 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-05-2008 19:23 | webmaster (moderator) | Zrozumieć ks. Hellera | Temat znają wszyscy, więc przejdę do rzeczy bez wstępu. Nie chodzi o to, jak ktoś łączy naukę z wiarą, bo to żaden problem (wystarczy odpowiednio ograniczyć jedno i drugie). Ani też o to, czy nagroda się należy czy nie (każde pieniądze przeznaczone na polską naukę są dobrą wiadomością). Chodzi raczej o to, jaką wiedzę czerpie ks. Heller spoza nauki. Może czytelnicy pomogą to ustalić. Poniżej kilka cytatów z ostatnich wywiadów, z krótkim komentarzem. " My byśmy koniecznie chcieli znaleźć ślady działalności Boga gdzieś w rzeczywistości. (..) Chcielibyśmy mieć na jakimś atomie wypisane niewidzialną ręką "made by God", a takich śladów nie ma. Co więcej, z teologicznego punktu widzenia ich nie może być, bo śladami Boga jest wszystko, więc nie ma ich z czym porównać. Ja nie szukam śladu Boga w takim czy innym równaniu, tylko w całości i znajduję go w kontakcie z racjonalnością." Twierdzenie, że wszystko jest śladem Boga, jest tak samo prawdziwe jak twierdzenie, że nigdzie nie ma jego śladu. Jeżeli nie ma metody ("ich nie może być") znalezienia takiego śladu, to tym samym w sposób nieuzasadniony wyklucza się pytania o Boga ze sfery racjonalnych dociekań. Jakiż, ach jakiż to jest powód, dla którego nie można przeprowadzić eksperymentu na Kimś, kto rozmawiał z Mojżeszem, zesłał Plagi Egipskie, wyciosał dekalog, pomagał w rzezi Amalekitów, wskrzeszał umarłych itp. itd. Co się takiego stało, że Jahwe przestał być dostępny ludzkiej percepcji? " Natomiast „śladowość” Boga przejawia się najbardziej w racjonalności wszechświata. Jest on niezmiernie racjonalny i daje się go badać matematycznie." Nie da się w sposób logiczny przejść od założenia, że świat jest racjonalny, do twierdzenia, że jest to ślad po Bogu. Nie znamy przyczyn, nie badaliśmy powstawania światów, nie wiemy jak to się dzieje. Jedyną odpowiedzią prawdziwą na pytanie " Skąd się wzięły prawa natury"*, nie jest: "Zostały stworzone", ale "Nie wiemy". "God of the gaps" ma się dobrze. " Na przykład w tej chwili w laboratorium CERN pod Genewą lada dzień ruszy wielki eksperyment (..), z którym fizycy wiążą olbrzymie nadzieje (..). Koncepcja tego doświadczenia wynika z założeń teoretycznych, a nie tylko empirycznych. Aby doszło do tego eksperymentu trzeba było oprzeć go na bardzo zaawansowanej teorii, która jest też niezbędna do zinterpretowania wyniku. Z punktu widzenia pozytywistycznego taki eksperyment byłby nie do przyjęcia. Argumentem przeciwko pozytywizmowi jest także historia fizyki, która pokazuje, że każde doświadczenie jest uwikłane w teorię." Kto wyjaśni, dlaczego pozytywista nie chciałby przeprowadzać eksperymentów w CERN? A czy wcześniej (przed atakowanym przez Hellera pozytywizmem) naukowcy nie stawiali hipotez, aby kiedyś (czasem po ich śmieci) można było poddać je weryfikacji? Przecież to kompletnie nietrafiony argument, ponieważ tu jak na dłoni mamy eksperyment, weryfikację i falsyfikację hipotez, a przy okazji postęp technologiczny (którego powodem są badania naukowe, a nie potrzeby konsumentów). Uczciwy naukowiec zawsze szuka możliwości eksperymentalnego sprawdzenia hipotezy. Teolog nigdy nie zgodzi się na eksperyment weryfikujący jego spekulacje. " Do niedawna niemalże obowiązującą interpretacją nauki było spojrzenie pozytywistyczne. Jego główną tezą było stwierdzenie, że każda wartościowa ludzka wiedza musi być oparta na doświadczeniu rozumianym jako eksperyment, a to, co się nie da oprzeć na doświadczeniu, nie jest wiedzą, tylko bezsensownym mówieniem." Jeżeli zgodzimy się, że wiedza, to "prawdziwe, uzasadnione przekonanie; wiarygodna informacja o rzeczywistości; (a nawet) przeciwieństwo wiary", to kto poda przykład wiedzy, która jest obojętna na doświadczenie i nie jest wiedzą a priori? Innymi słowy, co można sensownie powiedzieć o świecie, czego nie można objąć doświadczeniem na tymże świecie? Z tego, że nauka nie odpowiada na jakieś pytanie nie wynika przecież w żaden sposób, że lepiej odpowie na nie teologia. Zapraszam do dyskusji, trochę prowokacyjnej. Źródło www.dzienn(*)Wiara_moze_byc_racjonalna.html*o ile zgodzimy się, że takowe istnieją
" To co się bez dowodu podaje, to bez dowodu można odrzucić." Abp Józef Michalik | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Uczciwy naukowiec To pleonazm. .
|
|
8 na 8 | Scorp (5381 punktów) |
>Chodzi raczej o to, jaką wiedzę czerpie ks. Heller spoza nauki. Może czytelnicy pomogą to >ustalić.
Spoza nauki czerpie pan profesor umiejętności, a nie wiedzę.
Metoda wierzących naukowców, czyli odwracanie kota ogonem polega na takim manewrowaniu tym obiektem, żebyś po chwili miał przed sobą koci zadek z uniesionym ogonem, znak, że przegrałeś w dyskusji. Osoby wierzące obowiązuje wierność doktrynie, a nie uczciwość intelektualna, w dyskusji z nimi nigdy jej nie należy oczekiwać. Dotyczy to także naszego sławnego Profesora.
Jeżeli teoria ewolucji jest zgodna z chrześcijaństwem, to księga Genesis jest do przeróbki i Ewangelie też, w szczególności tam, gdzie mówi się o Bogu. Heller tego nie zauważa, jak można z nim dyskutować? Nie wydaje się, żeby nawet zasada Świętego Augustyna umożliwiała takie interpretacje Pisma Świętego, które uzgodnią je z osiągnięciami nauki, bo straciłoby ono swoja istotę dogmatu i stałoby się tylko egzotyczna próbą interpretacji wyników naukowych. -
|
|
 | | JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów) | > Metoda wierzących naukowców, czyli odwracanie kota ogonem polega na takim manewrowaniu tym obiektem, żebyś po chwili miał przed sobą koci zadek z uniesionym ogonem, znak, że przegrałeś w dyskusji.Nic dodać, nic ująć.  Przeczytałem z przyjemnością. JATO
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
|
|
 | | webmaster (moderator) | Jest faktem, że tzw. "inteligencja katolicka" traktuje pisma święte wybiórczo, filtrując treści. Uznają to, co jest jako tako zgodne z ogólnie (aktualnie) obowiązującym poczuciem moralności, odrzucając lub ignorując (a nawet umniejszając znaczenie) te fragmenty, które nie są już dziś akceptowalne. Bóg zazdrosny, każący innowierców, zsyłający plagi, każący synów za winy ojców, narody za postępki praojców, w takiej interpretacji nie istnieje. Problemem wierzących jest określenie granicy, gdzie interpretacja staje się tworzeniem wiary, a gdzie próbą zrozumienia autorów. I czy te wszystkie historie mogą mieć jakikolwiek związek z Bogiem, czy są tylko wyrazem twórczej interpretacji wydarzeń w świetle plemiennych wierzeń.
|
|
|  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >Jest faktem, że tzw. "inteligencja katolicka" traktuje pisma święte wybiórczo, filtrując treści. Uznają to, co jest jako tako zgodne z ogólnie (aktualnie) obowiązującym poczuciem moralności, odrzucając lub ignorując (a nawet umniejszając znaczenie) te fragmenty, które nie są już dziś akceptowalne. Bóg zazdrosny, każący innowierców, zsyłający plagi, każący synów za winy ojców, narody za postępki praojców, w takiej interpretacji nie istnieje. Problemem wierzących jest określenie granicy, gdzie interpretacja staje się tworzeniem wiary, a gdzie próbą zrozumienia autorów. I czy te wszystkie historie mogą mieć jakikolwiek związek z Bogiem, czy są tylko wyrazem twórczej interpretacji wydarzeń w świetle plemiennych wierzeń.
Inaczej mówiąc mem religii chrześcijańskiej dopasowuje się do zmieniającego się środowiska, które pod wpływem rozwoju nauki i wykształcenia staje coraz bardziej mu wrogie. Jest to raczej problem memu niż szeregowych wiernych, oraz problem membotów, jak Heller.
Związek tych historii z Bogiem nie jest zbyt mocny ani trwały, to nie jest sedno memu, tylko peryferia, choć bardzo pomocne, to ulegają, jak widać, zmianom
Na marginesie: czy to jest tak, że Bóg karze a ksiądz każe? -
|
|
1 na 1 | Arleta Bolda-Górna (525 punktów) | www.rp.pl/artykul/128669.html"Kiedyś miałem na ten temat dyskusję ze znanym biologiem Richardem Dawkinsem, który jest autorem bardzo głośnej książki "Bóg urojony". Książki moim zdaniem bardzo prymitywnej. Kiedy po raz pierwszy ją przeczytałem, to powiedziałem sobie, że ja z tymi problemami, które on tak ostro stawia, uporałem się, gdy miałem 17 lat." I oto jak z owymi problemami, tak kłopotliwymi dla Dawkinsa radzi sobie Ks. prof. Michał Heller: "Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Na to pytanie nauka nie odpowiada. Najprościej by było, gdyby nie istniało nic. Nie byłoby żadnych problemów do rozwiązania. A tymczasem istnieje raczej coś niż nic i za pomocą żadnej metody matematycznej, żadnym doświadczeniem nie odpowiemy dlaczego. Teologia odpowiada: istnieje coś, bo coś zostało stworzone." BRAWO  ale dlaczego dopiero w wieku 17 lat odkrył tę genialną odpowiedź? Naszym kilkuletnim dzieciom udzielamy takowej na wszelkie pytania, na które nie znamy odpowiedzi. Skąd więc dopiero to 17 lat???
Ośrodek Trójmiejski
|
|
 | | webmaster (moderator) | No tak, ten fragment jest tak żenujący że go pominąłem. Mielizna tej odpowiedzi Hellera ujawnia pewien schemat myślenia: na pewne pytania odpowiedzi są z góry ustalone i nie można poddać ich krytyce. Akurat Dawkins zajmuje się dużo ważniejszymi pytaniami, więc widocznie ks prof. niezbyt uważnie ją czytał (np. od strony 89).
>Najprościej by było, gdyby nie istniało nic. Tego akurat nie wiemy, nie znamy kryteriów tej "prostoty" która cechuje istnienie światów i istnienie jako takie. Musi być tak, aby coś istniało, aby mogło zadać to pytanie.
|
|
|  | 5 na 5 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Rozumiem, że można chcieć zrozumieć księżulka Hellera. Ale ja też mam pytanie: na litość boską, po co?! .
|
|
| |  | | webmaster (moderator) | Elementem światopoglądu krytycznego jest próba zrozumienia innych, aby umożliwić dyskusję. Nie trzeba się z kimś zgadzać, ale warto poznać powody różnych wierzeń. Nie ukrywam też, że cytowane wypowiedzi po prostu budzą mój sprzeciw, jako intelektualnie nieuczciwe.
|
|
| | |  | 1 na 1 ramka (4752 punktów) (zablokowany) | > Elementem światopoglądu krytycznego jest próba zrozumienia innych, aby umożliwić dyskusję.Polecam trening ze Świadkami Jehowy  Marne szanse na zrozumienie a na dyskusję znikome
|
|
| | | |  | | webmaster (moderator) | Dziękuję, mam w rodzinie. Słowo "próba" było kluczem do tej zagadki.
|
|
| |  | 1 na 1 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Po dojrzałym namyśle dodam jeszcze, że stanowi to immanentną i permanentną cechę tak zwanych intelektualistów: zabierać głos we wszystkich kwestiach, które są "na topie", o których mądrze albo głupio wszyscy dyskutują.
Nieważne, czy ma to sens albo nie ma, po prostu tak już zakodowano w intelektualnych neuronach oraz euronach onegoż intelektualisty - koniecznie dyskutować, koniecznie merytorycznie. Co zaś do sensu, zawsze można wszcząć osobną dyskusję.
Podziwu godne życie intelektualisty! .
|
|
| | |  | | webmaster (moderator) | Nie mnie oceniać czy masz rację, bo ja nie posiadam wzorca 'intelektualisty'. Jednak co ma Twoja wypowiedź wspólnego z tematem tego wątku?
|
|
| | | |  | 3 na 5 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >co ma Twoja wypowiedź wspólnego z tematem tego wątku? >
Więcej od wszystkich innych. Adam Barycki
|
|
| | | |  | 2 na 2 barycki (7788 punktów) (zablokowany) |
Przepraszam. Jest jeszcze jedna, Pana "Osnowa": "To pleonazm". Adam Barycki
|
|
3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | Ks. Heller jest zbyt inteligentnym człowiekiem żeby sobie z tego wszystkiego nie zdawać sprawy. Jeśli mu czegoś brakuje to na pewno nie racjonalności, tylko ODWAGI. Odwagi cywilnej, by przeciwstawić się hierarchii od której jest w pewnym stopniu zależny i odwagi intelektualnej by zaprzeczyć znacznej części swojego życia (choć nie naukowego). Taką odwagę miał prof. Węcławski który porzucił stan kapłański a potem kościół (być może również wiarę) w imię uczciwości wobec własnego rozumu.
|
|
 | 3 na 3 | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) | > Ks. Heller jest zbyt inteligentnym człowiekiem żeby sobie z tego wszystkiego nie zdawać sprawy. Jeśli mu czegoś brakuje to na pewno nie racjonalności, tylko ODWAGI. Odwagi cywilnej, by przeciwstawić się hierarchii od której jest w pewnym stopniu zależny i odwagi intelektualnej by zaprzeczyć znacznej części swojego życia (choć nie naukowego).> Taką odwagę miał prof. Węcławski który porzucił stan kapłański a potem kościół (być może również wiarę) w imię> uczciwości wobec własnego rozumu.Ale skąd ta pewność? Jaka odwaga? - on nie ma najmniejszego zamiaru rezygnować. On wierzy głęboko w to, co mówi. A mówi: www.rp.pl/artykul/128669.htmlW świetle tego, co tu powiedział, jawi się on jako konformista, chrześcijański propagandzista i brnie coraz bardziej w las. Wygląda mi na to, że kwestie finansowe nie są tu bez znaczenia. Czego to niektórzy nie powiedzą dla pieniędzy... Pozdrawiam - Zbyszek
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
|  | 3 na 3 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Pozwalam sobie przytoczyć fragment swojej wypowiedzi z wątku "Dlaczego?" -
>Gdyby konsekwentnie pójść tropem tego pytania, należałoby rzec na temat tych, którzy nie znają historii: "biedni, ubodzy duchem, gotowi akceptować każde łajdactwo uczynione bliźniemu, za cenę osobistego zbawienia", natomiast o biegłych w tej historii: "łajdacy, akceptujący każdą formę zła, w zamian za osobiste korzyści".
Sądzę, że wobec ludzi na tak zwanym "poziomie" rzecz jest jednoznaczna. Ci bowiem, którzy podzielają stanowisko Hellera albo stanowisko podobne, starając się zarazem o prostą uczciwość wobec siebie samych - raczej milczą. A już z pewnością poglądów swych nie sprzedają. .
|
|
| |  | | radek (767 punktów) | > Pozwalam sobie przytoczyć fragment swojej wypowiedzi z wątku "Dlaczego?" - > >Gdyby konsekwentnie pójść tropem tego pytania, należałoby rzec na temat tych, którzy nie znają historii: "biedni, ubodzy duchem, gotowi akceptować każde łajdactwo uczynione bliźniemu, za cenę osobistego zbawienia", natomiast o biegłych w tej historii: "łajdacy, akceptujący każdą formę zła, w zamian za osobiste korzyści". > Sądzę, że wobec ludzi na tak zwanym "poziomie" rzecz jest jednoznaczna. Ci bowiem, którzy podzielają stanowisko Hellera albo stanowisko podobne, starając się zarazem o prostą uczciwość wobec siebie samych - raczej milczą. A już z pewnością poglądów swych nie sprzedają. >.
Klamstwo, narzedzie manipulacji jest istotna czescia naszej natury, naszej czyli istot zywych. Najskuteczniej maniupuluja ci, ktorzy sami siebie potrafia oklamac. Nie ma tych, co nie klamia i nie manipuluja.
|
|
 | | Humanożerca (481 punktów) | Sorki ale Węcłowski nie jest żadnym racjonalistą, obecnie bawi się w promocje skrajnego subiektywizmu i religie bez religii i inne sprzeczności, przecież w imię zachowania sprzeczności odszedł z kościoła.
|
|
4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | dyskusji, trochę prowokacyjnej. > To nie jest prowokacja to jest inwokacja do absurdu. Świat pełen jest relacji dziwnych, jednak nie świat je tworzy, tylko analfabeci lub szalbierze. Znam takich, którzy widzą związki między bananem i rowerem, można tez rozważać, która wysokość jest lepsza: 100 czy 2metry, ale poco. Jaki sens ma wyjaśnianie analfabecie różnic miedzy nauką a teologią, analfabeta i tak nie zrozumie, a nie analfabeta to wie. Już lepsze od tego jest badanie wirów za pociągami w tunelach, ale od tego się głuchnie i policja aresztuje. Adam Barycki
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Ja nie szukam śladu Boga w takim czy innym równaniu, tylko w całości i znajduję go w kontakcie z racjonalnością...
To taka bańka-wstańka teologicznego racjonalizmu: Bóg jest madrością, racjonalnością (heraklitejski motyw o rozumie, który wszystko uładził), stąd to z_równanie rozumu z Bogiem. Nie rozumiem, z jakiej racji funkcjom rozumu przypisywać jakąkolwiek nadprzyrodzoność. A czemu nie funkcjom trawienia?
>Jeżeli nie ma metody ("ich nie może być") znalezienia takiego śladu, to tym samym w >sposób nieuzasadniony wyklucza się pytania o Boga ze sfery racjonalnych dociekań.
Rozum jest jak młyn: cokolwiek do niego wrzucisz - miele. Trzeba odwołać się do innych kryteriów (np.empiria)
>Nie da się w sposób logiczny przejść od założenia, że świat jest racjonalny, do twierdzenia, że jest to ślad po Bogu.
Racjonalne jest tylko poznanie. W jakim sensie racjonalne jest np. spostrzeżenie czegoś, pole widzenia, świadomość czegoś? Racjonalność ontyczna (swiata) to jeden z rozdziałów metafizyki tomistycznej.
>Do niedawna niemalże obowiązującą interpretacją nauki było spojrzenie pozytywistyczne...
To nonsens głoszony przez niektórych pozytywistów. Nauka dzięki swej metodzie nigdy nie zasklepiała się w jakiejś jednej poznawczej opcji. Na obrzeżach jednego paradygmatu zawsze trwa(ł) jego demontaż. Jest teologia dogmatyczna, ale nie jest możliwa dogmatyczna fizyka.
>To co się bez dowodu podaje, to bez dowodu można odrzucić...
Chyba, że się to po prostu opłaca . Pragmatyzm jest też elementem racjonalności.
|
|
 | | webmaster (moderator) | >Racjonalne jest tylko poznanie. W jakim sensie racjonalne jest np. spostrzeżenie czegoś, pole widzenia, świadomość czegoś? Racjonalność ontyczna (swiata) to jeden z rozdziałów metafizyki tomistycznej. Zapewne chodziło o założenie, że świat jako twór racjonalnego stwórcy sam jest racjonalny. Problem w tym, że z oglądu tego świata nie sposób wyciągnąć wniosek, że jego stwórca jest i działał racjonalnie. Świat nie ma nawet znamion celowości.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >...Problem w tym, że z oglądu tego świata...
Jeśli przez świat rozumieć to, co jesteśmy w stanie uświadomić sobie poprzez zmysły i aparaturę. Słowo "ogląd" odnosi się, jak sądzę, zawsze do jakiegoś obserwatora.
>...nie sposób wyciągnąć wniosek, że jego stwórca jest i działał racjonalnie.
Nie bardzo rozumiem, jak z oglądu można wyciągnąć wniosek . Wypadałoby najpierw ów ogląd opisać (wyrazić) w zdaniach, co zawsze zawiera dużą idealizację. Świat jest następstwem oglądów lub ich relacji, a nie teoretycznych wyjaśnień.
>Świat nie ma nawet znamion celowości.
Na to wygląda.
|
|
| |  | | webmaster (moderator) | Przykład. Jeżeli na Ziemi istnieją warunki sprzyjające życiu ludzi (ogląd), to nie sposób wyciągnąć (tylko) z tego wniosek, że Ziemia została stworzona dla ludzi (celowość).
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Jeżeli na Ziemi istnieją warunki sprzyjające życiu ludzi (ogląd)...
To juz bardzo zaawansowany ogląd. Dla mnie ogląd to jedynie świadome pole widzenia (ograniczmy się na razie do wzroku) o różnej jasności, nasyceniu barw i głębi (działanie). Świat, w szczególności świat (nazywanych) rzeczy, procesów, osób itd., to już praktyczny i teoretyczny konstrukt (rezultat specyficznego podziału pola widzenia i działania).
|
|
5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >"My byśmy koniecznie chcieli znaleźć ślady działalności Boga gdzieś w rzeczywistości. (..) Chcielibyśmy mieć na jakimś atomie wypisane niewidzialną ręką "made by God", a takich śladów nie ma. Co więcej, z teologicznego punktu widzenia ich nie może być, bo śladami Boga jest wszystko, więc nie ma ich z czym porównać. Ja nie szukam śladu Boga w takim czy innym równaniu, tylko w całości i znajduję go w kontakcie z racjonalnością."
Tak oto z wypowiedzi ks. Prof. Hellera dowiadujemy się, że mimo, iż dotąd nie udało mu się odnaleźć choćby najmniejszego śladu działalności Boga, to jednak ten ślad znajduje w całości w kontakcie z racjonalnością. Toż tego się zrozumieć nie da!!! Jak można nie znajdować i znajdować jednocześnie? Do tego ks. Heller nie wyjaśnia, kim są owi tajemniczy "my". Jacy to naukowcy, iluż ich jest, którzy chcą znaleźć ślady Boga? Ciekawe, czy Heller przynajmniej wyobraża sobie, jak takie ślady wyglądają?
>"Natomiast "śladowość" Boga przejawia się najbardziej w racjonalności wszechświata. Jest on niezmiernie racjonalny i daje się go badać matematycznie."
Nie może być racjonalnym "coś", czego podstawa nie jest racjonalna. Tak jak nie można uznać za naukowe sądów, u podstawy których legły nienaukowe stwierdzenia (na przykład religijne dogmaty). Nie można łączyć nauki z wiarą i religijnymi dogmatami, bo ich połączyć się nie da, bo one do siebie nijak nie pasują. Jeśli podstawą czegokolwiek jest religijny dogmat (a Bóg, jako niepoznawalny absolut, jest dogmatem), wówczas wszystko, co od tej podstawy wychodzi, nie ma żadnych cech naukowych. Racjonalność wszechświata w żaden sposób nie wynika od Boga.
>Uczciwy naukowiec zawsze szuka możliwości eksperymentalnego sprawdzenia hipotezy. Teolog nigdy nie zgodzi się na eksperyment weryfikujący jego spekulacje.
Możliwość weryfikacji (potwierdzenia) lub falsyfikacji (zanegowania) hipotezy jest podstawą do uznania jej za naukową, bądź też odrzucenia jej jako nienaukowej. A cóż moglibyśmy weryfikować lub falsyfikować z zakresu religijnej wiary. Pewnie liczne(ok. 33) katolickie dogmaty. Który dogmat poddaje się weryfikacji lub falsyfikacji. Czy ten o nieomylności papieży w sprawach wiary? Czy może dogmat o Trójcy Świętej lub któryś z licznych dogmatów dotyczących Marii, matki Jezusa?
>Z tego, że nauka nie odpowiada na jakieś pytanie nie wynika przecież w żaden sposób, że lepiej odpowie na nie teologia.
Teologia na żadne pytanie raczej nie potrafi odpowiedzieć, zaś o odpowiedzi "lepszej" niż naukowa mowy w ogóle niema. Ogólnie rzecz ujmując odpowiedź teologii sprowadza się głównie do słowa "Bóg", co nie tłumaczy jednak niczego.
>"To co się bez dowodu podaje, to bez dowodu można odrzucić." Abp Józef Michalik.
Ciekawe. Czyżby abp. Michalik sugerował, że bez dowodu podaną wiarę religijną można bez dowodu odrzucić (a może w takim kontekście "należy odrzucić")?
PS-1. Żadnej z książek profesora nie czytałem. Jedynie kilka jego artykułów oraz wywiadów z nim (w Internecie). Śladów Boga w tych artykułach jednak nie znalazłem. Nagroda Templetona jest wyróżnieniem, przyznawanym corocznie osobom indywidualnym za działania związane z pokonywaniem barier pomiędzy nauką a religią, za łączenie nauki i wiary, za przerzucanie między nimi pomostów. Ksiądz profesor Michał Heller, tegoroczny laureat tej nagrody, jak na razie śladów Boga we wszechświecie nie znalazł, do czego otwarcie się przyznał, barier żadnych nie pokonał, wiary z nauką nie połączył, pomostów między nimi nie przerzucił. Nagrodę jednak otrzymał.
PS-2. W omawiany artykule Heller stwierdza m.in.: "Muszę zastrzec jednak, że bezpośrednio religia nie daje nauce nic i z metodologicznego punktu widzenia nie powinna się do niej mieszać. Ale pośrednio daje jedną ważną rzecz: uczony wierzący ma przewagę od swojego kolegi ateisty, bo on wie, że nauka nie jest ślepą grą z jakąś nieznaną, irracjonalną siłą. Człowiek wierzący wie, że za wszystkim kryje się myśl Stwórcy. To przekonanie oczywiście nie prowadzi go do rozwiązania problemu, ale daje pewien komfort psychiczny, rodzaj pewności." Wynika z tego, że wiara nic nauce nie daje i żadnych problemów nie rozwiązuje, ale naukowiec wierzący i tak ma przewagę nad ateistą, bo ma komfort psychiczny. Niech żyje komfort psychiczni - dźwignia naukowego postępu! Tego już się nawet nie chce komentować, bo to strata czasu.
|
|
 | 1 na 1 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>... z wypowiedzi ks. Prof. Hellera dowiadujemy się, że mimo, iż dotąd nie udało mu się odnaleźć choćby najmniejszego śladu działalności Boga, to jednak ten ślad znajduje w całości w kontakcie z racjonalnością.
Jak już napisałem wyżej, można starać się, aby to pojąć, ale łeb, zawierający to pojęcie, byłby bardziej delikatny, niźli bańka mydlana. I tyle samo wart.
>>"Natomiast "śladowość" Boga przejawia się najbardziej w racjonalności wszechświata. Jest on niezmiernie racjonalny i daje się go badać matematycznie."
To mnie, rzecz jasna, przerasta. Co daje się badać matematycznie: racjonalność, czy Bóg w swej śladowości?
>>"To co się bez dowodu podaje, to bez dowodu można odrzucić." Abp Józef Michalik. >Ciekawe.
Nawet bardzo ciekawe, co gorsza zaś, prawdziwe w odniesieniu do arcylogicznego łba. Ten łeb tak sprzedaje, jak kupił. Własnymi wnioskami (dowodami) niczego opatrzyć nie potrafi. Poza tym, oczywiście, sprawa dotyczy problemów ziemskich, niebiańskich nie dotyczy.
>Nagroda Templetona jest wyróżnieniem, przyznawanym corocznie...
Guinessowski rekord absurdu, którego nikt nie ma odwagi przyznać.
>Wynika z tego, że (...) naukowiec wierzący i tak ma przewagę nad ateistą, bo ma komfort psychiczny.
Polegający na tym, że zawsze może wskazać winnego. Tak, niewątpliwy komfort.
Chce mi się powtórzyć: można to chcieć pojąć, ale po jakiego diabła?! .
|
|
|  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Jak już napisałem wyżej, można starać się, aby to pojąć, ale łeb, zawierający to pojęcie, byłby bardziej delikatny, niźli bańka mydlana. I tyle samo wart.
Wygląda na to, że trzeba być księdzem, by takie pokrętne dziwolągi myślowe rozumieć. Być może Heller tez nie rozumie tego, co sam mówi.
> To mnie, rzecz jasna, przerasta. Co daje się badać matematycznie: racjonalność, czy Bóg w swej śladowości?
Boga w śladowości nie da się scałkować. Przeto z analizy matematycznej nic nie wyjdzie i Bóg w śladowości przebadany matematycznie być nie może.
> Ten łeb tak sprzedaje, jak kupił. Własnymi wnioskami (dowodami) niczego opatrzyć nie potrafi.
A może tych panów obowiązuje zakaz wypowiadania się poza narzucony odgórnie schemat, poza wyznaczone granice wypowiedzi?
>>Nagroda Templetona jest wyróżnieniem, przyznawanym corocznie... > Guinessowski rekord absurdu, którego nikt nie ma odwagi przyznać.
Poziom tej nagrody określa taki niewątpliwie fakt, że jej pierwszą laureatką była Matka Teresa z Kalkuty. Sztuczne dowartościowywanie nagrody Templetona polega na tym, że jej wysokość (1,6 mln dolarów) jest większa od Nagrody Nobla. Można by pomyśleć, że jest od Nagrody Nobla ważniejsza. A do tego jeszcze ta Matka Teresa.
> Chce mi się powtórzyć: można to chcieć pojąć, ale po jakiego diabła?!
Lepiej nie ryzykować. Może głowa rozboleć, a efekt niepewny. Jak mówią Rosjanie: "Biez poł-litra nie razbieriosz!".
|
|
2 na 2 | waligóra (961 punktów) | Ok, podejmę się roli swego rodzaju "advocatus diaboli" sprawy "prof. Hellera". Jak zresztą czytam obecnie będącego na topie dyskusji Racjonalisty. W ramach wprowadzenia - krótko - profesor Heller to człowiek "uniwersalny" - fizyk filozof, filozof nauki, teolog (?) - jednym słowem człowiek któremu nie można odmówić posiadania wiedzy, osobiście niemalże jak do relikwii powracam i doceniam jego książki (głębokie i o nietrywialnym podejściu) dotyczące teoretycznych podstaw kosmologii (czyli wielkoskalowej struktury wszechświata) oraz fizyki czasoprzestrzeni. Wartoscią tych książek jest to że ukazują Hellera nie jako osobe duchowną (teologa) ale jako fizyka (fizyka teoretyka) który nigdy nie stroni od podejmowania nierzadko trudnych implikacji filozoficznych w fizyce. Heller ukazujący się poprzez te publikacje to nie jest jakiś, tam katolicki kaznodzieja który coś tam przeczytał i bajdurzy przeplatając wątki biblijne z naukowa wizją świata, jest to człowiek który wie co mówi i zdaje sobie sprawę z trudności wynikających z uprawiania nauki. A trudności tych jest tak wiele, że właściwie jest to cudem że cokolwiek sensownego udaje się odczytać z naszych teorii (fizycznych zwłaszcza). Gdyby wszystko było takie proste i jednoznaczne jak uczy się tego w szkołach to tysiące fizyków już dawno nie miałoby co robić i jak Wittgenstein (tj pierwszy Wittgenstein) nauczaliby z nudów w prowincjonalnych szkółkach, ale tak nie jest. I właśnie tu tkwi pierwszy możliwy punkt obrony podejścia Hellera - fizyka w swych spekulacjach poszukiwanich hipotezach, staje się podobna do teologii - oczywiście w tym znaczeniu, że zaczyna podejmować tematy i symbolikę teologiczą. Przecież kreacja z nicości wszechświata to czysta teologia (na co zresztą od poczatku zwrócono uwagę, a teoria wielkiego wybuchu min przez taką implikacje na poczatku była ignorowana). Jesli chodzi o sprawy teologiczne, przecież tak na dobrą sprawę nie chodzi tutaj o takie czy inne dogmaty (to czy Maryja była dziewicą a Bóg dał nam tylko dziesięć przykazań) - w mojej ocenie to wszystko to tylko "Religia" ze wszystkimi tego konsekwencjami natury socjologicznej, historycznej itp. Można w to wierzyć, można dodać nowe , zaprzeczyć starym, i to dalej będzie działało jako religia. Tak naprawdę chodzi o jedno podstawowe i racjonalne pytanie : Czy istnieje celowość ogółu tego co istnieje, czyli wszechświata? a jeśli istnieje czy pochodzi ona od istoty świadomej i transcendentnej wobec niego ? Jak na razie nie stwierdzamy takiej celowości ani nie dopatrujemy się istnienia takiej istoty. Ale czy od razu należy mówić że jest to problem iracjonalny i bezsensowny ? Pytanie to w sposób naturalny wynika właśnie z teologii (i to nie tylko chrześcijańskich) po odarciu jej ze wszelkich dodtaków typu "nasz papież jest nieomylny a Bóg składa się z trzech osób - amen". Tak na dobrą sprawę to takie pytania konstytuowały nowoczesna naukę - Newton np. przypisywał Boski sens istnienia ruchów planet upatrujac w matematycznych prawach ich ruchów inwencji Bożej. Heller jako wierzacy fizyk teoretyk myśli podobnie - poszukuje odpowiedzi na to wlśnie pytanie. Nie można od razu przypisywać mu całego dogmatycznego zła religii, przecież on nie mówi o nieomylnosci pisma św, on dostrzega jedynie analogie między pewnymi obrazami (alegoriami) a współczesnymi konstrukcjami niejednokrotnie hipotetycznymi obecnymi w fizyce. Wystarczy wziąć pierwszą lepsza książke dotyczacą kwantowej teorii pola i zobaczyć jak usilnie fizycy (czasami przekornie) nawiązuja do religii. (pole duchów, pole kreacji, kwantowa próżnia, tunelowanie z nicości, boska cząstka itp). Oczywiście nie świadczy to o rzeczywistych korelacjach fizyka-teologia ale stanowi obraz oczekiwań i nastawień. W takim też nurcie mieści się również zagadnienie empiryzmu - istotnie , obecnie każdy eksperyment jest nie rozłącznie powiązany ze stosowana teorią (a teoria jak już powiedziałem jest jaka jest ) - na pytanie co właściwie mierzymy odpowiada teoria. Heller podkreśla jedynie ten fakt - nie ma "czystego" doświadczenia, nie jest to atak na empirię ale twierdzenie metodologii nauki - trudno tu coklowiek zarzucić profesorowi (jak mnie pamięć nie myli jest to stwierdzenie pochodzace od Kuhna i jego szkoły ) Reasumując - współczesna natura hipotetycznych teorii fizycznych i zawiłość stosowanych narzędzi matematycznych może podkreślam, może podsuwać pewne daleko idące spekulacje które są praktykowane (zwłaszcza obecnie) w nauce swiatowej - chociaż nie są i nie powinny być one przewodnimi. Prof. Heller zwłaszcza, że jest również osobą jak sądze głęboko wierzącą podąża taką ścieżką. Pytanie pozostaje o jej skuteczność - klimat na pewno jest.
|
|
 | 2 na 2 | waligóra (961 punktów) | cz II > Chodzi raczej o to, jaką wiedzę czerpie ks. Heller spoza nauki. Może czytelnicy pomogą to> ustalić.Spoza nauki można i powinno się czrerpać tylko i wyłącznie inspiracje. Skoro bowiem ustaliliśmy co jest wiedzą a co nią nie jest za pomocą pewnych zasad wyboru (racjonalnych jak mniemam) i dodatkowo ustaliliśmy ,że poza nauką (szeroko rozumianą) nie mozna mówić o wiedzy to pytanie jest bezsensu już z definicji. A Heller (czego się domyślam) stawia pytania o własnie kryteria takiego a nie innego wyboru takich a nie innych zasad - co jest oczywiście racjonalne na mocy samej definicji racjonalnoci. Nie ma zatem co ustalać poza zasadami metodologicznymi uprawiania nauki. > Twierdzenie, że wszystko jest śladem Boga, jest tak samo prawdziwe jak twierdzenie, że nigdzie nie> ma jego śladu. Jeżeli nie ma metody ("ich nie może być") znalezienia takiego śladu, to tym samym w> sposób nieuzasadniony wyklucza się pytania o Boga ze sfery racjonalnych dociekań.Skoro kryterium racjonalności to kryterium empirycznej weryfikacji to tak istotnie jest. A mało tego, w tym przypadku sensowne są jedynie nauki empiryczne. Zatem czego choćby pośrednio nie można zmierzyć (zaobserwować) to jest nieracjonalne (a zatem tego nie ma). A więc to co znajduje się pod horyzontem zdarzeń to przestaje dla nas istnieć (staje się nieracjonalne) znika, a nauka empiryczna tym sie już nie zajmuje. Czy jest tak istotnie ? Oczywiscie w ten sposób nie bronie "śladów Boga" które to również wydają się mi naciągane - bronie jedynie tego aby nie zamykać nauki w dziś być może dobrych ale jutro mogacych sie okazać okowami - schematach > Jakiż, ach jakiż to jest powód, dla którego nie można przeprowadzić eksperymentu> na Kimś, kto rozmawiał z Mojżeszem, zesłał Plagi Egipskie, wyciosał dekalog,> pomagał w rzezi Amalekitów, wskrzeszał umarłych itp. itd. Co się takiego stało, że Jahwe przestał> być dostępny ludzkiej percepcji?Trudno z sensem polemizować z tym pastiszem - powiem tylko jedno, gdybym był Bogiem stórcą całych wszechswiatów niekoniecznie musiałbym nawiazaywać dialog z tym co stworzyłem. A zatem gdyby taki stwórca osobowy i transcendentny wobec nas istniał wcale nie musiałby być dobrą bozią. A może to nie o ludzi mu chodzi, może nawiąże kontakt nie z nami małpoludami ale ze stworzoną przez nas sztuczną świadomością ? Kto powiedział, że jesteśmy mu potrzebni w takiej formie, postaci - wszystko wskazuje jak na razie na to, że powstaliśmy przypadkowo zatem nie o nas tu chodzi temu czemuś zwanym Bogiem  (jeśli istnieje - naturalnie) > Jeżeli zgodzimy się, że wiedza, to "prawdziwe, uzasadnione przekonanie; wiarygodna informacja o> rzeczywistości; (a nawet) przeciwieństwo wiary", to kto poda przykład wiedzy, która jest obojętna> na doświadczenie i nie jest wiedzą a priori?Szkoda, że Kant już nie żyje, może by postawił jakieś zdanie syntetyczne a priori  > Innymi słowy, co można sensownie powiedzieć o świecie,> czego nie można objąć doświadczeniem na tymże świecie?Istnieje świat, który podlega doświadczeniu - jest to jeden z aksjomatów nadajacy sens temu co powiedziałeś, u swych podstaw nie mogący podlegać doświadczeniu i samoodnoszacy się do siebie. (nie wiem czy nie jest to stwierdzenie a priori, możemy nad tym podyskutować) > Zapraszam do dyskusji, trochę prowokacyjnej.Z przyjemnością przyjmuje zaproszenie do dyskusji.
|
|
|  | | webmaster (moderator) | A jednak można.. Krótko do pierwszej części, dwie rzeczy. Nie ma czegoś takiego jak katolicyzm bez tych 'wszelkich dodatków', jest się katolikiem albo nie. Dlatego nie zgodzę się na kwalifikację Hellera jako teologa quasikatolickiego - albo jest księdzem (z tego konsekwencjami) albo nas świadomie oszukuje. Drugia: "na pytanie co właściwie mierzymy odpowiada teoria" - owszem, z tym że najważniejsze jest, iż samo zjawisko jest faktem, niezależnym od teorii. Grawitacja jest faktem, niezależnie od tego czy jej teorią jest Newtonizm, TW czy teoria strun. Tak czy inaczej musimy się oprzeć na eksperymencie, choćby teorie były całkowicie nieintuicyjne.
>Zatem czego choćby pośrednio nie można zmierzyć (zaobserwować) to jest nieracjonalne (a zatem tego nie ma). Niezupełnie. Czasem wiemy, że coś jest, ale nie możemy tego zbadać (np. światło wysłane z Ziemi, którego nigdy nie dogonimy, a jednak nauka może przewidzieć, co się z tym światłem stanie).
>A zatem gdyby taki stwórca osobowy i transcendentny wobec nas istniał wcale nie musiałby być dobrą bozią. (..) Owszem, ciekawy wątek, też o tym myślałem, ale to inna rozmowa.
>Istnieje świat, który podlega doświadczeniu - jest to jeden z aksjomatów nadajacy sens temu co powiedziałeś, u swych podstaw nie mogący podlegać doświadczeniu i samoodnoszacy się do siebie. Istnienie czegoś, co nie jest mną, przyjmujemy za niezaprzeczalne. Istnienie przepływu informacji między tym czymś i mną również. Istnieje więc przynajmniej doświadczenie obserwacji lub obserwator nie jest przy zdrowych zmysłach. Może więc wystarczy wykonać doświadczenie na samym sobie?
|
|
| |  | | waligóra (961 punktów) | > Krótko do pierwszej części, dwie rzeczy. Nie ma czegoś takiego jak katolicyzm bez tych 'wszelkich dodatków', jest >się katolikiem albo nie. Dlatego nie zgodzę się na kwalifikację Hellera jako teologa quasikatolickiego - albo jest >księdzem (z tego konsekwencjami) albo nas świadomie oszukuje.I tak i nie - oczywiście "prawdziwy" katolik musi wierzyć we wszystkie dogamty swej wiary bez dyskusji i bez wyjątku. ,stosujac się do ich oficjalnej wykładni. Ale właśnie ta wykładnia bywa różna w róznym czasie - we wczesnym chrześcijaństwie (o ile wiem) dogamty tłumaczono troszkę inaczej a teraz zwłaszcza po soborze Watykańskim II kościół podchodzi do tych spraw wiary inaczej. Przypomnijmy sobie niedawną sprawę z czyścem dla dzieci nieochrzczonych - B-16 autorytarnie stwierdził, że jednak da się coś dla nich zrobić, a przedtem musiały one tkwić w jakieś tam odchałni czy coś podobnego  Zatem można (i nalezy) liczyć się z ciągłą ewolucją poglądów nawet w nurcie konserwatywnej teologii. Nie znaczy to oczywiście, że Heller bez ceremonialnie może np. twierdzić że dogmat o trójcy jest w świetle jego poglądow bezsensu i on go nie uznaje. Wydaje mi się że on po prostu nie porusza takich spraw, dobierając ze swej wiary to co uważa za naj istotniejsze. Jest to w istocie metoda - bardzo popularna w "krzewieniu" wiary. Trudno jednak formułować z tego jakiś kontrargument przeciw Hellerowi, ponieważ nie stosuje się tu zasada "wszystko albo nic". > Drugia: "na pytanie co właściwie mierzymy odpowiada teoria" - owszem, z tym że najważniejsze jest, iż samo >zjawisko jest faktem, niezależnym od teorii. Grawitacja jest faktem, niezależnie od tego czy jej teorią jest >Newtonizm...No to czym jest grawitacja ? (w ogólności co oznacza że zjawisko jest faktem ? - powiesz faktem jest że Ziemia krąży wokół Słońca, bo ogólnie istnieje siła grawitacji przyciągająca Ziemie itp... ale ja ci odpowiem gdyby masy obu ciał niebieskich były porównywalne to mialbyś już problem, a wtedy co byś powiedział o grawitacji ? A może zmierzysz się z takim problemem : OTW -> grawitacja = zakrzywienie czasoprzestrzeni, KTP -> grawitacja = wymiana grawitonów (ogólnie nośników pola) Czym zatem jest grawitacja ? > Niezupełnie. Czasem wiemy, że coś jest, ale nie możemy tego zbadać (np. światło wysłane z Ziemi, którego nigdy nie dogonimy, a jednak nauka może przewidzieć, co się z tym światłem stanie).No wymagasz konsekwencji od Hellera to wymagaj jej od siebie - jeśli czegoś nie możemy zbadać (w jakiej kolwiek postaci sformułowanego doswiadczenia) to to coś nie jest naukowe. W nauce bardzo często stosujemy ekstrapolacje poza obszar przebadany - czasem jest to metoda skuteczna a czasem nie - do momentu aż nie potwierdzimy takiej ekstrapolacji mamy do czynienia jedynie z hipotezą. Pytanie o twoje światło: co dzieje się ze światłem w "nieskończoności" ? - podpowiadam jak na razie wszystkie pomiary wskazują że wszechświat jest płaski zatem co dzieje się ze światłem wysłanym i nie pochłoniętym w przestrzeni kosmicznej ? (ogólnie jest to stary problem fizyki teoretycznej ,warunków brzegowych dla nieskończoności) > Może więc wystarczy wykonać doświadczenie na samym sobie?Zaproponuj jego formę ( obiektywną ,interpersonalną , powtarzalną, no i jak dla ciebie niezależną od żadnych teorii)
|
|
| | |  | | webmaster (moderator) | >Zatem można (i nalezy) liczyć się z ciągłą ewolucją poglądów nawet w nurcie konserwatywnej teologii. Owszem, jednak ta ewolucja przebiega w różnym tempie i zawsze można wrócić do starych wykładni. Ja nie wiem jak się godzi rozmnożenie chleba z fizyką, nie muszę.
>No to czym jest grawitacja ? To jest zjawisko, które obserwujemy. Nie mniej realne niż głód czy pragnienie. Co to jest głód? Wg ciebie to tylko taka nasza teoria?
>ale ja ci odpowiem gdyby masy obu ciał niebieskich były porównywalne to mialbyś już problem, a wtedy co byś powiedział o grawitacji? Ale co to ma do rzeczy, skoro te ciała teorii nie przeczą?
>No wymagasz konsekwencji od Hellera to wymagaj jej od siebie - jeśli czegoś nie możemy zbadać (w jakiej kolwiek postaci sformułowanego doswiadczenia) to to coś nie jest naukowe. Ale ja nie twierdzę, że z niemożności zbadania drugiej strony Księżyna, naukowa jest tylko jedna jego strona. Sama teoretyczna możliwość eksperymentu daje naukowość, nawet gdy aktualna wiedza naukowa nie daje informacji jak do przeprowadzić. My tego promienia nie umiemy już zbadać, ale wiemy, że można by go zbadać, więc 'jest naukowy' (nie chcę używać tego niezręcznego skrótu myślowego).
>Pytanie o twoje światło: co dzieje się ze światłem w "nieskończoności" ? A skąd na tym padole wziąłeś nieskończoność? Masz wiedzę o tym, jakoby ten świat był nieskończony?
>>Może więc wystarczy wykonać doświadczenie na samym sobie? >Zaproponuj jego formę ( obiektywną ,interpersonalną , powtarzalną, no i jak dla ciebie niezależną od żadnych teorii) Sprzeczność-tu będzie tylko doświadczenie subiektywne, inne nie wchodzi w grę. A więc musisz je sobie sam zaproponować. Dobrym punktem wyjścia może być niesprzeczność wspomnień - jeżeli pamiętam, jakobym przeżył coś sprzecznego, to chyba coś jest nie tak.
|
|
| | | |  | | waligóra (961 punktów) | >Owszem, jednak ta ewolucja przebiega w różnym tempie i zawsze można wrócić do starych wykładni. Ja nie wiem >jak się godzi rozmnożenie chleba z fizyką, nie muszę. Ja też nie wiem, ale widzisz, zgodziłes się na to że poglądy katolików mogą ewoluować zatem można dopuszczać dyskusje nawet o dogmatach, zatem są różne frakcje katolicyzmu a zatem Heller może należeć do jakeś z tych frakcji i może to być nawet frakcja o poglądach liberalnych, postępowych itp - ostatecznie więc nawet jako ksiądz KK może mieć inne zdanie w wielu sprawach na swą wiarę, co nie wyłącza go z grona wiernych KK. >To jest zjawisko, które obserwujemy. Nie mniej realne niż głód czy pragnienie. Co to jest głód? Wg ciebie to tylko taka nasza teoria? Tym sposobem można wytłumaczyć wszystko - od kwarków do struktury galaktyk - to są zjawiska które obserwujemy. Intuicyjnie wiem o co ci chodzi - nazwanie danego "zjawiska" i przedstawienie jego modelu, nie sprawia że dane zjawisko się jakoś zmieni. Ale wyobraź sobie nowoczesny eksperyment naukowy dotyczacy np, badania oddziaływania cząstek elementarnych albo anizotropii tła mikrofalowego - dostajesz w ich wyniku tabele liczb (powiedzmy że już opracowaną statystycznie i matematycznie) no i co możesz powiedzieć na tej podstawie ? Bez odpowiedniej teorii nie jesteś w stanie jej zinterpretować , bo co oznacza że na jakieś tam pozycji widnieje jakaś tam liczba ?
>Ale co to ma do rzeczy, skoro te ciała teorii nie przeczą? Weź sobie układ podwójny gwiazd neutronowych i wydedukuj z ich ruchu - oczywiście stosując relatywistyczną teorię grawitacji jak działa grawitacja.
>A skąd na tym padole wziąłeś nieskończoność? Masz wiedzę o tym, jakoby ten świat był nieskończony? Z prostego rozumowania skoro świat jest płaski (na co wskazują obecne pomiary) to albo jest nieskończony albo ma "brzeg". Naturalnie, osobiście wolałbym aby wszechświat miał dodatnią krzywiznę tj. był wszechświatem zamkniętym.
>Dobrym punktem wyjścia może być niesprzeczność wspomnień - jeżeli pamiętam, jakobym przeżył coś sprzecznego, >to chyba coś jest nie tak. Nie rozumię - co oznacza niesprzeczność wspomnień (wykluczam oczywiście stany upojenia lub chorobowe) Wspomnienia to pamięć a ta jest zawodna ja np nie pamiętam czy tydzień temu jadłem na śniadanie kiełbasę czy ser raz wydaje mi się że to był ser a raz kiełbasa - mam więc sprzeczne wspomnienia, to co świat nie istnieje ?
|
|
| | | | |  | | webmaster (moderator) | >Ja też nie wiem, ale widzisz, zgodziłes się na to że poglądy katolików mogą ewoluować zatem można dopuszczać dyskusje nawet o dogmatach, zatem są różne frakcje katolicyzmu a zatem Heller może należeć do jakeś z tych frakcji i może to być nawet frakcja o poglądach liberalnych, postępowych itp Tendencja jest taka, że dogmatów nie ubywa, a więc ta 'ewolucja' ma charakter zawężający. Maryja nie przestanie być zawsze dziewicą, choćby po setnym soborze.
>- ostatecznie więc nawet jako ksiądz KK może mieć inne zdanie w wielu sprawach na swą wiarę, co nie wyłącza go z grona wiernych KK. Jednak dziedziny, w których może mieć inne zdanie, są małej istotności.
>>Ale wyobraź sobie nowoczesny eksperyment naukowy dotyczacy np, badania oddziaływania cząstek elementarnych albo anizotropii tła mikrofalowego - dostajesz w ich wyniku tabele liczb (powiedzmy że już opracowaną statystycznie i matematycznie) no i co możesz powiedzieć na tej podstawie ? Fajnie, ale skąd te liczby? Zawsze na końcu jest jakieś urządzenie które coś mierzy. To coś nas interesuje, a nie tabelka.
>Bez odpowiedniej teorii nie jesteś w stanie jej zinterpretować , bo co oznacza że na jakieś tam pozycji widnieje jakaś tam liczba ? Po to są właśnie teorie, aby było wiadomo jakich liczb mamy się spodziewać. Ale my te teorie poddajemy eksperymentom, aby nadać im jakieś znaczenie.
>Weź sobie układ podwójny gwiazd neutronowych i wydedukuj z ich ruchu - oczywiście stosując relatywistyczną teorię grawitacji jak działa grawitacja. Powtarzam: Ale co to ma do rzeczy, skoro te ciała teorii nie przeczą? Kto ci karze dedukować od trudnych przypadków do łatwych??
>Z prostego rozumowania skoro świat jest płaski (na co wskazują obecne pomiary) to albo jest nieskończony albo ma "brzeg". Nieskończony?Nieskończony?Nieskończona ilość materii?Nieskończona przestrzeń? Ja się pytam, gdzie na to dowód?
>Naturalnie, osobiście wolałbym aby wszechświat miał dodatnią krzywiznę tj. był wszechświatem zamkniętym. Ja również bym wolał.
>Wspomnienia to pamięć a ta jest zawodna ja np nie pamiętam czy tydzień temu jadłem na śniadanie kiełbasę czy ser raz wydaje mi się że to był ser a raz kiełbasa - mam więc sprzeczne wspomnienia, to co świat nie istnieje ? Chodzi raczej o to, że nie wspominasz jakobyś rok temu był lekarzem w Australii lub drwalem na Syberii, zależnie od tego kto i kiedy pyta. Ale mówię: to była tylko propozycja.
|
|
| | | | | |  | | waligóra (961 punktów) | > Tendencja jest taka, że dogmatów nie ubywa, a więc ta 'ewolucja' ma charakter zawężający. Maryja nie przestanie >być zawsze dziewicą, choćby po setnym soborze.I > Jednak dziedziny, w których może mieć inne zdanie, są małej istotności.To są twoje i wyłącznie twoje odczucia, nie chciałbym dyskutować o wrażeniach - ja powiedziałem ogólnie że kościół się zmienia (czemu nikt rozsądny nie zaprzeczy) a w nurcie takich zmian istnieje możliowść pewnych dowolności interpretacyjnych i dialogu. Jaki szeroki jest ten nurt - nie wiem , trzeba było by być na bieżąco z obecnymi trendami w teologii. Ani ja ani zapewne ty nie mamy takich wiadomości, zatem trudno ostatecznie rozstrzygać czemu można nadać rangę "małej istotności". > Fajnie, ale skąd te liczby? Zawsze na końcu jest jakieś urządzenie które coś mierzy. To coś nas interesuje, >a nie tabelka.Nie wiem czy kiedyś "coś" mierzyłeś - pomiar napiecia lub np odczyt z oscyloskopu lub analizatora to liczba i w zależności od tego jak ustawimy "pomiar" może znaczyć zawsze coś innego - a co znaczy konkretnie to odpowiada teoria. Napięcie np może być proporcjonalne do wielu wielkości fizycznych, to min teoria mówi nam w jaki sposób zmontować układ pomiarowy i co z czym powiązać. > Po to są właśnie teorie, aby było wiadomo jakich liczb mamy się spodziewać. Ale my te teorie poddajemy eksperymentom, aby nadać im jakieś znaczenie.Więc jak widzisz bez teorii nie wiemy co mierzymy. Niezapomninaj równiez że są teorie (już sprawdzone) z których korzystamy sprawdzajac kolejne teorie itp. > Powtarzam: Ale co to ma do rzeczy, skoro te ciała teorii nie przeczą? Kto ci karze dedukować od trudnych >przypadków do łatwych??Klasyczna teoria grawitacji miała by tu problem - nie o to jednak chodzi , ja podkreślam że biorąc "trudne przypadki" tj. graniczne najwyraźniej widać ograniczenia prostych metod percepcji a zatem i ich uogólniania. > >Nieskończony?Nieskończony?Nieskończona ilość materii?Nieskończona przestrzeń? Ja się pytam, gdzie na to dowód?No co ja ci mam powiedzieć? - postepy.camk.edu.pl/jks-nowecmb-str.htmGdzieś czytałem już o nowszych badaniach jak sobie przypomne, gdzie to ci podam Zatem wszechświat jest płaski - tak wynika z obecnych badań - dalsze mogą wykazać, że jednak ma niezerową krzywiznę - nie ważne, teraz jest zupełnie płaski a jak jest płaski, to jak mnie uczono albo nigdzie się nie kończy albo kończy się brzegiem, zatem albo rozciąga się w nieskończoność albo się "urywa" czy mam to dowieść matematycznie ? > Chodzi raczej o to, że nie wspominasz jakobyś rok temu był lekarzem w Australii lub drwalem na Syberii, zależnie od tego kto i kiedy pyta. Ale mówię: to była tylko propozycja.No widzisz znowu bieżesz sobie najdogodniejszy przypadek i z niego coś próbujesz udowodnić - weź przypadek skrajny : wspomnień chwilowych (nie zaprzeczysz że to również są wspomninia i z nich suma sumarum budujemy wspomnienia trwałe) , wspomnień które nabywasz będąc rozkojarzonym , zajmujac sie wieloma czynnosciami na raz itp. Jak do nich odniesiesz swą teorię ?
|
|
| | | | | | |  | | webmaster (moderator) | > Nie wiem czy kiedyś "coś" mierzyłeś - pomiar napiecia lub np odczyt z oscyloskopu lub analizatora to liczba i w zależności od tego jak ustawimy "pomiar" może znaczyć zawsze coś innego - a co znaczy konkretnie to odpowiada teoria.Mówisz o przypadku wtórnym. Początkowo mamy pawien dany układ, nie mamy jeszcze teorii i budujemy przyrząd, który 'coś' mierzy. Obserwujemy zmiany i stawiamy hipotezę na temat tego 'coś'. I dopiero mówimy, że przyrząd mierzy co coś zgodnie z teorią. Jak odkryto ciemną materię, gotowym układem? Nie, z pomiaru wyszło 'coś' nowego, postawiono hipotezę, sprawdzono przyrządami co się 'wychyla' (tu akurat światło) i powstaje teoria. > Więc jak widzisz bez teorii nie wiemy co mierzymy.Ależ nigdy nie wiemy co mierzymy, nie twierdzę tego. Jednak niewątpliwie coś mierzymy, niezależnie od teorii. > Klasyczna teoria grawitacji miała by tu problem - nie o to jednak chodzi , ja podkreślam że biorąc "trudne przypadki"> tj. graniczne najwyraźniej widać ograniczenia prostych metod percepcji a zatem i ich uogólniania.Tak, problem uogólnienia i ekstrapolacji jest powszechny. > No co ja ci mam powiedzieć? - postepy.camk.edu.pl/jks-nowecmb-str.htmLink nie działa. Ja tylko mówię, że nie widzę dowodu, jakoby był nieskończony (w sensie materii lub przestrzeni). Rozumiem o czym mówisz więc nie przeczę, że może być i tak. > No widzisz znowu bieżesz sobie najdogodniejszy przypadek i z niego coś próbujesz udowodnić - weź przypadek skrajny : wspomnień chwilowych (nie zaprzeczysz że to również są wspomninia i z nich suma sumarum budujemy wspomnienia trwałe) , wspomnień które nabywasz będąc rozkojarzonym , zajmujac sie wieloma czynnosciami na raz itp. Jak do nich odniesiesz swą teorię ?Nie ma żadnej teorii, tylko propozycja, możesz podać lepszą. Mówię: gdybym miał sprzeczne wspomnienia (nie jakieś tam luki czy niejasności), to bym się zaczął martwić.
|
|
| | | | | | | |  | | waligóra (961 punktów) | > Ależ nigdy nie wiemy co mierzymy, nie twierdzę tego. Jednak niewątpliwie coś mierzymy, niezależnie od teorii.No ale czy zmierzenie czegos o czym nie wiemy czym jest tj. pomiar dla pomiaru ma jakiś sens. Weźmy prosty elementarny przykład - pomiar masy : aby go wykonać trzeba po pierwsze dysponować pewna koncepcją co to jest "masa" ( a jak wiadomo są trzy rodzaje "masy" , nadto odróznić ja od ciężaru) trzeba na tej podstawie wymyślić pewien sposób pomiaru (min. uniezależnić się od błędów w pomiarze) a na końcu zinterpretować wynik tj. sprawdzić jego zgodność z innymi (już sprawdzonymi teoriami np po to aby wykluczyc to że mierząc masę słonia otrzymujemy masę Ziemi (skrajny przypadek)) Powiesz, ale faktem jest że coś co nazwaliśmy "masą ciała" istniało przed pomiarem - no istniało (założenie obiektywności makroświata) na ale bez teorii "masy" czy wiadome byłoby czym ona jest ? - w szczególności czy np masę można mierzyć mierząc czas spadku swobodnego ? (jak sądzono bez dobrej teorii "masy") Spruóbuj : postepy.camk.edu.pl/jks-kosmologia.htmltemat: A jednak nasz Wszechświat jest "płaski" > Nie ma żadnej teorii, tylko propozycja, możesz podać lepszą. Mówię: gdybym miał sprzeczne wspomnienia (nie >jakieś tam luki czy niejasności), to bym się zaczął martwić.ok, dajmy z tym spokój.
|
|
| | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | > Weźmy prosty elementarny przykład - pomiar masy : aby go wykonać trzeba po pierwsze dysponować pewna koncepcją co to jest "masa", trzeba na tej podstawie wymyślić pewien sposób pomiaru (min. uniezależnić się od błędów w pomiarze) a na końcu zinterpretować wynik tj. sprawdzić jego zgodność z innymi.Powiem, że wpierw mamy obserwację zjawiska, potem trafiamy na metodę badania tego zjawiska, potem tworzymy hipotezę a na koniec teorię tłumaczącą zjawisko. Masa jest tu elementem teorii tłumaczącej zjawisko, więc trudno powiedzieć, że istnieje 'masa' poza teorią. Ale jakbyśmy nie kombinowali, jakaś teoria na to zjawisko musi być. A więc jak by nie patrzeć, gdzieś na końcu jest obiektywny pomiar istniejącego zjawiska, można tylko zmieniać aparat modelujący. > ale bez teorii "masy" czy wiadome byłoby czym ona jest ? - w szczególności czy np masę można mierzyć mierząc czas spadku swobodnego ?Z definicji - nie było wiadomo. Nauka przecież nie tłumaczy, czym jest istota masy, tylko jak działa masa. ej teorii "masy") > Spruóbuj : postepy.camk.edu.pl/jks-kosmologia.htmlTyle to ja wiem, ale gdzie ta nieskończoność? Do koncepcji BigBang nieskończoność materii lub przestrzeni raczej nie pasuje.
|
|
| | | | | | | | | |  | | waligóra (961 punktów) | >Powiem, że wpierw mamy obserwację zjawiska, Kolego - ale odróżnij obserwacje od doświadczenia (eksperymentu). Jak wyobrażasz sobie "obserwacje" w mikroświecie ? W makroświecie z reguły obiekt pomiarowy jest dany w mikroświecie to my przygotowujemy taki obiekt min. kierując się wskazówkami teoretycznymi. >potem trafiamy na metodę badania tego zjawiska, potem tworzymy hipotezę a na koniec teorię tłumaczącą >zjawisko. Taki schemat oczwiście dobrze wpisuje się w "OBSERWACJE" makroświata np. obserwacje faz księżyca ale czy jest on stosowalnym równiez dla planowanego eksperymentu ?
>Tyle to ja wiem, ale gdzie ta nieskończoność? Do koncepcji BigBang nieskończoność materii lub przestrzeni raczej >nie pasuje. Dobra od poczatku, ponieważ stwierdziłeś: "np. światło wysłane z Ziemi, którego nigdy nie dogonimy, a jednak nauka może przewidzieć, co się z tym światłem stanie" to zapytałem co dzieje się według nauki ze światłem wysłanym i nie pochłonietym w bezkresnej przestrzeni kosmicznej - w domyśle w nieskończonści, a tę nieskończoność należy rozumieć w sensie matematycznym modelujacą płaski model wszechświata (jak na razie potwierdzony eksperymentalnie) - nie ma fizycznej nieskończoności ponieważ jest to tylko model matematyczny. Pytanie jest o tyle zasadne o ile wiem że nauka (elektrodynamika) własnie ma z tym problem - chodzi o rozwiązania (dosyć skomplikowane) równań falowych. Nie wchodząc w szczegóły posłuże się cytatem :
["Jednak powstaje pytanie w jakim czasie będą rozprzestrzeniać się wspomniane działania. Nie mogą one przecież działać w nieskończonym czasie. Obraz rozprzestrzeniania się fal jest następujący : fale wypuszczane przez pewne materialne ciało dochodzą do innego ciała i odbijają się od niego itd. na końcu giną w nieskończoności . Teraz należy postawić pytanie : Obecność jakich fal należy zakładać w nieskończoności ? W samej istocie na każdej granicy nawet jeśli znajduje się ona w nieskończoności powinny być zadane warunki brzegowe. Jednak takie warunki nie były postawione ani razu. Levi-Civita [6] i inni autorzy wybierają fale rozchodzące się ( odpowiadające potencjałowi opóźnionemu) które oddalają się od swojego źródła i unoszą związane z nim niepożądane przeciwdziałanie , Einstein Infield i Hoffman [7] przeciwnie wykorzystują fale stojące (superpozycje fal przedwczesnej i opóźnionej), umieszczając w nieskończoności ogromne zwierciadło (wirtualne). To pytanie jednak wymaga ostatecznej odpowiedzi i należy znaleźć taką postać warunków brzegowych z którymi zgodzi się każdy fizyk."]
Fragment z Leon Brillouin "Relativity reexamined" Academic Press 1970 w tłumaczeniu własnym. I na tym zakończmy tę sprawę - chyba że masz jakąś koncepcje rozwiązania swobodnych równań Maxwella z warunkami brzegowymi dla nieskończoności.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | > ale odróżnij obserwacje od doświadczenia (eksperymentu). Jak wyobrażasz sobie "obserwacje" w mikroświecie ? Czyli wg ciebie jest jakościowa różnica między badaniem bakterii i elektronu?
>W makroświecie z reguły obiekt pomiarowy jest dany w mikroświecie to my przygotowujemy taki obiekt min. kierując się wskazówkami teoretycznymi. To nadal sytuacja wtórna, a mnie chodzi o badanie początkowe nowej hipotezy, kiedy jeszcze nie wiemy co przygotować ani czym jest to coś, co badamy. Mamy tylko obserwację która wskazuje, że jest coś nowego do badania (jak z ciemną materią).
>Taki schemat oczwiście dobrze wpisuje się w "OBSERWACJE" makroświata np. obserwacje faz księżyca ale czy jest on stosowalnym równiez dla planowanego eksperymentu ? Większość odkryć jest przez przypadek, trudno mówić o planowaniu. W przypadku LHC mamy raczej weryfikację hipotez, co nie znaczy, że nie może się pojawić coś nieoczekiwanego. Ale wracając do tematu, chyba nie ma tam niczego, czego nie można sprowadzić do jakiegoś receptora który coś rejestruje, a my to coś opisujemy teorią. Właściwie nie wiem gdzie się spieramy.
>to zapytałem co dzieje się według nauki ze światłem wysłanym i nie pochłonietym w bezkresnej przestrzeni kosmicznej - w domyśle w nieskończonści, a tę nieskończoność należy rozumieć w sensie matematycznym modelujacą płaski model wszechświata (jak na razie potwierdzony eksperymentalnie) - nie ma fizycznej nieskończoności ponieważ jest to tylko model matematyczny. W takim razie ten problem mnie nie interesuje, ponieważ praktycznie nie mamy do czynienia z nieskończonościami na tym świecie. Tutaj EOT.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | waligóra (961 punktów) | >Czyli wg ciebie jest jakościowa różnica między badaniem bakterii i elektronu? Co znaczy "badanie" w tym przypadku ? Kazda obserwacja w mikroświecie ( tj. dla przypadków w których nalezy brać pod uwagę stałą Plancka) jest związana z odpowiednią kwantową teorią pomiaru. Gdybyśmy "obserwowali" bakterię uzywając zabójczego dla nich promieniowania, taki fakt należało by włączyć do odpowiedniej "teorii" obserwacji bakterii. W przeciwnym przypadku można by dojść do absurdalnych wniosków.
>To nadal sytuacja wtórna, a mnie chodzi o badanie początkowe nowej hipotezy, kiedy jeszcze nie wiemy co >przygotować ani czym jest to coś, co badamy. Mamy tylko obserwację która wskazuje, że jest coś nowego do >badania (jak z ciemną materią). No ale skad wiesz czy "coś jest nowego" może to być "stare" tylko oglądane z innej strony ? Zatem należy dokonać analizy teoretycznej problemu. Mówisz "ciemna materia" - coś nowego jak na razie bez teorii wyjaśniającej , czysta obserwacja zjawiska. Czy na pewno ? Po pierwsze mamy teorię na której bazuje metoda obserwacyjna - radioteleskopy , teleskopy itp. po drugie o ile wiem o jej istnieniu świadczą odchylenia od stosowanych TEORII grawitacji.
>Właściwie nie wiem gdzie się spieramy. Przypominam spór dotyczy twojej tezy : Istnieją eksperymenty (chociaż ostatnio wskazujesz na obserwacje) które nie są w żaden sposób związane ze stosowanymi teoriami. Ja twierdze że każdy eksperyment pośrednio lub bezpośrednio odwołuje się teorii czyli pewnych koncepcji, modeli, praw schematów pojęciowych itp - nie ma "czystego" eksperymentu. >W takim razie ten problem mnie nie interesuje, ponieważ praktycznie nie mamy do czynienia z nieskończonościami >na tym świecie. Tutaj EOT. Chwila, chwila ale przecież tu nie chodziło o "nieskończoność samą w sobie" tu chodziło o twoje stwierdzenie : "(np. światło wysłane z Ziemi, którego nigdy nie dogonimy, a jednak nauka może przewidzieć, co się z tym światłem stanie)." a ja stwierdzam że istnieje tutaj trudność związana z brakiem odpowiedniego modelu dla "nieskończoności". Czy ty rozumiesz co oznacza "model matematyczny" i jego możliwości dokonywania prognoz ? "Praktycznie" nie mamy do czynienia z wieloma pojęciami w fizyce, idąc twoim tokiem rozumowania musisz odrzucić całą fizykę - bazuje ona na idealizacjach nie realizowalnych w praktyce , zatem o czym chcesz rozmawiać ? Ciało doskonale sztywne, inercjalny układ odniesienia, punkt materialny itp - powiesz że te wszystkie pojęcia są realizowalne w przybliżeniu, no więc uważaj w przybliżeniu że "nieskończoność fizyczna" to obszar w przestrzeni płaskiej naszego wszechświata z którego światło jeszcze do nas nie dotarło + n lat świetlnych gdzie n - dobieramy w zależności od żądanej precyzji modelu - pasuje ?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | >Kazda obserwacja w mikroświecie ( tj. dla przypadków w których nalezy brać pod uwagę stałą Plancka) jest związana z odpowiednią kwantową teorią pomiaru. W tym sensie nawet obserwacja drzewa związana jest z jakąś teorią odległości i wielkości, tu się zgodzę.
>No ale skad wiesz czy "coś jest nowego" może to być "stare" tylko oglądane z innej strony? Nie wiem, dlatego nazywam to hipotezą.
>Po pierwsze mamy teorię na której bazuje metoda obserwacyjna - radioteleskopy , teleskopy itp. Oczywiście, w ten sposób mamy też teorię obserwacji 'na oko', bo przecież nawet patrzenie przez lornetkę nie jest czystym eksperymentem.
>po drugie o ile wiem o jej istnieniu świadczą odchylenia od stosowanych TEORII grawitacji. Tak.
>Przypominam spór dotyczy twojej tezy : Istnieją eksperymenty (chociaż ostatnio wskazujesz na obserwacje) które nie są w żaden sposób związane ze stosowanymi teoriami. >Ja twierdze że każdy eksperyment pośrednio lub bezpośrednio odwołuje się teorii czyli pewnych koncepcji, modeli, praw schematów pojęciowych itp - nie ma "czystego" eksperymentu. Jeżeli to była moja teza, to się wycofuję, bo oczywiście nie ma czegoś takiego jak czysty eksperyment. Chodziło mi raczej o to, że zawsze na końcu jest coś, co opiera się na jasnym eksperymencie i jego wynikach a nie tylko i wyłącznie na teorii.
>Chwila, chwila ale przecież tu nie chodziło o "nieskończoność samą w sobie" tu chodziło o twoje stwierdzenie : "(np. światło wysłane z Ziemi, którego nigdy nie dogonimy, a jednak nauka może przewidzieć, co się z tym światłem stanie)." >a ja stwierdzam że istnieje tutaj trudność związana z brakiem odpowiedniego modelu dla "nieskończoności". Tak, ale nie miałem na myśli "co się stanie w nieskończoności", tylko że w każdym momencie będzie on tylko skończenie daleko od nas (jeżeli nie zostanie pochłonięty przez jakieś zjawiska kwantowe). Czy wg ciebie przy skończonym czasie promień jest poza zasięgiem naszej wiedzy teoretycznej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | waligóra (961 punktów) | >Nie wiem, dlatego nazywam to hipotezą. Zwróć uwagę że zanim wprowadzono hipoteze "ciemnej materii" dokonano analizy obserwowanych i próbowano wyjaśniać ją w ramach znanych teorii - taka jest metodologia fizyki.
>Oczywiście, w ten sposób mamy też teorię obserwacji 'na oko', bo przecież nawet patrzenie przez lornetkę nie jest >czystym eksperymentem. Wiem do czego zmierzasz, jednak oczywiście na "upartego" możliwe byłoby nawet rozpatrywanie pracy mózgu - i nie jest to od rzeczy, znamy przypadki błędów w interpretacji wyników obserwacji wynikłych z "oszukiwania" zmysłów i umysłu. Jednak zazwyczaj przyjmuje się pewną "rozsądną" granicę poza którą nie ma sensu (przynajmniej w eksperymentach fizycznych) wychodzić. Co do lornetki - istotnie np. Gallileusz musiał się gęsto tłumaczyć aby wyjaśnić "niedowiarkom", że to co obserwuje przez swój teleskop nie jest złudzeniem.
>Jeżeli to była moja teza, to się wycofuję, bo oczywiście nie ma czegoś takiego jak czysty eksperyment. Chodziło mi >raczej o to, że zawsze na końcu jest coś, co opiera się na jasnym eksperymencie i jego wynikach a nie tylko i >wyłącznie na teorii. Fizyka jest w pierwszej kolejności nauką EMPIRYCZNĄ, jednak należy sobie zdawać sprawę że związek empirii i teorii jest związkiem nieliniowym.
>Tak, ale nie miałem na myśli "co się stanie w nieskończoności", tylko że w każdym momencie będzie on tylko >skończenie daleko od nas (jeżeli nie zostanie pochłonięty przez jakieś zjawiska kwantowe). Czy wg ciebie przy >skończonym czasie promień jest poza zasięgiem naszej wiedzy teoretycznej? Równania falowe rozwiązuje się jednoznacznie tylko w zadanym obszarze nakładając na jego granicy tzw. warunki brzegowe - jeśli jesteś zainteresowany szczegółami odsyłam cię do bogatej literatury.
|
|
| | |  | | uxbridge (5980 punktów) | >I tak i nie - oczywiście "prawdziwy" katolik musi wierzyć we wszystkie dogamty swej wiary bez dyskusji i bez wyjątku. >,stosujac się do ich oficjalnej wykładni. Ale właśnie ta wykładnia bywa różna w róznym czasie - we wczesnym chrześcijaństwie (o ile wiem) dogamty tłumaczono troszkę inaczej a teraz zwłaszcza po soborze Watykańskim II >kościół podchodzi do tych spraw wiary inaczej.
Tylko że ks. Heller nie jest po prostu wierzącym uczonym ale księdzem właśnie. Jakiż może być "prawdziwszy" katolik niż ksiądz? "Zwykły" wierzący naukowiec, katolik czy muzułmanin, może sobie dobierać z wiary co mu odpowiada, może być też agnostykiem. Nawet katolik może swą "nieprawdziwą" wiarę bronić nieznajomością szczegółów dogmatyki lub katechizmu. Ale ks. Heller jest teologiem. On je zna na wylot. Więcej, jego te dogmaty i katechizm obowiązują bezwzględnie. Czy dobrze myślę? Czy może teologom więcej wolno niż reszcie trzódki? Bo ja to odbieram jako takie mruganie okiem do niewierzących: wiecie, te wszystkie hokus-pokus to dla maluczkich i margines kościoła. A ja jestem filozofem i teologiem więc operuję na zupełnie innym poziomie. Więc jedno z dwojga: albo ten religijny sztafarz jest mało znaczącym dodatkiem i Kościół (wraz z Ks. Hellerem) oszukuje wiernych, albo tak nie jest i to Ks. Heller oszukuje Kościół. Ja np. chciałbym wiedzieć co Ks. Heller myśli o osobowym Szatanie, o opętaniu i egzorcystach?
|
|
| | | |  | | waligóra (961 punktów) | >Tylko że ks. Heller nie jest po prostu wierzącym uczonym ale księdzem właśnie. Jakiż może być "prawdziwszy" >katolik niż ksiądz? Ale co jak już ksiądz to własnego zdania mieć nie może ?
>"Zwykły" wierzący naukowiec, katolik czy muzułmanin, może sobie dobierać z wiary co mu odpowiada, może być też >agnostykiem. Nawet katolik może swą "nieprawdziwą" wiarę bronić nieznajomością szczegółów dogmatyki lub >katechizmu. Ale ks. Heller jest teologiem. On je zna na wylot. Więcej, jego te dogmaty i katechizm obowiązują >bezwzględnie. Czy dobrze myślę? Czy może teologom więcej wolno niż reszcie trzódki? No właśnie od tego są teolodzy (tak mi się wydaje) aby mając dogłębna wiedze w temacie dokonywać stale nowych reinterpretacji. Zawsze uważałem że tak to powinno działać - przecież wykładni wiary nie daje rada parafialna ani kółko różańcowe oni mają jedynie jej przestrzegać, bez dyskusji - amen.
>Bo ja to odbieram jako takie mruganie okiem do niewierzących: wiecie, te wszystkie hokus-pokus to dla maluczkich i >margines kościoła. A ja jestem filozofem i teologiem więc operuję na zupełnie innym poziomie. Nie pamiętam już gdzie ale coś w tym stylu kiedyś powiedział - " W Polsce brakuje księży którzy potrafili by rozmawiać o wierze z ludźmi wykształconymi w sposób odpowiadający ich poziomowi" Zatem istnieje gradacja pozimów wiary - co według mnie było by naturalne, przecież babulce w koziej wólce ksiądz nie będzie wykładał immanentnej transcendencji osobowego Boga w trzech różnych ale jednakich postaciach. >Ja np. chciałbym wiedzieć co Ks. Heller myśli o osobowym Szatanie, o opętaniu i egzorcystach? Zapytaj, o ile wiem prof. Heller odpowiada na korespondencje.
|
|
| | | | |  | | uxbridge (5980 punktów) | A wiesz, pewnie masz racje. Problem w tym, ze my niewierzacy czesto jestesmy fanatycznymi antyklerykalami. A kazdy fanatyzm bywa szkodliwy. Jak przemawia Ks. Rydzyk to jestesmy sklonni uwazac ze to prawdziwy glos kosciola. A jak Ks. Heller - to ze kreci a moze nawet wystepuje przeciw kosciolowi.
|
|
| | | | | |  | | keymak (3379 punktów) | >to ze kreci a moze nawet wystepuje przeciw kosciolowi. Ks. Heller raczej nie kręci (a przynajmniej nie nazwał bym tego w ten sposób), ale symptomatycznym faktem jest że jakoś ludzie religijni niespecjalnie powołują się na słowa Ks. Hellera. Mam wrażenie że dyskusja dotyczy kogoś na tyle wyjątkowego i niereprezentatywnego że jest aż niepotrzebna. Nie ma sensu chwalić zakalca, gdy wiemy że w środku jest rodzynek. Chyba że ktoś lubi szukać rodzynków w zakalcach.
Pozdrawiam
|
|
1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) |
>Twierdzenie, że wszystko jest śladem Boga, jest tak samo prawdziwe jak twierdzenie, że nigdzie nie >ma jego śladu.
Niekoniecznie.O śladach jest mowa, bo jest mowa o racjonalności.Gdyby rzeczywistość nie była racjonalna możnaby wtedy mówić, że nic nie jest śladem.Nie widzisz różnicy? O tym własnie mówił prof.Heller.
>Jeżeli nie ma metody ("ich nie może być") znalezienia takiego śladu, to tym samym w >sposób nieuzasadniony wyklucza się pytania o Boga ze sfery racjonalnych dociekań.
Owszem, wykluczać pytanie o Boga jest pseudoracjonalnością, a mówiąc ścislej zwykłą ignorancją.Człowiek wystarczająco poinformowany wie, że nauka w żadnym miejscu nie blokuje rzeczywistości duchowej możliwości istnienia.I ks.Heller dlatego jest duchownym, ponieważ dobrze o tym wie, nie dlatego, że wie mniej.
>Jakiż, ach jakiż to jest powód, dla którego nie można przeprowadzić eksperymentu >na Kimś, kto rozmawiał z Mojżeszem, zesłał Plagi Egipskie, wyciosał dekalog, >pomagał w rzezi Amalekitów, wskrzeszał umarłych itp. itd. Co się takiego stało, że Jahwe przestał >być dostępny ludzkiej percepcji?
Bóg nie podlega eksperymentom z tego powodu, że nie jest Obiektem we wszechświecie, idea Boga jasno mówi o tym, że jest On poza nim i ponad nim.Wystarczy wiedza aby nie stawiać takich pytań. Jeśli chodzi o Mojżesza itd. - wszystkie ST znaki i wydarzenia były przygotowaniem do przyjścia Mesjasza, potrzebna była dyscyplina (Prawo), znaki, dekalog.W Chrystusie zaś Bóg się ostatecznie wypowiedział (Kto mnie zobaczył, zobaczył i Ojca mojego) i nie ma już na co czekać ani czego szukać poza tym wydarzeniem.
>"Natomiast "śladowość" Boga przejawia się najbardziej w racjonalności wszechświata. >Jest on niezmiernie racjonalny i daje się go badać matematycznie." >Nie da się w sposób logiczny przejść od założenia, że świat jest racjonalny, do twierdzenia, że >jest to ślad po Bogu.
W wypowiedzi prof.Hellera nie ma takiego przejścia.Chodzi mu o to, że jeśli coś jest śladem Boga to jest nim racjonalność wszechświata. Poza tym, z jakiegokolwiek punktu się wyjdzie, czy od Boga (nauka jako pogłębienie zrozumienia dzieła Boga jakim jest świat), czy od świata (świat poznawany przez naukę jako nie zamykający na transcendencję i prowadzący poza siebie <transcendere>) nie napotyka się nigdy na takie przeszkody, które nieuchronnie prowadziłyby do ateizmu.Opowiedzenie się za lub przeciw istnieniu Boga to sprawa, która rozstrzyga się na całkiem innym poziomie.Chyba, że ktoś jest b.żle zorientowany, co zdarza się nadzwyczaj często i w swoich własnych oczach jest zobowiazany przyjąć istnienie tzw.światopoglądu naukowego, którego nieistnienie wykazał już prawie 100 lat temu Wittgenstein.
>Nie znamy przyczyn, nie badaliśmy powstawania światów, nie wiemy jak to się >dzieje. Jedyną odpowiedzią prawdziwą na pytanie "Skąd się wzięły prawa natury"*, nie jest: >"Zostały stworzone", ale "Nie wiemy". "God of the gaps" ma się dobrze.
To wg.nauki.Teologia ma ma tę przewagę, że ma trochę poszerzoną epistemologię.
>"Na przykład w tej chwili w laboratorium CERN pod Genewą lada dzień ruszy wielki eksperyment >(..), z którym fizycy wiążą olbrzymie nadzieje (..). Koncepcja tego doświadczenia wynika z założeń >teoretycznych, a nie tylko empirycznych. Aby doszło do tego eksperymentu trzeba było oprzeć go na >bardzo zaawansowanej teorii, która jest też niezbędna do zinterpretowania wyniku. Z punktu widzenia >pozytywistycznego taki eksperyment byłby nie do przyjęcia. Argumentem przeciwko pozytywizmowi jest >także historia fizyki, która pokazuje, że każde doświadczenie jest uwikłane w teorię." >Kto wyjaśni, dlaczego pozytywista nie chciałby przeprowadzać eksperymentów w CERN?
Naprawdę nie zrozumiałeś? Eksperyment taki byłby nie do przyjęcia dla pozytywisty ponieważ jego podstawy oparte są nie na doświadczeniu, ale na teorii i to tak zaawansowanej, że potrzebna jest nawet do interpretacji wyniku. Pozytywizm głosił nawrót do empirii, doświadczenia i oglądu w imię walki właśnie z teoriami i założeniami, tu potrzeba najwidoczniej wiele założeń teoretycznych, które w punkcie wyjścia musiałyby negować metodologię ściśle pozytywistyczną, jeśli chciałaby być ona konsekwentna (chyba, że nigdy taka nie była). Zarzucać 70-letniemu profesorowi fizyki i to dość wybitnemu, że nie wie o czym mówi jest zwykłą nieostrożnością, prof.Heller już o samej filozofii nauki napisał kilka książek.
>Uczciwy naukowiec zawsze szuka możliwości eksperymentalnego sprawdzenia hipotezy. Teolog >nigdy nie zgodzi się na eksperyment weryfikujący jego spekulacje.
Uczciwy teolog nie ma możliwości zgodzić się lub nie na weryfikację swoich twierdzeń, ponieważ przedmiot jego wiary nie podlega takiej samej weryfikacji jak przedmioty nauk empirycznych.To elementarna wiedza.Na taką zaś weryfikację, która jest możliwa w ramach metodologii swojej dziedziny zgadza się każdy uczciwy teolog i stosuje ją sam w punkcie wyjścia.
c.d.n.
|
|
 | | webmaster (moderator) | >Gdyby rzeczywistość nie była racjonalna możnaby wtedy mówić, że nic nie jest śladem.Nie widzisz różnicy? Nieprawda. Otóż on stwierdza, że śladem jest taka a taka postać świata (a raczej założenie co do jego istoty). Gdyby świat był inny mógłby tak samo powiedzieć, bo zawsze świat jest jakiś, więc to nic nie znaczy. Całość nie może być sladem na cokolwiek. Nawet gdyby wszechświat miał kształt żółwia, to nie można by było powiedzieć, że stworzył go żółw, prawda? I tam samo z założenia racjonlności w żaden sposób nie wynika nic o jego stwórcy.
>I ks.Heller dlatego jest duchownym, ponieważ dobrze o tym wie, nie dlatego, że wie mniej. Tym bardziej nie ma powodu, aby nauka nie zajmowała się czymś tak ważnym jak istnienie Boga (jeżeli pojęcie Bóg cokolwiek znaczy).
>Bóg nie podlega eksperymentom z tego powodu, że nie jest Obiektem we wszechświecie, To nie ma nic do rzeczy, mógłby podlegać, tylko teolodzy założyli(!), że nie może.
>idea Boga jasno mówi o tym, że jest On poza nim i ponad nim. To tylko ucieczka i wygodne założenie. Powiedz Mojżeszowi, że nie mógł z nim rozmawiać, bo jest 'poza nim'.
>Jeśli chodzi o Mojżesza itd. - wszystkie ST znaki i wydarzenia były przygotowaniem do przyjścia Mesjasza, Proszę nie zmieniać tematu.
>Chodzi mu o to, że jeśli coś jest śladem Boga to jest nim racjonalność wszechświata. To tylko teistyczne założenie, nikt tego nie wykazał.
>Poza tym, z jakiegokolwiek punktu się wyjdzie, (..) nie napotyka się nigdy na takie przeszkody, które nieuchronnie prowadziłyby do ateizmu. Ani na takie ślady, które prowadzą do teizm. Pusty argument.
>Opowiedzenie się za lub przeciw istnieniu Boga to sprawa, która rozstrzyga się na całkiem innym poziomie. No więc na jakim, jeżeli nie na poziomie faktów i obserwacji? Na poziomie 'widzimisię'?
>Teologia ma ma tę przewagę, że ma trochę poszerzoną epistemologię. Tak, teologia może stawiać tezy, które nic nie znaczą. Tzn. byłyby tak samo prawdziwe niezależnie od doświadczenia.
>Eksperyment taki byłby nie do przyjęcia dla pozytywisty ponieważ jego podstawy oparte są nie na doświadczeniu, ale na teorii i to tak zaawansowanej, że potrzebna jest nawet do interpretacji wyniku. Na końcu zawsze jest jakieś urządzenie które coś mierzy. Nie ma powodu, aby pozytywista miał problem z takim doświadczeniem. Ale być może skrajny pozytywista już tak, nie przeczę.
>Uczciwy teolog nie ma możliwości zgodzić się lub nie na weryfikację swoich twierdzeń, ponieważ przedmiot jego wiary nie podlega takiej samej weryfikacji jak przedmioty nauk empirycznych. Jest tak tylko dlatego, że sam teolog mówi, że tak jest. Ale to tylko założenie, że przedmiot wiary nie może podlegać weryfikacji. Jeżeli coś nie podlega żadnej percepcji, to czy można coś o tym powiedzieć?
>Na taką zaś weryfikację, która jest możliwa w ramach metodologii swojej dziedziny zgadza się każdy uczciwy teolog i stosuje ją sam w punkcie wyjścia. Jak rozumiem, słowa w jednej książce napisanej przez ludzi są tu wiążące, a eksperymenty naukowe już nie są? Teologia nie ma żadnej metody sprawdzenia, czy jej tezy są słuszne czy nie.
>Ale zakładając np., że świat jest dziełem Boga i jest stworzony to nauka nie ma żadnej mozliwości od swojej strony odpowiedzieć na wiele istotnych pytań, a teologia jako nauka objawiona ma ku temu własnie podstawy i możliwości. Jak niby obiawiona? Przed chwilą mówiłeś, że Bóg jest 'poza' i 'ponad'? Więc jednak się zniżył? No jeżeli tak, to możemy go zbadać!
>Tego mogę dowiedzieć się wyłącznie od autora zaistniałej sytuacji, i tym jest właśnie teologia. Mówiąc krótko, nie można o Bogu wnioskować ze stworzenia, a tylko od niego samego? Masz dowód na jakąkolwiek komunikację Boga z ludzmi? Bo jeżeli tak, to będzie to przedmiotem badań nauki, co wcześniej wykluczyłeś.
Nie jesteśmy uprzedzeni do ks. prof, sam czytałem jego książkę i uważam że są warte lektury. Ale to nie powód, aby się nie zgadzać z pewnymi stwierdzeniami lub po prostu pytać. Zobacz, że nas podobnie trudno uwierzyć, że 'ktoś może pisać podobne rzeczy'. Nie użyłem chyba żadnego ad personam, więc nie przesadzaj.
>Niechęć do kleru i KK przebija prawie z każdej wypowiedzi na tym forum. Co jest niczym przy niechęci kleru do ateistów, ale to już nie na temat.
ps. Teologia nie jest nauką, najwyżej dziedziną wiedzy.
|
|
|  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >>Gdyby rzeczywistość nie była racjonalna możnaby wtedy mówić, że nic nie jest śladem.Nie widzisz różnicy? >Nieprawda. Otóż on stwierdza, że śladem jest taka a taka postać świata (a raczej założenie co do jego istoty). Gdyby świat był inny mógłby tak samo powiedzieć, bo zawsze świat jest jakiś, więc to nic nie znaczy. Całość nie może być sladem na cokolwiek. Nawet gdyby wszechświat miał kształt żółwia, to nie można by było powiedzieć, że stworzył go żółw, prawda? I tam samo z założenia racjonlności w żaden sposób nie wynika nic o jego stwórcy.
Albo jesteś demagogiem, albo nieuważnie czytasz prof.Hellera (wolę przyjąć to drugie).Otóż on wyrażnie mówi, że rzeczywistość jest śladem Boga właśnie dlatego, że jest racjonalna, a nie dlatego, że jest jakakolwiek.Poza tym całość może być śladem jak najbardziej.Jeśli mam przed sobą ołówek, który jest niby ołówkiem, bo ma frędzle i nie rysuje, mimo iż zawiera grafit, wolno mi sądzić, że ów twór jest bytem mało zrozumiałym a jego autor sam nie bardzo wie, o co mu chodzi.Chyba, że jest S.Dali, ale wtedy tylko otrzymujemy potwierdzenie, że wynalazek ten z istoty swojej daleki jest od racjonalności a absurd wpisany jest w dzieło od samego początku.
>>I ks.Heller dlatego jest duchownym, ponieważ dobrze o tym wie, nie dlatego, że wie mniej. >Tym bardziej nie ma powodu, aby nauka nie zajmowała się czymś tak ważnym jak istnienie Boga (jeżeli pojęcie Bóg cokolwiek znaczy).
Nikt jej tego nie broni, chodzi tylko o to, że jeśli Bóg jest Bogiem, to z definicji ani Jego istnienie, ani Jego działanie nie mogą podlegać metodom badań stosowanym w naukach przyrodniczych a kompetencje nauki tak pojętej kończą się tam, gdzie zaczyna się sensowny duskurs na temat Boga.
>>Bóg nie podlega eksperymentom z tego powodu, że nie jest Obiektem we wszechświecie, >To nie ma nic do rzeczy, mógłby podlegać, tylko teolodzy założyli(!), że nie może.
Oto chodzi, że jeśli Bóg jest Bogiem to nie mógłby.Idea Boga, o którym mówi teizm mówi o tym jasno i wyrażnie, a idea ta nie jest dowolna i nie pochodzi od teologów, zajmują się oni bowiem nauką objawioną, czyli wiedzą o Nim pochodzącą od Niego samego.
>>idea Boga jasno mówi o tym, że jest On poza nim i ponad nim. >To tylko ucieczka i wygodne założenie. Powiedz Mojżeszowi, że nie mógł z nim rozmawiać, bo jest 'poza nim'.
Przygoda Mojżesza nie wskazuje na to, że był on w stanie dosięgnąć Najwyższego, ani że ma On postać i kształt.Widział on tylko skutki Jego obecności (krzew ognisty,tablice) i to jedynie wtedy, gdy taka była wola Boga.
>>Jeśli chodzi o Mojżesza itd. - wszystkie ST znaki i wydarzenia były przygotowaniem do przyjścia Mesjasza, >Proszę nie zmieniać tematu.
Ależ w żadnym momencie go nie zmieniam.Jest to odpowiedż na pytanie "dlaczego", które padło w poprzednim Twoim poście.Można wyrwać moje słowa z kontekstu i przytoczyć tylko fragment, ale pytanie po co? Chyba, że to czemuś służy...
>>Chodzi mu o to, że jeśli coś jest śladem Boga to jest nim racjonalność wszechświata. >To tylko teistyczne założenie, nikt tego nie wykazał.
Owszem, założenie.Teologia zakłada racjonalność działania Bożego, dlatego w skutkach tego działania dostrzega ją ona.Poza tym nie uprawiam tu apologii, tylko wyjaśniam o czym mówił prof.Heller.
>>Poza tym, z jakiegokolwiek punktu się wyjdzie, (..) nie napotyka się nigdy na takie przeszkody, które nieuchronnie prowadziłyby do ateizmu. >Ani na takie ślady, które prowadzą do teizm. Pusty argument.
To dobry argument na to, że posługiwanie się nauką do walki z teizmem jest zwykłą demagogią. Poza tym, racjonalne i stałe prawa przyrody mogą być jakimś śladem wskazującym na ich autora (nie dowodem).Przyjąć, że są one wynikiem ślepej i przypadkowej ewolucji materii nie jest bardziej racjonalne.
>>Opowiedzenie się za lub przeciw istnieniu Boga to sprawa, która rozstrzyga się na całkiem innym poziomie. >No więc na jakim, jeżeli nie na poziomie faktów i obserwacji? Na poziomie 'widzimisię'?
A niby jakich faktów? Nauka nic nie mówi nt.nieistnienia Boga, za to b.często zajmując się nią można widzieć w jej przedmiocie (wszechświat) skutki działania Inteligencji. Widzimisię to uproszczenie sprawy, ale tak, chodzi tu o sferę wolitywną.Gdyby z nauki i obserwacji wynikało wprost nieistnienie Boga nie byłoby naukowców wierzących, a tych jest jak na razie więcej wg.statystyk.
>>Teologia ma ma tę przewagę, że ma trochę poszerzoną epistemologię. >Tak, teologia może stawiać tezy, które nic nie znaczą. Tzn. byłyby tak samo prawdziwe niezależnie od doświadczenia.
Tezy teologii są zawsze uzasadnialne i racjonalne, nie są po prostu racjonalistyczne.Jednym z głównych założeń teologii jest uznanie rozumu za jeden z największych darów Bożych i coś, co stanowi o obrazie Boga w człowieku (z czego wynika, że żródło racjonalności widzi się w Bogu).
>>Uczciwy teolog nie ma możliwości zgodzić się lub nie na weryfikację swoich twierdzeń, ponieważ przedmiot jego wiary nie podlega takiej samej weryfikacji jak przedmioty nauk empirycznych. >Jest tak tylko dlatego, że sam teolog mówi, że tak jest. Ale to tylko założenie, że przedmiot wiary nie może podlegać weryfikacji. Jeżeli coś nie podlega żadnej percepcji, to czy można coś o tym powiedzieć?
Ale teologia nie twierdzi, że istnienie Boga i Jego natura nie podlega żadnej percepcji, przeciwnie, o Jego istnieniu mówi, że można do niego dojść na podstawie rozumu i skutków Jego działań, o Jego naturze zaś, że można ją poznać (częściowo) poprzez łaskę, czyli dary nadprzyrodzone, w które wyposaża on wierzących.
c.d. poniżej.
|
|
| |  | | radek (767 punktów) | Rzeczywistosc nie moze byc racjonalna, podobnie jak krzyk nie ma smaku. Mylisz pojecia.
|
|
| | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Rzeczywistosc nie moze byc racjonalna, podobnie jak krzyk nie ma smaku. Mylisz pojecia.
Pisałem o tej części rzeczywistości, która dotyczy praw przyrody, o których mówił także ks.Heller, a ta jest racjonalna i wybitnie matematyczna.
m.
|
|
|  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Jak rozumiem, słowa w jednej książce napisanej przez ludzi są tu wiążące, a eksperymenty naukowe już nie są? Teologia nie ma żadnej metody sprawdzenia, czy jej tezy są słuszne czy nie.
Problem jest w tym, że nie rozumiesz odrębności metod, którymi posługują się obie dziedziny.Nikt nie stosuje w muzykologii, socjologii lub psychologii metod zaczerpniętych z nauk przyrodniczych i nie wymaga się tego od tych dziedzin, jednocześnie nie uznaje się je za mniej naukowe.Teologia nie ma ambicji bycia nauką w sensie nauk przyrodniczych, wbrew opini słabo zorientowanych bardzo dobrze zdaje sobie ona sprawę ze specyfiki swojego przedmiotu.
>>Ale zakładając np., że świat jest dziełem Boga i jest stworzony to nauka nie ma żadnej mozliwości od swojej strony odpowiedzieć na wiele istotnych pytań, a teologia jako nauka objawiona ma ku temu właśnie podstawy i możliwości. >Jak niby obiawiona? Przed chwilą mówiłeś, że Bóg jest 'poza' i 'ponad'? Więc jednak się zniżył? No jeżeli tak, to możemy go zbadać!
Cała teologia opiera się na tym, że Bóg 'przemówił' (to się nazywa właśnie Objawieniem) i tylko dlatego możemy o Nim coś powiedzieć, o Jego naturze, motywach działania itd. (nie samym istnieniu, do którego można dojść na podstawie rozumu). Z tego nie wynika jednak w żaden sposób, że możemy Go badać.Jest On Osobą i ma naturę duchową, nie podlega żadnym determinizmom, objawia się tym, którzy Go szukają i nie pozwoli drwić z siebie.Nikt Go nie pozna ani nie dosięgnie bez Jego woli.Na tym polega Objawienie (wiedza o Bogu pochodząca od Niego samego) jak też i zbawienie (środki służące do osiągnięcia zjednoczenia z Nim a także odzyskania podobieństwa utraconego przez), cuda (czasem nie podlegające dyskusji jak odrośnięcie komuś wcześniej amputowanej nogi, o czym mówi "Znak dla niewierzących" V.Messoriego, włoskiego dziennikarza), przeczucia religijne ludzkości jak i moje własne, doświadczenia religijne, mistyczne, fenomeny religijne (często tylko pseudowyjaśnialne przez naukę lub wobec których nauka jest całkiem bezradna), wiarygodność świadków Objawienia, którzy oddali życie dobrowolnie za to co widzieli i słyszeli, jak i wiele innych. Nauka nie będzie w stanie nigdy zaprzeczyć większości z tych rzeczy, a potwierdzić niestety jest zmuszona już od dawna nadzwyczajność wielu tych zjawisk (opinie lekarzy, także niewierzących na temat cudów choćby tylko w Lourdes lub np.takich osób jak Marta Robin, która nie jadła i nie spała ponad 50 lat brzmią "niezgodne z prawami fizyki, chemii, biologii a także zwyczajnym doświadczeniem").
>Nie jesteśmy uprzedzeni do ks. prof, sam czytałem jego książkę i uważam że są warte lektury. Ale to nie powód, aby się nie zgadzać z pewnymi stwierdzeniami lub po prostu pytać. Zobacz, że nas podobnie trudno uwierzyć, że 'ktoś może pisać podobne rzeczy'. Nie użyłem chyba żadnego ad personam, więc nie przesadzaj.
W porządku, ja po prostu w słowach ks.Hellera krytykowanych przez forumowiczów nie znalazłem żadnej apologii wiary lub sformułowań, które zawierałyby jakieś sprzeczności.On bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z odrębności obu dziedzin (wiary i nauki), i jeśli ktoś widzi w jego wypowiedziach jakieś elementarne błędy lub nieuczciwość wynika to zapewne z nieporozumienia w interpretacji lub po prostu siły woli (to ostatnie na tym forum jest bardzo częste).
>>Niechęć do kleru i KK przebija prawie z każdej wypowiedzi na tym forum. >Co jest niczym przy niechęci kleru do ateistów, ale to już nie na temat.
Nie spotkałem się w Kościele z niechecią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem i zamilknięciem przed tym zjawiskiem (uznawanym często za dramatyczne i szczere), podejmuje się dialog z niewierzącymi, pisze się wspólne książki (jak choćby "CO NAS ŁĄCZY? Dialog z niewierzącymi" z wyd.WAM, praca zbiorowa), odbywają się konferencje itd.Żaden ksiądz spotykając niewierzącego nie ma ambicji go nawracać, co zdarza się za to nader często ateistom, którzy uważają zazwyczaj wiarę za niepełnosprawność umysłową i tępią oraz pogardzają na każdym kroku "nieoświeconymi".Tolerancja dla wierzących ze strony ateistów o tzw.światopoglądzie naukowym jest bardzo niska.
c.d. poniżej (próbowałem skrócić swój wywód, ale nie potrafiłem już bardziej).
|
|
| |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | marcel:[...] Nie spotkałem się w Kościele z niechecią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem i zamilknięciem przed tym zjawiskiem (uznawanym często za dramatyczne i szczere), podejmuje się dialog z niewierzącymi, pisze się wspólne książki [...], odbywają się konferencje itd. Żaden ksiądz spotykając niewierzącego nie ma ambicji go nawracać [...] Proszę bardzo, oto parę cytatów pokazujących jak w rzeczywistości objawia się ów katolicki "szacunek" dla ateistów: "[...] Natomiast to, co się dzisiaj szerzy, co stanowi ogromne zagrożenie dla chrześcijaństwa, to ateizm w formie obojętności religijnej. [...]"ks. arcybiskup Stanisław Ryłko ( www.nowiny(*)readarticle.php?article_id=237) "[...] W wołaniu Papieża Benedykta XVI o trwanie w wierze też znajduje się podtekst zagrażającego jej ateizmu, tylko że jest to ateizm napierający z Zachodu, ateizm radykalnej laicyzacji, przybranej w mniej lub bardziej jaskrawe garnitury nowoczesności i rzekomej postępowości. [...]"kard. Stanisław Nagy SCJ ( pokolenie-jp2.pl/info.php?dzial=2006/P/05/28_01) "[...] Korzeniem zła, najmilsi, jest właśnie ateizm [...]"ks. abp Ignacy Tokarczuk ( www.naszdz(*)yp=my&dat=20080202&id=my51.txt) "[...] W zdecydowanej większości uczestnikami pielgrzymek są ludzie młodzi. To oni szczególnie odczuwają zagrożenie wiary, jakie wnosi w nasze życie współczesny świat. Ateizm, demoralizacja, liberalizm prowadzący do samowoli w życiu społecznym, proponowane przez przeciwników Boga, to zjawiska, które niestety już dziś możemy widzieć w naszej Ojczyźnie. [...]"List pasterski z okazji obchodu Prymasowskich Dni Kościoła Łomżyńskiego ( www.kuria.lomza.pl/index.php?wiad=297) "[...] Podobny jest współczesny kontekst historyczny Ślubów Jasnogórskich: prześladowanie Kościoła w Polsce, zagrożenie tym razem przez wojujący ateizm i laicyzację. [...]"Pamięć i tożsamość - 50 rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu - nabożeństwo ( www.kwc.oaza.pl/pliki/50rocznica.pdf) "[...] zagrożenie stanowią nie tylko poganizm i ateizm, ale także stłamszenie porządku naturalnego, który również jest ładem ustanowionym i chcianym przez Boga. Państwo musi być wprawdzie podporządkowane katolickiej wierze i moralności [...]"dr hab. Jacek Bartyzel, profesor UMK ( haggard.w.interia.pl/jb.html) "[...] Innymi bożkami - które jakże często istnieją w życiu człowieka, chociaż winny być zniszczone - jest pycha, nieczystość, ateizm, niepohamowany egoizm, nienawiść, przemoc itp. [...]"ks. dr Michał Kaszowski: Nauka Kościoła w pytaniach i odpowiedziach ( www.teologia.pl/m_k/zag02a.htm) "[...] Ateizm - dramatem naszego czasu [...]"Jan Paweł II ( www.kul.lublin.pl/ijp2/papiez/nauczanie/9.html) "[...] Papież (Jan Paweł II) jest świadomy, że ateizm we wszelkiej postaci jest największym nieszczęściem dla człowieka. [...]"ks. prof. Józef Swastek ( www.seminarium.wroclaw.pl/vox34_2003_5.htm)
|
|
| | |  | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
Gdyby autorzy tych wypowiedzi mieli się zlecieć na jakąś konferencję, to najbardziej odpowiednią porą byłaby pełnia księżyca.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | placownik:Gdyby autorzy tych wypowiedzi mieli się zlecieć na jakąś konferencję, to najbardziej odpowiednią porą byłaby pełnia księżyca.  Doskonałe. Ale Marcel chyba się obraził. pozdrawiam
|
|
| | |  | marcel (1048 punktów) (zablokowany) |
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Przypomnę twoje słowa: marcel:[...] Nie spotkałem się w Kościele z niechecią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem [...] Wygląda na to, że dla polskiego katolika (jakim najprawdopodobniej jesteś) używanie względem ateizmu (a zatem i ateistów) takich słów i zwrotów jak: "zagrożenie", "korzeń zła", "bożki, które winny być zniszczone", "największe nieszczęście dla człowieka", jak również wymienianie ateizmu jednym tchem obok "demoralizacji", "pychy", "nieczystości", "nienawiści" i "przemocy"absolutnie nie jest wyrazem niechęci wobec ateizmu. Kto wie, może katolicy właśnie w ten sposób wyrażają swój szacunek? Spróbujmy więc wyrazić szacunek po katolicku i postawmy obok siebie, dajmy na to, takie trzy słowa: "katolicyzm - nienawiść - pycha". Czy nie jest zadziwiające, jak dobrze wyglądają w swoim sąsiedztwie? Na koniec jeszcze jedna prośba - wyszukaj w internecie i wskaż 7 wypowiedzi osób, znaczących w Kościele Katolickim, które rzeczywiście wyrażają się z szacunkiem o ateizmie..
|
|
| | | | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Wygląda na to, że dla polskiego katolika (jakim najprawdopodobniej jesteś) używanie względem ateizmu (a zatem i ateistów)
Nie, nie zatem, mowa o zjawisku i systemie myślowym, nie poziomie moralnym i intelektualnym ateistów. A mnie o to chodziło właśnie w kontekście zrównywania przez ateistów wierzących z bezmózgimi istotami.
takich słów i zwrotów jak: >"zagrożenie", "korzeń zła", "bożki, które winny być zniszczone", "największe nieszczęście dla człowieka", jak również wymienianie ateizmu jednym tchem obok "demoralizacji", "pychy", "nieczystości", "nienawiści" i "przemocy" >absolutnie nie jest wyrazem niechęci wobec ateizmu. >Kto wie, może katolicy właśnie w ten sposób wyrażają swój szacunek?
Mowa o zagrożeniach, ateizm jest jednym z nich. Nie ma tu zrównania tych zjawisk, które wymieniłeś. Wśród nich był także libertynizm, a nikt nie stawia go na tym samym poziomie, co nieczystość.
>Spróbujmy więc wyrazić szacunek po katolicku i postawmy obok siebie, dajmy na to, takie trzy słowa: >"katolicyzm - nienawiść - pycha". >Czy nie jest zadziwiające, jak dobrze wyglądają w swoim sąsiedztwie?
I to tylko potwierdza moją opinię o ateistach. Mógłbym zestawić inne pojęcia: "Ateizm - nietolerancja - pogarda"
Ale na co komu takie uogólnienia?
>Na koniec jeszcze jedna prośba - wyszukaj w internecie i wskaż 7 wypowiedzi osób, znaczących w Kościele Katolickim, które rzeczywiście wyrażają się z szacunkiem o ateizmie. Żeby spełnić już teraz twoją prośbę choć w częsci: ks.M.Dziewiecki:"Ateista, który postępuje w sposób szlachetny, zasługuje na szacunek, gdyż czyni to, co trudniejsze i wartościowsze." żródło Opoka "W co wierzą ludzie niewierzący".
Ten ksiądz nie wyraża swojej opini, ale opinię całego Kościoła wobec niewiary o podłożu nie ideologicznym. Nie mam teraz czasu i sił, aby wyszukiwać wypowiedzi, ale z doświadczenia i lektur wiem, że każdy szanujący się teolog i przedstawiciel Kościoła traktuje ateizm nieideologiczny z szacunkiem. Cała działalność ks.Tischnera o tym świadczy. Jest mnóstwo książek katolickich autorów o ateizmie, w którym nie ma nigdy pogardy dla ateizmu, jako szczerego i będącego owocem poszukiwań lub wynikającego z jakiegoś dramatu przekonania o nieistnieniu Boga.
m.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>>Na koniec jeszcze jedna prośba - wyszukaj w internecie i wskaż 7 wypowiedzi osób, znaczących w Kościele Katolickim, które rzeczywiście wyrażają się z szacunkiem o ateizmie. >Żeby spełnić już teraz twoją prośbę choć w częsci: >ks.M.Dziewiecki:"Ateista, który postępuje w sposób szlachetny, zasługuje na szacunek, gdyż czyni to, co trudniejsze i wartościowsze." żródło Opoka "W co wierzą ludzie niewierzący".
Prośba dotyczyła wskazania wypowiedzi traktujących z szacunkiem ateizm. Trudno nie zauważyć, że wypowiedź ks. Marka Dziewieckiego odnosi się do ateistów. To istotna różnica.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | > Prośba dotyczyła wskazania wypowiedzi traktujących z szacunkiem ateizm. Trudno nie zauważyć, że wypowiedź ks. Marka Dziewieckiego odnosi się do ateistów. To istotna różnica.
Już sprostowałem moją pierwszą wypowiedż. Proszę poczytać ks.Tischnera a także sięgać czasem po Tygodnik Powszechny, nie będzie Pan miał podobnych problemów.
m.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | Czy naprawdę tak szybko zapominasz to, co sam tak niedawno pisałeś? Po raz kolejny przypominam twoją wcześniejszą wypowiedź (podkreślenia moje): Cytat:[...] Nie spotkałem się w Kościele z niechęcią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem [...] Proponuję, abyś nie zasłaniał się innym traktowaniem przez katolików ateistów, a innym ateizmu (co zresztą moim zdaniem jest fałszem) i odnosił się dokładnie do tych słów, które napisałeś w cytowanej powyżej wypowiedzi. Napisałeś o: 1. braku niechęci katolików wobec ateizmui napisałeś o 2. szacunku katolików wobec ateizmu. Nie sprawiło mi żadnego problemu wyszukanie w internecie kilku wypowiedzi katolików sporo znaczących w hierarchii swojego Kościoła (włącznie z papieżem Janem Pawłem II), odnoszących się do ateizmu co najmniej z niechęcią i lekceważeniem, jeśli nie z pogardą. Udowodnij, że to nieprawda. Że dostojnik kościelny nazywający ateizm "korzeniem zła" wyraża w ten sposób swój szacunek do ateizmu. Ten szacunek, o którym pisałeś. Że wyrazem szacunku do ateizmu jest nazwanie go przez papieża "największym nieszczęściem dla człowieka". Że umieszczenie ateizmu w wyliczance "bożków, które należy zniszczyć" tuż obok "demoralizacji", "pychy", czy "nienawiści" absolutnie nie jest żadnym wyrazem niechęci do niego. marcel napisał:Mowa o zagrożeniach, ateizm jest jednym z nich. Nie ma tu zrównania tych zjawisk, które wymieniłeś. Przypominania ciąg dalszy - oto, co napisał ks. dr Michał Kaszowski w pracy pt. "Nauka Kościoła w pytaniach i odpowiedziach" (dostępnej w witrynie teologia.pl): "[...] Innymi bożkami - które jakże często istnieją w życiu człowieka, chociaż winny być zniszczone - jest pycha, nieczystość, ateizm, niepohamowany egoizm, nienawiść, przemoc itp. [...]"Ateizm został tu zaliczony do zjawisk dokładnie tej samej kategorii, co pycha, nienawiść czy przemoc. Podobało by się tobie, gdyby ateista napisał, że "katolicyzm, podobnie jak nienawiść czy przemoc, powinien być zniszczony"? Uznałbyś, że ma prawo do takiej wypowiedzi? A może uznałbyś ją za wyrazy szacunku? marcel napisał:I to tylko potwierdza moją opinię o ateistach. Mógłbym zestawić inne pojęcia: "Ateizm - nietolerancja - pogarda" Oczywiście, że mógłbyś. Wcale zresztą by mnie to nie zaskoczyło. Powtórzyłbyś tylko to, co w moich cytatach mówili o ateizmie papież Jan Paweł II, ks. dr Michał Kaszowski czy ks. abp Ignacy Tokarczuk. Widzę bowiem, że nie dotarło do ciebie, że pisząc "katolicyzm - nienawiść - pycha"skorzystałem jedynie z ich wypowiedzi, wprowadzając jedną tylko zmianę - słowo "ateizm" zamieniłem na słowem "katolicyzm". Ciekawe, że ta zmiana wystarczyła, abyś diametralnie zmienił swoją ocenę tego rodzaju stwierdzenia. Kiedy kościelni dostojnicy mówią w ten sposób o ateizmie, uważasz, że wszystko jest w porządku. Kiedy zaś ateista w identyczny sposób traktuje katolicyzm, twierdzisz, że jego słowa są nietolerancyjne, przepełnione pogardą itp. Czysta hipokryzja. marcel napisał:Żeby spełnić już teraz twoją prośbę choć w częsci: ks.M.Dziewiecki:"Ateista, który postępuje w sposób szlachetny, zasługuje na szacunek, gdyż czyni to, co trudniejsze i wartościowsze." żródło Opoka "W co wierzą ludzie niewierzący". 1. Prosiłem o 7 cytatów. 2. A przede wszystkim prosiłem o cytaty z wypowiedzi osób znaczących w hierarchii Kościoła Katolickiego, które z szacunkiem wypowiadają się o ateizmie, a nie o pewnych (i w oczywisty sposób ocenianych pozytywnie) aspektach postępowania każdego człowieka (a nie tylko ateisty). .
|
|
| | | | | | |  | marcel (1048 punktów) (zablokowany) | > Po raz kolejny przypominam twoją wcześniejszą wypowiedź (podkreślenia moje):> Cytat:[...] Nie spotkałem się w Kościele z niechęcią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem [...] A ja po raz kolejny wyjaśniam, co miałem na myśli. Chodziło mi o pogardę dla ateizmu i o widzenie w nim jedynie upadku moralnego. Być może żle sformułowałem powyższe zdanie. > Proponuję, abyś nie zasłaniał się innym traktowaniem przez katolików ateistów, a innym ateizmu (co zresztą moim zdaniem jest fałszem) i odnosił się dokładnie do tych słów, które napisałeś w cytowanej powyżej wypowiedzi.Inne traktowanie ateizmu i ateistów w Kościele jest faktem. Większość księży, których znam, gdy pójdziesz do nich i poprosisz o 100 na leki dla córki nie zapyta cię nawet o to, czy jesteś wierzący czy nie wierzący, guzik ich to obchodzi w tym kontekście, i jeśli tylko będą w stanie pieniądze otrzymasz. Ci sami ludzie, którzy ciebie - ateistę - traktują z szacunkiem i tak samo jak wierzących twierdzić będą nadal, że ateizm jako światopogląd jest zagrożeniem dla wiary. > Napisałeś o:> 1. braku niechęci katolików wobec ateizmuW konkretnym kontekście. > i napisałeś o> 2. szacunku katolików wobec ateizmu.J/w. > Nie sprawiło mi żadnego problemu wyszukanie w internecie kilku wypowiedzi katolików sporo znaczących w hierarchii swojego Kościoła (włącznie z papieżem Janem Pawłem II), odnoszących się do ateizmu co najmniej z niechęcią i lekceważeniem, jeśli nie z pogardą.Nie ma żadnych podstaw do wyciągnięcia na podstawie przytoczonych cytatów wniosków o lekceważeniu lu pogardzie dla ateizmu, o niechęci jako niezgodzie owszem. > Że wyrazem szacunku do ateizmu jest nazwanie go przez papieża "największym nieszczęściem dla człowieka".Nieszczęście to dramat, rodzaj zła, niekoniecznie odnoszące się do winy moralnej. > Że umieszczenie ateizmu w wyliczance "bożków, które należy zniszczyć" tuż obok "demoralizacji", "pychy", czy "nienawiści" absolutnie nie jest żadnym wyrazem niechęci do niego.Już pisałem, że niechęć rozumiałem w znaczeniu odmiennym od tego, które mi przypisałeś lub które być może wynikało ze żle sformułowanego zdania, ale już to wyjaśniłem. Atezim wojujący zawsze będzie widziany negatywnie od strony wiary, ponieważ najczęściej ma podłoże ideologiczne a nie naukowe. > "[...] Innymi bożkami - które jakże często istnieją w życiu człowieka, chociaż winny być zniszczone - jest pycha, nieczystość, ateizm, niepohamowany egoizm, nienawiść, przemoc itp. [...]"> Ateizm został tu zaliczony do zjawisk dokładnie tej samej kategorii, co pycha, nienawiść czy przemoc.Absolutnie nie, mowa tylko o zagrożeniach i idolach, nie o takim stopniu czynnika zła w nich występującego. Innym bożkiem, którego Kościół zalicza do tych samych zagrożeń jest pieniądz, który sam w sobie jest neutralny, staje sie czymś grożnym tylko w kontekście używania go przez ludzi. > Podobało by się tobie, gdyby ateista napisał, że "katolicyzm, podobnie jak nienawiść czy przemoc, powinien być zniszczony"? Uznałbyś, że ma prawo do takiej wypowiedzi? A może uznałbyś ją za wyrazy szacunku?Ale ja to słyszę bardzo często ze strony ateistów, a to forum jest kopalnią takich wypowiedzi. Cały wywód Dawkinsa zmierza do tego, aby ukazać religię (nie tylko katolicyzm) jako jedno z największych zagrożeń dla ludzkości i jest apelem o pozbawienie religii miejsca jakie zajmuje i praw jakie posiada we współczesnym świecie. > Oczywiście, że mógłbyś. Wcale zresztą by mnie to nie zaskoczyło. Powtórzyłbyś tylko to, co w moich cytatach mówili o ateizmie papież Jan Paweł II, ks. dr Michał Kaszowski czy ks. abp Ignacy Tokarczuk.Ja tylko zastosowałem twoją metodę, ty pierwszy wykazałeś ciągotki do tego typu równań. > Widzę bowiem, że nie dotarło do ciebie, że pisząc> "katolicyzm - nienawiść - pycha"> skorzystałem jedynie z ich wypowiedzi, wprowadzając jedną tylko zmianę - słowo "ateizm" zamieniłem na słowem "katolicyzm".Bzdura, z wypowiedzi ateistów na tym forum o wierzących i w ogóle o religii mógłbym zrobić równanie, które zrównałoby wierzących i religię z czystym szambem. > Kiedy zaś ateista w identyczny sposób traktuje katolicyzm, twierdzisz, że jego słowa są nietolerancyjne, przepełnione pogardą itp.Jak można stawiać komuś zarzut stosując te same metody? To czysta hipokryzja. Co chciałeś przez to wykazać? Ja tylko odpowiedziałem tobie, że to, co zarzucasz Kościołowi jest hipokryzją, bo wy-ateiści robicie dokładnie to samo, ale to tylko półprawda, bo Kościół nigdy nie pozwala sobie na wypowiedzi na jakie pozwalacie sobie wy-ateiści. > Czysta hipokryzja.Rozśmieszyłeś mnie, hipokryto. > 1. Prosiłem o 7 cytatów.Napisałem wyrażnie, że to co robię robię na poczekaniu, ale nie doceniłeś. Nie mam tyle czasu co ty widocznie, by spełniać twoje życzenia w oka mgnieniu. > 2. A przede wszystkim prosiłem o cytaty z wypowiedzi osób znaczących w hierarchii Kościoła Katolickiego, które z szacunkiem wypowiadają się o ateizmie, a nie o pewnych (i w oczywisty sposób ocenianych pozytywnie) aspektach postępowania każdego człowieka (a nie tylko ateisty).> .Sam nie przytoczyłeś cytatów tylko hierarchów, więc czego się czepiasz? Nie bądż demagogiem. Ks.Marek Dziewiecki odgrywa dużą rolę w Kościele, nie mniejszą niż połowa autorów wypowiedzi przez ciebie przytoczonych. m.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | marcel napisał:Rozśmieszyłeś mnie, hipokryto. O, widzę, że zaczynają puszczać nerwy? Czyżby zaczynało brakować argumentów, skoro tak szybko przechodzisz do ad personam ? marcel napisał:A ja po raz kolejny wyjaśniam, co miałem na myśli. Chodziło mi o pogardę dla ateizmu i o widzenie w nim jedynie upadku moralnego. Być może żle sformułowałem powyższe zdanie. Być może, ale to już twój problem, nie mój. Jeśli jednak tak jest, weź odpowiedzialność za słowa, które wypisujesz i sformułuj swą wypowiedź jeszcze raz, tym razem poprawnie. Pan Tau napisał:Napisałeś o braku niechęci katolików wobec ateizmu marcel napisał:W konkretnym kontekście. W takim razie poproszę o dokładny cytat z tamtej twojej wypowiedzi, w którym zawarty jest ów konkretny kontekst. Ja, niestety, niczego takiego tam nie widzę. marcel napisał:Nie ma żadnych podstaw do wyciągnięcia na podstawie przytoczonych cytatów wniosków o lekceważeniu lu pogardzie dla ateizmu, o niechęci jako niezgodzie owszem. Nie wiem skąd wytrzasnąłeś taką definicję "niechęci". "Słownik Języka Polskiego" definiuje "niechęć" jako " brak chęci do czegoś; nieżyczliwość, uprzedzenie wobec kogoś lub czegoś". Nie widzę w tej definicji miejsca dla "niechęci jako niezgody", jak piszesz. Zwrot "zgodzić się na coś z niechęcią" jest absolutnie poprawny, więc niechęć ani nie wyklucza zgody, ani nie determinuje niezgody, jak zdajesz się sugerować. Pan Tau napisał:Że wyrazem szacunku do ateizmu jest nazwanie go przez papieża "największym nieszczęściem dla człowieka". marcel napisał:Nieszczęście to dramat, rodzaj zła, niekoniecznie odnoszące się do winy moralnej. A jakie to ma znaczenie? Dyskutujemy o (według ciebie rzekomej) niechęci katolików do ateizmu, a nawet (moim zdaniem rzekomej) sympatii katolików do ateizmu, nie o czyjejkolwiek winie moralnej. Słowa "niechęć" i "sympatia" są bardzo proste, mają swoje jasne definicje słownikowe i warto je stosować w zgodzie z nimi. Teraz dalej - twierdzisz, że nieszczęście jest rodzajem zła, czyli jeśli papież nazywa ateizm "najwięszym nieszczęściem dla człowieka", tym samym nazywa go "największym złem dla człowieka". To nie jest wyraz niechęci do ateizmu? Według ciebie jest to uzasadnione? Jeśli tak, to chyba tak samo uzasadnione może być symetryczne stwierdzenie ateisty, że "katolicyzm jest największym nieszczęściem dla człowieka"? W końcu katolicyzm jest takim samym zagrożeniem dla ateizmu, jak ateizm dla katolicyzmu. Pan Tau napisał:Że umieszczenie ateizmu w wyliczance "bożków, które należy zniszczyć" tuż obok "demoralizacji", "pychy", czy "nienawiści" absolutnie nie jest żadnym wyrazem niechęci do niego. marcel napisał:Już pisałem, że niechęć rozumiałem w znaczeniu odmiennym od tego, które mi przypisałeś lub które być może wynikało ze żle sformułowanego zdania, ale już to wyjaśniłem. A ja już napisałem, że słowa interpretuję zgodnie z ich znaczeniem słownikowym. Możesz je rozumiec odmiennie, ale jeśli nadajesz im znaczenie niezgodne ze słownikowym, powinieneś to jasno i odpowiednio wcześnie obwieścić. marcel napisał:Atezim wojujący zawsze będzie widziany negatywnie od strony wiary, ponieważ najczęściej ma podłoże ideologiczne a nie naukowe. W powyższym cytacie nie ma ani słowa o " ateizmie wojującym", cały dotyczy po prostu " ateizmu". Sprawdź, jeśli nie wierzysz. Tak więc twoje wyjaśnienie w ogóle nie ma związku z tą wypowiedzią. Niezależnie od tego, z punktu widzenia ateisty zrównanie naszego światopoglądu z takimi zjawiskami i zachowaniami jak demoralizacja, pycha czy nienawiść jest po prostu obraźliwe. Jednak dla ciebie nie ma w takim porównaniu niczego zdrożnego, przynajmniej dopóki do jednego wora z demoralizacją, pychą i nienawiścią wrzucany jest ateizm, a nie katolicyzm, nieprawdaż? (c.d.n)
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | (ciąg dalszy) Pan Tau napisał:Ateizm został tu zaliczony do zjawisk dokładnie tej samej kategorii, co pycha, nienawiść czy przemoc. marcel napisał:Absolutnie nie, mowa tylko o zagrożeniach i idolach, nie o takim stopniu czynnika zła w nich występującego. Nie pisałem o żadnych "czynnikach zła", czymkolwiek by one nie były. Pisałem o bardzo prostej i jednoznacznie czytelnej kategoryzacji polegającej do zaliczeniu ateizmu do tej samej grupy postaw co pycha, nienawiść czy przemoc. Nie ma tu nawet próby gradacji - pycha, nienawiść, przemoc i ateizm są "bożkami, które należy zniszczyć". Koniec, kropka. Twierdzisz, że w powyższym stwierdzeniu wszystko jest OK, że to tylko mowa o zagrożeniach katolicyzmu. Czy w takim razie ja mam prawo napisać, że z mojego punktu widzenia "katolicyzm, pycha, przemoc i nienawiść są bożkami, które należy zniszczyć"? Bo są zagrożeniami dla mojego światopoglądu? marcel napisał:Ale ja to słyszę bardzo często ze strony ateistów, a to forum jest kopalnią takich wypowiedzi. Cały wywód Dawkinsa zmierza do tego, aby ukazać religię (nie tylko katolicyzm) jako jedno z największych zagrożeń dla ludzkości i jest apelem o pozbawienie religii miejsca jakie zajmuje i praw jakie posiada we współczesnym świecie. Widzisz, ja - w przeciwieństwie do ciebie - wcale nie twierdzę, że jest inaczej. Nie twierdzę, że ateiści kochają katolików, ba, nawet nie twierdzę, że powinni ich szanować. Mają pełne prawo odpowiadać niechęcią na niechęć i nietolerancją na nietolerancję. marcel napisał:Bzdura, z wypowiedzi ateistów na tym forum o wierzących i w ogóle o religii mógłbym zrobić równanie, które zrównałoby wierzących i religię z czystym szambem. Ależ proszę bardzo, możesz tak zrobić. Tylko zauważ, że zaczynasz coraz bardziej odbiegać od tematu tej dyskusji, a przypomnę, że mówimy o twoim stwierdzeniu, jakoby katolicy nie tylko nie byli niechętni ateizmowi, ale wręcz darzyli go sympatią. Jeśli chcesz podyskutować o niechęci ateistów do katolików, proszę bardzo, możemy pociągnąć równoległą dyskusję. A w tej dyskusji postaraj się ograniczyć do obrony, przypomnianego dwa zdania wyżej, stanowiska. Pan Tau napisał:Kiedy zaś ateista w identyczny sposób traktuje katolicyzm, twierdzisz, że jego słowa są nietolerancyjne, przepełnione pogardą itp. marcel napisał:Jak można stawiać komuś zarzut stosując te same metody? To czysta hipokryzja. Co chciałeś przez to wykazać? Ja tylko odpowiedziałem tobie, że to, co zarzucasz Kościołowi jest hipokryzją, bo wy-ateiści robicie dokładnie to samo [...] PO PIERWSZE: Nie stawiam zarzutu, stwierdzam fakt. PO DRUGIE: Zgadzam się, my, ateiści, w większości nie lubimy, nie szanujemy, wręcz nie cierpimy katolików (w ogólności teistów). Hipokryzją byłoby, gdybym temu zaprzeczał. Ale nie zaprzeczam. PO TRZECIE: Ty postępujesz na odwrót - zaprzeczasz niechęci katolików do ateistów, choć jest ona oczywistością. marcel napisał:[...] ale to tylko półprawda, bo Kościół nigdy nie pozwala sobie na wypowiedzi na jakie pozwalacie sobie wy-ateiści. Każdy osobiście może ocenić prawdziwość powyższego stwierdzenia czytając przytoczone przeze mnie wypowiedzi kościelnych hierarchów na temat ateizmu. marcel napisał:Sam nie przytoczyłeś cytatów tylko hierarchów, więc czego się czepiasz? Nie bądż demagogiem. Ks.Marek Dziewiecki odgrywa dużą rolę w Kościele, nie mniejszą niż połowa autorów wypowiedzi przez ciebie przytoczonych. Spośród 9 przytoczonych przeze mnie cytatów, 7 należy do osób duchownych. Zaś wypowiedź ks. Marka Dziewieckiego nie dotyczy stosunku katolików do ateizmu, czyli nie ma związku z tematem tej dyskusji. .
|
|
|  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) |
>ps. Teologia nie jest nauką, najwyżej dziedziną wiedzy.
To już dużo, takie stwierdzenie ze strony ateisty.Jednocześnie jednak wpadasz w pułapkę, bo jeśli wiedzę zdefiniować jako to, co jest prawdziwe i wynika z poznania (choć nie zawsze da się zweryfikować empirycznie, jednak nie da się za pomocą nauki tego odrzucić) to już przez sam fakt, że teologia nie przeczy nauce (lecz np.poznanie teologiczne ją uzupełnia) stawia ją w granicach tego, co poprzez niesprzeczność swoich twierdzeń (polecam "Logikę religii" J.Bocheńskiego, logika) znajduje swoje miejsce w granicach nauki.
Pozdrawiam.
m.
|
|
| |  | | webmaster (moderator) | >Otóż on wyrażnie mówi, że rzeczywistość jest śladem Boga właśnie dlatego, że jest racjonalna, a nie dlatego, że jest jakakolwiek. Toteż właśnie pokazuję, że takie stwierdzenie nic nie znaczy i jest nielogiczne. Tu nie ma żadnego 'dlatego'.
>Poza tym całość może być śladem jak najbardziej. Pokazałem przecież, że nie. Gdyby świat składał się z samych ołówków, to nadal nie można twierdzić, że jego stwórca (jeżeli już) ma coś wspólnego z ołówkami. Wnioskowanie od stworzenia do stwórcy tak nie działa.
>Nikt jej tego nie broni, chodzi tylko o to, że jeśli Bóg jest Bogiem, to z definicji ani Jego istnienie, ani Jego działanie nie mogą podlegać metodom badań stosowanym w naukach przyrodniczych a kompetencje nauki tak pojętej kończą się tam, gdzie zaczyna się sensowny duskurs na temat Boga. Nie ma na to zgody. To jest tylko nieuzasadnione założenie teologii, że Boga nie można badać metodami nauki - i to założenie stosunkowo młode. Możesz to powtarzać jako mantrę, ale nigdzie nie wykazałeś, że tak musi być (chyba że mówisz o Bogu deisty).
>Idea Boga, o którym mówi teizm mówi o tym jasno i wyrażnie, a idea ta nie jest dowolna i nie pochodzi od teologów, zajmują się oni bowiem nauką objawioną, czyli wiedzą o Nim pochodzącą od Niego samego. Jeżeli cokolwiek pochodzi od Niego, co poddaje się percepcji, to można to badać naukowo.
>Widział on tylko skutki Jego obecności(krzew ognisty,tablice) i to jedynie wtedy, gdy taka była wola Boga. No więc to jest coś, co można badać naukowo. Teza jest taka: coś spoza naszego świata wpływa na naszą rzeczywistość i ten wpływ możemy badać.
>Teologia zakłada racjonalność działania Bożego, dlatego w skutkach tego działania dostrzega ją ona. Błędne koło. Wpierw stawia się tezę, a potem szuka dowodów. Teologia wpierw zakłada, że wszystko jest związane z Bogiem a potem twierdzi, że to jakiś argument. Otóż nie.
>To dobry argument na to, że posługiwanie się nauką do walki z teizmem jest zwykłą demagogią. Bardzo zależy jakim teizmem. Inna sprawa, że jeżeli żadne twierdzenie nie szkodzi teizmowi, to teizm sam jest pustą spekulacją i demagogią.
>Poza tym, racjonalne i stałe prawa przyrody mogą być jakimś śladem wskazującym na ich autora(nie dowodem). Którego elementu mojego uzasadnienia, że nie są, nie rozumiesz?
>Przyjąć, że są one wynikiem ślepej i przypadkowej ewolucji materii nie jest bardziej racjonalne. Ale kto tak przyjmuje?
>Nauka nic nie mówi nt.nieistnienia Boga, za to b.często zajmując się nią można widzieć w jej przedmiocie (wszechświat) skutki działania Inteligencji. Może jakiś przykład? Bo ja jak żyję żadnego nie widziałem. Może masz jakiś nielogiczny przykład, w to nie wątpię.
>Gdyby z nauki i obserwacji wynikało wprost nieistnienie Boga nie byłoby naukowców wierzących, a tych jest jak na razie więcej wg.statystyk. Jakich statystyk?? Wraz ze wzrostem kompetencji maleje ilość wierzących, to reguła na całym świecie, ale to też żaden argument.
>Tezy teologii są zawsze uzasadnialne i racjonalne, nie są po prostu racjonalistyczne. Tezy teologii nie są oparte na niczym poza dobrowolnymi założeniami - trochę przypomina to matematykę. Nie zgodzisz się, że tezy teologii byłyby tak samo 'prawdziwe' niezależnie od jakiegokolwiek doświadczenia?
>Ale teologia nie twierdzi, że istnienie Boga i Jego natura nie podlega żadnej percepcji, przeciwnie, o Jego istnieniu mówi, że można do niego dojść na podstawie rozumu i skutków Jego działań, Nieprawda, nie można. Ty na prawdę ciągle wierzysz, że na podstawie oglądu świata można cokolwiek powiedzieć o jego stwórcy? Przecież to nielogiczne.
>o Jego naturze zaś, że można ją poznać (częściowo) poprzez łaskę, czyli dary nadprzyrodzone, w które wyposaża on wierzących. To nielogiczne - możesz poznać Boga, jak uwierzysz, a jak nie uwierzysz, to pewnie nie dał ci łaski. To jest jedna z najbardziej nieuczciwych i bezczelnych tez teologii, jakoby niewierzącym czegoś brakowało.
>Teologia nie ma ambicji bycia nauką w sensie nauk przyrodniczych, wbrew opini słabo zorientowanych bardzo dobrze zdaje sobie ona sprawę ze specyfiki swojego przedmiotu. Ależ mnie chodzi tylko o to, że teologia za nic ma sobie metody naukowe. Nauka o Niewidzialnym Latającym Potworze Spaghetti ma taki sam status poznawczy jak teologia.
>Cała teologia opiera się na tym, że Bóg 'przemówił'(to się nazywa właśnie Objawieniem) i tylko dlatego możemy o Nim coś powiedzieć, o Jego naturze, motywach działania itd. O tym było wyżej.
>Z tego nie wynika jednak w żaden sposób, że możemy Go badać. Wynika, jeżeli raczył mieć kontakt z naszą rzeczywistością (a musiał, jeżeli Biblia nie jest tylko zbiorem kłamstw, w co jednak wątpię).
|
|
| | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >>Otóż on wyrażnie mówi, że rzeczywistość jest śladem Boga właśnie >dlatego, że jest racjonalna, a nie dlatego, że jest jakakolwiek. >Toteż właśnie pokazuję, że takie stwierdzenie nic nie znaczy i jest nielogiczne. Tu nie ma żadnego 'dlatego'.
Niczego nie pokazujesz, tylko bezzasadnie twierdzisz. Nie potrafisz wykazać ani tego, że stwierdzenie to jest nielogiczne, ani że nic nie znaczy. A to 'dlatego' jest w tym wszystkim najważniejsze, znów wbrew temu co piszesz.
>>Poza tym całość może być śladem jak najbardziej. >Pokazałem przecież, że nie.
Niczego nie pokazałeś, ty wyraziłeś opinie, nie podając żadnych argumentów.
Gdyby świat składał się z samych ołówków, to nadal nie można twierdzić, że jego stwórca (jeżeli już) ma coś wspólnego z ołówkami. Wnioskowanie od stworzenia do stwórcy tak nie działa.
Nie zrozumiałeś mnie. Nie pisałem o ołówkach, tylko o ołówkach absurdalnych, które nie byłyby nimi. Otóż gdyby świat składał się choćby z tylko jednego takiego o jakim pisałem o autorze można by sądzić, że nie postępuje racjonalnie, a sam efekt jego pracy z racjonalnością też ma niewiele wspolnego. O wnioskowaniu nic nie pisałem. Mam wrażenie, że nawet nie próbujesz mnie zrozumieć.
>>Nikt jej tego nie broni, chodzi tylko o to, że jeśli Bóg jest Bogiem, to z definicji ani Jego istnienie, ani Jego działanie nie mogą podlegać metodom badań stosowanym w naukach przyrodniczych a kompetencje nauki tak pojętej kończą się tam, gdzie zaczyna się sensowny duskurs na temat Boga. >Nie ma na to zgody. To jest tylko nieuzasadnione założenie teologii, że Boga nie można badać metodami nauki - i to założenie stosunkowo młode. Możesz to powtarzać jako mantrę, ale nigdzie nie wykazałeś, że tak musi być (chyba że mówisz o Bogu deisty).
Albo się nie orientujesz w elementarnych założeniach teologii, albo robisz sobie żarty. Twierdzić, że Boga można badać to wypowiadać logiczną sprzeczność. Polecam ci zorientować się w podstawach teologii. Mozesz zaprzeczać bezzasadnie bez końca a twoje twierdzenia nie staną się przez to sensowniejsze ani prawdziwsze. Wykazujesz elementarną niewiedzę nie tylko w zakresie teologii, ale i pojęć powszechnie obecnych, jak choćby idea Boga obecna w judaizmie i chrześcijaństwie. Ta idea sięga przynajmniej Abrahama, więc z młodością ma niewiele wspolnego.
>>Idea Boga, o którym mówi teizm mówi o tym jasno i wyrażnie, a idea ta nie jest dowolna i nie pochodzi od teologów, zajmują się oni bowiem nauką objawioną, czyli wiedzą o Nim pochodzącą od Niego samego. >Jeżeli cokolwiek pochodzi od Niego, co poddaje się percepcji, to można to badać naukowo.
Tak, Jego dzieło owszem, ale pisaliśmy o Jego bycie. Mam wrażenie, że ty mnie w ogóle nie czytasz.
>>Widział on tylko skutki Jego obecności(krzew ognisty,tablice) i to jedynie wtedy, gdy taka była wola Boga. >No więc to jest coś, co można badać naukowo. Teza jest taka: coś spoza naszego świata wpływa na naszą rzeczywistość i ten wpływ możemy badać.
Krzak ognisty był takim przez chwilę i nie należy do stałych praw natury, więc twoja teza jest nazbyt pospieszna. Można badać skutki interwencji Boga, jak np.fenomeny religijne czy cuda, ale samo działanie Boga i sposób tego działania pozostanie nieuchwytne jeśli On sobie tego zażyczy.
>>Teologia zakłada racjonalność działania Bożego, dlatego w skutkach tego działania dostrzega ją ona. >Błędne koło. Wpierw stawia się tezę, a potem szuka dowodów. Teologia wpierw zakłada, że wszystko jest związane z Bogiem a potem twierdzi, że to jakiś argument. Otóż nie.
To ty twierdzisz, przekręcając moje słowa, jak każdy demagog, że najpierw stawia się tezę. Teologia opiera się na objawieniu, wszystkie wnioski jakie wyciąga oparte są o założenia, których nie wydedukowała sama, ale przyjęła i ktorych nie może dowolnie zmieniać. Te zaś prawdy, które przyjęła mówią od samego początku o tym, że Bóg postępuje racjonalnie a świat jest stworzony wg."liczby, miary i wagi". Albo rozmawiamy uczciwie, albo darujmy sobie taki poziom.
>>To dobry argument na to, że posługiwanie się nauką do walki z teizmem jest zwykłą demagogią. >Bardzo zależy jakim teizmem. Inna sprawa, że jeżeli żadne twierdzenie nie szkodzi teizmowi, to teizm sam jest pustą spekulacją i demagogią.
Nie wiem o jakich twierdzeniach piszesz, ale na razie nauka nie zagroziła teizmowi w żaden poważny sposób.
>>Poza tym, racjonalne i stałe prawa przyrody mogą być jakimś śladem wskazującym na ich autora(nie dowodem). >Którego elementu mojego uzasadnienia, że nie są, nie rozumiesz?
Z twojego wywodu wyciągnąłem wnioski jedynie takie, że nigdy nie poperasz swoich tez argumentami. I nie pisz o uzasadnieniu, bo to zaczyna być smieszne, problem własnie przecież w tym, że ty nigdy nie uzasadniasz.
>>Przyjąć, że są one wynikiem ślepej i przypadkowej ewolucji materii nie jest bardziej racjonalne. >Ale kto tak przyjmuje?
Ci, którzy odrzucają istnienie Autora tej ewolucji.
>>Nauka nic nie mówi nt.nieistnienia Boga, za to b.często zajmując się nią można widzieć w jej przedmiocie (wszechświat) skutki działania Inteligencji. >Może jakiś przykład? Bo ja jak żyję żadnego nie widziałem. Może masz jakiś nielogiczny przykład, w to nie wątpię.
Pisałem o strukturze wszechświata, która jest matematyczna i racjonalna, o czym mówił własnie ks.Heller. Czytaj ze zrozumieniem.
>>Gdyby z nauki i obserwacji wynikało wprost nieistnienie Boga nie byłoby >naukowców wierzących, a tych jest jak na razie więcej wg.statystyk. >Jakich statystyk?? Wraz ze wzrostem kompetencji maleje ilość wierzących, to reguła na całym świecie, ale to też żaden argument.
Wg.statystyk naukowych, zajrzyj choćby do "Wiara naukowców" Delumeau.
|
|
| | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >>Tezy teologii są zawsze uzasadnialne i racjonalne, nie są po prostu racjonalistyczne. >Tezy teologii nie są oparte na niczym poza dobrowolnymi założeniami - trochę przypomina to matematykę. Nie zgodzisz się, że tezy teologii byłyby tak samo 'prawdziwe' niezależnie od jakiegokolwiek doświadczenia?
Tezy teologii są z definicji nie-dowolne, a już nigdy nie ulegają przedawnieniu, jak w nauce. Tezy matematyki znajdują oparcie w prawach przyrody i niewiarygodnie się z nimi zgadzają. Nie ma drugiej takiej dziedziny, której tez nie potwierdzałyby tak prawa przyrody jak matematyka własnie. Cała wspołczesna fizyka i kosmologia oparte są na matematyce. To zaś co w niej abstrakcyjne, choć nie jest weryfikowalne do końca, oparte jest także na solidnych założeniach.
>>Ale teologia nie twierdzi, że istnienie Boga i Jego natura nie podlega żadnej percepcji, przeciwnie, o Jego istnieniu mówi, że można do niego dojść na >podstawie rozumu i skutków Jego działań, >Nieprawda, nie można. Ty na prawdę ciągle wierzysz, że na podstawie oglądu świata można cokolwiek powiedzieć o jego stwórcy? Przecież to nielogiczne.
Nie widzę tu nielogiczności, w żaden sposób.
>>o Jego naturze zaś, że można ją poznać (częściowo) poprzez łaskę, czyli dary nadprzyrodzone, w które wyposaża on wierzących. >To nielogiczne - możesz poznać Boga, jak uwierzysz, a jak nie uwierzysz, to pewnie nie dał ci łaski. To jest jedna z najbardziej nieuczciwych i bezczelnych tez teologii, jakoby niewierzącym czegoś brakowało.
To jest jedna z najlogiczniejszych i najuczciwszych tez, jakie głosi teologia. Prawa synow nie sa prawami obcych, a nawet nieprzyjaciół. Tak bywa nawet w świecie czlowieka. Niewiara jest rzadko spowodowana rzetelnymi argumentami, takich bowiem w nauce przeważnie nie ma, jest zaś często oparta na 1.niezrozumieniu pojęć religijnych 2.słabej jednak orientacji w nauce 3.wyborze, w którym pragmatyzm odgrywa dużą rolę.
>>Teologia nie ma ambicji bycia nauką w sensie nauk przyrodniczych, wbrew opini słabo zorientowanych bardzo dobrze zdaje sobie ona sprawę ze specyfiki swojego przedmiotu. >Ależ mnie chodzi tylko o to, że teologia za nic ma sobie metody naukowe. Nauka o Niewidzialnym Latającym Potworze Spaghetti ma taki sam status poznawczy jak teologia.
Bardzo żle się orientujesz skoro wypisujesz podobne rzeczy. Teologia jest aż nazbyt zracjonalizowana. Dodatkowo nie rozumiesz róznic w metodologiach naukowych, róznie stosowanych do różnych nauk.
>>Cała teologia opiera się na tym, że Bóg 'przemówił'(to się nazywa właśnie Objawieniem) i tylko dlatego możemy o Nim coś powiedzieć, o Jego naturze, >motywach działania itd. >O tym było wyżej.
Owszem, pisałem. Ty zaprzeczałeś nie uzasadniając.
>>Z tego nie wynika jednak w żaden sposób, że możemy Go badać. >Wynika, jeżeli raczył mieć kontakt z naszą rzeczywistością (a musiał, jeżeli Biblia nie jest tylko zbiorem kłamstw, w co jednak wątpię).
Zaczynam mieć wątpliwości czy mówimy tym samym językiem. Z działania Boga wynika tylko to, że badaniom są dostepne tylko skutki Jego działania, i to nie zawsze, nigdy zaś On sam. O tym też było wyżej.
|
|
| | | |  | | webmaster (moderator) | Problem dyskusji z tobą polega na tym, że piszesz dużo, ale rzadko logicznie. Tylko cierpliwość..
>Nie potrafisz wykazać ani tego, że stwierdzenie to jest nielogiczne, ani że nic nie znaczy. No więc tak: -mamy twierdzenie, że coś (C) jest śladem stwórcy (S), bo to coś ma pewną cechę (X) -przy czym X nie jest dowiedzione, a jest założeniem co do C -przy czym nie ma dowodu, że S istnieje -przy czym nie ma dowodu, że C ma związek z S -na dodatek, z cechy X obiektu C w żaden sposób nie wynika, że S też ma cechę X, ponieważ jest możliwe, że S stworzył coś, co ma cechę, której sam nie ma lub ta cecha ma innych charakter. Dalej uważasz, że omawiane stwierdzenie ma sens a ja bezzasadnie(!) twierdzę?
>>Pokazałem przecież, że nie. >Niczego nie pokazałeś, ty wyraziłeś opinie, nie podając żadnych argumentów. Analogiczne rozumowanie jak wyżej, nie będę się powtarzał.
>O wnioskowaniu nic nie pisałem. Mam wrażenie, że nawet nie próbujesz mnie zrozumieć. Cała ta analogia jest do kitu, bo z postaci stworzenia nie można logicznie wnioskować o cechach stwórcy. Z budowy zegarka nie wynika, że zegarmistrz też precyzyjnie odmierza czas i 'chodzi na baterie'.
>Twierdzić, że Boga można badać to wypowiadać logiczną sprzeczność. Zaraz zaraz, twierdzić, że Boga nie można badać to wypowiadać nieuzasadnione twierdzenie. Mówisz A, to uzasadnij A. Na razie mówisz: nie można, bo z założenia nie można. Jednak zaraz potem chcesz pokazać, że Bóg jakoś na świat oddziałuje, więc można go badać.
>Ta idea sięga przynajmniej Abrahama, więc z młodością ma niewiele wspolnego. Wątpię, aby mityczny Abraham miałby coś przeciwko możliwości badania istnienia Boga z którym sam rozmawiał.
>>Jeżeli cokolwiek pochodzi od Niego, co poddaje się percepcji, to można to badać naukowo. >Tak, Jego dzieło owszem, ale pisaliśmy o Jego bycie. Nie bada się przecież bytu ani istoty, tylko właśnie ślady wskazujące na istnienie.
>Można badać skutki interwencji Boga, jak np.fenomeny religijne czy cuda, ale samo działanie Boga i sposób tego działania pozostanie nieuchwytne jeśli On sobie tego zażyczy. To tylko założenie, że jest nieuchwytne. I nie wiesz, czego by sobie życzył.
>Teologia opiera się na objawieniu, wszystkie wnioski jakie wyciąga oparte są o założenia, których nie wydedukowała sama, ale przyjęła i ktorych nie może dowolnie zmieniać. Nie wykazałeś, że jakiekolwiek objawienie miało miejsce. I nie twierdzę, że można je zmieniać, a tylko że są dowolne w stosunku do obserwowanej rzeczywistości, tak samo jak twierdzenia każdej innej (w miarę dojrzałej) religii.
>Te zaś prawdy, które przyjęła mówią od samego początku o tym, że Bóg postępuje racjonalnie a świat jest stworzony wg."liczby, miary i wagi". To nadal tylko założenie, a nie prawda.
>Nie wiem o jakich twierdzeniach piszesz, ale na razie nauka nie zagroziła teizmowi w żaden poważny sposób. Nie można zagrozić czemuś, co jest niezależnie od wszelkiego doświadczenia. Żadne wydarzenie tego nie sprawi, tak jak żadne twierdzenie twojej teologii nie obala innych religii.
>I nie pisz o uzasadnieniu, bo to zaczyna być smieszne, problem własnie przecież w tym, że ty nigdy nie uzasadniasz. Uzasadniłem.
>Ci, którzy odrzucają istnienie Autora tej ewolucji. Ale kto przyjmuje, że prawa są wynikiem ewolucji materii?
>Pisałem o strukturze wszechświata, która jest matematyczna i racjonalna, o czym mówił własnie ks.Heller. No to jest właśnie nielogiczny przykład, a ja czekam na poprawny.
>Wg.statystyk naukowych, zajrzyj choćby do "Wiara naukowców" Delumeau. Mówisz o opisie kilkunastu osób, a ja mówię o powszechnej tendencji.
>Tezy matematyki znajdują oparcie w prawach przyrody i niewiarygodnie się z nimi zgadzają. Matematyka jest pełna twierdzeń, które nie mają związku z naturą, ale to inny temat.
>Nie ma drugiej takiej dziedziny, której tez nie potwierdzałyby tak prawa przyrody jak matematyka własnie. j.w., to nie argument za teologią.
>To jest jedna z najlogiczniejszych i najuczciwszych tez, jakie głosi teologia. Tu pozostaniemy przy innych zdaniach, widocznie mamy inną wrażliwość.
>Niewiara jest rzadko spowodowana rzetelnymi argumentami, takich bowiem w nauce przeważnie nie ma, Wiara nigdy nie jest spowodowana rzetelnymi argumentami, bowiem takich na jej tezy nie ma.
> jest zaś często oparta na 1.niezrozumieniu pojęć religijnych 2.słabej jednak orientacji w nauce 3.wyborze, w którym pragmatyzm odgrywa dużą rolę. To nadal nie jest argument za twoimi tezami (tym bardziej, że to samo można powiedzieć o wierzących). Przyjęcie tej czy innej wiary nie wynika z argumentów, bo gdyby tak było, istniała by już tylko jedna religia.
ps. Skasowałem duplikaty.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Problem dyskusji z tobą polega na tym, że piszesz dużo, ale rzadko logicznie. Ty w ogole za to nie uzasadniasz swoich wypowiedzi. To są tylko opinie i życzenia.
>No więc tak: >-mamy twierdzenie, że coś (C) jest śladem stwórcy (S), bo to coś ma pewną cechę (X) >-przy czym X nie jest dowiedzione, a jest założeniem co do C >-przy czym nie ma dowodu, że S istnieje >-przy czym nie ma dowodu, że C ma związek z S >-na dodatek, z cechy X obiektu C w żaden sposób nie wynika, że S też ma cechę X, ponieważ jest możliwe, że S stworzył coś, co ma cechę, której sam nie ma lub ta cecha ma innych charakter. >Dalej uważasz, że omawiane stwierdzenie ma sens a ja bezzasadnie(!) twierdzę?
Oczywiście, religia nie jest nauką, nie musi być dowiedziona, wystarczy, że jest racjonalna a to, o czym mówi jest możliwe, przesłanki czerpie z innych żródeł niż logika. Poza tym twoje rozumowanie nie jest poprawne, bo zakłada wiele nieoczywistych lub nieprawdziwych rzeczy, jak chocby to, że X nie jest dowiedzione. Owszem, jest, pisaliśmy o racjonalności praw przyrody i matematycznej strukturze badanego wszechświata, a o tym mówi własnie nauka, w tym fizyka współczesna i kosmologia, których matematyka jest podstawą. Jeśli chodzi o punkt 3 - S nie musi być dowiedzione, wystarczy, że jest prawdopodobne. Punkt 4 - nie ma też przeciwwskazań, a z religijnego punktu widzenia są przesłanki aby uważać, że C ma związek z S. Punkt 5 całkiem chybiony. Jedną z fundamentalnych prawd teologii jest to, że świat i człowiek istnieją na obraz Boży, wynika więc z tego całkiem sensownie, że jeśli Bog stwarza racjonalne swiaty jest bytem racjonalnym.
>>O wnioskowaniu nic nie pisałem. Mam wrażenie, że nawet nie próbujesz mnie zrozumieć. >Cała ta analogia jest do kitu, bo z postaci stworzenia nie można logicznie wnioskować o cechach stwórcy. Z budowy zegarka nie wynika, że zegarmistrz też precyzyjnie odmierza czas i 'chodzi na baterie'.
Analogia całkiem chybiona, z istoty praw materii nikt nie wnioskuje np.o ich istnieniu w Bogu. Z budowy zegarka wiele wynika o zegarmistrzu, choćby to, że gdyby nie postepował racjonalnie i nie przestrzegał zasad nie byłoby tego mechanizmu.
>Zaraz zaraz, twierdzić, że Boga nie można badać to wypowiadać nieuzasadnione twierdzenie. Mówisz A, to uzasadnij A.
Ależ uzasadnione całkowicie. Logika nie przeszkadza mi wierzyć w istnienie Boga, twierdzenia religijne są logicznie poprawne. Przesłanki zaś za wiarą znajduję poza logiką.
>>Ta idea sięga przynajmniej Abrahama, więc z młodością ma niewiele wspolnego. >Wątpię, aby mityczny Abraham miałby coś przeciwko możliwości badania istnienia Boga z którym sam rozmawiał.
Ludzie, którzy Go doświadczają pierwsi uczą o tym, o czym ja piszę. Mylisz pojęcia, Boga nie można badać, bo nie jest obiektem w przyrodzie.
>>Tak, Jego dzieło owszem, ale pisaliśmy o Jego bycie. >Nie bada się przecież bytu ani istoty, tylko właśnie ślady wskazujące na istnienie.
Ślady to nie On sam, wiec wyrażaj się precyzyjnie. Pisałeś o "badaniu Boga".
>To tylko założenie, że jest nieuchwytne. I nie wiesz, czego by sobie życzył.
Założenie wprost wynikające z idei Boga. O tym czego by sobie życzył wiem od Niego.
>Nie wykazałeś, że jakiekolwiek objawienie miało miejsce. I nie twierdzę, że można je zmieniać, a tylko że są dowolne w stosunku do obserwowanej rzeczywistości, tak samo jak twierdzenia każdej innej (w miarę dojrzałej) religii.
Nie wykazałeś, że objawienie nie jest możliwe. Ja zaś mam wiele argumentów i przesłanek na poparcie tego, że objawienie miało miejsce.
>To nadal tylko założenie, a nie prawda.
Którego nie możesz obalić. Ja niczego nie udowadniam, więc nie pisz mi o tym, że jeśli ktoś coś twierdzi powinien to najpierw uzasadnić. Uzasadnić to ja potrafię, ale ty mylisz dowodliwość z zasadnością.
>Nie można zagrozić czemuś, co jest niezależnie od wszelkiego doświadczenia. Żadne wydarzenie tego nie sprawi, tak jak żadne twierdzenie twojej teologii nie obala innych religii.
Jesteś słabo zorientowany w nauce, jeśli utożsamiasz pojęcie prawdy z naukami przyrodniczymi. Religii się nie obala, można wykazywać zasadność i niezasadność wierzeń.
>Uzasadniłem.
Nie żartuj.
>>Pisałem o strukturze wszechświata, która jest matematyczna i racjonalna, o czym mówił własnie ks.Heller. >No to jest właśnie nielogiczny przykład, a ja czekam na poprawny.
Co jest niby nielogiczne, matematyczność wszechświata?
>Mówisz o opisie kilkunastu osób, a ja mówię o powszechnej tendencji.
Nie, pisałem o statystykach tam przytaczanych.
>Matematyka jest pełna twierdzeń, które nie mają związku z naturą, ale to inny temat.
Matematyka to jedna z najlepiej uzasadnioncyh i znajdujących potwierdzenie w przyrodzie nauk.
>>Nie ma drugiej takiej dziedziny, której tez nie potwierdzałyby tak prawa przyrody jak matematyka własnie. >j.w., to nie argument za teologią.
Nie stosowałem go w tym celu.
>>Niewiara jest rzadko spowodowana rzetelnymi argumentami, takich bowiem w nauce przeważnie nie ma, >Wiara nigdy nie jest spowodowana rzetelnymi argumentami, bowiem takich na jej tezy nie ma.
Teologia posluguje się wylącznie rzetelnymi argumentami, tym się różni od wierzeń, tylko ktoś, kto nie ma o niej pojęcia może twierdzić inaczej.
>To nadal nie jest argument za twoimi tezami (tym bardziej, że to samo można powiedzieć o wierzących).
Nie mial takim być. Pisałem o niewierze, nie o wierze.
>Przyjęcie tej czy innej wiary nie wynika z argumentów, bo gdyby tak było, istniała by już tylko jedna religia.
Argumenty i racjonalność wiary odgrywają ogromną rolę przy wyborze religii, co potwierdzają konwertyci z ateizmu lub np.religii wschodnich.
m.
|
|
| | | | | |  | | webmaster (moderator) | >Ty w ogole za to nie uzasadniasz swoich wypowiedzi. To są tylko opinie i życzenia. Kłamiesz, zawsze uzasadniam, tylko może za mało łopatologicznie.
>Poza tym twoje rozumowanie nie jest poprawne, bo zakłada wiele nieoczywistych lub nieprawdziwych rzeczy, jak chocby to, że X nie jest dowiedzione. Bo X nie jest dowiedzione, to jest tylko przyjęte założenie (ja nie mówię, że je odrzucam).
>Jeśli chodzi o punkt 3 - S nie musi być dowiedzione, wystarczy, że jest prawdopodobne. S nie jest prawdopodobne, ponieważ nie ma metody oceny tego prawdopodobieństwa.
>Punkt 4 - nie ma też przeciwwskazań, a z religijnego punktu widzenia są przesłanki aby uważać, że C ma związek z S. Z religijnego może i tak, ale nie jest to dowiedzione.
>Punkt 5 całkiem chybiony. Jedną z fundamentalnych prawd teologii jest to, że świat i człowiek istnieją na obraz Boży, wynika więc z tego całkiem sensownie, że jeśli Bog stwarza racjonalne swiaty jest bytem racjonalnym. Założenie teologi nie usprawiedliwia takiego rozumowania. W ten sposób można by udowodnić cokolwiek, przyjmując wygodne założenia. Pomijam już błąd logiczny polegający na przypisywaniu Bogu pojęć z naszego świata.
>Z budowy zegarka wiele wynika o zegarmistrzu, choćby to, że gdyby nie postepował racjonalnie i nie przestrzegał zasad nie byłoby tego mechanizmu. To jednak niczego nam nie mówi o samym zegarmistrzu, a najwyżej o jego postępowaniu w szczególnej okoliczności, więc nadal nic nie uzasadniłeś.
>Logika nie przeszkadza mi wierzyć w istnienie Boga, twierdzenia religijne są logicznie poprawne. To akurat dotyczy wielu ideologii, z którymi jednak się nie zgadzasz. Logiczna poprawność nie mówi nam nic o zgodności z rzeczywistością.
>Przesłanki zaś za wiarą znajduję poza logiką. Nadal jednak żadnej poprawnej nie podałeś.
>Ludzie, którzy Go doświadczają pierwsi uczą o tym, o czym ja piszę. Mylisz pojęcia, Boga nie można badać, bo nie jest obiektem w przyrodzie. Jeżeli można go słuchać, to można go badać. Albo stawiasz Boga poza wszelką możliwością poznania, albo dopuszczasz jego badanie, zdecyduj się.
>O tym czego by sobie życzył wiem od Niego. Powiedział ci? Gratuluję. Tylko gdzie dowód, że to on a nie coś innego?
>Nie wykazałeś, że objawienie nie jest możliwe. Powtarzam: to Ty masz wykazać, że coś takiego jest możliwe.
>Ja zaś mam wiele argumentów i przesłanek na poparcie tego, że objawienie miało miejsce. Podaj jeden poprawny.
>>To nadal tylko założenie, a nie prawda. >Którego nie możesz obalić. Założeń się nie obala, pudło.
>Ja niczego nie udowadniam, więc nie pisz mi o tym, że jeśli ktoś coś twierdzi powinien to najpierw uzasadnić. Jeżeli chcesz nazwać to prawdą, to musisz - taka jest ta gra.
>Jesteś słabo zorientowany w nauce, jeśli utożsamiasz pojęcie prawdy z naukami przyrodniczymi. Wręcz przeciwnie, odrzucam tylko niezdrowy pomysł, że coś można nazwać prawdą nie mając dowodów.
>>No to jest właśnie nielogiczny przykład, a ja czekam na poprawny. >Co jest niby nielogiczne, matematyczność wszechświata? Twoje rozumowanie było nielogiczne, o tym mowa.
>Matematyka to jedna z najlepiej uzasadnioncyh i znajdujących potwierdzenie w przyrodzie nauk. Matematyka nie szuka żadnych potwierdzeń w przyrodzie, chyba coś ci się pomyliło.
>Teologia posluguje się wylącznie rzetelnymi argumentami, tym się różni od wierzeń, tylko ktoś, kto nie ma o niej pojęcia może twierdzić inaczej. Skoro tak, to czemu ciągle żadnego nie podałeś?
>Nie mial takim być. Pisałem o niewierze, nie o wierze. Tak czy inaczej, to nie jest argument.
>Argumenty i racjonalność wiary odgrywają ogromną rolę przy wyborze religii, co potwierdzają konwertyci z ateizmu lub np.religii wschodnich. Powtarzam: gdyby istniał jakiś argument, to istniała by już tylko jedna religia. A tymczasem wyznawców przybywa wam tam, gdzie najniższy poziom edukacji.
|
|
| |  | | webmaster (moderator) | >Jest On Osobą i ma naturę duchową, nie podlega żadnym determinizmom, objawia się tym, którzy Go szukają i nie pozwoli drwić z siebie. Bezpodstawne założenie (na dodatek sprzeczne z doświadczeniem).
>Nikt Go nie pozna ani nie dosięgnie bez Jego woli. Bezpodstawne założenie.
>Na tym polega Objawienie (wiedza o Bogu pochodząca od Niego samego) Nie wykazałeś, że taka istnieje.
>jak też i zbawienie (środki służące do osiągnięcia zjednoczenia z Nim a także odzyskania podobieństwa utraconego przez grzech <podobieństwo>), Nie wykazałeś, że coś takiego istnieje.
>cuda (czasem nie podlegające dyskusji jak odrośnięcie komuś wcześniej amputowanej nogi, o czym mówi "Znak dla niewierzących" V.Messoriego, włoskiego dziennikarza), Pierwsze słyszę.
>przeczucia religijne ludzkości Nic z tego nie wynika, ludzie wierzą i wierzyli w najróżniejsze bzdury przez tysiące lat.
>jak i moje własne, doświadczenia religijne, mistyczne, fenomeny religijne Nic z tego nie wynika.
>wiarygodność świadków Objawienia, którzy oddali życie dobrowolnie za to co widzieli i słyszeli, jak i wiele innych. To żadne argument, ludzie oddawali i oddają życie za kompletne bzdury.
>Nauka nie będzie w stanie nigdy zaprzeczyć większości z tych rzeczy, Na Boga, nie musi!
>a potwierdzić niestety jest zmuszona już od dawna nadzwyczajność wielu tych zjawisk To nie jest argument na tezy teologii, wszak ta zamyka się na doświadczenia.
>Nie spotkałem się w Kościele z niechecią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem i zamilknięciem przed tym zjawiskiem To spróbuj dokonać apostazji..
>Tolerancja dla wierzących ze strony ateistów o tzw.światopoglądzie naukowym jest bardzo niska. Obaj wiemy, że takie uogólnienia są nieprawdziwe.
>już przez sam fakt, że teologia nie przeczy nauce (lecz np.poznanie teologiczne ją uzupełnia) stawia ją w granicach tego, co poprzez niesprzeczność swoich twierdzeń znajduje swoje miejsce w granicach nauki. W teologii nie ma żadnej wiedzy, która by uzupełniania naukę, a postulowana niesprzeczność to za mało, aby być jej częścią.
|
|
| | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >>Jest On Osobą i ma naturę duchową, nie podlega żadnym determinizmom, objawia się tym, którzy Go szukają i nie pozwoli drwić z siebie. >Bezpodstawne założenie (na dodatek sprzeczne z doświadczeniem).
Założenie bardzo 'podstawne', wynikające wprost z idei Boga obecnej w teizmie judeo-chrześcijańskim. Poza tym o jakie doświadczenie chodzi?
>>Nikt Go nie pozna ani nie dosięgnie bez Jego woli. >Bezpodstawne założenie.
Założenie wprost wynikające z idei Boga j/w.
>>Na tym polega Objawienie (wiedza o Bogu pochodząca od Niego samego) >Nie wykazałeś, że taka istnieje.
Tą wiedzą jest teologia. Twierdzeń teologii się nie udowadnia, ale uzasadnia.
>>jak też i zbawienie (środki służące do osiągnięcia zjednoczenia z Nim a także odzyskania podobieństwa utraconego przez grzech <podobieństwo>), >Nie wykazałeś, że coś takiego istnieje.
Bo to nie jest moim zamiarem, nie jestem apologetą. Wyjaśniam ci pojęcia religijne, których nie rozumiesz.
>>cuda (czasem nie podlegające dyskusji jak odrośnięcie komuś wcześniej amputowanej nogi, o czym mówi "Znak dla niewierzących" V.Messoriego, włoskiego >dziennikarza), >Pierwsze słyszę.
Cóż, bywa.
>>przeczucia religijne ludzkości >Nic z tego nie wynika, ludzie wierzą i wierzyli w najróżniejsze bzdury przez tysiące lat.
Wynika wiele, gdyby ateizm był taki logiczny i oczywisty skąd tyle tysięcy lat wiary i nawet jednego plemienia bez wierzeń?
>>jak i moje własne, doświadczenia religijne, mistyczne, fenomeny religijne >Nic z tego nie wynika.
Mylisz się, to przesłanki.
>>wiarygodność świadków Objawienia, którzy oddali życie dobrowolnie za to co widzieli i słyszeli, jak i wiele innych. >To żadne argument, ludzie oddawali i oddają życie za kompletne bzdury.
Mylisz się, ludzie niezmiernie rzadko oddają życie za kompletne bzdury.
>>Nauka nie będzie w stanie nigdy zaprzeczyć większości z tych rzeczy, >Na Boga, nie musi!
Jak to nie? Jeśli chce wykazać fałszywość danego fenomenu powinna się o to starać.
>>a potwierdzić niestety jest zmuszona już od dawna nadzwyczajność wielu tych zjawisk >To nie jest argument na tezy teologii, wszak ta zamyka się na doświadczenia.
Teologia nigdy nie zamyka się na doświadczenia, jej założenia są na niej oparte. Bez historii nie było teologii, ona cała oparta jest na wydarzeniach historycznych.
>>Nie spotkałem się w Kościele z niechecią lub tępieniem ateizmu, przeciwnie, spotkałem się z szacunkiem i zamilknięciem przed tym zjawiskiem >To spróbuj dokonać apostazji..
Jeśli syn wyrzekłby się mojego ojcostwa też nie cieszyłbym się z tego. Nie zatrzymywałbym go jednak, podobnie robi Kosciół.
>>Tolerancja dla wierzących ze strony ateistów o tzw.światopoglądzie naukowym jest bardzo niska. >Obaj wiemy, że takie uogólnienia są nieprawdziwe.
Ja wiem to co piszę, nie muszę w to wierzyć, wystarczy czytać uważnie tutejsze forum.
>>już przez sam fakt, że teologia nie przeczy nauce (lecz np.poznanie teologiczne ją uzupełnia) stawia ją w granicach tego, co poprzez niesprzeczność swoich twierdzeń znajduje swoje miejsce w granicach nauki. >W teologii nie ma żadnej wiedzy, która by uzupełniania naukę, a postulowana niesprzeczność to za mało, aby być jej częścią.
Wystarczająco jednak, aby nie twierdzić głupot, ze twierdzenia religijne są irracjonalne. Tylko ignorant może głosić podobne rzeczy.
|
|
| | | |  | | webmaster (moderator) | >Założenie bardzo 'podstawne', wynikające wprost z idei Boga obecnej w teizmie judeo-chrześcijańskim. Czyli nadal jest to tylko założenie. Idea Boga (z jego cechami) jest założeniem, ponieważ nie wynika z niczego co się dzieje na świecie.
>Poza tym o jakie doświadczenie chodzi? O drwienie - skoro drwią, to pozwala.
>Założenie wprost wynikające z idei Boga j/w. Nadal tylko założenie.
>Tą wiedzą jest teologia. Twierdzeń teologii się nie udowadnia, ale uzasadnia. Tak samo jak twierdzenia Buddyzmu, ale to nie sprawia że Buddyzm jest bardziej prawdziwy niż dowolna inna spekulacja. Nadal więc nie nie wykazałeś.
>Bo to nie jest moim zamiarem, nie jestem apologetą. Wyjaśniam ci pojęcia religijne, których nie rozumiesz. Rozumiem, tylko inaczej niż ty, może bez okularów zbędnych założeń.
>Wynika wiele, gdyby ateizm był taki logiczny i oczywisty skąd tyle tysięcy lat wiary i nawet jednego plemienia bez wierzeń? Może dlatego, że większość ludzi nie myśli logicznie. Nauka, wiedza i postęp zawsze były udziałem nielicznych, wiara zawsze była udziałem pospólstwa. Ale to ty stosujesz ten argument erystyczny, więc nie muszę tu nic uzasadniać. 'Przeczucia' po prostu nie są żadnym argumentem.
>>Nic z tego nie wynika. >Mylisz się, to przesłanki. Bzdura, to nie przesłanka tylko błąd logiczny. N-ty raz wykazuję ci, że argumentujesz nielogicznie.
>>To żadne argument, ludzie oddawali i oddają życie za kompletne bzdury. >Mylisz się, ludzie niezmiernie rzadko oddają życie za kompletne bzdury. Częstość nie ma tu znaczenia, faktem niezaprzeczalnym jest, że oddają, a wszystkie ideologie dla których to robią, na raz prawdziwe być nie mogą. Czyli znów stosujesz nielogiczny argument.
>Jak to nie? Jeśli chce wykazać fałszywość danego fenomenu powinna się o to starać. I kolejny raz nielogicznie, mój drogi. To nie nauka ma obalać różne tezy, tylko te tezy muszą argumentować swoją słuszność naukowo.
>Teologia nigdy nie zamyka się na doświadczenia, jej założenia są na niej oparte. To na jakim doświadczeniu oparte jest założenie: Bóg istnieje.
>Bez historii nie było teologii, ona cała oparta jest na wydarzeniach historycznych. Podobnie jak Buddyzm i każda inna religia, to żaden argument.
>Ja wiem to co piszę, nie muszę w to wierzyć, wystarczy czytać uważnie tutejsze forum. Co nie zmienia faktu, że takie uogólnienia są chwytem erystycznym.
>>W teologii nie ma żadnej wiedzy, która by uzupełniania naukę, a postulowana niesprzeczność to za mało, aby być jej częścią. >Wystarczająco jednak, aby nie twierdzić głupot, ze twierdzenia religijne są irracjonalne. Tylko ignorant może głosić podobne rzeczy. Może różnimy się gustem, ale dla mnie tylko ignorant może twierdzić, że ktoś rozmnożył chleb i ożywił zmarłego, nie mając na to cienia dowodu.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >>Założenie bardzo 'podstawne', wynikające wprost z idei Boga obecnej w teizmie judeo-chrześcijańskim. >Czyli nadal jest to tylko założenie.
Nie wiem o czym piszesz, bo wyrwałeś z kontekstu. Już tam gdzie chodzi o ludzką psychikę nie ma dowodliwości. Gdy ktoś ci mówi, że zrobil to i to, bo się zdenerwował nie mozesz mu udowodnić że czuł co innego a motywem nie była złość, bo nie masz wglądu, możesz co najwyżej dedukować, ale na tym się skończy. To nie dziedzina nauk przyrodniczych. Czego więc ządasz od religii, skoro to jeszcze bardziej od nauk przyrodniczych oddalone (co nie oznacza mniej realne)?
>Idea Boga (z jego cechami) jest założeniem, ponieważ nie wynika z niczego co się dzieje na świecie.
Nie do końca, judaizm i chrześcijaństwo opierają się na wydarzeniach historycznych, bez nich nie istnieją. Sama idea Boga nie może też być wysnuta tylko z palca, ale oparta jest o objawienie, czyli o to, co wiadomo o Bogu od Niego samego (Pismo św., prorocy, Chrystus, itd). Idea Boga nie jest wysnuta ze swiata tylko, nie ma powodu by tak było.
>>Poza tym o jakie doświadczenie chodzi? >O drwienie - skoro drwią, to pozwala.
Nie rozumiem, wyrwane z kontekstu.
>>Założenie wprost wynikające z idei Boga j/w. >Nadal tylko założenie.
J/w.
>Tak samo jak twierdzenia Buddyzmu, ale to nie sprawia że Buddyzm jest bardziej prawdziwy niż dowolna inna spekulacja. Nadal więc nie nie wykazałeś.
Ja nie usiłuje wykazać ci prawdziwości chrześcijaństwa, to nie ten wątek. Pisałeś o tym, że wiara religijna jest nieracjonalna, zaprzeczam temu. Rozmaitość wierzeń religijnych to inna sprawa, i przeciwnie niż sądzisz, jest tylko przesłanką za prawdziwością istnienia rzeczywistosci transcendentnej, nie za nieprawdziwością religii. Nie ma choćby jednego plemienia bez wierzeń, a ich różnorodność świadczy jedynie o tym, że bez objawienia człowiek skazany jest tylko na przeczucia i błądzenie.
>Rozumiem, tylko inaczej niż ty, może bez okularów zbędnych założeń.
Ja nie mam założeń, pojęcia religijne są ściśle okreslone i rozumieć je w dowolny sposób to w ogóle nie rozumieć.
>Może dlatego, że większość ludzi nie myśli logicznie. Nauka, wiedza i postęp zawsze były udziałem nielicznych, wiara zawsze była udziałem pospólstwa.
Mylisz się, elita najczęściej była wierząca. Z ludem bywało róznie.
>Ale to ty stosujesz ten argument erystyczny, więc nie muszę tu nic uzasadniać. 'Przeczucia' po prostu nie są żadnym argumentem.
Są przesłanką, dla każdego obiektywnie traktującego zagadnienie. To argument z doświadczenia i przeczuć ludzkości, erystyka ma się nijak do tego.
>Bzdura, to nie przesłanka tylko błąd logiczny. N-ty raz wykazuję ci, że argumentujesz nielogicznie.
Nie wykazujesz tylko twierdzisz. Nie wykazałeś mi naprawdę ani jeden raz nielogiczności. Nie bądż zbyt ambitny. Stosuj też logikę konsekwentnie i jesli chcesz komus wykazać błąd logiczny zrób to, a nie pisz, że tak jest, bo to sofistyka.
>>Mylisz się, ludzie niezmiernie rzadko oddają życie za kompletne bzdury. >Częstość nie ma tu znaczenia, faktem niezaprzeczalnym jest, że oddają, a wszystkie ideologie dla których to robią, na raz prawdziwe być nie mogą. Czyli znów stosujesz nielogiczny argument.
Częstość ma ogromne znaczenie, niezmiernie rzadko oznacza prawie nigdy. To też przesłanka, a nie błąd logiczny. Nikt nie oddaje życia za głupoty, jeśli to robi są to zawsze istotne powody (jak oddanie życia za naród, bliskich - wartości dla umierajacego realne, nie wydumane).
>I kolejny raz nielogicznie, mój drogi. To nie nauka ma obalać różne tezy, tylko te tezy muszą argumentować swoją słuszność naukowo.
Głupoty piszesz, nie pierwszy raz. Religia żeby była wiarygodna musi jedynie posługiwać się twierdzeniami niesprzecznymi, co robi, jej argumenty i przesłanki za wiarą nie muszą pochodzić z nauki. Nie rozumiesz elementarnych rzeczy. To nauka musi wykazać, że coś jest nieprawdą jesli bierze się za negowanie czegoś. Religia nie udowadnia swoich racji, tylko argumentuje, a ktoś kto bierze się za negowanie jej twierdzeń za pomocą nauki powinien wykazać bezzasadność tych twierdzeń. Niestety nie da się tego zrobić, dlatego sama nauka milczy w tych sprawach, robią to tylko nieodpowiedzialni naukowcy, ktorzy najczęściej wychodzą w tym momecnie poza swoje kompetencje.
>>Teologia nigdy nie zamyka się na doświadczenia, jej założenia są na niej oparte. >To na jakim doświadczeniu oparte jest założenie: Bóg istnieje.
Na doświadczeniu jednostek jak i całych społeczności (Izrael, pierwotny Kościół).
>>Bez historii nie było teologii, ona cała oparta jest na wydarzeniach historycznych. >Podobnie jak Buddyzm i każda inna religia, to żaden argument.
To jest argument za racjonalnością wiary, nie za jej prawdziwością. Nie wyrywaj moich zdań z kontekstu jak typowy ideolog.
>Co nie zmienia faktu, że takie uogólnienia są chwytem erystycznym.
Chwytem byłyby gdyby odbiegaly od rzeczywistości, niestety są na niej oparte. Nie żądaj ode mnie tego, co robi tu wiekszość ateistów - nieprawdopodobnie uogólniają nt.wierzących. Poza tym nie uogólniałem, pisałem o wiekszości.
>Może różnimy się gustem, ale dla mnie tylko ignorant może twierdzić, że ktoś rozmnożył chleb i ożywił zmarłego, nie mając na to cienia dowodu.
Dowodu mieć nie mogę, bo i jakim sposobem? To było wieki temu. Świadkowie jednak oddali życie za to, że tak bylo naprawdę. Trzeba być albo chorym, albo być faktycznie swiadkiem tych rzeczy żeby to zrobić. Całe ich życie i postępowanie wskazuje na to, że chorzy nie byli, wybieram więc tę drugą opcję, naukowo jest bardziej prawdopodobna. Jesteś niekonsekwentny, jak każdy ideolog. Twierdzisz, że wbrew prawom przyrody nogi mogą odrastać samoistnie (nauka definiuje te zjawiska jako przeczące prawom przyrody) a z drugiej strony, że nie da się rozmnozyc chleba lub ożywić zmarłego. Niby dlaczego nie można? Czy nie z tych samych powodów co nogi nie odrastają?
m.
|
|
| | | | | |  | | webmaster (moderator) | >Gdy ktoś ci mówi, że zrobil to i to, bo się zdenerwował nie mozesz mu udowodnić że czuł co innego a motywem nie była złość, bo nie masz wglądu, możesz co najwyżej dedukować, ale na tym się skończy. To nie dziedzina nauk przyrodniczych. Wszystko fajnie, jednak zaufanie do twierdzeń nie może przekraczać ich uzasadnienia. Jeżeli stawiasz wielkie i niezwykłe tezy, musisz mieć wielkie i niezwykle silne dowody. Na sprawy błahe wystarczy przeczucie, więc pudło. Powiadam: z tego że nauka na coś nie odpowiada nie wynika, że jakakolwiek inna dziedzina odpowie lepiej.
>Czego więc ządasz od religii, skoro to jeszcze bardziej od nauk przyrodniczych oddalone (co nie oznacza mniej realne)? Czegokolwiek porównywalnego do stawianych przez nią tez.
>Nie do końca, judaizm i chrześcijaństwo opierają się na wydarzeniach historycznych, bez nich nie istnieją. Wydarzeniach-faktach czy 'wydarzeniach mitach spisanych nie wiadomo przez kogo i ubarwionych religijnie, politycznie i moralistycznie'? Jakiż to fakt historyczny wspiera tezy Twojej religii bardziej niż twierdzenia innych religii?
>Sama idea Boga nie może też być wysnuta tylko z palca, ale oparta jest o objawienie, czyli o to, co wiadomo o Bogu od Niego samego. Nie podałeś dowodu, że źródłem postulowanych informacji jest On, a nie coś zupełnie innego. Każda religia twierdzi, że nie została po prostu wymyślona - wszystkie nie mogą mieć racji.
>Pisałeś o tym, że wiara religijna jest nieracjonalna, zaprzeczam temu. Nie mówię, że nie może być, a tylko że z reguły nie jest i że jej tezy nie mają logicznego uzasadnienia.
>Rozmaitość wierzeń religijnych to inna sprawa, i przeciwnie niż sądzisz, jest tylko przesłanką za prawdziwością istnienia rzeczywistosci transcendentnej, nie za nieprawdziwością religii. Sprzeczność twierdzeń religii powoduje, że na temat owej transcendencji można twierdzić cokolwiek, równie zasadnie, co wskazuje na błędność samej metody, jaką posługują się religie. Twierdzenie, że za istnieniem czegoś przemawia różnorodność wierzeń, jest śmieszne. Religie spełniają bardzo wiele funkcji społecznych i głównie z tego powodu istnieją, a nie dlatego że mówią coś prawdziwego o transcendencji.
>Nie ma choćby jednego plemienia bez wierzeń, a ich różnorodność świadczy jedynie o tym, że bez objawienia człowiek skazany jest tylko na przeczucia i błądzenie. No proszę, Ty wiesz że nie błądzisz. Oni wiedzą to samo. Jak mi udowodnisz, że jakaś popularna religia jest nieprawdziwa, to pogadamy.
>Są przesłanką, dla każdego obiektywnie traktującego zagadnienie. Przeczucia nie są żadnym argumentem ani przesłanką, mogą najwyżej skłaniać do poszukiwań.
>Stosuj też logikę konsekwentnie i jesli chcesz komus wykazać błąd logiczny zrób to, a nie pisz, że tak jest, bo to sofistyka. Robię, ale możesz nadal udawać, że tego nie ma, OK, jak wolisz.
>Częstość ma ogromne znaczenie, niezmiernie rzadko oznacza prawie nigdy. To też przesłanka, a nie błąd logiczny. Ludzie wierzą w różne rzeczy i za nie oddają życie, nie jest to jednak logiczny argument za prawdziwością tego w co wierzą, a tylko za ich subiektywnym przekonaniem.
>Religia żeby była wiarygodna musi jedynie posługiwać się twierdzeniami niesprzecznymi, co robi, jej argumenty i przesłanki za wiarą nie muszą pochodzić z nauki. Istnieje nieskończona ilość niesprzecznych twierdzeń, które nie są prawdziwe. Religia musi pokazać coś więcej, aby być traktowana poważnie. Niesprzeczność to żaden argument.
>To nauka musi wykazać, że coś jest nieprawdą jesli bierze się za negowanie czegoś. No właśnie się nie bierze, bo takich rzeczy jest multum.
>Religia nie udowadnia swoich racji, tylko argumentuje, a ktoś kto bierze się za negowanie jej twierdzeń za pomocą nauki powinien wykazać bezzasadność tych twierdzeń. Nikt się nie bierze, bo twierdzenia religii nie są falsyfikowalne. Tylko to wystarczy, aby je odrzucić i o tym można pisać.
>>To na jakim doświadczeniu oparte jest założenie: Bóg istnieje. >Na doświadczeniu jednostek jak i całych społeczności (Izrael, pierwotny Kościół). Ja pytałem poważnie, a ty żartujesz. Pytam się o założenie teologii.
>Dowodu mieć nie mogę, bo i jakim sposobem? To nie mój problem, tylko twój.
>To było wieki temu. Dinozaury też, wiec to nie argument.
>Świadkowie jednak oddali życie za to, że tak bylo naprawdę. Już pokazałem, że to nie argument.
>Trzeba być albo chorym, albo być faktycznie swiadkiem tych rzeczy żeby to zrobić. Są jednak inne możliwości, spytaj psychologa.
>Całe ich życie i postępowanie wskazuje na to, że chorzy nie byli, wybieram więc tę drugą opcję, naukowo jest bardziej prawdopodobna. Tego nie wiesz, nie badałeś ich. Wybierasz, bo tak ci pasuje do przyjętej tezy.
>Twierdzisz, że wbrew prawom przyrody nogi mogą odrastać samoistnie (nauka definiuje te zjawiska jako przeczące prawom przyrody) Kolejny raz kłamiesz, nic takiego nie twierdziłem.
>a z drugiej strony, że nie da się rozmnozyc chleba lub ożywić zmarłego. Twierdzę tylko, że nie masz na to dowodów. Tylko i aż tyle.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Jeżeli stawiasz wielkie i niezwykłe tezy, musisz mieć wielkie i niezwykle silne dowody. Na sprawy błahe wystarczy przeczucie, więc pudło. Powiadam: z tego że nauka na coś nie odpowiada nie wynika, że jakakolwiek inna dziedzina odpowie lepiej.
Ale ja nie pytam nauki w tej sprawie, bo ona w ogole się tym nie zajmuje, tak jak tym czy kocham kogos słusznie czy nie. Nauka nigdy mi na to nie odpowie, tak jak na wiele innych pytań. Jesteś niepoważny jesli uważasz, że to co nie jest naukowe jest tym samym nieprawdziwe. Sama nauka tak nie twierdzi. Traktujesz naukę jak Wyrocznie.
>>Czego więc ządasz od religii, >Czegokolwiek porównywalnego do stawianych przez nią tez.
Ale ona naprawdę potrafi uzasadniać swoje tezy, nie są dla ciebie przekonujące bo jesteś scjentystą. Ja nim nie jestem, jak większość naukowców i nie mam problemu.
>Wydarzeniach-faktach czy 'wydarzeniach mitach spisanych nie wiadomo przez kogo i ubarwionych religijnie, politycznie i moralistycznie'? Jakiż to fakt historyczny wspiera tezy Twojej religii bardziej niż twierdzenia innych religii?
W ogromnej mierze na faktach, co potwierdzają inne żródła znajdowane z tego okresu. większość wydarzeń politycznych ST współgra ze znaną historią, a przynajmniej jej nie przeczy. Wydarzenia i postacie zaś z NT to już czysta historia (nie prawdy oparte na tych wydarzeniach, bo to odrębna sprawa).
>Nie podałeś dowodu, że źródłem postulowanych informacji jest On, a nie coś zupełnie innego.
Nie rozumiesz nadal, że nie muszę ci niczego udowadniać, moja wiara nie jest hipotezą naukową i nie mam obowiązku robić tego, czego żądasz. Przekaz religijny opiera się na przesłaniu i świadkach, na tym, co wiarygodne i prawdopodobne, nie przekonuje cię to - nie wybieraj. Mnie przekonuje w dużej mierze i nie możesz mi żadnym sposobem udowodnić, że się mylę, bo ja wybieram nie dlatego, że wiem mniej niż ty, ale wiem tyle samo, mamy jednak inną wrażliwość i to, co dla mnie jest wystarczajacym argumentem dla ciebie nim nie jest, zarzucanie mi jednak nieracjonalności moich przekonań jest nieporozumieniem, ponieważ są one prawie zawsze racjonalne, nawet jeśli ich żródłem są tylko przesłanki i argumenty a nie dowody.
>Każda religia twierdzi, że nie została po prostu wymyślona - wszystkie nie mogą mieć racji.
Hinduizm jest w dużej mierze filozofią i refleksją, nie jest rel.objawioną. Buddyzm zaś jest odłamem hinduizmu, ma wiele wspólnych punktów. Chrześcijaństwo jest tylko spełnieniem judaizmu, w całości przyjmuje ST tylko na nim nie kończy. Islam zaś jest zbudowany na judaizmie i chrześcijaństwie, jest w dużej mierze zapożyczeniem z nich.
>>Pisałeś o tym, że wiara religijna jest nieracjonalna, zaprzeczam temu. >Nie mówię, że nie może być, a tylko że z reguły nie jest i że jej tezy nie mają logicznego uzasadnienia.
A to nowość w tym co piszesz. Rozumiem, że nie każdy wierzący to dla ciebie idiota. Ja zacząłem wierzyć rozsądnie w wieku dojrzałym, podobnie jak autor polemiki z Dawkinsem, i nie znalazłem do tej pory niczego w nauce co byloby zagrożeniem dla wiary. Ks.Heller jako naukowiec z 70-letnim doświadczeniem też nie znajduje i tłumaczyć jego wiarę jakimś niskim motywem psychologicznym jest nadużyciem.
>Sprzeczność twierdzeń religii powoduje, że na temat owej transcendencji można twierdzić cokolwiek, równie zasadnie, co wskazuje na błędność samej metody, jaką posługują się religie.
Nie można twierdzić cokolwiek, nie w obszarze jednej religii.
>Twierdzenie, że za istnieniem czegoś przemawia różnorodność wierzeń, jest śmieszne.
Z psychologicznego punktu widzenia jest to przesłanka, nie myl jej z dowodem, nie staram sie wykazać, że nim jest.
>Religie spełniają bardzo wiele funkcji społecznych i głównie z tego powodu istnieją, a nie dlatego że mówią coś prawdziwego o transcendencji.
Nieprawda, wiele religii jak buddyzm czy chrześcijaństwo to z istoty swojej formy życia duchowego, nie związane bezpośrednio z porządkiem społecznym czy politycznym. To że spełniają jakieś funkcje społeczne nie jest zarzutem, a twierdzić, że istnieją głównie z tego powodu to zakłamywac trochę historię. Tak Budda jak i Jezus kładli nacisk głównie na rozwój wewnetrzny i życie ciche, z dala od tego co szumne i światowe.
>No proszę, Ty wiesz że nie błądzisz. Oni wiedzą to samo. Jak mi udowodnisz, że jakaś popularna religia jest nieprawdziwa, to pogadamy.
To nie jest takie proste, nie przykładaj jednej miary do różnych mentalności i kultur, to niesprawiedliwe i nieuczciwe. Nie da się zrobić z trudnego problemu czegoś czym nie jest. To przecież złożona sprawa.
>Przeczucia nie są żadnym argumentem ani przesłanką, mogą najwyżej skłaniać do poszukiwań.
Mogą nimi być, bo ukazują, że pod każdą szerokością i w kazdym czasie ludzie wierzą, że istnieje inna rzeczywistość, a to już skłania do refleksji.
>Ludzie wierzą w różne rzeczy i za nie oddają życie, nie jest to jednak logiczny argument za prawdziwością tego w co wierzą, a tylko za ich subiektywnym przekonaniem.
Tak też jest z wiarą, nie jest ona tylko obiektywną prawdą, zaangażowany jest cały człowiek, a ludzie zazwyczaj nie umierają za subiektywne odczucia ani za obiektywne prawdy naukowe tylko za uniwersalne wartości lub za takie, które za takie uznają. Nie mam sił pisac o tym wiecej, jestem zmeczony.
>Istnieje nieskończona ilość niesprzecznych twierdzeń, które nie są prawdziwe. Religia musi pokazać coś więcej, aby być traktowana poważnie. Niesprzeczność to żaden argument.
To tylko punkt wyjścia, religia nie stara sie byc ani logiką ani teorią. Jest czymś więcej niż jedno i drugie, myśli całościowo, bierze pod uwagę całe doświadczenie ludzkie, nie zawęża też pojecia prawdy do nauki, sama nauka tego nie robi.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Nikt się nie bierze, bo twierdzenia religii nie są falsyfikowalne. Tylko to wystarczy, aby je odrzucić i o tym można pisać.
To zupełnie nie wystarczy, aby je odrzucić. To tylko pokazuje, że nie powinno traktowac się ich jak traktuje się obiekty przyrody. Natura przedmiotu religii jest inna niż nauk przyrodniczych, nie mozna żądać stosowania wobec niego takiej samej metody jak do nauk przyrodniczych bo to nieporozumienie. Do różnych dziedzin życia, do różnych nauk stosuje się rózne metodologie, dobierane zaleznie od natury przedmiotu, tak jest w każdej nauce.
>Ja pytałem poważnie, a ty żartujesz. Pytam się o założenie teologii.
Jakie założenie? Teologia wychodzi od tego, że istnienie Boga jest wiarygodne i prawdopodobne, w historii i doświadczeniu religijnym znajduje potwierdzenie swych intuicji, w objawieniu zaś Boga ST i NT oczyszczenie i śwaitło dla swoich poszukiwań i przeczuć. W sensie ścislym teologia jest tylko uporządkowaniem doświadczenia religijnego lub/i nauki objawionej.
>>Dowodu mieć nie mogę, bo i jakim sposobem? >To nie mój problem, tylko twój.
Ja nie mam problemu, bo nie żądam od religii dowodów, wykazywalbym tylko niezrozumienie natury rzeczywistości duchowej.
>>To było wieki temu. >Dinozaury też, wiec to nie argument.
Znów wyrwane z kontekstu, nie wiem o czym mowa. Dinozaury to byty materialne, ze świata przyrody, przedmiot teologii nie jest tej samej natury, wiec zarzut chybiony.
>>Świadkowie jednak oddali życie za to, że tak bylo naprawdę. >Już pokazałem, że to nie argument.
Nie przekonałeś mnie, to jest argument i przesłanka. Ja nie oddałbym zycia za nieprawdę, ani za prawdę mało istotną dla całości mojego życia jak istnienie elektronu.
>>Trzeba być albo chorym, albo być faktycznie swiadkiem tych rzeczy żeby to zrobić. >Są jednak inne możliwości, spytaj psychologa.
Psychologia tylko pomaga mi uznać, że mój wybór jest rozsadny.
>Tego nie wiesz, nie badałeś ich. Wybierasz, bo tak ci pasuje do przyjętej tezy.
Nie, opieram się na faktach, z tego co wiemy o świadkach to byli ludzie zdrowi i wiarygodni pod każdym względem, nie mam żadnego powodu do podejrzeń, przynajmniej historia mnie do tego nie skłania. Odrzucasz to bo tak ci pasuje.
>Kolejny raz kłamiesz, nic takiego nie twierdziłem.
W dalszym ciągu wiec nie podajesz tych innych przyczyn możliwości odrastania nóg. Czysta sofistyka.
>>a z drugiej strony, że nie da się rozmnozyc chleba lub ożywić zmarłego. >Twierdzę tylko, że nie masz na to dowodów. Tylko i aż tyle.
To cytat z zarzutu przeciw tobie. Zręcznie manipulujesz tekstami. Ale to normalne na tym forum. Unikasz odpowiedzi na zarzut niekonsekwencji i prośby o podanie innych możliwosci odrastania nóg. Mam silne argumenty i to mi wystarcza, nie zamierzam ogłaszać możliwości wskrzeszania teorią naukową.
Tak naprawdę to nie mamy o czym rozmawiać skoro nie rozumiesz natury religii i telogii, to są przecież rzeczy elementarne. Nie potafisz postawić mi ani jednego rozsądnego zarzutu, nie wiem więc do czego zmierza ta rozmowa.
m.
|
|
| | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | >Nauka nigdy mi na to nie odpowie, tak jak na wiele innych pytań. Pole zainteresowań nauki się poszerza, więc nie mów nigdy.
>Jesteś niepoważny jesli uważasz, że to co nie jest naukowe jest tym samym nieprawdziwe. Teraz polemizujesz sam ze sobą.
>Ale ona naprawdę potrafi uzasadniać swoje tezy, nie są dla ciebie przekonujące bo jesteś scjentystą. Nie przekonują mnie, bo nie są logicznie poprawne lub nieadekwatne do stawianych tez.
>>Jakiż to fakt historyczny wspiera tezy Twojej religii bardziej niż twierdzenia innych religii? >W ogromnej mierze na faktach, co potwierdzają inne żródła znajdowane z tego okresu. Nie uzasadniłeś, że elementy faktyczne potwierdzają tezy religii.
>Przekaz religijny opiera się na przesłaniu i świadkach, na tym, co wiarygodne i prawdopodobne, nie przekonuje cię to - nie wybieraj. Nie ma więc w nim niczego, czego nauka nie może badać. Stawiasz to poza nauką bez uzasadnienia.
>Mnie przekonuje w dużej mierze i nie możesz mi żadnym sposobem udowodnić, że się mylę, bo ja wybieram nie dlatego, że wiem mniej niż ty, ale wiem tyle samo, mamy jednak inną wrażliwość i to, co dla mnie jest wystarczajacym argumentem dla ciebie nim nie jest, Owszem, nie mogę ci udowodnić, bo w co ludzie bez dowodu uwierzyli, jakże by można dowodami obalić?
>zarzucanie mi jednak nieracjonalności moich przekonań jest nieporozumieniem, ponieważ są one prawie zawsze racjonalne, nawet jeśli ich żródłem są tylko przesłanki i argumenty a nie dowody. Nic takiego nie twierdziłem. Twierdzę tylko, że zupełnie mnie nie przekonuje to co piszesz (i dlaczego).
>Islam zaś jest zbudowany na judaizmie i chrześcijaństwie, jest w dużej mierze zapożyczeniem z nich. Czyli wg ciebie Islam nie jest objawiony. Masz na to dowód?
>Ja zacząłem wierzyć rozsądnie w wieku dojrzałym, podobnie jak autor polemiki z Dawkinsem, i nie znalazłem do tej pory niczego w nauce co byloby zagrożeniem dla wiary. I nie znajdziesz, tak samo jak Buddysta, Muzułmanin i Hinduista, więc to żaden argument.
>Ks.Heller jako naukowiec z 70-letnim doświadczeniem też nie znajduje i tłumaczyć jego wiarę jakimś niskim motywem psychologicznym jest nadużyciem. Nic takiego nie twierdzę, nie używaj nieuczciwych chwytów.
>Nie można twierdzić cokolwiek, nie w obszarze jednej religii. Oczywiście, ale w ogólności można cokolwiek.
>Z psychologicznego punktu widzenia jest to przesłanka, nie myl jej z dowodem, nie staram sie wykazać, że nim jest. Nie jest to poprawna przesłanka, bowiem ilość nie przekłada się na jakość.
>To że spełniają jakieś funkcje społeczne nie jest zarzutem, a twierdzić, że istnieją głównie z tego powodu to zakłamywac trochę historię. Chodzi mi o to, że utrzymują się głównie z tego powodu, a nie zależnie od swojej prawdziwości. Każda religia ma wpływ na społeczeństwo swoich wyznawców, temu nie zaprzeczysz.
>>Jak mi udowodnisz, że jakaś popularna religia jest nieprawdziwa, to pogadamy. >To nie jest takie proste, nie przykładaj jednej miary do różnych mentalności i kultur, to niesprawiedliwe i nieuczciwe. Nieuczciwie jest założenie, że twoja religia jest bardziej prawdziwa niż inne.
>Mogą nimi być, bo ukazują, że pod każdą szerokością i w kazdym czasie ludzie wierzą, że istnieje inna rzeczywistość, a to już skłania do refleksji. Owszem skłania, ale to nie jest logiczny argument za takimi tezami.
>>Ludzie wierzą w różne rzeczy i za nie oddają życie, nie jest to jednak logiczny argument za prawdziwością tego w co wierzą, a tylko za ich subiektywnym przekonaniem. >Nie mam sił pisac o tym wiecej, jestem zmeczony. To nie moja wina, że nie możesz uzasadnić swojego argumentu.
>To tylko pokazuje, że nie powinno traktowac się ich jak traktuje się obiekty przyrody. Jeżeli nie można określić warunków, przy których twierdzenie jest fałszywe, to znaczy że nie jest ono nic warte, więc można je odrzucić.
>Jakie założenie? Teologia wychodzi od tego, że istnienie Boga jest wiarygodne i prawdopodobne, w historii i doświadczeniu religijnym znajduje potwierdzenie swych intuicji, w objawieniu zaś Boga ST i NT oczyszczenie i śwaitło dla swoich poszukiwań i przeczuć. Czyli błędne koło - wpierw zakłada istnienie, a potem pokazuje, że przy takim założeniu można wykazać to istnienie. Tak można uzasadnić istnienie każdego boga.
>Dinozaury to byty materialne, ze świata przyrody, przedmiot teologii nie jest tej samej natury, wiec zarzut chybiony. Mowa była o wydarzeniach biblijnych, tej samej natury co owe dinozaury.
>Nie przekonałeś mnie, to jest argument i przesłanka. Ja nie oddałbym zycia za nieprawdę, ani za prawdę mało istotną dla całości mojego życia jak istnienie elektronu. Tak jak mówię, z tego że byś coś zrobił nie wynika, że tezy w które wierzysz są prawdziwe - to przecież podstawowy błąd logiczny.
>Nie, opieram się na faktach, z tego co wiemy o świadkach to byli ludzie zdrowi i wiarygodni pod każdym względem, nie mam żadnego powodu do podejrzeń, przynajmniej historia mnie do tego nie skłania. Odrzucasz to bo tak ci pasuje. Nie odrzucam, tylko nie widzę tu logicznego argumentu.
>W dalszym ciągu wiec nie podajesz tych innych przyczyn możliwości odrastania nóg. To nie ja stawiam tezę, tylko ty, więc ty ją uzasadniaj.
>Mam silne argumenty i to mi wystarcza, nie zamierzam ogłaszać możliwości wskrzeszania teorią naukową. Jednak nie podałeś żadnego na stawiane tezy.
>Nie potafisz postawić mi ani jednego rozsądnego zarzutu, nie wiem więc do czego zmierza ta rozmowa. Nie jest moim celem stawianie zarzutów, tylko pytam się o argumenty.
I postaraj się nie stosować już ad personam.
|
|
1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) | >Innymi słowy, co można sensownie powiedzieć o świecie, >czego nie można objąć doświadczeniem na tymże świecie? Z tego, że nauka nie odpowiada na jakieś >pytanie nie wynika przecież w żaden sposób, że lepiej odpowie na nie teologia.
Ale zakładając np., że świat jest dziełem Boga i jest stworzony to nauka nie ma żadnej mozliwości od swojej strony odpowiedzieć na wiele istotnych pytań, a teologia jako nauka objawiona ma ku temu własnie podstawy i możliwości. Jeśli widzę na stole kubek do herbaty, z jakąś inskrypcją, malunkiem, to z tego faktu mogę najwyżej wyciągnąć wniosek, że ktoś tu był i być może siedział przy stole (choć to, że siedział jest już czystą dedukcją, bo przecież nie musiał siedzieć), ale żadnym sposobem nie mogę poznać tego, że kubek ten został zrobiony przez kochającą osobę dla innej osoby, że został przyniesiony tu jako dar i że rysunek na nim symbolizuje stan emocjonalny, uczucie, które dający odczuwa do otrzymującego.Tego mogę dowiedzieć się wyłącznie od autora zaistniałej sytuacji, i tym jest właśnie teologia.
...
Nie chciałem w ogole zabierać głosu, jak się czyta komentarze początkowe nt.prof.Hellera to ręce opadają.Trudno człowiekowi uwierzyć, że można pisać dziś podobne rzeczy i to na forum tzw.naukowym, że można być tak uprzedzonym do kogoś tylko dlatego, że nie jest scjentystą, że można robić wszystko, by chcieć się doszukać w jego słowach jakichś niedorzeczności, nawet tam, gdzie nie można ich znależć siłą woli.Sama metoda jest dość żenująca, a jej wyniki przerażają.
m.
Ps.Niechęć do kleru i KK przebija prawie z każdej wypowiedzi na tym forum(naprawdę nieliczne są przypadki gdy duchownego traktuje się jak kogoś uczciwego, rozsądnego i wiedzącego co robi).Osobiście gdybym był racjonalistą-ateistą zależałoby mi na tym, by się kontrolować jeśli już miałbym taki problem.
|
|
| exeqtor (359 punktów) | Uczciwość hmm... mi się widzi tylko w przypadku w którym mozna byc definitywnie pewnym stwierdzanego faktu potwierdzonego eksperymetem, wówczas wiedza jest rzetelna a przekaz jest bez "grzechu" pozbawiony wątpliwości. Osobiście kasiędza nie moge zaliczyc do człowieka który posiada ową uczciwośc gdyż z góry jego profil myślenia zakłada wiare, czyli zawierzenie pierwszo nadziei która sie nie ma nijak do poglądu kształtwoanego na zasadzie rzetelności opartej na pewnym potwierdzonym fakcie.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|