 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-10-2008 15:49 | placownik (17853 punktów) | Pseudonauka w natarciu
3 na 5 |
Na co wydaje nasze pieniądze Ministerstwo Edukacji? Narodowej Edukacji, żeby nie było wątpliwości. Ręka w rękę z Instytutem Psychiatrii i Neurologii Uniwersytetu Warszawskiego i Komisją Europejską sponsoruje pseudonaukową konferencję Autyzm i szczepienia. Z krótkimi charakterystykami niektórych „gwiazd” tej konferencji, można się zapoznać na, godnym skądinąd polecenia, blogu Modne bzdury | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | A wczorajsze "Fakty" w TVN o 19.00 pokazały dosyć obfity materiał z tejże konferencji. Wymowa była dosyć jednoznaczna: jest to istotny wkład nauki (sic!) w spór o szczepionki. Na kilka wypowiedzi zgodnych z duchem Konferencji (jednej uczestniczki i kilku mamuś chorych na autyzm dzieci) zaprezentowano dwie wypowiedzi strony przeciwnej (profesorów medycyny). Nie dziwię się owym mamuśkom - nie muszą się znać na rzeczy, w obliczu tragedii w sposób najprostszy szukają związków przyczynowo-skutkowych, a tym samym winnych ich nieszczęścia. Jeśli dodatkowo trafią na kogoś, kto im tych winnych wskaże i "poda na tacy" - a, dziwnym trafem, wszystkie słyszały o "naukowcach" w konferencji uczestniczących, to trzymać się będą tej wersji jak pijany płotu. Jest to psychologicznie uzasadnione.
Ale żeby dziennikarze...???
fides ex necessitate esse non debet
|
|
 | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Nie dziwię się owym mamuśkom... >Ale żeby dziennikarze...??? Dziennikarze rejestrując zdarzenia, nie zaś robiąc za tubę jednego środowiska czy jednej opcji, najlepiej wykonują swoją robotę. Wykryli i odsłonili już niejedną aferę, w tym afery związane z medycyną - i chwała im za to. .
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> Dziennikarze rejestrując zdarzenia, nie zaś robiąc za tubę jednego środowiska czy jednej opcji, najlepiej wykonują swoją robotę O roli dziennikarzy w rozpętywaniu antyszczczepieniowej histerii możesz sobie poczytać tutaj. Jeszcze ciepłe! Grzechem jednak byłoby nie wspomnieć przy tej okazji dziennikarza śledczego Briana Deera, który sprawcę tej afery dr Andrew Wakefielda praktycznie rozkręcił do najdrobniejszej śrubki.W naszym zaścianku mało kto o tym słyszał. Gdybyśmy mieli tej klasy dziennikarza, mógłby się on zainteresować tym, czy termin emisji filmu Usłyszeć ciszę został wybrany całkowicie przypadkowo. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> O roli dziennikarzy w rozpętywaniu antyszczczepieniowej histerii możesz sobie poczytać tutaj. Jeszcze ciepłe!Wynika mi z tekstu, że w medycynie działają szarlatani i naukowcy, ale że ani jedni, ani drudzy nie pisują samodzielnie, pomstują tylko na dziennikarzy: "przerażający stan dziennikarstwa medycznego jest obecnie poważnym problemem służby zdrowia". Nie wydaje mi się, by było pożyteczne, żeby dziennikarze weryfikowali badania naukowe i od wyniku uzależniali publikację. Do takich śledztw powołani są sami naukowcy, a medialnie wartościowe mogą być co najwyżej ich wyniki. Prócz tego jest jeszcze taka dziennikarska forma jak wywiad ze specjalistą. > czy termin emisji filmu [...] został wybrany całkowicie przypadkowo.I bez śledczego Briana Deera widać, że to sensownie dobrany termin. Jaki byłby lepszy? .
|
|
3 na 3 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
Może i powinna zastanowić okoliczność, że część uczestników konferencji ma finansowy interes w dowodzeniu uleczalności autyzmu i dowodzeniu jego związku ze szczepionkami. Ale czy mniej niż fakt, że inni mają polityczny interes w forsowaniu tezy przeciwnej - że szczepionki przez nich zaordynowane społeczeństwu jako obowiązkowe są bezpieczne?
W naszej rodzimej rzeczywistości lekarze są sędziami w swej własnej lekarskiej sprawie. Do tego ich kodeks etyki sprawia, że są sędziami niesuwerennymi. Więc skoro lekarze raczej nie zaryzykują podważania oficjalnego stanowiska, jedyną drogą, by zaistniała jakakolwiek dyskusja o szczepionkach, jest zaproszenie zainteresowanych spoza ściśle medycznego środowiska. Współorganizatorem konferencji jest przecież państwowy instytut o medycznym profilu, zapewne w większości lekarze.
Komentując zasadność takiej konferencji warto też zauważyć, że wszystkich jej uczestników łączy jedno - nie potrafią ani ustalić przyczyny autyzmu, ani go wyleczyć. Merytorycznie więc są siebie godni. .
|
|
 | 4 na 4 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >[...] wszystkich jej uczestników łączy jedno - nie potrafią ani ustalić przyczyny autyzmu, ani go wyleczyć.
To fakt.
>Merytorycznie więc są siebie godni.
Nie. Ani merytorycznie, ani - tym bardziej - moralnie. Medycyna "oficjalna" nie próbuje nawet udawać, że wie jak sobie z tym problemem (autyzmem) poradzić. Wciąż szuka rozwiązań i głośno o tym mówi. Opozycja zaś wręcz twierdzi, że jedynym panaceum na autyzm jest zaprzestanie szczepień. Jeśli nawet przyjmiemy, że jedni i drudzy nie dysponują przekonującymi dowodami na potwierdzenie swoich racji, to i tak musimy przyznać, że zaniechanie jest większym złem niż próby pomocy. Jeśli do tego dodamy, że za owym zaniechaniem kryją się wielkie pieniądze (dokładnie te same co za szczepionkami), a spór tak naprawdę dotyczy ich dystrybucji, to i tak powinno się stanąć po stronie nauki, a nie hochsztaplerki. Zauważmy, że cała historia medycyny, to ustawiczny proces prób i błędów (tak jak i w każdej innej gałęzi nauki, choć w medycynie jest bardziej spektakularny). A jednak dzisiejsza medycyna może pochwalić się "nieco" większymi dokonaniami niż ta sprzed np. 30-tu lat. 30 lat temu, gdybym chorował na to co teraz, już bym nie żył. Żyję i pewnie jeszcze z kilka lat pożyję. Gdybym dzisiaj poszedł ze swoim schorzeniem do "specjalistów" z tej konferencji - za max. 3 tygodnie byłoby po mnie.
Ale: wybór należy do każdego z nas.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Merytorycznie więc są siebie godni. >Nie. Ani merytorycznie, ani - tym bardziej - moralnie. Są siebie godni, ponieważ jedni i drudzy coś twierdzą "na pewno": lekarze, że szczepionka na pewno nie szkodzi, a szarlatani - że na pewno szkodzi.
>musimy przyznać, że zaniechanie jest większym złem niż próby pomocy. Lepiej ponosić ryzyko zakaźnej lecz uleczalnej choroby niż doprowadzić do nieuleczalnego upośledzenia.
>powinno się stanąć po stronie nauki, a nie hochsztaplerki. Ale by tak postąpić trzeba je od siebie odróżnić.
>cała historia medycyny, to ustawiczny proces prób i błędów Właśnie na to próbuję zwrócić uwagę.
>A jednak dzisiejsza medycyna może pochwalić się "nieco" większymi dokonaniami niż ta sprzed np. 30-tu lat. I ustępującymi tym z przyszłości. .
|
|
| |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Są siebie godni, ponieważ jedni i drudzy coś twierdzą "na pewno": lekarze, że szczepionka na pewno nie szkodzi, a szarlatani - że na pewno szkodzi.
Nic podobnego. Obrońcy MMR twierdzą jedynie, że nie istnieją dowody na to, że szczepionka powoduje autyzm. Tego, że szczepionka na pewno nie szkodzi, udowodnić nie sposób.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Obrońcy MMR twierdzą jedynie, że nie istnieją dowody na to, że szczepionka powoduje autyzm. Z Wikipedii, hasło MMR: "W 1998 roku w czasopiśmie The Lancet pojawiło się doniesienie wiążące szczepionkę MMR z autyzmem. Późniejsze badania wykluczyły jednak takie powiązanie." .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>> Obrońcy MMR twierdzą jedynie, że nie istnieją dowody na to, że szczepionka powoduje autyzm. >Z Wikipedii, hasło MMR: "W 1998 roku w czasopiśmie The Lancet pojawiło się doniesienie wiążące szczepionkę MMR z autyzmem. Późniejsze badania wykluczyły jednak takie powiązanie."
Nie wiem dlaczego odwołujesz się do wikipedii, skoro podałem link do strony zawierającej wyczerpujące informacje na temat tej afery. Praca Wakefielda nie nadawała się do druku. Była po prostu nierzetelna.
Richard Horton, redaktor naczelny The Lancet, po zapoznaniu się z dowodami zebranymi przez Briana Deer'a przyznał w 2004, że decyzja o publikacji tej pracy była błędem. Nie jest więc tak, że jednym wychodzi z badań jedno, innym coś wręcz przeciwnego, a tak naprawdę to niewiadomo jak jest i lepiej na wszelki wypadek wstrzymać się ze szczepieniem.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Nie wiem dlaczego odwołujesz się do wikipedii Ponieważ jest najbardziej publicznym i na bieżąco weryfikowanym źródłem informacji i zawiera tę, na której mi zależy.
>podałem link do strony zawierającej wyczerpujące informacje na temat tej afery. Artykuł, jest wyczerpujący (uff), lecz nie zawiera informacji. Wyjątkowo mętny tekst - nie wiem kto o kim co i dlaczego.
> Praca Wakefielda nie nadawała się do druku. Była po prostu nierzetelna. Ale to nie znaczy, że wskazane w niej wnioski były błędne, a tylko że były nieuprawnione! Nie jestem po jego stronie, szczególnie, jeśli (?) udowodniono, że fabrykował wyniki badań. Ale jego demaskatorzy nie stają się automatycznie moimi sojusznikami - przecież oni ratują swój naukowy honor, zapewne jakieś dotacje, może czyjś awans, nagrodę i licho wie co jeszcze.
> Nie jest więc tak, że jednym wychodzi z badań jedno, innym coś wręcz przeciwnego, a tak naprawdę to niewiadomo jak jest i lepiej na wszelki wypadek wstrzymać się ze szczepieniem. Właśnie dokładnie tak jest: szarlatani twierdzą, że szczepionka szkodzi, a lekarze stosując ją, dają wyraz opcji przeciwnej - że na pewno jest bezpieczna. No chyba, że szczepią mimo ryzyka.
Nie mam zdania na temat szkodliwości kontrowersyjnej szczepionki. Ale gdyby dziś przyszło mi zdecydować o jej zastosowaniu wobec bliskiej osoby, nie ryzykowałbym. Zresztą czy zbadano którzy rodzice tworzą ową ok. 20% grupę uchylających się od szczepień MMR, bo może to w większości krewni i znajomi lekarzy? .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) | >> Nie wiem dlaczego odwołujesz się do wikipedii >Ponieważ jest najbardziej publicznym i na bieżąco weryfikowanym źródłem informacji i zawiera tę, na której mi zależy.
Piszesz nieco wcześniej: >Dziennikarze rejestrując zdarzenia, nie zaś robiąc za tubę jednego środowiska czy jednej opcji, najlepiej wykonują swoją robotę
Jednocześnie, dostając do ręki rejestr takich zdarzeń, będący owocem kilkuletniej rzetelnej dziennikarskiej pracy, nie potrafisz z niego skorzystać i wolisz poprzestać na wikipedii. Czy dlatego, że znajdujesz tam tę informację na której Ci zależy? Chwalebna szczerość.
>Ale to nie znaczy, że wskazane w niej wnioski były błędne, a tylko że były nieuprawnione!
To paradne! To samo można napisać o dokonaniach astrologii, czy wręcz o wynikach wróżenia z fusów.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> wolisz poprzestać na wikipedii. Czy dlatego, że znajdujesz tam tę informację na której Ci zależy? Chwalebna szczerość.To i vice versa, bo Ty odrzucasz Wiki dlatego że nie znajdujesz w niej oczekiwanej informacji. I byłby tu kompetencyjny pat, gdyby nie możliwość poprawiania Wikipedii - mogłeś poprawić, jeśli są błędy.  > >Ale to nie znaczy, że wskazane w niej wnioski były błędne, a tylko że były nieuprawnione!> To paradne! To samo można napisać o dokonaniach astrologii, czy wręcz o wynikach wróżenia z fusów.I jak Ci astrolog powie, żebyś trzynastego w piątek nie przechodził przez jezdnię na czerwonym świetle, to jako wróg zabobonów nie posłuchasz go? Paradne! .
|
|
| | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Tego, że szczepionka na pewno nie szkodzi, udowodnić nie sposób. Czemu tego udowodnić nie sposób, a np. rakotwórczość nikotyny miałaby być bezsprzeczna? .
|
|
| | | |  | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
> > Tego, że szczepionka na pewno nie szkodzi, udowodnić nie sposób.> Czemu tego udowodnić nie sposób, a np. rakotwórczość nikotyny miałaby być bezsprzeczna? Tego, że nikotyna na pewno nie szkodzi, udowodnić nie sposób.  Zamiast nikotyny możesz wstawić szczepionkę, witaminę C, zimną wodę, cokolwiek. Popper się kłania. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 | sukulent (2309 punktów) | >Lepiej ponosić ryzyko zakaźnej lecz uleczalnej choroby niż doprowadzić do nieuleczalnego upośledzenia.
Myślisz, ze tylko o to chodzi ? O przechorowanie zakaźnej choroby ?
Problemem z odrą jest po pierwsze odrowe zapalenie mózgu - ostre powikłanie choroby zakaźnej, które, a jakze, kończy się nieuleczalnym upośledzeniem, a takze występujące od około 7-miu lat po przechorowaniu odry podostre stwardniające zapalenie mózgu, przy którym autyzm to niewinna igraszka osobowości.
Problemem ze świnką jest zapalenie jąder u chłopców, którzy na nią chorują w wieku około 10 lat i więcej. Powoduje po prostu bezpłodność; świnkowe zapalenie mózguz zdarza się dużo rzadziej niż odrowe, ale też istnieje.
Problemem z różyczką jest różyczka wrodzona powodująca zespół wad wrodzonych u noworodka, jeżeli różyczką zakazi się kobieta w pierwszym trymestrze ciąży. Wady powstałe w wyniku takiej wewnątrzłonowej infekcji, jeżeli nie doprowadzą do śmierci dziecka, mogą iść o lepsze z autyzmem w późniejszych latach jego życia.
W skrócie : MMR : measels, mumps, rubeolla
Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka") )
|
|
| | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Problemem z odrą jest po pierwsze...W "Lekarskim poradniku domowym" z 1968r. wszystkie trzy zakaźne choroby przedstawiają się znacznie łagodniej niż dzisiaj, na zakładanych w szczepionkowej już epoce stronach internetowych. Zważywszy postęp w medycynie, trochę to dziwi. A poszukując statystyk związanych z przedmiotowymi chorobami znalazłem taką stronę..
|
|
| | | |  | | sukulent (2309 punktów) |
> W "Lekarskim poradniku domowym" z 1968r. wszystkie trzy zakaźne choroby przedstawiają się znacznie łagodniej niż dzisiaj, na zakładanych w szczepionkowej już epoce stronach internetowych. Zważywszy postęp w medycynie, trochę to dziwi.Dziwi ? Niekoniecznie, jeżeli weźmiesz pod uwagę fakt, że w 1968 roku nie było testu wykrywajacego wirusa odry. Nikt nie łączył ciężkiej, postępującej choroby neurologicznej jaką jest podostre stwarniające zapalenie mózgu z uprzednim przechorowaniem odry, dopiero wykrycie wirusa w bioptatach tkanki mózgowej wyjaśniło etiologię tej choroby. Podobnie z poświnkowym ( a właściwie przyświnkowym) zapaleniem jąder i niepłodnością - związek odkryto i potwierdzono bodaj w latach 70-tych. O związku różyczki (która sama z siebie, bez powiązania z pierwszym trymestrem ciąży większej krzywdy nie robi) z wadami u płodu wiedziano wcześniej, bodaj zaraz po wojnie. Były to obserwacje li tylko kliczne, bo wirusa wtedy nie izolowano. Nie wiem, czy akurat w "poradniku domowym" umieszczano te informacje, bo takiego poradnika nie posiadam. Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> dopiero wykrycie wirusa w bioptatach tkanki mózgowej wyjaśniło etiologięTego faktycznie nie wiedziano, lecz wszędzie czytam, że chociaż jest to powikłanie groźne, zdarza się rzadko. W Twojej retoryce jest to " ostre powikłanie choroby zakaźnej, które, a jakze, kończy się nieuleczalnym upośledzeniem, a takze występujące od około 7-miu lat po przechorowaniu odry podostre stwardniające zapalenie mózgu ..." > z poświnkowym(...) zapaleniem...O śwince wzmiankowany poradnik informuje iz " świnka wikła się czasem " oraz " powikłania te najczęściej nie pozostawiają żadnych śladów ". U Ciebie: " Problemem ze świnką jest zapalenie jąder u chłopców, którzy na nią chorują w wieku około 10 lat i więcej. Powoduje po prostu bezpłodność; świnkowe zapalenie mózguz zdarza się dużo rzadziej niż odrowe, ale ..." > O związku różyczki(...) z wadami u płodu wiedziano wcześniej...Wiedziano i rzeczowo o tym pisano słowami "r óżyczka jest niebezpieczna dla kobiet w pierwszych trzech miesiącach ciąży " z uzasadnieniem, że " może powodować uszkodzenia płodu ". Ty straszysz: " Problemem z różyczką jest różyczka wrodzona powodująca zespół wad wrodzonych u noworodka, jeżeli różyczką zakazi się kobieta w pierwszym trymestrze ciąży. Wady powstałe w wyniku takiej wewnątrzłonowej infekcji, jeżeli nie doprowadzą do śmierci dziecka, mogą iść o lepsze z autyzmem ". Wszystkie trzy zakaźne choroby na zakładanych w szczepionkowej już epoce stronach internetowych przedstawiają się złowrogo. I to mimo postępu w medycynie. Linki o odrze. www.ptnd.pl/stresz21.htmlwww.pzh.go(*)rzeglad_epimed/61-1/611_20.pdfwww.gis.gov.pl/pdf/dpe/Odra_Informacje_ogolne.pdfW tym wątku nie występuję przeciwko lekarzom, a tylko bronię przed krytyką placownika ich woli wymiany opinii z innymi. .
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | sukulent (2309 punktów) | > Tego faktycznie nie wiedziano, lecz wszędzie czytam, że chociaż jest to powikłanie groźne, zdarza się rzadko.Podostre stwardniające zapalenie mózgu jest rzadkim powikłaniem odry. Szczgólonie rzadkim, jezeli dodamy, ze obecnie na odrę się nie choruje. Częstszym jest odrowe zapalenie mózgu - ostre, tj występujace do około 3 tygodni po przechorowaniu odry. W czasach przedszczepionkowych, czyli we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy chorowały dzieci jeszcze nie szczepione w szpitalu zakaźnym na oddziale neuroinfekcji leżało regularnie około 7-mioro dzieci z takim ostrym ostrym odrowym zapaleniem mózgu. Objawy od łagodnych (większość), do ciężkich - jedno, dwa. Rozumiem, że rozważasz, czy to dużo, czy mało i jakie jest ryzyko. Ja też rozważam. Pytanie, ile jest tego teoretycznie "podejrzanego" autyzmu ? Jak wyważyć te ryzyka i czy ryzyko powikłan popszczepiennych (a rozdmuchany temat autyzmu to tylko jedno z raportowanych, potencjalnych powikłań) ? > >z poświnkowym(...) zapaleniem...> O śwince wzmiankowany poradnik informuje iz " świnka wikła się czasem " oraz " powikłania te najczęściej nie pozostawiają żadnych śladów ".> U Ciebie: " Problemem ze świnką jest zapalenie jąder u chłopców, którzy na nią chorują w wieku około 10 lat i więcej. Powoduje po prostu bezpłodność; świnkowe zapalenie mózgu zdarza się dużo rzadziej niż odrowe, ale ..."No tak, u mnie tak. Jeżeli chodzi o niepłodność poświnkową, to dobrze byłoby dotrzeć do statystyk męskiej niepłodności. Za czasów, kiedy zgłebiałam tę wiedzę, był to jeden z najczęstszych powodów wtórnej męskiej niepłodności. Teraz nie wiem. > Wiedziano i rzeczowo o tym pisano słowami "r óżyczka jest niebezpieczna dla kobiet w pierwszych trzech miesiącach ciąży " z uzasadnieniem, że " może powodować uszkodzenia płodu ".> Ty straszysz: " Problemem z różyczką jest różyczka wrodzona powodująca zespół wad wrodzonych u noworodka, jeżeli różyczką zakazi się kobieta w pierwszym trymestrze ciąży. Wady powstałe w wyniku takiej wewnątrzłonowej infekcji, jeżeli nie doprowadzą do śmierci dziecka, mogą iść o lepsze z autyzmem ".Zakażenie różyczką kobiety w pierwszym trymestrze ciąży powoduje bardzo ciężkie uszkodzenie płodu. Wg badań z 2001 roku, jeżeli zakażenie ma miejsce do 8 tyg ciąży, to uszkodzenia dotyczą 2/3 płodów. Część ciąży kończy się przedwcześnie poronieniem, a spośród tych dzieci z różyczką wrodzoną, które się urodzą, umiera 20 % właśnie z powodu tej wrodzonej różyczki . Im ciąża "starsza", tym ryzyko mniejsze. Myślisz, że to straszenie ? Temat szczepień jest tematem bardzo trudnym. Dużo za i dużo przeciw. Mam za małą wiedzę, aby móc w sposób uprawniony wyrażać publicznie swoje zdanie, toteż go nie wyrażam. Usiłuję jedynie odpowiedzieć na Twoje stwierdzenie o "przechorowaniu choroby zakaźnej" - że to niestety nie takie proste, jak chcielibyśmy to mieć. Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Myślisz, że to straszenie? Tak. Przed epoką MMR o tych trzech chorobach pisano bez dramatyzmu, choć wiedza o nich była uboższa tylko o możliwość śmiertelnych powikłań odry.
>Usiłuję jedynie odpowiedzieć na Twoje stwierdzenie o "przechorowaniu choroby zakaźnej" - że to niestety nie takie proste, jak chcielibyśmy to mieć. "Przechorowanie choroby zakaźnej" to Twoje sformułowanie.
W sprawie szczepień ochronnych powstały kontrowersje, które powinny być wyjaśniane, a temu sprzeciwia się placownik krytykując zorganizowaną przez lekarzy konferencję. .
|
|
| | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > Tak. Przed epoką MMR o tych trzech chorobach pisano bez dramatyzmu, choć wiedza o nich była uboższa tylko o możliwość śmiertelnych powikłań odry.Bez dramatyzmu ? Rozumiem, ze w tym poradniku domowym, czy może przejrzałeś także inne źródła ? Co to jest dramatyzm ? Opis jednostki chorobowej, jaką jest różyczka wrodzona powstał w 1941 roku. Do szczepień było jeszcze wtedy daleko. Jeżeli dojdziesz do oryginalnej publikacji opisującej tem zespół, to będziesz mógł ocenić, czy według Twoich kryteriów jest on "dramatyczny", czy nie. Co zaś do literatury lekkiej, miłej i przsyjemnej, to różyczkę wrodzoną uczyniła w swojej powieści głównym motywem morderstwa niejaka Agatha Christie (zmarła przed erą MMR) - to pozycja zatytułowana "A mirror craked from side to side " > "Przechorowanie choroby zakaźnej" to Twoje sformułowanie.Masz rację. Ty pisałeś o ryzyku przechorowania zakaźnej, acz uleczalnej choroby. > W sprawie szczepień ochronnych powstały kontrowersje, które powinny być wyjaśnianeRacja. Jest ich zdecydowanie więcej niż jedna. Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> w tym poradniku domowym, czy może przejrzałeś także inne źródła?"Lekarski poradnik domowy" ma tutaj tę zaletę, że jest głosem lekarzy kierowanym do społeczeństwa, zatem z pewnością dopracowanym redakcyjnie pod kątem efektu propagandowego. Porównując lekturę Poradnika z 1968 roku i Twojej wypowiedzi przykrojonej na miarę obrony kontrowersyjnych szczepionek zauważam wzrost udramatyzowania realiów. (Nawet uwzględniając poprawkę na nowoodkryte powikłania odrowe.) > Co to jest dramatyzm?dramatyczny w znaczeniu 2. > Opis jednostki chorobowej, jaką jest różyczka wrodzona powstał w 1941 roku. Do szczepień było jeszcze wtedy daleko. Jeżeli dojdziesz do oryginalnej publikacji opisującej tem zespół, to będziesz mógł ocenić, czy według Twoich kryteriów jest on "dramatyczny", czy nie.No i straszysz. A tymczasem przedmiotem dyskusji jest bezpieczeństwo stosowania szczepionki MMR, a nie szczepienia przeciw samej różyczce. .
|
|
| | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) |
> "Lekarski poradnik domowy" ma tutaj tę zaletę, że jest głosem lekarzy kierowanym do społeczeństwa, zatem z pewnością dopracowanym redakcyjnie pod kątem efektu propagandowego. Porównując lekturę Poradnika z 1968 roku i Twojej wypowiedzi ...W roku 1968 obowiązywała "Ustawa o zawodzie lekarza" z pięćdziesiątego któregoś roku. W ustawie tej nie było słowa na temat informowania pacjenta, na co jest chory, jakie są jego rokowania, jakie jest leczenie - jego planowane korzyści i zagrożenia; nie nakładała ona na lekarzy obowiązu uzyskiwania świadomej zgody na proponowanie leczenie - słowem - obowiązywał paternalistyczny stosunek do pajenta, który zakładał, że lekarz lepiej wie, co jest dla chrego dobre, oraz o czym chory chciałby usłyszeć, a o czym lepiej dla niego, żeby nie wiedział. No i poradnik napisany jest zgodnie z duchem tej ustawy -. "Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy". > ...przykrojonej na miarę obrony kontrowersyjnych szczepionek zauważam wzrost udramatyzowania realiów. (Nawet uwzględniając poprawkę na nowoodkryte powikłania odrowe.)Demagogia. Przedstawiłam racjonale powstania tych szczepionek, których, sądząc z Twoich wypowiedzi - nie znałeś. Nie odnoszę się do ich potencjalnych szkodliwości, a wobec braku dostatecznej wiedzy - nie wypowiadam się ani za, ani przeciw. Co nawet napisałam sepią na beżowym. > ... A tymczasem przedmiotem dyskusji jest bezpieczeństwo stosowania szczepionki MMR...Tak ? Mam wrażenie, że Placownik inaczej sformułował swój początkowy post. Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>W roku 1968 obowiązywała "Ustawa o zawodzie lekarza" z pięćdziesiątego któregoś roku. W ustawie tej nie było słowa na temat informowania pacjenta [...] słowem - obowiązywał paternalistyczny stosunek do pacjenta Trochę nie kumam na mocy czego ten paternalistyczny stosunek obowiązywał, skoro w ustawie "nie było słowa na temat"?
>Tak ? Mam wrażenie, że Placownik inaczej sformułował swój początkowy post. Placownik swoje, a nam trochę zeszło na bok...
A przynajmniej ja nie przestaję myśleć o bezpieczeństwie przymusowo (choć oczywiście bez paternalizmu) szczepionych dzieci. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > Trochę nie kumam na mocy czego ten paternalistyczny stosunek obowiązywał, skoro w ustawie "nie było słowa na temat"?Nie wyraziłam się precyzyjnie. Było słowo na temat, że lekarz ma rozpoznać sytuację, a następnie postępować według najlepszego interesu chorego (w swoim rozumieniu). Za to profesorowie nauczali paternalizmu, w szlachetnych zresztą intencjach i formach. Jest to bardzo ciekawie ujęte w takiej na przykład "Internie" prof. Bolechowskiego. > A przynajmniej ja nie przestaję myśleć o bezpieczeństwie przymusowo (choć oczywiście bez paternalizmu) szczepionych dzieci.Ano właśnie nie przymusowo. Szczepienia - takiego czy innego, lub też wszystkich, swoich, czy swoich dzieci możesz odmówić. I już. Możesz także zażyczyć sobie szczepienia innym preparatem (tyle, że musisz sam go dostarczyć - czytaj kupić ) a nie tym, który ministerstwo uznało za najlepszy (czytaj - najmniej powikłań, najniższy koszt). Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Szczepienia - takiego czy innego, lub też wszystkich, swoich, czy swoich dzieci możesz odmówić. I już.Już? Wpisałem więc w google frazę "czy można odmówić szczepienia dziecka". Poniżej przykładowe rezultaty. Pierwszy,drugii trzeci..
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | Wyniki Twoich poszukiwań przejrzałam, jestem pod wrażeniem wykonanej pracy  Ja znam temat od strony praktycznej - w praktyce funkcjonuje wersja trzecia, czyli pisemne oświadczenie rodzica. Oczywiście, to ca ja wiem na ten temat może nie wyczerpywać tematu. Pierwszy raz spotkałam się z propozycją kary administracyjnej i takiej interpretacji ustawy o zapobieganiu chorobom zakaźnym właśnie w linku, który podałeś. Jeżeli ta interpretacja będzie stosowana - to moje "i już" będzie całkowicie nieuprawnione. Rozumiem, że ideą przyświecającą takiej restrykcyjnej interpretacji ustawy jest troska o zdrowie innych osób, które mogą się potencjalnie zarazić od nieszczepionego. Jest to o tyle nielogiczne, ze jeżeli się szczepiły (a tak zakładamy), to są odporne i taki "odszczepienic" nie powinien w niczym im zaszkodzić. Moze najwyżej zaszkodzić sobie. Tutaj spodziewam się riposty, ze może takze zaszkodzić tym, którzy chcieliby się szczepić, ale ze względu na np. chorobę immunologiczną, neurologiczną lub hematologiczną- szczepić się nie mogą. Wtedy taki "nieszczepieniec" jest dla nich jak chodząca bomba biologiczna. No to można zadać kolejne pytanie - co z tężcem, którym nie zarażamy się "człowiek od człowieka", czyli chory nie stanowi ryzyka zakażenia - czy tutaj też możemy mówić o jakimś zagrożeniu poza "nieszczepieńcem" ? No i tak da capo... Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> W tym wątku nie występuję przeciwko lekarzom, a tylko bronię przed krytyką placownika ich woli wymiany opinii z innymi. Program konferencji sugeruje, że będzie to wymiana zgodnych opinii na temat szkodliwości szczepień. Inaczej mówiąc duszenie się we własnym sosie. Wrażenia z konferencji jakimi dzielą się rodzice autystycznych dzieci na specjalistycznych forach internetowych tę sugestię potwierdzają. Na topie jest, promowany przez rodzinkę Geierów, temat wpływu zwiększonego poziomu testosteronu na toksyczność rtęci skutkującą jakoby powstawaniem autyzmu. Nikt jednak nawet nie zająknął się, że tato Geier proponuje obniżać poziom testosteronu środkiem używanym do chemicznej kastracji. Zainteresowanych odsyłam do blogu Neurodiversity weblog. Autorka wykonała tytaniczną pracę punktując bezlitośnie dokonania rodzinki Geierów. To mrożąca krew w żyłach lektura na parę wieczorów. Ale kogo to obchodzi w naszym zaścianku? Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Program konferencji sugeruje, że będzie to wymiana zgodnych opinii na temat szkodliwości szczepień. Inaczej mówiąc duszenie się we własnym sosie. Czyżby zabrakło chętnych do firmowania innych opinii?
>Wrażenia z konferencji jakimi dzielą się rodzice autystycznych dzieci na specjalistycznych forach internetowych tę sugestię potwierdzają. A ja nie mogę nic znaleźć. .
|
|
| | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) | |
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Autyzm i szczepienia
Gdy widzę tego rodzaju tematy, od razu staje mi przed oczami historia 10-letniej walki o legalizację aspartamu, zakończoną zwycięstwem wielkich trucicieli. Było to chyba największa tego rodzaju kampania w USA. Przez 10 lat wielkie koncerny przekupiły kilkudziesięciu naukowców i prawników zatrudnionych na najwyższych stanowiskach w amerykańskich instytucjach ochrony zdrowia, przez 10 lat wiele wielkich firm doprowadziło do opublikowania całej masy "niezależnych" wyników badań na temat nieszkodliwości aspartamu - a wszystkie były bezczelnie sfałszowane i kłamliwe, co chwila wybuchał skandal, gdy naukowcy ujawniali machlojki robione przez "naukowców" w sponsorowanych instytutach. Przez 10 lat kolejni urzędnicy, prawnicy i niezależni naukowcy opierali się naciskom wielkiego biznesu, odchodzili z pracy skuszeni wielkimi pieniędzmi, mianowani byli następni, ale i ci opierali się, nie chcąc popełnić jawnie tak strasznego czynu...
Dopiero zmiana ekipy - Reagan doszedł do władzy - pozwoliła zrobić takie zamieszanie, że Reagan kazał nowym decydentom podpisać zgodę i w taki oto sposób związek o nazwie aspartam - bardzo niebezpieczna trucizna - o udowodnionym toksycznym działaniu - związek zabijający małpy i ludzi podczas eksperymentów prowadzonych w latach 60-tych i 70-tych - związek który w badaniach epidemiologicznych wyranie koreluje z rakiem mózgu i wieloma innymi chorobami mózgu - ten związek po 20 latach intensywnej propagandy przestał być kojarzony z trucizną.
Owszem, badanie wpływu aspartamu jest trudne, gdyż niewielki odsetek karmionych nim osób zaczyna poważnie chorować. Jednak to w żaden sposób nie tłumaczy zmowy milczenia i sabotowania tych badań.
Historia aspartamu uczy, że jeżeli istnieją dane, że coś szkodzi, a tłumy "naukowców" z różnych instytutów twierdzą, że nie ma jednoznacznych dowodów na szkodliwość, i mimo braku dowodów podają podejrzaną substancję, to prawdopodobnie dane są sfałszowane w interesie producentów.
Uczciwe podejście do takich zagadnień polega na tym, że prowadzi się badania, dopóki nie udowodniona zostanie nieszkodliwość substancji. Dopóki substancja jest podejrzana o wywoływanie konkretnego schorzenia, badania trwają, aby wyeliminować takie podejrzenie. Jeżeli znajdujące się na rynku lekarstwo, uznawane dotychczas za nieszkodliwe, staje się podejrzane o wywoływanie określonej poważnej choroby, to wycofuje się takie lekarstwo i przeprowadza się badania, mające na celu potwierdzić lub wykluczyć nowe podejrznie o skutki uboczne, dopiero potem można znów wrócić je na rynek. Lekceważenie zagrożenia przez "naukowców", odmowa wykonania dodatkowych badań i jakość argumentów w obronie szczepionki rzekomo wywołującej autyzm, sugerują, że inkryminowana szczepionka jednak jest trucizną bronioną przez ludzi skorumpowanych. Oczywiście mogę się mylić z dość dużym prawdopodobieństwem, ale intuicja mówi mi, że matki tych dzieci mają rację.
doku
|
|
 | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) | >Lekceważenie zagrożenia przez "naukowców",
Proszę o konkrety.
>odmowa wykonania dodatkowych badań
Proszę o konkrety.
>i jakość argumentów w obronie szczepionki
Argumentem są wyniki licznych badań. Masz wątpliwości co do ich jakości? Słyszałeś o kimś kto takie wątpliwości zgłasza i sensownie uzasadnia?
>intuicja mówi mi, że matki tych dzieci mają rację.
Moja intuicja podpowiada mi, że będzie niezmiernie trudno przekonać Twoją intuicję, że nie ma racji.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Moja intuicja podpowiada mi, że będzie niezmiernie trudno przekonać Twoją intuicję, że nie ma racji.
Bardzo będzie łatwo. Temat znam słabo i właściwie nie mam zdania.
Najważniejsze jest, żeby nie lekceważyć doniesień o skutkach ubocznych, ale badać, badać i powtarzać badania, i zbierać dane, i liczyć, i publikować wyniki
doku
|
|
| |  | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>Najważniejsze jest, żeby nie lekceważyć doniesień o skutkach ubocznych, ale badać, badać i powtarzać badania, i zbierać dane, i liczyć, i publikować wyniki
I tak właśnie się dzieje. Badają, badają i powtarzają badania, i zbierają dane, i liczą, i publikują wyniki. A inni, mając to wszystko głęboko w nosie, organizują konferencje pseudonaukowe, takie jak ta, będąca tematem wątku. Ustalają opłatę konferencyjną na śmiesznie niskim poziomie (25 zł), traktując całą imprezę jako świetną okazję bezpośredniego dotarcia do "matek tych dzieci". Chcesz wierzyć, że czynią to bezinteresownie, z czystego umiłowania wiedzy?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Ustalają opłatę konferencyjną na śmiesznie niskim poziomie (25 zł)
Pieniądze niewątpliwie lepiej jest przeznaczyć na finansowania badań niż na konferencje... a właściwie kto ją zorganizował i za czyje pieniądze?
doku
|
|
 | | filemonka (354 punktów) | W szczepionkach są wysokie stężenia środków konserwujących i to one są szkodliwe. Mówienie o szkodliwości szczepionek jako takich jest więc nieprecyzyjne i prowadzi do skrótów myślowych - jak ktoś jest przeciwny szczepionkom to pewnie jest zacofany, bo przecież szczepionki to cudowny wynalazek medycyny... A doświadczenia matek, które obserwują zmianę zachowania dzieci po szczepieniach, np. nagłą utratę kontaktu wzrokowego, trudno podważyć (i zbadać naukowo).
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >szczepionki to cudowny wynalazek medycyny...
To najważniejsza, najlepsza i najskuteczniejsza medyczna procedura (chyba że coś przeoczyłem). Przeciwnicy szczepionek są ludźmi głupszymi nawet od kreacjonistów wierzących, że Bóg stworzył świat kilka tys. lat temu i specjalnie sfałszował wszystkie dowody geologiczne i paleontologiczne.
doku
|
|
 | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > i w taki oto sposób związek o nazwie aspartam - bardzo niebezpieczna trucizna - o udowodnionym toksycznym działaniu - związek zabijający małpy i ludzi podczas eksperymentów prowadzonych w latach 60-tych i 70-tych - związek który w badaniach epidemiologicznych wyranie koreluje z rakiem mózgu i wieloma innymi chorobami mózgu - ten związek po 20 latach intensywnej propagandy przestał być kojarzony z trucizną.
Skoro do tej pory nikt nie zdecydował się zakazać produkcji papierosów, to co tam taki aspartam...
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Skoro do tej pory nikt nie zdecydował się zakazać produkcji papierosów, to co tam taki aspartam...
To samo mozna powiedzieć o wielu innych substancjach i "gadżetach", które niosa ze sobą ewidentne ryzyko smierci, kalectwa, choroby. Życie jest pełne sprzeczności.
|
|
|  | 2 na 2 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Skoro do tej pory nikt nie zdecydował się zakazać produkcji papierosów
Co ci przeszkadza produkcja papierosów?
|
|
| |  | | jkl; (5859 punktów) | >Co ci przeszkadza produkcja papierosów? Gdyby ludzie uszczelniali nimi okna, to zupełnie nic.
Chodzi o to, że zezwala się na produkcję i sprzedaż ewidentnie szkodliwej, uzależniającej substancji. (W przeciwieństwie do kawy i alkoholu nie ma tu czegoś takiego jak bezpieczny umiar)
Czemu więc nie produkować masowo narkotyków i nie wystawiać ich w kiosku? Przecież można by pakować w kolorowe pudełeczka heroinę, z ostrzegawczym nadrukiem WSTRZYKIWANIE GROZI ŚMIERCIĄ albo POWODUJE UZALEŻNIENIE I ZABURZENIA PSYCHICZNE... I wszystko w porządku, nie?
|
|
| | |  | 3 na 3 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >zezwala się na produkcję i sprzedaż ewidentnie szkodliwej, uzależniającej substancji
..., po którą sięga się z własnego wyboru. Mnie nikt nie zmusił do zapalenia pierwszego papierosa, tak jak nikt mnie nie zmusza do palenia nadal. Nawoływanie do zakazu produkcji papierosów odbieram jako atak na moją wolnośc. Chcę palic papierosy i palic będę. Jeśli nie lubisz "ewidentnie szkodliwej, uzależniającej substancji", to się od niej trzymaj z daleka. Zacznij nawoływac do zakazu używania np. benzyny, bo spaliny zatruwają powietrze. Najlepiej cały przemysł zlikwiduj, bo z niego tylko metale ciężkie się w naszych organach wewnętrznych odkładają.
>(W przeciwieństwie do kawy i alkoholu nie ma tu czegoś takiego jak bezpieczny umiar)
Palę od 17-stu lat i pierwsze słyszę o "bezpiecznym umiarze" w paleniu tytoniu. Proszę o wyjaśnienie co to znaczy.
>WSTRZYKIWANIE GROZI ŚMIERCIĄ albo POWODUJE UZALEŻNIENIE I ZABURZENIA PSYCHICZNE... >I wszystko w porządku, nie?
Ostrzeżenie jest. Wszystko w porządku. Kupujesz i próbujesz na własną odpowiedzialnośc.
|
|
| | | |  | | jkl; (5859 punktów) | Twoje "chcę" to uzależnienie, a Twoja wolność jest fikcją. Palisz, nie dlatego, że z papierosem jest ci dobrze, tylko dlatego, że bez niego ci źle. Ludzka psychika jest zdolna do takich sztuczek z odwracaniem faktów, oczywiście dla własnego komfortu.
>Jeśli nie lubisz "ewidentnie szkodliwej, uzależniającej substancji", to się od niej trzymaj z daleka. Właśnie ograniczyłeś moją wolność.
>>WSTRZYKIWANIE GROZI ŚMIERCIĄ albo POWODUJE UZALEŻNIENIE I ZABURZENIA PSYCHICZNE... >>I wszystko w porządku, nie? > Ostrzeżenie jest. Wszystko w porządku. Kupujesz i próbujesz na własną odpowiedzialnośc. Ale wolny wybór jest tylko za pierwszym razem.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Twoje "chcę" to uzależnienie, a Twoja wolność jest fikcją.
Jestem nałogową palaczką. Palę, bo chcę. Nie będę chciała palic - rzucę, ale jeśli miałabym rozstac się kiedyś z nałogiem palenia tytoniu, chcę to zrobic sama, a nie byc do tego zmuszona, bo komuś nie podoba się produkcja papierosów i chce jej zakazac.
>>Jeśli nie lubisz "ewidentnie szkodliwej, uzależniającej substancji", to się od niej trzymaj z daleka. >Właśnie ograniczyłeś moją wolność.
Przeczytaj to moje zdanie jeszcze raz i wyobraź sobie, że mówię to kładąc nacisk na kontekst twojej wolności: "Nie chcesz palic? Nie pal."
>wolny wybór jest tylko za pierwszym razem.
Paliłaś kiedyś? Nie? To co ty możesz o tym wiedziec? Paliłaś i rzuciłaś? Dokonałaś wolnego wyboru i to po raz drugi.
Gdybyś była tak łaskawa i zechciała odnieśc się jeszcze do poniższego zdania, byłabym zobowiązana:
"Palę od 17-stu lat i pierwsze słyszę o "bezpiecznym umiarze" w paleniu tytoniu. Proszę o wyjaśnienie co to znaczy". (belvedere).
|
|
| | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >>>Jeśli nie lubisz "ewidentnie szkodliwej, uzależniającej substancji", to się od niej trzymaj z daleka. >>Właśnie ograniczyłeś moją wolność. > Przeczytaj to moje zdanie jeszcze raz i wyobraź sobie, że mówię to kładąc nacisk na kontekst twojej wolności: "Nie chcesz palic? Nie pal." To było w kontekście biernego palenia. I wiesz co? Jak nie paliłaś (tylko) biernie to nie zrozumiesz.
>>wolny wybór jest tylko za pierwszym razem. > Paliłaś kiedyś? Nie? To co ty możesz o tym wiedziec? > Paliłaś i rzuciłaś? Dokonałaś wolnego wyboru i to po raz drugi. Uzależnienie wyklucza wolność. Zaprogramowałaś się na "tak" a rzucenie palenia to walka z programem.
>"Palę od 17-stu lat i pierwsze słyszę o "bezpiecznym umiarze" w paleniu tytoniu. Proszę o wyjaśnienie co to znaczy". (belvedere). Napisałam, że go nie ma.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | awitu (7627 punktów) | >Twoje "chcę" to uzależnienie, a Twoja wolność jest fikcją. Palisz, nie dlatego, że z papierosem jest ci dobrze, tylko dlatego, że bez niego ci źle. Ludzka psychika jest zdolna do takich sztuczek z odwracaniem faktów, oczywiście dla własnego komfortu.
jkl; wtrącę się, też palę i to dość długi czas. I powiem nie palę bo muszę ale dlatego że lubię. Znam ciężar uzależnienia i walki z nim, i wiem że jeśli coś w życiu mi przeszkadza, staje się balastem to podejmuję z tym walkę i się z tym rozstaję. Pomimo że wiele osób sądzi że palenie jest niepoprawne politycznie, nieestetyczne, jest silnym nałogiem, to jest też przyjemnością. Nie da się wytłumaczyć osobie niepalącej przyjemności z palenia, tak jak nie da się dziewicy wytłumaczyć przyjemności orgazmu. I to nie jest tak, że źle mi bez papierosa, da się żyć, tak jak można żyć bez seksu czy lodów.
>Ale wolny wybór jest tylko za pierwszym razem.
Wcale nie wybór masz za każdym razem gdy zapalasz papierosa. Owszem nałóg nikotynowy jest jednym z najmocniejszych, ale da się go pokonać tak jak każdy inny to nie cyrograf. Ja rzuciłam i nie paliłam kilka lat, da się. Rzuciłam nie dlatego że papierosy stały się dla mnie balastem, ale z uwagi na to że mieszkałam z osobą niepalącą i nie chciałam narzucać jej konsekwencji mego palenia. Ale ja po prostu lubię palić dlatego wróciłam do palenia po rozstaniu się z tą osobą.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | Z nałogiem to jak z religią. Palacz, całkiem jak wierzący, pozostaje w swym nałogu bo ma taką potrzebę, bo chce, bo mu z tym dobrze. Argumenty, że potrzebę sam sobie wytwarza, że się oszukuje, że szkodzi sobie i innym trafiają w próżnię. Wierzący by zostać ateistą, może po prostu zrozumieć głupotę swoich przekonań, ale to trudna droga. Czasem musi doświadczyć chciwości proboszcza lub osobistego nieszczęścia by odejść od Kościoła. Palacz też może wybrać pierwszą drogę, ale czasem potrzebuje mocniejszej motywacji w rodzaju uwag ukochanej osoby o śmierdzącym oddechu lub przypadku raka w najbliższym otoczeniu. Nie, nie wytłumaczysz mi przyjemności z palenia. W siódmej klasie podstawówki poszliśmy grupą na wagary i z nabożną czcią inicjowaliśmy się zdobyczną paczką malborasów. Przyjemność to ostatnie słowo jakiego bym użyła, do określenia zaciągania się gryzącym dymem. A ponieważ nie byłam na głodzie nikotynowym, nie miałam nawyków i nie wykształciłam sobie mechanizmów zaprzeczania, to śmiem twierdzić, że moja ocena jest bardziej obiektywna niż Twoja. Pozdrawiam i czekam po drugiej stronie barykady!
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | awitu (7627 punktów) | > Z nałogiem to jak z religią.> Palacz, całkiem jak wierzący, pozostaje w swym nałogu bo ma taką potrzebę, bo chce, bo mu z tym dobrze.> Argumenty, że potrzebę sam sobie wytwarza, że się oszukuje, że szkodzi sobie i innym trafiają w próżnię.Oczywiście jak wiele innych argumentów np że rozwijając przemysł ciężki, zwiększając liczbę samochodów, jedząc słodycze, szkodzimy sobie. Mylisz dwie rzeczy: szkodzenie sobie i innym. Jedno nie musi być powiązane z drugim, paląc szkodzę sobie, to mój prywatny wybór, tak jak Ty szkodzisz sobie wykonując wiele czynności w życiu. Jednakże przez fakt szkodzenia sobie nie muszę szkodzić innym, ponieważ palenie nie narzuca obowiązku palenia w obecności osób niepalących. > Palacz też może wybrać pierwszą drogę, ale czasem potrzebuje mocniejszej motywacji w rodzaju uwag ukochanej osoby o śmierdzącym oddechu lub przypadku raka w najbliższym otoczeniu.Oczywiście, zakładając że jego oddech śmierdzi i że to przeszkadza partnerowi. To kwestia kompromisów w związku, a nie nałogu. Będąc w związku chce się jak najlepiej dla drugiej osoby, dlatego rozważamy czy uczucie do partnera jest warte wyrzeczenia się jakiś nałogów, przyzwyczajeń czy przyjemności. Jeśli memu partnerowi przeszkadza to jem lody widelcem to się zastanowię czy nie zrezygnować z widelca na rzecz łyżki. W moim przypadku, bliskiej mi osobie moje palenie nie przeszkadzało, w życiu nie usłyszałam żadnej krytycznej uwagi na ten temat. Tak jak on nie usłyszał krytycznej uwagi na temat zapachu piwa, którego ja nie cierpię. Uznawaliśmy nawzajem swoje słabości i potrzebę doznawania pewnych przyjemności. Przestałam palić z uwagi na to, że uważam, że osoba niepaląca nie powinna ponosić konsekwencji moich zachcianek, choćby w postaci choroby płuc. > Nie, nie wytłumaczysz mi przyjemności z palenia. W siódmej klasie podstawówki poszliśmy grupą na wagary i z nabożną czcią inicjowaliśmy się zdobyczną paczką malborasów.> Przyjemność to ostatnie słowo jakiego bym użyła, do określenia zaciągania się gryzącym dymem. A ponieważ nie byłam na głodzie nikotynowym, nie miałam nawyków i nie wykształciłam sobie mechanizmów zaprzeczania, to śmiem twierdzić, że moja ocena jest bardziej obiektywna niż Twoja.Oczywiście że Cię nie przekonam, tak jak nikt nie przekona mnie że piwo lub śledzie są smaczne, a słuchanie disco polo jest przyjemne. Ja jednak uważam, że fakt że mi coś nie smakuje lub nie sprawia przyjemności, nie oznacza że wszystkim innym także nie smakują te same rzeczy i ta sama muzyka nie sprawia przyjemności. Uznaję fakt, że ludzie mają różne gusta, rożne preferencje i nie wmawiam im że jedzą śledzie i piją piwo pomimo że ich nie lubią bo tak chce np tradycja, a słuchają dico polo tylko dlatego że są masochistami. Nałóg nie wyklucza przyjemności jaką czerpiemy z danej czynności. Owszem dochodzi uzależnienie, ale czy miliony ludzi piją kawę i herbatę tylko dlatego, że są od nich uzależnieni? Nie, kawa i herbata może być najpyszniejszym napojem nawet gdy pijemy ją 30 lat. Dochodzi do tego fakt, że spróbowałaś papierosów jako dziecko nie smakowały Ci i dobrze. Dzięki temu teraz masz o jeden szkodliwy nałóg mniej. Ja zaczęłam palić świadomie, znając konsekwencję i dokładnie znając mechanizm działania nikotyny. Tak już mam że muszę wiedzieć jak działa każda substancja jaką sobie serwuję. Mi pierwszy papieros smakował i każdy następny, wiedziałam też że za tę przyjemność zapłacę nałogiem, być może zapłacę też swoim zdrowiem czy życiem. W moim przypadku był to świadomy wybór. Takich wyborów dokonywałam kilka razy w swoim życiu, rozważając bilans zysków i strat. Kilka rzeczy odrzuciłam uznając, że przyjemność jaką mi dają jest zbyt mała, bym chciała płacić za nią konsekwencjami jakie poniosę gdy pozwolę sobie na taką przyjemność. Każdy wybór jakiego dokonujemy w życiu pociąga za sobą konsekwencję, dla mnie ważne jest by choć próbować je przewidzieć ( wszystkich oczywiście nie damy rady przewidzieć) i dopiero po ich rozpatrzeniu podjąć decyzję. Lubię moje życie, cenie sobie przyjemności, uważam je za ważną cześć mego życia. Uważam też,że da się bez nich żyć, ale nie wiem czy chciałabym żyć nawet długo i bardzo zdrowo, za cenę pozbawienia się tych przyjemności. Zauważ fakt, że jest dużo rodzajów papierosów, tytoni, a jednak palący wybierają konkretne marki które, im odpowiadają. Te marki mogą mieć tę samą zawartość nikotyny i substancji smolistych, a jednak dana osoba wybiera konkretną markę. Mnie najgorszy głód nikotynowy nie zmusi do zapalenia niektórych rodzajów papierosów z prostego powodu, ich zapalenie nie sprawi mi przyjemności, będzie jedynie substytutem, a to mi nie wystarcza. Pozdrawiam, choć w moim przypadku są nikłe szanse bym przeszła na twoją stronę barykady. Skoro obu nam dobrze w swoich okopach i jedna drugiej nie chce szkodzić, nie widzę potrzeby by na siłę uszczęśliwiać drugą stronę. PS. Ja Cie do palenia nigdy nie będę namawiać 
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Tak jak on nie usłyszał krytycznej uwagi na temat zapachu piwa, którego ja nie cierpię.I stała się jasność! "Boryna" nie ma szans.  Tylko, że trzeba było tak od razu...
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | |  | | awitu (7627 punktów) | > I stała się jasność! "Boryna" nie ma szans. Tylko, że trzeba było tak od razu...a spytałeś? Ja tam jestem ugodowa, dla dobrego towarzystwa i zapach piwa zniosę, byle by tam kawę podwali 
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > byle by tam kawę podwali  Coż za ulga, podają. A prócz piwa mają też i inne trunki i napoje.  Kamień spadł mi z serca i ciśnienie też wraca do normy...  Teraz już tylko kwestia terminu została do uzgodnienia. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >Skoro obu nam dobrze w swoich okopach i jedna drugiej nie chce szkodzić , nie widzę potrzeby by na siłę uszczęśliwiać drugą stronę. To ciekawe po co przymusowo leczy się narkomanów. Oni też to lubią. No, nieważne.
Cały problem w tym że jedna strona szkodzi, czy tego chce czy nie.
Awitu, nie wątpię, że jesteś kulturalną osobą, która nie pali w obecności osób niepalących. Kto wie, może masz nawet świadomość, że idąc ulicą z papierosem zmuszasz kogoś by zwolnił, wyprzedził Cię lub przeszedł na drugą stronę ulicy. Może to ty pytasz się czy możesz zapalić w towarzystwie, a nie oczekujesz, że jak komuś przeszkadza to poprosi o zaprzestanie czy może w ogóle wyjdzie.
Problem biernego palenia naprawdę istnieje.
Co oznacza, że większość nie jest tak kulturalna, i co nimi? To nawet nie chodzi o to, że trudno ich przekonać. Tu chodzi o to, że ja nie chcę przekonywać, tylko po prostu oddychać czystym powietrzem. I nikomu tej potrzeby nie tłumaczyć.
Powiedz, czy poza wstrzymaniem produkcji papierosów, istnieje REALNA możliwość, żeby żaden niepalący, nigdy i nigdzie nie był narażony na dym?
Jak mam uchronić dziecko przed nałogiem, jeśli jest tak duża dostępność, i przyzwolenie, a czasem wręcz presja społeczna? Toż to całkiem jak z religią...
[ westchnięcie ]
Kurcze, nie możecie sobie tego wstrzykiwać, wypijać, wcierać czy zakraplać? Nikt by się nie czepiał.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | awitu (7627 punktów) | >Problem biernego palenia naprawdę istnieje. Ależ istnieje ja temu nie zaprzeczam, tak jak istnieje problem ludzi okupujących sklepy o 6 rano którzy są już tak pijani że nie można koło nich przejść, tak jak istnieje problem z chuliganami. Sama zwracam uwagę ludziom np palącym na korytarzach w pociągach gdzie jest zakaz palenia.
Ale to jest problem nie dotyczący palenia a braku tolerancji z obu stron i przestrzegania norm. Postulowanie by zakazać palenia, jest podobnym pomysłem do postulatu nie sprzedawania śledzi, bo my ich nie lubimy i bo nam przeszkadza ich zapach.
>Co oznacza, że większość nie jest tak kulturalna, i co nimi? To samo co z osobami które przekraczają inne normy społeczne.
>To nawet nie chodzi o to, że trudno ich przekonać. Tu chodzi o to, że ja nie chcę przekonywać, tylko po prostu oddychać czystym powietrzem. I nikomu tej potrzeby nie tłumaczyć.
Ja też, ale mimo to jestem narażona ciągle na spaliny samochodów, wpływ metali ciężkich, pochodnych fosforu itd wytwarzanych przez przemysł czy hałas. Ale niestety bez tłumaczenia nie osiągniemy postępu i nie wypracujemy takich rozwiązań by Ciebie uchronić przed dymem, a mi nie odbierać wolności.
>Powiedz, czy poza wstrzymaniem produkcji papierosów, istnieje REALNA możliwość, żeby żaden niepalący, nigdy i nigdzie nie był narażony na dym?
Walczyć tak jak z innymi wykroczeniami, egzekwować przestrzeganie przepisów. Domagać się by osoby palące w miejscach objętych ograniczeniem palenia stosowały się do zakazu. Popierać tworzenie restauracji, kawiarni i innych miejsc publicznych z oddzielnymi salami dla palących i nie palących. Jeżeli wnioskujemy ograniczanie miejsc gdzie wolno palić zastanówmy się, czy nie trzeba wprowadzić miejsc gdzie wolno palić. Sama zauważyłaś że to nałóg, a więc spora ilość osób która, jest uzależniona, zostanie wypędzona z restauracji bo tam nie wolno palić, zapali tego papierosa przed restauracją, a więc problem nie zostanie rozwiązany. Jak pokazała nam historia prohibicja niestety nie eliminuje zjawiska. Mimo wprowadzenia prohibicji w USA sprzedaż i spożycie alkoholu nie malało, ustawy antynarkotykowe nie wyeliminowały problemu narkomani. Z papierosami będzie tak samo, wprowadzisz zakaz powstanie czarny rynek.
>Jak mam uchronić dziecko przed nałogiem, jeśli jest tak duża dostępność, i przyzwolenie, a czasem wręcz presja społeczna? Toż to całkiem jak z religią...
Tymi samymi metodami jakimi chcesz je uchronić przed narkotykami, alkoholem, seksem bez zabezpieczeń, religią, czy innymi zagrożeniami na jakie jest narażone. Dodatkowo reaguj gdy w sklepie sprzedają papierosy czy alkohol nieletnim. Ta ustawa powstała właśnie po to by uchronić nieletnich przed podjęciem decyzji której konsekwencji nie rozumieją do końca. Zauważ że np z powodu dostępności jedzenia, słodyczy, prasy, telewizji itp Twoje dziecko narażone jest na otyłość, bulimię czy anoreksję i parę innych chorób, a jednak jako matka możesz je nauczyć racjonalnego żywienia i starać się je uchronić przed szkodliwym wpływem presji otoczenia.
>[ westchnięcie ] >Kurcze, nie możecie sobie tego wstrzykiwać, wypijać, wcierać czy zakraplać? >Nikt by się nie czepiał.
Ano nie możemy, ponieważ przyjemność nie pochodzi tylko z faktu dostarczenia organizmowi nikotyny - wtedy większość z palących przerzuciłaby się na gumy do żucia czy plasterki. Na prawdę chciałabym Ci wytłumaczyć na czym polega przyjemność wdychania tego niebieskiego dymu ale nie umiem, po prostu wiem że się nie da. Albo się to lubi albo nie, to tak jak z oliwkami, picie oliwy z oliwek nie jest już tym samym co jedzenie oliwek.
Wierz mi że czepialiby się, z innych względów ale czepialiby się, zauważ że jest sporo rzeczy na tym świecie które nie szkodzą osobom postronnym a i tak są napiętnowane.
Zobacz że pomimo że ja nie zapaliłam przy Tobie ani jednego papierosa, moje palenie wcale Ci nie może przeszkadzać bo nie palę w Twojej obecności, poczułaś się w obowiązku tłumaczyć mi mechanizm uzależnienia, przekonywać mnie że papierosy wcale mi nie smakują i że szkodzę innym.
pozdrawiam
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | . >Ja też, ale mimo to jestem narażona ciągle na spaliny samochodów, wpływ metali ciężkich, pochodnych fosforu itd wytwarzanych przez przemysł czy hałas. Najpierw piszesz, że nie chcesz nikomu szkodzić, a potem ustawiasz się w jednym szeregu ze spalinami i truciznami przemysłowymi. Czyli jak mi ktoś regularnie hałasuje pod oknem to też mam się przyzwyczajać, bo przecież jest tyle szkodliwych rzeczy, z którymi trzeba żyć...
>Walczyć tak jak z innymi wykroczeniami, egzekwować przestrzeganie przepisów. Domagać się by osoby palące w miejscach objętych ograniczeniem palenia stosowały się do zakazu. Popierać tworzenie restauracji, kawiarni i innych miejsc publicznych z oddzielnymi salami dla palących i nie palących. Jeżeli wnioskujemy ograniczanie miejsc gdzie wolno palić zastanówmy się, czy nie trzeba wprowadzić miejsc gdzie wolno palić. Ale to walka z objawami, nie z chorobą.
>Jak pokazała nam historia prohibicja niestety nie eliminuje zjawiska. Mimo wprowadzenia prohibicji w USA sprzedaż i spożycie alkoholu nie malało, ustawy antynarkotykowe nie wyeliminowały problemu narkomani. Z papierosami będzie tak samo, wprowadzisz zakaz powstanie czarny rynek. Ograniczy dostęp, a to już dużo. Wyhodowanie tytoniu jest nieco trudniejsze niż upędzenie bimbru.
>Zauważ że np z powodu dostępności jedzenia, słodyczy, prasy, telewizji itp Twoje dziecko narażone jest na otyłość, bulimię czy anoreksję i parę innych chorób, a jednak jako matka możesz je nauczyć racjonalnego żywienia i starać się je uchronić przed szkodliwym wpływem presji otoczenia. Dostępność szkodliwych wzorców! No właśnie.
>Zobacz że pomimo że ja nie zapaliłam przy Tobie ani jednego papierosa, moje palenie wcale Ci nie może przeszkadzać bo nie palę w Twojej obecności, poczułaś się w obowiązku tłumaczyć mi mechanizm uzależnienia, przekonywać mnie że papierosy wcale mi nie smakują i że szkodzę innym.
Ależ nie przekonuję konkretnie Ciebie, nie znam cię i dym do mnie nie dolatuje. Traktuję Cię raczej jako członka "społeczności palących" a w tym wypadku możesz komuś zaszkodzić stając się częścią "szkodliwego wzorca".
Gdyby normalnemu człowiekowi podsunięto talerz toksycznych grzybków, popukał by się w głowę i raczej by ich nie tknął. Ale gdyby ten sam człowiek trafił do kraju gdzie te same grzybki są potrawą narodową, to odstawiłby własny rozum na półkę i pewnie dał się skusić. Ludzie mają bardzo silny odruch naśladowania innych. Awitu, to ładnie, ze reagujesz jak sprzedają papierosy nieletniemu, ale jako należąca do społeczności palaczy, sama go do tego zachęcasz.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | awitu (7627 punktów) | > Najpierw piszesz, że nie chcesz nikomu szkodzić, a potem ustawiasz się w jednym szeregu ze spalinami i truciznami przemysłowymi. Czy widzisz sprzeczność? Ja wiem, że palenie szkodzi zdrowiu, nie próbuję udowodnić Ci że tak nie jest. Ale uważam też, że każdy człowiek ma prawo sobie szkodzić jeżeli jego działanie wpływa tylko na niego. Dlatego jestem zwolennikiem pewnych uregulowań prawnych, a także własnych zasad które ograniczają wpływ szkodliwości mojego palenia tylko do mojej osoby, ewentualnie osób które tego chcą. > Czyli jak mi ktoś regularnie hałasuje pod oknem to też mam się przyzwyczajać, bo przecież jest tyle szkodliwych rzeczy, z którymi trzeba żyć... Wręcz odwrotnie: reaguj. Jeśli hałas przekracza dozwolony poziom (to jest określone w przepisach) lub gdy hałasuje w godzinach ciszy nocnej. Reaguj, domagaj się poszanowania przepisów, a jak nie zadziała to podejmij kroki jakie przewiduje prawo. To ty napisałaś: Cytat:To nawet nie chodzi o to, że trudno ich przekonać. Tu chodzi o to, że ja nie chcę przekonywać, tylko po prostu oddychać czystym powietrzem. I nikomu tej potrzeby nie tłumaczyć. Mi przeszkadza duży ruch samochodów pod moim oknem, ale nie przyjmuję postawy - nie chce tłumaczyć właścicielom samochodów, że spaliny i hałas mi przeszkadzają. Ja po prostu chcę oddychać świeżym powietrzem. A więc należy zakazać produkcji samochodów. Uznaję, że trzeba znaleźć rozwiązanie które pogodzi obie strony. Np ekrany pochłaniające hałas, katalizatory spalin itd. Nie oczekuję, że nagle świat stanie się dla mnie idealny, bo prawo zakaże wszystkiego co mi nie odpowiada. > Ale to walka z objawami, nie z chorobą.Ale przecież Tobie przeszkadzają objawy. Tobie nie przeszkadza to, że ktoś pali ale to, że skutki jego palenia dotyczą Ciebie. Sama napisałaś, że gdybym sobie to wcierała, zakraplała itd to byś nie miała pretensji. Zdecyduj się, czy uważasz że problemem jest to, że dym papierosowy Ci przeszkadza i szkodzi czy to, że ktoś pali w ogóle. Jeśli to drugie, to ja się zapytam czy na pewno chcesz zakazu wszystkich rzeczy, które szkodzą naszemu zdrowiu i tym samym pozbawienia ludzi prawa wyboru jak chcą żyć? Wszak szkodliwe dla naszego zdrowia jest np: oglądanie tv, korzystanie z komputera, jazda samochodem, noszenie butów na wysokim obcasie, używanie kosmetyków, czy jedzenie słodyczy, konserwowanej żywności i można tu by wypisać wiele wiele innych rzeczy. > Ograniczy dostęp, a to już dużo. Wyhodowanie tytoniu jest nieco trudniejsze niż upędzenie bimbru.Produkcja amfetaminy jest trudniejsza, niż pędzenie bimbru, ale zakaz jej produkcji nie ograniczył jej dostępności ani nie zmniejszył ilości osób ją zażywających. Liczba osób zażywających amfetaminę wciąż rośnie. Jest powszechnie dostępna. A tytoń uprawia się łatwo, wiele osób robiło to w latach 80tych  Prohibicja nie minimalizuje zjawiska, a wręcz działa odwrotnie. Ludzie będą palić, powstanie czarny rynek, towar nielegalny jest droższy bo jego cena kontrolowana jest przez przestępców. Wpływy ze sprzedaży zasilają kieszenie przestępców, a nie legalnych producentów, nie jest odprowadzany od nich podatek, a więc po pierwsze tracimy źródło jakiejś części dochodów państwa jednocześnie musimy finansować leczenie osób objętych konsekwencjami palenia. Teraz może pojawić się argument że, palenie wywołuje choroby a tym samym konieczność finansowania kosztów leczenia chorób związanych z paleniem. Ale od razu powiem, że palenie obniża koszty, ponieważ leczenie chorób będących konsekwencją palenia, jest tańsze niż leczenie chorób geriatrycznych. Jako palacze umieramy wcześniej, zaoszczędzając społeczeństwu kosztów, które musiałoby ponieść gdybyśmy dożyli starości i zapadli na typowo geriatryczne schorzenia. > Dostępność szkodliwych wzorców! No właśnie.> Ależ nie przekonuję konkretnie Ciebie, nie znam cię i dym do mnie nie dolatuje. Traktuję Cię raczej jako członka "społeczności palących" a w tym wypadku możesz komuś zaszkodzić stając się częścią "szkodliwego wzorca".Twój poprzedni post zawierał treści skierowane do mnie osobiście a nie do "społeczności palących". Ktoś musiałby uznać mnie za wzorzec, a podstaw do tego brak. I tu pojawia się rola rodzica. Twoją rolą jako rodzica jest wpojenie dziecku zasad jakie uważasz za słuszne. Problemem nie jest że w telewizji pokazują filmy zawierające obrazy śmierci czy przemocy, problemem jest to że rodzice nie reagują. Tu nawet nie chodzi o to, że pozwalają dzieciom oglądać takie sceny, ale o to że nie oglądają razem z nimi i nie tłumaczą dlaczego taka rzecz ma miejsce, że to nie jest według nich dobre działanie. Idąc torem Twego rozumowania, musielibyśmy zabronić oglądania dzieciom do 18 roku życia wiadomości telewizyjnych, czytania książek itd. Tam wszędzie są negatywne wzorce. Czyżbyś sprzeciwiała się temu, że twoje dziecko pali, a temu, że zabija, stosuje przemoc, uczestniczy w wojnie religijnej już nie? A jednak nie domagasz się zakazu nadawania programu telewizyjnego, produkcji książek itd. Wychowanie dziecka nie polega, na odizolowaniu go od rzeczywistości i wszystkich nieprzyjemnych niepożądanych wzorców, w ten sposób wychowasz społecznego kalekę. Wychowanie polega na wpojeniu dziecku umiejętności wyboru rzeczy wartościowych. To że dziecko widzi osobę palącą, czy kupującą papierosy nie jest jeszcze jednoznaczne, z tym że osoba ta staje się wzorcem postępowania. W chwili obecnej istnieje zakaz reklamy papierosów, nasilone są kampanie antynikotynowe. Nikt nie mówi dziecku: "palenie jest dobre", a jedynie że są osoby które to robią i którym sprawia to przyjemność. Czyżbyś uważała, że ja (lub inna postronna osoba) jestem większym wzorcem dla dziecka niż jego rodzic? Jeśli tak to problem tkwi nie w moim paleniu, ale w tym że ów rodzic nie potrafi wychować swego dziecka, a to jest już rozmowa na całkiem inny temat.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | Zdecydowanie rozmawiam z Tobą jako przedstawicielką grupy. Tylko głupio pisać ciągle "wy" do konkretnej osoby. Jeśli w jakimś momencie przeszło mi to w bezpośredni atak, to przepraszam. > Czy widzisz sprzeczność? Ja wiem, że palenie szkodzi zdrowiu, nie próbuję udowodnić Ci że tak nie jest. Ale uważam też, że każdy człowiek ma prawo sobie szkodzić jeżeli jego działanie wpływa tylko na niego. Dlatego jestem zwolennikiem pewnych uregulowań prawnych, a także własnych zasad które ograniczają wpływ szkodliwości mojego palenia tylko do mojej osoby, ewentualnie osób które tego chcą.Co w praktyce jest niewykonalne. Połowa i tak będzie prawo omijać. Oczywiście, jest to krok do przodu, ale... jakby to powiedzieć... filozofia "każdy ma prawo wybrać źle" jakoś mi w duszy zgrzyta. Zwłaszcza gdyby miała dotyczyć kogoś mi bliskiego. W końcu samobójców się ratuje, nawet naruszając ich wolność, chociaż z całą pewnością szkodzą tylko sobie. > Mi przeszkadza duży ruch samochodów pod moim oknem, ale nie przyjmuję postawy - nie chce tłumaczyć właścicielom samochodów, że spaliny i hałas mi przeszkadzają. Ja po prostu chcę oddychać świeżym powietrzem. A więc należy zakazać produkcji samochodów. Uznaję, że trzeba znaleźć rozwiązanie które pogodzi obie strony. Np ekrany pochłaniające hałas, katalizatory spalin itd.> Nie oczekuję, że nagle świat stanie się dla mnie idealny, bo prawo zakaże wszystkiego co mi nie odpowiada.Między samochodem, kominem i szczekającym psem sąsiada a człowiekiem jest subtelna różnica. Palenie nie jest czymś trwale do człowieka przypisanym i z całą pewnością nie trzeba likwidować ludzi, by zlikwidować dym tytoniowy... Nie oczekuję, ze prawo zakaże tego co mi nie odpowiada. Ale mogłoby zakazać czegoś co jest obiektywnie szkodliwe. W przeciwieństwie do zakazu produkcji samochodów nie byłoby negatywnych skutków dla cywilizacji. Co najwyżej koncerny tytoniowe przerzuciłyby się na lizaki i gumę do żucia. > Zdecyduj się, czy uważasz że problemem jest to, że dym papierosowy Ci przeszkadza i szkodzi czy to, że ktoś pali w ogóle.I jedno i drugie. Tylko w zupełnie różny sposób. Dym przeszkadza mi czysto fizycznie. Najpierw dusi.(nie wiem dokładnie jaki to mechanizm, chyba skurcz oskrzeli) Potem pieką i łzawią oczy. Potem boli głowa. A jak naprawdę się długo i dużo nawdycha, to można nawet zwymiotować. Świadomość o niezawinionym podniesieniu ryzyka nowotworu jest późniejsza. Nie tyle przeszkadza mi, że "ktoś" pali w ogóle, ile że w ogóle są tacy co palą. To jest szkodliwość w sensie społecznym. > Ktoś musiałby uznać mnie za wzorzec, a podstaw do tego brak.Nie pisałam, ze jesteś wzorcem, tylko częścią wzorca. Kawałkiem jaskrawej flagi z napisem PALENIE JEST FAJNE. > Problemem nie jest że w telewizji pokazują filmy zawierające obrazy śmierci czy przemocy, problemem jest to że rodzice nie reagują. Tu nawet nie chodzi o to, że pozwalają dzieciom oglądać takie sceny, ale o to że nie oglądają razem z nimi i nie tłumaczą dlaczego taka rzecz ma miejsce, że to nie jest według nich dobre działanie.> Idąc torem Twego rozumowania, musielibyśmy zabronić oglądania dzieciom do 18 roku życia wiadomości telewizyjnych, czytania książek itd. Tam wszędzie są negatywne wzorce.> Czyżbyś sprzeciwiała się temu, że twoje dziecko pali, a temu, że zabija, stosuje przemoc, uczestniczy w wojnie religijnej już nie? A jednak nie domagasz się zakazu nadawania programu telewizyjnego, produkcji książek itd.Różnica jest taka: Dziecko ogląda przemoc w telewizji, czyta o niej, czasem może zobaczyć na żywo. Ale generalnie przekaz społeczny jest jasny i jednoznaczny: to coś złego. W przypadku palenia rodzic może przekonywać że to złe, ale dziecko i tak wie, że społeczeństwo z grubsza akceptuje palenie, a wiadomo, co nie zakazane to dozwolone. (Na taką np amfetaminę już takiego ogólnego przyzwolenia nie ma- dziecko łamie nie tylko zakaz rodziców ale pewne normy społeczne, a to trudniejsze) > To że dziecko widzi osobę palącą, czy kupującą papierosy nie jest jeszcze jednoznaczne, z tym że osoba ta staje się wzorcem postępowania. W chwili obecnej istnieje zakaz reklamy papierosów, nasilone są kampanie antynikotynowe. Nikt nie mówi dziecku: "palenie jest dobre", a jedynie że są osoby które to robią i którym sprawia to przyjemność.Nikt nie mówi dziecku, że "palenie jest dobre" ale bardzo wielu mu to pokazuje. I często. I wszędzie. To jest najskuteczniejsza reklama i producenci o tym wiedzą... Nie wierzę w realność zaprzestania produkcji papierosów, bo za duże pieniądze za tym stoją. Ale poważnie uważam, że gdzieś w drugim pokoleniu po tym fakcie, palenie byłoby postrzegane jako dziwny i absurdalny zwyczaj przodków (coś trochę jak duszące gorsety prababek) i nikt nie odczuwałby potrzeby dokonywania wyboru palić czy nie. I tym optymistycznym akcentem już chciałabym zakończyć dyskusję w tym temacie... Przekonać tośmy się pewnie do niczego nie przekonały, ale może chociaż poszerzyły horyzonty  Nie upieram się, że muszę mieć ostatnie zdanie, chętnie przeczytam ewentualną odpowiedź, ale ja już chyba powiedziałam wszystko, choć mocno skrótowo i pewnie nie zawsze przejrzyście. Do zobaczenia w innych wątkach, pozdrawiam serdecznie jkl;
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) | Odpisuję, bo napisałaś, że chętnie przeczytasz odpowiedź, choć nie za bardzo lubię prowadzić monologu, zdecydowanie wolę interakcję. > Zdecydowanie rozmawiam z Tobą jako przedstawicielką grupy.> Tylko głupio pisać ciągle "wy" do konkretnej osoby. Jeśli w jakimś momencie przeszło mi to w bezpośredni atak, to przepraszam.jkl; nie masz za co przepraszać, nasza wymiana zdań chyba raczej nie ma agresywnego tonu  ; Nie odczuwam Twoich słów jako ataku, chciałam się tylko upewnić czy Twoją intencją jest dyskusja ze mną, czy z przedstawicielką jakiejś bliżej nieznanej mi grupy ludzi na których wpływu nie mam. Ja przeciwnie, swoje pytania i wypowiedzi kieruję do Ciebie osobiście. > Co w praktyce jest niewykonalne. Połowa i tak będzie prawo omijać.A jednocześnie chcesz wykorzystać prawo, by zlikwidować problem. Nie wiem jaką masz podstawę by sądzić, że przepis jakiego wprowadzenie postulujesz, nie będzie omijany przez te same osoby. > Nie oczekuję, ze prawo zakaże tego co mi nie odpowiada. Ale mogłoby zakazać czegoś co jest obiektywnie szkodliwe. W przeciwieństwie do zakazu produkcji samochodów nie byłoby negatywnych skutków dla cywilizacji. Co najwyżej koncerny tytoniowe przerzuciłyby się na lizaki i gumę do żucia.Zadałam Ci pewne pytanie w poprzednim poście, ale nie udzieliłaś mi na nie odpowiedzi. Odpady przemysłowe, są szkodliwe dla naszego zdrowia ich ilość coraz bardziej rośnie, coraz częściej i mocniej odczuwamy ich wpływ na nasze zdrowie. Są one obiektywnie szkodliwe dla naszego zdrowia. Nadprodukcja dóbr konsumpcyjnych przyczynia się do tego, że tych toksycznych związków jest więcej niż byłoby ich, gdybyśmy produkowali jedynie ilość niezbędną nam do życia. Ograniczenie produkcji do ilości niezbędnej do życia, nie miałoby negatywnego wpływu na cywilizację. Pomyśl o tym, gdy będziesz kupować, nową bluzkę, nową parę butów, stół czy telewizor. Do życia potrzeba nam 3-4 pary zmiany odzieży - cała reszta jest już jedynie przejawem naszej chęci sprawienia sobie przyjemności. Jeszcze jedno: mówisz, że producenci papierosów przestawiliby się na produkcję lizaków. Lizaki - nie mają żadnej wartości odżywczej, to akurat przykład słodyczy, które są ewidentnie niezdrowe, biały cukier z dodatkiem barwników, a spożywamy je jedynie dla przyjemności. Czyżbyś postulowała zastąpienie jednej czynności drugą, o podobnych parametrach? > Nie pisałam, ze jesteś wzorcem, tylko częścią wzorca. Kawałkiem jaskrawej flagi z napisem PALENIE JEST FAJNE.Tak rozumując, kupując i jedząc słodycze jestem kawałkiem wzorca JEDZENIE SŁODYCZY JEST FAJNE. > Nikt nie mówi dziecku, że "palenie jest dobre" ale bardzo wielu mu to pokazuje. I często. I wszędzie.> To jest najskuteczniejsza reklama i producenci o tym wiedzą...I jednocześnie, wszyscy mówią dziecku "palenie jest szkodliwe dla zdrowia" I często. I wszędzie, od paczki papierosów, na której 1/3 to napis "palenie zabija", przez kampanie antynikotynowe, szkołę aż po rodziców. Jest społecznie napiętnowane. > Nie wierzę w realność zaprzestania produkcji papierosów, bo za duże pieniądze za tym stoją.> Ale poważnie uważam, że gdzieś w drugim pokoleniu po tym fakcie, palenie byłoby postrzegane jako dziwny i absurdalny zwyczaj przodków (coś trochę jak duszące gorsety prababek) i nikt nie odczuwałby potrzeby dokonywania wyboru palić czy nie.Noszenia gorsetów na szczęście nikt nie zakazał, a jedynie wyszły z mody. I tu jest przewaga działania mechanizmów mody nad przepisami prawnymi. Zmiana mody nie jest rodzajem przymusu i ograniczenia czyjejś wolności. Zastanów się, czy droga do tego, co chcesz osiągnąć nie prowadzi właśnie przez propagowanie zdrowego trybu życia, tak by palenie stało się nie modne. Czy nie jest to mechanizm o wiele skuteczniejszy. Do przeczytania Pozdrawiam równie serdecznie
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >idąc ulicą z papierosem zmuszasz kogoś by zwolnił, wyprzedził Cię lub przeszedł na drugą stronę ulicy.
Wiesz, nie przyszło mi to do głowy. Nie przyszło mi do głowy, że kiedy palę dym mojego papierosa może poleciec w stronę np. astmatyka, lub człowieka, który rzucił lub rzuca palenie i może to spowodowac, że trud rozstania się z nałogiem zostanie przeze mnie zniweczony, bo on znów sięgnie po papierosa. Nie przyszło mi do głowy, że ten dym może poleciec w stronę człowieka, dla którego ten zapach może byc najzwyczajniej w świecie wstrętny. Wydawało mi się, że nikomu z moim nałogiem nie przeszkadzam, bo nie palę wśród niepalących i palę w lokalach, w których wszyscy palą lub na otwartej przestrzeni. Ty zwróciłas mi uwagę, że nie mogę czuc się nieuciążliwa dla niepalących. I za to ci dziękuję.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|