przepisem, licząc na to, że źle odczyta ona tak uszkodzony przepis.
> Do mutacji spontanicznych dochodzi częściej u starszych mężczyzn.
To jest praktycznie bez znaczenia, już to wykazałem.
Wpadłem na genialny pomysł, jak Panią przekonać, bez konieczności rozumienia takich analogii jak książka kucharska. Otóż jest taka dziedzina w praktyce, która zajmuje się produkcją roślin zmodyfikowanych genetycznie, żeby były lepsze, wydajniejsze i odporniejsze. Proszę spytać swoich ekspertów, jakimi metodami wprowadza się modyfikacje genetyczne do roślin. Czy robią to używając kontrolowanych mutacji, żeby zmienić fenotyp? Od razu Pani powiem, że nie, gdyż mutacje bardzo żadno powodują zmianę fenotypu. Oni robią to naśladując mechanizmy ewolucyjne, czyli przeszczepiają obce geny. Praktyka obala Pani mity.
Kucharka nie da się nabrać na uszkodzony przepis - nie upiecze innego ciasta. Trzeba kucharce dać nowy gotowy i nieuszkodzony przepis, żeby upiekła inne ciasto.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Teraz to już mnie pan naprawdę zdenerwował. NIGDY nie powiedziałam, że pracuję w "banku spermy" a że pracuję przy poradni genetycznej i że mam dostęp do statystyk i analiz. Nikły odsetek chorób genetycznych bierze się z mutacji? 7 na 8 przypadków achondroplazji jest wynikiem mutacji spontanicznej, 25-30% dystrofii mięśniowej Duchenne'a jest wynikiem mutacji mejotycznej i niemal wszystkie przypadki łamliwości kości typu II to efekt mutacji de novo. Niech naprawdę pan już przestanie bredzić, bo inaczej tego nie da się nazwać. Kim pan u licha jest, że pozjadał pan wszystkie rozumy i wie pan o nauce więcej niż niejeden naukowiec, do tego ma pan statystyki w małym paluszku? Od samego początku atakuje mnie pan, podpierając się jakimiś fantazjami, które wyczytał pan w jakichś książkach fantastyczno-naukowych. Ja panu mówię, co pokazują badania a pan mi mówi, że to nieprawda. Co jest więc lepsze od badań naukowych? Pan? Pan nie potrzebuje żadnych badań, bo jest pan iście przekonany o swym geniuszu, który jest tak wielki, że przeczyta pan książkę o ewolucji i wie pan wszystko o mutacjach, adaptacjach, migracjach, doborze naturalnym, altruizmie a do tego wie pan więcej niż ludzie się tym zajmujący przez całe swe dorosłe życie. Rozumie pan jaki pan jest w tym butny i bezczelny? Ja panu przedstawiam, co nauka mówi w tym temacie a nie co mi się widzi. Mówimy przecież o medycznych aspektach w biologii molekularnej i biologii populacyjnej, więc nie możemy oderwać się od samej nauki. Pan natomiast wie wszystko od niej lepiej. Ja wiem mało, naprawdę mało, ale na tyle dużo, że jestem w stanie wymienić się tutaj poglądami. Jestem naprawdę wściekła tak bardzo, że nie potrafię tego wyrazić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Teraz to już mnie pan naprawdę zdenerwował. NIGDY nie powiedziałam, że pracuję w "banku spermy" a >że pracuję przy poradni genetycznej i że mam dostęp do statystyk i analiz.
Tak czy siak popełniła Pani błąd opisując jako argumenty swoje prywatne sprawy.
> Nikły odsetek chorób genetycznych bierze się z mutacji? 7 na 8 przypadków achondroplazji jest wynikiem mutacji spontanicznej, 25-30% dystrofii mięśniowej Duchenne'a jest wynikiem mutacji mejotycznej i niemal wszystkie >przypadki łamliwości kości typu II to efekt mutacji de novo.
A jaki odsetek anemii sierpowatej i setek innych chorób? Kogo chce Pani nabrać?
>Niech naprawdę pan już przestanie bredzić
Naprawdę nie rozumie Pani analogii do książki kucharskiej? To dlatego Pani się tak złości?
> Kim pan u licha jest
Jestem nickiem - głosem racjonalnej i logicznej argumentacji, demaskatorem błędów i absurdów, popularyzatorem najnowszych odkryć w naukach przyrodniczych, drogowskazem dla osób spragnionych dobrych książek, wrogiem hochsztaplerstwa wszelakiego, a szczególnie religii, Freuda, Margareth Mead, Denikena, kreacjonistów, psychotroników, socjalistów...
>że pozjadał pan wszystkie rozumy i wie pan o nauce więcej niż niejeden >naukowiec, do tego ma pan statystyki w małym paluszku?
Zwyczajny geniusz, nawet nie wybitny
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | część 1 Pozostawiając nasze prywatne sprzeczki wracam do wątku nr 2 dotyczącego mutacji spontanicznych. Powiedział pan, że nikły odsetek chorób genetycznych pojawia się w ten sposób (tak nikły, że to jest tylko mit a nie rzeczywistość). Przedstawiłam panu dane, które świadczą o czymś innym. Wtedy napisał pan o anemii sierpowatej. Gdyby pan miał podstawową wiedzę w tym temacie, nie napisałby pan tu o anemii sierpowatej, gdyż w poście wcześniej wyjaśniłam, że mutacje spontaniczne szczególnie przyczyniają się do propagacji chorób dziedziczonych w sposób autosomalny dominujący. Niech pan nie bagatelizuje roli mutacji spontanicznych, za sprawą których część chorób genetycznych utrzymuje się w populacji. Jest to czynnik naprawdę znaczący. Jeżeli chodzi o anemię sierpowatą to jest ona powodowana mutacją punktową (kwas glutaminowy zamieniony na walinę w pozycji 6 beta łańcucha hemoglobiny). Nie ma żadnych przeszkód, aby mutacja ta pojawiła się de novo, z tymże dla chorób autosomalnych recesywnych częstość ta jest mniejsza niż dla dominujących- nie znaczy to jednak, że nie istnieje. Częstość ta jest mniejsza ze zrozumiałych przyczyn. W populacji oprócz osób chorych mamy także nosicieli a nosicielstwa nie ma w przypadku chorób autosomalnych dominujących. Tak więc, dzięki nosicielstwu choroba ta utrzymuje się na stałym poziomie w populacji i nie musi być podtrzymywana przez mutacje spontaniczne. Specjalnie dla tego wątku przeszukałam internet i znalazłam opis mutacji de novo prowadzącej do anemii sierpowatej (Journal of Medical Genetics Online). "Jest nawet możliwe, że jeden z rodziców nie jest nosicielem choroby a ma dziecko, które jest homozygotą pod względem recesywnego allelu [choruje]. Może być to spowodowane mutacją de novo lub disomią jednorodzicelską" (J. Złotogóra- "Parents of children with autosomal recessive diseases are not always carriers of the respective mutant alleles" Hum Genet. 2005 Jul;117(2-3):288-90. ). Warto dodać, że mutacje powstające na nowo nie dotyczą wyłącznie DNA jądrowego, ale także mitochondrialnego. Łatwo domyślić się, co to oznacza. >Proszę spytać swoich ekspertów, jakimi metodami wprowadza się modyfikacje genetyczne do roślin. Czy robią to używając kontrolowanych mutacji, żeby zmienić fenotyp? Od razu Pani powiem, że nie, gdyż mutacje bardzo żadno powodują zmianę fenotypu. Oni robią to naśladując mechanizmy ewolucyjne, czyli przeszczepiają obce geny. Praktyka obala Pani mity. Nie muszę pytać się ekspertów, bo co tydzień produkuję całe kolonie zrekombinowanych organizmów. O jakich mitach pan mówi? O tych wszystkich, o których napisałam wyżej? Ja przedstawiam panu statystki, dla uwiarygodnienia cytuję publikacje a pan nie przedstawia mechanizmów zmian, bez których nie jest pan w stanie udowodnić niczego. >Na przykładzie książki kucharskiej wyjaśniłem już, że tylko nikły odsetek chorób genetycznych bierze się z mutacji (widzi Pani, bez zrozumienia "książki kucharskiej" nijak się nie zrozumie ewolucji). Niestety to kolejny pana model, który nie ma żadnego związku z rzeczywistością (opisane powyżej) i z kolei wyjaśnia to panu nauka, którą ja tylko reprezentuję. >proszę sobie wyobrazić, że DNA w plemnikach jest treścią książki kucharskiej, a pojedynczy plemnik jest egzemplarzem książki kucharskiej Nie musimy tak kurczowo trzymać się plemników. Możemy mówić po prostu o DNA. Ale dobrze- spróbuję sobie to wyobrazić. Pojedynczy plemnik jest całą książką a jego DNA to treść tej książki. >Ja w tym wątku konsekwentnie twierdzę, że dla zdrowia moich dzieci wolę wybrać taką książkę kucharską, która zawiera w sobie dobre przepisy zdrowego jedzenia. Tyle, że znowu o czymś pan zapomina. Do wypieku potrzebny jest tu drugi haploidalny garnitur chromosomowy. Treść jednego plemnika to zaledwie połowa informacji potrzebnej do przygotowania potrawy. DNA plemnika nie jest zatem książką kucharską a jedynie jej połową. Do tego nie zawsze, ponieważ nie wiem czy zdaje sobie pan sprawę, że istnieje coś takiego jak genomowe piętno rodzicielskie, czyli tzw. efekt rodzicielskiego pochodzenia. >Na szczęście prawdopodobieństwo takich mutacji jest tak małe, że absurdem jest porównywanie tego zagrożenia z zagrożeniem, jakie niosą geny niesprawdzonego młodego człowieka. W tym, jak i we wcześniejszym poście wykazałam panu, że te mutacje są bardzo powszechne w populacji, więc nie widzę powodu, aby pan nadal podtrzymywał swoje stanowisko przy życiu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Wtedy napisał pan o anemii sierpowatej. Gdyby pan miał podstawową wiedzę w tym temacie
Mam podstawową wiedzę, a Pani znów się kompromituje formą polemiki, nie mówiąc już o treści. Anemia sierpowata jest chorobą dziedziczną, choćby Pani jeszcze 100 razy powtórzyła taką arogancką niegrzeczność jak powyżej, to nie zmieni to faktu, że anemia sierpowata nie bierze się z mutacji.
Takich chorób są setki znanych i tysiące nieznanych. Ludzi chorych z powodu mutacji DNA w plemniku ojca jest 100 razy mniej.
>ie ma żadnych przeszkód, aby mutacja ta pojawiła się de novo
Poza rachunkiem prawdopodobieństwa.
>znalazłam opis mutacji de novo prowadzącej do anemii sierpowatej (Journal of Medical Genetics Online).
I co tego?! Potwierdza to przecież moją tezę, że przypadki chorób wywołanych mutacjami są bardzo rzadkie.
>"Jest nawet możliwe (...)
Chyba Pani zapomniała, z jaką tezą polemizuje. Nie twierdziłem, że mutacje nie istnieją.
Pewnie zaraz Pani stwierdzi, że to dzięki Pani postom przyznałem, że choroby z mutacji istnieją, co prawda są rzadkie, ale istnieją. Mnie na szczęście nie zależy na tego rodzaju prestiżu, mnie wystarczy, że zgodzimy się, że wśród ludzi chorych z powodów genetycznych tylko 1% spowodowane jest mutacją DNA w komórkach płciowych rodziców.
>Treść jednego plemnika to zaledwie połowa informacji potrzebnej do przygotowania potrawy.
W rzeczywistości to mniej niż 1%
>DNA plemnika nie jest zatem książką kucharską a jedynie jej połową.
Ale kucharka i tak czyta tylko połowę.
>nie wiem czy zdaje sobie pan sprawę, że istnieje coś takiego jak genomowe piętno rodzicielskie
Ale ja wiem. Polecam drugą książkę Bakera "Wojny dziecięce". Metylowanie genów ani żadne inne znane mechanizmy piętnowania nie są jakoś szczególnie podatne na mutacje, żeby podeprzeć Pani fałszywe tezy o częstości chorób nimi wywołanych. Ten wątek pokazuje raczej, że ucieka Pani w dywagacje od meritum.
>>Na szczęście prawdopodobieństwo takich mutacji jest tak małe, że absurdem jest porównywanie tego zagrożenia z zagrożeniem, jakie niosą geny niesprawdzonego młodego człowieka. >W tym, jak i we wcześniejszym poście wykazałam panu, że te mutacje są bardzo powszechne w populacji
Nie podała Pani żadnych liczb, tylko upiera się Pani śmiesznie, żeby coś, co bardzo rzadkie, nazywać "bardzo powszechne". Pani twierdzi, że rudzi występują "bardzo powszechnie", a ja twierdzę, że blondynów jest 10 razy więcej niż rudych. Najśmieszniejsze w tym jest to, że Pani atakuje moje poglądy tak absurdalnie agresywnie, jakbym tym prostym stwierdzeniem zagrażał jakimś Pani żywotnym interesom. A fakty są nieubłagane, blondynów jest wielokrotnie więcej.
Tak samo jest z chorobami genetycznymi. Mutacje są praktycznie bez znaczenie dla stanu zdrowia populacji, dlatego zdrowe samice instynktownie wybierają plemniki starszych samców - tak robią wszystkie ssaki i tak do niedawna robiły zdrowe kobiety na całej Ziemi. Dopiero niedawna rozwój medycyny sprawił, że matki przestały się troszczyć o zdrowe geny dla swoich dzieci, a lekarze się cieszą, bo stają się coraz bardziej potrzebni.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >>Wtedy napisał pan o anemii sierpowatej. Gdyby pan miał podstawową wiedzę w tym temacie >Mam podstawową wiedzę, a Pani znów się kompromituje formą polemiki, nie mówiąc już o treści. Anemia sierpowata jest chorobą dziedziczną, choćby Pani jeszcze 100 razy powtórzyła taką arogancką niegrzeczność jak powyżej, to nie zmieni to faktu, że anemia sierpowata nie bierze się z mutacji.
A czy może mi pan pokazać w którym miejscu napisałam, że anemia sierpowata nie jest chorobą dziedziczną? Czy pan czyta co ja piszę? Anemia sierpowata może wziąć się z mutacji, co zostało udowodnione i dałam panu dokładne namiary na wyniki badań, które wskazują, że mimo to, że anemia sierpowata dziedziczy się jako cecha recesywna to i tak może wystąpić na skutek mutacji. Przecież dokładnie opisałam czemu mutacje spontaniczne dotyczą głównie cech dziedziczony autosomalnie dominująco a czemu rzadziej recesywnych. Niestety z tego, co czytam w tym wątku widzę dokładnie, że nie wie pan, o co w tym wszystkim chodzi. Odpowiada pan w taki sposób, jakby nie czytał pan w ogóle tego, co piszę. Nadal nie rozumie pan zależności mutacja- choroba genetyczna.
>>znalazłam opis mutacji de novo prowadzącej do anemii sierpowatej (Journal of Medical Genetics Online). >I co tego?! Potwierdza to przecież moją tezę, że przypadki chorób wywołanych mutacjami są bardzo rzadkie.
Tak, o ile mówimy o CHOROBACH DZIEDZICZONYCH JAKO CECHY AUTOSOMALNE RECESYWNE. Ile razy jeszcze mam pisać o chorobach autosomalnych dominujących?
> mnie wystarczy, że zgodzimy się, że wśród ludzi chorych z powodów genetycznych tylko 1% spowodowane jest mutacją DNA w komórkach płciowych rodziców.
Skąd pan wziął ten 1%, skoro przedstawiłam panu zupełnie inne dane? Nie zastanowił się pan zupełnie, ani przez sekundę nad tym, co napisałam o wyciszaniu się chorób genetycznych w populacji. Bo samo to już powinno pana przekonać o tym jak często one zachodzą i zupełnie nieważne, czy dzieje się to w organizmie kobiety czy mężczyzny.
>Treść jednego plemnika to zaledwie połowa informacji potrzebnej do przygotowania potrawy. >W rzeczywistości to mniej niż 1%
Znowu 1%?
>Ale ja wiem. Polecam drugą książkę Bakera "Wojny dziecięce". Metylowanie genów ani żadne inne znane mechanizmy piętnowania nie są jakoś szczególnie podatne na mutacje, żeby podeprzeć Pani fałszywe tezy o częstości chorób nimi wywołanych. Ten wątek pokazuje raczej, że ucieka Pani w dywagacje od meritum.
Jak pan śmie mówić o fałszywych tezach? Jakich tezach? To są fakty a nie tezy. Nie przeczytał pan absolutnie tego, co napisałam. Mi już nawet w tej chwili nie chodzi o walkę z panem, ale o obronę nauki, bo pan się kreuje tu na jakiegoś szarlatana. Wie pan wszystko i niczym świadek Jehowy (z którym miałam wczoraj wątpliwą przyjemność rozmowy w progu swego domu) jest pan głuchy na wszelkie sygnały z drugiej strony. Chce pan dyskutować o pomija pan niemal najważniejsze rzeczy w moich wypowiedziach. Ignoruje je pan, bo jak można wytłumaczyć to, że napisałam jaka jest podstawowa różnica między utrzymaniem chorób recesywnych i autosomalnych w populacji a pan w ogóle do tego nie nawiązał.
Dziękuję za fachową literaturę. Ja polecam panu: Genetyka molekularna- praca zbiorowa pod redakcją P. Węgleńskiego Biochemia- Berg, Tymoczko, Stryer Zastosowanie inżynierii genetycznej w biotechnologii. Molekularne podstawy ekspresji genów- M. Sęktas (dotyczy świata Procariontów, ale warto poczytać dla samego poznania podstaw mechanizmów).
Wymienione przeze mnie pozycje dosyć dobrze i jasno opisują molekularne mechanizmy, nie tylko zachodzenia mutacji.
>Nie podała Pani żadnych liczb, tylko upiera się Pani śmiesznie, żeby coś, co bardzo rzadkie, nazywać "bardzo powszechne". Pani twierdzi, że rudzi występują "bardzo powszechnie", a ja twierdzę, że blondynów jest 10 razy więcej niż rudych. Najśmieszniejsze w tym jest to, że Pani atakuje moje poglądy tak absurdalnie agresywnie, jakbym tym prostym stwierdzeniem zagrażał jakimś Pani żywotnym interesom. A fakty są nieubłagane, blondynów jest wielokrotnie więcej.
Jak to? Nie podałam częstości? Niech pan przejrzy posty jeszcze raz, bardzo dokładnie. Znowu pojawiają się interesy. O jakich interesach pan mówi- ja jestem studentką, nie mam nawet magistra, więc jedynym moim interesem teraz jest obrona nauki, bo pan zupełnie nie wie, o czym pan mówi. Absolutnie nie rozumie pan mechanizmów i ignoruje pan to, co ja piszę. To jest drażniące. Dlaczego pan mnie nie czyta? Napisałam panu jak wygląda sprawa chorób genetycznych w populacji, które choroby częściej biorą się z mutacji spontanicznych a które rzadziej. Wyjaśniłam także dlaczego. Pan zupełnie to pominął i napisał mi, że ja nie rozumiem, że anemia sierpowata jest chorobą genetyczną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Mutacje są praktycznie bez znaczenie dla stanu zdrowia populacji, dlatego zdrowe samice instynktownie wybierają plemniki starszych samców - tak robią wszystkie ssaki i tak do niedawna robiły zdrowe kobiety na całej Ziemi. Dopiero niedawna rozwój medycyny sprawił, że matki przestały się troszczyć o zdrowe geny dla swoich dzieci, a lekarze się cieszą, bo stają się coraz bardziej potrzebni.
I znowu to samo. Samice i starsze samce... Mutacje są bez znaczenia dla populacji. Gdyby były bez znaczenia to krzyżowalibyśmy się wsobnie i o tym także napisałam panu. Rozumie pan, że gdyby starsze samce były lepszym rozwiązaniem dla populacji to dzisiejsi 65-latkowie byliby oblegani? Tylko dlaczego nie są oni atrakcyjni dla większości młodych kobiet? Dlaczego młode kobiety mają obklejone pokoje plakatami nagich pięknych młodych mężczyzn a nie starszych panów? Dlaczego starsze kobiety jak i te młodsze rozbijały się, aby wdrapać się na scenę i dotknąć Nicka z Backstreet Boys, który miał twarz jak dziecięcy aniołek? Po drugie przypominam panu, że wywodzimy się z populacji "młodzianów" i sami poprzez rozwój medycyny przyczyniliśmy się do ujawnienia się wielu mutacji, które kiedyś być może nie były tak powszechne, bo umieraliśmy za młodu. Nasz DNA nie miał tak wiele czasu, aby się mutować. Czy sugeruje pan także, że opisywany przez pana instynkt kobiet nakazujący im wybieranie starszych mężczyzn nagle zatarł się? To musiało być coś naprawdę mocnego skoro ruszyło jeden z fundamentów życia biologicznego, o ile taki w ogóle kiedykolwiek istniał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Gdyby były bez znaczenia to krzyżowalibyśmy się wsobnie i o tym także napisałam panu.
Tabu kazirodztwa ma o wiele głębsze podstawy ewolucyjne niż obrona przed mutacjami. Istnieje wiele innych ważniejszych przyczyn unikania krzyżowania wsobnego, o jednej sama Pani wspomniała, dotyczy to sprawności układu odpornościowego, szczegóły pewnie sama Pani potrafi lepiej opisać niż ja, dlaczego im bardziej oryginalna jest nowa kombinacja alleli nowego genomu, tym trudniej jest dokonać inwazji patogenom na ten organizm.
>Rozumie pan, że gdyby starsze samce były lepszym rozwiązaniem dla populacji to dzisiejsi 65-latkowie byliby oblegani?
A dlaczego nie pisze Pani o 100-latkach? Moja teza dotyczy proporcji: ile razy lepsze jest DNA mężczyzny starszego od mężczyzny młodego przy założeniu, że nic więcej o nich nie wiemy, nie wiemy nic o rodzinach tych mężczyzn. Gdy twierdzę, że DNA statystycznego 40-latka jest 2 razy lepsze od DNA 20-latka, to nie znaczy, że DNA 65-latka jest lepsze niż DNA 20-latka.
> Dlaczego młode kobiety mają obklejone pokoje plakatami nagich pięknych młodych mężczyzn
To nie są anonimowi chłopcy, ale zwykle osoby już sławne, a sława ta mówi wiele o jakości ich DNA. Poza tym, na niektóre pytania odpowiedzi udzielają nauki humanistyczne a nie przyrodnicze - niektóre zachowania człowieka uwarunkowane są kulturowo a nie bezpośrednio przez instynkty.
>dotknąć Nicka z Backstreet Boys
Sama widzisz, przywołałaś sławne nazwisko. Tak samo dziewczyny wciąż wilgotnieją na widok Rolling Stones. Geny artysty to najcenniejsze, co synowi może dać matka w postaci DNA. Liczy się ta właśnie treść DNA, wartość "merytoryczna" genów, a nie to, czy są nieuszkodzone.
>Czy sugeruje pan także, że opisywany przez pana instynkt kobiet nakazujący im wybieranie starszych mężczyzn nagle zatarł się?
Nie. On wciąż jest obecny i dobrze opisany w podręcznikach etologii czy psychologii ewolucyjnej
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Chciałam odpisać, ale wystąpił błąd i niestety wszystko znikło. Pewnie pan bardzo żałuje. Napiszę ponownie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | część 2 >Olbrzymia większość chorób genetycznych to relikty lub błędy mechanizmów ewolucyjnych, oraz zakażenia DNA obcymi genami przez wirusy, bakterie i inne organizmy przeszczepiające obce geny. Nie słyszałam jeszcze, aby ktokolwiek udowodnił, że wirus czy bakteria wpłynęła na ludzkie DNA w taki sposób, że wywołała dziedziczną chorobę genetyczną. Taki wirus czy bakteria musiałyby dostać się do gamet, które nie są ulokowane w jelicie grubym czy gardle. Natomiast defekty z komórek somatycznych nie są dziedziczone. Nie rozumiem zatem skąd posiada pan te informacje, jako "głos racjonalnej i logicznej argumentacji". Jeżeli chodzi o choroby genetyczne jako relikty czy błędy mechanizmów ewolucji to po pierwsze, czy tak jak prosiłam zadał pan sobie pytanie skąd one się wzięły? Co jest podstawą pojawiania się choroby genetycznej? Po drugie- nie nazwałabym chorób genetycznych tak pewnie błędami mechanizmów ewolucyjnych. Wyjaśnię panu dlaczego, choć w sumie nie powinnam, bo jawi się pan tu jako wyśmienity znawca ewolucjonizmu. Pozwolę sobie jednak o tym, co nieco opowiedzieć. Chyba zgodzi się pan ze mną, że krzyżowanie w pokrewieństwie nie jest dobrym rozwiązaniem dla populacji, szczególnie takiej populacji, która ma możliwości do panmiktycznych krzyżówek. Zapominamy teraz o chorobach genetycznych. Im bliżej spokrewnione są dwa osobniki tym mniejsza genetyczna różnorodność potomstwa. Tym samym ewolucja jest spowolniona, bo geny mają ograniczoną możliwość tworzenia wzorów rekombinacyjnych (tak wyginęli i Inkowie i Aztekowie). Co by było teraz, gdyby chorób genetycznych nie było? Ludzie być może chętnie krzyżowaliby się w bliskim pokrewieństwie, bo czemu by nie, skoro w niczym to nie przeszkadza. Nie byłoby pewniej też takiego wewnętrznego genetycznego przekonania, że coś jest nie tak, kiedy mam dzieci z moim tatą czy bratem. Takie zachowanie uznane byłoby za normalne. Problem w tym, że geny złapane by były wtedy w pułapkę braku odmienności. Teraz wprowadzamy choroby genetyczne- szacuje się, że każdy człowiek jest nosicielem 1-5 (2-5 lub nawet.... 20! Dane z tego roku, jeszcze nie opublikowane) mutacji recesywnych charakterystycznych dla swojej rodziny. Krzyżowanie się w pokrewieństwie drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo spotkania się dwóch alleli recesywnych warunkujących daną chorobę u potomstwa pary spokrewnionej (chodzi tu o dwa allele, które w stanie homozygotycznym dają efekt fenotypowy). Czy jest to nadal według pana błąd mechanizmu ewolucyjnego czy jego geniusz, bo czy w tej sytuacji choroba recesywna autosomalna nie jest wspomaganiem właśnie mechanizmów ewolucyjnych? Dzięki istnieniu chorób dziedziczonych właśnie w ten sposób biologia kontroluję i nas i samo tempo ewolucji. Kiedyś napisał pan, że przeczytał pan wiele książek o ewolucji. Ja nie przeczytałam ani jednej, ale wydaje się jednak, że mimo to potrafię analizować dane i łączyć pewne zależności pomiędzy wieloma mechanizmami. Może dlatego, że w przeciwieństwie do pana posiadam podstawy ewolucjonizmu w mojej głowie, jak i podstawy genetyki molekularnej, bez których trudno jest zbudować sobie prawidłowy ogólny obraz zjawisk zachodzących w biologii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jeżeli chodzi o choroby genetyczne jako relikty czy błędy mechanizmów ewolucji to po pierwsze, czy tak jak prosiłam >zadał pan sobie pytanie skąd one się wzięły?
Znów zapomina Pani o tezach tej polemiki. Pani twierdzi, że plemniki starszych mężczyzn są gorsze od plemników młodszych mężczyzn, bo mają więcej nowych mutacji. A teraz pisze Pani o błędach, które są i u starszych i u młodszych mężczyzn, a więc w tej polemice podała Pani argument popierający moją tezę, że plemniki starszych mężczyzn mają większą wartość niż plemniki młodszych. Sama Pani widzi, że musi przyznać mi rację.
>geny mają ograniczoną możliwość tworzenia wzorów rekombinacyjnych (tak wyginęli i Inkowie i Aztekowie).
Oni wyginęli od nowych chorób. Polecam lekturę "Strzelby, zarazki, maszyny".
>Co by było teraz, gdyby chorób genetycznych nie było? Ludzie być może
Taka argumentacja jest bez wartości. Choroby genetyczne istnieją
> szacuje się, że każdy człowiek jest nosicielem 1-5 (2-5 lub nawet.... 20! Dane z tego roku, jeszcze nie >opublikowane) mutacji recesywnych charakterystycznych dla swojej rodziny.
Błędem jest nazywanie tego "mutacją", nawet jeśli kiedyś nowy allel powstał wskutek mutacji, a nie np. wskutek przeniesienia z innego gatunku.
>Czy jest to nadal według pana błąd mechanizmu ewolucyjnego czy jego geniusz, bo czy w tej sytuacji choroba recesywna autosomalna nie jest wspomaganiem właśnie mechanizmów ewolucyjnych? Dzięki istnieniu chorób >dziedziczonych właśnie w ten sposób biologia kontroluję i nas i samo tempo ewolucji.
Korzyść jest korzystna, bo na niej korzystamy. Ewolucja jest ewolucją, naturalnie wykształciła dzieisątki podobnych mechanizmów obronnych, chroniących geny przez mutacjami. Tyle tylko, że odporność na mutację jest częścią samej definicji ewolucji. Nie może być ewolucji podczas której mutacje są istotnym czynnikiem. Ewolucja, żeby zaistnieć, musi najpierw nauczyć się nie zwracać uwagi na mutacje, nie powielać ich, zachowując dla kolejnych pokoleń geny wiernie skopiowane.
Nowych mutacji może bać się tylko ktoś, kto nie rozumie, czy jest ewolucja
> w przeciwieństwie do pana posiadam podstawy ewolucjonizmu w mojej głowie
I znów ośmiesza się Pani w sposób infantylny
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Znów zapomina Pani o tezach tej polemiki. Pani twierdzi, że plemniki starszych mężczyzn są gorsze od plemników młodszych mężczyzn, bo mają więcej nowych mutacji. A teraz pisze Pani o błędach, które są i u starszych i u młodszych mężczyzn, a więc w tej polemice podała Pani argument popierający moją tezę, że plemniki starszych mężczyzn mają większą wartość niż plemniki młodszych. Sama Pani widzi, że musi przyznać mi rację.
Ja już teraz zupełnie nie mówię o DNA plemników a o DNA jako takim. Po drugie już kilkakrotnie pisałam, że mutacje spontaniczne częściej występują u starszych mężczyzn, co jest zrozumiałe, bo kiedyś przecież starszyzna musi stracić swoje znaczenie dla populacji. Niech pan spojrzy na jakie lata życia przypada dzisiaj najbardziej wzmożona aktywność seksualna. Na życie po 50-tce? Nie przeczę, że być może kiedyś ta granica znacznie się przesunie, ale kolejny raz napiszę, że rozwój medycyny wyprzedził o wieki postęp ewolucji.
>>geny mają ograniczoną możliwość tworzenia wzorów rekombinacyjnych (tak wyginęli i Inkowie i Aztekowie). >Oni wyginęli od nowych chorób. Polecam lekturę "Strzelby, zarazki, maszyny".
Tak, zgadzam się. Tyle, że podatność na choroby była warunkowana u nich zbyt małą zmiennością rekombinacyjnych wzorów dla receptorów głównego układu zgodności tkankowej, ponieważ tworzyli oni dosyć małą populację, krzyżującą się w bliskim pokrewieństwie. Receptory MHC były u nich upośledzone i nie potrafiły wiązać wszystkich tych cząsteczek, które są wiązane przez np. nasze MHC.
>>Co by było teraz, gdyby chorób genetycznych nie było? Ludzie być może >Taka argumentacja jest bez wartości. Choroby genetyczne istnieją
Acha, dlatego pan jej nie przeczytał. A szkoda, bo może w końcu zrozumiałby pan różnicę między mechanizmem utrzymywania się dwóch typów cech warunkujących choroby dziedziczne w populacji.
>> szacuje się, że każdy człowiek jest nosicielem 1-5 (2-5 lub nawet.... 20! Dane z tego roku, jeszcze nie opublikowane) mutacji recesywnych charakterystycznych dla swojej rodziny. >Błędem jest nazywanie tego "mutacją", nawet jeśli kiedyś nowy allel powstał wskutek mutacji, a nie np. wskutek przeniesienia z innego gatunku.
"Tego"? Czego? A może mi pan wytłumaczyć, dlaczego jest "to" błędem i w jaki sposób taki nowy allel mógł być przeniesiony do naszego genomu? Po drugie zostało już udowodnione, że choroby recesywne biorą się także z mutacji de novo a więc nie zostają przeniesione przez inne gatunki (przynajmniej w takiej sytuacji). Chętnie jednak przeczytam pańskie wyjaśnienie tego zjawiska.
>>Czy jest to nadal według pana błąd mechanizmu ewolucyjnego czy jego geniusz, bo czy w tej sytuacji choroba recesywna autosomalna nie jest wspomaganiem właśnie mechanizmów ewolucyjnych? Dzięki istnieniu chorób dziedziczonych właśnie w ten sposób biologia kontroluję i nas i samo tempo ewolucji. >Korzyść jest korzystna, bo na niej korzystamy. Ewolucja jest ewolucją, naturalnie wykształciła dzieisątki podobnych mechanizmów obronnych, chroniących geny przez mutacjami. Tyle tylko, że odporność na mutację jest częścią samej definicji ewolucji. Nie może być ewolucji podczas której mutacje są istotnym czynnikiem. Ewolucja, żeby zaistnieć, musi najpierw nauczyć się nie zwracać uwagi na mutacje, nie powielać ich, zachowując dla kolejnych pokoleń geny wiernie skopiowane. Nowych mutacji może bać się tylko ktoś, kto nie rozumie, czy jest ewolucja
Tak, zgadzam się, że sama mutacja nie jest wielką siłą ewolucyjną, tyle że ja nie pisałam o mutacji jako o mechanizmie ewolucyjnym a o jako dosyć stabilnej obronie przed zahamowaniem mechanizmów ewolucyjnych.
>> w przeciwieństwie do pana posiadam podstawy ewolucjonizmu w mojej głowie >I znów ośmiesza się Pani w sposób infantylny
Do zachowania infantylnego mam prawo, ponieważ spokojnie mógłby być mi pan ojcem. Na szczęście pan nim nie jest. Ja z kolei uważam za infantylizm chwalenie się, że przeczytało się wiele książek o ewolucji a do tego podawanie lektur mało naukowych, jako źródeł fachowej wiedzy na tematy molekularne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > już kilkakrotnie pisałam, że mutacje spontaniczne częściej występują u starszych > mężczyzn
A ja wielokrotnie pisałem, że fakt ten ma niewielkie znaczenie dla wartości ich DNA.
O wartości DNA decyduje jakość zakodowanego fenotypu, kilka dodatkowych mutacji ma niewielkie znaczenie
> podatność na choroby była warunkowana u nich zbyt małą zmiennością rekombinacyjnych wzorów dla receptorów głównego układu zgodności tkankowej, ponieważ tworzyli oni dosyć małą populację, krzyżującą się w bliskim pokrewieństwie
Ta podatność była duża, bo nie było presji ze strony miejscowych patogenów, podczas gdy szerokie kontakty ludów Eurazji i udomowienie wielu zwierząt stwarzało warunki do rozwoju epidemii i pandemii. Krzyżowanie się wewnątrz małych populacji jest zbędną hipotezą (brzytwa Ockhama), Amerykanie i tak byliby bezbronni wobec chorób, które trzebiły przez tysiąclecia ludy Eurazji.
>>>Co by było teraz, gdyby chorób genetycznych nie było? Ludzie być może >>Taka argumentacja jest bez wartości. Choroby genetyczne istnieją >Acha, dlatego pan jej nie przeczytał.
Przeczytałem, takie gdybanie nie jest argumentem. Pisze Pani banały bez związku z meritum
>A szkoda, bo może w końcu zrozumiałby pan różnicę między mechanizmem utrzymywania się dwóch typów cech warunkujących choroby dziedziczne w populacji.
Ja to rozumiem, ale nie mam zamiaru taką prostą sztuczką dać się wciągnąć w dyskusję nie na temat. Tematem polemiki nie są mechanizmy molekularne dziedziczenia, ale wpływ mutacji DNA plemników na fenotyp potomstwa, a ten wpływ jest znikomy w porównaniu z wpływem samej treści DNA.
Tematem polemiki jest np. fakt, że bardzo rzadko mutacja psuje gen w taki sposób, że powstaje nowy funkcjonalny allel. Jeszcze rzadziej taki allel staje się dominującym. Dlatego Pani argumenty związane z rozróżnieniem, czy choroba genetyczna bierze się alleli recesywnych czy z allelu dominującego, trafiają w próżnię. Tak czy siak, nowe mutacje DNA plemników bardzo rzadko są odpowiedzialne za chorobę dziecka, o wiele częściej za choroby odpowiedzialne są geny odziedziczone przez rodziców.
>"Tego"? Czego? A może mi pan wytłumaczyć, dlaczego jest "to" błędem
Pisze Pani o allelach recesywnych, które podejrzewa Pani, że są "zmutowane", chociaż być może kiedyś, w innym środowisku miliony lat temu były to dobrze funkcjonujące allele dominujące.
>choroby recesywne biorą się także z mutacji de novo
Oczywiście, cały czas o tym piszemy. Ja twierdzę tylko tyle, że takich przypadków jest bardzo mało.
> błąd mechanizmu ewolucyjnego czy jego geniusz
To to samo, ewolucja jest faktem a nie geniuszem. "Błąd ewolucyjny" to tylko skrót myślowy
>bo czy w tej sytuacji choroba recesywna autosomalna nie jest wspomaganiem właśnie mechanizmów ewolucyjnych?
Nie jest
>zgadzam się, że sama mutacja nie jest wielką siłą ewolucyjną
Nie jest też wielką siłą chorobotwórczą z tych samych powodów. Racjonalnie jest się bać niepewnego materiału genetycznego młodego człowieka o nieznanym pochodzeniu, nieracjonalne jest się bać mutacji w plemnikach starszego, ale zdrowego mężczyzny z długowiecznej rodziny - wiedzą o tym wszystkie samice wszystkich gatunków
>Ja z kolei uważam za infantylizm chwalenie się, że przeczytało się wiele książek o ewolucji a do tego podawanie lektur mało naukowych, jako źródeł fachowej wiedzy na >tematy molekularne.
Nie dyskutuję na tematy molekularne, nie wciągnie mnie Pani.
Moją pasją jest teoria ewolucji i etologia, geny i fenotyp, selekcja, dobór płciowy, dobór krewniaczy, teoria symbiogenezy itd. Szczegóły chemiczne transkrypcji czy translacji pozostawiam takim jak Ty specjalistom, pod warunkiem, że rozumieją teorię ewolucji. Bez teorii ewolucji wiedza na tematy molekularne jest bezwatościowa, odwrotne twierdzenie jest jednak fałszywe. Darwin rozumiał z ewolucji więcej niż Pani, a nawet nie znał odkryć Mendla.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >A ja wielokrotnie pisałem, że fakt ten ma niewielkie znaczenie dla wartoci ich DNA; O wartoci DNA decyduje jakoć zakodowanego fenotypu, kilka dodatkowych mutacji ma niewielkie znaczenie
A co jeśli fenotypem jest choroba autosomalna dominująca biorącą się z mutacji spontanicznej? Będę jeszcze wiele razy to podkreślać.
>Ta podatnoć była duża, bo nie było presji ze strony miejscowych patogenów, podczas gdy szerokie kontakty ludów Eurazji i udomowienie wielu zwierząt stwarzało warunki do rozwoju epidemii i pandemii. Krzyżowanie się wewnątrz małych populacji jest zbędną hipotezą (brzytwa Ockhama), Amerykanie i tak byliby bezbronni wobec chorób, które trzebiły przez tysiąclecia ludy Eurazji.
Napisałam, że podatność była warunkowana u nich zbyt małą zmiennością sekwencji dla MHC, odpowiedzialnych za prezentacje antygenów. Jak to zbędna hipoteza? Widać, że o mechanizmach populacyjnych wie pan bardzo niewiele. Wszystko co piszę według pana jest zbędne, infantylne lub nie dotyczy meritum sprawy. Wychodzi na to, że podważa pan sens istnienia wydziałów biologii na uniwersytetach. Według mnie ta hipoteza nie jest zbędna, gdyż samo powiedzenie o krzyżowaniu w bliskim pokrewieństwie nie ilustruje mechanizmu, który doprowadził w tym przypadku do wyginięcia populacji. Skoro nauka wie coś więcej w tym temacie to dlaczego mielibyśmy o tym nie mówić. Nie wydaje się to panu ciekawe? Krzyżowanie w bliskim pokrewieństwie akurat w wymienionych przypadkach skutkowało "defektami" w receptorach MHC, odpowiedzialnych za rozpoznawanie czy dana cząstka jest endo- czy egzogenna.
>Przeczytałem, takie gdybanie nie jest argumentem. Pisze Pani banały bez związku z meritum
Bez związku z meritum? Stoimy w miejscu tylko dla tego, że nie rozumie pan mechanizmu wg którego choroby dziedziczne utrzymują się w populacji mimo przerwania ich dziedziczenia. Dopóki pan tego nie zrozumie to nigdy nie przestanę o tym pisać. Tak to są banały dla biologów, ale pan ich nie rozumie.
>Ja to rozumiem, ale nie mam zamiaru taką prostą sztuczką dać się wciągnąć w dyskusję nie na temat. Tematem polemiki nie są mechanizmy molekularne dziedziczenia, ale wpływ mutacji DNA plemników na fenotyp potomstwa, a ten wpływ jest znikomy w porównaniu z wpływem samej treci DNA.
Kolejny raz oskarża mnie pan o sztuczki. Tych wszystkich sztuczek nauczyłam się podczas seminariów, przygotowań do wykładów własnych i podczas wykładów innych naukowców, te wszystkie sztuczki są bazą do rozwinięcia skrzydeł w nauce. Na tych wszystkich sztuczkach opiera się praca badawcza nie tylko biologa molekularnego, ale i populacyjnego. Dopóki nie uświadomi sobie pan, że tak jest to nigdy pan tego nie zrozumie i będzie pan w stosunku do mnie niemiły, tylko dlatego, że wydaje się panu, że pan wie lepiej- lepiej zna pan mechanizmy ewolucyjne jak i molekularne. Ja jednak widzę, że to nieprawda. Po drugie porzuciłam temat DNA plemników, aby wytłumaczyć o co w ogóle chodzi w samych mechanizmach mutacji i jakie mają one wpływ na populację. Po trzecie wpływ mutacji de novo jest DOSKONALE widoczny w populacji i niech pan już skończy z kłóceniem się z faktami. Nie ja je sobie wymyśliłam. Powtarzając w koło, że mutacje nie mają wpływu na populację ludzką tylko utwierdza mnie pan w moim prywatnym przekonaniu, że nie rozumie pan podstaw mechanizmów. W jaki sposób może pan twierdzić, że mutacja pojawiająca się de novo, zapewniająca utrzymanie chorób genetycznych w populacji nie ma wpływu na populację... skoro ma. Gdyby nie mutacje de novo to nie byłoby już dzisiaj większości chorób autosomalnych dominujących jak i części przypadków chorób autosomalnych recesywnych. Poza tym mamy jeszcze cały worek mutacji pojawiających się de novo w DNA mitochondrialnym.
>Pisze Pani o allelach recesywnych, które podejrzewa Pani, że są "zmutowane", chociaż być może kiedy, w innym rodowisku miliony lat temu były to dobrze funkcjonujące allele dominujące.
"Chociaż"- dla pana w nauce "chociaż" jest pewniejsze niż wyniki badań? Zresztą to nie jest naukowe "chociaż" a pana własne "chociaż". Ja nie podejrzewam, ja wiem, że choroby autosomalne recesywne mogą brać się z mutacji de novo. Co do tego nie ma absolutnie żadnych wątpliwości. Literaturę podałam panu wcześniej.
>Oczywicie, cały czas o tym piszemy. Ja twierdzę tylko tyle, że takich przypadków jest bardzo mało.
Tak i nadal zapomina pan o autosomalnych dominujących chorobach, których duży % bierze się z mutacji de novo. Pomija pan zupełnie ten fakt.
>To to samo, ewolucja jest faktem a nie geniuszem. "Błąd ewolucyjny" to tylko skrót mylowy
Dla mnie nazwanie czegoś błędem mechanizmu jest wskazaniem jego... błędu. Nie rozumiem tego inaczej.
>>bo czy w tej sytuacji choroba recesywna autosomalna nie jest wspomaganiem włanie mechanizmów ewolucyjnych?
>Nie jest
A dlaczego nie jest? Skoro twierdzi pan, że nie jest to proszę ustosunkować się do mojej wcześniejszej wypowiedzi o tym w jaki sposób choroby autosomalne recesywne kierują populacjami.
>>zgadzam się, że sama mutacja nie jest wielką siłą ewolucyjną
>Nie jest też wielką siłą chorobotwórczą z tych samych powodów.
Jak to nie jest jak jest bardzo znacząca. Chyba ma pan jakiś osobisty problem z tym DNA plemników starszych mężczyzn, bo stale pan do niego nawraca. Napisałam bardzo wiele o mutacjach de novo, nie chce mi się kolejny raz do tego wracać, bo widzę, że pan zdania nie zmieni, w ten sposób przez każdego naukowca będzie pan oceniany tak, ja przeze mnie.
>Racjonalnie jest się bać niepewnego materiału genetycznego młodego człowieka o nieznanym pochodzeniu
No tak, zdecydowanie lepiej jest mieć dzieci ze znanym starym sprawdzonym mężczyzną- na przykład ze swoim tatą czy dziadkiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >A co jeśli fenotypem jest choroba autosomalna dominująca biorącą się z mutacji spontanicznej? Będę jeszcze wiele razy to podkreślać.
A kiedy nastąpiła ta mutacja? Pamiętaj, że dla potrzeb tej polemiki musimy rozróżniać mutację, która nastąpiła w ciągu ostatnich 20 lat życia 40-latka, z jednej strony, od wszystkich mutacji, które miały miejsce wcześniej (także u przodków tego 40-latka) i od wszystkich innych odziedziczonych chorób genetycznych, z drugiej strony.
>Nie wydaje się to panu ciekawe? Krzyżowanie w bliskim pokrewieństwie akurat w wymienionych przypadkach skutkowało "defektami" w receptorach MHC, odpowiedzialnych za rozpoznawanie czy dana cząstka jest endo- czy >egzogenna.
Zgadzam się, że to są rzeczy ciekawe, ale dla mnie już dość banalne
>>Przeczytałem, takie gdybanie nie jest argumentem. Pisze Pani banały bez związku z meritum >Bez związku z meritum? Stoimy w miejscu tylko dla tego, że nie rozumie pan mechanizmu wg którego choroby dziedziczne utrzymują się w populacji mimo przerwania ich dziedziczenia. Dopóki pan tego nie zrozumie to nigdy nie >przestanę o tym pisać. Tak to są banały dla biologów, ale pan ich nie rozumie.
Cały czas w nieuczciwy sposób ucieka Pani od meritum, przemieniając niby mimochodem polemikę w pyskówkę wycieczkami osobistymi w stylu podstawówki. Ostatni raz powtórzę więc, że w żadnym momencie nie podważałem i nadal nie podważam wpływu mutacji na powstawanie i powracanie chorób genetycznych i nie uda się Pani nikomu tutaj wmówić, że ja tego nie rozumiem. Moja teza jest prosta, a Pani nie podaje żadnych argumentów przeciwko tej tezie, tylko próbuje utopić ją w potoku słów nie na temat.
Tezę swoją powtórzę teraz po raz ostatni, maksymalnie precyzyjnie, a jeśli Pani nadal będzie stosować swoje nieuczciwe sztuczki, to odpuszczę sobie tę polemikę, zapamiętując Panią jako studentkę, która wkuwa bez zrozumienia.
Oto moja teza. Wpływ na zdrowie dzieci mutacji, które zmieniły DNA komórek płciowych ojca w ciągu ostatnich 20 lat jego życia jest znikomy w porównaniu z wpływem na zdrowie dzieci chorób genetycznych odziedziczonych przez ojca i przekazanych dzieciom bez zmian wywołanych mutacjami.
>te wszystkie sztuczki są bazą do rozwinięcia skrzydeł w nauce...
... lania wody
>wydaje się panu, że pan wie lepiej- lepiej zna pan mechanizmy ewolucyjne
to prawda
>jak i molekularne.
a to nieprawda, znów brzydka insynuacja, znam się dobrze na teorii ewolucji, a nie na molekułach
>niech pan już skończy z kłóceniem się z faktami
Teraz mnie Pani rozśmieszyła. To Pani zaprzecza faktowi, że samice wybierają starszych
> ja wiem, że choroby autosomalne recesywne mogą brać się z mutacji de novo.
Ja też to wiem, po co więc to pajacowanie? Ja tylko podważam ich względną liczbę, a Pani usiłuje nimi straszyć
>Chyba ma pan jakiś osobisty problem z tym DNA plemników starszych mężczyzn
Jak dziecko! To jest właśnie przedmiot tej polemiki, to Pani zaprzeczyła oczywistej prawdzie w sposób absurdalny, podważając biologiczne fakty.
>No tak, zdecydowanie lepiej jest mieć dzieci ze znanym starym sprawdzonym mężczyzną- na przykład ze swoim tatą czy dziadkiem.
Potrafi Pani tylko pajacować
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | >nieracjonalne jest się bać mutacji w plemnikach starszego, ale zdrowego mężczyzny z długowiecznej rodziny - wiedzą o tym wszystkie samice wszystkich gatunków
MUTACJA TAKA prowadzi często do choroby autosomalnej dominującej i rzadziej do autosomalnej recesywnej. Nie zawsze są to mutacje neutralne. Bardzo często dochodzi do przesunięć całych ramek odczytu tak, że białko albo nie jest produkowane w całej swej krasie, albo w ogóle go nie ma. Mutacje są podstawą utrzymywania się chorób genetycznych (autosomalnych dominujących po raz 80ty) w populacji. Mutacje takie częściej zachodzą u starszych mężczyzn- to jest szkopuł. To jest meritum, o które pan woła, a którego pan nie dostrzega.
>>Ja z kolei uważam za infantylizm chwalenie się, że przeczytało się wiele książek o ewolucji a do tego podawanie lektur mało naukowych, jako źródeł fachowej wiedzy na tematy molekularne.
>Nie dyskutuję na tematy molekularne, nie wciągnie mnie Pani.
To wszystko się wyjaśniło. Ja opisuję panu zjawiska w populacjach bazując na biologii molekularnej (pokazuje ona detale zachodzenia zjawisk w populacjach) i dziwię się, że pan ich nie rozumie.
>Moją pasją jest teoria ewolucji i etologia, geny i fenotyp, selekcja, dobór płciowy, dobór krewniaczy, teoria symbiogenezy itd.
Jaki związek ma opisywanie pana pasji z mutacjami spontanicznymi i dziedziczeniem chorób genetycznych? Po drugie co najmniej dwie osoby tutaj zauważyły, że niepoprawnie opisuje pan procesy związane z wymienionymi przez pana tematami.
>Szczegóły chemiczne transkrypcji czy translacji pozostawiam takim jak Tyspecjalistom, pod warunkiem, że rozumieją teorię ewolucji. Bez teorii ewolucji wiedza na tematy molekularne jest bezwatociowa, odwrotne twierdzenie jest jednak fałszywe. Darwin rozumiał z ewolucji więcej niż Pani, a nawet nie znał odkryć Mendla.
Ja się cieszę, że takie rzeczy są dla pana interesujące, tak samo są dla mnie, ale niestety nie mogę się z panem zgodzić w wielu sprawach. Myślę, że czytanie książek popularnonaukowych jak nawet i naukowych nie wystarczy, aby zrozumieć dane mechanizmy, bo wtedy studia nie byłyby potrzebne. Kiedyś mój tata poprosił mnie, żeby dałam mu jakąś książkę z genetyki molekularnej, bo chciał zobaczyć czy przeciętny, niezwiązany z tematem człowiek jest w stanie zrozumieć sens niesiony przez treść w naukowych opracowaniach. Przyszedł do mnie po jakimś czasie i powiedział, że nie rozumie w ogóle o co chodzi, mimo że większość terminów jest wyjaśniona to on nie potrafi sobie tego w żaden sposób wyobrazić. Tata jest osobą bardzo zmyślną i naprawdę inteligentną, ale samo to nie starcza. Niech mi pan wierzy, że posiadam podstawy ewolucjonizmu, bo zaliczałam ten przedmiot w sesji zimowej w kilku rundach- podczas prowadzenia seminarium oraz uczestniczenia w seminariach a zakończyłam wszystko egzaminem ustnym z wykładowcą, który naprawdę byłby w stanie obnażyć moją niewiedzę w każdym momencie, kiedy opisałabym dany mechanizm nieprawidłowo. Nie zgadzam się, że bez teorii ewolucji wiedza na tematy molekularne jest bezwartościowa. Dla mnie na przykład, jako że taką wiedzę mam, jest tylko smaczkiem do moich badań, ponieważ badając funkcję genów wcale nie muszę znać nawet teorii doboru naturalnego. Nie jest ona w ogóle potrzebna. Ważne jest natomiast, abym rozumiała dlaczego i w jaki sposób gen jest poddawany ekspresji lub też nie. Nie spieram się z Darwinem. Ja dzisiaj wiem o tyle więcej, że korzystam z metod, do których on nie mógł mieć dostępu w czasach, kiedy żył. Nigdy nie powiedziałabym, że jestem lepsza od Darwina, bo to nie ja zwróciłam oczy całego świata na coś, co nie było zauważalne wcześniej przez nikogo. Darwin zawsze będzie cieszył się u mnie szacunkiem. Dzisiaj jednak nie należy rozpatrywać ewolucji przez pryzmat teorii Darwina, bo to mija się z celem. Tak jak napisałam mamy wiele nowych metod badań, wiele wyników naukowych, które ukierunkowały nas na przyszłość. Tak samo jak żaden genetyk nie opiera się na stareńkich prawach Mendla czy Morgana (oczywiście współczesne teorie i badania silnie bazują na tych prawach, dlatego nazwiska tych ludzi przeszły do historii). Dlatego wszyscy kreacjoniści, którzy atakują Darwina potwierdzają, że nie znają współczesnej nauki. Dzisiaj nie liczy się czy Darwin miał rację w 90% czy w 3%, liczy się to że zwrócił uwagę na mechanizmy, których nikt przed nim nie widział i w tym tkwi jego wielkość.
Dopiero po kilku latach studiów zaczynam mieć poczucie, że nareszcie jestem w stanie ogarnąć wiedzę, o której tu rozmawiamy. Wreszcie jestem w stanie spojrzeć na mechanizm i w detalach i całościowo jak i połączyć dane mechanizmy z innymi. Do tego jednak nie starczy zwykła literatura. Do tego naprawdę trzeba się namęczyć. Uważam, że studiowanie biologii jest najlepszą rzeczą jaka w życiu mi się na razie przydarzyła. Przez to jednak denerwuje mnie wykorzystywanie ludzkiej niewiedzy. Nawet nie wie pan ile razy słyszałam w radiu wypowiedzi "ekspertów", którzy gadali naprawdę bzdury. Przeraziło mnie to, wie pan dlaczego? Dlatego, że ja na biologii się jako tako znam, do tego stopnia, że raczej nikt nie zrobi mnie w konia, ale na innych rzeczach się nie znam i teraz widzę w jak wielu innych dziedzinach życia tacy "eksperci" mogą wciskać nam kit. Nie da się tego inaczej powiedzieć. Dlatego walczę w tym wątku tak zaciekle i dlatego bronię wiedzy, którą mi przekazano. W ten sposób bronię też tych lat, które spędziłam w laboratoriach, na terenówkach i w salach wykładowych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Dopiero po kilku latach studiów zaczynam mieć poczucie, że nareszcie jestem w stanie ogarnąć
To dopiero początek. Takie pierwsze "ogarnięcie" jest zwykle na bardzo podstawowym poziomie i dlatego nie wolno się zamykać - nie wolno uwierzyć, że to już jest koniec drogi. Na podstawie częściowego zrozumienia po raz pierwszy niektórych zagadnień próbuje Pani podważać fakty opisane przez naukowców z innych dziedzin biologii - już to tylko powinno obudzić Pani czujność i zdziwienie, dlaczego we wszystkich podręcznikach piszą, że starsze samce są atrakcyjniejsze dla samic niż młode.
Jak Pani widzi dalszy rozwój Pani wiedzy biologicznej, jeśli zamiast pytać: "dlaczego samice nie pozwalają się kryć młodym samcom, ale tłoczą się wokół samców starszych?" woli Pani schować głowę w piasek i stamtąd krzyczeć: "To niemożliwe! Właśnie zrozumiałam, jak niebezpieczne mogą być mutacje, więc to niemożliwe, żeby samice wolały samce starsze!".
Najpierw musi Pani zrozumieć, ze jeszcze wiele rzeczy musi Pani zrozumieć.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >>Dopiero po kilku latach studiów zaczynam mieć poczucie, że nareszcie jestem w stanie ogarnąć >To dopiero początek. Takie pierwsze "ogarnięcie" jest zwykle na bardzo podstawowym poziomie Na bardziej podstawowym poziomie jakim jest czytanie Ridleya i Bakera?
>i dlatego nie wolno się zamykać - nie wolno uwierzyć, że to już jest koniec drogi. Czy napisałam, że mówię, że to koniec drogi? Rozumiem, że pan już jest na tej naukowej drodze bardzo daleko, skoro udziela mi pan porad.
>Na podstawie częściowego zrozumienia po raz pierwszy niektórych zagadnień próbuje Pani podważać fakty opisane przez naukowców z innych dziedzin biologii - już to tylko powinno obudzić Pani czujność i zdziwienie, dlaczego we wszystkich podręcznikach piszą, że starsze samce są atrakcyjniejsze dla samic niż młode.
Pan oczywiście lepiej ode mnie rozumie te wszystkie mechanizmy, które ja dopiero po 4 latach studiów zaczęłam ogarniać. Co do tych starszych samców. Nie wiem, może pan jest naprawdę atrakcyjny, ale nie na pewno pod względem intelektualnym. Może pan wskazać jakiś podręcznik? Nie książkę popularnonaukową a podręcznik? I jak do tego mają się badania genetyczne, których wyniki panu przedstawiłam? Jeszcze jedno- czy moi wykładowcy, którzy na drodze naukowej są dłużej niż ja żyję na tym świecie, także nadal mają wiedzę podstawową i dlatego ich badania zaprzeczają wynikom pańskich... no właśnie, pańskich czego? Czy prowadził pan jakieś badania czy uczestniczył pan w czyimś projekcie naukowym? Udziela mi pan rad, jakby naprawdę świetnie orientowałby się pan w świecie nauki. Skąd taka wiedza?
>Jak Pani widzi dalszy rozwój Pani wiedzy biologicznej, jeśli zamiast pytać: "dlaczego samice nie pozwalają się kryć młodym samcom, ale tłoczą się wokół samców starszych?" woli Pani schować głowę w piasek i stamtąd krzyczeć: "To niemożliwe! Właśnie zrozumiałam, jak niebezpieczne mogą być mutacje, więc to niemożliwe, żeby samice wolały samce starsze!".
Dobre. Ja przedstawiam dowody naukowe i wyniki badań, bo samo moje tłumaczenie panu nie starcza a pan mówi "polecam wojnę plemników". Tak... No cóż. Jak niebezpieczne są mutacje zrozumiałam troszkę wcześniej a pan chyba nadal nie rozumie ich znaczenia. Zresztą nie tylko znaczenia mutacji pan nie rozumie. Taka rozmowa jest już bez sensu. Życzę szczęścia. Niech pan przestanie oszukiwać chociaż samego siebie, no chyba, że szczerze wierzy pan, że to co pan mówi jest absolutną prawdą. Polecam jednak nadal choć zapoznanie się z tytułami, które panu podałam. Skoro interesuje się pan biologią to nie przeczytać tych książek to jak być w Gdańsku i nie być na ul. Kładki. Polecam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >dwie osoby tutaj zauważyły, że niepoprawnie opisuje pan procesy związane z wymienionymi przez pana tematami.
To ogólnik. Ja coś takiego pamiętam, ale to były przypadki osób, które popełniły błędy w rozumowaniu i ja te błędy wskazałem, dowodząc poprawności mojego opisu.
Wydaje mi się, że dotyczyło to adaptacyjnej wartości skłonności samobójczych z punktu widzenia doboru krewniaczego. W końcu stało się jasne, że wartość tych skłonności jest jasna i przestano ją kwestionować. A może pamięta Pani coś innego?
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >W końcu stało się jasne, że wartość tych skłonności [samobójcze] jest jasna i przestano ją kwestionować. A może pamięta Pani coś innego?
Nie pamiętam, aby przekonał pan kogoś tutaj, że skłonności samobójcze są adaptacją. Rozpisywał się pan raczej na temat zespołu Downa i próbował pan ją tłumaczyć, nie rozumiejąc nawet, że trisomia 21 jest synonimem tej wady. Doskonale pamiętam pańskie pytanie o to czy poznano co wywołuje zespół Downa. Dostał pan wtedy szereg odpowiedzi na temat trisomii i translokacji. Baker nie wspominał o tym? Myślę, że jednak przyda się panu przeczytanie prac Węgleńskiego. Obiecuję panu, że kiedyś zajrzę do książek przez pana wymienianych, aby przekonać się jakim językiem są pisane i jaką wartość w sobie noszą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | Zgadzam sie ze wszystkim, co pani napisala w tym wpisie z wyjatkiem stwierdzenia, ze trzeba przejsc przez studia zwiazane z biologia, aby zrozumiec mechanimy genetyki populacji. Oczywiscie statystycznie ma pani racje, ale np znam paru biologow, ktorzy trakuja poziom genow jako jakas tam nieistotna hipoteze, a dalej tkwia na poziomie osobniczym, a co gorsza na doborze grupowym. Z drugiej zas strony na wlasnym przykladzie wiem, ze niekoniecznie trzeba ukonczyc takie studia, aby to pojac. Tak wiec statystyka okazuje sie przydatna nawet tutaj, a uczymy sie przez cale zycie. Oczywiscie widac jak na dloni, ze pewien osobnik czyta literature popularno-naukowa i rozumiejac ja raz mniej raz wiecej serwuje nam tutaj swoje hipotezy. Oczywiscie ma do tego prawo, z tym ze warto to nazywac to po imieniu, bo mnie takie rzeczy irytuja. Wiekszosc tych hipotez to bzdury. Jego jak on to nazywa "merytorycznosc" wypowiedzi przynajmnie w odniesiu do moich wpisow ma charakter: autor X napisal w ksiazce Y. Oczywiscie on tak zaklada, bo tak to interpretuje i tyle, a ze jest jak to okreslil geniuszem to nie ma innej mozliwosci interpretacji niz jego wlasna czyli "genialna". Ulubionym jego temat jest kwestia dostosowan, ale przeciez zdajemy sobie sprawe, ze dostosowanie jest definiowane przez biologow na wiele sposobow i nawet specjalisci zajmujacy sie ta dziedzina cale swoje zycie maja tu wiele klopotow interpretacyjnych. Dodatkowo istnieja teorie fenotypu rozszezonego, genow zloczyncow, manipulacji, wyscigu zbrojen itd. I co tu jest kogo dostosowaniem? Tak naprawde to jest jedna wielka zupa genow, w ktorej jedne replikuja sie mniej, inne bardzej, jeszcze inne najbardziej, a zdarza sie, ze niekotore przestaja sie replikowac w danym okresie czasu. Moze sobie zatem taki osobnik wymyslic cokolwiek, ale nie bedzie to miala wiekszego sensu no moze jedynie taki, ze poprawi sobie humor z rana bo dorzuci troche do swojego "geniuszu". I moze zignorowal bym jego wpisy, ale to jest plaga i jak z kazda plaga trzeba interweniowac Czytalem swego czasu Feynmana i podobnie jak on 50 lat pozniej doszedlem do tego samego wniosku. A mainowicie, ze sa 2 rodzaje glupcow: 1. Ordinary fool - to taki zwykly niegrozny glupek, jego glupota wynika z niewiedzy oczywiscie, ale jak wylumaczy mu sie dana kwestie i przedstawi dowody na to, ze myli to weryfikuje wlasne poglady. Ja po czesci jestem takim wlasnie glupkiem w paru dziedzinach np: zeglarstwie 2. Pompous fool - to grozny glupek podobnie jak ordinary fool nie ma wiedzy, ale jest przeswiadczony o wlasnym geniuszu i nic do niego nie dociera. Jest odporny na wiedze jak to sie mowi. Naczesciej nie rozumie argumentow strony przeciwnej i doprowadza do gry slow. Nie jest obiektywny i stosuje sztuczki typu powolywanie sie na autorytety, ktore wylaczenie wedlug jego interpretacji twierdzily to i owo. Duzo takich wsrod kracjonistow jak pewnie pani zauwazyla, ale zdarzaja sie i wsrod atestow i innej masci -ow. Podziwiam pani wysilek, ale powyzszej teorii nie udalo mi sie zfalsyfikowac, co by oznaczalo ze walczy pani z wiatrakami. Mimo wszystko zycze wytrwalosci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Czy może pan mi powiedzieć, gdzie pan dokowski wypowiadał się jeszcze poza tym wątkiem o adaptacjach? Kiedy zaczęłam pisywać w tym wątku pan od razu powiedział panu dokowskiemu, że już wcześniej pisał mu pan, żeby ten nie błaźnił się z opowieściami o adaptacjach. Chciałabym poczytać co jeszcze pisał w tym temacie.
>Ulubionym jego temat jest kwestia dostosowan, ale przeciez zdajemy sobie sprawe, ze dostosowanie jest definiowane przez biologow na wiele sposobow i nawet specjalisci zajmujacy sie ta dziedzina cale swoje zycie maja tu wiele klopotow interpretacyjnych.
Dostosowanie i przystosowanie to nie to samo. Dostosowanie jest bardzo dobrze zdefiniowane w biologii. To jest właśnie głównym powodem, dla którego twierdzę, że najpierw trzeba poznać podstawy zagadnień w temacie, na który rozmawiamy. Z nieznajomości tych podstaw bierze się duża część nieporozumień między nami.
>I moze zignorowal bym jego wpisy, ale to jest plaga i jak z kazda plaga trzeba interweniowac
Zgadzam się z panem. Moim zdaniem wielkim błędem jest usuwanie się takim ludziom z drogi. Wiem, że to może być męczące, ale nawet jeśli ich się nie przekona do prawdy to przynajmniej da się takim osobom sygnał, że nie jest tak łatwo szerzyć ich domorosłe teorie.
>[Pompous fool] Nie jest obiektywny i stosuje sztuczki typu powolywanie sie na autorytety, ktore wylaczenie wedlug jego interpretacji twierdzily to i owo.
Na te sztuczki da się nabrać jedynie inny fool. Właśnie, dobrze, że pan powiedział o swojej własnej interpretacji. Książki naukowe nie są Koranem, którego treść można sobie dowolnie interpretować wg niektórych muzułmanów. W świecie nauki nie istnieje taka swoboda i chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego. Książki popularnonaukowe są dobre, nie mówię, że kłamią, bo nie czytałam na przykład tych wymienionych przez pana dokowskiego, ale dla mnie nie są wyrocznią, bo są tak napisane, aby każdy człowiek niezwiązany z nauką mógł się czegoś nowego dowiedzieć- dają zarys podstaw. Do tego przeczytanie jakiejkolwiek książki nie gwarantuje, że zrozumiało się jej sens. A skoro świat nauki (i nie tylko), który nie składa się wyłącznie ze mnie, mówi co innego niż pan dokowski to... Sądzę, że jest tak jak pan mówi- pan dokowski dorabia sobie swoją własną ideologię, bo nie wydaje mi się, aby zoolog Baker pisał nieprawdę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Napisał pan dwukrotnie o przenoszeniu DNA do naszego genomu przez obce gatunki. Proszę niech pan napisze coś o tym. Jakieś przykłady, badania? Chętnie przeczytam też rozwiniętej pana teorii w tym temacie.
>>Błędem jest nazywanie tego "mutacją", nawet jeśli kiedyś nowy allel powstał wskutek mutacji, a nie np. wskutek przeniesienia z innego gatunku.
>"Tego"? Czego? A może mi pan wytłumaczyć, dlaczego jest "to" błędem i w jaki sposób taki nowy allel mógł być przeniesiony do naszego genomu?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | >Napisał pan dwukrotnie o przenoszeniu DNA do naszego genomu przez obce gatunki. Proszę niech pan napisze coś o tym. Jakieś przykłady, badania? Chętnie przeczytam też rozwiniętej pana teorii w tym temacie. >>>Błędem jest nazywanie tego "mutacją", nawet jeśli kiedyś nowy allel powstał wskutek mutacji, a nie np. wskutek przeniesienia z innego gatunku. >>"Tego"? Czego? A może mi pan wytłumaczyć, dlaczego jest "to" błędem i w jaki sposób taki nowy allel mógł być >>przeniesiony do naszego genomu?
W tym akurat wypadku odnosnie ingerencji innych organizmow w genom innego organizmu pan dokowski myli sie jedynie po czesci. Byly prowadzone badania na krolikach ( i nie tylko zreszta), ktore traktowano, ze sie tak wyraze wirusami ( czyli mistrzami w inzynierki genetycznej, ktore robia to od miliardow lat, a my dopiero zaczynamy), modyfikowaly one gen krolika w ten sposob, ze byl odporny na pewna choroby. Nastepnie jego potomstwo dziedziczylo te cechy odpornosciowe . Postaram sie uzupelnic jaki gatunek krolika i jakie szczepy wirusa w nastepnym wpisie. Zrodlo to Exteneded Phenotype Dawkinsa, rozdzial chyba 12 o genach "zloczyncach". Nie widzialem wynikow badan, ale zakladam jaki taki pan jak Dawkins cos napisze to mozna mu ufac, ze te badania mialy miejsce i byly obiektywne. Bo pewnie statystycznie jedne kroliki dziedziczyly odpornosc inne nie.
Bledem pana dokowskiego jest jednak nie nazywanie tego mutacja, bo jest to mutacja jak kazda inna spowodowana czynnikami srodowiskowymi. Dzialanie wirusow na genom to tez nic innego jak czynniki srodowiskowe. Operowanie pojeciami na poziomie gatunku, czy osobnika jak juz przeciez sie zgodzilismy prowadzi czesto na manowce. Moje prywatne, wypracowane na podstawie obserwacji i lektury zdanie na ten temat jest takie, ze gen nie musi siedziec w genomie danego osobnika, aby miec u niego swoj fenotyp. Np geny kukulki nie siedza w genotype perliczki, a mimo to moga ja sprawnie manipulowac. Opieka perliczki na mlodymi kukulki jest przeciez po czesci fenotypem genow z genotypu kukulki. Pasozyty zreszta to bardzo wdzieczny material do analiz, bo burza calkowicie ugruntowane w biologii od lat podejscie, ze chodzi o osobnika.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Ja wiem o co panu chodzi- modyfikacja w ten sposób genu czy całego zestawu genów zachodzi na tej samej zasadzie na jakiej transformowane są komórki bakteryjne plazmidami. Tyle, że to nie pan miał odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem czy właściwy adresat umiałby do tego nawiązać.
Co do "siedzenia genów" to czy wie pan, że mitochondria były kiedyś najprawdopodobniej... bakteriami? Mają wiele cech niezwykle charakterystycznych dla Procariontów. Tak samo można powiedzieć, że efektem fenotypowym posiadania w sobie wirusa HHV-1 jest opryszczka. Ja wiem, że to już są takie dalekie od nauki dywagacje, ale można by się pokusić o takie twierdzenie.
Osobnik jest o tyle ważny, że jest wektorem genów, dla których ważne jest aby były przekazane dalej. Dlatego każdy gen, jeśli umiałby prosić, błagałby, aby trafić do osobnika o maksymalnie najwyższej wartości współczynnika dostosowania w populacji, bo każda niższa wartość jest już obciążeniem. Geny jednak są małomówne, ale jak to i w życiu bywa kto dużo gada ten nic nie robi. Geny wpasowują się w to spostrzeżenie i w milczeniu nami sterują.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | > Ja wiem o co panu chodzi- modyfikacja w ten sposób genu czy całego zestawu genów zachodzi na tej samej zasadzie na jakiej transformowane są komórki bakteryjne plazmidami. Tyle, że to nie pan miał odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem czy właściwy adresat umiałby do tego nawiązać.> Co do "siedzenia genów" to czy wie pan, że mitochondria były kiedyś najprawdopodobniej... bakteriami? Mają wiele cech niezwykle charakterystycznych dla >Procariontów.Tak wiem sa przeciez tworzone przez inne DNA, dziedziczone po kadzieli u ssakow.  > Tak samo można powiedzieć, że efektem fenotypowym posiadania w sobie wirusa HHV-1 jest opryszczka. Ja wiem, że to już są takie dalekie od nauki dywagacje, ale można by się >pokusić o takie twierdzenie.> Osobnik jest o tyle ważny, że jest wektorem genów, dla których ważne jest aby były przekazane dalej. Dlatego każdy gen, jeśli umiałby prosić, błagałby, aby trafić do osobnika o maksymalnie najwyższej wartości współczynnika dostosowania w populacji, bo każda niższa wartość jest już obciążeniem. Geny jednak są małomówne, ale jak to i w >życiu bywa kto dużo >gada ten nic nie robi. Geny wpasowują się w to spostrzeżenie i w milczeniu nami sterują.Ten wektor jest tylko pewnego rodzaju przyblizona teoria, czy modelem, ktory wedlug mnie jest bardzo niedokladny. Oczywiscie w jednych przypadkach sprawia sie lepiej w innych gorzej, a w innych wcale. To tak jak z teoria grawitacji Newtona, uzywamu jej do prostych przykladow, ale gdy chcemy obliczyc trajekorie lotu na Marsa musimy użyc innego modelu uwzgledniajacego efekty relatywistyczne. Osobiscie szukam jednego dokladnego modelu, przy pomocy ktorego mozna by tlumaczyc wszystkie zjawiaska i ja osobiscie jestem zdania, ze ten model istnieje i chodzi w nim on gen replikator. Podam przyklad dla ktorego wektor, o ktorym pani wspomniala nie bedzie dzialal. Pewne kraby maja okreslona grubosc pancerza, ktora zostala wyselkcjonowana przez dobor. Pancerz zdrowego kraba jest na tyle gruby, aby skutecznie chronic kraba i na tyle cienki, zeby jego budowa nie pochlaniala zbyt wielu zasobow. Jednak pewne kraby sa ofiarami psozytow zwanych przywrami. Przywry sa pierwotniakami i powoduja, ze pancerz, kraba staje sie grubszy, z czego czerpia korzys oczywiscie przywry. Krab nosiciel przywr traci zatem wiecej zasobow, ktore moglby spozytkowac na inne cele niz budowe pancerza grubosci, ktora dla niego jest zbedna. Czy taki gruby pancerz jest przystosowaniem karaba, czy przywry? Jest kompromisem zatem wektor, o ktorym pani wspomina tu nie dziala. Niektore gatunki pasozytow sterylizuja kraba powodujac, ze jest wiekszy, zyje dluzej natomaist nie moze miec potomstwa. Czy taki krab nie jest przystosowaniem pasozyta? Tutaj nawiaze tylko krotko do innego wpisu, w ktorym pani podaje roznice miedzy przystosowanie, a dostosowaniem. Ja celowy uzywam je zamiennie bo uwazam, ze mierzenie dostowania w znaczeniu, ktory pani przytoczyla jest bledne. Jaki jest cel mierzenia dostosowania takiego kraba, czy jest to jego dostosowanie? Dostosowanie w takim rozumieniu, nie pasuje do definicji zycia, w ktorej chodzi o replikacje. Wezmy takiegi mula. Czy spelnia ona kryterium definicji zycia. Moim zdaniem nie, bo geny ktore go tworza nie moga sie replikowac. To zywy trup. Czym rozni sie mul od robota, ktory przemierza pustynie i poszukuje czujnikami Slonca w celu naladowania baterii? Ok jeden jest projektem, drugi projektoidem, ale czy ma to znaczenie? Przeciez oba powstaly w wyniku doboru ( jeden sztucznego, drugi naturalnego). A jakiego doboru rezultatem jest krowa "mleczna"  , czy jamnik ? Przeciez nie ma to znaczenia, bo trafia sie replikowac i spelniaja okreslone kryteria. Rywalizacja odbywa sie na poziomie genow i, ze sie tak wyraze siedzenie genu w jednym genotypie (osobniku) nie oznacza wcale, ze gen z tego genotypu musza miec wspolny interes inny od genow z innego genotypu. Czesto maja, ale wcale byc tak nie musi. Moze sie okazac, ze jakis gen z genotypu jednego osobnika ma wspolny interes z genem innego genotypu innego osobnika. Fakt, w ktory genotype siedzi gen nie powinno miec zatem znaczenia innego niz statystyczne. Mitochondria to dobry przyklad  Moze pani bronic teorii wektora, czy osobnika przykladami typu, ale mitochondria to ten sam osobnik, to ze tworzy je inne DNA nie ma znaczenia, bo nie moga zyc samoistnie, ale np pewne gatunki roslin tez nie moga istniec bez okreslonych gatunkow owadow, czy ptakow np figi, czy lilie o glebokich kielichach dostepnych tylko dla okreslonych gatunkow kolibrow.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Nigdy nie zastanawiałam się nad tym tak głęboko. Nie bronię tego wektora zaciekle, bo to zawsze była pierwsza rzecz jaka przychodziła mi na myśl, kiedy mówiłam o tego typu sprawach. Myślę, że warto o tym podyskutować. Tak samo osoby homoseksualne są na poziomie mułów w populacji- tyle, że one potencjalnie mają możliwość posiadania potomstwa a taki muł nie, choć... nie do końca, bo mam gdzieś dane dotyczące takich krzyżówek, w tym właśnie muła i ich potomstwa, ale nie przypomnę sobie teraz, do tego jestem poza domem i nie mam jak tego sprawdzić. Co do dostosowania i przystosowania to zwróciłam uwagę na to tylko dlatego, że to o czym pan mówił było opisem przystosowania, nie dostosowania. Przystosowanie rzeczywiście może być dosyć różnie opisywane, bo zależy jak na dane zjawisko spojrzymy a dostosowanie nie.
>Czy taki krab nie jest przystosowaniem pasozyta? Z punktu widzenia czystej biologii populacyjnej to taki krab nie jest przystosowaniem pasożyta, ale zostawiając naukowe określenia można by do takiego wniosku dojść.
>Rywalizacja odbywa sie na poziomie genow i, ze sie tak wyraze siedzenie genu w jednym genotypie (osobniku) nie oznacza wcale, ze gen z tego genotypu musza miec wspolny interes inny od genow z innego genotypu. Mówienie o interesie genów jest trochę zgubne, bo można też zadać pytanie czy geny są samolubne czy raczej współpracują z innymi genami, aby w ten sposób podnieść współczynnik dostosowania całego genotypu i w ten sposób zwiększyć swoje szanse na przekazanie siebie dalej. Nie mam teraz czasu na wielkie rozmyślania a przydałyby się one, ale geny przynajmniej Eucariontów nie potrafią tak po prostu sobie "przeskoczyć"- same z siebie. Dlatego ważna jest moim zdaniem ta współpraca na rzecz całego organizmu, aby tak go wyposażyć, żeby ten miał maksymalnie najwyższy współczynnik dostosowania, ale wiadomo, że nie zawsze się to udaje. Czy istnieje zatem coś takiego ja wspólny interes genów u żaby i u konia np.? Wydaje się, że ma pan rację, że niekoniecznie, bo wystarczy już spojrzeć na kodony w... tym samym organizmie (nawet nie między dwoma przedstawicielami tego samego gatunku!). Kodon w mitochondrialnym DNA kodujący np. Argininę jest kodonem stopu dla jądrowego DNA (ta arginina to taki przykład, nie pamiętam czy o nią dokładnie chodzi, ale w każdym bądź razie o któryś z aminokwasów).
Mam za 10 minut zajęcia, ale warto o tym porozmawiać, więc niech pan się uzbroi w cierpliwość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | >Mówienie o interesie genów jest trochę zgubne, bo można też zadać pytanie czy geny są samolubne czy raczej współpracują z innymi genami, aby w ten sposób podnieść współczynnik dostosowania całego genotypu i w ten sposób zwiększyć swoje szanse na >przekazanie siebie dalej.
Jestem zdania, ze geny sa samolubne i jak pani to okresla "wspolpracuja" ze soba. Z tym, ze te okreslenie wpolpracuja nie jest najszczesliwsze, bo wprowadza mylna sugestie, ze jedne geny dzialaja na korzysc innych genow. Gen dziala na swoja korzysc wylacznie, a ze przy okazji dobor faworyzuje jego fenotyp modyfikowany przez fenotyp innygo genu to oba zwiekszaja swoje wystepwanie w populacji. Ten inny gen wcale nie musi byc w tym samy organizmie. Przyklad symbioza. Tak jak pani prawidlowo wywnioskowala, ze altruizm nie istnieje, na tej samej zasadzie mozna wywnioskowac, ze wspolpraca nie istnieje i bedzie to wedlug mnie prawidlowy wniosek. Ja bym te "pozytywne" interakcje miedzy genami okreslil jako harmonie, a nie wspolprace. Geny rywalizuja o locus i na ta rywalizacje oddzialuje geny z innych locus tego organizmu lub innego organizmu i nie ma to tu znaczenia ktorego. Powiem wiecej i moze pani wydac sie to herezja , ale dopuszczam, ze takie interakcje moga zachodzic na znaczne odleglosci. Co wiecej uwazam, ze inne substacje chemiczne niz geny moga oddzialywac i modyfikowac fenotyp genu rowniez na znaczne odleglosci przy pomocy innych oddzialywac niz chemiczne. Geny tworza harmonie, czyli np osobnika na skutek presji doboru. W swiecie roslin juz nie jest tak latwo mowic o osobniku, ale harmonia sie tworzy. Taka harmonia jest moim zdaniem suma wszystkich stanow stabilnych wedlug ESS Smitha w populacji i jest to bardzo skomplikowana struktura materii i oddzialywan miedzy czeciami tej materii. Oddzialywan nie tylko chemicznych, ale i wszystkich innych wystepujacych w przyrodzie, czyli np grawitacyjnych, elektormagentycznych powstrzymam sie od wpisania tu oddzialywan jadrowych tylko dlatego, ze nie mam na to przykladow. Mysle, ze biologie predzej, czy pozniej czeka mala rewolucja. Jesli chodzi o dostosowanie to jak juz pisalem nie akceptuje tego pojecia, bo wprowadza ono w blad. Jesli chodzi o przystosowanie jestem w stanie zaakceptowac te kryterium bo odnosi sie do replikacji, ktora jest podstawa definicji zycia. Bez replikacji dobor nie mial by na co dzialac. Replikacja niejako wymusza cykle rozwojowe. Sa one podstawa zycia i jego roznorodnosci. Oceniajac pewna ceche jako przystosowanie trzeba byc bardzo uwaznym poniewaz: Cecha ta moze byc fenotypem genow z innego organizmu i dzialac na korzyc innego organizmu (patrz: manipulacja) Cecha ta moze byc fenotypem genow z innego organizmu i dzialac na korzyc obu organizmow (patrz: symbioza) Cecha ta moze byc "skutkiem ubocznym" i nie koniecznie musi przynosic korzysc organizmowi (patrz: plejotropizm) Cecha ta moze faworyzowac okreslony gen, nie koniecznie dzialajac na korzysc calego organizmu
Cecha ta moze byc dowolna kombinacja powyzszych za wyjatkiem kombinacji maniupulacja-symbioza - inne, ktora wyklucza sie z definicji. Stosowanie poziomu genow zamiast poziomu osobnika ulatwia znacznie ocene. Poziom osobnika jest niedokladnym modelem, poziom genow jako model jest znacznie bardziej dokladny. Czy jest cos bardziej dokladnego o modelu replikatora generatywnego z fenotypem rozszerzonym nie wiem, ale jest to teoria, ktorej nie udalo mi sie sfalsyfikowac i jest to spojrzenie na biologie, ktore uwazam za sluszne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Taka harmonia jest moim zdaniem suma wszystkich stanow stabilnych wedlug ESS Smitha w populacji i jest to bardzo skomplikowana struktura materii i oddzialywan miedzy czeciami tej materii. Oddzialywan nie tylko chemicznych, ale i wszystkich innych wystepujacych w przyrodzie, czyli np grawitacyjnych, elektormagentycznych powstrzymam sie od wpisania tu oddzialywan jadrowych tylko dlatego, ze nie mam na to przykladow.
Nie wiem czy przypadkiem się nie powtórzę, ale muszę coś napisać w tym temacie. Jeżeli piszę to samo po raz kolejny to od razu przepraszam. Przeprowadzono kiedyś takie oto doświadczenie- od ochotników pobrano białe krwinki (nie znam żadnych szczegółów tego eksperymentu) i "zamknięto" je w oddzielnym pomieszczeniu. Każdemu ochotnikowi wyświetlano filmy. Krwinki od różnych osób ustawione były w oddzielnych próbkach, ale w tym samym pomieszczeniu. Ku zdziwieniu wszystkich krwinki osoby, która oglądała drastyczne sceny reagowały tak, jakby cały układ immunologiczny został pobudzony, podczas gdy krwinki osób oglądających sielankowe sceny nie zachowywały się stresowo. Chciałabym się dowiedzieć czy zwiększenie odległości między krwinkami a ich właścicielami np. do 5km zmieniłoby sytuację i czy zamknięcie krwinek w naczyniach, które nie przepuszczają promieniowania np. elektro-magnetycznego, wpłynęłoby na rezultat doświadczenia. Czasami z serii wykładów zapada mi w pamięci zaledwie jedno zdanie i tak było z wykładami z chemii kilka lat temu, z których jedynym wrytym w moją pamięć zdaniem jest "wszystko jest falą. nawet słoń jest falą, ale o bardzo małej częstotliwości". Ja w ten sposób tłumaczę np. dlaczego w otoczeniu niektórych osób czujemy się dobrze a w otoczeniu innych nie, mimo że nie ma żadnego powodu, aby tak to odczuwać. A co jeśli dochodzi do interferencji fal... dlatego mówi się, że albo nadajemy na tych samych falach albo nie. Pół żartem, pół serio, ale rzeczywiście coś w tym jest. Po drugie ja np. potrafię z zawiązanymi oczami i zatkanymi uszami określić kiedy ktoś wchodzi do pokoju, bo zmienia się właśnie pole elektromagnetyczne (?)- nie za dużo pamiętam z fizyki dlatego nie będę się rozpisywać co to za pole, choć mam pewne podejrzenia- z tego co tam sobie przypominam to pole magnetyczne wywołane jest przez ruch jednostajny ładunków elektrycznych a ruch zmienny tworzy fale elektromagnetyczne, ale o jakie pole, o ile o jakieś w ogóle, chodzi w tym o czym mówię to niestety nie wiem. Tak się zastanawiam- a co jeśli dobór naturalny działa właśnie na takiej "falowej" zasadzie?
>Mysle, ze biologie predzej, czy pozniej czeka mala rewolucja. >Jesli chodzi o dostosowanie to jak juz pisalem nie akceptuje tego pojecia, bo wprowadza ono w blad. Jesli chodzi o przystosowanie jestem w stanie zaakceptowac te kryterium bo odnosi sie do replikacji, ktora jest podstawa definicji zycia. Bez replikacji dobor nie mial by na co dzialac. Replikacja niejako wymusza cykle rozwojowe. Sa one podstawa zycia i jego roznorodnosci. Nie wiem czy się tu rozumiemy. A co pan rozumie pod pojęciem dostosowania? Może tu chodzi o terminologię a nie sam mechanizm.
>Stosowanie poziomu genow zamiast poziomu osobnika ulatwia znacznie ocene. Poziom osobnika jest niedokladnym modelem, poziom genow jako model jest znacznie bardziej dokladny. Czy jest cos bardziej dokladnego o modelu replikatora generatywnego z fenotypem rozszezonym nie wiem, ale jest to teoria, ktorej nie udalo mi sie sfalsyfikowac i jest to spojrzenie na biologie, ktore uwazam za sluszne. Szczerze się przyznam, że nie słyszałam nigdy o tej teorii, ale widzę, że w tym wątku często pada jej nazwa, więc czuję się zobowiązana doczytać o niej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | Nie chce za bardzo wchodzic w rozwazania na temat natury materii i energii, jest to temat ciekawy, ale nie potrzebujemy nawiazywac do niego w naszej dyskusji na temat biologii. Piszac o oddzialywaniach mialem na mysli miedzy innymi wzrok: narzady do odbioru fal elektromagentycznych , sluch: narzady do odbioru fal dzwiekowych i inne takie jak np elektrorerceptory rekinow do odbioru fal elektromagnetycznych, linia boczna pomiar cisnienia i wiele wiele innych tego typu urzadzen. Istnieja rowniez narzady do nadawania sygnalow, czyli inicjowania oddzialywania: struny glosowe, echolokacja u nietoperzy,sam fakt odbijania przez organizm fal elektromagnetycznych przychodzacy ze Slonca lub innych zrodel (swiatlo widzialne, ultrafiolet itd), promieniowanie cieplne itd itd. Te wszystkie narzady i mozliwe dzieki nim oddzialywania sa w biologii efektami fenotypowymi genow. Gen tworzace takie urzadzenia moga "oddzialywac" na inne geny i sprawiac, ze te beda dzialaly na ich korzysc, efektem tego sa zjawiska manipulacji pojawiajace sie w przyrodzie prawie na kazdym kroku. Trzeba oczywiscie pamietac, ze geny nie maja tu zadnego celu, a mechanizmy takie powstaja pod presja selekcji, czyli doboru.
Jesli chodzi o doswiadczenie, o ktorym pani wspomniala ciezko mi sie do niego odniesc, bo za malo pani podala informacji. Na pierwszy rzut oka wydaje sie to malo prawdopodobne, ale tak jak napisalem potrzebna jest bedziej szczegolowa analiza.
Teoria, do ktorej sie odwoluje i na ktorej opieram swje opinie na temat przystosowan zostala opisana przez Dawkinsa. Ksiazka jego autorstwa, ktora jest skierowana do biologow studentow i doktorantow nosi tytul "Fenotyp rozszerzony".
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | część 2 >Jeżeli nawet teraz nie zrozumie Pani, dlaczego młode plemniki są gorszym wyborem, to uznam, że droczy się Pani już na całego, albo utożsamia się Pani całkowicie z interesem swojej firmy. Tak czy inaczej dalsza polemika nie będzie miała sensu. Czas chyba przedstawić się panu. Nie mam żadnej firmy, nie pracuję też dla żadnej firmy. Za badania prowadzone nie otrzymuję nawet złotówki. Wchodząc jednak w szeregi uniwersyteckie ślubowałam, że będę zdobywać wiedzę i postępować w mądrości, by służyć ludziom gdziekolwiek będę a także przyrzekałam wykazywać dociekliwość w dążeniu do prawdy. To teraz czynię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czas chyba przedstawić się panu
Kolejna sztuczka? Takie rzeczy nie mają dla mnie znaczenia, ja dyskutuję tylko merytorycznie, czesem także uczę innych kultury dyskusji. Proszę się więc nie przedstawiać, tylko odpowiadać merytorycznie.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Co do "kontynuacji o adaptacji trisomii 21" to warunkiem jest, że przestanie Pani fałszywie przytacać moje wcześniejsze wypowiedzi. Jasne napisałem, w jakich warunkach jest ona adaptacją, równie jasno napisałem, jak niewielką przewagę dawała ona swoim genom. Jasno zrobiło się dopiero wtedy, kiedy wyjaśniłam panu o czym bardzo ważnym zapomniał pan w swoim modelu. Dopiero wtedy zaczął pan się zastanawiać w jakich warunkach trisomia 21 mogłaby być rozpatrywana jako adaptacja. Skoro takich warunków nie ma to nie jest ona adaptacją.
Wątpię aby kiedykolwiek komukolwiek udało się udowodnić istnienie altruizmu, bo zawsze można taki altruizm wytłumaczyć na co najmniej jeden sposób, ukazując go w świetle egoizmu. Mi chodzi o udowodnienie naukowe oczywiście. Nie widziałam nigdy żadnego dowodu. Jeżeli go zobaczę, przeczytam to wtedy zweryfikuje swój stan wiedzy. Altruizm jest nieopłacalną strategią, dlatego nie istnieje w przyrodzie, według mnie. Jeżeli z kolei się opłaca to nie jest już altruizmem (w publikacjach jest tak nazywany, ale mało ma on wspólnego z jego prawdziwą definicją).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jasno zrobiło się dopiero wtedy, kiedy wyjaśniłam panu
To bez znaczenia dla meritum, ważne że coś zostało uzgodnione, niech każdy pozostanie przy dobrym mniemaniu o sobie
>Wątpię aby kiedykolwiek komukolwiek udało się udowodnić istnienie altruizmu, bo zawsze można taki altruizm >wytłumaczyć na co najmniej jeden sposób, ukazując go w świetle egoizmu.
Kiedy się nie rozumie teorii ewolucji to można. Kiedy się ją rozumie, to widać wyraźnie, kiedy dobór utrwala strategie genów egoistyczne, a kiedy altruistyczne. Istnieją instynkty egoistyczne i instynkty altruistyczne. Żadne sprytne definiowanie egoizmu i altruizmu tych faktów nie zmieni.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | radek (767 punktów) | W genetyce altriuzm to egoizm, ale oczywiscie trzeba miec okreslona wiedze, zeby to zrozumiec.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Kiedy się nie rozumie teorii ewolucji to można. Kiedy się ją rozumie, to widać wyraźnie, kiedy dobór utrwala strategie genów egoistyczne, a kiedy altruistyczne. Istnieją instynkty egoistyczne i instynkty altruistyczne. Żadne sprytne definiowanie egoizmu i altruizmu tych faktów nie zmieni.
W jaki sposób jest pan w stanie udowodnić, że coś takiego jak altruistyczny instynkt istnieje? Nie potrafię sobie nawet wyobrazić doświadczenia, które byłoby w stanie dowieść, że coś takiego istnieje lub nie istnieje, dlatego ta kwestia nie jest dla mnie w ogóle naukowa. Możemy się w tym temacie spierać tylko między sobą na poziomie własnych odczuć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | "O pochodzeniu cnoty" Ridleya
doku
|
|
| | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Teoria ewolucji ma tę specyfikę, że jest bardziej racjonalna, niż doświadczalna.
Teoria ewolucji może tak. Teoria to teoria a mechanizmy ewolucji to co innego. Już studenci I roku biologii mają z nimi praktyczne (doświadczalne) zajęcia.
|
|
| | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Egzaptacja, o której mówisz, czyli inaczej preadaptacja jest dobrym przykładem opisującym zjawisko przejęcia przez bakterie DNA ze środowiska, co umożliwia im zajęcie (w czasie jednej generacji) zupełnie nowej niszy ekologicznej. Termin egzaptacja jest często stosowany dla pojedynczego organizmu, więc nie może odnosić się, w takim przypadku, do osób z zespołem Downa, których fitness (współczynnik dostosowania) jest mizerny, ale dzięki leczeniu jakiś tam jest. A żeby być już naprawdę dokładną to muszę wspomnieć, że egzaptacja i adaptacja to nie do końca to samo a w wątku tym nastąpiło wymieszanie pojęć. Tak naprawdę egzaptacją jest cechą, która pojawiła się jako adaptatywna, ale w toku ewolucji nie pojawiła się jako ta, która jest adaptacją do konkretnej funkcji. Często mówi się o takiej cesze, który na skutek zmiany środowiska (a jaką mamy teraz zmianę środowiska, że zespół Downa miałby być egzaptacją?) zaczęła zwiększać dostosowanie organizmów. Skoro panowie piszą tu o doborze krewniaczym to zapewne doskonale wiedzą, co wyraża współczynnik dostosowania, który jest jednym z podstawowych współczynników w biologii ewolucyjnej i populacyjnej. Jego definicja mówi dosyć jasno, że zespół Downa nie może być, ani adaptacją ani egzaptacją i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Skoro panowie piszą tu o doborze krewniaczym to zapewne doskonale wiedzą, co wyraża współczynnik dostosowania, który jest jednym z podstawowych współczynników w biologii ewolucyjnej i populacyjnej. Jego definicja mówi dosyć jasno, że zespół Downa nie może być, ani adaptacją ani egzaptacją i co do tego nie ma żadnych >wątpliwości.
Tego rodzaju dywagacje na temat terminologii nie mogą przesłonić faktu, że zespół Downa jest z punktu widzenia doboru krewniaczego fenotypem korzystnym, a więc dającym przewagę populacji, w której Down występuje, nad populacją go pozbawioną. To dość łatwo można zasymulować i policzyć przyjmując, że w populacjach konkurencyjnych "zamiast" Downa rodzi się zwykłe dziecko, konkurujące o zasoby i dostęp do parzenia się na równi ze starszym rodzeństwem oraz przyjmując, że tych zasobów nie starcza dla wszystkich
doku
|
|
| | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | To nie są tylko dywagacje terminologiczne. Dywagacjami można nazwać natomiast twierdzenie, że samobójstwo daje korzyść populacji czy że posiadanie w domu osoby z zespołem Downa podniesie sukces populacyjny mojej rodziny. Pański model pomija straty danej populacji, w której istnieją osoby z z. Downa, które wynikają z opieki nad nimi. Nawet jeżeli założymy, że wszystkie osoby w naszym gronie z zespołem Downa opiekują się naszymi wnukami to całość korzyści i tak może wyjść na zero, bo ktoś przecież musi się opiekować tymi chorymi a wiadomo, że obcy tego nie zrobi. Także nie dość, że mam wnuki, którymi wypada się opiekować (chociaż nie widzę powodu, o ile mają swoich rodziców) to dodatkowo mam chorego z zespołem Downa, który często nie jest w stanie sam wrócić do domu, czy zrobić samodzielnie siku. W takiej sytuacji o wiele lepiej byłoby mieć tylko wnuki bez dodatkowego ciężaru, jakim jest chora osoba i skupić się na opiece nad zdrowymi osobnikami, które rzeczywiście i bezpośrednio przekażą nasze rodzinne geny dalej.
|
|
 | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>mam nadzieje, że nie ma więcej pseudomedycznych wątków, nad którymi grono szacownych racjonalistów z pełną powagą dyskutuje (na boga zachowajcie poziom!).
To wolny kraj, a na tym forum każdy wypowiada się o czym chce niezależnie od pobożnych pragnień kwalifikowanych specjalistów. I staramy się, by naszą racjonalistyczną specjalnością okazały się merytoryczne, a nie autorytarne komentarze. .
|
|
|  | | makson (164 punktów) | >(Osnowa)To wolny kraj, a na tym forum każdy wypowiada się o czym chce niezależnie od pobożnych pragnień kwalifikowanych specjalistów. I staramy się, by naszą racjonalistyczną specjalnością okazały się merytoryczne, a nie autorytarne komentarze.
Proszę ciebie... Ja po prostu zwracam uwagę, że w przypadku nieznajomości faktów racjonalista nie powinien pozwalać sobie na ich wymyślanie i przedstawianie jako prawdę.
>(radek)Uwazam jednak, ze inna jest definicja genu bialkowego w ujeciu molekularnym, a inna w aspekcie biologii ewolucyjnej. Dyskusja toczyla sie w odniesieniu do adaptacji czyli aspektu biologi ewolucyjnej, a tu stosuje sie inna definicje genu. Gen to okreslony odcinek DNA posiadajacy fenotyp przy okreslonych czynnikach srodowiskowych i podlegajacy replikacji.
Gen to gen. Czyli według definicji: "fragment DNA kodujący jakieś RNA". Nie wiem czemu miałoby służyć nadawanie nowych znaczeń już dawno zdefiniowanym słowom, ale na pewno wprowadza to zamieszanie na co zwrócił uwagę stilgar.
>(dokowski)A znasz przyczynę lub mechanizm tego potrojenia?
Ależ oczywiście! Powstawanie trisomii jest już świetnie poznane. Przyczyna to: nondysjunkcja(nierozdzielenie się (brak segregacji) chromosomów lub chromatyd podczas podziału komórkowego, które może nastąpić podczas mejozy lub mitozy). A mechanizmy to: Uszkodzenie chromosomów w miejscu startu replikacji, centromerów lub telomerów. Uszkodzenia w koniugacji i kondensacji chromosomów, jako skutek niezakończenia replikacji późno replikujących się regionów heterochromatyny. Uszkodzenie struktur wrzeciona kariokinetycznego i mikrotubul. Uszkodzenie centrioli. Przetrwanie jąderek, prowadzące do nondysjunkcji.
Oczywiście trisomia 21 to nie jedyny sposób przekazania Zespołu Downa. Jak chcesz mogę ci też przedstawić mechanizm Translokacji Robertsonowskiej.
Jeszcze jedno zdanie na rzecz dyskusji, które przypadkiem (odświeżyłem informacje o aneuploidach na potrzeby tego tematu) znalazłem w: "Genetyka" Friedman, Dill, Hayden, McGillivray. Wydanie I polskie pod redakcją Limona (str. 38): "(7)Nie ma obecnie dowodu na genetyczne pochodzenie pierwotnej nondysjunkcji u człowieka"
Innymi słowy, nie ma dowodu, że Zespół Downa jest uwarunkowany genetycznie, więc nie może być adaptacją.
I jeszcze inna sprawa:
>(dokowski)Kiedy jednak mówimy o wielkości czoła człowieka i jego postawie dwunożnej, to ewolucjoniści zachowują o wiele większą powściągliwość, mimo że wartość funkcji chłodzenia przez parowanie jest równie oczywista...
To wcale nie jest takie oczywiste. Daj mi przykład jakiegokolwiek innego zwierzęcia na sawannie, które zrzuciło sierść, wybrało postawę dwunożną i powiększyła mu się czaszka skoro to tak efektywnie chłodzi.
|
|
| |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>w przypadku nieznajomości faktów racjonalista nie powinien pozwalać sobie na ich wymyślanie i przedstawianie jako prawdę. Chyba nikt tu nie ma złej woli, błędów nie da się uniknąć, zaś co do pseudonaukowości, to ambitne zainteresowania zwykle są pożyteczne same w sobie. Kłaniam się. .
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Innymi słowy, nie ma dowodu, że Zespół Downa jest uwarunkowany genetycznie, więc nie może być adaptacją.
Ta implikacja jest fałszywa. Istnieją poszlaki, że Zespół Downa jest uwarunkowany genetycznie, może być więc adaptacją.
>Daj mi przykład jakiegokolwiek innego zwierzęcia na sawannie, które zrzuciło sierść, wybrało postawę dwunożną i >powiększyła mu się czaszka skoro to tak efektywnie chłodzi.
Każdy gatunek startuje z innego punktu. Słonie np. mają uszy, każdy gatunek chłodzi się na swój sposób lub unika aktywności w najgorętsze godziny dnia. Dlaczego nie spytasz, dlaczego tylko praptaki wykształciły pióra? Podważasz efektywność izolacji przez pierze? Zresztą prawdopodobnie kilka milionów lat temu po sawannie biegały w czasie upałów inne gatunki prymatów, ale ostatecznie niszę tę zajął jeden gatunek.
Człowiek startował z pozycji dwunożnej - praszympans, który był naszym przodkiem, był brachiatorem. Dwunożność człowieka jest bardziej pierwotna niż szympansia czworonożność - z tego punktu widzenia szympans ewoluował szybciej niż człowiek.
doku
|
|
| | |  | | makson (164 punktów) | >(dokowski)Ta implikacja jest fałszywa. Istnieją poszlaki, że Zespół Downa jest uwarunkowany genetycznie, może być więc adaptacją.
Proszę o przedstawienie tych poszlak, bo jak na razie stoję przed wyborem: albo "literatura faktu" mówiąca, że nie ma żadnych dowodów na uwarunkowanie genetyczne, albo twoje "dywagacje".
>(dokowski)Każdy gatunek startuje z innego punktu. Słonie np. mają uszy...
Mają też duże mózgi i chwytną trąbę. To dlaczego nie stworzyły cywilizacji jak ludzie? To wynik olbrzymiej presji ewolucyjnej na praktyczne wykorzystanie mózgu człowieka, gdyż inaczej nie mógłby rywalizować o mięso z drapieżnikami sawanny.
>(dokowski)Dlaczego nie spytasz, dlaczego tylko praptaki wykształciły pióra? Podważasz efektywność izolacji przez pierze?
Pierze okazało się bardzo skutecznym sposobem na izolację cieplną i dlatego ssaki wykształciły analogiczną strukturę - sierść.
>(dokowski)...allele Downa...
Co za straszliwe nadużycia terminologii.
>(maliniak)Chcesz Pan podzielić los zablokowanych?
Może faktycznie mnie trochę poniosło...
>(maliniak)To wszystko prawda,niemniej ta dyskusja ma charakter futurystyczny, a przecież marzeniem biotechnologów jest zdobyć technikę, która umożliwiałaby ulepszanie człowieka już na poziomie zygoty.
Mówimy o in vivo, czy in vitro? W pierwszym przypadku nie może być mowy o jakiejkolwiek modyfikacji (szczególnie, że zygota zaczyna dzielić się zaraz po zapłodnieniu, a kobieta na ogół orientuje się, że jest w ciąży dopiero po 1-2 miesiącach), a w drugim mogę ciebie zapewnić, że nawet w dzisiejszych czasach nie wprowadza się matce embrionów z Zespołem Downa.
>(maliniak)Dokładnie chodzi o nondysjunkcje. Niemniej niepotrzebnie zbrukał Pan pana Radka, ponieważ częstotliwość tej wady w rozchodzeniu się chromosomów jest statystycznie przewidywalna i przeważnie u kobiet po czterdziestce,a więc przyczyną może być jakiś inny gen/geny, których produkty biorą udział w procesie mejozy i ich szkodliwość (nie zbłądzę chyba jak użyje w tym przypadku terminu subletalność) może się ujawniać u kobiet po czterdziestce właśnie. Istnieje wiele chorób/wad genetycznych, które mają charakter letalny,a utrzymują się w populacji tylko dlatego,że ujawniają swoją ekspresję już po okresie rozrodczym (np.Pląsawica Huntingtona).
Oj proszę... Już niedługo będzie można stwierdzić, że wypadanie zębów to choroba genetyczna, gdyż starszym osobom zdarza się to częściej więc dowodów jest aż nadto. Starzenie się organizmu do jakiegoś stopnia jest uwarunkowane genetycznie, ale pisanie, że zaburzenia podziałów komórkowych wynikających z starzenia się organizmu są uwarunkowane genetycznie to już chyba pewna przesada.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Słonie np. mają uszy... >Mają też duże mózgi i chwytną trąbę. To dlaczego nie stworzyły cywilizacji jak ludzie? To wynik olbrzymiej presji >ewolucyjnej na praktyczne wykorzystanie mózgu człowieka
Dziękuję za ten zgrabny argument. Słonie używały uszu do chłodzenia krwi, a nie mózgu, ludzie zaś rozbudowali większy i aktywniejszy mózg, aby lepiej chłodził krew - cywilizacja jest ubocznym skutkiem rozrostu czołowej części głowy. To idealny przykład egzaptacji, tak jak skrzydła ptaków
>Pierze okazało się bardzo skutecznym sposobem na izolację cieplną i dlatego ssaki wykształciły analogiczną >strukturę - sierść.
Analogiczna do gołej skóry czoła jest u słoni duża powierzchnia uszu. Sierść niestety nie pozwala ssakom latać, tak jak uszy słonia nie pozwalają mu zbudować cywilizacji - jak widać nie każda adaptacja prowadzi do egzaptacji, czyli mówiąc normalnie, nie każda adaptacja prowadzi do zaskakujących "wynalazków" takich jak skrzydło czy cywilizacja.
doku
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Słonie używały uszu do chłodzenia krwi, a nie mózgu
Za tę dwuznaczność przepraszam. Chodzi oczywiście o to, że słonie nie używają mózgu do chłodzenia krwi, wystarczają im do tego uszy. (Dwuznaczne zdanie powinno być tak sformułowane "słonie używały uszu, a nie mózgu, do chłodzenia krwi).
U człowieka wzrost powierzchni parowania (czoła) wynikał z zupełnie bezsensownego (z perspektywy adaptacji do upałów) rozrastania się czaszki i mózgu. To typowy przykład adaptacji pokazującej, że w dziele Stworzwenia nie uczestniczy żaden inteligentny Konstruktor. Na szczęście rozrost czaszki i mózgu nie okazał się takim bezsensownym marnotrawstwem, jak np. nasze nasieniowody czy siatkówka oka - duży mózg w części czołowej pokazał, że może być użyteczny.
doku
|
|
 | | Konfolut (310 punktów) | >Badania kariotypu amniocytów można przeprowadzić dopiero w około 14 tygodniu ciąży, a samo badanie trwa kilkanaście dni (...) trzeba poczekać, aż komórki urosną, a kiedy będzie się ich dużo naraz dzielić to użyć kalchicytyny
Używa się kolchicyny a badanie trwa 1-2 dni przy zastosowaniu fluorescencyjnej hybrydyzacji in situ (FISH).
|
|
|  | | makson (164 punktów) | > Używa się kolchicyny a badanie trwa 1-2 dni przy zastosowaniu fluorescencyjnej hybrydyzacji in situ (FISH).Przepraszam za moje przejęzyczenie (ale jak mowa o błędach w pisowni to widzę, że w twoim poście też brakuje przecinka  ). A wracając do meritum, czyli FISH: -jeżeli wyniki mają być wiarygodne to musi zająć 2 dni (sonda musi mieć czas, żeby zhybrydyzować) -jest to technika bardzo droga, i niestosowana w Polsce do każdych badań cytogenetycznych -trzeba wiedzieć czego się szuka, więc stosuje się ją na ogół dopiero, jak USG wykaże jakieś wady płodu, które mogą mieć podłoże aberracji chromosomowych (to co, że FISH nam pokaże, że dziecko nie ma Zespołu Downa, jeżeli urodzi się ono z Zespołem Patau - aby mieć pewność, że nie ma aberracji to trzeba obejrzeć wszystkie chromosomy pod mikroskopem świetlnym, a to trzeba zrobić tak jak wcześniej opisałem) -i co najważniejsze (bo było sensem mojej cytowanej przez ciebie wypowiedzi) do FISHa też potrzeba amiocytów z ok. 14 tygodnia ciąży, więc przewidzenie, czy zygota ma Zespół Downa jest i tak niemożliwe. Ale skoro już się do mnie przyczepiłaś, to ja też się trochę do ciebie przyczepię: > Brzmi okrutnie, ale sama "siedzę" w takich rzeczach i kiedy ostatnio zobaczyłam kariotypy moich pacjentów, cierpiących na białaczkę, to szczęka mi opadła. Mimo że wiedziałam, że zdecydowana większość nowotworów jest warunkowana genetycznie...Może źle zrozumiałem tę wypowiedź, ale od kiedy lekarze mają po 22lata (chyba, że stwierdzenie "moich pacjentów" oznacza coś innego)? Jesteś pewna, że to po czym oniemiałaś to była białaczka? Białaczki mają na ogół bardzo zrównoważony kariotyp i na pierwszy rzut oka mało kto jest wstanie odróżnić np Przewlekła Białaczkę Limfocytarną (z chromosomem Philadelphia) od zdrowego kariotypu, a już na pewno od różnic szczęka nie opada. I ostatnie słowo: (może znowu źle zrozumiałem ostatni fragment, ale) wszystkie nowotwory to "somatyczne" choroby genetyczne (to znaczy wszystkie są spowodowane zmianami genetycznymi). Dziękuję za uwagę i za wszystkie literówki z góry przepraszam  .
|
|
| |  | | Konfolut (310 punktów) | Nie miałam zastrzeżeń co do twojej wypowiedzi dotyczącej wykrycia zespołu Downa u zygoty. Wiesz, wiek to mogłam wpisać sobie jaki chciałam. Nie jestem lekarzem a biolożką molekularną (dzielną studentką). Poza tym makson, stary, Ty w tym samym budynku robisz, co ja hahaha - długo się spierać nie będziemy, bo mamy tych samych wykładowców. Niemal wszystkie białaczki, którymi się zajmuję mają podłoże genetyczne (chyba tylko 1 czy 2 pacjentów ma prawidłowy kariotyp). Moim zadaniem jest wykrycie dlaczego pewien % pacjentów nie odpowiada na terapię. My nie mamy problemów w odróżnieniu typów białaczek i zajmujemy się konkretnymi genami badając ich ekspresję oraz kinetykę podziałów limfocytów. Nigdzie nie mówiłam o somatycznych chorobach genetycznych a mówiąc o podłożu genetycznym nowotworu chodziło mi o to, że nie znam nowotworu, który nie miałby związku ze zmianą genetyczną, czy to wywołaną czynnikami środowiskowymi czy "czysto" genetycznymi. Tak naprawdę żadne komórki nie stają się atypowymi ot tak sobie. Przyczyna leży w jakiejś sekwencji kodującej jakieś białko, które nagle wywiera inny niż dotychczas wpływ na życie komórki lub jak wcześniej powiedziałam przyczyna może leżeć w czynnikach środowiskowych, albo obie sfery nakładają się. Przy czym należy pamiętać, że i czynnik środowiskowy może mieć wpływ nawet bezpośredni na DNA.
Wracając do sprawy- najbardziej poruszył mnie tu "wątek" trisomii 21 jako egzaptacji.
|
|
| | |  | | makson (164 punktów) | > Wiesz, wiek to mogłam wpisać sobie jaki chciałam. Nie jestem lekarzem a biolożką molekularną (dzielną studentką).Poza tym makson, stary, Ty w tym samym budynku robisz, co ja hahaha - długo się spierać nie będziemy, bo mamy tych samych wykładowców.Też jesteś z biotechu na UG-AMG? Rok 3 czy 4 (bo takie opcje wynikają z wieku)? Właściwie to wiesz kim jestem? Czy ja ciebie kojarzę skądś? > Niemal wszystkie białaczki, którymi się zajmuję mają podłoże genetyczne (chyba tylko 1 czy 2 pacjentów ma prawidłowy kariotyp). Moim zadaniem jest wykrycie dlaczego pewien % pacjentów nie odpowiada na terapię. My nie mamy problemów w odróżnieniu typów białaczek i zajmujemy się konkretnymi genami badając ich ekspresję oraz kinetykę podziałów limfocytów...Wiem, wiem... Tak się tylko droczę z wrodzonej wredoty... > Wracając do sprawy- najbardziej poruszył mnie tu "wątek" trisomii 21 jako egzaptacji.Ja się na ten temat nie wypowiadam z braku danych. Ale wydaje się to być strasznie grubymi nićmi szyte, a jedynym dowodem jest brak dowodów  . > Zespół Downa może być także wywoływany tzw. translokacją Robertsonowską między chromosomem 21 a 22...Chyba 21 i 14  ...
|
|
| | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Jeżeli chcesz porozmawiać na tematy prywatne, wyślij prywatną wiadomość. O adaptacji i egzaptacji napisałam co nieco w tym wątku, więc możesz przeczytać sobie jak to jest. Dane dotyczące translokacji zaczęrpnęłam z wykładów o chorobach genetycznych człowieka i jest to tylko jeden z przykładów translokacji. Masz rację, bo taka translokacja może wystąpić między innymi chromosomami też. Ważne, że dotyka ramienia chromosomu 21 w tym przypadku.
|
|
 | | maliniak (422 punktów) | >Nie chcę zabierać głosu nad meritum dyskusji czyli - czy aborcja jest ok w usuwaniu upośledzonych osób czy nie, ale niektórzy piszą tu takie bzdury, że aż to woła o pomstę do nieba.
Chcesz Pan podzielić los zablokowanych?
>>Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego >>w usunięciu zygoty ,u której wykryto wady genetyczne np. >>zespół Downa? >Nie można u zygoty wykryć Zespołu Downa! Badania kariotypu amniocytów można przeprowadzić dopiero w około 14 tygodniu ciąży, a samo badanie trwa kilkanaście dni (trzeba poczekać, aż komórki urosną, a kiedy będzie się ich dużo naraz dzielić to użyć kalchicytyny i wypreparować do badania).
To wszystko prawda,niemniej ta dyskusja ma charakter futurystyczny, a przecież marzeniem biotechnologów jest zdobyć technikę, która umożliwiałaby ulepszanie człowieka już na poziomie zygoty. A dlaczego tak? Ano dlatego,że każda zmiana w zapłodnionej komórce przeniesie się do wszystkich potomnych komórek somatycznych.
>Po za tym radek (którego post dzięki bogu został zablokowany, chociaż nie za to) pisze, że zespół Downa jest efektem "złego genu"... >Zespół Downa to pozachromosomowy, a nie choroba jednogenowa! Jeżeli ktoś nie widzi różnicy to niech chociaż nie pisze bzdur na ten temat i nie zgrywa specjalisty.
Dokładnie chodzi o nondysjunkcje. Niemniej niepotrzebnie zbrukał Pan pana Radka, ponieważ częstotliwość tej wady w rozchodzeniu się chromosomów jest statystycznie przewidywalna i przeważnie u kobiet po czterdziestce,a więc przyczyną może być jakiś inny gen/geny, których produkty biorą udział w procesie mejozy i ich szkodliwość (nie zbłądzę chyba jak użyje w tym przypadku terminu subletalność) może się ujawniać u kobiet po czterdziestce właśnie. Istnieje wiele chorób/wad genetycznych, które mają charakter letalny,a utrzymują się w populacji tylko dlatego,że ujawniają swoją ekspresję już po okresie rozrodczym (np.Pląsawica Huntingtona).
pozdro.
|
|
1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | Trzeba na to spojrzeć też z innej strony. Kiedyś nawet jeżeli dziecko z Downem rodziło się to w latach 80' rzadko dożywało 40 roku życia. Dzisiaj zdarza się, że dzieci te przeżywają swoich rodziców (nie tylko ze względu na zaawansowany wiek rodziców podczas poczęcia dziecka), co z jednej strony jest dobre, bo żyją one dłużej, ale z drugiej strony naraziło to je na tułanie się po domach opieki (w zależności od natężenia choroby). Póki rodzice żyją to zajmą się takim dzieckiem a potem co z nim będzie? Rozwój medycyny przyczynił się do przesunięcia granic działania doboru naturalnego. Jako uzupełnienie głównego postu mogę powiedzieć, że zaledwie co trzecia trisomia 21 chromosomu (z. Downa) rodzi się a reszta ulega naturalnej aborcji (termin używany w genetyce). Trisomia dotycząca chromosomów 13 i 18 już o wiele rzadziej a trisomie dotyczące reszty chromosomów w ogóle nigdy się nie rodzą. Nie powiedziałabym, że "naturalny sposób na aborcję jest mało efektowny", bo chyba nie o efekt tu chodzi a raczej o efektywność mechanizmu. Wydaje mi się, jest to moje prywatne zdanie, że biologia na tyle dobrze tym steruje, że nie należy się w nią wtrącać (oczywiście nie dotyczy to całej medycyny), bo gdyby nigdy żaden trisomik się nie urodził to pewnie nikt z nas nie zwróciłby uwagi, że coś takiego jak trisomia w ogóle istnieje. Nie chcę powiedzieć, że trisomicy istnieją po to, aby naukowcy mieli zabawę, ale dzięki takim chorym ludziom lepiej rozumiemy mechanizmy genetyczne. Co do wieku rodzica- okazuje się, że to mężczyźni powinni bardziej uważać. Kobiety są silniejsze ustrojowo i ich materiał genetyczny jest lepiej chroniony jak i one same w związku z tym, że mają dwa allosomy X są już w lepszym położeniu. Czytałam wyniki badań, które jasno wskazywały, że wiek mężczyzny jest bardzo ważny i że tak naprawdę każdy mężczyzna po 28 roku życia nie powinien ryzykować już posiadania dzieci a ci, którzy palili dłużej niż 5 lat to w ogóle nigdy, dla dobra populacji, nie powinni nawet próbować ich mieć. Brzmi okrutnie, ale sama "siedzę" w takich rzeczach i kiedy ostatnio zobaczyłam kariotypy moich pacjentów, cierpiących na białaczkę, to szczęka mi opadła. Mimo że wiedziałam, że zdecydowana większość nowotworów jest warunkowana genetycznie (lub środowisko wpływając na ekspresję genów wywołuje zmiany nowotworowe) to jednak kiedy na własne oczy ujrzałam wyniki to naprawdę zaniemówiłam. "I my jako ludzie ,którzy coraz lepiej zaczynają rozumieć medycynę musimy zacząć wspomagać ten mało efektowny sposób umożliwiający naturalną aborcję."</> Rozumiem, że troszczysz się tu o naszą populację, ale pewnie niejedna osoba czuje przerażenie po przeczytaniu, tego co napisałeś. Zgadzam się z tym, że osoby wierzące upraszczają całą sprawę, ale mają do tego prawo. Mi natomiast nie podoba się, że władze Kościoła mają jakikolwiek wpływ na polityczne życie laickiego państwa i na naukę. To jest szczyt szczytów, że w ogóle ktoś pyta jakąkolwiek religię o zdanie, bo w takim razie na zebranie w sprawie in vitro powinni być zaproszeni przedstawiciele Islamu i Judaizmu w Polsce a także wszystkich tych mini kościołów i sekt, jakie wyrastają u nas w miastach. "czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż pózniejszy mutant?" To jest wbrew pozorom bardzo dobre pytanie. Otóż, kiedy medycyna nie była jeszcze tak rozwinięta jak dzisiaj, naturalną koleją rzeczy było, że np. wspomniany przeze mnie trisomik 21 umierał z powodu wrodzonych wad serca (nie został poddany naturalnej aborcji, ale na drodze doboru naturalnego nieco później został, brzydko mówiąc, wyeliminowany). Dzisiaj jednak wszelkie wady serca można już poprawiać przed narodzinami takiego dziecka, więc sami wpływamy na mechanizmy ewolucji. Czy to dobre czy złe- trudno mówić za każdego trisomika. Jednemu jest źle w życiu, drugiemu dobrze. Tak samo jak posiadaczom bezbłędnych kariotypów. "Czy uważasz,że mutant z Downem ma prawo żyć, tylko dlatego,że mutanty też są święte?" Według mnie, ale znowu- to moje prywatne zdanie- mutant taki ma prawo żyć, skoro żyje. A jeżeli jest objęty opieką lekarską to czemu ma mu nie przysługiwać prawo do naprawiania tego, co zostało spartaczone przez jego własne geny? Wiem, że niektórym zdaje się, że "szkoda na takiego pieniędzy", ale ja tak samo twierdzę, że osoby, które są palaczami, powinny w co najmniej 30% sponsorować sobie pobyty w szpitalu, bo świadomie narażają swoje zdrowie i najczęściej nie zmieniają trybu swojego życia po kuracji, której zawdzięczają życie. Mówię szczerze, że dla takich ludzi jest mi szkoda pieniędzy, bo oni nie doceniają tego, co mają. A czemu winny jest taki mutant? On sam sobie nie zepsuł genomu. Palacz natomiast samodzielnie sięga po papierosy.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >tak naprawdę każdy mężczyzna po 28 roku życia nie powinien ryzykować już posiadania dzieci
Nie byłbym bardziej zaskoczony, gdyby ktoś nagle napisał, że przeczytał badania, które dowodzą, że jednak Ziemia się nie kręci, że Kopernik się pomylił.
Cała biologia ewolucyjna dowodzi i przytacza niezbite fakty z życia, wsparte obliczeniami i dowodami logicznymi, że dobór naturalny preferuje wybór przez młode dziewczyny starszych samców na ojców swoich dzieci. Oszałamia liczba dowodów, jakie można przytoczyć. Wybór jest niemal niemożliwy dla takiej formy postu na forum.
Zamiast więc wybierać, przytoczę coś, co wydaje się najzabawniejsze. Wyobramy sobie kraj, w którym faceci robią swoim żonom 4 dzieci przed 28 rokiem życia, a około 30-stki dostają raka, altzheimera, padaczki, stwardnienia rozsianego, reumatyzmu, osteoroporozy, parkinsona... i umierają. Pięknie by wyglądała taka zdrowa populacja!
Jest dla mnie zupełnie niepojmowalną tajemnicą, dlaczego w XXI w. ktoś mógł napisać coś takiego na takim forum. Przecież to nie 1 kwietnia... a może... jak się sprawdza datę postu? dlaczego nie widzę nigdzie daty? marnie zaprojektowany ten potal
Swoją drogą ciekawy jest to temat: dlaczego w krajach cywilizowanych coraz więcej kobiet pobiera nasienie od młodych mężczyzn? Dlaczego coraz więcej młodych mężczyzn choruje na różne dolegliwości? Myślę, że odpowiedzią na to pytanie jest rozwój medycyny, która sprawia, że kobiety coraz mniej boją się kiepskich genów, bo i tak lekarze sobie z nimi poradzą, po to im płacimy, niech leczą nasze dzieci, co z tego, że nie ma kończyn, ma być i tak szczęśliwe, bo każdy ma prawo do szczęścia. A lekarze tylko się cieszą, bo więcej będzie dla nich pracy. Zaważmy, że coraz głośniej odzywa się propaganda antyaborcyjna w stylu: "nawet nieuleczelnie chory ma prawo do życia". Prawda, ma prawo, ale czy to jest wystarczający powód, żeby produkować matantów na potrzeby medycyny? Małżeństwa zawierane między rówieśnikami, hodowla wcześniaków, ratowanie mutantów, zapładnianie bezpłodnych kobiet przez bezpłodnych mężczyzn przy pomocy medyków, żeby kolejne pokolenia medyków miały coraz więcej pracy - wyznawcy teorii spiskowych powinni być przerażeni coraz większymi ułatwieniami i przywilejami, jakie otrzymują mutanci w naszym cywilizowanym świecie rządzonym przez amoralną medycynę.
Chyba za bardzo się nakręciłem, bo zacząłem podejrzewać, że ten inkryminowany przeze mnie post jest częścią tego spisku, żeby zniszczyć genetyczne dziedzictwo ludzkości.
A to prawdopodobnie zwyczajne chwilowe zaćmienie, jakie każdemu z nas się zdarza - wystarczy się plasnąć w czoło i krzyknąć: "ale mnie zaćmiło!"
doku
|
|
|  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | >Zamiast więc wybierać, przytoczę coś, co wydaje się najzabawniejsze. Wyobramy sobie kraj, w którym faceci robią swoim żonom 4 dzieci przed 28 rokiem życia, a około 30-stki dostają raka, altzheimera, padaczki, stwardnienia rozsianego, reumatyzmu, osteoroporozy, parkinsona... i umierają.
A z jakiej populacji my się wywodzimy? Wydaje się panu, że nasi pra pra pra pra itd. przodkowie żyli po 80 lat, jak dzisiaj my żyjemy? Nie, oni umierali średnio mając 25 lat. My, poprzez rozwój medycyny w bardzo szybkim tempie, w porównaniu do tempa ewolucji przesunęliśmy tę granicę. Biologia nie nadążyła i dlatego to, co napisałam wyżej nie jest bajką. Te dane posiadam z sympozjów genetycznych oraz z naszych statystyk. Te dane są podawane także na wykładach dotyczących chorób genetycznych człowieka. Zresztą wystarczy się zastananowić- nasza biologia nadal nie jest naturalnie nastawiona na długie życie, takie jakie mamy dzisiaj. Co z tego, że moja babcia żyła 85 lat, jak przez 15 leżała w łóżku, sztucznie podtrzymywana pigułkami na serce i na cukrzycę. Co z tego, że ja będę żyć ponad 60 lat, skoro wypadną mi zęby (biologia nadal, według "starego" schematu będzie próbować mnie wyeliminować), ale ja się nie dam, będę miała protezę i nadal będę przyswajać pokarm. Potem wymienię sobie stawy itd. My się wywodzimy z populacji, której pan nie może sobie wyobrazić.
>Jest dla mnie zupełnie niepojmowalną tajemnicą, dlaczego w XXI w. ktoś mógł napisać coś takiego na takim forum. To jest odwieczne prawo natury, moje dziecko. Cieszę się, że nadal istnieją ludzie, dla których to co mówię jest odkryciem Ameryki, bo czuję się wielka, podkreślam wartość moich genów i to na pewno zwiększy moje szanse na znalezienie super samca.
>Swoją drogą ciekawy jest to temat: dlaczego w krajach cywilizowanych coraz więcej kobiet pobiera nasienie od młodych mężczyzn? Właśnie dlatego, że jest to jedno z podstawowych zaleceń dawanych w poradniach genetycznych- nasienie młodego mężczyzny jest lepsze. >Prawda, ma prawo, ale czy to jest wystarczający powód, żeby produkować matantów na potrzeby medycyny? To jest już temat na inną dyskusję. Zresztą o tym pisał autor tego wątku. >wyznawcy teorii spiskowych powinni być przerażeni coraz większymi ułatwieniami i przywilejami, jakie otrzymują mutanci w naszym cywilizowanym świecie rządzonym przez amoralną medycynę Śmiał się pan ze mnie. To teraz ja się pośmieję. Na szczęście jest jeszcze cały kawał niecywilizowanego świata. Może pan udać się na Sumatrę ratować naszą populację. >Chyba za bardzo się nakręciłem, bo zacząłem podejrzewać, że ten inkryminowany przeze mnie post jest częścią tego spisku, żeby zniszczyć genetyczne dziedzictwo ludzkości. Genetyczne dziedzictwo ludzkości jest niczym i wydaje mi się, że zniknie w jeszcze krótszym czasie niż w tym, w którym się pojawiło. Kiedyś zrobiłam takie przeliczenia, porównując czas pojawienia się Homo sapiens do czasu królowania dinozaurów. Człowiek od początku swego istnienia do dzisiaj żyje dopiero 0.13% czasu, który zajęły Ziemi dinozaury. Wiadomo, że te liczby mogą się zmienić, ale chyba już nie o tyle, żeby zamazać tę miażdżącą różnicę. Jako wektor naprawdę dobrych genów, mam wielką nadzieję, że mimo wszystko, nasza cywilizacja uchroni moje geny przed wymarciem i kiedyś moi potomkowie będą się rozmnażać gdzieś na innych planetach. Oby starczyło nam czasu na ucieczkę.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >A z jakiej populacji my się wywodzimy? Wydaje się panu, że nasi pra pra pra pra itd. przodkowie żyli po 80 lat, jak >dzisiaj my żyjemy? Nie, oni umierali średnio mając 25 lat.
Ale dzieci płodzili głównie ci nieliczni starsi mężczyźni, których geny udowodniły swoją wartość. Absurdem jest pobieranie genów od młodych samców, żyjących średnio 25 lat, samice instynktownie unikają takiego ryzyka w naturze, jak można tego nie rozumieć?!
>to, co napisałam wyżej nie jest bajką.
Jest bajką, oczywistą bajką. Nasienie młodych samców jest fatalnym wyborem, mówi o tym każdy podręcznik ewolucji. Pani stanowisko przypomnina kreacjonizm - z pełną powagą broni Pani absurdalnej tezy.
>>Jest dla mnie zupełnie niepojmowalną tajemnicą, dlaczego w XXI w. ktoś mógł napisać coś takiego na takim forum. >To jest odwieczne prawo natury, moje dziecko. Cieszę się, że nadal istnieją ludzie, dla których to co mówię jest odkryciem Ameryki, bo czuję się wielka, podkreślam wartość moich genów i to na pewno zwiększy moje szanse na >znalezienie super samca.
Super samiec, który umrze w wieku 25 lat? Chce Pani mieć synów, którzy umrą w wieku 25 lat, tylko dlatego, że zdążą spłodzić dzieci z kobietami takimi jak Pani, czyli wierzącymi w mit wartości genów młodych samców? Przyznam, że nie pojmuję, po co Pani pisze takie rzeczy. Jaki ma Pani interes, żeby pozyskać dla swoich dzieci geny młodego samca? Zdrowie dzieci nie jest ważne? Ważne jest tylko to, żeby się podroczyć na tym forum?
Jeśli nie, to proszę wyjaśnić, dlaczego Pani ryzykuje, że ojciec Pani syna umrze na jakąś genetyczną chorobę w wieku 25 lat i że Pani syn też umrze na tę samą chorobę w wieku 25 lat? W imię czego to ryzyko? Tak bardzo boi się Pani mutacji? Czy nie lepiej wyjść za mąż za takiego młodego i silnego faceta, ale geny dla dzieci pozyskać od kogoś o sprawdzonej wartości genów, od jakiegoś zdrowego 50-latka z wysoką pozycją społeczną?
doku
|
|
| | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Absurdem jest pobieranie genów od młodych samców, żyjących średnio 25 lat, samice instynktownie unikają takiego ryzyka w naturze, jak można tego nie rozumieć?! Dobrze by było, gdyby miał pan okazję zerknąć kiedyś na wyniki badań spermy mężczyzn po 30-stce. Zmieniłby pan zdanie. Przecież ja się tym na co dzień zajmuję. Nie biorę tego wszystkeigo z kosmosu. Niech się pan nie kłóci z wynikami badań naukowych, które pozwoliły nam wydłużyć życie w tak krótkim czasie, że nasze organizmy nad tym nie nadążyły jeszcze. Może pan mieć inne zdanie, co do kwestii dyskusyjnych, nie dających się prawie udowodnić- wszystkie adaptacje, o których pan pisał na przykład. Jednak niech nie kłóci się pan z poradnictwem genetycznym i latami badań, które jednoznacznie określają, że młody mężczyzna jest lepszym dawcą nasienia. Nawet prosty opis spermatogenezy wyjaśni panu dlaczego tak jest.
>Jest bajką, oczywistą bajką. Nasienie młodych samców jest fatalnym wyborem, mówi o tym każdy podręcznik ewolucji. Pani stanowisko przypomnina kreacjonizm - z pełną powagą broni Pani absurdalnej tezy. Nie wiem, co panu powiedzieć. Naprawdę nie wiem. Co ma podręcznik ewolucji do stanu nasienia mężczyzn? Czy wydaje się panu, że ci wszyscy genetycy kłamią? Że celowo wpycha się ludziom w bankach spermy, nasienie młodych mężczyzn? Wystarczyłoby, aby pan zobaczył same plemniki pod mikroskopem mężczyzny starszego i porównał je do plemników mężczyzny 20-letniego. Ja takie plemniki liczyłam, badałam ich ruchliwość i już samo patrzenie na nie naprawdę wystarczy, aby zobaczyć przeolbrzymią różnicę- w ilości plemników i ich ruchliwości.
>Super samiec, który umrze w wieku 25 lat? Chce Pani mieć synów, którzy umrą w wieku 25 lat, tylko dlatego, że zdążą spłodzić dzieci z kobietami takimi jak Pani, czyli wierzącymi w mit wartości genów młodych samców? Zupełnie nie zrozumiał pan o co chodziło z tą średnią wieku. Proszę przeczytać raz jeszcze. Po drugie proszę unikać uszczypliwości, bo staje się pan naprawdę niemiły. Ja się nadal hamuję, ale nie wiem na jak długo. Ja nie wierzę w żaden mit- ja czytam statystyki i badam plemniki!!!
>Przyznam, że nie pojmuję, po co Pani pisze takie rzeczy. Jaki ma Pani interes, żeby pozyskać dla swoich dzieci geny młodego samca? Zdrowie dzieci nie jest ważne? Ważne jest tylko to, żeby się podroczyć na tym forum? Ależ to pan się droczy. Od początku do końca. Moim interesem jest, aby znaleźć samca, który mnie będzie kochał i którego ja będę kochać- o dzieciach w ogóle nie myślę, ale z punktu widzenia populacji, oczywiste jest, że młodszy samiec jest o wiele lepszy do płodzenia dzieci. A może i chów wsobny jest korzystny według pana? Skoro trisomia 21 to adaptacja, podobnie jak skłonności sambójcze, to może dobrym rozwiązaniem jest posiadanie potomstwa z własnym ojcem? Geny dobre (sprawdzone!), facet starszy, no super materiał genetyczny.
>Jeśli nie, to proszę wyjaśnić, dlaczego Pani ryzykuje, że ojciec Pani syna umrze na jakąś genetyczną chorobę w wieku 25 lat i że Pani syn też umrze na tę samą chorobę w wieku 25 lat? W imię czego to ryzyko? Tak bardzo boi się Pani mutacji? Czy nie lepiej wyjść za mąż za takiego młodego i silnego faceta, ale geny dla dzieci pozyskać od kogoś o sprawdzonej wartości genów, od jakiegoś zdrowego 50-latka z wysoką pozycją społeczną?
Nazywa pan ryzykiem posiadanie dzieci z 25-letnim mężczyzną? To jest ryzyko? W takim razie i ja i mój brat, jak i wszyscy moi znajomi jesteśmy wynikiem niebywałej nieodpowiedzialności naszych rodziców . Dzieci z 50-latkiem? Uch... Aż dostaję drgawek. Sama już taka reakcja świadczy, że nie jest to dobry, biologiczny wybór. Skoro mam męża młodego, którego sama sobie wybrałam, to stanem umysłowej patologii byłoby z mojej strony kupowanie spermy jakiegoś podstarzałego dawcy, skoro pod ręką mam młodego, silnego samca, który będzie opiekować się naszym potomstwem, bo będzie miał świadomość, że są to jego dzieci a nie jakiegoś pana, którego na oczy nie widzieliśmy. To jest jakaś paranoja!
|
|
| | | |  | 1 na 1 | sukulent (2309 punktów) | Hej, Ty, na szybkim koniu, gdzie pędzisz Kozacze ? > Dobrze by było, gdyby miał pan okazję zerknąć kiedyś na wyniki badań spermy mężczyzn po 30-stce. Zmieniłby pan zdanie.Co do Zespołu Downa zgadzam się z Tobą w komfortowych 95% (nie wszystkie dzieci mają wady serca - znam ładnych parę, co nie ma, mają za to parę innych problemów - wrodzone niedrożności dwunastnicy - bez szybkiej interwencji chirurga śmiertelne, duże ryzyko MDS lub białaczki mielocytarnej itp, itd) Zasię co do spermy po trzydziestce - przesadzasz. > Przecież ja się tym na co dzień zajmujęAle przecież nie Ty jedna ?  Inni też się trochę zajmują ? I tak nie dramatyzują ? > Jednak niech nie kłóci się pan z poradnictwem genetycznym ...Nie śmiałabym się kłócić, chciałabym takie poradnictwo usłyszeć i zobaczyć, bo widać mamy inne doświadczenia. > Ależ to pan się droczy.Tym razem On chyba chce powiedzieć, że zdrowie w wieku lat 25 i piękne ruchliwe plemniczki machające przymilnie ogonkami nie gwarantują, że ich miły właściciel nie umrze w wieku 35 lat (no, nie kłóćmy się - 45) na pląsawicę Huntingtona. Czyli jak sie nie obracasz ...plecy z tyłu  > Dzieci z 50-latkiem? Uch... Aż dostaję drgawek. Sama już taka reakcja świadczy, że nie jest to dobry, biologiczny wybór.Tutaj wybacz, ale też nie mogę się zgodzić - to Twoja reakcja (z całym szacunkiem). Pozwól innym na ich własne reakcje, proszę. > Skoro mam męża młodego, którego sama sobie wybrałam, to stanem umysłowej patologii byłoby z mojej strony kupowanie spermy jakiegoś podstarzałego dawcy ... To jest jakaś paranoja!Zgoda. Ale mieć dzieci mężem 35 letnim, który mnie kocha, którego sama sobie itd pozwalasz ?  A jakie fajne wychodzą ! Co do 50-cio latków, to są osoby, co lubią. Zwłaszcza, jak wiadomo, ze nawet w razie śmierci rodzica dziecko będzie miało zabezpieczenie i jak 50-latek fajny. Wiesz, z tymi 50-latkami można pogadać - jest o czym, mają doświadczenie życiowe, które jest bezcenne, czasem nawet ładnie umieją je przekazać. Co więcej - często wiedzą, co się w życiu liczy i potrafią obdarzyć tak mądrą i wyrozumiałą miłością, ze miło się przy niej ogrzać. Serdecznie pozdrawiam, ogólnie pozytywnie nastawiona
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
|
|
| | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Nie zrozumiała pani przesłania dotyczącego 50-latków a dotyczyło one populacji naszych praprzodków (wątek adaptacji w populacji ciągnie się już trochę). Co do tej spermy 50-latków... Do banków spermy przyjmowane są próbki panów do 45 roku życia (w niektórych bankach jest to górna granica a w niektórych silne zalecenie) a nie wzięło się ono znikąd i to pragnę naprawdę podkreślić. Ta granica po coś istnieje i z czegoś wynika a wynika z lat badań prowadzonych w tym kierunku.
Co do częstości występowania białaczek u osób z zespołem Downa absolutnie się zgadzam, bo pracuję aktualnie na 2 genach ALL, wyciągając informacje na temat innych typów także.
Tak, reakcja dotycząca płodzenia dzieci z 50-latkiem jest moja, ale nie bierze się również znikąd- o takich zachowaniach także pisaliśmy wyżej.
Oczywiście, że sam wiek dawcy nasienia nie gwarantuje zbyt wiele, ale lepsze nasienie pana, którego znam niż starszego pana, którego nie widziałam. Gdyby wiek nie był ważny to nie udzielano by takiego a nie innego poradnictwa genetycznego a to już powinno dać do myślenia. Jednak mówiąc akurat o tym konkretnym przypadku miałam na celu uderzenie w absurdalność twierdzenia, że 25-latek to ryzyko dla populacji, bo niemal taki wniosek można było wysunąć z tego, co napisał pan przede mną.
Zajmując się genetyką nie mogę jednak bagatelizować pewnych rzeczy. Tak, jak na innym forum tłumaczyłam pewnemu panu, że pokrewieństwo rodziców może mieć zawsze, czasem znaczący wpływ na potomstwo. Dla niego, szczególnie przy dalekim pokrewieństwie rodziców, ryzyko choroby genetycznej dziecka wywołane właśnie tym czynnikiem było zbyt małe, aby uznać za realne. Ja natomiast nie mogłam się z tym zgodzić, bo skoro istnieje to istnieje i ja jako przyszły genetyk, świadoma wpływu różnych czynników na osobnika czy całą populację, nie mogę po prostu o tym nie powiedzieć. To może mieć opłakane skutki. W nauce nie może być niedomówień. To samo tyczy się wieku ojca czy matki. Nie demonizuję niczego, ale staram się wytłumaczyć pewne zależności. Nigdy bym nie śmiała twierdzić, że panowie po 50-tce są nieczuli, bo czytałam wyniki badań wskazujących, że już w okolicach 40-tki temperament panów się zmienia z reproduktorów na szukających czułości. Nie pamiętam ilu panów przebadano, więc nie jestem w stanie powiedzieć jakiego % to dotyczy, ale jakby tak spojrzeć to skoro się starzejemy, to szukamy swojego miejsca w życiu w inny sposób, oferując inne rzeczy. Ja co do tego nic nie mam. W wątku tym staram sie tłumaczyć zdarzenia z punktu widzenia populacyjnego a zarazem z punktu widzenia genetyki, pomijam przyglądanie się jednostce każdej z osobna. Najbardziej zainteresowała mnie myśl trisomii 21 jako adaptacji o tym teraz głównie toczy się debata.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | sukulent (2309 punktów) | Dziękuję bardzo za odpowiedź  > Nie zrozumiała paniW życiu byłybyśmy na "Pani", tutaj, mam nadzieję, możemy być na "Ty"  > przesłania dotyczącego 50-latków a dotyczyło one populacji naszych praprzodków (wątek adaptacji w populacji ciągnie się już trochę).Nie zrozumiałam, gdyż do bardzo rzeczowego wywodu (któremu kibicowałam) wplotłaś z nienacka wątek czysto osobisty ( Ty i Twój brat, Ty i Twój partner, Twoje dreszcze...), co sprawiło, ze zamiast takiego praprzodka, Maćka z Bogdańca, czy innego Zagłoby ujrzałam kulturalnego pana z laptopem i komórką.  > Co do tej spermy 50-latków...Tutaj także zaprotestowałam, bo słownie sponiewierałaś spermę 30-sto latków; tej 20-sto letniej różnicy nie mogłam pozostawić odłogiem.  > Co do częstości występowania białaczek u osób z zespołem Downa absolutnie się zgadzam, bo pracuję aktualnie na 2 genach ALL, wyciągając informacje na temat innych typów także.Genach ??? Nie translokacjach ? Takich jak (9;22) chociażby. Według mojej wiedzy nie ma "genu ALL" tak jak jest gen NF1 , czy retinoblastoma. Nawet "chromosom Philadelphia" to "chromosom", nie gen. Ale może coś źle wiem ? Skoryguj, proszę. > Tak, reakcja dotycząca płodzenia dzieci z 50-latkiem jest moja, ale nie bierze się również znikąd- o takich zachowaniach także pisaliśmy wyżej.Według Ciebie -skad się bierze ta Twoja reakcja ? > Oczywiście, że sam wiek dawcy nasienia nie gwarantuje zbyt wiele, ale lepsze nasienie pana, którego znam niż starszego pana, którego nie widziałam.Ponownie używasz osobistego podejścia do tematu i, wybacz, podkładasz się podwójnie - a nasienie "starszego pana", którego znasz, wiesz, ze jest zdrowy, mądry, jego rodzice żyją i mają się świetnie, podobnie jak dzieci - w porównaniu z nasieniem 25-latka, którego nie znasz ? Ponadto, którzy to ci "starsi panowie " - 30-sto, czy 50-cio latkowie - mogą ostro zaprotestować.  > Gdyby wiek nie był ważny to nie udzielano by takiego a nie innego poradnictwa genetycznego a to już powinno dać do myślenia.Intrygujesz mnie tym poradnictwem genetycznym po raz wtóry - jakiego dokładnie poradnictwa ? > Jednak mówiąc akurat o tym konkretnym przypadku miałam na celu uderzenie w absurdalność twierdzenia, że 25-latek to ryzyko dla populacji, bo niemal taki wniosek można było wysunąć z tego, co napisał pan przede mną.Pełna zgoda. > ... na innym forum tłumaczyłam pewnemu panu, że pokrewieństwo rodziców może mieć zawsze, czasem znaczący wpływ na potomstwo.I znowu się przyczepię (  ) - "może", "zawsze", "czasem" - w jednym zdaniu ? Czy ten pan poczuł się przekonany ? > W wątku tym staram sie tłumaczyć zdarzenia z punktu widzenia populacyjnego a zarazem z punktu widzenia genetyki, pomijam przyglądanie się jednostce każdej z osobna.Właśnie to nie do końca Ci wychodzi, stąd porzuciłam fotel kibica. > Najbardziej zainteresowała mnie myśl trisomii 21 jako adaptacji o tym teraz głównie toczy się debata.Którą zdecydowanie wygrywasz  Serdecznie pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
|
|
| | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | > W życiu byłybyśmy na "Pani", tutaj, mam nadzieję, możemy być na "Ty"Nie lubię używać form na "ty", ponieważ najczęściej oznacza to obniżenie wymagań w stosunku do siebie, jak i poziomu rozmowy. > Maćka z Bogdańca, czy innego Zagłoby ujrzałam kulturalnego pana z laptopem i komórką.Mówiłam o czasach jeszcze dawniejszych. > Genach ??? Nie translokacjach ? Takich jak (9;22) chociażby. Według mojej wiedzy nie ma "genu ALL" tak jak jest gen NF1 , czy retinoblastoma. Nawet "chromosom Philadelphia" to "chromosom", nie gen. Ale może coś źle wiem ? Skoryguj, proszę.Badam geny a właściwie ich produkty i to czy mają wpływ na ALL (nie na zespół Downa)- nie mówię, że ALL uwarunkowana jest konkretnymi genami, choć ma ścisły związek z podłożem genetycznym, co już udało się nam udowodnić. Biorę udział w projekcie mającym określić dlaczego część pacjentów nie odpowiada na obecnie stosowaną terapię a nawet jeśli to u wielu z nich po okołu roku pojawia się nawrót białaczki. Chcemy określić, co pominięto tworząc program terapii. Napisałam, że badam geny w ALL. To był skrót myślowy. Szukamy nowych czynników, których wcześniej nie zauważono. Wielu spośród naszych pacjentów jest trisomikami, co znowu nie pasuje do koncepcji tej wady jako adaptacji. > Ponownie używasz osobistego podejścia do tematu i, wybacz, podkładasz się podwójnie - a nasienie "starszego pana", którego znasz, wiesz, ze jest zdrowy, mądry, jego rodzice żyją i mają się świetnie, podobnie jak dzieci - w porównaniu z nasieniem 25-latka, którego nie znasz ? Ponadto, którzy to ci "starsi panowie " - 30-sto, czy 50-cio latkowie - mogą ostro zaprotestować.To co? Wtedy najlepiej z własnym ojcem. Nie rozumie pani- nie chodzi o mądrość tego pana, czułość, tylko o jego zmutowane plemniki. Tylko mi o to chodzi a nie o to, że się brzydzę zbliżenia z nim. Mówię z punktu widzenia genetyki. Mojej koleżanki znajomy chciał oddać spermę i powiedziano mu, że zaleca się, żeby jednak dawca był przed 30 rokiem życia, mimo że ogólnie akceptuje się spermę do 45 r życia dawcy. Jeszcze raz mówię, że to nie jest mój wymysł, moje odczucie. Osobiste rzeczy zostawmy na boku. Po drugie mówiłam o sytuacji, w której mam już męża 25-letniego to chyba dziwne jest, żebym wtedy szukała dawcy 50-letniego, którego nie znam. Jasne, że część panów będzie protestować, ale biologii nie da się oszukać. Nie rozmawiajmy o tym, jacy są panowie, że dobrzy, mili. Ok, ale co to ma do stanu ich nasienia, które nawet u panów młodych (przed 30) jest naprawdę w Europie mizerne, nie mówiąc o panach starszych. To nie jest żart, złośliwość, bo ja nie odnoszę sie do tych mężczyzn w sposób osobisty a patrzę z punktu widzenia nauki. Tylko i wyłącznie. > Intrygujesz mnie tym poradnictwem genetycznym po raz wtóry - jakiego dokładnie poradnictwa ?Na przykład poradnictwa, jakiego udziela się przed oddaniem nasienia, albo przed założeniem rodziny, kiedy np.: - w rodzinie były jakieś choroby - istnieje ryzyko wystąpienia wady spowodowane spokrewnieniem rodziców - istnieje ryzyko powikłań związane z wiekiem matki a także ostatnio wprowadza się także wiek ojca jako kryterium, bo okazuje się, że ten właśnie ma także wpływ na występowanie chorób u dziecka (jest to pewna nowość, ale okazuje się, że bardzo ważna nowość) - dwie(z tego co pamiętam, ale nie jestem pewna) ciąże skończyły się poronieniem Do tego dodałabym i myślę, że w przyszłości będzie takie kryterium dodane- miejsce zamieszkania rodziców. Brzmi śmiesznie, ale okazuje się, że na przykład u dzieci mieszkających blisko trakcji wysokiego napięcia częściej występują białaczki niż u dzieci żyjących co najmniej 400m od trakcji. > >Jednak mówiąc akurat o tym konkretnym przypadku miałam na celu uderzenie w absurdalność twierdzenia, że 25-latek to ryzyko dla populacji, bo niemal taki wniosek można było wysunąć z tego, co napisał pan przede mną.> Pełna zgoda.To właśnie o to chodziło. > >... na innym forum tłumaczyłam pewnemu panu, że pokrewieństwo rodziców może mieć zawsze, czasem znaczący wpływ na potomstwo.> I znowu się przyczepię ( ) - "może", "zawsze", "czasem" - w jednym zdaniu ?Tak- spokrewnienie rodziców ma zawsze wpływ na potomstwo, bo raz- my jako ludzie jesteśmy i tak wszyscy ze sobą spokrewnieni, więc jeszcze bliższe spokrewnienie ma zawsze (napisałam być może, bo nie jestem w stanie tego udowodnić, ale z dzisiejszej wiedzy wynika, że zawsze), mniejszy lub większy wpływ na potomstwo- w zależności od stopnia spokrewnienia i w zależności czy i jak, objawi się to chorobą (a jeśli tak, to w jakim nasileniu). Stąd te wszystkie słowa w jednym zdaniu. Żeby nie być gołosłowną weźmy pod uwagę na przykład choroby autosomalne recesywne- występują one częściej u dzieci "małżeństw krewniaczych", bo każdy zdrowy człowiek jest nosicielem 2-5 specyficznych dla swojej rodziny mutacji recesywnych. Dobranie się takich osób podnosi ryzyko spoktania się właśnie tych niekorzystnych alleli. "Polska wykazuje wysoki stopień homogenności genetycznej"- właśnie powiedział pan genetyk w radiu. Idealnie się wpasował w temat.
|
|
| | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | W domu nie mam dostępu do wyników badań a i tak nie mam prawa do ich kopiowania, ale to co znalazłam legalnie w sieci. Pokazuję to tylko po to, aby uświadomić państwu, że ja nie wyssałam informacji z palca i że genetycy nie wciskają ludziom bzdur. Proszę mi wierzyć. "Ryzyko poronienia wzrasta z wiekiem ojca, bez względu na to, ile lat ma matka. Petercantfail: Dostarczające takich wyników badanie objęło blisko 14 tysięcy mieszkających w Jerozolimie kobiet, które były w ciąży w latach 60. i 70. (między 1964 a 1976 rokiem). Wykazało ono, że ryzyko poronienia było o 60% większe u ojców 40-letnich i starszych niż u 25-29-letnich.
Co więcej, wiek wpływał na różnice zaobserwowane wśród trzydziestokilkuletnich mężczyzn. Ryzyko poronienia było aż o trzy razy większe, jeśli panowie mieli między 35 a 39 lat, niż wtedy, gdy nie osiągnęli jeszcze 25. roku życia .
Jak zauważają badacze na łamach Obstetrics & Gynecology, ryzyko było niezależne od wieku matki, znanego czynnika ryzyka poronienia.
Odkrycie to potwierdza, że nie tylko kobiety, ale i mężczyźni są wyposażeni w tykający zegar biologiczny.
Chociaż panowie stale produkują spermę i mogą zostać ojcami nawet w jesieni życia, badanie pokazuje, że ich płodność spada, poczynając od stosunkowo młodego wieku. W dodatku, podobnie jak w przypadku kobiet, starsi ojcowie statystycznie częściej mają dzieci z wadami wrodzonymi.
Jedno z ostatnich badań ujawniło, że zdolność mężczyzny do posiadania dzieci spada po czterdziestce (u kobiet po 35. roku życia). Z wiekiem anomalie genetyczne nasienia stają się coraz częstsze.
Poronienia, zwłaszcza w pierwszym trymestrze, są niejednokrotnie spowodowane anomaliami genetycznymi płodu, co pozwala wyjaśnić wpływ wieku ojca na ryzyko niedonoszenia.
Opisywane odkrycia wzmacniają podgląd, że pary planujące powiększenie rodziny powinny brać pod uwagę nie tylko wiek matki, ale i ojca.
Decyzja o spłodzeniu potomka jest w społeczeństwach Zachodu coraz bardziej odkładana w czasie. Nasze studium dostarcza parom ważnych informacji na ten temat - piszą badacze kierowani przez dr Karine Kleinhause.
Spośród badanych 14 tys. pań aż 1500 poroniło. Grupę tę porównywano z 12 tysiącami uczestniczek, które donosiły ciążę.
Starszy ojciec to większe prawdopodobieństwo poronienia, bez względu na wiek matki i inne czynniki ryzyka, takie jak palenie w czasie ciąży oraz cukrzyca matki.
Anna Błońska "
A tu jeszcze cytaty znalezione w internecie, które zgadzają się z naszymi statystykami: "Mężczyźni w wieku powyżej 55 lat dwa razy częściej niż młodsi stają się ojcami dzieci z zespołem Downa." "Podobnie jak w przypadku matki, również starszy wiek ojca (powyżej 50-55 lat) wiąże się z częstszym występowaniem u poczętego dziecka niektórych wad genetycznych (najczęściej zespołu Downa)." "W społecznościach tradycyjnej, łowieckich, gdzie długość życia rzadko przekraczała 40 lat, dzisiejszy nastolatek był naturalnym kandydatem na ojca."- wasze ulubione społeczności zbieracko-łowieckie. To jest to o czym mówiłam- wywodzimy się od społeczeństw, w których ojcami byli młodzi mężczyźni. "Nasi praprzodkowie takich dylematów nie mieli. Natura nie ma bowiem wątpliwości, że do ojcostwa gotowy jest każdy osobnik, którego organizm zaczął produkować nasienie i plemniki." "Starszy wiek ojca wpływa na ryzyko autyzmu u dziecka Dzieci mężczyzn, którzy zostali ojcami w wieku 40 lat lub później są znacznie bardziej narażone na zaburzenia autystyczne, niż dzieci ojców przed trzydziestką - zaobserwowali badacze z USA i Wielkiej Brytanii. Wyniki ich badań publikuje pismo "Archives of General Psychiatry"." Itd. itd. Nie tylko ja więc mam takie informacje i nie tylko ja mam dostęp do tego typu wyników badań. Proszę więc mi nie mówić, że sieję herezje i że 25-letni mężczyzna to ryzyko dla populacji. I jeszcze raz podkreślę- patrzę z punktu widzenia nauki, genetyki a nie odnoszę się do panów osobiście, bo to nie o to tutaj chodzi.
|
|
| | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >W domu nie mam dostępu do wyników badań a i tak nie mam prawa do ich kopiowania, Pozwolę sobie tylko dyskretnie wtrącić, że lektura (ew. powtórna) opowiadania H. G. Wellsa pod tyułem "Niewidzialny człowiek" bez wątpienia dostarczyłaby Pani materiału do daleko idących, konstruktywnych przemyśleń.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | sukulent (2309 punktów) | > Nie lubię używać form na "ty", ponieważ najczęściej oznacza to obniżenie wymagań w stosunku do siebie, jak i poziomu rozmowy.W tej sytuacji z przejdę z Panią na "Pani" > Mówiłam o czasach jeszcze dawniejszych.I pisała Pani o swoich drgawkach na myśl ? Bardzo przepraszam, ale nic nie rozumiem. > Badam geny a właściwie ich produkty i to czy mają wpływ na ALL (nie na zespół Downa)- nie mówię, że ALL uwarunkowana jest konkretnymi genami, choć ma ścisły związek z podłożem genetycznym, co już udało się nam udowodnić. Biorę udział w projekcie mającym określić dlaczego część pacjentów nie odpowiada na obecnie stosowaną terapię a nawet jeśli to u wielu z nich po okołu roku pojawia się nawrót białaczki. Chcemy określić, co pominięto tworząc program terapii. Napisałam, że badam geny w ALL. To był skrót myślowy. Szukamy nowych czynników, których wcześniej nie zauważono. Wielu spośród naszych pacjentów jest trisomikami, co znowu nie pasuje do koncepcji tej wady jako adaptacji.Rozumiem. Moje wątpliwości wzięły się stąd, że napisała Pani "obecnie pracuję na 2 genach ALL". Skrót myślowy odebrał widać temu sformułowaniu sens, który Pani chciała mu nadać. Ciekawe jest to, co Pani pisze. Czy badania Pani są prowadzone na liniach komórkowych, czy, jakby sugerował Pani opis - na materiale od grupy pacjentów ? Jeżeli od pacjentów - to od dorosłych, czy od dzieci ? U dorosłych ALL występuje raczej rzadko. Co do trisomików, to zaintrygowała mnie Pani pisząc, że wielu z tych pacjentów, których dotyczy badanie nimi jest. Według mojej wiedzy u trisomików pojawia się najczęściej AML, nie ALL - skąd więc wielu ? Co do odpowiedzi na terapię, to jak zapewne Pani wie, winą obarcza się glikoproteinę P (dobrze udokumentowanew badaniach). Rozumiem, ze badania, w których bierze Pani udział dotyczą czego innego. Intryguje mnie również sformułowanie "u wielu z nich po około roku pojawia się nawrót białaczki" - według mnie wyniki leczenia ALL są obecnie bardzo dobre (około 78%, w najlepszych ośrodkach nawet powyżej). Czyżbym miała nieaktualne informacje ? > To co? Wtedy najlepiej z własnym ojcem.Hmm, to sformułowanie budzi u mnie podejrzenie, że przejście na "Pani" nie gwarantuje jednak utrzymania właściwego poziomu dyskusji. > To nie jest żart, złośliwość, bo ja nie odnoszę sie do tych mężczyzn w sposób osobisty a patrzę z punktu widzenia nauki. Tylko i wyłącznie.To jest dobry temat na osobną dyskusję. Nawet bardzo dobry. > Na przykład poradnictwa, jakiego udziela się przed oddaniem nasienia, albo przed założeniem rodziny, kiedy np.:> - w rodzinie były jakieś choroby> - istnieje ryzyko wystąpienia wady spowodowane spokrewnieniem rodziców> - istnieje ryzyko powikłań związane z wiekiem matki a także ostatnio wprowadza się także wiek ojca jako kryterium, bo okazuje się, że ten właśnie ma także wpływ na występowanie chorób u dziecka (jest to pewna nowość, ale okazuje się, że bardzo ważna nowość)> - dwie(z tego co pamiętam, ale nie jestem pewna) ciąże skończyły się poronieniemBardzo proszę o szczegóły i rozwinięcie. > Do tego dodałabym i myślę, że w przyszłości będzie takie kryterium dodane- miejsce zamieszkania rodziców. Brzmi śmiesznie, ale okazuje się, że na przykład u dzieci mieszkających blisko trakcji wysokiego napięcia częściej występują białaczki niż u dzieci żyjących co najmniej 400m od trakcji.Bardzo proszę o link, bo według moich wiadomości duze badania populacyjne, zarówno amerykańskie, jak brytyjskie nie potwierdziły tych doniesień. Gdyby była Pani była tak dobra również wyjśnić mi, jak to wysokie napięcie ma się do poradnictwa genetycznego ? Może to tylko ja nie widzę związku ? > Dobranie się takich osób podnosi ryzyko spoktania się właśnie tych niekorzystnych alleli. "Polska wykazuje wysoki stopień homogenności genetycznej"- właśnie powiedział pan genetyk w radiu. Idealnie się wpasował w temat.Ta sprawa ma jeszcze jeden aspekt, tym razem korzystny - gdybyśmy mieli choć ciu większy bank dawców szpiku, nie byłoby kłopotu z doborem dawców. Kazda moneta ma awers i rewes, żeby nie włączać kija do naszych rozważań. Pozdrawiam serdecznie
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
|
|
| | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Do tego dodałabym i myślę, że w przyszłości będzie takie kryterium dodane- miejsce zamieszkania rodziców. Brzmi śmiesznie, ale okazuje się, że na przykład u dzieci mieszkających blisko trakcji wysokiego napięcia częściej występują białaczki niż u dzieci żyjących co najmniej 400m od trakcji.> Bardzo proszę o link, bo według moich wiadomości duze badania populacyjne, zarówno amerykańskie, jak brytyjskie nie potwierdziły tych doniesień. Gdyby była Pani była tak dobra również wyjśnić mi, jak to wysokie napięcie ma się do poradnictwa genetycznego ? Może to tylko ja nie widzę związku ?Nie włączając się do właściwej dyskusji, pozwolę sobie podrzucić dwa fakty, które pamiętam (niestety żródłem byłyby chyba jedynie jakieś dane z elektrowni, radia lub sądu). 1. Otóż około 20 lat temu w Polsce odbył się proces o kradzież prądu. Delikwent robił to tak, że na strychu domku, w którym mieszkał (a było to właśnie w pobliżu linii wysokiego napięcia!), nawinął sobię dużą cewkę i indukowany w niej prąd zasilał mu mieszkanie. W sądzie bronił się dość inteligentnie twierdząc, że nie podłączył się fizycznie do sieci (co jest karalne), tylko wykorzystywał straty. O ile pamiętam, nie skazano go; skończyło się na nakazie rozbiórki tej prywatnej elektrowni. 2. Przypominam sobie także rozbiórkę masztu nadawczego radiostacji w Łodzi. Jako jedną z przyczyn zmiany lokalizacji podawano zbyt duże natężenie pola, szkodliwe ponoć dla okolicznych mieszkańców. Wniosek taki, że ludzie żyjący blisko źródeł silnych pól elektromagnetycznych mogą rzeczywiście być na jakieś niebezpieczeństwa narażeni. Jakie ma to skutki biologiczne (jeśli w ogóle ma) - nie wiem. Co się tyczy badań - warto zawsze zachować sceptycyzm (i przynajmniej porównać konkurencyjne źródła), mając w pamięci choćby kolejne euforyczne lub demoniczne "naukowe" rewelacje na temat margaryny.  > "Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka")P.S. Po dodaniu spacji i nawiasu - takie ("Chatka Puchatka"  zmieni sie na takie: ("Chatka Puchatka"  ) - a chyba o to szło. Wiem, bo przeczytałem, dla wszelkiej pewności, w obydwie strony. 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | Przepraszam za tak późną odpowiedź, ale już spieszę > Co się tyczy badań - warto zawsze zachować sceptycyzm (i przynajmniej porównać konkurencyjne źródła), mając w pamięci choćby kolejne euforyczne lub demoniczne "naukowe" rewelacje na temat margaryny.  Święte słowa. W kwestii wpływu trakcji wysokiego napięcia na ludzkie zdrowie popełniono wiele prac. Jak zwykle jedne na materiale anegdotycznym, inne na dużych grupach. Ciągle się to miele. Do tego dochodzi metodyka badań - nie zawsze właściwa. Co do Chatki Puchatka, to masz absolutną słuszność - obecny stan tego cytatu w mojej stopce jest wynikiem zwykłego lenistwa. Skoro się jednak zainteresowałeś, to poprawię  Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
|
|
| | | | | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Święte słowa. W kwestii wpływu trakcji wysokiego napięcia na ludzkie zdrowie popełniono wiele prac. Jak zwykle jedne na materiale anegdotycznym, inne na dużych grupach. Ciągle się to miele. Do tego dochodzi metodyka badań - nie zawsze właściwa. Wydaje mi się, że jeśli jakieś komórki wystawiamy na działanie jakiejś energii - to muszą być tego jakieś skutki (dość pomyśleć o opalaniu na plaży, jeśli już nie o fizyce). Pytanie więc raczej nie brzmi "czy są?", tylko "ile możemy jeszcze tolerować?". A to już jest pytanie trochę "naukowe", a trochę "polityczne". Obawiam się zatem, że może być nieco gorzej; prócz błędów metody mogą tu występować różne naciski - właśnie polityczne, finansowe, a może i inne. Dla przykładu: ilość ludzi ubogich w kraju - zależy od określenia poziomu ubóstwa, zmieniając normy przemysłowe - można manipulować danymi na temat zanieczyszczeń, zmieniając normy zdrowotne - można mieć dodatkowe zyski z lekarstw etc. Trochę to może pachnie spiskową teorią rzeczywistości, ale chyba znalazłyby się, niestety, przykłady. Wydaje mi się bowiem, że praktycznie zawsze znajdą się ludzie zainteresowani udowodnieniem nieszkodliwości jakiejś technologii.
Co do tych linii - to przypomniało mi się jeszcze, że oprócz promieniowania elektromagnetycznego, występuje tam także tzw. "ulot" (czyli samoistna ucieczka elektronów z przewodu) powodujący jonizację powietrza w pobliżu linii. Jak to działa na ludzi - nie wiem, ale pewnie jakoś tam działa.
Ponieważ jednak obawiam się, że niepostrzeżenie przekraczam przednią linię moich wiadomości z biologii - kończę.
>Co do Chatki Puchatka, to... ... to zawsze znajdzie się jakiś cholerny, ze wszystkiego niezadowolny Kłapouchy, co to będzie się czepiał źle postawionej spacji.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > Wydaje mi się, że jeśli jakieś komórki wystawiamy na działanie jakiejś energii - to muszą być tego jakieś skutki (dość pomyśleć o opalaniu na plaży, jeśli już nie o fizyce). Pytanie więc raczej nie brzmi "czy są?", tylko "ile możemy jeszcze tolerować?". A to już jest pytanie trochę "naukowe", a trochę "polityczne".Najlepszym przykładem są badania dotyczące potencjalnej szkodliwości telefonów komórkowych. Pierwsze badania, które wykazały ich szkodliwość były wykonane, jak się okazało, na zlecenie operatorów telefonii stacjonarnej, metodycznie były do luftu. Kolejne badania nie potwierdziły rewelacji tych pierwszych - okazało się, ze szkodliwość zaczyna się w momencie, gdy rozmawiamy na okrągło dwucyfrową ilość godzin. Stąd konieczność zapoznawania się z całością (wcale niełatwa sprawa) i weryfikacja metodyki oraz porównywalności wyników. Czyli tak zwane krytyczne podejście. > ... to zawsze znajdzie się jakiś cholerny, ze wszystkiego niezadowolny Kłapouchy, co to będzie się czepiał źle postawionej spacji.Bez Kłapouchych na tym świecie pełno byłoby niedostawionych spacji... Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | Witam. Odpiszę pani, ale najprawdopodobniej pojutrze. Post ten zamieszczam, żeby powiedzieć, że nie uciekłam z wątku a jedynie nie mam obecnie zbyt wiele czasu na formułowanie ładnych postów a lubię przykładać się do roboty. Pisanie w tym wątku jest pewnym wyzwaniem, bo osoby, które ze mną się zgadzały albo się zniesmaczyły docinkami albo są też zajęte i na polu walki zostałam sama. Jestem człowiekiem i to do tego jako tako jeszcze młodym i na pewną wartość progową zgryźliwości reaguję czasem w podobny sposób, zgodnie z prawem akcja= reakcja. Staram się być poważna, na ile to możliwe i odpowiadać w sposób najbardziej przypominający ton wypowiedzi znanych mi naukowców, do których jeszcze mi ho ho ho ho ho i ho ho ho ho. Tak szczerze to nie widzę powodu, dla którego musimy być dla siebie w tym wątku niemili. Można bronić swoich tez w taki sposób, aby nie docinać sobie, ale nie wszyscy potrafią tak dyskutować. Ja na przykład o adaptacji piszę z punktu widzenia biologii populacyjnej i tego, czego się przez wszystkie lata studiów nauczyłam. Wiem, jak bardzo trzeba być ostrożną, dlatego nie mogę po prostu ot tak przyjąć trisomii 21 jako adaptacji, skoro widzę w tej teorii błędy i niejasności. Może powinniśmy założyć nowy wątek?
|
|
| | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | Dziękuję za odpowiedź, Chętnie poczekam na jej rozszerzoną wersję, bo szczerze zaintrygowała mnie Pani w wielu miejscach. Co do zespołu Downa jako adapacji, to moje zdanie jest całkowicie zbieżne z Pani zdaniem prezentowanym tu na forum, toteż trudno będzie o dyskusje pomiędzy nami, skoro w całej rozciągłości się zgadzamy. Pozdrawiam serdecznie
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Przesłałam pani wiadomość prywatną dotyczącą ALL.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Jest bajką, oczywistą bajką. Nasienie młodych samców jest fatalnym wyborem, mówi o tym każdy podręcznik ewolucji. Pani stanowisko przypomnina kreacjonizm - z pełną powagą broni Pani absurdalnej tezy. >Nie wiem, co panu powiedzieć. Naprawdę nie wiem. Co ma podręcznik ewolucji do stanu nasienia mężczyzn?
Wszystko. Nasienie jest nośnikiem genów, geny są narzędziem ewolucji.
>Czy wydaje się panu, że ci wszyscy genetycy kłamią?
Genetycy mówią prawdę, tę samą prawdę co ewolucjoniści, skąd Pani bierze sugestię, że genetyk może być hochsztaplerem? Znam kilku genetyków, czytałem wielu i wiem, że oni uznają teorię ewolucji.
>Że celowo wpycha się ludziom w bankach spermy, nasienie młodych mężczyzn?
O proszę, nagła zmiana tematu, chowanie głowy w piasek. A czy trzyma się w bankach spermy nasienie mężczyzn, którzy umarli w wieku 30 lat na jakąś chorobę genetyczną? A może sugeruje Pani, że banki spermy właśnie tak robią - wciskają klientom wybrakowany towar, nie śledząc dalszych losów dawców, jak oni się starzeją i umierają? Uczciwy bank spermy niszczy nasienie dawców, którzy dali kiepskie geny. A może Wasz jest nieuczciwy?
>Wystarczyłoby, aby pan zobaczył same plemniki pod mikroskopem mężczyzny starszego i porównał je do plemników mężczyzny 20-letniego. Ja takie plemniki liczyłam, badałam ich ruchliwość i już samo patrzenie na nie naprawdę >wystarczy, aby zobaczyć przeolbrzymią różnicę- w ilości plemników i ich ruchliwości.
A czy zna Pani funkcje tych plemników? Czy wie Pani, które są obrońcami, które są zabójcami, a które ścigają się tylko do jaja? Czy obserwowała Pani, jak obrońcy budują zasieki, splątując się ogonkami? Czy auważyła Pani wielogłowych zabójców? Czy wie Pani, że nasienie młodych bezdzietnych męczyzn jest armią ofensywną, nasienie starszych mężczyzn, którzy mają już dzieci, jest armią defensywną? Czy potrafi Pani odróżnić nasienie z pierwszego (np. po tygodniu) ejakulatu tego samego mężczyzny od nasienia drugiego ejakulatu z tego samego dnia? Z tego co Pani pisze widzę, że pomyśli Pani, że patrzy na nasienie młodego mężczyzny, podczas gdy będzie to trzeci ejakulat mężczyzny starszego.
Ale to nic, bo to jest Pani ucieczka w dyskusji przed niewiedzą w innej dziedzinie, w teorii ewolucji. Jakość plemników kryje się w ich genach, a nie w ich zachowaniu. Wyścig ewolucyjny wygrywają najlepsze geny, a nie "najlepsze" plemniki.
> oczywiste jest, że młodszy samiec jest o wiele lepszy do płodzenia dzieci.
Naprawdę jest nie do wiary, że ma Pani tak mało zrozumienia dla teorii ewolucji, że ani odrobinę nie wykracza Pani ponad swoją wąską specjalizację.
doku
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Ale dzieci płodzili głównie ci nieliczni starsi mężczyźni, których geny udowodniły swoją wartość. Absurdem jest pobieranie genów od młodych samców, żyjących średnio 25 lat, samice instynktownie unikają takiego ryzyka w naturze, jak można tego nie rozumieć?! Głęboko w umyśle współczesnej kobiety tkwi podstawowa kalkulacja z epoki zbieracko-łowieckiej, która wyewoluowała zbyt niedawno, aby się zmienić; dokładaj wszelkich starań, aby zdobyć męża, który będzie dostarczał pożywienia i dbał o twoje dzieci; dokładaj wszelkich starań, aby znaleźć kochanka, który zaopatrzy twoje dzieci w najlepsze geny. Jeżeli kobieta ma wielkie szczęście, w obu wypadkach jest to ten sam mężczyzna. Wszystko zaczęło się od kobiety, która poślubiła najlepszego nieżonatego łowcę oraz miała przygodę miłosną z najlepszym żonatym łowcą, przez co zapewniła swoim dzieciom obfitość pożywienia, i trwa nadal, gdy żona bogatego potentata finansowego rodzi dziecko, które jest zadziwiająco podobne do jej atletycznego ochroniarza. Mężczyźni byli zawsze wykorzystywani jako dostarczyciele opieki rodzicielskiej, środków materialnych oraz genów. Matt Ridley, Czerwona królowa I tyle. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Czyżby był to opis mitochondrialnej Ewy? Myślę, że to zaczęło się wszystko o wiele wcześniej, ale i tak dla nas nadal jest za wcześnie, aby się zmieniło, choć znam kobiety, które na przykład większą uwagę zwracają na wygląd fizyczny mężczyzny a nie na jego sytuację finansową, bo na pieniądze nie narzekają, więc u nich panowie mają o wiele łatwiej, aby zostać dostrzeżonymi. One łożą na utrzymanie całego domu a panowie dają im "dobre" dzieci i się nimi naprawdę nieźle opiekują (panowie w niczym nie odbiegają od pań w opiece nad dziećmi). To jest duże ułatwienie dla populacji. Ja nadal jednak chcę rozmawiać o trisomii 21 jako adaptacji. To jedyny wątek od nie pamiętam kiedy, który tak mnie zainteresował.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
Pani reakcja zaskoczyła mnie. Przytoczony fragment świadczy przecież na rzecz bronionych przez Panią tez. Czyżby więc jakieś nieuzasadnione feministyczne kompleksy?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Mój wcześniejszy post, który tutaj zamieściłam nie był odpowiedzią do tego pytania, dlatego go zmieniam: Tak, zgadzam się, że ten fragment popiera moje tezy, ale o jakie kompleksy chodzi? Czemu tak często na tym forum ludzie sobie docinają. Ja nie należę do ludzi pastwiących się nad innymi a więc źle mnie pan zrozumiał. Ja nie mam dzieci, nie mam męża, o opiece nad dziećmi wiem tyle, co nic (mam nadzieję, że jak będę miała swoje dziecko to jakiś instynkt się we mnie obudzi), dlatego na przykład lubię popatrzeć na przystojnego pana z wózkiem, bo jest to widok przyjemny dla oczu (jestem heteroseksualna). Sytuacja, która teraz jest w naszym społeczeństwie być może ułatwia dobór partnera z jednej strony (bo już nie ma takiej presji ukierunkowanej na mężczyzn, że muszą mieć pieniądze, bo często panie mają swoje- mój brat mówi od lat, że jego żona musi być bogata, bo on nie będzie robił na dom, ale dziećmi może się zajmować), ale z drugiej uniemożliwia niemal płodzenie dzieci- praca, praca i praca. Nie miałam nic więcej na myśli. A może chodziło panu o mitochondrialną Ewę- to też nie przejaw moich kompleksów a teoria naukowa (z góry przepraszam za takie tłumacznie, jeśli pan ją zna).
|
|
| | | | | |  | | radek (767 punktów) | Zdecydowanie popieram tutaj uzytkownika Konfolut. Nie jestem pewny skad sie wziela ta uwaga dotyczac feministycznego kompleksu. Podejrzewam jednak, ze z ignorancji w dziedzinie biologii.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Ale dzieci płodzili głównie ci nieliczni starsi mężczyźni, których geny udowodniły swoją wartość. Absurdem jest żona bogatego potentata finansowego rodzi dziecko, które jest zadziwiająco podobne do jej atletycznego ochroniarza. Mężczyźni byli zawsze wykorzystywani jako dostarczyciele opieki rodzicielskiej, środków materialnych oraz genów. Matt Ridley, Czerwona królowa Stary mit, już obalony. Baker w "Wojnach plemników" pokazuje, że jest odwrotnie - żona ochroniarza rodzi dzieci jego pracodawcy, żona dyrektora rodzi dzieci prezesowi firmy itd. Więcej, Baker opisuje dokładnie te rzadkie przypadki, kiedy żona bogacza pozyskuje plemniki młodego podrywacza - robi to tylko wtedy, gdy ma już syna spłodzonego przez bogacza. Nauka stale się rozwija
doku
|
|
-1 na 1 | radek (767 punktów) | Twierdzenie, ze nie ma glupich pytan jest nieprawdziwe. A pytanie:"czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż pózniejszy mutant?" jest tego dowodem. Zygota nie ma rozwinietego systemu nerwowego i nie moze odczuwac jakiegokolwiek cierpienia. Osoba z zespolem Downa owszem.
|
|
 | | maliniak (422 punktów) | >Twierdzenie, ze nie ma glupich pytan jest nieprawdziwe. A pytanie:"czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż pózniejszy mutant?" jest tego dowodem. >Zygota nie ma rozwinietego systemu nerwowego i nie moze odczuwac jakiegokolwiek cierpienia. Osoba z zespolem Downa owszem.
Uważasz,że tego nie wiedziałem? Może wróć i przeanalizuj najpierw kontekst.
p.
|
|
|  | -1 na 1 | radek (767 punktów) | >>Twierdzenie, ze nie ma glupich pytan jest nieprawdziwe. A pytanie:"czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż pózniejszy mutant?" jest tego dowodem. >>Zygota nie ma rozwinietego systemu nerwowego i nie moze odczuwac jakiegokolwiek cierpienia. Osoba z zespolem Downa owszem. >Uważasz,że tego nie wiedziałem? >Może wróć i przeanalizuj najpierw kontekst. >p.
Jezeli nie jest to twoje pytanie to nie ma problemu jak sadze. Ja nie twierdze, ze jest to twoje pytanie, a jedenie, ze jest to pytanie potwierdzajace, ze sa glupie pytania.
|
|
 | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Twierdzenie, ze nie ma glupich pytan jest nieprawdziwe. A pytanie:"czy uważasz,że taka zygota cierpi gorsze katusze niż pózniejszy mutant?" jest tego dowodem. Zygota nie ma rozwinietego systemu nerwowego i nie moze odczuwac jakiegokolwiek cierpienia. Osoba z zespolem Downa owszem.
Odpowiedziałeś, i tym pytanie się obroniło. Więc co w nim było głupiego? .
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Powiedzcie mi językiem biologów ,co jest złego w usunięciu zygoty ,u >której wykryto wady genetyczne
Dopiero teraz zauważyłem, że w bardzo niestosownej formie włączyłem się tutaj do dyskusji, za co autora wątku przepraszam. Odpowiedziałem na wiele postów, ale nie odpowiedziałem bezpośrednio na post otwierający wątek, tak jakbym żywił jakąś urazę do otwierającego lub go lekceważył. Tak jednak nie jest, to tylko moje roztargnienie i niezręczność, za którą raz jeszcze przepraszam.
A teraz do rzeczy:
W języku biologów "wada genetyczna" jest pojęciem względnym. Najlepszym przykładem i najbardziej znanym, wręcz klasycznym, jest anemia sierpowata wywołana "wadą genetyczną", która okazała się adaptacją do malarii. W takim kraju jak np. Norwegia można powiedzieć, że malaria jest czynnikiem zupełnie nieistotnym, a więc w Norwegii mamy do czynienia z prawdziwą wadą genetyczną (HbS) i można by uznać, że taka wadliwa zygota powinna być usunięta. Jednak w Afryce taka zygota o wiele lepiej rokuje niż zygota uważana w Norwegii za zdrową (HbA). W Afryce można by uznać, że należy usunąć każdą zygotę HbA, gdyż w Afryce HbA oznacza "wadę genetyczną".
Tak więc, w ogólności, biologia pokazuje, że złem jest usunięcie zygoty z powodu posiadania wady genetycznej. Biologia mówi, że tylko w niektórych przypadkach dobrze jest usunąć zygotę, a mianowicie tylko wtedy, gdy wada genetyczna jest wielka i niekontrowersyjna, że biolog nie ma wątpliwości, co do jej wartości.
Zespół Downa nie jest dobrym przykładem dla tego wątku, gdyż odwraca uwagę od meritum, ponieważ istnieją kontrowersje co do wartości tej "wady genetycznej", które prowadzą do dywagacji na temat zespolu Downa. Lepszym przykładem i wstępem do dyskusji byłoby jakieś oczywiste kalectwo prowadzące nieuchronnie do szybkiej śmierci dziecka.
Kiedy już zapomnimy o Downach, możemy skupić się na meritum. Czy z punktu widzenia biologii jest coś złego w aborcji wad genetycznych?
Żyjemy w czasach ostrej debaty na temat aborcji w ogóle, a w szczególności, czy prawo karne powinno ścigać matki, lekarzy, ojców, akuszerki i inne osoby zamieszane w aborcję? W Polsce np. w pewnych przypadkach prawo karne ściga i skazuje "winnych". Dlatego podczas takich dyskusji zawsze należy pamiętać o zagrożeniu ze strony władz państwowych, które nagle mogą uznać człowieka za przestępcę.
Jakie więc stanowisko powinien zająć biolog-genetyk w tej kwestii, w obliczu groźby inkryminacji i więzienia? Musi skupić się na udowodnieniu straszliwości wady genetycznej, której pomógł się pozbyć kobiecie. Jak widać stanowisko to nie różni się specjalnie od tego, od którego zacząłem ten post. Najważniejsze jest, żeby aborcję przeprowadzać tylko wtedy, gdy wada genetyczna naprawdę jest straszliwa. Gdy biolog ma wątpliwości, powinien na wszelki wypadek opowiedzieć się za życiem z wielu jeszcze innych powodów. Nie zapominajmy, że obserwowanie rozwoju płodu z wadą może mieć dużą wartość dla nauki.
Podsumowując wstępnie, z perspektywy biologa złem jest aborcja z powodu wady genetycznej. Biolog poprze aborcję tylko w tych rzadkich przypadkach, gdy wada genetyczna jest bardzo poważna i nie ma żadnych wątpliwości, co do jej złych skutków... i nie ma żadnych potrzeb badawczych w związku z tą wadą.
doku
|
|
 | -1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Gdy biolog ma wątpliwości, powinien na wszelki wypadek opowiedzieć się za życiem z wielu jeszcze innych powodów. Nie zapominajmy, że obserwowanie rozwoju płodu z wadą może mieć dużą wartość dla nauki. To jest przedmiotowe potraktowanie człowieka. .
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >To jest przedmiotowe potraktowanie człowieka.
Ta sama wiara jest też przyczyną wielu kontrowersji wokół aborcji - czy embrion bez świadomości jest człowiekiem.
Po drugie, nie każde badanie pacjenta czy ochotnika, nie każdy udział w eksperymentach naukowych jest czymś z natury złym. Tradycja chrześcijańska zakazywała w ogóle nabywania wiedzy o człowieku, ale bynajmniej nie z powodu ochrony podmiotowości (godności) człowieka. Np. w kulturzy taostycznej kult przodków i zmarłych jest wyraźnie silniejszy niż w kulturze chrześcijańskiej, a przecież nigdy to nie przeszkadzało taoistom robić rutynowej sekcji zwłok przed pogrzebem. Badania na potrzeby rozwoju nauki lub po prostu dla zaspokojenia ciekawości nie są złem samym w sobie.
Nie jest złem przedmiotowe traktowanie samo w sobie, złem jest dopiero naruszanie godności podmiotu, np. poprzez bezczeszczenie zwłok.
doku
|
|
| |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>To jest przedmiotowe potraktowanie człowieka. >Ta sama wiara Jaka wiara, nic takiego nie piszę, nie przyprawiaj mi gęby, nie nakładaj beretu.
>nie każde badanie pacjenta czy ochotnika, nie każdy udział w eksperymentach naukowych jest czymś z natury złym. Ano nie każdy. Złe jest tylko narażanie człowieka dla celów innych niż jego własne dobro.
Napisałeś, że "obserwowanie rozwoju płodu z wadą może mieć dużą wartość dla nauki". Ale ta wartość nie zaistnieje bez owego wadliwego płodu, więc on staje się towarem w tej grze wartości. Towarem - bo gra wartości, to jest ekonomiczna gra.
>Badania na potrzeby rozwoju nauki lub po prostu dla zaspokojenia ciekawości nie są złem samym w sobie. Rozwijanie nauki nie jest złe. Złe jest używanie do tego celu człowieka. Wynika to z trudności w ustanowieniu granicy do której jego uprzedmiotowienie można posunąć - działa tu bowiem zasada "miłe złego początki".
>Nie jest złem przedmiotowe traktowanie samo w sobie Więc właśnie jak najbardziej jest.
>złem jest dopiero naruszanie godności podmiotu Każde przedmiotowe potraktowanie odbiera godność. .
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Każde przedmiotowe potraktowanie odbiera godność.
Czy czujesz, że lekarze odbierają godność?
doku
|
|
| | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Każde przedmiotowe potraktowanie odbiera godność. >Czy czujesz, że lekarze odbierają godność? Oczywiście, to znana sprawa: zawsze wtedy, gdy lekarzy bardziej interesuje "przypadek" niż wyleczenie. Ale mniejsza o moje odczucia, mowa była ogólnie o tym, że niemoralnie jest cenić wady człowieka jako wartościowe dla nauki. .
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >niemoralnie jest cenić wady człowieka jako wartościowe dla nauki.
Bardzo sprytne sformułowanie, nie sposób z tym polemizować. Na szczęście jest to tylko dywagacja.
Nie dyskutujemy przecież o celowej hodowli mutantów, chimer czy potworków na potrzeby medycyny, ale o wypadkach, kiedy wbrew naszym pragnieniom rodzi się dziecko chore.
Mamy w naszym przypadku do czynienia z jednym z problemów moralnych eutanazji - zabić chorego od razu, czy pozwolić lekarzom prowadzić badania, które mogą uratować życie nie tylko jemu, ale przede wszystkim innym chorym w przyszłości. Ten problem jest niebanalny w przypadku, gdy chory nie cierpi (a tak jest w przypadku płodu), np. leży w śpiączce od 10 lat, a rodzina żąda odłączenia go od sprzętu, mimo że wg lekarzy wciąż są szanse na obudzenie.
Podobny problem pojawia się w wypadku narządów do przeszczepu. Czy moralne jest, że rodzina zmarłego nie pozwala lekarzom ratować życia innym odmawiając narządów do przeszczepu?
Jest dla mnie racjonalisty liberała oczywiste, że kobieta ma suwerenne prawo decydować o losach płodu (zanim nie uzyska on statusu podmiotu prawa (z prawem do życia, czystego środowiska, godnego pochówku itd.)). Nie oznacza to jednak, że wolna i suwerenna decyzja kobiety o aborcji nie może być oceniana moralnie pod różnym kątem widzenia.
Z jednej strony rozumiem kobietę, która nie chce marnotrawić swojego czasu, zdrowia i zasobów na rodzenia dziecka z ciężką wadą genetyczną, które i tak musi umrzeć - uważam za niemoralne namawianie jej do tego, żeby donosiła takie dziecko. Z drugiej strony rozumiem racje tych, którzy czekają na postęp w medycynie, który to postęp może uratować im życie, dlatego uważam za niemoralne, jeśli kobieta bez ważnych przyczyn odmawia donoszenia dziecka, gdy już wie, jak ważne badania można na nim przeprowadzić (oczywiście wszystko to przy założeniu, że dziecko nie jest zdolne do cierpienia i musi umrzeć).
doku
|
|
| | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>niemoralnie jest cenić wady człowieka jako wartościowe dla nauki. >Bardzo sprytne sformułowanie, nie sposób z tym polemizować. Sprytne to jest zdeprecjonowanie mojej rzetelnej wypowiedzi przez nazwanie jej sprytną.
>Na szczęście jest to tylko dywagacja. Dywagacja? Chyba zapomniałeś jaki jest temat wątku.
>Nie dyskutujemy przecież o celowej hodowli mutantów, chimer czy potworków na potrzeby medycyny, ale o wypadkach, kiedy wbrew naszym pragnieniom rodzi się dziecko chore. Uznanie choroby lub wady za wartościową jest pierwszym krokiem do takich hodowli.
>Mamy w naszym przypadku do czynienia z jednym z problemów moralnych eutanazji - zabić chorego od razu, czy pozwolić lekarzom prowadzić badania, które mogą uratować życie nie tylko jemu, ale przede wszystkim innym chorym w przyszłości. Moralny problem eutanazji nie jest uwikłany w żadne komplikacje z badaniami.
>Ten problem jest niebanalny w przypadku, gdy chory nie cierpi (a tak jest w przypadku płodu), np. leży w śpiączce od 10 lat, a rodzina żąda odłączenia go od sprzętu, mimo że wg lekarzy wciąż są szanse na obudzenie. Problem eutanazji przez odłączanie chorego w komie jest banalny (choć nie przestaje przez to być problemem). Ale płód jako wyposażony w system nerwowy zapewne jest zdolny do odczuwania bólu.
>Podobny problem pojawia się w wypadku narządów do przeszczepu. Czy moralne jest, że rodzina zmarłego nie pozwala lekarzom ratować życia innym odmawiając narządów do przeszczepu? Jedź do Chin. Tam rodzina zmarłego nie zabrania lekarzom takich praktyk.
>Jest dla mnie racjonalisty liberała oczywiste, że kobieta ma suwerenne prawo decydować o losach płodu (zanim nie uzyska on statusu podmiotu prawa (z prawem do życia, czystego środowiska, godnego pochówku itd.)). Nie oznacza to jednak, że wolna i suwerenna decyzja kobiety o aborcji nie może być oceniana moralnie pod różnym kątem widzenia. Krótko mówiąc uważasz, że kobieta ma prawo robić rzeczy złe? Albo - inaczej mówiąc - chcesz, by prawo było niemoralne?
>uważam za niemoralne, jeśli kobieta bez ważnych przyczyn odmawia donoszenia dziecka, gdy już wie, jak ważne badania można na nim przeprowadzić (oczywiście wszystko to przy założeniu, że dziecko nie jest zdolne do cierpienia i musi umrzeć). Chcesz by kobiety, w tym np. Twoja matka, albo Twoja córka, pod presją rodziły wadliwe dzieci na króliki doświadczalne dla medyków? .
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Uznanie choroby lub wady za wartościową jest pierwszym krokiem do takich hodowli.
To kwestia planowania przestępstwa. Jednak nie zawsze kupno siekiery jest pierwszym krokiem do zamordowania sąsiada.
>>rodzina zmarłego nie pozwala lekarzom ratować życia innym odmawiając narządów do przeszczepu? >Jedź do Chin. Tam rodzina zmarłego nie zabrania lekarzom takich praktyk.
Pod tym względem moralność u nich jest wyższa.
>uważasz, że kobieta ma prawo robić rzeczy złe?
Każdy człowiek ma do tego prawo
>Albo - inaczej mówiąc - chcesz, by prawo było niemoralne?
Przypomnij sobie pojęcia zbioru i podzbioru. Czyny karalne w państwie prawa powinny być nietrywialnym podzbiorem czynów złych.
>Chcesz by kobiety, w tym np. Twoja matka, albo Twoja córka, pod presją rodziły wadliwe dzieci na króliki doświadczalne dla medyków?
Nieuważnie czytałeś. Napisałem, że taka presja jest niemoralna, dodam, że czasem powinna być karalna
doku
|
|
| | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> nie zawsze kupno siekiery jest pierwszym krokiem do zamordowania sąsiadaOmawialiśmy kupowanie siekiery w celu zamordowania sąsiada. > >>Czy moralne jest, że rodzina zmarłego nie pozwala lekarzom ratować życia innym odmawiając narządów do przeszczepu?> >Jedź do Chin. Tam rodzina zmarłego nie zabrania lekarzom takich praktyk.> Pod tym względem moralność u nich jest wyższa.Chodziło mi o chińskie egzekucje dokonywane na więźniach politycznych w celu pozyskania narządów do przeszczepu. Krewni owych dawców nie protestują, ale bynajmniej nie z altruizmu. Transplantologia po chińsku pokazuje, że nie każda zgoda na oddanie narządów zmarłego krewnego jest moralnie w porządku. I wyjaśnia jakie obawy mogą mieć krewni takiego niedoszłego dawcy. W kraju afery pavulonowej i corhydronowej ten opór krewnych jest szczególnie dobrze uzasadniony.> >Chcesz by kobiety, w tym np. Twoja matka, albo Twoja córka, pod presją rodziły wadliwe dzieci na króliki doświadczalne dla medyków?> Nieuważnie czytałeś. Napisałem, że taka presja jest niemoralna, dodam, że czasem powinna być karalnaUważnie. Napisałeś:Z jednej strony rozumiem kobietę, która nie chce marnotrawić swojego czasu, zdrowia i zasobów na rodzenia dziecka z ciężką wadą genetyczną, które i tak musi umrzeć - uważam za niemoralne namawianie jej do tego, żeby donosiła takie dziecko. Z drugiej strony rozumiem racje tych, którzy czekają na postęp w medycynie, który to postęp może uratować im życie, dlatego uważam za niemoralne, jeśli kobieta bez ważnych przyczyn odmawia donoszenia dziecka, gdy już wie, jak ważne badania można na nim przeprowadzić (oczywiście wszystko to przy założeniu, że dziecko nie jest zdolne do cierpienia i musi umrzeć). (wytłuszczenie moje) .
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Omawialiśmy kupowanie siekiery w celu zamordowania sąsiada.Nieprawda. Ciągle próbujesz dywagować na temat przestępców, a ja wciąż powtarzam, że przestępczość nie jest tematem tej dyskusji. Przynajmniej ja piszę o nauce i uczciwych naukowcach > Chodziło mi o chińskie egzekucje dokonywane na więźniach politycznych w celu pozyskania narządów do> przeszczepu. Krewni owych dawców nie protestują, ale bynajmniej nie z altruizmu.Nie dam się wciągnąć w omawianie komunistycznych zbrodni w tym wątku. Ten wątek jest o tych przypadkach przedmiotowego traktowania człowieka, które są dobre moralnie, w których nie uczestniczą przestępcy. Ty piszesz, że siekiera jest zła i na dowód przytaczasz przykłąd sąsiada, który kupił ją od razu z intencją narzędzia zbrodni. A ja twierdzę, że siekiera może być dobra. > >Nieuważnie czytałeś. Napisałem, że taka presja jest niemoralna, dodam, że czasem powinna być karalna> Uważnie. Napisałeś:Z jednej strony rozumiem kobietę, która nie chce marnotrawić swojego czasu, zdrowia i zasobów na rodzenia dziecka z ciężką wadą genetyczną, które i tak musi umrzeć - uważam za niemoralne namawianie jej do tego, żeby donosiła takie dziecko. Z drugiej strony rozumiem racje tych, którzy czekają na postęp w medycynie, który to postęp może uratować im życie, dlatego uważam za niemoralne, jeśli kobieta bez ważnych przyczyn odmawia donoszenia dziecka, gdy już wie, jak ważne badania można na nim przeprowadzić (oczywiście wszystko to przy założeniu, że dziecko nie jest zdolne do cierpienia i musi umrzeć). > (wytłuszczenie moje)Czego więc nie rozumiesz? Mogę sformułować jakiś fragment jaśniej.
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Mogę sformułować jakiś fragment jaśniej. Czyli ściemniałeś. .
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czyli ściemniałeś.
Ja używam tego słowa w innym znaczeniu. Jeżeli ktoś mówi niejasno z braku elokwencji, nie mówię o nim, że "ściemnia".
doku
|
|
| | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>ktoś mówi niejasno z braku elokwencji Lecz Ty nie mówisz niejasno z braku elokwencji, lecz pokrętnie dyskutujesz z powodu złych intencji. .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >pokrętnie dyskutujesz z powodu złych intencji.
Taki zarzut wymaga wyjaśnień. Po pierwsze, chcąc być uczciwym, powinieneś sformułować hipotezę odnośnie jakiejś złej intencji. Po drugie, powinieneś zacytować lub jasno wskazać jakąś wewnętrzną sprzeczność, która uzasadniłaby użycie słowa "pokrętnie". Zamiast tego Ty tylko przyczepiłeś się do tego, że ja kobietę nieświadomą oceniam moralnie inaczej niż kobietę świadomą, i zamiast napisać wprost, że masz inny pogląd, mój pogląd nazwałeś fałszywie sprzecznym wewnętrznie.
Gdyby przyjąć Twoją krytykę mojej wypowiedzi o niemoralności aborcji i eutanazji z punktu widzenia potrzeb rozwoju nauki i medycyny, to za chwilę trzeba by przyjąć, że świadoma decyzja o aborcji niczym się nie różni od wypadku, który jest przyczyną poronienia, gdy kobieta w ogóle nie wiedziała jeszcze, że jest w ciąży.
W moim przekonaniu świadomość ma zasadniczy wpływ na ocenę moralną decyzji. Jeżeli kobieta wie, że jest w ciąży, to inaczej oceniam jej postępowanie, które zagraża zdrowiu dziecka niż wtedy, gdy o tej ciąży jeszcze nawet nie myśli. Podobnie kiedy już wie, że jest w ciąży, może podjąć wolną decyzję o aborcji, nie myśląc w ogóle o tym, jaki jest stan zdrowia płodu. Ale kiedy jest już świadoma faktu, że płód gdy podrośnie może być bardzo ważny dla rozwoju nauki i medycyny, to decyzja o zniszczeniu go już teraz podlega ocenie moralnej z innej perspektywy niż wtedy, gdy kobieta była nieświadoma.
A zupełnie osobnym problemem moralnym jest pytanie, czy można ludzi wykorzystywać do badań dla rozwoju medycyny. Ty twierdzisz, że nie można, ja twierdzę, że można... ale to jest zupełnie inna polemika wymagająca osobnego wątku.
Popatrz teraz, jak pokrętne było to, że mój pogląd o wpływie świadomości na ocenę moralną Ty nazwałeś zaprzeczaniem sobie. Założyłeś implicite, że świadomość nie ma wpływu, i powiedziałeś, że to samo raz oceniam tak, a w innym miejscu inaczej.
Porównaj teraz intencje. Zauważ, że w końcu to nieporozumienie ja wyjaśniłem, mimo Twojej niechęci do porozumienia.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> >pokrętnie dyskutujesz z powodu złych intencji.> Taki zarzut wymaga wyjaśnień.Proponujesz wyjaśnienie dowolnego fragmentu swojej wypowiedzi. Cytat:Czego więc nie rozumiesz? Mogę sformułować jakiś fragment jaśniej. A to znaczy, że masz świadomość, iż każdy jej fragment jasnym dopiero może się stać. I mimo to swoją wypowiedź opublikowałeś! Ja demaskuję fałsz, by nie publikowano tu nieuprawnionych wniosków. Nieprawda, że przedmiotowe traktowanie człowieka jest dobre. Przedmiot bowiem służy osobie, człowiek służący drugiemu człowiekowi jest niewolnikiem. Więc takie użycie zawsze jest złem koniecznym. Nieprawda, że absolutna zgoda na pośmiertne oddawanie organów do przeszczepu jest dobra. Pacjenci powinni starannie kontrolować poczynania skorumpowanych medyków. Jeśli nie potrafią wykluczyć, mogą choć wykluczyć swój współudział. Nadmierną ufność można porównywać do zbrodni. Ze zrozumieniem podchodzimy do analogicznego podejścia firm ubezpieczeniowych, które okradzionego, jeśli się nie zabezpieczył, traktują jak współwinnego kradzieży. Nieprawda, że są okoliczności sprawiające, że powinnością kobiety wobec ogółu ludzkości jest danie życia skazanej na przedwczesną śmierć kalece. To byłoby przedmiotowe potraktowanie tego dziecka. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | Uprzejmie przepraszam, że się wtrącę, ale nie wdając się w Waszą z Dokowskim dyskusję, chciałabym odnieść się do fragmentu Twojej wypowiedzi, który mnie zafrapował. > Nieprawda, że absolutna zgoda na pośmiertne oddawanie organów do przeszczepu jest dobra. Pacjenci powinni starannie kontrolować poczynania skorumpowanych medyków. Jeśli nie potrafią wykluczyć, mogą choć wykluczyć swój współudział.Którzy to, ci skorumpowani medycy ? Wszyscy ? Niektórzy ? Ci, wyprowadzeni w kajdankach przez CBA, po przetrząśnięciu przez tenże organ szafy pełnej koniaków ? Jak ich rozpoznać i zaklasyfikować ? Jak się ma wiedza fachowa medyka do jego etyki i skorumpowania (jeżeli już zdefiniujemy sobie to skorumpowanie) ? No i jak ma wyglądać ta kontrola, sprawowana przez pacjentów ? Bardzo jestem ciekawa, jak to widzisz ? Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Którzy to, ci skorumpowani medycy ? Np. chińscy od pobierania narządów od zabijanych więźniów (w tej dyskusji już raz przez mnie przywołani), łowcy skór z łódzkiego pogotowia, lekarze solidarnie aktywni w sprawie uposażenia i równie solidarnie milczący w sprawie ograniczającego ich wolność słowa kodeksu etyki, wszyscy, którzy nie dążą do zmiany tego kodeksu, oraz każdy, kto go w jego obecnym kształcie broni.
>Wszyscy ? Niektórzy ? Ogólnie wszyscy. Środowisko lekarzy nie ma silnego lobby na rzecz walki z wadliwym kodeksem etyki. Nawet teraz, po ujawnieniu i skompromitowaniu tego kodeksu sprawa przycicha, jakoś medykom krępowanie wolności słowa nie wadzi. Gdy kilka lat temu próbowano dziennikarzom ograniczyć wolność słowa, to był hałas na cały kraj i sprawa upadła. A medycy jakoś solidarni są tylko w swej walce o pieniądze.
>Ci, wyprowadzeni w kajdankach przez CBA, po przetrząśnięciu przez tenże organ szafy pełnej koniaków ? Właśnie takie spektakle to cena za ukrywanie przez ogół środowiska medycznego panującej w nim korupcji. Politycy uderzyli tu, gdzie wiadomo było, że spodobają się społeczeństwu.
>Jak ich rozpoznać i zaklasyfikować ? Albo sami medycy jako ogólnie uczciwe środowisko solidarnie pozbędą się skorumpowanych, albo ocenieni jako skorumpowane środowisko będą wykorzystywani do popisowych gierek władzy przed elektoratem.
>Jak się ma wiedza fachowa medyka do jego etyki i skorumpowania (jeżeli już zdefiniujemy sobie to skorumpowanie) ? Fachowa wiedza nic nie ma do korupcji, za to korupcja ma wiele do etyki, bo jest nadużyciem stanowiska publicznego do osiągania prywatnych korzyści. Medyczny, a zwłaszcza lekarski patent daje przecież określoną władzę.
>No i jak ma wyglądać ta kontrola, sprawowana przez pacjentów? A jak mogły kontrolować medyków rodziny pacjentów łódzkiego pogotowia?
Jeśli uważasz, że pacjent nie ma możliwości takiej obrony, a powinien, proszę, zrób coś z tym. Jeśli uważasz, że nie powinien mieć takiej możliwości - napisz o tym śmiało, a najlepiej załóż osobny wątek.
Ja twierdzę, że medycy w swych obecnych solidarnych strukturach związani 52 artykułem kodeksu etyki są są nie do zweryfikowania. W tej sytuacji jedyne co mogą bezradni pacjenci, to wymieniać się poufną wiedzą ile który medyk bierze oraz liczyć, że zechce zachować każdego, kto mu złote jaja znosi.
Lub odmówić dawstwa narządów, by nie sprzyjać korupcji i/lub zbrodni. W przeciwnym wypadku mamy już tylko "milczenie owiec".
>Bardzo jestem ciekawa, jak to widzisz ? Widzę to tak, że im bardziej zagląda się do środka, tym większy i groźniejszy jest cały ten Prosiaczek. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | Dziękuję za odpowiedź. Temat chętnie pociągnę, ale na zakładanie odrębnego wątku brak mi osnowy. Na kanwę jakoś starczyło. > >Którzy to, ci skorumpowani medycy ?> Np. chińscy od pobierania narządów od zabijanych więźniów (w tej dyskusji już raz przez mnie przywołani), łowcy skór z łódzkiego pogotowia, lekarze solidarnie aktywni w sprawie uposażenia i równie solidarnie milczący w sprawie ograniczającego ich wolność słowa kodeksu etyki, wszyscy, którzy nie dążą do zmiany tego kodeksu, oraz każdy, kto go w jego obecnym kształcie broni.Nie wiem, jak to jest z chińskimi lekarzami. Brak mi konkretnej wiedzy. Dotychczas żyłam w przekonaniu, że oni te narządy pobierają w świetle obowiązującego prawa, a nie w wyniku korupcji ?? Co do łowców skór, to czy chodzi Ci o dostarczanie informacji o zgonie zakładom pogrzebowym ? Jeżeli tak, to wyjaśnij - jak w tym przypadku rozumiesz pojęcie korupcji ? W moim rozumieniu był to handel poufną informacją wraz z ujawnieniem danych osobowych. Korupcję rozumiem inaczej, ale moze się mylę. Co do kodeksu, to wyjaśnij, proszę - który zapis kodeku ogranicza wolność słowa ? Obrona kodeksu jest korupcją - wybacz, ale nie widzę jakoś związku - który zapis kodeksu czyni z osoby mu przychylnej osobę skorumpowaną ? Myślisz, że jeżeli jakiś zapracowany miś latający z pracy do pracy lub rozmieniający własne zdrowie na drobne na dyżurach w nielicznych wolnych chwilach zajmuje się swoją rodziną , a nie walką o zmianę kodeksu, to możesz mu rzucić "ty skorumpowany medyku !" ? > >Wszyscy ? Niektórzy ?> Ogólnie wszyscy. Środowisko lekarzy nie ma silnego lobby na rzecz walki z wadliwym kodeksem etyki. Nawet teraz, po ujawnieniu i skompromitowaniu tego kodeksu sprawa przycicha, jakoś medykom krępowanie wolności słowa nie wadzi. Gdy kilka lat temu próbowano dziennikarzom ograniczyć wolność słowa, to był hałas na cały kraj i sprawa upadła. A medycy jakoś solidarni są tylko w swej walce o pieniądze.Problem złożony. Drugą jego stroną są pacjenci, którzy jakoś nie chcą ruszać na NFZ, gdy ten zamierza powykreślać kolejne droższe leki przeciwnowotworowe z list refundowanych i cofnąć rodzimą onkologię o lata świetlne do tyłu. Komentarze pacjentów, towarzyszące wszelkim próbom uregulowania płac w "medycynie" na przyzwoitym poziomie nie świadczą o zrozumieniu zależności faktu, że z okolicy wyjeżdżają ostatni specjaliści, od wysokości tychże płac. W skrócie - takie społeczeństwo - mało społeczne - mamy. > Albo sami medycy jako ogólnie uczciwe środowisko solidarnie pozbędą się skorumpowanych, albo ocenieni jako skorumpowane środowisko będą wykorzystywani do popisowych gierek władzy przed elektoratem.Jak mają to przeprowadzić ? > Fachowa wiedza nic nie ma do korupcji, za to korupcja ma wiele do etyki, bo jest nadużyciem stanowiska publicznego do osiągania prywatnych korzyści. Medyczny, a zwłaszcza lekarski patent daje przecież określoną władzę.Zgoda. Mnie zwykle gnębią problemy bardziej praktyczne. Co wtedy, kiedy mamy znakomitego fachowca (niejednokrotnie unikalnego), który jest z tą etyką na bakier ? > >No i jak ma wyglądać ta kontrola, sprawowana przez pacjentów?> A jak mogły kontrolować medyków rodziny pacjentów łódzkiego pogotowia ?Pytanie, jakie postawiłeś mi w odpowiedzi ( łeś - nie mylę się ?) niestety nie pomogło mi wyobrazićsobie tej kontroli. > Jeśli uważasz, że pacjent nie ma możliwości takiej obrony, a powinien, proszę, zrób coś z tym.Prawnie jest to wyregulowane bardzo dobrze. Pacjent ma prawo do informacji; na wszelkie procedury musi wyrazić poinformowaną zgodę. Kłopot w tym, że zawsze lekarz będzie wiedział więcej od pacjenta i na to nic nie zrobię. > Ja twierdzę, że medycy w swych obecnych solidarnych strukturach związani 52 artykułem kodeksu etyki są są nie do zweryfikowania.Co ten artykuł mówi ? > Lub odmówić dawstwa narządów, by nie sprzyjać korupcji i/lub zbrodni.Tak. Pomysł jest piękny. Zbrodnia wszak kwitnie. Transplantologia niechże upada. W moim oglądzie będzie to eleganckie odmrożenie sobie uszu, które mogą się wszak przydać, kiedy nasze dziecko jakaś babcia lub ciocia napasie w najlepszej wierze niechby ćwiartką sromotnika zabłąkanego pomiędzy kanie. Nasze wycie o pomoc będzie się wtedy odbijało głuchym echem. Prosiaczek, którego przedstawiłeś faktycznie jest groźny. Czy szukasz już gdzieś łagodniejszego ? Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Nie wiem, jak to jest z chińskimi lekarzami. Brak mi konkretnej wiedzy. Dotychczas żyłam w przekonaniu, że oni te narządy pobierają w świetle obowiązującego prawa, a nie w wyniku korupcji Może i faktycznie nie ma korupcji, ostatecznie to są wszystko informacje z drugiej (najwyżej) ręki, więc ostatecznie w pozyskiwaniu narządów do przeszczepów moglibyśmy z Chin brać przykład.
>Co do łowców skór, to czy chodzi Ci o dostarczanie informacji o zgonie zakładom pogrzebowym ? O użycie pavulonu.
>jak w tym przypadku rozumiesz pojęcie korupcji ? W moim rozumieniu był to handel... Korupcja jak najbardziej ma cechy handlu.
>Korupcję rozumiem inaczej A jak?
>który zapis kodeku ogranicza wolność słowa ? Art 52 pkt.2: "Lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób." Czyli lekarz nie może np. w sądzie zeznać przeciw innemu lekarzowi.
>Obrona kodeksu jest korupcją - wybacz, ale nie widzę jakoś związku Jeśli ten kodeks chroni lekarzy przed odpowiedzialnością, to są to zagadnienia związane.
> który zapis kodeksu czyni z osoby mu przychylnej osobę skorumpowaną ? Art. 52 pkt.2
>Myślisz, że jeżeli jakiś zapracowany miś latający z pracy do pracy lub rozmieniający własne zdrowie na drobne na dyżurach w nielicznych wolnych chwilach zajmuje się swoją rodziną , a nie walką o zmianę kodeksu, to możesz mu rzucić "ty skorumpowany medyku !" ? Ludzie wszelkich zawodów tracą w pracy zdrowie i zmagają się z problemami rodzinnymi, a opowieści, że ogół lekarzy jest tu szczególnie pokrzywdzony nie zniechęca kolejnych pokoleń do podejmowania studiów medycznych. Lekarze nie zajmują się zmianą kodeksu, a wyłącznie swoimi zarobkami, ale chcą uchodzić za lekarzy z powołania.
>pacjenci, którzy jakoś nie chcą ruszać na NFZ, gdy ten zamierza powykreślać kolejne droższe leki przeciwnowotworowe z list refundowanych... A do tego NFZ to kogo oddelegowano? Kowali?
>Komentarze pacjentów, towarzyszące wszelkim próbom uregulowania płac w "medycynie" na przyzwoitym poziomie nie świadczą o zrozumieniu... Bo może pacjenci skrępowani są jakimś kodeksem etyki pacjenta, który równoważąc kodeks etyki lekarskiej zabrania im publicznie zachwalać medyków?
>>Albo sami medycy jako ogólnie uczciwe środowisko solidarnie pozbędą się skorumpowanych... >Jak mają to przeprowadzić ? Nec Hercules contra plures.
>Co wtedy, kiedy mamy znakomitego fachowca (niejednokrotnie unikalnego), który jest z tą etyką na bakier ? Wtedy zaglądamy do kodeksu etyki lekarskiej, bo tam w art.52 pod pkt-em 2 siedzi sobie śliczne koło ratunkowe w sam raz na takie okazje.
>>A jak mogły kontrolować medyków rodziny pacjentów łódzkiego pogotowia ? >Pytanie, jakie postawiłeś mi w odpowiedzi (...) niestety nie pomogło mi wyobrazić sobie tej kontroli. OK, zatem wyjaśniam - jakkolwiek, byle nie ufać dobrym intencjom. W wielu przypadkach może lepiej było nie wzywać pogotowia wcale.
>Kłopot w tym, że zawsze lekarz będzie wiedział więcej od pacjenta i na to nic nie zrobię. Tak jest w każdej dziedzinie. Ale u mechanika samochodowego czy sprzedawcy śledzi korupcji nie ma. Działa bowiem niewidzialna ręka wolnego rynku.
>Transplantologia niechże upada. W moim oglądzie będzie to eleganckie odmrożenie sobie uszu, które mogą się wszak przydać, kiedy nasze dziecko jakaś babcia lub ciocia napasie w najlepszej wierze niechby ćwiartką sromotnika zabłąkanego pomiędzy kanie. Nasze wycie o pomoc będzie się wtedy odbijało głuchym echem. Czyli "chodź Jasiu grzecznie z mamusią, bo jak nie, to cię mamusia zostawi i zły dziad cię zabierze".
Ale służba zdrowia, która podobno ledwo dyszy, wciąż szuka nowych pacjentów. Co i rusz dowiadujemy się jakie to ciężkie schorzenia mogą skrycie siać spustoszenie w naszych organizmach, i tylko specjalistycznym badaniem można wykryć podstępnego wroga.
>Prosiaczek, którego przedstawiłeś faktycznie jest groźny. Czy szukasz już gdzieś łagodniejszego ? Czyżby ten był niereformowalny? Czy może to Twoja kolejna groźba w imieniu medyków? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > >Nie wiem, jak to jest z chińskimi lekarzami. Brak mi konkretnej wiedzy. Dotychczas żyłam w przekonaniu, że oni te narządy pobierają w świetle obowiązującego prawa, a nie w wyniku korupcji> Może i faktycznie nie ma korupcji, ostatecznie to są wszystko informacje z drugiej (najwyżej) ręki, więc ostatecznie w pozyskiwaniu narządów do przeszczepów moglibyśmy z Chin brać przykład.Pozwól, że wyjaśnię, o co mi chodziło, bo chyba nie udało mi się wysłowić precyzyjnie : lekarze chińscy (według mojej wiedzy) mają nad sobą prawo, które zakłada, że więźniowi po egzekucji można pobrać narządy do przeszczepu. Pobierają więc. Nikt im za nic nie płaci (zwłaszcza pod stołem), idzie to w ramach istniejącego prawa. Nie oceniam tego prawa, ani tych lekarzy, którzy znając to prawo zdecydowali się lakarzami zostać, lub pozostać. Odniosłam się do Twojej wypowiedzi, w której podajesz ich postępowanie jako przykład korupcji. Uważam, ze wiele można o tym postępowaniu powiedzieć, także pejoratywnego (choć życie nauczyło mnie ostrożności w rzucaniu kamieniem), ale akurat epitet "korupcja" wydaje mi się nie na miejscu. > >Co do łowców skór, to czy chodzi Ci o dostarczanie informacji o zgonie zakładom pogrzebowym ?> O użycie pavulonu.Użycie Pavulonu w "łódzkim" przypadku to zbrodnia, a nie korupcja. Można by powiedzieć - morderstwo na zlecenie. Przypomnij mi - czy użycie Pavulonu w celu morderstwa udiowodniono któremuś lekarzowi ? > >jak w tym przypadku rozumiesz pojęcie korupcji ? W moim rozumieniu był to handel...> Korupcja jak najbardziej ma cechy handlu.Wyjaśnię Ci więc jak rozumiem pojęcie korupcji w służbie zdrowia. Wg mnie jest to przyjmowanie od pacjentów pieniędzy, lub innych "korzyści majątkowych" w zamian za przeprowadzenie procedur medycznych - szybciej (z ominięciem kolejki) , z użyciem "lepszych" materiałów, przez wybranego specjalistę, "załatwienie" przyjęcia na zatłoczony oddział. Jest to także przyjęcie "kasy" lub innej "korzyści" od firmy farmaceutycznej w zamian za wypisywanie konkretnego lekarstwa, zakupienie sprzętu z państwowych pieniędzy. "Lewe" zwolnienie to już poświadczenie nieprawdy i fałszowanie dokumentacji medycznej - czyli coś o wiele poważniejszego. Inna kwalifikacja. > >Korupcję rozumiem inaczej> A jak?Jak powyżej. > >który zapis kodeku ogranicza wolność słowa ?> Art 52 pkt.2: "Lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób."> Czyli lekarz nie może np. w sądzie zeznać przeciw innemu lekarzowi.Ale coś Ty ! Ten punkt kodeksu rozumiem w ten sposób, że nie można bezkarnie i bez dostatecznych danych "obszczekać" kolegi. Zeznawanie przed sądem przeciwko innemu lekarzowi regulują odrębne przepisy - jesteś powoływany na świadka, zwalniają Cię z tajemnicy lekarskiej i kodeks nic do tego nie ma. Tudzież bycie biegłym sądowym. Leczenie człowieka zależy w dużej mierze od sytuacji tego konkretnego chorego, a nie od standardu. Dodatkowo w wielu sytuacjach klinicznych w ogóle takich standardów nie ma. Wobec tego, bez szczegółowej znajomości wszystkich danych dotyczących tego konkretnego człowieka i tego konkretnego lekarza nie można oceniać jego działań. Więc kodeks zabrania wyjścia na rynek i zawołania : dr. X jest osłem, bo dał penicylinę zamiast fluorochinolonu. Czy doktor X jest osłem, czy nie, roztrzyga sąd powołany przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej oraz sąd powszechny. Jeżeli zaś doktor X jest pijakiem, bierze kasę na lewo, albo bije żonę - można o tym takze na rynku i przez tubę. > >Obrona kodeksu jest korupcją - wybacz, ale nie widzę jakoś związku> Jeśli ten kodeks chroni lekarzy przed odpowiedzialnością, to są to zagadnienia związane.Gdzie widzisz zapis chroniący przed odpowiedzialnością ? > > który zapis kodeksu czyni z osoby mu przychylnej osobę skorumpowaną ?> Art. 52 pkt.2Nie kocham tego kodeksu, ale nadal nie widzę związku. > Lekarze nie zajmują się zmianą kodeksu, a wyłącznie swoimi zarobkami, ale chcą uchodzić za lekarzy z powołania.Czyżby zajmowanie się swoimi zarobkami wykluczało według Ciebie bycie lekarzem z powołaniem ? > A do tego NFZ to kogo oddelegowano? Kowali?A Ty myślisz, że lekarzy ? Ponadto "oddelegowali" ? Żartujesz ? Poszli się zatrudnić jako urzędnicy. Wszyscy, którzy chcieli. I których wzięli. > Bo może pacjenci skrępowani są jakimś kodeksem etyki pacjenta, który równoważąc kodeks etyki lekarskiej zabrania im publicznie zachwalać medyków?Zapewne masz rację. Patrząc na wyniki wyleczalności np. takich białaczek, procent sukcesu w przeszczepach wątroby czy nerek, liczbę uratowanych po ostrym zapaleniu wyrostka robaczkowego i na komentarze np. na takim onecie - musi istniec taki kodeks z takim zapisem. Na pewno nie ma w nim zapisu o ostrożności w formułowaniu ocen. > Czyli "chodź Jasiu grzecznie z mamusią, bo jak nie, to cię mamusia zostawi i zły dziad cię zabierze".Żle mnie zrozumiałeś. A słyszałeś o zamkniętych z powodu braku rodzących oddziałach ginekologiczno-położniczych. Zamknęli je urzędnicy, nie lekarze. Brak narządów do przeszczepów spowoduje zamknięcie oddziałów przeszczepowych. Specjalistę ds. przeszczepu narządów szkoli się około 16 lat. Stracić to łatwo. Nie należy się stroszyć i potrząsać szabelką , tylko twardo patrzeć, aby nie odmrozić sobie tych uszu. > Czy może to Twoja kolejna groźba w imieniu medyków?Nie. Zamiast tego nieodmiennie pozdrawiam. W swoim imieniu 
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Użycie Pavulonu w "łódzkim" przypadku to zbrodnia, a nie korupcja. Zbrodnia na tle korupcyjnym. Korupcja to nadużycie stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści, czyli łódzkie pogotowie było skorumpowane. (Niezależnie czym jest ona wg Ciebie w konkretnym środowisku.)
>Przypomnij mi - czy użycie Pavulonu w celu morderstwa udiowodniono któremuś lekarzowi? Lekarzowi? A nie wiem. Ja używałem szerszego terminu "medyk".
>nie można bezkarnie i bez dostatecznych danych "obszczekać" kolegi. Tylko? A po cóż lekarze w swoim kodeksie zrobili zapis powielający kodeks cywilny?
>Zeznawanie przed sądem przeciwko innemu lekarzowi regulują odrębne przepisy - jesteś powoływany na świadka, zwalniają Cię z tajemnicy lekarskiej i kodeks nic do tego nie ma. W pkt.2 Art.52 nie chodzi o tajemnicę lekarską.
>kodeks [etyki lekarskiej] zabrania wyjścia na rynek i zawołania : dr. X jest osłem... Tego i kodeks cywilny zabrania.
>Gdzie widzisz zapis chroniący przed odpowiedzialnością ? W zapisie zakazującym publiczne krytykowanie kolegi po fachu.
Właściwie co w zawodzie lekarza uzasadnia tak rygorystyczny wymóg koleżeńskiej lojalności?
>>Lekarze nie zajmują się zmianą kodeksu, a wyłącznie swoimi zarobkami, ale chcą uchodzić za lekarzy z powołania. >Czyżby zajmowanie się swoimi zarobkami wykluczało według Ciebie bycie lekarzem z powołaniem ? Pominęłaś moje "wyłącznie".
>>A do tego NFZ to kogo oddelegowano? Kowali? >A Ty myślisz, że lekarzy ? Więc jeśli minister zdrowia fachową robotę medyczną powierza kowalowi, to cały ten resort jest skorumpowany. (Ale tu lekarze nie znajdują powodów do masowego sprzeciwu.)
>Patrząc na wyniki wyleczalności [...] i na komentarze np. na takim onecie - musi istniec taki kodeks z takim zapisem. Na pewno nie ma w nim zapisu o ostrożności w formułowaniu ocen. Skoro te "równoważące" opinie pacjentów lekarzom wydają się krzywdzące, tym bardziej powinni dążyć do usunięcia niefortunnego zapisu ze swojego kodeksu.
>A słyszałeś o zamkniętych z powodu braku rodzących oddziałach ginekologiczno-położniczych. Zamknęli je urzędnicy, nie lekarze. I co w związku z tym...
>Brak narządów do przeszczepów spowoduje zamknięcie oddziałów przeszczepowych. Specjalistę ds. przeszczepu narządów szkoli się około 16 lat. Stracić to łatwo. .. i tym?
>Nie należy się stroszyć i potrząsać szabelką , tylko twardo patrzeć, aby nie odmrozić sobie tych uszu. Aha. Więc ja to tak rozumiem, że kłopoty w służbie zdrowia uważasz za powód, by zakazem krytyki lekarzy i ogólnie służby zdrowia objąć też pacjentów. Tyle, że pacjentów można zbyć takimi połajankami, jak byle gówniarzerię.
Ale nie martw się, takie podejście do pacjentów, to przypadłość bardzo wielu lekarzy. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > >Użycie Pavulonu w "łódzkim" przypadku to zbrodnia, a nie korupcja.> Zbrodnia na tle korupcyjnym. Korupcja to nadużycie stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści, czyli łódzkie pogotowie było skorumpowane.Zgadzam się. Zbrodnia na tle korupcyjnym. Twoja definicja korupcji bardziej mi się podoba, niż moja "kuchenna". Jedno, czego w niej nie rozumiem, to to "publiczne stanowisko" - co jest publicznym stanowiskiem ? > (...). Ja używałem szerszego terminu "medyk".Wybacz, taki dzień widać, ze wciąż pytam. A co to jest "medyk" ? > >nie można bezkarnie i bez dostatecznych danych "obszczekać" kolegi.> Tylko? A po cóż lekarze w swoim kodeksie zrobili zapis powielający kodeks cywilny?Bo z wykroczeniem przeciwko kodeksowi jest związana odpowiedzialność zawodowa. Sąd powszechny moze nie skazać za takie "obszczekanie", bo uzna, że nie miało wymiaru zniesławienia. A sąd izby lekarskiej może wlepić rozmaite kary z odebraniem prawa wykonywania zawodu włącznie, jeżeli uzna, że nieostrożnym słowem podważono wiarygodność innego lekarza bez dostatecznych przesłanek. > >kodeks [etyki lekarskiej] zabrania wyjścia na rynek i zawołania : dr. X jest osłem...> Tego i kodeks cywilny zabrania.Przesadziłam z tym osłem. Wystarczy, Ze na tym rynku się powie - "X to się na niczym nie zna, to dyletant - Goździkowej przepisał etopirynę, a oczywiste jest przecież, że najskuteczniejszy jest ibuprom". KC podejdzie to takiej wypowiedzi z czułym, pobłażliwym uśmiechem. Kodeks Etyki da po łapie. > >Gdzie widzisz zapis chroniący przed odpowiedzialnością ?> W zapisie zakazującym publiczne krytykowanie kolegi po fachu.> Właściwie co w zawodzie lekarza uzasadnia tak rygorystyczny wymóg koleżeńskiej lojalności?Coś ja widać zaliczam jakiś spadek formy umysłowej, skoro tłumaczę tak nieudolnie. Możesz złożyć na kolegę -lekarza wniosek do Izby Lekarskiej o co chcesz w ramach jego czynności zawodowych - o błąd w sztuce, o "nie dołożenie należytej staranności", o "zaniechanie" itp. Mozesz takze złożyć wniosek w prokuraturze, czy gdzie tam (może na policji) w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa : korupcji, nawet zbrodni. Kodeks tego nie zabrania. Zabrania publicznego ferrowania wyroków i opowiadania przed rozpatrzeniem sprawy, że X popełnił błąd w sztuce, nie dołożył nalezytej staranności, zaniechał itd. Czy tym razem udało mi się wytłumaczyć ? > Pominęłaś moje "wyłącznie".Czyli, rozumiem, że zajmowanie się zarobkami nie wyklucz według Ciebie bycie lekarzem "z powołania" > >>A do tego NFZ to kogo oddelegowano? Kowali?> >A Ty myślisz, że lekarzy ?> Więc jeśli minister zdrowia fachową robotę medyczną powierza kowalowi, to cały ten resort jest skorumpowany. (Ale tu lekarze nie znajdują powodów do masowego sprzeciwu.)Jaki minister zdrowia  ? Wiesz, kto powołuje szefa NFZ ? A co do masowego sprzeciwu, to i owszem - kiedy ministrem był niejaki M.Łapiński - były masowe sprzeciwy lekarzy przeciwko jego osobie i pomysłom. Podobnie jak były przeciwko Giertychowi. Tylko przeciwko temu ostatniem protestowali i nauczyciele i uczniowie. > >A słyszałeś o zamkniętych z powodu braku rodzących oddziałach ginekologiczno-położniczych. Zamknęli je urzędnicy, nie lekarze.> I co w związku z tym...To, ze urzędnicy niejednokrotnie nie wiedzą kompletnie, czym to będzie skutkowało. Nie rodzą się dzieci - zamknijmy oddziały. Rozpuszcza się personel, który znajduje sobie inną pracę, oddaje sprzęt. Wystarczy 9 miesięcy, żeby sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Tylko ludzi już nie ma, soprzetu również. Gazety maja o czym pisać, jak to karetka z rodzącą krąży po aglomeracji i nigdzie nie ma dla niej miejsca. Zamykania oddziału w swoim czasie nie zauważyły. > >Brak narządów do przeszczepów spowoduje zamknięcie oddziałów przeszczepowych. Specjalistę ds. przeszczepu narządów szkoli się około 16 lat. Stracić to łatwo.> .. i tym?Od razu wyjaśnię, ze widać mam większe niedostatki umysłowe, niż sądziłam, bo nie rozumiem pytania "i tym?". Wybacz więc, jeżeli odpowiem trochę obok pytania. Moja uwaga o potrząsaniu szabelką była apelem o rozwagę w totalnej krytyce, oraz namawianiu do sprzeciwu w kwestii dawstwa narządów w celu zapobieżenia zbrodni, jak to powyżej ująłeś. Nikt z nas, naszych bliskich i dalekich nie jest bezpieczny. Każdemu w każdej chwili może się przytrafić ten sromotnik, paracetamol po pijaku, czy jakiś wredny wirusik - i jesteśmy oto "biorcą narządu". W interesie nas wszystkich jest to, aby ta transplantologia nie upadła. Nie wyklucza to wcale udowadniania winy tym, którzy są winni i osadzania ich w tiurmie. > >Nie należy się stroszyć i potrząsać szabelką , tylko twardo patrzeć, aby nie odmrozić sobie tych uszu.> Aha. Więc ja to tak rozumiem, że kłopoty w służbie zdrowia uważasz za powód, by zakazem krytyki lekarzy i ogólnie służby zdrowia objąć też pacjentów. Tyle, że pacjentów można zbyć takimi połajankami, jak byle gówniarzerię.Rozwinięcia skrótu z szabelką dokonałam powyżej. Bądź uprzejmy zbyt głęboko nie rozumieć, co ja uważam, bo to może nie wychodzić. Zwróciłam uwagę na kwestię dawstwa narządów - tylko i li. > Ale nie martw się, takie podejście do pacjentów, to przypadłość bardzo wielu lekarzy.Nie wydaje Ci się przypadkiem, że to komentarz odrobinę krzywdzacy ? Co Ty o mnie wiesz ? Jestem lekarzem ? Żoną lekarza ? Matką i córką pacjenta ? Pacjentką ? Może wszystkim naraz ? Czy po wymianie trzech postów na pewno wiesz o mnie tyle, żeby tak napisać ? > .>
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>nie rozumiem [...] co jest publicznym stanowiskiem ? To jest termin, którego użyli twórcy Wikipedii do zdefiniowania korupcji, być może należy to zdefiniować jako "pracownicy służb publicznych".
>A co to jest "medyk"? Ktoś wykształcony medycznie?
>Bo z wykroczeniem przeciwko kodeksowi jest związana odpowiedzialność zawodowa. A co to takiego ta "odpowiedzialność zawodowa"?
>sąd izby lekarskiej może wlepić rozmaite kary z odebraniem prawa wykonywania zawodu włącznie, jeżeli uzna, że nieostrożnym słowem podważono wiarygodność innego lekarza W czyim interesie leży by zakazać wykonywania zawodu mimo braku zarzutu niefachowości, za samą tylko nieostrożność w formułowaniu ocen fachowości kolegów?
Zauważmy, że im lepszy specjalista, tym więcej znajdzie powodów do krytyki kolegów. Najlepszych kneblują.
A budowanie zawodowego autorytetu lekarze stawiają wyżej niż dobro pacjentów.
>Możesz złożyć na kolegę -lekarza wniosek do Izby Lekarskiej o co chcesz w ramach jego czynności zawodowych A jeśli lekarz nie jest moim kolegą?
>Mozesz takze złożyć wniosek w prokuraturze [...] Kodeks tego nie zabrania. Zabrania publicznego ferrowania wyroków i opowiadania przed rozpatrzeniem sprawy, że X popełnił błąd w sztuce Więc jak lekarz może sformułować taki wniosek?
>Czyli, rozumiem, że zajmowanie się zarobkami nie wyklucz według Ciebie bycie lekarzem "z powołania" Absolutnie nie wyklucza.
>>>A słyszałeś o zamkniętych z powodu braku rodzących oddziałach ginekologiczno-położniczych. Zamknęli je urzędnicy, nie lekarze.
>...czym to będzie skutkowało. Nie rodzą się dzieci - zamknijmy oddziały. Rozpuszcza się personel, który znajduje sobie inną pracę, oddaje sprzęt. Wystarczy 9 miesięcy, żeby sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Tylko ludzi już nie ma, soprzetu również. Gazety maja o czym pisać, jak to karetka z rodzącą krąży po aglomeracji i nigdzie nie ma dla niej miejsca. Zamykania oddziału w swoim czasie nie zauważyły. Chodzi o to, że urzędnicy są w komitywie z dziennikarzami, a jedni drudzy to dyletanci?
>W interesie nas wszystkich jest to, aby ta transplantologia nie upadła. Próbuję pokazać, że to nie jedyny i nie podstawowy interes. Transplantologii przeciwstawiam uczciwość i sprawiedliwość - idee, które zrealizowane, bardziej niż "zdrowie dla wybranych" dają społeczeństwu poczucie szczęścia i pomyślności. To poczucie dla ogółu nie jest związane z transplantologią.
>Nie wydaje Ci się przypadkiem, że to komentarz odrobinę krzywdzacy ? Wydaje mi się, że jest trafiony w dziesiątkę. Staram się tylko takie publikować.
>Co Ty o mnie wiesz ? Wiem co piszesz. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > >nie rozumiem [...] co jest publicznym stanowiskiem ?> To jest termin, którego użyli twórcy Wikipedii do zdefiniowania korupcji, być może należy to zdefiniować jako "pracownicy służb publicznych".OK. > >A co to jest "medyk"?> Ktoś wykształcony medycznie?A co to jest "wykształcenie medyczne" ? > >Bo z wykroczeniem przeciwko kodeksowi jest związana odpowiedzialność zawodowa.> A co to takiego ta "odpowiedzialność zawodowa"?To odpowiedzialność przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej mianowanym przez Izby Lekarskie. > >sąd izby lekarskiej może wlepić rozmaite kary z odebraniem prawa wykonywania zawodu włącznie, jeżeli uzna, że nieostrożnym słowem podważono wiarygodność innego lekarza> W czyim interesie leży by zakazać wykonywania zawodu mimo braku zarzutu niefachowości, za samą tylko nieostrożność w formułowaniu ocen fachowości kolegów?Rodzaj kary zależy w orzekaniu od rodzaju winy. Za obszczekanie kolegi po fachu pewnie prawa wykonywania zawodu nie odbierają, ale nie znam Kodeksu Odpowiedzialności Zawodowej, więc szczegółów orzecznictwa Ci nie podam. Gdybyś chciał wiedzieć, co grozi za obszczekanie kolegi po fachu przez lekarza - wyjaśnień moze udzielić Ci najbliższa Okręgowa Izba Lekarska. Tam takze możesz zapytać w czyim interesie orzekają. > Zauważmy, że im lepszy specjalista, tym więcej znajdzie powodów do krytyki kolegów. Najlepszych kneblują.Nie zauważyłam, żeby taki np. prof Jędrzejczak zakneblowany chodził... > A budowanie zawodowego autorytetu lekarze stawiają wyżej niż dobro pacjentów.Wszyscy, czy tylko niektórzy ? > >Możesz złożyć na kolegę -lekarza wniosek do Izby Lekarskiej o co chcesz w ramach jego czynności zawodowych> A jeśli lekarz nie jest moim kolegą?Też możesz złożyć. > Więc jak lekarz może sformułować taki wniosek?W formie pisemnego zawiadomienia - tak jak we wszystkich prokuraturach w tym kraju. > Chodzi o to, że urzędnicy są w komitywie z dziennikarzami, a jedni drudzy to dyletanci?Nie. Chodzi o to, że medyczna rzeczywistość w tym kraju zależy od wielu czynników, nie zawsze od lekarzy. A opinia publiczna zwykle informowana jest o sprawie, kiedy już się "zadzieje". Poprzedzające "zadzianie" protesty i argumentacja się nie przebijają, bo nie są widać uznawane za "news". Nie ma to nic wspólnego z dyletanctwem dziennikarzy - taka teraz panuje polityka informacyjna. > >W interesie nas wszystkich jest to, aby ta transplantologia nie upadła.> Próbuję pokazać, że to nie jedyny i nie podstawowy interes.Rozumiem. Zgadzam się, ze nie jedyny. Co do tego, czy podstawowy, to punkt widzenia zalezy od miejsca siedzenia. Jeżeli masz chore dziecko, to masz nadzieję, ze znajdzie sie dla niego nerka, watroba, czy szpik (co tam potrzebne). Z tą myślą wstajesz rano i z tą myślą usypiasz. > Transplantologii przeciwstawiam uczciwość i sprawiedliwość (...)A można je sobie przeciwstawić ? > To poczucie dla ogółu nie jest związane z transplantologią.No właśnie. Ogół chce uczciwości i sprawiedzliwości, a kiedy takie terminy życiowe na niego przyjdą, to ogół chce i potrzebuje transplantologii. Najlepiej by było, gdyby ogół mógł mieć i jedno i drugie - nie sądzisz ? > >Nie wydaje Ci się przypadkiem, że to komentarz odrobinę krzywdzacy ?> Wydaje mi się, że jest trafiony w dziesiątkę. Staram się tylko takie publikować.Gratuluję pewności siebie. Mnie po twoim komentarzu zrobiło się po prostu przykro. > >Co Ty o mnie wiesz ?> Wiem co piszesz.Czy aby czytasz ze zrozumieniem ?
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> >>A co to jest "medyk"?> >Ktoś wykształcony medycznie?> A co to jest "wykształcenie medyczne" ?Chodzi o ukończenie szkoły lub uczelni medycznej. > >A co to takiego ta "odpowiedzialność zawodowa"?> To odpowiedzialność przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej...Napisać, że odpowiedzialność to jest odpowiedzialność, to kompletny brak odpowiedzialności - za słowo. > ...najbliższa Okręgowa Izba Lekarska. Tam takze możesz zapytać w czyim interesie orzekają.O wszystko mogę pytać gdzie indziej, ale wywołałaś mnie do odpowiedzi tutaj. I nie pytam w czyim interesie Izby Lekarskie orzekają, ale w czyim interesie leży przedstawione przez Ciebie takie orzekanie:sąd izby lekarskiej może wlepić rozmaite kary z odebraniem prawa wykonywania zawodu włącznie, jeżeli uzna, że nieostrożnym słowem podważono wiarygodność innego lekarza Ja pytam komu zależy, by za samą tylko koleżeńską nielojalność zakazać lekarzowi wykonywania zawodu? > Nie zauważyłam, żeby taki np. prof Jędrzejczak zakneblowany chodził...Boś mało spostrzegawcza. Ja człowieka nie znam, a jego knebel widzę. > >A budowanie zawodowego autorytetu lekarze stawiają wyżej niż dobro pacjentów.> Wszyscy, czy tylko niektórzy ?Wszyscy. Podobnie jak chiński, także każdy polski lekarz zaakceptował warunki prawne funkcjonowania tego zawodu w swoim kraju. > >Więc jak lekarz może sformułować taki wniosek?> W formie pisemnego zawiadomienia...Ale to by było naruszające lekarski kodeks upublicznianie krytyki kolegi po fachu! > medyczna rzeczywistość w tym kraju zależy od wielu czynników, nie zawsze od lekarzy.Ta prawda dotyczy każdej dziedziny. > opinia publiczna zwykle informowana jest o sprawie, kiedy już się "zadzieje". Poprzedzające "zadzianie" protesty i argumentacja się nie przebijają, bo nie są widać uznawane za "news".Są wśród newsów i prognozy, w tym medyczne. > punkt widzenia zalezy od miejsca siedzenia. Jeżeli masz chore dziecko, to masz nadzieję, ze znajdzie sie dla niego nerka, watroba, czy szpik (co tam potrzebne). Z tą myślą wstajesz rano i z tą myślą usypiasz.A w Chinach jakaś matka codziennie wstaje i usypia z myślą o tym, czy już dziś będzie komuś gdzieś potrzebna nerka, wątroba - czy co tam jeszcze - jej skazanego przez reżim dziecka... Widzenie zależy nie tylko od zajmowanego stołka, ale też - o wiele bardziej - od przenikliwości patrzącego. > >Transplantologii przeciwstawiam uczciwość i sprawiedliwość> A można je sobie przeciwstawić ?Z uwagi na przypadek chiński - można przeciwstawić. Z uwagi na przypadek łódzki można to przeciwstawienie rozszerzyć na całą medycynę. > Ogół chce uczciwości i sprawiedzliwości, a kiedy takie terminy życiowe na niego przyjdą, to ogół chce i potrzebuje transplantologii. Najlepiej by było, gdyby ogół mógł mieć i jedno i drugie - nie sądzisz ?Sądzę. I wszystkich czytających zachęcam, by się o tę ideę rozumnie zatroszczyli. > Gratuluję pewności siebie.Dziękuję. > Mnie po twoim komentarzu zrobiło się po prostu przykro.Tak bywa - widać taki termin na Ciebie przyszedł.  > Czy aby czytasz ze zrozumieniem ?Czy aby ze zrozumieniem piszesz? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | sukulent (2309 punktów) | > >A co to jest "wykształcenie medyczne" ?> Chodzi o ukończenie szkoły lub uczelni medycznej.Sprecyzuj, jakch szkół i uczelni. > >>A co to takiego ta "odpowiedzialność zawodowa"?> >To odpowiedzialność przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej...> Napisać, że odpowiedzialność to jest odpowiedzialność, to kompletny brak odpowiedzialności - za słowo.Proszę uprzejmie. Mogę ci dalej doprecyzowywać. Odpowiedzialnośc zawodowa, to zdawanie sprawy z działalności zawodowej przed Sadem złożonym z przedstawicieli tegoż zawodu - tu: lekarzy. Kodeksem, względem którego oceniane są przewiny jest własnie Kodeks Etyki Lekarskiej. Sankcje, jakimi dysponuje taki sąd to nagana lub pozbawienie prawa wykonywania zawodu, czasowe bądź permanentne. Wobec lekarza mogą się toczyć dwa lub trzy postępowania : zawodowe, z powództwa cywilnego i karnego. > Ja pytam komu zależy, by za samą tylko koleżeńską nielojalność zakazać lekarzowi wykonywania zawodu?Ci napisałam, może niewyraźnie, że nie wiem, czy za obszczekanie można odebrać prawo wykonywania zawodu. Może można, jeżeli np obszczekany publicznie na rynku zaliczy z tego powodu załamanie nerwowe i wyląduje w psychiatryku ? Jezeli pacjenci straca zaufanie do obszczekanego na podstawie tegoż obszczekania i np. przestaną przyjmować zapisane leki, w wyniku czego ich stan zdrowia sie pogorszy ? Nie wiem dokładnie, luźno sobie przypuszczam, bo takim orzekanie się nie zajmuję. Ty za to wyraźnie szukasz "układu" oraz "kto za tym stoi" oraz jakie to makiawelliczne trzecie dno ma niewinny z pozoru przepis ? > >Nie zauważyłam, żeby taki np. prof Jędrzejczak zakneblowany chodził...> Boś mało spostrzegawcza. Ja człowieka nie znam, a jego knebel widzę.Nie znasz i widzisz ? I na tym opierasz swoje trafne, tu publikowane sądy ? Im lepszy specjalista i o większym doświadczeniu, tym lepiej wie, że medycyna jest niełatwa, niejednoznaczna, to co dobre dla jednego, nie musi być dobre dla drugiego. I jak nie zna wszystkich okoliczności, osobiście nie zbada pacjenta, nie uzyska wglądu do wyników wszystkich badań, to nie wyjeżdża z "nikt już przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". > >>Więc jak lekarz może sformułować taki wniosek?> >W formie pisemnego zawiadomienia...> Ale to by było naruszające lekarski kodeks upublicznianie krytyki kolegi po fachu!A to jest opinia prawna, czy tylko Twoja ? Bo dotychczas takie zawiadomienia funkcjonują i nie pociagaja za sobą powoływania się podmiotów lirycznych tych powidomień na art. pięćdziesiąty drugi. > >medyczna rzeczywistość w tym kraju zależy od wielu czynników, nie zawsze od lekarzy.> Ta prawda dotyczy każdej dziedziny.No pewnie. Wobec czego postuluję, aby nie liczyć na to, że sytuację zmienią sami lekarze. Bez pomocy pacjentów. Tylko się wziąć i zmieniać. Ale postuluję aby nie metodą totalnej negacji, który to postulat Cię nie przekonuje. > > opinia publiczna zwykle informowana jest o sprawie, kiedy już się "zadzieje". Poprzedzające "zadzianie" protesty i argumentacja się nie przebijają, bo nie są widać uznawane za "news".> Są wśród newsów i prognozy, w tym medyczne.Są ? W ostatniej POLITYCE Walewski opisał ( media.wp.pl/kat,37980,wid,9927625,wiadomosc.html), jak to NFZ postanowił finansować tylko te procedury onkologiczne, które Agencja d/s czegośtam uzna za opłacalne. W efekcie agencja nie uznała za opłacalne użycie żadnego nowego leku onkologicznego. Wycofali refundacje leków dla chorych na raka. Już wycofał. Teraz pani minister macha skrzydłami i usiłuje odkręcać. Ale nowe listy już weszły. Czyli już się zadziało. > A w Chinach jakaś matka codziennie wstaje i usypia z myślą o tym, czy już dziś będzie komuś gdzieś potrzebna nerka, wątroba - czy co tam jeszcze - jego dziecka...A to w Chinach lekarze łapią dzieci "na narządy "? Nie wiedziałam. Myślałam, ze się w mocy prawa pobiera od skazańców po egzekucji. > >>Transplantologii przeciwstawiam uczciwość i sprawiedliwość> >A można je sobie przeciwstawić ?> Z uwagi na przypadek łódzki można to przeciwstawienie rozszerzyć na całą medycynę.A co ma przypadek łódzki wspólnego z transplantologią ? > >Ogół chce uczciwości i sprawiedzliwości, a kiedy takie terminy życiowe na niego przyjdą, to ogół chce i potrzebuje transplantologii. Najlepiej by było, gdyby ogół mógł mieć i jedno i drugie - nie sądzisz ?> Sądzę. I wszystkich czytających zachęcam, by się o tę ideę rozumnie zatroszczyli.Popieram. > >Mnie po twoim komentarzu zrobiło się po prostu przykro.> Tak bywa - widać taki termin na Ciebie przyszedł.  Owszem. Po prostu dyskusja z Tobą ma pewne konsekwencje. Każde doświadczenie czegoś uczy. > Czy aby ze zrozumieniem piszesz?Staram się bardzo.
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka") )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Sprecyzuj, jakch szkół i uczelni.Określenie "medycznych" precyzuje ostatecznie. Dalsze przybliżanie byłoby wyszczególnianiem. > Odpowiedzialnośc zawodowa, to zdawanie sprawy z działalności zawodowej przed Sadem złożonym z przedstawicieli tegoż zawodu - tu: lekarzy. Kodeksem, względem którego oceniane są przewiny jest własnie Kodeks Etyki Lekarskiej. Sankcje, jakimi dysponuje taki sąd to nagana lub pozbawienie prawa wykonywania zawodu, czasowe bądź permanentne.A że Kodeks zabrania źle mówić o pracy innego lekarza, zaś ceną jest utrata pracy w zawodzie, mamy Kodeks odbierający wolność słowa. I tu widzę knebel. Wymienionego przez Ciebie lekarza Jędrzejczaka, oraz każdego innego. > wyraźnie szukasz "układu" oraz "kto za tym stoi"Gdzie ja układów szukam?! To Ty wskazujesz i wymieniasz z nazwiska konkretne osoby. Ja krytykuję wprawdzie konkretny zapis kodeksu lekarskiego, ale lekarzy już tylko ogólnie jako składową środowiska medycznego. > ...jakie to makiawelliczne trzecie dno ma niewinny z pozoru przepisPewnie właśnie dlatego, że "z pozoru". A makiawellicznie to jest w Chinach. Było w Oświęcimiu. I w Łodzi. Choć to i tak tylko najbardziej spektakularne i ujawnione przypadki. > >Ja człowieka nie znam, a jego knebel widzę.> Nie znasz i widzisz ? I na tym opierasz swoje trafne, tu publikowane sądy ?Właśnie tak. Sądzę m.in. wg tego co widzę. > "nikt już przez tego pana życia pozbawiony nie będzie"To nie moje słowa i nie powołuję się na nie. Moja opinia w omawianej tu sprawie jest niezależna od stanowiska autora powyższego cytatu. > dotychczas takie zawiadomienia funkcjonują i nie pociagaja za sobą powoływania się podmiotów lirycznych tych powidomień na art. pięćdziesiąty drugi. Pisałaś, że pociągają:z wykroczeniem przeciwko kodeksowi jest związana odpowiedzialność zawodowa [...] sąd izby lekarskiej może wlepić rozmaite kary z odebraniem prawa wykonywania zawodu włącznie, jeżeli uzna, że nieostrożnym słowem podważono wiarygodność innego lekarza bez dostatecznych przesłanek. > postuluję, aby nie liczyć na to, że sytuację zmienią sami lekarze. Bez pomocy pacjentów. Tylko się wziąć i zmieniać.Ależ właśnie staram się zmienić! Tutaj wypracowuję wspólne z Twoim stanowisko. > W ostatniej POLITYCE... Czyli już się zadziało.Fakt, że "istnieje taki" nie dowodzi, że "dla każdego". Nie wiem czy prasa poświęca dość miejsca służbie zdrowia, ale jeśli jest ona lekiem na przypadłości służby zdrowia, to z pewnością dziennikarze powinni na dłużej zatrzymać się przy łóżku chorego. > A to w Chinach lekarze łapią dzieci "na narządy "?A gdzie ja piszę o łapaniu? > Myślałam, ze się w mocy prawa pobiera od skazańców po egzekucji.Ci skazańcy dosyć często mają matki. > A co ma przypadek łódzki wspólnego z transplantologią ?Ma z medycyną, której transplantologia jest częścią. Stąd moje mniemanie, że dobra kondycja służb medycznych dotyczyć będzie i transplantologii. > ...dyskusja z Tobą ma pewne konsekwencje.Dbam, by tak było. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > Określenie "medycznych" precyzuje ostatecznie. Dalsze przybliżanie byłoby wyszczególnianiem.Wyszczególniaj więc. > A że Kodeks zabrania źle mówić o pracy innego lekarza, zaś ceną jest utrata pracy w zawodzie, mamy Kodeks odbierający wolność słowa. I tu widzę knebel. Wymienionego przez Ciebie lekarza Jędrzejczaka, oraz każdego innego.Rozumiem, że Ciebie by satysfakcjonowało, aby każdy lekarz mógł publicznie skrytykować działalność zawodową innego, nie mając ku temu odpowiednich przesłanek ? I wtedy byłoby dobrze ? > Gdzie ja układów szukam?! To Ty wskazujesz i wymieniasz z nazwiska konkretne osoby.A co konkretnie wskazuję ? Mogę spokojnie z nazwiska o konkretnych osobach, bo jestem odpowiedzialna za swoje słowa. W każdym rodzaju odpowiedzialności, jaki akurat mnie dotyczy. > Ja krytykuję wprawdzie konkretny zapis kodeksu lekarskiego, ale lekarzy już tylko ogólnie jako składową środowiska medycznego.I według Ciebie taka "ogólna" krytyka jest konstruktywna ? > A makiawellicznie to jest w Chinach. Było w Oświęcimiu. I w Łodzi. Choć to i tak tylko najbardziej spektakularne i ujawnione przypadki.> >A co ma przypadek łódzki wspólnego z transplantologią ?> Ma z medycyną, której transplantologia jest częścią. Stąd moje mniemanie, że dobra kondycja służb medycznych dotyczyć będzie i transplantologii.Stosujesz odpowiedzialność zbiorową ? Muszę powiedzieć, że pomysł ukarania "służb medycznych", jak to uroczo określasz, za pomocą nie wyrażania zgody na pobranie narządów do przeszczepu jest dość drastyczny. Rozumiem, że to zaspokoi Twoje poczucie sprawiedliwości. Czy w sytuacji, gdybyś potrzebował przeszczepu nerki, szpiku, czy też wątroby (nie wspominając o rogówce, kości, przytarczycach, sercu i trzustce) Twoje poczucie sprawiedliwości każe Ci odmówić przyjęcia tego przeszczepu ? > >dotychczas takie zawiadomienia funkcjonują i nie pociagaja za sobą powoływania się podmiotów lirycznych tych powidomień na art. pięćdziesiąty drugi.> Pisałaś, że pociągają:z wykroczeniem przeciwko kodeksowi jest związana odpowiedzialność zawodowa [...] sąd izby lekarskiej może wlepić rozmaite kary z odebraniem prawa wykonywania zawodu włącznie, jeżeli uzna, że nieostrożnym słowem podważono wiarygodność innego lekarza bez dostatecznych przesłanek. Widać prawnicy art 52 interpretują inaczej, niż Ty to robisz, bo doniesienia o popełnieniu przestępstwa nie są uważane za wykroczenie przeciwko temu artykułowi. Pomijam już oczywisty i widoczy także dla nie-jurysty fakt, że nie są publiczne. > Ależ właśnie staram się zmienić! Tutaj wypracowuję wspólne z Twoim stanowisko.Jeżeli tak, to bardzo się cieszę. Sądziłam, opierając ten sąd na fragmencie postu, w którym imputujesz mi, ze traktuję swoich hipotetycznych pacjentów jak "gówniarzarię" (jak to uroczo ująłeś), że chcesz mnie raczej ukarać za przypadek łódzki i chińskie praktyki, ale widać się myliłam. > Nie wiem czy prasa poświęca dość miejsca służbie zdrowia, ale jeśli jest ona lekiem na przypadłości służby zdrowia, to z pewnością dziennikarze powinni na dłużej zatrzymać się przy łóżku chorego.Podałam Ci link do artykułu, który prezentuje sprawę absolutnie bulwersującą. W mojej opinii trzeba "ruszyć na Belweder". Ze swej strony robię co mogę, aby te decyzje NFZ odwrócić. Może zjednoczymy tutaj siły ? I pozmieniamy ? > Ci skazańcy dosyć często mają matki.No dobra, już zrozumiałam, że konsekwencją tego faktu ma być brak narządów dla potencjalnych biorców w Polsce. > >...dyskusja z Tobą ma pewne konsekwencje.> Dbam, by tak było.Oczywiście. Masz także zawsze ostatnie słowo. Jesteś uroczym interlokutorem  Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Wyszczególniaj więc.Zatem wpisz w wyszukiwarkę "szkoły medyczne" a potem "uczelnie medyczne". Albo po prostu zajrzyj tu, wszak rozwiązujemy zawiłą kwestię kto to taki ten potoczny "medyk", będący szerszym niż lekarz określeniem. > Rozumiem, że Ciebie by satysfakcjonowało, aby każdy lekarz mógł publicznie skrytykować działalność zawodową innego, nie mając ku temu odpowiednich przesłanek? I wtedy byłoby dobrze?Dobrze byłoby, gdyby każdy lekarz mógł skrytykować innego bez ryzyka utraty pracy z racji samej tylko krytyki. Zaś przesłanki tej krytyki winny być jego cywilną troską, jak każdego normalnego obywatela w tym kraju. > Stosujesz odpowiedzialność zbiorową ?Po prostu oceniam. > pomysł ukarania "służb medycznych", jak to uroczo określasz, za pomocą nie wyrażania zgody na pobranie narządów do przeszczepu...To nie żadne karanie, tylko asekuracja. A co jest uroczego w określeniu "służby medyczne"? > Czy w sytuacji, gdybyś potrzebował przeszczepu nerki, szpiku, czy też wątroby (nie wspominając o rogówce, kości, przytarczycach, sercu i trzustce) Twoje poczucie sprawiedliwości każe Ci odmówić przyjęcia tego przeszczepu ?A Ty uważasz, że zawsze powinno się przyjąć taki "dar życia"? Bez względu na cenę jaką zań zapłacono? Ty pobrałabyś i przeszczepiła na każdych zasadach? Sama przyjęłabyś narząd nie bacząc na okoliczności jego pozyskania? I żyła z nim długo i szczęśliwie? > doniesienia o popełnieniu przestępstwa nie są uważane za wykroczenie przeciwko temu artykułowiW Art.52 jest mowa o krytykowaniu innego lekarza. > robię co mogę, aby te decyzje NFZ odwrócić. Może zjednoczymy tutaj siły ? I pozmieniamy ?Oczywiście, pomogę Ci, tak jak i Ty mnie pomagasz. > >Ci skazańcy dosyć często mają matki.> No dobra, już zrozumiałam, że konsekwencją tego faktu ma być brak narządów dla potencjalnych biorców w Polsce.Nie, konsekwencją tego i podobnych przypadków ma być wzmożona uwaga pacjentów: "pacjenci powinni starannie kontrolować poczynania skorumpowanych medyków" - że zacytuję siebie z samego początku naszej dyskusji. > Masz także zawsze ostatnie słowo.Tylko póki mi nie odpowiesz.  .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >masz świadomość, iż każdy jej fragment jasnym dopiero może się stać.
Tego nie mogę być pewien. To zależy też od odbiorcy. Umiem się pogodzić z tym, że niektórzy ludzie nie chcą uznać jasności pewnych myśli, a ja nie będę w stanie tego formalnie udowodnić.
>I mimo to swoją wypowiedź opublikowałeś!
Znów próba sprytnego sformułowania, jednak słówko "mimo" jest tu wyraźnie nie na miejscu. Próbujesz insynuować mi złe intencje, podczas gdy są one dobre. Najlepszsym tego dowodem jest mój zwyczaj wyjaśniania tego, co napisałem wcześniej, a co okazało się dla niektórych osób niejasne. Ty zaś próbujesz przypisać mi złe intencje bez żadnego rozsądnego uzasadnienia, insynuując, że celowo publikuję niejasne teksy, żeby potem móc czynić je jaśniejszymi. Moją cnotę usiłujesz zamalować czarną farbą, ale robisz nieporadnie, bo sugerujesz, że zamiast wyjaśniać to co niejasne, lepiej jest upierać się, że tekst był jasny od początku, nigdy nie przyznać się do błędu czy niezręczności i konsekwentnie odmawiać wyjaśniania swoich poglądów - a to jest jawny absurd.
Świadomość tego, że moje poglądy mogą być dla kogoś niejasne, nie może mnie powstrzymać od ich publikacji.
>Nieprawda, że przedmiotowe traktowanie człowieka jest dobre.
Znów nieucziwa insynuacja, gdyż moje poglądy, nie raz w różnych miejscach wyrażane na tym forum, nie tylko w tym wątku, są jasne. Przedmiotowe traktowanie podmiotu jest złem, a więc przedmiotowe traktowanie człowieka jest złem, jeśli narusza jego godność, wolę lub w inny sposób zaprzecza jego podmiotowości.
W pewnych sytuacjach przedmiotowe traktowanie człowieka jest dobre - tylko tyle próbuję Ci tu wytłumaczyć.
>zawsze jest złem koniecznym.
Właśnie chodzi mi o to, że nie zawsze. Przykłady można mnożyć: niektóre usługi; realizacja umów, w których jedna ze stron zobowiązana jest do wykonywania czynności podczas których takie przedmiotowe traktowanie występuje; badania laboratoryjne pacjentów zlecone przez lekarza, badania statystyczne ludzkich zbiorowości (np. natężenia ruchu ulicznego robione dzięki kamerom filmującym ludzi bez ich świadomej zgody)...
>Nieprawda, że absolutna zgoda na pośmiertne oddawanie organów do przeszczepu jest dobra.
Nie rozumiem pojęcia "absolutna zgoda" (może to znów jakaś insynuacja), więc nie mogę z tym zdaniem polemizować, mogę co najwyżej powrócić do dyskusji na temat, a mianowicie, do domniemania, które Ty czynisz bezpodstawnie, że jeżeli nie mam danych, to muszę zakładać, że lekarz jest przestępcą i otruł bliską mi osobę, dlatego nie pozwolę mu pobrać jej organów. Ja zaś sądzę, że zgodnie z zasadą domniemania niewinności, lekarz o którym nic nie wiem, który leczył bliską mi osobę, a ona zmarła, to ten lekarz wcale nie musiał jej zamordować, więc domniemywam, że jej nie zamordował i że nie mam moralnego prawa odmówić pobrania organów do przeszczepu.
Mogę się co najwyżej zgodzić z Tobą, że w Chinach lekarz pobierający organy zasługuje na domniemanie, że jest mordercą i zabija pacjentów po to, żeby handlować ich organami. Być może rzeczywiście uczciwy lekarz w Chinach powinien odmawiać pobierania organów w ramach walki z mafią organową.
>Pacjenci powinni starannie kontrolować poczynania skorumpowanych medyków.
Szczególnie ci umierający, bo są najbardziej zagrożeni... tylko czy zawsze są do tego zdolni
>Ze zrozumieniem podchodzimy do analogicznego podejścia firm ubezpieczeniowych, które okradzionego, jeśli się nie zabezpieczył, traktują jak współwinnego kradzieży.
Porównanie jest złe, ponieważ z firmą ubezpieczeniową wiążą klientów umowy. Domniemania nie są istotne, istotne jest formalne sprawdzenie, czy warunki umowy zostały spełnione, a zabezpieczenia są wśród tych warunków. Można przyjąć, że zjawisko domniemania w ogóle nie występuje, bo co nas obchodzi, co sobie prywatnie myśli taki pracownik firmy ubezpieczeniowej - czy nas podejrzewa, czy nie, i tak musi robić swoje. To przypomina sytuację policjanta - każdy jest podejrzany, ale nie przez domniemanie, tylko przez granie takiej roli w procesie śledztwa. Policjant może wierzyć w niewinność przesłuchiwanego, ale musi spytać go o alibi.
Pacjent nie ma prawa pytać lekarza o alibi - Twoja analogia jest błędna.
>Nieprawda, że są okoliczności sprawiające, że powinnością kobiety wobec ogółu ludzkości jest danie życia skazanej na przedwczesną śmierć kalece. To byłoby przedmiotowe potraktowanie tego dziecka.
I znów wracamy do punktu wyjścia - czyli do wiary religijnej, że każdy płód jest człowiekiem. Jak widzisz, nie nakładam Ci beretu, jak to na wstępie tej dyskusji napisałeś - zauważ, że to był początek Twoich niemiłych uwag i insynuacji w tym wątku, w tamtym właśnie momencie stałeś się niegrzeczny i starasz się cały czas być niemiły, podczas gdy ja cały czas wyciągam rękę na zgodę.
Ale po raz drugi dałeś wyraz swojej wierze, że każdy płód jest człowiekiem - ta sama wiara jest przyczyną kontrowersji wokół aborcji. A przecież biologia i medycyna mówią jasno, że żaden funkcjonalny odpowiednik duszy nie może istnieć u człowieka przed 6-tym miesiącem ciąży. Młodszy embrion nie może być więc racjonalnie uznany za człowieka w rozumieniu podmiotowym (istnieje od tej zasady jeden wyjątek, o którym pisałem w innych wątkach, a mianowicie o subiektywnym nawiązaniu porozumienia z dzieckiem przez matkę, ale to odrębny temat), a więc nie mogą go dotyczyć ogólne zasady etyczne w rodzaju "złem jest przedmiotowe traktowanie dziecka".
Jeżeli więc mamy pewność, że wady płodu uniemożliwiają rozwój jego układu nerwowego ponad poziom 5-cio miesięcznego płodu, to możemy mieć pewność, że nie będzie on skrzywdzony przedmiotowym traktowaniem.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>próba sprytnego sformułowania Gdyż tak zmyślnie prawdę ukrywasz, że wydobycie jej na światło dzienne wymaga niemałego sprytu.
>>Nieprawda, że absolutna zgoda na pośmiertne oddawanie organów do przeszczepu jest dobra. >Nie rozumiem pojęcia "absolutna zgoda" Absolutną zgodą jest zakaz odmowy przeszczepiania narządów. To bowiem poszerzyłoby zakres lekarskiej władzy. A im więcej władzy, tym większe prawdopodobieństwo demoralizacji, aż po zbrodnię. Tak było w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, gdzie robiono na ludziach eksperymenty medyczne i podobnie jest w Chinach, gdzie pozyskuje się organy od zabijanych więźniów politycznych. Czy nie lepiej, by biorcy uzyskiwali zgodę rodziny lub samego dawcy z pominięciem lekarza?
>zgodnie z zasadą domniemania niewinności, lekarz o którym nic nie wiem, który leczył bliską mi osobę, a ona zmarła, to ten lekarz wcale nie musiał jej zamordować, więc domniemywam, że jej nie zamordował i że nie mam moralnego prawa odmówić pobrania organów do przeszczepu. A zgodnie z logiką tym bardziej jest prawdopodobne, że lekarz, o którym nic nie wiesz zabije bliską Ci osobę, im pewniejszy ma w tym interes. A interes ten będzie tym pewniejszy, im bardziej nie wolno Ci odmówić pobrania organów od tej osoby. Dlatego masz moralny obowiązek odmawiać pobierania narządów od bliskiej Ci osoby.
>I znów wracamy do punktu wyjścia - czyli do wiary religijnej, że każdy płód jest człowiekiem. Może dla Ciebie to jest kwestia wiary, ja uważam, że to kwestia biologii. Dla biologii ludzki płód jest człowiekiem.
>stałeś się niegrzeczny i starasz się cały czas być niemiły Tak Ci się zdaje, bo nie mieć racji jest rzeczą niemiłą.
>biologia i medycyna mówią jasno, że żaden funkcjonalny odpowiednik duszy nie może istnieć u człowieka przed 6-tym miesiącem ciąży. A gdzie biologia cokolwiek mówi o duszy? W dodatku o jej nieistnieniu?? Do tego u człowieka w ciąży??? I to ze wskazaniem na okres poprzedzający 6-ty miesiąc???? Jerum!
>Jeżeli więc mamy pewność, że wady płodu uniemożliwiają rozwój jego układu nerwowego ponad poziom 5-cio miesięcznego płodu, to możemy mieć pewność, że nie będzie on skrzywdzony przedmiotowym traktowaniem. Po namyśle zgadzam się uznać za dopuszczalne hodowle płodów będące klonami biorcy posiadające taką wadę rozwojową, która powoduje ich zredukowanie do naturalnego implantu. Z nadzieją, że z czasem taką hodowlę płodu zastąpi wyhodowanie w ciele biorcy stosowanego organu. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > tym bardziej jest prawdopodobne, że lekarz, o którym nic nie wiesz zabije bliską Ci osobę, im pewniejszy ma w tym interes. A interes ten będzie tym pewniejszy, im bardziej nie wolno Ci odmówić pobrania organów od tej osoby. Dlatego masz moralny obowiązek odmawiać pobierania narządów od bliskiej Ci osoby.
Zasada domniemania niewinności jest silniejsza niż takie scenariusze. W państwie prawa nie wolno atakować nikogo za przyszłe przestępstwo, jeśli nie ma konkretnych przesłanek, że on planuje je popełnić. Samo istnienie potencjalnej korzyści, to za mało. Na tej samej zasadzie zlikwidowałbyś prawo do spadku?
>A gdzie biologia cokolwiek mówi o duszy? W dodatku o jej nieistnieniu??
Napisałem o "funkcjonalnym odpowiedniku duszy", a nie o samej duszy. Wiara w "człowieczeństwo" płodu, jest wiarą religijną. Nie zapominaj, że rozmawiamy o złu polegającym na przedmiotowym traktowaniu podmiotu, więc nie zapominaj, że w tej dyskusji pojęcie "człowiek" nie jest w znaczeniu biologicznym, ale podmiotowym. Pisząc o człowieku w znaczeniu tylko biologicznym, niejako sam sobie zaprzeczasz, bo widzisz w nim tylko zwierzę, a więc przedmiot. Jeżeli w tej dyskusji używamy słowa "człowiek" w kontekście, to nie jest to "homo sapiens", ale "osoba będąca podmiotem praw".
>Po namyśle zgadzam się uznać za dopuszczalne hodowle płodów będące klonami biorcy posiadające taką wadę rozwojową, która powoduje ich zredukowanie do naturalnego implantu. Z nadzieją, że z czasem taką hodowlę płodu zastąpi wyhodowanie w ciele biorcy stosowanego organu.
A ponieważ dyskutujemy o kwestiach moralnych, a nie o zjawiskach przyrodniczych, to zgoda ta naturalnie rozszerza się na wszystkie podobne przypadki, czyli takie, które nie naruszają żadnych wartości związanych z przyrodzoną człowiekowi godnością, które są tylko przedmiotowym traktowaniem przedmiotu takiego jak implant, którego nie można w żadnym razie nazwać podmiotem.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>W państwie prawa nie wolno atakować nikogo za przyszłe przestępstwo, jeśli nie ma konkretnych przesłanek, że on planuje je popełnić. Samo istnienie potencjalnej korzyści, to za mało. Nie atakuję lekarza odmawiając mu pobrania narządów, podobnie jak nie atakuję złodzieja, gdy zamykam drzwi na klucz.
>Na tej samej zasadzie zlikwidowałbyś prawo do spadku? To prawo dotyczy krewnych, a oni mają interes się wspierać.
>>A gdzie biologia cokolwiek mówi o duszy? W dodatku o jej nieistnieniu?? >Napisałem o "funkcjonalnym odpowiedniku duszy", a nie o samej duszy. Czyli biologia mówi o czymś, co jest odpowiednikiem czegoś, o czym ona nie mówi. Ale jakim cudem to mówi, tego nawet użytkownik dokowski nie mówi.
>Nie zapominaj, że w tej dyskusji rozmawiamy o... Nie muszę pamiętać, przecież fakty się od tematu naszej dyskusji nie zmienią.
>Pisząc o człowieku w znaczeniu tylko biologicznym, niejako sam sobie zaprzeczasz, bo widzisz w nim tylko zwierzę, a więc przedmiot. Jeżeli w tej dyskusji używamy słowa "człowiek" w kontekście, to nie jest to "homo sapiens", ale "osoba będąca podmiotem praw". Podmiotem praw jest homo sapiens.
>ponieważ dyskutujemy o kwestiach moralnych, a nie o zjawiskach przyrodniczych, to zgoda ta naturalnie rozszerza się.. Wg jakiej zasady dla kwestii moralnych zachodzi owa naturalna rozszerzalność? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie atakuję lekarza odmawiając mu pobrania narządów, podobnie jak nie atakuję złodzieja, gdy zamykam drzwi na klucz.
Zamykamy drzwi na klucz, zanim jeszcze lekarz spróbuje przez nie wejść, nie jest to żadna obraza dla nikogo. Twoja analogia jest dobrym argumentem, żeby dać każdemu człowiekowi prawo do zastrzeżenia: "nie daję zgody na pobieranie moich organów". Mając taki dokument rodzina może z czystym sumieniem bronić szczątków zmarłego przed zbezczeszczeniem. Mogę też sobie wyobrazić jakąś rodzinną tradycję, zasady religijne czy inny analog Twojego zamykania organów na klucz. Ale jeśli rodzina nie ma takich przesłanek, wtedy Twoja analogia nie ma zastosowania i utrudnianie lekarzom pobierania narządów jest niemoralne.
> jest odpowiednikiem czegoś, o czym ona nie mówi.
Napisałem, że jest "funkcjonalnym odpowiednikiem" nie "odpowiednikiem". Biologia mówi o funkcjach, które odpowiadają atrybutom duszy.
>Podmiotem praw jest homo sapiens.
Nie każdy osobnik.
>Wg jakiej zasady dla kwestii moralnych zachodzi owa naturalna rozszerzalność?
Wg zasady jedności paradygmatu. Formułując zasady moralne należy używać pojęć i teorii etycznych.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> rodzina nie ma takich przesłanekWięc ja właśnie daję rodzinie takie przesłanki. > Napisałem, że jest "funkcjonalnym odpowiednikiem" nie "odpowiednikiem".Kto pisze "funkcjonalnym odpowiednikiem", nie uniknie napisania "odpowiednikiem".  > Formułując zasady moralne...Sformułowałem wyjątek. P.S. Zainteresowanych informuję, że Pan Dokowski wczoraj zrezygnował z udziału w tym wątku. Dowód i powody tutaj..
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Kolejny etap selekcji odbywa się po zapłodnieniu, gdy organizm >kobiety odrzuca (naturalna aborcja) płody z wadami genetycznymi (co ciekawsze, proces ten przestaje być efektywny u kobiet ok. 40tki, i z tego powodu w tym wieku znacznie rośnie prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z wadą - np. zespołem Downa)."
A może to właśnie jest szansą zasapanego homo?
|
|
4 na 4 | Konfolut (310 punktów) | do pana dokowskiego 1 Zupełnie nie obchodzi mnie to w jaki sposób mnie pan zapamięta, bo nie jest pan dla mnie żadnym autorytetem, na którym by mi zależało. Puszczam mimo uszu wiele pańskich aroganckich wypowiedzi, bo nie widzę celu w takim kłóceniu się, ale myślę, że wstydziłby się pan szczerze sam przed sobą gdyby przeczytał pan cały wątek raz jeszcze, że w ten sposób rozmawia pan z kimkolwiek, szczególnie z osobą młodszą, której według starego schematu powinien pan dawać przykład. Stary nie znaczy jednak dobry i to samo tyczy się DNA plemników czy macicy starej matki. Podobnie jak kilka innych osób tu nie zgadzałam się z panem w wielu opisywanych przez pana modelach. Pański styl wypowiedzi wykończył jednak pana przeciwników. Nie pana wiedza ich zamknęła a pana bezczelna pewność siebie i knucie jakichś sensacji sprawiły, że tym ludziom nie chciało się z panem dyskutować, zresztą jak zaraz to udowodnię dyskusja z panem jest bardzo trudna. Myśli pan, że ja się obrażę jeżeli nazwie mnie pan kujonką, czy inną kretynką? Absolutnie nie, bo ja wiem kim jestem i to czy nazwie mnie pan infantylną studenciną czy wrednym bachorem nie zmieni tego kim jestem i co wiem. Chciałabym aby jednak pan sobie uświadomił jakim bezczelnym człowiekiem pan jest. Oskarża mnie pan o lanie wody i pisanie banałów a więc zobaczmy jak to wygląda u pana.
Poleca pan książkę "Wojna plemników" (na końcu podliczymy ile fachowych lektur pan polecił w tym temacie). Od razu też i śmiało pisze pan o zespole Downa jako adaptacji. "Zespół Dawna jest ewolucyjnym przystosowaniem."- prosto z mostu, bez zająknięcia, ze 100% pewnością siebie. Niestety myli się pan już w samej pisowni nazwy tego zespołu. Pisze pan, że starszej matce nie opłaca się inwestować w odchowanie jeszcze jednego dziecka, bo to jest nieopłacalne dla jej genów. Tym samym twierdzi pan, że bardziej opłaca się wychować dziecko z zespołem Downa, które wymaga co najmniej takiego samego zaangażowania ze strony rodzica/rodziców. Po drugie skoro zaangażowanie jest co najmniej równe to bardziej nadal opłaca się mieć zdrowe dziecko, które przekaże jej geny dalej do następnego pokolenia. W większości sytuacji bowiem jej wnuki mają swojego rodzica, czy rodziców a więc niepotrzebna jest im kolejna dawka opieki lub kłopotu, bądźmy szczerzy, w postaci dziecka z zespołem Downa. Pisze pan, że dzieci z zespołem Downa są samowystarczalne i wymagają minimum uwagi, do tego przejawiają tropizm do opieki nad małymi dziećmi. Nie zgadzam się z taką opinią, ponieważ dziecko z zespołem Downa zawsze na początku jest niemowlakiem, które wymaga opieki. Bardzo często dzieci te wymagają od rodziców ich stałego nimi zainteresowania i wcale nikt nigdy nie wykazał, że uwielbiają inne dzieci. Nie wszystko wygląda tak pięknie jak w "Klanie" czy w "Dniu za dniem". Poza tym model ten nie jest za dobrze przez pana rozpatrzony, bo zapomina pan, że u rodziców młodych (wiek ojca ma także wpływ na pojawianie się potomstwa obarczonego zespołem Downa- zapewne nie uwierzy mi pan więc polecam google.pl i "wiek ojca" a na pewno znajdzie pan wiele dobrych artykułów a także wyniki badań; sprawdziłam osobiście). Na samym wstępie pisząc, że zespół Downa jest adaptacją popełnił pan błąd, ponieważ w sytuacji, kiedy rodzice są młodzi to nie mają jeszcze swoich wnuków a więc nie dość, że mają już chore dziecko i się nim muszą opiekować, bo nieprawdą jest, że dzieci te są samowystarczalne (potrafią być niezwykle uciążliwe nie tylko przez swoją ułomność, ale i charakter) to jeszcze muszą starać się o zdrowe dziecko. Sam zespół Downa nie jest adaptacją dla danego osobnika, ponieważ znacząco obniża jego wartość współczynnika dostosowania a w biologii populacyjnej adaptacja rozpatrywana jest tylko jako korzyść ewolucyjna danego osobnika. Nie interesuje nas tu korzyść dla populacji, która tu i tak nawet nie istnieje. Pisze pan także, że dla ludzi, którzy "wierzą" w powołanie zespół Downa został stworzony do bycia pomocnikiem opiekuna dzieci. Gdybym była panem, użyłabym w tym momencie którychś słówek z pana słowniczka starszego zgryźliwego pana. Następnie pisze pan maliniakowi, który oczywiście jest biologiem (sic!), że ten mija się z meritum sprawy. Zupełnie jakbym to już gdzieś słyszała. "Aby zrozumieć ten mechanizm, trzeba przeczytać coś z podstaw dziedziczenia, tutaj nie ma miejsca na tego rodzaju podręcznikowy wykład. Mogę tylko dać wskazówkę, że zespół Downa powstaje w wyniku złożonej reakcji zdrowych genów na pewne "niepokojące" sygnały ze środowiska, wywoływane przez wiek matki, liczbę jej ciąż, jakość pożywienia, stan zdrowia itp."- wykładu tu wcale nie trzeba, nie wiedział pan, że zespół Downa jest wywoływany m.in. trisomią chromosomu 21. Nawet później bardzo się pan zdziwił, że ten mechanizm został już opisany a pan nie wyczytał tego z Bakera. Oprócz Bakera, który w 1996 zakończył karierę wykładowcy zoologii, musiałby pan poczytać wyniki badań innych naukowców lub pochodzić ze mną na wykłady.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > twierdzi pan, że bardziej opłaca się wychować dziecko z zespołem Downa, które wymaga co najmniej takiego samego zaangażowania ze strony rodzica/rodziców.Takie zdania kompromitują dyskutanta - każdy może sprawdzić, że to nieprawda - nie raz wyraźnie twierdziłem, że nakłady na Downa i zaangażowanie rodziców były dużo mniejsze niż nakłady na inne dzieci. Zresztą wystarczy rozumieć teorię ewolucji, żeby rozumieć, że zespół Downa mógł być preferowany przez ewolucję tylko wtedy, gdy nakłady były mniejsze. Po trzecie, żeby zrozumieć ewolucję, trzeba patrzeć w przeszłość, gdyż cechy, które teraz obserwujemy, musiały ewoluować w warunkach, jakie mieliśmy w przeszłości. Nie ma więc znaczenia, jakiego zaagażowania TERAZ wymaga Down, liczy się tylko ty, jakie BYŁO to zaangażowanie w odległej przeszłości. I proszę pamiętać, że nie chcę być autorytetem, wolę inspirować i pobudzać ludzi do myślenia, żeby sami zaczęli kojarzyć. Nie chcę, żeby mi Pani wierzyła ani się ze mną zgadzała, chcę tylko tego, żeby Pani myślała. Nie będę natomiast reagował na obelgi, gdyż po zapisaniu się do PSR nie wypada mi reagować niegrzecznością na niegrzeczności, dlatego tak skromna jest moja odpowiedź. Jeżeli chce Pani uzyskać jeszcze ode mnie jakieś wyjaśnienia zagadnień ewolucji, to proszę o merytoryczną formę, proszę nie pisać o mojej osobie, ale proszę pisać o przedmiocie tego wątku - o zwięrzętach, które ewoluują. Nie o mnie jest ten wątek.
doku
|
|
|  | | Konfolut (310 punktów) | >Jeżeli chce Pani uzyskać jeszcze ode mnie jakieś wyjaśnienia zagadnień ewolucji, to proszę o merytoryczną formę, proszę nie pisać o mojej osobie, ale proszę pisać o przedmiocie tego wątku - o zwięrzętach, które ewoluują. Nie o mnie jest ten wątek.
Dobrze. Korzystając z własnej wiedzy w dziedzinie ewolucji proszę mi podać przybliżoną wartość współczynnika dostosowania dla osoby X, przyjmując za 1 najwyższe możliwe dostosowanie dla krewnych do 3 stopnia wśród których pojawiła się choroba genetyczna recesywna 2-krotnie i raz dominująca- proszę podać przybliżone wartości obciążenia dla dwóch wybranych osób. Drzewko sam pan sobie może wymyśleć. Merytorycznie? Pytanie to opiera się na podstawowych zagadnieniach z ewolucjonizmu, więc liczę na szybką i dokładną odpowiedź.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >proszę mi podać przybliżoną wartość współczynnika dostosowania dla osoby X, przyjmując za 1 najwyższe możliwe dostosowanie dla krewnych do 3 stopnia wśród których pojawiła się choroba genetyczna recesywna 2-krotnie i raz dominująca- proszę podać przybliżone wartości obciążenia dla dwóch wybranych osób. Drzewko sam pan sobie może wymyśleć. Merytorycznie?
Czego Pani chce się w ten sposób nauczyć? Jak układać zadania?
Jeżeli prosi Pani o pomoc koleżankę z klasy, to prawdopodobnie będziecie rozumiały podobnie treść zadania ze swojej lekcji. Jeśli prosi Pani o pomoc korepetytora, to musi mu Pani najpierw pokazać przerobiony materiał, żeby zorientował się w terminologii i zakresie przerobionego materiału. Jeżeli chce Pani mnie prosić o pomoc na takim forum, musi Pani użyć pojęć zdefiniowanych w podręcznikach, które znamy.
Ja podałem Pani podręcznik, który jest fundamentem mojej wiedzy dla celów tej dyskusji, to "Psychologia ewolucyjna" gdańskiego wydawnictwa psychologicznego. Jeżeli może Pani używać pojęć tam zdefiniowanych, to istnieją spore szanse, że będę mógł Pani szybko pomóc. Jeżeli chce Pani oprzeć terminologię na jakimś innym podręczniku, musi Pani go podać i mieć nadzieję, że go znam. Jednak zachęcałbym Panią raczej do przeczytania "Psychologii ewolucyjnej", to lektura dla Pani o wartości trudnej do przecenienia.
Na razie jedyne, w czym mógłbym pomóc, to wskazać błędy i nieścisłości w treści tego zadania, ale być może lepiej będzie po prostu, jeśli przepisze Pani treść zadania wiernie, zamiast przytaczać z pamięci.
Na początek proszę napisać wzór na "współczynnik dostosowania" i zastanowić się, czy mamy dość danych do jego obliczenia. Jeżeli zmienne niezależne w tym wzorze nie są zdefiniowane w "Psychologii ewolucyjnej", to proszę podać definicje tych pojęć i podręcznik w którym są one zdefiniowane. To samo proszę zrobić dla "obciążenia".
doku
|
|
| | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Czego Pani chce się w ten sposób nauczyć? Jak układać zadania? Jeżeli tylko to ułatwi panu zrozumienie tego co piszą inni to bardzo chętnie nauczę się układać zdania, aby panu pomóc.
>Jeżeli chce Pani mnie prosić o pomoc na takim forum, musi Pani użyć pojęć zdefiniowanych w podręcznikach, które znamy. Co?
>Ja podałem Pani podręcznik, który jest fundamentem mojej wiedzy dla celów tej dyskusji, to "Psychologia ewolucyjna" gdańskiego wydawnictwa psychologicznego. Jeżeli może Pani używać pojęć tam zdefiniowanych, to istnieją spore szanse, że będę mógł Pani szybko pomóc.
Dziękuję bardzo za kolejną skromną odpowiedź. Jestem przekonana, że z pańską wiedzą, na pewno jest mi pan w stanie pomóc a teraz tylko się pan droczy, że nie rozumie mojego pytania. Co ja teraz zrobię. Jutro biologia na pierwszej lekcji a ja nie odrobiłam zadania domowego. Naprawdę nie umie mi pan pomóc, czy tylko nie chce?
>Jeżeli chce Pani oprzeć terminologię na jakimś innym podręczniku, musi Pani go podać i mieć nadzieję, że go znam. Jednak zachęcałbym Panią raczej do przeczytania "Psychologii ewolucyjnej", to lektura dla Pani o wartości trudnej do przecenienia. Ale ja nie mam teraz czasu, żeby ją przeczytać. Nawet jej nie mam i co teraz? Dostanę pałę jutro a mógł pan mi pomóc, ale nie zrobił tego.
>Na razie jedyne, w czym mógłbym pomóc, to wskazać błędy i nieścisłości w treści tego zadania, ale być może lepiej będzie po prostu, jeśli przepisze Pani treść zadania wiernie, zamiast przytaczać z pamięci.
Ojej, to chyba źle spisałam z tablicy. Przepraszam najmocniej pana. Naprawdę nie chciałam. Klęczę przed panem i przepraszam składając rączki. Jestem jednak krótkowidzem i może nie wszystkie słowa dokładnie spisałam. Jeszcze raz najmocniej pana przepraszam.
>Na początek proszę napisać wzór na "współczynnik dostosowania" i zastanowić się, czy mamy dość danych do jego obliczenia. Jeżeli zmienne niezależne w tym wzorze nie są zdefiniowane w "Psychologii ewolucyjnej", to proszę podać definicje tych pojęć i podręcznik w którym są one zdefiniowane. To samo proszę zrobić dla "obciążenia".
To pan chciał w PSYCHOLOGII ewolucyjnej szukać definicji dostosowania? Pan chyba jest z 2a wtedy.
|
|
2 na 2 | Konfolut (310 punktów) | 2 Słabość pańskich modeli, pomijając brak ich poparcia w badaniach naukowych, polega na tym, że można jest zastosować do czego się chce. Osoba z zespołem Downa jako pomoc w chowaniu wnuków (mimo, że zespół ten pojawia się u rodziców, którzy wnuków nie mają i że jego przeżywalność jest dużo wyższa niż kiedyś za sprawą postępu medycyny a nie ewolucji), skłonności samobójcze eliminujące słabsze osobniki w populacji, które według pana dotyczą głównie osób z rodzin wielodzietnych a wszyscy wiemy, że samobójstwo tak samo może dotyczyć człowieka, który ma świetne warunki bytu i do tego sam sobie je zapewnił (dobre geny) jak i biednego dziecka molestowanego przez księdza. Kiedy napisałam panu jaka jest różnica między egzaptacją a adaptacją oczywiście napisał pan, że to tylko terminologiczne dywagacje (dokładnie takie same jak nazywanie podejrzanego winnym) a takie proste tłumaczenia nie są wyłącznie dywagacjami? Już napisałam o tym, że tak samo osoba z zespołem Downa może być wg mnie przystosowana głównie do roznoszenia gazet i rozpatrywanie tej sprawy z tej strony wskazuje na o wiele większe korzyści dla populacji niż pana model, który zupełnie pomija straty danej rodziny wynikające z opieki nad osobami chorymi czy choćby wstydu posiadania w swoim gronie osoby chorej (ciekawe skąd takie poczucie wstydu się bierze skoro to adaptacja)- wtedy pan to obśmiał, tyle że nie zauważył pan, że pana model opiera się na takich samych założeniach a głównie na czyjejś inwencji twórczej. Równie dobrze moja wada wzroku a mianowicie krótkowzroczność, która pewnie pana ucieszy, może być moją własną osobniczą adaptacją do pracy w małych pomieszczeniach, do pracy przy mikroskopie i przy komputerze. Sęk w tym, że nie widziałabym nic na wykładzie. Trudno nawet te pogaduchy (nie tylko o adaptacjach, ale i instynktach) nazwać modelami, bo naprawdę im do nich daleko. To pańskie przeświadczenie o nieomylności własnej wiedzy i walka z faktami i statystykami naukowymi to walka z wiatrakami. Dla mnie jest pan do pewnego stopnia zabawny, niczym "polimeraza w szale elongacji". Jednak butny ton pańskich wypowiedzi jest też drażniący. Jestem młoda i zadziorna a do tego jestem na takim jeszcze etapie nauki, że biologią się cieszę, dlatego sobie z panem rozmawiam. Nie mam na głowie finansowych zmartwień ani papierkowej roboty dotyczącej grantów. Pan natomiast kaleczy biologię i ją upraszcza. Nie mówię, że wiem wszystko, bo jasne, że nie, jak każdy, ale naprawdę widzę u pana braki w zrozumieniu podstaw mechanizmów. Zresztą nie tylko ja a osoby pewnie dla pana bardziej się liczące, bo z tytułami naukowymi, przyznają mi rację. Ja reprezentuję stronę nauki i to, co ona współcześnie mówi o danych zagadnieniach. Podpieram się doświadczeniami własnymi jak i cudzymi badaniami a pan? Co chwila poleca pan jakieś książki. Gdy byłam mała to też mówiłam o nauce przez pryzmat National Geographic, ale nawet wtedy nie twierdziłam, że jestem mądrzejsza od pani od biologii. Sprawa chorób genetycznych i mutacji, które według pana nie mają większego znaczenia ani dla populacji ani dla powstawania czy utrzymywania się chorób. Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko co w sobie nosimy jest tak zaprogramowane, abyśmy w końcu kiedyś umarli. Zgadzam się z tym. Nie jesteśmy jednak kontrolowani jedynie na poziomie danego osobnika, ale i na poziomie całej populacji lub poszczególnych populacji. Pan zawsze może napisać, że każda z mutacji jest w pewnych warunkach adaptacją- przy takich założeniach jakie pan robi to niemal wszystko może być adaptacją w danych warunkach. Posiadanie siwych włosów jest adaptacją, bo jak nagle wybuchnie wulkan i spadnie popiół to wszystko będzie szare i drapieżniki w lesie mnie nie zobaczą (adaptacja identyczna jak zespół Downa)- do tego tak samo jak pan mogę powiedzieć, że jest to funkcja dopiero w czasie powstawania, bo trzeba jeszcze czasu, aby jej pozytywne cechy się ujawniły. Bierzemy pod lupę chorobę genetyczną, żeby nie było, że upieram się przy dominujących niech będzie to zespół Taya-Sachsa ("choroba jednogenowa"). Zespół ten należy do lizosomalnych chorób spichrzeniowych- niekontrolowane odkładanie się w tym przypadku gangliozydów w lizosomach komórek nerwowych. Przyczyną tego zjawiska jest zubożenie lub zupełny brak beta-heksozaminidazy A odpowiedzialnej za degradację gangliozydów. Beta-heksozaminidaza A kodowana jest przez gen hexA na chromosomie 15. Różne nasilenie objawów jest związane z tym, że posiada 30 alleli w jednym loci, które mogą ulegać mutacji. Nie jest teraz tak, że nawet w przypadku chorób dziedziczonych jako cechy recesywne występuje jedna mutacja w danym genie. Mutacji jest bardzo dużo (dla danego genu może być nawet i 140 typów mutacji i więcej wywołujących podobne lub różne skutki). W przypadku zespołu Taya-Sachsa najczęściej dochodzi do mutacji typu insercji czteronukleotydowej sekwencji w egzonie 11, co w efekcie wprowadza kodon stopu (znak zatrzymania translacji w nieodpowiednim miejscu- w zależności od miejsca wprowadzenia kodonu stop powstaje albo białko o upośledzonej funkcji albo białka nie ma w ogóle- stąd różne nasilenia objawów). Innym częstym typem mutacji w genie hexA jest mutacja splicingowa w intronie 12 (dotyczy sekwencji niekodującej!). Każda ta mutacja może zajść de novo, ale dla chorób dziedziczonych jako cechy recesywne zachodzi ona rzadziej, bo utrzymywana jest poprzez nosicielstwo (czyli jest jakby rozpołowiona w populacji- mimo, że nie daje objawów u osobnika to faktycznie ona istnieje w populacji właśnie dzięki nosicielstwu).
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Równie dobrze moja wada wzroku a mianowicie krótkowzroczność, która pewnie pana ucieszy, może być moją własną osobniczą adaptacją do pracy w małych pomieszczeniach, do pracy przy mikroskopie i przy komputerze.Niestety, ale Pani wywody cały czas opierają się na błędnym przekonaniu, że współczesne warunki mogły mieć wpływ na to, jak ewoluował człowiek pierwotny. Żeby uzasadnić wartość krótkowzroczności, musiałaby Pani pokaza, jaką człowiek pierwotny miał z niej korzyść np. na sawannie. Musi Pani przestać myśleć w ten sposób, bo nigdy nie zrozumie Pani ewolucji. Myśląc o adaptacjach nie może Pani pozwalać sobie na skojarzenia z warunkami, w których Pani się wychowała - musi Pani wyobrazić sobie zwierzę w jego naturalnym środowisku. To samo dotyczy zespołu Downa - musi Pani umieć wyobrazić sobie warunki życia człowieka pierwotnego - w jakim wieku WTEDY kobiety miały pierwsze wnuki. Nie ma znaczenia w jakim wieku kobiety TERAZ mają wnuki. > To pańskie przeświadczenie o nieomylnościJak już napisałem, na niegrzeczności już nie odpowiadam bo jestem w PSR, dlatego kończę już teraz. Powtórzę tylko raz jeszcze - żeby zrozumieć adaptacje, trzeba patrzeć w przeszłość.
doku
|
|
2 na 2 | Konfolut (310 punktów) | 3Jak to się ma do wieku mężczyzny? Kobiet problem wieku tak samo dotyczy i należy o tym pamiętać, ale pan tu próbuje chronić starców, z punktu widzenia genetyki, i opisuje ich pan jako idealnych dawców DNA oraz obiekty zainteresowań kobiet, mimo że napisałam panu, że o Nicka Cartera babki młodsze ode mnie i starsze od pana się zabijały, gdy miał jakieś 20 lat (rocznik 1980)- dla pana jako znawcy ewolucjonizmu na pewno jest to nienormalne. Nawet seksuologowie zgodnie mówią, że najlepszy z punktu widzenia pożycia małżeńskiego (nie genetyki) jest układ, w którym mężczyzna jest 10 lat młodszy od kobiety. Dla mnie na razie wątpliwa to przyjemność współżyć z 12-latkiem, ale kiedy będę miała 40 lat to być może docenię młodzianów. U mężczyzn zdrowych, ale starszych, częściej dochodzi do mutacji DNA w plemnikach. Z tego względu zaleca się oddawanie spermy przed 30tką jak i płodzenie dzieci w wieku młodym (nie dlatego, że ktoś ma w tym jakiś interesem- to leży w interesie samych rodziców, którzy nadal często mimo wszystko są równolatkami, mimo pańskiego upierania się, że stary to mniej jary, ale lepszy- jakoś nie widać tego niesamowitego pędu kobiet do starszych panów). DNA plemników jest o wiele słabiej chronione niż DNA komórek jajowych (lokalizacja) to raz a dwa proces oogenezy i spermatogenezy przebiega inaczej. Mężczyzna produkuje stale na nowo plemniki a wiadomo im starszy tym maszyneria komórkowa działa gorzej. Doprawiając to wpływem środowiska (np. palenie papierosów- wystawianie myszy laboratoryjnych przez 12 tygodni na działanie dymu papierosowego powoduje w ich plemnikach o 70% więcej mutacji niż normalnie- mutacje są normą, ale wiek jak i czynniki środowiska znacznie podnoszą ich częstość) mamy istną klęskę. Miażdżąc pana laickie wywody i doniesienia ze świata fantazji podaję kolejne dowody- ScienceDaily:"Naukowcy z Instytutu Medycyny Genetycznej McKusick-Nathans odkryli być może czemu rzadka choroba genetyczna występuje POWSZECHNIEJ u dzieci starszych ojców". Mowa tu jest o konkretnej chorobie, na której prowadzono badania. Oryginalny tekst znajdzie pan pod adresem www.scienc(*)eases/2002/10/021018080014.htmW raporcie tym czytamy, że ryzyko mutacji w DNA plemników podnosi się znacząco między 33-35 rokiem życia (kolejny raz przyznajemy więc rację systemowi pobierania nasienia od panów przed 30tką i kolejny raz uświadamiamy sobie, że starość nie radość- panie się niech za bardzo nie cieszą, bo nam zegar tyka tak samo jak i panom). W artykule bardzo dobrze wytłumaczona jest różnica między starzeniem się komórek jajowych i plemników (akumulacja mutacji w czasie- im starszy pan tym więcej mutacji). Naukowcy dowodzą, że dla syndromu Aperta ryzyko posiadania chorego dziecka jest 6-krotnie większe dla ojca 52-letniego niż 27-letniego. Czy taki dokładny opis, wraz z analizą wyników badania, która dostępna jest pod wskazanym przeze mnie wcześniej adresem, dadzą panu do myślenia? Mam nadzieję, że słyszy pan ten głośny pstryk w pański zadufany nosek. Kolejny dowód: query.nyti(*)E1D81738F934A25756C0A962958260"Rosnąca ilość dowodów sugeruje, że mężczyźni, bardziej niż kobiety, są źródłem większości nowych mutacji w populacji i w ten sposób mogą być odpowiedzialni za te wrodzone choroby, które zdają się brać znikąd". To o czym pisałam panu tyle razy. Nie słuchał pan mnie, posłucha pan może innych naukowców. "Dowód statystyczny wspiera przesłankę, że starsi ojcowie częściej mają dzieci z wadami niż młodsi mężczyźni- powiedział dr Crow.- Przeciętnie, ojcowie dzieci, które mają nową chorobę genetyczną dominującą (ZNOWU TO, O CZYM MÓWIŁAM- mutacja de novo!) są 6 lat starsi niż ojcowie dzieci zdrowych". Nie będę tłumaczyć kolejnych zdań, ponieważ jest to dokładnie to samo, co ja panu przez cały ten wątek tłumaczę. W samym Internecie znajdzie pan wiele opisów badań, które potwierdzają to o czym stale panu mówiłam a w co pan nie wierzył i nazywał sztuczkami, mitami, kłamstwami. Jednak moi średniowieczni, według pana, wykładowcy nie są aż tacy zacofani. Może tak dla soczystości dodam pańskie słowa: "Jest bajką, oczywistą bajką. Nasienie młodych samców jest fatalnym wyborem, mówi o tym każdy podręcznik ewolucji. Pani stanowisko przypomnina kreacjonizm - z pełną powagą broni Pani absurdalnej tezy." A jakie podręczniki do ewolucji ma pan tu na myśli? Idziemy dalej. Kilkukrotnie napisał pan o tym, że choroby genetyczne nie biorą się z mutacji (lub niezwykle rzadko) a z zakażenia obcymi genami naszego genomu poprzez inne gatunki. Po raz trzeci chyba, proszę o wyjaśnienie mi tej kwestii. Skoro już pan o tym napisał a ja tego nie rozumiem to chciałabym wiedzieć o jakim mechanizmie pan tu mówi. A nuż dowiem się czegoś nowego. W jaki sposób obcy gatunek jest w stanie wywołać chorobę genetyczną innego gatunku?
|
|
 | 2 na 2 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | wystawianie myszy laboratoryjnych przez 12 tygodni na działanie dymu papierosowego powoduje w ich plemnikach o 70% więcej mutacji niż normalnie > Wyniki tych badań są sfałszowane. Myszy musiano truć czymś innym. Powtarzanie takich kłamstw jest nienaukowe i niemoralne. Adam Barycki
|
|
|  | 2 na 2 | Konfolut (310 punktów) | >wystawianie myszy laboratoryjnych przez 12 tygodni na działanie dymu papierosowego powoduje w ich plemnikach o 70% więcej mutacji niż normalnie >> >Wyniki tych badań są sfałszowane. Myszy musiano truć czymś innym. Powtarzanie takich kłamstw jest nienaukowe i niemoralne.
Nie jestem w stanie sprawdzać każdych wyników badań ani patrzeć naukowcom na ręce. Jeżeli wyniki tych badań są sfałszowane a zostały przeze mnie podane to przepraszam. Nie wprowadziłam kłamstwa celowo. Nie wiem jednak czy są sfałszowane- w jaki sposób mam to sprawdzić? Zresztą to nie jedyne wyniki badań, o których czytałam, które potwierdzają zgubny wpływ palenia nikotyny. Jeżeli to nieprawda to chętnie przeczytam wyniki badań, które przeczą tym, o których czytałam czy słyszałam. Co w takim razie podawano myszom według pana?
|
|
| |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >potwierdzają zgubny wpływ palenia nikotyny. > Nic nie potwierdzają. Ten wynik jak i te o których Pani wspomina, jak i wszystkie inne podobne, fałszuje mafia antynikotynowa, która powstała po to, żeby mnie dręczyć. Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego na całym świecie tysiące ludzi organizuje się tylko po to, żeby mi dokuczyć. Na pierwszy rzut oka Pani wydaje się nie należeć do tej mafii, a tylko przez ich działalność została wprowadzona w błąd, ale pewności nie mam, okaże się jak Pani odpisze. Natychmiast rozpoznaję mafijne knowania. Dowodem empirycznym przeczącym tym wynikom, jestem ja. Adam Barycki
|
|
| | |  | 2 na 2 | Konfolut (310 punktów) | >>potwierdzają zgubny wpływ palenia nikotyny. >> >Nic nie potwierdzają. Ten wynik jak i te o których Pani wspomina, jak i wszystkie inne podobne, fałszuje mafia antynikotynowa, która powstała po to, żeby mnie dręczyć. Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego na całym świecie tysiące ludzi organizuje się tylko po to, żeby mi dokuczyć. Na pierwszy rzut oka Pani wydaje się nie należeć do tej mafii, a tylko przez ich działalność została wprowadzona w błąd, ale pewności nie mam, okaże się jak Pani odpisze. Natychmiast rozpoznaję mafijne knowania. >Dowodem empirycznym przeczącym tym wynikom, jestem ja. >Adam Barycki
Powiem panu jedno. Nie mam pojęcia czy coś takiego jak wymieniona przez pana mafia istnieje, ani nie wiem czy substancje smoliste naprawdę szkodzą, ale rzadko bo rzadko, jednak czasami bywam w klubach, w których pod sufitem wisi papierosowa mgła. Zawsze, kiedy budzę się rano po takiej imprezie w moim nosie mam czarne kule osadzone na włoskach, które jak tylko mogły wychwyciły brud z powietrza. To samo tyczy się czarnego nalotu w uszach. Teraz tak zastanówmy się na zdrowy rozum- czy to na pewno nie szkodzi choćby samym płucom? Skoro takie substancje sklejają włoski w nosie to czemu nie orzęsiony nabłonek dróg oddechowych, który przestaje wtedy pełnić swoją funkcję. Jedna osoba dostanie wysypki po kąpieli w basenie, druga nie. Jedna nabawi się nowotworu mózgu żując gumę z aspartamem, druga nie. Jeden padnie od nikotyny, drugi nie. Jednak nie można na tej podstawie twierdzić, że dane związki są absolutnie bezpieczne.
|
|
| | | |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >nie można na tej podstawie twierdzić, że dane związki są absolutnie bezpieczne. > A właśnie, że można, są to substancje hartujące. Do tej pory nasyłali na mnie fanatyków, widać mafia zmieniła taktykę i posłała Panią. Będzie o wiele trudniej poradzić sobie, z fanatykami nie miałem problemu, ale z Panią będzie i to duży. Jestem dobrej myśli, nie zabiło mnie dziesięć cygar i dwie paczki papierosów dziennie, to i Pani mnie nie zabije tą propagandą naukową. Z tym osadem, Pani kłamie, nie wierze, że rano dłubie Pani w nosie. Jedno kłamstwo już mam, poszukam innych. Adam Barycki
|
|
| | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >>nie można na tej podstawie twierdzić, że dane związki są absolutnie bezpieczne. >> >A właśnie, że można, są to substancje hartujące. Do tej pory nasyłali na mnie fanatyków, widać mafia zmieniła taktykę i posłała Panią. Będzie o wiele trudniej poradzić sobie, z fanatykami nie miałem problemu, ale z Panią będzie i to duży. Jestem dobrej myśli, nie zabiło mnie dziesięć cygar i dwie paczki papierosów dziennie, to i Pani mnie nie zabije tą propagandą naukową. Z tym osadem, Pani kłamie, nie wierze, że rano dłubie Pani w nosie. Jedno kłamstwo już mam, poszukam innych. Słucham? Pan wie lepiej nawet czy dłubię w nosie czy nie? Dłubię w nosie i to nie tylko rano. Już panu napisałam, że jednego dana substancja zabije a drugiego nie, ale nadal według mnie nie jest to podstawą do twierdzenia, że dana substancja jest nieszkodliwa. Co to znaczy, że substancja jest hartująca? W jaki sposób hartuje? To jest tylko takie gdybanie i nie leży już w mojej gestii. Moim zdaniem wszystko może być toksyczne w danym stężeniu, tyle, że wartość progowa ponad którą stężenie jest już szkodliwe będzie różna dla każdego z nas. Tlen jest też toksyczny a bary tlenowe wcale nie należą do najzdrowszych form spędzania czasu. Należy znaleźć umiar we wszystkim. Jeżeli pan pali to niech sobie pan nadal to robi- mnie jednak pan nie zachęci do palenia, bo raz wydaje mi się, że jestem podatna na wszelkiego rodzaju używki i szybko wpadłabym w nałóg, dwa- papierosy są stanowczo za drogie (wolę sobie uzbierać na nowe części do roweru- powiedzmy paliłabym 2 paczki dziennie, liczmy jedna paczka 5.5zł to daje 77zł tygodniowo a ja za wymianę całego osprzętu zapłaciłam niedawno 250zł- w ciągu roku to jest około 4000zł- teraz widzę, że nie byłoby mnie nawet stać na palenie a za takie pieniądze jeździłabym co roku na wycieczki po świecie a nie puszczała takie pieniądze z dymem), trzy- bardzo nie lubię zapachu papierosów. Moim celem nie jest zabijanie pana propagandą naukową, bo prywatnie sądzę, że sam siebie pan zabija codziennie, ale to pana życie. Jednak gdy mówi pan tak pewnie, że nikotyna to nic, to nie będę tak tego słuchać, bo skoro nikotyna uzależnia to nie pozostaje bez wpływu nawet na naszą psychikę. Przyznam szczerze, że kiedyś się tak zastanawiałam nad wyborem pracowników do firmy i doszłam do wniosku, że nigdy nie zatrudniłabym osoby palącej, bo jest ona w pewien sposób ograniczona (ma o jedno zmartwienie więcej niż reszta). Jeżeli nawet później okazałoby się, że pali to podziękowałabym jej. Mówię to szczerze. Może pan nazwać to dyskryminacją, ale mam koleżankę palaczkę, która co 10 minut sięga po papierosa- widać, że ją to męczy jak i całe jej otoczenie.
A tak pana spytam- od ilu lat pan pali papierosy i jak tam kondycja fizyczna? Najważniejsze, że panu dobrze się żyje, ale to nie znaczy, że inny palacz też tak tkwi w zachwycie, bo znam młodych ludzi, którzy chcą rzucić a nie mogą i po wejściu na małą górkę sapią jak dziadki.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >Co to znaczy, że substancja jest hartująca? > Znaczy to, że pozwala zachować człowieczeństwo i chroni nas przed uprzedmiotowieniem innego człowieka, a tym samym siebie. > >nigdy nie zatrudniłabym osoby palącej > Uprzedmiotawiając innych, samą siebie Pani również uprzedmiotowiła. Pozbawiła się Pani sama największej wartości - współistnienia. Jak Pani chce współistnieć, jako przedmiot otoczony przedmiotami, gdybym ja miał tak istnieć, wolałbym sobie w łeb strzelić. Jeżeli chce Pani korzystać z najwspanialszego dorobku cywilizacji - człowieczeństwa - to trzeba pogodzić się z koniecznością polubienia tego, czego nie lubimy. Można też machnąć na to ręką i zostać konsumentem wszystkiego, tylko ja nie wiem po co. > >od ilu lat pan pali papierosy i jak tam kondycja fizyczna? > Tak długo, że już sam nie pamiętam. O kondycji fizycznej nie wypada mi mówić publicznie, mogę tylko dodać, że zgadzam się z Panem "dokowski". > >po wejściu na małą górkę sapią jak dziadki. > nie mogę Pani powiedzieć czy sapię, bo nigdy pod górkę nie wchodziłem. Adam Barycki
|
|
| | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Znaczy to, że pozwala zachować człowieczeństwo i chroni nas przed uprzedmiotowieniem innego człowieka, a tym samym siebie.
To jest rozmowa o niczym. Nikotyna pozwala zachować człowieczeństwo- tak, szczególnie jak rozzłoszczony palacz rzuca przekleństwami, kiedy wykład się przeciąga a on już musi wyjść "na fajkę". Filozofia niech wyląduje w innym wątku.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) |
>To jest rozmowa o niczym. > Zgadzam się, przedmiot można tak określić i na pewno nie przeklina, bo i po co. Adam Barycki
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >Filozofia niech wyląduje w innym wątku. > Albo jeszcze lepiej, na śmietniku. Adam Barycki
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > pan tu próbuje chronić starców, z punktu widzenia genetyki, i opisuje ich pan jako idealnych dawców DNA
To jest antywzorzec uczciwej dyskusji, powinno być to cytowane wszystkim użytkownikom forum, jak NIE WOLNO dyskutować.
Aby było jasne, że nie bronię starców, podałem nawet dokładny wiek mężczyzn, których traktuję jako idealnych dawców DNA: 40 lat. Podałem też wiek - 20 lat - gorszych dawców DNA, żeby nie mogła Pani fałszywie prezentować moich poglądów innym uczestnikom tego forum.
Nawet jeśli ktoś dał się Pani nabrać, to teraz już wie.
Oczywiście po takim początku post nie zasługuje na dalsze czytanie - wobec takich postów można stosować tylko jedną zasadę: "zero tolerancji".
doku
|
|
|  | | Konfolut (310 punktów) | >> pan tu próbuje chronić starców, z punktu widzenia genetyki, i opisuje ich pan jako idealnych dawców DNA >To jest antywzorzec uczciwej dyskusji, powinno być to cytowane wszystkim użytkownikom forum, jak NIE WOLNO dyskutować. >Aby było jasne, że nie bronię starców, podałem nawet dokładny wiek mężczyzn, których traktuję jako idealnych dawców DNA: 40 lat. Podałem też wiek - 20 lat - gorszych dawców DNA, żeby nie mogła Pani fałszywie prezentować moich poglądów innym uczestnikom tego forum. >Nawet jeśli ktoś dał się Pani nabrać, to teraz już wie. >Oczywiście po takim początku post nie zasługuje na dalsze czytanie - wobec takich postów można stosować tylko jedną zasadę: "zero tolerancji". Nadal nie rozumiem skąd pan takie informacje bierze. Przedstawiłam panu wyniki badań (na stronach podanych przeze mnie może pan znaleźć namiary na autorów publikacji i może pan ich osobiście spytać lub raczej w pana przypadku, pouczyć). To nie jest wymysł poradni genetycznych, że dają takie a nie inne zalecenia, o których dyskutowaliśmy. Czemu pan nadal się upiera? Skoro ja panu przedstawiłam na początku swoją wiedzę w tym temacie, następnie podparłam ją publikacjami (wynikami badań- bardzo konkretnymi, jednoznacznie tłumaczącymi problem) to niech pan pokaże swoje własne wyniki badań, bo tylko to panu zostało + teoria spisku. Tak jak jeden pan tu upiera się, że mafia antynikotynowa kłamie mówiąc o nikotynie jako związku szkodliwym tak pan kiedyś stwierdził, że promowanie młodych mężczyzn jest też pewną formą jakiegoś spisku. Nie pobiera się nasienia od starszych mężczyzn, bo jest to nieopłacalne i niebezpieczne nie tylko dla populacji, ale dla budżetu danej placówki- tłumaczyłam to wszystko. Jedni chcą mieć dzieci a drudzy chcą na tym zarobić. Ci co chcą zarobić wiedzą, że starsze nasienie nie jest dobrym wyborem, więc nie będą siebie samych narażać na problemy finansowe i na utratę klientów, którzy chcą mieć z jak największym prawdopodobieństwem zdrowe dzieci. Jeżeli nasienie od starszych mężczyzn byłoby lepsze (pomijając wszystkie wyniki badań) to by je polecano, tymczasem do oddawania nasienia zachęca się panów , najlepiej przed 30 r. życia. Nie jestem jakąś fanatyczną naukowczynią-dorobkiewiczówną. Jak na tą sprawę nie spojrzeć- czy z punktu widzenia biologii czy z punktu widzenia finansów- nasienia od starszych mężczyzn nie opłaca się pobierać. Jest to naturalne. Taka jest kolej rzeczy. Ze starszą kobietą też nie opłaca się mieć dzieci. Oczywiście istnieje coś takiego jak miłość itd., ale skoro jest to wątek o selekcji naturalnej to patrzymy na sprawę bardzo sucho. Kiedyś chciałam panu odpowiedzieć na inną pana wypowiedź, ale zjadło mi tekst. Chciałabym do tego pokrótce nawiązać. Otóż powiedział pan, że Nick Carter z Backstreet Boys cieszył się powodzeniem wśród kobiet nie ze względu na wiek a ze względu na sławę. W tym boysbandzie było aż 5 chłopców- zawsze do boysbandów wybiera się chłopców tak, aby każda pani znalazła wśród nich kogoś dla siebie- jakiś o ciemniejszej karnacji, brunet, jakiś pomiędzy i musowo blondyn o anielskiej różowej buźce- ci zawsze cieszą się największym zainteresowaniem kobiet. Jak pan to wytłumaczy? Te wszystkie babki są chore? To natura nimi tak kieruje. Po drugie, ja sama na drzwiach mam zdjęcie nagiego młodego mężczyzny, wycięte z jakiejś gazety- nie mam pojęcia kim ten mężczyzna jest, ale ma przepiękne młode ciało i twarz- podobał mi się więc go wycięła. To samo tyczy się kalendarzu kupionego dla mnie przez mamę- wszyscy młodzi, prześliczny mężczyźni. To jest naturalne, że młodość kojarzy się z chucią. Czy widział pan kiedyś jak reagują dziewczynki z gimnazjum, kiedy do tramwaju wchodzi chłopak z innej szkoły lub cała ich grupka? Dziewczęta natychmiast rozmawiają głośno, łypiąc oczami raz po raz na młodzieńców. Czemu nie są zainteresowane tymi szpakowatymi panami, których wkoło tyle? Taka jest biologia. Sama łapię się ostatnio, jako że mamy przepiękną wiosnę, że nie mogę oderwać oczu od męskich pośladków- patrzę jednak na pupy młodych chłopców. Nawet jeżeli spojrzymy na większą grupę ludzi- w mojej rodzinie nie ma małżeństwa, w którym różnica między żoną a mężem byłaby większa niż 3 lata, za to jest kilka par, w których to żona jest starsza rok czy dwa od męża. Spytałam też znajomych- ich rodzice także są albo równolatkami albo różnica jest do 3 lat (tak samo miłości moich znajomych są do roku starsze od nich samych, czasami dziewczyna starsza, czasami chłopak). Teraz rodzi się pytanie- czy wszyscy ci ludzie powariowali albo pobierali się z braku laku? Czemu w społeczeństwie jakoś nie widać tego o czym pan mówi? Jak na tę sprawę nie spojrzeć to jednak pana teoria tu nie pasuje. Oczywiście, że starszy mężczyzna (starsza kobieta) oferować może czasem lepsze warunki życia a co za tym idzie może dać kobiecie (mężczyźnie) wizję dobrego środowiska do wychowywania dzieci, z tymże najpierw te dzieci trzeba począć... Niestety nie zmuszę się nawet do próbowania zerkania na starszych panów (dla mnie starszy pan to znaczy pan koło 40tki) jako na kandydatów na moich chłopaków. Mimowolnie moje oczy opadają na młode męskie pośladki- to jest biologia, to jest silniejsze od wszystkiego. Wydaje mi się, że jest to całkiem normalne zachowanie.
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >pewną formą jakiegoś spisku. + > dla budżetu danej placówki-
Celowo wyrywam tak krótkie frazy z kontekstu, aby było łatwiej skojarzyć. A skojarzenie jest proste... daję trochę czasu...
Czy sądzi Pani, że klienci rozumieją teorię ewolucji? A może rozumieją metodę zapłodnienia in vitro? Ja sądzę, że łatwiej jest zdobyć klienta reklamą młodych, zdrowych plemników, niż informacją o sukcesie dawcy plemników - przeciętny klient nie kojarzy sukcesu z genami, każdy woli wierzyć, że wszyscy mamy równe szanse.
Epitet "spisek" jest więc krzywdzący. Oni nie chą krzywdzić klientów, chcą tylko spełnić ich oczekiwania.
>Ci co chcą zarobić wiedzą, że starsze nasienie nie jest dobrym wyborem
Wiedzą, że klienci w to wierzą, bo nie rozumieją teorii ewolucji. Nie wszyscy mają wykształcenie w teorii ewolucji. Nie wszyscy czytali "Psychologię ewolucyjną", bo to jest podręcznik akademicki.
>Ze starszą kobietą też nie opłaca się mieć dzieci.
Wyrzuć "też" a otrzymasz zdanie prawdziwe, to też wyjaśnia teoria ewolucji. Psychologia ewolucyjna wyjaśnia bardzo precyzyjnie, dlaczego inwestycja w syna, który może zapłodnić tysiąc kobiet jest bardziej opłacalna niż w najbardziej nawet udaną córkę. Dlatego właśnie zdrowie plemników jest mniej ważne dla samic niż treść DNA niesionego przwez plemnik - z jajem jest odwrotnie, ważniejsze jest zdrowie matki niż treść jej DNA, dlatego samce wolą młode samice na matki swoich dzieci.
> zawsze do boysbandów wybiera się chłopców tak, aby każda pani znalazła wśród nich kogoś dla siebie- jakiś o ciemniejszej karnacji, brunet, jakiś pomiędzy i musowo blondyn o anielskiej różowej buźce- ci zawsze cieszą się największym zainteresowaniem kobiet. Jak pan to wytłumaczy?
Nie wiem nic o boysbandach, nie wiem nawet, czy za ten element popkultury odpowiadają jakieś instynkty. Jednak intuicja mówi mi, że znów powinienem Pani przypomnieć, że nasze instynkty kształtowały się dawno temu na sawannie. Jeśli sugeruje Pani, że te boysbandy odpowiadają czemuś, co istniało kiedyś i archeologowie czy paleontologowie to opisali, to proszę o więcej informacji.
Jedyne skojarzenie ewolucyjne jakie mam z tym zjawiskiem, to sposób dobierania młodych adeptów do świątyń lub na czeladników do szamana. Wiem, że rekrutowano zwykle najpiękniejszych młodzieńców z najlepszych rodzin, a więc mimo młodego wieku można było domniemywać, że ci młodzieńcy mają cenną treść DNA, ponieważ pochodzili z dobrych rodzin.
Porównaj to teraz z moją tezą, że DNA 40-latka jest lepsze niż 20-latka przy założeniu, że nic nie wiemy o ich rodzinach.
Pamiętaj też o tym, że nawet w dzisiejszym świecie kariera wciąż mocno zależy od pochodzenia z dobrej rodziny. Łatwiej trafić do dobrej szkoły, łatwiej zarekomendować syna znajomemu znajomego, który wkręci go do bojsbandu czy innej elitarnej grupy. Kobieta instynktownie wybiera nie dlatego, że młody, ale dlatego, że wybrany.
>Te wszystkie babki są chore?
Są zdrowe, ale nieświadome, że nie o wiek tutaj chodzi
>mam zdjęcie nagiego młodego mężczyzny, wycięte z jakiejś gazety- nie mam pojęcia kim ten mężczyzna jest, ale ma przepiękne młode ciało i twarz- podobał mi się więc go wycięła.
A psychologia ewolucyjna podaje pochodzenie tego "podobania się". Przyczyną tego jest fakt, że został on wybrany i upubliczniony, nie musi Pani znać go osobiście, wystarczy świadomość, że ktoś wiarygodny już go wybrał spośród setek podobnych - a wybrał go dlatego, że ma dobre pochodzenie.
Sukces, sława itp. mówią o człowieku: "prawdopodobnie treść jego DNA jest wartościowa". Jeżeli nie ma tej informacji z tego źródła, to wiek 40-lat mówi przynajmniej tyle "moje DNA jest na tyle dobre, że gwarantuje przeżycie w zdrowiu 40-lat", a co mówi 20-latek, o którym nic nie wiemy? Mówi: "moje DNA jest nieuszkodzone, ale nie mogę gwarantować, że dożyję 25". I nie pytaj mnie zaraz, czy wiem, co to mejoza i crossing-over.
>Czy widział pan kiedyś jak reagują dziewczynki z gimnazjum, kiedy do tramwaju wchodzi chłopak z innej szkoły lub cała ich grupka? Dziewczęta natychmiast rozmawiają głośno, łypiąc oczami raz po raz na młodzieńców.
To jest rytuał zalotów i budowania pozycji, one nie próbują jeszcze pozyskać plemników. Kiedy dorosną do tego, to poszukają plemników u szefa swojego męża, nie będą podrywać chłopców ze szkoły. Psychologia ewolucyjna pozwala zrozumieć takie zachowania.
>Czemu nie są zainteresowane tymi szpakowatymi panami, których wkoło tyle?
Bo jeszcze nie chcą zajść w ciążę, chcą jedynie udowodnić koleżankom i kolegom, że są trendy.
>w mojej rodzinie nie ma małżeństwa, w którym różnica między żoną a mężem byłaby większa niż 3 lata
Chcąc zrozumieć ewolucję, trzeba patrzeć z szerszej perspektywy. Trzeba zebrać dane sprzed 100 lat i sprzed 1000 lat - instynkty się nie zmieniły. Tylko tak zebrane dane powiedzą nam coś o naszych instynktach. Jeżeli dane sprzed 10 lat odbiegają od zebranej wcześniej średniej, to znaczy, że coś się niedawno zmieniło, ale to nie instynkty się zmieniły. Ja ograniczam się tylko do głoszenia prostej prawdy, że samice instynktownie wybierają starszych, Ty zaś twierdzisz jedynie, że teraz kobiety nie kierują się już tym instynktem. Jeżeli masz rację, to czy dotyczy to wszystkich kobiet? Czy Murzyni w Afryce też zmienili swoje zwyczaje małżeńskie? Czy w Indiach i Chinach też już starsi przestali byc w cenie?
>Oczywiście, że starszy mężczyzna (starsza kobieta) oferować może czasem lepsze warunki życia
Zmieniasz temat.
doku
|
|
| | |  | | Konfolut (310 punktów) | >przeciętny klient nie kojarzy sukcesu z genami, każdy woli wierzyć, że wszyscy mamy równe szanse
Przeciętny klient liczy na to, że towar, który dostanie nie przyniesie mu problemów a problemy klienta to problemy przedsiębiorcy, który nie zaserwuje klientowi czegoś, co może sprawić mu problem. Dwa- już o tym pisałam. Plemniki zawsze są badane i bez już specjalnych oddzielnych badań, z doświadczenia naukowcy wiedzą, że plemniki starszych mężczyzn zbyt często obarczone są wadami, dlatego od razu daje się to zalecenie co do wieku dawcy, bo nie opłaca się firmom badanie nasienia, które ma o wiele większe prawdopodobieństwo posiadania wady w DNA.
>Wiedzą, że klienci w to wierzą, bo nie rozumieją teorii ewolucji. Nie wszyscy mają wykształcenie w teorii ewolucji. Nie wszyscy czytali "Psychologię ewolucyjną", bo to jest podręcznik akademicki.
Wiara i wiara. Pomylił pan wątki. Nauka a wiara to nie to samo.
>Psychologia ewolucyjna wyjaśnia bardzo precyzyjnie, dlaczego inwestycja w syna, który może zapłodnić tysiąc kobiet jest bardziej opłacalna niż w najbardziej nawet udaną córkę. Zapomniał pan o czymś bardzo ważnym. Córka dla rodziców to niemal 100% pewności, że dziecko, które urodzi jest naprawdę jej a więc niesie geny rodziców, przy założeniu, że matka nie zdradziła swego męża. Żona syna zawsze potencjalnie mogła go zdradzić, dlatego rodzice chętniej biorą na Wakacje dzieci ze strony córki. Mi nawet tata osobiście powiedział, co było nieco brutalne i zwierzęce, że moje dzieci będą zawsze mu bliższe niż dzieci mojego brata, bo one będą już obce. Wypowiedź przerażająca, ale ma silne podparcie w genetyce. Inwestycja w syna wcale nie jest bardziej opłacalna, szczególnie jeśli chodzi o ludzi. U kobiet owulacja jest niezauważalna- często same kobiety nie wiedzą kiedy jajeczkują a to sprawia, że mimo naszych fantazji erotycznych biologicznie jesteśmy ukierunkowani na monogamię, mimo że może wydawać się nam inaczej. Otóż mężczyzna sypiając z wieloma kobietami ma mniejsze prawdopodobieństwo, że pocznie dziecko niż kiedy sypia codziennie z tą samą- po to jest i miłość, kiedy to spędza się całe pierwsze miesiące z ukochanym w łóżku. Do tego zachowanie takiego mężczyzny obniża jego współczynnik dostosowania, bo podlega ocenie społecznej. Kobieta nie będzie chciała być z mężczyzną, który sypia z wieloma kobietami, więc tak naprawdę czy córka czy syn, nie ma to większego znaczenia. Potencjał jest- nie powiem nie, ale jest trudny do wykorzystania. Przy naszych skromnych, słowiańskich temperamentach chyba lepiej jest mieć córkę, która urodzi nam dwoje wnucząt, ale przynajmniej naszych wnucząt niż syna, który spłodzi nam także dwójkę wnucząt z jakąś obcą kobietą. Zresztą z tego co czytałam ostatnio np. Włosi i Włoszki mają jedną z najniższych średnich jeśli chodzi o ilość posiadania partnerów, więc nie wiem czy to przypadkiem nie jakiś mit z tymi temperamentami.
>Dlatego właśnie zdrowie plemników jest mniej ważne dla samic niż treść DNA niesionego przwez plemnik - z jajem jest odwrotnie, ważniejsze jest zdrowie matki niż treść jej DNA, dlatego samce wolą młode samice na matki swoich dzieci.
Proszę pana, treść DNA jest ważna w obu przypadkach. Bo jeżeli w jakimkolwiek garniturze haploidalnym, czy to od matki, czy to od ojca wystąpią wady to będą miały one wpływ na dziecko. Jasne, że nie zawsze, że mamy mutacje neutralne itd., ale DNA to DNA. Zarówno ojcowski jak i matczyny jest równie ważny.
>Nie wiem nic o boysbandach, nie wiem nawet, czy za ten element popkultury odpowiadają jakieś instynkty. Jednak intuicja mówi mi, że znów powinienem Pani przypomnieć, że nasze instynkty kształtowały się dawno temu na sawannie. Jeśli sugeruje Pani, że te boysbandy odpowiadają czemuś, co istniało kiedyś i archeologowie czy paleontologowie to opisali, to proszę o więcej informacji.
Sam pan pisze, że o boysbandach nie wie nic, ale ochoczo za pierwszym razem pan całość skrytykował. Oj proszę pana, proszę pana. Czym jest kultura jak nie pewnym wytworem, którego bazą jest genetyka? Oczywiście, że boysbandy odpowiadają wszystkiemu temu, co odziedziczyliśmy po przodkach i co kształtowało się przez miliony lat. Ostatnio nawet zauważyłam wśród bakterii proces, który jak dla mnie jest czystą podstawą dzisiejszego altruizmu krewniaczego, ale o tym może kiedy indziej. Zaprawdę dziwne jest to, że nie potrafi pan połączyć boysbandu z ewolucją- kilka samców mizdrzących się przed całym światem kobiet i nie tylko, próbujących zareklamować swoje geny (zupełnie jak pawiany Gelada), śpiewając piosenki o miłości i erotyzmie. Ciekawe, że zawsze te boysbandy składają się z chłopców koło 20tki. Pamięta pan Just 5? Niektórzy chłopcy mieli w czasach świetności tej grupy 15 lat. Próbowano kiedyś reaktywować Backstreet Boys i reklamowano ich wtedy jako właśnie już dojrzałych mężczyzn, ale jednak wszystko okazało się klapą. Babki też lubią młodych, bo kto nie lubi młodości? Jestem kobietą i nie potrafię wyrazić co się dzieje we mnie kiedy widzę młodego wysportowanego faceta topless biegnącego po ścieżce rowerowej. Może pan tylko sobie wyobrażać. Starsi też biegają, ale mnie nie obchodzą i nie jest to wynikiem działania spiskowców, gazet, Tv, to po prostu biologia.
|
|
| | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Porównaj to teraz z moją tezą, że DNA 40-latka jest lepsze niż 20-latka przy założeniu, że nic nie wiemy o ich rodzinach.
A pan niech to porówna z masą wyników badań, które przeczą temu. Wiek się liczy i to bardzo. Zachęcam, żeby pan podyskutował sobie z tymi naukowcami, których linki do badań zamieściłam. Może oni pana przekonają? Zachęcam także do przeczytania czegoś o cyklach komórkowych i spermatogenezie a potem o częstości mutacji choćby w właśnie w linkach przeze mnie wstawionych. Mnie już ten wątek męczy, ale to nieprawda, że starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek, więc próbuje dalej. Zresztą według pana niemal wszystko, co piszę to sztuczki, kłamstwa lub średniowieczne treści wykładowe. Jestem człowiekiem z przeszłości, więc niech pan słucha, bo wiem w takim razie więcej o tym, co kiedyś majstrowała ewolucja niż pan z wiedzą z XXI wieku. Troszkę panu zazdroszczę- tej laickiej naiwności i wiary we własny umysł popularyzatora nauki, z którą pan się w kółko kłóci i jej przeczy. Może dlatego, że jej pan kompletnie nie rozumie.
>Kobieta instynktownie wybiera nie dlatego, że młody, ale dlatego, że wybrany.
Czy jest pan kobietą? Każdy jest wybrany, skoro istnieje na tym świecie. Pan nie zrozumie tego ognia, który przeszywa mnie- kobietę, kiedy patrzę na ładnego chłopaka, którego ciało kołysze się w rytmie jazdy tramwaju. Znam go? Wybraniec jakiś? Nie, po prostu jest atrakcyjny. Dobra, o mechanizmach molekularnych wie pan mało, o genetyce populacyjnej też, ale proszę niech chociaż kobiety pan oszczędzi, bo nawet nie jest pan kobietą, ale tak samo jak wie pan lepiej od naukowców czym grozi mutacja lub czym wg pana nie grozi, to tak samo wie pan lepiej co woli kobieta. Wolnego.
>Przyczyną tego jest fakt, że został on wybrany i upubliczniony
Każdy socjolog panu powie, że wychodząc z swojego mieszkania jesteśmy już jednostkami publicznymi. Ja oglądam się za mężczyznami, którzy mi się podobają, po prostu. Czy moja mama wybrała tatę, bo był śpiewakiem operowym? Nie. Po prostu się spotkali i zakochali i tyle. Czy ja kiedykolwiek kochałam się w mężczyźnie, który był jakoś bardziej publiczny niż ja? Nie. Musi pan sobie uświadomić, że szczególnie dla młodych ognistych dziewczyn atrakcyjność fizyczna partnera ma o wiele większe znaczenie niż jego pozycja społeczna. Bo młoda dziewczyna chce mieć wysportowanego faceta, który dobrze miele językiem i taka jest naga prawda. Młoda dziewczyna nie za bardzo kalkuluje, ale starsze już tak i jest to zrozumiałe. Nie mogę mówić za wszystkie dziewczęta (pan oczywiście może), ale widzę to po sobie i moich koleżankach. Nie muszę sięgać do podręcznika, aby coś tak prostego zauważyć. Nie interesują mnie absolutnie panowie koło 40tki, bo są za starzy. Ale za 10 lat może zaczną mi się podobać. Zresztą mamy tu takie pewne zabezpieczenie- młoda kobieta chętniej pójdzie z młodzianem do łóżka, bo starszy facet kojarzy jej się... z jej ojcem. Chów wsobny, wiele tu by pisać- homozygoty, choroby recesywne...
>Mówi: "moje DNA jest nieuszkodzone, ale nie mogę gwarantować, że dożyję 25". I nie pytaj mnie zaraz, czy wiem, co to mejoza i crossing-over.
Co to jest według pana mejoza i crossing-over? Akurat z tym się zgodzę, co pan napisał, że taki pan żyje sobie 40 lat i jest sławny, więc chociaż alimenty będą dobre, ale co z tego jak są choroby genetycznych, które mają późną manifestację? Tylko wie pan, jeszcze trzeba mieć ochotę na przespanie się z takim sławnym 40latkiem. Nie jest pan kobietą, a przynajmniej mną, więc może nie zrozumie pan dlaczego wolałabym zaryzykować z młodszym. Zresztą w dobie antykoncepcji mogę oddać się po prostu czystej przyjemności z młodym fajnym facetem. Czemu mi pan tego broni? Wolę młodość i ją wybieram, tak ja zrobili to moi rodzice, rodzice moich znajomych, rodzice mojego kuzynostwa. To natura.
>Kiedy dorosną do tego, to poszukają plemników u szefa swojego męża.
To jest już jakaś brazylijska telenowela. Chyba złamał ktoś panu kiedyś serce.
>Bo jeszcze nie chcą zajść w ciążę, chcą jedynie udowodnić koleżankom i kolegom, że są trendy. A kto mówi o zachodzeniu w ciążę? Biologia pcha nas ku przyjemności, której efektem ubocznym może być ciąża. Zachowania tych dziewcząt są powiązane z seksem i to jak najbardziej. A skierowane są ku rówieśnikom. Był pan kiedyś w szkole podstawowej na obozie, albo w liceum? Jak nie, to niech pan żałuje, bo mógłby pan się wiele dowiedzieć. Ja też wcale nie chcę zajść w ciążę, bo na co mi ona. Chcę za to uprawiać seks, bo do tego pcha mnie natura, który zaciera ręce, bo przy okazji mogę zajść w ciążę a o to jej chodzi. Niestety wbrew pańskiej teorii wybieram młodych partnerów, bo nawet gdyby co to lepiej jest być z rówieśnikiem niż powiedzieć rodzinie "ten pan tam, po płotem mamo, tato, ten w waszym wieku, to ojciec mojego dziecka" o rety. To jest nawet społecznie niemile widziane a znowu skąd się bierze ocena taka a nie inna? Z genetyki.
>Chcąc zrozumieć ewolucję, trzeba patrzeć z szerszej perspektywy. Trzeba zebrać dane sprzed 100 lat i sprzed 1000 lat - instynkty się nie zmieniły.
To już panu pisałam, że nasi praprzodkowie rzadko kiedy dożywali 30tki, więc instynkt wybierania młodych mężczyzn i kobiet jest dosyć pierwotny i jak widać nie zmienił się a dzięki temu częstość chorób genetycznych utrzymuje się na stałym bezpiecznym poziomie w populacji.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Zachęcam, żeby pan podyskutował sobie z tymi naukowcami, których linki do badań zamieściłam.
Wszystko zależy od tematu dyskusji. Temat atrakcyjności dojrzałych samców jest tematem podręcznikowym, to fundament psychologii ewolucyjnej, fakt niekwestionowany przez naukowców. To że Pani nie rozumie i nie przyjmuje do wiadomości niektórych faktów biologicznych jest Pani problemem. Mogę dyskutować o wartości zespołu Downa, ale nie o wartości genów dojrzałych samców - odróżniam tematy kontrowersyjne od praw podstawowych.
>Zresztą w dobie antykoncepcji mogę oddać się po prostu czystej przyjemności z młodym fajnym facetem. Czemu mi pan tego broni?
Nie bronię Pani niczego, proszę nie brać wszystkiego do siebie, to dyskusja na tematy naukowe
>To jest już jakaś brazylijska telenowela. Chyba złamał ktoś panu kiedyś serce.
Niestety, widać że Pani wszystko bierze do siebie, na emocje, żadnej racjonalnej refleksji - miesza Pani swoją nieuporzadkowaną jeszcze wiedzę z własnymi emocjonalnymi reakcjami, zaczynam rozumieć, jakie jest źródło Pani stylu dyskutowania - wiedzę naukową traktuje Pani z czysto emocjonalnej perspektywy, stąd brak w Pani wywodach logicznych połączeń, stąd tyle niegrzeczności i fauli. Nie potrafi Pani emocji oddzielić od argumentacji. Musi Pani dojrzeć do takich dyskusji.
>A kto mówi o zachodzeniu w ciążę? Biologia pcha nas ku przyjemności, której efektem ubocznym może być ciąża.
Niestety, takie rozumienie biologii jest poniżej poziomu liceum, Pani z pewnością nie studiuje, a prawie dałem się nabrać.
doku
|
|
| | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Pani z pewnością nie studiuje, a prawie dałem się nabrać.
Nawet jeżeli nie studiuję to nie zmienia to faktu, że wiem więcej od pana i lepiej łącze mechanizmy działające w przyrodzie, choćby nawet dlatego, że znam te mechanizmy od strony świata Procariontów jak i Eucariontów. Samo studiowanie nie jest jeszcze wyznacznikiem wartości własnej wiedzy, ale tylko zapewnia to, że dana osoba zaczyna powoli widzieć jak zorganizowana jest praca naukowa, jak należy podchodzić do danych zagadnień, od czego zacząć, o czym pamiętać, jak analizować otrzymane dane i jak godzić się z porażkami, kiedy to było się przekonanym, że coś się odkryło- jest to całkiem ważne, aby zrozumieć jak mało się wie i ile kilogramów POKORY trzeba ze sobą targać.
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > znam te mechanizmy od strony świata Procariontów
Tej Pani wiedzy nie podważam. Zgódźmy się więc, że bakterie są szczytowym osiągnięciem ewolucji, są nieśmiertelne, mają najlepsze DNA, stabilne, odporne na mutacje, doskonale wyselekcjonowane przez dobór przez miliardy lat. Niech pogodzi nas chociaż podziw dla bakterii, skoro nie możemy uzgodnić podziwu dla dla męskiego nasienia. Bakterie rządzą światem i jak powiedziała Margulis, przetrwają nawet jeśli inne organizmy wyginą. My jesteśmy tylko miastami zbudowanymi przez bakterie i rządzonymi przez nie na bieżąco. Czyż nie jest piękne, że to one, nasze symbionty, bronią nas przezd inwazjami obcych bakterii o wiele skuteczniej niż "nasze" mechanizmy obronne? Bakterie, które zamieszkują "nasze" ciało, po prostu pilnują swojego miasta przezd inwazją mieszkańców innego miasta, a "nasze" mechanizmy obronne działają w służbie naszych symbiontów.
Nasze ciała są nie tylko jak miasta, są też jak okręty, które stale próbują dokonać abordażu na inny okręt. Staramy się ludzi dotykać i całować, bo nasze bakterie liczą na to, że uda im się zaatakować i opanować kolejne miasto.
Oczywiście wiem, że to nie jest takie proste, są jeszcze haploidy naszej linii zarodkowej, które jednak nie są bakteriami i trudno powiedzieć, kto bardziej rządzi, czy one czy nasze symbiotyczne bakterie. Mam nadzieję że geniusz Margulis się jeszcze nie wyczerpał i że wyjaśni nam ona jeszcze co nieco.
doku
|
|
| | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >> znam te mechanizmy od strony świata Procariontów >Tej Pani wiedzy nie podważam. Zgódźmy się więc, że bakterie są szczytowym osiągnięciem ewolucji, są nieśmiertelne, mają najlepsze DNA, stabilne, odporne na mutacje, doskonale wyselekcjonowane przez dobór przez miliardy lat. Niech pogodzi nas chociaż podziw dla bakterii, skoro nie możemy uzgodnić podziwu dla dla męskiego nasienia.
O czym pan pisze? Czy ja powiedziałam, że bakterie są szczytowym osiągnięciem ewolucji i są nieśmiertelne? Powiedziałam, że dzięki temu, że znam pewne mechanizmy do strony świata Procariotycznego jak i Eucariotycznego to pozwala mi to na lepsze zrozumienie danego zagadnienia jak i poszerza moje horyzonty. Wcale nie podziwiam bakterii. Ja niczego w świecie biologii nie podziwiam.
Przyznam też, że ta teoria symbiontów, o której poczytałam ostatnio co nieco, jest mocno naciągana, bo nie da się udowodnić, że po to słoń robi kupę, aby z ziarenka wtopionego w masy kałowe wyrosło drzewo. Pod tę teorię można podciągnąć wiele rzeczy. Po to mi wyrosły zęby takie a nie inne, aby między nimi co chwila blokował się kawałek jedzenia, z którego skorzystają moje bakterie. Według mnie każdy orze jak może. Tam gdzie jest wolna nisza ekologiczna, w której jestem w stanie żyć to tam wejdę, ale czy ta nisza ewoluowała tak a nie inaczej, abym ja tam mogła żyć? Z tymi bakteriami to też takie gdybanie. Przenoszą się, bo się przenoszą i tyle- tak bym powiedziała. Te moje domysły dotyczące prainicjacji altruizmu krewniaczego przez bakterie to też takie gdybanie. Bardziej filozoficzne niż naukowe i tę granicę trzeba dokładnie widzieć.
|
|
| | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Ty zaś twierdzisz jedynie, że teraz kobiety nie kierują się już tym instynktem.
Nie jesteśmy w stanie nie kierować się instynktami. Jesteśmy pchani przez swoją biologie i tyle. Nigdy nie powiedziałam, że rezygnujemy z instynktów i przerzucamy się na żyrafy. Tu też chodzi o zwykłe ludzkie poczucie szczęścia z drugą osobą. Miło jest być z rówieśnikiem, pośmiać się podczas wycieczki w górach z wykładowców czy powspominać dawne czasy, które są dla obojga tak samo dawne. Na co mi chłop 16 lat starszy? Nie dość, że jestem świadoma jego często już ułomnego DNA to jeszcze ciało już nie to, no bo nie to, nie da się oszukać czasu i o czym ja mam z nim rozmawiać? Zastanawiał się pan kiedyś nad tym?
>Czy Murzyni w Afryce też zmienili swoje zwyczaje małżeńskie? Myślę, że nie. Wydaje mi się, że nadal w niektórych plemionach dziewczynki są obrzezane i w wieku 12 lat gwałcone przez swych mężów. Myślę, że tu mogę przyznać panu rację. Z tymże jaki to ma związek ze świadomym ich wyborem?
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie jesteśmy w stanie nie kierować się instynktami. Jesteśmy pchani przez swoją biologie i tyle.
Istnieją jednak motywacje inne niż instynkty, nie w każdej chwili instynty sterują naszymi decyzjami.
doku
|
|
| | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> To jest rytuał zalotów i budowania pozycji, one nie próbują jeszcze pozyskać plemników. Kiedy dorosną do tego, to poszukają plemników u szefa swojego męża, nie będą podrywać chłopców ze szkoły. Psychologia ewolucyjna pozwala zrozumieć takie zachowania.Absolutnie nie zgadzam się na obrażanie kobiet i sprowadzania ich zachowań wyłącznie do instynktu. Wydaje mi się, że przesadziłeś.  Z tego, co napisałeś wynika, że kobiety zdradzają swoich partnerów życiowych ze starszymi mężczyznami i to ich dzieci rodzą. Z formy, w jakiej to przedstawiłeś wnioskuję, że uważasz to za prawidłowość. Teraz pytanie, czy piszesz to z własnego doświadczenia? Jeśli tak, to współczuję szczerze.  Jeśli nie, to na jakiej podstawia to piszesz. Badałeś DNA dzieci rodzących się w związkach małżeńskich? Przeprowadzałeś jakieś ankiety? Skąd te uogólnienia? Bo pewność - wiem. Pozdrawiam - Zbyszek
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Teraz pytanie, czy piszesz to z własnego doświadczenia? Jeśli tak, to współczuję szczerze.  Niegrzeczny styl wycieczek osobistych zamiast argumentów zbyt łatwo znajduje naśladowców. To bardzo ciekawe i irytujący zjawisko, skąd bierze się ta potrzeba naśladowania najgorszych wzorców. Powinieneś już wiedzieć, że nie podejmuję dyskusji na takim poziomie.
doku
|
|
| | | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
>Niegrzeczny styl wycieczek osobistych zamiast argumentów zbyt łatwo znajduje naśladowców. To bardzo ciekawe i irytujący zjawisko, skąd bierze się ta potrzeba naśladowania najgorszych wzorców. >Powinieneś już wiedzieć, że nie podejmuję dyskusji na takim poziomie. To wiem, znam Cię. Jeżeli Cię uraziłem - przepraszam. Moje pytanie było jednak czysto merytoryczne i dotyczyło źródła Twojej wiedzy. To tyle... Pozdrawiam - Zbyszek
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jeżeli Cię uraziłem - przepraszam.
Nie uraziłeś mnie, nie przywołałeś żadnych przykrych wspomnień. Nie przeprosiny, ale poprawa stylu jest właściwym rozwiązaniem.
>Moje pytanie było jednak czysto merytoryczne i dotyczyło źródła Twojej wiedzy.
Autor nazywa się Robin Baker, a tytuł "Wojny plemników"- to jest wiedza z pierwszej ręki, nie wszyscy ufają odkrywcom, jeśli tak jest z Tobą, to streszczenie tego zjawiska prawdopodobnie znajdziesz w podręczniku "Psychologia ewolucyjna"
doku
|
|
| |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
>Nawet jeżeli spojrzymy na większą grupę ludzi- w mojej rodzinie nie ma małżeństwa, w którym różnica między żoną a mężem byłaby większa niż 3 lata, za to jest kilka par, w których to żona jest starsza rok czy dwa od męża. Spytałam też znajomych- ich rodzice także są albo równolatkami albo różnica jest do 3 lat (tak samo miłości moich znajomych są do roku starsze od nich samych, czasami dziewczyna starsza, czasami chłopak). Teraz rodzi się pytanie- czy wszyscy ci ludzie powariowali albo pobierali się z braku laku? Czemu w społeczeństwie jakoś nie widać tego o czym pan mówi? A ja jestem starszy od żony o dziewięć lat, moja córka ma chłopaka starszego od siebie o dziewięć lat. Z kolei moja siostra ma męża młodszego od siebie o siedem lat, a jej syn ma żonę starszą od siebie o osiem lat. Czyli pomieszanie z poplątaniem...
>Mimowolnie moje oczy opadają na młode męskie pośladki- to jest biologia, to jest silniejsze od wszystkiego. Wydaje mi się, że jest to całkiem normalne zachowanie. Wcale się nie dziwię - nie zapomnij jednak, że istnieje coś takiego, jak uczucie zwane miłością. Wtedy wiek nie jest już najistotniejszym kryterium...
Pozdrawiam - Zbyszek
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Konfolut (310 punktów) | >Wcale się nie dziwię - nie zapomnij jednak, że istnieje coś takiego, jak uczucie zwane miłością. Wtedy wiek nie jest już najistotniejszym kryterium...
Właśnie. Bardzo dobrze, że pan o tym napisał, bo wczoraj dowiedziałam się, że znajoma mojej koleżanki ma męża 16 lat młodszego. Ale sobie złowiła kobita! Są ze sobą 7 lat a on nadal nie ma nawet 30lat. Ta miłość.
Tyle że my tu spieramy się na polu genetyki. Genetycznie rzecz biorąc starszy mężczyzna ma częściej zmutowane DNA plemników (ma to ścisły związek z pojawianiem się wad u dziecka i utrzymywaniem się chorób genetycznych w populacji) a kobieta starsza ma z kolei ułomny system autoaborcji (dziecko obarczone wadami rodzi się, mimo że u zdrowej młodej kobiety z większym prawdopodobieństwem płód obumarłby), bo starość nie dotyka wyłącznie naszych lic. Ja w tym wątku bronię porad udzielanych przez genetyków, bo opierają się one na wynikach badań naukowych. Nie jednego czy dwóch naukowców a całych zakładów/katedr pełnych ludzi znających się na rzeczy. Pewne ułomności fizjologiczno-genetyczne pojawiające się wraz z wiekem wcale nie przeszkadzają natomiast w zakochiwaniu się. Nie zgadzam się po prostu z teorią, że starszy mężczyzna (czy kobieta) jest lepszym kandydatem na bycie rodzicem, bo badania genetyczne (nawet te kilka, które zamieściłam) jasno pokazują, że nie. Myślę jednak, że my wszyscy podświadomie czujemy to.
|
|
| | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
>Właśnie. Bardzo dobrze, że pan o tym napisał, bo wczoraj dowiedziałam się, że znajoma mojej koleżanki ma męża 16 lat młodszego. Ale sobie złowiła kobita! Są ze sobą 7 lat a on nadal nie ma nawet 30lat. Ta miłość. Jak to dobrze, że moja żona zakochała się we mnie - takim dziadku...
>Tyle że my tu spieramy się na polu genetyki. No właśnie - czy aby na pewno? Zauważyłem, że dokowski operuje raczej pojęciami z zakresu psychologii ewolucyjnej. W tym układzie można by się z nim zgodzić. Ty, z kolei faktycznie argumentujesz na bazie genetyki(patrz niżej) >Nie zgadzam się po prostu z teorią, że starszy mężczyzna (czy kobieta) jest lepszym kandydatem na bycie rodzicem, bo badania genetyczne (nawet te kilka, które zamieściłam) jasno pokazują, że nie. Myślę jednak, że my wszyscy podświadomie czujemy to. Nawet na pewno... I tu zgadzam się z Tobą całkowicie.
Podsumowując. Uważam, że trudno się dogadać, mówiąc różnymi językami.
Pozdrawiam - Zbyszek
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
| | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >Zauważyłem, że dokowski operuje raczej pojęciami z zakresu psychologii ewolucyjnej. W tym układzie można by się z nim zgodzić. >Ty, z kolei faktycznie argumentujesz na bazie genetyki
Tylko tak naprawdę genetyka i mechanizmy ewolucyjne opierają się na tym samym- na genach (w swych podstawach podstaw), więc na zdrowy rozum powinny prowadzić do podobnych wniosków. Według mnie prowadzą, tyle że nie wszyscy tu rozumieją związki między pewnymi zjawiskami i upraszczają i tak już pewne schematy przedstawiane w tym wątku po to, aby był on mniej więcej ogólnie rozumiany. Obawiam się, że psychologia nie wyjaśni za wiele. Nawet jeśli jest to psychologia ewolucyjna, bo ona opiera się mniej na badaniach a bardziej na pewnych domniemaniach, które jak widać nie mają poparcia w badaniach naukowych. Nie chcę powiedzieć, że badania naukowe są pewną wyrocznią (nawet jeśli prywatnie tak uważam), ale według mnie są co najmniej pewniejszym źródłem informacji niż teorie pochodzące z pola psychologii. Psychologia też może pochwalić się badaniami, ale w innej sferze, w tej mniej molekularnej a skoro mówimy o genach to powinniśmy przytaczać wyniki badań molekularnych, które wskazują na prawdziwość opisywanych mechanizmów ewolucyjnych. Ewolucjonizm i genetyka są ze sobą ściśle połączone i wcale sobie nie przeczą, tyle że to trzeba umieć zauważyć a skoro niektórzy nie rozumieją mechanizmów mutacji to w jaki sposób mają zrozumieć ich znaczenie dla osobnika czy populacji i w jaki sposób mogą zauważyć jak mają się one do danego mechanizmu ewolucyjnego? Wszystko co ma swe podstawy genetyczne (jest warunkowane ekspresją zachodzącą z danej/danych sekwencji) może być rozpatrywane w kategorii doboru naturalnego. A co nie ma takich podstaw?
|
|
6 na 6 | Konfolut (310 punktów) | 4 6-krotnie wymienia pan Robina Bakera jako jednego z dwóch ekspertów, których tytuły książek pan tu przytacza. Książki te jednak tylko popularyzują naukę, są naprawdę mało naukowe. Sam Robin Baker, o czym już po części wspomniałam był do roku 1996 starszym wykładowcą zoologii w Manchesterze. 2 razy odsyłał pan uczestników tej rozmowy do "Wojen dziecięcych" a 1 raz do "Wojen plemników". Nie dziwię się teraz dlaczego w panu tyle agresji. Za dużo książek wojennych się pan naczytał. Mi na przykład polecił pan gorąco "O pochodzeniu cnoty" Ridleya. O, proszę "Odsyłam do dwóch książeczek "O pochodzeniu cnoty" i "Umysł w zalotach". Jeżeli cała pana wiedza pochodzi z książek tego typu to niestety nie jest to nawet solidna podstawa do rozmowy w tym temacie. To jedynie mglisty zarys tej podstawy. Matthew Ridley nie jest nawet biologiem a biznesmenem. Karol Darwin także nie był biologiem (uczęszczał jedynie na część wykładów), ale przyzna pan, że trafić na takiego drugiego Darwina to jak być starszym mężczyzną bez mutacji w DNA plemników. Patrzę tak, co pan jeszcze tu napisał ciekawego. Dużo by tu można było powybierać. Choćby to :" Jeeli np. geny wścieklizny zmuszają zwierzę do gryzienia, to jest to efekt ich fenotypu rozszerzonego, a nie instynktu symbiotycznego." Czy wie pan, że wścieklizna jest chorobą wirusową? Nie ma czegoś takiego jak genów wścieklizny. Choroba jest wywoływana przez Lyssavirus, który należy do rodziny Rhabdoviridae z rzędu Mononegavirales. Na pana nieszczęście jeszcze pamiętam z wykładów biologii molekularnej wirusów zwierzęcych, że charakterystyczną cechą tego rzędu jest jednoniciowy genom RNA... Mógłby pan odnieść sukces w tym wątku, gdyż pisze pan pewnie, ładnie formułuje myśli i dla człowieka niezorientowanego pańskie wypowiedzi są naprawdę wiarygodne. Jest pan kimś na wzór kwiaciarza, który stosując odpowiedni język zaczął udawać stolarza dla dowartościowania się. Mnie pan nie przekonał. Czy zdaje sobie pan sprawę, że to co pan wypisywał w tym wątku jest pewną formą oszustwa? Na początku można było sądzić, że po prostu się pan myli, ale w miarę przedstawiania przeze mnie dowodów ze świata nauki pan nie zmieniał swojego przepewnego stanowiska. Dobrą stroną pańskiego fenomenu jest to, że nikogo pan nie krzywdzi. Chyba, że jakieś dziecko w liceum przeczytało pana wypowiedzi i dostało laczę ze sprawdzianu z biologii. Przynajmniej takie dziecko wie, że więcej panu nie zaufa. Co jednak, gdyby udawałby pan lekarza i jeździł po Polsce "lecząc" ludzi? Z taką samą pewnością siebie i wiarą we własne "ja" stawiałby pan diagnozy i polecał terapie, z jaką wypowiada się pan tu o mechanizmach zachodzących w populacji czy w jądrze komórkowym. Nie słucha pan nikogo, pomija milczeniem argumenty przedstawiane przez drugą stronę i jest pan przy tym wszystkim bardzo niemiły. Czyje zachowanie wydaje się teraz panu infantylne? Moje? Czy pana? Czyje zachowanie jest śmieszne, irracjonalne, upośledzone i żenujące? Młodej studentki, która jak tylko może próbuje wyrzucić ma wierzch prawdę z tej plątaniny pańskich błędów? Czy dorosłego mężczyzny, który nie mając podstaw zagadnień, o których się rozpisuje próbuje chyba już tylko samemu sobie udowodnić, że cokolwiek jego wiedza znaczy. Aby tego było mało jest pan absurdalnie bezczelny jawiąc się tu jako znawca tematu z większą pewnością siebie niż ma jakikolwiek naukowiec, który spędził 20 lat badając populację ryb w jeziorze i 10 lat wykładając genetykę populacyjną. Moim zdaniem powinien pan przeprosić i mnie za to, że wysuwał pan w stosunku do mnie bezpodstawne oskarżenia dotyczące chronienia interesów jakiejś wydumanej przez pana firmy, jak i wszystkich czytających ten wątek. Tylko w ten sposób zachowa pan swój honor.
Dokowski: "Jestem nickiem - głosem racjonalnej i logicznej argumentacji, demaskatorem błędów i absurdów, popularyzatorem najnowszych odkryć w naukach przyrodniczych"
|
|
 | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
Jestem pełen szacunku i uznania dla zaangażowania z jakim usiłuje Pani prostować kręte ścieżki rozumowań dokowskiego i stylu w jakim to Pani robi.
Serdecznie pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jestem pełen szacunku i uznania dla zaangażowania
To rozumiem, też cenię zaangażowanie.
> i stylu
Czy teraz, po moich odpowiedziach, już rozumiesz, jak dałeś się nabrać?
Ocena formy wypowiedzi - tę umiejętność każdy moderator powinien stale rozwijać. Mam nadzieję, że sporo Ci pomogłem i jeszcze pomogę.
Aha, zwróć jeszcze uwagę na ilość tekstu dotyczącego moich personalnych cech - ile tekstu jest o mnie a ile o meritum - sama ta proporcja powinna uruchomić dzwonek alarmowy w Twojej głowie: "czy na pewno to jest ten styl, który tygrysy lubią najbardziej?".
... i ta stara jak świat (forumowy) sztuczka: "do dokowskiego", w cudzym wątku, mógłbym tego w ogóle nigdy nie przeczytać! Moderator powinien takie rzeczy zauważać - faul jest faulem, nawet jeśli ktoś uderzył poniżej pasa niechcący, nawet jeśli piłkarz nie chciał złamać nogi przeciwnikowi... nie wypada klaskać za zaangażowanie faulującemu akurat wtedy, gdy fauluje.
doku
|
|
 | 1 na 1 | radek (767 punktów) | Napisze krotko: Dobre
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > geny wścieklizny zmuszają zwierzę do gryzienia, to jest to efekt ich fenotypu rozszerzonego, a nie instynktu symbiotycznego."
O, jest jakiś fragment merytoryczny, mogę się więc ustosunkować.
>Czy wie pan, że wścieklizna jest chorobą wirusową?
Wiem
> Nie ma czegoś takiego jak genów wścieklizny.
Są. Geny te są niesione przez wirusy.
>jeszcze pamiętam z wykładów biologii molekularnej wirusów zwierzęcych, że charakterystyczną cechą tego rzędu jest jednoniciowy genom RNA
Ten genom właśnie koduje geny wścieklizny.
Jedną z cech fenotypu wścieklizny jest gryzienie innych zwierząt - jest to sposób rozprzestrzeniania się tych genów. Taki fenotyp Dawkins nazwał "fenotypem rozszerzonym", gorąco polecam go jako lekturę. Jeżeli lis zarażony wścieklizną atakuje psa, to nie jest to cecha (fenotypu) lisa, jest to cecha wirusa wścieklizny, a lis jest w tym wypadku tylko maszyną w służbie genów wirusa.
> Jest pan kimś na wzór kwiaciarza, który stosując odpowiedni język zaczął udawać stolarza dla dowartościowania się. Mnie pan nie przekonał. Czy zdaje sobie pan sprawę, że to co pan wypisywał w tym wątku jest pewną formą oszustwa?
To co Pani robi jest manipulacją, zupełnie przypadkiem trafiłem na te Pani posty, adresowane nie do mnie, a do innych, mające na celu oszukać czytelników i mnie oczernić. Prawie się Pani udało, bo nie przyszło mi do głowy szukać postów o mnie podczepionych do cudzego postu.
Parę osób dało się nabrać.
>Dokowski: "Jestem nickiem - głosem racjonalnej i logicznej argumentacji, demaskatorem błędów i absurdów, popularyzatorem najnowszych odkryć w naukach przyrodniczych"
Na szczęście wbrew intencji zacytowała Pani coś wartościowego, co jest prawdą o mnie. Nie jestem nieomylny, jak Pani insynuowała, nie jestem autorytetem. Nie jestem nawet obrońcą nauki ani prawdy, gdyż mam pewność, że nauki (przyrodnicze) i prawda same się bronią.
Moim celem jest zachęcić innych do myślenia, do czytania, szczególnie tego, co dotyczy najnowszych odkryć. Nie piszę banałów, prawd ogólnie znanych, wybieram z moich lektur treści, które są niezgodne z wiarą i mitami, w które wierzy większość ludzi, zdaję sobie sobie sprawę, że osoby o klasycznym wykształceniu będą protestować.
Teoria fenotypu rozszerzonego mówi np. że nasze kontakty fizyczne, witanie się przez podanie rąk, całowanie, głaskanie, przytulanie, wymiana śliny podczas pocałunku itp. są zachowaniami sterowanymi przez geny naszych symbiontów, a my jesteśmy tylko maszynami służącymi do ich rozprzestrzeniania. Wyciąganie ręki na powitanie jest w istocie zachowaniem takim samym, jak atak na psa przez agresywnego lisa zarażonego wścieklizną - jest to zachowanie wynikające z tego, że obce geny przejmują kontrolę nad innym organizmem... a przecież nie obce bo nie cudze - bo wg teorii Margulis jesteśmy organizmami symbiotycznymi, a więc nasze symbionty są w istocie częścią naszej ludzkiej natury, w przeciwieństwie do genów wścieklizny, które nie są częścią natury lisa.
W obydwu jednak przypadkach, to nie geny jądrowe sterują tymi zachowaniami, ale geny bakterii, wirusów i innych organizmów - w pewnym sensie "nie ludzkie".
Ja nikogo nie oszukuję na tym forum, piszę otwarcie kontrowersyjne tezy, i każdy widzi, że piszę to w takiej formie, żeby wręcz prowokować do sprzeciwu, żeby żadna moja teza nie wśliznęła się po cichu do umysłu czytelnika, żeby zawsze znalazł się ktoś, kto spróbuje jakoś podważyć ...
Chcę obudzić umysły śpiące:
Myślcie!
Polemizujcie!
Czytajcie więcej!
A na zakończenie to co najważniejsze: czyli obrona książek popularnonaukowych. Niech z tego wątku przede wszystkich zostanie Wam w głowach, że nawet nobliści pisali książki popularnonaukowe. Im większy naukowiec, im wybitniejszy, im mądrzejszy i lepszy jako człowiek, tym większą wagę przykłada do swojej twórczości popularnonaukowej. Wielu największych, np. Feynmann, pisali o tym, jak ważne jest, żeby pisać i czytać teksty popularnonaukowe, że każdy dobry naukowiec musi czytać, oprócz tekstów naukowych ze swojej specjalizacji, także teksty popularnonaukowe kolegów z innych dziedzin. Książki popularnonaukowe wielkich odkrywców, takich jak Margulis czy Baker, są warte więcej niż rozprawy doktorskie naukowców przeciętnych.
Co więcej, wiedza "naukowa", która nie ma dobrego przełożenia na literaturę popularnonaukową, jest przez największych naukowców uważana za podejrzaną delikatnie mówiąc. To znów chyba pisał Feynmann, że prawda ma tę cechę, że jest możliwa do przyswojenia przez dyletanta - że teoria, która nie daje się wytłumaczyć przystępnie w sposób popularny, albo jest teorią błędną, albo ten, kto nie potrafi jej wytłumaczyć, po prostu jej nie rozumie.
Nie można w sprawach naukowych ufać tym, którzy okazują jawną pogardę najwybitniejszsym dziełom popularnonaukowych. W tym nie ma nic osobistego. To obrona jakości Waszego myślenia - nie dajcie się nabrać argumentacji, która zawiera w sobie pogardę dla literatury popularnonaukowej!
doku
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Warto dodać... | >dobry naukowiec musi czytać, oprócz tekstów naukowych ze swojej specjalizacji, także teksty popularnonaukowe kolegów z innych dziedzin.
Zapomniałem napisać, że aby to było możliwe, na zasadzie wzajemności, każdy dobry naukowiec, jeśli jest uczciwy, powinien sam też pisać literaturę popularbonaukową dla naukowców z innych dziedzin. Warto pamiętać, że literatura popularnonaukowa ma służyć nie tylko popularyzacji nauki, ale także ma na celu uzupełniać wiedzę innych naukowców i poszerać ich horyzonty.
Jeżeli jesteś naukowcem i to czytasz, to weź sobie do serca to pytanie:
Czy odwdzięczyłeś się już ludziom za te wszystkie lektury, które kiedyś przeczytałeś i które zachęciły cię do uprawiania nauki? Czy napisałeś już jakąś rzetelną książkę popularnonaukową dla młodych czytelników, którzy pójdą w twoje ślady?
doku
|
|
|  | | Konfolut (310 punktów) | Odp: Wspomaganie naturalnej selekcji, to uprawniona medycyna!! | > (...) gdyż mam pewność, że nauki (przyrodnicze) i prawda same się bronią.
No właśnie- to czemu atakuje pan wyniki badań naukowych?
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >No właśnie- to czemu atakuje pan wyniki badań naukowych?
Ja ich nie atakuję, ja je przytaczam. Przytoczyłem np. wynikim badań, które mówią, że samice wolą starszych samców, przytoczyłem dane na temat samobójstw, wszystko to może Pani znaleźć np. w podręczniku akademickim "Psychologia ewolucyjna", skoro gardzi Pani literaturą popularnonaukową.
doku
|
|
| | |  | | Konfolut (310 punktów) | >>No właśnie- to czemu atakuje pan wyniki badań naukowych? >Ja ich nie atakuję, ja je przytaczam. Przytoczyłem np. wynikim badań, które mówią, że samice wolą starszych samców, przytoczyłem dane na temat samobójstw, wszystko to może Pani znaleźć np. w podręczniku akademickim "Psychologia ewolucyjna", skoro gardzi Pani literaturą popularnonaukową.
Czy jest pan samicą, aby wypowiadać się w imieniu samic?
Czemu wtedy jednak mówiąc o kwestii nasienia przeczy pan badaniom naukowym? Jeżeli znowu napiszę o częstości mutacji w DNA plemników po 30tce to kolejny raz usłyszę, że nijak to ma się do chorób genetycznych i jest tak mało ważne, że można uznać iż nie istnieje. Nie zna pan podstawowych mechanizmów molekularnych, których nie tłumaczy ani psychologia ewolucyjna, ani żadna książka popularnonaukowa. Pańskie teorie czy teorie autorów, których pan wymienia to dla mnie tylko takie gdybania nie wnoszące żadnych konkretów. Ja natomiast podałam konkretne wyniki badań- skoro nauka według pana sama się broni to po co pan z nią walczy? Po drugie może wcale nie trzeba znać mechanizmów molekularnych a wystarczy się rozejrzeć. Wszyscy się starzejemy, na siłę próbując oszukać innych i samych siebie. Farbujemy sobie włosy, robimy liftingi, żyjemy coraz dłużej i coraz dłużej udaje nam się żyć w zdrowiu. Okres reprodukcyjny też się wydłuża, ale nie znaczy to, że mamy płodzić dzieci aż do śmierci i nie znaczy to, że starsi ludzie są seksowni dla młodszych, bo niech pan mną potrząśnie, ale nie- nie zmieni to mojego płciowego ukierunkowania na młodość.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czy jest pan samicą, aby wypowiadać się w imieniu samic?
Nauka nie ma płci
doku
|
|
| | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | >>Czy jest pan samicą, aby wypowiadać się w imieniu samic? >Nauka nie ma płci
Mówi pan przez pryzmat nauki (próbuje pan) o samicach. Nauka nie jest nieomylna tak jak pan- niech ma pan to na uwadze. Lepiej więc zapytać wprost samicy jak czuje. Chyba dana osoba lepiej wie czego pragnie niż pańska teoria.
Teoretycznie w stanie represji w pewnym układzie plazmidowo-komórkowym powinno być mniej produktu białkowego niż w stanie indukcji. Teoretycznie. Ciekawe jednak czemu w praktyce to rzadko się zdarza.
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Lepiej więc zapytać wprost samicy jak czuje. Chyba dana osoba lepiej wie czego pragnie niż pańska teoria.
Już nawet psychologia klasyczna odrzuciła metodę introspekcji jako wiarygodną metodę badawczą. Wiedza bananego nie jest przedmiotem badań. Badany wie lub nie wie, a jeśli nawet wie, to może skłamać. Mówimy o badaniach, dla których ta wiedza, o której Pani pisze, jest bezwartościowa z naukowego punktu widzenia. Biologia ewolucyjna jest ścisłą nauką przyrodniczą, która na swój specyficzny sposób wykorzystuje wiedzę osób badanych, nigdy tak, jak Pani pisze "Chyba dana osoba lepiej wie czego pragnie".
Zagadnienie: "czy dana osoba wie, czego pragnie?" może być przedmiotem badań. Nawet jeśli w wyniku takich badań naukowcy by wyselekcjonowali osoby, które naprawdę wiedzą, czego pragną, to nadal nie można by wiedzy tych osób wykorzystywać do formułowania twierdzeń naukowych, ponieważ ich nieomylność i prawdomówność nie muszą być cechą trwałą.
Czy wie Pani, jak starannie prestidigitatorzy przygotowują swoje numery? Jak słynni uzdrowiciele aranżują swoje sukcesy? Jak sławni stygmatycy wywołują stygmaty? Ile lat i jak starannie sławni telepaci i psychokinetycy przygotowują się do "esperymentów" mających potwierdzić ich zdolności? Żaden jeszcze z tych hochsztaplerów nie zgodził się na powtórkę w innym laboratorium, żeby potwierdzić pozytywny wyniki, wszyscy nieodmiennie są wyczerpani na całe lata tym wielkim wysiłkiem. A eksperyment musi być powtarzalny.
Proszę sobie teraz wyobrazić instytut, który przez lata testował wiarygodność badanych, żeby przywrócić metodę introspekcji do łask. Jaką mamy gwarancję, że nie jest to z góry zaplanowane hochsztaplerstwo? Trzeba by później tych wyselekcjonowanych przekazać do innego, niezależnego instytutu, żeby powtórzył on badania wiarygodności tych osób. W dodatku trzeba by to zrobić tak sprytnie, żeby co badani wierzyli, że to już koniec testów, że juz zaczynają pracę. A żeby w to uwierzyli, trzeba by takie badania powtórzyć kilka razy, żeby wreszcie naprawdę uwierzyli, że to już koniec testów.
Współczesna nauka woli odrzucić metodę introspekcji niż prowadzić tak kosztowne badania, szczególnie że naukowcy coraz sprytniej radzą sobie bez tej metody.
doku
|
|
| | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Ale to jest nudne. Wyjeżdżam i nie będzie mnie przez jakiś czas na forum- to dobra szansa dla pana, aby poczytać coś z genetyki populacyjnej i ewolucyjnej- zrozumieć adaptacje i dostosowanie, obciążenia i dryf mejotyczny. Może wtedy znowu wrócimy do rozmowy o nauce a nie do bitwy kto lepiej pisze i kto wydaje się mądrzejszy. Zachęcam też pana do nabrania pokory. Na razie jest pan twardym reprezentantem SSS- czy w podręczniku do Psychologii Ewolucyjnej jest ten skrót rozwinięty, czy może jednak warto sięgnąć do wiedzy z zakresu genetyki populacyjnej?
Niech pan weźmie sobie do serca to, co napisałam specjalnie do i dla pana. Niech pan sobie uświadomi kilka rzeczy. Fajnie jest być mądralą, ale trzeba nim być z głową. Nawet nie zdaje sobie pan sprawy ile dostaję maili od ludzi, którzy nie biorą udziału w tym wątku a jedynie go czytają (+ maile od osób "czynnych" tutaj). Te maile są o panu. Ich treści wyśmiewają i poniżają pana. Może rzeczywiście jest pan osobą myślącą, ale kreuje się pan na wyrocznię, naukową wyrocznię. Po co pan to robi, szczególnie, że nie ma pan wiedzy w danym temacie? Ja też w pewnym sensie jestem popularyzatorką nauki, ale nie na sposób agresywny, brzydki, niemiły. Pan w tym wątku oszukuje i kłamie i ja to wiem i to mi wystarczy.
Może pan naprawdę pisać o mnie co się panu podoba- że mam firmę i bronię jej interesów, że moi wykładowcy to dinozaury, że nie jestem studentką. Jednak o nauce nie może pan pisać bzdur, bo ona sama się broni, tak jak pan zauważył, i to od niej dostaje pan najmocniej po twarzy. Dobrze, po nosku, żeby nie było brutalnie.
... jak flaki z olejem ...
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ale to jest nudne.
To tylko nie jest proste, ale powinna Pani spróbować coś z tego zrozumieć, naprawdę warto.
>bitwy kto lepiej pisze i kto wydaje się mądrzejszy.
To mnie nie interesuje. Mnie zależy np. na tym, żeby coraz więcej ludzi rozumiało teorię ewolucji. Każda okazja jest dobra, żeby wrócić do podstaw i przypomnieć o nich. Pani uparte odrzucanie ewolucjonizmu i zaprzeczanie powszechnie znanym faktom, eksperymentom i obserwacjom naukowym, Pani walka przeciwko wiedzy podręcznikowej jest dobrą okazją przypomnienia innym o podstawowych faktach teorii ewolucji, choćby o tym, że samice grupują się wokół dojrzałych samców, a nie wokół młodych, czasem tworząc haremy.
Przyczyną tego jest ewolucyjnie wyższa wartość DNA dojrzałych samców. Samice wolą starszych samców mimo, że ich DNA może być bardziej uszkodzone przez mutacje niż DNA samców młodszych, jak sama Pani to już tyle razy podkreśliła. A jednak samice wolą zostać zapłodnione przez samca starszego. Zaprzeczając faktom daje Pani okazję do ponownego pokazania ich palcem, dzięki temu wzrasta liczba ludzi, którzy za tym palcem spojrzą i zobaczą to, o co nam, racjonalistom chodzi - zobaczą prawdę i sami ją ocenią, może sami przeczytają coś o haremach i w ogóle o teorii ewolucji.
>Nawet nie zdaje sobie pan sprawy ile dostaję maili od ludzi, którzy nie biorą udziału w tym wątku a jedynie go czytają (+ maile od osób "czynnych" tutaj). Te maile są o panu. Ich treści wyśmiewają i poniżają pana.
Ucieka się Pani do rozpaczliwych kłamstw i fauli. A może jest Pani jak młody słoń w składzie porcelany? Czy Pani wie, że to co Pani zrobiła, to jedno z najgorszych przestępstw wg tzw. "netykiety"? Po takim opisaniu na forum swojej rzekomej prywatnej korespondencji nikt kulturalny już nie będzie z Panią dyskutował, ani nikt nie napisze do Pani maila. Musi Pani teraz zmienić nick, bo przypuszczam, że żadne przeprosiny tutaj nie pomogą.
I pomyśleć, że akurat po takim pięknym poście o wadach metody introspekcji Pani napisała najpaskudniejszy post, jaki na tym forum dotychczas widziałem. Szkoda...
doku
|
|
| | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>A jednak samice wolą zostać zapłodnione przez samca starszego
Podstawowy błąd jaki popełniasz to uznanie, że najważniejszym (o ile nie jedynym) kryterium jakim kierują się kobiety przy wyborze stałego partnera jest jakość jego genów.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Podstawowy błąd jaki popełniasz to uznanie, że najważniejszym (o ile nie jedynym) kryterium jakim kierują się kobiety przy wyborze stałego partnera jest jakość jego genów.
Ponieważ tak nie sądzę, a ufam sobie, więc bez sprawdzania mogę stanowczo zaprzeczyć: nie napisałem, że to jest najważniejsze kryterium ani nigdzie nie dałem tego do zrozumienia. Przeciwnie, np. jawnie podkreślałem nie raz, że nie zawsze kierujemy się instynktami. W polemice w tym wątku stoję akurat po przeciwnej stronie - po stronie tych, którzy wierzą, że nie wszystko robimy kierując się instynktami.
Po drugie, czyniłem wyraźne założenie, też w kilku miejscach to napisałem, że wybór dojrzałego mężczyzny jest dla sukcesu reprodukcyjnego lepszy w warunkach braku innych danych. Kiedy kobieta zna zalety i wady konkurentów, i zna ich rodziny, wtedy często kieruje się tą właśnie wiedzą. Nie wątpisz chyba, że większość kobiet ma taką wiedzę.
doku
|
|
| | | | | | | | |  | | Konfolut (310 punktów) | Wróciłam. Chce pan więc nauczać ewolucji?
>Pani walka przeciwko wiedzy podręcznikowej (...) Wiedzę podręcznikową mam dosyć dużą a to, że stykam się z nauką każdego dnia, pozwala mi zauważyć jak często wiedza teoretyczna mija się z praktyką. Sama polecałam panu Genetykę molekularną Węgleńskiego. Czyżbym dlatego ją polecała, że się z jej treściami nie zgadzam?
>Przyczyną tego jest ewolucyjnie wyższa wartość DNA dojrzałych samców. Tej wartości nie da się w żaden sposób udowodnić. Natomiast udowodniono, że częstość mutacji w DNA plemników starszych mężczyzn jest wielokrotnie wyższa niż u młodszych. Tyle żę, nadal pewnie nie rozumie pan dlaczego dla populacji jest to niebezpieczne.
>Samice wolą starszych samców mimo, że ich DNA może być bardziej uszkodzone przez mutacje niż DNA samców młodszych, jak sama Pani to już tyle razy podkreśliła. A jednak samice wolą zostać zapłodnione przez samca starszego. Tej tendencji jednak nie widać. Duży skrót myślowy.
> nikt kulturalny już nie będzie z Panią dyskutował, ani nikt nie napisze do Pani maila Prawdziwa tragedia. Poczułam się odrzucona a taki stan może prowadzić do ujawnienia się u mnie osobowości mordercy megalomana- właśnie wczoraj o takich biednych ludziach oglądałam program. No cóż, pozostanie mi zostać jednym z nich.
Już tak mówiąc o wyborach samich to trudno jest powiedzieć kto tu kogo wybiera i kto się na kogo czai. Często jest tak, że czaimy się na Ewę a jednak kończymy z jej koleżanką Weroniką, mimo że do Ewy wzdychamy aż do śmierci.
Napisał pan, że dobrze by było, gdyby ludzie zaczęli się interesować teorią ewolucji. Nie wiem dlaczego mieliby się nią interesować, ale skoro tak, to dobrze jakby pan się w końcu nią zainteresował skoro pan o niej pisze. Zapraszam na wykłady z ewolucjonizmu u nas na uniwersytecie (o ile pan nie pogardzi tym średniowiecznym smrodem)- wstęp wolny- nikt na pana krzywo nie spojrzy. Radzę jednak, aby pan przed ewolucjonizmem poszedł na wykłady z genetyki klasycznej. Naprawdę zmieniłby pan pewne zakorzenione w swym umyśle teorie i nie mówię tego teraz z ironią a naprawdę sądzę, że mogłoby się tak stać. Obawiam się jednak, że byłby pan zbyt zazdrosny o pozycję wykładowcy i nie mógłby się pan skupić na treści niesionego przez niego przesłania.
|
|
Ludomir Tulko (317 punktów) (zablokowany) |
>Wspomaganie naturalnej selekcji, to uprawniona medycyna!!
Aborcja dozwolona, czy nie, musi być zakaz zadawania bólu płodowi.
Ludomir Tulko
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|