Ostatnio przeczytałem kilka książek promujących postawę sceptyczną, a także piętnujących popularne zabobony. Ja rzecz jasna wiem na czym polegają przekręty związane z radiestezją czy homeopatią, ale tego typu publikacje są zazwyczaj nieocenionymi źródłami argumentów do zastosowania w debatach.
Co mogę wymienić?
1) "Świat nawiedzany przez demony. Nauka jako światło w mroku" Carla Sagana. Chyba jedna z moich ulubionych (i najwcześniej przeczytanych) książek poświęconych tematyce racjonalizmu i zwalczających pseudonaukę.
2) Oczywiście książki Dawkinsa. Ostatnio przeczytałem "Rozplatanie tęczy" oraz "Najwspanialsze widowisko świata". Pierwsza przypomina mi wspomniane wyżej dzieło Sagana - również traktuje o pięknie nauki oraz ludzkim "apetycie na cuda". Druga jest już napisana prostszym językiem, czyta się ją bardzo przyjemnie, pozwala uporządkować wiedzę na temat teorii ewolucji, przydatną dyskusjach może nie tyle z samymi kreacjonistami, co ludźmi nieświadomie "zainfekowanymi" szerzoną przez nich dezinformacją.
3) "Mity, kłamstwa i zwykła głupota" Stossela oraz "Jak brednie podbiły świat" Wheena. Książki można zaliczyć raczej do nurtu publicystyki niż literatury popularnonaukowej. W dość przystępny (niekiedy wręcz dowcipny) sposób odnoszą się do popularnych we współczesnym świecie zabobonów, nadmiernych uproszczeń i pseudonauki.
4) "Kłamstwa, przeklęte kłamstwa i nauka" Sherry Seethaler. Książkę mógłbym polecić początkującym, którzy jeszcze do końca nie wiedzą czym jest metoda naukowa i na czym polega naukowy dyskurs. Autorka podsuwa czytelnikowi narzędzia, które pozwalają połapać się w natłoku plotek i medialnych informacji dotyczących nauki, nie zawsze przygotowanych w rzetelny sposób.
5) "Modne Bzdury" Alana Sokala i Jeana Brickomnta. Myślą, że komentarz jest zbędny. Szczerze polecam!
Na koniec zostawiam pozycję, co do której mam naprawdę bardzo mocno mieszane odczucia. Krótka książka "Nauka demaskuje oszustwa" Marcelego Kołodziejskiego. Sięgnąłem po nią po przeczytaniu zamieszczonych na "Racjonaliście" fragmentów dotyczących m.in. radiestezji. I faktycznie - pierwszych sto stron poświęconych np. bioenergoterapii, akupresurze, radiestezji czy new-age czytało się bardzo przyjemnie. Potem jednak coraz częściej przecierałem oczy ze zdziwienia. I bynajmniej nie chodzi o to, że autor prezentuje deistyczny światopogląd (przynajmniej ja wyciągnąłem taki wniosek z niektórych jego wypowiedzi) ale o to, że chcąc przedstawić go w kontekście osiągnięć nauki posunął się trochę za daleko i dokonał zdecydowanie zbyt daleko idących uproszczeń. A przecież argumenty takie jak "fine tuning" Wszechświata (s. 11-120) czy zasada antropiczna (s. 124) były już omawiane wielokrotnie. To jednak nie wszystko. Następujący fragment sprawił, że na chwilę zaniemówiłem: "Ateizm jest wiarą opartą o założenie, że nie ma Boga. Wiarą, ponieważ nie można udowodnić, że Boga nie ma" (s. 181). Gdyby takie kuriozalne stwierdzenie znalazło się na początku książki (a nie na końcu), pewnie nie starczyłoby mi sił i samozaparcia, by ją przeczytać.

Kończąc przydługą wypowiedź chciałbym zapytać, co wy moglibyście polecić.
