Zaczyna się zwyczajowo. Jakiś kolorowy, korzenny, ognisty. Potem bóg.
Skąd to wszystko? Z niczego. Jak z niczego? Że z niczego, że nic. Tak. Nic w swoim majestacie, było tak nadęte, że pękło a w jego sercu powstało coś. E tam p*****lenie. Tak było, i to coś rośnie najszybciej jak może, żeby wypełnić nic. Nic można wypełnić? Widać można, skoro jest wypełniane. Nie. To bóg jest. On każe temu czemuś tak robić. A skąd on, ten twój bóg cały, się tam w tej historii nagle wziął? Był. Jak był? Zawsze. To co robił, zanim zaczął stwarzać? No nie wiem tego. To jest niepojęte! Dla kogo niepojęte? Dla boga chyba nie.Skoro nic nie robił, to tak jakby go nie było. No jakby go nie było, to skąd wzięłoby się coś? Musiał stworzyć. Ale z niczego, jak już. No tak, z niczego. Ale jak? No tak, skoro coś samo z niczego może się zrobić, to i bóg ma takie moce. To nie są moce. To jest zwykła fizyka. Tym bardziej. |