 |
Dalsze rozmyślania nad ateizmem Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-04-2011 09:38 | orchidea78 (385 punktów) | Dalsze rozmyślania nad ateizmem
1 na 1 | Ateista to ktoś, kto wiarę utracił - zastanawiające stwierdzenie... Jak zatem nazwać kogoś, kto nigdy "łaski wiary nie dostąpił"? Czy może ktoś być "ateistą od urodzenia"? Kimś, kto nie ma wspomnień odnośnie Pierwszej Komunii-o chrzcie nie wspominam, bo raczej mało kto pamięta swoje odczucia, gdy był trzymany nad chrzcielnicą. Oczywistym jest,że w wieku dziecięcym,chodzimy do kościoła,powielamy wiarę wpojoną nam przez rodziców -lub nie, jeśli urodziliśmy się "w domu bez boga". I pojawia się tu pytanie-na ile rodzina,osoby znaczące,mają wpływ na myślenie danej osoby? A patrząc szerzej na to zagadnienie-to,jacy jesteśmy, zależy od wychowania. Od natury oczywiście też, ale na pewno nie w kwestii wiary. Polecam artykuł "Szukanie Boga w mózgu"(Charaktery ,wrzesień 2006) Bóg jest jedynie urojeniem! Lecz,z drugiej strony,czy wszyscy wierzący mają zmiany w płacie skroniowym mózgu? Mało prawdopodobne...
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | rysiek (4593 punktów) | >Ateista to ktoś, kto wiarę utracił - zastanawiające stwierdzenie... Ateista to ktoś, kto nie wierzy w boga, obojętnie czy od wczoraj czy nie wierzył nigdy.
>Czy może ktoś być "ateistą od urodzenia"? Ateizm jest częścią światopoglądu, a ten kształtuje się w czasie dorastania człowieka. Światopogląd noworodka (o ile można o takim mówić) dopiero zaczyna się kształtować i raczej nie dotyczy takich zagadnień.
>Bóg jest jedynie urojeniem! Też tak uważam.
|
|
 | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Ateista to ktoś, kto nie wierzy w boga, obojętnie czy od wczoraj czy nie wierzył nigdy.
Ateista to ktoś kto nie chodzi do kościoła. Spójrzmy prawdzie w oczy. Oczywiście nie piszę tu o tym, czym ateizm jest faktycznie, tylko jak jest postrzegany przez osoby religijne.
Ateizm to nie chodzenie do kościoła i brak szacunku dla Jana Pawła II.
Jeszcze prościej (na przykładach):
a) katolik - nie wierzy w Boga, ale chodzi do kościoła b) ateista - wierzy w Boga, ale nie chodzi do kościoła
Ateizm to zerwanie z ugruntowaną tradycją. Tak naprawdę można być ateistą, będąc katolikiem oraz być katolikiem, będąc ateistą.
Morał z tej ekwiwokacji jest taki, że nie liczy się myśl, ale to co na pokaz.
Na nic opasłe tomy, encyklopedie, setki lat wolnomyślicielstwa - ateista to ktoś kto nie chodzi do kościoła.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
9 na 9 | Świnka Flejka (553 punktów) | > Ateista to ktoś, kto wiarę utracił - zastanawiające stwierdzenie...Raczej bzdurne. Ateistą jest każdy, kto w boga nie wierzy. Bez względu na to, czy kiedyś wierzył. > Jak zatem nazwać kogoś, kto nigdy "łaski wiary nie dostąpił"?Szczęśliwym ateistą. > Czy może ktoś być "ateistą od urodzenia"?Od urodzenia każdy jest ateistą. > na ile rodzina,osoby znaczące,mają wpływ na myślenie danej osoby?> A patrząc szerzej na to zagadnienie-to,jacy jesteśmy, zależy od wychowania.Mają wpływ znaczny, ale nie przesądzający. Ja pochodzę z katolickiej rodziny. Do czasu liceum byłem głęboko wierzący. Modliłem się codziennie, chodziłem do kościoła kilka razy w tygodniu. A potem doszedłem do wniosku, że wszystko to robię już mechanicznie. Nie wierzyłem w żadnego boga, ale czułem, że wierzyć muszę/powinienem. Teraz jestem ateistą i opinia rodziny w tej kwestii "zwisa mi i powiewa"
|
|
4 na 4 | Hodża (11172 punktów) | > Lecz,z drugiej strony,czy wszyscy wierzący mają zmiany w płacie skroniowym mózgu? >Mało prawdopodobne...
Są ludzie, którzy wierzą z urojenia, są ludzie, którzy nie wierzą, bo się ocknęli do wolności i w pełni ludzkiej godności. Trudno nie wierzyć w nic. Ja wierzę w to, że istnieje dobro. Możliwe, że wyewoluowało ono jako specjalny rodzaj wspólnej dbałości o przekazywanie genów. Może też jest po prostu pamięcią. Wierzę w pamięć. Pamięć, która nigdy nie zginie. I nie mówię tylko o swoich bliskich. Wierzę, że ktoś i mnie będzie pamiętał. I wierzę w to, że kiedyś, na jakiejś wsi, żył jakiś prosty pastuch, który był zbyt biedny, i zbyt niemądry żeby się starać o rękę najpiękniejszej we wsi dziewczyny, którą rodzice wydali za mąż za bogatego młynarza. I że się popłakał, kiedy któregoś dnia zobaczył ją, już jako matkę, z posiniaczoną twarzą. I wierzę, że tamte ludzkie myśli i uczucia nie są kosmicznym śmieciem. I że nie giną w niebycie. I nie są czymś nieznaczącym.
Bóg miłuje tych, którzy smurfują z radością.
|
|
 | 7 na 7 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Trudno nie wierzyć w nic. Trudno, ale można... Wiara to przekonanie żywione pomimo braku dowodów za, lub przy ignorowaniu dowodów przeciw. Wiara przy niedostatecznej wiedzy o istnieniu argumentacji za i przeciw, to ignorancja (uleczalne). Wiara przy braku argumentów za, to chciejstwo (uleczalne). Wiara ignorująca kontrargumenty to głupota (tu niewiele można zaradzić).
> Ja wierzę w to, że istnieje dobro. Możliwe, że wyewoluowało (...) Ależ nie ma tu potrzeby wierzenia, są dowody.
> Wierzę w pamięć. Pamięć, która nigdy nie zginie. Nieuprawnione, szczególnie słowo "nigdy".
> Wierzę, że ktoś i mnie będzie pamiętał. Spokojnie, z Googla tak łatwo nie znikniesz. To nie kwestia wiary, chyba że nadal upierasz się przy "nigdy".
> I wierzę w to, że kiedyś, na jakiejś wsi (...) Bardzo ładne. I nawet prawdopodobne. Wiara zbyteczna.
> I wierzę, że tamte ludzkie myśli i uczucia nie są kosmicznym śmieciem. Kwestia perspektywy, z dostatecznej odległości wszyscy jesteśmy "kosmicznym śmieciem".
> I że nie giną w niebycie. Nieuprawnione, każda informacja w końcu "zginie w niebycie".
> I nie są czymś nieznaczącym. Znowu kwestia perspektywy.
> Bóg miłuje tych, którzy smurfują z radością. O, i to się idealnie nadaje na przedmiot wiary.
|
|
|  | | Hodża (11172 punktów) | >> I że nie giną w niebycie. >Nieuprawnione, każda informacja w końcu "zginie w niebycie".
Historia cywilizacji jest historią właśnie ze względu na pragnienie człowieka unieśmiertelnienia własnego istnienia. Weźmy takie piramidy. Nie było to takie głupie w sumie, z perspektywy czasu możemy przyznać, że ci faraonowie potrafili jakoś przedłużyć swoją obecność na tym świecie, tworząc struktury, które - kto wie - może nawet przetrwają cywilizację i zostaną jednym z nielicznych świadectw istnienia życia rozumnego po kilku milionach lat (myślę, że trwałość piramid egipskich można oceniać na ok. 2-3 mln lat).
Cóż, jeśli chodzi o rozumienie "informacji", to, zdaje się, różne są jej definicje. Dla mnie jest to coś, co może zostać jednoznacznie zrozumiane (konieczność istnienia podmiotu poznającego).
Bóg miłuje tych, którzy smurfują z radością.
|
|
| |  | 1 na 1 | kognitywista (3391 punktów) | >Weźmy takie piramidy. Nie było to takie głupie w sumie, z perspektywy czasu możemy przyznać, że ci faraonowie potrafili jakoś przedłużyć swoją obecność na tym świecie, tworząc struktury, które - kto wie - może nawet przetrwają cywilizację (...) O ile było to warte cierpień budowniczych ... Czymże wobec tych cierpień jest płacz tamtego wieśniaka z innego postu ?
|
|
6 na 6 | spellbinder (8577 punktów) | > Czy może ktoś być "ateistą od urodzenia"?W momencie urodzenia jest się ateistą  > Lecz,z drugiej strony,czy wszyscy wierzący mają zmiany w płacie skroniowym mózgu?> Mało prawdopodobne... Czy wszyscy pakerzy mają zmiany w mięśniach? Mało prawdopodobne?  Mózg dostosowuje się do realiów. Jeśli pobudzamy jeden ośrodek, to będzie on inny niż u kogoś, u kogo się go nie pobudza. ALe ja to bym raczej wolał sprawdzić, czy papież ma te same zmiany w płacie skroniowym... podejrzewam, że nie
|
|
10 na 10 | Anna Salman (16360 punktów) | Jestem ateistką ponieważ w trakcie "procesu wychowawczego" nikt mi nie zaimpelementował idei Boga. To, że należy postępować uczciwie, być rzetelnym i szanować ludzi wpajano mi od dziecka nie sugerując, że "kiedyś / gdzieś" spotka mnie za to nagroda albo, że w odwrotnym przypadku spotka mnie kara (poza tak oczywistą i dotkliwą, jak np. świadomość, że komuś wyrządziłam przykrość). Moje wspomnienia z pierwszej komunii związane są z szykanami, jakie spotykały mnie ze strony koleżanek (na szczęście tylko dwóch) - jako jedyna w klasie nie uczestniczyłam w tym podniosłym wydarzeniu. Po latach nawiedziła mnie refleksja, jakiego rodzaju nauki pobierały te dziewczynki na lekcjach religii, a może w domach rodzinnych, skoro fakt nieprzystępowania przeze mnie do komunii wywołał w nich taką agresję. Obecnie, żyjąc w państwie wyznaniowym, dochodzę do wniosku, że ostentacyjnie manifestowana religijność członków KRK, wynika raczej z wysokiego poziomu konformizmu, a nie głębokiej wiary. Nie sądzę więc, aby to było wynikiem zmian w mózgu. Na taką przypadłość cierpi zapewne kilka procent ludzi. Reszta, moim zdaniem jest po prostu ... niewierząca, ale podatna na manipulacje. Kościół rzymskokatolicki nie oczekuje od wyznawców jakiejś refleksji religijnej, a jedynie ślepego posłuszeństwa, stąd ich zachowania stają się mechaniczne i nawykowe. Kiedyś biegali na pochody pierwszomajowe, teraz na procesje, a pewnie są wśród nich i tacy,co kiedyś obskakiwali jedno i drugie, bo przecież terminy się nie nakładały.
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | >Jestem ateistką ponieważ w trakcie "procesu wychowawczego" nikt mi nie zaimpelementował idei Boga.
Niezaimplementowanie nie wystarczy.
|
|
|  | 4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | Niezaimplementowanie nie wystarczy.
Wystarczy. W Św. Mikołaja wierzyłam, ponieważ rodzice twierdzili, że to od niego dostaję prezenty (uważali, że dziecku trzeba zapewnić trochę miłych złudzeń, nawet jeśli stało to w sprzeczności z ich przekonaniami); o krasnoludkach słuchałam bajek (a wkrótce sama je czytałam). Wierzyłam w jedno i drugie - do czasu oczywiście. O Bozi nikt mi nie opowiadał, a kiedy już wyrosłam z Mikołaja i krasnoludków, to w kolejne opowiastki tym bardziej bym nie uwierzyła. Z wiekiem pojawiły się oczywiście refleksje nad tym, co jest po śmierci, zainteresowanie religiami itd., ale było już za późno na zinternalizowanie pojęcia jakiegoś bytu wszechmogącego, wszechobecnego i w dodatku miłosiernego (czemu w dodatku przeczył potoczny ogląd rzeczywistości).
|
|
3 na 3 | Ironhide (432 punktów) | Sam Harris mówił o tym, że nie potrzeba nam żadnego określenia. Cytat:uważam że "ateista" jest terminem, którego nie potrzebujemy, w taki sam sposób, jak nie potrzebujemy słowa by określić kogoś, kto odrzuca astrologię. Po prostu nie nazywamy ludzi "nieastrologetami." www.racjon(*)hp/s,7183/q,Problem.z.ateizmemLudzi niewierzących jest mniej niż wierzących, ale to właśnie niewierzący są stanem domyślnym. Człowiek nie staje się ateistą, on tylko przestaje być wierzącym i powraca do stanu domyślnego.
|
|
1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >Ateista to ktoś, kto wiarę utracił - zastanawiające stwierdzenie...
Ateista to ktoś, kto nie wierzy.
Teiści nie tylko wierzą w boga ale również muszą głosić "słowo boże"...
>Bóg jest jedynie urojeniem!
Tak!
|
|
 | | Marcuch (664 punktów) | >Ateista to ktoś, kto nie wierzy.
Ktoś, kto nie wierzy nie jest ani wierzący, ani ateista, ani nawet agnostyk, ani ignostyk. Ktoś kto nie widzi nie jest ani ślepy, ani widzący. Z niebycia czerwonym nie wynika ani bycie zielonym, ani niebycie zielonym. Brak nie jest definicją, brak nie wystarczy. Nie ze względów "światopoglądowych", tylko czysto logicznych. Nikt nie rodzi się ateistą, ani też wierzącym. W momencie urodzenia człowiek jest nieokreślony pod tymi względami.
Naprawdę dziwi mnie to "święte przekonanie" ateistów o rzekomo "negatywnym" charakterze ich światopoglądu, tłuczone na tym forum ustawicznie, przekonanie o rzekomym nieposiadaniu pewnego "błędu w przekonaniach", nieposiadaniu noszącym znamię wolności (przy czym wolność, jak Batman, jest czymś dobrym niejako "z definicji"), nieposiadaniu wiary do niczego nie zobowiązującym, "otwierającym" to i owo, oczy i "ścieżki" - a zarazem, o zgrozo, "uprawniającym" i dającym przesłanki do formułowania całego szeregu rozmaitych twierdzeń! Nie dziwne, że ateiści cały czas martwią się o postawiony na tak pokręconych fundamentach światopogląd własny i ustawicznie się o niego zapytują, czego najlepszym dowodem byłoby archiwum tego forum.
Otóż jestem przekonany, ze ateizm jest stanowiskiem określonym pozytywnie. To nie jest brak wiary, bo każdy chrabąszcz musiałby być ateistą, a każda cisza znakiem głuchoty. Gdyby ateizm nie był wiarą, nie miałby ani motywacji, ani podstaw do formułowania swoich ogólno-anty-innowierczych zawołań. Ileż razy jeszcze będziecie powtarzać, jak jakąś mantrę, że "Bóg to urojenie", zamiast wreszcie przejść do konstruktywnych wniosków? (chyba dużo, bo z "Bóg nie istnieje" niewiele wynika)
Ateizm to postawa o charakterze religijnym ponieważ (jak można poczytać w "autorefleksyjnych" wątkach tego forum) nie potrafi się on wyartykułować inaczej, jak przez odniesienie do innych religii. Mówiąc w kategoriach bardziej matematycznych: ateizm jest obszarem w przestrzeni religii, bo jest wyczerpująco określony przez relacje z innymi religiami - a nie teoriami naukowymi, nurtami filozoficznymi, sztuką, czy czymtam jeszcze. Sami ateiści dookreślają ateizm przede wszystkim w zestawieniach z chrześcijaństwem, judaizmem, islamem, politeizmami itd.
Problem, jeden z wielu, jest jednak w tym, ze ateista nie lubi słowa "religia" już za samą jego "moc generalizacyjną". Ateiście uwłacza stanie w jakimkolwiek "szeregu poglądów", chce być outsiderem ponadreligijnym - ale jednocześnie trzyma się kurczowo jak babcia różańca tego swojego świętego i nietykalnego "Bóg nie istnieje! Nie ist-nie-je!"...
|
|
|  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Otóż jestem przekonany, ze ateizm jest stanowiskiem określonym pozytywnie. To nie jest brak wiary, bo każdy chrabąszcz musiałby być ateistą, a każda cisza znakiem głuchoty. Gdyby ateizm nie był wiarą, nie miałby ani motywacji, ani podstaw do formułowania swoich ogólno-anty-innowierczych zawołań.
Tak, też tak uważam. Ale chyba się różnimy, bo ja ten "pozytywny" ateizm uważam za wiarę w to, że oparcie się na rozumie w procesie wyjaśniania świata jest w zupełności wystarczające. Takie rozumienie ateizmu jest jednocześnie wielką wiarą w człowieka i implicite przyznanie mu pewnych cech, dotychczas rezerwowanych wyłącznie dla bóstw. Podoba mi się taka postawa, zwłaszcza od czasu mojego zrozumienia, że nauka istotnie dokonuje cudów, których religia od wieków odmawiała człowiekowi. Zresztą samo pojęcie "cudu" jest w gruncie rzeczy zawoalowanym przyzwoleniem na zło, od którego mogą się dokonywać jedynie sporadyczne wyjątki, które nie zależą od woli człowieka. Wolałbym zdecydowanie wobec tego, żeby żadnych cudów nie było, nawet jeśliby mogły być; dlatego, bo konsekwencją ich jest rezygnacja człowieka z pokonywania materii w walce o swoje własne zbawienie, które jest możliwe w większym stopniu, niż jest to w stanie zaoferować religia. Żeby ująć sprawę jeszcze prościej, to zaufam wierze, obojętnie, czy w Boga czy w Papę Smurfa, jeśli zobaczę, że modlitwa wykazuje większą skuteczność w leczeniu przeziębienia niż kwas acetylosalicylowy.
>Ileż razy jeszcze będziecie powtarzać, jak jakąś mantrę, że "Bóg to urojenie",
Urojenie Boga jest najlepiej widoczne w postawach samych duchownych, będących rzekomo strażnikami wiary, którzy łajdaczyli się na sto różnych sposobów i wymyślali sposoby dręczenia, przy których najgorsze sadomasochistyczne burdele Amsterdamu wyglądają jak szkółka parafialna.
>Ateizm to postawa o charakterze religijnym ponieważ (jak można poczytać w "autorefleksyjnych" wątkach tego forum) nie potrafi się on wyartykułować inaczej, jak przez odniesienie do innych religii. Mówiąc w kategoriach bardziej matematycznych: ateizm jest obszarem w przestrzeni religii, bo jest wyczerpująco określony przez relacje z innymi religiami - a nie teoriami naukowymi, nurtami filozoficznymi, sztuką, czy czymtam jeszcze. Sami ateiści dookreślają ateizm przede wszystkim w zestawieniach z chrześcijaństwem, judaizmem, islamem, politeizmami itd.
Jest też wymiar anty-religijny ateizmu, w którym istotnie dookreśla się on przez swój stosunek do tej czy innej religii. Nie wątpię też, że rację mają ci, dla których ateizm jest po prostu wyrazem sprzeciwu wobec religii, gdyż sami doświadczyli albo zrozumieli zło, wyrządzane przez duchowieństwo innym ludziom. Doprawdy, łatwo utracić wiarę w obliczu różnych seksualnych nadużyć, niewątpliwie dowodzących tego, że sakrament kapłaństwa z mocy Ducha Świętego znaczy mniej niż papier w toalecie. (Ten ostatni używam tylko wtedy, gdy chcę).
Są też i kontestatorzy, którzy lubią każdą zadymę i chętnie dołączą do ateistów, a gdyby była jakaś większa rewolucja, to chętnie by mordowali księży. Do tych mam stosunek taki sam, jak do wszystkich socjopatów.
Bóg miłuje tych, którzy smurfują z radością.
|
|
|  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Ktoś, kto nie wierzy nie jest ani wierzący, ani ateista, ani nawet agnostyk, ani ignostyk. Ale niewierzący chyba jak najbardziej? A skoro niewierzący w teizmy to może jednak ateista?
>Brak nie jest definicją, brak nie wystarczy. Nie ze względów "światopoglądowych", tylko czysto logicznych. Brak nie jest definicją, ale można przecież definiować pod kątem obecności czegoś lub tego czegoś braku. Masz w głowie teizm: jesteś teistą. Nie masz: ateistą. A-teistą. Nie-teistą. Bez-teistą. Logiczne!
>Nikt nie rodzi się ateistą, ani też wierzącym. W momencie urodzenia człowiek jest nieokreślony pod tymi względami. Co znaczy nieokreślony? A da się to jakoś określić, żeby było wiadomo? Noworodek wykazuje jakieś cechy wskazujące, że może być teistą lub ateistą? Czy ni diabła nie idzie się domyślić? Jak z kotem Schroedingera?
>Naprawdę dziwi mnie to "święte przekonanie" ateistów o rzekomo "negatywnym" charakterze ich światopoglądu, tłuczone na tym forum ustawicznie, przekonanie o rzekomym nieposiadaniu pewnego "błędu w przekonaniach", nieposiadaniu noszącym znamię wolności (przy czym wolność, jak Batman, jest czymś dobrym niejako "z definicji"), nieposiadaniu wiary do niczego nie zobowiązującym, "otwierającym" to i owo, oczy i "ścieżki" - a zarazem, o zgrozo, "uprawniającym" i dającym przesłanki do formułowania całego szeregu rozmaitych twierdzeń! Ale co Cię tu dziwi? Że bez klapek na oczach można więcej zobaczyć? Że bez szlabanu można więcej terenu spenetrować?
>Nie dziwne, że ateiści cały czas martwią się o postawiony na tak pokręconych fundamentach światopogląd własny i ustawicznie się o niego zapytują, czego najlepszym dowodem byłoby archiwum tego forum. Omatkobosko! Coś Ty wyprodukował, Marcuchu? Kto się martwi o fundament? Jak i czemu miałby on być pokręcony? Kto zapytuje?
> ateizm jest stanowiskiem określonym pozytywnie. To nie jest brak wiary, bo każdy chrabąszcz musiałby być ateistą, a każda cisza znakiem głuchoty. Ej, Marcuchu, a istnieje chrabąszcz - teista? A porównanie chrabąszcza z ciszą od czapy totalnie. Chrabąszcz nie ma we łbie teizmu, a brak określonej fali nie przesądza istnienia lub nie odbiornika fal. Zwolnij nieco.
>Gdyby ateizm nie był wiarą, nie miałby ani motywacji, ani podstaw do formułowania swoich ogólno-anty-innowierczych zawołań. A jakież to zawołania wiary formułuje ateizm? Czy "chrzanisz głupoty" skierowane do teisty jest takim zawołaniem?
>Ileż razy jeszcze będziecie powtarzać, jak jakąś mantrę, że "Bóg to urojenie", Ile jeszcze razy jakieś religijne oszołomy będą się wpychać ze swoimi rojeniami, zapewne.
> zamiast wreszcie przejść do konstruktywnych wniosków? (chyba dużo, bo z "Bóg nie istnieje" niewiele wynika) Sugerujesz użycie bejsbola może? Byłby to wniosek konstruktywny. Bo religijni dobrowolnie nie ustepują nigdy, a z "Bóg/krasnoludek/blambuła/itp.nie istnieje" rzeczywiście niewiele wynika.
>Ateizm to postawa o charakterze religijnym ponieważ (jak można poczytać w "autorefleksyjnych" wątkach tego forum) nie potrafi się on wyartykułować inaczej, jak przez odniesienie do innych religii. Chętnie zobaczyłbym wątek dowodzący tego co tu pleciesz. A ateizm rzeczywiście ma tę słabość, że jest wtórnym pojęciem wobec teizmu i bez niego nie zaistniałby nijak. A ja mam w domu pudełko o charakterze elektrycznym, ciastowatym i ogólnoświatowym, ponieważ nie ma w nim ani prądu, ani ciasta, ani całego świata.
>Mówiąc w kategoriach bardziej matematycznych: ateizm jest obszarem w przestrzeni religii, bo jest wyczerpująco określony przez relacje z innymi religiami Mówiąc w kategoriach bardziej matematycznych: ateizm jest obszarem poza przestrzenią religii, bo jest wyczerpująco określony przez relacje z religiami jako niemający z nimi obszaru wspólnego.
>Sami ateiści dookreślają ateizm przede wszystkim w zestawieniach z chrześcijaństwem, judaizmem, islamem, politeizmami itd. A Marcuch pewnie zdziwiony niezwykle, że ja nie zaprzątam sobie głowy moim ateizmem wobec teizmów z antypodów, tylko gryzę to co mi na ową głowę wchodzi?
>Problem, jeden z wielu, jest jednak w tym, ze ateista nie lubi słowa "religia" już za samą jego "moc generalizacyjną". Och, w mocy generalizacyjnej to już Marcuchowi mało kto podskoczy!
>Ateiście uwłacza stanie w jakimkolwiek "szeregu poglądów", chce być outsiderem ponadreligijnym I wspomnij koniecznie o jego związkach z hitleryzmem i stalinizmem.
>ale jednocześnie trzyma się kurczowo jak babcia różańca tego swojego świętego i nietykalnego "Bóg nie istnieje! Nie ist-nie-je!"... .... a istnieje...? .... a co to jest to Bóg....?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
4 na 4 | asmodai (2845 punktów) | Wiesz z czym mi się kojarzy kościół, religia i wszystko z tym związane? Z Borgiem, oni mieli taki slogan jak atakowali ludzi You will be assimilated. Resistance is futile (Zostaniesz zasymilowany. Opór jest daremny). Z tym mi się kojarzy religia, kościół. Ateizm to taki skuteczny opór przed wstrętnym Borgiem, który pożera tylko.
|
|
 | 1 na 1 | AdamGr (3037 punktów) | To masz skojrzenia buntownicze i małoracjonalne. Religie to pewne wartości, a to jak i ku czemu sa one wykorzystywane przez ludzi to zupełnie inna rzecz. Weźmy te 10 kanonów , ktore sa obecne w kazdej religii, uniwersalne, te wartości kojarzą ci się z zaborczością ? - pomińmy ten pierwszy skupiając się na reszcie. Nie obronisz swojego skojarzenia.Do kitu. Ateizm to nie opór, pomyliłes z rezystancją.
|
|
|  | | asmodai (2845 punktów) | >To masz skojrzenia buntownicze i małoracjonalne. >Religie to pewne wartości, a to jak i ku czemu sa one wykorzystywane przez ludzi to zupełnie inna rzecz. >Weźmy te 10 kanonów , ktore sa obecne w kazdej religii, uniwersalne, te wartości kojarzą ci się z zaborczością ? - pomińmy ten pierwszy skupiając się na reszcie. >Nie obronisz swojego skojarzenia.Do kitu. >Ateizm to nie opór, pomyliłes z rezystancją. > To jest punkt widzenia. Ty masz taki ja mam inny. Nie chodzi mi jednak o to, żeby tępić kościół wyśmiewać ludzi którzy, uczestniczą w jego życiu. W Polsce ta instytucja jest, wszechobecna gdzie nie popatrzeć wszędzie,wsadzają swoje trzy grosze w dziedziny życia ( w jakie to chyba wiemy). Do swoich, potrzeb asymilują naukę osiągnięcia ludzi których wcześniej gnębili. Te 10 kanonów o których wspominasz napisali je, ludzie i jestem o tym przekonany że, nawet gdyby nie były napisane na kamiennych tablicach czy czymś tam jeszcze innym, to ludzie i tak wiedzieli by jak postępować. Dzięki za zwrócenie uwagi. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | AdamGr (3037 punktów) | Trzeba być precyzyjnym w tym buncie i ataku.Dokłądnym.Jak przy usuwaniu raka. Zatem trzeba zwalczać i tępić wszelkie instytucje religijne które w swoich działaniach pasożytują na państwie , bądź na ludzich. I trzeba brać za kudły ludzi którzy tym kierują i do tego doprowadzaja z premedytacją. I nagłaśniac to medialnie i oficjalne, gdyż ich działalność jest wyjątkwo szkodliwa i dla państwa i dla ludzi. Instytucja i ludzie, nie nurt filozoficzny wykorzystywany jako pryzkrywka do działań przestępczych lub nieetycznych. Przykłąd - a że w Polsce taki Rydzyk jeszcze nie siedzi w pierdlu i to od dawna i na długo świadczy właśnie o daleko posuniętym pasożytnictwie na tkance państwa instytucji pod nazwą KK. Instytucji, nie religii. Jak mawiają sami katolicy (czy chrześciajnie) "trzeba oddzielac ziarno od plew", uważam to za słuszne i trzeba zastosowac ich własne mądrości do nich samych.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|