 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-12-2008 13:23 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Szkoła racjonalna
2 na 2 | Ponieważ kiedyś byłem nauczycielem, a od kilkunastu lat aktywnie działam w pewnym stowarzyszeniu, które pozwoliło mi nabyć dużego doświadczenia praktycznego w pewnych kwestiach organizacyjnych i dydaktycznych, pozwolę sobie przedstawić koncepcję idealnej szkoły. Koncepcja ta opiera się na trzech filarach:
1. zakaz repetowania;
2. mieszane grupy, zarówno wiekowo jak też pod względem wiedzy i umiejętności;
3. pomaganie słabszym przez najlepszych uczniów, połączone z zaleceniem, że im uczeń ma większe trudności w nauce, tym lepiej jest dla niego przejść do klasy wyższej, gdyż tam otrzyma pomoc wyższej jakości.
Taki system wymaga oczywiście lepiej przygotowanych nauczycieli i lepszych programów nauczania, niż obecnie, co streszczę w postaci czterech zasad:
1. Na jednej lekcji nauczyciel musi umieć łączyć treści proste i zaawansowane z jednego tematu , tak aby ani najmłodsi ani najstarsi nie nudzili się na lekcjach, ale uczyli się czegoś dla siebie wartościowego na swoim poziomie.
2. Każde zadanie lub praca domowa musi zawierać wiele podzadań składowych różnej trudności. Uczeń sam wybiera, co z tego i ile rozwiąże (wykona). Prac różnych uczniów nie porównuje się między sobą. Nie formułuje się żadnych wymagań wobec uczniów z jednym wyjątkiem.
3. Tylko najlepsi uczniowie mają prawo pomagać słabszym - na ten zaszczyt trzeba zasłużyć i nie można za to przyjmować żadnych korzyści (np. uczeń pomagający nie może przyjąć poczęstunku od "swojego" ucznia, nawet jeśli ten częstuje innych uczniów niepomagających - dopiero jeśli poczęstunek jest dla całej grupy, to uczniowie pomagający mogą na końcu się poczęstować), przeciwnie, powinien czasem przygotować jakiś poczęstunek dla młodszych uczniów. Nauczyciel stale kontroluje postępy uczniów pomagających i ma prawo stawiać im określone wymagania (a także pośrednio wobec tych, którym oni pomagają). Status ucznia pomagającego jest statusem oficjalnym, ma swoją datę rozpoczęcia pomagania i datę ewentualnej rezygnacji lub utraty tego przywileju.
4. Nie ściga się ściągania, ale przeciwnie, zachęca się uczniów do pracy zespołowej, a szczególnie do tego, żeby młodsi naśladowali starszych, ściągali od nich i uczyli się od nich.
Aby to mogło funkcjonować szkoły powinny być inaczej organizowane, np.:
1. Uczniowie nie są numerowani, to nauczyciele mają numery.
2. Najlepszy na początek wydaje się system niemal najprostszy - dwupoziomowy (tylko dwa numery): nauczyciel pierwszej klasy i nauczyciel drugiej klasy - używam słowa "klasa", żeby zachować szkolną terminologię, ale słowo to nie podoba mi się (może ktoś zaproponuje lepsze). Nauka u nauczyciela pierwszej klasy trwałyby dla uczniów najwyżej rok, a potem minimum trzy lata u nauczyciela drugiej klasy. Jeżeli uczeń słabo się uczy u pierwszoklasisty, zostaje niezwłocznie oddany pod opiekę drugoklasisty.
3. Program nauczania klasy drugiej obejmuje całość programu klasy pierwszej plus rozwinięcie tej wiedzy. Program klasy pierwszej jest elastyczny i nauczyciel ma prawo uczyć najzdolniejszych uczniów niektórych treści, które są nauczane przez klasę drugą.
4. Najlepsi uczniowie klasy drugiej mają prawo chodzić na lekcje klasy pierwszej tylko pod warunkiem, że będą pomagać młodszym. Każdy uczeń klasy pierwszej ma prawo chodzić na lekcje klasy drugiej.
5. Świadectwo ukończenia szkoły nie zawiera żadnej oceny wiedzy ani umiejętności ucznia. Na prośbę ucznia nauczyciel może zamieścić w świadectwie ukończenia informację o tym, że uczeń pomagał słabszym uczniom - w takim przypadku ma też obowiązek dołączyć pełną dokumentację stawianych mu wymagań i tego, jak uczeń spełniał te wymagania oraz jak ich nie spełniał.
Na razie kończę skromnie, bez prezentowania zalet takiego systemu, żeby nikt mi nie mógł zarzucić, że jestem megalomanem - robię to zgodnie z sugestią Koleżanki Szulc, dzięki której zrozumiałem, że moja sympatyczna maniera pewności siebie, niektórym wcale nie wydaje się sympatyczna. Zalety mojego pomysłu przedstawię więc tylko na specjalną prośbę.
Żeby zakończyć jeszcze skromniej, przyznam, że zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie koncepcja ta ma wiele wad. Proszę więc Was o życzliwe krytyczne uwagi, aby mogło powstać coś, co być może natchnie jakoś przyszłych reformatorów systemu polskiego szkolnictwa. Wiem oczywiście, że to, co zaprezentowałem na razie pewnie nikogo nie jest w stanie natchnąć, że są to brednie w opinii wielu moich czytelników na tym forum, ale mam nadzieję, że może, gdyby tak dobrze wycisnąć, to może jakaś kropla się da z tego utoczyć. Oczywiście wcale nie liczę ma to, że komukolwiek zechce się cokolwiek próbować wycisnąć z pomysłu tak marnego - wcale się nie zdziwię, jeśli nikt nawet nie przeczyta postu takiego marnego robaka jak ja.
PS (do koleżanki Szulc) czy taka maniera jest sympatyczniejsza? (to śmieszne, że tuszę, iż ktokolwiek doczyta tak marny post do końca) | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | szperacz (2861 punktów) | > PS (to śmieszne, że tuszę, iż ktokolwiek doczyta tak marny post do końca)Twój brak pewności tego, o czym piszesz aż bije w oczy. Chciałoby się wznieść okrzyk: Mniej pokory! Ale martwi mnie coś innego. Co będzie, gdy komuś (np. ministrowi oświaty) spodoba się ta propozycja? Jeszcze jedna reforma. Już chyba dość tych reform. Szkolnictwo, to jedna z dziedzin, w której notorycznie trwa reforma. Czy rzeczywiście jest to potrzebne? Na szczęście moje dzieci są już samodzielne, ale rodzą się następne. Jeszcze nie ucichła sprawa matur i lektur, a tu następna rewolucja. Nauczyciel musiałby zmienić sposób nauczania. Wymagałoby to również zmiany systemu szkolenia nauczycieli. Może jednak odczekać kilka lat. Myślę, że słabością polskiego systemu szkolenia nie jest zły nauczyciel tylko niedofinansowanie. Pomyślałem jeszcze o czymś. Jeśli masz takie możliwości, to spróbuj sam stworzyć taką szkołę. Na takie programy są środki z UE. Może dałoby się na początek podjąć współpracę z już istniejącą szkołą? Może takim eksperymentem byliby zainteresowani racjonaliści z większych ośrodków PSR?
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Pomyślałem jeszcze o czymś. Jeśli masz takie możliwości, to spróbuj sam stworzyć taką szkołę. Na takie programy są środki z UE. Może dałoby się na początek podjąć współpracę z już istniejącą szkołą?
Pomysł prosty i genialny, przecież dzisiaj można otworzyć szkołę prywatną. Komuchów i rydzykowców z ministerstwa oświaty nie da się przekonać do racjonalnej organizacji szkolnictwa, prędzej powstaną racjonalne szkoły prywatne
doku
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Twój brak pewności tego, o czym piszesz aż bije w oczy. Chciałoby się wznieść okrzyk: Mniej pokory!
Niektórym to się podoba
doku
|
|
|  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Niektórym to się podoba>Mnie nie. Przeginasz w drugą stronę, Doku. Plusa dałem za pomysł, który- na pierwszy, intuicyjny  rzut oka- wydaje mi się sensowny. W szkołach nudziłem się na potęgę a w takiej, jakiej zarys przedstawiłeś...pewnie bym się "znalazł".
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Przeginasz w drugą stronę, Doku.
Lubię troszkę przeginać, sobą jestem w realu
doku
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >>Przeginasz w drugą stronę, Doku. >Lubię troszkę przeginać, sobą jestem w realu>
Polska to wolny kraj.
|
|
 | | rudyment (3233 punktów) | > Myślę, że słabością polskiego systemu szkolenia nie jest zły nauczyciel tylko niedofinansowanie. >
Przecież to jest dokładnie to samo.
Vivere, ergo philosophari
|
|
1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > PS (do koleżanki Szulc) czy taka maniera jest sympatyczniejsza? (to śmieszne, że tuszę, iż> ktokolwiek doczyta tak marny post do końca)> Przeczytałem, choć nie jestem Szulc. Na koleżankę też się słabo nadaję. Jestem ekspertem, ale z "przeciwnej" strony katedry (  ) i z tej pozycji patrząc - wolałbym uczyć się z dobrymi niż nudzić ze słabymi kolegami.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > wolałbym uczyć się z dobrymi niż nudzić ze słabymi kolegami.
Od środka taka grupa wyglądałaby w ten sposób, że do grona kolegów-rówieśników dołączałyby pojedyncze młodsze dzieci o słabszych zdolnościach. Nauczyciel by prowadził lekcje jednocześnie dla nich i dla Was. Sądzę, że bylibyście naturalnie zainteresowani pomaganiem nowym, żeby dojść do czegoś dla siebie. Pomaganie nowym byłoby konieczne, żeby uczyć się z dobrymi.
doku
|
|
|  | | Adamiak (36436 punktów) | > ...do grona kolegów-rówieśników dołączałyby pojedyncze młodsze dzieci o słabszych zdolnościach. Nauczyciel by prowadził lekcje jednocześnie dla nich i dla Was. Sądzę, że bylibyście naturalnie zainteresowani pomaganiem nowym, żeby dojść do czegoś dla siebie. Pomaganie nowym byłoby konieczne, żeby uczyć się z dobrymi.>Mogłoby to wyzwalać w "mocniejszych" uczniach coś na kształt poczucia opiekuńczości dla młodszych i mniej kumatych. Dotychczas, starsi młodszych lekceważą. P.S. Nie musisz dodawać "dla Was"...do szkoły już za starym, za wybitnego też się nie uważam  Ot, troszkę wyższe IQ niż średnia w Polsce; normalny facet bez przeceniania się, ale i nie z "przeceny"
|
|
6 na 6 | elfir (1058 punktów) | Piękne, tylko opiera się na fałszywych założeniach występowania u wszystkich członków procesu edukacyjnego altruzimu, braku lenistwa, opiekuńczości, itd.
No i jeszcze zderzenie takiej idealnej relacji partnerskiej w szkole z bezwzględnym rynkiem pracy czy systemem ocen na studiach.
W pewnym wieku uczyłam się tylko po to by nie dostać oceny niedostatecznej i bury w domu, nie myślałam o przyszłości, studiach i pracy. Jak taka szkola miałaby mnie zmobilizować?
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Piękne, tylko opiera się na fałszywych założeniach występowania u wszystkich członków procesu edukacyjnego altruzimu, braku lenistwa, opiekuńczości, itd.
A może warto tego uczyć - nauczyć, że warto rozwijać te cnoty
>No i jeszcze zderzenie takiej idealnej relacji partnerskiej w szkole z bezwzględnym rynkiem pracy czy systemem ocen na studiach.
Niech rynek pracy i "rynek" akademicki dokonują selekcji - wierzę, że absolwenci "moich" szkół uzyskaliby przewagę na tym rynku.
>W pewnym wieku uczyłam się tylko po to by nie dostać oceny niedostatecznej i bury w domu
A ja proponuję tylko burę, a dokładniej - dwie bury: jedną w szkole a drugą w domu
doku
|
|
| rudyment (3233 punktów) | Przedstawiona metoda kształcenia, poza odmiennością nomenklatury i struktur organizacyjnych niczym nie różni się od metody obecnie stosowanej. Ta sama prokrustyka... 
Vivere, ergo philosophari
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >prokrustyka
Szybkość rozwoju różnych dziedzin nauki i techniki powoduje, że istnieje coraz większa presja na dzieci, aby jak najszybciej opanowały one podstawy wiedzy we wszystkich istotnych dziedzinach. Sto lat temu wystarczało poznać dziesięć dyscyplin, teraz trzeba poznać ich sto.
Dawniej dzieci miały czas uczyć się gry na instrumencie, tańca, dobrych manier, haftowania, religii, polowania, jazdy konnej, dyscypliny, szermierki, śpiewu, handlu... Dzisiaj powinny zrozumieć podstawy etyki, ekonomii, fizyki, biologii, psychologii, socjologii, informatyki, inżynierii, sztuki filmowej, dziennikarstwa, polityki, dietetyki, prawa...
Podstawowym celem mojej koncepcji jest stworzenie mechanizmu samodoskonalenia metod dydaktycznych, aby ta szkolna prokrustyka, której tak nie lubisz, była skuteczna i bezbolesna. Absurdem jest zmuszanie dzieci do liczenia miesiącami takich samych słupków, podczas gdy calość podstaw arytmetyki można w sposób prosty i skuteczny przekazać dzieciom podczas być może tylko jednej lekcji. Kilka prostych słów, ułożonych w zgrabne zdanie, jakaś trafna analogia, rzucona z początku jako żart, może okazać się genialną syntezą, pozwalającą zrozumieć podstawy jakiejś dziedziny w kilka minut, zamiast w kilka tygodni.
Jest znaną prawdą, że im lepszy naukowiec, tym lepszy popularyzator wiedzy. Im lepszy nauczyciel, tym lepiej tłumaczy dziociom najprostsze sprawy. Im głębsza wiedza i większe doświadczenie, tym większa łatwość objaśniania trudnych zagadnień prostymi słowami.
Jeżeli tępe dziecko pchniemy od razu do klasy wyżej, to szybko znajdzie się ktoś, kto mu wytłumaczy przystępnie to, czego nie mógł zrozumieć w klasie niżej. Jeżeli nauczyciel będzie musiał na jednej lekcji w tym samym czasie łączyć treści proste i zaawansowane, to zarówno on jak i najlepsi uczniowie szybko znajdą motywację, żeby to co mętne oczynić klarownym, a to co trudne uczynić łatwym.
A zresztą każdy nauczyciel wie, że każdą lekcję dobrze jest zacząć od krótkiego powtórzenia podstaw, choćby po to, żeby zrobić rozgrzewkę i wstępnie skupić uwagę - ten czas nigdy nie jest czasem zmarnowanym. A w tym czasie nowy uczeń ma szansę zrozumieć te podstawy po raz pierwszy w życiu i nauczyć się tego, czego nie mógł w klasie niższej.
doku
|
|
|  | 1 na 1 | rudyment (3233 punktów) | >>prokrustyka
>Podstawowym celem mojej koncepcji jest stworzenie mechanizmu samodoskonalenia metod dydaktycznych, aby ta szkolna prokrustyka, której tak nie lubisz, była skuteczna i bezbolesna. Absurdem jest zmuszanie dzieci do liczenia miesiącami takich samych słupków, podczas gdy calość podstaw arytmetyki można w sposób prosty i skuteczny przekazać dzieciom podczas być może tylko jednej lekcji. Kilka prostych słów, ułożonych w zgrabne zdanie, jakaś trafna analogia, rzucona z początku jako żart, może okazać się genialną syntezą, pozwalającą zrozumieć podstawy jakiejś dziedziny w kilka minut, zamiast w kilka tygodni.
Ale tej prokrustyki nie powinno być w ogóle. Prowadzi ona do zniechęcenia dzieci inteligentniejszych, a frustracji tych bardziej ograniczonych - i tylko średniacy ukończą twoją szkołę bez większego szwanku na psychice. Twoja idea miałaby sens, gdyby prawdziwa była teoria tabula rasa . Ale nie jest.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Twoja idea miałaby sens, gdyby prawdziwa była teoria tabula rasa . Ale nie jest.
W kwestii wiedzy akurat jest. Nie wierzę w wiedzę wrodzoną ani w pamięć komórkową ani w wiedzę przechowywaną przez symbionty - chociaż taka hipoteza mogłaby mieć charakter naukowy pod pewnymi warunkami.
A może powstało między nami jakieś nieporozumienie z powodu np. z powodu mojej słabej znajomości słowa "prokrustyka" - nie czuję tego tak jednoznacznie pejoratywnego wydźwięku pewnie dlatego, że zbyt rzadko miałem z wątkiem tego łoża do czynienia
doku
|
|
| | |  | | rudyment (3233 punktów) | >>Twoja idea miałaby sens, gdyby prawdziwa była teoria tabula rasa . Ale nie jest. >W kwestii wiedzy akurat jest. Nie wierzę w wiedzę wrodzoną ani w pamięć komórkową ani w wiedzę przechowywaną przez symbionty - chociaż taka hipoteza mogłaby mieć charakter naukowy pod pewnymi warunkami. >A może powstało między nami jakieś nieporozumienie z powodu np. z powodu mojej słabej znajomości słowa "prokrustyka" - nie czuję tego tak jednoznacznie pejoratywnego wydźwięku pewnie dlatego, że zbyt rzadko miałem z wątkiem tego łoża do czynienia > doku
Teoria czystej tablicy nie ma nic wspólnego z wiedzą. Utrzymuje ona, że każdego człowieka można w procesie edukacyjno-wychowawczym ukształtować z nieograniczoną dowolnością. Nie o wiedzę więc idzie, lecz o pojętność. Prokrustyka zaś oznacza to właśnie, co robił Prokrust; dopasowywanie człowieka do założonych wymiarów (takze psychicznie) bez oglądania się na jakiekolwiek płynące stąd konsekwencje.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Teoria czystej tablicy nie ma nic wspólnego z wiedzą.
A ten wątek jest przede wszystkim o wiedzy
>Nie o wiedzę więc idzie, lecz o pojętność.
Co chcesz przez to powiedzieć?
doku
|
|
| | | | |  | | rudyment (3233 punktów) | >>Teoria czystej tablicy nie ma nic wspólnego z wiedzą. >A ten wątek jest przede wszystkim o wiedzy
Z tytułu i treści postów wynika, że o szkole, czyli metodzie tłoczenia wiedzy do głów.
>>Nie o wiedzę więc idzie, lecz o pojętność. >Co chcesz przez to powiedzieć?
Że niezależnie od zastosowanej metody nie wlejesz litra wody do naparstka.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >niezależnie od zastosowanej metody nie wlejesz litra wody do naparstka.
Zdziwiłbyś się, jak bardzo można zmniejszyć objętość wiedzy, dzięki jasności i prostocie opisu podstaw. Jeden błąd, stereotyp, niezręczność w formie przekazu wiedzy może być przyczyną tego, że zamiast lat żmudnych ćwiczeń i wkuwania jedna celna uwaga powoduje, że temat staje się łatwy do zrozumienia.
To zjawisko najlepiej oczywiście widać na przykładach matematyki i fizyki, w których wielkie teorie i skomplikowane dowody zostały zastąpione przez kilka nowych definicji i prostych twierdzeń. Zamiast lat wykładów z tradycyjnych dyscyplin z obszaru analizy matematycznej mamy teraz kilka wykładów z topologii, podrozmaitości różniczkowych czy algebry abstrakcyjnej. Innym przykładem jest jeszcze prostszy zabieg Maurina, który dzięki wprowadzeniu aksjonatycznej definicji całki dochodził w parę wykładów do twierdzenia Stokesa.
Inne, mniej ścisłe dyscypliny mają oczywiście o wiele większe możliwości w tym zakresie, gdyż większą ich część stanowi zwyczajne lanie wody. Kiedyś czytałem wielki podręcznik do seksuologii - ogromna cegła jakiegoś niemieckiego autora - i śmiać mi sie chce, gdy przypominam sobie cały ten bełkot na temat monogamii, orgazmów, ukrytego jajeczkowania i doskonalenia technik dostarczania przyjemności partnerowi. Dzisiaj mamy cienką książeczkę ("Wojny plemników"), która zawiera dziesięć razy więcej wiedzy z seksuologii, napisana jest lekko i ciekawie, no i oczywiście nie zawiera już tych wszystkich błędów, w które wierzyła klasyczna seksuologia.
"Lanie wody" jest tylko idiomem, nie należy sie nim sugerować. Wiedza jest jak gaz, który można ścisnąć i skroplić, a nie jak woda.
doku
|
|
| | | | | | |  | | rudyment (3233 punktów) | >Zdziwiłbyś się, jak bardzo można zmniejszyć objętość wiedzy, dzięki jasności i prostocie opisu podstaw. Jeden błąd, stereotyp, niezręczność w formie przekazu wiedzy może być przyczyną tego, że zamiast lat żmudnych ćwiczeń i wkuwania jedna celna uwaga powoduje, że temat staje się łatwy do zrozumienia.
Już się nie zdziwię, już to wiem.
>To zjawisko najlepiej oczywiście widać na przykładach matematyki i fizyki, w których wielkie teorie i skomplikowane dowody zostały zastąpione przez kilka nowych definicji i prostych twierdzeń. Zamiast lat wykładów z tradycyjnych dyscyplin z obszaru analizy matematycznej mamy teraz kilka wykładów z topologii, podrozmaitości różniczkowych czy algebry abstrakcyjnej. Innym przykładem jest jeszcze prostszy zabieg Maurina, który dzięki wprowadzeniu aksjonatycznej definicji całki dochodził w parę wykładów do twierdzenia Stokesa. >Inne, mniej ścisłe dyscypliny mają oczywiście o wiele większe możliwości w tym zakresie, gdyż większą ich część stanowi zwyczajne lanie wody. Kiedyś czytałem wielki podręcznik do seksuologii - ogromna cegła jakiegoś niemieckiego autora - i śmiać mi sie chce, gdy przypominam sobie cały ten bełkot na temat monogamii, orgazmów, ukrytego jajeczkowania i doskonalenia technik dostarczania przyjemności partnerowi. Dzisiaj mamy cienką książeczkę ("Wojny plemników"), która zawiera dziesięć razy więcej wiedzy z seksuologii, napisana jest lekko i ciekawie, no i oczywiście nie zawiera już tych wszystkich błędów, w które wierzyła klasyczna seksuologia. >"Lanie wody" jest tylko idiomem, nie należy sie nim sugerować. Wiedza jest jak gaz, który można ścisnąć i skroplić, a nie jak woda. > doku
Ale kiedy gaz skroplisz, stanie się nieściśliwą cieczą. Wracając do tematu: staram się zwrócić ci uwagę na pominięcie faktu, że mając uczniów o rozmaitych uzdolnieniach i zróżnicowanym poziomie inteligencji (niezależnie od tego, ile owych inteligencji wyróżnimy) nie zdołasz metodą unifikacji wpompować w nich jednakowej porcji wiedzy. Jedni będą przekarmieni, inni głodujący. Słowem tak jak obecnie.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jedni będą przekarmieni, inni głodujący. Słowem tak jak obecnie.
Głodujących nie będzie, zapewni to moja koncepcja programowa, o której napisałem na początku. Zauważ, że taka koncepcja jednej trzyletniej klasy otwartej naturalnie pozwala bez ograniczeń rozwijać zainteresowania młodych geniuszy
doku
|
|
| | | | | | | | |  | | rudyment (3233 punktów) | >>Jedni będą przekarmieni, inni głodujący. Słowem tak jak obecnie. >Głodujących nie będzie, zapewni to moja koncepcja programowa, o której napisałem na początku. Zauważ, że taka koncepcja jednej trzyletniej klasy otwartej naturalnie pozwala bez ograniczeń rozwijać zainteresowania młodych geniuszy > doku
Dobra, rzekliśmy swoje zdanie, każdy przy swoim zostanie. Powodzenia w realizacji!
Vivere, ergo philosophari
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Powodzenia w realizacji!
Dziękuję i pozdrawiam
doku
|
|
| machejno (761 punktów) | Pomysł jest, ale się z nim nie zgadzam. Ten pomysł jak każdy dotyczący szkoły wychodzi z założenia, że aktualny system jest bezwzględnie zły. Ten (nasz aktualny) system jest beznadziejny, ale już funkcjonuje. Wymiana systemu = rewolucja. A rewolucja oznacza regres. Lepiej istniejący doskonalić. Moim zdaniem, problem w tym, że doskonalenie nie może opierać się na mnożeniu przepisów nakazujących i zabraniających. A wszelkie instytucje nadzorujące szkoły tylko na tym skupiają swe wysiłki. Przytoczę cytat z E. Stachury: (z pamięci, stąd niedokładny) "Szkoły dobre są, ale mądre nie są. Dobre są, ale gdyby nie chodzić do szkół, można by się o wiele więcej samemu nauczyć, o wiele więcej... Ale wtedy nie można by żyć wśród ludzi i ich szkolnych problemów" koniec cytatu. Dziś dysponujemy tak wielką ilością źródeł poznania faktów naukowych (i nie tylko), że szkoła winna skupić swe działania nie na ich przekazywaniu, ale na ich wykorzystaniu, przetwarzaniu, weryfikacji prawdziwości itd. Istotniejszym zadaniem byłoby przygotowanie do przestrzegania reguł życia w grupie, nazwanej jakkolwiek: naród, współpracownicy, państwo. Istotniejszym byłoby pokazanie różnicy w organizacji życia społeczności mrówek, termitów, czy pszczół i organizacji życia w "ludzkości". Metody pracy szkoły są drugorzędne, istotniejsze nad czym szkoła ma pracować. Z jednej strony sam oceniam powyższy (mój) pomysł jako utopię, ale z drugiej utopijność jest zjawiskiem czasowym, można mieć nadzieję, że te same mechanizmy, które stworzyły naszą organizację społeczną, doprowadzą powoli do przekształcenia szkoły w coś bardziej przyjemnego. I dla uczniów i dla nauczycieli. Choć musze dodać - sam jestem nauczycielem i bardzo lubię szkołę (nie tylko budynek).
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Wymiana systemu = rewolucja. A rewolucja oznacza regres. Lepiej istniejący doskonalić.
To jest właśnie to, co proponuję. Stopniowo proponuję wprowadzać kolejne zasady. Etap pierwszy reformy, drugi itd.
1. Zlikwidować kłamliwe sformułowanie "zostać w tej samej klasie", czy "powtarzać tę samą klasę", mówić wprost o "cofaniu dzieci do młodszej klasy", a potem zakazać cofania dzieci.
2. Przekonać nauczyciela, że jest odpowiedzialny za efekty nauczania, skłonić go do starannej opieki nad słabszymi uczniami, skoro już nie wolno takich dzieci z klasy usuwać.
3. Gdy nauczyciel nie radzi sobie mimo to, wprowadzić zasadę, że takie dzieci można przenieść do klasy starszej, a nie młodszej - obarczyć lepszych nauczycieli słabszymi uczniami.
4. Dostosować program nauczania do faktu, że w klasie są młodsze dzieci mające nieopanowane podstawy - wprowadzić do programu powtórki podstaw. Przy okazji okaże się, że jest to z korzyścią dla wszystkich.
5. Wciągnąć najlepszych uczniów do procesu doskonalenia metod dydaktycznych, może któremuś się uda coś szybko wytłumaczyć młodszemu koledze - taki pomysł rozpowszechniony w całej szkole pozwoli znacząco przyspieszyć naukę w młodszych klasach
itd.
doku
|
|
2 na 2 | piątek (1035 punktów) | Lubie cię. Ale coś ty się z księżyca urwał?
Na lekcje, pomagać, młodszym uczniom... Za darmo??? Po godzinach???
Co motywuje gimnazjalistę do nauki? Uwierz mi że nie perspektywa kariery zawodowej, wykształcenia. Dziecko do 15 roku życia z reguły najdalej wybiega myślami na 2 dni do przodu. Co sprowadza się do "Jak dostane 1 to nie wyjdę na imprezę, hmm, To się lepiej nauczę" A nie myśl typu "rozwijajmy się, uczmy, czytajmy, poszerzajmy horyzonty, bo na pewno za kilka, kilkanaście lat nam się to przyda."
Musi być jakiś system motywujący w sposób stricte motywujący.
"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
|
|
 | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Uważasz, że motywacje dzielą się na gorsze i lepsze w zależności od wieku osoby czującej motywację? Motywacja gimnazjalisty jest gorsza, bo uczy się, żeby pójść na imprezę?
A co motywuje dorosłych do nauki albo do pracy? Czy aby nie mierzalna NAGRODA?
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Na lekcje, pomagać, młodszym uczniom... Za darmo??? Po godzinach???
Nie po godzinach. Mój pomysł dotyczy systemu nauczania w szkole.
>Co motywuje gimnazjalistę do nauki?
A co motywuje przedszkolaka do chodzenia do przedszkola? Ja nie piszę o motywacjach, ale o poprawie systemu nauczania. Jeżeli chcesz brać pod uwagę motywacje, to dyskutujmy o tym, czy taki system będzie dobry dla dorosłych. A ja wiem z praktyki, że jest dobry.
>Dziecko do 15 roku życia z reguły najdalej wybiega myślami na 2 dni do przodu. Co sprowadza się do "Jak dostane 1 to nie wyjdę na imprezę, hmm, To się lepiej nauczę"
A system, który proponuję, pozwala na skuteczniejszą naukę.
>Musi być jakiś system motywujący w sposób stricte motywujący.
Ale to temat na osobny wątek. Nie chcę tutaj dyskutować na temat, jak zachędzić dziecko do pójścia do szkoły. Chcę dyskutować o tym, jak szkołę w środku racjonalnie zorganizować.
doku
|
|
4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >1. zakaz repetowania; To już stosuje się od lat. "Spadochroniarze" psują szkolne statystyki.
>2. mieszane grupy, zarówno wiekowo jak też pod względem wiedzy i umiejętności; To stosuje się od tysiącleci.
>3. pomaganie słabszym przez najlepszych uczniów, połączone z zaleceniem, że im uczeń ma większe trudności w nauce, tym lepiej jest dla niego przejść do klasy wyższej, gdyż tam otrzyma pomoc wyższej jakości. To jest przerzucanie obowiązków nauczyciela na uczniów i lansowanie kompletnego bezsensu - jesteś dobrym uczniem? To męcz się z leniami, dyslektykami, łobuzami, świrami. A my, nauczyciele, ocenimy jak sobie poradziłeś z robotą, za którą my bierzemy kasę.
Punkty 1 i 2 świadczą o tym, że nie masz pojęcia o szkolnictwie, mimo iż masz podobno za sobą epizod nauczycielski (a może właśnie dlatego), punkt 3 świadczy o tym, że idea komunizmu jest ci bardzo bliska.
Ogólnie - żenada.
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >To stosuje się od tysiącleci.
Ja chodziłem do jakichś wyjątkowych szkół, prawie wszyscy byliśmy w tym samym wieku w klasie.
>Ogólnie - żenada.
Z pewnością jedno z nas się skompromitowało.
Jest takie brydżowe powiedzenie:
"Jeżeli pada rekontra, to przynajmniej jedna osoba jest głupia".
Nie powiem "rekontra" tylko dlatego, że na tym portalu dominują agresywni wielbiciele pokornych dyskutantów. Zamiast rekontry powiem więc, że nie wiedziałem, i że bardzo jestem zdziwiony, i że bardzo się cieszę, że teraz w szkołach, tak jak od tysiącleci, dzieci dobiera się do klas w taki sposób, żeby były w jednej klasie dzieci w różnym wieku. A tylko ja miałem tego pecha, że byłem w klasie dobranej wg jednego roku urodzenia i nie zauważyłem, że wszędzie wokół klasy były zróżnicowane wiekowo.
doku
|
|
|  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Z trzech punktów do polemiki wybrałeś tylko jeden - cieszę się, że z pozostałymi moimi uwagami zgodziłeś się.
Co do wieku dzieci w klasach - naprawdę nie słyszałeś, że niektóre dzieci zaczynają naukę np. rok wcześniej niż to wypada "rocznikowo"? To może słyszałeś, że w klasach bywają uroczone w tym samym roku, ale np. w styczniu i grudniu?
Ale rozumiem, że taki rozrzut wiekowy cię nie zadowala. W takim razie co proponujesz? Czy część 6-latków będzie zaczynała naukę, a część posiedzi np. 3 lata w domu, a po tym czasie dołączy do 6-latków? Czy może np. 20% 8-latków chcesz wysyłać do gimnazjum?
>"Jeżeli pada rekontra, to przynajmniej jedna osoba jest głupia". >Nie powiem "rekontra" tylko dlatego, że na tym portalu dominują agresywni wielbiciele pokornych dyskutantów. Dobrze, że nie powiedziałeś "rekontra". I wcale nie ze względu na agresywnych wielbicieli pokornych dyskutantów.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > cieszę się, że z pozostałymi moimi uwagami zgodziłeś się.
Nie rozśmieszaj mnie. Nie będę wszystkim powtarzał tych samych argumentów po kilka raz w jednym wątku - nie jesteś tutaj najważniejsza.
>Czy część 6-latków będzie zaczynała naukę, a część posiedzi np. 3 lata w domu, a po tym czasie dołączy do 6-latków? Czy może np. 20% 8-latków chcesz wysyłać do gimnazjum?
Nie udawaj, to jasno opisałem - dziecko słabsze musi dołączyć do dzieci starszych, a nie młodszych. W moim systemie zależność jest (skup się wreszcie!) następująca: im dziecko więcej umie jak na swój wiek, tym mniej ma starszych kolegów (-żanek) w klasie, tym więcej ma młodszych.
Chcesz dyskutować, wysil się na minimum zrozumienia lub minimum uczciwości, chyba że specjalnie przekręcasz moje zdania, żeby rozwalić dyskusję. Ja piszę, że A jest większe od B, więc nie wmawiaj innym, że napisałem odwrotnie.
doku
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Chcesz dyskutować, wysil się na minimum zrozumienia lub minimum uczciwości, chyba że specjalnie przekręcasz moje zdania
Oj, przepraszam za te pochopne słowa, które z pewnością są skultkiem nieporozumienia. Moja koncepcja nie mówi przecież jak dotąd nic o zasadach przyjmowania dzieci po raz pierwszy do szkoły. Aby zachować spójność z moją koncepcją, musimy założyć, że dzieci przyjęte do szkoły po raz pierwszy będą uczone podstaw i w zależności od tego, czy dobrze je zrozumieją, zostaną ze swoją klasą, lub jeśli nie rozumieją, to przejdą do klasy wyższej, gdzie są starsze dzieci.
Na takiej samej zasadzie pozwalamy dzieciom przejść do gimnazjum wcześniej niż standarowo. Tylko dzieci najsłabsze mogą wcześniej przejść z podstawówki do gimnazjum.
doku
|
|
| | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >dzieci przyjęte do szkoły po raz pierwszy będą uczone podstaw i w zależności od tego, czy dobrze je zrozumieją, zostaną ze swoją klasą, lub jeśli nie rozumieją, to przejdą do klasy wyższej, gdzie są starsze dzieci. A jak po przejściu do klasy wyżej nadal nic nie będą kumać, to idą do klasy wyżej itd. aż w ciągu półrocza, góra całego roku ukończą szkołę nadal niczego nie kumając.
Nowatorska koncepcja, nie ma co.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >A jak po przejściu do klasy wyżej nadal nic nie będą kumać, to idą do klasy wyżej itd. aż w ciągu półrocza, góra całego roku ukończą szkołę nadal niczego nie kumając.
Tak się nie stanie. Dodajesz do mojej koncepcji jakieś swoje koncepcyjki, ale one nie pasują.
>Nowatorska koncepcja
Zgadzam się, dlatego trudno ją z początku przyswoić.
doku
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Koncepcja ta opiera się na trzech filarach: >1. zakaz repetowania; >2. mieszane grupy, >3. pomaganie słabszym ...
Mylisz żerdzie z kolumnami.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Mylisz żerdzie z kolumnami.
Jeżeli poznamy się kiedyś w realu, to chętnie pokażę Ci, że to są kolumny a nie żerdzie - że sprawdzają się w rzeczywistości. Ale póki co, nie masz innego wyjścia, tylko spróbować argumentów racjonalnych.
doku
|
|
| amish (97 punktów) | Część tych pomysłów już jest realizowana, może nie dokładnie tak, ale okazuje się, że można uczyć w inny sposób. Oczywiście nie w tym kraju, ale może inspirujący dla dalszych rozważań będzie artykuł dotyczący fińskiej szkoły, polecam. portalwied(*),12800,1362154,czasopisma.html
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > inspirujący dla dalszych rozważań będzie artykuł dotyczący fińskiej szkoły
Zgadzam się, że przedszkola są złe, piszę o tym w innym wątku.
Cała reszta ich systemu jest zgodna z moją koncepcją, za wyjątkiem płatnych korepetycji w szkole - nic dziwnego, że wciąż mają problem ze słabymi uczniami. Moja koncepcja pomagania słabszym jest inna niż płatne korepetycje.
Ja mam radę dla nauczyciela: jeśli nie radzisz sobie z uczniem, oddaj go do starszej klasy nauczycielowi bardziej doświadczonemu, zamiast zmuszać go do korepetycji.
Mam radę dla szkoły: jeżeli nie radzicie sobie z najsłabszymi uczniami, zapiszcie ich do szkoły wyższego szczebla, gdzie zajmą się nimi nauczyciele wyższej klasy, zamiast zmuszać go do korepetycji.
Spróbujcie proszę sobie wyobrazić, że młody i tępy łobuziak zostaje najmłodszym uczniem w klasie, a starsze chłopaki i dziewczyny pomagają mu nadgonić zaległości. Czy taka perspektywa zmiany klasy nie zmotywuje go do nauki lepiej niż korepetycje?
doku
|
|
|  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Spróbujcie proszę sobie wyobrazić, że młody i tępy łobuziak zostaje najmłodszym uczniem w klasie, a starsze chłopaki i dziewczyny pomagają mu nadgonić zaległości. Wyobraziłem sobie. Widzę chłopca, który nie radził sobie z nauką w III klasie, więc przeniesiono go do klasy IV i teraz uczniowie tej klasy w cudowny sposób sprawili, że w mig opanował materiał III klasy a z materiałem z IV klasy nie ma już żadnych trudności.
Żartowałem. Aż tak spaczonej wyobraźni to ja nie mam.
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Widzę chłopca, który nie radził sobie z nauką w III klasie, więc przeniesiono go do klasy IV i teraz uczniowie tej klasy w cudowny sposób sprawili, że w mig opanował materiał III klasy a z materiałem z IV klasy nie ma już żadnych trudności.
Wg mojej koncepcji są tylko dwie klasy - żart się nie udał
doku
|
|
| | |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Wg mojej koncepcji są tylko dwie klasy - żart się nie udał Twoja koncepcja dwóch klas, to dla mnie żart.
|
|
|  | 1 na 1 | amish (97 punktów) | Nie, nie, płatne korepetycje są zakazane. W szkole zatrudnia się etatowych korepetytorów, którym także nie wolno brać opłat za pomoc. Słabsi uczniowie w trybie indywidualnego kształcenia mogą podciągać się. Niejako mają więc w tym słabszym okresie dwóch nauczycieli - uczącego klasę i osobistego opiekuna. W Finlandii pobieranie opłat za korepetycje jest prawnie karalne.
Myślę, że te rozwiązanie jest bardzo dobre, szczególnie, kiedy kształci się nauczycieli korepetytorów do takich właśnie zadań jak indywidualna praca z "trudnym" dzieckiem. Nie trzeba też dodatkowo mobilizować uczniów do pomocy słabszym, gdyż jeśli szkoła kształci nawyki opiekuńcze, to trudno, aby nie reagowali na tak zwanych łobuzów lub nie pomagali w nauce. Skandynawowie generalnie wielką troską otaczają dzieci, starsze mają niemal we krwi opiekowanie się młodszymi, czyli też słabszymi. Będąc na miejscu łatwo dostrzec te przejawy troski, o klapsach nie ma nawet co wspominać, grozi za to sprawa karna.
Podsumowując - słabszy uczeń ma nauczyciela w klasie, ma korepetytora, ma pomoc kolegów i koleżanek.
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie trzeba też dodatkowo mobilizować uczniów do pomocy słabszym, gdyż jeśli szkoła kształci nawyki opiekuńcze, to trudno, aby nie reagowali na tak zwanych łobuzów lub nie pomagali w nauce. Skandynawowie generalnie wielką troską otaczają dzieci, starsze mają niemal we krwi opiekowanie się młodszymi, czyli też słabszymi.
Dałbym plus Finom, ale mogę tylko Tobie.
Cieszę się, że nie ja wymyśliłem racjonalną szkołę, bo fińska rekomendacja jest z pewnością silniejsza niż dokowa. Mnie jednak wydaje się prawdopodobne, że fiński model jest tylko etapem przejściowym do tego modelu, który wymyśliłem na bazie doświadczeń z pracy z dorosłymi uczniami. Uważam, że najlepszym sposobem dobrego oddziaływania na dzieci jest traktowaniem ich jak dorosłych.
doku
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|