Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nadzieja i wiara

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
20-06-2011 15:38Binarysta (43 punktów)Nadzieja i wiara
Czy nadzieja jest tym samym co wiara?

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że nadzieja jest pewną formą wiary. Ale dla mnie obecnie nadzieja to wiara, a wiara to pewność, pewność zaś to przekonanie, że coś jest właśnie takie jakie myślimy, że jest.

A więc czy wiara i nadzieja jest tym samym? Jeśli nie, to jakie są różnice?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Przy nadziei nie masz pewności, przy wierze masz, mimo braku podstaw.

Pozdrawiam

Nadejdzie czas parad heretyków.
Binarysta (43 punktów)
Czy jeśli uwierzę, że spotkam daną osobę tego dnia, to czy faktycznie to się stanie i mogę mieć pewność? Pytam i wiem przy tym, że uwierzyć w coś to nie taki zwyczajny włącznik od lampki, i wymaga odpowiedniego nastawienia. Ale czy jeśli bym uwierzył, to bym ją/jego spotkał?
20-06-2011 15:51 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
To bez różnicy, czy ją/jego spotkasz. Gdy to nastąpi będziesz miał już wiedzę. Dopóki to nie nastapiło masz wiarę, jeśli nie masz wątpliwości i nie masz podstaw do "braku wątpliwości" w tej sprawie.

Pozdrawiam

Nadejdzie czas parad heretyków.
20-06-2011 15:53 
 Ocena 1 na 1
Binarysta (43 punktów)
Rozumiem, przy nadziei świadomie dopuszczamy do siebie, że różnie może być. A przy wierze jesteśmy o czymś przekonani i nie dopuszczamy do świadomości innego scenariusza.
finerbijk (17282 punktów)
>Czy nadzieja jest tym samym co wiara?
Nadzieja to oczekiwanie na zdarzenie od nas niezależne, ale zgodne z naszymi życzeniami.
- Mam nadzieję, że nie będzie padać, chociaż zachmurzyło się.

Wiara to wewnętrzne przekonanie powzięte na podstawie wiedzy, doświadczenia lub intuicji, ale nie mające empirycznej podpory, prowadzącej do pewności:
- Wierzę, że nie będzie padać, bo chmury są według mnie za małe.
Binarysta (43 punktów)
>Nadzieja to oczekiwanie na zdarzenie od nas niezależne, ale zgodne z naszymi życzeniami.

Ale czy mając nadzieję np. właśnie na pogodę, dopuszczamy do myśli tą niezależność od naszego życzenia? Czy dana osoba mając nadzieję na słońce myśli o tym, że przecież to od niej jest niezależne?

Jeśli o tym myśli, to wtedy nie byłoby żadnej różnicy między posiadaniem nadziei, a jej nieposiadaniem. Wydaje się więc, że nadzieja z perspektywy Ja, wnosi tą pewność, te przekonanie.
20-06-2011 16:47 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Jeśli o tym myśli, to wtedy nie byłoby żadnej różnicy między posiadaniem nadziei, a jej nieposiadaniem. Wydaje się więc, że nadzieja z perspektywy Ja, wnosi tą pewność, te przekonanie.
Nadzieja, w odróżnieniu od wiary, to inaczej życzenie. Mówiąc, że mamy nadzieję, mówimy, że bardzo chcemy, aby tak się stało/nie stało. Wierzyć można w rzeczy z naszego punktu widzenia złe lub dobre.

Poza tym "wiara" daje do zrozumienia, że jesteśmy odrobinę bliżej pewności, niż tylko przy nadziei (chociaż oczywiście często można stosować oba zamiennie).
Hodża (11172 punktów)
>>Jeśli o tym myśli, to wtedy nie byłoby żadnej różnicy między posiadaniem nadziei, a jej nieposiadaniem. Wydaje się więc, że nadzieja z perspektywy Ja, wnosi tą pewność, te przekonanie.
>Nadzieja, w odróżnieniu od wiary, to inaczej życzenie. Mówiąc, że mamy nadzieję, mówimy, że bardzo chcemy, aby tak się stało/nie stało. Wierzyć można w rzeczy z naszego punktu widzenia złe lub dobre.
>Poza tym "wiara" daje do zrozumienia, że jesteśmy odrobinę bliżej pewności, niż tylko przy nadziei (chociaż oczywiście często można stosować oba zamiennie).

Myślę, że można by wprowadzić do tych rozważań właśnie, jak słusznie finerbijk to uczynił, pojęcie "życzenia". Wtedy ciąg pojęć odpowiadających słowom życzenie-nadzieja-wiara różniłby się natężeniem emocjonalnym stanów psychiki, wyrażanych przez nie.
Być może dobrym modelem to opisującym byłby ten z lotu samolotem: życzyłbym sobie, by mój sąsiad na fotelu obok nie chrapał podczas długiego lotu albo też żebym dostał wygodną poduszkę pod głowę, albo by odprawa przebiegała sprawnie a lot nie był opóźniony. To wszystko są sprawy, na które w jakimś stopniu można mieć wpływ: mogę poprosić współpasażera, żeby przestał piłować ryja , stewardessę by przyniosła inną poduszkę, mogę nawet ewentualnie zwrócić się do informacji na lotnisku o podanie przyczyn ewentualnego opóźnienia i jakoś tam wyrazić swoje niezadowolenie. To wszystko daje się powiązać z rozumieniem wyrażenia "życzyć sobie" - nie jest to nigdy coś, na co ja albo ktoś inny by nie miał jakiegoś tam wpływu. Nawet jeśli chodzi o pogodę - jeśli sobie ktoś życzy mieć ciepłą, słoneczną aurę podczas urlopu i ciepłą wodę, to sobie jedzie do Chorwacji a nie skazuje na nadzieję nad Bałtykiem.
Nadzieja więc wiąże się z jednej strony z mniejszą możliwością wpływu na interesujący nas stan rzeczy, z drugiej zaś z nieco silniejszymi emocjami, jakie pożądany stan rzeczy w nas budzi. Wracając zatem do samolotu, dobrym przykładem będzie moja nadzieja na to, że pilot jest zdrowy, dobrze się czuje i że jest dobry w swojej profesji. Wydaje się być oczywiste, że tylko tacy piloci powinni siadać za sterami maszyn , tym niemniej jednak taka nadzieja zawsze towarzyszy ludziom, zwłaszcza tym, którzy po raz pierwszy zdają się na czyjeś umiejętności pilotażu.
Trzecim, najsilniej emocjonalnie naznaczonym stanem psychiki w tym spektrum pojęciowym jest właśnie wiara: pojawia się ona tam, gdy nasz wpływ na pewien stan rzeczy jest zaniedbywalnie mały bądź gdy nie jesteśmy objąć myślą wszelkich możliwych czynników, które by mogły wywołać niepowodzenie; zaś niepowodzenie niesie ze sobą bardzo poważne niedobre konsekwencje. Decydują więc o wierze bardzo silne emocje związane z możliwym niepożądanym stanem rzeczy, jaki jest możliwy (czego jesteśmy świadomi) w wyniku sytuacji, w której się znajdujemy bądź będziemy znajdować, a której z jakichś względów nie możemy uniknąć bądź po prostu zdecydowaliśmy się na podjęcie takiego ryzyka. Dlatego wierzę, że samolot szczęśliwie dotrze do celu i że podróż zakończy się dobrze.
Czego sobie i wszystkim życzę.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
21-06-2011 07:15 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Decydują więc o wierze bardzo silne emocje związane z możliwym niepożądanym stanem rzeczy,
Zwracam tylko uwagę, że ciągle mówisz o potocznym zastosowaniu pojęcia wiary, gdzie może być ona wieloznaczna i synonimiczna wobec wielu innych pojęć, a generalnie oznacza wskaźnik optymizmu co do zgodności przebiegu przyszłych zdarzeń z naszymi chęciami. Optymizmu opartego na rozumnej analizie, czy na bombastycznym hurraoptymizmie - nieważne.
Ciągle pozostaje kwestia wiary jako pojęcia samodzielnego, niezastępowalnego żadnym innym: pewności bez dowodów. Tylko na takiej wierze - na niepodważalnej, niedyskutowalnej pewności prawdziwości przyjętych dogmatów buduje się religie. Bez dopuszczania możliwości niepożądanego stanu rzeczy.

Zwykła wiara w sensie potocznym jest zawsze opisem stanu umysłu i nikt tego nie kwestionuje, wiara religijna rości sobie pretensje do bycia opisem stanu świata rzeczywistego.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Hodża (11172 punktów)
>>Decydują więc o wierze bardzo silne emocje związane z możliwym niepożądanym stanem rzeczy,
>Zwracam tylko uwagę, że ciągle mówisz o potocznym zastosowaniu pojęcia wiary, gdzie może być ona wieloznaczna i synonimiczna wobec wielu innych pojęć, a generalnie oznacza wskaźnik optymizmu co do zgodności przebiegu przyszłych zdarzeń z naszymi chęciami. Optymizmu opartego na rozumnej analizie, czy na bombastycznym hurraoptymizmie - nieważne.

Tak, dokładnie tak. I tylko takie jest moje rozumienie tych słów...

>Ciągle pozostaje kwestia wiary jako pojęcia samodzielnego, niezastępowalnego żadnym innym: pewności bez dowodów. Tylko na takiej wierze - na niepodważalnej, niedyskutowalnej pewności prawdziwości przyjętych dogmatów buduje się religie. Bez dopuszczania możliwości niepożądanego stanu rzeczy.

...natomiast wiara w takim rozumieniu, jak tu o niej piszesz, była dla mnie niedostępna nawet wtedy, kiedy codziennie chodziłem z grupą z klasztoru na apel jasnogórski. Może, gdybym choć raz odbył pieszą pielgrzymkę... ale wątpię. Po prostu moja konstrukcja psychiczna uniemożliwia mi doznanie tego typu pewności, zwłaszcza, że jako dziecko byłem dość inteligentny, by powiązać figurki jasełkowe z obrazkami w książeczce z bajkami i zaliczyć te obrazy do jednej kategorii. Moje peregrynacje religijne miały zdecydowanie bardziej abstrakcyjny i, rzekłbym, filozoficzny jednak charakter.

>Zwykła wiara w sensie potocznym jest zawsze opisem stanu umysłu i nikt tego nie kwestionuje, wiara religijna rości sobie pretensje do bycia opisem stanu świata rzeczywistego.

To, że wiara religijna może być pewnością, dotarło do mnie dopiero "dzięki" islamistom wysadzającym się w powietrze. Wątpię, by tego rodzaju pewność towarzyszyła większości ludzi nominalnie zaliczających się do wierzących w naszym kraju, nie mówiąc już o bogatszych krajach Europy. W Bawarii mieszkałem w miasteczku, w którym co niedzielę był pełny kościół, ale jakoś dziwnie jestem tego akurat pewien, że nie byli to ludzie, którzy by byli gotowi umrzeć za wiarę, raczej nie


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
21-06-2011 09:37 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>To, że wiara religijna może być pewnością, dotarło do mnie dopiero "dzięki" islamistom wysadzającym się w powietrze.
Przecież ci się nie wysadzają wyłącznie dla raju i dziewic, ale u podstawy leżą przyczyny polityczne. Raj i dziewice mogą mieć jakiś wpływ ułatwiający podjęcie takiej decyzji, ale nie są głównym celem.

Kamikadze podejmowali samobójcze misje za cesarza, który był bogiem na ziemi, i za kraj. Cesarz i kraj istnieli realnie. Bardziej niż o wiarę, chodzi o ideę poświęcenia jednostki dla społeczności, która w Azji jest rozumiana o wiele szerzej, niż w Europie. Nie tylko w tak skrajnych przypadkach.
21-06-2011 09:50 
 Ocena 3 na 3
Elżbieta Binswanger-Stefańska (7098 punktów)
>>To, że wiara religijna może być pewnością, dotarło do mnie dopiero "dzięki" islamistom wysadzającym się w powietrze.

>Przecież ci się nie wysadzają wyłącznie dla raju i dziewic, ale u podstawy leżą przyczyny polityczne. Raj i dziewice mogą mieć jakiś wpływ ułatwiający podjęcie takiej decyzji, ale nie są głównym celem.

W skrócie: przygotowanie do politycznych samobójstw wygląda tak, że wybiera się odpowiednią psychicznie jednostkę, urabia-indoktrynuje ją - a zarazem terroryzuje tak, że nie ma innego wyjścia. Czasami argumentem jest też wypłacenie rodzinie "odszkodowania". A czasami po prostu zmuszenie różnymi sposobami i metodami. To są ofiary systemu.
finerbijk (17282 punktów)
>To są ofiary systemu.
Podejrzewam, że jakaś część może też zgłaszać się dobrowolnie, straceńców nigdy nie brakuje. Weźmy polskich ochotników na żywe torpedy przed wojną. To okazja dla osób ze skłonnościami samobójczymi na, w ich rozumieniu, szczytny użytek z własnej śmierci.
Elżbieta Binswanger-Stefańska (7098 punktów)
>>To są ofiary systemu.

>Podejrzewam, że jakaś część może też zgłaszać się dobrowolnie

Może i są tacy wariaci, ale zwykle to (o ile mi wiadomo) wyszukiwanie i otumanianie spełniających określone (społeczno-psychiczne) warunki młodych ludzi.
Hodża (11172 punktów)
>>To, że wiara religijna może być pewnością, dotarło do mnie dopiero "dzięki" islamistom wysadzającym się w powietrze.
>Przecież ci się nie wysadzają wyłącznie dla raju i dziewic, ale u podstawy leżą przyczyny polityczne.

Też prawda.
Nemo umquam sine magna spe immortalitatis se pro patria offerret ad mortem.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
21-06-2011 10:16 
 Ocena 2 na 2
Elżbieta Binswanger-Stefańska (7098 punktów)
>>Przecież ci się nie wysadzają wyłącznie dla raju i dziewic

>Też prawda.

To jest tylko taka gadka-szmatka na użytek ludu dla wytłumaczenia się z tego, że używa się (młodych) ludzi jako broni, narzędzia w walce. Ci, którzy tym kierują ani myślą popełniać samobójstw. Dobrze wiedzą co robią i dlaczego. Perfidne to, ale jako narzędzie w walce (jakoś tam) skuteczne. Jak poczytać, jak się odbywa takie "przygotowanie" samobójców, to dopiero widać, jakie to wredne wobec własnych ludzi.
Hodża (11172 punktów)
>>>Przecież ci się nie wysadzają wyłącznie dla raju i dziewic
>>Też prawda.
>To jest tylko taka gadka-szmatka na użytek ludu dla wytłumaczenia się z tego, że używa się (młodych) ludzi jako broni, narzędzia w walce. Ci, którzy tym kierują ani myślą popełniać samobójstw. Dobrze wiedzą co robią i dlaczego. Perfidne to, ale jako narzędzie w walce (jakoś tam) skuteczne. Jak poczytać, jak się odbywa takie "przygotowanie" samobójców, to dopiero widać, jakie to wredne wobec własnych ludzi.

Niewątpliwie również to powiedzenie łacińskie należy do typowej retoryki werbunkowej. Jednak, z drugiej strony, skoro istnieje w ludziach coś takiego jak "instynkt samounicestwienia", to czyż można się dziwić, że są tacy, którzy to zagospodarują? Inną rzeczą trochę są ci, którzy małe dzieci posyłają na śmierć, ale też łatwo zauważyć, że i tu sytuacje nie są aż tak jednoznaczne (dla niektórych): należałoby bowiem wykopać z kwater honorowych tych dowódców Powstania Warszawskiego, którzy dali dzieciom broń do ręki.
Fanatyzm płynie z nienawiści, a kto nienawidzi, przegrał.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
21-06-2011 18:18 
 Ocena 1 na 1
Elżbieta Binswanger-Stefańska (7098 punktów)
>skoro istnieje w ludziach coś takiego jak "instynkt samounicestwienia", to czyż można się dziwić, że są tacy, którzy to zagospodarują?

To nie w tej kolejności idzie. Najpierw zagospodarowują. Tworzą struktury i wciągają w nie młodych mężczyzn (i kobiety czasami), z których jedynym wyjściem jest śmierć. Wieki całe było tak z wojskami, że za dezercję groziła natychmiastowa - możliwie widowiskowa i odstraszająca - śmierć. Część mężczyzn pewnie chętnie by się umawiała na ustawki, ale część (podejrzewam, że więksozość) na hasło "do boju!!" uciekałaby w przeciwne strony ile sił w nogach. Groźba natychmiastowej kary śmierci i kontrola przez innych to w miarę skutecznie uniemożliwiała. Ale do walk najcięższych, do jatek posyłało się żołnierzy z najniższymi stopniami. Często na pewną śmierć. I nawet teraz (jakieś 20 lat to było), gdy chciano zrehabilitować niemieckich dezerterów 2 wojny światowej, o której już wszyscy wiemy jaka była i postawić w Niemczech pomnik dezertera, to krzyk się podniósł okropny, nawet z takiej wojny nie wolno dezerterować... Różnica jest jedynie taka, że "skazani" na samobójstwo terroryści mają 0 szansy na przeżycie, a wojacy w boju, choćby najkrwawszym, jednak mieli trochę ponad 0 (choćby posiekani jak mielone kotlety).
Hodża (11172 punktów)
>I nawet teraz (jakieś 20 lat to było), gdy chciano zrehabilitować niemieckich dezerterów 2 wojny światowej, o której już wszyscy wiemy jaka była i postawić w Niemczech pomnik dezertera, to krzyk się podniósł okropny, nawet z takiej wojny nie wolno dezerterować...

O tym nie wiedziałem. Kiedyś oglądałem jakiś angielski film o końcówce wojny i ze zdumieniem oglądałem zdjęcia powieszonych młodych chłopców na drzewach za dezercję, ze stosownymi tabliczkami z informacją za co ich spotkał ten los zawieszonymi na szyi... i zdumienie, że było ponad dwadzieścia tysięcy takich ludzi.
Może ta ich śmierć nie była bezsensowna o tyle, że ja i z pewnością wielu innych ludzi dostrzegło w nich ludzki, bardzo ludzki element w masie bezludzia niemieckiej machiny. Dało mi to asumpt do kilku ważkich przemyśleń, takich, jak to, że - gdyby Niemcy wygrywały tę wojnę, oni by pewnie nie dezerterowali, tylko śpiewali te fajne, wpadające w ucho piosenki; że dopiero bezpośrednie dowody w postaci rozpadającego się na ich oczach państwa spowodowały, że stracili wiarę w sensowność wojny; że - mimo wszystko, część z nich zachowała się lepiej niż ci, którzy "dzielnie" walczyli do końca; że - być może, gdybym był Niemcem, ze strachu bym zabijał, albo, ze strachu uciekał i że nie mam na to dobrej odpowiedzi; wreszcie, że najgorszym ścierwem w tej wojnie nie był Hitler, tylko przeciętny Niemiec z małego miasteczka czy ze wsi, który (też pewnie głównie ze strachu) denuncjował tych ludzi, zamiast okazać im ludzką pomoc. Niemcy w tej wojnie dowiedli, że nie są już ludźmi w tym sensie, że są jedynie elementami machiny, trybikami i jako takich ich postrzegam, niezdolnych do przeciwstawienia się państwu, które wrosło w ich świadomość pozbawiając jednego z podstawowych rysów człowieczeństwa: indywidualności.
Znamienne jest też i to, że podczas sprowadzenia zwłok Marlene Dietrich w latach 90-tych Niemcy rzucali kamieniami w karawan. Draństwo.
Z drugiej strony znałem też człowieka, Niemca, który - co przypadkiem wyszło na jaw, służył w Waffen SS (to takie "mniej zbrodnicze" formacje, ten cudzysłów jednak ukrywa to i owo). Bardzo sympatyczny, gościnny człowiek, który o wojnie wypowiadał się, że to był "bardzo niedobry czas". I niewątpliwie trapiły go te wspomnienia.
Ale nie tylko Niemcy mają w swojej historii okrucieństwa, o których by chcieli zapomnieć. My, Polacy, nie mamy zapewne już żadnej pamięci historycznej o tych różnych sprawach nabrzmiałych krwią z czasów, kiedy Rzeczpospolita była pierwszą potęgą Europy, dlatego nikt tak naprawdę nie ma prawa być sędzią, chyba, że swoim własnym.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
21-06-2011 10:30 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>...natomiast wiara w takim rozumieniu, jak tu o niej piszesz, była dla mnie niedostępna nawet wtedy, kiedy codziennie chodziłem z grupą z klasztoru na apel jasnogórski.
>Może, gdybym choć raz odbył pieszą pielgrzymkę... ale wątpię.
Ja tam też od dziecka wątpiłem, więc mogę powiedzieć, że wiara po prostu nie ma dostępu do mojego sceptycznego umysłu.
A od kiedy poważniej zainteresowałem się religią w życiu społecznym (nie z własnej woli, nie z nudów, o nie ) staram się unikać stosowania pojęcia wiary jako synonimu różnych różności w mowie potocznej.

>To, że wiara religijna może być pewnością, dotarło do mnie dopiero "dzięki" islamistom wysadzającym się w powietrze. Wątpię, by tego rodzaju pewność towarzyszyła większości ludzi nominalnie zaliczających się do wierzących w naszym kraju, nie mówiąc już o bogatszych krajach Europy.
Ile w religijności wiary, a ile tradycji to rzecz inna. I na pewno zaangażowanie tak w wiarę jak i w tradycję jest odwrotnie proporcjonalne do wiedzy i zamożności.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
21-06-2011 16:58 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Wiara to wewnętrzne przekonanie powzięte na podstawie wiedzy, doświadczenia lub intuicji, ale nie mające empirycznej podpory, prowadzącej do pewności...

Weźmy wiarę w istnienie boga:

Wiara to wewnętrzne (czy możliwe jest inne?) przekonanie

powzięte na podstawie wiedzy (jakiej?)

doświadczenia (jakiego?)

lub intuicji (jakiej?)

ale nie mające empirycznej podpory (pozostaje podpora wewnętrzna: rozum, emocja)

prowadzącej do pewności (na jakiej podstawie?)


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
jasenka (1863 punktów)
>>Wiara to wewnętrzne przekonanie powzięte na podstawie wiedzy, doświadczenia lub intuicji, ale nie mające empirycznej podpory, prowadzącej do pewności...
>Weźmy wiarę w istnienie boga:
>Wiara to wewnętrzne (czy możliwe jest inne?) przekonanie


Wiara ma źródło zewnętrzne - nikt nie rodzi się ze świadomością obiektu wiary, zostaje mu to narzucone kulturowo, zaczynają rodzice, kończy społeczeństwo. A nadzieja pochodzi z wnętrza nas, i ma zalążek we wszystkich egoistycznych potrzebach. Człowiek wychowany w całkowitej izolacji od innych nie będzie w nic wierzył, ale bedzie mieć nadzieję.
finerbijk (17282 punktów)
>Weźmy wiarę w istnienie boga:
>Wiara to wewnętrzne (czy możliwe jest inne?) przekonanie
>powzięte na podstawie wiedzy (jakiej?)
Z kościoła, katechezy, pism, własnego wywodu rozumowego..

>doświadczenia (jakiego?)
Może być objawienie, doznanie mistyczne, odczuwanie obecności lub ręki boga, cud lub oparcie się na podobnych doświadczeniach przeżywanych przez innych, jak o nich mówią katolicy: świadectwach.

>lub intuicji (jakiej?)
Definicja intuicji wg wiki: proces myślowy polegający na szybkim dopasowaniu (...) zagadnienia do znanych już szablonów i zależności. Objawia się w postaci nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzega się (...) odpowiedź na nurtujące pytanie." Najprościej - jest zegarek, musi być zegarmistrz, i podobne.

>ale nie mające empirycznej podpory (pozostaje podpora wewnętrzna: rozum, emocja)
>prowadzącej do pewności (na jakiej podstawie?)
No, na podstawie tej podpory, której nie ma - czyli wiara nie musi prowadzić do pewności, której podstawą może być powtarzalne doświadczenie lub dowód.

Zastrzegam, że mówimy o wierze, a nie pewności, która to wiara jest jak wiemy dla wierzących przymiotem o wartości przewyższającej wiedzę z poznania za pomocą uznanych metod, które daje pewność, bo "błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli". Wiara nie wymaga dowodów, bo inaczej by nie była wiarą.
Binarysta (43 punktów)
Doszedłem do wniosku, że nadzieja to zwykłe życzenie. A "mam nadzieję" to zwyczajne "chciałbym".

Mam nadzieję, że będzie padać, ale ta chmura jest w sumie za mała.
Chciałbym, aby padało, ale ta chmura jest w sumie za mała.

Czy to jedyne zastosowanie nadziei?
Guzik (2020 punktów)
>Czy nadzieja jest tym samym co wiara?
>Spotkałem się ze stwierdzeniem, że nadzieja jest pewną formą wiary. Ale dla mnie obecnie nadzieja
>to wiara, a wiara to pewność, pewność zaś to przekonanie, że coś jest właśnie takie jakie myślimy,
>że jest.
>A więc czy wiara i nadzieja jest tym samym? Jeśli nie, to jakie są różnice?
>

Podobno nadzieja jest matką głupich.
20-06-2011 20:14 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Podobno nadzieja jest matką głupich.
Masz jakieś świeże plotki?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
astrotaurus (12445 punktów)
>Czy nadzieja jest tym samym co wiara?
W sensie potocznym może być choć lepiej nie.
Wiara w sensie religijnym jest pewnością, a nie chciejstwem (nadzieją).

>a wiara to pewność,
Bingo!

> pewność zaś to przekonanie, że coś jest właśnie takie jakie myślimy,że jest.
Niezupełnie.
Przekonanie to pewność lub prawie pewność - pomijam tu jakieś rozumne przesłanki (wszak idzie o przekonywanie), bez których wiara będąca czystą pewnością obchodzi się doskonale.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
setarkos (10757 punktów)
Obydwie córki konsumpcji
w niewoli czerpania bez tchu
słabe choć w żądzy gwarancji
nie wiedzą cóż czynić im dziś.
Miast działać wolą rozmyślać
czy los lub czy ktoś im co da
siostrzany ich sposób na życie
bezwiedny jak dziecko-kwiat.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> A więc czy wiara i nadzieja jest tym samym?
To zależy jak rozumiemy słowo wiara.
Byłeś kiedykolwiek na Madagaskarze?
Załóżmy, że nie.
Ale jednak wierzysz (wiesz?)że ta wyspa istnieje, bo wiele empirycznych danych na to wskazuje.
Natomiast wiara w krasnoludki to nie pewność, że one naprawdę istnieją.
Równie dobrze możesz powiedzieć - mam nadzieję, że krasnoludki istnieją.
Tak samo jak idziesz na operację do znanego chirurga.
Możesz powiedzieć - wierzę, że ta moja operacja się uda, bo to wybitny chirurg.
Albo też - mam nadzieję, że się uda.

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
Binarysta (43 punktów)
Apetyt połączony z przekonaniem, że się go zaspokoi, nazywa się nadzieją. ~Thomas Hobbes

Hobbes wyraził znaczenie nadziei chyba w najprostszy sposób

Ale to mi nie starczyło. Zastanawiałem się jeszcze nad słowami "Mam nadzieję" i doszedłem do wniosku, że "Mam nadzieję" to zwykłe życzenie, a nie prawdziwa nadzieja o której mówił Hobbes. A taką już, jeśli ktoś ma, nie dzieli się z nikim, mówiąc na głos "Mam nadzieję", tylko działa, ponieważ ma nadzieję.

A więc "Mam nadzieję" w pesymistycznym ustosunkowaniu do rzeczy, oznacza życzenie.

Mam nadzieję że dam radę.
Uff, źle się czuję w takim upale. Mam nadzieję że będzie padać.

A w optymistycznym ustosunkowaniu do rzeczy jest to właśnie ta prawdziwa nadzieja, o której mówił Hobbes. Czyli wiara w duże prawdopodobieńśtwo powodzenia, oraz siła by sprawdzić to prawdopodobieństwo w praktyce.

Tyle jeśli chodzi o nadzieję. A co z wiarą?
Tutaj doszedłem do wniosku, że jest to działanie pomimo posiadania nadziei bądź jej braku. Czyli niezależna pewność w powodzenie.

Więc bardzo trafnie zauważył Hodża
>Myślę, że można by wprowadzić do tych rozważań właśnie, jak słusznie finerbijk to uczynił, pojęcie "życzenia". Wtedy ciąg pojęć odpowiadających słowom życzenie-nadzieja-wiara różniłby się natężeniem emocjonalnym stanów psychiki, wyrażanych przez nie.

Owy ciąg pojęć faktycznie odzwierciedla natężenie emocjonalne.

Życzenie - Sugeruje pesymistyczne ustosunkowanie do rzeczy, brak sił do realizacji, a więc prośba, życzenie.
Nadzieja - To optymistyczne ustosunkowanie do rzeczy, oraz siły do realizacji.
Wiara - Niezależna od ustosunkowania. Po prostu wierzysz że będzie dobrze.
DEMONICON (4893 punktów)
>Czy nadzieja jest tym samym co wiara?

Nie. Nadzieja jest pragnieniem, aby było tak jak sobie wymyśliliśmy, że będzie, przy założeniu że jednak tak być nie musi. Wiara jest przyjęciem własnego pragnienia, własnej wizji rzeczywistości za fakt bez żadnych dowodów.

>Spotkałem się ze stwierdzeniem, że nadzieja jest pewną formą wiary.

Nie jest to prawda. Mam nadzieję, że skacząc z drzewa na drzewo nie złamię nóg i rąk.
Wierzę, że bóg mnie obroni przy powyższej czynności. Ja tu nie widzę jakiejkolwiek formy wiary. Prawdopodobieństwo kontra naiwność.

Ale dla mnie obecnie nadzieja
>to wiara, a wiara to pewność, pewność zaś to przekonanie, że coś jest właśnie takie jakie myślimy,
>że jest.

Nadinterpretacja i budowanie sprzecznych połączeń między odczuciami.
Czy jeśli się wydawało kiedyś ludziom, że ziemia jest płaska, to faktycznie taką była? Płaskość ziemi była tylko "płaskością" umysłu.

>A więc czy wiara i nadzieja jest tym samym?

A więc ... Nie ...

Pozdrawiam
23-06-2011 14:47 
 Ocena 1 na 1
Binarysta (43 punktów)
>Mam nadzieję, że skacząc z drzewa na drzewo nie złamię nóg i rąk.
To tutaj to nie jest przykład nadziei, tylko życzenia.

Demonicon, zgadzam się z tym. I z tym co mówili poprzednicy. Jest różnica między życzeniem, nadzieją i wiarą.

Pozdrawiam
DEMONICON (4893 punktów)

>To tutaj to nie jest przykład nadziei, tylko życzenia.

Pragnę, aby ...
Mam nadzieję, że ...
Mi tam to dość pokrewnie brzmi. Ale może i z czasem w powyższym własnym wnioskowaniu bym się i do czegoś przyczepił.

A w jednej z powyższych wypowiedzi napisałeś:
>Doszedłem do wniosku, że nadzieja to zwykłe życzenie. A "mam nadzieję" to zwyczajne "chciałbym".

Pozdrawiam
Binarysta (43 punktów)
>A w jednej z powyższych wypowiedzi napisałeś:
>>Doszedłem do wniosku, że nadzieja to zwykłe życzenie. A "mam nadzieję" to zwyczajne "chciałbym".

Przyznaję się do pomyłki nadzieja to nie jest życzenie, ale parę postów później wyraziłem już właśnie takie zdanie. Dla sprostowania, podpisałem się pod stwierdzeniem, że ciąg: życzenie, nadzieja, wiara, różni się stopniem emocji.

Ogólnie wyrażenia typu "Mam nadzieję" nigdy nie używa się, kiedy faktycznie tą nadzieję się ma. Więc można być pewnym, że ktoś kto tak mówi, wyraża życzenie.

>Pragnę, aby ...
>Mam nadzieję, że ...
>Mi tam to dość pokrewnie brzmi...
Masz właśnie w tym rację.

Choć wracając do tego ciągu: życzenia, nadziei i wiary, można powiedzieć że ten ciąg nie jest w cale taki spójny, jeden element do niego nie pasuje.
Życzenie typu "mam nadzieję" wyrażamy w pesymistycznym ustosunkowaniu do rzeczy. Innymi słowy na myśl o realizacji celu, przywodzą się nam na myśl same wątpliwe scenariusze.
A pozostałe dwa? Mając nadzieję, tą o której mówił Hobbes, tak samo jak mając wiarę, myślimy zdecydowanie o pozytywnych scenariuszach.

Tak więc ciąg emocjonalny? Nie wiem czy pesymizm i optymizm mógłbym występować po sobie w ciągu. Raczej w opozycji.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365