Racjonalista - Strona głównaDo treści
Niepraktyczne relikty w instytucjach publicznych

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
10-07-2011 00:08Pluszowy Miś (16 punktów)
(zablokowany)
Niepraktyczne relikty w instytucjach publicznych
0 na 4
Od dłuższego czasu zwracam uwagę na wiele zupełnie zbędnych artefaktów, jakie wciąż pozostają w urzędach i instytucjach publicznych, które pozostają tam, nie spełniając żadnej praktycznej funkcji. Chodzi tu zarówno o przedmioty materialne, jak też i pewne zwyczaje, formuły itp. Osobiście uważam, że należy to wszystko znieść, ponieważ to generuje koszta - chociażby nawet i niewielkie, ale idące z publicznego budżetu - oraz niepotrzebnie wydłuża pewne procedury, a zaoszczędzony czas można by rozsądniej spożytkować.

Czy ktoś z Was podziela moje zdanie?

Te relikty to m.in.:
- uderzanie laską marszałkowską na początek obrad parlamentu;
- bicie w dzwon na początek sesji na giełdzie;
- noszenie przez polityków w sytuacjach oficjalnych marynarek i krawatów nawet latem i nie zakładanie kurtek i czapek nawet w zimie (zwłaszcza w takich sytuacjach, jak np. powitania delegacji zagranicznych);
- w szkole wstawanie na "dzień dobry", kiedy do klasy wchodzi dyrektor lub inny nauczyciel;
- uroczyste rozdania dyplomów w szkołach i na uczelniach wraz ze śpiewami takimi jak np. "Gaudeamus";
- ozdabianie dyplomów, świadectw, pieniędzy i papierów wartościowych różnymi szlaczkami, wzorkami, rysunkami i portretami (chyba że dany szlaczek stanowi zabezpieczenie i stąd musi być skomplikowany);
- akademie i apele z okazji świąt;
- hymn narodowy - bez akademii i apeli nie będzie do niczego potrzebny;
- togi prawników (chyba że zachodzi sytuacja identyfikacji danej osoby jako prawnika);
- cała ta szopka ze wstawaniem, kiedy "Sąd idzie";
- posiadanie przez szkoły i inne tego typu instytucje sztandarów i organizowanie pocztów sztandarowych;
- palenie świec, granie na organkach, uroczyste przemówienia, nakładanie obrączek i picie szampana podczas ślubów w USC;
- uroczyste obiady z dygnitarzami państwowymi oraz oficjalne toasty podczas nich;
- uroczyste wręczanie insygniów prezydenckich i "tek" ministrom;
- insygniów prezydenckich w ogóle zresztą nie powinno być;
- noszenie przez rektorów, dziekanów i pozostałych członków kadry akademickiej "gronostajów", biretów i łańcuchów;
- nadawanie jakiejkolwiek oficjalności funkcjom "pierwszej damy", ew. "pierwszego dżentelmena";
- wmurowywanie kamieni węgielnych, pierwsze sztychy i przecinanie wstęg podczas budowy i otwierania różnych obiektów.

Na razie tyle.

Znacie jakieś inne przykłady głupich przedmiotów i zwyczajów, z którymi należy skończyć?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Beata.D (83 punktów)
Prawdę mówiąc strasznie zdziwił mnie ten wątek. Nie bardzo potrafię zrozumieć w czym przeszkadza ci takie np. przecinanie wstęgi. Nie widzę w tym nic złego. Dodatkowych kosztów też to specjalnie nie generuje (chyba, że masz namyśli zakup wstęgi i nożyc). Pewne symbole muszą pozostać, bo nadają powagi sytuacjom, w których ta powaga jest niezbędna.
10-07-2011 00:36 
 Ocena 9 na 9
Amai (3012 punktów)
>Prawdę mówiąc strasznie zdziwił mnie ten wątek.
Jakbyś wcześniej przeczytała inny wątek, to by Cię nie zdziwił
10-07-2011 10:05 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>Nie widzę w tym nic złego.

Nie chodzi zdaje się o dobro/ zło lecz o zbędne/ niezbędne. Jest coś takiego jak minimal art - maksymalna oszczędność środków wyrazu. Taka jest też estetyka wywodząca się z buddyzmu zen. Autor wątku chciałby wprowadzić zdaje się coś, co można by nazwać minimal live. Sądzę, że temat wart dyskusji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-07-2011 10:26 
 Ocena 2 na 2
Amai (3012 punktów)
>Nie chodzi zdaje się o dobro/ zło lecz o zbędne/ niezbędne. Jest coś takiego jak minimal art - maksymalna oszczędność środków wyrazu. Taka jest też estetyka wywodząca się z buddyzmu zen. Autor wątku chciałby wprowadzić zdaje się coś, co można by nazwać minimal live. Sądzę, że temat wart dyskusji.

Estetykę japońską, zwłaszcza tę kojarzoną z zen, uwielbiam i wręcz uważam za ideał - ale z tym, co Pluszowy proponuje zupełnie mi się to nie wiąże. Co innego minimalizm i harmonia, a co innego okrojenie życia ze wszystkiego, co nie jest "praktyczne".
10-07-2011 11:09 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Co innego minimalizm i harmonia, a co innego okrojenie życia ze wszystkiego, co nie jest "praktyczne".

Co praktycznego widzisz w pompatycznym otwarciu autostrady (premier, nożyce, przecięcie wstęgi, telewizja, brodaci lub łysi operatorzy, reżyserzy dźwięku, prasa...), która za dwa dni jest zamykana i oddana do remontu?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-07-2011 13:11 
 Ocena 7 na 7
Domestos z Bidetu (6257 punktów)

>Co praktycznego widzisz w pompatycznym otwarciu autostrady (premier, nożyce, przecięcie wstęgi, telewizja, brodaci lub łysi operatorzy, reżyserzy dźwięku, prasa...), która za dwa dni jest zamykana i oddana do remontu?

Jako?
a.podatnik?
b.biskup poświęcający?
c.operator kamery?
d.firma remontowa?

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
10-07-2011 14:27 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>>Co innego minimalizm i harmonia, a co innego okrojenie życia ze wszystkiego, co nie jest "praktyczne".
>Co praktycznego widzisz w pompatycznym otwarciu autostrady (premier, nożyce, przecięcie wstęgi, telewizja, brodaci lub łysi operatorzy, reżyserzy dźwięku, prasa...), która za dwa dni jest zamykana i oddana do remontu?

Absolutnie nic. Nie twierdziłam, że wymienione "relikty przeszłości" są praktyczne, tylko, że nie wszystko, co niepraktyczne, musi być z automatu odrzucone. Nie twierdziłam też, że wszystkie zbędne "tradycje" powinny być podtrzymywane, niezależnie od tego, jak są głupie (akurat wszelkiego typu przecinania wstęgi można by znacznie uprościć). Ale część tego, co zostało wymienione jako zbędne ma swoją wartość, nawet jeśli ta nie jest wymierna. Chyba, że uznasz (zgodnie z kiepsko-prowokacyjną teorią Pluszowego Misia), że człowiek powinien ograniczać się do czynności niezbędnych do podtrzymania życia i starannie zaplanowanego przekazywania genów?
10-07-2011 10:51 
 Ocena 3 na 3
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
> Sądzę, że temat wart dyskusji.

pod warunkiem, że nie będzie to dyskusja w duchu minimalnego minimalizmu z cyklu: "jak do mnie mówisz to milcz".

pozdrawiam.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Beata.D (83 punktów)
>Nie chodzi zdaje się o dobro/ zło lecz o zbędne/ niezbędne.<
Łapiesz mnie za słówka . Oczywiście, że nie chodziło mi o ocenę moralną. Chciałam po prostu jakoś wyrazić fakt, że mnie takie zachowania nie przeszkadzają.
11-07-2011 09:33 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Łapiesz mnie za słówka ...

A za cóż innego mógłbym cię złapać?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
11-07-2011 21:26 
 Ocena 1 na 1
Beata.D (83 punktów)
>A za cóż innego mógłbym cię złapać?<
Chyba odbiegłeś trochę od tematu wątku

11-07-2011 12:33 
 Ocena 1 na 1
Kowalski4 (762 punktów)
Mam wrażenie, że to prowokacyjna próba sprowadzenia postulatów racjonalistycznych do absurdu.
perun (8610 punktów)

>Czy ktoś z Was podziela moje zdanie?
>Te relikty to m.in.:
W poprzednim poście określałeś się jako konserwatywny ateista . Teraz zmieniłeś zdanie i przeszedłeś na strone anarchistycznego ateisty?
Amai (3012 punktów)
>W poprzednim poście określałeś się jako konserwatywny ateista . Teraz zmieniłeś zdanie i przeszedłeś na strone anarchistycznego ateisty?
Ale tym razem też w jednym punkcie się z nim zgodzę. Kiedyś musiałam się wygłupiać w poczcie sztandarowym. Znieść cholerstwo!
Pluszowy Miś (16 punktów)
(zablokowany)
Pisałem "konserwatywny" ze znakiem zapytania, bo wiele moich poglądów nie pasuje do konserwatyzmu.

Z tym konserwatyzmem chodziło mi o opinię na temat seksualności i liberalizmu gospodarczego.
Selanos (12869 punktów)
Witam

Mogę się zgodzić z tym, że są to dość niepraktyczne relikty, ale nie zgadzam się z tym, że są niepotrzebne. Te, jak Pan je nazwał, relikty, mają przynajmniej jedno praktyczne zastosowanie: stanowią element tradycji, są oznaką pełnienia jakiejś funkcji bądź urzędu albo są wyrazem szacunku.

Dla mnie wstawanie, żeby powiedzieć nauczycielowi "dzień dobry", jest oczywistą i naturalną sprawą. W szkole podstawowej uczyła mnie nauczycielka starszej daty, która wymagała od uczniów aby wstawali, nawet jeżeli mieliśmy z nią dwie lekcje pod rząd. Sama, mimo zaawansowanego wieku i problemów z chodzeniem, wstawała kiedy mówiła do uczniów. To są może bezsensowne gesty, ale wyrażają szacunek. To było miłe, bo uczniowie czuli się, cóż, bardziej doceniani? Traktowani jak równy z równym? To, że ta pani, która mogła sobie siedzieć i nie zwracań na nas uwagi, wkładała w taki gest trochę wysiłku robił na uczniach wrażenie. Można w tym miejscu dodać, że szacunek nie wyraża się poprzez symbole, szacunek po prostu jest albo go nie ma, ale według mnie ludzie potrzebują symboli.

Laska marszałkowska albo togi prawników nie tylko wskazują na urząd osoby która ten symbol dzierży. To jest element tradycji, łącznik z historią, wskazuje na ciągłość jakiegoś zawodu albo urzędu.

Nie chcę rozpisywać się na temat każdego z wymienionych przez Pana "artefaktów", bo najzwyczajniej w świecie nie starczyłoby mi miejsca a czytanie tego byłoby katorgą. Ludzkość potrzebuje symboli, ozdób, zwyczajów i tradycji.

To tak samo jak z blokami z wielkiej płyty: przecież szare były tak samo funkcjonalne jak te pomalowane, więc po co je kolorować? Przecież to kosztuje i jest sporym utrudnieniem. Jednak liczą się przeżycia estetyczne. Dużo ciekawszy jest dla mnie stary, obdrapany i nie odnawiany od kilku dekad napis "Jastrzębie-Zdrój, miasto młodości, pracy i pokoju" oraz herb miasta, niż szara ściana. To samo się tyczy tych kolorowych pasów które wraz z pojawieniem się styropianu, zastępują szarzyznę i azbest.

Według mnie, są rzeczy i sytuacje, o których nie można myśleć tylko pod kątem ich funkcjonalności.

Pozdrawiam

10-07-2011 01:04 
 Ocena 2 na 2
Pluszowy Miś (16 punktów)
(zablokowany)
Ja też nie jestem przeciwnikiem ekspresji artystycznej i symbolom - ale ich miejsce jest wyłącznie w sferze prywatnej.

Znalazłem też garstkę innych zbędnych artefaktów:
- salutowanie w służbach mundurowych;
- organizowanie defilad;
- musztra paradna;
- warty honorowe;
- składanie wieńców na grobach;
- apele poległych;
- nadawanie orderów i innych odznaczeń;
- doktorat honoris causa;
- orędzia prezydenta.
10-07-2011 01:12
 Ocena 11 na 11
Amai (3012 punktów)
>Od dłuższego czasu zwracam uwagę na wiele zupełnie zbędnych artefaktów, jakie wciąż pozostają w
>urzędach i instytucjach publicznych, które pozostają tam, nie spełniając żadnej praktycznej funkcji.
>Chodzi tu zarówno o przedmioty materialne, jak też i pewne zwyczaje, formuły itp.

Jeśli zebrać "do kupy" wszystko, co napisałeś tutaj i w poprzednim wątku, wychodzi, że wszystko, co ludzie robią i co tworzą powinno być ograniczone do absolutnego, niezbędnego minimum. Żadnych ozdób, żadnych przyjemności (choćby estetycznych, że nie wspomnę o Twoich twierdzeniach dotyczących seksu), wszystko proste i praktyczne.
Jakoś dziwnie mi się to kojarzy. Świat pozbawionych emocji (wybitnie nieracjonalne zjawisko) ludzi, ubranych tak samo (w jakieś zaprojektowane przez specjalistów, praktyczne mundurki), poruszających się tak samo (bo ktoś inny doszedł do tego, jak chodzić, żeby wydatek energii był jak najmniejszy), i generalnie funkcjonujących jak perfekcyjnie nastrojone roboty. Ludzie jako trybiki w wielkiej maszynie.
Parę książek już w podobnym klimacie napisano, parę filmów też zrobiono... Zwykle trafia się w końcu jakiś bohater, który roznosi wszystko w drobny mak i świat wraca do normy.
10-07-2011 01:20 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>Parę książek już w podobnym klimacie napisano, parę filmów też zrobiono... Zwykle trafia się w końcu jakiś bohater, który roznosi wszystko w drobny mak i świat wraca do normy.

Jak tylko zacząłem czytać ten wątek, to przyszła mi do głowy jedna z moich ulubionych książek, Rok 1984. Niestety w tej książce nikt nie roznosi "wszystkiego" w drobny mak i nie zanosi się na to aby świat wrócił do normy...
10-07-2011 01:45 
 Ocena 6 na 6
Amai (3012 punktów)
>Jak tylko zacząłem czytać ten wątek, to przyszła mi do głowy jedna z moich ulubionych książek, Rok 1984. Niestety w tej książce nikt nie roznosi "wszystkiego" w drobny mak i nie zanosi się na to aby świat wrócił do normy...

Mnie się przy poprzednim wątku skojarzyło trochę mniej ambitnie, z filmem Equilibrium. Świat przyszłości, w którym jakiś mądrala wymyślił sobie, że całe zło - przestępczość, wojny - bierze się z ludzkich emocji. Więc wszystko, co wywołuje emocje - jak sztuka - jest zakazane, a wszyscy biorą praktycznie od narodzin leki, które te emocje tłumią. I tak sobie żyją jak te bezmyślne mróweczki...
finerbijk (17282 punktów)
>Więc wszystko, co wywołuje emocje - jak sztuka - jest zakazane
Częściowo to jest świat niedalekiej przeszłości - Chiny maoistyczne. Sztuka i literatura (poza nielicznymi wybranymi pozycjami) były zakazane. Za posiadanie książki można było trafić do obozu, albo jeszcze gorzej. Nieracjonalne zachowania, jak np. hodowanie zwierząt domowych, czy gołębi, były tępione z całą surowością.
Jednorodna szara masa - marzenie każdego totalitarysty.
Amai (3012 punktów)
>Częściowo to jest świat niedalekiej przeszłości - Chiny maoistyczne.

Dokładnie ten klimat - kara śmierci za posiadanie dzieł sztuki, zwierząt, za odstawienie leku... Film zaczyna się od sceny, w której policja pali zawartość jednego z nielegalnych magazynów i zupełnie bez emocji patrzy na Mona Lizę w płomieniach.
ewa.a (130 punktów)
Nie podoba mi się wizja świata bez symboli i formuł. Wszelkie rytuały i zwyczaje generują wiele gaf, które z kolei stwarzają okazje do śmiechu; zaś nie od dziś wiadomo, że śmiech to zdrowie. A symbole - jak na przykład omówiona przez Pana toga prawnicza - sądzę, że tym wytrwalcom, którzy poświęcili tak wiele czasu na naukę na studiach prawniczych należy się pewne wyróżnienie z szarego tłumu. Nie wszystko w życiu musi być praktyczne i użyteczne, człowiek - aby być człowiekiem, musi być odrobinę nieracjonalny i niepragmatyczny. Taka już nasza natura, prawda?

"Będzie co ma być, już wiem, że stąd nie zwieję; poczekam i popatrzę - nie cofnę kijem Wisły."
10-07-2011 10:56 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
> sądzę, że tym wytrwalcom, którzy poświęcili tak wiele czasu na naukę na studiach prawniczych należy się pewne wyróżnienie z szarego tłumu. ...

Poza pensją nie należy im się nic. A jak się chcą odróżniać od tłumu, to niech noszą różowe łachy i czapki z dzwoneczkami.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-07-2011 08:27
 Ocena 10 na 10
sinapis (1725 punktów)
>Znacie jakieś inne przykłady głupich przedmiotów i zwyczajów, z którymi należy skończyć?

Należy zakazać produkcji pluszowych misiów!
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Znacie jakieś inne przykłady głupich przedmiotów i zwyczajów, z którymi należy skończyć?
-A najważniejsza rzecz jak wolność wyboru?! Kto miałby decydować z czym skończyć i komu co jest potrzebne? Ciebie nikt nie zmusza do obchodzenia i celebrowania tych wszystkich zwyczajów. Ja sam z wielu kpię, ale zakazy i nakazy powinny dotyczyć tylko rzeczy szkodliwych i niebezpiecznych.
-To może po prostu wróćmy na drzewa ! Będziemy robić tylko to co niezbędne do życia i zachowania gatunku. Tylko po co? Jeść, walczyć o terytorium, załatwiać potrzeby fizjologiczne, w tym kopulować oczywiście, ale tylko w okresie godowym. Mało zabawne.


"Religia jest dla ludzi bez rozumu" - Józef Piłsudski
diogenes (42753 punktów)
>uważam, że należy to wszystko znieść, ponieważ to generuje koszta...

Pal sześć koszta. Po prostu można się bez tego obejść.

>Czy ktoś z Was podziela moje zdanie?

Zobaczymy...

>Te relikty to m.in.:

>- uderzanie laską marszałkowską na początek obrad parlamentu;

Pro. Laskę należałoby ewentualnie zamienić na młotek, a podłogę na czoło.

>- bicie w dzwon na początek sesji na giełdzie;

Pro.

>- noszenie przez polityków w sytuacjach oficjalnych marynarek i krawatów ...

Przesada. Niech się witają nawet w podkoszulkach.

>"dzień dobry", kiedy do klasy wchodzi dyrektor lub inny nauczyciel;

Jasne. Dzieciaki żują gumę, więc to rozprasza.

>- uroczyste rozdania dyplomów w szkołach i na uczelniach wraz ze śpiewami takimi jak np. "Gaudeamus"...

Takie spędy bywają okazją do obserwacji społecznych. Napisałem kiedyś opowiadanko o facecie niosącym sztandar, który rozdeptał muchę: w auli było tak duszno i głupio, że biedactwo padło na podłogę. A potem, kiedy wszyscy stali na baczność, z chrzęstem chityny dokonało żywota pod podeszwą buta, jeśli dobrze pamiętam - adidasa.

>- ozdabianie dyplomów, świadectw, pieniędzy i papierów wartościowych...

Czymś te papierzyska muszą się różnić od papieru toaletowego.

>- akademie i apele z okazji świąt;

Pod warunkiem, że zamieniono by je na czas wolny.

>- hymn narodowy ...

Pro.

>togi prawników...

Patrz wyżej, politycy.

>szopka ze wstawaniem, kiedy "Sąd idzie";

Jasne. Mógłby wstać tylko oskarżony, jakby miał ochotę.

>posiadanie przez szkoły i inne tego typu instytucje sztandarów i organizowanie pocztów sztandarowych;

Pro. Ale ma to również dobre strony. Np. ktoś z pocztu sztandarowego mdleje, i jest zwrot w akcji.

>palenie świec, granie na organkach, uroczyste przemówienia, nakładanie obrączek i picie szampana ...

Savonarola?

>noszenie przez rektorów, ...łańcuchów;

Dlaczego mielibyśmy pozbawić się tych kretyńskich widoków? To zamach na groteskę. Dodałbym im młot i kowadło.

>nadawanie jakiejkolwiek oficjalności funkcjom "pierwszej damy", ew. "pierwszego dżentelmena";

Odliczanie dam jest faktycznie ryzykowne. Która jest drugą? Która setną? A czy pierwsza jest faktycznie pierwszą, skoro wielu nie chce jej oglądać?

>wmurowywanie kamieni węgielnych, pierwsze sztychy i przecinanie wstęg podczas budowy i otwierania różnych obiektów.

Generalnie jestem za radykalnym ograniczeniem rytuałów społecznych. W każdym razie powinny być absolutnie nieobowiązkowe. Jeśli ktoś chce coś otworzyć, zamknąć, przenieść, wnieść, wynieść, złożyć, uczcić, wręczyć, wyręczyć, wykopać, zakopać, posadzić, wejść, wyjść, powiedzieć, przemilczeć, podpalić, odpalić, startować, lądować czy wreszcie spadać na pysk - niech to sobie robi, ale niech nie każe oglądać tego innym.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-07-2011 11:13 
 Ocena 3 na 3
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>Generalnie jestem za radykalnym ograniczeniem rytuałów społecznych. W każdym razie powinny być absolutnie nieobowiązkowe. Jeśli ktoś chce coś otworzyć, zamknąć, przenieść, wnieść, wynieść, złożyć, uczcić, wręczyć, wyręczyć, wykopać, zakopać, posadzić, wejść, wyjść, powiedzieć, przemilczeć, podpalić, odpalić, startować, lądować czy wreszcie spadać na pysk - niech to sobie robi, ale niech nie każe oglądać tego innym.

ciekaw jestem tego wspomnianego opowiadania.

A apropo otwierania i nieobowiązkowości:

=>co robi nabożny Żyd przed wypiciem herbaty?

Dowcip przedstawiony przez statecznego rabina na krakowskim Kazimierzu, w bardzo poważnej atmosferze, który lubił wyśmiewać absurdy (pomijam jego własna rabinowatość). Gdy znajomi prześcigali się w wymyślnych odpowiedziach, zgodnych ze statusem dowcipodawcy, on z lekkim uśmiechem upił łyk herbaty i rzekł:

=>otwiera usta.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
10-07-2011 11:34 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>co robi nabożny Żyd przed wypiciem herbaty?
>otwiera usta.

To samo robi goj. Więc po cholerę być nabożnym Żydem?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-07-2011 13:07 
 Ocena 2 na 2
Domestos z Bidetu (6257 punktów)

>To samo robi goj.
oczywiście.

>Więc po cholerę być nabożnym Żydem?

tzw: "doświadczenie życiowe" bywa czasem dość drogim i luksusowym towarem.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
10-07-2011 13:18 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>"doświadczenie życiowe" bywa czasem dość drogim i luksusowym towarem.

Można jaśniej?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
11-07-2011 11:22 
 Ocena 1 na 1
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>To samo robi goj.
>>oczywiście.
>Więc po cholerę być nabożnym Żydem?
>>tzw: "doświadczenie życiowe" bywa czasem dość drogim i luksusowym towarem.
>Można jaśniej?

"doświadczenie życiowe" (moja opinia - może niedoskonała) - wiąże się z przeżyciem/przeżywaniem czegoś. A to pewnej "porcji czasu" i wyciągnięciem z niej wniosków, a to pewnych zdarzeń losowych, nie zawsze przyjemnych, lub nawet zwykłym przeżyciem - ale aktywnym. Żeby wiedzieć "co robi pobożny żyd przed wypiciem herbaty" - wielu zostanie "nabożnymi żydami". Że tylko "otwiera usta", przekonają się już po fakcie.
Często rezygnuje z dyskusji, i czekam co się wydarzy. Daje ludziom pewną swobodę. Jeżeli różnimy się zdaniem, przykładowo ja twierdze, że coś się zniszczy, student że nie "bo", daje możliwość: ok - zrób jak uważasz i patrz. Niech więc się tak stanie. W tym momencie, to zdarzenie jest dużo lepiej zapamiętane i dłużej jest w pamięci. Słowa bardzo często przemijają i zanikają. Zdarzenia maja dłuższy "czas pamiętania". Co zapamiętam na dłużej? że coś (być może)wybuchnie czy realny wybuch? Nie każdego jednak stać na taką zabawę, bywa kosztowna. A nasz system zawsze oszczędza.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Niech zgadnę: masz zamiar zmusić wszystkich na tym forum, by uznali "tradycję", "rytuały", "symbole" oraz "znaki" za coś ważnego, fajnego, potrzebnego, ciekawego itp. itd., po czym wyskoczyć z wielkim, czerwonym, 40px napisem "TO DLACZEGO PRZESZKADZAJĄ WAM KRZYŻE?!?!?!@@!@!!112!" ?

Nic z tego, wywieszanie flagi nie oznacza "wielki różowy jednorożec stworzył kwarki", krawat nie oznacza "przed podejściem do mnie macie uklęknąć, obrócić się na lewej nodze po czym powitać mnie słowami Witaj Ekscelencjo!", uroczyste obiady nie oznaczają "Dwa tysiące lat temu Kosmiczny Żyd kazał zjeść swoje własne mięso by Wielki Kucharz nie ugotował nas w swoim kosmicznym kotle pełnym Mistycznej Włoszczyzny". Mam wymieniać dalej? Kamień węgielny nie mąci ludziom w głowach i nie kłamie na temat tego jaki naprawdę był, jest i będzie świat, oraz rządzące nim prawa.
-jad- (18783 punktów)
>Czy ktoś z Was podziela moje zdanie?

Ja w dużej części. Nie znoszę celebry i rytuałów, uniformów i symboli. Te które bezpośrednio mnie nie dotykają, nie wadzą mi za bardzo na szczęście.

>- ozdabianie dyplomów, świadectw, pieniędzy i papierów wartościowych różnymi szlaczkami, wzorkami,
>rysunkami i portretami (chyba że dany szlaczek stanowi zabezpieczenie i stąd musi być
>skomplikowany);

Właściwie, każdy parametr dokumentu czy banknotu stanowi jego zabezpieczenie. Chętnie skończyłbym za to z bilonem, który jest niepraktyczny jak cholera.

>Znacie jakieś inne przykłady głupich przedmiotów i zwyczajów, z którymi należy skończyć?

Podawanie ręki na powitanie, życzenie komuś "smacznego" z obowiązkiem dziękowania za to.
I wesołych świąt. Dziękuję, wzajemnie.
I jak tam święta? A, święta, święta i po świętach

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Jan Res (4015 punktów)
Masz rację. Ale ja bym poszedł dalej. Wyeliminowałbym wszystko, co zbędne, z naszego życia:

- sztukę, bo jeszcze nikt, poza twórcą, nie napełnił nią swego kałduna,
- wszelkie wzorki i kolorki na ciuchach. Mao zakazał takich fanaberii i nikt z tego powodu nie umarł. A latem wszyscy wszędzie tylko na golasa,
- sadzenie drzewek krzewów i kwiatków (zostawiłbym tylko te jadalne),
- ortografię i zasady gramatyki,
- nauczanie zbędnych głupot (a jest tego tyle, że nie starczy tu miejsca),
- wszelkie miłosne zalecanki; przecież można od razu przejść do dzieła,
itd.
Jest tego zbędnego bagażu tak wiele, że nie będę się dłużej rozpisywać.

Życie nasze stałoby się wreszcie naprawdę wspaniałe: ograniczylibyśmy je do żarcia, spania, sr.nia i ruchania (ale pod warunkiem, że to ruchanie służyłoby prokreacji, co już zresztą w poprzedniej wypowiedzi napisałeś). Bo po cholerę męczyć się bezowocnie?
10-07-2011 22:08 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Masz rację. Ale ja bym poszedł dalej. Wyeliminowałbym wszystko, co zbędne, z naszego życia:
>- sztukę, bo jeszcze nikt, poza twórcą, nie napełnił nią swego kałduna,
No nie - czasem twórca przymierał głodem (aż wreszcie umarł całkiem), a po jego śmierci inni zarobili na tym co stworzył.
>- A latem wszyscy wszędzie tylko na golasa,
Przecież to nieestetyczne - najwyżej 10% ludzi może chodzić na golasa, nie wzbudzając obrzydzenia
>- ortografię i zasady gramatyki,
A czy ten postulat nie został już zrealizowany? Przynajmniej w części.
>- wszelkie miłosne zalecanki; przecież można od razu przejść do dzieła,
Zbożnego dzieła prokreacji oczywiście ?
10-07-2011 22:29 
 Ocena 2 na 2
Amai (3012 punktów)
>>- A latem wszyscy wszędzie tylko na golasa,
>Przecież to nieestetyczne - najwyżej 10% ludzi może chodzić na golasa, nie wzbudzając obrzydzenia

Za to wzbudzając inne uczucia, co mogłoby być o wiele bardziej krępujące.
Zresztą widok to pół biedy, może dałoby się przyzwyczaić. Ale wyobraź sobie na zatłoczony autobus z godzinach szczytu.
Że o higienie nie wspomnę.

>>- wszelkie miłosne zalecanki; przecież można od razu przejść do dzieła,
>Zbożnego dzieła prokreacji oczywiście ?

Wcześniej należy jeszcze określić najlepszy moment, bo skoro seks powinien służyć wyłącznie swojemu celowi, to po co marnować energię bez potrzeby. A może w ogóle ograniczyć się do in vitro? Wtedy ludzie nawet nie będą musieli się dotykać. Lekarz dobierze pary z najlepszą kombinacją genów i sprawę załatwi czysto i sterylnie. Ideał.
10-07-2011 22:40 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Za to wzbudzając inne uczucia, co mogłoby być o wiele bardziej krępujące.
Dla kobiet? Nieee...
>Zresztą widok to pół biedy, może dałoby się przyzwyczaić. Ale wyobraź sobie na zatłoczony autobus z godzinach szczytu.
A, to autobusy zostają?
>Wcześniej należy jeszcze określić najlepszy moment, bo skoro seks powinien służyć wyłącznie swojemu celowi, to po co marnować energię bez potrzeby.
Czyli potrzebna instytucja rui - drobny krok wstecz na drodze ewolucji
>A może w ogóle ograniczyć się do in vitro? Wtedy ludzie nawet nie będą musieli się dotykać. Lekarz dobierze pary z najlepszą kombinacją genów i sprawę załatwi czysto i sterylnie. Ideał.
To już w ogóle niech to produkują pozaustrojowo. Tak to facet się nie wysili (obejrzy jakiś filmik), a kobieta dalej będzie robiła za inkubator.
11-07-2011 13:19 
 Ocena 3 na 3
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>>- A latem wszyscy wszędzie tylko na golasa,
>Przecież to nieestetyczne - najwyżej 10% ludzi może chodzić na golasa, nie wzbudzając obrzydzenia

Niejaki Anatol France bardzo ładnie to przedstawił w dziełku:

WYSPA PINGWINÓW
Cytat:

KSIĘGA DRUGA
CZASY STAROŻYTNE
ROZDZIAŁ I
PIERWSZE SZATY

Dnia tego święty Maël usiadł nad brzegiem oceanu, na rozpalonym kamieniu. Myślał, że rozgrzało go słońce i złożył za to dzięki Stwórcy świata, nie wiedział bowiem, że niedawno Szatan na tym głazie odpoczywał. Apostoł czekał na mnichów z Yvern, którzy mieli przywieźć ładunek tkanin i skór dla przyodziania mieszkańców wyspy Alca. Wkrótce ujrzał zakonnika Magisa, lądującego z kufrem na plecach. Mnich ten uchodził za wielce świątobliwego. Gdy zbliżył się był do starca, postawił kufer na ziemi i rzekł, rękawem ocierając pot z czoła:
- No i cóż mój ojcze, chcesz odziać tych pingwinów?
- Jest to konieczne, mój synu - odrzekł starzec. - Odkąd wcieleni zostali do rodziny Abrahama, pingwini uczestniczą w klątwie Ewy i wiedzą, że są nadzy, czego nie wiedzieli wprzódy. Czas już najwyższy, by ich odziać, bo oto tracą puszek pozostały im po metamorfozie.
- Prawda - rzekł Magis wodząc wzrokiem po wybrzeżu, na którym pingwini zajęci byli połowem krewetek, zbieraniem mięczaków, śpiewaniem i spaniem - są nadzy. Ale czy nie sądzisz, ojcze, że lepiej może pozostawić ich nagimi? Po co ich odziewać? Gdy nosić będą suknie, poddani będą prawom moralnym, da to im niezmierną dumę, niską obłudę i niepotrzebne okrucieństwo.
- Czyż być może, synu mój - westchnął starzec - byś tak źle pojmował skutki praw moralnych, którym poddają się nawet poganie?
- Prawo moralne - odrzekł Magis - zmusza ludzi, którzy są zwierzętami, by żyli odmiennie niż zwierzęta, co im zapewne nie jest przyjemne ale pochlebia im i uspokaja ich; a że są dumni, tchórzliwi i rozkoszy chciwi, chętnie poddają się przymusom, z których pysznić się mogą i na których opierają obecne swe bezpieczeństwo i nadzieję przyszłego swego szczęścia. Taka jest zasada każdej moralności... Ale nie zbaczajmy od przedmiotu. Towarzysze moi składają na wyspie ładunek skór i tkanin. Pomyśl nad tym, mój ojcze, póki czas jeszcze! Przyodzianie pingwinów jest sprawą bardzo doniosłą. Teraz, gdy pingwin pożąda pingwinki, wie dokładnie czego pragnie, pożądania jego są ściśle ograniczone wskutek dokładnej znajomości przedmiotu pożądanego. W tej chwili na wybrzeżu dwie czy trzy pary pingwinów oddają się miłości w blasku słońca. Patrz, z jaką prostotą! Nikt na to nie zważa, a nawet ci, co to robią, nie zdają się zbytnio tym przejęci. Ale gdy pingwinki będą ubrane, pingwin nie zda sobie tak dobrze sprawy z tego, co go do nich pociąga. Nieokreślone pożądania jego rozpierzchną się na różne marzenia i złudzenia; wreszcie, mój ojcze, pozna on miłość i jej szalone cierpienia. A przez ten czas pingwinki spuszczając oczy i sznurując usta przybierać będą miny, jakby skarb chroniły pod swymi osłonami! Co za szkoda! Zło będzie znośne, póki ludy te będą biedne i surowe; ale poczekaj tylko jakie tysiąc lat, a zobaczysz, mój ojcze jak groźną broń dałeś w ręce cór Alca. Jeśli pozwolisz, mogę zawczasu dać ci o tym pojęcie. Mam trochę odzieży w tej skrzyni. Weźmy pierwszą lepszą pingwinkę, z której pingwini tak mało sobie robią i ubierzmy ją, o ile można nienajgorzej.


polecam całość

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Kowalski4 (762 punktów)
>- uderzanie laską marszałkowską na początek obrad parlamentu;
Ba! W dzisiejszych czasach obrady parlamentu można zorganizować w formie telekonferencji, a budynek na Wiejskiej sprzedać. Będzie taniej

>- bicie w dzwon na początek sesji na giełdzie;
Nie pytaj komu bije dzwon, bije on twojej spółce!

>- noszenie przez polityków w sytuacjach oficjalnych marynarek i krawatów nawet latem i nie
>zakładanie kurtek i czapek nawet w zimie (zwłaszcza w takich sytuacjach, jak np. powitania delegacji
>zagranicznych);
Mają płaszcze, więc tak bym ich nie żałował.
Poważnie, to kwestia dress code i ma o wiele większy zasięg niż przypuszczasz

>- w szkole wstawanie na "dzień dobry", kiedy do klasy wchodzi dyrektor lub inny nauczyciel;
Ba! Mówiąc "dzień dobry" wypada stać, nawet jak się już nie chodzi do szkoły!

>- uroczyste rozdania dyplomów w szkołach i na uczelniach wraz ze śpiewami takimi jak np.
>"Gaudeamus";
Zwrotka Gaudeamus o młodych wdówkach bardzo mi się podoba
Zupełnie poważnie -- wiele z tego, co piszesz, to zwyczaje opcjonalne. Można zwykle odebrać dyplom bez 'oficjalnego zakończenia', można zorganizować giełdę bez dzwonu, a marszałek w rzeczywistości niezwykle rzadko korzysta z laski.

>- ozdabianie dyplomów, świadectw, pieniędzy i papierów wartościowych różnymi szlaczkami, wzorkami,
>rysunkami i portretami (chyba że dany szlaczek stanowi zabezpieczenie i stąd musi być
>skomplikowany);
Szlaczki stanowią zabezpieczenie. Że są estetyczne i coś wyrażają? No przepraszam, ale jakieś muszą być. A przeciwieństwem wyobrażającej estetyczności, jest abstrakcyjne brzydactwo Wolę więc to pierwsze.

>- akademie i apele z okazji świąt;
Niezbyt częste. W sumie, to nie przypominam sobie akademii z czasów szkolnych, innych niż koniec i początek roku, późniejszych niż moja szkolna podstawówka. Mam po raz drugi (po kwestii 'wstawania na "dzień dobry"') wrażenie, że piszesz z pozycji ucznia.

>- hymn narodowy - bez akademii i apeli nie będzie do niczego potrzebny;
No, niektóre bym zlikwidował. Ale nasz jest fajny. Pięknie równoważy swoją energią tak chętne przeżywanie polskości na smutno.

>- togi prawników (chyba że zachodzi sytuacja identyfikacji danej osoby jako prawnika);
Dress code, ciąg dalszy.

>- cała ta szopka ze wstawaniem, kiedy "Sąd idzie";
Ba!

>- posiadanie przez szkoły i inne tego typu instytucje sztandarów i organizowanie pocztów
>sztandarowych;
Inne tego typu instytucje -- masz na myśli wojsko, czy Kościół?

>- palenie świec, granie na organkach, uroczyste przemówienia, nakładanie obrączek i picie szampana
>podczas ślubów w USC;
Jeśli chodzi o ślub, to mam wrażenie, że możesz całkiem dobrze samemu określić, jak go chcesz przeżyć (oczywiście, z Pluszową Niedźwiedzicą ). Że USC coś takiego zorganizowałoby samo z siebie? Cóż, taki zwyczaj, ale bynajmniej nie obowiązkowy.

>- uroczyste obiady z dygnitarzami państwowymi oraz oficjalne toasty podczas nich;
Jedzenie jest czynnością społeczną Nie ma znaczenia, czy siedzi przy stole dwóch dygnitarzy, czy jesteś u cioci na imieninach, czy też spotykasz się z dziewczyną
Że jest taką czynnością, oznacza, że bywa wykorzystywane do aranżowania spotkań, przemówień, toastów. Ale wcale nie musi tak być -- wolna wola spotykających się.

>- uroczyste wręczanie insygniów prezydenckich i "tek" ministrom;
Polityka, a przynajmniej władza, jest trochę teatrem. Zresztą jest nim i życie. Ludzi różni to, jak bardzo tego teatru potrzebują. Dla jednych jest on zbędny, dla innych -- konieczny. To co widzimy w telewizji, czy osobiście, to jakaś wypadkowa tych oczekiwań.
W każdym razie -- jeśli sam nie potrzebujesz tych 'reliktów', to nie znaczy, że możesz się nie liczyć z potrzebami innych. Zresztą spróbuj się ożenić, a zobaczysz, jak rodziny (Twoja i wybranki) będą Cię wkręcały w to, co trzeba zrobić, bo wszyscy tak robią, bo wypada, bo to fajne... Różnica z państwem polega na tym, że w przypadku rodziny możesz nie posłuchać, dla państwa jednak Twoje oczekiwania nie są ważniejsze od tych, którzy tego pragną.

>- insygniów prezydenckich w ogóle zresztą nie powinno być;
Mam wrażenie, że się powtarzasz. BTW. kiedy prezydent korzysta ze swoich insygniów, nie licząc inauguracji?

>- noszenie przez rektorów, dziekanów i pozostałych członków kadry akademickiej "gronostajów",
>biretów i łańcuchów;
Zwyczaj traktowany jest coraz swobodniej.

>- nadawanie jakiejkolwiek oficjalności funkcjom "pierwszej damy", ew. "pierwszego dżentelmena";
Jedyną oficjalnością jest występowanie w roli gospodarza/gościa przy podróżach zagranicznych. Inaczej to wygląda, jak z wizytą JPII w Indonezji, bodajże, kiedy dostał łoże małżeńskie w pokoju gościnnym

>- wmurowywanie kamieni węgielnych, pierwsze sztychy i przecinanie wstęg podczas budowy i otwierania
>różnych obiektów.
Tylko oficjalnych. Chodzi także o teatr władzy.

>Na razie tyle.
No... jestem rozczarowany. Bo, gdzie:
-- rozbijanie butelki szampana o wodowany statek?
-- szerzej: chrzest statku;
-- chrzest morski przy przekraczaniu równika?
-- nadawanie przedmiotom (choćby statkom) nazw własnych?
-- ząbkowanie monet?
-- uroczyste podpisywanie dokumentów?
-- potwierdzanie faktów podpisem?
-- sylwestrowe życzenia prezydenckie (no i bożonarodzeniowe, prymasowskie, ale tu chyba forum będzie zgodne )?
-- noszenie przez żołnierzy mundurów?
-- to samo z policjantami i innymi służbami?
11-07-2011 13:34 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>jeśli sam nie potrzebujesz tych 'reliktów', to nie znaczy, że możesz się nie liczyć z potrzebami innych.

I o to tu biega.
Nie wciskaj drugiemu, co tobie miłe.
Nie pozbawiaj drugiego tego, co tobie niemiłe.



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365