Racjonalista - Strona głównaDo treści
Koty

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
14-05-2011 21:58-jad- (18783 punktów)Koty
Ocena 5 na 5
Nie brakuje chyba wśród forumowiczek-racjonalistek wielbicielek kotów. Takie mam wrażenie. Nie jestem w stanie ocenić ile ich jest ale rzucają mi się te koty w oczy. Zastanawiam się, co takiego ma w sobie kot, że tyle kobiet (głównie kobiet) obdarza je jakimś niemal mistycznym uczuciem.
Czy to coś siedzi w kocie czy raczej w kobiecie?
Zapraszam do zwierzeń i refleksji.

PS. Panowie również mile widziani.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

IllusiveMan (2786 punktów)
To chyba wystarczy



A tak naprawdę koty są niezależne , lubią kroczyć swoimi ścieżkami, a nie tak jak większość zwierząt trzymać się w grupie. Może za to je kobiety lubią , a przynajmniej ja za to lubię koty

Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. R.D.
14-05-2011 22:24 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>A tak naprawdę koty są niezależne , lubią kroczyć swoimi ścieżkami,

Podobnie jak węże i pająki dla przykładu.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 22:30 
 Ocena 2 na 2
IllusiveMan (2786 punktów)
>>A tak naprawdę koty są niezależne , lubią kroczyć swoimi ścieżkami,
>Podobnie jak węże i pająki dla przykładu.
>
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch


Węże na pewno nie kroczą , ale pełzają swoimi ścieżkami. Ja tam je też lubię tak jak i pająki, ale np. pająk tu jest złym porównaniem bo inteligencja obu jest nieporównywalna , ale nie o tym mowa . Lubię to jak kot siedzi gdzieś na szafce , obserwuje wszystko co się dzieje , jak coś chce to to robi , a jak nie to wszędzie się położy i wypoczywa. No i lubię je jeszcze dlatego bo przecież były to zwierzęta iście boskie w starożytnym egipcie, a ja zawsze lubiłem boskie towarzystwo

Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. R.D.
Czy fanatyk stoi czy leży kula w łeb się należy ;]
-jad- (18783 punktów)
>pająk tu jest złym porównaniem bo inteligencja obu jest nieporównywalna , ale nie o tym mowa .

O tym też ale odniosłem się do pełzania własnymi ścieżkami, bo akurat o tym a nie o inteligencji wspomniałeś.

>Lubię to jak kot siedzi gdzieś na szafce , obserwuje wszystko co się dzieje , jak coś chce to to robi , a jak nie to wszędzie się położy i wypoczywa. No i lubię je jeszcze dlatego bo przecież były to zwierzęta iście boskie w starożytnym egipcie, a ja zawsze lubiłem boskie towarzystwo

Zakładając ten wątek zastanawiałem się czy istnieją jakieś racjonalne przesłanki ku temu w kotach się lubowaniu


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 23:34 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Zakładając ten wątek zastanawiałem się czy istnieją jakieś racjonalne przesłanki ku temu w kotach się lubowaniu

Są mniej czasochłonne i wymagające niż psy. Nie trzeba przeganiać po trawniku trzy razy dziennie, wystarczy nakarmić, od czasu- do czasu zmienić w kuwecie żwirek i zostawiać na czas nieobecności uchylone okno.


Fabricati Diem, Pvnc!
-jad- (18783 punktów)
>Są mniej czasochłonne i wymagające niż psy.

Odpowiedziałem trochę niżej: to że kot pod jakimś względem wydaje się być mądrzejszy od psa, wciąż nie tłumaczy czemu tego kota chce się mieć w domu.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 23:54 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Niemniej, podałem suche, racjonalne przesłanki!

Pozdrawiam!

Fabricati Diem, Pvnc!
15-05-2011 10:56 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Zakładając ten wątek zastanawiałem się czy istnieją jakieś racjonalne przesłanki ku temu w kotach się lubowaniu
Ani w kotach, ani w psach, ani w pająkach czy innym zwierzu. To emocje, czyli czysty irracjonalizm.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
schlawiner (400 punktów)
>Ani w kotach, ani w psach, ani w pająkach czy innym zwierzu. To emocje, czyli czysty irracjonalizm.
Zależy od właściciela. Znam pewną lekarz weterynarii, która przy współudziale swojej kotki prowadzi terapię nerwic u psów.
16-05-2011 18:47 
 Ocena 2 na 2
Ag-nes (2295 punktów)
>Zależy od właściciela. Znam pewną lekarz weterynarii, która przy współudziale swojej kotki prowadzi terapię nerwic u psów.
Mam nadzieję, że nie w taki sposób

schlawiner (400 punktów)
>Mam nadzieję, że nie w taki sposób
Podobnie, ale pacjenci tylko stacjonarni. Duże psy, takie jak na zdjęciu, nie wiem dlaczego do nich nie należą.
Przypadki ostre są rozpoznawane podczas rozmowy w sześć oczu. Właściciel jest następnie informowany o środkach zaradczych.
15-05-2011 16:13 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)

>Zakładając ten wątek zastanawiałem się czy istnieją jakieś racjonalne przesłanki ku temu w kotach się lubowaniu

Skórki ?
15-05-2011 17:07 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Skórki ?
Akurat kocie skórki to przesłanka kompletnie irracjonalna Skórka działa tylko na żywym kocie, zdjęta z niego jest warta dokładnie tyle samo, ile wełniany szalik

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
AdamGr (3037 punktów)
I co , że niby zrobisz sobie futro z szalików tak ?
To akurat jest racjonalne ?
16-05-2011 07:11 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
A po kiego grzyba mi futro, co to ja, niedźwiedź jestem?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
AdamGr (3037 punktów)
Czekaj, przyją jesienie twego życia to zaczniesz sie w inny sposób rozglądac za kotami
Niedźwiedzie sadło pod kocią skórkę czyni cuda !
16-05-2011 09:10 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>Czekaj, przyją jesienie twego życia to zaczniesz sie w inny sposób rozglądac za kotami
Jakbyś to jeszcze raz napisał, bo nie bardzo łapię...
>Niedźwiedzie sadło pod kocią skórkę czyni cuda !
Skąd weźmiesz niedźwiedzie sadło? Nie mów mi, że sam na niedźwiedzia z rohatyną pójdziesz, bo i tak nie uwierzę

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-05-2011 09:23 
 Ocena 2 na 2
AdamGr (3037 punktów)
>Jakbyś to jeszcze raz napisał, bo nie bardzo łapię...

starośc,reumatyzm, jakieś tam lokalne bóle itp, oraz domowe sposoby babek...
No, teraz juz jak sadze komprende i parlewu

>Skąd weźmiesz niedźwiedzie sadło? Nie mów mi, że sam na niedźwiedzia z rohatyną pójdziesz, bo i tak nie uwierzę

Od Chińczyków, ci mają wszystko nawet ząb smoka
16-05-2011 09:42 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>starośc,reumatyzm, jakieś tam lokalne bóle itp,
To mam już załatwione
>oraz domowe sposoby babek...
A tego to nie używam.
>No, teraz juz jak sadze komprende i parlewu
Dobra, panimaju

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
14-05-2011 23:47 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)
>>A tak naprawdę koty są niezależne , lubią kroczyć swoimi ścieżkami,
>Podobnie jak węże i pająki dla przykładu.

Ależ ja podziwiam węże, to piękne zwierzęta i nie przeszkadzają mi pająki, choć tak urodziwe jak węże to nie są. Mam w kącie okna jedną włochatą Teklę i staram się myjąc szyby nie uszkodzić jej sieci, od czasu gdy zaczęła preferować w swojej diecie komary i muchy. W mieszkaniu pająków nie mam, cztery koty nie dały im szans...
spellbinder (8577 punktów)
>Podobnie jak węże i pająki dla przykładu.

I też są włochate... przynajmniej pająki.
15-05-2011 10:53 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Podobnie jak węże i pająki dla przykładu.
Ależ ja kocham węże! Niektóre co prawda wolę kochać na odległość (te jadowite zwłaszcza), ale ogólnie to węże są piękne. I w dotyku prawie takie, jak koty.
Za bezkręgowym drobiazgiem nie przepadam, to prawda. Nie przeszkadza mi, ale do domu wstęp wzbroniony. Wyjątek czynię dla komarów, bo te mi wyraźnie przeszkadzają, zlatując się do mnie z całego województwa.
A koty... KOTY SĄ MIŁE. I już.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
sztejkat (4743 punktów)
Mruczy, jest ciepły, łasi się i daje się pogłaskać. Nie skacze, nie biega, nie ślini się i nie merda ogonem przewracając co popadnie. Do tego, co bardzo ważne: lubi się myć. A mimo to bywa niezależny, zwinny i emanujący siłą ukrytą w swoim sprężystym ciele. No i tajemniczy... Zawiera więc w sobie sprzeczności: oswojony i niezależny, swój i tajemniczy, dziki i czyścioszek.

Twardy, czuły, bogaty skromy otwarty milczący facet, który szybko i zdecydowanie podejmuje decyzje biorąc pod uwagę wszelkie wątpliwości.

No, ale ja nie jestem przecież kobietą...

Ciekawym co Panie na to.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
14-05-2011 23:03 
 Ocena 5 na 5
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>daje się pogłaskać.
Wyłącznie wtedy, gdy tego chce.

>Nie skacze, nie biega
Kota to ty widziałeś tylko na obrazkach...


Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
14-05-2011 23:55 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)
>Nie skacze, nie biega, nie ślini się i nie merda ogonem przewracając co popadnie.

Powiedz to moim zwierzom, gdy w pogoni za motylem robią w pokoju demolkę. Żaden pies nie potrafi przebić kota w robieniu bałaganu, mam skalę porównawczą. A gdy na dworze pada...wracają mokre i zniesmaczone, ale myć się zaczynają dopiero wtedy, gdy upewnią się, że wszędzie, ale to wszędzie, zostawiły odciski zabłoconych łap. Następujące po tym nasze latanie po meblach ze szmatą mąż nazywa "operacją błotniak".
14-05-2011 23:59 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)

>Powiedz to moim zwierzom, gdy w pogoni za motylem robią w pokoju demolkę. Żaden pies nie potrafi przebić kota w robieniu bałaganu, mam skalę porównawczą. A gdy na dworze pada...wracają mokre i zniesmaczone, ale myć się zaczynają dopiero wtedy, gdy upewnią się, że wszędzie, ale to wszędzie, zostawiły odciski zabłoconych łap.

Och, czyżby nasze zwierzęta były ze sobą spokrewnione?


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Gosia (9452 punktów)

>Och, czyżby nasze zwierzęta były ze sobą spokrewnione?

Nie wykluczam, według weta w momencie gdy się u mnie pojawiły miały od około 1,5 do 3 lat, mogły posiać swoje geny tu i ówdzie nim straciły to i owo...
15-05-2011 00:08 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
I tak upadł mit o dystyngowanym i szlachetnym kocie.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
15-05-2011 11:00 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>I tak upadł mit o dystyngowanym i szlachetnym kocie.
Obalę jeszcze jeden - że koty są ciche. Gdy się skradają albo po prostu idą - to tak. Ale gdy zaczynają biec, tupią jak stado słoni. Podłoga drży i filiżanki w kredensie dzwonią, gdy kot biegnie do kuchni, zwabiony kłapnięciem drzwiczek lodówki.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-05-2011 00:50 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)
>I tak upadł mit o dystyngowanym i szlachetnym kocie.
Przez lata obcowania z kotami nauczyłam się (bywało, że wyglądałam jakbym pracowała przy drucie kolczastym na pełen etat), że większość tego co o nich się opowiada to mity.
15-05-2011 00:54 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Mruczy, jest ciepły, łasi się i daje się pogłaskać. Nie skacze, nie biega, nie ślini się i nie merda ogonem przewracając co popadnie. Do tego, co bardzo ważne: lubi się myć. A mimo to bywa niezależny, zwinny i emanujący siłą ukrytą w swoim sprężystym ciele. No i tajemniczy... Zawiera więc w sobie sprzeczności: oswojony i niezależny, swój i tajemniczy, dziki i czyścioszek.

No wychodzi na to, że kota to Ty tylko na obrazku widziałeś

Skacze i to w sposób bardziej uciążliwy niż pies. Biega jak najbardziej i do tego jeszcze tupie. Mój też się ślini, menda cholerna. Ogonem zrzuca jak najbardziej, nawet ja u siebie w domu nie rozwaliłem tylu rzeczy co mój kot - choć on to bardziej tyłkiem zrzuca niż ogonem.

Zwinny bywa w tych momentach, kiedy nie jest akurat ciamajdowaty. Sprężyste ciało... przez chwilę Pogonić kota przez 15 minut to się położy i będzie zdychał z wysiłku.

Co do czystości, to osobna sprawa zupełnie. Już nie mówię nawet o tym, że sam fakt łażenia po tym swoim moczu jest obrzydliwy, to też nie do końca kot dba o higienę.

Ma jeszcze masę dodatkowych wad.

Drapie i gryzie zostawiając blizny na całe życie. Futrzy się na wszystko. Kradnie żarcie i ucieka. Włazi z tym swoim brudem na blat kuchenny. Drapie meble. Przynosi do domu robactwo. Rozgniata owady, ale ich nie zjada. Brudzi nosem szyby. W celu szantażowania miauczy bezlitośnie. Poluje na ryby, pozwalając sobie na okazjonalne kąpiele w akwarium.

Umie robić tylko jedną sztuczkę. Tylko jedną, cholera, i to jeszcze tylko wtedy, gdy mu się akurat chce.
sztejkat (4743 punktów)
>No wychodzi na to, że kota to Ty tylko na obrazku widziałeś (...)

Miałem kota jako dzieciak. Milusi był i spokojny.

To w końcu za co panie je lubią? A za co Ty go lubisz? Skoro go trzymasz, to przecież musi być jakiś powód?

Tomasz Sztejka
15-05-2011 02:07 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>To w końcu za co panie je lubią?

Po pierwsze - stereotyp Zwierzątka dają człowiekowi poczucie emocjonalnej przynależności. Faceci potrzebują jej w mniejszym stopniu, to i zwierzętat mają rzadziej.

Dlaczego nie psa... no więc tak. Psem trzeba się zajmować, trzeba o niego dbać - kot dba sam o siebie, i to jest główny powód. Jedne laski mają szczury, ale szczur nie kojarzy się z emocjonalnością (mimo, że przywiązuje się dużo bardziej niż kot). Rachunek jest prosty - namiastka "miłości" bezwarunkowej plus zero konieczności dbania o zwierzę.

Kot jest mały, nie wzbudza strachu. Zero odpowiedzialności.

>A za co Ty go lubisz? Skoro go trzymasz, to przecież musi być jakiś powód?

Ja się poniekąd na kota "zgodziłem", bo chciałem zobaczyć jak to jest mieć kota. Z ciekawości. Lubię to za duże słowo. Skończyło się tak, że kot woli mnie, niż moją kobietę, która kota sobie wymyśliła.
15-05-2011 11:15 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Skończyło się tak, że kot woli mnie, niż moją kobietę, która kota sobie wymyśliła.
A to też dla kotów normalne Czasem się zastanawiam, co takim siedzi w tych kocich móżdżkach.
Mam koleżankę, która panicznie boi się kotów. Felinofobia to rzadka przypadłość, niemniej się zdarza. Była u mnie w domu kilka razy, ale ogólnie unika odwiedzin. Było to jeszcze za poprzedniego mojego kota, teraz koleżanka już się woli nie pojawiać, na wszelki wypadek. Gdy przychodziła, Smilodon wydostawał się z zamknięcia w innym pokoju (co to dla kota, jeden skok na klamkę i gotowe), przychodził, siadał naprzeciwko niej i PATRZYŁ. Właśnie tak, wielkimi literami. Nic innego, tylko wlepiał w nią oczy. Do innych gości wychodził sporadycznie, bo ogólnie był dziki i unikał towarzystwa. A ją straszył namiętnie. Co ja z nimi miałam, tego ludzkie oko nie widziało...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Ania... (14138 punktów)
>>Skończyło się tak, że kot woli mnie, niż moją kobietę, która kota sobie wymyśliła.
>A to też dla kotów normalne Czasem się zastanawiam, co takim siedzi w tych kocich móżdżkach.
Podobnież osoby nie lubiące kotów nie patrzą im w oczy, a te lubiące często się w nie gapią. Mówimy o gościach, a więc osobach spoza stada. No więc jak kot widzi, że ktoś ucieka wzrokiem, to rozumie to jako akceptację jego pozycji w stadzie, przyznanie mu "góry", no i od razu można pominąć zbędne przepychanki, można zająć jego kolano jako miejsce nam należne
To oczywiście tylko pomysł taki...
15-05-2011 16:02 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Podobnież osoby nie lubiące kotów nie patrzą im w oczy, a te lubiące często się w nie gapią. Mówimy o gościach, a więc osobach spoza stada. No więc jak kot widzi, że ktoś ucieka wzrokiem, to rozumie to jako akceptację jego pozycji w stadzie, przyznanie mu "góry", no i od razu można pominąć zbędne przepychanki, można zająć jego kolano jako miejsce nam należne

Koty nie mają zachowań stadnych zasadniczo - mowa oczywiście o kotach dorosłych. Bo młode koty to zupełnie inna bajka. W pierwszym okresie życia kota bliskość fizyczna gra jednak dużą rolę.

Kot jednak dojrzewa i "idzie na swoje". Tylko, że w domu nie ma jak tego zrobić.

Kota się sterylizuje, cały czas hołubi, kot nie ma więc szansy osiągnąć mentalnej dorosłości. Te "dziksze" koty, drapiące i gryzące (jak mój) mają za sobą historię dłuższego przebywania na "wolności" - tak wychodzi z "wywiadu środowiskowego" jaki przeprowadzałem wśród znajomych kociarzy

Ciekawą rzecz zauważyłem odnośnie mojego kota, otóż jako że głaszczę go w niezmiernie małej ilości miejsc... może inaczej. Kot nie reaguje na ludzi, a na miejsce. Jeśli siedzę w narożniku kanapy i tam go zazwyczaj głaszczę, to ktokolwiek by tam nie usiadł - kot się przymila. Ta sama osoba siądzie gdzieś indziej - kot ją olewa.
15-05-2011 12:21 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)
>i PATRZYŁ.


[foto własne]
Grey (2102 punktów)
>>i PATRZYŁ.
>[foto własne]

Lampę błyskową wyłącz
15-05-2011 15:53 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Gdy przychodziła, Smilodon wydostawał się z zamknięcia w innym pokoju (co to dla kota, jeden skok na klamkę i gotowe), przychodził, siadał naprzeciwko niej i PATRZYŁ. Właśnie tak, wielkimi literami. Nic innego, tylko wlepiał w nią oczy. Do innych gości wychodził sporadycznie, bo ogólnie był dziki i unikał towarzystwa. A ją straszył namiętnie. Co ja z nimi miałam, tego ludzkie oko nie widziało...

Po psie bardzo łatwo powiedzieć, kiedy jest zdziwiony. Coś mu nie pasuje do schematu, to zaraz łeb przekrzywia i się gapi.

Natomiast jeśli chodzi o kota, to koty się chyba nie dziwią w jakiś wyraźny sposób. Możliwe, że po prostu ogarniał o co chodzi, dlaczego ta istota tak dziwnie się zachowuje. Siedział więc i obserwował
-jad- (18783 punktów)
>kot dba sam o siebie, i to jest główny powód.

Chyba nie jest tak do końca. Trzeba kota karmić, sprzątać po nim i odwiedzać weterynarza. Może i to niewiele ale jednak nie nic. Dla porównania, mam w domu małe żaby, które trzymam tylko dla radochy mojej córki. Wystarczy wsypać im jedzenie raz dziennie i zmienić wodę od czasu do czasu.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
liebes (612 punktów)
> mam w domu małe żaby, które trzymam tylko dla radochy mojej córki.

Czy córka zamierza, sposobem amerykańskim, przeprowadzić na swoich pupilach sekcję zwłok?

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 19:47 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>> mam w domu małe żaby, które trzymam tylko dla radochy mojej córki.
>Czy córka zamierza, sposobem amerykańskim, przeprowadzić na swoich pupilach sekcję zwłok?
Przepraszam. Nieamerykańskim sposobem robiłam sekcję żaby na studiach magisterskich. Jedna żaba na grupę, dwukrotnie.
liebes (612 punktów)
>Przepraszam. Nieamerykańskim sposobem robiłam sekcję żaby na studiach magisterskich. Jedna żaba na grupę, dwukrotnie.

Miałam na myśli to, że uczniowie w USA już w szkole średniej kroją żaby i jest to dość powszechne. U nas dopiero na studiach, zootechnicznych czy weterynaryjnych... wówczas to oczywiste.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 21:25 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Miałam na myśli to, że uczniowie w USA już w szkole średniej kroją żaby i jest to dość powszechne.

Tak, ale tam człowiek wybiera sobie przedmioty, nikogo się nie zmusza do krojenia żab.

>U nas dopiero na studiach, zootechnicznych czy weterynaryjnych... wówczas to oczywiste.

Mamy również licea zawodowe i w liceum weterynaryjnym żaby ludzie kroją. W innym wypadku, z żabami dają sobie spokój i na pierwszym roku weterynarii ludzie lądują w prosektorium i "bawią" się psimi trupami, czy końsko-krowimi odnóżami. Bo wtedy trzeba niestety "odsiać" tych, co w oczywisty sposób rzeczonego zawodu wykonywać nie będą potrafili.
liebes (612 punktów)
>Tak, ale tam człowiek wybiera sobie przedmioty, nikogo się nie zmusza do krojenia żab.

Ależ ja nie pisałam nic o zmuszaniu. To był taki żart zaczepny.

>Mamy również licea zawodowe i w liceum weterynaryjnym żaby ludzie kroją.

Wiem. Ale w moim odczuciu, do przekazania mojej myśli nie było potrzebne szczegółowe rozwijanie tematu.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 19:56 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Czy córka zamierza, sposobem amerykańskim, przeprowadzić na swoich pupilach sekcję zwłok?

Nie Cieszy się, gdy może je nakarmić albo pomóc mi w sprzątaniu. Żabki są tak małe, że do sekcji przydałyby się małe narzędzia i dużo precyzji. Moja czteroletnia księżniczka ani jednego ani drugiego nie posiada. Wie, że nie może nic sama przy nich robić. Póki co, ze swego braku obowiązków wywiązuje się znakomicie


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
15-05-2011 10:27 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Skacze i to w sposób bardziej uciążliwy niż pies. Biega jak najbardziej i do tego jeszcze tupie. Mój też się ślini, menda cholerna. Ogonem zrzuca jak najbardziej, nawet ja u siebie w domu nie rozwaliłem tylu rzeczy co mój kot - choć on to bardziej tyłkiem zrzuca niż ogonem.
Mój jeden zwykł włazić za jakieś wazoniki stojące na meblach, zapierać się o ścianę plecami i łapami myyyk! zrzucał wazonik! A pomeblach chodziły mi praktycznie wszystkie koty. Po mojej wyprowadzce zdarzył się mamie przybłęda, który oznakował sobie na zień dobry teren. Chodziła i szukała źródła smrodku, dopiero po kilku dniach zobaczyła, że drań wszedł na samą górę mebli i oznakował ścianę! Trochę się zmyło, reszta musiała wywietrzeć. Mój obecny pies może pomarzyć o wspięciu się na meble

>Co do czystości, to osobna sprawa zupełnie. Już nie mówię nawet o tym, że sam fakt łażenia po tym swoim moczu jest obrzydliwy, to też nie do końca kot dba o higienę.
O higienę moje koty dbały, co nie oznaczało, że kot - facet nie potrafił przyjść z "randki" śmierdzący swoją wydzieliną zapachową. Efekt dla nozdrzy jest piorunujący. Albo właśnie oznakować terenu. Dlatego polecam ostre cięcie dla kocura, a ogólnie kotki były pod tym względem mniej problematyczne.

>Drapie i gryzie zostawiając blizny na całe życie. Futrzy się na wszystko. Kradnie żarcie i ucieka. Włazi z tym swoim brudem na blat kuchenny. Drapie meble. Przynosi do domu robactwo. Rozgniata owady, ale ich nie zjada. Brudzi nosem szyby. W celu szantażowania miauczy bezlitośnie. Poluje na ryby, pozwalając sobie na okazjonalne kąpiele w akwarium.
Pies się futrzy
Dodam - przynosi do domu gryzonie i ptaki w różnym etapie zabijania. Jeden przyniósł żywą i strasznie młodą mysz, po czym ją wypuścił, darła nam się kilka nocy, zanim udało mi się ją złapać i wyrzucić. Szyby brudzi nie tylko nosem, potrafi stanąć na tylnych łapach i odbić łapki miejsce w miejsce. Moje nie ruszały akwarium, ale trening wymagał umoczenia im ogonka po próbie wsadzenia łapek pod pokrywę, zrobioną z szyby. Teraz polecam profi pokrywę, kot może sobie pomarzyć.
>Umie robić tylko jedną sztuczkę. Tylko jedną, cholera, i to jeszcze tylko wtedy, gdy mu się akurat chce.
Mojej siostry kotka potrafi (oczywiście jak chce, a szczególnie jak coś do jedzenia chce) powiedzieć mama. No, wymaga dobrej woli usłyszenie tej mamy, ale faktycznie tak to brzmi.

A co do pytania - ja lubię u kotów ich niezależność, wtedy oznaka przyjaźni znacznie bardziej smakuje. No i futerko - nie ma nic przyjemniejszego niż przytulenie się do ciepłego, elektrycznego wręcz kota... No i w domku mają wielką zaletę - nie ma problemu z gryzoniami. Pająkami, muchami, robalami do pewnego stopnia również
15-05-2011 18:16 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>O higienę moje koty dbały, co nie oznaczało, że kot - facet nie potrafił przyjść z "randki" śmierdzący swoją wydzieliną zapachową. Efekt dla nozdrzy jest piorunujący. Albo właśnie oznakować terenu. Dlatego polecam ostre cięcie dla kocura

Dość osobliwy to wyraz miłości...


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Ania... (14138 punktów)
>>O higienę moje koty dbały, co nie oznaczało, że kot - facet nie potrafił przyjść z "randki" śmierdzący swoją wydzieliną zapachową. Efekt dla nozdrzy jest piorunujący. Albo właśnie oznakować terenu. Dlatego polecam ostre cięcie dla kocura
>Dość osobliwy to wyraz miłości...
Jakbyś ratował kota z odgryzionym kawałkiem łapy przed zgonem, to byś się nie dziwił. Kot łażący (a tylko takie miałam) po terenie i wyposażony, wdaje się w bójki i czasem obrywa. Czasem bardzo.
15-05-2011 19:43 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Jakbyś ratował kota z odgryzionym kawałkiem łapy przed zgonem, to byś się nie dziwił.

Owszem, dziwiłbym się.

Mój popęd seksualny nierzadko dostarczał mi całej masy różnych kłopotów. Mimo to nie oddałbym go za nic i nikomu bym go nie zabrał. Nie wykastrowałbym swojego syna (gdybym go miał) tylko dlatego, że pragnę dla niego długiego i wygodnego życia.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
15-05-2011 20:11 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Jakbyś ratował kota z odgryzionym kawałkiem łapy przed zgonem, to byś się nie dziwił.
>Owszem, dziwiłbym się.
>Mój popęd seksualny nierzadko dostarczał mi całej masy różnych kłopotów. Mimo to nie oddałbym go za nic i nikomu bym go nie zabrał. Nie wykastrowałbym swojego syna (gdybym go miał) tylko dlatego, że pragnę dla niego długiego i wygodnego życia.
Nie porównuj kota z człowiekiem. Po pierwsze - nie sądzę, aby on cierpiał z powodu kastracji, po prostu jego potrzeby się zmieniają. Po drugie, kastracja zmniejsza problem niechcianych kotków, z którymi potem ludzie robią różne rzeczy. Po trzecie, zmniejsza też ryzyko przywleczenia do domu różnych chorób, którymi kot na włóczędze może się zarazić. Nie zawsze da się przeciwko nim zaszczepić.
Nie odwracajmy kota ogonem, nie musimy narażać się na różne rzeczy, z powodu kociego prawa do swobodnego bzykanka.
-jad- (18783 punktów)
>Nie porównuj kota z człowiekiem.

Ja?

>Po pierwsze - nie sądzę, aby on cierpiał z powodu kastracji, po prostu jego potrzeby się zmieniają.

Ja także zwykłem "sądzić", że wygodne dla mnie rozwiązania są również lepsze czy chociaż nieszkodliwe dla innych

>Po drugie, kastracja zmniejsza problem niechcianych kotków, z którymi potem ludzie robią różne rzeczy. Po trzecie, zmniejsza też ryzyko przywleczenia do domu różnych chorób, którymi kot na włóczędze może się zarazić. Nie zawsze da się przeciwko nim zaszczepić.

Podobnie u ludzi.

>Nie odwracajmy kota ogonem, nie musimy narażać się na różne rzeczy, z powodu kociego prawa do swobodnego bzykanka.

Podtrzymuję


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Ania... (14138 punktów)
>>Po pierwsze - nie sądzę, aby on cierpiał z powodu kastracji, po prostu jego potrzeby się zmieniają.
>Ja także zwykłem "sądzić", że wygodne dla mnie rozwiązania są również lepsze czy chociaż nieszkodliwe dla innych
Wiesz, w tym przypadku to właściciel z zasady podejmuje decyzje za swojego zwierzaka. Chyba, że ty pytasz psa o wybór karmy, a papugę o dobór roślin doniczkowych.
>>Po drugie, kastracja zmniejsza problem niechcianych kotków, z którymi potem ludzie robią różne rzeczy. Po trzecie, zmniejsza też ryzyko przywleczenia do domu różnych chorób, którymi kot na włóczędze może się zarazić. Nie zawsze da się przeciwko nim zaszczepić.
>Podobnie u ludzi.
Tyle, że człowiek może sam podejmować świadome decyzje, a kot nie. My musimy zdecydować za niego.
I jakakolwiek będzie nasza decyzja, będzie się wiązała ze skutkami. Nie zrobimy niczego - to również niesie za sobą skutki. Kot może zwyczajnie zdechnąć zagryziony lub z powodu jakiegoś zakażenia. Albo narodzi się chmara kociąt, które potem ktoś "litościwie" zostawi pod krzakiem albo utopi. Dlatego nie traktuję decyzji o kastracji jako jedynej decyzji, jaką się podejmuje. Decyzja o braku kastracji jest taką samą decyzją. Tyle, że zamienia bzykanko na pewne wymierne konsekwencje, niemal zawsze nieprzyjemne, poza chwilą, którą pewnie kot oceni jako superową.
-jad- (18783 punktów)
>Wiesz, w tym przypadku to właściciel z zasady podejmuje decyzje za swojego zwierzaka. Chyba, że ty pytasz psa o wybór karmy, a papugę o dobór roślin doniczkowych.

Moje żaby nie mają kompletnie nic do gadania ale ja nie udaję, że jest inaczej. Wrażliwy właściciel może w pewien sposób spytać psa o wybór karmy podsuwając mu pod nos różne jej rodzaje i wybierając tą, którą zwierzak wybiera najchętniej ("Twój kot kupowałby whiskas").

Od właściciela zależy na ile chce pozwolić swojemu zwierzakowi na "niezależność". Jestem jednak trochę ciekaw co odpowiedziałby kot gdyby rzeczowo spytać go o to czy woli sobie w życiu poużywać czy raczej poskakać po meblach.

>Tyle, że zamienia bzykanko na pewne wymierne konsekwencje, niemal zawsze nieprzyjemne, poza chwilą, którą pewnie kot oceni jako superową.

Wszystko, co mówisz jest niegłupie i przemawia mi do rozsądku. Niepokoi mnie jednak uporczywa myśl, że lepiej byłoby mi na tym świecie gdybym dał się wykastrować, bo w odniesieniu do człowieka Twój wywód jest równie sensowny.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Ania... (14138 punktów)
>>Wiesz, w tym przypadku to właściciel z zasady podejmuje decyzje za swojego zwierzaka. Chyba, że ty pytasz psa o wybór karmy, a papugę o dobór roślin doniczkowych.
>Moje żaby nie mają kompletnie nic do gadania ale ja nie udaję, że jest inaczej. Wrażliwy właściciel może w pewien sposób spytać psa o wybór karmy podsuwając mu pod nos różne jej rodzaje i wybierając tą, którą zwierzak wybiera najchętniej ("Twój kot kupowałby whiskas").
Też nie do końca. Mój pies męczy się z karmą, którą co najwyżej toleruje, a najchętniej jadłaby kiełbaskę, zupkę, szyneczkę. Jednak wiem, że na tej karmie jej nogi posłużą jej dłużej, więc nie ma wyboru za bardzo.

>>Tyle, że zamienia bzykanko na pewne wymierne konsekwencje, niemal zawsze nieprzyjemne, poza chwilą, którą pewnie kot oceni jako superową.
>Wszystko, co mówisz jest niegłupie i przemawia mi do rozsądku. Niepokoi mnie jednak uporczywa myśl, że lepiej byłoby mi na tym świecie gdybym dał się wykastrować, bo w odniesieniu do człowieka Twój wywód jest równie sensowny.
Niekiedy tak. Są osoby, które poddają się dobrowolnie np. kastracji chemicznej, kiedy ryzyko przekracza zyski. Różnica polega na tym, że u zwierząt ocena ryzyka jest inna, niż u ludzi, bo my możemy świadomie je sobie stopniować, zależnie od upodobań. Jeśli ktoś lubi ryzykować seksem z przygodnymi osobami, ma prawo, a jakże
liebes (612 punktów)

>Jednak wiem, że na tej karmie jej nogi posłużą jej dłużej, więc nie ma wyboru za bardzo.

A jaka rasa psiny?
I jeśli duża rasa - to jaką karmę stosujesz na nogi właśnie? Bardzo boję się dysplazji, poprzednia moja wilczurzyca właśnie na to cierpiała.
Moja dostaje odżywkę dla psów szybko rosnących, wszak lepiej zapobiegać, niż leczyć - ale obawiam się, że to za mało, bo rośnie zaskakująco szybko.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Ania... (14138 punktów)
>>Jednak wiem, że na tej karmie jej nogi posłużą jej dłużej, więc nie ma wyboru za bardzo.
>A jaka rasa psiny?
Prawie podhalanka. Przyjechała z nami kiedyś i tak zostało. Ale stawy niestety ma chore, miała operację nacięcia ścięgien, po operacji jest dużo lepiej.
>I jeśli duża rasa - to jaką karmę stosujesz na nogi właśnie? Bardzo boję się dysplazji, poprzednia moja wilczurzyca właśnie na to cierpiała.
Przez pierwsze dwa lata stosowałam polecony royal (vet, który wreszcie ją zdiagnozował polecił, więc tak było). Teraz daję purinę, ponoć wystarczająco dobra.
>Moja dostaje odżywkę dla psów szybko rosnących, wszak lepiej zapobiegać, niż leczyć - ale obawiam się, że to za mało, bo rośnie zaskakująco szybko.
To zależy co jest w odżywce. My dawaliśmy najpierw taką z wapniem, ale to był ponoć błąd. Potem dostawała glukozaminę.
Ogólnie u naszej jest dużo lepiej, niż kiedy miała np. 6 miesięcy, ale to głównie sprawa operacji. Od czasu nacięcia nie miała praktycznie problemów z biodrami i nogi ma bardziej proste. Ale dbamy też o jej wagę.
liebes (612 punktów)
Ja osobiście jestem przeciwna kastracji kotów "wędrujących", zaś jak najbardziej jestem za sterylizacją wędrujących kotek. Miałam kocura, który był typem maczo (przed kastracją), a z powodu wyjazdu musiałam go oddać na wieś. Był wówczas już po kastracji i na tejże wsi inne koty - niepewne, co toto bezzapachowe jest - zagryzły go. Kot wykastrowany nie ma totalnie szans w stadzie "podwórkowym", albo się podporządkuje innym, albo... Taka już kocia natura.

A co do kotów domowych, które nie muszą niczego udowadniać - jak najbardziej, niestety - dla własnej wygody. Co by mi nie znaczyły mebli chociażby. A kotka, aby się nie męczyła z chcicą marcową

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Ania... (14138 punktów)
>Ja osobiście jestem przeciwna kastracji kotów "wędrujących", zaś jak najbardziej jestem za sterylizacją wędrujących kotek. Miałam kocura, który był typem maczo (przed kastracją), a z powodu wyjazdu musiałam go oddać na wieś. Był wówczas już po kastracji i na tejże wsi inne koty - niepewne, co toto bezzapachowe jest - zagryzły go. Kot wykastrowany nie ma totalnie szans w stadzie "podwórkowym", albo się podporządkuje innym, albo... Taka już kocia natura.
Znam kocury wykastrowane stosunkowo młodo, nie miały tego typu problemów. Może problem pojawia się, kiedy kocur nauczył się "rządzić" wcześniej... Ten pogryziony ma się nieźle ale mieszka w domu, bo ogólnie one wtedy chętniej zostają w domu. Gorzej, jeśli trafią chciał nie chciał na dwór.
>A co do kotów domowych, które nie muszą niczego udowadniać - jak najbardziej, niestety - dla własnej wygody. Co by mi nie znaczyły mebli chociażby. A kotka, aby się nie męczyła z chcicą marcową
No właśnie... Moja sunia nie jest póki co wykastrowana, ale cieczkę ma jakąś taką nijaką... przemyśliwam sterylizację, ale boję się, że znowu szok przejdzie, a już jedną traumę operacyjną przeszła.
liebes (612 punktów)

>No właśnie... Moja sunia nie jest póki co wykastrowana, ale cieczkę ma jakąś taką nijaką... przemyśliwam sterylizację, ale boję się, że znowu szok przejdzie, a już jedną traumę operacyjną przeszła.
Mówisz o psie?
Suki bym nie sterylizowała. Nigdy tego nie robiłam, choć całe życie miałam psy - tzn. suki samiczki w sensie. Wolę - z przyczyn, nazwijmy to, estetycznych Choć przyznam szczerze, że zawsze stosowałam u nich antykoncepcję. I z doświadczenia niestety wiem, że źle robiłam. Suka powinna choć raz mieć szczeniaki, i moja Mojra (owczarek) będzie dopuszczona do samca po 2. cieczce.
(Ktoś chętny na małe owczarki?
Ale co do sterylizacji kotek - to i owszem, operacja jest bardziej skomplikowana. Nie to, co kastracja kocura - rach, ciach i po sprawie.
(choć moja kotka, mimo, że po sterylizacji, co parę miesięcy chodzi przez kilka dni z tyłkiem do góry - ciekawam, czy to do kocurka, czy tak sobie...? Zapominam spytać weterynarza)

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Ania... (14138 punktów)
>Suka powinna choć raz mieć szczeniaki, i moja Mojra (owczarek) będzie dopuszczona do samca po 2. cieczce.
Moja niestety nie. Z dwóch powodów, mianowicie nie chcę jej narażać na uszkodzenie stawów w czasie ciąży, a poza tym nie chcę aby szczeniaki były obarczone ryzykiem dysplazji, skoro moja to ma.
Wiem jednak, że zastrzyki mogą zwiększać ryzyko ropomacicza, dlatego moja nie dostaje. Ale jest to pies domowy i nie jest nam trudno zadbać o jej "cnotę". Co więcej, ona zdecydowanie nie odpowiada na zaloty, albo odpowiada niezadowoleniem. Wiem, że to może być mylące, ale póki co tak robi.
liebes (612 punktów)
>Co więcej, ona zdecydowanie nie odpowiada na zaloty, albo odpowiada niezadowoleniem. Wiem, że to może być mylące, ale póki co tak robi.

Sukom się "chce" zwykle między 9 a 13 dniem cieczki. W pozostałe dni są niechętne, a czasem wręcz agresywne w stosunku do upierdliwych samców.
Ale z drugiej strony może Twoja suka po prostu czuje, że nie jest najlepszego zdrowia i dlatego nie chce. Suki potrafią ocenić, czy dadzą radę np. wykarmić małe (dlatego czasem zdarza się, że suka po porodzie porzuca jedno ze swoich szczeniąt, a to dlatego, że ocenia swój zasób mleka za niewystarczający). Więc kto wie, może także potrafi ocenić, czy w ogóle da radę donosić ciążę.


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
16-05-2011 15:10 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
To nieprawda, ze suka powinna mieć choć raz szczeniaki. Rozbudza się wtedy instynkt macierzyński, i po każdej następnej cieczce jest gorzej- ciąża urojona.
Suka powinna być przeznaczona albo na sukę hodowlana, albo lepiej nie kryć jej wcale.
Jeżeli są warunki, zeby nie dopuścić do niepożądanego pokrycia- można nie sterylizować.
Owulacja występuje w końcowej fazie cieczki- moze być to nawet 24-25 dzień. Trzymanie się "książkowego" terminu 9-11-13 dzień jest przyczyna zarówno nieskutecznych pokryć, jak tez skutecznych, ale niepożądanych- właściciel przestał suki pilnować.
16-05-2011 15:29 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>To nieprawda, ze suka powinna mieć choć raz szczeniaki. Rozbudza się wtedy instynkt macierzyński, i po każdej następnej cieczce jest gorzej- ciąża urojona.
>Suka powinna być przeznaczona albo na sukę hodowlana, albo lepiej nie kryć jej wcale.
>Jeżeli są warunki, zeby nie dopuścić do niepożądanego pokrycia- można nie sterylizować.
>Owulacja występuje w końcowej fazie cieczki- moze być to nawet 24-25 dzień. Trzymanie się "książkowego" terminu 9-11-13 dzień jest przyczyna zarówno nieskutecznych pokryć, jak tez skutecznych, ale niepożądanych- właściciel przestał suki pilnować.

Bardzo Ci dziękuję! Jakoś czułam się troszkę winna, że nie mam odwagi jej teraz sterylizować. Ona tak się boi zawsze u veta, że zostanie znowu na cały dzień i zrobią jej kuku...
My trzymamy ją po prostu na smyczy przez cały okres, aż do momentu, kiedy panowie przestają zwracać na nią uwagę, panowie to najlepszy wskaźnik, bo inne objawy ma słabe, np. niemal wcale nie plami.
No i temat o psach się zrobił, ale w sumie to podobnie, bo czegóż oczekują ludzie od takiego yorka? Nie chodzi o pilnowanie stada, ani o transport, ani o pilnowanie obejścia raczej. Chodzi o to samo z grubsza, co u posiadaczy kotów - o zaspokojenie naszych potrzeb emocjonalnych.

Ja nie ukrywam, że powrót do domu jest milszy, kiedy czeka na mnie taki stwór merdający ogonem.
16-05-2011 19:20 
 Ocena 2 na 2
Ag-nes (2295 punktów)
>Mój jeden zwykł włazić za jakieś wazoniki stojące na meblach, zapierać się o ścianę plecami i łapami myyyk! zrzucał wazonik! A pomeblach chodziły mi praktycznie wszystkie koty.
Tak, tak, koty wszędzie zaglądają

Nie widać na zdjęciu, ale Mikusia nie spuszczała wzroku z wędlinki.
Kowalska (14008 punktów)
   Też miałeś o czym wątek założyć.....


"Historia przyznała rację papieżowi. Afryka doznała jedzenia."
14-05-2011 23:09 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>    Też miałeś o czym wątek założyć.....

Szczerze mi przykro.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 23:14 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>>    Też miałeś o czym wątek założyć.....

>Szczerze mi przykro.

   Szczerze nie wierzę. Ale nic to. To że Mój Titinek KingKongowski Nosek umarł nie znaczy, że umarły wszystkie koty.


"Historia przyznała rację papieżowi. Afryka doznała jedzenia."
Ag-nes (2295 punktów)
>    Też miałeś o czym wątek założyć.....
Miau, miau...
liebes (612 punktów)
To kot wybiera człowieka, nie odwrotnie. Na kocią miłość trzeba sobie zasłużyć!
Kot jest niezależny i bardzo kapryśny.
Kot ma fochy.
Kot potrafi się obrazić, kiedy zechce wejść na kolana, a człowiek nie znieruchomieje z wrażenia, tylko kota przegoni - oooo, kaplica. Bo jak kot chce się przytulać, to człowiek musi, i już! Odwrotna sytuacja nie może mieć miejsca.

Kobiety:
Na ich miłość trzeba sobie zasłużyć.
Kobiety są niezależne i bardzo kapryśne.
Kobiety mają fochy.
Kobieta potrafi się obrazić, kiedy zechce się przytulać, a człowiek ją przegoni...

Jasne?

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
14-05-2011 23:28 
 Ocena 6 na 6
-jad- (18783 punktów)
>Jasne?

Nie bardzo. Nie łatwiej przyjaźnić się z kobietą? Niektórych nie trzeba utrzymywać ani sprzątać im kuwety


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 23:32 
 Ocena 5 na 5
liebes (612 punktów)
>Nie bardzo. Nie łatwiej przyjaźnić się z kobietą? Niektórych nie trzeba utrzymywać ani sprzątać im kuwety

Nie. Kot nie mówi

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
-jad- (18783 punktów)
>Nie. Kot nie mówi

Przyznaję, że to niemała zaleta ale jednocześnie otwarte pole do snucia różnych wyobrażeń na temat kociej natury, które to wcale nie muszą być trafne.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
liebes (612 punktów)
> ale jednocześnie otwarte pole do snucia różnych wyobrażeń na temat kociej natury, które to wcale nie muszą być trafne.

Posnuj parę, zweryfikujemy

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
-jad- (18783 punktów)
>Posnuj parę, zweryfikujemy

Spytacie swoje koty po prostu?


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
15-05-2011 00:18 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>Spytacie swoje koty po prostu?

o ile zechcą odpowiedzieć.



Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
15-05-2011 11:23 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Nie. Kot nie mówi
Echhh czasami wiele bym dał , żeby kobieta również nie mówiła
liebes (612 punktów)
Ach, jeszcze jedno.
A raczej kilka.

"Zapytano mnie kiedyś, co wiem
(abstrahując od sprawy wyglądu)
o różnicy między kotem, a psem
Ot - zwyczajna wymiana poglądów.

Najważniejsza różnica jest znana,
a ta reszta się prawie nie liczy.
Otóż pies - jak wiadomo ma Pana,
a Kot - personel pomocniczy"

"Nie jest to najmądrzejsza z tez,
lecz z czystym przyjmę ją sumieniem,
że kot właściwie, to też pies,
tyle, że z wyższym wykształceniem"

Powyższe - Franciszek J. Klimek z tomiku "Mruczę, więc jestem"

Plus: www.youtube.com/user/simonscat?blend=1&ob=5 - strona użytkownika Simon's Cat. Polecam przestudiowanie wszystkich filmików. Niebywale trafne.

Pisałam to ja - kobieta, właścicielka 2 domowych kotów i 3 dochodzących.



Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
-jad- (18783 punktów)
>Powyższe - Franciszek J. Klimek z tomiku "Mruczę, więc jestem"

Wciąż niczego mi to nie wyjaśnia. Jeśli będziesz pielęgnować gada, ten też będzie Cię traktował z góry. Czy to naprawdę jest zaleta? Po następne, to że kot pod jakimś względem wydaje się być mądrzejszy od psa, wciąż nie tłumaczy czemu tego kota chce się mieć w domu. Nie tylko psa albo kota można przygarnąć. Albo nie przygarnąć....

>Simon's Cat.

Znam kilka Faktycznie fajne.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-05-2011 23:54 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)
Co do psów to mam dwa i też je bardzo kocham. Ale to zupełnie inna miłość. Psa kocham, bo przybiegnie, poliże po ręce, stanie w mojej obronie i zawsze merda ogonem, kiedy mnie widzi. A kota... kocha się inaczej. Właśnie za to, że jest taki... dystyngowany. Taki szlachetny.

> Jeśli będziesz pielęgnować gada, ten też będzie Cię traktował z góry.
Gad nie ma milusiego futerka i nie miauczy. A czy kot też traktuje z góry... to tylko taka poza. Na dobranoc pozwolę sobie na przytoczenie jeszcze jednego tworu, tym razem niesamowicie smutnego:
www.doradc(*)ch/lyteratura/kot-w-pustym.htm



Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
-jad- (18783 punktów)
> A kota... kocha się inaczej. Właśnie za to, że jest taki... dystyngowany. Taki szlachetny.

Właśnie to miałem na myśli pisząc, że tyle kobiet obdarza koty jakimś niemal mistycznym uczuciem.

> www.doradc(*)ch/lyteratura/kot-w-pustym.htm

Podoba mi się.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Gosia (9452 punktów)

>Czy to coś siedzi w kocie czy raczej w kobiecie?

I w jednym i w drugim, okazuje się, że i koty wolą kobiety.
Rezydują u mnie cztery koty (trzy samce, jedna samica) i z wyjątkiem jednego odziedziczonego czarnucha, zjawiły się u mnie same, można by rzec - wybrały sobie mieszkanie nie pytając specjalnie ludzkich lokatorów o zdanie. I choć zdeklarowanym kociarzem jest mój mąż ( ja wychowałam się w towarzystwie psów i to dużych ras, sama też miałam psa przez kilkanaście lat), to potwierdzam fakt, że mam lepsze relacje z Kocią Bandą Czworga, niż on. Nie mam problemu z nakłonieniem ich do współpracy, kiedy jest to konieczne, np. u weterynarza. Nie boję się, że mnie podrapią, czy boleśnie ugryzą, myślę, że koty ufają mi, że cokolwiek chcę zrobić, to na pewno ich nie skrzywdzę, dlatego panują nad swoimi reakcjami, ograniczając się do protestów werbalnych (głośnych!) ewentualnie dyscyplinując mnie klapsem bezpazurowym (są wychodzące, więc pazurów im nie obcinam), w ostateczności obrażone ignorują mnie do czasu, aż nie upoluję im tuńczyka w sosie własnym.
Co do mnie, to nie widzę większej różnicy między trzymaniem psa, czy kota. Kot jest mniej kłopotliwy, nie wymaga długich spacerów i nie czuje się źle, gdy jest pozostawiony sam sobie, ale więź uczuciowa jest podobna.
Co do męskich relacji z kotami, to gdzieś słyszałam, że panowie nie bardzo potrafią zaakceptować ich niezależność. Wolą psią przewidywalność i posłuszeństwo.
15-05-2011 02:16 
 Ocena 3 na 3
AdamGr (3037 punktów)

>Co do mnie, to nie widzę większej różnicy między trzymaniem psa, czy kota. Kot jest mniej kłopotliwy, nie wymaga długich spacerów i nie czuje się źle, gdy jest pozostawiony sam sobie, ale więź uczuciowa jest podobna.

A ja widzę ogromna różnicę i to zdecydowanie na korzyść psa.
Jako właściciel obydwu gatunków jestem że tak powiem uprawniony w wyrazeniu takiej opinii.
Kot ma wprogramowane drapiezne klapki na oczach + jest zwierzakiem samotniczym.
W 90% jego zachowaniem i reakcjami kiruje kalsyczny instynkt dzikiego drapieżnika i bardzo często zachowuje się jak "nakręcony".
Jest zdecydowanie prymitywniejszy (lub zdecydowanie bardziej ograniczony) niż pies i to tak bardzo że "porozumienie" nie jest prawie w ogóle możliwe.
I nie będzie możliwe.
Co więcej wykastrowanie tego zwierzaka (w celu..itd) wcale nie powduje nabycia czegokolwiek innego, a utratę tych 90% swojej tożsamosci.
I tym samym z ferrari robi się taczkę.

>Co do męskich relacji z kotami, to gdzieś słyszałam, że panowie nie bardzo potrafią zaakceptować ich niezależność. Wolą psią przewidywalność i posłuszeństwo.

Panom trudno zaakceptowac slepy i niemożliwy do zahamowania (w żaden sposób) instynkt, który w domu powoduje dość często niewyobrazalne szkody materialne.
Jeden kot potrafi narobić tyle szkód co kilka psów pod rząd trzymanych z pokolenia na pokolenie.
Nie mówiąc już o tym jakie potrafi poczynić szkody w ptakostanie okolicznym, mimo tego że ma michę pełną - jak pisałem niepochamowany instynkt, zabije ale nie zeżre.
To jego podkrecenie instynktu jak na haju jest poczytywane jako "niezaleznosć", a on nie może być w jakikolwiek sposób zalezny z powodu oprogramowania w czaszce.

To samo dotyczy i innych samotniczych i drapieżnych gatunków ssaczych, np. niedźwiedzi, można je nauczyć jazdy w kółko na motorze cyrkowym,ale to w żaden sposób nie sprawia ich ewolucji i kompletnie o niczym "ludzkim" nie świadczy.
15-05-2011 14:03 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
To zależy od kota. Ja mam odwrotną sytuację.

Jeżeli kot jest najedzony to ptak mógłby wokół niego tańczyć salsę a kot się nawet nie obudzi. Jeżeli nie jest najedzony to tańczy salsę wokół mnie. A jeżeli chce się bawić to po ptaku...

Kot może i jest samotnikiem, ale potrafi na swój sposób okazywać uczucia, a jeśli kogoś polubi, to może nawet dotrzymać towarzystwa.

Poza tym kot to jedno z niewielu zwierząt które wychowuje sobie właścicieli. A podporządkowywanie sobie innych gatunków to już wyższa inteligencja No chyba, że w przypadku mrówek.
15-05-2011 14:22 
 Ocena 2 na 2
AdamGr (3037 punktów)
"Wychowywanie sobie", "inteligencja ( w odneisieniu ludzkim)", "indywidualizm" to klasyczny przykład nakładania cech ludzkich na zwierzaka.
Nic więcej.
Widzimy najczęściej to co bardzo chcemy, choćby w przypadku dajmy na to rybek akwariowych, a co tu mówić o ssakach i to miłofuterkowych.
Kot potrafi się dostosowac do warunków, ale nie wchodzi w jakies relacje "socjalno-grupowe", nie widzi siebie "w", jest całkowicie poza.Taki ma program i nei da się tego zmienić.
Korzysta z miejsca i możłiwosci, ma swój teren.
15-05-2011 16:31 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Poza tym kot to jedno z niewielu zwierząt które wychowuje sobie właścicieli.

Zgadzam się z Adamem. Kot nie ma żadnej mocy podporządkowywania sobie kogokolwiek. To niektórzy ludzie, z niezrozumiałych dla mnie powodów, chcą się kotu podporządkować. To samo działa w stosunku do innych zwierząt, choćby psów czy świnek morskich.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
15-05-2011 16:50 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Kot nie ma żadnej mocy podporządkowywania sobie kogokolwiek. To niektórzy ludzie, z niezrozumiałych dla mnie powodów, chcą się kotu podporządkować.
To prawda. Koty są na tyle sprytne, że bardzo szybko orientują się, na co mogą sobie pozwolić i będzie to zaakceptowane, a jakie zachowania sprawią, że rozczulony właściciel zrobi, co zechce kot. Ot, taki rodzaj kociej "psychologii" Miałam okazję poobserwować kilka kotów. Ich zachowanie w nowym domu, początkowo z pozoru chaotyczne, z czasem się stabilizowało. Zwyczajnie kot z niektórych zachowań rezygnował (ponieważ nie przynosiły korzyści, a czasem wręcz przeciwnie), inne utrwalał (bo dawały wymierne profity). Stąd mylne wrażenie "podporządkowania" człowieka kotu.
Oczywiście są ludzie, którzy pozwalają kotu (psu) na wszystko. Kot (pies) wie, że może człowiekowi "wejść na głowę" i z tego korzysta, a nagłe sprzeciwienie się zachciance zwierzaka skutkuje nieprzewidywalną reakcją. Taka ludzka postawa w przypadku kota wielkich szkód nie wyrządzi, natomiast w przypadku psa może z tego wyniknąć kłopot, zwłaszcza gdy jest to pies dużej bądź tzw. niebezpiecznej rasy. Kot się obrazi, podrapie, stłucze wazonik albo doniczkę, narobi w kącie albo w szafie. Pies może zabić.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
15-05-2011 19:48 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)
>Oczywiście są ludzie, którzy pozwalają kotu (psu) na wszystko.

Zgadzam się, ale może to dlatego ten człowiek nie próbuje tego kota "wytresować" przez utarte stereotypy, krążące wokół kotów?
Ja przykładam dużą wagę do tresury, mam 14 letniego whippeta i siedmiomiesięcznego owczarka niemieckiego. Owczarek już wie, kiedy coś mu wolno, kiedy nie - wystarczy ton mojego głosu czy po prostu mój wzrok. Jeszcze rozrabia, ale młode toto, więc pozwalam ale kotów nigdy nie tresowałam, nigdy nie układałam. Nawet mi to do głowy nie przyszło!
Mam po prostu niczym niewytłumaczalną pewność, że kot sam się wychowa, sam dojdzie do tego, co mu wolno, a czego nie. Chociaż meble dalej drapią, choć ewidentnie wiedzą, że nie wolno - więc w końcu sama nie wiem. Ale nakrzyczeć na psa i zobaczyć jego pokorną minkę to jedno, a nakrzyczeć na kota i widzieć ten wyrzut w jego oczach, to drugie. A zatem - kotu na więcej się pozwala, więcej się wybacza. Przynajmniej ja jestem taka pipa.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
Selanos (12869 punktów)
>>Kot nie ma żadnej mocy podporządkowywania sobie kogokolwiek. To niektórzy ludzie, z niezrozumiałych dla mnie powodów, chcą się kotu podporządkować.

Tu nie chodzi o podporządkowywanie się ludzi. No, nie do końca. Koty są dużo wredniejsze od psów. Jeżeli pies odpuści po dziesięciu minutach, to kot może próbować tygodniami. Na różne sposoby. Nawet jeżeli np. zrzuca się go przez lata z fotela na którym leżeć nie może, to kot jak na złość może na nim leżeć pod nieobecność właściciela. Albo siada przed osobą która siedzi na fotelu i gapi się tak długo, że aż człowiek czuje się nieswojo. Może też zamiast kłaść się na fotelu, położyć się na oparciu. Jeżeli to nie skutkuje spróbuje jeszcze inaczej. Metodą na kota w butach ;D

Szczerze? Jak człowiek chce nauczyć coś psa, to może powtarzać coś bez końca, byle tylko temu psu wbić coś do głowy. Koty zachowują się tak samo w stosunku do człowieka. One z wielkim trudem akceptują sytuację w której to człowiek jest górą.

Poza tym koty mogą być wredne w dużo bardziej wyrafinowany sposób niż psy. Widzieliście kiedyś kota atakującego owczarka niemieckiego? Mój kot, chociaż na co dzień przed psem ucieka, stwierdził, że jak stanie tuż przed klapą w drzwiach przez które wchodzi pies i za każdym razem jak ten spróbuje przejść to będzie go rąbał pazurami po nosie i oczach to pies nie ma możliwości żeby mu cokolwiek zrobić... albo po prostu lubi swój nos.

To chyba jest przeciw instynktowi, bo większość zwierzat, nie próbowałaby takich sztuczek z czymś co z reguły na nie poluje. A kot musiał spróbować, zeby dowiedzieć się, że to działa.
16-05-2011 01:40 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)

>A ja widzę ogromna różnicę i to zdecydowanie na korzyść psa.

Wolno Ci, ja nie dzielę zwierzaków na gorsze i lepsze, są po prostu inne.

>Jako właściciel obydwu gatunków jestem że tak powiem uprawniony w wyrazeniu takiej opinii.

A czuj się uprawniony do czego tam sobie chcesz. Przez pierwsze 30 lat życia otaczały mnie psy, teraz mam koty i doświadczenia odmienne od Twoich.

>"porozumienie" nie jest prawie w ogóle możliwe.
>I nie będzie możliwe.

Doskonale się porozumiewam z kotami, znają swoje imiona i reagują na nie osobniczo - Wasyl nie biegnie gdy wołam Zuzię a Borys nie leci gdy potrzebny jest Grześ. Wiemy (ja i koty) na co możemy sobie pozwolić, gdzie są granice wzajemnej tolerancji i staramy się ich nie przekraczać. Koegzystencja układa się bezproblemowo.Oczywiście nie stało się to z dnia na dzień. Wymagało czasu, wnikliwej obserwacji, nielichej dozy cierpliwości i kilometrów bandaży.

>Panom trudno zaakceptowac slepy i niemożliwy do zahamowania (w żaden sposób) instynkt, który w domu powoduje dość często niewyobrazalne szkody materialne.

No nie żartuj sobie, mam mieć pretensje do kota o to że jest kotem?
Bez przesady, najstarszy rezydent siedzi u mnie już osiem lat, pozostałe pojawiały się co dwa, trzy lata i jakoś nie puściły mnie z torbami, zdecydowanie więcej kosztowało mnie leczenie, to koty po bliskich spotkaniach z bestią ludzką i wymagały dość kosztownych kuracji.
Oczywiście, tu i ówdzie mam obdrapany fotel czy kanapę, tu i ówdzie jakieś zaciągnięcia na firanie, ba! zdarza się od czasu do czasu i jakiś szczoszek...nic, czemu odkurzacz, mop i odrobina wysiłku nie mogłoby zaradzić. Zresztą znajomi mają dwie udomowione fretki, po zobaczeniu do czego są zdolne inaczej podchodzę do pojęcia "bałagan w moim domu". Poza tym dom wypucowany jak szklanka budzi we mnie skojarzenia z jakimś muzeum, a nie miejscem gdzie żyją ludzie i czują się swobodnie.

>To samo dotyczy i innych samotniczych i drapieżnych gatunków ssaczych, np. niedźwiedzi, można je nauczyć jazdy w kółko na motorze cyrkowym,ale to w żaden sposób nie sprawia ich ewolucji i kompletnie o niczym "ludzkim" nie świadczy.

Tu to już pojechałeś...
Halo! Tu Ziemia! Nie zajmuję się ewolucją zwierząt domowych, trzymam je, bo dobrze się czuję w ich towarzystwie, lubię to po prostu i nie dośpiewuję do swych egoistycznych pobudek żadnej wzniosłej ideologii.
AdamGr (3037 punktów)
Jesteś droga Gosu klasycznym przykładem właścicielki, ktra nie toleruje żadnego podważania głownych cech swojego pupila oraz wyobrazenia o nich.
Nie jestem zaskoczony
Co i tak nie zmieni niczego w tym że koty sa tylko rzekomo udomowione i na takiej samej zasadzie udomawia się gepardy,lamparty oraz inen większe futerkowce.
A oprogramowanie mają dokładnie to samo: klasyczny terytorialny drapieznik aspołeczny.
Ja w kotach widze gatunek, ktory ma cechy charakterystyczne.
I im bliżej nas samych takowy się znajduje tym lepsza wymiana danych/informacji, do momentu az się nei spotkamy z naczelymi najbliższymi, wówczas mozna dopiero mówić o przeskoku z wymiany informoacji na porozuymeinie.

Podchądząc z innej strony tego zagadnmeinia w ogóle nei mam zamiaru kogokolwiek do czegokolwiek przekonywac, ani nawet prostowac "miłostek zwierzęcych" włascicieli.
Zwierzakom nasze dylematy kompletnie zwisają
16-05-2011 09:15 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>Co i tak nie zmieni niczego w tym że koty sa tylko rzekomo udomowione i na takiej samej zasadzie udomawia się gepardy,lamparty oraz inen większe futerkowce.

Nie zgadzam się z tym całkowicie. To, że kot domowy - Felis catus, pochodzi z tej samej rodziny, co gepardy i lamparty, nie oznacza, że można te stworzenia porównywać.
Kot został udomowiony 9000 lat temu, i pochodzi od kota nubijskiego i od żbika, który nota bene jest współcześnie skrajnie zagrożonym gatunkiem.

Domestykacja to nie jest kwestia roku, pięciu czy nawet dwudziestu lat.

Równie dobrze można powiedzieć, że pies pochodzi od lisa - a to nieprawda, bo od wilka, a lis jest tylko jego dalszym "kuzynem" - co nie zmienia faktu, że zarówno pudel, jak i pies dingo, lis i wilk - należą do psowatych.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
AdamGr (3037 punktów)
To wszystko co napisąłes nie stanowi jakiegokolwiek dowodu na cokolwiek, to tylko informacja.
Nasza klasyfikacja.
Mucha domowa też przystosowała się do środowiska ktore wytworzyliśmy, podbnie lisy i borsuki w Brytanii - udomowiły się ponieważ potrafią wchodzić do domów i tolerowac głaskanie i karmienie z ręki?

Pochodzenie psa jest dyskusyjne, nie istnieje dzika forma, nawet dingo jest wtórny.
16-05-2011 14:34 
 Ocena 1 na 1
liebes (612 punktów)
>To wszystko co napisąłes nie stanowi jakiegokolwiek dowodu na cokolwiek, to tylko informacja.

NapisałAŚ, jak już
I jak to: nie dowodzi? Nie rozumiem. Jakiego dowodu Ty byś potrzebował, by uznać te fakty?

>Nasza klasyfikacja.

Tak, nasza. A jaka ma być?

>Mucha domowa też przystosowała się do środowiska ktore wytworzyliśmy, podbnie lisy i borsuki w Brytanii - udomowiły się ponieważ potrafią wchodzić do domów i tolerowac głaskanie i karmienie z ręki?

Co innego jest domestykacja kotów, trwająca parę tysięcy lat, a co innego - adaptacja borsuków. Podobnie jest z niedźwiedziami w Yellowstone - nauczyły się, że człowiek=jedzenie i dlatego podchodzą do ludzi. Borsuki, szopy, lisy - wszystko to zwierzęta dzikie, które zwęszyły jedzenie. Tu mamy do czynienia z zupełnie czym innym.

>Pochodzenie psa jest dyskusyjne, nie istnieje dzika forma, nawet dingo jest wtórny.

Dyskusyjne, ale podejrzewa się, że:
Cytat:
Nie poznano jak na razie pierwszego prawdziwego taksonu, który dał początek nowoczesnym gatunkom z podrodziny psów właściwych (Caninae). Pierwszym opisanym taksonem prawdziwych psów był rodzaj Leptocyon żyjący od 34 mln do 10 mln lat temu, który dał początek rodzajowi Eucyon, a co za tym idzie, wszystkim współczesnym psowatym. Rodzaj Canis pojawił się prawdopodobnie ok. 8 mln lat temu w Ameryce Północnej.


i dalej za wszechwiedzącą wikipedią:
Cytat:
Z tej samej co wilk odnogi ewolucyjnej pochodzi także pies domowy (Canis familiaris) (poprawna nazwa to Canis lupus f. familiaris). Wilki dały genetyczny początek wszystkim psom. Udomowienie nastąpiło prawdopodobnie pomiędzy 15 000 - 8000 p.n.e. na terenie Azji.


Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
AdamGr (3037 punktów)

>I jak to: nie dowodzi? Nie rozumiem. Jakiego dowodu Ty byś potrzebował, by uznać te fakty?

Ja je uznaje, dowód zbyteczny i co z tego wynika odnosnie meritum ?
Bo ja nie widze tu żadnego związku.
Kot został udomowiony....co oznacza że od ....jest hodowany przez cżłowieka i przebywa w jego otoczeniu.
To wszystko.
I kury przebywają i kaczki...i krowy....

>>Mucha domowa też przystosowała się do środowiska ktore wytworzyliśmy, podbnie lisy i borsuki w Brytanii - udomowiły się ponieważ potrafią wchodzić do domów i tolerowac głaskanie i karmienie z ręki?
>Co innego jest domestykacja kotów, trwająca parę tysięcy lat, a co innego

Ale czym że to się charakteryzuje owa domestykacja przez te tysiąclecia i jaki ma to wpływ na ewolucje tegoż gatunku , poza tworzeniem odmian rasowych ?
Wzrosło kotom IQ ?
I neistety w większości pochwał względem kotów dotyczy jego rzekomej mądrości i przenoszenia cech ludzkich na niego, tak jakby bytowanie i korzystanei z możłiwosci nowego środowiska wyzwoliło ukryte cechy, lub wręcz je wygenerowało, czyli nastapila radykalna zmiana w mózgu kocim
Ludziska chcą pewne tendencje czy interpretacje dostrzegać, poniewaz mają osobisty i emocjonalny stosunek do zwierza.

>>Pochodzenie psa jest dyskusyjne, nie istnieje dzika forma, nawet dingo jest wtórny.
>Dyskusyjne, ale podejrzewa się, że:

I tyle w tym zagadnieniu.
liebes (612 punktów)

>I kury przebywają i kaczki...i krowy....

Nie twierdzę przecież, że nie. Wszak domestykacja dotknęła i inne zwierzęta, które w jakiś sposób służą ludziom - krowy, kury, konie, świnie itd. A moje posty tyczyły tu głównie Twojej opinii, że kot, to to samo co pantera. Idąc Twoim tokiem myślenia świnia to to samo, co dzik? Dzik jest jej przodkiem, ale to nie znaczy, że to są takie same stworzenia.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
16-05-2011 15:53 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
Głowne pytanie autora wątku :

>Nie brakuje chyba wśród forumowiczek-racjonalistek wielbicielek kotów. Takie mam wrażenie. Nie jestem w stanie ocenić ile ich jest ale rzucają mi się te koty w oczy. Zastanawiam się, co takiego ma w sobie kot, że tyle kobiet (głównie kobiet) obdarza je jakimś niemal mistycznym uczuciem.

Kot to to samo co pantera na pewnym poziomie, w tym wypadku dość szerokim.
I pytanie "takie same" potrzebuje dodatkowego (aby miało sens) : w jakim względzie ?
Patrząc pod względem genetycznym wcale nam ludzim nie daleko do baaaardzo wielu gatunków.
Ale daleko pod względem umysłowym/społecznym.
Tu leży sedno , niemniej ludzie odwracają te proporcje widząc w domowych zwierzakach wrodzone ludzkie cechy.
Poza tym odgrywa tu role kontakt i ocena estetyczna: kot sie lasi, jest mintki, robi miau. oraz jest skory do zabawy (neiustannej gotowosci do polowania).Acha no i patrzy "mądrze" i "nasłuchuje" a nie mówi bo myśli
liebes (612 punktów)
>Acha no i patrzy "mądrze" i "nasłuchuje" a nie mówi bo myśli

Oczywiście.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
16-05-2011 18:14 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Tu leży sedno , niemniej ludzie odwracają te proporcje widząc w domowych zwierzakach wrodzone ludzkie cechy.
Nasze lubienie lub nielubienie zwierząt opiera się często na doszukiwaniu się w nich ludzkich cech. Może obecnie w miarę poznawania zwyczajów zwierząt mamy szanse obiektywizować ocenę, ale jednak i tak pozostaje pewien zakres podświadomej, instynktownej oceny.
I tak:
W ankiecie co do lubianych i nielubianych zwierząt niemal na pewno przewagę będą miały ssaki, jako ciepłe, włosiaste, oczaste itd. Dość wysoką pozycję będą miały psy, koty, konie, jako zwierzaki "służące człowiekowi" i przyjaźniące się z nami. Ale co jest istotne? Oczyska? Pysk?
Wysokie pozycje może zająć koala i panda, głównie z powodu twarzowego pyska, w przypadku pandy również sposób używania "dłoni".
Papuga ma wyprostowaną pozycję i używa stóp jak dłoni. Ma też śmieszny, twarzowy pyszczek.
Itd. itp.
Na pewno zwracają uwagę cechy jak: wyprostowana sylwetka, twarz, sprawne dłonie, wyraziste oczy, miłe pokrycie ciała. Im bardziej zwierzę jest "inne" od człowieka, tym niżej spadnie ocena. Wyjątkiem mogą być zwierzaki uznane za "estetyczne", jak motyle.
Dane z książki "Siódmy kot w worku".
AdamGr (3037 punktów)
I wyszło na moje, a się kłociły

Kot podobno smakuje jak królik
Ania... (14138 punktów)
>I wyszło na moje, a się kłociły
>Kot podobno smakuje jak królik
Podobno.
A pies ponoć jest całkiem smaczny (opinia pani, która żyła w czasie IIWŚ).
16-05-2011 18:58 
 Ocena 2 na 2
liebes (612 punktów)
>>I wyszło na moje, a się kłociły
>>Kot podobno smakuje jak królik
>Podobno.
>A pies ponoć jest całkiem smaczny (opinia pani, która żyła w czasie IIWŚ).

A smalec z psa podobno jest dobry na kaszel i na reumatyzm. I tenże smalec produkują współcześnie, także w Polsce (kilka afer z ubiegłego roku temu dowodzi).
Panią z II WŚ zrozumiem, jak najbardziej. Ale tego smalcu to za cholerę.

Pies: Człowiek daje mi jeść, wyprowadza mnie, dba o mnie, czesze.... on jest chyba bogiem!
Kot: Człowiek daje mi jeść, sprząta moją kuwetę, dba o mnie, czesze... ja chyba jestem bogiem!
16-05-2011 20:00 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>I wyszło na moje, a się kłociły
>>>Kot podobno smakuje jak królik
>>Podobno.
>>A pies ponoć jest całkiem smaczny (opinia pani, która żyła w czasie IIWŚ).
>A smalec z psa podobno jest dobry na kaszel i na reumatyzm. I tenże smalec produkują współcześnie, także w Polsce (kilka afer z ubiegłego roku temu dowodzi).
>Panią z II WŚ zrozumiem, jak najbardziej. Ale tego smalcu to za cholerę.
W czasie klęski głodu rozumiem ludzi zjadających co popadnie.
Kiedyś wierzyli, że na gruźlicę też pomaga psie sadło. Mój pradziadek był ponoć tak leczony, chociaż podwójne pudło, bo raczej miał nowotwór, sądząc po objawach. Oczywiście lekarza nie widział. Albo okłady z psiego futra.
Na moje oko na 99,999% mity, bo nie wiem, dlaczego akurat psie miałoby być lepsze niż inne. Raczej wynikało to najpierw chyba z głodu, a może i był w tym udział "ofiary", im trudniejsza, tym lepiej zadziała... co tam koza, pies, to dopiero musi być coś... Tak czy owak, bez sensu zupełnie.
Selanos (12869 punktów)
Według mnie to zależy zarówno od właściciela jak i kota. Ja mam prawie 14-sto letniego kota i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że aby mieć kota, trzeba mieć dużo cierpliwości i mocną psychikę Szczególnie kiedy kot się starzeje. Potrafi sprowadzić mnie na dół, po schodach do drzwi, po czym zmienia zdanie i prowadzi mnie do kuchni, na końcu stwierdza, że woli iść na dwór przez piwnicę... Po pięciu minutach wskakuje na okno i rąbie łapami o szybę tak długo, aż otworzę...

Koty są inteligentne, ciekawskie, sprytne, niemożliwe do wychowania. Nawet najbardziej leniwego psa można czegoś nauczyć, a jak się trafi na chociażby przeciętnie opornego kota, to cóż...

Mam też psa więc mam porównanie. Mój pies na pewnym etapie przestał przyswajać cokolwiek. Od lat ma te same nawyki i ten sam zestaw sztuczek.
W przypadku kota nigdy nie wiem czego się spodziewać. Niby z wiekiem śpi coraz więcej, a mimo to potrafi człowieka zaskakiwać. Poza tym jest uparty. Pies może ustąpić po krzywym spojrzeniu, a kot nie da sobie spokoju. Jak się uprze, to koniec. Potrafi się obrazić, potrafi się chamsko zachować, jest dużo bardziej pamiętliwy niż pies, okazuje dużo więcej uczuć (jeżeli nie uzna, że to poniżej jego godności...)

Koty są ciekawe i koniec. Jak się trafi na jakiegoś szczególnie ciekawego to człowiek zaczyna lubić te zwierzęta.
Elka I Ponura (7473 punktów)



I to w sumie tyle w tym temacie...

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Czy to coś siedzi w kocie czy raczej w kobiecie?
Nie wiem, ale już Kochanowski pisał:
"Nie uciekaj, ma rada; wszak wiesz: im kot starszy,
Tym, pospolicie mówią, ogon jego twarszy;"

Wszystko ma swój początek i koniec.
i.czaplicka (5782 punktów)

A moze coś, co ma psią lojalność ( w heraldyce takie właśnie ma znaczenie) niezależność kota i dumę konia?

Ag-nes (2295 punktów)
>Nie brakuje chyba wśród forumowiczek-racjonalistek wielbicielek kotów...
Łał, wątek o kotach
Koty mają w sobie "coś", po prostu!
sukulent (2309 punktów)
>Czy to coś siedzi w kocie czy raczej w kobiecie?
Nie wiem. Moje koty zawsze mnie sobie wybierały. I to ja jestem ich człowiekiem, a nie one moimi kotami. Stanowią absolutną idealną doskonałość. Wzorzec metra.
Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
16-05-2011 21:58 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
Warszawskiego
Grey (2102 punktów)
Obiło mi się o uszy, ze ludzie najbardziej lubią zwierzęta, których cechy chcieliby posiadać. Kot - wiadomo - niezależny, pełen gracji, sprytny, lubi się bawić. Tu nasuwa się pytanie: co ludzie widzą w psach?
16-06-2011 19:58 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Obiło mi się o uszy, ze ludzie najbardziej lubią zwierzęta, których cechy chcieliby posiadać. Kot - wiadomo - niezależny, pełen gracji, sprytny, lubi się bawić. Tu nasuwa się pytanie: co ludzie widzą w psach?
Chyba odwrotnie z psami - widzimy w nich to, co chcielibyśmy dostawać od innych, przywiązanie, stałe zainteresowanie naszą osobą, gotowość do wspólnej zabawy itd.
Szczerze mówiąc nikt nie cieszy się tak spektakularnie na mój widok, jak pies, który chce sobie połamać ogon o ścianę i aż kwiczy z radości.
neurosurgery (2484 punktów)
>PS. Panowie również mile widziani.

No to się udzielę.



Mi to się taki kot podoba, ale co kto woli...

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365