Racjonalista - Strona głównaDo treści
Śmiech na sali:)

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Sprawy portalu
NapisanoAutorTytuł
21-02-2004 12:46antyK (18 punktów)Śmiech na sali:)
Śmiać mi się chce, jak widzę niektóre Wasze teksty
Do niedawna uważałem Was za niebezpiecznych wrogów, dlatego, że sprawiacie wrażenie solidnie wykształconych erudytów, ludzi obiektywnych i dobrze zorientowanych we wszystkim obserwatorów. Faktycznie, poziom niektórych tekstów (muszę to stwierdzić przy całej nienawiści do Waszego chorego światopoglądu) powala na kolana.. I aż żal ściska, że nasza strona barykady ma do zaoferowania jedynie bełkot dewotek rodem z Radia Maryja..
Ale teraz już (po dłuższym przejrzeniu serwisu) znam Was lepiej i widzę, że istotnie, jak powiedział p. Sadowski nie jesteście wcale lepsi od Ojca Dyrektora i jego świty.
Nie będę bronił p. Sadowskiego, bo pewnie sam potrafi to zrobić, powiem tylko, że w wypowiedziach w jego wątku daliście najprawdziwszy dowód na to, że ma rację - czepialiście się sformułowań, zamiast odpowiadać na zarzuty, kiedy brakło argumentów, mówiliście, że "dostojnicy Kościoła są jeszcze gorsi", w ostatniej wypowiedzi ktoś próbował zagadać p. Sadowskiego religioznawczym bełkotem... Ale nie o to tu chodzi, kto chce, niech sam przeczyta.
Ja przyczepię się czegoś innego, a mianowicie wątku pt. "Oszczerstwa na Frondzie" (dawno już przedawnionemu, ale akurat leży przede mną "Łysiak na łamach 4", więc aż się prosi, żeby się odezwać). Oto, co tam piszecie:
> Komentarz dot. Łysiaka: Uznać Łysiaka za wierzącego jest głęboką ignorancją fanatyków. Łysiak jest bardzo skomplikowaną osobą i musiałbym o nim napisać cały artykuł aby go trochę "rozsupłać". Jakkolwiek w swojej publicystyce wyraża poglądy, które większość oceni jako ultraprawicowe, ale ja bardzo cenię tego "ultraprawicowca" i wiele się od niego nauczyłem. Łysiak nie wierzy w Boga, ale nie będę polemizował z katolikami na ten temat.
(...)
Z pewnością, (...) zbyt dobrze znam jego twórczość aby mniemać inaczej.
(...)
(...) jego książki w całokształcie są naprawdę świetne. Zresztą w wielu z nich rozprawia się intelektualnie z prawdami Kościoła, w wielu miejscach są akcenty wyraźnie antyklerykalne. To zresztą widać jasno w tych cytatach jakie przytoczyliśmy z jego dzieł.
KURIER 05.1995, "Kuglarz", wywiad z W.Ł.: "Utożsamianie poglądów figur literackich z poglądami literatów, którzy te figury kreują, cęsto ma sens, ale nie zawsze, nie wobec wszystkich kreowanych figur. Cytowana przez Pana retoryka jest retoryką figury literackiej" - tak się składa, że owe "akcenty antyklerykalne" pojawiają się w wypowiedziach bohaterów powieści, zresztą nie zawsze pozytywnych (vide Heldbaum)...
NAJWYŻSZY CZAS, nr 10.06.1995, "Oblężony Kościół": "Ja i mnie podobni, którzy lata całe uprawiamy dekalogowe kondotierstwo, walcząc przeciwko heroldom i hasłom moralnego relatywizmu, >>antyklerykalizmu>piątą kolumnę>europejskim>Dlaczego to robisz? Przecież powątpiewasz, że istnieje Bóg!>Nieważne, czy On istnieje. Dałem Mu słowo! Oczywiście nonsensem jest fragment o rzekomej totalnej wrogości Łysiaka wobec światopoglądu racjonalistycznego. W wielu punktach mam bardzo różne poglądy niż Łysiak, ale on jest racjonalistą. W jednej książce zawarł nawet bardzo sympatyczną wzmiankę o Wolterze: "Człowiek o laserowym umyśle, któremu zrzucić naiwność byłoby szczytem naiwności"
NAJWYŻSZY CZAS, 15.07.1995, "Stąd do przyzwoitości": "Wolter głosił, że >>Człowiek wolny idzie do nieba taką drogą, jaka mu się podoba<< (...). Ferajna Adolfa maszerowała do piekła drogą wysyłania milionów ludzi do nieba przez komin, bo tak się ferajnie podobało, monsieur Voltaire!" - owszem, totalnej wrogości wobec Waszego poglądu w nim nie ma, ale to nie znaczy, że Łysiak jest racjonalistą.
Bo jak niby racjonalnie udowodnić, że Hitler był "be"? Jeżeli nie ma żadnych norm moralnych, logicznym rozumowaniem można dojść do bardzo ciekawych wniosków, a za przykład niech posłuży Wasz tekst z artykułu o marihuanie - jego autor udowadnia, że należy zalegalizować Mery Dżejn, m. in. dlatego, że "Nie tworzy się prawa wbrew społeczeństwu (istota demokracji)", który to fragment rozbawił mnie do łez A skoro tak kochacie Łysiaka, to przeczytajcie jego tekst "102% demokracji", też w "Łysiak na łamach 4".
A wracając do "racjonalizmu" Łysiaka... Przeczytajcie sobie "Wyspy zaczarowane" - ten zbiór poetyckich esejów wręcz trąci romantyzmem i irracjonalizmem.. Więc nie mówcie, że Łysiak na starość zgłupiał w "Stuleciu kłamców", bo "Wyspy zaczarowane" to jego debiut (obok "Kolebki").
Zresztą nie chodzi tu o to, żeby spierać się o to, czy Łysiak jest katolikiem, scjentologiem, czy ateistą - chodzi o to, że zastosowaliście najbardziej prymitywny trik manipulacyjny - przemilczenie pewnych faktów i wyolbrzymienie innych. Takiej właśnie, niestety, retoryki używa o. Rydzyk.. Tyle tylko, że przy całej głupocie i zaślepieniu, ludzie skupieniu wokół Radia Maryja mają przynajmniej słuszne ideały.. A Wy sprowadzacie ten świat dalej ku upadkowi dzięki swym "postępowym" teoriom. Strach się bać, jakich manipulacji dokonujecie w swoich tekstach (wyciągnąłbym jakiś przykład z działu biblijnego, ale szkoda mi czasu, z
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

antyK (18 punktów)
Nie doszła całość, więc dopisuję jako odpowiedź:

Strach się bać, jakich manipulacji dokonujecie w swoich tekstach (wyciągnąłbym jakiś przykład z działu biblijnego, ale szkoda mi czasu, zastanówcie się sami)..

Tak więc jesteście tylko przeciwnym biegunem dla nawróconych z prostytucji dewotek, nie macie na nas - prawdziwych chrześcijan - miecza. I to mnie ogromnie cieszy, bo nic tak nie uspokaja, jak słabość wroga Owszem, narazie wygrywacie, ale to tylko kwestia czasu.. "Trawa z czasem zamienia się w mleko" (Łysiak, "Wyspy zaczarowane" nomen omen)

Apeluję tylko do czytelników tego serwisu o rozwagę - nikt nie jest lepszym manipulatorem od osoby, która sprawia wrażenie kompetentnej...

A Was żegnam
Ryjek
Proponuję też do przemyślenia wielkie kłamstwa XXwieku Łysiaka
Ryjek
> Proponuję też do przemyślenia wielkie kłamstwa XXwieku Łysiaka

Raczej XX wiek stuleciem kłamców. Pomyliłem się.
Polecam kłamstwo: antyklerykalizmu, antyfamilitaryzmu.
webmaster (moderator)
Znów mam problem. Czytam i czytam, ale nijak nie widzę sensowności tego co nasmarowałeś. Na szczęście na Łysiaku i RM świat się nie kończy, a śmiech to zdrowie, jak już skądinąd wiemy. Generalnie musisz być bardzo wesołą osobą skoro tak reagujesz - statystycznie rzecz biorąc, w każdej większej gazecie, książce czy serwisie, znajdzie się dla ciebie coś bardzo śmiesznego.
Ale mimo wszystko życzę wam, tam po tej 'drugiej stronie barykady', więcej rozwagi i silniejszych wrogów
antyK (18 punktów)
>Znów mam problem. Czytam i czytam, ale nijak nie widzę sensowności tego co nasmarowałeś.

Cóż, skoro nie rozumiesz nic z tego, co napisałem.. to wypada mi tylko współczuć i życzyć dalszych sukcesów w nauce czytania ze zrozumieniem

> Na szczęście na Łysiaku i RM świat się nie kończy

A jakże, a jakże! Obawiam się, że wasze kłamstwa o Łysiaku to tylko wierzchołek góry lodowej, śmiem nawet twierdzić, że jakieś 60% tego serwisu (czyli większość materiałów krytykujących Kościół) są oparte na podobnych manipulacjach. Ale akurat miałem materiały, żeby przyczepić się do tego, to się przyczepiłem

A co do mojej wesołości.. Cóż, z Głupoty wypada tylko się śmiać Nie ma co z Nią dyskutować, bo i tak się Jej nie przekona do prawdziwej Mądrości..

A więc z Bogiem! Łaska i pokój niech z Wami zostaną, nawet na przekór Wam.

..i pozdrowienia dla Ryjka, kimkolwiek jest
Mariusz Agnosiewicz
>Śmiać mi się chce, jak widzę niektóre Wasze teksty

Może akurat trafiłeś do naszego działu "Na wesoło"

>Faktycznie, poziom niektórych tekstów (muszę to stwierdzić przy całej nienawiści do Waszego chorego światopoglądu) powala na kolana.

Imponujesz mi za takie sformułowanie, bo jeszcze nikt nie wysłowił w jednym zdaniu nienawiści do naszego światopoglądu z uznaniem merytorycznym

>Ale teraz już (po dłuższym przejrzeniu serwisu) znam Was lepiej i widzę, że istotnie, jak powiedział p. Sadowski nie jesteście wcale lepsi od Ojca Dyrektora i jego świty.

A cóż się takiego stało, że dokonałeś takiego odkrycia? Przynajmniej powiedziałbyś, bo nie wiem jak na to odpowiedzieć.

>Nie będę bronił p. Sadowskiego, bo pewnie sam potrafi to zrobić

Mocno w to wątpię

>powiem tylko, że w wypowiedziach w jego wątku daliście najprawdziwszy dowód na to, że ma rację - czepialiście się sformułowań, zamiast odpowiadać na zarzuty, kiedy brakło argumentów

Jasne. Nie wiem dlaczego tak wybiórczo czytasz. Było tak: Sadowski powiedział, że jesteśmy be. Ja poprosiłem go aby powiedział dlaczego tak uważa, wówczas możemy się zastanowić nad tymi argumentami. Napisał kilka akapitów okraszając to ozdobnikami w stylu "Ciemnogród". Na te jego argumenciki ja odpisałem ze 2 strony wykazując ich mizerię. I na tym się rozmowa merytoryczna skończyła, on nawet nie próbował podważać to co napisałem. Później już były całkiem luźne i nie całkiem merytoryczne myśli, w których było "czepianie się sformułowań", jak to napisałeś. To nie jest bzdura jak Ci się zdaje, ale często kwestia pierwszorzędnej wagi, gdyż z doświadczenia polemicznego wiem, że większość nieporozumień bierze się z nieprecyzyjnego wyrażania myśli. Precyzja jest tutaj warunkiem niezbędnym i wstępnym aby można było prowadzić naprawdę merytoryczny wątek.

Jeśli uważasz, że Sadowski powiedział coś merytorycznego pod naszym adresem do czego bym się nie odniósł to wskaż to. Jeśli nie potrafisz tego wskazać, to przyznaj publicznie, że napisałeś bzdurę broniąc tego krytykanta.

Kwestię Łysiaka tak przedstawiłeś nieudolnie, że chyba tylko ja wiem co z tego jest moim tekstem a co Twoim komentarzem. Zupełnie źle to wkleiłeś, trzeba było jakoś to wyróżnić...

Pozostawiam więc tylko Twoje treści:

>KURIER 05.1995, "Kuglarz", wywiad z W.Ł.: "Utożsamianie poglądów figur literackich z poglądami literatów, którzy te figury kreują, cęsto ma sens, ale nie zawsze, nie wobec wszystkich kreowanych figur. Cytowana przez Pana retoryka jest retoryką figury literackiej" - tak się składa, że owe "akcenty antyklerykalne" pojawiają się w wypowiedziach bohaterów powieści, zresztą nie zawsze pozytywnych (vide Heldbaum)...

Trudno z tych strzępów coś wnioskować, być może Łysiak teraz zmienił na ten temat zdanie, byłoby niepoważne gdyby się naraz odcinał od tego co kiedyś pisał. Tak się bowiem składa, że akcenty antyklerykalne i antychrześcijańskie były wkładane w usta najbardziej błyskotliwych bohaterów. Ja widzę to tak: te treści były wyrazem faktycznych intelektualnych przekonań WŁ, czytelnikowi aż nadto się narzuca taki wniosek z wielu jego książek. Ci co argumentowali przeciw Kościołowi i chrześcijaństwu zawsze tam o ile pamiętam wygrywali, ich zawsze było górą, zawsze zakasowywali przeciwników. Dla mnie to jest tak ważne, gdyż to były jedne z pierwszych lektur jakie mnie w ogóle zaczęły przekonywać do mojej dzisiejszej postawy. Łysiak to ujmował naprawdę przekonywająco i trafnie, inspirował dalsze poszukiwania. Książki Łysiaka tym się charakteryzują, że kler zbiera tam intelektualne cięgi, często są tam scenki w których jakiś główny i pozytywny bohater ukazuje miernotę argumentów tego lub owego księdza.
Mariusz Agnosiewicz
Antyklerykalizm i antychrześcijaństwo nie u pozytywnych? Podam kilka przykładów, które dostatecznie wykażą bzdurność tej opinii choćby ją nawet Łysiak wypowiedział.

1. W Statku intelektualnym kasowanem księży i kardynałów zajmował się sam stryj Hubert, oto fragmenciki:

"Na korytarzu stryj Hubert zaczepił przeora i spytał o chorego, a przeor wykpił się rytualną odpowiedzią księży:
- Poprawa nie następuje, zda się koniec bliski już, lecz wszystko w ręku Boga.
- Jest ksiądz pewien?
- Czego, synu?
- Że wszystko w ręku Boga.
- Najzupełniej, synu!
- I nie wstyd księdzu tak bluźnić? - rozeźlił się stryj Hubert.
- Bluźnić?! - zdumiał się ksiądz.
- Okropnie bluźnić. Mówiąc, że wszystko jest w ręku Boga, ksiądz zwala na niego każdą zbrodnię, każdą torturę, każdą nikczemność jaka się dzieje na tej Ziemi, i tym ksiądz bluźni przeciw Niemu. Czas pojąć, że przynajmniej niektóre rzeczy dzieją się za sprawą szatana! A może wszystko jest w diabelskiej łapie?
- Ty na pewno w niej tkwisz! - zawarczał ksiądz, uwalniając swą twarz od regulaminowej maski dobrodusznego pocieszyciela.
- Jeśli nawet, księże, to nie przez moją słabość!
- A czyją?
- Boską, wielebny. Czy Bóg walczył z szatanem?
- Tak, i jak wiesz...
- I jak wiemy obaj przegrał, bo musiał zawrzeć pakt, na mocy którego szatanowi przypadła Ziemia do wyłącznego użytku.
Tamten milczał przez chwilę, zdawało się, że szuka odpowiedzi, lecz zamiast niej spytał:
- Czy to ty chorego zbuntowałeś?
- O czym ksiądz mówi?
- O tym, że on nie chce przyjąć sakramentu przed śmiercią!
- Nie, nawet o tym nie wiedziałem, proszę księdza. Ale to mnie nie dziwi. Przeszedł tyle, że miał prawo zwątpić w sens łykania opłatków.
- A cóż on przeszedł? Jeśli ból fizyczny, cela więzienna lub złamana przez oprawcę kość unicestwiają wiarę w Boga, to znaczy, że ta wiara była nic nie warta, mój synu, była jako liść na wietrze, była jedynie...
- On przeszedł coś gorszego, wielebny! Strzelono mu za dużo bramek podczas meczu!
- Jakiego meczu?! - zbaraniał ksiądz.
- Małżeńskiego, i tu chodzi nie o ból fizyczny, lecz psychiczny. Dla faceta, który poważnie traktuje małżeństwo, życie małżeńskie nie różni się od futbolu. Taki głupek zaczyna jako napastnik, po pewnym czasie staje się obrońcą, a kończy jako bramkarz. On przeszedł właśnie to i zwątpił w waszego pracodawcę, wielebny!
"Wielebny" nie podjął tematu; zapytał:
- A ty co przeszedłeś, by zwątpić w Opatrzność?
- Przeszedłem własny kurs demonologii, jestem satanistą - samoukiem. Żeby zaliczyć taki kurs, trzeba mieć dobry wzrok. Niech mi ksiądz powie, czy ktoś pracujący w szpitalu, gdzie umierają dzieci chore na raka, może wierzyć w boską opatrzność i mieć zaufanie do miłosierdzia boskiego, do boskiej wszechmocy i podobnych bzdur?
- I jeszcze mam ci odpowiedzieć, co robił Pan Bóg na rampie selekcyjnej Treblinki, czy tak, panie Flowenol?
- Nie, tego mi tłumaczyć nie trzeba, sam rozumiem, że Pan Bóg nie jest dróżnikiem prowincjonalnych stacji kolejowych. Oraz że ludzkie cierpienie jest bramą do raju czyli zbawienia czyli wiecznego szczęścia, więc w sumie każdy, kto z dymem krematoryjnym uniósł się do niebios, wyszedł na swoje, zaś fakt, że może spotkać w tym samym raju SS-manów, którzy uzyskali rozgrzeszenie, to żaden ambaras, bo czy musi się kłaniać wszystkim przechodniom na ścieżkach niebiańskich?
- W tak inteligentny sposób udowodniłeś sobie, że nie ma Boga? - spytał ksiądz.
- Ja tego udowadniać nie muszę, nie jestem rzecznikiem prasowym kongregacji ateistów. To wy macie kłopot, bo jako pasterze owieczek chrześcijańskich musicie nie tylko im, ale i sobie, dowodzić czegoś, czego również dowieść nie można - że On istnieje! Gdzie jest dowód? Jest tylko prawdopodobieństwo, zresztą po obu stronach. Moim zdaniem większe jest prawdopodobieństwo, że Bóg nie istnieje, a wszystko, co mamy, to przyjemności życia, choć efemeryczne, jednak dotykalne. No i cierpienia, ale na te wy macie lekarstwa w postaci modlitw. Wszystko w ręku Boga, więc miliony wzywają go na pomoc. Robią to ze skutkiem, z jakim sierota wzywa rodziców! A najzabawniejsze jest to, że jeśli Bóg istnieje, to ów cyrk z prośbami stawia Go wobec nierozwiązywalnych dylematów, wobec prawdziwej kwadratury koła, bo gdy słyszy prośby o pomoc wykrzykiwane przez kapelanów dwóch armii, które mają stoczyć bitwę, gdy odwołują się do Niego grupy i jednostki, które poprzysięgły sobie nienawiść i śmierć, to ma wówczas wielki problem z dzieleniem swego miłosierdzia i jako pogotowie ratunkowe nie zawsze może być sprawny.
Ksiądz skręcił ostro w bok, dając tym ruchem znak, że jego cierpliwość uległa wyczerpaniu. Podreptał ku sali reanimowanych, chwycił klamkę, ale zamiast nacisnąć, odwrócił się do nas i rzekł surowo:
- Ci, którzy przeklinają Boga, lub też mają do niego pretensje, lub choćby tylko nie rozumieją Jego braku zaangażowania w ziemskie sprawy, a powodowani są widokiem rzeczy strasznych, które ludzkość wyrządza sobie sama w każdym pokoleniu, nie mają racji i czynią głupio. Zaiste, nie są to bluźniercy - to głupcy. Odwołując się do Boga na widok krzywd, i w pragnieniach, jakie ich rozpierają, ze skargami i prośbami - degradują Boga. Gdyż degraduje się bóstwo, chcąc je ściągnąć na ziemię. Ci, którzy proszą Boga, aby ich pomścił, chcą Go uczynić bandytą. Ci, którzy modlą się o dostatek, chcą przesadzić go z ołtarza za okienko kasjera. Inni, błagający o wenę, chcieliby wdziać Nań krupierski uniform. Ci wszyscy zaś, którzy dziękują Mu, bo akurat im się w czymś poszczęściło i myślą, że On to sprawił, już zamordowali swego Boga - uczynili Zeń bandytę, kasjera i krupiera!
Mariusz Agnosiewicz
- To po co budujecie wielkie domy do rozmów z Bogiem?! - krzyknął stryj. - Tych, którzy widzą w Nim kasjera i krupiera skreślmy, ale czy wypędziłbyś ze świątyni i tych, którzy szukają Uzdrowiciela? O co w końcu można Go prosić, czy tylko o uszlachetniające cierpienie?
- O dobrą pogodę, durniu! - wycedził ksiądz. - O łaskę tolerancji i mądrości nie proś, póki nie sprawdzisz w słowniku, co znaczą te dwa słowa!
I natychmiast zawstydził się tego tonu i tego epitetu, bo spuścił wzrok i powiedział łagodniej:
- Wybacz mi, panie Flowenol, uniosła mnie grzeszna złośliwość, szatan nie rządzi, ale i nie śpi. Wierzę, że ty z czasem znajdziesz swoją drogę do Boga. Zważywszy twój upór i twoją profesję, byłby to cud prawdziwy, ale niezbadane są wyroki Przedwiecznego.
Być może stryj Hubert przyjąłby tę rękę wyciągniętą do zgody, lecz ksiądz popełnił błąd nie cenzurując swego spiczu. Należało wyrzucić jedno słowo - ową "profesję". Tego mu stryj nie mógł darować. Zrewanżował się jadowitym tonem, dając erudycyjny popis z historii sztuki, co zawdzięczał memu ojcu:
- To prawda, intencje Boga są niezmierzone. Przysypanie Pompei było dla jej mieszkańców holocaustem, ale dla nas okazało się cudownym prezentem, bo dzięki temu, że gorący pył wulkaniczny zakonserwował pompejańskie malowidła, znamy malarstwo starożytnego Rzymu, bez zagłady Pompei nie wiedzielibyśmy o tym malarstwie nic. Okazuje się więc, że i miłosierdzie oraz dalekowzroczność Boga, którego chwalenie jest twoją profesją, dobry pasterzu, są niezmierzone według zasady: "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło"!
Ksiądz otworzył drzwi i zniknął nam z oczu. Szliśmy po schodach na parter, później przez ogród przyklasztorny, cały czas milcząc. Dopiero na ulicy stryj Hubert powiedział:
- Mogą głosić swoje brednie dzięki bezkresnemu milczeniu kosmosu. Nie słychać przeczenia, dlatego czują się tacy pewni. Marzy mi się, że kiedyś dostaną kopniaka stamtąd!
- Jak, stryju?
- Po prostu. Bóg się odezwie gdzieś zza dalekich mgławic: - Przestańcie tumanić ludzkość! Mnie nie ma!
Roześmiałem się:
- Sądzisz, że może to powiedzieć, jeśli Go nie ma? Albo jedno, albo drugie...
- Jedno i drugie prowadzi do tego samego. To, czy Bóg istnieje, czy nie, nie ma na świat wpływu. Zwłaszcza na ludzi. Świat składa się z ludzi o wąskich ramionach, którzy popełniają czyny zawstydzające, i z ludzi o szerokich barach, którzy nie wstydzą się swoich myśli, bo w ogóle nie myślą, oraz z kobiet, lecz to również nie dodaje mu chwały, bo nie ma kobiet bez wad. Nawet pneumatyczne lalki z sex-shopów, które są cudownie milczące, cudownie wierne, cudownie nie kapryszące i nie wnerwiające człowieka, mają jedną wadę. Byłyby produktem optymalnym, gdyby mogły przedłużać trwanie gatunku, lecz cierpią na bezpłodność. Ale nie traćmy wiary w techniczny postęp...
- Mówiliśmy o wierze w Boga, stryju...
- Tak, tak, Nurni, mówimy o wierze w Boga. Pamiętam jak kiedyś wracałem nocą do wiejskiego domu ścieżką między zaoranym polem a łąkami. Wracałem ze schadzki miłosnej. Było cholerycznie cicho i cholerycznie ciemno, stąpałem prawie po omacku. Właśnie wówczas, dzięki tej wędrówce w ciemności, zrozumiałem, że magia mroku to magia świata zatrzymanego. Nic prócz ciebie nie żyje, nic się nie rusza. Gwiazdy nad moją głową i ziemia pod moimi butami były zupełnie nieruchome, a przecież wirowały z diabelską szybkością od niepamiętnych czasów. "Więc może i Bóg istnieje - pomyślałem - chociaż zmysły mówią, że to nieprawda? I może jest tam gdzieś u góry to biblijne niebo pełne tak wielkich przebaczeń, iż cały ów naród spalony w krematorium pije bruderszaft z bandą swoich oprawców, a kelnerami są anioły Pana Boga? Jeśli tak jest - myślałem dalej - to wszystko jest komedią! Lecz jeśli tak nie jest - zastanowiłem się po chwili - to czy to coś zmienia?...".
- Stryju!
- Słucham cię, synku.
- To w końcu jak jest, wierzysz w Niego, czy nie wierzysz?
- Nie wierzę w Boga, którego oni nam sprzedają. Jak można wierzyć w tego dobrego Ojca, który wysłał bezbronnego Syna do Galilei i Judei, żeby tam Go zamęczono na krzyżu? I żeby ci, którzy Mu tam uwierzą, mogli zaznać zbawienia. I żeby potem mogli otrzymać zbawienie ci, którzy uwierzą Jego uczniom i uczniom Jego uczniów. A ponieważ nauczyciele nie wszędzie dotarli, lub nie dotarli na czas, to miliony nie nauczonych we wszystkich kątach zbawionego świata nie miały i nie mają żadnych widoków na zbawienie. Weź tych, którzy mieli pecha żyć, zanim Syn się pojawił! W taką boską sprawiedliwość mam wierzyć? W to, że dobry poganin nie będzie zbawiony, a zły chrześcijanin będzie, bo uderzy się w pierś i odprawi wyznaczoną przez księży pokutę za całe swoje sk***ysyństwo? Odrzucam mistyczno-metafizyczne dowodzenie istnienia takiego Boga nie dlatego, że demagogii chrześcijan brakuje logicznego sensu, ale dlatego, że kłóci się ona z elementarną sprawiedliwością, Nurni. Lecz to wcale nie zaraziło mnie nadmiernym ateizmem, widzę bowiem równie wielką słabość rozumowania ateistów. Owa słabość leży w tym, że negują istnienie Boga stosując ziemską logikę, być może jest to większy absurd niż ten, o który podejrzewam apostołów wiary. Słyszałeś o Hawkingu?
- Tata mi o nim mówił, zachwycał się jego walką z własnym kalectwem, a jego teorię pola chciał przełożyć na malarstwo.
(...)
- O Hawkingu, i o tym, że ziemską logiką...
- Tak, tak. problemu Boga nie da się nią rozstrzygnąć, Nurni. Przeczytałem niedawno "Krótką historię czasu". Hawking sugeruje tam, że jeśli czasoprzestrzeń jest zamknięta w sobie, bez granic i bez krawędzi, to wszechświat nie ma końca, ani początku, i z tego wyciąga wniosek, że Stwórca nie był potrzebny, a jeśli nie był potrzebny, to Go nie ma. Dla ateistów jest to dowód matematyczno-fizyczny na nieistnienie Przedwiecznego, tak jakby matematyka i fizyka miały prawo rozstrzygać coś, co w samym założeniu jest większe od cyfr i praw! Dlatego takie dowody śmieszą mnie w równym stopniu, jak kościelne dowody na istnienie Boga, mój chłopcze!" (str. 27-33)
Mariusz Agnosiewicz
Kasowanie prymasa Nolibabu:

"- Co panów sprowadza?
- Tak zwana życiowa konieczność, proszę waszej eminencji - odparł stryj Hubert. - Inaczej mówiąc: zagrożenie bytu. A ponieważ jest to zagrożenie ze strony państwowej władzy, do niej pukam. Jons zdziwił się:
- Kościół nie dysponuje taką władzą, synu. Nigdy tego nie robił.
- Tylko formalnie nie robił, eminencjo. Praktycznie rządził całymi epokami, od upadku Rzymu, poprzez Canossę i Torquemadę, aż do wieku świateł, gdy kazał ciało Voltaire'a rzucić na śmietnik. Gdyby nie Kościół ze swą apologią oddawania cesarzowi tego, co cesarskie i pokornego znoszenia cierpień w tym życiu, z obietnicą na nagrodę w pozagrobowym, trudniej byłoby cesarzom trzymać za pysk niejeden naród. Wielokrotnie było to partnerstwo dwóch tronów, dwóch siodełek w tandemie, którym jechały dwa totalizmy, lecz Kościół miał władzę wyższą, nawet jeśli pedałował na tylnym siodełku. Kościół i dziś dysponuje taką władzą.
- Owszem, synu, duchową.
- Nie, eminencjo, propagandową i finansową, czyli stricte polityczną. Dokładnie tak jest w naszym kraju dzisiaj.
- Finansową?... Synu, Kościół utrzymuje się dzisiaj z tacki kościelnej.
- Nie, eminencjo, Kościół utrzymuje się z przemysłu, a ściślej z dwóch dużych przemysłów, nie licząc drobniejszych. Pierwszym z tych dużych jest libido plus narzucona przez Kościół tradycja obrączkowania, co w sumie daje bardzo dochodowy przemysł kościelnych ślubów. Sektor jeszcze efektywniejszy stanowią kliniki położnicze i cmentarze. Beciki i trumny, czyli chrzty i pogrzeby. Zwłaszcza te drugie, eminencjo. Jest to sektor w waszej ekonomice najbardziej rozwojowy. Kto nim włada, ten włada milionami poległych wyborców, a więc ma za sobą większość. Jest to wprawdzie milcząca większość, ale tak zwana milcząca większość, co rozumie każdy polityk, to gigantyczna siła. Wasza większość jest jedyną większością o krzywej nieprzerwanie wznoszącej się i zapewnia źródło dochodów, które jest jedynym źródłem dochodów nigdy nie zagrożonym bessą. Czyż pieniądz nie rządzi światem?... Ale to wszystko drobiazg. Wasza autentyczna wyższość nad politykami cywilnymi leży w tym, że oni mają wizje wąskiej jak pasmo tunelu, a wasza wizja polityczna jest zawsze dużo szersza, przez co rozumiem globalność i dalekowzroczność.
Jons słuchał cierpliwie, a skomentował bez emocji:
- Ta wizja, synu, to dobro każdego człowieka, to dekalog królujący w każdym z serc.
- Eminencjo, ta wizja to wieczna władza. A gra we władzę to gra instrumentów całkowicie pragmatycznych, odartych ze skrupułów i z sentymentalizmu, czyli z moralności, gdyż jedynym jej celem jest skuteczność. Wielki Niccolo o tym pisał." (221)

2. Żydowski rabbi i ksiądz katolicki, czyli jak Rabbi Eleazar Jessnitz zakasował księdza (Dobry, str. 233):

R: - Twój Bóg, Jezus Nazareński, król żydowski, spytał: "Eloi, Eloi! Lamma sabakthani?!" i to są najmądrzejsze słowa, jakie poznał świat, odkąd Bóg stworzył bogów i człowieka... Powiedz mi, czemu u kresu nieskończonego miłosierdzia jest piekło dla grzeszników?
>KK: - Bo inaczej świat utonąłby w morzu zbrodni i nienawiści człowieka do człowieka - odparł ksiądz.
R: - A czy on w nim już nie utonął tyle razy, ile razy słońce obudziło świat? Nienawiść człowieka do człowieka to nie jest najgorsza z nienawiści. Większa jest nienawiść ignorancji do władzy, ciemnoty do chęci poznania. Powiedz, czy znasz większą?
>KK: - Znam, to nienawiść niewiary do wiary.
R: - A nienawiść wiary do niewiary? Czy to nie ona podpaliła tysiące stosów? A nienawiść wiary do wiary, przez którą pali się gmach judejski, co jest nieśmiertelny jak matka i stoi na skrzyżowaniu wiatrów historii, a płonąc jeszcze bardziej jest widoczny i jaśniej oświetla drogę?!

3. Flekowanie kościelnego sakramentu spowiedzi (Dobry, str. 77):

"- Że spowiedź jest rodzajem masochizmu.
Bo jest! Jest zresztą czymś gorszym, gdy uwzględnić finał. To najstraszliwszy wymysł Jezusa albo jego tłumaczy - spowiedź i rozgrzeszenie! Absolutorium, carte blanche, wolne pole dla każdego łotra. Nawet coś z zachęty do łotrostw. bo przecież "więcej radości w niebie z nawróconego grzesznika"... Kapitalne wyczucie ludzkich potrzeb! Nie każda ludzka k***a chce zaraz przestać być kurwą, ale każda chce mieć taką możliwość, gwarantowaną przez jakiś bank. Na tym prostym spostrzeżeniu paru mądrych Żydów zbudowało religie i miliony świątyń..."

4. W Dobrym "Petroniusz" tak zwraca się do księdza:
"...powtarzam tylko to, co mówią ojcowie- założyciele Kościoła rzymskokatolickiego, bracie, i co możesz przeczytać w wielu miejscach w Piśmie Świętym. Coś mi się zdaje, że ksiądz rzadko sięga do tej książki, albo że ksiądz przestał słuchać jej nakazów, a to już byłaby zbrodnia przeciwko własnej wierze."
W innej zaś (Flet z Mandragory) pisząc o "tej książce" broni Judasza:
"Powiedział więc w czasie ostatniej wieczerzy: «Wprawdzie Syn Człowieczy idzie jak postanowiono, ale biada człowiekowi, prze którego Syn Człowieczy będzie wydany. Lepiej by mu było, gdyby się nie narodził ten człowiek». Zrozumiał go tylko Judasz - jedyny intelektualista wśród apostołów. człowiek wykształcony, reszta była przecież pastuchami i rybakami. Zrozumiał, że udręczony Syn Boga szuka ochotnika."

5. W "Cenie" znów kasują księdza - tym razem filozof Stańczak (str. 88):

"- Jezus Chrystus chciał, aby wszyscy byli maluczcy, lub żeby wszyscy byli średni, w każdym razie podobni do siebie duchowo niczym parówka do parówki, proszę księdza! Tymczasem egalitarystyczny punkt widzenia jest całkowicie na bakier z biologią, z cywilizacją i z sensem, to czysty absurd"
Mariusz Agnosiewicz
Kolejny Twój fragment:
>NAJWYŻSZY CZAS, nr 10.06.1995, "Oblężony Kościół": "Ja i mnie podobni, którzy lata całe uprawiamy dekalogowe kondotierstwo, walcząc przeciwko heroldom i hasłom moralnego relatywizmu, >>antyklerykalizmu>piątą kolumnę>europejskim>Dlaczego to robisz? Przecież powątpiewasz, że istnieje Bóg!>Nieważne, czy On istnieje. Dałem Mu słowo!

Wiem, że dziś Łysiak gorliwie walczy z relatywizmem moralnym, gdyż uważa, że on zniszy rodzinę i uważa, że Kościół jest tutaj pomocny, stąd i jego cała dzisiejsza obrona kościoła! Ale to jest teza fałszywa, co czym powinien wiedzieć i sam Łysiak, który przecież sam już to obalił:

"-Wiesz kim niegdyś byłem? - rzekł "Heart", olewając pytanie Karśnickiego. - Byłem idealistą, wierzyłem w Boga, wierzyłem w papieża, w spowiedź, w komunię świętą, w grzechów odpuszczenie, w cały Rzym! W jego mądrość, dobroć i wyższość nad wszystkimi religiami świata. Coś z tego zostało, myślę, że rzymski katolicyzm ma tę wyższość, iż jest w nim parlamentarna demokracja Świętej Trójcy, którą przedkładam nad jedynowładztwo Allachów, Jehowów i innych. Ale tylko to z mojego fanatyzmu zostało, nie wierzę w nic! Byłem dewotem, jestem agnostykiem. Wiesz, nad moim łóżkiem dziecinnym wisiał taki obraz: "Święty Jerzy i smok". Święty miał dzidę i toczył z bestią bój, a pod nim, to jest pod brzuchem konia i cielskiem smoka, walały się szczątki przygniecionych, kobiety i mężczyzny. Gdy urosłem, zrozumiałem, iż świat to ciągłe zapasy dobra i zła, w których ludzie są zawsze przegrani, biorą wycisk i od dobra i od zła, jak na tym obrazku, więc nie należy się niczym przejmować, należy pieprzyć wszystko, tym bardziej, że wszystko jest chwilowe, tymczasowe, prowizoryczne, wszystko mija, jak zły lub dobry sen, jak każdy numer gazety, w której czytasz świeżą historię gatunku, już za dzień nieaktualną i zapomnianą." (Dobry, str. 280)

"- Czy i sprawiedliwości bożej imputujesz względność?
- Jasne, proszę księdza. Gdyby ksiądz znał Pismo Święte, co księdzu polecam, bo to bardzo ciekawa powieść - to by ksiądz znał teorię Eklezjastesa, z której płyną ciekawe nauki o względności wszystkiego. Eklezjastes uczy, proszę księdza, że wszystko jest nicością, i dobro, i zło, nie warto się więc wysilać, bo jeden kres cnotliwych i niecnotliwych.
- Sięgasz, bracie, do starotestamentowych labiryntów...
- To zarzut? Ksiądz kontestuje Stary Testament?
- Nie, ale mimo wszystko...
- Tak, rozumiem, ksiądz jest sprzedawcą Nowego Testamentu przede wszystkim. No to sięgnijmy do Nowego Testamentu, wielebny ojcze. Występuje tam Szatan, mam słuszność?
- Masz.
- A Szatan jest figurą względną nad wszystkie inne, księżulu.
- Teraz nie masz. Szatan jest przeklęty.
- Jest dokładnie tak samo przeklęty, jak i niezbędny, proszę księdza. Gdyby nie on - ludzie nie mieliby okazji pokutować, i nie mieliby na kogo zwalać wszystkich okropności tego padołu łez. I wówczas niektórzy obwinialiby Pana Boga! A inni wątpiliby w istnienie Pana Boga! Horrendum, co?... Notabene względność istoty samego Boga to temat na kilkunocną dyskusję, więc przestańmy, pan hrabia nie ma dla nas tyle czasu. Radzę księdzu tylko, by się ksiądz wystrzegał polemizowania ze mną w kwestiach wiary tudzież względności, gdyż najprostszym sposobem, jednym prostym pytaniem, mogę ośmieszyć doktrynę Kościoła używając względności jako budulca absurdu." (Cena str. 176)
Mariusz Agnosiewicz
>NAJWYŻSZY CZAS, 15.07.1995, "Stąd do przyzwoitości": "Wolter głosił, że >>Człowiek wolny idzie do nieba taką drogą, jaka mu się podoba<< (...). Ferajna Adolfa maszerowała do piekła drogą wysyłania milionów ludzi do nieba przez komin, bo tak się ferajnie podobało, monsieur Voltaire!" - owszem, totalnej wrogości wobec Waszego poglądu w nim nie ma, ale to nie znaczy, że Łysiak jest racjonalistą.

Bez sensu, chyba nie wiesz co piszesz. Przecież to nijak nie potwierdza tego co próbowałeś powiedzieć. Tym bardziej nie jest żadną krytyką wobec Woltera.

>Wasz tekst z artykułu o marihuanie - jego autor udowadnia, że należy zalegalizować Mery Dżejn, m. in. dlatego, że "Nie tworzy się prawa wbrew społeczeństwu (istota demokracji)", który to fragment rozbawił mnie do łez

Pisałeś coś o rzekomej manipulacji, której niestety nie potrafisz już wykazać, ale manipulacją jest z pewnością to co napisałeś o marihuanie. W tekście jest to tylko wtórny argument, zasadnicza argumentacja za postulatem legalizacji marihuany jest znacznie bogatsza niż to próbowałeś napisać o czym każdy może się przekonać czytając ten tekst:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,666
Nie wiem poza tym co znów cię tak rozbawiło, chyba nie bardzo panujesz nad swoimi reakcjami, albo nie rozumiesz tego co czytasz. Napisz o co chodzi, wówczas będę mógł wyjaśnić ci dlaczego nie masz racji.

>A skoro tak kochacie Łysiaka

Bez przesady. Po pierwsze tylko ja wyrażałem uznanie dla Łysiaka i nie spotkałem jeszcze nikogo poza mną kto by tutaj pisał o nim pozytywnie (co być może wynika z nieznajomości jego książek). Po drugie: nie kocham go, lecz kiedyś dużo mnie nauczył i cenię go. Oczywiście wiele jego poglądów uważam za błędne, ale wiele jego książek jest naprawdę świetnych. Są też książki kiepskie, a najsłabszą jest niewątpliwie Stulecie kłamców, którą uznaję za gniota. W żaden sposób nie dorównuje całemu jego dorobkowi z wielu względów. Nie dziwię się zarazem, że Ryjek akurat tę marną książkę polecił. Widać tylko ta do jego umysłowości trafia.

>A wracając do "racjonalizmu" Łysiaka... Przeczytajcie sobie "Wyspy zaczarowane" - ten zbiór poetyckich esejów wręcz trąci romantyzmem i irracjonalizmem..

Po pierwsze nie głoszę jakiegoś radykalizmu racjonalistycznego, który by kazał mi odrzucać z góry inne "klimaty". Po drugie: istotnie, choć Łysiak na ogół wykazywał bardzo racjonalistyczną postawę w swych książkach, to są też teksty inne.

>Tak więc jesteście tylko przeciwnym biegunem dla nawróconych z prostytucji dewotek, nie macie na nas - prawdziwych chrześcijan - miecza. I to mnie ogromnie cieszy, bo nic tak nie uspokaja, jak słabość wroga

Nic nie jest tak niebezpieczne, jak niedocenienie przeciwnika

MA

PS.
>Ja przyczepię się czegoś innego, a mianowicie wątku pt. "Oszczerstwa na Frondzie"
Teraz można napisać wątek "Oszczerstwa na Frondzie cz. 2". Tym razem katoliccy fanatycy wskoczyli na Marię Szyszkowską, ale chyba ich opamiętałem:
forum.fronda.pl/forum.php?akcja=pokaz&id=20324
antyK (18 punktów)
Huh, faktycznie moja wypowiedź poszła jakoś z błędem, ale z winy nie mojej tylko Waszego konwertera, który powycinał niektóre teksty i CRLFy.. Teraz rozumiem, dlaczego webmaster mnie nie mógł zrozumieć. Ok, jeżeli to była moja wina to przepraszam.

A co do Waszych kontrargumentów to są śmieszne - znów czepiacie się słów... i znów nie czytacie wypowiedzi dokładnie - zwróć uwagę, że Twój koronny argument (że Kościół krytykują też postaci pozytywne) opiera się na moim sformułowaniu "nie zawsze pozytywne" - od kiedy to "nie zawsze" = "nigdy"? A tak wynikałoby z Twojej odpowiedzi, skoro pokusiłeś się o cytowanie tak szerokich fragmentów (większość z nich zresztą znałem, więc to zbyteczne).
Zresztą, kto powiedział, że jeżeli bohater wygrywa to musi być pozytywny?! A może Łysiakowi chodziło właśnie o to, żeby pokazać, że świat w obecnym kształcie jest tak zepsuty, że każda dobra istota musi być przezeń wykończona?

Ok, kończę, bo widzę, że się nie dogadamy. Mimo wszystko pozdrawiam.

(aa co do lekceważenia - to wcale Was nie lekceważę, jedynie uświadamiam głupotę.. Może i robię to nieumiejętnie...)

Łaska i pokój.
Mariusz Agnosiewicz
>A co do Waszych kontrargumentów to są śmieszne

Znów śmieszne... robisz się śmieszny

>- znów czepiacie się słów... i znów nie czytacie wypowiedzi dokładnie - zwróć uwagę, że Twój koronny argument (że Kościół krytykują też postaci pozytywne) opiera się na moim sformułowaniu "nie zawsze pozytywne" - od kiedy to "nie zawsze" = "nigdy"?

Uważasz, że zawodowemu "czepiaczowi sformułowań" wykażesz ignorancję tego rodzaju? Nie licz na to. Widzę, że znów muszę podobnie jak Sadowskiemu tłumaczyć coś rozbijając to na części pierwsze:

1. Jaki miałbyś sens przytaczania wywiadu z Kuriera jeśli nie chodziło Ci o zakwestionowanie, iż fragmenty krytyczne pod adresem prawd koscioła i chrześcijaństwa wyrażają przekonania Łysiaka? Oczywiście żadnego. Poprzez wskazanie Ty, a poniekąd i Łysiak chce zasugerować, iż to nie jego myśli, a tylko jego bohaterów, a część to źli bohaterowie, co już ma być żelaznym argumentem jak złe są te antychrześcijańskie poglądy.
2. Moim argumentem nie jest to, że "Kościół krytykują też postaci pozytywne", jak napisałeś, ale że są to głównie czołowi, dobrzy i najbłyskotliwsi bohaterowie, a to świadczy o tym, że takie są przekonania autora, który teraz rozpaczliwie i nieudolnie próbuje wykazać, że nie jest wcale niekonsekwentny. Chyba nie uważasz, że Łysiak notorycznie wkładałby w usta swych najlepszych bohaterów poglądy z którymi by się nie zgadzał. On wkładał to usta mędrców (np. stryj Hubert i in.), co więcej - wiadomo, że w taki sposób Łysiak wyrażał swoje poglądy. Ten sam Hubert wyrażał poglądy antyfeministyczne, Petroniusz (o ile dobrze pamiętam) argumentował za karą śmierci - a to są przecież poglądy samego Łysiaka. Podobnie z podważaniem prawd kościelnych i chrześcijańskich. Obrona Kościoła nie wynika z tego, że Łysiak uznaje prawdy kościoła i chrześcijaństwa za dorzeczne, a jest stricte instrumentalna - on uważa, że Kościół "broni rodziny", więc należy przygaszać antyklerykalizm.

>Zresztą, kto powiedział, że jeżeli bohater wygrywa to musi być pozytywny?! A może Łysiakowi chodziło właśnie o to, żeby pokazać, że świat w obecnym kształcie jest tak zepsuty, że każda dobra istota musi być przezeń wykończona?

Czytałeś jakieś książki Łysiaka o jakich wspominałem?, bo to co piszesz to jakieś brednie. Jeśli przeczytasz np. Statek lub Dobrego nie będziesz więcej powątpiewał jakie postacie są tam antychrześcijańskie.

Czy to jest wszystko co potrafisz powiedzieć w odpowiedzi? Mam nadzieje, że nie, nie kpij

Jeśli uważasz, że w jakikolwiek sposób podważyłeś to co napisałem nt. Łysiaka to znaczy, że poczucie humoru zupełnie nie pozwala Ci myśleć.
Powiedzmy, że jest to kolejna śmieszna próba wykazania iż Racjonalista "manipuluje", choć nie jest to może próba najśmieszniejsza, jednak bardzo śmieszna

>wcale Was nie lekceważę, jedynie uświadamiam głupotę.. Może i robię to nieumiejętnie...)

Powiedzmy, że "uświadamiasz na głupotę", tylko jeszcze nie wiesz jak tego dokonać
Ryjek
Tylko tym razem panie A robisz wycieczki personalne i nie argumentujesz poważnie. Jak można nazwać pozytywną postacią kierownika burdelu czyli stryja Huberta? Nawet nie główną postać która ostatecznie przegrywa z Nurnim. Wylatuje w powietrze w czasie organizowania przewrotu. Stryjek ma też cikawe opinie o biedzie ludzkiej, społeczeństwie. No i Łysiak uważa lewicowych intelektułalistów za wyrafinowane, elokwentne świnie. Nie wiem czmu moja interpretacja ma być gorsza od twojej.
Ryjek
Pozdrawiam Antyk kimkolwiek jest.

Jeszcze jedno Łysiak uważa że, w istocie świat z szedł tak na psy że, jeszcze jako tako inteligentną, w miarę uczciwą postacią może być kierownik burdelu. Ponadto mylisz krytykę kóścioła z antyklerykalizmem. Ciekawe kiedy będzie jakaś sensowna odpowiedź do wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,3349?

Coś jst chyba na rzeczy jeśli tylu ludzi zażuca zbytni ideologizm. Robisz też za długie opowiedzi i poprostu ludziom odechciewa się dalszej rozmowy.
Ryjek
Może wyraziłem się nie jasno. U Łysiaka istniją dwa rodzaje bohaterów dokońca uczciwi, bezradni w końcu spychani na margines {najczęściej narratorzy dzięki czemu książki cieszą się wzięciem} i aktywni starający się zachować resztki przyzwoitości.
Mariusz Agnosiewicz
> Może wyraziłem się nie jasno. U Łysiaka istniją dwa rodzaje bohaterów dokońca uczciwi, bezradni w końcu spychani na margines {najczęściej narratorzy dzięki czemu książki cieszą się wzięciem} i aktywni starający się zachować resztki przyzwoitości.

Najlepiej jak zrezygnujesz już z dalszego analizowania książek Łysiaka - dla swojego dobra.
Mariusz Agnosiewicz
>Nie udolnie to tym razem ty wypadłeś. Polecam keszcze raz stulecie kłamstw. Nowsza pozycja.
Z twojej wypowiedzi wnoszę, że nie udało ci się przeczytać mojej dość długiej wypowiedzi. No cóż, wiem, że wielu ludziom sprawia trudności skupienie uwagi na tekście dłuższym niż parę zdań, ale wypowiadając się powinieneś jednak śledzić to co piszę.
O Stuleciu pisałem, że uważam je za jedną z najsłabszych o ile nie najsłabszą pozycję WŁ, ale oczywiście czytałem to. Natomiast ty prawdopodobnie nie czytałeś, a wiesz tylko, że tam Łysiak wali w antyklerykalizm. Trzy razy pisałeś o tej książce, za każdym razem podając inny tytuł:
- Wielkie kłamstwa XXwieku
- XX wiek stuleciem kłamców
- Stulecie kłamstw
Najśmieszniejsze jednak jest to, że żadnym razem nie udało ci się trafić w prawdziwy tytuł tej książki
To, jak pisałem, kiepska książka i zaczynając od niej raczej trudno jest zafascynować się Łysiakiem. Ja ze swej strony polecam przede wszystkim (krótkie opisy książek są w większości Piotra Paczkowskiego):
1. Statek 1994, 1998 - "Najbardziej antyfeministyczna powieść w dziejach literatury" - w tym tonie opisywała ją większość krytyków (a raczej "krytyczek") literackich. Akcja toczy się w państwie Nolibab, którym bezustannie wstrząsają rewolucje nic de facto nie zmieniające. Główny bohater i narrator w jednej osobie poszukuje swej macochy, zaginionej po tajemniczej śmierci ojca. "Statek" jest kopalnią cytatów - pełno w nim mocnych sformułowań, bon-motów, aforyzmów; ludziom wrażliwym podniesie się ciśnienie.
Anna Popek pisała o powieści: "Statek wywołał wielki skandal. Krytyczki (samice krytyków) z czołowych mediów nie zostawiły na Łysiaku suchej nitki. Jego negatywny (delikatnie mówiąc) sposób przedstawiania w książce przedstawicielek płci pięknej tłumaczyły teoriami, bardziej pasującymi do Soho czy kanapy psychoanalityka, niż do poważnych czasopism. (...) Dziś za wielotysięczną rzeszą jego wielbicielek powtarzam: nigdy, przenigdy nie uwierzę, że Łysiak nie lubi kobiet! Być może o niektórych ma tylko nie najlepsze zdanie. A najgorsze - o dyskusyjnym ich gatunku: o feministkach. Naużywał sobie na nich Łysiak, oj, naużywał! Taka choćby pani Jakubowska, była naczelna feministka dodatku do "Życia Warszawy", dziś rzecznik prasowy p. Oleksego, znienawidziła chyba Łysiaka do grobowej deski."
2. Trylogia:
a) Dobry, 1990, 1996 - "Dobry jest przede wszystkim encyklopedią władzy - władzy polityków nad społeczeństwem, bossów nad mafiami, ale także władzy przyjaciela nad przyjacielem, miłości nad rozsądkiem, duszy nad ciałem (...)".
b) Konkwista
c) Najlepszy
3. Wyspy bezludne 1987, 1994
4. Perfidia 1980, 1991 - Zbiór opowiadań kryminalnych. W kilku z nich są naprawdę niesamowite pomysły, godne mistrzów gatunku.
5. Poczet "królów bałwochwalców" 1998 - Całość można by nazwać powrotem do korzeni, gdyż opisane wydarzenia kręcą się wokół naszych praprzodków, a ściślej: władców panujących na polskich ziemiach jeszcze przed Mieszkiem I. Na około osiemdziesięciu stronnicach rozsiadło się czternaście postaci nakreślonych na bazie zachowanych dokumentów oraz wyobraźni autora. Wszystko jest napisane tak lekkim stylem, że nie użyłbym nazwy "książka historyczna" - są to raczej swobodne (i bardzo zabawne!) wariacje autora na temat polskiej "mitologii".
Ogólnie Łysiak napisał już ogólnie ok. 40 książek.
Ciekawostki o WŁ:
wykształcenie:
- Liceum im. Bolesława Prusa w Warszawie
- Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej (architektura)
- Wydział Architektury Uniwersytetu Rzymskiego (historia sztuki)
- UNESCO-wskie Międzynarodowe Centrum Studiów nad Ochroną i Konserwacją Zabytków w Rzymie (konserwacja zabytków)
przestępstwa:
W szkole podstawowej podpalenie w rocznicę Rewolucji Październikowej pudła z kliszami filmowymi, co spowodowało zaczadzenie całego budynku i przyjazd straży pożarnej. W 1976 roku kilkugodzinny areszt w Moskwie za fotografowanie bez zezwolenia siedziby Komitieta Gosudarstwiennoj Biezopasnosti. W rok później również areszt nakazem szeryfa miasteczka Dublin (Georgia, USA) za przekroczenie dozwolonej prędkości i "niewłaściwe" zachowanie się wobec funkcjonariusza policji stanowej. Areszt w Bombaju za próbę wejścia z bronią na pokład samolotu. Przybycie na obronę własnego doktoratu w dżinsach, militarnej koszulce z pagonami i tenisówkach.
największy lapsus językowy:
W kwietniu 1980, podczas pierwszej rozmowy z Janem Pawłem II w Watykanie, Łysiak z wrażenia zwrócił się do Papieża mówiąc: "proszę księdza".
ulubione danie:
Grochówka księżniczki: "Bierzemy twardy groch, samogon, rożen oraz dobrze odchowaną księżniczkę. Przygotowujemy zaprawę, tzn. zaprawiamy się samogonem, po czym bajerujemy księżniczkę na zimno do temperatury wrzenia. Następnie groch kładziemy pod siedem warstw puchowych pierzyn i piernatów, na nich układamy księżniczkę i obracamy ją dokładnie, aż się zarumieni. Jeżeli rano apetyt już nam nie doskwiera, a księżniczka ma sińce na całym ciałku, oznacza to, że była prawdziwą księżniczką".
Polecam też strony:
Łysiak-Mania: www.lysiak.chrzanik.com/
Wyspy Wirtualne: strony.wp.pl/wp/wyspywirtualne/index.htm
>Pozytywny o ile naprzykład z statku wój Hubert kierownik burdelu może być dobrą postacią. I jak skończył? Główny pozytywny bohater Nurni wysadził jego łajbę. Łysiak faktycznie robi z przeciwników ideowych elokwentnych, chytrych bohaterów.
Jak widzę książka ta przerasta twoje możliwości. Nie kapujesz jej. Twoje ubogie katolickie myślenie jest takie: burdel = zgnilizna moralna. Ogólnie Łysiak chce ta powiedzieć, że kobiety są strasznie wyrachowane, a prawdziwa miłość fikcją (jest w tym bardzo radykalny, to fakt):
"Obaj uważaliśmy, że kobiety nie dzielą różnice charakterologiczne lub różnice w wychowaniu, lecz uroda i wiek - brzydkie i stare nie mają szans na kurestwo."
Z tego poglądu bierze się "profesja" mędrca Flowenolla: burdel nie wyraża zła moralnego, lecz generalnie obiektywny stan rzeczy w świecie płci pięknej - uważa Łysiak. To jest metafora.
A stryj Hubert jest niewątpliwie głównym mędrcem Statku, a nie "chytrym bohaterem", jest mentorem Nurniego - idealisty, który goni prawdziwą miłość. Swoim "rozumieniem" Statku dałeś tylko dowód jak bardzo ogranicza cię twój katolicyzm. Masz klapki na oczach, które nie pozwalają ci zrozumieć wielu rzeczy: nie analizujesz treści dialogów i wypowiedzi danej osoby, tylko przyjmujesz: kierownik burdelu = grzesznik, a więc zły bohater.
Nota bene sam burdel to największy żaglowiec - osiemnastowieczny hiszpański statek. A wiecie jak się nazywał ów burdel? "Trójca Przenajświętsza"
>Ciekawe kiedy będzie jakaś sensowna odpowiedź do wątku
Dawno była. Jesteś jak zwykle mało spostrzegawczy
Mariusz Agnosiewicz
Proszę też Ryjka o wpisywanie ewentualnych wypowiedzi bez bezsensownego przytaczania wypowiedzi poprzednika, bo to utrudnia czytanie wątku. Wypowiedzi należy dodawać na końcu aby nie rozrywać integralności wywodów
antyK (18 punktów)
>2. Moim argumentem nie jest to, że "Kościół krytykują też postaci pozytywne", jak napisałeś, ale że są to głównie czołowi, dobrzy i najbłyskotliwsi bohaterowie, a to świadczy o tym, że takie są przekonania autora (...)

Nie. To, że takie poglądy wyrażają ludzie mądrzy nie świadczy o tym, że są one poglądami Łysiaka. Może Wilk chciał pokazać, że świat jest na tyle zepsuty, że nawet dobrzy bohaterowie są częściowo "sk...ni"? A może chciał po prostu ubarwić bohaterów? Nie wiem, nie mnie tego dochodzić, ale w świetle publicystyki i wywiadów Łysiaka (a publicystyka jest chyba bliższa jego poglądom, ze względu chociażby na to, że pisze ją za darmo i nie musi baczyć na to, by się podobała, po prostu wyraża w niej swoje poglądy) nie można formułować takich wniosków jak Ty. Jakim prawem określasz poglądy Łysiaka, opierając się tylko i wyłącznie na beletrystyce?

> Obrona Kościoła nie wynika z tego, że Łysiak uznaje prawdy kościoła i chrześcijaństwa za dorzeczne, a jest stricte instrumentalna - on uważa, że Kościół "broni rodziny", więc należy przygaszać antyklerykalizm.

Widać, że prawdopodobnie przeczytałeś najwyżej 2-3 artykuły Łysiaka, i to te bardziej wygodne dla Ciebie. Jeszcze raz przytoczę słowa, które już cytowałem, ale nie wiem czy konwerter ich nie wyciął: "mam charakter wilka, jestem zwykłym, polowym żołdakiem Chrystusowego legionu". Czy tak pisze ktoś, kto uważa Kościół jedynie za instrument?! Podobnych (i bardziej dobitnych) jego tekstów jest więcej, ale nie mam czasu teraz szukać.

>Czytałeś jakieś książki Łysiaka o jakich wspominałem?, bo to co piszesz to jakieś brednie. Jeśli przeczytasz np. Statek lub Dobrego nie będziesz więcej powątpiewał jakie postacie są tam antychrześcijańskie.

"Statku" nie czytałem, czytałem natomiast m. in. "Dobrego" i wiem, że nie ma tam postaci stricte antychrześcijańskich, a jedynie takie, które czasem wypowiadają się przeciwko Kościołowi/chrześcijaństwu. A mówiąc o "dobrych istotach, których wykańcza świat", myślałem np. o Karśnickim (wiem, on nie wierzył w Boga.. ale o tym, dlaczego tak może być, pisałem wyżej).

>Czy to jest wszystko co potrafisz powiedzieć w odpowiedzi? Mam nadzieje, że nie, nie kpij

Nie, stać mnie na wiele więcej, po prostu szkoda mi czasu, bo widzę, że serca Wasze (o przepraszam.. rozumy!) są tak zatwardziałe, że trzeba czegoś mocniejszego, żeby Was do czegoś przekonać...

Co do "Stulecia kłamców"... Oczywistą bzdurą jest, że jest to książka słaba. Była to pierwsza książka Łysiaka, którą przeczytałem i od razu zakochałem się w nim - "Stulecie..." jest nie tylko literacko i stylistycznie bezbłędne, nie tylko podaje prawdę, której próżno szukać gdzie indziej, ale jest przy tym ciekawe - sam przeczytałem to w 1 niecały dzień, przy czym nie czytam z oszałamiającą prędkością. Jedyną w zasadzie wadą tej książki jest to, że niektóre fragmenty wyrwane są niemal żywcem z publicystyki.
Uważam natomiast, że dość słabą książką jest np. "Dobry" (a już fatalną "Cena", ale to inna historia), i to wcale nie ze względu na "akcenty antyklerykalne", tylko ze względów czysto technicznych - dialogi są sztuczne, "moralizatorskie" wypowiedzi niektórych bohaterów wstawione "na siłę".. zaledwie w paru momentach można było autentycznie zachwycić się tą książką.
Zresztą nie tylko ja uważam (nie pamiętam już niestety, gdzie to czytałem), że Łysiak popełnia błędy w beletrystyce, a tymczasem jego publicystyka i eseje są niemalże idealne (artykuły Łysiaka są stawiane za wzór dziennikarzom).
Ale wygodnie jest nazywać "najsłabszą" książkę, która jest niewygodna...

Ok, dość tej jałowej dyskusji, bo jak Cie znam to przytoczysz teraz fragment innej książki, żeby mi "udowodnić", że nie mam racji...
Zresztą nie o to chodzi, czy Łysiak jest katolikiem, czy nie (bo to nie ulega wątpliwości - jasno wynika to z wywiadów z nim) - chodzi o to, że uparcie starasz się udowodnić, że nie jest, opierając się zaledwie na części jego dorobku.

I faktycznie, nie jesteście jednak tak słabi, jak się wydawało - najgorszy wróg to głupi wróg... (i nie chodzi tu o głupotę w sensie braku inteligencji czy wiedzy...) A jeśli przy tym jest sofistą...

Ale mimo to szczęść Wam Boże.. może kiedyś ku własnemu dobru poznacie Prawdę...
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Sprawy portalu

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365