Racjonalista - Strona głównaDo treści
Biologia - racjonalna odpowiedz na nieracjonalność człowieka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
10-09-2008 12:51Beatus (2528 punktów)Biologia - racjonalna odpowiedz na nieracjonalność człowieka
Właśnie przeczytałam bardzo ładnie, zgrabnie i przystępnie napisany artykuł popularno-naukowy autorstwa Michała Woźniaka, dotyczący elementów psychologii ewolucji.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,6065
Przeczytałam go nie dlatego, że informacje zawarte tam są dla mnie nowością i ciekawostką. Wręcz przeciwnie. Znając od dawna teorię, od dawna zastanawiałam się jak wytłumaczyć przy jej pomocy niektóre fakty i czy takie wytłumaczenie w ogóle jest możliwe. Chodzi mi o celibat, taki ideowy, a nie w sytuacji gdy plemię może poradzić sobie z wychowaniem tylko określonej liczby dzieci. Zastanawia mnie też problem możliwości zrezygnowania z jedzenia, ot tak, i śmierci głodowej z wyboru.
Oczywiście oba te zjawiska możemy wyjaśnić, krótko i dosadnie - jednostki takie są anomalią, są chore, stanowią ślepą ścieżkę ewolucji.
Może jednak ktoś ma mniej trywialny pomysł?
PS. uwielbiam "ślepą ścieżkę ewolucji" - wszystko jest przyczynowo-skutkowe, wytłumaczalne i naukowe - a jak nie jest to ślepa ścieżka ewolucji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Te zjawiska najlepiej tłumaczy koncepcja memów. (I na tym tle naprawdę nie ma w nich nic osobliwego)
Co do zagłodzenia się na śmierć (lub innych przypadków sktajnej ascezy) to, o ile nie są wynikiem zwykłej choroby psychicznej, związane są z bardzo silną ideologią (grupą memów). Jest to bardzo skuteczny sposób na jej rozprzestrzenianie.
Co do celibatu to znowu wiąże się on z silną grupą memów. Pamiętac należy, że jest on tylko elementem życia kapłana/zakonnika. Czyli osobnika poświęcajacego całą swoją energię szerzeniu religii (jako kompleksu memów). Czyli będacych memetycznymi odpowiednikami ogierów rozpłodowych.
Beatus (2528 punktów)
Sama teoria memów bardzo mi się podoba. Nie znaczy to jednak, że nie mam do niej zastrzeżeń. Może wynikają one z mojej niewiedzy, może mi wyjaśnisz te wątpliwości?
Jakim prawom podlegają memy? Jak dla mnie stoją w sprzeczności z prawami biologicznymi. Mogą być przyczyną zagłady. Dajmy na to opanuje nas wszystkich amok i uznamy iż jesteśmy tak złą i drapieżną rasą (to przekonanie z przyległościami będzie twoim ogierem), że najlepszym sposobem uchronienia ziemi i kosmosu przed zniszczeniem, tj. przed nami jest eliminacja gatunku. Bez drastycznych rozwiązań, po prostu większość zdecyduje się na celibat. Zawsze są odstępstwa, ale nasz celibatowy mem będzie wystarczająco skuteczny i rodzić się nas będzie znacznie mniej niż umierać.
Przepływ informacji i wzajemnych wpływów jest na świecie coraz większy, więc hipotetycznie taka sytuacja jest możliwa o ile: memy istnieją i nie mają jakiegoś wentyla bezpieczeństwa.

Pozdrawiam

Ps. Memy też są niczym ślepe ścieżki ewolucji - gdzie nauka nie mogła, filozofii i religii się bała, tam dziury połatała jak mogła.
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Oczywiście, że tak może się stać i nie ma w tym nic dziwnego. Ewolucja nie jest bowiem przewidująca i często krótkookresowy sukces powoduje na dłuższą metę katastrofę. Jeśli jakiś gen/mem jest wstanie na krótka metę skutecznie się rozprzestrzeniać to to uczyni, nawet jeśli doprowadzi to do zagłady populacji/gatunku.
Inna sprawa, że akurat w przypadku celibatu jest to mało prawdopodobne. Nasza kultura/memy powstaje w ramach naszej biologicznej natury a instynkt rozrodczy jest na tyle silny że raczej się go nie przezwycięży. Zresztą bądźmy szczerzy celibat oznacza brak małżeństwa a nie seksu.
Beatus (2528 punktów)
>Oczywiście, że tak może się stać i nie ma w tym nic dziwnego. Ewolucja nie jest bowiem przewidująca i często krótkookresowy sukces powoduje na dłuższą metę katastrofę. Jeśli jakiś gen/mem jest wstanie na krótka metę skutecznie się rozprzestrzeniać to to uczyni, nawet jeśli doprowadzi to do zagłady populacji/gatunku.
Scorb poniżej pisze, że to nie możliwe aby mem zniszczył swój własny nośnik. W twojej opinii wygląda na to, że mem jak i gen działają na zasadzie szarańczy, która zeżre wszystko do cna i w końcu zdechnie. Czy taki los może być udziałem ludzkości ze względu na przewagę sił memów i genów nad tzw. rozsądkiem? W pesymistycznej wizji całkiem możliwe, w optymistycznej wręcz odwrotnie, a co na to racjonalizm?
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Geny (i memy) "działają" wyłącznie we własnym interesie. Zazwyczaj w interesie genów jest działanie "na korzyść" nośnika, jednakże w ewolucji liczy się zawsze bezpośrednia, doraźna korzyść. W przypadku genów opisywane są przypadki skutecznie rozprzestrzeniających się genów, które w efekcie doprowadziły do wyginięcia populacji. Klasycznym przykładem są chromosomy B u gryzoni.
Nie widzę powodu, dla którego takie samo zjawisko nie miałoby dotyczyć memów. Zresztą łatwo jest podać przykłady samobójczych ideologii, które doprowadziły do likwidacji całej grupy wyznawców. Choćby kilka sekt, których członkowie popełnili zbiorowe samobójstwo.
Pytanie czy całą ludzkość jest w stanie opanować mem, który doprowadzi ją do samounicestwienia uważam za otwarte.
Beatus (2528 punktów)
>Pytanie czy całą ludzkość jest w stanie opanować mem, który doprowadzi ją do samounicestwienia uważam za otwarte.
Tak sobie kombinuję, jeżeli taki mem się rozprzestrzenia musi mieć ku temu odpowiednie warunki - taką ekologiczną niszę memową. Np. celibat, uściślijmy, może nie tyle celibat co bezdzietność. W krajach zachodnich jest z tym problem, ludzie nie bardzo chcą mieć dzieci, a nawet jak się na to decydują, ograniczają się do jednego dziecka, a więc na 2 rodziców, 1 dzieciak. Widać na oko, że nie ma pokrycia ilościowego.
Dlaczego jednak taką popularnością cieszy się mem - używaj życia, inwestuj w rozwój osobisty, żyj wygodnie i różnorodnie.
Jak sądzę jest zestaw przyczyn, które wyobrażam sobie jako podatny grunt do rozpowszechniania się memu. Instytucja państwa zapewnia człowiekowi w podeszłym wieku opiekę. Okres tzw. młodości wydłuża się kulturowo, ale nie biologicznie, jesteśmy więc młodzieżą do 30-tyki, tylko że potem rodzić ciężko. Można utrzymać się pracując samemu, nie trzeba mieć pomocników. Mając dochody wyższe niż minimum zapewniające jeść i spać, poznajemy przy okazji rozmaite możliwości spędzania czasu i wybór w stronę wychowywania dzieci przestaje być atrakcyjny. Można jeszcze tego trochę wymienić.
Jeśli jednak sytuacja się zmieni, np. rozpęta się kolejna wojna światowa i nie będzie już wszystkich wyżej wymienionych możliwości? Warunki dla tego memu znikną. Mogą zniknąć też na innej zasadzie. Jeśli dojdzie do tego, że faktycznie ludzi starych będzie tak wielu, że ci nieliczni młodzi nijak nie będą w stanie ich utrzymywać, okaże się że starość zacznie oznaczać skrajną biedę. Wówczas tym młodym zapali się lampka - boję się starości, boję się konsekwencji jutra, muszę o to zadbać. Jak świat, światem dzieci były dobrym rozwiązaniem i to dużo dzieci, bo wiadomo, że mogą trafić się wyrodki, mogą poumierać, mogą być ciapami, więc w ilości zabezpieczenie.

Pozdrawiam
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Zauważ, że równie dobrze można wpaść na pomysł, żeby poużywać życia ile się da a potem popełnić samobójstwo.
Swoją drogą wizja opanowania ludzkości przez jakiś samobójczy mem jest niezwykle intrygująca. Dobry materiał na SF.
Natomiast realnie raczej nie sądzę, żeby był to celibat. Tak samo jak geny "działają" w świecie fizykochemicznym i muszą respektować ograniczenia (genu latania u hipopotama nie było i nie będzie - niezależnie jakby on nie był korzystny ewolucyjnie) tak memy muszą "respektować" naszą biologiczną naturę a instynkt rozrodczy jest najpotężniejszą siłą w biologii i nie da się go (na szerszą skalę) przełamać.
Bardziej prawdopodobna wydaje mi się jakaś wizja uwolnienia ludzkiej agresji, która hamowana jest naprawdę cienkimi barierami i to głównie kulturowymi.
Scorp (5381 punktów)
>... Mogą być przyczyną zagłady. Dajmy na to opanuje nas wszystkich amok i uznamy iż jesteśmy tak złą i drapieżną rasą (to przekonanie z przyległościami będzie twoim ogierem), że najlepszym sposobem uchronienia ziemi i kosmosu przed zniszczeniem, tj. przed nami jest eliminacja gatunku. Bez drastycznych rozwiązań, po prostu większość zdecyduje się na celibat. Zawsze są odstępstwa, ale nasz celibatowy mem będzie wystarczająco skuteczny i rodzić się nas będzie znacznie mniej niż umierać.

Ciekawa sprawa.
Oczywiście znawcy teorii ewolucji łatwo mogą wyliczyć, definiując właściwie strategie i stosując odpowiednie programy komputerowe, na ile ten czarny scenariusz jest prawdopodobny. Z mojego amatorskiego punktu widzenia sprawa przestawia się tak:

Mamy na ziemi dwie ewolucje: biologiczną, czyli genową (znacznie wcześniejsza) i memową (od momentu powstania umysłu). Obie realizują zasadniczo tę samą strategię: rozpowszechniać się. Nie są to strategie rywalizujące ze sobą, bo nie działają na tym samym polu: genetyczna w populacji wehikułów, memetyczna w populacji umysłów, nad którą memy wydobyły się dzięki możliwości komunikacji.

Pytanie, czy jakaś odmiana memów może sterować umysłami prowadząc do zniszczenia genów wehikułu? Oczywiście tak, celibat do dobry przykład. Czy ta odmiana może się tak rozpowszechnić, żeby zniszczyć całą populację? To nie wydaje się realne. Dopóki memy są utrzymywane przez umysły, złośliwy mem niszcząc umysł wraz z wehikułem niszczy też siebie, czyli własną możliwość rozpowszechniania się, czyli swoją konkurencyjność w puli memów, ergo - niszcząc siebie działa w kierunku przywrócenia równowagi. Poprzez punkt styczny - umysł wehikułu - zmniejsza też populację genów utrzymujących umysły podatne na tę infekcję, w ten sposób też - poprzez działanie selekcji genetycznej - przywraca się równowaga.

Przyznam się, że tego:
>Ps. Memy też są niczym ślepe ścieżki ewolucji - gdzie nauka nie mogła, filozofii i religii się bała, tam dziury połatała jak mogła.
>
nie rozumiem.

Czy memy, kiedy przedostaną się na maszynowe 'umysły' sztucznej inteligencji, będę mogły zniszczyć ludzkość? Oczywiście, że tak, ale też niekoniecznie! Ludzie w zasadzie nie są w polu zainteresowania memów jako ewoluujących jednostek informacji, więc może jakaś nisza się dla nas znajdzie...
Pozdrawiam!
Beatus (2528 punktów)
>Oczywiście znawcy teorii ewolucji łatwo mogą wyliczyć, definiując właściwie strategie i stosując odpowiednie programy komputerowe, na ile ten czarny scenariusz jest prawdopodobny.
E tam, ocieplenia, docieplenia, przegrzania klimatu i jego konsekwencji nie mogą przeliczyć, a co dopiero wymarcie gatunku przez celibat, które u podstaw będzie miało fajną hipotezę z możliwościami dość dowolnej interpretacji działania. Nie wierzę w ich komputery
>Mamy na ziemi dwie ewolucje: biologiczną, czyli genową (znacznie wcześniejsza) i memową (od momentu powstania umysłu). Obie realizują zasadniczo tę samą strategię: rozpowszechniać się. Nie są to strategie rywalizujące ze sobą, bo nie działają na tym samym polu: genetyczna w populacji wehikułów, memetyczna w populacji umysłów, nad którą memy wydobyły się dzięki możliwości komunikacji.
Też jakoś na tej zasadzie sobie to wyobrażam. Tylko co do rywalizacji się nie zgadzam. Owszem nie ma takiej bezpośredniej rywalizacji, ponieważ inne są środowiska dla obu. Jest jednak wzajemny i niezaprzeczalny wpływ. No wiesz, w Europie chcieli mieć uprawy eleganckie i czyste. Wyplenili więc chwasty i wszystkie niepożądane roślinki w takim owsie czy innych burakach. Nam też narzucili tę zasadę, zboże nie jest zboże jeśli rośnie w nim np. za dużo chabrów. Okazało się, że przy okazji zatłukli całą masę żyjątek. Ekosystem w opłakanym stanie i np. Holendrzy mają jedną parę bocianów w kraju, śledzą te biedaki satelitą, podają w mediach, że lecą i cały kraj drży aby nie skręciły do Polski, bo dość po drodze. Nikt nie rywalizował z bocianami - no może trochę Francuzi - a jednak. Wyobrażam więc sobie, że w przypadku mem, gen, można podusić się o analogię. Zresztą jak słusznie zauważył rozmówca powyżej znane są przypadki, gdy jakaś idea (nasz mem) doprowadził do zniszczenia swojego żywiciela.
>Dopóki memy są utrzymywane przez umysły, złośliwy mem niszcząc umysł wraz z wehikułem niszczy też siebie, czyli własną możliwość rozpowszechniania się, czyli swoją konkurencyjność w puli memów, ergo - niszcząc siebie działa w kierunku przywrócenia równowagi. Poprzez punkt styczny - umysł wehikułu - zmniejsza też populację genów utrzymujących umysły podatne na tę infekcję, w ten sposób też - poprzez działanie selekcji genetycznej - przywraca się równowaga.
Problem z tym, że one mogą być głupie, tj. może nic nie wiedzieć o tym, że ich w tym momencie występujące rozprzestrzenianie się, w rezultacie za lat kilka doprowadzi do wyginięcia, a zanim się zorientują może być za późno.
>Przyznam się, że tego:
>>Ps. Memy też są niczym ślepe ścieżki ewolucji - gdzie nauka nie mogła, filozofii i religii się bała, tam dziury połatała jak mogła.
>>
>nie rozumiem.
Chodzi o to, że wielbiciele nauki jako takiej, twierdzą że nauka wszystko wyjaśnia i jak nie wyjaśnia to już zaraz wyjaśni. Twierdzą też, że wszystkie nienaukowe wyjaśnienia są głupotą i dziecinadą, bo nie są naukowe. W tej przemożnej chęci unaukowienia wszystkiego znajdując jakiekolwiek fakty nie pasujące do wizji świata wyjasnialnego w pełni przy pomocy władz ludzkich, tj. nauki tworzą hipotezy, które owe dziury łatają. Nie mam nic przeciwko tym działaniom są przejawem kreatywności człowieka. Śmieszy mnie jednak, że ci sami, którzy walczą z filozofią i religią jako złem wcielonym, argumentują to - wymysł ludzki, bajdy, bzdury, brak dowodów, brak potwierdzeń! Jednocześnie sami tworzą takie rzeczy jak teoria memów, która jest: wymysłem ludzkim, może bajdą, może bzdurą, nie ma potwierdzeń. Nie widzą podobieństw.
>Czy memy, kiedy przedostaną się na maszynowe 'umysły' sztucznej inteligencji, będę mogły zniszczyć ludzkość?
Apokaliptyczna wizja typu s-f.
Pozdrawiam
Scorp (5381 punktów)
>E tam, ocieplenia, docieplenia, przegrzania klimatu i jego konsekwencji nie mogą przeliczyć,
Strategie ewolucyjne są prostsze i zmiennych nieporównanie mniej...

> Nie wierzę w ich komputery
Ani w swój?

>Nam też narzucili tę zasadę, zborze nie jest zborze jeśli rośnie w nim np. za dużo chabrów.
Ale zboże w zborze to też zboże!

>Zresztą jak słusznie zauważył rozmówca powyżej znane są przypadki, gdy jakaś idea (nasz mem) doprowadził do zniszczenia swojego żywiciela.
Niejednego żywiciela, nawet sporą grupę, ale nie całą populację.

>Problem z tym, że one mogą być głupie, tj. może nic nie wiedzieć...
Są głupie, nic nie wiedzą i strategia też jest 'głupia', ale to nieważne, tu działają reguły matematyczne.

>Chodzi o to, że wielbiciele nauki jako takiej, twierdzą że nauka wszystko wyjaśnia i jak nie wyjaśnia to już zaraz wyjaśni.
Ani wszystko, ani zaraz. Przypisujesz dziecinne poglądy jakimś wymyślonym 'wielbicielom' nauki, żeby ustawić ich sobie do wyśmiania. Manipulacja.

>... nauki tworzą hipotezy, które owe dziury łatają.
Wszyscy tak robimy. Nie wiedząc, gdzie położyłaś klucze tworzysz hipotezy: Może w kuchni? Może w kieszeni płaszcza? - i weryfikujesz je. Gdzie tu łatanie dziur?

> ci sami, którzy walczą z filozofią i religią jako złem wcielonym,
Znowu ustawianie do wyśmiania

>argumentują to - wymysł ludzki, bajdy, bzdury, brak dowodów, brak potwierdzeń!
Rzuć jakiś dowód na któryś z dogmatów...

>Jednocześnie sami tworzą takie rzeczy jak teoria memów, która jest: wymysłem ludzkim, może bajdą, może bzdurą,
Jest teorią. Różne rzeczy wyjaśnia bardzo dobrze.

>>Czy memy, kiedy przedostaną się na maszynowe 'umysły' sztucznej inteligencji, będę mogły zniszczyć ludzkość?
>Apokaliptyczna wizja typu s-f.

A czym jest programik komputerowy, który samodzielnie przedostaje się do innego komputera i zmusza go do goszczenia siebie, wytworzenia kopii i rozpowszechniania ich na inne komputery? Ta 's-f' już się dzieje. Może nawet w Twoim komputerze... czego Ci nie życzę!
Uszanowanie!
Beatus (2528 punktów)
>>E tam, ocieplenia, docieplenia, przegrzania klimatu i jego konsekwencji nie mogą przeliczyć,
>Strategie ewolucyjne są prostsze i zmiennych nieporównanie mniej...
Chyba pozornie, co? Znaczy teorie, które powstały są może i prostsze ale przecież nie wyczerpują i nie wyjaśniają wszystkiego, więc są albo błędne, albo niepełne.
>> Nie wierzę w ich komputery
>Ani w swój?
W swój najbardziej, sama go składałam i stawiałam, więc wiem jaki ma tam bałagan.
>Ale zboże w zborze to też zboże!
Ups, przepraszam.
>>Zresztą jak słusznie zauważył rozmówca powyżej znane są przypadki, gdy jakaś idea (nasz mem) doprowadził do zniszczenia swojego żywiciela.
>Niejednego żywiciela, nawet sporą grupę, ale nie całą populację.
Tak pstryk owe zmiany nie zachodzą. Jednak na przestrzeni wieków wyginęło nieco gatunków i nie wszystkie z powodu zmiany klimatu. Dlaczego nas miałoby to ominąć? Oczywiście o ile mechanizm działania memów i genów jest taki sam ale w innej sferze.
>Ani wszystko, ani zaraz. Przypisujesz dziecinne poglądy jakimś wymyślonym 'wielbicielom' nauki, żeby ustawić ich sobie do wyśmiania. Manipulacja.
Jasne, jasne, jak znowu tutaj trafię na takiego odeślę do ciebie zamiast się męczyć. ok?
>>... nauki tworzą hipotezy, które owe dziury łatają.
>Wszyscy tak robimy. Nie wiedząc, gdzie położyłaś klucze tworzysz hipotezy: Może w kuchni? Może w kieszeni płaszcza? - i weryfikujesz je. Gdzie tu łatanie dziur?
No co ty. Nie wiem gdzie klucze, tj. mam lukę - dziurę w wiedzy. Łatam ją hipotezą - może w kieszeni. Następnie sprawdzam, bo kieszeń mam w wolnym dostępie i klucze wiem jak wyglądają. Niestety taka weryfikacja nie jest możliwa ani w przypadku memów, ani moich ulubionych obiektów hipotetycznych wprost z wielkiej, ścisłej nauki - czarnych dziur.
>> ci sami, którzy walczą z filozofią i religią jako złem wcielonym,
>Znowu ustawianie do wyśmiania
E, coś przewrażliwiony jesteś. Wyluzuj się.
>>argumentują to - wymysł ludzki, bajdy, bzdury, brak dowodów, brak potwierdzeń!
>Rzuć jakiś dowód na któryś z dogmatów...
O nie, jesteśmy w dziale nauka. Nie będziemy gadać o dogmatach.
>>Jednocześnie sami tworzą takie rzeczy jak teoria memów, która jest: wymysłem ludzkim, może bajdą, może bzdurą,
>Jest teorią. Różne rzeczy wyjaśnia bardzo dobrze.
Tak jak dogmat - też bardzo dobrze wyjaśnia różne rzeczy.
>>>Czy memy, kiedy przedostaną się na maszynowe 'umysły' sztucznej inteligencji, będę mogły zniszczyć ludzkość?
>>Apokaliptyczna wizja typu s-f.
>A czym jest programik komputerowy, który samodzielnie przedostaje się do innego komputera i zmusza go do goszczenia siebie, wytworzenia kopii i rozpowszechniania ich na inne komputery? Ta 's-f' już się dzieje. Może nawet w Twoim komputerze... czego Ci nie życzę!
Na razie nie, sprawdzałam dzisiaj bo coś się krztusił. Wyczyściłam rejestry i jest ok. Poza tym lubię s-f i dużo czytuję. Pisarze często wyobrażają sobie świat przyszłości jako zautomatyzowany, sterylny, zdalny. Z tych, których znam jedynie Lem dobrze opisywał tę automatykę za lat ileś tam - to się wiesza, tamto sypie, zdarzało mi się odpalać komputer na krótko, a zabawa z zamkiem centralnym w aucie - kto pierwszy ten lepszy - zdarza mi się dość regularnie.
>Uszanowanie!
Wzajemnie i nie złość się na mnie
Scorp (5381 punktów)

>Tak pstryk owe zmiany nie zachodzą. Jednak na przestrzeni wieków wyginęło nieco gatunków i nie wszystkie z powodu zmiany klimatu. Dlaczego nas miałoby to ominąć? Oczywiście o ile mechanizm działania memów i genów jest taki sam ale w innej sferze.
Memy nas raczej nie wykończą, dzięki spontanicznej aktywności umysłów, nieusuwalnej przypadkowości myślenia, rozproszeniu populacji i tak dalej. Dzięki udziałowi memów pochodzenia genowego, czyli produkowanymi przez drugi nurt ewolucji. W końcu dzięki naszemu racjonalizmowi, który jest wrogiem wszystkich memów. Bardziej prawdopodobne wydają się przyczyny uchwytne i banalne: przypadkowe uruchomienie broni masowej zagłady albo jakaś odpowiednio duża bryła na zbieżnym kursie.

>No co ty. Nie wiem gdzie klucze, tj. mam lukę - dziurę w wiedzy. Łatam ją hipotezą - może w kieszeni. Następnie sprawdzam, bo kieszeń mam w wolnym dostępie i klucze wiem jak wyglądają. Niestety taka weryfikacja nie jest możliwa ani w przypadku memów, ani moich ulubionych obiektów hipotetycznych wprost z wielkiej, ścisłej nauki - czarnych dziur.
Nie jestem astronomem, ale wydaje mi się, że czarne dziury to nie są obiekty hipotetyczne tylko rzeczywiste, takie, które rozpoznajemy nie poprzez światło z nich wychodzące, ale przez światło, które je omija i światło sąsiadujących obiektów astronomicznych. Memy rozpoznajemy przez oddziaływanie na umysły i ich wehikuły, niekiedy bardzo konkretne oddziaływanie. Możemy się upierać, że memy nie istnieją i używać określeń opisowych na takie 'złośliwe' jednostki informacji, które potrafią zamienić ludzi w eunuchów, ale po co, skoro jest to nazwa krótka i trafna.

>E, coś przewrażliwiony jesteś. Wyluzuj się.
Nie potrafię...

>>>Uszanowanie!
>Wzajemnie i nie złość się na mnie
Gdzieżbym tam śmiał...
24-09-2008 17:05 
 Ocena-1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Bardziej prawdopodobne wydają się przyczyny uchwytne i banalne: przypadkowe uruchomienie broni masowej zagłady albo jakaś odpowiednio duża bryła na zbieżnym kursie.
Może i masz rację co do prawdopodobieństwa, ale nie o to mi sżło. Interesowała mnie hipotetyczna możliwość i jeśli taka jest, o jakich konsekwencjach rozumienia mechanizmów naturalnych powinniśmy myśleć. Tylko tyle.
>Nie jestem astronomem, ale wydaje mi się, że czarne dziury to nie są obiekty hipotetyczne tylko rzeczywiste, takie, które rozpoznajemy nie poprzez światło z nich wychodzące, ale przez światło, które je omija i światło sąsiadujących obiektów astronomicznych.
No, jak taki jeden wykombinował, że coś się od nich oddala (nie omija) to rewelacja była. Zresztą to coś, co ucieka z czarnych dziur - lepiej abyśmy się nie spotkali z większą liczbą tych cosi.
Tak naprawdę czarna dziura jest obiektem hipotetycznym, którego właściwości tłumaczą zachowanie się niektórych skupisk materii w kosmosie. Chłopaki nijak nie mogli wymyślić czemu to się tak kręci, a tamto tak. Nic im nie wychodziło, więc wykombinowali, że coś tam musi być, czego po prostu nie widać. Następnie wymyślili, jak to coś czego nie widać wygląda i nadali chwytliwą nazwę - czarna dziura.

Niemniej jednak, zachwyca mnie to, że ludzie wierzą w czarne dziury i nawet bronią ich empiryczności. Ci sami, psy wieszają na religii za to, że Boga się dotknąć nie da.

Pozdrawiam
Bogdanowicz (193 punktów)
Niektórzy fizycy i kosmologowie (np. Hawking) mówią, że interesują ich teorie które wyjaśniają obserwowane zjawiska i pozwalają coś nowego przewidywać, a jakich bytów do tego używają to już sprawa drugorzędna albo nawet całkiem nieistotna. Nawet jeżeli czarne dziury nie istnieją, to pozwalają nam wyjaśnić nasze obserwacje. Faktem jest, że na razie nikt nie przedstawił lepszej teorii.
A sama empiryczność nie musi polegać na "dotykaniu". Jak widać, że obiekty w kosmosie krążą dookoła jakiegoś punktu, to logiczne jest, że musi tam być jakaś masa która je przyciąga.
Beatus (2528 punktów)
Niektórzy teolodzy i duchowni (np. Augustyn) mówią, że interesują ich teorie które wyjaśniają obserwowane zjawiska i pozwalają coś nowego przewidywać, a jakich bytów do tego używają to już sprawa drugorzędna albo nawet całkiem nieistotna. Nawet jeżeli Bóg nie istnieje, to pozwala nam wyjaśnić nasze obserwacje. Faktem jest, że na razie nikt nie przedstawił lepszej teorii.
A sama duchowość nie musi polegać na imaginacji umysłu. Jak widać, że rzeczy we wszechświecie podlegają jakimś prawom, to logiczne jest, że musi tam być jakaś przyczyna która dała temu początek.

31-10-2008 17:09 
 Ocena 1 na 1
Bogdanowicz (193 punktów)
>Niektórzy teolodzy i duchowni (np. Augustyn) mówią, że interesują ich teorie które wyjaśniają obserwowane zjawiska i pozwalają coś nowego przewidywać, a jakich bytów do tego używają to już sprawa drugorzędna albo nawet całkiem nieistotna. Nawet jeżeli Bóg nie istnieje, to pozwala nam wyjaśnić nasze obserwacje. Faktem jest, że na razie nikt nie przedstawił lepszej teorii.
>A sama duchowość nie musi polegać na imaginacji umysłu. Jak widać, że rzeczy we wszechświecie podlegają jakimś prawom, to logiczne jest, że musi tam być jakaś przyczyna która dała temu początek.
>
>
Jest tylko jedna, ale bardzo istotna różnica: teorie naukowe pozwalają przewidzieć wyniki przyszłych doświadczeń i obserwacji, a teologia nie.
Parafraza całkiem zręczna, pokazuje jakiej interpretacji nauki należy unikać.
placownik (17853 punktów)

>Jest tylko jedna, ale bardzo istotna różnica: teorie naukowe pozwalają przewidzieć wyniki przyszłych doświadczeń i obserwacji

   Będę się upierał, że teoria ewolucji jest teorią naukową, pomimo iż niczego przy jej użyciu przewidzieć się nie da.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Bogdanowicz (193 punktów)
>>Jest tylko jedna, ale bardzo istotna różnica: teorie naukowe pozwalają przewidzieć wyniki przyszłych doświadczeń i obserwacji
>   Będę się upierał, że teoria ewolucji jest teorią naukową, pomimo iż niczego przy jej użyciu przewidzieć się nie da.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Jak najbardziej się da - np. ewolucję bakterii można obserwować w laboratorium, bo rozmnażają się dostatecznie szybko. Nowe gatunki raczej nie powstaną, ale można zobaczyć, że będą coraz lepiej przystosowane do środowiska.
Oprócz tego można określić pokrewieństwo między gatunkami, chociaż tutaj słowo "przewidzieć" nie jest zbyt odpowiednie.
placownik (17853 punktów)

>Jak najbardziej się da - np. ewolucję bakterii można obserwować w laboratorium, bo rozmnażają się dostatecznie szybko.

   Nie dostrzegam tu żadnego przewidywania. Wyjaśnianie - tak, jak najbardziej, chociaż tylko ex post.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Bogdanowicz (193 punktów)
Faktycznie, słowo "przewidywanie" może być tutaj naciągane. Jak w takim razie najlepiej określić różnicę między wiarą i nauką, skoro w wyjaśnianiu ex post wiara też sobie radzi?
Beatus (2528 punktów)
Wtrącę się w obliczu braku aktywności naszego moderatora.

>Faktycznie, słowo "przewidywanie" może być tutaj naciągane. Jak w takim razie najlepiej określić różnicę między wiarą i nauką, skoro w wyjaśnianiu ex post wiara też sobie radzi?

Często spotykanym poglądem jest przekonanie, że nauka opiera się na pewnikach a wiara na domniemaniach. Moim zdaniem jest to pogląd naiwny i nie mający nic wspólnego z podwalinami współczesnej nauki, i jednocześnie pomijający sferę doświadczeń duchowych jako inspirację religii.

Inni, wielbiciele naukowego podejścia, twierdzą, że podstawą nauki jest empiria zaś wiary coś nieistniejącego. J.w.

Można też spotkać się z twierdzeniem, że nauka jest wynikiem działalności człowieka, religia aktywności boskiej. I to jest, moim zdaniem uproszczenie.

Rozróżnienie wiary od nauki wymaga analizy kolejnych elementów obu z nich: źródła-aksjomatów; przedmiotu i jego charakteru; celowości; form uprawiania, miejsca w życiu i rozwoju człowieka, kultury, ludzkości i odwrotnie umiejscowienia człowieka wewnątrz nauki oraz religii; skutków generalnych i szczegółowych, metody. Po przyjrzeniu się tym wszystkim elementom można dojść do wniosku, że dopiero całość pozwala na formułowanie wniosków dotyczących różnic i związków na poziomie, który daje jakiś tam obraz obu. Skrupulatne przeprowadzenie takiej analizy starczyło by na mgr z jakiegoś kulturoznawstwa. Praca ta byłaby świetnym początkiem doktoratu na temat natury człowieka, który będąc gorliwym wyznawcą jest zarazem uczonym w piśmie. Dlaczego aż doktorat? Ano z tej przyczyny, że indywidualny człowiek ma w obyczaju mieszać oba porządki. Naukę traktować jak religię. Religii wytykać brak naukowości. Naukę posądzać o bezduszność. Religię sprowadzać do mechanicznego modelu i wzorca gotowego do użycia. Itd.

Pozdrawiam
Beatus (2528 punktów)
>Jest tylko jedna, ale bardzo istotna różnica: teorie naukowe pozwalają przewidzieć wyniki przyszłych doświadczeń i obserwacji, a teologia nie.
>Parafraza całkiem zręczna, pokazuje jakiej interpretacji nauki należy unikać.
Właśnie o to mi chodziło. Siłą religii jest wiara, siłą nauki sceptycyzm i zaprzeczanie. Nie należy mylić tych dwój, jakże innych światów, traktując naukę jako wyrocznię i objawienie prawdy wszelkiej, a jeśli coś się nie zgadza usprawiedliwiać to karkołomną logiką. Nie taka jej rola.
Pozdrawiam
12-09-2008 12:20 
 Ocena 1 na 1
dark magus (320 punktów)
>E tam, ocieplenia, docieplenia, przegrzania klimatu i jego konsekwencji nie mogą przeliczyć, a co dopiero wymarcie gatunku przez celibat, które u podstaw będzie miało fajną hipotezę z możliwościami dość dowolnej interpretacji działania. Nie wierzę w ich komputery

Jestem fizykiem z zamilowania, wyksztalcenia, stopni naukowych i wykonywanego zawodu. Bardzo chcialbym zaprotestowac... Tylko, ze na razie bedzie to trudne... Nie jestesmy jeszcze w stanie nawet trafnie przewidziec pogody na przyszly poniedzialek...

Ale z drugiej strony nie jest tak calkiem zle, bo jestesmy w stanie przewidziec polozenie niektorych gwiazd i planet za pare lat. I to za ladne pare lat Jestesmy w stanie przewidziec zacmienia Slonca i Ksiezyca... Skad beda obserwowalne; i z dokladnoscia "co do minuty"... Troche jestesmy w stanie przewidziec, troche nie

>Chodzi o to, że wielbiciele nauki jako takiej, twierdzą że nauka wszystko wyjaśnia i jak nie wyjaśnia to już zaraz wyjaśni. Twierdzą też, że wszystkie nienaukowe wyjaśnienia są głupotą i dziecinadą, bo nie są naukowe. W tej przemożnej chęci unaukowienia wszystkiego znajdując jakiekolwiek fakty nie pasujące do wizji świata wyjasnialnego w pełni przy pomocy władz ludzkich, tj. nauki tworzą hipotezy, które owe dziury łatają. Nie mam nic przeciwko tym działaniom są przejawem kreatywności człowieka. Śmieszy mnie jednak, że ci sami, którzy walczą z filozofią i religią jako złem wcielonym, argumentują to - wymysł ludzki, bajdy, bzdury, brak dowodów, brak potwierdzeń! Jednocześnie sami tworzą takie rzeczy jak teoria memów, która jest: wymysłem ludzkim, może bajdą, może bzdurą, nie ma potwierdzeń. Nie widzą podobieństw.

O przepraszam!!! Az sie unioslem!!!

Zapomnijmy o memach, bo nie jestem do nich przekonany Ale wszystko inne uraza wrecz godnosc czlowieka! Brak potwierdzen??? Taaak... Najlepiej nie przejmowac sie potwierdzeniami! Zatopic w napisane przed wiekami ksiegi i z nich czerpac znajomosc otaczajacego swiata! Ooooo, alez sie rozdenerwowalem! A wydawalo mi sie, ze choc Ty Beatusie cos rozumiesz... No, widze, ze juz czas na nawiazanie dyskusji, bo w tym momencie pofolgowalas sobie zacnie... Niestety Twoja dyskusja Do braci... peka juz w szwach. Bede musial moze zalozyc nowy temat. No wiesz, zeby tak sie przejechac po nauce... Czy Ci nie wstyd??? A skad te swoje madrosci czerpiesz, jesli nie z wynikow czyjejs ciezkiej pracy naukowej, nierzadko niedocenionej i - niezaplaconej??? Za kazda glupia piosenke placi sie dolara, czy funta na iTunes, a za korzystanie z cudzych mysli na forum - nic. A potem jeszcze sie po autorach "Twoich wlasnych" pogladow ujezdza...

Zbyt lekko potraktowalas zbyt wazny temat. A moze to ja Cie nie zrozumialem? Moze pisalas tylko o pseudo-milosnikach nauki? Kto wie. Mam nadzieje, ze kiedys uda nam sie to wspolnie wyjasnic. Czy nauka jest bezuzyteczna, czy bezradna? Czy nie ma zadnych szans w zblizeniu czlowieka do prawdy???
12-09-2008 13:29 
 Ocena-1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Jestem fizykiem z zamilowania, wyksztalcenia, stopni naukowych i wykonywanego zawodu.
O mój Boże! Takie ciemne postacie budzą we mnie lęk zabobonny!
>Bardzo chcialbym zaprotestowac... Tylko, ze na razie bedzie to trudne... Nie jestesmy jeszcze w stanie nawet trafnie przewidziec pogody na przyszly poniedzialek...
Protest odnotowany
>Ale z drugiej strony nie jest tak calkiem zle, bo jestesmy w stanie przewidziec polozenie niektorych gwiazd i planet za pare lat. I to za ladne pare lat Jestesmy w stanie przewidziec zacmienia slonca i ksiazyca... Skad beda obserwowalne; i z dokladnoscia "co do minuty"... Troche jestesmy w stanie przewidziec, troche nie
No, więc jesteście na poziomie Egipcjan p.n.ch.
>>Chodzi o to, że wielbiciele nauki jako takiej, twierdzą że nauka wszystko wyjaśnia i jak nie wyjaśnia to już zaraz wyjaśni. Twierdzą też, że wszystkie nienaukowe wyjaśnienia są głupotą i dziecinadą, bo nie są naukowe. W tej przemożnej chęci unaukowienia wszystkiego znajdując jakiekolwiek fakty nie pasujące do wizji świata wyjasnialnego w pełni przy pomocy władz ludzkich, tj. nauki tworzą hipotezy, które owe dziury łatają. Nie mam nic przeciwko tym działaniom są przejawem kreatywności człowieka. Śmieszy mnie jednak, że ci sami, którzy walczą z filozofią i religią jako złem wcielonym, argumentują to - wymysł ludzki, bajdy, bzdury, brak dowodów, brak potwierdzeń! Jednocześnie sami tworzą takie rzeczy jak teoria memów, która jest: wymysłem ludzkim, może bajdą, może bzdurą, nie ma potwierdzeń. Nie widzą podobieństw.
>O przepraszam!!! Az sie unioslem!!!
>Zapomnijmy o memach, bo nie jestem do nich przekonany Ale wszystko inne uraza wrecz godnosc czlowieka! Brak potwierdzen??? Taaak... Najlepiej nie przejmowac sie potwierdzeniami! Zatopic w napisane przed wiekami ksiegi i z nich czerpac znajomosc otaczajacego swiata! Ooooo, alez sie rozdenerwowalem!
Ciemny Magu, twoje uniesienie jest wręcz urocze. Już po opisie wody spodziewałam się, że mam do czynienia z człowiekiem posiadającym dar wymowy. Teraz widzę, że także dar empatii, kultury, rozumienia i niebanalny indywidualizm. Czy mógłbyś dać jakieś wskazówki naszemu przyszłemu psychologowi Piotrowi Pęciakowi jak taką postawę sobie wypracować? Nie abym świat chciała zbawiać, ale szkoda mi tych przyszłych pacjentów.
>A wydawalo mi sie, ze choc Ty Beatusie cos rozumiesz... No, widze, ze juz czas na nawiazanie dyskusji, bo w tym momencie pofolgowalas sobie zacnie... Niestety Twoja dyskusja Do braci... peka juz w szwach.
Chyba pobiłam rekord w w.w. wątku A co do dyskusji z tobą, zawsze chętnie.
>Bede musial moze zalozyc nowy temat. No wiesz, zeby tak sie przejechac po nauce... Czy Ci nie wstyd??? A skad te swoje madrosci czerpiesz, jesli nie z wynikow czyjejs ciezkiej pracy naukowej, nierzadko niedocenionej i - niezaplaconej??? Za kazda glupia piosenke placi sie dolara, czy funta na iTunes, a za korzystanie z cudzych mysli na forum - nic. A potem jeszcze sie po autorach "Twoich wlasnych" pogladow ujezdza...
>Zbyt lekko potraktowalas zbyt wazny temat. A moze to ja Cie nie zrozumialem? Moze pisalas tylko o pseudo-milosnikach nauki? Kto wie. Mam nadzieje, ze kiedys uda nam sie to wspolnie wyjasnic. Czy nauka jest bezuzyteczna, czy bezradna? Czy nie ma zadnych szans w zblizeniu czlowieka do prawdy???
Jak pewnie się domyślasz, opinia o nauce, którą postawiłam jako przykład nie jest moim własnym mniemaniem. Kilkakroć spotkałam się z takim podejściem (daruję sobie personalia), moim zdaniem jest głupie i złe. Nauka jest wynikiem aktywności władz poznawczych człowieka. Dzięki nauce nie tylko cieszymy się szeregiem praktycznych rozwiązań, ale i lepiej, pełniej rozumiemy otaczający nas świat. Jestem jednocześnie zdecydowaną przeciwniczką traktowania nauki jak religii. A włos mi się jeży jeśli ktoś empirię traktuje jako jedyne tak źródło, jak i punkt dojścia wszelkiej prawdy. Oszołomy wyznające naukę(tak wyznające, nie uprawiające) tak się momentami potrafią zapętlić, że czarne dziury uważają za poznane empirycznie, przez lunetę chyba.
W nauce jest sporo hipotez, takich jak np. memy. Jest sporo niejasności, ludzie tworząc hipotezy po prostu starają się znaleźć uzasadnienie dla pewnych obserwowanych faktów. Te hipotezy potem są obalane, potwierdzane - różnie bywa. Jednak ich wartość poznawcza jest równie wątpliwa jak działalność krasnoludków. Hipotezy pobudzają intelekt, kreatywność, zmuszają do dogłębnego poznania problemu - budują człowieka. Bajki o krasnoludkach, rozwijają wyobraźnie, uczą od małego, że umysł potrafi bezustannie przekraczać granice - budują człowieka.
Jestem więc za tym aby nie narzucać ograniczeń człowiekowi w imię jakiejś rzekomej Prawdy.

Nie chciałam cię rozdenerwować, naprawdę
Bogdanowicz (193 punktów)
>Pytanie, czy jakaś odmiana memów może sterować umysłami prowadząc do zniszczenia genów wehikułu?
>Czy memy, kiedy przedostaną się na maszynowe 'umysły' sztucznej inteligencji, będę mogły zniszczyć ludzkość? Oczywiście, że tak, ale też niekoniecznie! Ludzie w zasadzie nie są w polu zainteresowania memów jako ewoluujących jednostek informacji, więc może jakaś nisza się dla nas znajdzie...

Te dwie myśli zasugerowały mi taką możliwość: memy doprowadzają do tego, że ludzie przenoszą swoje umysły do wirtualnej rzeczywistości i rezygnują z dotychczasowych ciał. W tej hipotetycznej sytuacji geny zostaną zniszczone przez memy.
Scorp (5381 punktów)

>>Czy memy, kiedy przedostaną się na maszynowe 'umysły' sztucznej inteligencji, będę mogły zniszczyć ludzkość? Oczywiście, że tak, ale też niekoniecznie! Ludzie w zasadzie nie są w polu zainteresowania memów jako ewoluujących jednostek informacji, więc może jakaś nisza się dla nas znajdzie...

>Te dwie myśli zasugerowały mi taką możliwość: memy doprowadzają do tego, że ludzie przenoszą swoje umysły do wirtualnej rzeczywistości i rezygnują z dotychczasowych ciał.

Uważam podobnie, że kiedy stanie się to technicznie możliwe, umysły opuszczą swoje siedliska w ludzkich mózgach i przeniosą się na inne, mniej wymagające i wydajniejsze wehikuły. Będą to oczywiście dalecy potomkowie naszych PC-ów, urządzenia zminiaturyzowane do skali atomowej i przewyższające wydajność ludzkiego mózgu. 'Wirtualna' (w dzisiejszym rozumieniu) rzeczywistość też rozwinie się do niewyobrażalnych dziś rozmiarów.

Indywidualność umysłów zostanie chyba jednak zachowana, bo umysły będą chciały zapewne zajmować różne miejsca, np. na różnych planetach galaktyki, podejmować niezależnie decyzje i komunikować się ze sobą, podczas gdy ograniczenia wynikające z szybkości światła będą utrudniać kontakty.

>W tej hipotetycznej sytuacji geny zostaną zniszczone przez memy.

Niekoniecznie. Wehikuły genowe zostaną porzucone po skopiowaniu, a nie migracji umysłów, ale być może pozostawione w spokoju wraz z Ziemią jako rezerwat, i chronione, ot tak, z sentymentu, jak my dziś chronimy zabytki. Pamiętajcie o ogrodach, mówi poeta, przecież stamtąd przyszliśmy.
-
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Te zjawiska najlepiej tłumaczy koncepcja memów.

A jeszcze lepiej psychologia ewolucyjna. Koncepcja memów jest tylko hipotezą. W porównaniu z DNA i RNA memy są tylko filozofowaniem. Geny to twarda rzeczywistość.

doku
Beatus (2528 punktów)
>A jeszcze lepiej psychologia ewolucyjna. Koncepcja memów jest tylko hipotezą.
O, cieszę się, że ktoś poza mną o tym wie. Przyznaj jednak, że jest piękna ta hipoteza. Bardzo mi się podoba.
12-09-2008 14:18 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Przyznaj jednak, że jest piękna ta hipoteza. Bardzo mi się podoba.

Niestety, mnie się ona nie podoba i chyba nie jestem odosobniony, bo sam Dawkins prawie się z niej wycofał, jeśli go dobrze rozumiem. Hipoteza ta mi się nie podoba, bo wprowadza do ewolucji element mistycyzmu, na który mam niemal alegię.

Jednym z podstawowych dla mnie atrybutów teorii ewolucji jest coś, co nazwę "statystyczną celowością". Mam na myśli ten aspekt, który widoczny jest, gdy za podmiot ewolucji uznamy dokładnie to, co z punktu widzenia biochemii jest tym podmiotem - a mianowicie klasę abstrakcji cząstek RNA, którą można by określić w przybliżeniu jako wyznaczoną przez relację: bycie niemal wierną kopią mającą tę samą funkcjonalność w kształtowaniu fenotypu. W tym ścisłym ujęciu DNA nie jest zbiorerm genów, a tylko archiwum kopii bezpieczeństwa genów.

Jeeli zrezygnujemy z uproszczeń takich jak: "samolubny gen", "osobnik", "genotyp" itd. i spojrzymy na ewolucję tak jak fizyka statystyczna patrzy na termodynamikę, to mamy prawo mówić o "podmiocie" ewolucji i o "celu" tego podmiotu, z pełną świadomością, że byt taki jak "podmiot" nie istnieje realnie...

dlatego hipoteza memów jest nieelegancka, bo im ściślej będziemy patrzeć na ewolucję genów, tym wyraźniej widzimy, że hipoteza memów nie jest hipotezą ewolucji, przynajmniej dopóty, dopóki twórca memów nosi w sobie geny, które podlegają selekcji i kodują jego fenotyp. Pomysł, że może istnieć inny podmiot ewolucji człowieka, jest dla mnie mistycznym rozdwojeniem jaźni.

Memy mogą być podmiotem ewolucji tylko pod warunkiem, że fenotyp przez nie kodowany nie jest składową środowiska organizmów posiadających prawdziwe geny. Można sobie wyobrazić pozostawioną gdzieś w innym Układzie kolonię kompuetrów i robotów w świecie pozbawionym życia. Jeśli taka kolonia przeżyje bez wsparcia i bez zapasów (części zamiennych, surowców itp.) pochodzących z Ziemi chociaż kilkaset pokoleń nowych komputerów i maszyn, to można będzie mówić o jakiejś możliwości testowania teorii ewolucji memów. Na razie model memów nie jest modelem ewolucji, jest tylko modelem zmian i rozwoju.

doku
homopitek (1536 punktów)
>Niestety, mnie się ona nie podoba i chyba nie jestem odosobniony, bo sam Dawkins >prawie się z niej wycofał, jeśli go dobrze rozumiem. Hipoteza ta mi się nie >podoba, bo wprowadza do ewolucji element mistycyzmu, na który mam niemal alegię.

Też mi się nie podoba z tego powodu. Nie jest to jednak wina wartości samej hipotezy, lecz sposobu jej sformułowania przez Dawkinsa bez należytych dowiązań do wiedzy przyrodniczej, choć w tamtym czasie byłoby to bardzo trudne, jeśli chodzi o konkrety. Dawkinbs "wystrzelił" z propozycją w dużej mierze intuicyjną i czysto teoretyczną, a takie koncepty dość łatwo zostają przeabstrakcyjnione i nabierają zabarwienia mistycznego. Potem jest trudno "zakotwiczyć" je wtórnie w empirii na poziomie wiedzy podstawowej. Zaczynają żyć własnym życiem w Krainie Abstrakcji.

Nie stosuję emoticonów
PiotrPęciak (634 punktów)
Akty wymienione przez Ciebie, są pewnego rodzaju "twórczością". Również wyrywkowo przejrzałem ten artykuł i podobne wątpliwości mi się nasunęły. Wymienione przez Ciebie procesy są formami manifestacji (ktoś musi je dostrzegać). Jednostka chce wskazać, na wadliwe funkcjonowanie zbiorowości.
Beatus (2528 punktów)
>Akty wymienione przez Ciebie, są pewnego rodzaju "twórczością". Również wyrywkowo przejrzałem ten artykuł i podobne wątpliwości mi się nasunęły. Wymienione przez Ciebie procesy są formami manifestacji (ktoś musi je dostrzegać). Jednostka chce wskazać, na wadliwe funkcjonowanie zbiorowości.

Ciekawe ujęcie, z całkiem innej strony. Mógłbyś rozwinąć myśl?
Co to jest wg ciebie pewnego rodzaju "twórczość"? Ma być prawidłowością, czy ślepą ścieżką?
Skąd biorą się takie manifestacje? Jaki jest ich cel?
Wadliwe funkcjonowanie zbiorowości? Nie potrafię połączyć celibatu z manifestacją o której piszesz?

Pozdrawiam
PiotrPęciak (634 punktów)
Cele przyświecające twórczości są różne. Może to być popisywanie się umiejętnościami itp.
Jednym z elementów twórczości może być manifestowanie pewnej treści odkrytej indywidualnie.
Twórczość jest skorelowana z innymi ludźmi, celem może być przekazani informacji istotnych dla zbiorowości (nowy punkt widzenia problemu cywilizacji) lub ostrzeżenia przed zagrożeniem.

>>Ma być prawidłowością, czy ślepą ścieżką?

Ma być utylitarna. Albo gody, albo przekazywanie sygnałów, przez jednostki, co ciekawe, o niższym statusie władzy (forma wybicia się z informacją)

>>Skąd biorą się takie manifestacje?

Z ogólnie pojętego altruizmu, powiadamiania społeczności o czymś.
Myślę, że łatwo jest wyróżnić w tym momencie 2 typy twórczości o różnym pochodzeniu.

Istotne jest też spojrzenie, że twórczość jako taka wydaje się początkowo bezcelowa, a przynajmniej nie niezbędna do przetrwania. To też warte przemyślenia.

>>Jaki jest ich cel?

Tysiące. Oprócz powyższych, poczucie wspólnoty by też pasowało.

>> Wadliwe funkcjonowanie zbiorowości?

Jedna z możliwości. Próba przebicia się z własnym światopoglądem, danymi itp.
Ja tak mam a jest to klasyczne pojęcie twórczości.
Dam odnośnik do mojego bloga, gdzie skopiowałem zestaw info i psychologii twórczości.

35au1.blog(*)zoci-kilka-zagadnie.html#links

>>Nie potrafię połączyć celibatu z manifestacją o której piszesz?

Manifestacja, że jest Bóg, że życie tu jest mało ważne, że jestem tylko człowiekiem.
Co prawda jest to narzucony światopogląd. W czasach prymitywnych było więcej swobody i mniej manipulacji. Tutaj mamy dogmat, osobę, która uznała go za swój i niesie tą informację ze sobą poprzez określone zachowanie. Oczywiste jest, że są ludzie którzy dostrzegają ten proces.
Nawet pustelnik chce być czasem zauważony. Biologii się nie oszuka.
Beatus (2528 punktów)
Podsumowując skłaniasz się ku teorii memów jako właściwemu wyjaśnieniu tych zachowań tyle że układasz to bardziej humanistycznie, mniej biologicznie.
Kłopot w tym, że twoje wyjaśnienia bazują na: może być tak, ale może być inaczej. Oczywiście to nie jest źle, tylko w całość się nie układa.
>Co prawda jest to narzucony światopogląd. W czasach prymitywnych było więcej swobody i mniej manipulacji.
Nie powstrzymam się. W czasach prymitywnych było dokładnie odwrotnie, zero swobody, zero indywidualizmu. Mit o wolnych, szczęśliwych i dobrych dzikusach pokutuje ale z prawdą nie ma nic wspólnego. Jeśli porównałbyś swobody społeczne jakimi cieszą się wykształceni mieszkańcy dużych miast z swobodami mniej wykształconych mieszkańców małych wsi i tak różnica byłaby o wiele mniejsza niż ta, która dzieli współczesnego mieszkańca małej wsi od członka prymitywnego plemienia.
>Nawet pustelnik chce być czasem zauważony. Biologii się nie oszuka.
A ja myślę, że to nie tak. Pomijając biologię, sądzę że najbardziej chcą być zauważeni ci, którzy mają takie publiczne potrzeby - rodzaj ekshibicjonizmu i ci którzy uważają, że mają misję. Są jednak tacy, którzy ani misji nie czują, ani nie znają uroku pławienia się w światłach reflektorów. Wybór życia pustelniczego wydaje mi się być częstszy u tej drugiej kategorii.
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Właśnie przeczytałam bardzo ładnie, zgrabnie i przystępnie napisany artykuł popularno-naukowy
>autorstwa Michała Woźniaka, dotyczący elementów psychologii ewolucji.

" Autor tekstu: Michał Woźniak; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6065
naprawdę czysty altruizm zawsze jest szkodliwy. Wbrew powszechnemu przekonaniu, poświęcanie czegokolwiek na rzecz innego osobnika ze stratą dla siebie samego jest pozbawione logiki, a prawdziwa mądrość polega na maksymalizowaniu za wszelką cenę własnego, egoistycznego dobra

Niestety są to poglądy już nieaktualne. Psychologia ewolucyjna się rozwija, to najmłodsza dysyplina naukowa. Matematyczna teoria gier plus selekcja przez dobór krewniaczy pozwalają policzyć, że w pewnych okolicznościach czysty altruizm jest preferowany przez dobór. Warto przeczytać dwie książki "O pochodzeniu cnoty" i "Umysł w zalotach". Istnieje wśród kobiecych strategii też taka, która polega na wyborze najczystszych altruistów na ojców ich dzieci.

>Chodzi mi o celibat, taki ideowy, a
>nie w sytuacji gdy plemię może poradzić sobie z wychowaniem tylko określonej liczby dzieci.

Dobór krewniaczy wyjaśnia to zjawisko. Zauważ, że celibat dotyczył najczęściej najmłodszych z licznego rodzeństwa. Samolubnym genom bardziej "opłaca się" inwestować w swoje kopie u rodzeństwa niż zużywać zasoby rodziny do wsparcia rozmnażania tych, którzy mają najmniejsze szanse.

>Zastanawia mnie też problem możliwości zrezygnowania z jedzenia, ot tak, i śmierci głodowej z
>wyboru.

Też dobór krewniaczy. Zdarza się to głównie ludziom obarczonym dziećmi lub rodzeństwem. To taka jakby apoptoza w większej skali. Samolubne geny pozbywaja się osobnika, który zagraża sukcesowi bliskich (swoich kopii).

doku
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Zdaje się, że autorowi wątku, gdy mówił o zagłodzeniu się, nie o sytuację gdy jedni członkowie rodziny poświęcają się dla drugich a o praktyki skrajnej ascezy takie jak samomumifikacja japońskich mnichów. Tego nie da się uzasadnić biologią. Tu rzeczywiście trzeba sięgnąc po kulturę jako samoistny, ewoluujący system.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>praktyki skrajnej ascezy takie jak samomumifikacja japońskich mnichów. Tego nie da się uzasadnić biologią.

Nie wszystko daje się wyjaśnić biologią, jeśli pod pojęciem "biologia" rozumiesz tylko wpływ genów, a wpływ środowiska na zwierzęta umieszczasz poza naukami bilogicznymi. Zwykle jednak mówi się w takim kontekście o dualizmach: natura/kultura, geny/środowisko lub geny/wychowanie, nie używa się formy biologia/socjologia czy jak tam to nazywasz.

Jeżeli pytamy: "natura czy kultura?", to współczesny ewolucjonista odpowiada: "Wpływ natury jest równie silny jak wpływ kultury, ale wpływy te są na tyle różne, że nie można ich ze sobą bezpośrenio porównywać".

A teraz meritum. Czy badano statystycznie pochodzenie tych mnichów? Biologowie zauważają, że mnisi, niezależnie od kultur, pochodzą częściej z rodzin wielodzietnych. Jaki jest wpływ takich praktyk na prestiż rodziny w Japonii?

Oczywiście wpływom kulturowym nie można zaprzeczać, tak jak nie można zaprzeczać wpływom genów, ale w tym wątku proszono o opis wpływów genów, a nie o opis wpływów środowiska. Oba rodzaje wpływów istnieją obok siebie jednocześnie i działają w każdej chwili. I nie zawsze wszystko można "uzasadnić", ale to nie znaczy, że można zaprzeczyć wpływowi natury lub kultury, można co najwyżej stwierdzić, że opis jednostronny jest niewystarczający dla pełnego wyjaśnienia.

Zdanie: "Tego nie da się uzasadnić biologią", jest bez sensu.

doku
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Kultura i środowisko to "nieco" inne sprawy. O ile ekspresja genów pod wpływem różnych czynników środowiskowych to kwestia biologii i dotyczy wszystkich organizmów żywych, to u człowieka powstało coś ponad to, co nazywamy kulturą.
homopitek (1536 punktów)
>Kultura i środowisko to "nieco" inne sprawy. O ile ekspresja genów pod wpływem >różnych czynników środowiskowych to kwestia biologii i dotyczy wszystkich >organizmów żywych, to u człowieka powstało coś ponad to, co nazywamy kulturą.

Nie tylko u człowieka można zauważyć to "coś", jeśli się chce. Niezależnie od tego trzeba i tak roztrzygnąć problem na ile kultura jest autonomiczna od biologicznego podłoża, na którym powstała. To podłoże reguluje sposób pozyskiwania i przetwarzania informacji przez organizm, więc jest oczywiste, że musi mieć duży wpływ na wynikowe konstrukcje informacyjne.

Nie stosuję emoticonów
Beatus (2528 punktów)
>Nie tylko u człowieka można zauważyć to "coś", jeśli się chce. Niezależnie od tego trzeba i tak rozstrzygnąć problem na ile kultura jest autonomiczna od biologicznego podłoża, na którym powstała. To podłoże reguluje sposób pozyskiwania i przetwarzania informacji przez organizm, więc jest oczywiste, że musi mieć duży wpływ na wynikowe konstrukcje informacyjne.
Wpływ o którym piszesz z pewnością jest, ale należy rozumieć i opisywać go jako niestabilny, może jak wodę. Coraz mocniej uniezależniamy się od niektórych organicznych ograniczeń dotyczących przekazu i zastosowania informacji. Z drugiej jednak strony coraz mocniej uzależniamy się od narzędzi, które są już naszym wytworem i służą do przekazu informacji. Zachowujemy jednak i klasyczne metody. Nie można mówić o zmianie i koniec, trudno też jej wyznaczyć kierunek. Bardziej gromadzimy te sposoby, różny jest ich stopień zależności od warunków zewnętrznych czy naszych biologicznych ograniczeń. Dynamicznie dostosowujemy środki do warunków.

>
Nie stosuję emoticonów

Popieram ten bojkot, głupiejemy od emoticonów, czasem zastanawiam się czy jak nie dodam adresat zrozumie, że to żart; a jak dodam, może pomyśli, że mam go za durnia sądząc, że nie zrozumie żartu.
homopitek (1536 punktów)
>>Nie tylko u człowieka można zauważyć to "coś", jeśli się chce. Niezależnie od >>tego trzeba i tak rozstrzygnąć problem na ile kultura jest autonomiczna od >>biologicznego podłoża, na którym powstała. To podłoże reguluje sposób >>pozyskiwania i przetwarzania informacji przez organizm, więc jest oczywiste, że >>musi mieć duży wpływ na wynikowe konstrukcje informacyjne.

>Wpływ o którym piszesz z pewnością jest, ale należy rozumieć i opisywać go jako >niestabilny, może jak wodę. (...)

W ocenie siły i charakteru wpływu uwarunkowań biologicznych na kulturę jednak mocno się różnimy. Moim zdaniem wpływ ten ma charakter ciągły i określa podstawowe parametry strukturalne wielu naszych zachowań. Narzędzia, którymi dysponujemy (np. w komunikacji) muszą być dostosowane do tychże parametrów, gdyż będą nieużyteczne. Inaczej mówiąc, nasze parametry biologiczne wymuszają budowanie urządzeń o konkretnych właściwościach.
Podobnie jest w przypadku "narzędzi ideowych", które też muszą być dostosowane do sposobu naszego myślenia - silnie związanego z podłożem biologicznym.
Spełnianie tych wymogów formalnych nie oznacza jednak braku autonomii procesów kulturowych. Wymogi te jedynie narzucają pewne ograniczenia natury strukturalnej, lecz nie determinują zawartości znaczeniowej, choć na niej też wywierają swoje piętno.

>>
Nie stosuję emoticonów


>Popieram ten bojkot, głupiejemy od emoticonów, czasem zastanawiam się czy jak nie >dodam adresat zrozumie, że to żart; a jak dodam, może pomyśli, że mam go za >durnia sądząc, że nie zrozumie żartu.

Brak emoticonów jest również sposobem "testowania" odbiorcy.


Nie stosuję emoticonów
Beatus (2528 punktów)
>W ocenie siły i charakteru wpływu uwarunkowań biologicznych na kulturę jednak mocno się różnimy.
A no, faktycznie mocno się różnimy. Różnica ta, jak sądzę może też zasadzać się na odmiennym definiowaniu tego co ma podłoże biologiczne i tego co kulturowe. Mam tendencję do prostego i ograniczonego przyznawania biologii obszaru. Człowiek nie przelezie przez dziurkę od klucza - uwarunkowanie biologiczne. Ale czasem chciałby przeleźć, tak bardzo chciałby, że wymyślił miniaturowe kamerki i już może przeleźć. Dla mnie źródło jest w pewnym sensie kulturowe, tj. psychiczne chcenie, tak silne aby np. zbudować akcelerator nie widząc korzyści, z czystej ciekawości. Ty możesz wskazać mi tutaj uwarunkowania "chcenia" po stronie biologii. Budowa mózgu, geny, preferencje ewolucyjne itp. Nie mogę odmówić ci racji. Jednak na tym obszarze granica między biologią i kulturą robi się śliska, na tyle śliska, że ważniejsze stają się przekonania własne niż fakty. Można z twojej flanki, można z mojej. Jednocześnie trudno wskazać na ten jeden, decydujący czynnik, który stał się przyczyną zaistnienia określonego faktu. Dlatego pisałam o wodzie.

>Brak emoticonów jest również sposobem "testowania" odbiorcy.
Można i tak. Jak z wynikami?

Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Kultura i środowisko to "nieco" inne sprawy. O ile ekspresja genów pod wpływem różnych czynników środowiskowych to kwestia biologii i dotyczy wszystkich organizmów żywych, to u człowieka powstało coś ponad to, co nazywamy kulturą.

Dla niedźwiedzia polarnego środowiskiem jest śnieg, lód, woda, powietrze i foki. Dla królowej w mrowisku środowiskiem jest wyłącznie rodzina i kultura.

Dla człowieka kultura jest najważniejszym składnikiem środowiska, rodzina jest na drugim miejscu, odwrotnie niż u mrówek. Inne wpływy środowiska są zaniedbywalne, tak jak u mrówek.

Zauważ, że w tym przeciwstawieniu, gdzie z jednej strony mówimy o: genach, naturze, dziedziczeniu, cechach wrodzonych itd., a z drugiej strony - o: środowisku, wychowaniu, kulturze, cechach nabytych itd. nie chodzi wcale o podzielenie zbioru na podzbiór i jego dopełnienie, ale raczej o pokazanie dwóch komplementarnych aspektów życia. Najlepiej jest to widoczne, gdy widzi się, jak wiele elementów naszego środowiska ukształtowasnych jest przez nasze geny i na odwrót, jak środowisko zmienia na przestrzeni pokoleń nasz genotyp; gdy widzi się, jak wiele atrybutów ludzkich kultur jest wprost dziedziczonych poprzez geny i na odwrót, jak różnice kulturowe skutkują po upływie pokoleń w postaci różnic "rasowych" (czego wyrazem była idea eugeniki), jak wiele tzw. "wpływów wychowawczych", to proste zachowania instynktowne, i na odwrót, model doboru krewniaczego pokazuje, jak skutecznie można poprzez wychowanie wpływać na "doskonalenie" genotypu przyszłych pokoleń.

doku
Beatus (2528 punktów)
Jak w obliczu wymienionych przez ciebie teorii wygląda wyjaśnienie zjawiska tzw. singli. Dodam, że owi/e single są często gęsto jedynakami.
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>single są często gęsto jedynakami.

A skąd ten pomysł? We wszystkich książkach i publikacjach patrzących na człowieka z perspektywy ewolucyjnej pisze się wprost albo zakłada implicite, że jedynaki o wiele skuteczniej się rozmnażają niż dzieci z rodzin wielodzietnych.

doku
Beatus (2528 punktów)
>>single są często gęsto jedynakami.
>A skąd ten pomysł? We wszystkich książkach i publikacjach patrzących na człowieka z perspektywy ewolucyjnej pisze się wprost albo zakłada implicite, że jedynaki o wiele skuteczniej się rozmnażają niż dzieci z rodzin wielodzietnych.
>
doku

Nie zrozumieliśmy się:
Singiel - mianem tym określa się osoby, które z rozmaitych przyczyn żyją samotnie, nie zakładają rodziny, miewają partnerów/ki okazjonalnie. Przeciętny singiel to osoba z wyższym wykształceniem, zarabiająca znacznie powyżej średniej krajowej, mająca jakieś hobby, często uprawiająca sport, podróżują. Pojęcie modne w ostatnich czasach zostało rozciągnięte na tzw. pary partnerskie, które nie czują potrzeby usankcjonowania swojego związku, nie mają dzieci, reszta j.w.
Tzw. singli jest już tak wiele, że powstają specjalne oferty handlowe przeznaczone dla nich i ich potrzeb, np te malutkie opakowania dżemów na dwie kanapki. Odpowiedz na potrzeby singli, a nie jak się może wydawać, biwakowe wyposażenie.
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Nie zrozumieliśmy się:

widzę

> nie mają dzieci

A więc nie są jedynakami. Jedynaki zwykle mają dzieci.

Mówiąc ściślej, jeżeli weźmiesz losowo wybranych 1000 młodych jedynaków i losowo wybranych 1000 młodych z rodzin wielodzietnych, to za 20 lat zobaczysz, że mniejszy będzie wśród jedynaków odsetek bezdzietnych niż w drugiej grupie.

doku
Beatus (2528 punktów)
Wyluzuj z tymi jedynakami, pytałam o singli, wyjaśnij mi ich status i sens.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Wyluzuj z tymi jedynakami, pytałam o singli, wyjaśnij mi ich status i sens.

Jest tak wiele różnych kategorii singli, że trudno o precyzyjne i adekwarne uogólnienie. Ale spróbuję. Zakładamy oczywiście, że ograniczamy się do genetycznych wyjaśnień, bez wdawania się w rozważania, czy wyjaśnienia kulturowe nie są lepsze.

Na wstępnie, aby zarysować tło, popatrzmy sobie na orangutany. Dorosłe samce dzielą się singli i małżonków. Single są małe i zwinne, "polują" na samice i je gwałcą, jeśli dostojny, potężny mąż nie zdąży z pomocą. Kiedy jednak stary mąż umrze, jeden z singli zaczyna więcej jeść, mniej się rusza i bardzo szybko osiąga siłę i rozmiary męża, i to on staje się dumnym panem okolicy.

Ta mała opowiastka ma zobrazować jedną prawdę podstawową - gdy próbujemy objaśnić zachowania dotyczące parzenia się zwierząt dwupłciowych, nie wolno myśleć w ketegoriach wspólnych dla obu płci. Takie zjawiska, jak "singlizm" są zupełnie inne w odniesieniu do kobiet i do mężczyzn.

Singlizm u mężczyzn łatwo wyjaśnić tylko dwoma mechanizmami: podstępna strategia zapładniania cudzych kobiet z próbą uchylenia się od odpowiedzialności i wyrzeczeń związanych z ojcostwem lub odrzucenie przez kobiety z powodu niskiej jakości mężczyzny.

Singlizm u kobiet jest zjawiskiem zupełnie odmiennym - ludzkie samice nie są kukułkami, a jakość biologiczna nie gra roli podczas parzenia. Potrzebne są zupełnie inne wyjaśnienia. Przede wszystkim trzeba odróżnić dwie sytuacje; singielkę z dziećmi i singielkę samotną.

Singielka samotna z dziećmi jest podobna do odrzuconego faceta - jest kobietą niższej jakości i prawdopodobnie prawnuków mieć już nie będzie.

Przypadek najtrudniejszy: singielka bez dzieci. Najtrudniejszy jest dlatego, że aspekt kulturowy zwykle przeważa nad genetycznym, więc wyjaśnienie genetyczne może wyglądać nieprzekonująco. To tak, jakby interferencję próbować wyjaśnić posługując się pojęciem cząstki czy kwantu. Ale nie jest to niemożliwe. Więc do dzieła.

Czy singielka ma rodzeństwo? Może opiekowała się nim lub opiekuje się dziećmi rodzeństwa? Tak działa dobór krewniaczy. Ten mechanizm może też (rzadko) dotyczyć mężczyzn - jeżeli rodzina piątego syna kształci na księdza, to ani chybi mamy dobór krewniaczy w działaniu.

A jeśli singielka nie ma rodzeństwa i nie jest ułomna, to proszę o więcej danych.

doku
Beatus (2528 punktów)
Niby ładnie, ale częściowo. Elegancka teoria powinna być prosta, zwięzła i obejmować wszystkie przypadki. W praktyce to trudne, wiem.
Przy okazji taka refleksja - jeśli zaczniemy na siłę wtłaczać wszelkie zachowania człowieka (bardzo zawiłego przecież systemu) w jedno prawidło, czy będzie ono biologiczne, filozoficzne, religijne czy jakiekolwiek inne, zawsze odkryjemy, że docieramy do granicy na której sztuka staje się sztuką dla samej siebie.
Czytałam swego czasu interesujące opracowanie dotyczące specyfiki myślenia kobiet i mężczyzn oraz wpływu tego stanu rzeczy na metody rozwiązywania problemów na gruncie nauki. Tak już jesteśmy skonstruowani, że mężczyźni zazwyczaj posługują się systemami pionowymi, a kobiety poziomymi w ocenie potrzeb, możliwości i wpływów. Konsekwencja - umysł typowo męski mając na samej górze określoną wartość, teorię, zasadę, będzie uważał ją za najistotniejszą i jedyną szukając dla niej zastosowania i usprawiedliwienia wszędzie i zawsze. Będzie widział ją za każdym razem jako podstawę i zasadę wszystkiego. Kobiety tej tendencji nie posiadają. Łatwo im myśleć w sposób równoległy. Konsekwencja - umysł typowo kobiecy nie widzi nic złego w uznaniu większej liczby czynników jako wpływających równorzędnie, warunkujących się na zasadzie wzajemności, a kierunek przyczyna-skutek nie jest zawsze taki sam.
Jako kobieta widząc, że teoria nie pasuje nie mam oporów przed przyjęciem innej jako równoważnej czy zależnej. Sądzę, że single są tutaj dobrym przykładem. Wyjaśnienie ich występowania i popularności w proponowanym systemie jest niezadowalające. Może więc warto poszukać innej teorii?
>A jeśli singielka nie ma rodzeństwa i nie jest ułomna, to proszę o więcej danych.
Sama się nie bardzo nadaję na przykład, ale wśród moich rozmaitych znajomych bliższych i dalszych widzę sporą grupę kobiet, ładnych, mądrych, zaradnych, czułych, miłych itd. Doprawdy nie brak im niczego, a jednak żyją samotnie. Jest tego sporo, więc mam podstawy aby nie myśleć o nich jako o wyjątkach.
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> jeśli zaczniemy na siłę wtłaczać wszelkie zachowania człowieka (bardzo zawiłego przecież systemu) w jedno prawidło, czy będzie ono biologiczne, filozoficzne, religijne czy jakiekolwiek inne, zawsze odkryjemy, że docieramy do granicy na której sztuka staje się sztuką dla samej siebie.

Dokładnie tak. Taki błąd popełniała socjobiologia, taki błąd popełniała i wciąż popełnia socjologia i psychologia (klasyczna). Tego błędu nie popełnia już psychologia ewolucyjna, która jest pierwszą prawdziwą nauką o człowieku.

>Kobiety tej tendencji nie posiadają. Łatwo im myśleć w sposób równoległy. Konsekwencja - umysł typowo kobiecy nie widzi nic złego w uznaniu większej liczby czynników jako wpływających równorzędnie

Kobiety powinny być więc lepsze w rozumieniu kwantowych praw fizyki niż mężczyźni: dulizm korpuskularno-falowy, Zasada Komplementarnoci Bohra, chromodynamika (odziaływania trójbiegunowe), wielokrotne stany splątane...

>widzę sporą grupę kobiet, ładnych, mądrych, zaradnych, czułych, miłych itd. Doprawdy nie brak im niczego, a jednak żyją samotnie.

Z dziećmi czy bez? Oszacuj, proszę, z grubsza swoją ocenę ich odsetka w populacji. Jeśli są bezdzietne, to w jakim są wieku?

doku
Beatus (2528 punktów)
>Dokładnie tak. Taki błąd popełniała socjobiologia, taki błąd popełniała i wciąż popełnia socjologia i psychologia (klasyczna). Tego błędu nie popełnia już psychologia ewolucyjna, która jest pierwszą prawdziwą nauką o człowieku.
Nie sądzę, sądzę, że jest jedną z propozycji, której braki wyjdą z czasem. Przecież jest jeszcze młodziutka. A priori zakładam, że jedna nauka czy jeden system nie mogą wyjaśnić wszystkiego. Teoria Wielkiej Unifikacji jest śliczna, ale to wszystko co o niej mogę powiedzieć dobrego. Każdy system, musi określić przedmiot swych zainteresowań, pole działania, adekwatną metodologię i przyjąć jakieś aksjomaty w punkcie wyjścia. To, że w punkcie dojścia, wiele systemów stawia sobie - wyjaśnienie świata i całej reszty - jest uzasadnione psychologicznie i tylko tak.
>Kobiety powinny być więc lepsze w rozumieniu kwantowych praw fizyki niż mężczyźni: dulizm korpuskularno-falowy, Zasada Komplementarnoci Bohra, chromodynamika (oddziaływania trójbiegunowe), wielokrotne stany splątane...
Może? Z czasem. Mamy nadal problem kulturowy, kobiety są przekonywane od maleńkości, że nauki ścisłe nie są dla nich. Co gorsza wiele z nich w to wierzy i nie kształcą się w w.w. kierunkach. Z moich doświadczeń wynika, że kobiety są znacznie lepszymi i skuteczniejszymi projektantkami relacyjnych baz danych. Ich bazy lepiej działają, to tak z własnego zawodowego gruntu.
>>widzę sporą grupę kobiet, ładnych, mądrych, zaradnych, czułych, miłych itd. Doprawdy nie brak im niczego, a jednak żyją samotnie.
>Z dziećmi czy bez? Oszacuj, proszę, z grubsza swoją ocenę ich odsetka w populacji. Jeśli są bezdzietne, to w jakim są wieku?
Bez dzieci. Wiek 30-40 lat. W populacji? Nie wiem. W moim otoczeniu ze 30%. Sporo jak dla mnie. Tyle, że żyję w dużym mieście, a większość mego otoczenia stanowią ludzie z wyższym wykształceniem, aktywni zawodowo. Sądzę, że na wsi, gdzie presja społeczna jest mocna, taka kobietka weźmie tego męża - choćby pił, choćby bił, byleby mąż być - i urodzi jakieś dziecko, aby nie było, że bezpłodna pewnie w młodości się puszczała i miała skrobankę. Tyle, że ponoć mamy coraz bliżej do globalnej wioski i dążymy do stania się społeczeństwem informacyjnym. Jeśli więc występuje zależność między "singlizmem" a wskazanymi przede mnie czynnikami, zjawisko będzie się nasilać.
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>pierwszą prawdziwą nauką o człowieku.
>Nie sądzę, sądzę, że jest jedną z propozycji, której braki wyjdą z czasem. Przecież jest jeszcze młodziutka.

Dlatego nie twierdzę, że jest ostatnia

>Z czasem. Mamy nadal problem kulturowy, kobiety są przekonywane od maleńkości, że nauki ścisłe nie są dla nich.

A ja rozumiem, skąd ten błąd. Opiera się prawdziwej obserwacji, że nauki techniczne są dla mężczyzn. Naukowo potwierdzono eksperymentując na noworodkach, że dziewczynki mają wrodzoną skłonność patrzenia i sięgania ku lalkom, a chłopcy - ku traktorom (zabawkom).

Dawniej fizyka kojarzyła się naukami technicznymi, z geniuszami pokroju Tesli, którzy jak Chrystus własnoręcznie potrafili zrobić cud ze śmieci. Teoretyczne podstawy fizyki w czasach rewolucji naukowo-technicznej były wręcz prostackie: jakieś kartezjańskie proste, być albo nie być, tędy albo tamtędy, albo cząstka albo fala, przyczyna ma swój skutek, co ma wisieć nie utonie, wyżej siebie nie podskoczysz...

Współczesna fizyka ma więcej poezji w sobie niż cała liryka. Być może niemożność skwantowania grawitacji wynika z braku kobiet w tych pracach, może umysł męski nie jest w stanie wpaść na właściwy pomysł.

>Bez dzieci. Wiek 30-40 lat. W populacji? Nie wiem. W moim otoczeniu ze 30%.

To zbyt wiele na wyjaśnienie genetyczne - kilka tys. lat temu tego chyba być nie mogło

doku
Beatus (2528 punktów)
>>>pierwszą prawdziwą nauką o człowieku.
>>Nie sądzę, sądzę, że jest jedną z propozycji, której braki wyjdą z czasem. Przecież jest jeszcze młodziutka.
>Dlatego nie twierdzę, że jest ostatnia
Uff, nie cierpię głosicieli jednej prawdy nad prawdami.
>>Z czasem. Mamy nadal problem kulturowy, kobiety są przekonywane od maleńkości, że nauki ścisłe nie są dla nich.
>A ja rozumiem, skąd ten błąd. Opiera się prawdziwej obserwacji, że nauki techniczne są dla mężczyzn. Naukowo potwierdzono eksperymentując na noworodkach, że dziewczynki mają wrodzoną skłonność patrzenia i sięgania ku lalkom, a chłopcy - ku traktorom (zabawkom).
Dowiedz mi tylko jak traktorki mają się do nauk ścisłych, a jak lalki im zaprzeczają.
Z moich obserwacji dziewczynki lubią bawić się samochodzikami i te małe i te większe. Chłopcy też chętnie bawią się lalkami - warunek nikt im nie powiedział - chłopcy nie bawią się lalkami.
Noworodki bawią się grzechotkami - unisex. Sięgają po to co wydaje dźwięki, jest interesujące w dotyku i da się wepchnąć do buzi. Nie czynią na tym etapie rozróżnić lalka-traktor.
>>Bez dzieci. Wiek 30-40 lat. W populacji? Nie wiem. W moim otoczeniu ze 30%.
>To zbyt wiele na wyjaśnienie genetyczne - kilka tys. lat temu tego chyba być nie mogło
Rozumiem wyjaśnienia brak. ok
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Dowiedz mi tylko jak traktorki mają się do nauk ścisłych, a jak lalki im zaprzeczają.

Nijak, dlatego piszę że to błędne skojarzenie.

Z faktu, że dziewczynki mają genetyczne skłonności do lalek, a chłopcy do maszyn, wcale nie wynika, że fizyka teoretyczna jest dla chłopców.

>Z moich obserwacji dziewczynki lubią bawić się samochodzikami i te małe i te większe.

To bez znaczenia. Biologia już opisała ten aspekt natury ludzkiej na tyle precyzyjnie, że możemy tę wiedzę po prostu przyswoić, bez konieczności zastanawiania się, jakie są nasze doświadczenia osobiste i czy są one reprezentatywne. To coś jak złudzenie ze Słońcem - z moich obserwacji wynika, że to Słońce krąży, ale wiem, że to oprowadzi do błędnego rozumienia świata. Na tym m.in. polega mój racjonalizm, że mam naukowy obraz świata i nie burzy go widok dziewczynki bawiącej się samochodzikiem, bo wiem, że naukowcy obserwowali tyle tysięcy noworodków, niemowląt i dzieci, że ich uogólnienia są prawdziwe, a moje obserwacje nic w tym wypadku nie znaczą.

Z tego punktu widzenia już Oscar Wilde był racjonalistą, bo twierdził że: "osobiste doświadczenie jest najbardziej błędnym i ograniczonym kołem"

doku
12-09-2008 20:01 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>" Autor tekstu: Michał Woźniak; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6065
>naprawdę czysty altruizm zawsze jest szkodliwy. Wbrew powszechnemu przekonaniu, >poświęcanie czegokolwiek na rzecz innego osobnika ze stratą dla siebie samego jest >pozbawione logiki, a prawdziwa mądrość polega na maksymalizowaniu za wszelką cenę >własnego, egoistycznego dobra

Takie teksty mnie skręcają. Podstawowy błąd tkwi tu w nieznajomości definicji altruizmu biologicznego lub plątaniu pojęć z różnych dziedzin (biologia-nauki społeczne-humanistyczne). Takie poplątanie niestety spotyka się też w tesktach naukowych i pewnie stamtąd przedostaje się do tekstów popularnych.
Altruizm biologiczny dotyczy tylko takich zachowań na rzecz innych osobników, które zmniejszają własne szanse rozrodcze. Tylko takie! Istnieje całe mnóstwo zachowań altruistycznopodobnych, które podnosząc szanse rozrodcze "obdarowanego" w żaden sposób nie zmniejszają szans "dobroczyńcy".

W przypadku organizmów rozmnażających sie płciowo jest jeszcze inna kwestia ograniczająca sensowność nieskończonego egoizmu: trzeba mieć się z kim rozmnażać. I najlepiej, jeśli partnerzy nie są blisko spokrewnieni.

Nie stosuję emoticonów
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Altruizm biologiczny dotyczy tylko takich zachowań na rzecz innych osobników, które zmniejszają własne szanse rozrodcze. Tylko takie! Istnieje całe mnóstwo zachowań altruistycznopodobnych, które podnosząc szanse rozrodcze "obdarowanego" w żaden sposób nie zmniejszają szans "dobroczyńcy".

Taka definicja altruizmu wydaje się już przestarzała i to z perspektywy dwóch modeli: fenotypu rozszerzonego i doboru płciowego.

Model fenotypu rozszerzonego mówi m.in. o zachowaniach wymuszonych przez pasożyty - nawet gdyby zachowania te wyglądały na "na rzecz innych", to trudno by mi je było nazwać "altruizmem". A gdyby Twoją definicję uzupełnić wykluczeniem tego przypadku to zaraz kłania się Lynn Margulis ze swoją teorią symbiogenezy - jak odróżnić pasożyta od symbionta, przecież każdy organizm jest organizmem symbiotycznych, więc sterowanie przez "nasze" geny jądrowe jest tak samo nasze jak to sterowanie przez geny naszych symbiontów.

Z przeciwnej strony tę definicję atakuje teoria dobioru płciowego. Wykształca ona zachowania tak bardzo szczerze altruistyczne, że wręcz obelgą byłoby odmówienie nazywania ich altruistycznymi. A mówiąc poważniej, Twoja definicja sama się obala jak jakiś paradoks - wystarczy, że jakieś zachowanie, ktore spełni Twoje warunki "altruistyczności", zostanie docenione przez płeć przeciwną, a już wg Ciebie musi być mu odebrane określenie "altruistyczne". Można oczywiście i tutaj poprawić Twoją definicję, ale wówczas znów musielibyśmy użyć słowa altruizm sprzecznie z jego potocznym rozumieniem, gdyż musielibyśmy nazwać altruistą świadomego uwodziciela, który zostaje odrzucony z powodu fałszywości intencji - wolontariusz, który co tydzień zmienia organizację charytatywną, bo demaskują go jako uwodziciela.

Moim zdaniem, próby formułowania biologicznej definicji altruizmu są niewarte zachodu. Musielibyśmy altruizmem nazwać każdą przegrywającą strategię genów zmutowanych, recesywnych lub rzadką "błędną" kombinację alleli (jak np. homoseksualizm). Ale wtedy jaki sens biologiczny miałoby wyróżnianie takiego pojęcia? Co za różnica, czy mutacja powoduje dysfunkcję, która wygląda na altruizm, czy zwyczajną patologię?

Moim zdaniem, altruizm warto definiować tylko na poziomie klasycznej psychologii: działanie na rzecz innych bez intencji osiągnięcia korzyści czy sławy. Taka definicja ma też tę zaletę, że może być elementem opisu fenotypu, może być włąćzona do kategorii emocji czy popędów - tak "niebiologicznie" zdefiniowany altruizm staje się naturalnym obiektem badań biologów, Twoja "biologiczna" definicja nie ma tej zalety.

doku
exeqtor (359 punktów)
>Może jednak ktoś ma mniej trywialny pomysł?

Samobójstwo-spowodowane niechęcią do życia. Jednostka likwiduje siebie gdyż nie ma celów (sensu) do osiągnięcia. Można powiedzieć ze stan osoby przed swoją eksterminacją to jak "żywy trup". Eksterminacja ma jedynie pozytywny skutek na przetrwanie pozostałych osobników, a więc poświecenie na rzecz ogółu, poświęcenie bez wyrzeczeń gdyż osobnik nic nie traci bo już mu wszystko jedno. Stan osoby przed samobójstwem nie pozwala na wydajne funkcjonowanie w celu reprodukcyjnym, wychowawczym czy też pełnienia jakiejś funkcji społecznej, kreacyjnej. Ogółem w tym stanie osobnik podtrzymuje sie na zyciu tym samym czerpiac zasoby energetyczne. Dlatego też niewiele wnosząc jego eksterminacja pozostawia pozytywne skutki jego "nie bycia" zasoby które mógłby potencjalnie wykorzystać, wykorzysta inny osobnik bardziej wydajniej przekładając na cele.

Moim zdaniem głównym celem ewolucji jest ogólne przetrwanie gatunku. Podstawowym priorytetem jednostki jest założenie bycia najważniejszym i udowodnienie tego. W ten sposób przetrwają najlepsze jednostki udoskonalając gatunek zasilając go swoją dawką genów i doświadczenia zyciowego.
Beatus (2528 punktów)
Interesujące podejście. Logiczne. Nasuwa mi się jednak kilka wątpliwości.
Czy przyjęcie tych racji powinno skutkować pozostawieniem samobójców samym sobie? Z jednej strony tak - jak piszesz, zabierają przestrzeń i dobra tym, którzy działają na rzecz społeczności i przyszłości.
Z drugiej strony - my społeczność wydajemy społeczne pieniądze na terapie, szpitale, innego rodzaju pomoc osobom, które zbliżają się do decyzji o samobójstwie, lub tym którzy próbowali targnąć się na własne życie. Czy więc działamy w ten sposób przeciw społeczeństwu? Takie dwie przeciwstawne siły?
Jeszcze inna sprawa. W twojej teorii jest błąd. Błąd ten polega na założeniu, że stan wywołujący decyzję o samobójstwie jest czymś stałym dla samobójcy. Decyzja o samobójstwie jest podejmowana przez człowieka w określonym stanie psychiki. Stan ten może być spowodowany rozmaitymi okolicznościami wewnętrznymi (np. młodzieńcza burza hormonów) lub zewnętrznymi (np. tragedia rodzinna). Stany te raczej nie mają charakteru stałego. Jeśli więc taka osoba wspomagana przez społeczność przetrwa niekorzystny czas, może okazać się bardzo potrzebnym elementem społeczności.
Jeszcze w sprawie szaleńców i geniuszy, jak wiadomo od jednego do drugiego jest bardzo blisko. Osoby niestabilne emocjonalnie mają większe szanse na popadnięcie w jakąś depresję o takiej sile, iż podejmą decyzję, że chcą przerwać swoje męki. Jednocześnie osoby takie z racji własnej niestabilności mają nieco inne spojrzenie na świat. Dzięki temu wpadną na rozwiązania i nowelizacje, których dostrzeżenie przez osobowości psychopatyczne będzie znikoma. Są więc dobrem społecznym.
Pozdrawiam
exeqtor (359 punktów)
Stan psychiki jest zmienny i kształtuje go w znacznym stopniu środowisko. Depresja jest chorobą toteż się ją leczy. Pomoc społeczna jest po prostu zabezpieczeniem przed takimi chorobami. Społeczeństwo nie rozstrzyga czy należy pomóc, ono jest zobowiązane, gdyż obywatel ma prawo skorzystać z opieki medycznej.
Cytat:
Jeszcze inna sprawa. W twojej teorii jest błąd. Błąd ten polega na założeniu, że stan wywołujący decyzję o samobójstwie jest czymś stałym dla samobójcy. Decyzja o samobójstwie jest podejmowana przez człowieka w określonym stanie psychiki

może bardziej sprostuje. Wszelkie czynniki powodujące stan depresyjny w swoim maximum mogą spowodować iż zwykła osoba moze stać sie w owym maximum samobójcą. Wszyscy jestesmy potencjalnymi samobójcami jednak aby dojśc do takiego stanu potrzebujemy czynników które to spowodują. Załamanie może przychodzić różnie dla każdego. Dlatego warto pamiętać iż stany psychiczne są zmienne i należy zmieniać środowisko na bardziej sprzyjające euforii życia.
Beatus (2528 punktów)
Witaj po przerwie,
troszkę nie rozumiem, jakie jest twoje stanowisko. Najpierw pisałeś mi, że przyzwolenie na samobójstwo jest nad wyraz korzystną okolicznością dla wszystkich zainteresowanych - samobójcy i tak wszystko jedno tylko się męczy, społeczeństwo może wchłonąć jego dobra i zużytkować.
Potem, gdy odpisałam ci, że to nie do końca tak, właściwie się ze mną zgodziłeś.

O co chodzi? Eksperyment myślowy czy opinia?
exeqtor (359 punktów)
każdy człowiek potencjalnie jest samobójcą, należy tylko zaprewnić mu odpowiednie warunki aby nim się stał. Właśnie w tym sęk iż warunki są zmienne, pożytecznym jest przywracanie jednostki do stanu jego naturalnej wydajności. To z perspektywy obserwatora, społeczności.
Z perspektywy samobójcy, jest tak iż patrzy on przez pryzmat bezsensu . Jego stan, sytuacja stresowa może nie pozwalać mu na dostrzeżenie korzeni jego choroby. Gdyby ją posiadał w dość łatwy sposób by stwierdził ze jego stan jest przelotny.

a) opisałem jakby działanie mechanizmu samodestrukcji w sytuacji krytycznej, z perspektywy osoby dotkniętej nią. Gdy psychika ludzka jakoby nie dostrzega swojej zmienności na przestrzeni czasu i działa na stan czasu rzeczywistego, podejmując takie a nie inne decyzje.
b) jako obserwator zauważam zmienność psychiki, stanu na przestrzeni czasu. Więc pozytecznie dla społeczeństwa jest leczenie jednostki w celu przywrócenia jej normalnej wydajności w społeczeństwie. Z perspektywy etycznej również empatycznośc w danej sytuacji.

ważne jest przyjęcie tu zmienności psychiki, nastrojów.
Jak wiadomo po kazdej burzy przychodzi czas na słońce.

troche namieszałem, nie rozdzieliłem perspektyw, stąd te zamieszanie. Choć przyznam iż w pierwszej wypowiedzi nie wziąłem pod uwage zmienności, i jako by opisałem wszystko z perspektywy samobójcy, wiecznego samobójcy.
W drugiej wypowiedzi natomiast przyszło mi to do głowy stąd rozbieżność.
Konfolut (310 punktów)
Zaledwie przejrzałam artykuł pana Woźniaka, ale od razu przypomniało mi się pewne spostrzeżenie- "zachowania altruistyczne" są już widoczne na poziomie Procariontów. W koloniach bakteryjnych można doszukać się działania na rzecz grupy. Podobnych mechanizmów jest wiele- np. transformacja i sekwencje chi (pobierane są te sekwencje DNA, które są bardziej spokrewnione z komórkowymi). Jesteśmy "zaledwie" takim wielkim rozwinięciem podstawowego świata jednej komórki. Jej podstawy są widoczne w każdym naszym zachowaniu.
Beatus (2528 punktów)
Nie jestem biologiem, więc z tej perspektywy trudno mi coś bronić lub udowadniać. Mam jednak wrażenie, że to co napisałeś jest taką dość zgrabną hipotezą, której powstanie jest mniej związane z poziomem jasności przyczyn i skutków zachowań rozmaitych organizmów w zmiennych warunkach, a bardziej z leżącym u podłoża poglądów autora przekonaniem że:
- wszystko podlega tym samym naczelnym prawom
- mechnicystyczne ujęcie człowieka jest podejściem prawidłowym.

Do obu poglądów mam szereg zastrzeżeń, konsekwentnie nie przyjmuję wynikających z nich prawd.

Pozdrawiam
Konfolut (310 punktów)
Wiesz, ja nadal nie przeczytałam tego artykułu, więc trudno jest mi się odnieść do twojej wypowiedzi. Mogę powiedzieć, że to co napisałam jest tylko takim moim spojrzeniem na świat. Nawet trudno jest to nazwać hipotezą. To jest sposób, w który ja to pojmuję od kilkunastu lat i... nic więcej. Po prostu dla mnie biologia jest niesamowicie zróżnicowana, kolorowa, ale zarazem w swych podstawach tak prosta, w swych ogólnych mechanizmach. Można odnaleźć naprawdę wiele analogii (nie mówię tu o naukowych analogiach teraz), że to silniejsze ode mnie i czasami lubię sobie na świat spojrzeć tak z góry, dla samego odstresowania się. To, co napisałam do nauki ma się nijak, bo nauką nie jest, bardziej filozofią, poglądem być może. Postaram się przeczytać dany artykuł i coś więcej wydumać na ten temat.
07-11-2008 00:31 
 Ocena 1 na 1
Konfolut (310 punktów)
1. Wybrałam parę cytatów z artykułu, do których nawiążę. Pozwoliłam sobie trochę pobredzić, tzn. pobrodzić w temacie. To, co teraz wkleję będzie z worda i czasami pojawią się jakieś błędy więc z góry przepraszam.

"Jednak wbrew twierdzeniom wielu popularyzatorów psychologii ewolucyjnej, geny czystego altruizmu mogą egzystować w populacji i wcale nie muszą zostać wyeliminowane przez dobór naturalny."- a co to takiego czysty altruizm? W jaki sposób dałoby się udowodnić czysty altruizm, który dla mnie jest pojęciem utopijnym? Badania wykazują, że altruiści są postrzegani jako seksowni a więc ZACHOWANIE altruistyczne (wcale nie znaczy, że ktoś JEST altruistą) podnosi wartość naszych genów- a w biologii tylko to się liczy. Teraz pytanie- gdzie jest granica między grą a czystą, utopijną chyba, formą altruizmu? To pytanie filozoficzne. Nauka na nie raczej nie odpowie.

"Altruizm na poziomie osobniczym stanowi więc po prostu emergentną własność genetycznego egoizmu i wyewoluował tylko dlatego, że umożliwia sprawniejszą konkurencję pomiędzy podstawowymi jednostkami życia, które podlegają doborowi naturalnemu, czyli genami."- ja bym nadal obstawała przy zachowaniu altruistycznym, gdyż słownikowa definicja altruizmu nie pasuje po prostu do życia.

P"rzypadki altruizmu na poziomie organizmów są więc w naturze bardzo częste i nawet pomaganie własnym krewnym stanowi przejaw prawdziwie czystego altruizmu."- absolutnie się z tym nie zgadzam, ponieważ jest to dowód na egoizm genetyczny. Pomagając swoim krewnym zwiększam prawdopodobieństwo zachowania i przekazania dalej do populacji części mojej puli genowej. Jest to zupełnie naturalne i chyba dla większości z nas zrozumiałe. Nie trzeba się tu nawet odwoływać do genetyki. To się rozumie samo przez się. Prędzej dam cukierka siostrze niż obcemu na ulicy, no chyba że... widzę w tym jakiś interes.

"Taka jest struktura przyrody, która przejawia się w różny sposób na różnych poziomach złożoności, a zachowania, które na jednym poziomie wydają nam się "złe", na innym mogą być "dobre" (i na odwrót)."- dla mnie mówienie o rzeczach złych i dobrych w przyrodzie jest ułomne a to z tego względu, że my na to tak patrzymy. Jak lew zje gazelę to to jest złe, większość rodziców powie swojemu dziecku "zły lew", ale już nie zastanowi się nad tym, że ten lew, czy z reguły lwica, zabiła gazelę po to, aby przeżyć i np. nakarmić młode. W taki sposób nie można patrzeć na naturę. Nie można patrzeć na mechanizmy genetyczne przez pryzmat naszego "ja", że jak ktoś mi zrobi przykrość to to jest złe. Złe, bo mi jest smutno? Ale jakie ma to znaczenie dla przyrody? Absolutnie żadne. Mechanizmy genetyczne po prostu są a jakie są to już inna kwestia. Nie powinniśmy jednak w ich opisie odwoływać się do sfery uczuć, bo zaburzamy ich naturę swoją ułomnością.

"To właściwa tylko człowiekowi skłonność do wartościowania otaczającej go rzeczywistości sprawia, że od wieków wikła się on w tego rodzaju, wydawać by się mogło nierozstrzygalne, dylematy."- tu już powiało... Ja tekst ten także odbieram emocjonalnie, dlatego, że nie jest naukowym. W jaki sposób jesteśmy w stanie ocenić, że tylko my umiemy wartościować otaczający nas świat? Przecież równie świetnie robią to i inne zwierzęta- szympans doskonale wie, że winogrono jest cenniejsze od kamyka (w jego świecie, w jego układzie zdarzeń) i jak wsadzi się takie dwa osobniki do klatki i jednemu w nagrodę za tę samą czynność da się kamyczek a drugiemu winogrono to ten od kamyczka wkurza się tym bardziej im mniej spokrewniony jest z nim osobnik, który dostał winogrono. Czy to nie jest wartościowanie? Dowiedziono naukowo, że szczury są w stanie odczuwać empatię. Na zdrowy rozum każdy organizm musi wartościować świat. Nawet bakteria poprzez swoje receptory "uzna" glukozę za smakowity kąsek a inny związek za mniej.

"Najlepszą strategią życiową jest natomiast udawanie altruisty, będąc faktycznie egoistą (...)"- to jest to, o czym mówiłam.

"Świętość jest nie tyle hipertrofią ludzkiego altruizmu, ile jego skostnieniem. Gorliwie podporządkowuje się biologicznym imperatywom, nad które miała się wznosić" - to jest dobre; kiedyś jak prowadziłam wykład na temat altruizmu w biologii, to podałam boga i samo wierzenie w niego, jako przykład właśnie egoizmu, nawet ze strony samego boga... Bo czemuż to niby bogu tak bardzo zależy, żebyśmy działali wedle jego widzimisię i przyszli do nieba? Jaka z tego płynie dla niego korzyść? Oczywiście przy założeniu, że za słowami boga nie stoimy my sami. Dla mnie właśnie ten boski egoizm jest niejako dowodem na to, że nikt inny jak my sami stworzyliśmy boga, bo jest to obraz boga ułomnego, wydaje się zależnego od swojego cyklu hormonalnego, mściwego, ale zarazem strzelającego miłością- jest tak bardzo ludzki, że aż niemożliwe, że został sam z siebie stworzony.
Konfolut (310 punktów)
2. " Można więc uznać za prawdę stwierdzenie, że prawdziwa mądrość polega na maksymalizowaniu swojego własnego, egoistycznego dobra, zaś nawet najdrobniejsze przejawy prawdziwego altruizmu są zwyczajną głupotą ."- e tam, prawdziwą mądrością jest po prostu żyć i umieć się w tym życiu odnaleźć, w swej zwykłej ludzkiej roli. Umieć cieszyć się sobą i tym, co dookoła, bez odwoływania się do metafizyki, bez doszukiwania się sensu życia, misji, choć dobrze jeżeli komuś takie koła ratunkowe pomogą utrzymać się na powierzchni. Czasami zastanawiam się czym moje życie różni się od życia, nawet nie bakterii, tylko od życia jednej z moich własnych komórek. Zostałyśmy obie stworzone, pełnimy swoją biologiczną funkcję, czyli żyjemy a potem umieramy. Obie możemy zostawić, o ile nie zostaniemy przedwcześnie unicestwione, potomstwo. Potrafimy tak samo stworzyć własną linię, której historia może potoczyć się bardzo różnie. Być może linia moich następców wygaśnie szybko a być może niczym komórki linii nowotworowej w organizmie będą plenić się po świecie. Podstawową różnicą wydaje się być to, że ja mam świadomość obu żyć, świadomość samej siebie, mojego przebiegu życia i świadomość, że moje komórki żyją razem ze mną a ja razem z nimi. To jest niewielka różnica, bo komórka podobno nie wie o samej sobie, ale pełni wszystkie funkcje biologiczne jakie i ja pełnię. Ja tylko pewnie bardziej przeżywam tą moją ontogenezę niż moje komórki, choć jak są poddawane różnorakim stresom to wcale im nie zazdroszczę.

" osoba odczuwa wobec drugiej znaczną dozę empatii wtedy, gdy postrzega ją jako podobną do siebie. W takich przypadkach "prawdziwy" altruizm sprowadza się więc do altruizmu krewniaczego, a więc zwykłego genetycznego egoizmu, a hipoteza empatii-altruizmu przestaje nam mówić cokolwiek więcej niż to, co wykazali wcześniej socjobiolodzy."- zgadzam się.

" Teoria ta, dowodząc, że wszystkie zachowania człowieka są uwarunkowane pobudkami egoistycznymi, jest zbieżna z podejściem socjobiologicznym, różni się jednak od niego tym, że uznaje, iż jednostką odnoszącą korzyści są nie geny, a poszczególni osobnicy."- a czy wraz z osobą nie odnoszą korzyści i geny?

"Humanistom wciąż jednak trudno zrozumieć, że człowiek stanowi integralną część świata żywego i musi podlegać tym samym prawom biologii, co inne zwierzęta, podobnie jak nie może funkcjonować wbrew prawom fizyki."- tego nie może pojąć wielu ludzi a jest kluczem do zrozumienia, dlaczego jesteśmy tak różni i tak podobni w swych zachowaniach do "całych" zwierząt i ich pojedynczych komórek (tak wiem, mówienie o zachowaniu komórki nie jest trafione, ale powiedzmy, że jest to nawiązanie do mechanizmów nią rządzących).

"Gdyby można było dokonać redukcji ludzkiego zachowania się i sprowadzić je do praw biologii (...)"- bylibyśmy pojedynczą komórką. Zresztą my i tak jesteśmy sprowadzeni (?), jesteśmy pod prawami biologii, bo inaczej być nie może skoro jesteśmy żywi.

"Biologia stanowi klucz do zrozumienia ludzkiej natury i przedstawiciele nauk społecznych nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie jej zasad, które uściślają się w szybkim tempie"- chwała temu, kto to napisał, bo ja to głoszę od 15 roku życia i wreszcie nie jestem sama. Cieszę się, że jest ktoś, kto myśli podobnie a więc będę w stanie prędzej i lepiej odczuwać empatię w stosunku do niego, chętniej też ujawni się mój nieskrywany i tak, altruizm, kiedy osoba ta będzie potrzebować mojej pomocnej dłoni.
Vytautas (4394 punktów)
>niektóre fakty i czy takie wytłumaczenie w ogóle jest możliwe. Chodzi mi o celibat, taki ideowy, a
>nie w sytuacji gdy plemię może poradzić sobie z wychowaniem tylko określonej liczby dzieci.

Z tego, co wiem, pierwszym człowiekiem, który wpadł na pomysł celibatu, jak to nazywasz 'ideowego' był reformator religijny Mani działający w imperium perskim, w Babilonii w III w.
Dominującą przedtem religię zoroastryjską uznał za skostniałą, a jej kler za chciwy i bezbożny. W herezji swego pomysłu zwanej manicheizmem rolę kleru przejęli tzw. doskonali.
Mani uważał, że człowiek jest w równej mierze owocem świata jasności co świata ciemności, dlatego też istnienie człowieka nie jest korzystne dla ostatecznego zwycięstwa świata jasności. Tak więc człowiek nie powinien się mnożyć.
Doskonałych obowiązywała pieczęć czoła -- nie powinni mieć grzesznych myśli, pieczęć ust -- nie powinni mówić plugawie, ani bezbożnie, a także pieczęć łona -- nie powinni uprawiać seksu pod żadną postacią.
Niedoskonali wierni mogą uprawiać seks tylko w taki sposób, aby to nie prowadziło do prokreacji. Mogą uprawiać homoseksualizm obu płci, a w seksie heteroseksualnym preferowane są stosunki analne i oralne.
Zanim w Rzymie zwyciężyło chrześcijaństwo, manicheizm był religią bodaj najbardziej rozpowszechnioną. Paweł z Tarsu zakazał żenić się chrześcijanom, ale zezwolił pozostawać w związku małżeńskim tym, którzy ożenili się przed chrztem. W prawosławiu odniesiono to tylko do duchownych (odna u popa żena), a w katolicyzmie zaostrzono to do zupełnego celibatu.
Idee manicheizmu przedostały się do chrześcijaństwa, najpierw do Bizancjum -- bogomilcy, a potem do południowej Francji -- katarowie.
Beatus (2528 punktów)
>istnienie człowieka nie jest korzystne dla ostatecznego zwycięstwa świata jasności.
Też mam takie przeczucie, że świat sporo ryzykuje pozwalając nam żyć. No ale, ponoć nie ma ryzyka, nie ma przyjemności.
Celibat, czy rozmaite ograniczenia w tym względzie spotyka się w wielu kulturach. O czym to świadczy? Może jest to jakiś wentyl bezpieczeństwa przed przeludnieniem? Jak na razie jego wpływ nie był na tyle znaczący aby zaniepokoić się o przetrwanie gatunku, ale czy może takim się stać?
Jeśli ciągoty celibatowe mają podłoże biologiczne, coś tam w nas jest, co w określonych warunkach powoduje, ze nie chcemy się rozmnażać, to czy:
- z racji tego, że prawa przyrody są ślepe, może nam to coś uaktywnić się w zgubnym dla gatunku momencie?
- czy może jest to zabezpieczenie wszechświata przed nami, nigdy nas nie będzie tyle abyśmy zrujnowali więcej niż jedną planetę?
No do czegoś ten celibat musi być, skoro taka żywotna bestia.

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365