Racjonalista - Strona głównaDo treści
Próba ognia, czyli zbrodnie ateizmu

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
09-03-2011 07:28Hodża (11172 punktów)Próba ognia, czyli zbrodnie ateizmu
Ocena -3 na 11
Nie będę ukrywał, że moje zainteresowania religią i filozofią są dużo wcześniejsze, niż obecność na tym forum. Z czasów mojej religijnej aktywności dobrze pamiętam dyskusje na oazach czy spotkaniach formacyjnych, w których nader często przewijał się wątek zbrodni ateizmu: milionów ofiar stalinizmu, maoizmu czy Czerwonych Khmerów w Kambodży. Bardzo pobieżnie przeglądałem to forum i nie jestem pewien, czy wprost ten wątek został omówiony - jeśli tak, będę wdzięczny za odnośnik. Moje pytanie brzmi (a pasuje ono chyba do ABC...) - w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu, to przyjmowanie takiego światopoglądu jest co najmniej wątpliwe etycznie, jeśli nie niebezpieczne, i argumenty rozumowe dotyczące dowodów na ontologiczny status Boga mają drugorzędne znaczenie wobec tych okrutnych faktów? Nie zadaję tego pytania jako prowokację do sporu, gdyż nie mam zamiaru bynajmniej dowodzić, że np. skoro ateizm ma krew na rękach, to jest on z gruntu "tak samo dobry" jak każda inna ideologia czy religia, która zdobyła władzę. Chodzi mi o racjonalne wyjaśnienie takich wątpliwości natury etycznej, bo trzeba przyznać, że jest to argument dość nośny a i na mnie swego czasu zadziałał tak, że zamiast zgłębiać się w nauki społeczne, zacząłem studiować Pismo
Czy są może jakieś szersze opracowania pisane z racjonalnego punktu widzenia, naświetlające to zagadnienie?
Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

09-03-2011 08:43
 Ocena 26 na 26
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Nie będę ukrywał, że moje zainteresowania religią i filozofią są dużo wcześniejsze, niż obecność
>na tym forum. Z czasów mojej religijnej aktywności dobrze pamiętam dyskusje na oazach czy
>spotkaniach formacyjnych, w których nader często przewijał się wątek zbrodni ateizmu: milionów ofiar
>stalinizmu, maoizmu czy Czerwonych Khmerów w Kambodży. Bardzo pobieżnie przeglądałem to forum i nie
>jestem pewien, czy wprost ten wątek został omówiony - jeśli tak, będę wdzięczny za odnośnik.

To i owo na ten temat pojawiło się ostatnio tutaj.

> w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy
>agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak
>niewyobrażalnych spustoszeń,

Bardzo prosto: nie doprowadziła, bo i doprowadzić - nie istniejąc - nie mogła. Ateizm nie jest ideologią a stanowiskiem filozoficznym, z którego nic, ale to nic, dla polityki nie wynika. Wśród ateistów nietrudno znaleźć monarchistów, konserwatystów, nacjonalistów, liberałów, socjalistów, anarchistów, komunistów - kogo dusza zapragnie. Spustoszenia dokonane przez komunizm, które przywołujesz, pozostają spustoszeniami dokonanymi przez komunizm - określoną ideologię polityczną wcieloną w polityczne organizacje.

>przyjmowanie takiego światopoglądu jest co najmniej wątpliwe etycznie, jeśli nie niebezpieczne,

Całkiem inaczej rozumiem etykę myślenia.

>argumenty rozumowe dotyczące dowodów na ontologiczny status Boga mają drugorzędne znaczenie wobec
>tych okrutnych faktów?

To zupełnie różne kwestie.

> trzeba przyznać, że jest to argument dość nośny

Nośny to on jest tylko w określonych warunkach - np. we współczesnej Polsce, gdzie zadęcie "moralne", słodycz kremówczana, histeria nekrofilska i paranoiczne obsesje dość skutecznie tłumią rzetelny namysł nad polityką.

>Czy są może jakieś szersze opracowania pisane z racjonalnego punktu widzenia, naświetlające to
>zagadnienie?

Serdecznie polecam np. tę książkę. Po prawdzie - jest ona na nieco inny temat, ale sądzę, że i w kwestiach, które poruszasz, niejedno Ci rozjaśni.
Co do czasopism - warto sięgnąć w szczególności po Przegląd Polityczny - do dostania w każdym Empiku, zaś archiwalne numery tutaj.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Rigoletto (3891 punktów)
>Wśród ateistów nietrudno znaleźć monarchistów,

Choćby prof. Jacek Majchrowski.

09-03-2011 15:52 
 Ocena 1 na 5
worek kości (2937 punktów)
>Bardzo prosto: nie doprowadziła, bo i doprowadzić - nie istniejąc - nie mogła. Ateizm nie jest ideologią a stanowiskiem filozoficznym, z którego nic, ale to nic, dla polityki nie wynika. Wśród ateistów nietrudno znaleźć monarchistów, konserwatystów, nacjonalistów, liberałów, socjalistów, anarchistów, komunistów - kogo dusza zapragnie. Spustoszenia dokonane przez komunizm, które przywołujesz, pozostają spustoszeniami dokonanymi przez komunizm - określoną ideologię polityczną wcieloną w polityczne organizacje.

A o inkwizycji i tzw wojnach religijnych też powiesz, że to była konsekwencja ustroju politycznego, niepokojów społecznych itd, czy jednak wina wiary w Boga i kropka?
09-03-2011 22:53 
 Ocena 19 na 19
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>A o inkwizycji i tzw wojnach religijnych też powiesz, że to była konsekwencja ustroju politycznego, niepokojów społecznych itd, czy jednak wina wiary w Boga i kropka?

Za młodu ubaw miałem po pachy obserwując jak Automatycznie teiści zagadywani o tzw. mroczne karty historii Kościoła na wyprzódki w najtwardszych materialistów Przemieniali się Mistycznie z Poświstem i nuże wywodzić, że za wszystko Złe odpowiadają czysto świeckie motywacje (polityczne, ekonomiczne, psychologiczne etc.) zaś te duchowe w Nieskalaności swej nic wspólnego nie mają, bo przecie nie ich wina, że Szatan wszędzie ogonem miesza a ludzie są tylko ludźmi... itd., itp.
Jeśli z kolei cokolwiek "dobrego" z kościelnych dziejów przywołano - z punktu za dowód Słuszności Nadprzyrodzoności Prawdziwej Prawdy swej to do wierzenia zadawali.
Ale gdzieś tak za 735-tym razem znudziło mnie już, bo ileż można.
Krótko: religia i wewnątrzgatunkowa przemoc to zjawiska logicznie rozłączne - zarówno religia bez przemocy może się obywać (na co jest niezliczona ilość przykładów), jak i wewnątrzgatunkowa przemoc bez religii istnieje w najlepsze od czasów kambryjskich zapewne.
Co nie zmienia faktu, że religia - rozpatrywana jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.
W szczególności niektóre typy religii - monoteizmy - niejako "z natury" do przemocy się skłaniają.
Wśród monoteizmów dotyczy to zwłaszcza monoteizmów nastawionych na prozelityzm - jak chrześcijaństwo i islam.
Fakt, że ludzie i bez religii wojowaliby o "konkrety" typu władza, prestiż, majątek, partnerzy seksualni etc. w żadnym razie nie oznacza, że wojować nie mogą i w imię "duchowości" - przeciwnie, we własnym ich przekonaniu owa "duchowość" może stać się główną, a nawet jedyną, motywacją; zwłaszcza "duchowość" określonego typu.
Jakich obiektywnych przyczyn (politycznych, ekonomicznych etc.) by "materialista" nie wykazywał, nie sposób przeczyć, że religia/mit (zwłaszcza w postaci nastawionego na prozelityzm monoteizmu) bywa co najmniej owych świeckich motywów wzmacniaczem, a niekiedy staje się motywem samym w sobie.
Co do konkretnych przywołanych przez Ciebie przykładów - inkwizycji i wojen religijnych (domyślam się, że chodzi Ci głównie o europejskie wojny religijne wieków XV-XVII) - sytuacja jest, mym zdaniem, wyjątkowo wprost przejrzysta.
Tak - za inkwizycję i za wojny religijne odpowiadają instytucje religijne. Instytucje religijne, które same siebie rozumiały jako instytucje religijne właśnie.
Jedyną perspektywą w jakiej daje się dokonywać sensownych interpretacji etycznych wydaje mi się perspektywa odwołująca się do kategorii osoby fizycznej i/lub prawnej.
Inkwizycja była osobą prawną o legitymacji - we własnym samorozumieniu - wyłącznie religijnej. Niektóre z Wysokich Napierdalających się Stron wojen religijnych takoż takimi osobami były - ówczesne monarchie Autorytet swój i Prawomocność wszak z Bożej Łaski i Pomazaństwa czerpały; inne zaś, jak "anarchiści" w rodzaju husytów czy zwolenników Muenzera, takoż na Bożą Wolę się powoływały, inaczej ją jeno odczytując. Że tacy, powiedzmy, husyci osobowości prawnej jako instytucja dobić się nie zdołali, nie zmienia faktu, że wielu konkretnym osobom fizycznym walczącym w ich gronie a powołującym się przy tym na racje religijne odpowiedzialność etyczną przypisać można śpiewająco.
To chyba tyle. Jeśli coś jeszcze niejasne, to krzycz.

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
piotao (913 punktów)
Tę wypowiedź powinieneś umieścić na stronie głównej portalu jako krótki artykuł. Tak myślę. Brawo!


-pio-
10-03-2011 09:02 
 Ocena 3 na 3
jederman (173 punktów)
>Co nie zmienia faktu, że religia - rozpatrywana jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłana jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

Przy rozpatrywaniu religii jako zjawiska społecznego trudno mi się z tym nie zgodzić. Warto jednak zaakcentować, że dokładnie to samo dotyczy ateizmu, to znaczy:

Ateizm - rozpatrywany jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłany jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

Dla jasności: nie wydaje mi się (choć zawsze mogę się mylić) by Big Żyd twierdził tu coś innego; po prostu uważam, że nigdy dość akcentowania obosieczności argumentacji jaką tu rozważacie. Albo rozważamy wiarę religijną/ateizm jako zjawiska społeczne - i wtedy obie strony mają prawo do wysuwania argumentów z zaszłości historycznych. Albo rozważamy je jako abstrakcyjne idee - i wtedy z żadnej strony te argumenty nie są wiele warte. Nieuczciwe jest natomiast - ponownie z obu stron - kurczowe traktowanie własnego stanowiska jako abstrakcyjnej idei, przy jednoczesnym ustawianiu oponenta jako reprezentanta zjawiska społecznego. Tę nieuczciwość zauważam w dyskusjach po obu stronach (fakt, częściej ze strony ateistów - ale to już może takie moje skrzywienie )


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
10-03-2011 21:35 
 Ocena 6 na 8
MarcinK (9189 punktów)
> Warto jednak zaakcentować, że dokładnie to samo dotyczy ateizmu,

Nie dotyczy.

> Ateizm - rozpatrywany jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłany jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

Ateizm to tylko niewiara we wszystkie bóstwa. Nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania. W tej części wypowiedzi Bigowi chodziło (a przynajmniej ja to tak rozumiem), że wierzenia religijne niosą ze sobą pewien kodeks postępowania np. nie jedz mięsa w piątki, nie wierz w innych bogów itp. Co więcej, na przestrzeni wieków, dorobiły się właśnie różnorakich aparatów represji by żadne herezje wśród owieczek nie zagościły. Ateizm zaś nie zawiera w sobie ani jednej zasady postępowania, nawet najmniejszej.

>Dla jasności: nie wydaje mi się (choć zawsze mogę się mylić) by Big Żyd twierdził tu coś innego; po prostu uważam, że nigdy dość akcentowania obosieczności argumentacji jaką tu rozważacie.

Ta "symetria" to czysta erystyka - po prostu ona nie istnieje choć każdy teista chętnie by ją widział.

> Albo rozważamy wiarę religijną/ateizm jako zjawiska społeczne

W tej definicji nim nie jest.

>- i wtedy obie strony mają prawo do wysuwania argumentów z zaszłości historycznych.

Przy teizmie bez problemu można wysuwać argumenty z zaszłości historycznych - ileż to razy się wyrzynano z imieniem jednego bądź drugiego bóstwa. Wskaż jednak choć jedną wojnę z powodu braku boga.

> Tę nieuczciwość zauważam w dyskusjach po obu stronach (fakt, częściej ze strony ateistów - ale to już może takie moje skrzywienie )

Ja tu widzę tylko brak zrozumienia przez Ciebie pojęcia ateizmu. Ateizm to nurt indywidualistyczny, a nie zbiorowy jak religia. Blisko symetrii jest tylko co do (nie)istnienia boga - co do reszty żadna nie zachodzi.
11-03-2011 12:45 
 0 na 4
jederman (173 punktów)
>Ateizm to tylko niewiara we wszystkie bóstwa. Nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania. W tej części wypowiedzi Bigowi chodziło (a przynajmniej ja to tak rozumiem), że wierzenia religijne niosą ze sobą pewien kodeks postępowania np. nie jedz mięsa w piątki, nie wierz w innych bogów itp. Co więcej, na przestrzeni wieków, dorobiły się właśnie różnorakich aparatów represji by żadne herezje wśród owieczek nie zagościły. Ateizm zaś nie zawiera w sobie ani jednej zasady postępowania, nawet najmniejszej.

Teizm to tylko wiara w istnienie bóstwa. Sam tylko teizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania - w odróżnieniu od specyficznych, występujących w życiu społecznym konglomeratów wierzeń/zachowań, których teizm jest składnikiem.
Na podobnej zasadzie:
Ateizm to tylko niewiara w istnienie bóstwa. Sam tylko ateizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania - w odróżnieniu od specyficznych, występujących w życiu społecznych konglomeratów wierzeń/zachowań, których ateizm jest składnikiem.

>Przy teizmie bez problemu można wysuwać argumenty z zaszłości historycznych - ileż to razy się wyrzynano z imieniem jednego bądź drugiego bóstwa. Wskaż jednak choć jedną wojnę z powodu braku boga.

Typowa, obiegowa bzdurka. Wiele razy wyrzynano się z imieniem jednego bądź drugiego bóstwa wypisanym na sztandarach ... a analiza historycznych przyczyn konfliktu ujawnia przekonania religijne jako zaledwie kropeczkę w całej mozaice czynników. Nie raz wyrzynano się również pod sztandarem walki z religijnymi przesądami ... a analiza historycznych przyczyn ujawnia "walkę z przesądami" jako zaledwie kropeczkę w całej mozaice czynników.

>> Albo rozważamy wiarę religijną/ateizm jako zjawiska społeczne
>W tej definicji nim nie jest.

Oczywiście MarcinK może odmówić rozpatrywania pytania o społeczne manifestacje danego przekonania - pytania o to, z jakimi konglomeratami przekonań/zachowań łączyło się ono na przestrzeni dziejów. Podobnie ja mogę odmówić wypicia szklanki piwa ... choć z bólem

>> Tę nieuczciwość zauważam w dyskusjach po obu stronach (fakt, częściej ze strony ateistów - ale to już może takie moje skrzywienie )
>Ja tu widzę tylko brak zrozumienia przez Ciebie pojęcia ateizmu. Ateizm to nurt indywidualistyczny, a nie zbiorowy jak religia.

Tego indywidualizmu u MarcinaK nie zauważyłem. MarcinK plecie to samo co wszyscy.

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
11-03-2011 13:13 
 Ocena 5 na 7
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Religia niesie za sobą kodeks postępowania.
Ateizm nie niesie.

Stąd mój minus.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
11-03-2011 13:38 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
>Religia niesie za sobą kodeks postępowania.
>Ateizm nie niesie.
>Stąd mój minus.
>Pozdrawiam

Zgoda, istnieje tu różnica pomiędzy określeniami "teizm" i "religia". Stąd mój plus Teizm - właściwe przeciwieństwo ateizmu - takiego kodeksu w sobie nie zawiera; to co zwykle nazywamy "religią" mieści zaś w sobie taki kodeks. Proszę jednak zauważyć, że sama tylko analiza ogólnego pojęcia religii nie wyznacza nam tego kodeksu. Z tego względu argumentacja typu "religia jako taka jest be, bo te a te zaszłości historyczne" jest niewiele warta, chyba że ktoś by chciał argumentować, że kodeksy etyczne są w ogóle "be". To jednak bardzo rzadko się robi; jak ktoś ma taką argumentację - chętnie zobaczę.

Również pozdrawiam


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
11-03-2011 14:01 
 Ocena 1 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Plusik. Ateizm nie jest ideologią typu religia - pełna zgodność.

Cała zabawa polega na tym, że wszystkie główne religie chrześcijaństwo, islam, buddyzm, hinduizm (+ mojżeszowcy i inne) były/są uwikładne w nazizm lub pokrewne ideologie. Stąd wniosek, że z nimi jest coś nie tak na jakimś (niesprecyzowanym) poziomie. (Oczywiście można znaleźć więcej powiązań między popularnymi religiami, a potępianymi ideologiami/tworami.)
I tak przebiega dyskusja - powyższe jest argumentem. Dyskusja nie przechodzi na płaszczyznę teoretyzowań.

Jeśli byś wziął stalinowski komunizm jako dziecko mariażu ateizmu z teorią klas ludzi i innych idei i chciał porównywać do religii, to ateista wytrąci Ci ten argument z ręki, mówiąc, że potępia komunizm stalinowski. Jest przeciwko komunizmowi.
Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć. Natomiast religie trwają mimo różnych nieładnych mariaży w przeszłości - i łatwo zaatakować wierzącego pytając, jak może wierzyć, skoro obiekt jego wiary ma taką przeszłość.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
11-03-2011 14:30 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>Plusik. Ateizm nie jest ideologią typu religia - pełna zgodność.
>Cała zabawa polega na tym, że wszystkie główne religie chrześcijaństwo, islam, buddyzm, hinduizm (+ mojżeszowcy i inne) były/są uwikładne w nazizm lub pokrewne ideologie.

Łączenie narodowego socjalizmu, z religiami (no chyba, że z kultem słońca ) jest niesłuszne. Nazizm był pokręconą hybrydą darwinizmu społecznego, wypływającej z niego eugeniki i rasizmu, kultu państwa i narodu wywodzącego się z poglądów Hegla. Kultu "nadczłowieka" wziętego od Nietschego (który przecież głosił śmierć Boga). To wszystko było podlane pseudonaukowym sosem i antykapitalistycznymi koncepcjami w gospodarce. To, że nazizm nie spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem zinstytucjonalizowanych religii, to inna sprawa.

>Stąd wniosek, że z nimi jest coś nie tak na jakimś (niesprecyzowanym) poziomie. (Oczywiście można znaleźć więcej powiązań między popularnymi religiami, a potępianymi ideologiami/tworami.)
>I tak przebiega dyskusja - powyższe jest argumentem. Dyskusja nie przechodzi na płaszczyznę teoretyzowań.
>Jeśli byś wziął stalinowski komunizm jako dziecko mariażu ateizmu z teorią klas ludzi i innych idei i chciał porównywać do religii, to ateista wytrąci Ci ten argument z ręki, mówiąc, że potępia komunizm stalinowski. Jest przeciwko komunizmowi.
>Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć.

Nie bardzo. Chiny, Wietnam (teoretycznie najbardziej ateistyczne państwo na świecie), Korea Płn., Kuba, w wielu krajach istnieją i dobrze prosperują partie komunistyczne.

>Natomiast religie trwają mimo różnych nieładnych mariaży w przeszłości - i łatwo zaatakować wierzącego pytając, jak może wierzyć, skoro obiekt jego wiary ma taką przeszłość.

Wszyscy mówią tak samo - "to tylko błędy i wypaczenia" .............(tu wpisać określoną ideologię).
11-03-2011 14:47 
 0 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Plusik. Ateizm nie jest ideologią typu religia - pełna zgodność.
>>Cała zabawa polega na tym, że wszystkie główne religie chrześcijaństwo, islam, buddyzm, hinduizm (+ mojżeszowcy i inne) były/są uwikładne w nazizm lub pokrewne ideologie.
>Łączenie narodowego socjalizmu, z religiami (no chyba, że z kultem słońca ) jest niesłuszne. Nazizm był pokręconą hybrydą darwinizmu społecznego, wypływającej z niego eugeniki i rasizmu, kultu państwa i narodu wywodzącego się z poglądów Hegla. Kultu "nadczłowieka" wziętego od Nietschego (który przecież głosił śmierć Boga). To wszystko było podlane pseudonaukowym sosem i antykapitalistycznymi koncepcjami w gospodarce. To, że nazizm nie spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem zinstytucjonalizowanych religii, to inna sprawa.
Nazizm spotkał się z poparciem katolicyzmu, buddyzmu, islamu. Hinduizm, różne odłamy chrześcijaństwa, mojżeszowcy popierali inne odmiany narodowego socjalizmu.

>>Jeśli byś wziął stalinowski komunizm jako dziecko mariażu ateizmu z teorią klas ludzi i innych idei i chciał porównywać do religii, to ateista wytrąci Ci ten argument z ręki, mówiąc, że potępia komunizm stalinowski. Jest przeciwko komunizmowi.
>>Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć.
>Nie bardzo. Chiny, Wietnam (teoretycznie najbardziej ateistyczne państwo na świecie), Korea Płn., Kuba, w wielu krajach istnieją i dobrze prosperują partie komunistyczne.
Ale systemy nie są komunistyczne, mimo że rządzą partie nazywające same siebie komunistycznymi.

>>Natomiast religie trwają mimo różnych nieładnych mariaży w przeszłości - i łatwo zaatakować wierzącego pytając, jak może wierzyć, skoro obiekt jego wiary ma taką przeszłość.
>Wszyscy mówią tak samo - "to tylko błędy i wypaczenia" .............(tu wpisać określoną ideologię).
Ale jak uznać nieomylność papieży, skoro sporo z nich było wcześniej czynnymi inkwizytorami?
Nie da się uciec w wytłumaczenie to "tylko błędy i wypaczenia", jeśli przez nie cierpieli ludzie. Bo to przyznanie się, że ta ideologia w praktyce powoduje błędy i wypaczenia.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
11-03-2011 18:41 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>>Łączenie narodowego socjalizmu, z religiami (no chyba, że z kultem słońca ) jest niesłuszne. Nazizm był pokręconą hybrydą darwinizmu społecznego, wypływającej z niego eugeniki i rasizmu, kultu państwa i narodu wywodzącego się z poglądów Hegla. Kultu "nadczłowieka" wziętego od Nietschego (który przecież głosił śmierć Boga). To wszystko było podlane pseudonaukowym sosem i antykapitalistycznymi koncepcjami w gospodarce. To, że nazizm nie spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem zinstytucjonalizowanych religii, to inna sprawa.
>Nazizm spotkał się z poparciem katolicyzmu,

No niezupełnie - Pius XI przez encyklikę "Mit brennender Sorge" z 1937, kierowaną do katolików niemieckich, starał się demaskować niebezpieczeństwa, do jakich prowadzi nazizm.
Dokument ten pokazywał błędy nazistów i sprzeczność ich ideologii z chrześcijańswem. Inna sprawa, że w Niemczech panował już taki zamordyzm, że nikt się tym specjalnie nie przejął. Problemem dla Kościoła było również to, że był między komunistycznym młotem a hitlerowskim kowadłem. Nazizm wydawał się lepszy bo przynajmniej otwarcie nie atakował Kościoła (choć istnieją przekonywujące przesłanki na to, że Himmler w czasie wojny przygotowywał się, do powojennej rozprawy z katolikami).

Oczywiście duchowni katoliccy w Chorwacji i Słowacji, gremialnie (zwłaszcza na Słowacji) kolaborowali z nazistami, ale co do innych krajów, to już tak źle nie było. W Hiszpanii sprawa nie była już taka oczywista, bo komuniści bardzo energicznie i krwawo walczyli z Kościołem, więc katolicy nie mieli innej opcji niż przyłączyć się do Generała Franco.

>buddyzmu, islamu. Hinduizm, różne odłamy chrześcijaństwa, mojżeszowcy

O jakich "mojżeszowców" Ci chodzi?

>>>Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć.
>>Nie bardzo. Chiny, Wietnam (teoretycznie najbardziej ateistyczne państwo na świecie), Korea Płn., Kuba, w wielu krajach istnieją i dobrze prosperują partie komunistyczne.
>Ale systemy nie są komunistyczne, mimo że rządzą partie nazywające same siebie komunistycznymi.

Ale w Watykanie już nie palą heretyków. A w Chinach można iść do obozu pracy za krytykowanie Mao...

>>Wszyscy mówią tak samo - "to tylko błędy i wypaczenia" .............(tu wpisać określoną ideologię).
> Ale jak uznać nieomylność papieży, skoro sporo z nich było wcześniej czynnymi inkwizytorami?
>Nie da się uciec w wytłumaczenie to "tylko błędy i wypaczenia", jeśli przez nie cierpieli ludzie. Bo to przyznanie się, że ta ideologia w praktyce powoduje błędy i wypaczenia.

To ludzie, zawsze ludzie są winni...
11-03-2011 19:20 
 0 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Przeczytaj trzy razy sam siebie.
Ty nie bronisz chrześcijaństwa, tylko je pogrążasz.

Jakbyś chciał bronić musiałbyś przyjąć "na klatę" wszystkie niewygodne prawdy. Przeprosić za nie i powiedzieć, "teraz jesteśmy inni, już tak nie będziemy".
Ale najwyraźniej nie masz przekonania, że jesteście inni, więc tuszujesz.

Pozdrawiam
PS. Modliłbym się za Ciebie, gdybym wierzył w coś, do czego warto się modlić. Że przejrzysz na oczy.

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
11-03-2011 20:52 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>Przeczytaj trzy razy sam siebie.
>Ty nie bronisz chrześcijaństwa, tylko je pogrążasz.

A dlaczego uważasz, że moim zamiarem jest obrona chrześcijaństwa? Staram się bezstronnie przedstawiać to co wiem o danym zagadnieniu.
Takie dysputy prowadziłem i z miłośnikami Kościoła i z takimi "miłośnikami" Kościoła jak Ty. Tym piewszym uświadamiałem, że Kościół nie był taki kryształowy jak twerdzą wielbiciele Piusa XI, a to co odpisałem na Twój post, to przecież prawda.

>Jakbyś chciał bronić musiałbyś przyjąć "na klatę" wszystkie niewygodne prawdy. Przeprosić za nie i powiedzieć, "teraz jesteśmy inni, już tak nie będziemy".
>Ale najwyraźniej nie masz przekonania, że jesteście inni, więc tuszujesz.

My? To znaczy kto? Mnie jest raczej daleko do chrześcijaństwa.

11-03-2011 22:22 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Prawda jest taka, że Hitler wykopał papieża - wcześniej papież mocno popierał Hitlera.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
12-03-2011 17:55 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Staram się bezstronnie przedstawiać
To bardzo ładnie z Pańskiej strony.

>to co wiem o danym zagadnieniu.
A czy Pan jest pewien, że to co Pan wie, jest w miarę obiektywne?
Czy jest Pan pewien, że potrafi obiektywnie źródła dobierać i odbierać?
To pytania retoryczne, dotyczące nas wszystkich i nie wymagające publicznej odpowiedzi.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-03-2011 21:50 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>A czy Pan jest pewien, że to co Pan wie, jest w miarę obiektywne?
>Czy jest Pan pewien, że potrafi obiektywnie źródła dobierać i odbierać?
> To pytania retoryczne, dotyczące nas wszystkich i nie wymagające publicznej odpowiedzi.Pozdrawiam.

Może inaczej. Przy analizowaniu jakiegoś zjawiska, staram się wyłączać emocje, bo to prowadzi zwykle do dobierania argumentów pod z góry ustaloną tezę. W tym przypadku (katolicyzm a nazizm), nie da się tej kwestii pokazać na zasadzie "czarne-białe" (bo sprawa jest bardzo złożona).
13-03-2011 12:04 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Może inaczej. Przy analizowaniu jakiegoś zjawiska, staram się wyłączać emocje,
Emocje wcale nie są najgorsze, choć warto je kontrolować.

>bo to prowadzi zwykle do dobierania argumentów pod z góry ustaloną tezę.
Zdecydowanie - nie emocje do tego prowadzą, a dotychczas wypracowany nasz światopogląd.
Rodzina, środowisko, przeczytane książki, a także geny i charakter.

>W tym przypadku (katolicyzm a nazizm), nie da się tej kwestii pokazać na zasadzie "czarne-białe" (bo sprawa jest bardzo złożona).
Tak, sprawa jest bardzo złożona, choćby przez to, że oparte to było na zasadzie "czarne-czarne" i pozostało jedną z wielu czarnych stron Kościoła.
Co wcale nie znaczy, że w pojedynczych przykładach ludzie Kościoła nie zachowywali się heroicznie.
Zachowując przyzwoitość nawet aż do własnej śmierci.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-03-2011 14:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>Nazizm spotkał się z poparciem katolicyzmu,
>No niezupełnie - Pius XI przez encyklikę "Mit brennender Sorge" z 1937, kierowaną do katolików niemieckich, starał się demaskować niebezpieczeństwa, do jakich prowadzi nazizm.
Sprawy zostały uregulowane podpisaniem 20 lipca 1933 roku konkordatu z Watykanem.

>Dokument ten pokazywał błędy nazistów i sprzeczność ich ideologii z chrześcijaństwem.
Przeczytałem tą encyklikę na nowo (nawet dwa razy) i ja znalazłem w niej tylko obronę interesów Kościoła, ale najlepiej niech przemówi dokument:
Nikt nie myśli o tym, by stawiać młodzieży niemieckiej przeszkody na drodze mającej ja prowadzić do stworzenia prawdziwej jedności narodowej, do pielęgnowania szlachetnego umiłowania wolności, do niezłomnej wierności wobec ojczyzny. Występujemy natomiast przeciwko wytwarzaniu przeciwieństw pomiędzy tymi celami wychowawczymi a celami religijnymi. Dlatego też wołamy do tej młodzieży: śpiewajcie swe pieśni wolności lecz nie zapominajcie przy tym o wolności synów Bożych. Nie pozwólcie, by szlachectwo tej niezastąpionej wolności znikło w okowach grzechu i zmysłowości. Kto śpiewa pieśni wierności wobec ojczyzny, nie może sprzeniewierzyć się swemu Bogu, swemu Kościołowi i swej wiecznej ojczyźnie, stając się wobec nich zbiegiem i zdrajcą.

Każdy dokument ma jakieś tło:
Konkordat stanowił ukoronowanie procesu reorganizacji i umacniania Kościoła katolickiego - na tle rozkładu protestantyzmu - po I wojnie światowej. Silna pozycja Kościoła katolickiego była ugruntowana już za czasów Republiki Weimarskiej gdyż to właśnie katolickie stronnictwo Centrum stanowiło podporę jej rządów. Pod względem intelektualnym katolicy niemieccy zaczęli przezwyciężać swoje tradycyjne zacofanie w stosunku do protestantów. /.../ Konkordat zawarty przez Rzesze nie wnosił nic nowego tyle tylko, że rząd Rzeszy zobowiązał się do przestrzegania zawartych już wcześniej postanowień. Władze Rzeszy uległy naciskom i zgodziły się na przyznanie swobody w kwestii obsadzania stanowisk kościelnych. Poza tym utrzymano podział szkół według kryteriów wyznaniowych. Wydaje się, że w wyniku podjętych działań zyskiwał tylko Kościół, a co dostał w zamian Hitler? Otóż dzięki podpisaniu konkordatu dał Fuhrerowi ogromny wzrost prestiżu w kraju i za granicą. Sygnatariuszami konkordatu byli: wicekanclerz Papen oraz papieski sekretarz stanu kardynał Eugenio Pacelli (późniejszy papież Pius XII).

Mimo podpisania umowy ze Stolicą Apostolską hitlerowcy dążyli do wyparcia wpływu Kościoła ze wszystkich dziedzin mających jakikolwiek wpływ na politykę. Efektem tego były ciągle zgrzyty na linii władza Kościół. Główną kością niezgody było ujęcie całej młodzieży w ramy organizacji Hitlerjugend. Miała ona, bowiem charakter areligijny, gdyż w niedziele urządzano wycieczki i imprezy, które uniemożliwiały uczęszczanie do Kościoła. Od roku 1935 mnożyły się procesy duchownych oskarżonych o przestępstwa seksualne i dewizowe. Mimo to episkopat niemiecki odnosił się do hitleryzmu z sympatią większą niż kiedyś do republiki demokratyczno-parlamentarnej. Przykładem tego są orędzia, jakie wydawano po wybuchu wojny z Polska. Wezwano wtedy żołnierzy do wypełnienia obowiązku, natomiast później zachowywał na ogół milczenie. Papież Pius XII żywił szczególną sympatię do Niemiec. Wiązało się to z jego przeszłością. Otóż od 1917 był on nuncjuszem w Bawarii a w latach 1920 do 1929 Rzeszy. Sam bał się komunizmu więc działanie władz Rzeszy nie wywoływały w nim sprzeciwu. Nie potępił on nigdy zbrodni hitlerowskich. Głośnym echem odbiła się ustawa z 14 lipca 1933 roku o sterylizacji osób nieuleczalnie chorych oraz eutanazja takich osób zarządzona potajemnie przez samego Hitlera w dniu wybuchu II wojny światowej. Jednak Kościół nie prowadził jakiejś ostrej polityki sprzeciwu.


>>>>Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć.
>>>Nie bardzo. Chiny, Wietnam (teoretycznie najbardziej ateistyczne państwo na świecie), Korea Płn., Kuba, w wielu krajach istnieją i dobrze prosperują partie komunistyczne.
Epitetowanie jest najłatwiejszą formą walki z przeciwnikiem. Niech Pan uwierzy, że jestem aniołkiem udzielającym się na tej stronie. Za moich czasów byli "prawdziwi komuniści", a teraz są "prawdziwi antykomuniści".

>Ale w Watykanie już nie palą heretyków. A w Chinach można iść do obozu pracy za krytykowanie Mao...
Mao był tak samo komunistą, jak Pius XII jest świętym. (a niedługo będzie już oficjalnym).

>To ludzie, zawsze ludzie są winni...
A kto przygotował i zaproponował innym ideologię. Kto ją wdrażał i realizował.
Tak, to ludzie ludziom gotują taki los.
Nie wiem, jak spowodować aby ludzie zachowali krytyczny sceptycyzm do wszystkich wodzów i do wszystkich ideologii, aby przestali szefom i bogaczom, nawet bez wazeliny, włazić, ale wiem, że wówczas większość ideologii przepuszczona przez pragmatyzm życia by się sprawdziła. Nawet teraz PRL, to "czarna dziura", a trzecia RP, to "demokracja dobrobytu". Żenująco śmieszne to, ale podobnie widzi większość społeczeństwa.
Tak, to ludzie (szczególnie ci klaskający) wszystkiemu są winni.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-03-2011 22:09 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Jednak Kościół nie prowadził jakiejś ostrej polityki sprzeciwu.[/color]

A kto wtedy w Niemczech prowadził ostrą politykę sprzeciwu?
Biorąc pod uwagę, że w roku 1934, w samej SA było ponad 3 mln członków, wcale mnie to nie dziwi...

>Nie bardzo. Chiny, Wietnam (teoretycznie najbardziej ateistyczne państwo na świecie), Korea Płn., Kuba, w wielu krajach istnieją i dobrze prosperują partie komunistyczne.
>Epitetowanie jest najłatwiejszą formą walki z przeciwnikiem. Niech Pan uwierzy, że jestem aniołkiem udzielającym się na tej stronie. Za moich czasów byli "prawdziwi komuniści", a teraz są "prawdziwi antykomuniści".

Uważa pan, że słowo "komunista" jest epitetem? Wszystkie te państwa, które wymieniłem, nie odżegnują się przecież od komunizmu. W każdym z nich rządzi partia komunistyczna.

>>Ale w Watykanie już nie palą heretyków. A w Chinach można iść do obozu pracy za krytykowanie Mao...
>Mao był tak samo komunistą, jak Pius XII jest świętym. (a niedługo będzie już oficjalnym).

A Tomek Torquemada nie był katolikiem?

>A kto przygotował i zaproponował innym ideologię. Kto ją wdrażał i realizował.
>Tak, to ludzie ludziom gotują taki los.Nie wiem, jak spowodować aby ludzie zachowali krytyczny sceptycyzm do wszystkich wodzów i do wszystkich ideologii, aby przestali szefom i bogaczom, nawet bez wazeliny, włazić, ale wiem, że wówczas większość ideologii przepuszczona przez pragmatyzm życia by się sprawdziła.

To nie wynika (wyłącznie) z ludzkiej głupoty Panie Andrzeju, tylko ze strachu z jednej strony i chęci osiągnięcia korzyści, z drugiej. To też jest rodzaj pragmatyzmu.
13-03-2011 12:20 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Jednak Kościół nie prowadził jakiejś ostrej polityki sprzeciwu.[/color]
>A kto wtedy w Niemczech prowadził ostrą politykę sprzeciwu?
>Biorąc pod uwagę, że w roku 1934, w samej SA było ponad 3 mln członków, wcale mnie to nie dziwi...
Myślę że obraża Pan bohaterów, którzy za ten sprzeciw zginęli. Kościół stanowił poważną siłę, z którą się jednak liczono.

>Uważa pan, że słowo "komunista" jest epitetem?
To zależy od kontekstu. U Pana zabrzmiało jak epitet, a ja osobiście znałem ludzi. którzy dumnie się uważali za "prawdziwych komunistów".

>A Tomek Torquemada nie był katolikiem?
Super wierzącym i super gorliwym, ale ja już tak głęboko nie chciałem sięgać. Tu argument z Piusa był wystarczającym.

>To nie wynika (wyłącznie) z ludzkiej głupoty Panie Andrzeju, tylko ze strachu z jednej strony i chęci osiągnięcia korzyści, z drugiej. To też jest rodzaj pragmatyzmu.
Tak, cacy cacy.
Tylko są tacy głupcy jak Bogusławski, którzy klaskać nie chcą, a w du.ę włazić nie umieją i za PRL-u kłopoty (niewielkie wprawdzie, ale jednak) za krytykę mieli, a teraz ich się też poucza aby przypadkiem nie śmieli krytykować kapitalistycznego raju III RP. Mam w gdzieś ten pragmatyzm oportunistów, koniunkturalistów i konformistów. Wiem, że on masowy, ale ja się nim brzydzę.

Pozdrawiam.

@@@
.
14-03-2011 11:17 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>A kto wtedy w Niemczech prowadził ostrą politykę sprzeciwu?
>>Biorąc pod uwagę, że w roku 1934, w samej SA było ponad 3 mln członków, wcale mnie to nie dziwi...
>Myślę że obraża Pan bohaterów, którzy za ten sprzeciw zginęli. Kościół stanowił poważną siłę, z którą się jednak liczono.

Ale ilu było tych bohaterów? Pytanie brzmi, czy można do kogoś mieć pretensje, że nie był bohaterem? Niemcy byli tak opętani Hitlerem, i wizją własnej wyjątkowości, że mało kto chciał stawiać opór. Zresztą, nazizm "rozwijał skrzydła" stopniowo. Kiedy jeszcze nie było wiadomo, jak to się skończy, mógł być dla katolików, lepszą alternatywą od komunizmu (który już dał się poznać " w całej okazałości" wcześniej).

>>Uważa pan, że słowo "komunista" jest epitetem?
>To zależy od kontekstu. U Pana zabrzmiało jak epitet, a ja osobiście znałem ludzi. którzy dumnie się uważali za "prawdziwych komunistów".

Nie znałem takich osobiście, ale miałem w rodzinie człowieka (brat babci), który właśnie był takim "prawdziwym komunistą". Aktywnie uczestniczył w budowaniu PRL-u w latach 1945-56. Kilka lat po roku 56', powiesił się (głównie z powodu zderzenia jego "wiary" z ujawnioną praktyką). Z tego co wiem był wyjątkowo uczciwym człowiekiem i nigdy nie wykorzystywał swoich koneksji dla korzyści osobistych.
Często "uczciwych komunistów" przeciwstawia się koniukturalistom. Mój dziadek, przedwojenny PPS-iak, a powojenny członek PZPR od samego początku, o takich koniunturalistach wyrażał się pogardliwie - "synowie Gierka". Sam wprawdzie wstąpił do PZPR najprawdopodobniej z opo, ale również nigdy tego nie chciał wykorzystywać tego dla własnej korzyści - np. odmówił, kiedy w latach 50', otrzymał propozycję objęcia stanowiska dyrektora w zakładzie, w którym pracował przed wojną.

>>A Tomek Torquemada nie był katolikiem?
>Super wierzącym i super gorliwym, ale ja już tak głęboko nie chciałem sięgać. Tu argument z Piusa był wystarczającym.

Tak jak brat mojej babci. Różnica jest taka, że Torquemada się nie powiesił.

>>To nie wynika (wyłącznie) z ludzkiej głupoty Panie Andrzeju, tylko ze strachu z jednej strony i chęci osiągnięcia korzyści, z drugiej. To też jest rodzaj pragmatyzmu.
>Tak, cacy cacy.
>Tylko są tacy głupcy jak Bogusławski, którzy klaskać nie chcą, a w du.ę włazić nie umieją i za PRL-u kłopoty (niewielkie wprawdzie, ale jednak) za krytykę mieli, a teraz ich się też poucza aby przypadkiem nie śmieli krytykować kapitalistycznego raju III RP. Mam w gdzieś ten pragmatyzm oportunistów, koniunkturalistów i konformistów. Wiem, że on masowy, ale ja się nim brzydzę.

"Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości"...
14-03-2011 13:02 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ale ilu było tych bohaterów?
Myślę, że trochę by się znalazło. Były mordy, były wyroki, więzienia i obozy.

>Pytanie brzmi, czy można do kogoś mieć pretensje, że nie był bohaterem?
Nigdy takiej nie miałem, ale także nie cenię sobie oportunistów, którzy dla swoich małych interesików, gotowi są sprzedać wszystko.

>Niemcy byli tak opętani Hitlerem, i wizją własnej wyjątkowości, że mało kto chciał stawiać opór.
Wielu niemieckim katolikom (tak ludowi, jak i działaczom oraz klerowi) nazizm się bardzo podobał i dłuuuugo go nachwalić nie mogli. Dokumentów na to aż nadto.

>Zresztą, nazizm "rozwijał skrzydła" stopniowo. Kiedy jeszcze nie było wiadomo, jak to się skończy, mógł być dla katolików, lepszą alternatywą od komunizmu (który już dał się poznać " w całej okazałości" wcześniej).
Nazimu Kuria Rzymska nie mogła jakoś zdecydowanie potępić i podczas wojny i po, a zbrodniarzom nazistowskim bardziej pomagała uciekać przed karą, jak Żydom przed śmiercią.

>"Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości"...
Dopóki człowiek łaknie sprawiedliwości dopóty jest przyzwoitym, ale człowiek rozsądny wie, że sprawiedliwość to tylko idea, której nigdy i nikomu nie udało się osiągnąć.
Poza tym stwierdzenie:
Mam gdzieś ten pragmatyzm oportunistów, koniunkturalistów i konformistów. Wiem, że on masowy, ale ja się nim brzydzę.
Raczej świadczy o realizmie i ideowości, niż o wołaniu na puszczy.

Pozdrawiam.

@@@
.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Niemcy byli tak opętani Hitlerem, i wizją własnej wyjątkowości, że mało kto chciał stawiać opór.
>Wielu niemieckim katolikom (tak ludowi, jak i działaczom oraz klerowi) nazizm się bardzo podobał i dłuuuugo go nachwalić nie mogli. Dokumentów na to aż nadto.

Czyżby to wpływ prymitywnego fideizmu? Być może. Umysłom światłym, zapewne nazizm by się nie spodobał. Taki np. Heidegger, nigdy nie dałby się złapać na lep takiej prymitywnej ideologii.

No cóż ludzie bywają różni i miewają naprawdę ciekawe pomysły:
"Chciałbym, abyście odłożyli na bok bezużyteczną broń, po to by ocalić ludzkość. Zaprosicie Hitlera i Mussoliniego, aby wzięli sobie to co, potrzebują z waszych krajów, jeśli ci panowie zdecydują się okupować wasz kraj, ustąpicie im. Jeśli nie pozwolą wam wyjechać, możecie waszym mężczyznom, kobietom i dzieciom dać się zabić, ale odmówicie im przysięgi wierności i posłuszeństwa."
To była dopiero "szajba"...

>>Zresztą, nazizm "rozwijał skrzydła" stopniowo. Kiedy jeszcze nie było wiadomo, jak to się skończy, mógł być dla katolików, lepszą alternatywą od komunizmu (który już dał się poznać " w całej okazałości" wcześniej).
>Nazimu Kuria Rzymska nie mogła jakoś zdecydowanie potępić i podczas wojny i po, a zbrodniarzom nazistowskim bardziej pomagała uciekać przed karą, jak Żydom przed śmiercią.

No cóż katolicy będą zawsze podkreślać to co było dobre, przeciwnicy katolicyzmu to co było złe. Zdaje się, że ostatnio modny staje się pogląd, iż nazistom, w czasie wojny wszyscy pomagali, aż furczało.
14-03-2011 18:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Czyżby to wpływ prymitywnego fideizmu?
A dlaczego ogranicza Pan fideizm do prymitywnego, gdy bywa nawet bardzo wyrafinowany?

>Umysłom światłym, zapewne nazizm by się nie spodobał.
Nie bardzo wiem, które umysły zalicza Pan do światłych? Wyższe wykształcenie, stopnie, tytuły naukowe?
Dla mnie - jeżeli miałbym taki minimalny miernik wyznaczyć - byłby to demokratyzm i lewicowa wrażliwość na drugiego człowieka. (Co wcale nie oznacza, że ograniczam "światłość" do lewicy, gdyż Jan Paweł II w tych oczekiwaniach znakomicie się mieści.

>No cóż katolicy będą zawsze podkreślać to co było dobre, przeciwnicy katolicyzmu to co było złe.
Pan Jederman się z tym słusznie nie zgadza.

>Zdaje się, że ostatnio modny staje się pogląd, iż nazistom, w czasie wojny wszyscy pomagali, aż furczało.
Tak, gdyż to uzupełnione jest to tezą, że wszystkie ruchy lewicowe - nie mówiąc już o komunistycznych - były znacznie gorsze od faszyzmu.

Pozdrawiam.

@@@
.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Czyżby to wpływ prymitywnego fideizmu?
>A dlaczego ogranicza Pan fideizm do prymitywnego, gdy bywa nawet bardzo wyrafinowany?

Niektórzy Dawkinsiniści nie podzielili by Pańskiego poglądu.

>>Umysłom światłym, zapewne nazizm by się nie spodobał.
>Nie bardzo wiem, które umysły zalicza Pan do światłych? Wyższe wykształcenie, stopnie, tytuły naukowe?

Przypomniałem Heideggera, bo w czasach, kiedy Hitler stawał się bożyszczem tłumów, udawało mu się przekonywać do swoich idei również inteligentnych i przyzwoitych ludzi.

>Dla mnie - jeżeli miałbym taki minimalny miernik wyznaczyć - byłby to demokratyzm i lewicowa wrażliwość na drugiego człowieka. (Co wcale nie oznacza, że ograniczam "światłość" do lewicy, gdyż Jan Paweł II w tych oczekiwaniach znakomicie się mieści

Nic dziwnego, że się mieści bo ta "lewicowa wrażliwość na drugiego człowieka" powstała 2000 lat temu.

>Tak, gdyż to uzupełnione jest to tezą, że wszystkie ruchy lewicowe - nie mówiąc już o komunistycznych - były znacznie gorsze od faszyzmu.

Gorzej Panie Andrzeju, coraz powszechniejszy staje się pogląd, że nazizm był ruchem lewicowym (no ale z faktami się nie dyskutuje ).
15-03-2011 09:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>Czyżby to wpływ prymitywnego fideizmu?
>>A dlaczego ogranicza Pan fideizm do prymitywnego, gdy bywa nawet bardzo wyrafinowany?
>Niektórzy Dawkinsiniści nie podzielili by Pańskiego poglądu.
Nie jestem Dawkinistą, choć jego prace (szczególnie te dotyczące biologii) bardzo sobie cenię.

>>>Umysłom światłym, zapewne nazizm by się nie spodobał.
>>Nie bardzo wiem, które umysły zalicza Pan do światłych? Wyższe wykształcenie, stopnie, tytuły naukowe?
>Przypomniałem Heideggera, bo w czasach, kiedy Hitler stawał się bożyszczem tłumów, udawało mu się przekonywać do swoich idei również inteligentnych i przyzwoitych ludzi.
Nie tylko on, ale jego stosunek do Hannah Arendt był mało przyzwoity i wcale nie biorę tu pod uwagę moralności drobnomieszczańskiej. Ona zachowała się w stosunku do niego o niebo przyzwoiciej.

>>Dla mnie - jeżeli miałbym taki minimalny miernik wyznaczyć - byłby to demokratyzm i lewicowa wrażliwość na drugiego człowieka. (Co wcale nie oznacza, że ograniczam "światłość" do lewicy, gdyż Jan Paweł II w tych oczekiwaniach znakomicie się mieści
>Nic dziwnego, że się mieści bo ta "lewicowa wrażliwość na drugiego człowieka" powstała 2000 lat temu.
Nie porównuję komunizującego Jezusa z socjaldemokratą Karolem, choć inspiracja była niewątpliwą.

>>Tak, gdyż to uzupełnione jest to tezą, że wszystkie ruchy lewicowe - nie mówiąc już o komunistycznych - były znacznie gorsze od faszyzmu.
>Gorzej Panie Andrzeju, coraz powszechniejszy staje się pogląd, że nazizm był ruchem lewicowym (no ale z faktami się nie dyskutuje ).
Czegoż to ludzie nie plotą. Spekulacje o katastrofie smoleńskiej to czysta żenada. PIS plecie a 1/4 społeczeństwa mu wierzy. Stworzenie symbolu zła i czarnej dziury z PRL-u w oficjalnej propagandzie obejmuje aż racjonalistów na naszym forum. (Warto przeczytać wywiad z Tomaszem Żukowskim w "Przeglądzie" nr 11 z 20 marca 2011 r.)

Podobieństwa?
Pan Mariusz Agnosiewicz w artykule "Jezus jako prekursor komunizmu" i zadaje pytanie: jak to się ma do dzisiejszej chorobliwej wprost nienawiści kleru katolickiego do doktryny komunistycznej oraz socjalistycznej? Trzeba przyznać, ze może wydawać się to dosyć dziwne. A może ten dziki antykomunistyczny zew polskiego duchowieństwa wynika z faktu, że ideologia równościowa oraz socjalistyczna, która łączy Marksa z Jezusem i apostołami unaocznia im to, co musi być niewygodne: zarówno papież, jako wikariusz Chrystusa, jak i biskupi, jako spadkobiercy apostołów, nigdy nie chcieli praktykować idei społeczno-ekonomicznych, jakie tamci zalecali.

Lub na przykład te: Kościół obrósł w bogactwa. Biskupi mieli (i mają) bogatsze pałace niż książeta, a tu raptem wyskoczyli jacyś komuniści oby realizować postulaty Jezusa Chrystusa na ziemi. Skandal, na który Kościół odpowiedział najpierw "Rerum novarum", a po czterdziestu latach "Quadragesimo Anno".

Quadragesimo Anno

Odniesienie do Rerum novarum:
10. Znacie, Czcigodni Bracia i umiłowani Synowie, doskonale podziwu godną naukę, która nieśmiertelną po wszystkie czasy uczyniła Encyklikę Rerum novarum. Ubolewa w niej ojciec najlepszy nad tym, że tak wielka część ludzkości pogrążona jest w "biedzie i nędzy niegodnej człowieka i bierze sprawę robotników, których w rozbiciu i bezbronności duch czasu oddał na łup nieludzkości panów i nieokiełzanej chciwości współzawodników", wielkodusznie w swoje ręce. Nie prosi o pomoc ani liberalizmu, ani socjalizmu, ponieważ pierwszy okazał nieudolność swoją do rozwiązania kwestii społecznej, a drugi zalecił lekarstwo, które by było gorszym od choroby samej i przyprawiłoby ludzkość o większe jeszcze niebezpieczeństwa.

A następnie:

Katolik i socjalista - dwa sprzeczne pojęcia.

120. Jeżeli socjalizm, jak wszystkie błędy, zawiera źdźbło prawdy (czemu zresztą Papieże nigdy nie przeczyli), opiera się jednak na swoistej teorii o społeczeństwie, której z prawdziwym chrystianizmem pogodzić nie można. Socjalizm religijny, socjalizm chrześcijański są pojęciami sprzecznymi w sobie: nikt nie może być jednocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą.

!39. Prawdziwa zatem współpraca wszystkich dla dobra ogólnego powstanie dopiero wówczas, kiedy poszczególne warstwy społeczeństwa mieć będą wewnętrzne przekonanie, że są członkami jednej wielkiej rodziny i dziećmi tego samego Ojca niebieskiego, a nawet, jeśli uważać się będą za jedno w Chrystusie, a każdy z osobna jeden drugiego członkami", tak, że "jeśli co cierpi jeden członek, społem cierpią wszystkie członki". Wtedy bowiem bogaci i wpływowi ludzie, zbyt długo obojętni na los mniej szczęśliwych braci, czynem okażą im troskliwą swą miłość, życzliwie przyjmą ich żądania, wybaczą im chętnie w razie potrzeby winy i uchybienia. Robotnicy z swej strony szczerze wyrzekną się uczuć nienawiści i zawiści, na których tak umiejętnie żerują agitatorzy walki klasowej, chętnie zajmą miejsce, wyznaczone im w społeczeństwie przez Opatrzność Bożą i wysoko ocenić je będą wiedząc, że każdy, który wypełnia swój obowiązek, pożytecznie i zaszczytnie współpracuje dla dobra ogólnego i że z bliska idzie w ślady Tego, który, będąc Bogiem, cieślą chciał być wśród ludzi i za syna cieśli uchodzić.

Dano w Rzymie u św. Piotra, dnia 15 maja 1931 r. w dziesiątym roku Naszego Pontyfikatu.

PIUS PP. XI


Proponuję aby Pan znalazł jakiś podręcznik "moralności socjalistycznej" i zestawił go z katechizmem kościoła katolickiego. Największe różnice dotyczą tam wyznawanego Boga. (no ale z faktami się nie dyskutuje ).

Pozdrawiam.

@@@
.
14-03-2011 15:40 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
>Przeczytałem tą encyklikę na nowo (nawet dwa razy) i ja znalazłem w niej tylko obronę interesów Kościoła, ale najlepiej niech przemówi dokument

Są tam też takie oto fragmenty:

>Kto ponad skalę wartości ziemskie rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga - Człowieka

>Tylko płytkie umysły ... mogą podjąć daremną próbę, by w granicach jednego tylko narodu, w ciasnocie krwi jednej rasy zamknąć Boga

Warto też przypomnieć, jaka była recepcja encykliki. Teraz - po upływie kilkudziesięciu lat - można sobie żonglować cytatami i prowadzić abstrakcyjne dywagacje, ale naziści byli przecież na miejscu, a ich reakcja była symptomatyczna: oni nie mieli wątpliwości przeciwko komu kierują się krytyczne słowa encykliki, zareagowali ostro i zrobili co się dało by nie dopuścić do jej rozpowszechniania.

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
14-03-2011 18:22 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Są tam też takie oto fragmenty:
Tak, encyklika jest znacznie dłuższą niż mój z niej cytat.

Czy tak bardzo myliłem się w jej odczytaniu?
Istotnym celem encykliki było uwrażliwienie katolików na wypaczenia nazizmu zagrażające wierze. Ks. prof. dr hab. Zygmunt Zieliński.

>Teraz - po upływie kilkudziesięciu lat - można sobie żonglować cytatami i prowadzić abstrakcyjne dywagacje, ale naziści byli przecież na miejscu, a ich reakcja była symptomatyczna: oni nie mieli wątpliwości przeciwko komu kierują się krytyczne słowa encykliki, zareagowali ostro i zrobili co się dało by nie dopuścić do jej rozpowszechniania.
Tak, muszę przyznać, że katolicy obrzydliwie żonglują prawdą aby umniejszyć swoją winę dotyczącą różnych sojuszy z faszyzmem. Jest bogata bibliografia tego tematu, a ja nie czuję się zbyt kompetentnym. Może warto zajrzeć do tej pozycji:
www.racjonalista.pl/ks.php/k,1888

Napisał Pan w odpowiedzi Panu Sceptymusze:
Nie wiem skąd Pan wziął informację, że katolik nie ma prawa negatywnie oceniać niczego, co zdarzyło się w dziejach Kościoła; nie wiem również na jakiej podstawie przypisuje Pan ludziom religijnym pogląd, że wspólnota jaką tworzą nie zmienia się w czasie pod żadnym względem. Dla mnie to kompletna egzotyka; podstaw nie widzę żadnych. Poglądy chrześcijańskich autorów na tzw. "ciemne karty historii Kościoła" są naprawdę bardzo zróżnicowane i nie ma tu - o ile się orientuję - obowiązkowej wykładni pod groźbą ekskomuniki

Dlatego nawiążę tu do tej Pańskiej wypowiedzi:
/...? Taki był wtedy mój Kościół, a Pius XII stał na jego czele i rządził nim autorytarnie. Jan Turnau, 2010.
Tak, ja dostrzegam różnice w postawach różnych katolików.

Pozdrawiam.

@@@
.
15-03-2011 12:18 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
>Czy tak bardzo myliłem się w jej odczytaniu?
>Istotnym celem encykliki było uwrażliwienie katolików na wypaczenia nazizmu zagrażające wierze. Ks. prof. dr hab. Zygmunt Zieliński.

A oto Pana wcześniejsza wypowiedź:

>Przeczytałem tą encyklikę na nowo (nawet dwa razy) i ja znalazłem w niej tylko obronę interesów Kościoła.

Oj Panie Bogusławski, żongluje Pan słowami aż żal patrzeć. "Wypaczenia nazizmu zagrażają wierze" to jest dla Pana to samo, co "wypaczenia nazizmu zagrażają interesom Kościoła". Widzi Pan, dla chrześcijanina to nie jest to samo, a czytając dokument sporządzony przez chrześcijan warto wziąć to pod uwagę. Zgodnie z tym, co mówi encyklika, wyniesienie rasy do roli bożka "fałszuje porządek rzeczy". Owszem, w określaniu tego porządku chrześcijanin odwoła się do swojej wiary. A do czego zdaniem Bogusławskiego powinien się odwołać, aby nie wystawić się na zarzut "bronienia tylko interesów Kościoła"? Może do etyki buddyjskiej albo do etyki Kotarbińskiego? LOL

>Tak, muszę przyznać, że katolicy obrzydliwie żonglują prawdą aby umniejszyć swoją winę dotyczącą różnych sojuszy z faszyzmem.

To przytyk do mnie??? Ale jakże to ... ja przecież jako ten niewinny lew w paszczy świętego młodzianka!!! (czy jakoś tak)

Pozdrawiam serdecznie


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
15-03-2011 13:24 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>A oto Pana wcześniejsza wypowiedź:
>>Przeczytałem tą encyklikę na nowo (nawet dwa razy) i ja znalazłem w niej tylko obronę interesów Kościoła.
>Oj Panie Bogusławski, żongluje Pan słowami aż żal patrzeć. "Wypaczenia nazizmu zagrażają wierze" to jest dla Pana to samo, co "wypaczenia nazizmu zagrażają interesom Kościoła".
To była moja wypowiedź (którą podtrzymuję), a wypowiedź ks. profesora znalazłem dopiero po zakwestionowaniu przez Pana mojej. Oczywiście innym jest język księdza, a innym mój, ale ja w tym pewną zbieżność widzę, a Pan nie dostrzega i nic to dziwnego.

>Widzi Pan, dla chrześcijanina to nie jest to samo, a czytając dokument sporządzony przez chrześcijan warto wziąć to pod uwagę.
Wiem, sztukę owijania bawełny wełną Kościół przez wieki doskonalił i encykliki są tego pełnym wyrazem. Już samo rozpoczynanie encyklik jest wspaniałym majstersztykiem. Plus minus, wyglada to tak:
Dokładnie tak, jak w wielkopomnym dziele mój wielki poprzednik powiedział i tu zaczyna się odwracanie kota ogonem.
To co mnie najbardziej odstręcza od Kościoła to właśnie hipokryzja.

>>Tak, muszę przyznać, że katolicy obrzydliwie żonglują prawdą aby umniejszyć swoją winę dotyczącą różnych sojuszy z faszyzmem.
>To przytyk do mnie??? Ale jakże to ... ja przecież jako ten niewinny lew w paszczy świętego młodzianka!!! (czy jakoś tak)
Ja nawet nie wiem, czy Pan jest katolikiem? Odnoszę się tylko do zamieszczonych tu tekstów na podstawie swojej wiedzy i umiejętności myślenia.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-03-2011 13:15 
 Ocena 1 na 1
jederman (173 punktów)
>Ja nawet nie wiem, czy Pan jest katolikiem?

Nie mogę siebie nazwać katolikiem, choć spośród wszystkich wyznań właśnie z katolicyzmem czuję się najbardziej związany i mam dla niego dużo uznania. Ja sam jestem raczej człowiekiem poszukującym Boga ... cóż, zawsze wolno Panu skomentować, że niektórych ludzi w pewnym wieku dotyka taka dziwna przypadłość
(to nie jest próba ewangelizowania nikogo; to tylko odpowiedź na pytanie, którą zdaje się byłem winien)

Pozdrawiam

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
17-03-2011 14:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Ja nawet nie wiem, czy Pan jest katolikiem?
>Nie mogę siebie nazwać katolikiem, choć spośród wszystkich wyznań właśnie z katolicyzmem czuję się najbardziej związany i mam dla niego dużo uznania. Ja sam jestem raczej człowiekiem poszukującym Boga ... cóż, zawsze wolno Panu skomentować, że niektórych ludzi w pewnym wieku dotyka taka dziwna przypadłość
Tu na nic moje komentarze, jest taka nauka (ulubiona zresztą przez ludzi różnych wyznań), jak socjologia religii i w jej ramach dokonywane są przeróżne badania.
Poszukiwania, nawet bezowocne, są bardzo ciekawe, a jak skończą się sukcesem to już pełnia szczęścia i tego Panu życzę. Tylko czy na pewno Pan jeszcze czegoś szuka? Czy na pewno ma Pan jeszcze jakieś wątpliwości. Czy na pewno ma Pan umysł otwarty na argumenty przeczące swoim dotychczasowym przekonaniom. Jeżeli tak, to czeka Pana wspaniała zabawa intelektualna.

>(to nie jest próba ewangelizowania nikogo; to tylko odpowiedź na pytanie, którą zdaje się byłem winien)
Nie mam wątpliwości, że miejscami Pan ewangelizował. Tak jak nie mam wątpliwości co do ekstremalności naszych światopoglądów. Ale gdybym nie znajdował w Pańskich wypowiedziach ciekawych intelektualnie kwestii, to nie podejmował bym żadnej polemiki z Panem. Szacunek na forum wyraża się także przez chęć rozmowy z interlokutorem. Nie z wszystkimi się chce i nie z wszystkimi warto rozmawiać.

Pozdrawiam.

@@@
.
17-03-2011 19:09 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie mogę siebie nazwać katolikiem, choć spośród wszystkich wyznań właśnie z katolicyzmem czuję się najbardziej związany i mam dla niego dużo uznania. Ja sam jestem raczej człowiekiem poszukującym Boga ...
Czy to ten sam jederman, który w tym poscie zapewniał:
>Jest problem, bo ... bo ja ignostyk z dziada pradziada!

Cóż to się wydarzyło, że poszukiwanie Boga nagle nabrało sensu i to akurat poszukiwanie w katolickim wafelku?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
jederman (173 punktów)
>Czy to ten sam jederman, który w tym poscie zapewniał:
>>Jest problem, bo ... bo ja ignostyk z dziada pradziada!

No bo jak astrotaurusopodobni mędrcy gadali do pradziadzia w swoim astrotaurusowym stylu, to też biedaczek mógł tylko zawołać "ja ignostyk! moja nie rozumieć!". Taka ci u nas rodzinna tradycja. A było jeszcze gorzej, bo nie miał pradziadzio Internetu i nie mógł walnąć dla pełnej jasności jakiegoś dobrego linka, albo nawet jakiegoś jeszcze lepszego.

Pozdro


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
17-03-2011 23:57 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Taka ci u nas rodzinna tradycja. A było jeszcze gorzej, bo nie miał pradziadzio Internetu i nie mógł walnąć dla pełnej jasności jakiegoś dobrego linka, albo nawet jakiegoś jeszcze lepszego.
Tylko masz kłopot, jedermanie, że nie jesteś w stanie wykazać istnienia okoliczności uzasadniających to coś z dobrego linka, ale i nie dziwota, skoro za autorytet z "jeszcze lepszego linka" bierzesz gołosłownego a pyskatego trolla, byle tylko głosił kalumnie miłe katolickolubnemu sercu jedermana.
A prosta mowa, na konkretach oparta? Czemu nie dziwi mnie, że religijni lubują się w paszkwilanckim bełkocie mając za nic cytat przez sceptymuchę dopiero co przywołany?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-03-2011 17:34 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Oczywiście duchowni katoliccy w Chorwacji i Słowacji, gremialnie (zwłaszcza na Słowacji) kolaborowali z nazistami, ale co do innych krajów, to już tak źle nie było.

W Austrii zdaje się biskupi podnosili ręce w "heil" a i kościoły były ubierane w nazistowskie flagi. Zresztą widziałem nawet zdjęcie kościoła mariackiego w Krakowie z dwiema wielgachnymi flagami ze swastykami. Oczywiście, można powiedzieć, że Kościół został do tego zmuszony. Ale ja bym oczekiwał, by taki proboszcz był gotów dać świadectwo swojej wierze, chyba że ich wszystkich zawiódł zmysł moralny.
14-03-2011 20:20 
 Ocena 8 na 10
Alicja Duda (25557 punktów)
> Ale ja bym oczekiwał, by taki proboszcz był gotów dać świadectwo swojej wierze, chyba że ich wszystkich zawiódł zmysł moralny.
Patrząc na historię zarówno Polski jak i innych państw Europy można bez błędu stwierdzić, że hierarchia kościoła katolickiego zawsze współpracowała z silniejszym czyli aktualną władzą, gdy władza się chwiała współpracowali ze wszystkimi stronami konfliktu. I nieważne czy byli to faszyści czy komuniści. Tak czy owak zawsze byli po zwycięskiej stronie.
A co do proboszczów i szeregowych księży, to wśród nich czasami zdarzali się uczciwi i porządni ludzie.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
14-03-2011 21:14 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>A co do proboszczów i szeregowych księży, to wśród nich czasami zdarzali się uczciwi i porządni ludzie.

Tak, znałem wielu takich i to potwierdzam. Spośród tych, z którymi miałem do czynienia, większość stanowili ludzie bardzo poważnie traktujący swoje powołanie.
15-03-2011 15:29 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>A co do proboszczów i szeregowych księży, to wśród nich czasami zdarzali się uczciwi i porządni ludzie.

...rzecz jasna, mam na myśli okres dużo późniejszy, niż lata II wojny światowej, powiedzmy, "środkowy JPII"
14-03-2011 17:27 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
> Ale jak uznać nieomylność papieży, skoro sporo z nich było wcześniej czynnymi inkwizytorami?

Można. Wtedy, kiedy była inkwizycja jeszcze nie było nieomylności.
14-03-2011 19:36 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> Ale jak uznać nieomylność papieży, skoro sporo z nich było wcześniej czynnymi inkwizytorami?
>Można. Wtedy, kiedy była inkwizycja jeszcze nie było nieomylności.
Niby tak. Ale zdaje się w Kk nieomylność papieża działa wstecz.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
14-03-2011 19:49 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> zdaje się w Kk nieomylność papieża działa wstecz.

Na szczęście też do czasu (chyba? ) - tj. do czasów ewangelicznych tylko. Pomyśleć, że przecie mogliby rozciągnąć ją i w paleozoik...


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
14-03-2011 20:39 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Niby tak. Ale zdaje się w Kk nieomylność papieża działa wstecz.
Chyba logiczne jest, że dla nieomylności nie ma ograniczeń czasowych.
Skoro papież nieomylnie zażyczy sobie stwierdzić, że dwa tysiące lat temu nazad Maryja poleciała w kosmos za swoim synem to stwierdza i już!
Tyle że to bodaj jedyny przypadek kiedy papież skorzystał z klauzuli swej nieomylności - klauzuli, która w ogóle dość późno została "uchwalona" .


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-03-2011 21:11 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Skoro papież nieomylnie zażyczy sobie stwierdzić, że dwa tysiące lat temu nazad Maryja poleciała w kosmos za swoim synem to stwierdza i już!

Kiedyś dyskutowałem z kimś na temat nieomylności i nadal podtrzymuję tezę, że przyjęcie przez Kk owego dogmatu było działaniem racjonalnym. (Proszę się nie obrażać, nie użyłem tego słowa ze względu na to forum). Utrata jakiegoś procentu ludzi zastanawiających się, czytających Pismo itp. inteligentów była wynagrodzona impregnacją szerokich mas ludowych na infiltrację światopoglądową z nurtu marksistowskiego. Kalkulacja, ale okazało się (a przecież w Polsce mamy tego znakomite przykłady) że skuteczna.
Z drugiej strony, brak takiego dogmatu prędzej czy później doprowadziłby do otwartego podważania autorytetu papieża a zwłaszcza jego nauczania i decyzji administracyjnych, stąd prosta droga do rozpadu struktury. Pomyślmy, co by było dziś w Niemczech, gdyby papież nie był chroniony przed furią teologów mocą tego zapisu!!! Kto by tego chciał!?
Trochę się uniosłem, ale już mi przeszło. Pozdrawiam
14-03-2011 21:25 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Ojciec Rydzyk wykazuje, że dogmat ten niczemu w praktyce nie służy.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
14-03-2011 21:39 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Ojciec Rydzyk wykazuje, że dogmat ten niczemu w praktyce nie służy.
>Pozdrawiam

Niestety, tu już moja wiedza dogmatyczno-teologiczna nie sięga W każdym razie ten przedsiębiorca mnie nie interesuje.
14-03-2011 22:55 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Kiedyś dyskutowałem z kimś na temat nieomylności i nadal podtrzymuję tezę, że przyjęcie przez Kk owego dogmatu było działaniem racjonalnym.
Z punktu widzenia systemu władzy opartym na fałszu - pewnie i tak...

> Z drugiej strony, brak takiego dogmatu prędzej czy później doprowadziłby do otwartego podważania autorytetu papieża a zwłaszcza jego nauczania i decyzji administracyjnych, stąd prosta droga do rozpadu struktury. Pomyślmy, co by było dziś w Niemczech, gdyby papież nie był chroniony przed furią teologów mocą tego zapisu!!! Kto by tego chciał!?
Chyba się nie rozumiemy. Wspominałem, że jeden raz jedynie została użyta klauzula nieomylności. Bo to nie jest tak , że papież jest nieomylny zawsze, ale jedynie wtedy kiedy zakomunikuje ex cathedra w sprawach wiary, a nie spraw codziennych, że mówi nieomylnie. Zwyczajne kazania można traktować jak zwyczajne ględzenie zwyczajnego tetryka.
Tu oczywiście wyłazi na wierzch niespójność religijnego bełkotu, bo papieże nigdy nie wypowiadają się nie w sprawach wiary, ale cóż... za religijną "logiką" nie próbuję nadążyć.

A co do
>otwartego podważania autorytetu papieża a zwłaszcza jego nauczania i decyzji administracyjnych, stąd prosta droga do rozpadu struktury
też możesz być spokojny. Skostniała, hierarchiczna struktura z papieżem i UNK sprawia, że byle chłystek nie podskoczy.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Hodża (11172 punktów)
>Chyba się nie rozumiemy. Wspominałem, że jeden raz jedynie została użyta klauzula nieomylności. Bo to nie jest tak , że papież jest nieomylny zawsze, ale jedynie wtedy kiedy zakomunikuje ex cathedra

Tak, wiem, ale nie chodzi mi tylko o formalne powołanie się na dogmat, tylko o "wiedzy potocznej", którą można było wszczepiać wiernym, aby mieli poczucie, że należą do jedynej prawdziwej wiary. Poza tym, nie ze wszystkimi prezentowanymi przez siebie poglądami się zgadzam. To by było strasznie nudne Pozdrawiam
15-03-2011 09:24 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Tak, wiem, ale nie chodzi mi tylko o formalne powołanie się na dogmat, tylko o "wiedzy potocznej", którą można było wszczepiać wiernym, aby mieli poczucie, że należą do jedynej prawdziwej wiary.
Bogiem a prawdą nie chodzi tylko o wiedzę potoczną, bo w jakichś dokumentach Kościoła (chyba nawet soborowych... nie pamiętam) czytałem, że wypowiedzi nie nieomylnych papieża też nie można traktować lekko, ale za nielogicznościami i niekonsekwencjami w nauczaniu Kościoła już dawno nie próbuję nadążyć.

>Poza tym, nie ze wszystkimi prezentowanymi przez siebie poglądami się zgadzam. To by było strasznie nudne
No to wypisz-wymaluj jak katolicy.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Hodża (11172 punktów)
>>Poza tym, nie ze wszystkimi prezentowanymi przez siebie poglądami się zgadzam. To by było strasznie nudne
>No to wypisz-wymaluj jak katolicy.
Ha, Ha!

11-03-2011 14:37 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
>Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć. Natomiast religie trwają mimo różnych nieładnych mariaży w przeszłości - i łatwo zaatakować wierzącego pytając, jak może wierzyć, skoro obiekt jego wiary ma taką przeszłość.

Drogi Panie, czy to samo pytanie zadaje Pan również każdemu napotkanemu Niemcowi? Pyta go Pan: jak ty Hans możesz nie emigrować, skoro twoja instytucja - państwo niemieckie - ma taką przeszłość? Jeśli nie pyta Pan, to dlaczego? A jeśli pyta Pan, to jakie odpowiedzi Pan uzyskuje?

PS: ja już mój limit postów na dzisiaj wyczerpałem; będę rzucał okiem co piszecie, ale nie skrobnę już nic do przyszłego tygodnia. Miłego wypoczynku wszystkim.


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
11-03-2011 14:51 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Komunizm umarł, można się od niego łatwo odciąć. Natomiast religie trwają mimo różnych nieładnych mariaży w przeszłości - i łatwo zaatakować wierzącego pytając, jak może wierzyć, skoro obiekt jego wiary ma taką przeszłość.
>Drogi Panie, czy to samo pytanie zadaje Pan również każdemu napotkanemu Niemcowi? Pyta go Pan: jak ty Hans możesz nie emigrować, skoro twoja instytucja - państwo niemieckie - ma taką przeszłość? Jeśli nie pyta Pan, to dlaczego? A jeśli pyta Pan, to jakie odpowiedzi Pan uzyskuje?
Prosta odpowiedź: dzisiejsze Niemcy to nie III Rzesza. Wstydzimy się za III Rzeszę.
Tak samo u was III RP nie jest PRLem. Poczynając od konstytucji wiele się w naszych krajach zmieniło.

Tak odpowiada Niemiec, ale religiant nie może tak odpowiedzieć.

Pzodrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
14-03-2011 15:29 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
>Prosta odpowiedź: dzisiejsze Niemcy to nie III Rzesza ... Tak odpowiada Niemiec, ale religiant nie może tak odpowiedzieć.

"Religiant" być może nie, ale czemu nie może tak odpowiedzieć człowiek religijny? Przypomina mi się z dawnych (oj, bardzo dawnych) lat ksiądz do którego chodziłem na religię: staruszek przedwojennej daty, z iście przedwojennymi metodami nauczania (zapisz - wykuj - wyklep). Pamiętam do dziś, jak nam podyktował - a potem kazał słowo w słowo powtarzać - zdanie "Inkwizycja w dziejach Kościoła jest plamą". Nie wiem skąd Pan wziął informację, że katolik nie ma prawa negatywnie oceniać niczego, co zdarzyło się w dziejach Kościoła; nie wiem również na jakiej podstawie przypisuje Pan ludziom religijnym pogląd, że wspólnota jaką tworzą nie zmienia się w czasie pod żadnym względem. Dla mnie to kompletna egzotyka; podstaw nie widzę żadnych. Poglądy chrześcijańskich autorów na tzw. "ciemne karty historii Kościoła" są naprawdę bardzo zróżnicowane i nie ma tu - o ile się orientuję - obowiązkowej wykładni pod groźbą ekskomuniki

Pozdrawiam


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
14-03-2011 15:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>"Religiant" być może nie, ale czemu nie może tak odpowiedzieć człowiek religijny?
Czyli posądza Pan Pana Sceptymuchę, że nie rozróżnia tych określeń?
Z religijnymi ludźmi też kłopot, gdyż różny jest poziom wiary i intelektualne możliwości, ale zgoda, gdyż właśnie dlatego ich poglądy bywają różne.

Pozdrawiam.

@@@
.
14-03-2011 16:09 
 Ocena 5 na 5
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

Czy papież jest nieomylny?
Czy cofnięto jakąkolwiek beatyfikację?
Czy sobory można porównać do nowej konstytucji (pl.wikipedia.org/wiki/Sobór_powszechny) czy tylko do napisanie nowych paragrafów w starej?

Istnieje taki pisarz - Deschner (pl.wikipedia.org/wiki/Karlheinz_Deschner), który wybierał rodzynki szaleństwa z historii Kk. Czy cokolwiek Kk z tym zrobił?
Nic, najwyżej zaprzeczał swojej historii.

Też na przykład w Polsce wybiela się Inkwizycję na zasadzie - skoro zamiast miliona zabili sto tysięcy, to nie są źli. Dokładnie taki jest wydźwięk - nie są źli. A przecież z Inkwizycji rekrutowali się papieże. Musieli więc brać udział w przekrętach finansowych i morderstwach (chociażby w ten sposób, że "dawali wolną rękę" podległym sobie inkwizytorom).
Rzecz w tym, że kk nie potrafi się odciąć od tych "zgniłych" wydarzeń. Zamiast tego wybiela...

Wybiela. To znaczy, że nie chce by ludzie myśleli, oceniali, uczyli się moralności. Woli kierować nimi "siłą autorytetu". Nie ma wiary w ludzi.

Pozdrawiam
PS. Prawosławiu, buddyzmowi, islamowi, hinduzimowi (wymieniam największe) też można przypisać powyższe na podstawie ich kart historii.

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
15-03-2011 11:55 
 Ocena 1 na 1
jederman (173 punktów)
>
>Czy papież jest nieomylny?
>Czy cofnięto jakąkolwiek beatyfikację?
>Czy sobory można porównać do nowej konstytucji (pl.wikipedia.org/wiki/Sobór_powszechny) czy tylko do napisanie nowych paragrafów w starej?

Nie jestem do końca pewien, co te pytania mają wspólnego z dyskutowanym przez nas zagadnieniem. Próbuję odnaleźć wskazówkę tu:

>A przecież z Inkwizycji rekrutowali się papieże. Musieli więc brać udział w przekrętach finansowych i morderstwach (chociażby w ten sposób, że "dawali wolną rękę" podległym sobie inkwizytorom).

Czy chodzi Panu o to, że skoro jakiś papież popierał działalność inkwizycji - a jest nieomylny - to działalność inkwizycji każdy katolik musi uznać za słuszną i nie ma w związku z tym żadnego pola manewru? Tak wygląda argument? Jeśli tak (zastrzegam, że nie jestem do końca pewny do czego Pan zmierza) to odpowiedź polega na tym, że nieomylność papieska ogranicza się do papieskich wypowiedzi ex cathedra i wcale nie rozumie się jej jako dotyczącej dowolnej papieskiej wypowiedzi, nawet w sprawach moralności i wiary. (Nieomylność papieska nie oznacza w szczególności, że każdy papież był świętym.)
Dodatkowo pyta Pan o beatyfikacje. Podkreślam, że beatyfikacja to tylko zezwolenie na kult i nie ma znamion nieomylnej wypowiedzi ex cathedra - katolicyzm wcale tak tego nie rozumie (być może pomylił Pan beatyfikację z kanonizacją).

Przepraszam, jeśli moja odpowiedź jest chaotyczna; bierze się to stąd, że naprawdę nie całkiem rozumiem, do czego Pan zmierza.

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
15-03-2011 12:45 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zmierzam do tego, że dzisiejsze Niemcy mogą potępić Niemcy hitlerówskie za rządów Hitlera. Mogą wpisać w prawo - nazizm jest zbrodniczy. I tak zrobili.

Kk zdarzyło się do tej pory tylko przeprosić pod presją opinii publicznej za niektóre sprawy. Nawet ostatnie skandale z pedofilią pokazały, jak nieudolnie radzi sobie Kk sam ze sobą.

Czy mówię o osobach beatyfikowanych czy kanonizowanych, mimo wyjścia na światło dzienne różnych faktów pokazujących, że się im nie należało - Kk zamiata to pod dywan.

Nie przyznając się przed samym sobą do własnych błędów nie sposób ich naprawić.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
17-03-2011 13:05 
 Ocena 1 na 1
jederman (173 punktów)
>Nie przyznając się przed samym sobą do własnych błędów nie sposób ich naprawić.

Z tym trudno mi się nie zgodzić. Proszę dla przykładu popatrzeć na tę wypowiedź:

Cytat:
bolesnym zjawiskiem, nad którym synowie Kościoła muszą się pochylić z sercem pełnym skruchy, jest przyzwolenie okazywane zwłaszcza w niektórych stuleciach na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą (Tertio millennio adveniente)


>Zmierzam do tego, że dzisiejsze Niemcy mogą potępić Niemcy hitlerówskie za rządów Hitlera. Mogą wpisać w prawo - nazizm jest zbrodniczy. I tak zrobili.

W sprawie oficjalnego aktu ekspiacji - bo na tym zdaje się Panu zależy - mamy taką wypowiedź:

Cytat:
Magisterium Kościoła nie może przecież podjąć decyzji o dokonaniu aktu natury etycznej, jakim jest prośba o przebaczenie, zanim nie zasięgnie dokładnych informacji o sytuacji panującej w tamtym okresie. Nie może też opierać się na wyobrażeniach o przeszłości, jakimi posługuje się opinia publiczna, często bowiem są one nadmiernie obciążone emocjami i namiętnościami, które utrudniają spokojną i obiektywną diagnozę. Gdyby Magisterium nie wzięło tego pod uwagę, sprzeniewierzyłoby się podstawowemu nakazowi szacunku dla prawdy. Oto dlaczego pierwszym krokiem jest konsultacja z historykami, którzy nie mają formułować ocen natury etycznej, to bowiem wykraczałoby poza zakres ich kompetencji, ale dopomóc w możliwie jak najdokładniejszym odtworzeniu wydarzeń, obyczajów i mentalności tamtego okresu w świetle historycznego kontekstu epoki. (przemówienie JPII na konferencji naukowej poświęconej inkwizycji)


Za wypowiedzią poszły działania - konferencje, sympozja, otwarcie dla historyków archiwum watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Mi to podejście wydaje się sensowne. Chodzi właśnie o to, aby Kościół nie przepraszał pod presją opinii publicznej - żeby nie zachowywał się jak chorągiewka na wietrze, ale żeby to było rzeczywiste przemyślenie własnych błędów. To jest właściwa droga i nie sądzę, żeby katolik musiał się tu czegoś wstydzić. Można co najwyżej pytać, dlaczego dzieje się to tak powoli - czemu nie wcześniej. I rzeczywiście, Kościół to instytucja, w której odmierza się czas raczej w stuleciach niż w jakiejś innej jednostce. Ta tradycyjna, kościelna nierychliwość ma swoje wady, ma i zalety - jest to jednak wciąż za mało, aby wymusić na katoliku jednoznacznie negatywną ocenę Kościoła, na czym zdaje się tak bardzo Panu zależeć. Taka jest w każdym razie moja opinia.

Pozdrawiam


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
17-03-2011 16:27 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Wszystko piękne, tylko parę stuleci spóźnione. Z tego powodu nie sposób wierzyć w skruchę w sercu, jedynie w słowach.
A i tak zastosowano milion słów, by rozmył się sens wypowiedzi.

Jednym słowem: porażka.

Jak tego nie czujesz, to według mnie ujmujesz Ewangelii wers: "Niech wasza mowa będzie: Tak tak; Nie nie. A co ponadto jest od Złego pochodzi."

W przytoczonych cytatach wiele od Złego pochodzi.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
17-03-2011 22:44 
 Ocena 1 na 1
jederman (173 punktów)
>Wszystko piękne, tylko parę stuleci spóźnione. Z tego powodu nie sposób wierzyć w skruchę w sercu, jedynie w słowach.

Nie widzę związku pomiędzy dystansem czasowym a szczerością skruchy ... ale może sceptymucha mnie oświeci.

>A i tak zastosowano milion słów, by rozmył się sens wypowiedzi.
>Jednym słowem: porażka.

A co jest tu niejasne i rozmyte? Pierwsza wypowiedź mówi, że stosowanie metod nacechowanych nietolerancją i przemocą winno budzić skruchę. Druga mówi, że prośba o przebaczenie powinna być poprzedzona konsultacjami z historykami: tu się trzeba oprzeć na analizach historyków, a nie na "Imieniu róży" i wrzaskach antyklerykałów. Co właściwie się sceptymusze tu nie podoba? (Proszę rozwiać moje podejrzenia, że chodzi tak naprawdę o to, żeby przywalić komu trzeba... wszystko jedno jak )

>Jak tego nie czujesz, to według mnie ujmujesz Ewangelii wers: "Niech wasza mowa będzie: Tak tak; Nie nie. A co ponadto jest od Złego pochodzi."
>W przytoczonych cytatach wiele od Złego pochodzi.

Ewangelia nie wzywa do tego, żeby gadać byle co w celu przypodobania się gawiedzi. Pan naprawdę uważa, że ten wers zakazuje się zastanowić zanim się coś powie?

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
18-03-2011 00:16 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie widzę związku pomiędzy dystansem czasowym a szczerością skruchy ... ale może sceptymucha mnie oświeci.
Gdybyś był człowiekiem rozumnym i odpowiedzialnym dostrzegłbyś taki związek. Jako bezkrytyczny miłośnik nie jesteś w stanie...
Normalny człowiek, normalna organizacja przez kilkaset lat analizowałaby swoje poczynania na bieżąco i w świetle upływu wieków. Rachunek w inkryminowanej rzeczy powinien być zamknięty wcześniej, zwłaszcza kiedy ma się pono stałą łączność z samym źródłem praw nadczasowych. A kiedy z ludzkich względów występują opóźnienia w wypracowaniu stanowiska to wypadałoby zawiesić butę w dziedzinie stanowisk w wielu innych kwestionowanych przez świat kwestiach, jak choćby przykładowo w kwestii "prawdziwości wiary katolickiej"


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-03-2011 08:10 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Chyba czas kończyć dyskusję.

Ja mam wrażenie, że rozmawiam ze ślepym o kolorach. Być może ma Pan takie samo wrażenie.
W każdym razie przekonał mnie Pan, że dalsza rozmowa nie ma sensu - nawet Ewangelia nie zrobiła na Panu wrażenia. Nie wiem już jakich słów używać.

Może ostatnia próba. Uchwyćmy się symetrii:
Jak Pan potępia Stalina/Hitlera, to potępia Pan też jego rządy, czy już niekoniecznie?
Jak Pan potępia Inkwizycję, to potępia Pan też jej rządy/ogromny wpływ nad Kościołem, czy już niekoniecznie?
Jeśli się zacznie Pan ze mną spierać na słowa, dzieląc włos na czworo, a odrzucając sens wypowiedzi, to ja wymieknę. Rzecz jest prosta, bo w pewnym czasie Inkwizycja była instytucją pierwszoplanową w Kościele, a nie marginalną. Tyle.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
18-03-2011 11:52 
 Ocena 1 na 1
jederman (173 punktów)
>Ja mam wrażenie, że rozmawiam ze ślepym o kolorach. Być może ma Pan takie samo wrażenie.

Tak czasem bywa. Być może jest to skutek zbyt długiego przebywania w gronie ludzi o takich samych poglądach?

>W każdym razie przekonał mnie Pan, że dalsza rozmowa nie ma sensu - nawet Ewangelia nie zrobiła na Panu wrażenia.

Po prostu uznałem, że źle Pan dobrał cytat. Starałem się również wyjaśnić, dlaczego tak uważam.

>Może ostatnia próba. Uchwyćmy się symetrii:
>Jak Pan potępia Stalina/Hitlera, to potępia Pan też jego rządy, czy już niekoniecznie?
>Jak Pan potępia Inkwizycję, to potępia Pan też jej rządy/ogromny wpływ nad Kościołem, czy już niekoniecznie?

Sądzę, że ocenie podlegają nie tylko osoby zaangażowane w dane praktyki, ale również system sprawowania władzy. Rozumiem, że o to Panu chodziło? Jeśli tak, to myślę że w tym punkcie nie będzie między nami sporu.

>Rzecz jest prosta, bo w pewnym czasie Inkwizycja była instytucją pierwszoplanową w Kościele, a nie marginalną. Tyle.

Bardzo możliwe, że ma Pan rację - że w jakimś okresie Inkwizycja odgrywała rolę pierwszoplanową. Chodzi właśnie o to, że to historycy - a nie "głos ludu" - powinni tę rolę najpierw trzeźwo ocenić. A z dyskusji historyków wynika, że rzecz wcale nie jest prosta. Czy na przykład ta "pierwszoplanowość" nie ograniczała się tylko do pewnych części christianistas? (Por. uwaga Montera o inkwizycji hiszpańskiej w jego Frontiers of Heresy: "By the standards of the rest of Christendom (except Portugal), it was indeed a peculiar institution; both its purpose and its methods seem utterly alien to Anglo-Saxon law and custom"). Albo: w jakiej mierze działania Inkwizycji odstawały od praktyk innych instytucji z tego okresu? (Tu np. znowu Monter: "Most secular European legal systems punished their prisoners more severely than the Inquisition, but none pronounced its judgments more theatrically") Ja nie jestem historykiem, ale widzę, że w ostatnim okresie sporo się na te tematy publikuje (mówię o publikacjach fachowych, a nie popularnych) i moim zdaniem warto poczekać na owoce tych dyskusji.

>Jeśli się zacznie Pan ze mną spierać na słowa, dzieląc włos na czworo, a odrzucając sens wypowiedzi, to ja wymieknę.

Problem w tym, że dla mnie sedno Pana wypowiedzi brzmi "to ma być zrobione już, natychmiast, bo tak żąda oburzony Głos Ludu". Drogi Panie, ja również byłbym niezadowolony, gdyby Kościół zamiótł wszystko pod dywan i gdyby z całego tego pochylenia się nad historią nic nie wynikło. Tylko ja jestem skłonny pozwolić najpierw historykom, żeby zrobili swoje.

Pozdrawiam


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
18-03-2011 12:53 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Panie jederman, ja rozumiem, że koniec końców Pan się ze mną zgadza, ale zgadza się Pan w taki sposób, by żadnych działań/twierdzeń z tej zgody nie dało się powziąć.
Doszliśmy do punktu, gdzie Pan mówi - Inkwizycja nie była okropniejsza od zwykłych dla tamtych czasów rutynowych postępowań prawnych (sekularnych), a czasami i mniej okropna.
Drogi Panie ja z całą mocą potępiam postępowania prawne z tamtych czasów! Tak samo potępiam Inkwizycję!
Ale Pan nie jest w stanie potępić z całą moca Inkwizycji. Również Kk nie jest!
Niech mi Pan powie, co jest w religii takiego, że łamie między nami symetrię? Gdyby wziąć na warsztat niecne uczynki/postępowania świeckich sądów potępiłby Pan je z całą mocą! Ale Inkwizycji Pan nie potrafi tak potępić.

Mogę Panu powiedzieć, co myślę. Myślę, że nie potrafi Pan tego zrobić, bo rani to dzisiejszy Kk przywiązany silnie do swojej najlepszości, 'najmoralniejszości', 'najwierniejszości' Jezusowi (wciąż system podległości Kk ma ze średniowiecza). Ale mogę Panu jeszcze powiedzieć, że w oczach ludzi moralnych większą palmą jest, że nie możecie się odciąć od zła ze względu na honor Kk. Stąd Kk nie rozlicza, a wybiela. Nie kara pedofilów, ale ich chowa. Widzi się mi, że jest w tej organizacji (Kk) coś, co z braku lepszego słowa nazwałbym mentalnością wybielacza, mentalnością Dulskiej - zło ma przyzwolenie, o ile nie pojawia się na forum publicznym. A jak forum publiczne jest opanowane (jak za czasów rozkwitu Inkwizycji) to można wszystko!

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
jederman (173 punktów)
>Doszliśmy do punktu, gdzie Pan mówi - Inkwizycja nie była okropniejsza od zwykłych dla tamtych czasów rutynowych postępowań prawnych (sekularnych), a czasami i mniej okropna.
>Drogi Panie ja z całą mocą potępiam postępowania prawne z tamtych czasów! Tak samo potępiam Inkwizycję!

Drogi Panie sceptymucha, w ogóle nie o to chodzi! Tematem naszej rozmowy było:

Czy - ewentualnie kiedy i w jakiej formie - Kościół powinien oficjalnie przeprosić za działalność Inkwizycji


Nie chodziło zaś o to:

Czy jederman potępia działalność Inkwizycji


Dla jasności w sprawie jedermana:

  • jederman uważa rozmaite aspekty postępowania sądowego w szesnastowiecznej Rzeczypospolitej za godne potępienia. Jederman nie uważa natomiast, by państwo polskie musiało obecnie oficjalnie przepraszać za swoje szesnastowieczne procedury sądowe.

  • jederman uważa rozmaite aspekty działalności Inkwizycji za godne potępienia. Jederman chętnie by przy tym zobaczył oficjalny, kościelny dokument ustosunkowujący się do tej działalności - być może przepraszający za nią. Jederman chciałby jednak, aby treść tego dokumentu została dobrze przemyślana i by nie tworzono go pochopnie i pod presją.


Jeśli zastanawia Pana, skąd u mnie taka asymetria, to odpowiedź brzmi: od Kościoła spodziewam się tu więcej niż od państwa. Właśnie tak.

Punkt drugi zadaje przy tym kłam Pana tezie, że:
>zgadza się Pan w taki sposób, by żadnych działań/twierdzeń z tej zgody nie dało się powziąć.

Wręcz przeciwnie. Oczekuję i liczę na to, że dyskusje i konsultacje, do których zaprosił Kościół, zaowocują takim oficjalnym dokumentem. Jeśli to się nie stanie, będę rozczarowany.

Pozdrawiam

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
18-03-2011 14:16 
 Ocena 4 na 4
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jederman nie ma zdania w sprawie Inkwizycji (ma zdanie w sprawie aspektów działań Inkwizycji). Jederman czeka na ruch Kk.
Jederman nie ma zdania, czy i w jakiej formie Kk powinien przeprosić za Inkwizycję.

Wniosek: nie ma sensu dyskutować w temacie z jedermanem (chyba, że jest biskupem).

Dodatkowo - jederman daje Kk tyle czasu, ile uzna Kk za konieczne, by drążył temat. Jederman nie naciska - te kilka stuleci, które już minęły od czasu rozkwitu i przekwitu Inkwizycji nie robią na jedermanie wrażenia.

Sceptymucha wymięka. Sceptymucha nie zamierza czekać do greckich kalend. Sceptymucha idzie podyskutować w inne miejsce.

Dziękuję za dyskusję.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
18-03-2011 14:40 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
>Jederman nie ma zdania w sprawie Inkwizycji (ma zdanie w sprawie aspektów działań Inkwizycji).

Istotnie, jederman nie jest historykiem i nie posiada fachowej wiedzy pozwalającej na dokonanie całościowej oceny tej instytucji (posiadania takiej wiedzy może sceptymusze serdecznie i szczerze pogratulować). Jederman widział opinie fachowych historyków przestrzegających przed uleganiem popularnej, czarnej legendzie - woli więc zachować ostrożność i formułować jedynie oceny cząstkowe.

>Jederman nie ma zdania, czy i w jakiej formie Kk powinien przeprosić za Inkwizycję.
>Wniosek: nie ma sensu dyskutować w temacie z jedermanem (chyba, że jest biskupem).

Sceptymucha natomiast wie, jaką formę powinien przybrać kościelny dokument i czego dokładnie mają dotyczyć przeprosiny. Nie zabieram w związku z tym sceptymusze więcej czasu - jako fachowy historyk, ma on pewnie pełne ręce roboty.

Również dziękuję za dyskusję i pozdrawiam. Wszystkim życzę miłego weekendu.

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
18-03-2011 21:47 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>Ja nie jestem historykiem, ale widzę, że w ostatnim okresie sporo się na te tematy publikuje (mówię o publikacjach fachowych, a nie popularnych) i moim zdaniem warto poczekać na owoce tych dyskusji.

Tak, zapewne sporo. Jednak odnoszę wrażenie, że te wszystkie argumenty to ja już znam i zostają one li tylko w różnych konfiguracjach powtórzone za np. takim naszym hrabią Tyszkiewiczem, który już 100 lat temu z okładem z zaangażowaniem bronił Inkwizycji.
Jednak nie należy zapominać, ze i dzisiaj w kościele katolickim funkcjonuje spadkobierczyni i kontynuatorka, mianowicie Kongregacja Doktryny Wiary. Przyglądając się wielu aktom jej orzecznictwa trudno nie dostrzec, iż owa dosyć odbiega od współczesnych standardów (przynajmniej tych europejskich) i dążeń.

Wiec tak sobie myślę, czy aby i wtedy tak nie było. Choć narzędzia i procedury były takie, jakie w ówczesnych czasach należały do standardów wymiaru sprawiedliwości, to ideologia głoszona przez kościół, a co za tym idzie tworzony kodeks praw, były czymś tak nieprzystającym do realiów życia, że po prostu musiały być łamane. A to stwarzało podstawy do wprowadzania terroru.
Zresztą ten terror funkcjonuje i dzisiaj. Tyle, że psychiczny. Np. grożenie ekskomunikami parlamentarzystom.
Tak wiec kościół powinien się przede wszystkim ukorzyć za głoszone ideologie. No ale tego nigdy nie zrobi.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
14-03-2011 17:22 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Natomiast religie trwają mimo różnych nieładnych mariaży w przeszłości - i łatwo zaatakować wierzącego pytając, jak może wierzyć, skoro obiekt jego wiary ma taką przeszłość.

Tylko nie mylmy fides qua creditur z fides quae creditur (jeśli dobrze pamiętam zalecenia do prowadzenia dyskusji ).
11-03-2011 15:15 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Teizm - właściwe przeciwieństwo ateizmu - takiego kodeksu w sobie nie zawiera; to co zwykle nazywamy "religią" mieści zaś w sobie taki kodeks.
Tyle że religijny kodeks wynika bezpośrednio z przyjętego teizmu i bez niego nie istnieje. Tak naprawdę nie da się wyznaczyć granicy miedzy religią i teizmem, bo teizm jest integralną częścią religii. Dla teisty, oczywiście - ateista może te dwa pojęcia widzieć oddzielnie.
I o ile ateista ma dowolność kompletną przy tworzeniu lub nie swojego kodeksu, o tyle teista jest zobligowany wymaganiami konkretnego Teo.

Zatem Twoje porównanie ateizmu i teizmu tutaj jest nietrafne. Nawet jeśli zaczniemy roztrząsać, że teista Jezusowy jest ateistą Allahowym itp. zawsze teizm niesie ze sobą prawa nieobowiązujące ateistów.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-03-2011 13:34 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
>Teizm to tylko wiara w istnienie bóstwa. Sam tylko teizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania
Teoretycznie tak, ale czy praktycznie istnieją "wiary w istnienie bóstwa", które milczą o boskich zamysłach i nie proponują czegoś w rodzaju przykazań (mimo, że pozostają w sprzeczności jeśli jednocześnie twierdzą, iż niezbadane są wyroki opatrzności)?
11-03-2011 13:57 
 Ocena 2 na 2
jederman (173 punktów)
Byli zdaje się jacyś deiści, którzy z istnienia sfery nadprzyrodzonej nie wyprowadzali żadnych praktycznych wniosków. Ale to nie jest kluczowe. Rzeczywiście, teiści na ogół formułują sobie rozmaite zasady etyczne albo przykazania, których starają się przestrzegać z lepszym lub gorszym skutkiem. Tyle że to samo dotyczy ateistów. Ateiści również formułują sobie (na ogół) rozmaite zasady etyczne albo przykazania, których starają się przestrzegać z lepszym lub gorszym rezultatem - i również starają się umieścić jakoś te zasady w swoim ateistycznym obrazie świata. Sytuacja teizmu i ateizmu jest pod dyskutowanym względem symetryczna - argumentacja z zaszłości historycznych jest dozwolona (albo niedozwolona) tak samo w jednym, jak w drugim przypadku. A proszę zauważyć, że o to mi głównie tu chodziło.


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
14-03-2011 18:03 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>Teizm to tylko wiara w istnienie bóstwa. Sam tylko teizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania
>Teoretycznie tak, ale czy praktycznie istnieją "wiary w istnienie bóstwa", które milczą o boskich zamysłach i nie proponują czegoś w rodzaju przykazań (mimo, że pozostają w sprzeczności jeśli jednocześnie twierdzą, iż niezbadane są wyroki opatrzności)?

Deizm?
15-03-2011 10:27 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>Deizm?
Mnogość rodzajów teizmu kryjących się pod tym hasłem to bardzo rozległy temat, wart może oddzielnego wątku "zbrodnie deizmu".
Zakładanie boskich źródeł świata przy jego praktycznej współczesnej bezbożności musi prowadzić do zagmatwań logicznych a z nich do burz społecznych.
W skrócie: z deistycznych pomysłów wynika wpierw wizja nieuchronnego pogarszania się świata (skoro Bóg się odeń odwrócił), co od czasów starożytnych skutkuje strasznymi wizjami przyszłości (koniec świata, Sąd Ostateczny, śmierć wszechświata,..) i odwróceniem się od niej do 'idei' naśladowania boskiej natury (świętej dzikości).
Nie - deizm nie jest wolny od obciążenia 'boskim kodeksem' - samo dopatrywanie się pozaświatowych sił sprawczych, choćby obumarłych (jak chciał Nietzsche), już daje teistom-deistom argument do zachowania boskich porządków, których mienią się konserwatywnymi emisariuszami.
[Możliwe, że i z pozycji religijnych deizm jest złem a jego wyznawcy uzurpatorami - przypuszczalnie mniej zbrodni powoduje zwykły 'kościółkowo-buziulkowy' teizm (choć może więcej hipokryzji).]
Jeśli nawet przyjąć 'anty-deizm', czyli pogląd upatrujący boskiej przyszłości w świecie o samoistnych korzeniach, to i tak zawarte w nim idealizujące doktrynerstwo może prowadzić do totalitaryzmów.

Ateizm (i adeizm) rozumiany jako szeroko oświecony humanizm - świadomość, że nikt inny jak tylko ludzie są w stanie budować zasady etyczne, nikt inny jak grupy kulturowe mogą proponować zasady prawne (i materialne) swoich społeczności - świadomość, że nikt nas nie wyręczy (ani nawet nie ma jak, z braku bóstwa, zrobić na złość bóstwu) - nie stanowi żadnego argumentu dla zbrodni.
15-03-2011 15:52 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Jeśli nawet przyjąć 'anty-deizm', czyli pogląd upatrujący boskiej przyszłości w świecie o samoistnych korzeniach, to i tak zawarte w nim idealizujące doktrynerstwo może prowadzić do totalitaryzmów.
Każde, ale to każde silne przekonanie moim zdaniem, może doprowadzić do totalitaryzmu. Bo istotą wszelkiego zła władzy jest żądza władzy, metody, preteksty, uzasadnienia ideowe są sprawą w gruncie rzeczy nie grającą większej roli, jeśli spojrzymy na całą rzecz po dawkinsowsku: chodzi zawsze o maksymalnie skuteczne metody manipulacji by uzyskać dostęp do jak największych zasobów (przy okazji często likwidując konkurentów). Stąd całe to bogactwo pomysłów na ulepszanie świata, który byłby często lepszy bez nich. A ewolucja, która cały czas, niestety, czyni ludzi coraz bardziej inteligentnymi, może nawet i z czasem doprowadzi do tego, że znajdzie się jakiś superman który rzeczywiście będzie potrafił latać i siłą woli zamieni Ocean Spokojny w np. Ocean Truskawkowo-Poziomkowy No, może przesadziłem.

>Ateizm (i adeizm) rozumiany jako szeroko oświecony humanizm - świadomość, że nikt inny jak tylko ludzie są w stanie budować zasady etyczne, nikt inny jak grupy kulturowe mogą proponować zasady prawne (i materialne) swoich społeczności - świadomość, że nikt nas nie wyręczy (ani nawet nie ma jak, z braku bóstwa, zrobić na złość bóstwu) - nie stanowi żadnego argumentu dla zbrodni.

Ale może znosić blokady psychiczne, hamulce moralne itp., dawać upojne poczucie bezkarności, pełni władzy nad człowiekiem; nie wątpię, że filozofowie-ateiści nie strzelali ofiarom na Łubiance w kark, ale ci, co to robili, z pewnością nie wierzyli w swoją za to odpowiedzialność i na pewno zdawali sobie sprawę, że często ich ofiary są niczemu nie winne. I to mnie przekonuje do potrzeby - jakby to powiedzieć, żeby znowu nie wywołać dyskusji - szerzenia bojaźni bożej w umiarkowanym powiedzmy wymiarze, z czym sprawa istnienia Boga niewiele tak naprawdę ma wspólnego. Przy czym nie chodzi tu, uchowaj Boże, o żaden terroryzm, bo przecież dostałbym bana. Chodzi mi o przekonywanie, że dla, mówiąc brutalnie, tępego pospólstwa, potrzebny jest groźny i karzący Bóg, bo nie ma możliwości praktycznej realizacji ideałów humanizmu i postulatów "wyzwolenia człowieka z religii" dopóty, dopóki człowiek jest przede wszystkim istotą biologiczną, a nie filozoficznym modelem.
15-03-2011 16:07 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Tępe pospólstwo nie istnieje - tępe pospólstwo jest hodowane, by można mu było głosić 'bojaźń bożą'.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
18-03-2011 10:57 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Każde, ale to każde silne przekonanie moim zdaniem, może doprowadzić do totalitaryzmu.
Wg mnie tylko takie, które próbuje się komuś narzucać (zamiast co najwyżej proponować).
> Bo istotą wszelkiego zła władzy jest żądza władzy,
Ale nie wszyscy chyba pałają żądzą posiadania niewolników..
Z drugiej strony anarchia nie wyklucza zła. Prawdopodobnie tylko władza otrzymywana (a nie zdobywana) mogłaby mniej zła przysparzać.
>>>Ateizm (..) nie stanowi żadnego argumentu dla zbrodni.
>Ale może znosić blokady psychiczne, hamulce moralne itp.
Czegoś tu chyba nie rozumiem - moim zdaniem blokowanie lub hamowanie moralności jest właśnie przeciw niej.
11-03-2011 21:20 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Teizm to tylko wiara w istnienie bóstwa. Sam tylko teizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania

Niby racja ale znasz jakiegoś teistę ale nie religianta? Jak dla mnie to zbiór pusty.

> - w odróżnieniu od specyficznych, występujących w życiu społecznym konglomeratów wierzeń/zachowań, których teizm jest składnikiem.

Ateizm nie jest składnikiem żadnych "występujących w życiu społecznym konglomeratów wierzeń/zachowań."

>Na podobnej zasadzie:

W Twoim mniemaniu. Słownikowo trochę racji masz. Tylko tu.

>Ateizm to tylko niewiara w istnienie bóstwa. Sam tylko ateizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania -

Wreszcie się w czymś zgadzamy.

> w odróżnieniu od specyficznych, występujących w życiu społecznych konglomeratów wierzeń/zachowań, których ateizm jest składnikiem.

No ale krótko było,

>Typowa, obiegowa bzdurka.

Argumenty, przykłady...

> Wiele razy wyrzynano się z imieniem jednego bądź drugiego bóstwa wypisanym na sztandarach ... a analiza historycznych przyczyn konfliktu ujawnia przekonania religijne jako zaledwie kropeczkę w całej mozaice czynników.

Kropeleczka, a jakże. Łaskawyś żeś w ogóle tą "eczką" pojechał.

> Nie raz wyrzynano się również pod sztandarem walki z religijnymi przesądami ...

Przykłady...

>Oczywiście MarcinK może odmówić rozpatrywania pytania o społeczne manifestacje danego przekonania - pytania o to, z jakimi konglomeratami przekonań/zachowań łączyło się ono na przestrzeni dziejów. Podobnie ja mogę odmówić wypicia szklanki piwa ... choć z bólem

Najpierw wykaż te społeczne manifestacje.

> MarcinK plecie to samo co wszyscy.

Być może szanowny Jedermanie - pozostawiam to innych ocenie. Twoje zaś przemyślenia niezwykle oryginalne są. Tylko pogratulować i dalszych sukcesów życzyć.
12-03-2011 15:16 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niby racja ale znasz jakiegoś teistę ale nie religianta? Jak dla mnie to zbiór pusty.
Tak, znam wielu z książek, kilku osobiście. Na naszej stronie prof. Obirka.

>Ateizm nie jest składnikiem żadnych "występujących w życiu społecznym konglomeratów wierzeń/zachowań."
Chyba nadal jest kilku, a był ważnym elementem doktryny komunistycznej Związku Radzieckiego.

>>Ateizm to tylko niewiara w istnienie bóstwa. Sam tylko ateizm nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania -
>Wreszcie się w czymś zgadzamy.
A ja się nie zgadzam. Proszę wziąć pod uwagę np. prof. Kotarbińskiego, a poszukać moralnych postaw na podłożu ateistycznym można sporo.

>> Nie raz wyrzynano się również pod sztandarem walki z religijnymi przesądami ...
>Przykłady...
Proszę poczytać trochę literatury radzieckiej opisującym czasy rewolucji. Znajdzie Pan sporo przykładów. W imieniu boga Stalina i Mateńki Partii dręczono, a czasem i mordowano także za religię. To wiara jest okrutną. Niezależnie od tego w co się wierzy. Im mocniej się wierzy tym łatwiej o zbrodnię w imieniu własnej religii.

>>Oczywiście MarcinK może odmówić rozpatrywania pytania o społeczne manifestacje danego przekonania - pytania o to, z jakimi konglomeratami przekonań/zachowań łączyło się ono na przestrzeni dziejów.
>Najpierw wykaż te społeczne manifestacje.
Nie ma takiego zła, jakie człowiek nie jest w stanie drugiemu człowiekowi uczynić dla dobra swej wiary i w imieniu swojego boga. Takich manifestacji historia opisała miliony. Pojedynczych i społecznych.

>>MarcinK plecie to samo co wszyscy.
Nie koniecznie! Natomiast szacunek dla człowieka i jego poglądów Pan Jederman ma typowy dla chrześcijanina.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-03-2011 18:38 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Tak, znam wielu z książek, kilku osobiście. Na naszej stronie prof. Obirka.

Mea culpa, zgadzam się, że powinienem napisać, że liczba teistów nie wyznających żadnej religii, w ich ogólnej liczbie, mieści się w granicach błędu statystycznego. "Teista - religiant" definiuje swojego boga, personifikuje go, i dobiera sobie jakiś zestaw wierzeń. Skoro czysty teista tego nie robi to jakie konsekwencje w życiu codziennym ten światopogląd rodzi? Czy jest to tylko intelektualna spekulacja?

>Chyba nadal jest kilku, a był ważnym elementem doktryny komunistycznej Związku Radzieckiego.

Chciałbym widzieć ateizm jako przeciwieństwo bezrefleksyjnej wiary. Czy wprowadzany przymusem administracyjnym rzeczywiście był takowym? Czy sprowadzenie go do bezmyślnego klepania formułki "boga nie ma" to jeszcze ateizm? Czy gdyby Stalin przymusem wprowadził miłość do połowów makreli to skompromitowałby też rybołówstwo?

Główny organ wprowadzający ten państwowy ateizm, Związek Wojujących Bezbożników, był tak "popularny", że zapisy prowadzono w formie przymusu administracyjnego.

Czy ateizm w tym wydaniu nie był tylko etykietką, jedną z wielu w Związku Radzieckim?

Pytanie nieco z innej beczki - czy ateizm, rozprzestrzeniony bez przymusu administracyjnego, doprowadził gdzieś do zbrodni?

>A ja się nie zgadzam. Proszę wziąć pod uwagę np. prof. Kotarbińskiego, a poszukać moralnych postaw na podłożu ateistycznym można sporo.

Ok, ale jestem zwolennikiem innego podejścia. Uważam, że bardziej adekwatna jest wąska definicja. Postawy moralne zawdzięczamy ewolucji i genom i nie ma, moim zdaniem, potrzeby podkładać tu ateizmu.

>Proszę poczytać trochę literatury radzieckiej opisującym czasy rewolucji. Znajdzie Pan sporo przykładów. W imieniu boga Stalina i Mateńki Partii dręczono, a czasem i mordowano także za religię. To wiara jest okrutną. Niezależnie od tego w co się wierzy.

No właśnie - wiara. Czy ateistę można nazwać osobą wierząca? Jeśli Stalin to bóg to gdzie tu ateizm?

Pozdrawiam
12-03-2011 20:06 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Tak, znam wielu z książek, kilku osobiście. Na naszej stronie prof. Obirka.
>Mea culpa, zgadzam się, że powinienem napisać, że liczba teistów nie wyznających żadnej religii, w ich ogólnej liczbie, mieści się w granicach błędu statystycznego.
Racjonaliści moim zdaniem powinni się zdecydowanie różnić od religiantów, a religiant według słownika języka polskiego, to bigot, dewot, człowiek przesadnie gorliwy w wierze i praktykach religijnych.
Mam duży szacunek dla ludzi religijnych, niezależnie od ich wyznania. Prof. Obirek, o ile wiem, pozostał chrześcijaninem, a religiantem nigdy nie był, nawet w czasach, gdy był księdzem.

>"Teista - religiant" definiuje swojego boga, personifikuje go, i dobiera sobie jakiś zestaw wierzeń. Skoro czysty teista tego nie robi to jakie konsekwencje w życiu codziennym ten światopogląd rodzi? Czy jest to tylko intelektualna spekulacja?
Nie istnieją żadni "czyści teiści", tak jak nie istnieją "czyści ateiści". Wszyscy w miarę naszych możliwości poszukujemy sensu naszego istnienia.

>>Chyba nadal jest kilku, a był ważnym elementem doktryny komunistycznej Związku Radzieckiego.
>Chciałbym widzieć ateizm jako przeciwieństwo bezrefleksyjnej wiary.
O Boże, a czego ja bym nie chciał! Dla człowieka niewierzącego najważniejszą powinna być praktyka. Czyli to co jest.

>Czy wprowadzany przymusem administracyjnym rzeczywiście był takowym?
No nie tak bardzo przymusem administracyjnym. Naprawdę w początkowym okresie była to głęboka wiara szerokich mas (Nie wszyscy bolszewikom uwierzyli, ale zwyciężyły masy, a nie karabiny). Ludzie naprawdę warto choć przeczytać "Cichy Don".

>Czy sprowadzenie go do bezmyślnego klepania formułki "boga nie ma" to jeszcze ateizm?
Czy sprowadzenie religii do bezmyślnego klepania formułki "Bóg jest" to już teizm?
Chyba nie - potrzebny jest jeszcze system religijny i wiara.
Takie postawy są obecne tak w religiach, jak i para-religiach (Np. w radzieckim komunizmie).

>Czy gdyby Stalin przymusem wprowadził miłość do połowów makreli to skompromitowałby też rybołówstwo?
Stalin był psychopatycznym zbrodniarzem, ale nie był idiotą i znał bardzo przyzwoitą podbudowę teoretyczną dla swych rządów.

>Główny organ wprowadzający ten państwowy ateizm, Związek Wojujących Bezbożników, był tak "popularny", że zapisy prowadzono w formie przymusu administracyjnego.
To Pan dziś może w mediach przeczytać o "Związku" jest na podobnym poziomie prawdy, co "Związek" pisał o religii. Była to jednak masowa organizacja i prześladowała ludzi religijnych.

>Czy ateizm w tym wydaniu nie był tylko etykietką, jedną z wielu w Związku Radzieckim?
Każda religia, a taką był ateizm w Związku Radzieckim ma swoich intelektualistów i swoich oportunistów.

>Pytanie nieco z innej beczki - czy ateizm, rozprzestrzeniony bez przymusu administracyjnego, doprowadził gdzieś do zbrodni?
Należałoby najpierw odpowiedzieć sobie co oznacza termin ateizm. Dla mnie jest to ogromnie szerokie pojęcie.

>>A ja się nie zgadzam. Proszę wziąć pod uwagę np. prof. Kotarbińskiego, a poszukać moralnych postaw na podłożu ateistycznym można sporo.
>Ok, ale jestem zwolennikiem innego podejścia. Uważam, że bardziej adekwatna jest wąska definicja. Postawy moralne zawdzięczamy ewolucji i genom i nie ma, moim zdaniem, potrzeby podkładać tu ateizmu.
Wąskość Mój Panie, to ja gdzieś indziej lubię. Definicje powinny odpowiadać rzeczywistości. Ateizm jest przekonaniem, na które mogły wpłynąć przeróżne czynniki, a jako przekonanie ma wpływ na ludzkie postawy.
Proponuję przejrzeć parę książek antropologicznych (czy religioznawczych) aby uświadomić sobie jak dużo zawdzięczamy kulturze.

>>Proszę poczytać trochę literatury radzieckiej opisującym czasy rewolucji. Znajdzie Pan sporo przykładów. W imieniu boga Stalina i Mateńki Partii dręczono, a czasem i mordowano także za religię. To wiara jest okrutną. Niezależnie od tego w co się wierzy.
>No właśnie - wiara.
>Czy ateistę można nazwać osobą wierząca?
Zdecydowanie tak! Można wierzyć, że Bóg jest i można wierzyć, że Boga nie ma. Można wyznawać bogów transcendentalnych i w bogów ziemskich. Żadna z tych wiar nie jest nawet odrobinę lepsza od drugiej. Tak, jak z powodu samego przekonania teizm-ateizm nie wynika mądrość określonego człowieka.
Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.
Skomplikowane? Może trochę, ale warto do tego dość, aby odrzucić wszelki fideizm.

>Jeśli Stalin to bóg to gdzie tu ateizm?
Nawet "NAUKOWY" mój Panie!
Wierzyć można we wszystko, a z wiarą nie ma dyskusji.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-03-2011 21:54 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
>a religiant według słownika języka polskiego, to bigot, dewot, człowiek przesadnie gorliwy w wierze i praktykach religijnych.

Jak Pan słusznie podkreślił w innej Pana wypowiedzi warto zawsze wyjść od używanych definicji. Tu muszę się przyznać, że nawet nie sądziłem, że słowo "religiant" istnieje w języku polskim. Używałem go jako skrót "osoby wyznającej religię". Moja wypowiedź nie miała w zamyśle w żadnym stopniu być obraźliwa. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

>Nie istnieją żadni "czyści teiści",

To właśnie było treścią mojej wypowiedzi.

> tak jak nie istnieją "czyści ateiści".

No i tu chyba dochodzimy znowu do definicji. W mojej wąskiej wersji mogę siebie określić jako czystego ateistę.

>Wszyscy w miarę naszych możliwości poszukujemy sensu naszego istnienia.

Nie jestem tego pewien.

>O Boże, a czego ja bym nie chciał! Dla człowieka niewierzącego najważniejszą powinna być praktyka. Czyli to co jest.

Zgadzam się oczywiście. Jednak, przynajmniej w naszym kraju, o bezrefleksyjnego teistę nietrudno. Żeby dojść do ateizmu droga zdaję się znacznie dłuższa.

>No nie tak bardzo przymusem administracyjnym. Naprawdę w początkowym okresie była to głęboka wiara szerokich mas (Nie wszyscy bolszewikom uwierzyli, ale zwyciężyły masy, a nie karabiny).

W początkowym to chyba jednak karabiny, a nie masy. To przecież mienszewicy zwyciężyli w wyborach.

> Ludzie naprawdę warto choć przeczytać "Cichy Don".

Nie czytałem. Skoro Pan poleca to postaram się nadrobić braki. Ja ze swojej strony mogę polecić bardzo ciekawą pozycję - "Wojna Iwana" - Catherine Merridale. Traktuje ona o szeregowych żołnierzach Armii Czerwonej. Ateista politruk nie jest tam specjalnie poważaną personą. Szeregowy żołnierz z krzyżykiem na piersi szedł w bój.

>Czy sprowadzenie religii do bezmyślnego klepania formułki "Bóg jest" to już teizm?
>Chyba nie - potrzebny jest jeszcze system religijny i wiara.

W teizmie wystarczy klepać formułki, pójść na mszę, a później pacyfikować niewiernych. Jeśli ateizm nie ma systemu to jak stwierdzić czy ktoś jest ateistą?
Jeśli ma to jaki to system?

>Takie postawy są obecne tak w religiach, jak i para-religiach (Np. w radzieckim komunizmie).

Zgoda.

>Stalin był psychopatycznym zbrodniarzem, ale nie był idiotą i znał bardzo przyzwoitą podbudowę teoretyczną dla swych rządów.

Czy ta podbudowa, tu o wciąż o ateizmie, nie wiązała się z eliminacją opozycji i chęcią grabieży cerkiewnego majątku? Czy nie ułatwiło mu nieco utożsamienie cerkwi z caratem?

>To Pan dziś może w mediach przeczytać o "Związku" jest na podobnym poziomie prawdy, co "Związek" pisał o religii. Była to jednak masowa organizacja i prześladowała ludzi religijnych.

Brak mi niezbędnej wiedzy do nawiązania polemiki w tym punkcie. Jeśli Pan może proszę wskazać jakąś ciekawą pozycję.

>Każda religia, a taką był ateizm w Związku Radzieckim ma swoich intelektualistów i swoich oportunistów.

Skoro ateizm był religią to czy wciąż był ateizmem?

>Należałoby najpierw odpowiedzieć sobie co oznacza termin ateizm. Dla mnie jest to ogromnie szerokie pojęcie.

Prośba o podanie Pana definicji. Moja brzmi - brak wiary we wszystkie bóstwa. Przesłanka - prawdopodobieństwo istnienia jakiegokolwiek bóstwa graniczy z niemożliwością. Tylko tyle.

>Wąskość Mój Panie, to ja gdzieś indziej lubię.

Tożsamość zainteresowań widzę

>Proponuję przejrzeć parę książek antropologicznych (czy religioznawczych) aby uświadomić sobie jak dużo zawdzięczamy kulturze.

Prosiłbym o rozwinięcie tego.

>Zdecydowanie tak! Można wierzyć, że Bóg jest i można wierzyć, że Boga nie ma.

W innym Pana poście definiował Pan wiarę ateistyczną jako "zaufanie na podstawie mocnych naukowych przesłanek". Z taką wiarą się zgadzam. Być może są jacyś fundamentaliści ateistyczni ale ja takowych nie znam.

> Można wyznawać bogów transcendentalnych i w bogów ziemskich.

Racja, tyle że dla mnie to teizm. Co za różnica czy wytwór wyobraźni jest transcendentalny czy też raczył z nieba zstąpić?

>Żadna z tych wiar nie jest nawet odrobinę lepsza od drugiej.

Zgoda.

> Tak, jak z powodu samego przekonania teizm-ateizm nie wynika mądrość określonego człowieka.

Automatycznie nie ale chyba więcej mądrych wśród ateistów.

>Dlatego ja wielokrotnie tu powtarzam, że nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym i opieram swój światopogląd na sceptycyzmie naukowym.

Sceptycyzm naukowy też mi jest bliski.

>Skomplikowane? Może trochę, ale warto do tego dość, aby odrzucić wszelki fideizm.

Tylko trochę

>>Jeśli Stalin to bóg to gdzie tu ateizm?
>Nawet "NAUKOWY" mój Panie!

Nauka nauką ale co z tym kultem jednostki?

Pozdrawiam
13-03-2011 11:02 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>> Ludzie naprawdę warto choć przeczytać "Cichy Don".
>Nie czytałem. Skoro Pan poleca to postaram się nadrobić braki. Ja ze swojej strony mogę polecić bardzo ciekawą pozycję - "Wojna Iwana" - Catherine Merridale. Traktuje ona o szeregowych żołnierzach Armii Czerwonej. Ateista politruk nie jest tam specjalnie poważaną personą. Szeregowy żołnierz z krzyżykiem na piersi szedł w bój.
Mnie Rewolucja Radziecka interesowała pół wieku temu i nie bardzo mam ochotę do niej już wracać. Warto tylko pamiętać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia oraz, że nie ma jednej prawdy o wydarzeniach, w których bierze udział wielu ludzi.

>>Stalin był psychopatycznym zbrodniarzem, ale nie był idiotą i znał bardzo przyzwoitą podbudowę teoretyczną dla swych rządów.
>Czy ta podbudowa, tu o wciąż o ateizmie, nie wiązała się z eliminacją opozycji i chęcią grabieży cerkiewnego majątku? Czy nie ułatwiło mu nieco utożsamienie cerkwi z caratem?
proste chłopskie słowa słowa o zdzierstwie z przytoczeniem "taksy" za chrzciny, śluby itd. rewolucjonizują masy bardziej niż jakiekolwiek teoretyczne czy taktyczne deklaracje antyreligijne i antykościelne.
To cząstka tej podbudowy.

>Skoro ateizm był religią to czy wciąż był ateizmem?
I dzisiaj mam duże wątpliwości co do ateizmu, niektórych forumowiczy, ale skoro oni z takim przekonaniem o tym twierdzą, to nie śmiałbym im przeczyć.

>>Należałoby najpierw odpowiedzieć sobie co oznacza termin ateizm. Dla mnie jest to ogromnie szerokie pojęcie.
>Prośba o podanie Pana definicji.
Gdzieś tu ją Pan znajdzie, ale warto przestudiować całość: pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm

>Moja brzmi - brak wiary we wszystkie bóstwa. Przesłanka - prawdopodobieństwo istnienia jakiegokolwiek bóstwa graniczy z niemożliwością. Tylko tyle.
Muszę ironicznie powiedzieć, że dla mnie trochę brzmi ona jak: Szczerze wierzę, że nie wierzę. Taki ateizm też istnieje, ale jak dla mnie to dużo za mało.

>>Proponuję przejrzeć parę książek antropologicznych (czy religioznawczych) aby uświadomić sobie jak dużo zawdzięczamy kulturze.
>Prosiłbym o rozwinięcie tego.
To cała ogromna biblioteka, ale ponieważ to forum racjonalisty proponuję dwie pozycje: "Maszynę memową" Susan Blackmore i "Wirusa umysłu" Richarda Brodie.
Nie bardzo to antropologia, ale szybciej Pan złapie o co chodzi.

>>Zdecydowanie tak! Można wierzyć, że Bóg jest i można wierzyć, że Boga nie ma.
>W innym Pana poście definiował Pan wiarę ateistyczną jako "zaufanie na podstawie mocnych naukowych przesłanek". Z taką wiarą się zgadzam.
Nigdy jeszcze nie definiowałem wiary ateistycznej i przytoczone tu w cudzysłowie słowa też nie są dokładnie moje (a tego robić nie wolno).
*************************************

Nie chce mi się wchodzić w bezproduktywne polemiki typu: zdanie za zdanie.
Myślenie racjonalistyczne i wiek nauczyły mnie pokory, co do możliwości przekonania ludzi wierzących.
W cokolwiek wierzących, także tych wierzących w ateizm, racjonalizm i myśl wolną.
Może to brzmi jak paradoks, ale jakże często - jest to rzeczywistość.

Pozdrawiam.

PS. Załączam większy kawałek tekstu, aby mógł Pan porównać swój cytat.

Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


@@@
.
13-03-2011 14:08 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

> proste chłopskie słowa słowa o zdzierstwie z przytoczeniem "taksy" za chrzciny, śluby itd. rewolucjonizują masy bardziej niż jakiekolwiek teoretyczne czy taktyczne deklaracje antyreligijne i antykościelne.
>To cząstka tej podbudowy.

Czy też szerzej - łupić bogatych bo przecież biednych nie ma z czego.

>Muszę ironicznie powiedzieć, że dla mnie trochę brzmi ona jak: Szczerze wierzę, że nie wierzę. Taki ateizm też istnieje, ale jak dla mnie to dużo za mało.

Pana argument nieco mi przypomina:

Cytat:
Nie wolno krytykować religii, jeśli nie towarzyszy temu szczegółowa analiza uczonych ksiąg teologicznych


>Nigdy jeszcze nie definiowałem wiary ateistycznej i przytoczone tu w cudzysłowie słowa też nie są dokładnie moje (a tego robić nie wolno).

Jak to zwykle bywa w enigmatycznych postach zaszło małe nieporozumienie. To nie miał być cytat Pana wypowiedzi ale moje jej rozumienie (pisałem z pamięci, nie miałem jej przed sobą ). Przeczytawszy ją jeszcze kilkakrotnie wydaje mi się, że jej sens uchwyciłem ale człek ze mnie omylny. Oczywiście całkowicie zgadzam się z Panem.

Chciałbym jednak wrócić jeszcze do dyskusji o ateizmie radzieckim. Jak szeroko trzeba by, wg Pana, zdefiniować ateizm żeby możliwe było włączenie do niego typowo religijnych obrzędów - kult jednostki, dogmat o jego nieomylności, wiece poparcia, hymny okolicznościowe, ikonografia etc ?

Pozdrawiam.
13-03-2011 16:11 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Czy też szerzej - łupić bogatych bo przecież biednych nie ma z czego.
Logika oczywista, jestem po stronie krzywdzonych, ale jakoś ten przedmiot łupienia trzeba wytworzyć. Myślę, że pazerność i głupota nie mają granic, a obie te cechy są bardzo szkodliwe.

>>Bogusławski: Muszę ironicznie powiedzieć, że dla mnie trochę brzmi ona jak: Szczerze wierzę, że nie wierzę. Taki ateizm też istnieje, ale jak dla mnie to dużo za mało.
Odniosłem się tu do konkretnego Pańskiego zdania: Moja brzmi [ateizm] - brak wiary we wszystkie bóstwa. Przesłanka - prawdopodobieństwo istnienia jakiegokolwiek bóstwa graniczy z niemożliwością. Tylko tyle.

>Pana argument nieco mi przypomina:
> Cytat:
Nie wolno krytykować religii, jeśli nie towarzyszy temu szczegółowa analiza uczonych ksiąg teologicznych

Może Panu ten cytat przypominać cokolwiek, ale myśli Pan, że się broni przed tymi, którzy moje wypowiedzi czytają?
Ja czegoś takiego nie powiedziałem, a nawet z tym się nie zgadzam.

>>Nigdy jeszcze nie definiowałem wiary ateistycznej i przytoczone tu w cudzysłowie słowa też nie są dokładnie moje (a tego robić nie wolno).
>Jak to zwykle bywa w enigmatycznych postach zaszło małe nieporozumienie.
Enigmatyczny
1. «zagadkowy, tajemniczy»
2. «niejasny, trudny do zrozumienia»

Ja żadnych enigmatycznych postów nie piszę, odwrotnie staram się aby było to proste i łatwe do zrozumienia.

>To nie miał być cytat Pana wypowiedzi ale moje jej rozumienie (pisałem z pamięci, nie miałem jej przed sobą ). Przeczytawszy ją jeszcze kilkakrotnie wydaje mi się, że jej sens uchwyciłem ale człek ze mnie omylny.
Nie wychwycił Pan sensu, napisałem, że Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę". A to nie jest żadna definicja wiary ateistycznej - tylko deklaracja naukowego sceptyka w nic nie wierzącego.

Dalej moje sceptyczne "przekonanie" ma się nijak do "zaufania".
"na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".
Jakoś dziwnie jestem przekonany do całości swoich stwierdzeń, gdyż wydaje mi się, że wiem co mówię i biorę pełną za to odpowiedzialność.

>Chciałbym jednak wrócić jeszcze do dyskusji o ateizmie radzieckim.
Nie bardzo mnie to interesuje, ale tylko chwilę mi zajęło wyszukanie poważnego artykułu na ten temat:
www.religi(*)publikacje/2006_sovieticus.pdf

>Jak szeroko trzeba by, wg Pana, zdefiniować ateizm żeby możliwe było włączenie do niego typowo religijnych obrzędów - kult jednostki, dogmat o jego nieomylności, wiece poparcia, hymny okolicznościowe, ikonografia etc?
Osobiście polecam bardzo ciekawą książkę: "Wiara człowieka radzieckiego" Rafał Imos, Kraków 2007.

Pozdrawiam.

@@@
.
13-03-2011 23:04 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Może Panu ten cytat przypominać cokolwiek, ale myśli Pan, że się broni przed tymi, którzy moje wypowiedzi czytają?

Nie cytowałem Pana - chodziło mi o sposób Pana argumentacji. Ale zostawmy to.

>Ja żadnych enigmatycznych postów nie piszę, odwrotnie staram się aby było to proste i łatwe do zrozumienia.

Tu, dzięki Panu, dowiedziałem się, że (ze słownika wyrazów obcych):

Cytat:
UWAGA: wyraz używany niepoprawnie w znaczeniu 'zdawkowy, lapidarny',


błędnie używałem tego słowa. Z faktami nie dyskutuję.

>Nie wychwycił Pan sensu,

Odnosiłem się do konkretnej Pana wypowiedzi gdzie zrównał Pan wiarę w teizm/ateizm. Stąd pojawiła się "ateistyczna", a chodziło mi tylko o wiarę. Obserwuję Pana wypowiedzi od jakiegoś czasu i znacznie wcześniej przeczytałem, że nie określa się Pan mianem ateisty.

>Dalej moje sceptyczne "przekonanie" ma się nijak do "zaufania".

Użyłem tu "zaufania" w bardzo szerokim sensie.

>Jakoś dziwnie jestem przekonany do całości swoich stwierdzeń, gdyż wydaje mi się, że wiem co mówię i biorę pełną za to odpowiedzialność.

Bardzo cenię Pana wypowiedzi i nie wątpię w powyższe zdanie.

>www.religi(*)publikacje/2006_sovieticus.pdf

Niektóre idee są naprawdę piękne:

Cytat:
Nie śmierć, lecz życie - oto jedyna realna wartość dla człowieka. Życie jest
głównym sensem jego działalności i szczęścia. Jest ono najpiękniejsze i najcenniejsze z tego
głównie, co posiada człowiek i dlatego trzeba walczyć o to, aby było autentyczne. Należy je
cenić i brać z niego wszystko, co może ono dać. Wszak człowiekowi jest dany jedynie krótki
czas życia ziemskiego. Życie jest dane jakby z nieodzownym warunkiem mężnego bronienia
go do ostatniej chwili.


Szkoda tylko, że tak się z nimi rozminęli. Jeśli Pan pozwoli chciałbym wrócić do tej części w późniejszym okresie.

Na razie bardzo dziękuję za dyskusję,

Pozdrawiam,

Marcin
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Spokojnie, to tylko awaria!
Czytam Pańskie wypowiedzi i widać z nich, że Pan myśli i szuka, a to najważniejsze.
Błądzenie jest rzeczą ludzką i nie dyskredytuje człowieka.
_______________________________________________

>Odnosiłem się do konkretnej Pana wypowiedzi gdzie zrównał Pan wiarę w teizm/ateizm. Stąd pojawiła się "ateistyczna", a chodziło mi tylko o wiarę. Obserwuję Pana wypowiedzi od jakiegoś czasu i znacznie wcześniej przeczytałem, że nie określa się Pan mianem ateisty.
A proszę się zastanowić czy naturalizm (czyli system uwzględniający tylko naturalne metody poznania) ontologiczny (czyli uznający materię za jedyną formę bytu) nie jest najbardziej ekstremalnym ateizmem. Niedopuszczjącym żadnej formy istnienia nadprzyrodzonego. Ponadto naukowy sceptyzm poznawczy rozszerzyłem na całą sferę poznania. Potrzebny jest ateizm bardziej konsekwentny.

Ateizm jest przekonaniem i może być opartym na różnych przesłankach. Często jest to ateizm praktyczny. Nie wierzę w żadnego Boga i wcale mnie te sprawy nie interesują. Ateizm oparty na wierze. Nie wierzę w Boga, gdyż wydaje mi się to głupie, albo skoro tylu kapłanów to łajdaki, to jak Bóg może istnieć. Ateizm intelektualny wynikający z przeróżnych przemyśleń i świadomie odrzucający Boga. Spotkałem na naszym forum idealistów ateistów. Dlatego uważam, że prawie jest tyle ateizmów co ateistów.

>Szkoda tylko, że tak się z nimi rozminęli.
Bardzo szkoda, ale zgodnie z naturą ludzką. "Nie jesteśmy temu winni, że są ci pierwsi i są ci inni".
Podchodząc krytycznie do Rewolucji Radzieckiej nie wolno zapominać o "carskim raju feudalnej Rosji".
Choć ciągle się zapomina, że doprowadzenie do sytuacji, kiedy większość nie będzie miała wiele do stracenia jest zawsze groźne:
Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów i zamiarów. Oświadczają oni otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niechaj drżą panujące klasy przed rewolucją komunistyczną.
Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan.
Do zdobycia mają cały świat.

Jak słucham naszych mądrali głoszących "chciwość jest dobra", to boję się niepokojów, ale może niesłusznie, gdyż ludzie z kredytami są spokojni jak baranki.
-------------------------------------------------------
PS. Niewiele spraw jest jednoznacznych i prostych w osądzie. Życie nie jest czarno-białe tylko pełne różnych odcieniów szarości.

Pozdrawiam.

@@@
.
12-03-2011 22:20 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>Ludzie naprawdę warto choć przeczytać "Cichy Don".

Czego jak czego, ale literatury Rosjanom trzeba pozadrościć...

>>Jeśli Stalin to bóg to gdzie tu ateizm?
>Nawet "NAUKOWY" mój Panie!
>Wierzyć można we wszystko, a z wiarą nie ma dyskusji.

Wypada też przytoczyć casus Trofima Łysenki. To już był prawdziwy odlot. Skrzyżować marsizm z biologią, i stworzyć "nową komunistyczną biologię" - duża sztuka...
13-03-2011 10:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.

>>Wierzyć można we wszystko, a z wiarą nie ma dyskusji.
>Wypada też przytoczyć casus Trofima Łysenki. To już był prawdziwy odlot.
Tak, na tym przykładzie dobrze widać, że to nie sam Stalin. Miał miliony ślepo-posłusznych zwolenników. Każdego szefa natychmiast otaczają włazidu.cy - tłumaczący mu jaki on mądry i piękny.
Nie trzeba daleko sięgać - wystarczy sobie przypomnieć czasy prezydenta Wałęsy. Wystarczy też odnieść się krytycznie do Kościoła i jego kapłanów, nie mówiąc już o Bogu, w środowisku wierzących. Zaraz będzie się głupim człowiekiem pełnym złej woli. (Tak, jak np. Dawkins)
Każda wiara jest ślepa i posłuszna.

Pozdrawiam.

@@@
.
11-03-2011 13:31 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>> Ateizm - rozpatrywany jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłany jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

>
Ateizm to tylko niewiara we wszystkie bóstwa. Nie niesie ze sobą żadnego kodeksu postępowania.

W takim razie niesłusznie zestawiasz ateizm z konkretną religią. Jeśli za ateizm uznamy sam pogląd o nie istnieniu bogów bez żadnych szerszych relacji ze światem społecznym, to takiemu pojęciu należy przeciwstawić teizm, czyli pogląd, że bogowie istnieją. Z tego, że ktoś stwierdzi, że istnieją siły nadprzyrodzone przecież jeszcze nie wynika, że należy kogoś z tego powodu mordować. Tak samo jest z ateizmem. Natomiast jeśli zaczniemy analizować realne, społeczne umiejscowienie jednego i drugiego światopoglądu, dochodzimy do konkretnych ideologii, które posiadają określone zasady wpływające na zachowania społeczne. Ponieważ człowiek jako gatunek, przejawia immanentne dążenie do ekspansji i dominacji wewnątrzgatunkowej, idee (o charakterze religijnym, antyreligijnym, teistycznym, ateistycznym) te są wykorzystywane do uzasadniania agresywnych ludzkich działań.
Powtórzę się z przykładem antysemityzmu - chrześcijanin prześladował Żydów bo zabili Chrystusa, nazista - bo byli niższą rasą podludzi, stalinista - bo byli agentami międzynarodowej finansjery. Zawsze chodziło o jedno i to samo - zagrabienie majątku Żydów i zajęcie ich pozycji. Padł już kilkakrotnie agument - "Jak się chce psa uderzyć, kij się zawsze znajdzie".
11-03-2011 22:30 
 Ocena 1 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>W takim razie niesłusznie zestawiasz ateizm z konkretną religią.

Moim zdaniem słusznie (ale oczywiście mogę się mylić) tyle, że nie z konkretną ale ogólnie z religią.

> Jeśli za ateizm uznamy sam pogląd o nie istnieniu bogów bez żadnych szerszych relacji ze światem społecznym,

Tak właśnie uznaje. Nie widzę jakiegoś sensu w rozszerzonej definicji. Nie wierzę nie tylko w istnienie bogów ale i cyklopów - na jakiej podstawie można się tu dopatrywać jakiejś relacji? Dodatkowo każdy religiant jest ateistą co do każdego innego bóstwa prócz swego własnego więc teoretycznie tu by można pewnie i więcej zbudować.

>to takiemu pojęciu należy przeciwstawić teizm, czyli pogląd, że bogowie istnieją.

Czysto leksykalnie tak, ale jak dla mnie "teista nie religiant" to zbiór pusty.

> Z tego, że ktoś stwierdzi, że istnieją siły nadprzyrodzone przecież jeszcze nie wynika, że należy kogoś z tego powodu mordować. Tak samo jest z ateizmem.

A gdzież ja coś podobnego napisałem? Jak dla mnie istotna różnica polega na tym, że teizm/religia prowadzi do nietolerancji, i w konsekwencji często do czegoś gorszego, ze względu na bezrefleksyjność jego wyznawców. Trudno mi zaś sobie wyobrazić bezrefleksyjnego ateistę.

>Natomiast jeśli zaczniemy analizować realne, społeczne umiejscowienie jednego i drugiego światopoglądu, dochodzimy do konkretnych ideologii,

Jakie ideologie, wg Ciebie, łączą się z ateizmem?

> Ponieważ człowiek jako gatunek, przejawia immanentne dążenie do ekspansji i dominacji wewnątrzgatunkowej, idee (o charakterze religijnym, antyreligijnym, teistycznym, ateistycznym) te są wykorzystywane do uzasadniania agresywnych ludzkich działań.

Ponownie - jakie idee łączysz z ateizmem? Jeśli czasem ateiści są agresywni to wynika to raczej z obrony koniecznej. W końcu jesteśmy mniejszością.

>Powtórzę się z przykładem antysemityzmu - chrześcijanin prześladował Żydów bo zabili Chrystusa, nazista - bo byli niższą rasą podludzi, stalinista - bo byli agentami międzynarodowej finansjery. Zawsze chodziło o jedno i to samo - zagrabienie majątku Żydów i zajęcie ich pozycji.

Wszystkie wymienione przez Ciebie ideologie potrzebują jakiegoś wroga zewnętrznego, który spaja ich wyznawców. Jakiego wroga potrzebuje ateizm? Ateizm jest dla mnie mym prywatnym osądem. Z głupotą i zabobonem walczę jako zwolennik nauki - racjonalista.
Rigoletto (3891 punktów)
>Czysto leksykalnie tak, ale jak dla mnie "teista nie religiant" to zbiór pusty.

O, mylisz się. Znam wielu takich ludzi.

>> Z tego, że ktoś stwierdzi, że istnieją siły nadprzyrodzone przecież jeszcze nie wynika, że należy kogoś z tego powodu mordować. Tak samo jest z ateizmem.
>A gdzież ja coś podobnego napisałem? Jak dla mnie istotna różnica polega na tym, że teizm/religia prowadzi do nietolerancji, i w konsekwencji często do czegoś gorszego, ze względu na bezrefleksyjność jego wyznawców.

Nietolerancja może wynikać z wielu różnych pobudek, ale oczywistym warunkiem, jest "inność" obiektu nietolerowanego. Oczywiście do tego, obiekt nietolerowany zwykle jest słabszy od nietolerujących.

>Trudno mi zaś sobie wyobrazić bezrefleksyjnego ateistę.

A ci którzy byli nietolerancyjni w stusunku do ludzi wierzących w ZSRR, byli refleksyjni? Raczej nie. Ktoś im wpoił, że religia jest zła i trzeba ją zwalczać.

>>Natomiast jeśli zaczniemy analizować realne, społeczne umiejscowienie jednego i drugiego światopoglądu, dochodzimy do konkretnych ideologii,
>Jakie ideologie, wg Ciebie, łączą się z ateizmem?

Zdecydowanie marksizm, w różnych odmianach.

>Ponownie - jakie idee łączysz z ateizmem? Jeśli czasem ateiści są agresywni to wynika to raczej z obrony koniecznej. W końcu jesteśmy mniejszością.

Komuniści mordowali w obronie koniecznej?

>>Powtórzę się z przykładem antysemityzmu - chrześcijanin prześladował Żydów bo zabili Chrystusa, nazista - bo byli niższą rasą podludzi, stalinista - bo byli agentami międzynarodowej finansjery. Zawsze chodziło o jedno i to samo - zagrabienie majątku Żydów i zajęcie ich pozycji.
>Wszystkie wymienione przez Ciebie ideologie potrzebują jakiegoś wroga zewnętrznego, który spaja ich wyznawców. Jakiego wroga potrzebuje ateizm?

Wystarczy poczytać wypowiedzi niektórych osób piszących na tym forum i odpowiedź sama Ci się nasunie.
12-03-2011 23:52 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>O, mylisz się. Znam wielu takich ludzi.

Religiant = osoba wyznająca religię - tak definiowałem tą osobę. W takim ujęciu ja takich osób nie znam.

>Nietolerancja może wynikać z wielu różnych pobudek, ale oczywistym warunkiem, jest "inność" obiektu nietolerowanego. Oczywiście do tego, obiekt nietolerowany zwykle jest słabszy od nietolerujących.

ok

>A ci którzy byli nietolerancyjni w stusunku do ludzi wierzących w ZSRR, byli refleksyjni? Raczej nie. Ktoś im wpoił, że religia jest zła i trzeba ją zwalczać.

Pytanie czy byli ateistami? Czy wystarczy tylko wyklepać jedną formułkę i już się zasługuje na to miano? Czy aby na pewno dobrowolnie takie poglądy przyjęli? Czy nie byli raczej wyznawcami stalinizmu?

>Zdecydowanie marksizm, w różnych odmianach.

A podobno nigdzie go nie wprowadzono

>Komuniści mordowali w obronie koniecznej?

Mordowali wszystkich jak leci, których uznawali za swoich wrogów. Wszystkich wyrzynali bo boga nie ma?

>Wystarczy poczytać wypowiedzi niektórych osób piszących na tym forum i odpowiedź sama Ci się nasunie.

Nie zgadzam się z Twoją interpretacją. Żyjemy w określonym kraju z jednym dominującym światopoglądem w życiu publicznym. Wypowiedzi na tym forum to powiew normalności, a nie poszukiwanie sobie wroga.
Rigoletto (3891 punktów)
>>O, mylisz się. Znam wielu takich ludzi.
>Religiant = osoba wyznająca religię - tak definiowałem tą osobę. W takim ujęciu ja takich osób nie znam.

Napisałeś teista = religiant. A ja właśnie pisze, że znam teistów, którzy nie są wyznawcami żadnej stricte religii.

>>Nietolerancja może wynikać z wielu różnych pobudek, ale oczywistym warunkiem, jest "inność" obiektu nietolerowanego. Oczywiście do tego, obiekt nietolerowany zwykle jest słabszy od nietolerujących.
>ok
>>A ci którzy byli nietolerancyjni w stusunku do ludzi wierzących w ZSRR, byli refleksyjni? Raczej nie. Ktoś im wpoił, że religia jest zła i trzeba ją zwalczać.
>Pytanie czy byli ateistami? Czy wystarczy tylko wyklepać jedną formułkę i już się zasługuje na to miano? Czy aby na pewno dobrowolnie takie poglądy przyjęli? Czy nie byli raczej wyznawcami stalinizmu?

Skoro nie byli teistami, to kim byli?

>>Zdecydowanie marksizm, w różnych odmianach.
>A podobno nigdzie go nie wprowadzono

Niestety wprowadzono w paru miejscach.

>>Komuniści mordowali w obronie koniecznej?
>Mordowali wszystkich jak leci, których uznawali za swoich wrogów. Wszystkich wyrzynali bo boga nie ma?

Chyba nikt nie morduje przyjaciół.

>>Wystarczy poczytać wypowiedzi niektórych osób piszących na tym forum i odpowiedź sama Ci się nasunie.
>Nie zgadzam się z Twoją interpretacją. Żyjemy w określonym kraju z jednym dominującym światopoglądem w życiu publicznym. Wypowiedzi na tym forum to powiew normalności, a nie poszukiwanie sobie wroga.

Wszystko zależy od doboru słów. A i z tą dominacją to przesada. Ja pamiętam czasy gdy panował dominujący światopogląd i to było znacznie bardziej dotkliwe, dla osób które ten światopogląd kontestowały.
13-03-2011 00:31 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>Napisałeś teista = religiant. A ja właśnie pisze, że znam teistów, którzy nie są wyznawcami żadnej stricte religii.

W takim razie powtórzę moją wypowiedź z dyskusji z Andrzejem Bogusławskim. "Teista - religiant" definiuje swojego boga, personifikuje go, i dobiera sobie jakiś zestaw wierzeń. Skoro czysty teista tego nie robi to jakie konsekwencje w życiu codziennym ten światopogląd rodzi? Czy jest to tylko intelektualna spekulacja?

>Skoro nie byli teistami, to kim byli?

Chyba chciałeś napisać ateistami. Jak juz doszło do kultu jednostki to dla mnie to zwykły teizm. Co z tego, że bóg nie w zaświatach? Zamiast mszy zebrania kolektywu i apele ku czci.

>>A podobno nigdzie go nie wprowadzono
>Niestety wprowadzono w paru miejscach.

Ja kojarzę taki kawał:

Komunista to człowiek, który przeczytał Marksa. Antykomunista to ten co przeczytał i zrozumiał.

>Chyba nikt nie morduje przyjaciół.

Trocki, Bucharin Zinowiew, Kamieniew...

>Wszystko zależy od doboru słów. A i z tą dominacją to przesada.

Jakoś nie widzę żeby na serio w procesie ustawodawczym uczestniczyły inne środowiska niż katolickie.

> Ja pamiętam czasy gdy panował dominujący światopogląd i to było znacznie bardziej dotkliwe, dla osób które ten światopogląd kontestowały.

Inny ustrój i czasy.
13-03-2011 13:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Ja kojarzę taki kawał:
>Komunista to człowiek, który przeczytał Marksa. Antykomunista to ten co przeczytał i zrozumiał.
Kawał jak kawał. Taki dobry na poziom polskich antykomunistów.
Komunista to człowiek przekonany (wierzący w) o słuszności ideologii komunistycznej.
Najczęściej nawet nie zajrzał do Marksa, gdyż by go nie zrozumiał.
Identyczna definicja dotyczy antykomunistów i antykomunizmu.

Człowiek, który przeczytał i zrozumiał Marksa, to marksista, ewentualnie filozof nie akceptujący Marksa, gdyż filozof antymarksistowski, to brzmi tak samo głupio jak filozof anty-kantowski.
Każdy myśliciel krytycznie odrzucających czyjąś myśl przedstawia alternatywnie własne przemyślenia.

Cholera, a mnie się wydawało, że jednak dużo z Marksa zrozumiałem.
Wszelako zaliczenie mnie tak do komunistów, jak i do antykomunistów uznaję za dalece nie uprawnione.

@@@
.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Napisałeś teista = religiant. A ja właśnie pisze, że znam teistów, którzy nie są wyznawcami żadnej stricte religii.
>W takim razie powtórzę moją wypowiedź z dyskusji z Andrzejem Bogusławskim. "Teista - religiant" definiuje swojego boga, personifikuje go, i dobiera sobie jakiś zestaw wierzeń. Skoro czysty teista tego nie robi to jakie konsekwencje w życiu codziennym ten światopogląd rodzi? Czy jest to tylko intelektualna spekulacja?

Dokładnie tak. Teizm podobnie jak ateizm, na podstawowym poziomie, to tylko opinia.

>>Skoro nie byli teistami, to kim byli?
>Chyba chciałeś napisać ateistami. Jak juz doszło do kultu jednostki to dla mnie to zwykły teizm. Co z tego, że bóg nie w zaświatach? Zamiast mszy zebrania kolektywu i apele ku czci.

W dalszym ciągu nie rozróżniasz teizmu od religii. Jak zauważyłeś komunizm był religią bez Boga. Do innych religii nieteistycznych należą choćby niektóre odłamy buddyzmu (także w/g niektórych ujęć konfucjanizm i taoizm).

>>>A podobno nigdzie go nie wprowadzono
>>Niestety wprowadzono w paru miejscach.
>Ja kojarzę taki kawał:
>Komunista to człowiek, który przeczytał Marksa. Antykomunista to ten co przeczytał i zrozumiał.

Myślisz, że Lenin przeczytał i nie zrozumiał?

>>Chyba nikt nie morduje przyjaciół.
>Trocki, Bucharin Zinowiew, Kamieniew...

To byli wrogowie ludu.

>>Wszystko zależy od doboru słów. A i z tą dominacją to przesada.
>Jakoś nie widzę żeby na serio w procesie ustawodawczym uczestniczyły inne środowiska niż katolickie.

Nie przesadzaj. SLD, która rządziła przez sporą cześć trwania III RP, to środowiska katolickie?

>> Ja pamiętam czasy gdy panował dominujący światopogląd i to było znacznie bardziej dotkliwe, dla osób które ten światopogląd kontestowały.
>Inny ustrój i czasy.

Święte Oficjum - inny ustrój i czasy...
13-03-2011 01:20 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>A ja właśnie pisze, że znam teistów, którzy nie są wyznawcami żadnej stricte religii.
Co najwyżej w potocznym znaczeniu szufladkującym - w sensie przynależności do jakiejś określonej organizacji, wykonywania określonych rytuałów itp.
Teista musi wyznawać/praktykować religię ściśle wedle wymagań swojego Theos. Można sobie wyobrazić religię, której Bóg nie stawia żadnych wymagań i niczego nie obiecuje, ale nawet taki minimalistyczny Bóg siłą rzeczy musi być odniesieniem wielu postaw religijnych - stosownie minimalistycznych.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Rigoletto (3891 punktów)
>>A ja właśnie pisze, że znam teistów, którzy nie są wyznawcami żadnej stricte religii.
>Co najwyżej w potocznym znaczeniu szufladkującym - w sensie przynależności do jakiejś określonej organizacji, wykonywania określonych rytuałów itp.
> Teista musi wyznawać/praktykować religię ściśle wedle wymagań swojego Theos.

Oczywiście, że nie musi. Bardzo łatwo wskazać przykłady testów, którzy tego nie robią.
14-03-2011 12:18 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Oczywiście, że nie musi. Bardzo łatwo wskazać przykłady testów, którzy tego nie robią.
To ja bym poprosił... skoro nie możemy na samych pojęciach sprawy uzgodnić, to może się uda na przykładzie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Oczywiście, że nie musi. Bardzo łatwo wskazać przykłady testów, którzy tego nie robią.
>To ja bym poprosił... skoro nie możemy na samych pojęciach sprawy uzgodnić, to może się uda na przykładzie.

Bardzo proszę. Z badań statystycznych prowadzonych w Polsce, wynika, że spora część osób deklarujących wiarę w Boga, nie przyjmuje jednocześnie wielu zasad ustalonych przez Kościół - nie uważają np. antykoncepcji albo rozwodów za coś zdrożnego.
astrotaurus (12445 punktów)

>Bardzo proszę. Z badań statystycznych prowadzonych w Polsce, wynika, że spora część osób deklarujących wiarę w Boga, nie przyjmuje jednocześnie wielu zasad ustalonych przez Kościół - nie uważają np. antykoncepcji albo rozwodów za coś zdrożnego.
Zwracałem uwagę na rozbieżność między formalną przynależnością do instytucji ze zrytualizowanymi doktrynami i obrzędami, a wiarą, która zawsze jest sprawą indywidualną.
Ludzie , o których mówisz wierzą w Boga, który nie podziela seksualnych i obyczajowych fiksacji swoich funkcjonariuszy.
Człowiek wierzący nie jest w stanie sprzeniewierzyć się swej wierze.
Zatem teista musi mieć nabożną relację do Boga, w którego wierzy. Jeśli nawet ta nabożna relacja pozbawiona rytuałów ma wystarczyć za całą religię.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Rigoletto (3891 punktów)
>Człowiek wierzący nie jest w stanie sprzeniewierzyć się swej wierze.

A Ty jesteś w stanie sprzeniewierzyć się zasadom, które wyznajesz?
astrotaurus (12445 punktów)

>A Ty jesteś w stanie sprzeniewierzyć się zasadom, które wyznajesz?

No pewnie nie... ale to raczej argument za tym co ja mówię że teizm wymusza religię adekwatną do wyznawanego theosa.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Rigoletto (3891 punktów)
>>A Ty jesteś w stanie sprzeniewierzyć się zasadom, które wyznajesz?
>No pewnie nie... ale to raczej argument za tym co ja mówię że teizm wymusza religię adekwatną do wyznawanego theosa.

Tylko, że jak wskazuje przykład ze stosunkiem katolików do antykoncepcji, każdy ma swojego "theos", tak jak Ty masz swojego "świeckiego theos".
13-03-2011 12:34 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Zdecydowanie marksizm, w różnych odmianach.
A może jednak warto tego obrzydliwca i jego zwolenników poczytać.
***************************
Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d` honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.

Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.


Toż to prawie poezja opisująca religijność.
***********************************

Niech się Pan nie obawia i walnie szeroko:
Cały materializm, we wszystkich jego odmianach!

PS. Jakbyśmy się nie starali to ten zakodowany głęboko "chłodny obiektywizm" zawsze z nas wylezie.

Pozdrawiam.

@@@
.
16-03-2011 13:19 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Przy rozpatrywaniu religii jako zjawiska społecznego trudno mi się z tym nie zgodzić. Warto jednak zaakcentować, że dokładnie to samo dotyczy ateizmu, to znaczy:
> Ateizm - rozpatrywany jako zjawisko społeczne, pomijam kwestię czyichś porywów indywidualnych - z istoty swej uwikłany jest w grę o władzę (rozumianą już nawet najbardziej minimalistycznie, jako szerzenie przekonania, że coś jest be a inne coś cacy) zatem i w (otwartą bądź zawoalowaną) przemoc.

Bynajmniej - z powodów, o których pisali już MarcinK i sceptymucha, pozwolę sobie też odesłać tutaj.

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
11-03-2011 23:04 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>Jakich obiektywnych przyczyn (politycznych, ekonomicznych etc.) by "materialista" nie wykazywał, nie sposób przeczyć, że religia/mit (zwłaszcza w postaci nastawionego na prozelityzm monoteizmu) bywa co najmniej owych świeckich motywów wzmacniaczem, a niekiedy staje się motywem samym w sobie.

Witaj Big Zydzie, z przyjemnoscia czytam Twe komentarze i pod powyzszym wnioskiem podpisuje sie oburacz. Ale ... faktycznie jest tak, ze gorliwi teo- lodzy, teo-file, etc. troche racji maja, ze nie tylko wiara w boga, ale i niewiara moze byc i byla wykorzystywana do powstania systemow zbrodniczych.

Moim zdaniem problem zasdza sie jedynie na tym, ze nie kazdy ateista musi czuc sie spadkobierca takiego chocby stalinizmu, ale juz katolik, czytaj papista niestety musi odnalezc sie ze zbrodniami inkwizycji, albowiem inkwizycja i papiestwo to w sumie ten sam system. Tak jak stalinizm byl elementem przejsciowym komunizmu, tak inkwizycja byla czlonem katolicyzmu.

Aby jeszcze jasniej (to do innych, bo Tobie na pewno tego tumaczyc nie trza). Nie kazdy wierzacy w boga jest spadkobierca krwawych jatek, ma zyczenie niech sobie wierzy w absolut, tak jak ateista nie wierzy, ale juz wierzacy i identyfikujacy sie z chocby takim husycyzmem, albo kalwinizmem, albo katolicyzmem ma na sumieniu zbrodnie poprzednikow, co to bardzo gorliwie czarownikow i czarownice, czytaj: babki spedzajace plody, zielarzy, a nawet aptekarzy, grilowali.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
16-03-2011 13:03 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Witaj Big Zydzie,

Witaj, Ignorancjo, jak zawsze miło Cię widzieć na Forum.

>Ale ... faktycznie jest tak, ze gorliwi teo- lodzy, teo-file, etc. troche racji maja, ze nie tylko wiara w boga, ale i niewiara moze byc i byla wykorzystywana do powstania systemow zbrodniczych.

Do budowania systemów zbrodniczych da się wykorzystać właściwie wszystko, sądzę jednak, że wyjątkowo "dobrym" surowcem jest nie tyle nawet religia (w jakiejś "dojrzałej" już postaci) a coś bardziej jeszcze niż ona pierwotnego, co można określić mianem "mitycznego odczytu świata" będącego z kolei rozwinięciem zupełnie już zasadniczego emocjonalnego impulsu każącego sakralizować wybrane zjawiska empiryczne czy symboliczne.
Takie "myślenie mityczne" poza religią najłatwiej odnaleźć w świeckich soteriologiach XIX i XX wieku - jak nacjonalizm czy komunizm, sprawiających skądinąd wrażenie przemalowanego chrześcijaństwa - czym bowiem jest np. "Naród" jak nie substytutem Boga? Też nikt go nigdy nie widział, wiadomo tylko, że należy go Kochać i się dlań Poświęcać.
Pozwoliłem sobie zamieścić na Forum ciekawy tekst Ludwika Stommy o roli mitu w polityce, poczytać można tutaj i tutaj.

>Moim zdaniem problem zasdza sie jedynie na tym, ze nie kazdy ateista musi czuc sie spadkobierca takiego chocby stalinizmu, ale juz katolik, czytaj papista niestety musi odnalezc sie ze zbrodniami inkwizycji, albowiem inkwizycja i papiestwo to w sumie ten sam system. Tak jak stalinizm byl elementem przejsciowym komunizmu, tak inkwizycja byla czlonem katolicyzmu.
>Aby jeszcze jasniej (to do innych, bo Tobie na pewno tego tumaczyc nie trza). Nie kazdy wierzacy w boga jest spadkobierca krwawych jatek, ma zyczenie niech sobie wierzy w absolut, tak jak ateista nie wierzy, ale juz wierzacy i identyfikujacy sie z chocby takim husycyzmem, albo kalwinizmem, albo katolicyzmem ma na sumieniu zbrodnie poprzednikow, co to bardzo gorliwie czarownikow i czarownice, czytaj: babki spedzajace plody, zielarzy, a nawet aptekarzy, grilowali.

To i ja może - na użytek ogólny - to i owo doprecyzuję.
Zdarza mi się, niestety, że rozpędem retorycznym niesiony, ulegam pokusie posłużenia się myślowym skrótem i chlapnę, że "chrześcijaństwo zrobiło to, islam tamto, a komunizm jeszcze co insze" - a potem pluć w brodę sobie muszę, bo trudno o bardziej mylące sformułowania. Oczywiste, że "chrześcijaństwo" czy "liberalizm" czy cokolwiek w tym stylu nie zrobiły niczego, boż to tylko mempleksy (o bardzo zresztą rozmytych granicach), które same przez się nawet źdźbła trawy nie poruszą.
Działania - działania, do których da się stosować oceny etyczne - to domena osób ludzkich ewentualnie w osoby prawne "połączonych". Stąd ktoś przedstawiający się jako, powiedzmy, luteranin nie ma najmniejszego powodu tłumaczyć się z działań np. inkwizycji, skoro między nim a inkwizycją nie ma żadnej łączności prawno-instytucjonalnej. Takie powody ma wyłącznie katolik - i to tylko wtedy, gdy powołuje się na (będący religią ściśle zinstytucjonalizowaną) katolicyzm właśnie - bo jasne przecież, że nie, gdy delikwenta rozpatrywać "prywatnie" czy "osobiście", skoro (co za oczywiste uznaję) nikomu nie można przypisywać osobistej etycznej "odpowiedzialności" za coś, na co nie miał wpływu.
Skądinąd jednak tak luteranin, jak katolik czy inny husyta nie mają żadnych podstaw do tego, by reklamować "chrześcijaństwo" (czy też jego własną partykularną wersję) jako zestaw poglądów i reguł postępowania jakoweś "dobro" niosących - z powodów dobrze znanych.
Ateista jest w porównaniu z chrześcijaninem jakiejkolwiek obediencji, muzułmaninem, żydem etc. w komfortowej sytuacji o tyle, że z ateizmu żadne roszczenia do kierowania czymś postępowaniem, czy też żadne pretensje do bycia "dobrym" nie wynikają. Takowe roszczenia mogą oczywiście zgłaszać konkretne organizacje polityczne powołujące się na swe ideologie - wówczas te organizacje, tudzież należące do nich osoby fizyczne działające jako członkowie organizacji, ocenom etycznym na ogólnych zasadach podlegają.

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
16-03-2011 17:02 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Takie "myślenie mityczne" poza religią najłatwiej odnaleźć w świeckich soteriologiach XIX i XX wieku - jak nacjonalizm czy komunizm, sprawiających skądinąd wrażenie przemalowanego chrześcijaństwa - czym bowiem jest np. "Naród" jak nie substytutem Boga? Też nikt go nigdy nie widział, wiadomo tylko, że należy go Kochać i się dlań Poświęcać.

Kiedyś czytałem jakieś opracowanie "Stalinizm jako religia", w którym autor przedstawiał podobieństwa wzorców zachowań, rytuałów, symboliki w stalinizmie, nazizmie i instytucjonalnej religii. Kult ikon wykorzystano poprzez tworzenie horrendalnie wielkich portretów Stalina, zjazdy partii były czymś na kształt soborów, kult jednostki był parodią Mesjasza - Zbawiciela, nawet spowiedź publiczna przybrała formę "samokrytyki", długo by wyliczać. Tak, niewątpliwie stalinizm jak i hitleryzm to były religie i prawda ta będzie kiedyś musiała zostać uznana, albo ludzkość pogrąży się w tym samym koszmarze, który ciągle czeka (nomen omen) ukryty w głębokich zakamarkach ludzkiej natury.

>To i ja może - na użytek ogólny - to i owo doprecyzuję.
>Zdarza mi się, niestety, że rozpędem retorycznym niesiony, ulegam pokusie posłużenia się myślowym skrótem i chlapnę, że "chrześcijaństwo zrobiło to, islam tamto, a komunizm jeszcze co insze" - a potem pluć w brodę sobie muszę, bo trudno o bardziej mylące sformułowania. Oczywiste, że "chrześcijaństwo" czy "liberalizm" czy cokolwiek w tym stylu nie zrobiły niczego, boż to tylko mempleksy (o bardzo zresztą rozmytych granicach), które same przez się nawet źdźbła trawy nie poruszą.

Tu się zgodzę, choć absolutnie nie podzielam w pełni tego poglądu. Może tak zapytam: kiedy uruchamiam program, który mi wylicza pięknie wszystkie wielkości w tabelkach i uzyskuję dzięki niemu cenną informację, że mam dużą nadpłatę do odebrania w Skarbie Państwa, to kto lub co wykonało za mnie tę mozolną pracę: komputer, program, programista, a może pomysłodawca tego zawiłego systemu prawno-finansowego, który zdeterminował takie czy inne obliczenia? Moim zdaniem, część "odpowiedzialności" spada tu na każdy z elementów tego systemu. Światopogląd jest właśnie takim "wstępnym projektem założeń budżetowych", który zawsze zaskutkuje jakimiś tabelkami, które jacyś sprytni programiści zrealizują, by mogły się powielić na wielu komputerach.

>Skądinąd jednak tak luteranin, jak katolik czy inny husyta nie mają żadnych podstaw do tego, by reklamować "chrześcijaństwo" (czy też jego własną partykularną wersję) jako zestaw poglądów i reguł postępowania jakoweś "dobro" niosących - z powodów dobrze znanych.

To wyjaśniałem w innym miejscu tego wątku; w samym chrześcijaństwie są "systemy awaryjnego chłodzenia" że użyję takiej aktualnej metafory, które pozwalają oddzielić "fałszywych" od "prawdziwych" i zachować przekonanie o świętości własnej wiary i instytucji, w której się ona spełnia.

>Ateista jest w porównaniu z chrześcijaninem jakiejkolwiek obediencji, muzułmaninem, żydem etc. w komfortowej sytuacji o tyle, że z ateizmu żadne roszczenia do kierowania czymś postępowaniem, czy też żadne pretensje do bycia "dobrym" nie wynikają.

Ależ właśnie to jest jeden z głównych zarzutów wobec ateizmu! (Nie wiem który z terminów tu pasuje - nihilizm, immoralizm, relatywizm moralny, indyferentyzm)...
Właśnie rzecz w tym, że skoro nie wynikają z tej postawy światopoglądowej żadne wskazania moralne, to i oczywiste jest np. że nie wynika z niej np. poszanowanie dla życia ludzkiego, zasad współżycia społecznego itp. - wszystko to są jedynie pewne "umowy społeczne", ułatwiające funkcjonowanie, bez żadnego odniesienia w jakimś obiektywnie istniejącym systemie wartości.

Uważam, że filozofia, tworząc pewne światopoglądy, zwłaszcza te, które uzyskują szeroki oddźwięk - najpierw w sferach naukowych, później wśród szerokich mas, zawsze odciska swoje piętno na społeczeństwach, niestety, poprzez politykę. Polityka, powiem wprost, jest sprostytuowaną filozofią.

Dlatego powinno się jej bronić przed trybunami, z których zostanie ogłoszona jako kolejna Prawda.
25-03-2011 11:47 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>podobieństwa wzorców zachowań, rytuałów, symboliki w stalinizmie, nazizmie i instytucjonalnej religii (...) długo by wyliczać.

Jasne.

>Moim zdaniem, część "odpowiedzialności" spada tu na każdy z elementów tego systemu. Światopogląd jest właśnie takim "wstępnym projektem założeń budżetowych", który zawsze zaskutkuje jakimiś tabelkami, które jacyś sprytni programiści zrealizują, by mogły się powielić na wielu komputerach.

Gdy dokonuje się opisu tego, co zachodzi w ludzkich społeczeństwach, wpływ - często ogromny - zespołów symbolicznych ("mempleksów", "programów", "światopoglądów" etc.) na zachowania ludzi należy oczywiście uwzględniać. Niedorzeczne jest jednak przypisywanie samym w sobie zespołom symboli odpowiedzialności etycznej - i o tym pisałem.

>>Ateista jest w porównaniu z chrześcijaninem jakiejkolwiek obediencji, muzułmaninem, żydem etc. w komfortowej sytuacji o tyle, że z ateizmu żadne roszczenia do kierowania czymś postępowaniem, czy też żadne pretensje do bycia "dobrym" nie wynikają.
>Ależ właśnie to jest jeden z głównych zarzutów wobec ateizmu! (Nie wiem który z terminów tu pasuje - nihilizm, immoralizm, relatywizm moralny, indyferentyzm)...

Istotnie, taki zarzut spotkać można dość często, świadczy on jednak
albo
1. o umysłowej nieporadności ten zarzut czyniącego, niezdolnego rozróżnić rzeczy tak całkowicie odmiennej natury, jak opis empirii i system oceniania;
albo też
2. o nieuczciwości zarzucającego, celowo powyższe rozróżnienie starającego się zamazać.
Z ateizmu dla etyki nie wynika, i wynikać nie może, nic więcej niż ze stwierdzenia np. nie ma latających słoni.

> Właśnie rzecz w tym, że skoro nie wynikają z tej postawy światopoglądowej żadne wskazania moralne, to i oczywiste jest np. że nie wynika z niej np. poszanowanie dla życia ludzkiego, zasad współżycia społecznego itp. - wszystko to są jedynie pewne "umowy społeczne", ułatwiające funkcjonowanie, bez żadnego odniesienia w jakimś obiektywnie istniejącym systemie wartości.

Pojęcia nie mam, co to takiego obiektywnie istniejący system wartości. Chyba, że chodzi o to, że zwolennicy danego systemu w określonym miejscu i czasie dysponują odpowiednio efektywnym aparatem przymusu.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
30-03-2011 04:34 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Ateista jest w porównaniu z chrześcijaninem jakiejkolwiek obediencji, muzułmaninem, żydem etc. w komfortowej sytuacji o tyle, że z ateizmu żadne roszczenia do kierowania czymś postępowaniem, czy też żadne pretensje do bycia "dobrym" nie wynikają. Takowe roszczenia mogą oczywiście zgłaszać konkretne organizacje polityczne powołujące się na swe ideologie - wówczas te organizacje, tudzież należące do nich osoby fizyczne działające jako członkowie organizacji, ocenom etycznym na ogólnych zasadach podlegają.

To dobrze oddaje krzywiznę tego ciągłego "sporu ateistyczno-religijnego": porównuje się postawę metafizyczną z postawą etyczną. Z tej asymetrii wynika brak odpowiedzialności moralnej po jednej stronie, z odpowiedzialnością po drugiej. "Ateista jest ewentualnie zły przez przypadek, a kwakier, bo jest kwakrem."

Czy nie sprawiedliwiej byłoby odłożyć kwestie [nie]istnienia B. i porównać postawy etyczne ateistów działających w dziejach z postawami etycznymi członków organizacji religijnych i skutki tych postaw? Czy z tego powodu, że ateizm nie narzuca norm moralnych wynika, że złe działania historycznych ateistów wzajemnie się znoszą?
W mętnym pytaniu czołowym "czy ateizm jest odpowiedzialny" nie chodzi chyba o jakąś instytucję "ateizm", która zachowywałaby ciągłość dziejową i konsekwentnie stymulowała swoich członków do realizacji jakiegoś "programu", tylko o to, czy przyjęcie ateizmu przez pewną grupę ludzi w dziejach nie stało się główną przyczyną pewnych tragedii i, czy gdyby nie byli ateistami sprawy nie potoczyłyby się "lepiej z punktu widzenia moralności potocznej" (której jakieś cudowne istnienie gwarantuje w ogóle sensowność dyskusji).

Poza tym, dlaczego konkretni (nie abstrakcyjni) ateiści, którzy akurat nie wpadają w indyferentyzm i leseferyzm, nie byliby w stanie utworzyć żadnego ruchu o charakterze sekciarskim, czy nawet religijnym (chyba kwestia rozmiaru)? Ateiści są tak samo religijni (rozumiejąc religijność psychologicznie i socjologicznie) jak teiści. Czy ateizm stoi w sprzeczności z humanizmem Comte'a, albo z kultem Stalina, tak jak stoi z nimi w sprzeczności kult Jahwe?
30-03-2011 10:08 
 Ocena 1 na 3
Hodża (11172 punktów)
>W mętnym pytaniu czołowym "czy ateizm jest odpowiedzialny" nie chodzi chyba o jakąś instytucję "ateizm", która zachowywałaby ciągłość dziejową i konsekwentnie stymulowała swoich członków do realizacji jakiegoś "programu", tylko o to, czy przyjęcie ateizmu przez pewną grupę ludzi w dziejach nie stało się główną przyczyną pewnych tragedii i, czy gdyby nie byli ateistami sprawy nie potoczyłyby się "lepiej z punktu widzenia moralności potocznej" (której jakieś cudowne istnienie gwarantuje w ogóle sensowność dyskusji).

Tak, właśnie to mnie frapuje - czy przyjęcie nawet zupełnie fikcyjnej postaci jako realnie działającego Sędziego Wszechrzeczy nie jest korzystniejsze z punktu widzenia samoorganizacji społeczeństwa niż brak wiary w istniejący obiektywnie układ odniesienia w zakresie norm zachowania. Wydaje mi się, że każdy tworzy na własny użytek taki układ odniesienia, aby móc istnieć społecznie. Jest to warunek bycia człowiekiem we względnej harmonii ze społeczeństwem. Religie tak naprawdę są takim programem samoorganizacji i samoograniczania, koniecznego dla istnienia spójnych organizacyjnie społeczności.
>Poza tym, dlaczego konkretni (nie abstrakcyjni) ateiści, którzy akurat nie wpadają w indyferentyzm i leseferyzm, nie byliby w stanie utworzyć żadnego ruchu o charakterze sekciarskim, czy nawet religijnym (chyba kwestia rozmiaru)? Ateiści są tak samo religijni (rozumiejąc religijność psychologicznie i socjologicznie) jak teiści. Czy ateizm stoi w sprzeczności z humanizmem Comte'a, albo z kultem Stalina, tak jak stoi z nimi w sprzeczności kult Jahwe?

Ależ to oczywiste. Jeśli ktoś mi powie, że ateista jest człowiekiem niewierzącym, to odpowiem mu, że bzdury gada. Bo, jeśli ateista wychodzi rano do pracy, to przecież wierzy (bo przecież nie wie i również nie zakłada, gdyż to by oznaczało dziwnie zimny stosunek do własnej osoby), że z tej pracy wróci , ba! wierzy nawet, że zarobi w niej na utrzymanie swoje i rodziny. Bez tej wiary nic by nie zdziałał. Nie mógłby ruszyć nawet ręką ani nogą... a wiara w Boga to to samo, tylko nieskończenie więcej.
I właśnie ta nieskończoność jest źródłem wątpliwości.
Pozdrawiam.
30-03-2011 19:57 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Bo, jeśli ateista wychodzi rano do pracy, to przecież wierzy (bo przecież nie wie i również nie zakłada, gdyż to by oznaczało dziwnie zimny stosunek do własnej osoby), że z tej pracy wróci , ba! wierzy nawet, że zarobi w niej na utrzymanie swoje i rodziny. Bez tej wiary nic by nie zdziałał.

Tylko to nie jest wiara religijna. Mnie chodzi np. o skłonność do gromadzenia się w aby celebrować, o skłonność do uznawania faktów niedostępnych poznawczo, skłonność do utożsamiania się z grupą podzielającą poglądy i do świadczenia na jej rzecz. Nie o ofiary materialne, nie o nabożeństwa, bo to i u katolików współczesnych coraz rzadsze, ale choćby o taką działalność intelektualną, jak sama apologetyka ateizmu i krytyka kościoła, czy innych organizacji formułujących normy postępowania, będąca intuicyjną formą religijnej samoobrony, obrony systemu wartości swojego i grupy.

Oczywiście na to ateista odpowie teorematem, że "sam ateizm nie jest systemem wartości", ale w praktyce jest inaczej, ateiści uznają wspólnie np. wiele wartości negatywnych, głównie związanych z cudzymi przekonaniami religijnymi.

Poza tym, ateiście nic nie przeszkadza mówić o "szczęściu" albo "pechu" w życiu, chociaż te pojęcia nie mają żadnego racjonalnego znaczenia. Za pomocą tego typu pojęć nadaje sens biegowi wydarzeń, a tym się różni od wierzącego, czerpiącego ze słownika świętej księgi, że sam sobie ten słownik prowizorycznie buduje. Ileż razy słyszałem, że człowiek powinien postępować tak a tak, bo mu "ewolucja nakazuje". Dlaczego ktoś formułuje takie zdanie? Bo jest racjonalne? Nie. Powtarza je bo po prostu naśladuje grupę, idzie za wodzem, za autorytetem, którego czasem nie do końca rozumie, ale chce skopiować. Nie ma nawet znaczenia, czy czerpie ze źródła prawdy czy nie - chodzi o sam gest utożsamienia się i powielania wzorców myślenia, mówienia, w końcu działania pewnej zbiorowości. To są zachowania religijne i chyba tylko pustelnicy mogą być ich pozbawieni.
30-03-2011 20:56 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Tylko to nie jest wiara religijna.

Zastanawiałem się nad tym i - wedle moich obserwacji, mojej introspekcji, wiara w to, że sympatyczna urzędniczka przygotuje mi wcześniej dokumenty, na które bym musiał czekać parę tygodni, nosi wszelkie cechy tej wiary, że Najwyższy Król ułaskawi mnie z wyroku natury i pozwoli mi hasać do woli w rajskich plenerach, różnica jest jedynie w skali oczekiwań i w empirycznych przesłankach pozwalających taką wiarę żywić. W przypadku wiary religijnej niestety takich przesłanek bardzo brakuje, może są one dostępne wybranym, ale tu już chyba wkraczamy na obszary coraz śmielej badane przez psychologię i, cóż, psychiatrię.

>Oczywiście na to ateista odpowie teorematem, że "sam ateizm nie jest systemem wartości", ale w praktyce jest inaczej, ateiści uznają wspólnie np. wiele wartości negatywnych, głównie związanych z cudzymi przekonaniami religijnymi.

W innym miejscu tego wątku napomknąłem coś na temat, że mianowicie to, co podnoszą ateiści - że ateizm nie jest źródłem żadnych norm postępowania i stąd nie może być oskarżany o żadne ideologiczne zbrodnie, zarazem jest przez przeciwników ateizmu podnoszone jako koronny dowód na to właśnie, że ateizm jest źródłem destrukcji i zniszczenia wszelkich norm. Ja przychylam się do drugiej opinii, z tym zastrzeżeniem mianowicie, że dotyczy to osób wychowanych w kulturze religijnej, którym polityczny zamęt otworzył drogę do awansu społecznego a zaprzeczenie Boga w ich prymitywnej interpretacji oznaczało zaprzeczenie wszelkich ludzkich norm postępowania, które kojarzyli tylko i wyłącznie z "moralnością religijną". Mówiąc krótko, nie ma gorszego bydła niż cham wyuczony nowego światopoglądu. Pewnie zresztą działa to i w drugą stronę, bo nie raz zapewne ochrzczeni tubylcy uważali się za kogoś uprawnionego do niszczenia pogańskich współplemieńców. Ale w przypadku ateizmu sprawa jest dużo poważniejsza, gdyż jego racjonalny potencjał stwarza ogromne możliwości przekształcania rzeczywistości społecznej w wymiarze materialnym - poprzez wykorzystanie nauki, techniki, edukacji. Może założę kiedyś wątek na temat racjonalizmu, pewnie też wywołam niezłą burzę, ale uczciwie mówię - nie biję piany, tylko chcę inspirować ze swojej strony mądrą dyskusję, w miarę możności ubogacającą wszystkich używających rozumu.

>Poza tym, ateiście nic nie przeszkadza mówić o "szczęściu" albo "pechu" w życiu, chociaż te pojęcia nie mają żadnego racjonalnego znaczenia. Za pomocą tego typu pojęć nadaje sens biegowi wydarzeń, a tym się różni od wierzącego, czerpiącego ze słownika świętej księgi, że sam sobie ten słownik prowizorycznie buduje.

Nie jest możliwe życie wyłącznie w kategoriach racjonalnych. Musimy mieć pewien obszar "pozalogiczny", choćby to miała być tylko lektura fantastyki albo słuchanie muzyki; moim zdaniem, potrzeba humoru wynika wprost właśnie z tego dążenia do łamania zasad logiki. To najwyraźniej potrzebne jest naszemu mózgowi.

>Ileż razy słyszałem, że człowiek powinien postępować tak a tak, bo mu "ewolucja nakazuje". Dlaczego ktoś formułuje takie zdanie? Bo jest racjonalne? Nie. Powtarza je bo po prostu naśladuje grupę, idzie za wodzem, za autorytetem, którego czasem nie do końca rozumie, ale chce skopiować. Nie ma nawet znaczenia, czy czerpie ze źródła prawdy czy nie - chodzi o sam gest utożsamienia się i powielania wzorców myślenia, mówienia, w końcu działania pewnej zbiorowości. To są zachowania religijne i chyba tylko pustelnicy mogą być ich pozbawieni.

Ewolucja to najpiękniejsza, najbardziej fascynująca gra, niestety, gra bardziej przypominająca piekielne igraszki, ale z której wychynęło parę naprawdę dobrych rzeczy, jak te wszystkie książki, obrazy, symfonie no i ciekawe posty na forum racjonalista.pl (to oczywiście jest z mojej strony bezczelne podlizywanie się, nie ukrywam )
Pozdrawiam
01-04-2011 04:21 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Zastanawiałem się nad tym i - wedle moich obserwacji, mojej introspekcji, wiara w to, że sympatyczna urzędniczka przygotuje mi wcześniej dokumenty, na które bym musiał czekać parę tygodni, nosi wszelkie cechy tej wiary, że Najwyższy Król ułaskawi mnie z wyroku natury i pozwoli mi hasać do woli w rajskich plenerach, różnica jest jedynie w skali oczekiwań i w empirycznych przesłankach pozwalających taką wiarę żywić.

Wiara, to sprawa nieweryfikowalnych fundamentów, zawsze osobista, subiektywna, zawsze "moja" - natomiast religijność, o której ja mówię wyżej, to system relacji ja-otoczenie w kontekście wspólnych przekonań moich i czyichś, w szczególności przekonań podzielanych przez jakąś grupę. Religijność indywidualna to pewne predyspozycje psychiczne do utworzenia tych relacji, więc coś, co można badać naukowo w pewnym stopniu.

Skoro "inny" wierzy tak jak ja, to treść wiary uzyskuje częściową quasi-obiektywizację, uprawdopodobnienie i tym samym przekracza moje indywidualne widzimisię. Moje przekonanie jest wzmocnione, mam poparcie, nie jestem sam. Światopoglądowy instynkt stadny każe mi to wykorzystać, oprzeć się na innym, na odpowiadającej mi grupie, pójść za nią, nieważne czy ta grupa nazywa się "katolicy", "ateiści", "punkrockowcy", czy "wędkarze". Jeśli do tego uznaję jakiś autorytet w kwestiach, które są dla mnie osobiście nierozstrzygalne empirycznie (szczególnie w kwestiach wartości), to staję się wyznawcą: wyznawcą Jahwe, Szatana, Rozumu, Człowieka, Technologii, Elvisa, Telewizora. O takiej religijności mówię, rodzi się w wieku dojrzewania, jest zjawiskiem społecznym, posiadają ją również ateiści, istnienie społeczeństw jest bez niej niemożliwe.

>(...) Ale w przypadku ateizmu sprawa jest dużo poważniejsza, gdyż jego racjonalny potencjał stwarza ogromne możliwości przekształcania rzeczywistości społecznej w wymiarze materialnym - poprzez wykorzystanie nauki, techniki, edukacji.

Myślę, że ateizm ma bardzo mały "potencjał". Nie sztuką jest pójść na skrót myślowy i skreślić fides z życia, żeby zrobić miejsce dla ratio, lub na odwrót - sztuką jest zagospodarować w swoim systemie pojęciowym tyle miejsca, żeby bezkonfliktowo wystarczyło dla obu. Nie chcę nikogo obrażać, ale sądzę, czysto psychometrycznie, że niektórym nie starcza na to inteligencji i woli.

A potencjał mają takie przekonania, które określają sferę wartości, więc zawierają kodeksy, normy, wypowiedzi nt sensu życia i "życiowego" (moralnego, symbolicznego) znaczenia rozmaitych faktów. Ateizm jest w tych kwestiach rodzajem uniku, jeśli miałby nabrać jakiegoś znaczenia "dziejowego", to, moim zdaniem, tylko przez fakt, że nie dając rozstrzygnięć co jest dobre a co złe, nie da w ważnym momencie historycznym dostatecznej motywacji do stawienia oporu złu. Opór zdystansowanego intelektu zawsze przegra z gorącym fanatyzmem. Ateizm, dopóki nie oblecze się w emocje i nie przebierze w jakąś religię, nie potrafi odpowiedzieć na pytanie "W imię czego?".
W imię czego mam walczyć? Czego mam bronić i czemu się poświęcić? (Partii!) Dopóki to nie nastąpi, w kwestiach wartości skazuje człowieka na intuicję.
O ile więc posługiwanie się intuicją (zamiast tym co intersubiektywnie uznane przez jakąś zbiorowość) w kwestiach rozumienia świata jest nazywane intelektualnym zacofaniem i ciemnogrodem, to ateizm usilnie "antyreligijny" musi pozostać ciemnogrodem etycznym. Takie jest moje zdanie.
Hodża (11172 punktów)
>W imię czego mam walczyć? Czego mam bronić i czemu się poświęcić? (Partii!) Dopóki to nie nastąpi, w kwestiach wartości skazuje człowieka na intuicję.
>O ile więc posługiwanie się intuicją (zamiast tym co intersubiektywnie uznane przez jakąś zbiorowość) w kwestiach rozumienia świata jest nazywane intelektualnym zacofaniem i ciemnogrodem, to ateizm usilnie "antyreligijny" musi pozostać ciemnogrodem etycznym. Takie jest moje zdanie.

Ogólnie zgadzam się z Twoim rozumieniem religii i religijności. Również podzielam zdanie dotyczące źródeł norm postępowania; dopóty, dopóki ateizm, czy światopogląd naukowy (racjonalizm) nie stworzy jakichś obiektywnych przesłanek do zrozumienia, co jest dobre a co złe, co jest etyczne, czym jest człowieczeństwo - nie będzie on miał żadnych szans w starciu z religią, ba, jego rozpowszechnienie w społeczeństwach bardzo łatwo zostanie przez propagatorów religii powiązane z demoralizacją i wszelkim złem.
Problem jednak relacji "świat religijny-ateizm" jest dużo bardziej złożony. Znałem bowiem księdza, który mi jasno przedstawił swój pogląd na sprawy i chociaż nie powiedział wprost, że jest osobą niewierzącą, to niewątpliwie był agnostykiem, który bardziej interesował się jogą niż żywotami świętych. On i kilku innych kapłanów uświadomiło mi to, że granica między racjonalnością a religijnym szaleństwem jest iluzoryczna; otóż wielu kapłanów traktuje to, co teoretycznie ma być "powołaniem" w kategoriach bardzo racjonalnych, jako wykonywanie w miarę dobrze płatnej pracy, przy minimum wysiłku i odpowiedzialności za jej skutki.
01-04-2011 11:41 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Myślę, że ateizm ma bardzo mały "potencjał".
Rzeczywiście, Hodża przeholował!
Ateizm ma potencjał zerowy.

>Nie sztuką jest pójść na skrót myślowy i skreślić fides z życia, żeby zrobić miejsce dla ratio, lub na odwrót - sztuką jest zagospodarować w swoim systemie pojęciowym tyle miejsca, żeby bezkonfliktowo wystarczyło dla obu. Nie chcę nikogo obrażać, ale sądzę, czysto psychometrycznie, że niektórym nie starcza na to inteligencji i woli.
A jak niektórym starcza inteligencji, żeby nie mieć woli wtłaczania do swojej głowy czegoś tak absurdalnego jak fides?
A czy sam Marcuch ma dość inteligencji i woli, aby umiejscowić bezkonfliktowo w swoim systemie pojęciowym fides krasnoludkes na przykład, że o Bogach przeróżnych nie wspomnę? Czy może sam fakt posiadania jakiejkolwiek fides sprawę załatwia?
I jak na przykład ratio i fides katolika bezkonfliktowo odnoszą się do hostii? Dla fides sprawa jest prosta: krwisty befsztyk z Boga ukryty za złudzeniem optycznym czy coś. Ale ratio...? Czy on może powiedzieć coś o jakichkolwiek zmianach w wafelku, czy musi położyć ruki pa szwam, bo z fides (również w jednym umyśle) nie ma dyskusji, tylko bezrozumne podporządkowanie?
Bezkonfliktowość jest tylko wtedy zapewniona, kiedy Dr. Jeckyll nigdy nie wchodzi w zakres umysłu gdzie rządzi Mr. Hyde.
Nie widzę sprzeczności to "najmądrzejsze" co może powiedzieć wierzący.

>O ile więc posługiwanie się intuicją (zamiast tym co intersubiektywnie uznane przez jakąś zbiorowość) w kwestiach rozumienia świata jest nazywane intelektualnym zacofaniem i ciemnogrodem, to ateizm usilnie "antyreligijny" musi pozostać ciemnogrodem etycznym. Takie jest moje zdanie.
Jak chce się psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie. Okazuje się, że jednak ateizm ma potencjał. Usilnie antyreligijny, a przecież religie, jak Marcuchowi powszechnie wiadomo, to Dobro wcielone jako sam kacze nie przymierzając.
Lecisz jak buldożer na skróty. Tyle fałszu, tyle chciejstwa jest w tych krótkich zdaniach, że ręce opadają.
Jakie konkretnie przypadki
>posługiwanie się intuicją (zamiast tym co intersubiektywnie uznane przez jakąś zbiorowość) w kwestiach rozumienia świata
przez kogo są
>nazywane intelektualnym zacofaniem i ciemnogrodem.
?
Jak to wyjaśnisz, to może zrozumiem Twoje oburzenie, albo może uda mi się wyprowadzić Cię z błędu, jeśli w nim emocjonalnie utkwiłeś.

Albo ten ateizm usilnie antyreligijny.... Czy istnieje może ateizm usilnie proreligijny i on nie musi pozostać etycznym ciemnogrodem?
A czy może potrafisz podać jakieś przykłady z rzeczywistości będącej udziałem ludzi na istnienie wzmiankowanej konieczności etycznego ciemnogrodu? Czy może testujesz to dopiero na myszach?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-04-2011 23:02 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>A jak niektórym starcza inteligencji, żeby nie mieć woli wtłaczania do swojej głowy czegoś tak absurdalnego jak fides?
>A czy sam Marcuch ma dość inteligencji i woli, aby umiejscowić bezkonfliktowo w swoim systemie pojęciowym fides krasnoludkes na przykład, że o Bogach przeróżnych nie wspomnę? Czy może sam fakt posiadania jakiejkolwiek fides sprawę załatwia?

Jeszcze zapomniałem o filozofii i poezji, na które też trzeba znaleźć miejsce. Oczywiście i dla "krasnoludkes" odpowiednie miejsce trzeba znaleźć. Jeżeli masz pojęcie "krasnoludka", a wierzę, że skoro go używasz to masz - znaczy to, że istotnie znalazłeś dlań miejsce w swoim umysłowym pejzażu. Oczywiście nie przypisujemy krasnoludkom istnienia realnego, które można by poddać intersubiektywnej obserwacji, ale uznajemy-w-Bycie wiele takich tworów, które choć nieobserwowalne, gwarantują swoim istnieniem spójność naszej komunikacji, dobrą zabawę, albo koherencję naszego subiektywnego obrazu świata materialnego. Czy nie posługujesz się pojęciami istot wyimaginowanych, żeby dać sobie lepsze "poczucie" realności, jako atrybutu, który im, dla odmiany, nie przysługuje? Czy realność nie wydaje się lepiej zdefiniowana, kiedy odcinamy od niej fantazmaty? Ale skoro je odcinamy, to mamy do nich dostęp i w refleksji nie możemy zaprzeczyć, żeśmy ich "użyli" w naszym definiującym namyśle, czego warunkiem jest jakieś ich istnienie.
Ważne, żeby być tego świadomym, a nie udawać, że tylko pola i cząstki, albo mówić o "czymś" co nie istnieje. Mówiąc nieprecyzyjnie: wszystko istnieje, a problemem nie jest "czy", tylko "jak" i co to tak naprawdę jest.

>Dla fides sprawa jest prosta: krwisty befsztyk z Boga ukryty za złudzeniem optycznym czy coś.
Cóż, na takie dictum dostałbyś od duchowego mistrza wiadro pomyjów na głowę i tym zakończyła by się rozmowa. Albo zetknąłeś się z wiarą w wydaniu afrykańsko-wiejskim i Cię zafascynowało jako jedynie możliwe, albo za mało wkładasz wysiłku w takie ujęcie sprawy, żeby wszystko się zgadzało z rozumem na dostatecznie wysokim poziomie. Taka niechęć jest powszechna, bo to naprawdę poważny ambaras dla człowieka w jego emocjonalno-intelektualnym cało-kształcie, żeby świat trzymał się kupy mimo istnienia w nim z jednej strony faktów gołych, a z drugiej faktów symbolicznych. To jest zadanie dla rozumu na całe życie, niestety, i nie ma mocnych, nie ma skrótów, jeśli człowiek nie chce się oszukiwać.

>Nie widzę sprzeczności to "najmądrzejsze" co może powiedzieć wierzący.
Tu nie chodzi o to, co kto komu może mądrzej czy głupiej powiedzieć, tylko co człowiek mówi samemu sobie. Przed samym sobą "nie widzenie sprzeczności" nie wystarcza, dopóki uczciwie sprzeczności nie zbadasz, nie rozwiążesz, nie rozczeszesz, nie poukładasz logicznie. Można oczywiście ciachnąć z którejś strony, można w ogóle patrzeć tylko z jednej strony - ale tak postępuje łysy dresiarz a nie wyrafinowany intelekt.

>Jakie konkretnie przypadki
>>posługiwanie się intuicją (zamiast tym co intersubiektywnie uznane przez jakąś zbiorowość) w kwestiach rozumienia świata
>przez kogo są
>>nazywane intelektualnym zacofaniem i ciemnogrodem.
>?

Rany, naprawdę mam szukać za Ciebie konkretów? Proszę. W zacofanych krajach panuje m.in. animizm, czyli przekonanie, że każdy przedmiot ma swojego duszka. Za pomocą duszków wyjaśnia się, że woda się gotuje, ze drzewo rośnie itd., itp. Animizm jest taką intuicją, z punktu widzenia racjonalnego, fizykalistycznego punktu widzenia jest to ciemnogród, bo nie podąża za uznanymi przez świat nauki wyjasnieniami.
Dziecko. Dziecko patrzy na świat intuicyjnie, bo nie zna jego fizycznych mechanizmów. Jeśli dziecięcy sposób rozumienia świata zostaje w wieku późnym, mówimy, że osoba jest zacofana. Członkowie różnych sekt "czują", że świecie działają różne "energie", jakieś "aury", "pola", "istoty z czwartego wymiaru". Czują intuicyjnie i jest to nazywane ciemnogrodem, bo ignoruje wyniki nauk ścisłych. Mało?

Więc teraz, jeśli ktoś mi mówi, że jemu "intuicja podpowiada" jak w życiu postępować, a nie obchodzą go systemy etyczne, którymi żyły społeczeństwa przez setki pokoleń, to myślę, że albo jest genialnym mędrcem, co te wszystkie systemy i wierzenia pozjadał i wyciągnął dla siebie wniosek nowy, albo jest ignorantem, naiwniakiem itp. zadufanym dresem. Na ogół okazuje się takim niezbyt odpowiedzialnym "etycznym animistą" (per analogiam z powyższym), twierdzącym, że "coś mu mówi" jak w życiu postępować, albo, że "Natura" na takie pytania odpowiada.
Hodża (11172 punktów)
>>A jak niektórym starcza inteligencji, żeby nie mieć woli wtłaczania do swojej głowy czegoś tak absurdalnego jak fides?
>>A czy sam Marcuch ma dość inteligencji i woli, aby umiejscowić bezkonfliktowo w swoim systemie pojęciowym fides krasnoludkes na przykład, że o Bogach przeróżnych nie wspomnę? Czy może sam fakt posiadania jakiejkolwiek fides sprawę załatwia?
>Jeszcze zapomniałem o filozofii i poezji, na które też trzeba znaleźć miejsce. Oczywiście i dla "krasnoludkes" odpowiednie miejsce trzeba znaleźć. Jeżeli masz pojęcie "krasnoludka", a wierzę, że skoro go używasz to masz - znaczy to, że istotnie znalazłeś dlań miejsce w swoim umysłowym pejzażu. Oczywiście nie przypisujemy krasnoludkom istnienia realnego, które można by poddać intersubiektywnej obserwacji, ale uznajemy-w-Bycie wiele takich tworów, które choć nieobserwowalne, gwarantują swoim istnieniem spójność naszej komunikacji, dobrą zabawę, albo koherencję naszego subiektywnego obrazu świata materialnego. Czy nie posługujesz się pojęciami istot wyimaginowanych, żeby dać sobie lepsze "poczucie" realności, jako atrybutu, który im, dla odmiany, nie przysługuje? Czy realność nie wydaje się lepiej zdefiniowana, kiedy odcinamy od niej fantazmaty? Ale skoro je odcinamy, to mamy do nich dostęp i w refleksji nie możemy zaprzeczyć, żeśmy ich "użyli" w naszym definiującym namyśle, czego warunkiem jest jakieś ich istnienie.
>Ważne, żeby być tego świadomym, a nie udawać, że tylko pola i cząstki, albo mówić o "czymś" co nie istnieje. Mówiąc nieprecyzyjnie: wszystko istnieje, a problemem nie jest "czy", tylko "jak" i co to tak naprawdę jest.

Przyznałem plus za krasnoludki. Uważam je za ważny element dyskursu filozoficznego. Pozwalają na lepsze rozumienie naszych wyobrażeń, na to, czym są w ogóle słowa, skąd się wzięły i dokąd nas prowadzą. Mówię to jak najbardziej serio: krasnoludki są takim myślowym skrótem, pod którym kryje się pytanie np. takie - dlaczego niektóre dzieła fikcji literackiej nas zachwycają, zaczytują się w nich całe pokolenia a bohaterowie w nich stworzeni (chociaż często jako emanacje realnie istniejących osób czy cech charakteru) zdają się żyć własnym życiem, równoległym do naszego. Co więcej: dlaczego niektóre postaci literackie okazują swoje mordercze zdolności w świecie realnym (vide Werter Goethego).

> W zacofanych krajach panuje m.in. animizm, czyli przekonanie, że każdy przedmiot ma swojego duszka. Za pomocą duszków wyjaśnia się, że woda się gotuje, ze drzewo rośnie itd., itp. Animizm jest taką intuicją, z punktu widzenia racjonalnego, fizykalistycznego punktu widzenia jest to ciemnogród, bo nie podąża za uznanymi przez świat nauki wyjasnieniami.

Nie jest to aż taki ciemnogród. Ba, trzeba przyznać, że ze wszystkich religijnych czy quasi-religijnych światopoglądów animizm jest najbliższy fizycznym właściwościom świata materialnego. Jestem aktualnie pod dużym wrażeniem filozofii Heraklita, dla którego pierwotnym tworzywem wszechświata jest ogień. Zgadzam się z tym poglądem; uważam, że to energia właśnie jest tym tworzywem, energia, której wszystkich cech jeszcze nie znamy i pewnie długo nie poznamy, ale która wydaje się mieć tę jedną niezwykłą właściwość: zdolność do samoorganizacji w symetryczne struktury przepływu. To duży skrót, ale w tym zawiera się to wszystko, za czym gonią religijni tropiciele kreacji: zarówno powstawanie jednakowych cząstek elementarnych (ewentualnie fundamentalnych, jeśli takowe istnieją), pola sił, ewolucja galaktyk i związków węgla. Taka energia jest niewątpliwie "duszkiem" ożywiającym wszystko, co jest.
05-04-2011 10:12 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Ważne, żeby być tego świadomym, a nie udawać, że tylko pola i cząstki, albo mówić o "czymś" co nie istnieje. Mówiąc nieprecyzyjnie: wszystko istnieje, a problemem nie jest "czy", tylko "jak" i co to tak naprawdę jest.
Jeśli w poprzedniej wypowiedzi mówiłeś o miejscu dla wiary jako elementu opisu świata to owszem - wiem co to jest wiara i ma ona odpowiadające jej miejsce w moim modelu świata tak jak krasnoludki.
Z lektury tamtego posta wynika jednak raczej, że postulujesz miejsce dla wiary jako równorzędnego partnera rozumu w procesie poznawczym, a wtedy niemożliwe jest spełnienie warunku, o którym mówisz tutaj, bo wiara nie pozwala na rozumne rozróżnienie co jak istnieje.

>Cóż, na takie dictum dostałbyś od duchowego mistrza wiadro pomyjów na głowę i tym zakończyła by się rozmowa.
Cóż, tak funkcjonuje wiara i wiele wiader pomyj na moją głowę za takie dictum wylano.
Ale też i nigdy nie spodziewałem się od adresatów owego dictum, że znajdą w odpowiedzi rozumne wyjaśnienie idiotyzmów, które głoszą.

>Albo zetknąłeś się z wiarą w wydaniu afrykańsko-wiejskim i Cię zafascynowało jako jedynie możliwe, albo za mało wkładasz wysiłku w takie ujęcie sprawy, żeby wszystko się zgadzało z rozumem na dostatecznie wysokim poziomie.
Cały problem w tym, że wbrew woli stykam się ciągle z wiarą w wydaniu polsko-watykańskim.
Z filozofią i określaniem rodzaju istnienia ja nie mam problemów.

>Przed samym sobą "nie widzenie sprzeczności" nie wystarcza, dopóki uczciwie sprzeczności nie zbadasz, nie rozwiążesz, nie rozczeszesz, nie poukładasz logicznie. Można oczywiście ciachnąć z którejś strony, można w ogóle patrzeć tylko z jednej strony - ale tak postępuje łysy dresiarz a nie wyrafinowany intelekt.
Ciąg dalszy. Ja badam, rozwiązuję, układam. I ludzie rozumni tak mają.
I ja nie wiem co mówi przed samym sobą nasz ks. Heller , czy ks. Coyne z rozmowy Dawkinsa. Przed publicznością mówią; "Nie widzę sprzeczności". Jako naukowcy spaliliby się ze wstydu, jako wierzący tego wstydu nie mają.
I chętnie pozbędę się maniery łysego dresiarza, tylko jak wyrafinowanym intelektem przemówić do Glempów, Rydzyków, Głódziów? Tacy ludzie bez naporu bejsbola nigdy nie ustąpili na krok.

> Rany, naprawdę mam szukać za Ciebie konkretów?
Nie masz niczego robić za mnie. Wylałeś z siebie jakieś oskarżenia w połączeniu z "usilnie antyreligijnym potencjałem ateizmu", więc próbowałem dociec czy jest w tym jakiś głębszy sens czy cel. I teraz widzę, że nie ma . Ogólniki bez znaczenia.

> Więc teraz, jeśli ktoś mi mówi, że jemu "intuicja podpowiada" jak w życiu postępować, a nie obchodzą go systemy etyczne, którymi żyły społeczeństwa przez setki pokoleń, to myślę, że albo jest genialnym mędrcem, co te wszystkie systemy i wierzenia pozjadał i wyciągnął dla siebie wniosek nowy, albo jest ignorantem, naiwniakiem itp. zadufanym dresem. Na ogół okazuje się takim niezbyt odpowiedzialnym "etycznym animistą" (per analogiam z powyższym), twierdzącym, że "coś mu mówi" jak w życiu postępować, albo, że "Natura" na takie pytania odpowiada.
A kto Ci takie rzeczy mówi i dlaczego?
Człowieku, zmień środowisko może, albo co. A jeśli chcesz tu sobie zrobić psychoanalizę to dokładniej zdefiniuj problem. I najlepiej w osobnym wątku

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-03-2011 21:11 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
>>Oczywiście na to ateista odpowie teorematem, że "sam ateizm nie jest systemem wartości", ale w praktyce jest inaczej, ateiści uznają wspólnie np. wiele wartości negatywnych, głównie związanych z cudzymi przekonaniami religijnymi.

Słusznie waść prawisz. Wysoce zaskakująca, wśród ateistów, jest negacja istnienia wszelakich bytów nadprzyrodzonych.

> Nie ma nawet znaczenia, czy czerpie ze źródła prawdy czy nie - chodzi o sam gest utożsamienia się i powielania wzorców myślenia, mówienia, w końcu działania pewnej zbiorowości.

Przeczytawszy trochę Twych postów Marcuch nasuwa mi się tylko jedno pytanie - czymże jest to mityczne źródło prawdy?

> To są zachowania religijne i chyba tylko pustelnicy mogą być ich pozbawieni.

Idąc tym tropem znajdziemy religię i w odpowiednim noża i widelca trzymaniu.
03-04-2011 21:37 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>To dobrze oddaje krzywiznę tego ciągłego "sporu ateistyczno-religijnego"

Żadnego sporu nie toczę - przeciwnie: staram się wykazać, że takowy jest bezsensowny od początku.

>porównuje się postawę metafizyczną z postawą etyczną.

To teiści robią - czegóż innego można się po nich spodziewać?

>Z tej asymetrii wynika brak odpowiedzialności moralnej po jednej stronie, z odpowiedzialnością po drugiej. "Ateista jest ewentualnie zły przez przypadek, a kwakier, bo jest kwakrem."

Za jaskrawo bezsensowne uważam formułowanie ocen etycznych odnośnie czyjejś "ontologii", a dodatkowo jeszcze wiązanie ich z afiliacją światopoglądową delikwenta. Co by to miało znaczyć: Józek jest zły, a Wiesiek jest dobry? A jak zmieni światopogląd, to i Przemieni się "etyczno-ontycznie"?

>Czy nie sprawiedliwiej byłoby odłożyć kwestie [nie]istnienia B. i porównać postawy etyczne ateistów działających w dziejach z postawami etycznymi członków organizacji religijnych i skutki tych postaw?

Nie ulega żadnej wątpliwości, że istnieje co najmniej czasowa zbieżność pomiędzy upowszechnianiem się postaw "laickich" a stopniowym zmniejszaniem się roli przemocy w stosunkach międzyludzkich. Każdemu serdecznie polecam ten wykład Stevena Pinkera (dostępne są polskie napisy).

>Czy z tego powodu, że ateizm nie narzuca norm moralnych wynika, że złe działania historycznych ateistów wzajemnie się znoszą?

Szczerze mówiąc - nie rozumiem.

>W mętnym pytaniu czołowym "czy ateizm jest odpowiedzialny" nie chodzi chyba o jakąś instytucję "ateizm", która zachowywałaby ciągłość dziejową i konsekwentnie stymulowała swoich członków do realizacji jakiegoś "programu", tylko o to, czy przyjęcie ateizmu przez pewną grupę ludzi w dziejach

Ateizm "przyjmuje się" grupowo?

>nie stało się główną przyczyną pewnych tragedii i, czy gdyby nie byli ateistami sprawy nie potoczyłyby się "lepiej z punktu widzenia moralności potocznej" (której jakieś cudowne istnienie gwarantuje w ogóle sensowność dyskusji).

Nie. Taki np. komunizm pozostałby teoretyczną igraszką gryzipiórków, gdyby nie udało mu się wypłynąć na fali resentymentu społecznych dołów. Można nań spojrzeć jak na kolejną utopię nadającą temu resentymentowi pewne wyobraźniowe "pozytywne" ramy. Takich utopii było wcześniej dużo. W epokach, gdy resentyment dołów artykułowano w ramach dyskursów religijnych (boż innych w praktyce nie było) poczynano sobie bardziej jeszcze okrutnie o czym świadczą dzieje niezliczonych herezji, żakerii, Tylerów, Muenzerów, Dozsów, Pugaczowów etc.

>Poza tym, dlaczego konkretni (nie abstrakcyjni) ateiści, którzy akurat nie wpadają w indyferentyzm i leseferyzm, nie byliby w stanie utworzyć żadnego ruchu o charakterze sekciarskim, czy nawet religijnym (chyba kwestia rozmiaru)?

Bo są ateistami.

>Ateiści są tak samo religijni (rozumiejąc religijność psychologicznie i socjologicznie) jak teiści.

Są oczywiście pewne dość mocne powody, by za religijne uznawać wszelkie postawy sakralizujące wybrane elementy rzeczywistości, jak np. otaczanie kultem polityków, gwiazd filmowych czy sportowców. Ale wtedy już i banalne zakochanie można za zjawisko religijne uznać. Wszystko można. Dlatego dość ostrożnie podchodzę do rozszerzania pojęcia religijności także i na zjawiska, które przez swych sprawców i/lub uczestników jako religijne nie są wprost ogłaszane.

>Czy ateizm stoi w sprzeczności z humanizmem Comte'a, albo z kultem Stalina, tak jak stoi z nimi w sprzeczności kult Jahwe?

Nie.
16-03-2011 16:31 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Ale ... faktycznie jest tak, ze gorliwi teo- lodzy, teo-file, etc. troche racji maja, ze nie tylko wiara w boga, ale i niewiara moze byc i byla wykorzystywana do powstania systemow zbrodniczych.

Ogólniej - każdy system światopoglądowy, docierający do wyobrażeń przeciętnego człowieka, który jest w stanie wytłumaczyć, kto jest winny jego nędznej egzystencji. Systemy zbrodnicze zwyczajnie wykorzystują coś, co chyba jest nazywane "energią negatywną", a może jest na to jakaś inna nazwa w socjologii, w każdym bądź razie jest to po prostu suma wszystkich frustracji, która kanalizuje się w postaci mniej lub bardziej destruktywnych ruchów wobec istniejącego społecznego porządku. Toteż to, czy ideologicznie zostanie użyty do tego ten czy inny światopogląd jest sprawą detaliczną, czy może akcydentalną (w dziedzinie terminologii zapewne będę tworzył nowe terminy )

>Moim zdaniem problem zasdza sie jedynie na tym, ze nie kazdy ateista musi czuc sie spadkobierca takiego chocby stalinizmu, ale juz katolik, czytaj papista niestety musi odnalezc sie ze zbrodniami inkwizycji, albowiem inkwizycja i papiestwo to w sumie ten sam system. Tak jak stalinizm byl elementem przejsciowym komunizmu, tak inkwizycja byla czlonem katolicyzmu.

Zgadzam się, ba , są na to dowody z historii współczesnej, w której Kościół stał za plecami świeckiej władzy dokonującej najokrutniejszych zbrodni (Kuba Batisty, Chile Pinocheta, Hiszpania Franco, Argentyna pod rządami junty).

>Aby jeszcze jasniej (to do innych, bo Tobie na pewno tego tumaczyc nie trza). Nie kazdy wierzacy w boga jest spadkobierca krwawych jatek, ma zyczenie niech sobie wierzy w absolut, tak jak ateista nie wierzy, ale juz wierzacy i identyfikujacy sie z chocby takim husycyzmem, albo kalwinizmem, albo katolicyzmem ma na sumieniu zbrodnie poprzednikow

Też z początku tak myślałem, dopóki nie zorientowałem się, że istnieje "system chłodzenia awaryjnego" wykorzystywany w tej sytuacji, który sprawia, że wierzący i praktykujący katolicy, identyfikujący się z doktryną i historią Kościoła, wiedząc nawet o "trudnych sprawach z przeszłości" absolutnie nie mają nic takiego na sumieniu (żeby to mieć, powinni w tym jakoś uczestniczyć, to inna rzecz, tu chodzi mi o coś innego): szatan atakuje Kościół nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz, by wprowadzić zamęt i zwieść ludzi by odstąpili od jedynego prawdziwego Kościoła. Ci, którzy bardziej polegają na swoim rozumie, niż wierze, łatwo padają jego ofiarą. Otóż, z całym szacunkiem dla wiedzy i inteligencji szanownych uczestników dyskusji, nie sądzę, by ktoś był w stanie zbić taki argument. Ha!
18-03-2011 21:58 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
>Też z początku tak myślałem, dopóki nie zorientowałem się, że istnieje "system chłodzenia awaryjnego" wykorzystywany w tej sytuacji, który sprawia, że wierzący i praktykujący katolicy, identyfikujący się z doktryną i historią Kościoła, wiedząc nawet o "trudnych sprawach z przeszłości" absolutnie nie mają nic takiego na sumieniu (żeby to mieć, powinni w tym jakoś uczestniczyć, to inna rzecz, tu chodzi mi o coś innego): szatan atakuje Kościół nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz, by wprowadzić zamęt i zwieść ludzi by odstąpili od jedynego prawdziwego Kościoła. Ci, którzy bardziej polegają na swoim rozumie, niż wierze, łatwo padają jego ofiarą. Otóż, z całym szacunkiem dla wiedzy i inteligencji szanownych uczestników dyskusji, nie sądzę, by ktoś był w stanie zbić taki argument. Ha!

Fakt. Trudny do zbicia, ale zawsze mozna odpowiedziec, ze w takim razie skoro szatan jest tak wplywowy to trudno ocenic, ktore z dziejszych prawd gloszonych z ogromna pewnoscia przez kosciol, jako pochodzace od boga, tak naprawde pochodza od szatana.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Ignorancja (4718 punktów)
Usunięte przez moderatora
Hodża (11172 punktów)
>Fakt. Trudny do zbicia, ale zawsze mozna odpowiedziec, ze w takim razie skoro szatan jest tak wplywowy to trudno ocenic, ktore z dziejszych prawd gloszonych z ogromna pewnoscia przez kosciol, jako pochodzace od boga, tak naprawde pochodza od szatana.

Niestety, prawda! Wzdragam się na myśl o kanibalizmie, a przecież prawdziwy kapłan musi wierzyć, że codziennie spożywa ciało i krew pewnego człowieka.
11-03-2011 14:03 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>A o inkwizycji i tzw wojnach religijnych też powiesz, że to była konsekwencja ustroju politycznego, niepokojów społecznych itd, czy jednak wina wiary w Boga i kropka?
Krótko?
Ciemniactwa, a tak poważnie, to wiele dzieł na ten temat napisano i sama kropka tu nie wystarczy.

@@@
.
09-03-2011 09:16
 Ocena 13 na 13
Rigoletto (3891 punktów)
Moim zdaniem odpowiedź jest bardzo prosta. Każda ideologia może być zbrodnicza, niezaleznie od tego, czy jest oparta na światopoglądzie ateistycznym, religijnym, naukowym, nienaukowym. Kluczowa jest rywalizacja polityczna i dążenie do władzy.
Teoria ewolucji jest naukowym opisem mechanizmów działających w świecie biologicznym, ale niewłaściwa interpretacja tej wiedzy prowadziła w przeszłości do pomysłów, które dziś wydają nam się potworne, ale kiedyś były akceptowane przez wybitnych intelektualistów. Darwinizm społeczny, eugenika (pojęcie wprowadzone przez kuzyna Darwina), rasizm - to wszystko wynikało z błędnej interpretacji wiedzy naukowej. Trzeba było I i II wojny światowej aby skompromitować te ideologie.
Czy to znaczy, że teoria ewolucji jest zła? Nie. Po prostu była wykorzystywana do uzasadniania ekspansywnych działań pewnych grup polityczno-społecznych.
09-03-2011 16:37 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
Spróbuję jeszcze uprościć: "Kto chce psa uderzyć, kij zawsze znajdzie".
09-03-2011 16:47 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Kluczowa jest rywalizacja polityczna i dążenie do władzy.

Marksistowskie pojęcie ideologii (inaczej niż u jego twórcy de Tracy) podkreślało rolę idei (religijnych, filozoficznych) w dążeniu do i utrzymaniu się przy władzy. W tym sensie każdy zespół idei (np. teoria) może być podporządkowana temu celowi: można by wtedy mówić o instrumentalizacji, np. Ewangelii (kościół katolicki), teorii Darwina czy Nietzschego (nazizm).

>Teoria ewolucji jest naukowym opisem mechanizmów działających w świecie biologicznym, ale niewłaściwa interpretacja tej wiedzy...

To nie jest kwestia niewłaściwej interpretacji, ale właśnie instrumentalizacji, swoistego przedefiniowania przedmiotu, zmiany jego istoty. Czy ktoś, kto użyje pędzla jako szczoteczki do zębów, źle go interpretuje? Podobnie ideolodzy katoliccy instrumentalizują idee zawarte w Biblii aby utrzymać stan posiadania (władzy), bo to jest sednem ich praktyki.

>Czy to znaczy, że teoria ewolucji jest zła? Nie. Po prostu była wykorzystywana do uzasadniania ekspansywnych działań pewnych grup polityczno-społecznych.

Dlatego o zbrodniczość nie trzeba posądzać ideologii, lecz ludzi. Są zboczeńcy, którym do zbrodni wystarczy nóż. Inni lubią zbrodnie w oparach idei.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>Moim zdaniem odpowiedź jest bardzo prosta. Każda ideologia może być zbrodnicza, niezaleznie od tego, czy jest oparta na światopoglądzie ateistycznym, religijnym, naukowym, nienaukowym. Kluczowa jest rywalizacja polityczna i dążenie do władzy.

Zgadzam się, ale - rozważając argumenty Kościoła, o których zresztą nie będę tu szerzej pisał, bo każdy zainteresowany może dotrzeć do odpowiednich publikacji - rzecz się sprowadza do tego, że zakładając nawet, że prawdziwe jest i pewne nieistnienie Boga to tym bardziej argumenty i dowody to stanowisko uzasadniające powinny być skrzętnie ukrywane przed opinią ogółu a już z pewnością filozofowie powinni potępiać próby wmontowywania tego światopoglądu w jakiekolwiek ideologie, gdyż skutki ich funkcjonowania są opłakane. Dodam, że wedle stanowiska Kościoła, wszelkie dobro w człowieku pochodzi od Boga i- świadome jego odrzucenie powoduje tego rodzaju skutki, zresztą nazizm z tego, co wiem , również jest zaliczany przez Kościół do ruchów de facto ateistycznych.
Darwinizm i wszelkie teorie naukowe wyjaśniające wielkie procesy społeczne i status człowieka w świecie, niestety, również zaliczają się do poglądów materialistycznych czyli - implicite - ateistycznych lub co najmniej deistycznych(wg nauk, które przyjmowałem), a więc powinny być wstępnie monitorowane przed całkowitą likwidacją.


10-03-2011 15:02 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Zgadzam się, ale - rozważając argumenty Kościoła, o których zresztą nie będę tu szerzej pisał, bo każdy zainteresowany może dotrzeć do odpowiednich publikacji - rzecz się sprowadza do tego, że zakładając nawet, że prawdziwe jest i pewne nieistnienie Boga to tym bardziej argumenty i dowody to stanowisko uzasadniające powinny być skrzętnie ukrywane przed opinią ogółu

Jak to ukrywane? Argumenty na rzecz ateizmu? Dawkins na przemiał? Toż to świętokradztwo.

>a już z pewnością filozofowie powinni potępiać próby wmontowywania tego światopoglądu w jakiekolwiek ideologie, gdyż skutki ich funkcjonowania są opłakane. Dodam, że wedle stanowiska Kościoła, wszelkie dobro w człowieku pochodzi od Boga i- świadome jego odrzucenie powoduje tego rodzaju skutki, zresztą nazizm z tego, co wiem , również jest zaliczany przez Kościół do ruchów de facto ateistycznych.

Nazizm był strasznie pokręconą ideologią - darwinizm społeczny, rasizm, lewicowa ideologia w gospodarce, kult narodu, państwa i wodza. Pomieszanie z poplątaniem. Ale faktycznie ruchem chrześcijańskim nazizm nie był...
10-03-2011 09:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Teoria ewolucji jest naukowym opisem mechanizmów działających w świecie biologicznym, ale niewłaściwa interpretacja tej wiedzy prowadziła w przeszłości do pomysłów, które dziś wydają nam się potworne, ale kiedyś były akceptowane przez wybitnych intelektualistów. Darwinizm społeczny, eugenika (pojęcie wprowadzone przez kuzyna Darwina), rasizm - to wszystko wynikało z błędnej interpretacji wiedzy naukowej.
Konsekwencją logiki zaproponowanej wyżej jest to, że niewłaściwa interpretacja nauczania Jezusa dobrowadziła do wszelkich zbrodni chrześcijaństwa, a za zbrodnie ideologii odrzucających religię winne jest niezrozumienie Euhemera i ateizmu.
Dla mnie żaden Bóg nie istnieje i za zbrodnie oceniam zbrodniarza niezależnie od "Boga" w imieniu, którego to czyni i do którego nakazów się odwołuje.
Wszystko mi jedno, w tej ocenie, czy czyni się to w imię: Jezusa Chrystusa, Stalina, Hitlera, Kościoła Powszechnego czy Mateńki Partii. Przyczynami zbrodni są głupota aż po patologie umysłowe i wiara. Im głębsza, tym gorsza.

>Trzeba było I i II wojny światowej aby skompromitować te ideologie.
III będzie potrzebna aby skompromitować następne!
Nie wojny kompromitują ideologie, a nauka i podnoszenie ogólnego poziomu oświaty. Im większa wiedza, tym większy sceptycyzm, a będąc sceptycznym trudno bez zastrzeżeń komukolwiek i w cokolwiek wierzyć.

>Czy to znaczy, że teoria ewolucji jest zła? Nie. Po prostu była wykorzystywana do uzasadniania ekspansywnych działań pewnych grup polityczno-społecznych.
Całkowita zgoda, ale trzeba dodać, że pomimo, iż już półtora wieku mineło od jej opublikowania, to powszechnie rozumiana jest w podobnym stopniu, co ateizm przez teistów.

@@@

PS. Żadnego fideizmu w tym poście nie zauważyłem i to pomimo Pańskiego zauważenia, że go tropię.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Teoria ewolucji jest naukowym opisem mechanizmów działających w świecie biologicznym, ale niewłaściwa interpretacja tej wiedzy prowadziła w przeszłości do pomysłów, które dziś wydają nam się potworne, ale kiedyś były akceptowane przez wybitnych intelektualistów. Darwinizm społeczny, eugenika (pojęcie wprowadzone przez kuzyna Darwina), rasizm - to wszystko wynikało z błędnej interpretacji wiedzy naukowej.
>Konsekwencją logiki zaproponowanej wyżej jest to, że niewłaściwa interpretacja nauczania Jezusa dobrowadziła do wszelkich zbrodni chrześcijaństwa, a za zbrodnie ideologii odrzucających religię winne jest niezrozumienie Euhemera i ateizmu.

Oczywiście ja też uprościłem problem. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Rasiści zapewne wcale nie potrzebowali darwinizmu, aby gnębić Murzynów. Jednak odpowiednia interpretacja wiedzy naukowej, pozwoliła im na gnębienie Murzynów, z błogim przeświadczeniem, że jest to "oświecone" i "postępowe" gnębienie, bo Biali stoją na wyższym poziomie ewolucyjnym. Podobnie w przypadku agresji skierowanej przeciwko Żydom. Wprawdzie głównie chodziło o to aby się wzbogacić na żydowskim majątku czy zająć stanowiska zajęte przez Żydów, ale zawsze można było sobie powiedzieć, że przecież Żydzi zabili Pana Jezusa (wersja chrześcijańska) lub są ewolucyjnie niższą rasą szkodników (wersja nazistowska), albo że są agentami międzynarodowego syjonizmu (wersja moczarowska). No i z taką podbudową ideologiczną, to już w zasadzie działania skierowane przeciwko Żydom, wydawały się zupełnie słuszne.

>Dla mnie żaden Bóg nie istnieje i za zbrodnie oceniam zbrodniarza niezależnie od "Boga" w imieniu, którego to czyni i do którego nakazów się odwołuje.
>Wszystko mi jedno, w tej ocenie, czy czyni się to w imię: Jezusa Chrystusa, Stalina, Hitlera, Kościoła Powszechnego czy Mateńki Partii. Przyczynami zbrodni są głupota aż po patologie umysłowe i wiara. Im głębsza, tym gorsza.

To też chciałem przekazać, być może niezręcznie.

>>Trzeba było I i II wojny światowej aby skompromitować te ideologie.
>III będzie potrzebna aby skompromitować następne!Nie wojny kompromitują ideologie, a nauka i podnoszenie ogólnego poziomu oświaty. Im większa wiedza, tym większy sceptycyzm, a będąc sceptycznym trudno bez zastrzeżeń komukolwiek i w cokolwiek wierzyć.

Analizując zmiany społeczne, trudno nie doceniać roli takich wstrząsów jak np. Wojny Światowe.
Edukacja w wieku XX była przecież lepsza niż w wiekach poprzednich, a w tym okresie doszło do powstania wielu systemów skrajnie totalitarnych, w ramach których nie było miejsca na sceptycyzm. Komunizm czy nazizm nie skompromitował się przez naukę i oświatę. Te ideologie w zasadzie, same się skompromitowały, przez swoje zafunkcjonowanie w praktyce.

>PS. Żadnego fideizmu w tym poście nie zauważyłem i to pomimo Pańskiego zauważenia, że go tropię.

To niedobrze, muszę się poprawić.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Oczywiście ja też uprościłem problem. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Rasiści zapewne wcale nie potrzebowali darwinizmu, aby gnębić Murzynów./.../
To ja tu jeszcze bardziej uproszczę:
"Jak chce się psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie".

>Analizując zmiany społeczne, trudno nie doceniać roli takich wstrząsów jak np. Wojny Światowe.
Nie należy nie doceniać, ale i przeceniać też nie należy.

>Edukacja w wieku XX była przecież lepsza niż w wiekach poprzednich, a w tym okresie doszło do powstania wielu systemów skrajnie totalitarnych, w ramach których nie było miejsca na sceptycyzm.
Zdecydowanie nie należy upraszczać, czym innym była reakcja bolszewików na feudalizm rosyjski, czym innym stalinowski reżim, a jeszcze czymś innym hitleryzm, czy zbrodnie Pol-Pota, choć wszystkie opierały się na ideologiach wymuszających wiarę w ich słuszność. Za sceptycyzm groziły poważne konsekwencje.

>Komunizm czy nazizm nie skompromitował się przez naukę i oświatę.
Gdyż to nie oświata obala ustroje, ona tylko powoduje narastanie ilości pytających i wątpiących. Gdy jedna osoba zapyta, czy wódz przypadkiem się nie myli, to już jutro jej nie ma, ale gdy zaczyna pytać co czwarty, to już jest problem. Gdy głęboko wierzę, że murzyn to nie człowiek, to łatwiej go wykorzystać i zabić, niż gdy mam wątpliwości czy przypadkiem nie ma on takiej samej jak ja wartości.

>Te ideologie w zasadzie, same się skompromitowały, przez swoje zafunkcjonowanie w praktyce.
Z tym "same" to nie należy przesadzać, dla ideologii kapitalistycznych były czymś gorszym od gwoździa w bucie i wyłożono duuuużo środków, aby w tej kompromitacji pomóc.
Wcale nie jestem, przy tych wydarzeniach, zbudowany mądrością Polaków i ich umiejętnościami wykorzystania okazji.
A jeszcze mniej tym, co na gruzach PRL-u pobudowali.

>>PS. Żadnego fideizmu w tym poście nie zauważyłem i to pomimo Pańskiego zauważenia, że go tropię.
>To niedobrze, muszę się poprawić.
Naprawdę pomimo, że niektórym trudno w to uwierzyć, nie wyżywam się na teistach, fideistach, czy forumowiczach nie podzielających moich poglądów - nawet zdarza mi się ich bronić - tropię i wykazuję tylko głupotę (nie niewiedzę), która zdarza się nam wszystkim, ale z mojej perspektywy fideistom jednak znacznie częściej.
Nigdy nie mam żalu, jeżeli ktoś mnie celnie trafi, ale niech trafia w rzeczy sedno, a nie opowiada, że jestem brzydki, gdy nigdy mnie nie widział.

Pozdrawiam.

@@@
.
10-03-2011 16:17 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Gdyż to nie oświata obala ustroje, ona tylko powoduje narastanie ilości pytających i wątpiących. Gdy jedna osoba zapyta, czy wódz przypadkiem się nie myli, to już jutro jej nie ma, ale gdy zaczyna pytać co czwarty, to już jest problem.

No więc zgódźmy się, że geneza zjawisk społecznych jest złożona.

>>Te ideologie w zasadzie, same się skompromitowały, przez swoje zafunkcjonowanie w praktyce.
>Z tym "same" to nie należy przesadzać, dla ideologii kapitalistycznych były czymś gorszym od gwoździa w bucie i wyłożono duuuużo środków, aby w tej kompromitacji pomóc.

To działało również w drugą stronę. Przegrało gorsze (ale dlatego gorsze, bo przegrało).

>A jeszcze mniej tym, co na gruzach PRL-u pobudowali.

To już zależy do gustu oceniającego.

>Nigdy nie mam żalu, jeżeli ktoś mnie celnie trafi, ale niech trafia w rzeczy sedno, a nie opowiada, że jestem brzydki, gdy nigdy mnie nie widział.

Mam nadzieję, że Pana nie uraziłem.
10-03-2011 18:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>No więc zgódźmy się, że geneza zjawisk społecznych jest złożona.
Całkowita zgoda.

>To działało również w drugą stronę. Przegrało gorsze (ale dlatego gorsze, bo przegrało).
Albo miało mniej środków do zainwestowania (to przekora). Tak naprawdę - wcześniej czy później - ustroje, w których dąży się do podporządkowania całokształtu życia ideologii muszą upaść. Z jednej strony ogromne miliony klaskających, a z drugiej miliony oczekujących kiedy to walnie.
Mnie jest lepiej teraz. Należę do grupy, która zyskała na przemianach.

>>A jeszcze mniej tym, co na gruzach PRL-u pobudowali.
>To już zależy do gustu oceniającego.
Chciałbym aby to od gustu zależało. Mam złudzenie, że taka, a nie inna, moja ocena zależna jest od krytycznej postawy zapisanej w moim charakterze i umiejętności zasięgnięcia informacji ponad obowiązującą propagandę.
Zawsze mi z tym źle było, ale w lustro patrzeć mogę.

>a nie opowiada, że jestem brzydki, gdy nigdy mnie nie widział.
>Mam nadzieję, że Pana nie uraziłem.
Bardzo proste, jest taki ludzik w menu posta - zaraz za punktami, w który wystarczy kliknąć i zobaczyć jakim pięknym.
Mam nadzieję, że rozumie Pan większość moich przenośni i moich żartów.

@@@
.
diogenes (42753 punktów)
>ideologia ateistyczna doprowadziła do tak niewyobrażalnych spustoszeń...

Historia wojen religijnych, kiedy to ludzie wycinali się w pień w imię różnych lub tych samych bogów, pozwala wątpić w tak prosty schemat wyjaśniający. Historyk idei skłonny jest przypisywać nadmierne (lub wyłączne) znaczenie idei: to w ramach zawodowego skrzywienia. Kiedy na sprawę rzuci okiem np. socjobiolog, psycholog czy psychiatra - diagnoza wypadnie inaczej. Jak się chce uderzyć psa, to kij się znajdzie. Podobnie jest z wyjaśnianiem. Ale porywanie się z kijem, tzn. z jednym czynnikiem wyjaśniającym, na złożone zjawiska społeczne jest beznadziejnym przedsięwzięciem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
09-03-2011 10:17
 Ocena 10 na 10
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Na jakiej zasadzie przypisujesz te zbrodnie ateizmowi?
Czyżby zbrodniarze należeli do "Wielkiego Kościoła Ateizmu" i ich zachowanie wynikało z przykazań tego Kościoła?
Jakie to przykazania? Może "Papież Ateizmu" wydał taką bullę, jeśli w przykazaniach nie ma nawoływania do zabijania "niewiernych"?
Skąd więc te "krucjaty" masowych mordów?

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
09-03-2011 10:42 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>Na jakiej zasadzie przypisujesz te zbrodnie ateizmowi?
>Czyżby zbrodniarze należeli do "Wielkiego Kościoła Ateizmu"

Faktycznie, nie ma sensu przypisywać zbrodni komunistycznych samemu ateizmowi. Jednakże jest to argument przeciwko tezie, że zerwanie z religią, automatycznie spowoduje zbudowanie pozbawionego przemocy społeczeństwa idealnego. A takie utopijne pomysły całkiem często się pojawiają.
Hodża (11172 punktów)
>Na jakiej zasadzie przypisujesz te zbrodnie ateizmowi?
>Czyżby zbrodniarze należeli do "Wielkiego Kościoła Ateizmu" i ich zachowanie wynikało z przykazań tego Kościoła?

Powiem jasno: tak mniej więcej miałoby to wyglądać, wedle księży, z którymi rozmawiałem. Łączyli oni światową masonerię z ateizmem, uważając, że ruch ten jest w istocie zakamuflowaną formą propagowania ateizmu. Rzecz jasna, o żadnych przykazaniach mowy być nie może a raczej, są one "lokalne"- zależne od dogmatów lokalnie dominującej wiary. Pamiętam szczególnie mocno stwierdzenie, że żaden człowiek nauki nie otrzyma promocji naukowej na liczące się stanowisko, jeśli nie zadeklaruje wobec świadków odrzucenia Boga. Tak było lat temu naście. Jak jest dzisiaj? Nie wiem. Pewnie międzynarodówka ateistyczno- masońska zinfiltrowała seminaria i pozamiatane. :-D

Cieszę się, że mój wątek wywołał takie zainteresowanie, bardzo wszystkim dyskutantom dziękuję za wpisy ale proszę o cierpliwość w oczekiwaniu na moje komentarze i wyrozumiałość, gdyż przez kilka dni niestety nie będę miał nawet pięciu minut na uczestnictwo w Forum. Bardzo się cieszę, że moje wcześniejsze przypuszczenia i nadzieje co do poziomu dyskusji i wiedzy Uczestników w pełni się potwierdziły. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Hodżo, nie rozumiem, co piszesz.
Jak dla mnie, jakieś głupoty.

Pozdrawiam

e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
14-03-2011 18:20 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Hodżo, nie rozumiem, co piszesz.
>Jak dla mnie, jakieś głupoty.
>Pozdrawiam
>
e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O


Owszem, głupoty, których jednak nie wymyśliłem, bo mam inne rzeczy do roboty
10-03-2011 15:24 
 Ocena 2 na 2
TyDraniu (6569 punktów)
>Pamiętam szczególnie mocno stwierdzenie, że żaden człowiek nauki nie otrzyma promocji naukowej na liczące się stanowisko, jeśli nie zadeklaruje wobec świadków odrzucenia Boga. Tak było lat temu naście.

To bardzo ciekawe. Lat kilkanaście, czyli po 1991? Kto to powiedział i kiedy?

Znam kilku wierzących profesorów i dyrektorów instytutów PAN, którzy nawet przed 1989 nie należeli do Partii i chodzili do kościoła. Co więcej - mogli wyjeżdżać za granicę na konferencje naukowe, choć czasem trzeba się było wykłócać z UB o paszport.

Także wyjaśnij, o co chodzi z tym zakazem promocji dla wierzących naukowców, w dodatku po '91.
Hodża (11172 punktów)
>>Pamiętam szczególnie mocno stwierdzenie, że żaden człowiek nauki nie otrzyma promocji naukowej na liczące się stanowisko, jeśli nie zadeklaruje wobec świadków odrzucenia Boga. Tak było lat temu naście.
>To bardzo ciekawe. Lat kilkanaście, czyli po 1991? Kto to powiedział i kiedy?
>Znam kilku wierzących profesorów i dyrektorów instytutów PAN, którzy nawet przed 1989 nie należeli do Partii i chodzili do kościoła. Co więcej - mogli wyjeżdżać za granicę na konferencje naukowe, choć czasem trzeba się było wykłócać z UB o paszport.
>Także wyjaśnij, o co chodzi z tym zakazem promocji dla wierzących naukowców, w dodatku po '91.

To się tyczyło (były to lata przemian ustrojowych) - kadr w świeckich uczelniach państwowych. Niestety, słyszałem takie wypowiedzi, ale nazwiska księdza nie podam, chyba że to potrzebne do jakiegoś śledztwa Z całą pewnością można było w to uwierzyć, gdyż - pominąwszy marginalne przypadki osób z tytułami naukowymi, które otwartym tekstem krytykowały panujący porządek polityczny, większość siedziała cicho. Pominę ponadto kwestię promocji kadr naukowych w dawnym ZSRR, chyba że chodzenie do kościoła nie było tam przez nikogo uważane za przeszkodę w karierze naukowej. W każdym bądź razie osobiście rozmawiałem z pewnym wykładowcą, zresztą Polakiem z ZSRR i kiedy wspomniałem mu o możliwości złożenia przez papieża wizyty w krajach bałtyckich, wyraźnie się wystraszył i skończył rozmowę.
Nasi rodzimi wykładowcy zapewne mieli większe poczucie wolności i własnej godności. Trzeba by szerzej zbadać ten temat.
Drobner (19539 punktów)
Zdaje się, że zachodzi tu albo manipulacja, albo nieporozumienie.
Tytuł
>zbrodnie ateizmu
Tu mówisz o ateizmie, nie mówiąc, czym on jest.
>wątek zbrodni ateizmu: milionów ofiar stalinizmu, maoizmu czy Czerwonych Khmerów w Kambodży.
a tu NIE MÓWISZ o ateizmie, tylko o doktrynach politycznych, społecznych, państwowych.
Dodatkowo - dużą częścią ofiar tych systemów byli... partyjni ateiści(!)

> ideologia ateistyczna doprowadziła do tak niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu, to przyjmowanie takiego światopoglądu jest co najmniej wątpliwe etycznie, jeśli nie niebezpieczne
ateizm to światopogląd, nie ideologia, czy doktryna polityczna - manipulacja lub niezrozumienie polega na nierozróżnianiu tych pojęć. I tu jest chyba problem.

>ateizm ma krew na rękach, to jest on z gruntu "tak samo dobry" jak każda inna ideologia czy religia, która zdobyła władzę
ateizm NIE JEST IDEOLOGIĄ ANI RELIGIĄ.
Ideologie mogą mieć krew na rękach. I mogły być budowane przez ateistów czy teistów, czy kogokolwiek.

Dłuższą odpowiedź spróbuję dać wieczorem.

Drobner, ateista, nie ideolog...
rysiek (4593 punktów)
>Zdaje się, że zachodzi tu albo manipulacja, albo nieporozumienie.
Obawiam się że to pierwsze. "Udowodnij że nie jesteś wielbłądem".
Przyznaję że smutek mnie ogarnął, myślałem że tego rodzaju "argumentu" już nikt nie usiłuje używać.
Hodża (11172 punktów)
>Zdaje się, że zachodzi tu albo manipulacja, albo nieporozumienie.
>Tytuł
>zbrodnie ateizmu
>Tu mówisz o ateizmie, nie mówiąc, czym on jest.
>ateizm to światopogląd, nie ideologia, czy doktryna polityczna - manipulacja lub niezrozumienie polega na nierozróżnianiu tych pojęć. I tu jest chyba problem.

To nie jest mój problem, bo nie jestem ewangelizatorem ani nie wdaję się w dyskusje z przeciwnikami. Powtarzam jedynie argumenty, z jakimi ja się zetknąłem. Dla Kościoła wojujący ateizm to fakt fizyczny, a nie "światopogląd" .Pozdrawiam
miszna (43 punktów)
Lenin wiecznie żywy, kult jednostki, mauzoleum - jakież to ateistyczne.
Dla mnie to są znamiona kultu religijnego.
Miszna
10-03-2011 00:36 
 Ocena 1 na 1
Drobner (19539 punktów)
>Lenin wiecznie żywy, kult jednostki, mauzoleum - jakież to ateistyczne.
>Dla mnie to są znamiona kultu religijnego.
>Miszna

Witam, Miszna.
1. Z tak lakonicznej notki trudno rozpoznać, ktoś Ty, i za kimś Ty..
Trudno - zaryzykuję (proszę koniecznie wziąć pod uwagę mój specyficzny 'sense of humor'):

a. Oczywiście komunizm (nazizm, PRL-yzm itp.) to była 'namiastka' ('zamiastka') religii. W istocie wzorowano się na religii. Wiesz jakiej.

b. Bardzo polubiłem Cię za podpisywanie się pod wpisem. Zawsze to robię.

Talmud, tfu... Drobner
10-03-2011 11:16 
 Ocena 2 na 2
miszna (43 punktów)
Ta moja Miszna, to przez sentyment do przezwiska z dawnych czasów.
Wygodnie mi się nią posługiwać na forach internetowych, bo końcówka -a, może mylnie sugerować, że jestem kobietą, przez co nie mieszają mnie tak z błotem seksistowscy, agresywni młodzieńcy.

Miszna
10-03-2011 11:36 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Tkońcówka -a, może mylnie sugerować, że jestem kobietą, przez co nie mieszają mnie tak z błotem seksistowscy, agresywni młodzieńcy.
Coś w tym jest. Z kolei moja końcówka -er sugeruje rodzaj męski, w związku z czym już nieraz przeczytałam pod swoim adresem zwroty typu "ty idioto", "ty kretynie" albo "ty palancie".

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
11-03-2011 14:14 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Coś w tym jest. Z kolei moja końcówka -er sugeruje rodzaj męski, w związku z czym już nieraz przeczytałam pod swoim adresem zwroty typu "ty idioto", "ty kretynie" albo "ty palancie".
Strasznie te epitety - w stosunku do Pani - mi się podobają, toż nawet ich zbijać nie trzeba.
Wolę z Panią stracić niż z nimi znaleźć.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy
>agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak
>niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu,

Na serio: do tych zbrodni doprowadziła ideologia KOMUNISTYCZNA, a nie ideologia ateistyczna. Treścią rewolucji komunistycznych było wyrównanie siłą różnic majątkowych. Odrzucenie religii było elementem dodatkowym, a nie podstawowym. Zbrodnie dokonały i dokonują się nie z powodu ateizmu, ale z powodu komunizmu.

Na dowcipnie: wszelkie zbrodnie ludzi są niczym wobec Wielkiej Zbrodni Boga, który w ramach kary za zerwanie głupiego owocu z drzewa skazał na męczarnie i śmierć całą ludzkość, nawet ludzi którzy dopiero się narodzą! A nieposłusznych za życia skazuje na wieczyste tortury również po śmierci. To dopiero jest Arcyzbrodniarz motywowany religijnie!

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>pytanie brzmi (a pasuje ono chyba do ABC...) - w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy
>agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak
>niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu, to
>przyjmowanie takiego światopoglądu jest co najmniej wątpliwe etycznie, jeśli nie niebezpieczne,

   Większość odpowiedzi w tym wątku skupia się na tym, że przecież Ani Stalin, ani Mao, Pol Pot, czy nawet Hitler nie skazywali milionów ludzi na śmierć i cierpienia "w imię ateizmu", który przecież nie nakazuje nikogo mordować, więc nie można tego światopoglądu o nic obwiniać.
Problem z głowy, załatwione i zamiecione pod dywan. Tyle, że Owi wielcy oprawcy XX wieku nie dlatego posyłali miliony na śmierć, że jakaś "ateistyczna biblia" tak każe a dlatego, że jeśli(/skoro) Bóg ani sąd ostateczny nie istnieje, to kto mógłby powstrzymać człowieka przed bestialstwem?
Cytując za Dostojewskim w "Braciach karamazow":
"Jeśli Boga nie ma - to wszystko wolno..."
Stalin miał siłę, władzę, lubił zadawać innym cierpienie i był przekonany, że nigdy i przed nikim za to nie odpowie. Dlaczego miałby się powstrzymywać przed zadawaniem tortur? Z przyjęcia światopoglądu ateistycznego płynie wiele implikacji .
Nie ma Boga, to nie ma sądu ani odpowiedzialności, nie ma prawodawcy, więc nie istnieją absolutne zasady moralne a wszystko, co nazywamy "dobrem", jest kwestią umowną i relatywną.
Wystarczy wtedy uzasadnić fizyczną eksterminację całych narodów "dobrem grupy", czyli np. "Wielkich Niemiec" albo "klasy robotniczej" i trudno wręcz odmówić "logiki" takim wywodom.
Można oczywiście będąc ateistą postępować altruistycznie, pomagać innym i ratować życie argumentując to potrzebą współpracy w grupie ale można też to życie odbierać, bo to przecież tylko kwestia umowy. Wszak ewolucja Darwinowska nie zna pojęć "dobro", "zło", "moralność", czy "etyka", bo jest procesem a nie osobą.
   Uprzedzając argumenty w stylu: "Ale religia..." powiem, że to nie jest wątek o religiach,. jakkolwiek;
Rzeczywiście w przypadku np. Islamu, czy wielu innych religii zabijanie, czy wykorzystywanie innych są częścią doktryny więc nie mam podstaw ani zamiaru aby bronić ich zasad etycznych.
Natomiast w przypadku chrześcijaństwa, jeśli ktoś mówi :
"A krucjaty, stosy, "ewangelizacja mieczem" itd., itp." odpowiem:
"Mt 19:17-19
17. Odpowiedział mu: Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania.
18. Zapytał Go: Które? Jezus odpowiedział: Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie,
19. czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!
(BT)".
Jak więc można mówić, że ta konkretna religia jest przyczyną wojen, palenia na stosach, zabójstw "w imię Boga", itd. powołując się na przykłady ludzi i grup, które sprzeniewierzają się jej podstawowym założeniom? Jeśli jakiś Papież uwierzył, że może łamać przykazania, i w pewnych warunkach kazać palić ludzi na stosach bo "Bóg mu pozwolił", to to świadczy o "złym chrześcijaństwie, czy raczej o bujnej wyobraźni i żądzy władzy rzeczonego Papieża?
Każdy kto świadomie popełnia zabójstwo udowadnia, że odrzuca wartości chrześcijańskie niezależnie od tego, czy twierdzi, że "Bóg mu kazał" ale taka deklaracja wystarczy, żeby obarczyć winą samą religię...
Dziwne.

Pozdrawiam



Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.

09-03-2011 14:03 
 Ocena 4 na 4
mayolina (2278 punktów)
>Tyle, że Owi wielcy oprawcy XX wieku nie dlatego posyłali miliony na śmierć, że jakaś "ateistyczna biblia" tak każe a dlatego, że jeśli(/skoro) Bóg ani sąd ostateczny nie istnieje, to kto mógłby powstrzymać człowieka przed bestialstwem?

to co w takim razie z ludźmi, którzy wierząc w boga, mordowali w jego imieniu? Czemu, jeśli to brak wiary w boga usuwa wszystkie bariery, obawa przed gniewem boskim nie powstrzymała ich od zbrodni? Przecież znali 10 przykazań?
09-03-2011 14:15 
 Ocena 1 na 1
piotao (913 punktów)

> [...] Czemu, jeśli to brak wiary w boga usuwa wszystkie bariery, obawa przed gniewem boskim nie powstrzymała ich od zbrodni? Przecież znali 10 przykazań?

Jest to tak zwane Bardzo Dobre Pytanie. Dołączam!



-pio-
09-03-2011 14:25 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)
>Przecież znali 10 przykazań?
Znali, ale interpretowali po swojemu.
Pomińmy trzy pierwsze w obecnej formie (choć boży wojownicy takie np. 3 łamali nagminnie) i zacznijmy od 4.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
"Swoją" - tak, ale matka wroga jest moim wrogiem.
5. Nie zabijaj.
Swoich. Obcych, a zwłaszcza innowierców/heretyków/odszczepieńców i innych ateistów możesz. Tych o innym kolorze skóry też.
6. Nie cudzołóż.
Zbiorowy gwałt na kobiecie wroga jest miły Panu, co z tego, że masz żonę, której przed ołtarzem przysięgałeś. To się nie liczy.
7. Nie kradnij.
Zagarnięcie mienia wrogów wskazanych w przykazaniu 5 nie jest kradzieżą, lecz pomnożeniem dóbr na chwałę Panu.
8. Nie mów fałszywego świadectwa.
Przeciw "czarownicy" możesz, i tak ją spalą, a może jej pole tobie przypadnie? W nagrodę. I jeszcze ksiądz pochwali, powie, że grzechu nie masz, bo "nie dozwolisz żyć czarownicy" przecież.
9. i 10. potraktowane razem. Wymordowanym na chwałę Pana wrogom ani żona, ani mienie już niepotrzebne, więc należy się nią/nim "zaopiekować". Ad maiorem Dei gloriam.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-03-2011 14:59 
 Ocena 4 na 4
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Bardzo lubię Pani wypowiedzi...
Kiedy widzę te fakty, pozbierane w tak syntetyczną formę- mam tylko nadzieję, że będą mogły przekonać do siebie innych, tak jak i kiedyś mnie przekonały. To naprawdę nie jest trudne- odrobina życiowej psychologii i kryminalistycznego myślenia (motyw?), łopatologiczne wręcz.

Zastanawiam się czasami: czy wierzący oby przypadkiem de facto o tym nie wiedzą? Muszą cierpieć straszne katusze, próbując metodą wypierania się znajomych faktów bronić swojego światopoglądu. Wskazywałoby to na głęboki brak poczucia własnej wartości- "bronię kościoła i wiary, mimo, że WIEM- bo co mi zostanie, jak je stracę?". Przynajmniej u większości- pozostała garstka ma zapewne znamiona psychopatów- "znam sytuację, wykorzystuję ją do swoich celów i nie mam z tym żadnych wewnętrznych problemów".

A ponoć ateista, to biedna, pozbawiona celu i wartości istotka, wyrzucona na brzeg przez przybój życia...

Tylko współczuć.
09-03-2011 15:13 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>Przecież znali 10 przykazań?
>Znali, ale interpretowali po swojemu.

   Prawda, znali i interpretowali po swojemu.
Ale Jezus wyraził to krótko, jasno i zwięźle.
-Nie zabijaj znaczy nie zabijaj. Kropka.
Dał wiele przykładów, przypowieści i mówił wielokrotnie wprost co ma na myśli, kto to jest bliźni itd.
Mało tego, w kazaniu na Górze (Mat 5, 1-48) Wyraźne podważa wiele zasad zapisanych w Starym Testamencie, co każe "ostrożnie" podchodzić do wypisywanych tam rzeczy oraz wskazuje na obłudę i hipokryzję ówczesnych kapłanów.
Zapewne wiesz, że chrześcijaństwo opiera się na tym, aby wierzyć Jezusowi, więc dlaczego
przywołujesz jako argument to samo, co i On potępiał ?

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 16:31 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
>   Prawda, znali i interpretowali po swojemu.
>Ale Jezus wyraził to krótko, jasno i zwięźle.
Być może, ale znaczenie ma realnie funkcjonująca ideologia, a nie hipotetyczne poglądy półmitycznego założyciela.
09-03-2011 17:19 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)

>Zapewne wiesz, że chrześcijaństwo opiera się na tym, aby wierzyć Jezusowi, więc dlaczego
>przywołujesz jako argument to samo, co i On potępiał ?

Ideolodzy komunizmu zakładali powszechną edukację, równy podział dóbr, powszechna szczęśliwość, brak biedy, elektryfikację i kanalizacje miast i wsi itd.
Jak więc można krytykować komunizm za biedę, nierówność społeczną, ludobójstwo i głupotę!?

Wracając do Jezusa: on to potępiał, ale spieprzył sprawę ustanawiając stan kapłański i dając mu władzę "odpuszczania grzechów" i rządzenia w imię Boga. Pogłębił problem krytykując "mędrców" i "bogatych", a wywyższając "prostaczków" i "ubogich". Tak stworzył pierwszy na świecie komunizm...

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
09-03-2011 18:17 
 Ocena 2 na 2
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Ideolodzy komunizmu zakładali powszechną edukację, równy podział dóbr, powszechna szczęśliwość, brak biedy, elektryfikację i kanalizacje miast i wsi itd.
>Jak więc można krytykować komunizm za biedę, nierówność społeczną, ludobójstwo i głupotę!?

   A ja nie wspomniałem słówkiem o komunizmie, więc czego to właściwie ma dowodzić?

Cytat:
>Wracając do Jezusa: on to potępiał, ale spieprzył sprawę ustanawiając stan kapłański i dając mu władzę "odpuszczania grzechów"

   Powiedział tylko, że każdy, kto w Niego wierzy, ma go naśladować.
Jaki to ma związek z działalnością Kleru, który sobie sam wymyślił obrzędy, mundury i pobudował bazyliki i katedry? Znów mówisz o ludziach, którzy postępowali (i postępują) WBREW Jezusowi

Cytat:
i rządzenia w imię Boga.

W którym miejscu tak powiedział ? Masz na myśli to, że BĘDĄ z nim królować KIEDY WRÓCI ?
Według Ciebie to to samo?

Cytat:
Pogłębił problem krytykując "mędrców" i "bogatych", a wywyższając "prostaczków" i "ubogich". Tak stworzył pierwszy na świecie komunizm...

Skrytykował hipokrytów, którzy chełpią się znajomością prawa i wiedzą a wykorzystują to, żeby prawo omijać, oraz ludzi, dla których jedyną wartością w życiu jest kasa, kasa, kasa, oraz obiecał tym, których Ci pierwsi wykorzystują, że kiedyś odbiorą swoją nagrodę.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 19:32 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)

>   A ja nie wspomniałem słówkiem o komunizmie, więc czego to właściwie ma dowodzić?
>Jaki to ma związek z działalnością Kleru, który sobie sam wymyślił obrzędy, mundury i pobudował bazyliki i katedry? Znów mówisz o ludziach, którzy postępowali (i postępują) WBREW Jezusowi

Wspomniałem o komunizmie, by Ci pokazać, że nie można oddzielać przyczyn od skutków.
Wprowadzenie w życie "pięknych idei Jezusa" spowodowało powstanie chrześcijaństwa (wraz z jego wadami).
Podobnie jak wprowadzenie "pięknych idei Marksa i Engelsa" doprowadziło do zbrodni komunizmu.

Ty sam to potwierdzasz, upierając się jednocześnie, że Jezusa to nie dotyczy (a niby dlaczego?).


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Podobnie jak wprowadzenie "pięknych idei Marksa i Engelsa" doprowadziło do zbrodni komunizmu.
>Ty sam to potwierdzasz, upierając się jednocześnie, że Jezusa to nie dotyczy (a niby dlaczego?).

   Oczywiście masz rację mówiąc, że jakiekolwiek idee, choćby najbardziej szczytne bardzo szybko zostają wypaczone, przekłamane i wykorzystane w najbardziej zbrodniczy sposób jaki można sobie wyobrazić. To samo dotyczy zarówno chrześcijaństwa, jak i idei humanizmu.
Chcę powiedzieć o tym, że kto zmienia te idee dla własnych celów nie jest już humanistą ani Chrześcijaninem. Cóż mogę powiedzieć:
"Mateusza 7:15  Strzeżcie się fałszywych proroków, tych, co to przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są to wilki drapieżne.".

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 22:02 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Cóż mogę powiedzieć:
>"Mateusza 7:15  Strzeżcie się fałszywych proroków, tych, co to przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są to wilki drapieżne.".

Coś mi się zdaje, że jesteś Ostatnim Prawdziwym Chrześcijaninem. Gratuluję. Cała hierarchia to wilki w owczej skórze.
Pomyśl jedna: a jeśli wypaczenia zaczęły się już od Św. Pawła, i już Św. Paweł był fałszywym prorokiem (a wiele na to wskazuje)? To by mogło znaczyć, że Ewangelie (spisane przecież nie przez Jezusa, a kilkadziesiąt lat później!) mogą zawierać już wypaczone nauki.

W takiej sytuacji to Jezus był ostatnim prawdziwym chrześcijaninem (a jego PRAWDZIWYCH nauk nigdy nie poznamy), a Ty jesteś zaledwie uczniem fałszywych proroków...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>Cóż mogę powiedzieć:
>>"Mateusza 7:15  Strzeżcie się fałszywych proroków, tych, co to przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są to wilki drapieżne.".
>Coś mi się zdaje, że jesteś Ostatnim Prawdziwym Chrześcijaninem. Gratuluję. Cała hierarchia to wilki w owczej skórze.

   Ani pierwszym, ani ostatnim i nie, nie cała hierarchia a do takiego sarkazmu jak Twój, zdążyłem się przyzwyczaić. Nie jest nas wielu ale parę milionów z tych prawie ośmiu miliardów może by się znalazło. Czy czujemy się "lepsi i wybrani" ? Być może Ty tak twierdzisz. Wszyscy nas opluwają, dla Katolików jesteśmy heretykami, dla ateistów jesteśmy odpowiedzialni za stosy i krucjaty, zwolennicy New Age uważają nas za przeszkodę w osiągnięciu "wyższego stopnia świadomości" a muzułmanie za niewiernych, których należy eksterminować. Jesteśmy bandą kretynów, którzy wierzą w prawdę, miłość, poświęcenie i sprawiedliwość. Nieżyciowi i nieprzystosowani. Nie dbamy o kasę ani zaszczyty. Nie pragniemy władzy ani "plusów na racjonaliście". Zaufaliśmy "niepiśmiennemu pasterzowi" sprzed 2000 lat, który poświęcił dla nas życie. Kiedy nas biją, nadstawiamy drugi policzek, a kiedy proszą o pomoc, oddajemy swoje ubranie. Widzisz, tacy z nas debile, że nie dbamy o ścieżkę kariery ani nie pożądamy domu z basenem. Nie jesteśmy od nikogo lepsi ani nie uważamy nikogo za gorszego. Wierzymy, że każdy, w tym my, kiedyś odpowie za swoje życie. "Nie zabijaj" oznacza dla nas "nie zabijaj" a "nie kradnij" - nie kradnij. Bez wymówek i wmawiania, że "o co innego chodziło". Uważasz, że to takie "wygodne"? To dołącz do nas... Tak, to my - chrześcijanie.

Cytat:
>Pomyśl jedna: a jeśli wypaczenia zaczęły się już od Św. Pawła, i już Św. Paweł był fałszywym prorokiem (a wiele na to wskazuje)?

   Co na przykład?

Cytat:
To by mogło znaczyć, że Ewangelie (spisane przecież nie przez Jezusa, a kilkadziesiąt lat później!) mogą zawierać już wypaczone nauki.
>W takiej sytuacji to Jezus był ostatnim prawdziwym chrześcijaninem (a jego PRAWDZIWYCH nauk nigdy nie poznamy), a Ty jesteś zaledwie uczniem fałszywych proroków...

   Mogą... a ja mogę być "uczniem fałszywych proroków". Dlatego nie opieram się tylko na Pawle czy Mateuszu a na setkach zdań, wypowiedzianych przez dziesiątki nie znających się, żyjących na przestrzeni dwóch tysięcy lat ludzi, które się wzajemnie potwierdzają. Nie uważam, że Biblia jest od pierwszego do ostatniego rozdziału słowem Bożym bo w wielu miejscach sobie zaprzecza i nie spodziewałbym się niczego innego po czymś, co pisało kilkadziesiąt różnych osób, żyjących w różnych wiekach i patrzących na świat z różnych perspektyw. Uważasz, że to mity i brednie? Masz prawo. Masz mnie za "nawiedzonego fanatyka"? Masz prawo. Myślisz, że to "śmieszne i nieżyciowe? Masz prawo.
A ja sobie będę w to wierzył, dopóki nikt mi nie przedstawi przekonujących przesłanek, że jest inaczej. Mam prawo (Póki co).

Pozdrawiam

P.S. No teraz to już się nie zdziwię, gdy mnie spotka "poszarzenie"


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
10-03-2011 09:06 
 Ocena 3 na 3
piotao (913 punktów)
> [...] Jesteśmy bandą kretynów, którzy wierzą w prawdę, miłość, poświęcenie i sprawiedliwość. Nieżyciowi i nieprzystosowani. [...]
> Zaufaliśmy "niepiśmiennemu pasterzowi" sprzed 2000 lat, który poświęcił dla nas życie. [...]
> Wierzymy, że każdy, w tym my, kiedyś odpowie za swoje życie. [...]
> Tak, to my - chrześcijanie.

Oraz stopka:
> [...] Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.

Jakoś, nie wiedzieć wszak czemu, niejaki dysonans poznawczy waść we mnie wywołujesz. Wybaczże mi wybiórcze cytowanie, to tylko dla sprawy uwypuklenia.



-pio-
10-03-2011 09:59 
 Ocena 8 na 8
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
Dobrze czułem, że spór z Tobą nie będzie czasem straconym

> a do takiego sarkazmu jak Twój, zdążyłem się przyzwyczaić.

Ty się nie przyzwyczajaj, Ty się ucz! Łatwo zbagatelizować czyjeś słowa jako niemiłe lub sarkastyczne. Trudniej jest przemóc się i poszukać w nich niewygodnego sensu.

Koniec z sarkazmem z mojej strony, teraz na poważnie:

>Nie jest nas wielu ale parę milionów z tych prawie ośmiu miliardów może by się znalazło. Czy czujemy się "lepsi i wybrani" ? Być może Ty tak twierdzisz. Wszyscy nas opluwają, dla Katolików jesteśmy heretykami

W stopce masz napisane, że nie reprezentujesz żadnej grupy, a teraz sporo piszesz o "nas". Czy mimo wszystko identyfikujesz się z jakąś konkretniejszą grupą czy nurtem - czy czujesz się po prostu indywidualnym chrześcijaninem bo lepiej niż "większość" rozumiesz Pisma i tradycję?

> Zaufaliśmy "niepiśmiennemu pasterzowi" sprzed 2000 lat, który poświęcił dla nas życie.

Moja wiedza i intuicja wskazuje, że Jezus (jeśli jego masz na myśli) raczej był piśmienny. Po prostu nie pozostawił własnych notatek, a jego nauki spisali następcy (niekoniecznie uczniowie, niestety).

> Uważasz, że to takie "wygodne"? To dołącz do nas... Tak, to my - chrześcijanie.

Byłem takim właśnie chrześcijaninem. Nadal mam te same zasady, poglądy etyczne i moralne, ale dalsze poszukiwania prawdy sprawiły, że przestałem być chrześcijaninem. I już nie wrócę do chrześcijaństwa, tak jak nie wraca się do wiary w Świętego Mikołaja.

>Cytat:
>Pomyśl jedna: a jeśli wypaczenia zaczęły się już od Św. Pawła, i już Św. Paweł był fałszywym prorokiem (a wiele na to wskazuje)?

>   Co na przykład?

Zakładam, że znasz Dzieje Apostolskie i historię Kościoła?
Chrześcijaństwo zbudowane zostało na naukach św. Pawła, który nigdy nie spotkał Jezusa. Jego autorytet oparty jest na tym, że w drodze do Damaszku stracił przytomność i miał wizję (którą oczywiście tylko on widział). Bezpośredni uczniowie Jezusa z ich naukami odeszli w cień - czyżby Jezus nie potrafił dobrać uczniów i musiał to skorygować po Wniebowzięciu?
Ewangelie i tradycje ukształtowały się już pod wpływem Pawła, to jego pomysłem było, że Jezus oddał życie dla odkupienia świata - uczniowie Jezusa z początku niczego takiego nie twierdzili. W dziejach Apostolskich udokumentowane są spory doktrynalne, które wygrywał Paweł, a nie Piotr (a powinien wygrać je Piotr - w końcu to on znał Jezusa i jemu Jezus powierzył kierownictwo) itd.

>   Mogą... a ja mogę być "uczniem fałszywych proroków". Dlatego nie opieram się tylko na Pawle czy Mateuszu a na setkach zdań, wypowiedzianych przez dziesiątki nie znających się, żyjących na przestrzeni dwóch tysięcy lat ludzi, które się wzajemnie potwierdzają.

A ci ludzie opierali się na Pawle i Mateuszu, czyż nie? Opierali się na już wypaczonych naukach, więc ich wzajemne potwierdzanie się jest niewiele warte (chyba, że masz na myśli innych ludzi niż ja myślę).

>A ja sobie będę w to wierzył, dopóki nikt mi nie przedstawi przekonujących przesłanek, że jest inaczej. Mam prawo (Póki co).

A po co ktoś miałby Cię zawracać z dobrej drogi? Na pewno nie ja. Jesteś na tej samej drodze, na której ja byłem kilka lat temu. Masz dobre zasady moralne. Szukasz prawdy zamiast ślepo wierzyć, jesteś gotowy do rzeczowej dyskusji i otwarty na "przekonujące przesłanki". Jest dobrze.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
10-03-2011 10:45 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
Ogólnie O.K., nawet Ci krzyżyk na drogę dałem.

Natomiast w kwestii formalnej:

>czyżby Jezus nie potrafił dobrać uczniów i musiał to skorygować po Wniebowzięciu?
Jezus jest Bogiem, poleciał w kosmos z własnym napędem, wiec jest to Wniebowstąpienie.
To Maryja - nieboga bez własnego napędu musiała być Wniebowzięta.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-03-2011 12:29 
 Ocena 2 na 2
PanBuk (6257 punktów)
>Ogólnie O.K., nawet Ci krzyżyk na drogę dałem.
>Natomiast w kwestii formalnej:
>>czyżby Jezus nie potrafił dobrać uczniów i musiał to skorygować po Wniebowzięciu?
>Jezus jest Bogiem, poleciał w kosmos z własnym napędem, wiec jest to Wniebowstąpienie.
>To Maryja - nieboga bez własnego napędu musiała być Wniebowzięta.

ajtam, jakiś mały dopalaczyk na pewno miała... zresztą nie wiadomo czy dotarła do celu skoro się co jakiś czas pokazuje tu i tam...

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
10-03-2011 12:59 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>W stopce masz napisane, że nie reprezentujesz żadnej grupy, a teraz sporo piszesz o "nas". Czy mimo wszystko identyfikujesz się z jakąś konkretniejszą grupą czy nurtem - czy czujesz się po prostu indywidualnym chrześcijaninem bo lepiej niż "większość" rozumiesz Pisma i tradycję?

   Kiedy coś mówię, czy piszę, reprezentuję siebie samego i opieram się na moich własnych przemyśleniach. Nie zmienia to faktu, że jak zauważyłem są ludzie, którzy maja bardzo podobne poglądy. Nie widzę w tym żadnego "nurtu" ani "ruchu" a jedynie rozsiane o całym świecie indywidua. Czy rozumiem "lepiej" ? Staram się odbierać jak najprościej, tak jak jest napisane, bo jeśli Komuś zależało, żeby ten przekaz docierał do ludzi, to postarał się, żeby nawet mało wykształcone osoby mogły zrozumieć o co chodzi. Potwierdza to używanie przypowieści i prostych przykładów. W związku z tym nie muszę zatrudniać setek teologów, żeby poprzez odpowiednią "interpretację" uzasadniały np. moje aspiracje biznesowe i nie potrzebuję odnosić się do zaprzeczającej temu przekazowi "tradycji" aby przekonać setki "owieczek" do zapełniania mi stołu i kabzy.

Cytat:
>Moja wiedza i intuicja wskazuje, że Jezus (jeśli jego masz na myśli) raczej był piśmienny. Po prostu nie pozostawił własnych notatek, a jego nauki spisali następcy (niekoniecznie uczniowie, niestety).

   I mnie się sarkazm zdarza

Cytat:
>Zakładam, że znasz Dzieje Apostolskie i historię Kościoła?
>Chrześcijaństwo zbudowane zostało na naukach św. Pawła, który nigdy nie spotkał Jezusa. Jego autorytet oparty jest na tym, że w drodze do Damaszku stracił przytomność i miał wizję (którą oczywiście tylko on widział). Bezpośredni uczniowie Jezusa z ich naukami odeszli w cień - czyżby Jezus nie potrafił dobrać uczniów i musiał to skorygować po Wniebowzięciu?

   To dobry przykład na to, że apostołowie od samego początku potrafili się mylić. Kiedy zabrakło jednego z 12 - Judasza, sami wybrali sobie Macieja ale szybko nastąpiła "korekta z góry". W związku z tym i do jego (Pawła) wypowiedzi podchodzę ostrożnie, jeśli nie wykazują spójności z resztą rozsianego po całej Biblii przekazu.

Cytat:
>Ewangelie i tradycje ukształtowały się już pod wpływem Pawła, to jego pomysłem było, że Jezus oddał życie dla odkupienia świata - uczniowie Jezusa z początku niczego takiego nie twierdzili.

   Tu bym się nie zgodził ale to.. osobny wątek w innym dziale.
(np. Dzieje ap. 3,12-21 10,34-43)

Cytat:
>A ci ludzie opierali się na Pawle i Mateuszu, czyż nie? Opierali się na już wypaczonych naukach, więc ich wzajemne potwierdzanie się jest niewiele warte (chyba, że masz na myśli innych ludzi niż ja myślę).


"Dzieje Apostolskie 17:11  Tamtejsi Żydzi byli życzliwsi od Tesaloniczan: okazali całą gotowość przyjęcia głoszonej im nauki i sami codziennie badali Pismo, pragnąc znaleźć potwierdzenie dla słów apostołów."

Gdyby oni sami siebie tylko potwierdzali, to byłoby dla mnie za mało. Są spójni z Izajaszem, Jeremiaszem, Ezechielem, Ozeaszem, Danielem, Janem z Patmos itd.
Mały przykład: Historia często przytaczana jako przykład okrucieństwa JHWH.
Abraham został poproszony o poświęcenie swojego syna - Izaaka. Okazało się, że nie musi tego robić, bo "znalazł się baranek" w pobliskich zaroślach. 2000(???) lat później, w tym samym miejscu ktoś inny poświęcił Swojego syna i tym razem żadne "zastępstwo" się nie znalazło. Można tak cały dzień.

Cytat:
>A po co ktoś miałby Cię zawracać z dobrej drogi? Na pewno nie ja.

   Cóż, nie ważne, kto ma rację, ważne jaka jest prawda. Jeśli ktoś jutro przedstawi weryfikowalny mechanizm abiogenezy, przerzucę wiele "punktów procentowych" w stronę ateizmu.
Jeśli ktoś inny pokaże, jak z niczego mogą powstawać wszechświaty i to zaprezentuje - "przesunę suwak" jeszcze bardziej. Jak się dowiem, dlaczego wszystkie wzory matematyczne opisujące rzeczywistość są "eleganckie" - zostanę "prawie" ateistą. To proste.

Pozdrawiam
P.S. Czy ktoś mógłby to przenieść do innego/nowego wątku ? Może jego autor?

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 14:30 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>>Tyle, że Owi wielcy oprawcy XX wieku nie dlatego posyłali miliony na śmierć, że jakaś "ateistyczna biblia" tak każe a dlatego, że jeśli(/skoro) Bóg ani sąd ostateczny nie istnieje, to kto mógłby powstrzymać człowieka przed bestialstwem?
>to co w takim razie z ludźmi, którzy wierząc w boga, mordowali w jego imieniu? Czemu, jeśli to brak wiary w boga usuwa wszystkie bariery, obawa przed gniewem boskim nie powstrzymała ich od zbrodni? Przecież znali 10 przykazań?

Tak samo wiara w Boga nie stanowi przeszkody do popełniania złych uczynków, jak i ateizm nie oznacza automatycznego "bestialstwa". Natomiast i ideologie oparte na religii, jak i ideologie areligijne, mogą być zbrodnicze (i znamy przykłady jednych i drugich).
facet (344 punktów)
>to co w takim razie z ludźmi, którzy wierząc w boga, mordowali w jego imieniu? Czemu, jeśli to brak wiary w boga usuwa wszystkie bariery, obawa przed gniewem boskim nie powstrzymała ich od zbrodni? Przecież znali 10 przykazań?
>
Mysle, ze nam trudno to zrozumieć dlatego, ze mamy inne podejście do zycia, które dla nas jest jedyne, niepowtarzalne i wraz ze swoim końcem kończy nam wszystko. "bijcie wszystkich, bóg swoich rozpozna"- taka logika dla Ciebie nie ma sensu a dla wierzącego w zycie wieczne i do tego za taka ofiarę z pewnością wyjątkowo komfortowe jest oczywista.
mayolina (2278 punktów)
Usunięte przez moderatora
09-03-2011 14:11 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
>Problem z głowy, załatwione i zamiecione pod dywan. Tyle, że Owi wielcy oprawcy XX wieku nie dlatego posyłali miliony na śmierć, że jakaś "ateistyczna biblia" tak każe a dlatego, że jeśli(/skoro) Bóg ani sąd ostateczny nie istnieje, to kto mógłby powstrzymać człowieka przed bestialstwem?

Jeżeli Bóg istnieje to czemu nie powstrzymał człowieka przed bestialstwem? Z jednej strony wszystko zawarte jest w Jego Wielkim Planie, z drugiej strony jest taki bierny i nieobecny...

>Stalin miał siłę, władzę, lubił zadawać innym cierpienie i był przekonany, że nigdy i przed nikim za to nie odpowie.

No i nie odpowiedział. Pytanie, czy umierał szczęśliwy i spełniony?

>Dlaczego miałby się powstrzymywać przed zadawaniem tortur? Z przyjęcia światopoglądu ateistycznego płynie wiele implikacji .

Oczywiście. Jedna podstawowa zasada płynie z ateizmu - Bóg nie istnieje, dlatego cały ciężar, w racjonalnym zaprojektowaniu społeczeństwa, spoczywa na nas.
09-03-2011 15:39 
 Ocena-1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Krótko, bo nie o tym jest wątek i zaraz nas "wyszarzy"

Cytat:
>Jeżeli Bóg istnieje to czemu nie powstrzymał człowieka przed bestialstwem? Z jednej strony wszystko zawarte jest w Jego Wielkim Planie, z drugiej strony jest taki bierny i nieobecny...

   Według mnie jest po prostu cierpliwy. Z jednej strony już pokazał "co by było gdyby" cały czas był i "pilnował swoich interesów" na przykładzie Żydów. Widywali cuda co parę dni, co chwila biegał do Nich jakiś prorok i ostrzegał przed konsekwencjami tego co robią, konsekwencje nawet się pojawiały i trwają aż do dzisiaj i co? I nic... I tak woleli robić "po swojemu".
Przyszedł Jezus i powiedział: "Ok, kto chce, niech robi po Mojemu, kto nie, niech robi po swojemu a na końcu się rozliczymy." Zapowiedział przy tym, że wkrótce po tym, jak już zjednoczymy całą ludzkość i będziemy "razem" rozwiązywać swoje problemy rozpętamy sobie sami takie piekło, że wszyscy zginą, jeśli On nie zainterweniuje. Gdyby cały czas "trzymał nas za rączkę" zaraz podniosłyby się głosy, mówiące, że to niesprawiedliwe, że chcemy być wolni, sami o sobie decydować i że gdyby nam zostawił wolną rękę, lepiej byśmy sobie poradzili.
To i radzimy, już 2000 tysiące lat... Każdy kolejny wiek, to więcej ofiar a XX w. to chore apogeum...

Cytat:
>No i nie odpowiedział. Pytanie, czy umierał szczęśliwy i spełniony?

A ja wierzę, że jeszcze odpowie
Czy umierał spełniony i szczęśliwy? Obawiam się, że tak. Chociaż trudno to niektórym zrozumieć, w tym mnie a być może i Tobie, są ludzie którzy uwielbiają władzę, potęgę, zadawanie cierpienia innym i znęcanie się nad nimi. Stalin umarł jako władca połowy świata, miał każdą kobietę o której pomyślał, pławił się w luksusach a w dodatku otaczany był nabożną czcią, co dla wielu jest bardzo kuszącą perspektywą. Uważam, że jego ateizm wydatnie pomógł mu zagłuszyć wyrzuty sumienia a z czasem zupełnie się ich pozbyć.

Cytat:
>Oczywiście. Jedna podstawowa zasada płynie z ateizmu - Bóg nie istnieje, dlatego cały ciężar, w racjonalnym zaprojektowaniu społeczeństwa, spoczywa na nas.

Zgadza się, taki wniosek też z ateizmu płynie. Mam tylko dziwne wrażenie, że to "projektowanie" nam, jako ludzkości wyjątkowo słabo wychodzi... Miliony umierają każdego roku z głodu, wojen, pogrążone w rozpaczy i nędzy a obchodzi nas tylko tyle, czy uchodźcy z Libii i Tunezji nie zabiorą nam miejsc pracy... Dość przygnębiający jak dla mnie ten obraz "wysoko rozwiniętej cywilizacji".

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 16:00 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)

>Cytat:
>No i nie odpowiedział. Pytanie, czy umierał szczęśliwy i spełniony?

>A ja wierzę, że jeszcze odpowie
>Czy umierał spełniony i szczęśliwy? Obawiam się, że tak.

A ja uważam, że nie. Umierał w paranoi i samotności.

Co do reszty Twojej wypowiedzi- Ateizm to światopogląd ludzi kochających prawdę ponad swoje samozadowolenie i komfort psychiczny, który jest niczym innym jak przejawem ignorancji wobec osiągnięć nauki.
09-03-2011 17:30 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Mam tylko dziwne wrażenie, że to "projektowanie" nam, jako ludzkości wyjątkowo słabo wychodzi... Miliony umierają każdego roku z głodu, wojen, pogrążone w rozpaczy i nędzy a obchodzi nas tylko tyle, czy uchodźcy z Libii i Tunezji nie zabiorą nam miejsc pracy... Dość przygnębiający jak dla mnie ten obraz "wysoko rozwiniętej cywilizacji".

Na świecie jest 2 miliardy chrześcijan, drugie 2 miliardy równie religijnych muzułmanów, i ze 2 miliardy wyznawców innych religii. A głodu i nędzy wina jest jakaś nieokreślona "ludzkość"? Zapewne winni są jacyś tfu-tfu bezbożni ateiści i naukowcy, którzy przeszkadzają Bogu i religii ustanowić powszechną szczęśliwość?

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
09-03-2011 17:39 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

>Zgadza się, taki wniosek też z ateizmu płynie. Mam tylko dziwne wrażenie, że to "projektowanie" nam, jako ludzkości wyjątkowo słabo wychodzi...
Tylko dlaczego najlepiej są zaprojektowane społeczeństwa ateistyczne? Dlaczego cały świat się pcha do Skandynawii?
Również pozdrawiam.
09-03-2011 18:29 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Tylko dlaczego najlepiej są zaprojektowane społeczeństwa ateistyczne? Dlaczego cały świat się pcha do Skandynawii?


   Za to do Kambodży, na Kubę, do Korei Północnej, już się tak nie pchają a to też społeczeństwa ateistyczne.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 19:52 
 Ocena 6 na 6
i.czaplicka (5782 punktów)
Akurat w tych państwach nie byłam, trudno mi powiedzieć. Natomiast wiem, ze w każdym państwie, rządzonym wg, zasad jakiejkolwiek religii byłabym obywatelem drugiej kategorii, może nawet trzeciej- raz jako kobieta, dwa jako ateistka. Wiec jednak wybieram państwo laickie.
09-03-2011 20:39 
 Ocena 4 na 4
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Akurat w tych państwach nie byłam, trudno mi powiedzieć. Natomiast wiem, ze w każdym państwie, rządzonym wg, zasad jakiejkolwiek religii byłabym obywatelem drugiej kategorii, może nawet trzeciej- raz jako kobieta, dwa jako ateistka. Wiec jednak wybieram państwo laickie.


   A tu się z Tobą zgadzam:
"Mr 12:17
17. Wówczas Jezus rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. I byli pełni podziwu dla Niego.
(BT)"

   Państwo, które narzuca lub usiłuje narzucać ludziom poglądy religijne jest według mnie opresyjne i nie do przyjęcia. Nie zgadzam się na żadne "konkordaty" i wpływanie na prawodawstwo z przyczyn religijnych. Niestety nawet Polska w pewnym sensie jest takim krajem, chociaż daleko jej do np. Iranu. Uważam, że człowiek sam musi wybrać w co chce wierzyć i zmuszanie go do czegokolwiek w tej materii jest nie tylko bez sensu ale i bezcelowe. Pod tym względem przeraża mnie np. Katolicyzm, ze swoim wtrącaniem się w politykę, wymuszający naukę religii w szkole czy wieszanie symboli religijnych w miejscach publicznych. Mierzi mnie i drażni, kiedy ktoś wykrzykuje : "Bóg jest moim kumplem i ukarze Cię, głupi ateisto", czy:
"Jesteśmy lepsi, bo Bóg nas wybrał i wszystko nam wolno"... I co mam na to poradzić?
Nie mogę nawet niczego zaradzić na to, że i Wy, ateiści tak łatwo stawiacie równanie:
Chrześcijanin=Rydzyk, moherowe berety, wypasione fury kościelnych dygnitarzy, kłamstwa i obłuda. Cóż, życie...

Pozdrawiam



Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 20:46 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)

>Nie mogę nawet niczego zaradzić na to, że i Wy, ateiści tak łatwo stawiacie równanie:
>Chrześcijanin=Rydzyk, moherowe berety, wypasione fury kościelnych dygnitarzy, kłamstwa i obłuda. Cóż, życie...
Ja akurat nie stawiam. Moze katolicyzm, zgoda. Ale nie możesz zaprzeczyć, ze chrześcijaństwo=kobieta= podludź
ateista=podludź
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Ja akurat nie stawiam. Moze katolicyzm, zgoda. Ale nie możesz zaprzeczyć, ze chrześcijaństwo=kobieta= podludź
>ateista=podludź


   Mogę i zaprzeczam
Rzymian 2,1-29

Jeśli chodzi o kobiety:
Co prawda Paweł wyrosły w systemie patriarchalnym powiedział:
"Niech żona słucha swego męża jak Pana(Boga)"
ale i to:
"Ef 5:21,33
21. Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej!
...
33. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!
(BT)
"
Dzisiaj sytuacja, że facet jest "głową" domu, o wszystko się troszczy i o wszystkim decyduje znacznie się zmieniła. U mnie jest tak, że to ja decyduję o tym, co naprawić w samochodzie przy naszym budżecie ale nawet nie próbuję dyskutować w kwestii wyboru koloru tapet albo wystroju mieszkania. U ciebie może być akurat odwrotnie ale to przecież nie ma znaczenia
Każdy, kto tłucze swoją żonę i traktuje ją jak niewolnicę, bo "tak w piśmie przeczytał", jest zwykłym hipokrytą, który udaje, że nie rozumie co tam napisano.
Kobieta statystycznie jest INNA, a nie gorsza. Wynika to chociażby z różnic anatomicznych.
Dla mnie podnieść 50 kg worek to drobiazg a dla Ciebie zapewne spore wyzwanie (Być może akurat Ty jesteś wyjątkowo silną kobietą i poradziłabyś sobie równie łatwo ale to tylko przykład).

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
11-03-2011 14:53 
 Ocena 5 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)
Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości... Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci. (1 Tm 2,11)
Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! (1 Kor 14,34)
Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny...Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1 Kor 11,7)
Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. (Ef 5,22)
11-03-2011 18:55 
 Ocena 3 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się....
>Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. (Ef 5,22)


   Zgadzam się, że Chrześcijaństwo w założeniach traktuje kobiety INACZEJ, niż mężczyzn.
Nie mogę udawać, że to co napisane w NT "znaczy co innego", bo o ile do ST jestem "mocno ostrożny", to Nowego są setki kopii i jest to tekst relatywnie "świeży", więc raczej nie podejrzewam większych przekłamań. Mógłbym stwierdzić, że to prywatne zdanie Pawła ale... Do Twoich argumentów dorzucę jeszcze jeden, moim zdaniem znacznie ważniejszy
Jezus wybrał samych facetów jako apostołów! Dlaczego nie 6 kobiet i 6 mężczyzn? Nie mam pojęcia! Jest dosłownie kilka rzeczy, które mi "nie pasują" do spójności całego przekazu i ta kwestia (a także np. czemu zwierzęta się nawzajem zabijają albo co tak właściwie Bóg ma do gejów)do nich należy. Ja "sprawę z kobietami" rozumiem tak, jak to opisałem w poprzednim poście. Kobiety są inne od mężczyzn. Czy to oznacza, że Powinno się traktować je jako "gorszy gatunek"? W żadnym wypadku. Statystyczna dziewczyna woli sukienki od spodni, doskonale urządza mieszkanie ale nie potrafi zaprogramować alarmu, wybierze pokrowce do auta ale oleju w nim nie wymieni Facet - dokładnie odwrotnie. Są oczywiście wyjątki i bardzo często w dzisiejszym świecie te role się mieszają a czasem zamieniają.
Co mogę powiedzieć ?
"Ef 5:31,33
31. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.
...
33. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!
(BT)
"
Według mnie mężczyzna i kobieta się nawzajem uzupełniają. Posiadają różne "zestawy umiejętności i talentów" które pozwalają razem brnąć przez życie. Jeśli mówisz, że Chrześcijaństwo traktuje kobietę jak "podludzia" (spodobało mi się to powiedzonko ) bo stwierdza, że nie nadaje się do filozofii (Zdaje się, że statystyka to potwierdza, bo nie znam zbyt wielu kobiet - filozofów), to ja odpowiem, że to ja jestem upośledzony, bo za ch... nie potrafię rozróżnić koloru "łososiowego" od różowego. Jeśliby więc Paweł, czy Piotr napisał, że mężczyźni nie powinni się zabierać za dobieranie barw, nie czułbym się obrażony.
Aczkolwiek; przyznaję Ci rację, że kobieta czytająca biblię może się poczuć potraktowana "z góry" chociaż dla mnie - bliźni to bliźni. Żyd,Goj kobieta,mężczyzna gej,hetero Murzyn,żółty, biały czy zielony, cyklista a nawet o. Rydzyk.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
11-03-2011 19:14 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)
Wiesz, Vancalarze, rozczarowałam się Tobą. Zawsze cie lubiłam, bo traktujesz swoja wiarę poważnie, a ja lubię pasjonatów.
Niestety, jesteś męską szowinistyczną świnią, a najsmutniejsze, ze tego nie widzisz. To kobieta moze sobie decydować, jakie ma zasłonki w kuchni, ale o rzeczach naprawdę ważnych (wzięcie kredytu, kupno samochodu, budowa domu) ma decydować mężczyzna?
Dla mnie zasłonek w kuchni moze w ogóle nie być- tu gdzie mieszkam, zasłonek i tak się raczej nie używa.
Ja nikomu nie pozwoliła bym decydować o moim samochodzie. Nie dlatego, ze to rzecz osobista, jak szczoteczka do zębów. Ale od samochodu zależy moje życie.
Mam nadzieje, ze Cie nie uraziłam, to wszystko pisze w formie żartobliwej.
11-03-2011 21:09 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Niestety, jesteś męską szowinistyczną świnią, a najsmutniejsze, ze tego nie widzisz.

   To nawet prawdopodobne Co ja poradzę na to, że widzę różnice? Co prawda opinia Pawła, że "baba do garów i rodzenia" jakoś do mnie nie trafia ale coś nas (kobiety i mężczyzn) jednak różni. Może być tak, że to doświadczenie życiowe zrobiło ze mnie szowinistę .
Jeszcze z 5 lat temu mieszkałem sam i wydawało mi się, że moja chata jest "ok". Wprowadziła się moja żona (która w świetle prawa kanonicznego żoną nie jest i żyjemy na "kocią łapę" aczkolwiek przed Bogiem a nie przed ludźmi jej dałem słowo, że pozostanę jej wierny, będę ją wspierał i szanował aż do śmierci) i nagle a to zasłony się zmieniły, a to zostałem zmuszony do położenia nowych tapet, a to naczynia trzeba częściej zmywać i ciągle zamiatać sierść po futrzastym psie a ja nawet nie próbuję dyskutować! jak to ma być ten osławiony szowinizm, to ja bardzo dziękuję

Cytat:
To kobieta moze sobie decydować, jakie ma zasłonki w kuchni, ale o rzeczach naprawdę ważnych (wzięcie kredytu, kupno samochodu, budowa domu) ma decydować mężczyzna?

   Taa, spróbowałbym. Markę to sobie nawet mogę wybrać ale kwestia koloru to sprawa zamknięta od początku O kredycie, czy budowie domu, zawsze decydujemy razem i liczą się argumenty i w tym przypadku nawet seksowna bielizna (która co prawda jest bardzo mocnym argumentem ale mało merytorycznym) nie pomaga

Cytat:
>Mam nadzieje, ze Cie nie uraziłam, to wszystko pisze w formie żartobliwej.

   Nie, bo nie przypuszczam, żebyś mnie za aż takiego szowinistę uważała.
Z drugiej strony... Mogę rzeczywiście nim być nie zdając sobie z tego sprawy. Zauważyłem, że człowiek bardzo łatwo wikła się w pułapkę własnych przekonań. Zostaje w miejscu, w którym stwierdził, że "już wszystko wie" i "rozgryzł rzeczywistość". Między innymi dlatego wciąż pisuję na tym forum, żeby poznać zdanie ludzi o poglądach skrajnie odmiennych od moich i żeby przeanalizować ich argumenty. Tak łatwo powiedzieć : "bo Bóg/Dawkins powiedział" i uznać samego siebie za lepszego i mądrzejszego od innych. Są jednak rzeczy, na które cały Twój(mój) latami wyrabiany światopogląd nie jest w stanie odpowiedzieć. Wtedy masz dwie opcje: Przyznać się do niewiedzy albo brnąć dalej w przekonaniu o własnej nieomylności. Cóż mogę powiedzieć?
Nie mam pojęcia i nie rozumiem, dlaczego było 12 apostołów a nie sześć apostolanek i sześciu apostołów.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
11-03-2011 21:20 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

>Nie mam pojęcia i nie rozumiem, dlaczego było 12 apostołów a nie sześć apostolanek i sześciu apostołów.
Proste. Chrześcijaństwo zostało stworzone przez mężczyzn dla mężczyzn.
Widać braki wiedzy tych, którzy te teksty pisali- np, brak wiedzy o przyczynach włośnicy- pisałam już kiedyś o tym. Jakby pisała to jakaś wyższa istota, to był wszystko objaśniła. Kontakt z wyżej rozwinięta istota powinien skutkować przyrostem wiedzy. Pismo Sw, nic nowego nie odkrywa.
Vancalar (1804 punktów)

[cytat]>Proste. Chrześcijaństwo zostało stworzone przez mężczyzn dla mężczyzn.
>Widać braki wiedzy tych, którzy te teksty pisali- np, brak wiedzy o przyczynach włośnicy- pisałam już kiedyś o tym. Jakby pisała to jakaś wyższa istota, to był wszystko objaśniła. Kontakt z wyżej rozwinięta istota powinien skutkować przyrostem wiedzy. Pismo Sw, nic nowego nie odkrywa.[/cytat}
   Jak by "objaśniła" to nie miałabyś czego szukać w życiu.
Wszystko byłoby jasne i proste. Bez miejsca na TWÓJ wybór.
Więc cieszę się, że mogę być wolny i wybierać:

www.vimeo.com/16767670
www.tekstowo.pl/piosenka,dub_fx,flow.html

Tyle w kwestii kobiet i mężczyzn
Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
12-03-2011 06:36 
 Ocena 5 na 5
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>   Jak by "objaśniła" to nie miałabyś czego szukać w życiu.
>Wszystko byłoby jasne i proste. Bez miejsca na TWÓJ wybór.
>

Aaaa... czyli gdyby biblia była księgą przekazującą choćby szczątkową wiedzę naukową, np. o włośnicy, to była by "be be", bo objaśniła by i spowodowała, że nie było by w życiu czego szukać?
Tylko człowiek ciemny jest wolny i może dokonywać wyborów ?
Dobre!
Radośnie tak jakoś od rana.
12-03-2011 08:49 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)
Jakby to było napisane przez nieskończenie mądrą i dobra istotę, to by inaczej wyglądało. Zwróć uwagę, ze zwierzęta są po prostu przedstawione jako pożywienie, które się rusza. Ani słowa o tym, ze tez czują, i że należy je dobrze traktować.
O miejscu kobiet już rozmawialiśmy, i sam się dziwisz, jak jest określone. Podobnie homoseksualiści. Wiec o co chodzi?
Pozdrawiam.
12-03-2011 15:39 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Niestety, jesteś męską szowinistyczną świnią, a najsmutniejsze, ze tego nie widzisz. To kobieta może sobie decydować, jakie ma zasłonki w kuchni, ale o rzeczach naprawdę ważnych (wzięcie kredytu, kupno samochodu, budowa domu) ma decydować mężczyzna?
>Dla mnie zasłonek w kuchni może w ogóle nie być- tu gdzie mieszkam, zasłonek i tak się raczej nie używa.
>Ja nikomu nie pozwoliła bym decydować o moim samochodzie.
Oj, Pani Czaplicka, oj Pani Czaplicka, myślę że gdyby Pani mnie tak naprawdę mocno polubiła, to na bardzo wiele by mi Pani pozwoliła. Lubię samodzielne kobiety, a samochód to dobrze, że jako-tako prowadzić umiem.

Pozdrawiam serdecznie.

Andrzej Bogusławski.

@@@
.
13-03-2011 13:04 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Jezus wybrał samych facetów jako apostołów! Dlaczego nie 6 kobiet i 6 mężczyzn? Nie mam pojęcia!
Ja mam. Bo to bajka napisana przez takich mężczyzn, jakich obecnie zwie się "szowinistycznymi świniami".
>Statystyczna dziewczyna woli sukienki od spodni, doskonale urządza mieszkanie ale nie potrafi zaprogramować alarmu, wybierze pokrowce do auta ale oleju w nim nie wymieni Facet - dokładnie odwrotnie.
Ech, ta statystyka... Zawsze powtarzam, że statystycznie Ty i Twój pies macie po trzy nogi
A co do wymiany oleju, to o czym mówimy, jeżeli obecne samochody są takie, że by wymienić głupią żarówkę w reflektorze, trzeba rozebrać pół auta
>(Zdaje się, że statystyka to potwierdza, bo nie znam zbyt wielu kobiet - filozofów)
I znowu ta święta statystyka
>to ja jestem upośledzony, bo za ch... nie potrafię rozróżnić koloru "łososiowego" od różowego.
Nie przejmuj się, ja też
>dla mnie - bliźni to bliźni. Żyd,Goj kobieta,mężczyzna gej,hetero Murzyn,żółty, biały czy zielony, cyklista a nawet o. Rydzyk.
I za to Cię lubię. Chociaż przy o. Rydzyku lekko bym się zawahała

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
10-03-2011 09:11 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie mogę nawet niczego zaradzić na to, że i Wy, ateiści tak łatwo stawiacie równanie:
>Chrześcijanin=Rydzyk, moherowe berety, wypasione fury kościelnych dygnitarzy, kłamstwa i obłuda. Cóż, życie...
Cóż, my, ateiści (nas jest 1 - słownie: jeden) mamy oczy i rozum, więc wiemy gdzie znak równości przystawić.
Chciałoby się za klasykami zawołać: Chrześcijaństwo ewentualnie* TAK, wypaczenia NIE !

Wy, teiści, macie wspólną postawę aktywną, ateiści nie.
Znam paru teistów, którzy są takimi samymi antyklerykałami jak ja i mentalnie im bliżej do mnie, niż do Rydzyka, choć mienią się katolikami.
I to antyklerykalizm i podobne napędzają aktywność, bo też i jaki byłby problem z chrześcijanami, gdyby nie Chrześcijanin=Rydzyk, moherowe berety, wypasione fury kościelnych dygnitarzy, kłamstwa i obłuda ?

*)
A mówię: ewentualnie, bo nawet ci, którzy pięknie odnoszą się do swej wiary (bez strojenia jej w piórka "naukowego dowodu cudu słońca" itp), żyją godnie i uczciwie byliby równie wartościowi bez wiary, a często mają poczucie winy za rydzykopodobnych czy rydzykolubnych współwiernych. Szkoda ich.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-03-2011 09:25 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Wy, ateiści
Teraz piszesz "wy, ateiści", przedtem pisałeś "my, chrześcijanie"... W moim języku nazywa się to "workowaniem" (odpowiednik szufladkowania). Ateiści są tak samo różni, jak chrześcijanie. Nie obarczam Cię odpowiedzialnością za spalenie na stosie mojej prapra...prababki (wg rodzinnej opowieści mam wśród przodkiń XVII-wieczną "czarownicę"), Ty nie wmawiaj mi, że Cię podejrzewam o bycie rydzyjkowcem.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
10-03-2011 20:16 
 Ocena 9 na 9
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
[...] Za to do Kambodży, na Kubę, do Korei Północnej, już się tak nie pchają a to też społeczeństwa ateistyczne.

Czy społeczeństwo, któremu się wmawia, że:
"[...] Kim Dzong Il przyszedł na świat 16 lutego 1942 roku na świętej górze Pektu, gdzie ponad 4 tys. lat temu narodzić się miał mitologiczny protoplasta wszystkich Koreańczyków - Tangun. [...] Gdy na świat przyszedł Dzong Il, przemówiły jaskółki, których radość niosła się po całym kraju. Na niebie pojawiła się podwójna tęcza, a miejsce urodzin jaskrawym promieniem wskazywała gwiazda o niezwykłym blasku. Rokrocznie dzień ten świętują fauna i flora. Pokrywa śnieżna w dniu urodzin wodza wynosi zawsze dokładnie tyle centymetrów, ile lat kończy Wielki Jubilat. [...]" (cytat z "Newsweeka")
można nazywać ateistycznym?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>>Zgadza się, taki wniosek też z ateizmu płynie. Mam tylko dziwne wrażenie, że to "projektowanie" nam, jako ludzkości wyjątkowo słabo wychodzi...
>Tylko dlaczego najlepiej są zaprojektowane społeczeństwa ateistyczne? Dlaczego cały świat się pcha do Skandynawii?

Pierwsze słyszę aby kraje skandynawskie były zaprojektowane ateistycznie. Są neutralne światopoglądowo (czyli bezstronne), a nie ateistyczne. Zresztą jak spojrzysz na statystyki, to okazuje się, że większość mieszkańców dowolnego kraju skandynawskiego to ludzie wierzący.
09-03-2011 20:26 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
>>> Zresztą jak spojrzysz na statystyki, to okazuje się, że większość mieszkańców dowolnego kraju skandynawskiego to ludzie wierzący.
?????
09-03-2011 23:27 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>>> Zresztą jak spojrzysz na statystyki, to okazuje się, że większość mieszkańców dowolnego kraju skandynawskiego to ludzie wierzący.
>?????

Jak będę miał czas to poszukam źródła, ale z tego co pamiętam (ktoś na forum już podawał badania dot. religijności w różnych krajach na świecie) to mniej więcej 60-70% Skandynawów deklarowało wiarę w Boga. Abstrahuję już od tego, że w krajach skandynawskich, które są monarchiami, głowa państwa jest jednocześnie głową lokalnego kościoła. Czyli np. w Szwecji, nie ma fromalnego rozdziału kościoła od państwa (czyli w pewnym sensie gorzej niż w Polsce . Jak więc stwierdzenie, że kraje skandynawskie są oparte na ateizmie jest nieporozumieniem.
10-03-2011 00:58 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>Jak będę miał czas to poszukam źródła,
Podpowiadam link, w podpisie obrazka link do badań. Z wiarą w Skandynawii nie jest tak dobrze.
commons.wi(*)e_belief_in_god.png?uselang=pl
10-03-2011 08:22 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)
Ja czytałam w gazecie, ze 80 % Duńczyków określa się jako ateiści. To by się mniej więcej zgadzało. A te 20-30 % to Polacy i muzułmanie.
Moze być mylące to, ze ochrzczony staje się automatycznie członkiem Folkekirken. A ze im to nie przeszkadza, to nie wystepuja. Dlatego można pewnie się spotkać z danymi, ze jakiś procent ludności należy do kościoła. Ale należy, a nie wyznaje wiarę.
A chrzest to taki folklor.
Rigoletto (3891 punktów)
>Ja czytałam w gazecie, ze 80 % Duńczyków określa się jako ateiści. To by się mniej więcej zgadzało. A te 20-30 % to Polacy i muzułmanie.

91% mieszkańców Danii to Duńczycy.

Jeśli chodzi o wiarę Duńczyków - z badań "Average Intelligence Predicts Atheism Rates across 137 Nations" pod którymi podpisał się Richard Lynn, John Harvey i Helmuth Nyborg z 2008 roku (sem.jogger(*)i-rasa-badania-nad-wiara-i-iq/), wynika, że w Danii jest 52% wierzących. Gdzie im tam do najbardziej ateistycznego Wietnamu (19% wierzących).
10-03-2011 10:10 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

> w Danii jest 52% wierzących.
Mylisz ludzi wierzacych z czlonkami Folkekirken. Oni jak sa ochrzczeni, to sa czlonkami. Tutaj kosciol nie dal im tak w kosc jak w Polsce,to nie czuja przymusu wystapienia. A chrzczone sa nawet dzieci niewierzacych- taka ceremonia. Ale to juz zadkosc. Moge sie zgodzic na te ok, 50 % ochrzczonych- malo kto z nich wierzy.I sa to ludzie starsi.
Jeżeli 91% mieszkańców Danii to Duńczycy, to skąd ta panika z powodu islamizacji i wymierania rdzennych Europejczyków?
Moim zdaniem emigrantów, zwłaszcza Polaków jest więcej- dużo nielegalnych.
Rigoletto (3891 punktów)
>> w Danii jest 52% wierzących.
>Mylisz ludzi wierzacych z czlonkami Folkekirken.
>Ale to juz zadkosc. Moge sie zgodzic na te ok, 50 % ochrzczonych- malo kto z nich wierzy.

No cóż, ja mam większe zaufanie do badań naukowych, niż do forumowych intuicji, takich jak to powyżej.

>Jeżeli 91% mieszkańców Danii to Duńczycy, to skąd ta panika z powodu islamizacji i wymierania rdzennych Europejczyków?
>Moim zdaniem emigrantów, zwłaszcza Polaków jest więcej- dużo nielegalnych.

Grunt to mieć swoje zdanie, niezależnie od faktów...
10-03-2011 18:50 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)

>No cóż, ja mam większe zaufanie do badań naukowych, niż do forumowych intuicji, takich jak to powyżej.
A czy zauważyłeś, ze ta tabela, która podaje Maruda, określa liczbę wierzących na 30% To jest zbliżone do tego, co ja podaje. Prawdopodobnie korzystasz z wynikow "badan" finansowanych przez instytucje chrześcijańskie. Albo w ankiecie pytano o przynależność, to każdy podał Folkekirken. Nawet jeżeli chrzest był jego jedynym kontaktem z religia.
>Grunt to mieć swoje zdanie, niezależnie od faktów...
Jest teraz na Racjonaliście bardzo ładny artykuł o homeopatii. Widocznie ta religijność Duńczyków to jak substancja czynna w lekach homeopatycznych. Nie widać jej, nie da się jej stwierdzić naukowo, a mimo to istnieje....
Ja te 80 % wyczytałam w Næstved Bladet.
Rigoletto (3891 punktów)
>>No cóż, ja mam większe zaufanie do badań naukowych, niż do forumowych intuicji, takich jak to powyżej.
>A czy zauważyłeś, ze ta tabela, która podaje Maruda, określa liczbę wierzących na 30% To jest zbliżone do tego, co ja podaje. Prawdopodobnie korzystasz z wynikow "badan" finansowanych przez instytucje chrześcijańskie.

Jest wręcz przeciwnie. Przeczytaj artykuł do którego podałem adres, w którym podano te dane. Na jego podstawie wyciągnięto wnioski, że im mniejsza średnia ilość ludzi wierzących tym większe średnie IQ, danej populacji...

>Albo w ankiecie pytano o przynależność, to każdy podał Folkekirken. Nawet jeżeli chrzest był jego jedynym kontaktem z religia.

No więc właśnie. Trzeba by znać metodologie obydwu badań.

>>Grunt to mieć swoje zdanie, niezależnie od faktów...
>Jest teraz na Racjonaliście bardzo ładny artykuł o homeopatii. Widocznie ta religijność Duńczyków to jak substancja czynna w lekach homeopatycznych. Nie widać jej, nie da się jej stwierdzić naukowo, a mimo to istnieje...

No to po co ci Duńczycy uprawiają ten folklor? Skąd się biorą duchowni w Folkekirken?
Jak urządzają chrzest to co śpiewają w kościele, psalmy czy piosenki Freddie'go Mercury'ego?
Ja też znam "ateistów", którzy niby w Boga nie wierzą, ale jak się z nimi porozmawia o ich poglądach na rzeczywistość, to się okazuje, że "jest jakieś przeznaczenie", "w sumie to chyba coś jest (Bóg), ale na pewno nie to co mówią księża", "w sumie to bym mógł wierzyć, tylko jakby religia była inna"...
Każdy człowiek jest inny i trudno to wychwycić nawet w najlepszych badaniach socjologicznych.
11-03-2011 18:24 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)

>Jest wręcz przeciwnie. Przeczytaj artykuł do którego podałem adres, w którym podano te dane. Na jego podstawie wyciągnięto wnioski, że im mniejsza średnia ilość ludzi wierzących tym większe średnie IQ, danej populacji...
Nie podałeś linka do badan, tylko blogu kogoś mundrego. Podaje jakieś wyrwane z kontekstu dane, pewnie te, które mu pasują. A te 58% wierzących Holendrów i Niemców to mnie rozłożyło zupełnie....
>No to po co ci Duńczycy uprawiają ten folklor? Skąd się biorą duchowni w Folkekirken?
>Jak urządzają chrzest to co śpiewają w kościele, psalmy czy piosenki Freddie'go Mercury'ego
www.youtube.com/watch?v=gqLIdM-e6j4
11-03-2011 21:34 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Nie podałeś linka do badan, tylko blogu kogoś mundrego. Podaje jakieś wyrwane z kontekstu dane, pewnie te, które mu pasują. A te 58% wierzących Holendrów i Niemców to mnie rozłożyło zupełnie....

A przeczytałaś co ten "mundry" napisał? Pokazuje dane, w celu dokopania wierzącym.
Proszę bardzo, jeszcze coś innego:
en.wikipedia.org/wiki/Demographics_of_atheism

Z tego wynika, że wierzących w Boga jest 31% Duńczyków, wierzących w "cóś" jest 49% a prawdziwych ateistów jest 19%.
12-03-2011 08:23 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
Kazdy w coś tam wierzy. Jakbyś się mnie spytał, zwłaszcza z zaskoczenia, czy wierze w "ducha człowieka" czy "dobro" to odpowiedziała bym twierdząco.
Wikipedia nie jest dla mnie autorytetem. Kiedyś w jakiejś dyskusji ktoś stwierdził, ze świnie się nie pocą. Powoływał się na wiki, sprawdziłam, rzeczywiście podawała, ze świnie nie maja gruczołów potowych. Bydło tez nie...
10-03-2011 18:54 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)
Chyba nie myślisz, ze ludzie pracujący tu na czarno są ujmowani w statystykach? Ale to oni robią tłum w polskich kościołach, np, w Odense.
Rigoletto (3891 punktów)
>Chyba nie myślisz, ze ludzie pracujący tu na czarno są ujmowani w statystykach?

Skoro nie są ujmowani w statystykach, które badają przynależność etniczną, to również nie są ujmowani w statystykach dotyczących przynależności światopoglądowej.

>Ale to oni robią tłum w polskich kościołach, np, w Odense.

A kto ma robić w Danii tłum w kościele katolickim? Protestanccy Duńczycy?
11-03-2011 18:30 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
>>Chyba nie myślisz, ze ludzie pracujący tu na czarno są ujmowani w statystykach?
A myślisz, ze ankietujący pytali o pozwolenie z Statsforvaltningen?
Zresztą jeszcze raz-podałeś link do jakiegoś bloga, nie do wyników badan, ten ktoś podaje jakieś wyrwane z kontekstu dane. Znajdź wyniki badan, dla mnie mogą być po angielsku lub duńsku. Wtedy porozmawiamy.
Rigoletto (3891 punktów)
>Zresztą jeszcze raz-podałeś link do jakiegoś bloga, nie do wyników badan, ten ktoś podaje jakieś wyrwane z kontekstu dane. Znajdź wyniki badan, dla mnie mogą być po angielsku lub duńsku.

Jest link do tych badań, ale udostępnienie jest za 31$ .
Rigoletto (3891 punktów)
12-03-2011 09:15 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
>O, jest:
>www.scribd(*)heism-rates-across-137-nations
Wiesz, przez ciekawość poczytałam sobie trochę o prof. Nyborgu. Bardzo interesująca postać. Ma raczej dobra prasę w Stanach, w Danii wręcz uważany za mistyfikatora.
Rektor go broni, bo dzięki niemu Århus Universitet jest znany w Stanach. Na takich pewnie uczelniach, jak Kent Hovind ukończył.
Napisze więcej, jak nad tym popracuje, bo potraktuje to jako ćwiczenie językowe.
12-03-2011 09:27 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
I jeszcze odpowiem na pytanie, skąd się biorą pastorzy w Danii. Pytanie chyba retoryczne? Pewna, dobrze płatna państwowa fucha, nic specjalnie nie trzeba umieć, odpowiedzialność zerowa. Jakbym miała choć trochę zdolności do udawania, sama bym się o nią starała...
Rigoletto (3891 punktów)
>I jeszcze odpowiem na pytanie, skąd się biorą pastorzy w Danii. Pytanie chyba retoryczne? Pewna, dobrze płatna państwowa fucha, nic specjalnie nie trzeba umieć, odpowiedzialność zerowa.

No i znowu tak samo jak u nas. Jak te kraje europejskie są do siebie podobne.
10-03-2011 08:01 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)
Nie wiem z jakich źródeł korzystasz. Ja w Szwecji byłam tylko kilka miesięcy, nie spotkałam ani jednej osoby wierzącej.
Ale lepiej znam Danie. Nie spotkałam nikogo wierzącego. W żadnym domu nie widziałam żadnych symboli religijnych. Na bazarkach, owszem, spotkasz religijne obrazy. Są sprzedawane na tej samej zasadzie jak stare kołowrotki- nikt nie zamierza na nich prząść. Nie widziałam ludzi chodzących do kościoła. Niedawno kręciłam się kilka godzin wokół kościołka.Bo obok jest zamek i zabytkowy park. Niedziela, kolo południa. Nie widziałam ani jednej osoby, ani jednego samochodu. A jest to jedyny kościół na Olstrup. Nawet nie wiem, czy otwarty. Inne przykłady- szkoła jogi w kościele, czy napis "Til salg"- na sprzedaż.
Duńczycy traktują niedziele jak sobotę- to jest weekend, dzień wolny od pracy zawodowej. Ale można go wykorzystać na skopanie ogródka czy pomalowanie garażu.
Nie ma rozdziału kościoła od państwa- bo Folkekirken jest zależny od państwa. Pastorzy pobierają pensje od Skatu. Dlatego kościół zna swoje miejsce- jakby zaczęli, tak jak w Polsce z in vitro i aborcją, to by długo nie popracowali. Zresztą sami wierni by im dali popalić. Nawet sama nazwa -kościół ludowy, wskazuje, kto dla kogo jest.
Tu kościół był zawsze, jak określają sami Duńczycy, żeby ochrzcić, pożenić, pogrzebać. Ot, taki folklor.
Musze za to pochwalić te "pozostałości" kościoła. Bo, w odróżnieniu od Polski, prowadzą intensywną dobroczynność. Dlatego nawet niewierzący włączają się w tą działalność.
Tutaj do kościoła chodzą emigranci, głownie Polacy. Emigranci popełniają tez większość przestępstw. Ale jeszcze zostawia się domy otwarte pod nieobecność mieszkańców, samochody z kluczykami w stacyjce, rowery bez zabezpieczenia. Uwaga, rowery maja wybite nr, rejestracyjne, jak samochody. Wiec jak leży pozornie bezpański rower, nawet w środku pola, to ma właściciela. Chociaż przedsiębiorczy rodacy powywozili np, rowery miejskie z Århus do Polski. A u nas nikt sobie numerami głowy nie zawraca.
Ja uważam, ze dobre funkcjonowanie tego społeczeństwa ma źródło w dominującym ateizmie. Chcesz na ten temat podyskutować?
Nie uważam, ze jest to społeczeństwo idealne. Ale nie da się ukryć, ze najlepsze, jakie udało mi się spotkać.
10-03-2011 08:57 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>Tu kościół był zawsze, jak określają sami Duńczycy, żeby ochrzcić, pożenić, pogrzebać. Ot, taki folklor.

No to zupełnie jak u nas.
Rigoletto (3891 punktów)
>Nie wiem z jakich źródeł korzystasz. Ja w Szwecji byłam tylko kilka miesięcy, nie spotkałam ani jednej osoby Uwaga, rowery maja wybite nr, rejestracyjne, jak samochody. Wiec jak leży pozornie bezpański rower, nawet w środku pola, to ma właściciela.

Za to w Oslo kradną rowery na potęgę.

>Chociaż przedsiębiorczy rodacy powywozili np, rowery miejskie z Århus do Polski. A u nas nikt sobie numerami głowy nie zawraca.
>Ja uważam, ze dobre funkcjonowanie tego społeczeństwa ma źródło w dominującym ateizmie. Chcesz na ten temat podyskutować?

A ja myślę, że bez fundamentu etyki protestanckiej nici byłyby z tego "dobrego" funkcjonowania.
10-03-2011 09:52 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Za to w Oslo kradną rowery na potęgę.
Aż tylu tam Polaków?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Za to w Oslo kradną rowery na potęgę.
>Aż tylu tam Polaków?

Ale to już na poważnie. Z tego co opowiadał mi kiedyś pewien dziennikarz, mieszkający kilka lat w Norwegii, panuje tam dziwna plaga kradzieży rowerów. I nie jest to związane z Polakami. Ten dziennikarz tłumaczył mi, że dla części Norwegów rowery to coś niczyjego, więc biorą to co w danym momencie jest pod ręką. Niekoniecznie spotyka się to z radością właścicieli rowerów...

P.S. Wczoraj był interesujący artykuł w GW, odnośnie migracji ludności w Polsce. Faktycznie Lubelszczyzna wyludnia się w zastraszającym tempie. Co ciekawe, Podkarpackie rozwija się bardzo dobrze.
09-03-2011 17:43 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)

>To i radzimy, już 2000 tysiące lat... Każdy kolejny wiek, to więcej ofiar a XX w. to chore apogeum...

Masz rację - skoro piszesz, że jest z wieku na wiek coraz gorzej, to wniosek nieunikniony, że winne temu jest chrześcijaństwo, które też od 2000 lat coraz bardziej w świecie się rozszerza... Fajnie, że Ty też to zauważyłeś.

Czyli nauki Jezusa to były "miłe złego początki" - jakie to przykre...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>To i radzimy, już 2000 tysiące lat... Każdy kolejny wiek, to więcej ofiar a XX w. to chore apogeum...
>Masz rację - skoro piszesz, że jest z wieku na wiek coraz gorzej, to wniosek nieunikniony, że winne temu jest chrześcijaństwo, które też od 2000 lat coraz bardziej w świecie się rozszerza... Fajnie, że Ty też to zauważyłeś.
>Czyli nauki Jezusa to były "miłe złego początki" - jakie to przykre...


www.racjonalista.pl/forum.php/s,402869#w402961

   Bycie Chrześcijaninem polega na tym, aby starać się przestrzegać zasad, które podałem w poście z linku, tam też odpowiedziałem na Twój zarzut, zanim go sformułowałeś, bo takiej "standardowej" riposty się dokładnie spodziewałem... Obarczasz chrześcijaństwo winami za to, co zrobili nie-chrześcijanie a tylko osoby, które to deklarowały.
Równie dobrze mógłbyś zrobić publiczną ankietę, w której pytasz:
"-Czy zawsze mówisz prawdę" (tak/nie),
następnie na podstawie odpowiedzi wyłonić grupę mówiącą zawsze prawdę a następnie przyłapać kogoś z niej na kłamstwie i tryumfalnie obwieścić:
"Ci, którzy zawsze mówią prawdę, kłamią!"...

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
10-03-2011 09:00 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,402869#w402961

cytat z powyższego linku: "Problem z głowy, załatwione i zamiecione pod dywan. Tyle, że Owi wielcy oprawcy XX wieku nie dlatego posyłali miliony na śmierć, że jakaś "ateistyczna biblia" tak każe a dlatego, że jeśli(/skoro) Bóg ani sąd ostateczny nie istnieje, to kto mógłby powstrzymać człowieka przed bestialstwem?"

Wiara w Boga i Sąd Ostateczny nie powstrzymywała nigdy chrześcijan od wyrzynania się nawzajem w wojnach religijnych. Po prostu stworzyli sobie wygodne furtki: wystarczy wierzyć w odpuszczenie grzechów i zalety męczeńskiej śmierci w walce o wiarę. Bóg odpuszcza grzechy człowiekowi upadłemu, a nasi przeciwnicy to heretycy - i pozamiatane pod dywan.

> "standardowej" riposty się dokładnie spodziewałem... Obarczasz chrześcijaństwo winami za to, co zrobili nie-chrześcijanie a tylko osoby, które to deklarowały.

Oooo... A któż decyduje, co to znaczy "być chrześcijaninem"? Ty? Czy raczej Kościół Święty - Papież, Biskupi, Ojcowie Kościoła, Lud Boży - wspierani przez Pismo, Tradycję i kierowani przez Ducha Świętego? Zapewniam Cię, że to oni uważają się za Prawdziwych i Jedynych Chrześcijan. Dodatkowo chlubią się ciągłością tradycji od samego Jezusa, Piotra i Pawła i mają na to więcej dowodów niż Ty.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
10-03-2011 13:17 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Oooo... A któż decyduje, co to znaczy "być chrześcijaninem"? Ty? Czy raczej Kościół Święty - Papież, Biskupi, Ojcowie Kościoła, Lud Boży - wspierani przez Pismo, Tradycję i kierowani przez Ducha Świętego? Zapewniam Cię, że to oni uważają się za Prawdziwych i Jedynych Chrześcijan. Dodatkowo chlubią się ciągłością tradycji od samego Jezusa, Piotra i Pawła i mają na to więcej dowodów niż Ty.

   Zdaje się, że założyciel powinien decydować. Jezus jasno powiedział, co to znaczy.
Papież, Biskupi, Ojcowie kościoła i tysiące teologów mają w ręku dokładnie ten sam materiał co ja, czy Ty: Biblię a i tzw. "apokryfy". Jak ktoś twierdzi, że do niego Duch Święty przemawia i nim kieruje (por. dogmaty Katolicyzmu) to to już jest dla mnie podejrzane. Kiedy ten ktoś twierdzi, że "Duch Święty" mu mówi rzeczy, których nie ma w rzeczonej Biblii, zapala mi się "czerwone światełko" (np. "boskość" i "wniebowzięcie" Marii). A kiedy przekonuje mnie, że za odpowiednią sumę mogę sam "wykupić" swoje grzechy a nawet moich zmarłych krewnych (pl.wikipedia.org/wiki/Odpust) , co jawnie zaprzecza przekazowi Jezusa, czy usuwa "nieważne" jego zdaniem przykazania, aby móc budować Bazyliki wielkości Karkonoszy to dla mnie jest zwyczajnym oszustem i nawet jeśli traktować Biblię jako mitologię, to Kościół Katolicki nawet od tej mitologii oddalił się o lata świetlne. Nawet jeśli ten ktoś ma majątek pozwalający żywić całą Afrykę i Azję przez następne 100 lat i prawników którzy śpią na złocie i nawet gdybym żył 500 lat temu i za takie "gadki" wylądował na stosie, to i tak będę nazywał kłamstwo i oszustwo po imieniu a cała Kongregacja może mnie w d.. ehm... zaskarżyć. Kropka.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
10-03-2011 13:43 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>   Zdaje się, że założyciel powinien decydować. Jezus jasno powiedział, co to znaczy.
>Papież, Biskupi, Ojcowie kościoła i tysiące teologów mają w ręku dokładnie ten sam materiał co ja, czy Ty: Biblię a i tzw. "apokryfy".

Nie wiadomo, co Jezus naprawdę powiedział, ani co naprawdę miał na myśli - bo nie pofatygował się, by sam osobiście to zapisać. Zapewne dlatego, że spodziewał się rychłego końca świata i nie planował zbawiać nikogo oprócz Izraela. Tutaj mi się zapala czerwone światełko.

>Jak ktoś twierdzi, że do niego Duch Święty przemawia i nim kieruje (por. dogmaty Katolicyzmu) to to już jest dla mnie podejrzane.

Biblia pełna jest proroków przemawiających w Imieniu Pana, zstępowania Ducha Świętego, głosów z Nieba, osobistych widzeń z aniołami, kierowania konkretnych osób przez Boga lub Ducha Świętego, Św. Paweł też przecież osobiście rozmówił się z Jezusem na drodze do Damaszku itd. Czerwone światełko!

> to i tak będę nazywał kłamstwo i oszustwo po imieniu a cała Kongregacja może mnie w d.. ehm... zaskarżyć. Kropka.

I bardzo dobrze. Jezus też podobno walił prosto z mostu i bezlitośnie, a hierarchię duchowną miał w ehm...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Nie wiadomo, co Jezus naprawdę powiedział, ani co naprawdę miał na myśli - bo nie pofatygował się, by sam osobiście to zapisać. Zapewne dlatego, że spodziewał się rychłego końca świata i nie planował zbawiać nikogo oprócz Izraela. Tutaj mi się zapala czerwone światełko.

"Spodziewał się rychłego końca świata", masz na myśli np. to:

"Mr 9:1-3"
   Przecież zobaczyli, po sześciu dniach... To samo Mat16:28,17:1

>>Nie planował zbawiać nikogo oprócz Izraela
Kazał im najpierw chodzić po Izraelu a później:
"Mt 28:19-20
19. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
20. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
(BT)
"

Cytat:
>Biblia pełna jest proroków przemawiających w Imieniu Pana, zstępowania Ducha Świętego, głosów z Nieba, osobistych widzeń z aniołami, kierowania konkretnych osób przez Boga lub Ducha Świętego, Św. Paweł też przecież osobiście rozmówił się z Jezusem na drodze do Damaszku itd. Czerwone światełko!

   Zgadza się, dlatego zajęło mi wiele lat, zanim zacząłem się skłaniać ku założeniu, że takie "dziwactwa" mogły się rzeczywiście zdarzać przed przyjściem Jezusa i krótko potem. Dlaczego jeśli wtedy to nie teraz? Dla mnie to wynika z rozumienia całokształtu:
"Najpierw pokażę wam co będzie, kiedy będziecie pod "bezpośrednią opieką" (na przykładzie Izraela) a później, co się stanie, jak zaczniecie o wszystkim decydować "sami" " a także i z tego: "To pokolenie żąda znaku ale nie będzie dany żaden znak, oprócz znaku Jonasza".
według mnie ostatnim przekazem "z góry" była apokalipsa Jana.
"Objawienia" z Medziugorie, Fatimy, czy Lourdes, "uzdrawiające kawałki krzyża" i "matki boskie na drzewie", czy "hostie zamieniające się w krew" to dla mnie brednie.

Pozdrawiam.


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
10-03-2011 14:45 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Papież, Biskupi, Ojcowie kościoła i tysiące teologów mają w ręku dokładnie ten sam materiał co ja, czy Ty: Biblię a i tzw. "apokryfy".

Jest tylko jeden punkt widzenia, który w sposób spójny pozwala objaśnić cały materiał biblijny i rozstrzygnąć wszelkie wątpliwości i spory interpretacyjne.

Ten sam punkt widzenia, który tak dobrze sprawdza się przy interpretacji Iliady i Odysei, Koranu i innych dzieł religijnych.

TO JEST LITERATURA. Fabularyzowana fikcja literacka przemieszana z prawdziwymi historiami, poezją i treściami filozoficzno-społecznymi.

Zapewne istnieli ludzie, którzy byli pierwowzorami Achillesa, Agamemnona, Heleny, Hektora, Ozyrysa czy Jezusa, ale żadne z nich nie było synem żadnego boga, a ich cechy zostały ubarwione przez następne pokolenia. Czy dzisiaj ktokolwiek traktuje dzieła Homera jako materiał dowodowy na faktyczne istnienie Apolla, Posejdona czy Zeusa?

Istniała Troja i istniało Betlejem - ale Bogowie Olimpu nie brali udziału w walkach o Troję, a JHWH nie zapłodnił Dziewicy Maryi by urodziła Syna Boga. Mahomet nie wstąpił tak naprawdę razem z koniem do nieba, Mojżesz naprawdę nie rozmawiał z Bogiem, a przymierze Boga z Noem nie miało miejsca, bo Noe nie pływał po wodach potopu w Arce z ZOO na pokładzie.
Jezus pewnie podzielił się chlebem i winem z uczniami, bo przecież akurat jedli kolację. Ale to był po prostu chleb, nie mistyczne ciało Zbawiciela. itd.

A że taka literatura świetnie nadawała się do kierowania masami ludzkimi, co zawsze jest potrzebne? Grecy przez tysiące lat czcili bogów Olimpu, Żydzi JHWH, Muzułmanie, Hindusi, Indianie, Asyryjczycy itd. swoich bogów... Wypadałoby nauczyć się czegoś od historii.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
11-03-2011 12:40 
 Ocena 3 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>TO JEST LITERATURA. Fabularyzowana fikcja literacka przemieszana z prawdziwymi historiami, poezją i treściami filozoficzno-społecznymi.

   Zgadzam się. I pod takim kątem chcę ją analizować. Tu muszę docenić Twój szacunek dla argumentów i korzystanie z nich w dyskusji. Mimo nazwy forum, dość rzadko to się zdarza, królują "ataki na chochoła" (pl.wikipedia.org/wiki/Sofizmat_rozszerzenia) albo udawanie, że się nie rozumie o co chodzi. Z chęcią bym sobie podyskutował o takich sprawach, bo jak mógłbym kształtować swój światopogląd, jeśli tutaj: "Nie chce mi się gadać o mitologii" a na katolik.pl: "Spadaj heretyku, ty się nie znasz bo ksionc wie lepiej...". Może być i w "bazgrołach" ale może w tym wątku dajmy już spokój, bo nie chcę go zaśmiecać rozmówkami nie na temat ani "epatować cytatami z bajek" I tak już nadużywam cierpliwości autora wątku, za co przepraszam.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-03-2011 18:18 
 Ocena 4 na 4
Rafaela (2059 punktów)
>"Jeśli Boga nie ma - to wszystko wolno..."
A jeśli bóg jest to co? To można mniej czy jeszcze więcej wolno?
A dzisiejszy terroryzm - zabijanie ludzi w imię boga? Dżihad, do którego chłopcy od najmłodszych lat przygotowywani są, by w atakach samobójczych ginąć innych jednocześnie mordując - niewinnych - właśnie w imię boga. A atak na WTC? Za mało ofiar? A może to ateiści dokonali, bo religijni nie mogliby tego zrobić, gdyż boją się boga. Cóż to za postawa, gdy trzeba bać się boga, aby być dobrym? Czy zatem można zrozumieć czym jest zło, czy raczej należy przyjąć na wiarę czym ono jest?
Nie do uwierzenia, że dzisiaj można myśleć takimi kategoriami. A może dlatego tak trudno zrozumieć, że ateista może być prawym człowiekiem skoro niczego/nikogo nie boi się.

>Stalin miał siłę, władzę, lubił zadawać innym cierpienie i był przekonany, że nigdy i przed nikim za to nie odpowie.
Stalin zabijał, bo był złym człowiekiem, bo był zbrodniarzem, a nie dlatego, iż uznał, że jak w boga nie będzie wierzył, to znaczy, że go nie ma i tym samym nie musi niczego się bać i może bezkarnie zabijać. Absurd! To jest dopiero wygodna interpretacja!

>Nie ma Boga, to nie ma sądu ani odpowiedzialności, nie ma prawodawcy, więc nie istnieją absolutne zasady moralne a wszystko, co nazywamy "dobrem", jest kwestią umowną i relatywną. Wystarczy wtedy uzasadnić fizyczną eksterminację całych narodów "dobrem grupy", czyli np. "Wielkich Niemiec" albo "klasy robotniczej" i trudno wręcz odmówić "logiki" takim wywodom.
Nie tylko zdrowy rozsadek nie pozwala na takie uproszczenie. Nie wyobrażam sobie uznać jakiejkolwiek zbrodni/mordu, która nie jest dokonana w obronie własnej czy w obronie najbliższych, za coś co można uzasadnić/usprawiedliwić, a już na pewno zbrodni eksterminacji.

Trudno obwiniać za zło ludzi nie wierzących w tym ateistów, których na świecie jest 500-750 milionów, w Polsce szacuje się 3-6% ateistów, przy następującej strukturze na świecie:
chrześcijaństwo - 33.7%
islam - 19.2%
hinduizm - 13.6%
buddyzm - 5.7%
religie pierwotne i ateizm - 18%
inne - 9.8%



*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>A jeśli bóg jest to co? To można mniej czy jeszcze więcej wolno?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,402869#w402961
W drugiej części postu napisałem, co wolno.

Cytat:
>A dzisiejszy terroryzm - zabijanie ludzi w imię boga? Dżihad, do którego chłopcy od najmłodszych lat przygotowywani są, by w atakach samobójczych ginąć innych jednocześnie mordując - niewinnych - właśnie w imię boga. A atak na WTC? Za mało ofiar? A może to ateiści dokonali, bo religijni nie mogliby tego zrobić, gdyż boją się boga.

   Chrześcijanie nie mogliby tego zrobić, "religijni" i owszem. Jak ktoś zamorduje Twoją sąsiadkę i powie, że Ty mu kazałaś, to to Twoja wina??? Dziwne.

Cytat:
Cóż to za postawa, gdy trzeba bać się boga, aby być dobrym? Czy zatem można zrozumieć czym jest zło, czy raczej należy przyjąć na wiarę czym ono jest?

   A wzięłaś pod uwagę, że niektórzy chcą być dobrzy aby zbliżyć się do doskonałości, z szacunku a nie ze strachu?

Cytat:
>Nie do uwierzenia, że dzisiaj można myśleć takimi kategoriami. A może dlatego tak trudno zrozumieć, że ateista może być prawym człowiekiem skoro niczego/nikogo nie boi się.

   W którym miejscu napisałem, że ateista nie może być prawym człowiekiem? Nie może co prawda jednoznacznie określić co to "prawość" bo to przecież kwestia umowy... ale to zupełnie inna kwestia.

Cytat:
>Stalin zabijał, bo był złym człowiekiem, bo był zbrodniarzem, a nie dlatego, iż uznał, że jak w boga nie będzie wierzył, to znaczy, że go nie ma i tym samym nie musi niczego się bać i może bezkarnie zabijać. Absurd! To jest dopiero wygodna interpretacja!


   Jeśli jutro zawieszonoby pracę sądów i policji pozwalając na dowolne zachowanie to drastycznie wzrosłaby liczba przestępstw. Uważasz to rozumowanie za "Absurd!" ???
Przejedź się do Somalii.

Cytat:
>Nie tylko zdrowy rozsadek nie pozwala na takie uproszczenie. Nie wyobrażam sobie uznać jakiejkolwiek zbrodni/mordu, która nie jest dokonana w obronie własnej czy w obronie najbliższych, za coś co można uzasadnić/usprawiedliwić, a już na pewno zbrodni eksterminacji.

   Tobie nie pozwala, Stalinowi pozwalał. Tak sobie przyjął. A dlaczego w sumie miałby tak nie przyjmować? Przecież jeśli nie ma Boga to dlaczego miałby posłuchać Ciebie i zaprzestać swoich zbrodniczych zamierzeń, przecież miał wielką armię i był silniejszy, co mogłabyś mu zrobić? Przecież jeśli jesteś ateistką, wierzysz, że Twoje pojęcie sprawiedliwości jest wynikiem reakcji chemicznych w Twoim organizmie które zachodzą dzięki doborowi naturalnemu, faworyzującemu przetrwanie najlepiej dostosowanych. Dlaczego więc poglądy Stalina miałyby być "gorsze" ? Jeśli on zabiłby Twoją rodzinę, to przecież zapewniłby lepsze warunki do przetrwania dla swojego potomstwa... Więcej przestrzeni życiowej, zasobów itd. Ot, paradoks.

Cytat:
>Trudno obwiniać za zło ludzi nie wierzących w tym ateistów, których na świecie jest 500-750 milionów, w Polsce szacuje się 3-6% ateistów, przy następującej strukturze na świecie:

   Przytocz mi moje zdanie z któregokolwiek postu jaki napisałem, gdzie obwiniam za zło "niewierzących" jako grupę. Mówię o konkretnych ludziach (Stalin,Mao itd. ) oraz o implikacjach płynących z przyjęcia światopoglądu ateistycznego. O ile sobie przypominam NIGDY nie użyłem sformułowania "ateiści są źli", więc nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
10-03-2011 13:14 
 Ocena 4 na 4
Rafaela (2059 punktów)
>W drugiej części postu napisałem, co wolno.
A ja mam swoje zdanie.

>   Chrześcijanie nie mogliby tego zrobić, "religijni" i owszem.
To znaczy, że oni czyniąc dobro/zło w imię boga, nie zbliżają się do doskonałości?

>Jak ktoś zamorduje Twoją sąsiadkę i powie, że Ty mu kazałaś, to to Twoja wina??? Dziwne.
Nie dziwne. Samo słowo nie czyni mnie winną. Jeśli okazałoby się, iż podżegałam do zbrodni, to zostanę skazana tak jak za sprawstwo, natomiast jeśli nie miałam żadnego związku z tą zbrodnią, to sąd nie uzna mnie za winną na podstawie tego, że ktoś to stwierdził - bez dowodów.

>   A wzięłaś pod uwagę, że niektórzy chcą być dobrzy aby zbliżyć się do doskonałości, z szacunku a nie ze strachu?
Dokładnie to wzięłam pod uwagę formułując pytanie. Nie wyobrażam sobie, by budować szacunek na strachu. Wiara bez strachu nie istnieje. Ludzie wierzący zrobią wszystko, by kary, paradoksalnie, nie ponieść.

>   W którym miejscu napisałem, że ateista nie może być prawym człowiekiem? Nie może co prawda jednoznacznie określić co to "prawość" bo to przecież kwestia umowy... ale to zupełnie inna kwestia.
Nie musiałeś pisać, bo rozmowa nie polega na powtarzaniu i cytowaniu, lecz także na własnych wypowiedziach, do których inspiruje interlokutor.

>   Jeśli jutro zawieszonoby pracę sądów i policji pozwalając na dowolne zachowanie to drastycznie wzrosłaby liczba przestępstw. Uważasz to rozumowanie za "Absurd!" ???
Tak, sam pomysł zawieszenia działalności sądów i policji nie z powodu jakiegoś widzimisię, a nie działań np. wojennych, które rządzą się zupełnie innymi prawami - uważam za absurdalny.

>Przejedź się do Somalii.
Somalia to kraj wyznaniowy, w którym 99,5% stanowią muzułmanie. Oficjalnie obowiązuje wolność wyznania, ale mniejszości religijne są prześladowane. Nie ma tam ateistów, wiec nie oni odpowiadają za zbrodnie. To kraj pogrążony w chaosie, do którego doprowadziła 20-letnia wojna domowa. Dodam, iż w 1970 roku kraj ten stał się socjalistyczny i w tym ustroju trwał 7 lat. Dużą część kraju znajduje się pod wpływem fundamentalistów powiązanych z Al-Kaidą, która jak wszyscy wiedzą czyni 'dobro' w imię boga, co ma zbliżać jej członków do doskonałości.

>   Tobie nie pozwala, Stalinowi pozwalał. Tak sobie przyjął. A dlaczego w sumie miałby tak nie przyjmować? Przecież jeśli nie ma Boga to dlaczego miałby posłuchać Ciebie i zaprzestać swoich zbrodniczych zamierzeń, przecież miał wielką armię i był silniejszy, co mogłabyś mu zrobić?
Jeśli jest bóg to dlaczego taka kanalia jak Ante Pavelić, katolicki faszysta - nie bał się boga i mordował? To jest wg Ciebie zbliżenie do doskonałości? Arcybiskup Alojzije Stepinac widział w przemianach kraju pod jego rządami 'rękę boga'! Od papieża Piusa XII otrzymał błogosławieństwo. Z Hitlerem omawiał program wysiedlania Serbów, by ich miejsce mogli zając Chorwaci i Słoweńcy z terenów III Rzeszy. Do końca wojny realizował politykę ludobójstwa wobec mniejszości religijnych i narodowych. Reżim Ustaszów Pavelića uznany został za najbardziej morderczy w okupowanej Europie. Czy on swoimi 'dobrymi' czynami zbliżył się do doskonałości? Czy masowe mordowanie prawosławnych Serbów, Żydów, Cyganów zbliża morderców do boga, zwłaszcza, że ostatnie ogniwo miedzy bogiem a ludźmi czyli papież takie bestialstwo popierał? Przeczytaj jakie metody były stosowane, bo trudno jest o nich pisać.
Żli ludzie mogą wierzyć w boga, tak samo jak dobrzy mogą w niego nie wierzyć, bo nie trzeba bać się, by dobrym być.

>Przecież jeśli jesteś ateistką, wierzysz, że Twoje pojęcie sprawiedliwości jest wynikiem reakcji chemicznych w Twoim organizmie które zachodzą dzięki doborowi naturalnemu, faworyzującemu przetrwanie najlepiej dostosowanych.
Możesz w tej kwestii mówić tylko za siebie - za mnie nie, nawet, albo zwłaszcza, że jestem ateistką. Sprawiedliwość wg mnie wymaga tej samej miary moralnej dla mnie i innych ludzi oraz stosowania w relacjach z innymi wyznawanych przez siebie zasad etycznych.

>O ile sobie przypominam NIGDY nie użyłem sformułowania "ateiści są źli", więc nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz.
Mam prawo do wysnuwania własnych wniosków, a do takiego doszłam po Twoich wypowiedziach.

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
09-03-2011 20:15 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>religie pierwotne i ateizm - 18%

A to dobre. Ateistów zrównali z Papuasami.
10-03-2011 10:15 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Proszę zestawić to:
************************************************
>Problem z głowy, załatwione i zamiecione pod dywan. Tyle, że Owi wielcy oprawcy XX wieku nie dlatego posyłali miliony na śmierć, że jakaś "ateistyczna biblia" tak każe a dlatego, że jeśli(/skoro) Bóg ani sąd ostateczny nie istnieje, to kto mógłby powstrzymać człowieka przed bestialstwem?
>Stalin miał siłę, władzę, lubił zadawać innym cierpienie i był przekonany, że nigdy i przed nikim za to nie odpowie. Dlaczego miałby się powstrzymywać przed zadawaniem tortur? Z przyjęcia światopoglądu ateistycznego płynie wiele implikacji .
>Nie ma Boga, to nie ma sądu ani odpowiedzialności, nie ma prawodawcy, więc nie istnieją absolutne zasady moralne a wszystko, co nazywamy "dobrem", jest kwestią umowną i relatywną.
>Wystarczy wtedy uzasadnić fizyczną eksterminację całych narodów "dobrem grupy", czyli np. "Wielkich Niemiec" albo "klasy robotniczej" i trudno wręcz odmówić "logiki" takim wywodom.

Z tym:
*************************************************
>Jak więc można mówić, że ta konkretna religia jest przyczyną wojen, palenia na stosach, zabójstw "w imię Boga", itd. powołując się na przykłady ludzi i grup, które sprzeniewierzają się jej podstawowym założeniom? Jeśli jakiś Papież uwierzył, że może łamać przykazania, i w pewnych warunkach kazać palić ludzi na stosach bo "Bóg mu pozwolił", to to świadczy o "złym chrześcijaństwie, czy raczej o bujnej wyobraźni i żądzy władzy rzeczonego Papieża?
>Każdy kto świadomie popełnia zabójstwo udowadnia, że odrzuca wartości chrześcijańskie niezależnie od tego, czy twierdzi, że "Bóg mu kazał" ale taka deklaracja wystarczy, żeby obarczyć winą samą religię...
______________________________________________________________________________

Dla mnie to dosyć typowy przykład "chrześcijańskiego obiektywizmu" i możliwości zrozumienia przez przekonanego fideistę przekonania ateistycznego.

Jak dla mnie to wcale nie dziwne, ale wprost typowe.

@@@
.
setarkos (10757 punktów)
>.. zbrodni ateizmu
Należy zatem w trybie pilnym wpisać ZAKAZ ateizmu do wszystkich konstytucji cywilizowanego świata!
>.. ofiar stalinizmu, maoizmu czy Czerwonych Khmerów w Kambodży. Bardzo pobieżnie przeglądałem..
Zdaje się, że Dżugaszwili pobierał nauki w szkole parafialnej a potem w seminarium - może tam przesiąkł zbrodniczymi inklinacjami.. Doprawdy nie wiem .. życiorysy świrów znam tylko pobieżnie.

Pozdrawiam
Rigoletto (3891 punktów)
>Zdaje się, że Dżugaszwili pobierał nauki w szkole parafialnej a potem w seminarium - może tam przesiąkł zbrodniczymi inklinacjami..

No i czy nie lepiej byłoby gdyby został popem? Czasem szkoda, że ktoś nie jest wierzący...
09-03-2011 16:04 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
>No i czy nie lepiej byłoby gdyby został popem? Czasem szkoda, że ktoś nie jest wierzący...

Ach... ale jaki to byłby pop, przyćmiłby nawet samego papieża...
piotao (913 punktów)
> Czy są może jakieś szersze opracowania pisane z racjonalnego punktu widzenia, naświetlające to zagadnienie?

Dlaczego Hodża dostał minusy?

pio


-pio-
09-03-2011 16:08 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)
>Dlaczego Hodża dostał minusy?

Na tym forum szerzenie wiary, przez niektórych może zostać uznane za szerzenie ciemnoty.

Osobiście nie wstawiłem mu minusa. Mam dobry humor dzisiaj.
09-03-2011 16:53 
 Ocena 4 na 4
rysiek (4593 punktów)
>Dlaczego Hodża dostał minusy?
Może za pytanie w stylu: Jaka jest najbardziej zbrodnicza idea, i dlaczego właśnie ateizm?
10-03-2011 09:15 
 Ocena 1 na 1
piotao (913 punktów)
>>Dlaczego Hodża dostał minusy?
>Może za pytanie w stylu: Jaka jest najbardziej zbrodnicza idea, i dlaczego właśnie ateizm?

A, teraz rozumiem. Czyli za pytanie w stylu "Kto był Twoim idolem i dlaczego Lenin". OK
Czytając jego post miałem wrażenie że nie twierdził powyższego kategorycznie, tylko w miarę sensownie przedstawił swoje obserwacje i zapytał o ich interpretację. Bardzo naukowe podejście i mi osobiście podobało się jasne postawienie sprawy. Nie odebrałem tego jako ataku na ateizm (mam w sumie w nosie co inni myślą o ateizmie - mam swój własny, indywidualny)



-pio-
Hodża (11172 punktów)
>>>Dlaczego Hodża dostał minusy?
>>Może za pytanie w stylu: Jaka jest najbardziej zbrodnicza idea, i dlaczego właśnie ateizm?
>A, teraz rozumiem. Czyli za pytanie w stylu "Kto był Twoim idolem i dlaczego Lenin". OK
>Czytając jego post miałem wrażenie że nie twierdził powyższego kategorycznie, tylko w miarę sensownie przedstawił swoje obserwacje i zapytał o ich interpretację. Bardzo naukowe podejście i mi osobiście podobało się jasne postawienie sprawy. Nie odebrałem tego jako ataku na ateizm (mam w sumie w nosie co inni myślą o ateizmie - mam swój własny, indywidualny)
>
-pio-


Dziękuję za wyłożenie moich intencji, zdawałem sobie sprawę, że może to być przez "przewrażliwionych" odczytane za podstępne szerzenie wątpliwych poglądów . Doskonale wiem, że zamiast słowa "ateizm" mógłbym napisać "religia", ale to by nie wywołało tak ciekawej dyskusji. Przyznaję, trochę sprowokowałem
Kuba Śruba (3184 punktów)
>(...) skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak
>niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu,
Ojtam ojtam, ateizm uśmiercił przede wszystkim byty nadprzyrodzone, oczywiście jest to tez pewna strata, ale porównywalna jedynie z dramatyzmem ostatniego odcinka "Dynastii"


Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru. - R. A. Wilson
jederman (173 punktów)
>w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak niewyobrażalnych spustoszeń ... itd.

Dyskutanci dość jednomyślnie odpowiadali w takim oto stylu: to nie ateizm jako taki do tego doprowadził, tylko jego szczególne ucieleśnienia. Nie można w tych kategoriach oceniać ateizmu, bo ateizm to tylko pogląd o nieistnieniu bogów.

Ciekaw jestem, co ci dyskutanci powiedzą o takim oto tekście (napisanym kiedyś przez jednego z tutejszych forumowiczów i całkiem wysoko, pozytywnie ocenionym na forum):

Cytat:
Potem zacząłem się zastanawiać - co religia przyniosła ludzkości? Zobaczyłem koszmar - masowe morderstwa, tłumienie wszelkiej inności, pazerność i pychę kapłaństwa, przekonanie o własnej nieomylności. Religia jest jak rak - jak nie usunie się jej z organizmu to będzie się rozrastał bez opamiętania.


Akceptujecie? Ateizm jako taki do niczego nie doprowadził, ale religia jako taka - a nie tylko jej specyficzne formy - i owszem? Naprawdę ciekaw jestem odpowiedzi. Odrzucacie obie rzeczy, czy nie? Co jakby ktoś napisał:

Potem zacząłem się zastanawiać - co ateizm przyniósł ludzkości? Zobaczyłem koszmar - masowe morderstwa, tłumienie wszelkiej inności, pazerność i pychę funkcjonariuszy, przekonanie o własnej nieomylności. Ateizm jest jak rak - jak nie usunie się jej z organizmu to będzie się rozrastał bez opamiętania.

Pierwsze Kali chwalić, drugie Kali ganić? A może nie? Chętnie jutro poczytam co napiszecie.

Pozdrawiam wszystkich

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
09-03-2011 20:19 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Akceptujecie? Ateizm jako taki do niczego nie doprowadził, ale religia jako taka - a nie tylko jej specyficzne formy - i owszem? Naprawdę ciekaw jestem odpowiedzi. Odrzucacie obie rzeczy, czy nie?

Powtórzę się. Ateizm, teizm nie ma znaczenia. Każda ideologia może posłużyć do usprawiedliwienia zbrodni.
09-03-2011 20:26 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
>Ciekaw jestem, co ci dyskutanci powiedzą (...)
No cóż, choćby z powodu który wymieniłeś:
>(...) ateizm to tylko pogląd o nieistnieniu bogów.
Twoja analogia jest po prostu nietrafna.
A żeby nie mnożyć bytów ponad konieczność, przeczytaj uważnie wypowiedzi powyżej.
10-03-2011 09:29 
 Ocena 2 na 2
piotao (913 punktów)
> Cytat:
Potem zacząłem się zastanawiać - co religia przyniosła ludzkości? Zobaczyłem koszmar - masowe morderstwa, tłumienie wszelkiej inności, pazerność i pychę kapłaństwa, przekonanie o własnej nieomylności. Religia jest jak rak - jak nie usunie się jej z organizmu to będzie się rozrastał bez opamiętania.


A czy to nie jest jakoś tak, że wszystko jedno, co wyznaje lub myśli osoba, która robi źle innym? Jak widać z powyższej burzliwej dyskusji, są tacy, którzy twierdzą że religia to oś zła, i są tacy, którzy uważają, że ateizm to brak moralności i generator złych zachowań.

Myślę, że trochę patrzymy od tyłu jakby na fakt, że ktoś wprowadza zbrodniczy system. Stalin, Hitler i cała grupka niechlubnie zasłużonych wybrańców wyznawała lub identyfikowała się z przeróżnymi 'formacjami', od ateizmu po najbardziej ortodoksyjne i chore systemy religijne. Niemniej zło zrobione przez nich było realne i dotknęło masy ludzi o zróżnicowanych przekonaniach. Czy jest zatem sens w ogóle roztrząsać to, w co kto wierzy, skoro jak widać skutki nie wykazują sensownych korelacji z przekonaniami? Ktoś powyżej powiedział, że każdy system można użyć do wywoływania nieszczęść.

To podobnie jak - przepraszam za kuchenne porównania - z nożem. JA kroję chleb nożem, TY dziubiesz go widelcem. Szanuję Twoją odmienność, tylko nie wpierniczaj mi widelca w mój chleb. Zarówno mój nóż, jak i Twój widelec może zabić, gdy zostanie wetknięty w odpowiednie miejsce, i ewentualnie przekręcony. Dla mnie nie ma wielkiej różnicy czy facet, który zdetonował bombę przed domem wyznawał Świętego Potwora Spagetti, czy Zasadę Nieoznaczoności, czy Jednego Ale w Trzech Osobach. Co najwyżej cholera mnie bierze gdy muszę płacić kasę na obrzędy i zabawy w których nie chcę brać udziału.

Mam wrażenie, że robienie ogólnie rozumianego zła idzie swoją drogą, a sprawy światopoglądowe trochę idą bokiem, i co najwyżej są niekoniecznym wyjaśnieniem innych działań.

Sami twierdzimy, że osoby wierzące, które pomagają w misjach humanitarnych, pewnie robiłyby to samo, gdyby były niewierzące. Dlaczego teraz dyskutujemy o tym, że wierzące czynią zło, a gdyby były ateistami, to by tego nie czyniły?



-pio-
10-03-2011 11:33 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Dyskutanci dość jednomyślnie odpowiadali w takim oto stylu: to nie ateizm jako taki do tego doprowadził, tylko jego szczególne ucieleśnienia. Nie można w tych kategoriach oceniać ateizmu, bo ateizm to tylko pogląd o nieistnieniu bogów.
Ani sam ateizm, ani żadne szczegółowe ucieleśnienia ateistyczne nie doprowadziły do zbrodni. Choć zbrodniarzami zdarzali się ateiści, a zbrodnicze ideologie odrzucały Boga.
Ani sam teizm, ani żadne szczegółowe ucieleśnienia teistyczne nie doprowadziły do zbrodni. Choć zbrodniarzami zdarzali się teiści, a zbrodnicze ideologie brały Boga na sztandary.
Ateizm jest przekonaniem opartym na różnorodnych źródłach i nie ma żadnych świętych ksiąg ateizmu. Istnieje ateizm praktyczny, choć nazwałbym bym go raczej indyferentyzmem religijnym oraz ateizm intelektualny. Do ateizmu intelektualnego dochodzi się samodzielnie i wówczas ateizmów jest prawie tyle co ludzi, to przekonanie podzielających. Ateizm (tak jak teizm) może być przekonaniem także tych, którzy różne ideologię opracowują i tych którzy później je realizują.

Przyczynami zbrodni społecznych (politycznych) - i tych pojedyńczych i tych masowych - są chore umysły i wiara.
Im głębsza tym, gorzej.


>Ciekaw jestem, co ci dyskutanci powiedzą o takim oto tekście (napisanym kiedyś przez jednego z tutejszych forumowiczów i całkiem wysoko, pozytywnie ocenionym na forum):
> Cytat:
Potem zacząłem się zastanawiać - co religia przyniosła ludzkości? Zobaczyłem koszmar - masowe morderstwa, tłumienie wszelkiej inności, pazerność i pychę kapłaństwa, przekonanie o własnej nieomylności. Religia jest jak rak - jak nie usunie się jej z organizmu to będzie się rozrastał bez opamiętania.

Są przeróżni ateiści i różna ich ekspresja, a w ostrej dyskusji polaryzują się stanowiska i czasem "wstrzymać" trudno!

>Akceptujecie?
Musiał bym poznać cały aspekt sprawy, ale sądzę, że jako pewien skrót myślowy mógłbym to zaakceptować.

>Ateizm jako taki do niczego nie doprowadził, ale religia jako taka - a nie tylko jej specyficzne formy - i owszem?
Przeciwstawnym do ateizmu jest teizm, a do religii sceptycyzm lub niewiara.
Teizm i ateizm do zbrodni nie prowadzą, a przeróżne głupie i zbrodnicze ideologie, w tym religijne. Wykonawcami tych zbrodni są ich wyznawcy, a im głębiej wierzą tym łatwiej je wykonują. Tak, na chwałę Boga.
Trafnie zauważył to Steven Weinberg pisząc:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.


Co jakby ktoś napisał:
> Potem zacząłem się zastanawiać - co ateizm przyniósł ludzkości? Zobaczyłem koszmar - masowe morderstwa, tłumienie wszelkiej inności, pazerność i pychę funkcjonariuszy, przekonanie o własnej nieomylności. Ateizm jest jak rak - jak nie usunie się jej z organizmu to będzie się rozrastał bez opamiętania.



Nie takie wypowiedzi już na naszym forum czytałem!

>Pierwsze Kali chwalić, drugie Kali ganić? A może nie? Chętnie jutro poczytam co napiszecie.
Jesteśmy racjonalistami i staramy się logicznie myśleć, a co najważniejsze nie jesteśmy obłudni i nie zwalamy własnych niecnych czynów i przypadłości na innych. Tych Kalich, to proponuję trochę bliżej poszukać.

@@@
.
11-03-2011 14:22 
 Ocena 1 na 1
jederman (173 punktów)
>Przyczynami zbrodni społecznych (politycznych) - i tych pojedyńczych i tych masowych - są chore umysły i wiara.
>Im głębsza tym, gorzej.

Nie przepadam za sloganami, więc co najwyżej - punkty do dyskusji z tym związane (niekoniecznie tu - właściwie lepiej nie tu - te punkty mogłyby zapełnić parę wątków):
- w jakim sensie człowiek dopuszczający się zbrodni ma "chory umysł"? W jakim znaczeniu wolno by nam było np. powiedzieć, że wybór niewłaściwych wartości jest "chorobą umysłu"? Jaka antropologia by za tym stała?
- na ile istotne u zbrodniarzy są zaburzenia poznawcze (bo czymś takim jest zapewne "wiara" w rozumieniu Bogusławskiego)? Jak zmierzyć wagę tego czynnika? W jaki sposób i w jakiej mierze wykorzenianie zaburzeń poznawczych byłoby w stanie ochronić nas przed zbrodnią?

To tylko dla przykładu; nie jest to tak naprawdę miejsce by w to wchodzić. Mógłbym zamiast tego odpowiedzieć jakimś zgrabnym sloganem ... ale mi się nie chce, dziś mam dzień dobroci

>
>Nie takie wypowiedzi już na naszym forum czytałem!

Och ach, Panie Bogusławski, są przeróżni ludzie religijni i różna ich ekspresja, a w ostrej dyskusji polaryzują się stanowiska i czasem "wstrzymać" trudno!
[Ratunku!!! Złe we mnie wstąpiło i cudzymi słowami gadam!!!]

>Jesteśmy racjonalistami i staramy się logicznie myśleć, a co najważniejsze nie jesteśmy obłudni i nie zwalamy własnych niecnych czynów i przypadłości na innych. Tych Kalich, to proponuję trochę bliżej poszukać.

Widzi Pan ... to będzie taka odpowiedź od serca. Ja tych Kalich widzę po obu stronach barykady. Tylko że religijnym Kalim to ja bym dokuczał na wiara.pl, a nie tu, gdzie króluje obłędne samozadowolenie tych Kalich innej maści. Wypowiedzi w stylu "staramy się logicznie myśleć" i "nie jesteśmy obłudni" traktuję jako piękny program. A przystawanie programu do rzeczywistości - no cóż, jak to z programami bywa.

Pozdrawiam serdecznie

But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>- w jakim sensie człowiek dopuszczający się zbrodni ma "chory umysł"?
W przeróżnym i czasem warto poczytać analizy psychologiczne zbrodniarzy napisane przez fachowców.

>W jakim znaczeniu wolno by nam było np. powiedzieć, że wybór niewłaściwych wartości jest "chorobą umysłu"?
Znowu, jest wiele książek opisujących takie zjawiska, czytałem, ale nie czuję się kompetentnym do tych rozważań.

>- na ile istotne u zbrodniarzy są zaburzenia poznawcze (bo czymś takim jest zapewne "wiara" w rozumieniu Bogusławskiego)?
No, coż ta chrześcijańska postawa zawsze z człowieka wyłazi. Ogromnie dużo wie Pan o Bogusławskim.

>Jak zmierzyć wagę tego czynnika? W jaki sposób i w jakiej mierze wykorzenianie zaburzeń poznawczych byłoby w stanie ochronić nas przed zbrodnią?
Myślę, że jak na razie nie bardzo potrafimy sobie udzielić odpowiedzi na takie pytania. Tylko czy z tego powodu miałoby wynikać lekceważenie tego czynnika?

>Tylko że religijnym Kalim to ja bym dokuczał na wiara.pl, a nie tu, gdzie króluje obłędne samozadowolenie tych Kalich innej maści. Wypowiedzi w stylu "staramy się logicznie myśleć" i "nie jesteśmy obłudni" traktuję jako piękny program.
Wybór należy do Pana, ja nigdy nie chciałbym dokuczać ludziom z portalu wiara.pl, apologetyka.pl, trynitarianie.pl i jeszcze wielu innych do nich podobnych. Czasem czytam tam wypowiedzi, gdyż interesuje mnie ich sposób myślenia, ale to są ludzie z innej planety i niech żyją sobie szczęśliwie w swoim świecie.
Tylko szlak mnie trafia, jak ktoś mnie poucza i mówi jak mam żyć, jak mam myśleć, jak oceniać. Wdziera mi się z nachalną propagandą do wszelkich mediów i do nauki.
I na dokładkę, gdy powstała jedna z niewielu stron wolnej myśli, to przychodzi też tu ze swoimi mądrościami i próbuje nas ustawiać. Chcesz przyjść pogadać, to chętnie witamy, niezależnie od Twoich poglądów. Chcesz nas nauczać pouczać i ewangelizować, to tu zrozumienia nie znajdziesz. To część naszego programu.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
Mandella (83 punktów)
> Czasem czytam tam wypowiedzi, gdyż interesuje mnie ich sposób myślenia, ale to są ludzie z innej planety i niech żyją sobie szczęśliwie w swoim świecie.
>Tylko szlak mnie trafia, jak ktoś mnie poucza i mówi jak mam żyć, jak mam myśleć, jak oceniać. Wdziera mi się z nachalną propagandą do wszelkich mediów i do nauki.

Tu się rodzi polityka...
Mandella (83 punktów)

>pytanie brzmi (a pasuje ono chyba do ABC...) - w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy
>agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak
>niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu, to
>przyjmowanie takiego światopoglądu jest co najmniej wątpliwe etycznie, jeśli nie niebezpieczne,

Owszem Prawda jest niebezpieczna, ale czy tylko dlatego, że się jej boimy powinniśmy ją odrzucać? Jeśli powiem: "Bóg istnieje" to wcale nie oznacza, że tak jest.
Osobiście uważam, że racjonalna droga rozumowania jest jedyną słuszną drogą do poznania i ustanawiania fundamentów etyki.

>argumenty rozumowe dotyczące dowodów na ontologiczny status Boga mają drugorzędne znaczenie wobec
>tych okrutnych faktów? Nie zadaję tego pytania jako prowokację do sporu, gdyż nie mam zamiaru
>bynajmniej dowodzić, że np. skoro ateizm ma krew na rękach, to jest on z gruntu "tak samo dobry" jak
>każda inna ideologia czy religia, która zdobyła władzę. Chodzi mi o racjonalne wyjaśnienie takich
>wątpliwości natury etycznej, bo trzeba przyznać, że jest to argument dość nośny

Wolter stwierdził "Gdyby Bóg nie istniał, należałoby go wmyślić"
Ale czy Bóg jako stwórca nie jest również stwórcą "zła"? Co to zmienia?
Czy zaprawdę etyczną postawą jest wciskanie ludziom dualistycznego obrazu świata?

Jak pisano wcześniej i będzie to powtarzane, ateizm jest to ogromny zbiór ludzi o rożnych poglądach, takie generalizowanie jest równie krzywdzące jak przytaczanie "dzieł" średniowiecza i ówczesnego kościoła.

Wątpliwości etyczne nie powinny być argumentem w dyskusji nad genezą świata i metodologią poznania, jedynie nad jego propagowaniem!

>czasu zadziałał tak, że zamiast zgłębiać się w nauki społeczne, zacząłem studiować Pismo

Żałuj!
15-03-2011 16:09 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Wolter stwierdził "Gdyby Bóg nie istniał, należałoby go wmyślić"

Miło mi, bo kiedyś w jakiejś dyskusji wpadłem na tę samą myśl. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że moje pomysły nie są aż tak odjechane

>Ale czy Bóg jako stwórca nie jest również stwórcą "zła"? Co to zmienia?

Zło jako takie nie istnieje (moim zdaniem). Temat na osobny wątek

>Czy zaprawdę etyczną postawą jest wciskanie ludziom dualistycznego obrazu świata?

Etyczną, nie etyczną, praktyczną. Divide et impera.

>Jak pisano wcześniej i będzie to powtarzane, ateizm jest to ogromny zbiór ludzi o rożnych poglądach, takie generalizowanie jest równie krzywdzące jak przytaczanie "dzieł" średniowiecza i ówczesnego kościoła.

Przepraszam wszystkich pokrzywdzonych, postaram się to im wynagrodzić nawracając na ścieżkę Pana. Żartowałem.

>Wątpliwości etyczne nie powinny być argumentem w dyskusji nad genezą świata i metodologią poznania, jedynie nad jego propagowaniem!

Zgoda.

>czasu zadziałał tak, że zamiast zgłębiać się w nauki społeczne, zacząłem studiować Pismo
>Żałuj!

Nie żałuję!!!
Pozdrawiam
15-03-2011 20:37 
 Ocena 1 na 1
Mandella (83 punktów)

>Zło jako takie nie istnieje (moim zdaniem). Temat na osobny wątek

Mnie też na to nabrano. Przez 11 lat wciskano mi na lekcjach religii, że zło ma jakąś materialną formę (szatan, demony i inne pierdoły)
Oczywiście nietrudno było się domyślić, że to nieprawda, ale dużo czasu mi zajęło wychylenie się z tłumu i zaprotestowanie. Odrzucając ten sposób myślenia stałem się wrogiem, a wróg walczy, nie bada i docieka.
Dzisiaj szukam tej definicji dobra i zła, która wynika z praw naturalnych, celu i złotego środka. Zawiodłem się bo nie jest to takie proste.

>>Czy zaprawdę etyczną postawą jest wciskanie ludziom dualistycznego obrazu świata?
>Etyczną, nie etyczną, praktyczną. Divide et impera.

Nie mam zamiaru się z tym godzić.

>>Wątpliwości etyczne nie powinny być argumentem w dyskusji nad genezą świata i metodologią poznania, jedynie nad jego propagowaniem!
>Zgoda.


Hokus pokus czary mary i cel już mamy, poznać prawdę, nawrócić niewiernych i świata przejąć stery!
15-03-2011 20:51 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Dzisiaj szukam tej definicji dobra i zła, która wynika z praw naturalnych, celu i złotego środka.

Co to są prawa naturalne?
Mandella (83 punktów)
>>Dzisiaj szukam tej definicji dobra i zła, która wynika z praw naturalnych, celu i złotego środka.
>Co to są prawa naturalne?

Teoretycznie prawa, które wynikają z obserwacji przyrody, te które są uniwersalne i niepodważalne.

Za leniwy żeby postukać na Wikipedii? Czy może mnie sprawdzasz?
15-03-2011 21:28 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>>Co to są prawa naturalne?
>Teoretycznie prawa, które wynikają z obserwacji przyrody, te które są uniwersalne i niepodważalne.

Znaczy, polujemy na gazelę i ją zjadamy? Podrzucamy kukułcze jaja? Staramy się pokryć jak największą ilość płodnych samiczek? Zżeramy nadmiarowe potomstwo w trudnych czasach? Jakieś konkrety? Bom ciekawa tych naturalnych praw uniwersalnych, z których można uniwersalne zasady dobra i zła wywodzić

>Za leniwy żeby postukać na Wikipedii? Czy może mnie sprawdzasz?

Taki sympatyczny zwyczaj panuje na tym forum, by zwracać się do rozmówców, używając poprawnych form gramatycznych. Znaczna część forumowiczów uważa ten zwyczaj - niezależnie od jego naturalności - za kulturalny i pożądany.
15-03-2011 22:09 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>>Co to są prawa naturalne?
>>Teoretycznie prawa, które wynikają z obserwacji przyrody, te które są uniwersalne i niepodważalne.
>Znaczy, polujemy na gazelę i ją zjadamy? Podrzucamy kukułcze jaja? Staramy się pokryć jak największą ilość płodnych samiczek?

Tak. Natomiast pokrywanie samców już gwałci owe święte prawa, dzięki którym istnieje ład w naturze.
Swoją drogą, w ogóle ten termin używany w teologii zupełnie się skompromitował a to właśnie w ślad za odkryciami biologii, które ujawniają głęboko zwierzęce źródła wielu naszych ludzkich zachowań. Ja sam najbardziej jestem ciekaw, dlaczego w ogóle istnieje jakikolwiek ład, dlaczego możemy w ogóle obserwować jakieś prawa? Może to jeszcze jedna z "immanentnych cech" naszego umysłu?
Niestety, właśnie dowiedziałem się, że złamałem prawo nienaturalne i obawiam się, że będę musiał odpokutować za grzechy wobec fiskalnego boga (żeby go prawo naturalne pochłonęło).
Pozdrawiam i dobrej nocy wszystkim życzę
16-03-2011 11:05 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>>>Co to są prawa naturalne?
>>>Teoretycznie prawa, które wynikają z obserwacji przyrody, te które są uniwersalne i niepodważalne.
>>Znaczy, polujemy na gazelę i ją zjadamy? Podrzucamy kukułcze jaja? Staramy się pokryć jak największą ilość płodnych samiczek?
>Tak. Natomiast pokrywanie samców już gwałci owe święte prawa, dzięki którym istnieje ład w naturze.

Dowcipniś. A tu niektórzy poważnie do praw naturalnych podchodzą
16-03-2011 19:56 
 Ocena 3 na 3
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Za leniwy żeby postukać na Wikipedii?
>
Za leniwy aby sprawdzić jakiej płci jest rozmówca?

lipschitz (1674 punktów)
Kiedy religia dominuje, a społeczeństwo klepie biedę, tak, jak to było na przykład w Rosji, nie wydaje się niczym dziwnym powstanie ruchów antyreligijnych. Religia po prostu stała się złem odpowiedzialnym za nędzę. Akcja rodzi reakcję, bezduszności i przemocy przeciwstawić się może jedynie potężniejsza siła. Krytykowanie zbrodniczych systemów z pomijaniem rzeczywistości, która doprowadziła do ich powstania fałszuje prawdę. Nie byłoby komunizmu, gdyby świat, w którym dominowała religia nadawał się do życia. Pracujesz kilkanaście godzin na dobę, ale ty i twoja rodzina i tak głodujecie, chorujecie, jesteście przemęczeni. Kiedy zaprotestujesz będziesz potępiony, uwięziony, pobity, być może nawet zabity. Na tym gruncie wyrasta komunizm, ale nie może być tylko ideą, bo nie przetrwa, władza brutalnie rozprawia się z opozycjonistami. Aby wygrać musisz być brutalniejszy.

W tym wypadku odrzucenie boga nie tyle wynika z refleksji nad życiem, co jest reakcją na warunki życia, jest odrzuceniem dominujących czynników, które decydowały o jego charakterze. Religia tym czynnikiem była, miała swój duży udział w utrzymywaniu patologicznych warunków społecznych. W tej sytuacji nawet realnie istniejący bóg musiałby się liczyć z buntem i próbą jego obalenia.

Też wolałbym, aby rewolucje przebiegały spokojniej, a jeszcze lepiej, aby nie było ich wcale, aby warunki życia były wystarczająco dobre dla każdego, ale inaczej to będzie wyglądało w różnych miejscach, inaczej przebiegnie rewolucja w Polsce, inaczej w Egipcie, w Libii, w Rosji, Kambodży itd. Ateizm nie ma tu nic do rzeczy, liczy się jedynie skala zła do jakiego są w stanie dopuścić się rządzący - od tego będzie zależeć reakcja buntowników, czy tylko wyjdą na ulice głośno protestować, czy złapią za kamienie, za broń, czy będą chcieli dokonać zemsty, spalić ziemię po tym, co wcześniej na niej stało.
Hodża (11172 punktów)
>W tym wypadku odrzucenie boga nie tyle wynika z refleksji nad życiem, co jest reakcją na warunki życia, jest odrzuceniem dominujących czynników

Dostrzegam echa światopoglądu marksistowskiego, ale z całą tą wypowiedzią zgadzam się bez zastrzeżeń. Fakty są takie, że wśród zjawisk społecznych, które obserwujemy, nie ma dosłownie nic, czego by nie można powiązać z materialnymi podstawami egzystencji.Od czasu incydentu z manną nie widać żadnych nadzwyczajnych ingerencji Boga w warunki ekonomiczne swojego ludu (może za wyjątkiem stworzenia gigantycznych zasobów ropy naftowej na Bliskim Wschodzie, ale moim zdaniem była to typowa pomyłka wywołana zewnętrznym podobieństwem islamu i judaizmu).

>Też wolałbym, aby rewolucje przebiegały spokojniej, a jeszcze lepiej, aby nie było ich wcale, aby warunki życia były wystarczająco dobre dla każdego, ale inaczej to będzie wyglądało w różnych miejscach, inaczej przebiegnie rewolucja w Polsce, inaczej w Egipcie, w Libii, w Rosji, Kambodży itd. Ateizm nie ma tu nic do rzeczy, liczy się jedynie skala zła do jakiego są w stanie dopuścić się rządzący - od tego będzie zależeć reakcja buntowników

Optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby wygłodniały proletariat przychodził na dyskusje panelowe z przedstawicielami władz w domach kultury, z postulatami zredagowanymi w toku uprzedniej demokratycznej dyskusji w zakładach pracy, poprawionymi przez językoznawców, wsparty pomocą prawników i psychologów-mediatorów i z przygotowanymi atrakcyjnymi wizualnie planami reform w Power Poincie, których prezentacji towarzyszyłby poczęstunek herbatą i ciasteczkami roznoszonymi przez atrakcyjne hostessy. W razie niepowodzenia rozmów do akcji wkraczałyby cheer-liderki.Policjanci reagowaliby jedynie kręcąc z dezaprobatą głową. W wir takiej rewolucji niejeden rzuciłby się bez zastanowienia!
Ja jestem konserwatystą. Uważam, że stary porządek zawsze jest najlepszy.
Pozdrawiam
16-03-2011 13:27 
 Ocena 2 na 2
lipschitz (1674 punktów)
A jak stary ma być ten porządek? 1000 lat, 10 000, milion? Niedostatek z natury rzeczy dąży do zaspokojenia - takie konserwatywno rewolucyjne prawo natury.
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Moje
>pytanie brzmi (a pasuje ono chyba do ABC...) - w jaki sposób ateista (albo choćby wątpiący czy
>agnostyk) może odpierać argument, mówiący, że skoro ideologia ateistyczna doprowadziła do tak
>niewyobrażalnych spustoszeń, które można porównać chyba jedynie do dżumy w średniowieczu, to
>przyjmowanie takiego światopoglądu jest co najmniej wątpliwe etycznie, jeśli nie niebezpieczne, i
>argumenty rozumowe dotyczące dowodów na ontologiczny status Boga mają drugorzędne znaczenie wobec
>tych okrutnych faktów?

Podobnie jak katolik może twierdzić, że KK to miłość, tolerancja i pomoc mimo historii krucjat i Inkwizycji. A muzułmanin, że Koran to kolebka umiłowania i szacunku do wszystkiego co żyje, mimo stałego korzystania z niego do uzasadniania okrucieństwa na wielu polach.

Z drobną różnicą - tyran z maniakalnym podejściem do mordu chrzaniący, że jest ateistą (ba, kilku takich maniaków), to nie do końca to samo, co instytucja udająca, że przeszłość jej nie dotyczy. W każdym razie nie cała. Nie ta brzydka.

Ateizm nigdy nie przekształcił się w możną instytucję, w związku z czym nie miał okazji głosić konieczności mordu, gwałtów, łamania praw człowieka, upokarzania ze względu na pojedynczą cechę i całej reszty podobnych rozrywek z religijnego katalogu.

Nota bene: za każdym razem, kiedy słyszę, że stalinizm/hitleryzm/maoizm/khmer rouge popełniali swoje zbrodnie "w imię ateizmu", nie wiem - czy mam bardziej ochotę gryźć, czy płakać? Ci słynni Czerwoni Khmerzy, tacy zawzięci na religię byli niby? A czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, że dla tego reżimu to była żadna różnica: katolik, Taj, muzułmanin czy Chińczyk? Chodziło o "nie-bycie-Khmerem". Ale co tam. Zwalmy to na ateizm. *sigh*

"Nietolerancja i zabobon zawsze były własnością głupich między pospólstwem i nigdy, jak mniemam, z gruntu wykorzenione nie będą, bo równie wieczne są jak sama głupota. Tam, gdzie dziś piętrzą się góry, będą kiedyś morza, tam, gdzie dziś wełnią się morza, będą kiedyś pustynie. A głupota pozostanie głupotą."
Nicodemus de Boot (via Wiadoma Saga)


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365