Problem w tym, że w wypadku wyróżniających się z tłumu indywidualności, które narzekają na brak odpowiadających im pod względem poziomu umysłowego "bratnich dusz", są to ludzie bardzo często o osobowości, którą określiłbym jako "dialektyczną" - starającą się do maksimum wykorzystywac swoje możliwości intelektualne dla własnej autoekspresji. To nie jest cecha, która cieszyłaby się akceptacją otoczenia, które składa się w większości z konformistów i ludzi o przeciętnych ambicjach edukacyjnych. Nie znaczy to, że są oni mniej inteligentni, ale nie mają w sobie pewnego "ładunku ideowości", są bezrefleksyjni i małostkowi. W takiej rzeczywistości trudno odnaleźć się jednostkom, których persepktywa myślenia jest nieco szersza, choćby np. nie wyróżniali się specjalnie wyższą inteligencją. Uchodzą oni za "oszołomów", "dziwaków" itp. Nie spełniają się towarzysko. Trudno byłoby im wprowadzić w życie zalecenie, by szukali jak największej liczby przyjaciół, i potem z nich dobrali sobie najlepszych. To zadanie dla ludzi towarzyskich, wesołków, gawędziarzy, nie zaś za "poważnych intelektualistów", jakimi są najczęściej owi "indywidualiści".
Ratunkiem dla takich osób jest po prostu poznanie takich samych ludzi, jak oni, tzn. takich samych indywidualistów.. kwestia szczęścia, przypadku, ale też usilnych starań
|