Racjonalista - Strona głównaDo treści
Godność ateisty a uczestnictwo w ceremoniach kościelnych

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
17-08-2008 02:51beton (8 punktów)Godność ateisty a uczestnictwo w ceremoniach kościelnych
Ocena 2 na 2
Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ?
Jestem ateistką i jak to ktoś powiedział 'żaden krzyż nade mną nie zagrozi mojemu ateizmowi', ale czuję się niepewnie w obliczu koniecznego udziału w ceremonii ślubnej bliskiej rodziny. Czy brak uczestnictwa we mszy zostanie odebrany jako pewnego rodzaju afront ? Czy lepiej od razu podarować sobie to męczące przedsięwzięcie ? Nie mam po prostu ochoty na wzbudzanie niezdrowej sensacji (po raz kolejny) wśród rodziny i znajomych o topornych, dewockich umysłach. Jak wy postępujecie w takich sytuacjach ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

17-08-2008 03:16
 Ocena 10 na 10
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)Odp: godność ateisty a uczestnictwo w ceremoniach kościelnych

>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych...
   Właściwie to bez znaczenia. Katolicy mają na ogół bardzo rozwinięte poczucie obrazy uczuć - obraża ich wszystko, prócz zachowania stadnego.

   Ostatnio brałem udział w ślubie (syn przyjaciela, znany od pieluchy) - do kościoła wszedłem, wstawałem i siadałem wraz z resztą kibiców, nawet przyklękałem w pewnej chwili, ale nie śpiewałem i nie żegnałem się krzyżem, wychodząc - nie "oddawałem czci" ołtarzowi, pominąłem też "święconą" wodę, bojąc się mikrobów.
   Kibicom "zależało" czemuś na mojej obecności, ja zaś chciałem zobaczyć to, co mój nieomal wychowanek uważał za bardzo ważne w swym życiu.
   Nikomu nie stała się krzywda.

>...z zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób?
   Cytat: "Chcesz stracić szacunek? Dbaj o niego!".
.
17-08-2008 07:53 
 Ocena 1 na 1
Kasia (424 punktów)

>   Właściwie to bez znaczenia. Katolicy mają na ogół bardzo rozwinięte poczucie obrazy uczuć - obraża ich wszystko, prócz zachowania stadnego.

Mam dokładnie takie same odczucia....Na ostatnim ślubie zachowywałam się podobnie, tz wstawanie, klękanie zgodnie ze stadem. Nie śpiewałam, żadnych krzyży. Nie sądzę żebym była atrakcja mało kto zauważył.....zresztą można było posłuchać zajmującego kazania coś w stylu "przyszliście tu z własne j nieprzymuszonej woli...więc zostańcie i zachowujcie się stadnie...."
17-08-2008 21:05 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>wstawanie, klękanie zgodnie ze stadem. Nie śpiewałam, żadnych krzyży.
Ja klękanie odpuszczam, ponieważ wyraża pokorę wobec bóstwa. Siedzę więc, wystając ponad klęczących, co wypada trochę niezręcznie.
.
Zyga (1539 punktów)
>>wstawanie, klękanie zgodnie ze stadem. Nie śpiewałam, żadnych krzyży.
>Ja klękanie odpuszczam, ponieważ wyraża pokorę wobec bóstwa. Siedzę więc, wystając ponad klęczących, co wypada trochę niezręcznie.

Tak się składa, że właśnie w tę sobotę byłem na ślubie kuzyna.
Wstawałem, siadałem, to i tak dużo. Klękać nie będę. Zwłaszcza, gdy prowadzący przy klęknijcie\powstańcie\usiądźcie zapomina "proszę".

Czy ktoś zauważył? Nic nie mówili. Za to zauważyli, gdy podziękowałem za rosół i mięsne dodatki
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   Kibicom "zależało" czemuś na mojej obecności, ja zaś chciałem zobaczyć to, co mój nieomal wychowanek uważał za bardzo ważne w swym życiu.

No, toś ładnie go wychował. Przynajmniej wie, co w życiu ważne.

>   Nikomu nie stała się krzywda.

I nie bolało.
Adamiak (36436 punktów)
>   Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z
>zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ? >

Tak, jak podróżnik-etnograf np wśród Masajów czy plemion Guajajara lub Xavante w trakcie posiłku: milej widziane jest biesiadowanie jak tubylcy, bez epatowania własnymi sztućcami, co może być odczytane jako afront.
Wlazłeś między wrony...
Pabloss (4221 punktów)Odp: Godność ateisty a uczestnictwo w ceremoniach kościelnych
Z mojego podwórka mogę Ci odpowiedzieć tak - jako ateista odmawiam wszystkim (z podaniem przyczyny oczywiście), którzy proszą mnie abym został świadkiem na ślubie kościelnym, ojcem chrzestnym, świadkiem bierzmowania itp. Nie wstydzę się tego, a wręcz przeciwnie jestem dumny z tego, że jestem inny!!!!! Każdy kto mnie zna wie, że choćby mi góry złota przynosili nie upodlę się tak nisko aby "odbębnić tak krytykowane przeze mnie ceremonie kościelne, a zwłaszcza obowiązkową w tych przypadkach spowiedź" nawet jeśli w grę wchodzą niewinne dzieci. Nie po to uważam się za ateistę aby pod naciskiem rodziny i dla jej "spokoju" rezygnować ze swojego światopoglądu. Mój cel jest dokładnie odwrotny - zamierzam pokazać tym, którzy znają mój światopogląd, że pomimo całkowitego odcięcia od kościoła żyję po 100-kroć bardziej po "bożemu" aniżeli moi katoliccy znajomi i przyjaciele. Ba, muszę nawet powiedzieć, że moj styl życia zaczął być nawet naśladowany i co poniektórzy moi dotychczasowi oponenci w sferze kościoła kat. zaczęli zmieniać swoje "katolickie przyzwyczajenia" widząc że kara boska nie spada na mnie za krytykę "sług bożych - czyt. kleru".
Co do ślubów, pogrzebów, komunii itp. to oczywiście uczestniczę w tych uroczystościach ale na swój sposób. Jak mam ochotę to wchodzę do kościoła i tam poddaję się ceremoni typu: wstań, usiądź, klęknij. Jak nie mam ochoty to albo pomijam całkowicie część kościelną albo też przeczekuję ten moment na zewnątrz kościoła lub w jego krużganku. Należy pamiętać bowiem, że decydując sie na udział w ceremoni kościelnej trzeba stosować się do panującego w kościele porządku i wykonywać określone gesty. Ich nie wykonanie będzie elementem działającym na Twoją niekorzyść i z ateizmem nie będzie miało to nic wspólnego. Decydując się bowiem na udział w uroczystości kościelnej musisz zastosować się do zasady - "jak wpadłaś między wrony, kracz jak one".

Nie wiem jakie Ty masz stosunki z rodziną ale jeśli zawsze zamierzasz być uległa wobec nich, nawet w tak osobistej sferze jak stosunek do wiary nigdy nie zaznasz pełni szczęścia i zawsze rodzina będzie miała psychiczną przewagę nad Tobą. To taki trochę terror psychiczny. A gdzie w tym przypadku jest to słynne samostanowienie o sobie, wolność jednostki, demokracja? Może warto rozmawiac i przekonywać familię o swoich racjach, a jak się nie uda to i tak robić swoje. Jeśli są katolikami to ich religia wyraźnie nakazuje im miłość do bliźniego, a zwłaszcza do braci i sióstr niewierzących. Również z mojego podwórka Ci powiem, że znam kilka osób przed 18-stką, które swoim rodzicom wyraźnie powiedziały - "nie pójdziemy do kościoła i nas do tego nie zmusicie bo to naruszanie wolności osobistej". Młodzież jest teraz cwana i zna swoje prawa, a światli rodzice powinni wiedzieć, że do nauki można kogoś zmusić ale do wiary w coś zupełnie nienaturalnego, nieznanego, obcego już nie!!! Niech najpierw udowodnią, że coś takiego jak bóg istnieje i że warto w niego wierzyć a nie skupiają się jedynie na odwalaniu "kościółkowych obowiązków", które nie są związane bezpośrednio z wyznawanym bogiem, bowiem ceremonie te powstały dopiero kilkaset lat temu. Ponadto warto pamiętać slogan "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" dlatego też musisz się zastanowić czy chciałabyś wbrew swoim przekonaniom posyłać własne dzieci do kościoła aby tylko nie wyróżniały się z tego "katolickiego motłochu". Przecież to z dobrem dzieci nie ma nic wspólnego - takie uczestnictwo na siłę to objaw strachu, charakterystycznego dla średniowiecza, gdy kler innowierców palił na stosach. Teraz, w czasie, gdy cała Europa odwraca się od kleru i racjonalnie odbiera swoje miejsce we wszechświecie, kierując sie rozumem i ogólnym poszanowaniem każdego człowieka również i w Polsce nie warto bać się kleru. Nic on złego nie może nam zrobić tylko za to, że myślimy inaczej niż głoszone przez niego doktryny, a gdy to uczyni są różne instytucje (zwłaszcza unijne), które będą stały po stronie ciemiężonych. Aby jutro było lepsze i wolne od napastliwości kleru każdy z nas musi przejąć pełną odpowiedzialność za swoje czyny i nie poddawać się w budowaniu własnego życia i życia przyszłego pokolenia, któremu damy początek
Patty Matheson (2087 punktów)

   Na mszę iść, skoro jest to ceremonia ważna dla zainteresowanych, i chcieliby, żeby wszyscy bliscy byli. Usiąść sobie z boku i patrzeć. Można wstawać i siadać ze stadem, choć mi wydaje się to takie... bezmyślne. Gdy na imprezie goście robią "pociąg" czy inne takie fazy, też nie musisz się przyłączać, wódki weselnej pić nie musisz. Dlaczego więc w kościele miałabyś robić to, co inni? Klękanie oczywiście odpada, pośpiewać można - jedyne, co "wyszło" katolikom w moim mniemaniu, to piosenki. Sensację wzbudzisz może na początku, ale w końcu się przyzwyczają. Według mnie to i tak jest "zdrowa" sensacja. Nieskalany indywidualizm może być niektórym solą w oku, ale musimy - jako ateiści - mieć swój głos.

Pozdrawiam
17-08-2008 14:45 
 Ocena 1 na 1
Arek Żurowski (224 punktów)
(zablokowany)
>Można wstawać i siadać ze stadem, choć mi wydaje się to takie... bezmyślne.
To nie jest bezmyślne. Możesz nie mieć szacunku do wiary innych ludzi, ale miej go do osób Tobie bliskich. To kwestia (wspomnianego wyżej) zachowanie w obcym stadzie. Jak sobie wyobrażasz pogrzeb bliskiej (głęboko wierzącej) osoby. Czy odmówisz ostatniego pożegnania tudzież ostatniej woli zmarłej osoby?

Ja w przeciwieństwie do moich przedmówców bywam częściej na pogrzebach niż na weselach i wydaje już mi się naturalne to, że robię na nich, to co tłum (z wyjątkiem śpiewów, modlitw oraz robienia znaku krzyża). Tak samo by było gdybym był na pogrzebie muzułmanina, robiłbym to co reszta muzułmanów, tak samo jak katolik, który też pojawiłby się na tym pogrzebie.

>Gdy na imprezie goście robią "pociąg" czy inne takie fazy, też nie musisz się przyłączać, wódki weselnej pić nie musisz.
Ale to nie jest takie proste.
>Dlaczego więc w kościele miałabyś robić to, co inni?
A co robi ateista w kościele? Raczej nie jest tam ze względu na przekonania, tylko po to by wyświadczyć komuś przysługę, sprawić komuś przyjemność. Po co więc w takiej sytuacji robić z siebie wielkiego buntownika, antykatolika?
>Klękanie oczywiście odpada, pośpiewać można - jedyne, co "wyszło" katolikom w moim mniemaniu, to piosenki. Sensację wzbudzisz może na początku, ale w końcu się przyzwyczają.
Aby się przyzwyczaili musisz tam być systematycznie, a nie od okazji. Zresztą jak wspomniałem chodzi tylko o szacunek dla osób dla których tam się przychodzi.
>Według mnie to i tak jest "zdrowa" sensacja. Nieskalany indywidualizm może być niektórym solą w oku, ale musimy - jako ateiści - mieć swój głos.
Ja już w innym wątku wspomniałem o tym. Mam swój głos:
- nie muszę chodzić do kościoła,
- moja rodzina akceptuje i toleruje z mojej niewiary (z babcią czasami opowiadamy sobie zgryźliwe dowcipy na temat kościoła
- nikt (z mojej rodziny) nie miał zastrzeżeń co do tego, że moje dziecko będzie nieochrzczone
- otwarcie mówię w pracy o swoich poglądach i nikt nie próbuje na to wpłynąć.
Po co więc wyłamywać się w kościele w którym jest się i tak, raz na rok
18-08-2008 15:52 
 Ocena 1 na 1
Zyga (1539 punktów)
>A co robi ateista w kościele?

Ogląda ślub bliskiej osoby, jest z nią w ważnej dla niej chwili...
Adamiak (36436 punktów)
>   ... musimy* - jako ateiści - mieć swój głos.>

Jako człowiek staram się już od dość dawna niczego nie musieć- prócz kilku czynności fizjologicznych-, wolę CHCIEĆ...jako ateista też...
Pozdrawiam serdecznie

*- pogrubienie moje
cezar (256 punktów)
Ja mam inny problem, kiedy muszę być na ceremonii kościelnej, osttnio w maju byłem na ślubie, to nie mogę się powstrzymać ze śmiechu. Kiedy ksiądz najczęsciej niuk przmawia do ludu, który wczuwa się totalnie, to bardzo trudno nie zacząć się śmiać. Myśle, ze to jest problem kiedy ludzie stojący obok ciebie patrzą i nie rozumieją co się dzieje.
A mnie to zaczyna wtedy bawić jeszcze bardziej. Jeszcze większy problem jest kiedy jestem na ceremonii i obok mnie stoją ludzie, którzy na to patrzą podbnie. Wtedy nie powstrzymanie się jest murowane. Potem trzeba po wujściu z Kościoła udawać, wymyślać historię, ze podczas mszy zdażyło się coś co mnie szczególnie rozbawiło, coś było śmiesznego itd... Na razie przeszło, ale nie wiadomo co przyniosą nastpne ceremonie
Proszę sobie wyobrazić sytuację, ze podczas jednej z ostatnich ceremoni, na której musiałem uczestniczyć, podczas mszy mój kumpel strzelił żart, ze masza to niewolnicze padanie i wstawanie na komende, a potem kiedy kapłan wydawał rozkaz wszyscy padali i powstawali. Z wielkim trudem wytrzymałem te misterium radości. Moje rada, iść nie wczuwać się w to, nie warto ściągć na siebie irracjonalnej nienawiści z powodu religii, a mi pozostaje wierzyć, ze chodciarz raz będzie Tobie dane przeżyć tak ceremoniałm jak ja. Pozdramiam
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Ja mam inny problem...
   To widać, wcale się z nim nie kryjesz. Z wszystkiego robisz komedię: z udziału w mszy, z uczestnictwa w forum... Czy na pogrzebie też tak chichoczesz? Jak zachowasz się na własnym?
   Faktycznie, masz problem. Nawet poważny.
.
cezar (256 punktów)

>   To widać, wcale się z nim nie kryjesz. Z wszystkiego robisz komedię: z udziału w mszy, z uczestnictwa w forum... Czy na pogrzebie też tak chichoczesz? Jak zachowasz się na własnym?

Kiedy idę na pogrzeb to jestem poważny. Strata raczej nie budzi radości.
Inna rzecz, że nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem.
A na własnym zaśpiewam i zatańcze.
A co do komedi to myśle, ze Ty jesteś ode mnie w tym stokroć lepszy.
Choćby język jakigo używasz opisując swój udział na mszy doskonale to potwierdza.
pozdrawiam.
awitu (7627 punktów)
nie wchodzę do kościołów, chyba przez ten koszmarny zapach i atmosferę. Ja się tam czuję jak w prosektorium. Czekam na zewnątrz, po skończonej mszy przyłączam się do weselników lub konduktu żałobników.

"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
Archi (547 punktów)
>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych...

Jak na razie przeważnie nie odmawiam udziału w uroczystościach religijnych. Raz mi się zdarzyło, gdy niewierzący chrzcili swoje dziecko, bez żadnych istotnych powodów. Nie był to jednak żaden afront ani skandal ani nic takiego.

Śluby konkordatowe traktuję jako połączenie ceremonii cywilnej i religijnej dlatego z zasady chodzę, właśnie ze względu na ten cywilny charakter. Pogrzeb traktuję podobnie, choć nabożeństwo, czy msza, to osobna uroczystość, którą mogę przeczekać nawet na zewnątrz jeśli ksiądz jest wyjątkowo niedorzeczny, a pogoda dobra. Inna sprawa to komunie, bierzmowania, które są ceremoniami stricte religijnymi. Raczej unikam, choć też nie mam po temu za wielu okazji, tu przeważnie jednak decyduje odległość albo niedogodny termin. Nie mam problemu ze świadkowaniem itp. bo już nie jestem katolikiem i byłoby to po prostu niemożliwe.

Co do samej mszy to różnie, jeśli nie ma wielkich tłumów, to przeważnie stoję gdzieś z tyłu przez całą mszę, bez rzucania się w oczy. Jeśli kościół jest pełny to trochę dziwnie stać, gdy wszyscy dookoła klęczą, wtedy najlepiej siedzieć w ławce, bo nie widać czy klęczysz czy siedzisz. Jak jest pełno i ludzie stoją również przed kościołem, to w dobrą pogodę mogę sobie tam postać albo posiedzieć gdzieś z boku. Trochę inaczej jest też w małych wiejskich kościołach, gdzie wszyscy wszystkich znają, oglądają przyjezdnych i szeroko komentują, a inaczej w miejskich molochach, gdzie jest sporo przypadkowych i nieznajomych ludzi. Śpiewać nie śpiewam, zresztą i tak nie potrafię, inkantacji też nie powtarzam ani młynków rękami nie robię. "Znak pokoju" to różnie, ale zawsze ze znajomymi mogę piątkę przybić

Inna sprawa jak komuś nie przeszkadzają katolickie ceremonie. Może je obserwować niczym zastanawiające obrzędy autochtonów, a nawet się w nie włączać. Mi zdążyły niestety obrzydnąć, a padać na kolana po prostu nie znoszę, więc ta opcja jest nie dla mnie, szczególnie, że znam te obrzędy na pamięć.

Jest jeszcze opcja specjalna np. "na fotografa".


plus ratio quam vis caeca valere solet
Scorp (5381 punktów)
>Jak wy postępujecie w takich sytuacjach ?
>

Dla mnie granica przebiega pomiędzy społecznymi a memetycznymi elementami uroczystości; jedne respektuję, drugie nie.

Szanuję zaangażowanych z reguły uczestników, więc zachowuję się poważnie, wstaję kiedy trzeba, siadam kiedy wolno, ale nie powtarzam ich wyznania wiary w słowach lub gestach, bo nie moja. Głos mam marny i słuch jeszcze gorszy, to nie śpiewam, zresztą teksty większości pieśni wydają mi się niestrawne, ale to rzecz gustu.

Nie wzdragam się więc przed udziałem w uroczystościach religijnych, ale pamiętam o rozdziale rzeczy religii od rzeczy ludzkich.
beton (8 punktów)
dziękuję Państwu !

widzę, że nie istnieje chyba żaden jednoznaczny kodeks postępowania w takich sytuacjach, ale wiele moich wątpliwości zostało rozwianych. teraz muszę tylko przetrwać te chwile grozy w kościele, no a potem zabawa do rana

założycielka wątku
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z
>zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ?
Zachowywać należy się z szacunkiem dla miejsca. tak samo w kościele, w synagodze i cerkwi. Różnica w nakryciu głowy. Sacrum jest wymagające z uwagi na uczucia innych (to, że oni są "inni" nie oznacza przyzwolenia na arogancję. Szanuje się zwyczaje domu, którego jest się gościem). Toteż cicho spokojnie, beza udziału w liturgii, najlepiej stać - nie ma wtedy problemu kiedy stać, kiedy siedzieć. Padać na kolana etc... nie musisz. Bądź cichym obserwatorem.
To tyle.
JATO




Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
MichaQ (1056 punktów)
>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z
>zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ?
>Jestem ateistką i jak to ktoś powiedział 'żaden krzyż nade mną nie zagrozi mojemu ateizmowi', ale
>czuję się niepewnie w obliczu koniecznego udziału w ceremonii ślubnej bliskiej rodziny. Czy brak
>uczestnictwa we mszy zostanie odebrany jako pewnego rodzaju afront ? Czy lepiej od razu podarować
>sobie to męczące przedsięwzięcie ? Nie mam po prostu ochoty na wzbudzanie niezdrowej sensacji (po
>raz kolejny) wśród rodziny i znajomych o topornych, dewockich umysłach. Jak wy postępujecie w takich
>sytuacjach ?
>

Miałem coś podobnego. Jak się zachować? Moja rada jest taka: po pierwsze odrobinę kultury, to znaczy nie podkreślać ostentacyjnie, że masz gdzieś cały ten interes, którego jesteś świadkiem. Po prostu zachować powagę. Gdy ja byłem podobnej sytuacji, zwyczajnie wstawałem i siadałem, gdy inni wstawali i siadali. Różnica polegała tylko na tym, że nie modliłem się i nie śpiewałem. Jeśli ktoś będzie się próbował do Ciebie doczepić, powiedz zwyczajnie, że jesteś niewierząca. A jeśli w związku z Twoim ateizmem ktoś będzie chciał Cię wyrzucić z kościoła, to możesz powiedzieć, że po pierwsze nie przekszadzasz nikomu we mszy, a po drugie kościół jest dla wszystkich.
Stachowski (17 punktów)
Ja tam nie widzę problemu w zachowywaniu się z godnością w kościele. Mi to nie zaszkodzi, a ktoś bliski może się ucieszy. Po co ostentacyjnie pokazywać, że my tu w Boga nie wierzymy, a katolicy to odstawiający szopkę durnie? Mi wystarczy własne przekonanie, że jestem ateistą, nie muszę wymachiwać tym innym przed nosem.
esteban (107 punktów)
>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z
>zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ?
>Jestem ateistką i jak to ktoś powiedział 'żaden krzyż nade mną nie zagrozi mojemu ateizmowi', ale
>czuję się niepewnie w obliczu koniecznego udziału w ceremonii ślubnej bliskiej rodziny. Czy brak
>uczestnictwa we mszy zostanie odebrany jako pewnego rodzaju afront ? Czy lepiej od razu podarować
>sobie to męczące przedsięwzięcie ? Nie mam po prostu ochoty na wzbudzanie niezdrowej sensacji (po
>raz kolejny) wśród rodziny i znajomych o topornych, dewockich umysłach. Jak wy postępujecie w takich
>sytuacjach ?
>
Z mojego przykładu wygląda to tak:
Zależnie od tego jaka imprezka ma miejsce wchodzę lub nie do kościoła.
Kiedy to uroczystość gdzie jest spory spęd rodzinny to wole stanąć przed kościołem (tam nie muszę klękać i odstawiać innych szopek), gdzie moja "obojętność", nie uczestnictwo, brak zaangażowania w obrzęd jest mniej zauważalny. Chociaż zdarzyło mi się kiedyś ostentacyjnie pokazać swoją odmienność- jednak standardowo tego nie robię.
Pomimo że moi najbliżsi w pełni akceptują moją postawę, to wolę oszczędzić im ewentualnych pytań ze strony dalszej rodziny na mój temat- dlatego wolę, jak napisałem, pozostać przed kościołem i w trakcie ceremonii być po za wzrokiem reszty, która mogła by wykazać niepożądane zaciekawienie.
Kiedy natomiast to uroczystość kogoś dalszego (osoby obcej, gdzie nie ma szerokiego grona mojej rodziny), wówczas uczestniczę w tych religijnych gusłach będąc w kościele.
Zazwyczaj lokuję się gdzieś w mało widocznym miejscu (o ile to możliwe) i siedzę sobie przez czas trwania całego obrządku. Ewentualnie skłonny jestem pofatygować się do wstania (wraz z resztą). Nigdy natomiast nie klękam, nie żegnam się, nie burczę pod nosem jakichś modlitw i nie daję na tacę!!!
Przyznać muszę że początkowo wykazanie takiego zachowania może być nieco trudne, jednak z czasem będzie to coraz łatwiejsze i stanie się dla ciebie normalna postawą. Jak mówi przysłowie: Trening czyni mistrza
Pozdrawiam i wytrwałości pośród zgrai obludników
glingor (640 punktów)
>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z
>zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ?

Tak samo jak na niekościelnych, lub w innych religiach.
Przychodzisz tam dla ludzi.

Dla mnie to wstawanie i siadanie.
Odpowiedni nastrój powagi bądź radości.

Jeśli ktoś znajomy będzie mieć taką uroczystość w innej religii,
to dalej bym poszedł dla człowieka.

Może to jest śmieszne jak idziesz do kościoła, na portalu napis Soli Deo,
ołtarz na wschodzie, wielka złota promienista hostia a wszyscy padają na kolana
i proszą o kolejne przyjście, moje odczucia są oczywiste ale nie przy tej okazji je będę przedstawiać.

fear is the mind killer
elfir (1058 punktów)
>>Jestem ateistką i jak to ktoś powiedział 'żaden krzyż nade mną nie zagrozi mojemu ateizmowi', ale
>czuję się niepewnie w obliczu koniecznego udziału w ceremonii ślubnej bliskiej rodziny. Czy brak
>uczestnictwa we mszy zostanie odebrany jako pewnego rodzaju afront ?

Idac do kościoła na religijną uroczystość członka rodziny traktuję ten obiekt i ceremonię jakby to był Urzad Stanu Cywilnego. Nie uczestnicze po prostu w ceremonii religijnej, siedząc w ławce jako widz. Nie wstaję, nie kleczę, nie modle, nie śpiewam, itd.
Natomiast oczywiście świadkowac w ceremoniach religijnych nie mogę i nie chcę.
adamczyk (1 punktów)
>Jak ateista powinien zachowywać się uczestnicząc w ceremoniach kościelnych (ślub, pogrzeb) z
>zachowaniem godności dla własnych poglądów, jak i szacunku dla bliskich mu osób ?
ja w takich sytuacjach zawsze stoje sobie gdzies z tylu lub z boku kosciola. nigdy nie siadam, nie klekam ani nic z tych rzeczy. przewaznie nie wzbudzam sensacji, choc ostatnio na slubie przyjaciol, ksiadz przy wyjsciu zwrocil mi uwage, ze nie zyczy sobie osob, ktore nie uczestnicza we mszy. odpowiedzialam mu, ze przyszlam tutaj dla przyjaciol, a nie dla niego i kosciola i ze mlodej parze nie przeszkadza moj ateizm. nie odpowiedzial.
nie nalezy sie przejmowac. w naszym kraju kazda innosc wzbudza sensacje i zawsze bedzie pod gorke. a Ciebie skoro zapraszaja na takie imprezy znajac Twoje poglady, znaczy ze je szanuja. liczysz sie Ty i oni i przyjazn, a nie poglady! pozdrawiam, Ewa
>


evus7
29-08-2008 14:39 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Jak widzę, Ewuniu, wszystkie klawisze twego komputera działają. Skoro więc piszesz dużą literą swoje piękne imię, czy mogłabyś dodać do tekstu tę malutką fatyżkę i stawiać takież litery na początku zdań?
   Sporym wyrafinowaniem byłoby naciśnięcie klawisza "alt" przed napisaniem "ą" i "ę".
   A już wyrafinowania szczytem - sprawdzenie tekstu słownikiem Worda.
   Pozdrawiam.
.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365