 |
Morale ateisty oczami katolika Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 17-06-2008 18:12 | alicjah (35 punktów) | Morale ateisty oczami katolika
1 na 1 | W Tygodniku Powszechnym pojawil się niedawno artykul, przedrukowany przez onet, w którym to mlody katecheta wyraża swoją troskę o jaklość nauczania religii w szkolach, oraz pogląd, że być może wlaśnie owe niewlasciwe, niewystarczająco subtelne i staranne metody nauczania religii w znacznej mierze przyczyniaja się do odwrotu mlodych od kościola i do "mody na ateizm". Jak zwykle przy tej okazji, na onecie pojawiają się nie najwyższych lotów komentarze, które jednak o tyle warto czytać, że obrazują doskonale potoczne mniemanie o ateistach, wśród naszych religijnych wspolobywateli. Komentarz, typu (cyt.)" rodzice-ateisci pozwalaliby dziecku na seks w wieku lat 10 albo nawet gorzej..." można uznać za żenujący i poniżej elemantarnego poziomu dyskusji. Z drugiej strony, daj eto pewien obraz calości i pokazuje szeroko podzielane mniemanie Polaków-katolików o ateistach- ludziach pozbawionych, ich zdaniem morali. Zastanawia mnie, czy wynika to twylącznie z uprzedzeń i niewiedzy, czy też ateiści, rzeczywićie rezygnując z przejętego systemu wartości, np. świadomie odrzucając system wartości katolickich, nie zaniedbują czasem budowania wlasneso, stalego i dobrze wypracowanego systemu normatywnego? Czy nie jest tak, że ateistom, latwiej jest pewne wartości traktować wyłącznie utylitarnie, lub zmieniać je na potrzeby chwili? Zapytam wprost, na czym wy opieracie swój system moralny?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | Wypowiedzi na forum Onetu (pomijając posty 'Matka Kurka', 'Pan-X', itp) szkoda zaszczycać czytaniem - w większości to pieniacze albo etatowi działacze.
>Zapytam wprost, na czym wy opieracie swój system moralny? Na wychowaniu, obserwacji, doświadczeniu, myśleniu i uwarunkowaniach społecznych oraz prawnych.
|
|
9 na 9 | A.G. (1725 punktów) | Mój system moralny opiera się na bardzo prostym założeniu: mogę robić wszystko, ale tak, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka. Zauważałem, że większość ludzi niewierzących opiera swoją moralność właśnie na tym stwierdzeniu. Dekalog katolika i "dekalog" ateisty są w wielu miejscach podobne (np. niedopuszczalna jest kradzież czy morderstwo). Jednak w odróżnieniu od katolika ateista nie musi miłować Boga, nie musi się martwić tym, że nie miłuje bliźniego (oczywiście pod warunkiem, że nie wyrządza mu krzywdy). Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę na jeszcze jeden dość istotny fakt. Użyłaś określenia "katolicki system wartości". Co rozumiesz przez to pojęcie? Bo jeśli masz na myśli podstawowe zasady współżycia międzyludzkiego to w żadnym wypadku nie są to wartości katolickie. Prawie wszystkie "prymitywne" ludy wyznają podobny system wartości, chociaż o chrześcijaństwie nigdy nie słyszeli. Katolicki system został wzbogacony o dodatkowe wartości (np. potępienie homoseksualizmu, aborcji). Dla mnie te "wartości" są niemoralne i "złe". Uważam tak, ponieważ przy ich egzekwowaniu krzywdzi się innych ludzi. Nie wiadomo ilu homoseksualistów żyje w strachu i poczuciu winy przez "katolicki system wartości". Innym przykładem cierpienia i poniżenia jest ciągle świeża sprawa czternastolatki, która nie mogła dokonać aborcji. O inkwizycji, siostrach magdalenkach to w ogóle szkoda gadać. Dlatego mam wątpliwości czy statystyczny katolik jest bardziej moralny od statystycznego ateisty. Co ciekawe niektóre badania przeprowadzone społeczeństwach o dużej liczbie niewierzących, jak i moje obserwacje, wskazują coś odwrotnego.
A jeśli chodzi o "inteligentne" dyskusje z onetu na tematy związane z religią to wyglądają one zwykle tak: A) Boga nie ma! B) nieprawda jest! A) nie ma - jesteś głupi! B) a ty jeszcze głupszy! A) a ty głupi do kwadratu.... Uważam że szkoda czasu na dyskusje na onecie.
|
|
 | 6 na 6 | J.Szulc (5723 punktów) |
Podpisuję się obiema rekami pod tym, co napisałeś. Mam wrażenie, że wielu "wojujących" o zasady katolików jest wręcz gotowych faktycznie walczyć... a powiedziane jest - "jeśli ktoś do ciebie z kamieniem, ty do niego z chlebem". O policzkach już nawet nie wspomnę. Z drugiej strony, kto ma silniejsze poczucie uczciwości - ateista z zasadami humanitaryzmu wypracowanymi przez własny system wartości, czy katolik bojący się kary? I czy dobry bóg w Starym Testamencie nie był lepszy od Stephena Kinga? Mam wrażenie, że katolik (chrześcijanin?)boi się ateisty/ agnostyka... jego poczucia "wolności". I tyle...
Pozdrawiam.
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
|  | 2 na 4 | Bogdanowicz (193 punktów) | >Z drugiej strony, kto ma silniejsze poczucie uczciwości - ateista z zasadami humanitaryzmu wypracowanymi przez własny system wartości, czy katolik bojący się kary? To mnie od jakiegoś czasu odrzuca od moralności chrześcijańskiej (i innych religii, ale z nimi mam mniej kontaktu). Nie postępuje się dobrze z własnego przekonania ani dla dobra innych, tylko po to, żeby Bóg zainteresował się i raczył zbawić. Czy to można jeszcze nazwać moralnością, czy to zwykłe lizusostwo? Na szczęście nie sądzę, żeby większość wierzących myślała to na codzień. W większości przypadków pewnie ateiści i teiści podejmują decyzje moralne z takich samych powodów.
|
|
| |  | 5 na 5 | J.Szulc (5723 punktów) |
Właśnie nazwane lizusostwem podejście konformistyczne miałam na myśli... jeśli chodzi o ścisłość. Niech więc wierzący dbają o zbawienie własnej duszy walcząc ze swoimi słabościami... ateiści są na tyle "rozgarnięci", że dadzą sobie radę bez pouczeń. A ocenianie...? Jedni drugich? Żałosne!
Moja znajoma zwykła była mawiać - "Niech się każdy patrzy siebie... "
Pozdrawiam.
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
| | |  | | Bogdanowicz (193 punktów) | >A ocenianie...? Jedni drugich? Żałosne! Nie wiem, czy zostałem dobrze zrozumiany. Nie oceniam ludzi na podstawie tego, czy i w co wierzą, co starałem się wyrazić pod koniec poprzedniego posta. Nie zmienia to faktu, że krytykuję pewne sposoby myślenia.
|
|
| | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Dobrze zostałeś zrozumiany. Spokojnie. I uczciwie powiem, że ja też często potrafię "zjechać" za głupotę w myśleniu...
pozdrawiam...
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
|  | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>Mam wrażenie, że katolik (chrześcijanin?)boi się ateisty/ agnostyka... jego poczucia "wolności". I tyle...
Może nie tyle boi się, ile nie ufa. Bo nie rozumie. A ponieważ nie rozumie, to nie jest w stanie przewidzieć co takiemu do łba strzelić może.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 5 na 5 | J.Szulc (5723 punktów) |
Brak zaufania często bywa podłożem dla strachu. Tak myślę... Poza tym, celne spostrzeżenie - co też do tego łba może przyjść... A może to skrywana zazdrość? Tęsknota za odwagą mówiących wprost i otwarcie? E tam, co ja tu będę dumać... Dumasem przecież nie jestem... Moje poczucie sprawiedliwości zawodzi mnie rzadko... Pracowałam długo na to, żeby uświadomić sobie, że nie kocham ludzi dlatego, że KTOŚ/COŚ mi każe, tylko że sama tak chcę, i w ten sposób żyje mi się dobrze. Katolikom radzę zorganizować Szybki Kurs Tolerancji (SKT). Będą mieli krótszą drogę do NIEBA. Może zdążą za ateistami...  Również serdecznie pozdrawiam ulubionego moderatora od... - nie dokończę 
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
| |  | 12 na 12 | alicjah (35 punktów) | >>Mam wrażenie, że katolik (chrześcijanin?)boi się ateisty/ agnostyka... jego poczucia "wolności". I tyle... > Może nie tyle boi się, ile nie ufa. Bo nie rozumie. A ponieważ nie rozumie, to nie jest w stanie przewidzieć co takiemu do łba strzelić może.
Ja bym właśnie powiedziała że sie boi. Ateiści wzbudzają wśród wierzących zrozumiały niepokój, bo samym swoim istnieniem poddają w wątpliwość kluczowe dla wierzących założenia. A zasadą wierzących jest żeby od wątpliwości uciec albo je zamodlić...
|
|
| | |  | 2 na 2 | J.Szulc (5723 punktów) |
Zamodlić - podoba mi się. Za to plus. Pozdrawiam.
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
| |  | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>Mam wrażenie, że katolik (chrześcijanin?)boi się ateisty/ agnostyka... jego poczucia "wolności". I tyle... > Może nie tyle boi się, ile nie ufa. Bo nie rozumie. A ponieważ nie rozumie, to nie jest w stanie przewidzieć co takiemu do łba strzelić może.
To jest całkowicie zrozumiałe.
Jak bym żyła w przekonaniu że tylko wizja ognia piekielnego powstrzymuje ludzi od rabowania, gwałcenia i zabijania, też bym sie bała każdego kto w ogień ów nie wierzy.
Maddy
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
| |  | 2 na 2 | Magda Kuprowska (640 punktów) | >>Mam wrażenie, że katolik (chrześcijanin?)boi się ateisty/ agnostyka... jego poczucia "wolności". I tyle... >Może nie tyle boi się, ile nie ufa. Bo nie rozumie. A ponieważ nie rozumie, to nie jest w stanie przewidzieć co takiemu do łba strzelić może.
Myślę, że nie chodzi tu jednak ani o uczucie strachu, nieufności(chociaż może w pewnym stopniu), czy tez o to, że nie rozumie. Bardzo często spotykam się z takimi osobami(najczęściej w szkole), od których aż bije nietolerancją. Dlaczego? Bo są tak wychowywani, że osoba, która nie wierzy staje się automatycznie zła. Ponieważ wg nich zasady moralne, które 'promuje kościół' już takiej osoby nie dotyczą. Czy zatem osoby, które są ateistami nie mają uczuć? Większość z tych, którzy wierzą dodatkowo, nie oszukujmy się posiada bardzo płytki tok myślenia co nie pozwala mu otwierać się na nowe prądy, perspektywy. Są strasznie konserwatywni umysłowo, przez co zagłębiają się w strukturę, która jest pusta. dlaczego? bo pustką 'emocjonalną' można nazwać również to co nie otwiera się na nowe możliwości, co nie pozwala 'wkładać' czegoś od siebie, co zamyka się w jasno określonym kręgu. Jest wiele aspektów, każdy podchodzi przecież indywidualnie do kwestii, a przynajmniej tak mu się wydaje..
|
|
|  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Mam wrażenie, że katolik (chrześcijanin?)boi się ateisty/ agnostyka... jego poczucia "wolności". I tyle...
To zależy jak ateista/agnostyk definiuje wolność. Wolność swój sens czerpie z tego, jakiej innej wartości służy. Ostatecznie wolność ma służyć każdemu poszczególnemu człowiekowi, jego wszechstronnemu rozwojowi. Jeśli jest to wolność rozumiana jako uprawnienie do postępowania według swojego widzimisię ("róbta co chceta" zamiast kochaj i rób co chcesz), to takiej wolności każdy się boi. Wolność jest dana człowiekowi po to, aby dobro, którego dokona było jego własnym dziełem. Nie istnieje uprawnienie do czynienia zła. Natomiast zupełnie innym problemem jest ustalenie co jest dobrem a co złem. Wierzę, że takie ustalenie w ogólnych przynajmniej zarysach jest możliwe.
|
|
| |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą". - Fiodor Dostojewski
Od siebie dodam, że mam na myśli właśnie oderwanie się od stereotypowego myślenia, zaściankowości i celowo celebrowanego konformizmu. Sztywne doktryny wyznaniowe nie pozwalają na rozwijanie myśli, każą kochać Boga Jedynego. Niby dobro człowieka jest też gdzieś przyznawane, ale raczej nigdy osobno, bez zaliczenia "plusika" u Najwyższego. Ateista/agnostyk nie potrzebuje zgody na szczęście. Sam je sobie wypracowuje - pod warunkiem, że jest mądry.
Pozdrawiam.
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
| |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Jeśli jest to wolność rozumiana jako uprawnienie do postępowania według swojego widzimisię ("róbta co chceta" zamiast kochaj i rób co chcesz), to takiej wolności każdy się boi.
Postępowanie według swojego widzimisię to mało precyzyjne określenie motywacji. Może obejmować zarówno działanie bezrefleksyjne, instynktowne, jak i oparte na własnym osądzie. Osąd taki może być oceniany przez innych jako fałszywy, a instynktowne działanie wynikać z żywionych przekonań, nabytych czy to w wyniku wychowania, czy to wcześniejszych własnych osądów analogicznych sytuacji. W każdym razie postępowanie takie (według własnego widzimisię) nie musi zasługiwać na naganę. Wydaje mi się ponadto, że osoby już ukształtowane moralnie, większość działań nacechowanych etycznie podejmuje właśnie instynktownie, czasami poddając je osądowi post factum, z rzadka tylko po osądzeniu ante factum.
Przeciwieństwem tak rozumianego (uznać możesz, że zbyt szeroko) postępowania według swojego widzimisię, wydaje się być postępowanie, dobrowolne, bo tylko o takim tu mówimy, oparte o osąd cudzy, czyli o osąd autorytetu. W przypadku działań słabo etycznie obciążonych takie postępowanie wydaje się być dość naturalne. Trudno wszak, abyśmy się znali na wszystkim. Próby naprawy instalacji elektrycznej prowadzone według własnego widzimisię przez osoby pozbawione odpowiednich kompetencji mogą się skończyć tragicznie. Jednak w przypadku działań podległych etycznej ocenie, stałe odwoływanie się do cudzego autorytetu, nawet jeśli służy tylko dodatkowej podbudowie własnego osądu, świadczyć musi o pewnej niedojrzałości działającego. Powiem więcej, może być traktowane jako świadectwo dobrowolnej rezygnacji z własnej wolności, a przynajmniej ze sporych jej obszarów. Propagowanie takiej postawy zmierza prostą drogą do swego rodzaju ubezwłasnowolnienia. Aż się prosi w tym miejscu o link do jakiejś smakowitej wypowiedzi członka pewnej znanej rodziny radiowej, ale nie mam dzisiaj zdrowia do sieciowych poszukiwań.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Ja też cenię sobie samodzielność. Chodziło o to, aby mieć świadomość, że wolność nie jest wartością najwyższą. Wszystko zależy od tego, do jakiego celu zmierzam przy pomocy wolnych czynów. Wydaje mi się, że na racjonaliście niedostatecznie akcentuje się tę własność wolności, bo gdy ktoś podejmuje ten temat, wówczas od razu pojawia się formułka, że granicą wolności jest wolność drugiego człowieka. Ta definicja jest oczywiście słuszna, ale też czegoś w niej brak, bo wynika z niej, że ktoś ma prawo wyrządzić sobie dowolną szkodę (na przykład popełnić samobójstwo) jeśli ten czyn nie szkodzi innym. Tak więc należy być samodzielnym, ale też w narzucaniu sobie dodatkowych granic, zamiast usprawiedliwiać wszelkie folgowanie sobie tym, że się nikomu szkody nie wyrządza. Takie rozumienie wolności ma znaczenie egzystencjalne, bo dążenie do rozwoju osobowego wiąże się z narzucaniem sobie granic (np. odraczanie gratyfikacji w celu realizacji jakiejś wartości).
www.tezeusz.pl
|
|
 | 1 na 1 | alicjah (35 punktów) | Zgadzam się z wyrażonym tu zdaniem, że większość norm i wartości według których żyjemy ma charakter uniwersalny, a ich źródłem jest społeczeństwo, albo sam czlowiek jak kto woli, a zatem nie wypływają z religii. Istnieje przecież cały system norm, nabudowany przez religie różnego pokroju. W kwestiach zasadniczych, jak potępienie kradzieży, czy morderstw większość wierzących i niewierzących nie różni się między sobą, bo to są normy budujące porządek społeczny. Różnice zaczynają się kiedy tylko wejdziemy w etykę szczegółowa.
>"Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę na jeszcze jeden dość istotny fakt. Użyłaś określenia "katolicki system wartości". Co rozumiesz przez to pojęcie?"
Katolicki system wartości to naturalnie skrót myślowy, który ujmuje wartości specyficzne dla katolików, w naszym kraju (konserwatyzm obyczajowy+ specyficznie pojęty patriotyzm, używając eufemizmów)
>"Katolicki system został wzbogacony o dodatkowe wartości (np. potępienie homoseksualizmu, aborcji)".
Myślę, że wlaśnie te "wartości" stają się dla wielu myślących katolików punktem zapalnym, a sprzeciw w tych dziedzinach, buduje podstawy dla odejścia z Kościola.
>"Innym przykładem cierpienia i poniżenia jest ciągle świeża sprawa czternastolatki, która nie mogła dokonać aborcji"
Nie uczestniczyłam w dyskusji o tej sprawie, ale mogę dodać, że podobno nie chodzilo o gwałt sensu stricte, ale o "czyn zabroniony", którym w tym wypadku było wspolzycie z osobą nieletnią, gdzie "sprawcą" był 14 latek... Oczywiście nie zmienia to w żaden sposób meritum sprawy, która jest bulwersująca. Żyjemy w kraju, gdzie dzięki lobby kleru nie można zrobić nawet legalnej aborcji. Na zachowanie tego księdza powinien być osobny paragraf.
|
|
 | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >Mój system moralny opiera się na bardzo prostym założeniu: mogę robić wszystko, ale tak, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka.
I siebie też nie należy krzywdzić.
|
|
|  | | Pan Tau (1237 punktów) | >>Mój system moralny opiera się na bardzo prostym założeniu: mogę robić wszystko, ale tak, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka. > I siebie też nie należy krzywdzić.
Dlaczego? .
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Dekalog katolika i "dekalog" ateisty są w wielu miejscach podobne (np. niedopuszczalna jest kradzież czy morderstwo). Jednak w odróżnieniu od katolika ateista nie musi miłować Boga, nie musi się martwić tym, że nie miłuje bliźniego (oczywiście pod warunkiem, że nie wyrządza mu krzywdy).
Zdaje się, że Nicolaia Hartmann wprowadził podział na wartości niskie-silne oraz kruche-wysokie. Te drugie w przeciwieństwie do pierwszych nie mogą być nakazane prawem. Ani katolik ani ateista nie jest zmuszany do realizowania wartości wysokich. W jednym i drugim przypadku zachęca się do bezinteresowności i ideowości. W Waszym przypadku przyjmuje to postać np. datków na stowarzyszenie itp. Nikt na tej podstawie nie będzie twierdził, że ateista musi się poświęcać w ten sposób.
www.tezeusz.pl
|
|
|  | | alicjah (35 punktów) | >Ani katolik ani ateista nie jest zmuszany do realizowania wartości wysokich. W jednym i drugim przypadku zachęca się do bezinteresowności i ideowości.
To fakt. większosc zasad moralnych dotyczny kwestii absolutnie podstawowych, jka poszanowanie czyjejś wlasnoći czy godności osobistej. Bardziej szczegółowe wytyczne odnosza sie raczej do cnót i powinności, na których realizowanie decydujemy sie dobrowolnie i świadczy to np. o sile charakteru. Nie każdy musi być altruistą, dlatego np. nikt nie ma morlanego prawa zmuszać nieletnią dziewczynke, żeby była altruistką i urodzila dziecko, poczęte w wyniku gwaltu.
|
|
| |  | 3 na 3 | Asado (486 punktów) | Tu nawet nie chodzi o bycie altruistą ale o całkowite poświęcenie siebie, swoich potrzeb. Tego właśnie KK naucza, Jezus się poświęcił za Twoje grzechy to i ty coś poświęć, nawet życie (np. w sytuacji, gdy kobieta nie dokonuje aborcji gdy jej zdrowie lub życie jest zagrożone). KK promuje takie właśnie postawy męczeńskie. Kościół nie może uczyć zdrowego egoizmu, bo potrzebuje stado podporządkowanych owieczek a nie ludzi, którzy wiedzą czego chcą. Dlatego też osoba asertywna, wyrażająca jasno swoje potrzeby nie zagrzeje w kościele miejsca. Skłaniam się do postawienia tezy, że "prawdziwy" katolik nie może być asertywny, bo on powinien poświęcać się dla innych a nie stawiać na "ja". Zatem dzięki temu, że coraz więcej pracodawców stawia na osoby otwarte, asertywne to jednocześnie stawia na ateistów
|
|
 | 1 na 1 | DawidKarolkievitz (984 punktów) | Chciałbym dodać, że o moralności nie możemy mówić wówczas jeśli konkretna postawa wynika ze strachu bądź zysku. Moralność jest wartością i celem samym w sobie- nie drogą do niego. Wierzący muszą zdać sobie sprawę, iż ich działalność zmierza do "zaklepania" sobie jak najlepszej parceli w niebie. W ogóle samo założenie istnienia boga stoi w sprzeczności z istnieniem moralności- rozumianej jako wartość sama w sobie. Ateistom do niej bliżej.
"...wiesz co robię, puszczam Cię przodem byś śladów stóp mych nie widział..." Moja Adrenalina "Radio Żywych"
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | >Chciałbym dodać, że o moralności nie możemy mówić wówczas jeśli konkretna postawa wynika ze strachu bądź zysku. Moralność jest wartością i celem samym w sobie- nie drogą do niego. Wierzący muszą zdać sobie sprawę, iż ich działalność zmierza do "zaklepania" sobie jak najlepszej parceli w niebie. >W ogóle samo założenie istnienia boga stoi w sprzeczności z istnieniem moralności- rozumianej jako wartość sama w sobie. Ateistom do niej bliżej.
Istnieją zarówno wierzący jak i ateiści, którzy urzeczywistniają dobro dla niego samego. Zgodnie z tym co pisze św. Paweł wierzący, który tego nie robi przypomina miedź brzęczącą albo cymbał brzmiący.
www.tezeusz.pl
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >ludziach pozbawionych, ich zdaniem morali.
zdaje się, że morale nie mają liczby mnogiej...
> na czym wy opieracie swój system moralny?
Jeśli o mnie chodzi - na sobie.
|
|
2 na 2 | anulex (263 punktów) | > Z drugiej strony, daje to pewien obraz calości i pokazuje szeroko podzielane mniemanie Polaków-katolików o ateistach-ludziach pozbawionych, ich zdaniem morali.
Hmmm, mam głęboką nadzieję, że komentarze na Onecie nie pokazują szeroko podzielanego mniemania Polaków.
>Czy nie jest tak, że ateistom, latwiej jest pewne wartości traktować wyłącznie utylitarnie, lub zmieniać je na potrzeby chwili?
Na chłopski rozum mogłoby tak być, ale w praktyce sprawa wygląda inaczej. Dostosowywanie swojego systemu wartości do potrzeb to cecha charakteru niespecjalnie powiązana z deklarowaną wiarą. Wielu katolików świetnie dostosowuje swoje poczucie moralności do tego, co im się opłaca. I, o ile wiem, badania nie wykazują, żeby ateiści zachowywali się mniej moralnie niż inni.
>Zapytam wprost, na czym wy opieracie swój system moralny?
W dużej mierze wynika on zapewne z kultury, w której zostałam wychowana - nie mam na to większego wpływu. Do tych wartości zaprogramowanych w kulturze dokładam swoje modyfikacje, ale raczej nie wynikają one z wygodnictwa. Powstawanie tych modyfikacji świetnie opisał Bachtin - to połączenie moich teoretycznych rozważań, poczucia powinności i odpowiedzialności, odczuwanych emocji i czynników sytuacyjnych. Brzmi mało romantycznie, ale w praktyce nie oznacza wcale częstszego łamania norm niż inni (myślę, że wręcz przeciewnie).
|
|
4 na 4 | Marian (5438 punktów) | >Zapytam wprost, na czym wy opieracie swój system moralny? Równie dobrze można by zapytać, na czym opierają swój system moralny ludzie religijni? Na Biblii, która karze kamienować nieposłuszne dzieci i pochwala niewolnictwo? Na Qur'anie, który zezwala mężczyźnie na bicie swojej żony i obiecuje 72 dziewice dla każdego męczennika za wiarę? Może niektórzy. Nazywamy ich fanatykami i generalnie sądzimy, że jest z nimi coś nie tak. Z pewnością nie pochwalamy ich systemu moralnego. Zatem jeśli ci „zdrowsi” moderaci nie opierają swojego systemu moralnego na świętych księgach, to na czym? Złotej reguły nie wynalazł ani Jezus, ani Mahomet, ani Zoroaster, ani Kryszna. Była wynajdywana niezależnie przez różnych filozofów różnych cywilizacji i jest oczywistym dlaczego. Ludzie, którzy mordowaliby się nawzajem, przywłaszczali sobie dobra innych, czy w inny sposób działaliby na szkodę współplemieńców, nie stworzyliby społeczności. Twierdzę, że u podstaw moralności leży ewolucyjnie zakodowana zdolność do formowania kooperujących grup. To jest, sądzę, absolutny rdzeń moralności. Dalej jest już tylko wynikanie. Dzisiejsze trendy w moralności są najprawdopodobniej skutkiem tego, że ludzie zaczęli formować dużo większe i bardziej zróżnicowane grupy. Jednostka, aby odnieść sukces, musi potrafić kooperować z ludźmi o innej płci, kolorze skóry, orientacji seksualnej, preferencjach kulinarnych, czy dramatycznie różnych poglądach. Ryzykując infantylizm powiem tyle: ludzie oczekują, że inni będą dla nich mili, więc sami są mili dla innych (odwrotny altruizm). Na tym ja bazuję swoją moralność.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
 | 4 na 4 | Janus (236 punktów) | Kazdy racjonalnie myslacy czlowiek bazuje swoj "system moralny" na wasnych odczuciach. Oznacza to mniej wiecej tyle ze postepuje w zgodzie z wlasnymi wytyczonymi zasadami oraz z zasadami ogolnie przyjetymi przez grupe spoleczna (nie RELIGIE).
Ja swoj system moralny opieram na empatii do drugiego czlowieka. Staram sie zyc w zgodzie z innymi, nie wyrzadzac im krzywdy psychicznej, a juz na pewno nie fizycznej. W odroznieniu od wierzacych, mam wlasne zdanie na tematy obejmujace sprawy drazliwe (poczynajac od eutanazji, poprzez zwiazki homoseksualne etc), gdyz takie wlasnie zdanie moj rozum kaze mi wyrabiac. Nie moglbym przyjac ogolnej "prawdy" gloszonej przez jakakolwiek religie.
Ateizm idzie czesto w parze z humanizmem, ktory jakoby deprecjonuja jakakolwiek przemoc. Wiec argumenty, ze ateisci sa niemoralni sa po prostu wyssane z palca. Zgadzam sie ze stwierdzeniem, iz wierzacy boja sie ateistow. Dzieje sie tak dlatego, ze ludzie boja sie nieznanego. Nie wiedza, badz nie chca wiedziec, ze mozna myslec samodzielnie o trudnych kwestiach dotyczacych kazdego z nas. Boja sie konfrontowac swoje zdanie ze zdaniem wiekszosci, wiec ulegaju mu (czesto dobrowolnie).
Jest to tez kwestia wychowania (choc ja np wychowalem sie w rodzinie katolickiej, jednak oparlem sie religijnej indoktrynacji). Jestem czlowiekiem mlodym, dlatego swoj system moralny w dalszym ciagu buduje opierajac go glownie na empiryzmie. Wiadomo- nie chce popelniac kilka razy tych samych bledow.
Co do systemu moralnego chrzescijan. Wszyscy utrzymuja, ze jest oparty na biblii. Gdyby tak bylo, tak jak pisal moj przedmowca, do dzis kamienowaliby za smieszne "zbrodnie". Tak naprawde moralnosc ma niewiele wspolego z religia. Moralnosc tworzy sie obok religii, moze za niewielkim jej posrednictwem. Poza tym moralnosc jest starsza od jakiejkolwiek religii, wiec dosyc niepowaznym jest rozwazac ja w oparciu o wyznania.
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | >Tak naprawde moralnosc ma niewiele wspolego z religia.
Religia może wspierać moralność. W religii katolickiej jest na przykład mowa o tym, że człowiek został stworzony na wzór i podobieństwo Boga. Stanowi tym samym wartość obiektywną i absolutną. Można kwestionować inne ustalenia teologii moralności. Trudno jednak zaprzeczyć, że w tym przypadku chrześcijaństwo odegrało bardzo ważną i pozytywną rolę.
www.tezeusz.pl
|
|
| |  | 1 na 1 | Janus (236 punktów) | Chrzescijanstwo na pewno pomoglo w "plenieniu" podstawowych zasad, ale to dopiero od czasow nowozytnych, gdzie sam kosciol przestal zabijac, karac i torturowac.
Chodzi mi glownie o to ze podstawa moralnosci chrzescijan jest biblia, ktora jest wybitnie amoralna. To jest dla mnie irracjonalne.
|
|
-2 na 4 bozena (120 punktów) (zablokowany) | Ateiści nie rodzą się ateistami, zwłaszcza gdy wychowywani byli w rodzinach ludzi wierzących (praktykujących lub nie). Efekt ich odejścia od Boga to głównie zaniedbania rodziców i rodziny w kwestii przekazywania prawd wiary, zbyt luzackie podejście do religii w szkole, a zwłaszcza zaniedbania i zbyt olewatorskie podchodzenie do nauki tego przemiotu przez katechetów. Już Episkopat zajął się tą sprawą i teraz w szkołach nie powinno już być "luźnych" lekcji religii ale prawdziwa i rzetelna nauka. Jeśli uda się poprawić poziom nauczania w religii w szkołach wówczas spadnie liczba ludzi zagubionych w tym świecie, którzy do końca nie rozumieją jak to wszytko wokół nich funkcjonuje. Nie da się też ukryć iż spadnie też liczba ateistów, zwłaszcza jeśli Kościół postawi karty na młodzież, która jest najbardziej podatna na wszelkie sugestie ideologiczne.
|
|
 | 10 na 10 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Ateiści nie rodzą się ateistami, zwłaszcza gdy wychowywani byli w rodzinach ludzi wierzących (praktykujących lub nie).
Dziecko jest ateistą dopóki mu się nie zrobi prania mózgu. Każdy rodzi sie ateistą. Większość tego niestety nie pamięta bo molestowanie religijne dzieci zaczyna sie od kołyski.
>Efekt ich odejścia od Boga to głównie zaniedbania rodziców i rodziny w kwestii przekazywania prawd wiary, zbyt luzackie podejście do religii w szkole, a zwłaszcza zaniedbania i zbyt olewatorskie podchodzenie do nauki tego przemiotu przez katechetów. Już Episkopat zajął się tą sprawą i teraz w szkołach nie powinno już być "luźnych" lekcji religii ale prawdziwa i rzetelna nauka. Jeśli uda się poprawić poziom nauczania w religii w szkołach wówczas spadnie liczba ludzi zagubionych w tym świecie, którzy do końca nie rozumieją jak to wszytko wokół nich funkcjonuje. Nie da się też ukryć iż spadnie też liczba ateistów, zwłaszcza jeśli Kościół postawi karty na młodzież, która jest najbardziej podatna na wszelkie sugestie ideologiczne.
Mam wielką nadzieje że episkopat właśnie tak widzi swoje błędy i właśnie takie kroki podejmie. Uwielbiam patrzeć jak KK strzela sobie w stopę a potem skacząc rozpaczliwie na jednej nodze szuka winnego. To zawsze zabawne widowisko.
Maddy
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
|  | | glingor (640 punktów) | > Mam wielką nadzieje że episkopat właśnie tak widzi swoje błędy i właśnie takie kroki podejmie.> Uwielbiam patrzeć jak KK strzela sobie w stopę a potem skacząc rozpaczliwie na jednej nodze szuka winnego. To zawsze zabawne widowisko. plus ps. widowisko może i zabawne tylko szkoda że zawsze są ofiary zazwyczaj dzieci
fear is the mind killer
|
|
|  | 1 na 1 | krutki (1550 punktów) | > >Ateiści nie rodzą się ateistami, zwłaszcza gdy wychowywani byli w rodzinach ludzi wierzących (praktykujących lub nie).> Dziecko jest ateistą dopóki mu się nie zrobi prania mózgu. Każdy rodzi się ateistą. Zgodzę się, choć raczej powiedziałbym, że rodzi się nieświadomym ateistą - dopóki nie zrozumie co to teizm, nie zrozumie też co to ateizm. Podobnie z pozostałymi tego bądź innego typu pojęciami. Od siebie mogę dodać, że pojęcie ateizmu usłyszałem dość późno (najzwyczajniej o tym się nie mówiło), a zrozumiałem całkiem niedawno   Pozdrawiam Everybody knows that you are insane
|
|
| |  | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>>Ateiści nie rodzą się ateistami, zwłaszcza gdy wychowywani byli w rodzinach ludzi wierzących (praktykujących lub nie). >>Dziecko jest ateistą dopóki mu się nie zrobi prania mózgu. Każdy rodzi się ateistą.
> Zgodzę się, choć raczej powiedziałbym, że rodzi się nieświadomym ateistą
Wiesz, myślę że świadomość nie ma żadnego znaczenia. Ateizm to stan umysłu. A są badania mówiące, że wręcz chemia mózgu.
Czy zawsze wiedziałeś że mówisz prozą?
Maddy
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
| | |  | | krutki (1550 punktów) |
> Wiesz, myślę że świadomość nie ma żadnego znaczenia. Jestem zdania, że jednak może mieć. Dziecko nie ma świadomości, że jest poddawane praniu mózgu. Co więcej - rodzice też nie widzą tego w takich kategoriach. Dla niego (nich może nieco mniej) to naturalna kolej rzeczy. Dopiero z wiekiem, i to niekoniecznie pod wpływem własnych przemyśleń, jest w stanie zauważyć, że coś tu nie pasuje. Dobrym tego przykładem (sam tak miałem) jest przytoczona przez Dawkinsa na samym początku wstępu "Boga urojonego" historia z młodości jego żony, kiedy to chciała zmienić szkołę, i skwitowanie tego słowami: Nie wiedziałam, że tak można.  Może i ateizm to stan umysłu, ale bez pełnego uświadomienia sobie o takiej możliwości niełatwo do niego "powrócić". > Czy zawsze wiedziałeś że mówisz prozą? A co jeśli od urodzenia uczony byłbym mówić rytmicznie, rymem?   > "Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Czyli oni po prostu wiedzą, że bogowie istnieją?  Pozdrawiam Everybody knows that you are insane
|
|
|  | 2 na 2 | Polit (62 punktów) | >Dziecko jest ateistą dopóki mu się nie zrobi prania mózgu. Każdy rodzi sie ateistą.Większość tego niestety nie pamięta bo molestowanie religijne dzieci zaczyna sie od kołyski.> Na rzecz rozwoju tak pojętej religijności działa również ewolucja. W epoce jaskiniowej małe dziecko niewierzące ślepo swoim rodzicom najczęściej nie przeżywało. Ewolucja utrwaliła ten schemat, a teraz różne religie usiłują wykorzystać mechanizm zależności dziecka od rodziców do indoktrynacji. W religijności nie ma niczego "naturalnego" (także w religijnej moralności) wszystko to sztuczki marketingowe kasty kapłańskiej, która w ten sposób wychowuje sobie przyszłych żywicieli.
|
|
 | 2 na 2 | Zyga (1539 punktów) | > Jeśli uda się poprawić poziom nauczania w religii w szkołach wówczas spadnie liczba ludzi zagubionych w tym świecie, którzy do końca nie rozumieją jak to wszytko wokół nich funkcjonuje.I pomyśleć, że tyle pieniędzy marnuje się na badania, tyle czasu na naukę bezsensownych przedmiotów. A wystarczyłoby 8h religii dziennie. > Nie da się też ukryć iż spadnie też liczba ateistów, zwłaszcza jeśli Kościół postawi karty na młodzież, która jest najbardziej podatna na wszelkie sugestie ideologiczne....Odetnie ją od internetu, radia, telewizji, gazet, książek i komunikacji. Pozamyka w małych osadach i zacznie nauczać.
|
|
 | 4 na 4 | glingor (640 punktów) | >Ateiści nie rodzą się ateistami
wszyscy rodzą sie ateistami a ich późniejsza ewentualna tradycjo-religia jest tylko wynikiem położenia geograficznego w którym sie urodzili
chyba że poznając religie nie przestawali pytać dlaczego ?
nie rozumiesz tego Bożeno odpuściłaś sobie myślenie,
inaczej wiedziała byś że Twoja wiara jest tylko wiarą Twoich rodziców i to nie ty wybrałaś sobie Boga
nie poddawaj się myśl to nie boli,
Twój mózg działa lepiej niż myślisz
fear is the mind killer
|
|
 | 4 na 4 | Marian (5438 punktów) | >Ateiści nie rodzą się ateistami, zwłaszcza gdy wychowywani byli w rodzinach ludzi wierzących Tzn. rodzą się kim? Rodzą się już wierzący? Np. w rodzinie katolickiej rodzą się dzieci katolickie, w protestanckiej – protestanckie, w islamskiej – islamskie, w zoroastryjskiej – zoroastryjskie, itd.? Wyznające jaką religię dzieci rodzą się w rodzinach ateistycznych? A w mieszanych? Czy inne zwierzęta też rodzą się wierzące? Zdajesz sobie już sprawę jak śmieszne jest twierdzenie, że ludzie (w szczególności ateiści w tym wypadku) nie rodzą się ateistami. Jak słusznie powiedziała Maddy, religijność bierze się z prania mózgów; to wyjaśnia dlaczego większość ludzi wyznaje religię swoich rodziców i dlaczego tyle różnych religii istnieje z równie pewnymi swego, choć nie potrafiącymi uzasadnić swoich przekonań, zwolennikami.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
 | 2 na 2 | Janus (236 punktów) | Dzieci sa poddawane religijnej indoktrynacji i tyle. Episkopat moze sobie robic co chce, akurat to obchodzi mnie najmniej.
Chcesz dalej przekonywac nas ze religia jest dobra?
Niech wyleci ze szkol i przestanie mieszac w glowie niewinnym dzieciom.
A rodzimy sie ateistami jak najbardziej.
|
|
 | 1 na 1 | Polit (62 punktów) | Czy możesz rozwinąć twierdzenie o rzetelnej nauce w odniesieniu do religii? Co przez to rozumiesz?
|
|
|  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Co przez to rozumiesz?Optymista
|
|
| |  | | Polit (62 punktów) | > Optymista >bo liczę na odpowiedz?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Janus (236 punktów) | Dokladnie  Od niektorych uczestnikow forum radze nie oczekiwac "rozumienia", "podawania argumentow", czy co gorsza "myslenia".
|
|
| | | |  | | Polit (62 punktów) | Dzięki za radę. Mam małe doświadczenie w kontaktach internetowych.
|
|
 | 3 na 3 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Ateiści nie rodzą się ateistami Wszystkie dzieci katolików rodzą się ubabrane w kupie grzechu pierworodnego. Sprawdź sobie jaki jest cel sakramentu chrztu Ty "katoliku" od siedmiu boleści...
>Efekt ich odejścia od Boga to głównie zaniedbania rodziców i rodziny w kwestii przekazywania prawd wiary, Zgadzam się z Tobą, katoliccy rodzice i rodzina nie świecą zwykle za bardzo przykładem. To co głosi kościół i co teoretycznie powinni prezentować rodzice nijak się ma do praktyki.
>zbyt luzackie podejście do religii w szkole, a zwłaszcza zaniedbania i zbyt olewatorskie podchodzenie do nauki tego przemiotu przez katechetów. Gdyby bardziej stanowczo nauczano fizyki w szkołach to byłoby więcej fizyków?
>Kościół postawi karty na młodzież Hazard czy tarot? A fe...
|
|
|  | 2 na 2 | Zyga (1539 punktów) | > >Ateiści nie rodzą się ateistami> Wszystkie dzieci katolików rodzą się ubabrane w kupie grzechu pierworodnego.> Sprawdź sobie jaki jest cel sakramentu chrztu Ty "katoliku" od siedmiu boleści...Jak podaje katolicka agencja informacyjna, już od jakiegoś czasu, nie masz racji. Cytat:Dusze nieochrzczonych dzieci nie idą do otchłani ("limbus puerorum"), lecz do nieba. Do takiego wniosku doszła Międzynarodowa Komisja Teologiczna, ogłaszając dokument zatytułowany "Nadzieja zbawienia dla dzieci, które umierają bez chrztu"...
Jak oświadczył w Radiu Watykańskim ks. Luis F. Ladaria, sekretarz komisji, dokument jest wynikiem badań , które będą kontynuowane. Ks. Ladaria podkreślił, że pod uwagę wzięto trzy czynniki: miłosierdzie Boże, pośrednictwo Chrystusa oraz fakt, że Jezus szczególną miłością i troską otaczał dzieci. Natomiast pojęcie "otchłani", wprowadzone w XVIII wieku, było wyrazem "zbyt zawężonej i rygorystycznej wizji zbawienia"...
I nie jest to brak racji wyssany z palca, tylko jak widać wyżej, wynik badań nad miłosierdziem bożym, pośrednictwem Chrystusa i szczególną miłością.
|
|
| |  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Jak podaje katolicka agencja informacyjna, już od jakiegoś czasu, nie masz racji.> Cytat:Dusze nieochrzczonych dzieci nie idą do otchłani ("limbus puerorum"), lecz do nieba. Do takiego wniosku doszła Międzynarodowa Komisja Teologiczna, ogłaszając dokument zatytułowany "Nadzieja zbawienia dla dzieci, które umierają bez chrztu"... >Jak oświadczył w Radiu Watykańskim ks. Luis F. Ladaria, sekretarz komisji, dokument jest wynikiem badań , które będą kontynuowane. Ks. Ladaria podkreślił, że pod uwagę wzięto trzy czynniki: miłosierdzie Boże, pośrednictwo Chrystusa oraz fakt, że Jezus szczególną miłością i troską otaczał dzieci. Natomiast pojęcie "otchłani", wprowadzone w XVIII wieku, było wyrazem "zbyt zawężonej i rygorystycznej wizji zbawienia"... > > I nie jest to brak racji wyssany z palca, tylko jak widać wyżej, wynik badań nad miłosierdziem bożym, pośrednictwem Chrystusa i szczególną miłością.Kurcze... Żywe dzieci w rodzinie ateistów są dyskryminowane!!!
|
|
| |  | | darlove (2804 punktów) | Jest wynikiem badan... Nie wiem, czy smiac sie, czy moze poplakac. Paru dziadow sie starych zebralo, bo im interes dobrze nie idzie i uradzili, ze tym razem dusze dzieci (czyli cos, czego nie ma) nie pojda do limbusa (tez cos, czego nie ma, a jak jest, to w chorych umyslach zniewolonych katoli), a gdzie indziej, aby uspokoic troche swoich wyznawcow. Co moge powiedziec o tych chorych na glupote cymbalach? Chyba nic, bo to sie wymyka racjonalnemu umyslowi. Ta... wiara w czarnoksieznikow moc to zaprawde wielka rzecz.
Wiem, ze nic nie wiem. - Najmadrzejsze wypowiedziane zdanie w historii swiata.
|
|
 | | Bogdanowicz (193 punktów) | >Nie da się też ukryć iż spadnie też liczba ateistów, zwłaszcza jeśli Kościół postawi karty na młodzież, która jest najbardziej podatna na wszelkie sugestie ideologiczne. Czyli, mówiąc wprost, indoktrynacja najbardziej podatnej grupy wiekowej?
|
|
 | | DawidKarolkievitz (984 punktów) | >Ateiści nie rodzą się ateistami, zwłaszcza gdy wychowywani byli w rodzinach ludzi wierzących (praktykujących lub nie).
Zabawne. A wyznanie wiary?! Na jakie wyznanie wiary stać roczne niemowle?! 5- latka?!
"...wiesz co robię, puszczam Cię przodem byś śladów stóp mych nie widział..." Moja Adrenalina "Radio Żywych"
|
|
2 na 2 | paluch (313 punktów) | Nie stresujcie Bożenki, chyba wzięła sobie do serca ten post o myśleniu i złapała się za głowe jak przeczytała swoje posty  A co do moralności to ja też staram się żyć tak aby nikogo nie krzywdzić.
|
|
 | | J.Szulc (5723 punktów) |
Paluch - ależ Ty masz dobre serduszko... Niebo jak nic...!
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
|  | | paluch (313 punktów) | > Paluch - ależ Ty masz dobre serduszko...> Niebo jak nic...!Powinienem napisać staram się ale nie zawsze mi wychodzi
|
|
| |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
> Powinienem napisać staram się ale nie zawsze mi wychodzi  Z obawy przed czujnym okiem moderatorów pozwolę sobie nie ciągnąć tematu... ale aż mnie paluchy  swędzą.  Ciepło i z sympatią pozdrawiam...
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
| D.Sprenglewski (426 punktów) | > W Tygodniku Powszechnym pojawil się niedawno artykul, przedrukowany przez onet, w którym to mlody> katecheta wyraża swoją troskę o jaklość nauczania religii w szkolach,Czytałem.  > Jak zwykle przy tej okazji, na onecie pojawiają się nie najwyższych lotów komentarzeZnalazłoby się kilka w miarę przyzwoitych (choćby moje dwa  ). > Zapytam wprost, na czym wy opieracie swój system moralny?Z tego co pamiętam ludzka psychika składa się z id, ego i superego. Id to część psychiki, która dąży do zaspokojenia swoich potrzeb, nawet jeśli są całkowicie abstrakcyjne. Ego weryfikuje, czy dane potrzeby są realne do zaspokojenia. Superego sprawdza, czy zaspokojenie danej potrzeby nie wyrządzi nikomu krzywdy. Często jest określane mianem sumienia, empatii. Jak więc widać, każdy posiada jakiś wbudowany, naturalny mechanizm, który (w teorii) prowokuje zachowania ogólnie postrzegane jako moralne. Oczywiście każdy człowiek rozwija się indywidualnie, co za tym idzie superego każdego z nas jest inne. Na czym opieram swój system moralny? 1. Dążę do zaspokojenia swoich realnych do spełnienia potrzeb chyba, że moje działania zaszkodzą innym osobom. 2. Jeśli ktoś poprosi mnie o pomoc, to staram się tej pomocy udzielić, chyba, że skutki takiego działania będą dla mnie nieprzyjemne. Nie muszę nic zyskiwać, ale nie chcę też nic tracić. Ogólnie rzecz ujmując: nie krzywdzić innych, ale też nie pozwalać krzywdzić siebie. Tak w skrócie. Pozdrawiam.
|
|
kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Końcówka twojego postu różni się od postu onetowych trolli ( przykład) wyłącznie formą. Sens jest identyczny - szkalowanie ateistów poprzez wyrażanie poglądu, że religia=moralność, ateizm=amoralność. Moralność, to stosowanie się do zasad kodeksu etycznego uznanego za obowiązujący przez większość. Kodeks etyczny, to zbiór norm zachowania w określonych sytuacjach. NIE MA JEDYNIE SŁUSZNEJ ETYKI! NIE MA ETYKI UNIWERSALNEJ tzn. dającej jednoznaczne wskazówki postępowania W KAŻDEJ sytuacji. Polecam przeczytanie książki Jacka Hołówki pt. "Etyka w działaniu" - fragment tutaj.
|
|
 | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) |
> Moralność, to stosowanie się do zasad kodeksu etycznego uznanego za obowiązujący przez większość. Kodeks etyczny, to zbiór norm zachowania w określonych sytuacjach. Taka definicja w moich oczach zdecydowanie deprecjonuje znaczenie moralności. Nie stosuję się, do żadnych „kodeksów etycznych” czy „zbiorów norm uznawanych za obowiązujące”, a jeśli mi się przypadkiem zdarza, to jest to zupełnie nieumyślne i dzieje się tak tylko dlatego, że te normy najwyraźniej koincydują z tym, co ja uważam za właściwe. Nie wiem jak często się to zdarza, bo nie znam tych norm i mało mnie one obchodzą. W myśl tej definicji jestem zatem amoralny, co jest jednak zupełnie pustym stwierdzeniem i nie przynosi mi żadnej ujmy. Nie jestem w stanie przyjąć za moralne, słuszne i chwalebne niewolnictwa, czy okaleczenia młodych dziewczynek zwane obrzezaniem (obecne np. w islamie). Nie obchodzi mnie w ilu kodeksach etycznych jest to zachwalane i jaka większość uznaje, że tak należy; nigdy nie uznam krzywdzenia innej myślącej, świadomej i czującej istoty za właściwe. > NIE MA JEDYNIE SŁUSZNEJ ETYKI! NIE MA ETYKI UNIWERSALNEJ tzn. dającej jednoznaczne wskazówki postępowania W KAŻDEJ sytuacji. Tylko po co zaraz ten krzyk? To przecież jasne. Gdyby była, to ludzie byliby bezmózgimi automatami. Takie życie nie byłoby zbyt ciekawe. > Polecam przeczytanie książki Jacka Hołówki pt. "Etyka w działaniu" - fragment tutaj. Martwe drzewa nie uwiarygadniają dla mnie Twoich tez. Pozdrawiam. A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
3 na 3 ollikm (2038 punktów) (zablokowany) | Myślę, że dużą rolę odgrywa jeden z dogmatów wiary katolickej mówiący, że Bóg jest Dobrem (nawet nie, że jest dobry, a że jest Dobrem). Stąd jeśli ateista odrzuca (w jego mniemaniu) Boga, to musi być zły (lub dogmat jest fałszywy). Wiara w to, że wszyscy nie-chrześcijanie są źli jest po prostujednym z fundamentów tej religii.
|
|
| Totus (1201 punktów) | > Z drugiej strony, daje to pewien obraz calości i pokazuje szeroko podzielane mniemanie Polaków-katolików o ateistach-ludziach pozbawionych, ich zdaniem morali.Są to efekty "ciężkiej" pracy klechów i każdy podatny na ich wywody nieuk chodzący czy zapędzany do kościoła przyjmuje je razem z waflem. > Zastanawia mnie, czy wynika to twylącznie z uprzedzeń i niewiedzy,Oczywiście, że tak, w przytłaczającej większości, ale nie liczysz chyba na to, że padnie tu liczba?  > czy też ateiści, rzeczywićie rezygnując z przejętego systemu wartości, np. świadomie odrzucając system wartości katolickich, nie zaniedbują czasem budowania wlasneso, stalego i dobrze wypracowanego systemu normatywnego?Całkiem prawdopodobne, możliwe. Z innej strony patrząc to stały i dobrze wypracowany przez racjonalistę_ateistę system normatywny może być niezgodny z prawem krajowym oraz międzynarodowym. > Czy nie jest tak, że ateistom, latwiej jest pewne wartości traktować wyłącznie utylitarnie, lub zmieniać je na potrzeby chwili?Nie jest tak, że wartości stanowiące o człowieku przestają nimi być bo ktoś ateiście gasi światło pod kopułą. Ateista jest bliższy wartościom gdyż prędzej zrozumie z czego wynikają . > Zapytam wprost, na czym wy opieracie swój system moralny?Na wiedzy i doświadczeniu. .
|
|
2 na 2 | Kowalsky (3 punktów) | Ja jestem katolikiem i już ci odpowiadam: otóz w każdym z nas czy to ateiście czy w wierzącym w tę czy inna religie jest coś co nazywa sie sumieniem.To coś jest sędzią ale również doradcą dla nas jak mamy postępować. Jest jeden problem który dotyczy kształtowania sumienia.Nie jest ono bowiem od początku naszego życia doskonałe, dlatego trzeba je odpowiednio ukształtować.Na to składa się wychowanie no i oczywiście postawa człowieka.
|
|
 | | alicjah (35 punktów) | Zgodzę się, że prawdopodobnie "sumienie" stało się konstruktem na tyle uniwersalnym, że choć jest to termin typowo religijny, to jednak większość ludzi, niezależnie czy wierzących czy niewierzących, postrzega ów wewnętrzny głos, oceniający zachowanie, jako sumienie. Po przeczytaniu tych komentarzy, jestem raczej pełna nadziei, i utwierdzona w przekonaniu, że rezygnowanie z religijności, nie pociąga za sobą rezygnowania z sumienia, ani też całkowitego odwrócenia dotychczas wyznawanych wartości. W moim przypadku dojście do agnostycyzmu nie pociągnęło jakiejś wielkiej rewolucji w systemie norm i wartości, chociaż niektóre problemy etyczne definiowałam sobie na nowo i z innej perspektywy. Najwazniejszą konkluzją tej dyskusji jest dla mnie fakt, co do którego już wcześniej żywiłam głębokie przekonanie, że system normatywny większości ludzi nie wypływa z religii, choć może być przez religię dodatkowo uzasadniany (jeśli ktoś takiego uzasadnienia potrzebuje). Religia nie jest bynajmniej warunkiem koniecznym dla rozwinięcia, np w dziecku zdrowego i zgodnego z normami społecznymi systemu normatywnego. Z drugiej strony, dla wielu ludzi religia może pełnić funkcję kontrolującą zachowanie. Oczywiście świadomy, myślący człowiek nie potrzebuje religijnie uzasadnionej kontroli własnego zachowania, bo potrafi się kontrolować korzystając z własnych zasobów (przemyśleń i wypracowanej wizji świata i stosunków międzyludzkich). Nie chce , aby było to teraz oczko puszczone w stronę wierzacych, ale z drugiej strony, jeśli są ludzie, którzy potrzebują religijnego uzasadnienia, w postaci zakazów i nakazów, dla kontroli własnego zachowania, to widze tutaj pozytywny aspekt istnienia zjawiska religii na świecie. Co wy na to?
|
|
|  | 6 na 6 | Polit (62 punktów) | Alicjo, jeżeli wierzący potrzebowaliby tego religijnego uzasadnienia moralności wyłącznie dla siebie chętnie bym się z Tobą zgodziła. Problem z moralnością wierzących leży w tym, że najbardziej absurdalne jej nakazy uznają oni za jedynie słuszne, prawdziwe i konieczne również dla wszystkich pozostałych. Czują obowiązek narzucenia swej wiary i moralności innym bywa, że siłą. Gdy napotykają opór uznają tych innych za wyrzutków - obcych. Zjawisko religii było inspirujące w czasach, gdy jednoznaczny podział na swoich i obcych ułatwiał dbanie o przeżycie genów mojego rodu. I wyniesienie go ponad pozostałe. To ewolucyjny powód istnienia religii. Gdy przeludnienie ziemi powoduje konieczność współistnienia, religia i absurdalnie rygorystyczna religijna moralność stają się największą przeszkodą w porozumieniu ludzi ponad podziałami. Rodzi konflikty. Nie służy rozwojowi, ale eksterminacji napiętnowanych obcych. Zawsze do tego służyła, ale w przeszłości większe odległości pomiędzy grupami ludzi nie eksponowały tego zjawiska tak jaskrawo. W celu przezwyciężenia ograniczeń religii ludzkość na bieżąco wypracowuje zasady współistnienia oparte na wzajemnym poszanowaniu praw człowieka, a nie współwyznawcy. To wyciąga dywanik spod nóg kapłanów pozostających niespodziewanie bez źródła dochodu. Dlatego rozumiem ich opór przed świeckością świata. Co nie znaczy, że popieram. Ludzkość wolna od podziałów religijnych ma szansę przetrwać, pozostając w okowach ewolucyjnego, utrwalanego przez kapłanów podziału na swój-obcy wcześniej czy później doprowadzi do planetarnego kolapsu i nie będzie miało znaczenia czyja moralność była bardziej moralna.
|
|
| |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) | |
|
| | |  | | Polit (62 punktów) | > Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...<Dziękuję, pozdrawiam JolaP
|
|
| | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) | |
|
| | | | |  | 2 na 2 | Polit (62 punktów) | >i mądra...< to bardzo miłe gdy jest się docenionym szczególnie przez tak doświadczonego i pozytywnie ocenianego forumowicza, obawiam się jednak, że większość ludzi wierzących nie będzie skłonna spojrzeć na moją wypowiedz w ten sposób. Racjonalne argumenty zawsze przegrywają z emocjami z powodów, że tak powiem fizjologicznych. Obszary mózgu, które odpowiadają za emocje są ewolucyjnie starsze i zapisane w nich komunikaty są mało "sterowalne" przez nawet najbardziej racjonalne argumenty. Praktyka wszystkich religii opiera się na kodowaniu komunikatów religijnych właśnie w powiązaniu z emocjami. Te wszystkie misteria, obrzędy i inicjacje .... A potem ateista długo i zawile wywodzi swoje racje przekonując do racjonalnego spojrzenia na tzw. "prawdy wiary", po to by uśmiechnięty wierzący skwitował je stwierdzeniem "a ja i tak wierzę". Rzadko, kto jest dość odpory psychicznie by się w takim momencie nie zagotować. Co pięknie sprowadza całą dyskusję na znany wierzącemu grunt emocji i zamiast być przekonanym racjonalnym argumentem może spokojnie stwierdzić, że ci ateiści to jacyś dziwni ludzie i chyba bardzo cierpią z powodu braku wiary w boga!!! Obawiam się, że ten sam los spotka również umieszczone na forum racjonalne komentarze do emocjonalnie uwarunkowanych opinii ludzi wierzących.
|
|
| | | | | |  | | salek (4701 punktów) | >A potem ateista długo i zawile wywodzi swoje racje przekonując do racjonalnego spojrzenia na tzw. "prawdy wiary", po to by uśmiechnięty wierzący skwitował je stwierdzeniem "a ja i tak wierzę".
Obyż tylko tak było.. Chciałbym zobaczyć wierzącego na tym kończącego dyskusję. Zwykle jednak następuje po tym : 'I racjonalne podstawy mojej wiary mogę Ci udowodnić'.
|
|
| | | | | | |  | | Polit (62 punktów) | >Obyż tylko tak było.. Chciałbym zobaczyć wierzącego na tym kończącego dyskusję. Zwykle jednak następuje po tym : 'I racjonalne podstawy mojej wiary mogę Ci udowodnić'.> A tak oczywiście, ale ja miałam na myśli koniec dyskusji opartej na racjonalnych argumentach, w domyśle początek emocjonalnego sporu bez żadnych reguł, który prowadzi do pozbawionej sensu awantury.
|
|
4 na 4 | Hyżorek (462 punktów) | Tak się składa, że moralność katolicka jak i moralność wszelkich innych religii i sekt to tak naprawdę niemoralność. Mocne słowa, ale wiem, co mówię. W celu zrozumienia tego zdania polecam przykładowo książkę "Atlas Zbuntowany" Ayn Rand. Pokrótce ujmę to tak, cała moralność katolicka opiera się na przekonaniu, że człowiek z natury jest istotą grzeszną, a więc złą i trzeba się namęczyć, aby tę wrodzoną skłonność zmienić. Chciałbym zauważyć, że takie "obciążenie" jest jak gra w totka przy założeniu, że pewne kulki są znacznie cięższe niż pozostałe. Nawet początkujący student statystyki wie, że wyniki losowań będą wtedy, przynajmniej częściowo przewidywalne. Oczywiście takie obciążenie powoduje, że wolna wola człowieka nie jest tak do końca wolna, gdyż większe są szanse na to, ze człowiek postąpi źle niż na to, że postąpi dobrze. Biorąc pod uwagę, że oceny moralnej można dokonać wtedy jeśli człowiek ma możliwość wyboru, to jeśli ta możliwość już od urodzenia obciążona jest pewną tendencją, to nie można mówić o moralności i o tym, że ktoś postępuje dobrze czy źle. Robot zaprogramowany na zabijanie wszystkiego co się rusza nie jest ani dobry ani zły (co innego programista  , wykonuje po prostu swój program. Sprzeczność ta powinna być tym większa dla teisty, bo skoro Bóg jako byt nieskończenie dobry jest programistą, to konsekwencja celowego wdrożenia skłonności do zła w człowieku musiałaby być sprzeczna z naturą takiego bytu. Dodam jeszcze, że koncepcja grzechu pierworodnego to policzek dla moralności, jak bowiem można odpowiadać za jakikolwiek czyn, którego się nie popełniło. Proszę wziąć pod uwagę wieloletnie animozje pomiędzy różnymi wrogo nastawionymi do siebie krajami. Gdyby nie niemoralne stwierdzenia, że grzechy, przechodzą z ojców na synów, wiele konfliktów umarłoby wraz ze śmiercią ojców. Co do metod nauczania religii w szkołach, to moim zdaniem w ogóle nauczanie religii w szkołach jest policzkiem dla moralności, policzkiem dla wolności wyzwania i policzkiem dla samej szkoły, gdyż szkoła winna być świątynią nauki, a nie irracjonalnych wymysłów tworzonych przez religię. Religia to nie nauka, a dogmaty religijne to nie aksjomaty moralne, tylko stek sprzecznych z logiką (a więc rzeczywistością) bzdur. Ateizm, a w szczególności racjonalizm i obiektywizm tak naprawdę są szczytem moralności, moralności opartej na logice i rozumnym postrzeganiu rzeczywistości. Ateizm tak naprawdę pozwala na rozumowe, logiczne i rzeczowe podejście do kwestii moralności bez tematów tabu i bez irracjonalnych dogmatów. Jako przykład skrajnej niemoralności chciałbym podać dekalog, tak dekalog i to w jaki sposób jest on nielogiczny i amoralny. Posłużę się skróconą na potrzeby katolika wersją, wersja biblijna ma parę stron i jest w niej dużo mowy o baranach, wołach i innych dziwnych rzeczach, więc sobie to podaruję. Zacznijmy więc: 1. Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną. Po pierwsze jakich Bogów, skoro jest niby jeden. Po drugie czyż to nie zazdrość o innych Bogów i co złego by się stało, gdyby ktoś wysławiał innych bogów? Może lepiej nie wysławiać żadnego? Nie jest zresztą powiedziane, że jeśli nie wyznaje się żadnego to jest to złe. 2. Nie będziesz używał imienia pana Boga swego na daremno. Czyi kiedy można go używać? Gdzie jest określona granica, pomiędzy tym, czy to już jest za dużo, czy jeszcze nie? Poza tym granica ilościowa w moralności - bez komentarza. 3. Pamiętaj abyś dzień święty święcił. Czyż nie lepiej świętować wtedy, gdy ma się co świętować? Nie wspomnę już nawet o tym, ilu ludzi by zginęło, gdyby chociażby pozamykać w święta szpitale, policję i wojsko (ostatnio udało się to z supermarketami). 4. Czcij ojca swego i matkę swoją. A co ma powiedzieć dziecko pozostawione na śmietniku w plastikowym worku? Może powinno, przy założeniu, że ktoś je znajdzie i przeżyje, szukać swoich rodziców po identyfikacji DNA, żeby wyrazić im swoją cześć? Czyż nie powinno się czcić tylko tych, którzy na to zasługują? Moim zdaniem tak. 5. Nie zabijaj. Niby wszystko w porządku, a jednak. Gdzie prawo do obrony? Gdzie prawo do zdobywania pożywienia (przecież nie ma w tym przykazaniu mowy, że wolno zabijać zwierzęta)? Czyż nie życie jest najważniejsze. Moim zdaniem moralnym czynem na nieuzasadniony atak jest obrona włączając w to walkę na śmierć i życie. Ja wolałbym jednak przeżyć, niż nadstawiać drugi policzek, żeby jakiś niemoralny potwór mógł pozbawić mnie najcenniejszej rzeczy - mojego życia. 6. Nie cudzołóż. Wszystko dobrze, ale znów, jeśli przykładowo kobieta ma męża alkoholika, który ją bije i poniewiera, czyż nie powinna mieć prawa do uwolnienia się od tyrana? Czyż nie powinna mieć prawa do szczęścia? 7. Nie kradnij. To wydaje mi się w porządku. Własność prywatna jest według mnie jedną z największych świętości. 8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Popieram - zawsze najlepiej jest powiedzieć prawdę. 9. Nie pożądaj żony bliźniego swego. Niby ok. ale pojawia się podobny problem co w punkcie 6. i jeśli komuś nie ułożyło się w życiu, to dlaczego ma cierpieć z jeden błąd do jego końca. Jeśli dwoje ludzi kocha się nawzajem, to moim zdaniem jest to najważniejsze, ważniejsze niż jakiekolwiek wcześniejsze kontrakty i zobowiązania. 10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest. Wszystko ok. z tym że jeśli pożądam na przykład mercedesa mojego sąsiada, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebym go od niego kupił, jeśli on się zgodzi go sprzedać. Jeśli nie będzie chciał, to przecież mogę sobie kupić nówkę z salonu. Czy pożądanie czegoś jest złe? Przecież istnieje coś takiego jak uczciwa wymiana handlowa zapewniająca cywilizowane podejście do rzeczy pożądanych. System moralny ateistów opiera się na rozumie i na podstawowym prawie człowieka do życia i do szczęścia. Pozwolę sobie zacytować Ayn Rand: jest jeden podstawowy aksjomat - istnienie istnieje oraz jeden podstawowy wybór - wybór życia - to jest podstawa moralności ateistów - podstawa moralności rozumu.
|
|
 | | alicjah (35 punktów) | Hyżorek, niezły jest twój post i przeczytałam go z dużym zainteresowaniem. To chyba pierwsza w pełni dla mnie satysfakcjonująca odpowiedz na pytanie o morale ateisty, która przekonała mnie o wyższości moralności ateistycznej nad religijną jako taką. Do tej pory miałam jakiś wewnętrzny opór żeby to przyznać, chyba gwoli politycznej poprawności i tolerancji dla ludzi religijnych. Szczególnie podoba mi się twój wywód o wolnej woli. Zwerbalizowałeś coś, nad czym wielokrotnie zastanawiałam się, jeszcze jako osoba wierząca, bo istotnie, od dzieciństwa dostrzegałam sprzeczność w istnieniu jednocześnie Dobrego Boga i "z natury grzesznego człowieka", skoro stworzony jest na jego obraz i podobieństwo. Ten problem dotyka też kolejnej, kluczowej dla myślących wierzących sprawy, a mianowicie genezy zła. Nigdy jakoś nie przekonywała mnie historyjka o tym, jak to jeden z Aniołów zwyczajnie zbuntował się, uniósł pychą i upadł stając sie odtąd Lucyferem, sprawcą wszelkiego Zła i kusicielem ludzi... To skąd wzięła się w nim w ogole sama myśl, aby sprzeciwić się Bogu, który jest Samym dobrem? Żaden z uczonych księży i katechetów nie był w stanie do końca wyjaśnić mi tej kwestii, a dyskusję nad nią uciekały raczej w ogólniki. Wnioskowanie religijne często kończy się na konstatacji: "Tak to juz jest, tak nasz świat został stworzony." Jednocześnie zamyka to drogę dalszym dywagacjom i myśelniu. Swoją drogą być może ta nieumiejętność wynika z nieudolności katechetów z którymi się zetknęłam. Może ktoś zna aktualne teologiczne trendy w wyjaśnianiu tej ewiętnej nielogiczności?
Mniej przekonuje mnie to, jak rozprawiłęś się z dekalogiem. Wiadomo przecież, że to zdbiór raczej ogólnych wytycznych, a nie szczegółowych zaleceń, i że do każdego z konkretnie sformuowanych zdań można znaleść wyjątki, jeśli odpowiednio zawęzi się, lub poszerzy kategorie, które przykazania obejmują, albo wymyśli się jakieś sytuacje szczególne. Twoja krytyka przypomina mi działanie według zasady "Jak wszystko to wszystko" więc skoro już rozprawiłeś się z założeniami moralności religijnej (grzech pierworodny itd.) to należy jeszcze z rozmachu zmiażdzyć kodeks szczegółowy chrześcijan, czyli 10 przykazań... Czy nie można przyznać, że dekalog, poza pierwszymi trzema przykazaniami jest raczej zbiorem uniwersalnych zasad, które "działają" w 90% przypadków, a zatem można je polecić wszystkim ludziom, wierzącym i niewierzącym? Przecież formułując choćby proste zalecenie dla swojego dziecka: "Nie deptaj trawnika", nie dodajesz mnóstwa szczegółowych instrukcji, jak: "Możesz podeptać trawnik, jeśli będziesz chciał skrócić sobie drogę uciekając przed niebezpieczeństwem."
|
|
|  | 2 na 2 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Z dekalogiem chodziło mi raczej o to, że niektórzy uważają go za prawo, które nie może mieć żadnych odstępstw. Stąd powstają na przykład wojny religijne lub zamieszki o charakterze religijnym. Wystarczy spojrzeć na zamieszki, które pojawiły się w różnych miejscach na świecie po przedrukowaniu przez duńską gazetę karykatur Mahometa. Jest to efekt ortodoksyjnego traktowania prawa, a właściwie rozbudowanej wersji drugiego przykazania, w której też jest mowa o tym, że nie będziesz robił sobie wizerunków Boga (ani proroka). Nietrudno zauważyć, że takie ortodoksyjne podchodzenie do jakiegokolwiek prawa powoduje, że wystąpią wyjątki, w których postępowanie w myśl litery prawa będzie niemoralne. To rozum człowieka tak naprawdę powinien stwarzać kryteria wartości i powinno się indywidualnie oceniać na podstawie rozumu co jest w danym momencie dobre, a co złe. Jeśli człowiekowi przyświeca aksjomat, że istnienie istnieje i jego podstawowym wyborem, będącym źródłem wszelkich innych wyborów jest wybór życia (Ayn Rand "Atlas Zbuntowany" - polecam), reszta jest pochodną tego aksjomatu i tego podstawowego wyboru. Tak naprawdę to moralność oparta na rozumie jest moralnością życia, moralność oparta na irracjonalnych przesłankach jest moralnością śmierci. Przecież w religii i to nie tylko katolickiej głównym celem nie jest zachowanie życia na ziemi, ale dążenie do nagrody w niebie, którą można uzyskać dzięki wyrzeczeniu się przyjemności oraz poświęceniu tego, co ma dla nas wartość (pełne poświęcenie, to poświęcenie wszystkich wartości). Moralność religijna to tak naprawdę niemoralność. Aż trudno mi uwierzyć, że większość ludzi na świecie postrzega religię jako źródło moralności, podczas gdy religia jest jednym z głównych źródeł zła (nie jedynym, gdyż nic nie może być źródłem wszystkiego).
|
|
| |  | 1 na 1 | Polit (62 punktów) | Witam i dziękuję za mądrą wypowiedz jak napisała "alicjah" werbalizującą wewnętrzne przekonania ateistów, które są niejednokrotnie tłumione przez "polityczną poprawność" i niechęć do łamania zasad tolerancji tak ważnych dla moralności. Upowszechnienie postrzeganie religii jako źródła zła stało się możliwe dopiero wtedy, gdy zagęszczenie ludzi i przepływ informacji pomiędzy mini odebrał kapłanom monopol na wiedzę o skutecznej manipulacji. Wszelkie "formacje", jakim podlega potencjalny kapłan są nastawiane na opanowanie umiejętności wywierania wpływu z wręcz podprogowym przekazem poleceń, którym wierny nie może się przeciwstawić nie odczuwając dyskomfortu psychicznego. Ciekawe jest obecnie obserwowanie jak "oficjalne" kościoły walczą z sektami. Wskazują na zagrożenia uzależnieniem psychicznym od sekty przy okazji (i raczej nieświadomie) zdradzając tajniki własnej "kuchni". Siła, z jaka wierni zamykają oczy na wynikające z wypowiedzi o sektach wnioski świadczy o głębokości manipulacji ich emocjami dokonanej przez kapłanów.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|