 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-12-2010 10:47 | Adam P (36 punktów) | Jak przekonać
1 na 1 | Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
10 na 12 | spellbinder (8577 punktów) | >Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
To ich nie przekonuj.
|
|
5 na 5 | maruda (5550 punktów) | Skoro to Ty posiadłeś Wiedzę, a pozostali rozmówcy są ograniczeni w swojej ciasnej klatce. Poczekaj, a może jest właśnie odwrotnie. Nie możesz podchodzić do rozmowy z przekonaniem, że w ciągu kilku minut zmienisz całe podejście do życia drugiego człowieka. Potraktuj sam dialog jako część zwycięstwa, już samo to, że druga strona słucha i stara się zrozumieć argumentacje jest sukcesem. Do partnera który zabetonował się w swoim poglądzie i nie przyjmuje innego rozumowania i tak się nie przebijesz, dlatego sam musisz być daleki od takiego podejścia.
|
|
 | | Adam P (36 punktów) | > Skoro to Ty posiadłeś Wiedzę, a pozostali rozmówcy są ograniczeni w swojej ciasnej klatce. Poczekaj, a może jest właśnie odwrotnie. > Nie możesz podchodzić do rozmowy z przekonaniem, że w ciągu kilku minut zmienisz całe podejście do życia drugiego człowieka. Potraktuj sam dialog jako część zwycięstwa, już samo to, że druga strona słucha i stara się zrozumieć argumentacje jest sukcesem. Do partnera który zabetonował się w swoim poglądzie i nie przyjmuje innego rozumowania i tak się nie przebijesz, dlatego sam musisz być daleki od takiego podejścia.
Racja 10 minut rozmowy nic nie zmienia potrzeba cierpliwości, a co do ciasnoty i ograniczenia staram się stawiać w ich sytuacji i rozważać wszystkie możliwości
|
|
 | | Adam P (36 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
7 na 7 | Kuba Śruba (3184 punktów) | >jakich argumentów mogę użyć by poprzeć swą tezę. (...) Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. Jeżeli brakuje Ci argumentów, to może wskazywać, że Twoje poglądy nie są wcale takie racjonalne i przemyślane. Sądzę, że trafiłeś w dobre miejsce - poczytaj artykuły na racjonaliście, przejrzyj archiwum forum. Pozdrawiam
Klasycznym jest to, co zdrowe; romantycznym jest to, co chore. - Goethe
|
|
 | | Adam P (36 punktów) | >>jakich argumentów mogę użyć by poprzeć swą tezę. (...) Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. >Jeżeli brakuje Ci argumentów, to może wskazywać, że Twoje poglądy nie są wcale takie racjonalne i przemyślane. >Sądzę, że trafiłeś w dobre miejsce - poczytaj artykuły na racjonaliście, przejrzyj archiwum forum. >Pozdrawiam
Ja sam wiem że tylko racjonalne rozwiązanie jest możliwe, lecz czasem brak mi słów wobec ograniczenia innych
|
|
|  | 3 na 3 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > Ja sam wiem że tylko racjonalne rozwiązanie jest możliwe, lecz czasem brak mi słów wobec ograniczenia innychKażdy człowiek ma swoje ograniczenia, zastanów się np. co sądzisz o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, aborcji do 9mca ciąży, parytetach, torturowaniu w "słusznej sprawie". Nie podaję tych przykładów, żeby poznać Twoje zdanie, ale żeby zwrócić Ci uwagę, że nie ma jednego słusznego racjonalnego poglądu. W sprawie zasadniczej: czy jest Bóg? ateiści chórem odpowiadają: nie ma. Jednak nie mają na to dowodów, a jedynie argumenty (każdy własne, mimo, że wiele wspólnych) przemawiające za odrzuceniem pewnej koncepcji. Jakiś czas temu dyskutowaliśmy, na forum, na temat konfliktu racjonalizm-wiara i kilka osób zgodziło się, że np. deizm też jest racjonalny. Możesz nauczać "racjonalizmu", ale uważaj, żebyś nie zmienił się w dogmatycznego kaznodzieję. Ostrzegam, bo ja sam, z przykrością, się na tym czasami łapię, co może też być widać z nutki protekcjonalności, która pobrzmiewa w niniejszej wypowiedzi 
Klasycznym jest to, co zdrowe; romantycznym jest to, co chore. - Goethe
|
|
| |  | | kkuj (614 punktów) | >Każdy człowiek ma swoje ograniczenia, zastanów się np. co sądzisz o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, aborcji do 9mca ciąży, parytetach, torturowaniu w "słusznej sprawie". Nie podaję tych przykładów, żeby poznać Twoje zdanie, ale żeby zwrócić Ci uwagę, że nie ma jednego słusznego racjonalnego poglądu.
Jaki to ma związek z istnieniem bądź nieistnieniem boga? Dlaczego niemal wszyscy ludzie łączą moralność z religią? Jedynym powodem jest być może to, że można obalać takie definicje bogów, które mają w sobie jakieś twierdzenia odnośnie tego jak powinien zachowywać się świat na bazie niespójności tych definicji. Przykładowo Bóg: Nie zabijaj!, Bóg: ale możesz zabić tamtych bo są głupi.
W moim rozumieniu ateizm nie dotyczy moralności, dotyczy tego czy jest jakiś supernaturalny wymiar naszego życia, który może wpływać na rzeczywistość, np. poprzez definiowanie prawd moralnych, cuda, horoskopy czy najbardziej tajeminicze samo stworzenie, początek łamiący logiczny ciąg stwórców(jedyna czynność powiązana z bytem nadnaturalnym według deistów). W moim rozumieniu ateizm jest postawą sceptyczną, która w tej dziedzinie nie zadowala się jedynie wiarą, że coś takiego jak byty lub zjawiska nadnaturalne istnieją. Aktualnie z braku przekonywujących dowodów (extraordinary claims require extraordinary explanaitions) ateiści nie są przekonani, że bóg istnieje a jednocześnie dopuszczają możliwość poznania, doświadczenia boga jeśli dowody się pojawią.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kuba Śruba (3184 punktów) | >Jaki to ma związek z istnieniem bądź nieistnieniem boga? Dlaczego niemal wszyscy ludzie łączą moralność z religią? Źle odczytałeś mój przykład. Chodziło mi wyłącznie o to, że coś co Tobie wydaje się racjonalnie i oczwiste, innym może się wydawac przeciwne - patrz np. deisci. Ateizm to światopogląd - my uważmy go za "lepszy", ale nie powinniśmy uznawac się tym samym za "lepszych" Pozdrawiam PS Przepraszam za klopot z polskimi znakami, klawiatura głupieje
Klasycznym jest to, co zdrowe; romantycznym jest to, co chore. - Goethe
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To często nie jest ograniczenie intelektualne, lecz uzależnienie - w przypadku chrześcijaństwa - od chuci wiecznego istnienia. Masz -
1) Boga nie ma. 2) No co ty, to co ja będę robił po śmierci? Na pewno jest.
I głównie o to w tym chodzi, zupełnie niezależnie od ilorazu inteligencji.
|
|
4 na 4 | Amol (692 punktów) |
> poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.Jeśli człowiek wierzy to nie przekonasz jego za pomocą nauki...Niezaparta wiara,odporna na kuszenie szatana (czyli Ciebie  ),ta służba ludzkości,trwanie przy Bogu...coś czego my nie potrafimy zrozumieć....Ta kontemplacja doprowadza do....alienacji i głupoty.. Jak raz mi pewna kobieta (katolka) powiedziała,że jest prześladowana (w Polsce) za prawdę,to jakbym siedział na krześle to bym wtedy spadł,albo jeden człowiek którego znam,nagle zaczął uważać się za proroka,mówił że rozmawia z nim duch św,może odprawiać egzorcyzmu i w nocy mu przedmioty latają po pokoju,ponieważ szatan chce jemu plany pokrzyżować.Są ludzie w mniejszym czy większym stopniu nawiedzeni bogiem..niektórych da się jeszcze uratować,niektórych nie..trzeba tylko uważać na to aby nie odbierali nam wolnomyślicielom swobód jak np.wypowiedzi,ponieważ ich jest więcej.
|
|
14 na 14 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę.W zasadzie nie masz się czym kłopotać - to nie Ty masz udowadniać nieistnienie Boga (nie da się udowodnić niestnienia czegokolwiek); to Twój adwersarz ma udowodnić jego istnienie. Zatem wcześniej musi też zdefiniować rzecz, której istnienie "udowadnia" - zabawne jest obserwować jak się z tym męczy, niebożę  . Ale to jeszcze nic. Najlepsze efekty daje postawienie sprawy w ten sposób: Skoro już zakładamy, że problem istnienia Boga daje się roztrzygać poprzez jakąś argumentację (a tak przecież milcząco zakładamy od początku, inaczej nie zaczynalibyśmy rozmowy), także i Ty, adwersarzu, zakładasz, że jest możliwa jakaś procedura, która o nieistnieniu Boga mogłaby Cię - ewentualnie - przekonać. Podaj zatem: jaka by ona być miała? Co musiałoby zostać wykazane, by Cię przekonać, że Bóg nie istnieje?Widok ocipiałej paniki w oczach wierzącego - bezcenny  . > Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmiTrzymaj się rzeczy, a słowa przyjdą same - mawiał Katon Starszy (234-149 p.n.e.). Tyle lat już minęło, a lepszej rady nikt dotąd nie wymyślił  . > i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.Czy świat jest racjonalny to w ogóle problem nie do rozstrzygnięcia - z wielu powodów. Dla potrzeb dyskusji o istnieniu Boga kwestia to, w gruncie rzeczy, obojętna. Tobie potrzebne będzie co innego - wskazanie, że rzeczywistość "słucha się" matematyki a to wątpliwości nie budzi. Co do "istnienia wyższego porządku" - znowu: to nie na Tobie ciężar dowodu spoczywa.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | | Adam P (36 punktów) | > >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> >poprzeć swą tezę.> W zasadzie nie masz się czym kłopotać - to nie Ty masz udowadniać nieistnienie Boga (nie da się udowodnić niestnienia czegokolwiek); to Twój adwersarz ma udowodnić jego istnienie.> Zatem wcześniej musi też zdefiniować rzecz, której istnienie "udowadnia" - zabawne jest obserwować jak się z tym męczy, niebożę .> Ale to jeszcze nic. Najlepsze efekty daje postawienie sprawy w ten sposób:> Skoro już zakładamy, że problem istnienia Boga daje się roztrzygać poprzez jakąś argumentację (a tak przecież milcząco zakładamy od początku, inaczej nie zaczynalibyśmy rozmowy), także i Ty, adwersarzu, zakładasz, że jest możliwa jakaś procedura, która o nieistnieniu Boga mogłaby Cię - ewentualnie - przekonać.> Podaj zatem: jaka by ona być miała? Co musiałoby zostać wykazane, by Cię przekonać, że Bóg nie istnieje?Widok ocipiałej paniki w oczach wierzącego - bezcenny .> >Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi> Trzymaj się rzeczy, a słowa przyjdą same - mawiał Katon Starszy (234-149 p.n.e.). Tyle lat już minęło, a lepszej rady nikt dotąd nie wymyślił .> >i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.> Czy świat jest racjonalny to w ogóle problem nie do rozstrzygnięcia - z wielu powodów. Dla potrzeb dyskusji o istnieniu Boga kwestia to, w gruncie rzeczy, obojętna. Tobie potrzebne będzie co innego - wskazanie, że rzeczywistość "słucha się" matematyki a to wątpliwości nie budzi.> Co do "istnienia wyższego porządku" - znowu: to nie na Tobie ciężar dowodu spoczywa.Dzięki za obszerną poradę to z pewnością ułatwi mi dyskusję. w końcu racja to oni muszą udowadniać
|
|
 | 2 na 2 | PiotrB (2937 punktów) | > W zasadzie nie masz się czym kłopotać - to nie Ty masz udowadniać nieistnienie Boga (nie da się udowodnić niestnienia czegokolwiek); to Twój adwersarz ma udowodnić jego istnienie.W nauce bardzo często przyjmuje się hipotezy robocze, a później, poprzez falsyfikację, odrzuca się je lub nie. > Zatem wcześniej musi też zdefiniować rzecz, której istnienie "udowadnia" - zabawne jest obserwować jak się z tym męczy, niebożę .Wystarczy zacytować wyznanie wiary: wierzę w Boga Ojca wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi... > Ale to jeszcze nic. Najlepsze efekty daje postawienie sprawy w ten sposób:> Skoro już zakładamy, że problem istnienia Boga daje się roztrzygać poprzez jakąś argumentację (a tak przecież milcząco zakładamy od początku, inaczej nie zaczynalibyśmy rozmowy), także i Ty, adwersarzu, zakładasz, że jest możliwa jakaś procedura, która o nieistnieniu Boga mogłaby Cię - ewentualnie - przekonać.> Podaj zatem: jaka by ona być miała? Co musiałoby zostać wykazane, by Cię przekonać, że Bóg nie istnieje?Widok ocipiałej paniki w oczach wierzącego - bezcenny .Uczciwy katol powinien powiedzieć, że nie ma żadnego argumentu na istnienie Boga, a powodem, dla którego wierzy, jest np jego własne wewnętrzne doświadczenie, takie jak błogostan podczas modlitwy albo niezwykłe zbiegi okoliczności, których doznał w życiu... > Czy świat jest racjonalny to w ogóle problem nie do rozstrzygnięcia - z wielu powodów.Czy ja wiem? Czy jeśli świat byłby irracjonalny (chaotyczny), moglibyśmy go w ogóle poznawać? > Dla potrzeb dyskusji o istnieniu Boga kwestia to, w gruncie rzeczy, obojętna. Tobie potrzebne będzie co innego - wskazanie, że rzeczywistość "słucha się" matematyki a to wątpliwości nie budzi.Ho, ho, tylko czemu rzeczywistość słucha się matematyki? Naukowcy, jak mówiłem wcześniej, stawiają hipotezy robocze. Współcześnie obowiązuje w nauce tzw naturalizm metodologiczny - wyjaśniamy rzeczywistość jedynie w kategoriach przyrodniczych. W takich kategoriach wyjaśnienie matematyczności rzeczywistości to np sugerowanie istnienia ewoluujących wszechświatów równoległych, które niewiadomo skąd się wzięły (osobliwość pierwotna). Niektórzy jednak odrzucają naturalizm metodologiczny, uzasadniając to tym, że może on być niewystarczający i proponują hipotezę jakieś Inteligencji, która w ten sposób zaprojektowała świat. O ile taka hipoteza rzeczywiście wyjaśnia pochodzenie praw przyrody, natomiast prowokuje dalsze pytania o to, skąd się wzięła ta Inteligencja... Spór wciąż trwa. > Co do "istnienia wyższego porządku" - znowu: to nie na Tobie ciężar dowodu spoczywa.Bertrand Russell powiedział, że gdyby stanął przed Bogiem po śmierci, to na pytanie o to, czemu nie wierzył, miałby odpowiedzieć: za mało dowodów, Boże, za mało dowodów... Natomiast jeśli chodzi o mnie, to lubię o sobie myśleć, jako o kimś, kto jest otwarty na jakąś Tajemnicę. Accept the mystery.
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim zdaniem bezcenna jest też wątpliwość św. Augustyna - skoro kocham boga, to dlaczego oczekuję od niego zmartwychwstania i próba dojścia do tego, czego rozmówca broni - idei boga, czy biletu do nieśmiertelności. W przypadku chrześcijaństwa niemal zawsze to drugie, stąd porażki najlepszych nawet metod. Wielu chrześcijan bóg ani ziębi ani grzeje, oni po prostu chcą żyć po życiu. To samo spotykam u niemal wszystkich Europejczyków zajmujących się jogą nie tylko jako ćwiczeniami ruchowymi. Skądś to się bierze, prawda?
|
|
1 na 1 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
-Najprostszym sposobem jest odwrócenie sytuacji. Niech ONI próbują udowadniać, że to w co wierzą ma jakikolwiek sens, że mają jakikolwiek dowody na istnienie wyższych sił. Niech pokażą boga, gdzie jest dusza, niebo, niech wytłumaczą cokolwiek. Zobaczysz jak zaczną się plątać w zeznaniach i bełkotać.
|
|
 | 5 na 5 | Manian (950 punktów) | >-Najprostszym sposobem jest odwrócenie sytuacji. Niech ONI próbują udowadniać, że to w co wierzą ma jakikolwiek sens, że mają jakikolwiek dowody na istnienie wyższych sił. Niech pokażą boga, gdzie jest dusza, niebo, niech wytłumaczą cokolwiek. Zobaczysz jak zaczną się plątać w zeznaniach i bełkotać. No właśnie, dlaczego to ateiści muszą się tłumaczyć, czemu nie wierzą w boga? Czy ktoś się tłumaczy czemu nie wierzy w latające ławki?
|
|
|  | 8 na 8 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Czy ktoś się tłumaczy czemu nie wierzy w latające ławki?
Widać, że nie chodzisz na mecze.
Uwierzyłbyś doświadczalnie.
|
|
| |  | 3 na 3 | Manian (950 punktów) | >> Czy ktoś się tłumaczy czemu nie wierzy w latające ławki? >Widać, że nie chodzisz na mecze. >Uwierzyłbyś doświadczalnie. Nie żebym się czepiał, ale mam pytanie... Gdzie są stadiony z ławkami?
|
|
| | |  | 5 na 5 | lukaszewicz (5674 punktów) |
> Gdzie są stadiony z ławkami?
Prawdę mówiąc to nie wiem.Pewno odleciały.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Manian (950 punktów) | >> Gdzie są stadiony z ławkami? >Prawdę mówiąc to nie wiem.Pewno odleciały. W takim razie przykro mi, ale nie ma dowodów.
|
|
| | | | |  | | maciejo (3492 punktów) | > >> Gdzie są stadiony z ławkami?> >Prawdę mówiąc to nie wiem.Pewno odleciały.> W takim razie przykro mi, ale nie ma dowodów.> U mnie jest;] Na ul. Piwnika Ponurego w Bydgoszczy
|
|
| Aiwass (551 punktów) | > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.Podeślij im książkę: Richard Dawkins "BÓG UROJONY" lub Michel Onfray "TRAKTAT ATEOLOGICZNY" Poczytają i może ich oświeci
|
|
 | 1 na 1 | Artaso (380 punktów) | > Podeślij im książkę: Richard Dawkins "BÓG UROJONY" lub Michel Onfray "TRAKTAT ATEOLOGICZNY" Poczytają i może ich oświeci  Większości najpierw należałoby polecić przeczytanie Biblii. Co często prowadzi do odrzucenia religii, hihi.
|
|
|  | 1 na 1 | Banita (115 punktów) | > >> Większości najpierw należałoby polecić przeczytanie Biblii. Co często prowadzi do odrzucenia religii, hihi.> Dokładnie tak,jeśli tylko na chwilkę ktoś dopuści wątpliwość to już po katolku...nie da się kupić tej "prawdy" bo jej większość zaprzecza sama sobie
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Onfray jest znacznie słabszy od Dawkinsa w te klocki.
|
|
4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Jakby ktoś wierzył w wielką sałatkę, która Cię zje na koniec życia, to też byś z nim rozmawiał?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
5 na 5 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Ja uważam, że bardzo dobrym argumentem jest istnienie zła w świecie. Zarówno moralnego jak i materialnego. Nie da się pogodzić istnienia zła z dobrym Bogiem. A poza tym zawsze zadaję pytanie, gdzie jest ten Bóg. W jakim miejscu (wszechświata). Przecież tam przebywa i Jezus z ciałem i Matka Boska wniebowzięta. Absurdów jest bez liku. Gdzie to się wszystko odbywa? Na Alfa Centauri?
|
|
 | 3 na 3 | neurosurgery (2484 punktów) | > Ja uważam, że bardzo dobrym argumentem jest istnienie zła w świecie. Zarówno moralnego jak i materialnego. Nie da się pogodzić istnienia zła z dobrym Bogiem.Zgadzam się całkowicie. A co do pytania o to jak przekonać wierzących o tym, że się łudzą, to odpowiem - nie da się.  Zatwardziały katolik jest jak biblijna opoka. Betonowy fundament ich poglądów jest zbrojony zabobonnym strachem i nie poruszą go żadne słowa, dowody i logika. Dla betonowych katolików lepiej jest siedzieć na górze strachu, gdzie walczą ze smagającym ich wiatrem nowoczesnej nauki, niż przejść na drugą stronę, gdzie czeka wspaniały świat zrozumienia i podziwu dla życia oraz wszechświata. Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | Amol (692 punktów) |
> Zgadzam się całkowicie. A co do pytania o to jak przekonać wierzących o tym, że się łudzą, to odpowiem - nie da się. Zatwardziały katolik jest jak biblijna opoka. Betonowy fundament ich poglądów jest zbrojony zabobonnym strachem i nie poruszą go żadne słowa, dowody i logika. Dla betonowych katolików lepiej jest siedzieć na górze strachu, gdzie walczą ze smagającym ich wiatrem nowoczesnej nauki, niż przejść na drugą stronę, gdzie czeka wspaniały świat zrozumienia i podziwu dla życia oraz wszechświata. Pozdrawiam.> Dokładnie.Takim przeciętnym pobożnym katolikiem kieruje strach.Boi się szatana,że trafi do piekła,braku akceptacji w rodzinie czy społeczeństwie.Boi się opętania.Nie potrafi dopuścić do siebie myśli np że po śmierci jest nicość,ponieważ zaraz narzuca się idea "dlaczego jest tyle zła na świecie".Po co jest tyle przestępców,dlaczego są wojny,głód i ludzie czynią sobie szkody nawzajem.Życie jest takie kruche ( a przecież jest tylko jedno).Ten strach jest podświadomy i najtrudniej jest się go wyzbyć. Więc jak na to zaradzić.Rewolucje Lenin? Człowiek już próbował a wyszło odwrotnie.Utopia stała się antyutopią.Pozostała wiara w wyższe dobro,lub zrozumienie pewnych zasad,logiki,reguł naszego świata,troszkę odporności psychicznej.Ale to już się robi off topic  Choć poniekąd mój wywód tłumaczy zatwardziałość niektórych katolików w trwaniu przy swoim i tłumaczy dlaczego nie da się (oczywiście niektórych) przekonać.
|
|
|  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > jak przekonać wierzących o tym, że się łudzą, - nie da się. Oj nie da. I to nie tylko wierzących w religię, ale w każdą rzecz utrwaloną im w mózgach.
|
|
|  | | Almentyna (417 punktów) | >Dla betonowych katolików lepiej jest siedzieć na górze strachu
Niekoniecznie chodzi o strach, "bojaźni bożej" już prawie nie ma ;- ) Ja się kiedyś z wierzącymi spierałam, aż nie uznałam że nie ma sposobu, gdy ktoś opowiada o łasce i miłości bożej.
Żeby się z kimś spierać i porozumiewać trzeba by wyjść od definicji i metody - te muszą być wspólne. Ale nie mogą, bo spór zaczyna się już na starcie, okazuje się z miejsca że używamy słów niby sobie znanych, ale adwersarz co innego przez nie rozumie.
Wspólne też powinny być wiedza i poziom wykształcenia. Inaczej terminy filozoficzne staną się tajemnymi zaklęciami dla jednego z dyskutantów, logiczne myślenie nie będzie przekonujące, a znajomość historii biblijnych po jednej stronie może okazać się bajkowa (u katolików przeważnie, bo raczej osobiście nie sięgają po święte dokumenty) itd.
Jest na świecie wiele cudownych rzeczy, ale cudów nie ma.
|
|
|  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bo tacy ludzie chcą żyć po swojej śmierci i trzymają się tej nadziei kosztem wszystkiego. Chrześcijaństwo trafiło w sedno. Bóg to taka dekoracja, trzeba coś robić, by obudzić się w hotelu zmartwychwstania. Gdybyś dała im do wyboru - bóg albo twoja nieśmiertelność, niemal wszyscy wybraliby to drugie. Dlatego oni wmawiają sobie, że bóg to, bóg tamto, że wszech i dobry, bo uważają, że za to dostaje się bilet do wieczności. I mówią to otwartym tekstem, nie wstydzą się tego. Żałosne! Myślę, że wielu z nich ma po dziurki w nosie tej całej dziwacznej Biblii, w której bóg robi jakieś chore rzeczy, ale pracują na raj, więc zło staje się dobrem, no bo - panie - ja chcę żyć.
|
|
 | 1 na 1 | Manian (950 punktów) | >Ja uważam, że bardzo dobrym argumentem jest istnienie zła w świecie. Zarówno moralnego jak i materialnego. Nie da się pogodzić istnienia zła z dobrym Bogiem. Moim zdaniem, innym dobrym argumentem jest wolna wola, która poprzez istnienie opisanego przez Panią zła jest wolna tylko z nazwy. Wg biblii, Bóg dał ludziom wolną wolę i tu moje pytanie, czy zgwałcona dziewczyna była gwałcona z własnej woli? A zatem wolna wola oprawcy jest jednocześnie ograniczeniem wolnej woli ofiary.
|
|
 | | PiotrB (2937 punktów) | >Ja uważam, że bardzo dobrym argumentem jest istnienie zła w świecie. Zarówno moralnego jak i materialnego. Nie da się pogodzić istnienia zła z dobrym Bogiem.
Zakładając, że religia została wymyślona, to proces ten odbywał się w czasach, gdzie tego zła było bardzo dużo, a religia próbowała wyjaśniać skąd ono pochodzi, np z grzechu pierworodnego. Opowieść o grzechu pierworodnym jest metaforyczną wizją pochodzenia zła. Myślę, że KK zakłada (jawnie lub nie), że człowiek jest zły. Z natury.
>A poza tym zawsze zadaję pytanie, gdzie jest ten Bóg. W jakim miejscu (wszechświata). Przecież tam przebywa i Jezus z ciałem i Matka Boska wniebowzięta. Absurdów jest bez liku. Gdzie to się wszystko odbywa? Na Alfa Centauri?
Jak to gdzie? W niebie.
|
|
|  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >Jak to gdzie? W niebie. No ale właśnie gdzie to niebo jest? Anglicy mają dwa określenia na niebo. Tak mi się wydaje. Jedno to heaven, tam gdzie Bozia mieszka, a drugie to sky, po którym samoloty latają. A my nie mamy. Bo wyżej są różne warstwy atmosfery a potem to ho hoooooooooo! Przestrzeń kosmiczna. No i gdzie to niebo? > że człowiek jest zły. Z natury. No ale te wszystkie trzęsienia ziemi, powodzie, huragany, tsunami, pożary, to też jest zło, które Bóg mógłby powstrzymać.
|
|
| |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >No ale właśnie gdzie to niebo jest? Anglicy mają dwa określenia na niebo. Tak mi się wydaje. Jedno to heaven, tam gdzie Bozia mieszka, a drugie to sky, po którym samoloty latają. A my nie mamy. Bo wyżej są różne warstwy atmosfery a potem to ho hoooooooooo! Przestrzeń kosmiczna. No i gdzie to niebo? Owo niebo, w którym Bozia mieszka nie jest materialne, więc nie musi być gdzieś. Takiego zdania był Kartezjusz; ale że Kartezjusz ośmielił się (roboczo) wątpić we wszystko za wyjątkiem swego istnienia, także w istnienie owej Bozi, więc jest be i to co twierdził też jest be i dlatego ja też nie wiem, co to jest owo boskie niebo, ani gdzie jest, ani czy jest. A to niebieskie nade mną to tlen.
|
|
| | |  | 4 na 4 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Owo niebo, w którym Bozia mieszka nie jest materialne To jakim cudem ( a może o kolejny cud chodzi) w niematerialnym niebie przebywa całkiem materialna Matka Boska, która przecież z ciałem i duszą żywcem do nieba wniebowzięta została? Nie wspominam już o Panu Jezusie, któren to po zmartwychpowstaniu swoim własną mocą wstąpił do nieba. Też z ciałem swoim uwielbionym.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
> To jakim cudemNo właśnie cudem 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >> Owo niebo, w którym Bozia mieszka nie jest materialne >To jakim cudem ( a może o kolejny cud chodzi) w niematerialnym niebie przebywa całkiem materialna Matka Boska, która przecież z ciałem i duszą żywcem do nieba wniebowzięta została? Nie wspominam już o Panu Jezusie, któren to po zmartwychpowstaniu swoim własną mocą wstąpił do nieba. Też z ciałem swoim uwielbionym. Oto tajemnica wiary. Jedna z mnóstwa.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >Oto tajemnica wiary. Jedna z mnóstwa. Albo absurd wiary, których jest pewnie tyle co tajemnic.
|
|
| | | | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >>Oto tajemnica wiary. Jedna z mnóstwa. >Albo absurd wiary, których jest pewnie tyle co tajemnic. Taż to to samo. Credo, quia absurdum est. Gdybym wiedział, nie musiałbym wierzyć.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Credo, quia absurdum est. Quod erat demonstrandum
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Zakładając, że religia została wymyślona, Bez zakładania, to jednak warto traktować religie indywidualnie. A więc.... pierwsi prorocy /religijni mędrcy żydowscy/ w oparciu o znane im koncepcje religijne sąsiadów np. Egiptu i Mezopotamii, zastanawiali się jak uzasadnić istnienie zła....
Jak Pan zapewne dobrze wie różne religie radzą sobie z tym w różny sposób.
@@@ .
|
|
| |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >A więc.... pierwsi prorocy /religijni mędrcy żydowscy/ w oparciu o znane im koncepcje religijne sąsiadów np. Egiptu i Mezopotamii, zastanawiali się jak uzasadnić istnienie zła.... To na pewno nie był początek religii. Według mego widzimisię religię (pojęcie bogów) stworzono w czasie rewolucji neolitycznej. Byt nowo powstałego społeczeństwa rolników zależał od pogody, a na nią próbowano wpływać magią. Ponieważ magiczne sposoby wpływania na pogodę były mało skuteczne, wymyślono bogów pogody, których przebłagiwano modłami i przekupywano ofiarami, a jeśli te zabiegi okazywały się nieskuteczne, kapłani twierdzili, że winni są wierni, bo pewnie czymś obrazili bogów. Ponieważ ten argument skutecznie wyjaśniał niepowodzenie modłów i ofiar, kapłani mogli uchodzić za niewinnych. Później wymyślono bogów rządzących innymi niż pogoda zjawiskami i interes rozkręcił się na dobre. Zło to nie jest byt. Zło to cecha ludzkich poczynań lub zaniechań. Łatwo jest jednak wmówić ludziom, że istnieją źli bogowie, lub że dobrzy bogowie bywają zagniewani, a wtedy interwencja magów, lub kapłanów jest nieodzowna.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> To na pewno nie był początek religii. Według mego widzimisię religię (pojęcie bogów) stworzono w czasie rewolucji neolitycznej. Byt nowo powstałego społeczeństwa rolników zależał od pogody, a na nią próbowano wpływać magią. Ponieważ magiczne sposoby wpływania na pogodę były mało skuteczne, wymyślono bogów pogody, których przebłagiwano modłami i przekupywano ofiarami, a jeśli te zabiegi okazywały się nieskuteczne, kapłani twierdzili, że winni są wierni, bo pewnie czymś obrazili bogów. > Ponieważ ten argument skutecznie wyjaśniał niepowodzenie modłów i ofiar, kapłani mogli uchodzić za niewinnych. Później wymyślono bogów rządzących innymi niż pogoda zjawiskami i interes rozkręcił się na dobre. Do tej pory zgoda. (Nie pisałem tu referatu tylko konkretną odpowiedź.)
> Zło to nie jest byt. Zło to cecha ludzkich poczynań lub zaniechań. To co Pan tu przedstawia to jedna z wielu koncepcji. Znam koncepcje osobowego zła oraz koncepcje dualistyczne. (Znowu to nie referat tylko konkretna odpowiedź.)
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | >Bez zakładania, to jednak warto traktować religie indywidualnie.
Nie sądzę. Każda religia każe wierzyć w coś, na co nie mamy w gruncie rzeczy ochoty, ale wierzyć musimy, bo inni wierzą. Nikt normalny i racjonalny nie wierzy w błędne koło, a religie istnieją. Cud.
>A więc.... pierwsi prorocy /religijni mędrcy żydowscy/ w oparciu o znane im koncepcje religijne sąsiadów np. Egiptu i Mezopotamii, zastanawiali się jak uzasadnić istnienie zła....
Zastanawiali się, bo sami zło czynili. Czynią, i czynić będą.
A tacy wierzący.....
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
 | 2 na 2 | deggial (28 punktów) | >Ja uważam, że bardzo dobrym argumentem jest istnienie zła w świecie. Zarówno moralnego jak i materialnego. Nie da się pogodzić istnienia zła z dobrym Bogiem.
Ośmielę się polemizować. Toczyłem już wiele dyskusji z ludźmi wierzącymi, którzy chcieli mnie naprowadzić na ścieżkę wiary i wspomniane "zło na świecie" było przeze mnie również używane jako argument w dyskusji. Otóż, kontrargumentem adwersarzy było osławione "cierpienie dla boga". Przytaczano m.in. Księgę Hioba jako najlepszy przykład tego, że poprzez cierpienie danej jednostki bóg wystawia na próbę jej wiarę. Wystarczy przypomnieć sobie Karola Wojtyłę, który z ostatnich lat swojego życia uczynił swego rodzaju ilustrację tego poglądu dla wierzących.
Gdy na studiach uczestniczyłem w wykładach z filozofii, prowadzący wygłosił pogląd, że bóg jest argumentem idealnym: gdziekolwiek jest jakaś niezałatalna dziura w logicznym rozumowaniu, da się w nią wcisnąć boga. Moim zdaniem nie inaczej jest w tym wypadku: argumentem zawsze będzie boska nieomylność i plan doskonały.
Wobec powyższego, udowadnianie nieistnienia boga przez racjonalistów uważam za bezcelowe - natomiast popieram gorąco konieczność udowodnienia istnienia boga poprzez adwersarza.
Pozdrawiam!
o_0
|
|
|  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > udowadnianie nieistnienia boga przez racjonalistów uważam za bezcelowe Niestety w logice tak już jest, że można udowodnić tylko coś co istnieje, natomiast nie można dowieść nieistnienia czegoś. Ale w religii kat.jest tyle sprzeczności i absurdów, co zresztą niektórzy wierzący sami przyznają "credo quia absurdum", że wystarczy ich tezy sprowadzić do absurdu. Jeśli nadal chcą wierzyć w dobrego boga, który stworzył przepełniony cierpieniem świat to już trudno. Ale przecież ludzie w różne absurdy wierzą nie tylko religijne.
|
|
| |  | -1 na 3 | Chechło (-28 punktów) | To, że świat został przepełniony cierpieniem, to już dzieło człowieka. Wg księgi rodzaju Bóg stworzył świat który był doskonały i dobry.
|
|
| | |  | 4 na 4 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Wg księgi rodzaju Bóg stworzył świat który był doskonały i dobry. To co się z nim (tym światem) stało?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>To co się z nim (tym światem) stało? No jak to co, człowiek go zepsuł. Jak dziecko zabawkę. Wszystko, co złe na świecie, to przez człowieka, który Bozi nie słuchał i poszedł kraść jabłka do księżowskiego... tfuuu, chciałam rzec, do boskiego sadu.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > człowiek go zepsuł QUOD INITIO VITIOSUM EST, NON POTEST TRACTU TEMPORIS CONVALESCERE - To, co od początku jest wadliwe, nie może być uzdrowione przez (sam) upływ czasu;
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | marek milczewski (2335 punktów) | >>To co się z nim (tym światem) stało? >No jak to co, człowiek go zepsuł. Jak dziecko zabawkę. Wszystko, co złe na świecie, to przez człowieka, który Bozi nie słuchał i poszedł kraść jabłka do księżowskiego... tfuuu, chciałam rzec, do boskiego sadu. To nie tak. Skoro był taki doskonały wg. Chechły, he he, to dlaczego jeszcze w raju, Adam zjadł jabłko, a zaraz po tym Kain zabił Abla. A Bóg "miał być taki fajny, amerykancki".
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | Nie chcę mi się czytać wszystkich postów, a chciałbym się włączyć do dyskusji, więc przepraszam, jeśli powtórzę jakieś kwestie. W odpowiedzi na wątek oryginalny, mogę tylko powiedzieć, powtórzyć, że przekonywanie raczej nie ma sensu. Jeśli ktoś sam nie szuka, to nie przyjmie żadnych argumentów, ani dowodów. Ponadto argumenty te zapewne odbierze jako atak na siebie i zakończy dyskusję, lub się od niej w ten sposób "odetnie" - ale czegoż to ludzie nie robią, by nie konfrontować się z rzeczywistością i nie narażać swojej kruchej psychiki na traumę. Przerabiałem to ze swoją dziewczyną (protestantką)... przy okazji podzielę się historią swojego ateizmu  Nie wierzyłem mniej więcej od 17 roku życia. Był to raczej wynik własnych przemyśleń niż jakiejś lektury. Najpierw odszedłem (mentalnie) od KK i, jak wielu, uznałem, że będę sam sobie pośrednikiem. Kościoła nie trawiłem od dawna, więc była to logiczna konsekwencja. Potem stwierdziłem, że modlitwy zbytnio nie działają, a poza tym często zamiast z Bogiem "rozmawiałem" ze swoim zmarłym ojcem. Doszedłem do wniosku, że to mechanizm podobny do tego, gdy rozmawia się martwymi przedmiotami - człowiek po prostu lubi sobie "do kogoś" pogadać, prowadzić narrację. Potem zacząłem się zastanawiać nad samą religią, nauka kościoła, etc. Uznałem, że (prawdziwa) nauka tyle razy już skompromitowała religię (Darwin, astronomia, etc.), że to powinno być przecież oczywiste, że to bujda. Poza tym, oglądając programy popularno naukowe, doszedłem do wniosku, że świat (i wszechświat) jest tak niesamowity, że tłumaczenie wszystkiego Bogiem jest dla mnie wręcz niegodne. I tak sobie byłem ateistą kilka lat. Po tym jak na studiach "liznąłem" trochę filozofii, poznałem smak myślenia (jakkolwiek by to brzmiało), to pewnego dnia zapragnąłem skonfrontować swoje ateistyczne przeświadczenie z faktami: słyszałem coś kiedyś o biblijnych błędach, słyszałem spory (czy Chrystus był postacią historyczną, etc) i chciałem to sprawdzić samemu. Poczytałem więc co nieco (w tym Dawkinsa), obejrzałem różne programy, dokumenty, itd. I po tym maratonie (trwał 3 dni bez przerwy  stwierdziłem: Na Boga!  Przecież te argumenty są niezwykle mocne, są też dowody - jak ktokolwiek może jeszcze wierzyć w te bajki! Zatem, uzbrojony w argumenty i przekonany o ich "uniwersalnej przyswajalności" postanowiłem odbyć "rozmowę" nt. wiary ze swoją dziewczyną - która zaczęła (bardziej) wierzyć, po tym jak przeżyła wypadek, w którym zginął jej wcześniejszy chłopak. Dodam, że moja dziewczyna jest (normalnie) niezwykle racjonalna, sceptyczna, nawet w codziennym życiu (tzn. względem kultury, jej przekazów, itd.) Jest chyba nawet bardziej racjonalna i logiczna w myśleniu (a na pewno lepsza) niż ja. W każdym bądź razie moje argumenty na nic się zdały, a rozmowę potraktowała jako atak na nią przeprowadzony z premedytacją, aby pozbawić ją "jej" wiary. Nauczony tym doświadczeniem dałem sobie spokój i zrozumiałem swój błąd. Tak na marginesie: ostatnio wywiązała się między nami rozmowa nt. Dekalogu i różnych jego wersji. Moja dziewczyna znowu się zdenerwowała, ale na szczęście jest na tyle bystra, że potrafiła dostrzec, że przyczyna tej jest w niej - i tutaj zaskoczenie, dla mnie - powiedziała, że się zdenerwowała, bo sama ma problem z tym (sprzecznościami). Przejrzała nawet (dobrowolnie) dowody, o które sama prosiła w czasie rozmowy. Nie wiem, czy w końcu zmierzy swoja wiarę z faktami - z jednej strony nie ma teraz na to czasu ani sił (emocjonalnie), z drugiej strony nie zdziwiłbym się gdyby się "nie odważyła". Ale znając ją, wiem, że jest konsekwentna. Zatem zobaczymy. Życzyłbym jej tego nie tyle (a raczej nie tylko) ze względu na siebie i swoje poglądy, ale także dlatego, że chęć i zarazem niemożność pogodzenia wielu aspektów (i nakazów) jej wiary z "codziennym" życiem sprawia jej spore "niedogodności" psychiczne; stres, trudno definiowalne poczucie winy, etc. (Co również wynikło w trakcie zwykłej rozmowy). Dlatego też życzyłbym jej aby się "uwolniła" - swoja drogą uważam, że robienie sobie nadziei na różne metafizyczne obietnice, życie po śmierci, spotkanie ze zmarłymi, "nasze" (w sensie miłości) dalsze trwanie po śmierci jest niezdrowe. Poza tym, że to "wszystko" powoduje spore napięcia, za cenę chwilowego spokoju - nie sposób bowiem uciec od wątpliwości, więc trzeba się co jakiś czas utwierdzać, pocieszać. Najlepiej to robić nie myśląc... o tym. PS. Wierzący mają naprawdę wiele sposobów na utwierdzanie się w swojej wierze i negowanie argumentów przeciwnych. Oto przykład: www.christ(*)polish/q-eden/edn-t003-pl.html
|
|
| | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A czytałeś później co Jahwe kazał robić w zdobytych miastach? Polecam lekturę całej Biblii, zwłaszcza, jeśli uważasz, że jest ważniejsza od twojej matki, brata etc. (a tak powinnieneś sądzić w zgodzie z ową księgą).
|
|
 | -1 na 3 | Chechło (-28 punktów) |
>Nie da się pogodzić istnienia zła z dobrym Bogiem. Da się. Zło jest wtedy, kiedy z własnej wolnej woli którą dał ci dobry Bóg, decydujesz się być nieposłuszna wobec Niego. Zła by nie było gdybyśmy byli maszynami pozbawionymi wolnej woli i mogli robić tylko dobrze. Tyle, że wtedy o takim stworzeniu ciężko by mówić, że jest doskonałe. Więc zło wynika bezpośrednio z tego, że posiadamy wolną wolę.
>A poza tym zawsze zadaję pytanie, gdzie jest ten Bóg. W jakim miejscu (wszechświata)
Bóg nie jest ograniczony przez wszechświat i nie mieszka w nim. Biblia często mówi o niebiosach w liczbie mnogiej. I tak mamy 3 nieba. Pierwsze to ziemskie, drugie to kosmos, trzecie to tam gdzie mieszka Bóg. Jeśli ci zależy, to znajdę wersety na poparcie z Biblii. Co do Matki Boskiej w niebie, to jest to niebiblijne, nie ma czegoś takiego.
|
|
|  | 3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Zło jest wtedy, kiedy z własnej wolnej woli którą dał ci dobry Bóg, decydujesz się być nieposłuszna wobec Niego. Ale jest też zło pod postacią głodu, wojen, trzęsień ziemi, tsunami, pożarów, powodzi, epidemii, huraganów i temu podobne. Kiedy cierpią osoby zupełnie niczemu niewinne np. dzieci. Jak wytłumaczysz, że dzieci cierpią z powodu głodu, lub powodzi, albo chorób? Obarczysz tym oczywiście rządy , że one są złe, a Bóg dobry? A kto ludzi takimi uczynił? Przecież Bóg mógł ich stworzyć dobrymi. A dlaczego ich takimi nie stworzył?
|
|
| |  | -7 na 7 | Chechło (-28 punktów) | Bóg stworzył świat idealny, ale człowiek chciał robić wszystko po swojemu. Więc mamy po swojemu i dlatego na świecie jest tak a nie inaczej. To ma być to lekcja. Sami chcieliśmy decydować o sobie więc teraz się nie ma co dziwić, że Bóg nie ingeruje w każdą jedną sytuacje gdzie nam się cokolwiek źle dzieje. Musimy się przekonać na własnej skórze, że nie jesteśmy w stanie sami o siebie zadbać, może wtedy się czegoś nauczymy.
Co do różnych kataklizmów, to przede wszystkim nie uważam że dzieci są w jakikolwiek sposób bardziej wartościowi niż dorośli. Życie tutaj na ziemi nie jest wszystkim, jest jeszcze zmartwychwstanie i sąd. Dla nas to może i wielka tragedia jak ktoś umiera, ale z drugiej strony, to codzienność. Półki tu żyjemy, to obowiązuje nas odpowiedzialność zbiorowa i dzieci odpowiadają za przewinienia swoich ojców. Na sądzie po zmartwychwstaniu każdy będzie odpowiadał jedynie za własne czyny i myślę, że wielu będzie mogło wtedy pozazdrościć dzieciom które wiele zła nie wyrządziły. Czym jest krótkie życie na ziemi w porównaniu z wiecznością? Tak przy okazji, to dogmat katolicki o wiecznych męczarniach w piekle jest całkowicie niebiblijny. Wracając do tych kataklizmów, to faktycznie Biblia mówi, że Bóg jest za nie odpowiedzialny. Jest to próba przywołania do porządku. Co więcej Biblia stwierdza, że będą one się nasilać w czasach ostatecznych. Możesz myśleć, że to jest zło bo ludzie umierają, ale ty ich nie znasz i nie wiesz dlaczego Bóg postanowił ich wybić. Na świecie wiele zła się dzieje, ale władcą tego świata jest szatan bo człowiek wybrał pełnić jego wolę a nie wolę Boga. Sprawiedliwość przyjdzie wraz z Chrystusem kiedy ponownie pojawi się na ziemi.
|
|
| | |  | 4 na 4 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > dzieci odpowiadają za przewinienia swoich ojców U mnie na klatce schodowej jest wywieszka, że za szkody wyrządzone przez dzieci odpowiadają ich rodzice. I to wydaje się mi rozsądne. Natomiast, aby dzieci odpowiadały za pijackie burdy ojców to mi się to rozsądne nie wydaje. A Bóg chyba jest rozsądny, a nie oszalały z gniewu starzec, który na lewo i prawo rzuca piorunami i jest wściekły na ludzkość, że żyje nie tak jakby On chciał, więc trzeba jej dowalić.
|
|
| | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Dziecku też się zdaje, że mama jest niedobra bo karze dziecko za wagary i nie pozwala mu żyć tak jakby chciało. Tylko, że mama jest tak naprawdę dobra i wie, że dziecko jest głupie, i jeśli samo będzie o sobie decydować, to źle się to skończy. I tobie podobnie się wydaje, że Bóg jest niedobry bo wymaga. A On powiedział "Kogo Kocham tego ćwiczę i karcę", "Kogo bowiem Pan miłuje, tego smaga, jak ojciec swojego ukochanego syna." Zostaw skrzywdzone dzieci i innych ludzi w spokoju. Bóg się nimi zajmie. Dostaną swoją zapłatę i wyrównanie rachunków po zmartwychwstaniu. Może się okazać wtedy, że to tobie będą współczuć. Bez obrazy. Jezus powiedział: "Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni."
Wiem, że dla niewierzących może to brzmieć jak totalne brednie i rozumiem was. Ale co jeśli, to wszystko prawda? Nie warto sprawdzić? Jaki jest sens życia? Czy Biblia mówi prawdę? Wbrew pozorom wiara, to nie jest coś zupełnie oderwanego od racjonalnego myślenia. Natchnienie Biblii można udowodnić.
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Dziecku też się zdaje, że mama jest niedobra bo karze dziecko za wagary i nie pozwala mu żyć tak jakby chciało. Problem polega na tym, że dorośli ludzie nie są dziećmi i mają własny rozum. >A On powiedział "Kogo Kocham tego ćwiczę i karcę", "Kogo bowiem Pan miłuje, tego smaga, jak ojciec swojego ukochanego syna." To już jest passe. Teraz się dzieci nie bije. Bóg jest opóźniony w rozwoju (psychologiczno-społecznym). Cała ta religia jest ciężko opóźniona w rozwoju. Na moje oko, jest jakieś tysiąc lat do tyłu.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Wiem, że dla niewierzących może to brzmieć jak totalne brednie To nawet nie o to chodzi. Po prostu te wszystkie opowiadania o zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu i cudach nie mają żadnych podstaw dowodowych. Opierają się tylko na wierze, tak jak wiara dziecka w św. Mikołaja czy bociana. Natomiast nauka nam mówi, że kiedyś wszechświat przestanie istnieć. Nie będzie istniał w nieskończoność, więc nawet ci którzy zmartwychwstaną ze swoimi ciałami nie będą się mieli gdzie podziać, bo nic nie będzie. Ani drugiej ziemi, ani nowego nieba. Niektóre dzieci są święcie przekonane, że istnieje Mikołaj, dopiero później jak zaczynają krytycznie myśleć to im wychodzi, że to jednak bajka. I przekonują się, że krasnoludków też nie ma. I tak samo ze wszelką wiarą w bogów. To bajka dorosłych ludzi. Niektórzy z niej wyrastają.
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) | Nie da się udowodnić, jakiegokolwiek cudu naukowo. Ale naukowo nie udowodnisz też skąd się to wszystko wzięło, nie wytłumaczysz świadomości, moralności.Natomiast Bóg uwiarygodnił Biblię przez proroctwa.
"Obwieszczam od początku to, co ma przyjść, i naprzód to, co się jeszcze nie stało" " ... A teraz powiedziałem wam o tym zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie ..." W jaki racjonalny sposób wytłumaczysz fakt, że Biblia dokładnie przepowiada przyszłe wydarzenia? Czegoś takiego nie ma w żadnej innej religii na świecie i jest to dla mnie namacalny dowód, że Biblia to dzieło Boga.
>To bajka dorosłych ludzi. Niektórzy z niej wyrastają.
Ja też wyrosłem i byłem ateistą. Jak się patrzy na KK, który jest pseudochrześcijański, to nic w tym dziwnego. Nie dziwi mnie wcale, że tak uważasz, a nawet zgadzam się z twoim osądem, bo na tyle na ile znasz Biblię, to nie ma żadnego potwierdzenia na jej prawdomówność.
|
|
| | | | | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > Ale naukowo nie udowodnisz też skąd się to wszystko wzięło, ... > ... nie wytłumaczysz świadomości, ... > ... moralności. Polecam się dokształcić; na świecie jest więcej niż jedna książka.
|
|
| | | | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Ja przyznaję, że moja książka jest religijna, ty natomiast pewnie twierdzisz, że twoje naukowe i w tym tkwi problem... Czy są tam naukowe fakty, czy teorie ?
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Czy są tam naukowe fakty, czy teorie ? A co masz przeciwko naukowym teoriom? Rozumiesz w ogóle ten zwrot?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Proste pytanie, czy wierzyłbyś w Jezusa, gdyby nie dawał ci nieśmiertelności?
|
|
| | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) |
>"Obwieszczam od początku to, co ma przyjść, >i naprzód to, co się jeszcze nie stało" >" ... A teraz powiedziałem wam o tym zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie ..." Hm... przypomina mi się uwaga doktora House'a. "Religia jest wtedy, gdy ty mówisz do Boga. Gdy Bóg mówi do ciebie, to jest choroba psychiczna". Nie ma żadnego dowodu na to, że Bóg cokolwiek powiedział. Przytoczone przez Ciebie słowa są autorstwa ludzi, spisujących Biblię. >W jaki racjonalny sposób wytłumaczysz fakt, że Biblia dokładnie przepowiada przyszłe wydarzenia? Biblia nie przepowiada przyszłych wydarzeń, tym bardziej dokładnie. Biblia niczego nie przepowiada. >Czegoś takiego nie ma w żadnej innej religii na świecie i jest to dla mnie namacalny dowód, że Biblia to dzieło Boga. Bo w Biblii tak napisano? Trochę cienki ten "dowód". Już to wielokrotnie na forum przerabialiśmy. Biblia nie jest dowodem na to, że Biblia jest dziełem Boga. Żaden zapis tego nie dowodzi.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) | Meretseger nie dogadamy się. Ty twierdzisz, że Biblia niczego nie przepowiada ale jej nie znasz. Ja znam i wiem, że przepowiada. Wiem też, że człowiek nie jest w stanie przepowiedzieć przyszłości.
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >Meretseger nie dogadamy się. Ty twierdzisz, że Biblia niczego nie przepowiada ale jej nie znasz. Ja znam i wiem, że przepowiada. Nie, Chechło. Ja znam Biblię, bo ją czytałam, i to kilka razy, bardzo dokładnie. Zawodowo, niejako. Ty wierzysz, że ona coś przepowiada, a nie wiesz. Ja w niej nie widzę żadnych przepowiedni, bo podchodzę do niej na zimno, jak do każdej starożytnej literatury. >Wiem też, że człowiek nie jest w stanie przepowiedzieć przyszłości. I tu się zgadzamy. Właśnie dlatego uważam, że Biblia nie przepowiada przyszłości, bo napisali ją ludzie.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Chechło (-28 punktów) | Jakieś 20% tekstu Biblii, to przepowiednie. Nie wiem jak możesz twierdzić, że Biblia nic nie przepowiada...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Meretseger (61860 punktów) | >Jakieś 20% tekstu Biblii, to przepowiednie. Nie wiem jak możesz twierdzić, że Biblia nic nie przepowiada... No, ale sam przecież piszesz, że ludzie nie mogą przepowiadać przyszłości. To jakim cudem Biblia ma coś przepowiadać? Przepowiednie biblijne są dokładnie z tej samej półki, co przepowiednie Pytii i Sybilli. Skonstruowane tak, by możliwie niewiele konkretu dało się z nich wydobyć, ale za to brzmiały podniośle. Pamiętaj też, że Żydom rzadko było lekko w życiu. Proroctwa, zapowiadające odbudowę Izraela były pisane jak panasienkiewiczowska Trylogia - ku pokrzepieniu serc. Oczekiwano też Mesjasza, który miał sprawić, iż świat stanie się lepszy i piękniejszy. Więc zapowiadano różne przyszłe triumfy, które nastąpią po klęskach. Psychologicznie było to zagranie znakomite. Przy tym trzeba zauważyć, że część biblijnych ksiąg spisano w czasach o wiele stuleci późniejszych, niż wydarzenia, w księgach owych opisywane. O, choćby owe proroctwa Daniela - tak naprawdę nawet nie wiadomo, czy człowiek imieniem Daniel był postacią historyczną, czy nie. A błędów tam co niemiara. Czy natchniony przez Boga prorok narobiłby takich ewidentnych baboli? - błędy w chronologii - błędy w genealogii (jak choćby przypisywanie ojcostwa Baltazara Nabuchodonozorowi), - mylenie perskich królów. Najciekawsze jest to, że autor (redaktor?) księgi najlepiej zna Antiocha IV Epifanesa i prawdopodobnie w ostatnich latach jego panowania powstały wizje. Nic dziwnego, Antioch dopuścił się zbezczeszczenia Świątyni i prześladował Żydów. Stąd te filipiki przeciwko pogańskim królestwom i zapowiedzi nadejścia Królestwa Bożego. Opowiadania o Danielu - być może są starsze. Księga poza tym jest niespójna językowo, część jest po hebrajsku, część po aramejsku, a opowieść o Zuzannie oraz o zabiciu węża Bela - po grecku. W sumie nie ma co się podniecać "przepowiedniami" Daniela. c.d.n. innym razem.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | Plus za anielską cierpliwość  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Przepowiednie biblijne są dokładnie z tej samej półki, co przepowiednie Pytii i Sybilli. Skonstruowane tak, by możliwie niewiele konkretu dało się z nich wydobyćA jednak niektórym się udaje  . Magnum Opus powstało w oparciu o pióro, książeczkę czekową, kilka kopert rozmiarów czeku bankowego z nadrukiem rządowym, Biblię Gideona oraz konto bankowe w wysokości ośmiu tysięcy dwustu dwunastu dolarów. Wysokość konta określała udział Constanta w majątku trwałym jego ojca-anarchisty. Majątek obejmował po większej części obligacje rządowe. Noel Constant miał ponadto plan inwestycyjny. Dziecinnie prosty. Jego doradcą inwestycyjnym miała być Biblia. Bywali tacy, którzy przestudiowawszy system inwestycyjny Constanta twierdzili, że albo jest on geniuszem, albo dysponuje fantastyczną siatką szpiegów przemysłowych. Constant bezbłędnie typował czarne konie na wiele dni lub godzin przed ich pojawieniem się na giełdzie. W ciągu dwunastu miesięcy, nie opuszczając prawie pokoju 223 w hotelu Wilburhampton, Constant powiększył swój majątek do miliona dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Dokonał tego nie będąc geniuszem i nie zatrudniając szpiegów. System Constanta był tak idiotycznie prosty, że niektórzy do dziś nie są w stanie go pojąć, mimo wielokrotnych tłumaczeń. Ludzie niezdolni pojąć system Constanta to ci, którzy dla spokoju własnego sumienia kurczowo trzymają się przesądu, że wielka fortuna może być jedynie produktem wielkiej inteligencji. System Noela Constanta był następujący: Constant wziął Biblię, stanowiącą integralną część wyposażenia pokoju, i odczytał pierwsze zdanie Księgi Rodzaju. Pierwsze zdanie Księgi Rodzaju - jak niektórzy, być może, już wiedzą - brzmi: "Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię". Noel Constant przepisał to zdanie drukowanymi literami, po każdej literze postawił kropkę, a następnie połączył litery w pary, wskutek czego zdanie wyglądało następująco: "N.A, P.O., C.Z., Ą.T., K.U., S.T., W.O., R.Z., Y.Ł., B, Ó., G.N., I. E., B.O., I.Z., I.E., M.I., Ę." Po czym szukał spółek o tych inicjałach i kupował ich akcje. Na początek przyjął zasadę inwestowania całego kapitału w jedną tylko spółkę i odsprzedawania akcji w momencie, gdy ich wartość się podwajała. Jego pierwszą inwestycją był Narodowy Amoniak. Potem przyszła kolej na Pinkerton-Odkurzacze, Czysty Zysk, Akumulatory "Test", Kontenery "Ufność", Specjalność Teksasu, "Więź"-Odlewnictwo, Remonty-Złomowanie, "Yale"-"Łucznik", Baterie "Omega". Program działania na najbliższe dwanaście miesięcy uwzględniał kolejno: "Granadę"-Nafta, Instalacje Elektryczne, Bystre Oko, Instytut Ziemniaka, Inkubatory "Epoka" oraz Mikroaeroplany "Ikar". Co do ostatniej spółki, Constant zakupił ją w całości. W dwa dni póżniej "Ikar" otrzymał długoterminowy kontrakt rządowy na budowę rakiet międzykontynentalnych, dzięki któremu stał się wart - szacując bardzo oszczędnie - pięćdziesiąt dziewięć milionów dolarów. Noel Constant kupił go za dwadzieścia dwa miliony.No - i tak dalej, i tak dalej...  Kurt Vonnegut Syreny z Tytana, Batax Publishing, Warszawa 1992, ss. 52-53.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) | >No, ale sam przecież piszesz, że ludzie nie mogą przepowiadać przyszłości. To jakim cudem Biblia ma coś przepowiadać?
Bo wierzę, że została spisana pod natchnieniem Boga. To tak jakby Bóg sam ją pisał.
Co do błędów chronologii, to zapewne wynikają z tego, że nie bierzesz pod uwagę, że należy posługiwać się kalendarzem Biblijnym. Rok 360 dni, inna rachuba miesięcy.
Baltazar był wnukiem Nabuchodonozora, a u Hebrajczyków wnuków (a nawet jeszcze dalsze pokolenia) traktowało się jak synów i w ten sposób zwracano. Dziadek zawsze mówił do wnuka "synu". Dla Daniela Baltazar był synem. Jeśli chcesz, to znajdę cytaty z Biblii na potwierdzenie tego co tu piszę. Jeśli ci zależy. Napisz jak możesz, gdzie tam są pomyleni perscy królowie. W Biblii nie ma błędów.
Co do samych proroctw, ty uważasz, że tam nic nie ma. Ja uważam, że jest. Niech tak zostanie, nie będę cię przekonywać. Kto zechce sam sprawdzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > W Biblii nie ma błędów.No i koniec dyskusji 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) |
>Baltazar był wnukiem Nabuchodonozora, a u Hebrajczyków wnuków (a nawet jeszcze dalsze pokolenia) traktowało się jak synów i w ten sposób zwracano. Dziadek zawsze mówił do wnuka "synu". Dla Daniela Baltazar był synem. Problem polega na tym, że Baltazar NIE BYŁ wnukiem Nabuchodonozora II. Bo Nabonid, ojciec Baltazara, nie był jego synem. I cała Twoja teoryjka bierze w łeb.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Nabonid dla utrwalenia swojego tronu ożenił się z córką Nabuchodonozora, z którą miał syna, w napisach klinowych zwanego Belsarossorem ("bóg Bel niechaj się opiekuje królem"), a w księgach świętych zwanego Baltazarem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | >Nabonid dla utrwalenia swojego >tronu ożenił się z córką Nabuchodonozora, z którą miał syna, w napisach >klinowych zwanego Belsarossorem ("bóg Bel niechaj się >opiekuje królem"), a w księgach świętych zwanego Baltazarem. Źródło tej informacji poproszę.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | spray (5875 punktów) | > >Nabonid dla utrwalenia swojego> >tronu ożenił się z córką Nabuchodonozora, z którą miał syna, w napisach> >klinowych zwanego Belsarossorem ("bóg Bel niechaj się> >opiekuje królem"), a w księgach świętych zwanego Baltazarem.> Źródło tej informacji poproszę.Z Lenormanta chyba ? Ale to tak, jakby z prehistorii o darwinizmie. P.S. O, proszszsz..: Francois Lenormant, Manuel d'histoire ancienne de l'Orient..., s.27: books.goog(*)=onepage&q=Belsarossor&f=falseNabonahid, an se retirant a Borsippa, ayait laisse dans Babylone meme son fils Belsarossor (le dieu Bel protege le roi), le Balthasar du livre de Daniel... (nie mam francuzkich ogonków, niestety) Na marginesie: Borsippa - miasto , któremu warto się przyjrzeć i któremu Nabuchodonozor zawdzięcza poniekąd imię... był to ośrodek kultu Nabu. Podpowiem tylko, Chechle tylko, że tylko w Biblii - próżno szukać  A nie tego tylko.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
> Z Lenormanta chyba ?Ha! Dzięki  Na tej stronie mamy właśnie przypis: Cytat:"Baruch et le livre de Daniel appellent Balthasar "fils de Nabuchodonosor" ... Mais ici "fils" est employe dans le sens general et poetique de "successeur". Chechło Lenormanta nie czytał, bo i po co, skoro Cytat:Biblia się nie myli. 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów) |
>Co do samych proroctw, ty uważasz, że tam nic nie ma. Ja uważam, że jest. Niech tak zostanie, nie będę cię przekonywać. Kto zechce sam sprawdzi.
Jeśli chodzi o przepowiednie, to ja osobiście wolę te sformułowane z góry - niż wstecznie, kila wieków po wydarzeniach, do których się odnoszą. Ale to pewnie kwestia upodobań. A najlepiej, gdyby jeszcze były na tyle jednoznaczne, żeby dało się stwierdzić, czy się spełniły, czy nie. Bo np. w czwartej bestii z VII rozdziału Daniela dopatrywano się już rozmaitych rzeczy i nie wiadomo, kto tu miał rację: w starożytności - miały to być królestwa hellenistyczne albo cesarstwo rzymskie, w średniowieczu - potęga islamu, Luter dopatrywał się w niej zapowiedzi papiestwa. Później dla niektórych mały róg z tej wizji (Dn 7,8) miał być wyobrażeniem grotu pruskiej pikielhauby, a dla innych cała ta wizja była zapowiedzią dwóch wojen światowych. Tak uniwersalnej przepowiedni nie powstydziłby się nawet Nostradamus. Zawsze się spełni.
"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Jeśli dokładnie przestudiować, to jest to bardzo jednoznaczne.Czwarta bestia miała powstać po podziale trzeciej bestii na cztery. Z czwartej bestii miało powstać 10 królestw ile to możliwości pozostawia?. Akurat Luter z tego co wiem dobrze to interpretował i chyba ta interpretacja od wczesnych reformatorów pochodzi, ale nie jestem tego pewien.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów) | > Jeśli dokładnie przestudiować, to jest to bardzo jednoznaczne.Tak, tak, w tym właśnie problem - że aby uzyskać jakikolwiek "jednoznaczny" przekaz z biblijnych przepowiedni, trzeba je bardzo wnikliwie "przestudiować". A uzyskana w ten sposób jednoznaczność polega na tym, że każda interpretacja jest inna, w zależności od ideologicznego zapotrzebowania interpretatorów  > Czwarta bestia miała powstać po podziale trzeciej bestii na cztery.Gdzie tak napisano? > Z czwartej bestii miało powstać 10 królestwRozumiem, że to jest właśnie "jednoznaczny" sens tej przepowiedni, czyli twoja własna interpretacja? Bo w samej księdze Daniela tego nie ma... > ile to możliwości pozostawia?Dowolnie wiele (patrz wyżej). A co najmniej tyle, ile powstało dotąd interpretacji plus te, które jeszcze mogą powstać.
"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | >Gdzie tak napisano?
W wizji barana i kozła. Rozdział 8 księgi Daniela.
20 Baran, którego widziałeś z dwoma rogami, [oznacza] królów Medów i Persów. 21 Kozioł zaś - króla Jawanu11, a wielki róg między jego oczami - pierwszego króla11. 22 Róg zaś, który uległ złamaniu, i cztery rogi, co wyrosły na jego miejsce, to cztery królestwa, które powstaną z jego narodu12
"Jawan" - ogólna nazwa Grecji; "pierwszego króla" - Aleksandra Wielkiego.
Baran to to samo co srebrne królestwo z posągu Nabuchodonozora czy niedźwiedź z wizji o bestiach. Kozioł=miedziane królestwo z posągu Nabuchodonozora=pantera z wizji o bestiach. Te wizje to chronologia 4 kolejnych królestw następujących o sobie.
>Bo w samej księdze Daniela tego nie ma...
Jest. Daniel 7:24
"Dziesięć zaś rogów - z tego królestwa powstanie dziesięciu królów,..."
Jest to na tyle przejrzyste, że wystarczy chcieć sprawdzić. Akurat tutaj nie trzeba wiele interpretować.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) |
>"Jawan" - ogólna nazwa Grecji; "pierwszego króla" - Aleksandra Wielkiego. Aleksander nie był królem Grecji, tylko Macedonii. A gdyby ściśle trzymać się faktów, to "pierwszym królem Grecji" był jego ojciec Filip II. To on podbił większość greckich poleis, Aleksander głównie tłumił bunty już tych podbitych, na przykład wyrżnął Teby. >Te wizje to chronologia 4 kolejnych królestw następujących o sobie. Wymień je, to porozmawiamy. >"Dziesięć zaś rogów - >z tego królestwa powstanie dziesięciu królów,..." Wymień ich. >Jest to na tyle przejrzyste, że wystarczy chcieć sprawdzić. Akurat tutaj nie trzeba wiele interpretować. Oj, trzeba, trzeba... Im pokrętniej, tym lepiej.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów) | >> Gdzie tak napisano?
> W wizji barana i kozła. Rozdział 8 księgi Daniela.
Sęk w tym, że wizja barana i kozła to już następna wizja, a ja mówiłem o czwartej bestii z VII rozdziału. Dla przypomnienia: pierwsza część księgi Daniela (rozdziały 1-6) przedstawia sześć legend o Danielu i jego trzech towarzyszach w czasach niewoli babilońskiej, natomiast druga część (rozdziały 7-12) zawiera cztery wizje: 1) czterech bestii, 2) walczących ze sobą barana i kozła, 3) anioła Gabriela, który wyjaśnia Danielowi liczbę siedemdziesięciu lat z Księgi Jeremiasza (Jr 25,11; 29,10) 4) anioła, który ukazuje głównemu bohaterowi księgi, Danielowi, retrospektywny bieg zdarzeń, najprawdopodobniej od Cyrusa do chronologicznie bliskiego autorowi Antiocha Epifanesa (choć ich imiona pominięto w tekście, wiele wskazuje na to, że właśnie ten okres autor miał na myśli). Na zakończenie tej wizji zostaje podana przepowiednia zagłady pogan i ocalenia pobożnych przez anioła Michała. Wszystkie zawarte w niej "przepowiednie" dotyczące władców odnoszą się do wydarzeń poprzedzających powstanie księgi (II w. p.n.e.).
Hmm... i nadal utrzymujesz, że czwartą bestią z rozdziału 7 jest baran z rozdziału 8?
>z tego królestwa powstanie dziesięciu królów,..." >Jest to na tyle przejrzyste, że wystarczy chcieć sprawdzić. Akurat tutaj nie trzeba wiele interpretować.
No, skoro tak uważasz, to proszę, napisz w paru zdaniach, jaki dokładnie jest, twoim zdaniem, jednoznaczny przekaz wizji z rozdziału 7, żebyśmy mogli się niezbicie przekonać, czy coś z tych proroctw się spełniło, czy nie.
"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów) |
> >Bo w samej księdze Daniela tego nie ma...> Jest. Daniel 7:24> "Dziesięć zaś rogów -> z tego królestwa powstanie dziesięciu królów,..."Hm, jak dla mnie "dziesięciu królów" to nie to samo co "dziesięć królestw". Bez trudu można sobie wyobrazić sukcesję dziesięciu władców rządzących jeden po drugim tym samym królestwem ("po nich zaś inny powstanie") nie sądzisz? No, chyba że tu znów wkraczamy w sferę "jednoznaczności" dostępnej tylko oświeconym 
"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Swietna moderacja! Plus
|
|
| | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Kowalska (14008 punktów) | >Jakieś 20% tekstu Biblii, to przepowiednie. Nie wiem jak możesz twierdzić, że Biblia nic nie przepowiada...
Właśnie. A Mer się Chechło nie przejmuj. Co ona tam wie, ateistka jedna. A poza tym naukowo udowodniono, że jak ateista czyta czy tam przegląda Biblię (przegląda się tylko te z obrazkami), to i tak nic nie rozumie, bo mu Szatan oczy bielmem zasłania i rozum odejmuje, i zawsze na końcu dokonuje się samozapłon. Biblii albo czytelnika/przeglądającego jeśli jest ateistą.
Taaak... Biblia to niebezpieczna sprawa...
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Mandella (83 punktów) | >Meretseger nie dogadamy się. Ty twierdzisz, że Biblia niczego nie przepowiada ale jej nie znasz. Ja znam i wiem, że przepowiada. Wiem też, że człowiek nie jest w stanie przepowiedzieć przyszłości.
Wybacz ale ile trzeba mieć w sobie pychy i arogancji by twierdzić, że odpowiedzi na nasze najważniejsze pytania dotyczące ludzkiej egzystencji są w jednym piśmie napisanym ok. 2000 lat temu. Ta prosta kalkulacja wiele pokazuje komuś kto chociaż próbuje posługiwać się rozumem do kształtowania swojego światopoglądu. Świat jest wielki i piękny, a im bardziej się w niego zagłębiasz tym lepiej rozumiesz jego głębie.
"Wiem, że nic nie wiem"
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) | Tak, jest to aroganckie. Ale przecież tu nie chodzi o to, czy jest to aroganckie, czy nie, tylko czy jest to prawda, czy nie. Rozum mi powiedział, że jeśli Biblia przepowiada przyszłość, to musi być natchniona przez Boga, bo człowiek tego nie potrafi.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Mandella (83 punktów) | >Rozum mi powiedział, że jeśli Biblia przepowiada przyszłość, to musi być natchniona przez Boga, bo człowiek tego nie potrafi.
To jest jak grać w rzutki i odwrócić się tyłem do tarczy "Może się uda!". Raz może dwa się uda, ale nie jest to najlepsza droga by trafić dziesiątkę. W głębi siebie wiesz, że to o czym mówisz jest nie prawdą bo inaczej nie traciłbyś czasu na pisanie na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | czes (4083 punktów) | >Tak, jest to aroganckie. Ale przecież tu nie chodzi o to, czy jest to aroganckie, czy nie, tylko czy jest to prawda, czy nie. Rozum mi powiedział, że jeśli Biblia przepowiada przyszłość, to musi być natchniona przez Boga, bo człowiek tego nie potrafi.
Wiesz co Chechło?! Twoje zachowanie na forum dawno już przekroczyło granice arogancji. Jesteś zwykłym krętaczem i łobuzem forumowym, złodziejem naszego czasu. Wydaje ci się, że jesteś obrońcą wiary - Stńczykiem, a jesteś tylko błaznem.
Podjęło z toba dyskusję kilka poważnych osób, a kilkanaście innych śledzi z ciekawością jej przebieg. A ty zbywasz poważnych dyskutantów jakimiś bajerami, a nawet uchylasz się od dyskusji czy nawet uciekasz z własnego wątku, a potem wpieprzasz się w inne miejsce i innemu człowiekowi próbujesz wmówić te same pierdoły o rzekomo spełnionych przepowiedniach zawartych w Biblii.
Weź do cholery kontynuuj dyskusję z tymi co znają temat i moga dyskutować. Bo jak na razie, zrobiłeś z siebie nawiedzonego, rozgadanego nieuka, człowieka mającego problemy z podstawami logiki, pośmiewisko naszego forum. No, chyba że sam widzisz, iż nie jesteś godzien wiązać rzemyków u sandałów racjonalistom, którzy lepiej znają historię chrześcijaństwa niż większość chrześcijan ... W takim przypadu, mogę tylko zacytować klasyka "spieprzaj dziadu!".
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | lotrek (14275 punktów) |
>Wiesz co Chechło?! >Twoje zachowanie na forum dawno już przekroczyło granice arogancji. Jesteś zwykłym krętaczem i łobuzem forumowym, złodziejem naszego czasu. Ma też i zasługi Czesiu...dzięki niemu możemy czytać posty Andrzeja.51, może więc warto postawić mu flaszkę?
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | czes (4083 punktów) | > Ma też i zasługi Czesiu...dzięki niemu możemy czytać posty Andrzeja.51, może więc warto postawić mu flaszkę?A by Cię cholera ... Mogę postawić ... Ale kto będzie pił z takim ... Chechłą?! No, ja na pewno nieeee! 
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | lotrek (14275 punktów) |
> A by Cię cholera ... Mogę postawić ... Ale kto będzie pił z takim ... Chechłą?! No, ja na pewno nieeee!  Sympatyków...ba miłośników trolli na tym forum nie brakuje, racjonalnie utrzymujących ich przy forumowym "życiu"...może więc oni  ???
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | > >A by Cię cholera ... Mogę postawić ... Ale kto będzie pił z takim ... Chechłą?! No, ja na pewno nieeee!  > Sympatyków...ba miłośników trolli na tym forum nie brakuje, racjonalnie utrzymujących ich przy forumowym "życiu"...może więc oni ???Jestem zrozpaczona Nie dość, że hołubię trolle, to jeszcze Czes się ze mną nie napije.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Meretseger (61860 punktów) | > Rozum mi powiedziałChyba ten z reklamy Neostrady... > że jeśli Biblia przepowiada przyszłość, to musi być natchniona przez Boga, bo człowiek tego nie potrafi.Otóż to, "jeśli". A jak się okazuje, Biblia przepowiada przyszłość dokładnie w takim samym stopniu, co wróżka Aida. Czy to znaczy, że wróżka też jest natchniona przez Boga?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | > A jak się okazuje, Biblia przepowiada przyszłość dokładnie w takim samym stopniu, co wróżka Aida.Może dlatego Aida ma takie wzięcie  No bo Biblia ma!
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > W jaki racjonalny sposób wytłumaczysz fakt, że Biblia dokładnie przepowiada przyszłe wydarzenia? Ja też tutaj taki wątek otworzyłam, w którym przepowiadam przyszłe wydarzenia, przynajmniej na ten rok 2011. > nie wytłumaczysz świadomości, moralności. Już tłumaczą. Dennett świadomość, a Dawkins i inni moralność.
|
|
| | | | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Tyle, że w te tłumaczenia trzeba uwierzyć. Jest to zatem rodzaj religii.
>Ja też tutaj taki wątek otworzyłam, w którym przepowiadam przyszłe wydarzenia, przynajmniej na ten rok 2011.
Zrobisz to samo na kilkaset lat w przód? Wielokrotnie?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie, te tłumaczenia zbliżają się do faktycznego stanu rzeczy, który jest, i nie potrzebuje niczyjej wiary. Ludzie którzy pisali Biblię (i tylko oni) nie mieli bladego pojęcia o niczym - o układzie heliocentrycznym, o ewolucji etc. Podowali zupełnie bzdurne tezy podcierając je zmyślonym przez siebie Jahwe. Okazały się nieprawdą. Niezależnie od tego w co wierzysz. Teraz używasz kompa. Komp na wiele sposobów przeczy Biblii. Choćby w ten sposób, że nie byłby możliwy bez prądu, a prąd nie byłby możliwy we wszechświecie mającym 7000 lat. I ty bredzisz o przepowiedniach. Człowiek, który sobie roi, że zna przyszłość, powinien się zastanowić czy ma blade, najmniejsze choćby pojęcie o tym co widzi przed oczami.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Ja też wyrosłem i byłem ateistą. W naturze spotykamy nawet takich, którzy twierdzą, że są, lub chociaż byli, bogami. Chyba najśmieszniejsze wyznanie fideistów-teistów jakie przychodzi mi czytać: - Ja kiedyś byłem ateistą!
Do tego aby intelektualny ateista (wiedzący z jakich powodów teizm jest niemożliwym) stał się teistą, koniecznym jest jeszcze jeden czynnik - choroba psychiczna. Polecam racjonalistom lekturę porównawczą np. A. Flew'a przed nawróceniem i po, a to był umysł nie byle jaki.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | neurosurgery (2484 punktów) | > Jaki jest sens życia?Człowiek wierzący nie powinien zadawać takiego pytania, ponieważ jego celem jest zbawienie i to nadaje sens (a przynajmniej powinno) jego życiowym wysiłkom. A co do tych Twoich wywodów z karami i matkami, to zilustruje Ci 'wolną wolę' w połączeniu z bogiem, której bezsens powinieneś przemyśleć. A zatem wyobraź sobie, że jesteś bogiem (zaznaczam - wszechwiedzącym) i tworzysz labiryntowy świat dla myszy. Labirynt ten jest tak skonstruowany, że prowadzi do jednego wyjścia. Następnie wyobraź sobie, że jesteś myszą i przechodzisz ten labirynt. Wybierasz sobie drogi - to w lewo, to w prawo itd. Podejmujesz decyzje, czyż nie? A teraz wracamy do boga, który jest wszechwiedzący. I teraz pytanie - jaki sens mają Twoje decyzje jako myszy, skoro i tak bóg wie dokąd dotrzesz? Jeżeli powiesz, że on nie wie, to zaprzeczysz jego wszechwiedzy i bardzo zmarnieje jego boskość.  Zaznaczam też, że 'jedno wyjście' symbolizuje zamysł boga (nieważne czy to niebo czy piekło), gdyż takowy musiał istnieć skoro to wszystko projektował. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Celem wierzącego chrześcijanina jest własne życie po śmierci, bóg jest dodatkiem. Zbawienie oznacza zaspokojenie silnie rozbudzanego przez tę religię lęku przed śmiercią. Chrześcijaństwo to religia zbawienia. No i jest w niej jeszcze jakiś Jezus, Jahwe itp, ale nie należy się tym zbytnio przejmować, bo i chrześcijanie jakoś nieszczególnie. Nieśmiertelność ma być - jak oni sądzą, zaś bozia to taka wiza i już nic więcej. Wizę trzeba chwalić, bo ci jej nie wbiją. Wiza jest dobra, wiza kocha...
|
|
| | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | >Co do różnych kataklizmów, to przede wszystkim nie uważam że dzieci są w jakikolwiek sposób bardziej wartościowi niż dorośli.
Godzina mija jak próbuję zrozumieć to zdanie. Dam Ci plusa, tylko błagam, wyjaśnij mi Chechło co miałeś na myśli.
>Półki tu żyjemy, to obowiązuje nas odpowiedzialność zbiorowa i dzieci odpowiadają za przewinienia swoich ojców.
A co z matkami? Na półki?
>Na sądzie po zmartwychwstaniu każdy będzie odpowiadał jedynie za własne czyny i myślę, że wielu będzie mogło wtedy pozazdrościć dzieciom które wiele zła nie wyrządziły.
No nie wiem. Dzieci jako nieletnie będą miały kłopot z zatrudnieniem dobrego adwokata, na którego trzeba mieć sporo forsy. A taki przyznawany z urzędu to wiadomo, byle odbębnić, zero zaangażowania.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Chechło (-28 punktów) | Jeśli dorosłemu i dziecku przytrafi się coś złego, to nie oznacza, że zło które spotkało dziecko jest większe tylko dlatego, że dotyczy dziecka.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | >Jeśli dorosłemu i dziecku przytrafi się coś złego, to nie oznacza, że zło które spotkało dziecko jest większe tylko dlatego, że dotyczy dziecka.
Plusa obiecanego przyznałam. Oraz przyznaję się, że nadal Cię nie rozumiem. Co Ty masz do tych biednych dzieci? Napadnięte dziecko raczej nie ma możliwości przywalenia w mordę napastnikowi. Dorosły facet i owszem.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Zgadzam się i nic do dzieci nie mam.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | marek milczewski (2335 punktów) | Widzę Chechło, że ze mną ci nie wyszło w wątku "Wybrane proroctwa biblijne" i tu się przeniosłeś trollować. Oj nieładnie nieładnie Chechło. Nawet cię nie było stać, żeby powiedzieć - narka, albo wal się gościu. A tak wyszedłeś w tym wątku, w którym ci zabrakło argumentów na 
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Chechło (-28 punktów) | Nie miałem za bardzo możliwości pisania na forum ,a po dłuższym czasie nie chciałem już wracać do tematu. Nie wiem dlaczego piszesz, że mi z tobą nie wyszło. Według mnie wyszło całkiem nieźle. Pytałeś z tego co pamiętam czy wierzę we wszystko w Biblii. Tak wierzę we wszystko.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | marek milczewski (2335 punktów) | >Nie miałem za bardzo możliwości pisania na forum ,a po dłuższym czasie nie chciałem już wracać do tematu. Nie wiem dlaczego piszesz, że mi z tobą nie wyszło. Według mnie wyszło całkiem nieźle. Pytałeś z tego co pamiętam czy wierzę we wszystko w Biblii. Tak wierzę we wszystko. To sobie wierz. Ale ja w tym wątku nie będę z tobą na ten temat dyskutował. Tam mi odpowiedaj
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Póki tu żyjemy, to obowiązuje nas odpowiedzialność zbiorowa i dzieci odpowiadają za przewinienia swoich ojców. Że jak, proszę? A na podstawie jakiego paragrafu? Może "was" obowiązuje, ale mnie na pewno nie. Ani moich dzieci.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | 8 na 8 | Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów) | > Półki tu żyjemy, to obowiązuje nas odpowiedzialność zbiorowa i dzieci odpowiadają za przewinienia swoich ojców.A mogę spytać, jak udaje ci się pogodzić ten pogląd z Biblią? Pwt 24,16:Ojcowie nie poniosą śmierci za winy synów ani synowie za winy swych ojców. Każdy umrze za swój własny grzech Jr 31,29-30:W tych dniach nie będą już więcej mówić: "Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby", lecz: "Każdy umrze za swoje własne grzechy; każdemu, kto będzie spożywał cierpkie jagody, zdrętwieją zęby". Ez 18,20:Umrze tylko ta osoba, która grzeszy. Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec - za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie.
"Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!" (Syr 38,15)
|
|
| | | |  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) |
To wszystko jest w kontekście sądu ostatecznego. Po zmartwychwstaniu jedni zginą, a drudzy będą będą żyć wiecznie. Bóg będzie sądził tylko, za własne grzechy.
"A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga." Ap 21:8
Pierwsza śmierć jest kiedy giniemy tu na ziemi. Potem jest zmartwychwstanie i sąd. Jeśli zginiesz drugą śmiercią, to zmartwychwstania już nie będzie.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Po zmartwychwstaniu Co by znaczyło "przed zmartwychwstaniem"? >.. będą żyć wiecznie. Skąd czas przyszły? Czyżby przedtem nie było życia wiecznego? >"A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga." Pardon. Ale to chyba "strachy na Lachy" - a Lachy, jak wiadomo, nie boją się.* > Jeśli zginiesz drugą śmiercią, to zmartwychwstania już nie będzie. Istnieją dokładnie dwie .. weryfikacje?
(*) Przy okazji: kiedyś mawiano: "bój się Boga" - dziś od młodzieży słyszy się niekiedy: "nie bój boga" - młodsi miejscami mądrzeją i tak ma być - strach byłby kiepskim konstruktorem.
|
|
| | |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Bóg stworzył świat idealny, ale człowiek chciał robić wszystko po swojemu. Więc mamy po swojemu i dlatego na świecie jest tak a nie inaczej. To ma być to lekcja. Sami chcieliśmy decydować o sobie więc teraz się nie ma co dziwić, że Bóg nie ingeruje w każdą jedną sytuacje gdzie nam się cokolwiek źle dzieje.
Ale ten brak boskich ingerencji w tych co najmniej przypadkach, w których ludzie skazani są na niezawinione przez nich cierpienia, jest równoznaczny jeśli nie z akceptowaniem przez Boga największych nieszczęść, które dotknęły ludzi, to przynajmniej z milczącą wobec nich obojętnością. Pomyśl choćby o Auschwitz i Birkenau, o holokauście narodu żydowskiego i nie pisz więcej bzdur. Chcesz bronić swojego Boga, a pogrążasz go bez reszty. Ale Twojego Boga usprawiedliwić się nie da. Dokładna lektura ST i NT wskazuje, że on na to usprawiedliwienie raczej nie zasługuje.
>>Ale jest też zło pod postacią głodu, wojen, trzęsień ziemi, tsunami, pożarów, powodzi, epidemii, huraganów i temu podobne. Kiedy cierpią osoby zupełnie niczemu niewinne np. dzieci. Jak wytłumaczysz, że dzieci cierpią z powodu głodu, lub powodzi, albo chorób? Obarczysz tym oczywiście rządy , że one są złe, a Bóg dobry? A kto ludzi takimi uczynił? Przecież Bóg mógł ich stworzyć dobrymi. A dlaczego ich takimi nie stworzył? >Co do różnych kataklizmów, to przede wszystkim nie uważam że dzieci są w jakikolwiek sposób bardziej wartościowi niż dorośli.
Uciekasz od odpowiedzi na pytania zadane Ci przez prof. Grabowską. Bezradny jesteś, bo nie potrafisz nic mądrego napisać. Napisz, co według Ciebie zawinili ludzie, którzy stracili życie podczas przeróżnych kataklizmów. Napisz, dlaczego Twój judeochrześcijański Bóg na to pozwala. Dlaczego nie reaguje, nie odwraca biegu zdarzeń, nie wstrzymuje trzęsień ziemi, powodzi, epidemii. Dlaczego pozwala ginąć niewinnym ludziom, dlaczego nie przywraca im życia. Przecież ponoć potrafi to zrobić.
Przecież atrybutami judeochrześcijańskiego Jahwe są ponoć wszechmoc i nieograniczona miłość do ludzi. Przyjmując takie założenie musimy w konsekwencji stwierdzić, że ze swych atrybutów Bóg raczej ograniczony czyni użytek. W ten sposób daje dowód na to, że albo nadmiernej miłości do rodzaju ludzkiego nie posiada, albo też wszechmoc nie jest jego silną stroną. A może jedno, i drugie równocześnie - a to oznacza, że nie cechuje się w stopniu nieograniczonym przypisywanymi mu przez chrześcijan atrybutami.
Wszelkie czynione przez chrześcijan próby usprawiedliwiania bezczynności Boga wobec nieszczęść spadających na ludzi, np. przez twierdzenie, że Bóg nie ingeruje w losy świata, są - w aspekcie tego, co napisałem powyżej - próbami absolutnie pozbawionymi sensu i zdecydowanie chybionymi.
>Półki tu żyjemy, to obowiązuje nas odpowiedzialność zbiorowa i dzieci odpowiadają za przewinienia swoich ojców.
I to jest twoje chrześcijaństwo? Tego nauczyła Cię Twoja wiara?! Masz odwagę takie rzeczy wypisywać? Twierdzisz, że w myśl odpowiedzialności zbiorowej dzieci mają cierpieć za przewinienia swoich rodziców. Przecież to jest ohydne! A może to za błędy dzieci powinni odpowiadać ich rodzice? Czy ten Twój kochający ludzi Bóg nie wpadł na taki pomysł?
>Tak przy okazji, to dogmat katolicki o wiecznych męczarniach w piekle jest całkowicie niebiblijny.
A dlaczego tak twierdzisz? Przecież ten dogmat jest - wbrew temu co piszesz - właśnie całkowicie biblijny. Podstawę dla niego stanowią dość liczne wypowiedzi Jezusa o ciemnościach, o piecu ognistym, o piekielnym ogniu wiecznym, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 8, 12; 13, 42.50; 22, 13; 24, 51; 25, 30.41; Mk 9, 43-48 oraz Łk 13, 28). Notabene, jak pogodzić perspektywę piekielnego ognia i wiecznego cierpienia niektórych ludzi po śmierci z twierdzeniem o Bogu, który jako nieskończenie dobry jest podobno miłością, a także z ewangelią (tzn. z dobrą nowiną) głoszoną przez Jezusa.
>Możesz myśleć, że to jest zło bo ludzie umierają, ale ty ich nie znasz i nie wiesz dlaczego Bóg postanowił ich wybić.
Jakże to brzmi po chrześcijańsku! BÓG WYBIJAJĄCY LUDZI. Oto Twoje chrześcijaństwo. Oto chrześcijańska nieograniczona miłość Boga do ludzi. Ale dziwić nie ma się czemu. Kilkakrotnie Twój Jahwe pokazał, że potrafi wybijać ludzi.
>Na świecie wiele zła się dzieje, ale władcą tego świata jest szatan bo człowiek wybrał pełnić jego wolę a nie wolę Boga.
O Boże wszechmogący! Jakie Ty piszesz dyrdymały! Czy ten szatan, o którym piszesz, ma rogi i ogon, śmierdzi siarką, a w rękach dzierży widły? Czy o tym właśnie szatanie piszesz? Przecież Twoje poglądy nie mieszczą się nawet we wczesnym średniowieczu. To era ciemienia łupanego.
>Sprawiedliwość przyjdzie wraz z Chrystusem kiedy ponownie pojawi się na ziemi.
Dwa tysiące lat bez mała Chrystus przychodzi, lecz jakoś do tej pory nie przyszedł. Wygląda na to, że pomylił się zwiastując swoją paruzję. Ale jeśli tylko chcesz, to czekaj.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) | Wszystko co złe, to wina Boga. Tak najłatwiej. Cytujesz mnie, a później zadajesz pytania na które odpowiedziałem w tymże cytacie, dziwne.
>I to jest twoje chrześcijaństwo? Tego nauczyła Cię Twoja wiara?!
To po prostu jakby cytat z Biblii ... "..który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. (6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań."
>A dlaczego tak twierdzisz? Przecież ten dogmat jest - wbrew temu co piszesz - właśnie całkowicie biblijny
Nie jest. Teraz nie mam czasu i pewnie nie bardzo by cię to interesowało, ale jeśli chcesz, to mogę opisać co i jak. Temat jest dosyć obszerny.
|
|
| | | | |  | 11 na 11 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Wszystko co złe, to wina Boga. Tak najłatwiej.
Nie wszystko. A ponadto tego nie należy rozpatrywać w tych kategoriach. Tu nie chodzi o czyjąś winę lub brak tej winy. Tu chodzi o ocenę działania lub zaniechania działania.
>Cytujesz mnie, a później zadajesz pytania na które odpowiedziałem w tymże cytacie, dziwne.
Ja Cię nie cytuję. Nie pochlebiaj sobie. To nie jest dziwne. Bo Ty na żadne pytanie nie odpowiedziałeś.
Nie odpowiedziałeś na pytanie, dlaczego judeochrześcijański Bóg nie ingeruje w tych przypadkach, w których ludzie skazani są na niezawinione przez nich cierpienia. Nie oceniłeś, czy ten brak ingerencji jest równoznaczny bądź to z akceptowaniem przez Boga największych nieszczęść, bądź też z milczącą wobec nich obojętnością? Nie spróbowałeś ocenić, jak ten brak ingerencji można uzasadnić?
Na pytanie prof. Grabowskiej: >>>Jak wytłumaczysz, że dzieci cierpią z powodu głodu, lub powodzi, albo chorób?" odpowiadasz jakimś wręcz niewyobrażalnym językowym bublem: >>Co do różnych kataklizmów, to przede wszystkim nie uważam że dzieci są w jakikolwiek sposób bardziej wartościowi niż dorośli. Co to zdanie oznacza??? Tego zdania przecież nawet Ty nie rozumiesz.
Nie odpowiedziałeś na kolejne pytania, dlaczego Twój judeochrześcijański Bóg, kochający ponoć ludzi, raczej ograniczony czyni użytek ze swej wszechmocy i wszechwiedzy? Dlaczego nie reaguje, nie odwraca biegu zdarzeń, nie wstrzymuje trzęsień ziemi, powodzi, epidemii, dlaczego pozwala ginąć niewinnym ludziom, dlaczego nie przywraca im życia? Nie napisałeś, czy wobec powyższego uważasz, że judeochrześcijański Bóg albo nadmiernej miłości do rodzaju ludzkiego nie posiada, albo też wszechmoc nie jest jego silną stroną? A może jedno, i drugie równocześnie?
>>I to jest twoje chrześcijaństwo? Tego nauczyła Cię Twoja wiara?! >To po prostu jakby cytat z Biblii ... >"..który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.
Nie napisałeś, iż wcześniej jest: Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny [...] (przekład Jakuba Wujka). I podoba Ci się ten zawistny Bóg, który za Twoje przewinienia ukarze Twoje dzieci, i dzieci Twoich dzieci, a potem dzieci dzieci Twoich dzieci, aż wreszcie na koniec jeszcze dzieci tych dzieci? Zaiste, to Bóg sprawiedliwy! I to ten właśnie Bóg jest miłością? I Ty się do niego modlisz?
>6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań."
Trudno to zrozumieć. To jest skrajnie amoralne. Ale to dziwić nie może. Judeochrześcijański Jahwe dość często nadmiarem moralności się nie wykazywał i raczej dobrego przypadku wtedy ludziom nie dawał.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | >Nie odpowiedziałeś na pytanie, dlaczego judeochrześcijański Bóg nie ingeruje w tych przypadkach, w których ludzie skazani są na niezawinione przez nich cierpienia. Nie oceniłeś, czy ten brak ingerencji jest równoznaczny bądź to z akceptowaniem przez Boga największych nieszczęść, bądź też z milczącą wobec nich obojętnością? Nie spróbowałeś ocenić, jak ten brak ingerencji można uzasadnić?
Człowiek dobrowolnie zrezygnował z opieki Boga. Biblia mówi, że na początku nie było śmierci, wszystko było dobre i stan ten trwał do momentu buntu pierwszych ludzi. Bóg nie ingeruje, bo tak chcieliśmy i pisałem o tym wcześniej zdaje się. Jeśli teraz się przewrócisz i połamiesz sobie nogi, to będziesz miał pretensję, że Bóg cię przed tym nie uchronił? Przecież nie chcesz żadnej Jego ochrony, a nawet nie wierzysz w Niego. Żyjemy odłączeni od Boga i jeśli chcesz Jego opieki, to najpierw trzeba poprosić. Jak będzie chciał, to może się tobą zaopiekuje.
Podzieliłbym, to na 3 etapy. Pierwszy kiedy było wszystko dobre w ogrodzie eden i Bóg się opiekował ludźmi. Drugi mamy teraz gdzie dzieje się źle z powodu buntu. Trzeci to ponowne przyjście Chrystusa. Wtedy też nastąpi wyrównanie rachunków za etap drugi. Każdy dostanie swoją zapłatę.
>Nie napisałeś, iż wcześniej jest: Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny [...] (przekład Jakuba Wujka).
Ty natomiast nie napisałeś, że jeszcze wcześniej jest:
Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym.(tysiąclecia)W każdym innym przekładzie jest tutaj zazdrość. Zawiść pojawia się także w przekładzie Gdańskim, ale tam mamy "zawistny w miłości,". Chciałbyś przypisać tutaj na siłę zawiść Bogu. Prawda jest taka, że Bóg jest zazdrosny o nas i jeśli czcisz innych bogów, to zdradzasz swojego stwórcę. Gdyby Bóg nie był Bogiem zazdrosnym, to nie obchodziłoby Go czy modlisz się do kamienia, czy czegokolwiek/kogokolwiek innego.
>Trudno to zrozumieć. To jest skrajnie amoralne. Ale to dziwić nie może. Judeochrześcijański Jahwe dość często nadmiarem moralności się nie wykazywał i raczej dobrego przypadku wtedy ludziom nie dawał.
Nie bardzo rozumiem co w tym amoralnego.
|
|
| | | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) |
>Człowiek dobrowolnie zrezygnował z opieki Boga. Biblia mówi, że na początku nie było śmierci, wszystko było dobre i stan ten trwał do momentu buntu pierwszych ludzi. Ale wiesz, to tylko taka opowiastka tłumacząca nieszczęśliwym, rozgoryczonym, pytającym ludziom, dlaczego tyle jest zła na świecie, dlaczego chorują i umierają i za "jakie grzechy" muszą się tak męczyć, uprawiając kamieniste poletka albo pilnując stad na pastwiskach nocą, leżąc na trawie pod gołym niebem, zamiast na miękkim łóżku pod dachem. Wytłumaczenie - kiedyś było super, ale przodkowie popełnili grzech i teraz jest źle. >Jak będzie chciał, to może się tobą zaopiekuje. O, łaskawca dopiero. Ludzkie panisko, powiedziałabym. >Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym ... Bóg jest zazdrosny o nas i jeśli czcisz innych bogów, to zdradzasz swojego stwórcę. Aha. Czyli istnieją INNI bogowie, ale ich czcić nie wolno, bo Jahwe się pogniewa. A pomyślałeś, co będzie, gdy pogniewają się inni? Niech Cię Jahwe strzeże przed gniewem Sachmet... Bo co będzie, gdy się okaże, że to jednak nie Jahwe jest stwórcą, ale Chnum, który ulepił pierwszego człowieka z gliny na kole garncarskim? >Nie bardzo rozumiem co w tym amoralnego. Amoralne to może i nie jest, ale nielogiczne i niespójne jak wszyscy diabli. To już w mitach greckich więcej jest logiki.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | |  | | Chechło (-28 punktów) | Wiem, że dla was to zwykła opowiastka. Padło pytanie, to starałem się odpowiedzieć jak najlepiej umiem w oparciu o Biblię. Co do innych bogów, to istnieją. Jak sobie ktoś ulepi cokolwiek z gliny i zacznie się do tego modlić, to czyni z tego czegoś swojego boga i o takich bogach tu mowa. Tacy bogowie są zawsze pisani przez małe "b" w Biblii.
|
|
| | | | | | | | |  | 11 na 11 | Meretseger (61860 punktów) | > Co do innych bogów, to istnieją. Jak sobie ktoś ulepi cokolwiek z gliny i zacznie się do tego modlić, to czyni z tego czegoś swojego boga i o takich bogach tu mowa. Tacy bogowie są zawsze pisani przez małe "b" w Biblii.Z punktu widzenia Biblii to pewnie, są pisani przez małe "b". Ale kto powiedział, że Biblia jest nieomylnym centrum Wszechświata? Bo tako rzecze Biblia? Z punktu widzenia na przykład "Księgi wychodzenia za dnia" Jahwe jest jakimś takim drobnym, nic nieznaczącym bóstwem gdzieś na końcu świata i nawet się o nim nie wspomina, bo po co, ważni są inni. Jahwe miejsca na Sehet Jaru nie załatwi. Nie masz gwarancji, że Jahwe to nie jeden z tych "ulepionych z gliny", do którego modliła się garstka pasterzy. Miał szczęście - wśród pasterzy znalazło się kilku bardziej zdolnych i obdarzonych wyobraźnią, którzy zaczęli opowiadać o nim mity, z czasem rozbudowane i spisane. Powiedzmy sobie tak: Jahwe to typowy bóg plemienny. Plemię, które jak starożytni Izraelici strzeże swojej tożsamości i odrębności (dziś powiedzielibyśmy, że jest ksenofobiczne) w masie ludności Bliskiego Wschodu, powinno mieć jednego konkretnego boga i jego się trzymać. Politeizm sprzyja tolerancji religijnej, przesiąkaniu do grupy innych idei, innych bóstw, innych ludzi (najlepszym przykładem - Rzym). A tu przesiąkania być nie mogło, grupa chciała zachować odrębność, "czystość rasową". Temu najlepiej służy religia z ośrodkiem skupionym wokół jednego bóstwa. I bóstwo wyrosło na jedynego boga plemiennego, "jedyność" obwarowano zakazami w rodzaju "nie będziesz miał bogów cudzych". W tej postaci zlały się atrybuty wszystkich innych izraelickich bogów - bo jak myślisz, skąd się wzięły określenia "Elohim" czy "Adonai"? - i w ten sposób powstał jeden Bóg. Tak na marginesie - Jahwe zwany był "El". Zajrzyj kiedyś przy okazji do Ugarit  To miasto w Kanaanie, Ziemi Obiecanej. Jeżeli nic Ci się nie skojarzy, no to już nie wiem...
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W Bibli nie było wielkich i małych liter, są w tłumaczeniach. Pomyśl, skazywać kogoś na agonię, bo jego pradziadek ulepił sobie zabawkę z gliny - nazywasz to dobrocią. Ale tak naprawdę walczysz o własną nieśmiertelność. Zrobiłbyś z Hitlera dobroć wcieloną, gdybyś miał za to życie po śmierci. Robisz coś podobnego.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | >Człowiek dobrowolnie zrezygnował z opieki Boga.
Ale, który człowiek? Bo ani ja ani Ty z niczego nie rezygnowaliśmy. Ba, nikt nas w ogóle nie pytał czy nam taki układ pasuje. Jak więc możemy być pociągani przez Boga do odpowiedzialności za coś czego nie zrobiliśmy?
>Żyjemy odłączeni od Boga i jeśli chcesz Jego opieki, to najpierw trzeba poprosić. Jak będzie chciał, to może się tobą zaopiekuje.
O.K. z tego punktu widzenia Bóg nie musi nikogo chronić, ale nie powinien też do nikogo mieć pretensji, że nie stosuje się do jego zasad.
>Podzieliłbym, to na 3 etapy. Pierwszy kiedy było wszystko dobre w ogrodzie eden i Bóg się opiekował ludźmi.
Zdaję się, że dokładnie rzecz biorąc, dwójką ludzi.
>Drugi mamy teraz gdzie dzieje się źle z powodu buntu.
Buntu wyżej wymienionej dwójki. Natomiast wszyscy ci, którzy fukcjonują "teraz gdy dzieje się źle", czyli zbiór wszystkich ludzi - (Adam i Ewa), są ukarani za ten bunt, chociaż nie mieli żadnego wpływu na decyzję tej zbuntowanej dwójki.
>Trzeci to ponowne przyjście Chrystusa. Wtedy też nastąpi wyrównanie rachunków za etap drugi. Każdy dostanie swoją zapłatę.
No to może się wtedy dowiemy, o co tu właściwie chodzi...
>>Nie napisałeś, iż wcześniej jest: Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny [...] (przekład Jakuba Wujka). >Ty natomiast nie napisałeś, że jeszcze wcześniej jest: > Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym.(tysiąclecia)W każdym innym przekładzie jest tutaj zazdrość. Zawiść pojawia się także w przekładzie Gdańskim, ale tam mamy "zawistny w miłości,". Chciałbyś przypisać tutaj na siłę zawiść Bogu. Prawda jest taka, że Bóg jest zazdrosny o nas i jeśli czcisz innych bogów, to zdradzasz swojego stwórcę. Gdyby Bóg nie był Bogiem zazdrosnym, to nie obchodziłoby Go czy modlisz się do kamienia, czy czegokolwiek/kogokolwiek innego.
Jeśli ktoś jest szczęśliwy, oddając cześć kamieniom (co nie jest przecież samo w sobie, nieetyczne) to czemu Bóg miałby go za to karać? To tak jakby ojciec wydziedziczał córkę za to, że bardziej kocha swoje dzieci od niego. A przecież, miłość Boga powinna przewyższać miłość ludzką, więc dlaczego Bóg nie może wybaczyć, takich, powiedzmy sobie szczerze błahych wykroczeń?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czego się nie bredzi Chechło, żeby mieć ten swój bilecik do hoteliku nieśmiertelności (który nie istnieje)....
|
|
|  | | hulajduszka (20 punktów) | >Zła by nie było gdybyśmy byli maszynami pozbawionymi wolnej woli i mogli robić tylko dobrze. Tyle, że wtedy o takim stworzeniu ciężko by mówić, że jest doskonałe. Więc zło wynika bezpośrednio z tego, że posiadamy wolną wolę.>
Stworzenie byłoby wiec doskonale gdyby czyniło tylko dobrze z własnej nieprzymuszonej woli. A dlaczego to człowiek chce czynić źle? Bo jest z natury (z grzechu pierworodnego) trochę zły? Ale co to za niedopatrzenie ze strony Boga, żeby czynić człowieka złym! Nie mógł to uczynić tylko dobrym??? Nie dość, ze spaprał żywot ukochanemu stworzeniu, to i sam się od Gniewu Bożego nerwobóli nabawił, bo to ludzie nie chcą czynić zawsze dobrze czyli jak by sobie Pan tego życzył. Ale jak maja czynić, jeśli są przez Pana tak skonstruowani, ze CHCĄ czasem czynić źle??? Czyżby Bóg wierzył, ze człowiek powyżej swego tyłka poskoczyć może, wbrew jego własnej konstrukcji???
Hmmm...i jak to jest, ze ja zawsze chce czynić dobrze, tylko mi czasem coś źle wychodzi? Może ja wcale taka zła nie jestem, tylko trochę taka jakaś głupiutka. Ale czy to moja wina, ze Bozia mnie wszechwiedząca nie uczyniła? Calikiem możliwe, ze wtedy zawsze bym chciała czynić to co dobre, przecież co dobre to i dobre dla mnie. Tylko czemu Bozie ta wszechwiedza przed partactwem nie uchowała?
|
|
2 na 2 Złotek (867 punktów) (zablokowany) | Będę nudny  ale w takich przypadkach osób mocno wierzących najlepsza będzie ironia sokratejska. Godzinne tłumaczenia filozoficzne, naukowe, nic nie dadzą. To są najczęściej ludzie prości i taka też powinna być metoda - brzydkie słowo - rehabilitacji. Albo zrozumieją coś sami, albo nie. Nie da rady nic wcisnąć na siłę. Prawda wpajana na siłę boli bardziej, niż jej brak.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A niech boli. Na zdrowie! Co ty myślisz, że "sprawiedliwy" wulkan nie boli? Albo tym bardziej stos inkwizytora, czy pani od religii w jedynym przedszkolu w promieniu 20km?
|
|
|  | Złotek (867 punktów) (zablokowany) | Chodzi o to, że ból ten automatycznie zniechęci zaścianek do jakichkolwiek zmian.
|
|
3 na 3 | PiotrI (42 punktów) | Jak sam będziesz przekonany, to nie będziesz miał potrzeby przekonywać Innych. Jeżeli "nie znajdujesz słów" na rzecz nieistnienia Boga to może Twoje przekonanie wynika z wiary (a nie racjonalizmu), która chroni cię przed doświadczaniem wątpliwości. Odważ się mieć wątpliwości - tyle Ci poradzę. Gdy Inni zobaczą, że jesteś nastawiony na dialog (nie na przekonywanie) to jest większa szansa, że również się na niego otworzą. Wejście w dialog wymaga jednak odwagi - bo równie dobrze może się okazać, ...że to Ty się zmienisz.
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi...
Spróbujcie razem jakiejś innej terapii niż gadulstwo.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 | kogut59 (3090 punktów) | >>czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi... >Spróbujcie razem jakiejś innej terapii niż gadulstwo. Umiera papież. U wrót raju św. Piotr go pyta: - Ktoś ty? - Ja? biskup Rzymu. - Biskup Rzymu? Nie kojarzę. - No, namiestnik Pański na Ziemi. - To Bóg ma namiestnika? Nic mi o tym nie wiadomo. - Jestem głową kościoła katolickiego! - A co to takiego?- .... - Dobra. Czekaj tu, idę spytać szefa. (tup, tup, tup) - Panie Boże, masz chwilkę? Jest tu taki jeden, mówi, że jest papieżem, Twoim namiestnikiem na Ziemi, głową czegoś tam.. - Nie kojarzę. Ale moment... Jezusie, może ty coś o tym wiesz? - Nie, tato, nie kojarzę. Ale pójdę z nim pogadać. Po chwili wraca Jezus zwijając się ze śmiechu i mówi: - Pamiętacie to kółko rybackie, które zakładałem 2000 lat temu? - No, i? - Oni do tej pory działają!
|
|
1 na 1 | Korda (156 punktów) | > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
|
|
 | | Kuba Śruba (3184 punktów) | Przyznam się, że nie rozumiem tego demotywatora. Mógłbyś mi go, jak dziecku, wytłumaczyć?
Klasycznym jest to, co zdrowe; romantycznym jest to, co chore. - Goethe
|
|
|  | 1 na 1 | Korda (156 punktów) | >Przyznam się, że nie rozumiem tego demotywatora. Mógłbyś mi go, jak dziecku, wytłumaczyć? wyobraź sobie swojego rówieśnika i włóż mu w usta dyrdymały pawełka II. większość moich znajomych nie zgadza się z nim, ale uznają go za wielkiego....
|
|
| |  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >>Przyznam się, że nie rozumiem tego demotywatora. Mógłbyś mi go, jak dziecku, wytłumaczyć? >wyobraź sobie swojego rówieśnika i włóż mu w usta dyrdymały pawełka II. większość moich znajomych nie zgadza się z nim, ale uznają go za wielkiego....
Bo to wielki człowiek był!
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | |  | | Korda (156 punktów) | >Bo to wielki człowiek był! upsss
|
|
| | |  | 1 na 1 | hulajduszka (20 punktów) | >>wyobraź sobie swojego rówieśnika i włóż mu w usta dyrdymały pawełka II. większość moich znajomych nie zgadza się z nim, ale uznają go za wielkiego.... >Bo to wielki człowiek był!
i jak nie zachwyca jak zachwyca!
|
|
| |  | | Banita (115 punktów) | >> >wyobraź sobie swojego rówieśnika i włóż mu w usta dyrdymały pawełka II. większość moich znajomych nie zgadza się z nim, ale uznają go za wielkiego.... >
Oj nie zgodzę się z Tobą...wali mnie jego tytuł papieski ale człowiek był wielki..
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | System wartości gołębia? Nie ma sprawy, od dzisiaj będę czesał wszystkich w nadziei, że mnie też uczeszą... A ten dziad, który wyświęcił m.i. zbrodniczego biskupa nazistę z Chorwacji cóż robi pod owym pięknym gołębiem?
|
|
2 na 2 | Ateistka_67 (66 punktów) | Podobno z psychologicznego punktu widzenia u podstaw wiary w bóstwo / bóstwa leżą: strach przed śmiercią i tęsknota za wszechmocnym, dobrym rodzicem. Myślę, że dla niektórych ludzi niemożliwe jest pogodzenie się z myślą, że wszystko, co żywe jest śmiertelne i że dojrzały dorosły człowiek potrafi sam się sobą zaopiekować, bez pomocy bóstwa, o ile nie trafi w niego pech, czego i tak żadne bóstwo nie powstrzyma. Dlatego racjonalne przekonywanie ich do Twojego punktu widzenia jest skazane na niepowodzenie. To nie jest kwestia wiedzy, czy Bóg istnieje czy nie, ani logicznej biegłości rozumowania - jak to sobie nawzajem udowodnić. Według mnie to kwestia lękowej, dziecięcej konstrukcji światopoglądu osób wierzących i ja bym ich z tym zostawiła. Bez wywyższania się, oczywiście. Bo nie mamy podstaw by czuć się "lepszymi" - po prostu dostąpiliśmy łaski racjonalizmu
|
|
 | | Paweł Bugajski (26 punktów) | > Bo nie mamy podstaw by czuć się "lepszymi" - po prostu dostąpiliśmy łaski racjonalizmu  Zgadzam się z wypowiedzią Poprzedniczki. Jeśli moim celem stanie się "oświecenie" danej osoby w ciągu 15min, to poczuję się rozczarowany, bezsilny, zawiedziony - a przez to zły. Nie wiem czy na siebie, czy bardziej na odbiorcę, że może uważać inaczej niż ja!  Jeśli druga osoba nie chce rozmawiać ze mną na ten temat, to powinienem odpuścić, niż naciskać, ponieważ potem poczuję rozczarowanie.
|
|
 | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Podobno z psychologicznego punktu widzenia u podstaw wiary w bóstwo / bóstwa leżą: strach przed śmiercią
Religijność może istnieć także bez wiary w życie po śmierci. Tak było np. w antycznym Izraelu.
>i tęsknota za wszechmocnym, dobrym rodzicem. Myślę, że dla niektórych ludzi niemożliwe jest pogodzenie się z myślą, że wszystko, co żywe jest śmiertelne i że dojrzały dorosły człowiek potrafi sam się sobą zaopiekować, bez pomocy bóstwa, o ile nie trafi w niego pech, czego i tak żadne bóstwo nie powstrzyma.
Religijność nie musi wynikać z infantylnych pragnień ochrony. Może być zakorzeniona w pytaniach dotyczących ostatecznej przyczyny świata. Freud zdeprecjonował ten motyw, podporządkowując go pragnieniu ochrony. Tymczasem jest to samodzielny motyw, który może być stosunkowo niezależny od pragnień i lęków.
>Według mnie to kwestia lękowej, dziecięcej konstrukcji światopoglądu osób wierzących i ja bym ich z tym zostawiła.
Między uwarunkowaną genetycznie emocjonalną niestabilnością, a religijnością nie ma żadnego statystycznego związku wykraczającego ponad przypadek (Francis, 1992). Jeśli chodzi natomiast o lęk jako cechę, to większość badań wykazuje z religijnością zwiazek ujemny, o ile jest ona religijnością motywowaną wewnętrznie (Bakre i Gorsuch, 1982; Bergin i in., 1987; Petersen i Roy, 1985; Sturgeon i Hamley, 1979).
Żródło: Psychologia religii, Bernhard Grom SJ.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
 | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | > Według mnie to kwestia lękowej, dziecięcej konstrukcji światopoglądu osób wierzących i ja bym ich z tym zostawiła. Bez wywyższania się, oczywiście. Bo nie mamy podstaw by czuć się "lepszymi" - po prostu dostąpiliśmy łaski racjonalizmu  Trudno wyobrazić sobie skuteczną realizację postulatu "nie czujmy się lepszymi" na bazie świadomości, że religijność jest przejawem zdziecinnienia. Ten postulat jest tu dodany czysto mechanicznie. To oczywiste, że przy takich poglądach na religijność czujesz się lepsza. Co najwyżej masz świadomość, że nie wypada tego głośno mówić. Motywy, które wymieniłaś pewnie w wielu przypadkach są głównymi motywami religijności. Jest to jednak spojrzenie jednostronne i przykład psychologicznego redukcjonizmu (człowiek dociskany do religii przez lęki). Tymczasem religia może przyciągać na tej zasadzie, że człowiek jest wrażliwy na obecne w niej wartości. Może być na przykład zafascynowany postacią Jezusa albo Buddy, może uważać, że to co oni głosili ma sens. Jeśli uzna się, że religijność może być w ten sposób motywowana, to można powiedzieć, że ma się realne podstawy do tego, aby nie czuć się lepszym.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Byle by nie uzależniali od tego światopoglądu żadnych dzieci (ze swoimi włącznie).
|
|
1 na 1 | waszak (15 punktów) | Myślę, że po pierwsze trzeba budzić świadomość bo to właśnie bez uruchomienia własnej analizy poznawczej, krytycznego myślenia, zdrowego rozsądki, otwartości na dowody nikt i tak mi nie wmówi przeciwstawnej tezy jako osobie wierzącej. Trzeba tłumaczyć dlaczego w człowieku występuje coś takiego jak potrzeba wiary niosąca komfort emocjonalny, która jest wypadkową m.in. strachu przed śmiercią wspomnianego wcześniej. Zachęcić do niezależności myślenia i pokazać jakim płytkim jest brnięcie schematami bez krzty analizy i refleksji. Czy bezkrytyczne wyznawanie takiego a nie innego poglądu wywołuje jakieś spełnienie? Jeżeli wywołuje to tłumaczyć oczywiste rzeczy takie jak 'fakt, że to dla Ciebie jest pozytywne i użyteczne, nie oznacza iż jest prawdziwe'. Niewątpliwie ucieczka w świat iluzji może być azylem względem rzeczywistości ale czy to nie ignorancja i oszukiwanie samego siebie? Jaki w tym sens? Lepiej poszukać własnego sensu życia i realizować go w istniejącej rzeczywistości a nie brnąć ku 'gotowemu' głoszonemu z ambony. Pokazać alternatywę. Najpierw trzeba zasiać sceptycyzm a dalej rozgarnięta osoba sama zacznie się produkować w oczekiwanym kierunku. Na koniec nie pochwalam mówienia, że to są 'ograniczeni ludzie'. To aroganckie. Też kiedyś byłeś taki ograniczony bo wielce prawdopodobnym jest, iż przeszedłeś indoktrynację.
|
|
| Singleplayer (1 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.
Ludzie Ci zazwyczaj nie chcą przyjąc do wiadomości tego, że cała ich wiara w system, na jakim zbudowany jest świat, może być fałszywa. Podejrzewam że wielu z nich nie tyle boi sie "nieistnienia" Boga, co tego, że cały ich światopogląd okazał się bzdurą. To tak jakbyś mówił komuś, że skopał (przykładowo) 30 lat swego życia wierząc w coś, czego nie ma, podporządkując się temu i przestrzegając przykazów i rytuałów wynikających z tego, że wierzy.
|
|
1 na 1 | Aracjonalista (3 punktów) | Zacnym jest naprawdę pewien sposób dochodzenia do prawdy poprzez myślenie. Można by stwierdzić, że jedynym, biorąc pod uwagę argument mówiący o tym, że człowiek jest jego rozumem, a więc wszystko, co zrobi człowiek, będzie działaniem jego własnego mózgu. Dochodzimy do momentu, w którym staje przed nami sytuacja, gdzie dowiadujemy się, iż rozumowanie człowieka można przekierować na inną drogę czy przeprogramować na inny tok działania. Jestem głęboko przekonany, że w odpowiednim okresie czasu, poznamy wszelakie mechanizmy, które nad nami panują i których jesteśmy częścią lub co najmniej bardzo mocno z nimi związani. Nie bardzo widzę sens, według mnie, ukrytej radości, która wynika ze słów większości osób na forum jak i w całym serwisie. Odkrywając coraz to nowe role mózgu i tego jak jesteśmy od nie uzależnieni nie powinno uchodzić za coś niebywałe. Mózg przecie stanowi część całego człowieka tak samo jak nerki czy serce. Nie dziwią nas fakty dotyczące funkcjonowania śledziony. Mózg niejako jest menedżerem naszego organizmu. Z tego faktu, trudno nam go zrozumieć. Właśnie drogą racjonalnego myślenia doszedłem do wniosku, że nie ma mowy, aby nie istniała siła, która naszą rzeczywistość zaangażowała. Choć nie wiem, jaki cel i czym jest to zaangażowanie. Mamy dwóch głupków. Oczywiście, nie wszyscy są tak samo głupi. Jeden jest bardziej, drugi mniej. Pierwszy twierdzi, że słońce świeci. Cieszy się, że ma rację. Drugi rozumuje słońce jako część natury, które uczestniczy, tak jak wszytko, w procesach we Wszechświecie. Jego radość jest tym bardziej większą, bo wie, że jego rozumowanie jest lepsze od pierwszego. Nikt z tych dwóch, nie może udowodnić, że wie więcej. Dziwna sytuacja, która ma miejsce już tak długo. Myślenie jest zarazem jedyną jak i niewystarczającą drogą do poznania Rzeczywistości, tzw. Prawdy, bo Prawda góruje nad wszystkim. Jest w całej objętości obiektywna. Prawda jest prawdziwa i jest jaka jest. Nie da się jej zmienić. Każde próby jej sfałszowania pozostają tylko próbami. Prawdy jako takiej nie ma, bo ustanawia ją Rzeczywistość. Jednak czy te dwie rzeczy nie są ze sobą bliskie? Bądź co bądź - owa Prawda, Rzeczywistość czy coś jeszcze innego - króluje nad Wszystkim, więc także nad nami i naszymi ograniczeniami, jakie posiadamy i jakimi jesteśmy my sami. Nasze prymitywne myślenie to za mało. Paradoksem jest to, że my również jesteśmy częścią Rzeczywistości, a więc też Prawdy, ale jej nie znamy. Chyba, że to Prawda ustanawia Rzeczywistość. Myślę, że nie jest to błędem. Wychodząc z takiego założenia, drugiego z możliwych, jesteśmy w takim wypadku częścią Rzeczywistości ustanowionej przez Prawdę. Rzeczywistość to Wszystko jak i nic albo tylko jej część. Mówiąc, że jest ustanowiona przez Prawdę musi być ustanowiona przez "siłę wyższą". Dlatego nie jesteśmy w stanie udowodnić istnienia bądź nieistnienia Boga. Myli się ten, kto mówi, że nie jest się w stanie udowodnić nieistnienia. Racja jest taka, że to my nie możemy udowodnić. Jesteśmy ograniczeni. A, "że się nie da" znaczy tylko, że człowiek Mam udowodnić nieistnienie materialnego słonia, który mieści się w wannie, której da się, za pomocą poznanych sposobów, przydzielić odpowiednie położenie? Otóż w położeniu, gdzie mieści się wanna nie może istnieć materialny słoń, gdyż nasze zmysły, które przyjmujemy jako odpowiedniki świadomości świata materialnego nie wykrywają takiego słonia. Na mojej ręce nie istnieje, żadne kilku-tonowe drzewa, ponieważ ludzka ręka nie byłaby w stanie unieść takiego ciężaru. Najgorszy jest fakt, że człowiek, który mówi o fanatycznym charakterze czyiś poglądów, sam takie posiada. Jeszcze raz powtarzam, że MYŚLENIE JEST JEDYNĄ DROGĄ, ALE ZA KRÓTKĄ DO POZNANIA PRAWDY. Przynajmniej według mnie. Mogę się mylić, a z tego względu, w pewnym sensie, zawsze mam racje.
|
|
 | 2 na 2 | TyDraniu (6569 punktów) | > Właśnie drogą racjonalnego myślenia doszedłem do wniosku, że nie ma mowy, aby nie istniała siła, która naszą rzeczywistość zaangażowała.To zupełnie jak robot QT-1 z opowiadania Asimova  .
|
|
|  | | Aracjonalista (3 punktów) | > >Właśnie drogą racjonalnego myślenia doszedłem do wniosku, że nie ma mowy, aby nie istniała siła, która naszą rzeczywistość zaangażowała.> To zupełnie jak robot QT-1 z opowiadania Asimova .Dziękuję za link do pobrania. Już to kiedyś chyba czytałem nawet, ale dobrze było sobie przypomnieć. Może było to Tobie trudno zauważyć, ale różnica pomiędzy mną a tym robotem jest taka, że ja jestem człowiekiem, a on robotem. Najistotniejszą jednak sprawą jest to, że według mnie, jego rozumowanie nie może uchodzić za racjonalne. Mało tego. Można znaleźć wiele sprzeczności. Po trzecie, owy robot, sam był mało racjonalny. Swoją teorię w całości wydedukował. Ja zaś powiedziałem, że myślenie to za mało - specjalnie użyłem Capsa, ale widocznie to dla niektórych za mało. Po czwarte, nie przyjmował innych ideologii, prócz swej oczywiście. Ja tak nie postępuję. Po piąte jestem ciekawy jakim ty racjonalnym myśleniem się kierowałeś, kiedy odpisywałeś na mój post. Mam nadzieję, że było to tylko śmieszne skojarzenie.
|
|
| |  | | lucia (17 punktów) | Po co przekonywać kogoś do zmiany czegoś, skoro ten ktoś jest z tym czymś co ma - szczęśliwy ?
|
|
| | |  | | Mandella (83 punktów) | >Po co przekonywać kogoś do zmiany czegoś, skoro ten ktoś jest z tym czymś co ma - szczęśliwy ?
A dlaczego ma coś zmieniać dlatego, że jest nie szczęśliwy?
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | |
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
Do materii. Jacku, jeśli już przeinaczasz, to rób to w bardziej wyrafinowany sposób...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie przeinaczam. Moim zdaniem natura składa się tylko i wyłącznie z tego, co nazwałeś dogmatem "materialistycznych monistów". Można dodać, iż energia jest formą materii i wicewersa, a gdzieś zapewne nauka znajdzie też wspólny mianownik pomiędzy czasoprzestrzenią a energiomaterią. Warstwa metafizyczna, o której piszesz w poleconej przeze mnie dyskusji, nie należy moim zdaniem do materialnego świata natury (innego nie przypuszczam, nie ma też na niego żadnych wskazań). Poleciłem zatem tę dyskusję naszym wiernym, teistycznym gościom, bowiem w tym temacie mogą się poczuć swobodniej niż ja dyskutując z tobą.
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | Nikt ci nie poda tu argumentu, który byłby intelektualnym nokautem, a o racjonalności świata dyskutuj, bo ona właśnie wskazuje na wyższy porządek.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
 | | Ania... (14138 punktów) | > Nikt ci nie poda tu argumentu, który byłby intelektualnym nokautem, a o racjonalności świata dyskutuj, bo ona właśnie wskazuje na wyższy porządek. A w którym punkcie świat jest racjonalny?
|
|
|  | | VaeSapiens (237 punktów) | >A w którym punkcie świat jest racjonalny?
Może jest, może i nie jest. Ale pewnie uważanie, że jest racjonalny jest rozsądne. Choć mogę się mylić.
|
|
|  | 2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | > A w którym punkcie świat jest racjonalny? W punkcie G. (Posta dedykuję Markowi Milczewskiemu  )
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| Solitary Man (97 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.
primo: nie dowodzi się rzeczy niedowiedzalnych
>Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę.
duo: nie popiera się tez niepopieralnych
Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
Niepotrzebnie wg mnie wchodzisz w argumentację. Pytaj. To najczęściej zbija z tropu nawet najaktywniejszego obrońcę wiary. Nie kuś nauką, otrzymasz informację zwrotną o lukach w racjonalnej teorii powstania życia, nieprawdopodobieństwa losowego doboru genów w ewolucji, całunu turyńskiego, piramid, Fatimy, oraz innych podobnych ćwieków zabijanych wolnomyślicielom przez wierzących. Spytaj takiego człowieka tak, jak kiedyś spytał ktoś mądrzejszy od Nas: dlaczego tylko selektywnie wybrana kohorta często niedouczonych ludzi równych intelektualnie Nam - ateistom i agnostykom - może czuć.. ba, WIEDZIEĆ, co się dzieje po śmierci, jak wyglądają zaświaty, co jest grzechem a co cnotą? Dlaczego muszą zasłaniać się tradycją, by usprawiedliwić swój strach przed nieznanym? Dlaczego brak im odwagi by po ludzku przyznać, że nie mają pojęcia o tym o czym My, upadli, nie możemy się dowiedzieć, czego nie możemy poczuć?
Religia to synonim kontroli.. Mnie osobiście kontrolować nie trzeba. Pozdrawiam!
|
|
| Stalin-K (31 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
Cóż, ja również mam problem z tolerancją. Bo tak to wygląda, niestety. Jednak nie warto na siłę zmieniać ludzi, bo można ich tylko do siebie zrazić, wiadomo, że jak występują róznice na poziomie duchowym i chce się je zniwelować-zaczyna się od kogoś, nie od siebie. Ja bym nie chciała żeby ktoś mnie nakłaniał do zmiany poglądów czy religii, mamy prawo do wyboru. Ja wiem, że to głupie, że ludzie nie myślą racjonalnie, więc cieszmy się tym forum ^^ A. Poza tym niektórzy wierzący tak czy inaczej zawsze będą uważać ateistów za tych nieoświeconych, za tych, co to im drogę trzeba pokazać i oczy otworzyć. Jeśli wiesz, co mam na myśli. Taki nasz smutny los.
|
|
2 na 2 | VaeSapiens (237 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
Witam. Po pierwsze: Czego nie powinieneś używać jako argumentacji. a) nauki - Nauka zajmuje się, zajmowała się i będzie się zajmować jedynie wyjaśnieniem naturalnym, każde wyjaśnienie nadnaturalne odchodzi o samej metodologii nauki i argument może Ciebie "kopnąć w tyłek". b) odwołanie się do głupoty wierzenia w nadnaturalnego ojcosyna. Wiadomo jak zareagują. A dodatkowo sam wyjdziesz na głupka,popełniając błąd logiczny. c) Odwołanie się do kłamstw religijnych przywódców - jak powyżej. itd...generalnie nie stosuj nieuczciwych zabiegów erystycznych .
Po drugie czego radziłbym używać jako argumentacji. a) Rozsądku - czasem się uda. b) Logiki - po przedwczesnym upewnieniu się, czy twój oponent uważa byt nadnaturalny jako logiczny - jak większość teologów katolickich uważa. c) Dowodów - jako przedstawiciel Ateizmu nie musisz (bo to bez sensu) udowadniać, że Boga nie ma. Jednak, jeśli oponent twierdzi, że "istnieje" to Punkt1) poproś o dowód, który by Ciebie przekonał. Punkt 2) Ciesz się chwilą.
A najlepiej radziłbym aby w ogóle nie próbować "nawracać" bo a) w 80% przypadków to nie ma sensu. b) Deizm, Panteizm i każdy dowolny pogląd "siły stwórczej" ma logiczne założenia, a tak naprawdę tylko garstka wierzy w dzieciobójce Yahwe i symbionta z NT. I nigdy, przenigdy nie twierdź, że: " Wiem, że bóg/bogowie nie istnieje/istnieją" to również jest błąd logiczny.
|
|
 | -3 na 3 | Chechło (-28 punktów) | >c) Dowodów - jako przedstawiciel Ateizmu nie musisz (bo to bez sensu) udowadniać, że >Boga nie ma. Jednak, jeśli oponent twierdzi, że "istnieje" to Punkt1) poproś o dowód, >który by Ciebie przekonał. Punkt 2) Ciesz się chwilą.
Czy dziesiątki wypełnionych proroctw nie są takim dowodem ?
|
|
|  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
>Czy dziesiątki wypełnionych proroctw nie są takim dowodem ? Jakich proroctw? Jeśli mówisz o tych mętnych wywodach Izajasza czy tam Daniela, to nie, nie są. Już Ci wykazywano, że owe "proroctwa" to szyta grubymi nićmi manipulacja post factum i kit.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | -4 na 4 | Chechło (-28 punktów) | Przykro mi ale tą wątki, to w 95% zarzuty pod adresem Biblii, że niby tyle w niej sprzeczności i moja jej obrona. Do samych proroctw praktycznie nikt się nie odniósł. Mówisz, że są one mętne i takie będą jeśli z otwartym umysłem nie zechcesz zbadać tematu dokładnie. Twoje uprzedzenie do Biblii jest na tyle wielkie, że pewnie nawet tego nie przejrzałeś a już orzekłeś, że to bzdury.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | > Do samych proroctw praktycznie nikt się nie odniósł.Kłamiesz, cały ten wątek jest poświęcony "odnoszeniu się" do tych Twoich proroctw. > Mówisz, że są one mętne i takie będą jeśli z otwartym umysłem nie zechcesz zbadać tematu dokładnie.Uważaj na ten zbyt otwarty umysł, bo coś może z niego wypaść. > Twoje uprzedzenie do Biblii jest na tyle wielkie, że pewnie nawet tego nie przejrzałeś a już orzekłeś, że to bzdury.1. Jestem rodzaju żeńskiego. 2. Nie mam uprzedzeń. Staram się być racjonalistką. Uprzedzona jestem tylko do głupoty i manipulacji. 3. Kolejny minus zarabiasz za to, co w Twojej wypowiedzi wytłuściłam. Bo Ty nie możesz wiedzieć, co przejrzałam, a czego nie, więc proszę się na ten temat nie wypowiadać.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | |  | -3 na 3 | Chechło (-28 punktów) | Na palcach jednej ręki nie policzysz wypowiedzi w tym wątku które odniosłoby się do proroctw. Więc to ty kłamiesz...
>pewnie nawet tego nie przejrzałeś a już orzekłeś, że to bzdury.
To nie jest stwierdzenie, tylko moje podejrzenia, więc nie wiem o co pretensje.
Co do tych minusów to jakaś dziecinada... Jak napiszesz wszem i wobec, że dałaś mi minusa to czujesz się lepiej ?Na prawdę tego nie rozumiem. Daj se spokój...
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
>Co do tych minusów to jakaś dziecinada... Jak napiszesz wszem i wobec, że dałaś mi minusa to czujesz się lepiej ?Na prawdę tego nie rozumiem. Daj se spokój... Mam zwyczaj uprzejmie uzasadniać każdą ocenę negatywną. Rzadko je stawiam i czuję się zobowiązana do wytłumaczenia osobie minusowanej, za co dostaje krechę. Ale jak nie chcesz, to nie.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
|  | 2 na 2 | VaeSapiens (237 punktów) | > Boga nie ma. Jednak, jeśli oponent twierdzi, że "istnieje" to Punkt1) poproś o dowód, >który by Ciebie przekonał. Punkt 2) Ciesz się chwilą.> Czy dziesiątki wypełnionych proroctw nie są takim dowodem ?  <wredny> Nawet jeśli jakieś proroctwo Jahwe(Elohim/Allah/El - zwał jak zwał) się ziściło, to nawet nie chcę wiedzieć, co ten krwiożerczy,dzieciobójczy,niemoralny,totalitarny,homofobiczny świr ma nam "malutkim" (kim jesteśmy aby uważać,że kobieta ma te same prawa co mężczyzna!) do zaoferowania. ad.1 Potop był, to pewnie nas teraz lawą zaleje za in vitro </wredny> Uwaga!: Odpowiedź dotyczyła biblijnego boga Jahwe, w którego zacytowany wierzy (wniosek oparty na podstawie przytoczonej wypowiedzi ->"dziesiątki wypełnionych proroctw"). Jeśli wierzysz w "Siłę stwórczą" lub "Miłosierny Filozoficzny Absolut" ten poniekąd wredny komentarz Ciebie nie dotyczy.
|
|
|  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Witam Cię. Nareszcie Cię znalazłem! Zginąłeś mi gdzieś w dyskusji prowadzonej w wątku o niewypełnionym proroctwie biblijnym. Przeraziły Cię moje argumenty i uciekłeś. Ale odnalazłem Cię.
>>c) Dowodów - jako przedstawiciel Ateizmu nie musisz (bo to bez sensu) udowadniać, że >Boga nie ma. Jednak, jeśli oponent twierdzi, że "istnieje" to Punkt1) poproś o dowód, >który by Ciebie przekonał. Punkt 2) Ciesz się chwilą. >Czy dziesiątki wypełnionych proroctw nie są takim dowodem ?
Udowodniłem Ci w wątku o niewypełnionym proroctwie biblijnym, że proroctwo Dn 9, 24-27 z Księgi Daniela ponad wszelką wątpliwość nie dotyczy osoby Jezusa. A Ty pojawiasz się w kolejnym wątku i niepomny tego znowu wypisujesz coś o jakichś proroctwach biblijnych. Na co jeszcze liczysz? Tak szybko wtedy uciekłeś, że nie zdążyłem opublikować wszystkiego, co dla Ciebie wtedy dyskusji napisałem. Nie mogłem przecież po Twojej dezercji sam z sobą dyskutować. Ale te materiały ja nadal mam. One na Ciebie czekają. Jeśli sobie tylko życzysz, wróć do tamtego wątku (o ile on jeszcze nie został zamknięty), wtedy je opublikuję. Zobaczysz, jakie bzdury wypisywałeś na temat rzekomego proroctwa z Dn 9, 24-27.
Stawiasz pytanie - według Ciebie retoryczne - czy dziesiątki [rzekomo] wypełnionych proroctw biblijnych nie są dowodami na istnienie Boga. Nigdy nie sprawdzałem - bo i po kiego czorta - czy dziesiątki proroctw biblijnych, to rzeczywiście proroctwa wypełnione. Wiem natomiast ponad wszelką wątpliwość, że szereg proroctw, które autor Ewangelii według Mateusza wplótł do tzw. ewangelii dzieciństwa, bynajmniej nie dotyczy Jezusa z Nazaretu i nie przewiduje zdarzeń z jego życia. Wiem również, że proroctwo Dn 9, 24-27 z Księgi Daniela (o którym dyskutowaliśmy w wątku o niewypełnionym proroctwie biblijnym) również nie dotyczy Jezusa. Wiem ponadto, że nie spełniła się nawet przepowiednia samego Jezusa o jego rychłej paruzji. Jeśli zatem taka prawidłowość obowiązuje dla wszystkich pozostałych biblijnych przepowiedni, to nieistnienie Boga można uznać za udowodnione z prawdopodobieństwem równym absolutnej pewności.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | -3 na 3 | Chechło (-28 punktów) | >Udowodniłem Ci w wątku o niewypełnionym proroctwie biblijnym, że proroctwo Dn 9, 24-27 z Księgi Daniela ponad wszelką wątpliwość nie dotyczy osoby Jezusa.
Nie wiem o czym ty do mnie rozmawiasz.....
"A wiedz i wnikliwie to rozważ, że od wyjścia słowa o przywróceniu i o odbudowie Jerozolimy aż do Mesjasza Wodza będzie siedem tygodni" Dn9:25
Proroctwo nie dotyczy Jezusa? O_O
Nie było mnie przez dłuższy czas na forum. Jeśli temat nie został zamknięty to tam będę pisał. Na dziś kończę. Odpiszę jutro/pojutrze.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
>Nie wiem o czym ty do mnie rozmawiasz..... I to jest Twój podstawowy problem. Ktoś Ci wskazuje ewidentne biblijne babole, a Ty zamykasz oczy, zatykasz uszy i krzyczysz "nic nie widzę, nic nie słyszę, la, la, la, w Biblii nie ma błędów!" Ot, i cała dyskusja...
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | 10 na 10 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Udowodniłem Ci w wątku o niewypełnionym proroctwie biblijnym, że proroctwo Dn 9, 24-27 z Księgi Daniela ponad wszelką wątpliwość nie dotyczy osoby Jezusa.> Nie wiem o czym ty do mnie rozmawiasz.....No to masz kiepską pamięć. Wróć do wątku o NIEwypełnionym proroctwie biblijnym (Dn 9, 24-27) i jeszcze raz przeczytaj moje wypowiedzi, to przekonasz się, że to proroctwo nie dotyczy Jezusa. Ono w ogóle nikogo nie dotyczy. > Nie było mnie przez dłuższy czas na forum. Jeśli temat nie został zamknięty to tam będę pisał.To trzeba było po tej długiej przerwie wrócić do tego wątku, bo nasza dyskusja w nim nie była skończona. Czeka tam na Ciebie aż siedem moich postów, na które dotąd nie odpowiedziałeś. Przeniosłeś się za to do kolejnego wątku i znów próbujesz wszystkim wmówić, że jakieś biblijne proroctwa ponoć się wypełniły. Ponownie pytam: na co znowu liczysz, kiedy i stąd uciekniesz? Ponieważ jednak twierdzisz, że wrócisz do wątku o NIEwypełnionym proroctwie biblijnym (Dn 9, 24-27), więc zgodnie z zapowiedzią ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,383808#w387251) za chwilę opublikuję kolejne sześć postów, które przygotowałem dla Ciebie jeszcze w ubiegłym roku. Razem z tymi siedmioma będzie ich już razem trzynaście. Spróbuj na nie odpisać. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 7 na 7 | czes (4083 punktów) | > Ponieważ jednak twierdzisz, że wrócisz do wątku o NIEwypełnionym proroctwie biblijnym (Dn 9, 24-27), więc zgodnie z zapowiedzią (www.racjonalista.pl/forum.php/s,383808#w387251) za chwilę opublikuję kolejne sześć postów, które przygotowałem dla Ciebie jeszcze w ubiegłym roku. Razem z tymi siedmioma będzie ich już razem trzynaście. Spróbuj na nie odpisać.Zastanawiam się czy przyznają Nobla za cierpliwość? Ponad dwa lata temu (kiedy to "odkryłem" Cię na forum) - czytając twoje opracowania - ubolewałem że nie jesteś wykładowcą uniwersytackim. Niezwykle zajmujący sposób przedstawiania posiadanej wiedzy, piękny język, czytelność tekstu, oszałamiająca logika ... Och!!!!! Gdybym ja miał na studiach takich wykładowców ... Myślałem też sobie, że i w szkołach dla dzieci o opóźnionym rozwoju przydaliby się nauczyciele o tak wspaniałym podejściu, anielskiej cierpliwości, cudownej klarowności i jasności w sposobie przedstawiania trudnych problemów. Myślałem (o ludzka naiwnośći !!!!), że tylko krowa nie jest w stanie pojąć twych wywodów. A tu się trafił gość, który Ci pisze "Nie wiem o czym do mnie rozmawiasz". Ale proszę Cię Andrzeju abyś pamiętał moją prywatną opinię/uwagę. Uważam otóż, że Ty piszesz dla nas, racjonalistów, to my rozkoszujemy się tą wspaniałą ucztą. I my jesteśmy Ci wdzięczni za wspaniałe wykłady. A ty wszystkie Teresy czy Chechły to ... dobry "pretekst" do twego pisania.  Serdecznie Cię pozdrawiam.
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | |  | 1 na 1 | marek milczewski (2335 punktów) |
>"A wiedz i wnikliwie to rozważ, że od wyjścia słowa o przywróceniu i o odbudowie Jerozolimy aż do Mesjasza Wodza będzie siedem tygodni" Dn9:25 >Proroctwo nie dotyczy Jezusa? O_O Według Ewangelii Mateusza to nie Jezus powinien być prorokiem, ale Józef. Chechło, jeszcze wiele godzin spędzonych nad Biblią przed tobą. Ale czytaj ją, a nie wypociny jakiś niedoważeńców.
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| |  | 3 na 3 | marek milczewski (2335 punktów) | >Witam Cię. >Nareszcie Cię znalazłem! Zginąłeś mi gdzieś w dyskusji prowadzonej w wątku o niewypełnionym proroctwie biblijnym. Przeraziły Cię moje argumenty i uciekłeś. Ale odnalazłem Cię. Mi też nawiał z dyskusji w wątku założonym przez siebie i pisał gdzie indziej. Na te same psychiczne tematy. Udowodniłem mu, że Biblia ma tyle nieścisłości i bzdur, choćby w Księdze rodzaju, iż nie można jej traktować poważnie. A skoro tak te wszystkie przepowiednie są tak wiarygodne jak Nostradamusa. Podkulił ogon i nawiał. TO TROLL URODZONY W TROLLOWNI, PISZE NA KOMPUTERZE MARKI TROLLOWEJ I ODDYCHA TROLLOWYM POWIETRZEM.
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
2 na 2 | Rafaela (2059 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by poprzeć swą tezę. Przyznam, iż dziwi mnie fakt, że nie mając argumentów wciągasz się w te rozmowy. Po co?
>Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. Czy twierdzenie, iż rozmawiasz z ludźmi ograniczonymi wynika z faktu, że mają oni inny światopogląd niż Ty? Z całym szacunkiem, ale czy Twoi rozmówcy myślą podobnymi kategoriami do Twoich, tj. czy uważają Ciebie za ograniczonego?
**widzę co jest, nie co chcę, by było**
|
|
 | | Banita (115 punktów) |
>> >Czy twierdzenie, iż rozmawiasz z ludźmi ograniczonymi wynika z faktu, że mają oni inny światopogląd niż Ty? >Z całym szacunkiem, ale czy Twoi rozmówcy myślą podobnymi kategoriami do Twoich, tj. czy uważają Ciebie za ograniczonego? > Naprawdę uważasz że religia nie ogranicza????????????
|
|
|  | | Rafaela (2059 punktów) |
>>Czy twierdzenie, iż rozmawiasz z ludźmi ograniczonymi wynika z faktu, że mają oni inny światopogląd niż Ty? >>Z całym szacunkiem, ale czy Twoi rozmówcy myślą podobnymi kategoriami do Twoich, tj. czy uważają Ciebie za ograniczonego? >> >Naprawdę uważasz że religia nie ogranicza????????????
Oczywiście, że religia ogranicza, ale to nie znaczy, że ludzi wierzących z tego powodu uznam za ograniczonych i wyłącznie w tym kontekście zadałam pytanie. Co innego człowiek ograniczony, a co innego człowiek, którego pogląd jest ograniczony czy pogląd ogranicza.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| |  | | Banita (115 punktów) | To nie jest co innego,z całym szacunkiem ale nie dyskutował bym z naćpanym marychą a nie bogiem kolesiem twierdzącym że jest łabędziem...tak widzę ludzi religijnych...nie mieści mi się w głowie ,że mogą robić i mówić to co robią i mówią  pozdrowionka..
|
|
| Mandella (83 punktów) | >Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
Zastanów się czy chcesz kogoś przekonywać do swojego poglądu, czy po prostu bronić przed presją, jeśli to drugie możesz przyznać komuś rację i zwiać, albo od razu zwiać i zastanawiać się nad światem w bezpiecznej otoczce braku krytyki(Wbrew pozorom nie jest to "złe" wyjście). Jeśli to pierwsze to no cóż, celem dyskusji jest rozwój myśli nie tylko ich wymiana, więc jak ci wcześniej podpowiadali moi poprzednicy, gdy jedna z stron jest w 100% przekonana co do słuszności swojego poglądu to nie ma argumentu by to zmienić, pewnie sam/a jest nie przygotowany/a do rozmowy lub ty nie jesteś. Jedynym sposobem na zmianę stanowiska "betonu" chyba jest manipulacja, ale z tym radzę uważać.
|
|
| Chechło (-28 punktów) | Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury.
|
|
 | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury. Biblia mówi o o czasach od stworzenia Ziemi, aż do Jezusa. No to ja się pytam GDZIE SĄ DINOZARŁY??!! 
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
|  | -1 na 1 |
| |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > www.youtube.com/watch?v=zA8op-G_iNoMinus za n-te powielanie tych samych panahovindowych bredni.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 4 na 4 | Chlodwig (10939 punktów) | >Tak się składa, że wierzę w Biblię.
Szczerze ci współczuję
|
|
|  | | Chechło (-28 punktów) | Wątpię.
|
|
| |  | 2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | >Wątpię.
A widzisz Chechło! I to jest pierwszy poważny krok żeby zacząć myśleć! Gratuluję!
Brawo! Jeszcze z tydzień z Meretseger, Bigiem, Andrzejem.51, a całkiem oszalejesz. Od nadmiaru myśli, ma się rozumieć.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
 | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | >Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury. A jak dam, i to niejeden, to przestaniesz wierzyć? Nie sądzę.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
|  | -1 na 1 | Chechło (-28 punktów) | Nie musisz mi pisać, że dostałem od ciebie minus. Wiem o tym i tak. Niewiele mnie to obchodzi swoją drogą.
Jak mi udowodnisz, że Biblia kłamie, to przestanę wierzyć.
|
|
| |  | 20 na 20 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Jak mi udowodnisz, że Biblia kłamie, to przestanę wierzyć.
Osobiście nie lubię mówić, że Biblia kłamie. Bardziej odpowiednie wydaje mi się mówienie o "sprzecznościach" czy też "niezgodnościach" w Biblii. Ale skoro Tobie bardziej odpowiada zwrot "Biblia kłamie", więc niech i tak będzie. Otóż takich dowodów jest dużo. Nawet bardzo dużo. Przytoczę kilka, a zacznę od ulubionych przez Ciebie proroctw:
(1) Pierwszy przykład dotyczy użycia słowa "dziewica" w proroctwie Izajasza (Iz 7, 14) i w konsekwencji u Mateusza (Mt 1, 23). Błąd ten jest wynikiem zwodniczego przekładu hebrajskiego 'alma = młoda kobieta na grecke parthenos odpowiadające hebrajskim słowom: betula (dziewica) = na'ara (dziewczyna) = 'alma (młoda kobieta), zamiast na bliskie znaczeniowo greckie neanis = młoda dziewczyna. Jeśli zatem w jakimkolwiek przykładowo polskim przekładzie ST i NT znajdziemy w Iz 7, 14 oraz Mt 1, 23 słowo "dziewica", to jest to dowód na to, że - używając Twoich słów - "Biblia kłamie".
(2) Drugi przykład dotyczy użycia przez Mateusza (w Mt 2, 5-6) proroctwa Micheasza (Mi 5, 1) rzekomo wyjaśniającego, że Jezus musiał narodzić się w Betlejem. W tym przypadku: a) przytoczone w Mt 2, 6 proroctwo Micheasza jest niezgodne z oryginalnym brzmieniem występującym w Mi 5, 1; a) kolejne wersety u Micheasza, a konkretnie Mi 5, 2-7 dowodzą, iż proroctwo nie dotyczy osoby Jezusa. W związku z tym powoływanie się przez Mateusza na Mi 5, 1 jest absolutnie niedopuszczalne (innymi słowy: w Mt 2, 5-6 "Biblia kłamie").
(3) Analogicznie należy stwierdzić o rzekomo dotyczących Jezusa proroctwach: a) Iz 11, 1 - powołane w Mt 2, 23; b) Oz 11, 1 - powołane w Mt 2, 15; c) Jr 31, 15 - powołane w Mt 2, 16-18. Aby nie powiększać nadmiernie wielkości wypowiedzi, tym razem wyjaśnień nie podaję (co bynajmniej nie znaczy, że ich nie znam). Powszechnie wiadomo, że ani jedno z tych trzech proroctw nie dotyczy osoby Jezusa z Nazaretu, zatem powoływanie się na nie przez Mateusza jest niedopuszczalne (innymi słowy: w Mt 2, 23; 2, 15 oraz 2, 16-18 "Biblia kłamie").
(4) Kolejny przykład pochodzi z Ewangelii Łukasza i dotyczy zdarzeń powiązanych przez ewangelistę z narodzinami Jezusa. Otóż według autora ewangelii Jezus urodził się podczas spisu powszechnego odbywającego się w całym imperium za panowania Augusta (16.01.27 r. p.n.e. - 19.04.14 r. n.e.), gdy Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii (Łk 2, 1-2). Za czasów Kwiryniusza został wprawdzie przeprowadzony spis w Judei i Samarii w 6-7 r. n.e., ale był to spis podatkowy (majątkowy), a nie spis ludności. Z drugiej jednak strony ewangelista łączy narodziny Jezusa z panowaniem Heroda, a ten zmarł na przełomie marca i kwietnia 4 r. p.n.e. (Łk 1, 5). Nie mógł więc Jezus przyjść na świat zarówno około 4 r. p.n.e., jak i w 6/7 r. n.e. A zatem - "Biblia kłamie".
(5) Takich przykładów można jeszcze przytoczyć naprawdę dużo. Aby zbytnio nie przeciągać podam jeszcze pewne niezgodności dotyczące wizji Pawła w drodze do Damaszku. Jak zapewne wiesz w Dziejach Apostolskich znajdują się trzy opisy tego zdarzenia: pierwszy w Dz 9, 3 i nast., drugi w Dz 22, 6 i nast. oraz trzeci w Dz 26, 12 i nast. Te trzy opisy różnią się jednak między sobą wieloma dość istotnymi szczegółami. Jeśli zatem prawdziwy jest opis zawarty np. w Dz 9, 3 i nast., to pozostałe dwa są niezgodne z prawdą (itd.). W związku z powyższym - "Biblia kłamie". Aby dopełnić obrazu tych niezgodności dodam jeszcze, że w pierwszym rozdziale Listu do Galatów jest jeszcze czwarta skrócona relacja z tego zdarzenia (Ga 1, 12 i nast.), która również nastręcza nieco problemów.
Udowodniłem Ci zatem, bo bardzo tego chciałeś, że "Biblia kłamie". Czy wobec tego nadal jeszcze wierzysz?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | (...) > Udowodniłem Ci zatem, bo bardzo tego chciałeś, że "Biblia kłamie". Czy wobec tego nadal jeszcze wierzysz? Nieczęsto Andrzeju.51 wypowiadasz się na forum, ale jak już napiszesz posta, to, przynajmniej mnie, ciężko się od niego oderwać. Brak mi plusów, żeby wyrazić moje lubienie czytania tego co piszesz. Pozdrawiam serdecznie  P.S. Faktycznie, ciekawe czy Chechło nadal będzie teraz wierzył.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | |  | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Faktycznie, ciekawe czy Chechło nadal będzie teraz wierzył.
Tak, on nadal będzie wierzył. Jego nic ani nikt nie jest w stanie przekonać. Jest odporny na wszelkie argumenty, które burzą jego poglądy. On się przeciwko tym argumentom zaszczepił. Bo Chechło chce i musi wierzyć, bez wiary żyć nie potrafi.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Ignorancja (4718 punktów) |
> P.S.> Faktycznie, ciekawe czy Chechło nadal będzie teraz wierzył.O tak. Będzie. Wszak wiara nie wiedzą (niewiedzą) się karmi. 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | .
>Osobiście nie lubię mówić, że Biblia kłamie. I proszę przy tym pozostać. Nie warto dla kilku nawiedzonych osób polaryzować swojego racjonalnego stanowiska. Z przyjemnością Pana i czytam i dowiaduję się bardzo dużo nowych rzeczy dotyczących rozumienia tekstów zawartych w tekstach biblijnych. Pisało je bardzo wielu autorów na przestrzeni wielu wieków. Mieli przeróżne cele, ale do najmniej ważnych należało przekazanie prawdy historycznej, tak samo jak i dokonywanie świadomych kłamstw. One najczęściej wynikają z prostej niewiedzy oraz szczytnego celu wywyższania Boga i jego proroków dla podwyższania pokory i przestrzegania nakazów przez jego wyznawców czyli "Ludu bożego". A zresztą Biblia spokojnie sobie leży i czeka na kolejne egzegezy tak uczonych, jak i manipulatorów, którzy podkreślając jej nienaruszaną starożytność przekręcają jej zapisy do granic możliwości.
Serdecznie pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | |  | 11 na 11 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Pisało je bardzo wielu autorów na przestrzeni wielu wieków. Mieli przeróżne cele, ale do najmniej ważnych należało przekazanie prawdy historycznej, tak samo jak i dokonywanie świadomych kłamstw. One najczęściej wynikają z prostej niewiedzy oraz szczytnego celu wywyższania Boga i jego proroków dla podwyższania pokory i przestrzegania nakazów przez jego wyznawców czyli "Ludu bożego".
W efekcie Nowy Testament nie jest źródłem historycznym, czy też dokumentem mającym na celu opisanie tego, co się wydarzyło. Bo też żaden z autorów pism NT takiego celu przed sobą nie postawił. Szczególne miejsce zajmuje tu Ewangelia według Jana, która nie przedstawia ani autentycznego przesłania Jezusa, ani nawet opinii o nim rozpowszechnionych w kręgu jego zwolenników, lecz stanowi odzwierciedlenie teologicznych poglądów jej chrześcijańskiego autora, który napisał ją ponad 70 lat po śmierci Jezusa i najprawdopodobniej nigdy go nie widział, ani też nie słyszał. Tak samo zresztą jak - znowu najprawdopodobniej - pozostali autorzy pism Nowego Testamentu, którzy posiadali informacje w najlepszym przypadku z tzw. drugiej ręki.
Mniej lub bardziej świadome przeróbki, uzupełnienia i inne chrześcijańskie fałszerstwa są już nierozerwalnie związane z Biblią. Skala zjawiska jest ogromna. Nie posiadamy i być może nigdy już posiadać nie będziemy żadnego z pism NT w oryginalnym brzmieniu. Ocenia się, że liczba różnic w tekstach zachowanych manuskryptów NT wynosi około czterysta, a może nawet więcej tysięcy, bądź też - jak określają niektórzy badacze - jest ona większa od ilości słów występujących w NT.
Czy nasz Chechło jest w stanie to w ogóle zrozumieć? On z uporem wierzy, że Biblia jest natchnionym i nieomylnym słowem bożym. Czy dopuszcza do siebie myśl, że gdyby tak rzeczywiście było, to Bóg, "sprawca" owego natchnienia, bezwzględnie zadbałby o to, by jego dzieło dotrwało do naszych czasów w niezmienionym oryginalnym brzmieniu.
>A zresztą Biblia spokojnie sobie leży i czeka na kolejne egzegezy tak uczonych, jak i manipulatorów, którzy podkreślając jej nienaruszaną starożytność przekręcają jej zapisy do granic możliwości.
Niestety są nadal tacy, którzy tym manipulatorom bezgranicznie wierzą.
Również serdecznie pozdrawiam.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 10 na 10 | czes (4083 punktów) | > Udowodniłem Ci zatem, bo bardzo tego chciałeś, że "Biblia kłamie". Czy wobec tego nadal jeszcze wierzysz?Wiesz Andrzeju, kiedyś (będąc po dwóch kieliszkach brandy) radziłem Chechle aby podwinął ogon pod siebie i spieprzał z twego pola widzenia ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,378587#w379883). Niby obiecał, że Ci odpisze - w rozumieniu, że obali twe argumenty - ale chyba zrozumiał, że te jego "nostradamusy" to słomiana sieczka i ... zniknął. Ale chyba zapomniał biedaczek o mojej dobrej i z serca płynacej radzie, wrócił na forum aby jeszcze większe bzdury wypisywać. No cóż, popełnić błąd to ludzka rzecz ale wkładć rękę do ogniska po raz drugi ... A tak przy okazji, wiem że te dwa kieliszki brandy to nie jest wytłumaczenie głupawej formy mojej dobrej rady udzielonej Chechle. Napisałem ten post takim niby wiejskim językiem ... dlaczego? Kiedyś, jako dziecko byłem na wsi i z wielkim zainteresowaniem obserwowałem babcię próbującą przekonać krowę aby weszła do suchej obory zamiast stać na deszczu. I ona tj. babcia powterzała w kółko; Chechło chodź tutaj, Chechło stracisz mleko, Chechło a niech cie cholera itp.  A Chechło; NIEEEEEE !
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | > I ona tj. babcia powterzała w kółko; Chechło chodź tutaj, Chechło stracisz mleko, Chechło a niech cie cholera itp.  > A Chechło; NIEEEEEE ! Czes. Bój się Boga, nareszcie jesteś. Gdzieś się włóczył cholero jedna, co? Jeszcze z tydzień tęsknienia i całkiem na wiór bym wyschła. Wiesz co ja tu mam? Same kłody pod nogi, to nie ludzie, to wilki 
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | czes (4083 punktów) | > Czes. Bój się Boga, nareszcie jesteś.Żona wyszła do kościoła, to wreszcie mogłem spokojnie wpaść na racjonalistę.  > Wiesz co ja tu mam? Same kłody pod nogi, to nie ludzie, to wilki  Nooooo, a gdzież Ty te wilki widzisz?! Kilka krów ledwie się pałęta po oborze ... nie widzę poważniejszych przeciwników dla naszych racjonalistów.  No i przestań beczeć bo ja wrażliwy chłopiec jestem ... 
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > No i przestań beczeć bo ja wrażliwy chłopiec jestem ...  Już nie beczę. Nawet Kazika sobie słucham ku pokrzepieniu. A ten tekst wart jest zacytowania zawsze.... I przepraszam za offtopa, ale to dla wszystkich. Naprawdę wszystkich. W tygodniu to jesteśmy cisi jak ta ćma W tygodniu to nam wszystko wisi aż do dna A jak się człowiek przejmie rolą sam pan wisz To zaraz plecy go rozbolą albo krzyż W tygodniu to jesteśmy szarzy jak ten dym W tygodniu nic się nie przydarzy bo i z kim? I życie jak koszula ciasna pije nas Aż poczujemy mus i raz na jakiś czas W Polskę idziemy drodzy panowie W Polskę idziemy Nim pierwsza seta zaszumi w głowie Drugą pijemy Do dna jak leci Za fart za dzieci Za zdrowie żony Było nie było W to głupie ryło W ten dziób spragniony Świat jak nam wisiał tak teraz nie jest nam wszystko jedno Śledziem się przeje kumpel się śmieje dziewczyny bledną Świerzbią nas dłonie i oko płonie lśni jak pochodnia Aż w nowy tydzień świt nas wygoni no a w tygodniu W tygodniu bracie wolno goisz kaca fest I czy się leży czy się stoi jakoś jest W tygodniu kleją Ci się oczy boli krzyż A wyżej nerek nie podskoczysz sam pan wisz W tygodniu żony barchanowe chrapią w noc A Ty otulasz ciężką głowę ciasno w koc I rano gapisz się na ludzi okiem złym I nagle coś się w Tobie budzi i jak w dym W Polskę idziemy drodzy panowie W Polskę idziemy Nim pierwsza seta zaszumi w głowie Do ludzi lgniemy Słuchaj rodaku w czerwone maki serce ... ojczyzna Trzaska koszula tu...szwabska kula tu popatrz blizna Potem wyśnimy sen kolorowy sen malowany Z twarzą wtuloną w kotlet schabowy panierowany My pełni wiary chodź łeb nam ciąży Ciąży jak ołów Że żadna siła nas nie pogrąży Orłów ... sokołów A potem znów się przystopuje i znów gaz I społeczeństwo nas szanuje lubią nas Uśmiecha się do nas najmilej ten i ów Tak rośnie,rośnie nasz przywilej świętych krów Niejeden to się nami wzrusza słów mu brak Rubaszny czerep ale dusza znany fakt Nas też coś wtedy ściska w dołku wilgnie wzrok Bracia rodacy dajcie pyska równać krok W Polskę idziemy w Polskę idziemy bracia rodacy Tu nie psia nędza nikt nie oszczędza odpoczniesz w pracy W pracy jest mikro, mikro i przykro tu goudą spływa Cham lub bohater Polska sobotnia alternatywa Gdy dzień się zrobi i skacowani wstaną tytani i znowu w Polskę bracia kochani nikt nas nie zgani Nikt złego słowa Łomża czy Nakło nam nie płakanie Gdyby nam kiedyś tego zabrakło nie ... nie zabraknie!
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | |  | 8 na 8 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Wiesz Andrzeju, kiedyś (będąc po dwóch kieliszkach brandy) radziłem Chechle aby podwinął ogon pod siebie i spieprzał z twego pola widzenia ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,378587#w379883).> Niby obiecał, że Ci odpisze - w rozumieniu, że obali twe argumenty - ale chyba zrozumiał, że te jego "nostradamusy" to słomiana sieczka i ... zniknął.Pamiętam tę Twoją wypowiedź. Była wspaniała. Chechło rzeczywiście odpisał mi po kilku dniach, ale nic ciekawego w jego wypowiedzi nie było. Co ciekawe, stwierdził, że "ma problem", a zaraz potem rzeczywiście podwinął ogon i zniknął. Chyba zrozumiał. Jednak znowu się pojawił i niezmiennie wypisuje jakieś swoje mądrości o biblijnych przypowieściach. On w nie szczerze wierzy. Nic i nikt nie jest w stanie zachwiać jego wiary. > Napisałem ten post takim niby wiejskim językiem ... dlaczego? Kiedyś, jako dziecko byłem na wsi i z wielkim zainteresowaniem obserwowałem babcię próbującą przekonać krowę aby weszła do suchej obory zamiast stać na deszczu.> I ona tj. babcia powterzała w kółko; Chechło chodź tutaj, Chechło stracisz mleko, Chechło a niech cie cholera itp. > A Chechło; NIEEEEEE !No popatrz, co za zbieg okoliczności. To ta krowa też nazywała się Chechło.  A zamiast muczeć MUUUUU! to ona muczała NIEEEEE!  Toż ta babcina krowa dziwna jakaś była. Na pewno jeszcze mleko straciła. I po co komu taka krowa?  Ale to na pewno był jakiś znak z niebios, jakaś przepowiednia, czy inne proroctwo.  I ta przepowiednia się spełniła, w przeciwieństwie do tych biblijnych, które nijak spełnić się nie chcą. Różnie z tymi przepowiedniami bywa.  Pozdrawiam ciepło!!! Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | > Ale to na pewno był jakiś znak z niebios, jakaś przepowiednia, czy inne proroctwo. I ta przepowiednia się spełniła, w przeciwieństwie do tych biblijnych, które nijak spełnić się nie chcą. Różnie z tymi przepowiedniami bywa.  Jesteś niesprawiedliwy Andrzeju. Chechło nie zasługuje na takie traktowanie. To, że ktoś nie wie o co mu chodzi oraz nie rozumie, że dwa i dwa jest cztery też zasługuje na szacunek. A tak w ogóle to znowu będę cytowała. PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA W dzień końca świata Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji, Rybak naprawia błyszczącą sieć. Skaczą w morzu wesołe delfiny, Młode wróble czepiają się rynny I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć. W dzień końca świata Kobiety idą polem pod parasolkami, Pijak zasypia na brzegu trawnika, Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa, Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa I noc gwiaździstą odmyka. A którzy czekali błyskawic i gromów, Są zawiedzeni. A którzy czekali znaków i archanielskich trąb, Nie wierzą, że staje się już. Dopóki słońce i księżyc są w górze, Dopóki trzmiel nawiedza różę, Dopóki dzieci różowe się rodzą, Nikt nie wierzy, że staje się już. Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, Powiada przewiązując pomidory: Innego końca świata nie będzie, Innego końca świata nie będzie. Czesław Miłosz
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | marek milczewski (2335 punktów) |
>Chechło nie zasługuje na takie traktowanie. To, że ktoś nie wie o co mu chodzi oraz nie rozumie, że dwa i dwa jest cztery też zasługuje na szacunek. Lubię takich jak Chechło. Na ich tle błyszczę jako ten brylant. Jestem zajebiaszczo mądry. Więcej takich, a wszyscy będziemy pękać z samozadowokenia. Nie darmo królowe otaczały się zawsze dwórkami brzydszymi od siebie.
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | czes (4083 punktów) | > No popatrz, co za zbieg okoliczności. To ta krowa też nazywała się Chechło. No wiesz, to było ponad pięćdziesiąt lat temu ale trudno mi zapomnieć te "Chechło wlazuj do obory, Chechło cholero!". > A zamiast muczeć MUUUUU! to ona muczała NIEEEEE!  No cóż, miastowy chłopak jestem i nie bardzo znam się na krowach ale ona muczała NIEEEEE! A przynajmniej tak należało rozumieć jej wypowiedź. I jeszcze Ci powiem, że była bardzo pewna swej racji.  > Pozdrawiam ciepło!!!I ja serdecznie Cię pozdrawiam.
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | |  | | Chechło (-28 punktów) | Jeszcze nie wiesz czy udowodniłeś, bo nie odpisałem. Odpiszę jutro/pojutrze.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tam znajdziesz wierzących, tylko nie używaj na wstępie słów z twojej religii. Zamiast "dusza" pisz świadomość, zamiast Jahwe pisz "pararelna do natury substancja mentalna": www.racjon(*)orum.php/s,396033/i,61#w397465
|
|
| | |  | -3 na 3 | Chechło (-28 punktów) | (1)Dziewica = dziewczyna, panna, córka. www.starop(*)hp?nr=0&litera=dziewica&id=394Użycie zamiennie słów dziewica/panna nie dowodzi niczego, bo są to synonimy. Przynajmniej dawniej były. Co do samych przekładów, to są w nich przekłamania i zdaję sobie z tego sprawę. Ale to nie znaczy, że Biblia kłamie. (2) a)Tekst starego testamentu jest po hebrajsku, NT po grecku. Jak więc mają być słowo w słowo identyczne? I to ma być dowód? Sens jest dokładnie ten sam. > kolejne wersety u Micheasza, a konkretnie Mi 5, 2-7 dowodzą, iż proroctwo nie dotyczy osoby Jezusa.No to widzę, że fantazja cię tutaj poniosła...Zdajesz sobie sprawę, że nie potrafisz zinterpretować żadnego z proroctw?. Sam napisałeś, że nigdy się w to nie zagłębiałeś. Teraz piszesz, że właściwie te wszystkie proroctwa odnoszące się do Jezusa, to tak naprawdę nie odnoszą się do nikogo. Jeszcze lepiej! > Powszechnie wiadomo, że ani jedno z tych trzech proroctw nie dotyczy osoby Jezusa z NazaretuPowiedział Andrzej.51. Nie wiem skąd masz tą powszechną wiedzę, ale chyba powinieneś ją zweryfikować. Nie znasz proroctw (sam tak napisałeś) ale jakimś dziwnym trafem wiesz, czego one nie dotyczą. To może wiesz czego dotyczą? (4)Bardzo obszernie na ten temat napisano tutaj. Żeby zaoszczędzić sobie pisania daje linka. Patrz punkt 2. www.trinit(*)-za-Kwiryniusza-z-Lk-2_1-2.htm (5)Stwierdziłeś, że są tam sprzeczności. Nie udowodniłeś nic... Ja tam sprzeczności nie widzę. Wybacz ale, to że piszesz, że cokolwiek udowodniłeś, to jeszcze nie oznacza tak właśnie jest. Wypełnione proroctwo nie stanie się Nie wypełnionym proroctwem tylko dlatego, że ty tak napisałeś.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | > Stwierdziłeś, że są tam sprzeczności. Nie udowodniłeś nic... Ja tam sprzeczności nie widzę.> Wybacz ale, to że piszesz, że cokolwiek udowodniłeś, to jeszcze nie oznacza tak właśnie jest. Wypełnione proroctwo nie stanie się Nie wypełnionym proroctwem tylko dlatego, że ty tak napisałeś. Ty Chechło posiadasz chociaż miligram instynktu samozachowawczego??? Ale w sumie to fajnie, że nie. Będzie co czytać  Andrzeju, do dzieła!
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | marek milczewski (2335 punktów) |
> Kowalska, skoro aż tak ci się nudzi, to może jeszcze go o mięso wieprzowe czy wielbłądzie zapytaj  Czasem wolę się po jajkach podrapać, niż polemizować z takimi jak Chechło (chociaż to nie polemika, a gadanie do ściany), bo jak mu rozłupiesz rozumek racjonalnym dziadkiem do orzechów, spada bez słowa pożegnania i gdzie indziej nawija te swoje makarony na uszy.
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > Kowalska, skoro aż tak ci się nudzi, to może jeszcze go o mięso wieprzowe czy wielbłądzie zapytaj  Odpowiem cytatem, gdyż jak powszechnie wiadomo, filmu "MIŚ" organicznie wręcz nie znoszę, a i cytat bez sensu, więc tym bardziej się zgadza, żem w posiadaniu anginy obecnie. Cytat:Człowieku! Czyś ty też zwariował?! Przecież ty masz być chory! No... Ty jesteś chory !!! Cię-żko cho-ry! Pięćdziesiąt tysięcy złotych ten dzień mnie kosztował! Chcesz siedzieć razem ze mną?! Jak ci się nudzi to wyjedź! Na grzyby pojedź! Szlag mnie trafi! Co do mięsa. A co mi tam, zapytam. Jak przyrządzić dobre mostki wieprzowe?
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | TyDraniu (6569 punktów) | > >Powszechnie wiadomo, że ani jedno z tych trzech proroctw nie dotyczy osoby Jezusa z Nazaretu> Powiedział Andrzej.51. Nie wiem skąd masz tą powszechną wiedzę, ale chyba powinieneś ją zweryfikować. Nie znasz proroctw (sam tak napisałeś) ale jakimś dziwnym trafem wiesz, czego one nie dotyczą. To może wiesz czego dotyczą?Domyślam się, że te proroctwa dotyczą Emmanuela. Cytat:Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.
|
|
| | | |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | (1)> Dziewica = dziewczyna, panna, córka.> www.starop(*)hp?nr=0&litera=dziewica&id=394> Użycie zamiennie słów dziewica/panna nie dowodzi niczego, bo są to synonimy. Przynajmniej dawniej były. Co do samych przekładów, to są w nich przekłamania i zdaję sobie z tego sprawę. Ale to nie znaczy, że Biblia kłamie.Niewiele napisałeś.  Odsyłasz do słownika staropolskiego, w którym rzeczywiście słowa "dziewczyna", "panna" i "córka" są synonimami słowa "dziewica". W internetowym słowniku synonimów języka polskiego (już nie staropolskiego) można znaleźć natomiast następujące synonimy słowa "dziewica": "panna", "prawiczka", "cnotka" i "nówka" ( www.synonimy.pl/index.php). Faktem jest, że oba słowniki podają, iż terminy "dziewica" i "panna" są synonimami, ale nas nie interesują synonimy słowa "dziewica" w języku polskim czy też staropolskim, lecz tłumaczenie niektórych słów z języka hebrajskiego na grecki i odwrotnie. W tym zaś szczególnym przypadku - i zapewne tu się ze mną zgodzisz - chodzi o "dziewicę" w znaczeniu łacińskiego virgo intacta, czyli "nietkniętą dziewicę", tj. kobietę, która jeszcze nie współżyła cieleśnie z mężczyzną, a tym samym posiada nienaruszoną błonę dziewiczą. Bo tak chrześcijanie rozumieją dziewictwo Marii, matki Jezusa (mowa o jej dziewictwie ante partum). Oczywistym jednak jest, że niejedna panna, czy też młoda kobieta, może być dziewicą choćby aż do zawarcia związku małżeńskiego, ale wiele panien traci dziewictwo w bardzo młodym wieku, znacznie przed zawarciem związku małżeńskiego. Innymi słowy - panna może być dziewicą, może też nią nie być. Młoda kobieta po poczęciu a następnie porodzie nadal pozostaje oczywiście młodą kobietą. Jednakże młoda kobieta, która przed poczęciem była dziewicą, to z oczywistych względów po poczęciu, a na dodatek jeszcze po porodzie, już dziewicą nie jest. Cudów nie ma. W wielu wydaniach Ewangelii Mateusza nadal jeszcze w Mt 1, 23 pozostaje słowo "dziewica". Tak jest na przykład w Biblii Tysiąclecia i Przekładzie Nowego Świata, a także w szeregu wydań anglojęzycznych, jak np. w American King James Version oraz World English Bible. Występowanie w tych przekładach sowa "dziewica" zamiast "młoda kobieta" (ew. "panna") to wyraźna sprzeczność z oryginalnym hebrajskim brzmieniem Iz 7, 14. W tym przypadku sprzeczność ta ma fundamentalne znaczenie. Notabene zwodniczy przekład hebrajskiego 'alma na greckie parthenos w Septuagincie został w późniejszych jej wydaniach poprawiony. Jeszcze w I wieku w miejsce parthenos pojawiło się greckie słowo neanis, czyli "młoda dziewczyna", odpowiadające hebrajskiemu 'alma. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | (2) >a) Tekst starego testamentu jest po hebrajsku, NT po grecku. Jak więc mają być słowo w słowo identyczne? I to ma być dowód? Sens jest dokładnie ten sam.
Nie zrozumiałeś tego, co napisałem. W podpunkcie a) stwierdziłem, że przytoczone w Mt 2, 6 proroctwo Micheasza jest niezgodne z oryginalnym brzmieniem występującym w Mi 5, 1. Oto dowód (wszystkie cytaty według Biblii Tysiąclecia):
W Księdze Micheasza werset Mi 5, 1 brzmi: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu [...] Natomiast w Ewangelii według Mateusza (Mt 2, 6) brzmienie tego wersetu jest już wyraźnie inne: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Jak widać, sprzeczność pomiędzy Mi 5, 1 a Mt 2, 6 jest wyraźna. Sens nie jest więc dokładnie ten sam.
>>kolejne wersety u Micheasza, a konkretnie Mi 5, 2-7 dowodzą, iż proroctwo nie dotyczy osoby Jezusa. >No to widzę, że fantazja cię tutaj poniosła...Zdajesz sobie sprawę, że nie potrafisz zinterpretować żadnego z proroctw?. Sam napisałeś, że nigdy się w to nie zagłębiałeś.
Żadna fantazja mnie nie poniosła. Z wersetów Mi 5, 2-7 wynika bowiem, że owo proroctwo dotyczy jakiegoś wyjątkowo krwawego przywódcy wojskowego. Jego ludzie bowiem będą paść kraj Asyrii mieczem, a kraj Nimroda pałaszem. Tak ocali On nas od Asyrii, gdy ona wtargnie do naszego kraju, gdy stąpać będzie w naszych granicach (w niektórych wydaniach Biblii, np. w Biblii Warszawskiej 1975, w miejscu słów "będą paść kraj Asyrii mieczem" jest "ogołocą kraj asyryjski mieczem"). Dalej zaś o owym krwawym mesjaszu napisano, że gdy wtargnie, to zdepcze i rozszarpie, i nikt się nie uratuje. Czy jesteś przekonany, że słowa te dotyczą Jezusa? Czy nadal utrzymujesz, że proroctwo Mi 5, 1 i w konsekwencji Mi 5, 2-7 dotyczy Jezusa? Przecież chyba widzisz, że to proroctwo nie ma z Jezusem nic wspólnego.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 14 na 14 | Andrzej.51 (15814 punktów) | (3) >>Powszechnie wiadomo, że ani jedno z tych trzech proroctw nie dotyczy osoby Jezusa z Nazaretu >Powiedział Andrzej.51. Nie wiem skąd masz tą powszechną wiedzę, ale chyba powinieneś ją zweryfikować.
Myślałem, że coś napiszesz, że przedstawisz swoją opinię na temat tych proroctw. Myślałem, że przytoczysz jakieś rzeczowe argumenty, że rozwinie się jakaś dyskusja. Niestety - zawiodłem się. Bo Ty nic w tej wypowiedzi nie napisałeś. Kilka ogólnikowych, nic nieznaczących banalnych zdań. Żadnych argumentów, żadnej treści. Pustka! Te moje uwagi dotyczą zresztą całej Twojej wypowiedzi, czyli punktów od (1) do (5). Podyskutuję zatem sam z sobą. Ty się do tego nie nadajesz.
a) W Mt 2, 23 Mateusz próbuje udowodnić, że przeprowadzka maleńkiego Jezusa (wraz z Marią i Józefem) z Betlejem przez Egipt do Nazaretu, a także późniejsze nazywanie Jezusa słowem "Nazarejczyk", jest spełnieniem starotestamentowego proroctwa: Przybył [Józef] do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: Nazwany będzie Nazarejczykiem. W tym miejscu wszystkie egzemplarze Ewangelii Mateusza odsyłają do wersetu Iz 11, 1 z Księgi Izajasza. Oto treść Iz 11, 1: I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni (w niektórych wydaniach Biblii, np. w Przekładzie Nowego Świata 1997, w miejscu słowa "różdżka" jest "gałązka").
I na tym koniec. Nic o Nazarecie, nic o Nazarejczyku. Werset Iz 11, 1 nie dotyczy zatem Jezusa. A cały problem polega na tym, że u Izajasza przyszły mesjasz określony został słowem nezer, to znaczy "gałąź" lub "korzeń". Mateusz ze słowa nezer zrobił miasto Nazaret, a w konsekwencji Jezusa nazwał Nazarejczykiem.
b) W Mt 2, 15 ewangelista próbuje wykazać, że powrót Jezusa (z Józefem i Marią) z Egiptu do Nazaretu jest spełnieniem kolejnej przepowiedni: tam [w Egipcie] pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. Tym razem chodzi tu o proroctwo zawarte w Księdze Ozeasza, a konkretnie w Oz 11, 1. Oto treść tego wersetu: Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu.
Niby wszystko w porządku, ale to tylko pozory. W Oz 11, 1 mowa jest o synu (Synu Bożym) powołanym przez Boga z Egiptu. W tym jednak przypadku pod pojęciem syna (Syna Bożego) rozumie się nie jedną osobę, lecz cały lud Izraela. Nie chodzi tu zatem o Jezusa, ale o wyjście Żydów z Egiptu pod wodzą Mojżesza. Dowodzą tego słowa w Oz 11, 1: "gdy [Izrael] jeszcze był dzieckiem". W czasach Mojżesza państwo Izrael "było jeszcze dzieckiem", w czasach Jezusa już nie. Notabene początkowy fragment Oz 11, 1 (oznaczony powyżej przez podkreślenie) został pominięty przez Mateusza. Jak myślisz - dlaczego? Zwracam również uwagę na fakt, że wypowiedź Ozeasza sformułowana jest w czasie przeszłym, dotyczy zatem wydarzeń, które już się rozegrały, a nie tych, które mają się wydarzyć w przyszłości (Ozeasz - VIII w. p.n.e., Mojżesz - prawdopodobnie XIII/XII w. p.n.e.). Żadne to zatem proroctwo. Tak zatem powoływanie się przez Mateusza na Oz 11, 1 dla uzasadnienia powrotu Jezusa z Egiptu do Nazaretu jest nieuzasadnione - to kolejna już sprzeczność.
c) Kolejnego proroctwa Mateusz doszukał się w Księdze Jeremiasza, a konkretnie w Jr 31, 15. To proroctwo Mateusz próbuje odnieść do tzw. rzezi niewiniątek (Mt 2, 16), czyli wymordowania przez Heroda maleńkich dzieci w Betlejem. Mateusz w Mt 2, 15-17 pisze: Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli [...] posłał /oprawców/ do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch [...] Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma (podkreślone słowa stanowią treść Jr 31, 15).
Jak widać u Jeremiasza mowa jest wyłącznie o miejscowości Rama położonej około 8 km na północ od Jerozolimy, a nie o Betlejem, który znajduje się również w podobnej odległości od stolicy, ale w kierunku południowym. Ale ważniejszy jest fakt, że Jeremiasz w swoim proroctwie nie mówi nic o wymordowaniu dzieci Racheli, gdyż jej synowie zostali tylko uwięzieni i wrócą z ziemi wroga (Jr 31, 16). Ot i całe proroctwo. Doprawdy trudno odnosić je do rzezi niewiniątek. To kolejna sprzeczność. Nie wiem już nawet która, bo jest ich naprawdę dużo.
(4) >Bardzo obszernie na ten temat napisano tutaj. Żeby zaoszczędzić sobie pisania daje linka. [...] www.trinit(*)-za-Kwiryniusza-z-Lk-2_1-2.htm
Ja przytoczyłem argumenty dowodzące występowania dużej sprzeczności w Ewangelii Łukasza, a dotyczącej "datowania" narodzin Jezusa. Ty natomiast odwołujesz się do artykuliku niejakiego Jana Lewandowskiego. Ale ja dyskutuję z Tobą, a nie z Lewandowskim. Wysil się odrobinę - może akurat stać Cię na to (?) - i spróbuj własnymi słowami udowodnić mi, że nie mam racji.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 14 na 14 | Andrzej.51 (15814 punktów) | (5) >Stwierdziłeś, że są tam sprzeczności. Nie udowodniłeś nic... >Ja tam sprzeczności nie widzę. >Wybacz ale, to że piszesz, że cokolwiek udowodniłeś, to jeszcze nie oznacza tak właśnie jest.
Skoro napisałem, że są tam sprzeczności, to widocznie są. Gdyby ich nie było, to bym nie pisał. Piszesz, że nie widzisz żadnych sprzeczności w trzech (czterech) opisach wizji Pawła. No to może powinieneś używać silniejszych okularów? Zanim jednak je sobie sprawisz, opiszę Ci wszystkie sprzeczności pomiędzy tymi relacjami.
Pierwsza relacja opisana jest w Dz 9, 3 i nast. Przytoczę ją według BT: Gdy [Paweł] zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił (Dz 9, 3-9).
Druga relacja opisana jest w Dz 22, 6 i nast. Wersja ta w powyższym zakresie jest zgodna z wersją pierwszą, z tą jednak różnicą, że tym razem ludzie towarzyszący Pawłowi widzieli światło, ale głosu [...] nie słyszeli (a więc odwrotnie, niż w wersji pierwszej).
Ale jak na złość w Dz 26, 12 i nast. jest jeszcze trzecia relacja. Według niej światłość z nieba olśniła zarówno Pawła, jak i jego towarzyszy, czyli podobnie jak w relacji drugiej, lecz inaczej niż w pierwszej. Według tej relacji wszyscy upadli na ziemię, podczas gdy w poprzednich upadł tylko Paweł. W tej relacji tylko Paweł usłyszał słowa Jezusa znane z poprzednich relacji - a zatem analogicznie jak w wersji drugiej, ale inaczej niż w pierwszej. Ponadto tylko w tej relacji głos z nieba (Jezus) wymawia zdanie: Trudno ci wierzgać przeciw ościeniowi. W tej wersji - inaczej niż w obu poprzednich - Jezus nie polecił Pawłowi udać się do Damaszku, lecz sam wygłosił dłuższe przemówienie, w którym powołał Pawła do misji wśród pogan. Z tej relacji nie wynika również, by ktokolwiek utracił wzrok.
Pozostałe różnice między trzema relacjami:
(a) W pierwszej niejaki Ananiasz z polecenia Pana odszukał Pawła, przywrócił mu wzrok (przez położenie na nim rąk), a w końcu go ochrzcił. W tej relacji Ananiasz jest chrześcijaninem. W drugiej relacji Ananiasz wyleczył Pawła ze ślepoty przez wypowiedzenie słów: Szawle, bracie, przejrzyj!. W tej wersji Ananiasz jest pobożnym Żydem przestrzegającym Tory, nie ochrzcił Pawła, lecz do przyjęcia chrztu namawiał. W relacji trzeciej Ananiasz się nie pojawia, nie ma też nic na temat ochrzczenia Pawła.
(b) W pierwszej relacji Paweł naucza pierw w Damaszku, potem zaś udaje się kolejno do Jerozolimy (gdzie poznaje się z apostołami i również naucza) oraz do Tarsu (płd. Turcja). W drugiej relacji Paweł po spotkaniu z Ananiaszem udaje się do Jerozolimy i tam, podczas pobytu w świątyni, ujrzał w wizji Pana. W trzeciej natomiast wersji Paweł nauczał najpierw w Damaszku, a potem w Jerozolimie i całej krainie judzkiej. Różnice zapewne dostrzegasz.
Ale jest też skrócona czwarta relacja w Liście do Galatów (Ga 1, 15-21). Paweł osobiście opisuje w niej wydarzenia po wizji: [...] natychmiast, nie radząc się ciała i krwi, ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku. Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego /tylko/ piętnaście dni. Dostrzegasz zapewne duże różnice pomiędzy tymi wydarzeniami z czwartej relacji, a opisanymi powyżej w (b) z relacji pierwszej, drugiej i trzeciej.
A Ty napisałeś, że żadnych sprzeczności nie dostrzegłeś. Wydaje mi się jednak, że Ty ich dostrzec nie chciałeś. Tych sprzeczności jest tu tak dużo, że trudno ich nie widzieć.
>Wypełnione proroctwo nie stanie się Nie wypełnionym proroctwem tylko dlatego, że ty tak napisałeś.
Te proroctwa nie dotyczą Jezusa. W odniesieniu do niego nigdy zatem nie były wypełnione. Ja to tylko udowodniłem. Nie było to specjalnie trudne.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | Kowalska (14008 punktów) | >>Wybacz ale, to że piszesz, że cokolwiek udowodniłeś, to jeszcze nie oznacza tak właśnie jest.
>Skoro napisałem, że są tam sprzeczności, to widocznie są. Gdyby ich nie było, to bym nie pisał.
Tak nie można Andrzeju. Gdyby wszyscy widzieli sprzeczności tam gdzie są, to byłoby to sprzeczne z naturą człowieka. Sprzeczności bowiem, są sprzeczne same w sobie, i powodują odmienne myślenie o naturze rzeczy sprzecznych. Sprzeczność wywołuje sprzeczkę, a ta powoduje rozwój, to z kolei prowadzi do Boga, a dalej to już wiesz.
(Oczekuję za tego mega mądrego posta minimum 10 plusów)
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
|  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | >Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury. Pan Chechło ma rację w Biblii są nie tylko bzdury, ale kompletną bzdurą jest dziś wiara w Biblię, nawet większą niż wiara w Boga. *********************************************************************
>A jak dam, i to niejeden, to przestaniesz wierzyć? Nie sądzę. Bardzo Panią proszę niech Pani nie daje. Z dawania wszystkim, jak i niedawania nikomu nic dobrego nie wynika. Dawać należy z rozsądkiem i nie rzucać pereł przed ....
Andrzej51 dawał Panu Chechło na wszystkie sposoby i co to dało? Pani stojąca z boku miała przyjemność. Ja stojący z boku miałem przyjemość. (Oczywiście z lektur tekstów Pana Andrzeja)
A Panu Chechło nic nie drgneło. Żaden neuron nie został pobudzony do aktywności. Poszukujący prawdy niczego nie mogą ofiarować niczego tym, którzy Prawdę już posiedli. Pan Chechło, to nie Pan Kur, ale też wie lepiej.
PS. Kotka podobała mi się bardziej, aż tak żmijowatą to Pani nigdy nie jest.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| |  | 9 na 9 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >A jak dam, i to niejeden, to przestaniesz wierzyć? Nie sądzę.> Bardzo Panią proszę niech Pani nie daje. Z dawania wszystkim, jak i niedawania nikomu nic dobrego nie wynika.> Dawać należy z rozsądkiem i nie rzucać pereł przed ....> Andrzej51 dawał Panu Chechło na wszystkie sposoby i co to dało?> Pani stojąca z boku miała przyjemność.> Ja stojący z boku miałem przyjemość.> A Panu Chechło nic nie drgneło.  Z przykrością stwierdzam, że mnie też nie drgnęło.  I żadnej przyjemności niestety nie miałem.  Mimo, że dałem.  Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > I żadnej przyjemności niestety nie miałem.  A ja wręcz przeciwnie. Pamiętasz film "Pułkownik Kwiatkowski" Kazimierza Kutza? I scenę, kiedy rano Marek Kondrat wchodzi do sypialni i widzi śpiącą Renatę Dancewicz z cudownie rozsypanymi włosami na czyściutkiej, białej pościeli i nagimi piersiami? Kwiatkowski patrzy na nią i zaczyna płakać. Ze wzruszenia nad tym pięknem i mądrością tego, kto to stworzył. Kimkolwiek by nie był. I ja doznaję wzruszenia czytając Twoje posty. P.S. Skojarzenia zawsze miałam inne. Więc proszę mnie nie pytać, dlaczego Ty, ten film i ta scena. Może dlatego, że i film mądry i Ty też? Ale nie jestem pewna. Jedno jest pewne. O serialu "Plebania" nie pomyślałam ani razu.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
 | 4 na 4 | Rafaela (2059 punktów) | >Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury.
Masz prawo wierzyć w co chcesz, lecz nie rozumiem po co Tobie dowód na to, że to co tam jest napisane to bzdury?
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
|  | -2 na 2 | Chechło (-28 punktów) | Po to żebyście się przekonali, że takie dowody nie istnieją.
|
|
| |  | | Rafaela (2059 punktów) | >Po to żebyście się przekonali, że takie dowody nie istnieją.
Dalej nie rozumiem - w jakim celu, do czego jest Ci to potrzebne?
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
 | 1 na 1 | Artaso (380 punktów) | >Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury.
Ja wierzę w Koszałka Opałka. Czekam na racjonalne powody, dlaczego istnienie Koszałka to bzdury.
|
|
 | | Banita (115 punktów) | >Tak się składa, że wierzę w Biblię. Daj mi jakiś racjonalny dowód, że to co tam jest napisane, to bzdury. A proszę bardzo..bóg stworzył świat w 6 dni...w 7 odpoczął..miedzy nami a dinozaurami jest mnóstwo czasu...cholernie długie 6 dni... a jest to podstawą Twojej wiary...jeśli to nie jest prawdą czemu wierzysz w całą resztę bzdur???
|
|
| kantorian (184 punktów) | > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. Nie przekonasz wierzącego do swoich racji, rozmowa jest DOBRA wtedy gdy nie rozmawia się o rzeczach które mogą nas poróżnić
|
|
3 na 3 Święta Panienka (22 punktów) (zablokowany) | > nieistnieniu wyższego porządku. Zacznij ich przekonywać o istnieniu JESZCZE WYŻSZEGO PORZĄDKU. Niech to oni udowadniają, że takowy nie istnieje. www.swietapanienka.pl
|
|
 | 3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Zacznij ich przekonywać o istnieniu JESZCZE WYŻSZEGO PORZĄDKU.Możesz np. takAlbo tak. > Niech to oni udowadniają, że takowy nie istnieje. 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie jestem po twojej stronie, ale uczciwość nakazuje mi podać ci link, na którym znajdziesz wiele osób, które wierzą, tylko nie lubią słów zaczerpniętych z tradycyjnych religii (ale ich wiara jest podobna): www.racjon(*)orum.php/s,396033/i,61#w397465
|
|
4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | >Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
Gdyby świat był racjonalny już dawno wypieprzyłby ludzi z tej planety precz. Bo to szkodniki i nic więcej. I to jest właśnie dowód na nieistnienie wyższego porządku, bo gdyby takowy istniał, to już dawno wypieprzyłby ludzi z tej planety precz, bo to szkodniki..... Itd...
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
 | | Mandella (83 punktów) |
Czytam, czytam i nie rozumiem co to za dowód na nie istnienie "wyższego porządku" "Gdyby świat był racjonalny już dawno wypieprzyłby ludzi z tej planety precz. Bo to szkodniki i nic więcej." Oświeć mnie.
|
|
|  | 5 na 5 | Kowalska (14008 punktów) | > Czytam, czytam i nie rozumiem co to za dowód na nie istnienie "wyższego porządku" "Gdyby świat był racjonalny już dawno wypieprzyłby ludzi z tej planety precz. Bo to szkodniki i nic więcej." Oświeć mnie. Sarkazmu nie da się wytłumaczyć. Albo się go łapie i rozumie, albo nie. To tak jak Monty Pythonem. Jedni patrzą godzinami i niczego nie rozumieją, a inni nie mogą bez Pythonów żyć. Przykro mi, ale na oświecenie chyba za późno już  Ale może w Tańcu z Gwiazdami spróbuj 
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| |  | | Mandella (83 punktów) | > >Czytam, czytam i nie rozumiem co to za dowód na nie istnienie "wyższego porządku" "Gdyby świat był racjonalny już dawno wypieprzyłby ludzi z tej planety precz. Bo to szkodniki i nic więcej." Oświeć mnie.> Sarkazmu nie da się wytłumaczyć. Albo się go łapie i rozumie, albo nie. To tak jak Monty Pythonem. Jedni patrzą godzinami i niczego nie rozumieją, a inni nie mogą bez Pythonów żyć.> Przykro mi, ale na oświecenie chyba za późno już Ale może w Tańcu z Gwiazdami spróbuj  Nie ma nic tak karmiącego ludzkie ego jak traktowanie "z góry"  Wszystko da się wytłumaczyć, nawet poczucie humoru, popadasz w metafizykę.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | > Nie ma nic tak karmiącego ludzkie ego jak traktowanie "z góry"  Rozgryzłeś mnie. To prawda. Mam tak maciupkie ego, że muszę je dokarmiać. Nawet mu łóżeczko zrobiłam w piórniku  > Wszystko da się wytłumaczyć, nawet poczucie humoru, popadasz w metafizykę. Skoro tak, to proszę mi wytłumaczyć dlaczego popadam w metafizykę.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | |  | | Mandella (83 punktów) |
> Rozgryzłeś mnie. To prawda. Mam tak maciupkie ego, że muszę je dokarmiać. Nawet mu łóżeczko zrobiłam w piórniku  Zamknij piórnik, w ciemności się lepiej zasypia, nie będzie się tak wierciło  > >Wszystko da się wytłumaczyć, nawet poczucie humoru, popadasz w metafizykę.> Skoro tak, to proszę mi wytłumaczyć dlaczego popadam w metafizykę.Obnażę swój tok myślowy i przyznam się że "Nie da się wytłumaczyć" skojarzyło mi się z ostatecznością a ta z metafizyką, a to wywołuje u mnie zbyt wiele emocji.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | > Zamknij piórnik, w ciemności się lepiej zasypia, nie będzie się tak wierciło  Piórnik z ego godzinę temu wyrzuciłam za okno. Zdążyłam jeszcze zobaczyć jak zielony Fiat 126p po nim przejeżdża. Wynika więc z tego, że nie mam już ego, dlatego proponuję zostawić ten temat. > Obnażę swój tok myślowy i przyznam się że "Nie da się wytłumaczyć" skojarzyło mi się z ostatecznością a ta z metafizyką, a to wywołuje u mnie zbyt wiele emocji. Nie wiem jak Ci pomóc. Ale myślę, że to dobrze, że potrafisz otwarcie mówić/pisać o takich rzeczach. Pierwszy krok już masz, reszta pewnie przyjdzie z czasem. Pozdrawiam z wyżyn Olimpu, gdzie wbrew mojej woli muszę siedzieć. Okropność.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | |  | | Mandella (83 punktów) |
> Nie wiem jak Ci pomóc. Ale myślę, że to dobrze, że potrafisz otwarcie mówić/pisać o takich rzeczach. Pierwszy krok już masz, reszta pewnie przyjdzie z czasem. >Pozdrawiam z wyżyn Olimpu, gdzie wbrew mojej woli muszę siedzieć. Okropność.
Gdy chcesz wywołać wilka z lasu to zachowuj się jak zagubiona owca. Dobrze jest czasem spojrzeć z szczytu w dół, dzięki temu doceniamy widok z góry.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie jestem po twojej stronie, ale uczciwość nakazuje mi podać ci link, na którym znajdziesz wiele osób, które wierzą, tylko nie lubią słów zaczerpniętych z tradycyjnych religii (ale ich wiara jest podobna): www.racjonalista.pl/forum.php/s,396033#w397467
|
|
6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | Zwracam się z prośbą do Was Drogie Koleżanki i do Was Drodzy Koledzy, aby zaprzestać przyznawania minusów użytkownikowi Chechło.
Prośbę swą motywuję racjonalnym podejściem do kwestii nudy. Racjonalnie jest się czasem ponudzić, ale umrzeć z nudów na śmierć to już głupota. A Kolega Chechło dostarcza, śmiem twierdzić, że nie tylko mnie, niezapomnianej rozrywki w te smętne, zimowe wieczory.
Za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby z góry dziękuję.
Kowalska.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| mc67 (4 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. Odwołaj się do ich wiedzy o ich Bogu, skąd ją czerpią, co o swoim Bogu wiedzą ? Wszak np. biblię napisali ... ludzie dla ludzi. Nie ma w historii ludzkości ważniejszej księgi ocenzurowanej w tak olbrzymim stopniu. Biblia zawiera tylko to, co jej twórcy współczesnym sobie chcieli przekazać, tylko te ewangelie, które ówcześnie uznano za właściwe. Uczniowie Chrystusa ( ten jest z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością postacią historyczną ) nie stworzyli przecież treści ewangelii, to treść nadana ewangeliom przez potomnych. Zapytaj ich też jak, z perspektywy historii, można tak różnie interpretować wskazania moralne dla członków danego wyznania ( np. stosunek kościoła katolickiego i papieży do niewolnictwa, praw kobiet - wewnątrz i na zewnątrz instytucjonalnego kościoła, wojen, w tym religijnych ).
5775705
|
|
 | | rhotax7 (3947 punktów) | >Uczniowie Chrystusa ( ten jest z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością postacią historyczną
Wcale nie jest to takie pewne część historyków twierdzi że nie istniał i nawet jest sprawa w sądzie o udowodnienie jego istnienia jak Kościół nie udowodni to będzie musiał co nie co zmodyfikować.
|
|
|  | | Adam P (36 punktów) | >>Uczniowie Chrystusa ( ten jest z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością postacią historyczną >Wcale nie jest to takie pewne część historyków twierdzi że nie istniał i nawet jest sprawa w sądzie o udowodnienie jego istnienia jak Kościół nie udowodni to będzie musiał co nie co zmodyfikować.
Kościół nie może udowodnić istnienia Boga ponieważ wszyscy dobrze wiedzą że nie istnieje. Jezus-Bóg to absurd ciekawe tylko czy jakiś nawiedzony żyd o imieniu Jezus istniał czy tak naprawdę też jest fikcją
|
|
| Amol (692 punktów) |
>Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę.
Jeżeli ludzie o innym wyznaniu potrafią doświadczać podobnych aktów wiary do Twoich,to jaka jest prawdziwość i słuszność Twojego Boga?
|
|
 | | Adam P (36 punktów) | >>Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >>poprzeć swą tezę. >Jeżeli ludzie o innym wyznaniu potrafią doświadczać podobnych aktów wiary do Twoich,to jaka jest prawdziwość i słuszność Twojego Boga?
Nie można doświadczyć aktów wiary racjonalizmu gdyż tu niema miejsca na wiarę. Mój bóg nie istnieje (w sensie w ogóle nie istnieje) wiec nie ma o czym mówić
|
|
|  | | Amol (692 punktów) |
>>Jeżeli ludzie o innym wyznaniu potrafią doświadczać podobnych aktów wiary do Twoich,to jaka jest prawdziwość i słuszność Twojego Boga? >Nie można doświadczyć aktów wiary racjonalizmu gdyż tu niema miejsca na wiarę. Mój bóg nie istnieje (w sensie w ogóle nie istnieje) wiec nie ma o czym mówić
???
Akty wiary czyli:błogostan,placebo i inne.Moje zdanie dowodzi o braku unikatowości,jednolitości,słuszności.Kiedy ludzie o różnych wyznaniach potrafią doznać podobnego błogostanu,co katolicy,to jakie ma znaczenie Bóg katolików? Może dzięki niemu katolicy dostają specyficzne uczucie błogostanu?
Nie chodzi mi twierdzenie "mój bóg nie istnieje" ale o "twój bóg nie istnieje". A zdania ww.sugerują że religia ma bardziej podłoże emocjonalne niż spirytualistyczne.
|
|
| |  | | Adam P (36 punktów) | >>>Jeżeli ludzie o innym wyznaniu potrafią doświadczać podobnych aktów wiary do Twoich,to jaka jest prawdziwość i słuszność Twojego Boga? >>Nie można doświadczyć aktów wiary racjonalizmu gdyż tu niema miejsca na wiarę. Mój bóg nie istnieje (w sensie w ogóle nie istnieje) wiec nie ma o czym mówić >??? >Akty wiary czyli:błogostan,placebo i inne.Moje zdanie dowodzi o braku unikatowości,jednolitości,słuszności.Kiedy ludzie o różnych wyznaniach potrafią doznać podobnego błogostanu,co katolicy,to jakie ma znaczenie Bóg katolików? >Może dzięki niemu katolicy dostają specyficzne uczucie błogostanu? >Nie chodzi mi twierdzenie "mój bóg nie istnieje" ale o "twój bóg nie istnieje". A zdania ww.sugerują że religia ma bardziej podłoże emocjonalne niż spirytualistyczne. Jeśli tak na to patrzeć to muszę się z Tobą zgodzić
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | Zachecam Cię do przeczytania wywiadu z Jackiem Prusakiem SJ, opublikowanym w styczniowym numerze Charakterów. Zakonnik pisze tam, że nie ma zaufania do ludzi, którzy nigdy nie mają żadnych wątpliwości w sprawach wiary. Uważa, że to przejaw imbecylizmu albo nieuczciwości intelektualnej. Następnie przyznaje, że nie dysponuje taką pewnością na istnienie Boga, jakiej domaga się od niego ateista. Dodaje jednak, że argumenty ateisty za nieistnieniem Boga nie dają mu takiej pewności, jaką posiada ateista.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
|
|
 | | Adam P (36 punktów) | >Zachecam Cię do przeczytania wywiadu z Jackiem Prusakiem SJ, opublikowanym w styczniowym numerze Charakterów. Zakonnik pisze tam, że nie ma zaufania do ludzi, którzy nigdy nie mają żadnych wątpliwości w sprawach wiary. Uważa, że to przejaw imbecylizmu albo nieuczciwości intelektualnej. >Następnie przyznaje, że nie dysponuje taką pewnością na istnienie Boga, jakiej domaga się od niego ateista. Dodaje jednak, że argumenty ateisty za nieistnieniem Boga nie dają mu takiej pewności, jaką posiada ateista.
Bardzo ciekawe na pewno zglebię tę lekturę
|
|
| sawra (286 punktów) | Nigdy nie staraj sie przekonywac kogokolwiek do jakichkolwiek tez, bo nawet jesli ci sie uda, bedzie to tylko wymiana jednej cegly na druga. Zreszta to, ze wiesz o co ci chodzi, nie oznacza ze ten ktory tego nie wie, jest ograniczony. Umiejetnosc przekazywania swojej mysli, to trudna sztuka.
|
|
1 na 1 | simo.hayha. (433 punktów) | Temat ciekawy, dyskusja gorąca jak zawsze. Szkoda, że interlokutorzy nie zawsze dorównują poziomem. Właściwie wszystko zostało już powiedziane. Od siebie dodam jeszcze cytat z Gadamera:
>"Zły to hermeneuta, który sobie wyobraża, że może lub że musi mieć ostatnie słowo."
Nie warto być natarczywym i uznającym wiarę rozmówcy za idiotyczną/godną pożałowania, bo taka rozmowa niczego nie przyniesie. Szanujmy się nawzajem, a konstruktywna krytyka (vide p. Andrzej51) da do myślenia wielu (nawet jeśli adresatowi myśleć się nie chciało)
pozdrawiam, simo
|
|
 | | Mandella (83 punktów) | >Szanujmy się nawzajem, a konstruktywna krytyka (vide p. Andrzej51) da do myślenia wielu (nawet jeśli adresatowi myśleć się nie chciało)
Tak dodam od siebie:
Szczerze mówiąc byłoby niepokojące gdyby dyskusja ustała, jest sensem samym w sobie. Dzięki różnym stanowiskom i postawom jesteśmy wstanie powtórnie się zdefiniować, skonfrontować swoje poglądy, nawet dzięki hipokryzji i "głupoty" (szczerze mówiąc kwestie inteligencji, dobra i zła są na MOJEJ top liście najbardziej relatywnych słów lub tych którym jej znaczenie na siłę usztywniono) Kolejne pokolenia mijają, każde dokłada swoją cegiełkę, ale przechodzą przez podobne etapy...
|
|
| angorek333 (75 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
Ostatnio pewien nadgorliwy Teista wywołał we mnie falę gorącego antyklerykalizmu. Moja rada zatem brzmi. Wcale. Po czynach daj się poznać a nie po słowach. Co do boga... komu go potrzeba, nie odbieraj go, bo to może być karma przydatna a dla niektórych konieczna.
|
|
Złotek (867 punktów) (zablokowany) | Wybaczcie, ale nie mam czasu czytać całego wątku, więc wrzucam póki co kilka propozycji odnośnie chrześcijaństwa, na podstawie Biblii: 1. Czasami pojawia się nazwa "bogowie". 2. W Księdze Rodzaju jak wszyscy wiedzą jest opisany żywot Adama i Ewy, którzy mieli synów Abla, Kaina i Seta. Gdy Kain zabił Abla zostaje napiętnowany, odchodzi i bierze sobie żonę z ludu. Pytanie brzmi: Jakiego ludu, skoro jest tylko czterech ludzi na ziemi? 3. Kolejne pytanie to skąd pozostali synowie wzięli swe żony? 4. Sprzeczność wynikająca między zasadą Starego Testamentu "oko za oko", a Nowego Testamentu "nadstaw drugi policzek. 5. Po co Bóg testował wiarę Arona, każąc mu zabić własnego pierworodnego, skoro i tak wie wszystko? 6. Istnieją też niebagatelne sprzeczności wszechwiedzący Boga, np. po co Bóg stworzył Eden? Żeby wygnać Adama i Ewę, mimo iż wiedział, że to nastąpi? 7. Kolejna ciekawostka to wędrówka 40-letnia przez pustynię. Aż tyle czasu by to zajęło? (exodus z Egiptu do Ziemi Obiecanej) 8. Według Biblii Jezus to syn Boży, mimo, że jednocześnie głosi to, że Bóg jest jeden. Pytanie więc po co ukazywanie się w kilku osobach? Przecież nie można być własnym ojcem, tym bardziej jeśli mówi się, że Bóg jest wieczny, a Jezus urodził się 2011 lat temu. A nazywanie go bogiem powoduje rozdzielenie Boga na dwie postaci, czyli w rezultacie politeizm. 9. Jest też taka biblijna kwestia, że trzeba być zimnym albo gorącym. Czy chodzi o to, że jak być złym, albo dobrym to na całego? To chyba niezbyt zgodne z resztą przykazań. I taka kwintesencja myślowa ludzi należących do KK: - "Nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła katolickiego" - św.Augustyn
|
|
2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | > Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.Cóż, intuicyjne przekonanie to nie jest jeszcze wiedza niezbędna w rzetelnej dyskusji. Wszak już starożytni mawiali, że kto umie jasno myśleć umie również jasno mówić. Aby nie zderzały się dwa zdania argumentowane "Bo tak!" trzeba się jednak przygotować. Konkretnie i detalicznie. Bo życie składa się z drobiazgów, a w szczegółach tkwi...? Tak, Kolego. Diabeł! Kiedy się wdasz w dyskusję na poziomie dla religijnych odpowiednim (Absoluty, transcendencje czy cokolwiek innego co nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości) musisz polec, albo przynajmniej pogodzić się z nierozstrzygalnością omawianych kwestii. Kiedy zaczniesz drążyć szczegóły religijni będą się wić jak piskorze, by nie dotknąć Diabła.  > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.Nikt nigdy nie wprowadził pojęcia boga w sposób rozumny do rzetelnej, cywilizowanej dyskusji na temat opisu świata poza umysłami. Bóg to postać z opowieści religijnych, a nie element rzeczywistego świata. Pomieszanie fantazji z opisem rzeczywistości odbywa się na zasadzie hucpy religijnych i należy ich próbować ucywilizować, aby jasno mówili o czym konkretnie mówią. Bo z wiarą, jak z gustem dyskusji nie ma.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
1 na 1 | jederman (173 punktów) | > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę.Nie jestem pewny jakich możesz użyć; napiszę za to jakich nie możesz  Niektórzy w tym wątku próbowali cię poratować czymś takim oto (przepraszam, nie chce mi się dokładnie sprawdzać cytatów, wypowiem to po swojemu): "cały ciężar dowodu spoczywa na teiście, bo to on wygłasza tezę o istnieniu; ateista wygłasza zaś tezę o nieistnieniu, a takich tez się nie dowodzi - tak mówi logika". Niestety, jest to brednia i nie tędy droga. Ktoś kto tak twierdzi powinien z miejsca odrzucić wszystkie ogólne prawa naukowe jako bezzasadne - bo logika akurat mówi, że zdania ogólne są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych. Weźcie prawo w stylu "na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu (... itd)". Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu". No to jak to w końcu jest: uzasadnia się takie zdania czy nie? A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia? I wolno im, bo przecież "tez o nieistnieniu się nie dowodzi"?
|
|
 | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na >które nie działa siła wyporu". No to jak to w końcu jest: uzasadnia się takie zdania >czy nie?Trochę mieszasz. W Twoim zdaniu występują dobrze zdefiniowane pojęcia. Mające w dodatku odniesienie do rzeczywistości. Z pojęciem Boga jest ta bieda, że nie ma definicji odnoszącej go do rzeczywistości i właśnie wierzący powinni wyjaśnić konkretnie o czym/kim w ogóle mowa (zdefiniować go w świecie poza swoimi umysłami/wyobrażeniami). Bo ciężar dowodu wedle cywilizowanych norm spoczywa jednak na tym kto wprowadza jakieś pojęcie do obiegu. A wierzący cały czas posługują się teologiczną hucpą, a nie uczciwym definiowaniem. Ateista ma po prostu prawo nie przyjąć za udowodnione twierdzenia, którego nikt nie udowodnił. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Nie jestem pewny jakich możesz użyć; napiszę za to jakich nie możesz Niektórzy w tym wątku próbowali cię poratować czymś takim oto (przepraszam, nie chce mi się dokładnie sprawdzać cytatów, wypowiem to po swojemu): "cały ciężar dowodu spoczywa na teiście, bo to on wygłasza tezę o istnieniu; ateista wygłasza zaś tezę o nieistnieniu, a takich tez się nie dowodzi - tak mówi logika". Niestety, jest to brednia i nie tędy droga.Mylisz się całkowicie. > Ktoś kto tak twierdzi powinien z miejsca odrzucić wszystkie ogólne prawa naukowe jako bezzasadneCo to takiego ogólne prawa naukowe??? > - bo logika akurat mówi, że zdania ogólne są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych.Hier liegt der Hund begraben, że zdania wyrażające dotychczasowe ustalenia nauki nt. praw przyrody nie są "zdaniami ogólnymi" w rozumieniu przez Ciebie prezentowanym. > Weźcie prawo w stylu "na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu (... itd)". Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu".1. Słówko "każde" sobie tak z wrodzonej Niewinności Prostaczej przemyciłeś, rzęsami z wdziękiem łopocząc? Na głowie kwietny masz wianek W ręku - zielony badylek?2. Prawo Archimedesa jest doraźnym, wyrażonym przy pomocy dobrze zdefiniowanych pojęć, indukcyjnym uogólnieniem dotychczasowych obserwacji empirii, któremu przyszłe obserwacje zawsze kłam zadać mogą. Zestawianie go z pretensjami zdania "Bóg istnieje" do egzystencjalnej prawdziwości jest oczywistą manipulacją, szytą nićmi tak grubymi, że każącą domiemywać Naiwności Bezbrzeżnej manipulatora. Przed Tobą bieży baranek, Nad Tobą lata motylek?> No to jak to w końcu jest: uzasadnia się takie zdania czy nie? A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia? I wolno im, bo przecież "tez o nieistnieniu się nie dowodzi"? A spójrz choćby tutaj.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
|  | 1 na 1 | jederman (173 punktów) |
> Co to takiego ogólne prawa naukowe???Każde prawo o postaci "dla każdego x A" (gdzie A jest dowolną formułą) nazywam prawem ogólnym. Takim prawem jest na przykład zdanie "dla każdego n, n+0 = n" - jest to w związku z tym ogólne prawo matematyki (można je oczywiście - jak już mówiłem - równoważnie sformułować w postaci negacji zdania egzystencjalnego). > Hier liegt der Hund begraben, że zdania wyrażające dotychczasowe ustalenia nauki nt. praw przyrody nie są "zdaniami ogólnymi" w rozumieniu przez Ciebie prezentowanym.Cóż, Big Żyd miał widocznie lepszych nauczycieli niż ja. Popatrzmy. > >Weźcie prawo w stylu "na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu (... itd)". Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu".> 1. Słówko "każde" sobie tak z wrodzonej Niewinności Prostaczej przemyciłeś, rzęsami z wdziękiem łopocząc?Rzęsy mam rzeczywiście śliczne (skąd Pan wiedział?) Ale słówko "każde" nie stąd. Zob. np. tu, Prawo Archimedesa. Ale może Big Żyd zna jakieś inne prawo Archimedesa? Jak zna, to niech je zdradzi. > 2. Prawo Archimedesa jest doraźnym, wyrażonym przy pomocy dobrze zdefiniowanych pojęć, indukcyjnym uogólnieniem dotychczasowych obserwacji empirii, któremu przyszłe obserwacje zawsze kłam zadać mogą.W jaki sposób Big Żyd wnioskuje z tego, że Prawo Archimedesa nie jest zdaniem ogólnym w sensie zdefiniowanym powyżej? > Zestawianie go z pretensjami zdania "Bóg istnieje" do egzystencjalnej prawdziwości jest oczywistą manipulacją, szytą nićmi tak grubymi, że każącą domiemywać Naiwności Bezbrzeżnej manipulatora.Czy Big Żyda uczyli w szkole czytać? Proszę przeanalizować mój poprzedni post i nie przypisywać mi w niedbalstwie swoim tez jakich nie wygłaszam. Nie zestawiam zdania "Bóg istnieje" z Prawem Archimedesa. Zestawiam z nim zdanie "Bóg nie istnieje". Zauważam, że oba te zdania są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych, co podważa pogląd, że tez o nieistnieniu się nie uzasadnia. > No to jak to w końcu jest: uzasadnia się takie zdania czy nie? A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia? I wolno im, bo przecież "tez o nieistnieniu się nie dowodzi"? > A spójrz choćby tutaj.Niestety, link nie zrekompensuje braków w argumentacji i nieuważnej lektury.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| |  | 9 na 9 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Co to takiego ogólne prawa naukowe???> Każde prawo o postaci "dla każdego x A" (gdzie A jest dowolną formułą) nazywam prawem ogólnym. Takim prawem jest na przykład zdanie "dla każdego n, n+0 = n" - jest to w związku z tym ogólne prawo matematyki (można je oczywiście - jak już mówiłem - równoważnie sformułować w postaci negacji zdania egzystencjalnego).Matematyka nie jest nauką empiryczną. Uważny czytelnik mojego posta winien bez trudu się zorientować, że fakt ten usuwa ją poza obręb niniejszych rozważań. Ogólnie (  ) biorąc - formalizm języka nie przekłada się wprost na prawdziwość/fałszywość konkretnych sądów o empirii. > Cóż, Big Żyd miał widocznie lepszych nauczycieli niż ja.Widocznie  . > Rzęsy mam rzeczywiście śliczne (skąd Pan wiedział?)Z dedukcji. Założyłem prawdziwość obiegowych przekonań o zależnościach między rozumem a urodą. > Ale słówko "każde" nie stąd. Zob. np. tu, Prawo Archimedesa. Ale może Big Żyd zna jakieś inne prawo Archimedesa? Jak zna, to niech je zdradzi.Powagi trochę. Przytaczasz podręcznikowe uproszczenia (w danym wypadku polegające na przemyceniu do sformułowania Prawa Archimedesa pozornie niewinnego słówka każde) dla dziatwy szkolnej i chcesz z nich wnioski egzystencjalne wywodzić? Z cytowanego przez Ciebie źródła: Pierwsza zasada dynamiki Newtona Jeżeli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające się równoważą, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnie prostoliniowym.W gimnazjum tak sobie można - ale na dalszych etapach edukacji dowiaduje się człek, iż nie jest znane takie ciało we Wszechświecie, na które nie działałaby żadna siła, ani takie, dla którego siły działające nań by się równoważyły, ani też takie, które pozostawałoby w spoczynku lub poruszałoby się ruchem jednostajnie prostoliniowym. > >2. Prawo Archimedesa jest doraźnym, wyrażonym przy pomocy dobrze zdefiniowanych pojęć, indukcyjnym uogólnieniem dotychczasowych obserwacji empirii, któremu przyszłe obserwacje zawsze kłam zadać mogą.> W jaki sposób Big Żyd wnioskuje z tego, że Prawo Archimedesa nie jest zdaniem ogólnym w sensie zdefiniowanym powyżej?Nie wnioskuję a stwierdzam. Doraźne, indukcyjne uogólnienie dotychczasowych obserwacji (domyślnie zawsze poprzedzone zastrzeżeniem: na podstawie dotychczasowych obserwacji - póki nikt nie udowodni, że jest inaczej - przyjmuję, że...) z definicji nie jest zdaniem ogólnym w Twoim rozumieniu. Oczywiście - formalny kształt zdania ogólnego (dla każdego x A...) można nadać czemu się tylko chce, np. każdy pociąg pancerny w zderzeniu z cebulą śpiewa "Marsyliankę", po czym prostymi środkami z tego wyprowadzić "formalny" "dowód nieistnienia" ( nie istnieje taki pociąg pancerny, który w zderzeniu z cebulą nie śpiewa "Marsylianki") ale tempus fugit, vita brevis czy jakoś tak. > Czy Big Żyda uczyli w szkole czytać?Nie było takiej potrzeby. > Proszę przeanalizować mój poprzedni post i nie przypisywać mi w niedbalstwie swoim tez jakich nie wygłaszam. Nie zestawiam zdania "Bóg istnieje" z Prawem Archimedesa. Zestawiam z nim zdanie "Bóg nie istnieje".Bez znaczenia. Orzekanie o istnieniu bądź nieistnieniu X na podstawie arbitralnie nadanej zdaniu konstrukcji jest równie absurdalne. > Zauważam, że oba te zdania są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych, co podważa pogląd, że tez o nieistnieniu się nie uzasadnia.Proponowane przez Ciebie wcześniej zdanie: nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu zawiera choć ślad jakiegokolwiek uzasadnienia różnego od zabawy słowami? > >No to jak to w końcu jest: uzasadnia się takie zdania czy nie? A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia? I wolno im, bo przecież "tez o nieistnieniu się nie dowodzi"? > >A spójrz choćby tutaj.> Niestety, link nie zrekompensuje braków w argumentacji i nieuważnej lektury.Niestety, niestety... 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | |  | | jederman (173 punktów) |
> > Ale słówko "każde" nie stąd. Zob. np. tu, Prawo Archimedesa. Ale może Big Żyd zna jakieś inne prawo Archimedesa? Jak zna, to niech je zdradzi.> Powagi trochę. Przytaczasz podręcznikowe uproszczenia (w danym wypadku polegające na przemyceniu do sformułowania Prawa Archimedesa pozornie niewinnego słówka każde) dla dziatwy szkolnej i chcesz z nich wnioski egzystencjalne wywodzić?Big Żyd zdecydowanie jest odporny na słowo pisane. Proszę wskazać w którym miejscu wywodziłem egzystencjalne wnioski ze sformułowania Prawa Archimedesa. (Wskazówka: daremny trud. Pomysł ten wykluł się wyłącznie w głowie Big Żyda). Zaznaczam również, że mimo wezwania, Big Żyd wciąż nie sformułował żadnej wersji Prawa Archimedesa. > Z cytowanego przez Ciebie źródła:> Pierwsza zasada dynamiki NewtonaJeżeli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające się równoważą, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnie prostoliniowym.> W gimnazjum tak sobie można - ale na dalszych etapach edukacji dowiaduje się człek, iż nie jest znane takie ciało we Wszechświecie, na które nie działałaby żadna siła, ani takie, dla którego siły działające nań by się równoważyły, ani też takie, które pozostawałoby w spoczynku lub poruszałoby się ruchem jednostajnie prostoliniowym.I na dalszym etapie edukacji (który to etap Big Żyda najwyraźniej ominął) dowiadujemy się, że implikacje o fałszywych poprzednikach są prawdziwe, w związku z tym brak takich ciał nie falsyfikuje podanego zdania ogólnego. Możemy je zachować jako prawo, traktując je w zastosowaniach jako idealizację. > >>2. Prawo Archimedesa jest doraźnym, wyrażonym przy pomocy dobrze zdefiniowanych pojęć, indukcyjnym uogólnieniem dotychczasowych obserwacji empirii, któremu przyszłe obserwacje zawsze kłam zadać mogą.> >W jaki sposób Big Żyd wnioskuje z tego, że Prawo Archimedesa nie jest zdaniem ogólnym w sensie zdefiniowanym powyżej?> Nie wnioskuję a stwierdzam. Doraźne, indukcyjne uogólnienie dotychczasowych obserwacji (domyślnie zawsze poprzedzone zastrzeżeniem: na podstawie dotychczasowych obserwacji - póki nikt nie udowodni, że jest inaczej - przyjmuję, że...) z definicji nie jest zdaniem ogólnym w Twoim rozumieniu.Aha. Oto zatem zbliżamy się do oficjalnego sformułowania Prawa Archimedesa a la Big Żyd. Oto ono: Na podstawie dotychczasowych obserwacji przyjmuję, że ... XXXX Nadal nie wiemy, co stoi w miejscu XXXX, za to jedna rzecz jest godna uwagi. Otóż zdaniem Big Żyda prawa fizyki są ... o fizykach. Prawo Archimedesa głosi na przykład, że jakiś fizyk (ciekawe jaki) coś przyjmuje. W związku z tym: w celu uzasadnienia Prawa Archimedesa należałoby przebadać tego fizyka żeby ustalić, co on tak naprawdę przyjmuje. Oto fizyka a la Big Żyd. Drogi Panie, to co Pan podaje rzeczywiście nie jest zdaniem ogólnym w moim rozumieniu - przyznaję. Nie jest to jednak również prawo Archimedesa. Błagam, proszę mi uwierzyć na słowo: prawo Archimedesa nie jest żadną ciekawostką o psychice fizyków. Prawo Archimedesa to raczej coś, co powinno stać w miejscu liter XXXX. Ponawiam zatem pytanie: co tam stoi? > >Czy Big Żyda uczyli w szkole czytać?> Nie było takiej potrzeby.Tragiczne. I mówię to zupełnie serio.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Big Żyd zdecydowanie jest odporny na słowo pisane.Na Twoje - i owszem  . > Proszę wskazać w którym miejscu wywodziłem egzystencjalne wnioski ze sformułowania Prawa Archimedesa.Służę uprzejmie: www.racjonalista.pl/forum.php/s,383808#w391730(...)zdania ogólne są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych. Weźcie prawo w stylu "na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu (... itd)". Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu". > (Wskazówka: daremny trud. Pomysł ten wykluł się wyłącznie w głowie Big Żyda).Tiaaaa... - grabki i wiaderko i wrak smoleński też możesz sobie zabrać  . > Zaznaczam również, że mimo wezwania, Big Żyd wciąż nie sformułował żadnej wersji Prawa Archimedesa.Nie widzę powodu, dla którego Twe wezwania miałyby mnie do czegokolwiek zobowiązywać, ale proszę bardzo: na podstawie dotychczasowych obserwacji - skoro nikt nie przedstawił dowodów na twierdzenie przeciwne - można przyjąć, że: w niektórych (odpowiednio zdefiniowanych, bo np. w warunkach nieważkości nie) warunkach na niektóre ciała (bo np. na neutrina nie - "ciało" pozwalam sobie definiować jako "obiekt obdarzony masą") zanurzone w płynie działa siła wyporu Fw skierowana pionowo do góry i co do wartości równa ciężarowi płynu (cieczy lub gazu) wypartego przez to ciało. > I na dalszym etapie edukacji (który to etap Big Żyda najwyraźniej ominął) dowiadujemy się, że implikacje o fałszywych poprzednikach są prawdziwe, w związku z tym brak takich ciał nie falsyfikuje podanego zdania ogólnego. Możemy je zachować jako prawo, traktując je w zastosowaniach jako idealizację.Zaprawdę - zaparło mi dech w piersiach.    Pouczę, bo uczynny jestem, choć nadziei, że to coś da, zaiste nijakiej nie mam. Po pierwsze: przywołana przeze mnie dla przykładu pierwsza zasada dynamiki Newtona ( jeżeli na ciało nie działa żadna siła, lub siły działające się równoważą, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnie prostoliniowym) jest uznawana za - ściśle biorąc - w każdym swym elemencie fałszywą ( niezgodną z rzeczywistością), ale nie decyduje o tym analiza logiczna a empiryczne obserwacje. Uznaje się ją za wygodną idealizację, ale decydują o tym wyłącznie względy pragmatyczne. Ale to drobiazg. Po drugie, ważniejsze: koniecznie poproś opiekuna, by patrzył Ci na ręce, gdy piszesz, zwłaszcza gdy Cię jakiego Trudnego Słowa użyć Złe podkusi. Implikacje o fałszywych poprzednikach są z definicji prawdziwe (w sensie klasycznej logiki, NIE w sensie zgodności z rzeczywistością) ponieważ z fałszu wynika cokolwiek ( ex falso quodlibet) - jak w klasycznym przykładzie G. H. Hardy'ego: z tego, że 2+2=5 wynika, że jesteś papieżem (ponieważ jeżeli od obu członów równania odejmiemy 3, to uzyskamy zdanie, że 1=2; Ty i papież jesteście dwiema różnymi osobami, ale skoro 2=1, to...  ). Pomysł, by na grunie nauki (bo przecie o pierwszej zasadzie dynamiki Newtona rozmawiamy) zdania, których prawdziwość zasadza się na fałszywości poprzedników zachować jako prawo, traktując je w zastosowaniach jako idealizację dowodzi już nawet nie debilizmu, a zgoła ujemnego ilorazu inteligencji. Resztę zostawiam już Twoim terapeutom. Łącząc wyrazy współczucia.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | |  | | jederman (173 punktów) | Ulżyło? Buzia po dąsach zdążyła się wypogodzić? No to jedziemy dalej. Najpierw drobiażdżek. > >Proszę wskazać w którym miejscu wywodziłem egzystencjalne wnioski ze sformułowania Prawa Archimedesa.> Służę uprzejmie: www.racjonalista.pl/forum.php/s,383808#w391730> (...)zdania ogólne są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych. Weźcie prawo w stylu "na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu (... itd)". Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu". "Zdaniem szczegółowym nazywa się zdanie zbudowane według któregoś z następujących schematów: Pewne S są P (np. Pewne grzyby są trujące) Pewne S nie są P (np. Pewne kwiaty nie są pachnące) (...) Zdania szczegółowe stwierdzają zawsze istnienie przedmiotów, których dotyczą, dlatego nazywa się je również zdaniami egzystencjalnymi" (źródło: Mała Encyklopedia Logiki) I bez komentarza. Kto racjonalny ten pojmie. Kto 'racjonalny inaczej' ... > Nie widzę powodu, dla którego Twe wezwania miałyby mnie do czegokolwiek zobowiązywać, ale proszę bardzo:Cieszę się. Naturalnie że wezwania nie zobowiązują. W ogóle nie ma żadnego obowiązku uczestniczenia w dyskusji na tym forum. Jednak dopiero od tego momentu mamy tak naprawdę o czym rozmawiać. > na podstawie dotychczasowych obserwacji - skoro nikt nie przedstawił dowodów na twierdzenie przeciwne - można przyjąć, że: w niektórych (odpowiednio zdefiniowanych, bo np. w warunkach nieważkości nie) warunkach na niektóre ciała (bo np. na neutrina nie - "ciało" pozwalam sobie definiować jako "obiekt obdarzony masą") zanurzone w płynie działa siła wyporu Fw skierowana pionowo do góry i co do wartości równa ciężarowi płynu (cieczy lub gazu) wypartego przez to ciało.Nie będę Big Żydowi wymyślał od półinteligentów. Zauważę po prostu, że podane przez niego sformułowanie jest niepoprawne. Powody są dwa. Pierwszy: skrzętnie poumieszczane (z trzepotaniem rzęs?) w nim słowa "niektóre". Problem w tym, że takie sformułowanie prawa Archimedesa pozbawia go jakiejkolwiek mocy predykcyjnej. "W niektórych warunkach na niektóre ciała" znaczy przecież "istnieją warunki oraz ciała takie że...". Efekt: nie da się przewidywać zachowań ciał na podstawie czegoś takiego (podobnie jak na podstawie "niektórzy ludzie żyjący w niektórych krajach są Polakami" nie przewidzę "Big Żyd jest Polakiem"). Zauważcie także, że do potwierdzenia czegoś takiego wystarczy podanie pojedynczego przykładu warunku oraz ciała zachowującego się zgodnie z opisem - klauzula "skoro nikt nie przedstawił dowodów na twierdzenie przeciwne" jest tak naprawdę pusta (bo jeśli już raz podaliśmy przykład owych "niektórych warunków" i "niektórych ciał", dalsze eksperymentowanie mija się z celem. Czy zdaniem Big Żyda naprawdę o to chodzi fizykom?). Drugi: całe sformułowanie nie jest twierdzeniem fizyki, lecz (w najlepszym razie) metodologii nauk. Ma ono postać "Na podstawie danych A można przyjąć, że B". Takie rzeczy rozważają nie fizycy, lecz metodolodzy badający np. logikę indukcji (próbują oni wykazywać, że dane określonego typu rzeczywiście stanowią wystarczającą podstawę do zaakceptowania danej tezy). Wiem, że mówimy o naukach empirycznych a nie o matematyce, ale tu akurat sytuacja w matematyce jest taka sama: twierdzeniem matematycznym jest twierdzenie Pitagorasa, a nie zdanie "na podstawie przedstawionego dowodu można przyjąć twierdzenie Pitagorasa". Miesza Pan dwa różne porządki. Prawo Archimedesa - wbrew temu co Pan mówi - należy przedstawiać jako zdanie ogólne (choć niekoniecznie ściśle ogólne - może być z klauzulą ceteris paribus). Ale tego właśnie boi się Pan jak diabeł święconej wody, bo w kontekście początku naszej dyskusji może to Panu zaszkodzić na ideologiczną czystość. Stąd taki kwiatek jak podane przez Pana sformułowanie. Serdecznie życzę więcej dystansu. Część z inwektywami pomijam.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > No to jedziemy dalej.Mało mnie Wasze odjazdy interesują. > "Zdaniem szczegółowym nazywa się zdanie zbudowane według któregoś z następujących schematów:> Pewne S są P (np. Pewne grzyby są trujące)> Pewne S nie są P (np. Pewne kwiaty nie są pachnące) (...)> Zdania szczegółowe stwierdzają zawsze istnienie (wytłuszczenie moje - big_zyd) przedmiotów, których dotyczą, dlatego nazywa się je również zdaniami egzystencjalnymi" (źródło: Mała Encyklopedia Logiki)Pewne krasnoludki noszą zielone czapeczki. Niektórzy bogowie olimpijscy romansują ze śmiertelnikami. Są takie bumbulce, które nie piją benzyny. No, to żem se postwierdzał istnienie. Fajnie było  . > I bez komentarza. Kto racjonalny ten pojmie. Kto 'racjonalny inaczej' ...  > W ogóle nie ma żadnego obowiązku uczestniczenia w dyskusji na tym forum.Pierwszy raz coś do rzeczy napisałeś. Weźże se to do serca, niebogo. > Jednak dopiero od tego momentu mamy tak naprawdę o czym rozmawiać.Mówcie za siebie. > Nie będę Big Żydowi wymyślał od półinteligentów.Ludzki pan  . > Zauważę po prostu, że podane przez niego sformułowanie jest niepoprawne.Zauważysz, jak zwykle, błędnie. > Pierwszy: skrzętnie poumieszczane (z trzepotaniem rzęs?) w nim słowa "niektóre". Problem w tym, że takie sformułowanie prawa Archimedesa pozbawia go jakiejkolwiek mocy predykcyjnej. "W niektórych warunkach na niektóre ciała" znaczy przecież "istnieją warunki oraz ciała takie że...".Normalnych literek nie dałeś rady rozczytać, więc Ci powtórzę wołami: odpowiednio zdefiniowanych (...) warunkach (to samo odnosi się do "niektórych ciał") - szczegółowe zdefiniowanie tych warunków (np. grawitacyjnych) i tych ciał (ograniczonych np. do materii barionowej) pozostawiam już specjalistom. > Zauważcie także, że do potwierdzenia czegoś takiego wystarczy podanie pojedynczego przykładu warunku oraz ciała zachowującego się zgodnie z opisem -Nie wystarczy, bo w twierdzeniu użyta jest liczba mnoga, analfabeto. > klauzula "skoro nikt nie przedstawił dowodów na twierdzenie przeciwne" jest tak naprawdę pusta"Nikt" czy "nic" to z definicji zbiory puste. > (bo jeśli już raz podaliśmy przykład owych "niektórych warunków" i "niektórych ciał", dalsze eksperymentowanie mija się z celem.)Nie mija się, służy bowiem weryfikacji twierdzenia. Twierdzić można sobie co komu w duszy gra - o (empirycznej) prawdziwości/fałszywości twierdzenia decydują dopiero obserwacje i eksperymenty. > Drugi: całe sformułowanie nie jest twierdzeniem fizyki, lecz (w najlepszym razie) metodologii nauk. Ma ono postać "Na podstawie danych A można przyjąć, że B". Takie rzeczy rozważają nie fizycy, lecz metodolodzyA fizycy układają sobie twierdzenia w oderwaniu od metodologii, Twoim zdaniem? Człon "metodologiczny" (w rodzaju takiego, jaki otwartym tekstem na stół wyłożyłem) jest w każdym twierdzeniu fizycznym zawarty domyślnie - dla wygody tylko nie wypisuje się go explicite za każdym razem. No, ale to domyślnym być trzeba. > twierdzeniem matematycznym jest twierdzenie Pitagorasa, a nie zdanie "na podstawie przedstawionego dowodu można przyjąć twierdzenie Pitagorasa".Także i twierdzenie Pitagorasa musi spełniać określone wymogi formalne ("metodologiczne") zanim w ogóle zostanie dopuszczone do rozpatrywania jako twierdzenie. > Prawo Archimedesa - wbrew temu co Pan mówi - należy przedstawiać jako zdanie ogólneJeżeli pisze się podręcznik dla gimnazjum. Należy też wtedy pisać, że "Ziemia jest kulą" a grawitację po newtonowsku przedstawiać. Zupełnie czym innym jest konstruowanie teorii możliwie jak najściślej odzwierciedlających fizyczną rzeczywistość. > Część z inwektywami pomijam.Taką okazję do autorefleksji marnujesz...
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | |  | -1 na 3 | jederman (173 punktów) | > Pewne krasnoludki noszą zielone czapeczki.> Niektórzy bogowie olimpijscy romansują ze śmiertelnikami.> Są takie bumbulce, które nie piją benzyny.> No, to żem se postwierdzał istnienie. Fajnie było .Uwaga: Big Żyd odkrywa Amerykę! Niektóre zdania egzystencjalne są fałszywe!!! Pojęcie zdania egzystencjalnego ma charakter formalny!!! Kto by to pomyślał!! ROTFL > Normalnych literek nie dałeś rady rozczytać, więc Ci powtórzę wołami:> odpowiednio zdefiniowanych (...) warunkach (to samo odnosi się do "niektórych ciał") - szczegółowe zdefiniowanie tych warunków (np. grawitacyjnych) i tych ciał (ograniczonych np. do materii barionowej) pozostawiam już specjalistom.Wersja dla opornych  : Niech A będzie ulubioną przez Big Żyda definicją "warunków". Niech B będzie jego ulubioną definicją "tych ciał". Mamy wtedy dwa możliwe sformułowania prawa Archimedesa: 1. W warunkach typu A na niektóre ciała typu B zanurzone w płynie ... (resztę pomijam) 2. W warunkach typu A na każde ciało typu B zanurzone w płynie ... (resztę pomijam) Jeżeli Big Żyd chce powiedzieć, że Prawo Archimedesa ma formę (2), to nie ma między nami sporu. Też uważam, że ma ono taką formę. Forma (2) jest formą zdania ogólnego i - jak mówiłem wcześniej - jest logicznie równoważna zdaniu o nieistnieniu ("Nie istnieje ciało typu B, które znalazłszy się w warunkach typu A, zanurzone w płynie ..." pozostałą część parafrazy pozostawiam Big Żydowi jako ćwiczenie ... bo Big Żyd bardzo ćwiczeń potrzebuje). Jeśli jednak Big Żyd chce powiedzieć, że Prawo Archimedesa ma formę (1), to się myli. Zdania typu (1) pozbawione są mocy predykcyjnej. Powodem jest właśnie to nieszczęsne słowo "niektóre". Nawet jeśli Big Żyd sam jest ciałem typu B, nie jesteśmy w stanie przewidzieć na podstawie (1) co się stanie, kiedy Big Żyd wejdzie do wanny (jeśli Big Żyd w ogóle czasem do wanny wchodzi). Teraz capisci? > >Zauważcie także, że do potwierdzenia czegoś takiego wystarczy podanie pojedynczego przykładu warunku oraz ciała zachowującego się zgodnie z opisem -> Nie wystarczy, bo w twierdzeniu użyta jest liczba mnoga, analfabeto.Do zweryfikowania zdania "niektórzy ludzie są Polakami" wystarczy podanie pojedynczego przykładu człowieka będącego Polakiem. Forma gramatyczna liczby mnogiej nie ma w takim kontekście znaczenia. Niestety, Big Żyd jest logicznym analfabetą. > >(bo jeśli już raz podaliśmy przykład owych "niektórych warunków" i "niektórych ciał", dalsze eksperymentowanie mija się z celem.)> Nie mija się, służy bowiem weryfikacji twierdzenia. Twierdzić można sobie co komu w duszy gra - o (empirycznej) prawdziwości/fałszywości twierdzenia decydują dopiero obserwacje i eksperymenty.Logicznego analfabetyzmu ciąg dalszy. Podaję przykład dla wybitnie opornych. Zdefiniujmy: Warunki typu A - zetknięcie się ze słowem pisanym. Ciała typu B - osoby ludzkie. Twierdzenie: w warunkach typu A niektóre ciała typu B czasem kompletnie głupieją. Uzasadnienie: Big Żyd jest ciałem typu B, które znalazło się w warunkach typu A i kompletnie zgłupiało. Dalsze eksperymentowanie mija się z celem, ponieważ jest zupełnie nie na temat. Znalezienie innego ciała typu B, które w warunkach typu A nie głupieje, nie podważa w żaden sposób twierdzenia. Twierdzenie mówi przecież tylko, że niektóre takie ciała głupieją. Nie wyklucza wcale, że niektóre nie głupieją. Uzasadnienie jest więc kompletne i nie ma dalej czego sprawdzać. Formułowanie w tym stylu fizycznego prawa, wymagającego coraz to nowych eksperymentów, jest całkowitym nieporozumieniem. > A fizycy układają sobie twierdzenia w oderwaniu od metodologii, Twoim zdaniem?Nie. Big Żyd jak zwykle nic nie zrozumiał. Metodologia wyznacza, jakie twierdzenia mamy zaakceptować. To jednak nie znaczy że same te twierdzenia są o metodologii. > Także i twierdzenie Pitagorasa musi spełniać określone wymogi formalne ("metodologiczne") zanim w ogóle zostanie dopuszczone do rozpatrywania jako twierdzenie.Ktoś temu przeczył? Ja mówiłem tylko, że spełnienie tych metodologicznych wymogów nie jest treścią twierdzenia Pitagorasa. Niech Big Żyd napisze od nowa podręczniki matematyki (i fizyki też przy okazji). Niech w nich zaznaczy, że takie wyrażenia jak "można przyjąć" należą do języka matematyki (bo twierdzenie Pitagorasa powinno być sformułowane w języku matematyki ... czyż nie?). Kariera naukowa murowana. Pozdro
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | Ty jederman nie umiesz grzeczniej zwracać się do ludzi z którymi rozmawiasz? Obrażasz Biga, Fizyka, Andrzeja Bogusławskiego.
Według mojego prawa fizyki, podskakując w taki sposób długo sobie tu nie poskaczesz.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | jederman (173 punktów) | Do przyszłego tygodnia już i tak nikomu merytorycznie nie odpiszę (weekend jest dla rodziny), więc tylko parę słów do Pani. Postaram się grzecznie, bez ironii - obiecuję. > Według mojego prawa fizyki, podskakując w taki sposób długo sobie tu nie poskaczesz.Według mojego też. Zbiorowość ma swoje reguły; co uchodzi ludziom z głównego nurtu zawsze będzie niedopuszczalne u outsidera. Naprawdę, mówię to bez ironii i złych uczuć - to jest fakt życia, tak jest w każdej wspólnocie (bez względu na religię czy jej brak, wykształcenie, pochodzenie społeczne) i nie mam ani nie będę miał do nikogo o to pretensji. Owszem, nie da się ukryć: mam tu ogólne wrażenie towarzystwa wzajemnej adoracji, któremu mało kto mówi na poważnie "sprawdzam". Towarzystwa, które stosuje śmiech i kąśliwą kpinę jako broń przeciwko swoim przeciwnikom ... ale bardzo się oburza, kiedy tę samą broń próbuje się stosować przeciwko komuś z własnych szeregów. (Tu muszę jednak przyznać, że przekonał mnie Bogusławski, który w ostatniej wypowiedzi napisał do mnie "Wielce Szanowny Panie, gwarantuję Panu, że nikt nie jest w stanie nas skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami"). Co do obrażania - cóż, z Big Żydem polecieliśmy ostro, przyznaję. W tej zabawie uczestniczyły jednak dwie osoby, a nie jedna. Proszę przeczytać ten post, którym on się włączył do dyskusji - ostry, prowokujący, zachęcający do reakcji w podobnym stylu. A ja lubię takie klimaty, gościu mi się spodobał (kurde, mam nadzieję że tego nie przeczyta!) I tak się to potoczyło krok po kroczku. Ja nie byłem dłużny, potem on nie był dłużny, itd. Klasyczna eskalacja. Oczywiście jest naturalne, że od innych to właśnie mi się za to oberwie - takie są prawa życia zbiorowego i niczego innego się nie spodziewam. Co do Bogusławskiego i Fizyka - nie miałem świadomości, że piszę rzeczy obraźliwe. Ironiczne i kąśliwe - owszem. Przeczytam to sobie jeszcze raz. Dobrej nocy życzę
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Co do obrażania - cóż, z Big Żydem polecieliśmy ostro, przyznaję. W tej zabawie uczestniczyły jednak dwie osoby, a nie jedna. Proszę przeczytać ten post, którym on się włączył do dyskusji - ostry, prowokujący, zachęcający do reakcji w podobnym stylu. A ja lubię takie klimaty, gościu mi się spodobał (kurde, mam nadzieję że tego nie przeczyta!) I tak się to potoczyło krok po kroczku. Ja nie byłem dłużny, potem on nie był dłużny, itd. Klasyczna eskalacja.A naści plusa - co mi tam  . Matołku  .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | >Do przyszłego tygodnia już i tak nikomu merytorycznie nie odpiszę (weekend jest dla rodziny), więc tylko parę słów do Pani.
W związku i mając powyższe na uwadze, plusa przyznałam. Po pierwsze spodobała mi się Twoja odpowiedź, a po drugie już nie takie odpowiedzi tu widziałam, żeby kolejny raz dać się nabrać, co notorycznie czynię, bom głupia, ufna i ogólnie wrażliwa. Ale, że mądrzejsi są tu znacznie ode mnie, to mnie zawsze z tej nadmiernej ufności za uszy wyciągają, za co im mając okazję, z całego serca dziękuję.
>Postaram się grzecznie, bez ironii - obiecuję.
I ja się postaram.
> Owszem, nie da się ukryć: mam tu ogólne wrażenie towarzystwa wzajemnej adoracji, któremu mało kto mówi na poważnie "sprawdzam". Towarzystwa, które stosuje śmiech i kąśliwą kpinę jako broń przeciwko swoim przeciwnikom ... ale bardzo się oburza, kiedy tę samą broń próbuje się stosować przeciwko komuś z własnych szeregów. (Tu muszę jednak przyznać, że przekonał mnie Bogusławski, który w ostatniej wypowiedzi napisał do mnie "Wielce Szanowny Panie, gwarantuję Panu, że nikt nie jest w stanie nas skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami").
Kąśliwość czy ironia to coś znacznie innego niż Ty stosowałeś wobec Biga, Fizyka czy Andrzeja Bogusławskiego. Naprawdę. Dlatego się odezwałam.
A co do tych kółek. To nie są żadne kółka wzajemnej adoracji, tylko ludzie, którzy znają się czasami od lat. Tylko tyle, i aż tyle.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | >> Według mojego prawa fizyki, podskakując w taki sposób długo sobie tu nie poskaczesz. >Według mojego też. Zbiorowość ma swoje reguły; co uchodzi ludziom z głównego nurtu zawsze będzie niedopuszczalne u outsidera. Naprawdę, mówię to bez ironii i złych uczuć - to jest fakt życia, tak jest w każdej wspólnocie (bez względu na religię czy jej brak, wykształcenie, pochodzenie społeczne) i nie mam ani nie będę miał do nikogo o to pretensji. Zdecydowanie się z Panem tu niezgadzam. Zdarzają się tu forumowicze, którzy niewiele wiedzą. Zdarzają się też tacy, którzy mają poglądy o 180 stopni różne od głównego nurtu. Funkcjonują wśród nas czasem długo i są poważnie i życzliwie przez nas traktowani. Osobiście mam alergię na głupotę, ale ona nie ma nic wspólnego ani z poglądami, ani z poziomem wiedzy. Sam zdaję sobie bardzo dobrze sprawę jak wielkie mam obszary niewiedzy, a pozostaję w długoletnich przyjaźniach z teologami.
> Owszem, nie da się ukryć: mam tu ogólne wrażenie towarzystwa wzajemnej adoracji, któremu mało kto mówi na poważnie "sprawdzam". Towarzystwa, które stosuje śmiech i kąśliwą kpinę jako broń przeciwko swoim przeciwnikom ... ale bardzo się oburza, kiedy tę samą broń próbuje się stosować przeciwko komuś z własnych szeregów. Tu raczej jesteśmy zbiorowością indywidualności i nie bardzo lubimy, gdy traktuje się nas masowo. Osobiście nie cierpię chamstwa, natomiast uwagi ironiczne i kąśliwe uważam za naturalne i potrafię dać plusa za celne trafienie w sedno, nawet gdy zaboli.
>(Tu muszę jednak przyznać, że przekonał mnie Bogusławski, który w ostatniej wypowiedzi napisał do mnie "Wielce Szanowny Panie, gwarantuję Panu, że nikt nie jest w stanie nas skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami"). Dziękuję za pochwałę. Jestem o tym - co tu napisałem - całkowicie przeświadczonym. "Starzy forumowicze" mają tu jeszcze gorzej - można przeczytać co mówili parę lat temu.
>Przeczytam to sobie jeszcze raz. Na pewno się przyda. Czasem czytam jakiś tekst parę razy, a gdy mam taką możliwość to sięgam nawet po inne teksty tego autora. Tak mam, że lubię dużo wiedzieć i rozumieć co inni chcą powiedzieć. Pod warunkiem, że mają coś do powiedzenia.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | Proszę nieco uprzejmiej. Zapał polemiczny zaczyna ci się nieco chyba wymykać spod kontroli.
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Niektóre zdania egzystencjalne są fałszywe!!!BUHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!    Na podstawie czego tak stwierdzasz?    Masz jakiś dowód na fałszywość dowolnego zdania egzystencjalnego???    > Pojęcie zdania egzystencjalnego ma charakter formalny!!!Pojęcie ma charakter formalny... Ciekawe...  > >ODPOWIEDNIO ZDEFINIOWANYCH (...) WARUNKACH (TO SAMO ODNOSI SIĘ DO "NIEKTÓRYCH CIAŁ")> Wersja dla opornychOporny pojąłby dawno, ale dla Ciebie specjalnie jeszcze powiększyłem te WOŁY i nawet kolorkiem je pociągnąłem, by Ci oszczędzić mozołu (o takiego: > Mamy wtedy dwa możliwe sformułowania prawa Archimedesa:> [...]> Jeżeli Big Żyd chce powiedzieć,)z jakim nieuchronnie są u Ciebie związane próby zrozumienia nawet zupełnie jednoznacznego zdania. No, ale polskie języka trudny bardzo być. Nie każdyczłowiek łapać. > Do zweryfikowania zdania "niektórzy ludzie są Polakami" wystarczy podanie pojedynczego przykładu człowieka będącego Polakiem. Forma gramatyczna liczby mnogiej nie ma w takim kontekście znaczenia.Aha - dysocjacyjne zaburzenie tożsamości? Trzeba tak było od razu  . W takim wypadku - faktycznie, liczba przestaje już mieć znaczenie. Wyrazy współczucia przyjmijcie. > Logicznego analfabetyzmu ciąg dalszy.Nie musisz - wszyscy widzą  . Ot, choćby tutaj: > Warunki typu A - zetknięcie się ze słowem pisanym.> Ciała typu B - osoby ludzkie.> Twierdzenie: w warunkach typu A niektóre ciała typu B czasem kompletnie głupieją. Dwa razy we wcześniejszych postach pisałem, wołów też nie żałując, że "niektóre" - należy rozumieć jako "odpowiednio zdefiniowane". Mało było, więc niniejszym zwracam na to logicznemu analfabecie uwagę po raz (w sumie już) czwarty. Polskie języka bardzo trudne być. Nie każdyczłowiek łapać. > Formułowanie w tym stylu fizycznego prawa, wymagającego coraz to nowych eksperymentów, jest całkowitym nieporozumieniem.Co Ty nie powiesz?    > >A fizycy układają sobie twierdzenia w oderwaniu od metodologii, Twoim zdaniem?> Nie. Big Żyd jak zwykle nic nie zrozumiał. Metodologia wyznacza, jakie twierdzenia mamy zaakceptować. To jednak nie znaczy że same te twierdzenia są o metodologii.Dlatego też nie przedstawiałem nigdzie twierdzenia naukowego o metodologii. Przedstawiałem twierdzenie o wypieraniu ciał zanurzonych w cieczy, opatrzywszy je explicite wyłożoną klauzulą metodologiczną (jaką zwykle się dla wygody pomija, co nie oznacza, że nie jest ona w twierdzeniach zawarta domyślnie). Otwarte przedstawienie tej klauzuli było w danym wypadku konieczne, bym mógł uzasadnić moje pretensje do tego, że moje sformułowanie twierdzenia Archimedesa lepiej odzwierciedla rzeczywistość fizyczną niż sformułowanie klasyczne, mówiące o każdym ciele i sile wyporu skierowanej (domyślnie: każdorazowo) do góry; mówiące gołosłownie, gdyż właśnie w oparciu o załączoną klauzulę metodologiczną da się wykazać jego ( bezwzględną) fałszywość. Względnie prawdziwe (przy zachowaniu przez posługującego się nim świadomości jego ograniczeń) sformułowanie klasyczne daje się stosować jako praktycznie użyteczna idealizacja - ale zupełnie nie nadaje się ono na przykład (po odwróceniu w stylu: nie istnieje takie ciało, na które nie działa siła wyporu...) "logicznego" dowodu na nieistnienie - BUHAHAHAHAHA!!!    Jaśniej już nie chyba się nie da. > >Także i twierdzenie Pitagorasa musi spełniać określone wymogi formalne ("metodologiczne") zanim w ogóle zostanie dopuszczone do rozpatrywania jako twierdzenie.> Ktoś temu przeczył? Ja mówiłem tylko, że spełnienie tych metodologicznych wymogów nie jest treścią twierdzenia Pitagorasa.Bo spełnienie tych wymogów jest tym, co treść twierdzeniu - jako twierdzeniu - nadaje. Matołku.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 |
 | 14 na 14 | Fizyk (17637 punktów) | > Niektórzy w tym wątku próbowali cię poratować czymś takim oto (przepraszam, nie chce mi się dokładnie sprawdzać cytatów, wypowiem to po swojemu): "cały ciężar dowodu spoczywa na teiście, bo to on wygłasza tezę o istnieniu; ateista wygłasza zaś tezę o nieistnieniu, a takich tez się nie dowodzi - tak mówi logika". Niestety, jest to brednia i nie tędy droga. Ktoś kto tak twierdzi powinien z miejsca odrzucić wszystkie ogólne prawa naukowe jako bezzasadne - bo logika akurat mówi, że zdania ogólne są równoważne negacjom zdań egzystencjalnych. Weźcie prawo w stylu "na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu (... itd)". Jest ono logicznie równoważne zdaniu "nie istnieje ciało zanurzone w cieczy, na które nie działa siła wyporu". No to jak to w końcu jest: uzasadnia się takie zdania czy nie?
Uzasadnieniem praw naukowych jest doświadczenie. Prawdziwość prawa Archimedesa wynika nie z logiki lecz z faktu, że statki pływają, balony latają, a spłuczka w ustępie działa. Doświadczenie pokazuje także, że po wodzie chodzić się nie da, hostia się nie zmienia, a hipotetyczny Bóg nie tylko jest niewidzialny ale także niemy, głuchy i bierny. Metoda naukowa pokazuje, że istnienie Boga jest dokładnie takie jakby go nie było.
|
|
|  | -1 na 1 | jederman (173 punktów) | >Uzasadnieniem praw naukowych jest doświadczenie. Prawdziwość prawa Archimedesa wynika nie z logiki lecz z faktu, że statki pływają, balony latają, a spłuczka w ustępie działa. Doświadczenie pokazuje także, że po wodzie chodzić się nie da, hostia się nie zmienia, a hipotetyczny Bóg nie tylko jest niewidzialny ale także niemy, głuchy i bierny. Metoda naukowa pokazuje, że istnienie Boga jest dokładnie takie jakby go nie było. >
Myśl niewątpliwie głęboka; niestety ze wstydem przyznaję, że jej głębia mi się wymyka. Ktoś tu twierdzi, że prawo Archimedesa jest twierdzeniem logiki i można je z sufitu wydedukować? A może ktoś tu twierdzi, że spłuczki nie działają? A może (i ta wersja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna) Fizyk tak sobie chciał po prostu pogadać i tylko przypadkiem wkleił mu się cytat mojej wcześniejszej wypowiedzi.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
 | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > Niektórzy w tym wątku próbowali cię poratować czymś takim oto (przepraszam, nie chce mi się dokładnie sprawdzać cytatów, wypowiem to po swojemu): "cały ciężar dowodu spoczywa na teiście, bo to on wygłasza tezę o istnieniu; ateista wygłasza zaś tezę o nieistnieniu, a takich tez się nie dowodzi - tak mówi logika".> Niestety, jest to brednia i nie tędy droga.Problem jest trochę innym i Pan go nie zauważa. Teizm i ateizm są przekonaniami i podbudowę intelektualną znajdują w filozofii (czy w takiej specyficznej jej formie jaką jest np teologia). Tam narzędzie jakim jest logika ma zasadnicze znaczenie. (Też nie bardzo chce mi się szukać logicznych uzasadnień na nieistnienie Boga, ale o ile pamiętam przekonywały mnie całkowicie). Tu problemem są badania naukowe oparte na metodologii naturalistycznej. Tak, nauka nie zajmuje się dowodami na nieistnienie (choćby ze względów praktycznych, ilość nieistnień jest nieograniczoną) i bada - przedstawia dowody, weryfikowalne przez praktykę - dotyczące tylko rzeczywistości istniejącej. Uczony podejmujący się dowodzenia nieistnienia krasnoludków ośmieszyłby się całkowicie. Tak samo jest z Bogiem. Nie śmiałbym określić Pańskiego toku myślenia brednią, ale niewątpliwie jest on manipulacją. Pytanie tylko na ile świadomą? > A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia?Podstawą akceptacji naukowej nie jest logika a empiria, gdy "coś" się sprawdza w praktyce to może nawet przeczyć logice. Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. : www.racjonalista.pl/kk.php/s,4867@@@ .
|
|
|  | | jederman (173 punktów) | > Nie śmiałbym określić Pańskiego toku myślenia brednią, ale niewątpliwie jest on manipulacją.> Pytanie tylko na ile świadomą?Skoro mój tok myślenia "niewątpliwie jest manipulacją", to równie niewątpliwe jest to, że pan Bogusławski umie wskazać w nim błąd. Gdzieżbym śmiał sądzić inaczej!!! A skoro tak, to w takim razie szukam, gdzie ten błąd został wskazany. > Problem jest trochę innym i Pan go nie zauważa. Teizm i ateizm są przekonaniami i podbudowę intelektualną znajdują w filozofii (czy w takiej specyficznej jej formie jaką jest np teologia). Tam narzędzie jakim jest logika ma zasadnicze znaczenie. (Też nie bardzo chce mi się szukać logicznych uzasadnień na nieistnienie Boga, ale o ile pamiętam przekonywały mnie całkowicie).> Tu problemem są badania naukowe oparte na metodologii naturalistycznej.> Tak, nauka nie zajmuje się dowodami na nieistnienie (choćby ze względów praktycznych, ilość nieistnień jest nieograniczoną) i bada - przedstawia dowody, weryfikowalne przez praktykę - dotyczące tylko rzeczywistości istniejącej.> Uczony podejmujący się dowodzenia nieistnienia krasnoludków ośmieszyłby się całkowicie. Tak samo jest z Bogiem.Fragment nie zawiera (choćby w ilości śladowej) próby ustosunkowania się do mojego toku myślenia. Przypominam: argument polegał na tym, że twierdzeniami nauki są zdania ogólne, te zaś są równoważne zdaniom o nieistnieniu. Postawiłem pytanie jak to pogodzić z tezą, że "nauka nie zajmuje się dowodami na nieistnienie", a w związku z tym ateista jest zwolniony z obowiązku uzasadniania swojego przekonania o nieistnieniu Boga. Odpowiedzi jak nie było, tak nadal nie ma. Jest za to rytualne na tym forum odwołanie do krasnoludków, które kompletnie nie wiadomo czemu ma służyć (zostało zamieszczone zapewne z przyzwyczajenia). > >A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia?> Podstawą akceptacji naukowej nie jest logika a empiria, gdy "coś" się sprawdza w praktyce to może nawet przeczyć logice.Gdzie ja napisałem, że uzasadnieniem ogólnych praw naukowych (czyli zdań o nieistnieniu) ma być logika, a nie empiria???    I w ogóle co ta uwaga ma do rzeczy??? Akceptujemy w nauce prawa ogólne (czyli zdania o nieistnieniu), bo "sprawdzają się w praktyce", tak? No to jak to jest: można je w końcu uzasadniać, czy nie można? Czy ktoś tu potrafi wyjść poza ogólnohumanistyczne frazesy? > Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. : www.racjonalista.pl/kk.php/s,4867 Aha, czyli krótko mówiąc nauka jest super. Aż boję się zapytać: w jaki sposób to pokazuje niepoprawność (manipulacyjność) mojego toku myślenia? O, czyżby to już wszystko? Ach tak, rzeczywiście, w Pana poście nic więcej już nie ma. No to w takim razie uważam, że nazywając mój tok myślenia "niewątpliwą manipulacją" podzielił się Pan z innymi użytkownikami forum swoim ogólnym, niczym nie popartym wrażeniem. Cóż, do wrażeń każdy ma prawo. Ja też się w takim razie z czegoś Wam zwierzę: pasjami lubię lody czekoladowe 
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| |  | 2 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Fragment nie zawiera (choćby w ilości śladowej) próby ustosunkowania się do mojego toku myślenia. Przypominam: argument polegał na tym, że twierdzeniami nauki są zdania ogólne, te zaś są równoważne zdaniom o nieistnieniu. Postawiłem pytanie jak to pogodzić z tezą, że "nauka nie zajmuje się dowodami na nieistnienie", a w związku z tym ateista jest zwolniony z obowiązku uzasadniania swojego przekonania o nieistnieniu Boga. Odpowiedzi jak nie było, tak nadal nie ma. Jest za to rytualne na tym forum odwołanie do krasnoludków, które kompletnie nie wiadomo czemu ma służyć (zostało zamieszczone zapewne z przyzwyczajenia).Odpowiedzi przeciem Ci udzielił, tylko nie zarejestrowałeś jej zapewne w zapale polemicznym wycelowanym w pokonanie oponenta. Mając na uwadze upgrade swego umysłu na pewno byś ją dostrzegł.  Zwracam szczególną uwagę na sztuczkę, w której zdanie nieprecyzyjne i hasłowe próbujesz przyporządkować innemu, równie nieprecyzyjnemu i hasłowemu, uzyskując niby prawomocną logicznie krytykę: > Postawiłem pytanie jak to pogodzić z tezą, że "nauka nie zajmuje się dowodami na nieistnienie", a w związku z tym ateista jest zwolniony z obowiązku uzasadniania swojego przekonania o nieistnieniu Boga.Przypomnę cytując sam siebie: Z pojęciem Boga jest ta bieda, że nie ma definicji odnoszącej go do rzeczywistości i właśnie wierzący powinni wyjaśnić konkretnie o czym/kim w ogóle mowa (zdefiniować go w świecie poza swoimi umysłami/wyobrażeniami). Bo ciężar dowodu wedle cywilizowanych norm spoczywa jednak na tym kto wprowadza jakieś pojęcie do obiegu. A wierzący cały czas posługują się teologiczną hucpą, a nie uczciwym definiowaniem.
Ateista ma po prostu prawo nie przyjąć za udowodnione twierdzenia, którego nikt nie udowodnił. Nauka oczywiście zajmuje się wszystkim , również zatem nieistnieniem kiedy np. nawet mimochodem, przy okazji badania istnienia czegoś tam niechcący - niejako "w pakiecie' - wykazuje się nieistnienie przeciwieństwa tego czegoś.  Kluczem jest definicja badanego / wprowadzanego do obiegu pojęcia, a Bóg nie ma definicji jako obiekt ze świata rzeczywistego. Jako postać z baśni i wierzeń jest natomiast badany i poznany bardzo dobrze. Nikt poważny nie będzie się zajmował kwestią nieistnienia czegoś co nie jest w żaden sposób zdefiniowane, bo przecież religijnych niedorzeczności ze świata fantazji nie da się nazwać definicją obiektu ze świata rzeczywistego. Historia ludzkości zna przypadki kiedy wytwory fantazji (także tej filozoficznej) stawały się zaczynem myśli naukowej i źródłem/początkiem ogromu wiedzy. Charakterystyczne jest, że Bóg z przyległościami takim zaczynem stać się mimo tysiącleci nie może. Nawet całe rzesze wierzących naukowców* nie kwapią się , by pojęcie Boga i spraw z nim związanych wprowadzić jakoś rozumnie do cywilizowanej dysputy. A przecie sposobności by nie brakło! Np. grzech pierworodny, który jest podobno faktem z początków dziejów ludzkości (wedle Biblii i Katechizmu KK) mógłby stać się tematem badawczym. Albo badanie materiału genetycznego z cudów eucharystycznych czy płaczących krwią figurek Maryi.... Normalnie myślący człowiek po prostu ma prawo puknąć się w głowę na różne głodne kawałki opowiadane ze śmiertelną powagą przez otumanionych wiarą, a unikających jakiejkolwiek weryfikacji głoszonych bzdur. "W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić? " *) Przypominam zasłyszane, że wierzący naukowiec jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > Skoro mój tok myślenia "niewątpliwie jest manipulacją", to równie niewątpliwe jest to, że pan Bogusławski umie wskazać w nim błąd. Gdzieżbym śmiał sądzić inaczej!!! A skoro tak, to w takim razie szukam, gdzie ten błąd został wskazany.Bardzo prosty błąd w logicznym myśleniu. Manipulacja nie jest błędem, a błąd manipulacją. Staram się pisać bardzo komunikatywnie, ale gdy posiadamy inne struktury umysłowe, to nawet przy tym samym języku zrozumieć się trudno. Najprościej, jak umiałem, napisałem tylko, że twierdzenie z zakresu metodologii nauki przeniósł Pan na grunt logiki i filozofii. Teologia, filozofia i logika zajmują się dowodami na istnienie Boga, nawet wówczas, gdy uważają je za bezsensowne. Stanosz, Woleński, Chwedeńczuk i inni. (Niech będą np uwagi Bohdana Chwedeńczuka, który pisał: "...człowiek religijny jest przekonany, iż jest o czymś przekonany - jest przekonany przez wiarę, jak fideista; przez argumenty i świadectwa, jak teista; natomiast w agnostyckim zawieszeniu sądu jest wprawdzie odmowa uznania zdania o istnieniu przedmiotu religii na równi z odmową uznania zdania o jego nieistnieniu, ale towarzyszy temu przekonanie, iż wiadomo, czym jest to, o czym nie wiadomo, czy istnieje, czy nie istnieje (tak jak wiadomo, czym jest yeti, o którym nie wiadomo, czy istnieje, czy nie istnieje). Fideista, teista i agnostyk są jednak w tym samym położeniu - pierwszy wierzy w nie wiadomo co, drugi dowodzi nie wiadomo czego, a trzeci nie wiadomo czego się wystrzega.") Ateizm nie jest nauką tylko przekonaniem, choć bardzo często wywodzi się ze światopoglądu naukowego. Nie należy mieszać porządków, a koniecznym jest rozumienie terminów, których się używa. Tylko na to starałem się Szanownemu Panu zwrócić uwagę. > Fragment nie zawiera (choćby w ilości śladowej) próby ustosunkowania się do mojego toku myślenia.Nie jestem w stanie ustosunkować się do Pańskiego toku myślenia. Starałem ustosunkować się do Pańskiego tekstu. Proponuję jeszcze raz powolutku i namysłem przeczytać co Pan sam napisał i moje do tego tekstu ustosunkowanie. (Liznął Pan ździebko logiki i chciałby Pan temu własnemu ździebku nasz tok myślenia podporządkować). > A może waszym zdaniem naukowcy akceptują swoje ogólne prawa bez żadnego uzasadnienia?Nazywam się Bogusławski, a nie "waszym", ale napisałem bardzo wyraźnie. Podstawą akceptacji naukowej nie jest logika a empiria, gdy "coś" się sprawdza w praktyce to może nawet przeczyć logice. > Aha, czyli krótko mówiąc nauka jest super.Tak, np dzięki niej może Pan upubliczniać swoje mądrości. Jeździć pociągiem samochodem i odrzucić bzdurny świat mitów. > O, czyżby to już wszystko? Ach tak, rzeczywiście, w Pana poście nic więcej już nie ma. No to w takim razie uważam, że nazywając mój tok myślenia "niewątpliwą manipulacją" podzielił się Pan z innymi użytkownikami forum swoim ogólnym, niczym nie popartym wrażeniem. Cóż, do wrażeń każdy ma prawo.Wielce Szanowny Panie, gwarantuję Panu, że nikt nie jest w stanie nas skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami. > Ja też się w takim razie z czegoś Wam zwierzę: pasjami lubię lody czekoladowe  Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki. Miłych wrażeń z lizania loda.
Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda! @@@ .
|
|
| | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . A propos,
znalezione w internecie.
" Zarówno religia jak i Bóg są konwencją ustanowioną przez człowieka. Nie ma sensu wdawać się w rozważania ontologiczne ( za sprawą praw filozoficznych można usankcjonować każdy nonsens, dlatego dysputy w tym nurcie jak i w ogóle wszelkie teoretyzowanie uważam za zbyteczne). Każda ideologia, w tym religijna jest wynikiem umowy społecznej. Tak samo jest z istotą Boga... swego czasu zrodził się on w koncepcji ludzkiej i ten sam ludzki umysł może w przyszłości jego istnienie odrzucić, a nawet zastąpić innym bogiem.
Wracając do istoty Boga. Jak postrzega go chrześcijaństwo? Zgodnie z obowiązującą doktryną, ustanowioną w 325 r. na soborze nicejskim, jest tylko jeden Bóg w trzech Osobach Boskich: Ojca, Syna i Ducha Świętego i każda z tych Osób zachowuje pełną odrębność od pozostałych: Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem, lecz nie są oni trzema Bogami, lecz jednym Bogiem.
Konwencyjność istoty Boga w pełni obnażył Bertrand Russel w swojej przypowieści o niebiańskim czajniczku
"Wielu ludzi wierzących mówi tak, jakby to na sceptykach spoczywał obowiązek udowodnienia nieprawdziwości głoszonych przez nich dogmatów, a nie na wierzących ciężar dowodu. Oczywiście, to pomyłka. Gdybym stwierdził, że gdzieś tam, pomiędzy Ziemią a Marsem, krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie porcelanowy czajniczek, nikt nie byłby w stanie zakwestionować prawdziwości tego twierdzenia (oczywiście musiałbym być wystarczająco przewidujący, by dodać, że czajniczek jest zbyt mały, by dało się go dostrzec nawet za pomocą najpotężniejszych teleskopów). Gdybym jednak obwieścił, że skoro moich poglądów nie można zakwestionować, to jest przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedzeń odrzucanie ich przez innych ludzi, uznano by skądinąd słusznie że prawię nonsensy. Jednakże, jeśliby istnienie czajniczka potwierdzały starożytne księgi, które jako uświęconą prawdę odczytywano by nam co niedzielę, i których treść wkładano by w dziecięce główki w każdej szkole, odmowa wiary w istnienie czajniczka uznana zostałaby za przejaw podejrzanej ekscentryczności, osobnika weń wątpiącego wysłano by zaś do psychiatry w czasach bardziej oświeconych, a oddano inkwizycji w epokach wcześniejszych".
"Z uwagi na powyższe wyłania się jeden prosty wniosek - Człowiek jest Bogiem. Bóg nie istnieje od początku człowieczeństwa, gdyż człowiek go stworzył w określonym czasie rozwoju ludzkości. I wcale nie jest wykluczone to, że w przyszłości miejsce obecnego boga zastąpi inny bóg, pod warunkiem, że idea boga będzie człowiekowi potrzebna "
Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda!
@@@
.
|
|
| | |  | 1 na 1 | jederman (173 punktów) | Odniosę się w takim razie wyłącznie do meritum Pana uwagi. > Najprościej, jak umiałem, napisałem tylko, że twierdzenie z zakresu metodologii nauki przeniósł Pan na grunt logiki i filozofii (...)> Nie należy mieszać porządków, a koniecznym jest rozumienie terminów, których się używa.> Tylko na to starałem się Szanownemu Panu zwrócić uwagę.Pozwolę sobie zwrócić uwagę na strukturę całej tej dyskusji, bo w tym co Pan pisze kryje się jednak pewne nieporozumienie. Odniosłem się do pewnego popularnego - tu, na tym forum, ale nie tylko - argumentu, wysuwanego często przez ateistów/agnostyków i kogo tam bądź. Rozumują oni następująco: Teza: teista powinien wykazać istnienie Boga; ateista nie musi wykazywać jego nieistnienia. Argument: zdań o nieistnieniu się nie uzasadnia; trzeba by przebadać wszystko żeby coś takiego wykazać, tego po prostu się nie robi i absurdem jest tego wymagać. Argument wydał mi się (i nadal wydaje) kompletnie bezkrytyczny. Zwolennikom tego argumentu należy postawić pytanie: gdzie mianowicie się tego nie robi? W naukach empirycznych? W matematyce? W teologii? Nigdzie? Przyparci do muru, zwolennicy argumentu przyznają zapewne, że zdań o nieistnieniu i owszem, dowodzi się w matematyce (w ten sposób również odpowiedź "nigdzie" ulega automatycznemu wyeliminowaniu); na teologię wzruszą ramionami; ale będą się upierać przy naukach empirycznych ... no bo cóż innego im pozostanie. Powiedzą następnie, że właśnie to, co dzieje się w naukach empirycznych jest właściwym wzorcem, który należy zastosować przy rozważaniu takich zagadnień jak istnienie Boga. Pan podkreśla, że twierdzeń z zakresu metodologii nauk empirycznych nie należy przenosić na grunt logiki i filozofii. Jeśli tak, oznacza to, że również odrzuca Pan popularny argument, który krytykuję (bo ci, którzy nim szermują, dokonują przecież dokładnie takiego właśnie przeniesienia). Zgadza się Pan ze mną w takim razie, że argument jest niepoprawny. Na dzień dzisiejszy niczego więcej nie oczekuję. Ja wybieram inną metodę krytyki. Nie jestem gotów przyjąć tak po prostu tezy o "nieprzenoszeniu" - wydaje mi się zbyt ogólnikowa i mętna (to w zasadzie rzecz na odrębną dyskusję). Wybieram inną drogę i próbuję pobić zwolenników tego argumentu ich własną bronią. Mówię: dobrze, niech wam będzie, przyjmijmy że tak można. Tylko czy na pewno dokładnie przemyśleliście charakter twierdzeń nauk empirycznych? Czy nie są to przypadkiem zdania ogólne, równoważne tezom o nieistnieniu? Jeśli nie, to jak je rozumiecie? Jeśli tak, to co jest wart wasz argument? Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej. Proponuję jeszcze raz przeczytać w tym świetle całą dyskusję, tym razem bez pochopnych ocen.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej.Dla mnie jasnym od początku jest, że nie rozumie Pan tego co napisałem. > Proponuję jeszcze raz przeczytać w tym świetle całą dyskusję, tym razem bez pochopnych ocen.Dlatego proponuję jeszcze raz przeczytać w tym świetle całą dyskusję, gdy Pan zrozumie co napisałem, oceny może Pan mieć dowolne. ------------------------------------------------------ > Odniosę się w takim razie wyłącznie do meritum Pana uwagi.> >Najprościej, jak umiałem, napisałem tylko, że twierdzenie z zakresu metodologii nauki przeniósł Pan na grunt logiki i filozofii (...)> >Nie należy mieszać porządków, a koniecznym jest rozumienie terminów, których się używa.> >Tylko na to starałem się Szanownemu Panu zwrócić uwagę.> Pozwolę sobie zwrócić uwagę na strukturę całej tej dyskusji, bo w tym co Pan pisze kryje się jednak pewne nieporozumienie.Czekam na to wyjaśnienie! > Odniosłem się do pewnego popularnego - tu, na tym forum, ale nie tylko - argumentu, wysuwanego często przez ateistów/agnostyków i kogo tam bądź. Rozumują oni następująco:> Teza: teista powinien wykazać istnienie Boga; ateista nie musi wykazywać jego nieistnienia.> [1] Terminy (czy epitety) teista, ateista określają przekonanie, które może mieć różne źródła: fideistyczne, filozoficzne i naukowe.> [2] Argument: "[ W nauce] zdań o nieistnieniu się nie uzasadnia; trzeba by przebadać wszystko żeby coś takiego wykazać, tego po prostu się nie robi i absurdem jest tego wymagać.To jest bliskie argumentacji wynikającej z metodologii naukowej, których ja wyżej użyłem. Choć zupełnie nie rozumiem skąd Pan sobie wydedukował, że drugie zdanie, w którym wyciął Pan meritum: "W nauce". jest jakąkolwiek argumentacją dla zdania pierwszego. Gdy oba zdania odnoszą się do przedstawionej przez Pana tezy. Niewiele z tego zrozumiał, a ja pozdrawiam wszystkich, którzy rozumują podobnie jak ja. Wielu tu takich. > Argument wydał mi się (i nadal wydaje) kompletnie bezkrytyczny.Mogą się Panu różne rzeczy wydawać. Dlatego napisałem: z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda. > Zwolennikom tego argumentu należy postawić pytanie: gdzie mianowicie się tego nie robi? W naukach empirycznych? W matematyce?Nie bardzo rozumiem co to znaczy nauki empiryczne, ale przyjmijmy, że to są nauki określane angielskim science, które obejmuje jedynie matematykę i nauki przyrodnicze o szeroko rozumianej rzeczywistości. Z tym, że zgodnie z postulatem empirii, matematyka jest tu bardziej naukowym narzedziem, niźli samą nauką. > W teologii?Pan oczywiście raczy sobie żartować nazywając teologię nauką. Osobiście mam wątpliwości, czy do nauki można zaliczyć filozofię. > Przyparci do muru, zwolennicy argumentu przyznają zapewne, że zdań o nieistnieniu i owszem, dowodzi się w matematyceBez przypierania. Czytałem gdzieś, że ktoś opracował "matematyczny dowód na istnienie Boga". Logiczne widziałem na własne oczy. Ale logika i matematyka to narzędzia podobne komputerowi. Jeżeli z jednej strony włoży się bzdury, to z drugiej wyjmie się superbzdury i nic więcej. > (w ten sposób również odpowiedź "nigdzie" ulega automatycznemu wyeliminowaniu); na teologię wzruszą ramionami; ale będą się upierać przy naukach empirycznych ... no bo cóż innego im pozostanie.Aby określić tych, którzy uważają teologię za naukę musiałbym użyć epitetu. Więc zmilczę. > Powiedzą następnie, że właśnie to, co dzieje się w naukach empirycznych jest właściwym wzorcem, który należy zastosować przy rozważaniu takich zagadnień jak istnienie Boga.Moim zdaniem, do rozważania takich zagadnień jak istnienie Boga najlepszą jest interdyscylinarna nauka jaką jest religioznawstwo. Nauki empiryczne nie zajmują się wydumanymi stworami, choć czasem o nie zahaczają np. neuroteologia. > Pan podkreśla, że twierdzeń z zakresu metodologii nauk empirycznych nie należy przenosić na grunt logiki i filozofii. Jeśli tak, oznacza to, że również odrzuca Pan popularny argument, który krytykuję (bo ci, którzy nim szermują, dokonują przecież dokładnie takiego właśnie przeniesienia).Niczego takiego nie twierdzę. Sam całe intelektualne życie staram się utrzymywać z przenoszenia różnych dziedzin nauki (w polskim rozumieniu tego słowa, a więc znacznie szerszym od angielskiego) na inne, a też materialnie przez wiele lat utrzymywałem się z popularyzacji wielu różnych nauk. Po prostu trzeba rozumieć terminy, których się używa i nie przenosić dowodów (autorytetu) jednych nauk bezkrytycznie na inne. Spokojnie może Pan napisać: Teologiczny dowód przeniesiony do nauk przyrodniczych jest bez znaczenia. W najmniejszym stopniu tego zdania nie zakwestionuję. > Zgadza się Pan ze mną w takim razie, że argument jest niepoprawny.Zupełnie się z Panem nie zgadzam. No chyba z tym, że ... Pańska argumentacja jest niepoprawną. > Ja wybieram inną metodę krytyki. Nie jestem gotów przyjąć tak po prostu tezy o "nieprzenoszeniu" - wydaje mi się zbyt ogólnikowa i mętna (to w zasadzie rzecz na odrębną dyskusję). Wybieram inną drogę i próbuję pobić zwolenników tego argumentu ich własną bronią. Mówię: dobrze, niech wam będzie, przyjmijmy że tak można. Tylko czy na pewno dokładnie przemyśleliście charakter twierdzeń nauk empirycznych? Czy nie są to przypadkiem zdania ogólne, równoważne tezom o nieistnieniu? Jeśli nie, to jak je rozumiecie? Jeśli tak, to co jest wart wasz argument?Przy wybieraniu metody krytyki proponowałbym najpierw dojść do metody komunikatywności. Muszę przyznać, że z powyższego akapitu niewiele rozumiem, a mam trochę doświadczeń z czytania pism teologicznych. Ale ponieważ zwraca się Pan do jakiejś zbiorowości, to liczę, że inni Panu adekwantnie do Pańskiego poziomu merytorycznego odpowiedzą. > Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej.??????????????????????????  @@@ .
|
|
| | | | |  | | jederman (173 punktów) |
> Dla mnie jasnym od początku jest, że nie rozumie Pan tego co napisałem.Dla mnie jasnym było od początku, że wypowiedział się Pan nie na temat. Nazwał Pan moją argumentację "manipulacją" nie podając nawet cienia uzasadnienia. Taki odruch warunkowy: krytykują naszych - znaczy manipulacja. Wszystko się Panu kojarzy z ignostycyzmem, czajniczkiem Russella, krasnoludkami ... obojętne czy to na temat, czy nie, wstawiamy i jakoś to będzie. Pod wpływem uwag pewnej Pięknej Pani, podjąłem próbę zrobienia czegoś choćby odrobinkę składnego z Pańskiego potoku chaotycznych, luźnych skojarzeń. Nie będę więcej tego robił - mija się z celem. > Po prostu trzeba rozumieć terminy, których się używa i nie przenosić dowodów (autorytetu) jednych nauk bezkrytycznie na inne. Spokojnie może Pan napisać: Teologiczny dowód przeniesiony do nauk przyrodniczych jest bez znaczenia. W najmniejszym stopniu tego zdania nie zakwestionuję.No i pięknie. A teraz: czy Pan twierdzi, że w moim rozumowaniu przeniosłem bezkrytycznie dowody (autorytet) jednych nauk na drugie? Jeśli tak, proszę to uzasadnić (bo napisać coś takiego to sobie może każdy). Jeśli nie - po co w ogóle Pan pisał o tym przenoszeniu? Tak sobie, żeby palce na klawiaturze przećwiczyć? > Zupełnie się z Panem nie zgadzam. No chyba z tym, że ... Pańska argumentacja jest niepoprawną.Gołosłownie napisać to sobie może każdy. Jeśli niepoprawna - proszę wskazać błąd. W przeciwnym wypadku proszę darować sobie takie teksty. > Muszę przyznać, że z powyższego akapitu niewiele rozumiem, a mam trochę doświadczeń z czytania pism teologicznych.Panie Bogusławski, ze mną jak z dzieckiem. Czego Pan nie rozumie? Wyrażenia "twierdzenie naukowe"? Określenia "zdanie ogólne"? Wyrażenia "teza o nieistnieniu"? A może pojęcie równoważności logicznej jest Panu obce? Może zwrot "bić własną bronią" jest niejasny? Proszę śmiało, nie wstydzić się. (Chyba że zwrot "nie rozumiem" to uniwersalny wytrych ignostyka, który tak się przyzwyczaił go stosować, że używa nawet wtedy, gdy kontekst nieodpowiedni ... po prostu z przyzwyczajenia.) > Pozdrawiam wszystkich, którzy rozumują podobnie.A ja pozdrawiam wszystkich, którzy w ogóle rozumują. Niewielu tu takich. Big Żyda pozdrawiam w szczególności - jedynego w tej dyskusji, który potrafił trzymać się tematu. Pozostali niech sami rozstrzygają, czy obejmują ich moje pozdrowienia. Tylko bez pochopnych decyzji proszę 
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > Gołosłownie napisać to sobie może każdy.100% racji. Dlatego nasze upublicznione tu teksty poddajemy pod osąd czytelników. > Jeśli niepoprawna - proszę wskazać błąd.Czasem jest to zupełnie niemożliwym. Po dotychczasowych doświadczeniach nie sądzę, aby cokolwiek był Pan w stanie zrozumieć. > W przeciwnym wypadku proszę darować sobie takie teksty.Szanowny Pan łaskawie wybaczy, ale to nie jest Pańskie forum, a racjonalistyczne. Obowiązkiem racjonalisty jest na głupotę reagować i ją wykazywać nawet, gdy mu to żadnej przyjemności nie sprawia. Tak jak moja rozmowa z Panem. > Panie Bogusławski, ze mną jak z dzieckiem. Czego Pan nie rozumie? Wyrażenia "twierdzenie naukowe"? Określenia "zdanie ogólne"? Wyrażenia "teza o nieistnieniu"? A może pojęcie równoważności logicznej jest Panu obce? Może zwrot "bić własną bronią" jest niejasny? Proszę śmiało, nie wstydzić się. (Chyba że zwrot "nie rozumiem" to uniwersalny wytrych ignostyka, który tak się przyzwyczaił go stosować, że używa nawet wtedy, gdy kontekst nieodpowiedni ... po prostu z przyzwyczajenia.)Pańskiego intelektualnego bełkotu. Zestawienia nawet zrozumiałych słów nie muszą odnosić się do przedstawienia zrozumiałego tekstu. Bełkoty teologa nosorożce równoważą logicznie z biciem własną bronią hipopotamów.> A ja pozdrawiam wszystkich, którzy w ogóle rozumują. Niewielu tu takich.Znowu Pan ma racje, ale żyjemy w wolnym kraju i każdy może sobie dobrać towarzystwo na poziomie własnego intelektualnego rozwoju. Jest bardzo wiele stron w internecie i zapewne znajdzie Pan taką, gdzie rozumują zgodnie z Pańskim tokiem myślenia. > Big Żyda pozdrawiam w szczególności - jedynego w tej dyskusji, który potrafił trzymać się tematu.Pozdrawiam również Pana Big-Zyda i myślę, że cieszy go Pańskie uznanie. > Pozostali niech sami rozstrzygają, czy obejmują ich moje pozdrowienia. Tylko bez pochopnych decyzji proszę  Zupełnie na zimno! Niech Pan mnie nie pozdrawia. Miłego dnia życzę. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | >Obowiązkiem racjonalisty jest na głupotę reagować i ją wykazywać Reakcje były, i owszem. Żadnego "wykazania" w tej części przyrody nie stwierdzono.
>Pańskiego intelektualnego bełkotu. Istotnie, to kończy naszą rozmowę. Przykro mi, że nie sprawiła Panu żadnej przyjemności. Ja lubię się ścierać, czasami nawet ostro, i żałuję szczerze, że satysfakcja nie była obopólna. Przepraszam jeśli po drodze uraziłem - i proszę mi uwierzyć, moje przeprosiny są również szczere. Mimo wszystko - pozdrawiam i także życzę miłego dnia.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | >Przykro mi, że nie sprawiła Panu żadnej przyjemności. Ja lubię się ścierać, czasami nawet ostro, i żałuję szczerze, że satysfakcja nie była obopólna. Ruchy frykcyjne bardzo lubię, ale w ściśle określonych przypadkach. Intelektualne bicie piany jest bezproduktywne i nie zastępuje przyjemności rozmowy, gdy polemiści nie zgadzając się merytorycznie, rozumieją wzajemnie.
>Przepraszam jeśli po drodze uraziłem - i proszę mi uwierzyć, moje przeprosiny są również szczere. Nie, nie uraził mnie Pan, a jako plus uważam, że nawet Pan się o to bardzo nie starał. Po prostu, pomimo - w mojej ocenie - prostego i logicznego języka - niewiele Pan zrozumiał, z tego co napisałem, a ponadto manipulował Pan moim tekstem. Ja też nie rozumiem sporej części Pańskich wywodów. (Toku myślenia) Wiec dalsza nasza rozmowa jest bezprzedmiotową.
>Mimo wszystko - pozdrawiam i także życzę miłego dnia. Bez żadnych uwarukowań - życzę miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | >Big Żyda pozdrawiam w szczególności - jedynego w tej dyskusji, który potrafił trzymać się tematu. Bardzo śmieszne! Jesteś jednym z ostatnich uprawnionych do wypowiadania się w kwestii trzymania się tematu. Rzecz jest powszechna, niestety, w dyskusjach, gdzie adwersarze skupiają się na fajerwerkach w dążeniu do "zwycięstwa", a nie na temacie właśnie. Gęsto było od ciał zanurzanych i wypieranych, od filozofii, teologii, matematyki... rozmówcy wymachiwali tymi dziedzinami jak maczugami, iskry krzesali, że hej! I tylko wyjaśnienia żadnego. Bo ludzie rozumni w dyskusji skupiają się na konkretach, poboczne kwestie czy dziedziny przywołują jedynie kiedy może to być rozstrzygające dla tematu głównego, a nie dla pustego przerzucania się wytryskami intelektualnymi.
Wróć zatem sam do kwestii obowiązku udowodnienia istnienia , bądź nieistnienia Boga. I weź jednak pod uwagę, że to teiści wprowadzają pojęcie Boga do obiegu. Że ateizm jest reakcją na teizm. Gdyby jedni nie wymyślali bogów, inni nie musieliby nigdy i w żaden sposób się do nich ustosunkować.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | > I weź jednak pod uwagę, że to teiści wprowadzają pojęcie Boga do obiegu. Że ateizm jest reakcją na teizm. Gdyby jedni nie wymyślali bogów, inni nie musieliby nigdy i w żaden sposób się do nich ustosunkować.Sens tej uwagi tłumaczy jak rozumiem taka oto wcześniejsza astrotaurusowa wypowiedź: > Bo ciężar dowodu wedle cywilizowanych norm spoczywa jednak na tym kto wprowadza jakieś pojęcie do obiegu.Skąd astrotaurus wytrzasnął taką normę? Gdzie ona obowiązuje? Ano, spróbujmy ją zastosować w paru dziedzinach, zobaczymy co wyjdzie. 1. Może obowiązuje w matematyce? Hmm, popatrzmy. Posiadamy pojęcie liczby doskonałej nieparzystej. Czy takowe istnieją? Nie wiadomo. No to w takim razie niech się o to martwią ci, którzy to pojęcie wprowadzili. My z pełną satysfakcją możemy uznać, że takich liczb po prostu nie ma. Nie na nas spada ciężar dowodu. Upoważnia nas do tego Norma Astrotaurusa. 2. Może obowiązuje w fizyce? Znowu popatrzmy. Mamy pojęcie bozonu Higgsa. Istnieje coś takiego? Nie wiadomo. No to wolno nam uznać, że takiej cząstki nie ma. Nie na nas spada przy tym ciężar dowodu. Upoważnia nas do tego Norma Astrotaurusa. 3. Może w biologii? Próbujemy. Czy istnieje życie pozaziemskie? Nie wiadomo. No to możemy uznać, że nie istnieje. Nie na nas spada ciężar dowodu. Upoważnia nas do tego Norma Astrotaurusa. ROTFL No i dla rozrywki podam jeszcze jedno zastosowanie: Czy jest coś takiego (w świecie poza umysłem astrotaurusa) jak Norma Astrotaurusa? Życzliwie przyjmijmy, że nie wiadomo. W takim razie wolno mi uznać, że poza umysłem astrotaurusa nie ma czegoś takiego. Upoważnia mnie do tego ... Norma Astrotaurusa 
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | Och, nie mieszaj tak. Dla ścisłości wyjaśnijmy sobie, że Twoje przykłady są w ogóle bez sensu i nawet wobec siebie wzajem nie całkiem kompatybilne. Do kwestii istnienia Boga można porównać ewentualnie kwestię istnienia bozonu Higgsa czy życia pozaziemskiego. Kwestia istnienia liczb doskonałych nieparzystych nie pasuje do wzorca, bo nikt nie postuluje ich istnienia (tak jak i żadnych liczb w ogóle) w rzeczywistości, w przeciwieństwie do bozonu Higgsa i życia pozaziemskiego.
Jeśli wyjaśnimy ten istotny szczegół to możemy już włączyć liczby do pakietu, w którym i tak nie zmieści się kwestia istnienia Boga. A mianowicie z racji sposobu wprowadzenia tego pojęcia do obiegu i "argumentacji" na jego rzecz.
Każdy wprowadzający pojęcie liczby doskonałej, czy bozonu, czy życia czuje się zobowiązany do pełnych wyjaśnień, poddaje wszelkie dane, myśli itp. pod dyskusję ogólną. I taka ogólnodostępna dyskusja daje szanse na stwierdzenie prawdziwości czy fałszu, rozwinięcie, odrzucenie, przemodelowanie... Tylko wprowadzający do obiegu pojecie Boga posługują się fałszem, maskowaniem, hucpą, bełkotem. Każdy zamyka się w swoim światku i udaje, że nie ma innych Bogów, a jeśli zauważa to tylko po to, aby krzyknąć: "Mój jest najmojszy! BO TAK ! "
Zatem przypominam: nikt nigdy nie wprowadził do cywilizowanej dyskusji na temat opisu świata pojęcia Boga. Nikt nigdy nie wskazał żadnej jego cechy, która nie byłaby podważona. I to wystarczy, żeby z kwestią istnienia Boga mieć spokój, z którego tak nieudolnie szydzisz. Tysiące lat, tysiące ksiąg, tysiące uczonych, tysiące uczelni, tysiące cudów, tysiące objawień, miliardy religijnych, etc., etc. i żadnego rozumnego zdania na temat istnienia Boga.
Na jakiej podstawie żądasz, by traktować Ciebie/was poważnie?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | >Och, nie mieszaj tak.
Rozumiem, że zmuszanie do myślenia jest "mieszaniem". Naprawdę rozumiem i współczuję.
>Dla ścisłości wyjaśnijmy sobie, że Twoje przykłady są w ogóle bez sensu i nawet wobec siebie wzajem nie całkiem kompatybilne.
Przykłady miały wyraźny cel. Astrotaurus sformułował swoją normę; przykłady miały zaś zasugerować, że ta norma nie istnieje poza światem fantazji astrotaurusa. Tylko tyle i aż tyle. Widzę jednak, że nastąpiła zmiana taktyki. Cieszy mnie ten postęp. Nie apelujemy już do rzekomej "normy", tylko do
>sposobu wprowadzenia tego pojęcia do obiegu i "argumentacji" na jego rzecz.
No i popatrzmy co się dzieje.
>Każdy wprowadzający pojęcie liczby doskonałej, czy bozonu, czy życia czuje się zobowiązany do pełnych wyjaśnień, poddaje wszelkie dane, myśli itp. pod dyskusję ogólną. I taka ogólnodostępna dyskusja daje szanse na stwierdzenie prawdziwości czy fałszu, rozwinięcie, odrzucenie, przemodelowanie...
Ach, tak. Czy zatem astrotaurus chce powiedzieć, że w dyskusji o Bogu niemożliwe jest poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną? Jeśli tak, chętnie poznam argument na rzecz takiej tezy o niemożliwości. Jeśli nie, to o co astrotaurusowi właściwie chodzi?
>Tylko wprowadzający do obiegu pojecie Boga posługują się fałszem, maskowaniem, hucpą, bełkotem. >Każdy zamyka się w swoim światku i udaje, że nie ma innych Bogów, a jeśli zauważa to tylko po to, aby krzyknąć: "Mój jest najmojszy! BO TAK ! "
Zapewne niejednokrotnie tak właśnie jest. Nie dotyczy to jednak ani wyłącznie, ani nawet głównie religii. Również u niejednego "racjonalisty" hucpa i bełkot to kamuflaż, za którym ukrywa się bezmyślność i instynkt stadny. To w ogóle zjawisko u ludzi częste - smutne to, ale prawdziwe. Nakreślanie granicy między rzeczywistą dociekliwością a hucpą w terminach religii i jej braku uważam za dużą naiwność.
>Zatem przypominam: nikt nigdy nie wprowadził do cywilizowanej dyskusji na temat opisu świata pojęcia Boga.
Doprawdy? Astrotaurus to "przypomina"? A gdzie konkretnie astrotaurus wyjaśnił i wykazał coś takiego?
>Nikt nigdy nie wskazał żadnej jego cechy, która nie byłaby podważona. I to wystarczy, żeby z kwestią istnienia Boga mieć spokój, z którego tak nieudolnie szydzisz.
A to co znowu ma być? Hucpiarsko zakamuflowana próba powrotu do niepoprawnej argumentacji w stylu "brak dowodu tezy upoważnia nas do przyjęcia jej negacji"?
>Na jakiej podstawie żądasz, by traktować Ciebie/was poważnie?
Niech astrotaurus martwi się raczej tym, by samemu zasłużyć na poważne traktowanie.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Rozumiem, że zmuszanie do myślenia jest "mieszaniem". Naprawdę rozumiem i współczuję. Nic nie rozumiesz i dlatego stosujesz niemądre sztuczki słowno-emocjonalne. Podparte głupkowatą i pyszałkowatą formą zwracania się w trzeciej osobie.
Jeśli poza szukaniem okazji do krasomówczych wystąpień przypomnisz sobie na czym polega umiejętność czytania może zrozumiesz wreszcie, że mieszasz sytuacje nieprzystające do siebie.
>Przykłady miały wyraźny cel. Astrotaurus sformułował swoją normę; przykłady miały zaś zasugerować, że ta norma nie istnieje poza światem fantazji astrotaurusa. Tylko tyle i aż tyle. Przykłady miały wyraźny cel: zamaskować brak rozumienia ludzkiej mowy i zasad cywilizowanej komunikacji przez Ciebie. Dlatego nie pojąłeś - bo nawet nie spróbowałeś - wskazanej przez mnie nieprzystawalności przykładów do omawianej sytuacji.
>Widzę jednak, że nastąpiła zmiana taktyki. Cieszy mnie ten postęp. Nie apelujemy już do rzekomej "normy", tylko do sposobu wprowadzenia tego pojęcia do obiegu i "argumentacji" na jego rzecz. Nie potrafisz wskazać zmiany w mojej "taktyce". Cały czas sedno leży w tym, że kwestia istnienia/nieistnienia Boga nie została wprowadzona do obiegu wedle jakichkolwiek cywilizowanych norm. Żałosne jest porównywanie choćby kwestii bozonu Higgsa z kwestią Boga. Nad istnieniem/nieistnieniem bozonu Higgsa może sobie dywagować każdy, nad istnieniem/nieistnieniem własnego Boga religijnym dywagować nie wolno, bo z dogmatami nie ma żartów. Nad poszukiwaniem prawdy o bozonie Higgsa pracuje w pocie czoła i kosztów wielu ludzi na całym świecie, nad poszukiwaniem prawdy o Bogach nie pracuje nikt. Rozumni ludzie nie zajmują się fantasmagoriami, nierozumni mają gotowe Prawdy Wiary i, jeśli dokonują jakiegoś wysiłku umysłowego, to jedynie nad dopasowaniem tych Prawd do rzeczywistości.
>Ach, tak. Czy zatem astrotaurus chce powiedzieć, że w dyskusji o Bogu niemożliwe jest poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną? Jeśli tak, chętnie poznam argument na rzecz takiej tezy o niemożliwości. Jeśli nie, to o co astrotaurusowi właściwie chodzi? Rzeczywiście można mówić o niemożności - jako ludzie opisujący świat na podstawie urojeń nie jesteście w stanie poddać swoich niedorzecznych opowieści krytyce. Tak działa w waszych umysłach wiara - obszary przez siebie zajęte wyłącza spod wpływu logicznego myślenia, wnioskowania, argumentowania. Zamykacie się w kręgu towarzystwa wzajemnej adoracji, klękacie przed wafelkiem czy przed kamieniem i nigdy nie poddajecie tego typu swoich zachowań/zabobonów konfrontacji z inaczej wierzącymi, a już szczególnie nie z myślącymi
>Zapewne niejednokrotnie tak właśnie jest. Nie dotyczy to jednak ani wyłącznie, ani nawet głównie religii. Również u niejednego "racjonalisty" hucpa i bełkot to kamuflaż, za którym ukrywa się bezmyślność i instynkt stadny. To w ogóle zjawisko u ludzi częste - smutne to, ale prawdziwe. Nakreślanie granicy między rzeczywistą dociekliwością a hucpą w terminach religii i jej braku uważam za dużą naiwność. Pomijasz bardzo istotną kwestię: człowiek wolny od wiary może mieć dowolne wady umysłu. Człowiek ubezwłasnowolniony przez wiarę musi mieć ten feler bezkrytycznego, tępego zadowolenia z siebie. Wiara zawsze powoduje podział: na lepszych - od naszego Boga i gorszą (w różnym stopniu, z ateistami, racjonalistami na końcu) resztę. Spustoszenie czynione w umysłach przez religie jest nieporównanie wielkie ze spustoszeniem jakie mogą czynić bardziej szczegółowe i lokalne małostkowości. Kwestia zbadania zdolności do ulegania bezmyślności i instynktowi stadnemu jest niewątpliwie ciekawa, zwłaszcza gdyby próbować skorelować ją z religijnością, ale trochę odbiega od meritum.
>Doprawdy? Astrotaurus to "przypomina"? A gdzie konkretnie astrotaurus wyjaśnił i wykazał coś takiego? Twardziel jesteś, ale czegóż można się spodziewać po religijnym? A to jest ciąg dalszy tej samej sprawy: nie ma definicji Boga w świecie rzeczywistym i nie ma na ten temat żadnej i nigdzie rozumnej dyskusji. Znowu mam Ci pokazywać nieistnienie? Najpierw niewiadomoczego, a tym razem dyskusji o niewiadomoczym? Nie bądź wiśnia i nie odmawiaj sobie mściwej satysfakcji - wskaż mi taką dyskusję.
>A to co znowu ma być? Hucpiarsko zakamuflowana próba powrotu do niepoprawnej argumentacji w stylu "brak dowodu tezy upoważnia nas do przyjęcia jej negacji"? A co to znowu ma być? Znowu jakieś skrótowe hasła przepuszczone przez tryby nierozumnej interpretacji własnej? Postaraj się wyrażać precyzyjnie, zamiast skupiać się na fajerwerkach. Ja mówię przede wszystkim, że brak dowodu i nawet chęci udowodnienia tezy upoważnia nas do stuknięcia się w głowę na próby wtłoczenia nam na siłę danej tezy. Wy wszyscy od wszystkich Bogów jesteście równie śmieszni i straszni w akwizycji "jedynie słusznych prawd".
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | jederman (173 punktów) |
> >Widzę jednak, że nastąpiła zmiana taktyki. Cieszy mnie ten postęp. Nie apelujemy już do rzekomej "normy", tylko do sposobu wprowadzenia tego pojęcia do obiegu i "argumentacji" na jego rzecz.> Nie potrafisz wskazać zmiany w mojej "taktyce".Naturalnie, że nie. Astrotaurusy nie zmieniają taktyki ani poglądów. Nigdy i pod żadnym pozorem. > Cały czas sedno leży w tym, że kwestia istnienia/nieistnienia Boga nie została wprowadzona do obiegu wedle jakichkolwiek cywilizowanych norm.Cały czas sedno leży w tym, że astrotaurus nie wyjaśnił, co rozumie przez "cywilizowaną normę". I póki tego nie zrobi, patrzę na to co pisze jak ... no, nie przymierzając, jak ignostyk na Latającego Potwora Spaghetti  > Żałosne jest porównywanie choćby kwestii bozonu Higgsa z kwestią Boga. Nad istnieniem/nieistnieniem bozonu Higgsa może sobie dywagować każdy, nad istnieniem/nieistnieniem własnego Boga religijnym dywagować nie wolno, bo z dogmatami nie ma żartów.Pleść po próżnicy to sobie może każdy. Niech astrotaurus wskaże źródło, zabraniające wierzącym dywagować nad istnieniem/nieistnieniem Boga. (Osobiście znam wierzących, którzy takie dywagacje prowadzą - pouczony przez astrotaurusa muszę im co prędzej uświadomić, że tak nie wolno.) Może jakiś zapis w Katechizmie? A może coś innego? Poproszę konkrety zamiast takich popisów. > Nad poszukiwaniem prawdy o bozonie Higgsa pracuje w pocie czoła i kosztów wielu ludzi na całym świecie, nad poszukiwaniem prawdy o Bogach nie pracuje nikt.Bo tako rzecze astrotaurus w imię Latającego Potwora Spaghetti. Amen. > Rozumni ludzie nie zajmują się fantasmagoriami, nierozumni mają gotowe Prawdy Wiary i, jeśli dokonują jakiegoś wysiłku umysłowego, to jedynie nad dopasowaniem tych Prawd do rzeczywistości.I to ma być astrotaurusowe kryterium do odróżniania dyskusji cywilizowanych od niecywilizowanych? Teraz już wszystko jasne. Niecywilizowane jest to, co astrotaurusowi wydaje się fantasmagorią. Roma locuta. > >Ach, tak. Czy zatem astrotaurus chce powiedzieć, że w dyskusji o Bogu niemożliwe jest poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną? Jeśli tak, chętnie poznam argument na rzecz takiej tezy o niemożliwości. Jeśli nie, to o co astrotaurusowi właściwie chodzi?> Rzeczywiście można mówić o niemożności - jako ludzie opisujący świat na podstawie urojeń nie jesteście w stanie poddać swoich niedorzecznych opowieści krytyce.Cóż, krytyk i dyskusji w obrębie chrześcijaństwa jest sporo. Dopóki astrotaurus nie powie konkretniej o co mu chodzi, wypowiedź ma wartość bicia piany. > Tak działa w waszych umysłach wiara - obszary przez siebie zajęte wyłącza spod wpływu logicznego myślenia, wnioskowania, argumentowania. Zamykacie się w kręgu towarzystwa wzajemnej adoracji, klękacie przed wafelkiem czy przed kamieniem i nigdy nie poddajecie tego typu swoich zachowań/zabobonów konfrontacji z inaczej wierzącymi, a już szczególnie nie z myślącymiNiektórzy przychodzą na forum racjonalista.pl, aby dokonać takiej konfrontacji. I w ten sposób sfalsyfikowałem ogólną tezę astrotaurusa. (Och, to oczywiście żart - astrotaurus przecież nie sformułował żadnej tezy ogólnej, nie nie. To tylko LPS włamał się na jego konto i wypisuje takie babole. LOL) > Pomijasz bardzo istotną kwestię: człowiek wolny od wiary może mieć dowolne wady umysłu. Człowiek ubezwłasnowolniony przez wiarę musi mieć ten feler bezkrytycznego, tępego zadowolenia z siebie. Wiara zawsze powoduje podział: na lepszych - od naszego Boga i gorszą (w różnym stopniu, z ateistami, racjonalistami na końcu) resztę.Oto psychologia w wykonaniu astrotaurusa. Ludzie wierzący muszą - po prostu muszą - być tępo zadowoleni z siebie. Roma locuta  > >Doprawdy? Astrotaurus to "przypomina"? A gdzie konkretnie astrotaurus wyjaśnił i wykazał coś takiego?> Twardziel jesteś, ale czegóż można się spodziewać po religijnym? A to jest ciąg dalszy tej samej sprawy: nie ma definicji Boga w świecie rzeczywistym i nie ma na ten temat żadnej i nigdzie rozumnej dyskusji. Znowu mam Ci pokazywać nieistnienie? Najpierw niewiadomoczego, a tym razem dyskusji o niewiadomoczym?Zwracam uwagę na słowo "wyjaśnił" w moim tekście. Głównym problemem nie jest to, że astrotaurus nie wykazał swojej tezy. Rzecz raczej w tym, że astrotaurus nie sformułował porządnie żadnego kryterium, które pozwoliłoby zdecydować, kiedy mamy do czynienia z "definicją w świecie rzeczywistym" i "rozumną dyskusją", a kiedy nie (poza babolami, które litościwie składam na karb LPS). Na obecnym etapie podejrzewam, że astrotaurus najzwyczajniej w świecie sam nie rozumie tego co pisze. > Nie bądź wiśnia i nie odmawiaj sobie mściwej satysfakcji - wskaż mi taką dyskusję.Nie będę wiśnia, jak astrotaurus odpowie wreszcie rzeczowo, jakie kryteria taka dyskusja ma spełniać. Dopóki to nie nastąpi, szukanie przykładów to zawracanie głowy. > Postaraj się wyrażać precyzyjnie, zamiast skupiać się na fajerwerkach.Wciągnij ty bracie brzuch, rzekł Kubuś Puchatek  > Nic nie rozumiesz i dlatego stosujesz niemądre sztuczki słowno-emocjonalne.> Podparte głupkowatą i pyszałkowatą formą zwracania się w trzeciej osobie.Tak, wiem. Wkurzanie astrotaurusów to moja specjalność
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Naturalnie, że nie. Astrotaurusy nie zmieniają taktyki ani poglądów. Nigdy i pod żadnym pozorem. Gdybyś był człowiekiem rozumnym, dążącym do porozumienia, a nie wojowniczym Obrońcą Krzyża wiedziałbyś jak nieuprawnione są takie ironiczne uogólnienia kiedy rzecz dotyczy konkretnego przypadku. A w tym wątku cały czas rzecz dotyczy takich właśnie hucpiarskich zajazdów religijnych bez rzetelnych wyjaśnień. Od definicji Boga zaczynając.
>Niech astrotaurus wskaże źródło, zabraniające wierzącym dywagować nad istnieniem/nieistnieniem Boga. (Osobiście znam wierzących, którzy takie dywagacje prowadzą Nie rozumiesz elementarza, jedermanie religijny, więc pleciesz 3po3. Z wiarą nie ma dyskusji, nad obiektami wiary nie ma dywagacji. 1. Z definicji wiary. Nie możesz znać człowieka wierzącego w istnienie Boga, w owo istnienie wątpiącego. 2. Z nakazów systemów władzy na wierze opartych.
> Może jakiś zapis w Katechizmie? A może coś innego? Poproszę konkrety zamiast takich popisów. A może sam byś poczytał Katechizm i inne dokumenty Kościoła, zamiast popisywać się głupkowatymi ponagleniami? Takie zaczepki dowodzą albo Twojej nieznajomości Kościelnych praw , albo zwyczajnego u religijnych zamiłowania do pyskówek, albo obu naraz. Już sam wstęp do KK mówi: Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela... itd do ostatniej strony. Nie ma tam miejsca na dopuszczenie jakichkolwiek dywagacji. Wiara i koniec. I to jeszcze KKK jest podany w łagodnym sosie. Dokumenty soborowe KK mówią zaś np, że kto by wątpił w całkowitość Przeistoczenia ma być przeklęty. Jeśli to jest zaproszenie do dywagacji, to chyba tylko w pokracznym, religijnym języku.
>I to ma być astrotaurusowe kryterium do odróżniania dyskusji cywilizowanych od niecywilizowanych? Teraz już wszystko jasne. Niecywilizowane jest to, co astrotaurusowi wydaje się fantasmagorią. Roma locuta. Taaaa, schematyczny jesteś do bólu.... Zróbże coś konkretnego (może wespół ze swoimi pobratymcami umysłowymi od 72 hurys, czy od reinkarnacji), żeby wasze brednie przestały wyglądać na sprzeczne ze sobą fantasmagorie. Tylko konkrety, nie homilie.
>Cóż, krytyk i dyskusji w obrębie chrześcijaństwa jest sporo. Dopóki astrotaurus nie powie konkretniej o co mu chodzi, wypowiedź ma wartość bicia piany. Tyle że z tych krytyk i dyskusji wynika tylko coraz więcej podziałów i niesnasek. Dzielicie się i różnicie coraz bardziej, zamiast wyjaśniać i zbliżać. A jakość dyskusji wewnątrz KK obrazują przykłady lokalne Węcławskiego, Bartosia, Gadacza, Obirka i globalne np. Kunga, Vermesa. Trafnie powiedział ks. Tischner, że dialog w Kosciele to dialog dupy z kijem.
A w szerszym kontekście porównaj sobie dialog światowy, który doprowadził do dzisiejszej wspólnoty intelektualnej w poszukiwaniu bozonu Higgsa ze śmietnikiem w dziedzinie okołoboskich opowieści z całego świata. Może dostrzeżesz różnice w metodach i efektach.
>Niektórzy przychodzą na forum racjonalista.pl, aby dokonać takiej konfrontacji. Uppppssss.... A mógłbys mi wskazać takiego wzorcowego niektórego i wzorcowo prowadzoną przez niego konfrontację? Tylko proszę o konkrety , bo w chamskich, beztreściowych przepychankach sam widzę dość przykładów wszędzie.
>Zwracam uwagę na słowo "wyjaśnił" w moim tekście. Głównym problemem nie jest to, że astrotaurus nie wykazał swojej tezy. Rzecz raczej w tym, że astrotaurus nie sformułował porządnie żadnego kryterium, które pozwoliłoby zdecydować, kiedy mamy do czynienia z "definicją w świecie rzeczywistym" i "rozumną dyskusją", a kiedy nie Cóż, można rzec, że to jest ciągle gwóźdź programu i główny problem w kontaktach z religijnymi, którym zrakowaciała narośl wiary zaburza zdolność rozróżniania fantazji od rzeczywistości. My, ludzie, jesteśmy emanacją pewnych procesów zachodzących w naszym mózgu, w naszym umyśle. Zgadzasz się ze mną? Możemy żyć bez nogi, bez oczu, bez płuc itp., ale jest pewien zakres aktywności umysłu, bez którego nie ma nas w ogóle.
Umysł ludzki jest bogatym narzędziem, przejawiającym wiele rodzajów aktywności. Jednym z takich zakresów działania jest opis świata poza umysłem. Jak mówił Demokryt: "Świat to atomy i przestrzeń, reszta to opinie". Widzimy na przykład za pomocą oczu i wstępnej interpretacji informacji z nich płynących pomarańczową pomarańczę. Wiemy już jednakże skądinąd, że coś takiego jak pomarańczowa pomarańcza nie istnieje w świecie rzeczywistym, poza naszym umysłem. Istnieje pewien zlepek cząstek i oddziaływań, który na potrzeby naszej orientacji w świecie i na potrzeby celów kulinarnych ciała - naszego nosiciela interpretujemy jako pomarańczową pomarańczę. Cała sztuka polega na tym, by informacje płynące ze świata przyporządkować odpowiednim dla nich "szufladkom" z poszczególnymi zakresami aktywności. Dla istoty tego wątku szczególnie ważna jest szufladka z opisem świata poza umysłami. I nie potrafisz wykazać, że jakiekolwiek informacje o bogach są informacjami o stanie świata poza umysłami, a nie o stanie Twojego umysłu jedynie. Kumasz nareszcie? Miejsce Bogów i krasnoludków jest w sektorze własnych wytworów umysłu z poezją, marzeniami itp., a nie w sektorze opisu świata
>Tak, wiem. Wkurzanie astrotaurusów to moja specjalność Taaa... pychy to religijnym nie zabraknie nigdy... Jak już mówiłem jesteś schematyczny, więc możesz mnie jedynie osłabić, bo trudno bym się emocjonował czymś dobrze zapoznanym. Pomyśl lepiej jak parszywą cenzurkę wystawiasz swojemu Bogu i swojej wokół niego religii.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jederman (173 punktów) | > >Niech astrotaurus wskaże źródło, zabraniające wierzącym dywagować nad istnieniem/nieistnieniem Boga. (Osobiście znam wierzących, którzy takie dywagacje prowadzą> Nie rozumiesz elementarza, jedermanie religijny, więc pleciesz 3po3.> Z wiarą nie ma dyskusji, nad obiektami wiary nie ma dywagacji.> 1. Z definicji wiary. Nie możesz znać człowieka wierzącego w istnienie Boga, w owo istnienie wątpiącego.> 2. Z nakazów systemów władzy na wierze opartych.1. Z definicji samego astrotaurusa, nie wątpię. Astrotaurus już kilka razy zdołał tu pokazać, jak świetnym jest psychologiem (w dodatku takim, który żadnych badań empirycznych nie potrzebuje przeprowadzać, bo i po co - astrotaurusy wiedzą lepiej). Najpierw ustalił, że każdy wierzący jest tępo zadowolony z siebie. Teraz ustala, że ludzie wierzący nie przeżywają wątpliwości. Brawo!!! 2. Była prośba o źródło; zobaczymy niżej, jak astrotaurus się spisał. > Już sam wstęp do KK mówi:> Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela...> itd do ostatniej strony.> Nie ma tam miejsca na dopuszczenie jakichkolwiek dywagacji. Wiara i koniec.Astrotaurus albo nie rozumie czego dotyczy nasza rozmowa w tym punkcie, albo udaje że nie rozumie. Kwestia brzmi: dlaczego zdaniem astrotaurusa w debatach o Bogu niemożliwe jest ze strony wierzących "poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną" (bo dokładnie to astrotaurus zaproponował jako warunek cywilizowanej dyskusji - przeciwko czemu wcale nie oponuję). Poprosiłem o podanie cytatów, które zabraniają wierzącym angażowania się w takie otwarte dyskusje. Fragment KKK, który astrotaurus bezmyślnie przytacza, nie zawiera takiego zakazu. I tyle. > I to jeszcze KKK jest podany w łagodnym sosie. Dokumenty soborowe KK mówią zaś np, że kto by wątpił w całkowitość Przeistoczenia ma być przeklęty. Jeśli to jest zaproszenie do dywagacji, to chyba tylko w pokracznym, religijnym języku.Po pierwsze: tam nie mówi się o wątpieniu, astrotaurus przekręca cytat. Po drugie: kwestia nie polega na tym, czy jest to zaproszenie do otwartej dyskusji, ale na tym, czy jest to zakaz uczestniczenia w otwartej dyskusji. Jeśli astrotaurus widzi tam taki zakaz, to nie wiem gdzie się uczył czytać. > >Niektórzy przychodzą na forum racjonalista.pl, aby dokonać takiej konfrontacji.> Uppppssss....> A mógłbys mi wskazać takiego wzorcowego niektórego i wzorcowo prowadzoną przez niego konfrontację?> Tylko proszę o konkrety , bo w chamskich, beztreściowych przepychankach sam widzę dość przykładów wszędzie.Jak już parę razy zauważyłem, astrotaurus sam nie rozumie tego co pisze. Napisał: > nigdy nie poddajecie tego typu swoich zachowań/zabobonów konfrontacji z inaczej wierzącymi, a już szczególnie nie z myślącymiNie napisał: > nigdy nie poddajecie tego typu swoich zachowań/zabobonów wzorcowej konfrontacji z inaczej wierzącymi, a już szczególnie nie z myślącymiNie wyjaśnił też, co właściwie rozumie przez "wzorcową konfrontację". Efekt: bicia piany ciąg dalszy. (Klasyczny wybieg: coś palnę, a jak wytkną, to zaraz następuje "nie, to nie ja, w moim języku "czarne" przecież znaczy "białe" ...". Tak jak mówiłem, najwyraźniej LPS tu działa). > >Rzecz raczej w tym, że astrotaurus nie sformułował porządnie żadnego kryterium, które pozwoliłoby zdecydować, kiedy mamy do czynienia z "definicją w świecie rzeczywistym" i "rozumną dyskusją", a kiedy nie> Umysł ludzki jest bogatym narzędziem, przejawiającym wiele rodzajów aktywności ... (itp, za długie żeby cytować)LOL, trudno jest od astrotaurusa wydębić odpowiedź na zadane pytanie. Spróbuję prościej. 1. Pojęcie życia pozaziemskiego jest: (a) zdefiniowane w świecie rzeczywistym (dopuszcza rozumną dyskusję) (b) niezdefiniowane w świecie rzeczywistym (nie dopuszcza rozumnej dyskusji) (c) nie wiadomo jak jest zdefiniowane (d) kukułka 2. Pojęcie bozonu Higgsa jest: (a), (b), (c), (d) - jak wyżej. 3. Pojęcie różowego jednorożca jest: (a), (b), (c), (d) - jak wyżej. 4. Pojęcie liczby nieparzystej doskonałej jest: (a), (b), (c), (d) - jak wyżej. 5. Pojęcie sprawiedliwości (albo prawa, albo nauki, albo jakiekolwiek pojęcie abstrakcyjne) jest: (a), (b), (c), (d) - jak wyżej. Jak astrotaurus jeszcze raz wstawi mi kukułkę, czyli zamiast odpowiedzieć zacznie radośnie rozprawiać o emanacjach umysłu, pomarańczowych pomarańczach, zlepkach cząstek i sektorach opisu świata, to obawiam się że popełni morderstwo - umrę ze śmiechu 
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>1. Z definicji samego astrotaurusa, nie wątpię. Astrotaurus już kilka razy zdołał tu pokazać, jak świetnym jest psychologiem (w dodatku takim, który żadnych badań empirycznych nie potrzebuje przeprowadzać, bo i po co - astrotaurusy wiedzą lepiej). Najpierw ustalił, że każdy wierzący jest tępo zadowolony z siebie. Z definicji wiary przyjętej w cywilizowanej komunikacji. Gdybyś zaglądał częściej do słowników czy encyklopedii nie musiałbyś tak wydziwiać. Gdybyś widział butę swoją i swoich guru w szatach czarodziejów - butę opartą na bezrozumnej wierze nie dziwiłaby Cię moja opinia.
>Teraz ustala, że ludzie wierzący nie przeżywają wątpliwości. Brawo!!! Taaa, schematycznym zwyczajem ludzi religijnych wymyślasz idiotyzm, przypisujesz go oponentowi, a następnie wyśmiewasz. Prawda, że wyśmiewanie własnych idiotyzmów wychodzi Ci najlepiej. Szkoda tylko, że nie potrafisz z takim humorystycznym dystansem odnieść się do idiotyzmów, które powtarzasz ze śmiertelną powagą jako Prawdy Wiary swojej religii... Przypomnę może co ja mówiłem: Z definicji wiary. Nie możesz znać człowieka wierzącego w istnienie Boga, w owo istnienie wątpiącego. Czy zauważasz, że tu jest mowa o jednej kwestii: istnieniu Boga Możesz dowolnie wierzyć w cokolwiek i wątpić w cokolwiek innego. Wiara i wątpliwości wykluczają się wzajemnie w odniesieniu do jednego obiektu.
>2. Była prośba o źródło; zobaczymy niżej, jak astrotaurus się spisał. Była prośba o podanie przyczyn. Pytanie o źródło było dodatkowe. I dostałeś pełną odpowiedź: główna przyczyna to wiara. Nakazy religijnego systemu władzy to rzecz dodatkowa, wtórna wobec wiary.
>Astrotaurus albo nie rozumie czego dotyczy nasza rozmowa w tym punkcie, albo udaje że nie rozumie. Kwestia brzmi: dlaczego zdaniem astrotaurusa w debatach o Bogu niemożliwe jest ze strony wierzących "poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną" Zatem jeszcze raz: z definicji wiary. Twierdzenia uznane bezrozumnie za prawdę, na mocy deklaracji "bo tak!" możecie przedstawić jedynie jako wyznanie wiary, a nie jako materiał dyskusyjny. Nie możecie przedstawić do dyskusji myśli na temat kwestii powtarzanych bezmyślnie bez żadnej woli ich weryfikacji . I dlatego nie ma w obiegu dyskusji na tematy twierdzeń różnych religii. Ani wewnętrznej między religiami, ani między religiami i niewierzącymi. Skrzętnie pomijasz tę kwestię w swoich wystąpieniach choć kilkakroć już zwracałem na to uwagę. Nie chcę Cię martwić, ale Twój brak odpowiedzi jest też jednak odpowiedzią, która coś (nader niepochlebnego) o Tobie mówi. Po raz kolejny przypomnę, trzymając się przykładu Higgsa: łatwo można prześledzić w jaki sposób ludzkość w rozgryzaniu tajemnicy jak jest doszła od myśli Demokryta do Wielkiego Zderzacza Hadronów. Natomiast nie potrafisz wskazać żadnego śladu dyskusji międzyreligijnych dla ustalenia jak jest w dziedzinie Bogów rozlicznych. Wiara, jedermanie. Bezrozumna wiara warunkująca tępe zadowolenie z siebie jest blokadą dla takiej dyskusji.
>"poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną" (bo dokładnie to astrotaurus zaproponował jako warunek cywilizowanej dyskusji - przeciwko czemu wcale nie oponuję). To przeciwko czemu w ogóle oponujesz w tym wątku? Od tego przecież zaczęło się Twoje tu wojowanie, że niby jako wprowadzający do obiegu pojecie Boga do obiegu nie jesteście zobligowani do udzielenia w pierwszym rzędzie wszystkich możliwych, żądanych wyjaśnień i uzasadnień.
> Fragment KKK, który astrotaurus bezmyślnie przytacza, nie zawiera takiego zakazu. I tyle. Ów fragment (z wprowadzenia) przypominał jedynie, że Katechizm mówi o kwestiach wiary, które nie podlegają dyskusji. Z definicji wiary. I dodatkowo z organizacji Kościoła.
>Po pierwsze: tam nie mówi się o wątpieniu, astrotaurus przekręca cytat. Nie przekręcam cytatu, sens oddaję prawidłowo. Nie wolno katolikom wątpić w podawane przez hierarchię (UNK, sobory, papieża) dogmaty pod groźbą wykluczenia ze społeczności kościelnej. Przypominam, że jest to kwestia pochodna od samej wiary konkretnego katolika, ale psychologicznie stanowi hamulec myśli.
>Po drugie: kwestia nie polega na tym, czy jest to zaproszenie do otwartej dyskusji, ale na tym, czy jest to zakaz uczestniczenia w otwartej dyskusji. Jeśli sformułowanie "ma być przeklęty", czy "ma być wykluczony" (nie pamiętam..) nie jest organizacyjnym zakazem dyskusji to co jest zakazem?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jederman (173 punktów) | > Przypomnę może co ja mówiłem:> Z definicji wiary. Nie możesz znać człowieka wierzącego w istnienie Boga, w owo istnienie wątpiącego.Żeby to przeciąć: jest mi obojętne, co astrotaurs postanowi sobie nazwać wiarą. Jeśli astrotaurus zdefiniuje wiarę jako "tępą, zadowoloną z siebie absolutną pewność", to oczywiście uzyska te własności, które sam w definicję włożył ... i krzyżyk astrotaurusowi na drogę. Takie pojęcie będzie mało przydatne do opisu zjawisk podpadających pod wiarę religijną w normalnym (nie astrotaurusowym) sensie - chociażby dlatego, że w rzeczywistości mówi się o wierze silniejszej i wierze słabszej (w normalnym życiu wiara to coś stopniowalnego), a mało jest ludzi - jeśli w ogóle tacy istnieją - którzy wcale nie przeżywają wątpliwości; w związku z tym mało kto - jeśli w ogóle ktokolwiek - byłby "wierzący" według definicji astrotaurusa. Stąd bezużyteczność tak zdefiniowanego (pustego albo prawie pustego) pojęcia. Ale jak astrotaurusa bawi definiowanie bezużytecznych pojęć - proszę bardzo; może sobie używać słowa "wiara" w swoim rozumieniu. > >2. Była prośba o źródło; zobaczymy niżej, jak astrotaurus się spisał.> Była prośba o podanie przyczyn.> Pytanie o źródło było dodatkowe. I dostałeś pełną odpowiedźLOL, nie ma to jak samemu sobie wybrać pytanie na które chce się odpowiadać. > >Kwestia brzmi: dlaczego zdaniem astrotaurusa w debatach o Bogu niemożliwe jest ze strony wierzących "poddawanie wszelkich danych, myśli itp. pod dyskusję ogólną"> Zatem jeszcze raz: z definicji wiary. Twierdzenia uznane bezrozumnie za prawdę, na mocy deklaracji "bo tak!" możecie przedstawić jedynie jako wyznanie wiary, a nie jako materiał dyskusyjny. Nie możecie przedstawić do dyskusji myśli na temat kwestii powtarzanych bezmyślnie bez żadnej woli ich weryfikacji .Istotnie, astrotaurus ma rację. Przy definicji w stylu "człowiek wierzący to ktoś, kto potrafi tylko bezrozumnie argumentować "bo tak" i nie ma żadnej woli weryfikacji" rzeczywiście uzyskuje astrotaurus pożądany wniosek. Tylko że rozmawianie w ten sposób to zawracanie głowy. To tak, jakbym ja postawił tezę: racjonalista musi bredzić na temat chrześcijaństwa, po prostu musi. Ktoś pyta "dlaczego", a ja odpowiadam: bo racjonalista to z definicji ten, co bredzi na temat chrześcijaństwa i nie ma żadnej woli merytorycznej dyskusji. Tak definiuję racjonalistę i już. Czysta piaskownica. Wypada mi mieć tylko nadzieję, że na tym forum jest mimo wszystko niewielu takich twardogłowych oszołomów jak mój szanowny dyskutant. > Skrzętnie pomijasz tę kwestię w swoich wystąpieniachNo to tym razem jej nie pominąłem, LOL. Drogi astrotaurusie, definicja jak definicja - chce astrotaurus ją przyjąć, proszę bardzo. Tu chodzi właśnie o to by ustalić, czy przypadkiem nie jest to definicja czegoś "istniejącego głównie w umyśle astrotaurusa" i dlatego domagałem się podania źródeł, której to prośby astrotaurus nie spełnił. > To przeciwko czemu w ogóle oponujesz w tym wątku?> Od tego przecież zaczęło się Twoje tu wojowanie, że niby jako wprowadzający do obiegu pojecie Boga do obiegu nie jesteście zobligowani do udzielenia w pierwszym rzędzie wszystkich możliwych, żądanych wyjaśnień i uzasadnień.Ręce, nogi i piersi opadają. Chodziło mi o to, że sytuacja ateisty i chrześcijanina jest symetryczna - obaj są zobligowani do udzielania wyjaśnień, żaden nie jest zobligowany do udzielania wyjaśnień "w pierwszym rzędzie". Tak, wiem, że to trudne i że myślenie boli, ale żeby aż tak? > Nie przekręcam cytatu, sens oddaję prawidłowo. Nie wolno katolikom wątpić w podawane przez hierarchię (UNK, sobory, papieża) dogmaty pod groźbą wykluczenia ze społeczności kościelnej.> Jeśli sformułowanie "ma być przeklęty", czy "ma być wykluczony" (nie pamiętam..) nie jest organizacyjnym zakazem dyskusji to co jest zakazem?No to poznajmy prawidłowy cytat. Brzmi on: Cytat:Jeśli ktoś twierdzi, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii pozostaje substancja chleba i wina razem z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, a [więc] przeczy tej przedziwnej i osobliwej przemianie całej substancji chleba w ciało i całej substancji wina w krew, przy zachowaniu jedynie postaci chleba i wina, którą to przemianę katolicki Kościół najwłaściwiej nazywa przeistoczeniem - niech będzie wyklęty. W komentarzu astrotaurusa były dwa przekłamania. 1. Tam jest "twierdzi", a nie "wątpi". Różnica jest znacząca: ze społeczności wiernych nie jest się wykluczonym za wątpliwości; wykluczony zostaje raczej ktoś, kto wątpliwości już nie ma - kto je rozstrzygnął niezgodnie z nauką Kościoła. Przez analogię: outsiderem we wspólnocie tutejszych racjonalistów nie jest ktoś, kto wątpi w istnienie sfery sacrum (agnostyk); outsiderem jest ten, kto głosi istnienie takiej sfery. To wcale nie wychodzi na jedno. W obu przypadkach wspólnota definiuje samą siebie (częściowo) przez tezy akceptowane/odrzucane, a nie przez zdania podlegające wątpliwościom. 2. Tam nie ma zakazu dyskusji o naturze Eucharystii. Tam nie ma zakazu podawania argumentów, zakazu rozważania doktryn heretyków/schizmatyków/ateistów ... kogo bądź. Nie ma zakazu wdawania się w dyskusje. Wyczytywanie czegoś takiego z powyższego kanonu Soboru Trydenckiego jest nieporozumieniem. Wierzący ma prawo wdać się w dyskusję z niewierzącym. Może dyskutować z heretykiem, otwarcie przedstawiać i oceniać argumenty. Jeżeli wskutek tej dyskusji sam zaakceptuje tezy heretyckie/ateistyczne/schizmatyczne ... , to przestanie zaliczać się do członków Kościoła. Również tutejszy forumowicz, przekonany przez wierzących i akceptujący ich tezy, przestałby się zaliczać do obozu "oświeconych, postępowych racjonalistów". Efekt końcowy: astrotaurs wciąż nie podał źródeł, a jego przekonanie, że "dostałem pełną odpowiedź" należy zaliczyć do jakże bogatego świata astrotaurusowych fantazji.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Żeby to przeciąć: jest mi obojętne, co astrotaurs postanowi sobie nazwać wiarą. Jeśli astrotaurus zdefiniuje wiarę jako "tępą, zadowoloną z siebie absolutną pewność", Podajesz tu poprawną definicję wiary. Może w nieco brutalnej i bombastycznej formie, ale poprawną. I, gdybyś czytał jakieś słowniki czy encyklopedie zobaczyłbyś, że nie ma innej, więc przyjmij do wiadomości, że nie jest to moja definicja, ale definicja funkcjonująca w komunikacji od wieków .
>Takie pojęcie będzie mało przydatne do opisu zjawisk podpadających pod wiarę religijną w normalnym (nie astrotaurusowym) sensie - chociażby dlatego, że w rzeczywistości mówi się o wierze silniejszej i wierze słabszej (w normalnym życiu wiara to coś stopniowalnego) A jakie kryteria normalności przyjąłeś dla takiego wyrokowania? Bo akurat dla rozumnego człowieka czymś najzupełniej normalnym jest nazywanie rzeczy po imieniu. W życiu potocznym wiara często jest używana jako synonim wielu innych pojęć: nadziei, prawdopodobieństwa, oczekiwania.... Kiedy jednak mówimy o religii, to ona opiera się na wierze, która nie jest synonimem innych pojęć, ale jest bezrozumną deklaracją (bo tak!) uznania za prawdę jakiegoś twierdzenia. I dlatego należy nazywać wiarą pewność bez dowodów (często wbrew nim) - zgodnie z definicją. Wiara jest zjawiskiem zerojedynkowym w odniesieniu do konkretnego obiektu: jest, albo jej nie ma. Owo paplanie o stopniowalności jest chachmęceniem cwaniaków tworzących systemy religijne. Na przykład ludzie w szatach czarodziejów katolickich podają barankom do wierzenia pakiet dogmatów: Bóg, Trójca, kawałek penisa Boga pod postacią (!?) wafelka, lot w kosmos luzem jednej Żydówki itp. I siłą/słabością wiary nazywają skalę zgodności zakresu wiary poszczególnych katolików z pakietem zadanym. Silnie zindoktrynowany baranek wierzący we wszystkie przedstawione mu bzdury, widzący jedyną szansę na zbawienie w Kościele będzie chwalony za silną wiarę, bo będzie latał do kościoła często i często na tacę dawał. Człowiek wierzący w Boga, ale sceptycznie patrzący na wafelki i posłannictwo nieuków sutannowych będzie oceniany jako słabo wierzący. A oni wierzą tak samo, tylko ten pierwszy ma więcej obiektów objętych wiarą.
>, a mało jest ludzi - jeśli w ogóle tacy istnieją - którzy wcale nie przeżywają wątpliwości; w związku z tym mało kto - jeśli w ogóle ktokolwiek - byłby "wierzący" według definicji astrotaurusa. Ależ jesteś odporny na wiedzę! Przypomnę z poprzedniego posta: 1. Z definicji wiary. Nie możesz znać człowieka wierzącego w istnienie Boga, w owo istnienie wątpiącego. 2. Możesz dowolnie wierzyć w cokolwiek i wątpić w cokolwiek innego. Wiara i wątpliwości wykluczają się wzajemnie w odniesieniu do jednego obiektu. Czego tu nie rozumiesz? Potrafisz podać przykłady wiary i wątpliwości odniesionych do tego samego obiektu? Może być Ci trudno zrozumieć co mówię, ze względu na różną postawę ludzi. Otóż człowiek rozumny w razie wątpliwości pozostaje przy wątpliwościach i aż do ich rozwikłania nie uznaje za prawdę twierdzenia co do którego powziął wątpliwości. Człowiek religijny zaś modli się, aby mu wątpliwości przeszły. I one najczęściej przechodzą, a wiara wraca na "swoje" miejsce.
>Stąd bezużyteczność tak zdefiniowanego (pustego albo prawie pustego) pojęcia. Dla rzetelnego opisu świata pojęcia nazywające rzeczy po imieniu są użyteczne bezcennie. Dla chachmęciarzy rzeczywiście nie.
>Istotnie, astrotaurus ma rację. Przy definicji w stylu "człowiek wierzący to ktoś, kto potrafi tylko bezrozumnie argumentować "bo tak" i nie ma żadnej woli weryfikacji" rzeczywiście uzyskuje astrotaurus pożądany wniosek. Tylko że rozmawianie w ten sposób to zawracanie głowy. To tak, jakbym ja postawił tezę: racjonalista musi bredzić na temat chrześcijaństwa, po prostu musi. Ktoś pyta "dlaczego", a ja odpowiadam: bo racjonalista to z definicji ten, co bredzi na temat chrześcijaństwa i nie ma żadnej woli merytorycznej dyskusji. Tak definiuję racjonalistę i już. Czysta piaskownica. Rzeczywiście piaskownica. Tylko nie chcesz zauważyć, że mnie w Twojej piaskownicy nie ma, więc Twoje sypanie piaskiem na oślep nie zmienia niczego. Nie potrafisz wskazać żadnego słownika , który by sugerował coś choć w przybliżeniu idiotycznego jak Twój wymysł. Natomiast to co ja mówię jest w słownikach dobrze umocowane. Człowiek przypisujący wartość logiczną (prawdę) jakiemuś twierdzeniu na podstawie deklaracji jedynie nie ma skąd wziąć argumentów logicznych na jej rzecz. Inaczej byłoby to zwykłe badanie, wnioskowanie itp. działania naukowe - nie byłoby miejsca na wiarę.
>No to tym razem jej nie pominąłem, LOL. Drogi astrotaurusie, definicja jak definicja - chce astrotaurus ją przyjąć, proszę bardzo. Tu chodzi właśnie o to by ustalić, czy przypadkiem nie jest to definicja czegoś "istniejącego głównie w umyśle astrotaurusa" i dlatego domagałem się podania źródeł, której to prośby astrotaurus nie spełnił. Ależ znowu pominąłeś. I coś bredzisz o definicjach. Zajrzyjże wreszcie do słowników i sprawdź o czym mówisz. Pominąłeś znowu kwestię braku dyskusji religii o religii. Może nawet nie zauważyłeś o co ja usilnie pytam tyle już razy. Cóż, wiara takie sztuczki z umysłem robi. Gdybyś zrozumiał czym jest wiara zrozumiałbyś, że jest ona wystarczającą blokadą dla jakichkolwiek prób dyskusji międzyreligijnych, czy z niewierzącymi. Jeśli uważasz, że nie ma żadnych zakazów w samym umyśle opętanym wiarą, czy w religijnych systemach władzy to czemu nie potrafisz wskazać dyskusji o jakich mowa? Czemu katolicy nie pokażą muzułmanom, że Bóg lubi klękanie przed wafelkiem, a nie przed kamieniem? Czemu nie pokażą hinduistom pewnej zakonnicy, żeby tamci sami przekonali się, że Wojtyła wielkim magiem był? Zależy im na prawnym podporządkowaniu sobie paru % niekatolików w Polsce, a nie wyciągną czarnych łap po zbawienie paru dodatkowych miliardów ludzi? Ejże!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > Ręce, nogi i piersi opadają. Chodziło mi o to, że sytuacja ateisty i chrześcijanina jest symetryczna - obaj są zobligowani do udzielania wyjaśnień, żaden nie jest zobligowany do udzielania wyjaśnień "w pierwszym rzędzie". Tak, wiem, że to trudne i że myślenie boli, ale żeby aż tak?No to posłuchaj co mówią mądrzejsi od Ciebie i zaraz przestanie boleć, a w głowie zrobi Ci się radosna jasność. Przeczytaj jeszcze raz post tytułowy wątku. Jak niewierzący ma argumentować na rzecz nieistnienia czegoś co nie jest w żaden sposób zdefiniowane przez hucpiarzy wprowadzających niezdefiniowane to pojęcie do obiegu publicznego? Jeśli chcecie rozmawiać na temat istnienia/nieistnienia czegoś to właśnie w pierwszym rzędzie musicie to zdefiniować i odpowiadać na wątpliwości. Oczywiście mowa o przymusie cywilizacyjnym, bez dozoru policyjnego. Problem z wierzącymi polega na tym, że zasady cywilizowanej dyskusji lekceważą. A może ja się mylę? Może wierzący sformułowali rzetelną definicję Boga. Potrafisz ja podać? Tylko niech ona definiuje Boga w świecie poza umysłami wierzących, bo istnienia fikcyjnych postaci z opowieści religijnych zawierających się całkowicie w umysłach nikt nie kwestionuje. > Cytat:Jeśli ktoś twierdzi, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii pozostaje substancja chleba i wina razem z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, a [więc] przeczy tej przedziwnej i osobliwej przemianie całej substancji chleba w ciało i całej substancji wina w krew, przy zachowaniu jedynie postaci chleba i wina, którą to przemianę katolicki Kościół najwłaściwiej nazywa przeistoczeniem - niech będzie wyklęty. > W komentarzu astrotaurusa były dwa przekłamania.> 1. Tam jest "twierdzi", a nie "wątpi". Jeśli ktoś twierdzi, że przeistoczenie jest co najmniej niecałkowite, to znaczy, że wątpi w całkowite. Zwątpienie w całkowitość przeistoczenia i twierdzenie braku jakiegokolwiek przeistoczenia mają wspólną cechę: brak wiary w pełne przeistoczenie. To tylko tak - żebyś miał wprawkę w umiejętności czytania, choć meritum tego fragmentu nie jest tak istotne. > Różnica jest znacząca: ze społeczności wiernych nie jest się wykluczonym za wątpliwości; wykluczony zostaje raczej ktoś, kto wątpliwości już nie ma - kto je rozstrzygnął niezgodnie z nauką Kościoła.Polityka wykluczeń w KK to jeden z wielu przykładów hipokryzji. Niby z powodu wielu czynów ludzie się ekskomunikują z mocy prawa, ale nikt im tego nie powie wyraźnie, bo przepadnie taca, a poza tym może się nawrócić.... Ale to osobna poezja, która trudno rozważać kiedy nie rozwikłałeś znaczenia/relacji wiary i wątpliwości. > Nie ma zakazu wdawania się w dyskusje. Wyczytywanie czegoś takiego z powyższego kanonu Soboru Trydenckiego jest nieporozumieniem. Wierzący ma prawo wdać się w dyskusję z niewierzącym. Może dyskutować z heretykiem, otwarcie przedstawiać i oceniać argumenty. Jeżeli wskutek tej dyskusji sam zaakceptuje tezy heretyckie/ateistyczne/schizmatyczne ... , to przestanie zaliczać się do członków Kościoła.Cóż, to już nie były czasy kiedy Kościół mógł wykluczyć z grona żyjących (za pomocą stosu choćby), a Sobór nie był zwołany ot tak z potrzeby ducha, tylko wskutek ważnych wydarzeń, które Kościołowi były bardzo nie na rękę. Tak czy siak szantaż, straszak wewnątrzorganizacyjny jest, choć mówię po raz kolejny: to spraw wtórna wobec wiary. Sporo katolików nie wierzy w przeistoczenie i nie boją się wykluczenia, bo tak mówi ich wersja wiary. > Efekt końcowy: astrotaurs wciąż nie podał źródeł, a jego przekonanie, że "dostałem pełną odpowiedź" należy zaliczyć do jakże bogatego świata astrotaurusowych fantazji.A Ty ciągle bijesz pianę! Mam nadzieję, że pod wpływem tego posta wreszcie zrozumiesz co zakazuje religijnym myślenia i dyskusji, albo wręcz pokażesz mi dowody takiego myślenia i dyskusji. Najlepiej od podstaw: - Bóg to.... - nuże, jedermannie!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | > I, gdybyś czytał jakieś słowniki czy encyklopedie zobaczyłbyś, że nie ma innej, więc przyjmij do wiadomości, że nie jest to moja definicja, ale definicja funkcjonująca w komunikacji od wiekówJedna z najbardziej autorytatywnych dostępnych w internecie encyklopedii opisuje tu sposoby rozumienia wyrażenia "wiara religijna". Nie podaję tego dla astrotaurusa, który wszystko co wykracza poza jego zerojedynkową umysłowość uzna z miejsca za "chachmęcenie". To jest tylko po to, żeby czytelnicy mieli z czym skonfrontować astrotaurusowe kwiatki w stylu "Jedna jest definicja, a Wielki Astrotaurus jest jej prorokiem". > Wiara jest zjawiskiem zerojedynkowym w odniesieniu do konkretnego obiektu: jest, albo jej nie ma.Bo tak twierdzi Wielki Prorok. > Owo paplanie o stopniowalności jest chachmęceniem cwaniaków tworzących systemy religijneNa pohybel wszystkim, którzy podważają słowa Wielkiego Proroka. > Potrafisz podać przykłady wiary i wątpliwości odniesionych do tego samego obiektu?Na pohybel mnie samemu, albowiem potrafię. Przychodzi do mnie w pracy kumpel i mówi "zobacz stary, jakie twierdzenie udowodniłem". Ja kumplowi ufam, fajny z niego gość, i z miejsca byłbym gotów założyć się o sto złotych, że jego twierdzenie jest prawdziwe. (Nawet po części irracjonalnie - już te sumiaste wąsy kumpla taką ufność u mnie budzą.) Ale o tysiąc złotych to już bym się nie założył - tak daleko moja wiara nie sięga, górę wezmą wątpliwości. A zatem: jeden i ten sam obiekt (prawdziwość twierdzenia) dopuszcza pewną dozę wiary (mierzoną gotowością do zakładu), oraz pewną dozę wątpliwości. Ale rozumiem, że zerojedynkowym astrotaurusom takie sytuacje się w głowach nie mieszczą. Gdzieżby, definicja zabrania. Jedyna słuszna definicja. Innej nie ma i na pohybel każdemu, kto śmiałby sugerować inaczej. Pobaraszkowaliśmy, a teraz rzecz główna: > A może ja się mylę? Może wierzący sformułowali rzetelną definicję Boga. Potrafisz ja podać?> Tylko niech ona definiuje Boga w świecie poza umysłami wierzących, bo istnienia fikcyjnych postaci z opowieści religijnych zawierających się całkowicie w umysłach nikt nie kwestionuje.Co to znaczy "zdefiniować coś w świecie poza umysłami"? Jest problem, bo ... bo ja ignostyk z dziada pradziada! Moja takich zwrotów nie rozumieć! Jak moja prosić o wyjaśnienie na przykładach tu, a potem tu, to astrotaurus nabrać woda w otwór gębowa i nic nie odpowiadać! Po raz trzeci zadaję więc to samo pytanie. Czy podane wcześniej przykładowe pojęcia są "zdefiniowane w świecie poza umysłami" w rozumieniu astrotaurusa i czy dopuszczają rozumną dyskusję, czy nie? A może tego nie wiadomo? Dopóki astrotaurus tego nie objaśni, nie mam pojęcia o co astrotaurusowi chodzi i wiarygodna wydaje się mi hipoteza, że astrotaurus sam nie rozumie tego co gada.
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > Jedna z najbardziej autorytatywnych dostępnych w internecie encyklopedii opisuje tu sposoby rozumienia wyrażenia "wiara religijna".Ech, jedermanie, mam cierpliwość muła ale obcowanie ze śmietnikiem w Twoim umyśle nawet mnie może znużyć. Ja również w tym wątku wspominałem, że wiara jest używana jako pojęcie wieloznaczne, synonimiczne wobec wielu bardziej adekwatnych. Gdybym był tu encyklopedystą napisałbym pewnie to samo co linkujesz. Ale tu rozpatrujemy kwestię bardziej szczegółowo, w ściśle określonym kontekście i celu - w sporze między religijnymi a nieregilijnymi, miedzy cywilizowanymi a hucpiarzami i tu pojęcie wiary nabiera spec znaczenia. Zwróć uwagę na 2 rzeczy, które dla człowieka rozumnego są elementarne w dyskusji na takim forum i na taki temat, a których Ty nie potrafisz nawet dostrzec: 1. Ludzie w celach poznawczych i komunikacyjnych definiują pojęcia, nadają nazwy tak, żeby każdy definiowany/nazywany obiekt odróżniał się od wszystkiego innego. Oczywiście mowa/język jest tworem żywym, a ludzie są tacy jakimi ich Pan Bóg stworzył, więc dzieją się z biegiem czasu rzeczy przeróżne, ale na pewno nikt rozumny nie dokłada celowych starań dla objęcia obiektów z różnych dziedzin jedną nazwą, ani dla nadania temu samemu obiektowi wielu nazw. 2. Istnieje w mowie potocznej wiele zastosowań pojęcia wiara, ale zawsze można tam znaleźć pojęcie bardziej adekwatne do omawianej kwestii. I istnieje pewność bez dowodów, do której pojęcie wiary pasuje jak nic innego. Jest pewien specyficzny stan umysłu, pewien pokraczny zakres wiedzy a priori, które są określane pojęciem wiara tak dokładnie jak niczym innym. Kumasz nareszcie? > Nie podaję tego dla astrotaurusa, który wszystko co wykracza poza jego zerojedynkową umysłowość uzna z miejsca za "chachmęcenie".Twoje tyleż głupkowate co chamowate zaczepki również wynikają ze śmietnika w Twoim umyśle. W moich wypowiedziach nie znajdziesz podstawy do takich jak cytowany tekstów. Parę wierszy wyżej napisałem, że nikt rozumny nie dokłada celowych starań dla objęcia obiektów z różnych dziedzin jedną nazwą, ani dla nadania temu samemu obiektowi wielu nazw, a parę postów wcześniej chachmęceniem nazwałem działanie funkcjonariuszy religijnego systemu władzy bazującego na niepewności, wieloznaczności, nieokreśloności. Funkcjonariuszy, którzy celowo wprowadzają zamęt pojęciowy. Oni np. z lubością określają zbiór idiotycznych historyjek "Wiarą Kościoła" , co encyklopedysta musi ująć w swym opracowaniu, choć nie postawi przecież znaku równości między tym zbiorem, a czyjąś osobistą pewnością istnienia Boga. Moje wypowiedzi są ciągle spójne i rzeczowe. > A zatem: jeden i ten sam obiekt (prawdziwość twierdzenia) dopuszcza pewną dozę wiary (mierzoną gotowością do zakładu), oraz pewną dozę wątpliwości.Ludzie rozumni, jedermanie, dla wyjaśnienia jakichś kwestii skupiają się na szczegółach unikając kwiecistych, barwnych filipik. I odnoszą się do wypowiedzi interlokutora unikając okraszania ich własnymi skojarzeniami. A Ty znowu buszujesz w swoim śmietniku lekceważąc moje wypowiedzi. Przedstawiasz w przykładzie jakąś mieszankę myśli i emocji: zaufanie do kolegi, sympatia do niego, która nawet przegraną okrasza pozytywnie, pewne zamiłowanie do hazardu ... to tak, bez zbytniego wnikania w szczegóły. Można taka mieszankę w mowie potocznej nazwać wiarą (obecność wątpliwości jest tu oczywista), ale na takiej "wierze" nie buduje się religii. Można , oczywiście, zbudować religijny system władzy na bezmyślności, na tradycji, na strachu, na indoktrynacji, ale w normalnej religii sacrum musi być. Nie w hipotezie, nie w domyśle, nie w domniemaniu, ale w pewności. Stąd musi być wiara, a nie jej potoczne synonimy.> Czy podane wcześniej przykładowe pojęcia są "zdefiniowane w świecie poza umysłami" w rozumieniu astrotaurusa i czy dopuszczają rozumną dyskusję, czy nie? A może tego nie wiadomo? Dopóki astrotaurus tego nie objaśni, nie mam pojęcia o co astrotaurusowi chodzi i wiarygodna wydaje się mi hipoteza, że astrotaurus sam nie rozumie tego co gada.Ile razy trzeba Ci powtarzać, żebyś raz spróbował rozumieć co się do Ciebie mówi? Zamiast głupkowatego chichotu przeczytaj jeszcze raz o pomarańczowej pomarańczy. Jeśli ciągle nie zrozumiesz to zadaj pytania do mojej wypowiedzi, a nie do swoich głupich skojarzeń. Albo powiedz po prostu co w tej wypowiedzi uważasz za niedorzeczne czy bezcelowe... tak robią ludzie rozumni. Pewnie że podgryzać i poszczekiwać jest łatwiej, niż wyrażać poglądy, ale tylko dopóki nie zacznie się logicznie myśleć Jeśli miałbyś po raz kolejny wyśmiewać to co sam wymyślisz i skojarzysz to lepiej daj sobie spokój - niezborność swoich myśli już wykazałeś wielokroć . Ubzdurałeś sobie np. wcześniej, że człowiek, aby nie fruwał musi mieć formalny zakaz fruwania i że ja muszę Ci taki zakaz pokazać. Wygląda na to, że teraz już przyjąłeś do wiadomości, iż brak skrzydeł wystarczy, zakaz jest niepotrzebny, ale nie wygląda na to, by ta wiedza pomogła Ci coś rozwikłać w temacie rozmowy. Namawiam Cię zatem ponownie na większe skupienie i zadedykuję Ci cytat z "Filozofii po góralsku" ks. Tischnera: Mądrość to jest je - bracie - taki talynt, co ci dozwolo patrzyć na sytko poprzez cyl. Nastow sie na cyl i śpekuluj wedle tego nastawienia. A poznać jóm mozes - tóm mądrość - juz po samym godaniu. Głupi godo i godo, ale nie wiys, co godo. Przeskakuje z jednego na drugie. Roz o drzewie, roz o żabie, roz o krowie. Utrapiynie z takim. A niek sie jesce taki naucyciel trefi, to do cna oducy dzieci ucynio. Mądrość porządkuje. Głupota, ka stąpnie, bałagani. Tymu sie godo, ze ze smarkatym nie pojys, a z głupim nie nagodos.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | > Ech, jedermanie, mam cierpliwość muła ale obcowanie ze śmietnikiem w Twoim umyśle nawet mnie może znużyć.Odkrywam z astrotaurusem pewną płaszczyznę porozumienia. Rzeczywiście, mi się już też nie chce. > Gdybym był tu encyklopedystą napisałbym pewnie to samo co linkujesz.Naturalnie, o Wielki. > Ale tu rozpatrujemy kwestię bardziej szczegółowo, w ściśle określonym kontekście i celu - w sporze między religijnymi a nieregilijnymi, miedzy cywilizowanymi a hucpiarzami i tu pojęcie wiary nabiera spec znaczenia.Innymi słowy: astrotaurus już nie twierdzi, że jego definicja jest "jedyną i żadnej innej w żadnej encyklopedii i słowniku się nie znajdzie". Jego formułka stosuje się tylko w specjalnym, astrotaurusowym kontekście. Istotnie, pełna zgoda. > Można taka mieszankę w mowie potocznej nazwać wiarą (obecność wątpliwości jest tu oczywista), ale na takiej "wierze" nie buduje się religii.Ależ buduje się. Astrotaurus nie rozumie, że religię tworzą właśnie żywi ludzie - myślący, wątpiący, czujący, wahający się; działający czasem w poczuciu subiektywnej pewności, niekiedy w otchłani zwątpienia. Astrotaurus - wzorem wszystkich oszołomskich dogmatyków - chce to wszystko podporządkować swojej pokracznej formułce. Pożyczyć szczęścia. > Ludzie rozumni, jedermanie, dla wyjaśnienia jakichś kwestii skupiają się na szczegółach unikając kwiecistych, barwnych filipik.Szczerze i bez ironii: radzę przeanalizować pod względem kwiecistości własne wypowiedzi. > w normalnej religii sacrum musi być. Nie w hipotezie, nie w domyśle, nie w domniemaniu, ale w pewności.Czasem w zwątpieniu i rozpaczy, drogi astrotaurusie. > Ile razy trzeba Ci powtarzać, żebyś raz spróbował rozumieć co się do Ciebie mówi?> Zamiast głupkowatego chichotu przeczytaj jeszcze raz o pomarańczowej pomarańczy. Jeśli ciągle nie zrozumiesz to zadaj pytania do mojej wypowiedzi, a nie do swoich głupich skojarzeń. Albo powiedz po prostu co w tej wypowiedzi uważasz za niedorzeczne czy bezcelowe... tak robią ludzie rozumni.Gdyby przyszedł do mnie student i pryncypialnie odmówił stosowania wprowadzonych przez siebie pojęć do przykładów wykraczających poza stworzony przez siebie tekst - i gdyby przy tym jeszcze upierał się, że tak właśnie robią ludzie rozumni - to bym głupola pogonił. I to zupełnie bezpardonowo. Ale cóż, tu jest forum i "śpiewać każdy może". Mój końcowy komentarz ... i tyle ode mnie, bo już naprawdę mi się nie chce. Oszołomstwo jest ponadnarodowe, ponadwyznaniowe i ponadświatopoglądowe. Wszędzie znajdzie się grupa ludzi, którzy operują sloganami i choćby nie wiem co, poza te slogany nie wykroczą. Nie ta konstrukcja psychiczna. Do nich wszystkich na koniec taka oto prośba o wybaczenie: Oszołomy wszelkiej maści, ja was bardzo przepraszam!
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | >Innymi słowy: astrotaurus już nie twierdzi, że jego definicja jest "jedyną i żadnej innej w żadnej encyklopedii i słowniku się nie znajdzie". Jego formułka stosuje się tylko w specjalnym, astrotaurusowym kontekście. Istotnie, pełna zgoda. Cóż, skoro do tej pory nie chciało Ci się czytać tego co ja piszę, to pewnie nie uda mi się Ciebie nakłonić do tego o tej porze. Pojęcie wiary pojawiło się w tym wątku w określony sposób, w określonym kontekście i, mimo Twojego zaciemniającego kąsania, po usunięciu znaczeń synonimicznych zostaje z własnym - tym od budowania religii czy innych nierozumności.
>Ależ buduje się. Astrotaurus nie rozumie, że religię tworzą właśnie żywi ludzie - myślący, wątpiący, czujący, wahający się; działający czasem w poczuciu subiektywnej pewności, niekiedy w otchłani zwątpienia. Już coś gęsto bredziłeś na temat myślenia nad treściami religijnymi, ale nie doczekałem się , mimo kilkukrotnych wezwań, jakichś przykładów takiego myślenia, dywagacji, dyskusji. I nie doczekam się, bo wiara wyklucza obiekty wiary z zakresu działania myślenia.
Trudno spodziewać się po jedermanie, aby w uargumentował głoszone przez siebie werdykty, ale może byś wreszcie skusił się na wypowiedzenie jakiejś treści na poparcie swoich wynurzeń? Cóż za religia (instytucjonalna czy ściśle indywidualna) zbudowana jest na myśleniu, otchłani zwątpienia itp.?
Religia ma dogmaty, a nie programy badawcze, nie materiał do dyskusji czy wątpliwości. Bo wiara, na której jest oparta to bezrozumna deklaracja. Gdyby było inaczej jakże inaczej wyglądałoby katolicki katechizm choćby. Gdyby istnienie Boga było tylko prawdopodobne... Jego imię niekoniecznie nie brzmiałoby "Allah".... Istnienie Trójcy byłoby tylko prawdopodobne.... Istnienie Jezusa byłoby tylko prawdopodobne... Śmierć Jezusa na krzyżu byłaby tylko prawdopodobna... Zmartwychwstanie Jezusa byłby tylko prawdopodobne.... (prawdopodobieństwa się mnoży przecie) jakie prawdopodobieństwo miałoby choćby wspominane wcześniej pełne przeistoczenie? A jakie, że Koronka do Miłosierdzia Bożego jest dobra na upadek masturbacyjny? A jakie, że (mój ulubiony fragment z regulaminu odpustów) pobożne użycie szkaplerza w imieniny Piotra i Pawła daje odpust zupełny, jeśli szkaplerz był poświęcony przez papieża czy biskupa, a cząstkowy kiedy był poświęcony przez diakona?
Nie ma innej wiary religijnej, niż pewność bez dowodów.
>Czasem w zwątpieniu i rozpaczy, drogi astrotaurusie. Przykład, jedermanie. Przykład jakiś wreszcie, a nie jałowe mielenie jęzorem. Jaka religia ma sacrum w sferze zwątpienia i rozpaczy, a nie w sferze pewności?
>Gdyby przyszedł do mnie student i pryncypialnie odmówił stosowania wprowadzonych przez siebie pojęć do przykładów wykraczających poza stworzony przez siebie tekst - i gdyby przy tym jeszcze upierał się, że tak właśnie robią ludzie rozumni - to bym głupola pogonił. I to zupełnie bezpardonowo. Ale cóż, tu jest forum i "śpiewać każdy może". Oooo! nie wątpię! Gdyby jederman miał władzę na pewno tak dobrze jak mało kto umiałby pokazać "kto tu rzundzi". A tu jest forum i jak nie masz argumentów, to chociaż Papkinowską tromtadracją sobie ego podbudujesz. I pewnie skutecznie sam sobie wodę z mózgu zrobisz, bo taki cel w odniesieniu do mnie to zadanie ponad Twoje siły. I powiem Ci, że gdybym był studentem i jakiś nauczyciel akademicki by nie rozumiał ludzkiej mowy jak Ty i sadził się jak Ty to bym głupola pogonił.
Znów w Twoim nieudolnym umyśle zbudowałeś idiotyczną paralelę zamiast wypowiedzieć jakieś konkretne zarzuty pod adresem moich wypowiedzi. Jakich pojęć do jakich przykładów wykraczających poza jaki tekst chcesz używać? Tylko nie bełkocz już kazaniami. Konkretnie poproszę.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Jak już parę razy zauważyłem, astrotaurus sam nie rozumie tego co pisze. Napisał:> >nigdy nie poddajecie tego typu swoich zachowań/zabobonów konfrontacji z inaczej wierzącymi, a już szczególnie nie z myślącymi> Nie napisał:> >nigdy nie poddajecie tego typu swoich zachowań/zabobonów wzorcowej konfrontacji z inaczej wierzącymi, a już szczególnie nie z myślącymi> Nie wyjaśnił też, co właściwie rozumie przez "wzorcową konfrontację". Efekt: bicia piany ciąg dalszy.Taaaa....bicia piany ciąg dalszy. Trudno się po katoliku (czy katolikopodobnym) spodziewać rzeczowej dyskusji, ale Ty przeginasz. Jako rozmówca, jedermanie, jesteś wyjątkowo jałowy i wyjątkowo upierdliwy, ale dam Ci kolejną szansę zrozumienia jak bardzo bezrozumnie chachmęcisz. Mówiłem ogólnie o konfrontacji. I prosiłem usilnie kilkakroć, abyś mi wskazał jakąkolwiek dyskusję w tej dziedzinie. O wskazanie wzorcowego niektórego we wzorcowej konfrontacji prosiłem w sytuacji szczegółowej. Abyś nie musiał wyliczać wszystkich niektórych z tego forum w całym spektrum walki intelektualnej. Prosiłem w tej szczegółowej kwestii o creme de la creme. Przestań już może sprawiać wrażenie, że jesteś botem zaprogramowanym na wyrywanie słów z kontekstu dla owijania na nich bawełny jadowitego słowotoku. Daj szansę rozumowi, którym obdarzył Cię dobry Bóg. > 1. Pojęcie życia pozaziemskiego jest:> (a) zdefiniowane w świecie rzeczywistym (dopuszcza rozumną dyskusję)> (b) niezdefiniowane w świecie rzeczywistym (nie dopuszcza rozumnej dyskusji)> (c) nie wiadomo jak jest zdefiniowane> (d) kukułkaEch, jedermanie, czas pracuje na Twoją niekorzyść. Im dłużej będziesz pajacował, tym później zyskasz szansę zrozumienia czegokolwiek. > Jak astrotaurus jeszcze raz wstawi mi kukułkę, czyli zamiast odpowiedzieć zacznie radośnie rozprawiać o emanacjach umysłu, pomarańczowych pomarańczach, zlepkach cząstek i sektorach opisu świata, to obawiam się że popełni morderstwo - umrę ze śmiechu  No popatrz, popatrz! Śmieszy Cię prosty opis prostych kwestii istotnych dla ludzkiego poznania, a zapewne z powagą godną lepszej sprawy zajadasz się kawałkami penisa swego Boga wyczarowanymi z wafelka przez nieuka w szacie czarodziejów. Z powagą na wagę wieczności powtarzasz bezmyślnie po nieukach wiele niedorzeczności. Ech, podyskutuj Ty sam ze sobą nad sobą, bo takie różnice w ocenie śmieszności różnych treści nie są tylko bagatelną kwestią gustu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | czes (4083 punktów) | > ... Im dłużej będziesz pajacował, tym później zyskasz szansę zrozumienia czegokolwiek.A czy Ty nie widzisz, że celem jego pisania jest właśnie pajacowanie?! Raz dałem mu plusa ponieważ wydawało mi się iż on chce faktycznie podyskutować, skonfrontować poglądy. Miałem nadzieję, że poczytam ciekawe wypowiedzi, poznam podejście ludzi do omawianego problemu. Z przykrością stwierdzam, że było to naiwnością z mej strony. Głupio mi tylko, że wielu inteligentnych ludzi rozszyfrowało tego jedermana znacznie szybciej niż ja i olało dyskusje sprowadzające się do prezentowania kwiatuszków erystycznych. A poza tym, ja jestem pastfarianinem i wierzę iż najważniejszym bogiem jest Latajacy Potwór Spaghetti. Jeżeli Ty uważasz, iż bóg ten nie istnieje, to Ty przedstaw mi dowody na jego nieistnienie. Nie potrafisz? No widzisz! To jest właśnie dowód na istnienie mego boga. Ramen.  (Do tego sprawdzają się wywody jedermana.)
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
> A czy Ty nie widzisz, że celem jego pisania jest właśnie pajacowanie?!Oczywiście, że widzę. Taki jest minus "rozmów" z wierzącymi, że oni nigdy nie są w stanie rozmawiać rzeczowo na tematy objęte wiarą. Widzisz to Ty, ja, parę postów wcześniej o klapkach na oczach mówił Jonelet... Problem w tym, że wierzący są. I zwłaszcza w Polsce są hałaśliwi, bezczelni, uzurpujący sobie dziwne prawa na podstawie jedynie swoich urojeń. Można by wyjść na ulicę z bejsbolami, podpalić komitety... tfu!... kurie i plebanie, ale cuś mało nas wyrywa się do tego typu zachowań.  Warto więc rozmawiać. Bez nadziei, że w czasie rozmowy wierzący zacznie logicznie weryfikować głoszone przez siebie niedorzeczności. Gdyby jederman był moim osobistym znajomym nie zawracałbym sobie nim zbytnio głowy, bo stanowi on, jak by to ładnie po katolicku rzec : beton, którego i kwasem solnym nie skruszy. A przynajmniej nie tak łatwo. Forum ma to do siebie, że nawet nastawiony na jątrzenie typ jest wygodnym poligonem doświadczalnym. Wprawdzie trudno jest w przepychankach z jedermanem sprawdzić siebie w jakichś kwestiach merytorycznych, ale zawsze można choćby przysłużyć się innym inspiracją. Głównie wierzącym. Ja sam znam paru przyzwoitych, małoradiomaryjnych katolików, którzy odżegnaliby się od zbytniej wspólnoty duchowej z jedermanem. A przecie i sam jederman ma umysł pracujący. Cóż on winien, że rak wiary usadowił mu się w umyśle i podporządkował sobie jego rozum? I kiedyś przecież wkładane mu do głowy argumenty, ścieżki myślenia itp. mogą zaowocować ustąpieniem wiary i jederman obudzi się któregoś pięknego dnia wolnym człowiekiem. I również dzięki temu forum wydobędzie z podświadomości gotowy "pakiet cywilizacyjny", jak to nazywam - będzie jak znalazł! Warto rozmawiać! moja pozytywistyczna praca spowodowała, że nawet w okresie euforii Wojtyłowego prosperity nadwątliłem w wielu okolicznych katolikach ich religijność, zrobiłem sporo dla pokojowego współistnienia w moim środowisku. Głównie prostym drążeniem skały kropelkami. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | >>1. Pojęcie życia pozaziemskiego jest: >>(a) zdefiniowane w świecie rzeczywistym (dopuszcza rozumną dyskusję) >>(b) niezdefiniowane w świecie rzeczywistym (nie dopuszcza rozumnej dyskusji) >>(c) nie wiadomo jak jest zdefiniowane >>(d) kukułka >Ech, jedermanie, czas pracuje na Twoją niekorzyść. Im dłużej będziesz pajacował, tym później zyskasz szansę zrozumienia czegokolwiek.
Niestety, astrotaurus odbiera mi tę szansę odmawiając odpowiedzi na proste pytania. Ponawiam zatem: które z podanych tam pojęć są zdaniem astrotaurusa zdefiniowane/niezdefiniowane w świecie rzeczywistym? Umie astrotaurus odpowiedzieć, czy dalej będzie pajacować?
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie jestem po twojej stronie, ale uczciwość nakazuje mi podać ci link, na którym znajdziesz wiele osób, które wierzą, tylko nie lubią słów zaczerpniętych z tradycyjnych religii (ale ich wiara jest podobna): www.racjon(*)orum.php/s,396033/i,61#w397465Nie dziękuj, ja z tym nie mam nic wspólnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | jederman (173 punktów) | >Nie jestem po twojej stronie, ale uczciwość nakazuje mi podać ci link, na którym znajdziesz wiele osób, które wierzą, tylko nie lubią słów zaczerpniętych z tradycyjnych religii (ale ich wiara jest podobna):
>www.racjon(*)orum.php/s,396033/i,61#w397465
>Nie dziękuj, ja z tym nie mam nic wspólnego.
Doceniam i mimo wszystko podziękuję. Dwa słowa wyjaśnienia: zarówno ja sam, jak (domyślam się) astrotaurus bez żadnego problemu potrafilibyśmy wskazać osoby wierzące wchodzące na to forum i starające się bronić swojego światopoglądu w starciu z ludźmi innej wiary (albo ateistami). Tyle że wskazywanie takich osób dyskutantom pokroju astrotaurusa nie ma żadnego sensu. Wskażę mu kogokolwiek, a on napisze "to nie konfrontacja, to hucpa, to uzurpowanie sobie dziwnych praw na podstawie jedynie swoich urojeń, to beton, którego i kwasem solnym nie skruszy" (jego słowa). Dyskusja będzie na poziomie piaskownicy - pozwoli mu na to brak jakikolwiek kryteriów oceny tego, co jest "prawdziwą konfrontacją", a co nie. Dlatego nie chciałem w to wchodzić. Tak wygląda właśnie rozmowa z nim. Na razie mnie to śmieszy, wkrótce pewnie znudzi.
Pozdrawiam
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > Dwa słowa wyjaśnienia: zarówno ja sam, jak (domyślam się) astrotaurus bez żadnego problemu potrafilibyśmy wskazać osoby wierzące wchodzące na to forum i starające się bronić swojego światopoglądu w starciu z ludźmi innej wiary (albo ateistami).A po co masz się domyślać, zwłaszcza kiedy masz tak szwankujące narzędzie do domyślania się? Zaglądałem na to forum na chwilkę może raz na pół roku. Piszę tu od bardzo niedawna. Poznałem jedermana i rajcelema. Z czego rajcelem stwarza wrażenie jakby rzeczywiście poszukiwał odpowiedzi i porozumienia, a gubi się w ogromie bezużytecznych bzdur wtłoczonych mu do umysłu - typowych religijnych bzdetów: odlotowych, uduchowionych, ale pozbawionych treści. Natomiast jederman jawi się jako typowy Obrońca Krzyża - byle jątrzyć! Skakać z tematu na temat, bez celu, bez sensu, byle się nie dać ! Na chwałę jakiegoś pokracznego Boga. > Wskażę mu kogokolwiek, a on napisze "to nie konfrontacja, to hucpa, to uzurpowanie sobie dziwnych praw na podstawie jedynie swoich urojeń, to beton, którego i kwasem solnym nie skruszy" (jego słowa). Dyskusja będzie na poziomie piaskownicy - pozwoli mu na to brak jakikolwiek kryteriów oceny tego, co jest "prawdziwą konfrontacją", a co nie.Ejże, nie strój się w cudze piórka, jedermanie. Jak już wyprorokowałeś to daj sobie tę satysfakcję i zakrzyknij "A nie mówiłem?!" kiedy proroctwo się wypełni.  Pokaż jakość dyskusji i argumentacji swoich pobratymców, bo ja jeszcze nie zauważyłem. Ani tu, ani nigdzie... 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| hulajduszka (20 punktów) | > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.Przekonywac nie warto. Chociazby ze wzgledu na dysonans poznawczy, zjawisko psychologiczne wyjasniajace wiele irracjonalnych zachowan u ludzi. Im bardziej jestesmy przekonywujacy do ateistycznego stanowiska, tym wiekszy opor u osoby wierzacej, ktora nie posiadajac wystarczajacego dla siebie uzasadnienia kreuje nowe, falszywe, na zasadzie "jesli wierze w Boga, to musze miec powod ku temu; nie jestem przeciez osoba irracjonalna". Stad pojawia sie silne przekonanie o doswiadczaniu Boga, o mistycyzmie i silniejsza wiara. Bardzo ciekawe eksperymenty. Warto poczytac: pl.wikipedia.org/wiki/Dysonans_poznawczy
|
|
2 na 2 | Jonelet (57 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. Jeśli chodzi ci o różne "haczyki" jak zagiąć wierzących to nie powinieneś mieć problemów z znalezieniem tego w sieci. Ale oprócz samych argumentów ważne jest sposób w jakich traktujesz swoich rozmówców.
Jeżeli odpowiednio dużo czasu poświęcisz na przygotowania to zapewne nie będziesz miał problemów z zagięciem zdecydowanej większości katolików, bo prawda wygląda tak, że oni nie znają nawet swojej świętej księgi. Tylko co przez to osiągniesz? Obrażą się, zatkają uszy i doprowadzisz tylko do tego, że albo więcej nie będą cię słuchać, albo każda wasza rozmowa zmieni się w przepychanki słowne, a przynajmniej według mnie, nie o to chodzi. Najważniejsza jest empatia, próba postawienia się w ich sytuacji. Od dziecka zostajemy poddani ciągłej indoktrynacji i w dużej mierze od tego w jakich rodzinach się wychowamy zależy czy uda nam się wyzwolić od więzów religii. Ja sam nie wiem, czy gdyby na przykład moi rodzice przykładali dużą wagę do mojego "rozwoju" religijnego, nie stałbym teraz po drugiej stronie barykady. Ważnym też jest aby nie podchodzić do rozmowy, z przekonaniem, że jeśli podasz, nawet najsłuszniejsze fakty, to uda ci się kogoś przekonać to porzucenia wiary. Zachowujemy spokój, luz i po prostu mówimy nasze racje. Jeśli ktoś przez całe życie miał wtykane do głowy "bóg istnieje", to możesz nie przekonać go żadnymi argumentami. Nie świadczy to wcale o tym, że dana osoba jest ograniczona. Wręcz przeciwnie, może być bardzo inteligentną i wspaniałą osobą, ale jeśli rozmowa schodzi na temat wiary, to ... no cóż, pojawiają się klapki na oczach i mów sobie co chcesz, "bóg jest, bóg był i bóg zawsze będzie".
|
|
| afp763389 (1 punktów) | dyskusja zaklada wymiane zdan zdania nie podlegajace weryfikacji (zycie po smierci) nie sa przedmiotem dyskusji (kto powie ze jest zycie po smierci mowi ze nic nie mowi - wywiera presje zaraz ci pokaze stygmaty i bedziesz odpowiadal za nieuprawnioe wezwanie pogotowia) (manipulacje sekciarzy stosuje kk w polsce) wiara jest pojeciem socjologicznym oznacza Grupe ludzi, co podzielaja poglady obyczaje tradycje czasem terytorium (diaspora) "wiara idizie" wiara nie jest pojeciem psychologicznym (KUL nie jest uniwersytetem buddyjskim) glebokie przekonanie to zachowanie wyuczone (nagrodzone) w Grupie o niczym nie przekona cie swiadrk jehowy gadka o stereotypach zastraszonych wychowaniem gra na strachu kara niebieska fantastyka dla nastolatkow odrzucenie rodzicow (bestialstwo autorytaryzmu dawniej niz machiavelli stalin czy gomulka) prosciej tajemnica spowiedzi jestes tak zly ze musisz sie chowac w szafie podsumowujac: nie przekonasz fanatyka jego rozumem jest strawa i nocleg w zimnym ale dobrze sklepionym bunkrze romanskiej kaplicy katakumby pozdrawiam  > Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia.> Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by> poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi> ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku.
|
|
1 na 1 | Lord Farkuad (27 punktów) | >Ostatnio często zdarza mi się dyskutować z osobami wierzącymi na temat boga i jego nieistnienia. >Zakładając że nie każdy nazwie mnie antychrystem i bluźniercą, jakich argumentów mogę użyć by >poprzeć swą tezę. Ja sam wiem o co mi chodzi tylko czasem brak mi slow by rozmawiać z ograniczonymi >ludźmi i przekonywać ich o racjonalności świata i nieistnieniu wyższego porządku. A nie przyszło Tobie do głowy, że to ty możesz być ograniczony ?
|
|
1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | Adamie P. rozkręciłeś duży wątek na tyle zajmujący forumowiczów że zapomnieli dać Ci choc jednego punktu. Masz ode mnie. Pozdrawiam.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|