Racjonalista - Strona głównaDo treści
Upadek mitu z teorią spiskową w tle

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
13-07-2011 22:02jawnoszyderca (184 punktów)Upadek mitu z teorią spiskową w tle
Ocena 14 na 14
Przeglądając stronę gazety The Independent natrafiłem na pewien ciekawy artykuł.

W telegraficznym skrócie: według Margaret McCartney, lekarki pierwszego kontaktu z Glasgow, twierdzenie, jakoby picie dużych ilości wody każdego dnia jest zdrowie, jest nie tylko fałszywe, ale wręcz niebezpieczne. Owe błędne przekonanie wynika z popularnej w ciągu ostatniej dekady porady mówiącej nam, iż dorośli powinni wypijać 2,5 litra wody każdego dnia- 1ml na każdą skonsumowaną kalorię. Jednak mniej znana jest dalsza część tej pochodzącej z 1945 porady, a głosi ona, że większość z tych 2,5 litra otrzymujemy wraz z przygotowanym jedzeniem.

Problem pojawił się, gdy do picia dużych ilości wody zaczęły namawiać tzw. osoby z autorytetem- National Health Service zalecał picie 6-8 szklanek płynów dziennie; niektóre szkoły wymagały od uczniów, aby ci przynosili do szkoły butelkę wody. Jak twierdzi McCartney, nie tylko nie ma wiarygodnych dowodów na to, że spożywamy za mało wody, ale nawet istnieją dowody na to, że nadmierne nawodnienie organizmu może prowadzić do szeregu różnych chorób- od niedoboru soli w surowicy krwi do śmierci.



W celu wyczerpującego omówienia tematu muszę także opisać inny aspekt tej sprawy. Moją uwagę przykuł akapit:
Cytat:
Hydration for Health, an initiative aimed at medics to promote the drinking of water, which was created and is sponsored by Danone, the French maker of Evian, Volvic and Badoit bottled waters, says "many people, including children, are not drinking enough". It recommends "1.5 to 2 litres of water daily is the simplest and healthiest hydration advice you can give".


Jak się okazuje, nie jest to jedyna afera z udziałem koncernu Danone. Na stronie tej samej gazety jest dostępny artykuł, w którym opisane zostały zamieszczone w reklamach kłamstwa na temat rzekomego wpływu produktów Danone na zdrowie.

Po przeczytaniu takich informacji zadaję sobie pytanie o wiarygodność naukowców zajmujących się zdrowiem człowieka- ile troszczą się oni o nasze zdrowie, a ile o własną kieszeń? I jaki jest realny wpływ korporacji na działania urzędników państwowych?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Anna Salman (16360 punktów)
>... zadaję sobie pytanie o wiarygodność naukowców zajmujących się zdrowiem człowieka- ile troszczą się oni o nasze zdrowie, a ile o własną kieszeń? I jaki jest realny wpływ korporacji na działania urzędników państwowych?
Dobrze zadane pytanie to połowa odpowiedzi.
Ania... (14138 punktów)
>Po przeczytaniu takich informacji zadaję sobie pytanie o wiarygodność naukowców zajmujących się
>zdrowiem człowieka- ile troszczą się oni o nasze zdrowie, a ile o własną kieszeń? I jaki jest realny
>wpływ korporacji na działania urzędników państwowych?
Wiarygodność naukowców warto oceniać opierając się na ich badaniach, a nie kampaniach reklamowych.
Wiemy, że większość sformułowań typu "Polecane przez 97% dermatologów" albo "Zatwierdzone przez Instytut X" to ściema.
Zwykle pod tym drobnym druczkiem można doczytać wyjaśnienie ściemy. W przypadku dermatologów procenty wyszły im z prostej czynności: wysłano maila do iluś dermatologów, spośród odpowiedzi 97% poparło produkt. Tyle, że inni, którzy być może ocenili go jako szajsik nie odpowiedzieli zapewne. Albo ich maile trafiły do kosza. Dlaczego? Bo "badanie" prowadziła sama firma, nie naukowcy.
W przypadku zatwierdzeń przez instytut zwykle konsultuje się z nimi skład proponowanego produktu, nie robi się później badań jakościowych. Czyli pytamy "czy soczek z marchewki i jabłuszka będzie zdrowy?" a oni mówią - "tak, będzie zdrowy".

Oczywiście, kampanie typy jedz margarynę / masło, nie używaj cukru, pij soki bez cukru (na słodzikach), jedz produkty fit, pij wodę i to mineralną, to nie są poważne badania. Może właśnie na tym polega problem, że nie ma komu sponsorować wywiadów z neutralnymi lekarzami, bo za podawanie niekontrowersyjnych tez im nie ma kto płacić wielkich pieniędzy?
13-07-2011 23:36 
 Ocena 4 na 4
jawnoszyderca (184 punktów)
>Wiemy, że większość sformułowań typu "Polecane przez 97% dermatologów" albo "Zatwierdzone przez Instytut X" to ściema.

Ale i tak nic nie przebije słynnych " amerykańskich naukowców, którzy odkryli, że..."

>Zwykle pod tym drobnym druczkiem można doczytać wyjaśnienie ściemy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy nie mamy takiej możliwości. Wystarczy przyjrzeć się polskiemu rynkowi suplementów diety- specyfików, które z założenia mają działać wspomagająco w procesie dochodzenia do zdrowia. Jak to działa w praktyce? Wystarczy udowodnić, że dany specyfik nie szkodzi i... to wszystko. Możemy legalnie sprzedawać produkt pod nazwą suplementu diety. Jeszcze tylko kilka lichych, sponsorowanych badań, i można wypisywać na opakowaniu niestworzone bzdury.

>W przypadku dermatologów procenty wyszły im z prostej czynności: wysłano maila do iluś dermatologów, spośród odpowiedzi 97% poparło produkt. Tyle, że inni, którzy być może ocenili go jako szajsik nie odpowiedzieli zapewne. Albo ich maile trafiły do kosza. Dlaczego? Bo "badanie" prowadziła sama firma, nie naukowcy.

Ponadto problemem są same standardy badań, a raczej ich brak. Rzadko kiedy stosuje się metodę podwójnie ślepej próby, co niekiedy wręcz wymusza efekt placebo.

>Może właśnie na tym polega problem, że nie ma komu sponsorować wywiadów z neutralnymi lekarzami, bo za podawanie niekontrowersyjnych tez im nie ma kto płacić wielkich pieniędzy?

Powiedziałbym jednak, że ich tezy są kontrowersyjne, ale nie w tę stronę co trzeba.
fiedorek.t (5805 punktów)
>Po przeczytaniu takich informacji zadaję sobie pytanie o wiarygodność naukowców zajmujących się
>zdrowiem człowieka- ile troszczą się oni o nasze zdrowie, a ile o własną kieszeń? I jaki jest realny
>wpływ korporacji na działania urzędników państwowych?
Nie jestem pewien czy naukowcy mogą tę lawinę zatrzymać.Codziennie mijam dystrybutory z pięknie,obrazowo przedstawionym cyklem picia:drink at least 8 cups daily.Każdy kogo mijam ma butelkę wody mineralnej i puka się w czoło jak zobaczą mnie z diet cola.Tu akurat siła odziaływania Danone jest trochę mniejsza,bo miejscowi potentaci,że wspomnę tylko Riverrock robią swoje i wszystko za przyzwoleniem HSE.Paranoja,naprawdę można z tego zrobić teorię spiskową choć dla nich to tylko business as usual.
13-07-2011 23:16
 Ocena 10 na 10
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>jakoby picie dużych ilości wódy każdego dnia jest zdrowie
Churchill pił litr whisky dziennie i dożył dziewięćdziesiątki więc chyba jest zdrowe.

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
14-07-2011 00:21 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
>
>jakoby picie dużych ilości wódy każdego dnia jest zdrowie
>Churchill pił litr whisky dziennie i dożył dziewięćdziesiątki więc chyba jest zdrowe.

Mój kolega pił litr spirytusu dziennie i wycieli mu parę organów. Ciekawe ile pożyje?
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>
>jakoby picie dużych ilości wódy każdego dnia jest zdrowie
>>Churchill pił litr whisky dziennie i dożył dziewięćdziesiątki więc chyba jest zdrowe.
>Mój kolega pił litr spirytusu dziennie i wycieli mu parę organów. Ciekawe ile pożyje?
Znaczy się przesadził z tym piciem!


Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
fiedorek.t (5805 punktów)
>>
>jakoby picie dużych ilości wódy każdego dnia jest zdrowie
>>Churchill pił litr whisky dziennie i dożył dziewięćdziesiątki więc chyba jest zdrowe.
>Mój kolega pił litr spirytusu dziennie i wycieli mu parę organów. Ciekawe ile pożyje?
Ja mam już tylko jeden,wątrobe,tak spuchła od jamesona,że reszte mam w kręgosłupie,ile wróżysz?
zachaj (5239 punktów)
>Ja mam już tylko jeden,wątrobe,tak spuchła od jamesona,że reszte mam w kręgosłupie,ile wróżysz?

Ogólnie to nie polecam wódki czy innych mocniejszych trunków. Lepiej piwo czy wino, oczywiście te z górnej półki.
-jad- (18783 punktów)
>Ogólnie to nie polecam wódki czy innych mocniejszych trunków. Lepiej piwo czy wino, oczywiście te z górnej półki.

A na czym opierasz swą radę?

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
14-07-2011 21:09 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
>A na czym opierasz swą radę?

Oczywiście to moje subiektywne zdanie. Ostatnio sporo trenuję i wiem, że po wypiciu kilku kieliszków 40%-centowego alkoholu staję się słabszy. Po piwie czy winie nie obserwuje osłabienia. Mocny alkohol wypłukuje wszystko co potrzebuję podczas wysiłku fizycznego, łatwo o skurcz.

Ale gdy komuś nie zależy na tężyźnie fizycznej czy dobrej kondycji, nie powinno być problemu.
14-07-2011 10:45 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)

>Churchill pił litr whisky dziennie i dożył dziewięćdziesiątki więc chyba jest zdrowe.
Ale jemu zalecił lekarz żeby miał trzeżwiejsze spojrzenie na świat.

Z jednym czynnikiem nie ma co łączyć długowieczności to rzecz jasna z Pani strony jak zwykle (trafna) zamierzona kpina. Przypominam że jeszcze palił. A być może i był kokainistą.

Na długowieczność składa się wiele czynników jednym z najważniejszych jest wysoki iloraz--sprawniejszy umysł lepiej zarządza ciałem pijaka i lepiej chroni przed zawałem.
14-07-2011 11:03 
 Ocena 1 na 1
Rafaela (2059 punktów)

>Na długowieczność składa się wiele czynników jednym z najważniejszych jest wysoki iloraz--sprawniejszy umysł lepiej zarządza ciałem pijaka i lepiej chroni przed zawałem.
To znaczy, że ja mam za niski, bo jestem po zawale?


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
Scarabaeus (2198 punktów)
>Po przeczytaniu takich informacji zadaję sobie pytanie o wiarygodność naukowców zajmujących się
>zdrowiem człowieka- ile troszczą się oni o nasze zdrowie, a ile o własną kieszeń? I jaki jest realny
>wpływ korporacji na działania urzędników państwowych?

Myślę, że jeżeli komuś bardzo zależy na dotarciu do wiarygodnych badań to nie będzie miał większych problemów. gorzej może być z interpretacją tych badań.

Ja nie wierzę w żadne sformułowanie typu picie określonej ilości płynu jest zdrowe bądź nie zdrowe. Wydaje mi się dość oczywiste, że będzie to zależało od bardzo wielu czynników, choćby takich jak wiek, stan zdrowia czy tryb życia. Dodatkowo picie określonej ilości płynu będzie miało wpływ na wiele procesów zachodzących w naszym organizmie. Jedne będą korzystne inne nie. Jeżeli masz wątpliwości czy pić dużo czy nie, znajdź dobrego dietetyka i z nim uzgodnij szczegóły. Żadne określenie typu produkt "x" jest zdrowy nie jest prawdziwe. To tylko biznes.
zachaj (5239 punktów)
>nawodnienie organizmu może prowadzić do szeregu różnych chorób- od niedoboru soli w surowicy krwi do śmierci.

Ciekawy problem tu poruszyłeś. Dyskusja zeszła na temat ogólnego matactwa różnych producentów, a ja pragnąłbym wrócić do samego spożywania płynów. Czy rzeczywiście niezdrowe jest picie kilku dodatkowych szklanek wody mineralnej, plus to wszystko co dostarczamy w pożywieniu?

Wydaje się, że w tak upalne dni jak dzisiaj to niemal niezbędne. Jestem ciekawy jak sytuacja przedstawia się w dni chłodniejsze i w zimę? Czy rzeczywiście picie dużych ilości jest szkodliwe? Myślę, że człowiek w nieupalne dni powinien pić wtedy kiedy czuje potrzebę, wlewanie w siebie na siłę litrów nie może być korzystne.

Zaraz poszperam trochę w necie i poszukam jakiś fachowych źródeł. Proszę również o linki o ile takowe posiadasz. Mniemam, że tak jest skoro podałeś kilka przykładów niebezpiecznych powikłań.

Sam znam ich jeden przypadek. Znajomy, który pracował w hucie, opowiadał mi o swoich kolegach po fachu, którzy dostali kamieni nerkowych od picia dużej ilości mineralki, w końcu zaczęto serwować im bezalkoholowe piwo, które problem rozwiązało. Więc, coś w tym musi być.
14-07-2011 00:49 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>nawodnienie organizmu może prowadzić do szeregu różnych chorób- od niedoboru soli w surowicy krwi do śmierci.
>Ciekawy problem tu poruszyłeś. Dyskusja zeszła na temat ogólnego matactwa różnych producentów, a ja pragnąłbym wrócić do samego spożywania płynów. Czy rzeczywiście niezdrowe jest picie kilku dodatkowych szklanek wody mineralnej, plus to wszystko co dostarczamy w pożywieniu?
Tak, picie dodatkowej wody mineralnej może być niekiedy niezdrowe. Woda mineralna to dość duża porcja określonych minerałów i powinna być dobierana indywidualnie zależnie od potrzeb organizmu. Jednemu pomoże, a drugi nabawi się kamicy nerkowej albo czegoś innego, równie przyjemnego.
>Wydaje się, że w tak upalne dni jak dzisiaj to niemal niezbędne. Jestem ciekawy jak sytuacja przedstawia się w dni chłodniejsze i w zimę? Czy rzeczywiście picie dużych ilości jest szkodliwe? Myślę, że człowiek w nieupalne dni powinien pić wtedy kiedy czuje potrzebę, wlewanie w siebie na siłę litrów nie może być korzystne.
Oczywiste jest, że w dni upalne potrzebujemy więcej wody. Ale wody - minerały tracimy znacznie wolniej. Najlepsza jest zwykła źródlanka.

>Sam znam ich jeden przypadek. Znajomy, który pracował w hucie, opowiadał mi o swoich kolegach po fachu, którzy dostali kamieni nerkowych od picia dużej ilości mineralki, w końcu zaczęto serwować im bezalkoholowe piwo, które problem rozwiązało. Więc, coś w tym musi być.
Wystarczyło zamienić wodę mineralną na zwykłą wodę.
14-07-2011 02:11 
 Ocena 1 na 1
fiedorek.t (5805 punktów)
>Wystarczyło zamienić wodę mineralną na zwykłą wodę.
Aniu,ale teraz zwykłej wody już nie ma.Każda jest lepsza od drugiej tylko,że teraz mam na myśli firmy je "produkujące" a to jest prawie jednoznaczne.Ja osobiście najczęściej pijam "rurowita" tylko,że w Irlandii jest na razie zdatna(w mniejszych miastach).Jak sobie przypomnę smak szczecińskiej to mnie wzdryga.Kiedyś dawno temu woda z mojej mieściny na podlasiu była super,znowusz w Rzymie wciąż możesz napić się czystej,zródlanej wody z ulicznej fontanelli(chyba,że od mojego pobytu coś się zmieniło).Czymże jest zwykła woda?
14-07-2011 12:21 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Wystarczyło zamienić wodę mineralną na zwykłą wodę.
>Aniu,ale teraz zwykłej wody już nie ma.
Jest - źródlana, nie reklamowana i kosztuje często kilkadziesiąt groszy za litr. To jest "nomalna" woda, nie mineralizowana.
Albo kranówka. Może nie jestem w tej kwestii wiarygodna, bo Katowice mają doskonałą wodę w skali kraju (wiem, zaskakujące, ale tak jest, nie chlorowana i ogólnie o bardzo dobrym smaku), ale my pijemy sporo zwykłej wody wodociągowej.
>Ja osobiście najczęściej pijam "rurowita" tylko,że w Irlandii jest na razie zdatna(w mniejszych miastach).Jak sobie przypomnę smak szczecińskiej to mnie wzdryga.Kiedyś dawno temu woda z mojej mieściny na podlasiu była super,znowusz w Rzymie wciąż możesz napić się czystej,zródlanej wody z ulicznej fontanelli(chyba,że od mojego pobytu coś się zmieniło).Czymże jest zwykła woda?
No właśnie tym.
Rurowita
fiedorek.t (5805 punktów)

>No właśnie tym.
>Rurowita
>
Jest jeszcze"Kranówkella" ale tej nie polecam ze względu na wysoką zawartość żelaza co skutkuje rdzą na okrężnicy
zachaj (5239 punktów)

>Oczywiste jest, że w dni upalne potrzebujemy więcej wody. Ale wody - minerały tracimy znacznie wolniej. Najlepsza jest zwykła źródlanka.

A to jest jakaś różnica między mineralną a źródlaną? A Cisowianka niegazowana to jest źródlana czy mineralna? Teraz mam w domu wodę Żywiec, nazywa się się źródlana a na etykiecie z tyłu ma wypisane jony różnych minerałów. Także coś się tutaj nie zgadza w Twoich kategoriach wód. A kranówki to nie pije chyba, że w herbacie, bo od tej to dopiero można dostać kamienia w nerkach. Wystarczy zajrzeć do czajnika po kilku gotowaniach. Chociaż tutaj na Podlasiu gdzie wypoczywam to kranówka jest przepyszna, w Warszawie syf.
14-07-2011 15:41 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Oczywiste jest, że w dni upalne potrzebujemy więcej wody. Ale wody - minerały tracimy znacznie wolniej. Najlepsza jest zwykła źródlanka.
>A to jest jakaś różnica między mineralną a źródlaną?
Oczywiście.
Woda mineralna to woda o wyższej zawartości określonych jonów. Jakich, to już zależy od typu wody, bowiem są różne.
Woda o niższej zawartości to woda "zwykła" czyli źródlana.
Wody mineralizowane mogą pochodzić z nawiertów głębokich pokładów, albo źródeł, więc słowo "źródlana" należy też sprawdzić, w jakim jest kontekście.
>A Cisowianka niegazowana to jest źródlana czy mineralna? Teraz mam w domu wodę Żywiec, nazywa się się źródlana a na etykiecie z tyłu ma wypisane jony różnych minerałów. Także coś się tutaj nie zgadza w Twoich kategoriach wód.
Każda woda zawiera w sobie minerały, chyba że przedestylujesz ją.
Różnica polega na zawartości jonów. I można łatwo znaleźć stosowne informacje:
huby.seo.pl/09_woda/09_artykuly/wody_mineralne.htm
www.wodadl(*)75/0/ZRODLO_Prawda_i_mity.html
"Pojęcie wody mineralnej po raz pierwszy zdefiniowano na Międzynarodowym Kongresie Balneologicznym w Nauheim w 1911 roku. Intuicyjnie, ale zupełnie trafnie uznano, że za takie wody można uznać te, które mają, co najmniej w jednym litrze1000 mg składników mineralnych. W takich wodach zawsze znajdzie się, chociaż jeden składnik mineralny w takiej ilości, że może oddziaływać fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka. Również w hydrogeologii uznaje się za wody mineralne tylko te, których ogólna mineralizacja wynosi ponad 1000 mg/l, natomiast te, których ogólna mineralizacja jest mniejsza niż 500 mg/l - zwane są wodami zwykłymi lub słodkimi, pozostałe, w granicach mineralizacji od 500-1000 mg/l zwane są akratopegami."
> A kranówki to nie pije chyba, że w herbacie, bo od tej to dopiero można dostać kamienia w nerkach. Wystarczy zajrzeć do czajnika po kilku gotowaniach. Chociaż tutaj na Podlasiu gdzie wypoczywam to kranówka jest przepyszna, w Warszawie syf.
W Opolu jest fatalnie, kupuję źródlaną do herbaty, bo taka z kranówki jest okropna. Ale Katowice mają ozonowaną i mam jeden czajnik ósmy rok - nie ma grama kamienia i nigdy nie był usuwany. To nie jest kwestia samej wody, a procesu uzdatniania jej.
fiedorek.t (5805 punktów)
.. Także coś się tutaj nie zgadza w Twoich kategoriach wód. A kranówki to nie pije chyba, że w herbacie, bo od tej to dopiero można dostać kamienia w nerkach. Wystarczy zajrzeć do czajnika po kilku gotowaniach. Chociaż tutaj na Podlasiu gdzie wypoczywam to kranówka jest przepyszna, w Warszawie syf.
To zależy gdzie wypoczywasz,bo nawet na podlasiu zassasz chloru tak,że ci basen w brzuchu powstanie.Uwjeż mnje ja s tamtont pochodze
zachaj (5239 punktów)
>To zależy gdzie wypoczywasz,bo nawet na podlasiu zassasz chloru tak,że ci basen w brzuchu powstanie. Uwjeż mnje ja s tamtont pochodze

A skąd? Bo ja mieszkam na skraju Puszczy Białowieskiej.

Ps. A i radziłbym Ci poprawiać błędy w pisowni. Na tym forum tego pilnujemy. Czerwone podkreślenia oznaczają błąd.
fiedorek.t (5805 punktów)
>>To zależy gdzie wypoczywasz,bo nawet na podlasiu zassasz chloru tak,że ci basen w brzuchu powstanie. Uwjeż mnje ja s tamtont pochodze
>A skąd? Bo ja mieszkam na skraju Puszczy Białowieskiej.
>Ps. A i radziłbym Ci poprawiać błędy w pisowni. Na tym forum tego pilnujemy. Czerwone podkreślenia oznaczają błąd.
Jeeezuu ratuj przecież ja to celowo zrobiłem aby uwiarygodnić swe pochodzenie
zachaj (5239 punktów)
>Jeeezuu ratuj przecież ja to celowo zrobiłem aby uwiarygodnić swe pochodzenie

Podlasie z małej też było celowe? Jeżeli nie to niczego nie musisz udowadniać. Z resztą zaciągać nie znaczy nie potrafić pisać.
14-07-2011 10:26 
 Ocena 3 na 3
jawnoszyderca (184 punktów)
>Zaraz poszperam trochę w necie i poszukam jakiś fachowych źródeł. Proszę również o linki o ile takowe posiadasz. Mniemam, że tak jest skoro podałeś kilka przykładów niebezpiecznych powikłań.

Podane przykłady pochodzą z fragmentu:
Cytat:
Yet there is no evidence that people need to drink that much and it could be harmful by causing hyponatraemia (low salt levels), water intoxication and even death, according to a review in the American Journal of Physiology. Long-distance runners who become so worried about drinking enough that they overdo it are at particular risk.

Gdzie powołano się na bliżej niesprecyzowane badania z American Journal of Physiology.

Jak się domyślam, chodziło o ten artykuł. Ostrzegam, że długie i po angielsku, ale jest to naprawdę rzetelne opracowanie problemu.

Informacje można znaleźć także w prasie popularnonaukowej, jak Scientific American, tam znajdziemy także artykuł o przedawkowaniu wody.

Inne opracowania możemy znaleźć na stronach Darthmouth Medical School, skąd pochodzi Heinz Valtin, fizjolog zajmujący się mitem "8 szklanek wody dziennie': 1, 2, 3.
Matix (5786 punktów)
Pijesz tyle na ile masz pragnienie. (k... jakie to proste i genialne!) Wszelkie odgórne próby narzucenia ludziom ile czego mają pić i jeść są po prostu biznesem. Tyle w temacie.
14-07-2011 07:50 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Pijesz tyle na ile masz pragnienie. (k... jakie to proste i genialne!)

Jakie genialne jak nie działa?!
Kiedy masz pragnienie to już jest za późno - masz pić zanim poczujesz pragnienie. I to dobrą wodę - taką co się różni od zwykłej wody i niedobrej wody.

>Wszelkie odgórne próby narzucenia ludziom ile czego mają pić i jeść są po prostu biznesem.
I to dopiero jest genialne!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-07-2011 10:48 
 Ocena 2 na 2
rhotax7 (3947 punktów)
Pragniemy zdementować pogłoski jakoby rzekomo narzucanie ilości jedzenia i picia było genialnym biznesem-------dzieci z Etiopii.
Matix (5786 punktów)
Dzieci z Etiopii nie stać na płacenie za butelkę wody równowartość dniówki pracy ich rodziców.
14-07-2011 16:02 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Pijesz tyle na ile masz pragnienie. (k... jakie to proste i genialne!)
>Jakie genialne jak nie działa?!
>Kiedy masz pragnienie to już jest za późno

Za późno na co?

> - masz pić zanim poczujesz pragnienie.

Jeść zanim poczujesz głód, uprawiać seks zanim poczujesz podniecenie itp itd.

Jesteśmy zwierzętami, jak wszystkie inne.
Naprawdę uważasz, ze ewolucja tak nas pokarała? Dlaczego niby ten sam mechanizm, który działa u wszystkich inny zwierząt (pije bo jest spragnione) miałby nie działać u człowieka?


"II prefer my universe stringy not loopy"
14-07-2011 16:45 
 Ocena 1 na 1
Matix (5786 punktów)
Hej Maddy, myślę że on to pisał ironicznie
fiedorek.t (5805 punktów)
.>Za późno na co?
>Może na to?
www.youtube.com/watch?v=zBAuRkKFfq0
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>W telegraficznym skrócie: według Margaret McCartney, lekarki pierwszego kontaktu z Glasgow,
>twierdzenie, jakoby picie dużych ilości wody każdego dnia jest zdrowie, jest nie tylko fałszywe, ale
>wręcz niebezpieczne. Owe błędne przekonanie wynika z popularnej w ciągu ostatniej dekady porady
>mówiącej nam, iż dorośli powinni wypijać 2,5 litra wody każdego dnia- 1ml na każdą skonsumowaną
>kalorię.

Każdy powinien spojrzeć na siebie i wyobrazić to sobie. 2,5 litra - 10 szklanek wody dziennie? Jezu, czy ktoś tyle naprawdę pije?

Po pierwsze nie lubię wody. Tzn. poza momentami kiedy jestem bardzo spragniona woda mi nie smakuje a wypicie większej ilości na raz (szklanka) powoduje odruch wymiotny.

Po drugie - picie takiej ilości wody wymaga myślenia o tym, że trzeba pić i pamiętania, kiedy się piło ostatnio. A człowiek pracuje, ma inne sprawy na głowie niż pamiętać, żeby się napić. Jak mam podatkowy młyn, to zapominam iść siku.

Trzy - nie można normalnie funkcjonować, kiedy człowiek musi ciągle latać do toalety.

Czy ktoś pamięta z dawnych czasów (20 lat temu i dawniej, jeszcze dawniej) ludzi chodzących z butelkami wody? To jakaś mania dziś.
A jak się zastanowię, to tak do 20 roku życia piłam głównie wodę gazowaną, zresztą tylko taka była w sklepach, pomijając jakieś straszne mineralki.
Poza tym herbatę (chyba ze 3 razy więcej herbaty niż dziś, na wycieczkę zabierało się butelkę herbaty, piło zimną), mleko, kawę zbożową, jakieś oranżady itp. Tak jak wszyscy dookoła. Piło się jak się człowiekowi chciało pić. Planowo to się poiło małe dzieci, większe już same się o napitki troszczyły z odwodnienia nie padały.
Czy człowiek aż tak bardzo, i to nagle, ewolucyjnie odszedł od innych zwierząt, że nie może ufać swoim podstawowym instynktom?

Miałam taki okres, że zalecano mi picie wody, ile dam radę. Co najmniej 2 litry.
Ale to było w okresie wychodzenia choroby, po ponad 4-tygodniowym życiu wyłącznie na kroplówce, większość czasu w śpiączce. Pić mi się chciało jak diabli i piłam prawie non stop, z przerwami na sen. Woda mi smakowała obłędnie. Po kilku dniach to straszne pragnienie minęło i było to mniej więcej w tym czasie kiedy lekarze stwierdzili, że już nerki pracują jak należy i zasadniczo możemy ogłosić sukces medycyny i dać mi w końcu jeść.

Ja doszłam do wniosku, że trzeba pić jak się człowiekowi chce pić. I niekoniecznie czystą wodę.
No może zamiana wody na kawę w proporcji 1:1 nie jest rozsądna, to samo z alkoholem (no i lepiej nie alkoholizować się w upale) ale szklanka herbaty spokojnie liczy się za szklankę wody. Tak samo soki czy nawet ta nieszczęsna cola (no lubię colę, co poradzę). Talerz jarzynowej zupy to też głownie woda. Butelka kefiru to może nie szklanka wody ale na pewno 3/4. Itp itd. A moje ulubione arbuzy to już sama woda.

Nie wariujmy.


"II prefer my universe stringy not loopy"
14-07-2011 11:52 
 Ocena 2 na 2
jawnoszyderca (184 punktów)
>Ja doszłam do wniosku, że trzeba pić jak się człowiekowi chce pić. I niekoniecznie czystą wodę.

Pamiętam z jednego z programów Cejrowskiego, (ja też go nie lubię, ale robi dobre programy podróżnicze, no co poradzę...) że wyruszając w dzicz, zabierał on ze sobą oranżadę w proszku, by później zmieszać ją z wodą- bo czysta woda jest podobno gorzej wchłaniana przez organizm.

>No może zamiana wody na kawę w proporcji 1:1 nie jest rozsądna, to samo z alkoholem (no i lepiej nie alkoholizować się w upale) ale szklanka herbaty spokojnie liczy się za szklankę wody. Tak samo soki czy nawet ta nieszczęsna cola (no lubię colę, co poradzę). Talerz jarzynowej zupy to też głownie woda. Butelka kefiru to może nie szklanka wody ale na pewno 3/4. Itp itd. A moje ulubione arbuzy to już sama woda.

Niestety zbyt mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, ile wody przyjmujemy wraz z jedzeniem. Tę niewiedzę wykorzystują w reklamach firmy produkujące wodę butelkowaną. Stąd częstym widokiem stały się osoby, które 8 godzin dziennie spędzają przy biurku, a resztę dnia przy telewizorze, ale wodę mineralną pochłaniają w ilościach zarezerwowanych dla sportowców.
14-07-2011 12:24 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Niestety zbyt mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, ile wody przyjmujemy wraz z jedzeniem.

Ha, w tej tabeli są surowe owoce i warzywa. Ale np. nie jada się surowych ziemniaków ani bakłażanów. Można się nabawić niestrawności. A obróbka termiczna powoduje utratę wody. Szczególnie w bakłażanach, które najczęściej się przesmaża albo grilluje. A przedtem jeszcze soli i odciska, bo wtedy wchłaniają mniej tłuszczu.

Brokuły i kalafiory też raczej gotowane się jada (surowe można niby jeść ale się jakoś nie przyjęło szerzej).

Trochę wprowadza w błąd ta tabela.

Ale poza tym to wiedza, która człowiek teoretycznie nabywa w podstawówce
Wg. moich obserwacji - nabywa najczęściej na bardzo krótko.

A potem jakaś "pani dietetyk - naturopata" na jakimś onecie twierdzi, że w warzywach z supermarketu prawie nie ma wody, bo długo leżą w chłodniach. I nikt nie prostuje tych bzdur.
A o bełkocie o żywej wodzie, wodzie o zwiększonej zawartości tlenu (woda utleniona??) i innych bajaniach to nawet szkoda gadać. A ludzie w to wierzą.


"II prefer my universe stringy not loopy"

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365