Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wielkość zjawiska seksizmu w Polsce w ujęciu społecznym.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
02-08-2011 19:01Verin (547 punktów)Wielkość zjawiska seksizmu w Polsce w ujęciu społecznym.
Ocena 2 na 2
Tak jak nie ma żadnych wartościowych danych pokazujących ilu jest ateistów w Polsce, tak i nie ma danych odnośnie seksistów. Jednakże każdy ma jakieś wyobrażenie na ten temat i tutaj właśnie kieruję swe zapytanie do Was - jakie jest Wasze wyobrażenie, a interesuje mnie wybrany aspekt tematu, tj. jaki procent kobiet i jaki procent mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają i/lub czują, że kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?

Żeby uściślić o co mi chodzi z tym "uważaniem" i "czuciem" napiszę jeszcze wyjaśnienie tego co te słowa dla mnie, w tym ujęciu, znaczą. A więc...

Osoby, które - uważają - że kobiety są czymś gorszym, mówią o tym wprost i taki pogląd wcielają w życie praktyczne. Nie jest dla nich to coś złego, mówią że takie po prostu jest życie - albo bóg stworzył mężczyznę i podległą mu kobietę, albo w toku ewolucji powstał "lepszy" mężczyzna i "gorsza" kobieta - tak czy siak, sprawa ta jest dla nich oczywista.

Natomiast osoby, które - czują - że kobiety są czymś gorszym, zazwyczaj nie mówią o tym wprost, a nawet mogą racjonalnie zgadzać się z poglądem, iż płeć nie decyduje o tym, który człowiek jest wartościowszy, choć mogą mieć poczucie że jednak mężczyzna jest "lepszy". Takie tu trochę "masło maślane" mi wychodzi, więc myślę, że jeszcze dobrze to porównać z utratą wiary w boga, tj.:

taki przykładowy ateista, który wychował się w środowisku katolickim i katolikiem wcześniej był, mógł do swojego ateizmu dojść racjonalnym rozumowaniem, nie oznacza to jednak, że stracił katolickie nawyki myślowe lub poczucie, że coś takiego jak bóg istnieje - proces "odkatolicyzowywania" może trwać nawet wiele lat, kler wie o tym mechanizmie działania indoktrynacji, więc i nierzadko to wykorzystuje (więcej o indoktrynacji można poczytać w "Manipulowaniu umysłem" Denise Winn, polecam). Taki młody (stażem) ateista czując wewnętrzny konflikt, może określić się jako agnostyk lub być ateistą, ale w jakiś specjalny sposób traktować religię.

Podobnie wygląda sprawa z powyższym aspektem seksizmu - np. kobieta, która racjonalnie popiera równouprawnienie i tak może czuć się "gorszą", i z tego powodu w wielu sprawach być uległą mężczyźnie oraz kosztem swoich potrzeb, dbać o zaspokajanie potrzeb swojego mężczyzny. A mężczyzna, który tak czuje, może np. nie widzieć problemu w tym, by kobieta sama gotowała i sprzątała w domu, itd.

Tak więc, osoby "uważające" i "czujące" wrzuciłam do jednego worka, ale podkreślić chcę, że w worku tym nie ma osób, które ani nie "uważają", ani nie "czują", ale jakieś seksistowskie nawyki jeszcze mają (których nie muszą być świadomi), ale starają się takich nawyków pozbywać (jeśli ktoś nie chce się takich nawyków pozbyć znaczy, że tak naprawdę należy do "czujących").

Ech, prawie elaborat mi wyszedł zatem powtórzę pytanie: "jaki procent kobiet i jaki procent mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają i/lub czują, że kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?" Szczególnie interesują mnie opinie pań, ale również miło jeśli panowie się wypowiedzą
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Tak jak nie ma żadnych wartościowych danych pokazujących ilu jest ateistów w Polsce, tak i nie ma danych odnośnie seksistów.
>jaki procent kobiet i jaki procent mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają i/lub czują, że kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?
Skoro nie ma danych, to jak wyobrażasz sobie sensowną odpowiedzieć na twoje pytanie?
Verin (547 punktów)
Każdy sobie jakoś tę sytuację w Polsce wyobraża i mnie to wyobrażenie interesuje, nie ważne na ile takie wyobrażenie jest zgodne z rzeczywistością. To jak sobie coś ludzie wyobrażają też jest ważne i sensowne, bo świadczy o wielu ciekawych sprawach
02-08-2011 19:41
 Ocena 11 na 11
Sylwia Gałązka (34 punktów)
Myślę, że byłoby ci bardzo trudno doszukać się takich osób. Standardowy seksista prawdopodobnie będzie raczej uważał że kobiety to świetna sprawa i sama słodycz, i w ogóle najlepszy z wynalazków Pana Boga, dopóki oczywiście trzymają się wyznaczonych im tradycyjnie ról społecznych. Będzie udowadniał wzorem Korwina-Mikke, że kobieta jest w jakiś mgliście wyobrażony sposób "powołana" do bycia matką i że jest to niezwykle odpowiedzialna, wzniosła rola, więc po co jej odpowiedzialne role w życiu zawodowym.

Jeżeli chcesz natomiast poszukać ludzi, którzy kobietami pogardzają bardziej jawnie, odwiedź fora tzw. szkół uwodzenia / "pick up artist". Użytkownicy tychże to mężczyźni, których tożsamość i samoocena jest zorganizowana wokół seksualności, wymieniający się technikami pozwalającymi "zdobywać" kobiety metodami ocierającymi się o oszustwo, wyłudzenie, gwałt w najszerzej rozumianym znaczeniu.

Seksizm jako taki o wiele łatwiej zaobserwować w bardziej subtelnych formach, np. mikroagresji, bezrefleksyjnie powielanych memów zawierających pierwiastek seksizmu, nieświadomego wykluczania i dyskryminacji, ignorowania lub pomniejszania znaczenia różnicy między sytuacją kobiety i mężczyzny, "ślepa plamka" w sytuacji gdy ujawnia się uprzywilejowanie tych drugich.

To jest paradoksalnie większy problem niż jawny, agresywny seksizm, bo dotyczy większej części społeczeństwa, która na dodatek ma trudność ze zrozumieniem problemu lub wręcz przyznaniem, że taki istnieje.
Verin (547 punktów)
>Standardowy seksista prawdopodobnie będzie raczej uważał że kobiety to świetna sprawa i sama słodycz, i w ogóle najlepszy z wynalazków Pana Boga, dopóki oczywiście trzymają się wyznaczonych im tradycyjnie ról społecznych. Będzie udowadniał wzorem Korwina-Mikke, że kobieta jest w jakiś mgliście wyobrażony sposób "powołana" do bycia matką i że jest to niezwykle odpowiedzialna, wzniosła rola, więc po co jej odpowiedzialne role w życiu zawodowym.

Dziękuję za zwrócenie na to uwagi
Takich ludzi uznaję za tych "uważających", bo świadczy to o ich nie liczeniu się z poglądami kobiet.
02-08-2011 19:56
 Ocena 11 na 11
Alicja Duda (25557 punktów)
Typowym polskim przedstawicielem seksistowskiego patrzenia na kobiety jest miłościwie nam panujący prezydent RP. Kobiety w sejmie interesują go tylko ze względu na damskie nóżki, wojnę w Afganistanie popiera bo trzeba bronić swoich kobiet i dzieci itd o głupawych wierszykach nie wspomnę.
Żenada. A najgorsze jest to, że jemu się wydaje , że jest kulturalnym człowiekiem.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
lilith6 (179 punktów)
Dla mnie seksista=skrajny konserwatysta więc można zapytać ilu jest ludzi skrajnie konserwatywnych w Polsce? Trzeba sobie pododawać wyznawców PISu + tych co głosują na Korwina+ ci od M.Jurka i jeszcze parę innych zbliżonych poglądowo partii. Oczywiście żeby nie było seksiści bywają też w bardziej liberalnych partiach. Tak jak już wspomniano o Komorowskim. Mnie intrygują kobiety głosujące na Korwina. On sam kiedyś wspomniał, że gdyby kiedyś doszedł do władzy (już od paru ładnych lat dochodzi i coś słabo mu to idzie) to zabrałby kobietom prawo wyborcze. Przyjęło się że seksistą musi być mężczyzna, ale przecież te kobiety głosujące na Korwina to seksistki. Ale może one są po prostu tylko głupie...
02-08-2011 20:45 
 Ocena 1 na 1
Sylwia Gałązka (34 punktów)
Odsetek nieświadomych i półświadomych propagatorów seksizmu wśród ateistów i ludzi o liberalnych poglądach zapewne wprawiłby cię w osłupienie. Vide: Niedawna historia z Rebeką Watson w roli głównej pt. "Elevatorgate"
02-08-2011 21:53 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>kobiety głosujące na Korwina to seksistki. Ale może one są po prostu tylko głupie...

Albo uwielbiają uległość: masochistki.
Korwin z muszka i pejczem byłby zabawną figurą.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
02-08-2011 22:06 
 Ocena 3 na 3
zupełna (2507 punktów)
> Korwin z muszka i pejczem byłby zabawną figurą.
Nawet bez pejcza jest bardzo zabawny. Jeśli chodzi o wygląd. Jak zacznie mówić to zimno i straszno.
02-08-2011 22:16 
 Ocena 1 na 1
fiedorek.t (5805 punktów)
>> Korwin z muszka i pejczem byłby zabawną figurą.
>Nawet bez pejcza jest bardzo zabawny. Jeśli chodzi o wygląd. Jak zacznie mówić to zimno i straszno.
Nie jest tak znowu zimno i straszno. Powiedziałbym, że nawet idiotycznie. Zdaje się, że na forum to był wątek "JKM biblista". Nie ma czym się przejmować ten pan już tak sobie bredzi od około 20 lat.
fiedorek.t (5805 punktów)
Szczególnie interesują mnie opinie pań, ale również miło jeśli panowie się
>wypowiedzą
Uważam, że wpływ na to w jaki sposób mężczyzni traktują kobiety, ma wychowanie. W społeczeństwie polskim dominuje wzorzec katolicki. Chłopaki od najmłodszych lat poznają hierarchię jaka rządzi tym społeczeństwem, również za sprawą dziewczyn, które są "oswajane" z rolą jaką przyjdzie im odgrywać. Inkubator i pomoc seksualno-domowa. Przykre ale prawdziwe. Jedyną drogą, żeby to zmienić jest, moim zdaniem, edukacja. I to już na poziomie gimnazjum. Im wcześniej tym lepiej. Jeżeli zaś chodzi o procenty, to będę pesymistą i powiem, że to jakieś 70-75% jednych i drugich. Jest to oczywiście moje zdanie, oparte na własnych obserwacjach. Ale jest nadzieja na zmiany, czego jestem żywym przykładem
03-08-2011 11:52 
 Ocena 6 na 6
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> Szczególnie interesują mnie opinie pań, ale również miło jeśli panowie się
>>wypowiedzą
> Uważam, że wpływ na to w jaki sposób mężczyzni traktują kobiety, ma wychowanie. W społeczeństwie polskim dominuje wzorzec katolicki. Chłopaki od najmłodszych lat poznają hierarchię jaka rządzi tym społeczeństwem, również za sprawą dziewczyn, które są "oswajane" z rolą jaką przyjdzie im odgrywać. Inkubator i pomoc seksualno-domowa. Przykre ale prawdziwe. Jedyną drogą, żeby to zmienić jest, moim zdaniem, edukacja.

Dodałabym - edukacja MATEK.

Nie oszukujmy się, to kobiety tak wychowały mężczyzn. Tych dzisiejszych, chodzących po ulicach. Kilkaset lat temu można było winę zrzucić na mężczyzn. Ale czasy, kiedy siedmiolatka zabierano do matki żeby wychowywali go dalej mężczyźni z rodziny/plemienia dawno minęły.
Kobiety narzekają na swoich mężów, że w domu nie pomaga, że seksista, że traktuje przedmiotowo, że zostawia ja z dziećmi i znajduj sobie młodszą, że nie chce płacić alimentów - a jak wychowują swoich synów?

"I prefer my universe stringy not loopy"
03-08-2011 13:00 
 Ocena-1 na 1
Verin (547 punktów)
>Nie oszukujmy się, to kobiety tak wychowały mężczyzn.

Nie oszukujmy się, fajnie wiedzieć, że matka z synem są odcięci od reszty świata i kobieta sama kształtuje postawy syna

>Kobiety narzekają na swoich mężów, że w domu nie pomaga, że seksista, że traktuje przedmiotowo, że zostawia ja z dziećmi i znajduj sobie młodszą, że nie chce płacić alimentów - a jak wychowują swoich synów?

Mężczyźni, widać, to takie bezmózgi, bezmyślnie ufające mądrościom swych matek
03-08-2011 13:19 
 Ocena 3 na 3
immaru (6 punktów)

>Mężczyźni, widać, to takie bezmózgi, bezmyślnie ufające mądrościom swych matek

Zabrzmiało seksistowsko

Mam rozumieć, że młody osobnik płci żeńskiej wszystkie zasłyszane od matki nauki weryfikuje potem wieczorami w internecie?

Niestety fakty są takie, że zarówno chłopcy jak i dziewczynki patriarchalny model wynoszą z domu. Nie chodzi tu więc jak pisała Maddy tylko o wychowanie mężczyzn bo dziewczynki też są "przycinane pod rolę"

Dzieci tak już mają, że ufają rodzicom. Matkom zwłaszcza, bo chyba wciąż tak jest, że matka bliższa potomkom uczuciowo. Bo i komu maja ufać?

A czy potem, kiedy dorosną, ktoś ich nauczy sceptycyzmu, czy trafią na dobre źródła i czy będą wiedzę w stanie zastosować nawet do osób z którymi związane są uczuciowo oraz co więcej, zreweryfikować wszystko czym przez lata nasiąkli - to już inna sprawa.
03-08-2011 13:51 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Nie oszukujmy się, to kobiety tak wychowały mężczyzn.
>Nie oszukujmy się, fajnie wiedzieć, że matka z synem są odcięci od reszty świata i kobieta sama kształtuje postawy syna

A ile czasu dziecko spędza w tej "reszcie świata"? A reszta świata to taka super równościowa jest?
Zresztą matka może "zamortyzować" to co dzieciak przyniesie ze świata. Ale w drugą stronę jest dużo trudniej.

>>Kobiety narzekają na swoich mężów, że w domu nie pomaga, że seksista, że traktuje przedmiotowo, że zostawia ja z dziećmi i znajduj sobie młodszą, że nie chce płacić alimentów - a jak wychowują swoich synów?
>Mężczyźni, widać, to takie bezmózgi, bezmyślnie ufające mądrościom swych matek

Nie wiem czy kilkulatka można nazwać mężczyzną... Dość zabawnie to brzmi.
A zaufanie dziecka do matki ma swoje ewolucyjne podłoże.

Już przedszkolaki mają wbudowane wzorce zachowań - rysują mamę która stoi przy kuchni i tatę z pilotem przed telewizorem (to wersja łagodna, ale mam koleżankę - przedszkolankę, widziała już zabawy w dom, w których "tata" wraca pijany i leje "mamę" i "dzieci").

Swoja drogą tak się oburzyłaś, jakby fakt, że niektórzy facecie nie do końca ze swojej winy są seksistowskimi świniami osobiści Cię ubódł.
Ciekawe...


"I prefer my universe stringy not loopy"
03-08-2011 21:46 
 Ocena 2 na 2
fiedorek.t (5805 punktów)
>Dodałabym - edukacja MATEK.
Trudno jest zresocjalizować recydywę Oczywiście są wyjątki (np. moja mama) i nie potwierdzają reguły.
A tak poważnie, to kogo byśmy edukowali? Część z dzisiejszych dziewcząt na pewno zostanie matkami. Jeżeli teraz, za młodu posiądą wiedzę, że nie musi być tak jak im wpajają, to potem odzwierciedli się to w ich metodach wychowawczych. Podobnie z chłopakami, jeśli zostaną nauczeni, że kobieta to nie przedmiot, łatwiej im będzie stworzyć związek partnerski oparty na równości i zrozumieniu potrzeb kobiety. Dlatego też szczególny nacisk położyłbym na edukację. Problem w tym, jak to zrobić?
Często przysłuchując się rozmowom słyszałem takie słowa: "a zostawiłam starego z dzieciakami, a co on sobie myśli, że ja niańka jakaś jestem? (rechot) Ciągle tylko zmęczony i zmęczony, a ja muszę i ugotować i oprać i jeszcze posprzątać. (noo)" Po godzinie takich wywodów i z każdej strony pada tekst: "No, dobra muszę lecieć, bo co oni beze mnie zrobią, muszę kolację przygotować i ułożyć dzieci do snu." Jeśli to ma być emancypacja, to boże chroń feministki, bo im mądrych kobiet zabraknie. Mężczyzni nie są gorsi, muszę to zaznaczyć.
Z drugiej strony barykady stoją tzw. "wojujące feministki". Przyznam się, że nie potrafię z nimi dojść do konsensusu, co bym nie powiedział to i tak znajdą dowód na to, że jestem tylko kolejną szowinistyczno-seksistowską świnią
Jakiekolwiek próby wykazania, że jestem inny, niż im się wydaje spalają na panewce. I teraz jestem w kropce. Z jednej strony posądzają mnie, że jestem "frajerem", lub conajmniej gejem, z drugiej nie przyjmują do wiadomości, że facet może być po ich stronie. Wez i bądz mądry
Dlatego też uważam, że dla mnie już nie ma ratunku, ale następne pokolenia mogą żyć inaczej. Zmiany jakie nastąpiły od końca dziewietnastego wieku do dziś to i tak skok o lata świetlne. Edukacja to podstawa.
zupełna (2507 punktów)
>>" Szczególnie interesują mnie opinie pań, ale również miło jeśli panowie się
>wypowiedzą

Wydaje mi się, ze dobrym przykładem połączenia" obu" seksizmów jest hasło ubiegłorocznego spotkania młodzieży katolickiej koło Lednogóry:"Kobieta jako dar i tajemnica". Na zakończenie tego spotkania uczestnikom rozdawano słoik miodu symbolizujący kobiecą słodycz. Ku mojemu zdziwieniu jedyną osobą, która podzieliła moje oburzenie, była doktor teologii (KUL).
Wydaje mi się, ze każdy, kto zetknął się w swoim życiu z praktykowaniem religii monoteistycznej personifikującej boga jako starszego, heteroseksualnego mężczyznę z brodą, ma w sobie poletko seksizmu porosłe mniej lub bardziej dorodną zielenią. No chyba, że udało się zaorać.
Sylwia Gałązka (34 punktów)
> >>" Szczególnie interesują mnie opinie pań, ale również miło jeśli panowie się
>>wypowiedzą

>Wydaje mi się, ze dobrym przykładem połączenia" obu" seksizmów jest hasło ubieglorocznego spotkania młodzieży katolickiej koło Lednogóry:"Kobieta jako dar i tajemnica". Na zakończenie tego spotkania uczestnikom rozdawano słoik miodu symbolizujący kobiecą słodycz. Ku mojemu zdziwienu jedyną osobą, która podzieliła moje oburzenie, była doktor teologii (KUL).

Z góry przepraszam jeśli ten post jest za małó "wnoszący", ale... opadły mi ręce.
03-08-2011 08:46 
 Ocena 1 na 1
PKowalski (1042 punktów)
Podzielam Twoje oburzenie. I ruszyło mnie to już przy okazji owych spotkań na Lednicy -- co prawda z męskiego punktu widzenia (mam nadzieję, że nie seksistowskiego). Z czym spieszę się podzielić, bo spotykam zwykle przy tej okazji niezrozumienie.
finerbijk (17282 punktów)
> Na zakończenie tego spotkania uczestnikom rozdawano słoik miodu symbolizujący kobiecą słodycz.
No rzeczywiście, kompletny idiotyzm
Kobieta i miód - koń by się uśmiał - chyba tylko facet w sukience lubujący się na co dzień w młodszych przedstawicielach własnej płci mógł wpaść na coś takiego.
03-08-2011 21:54 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>>>No rzeczywiście, kompletny idiotyzm
>Kobieta i miód - koń by się uśmiał - chyba tylko facet w sukience lubujący się na co dzień w młodszych przedstawicielach własnej płci mógł wpaść na coś takiego.
>

Kobieta i miód to nie tak zła para. Np. do stosowania wewnętrznego i zewnętrznego(miód oczywiście).
Irytujący dla mnie ten kontekst upupiający katoliczki , ta indukowana od dziecięctwa rola wiecznie pogodnej, spolegliwej, cichutkiej i słodziutkiej towarzyszki życia człowieka.
A miodek z goździkiem w grzańcu. mniam.
PKowalski (1042 punktów)
>Tak jak nie ma żadnych wartościowych danych pokazujących ilu jest ateistów w Polsce, tak i nie ma
>danych odnośnie seksistów.
Dałoby się przebadać (jak na moje oko inżyniera) jedno i drugie. Zwłaszcza drugie Skoro istnieją sposoby by odnaleźć ukryty rasizm, to i seksizm się da.
(Faktycznie, szukam statystyk i nie znajduję... dziwne...)

> Jednakże każdy ma jakieś wyobrażenie na ten temat
Bardzo zależą od środowiska, w którym się obracasz. To po pierwsze.
Po drugie, to trochę jak z antysemityzmem -- możesz żyć z kimś w sąsiedztwie przez całe życie, i dopóki przypadkiem rozmowa nie zejdzie na Żydów, nie dowiesz się, że jest antysemitą.
Znałem paru seksistów, u których dostrzeżenie tegoż seksizmu zajęło mi lata -- i był to seksizm "uważany", jak to określasz Z seksizmem "odczuwanym" jest jeszcze trudniej.

PS.
To co nazywasz 'seksizmem odczuwanym' raczej bym nazwał 'seksizmem ukrytym' -- to przekonania nieświadome, ale gdzieś wyuczone.
Księżniczka (5 punktów)
Dlaczego ograniczasz seksistów i zachowania seksistowskie tylko do tych mających "na celowniku" kobiety?
Zauważyłam, że w mojej "małej ojczyźnie" popularny jest lekceważący stosunek dyskryminowanych do dyskryminujących - tyle, że na innym polu. Przykład: kobieta o tych samych uprawnieniach i niższej pensji niż mężczyzna na podobnym/tym samym stanowisku, karnie biegnie do domu na drugi etat prac domowych i w większości wypadków robi to dlatego, że "chłop nie potrafi", "mężczyzna nigdy nie dorasta, tylko pozostaje dzieckiem", opiekę nad dzieckiem/chorym przejmie automatycznie kobieta "bo nie wypada, żeby ojciec córkę kąpał"... i tak dalej w tym tonie.
Verin (547 punktów)
>Dlaczego ograniczasz seksistów i zachowania seksistowskie tylko do tych mających "na celowniku" kobiety?

Napisałam: "interesuje mnie wybrany aspekt tematu" - no bo właśnie ten aspekt mnie interesuje, a to że dyskryminacja kobiet samoistnie tworzy pewną dyskryminację mężczyzn, to już inna sprawa, w tej chwili mnie nieinteresująca.
immaru (6 punktów)
>a to że dyskryminacja kobiet samoistnie tworzy pewną dyskryminację mężczyzn, to już inna sprawa, w tej chwili mnie nieinteresująca.

Szkopuł w tym, że może być też odwrotnie

Na przykład reakcja tego pana na pewien seksistowski incydent jest dosyć żywiołowa:

www.youtube.com/watch?v=4JA4EPRbWhQ

Choć nie potrafię ocenić, czy już się kwalifikuje do miana seksisty
immaru (6 punktów)

>jaki procent kobiet i jaki procent mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają >i/lub czują, że kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?

Jeśli chodzi o jakąś "ogólną gorszość" to muszę się przyznać, że nie wiem o co chodzi.

Nie jest przecież tak, że obie płcie robią wszystko tak samo dobrze.

Czy więc seksista to jest ktoś kto uważa:

a) że kobiety są gorsze we wszystkim(ogólnie)
b) że są gorsze w jakiejś dziedzinie w której faktycznie są gorsze(np siłowe dyscypliny sportu itp)
c) że są gorsze w dziadzinach w których nie są gorsze
d) a może chodzi o takich co kobietę wręcz uważają za inny, gorszy gatunek

?

No, przynajmniej ja mam taki problem ze zdefiniowaniem seksizmu.
03-08-2011 18:07 
 Ocena 5 na 5
Irma (100 punktów)
>>jaki procent kobiet i jaki procent mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają >i/lub czują, że kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?
>Jeśli chodzi o jakąś "ogólną gorszość" to muszę się przyznać, że nie wiem o co chodzi.
>Nie jest przecież tak, że obie płcie robią wszystko tak samo dobrze.
>Czy więc seksista to jest ktoś kto uważa:
>a) że kobiety są gorsze we wszystkim(ogólnie)
>b) że są gorsze w jakiejś dziedzinie w której faktycznie są gorsze(np siłowe dyscypliny sportu itp)
>c) że są gorsze w dziadzinach w których nie są gorsze
>d) a może chodzi o takich co kobietę wręcz uważają za inny, gorszy gatunek
>?
>No, przynajmniej ja mam taki problem ze zdefiniowaniem seksizmu.
>

Oczywiście, ze istnieje coś takiego, jak płeć mózgu, ale istnieje również inteligencja, wykształcenie, samodoskonalenie oraz wrodzone i nabyte cechy charakteru, które wpływają na kto kim jesteśmy i co sobą reprezentujemy.

Tymczasem nadal wpadamy w stereotypy typu : "baba za kierownicą", "facet w kuchni" itd. utwierdzane jeszcze przez media, świat reklamy : jak reklama proszku do prania - to widzimy " panią domu" radośnie piorącą ubłocone ciuchy dzieciaków i męża, który bawiąc się z dzieciakami w czasie gdy ona "pielęgnowała dom" ( czytaj czysciła kible )umorusał się jak kilkulatek. Ona dostaje do prania stertę brudny ciuchów co oczywiscie napawa ja wielka radością, bo może się spełnić.
Kobiety reklamuja też samochody,sprzęt elektrotechniczny,a jakże, ale jako "kociaki" w kusych strojach.
Niestety kobietom wciąż trudniej jest zrobić karierę, nadal natrafiają na szklany sufit. A mąż, który zajął by się chętnie dzieciakami najczęściej jest przedmiotem drwin. Bo patriarchat musi być, nie ma wolności wyboru, baba do kuchni, facet do roboty, mimo , że gorzej zarabia i uwielbia gotować.
Selanos (12869 punktów)
Na pytanie "jaki procent" nie potrafię odpowiedzieć, ale myślę, że dość miarodajną wartością byłaby większość zwolenników PiSu.

Ja uważam, że postawienie znaku równości między kobietą a mężczyzną, to jedno z największych zakłamań naszych czasów, a przynajmniej zbyt duże uproszczenie. Nie uważam, że kobieta bądź mężczyzna są ważniejsi, ani tym bardziej, jak to lubi powtarzać KrK, że nikt nie jest ważniejszy, ALE (bla bla bla dużo teologiczno-moralizatorskiego bełkotu) kobiety są do rodzenia dzieci. Według mnie, kobiety i mężczyźnie nie są równi, są od siebie różni. Niby nic odkrywczego, ale zawsze jak piszę coś takiego, to znajdzie się ktoś, kto chce mnie za takie stwierdzenie zabić.

Prostym przykładem jest wybieranie koloru farby/ubrania czy czegoś podobnego. Większość panów ma dość nietęgą minę kiedy kobieta zada pytanie: kanarkowy żółty, czy może morski fiolet?

Wiem, że to generalizowanie, ale według mnie, różnice biologiczne są czymś, co automatycznie kasuje ten znak równości. Są cechy, które znacznie ułatwiają chociażby pracę w jakimś zawodzie.

Seksizm jest wpisany w polską mentalność, szczególnie jeśli chodzi o osoby starsze. Widziałem kilka razy, jak kilka starszych pań nie chciało wsiąść do autobusu, bo za kierownicą siedziała kobieta. Najbardziej rozbrajające były komentarze tych pań: za gary by się wzięła a nie za kierowanie. Według moich obserwacji, panie prowadzą autobusy dużo lepiej niż panowie, mam nadzieję, że w Jastrzębskim mzk będzie ich więcej
04-08-2011 08:10 
 Ocena 3 na 3
Irma (100 punktów)

ALE kobiety są do rodzenia dzieci

Typowo patriarchalne podejście, kobiety do rodzenie i to " roboty z tym związanej", a mężczyzna nie miał prawa do wycierania smarków swojej pociechy, bo to babskie zajęcie i On się do tego nie może zniżyć.
Tymczasem opieka nad dzieckiem powinna być przyjemnością, tworzy się wtedy więź i izolowanie ojca od dziecka jest wręcz okrucieństwem. Młodzi ludzie chcą być razem w ciąży, razem rodzą i opiekują się.
Zaobserwowałam , że w parach mieszanych, on Polak, ona z Zach. Europy młodzi męzczyźni naprawdę traktują swoje żony jak partnerki, wspolnie dzielą się opieką nad potomstwem i pomagają sobie w karierach. Są elastyczni. Zresztą spotykam też takie polskie małżeństwa, ale są to ludzie młodzi, wykształceni i mający jakiś kontakt z zachodem.

Według mnie, kobiety i mężczyźnie nie są równi, są od siebie różni.

No, tu Wacpan dałeś popalić. Kobieta i mężczyzna są równi, mam nadzieję, że to "nie" wkradło się przypadkowo.

>Wiem, że to generalizowanie, ale według mnie, różnice biologiczne są czymś, co automatycznie kasuje ten znak równości. Są cechy, które znacznie ułatwiają chociażby pracę w jakimś zawodzie.

Oczywiście , że nie można generalizować, bo prowadzi do postawienia szlabanu na niektóre zawody, a kobiety powinny same decydować, czy chcą byc traktorzystkami, czy nie, wiekszość z nich nie zdecyduje się na typowo męskie zawody, bo krótko mówiąc nie będzie im to pasować. Ale w wielu dziedzinach śmiało mogą konkurować z mężczyznami, wyścigi psich zaprzęgów też wygrywają.

> Seksizm jest wpisany w polską mentalność, szczególnie jeśli chodzi o osoby starsze.

Tu się całkowicie zgadzam, przedtem wychowywano dziewczynki do roli matek i żon i należało wydać ją za mąż, bo bycie starą panną to był wstyd dla nich i dla rodziny.
Azeby sie w małżenstwie nie buntowały od od kołyski wpajano im, że rolą kobiety poświęcenie sie dla rodziny, służenie męzowi i dzieciom i jej cierpienie jest naturalnym stanem, no bo to w końcu przez Ewę ludzie zostali wyrzucenie z raju.

Macica kobiety własnością narodu - mniej więcej takie było podejście.
04-08-2011 11:10 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>No, tu Wacpan dałeś popalić. Kobieta i mężczyzna są równi, mam nadzieję, że to "nie" wkradło się przypadkowo.

Nie się nie wkradło, trafiło tam specjalnie i z premedytacją, ale to chyba wyjaśniłem.

> >Wiem, że to generalizowanie, ale według mnie, różnice biologiczne są czymś, co automatycznie kasuje ten znak równości. Są cechy, które znacznie ułatwiają chociażby pracę w jakimś zawodzie.Oczywiście , że nie można generalizować, bo prowadzi do postawienia szlabanu na niektóre zawody, a kobiety powinny same decydować, czy chcą byc traktorzystkami, czy nie, wiekszość z nich nie zdecyduje się na typowo męskie zawody, bo krótko mówiąc nie będzie im to pasować. Ale w wielu dziedzinach śmiało mogą konkurować z mężczyznami, wyścigi psich zaprzęgów też wygrywają.

Więc czekam na kobiety górników.
Nikt mi nie wmówi, że taki zawód nie będzie gorszy dla zdrowia kobiety, niż dla zdrowia mężczyzny.

>Azeby sie w małżenstwie nie buntowały od od kołyski wpajano im, że rolą kobiety poświęcenie sie dla rodziny, służenie męzowi i dzieciom i jej cierpienie jest naturalnym stanem, no bo to w końcu przez Ewę ludzie zostali wyrzucenie z raju.

Żeby od razu cierpienie? Są osoby, kobiety częściej, mężczyźni to wciąż rzadkość, które WOLĄ "poświęcać się dla rodziny". I nie traktują tego jak poświęcenie. Lepszy jeden rodzic w domu, niż posyłanie dzieci do żłobków i przedszkoli. Szczególnie w europie gdzie w tych instytucjach od małego wpaja się jedyną słuszną wizję świata. Czy to narodowo-katolicką, czy "eurointegracje". A z czytaniem i z pisaniem jest u dzieci coraz gorzej. Historia historią, dzisiaj jest wybór. Dla obojga płci.

>Macica kobiety własnością narodu - mniej więcej takie było podejście.

To charakterystyczne dla dyktatury, socjalizmu i europejskiej wersji demokracji. Dzisiaj państwo ma większe prawo nie tylko do macicy, ale i do dziecka i nie chodzi tylko o Norwegię. Przecież to w Polsce zabrano dziecko, bo w domu nie było bieżącej wody. Bo przecież w domu dziecka czy w innym ośrodku będzie lepiej.
04-08-2011 13:37 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
> Nikt mi nie wmówi, że taki zawód nie będzie gorszy dla zdrowia kobiety, niż dla zdrowia mężczyzny.
z wiarą trudno dyskutować

>A z czytaniem i z pisaniem jest u dzieci coraz gorzej
co niekoniecznie musi mieć powiązanie z przebywaniem dziecka w żłobku lub przedszkolu.
04-08-2011 15:44 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>> Nikt mi nie wmówi, że taki zawód nie będzie gorszy dla zdrowia kobiety, niż dla zdrowia mężczyzny.
>z wiarą trudno dyskutować

Wiarą? Wystarczy zobaczyć listę chorób emerytowanych górników, żeby się do tego przekonać. Statystycznie kobiety są drobniejsze i fizycznie słabsze od mężczyzny, więc jest pełno stanowisk na kopalni na których kobieta pracować nie powinna. Są oczywiście wyjątki.

>>A z czytaniem i z pisaniem jest u dzieci coraz gorzej
>co niekoniecznie musi mieć powiązanie z przebywaniem dziecka w żłobku lub przedszkolu.

Z przebywaniem w przedszkolu na pewno nie, ale z uczeniem dzieci rzeczy, które mogą się rodzicom nie podobać i nie są do życia potrzebne na pewno tak. Ten czas można przeznaczyć na naukę czytania i pisania. Poza tym, wszyscy mówią o tym, że rodzice spędzają z dziećmi zbyt mało czasu, co wiąże się między innymi z tym, że rodzice pracują i wysyłają dzieci do żłobków i przedszkoli.
05-08-2011 07:55 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Z przebywaniem w przedszkolu na pewno nie, ale z uczeniem dzieci rzeczy, które mogą się rodzicom nie podobać i nie są do życia potrzebne na pewno tak.
Czego uczone są dzieci w przedszkolu? Pytam poważnie. Już 20 lat nie miałam z przedszkolem do czynienia, więc chcę się dowiedzieć, co takiego (poza może religią) może się rodzicom nie podobać. Za "moich czasów" (czyli przedszkolnych czasów mojej córki) uczono angielskiego, prowadzono zajęcia z rytmiki i plastyki. I nie było to jakieś wyjątkowe "ą, ę" prywatne przedszkole, tylko zwykłe, publiczne. Zajęcia były dodatkowo płatne, ale raczej symbolicznie, nie była to jakaś zawrotna suma. Fakt, religii wtedy jeszcze nie było. Podstaw czytania i pisania córka nauczyła się w domu.
>Poza tym, wszyscy mówią o tym, że rodzice spędzają z dziećmi zbyt mało czasu, co wiąże się między innymi z tym, że rodzice pracują i wysyłają dzieci do żłobków i przedszkoli.
A popołudnia, wieczory? Nie oszukujmy się, nie żłobki i przedszkola są winne, tylko sami rodzice. Ja też pracowałam, moje dziecko chodziło do przedszkola, wracałam z pracy różnie, czasem o 14, czasem o 18 i wtedy zamiast zalegać przed telewizorem, poświęcałam czas dziecku. Jak się chce, to wszystko można.
Poza tym nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy rodzice nie mają możliwości wysłać dziecka do przedszkola i jedno z nich (przeważnie matka) musi siedzieć w domu do 6 roku życia dziecka, póki nie pójdzie ono do szkoły. Brak pieniędzy, frustracja przymusową sytuacją odbije się i na rodzicach, i - przede wszystkim - na dziecku. Bo nie od dziś wiadomo, że niezadowolona, niespełniona i wściekła na cały świat matka wychowa rozchwianego emocjonalnego kalekę.
Nie przedszkola i nie Tusk są winni, że dzieci wychowują się same. To sprawka rodziców, którzy nie dorośli do rodzicielstwa. Z własnego i nie tylko własnego doświadczenia powiem, że nie ma na świecie bardziej odpowiedzialnej pracy, niż bycie rodzicem. Jeśli ktoś się nie czuje na siłach, niech weźmie kota, mniej się napracuje, choć kot też uwagi i troski wymaga.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-08-2011 17:04 
 Ocena 2 na 2
Irma (100 punktów)

>>Azeby sie w małżenstwie nie buntowały od od kołyski wpajano im, że rolą kobiety poświęcenie sie dla rodziny, służenie męzowi i dzieciom i jej cierpienie jest naturalnym stanem, no bo to w końcu przez Ewę ludzie zostali wyrzucenie z raju.

>Żeby od razu cierpienie? Są osoby, kobiety częściej, mężczyźni to wciąż rzadkość, które WOLĄ "poświęcać się dla rodziny".

Nie chodziło mi o sytuację, gdzie kobieta realizuje sie prowadząc dom.
Ale niestety spotkałam się z takimi patologicznymi sytuacjami, gdzie mąż był np. alkoholikiem i wszyscy "dobrzy" ludzie radzili, kobiecie żeby została, wytrzymywała tą sytuację, bo to jej obowiązek, życie to cierpienie ( jesteś kobietą twoją rolą jest przecierpieć zycie - słowa kobiet ze starszego pokolenia).
05-08-2011 07:29 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>( jesteś kobietą twoją rolą jest przecierpieć zycie - słowa kobiet ze starszego pokolenia).
Chyba tylko moherowych katoliczek. Ja się zaliczam już do starszego pokolenia ( ), a coś takiego nie przeszłoby mi przez gardło. Prędzej by mi język zdrewniał.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
05-08-2011 08:59 
 Ocena 1 na 1
Amai (3012 punktów)
>Chyba tylko moherowych katoliczek.

Oj, chyba nie tylko, niestety. Zdarzało mi się słyszeć zupełnie niegłupie, wcale nie "moherowe" babki (mniej więcej z Twojego pokolenia ), które w pewnych przypadkach potrafiły wygłosić takie ludowe mądrości - powtarzając za swoją matką, babką, ciotkami, i cholera wie kim jeszcze. Nie tylko te typu "tak sobie wybrała męża, niech się teraz męczy", ale też na przykład "nie śmiej się tak, bo niedługo będziesz płakać" (w momencie, kiedy człowiek się wyjątkowo dobrze bawi), "na pewno coś się zaraz popsuje" (kiedy się cieszysz, bo coś ci akurat dobrze idzie), czy tym podobne.
Fakt, ma to związek z religią, jak najbardziej - taka chrześcijańska mentalność, nawet u tych niezbyt religijnych. Ale jakoś nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć czegoś takiego od faceta.
05-08-2011 09:33 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>"nie śmiej się tak, bo niedługo będziesz płakać"
Fatalistka
>"na pewno coś się zaraz popsuje"
Prawo Murphy'ego Anything that can go wrong will go wrong.
>Fakt, ma to związek z religią, jak najbardziej - taka chrześcijańska mentalność, nawet u tych niezbyt religijnych. Ale jakoś nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć czegoś takiego od faceta.
Pewnie nigdy nie słyszeli o Murphym


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
05-08-2011 09:39 
 Ocena 1 na 1
Amai (3012 punktów)
>Pewnie nigdy nie słyszeli o Murphym

Tragedią jest to, że te fatalistki też nie słyszały o Murphym - i nie traktują tych tekstów jak żartu. Całe szczęście, że takich coraz mniej.
05-08-2011 09:49 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Nie chciałabym wyjść na złośliwą małpę, ale... czy one przypadkiem nie czytują tzw. kolorowej prasy kobiecej? Raz kiedyś z pustej ciekawości wzięłam sobie do przejrzenia dwa czy trzy takie pisma. Słowo daję, farbowane włosy mi posiwiały Z całej treści najmądrzejsze były przepisy kulinarne.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
05-08-2011 10:17 
 Ocena 1 na 1
Amai (3012 punktów)
>Nie chciałabym wyjść na złośliwą małpę, ale... czy one przypadkiem nie czytują tzw. kolorowej prasy kobiecej?
Część na pewno nie, reszta nie wiem. Ale te, co nie czytają, oglądają "życiowe" seriale.

>Raz kiedyś z pustej ciekawości wzięłam sobie do przejrzenia dwa czy trzy takie pisma. Słowo daję, farbowane włosy mi posiwiały Z całej treści najmądrzejsze były przepisy kulinarne.
Kiedyś w pociągu byłam zbyt zmęczona, żeby czytać książkę, a kobieta naprzeciwko miała tego cały stos - jako niezainteresowana przepisami nie znalazłam nic, na czym można by się zatrzymać.
Z kolei te bardziej "wyzwolone" kręcą się głównie wokół mody i seksu (plus, czasem, jakiś artykulik dotyczący kariery). Jak się podobać mężczyznom, jak być najlepszą kochanką, jak być najlepszą partnerką dla twojego mężczyzny... bla bla bla. Nie kupuję, żeby nie było, po prostu kiedyś zdarzało mi się czasem przeglądać u koleżanki Cosmopolitan.
wacus47 (666 punktów)

>Seksizm jest wpisany w polską mentalność, szczególnie jeśli chodzi o osoby starsze. Widziałem kilka razy, jak kilka starszych pań nie chciało wsiąść do autobusu, bo za kierownicą siedziała kobieta. Najbardziej rozbrajające były komentarze tych pań: za gary by się wzięła a nie za kierowanie. Według moich obserwacji, panie prowadzą autobusy dużo lepiej niż panowie, mam nadzieję, że w Jastrzębskim mzk będzie ich więcej
>

Ja się znowuż spotkałem z argumentem, że mężczyźni są lepsi w naukach ścisłych, a jako dowód mój dyskutant podał fakt jak niewiele kobiet dostało w historii nagrodę nobla z chemii czy fizyki i szczerze mówiąc ten nobel mnie zastanowił bo faktycznie w dziedzinach ścisłych naprawdę garstka kobiet otrzymała tę nagrodę.
04-08-2011 09:04 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Ja się znowuż spotkałem z argumentem, że mężczyźni są lepsi w naukach ścisłych, a jako dowód mój dyskutant podał fakt jak niewiele kobiet dostało w historii nagrodę nobla z chemii czy fizyki i szczerze mówiąc ten nobel mnie zastanowił bo faktycznie w dziedzinach ścisłych naprawdę garstka kobiet otrzymała tę nagrodę.
Teraz pewnie to się zmieni, bo jeszcze w latach 70. obecność kobiet w naukach ścisłych była symboliczna, więc nic dziwnego, że nagród też nie dostawały. Obecnie jest ich coraz więcej i to nie tylko na stanowiskach asystentek, przełamany został stereotyp, że nauki ścisłe nie są dla kobiet, a zatem istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że za jakieś 20 lat znacząco wzrośnie ich liczba również wśród laureatów.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-08-2011 10:26 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Teraz pewnie to się zmieni, bo jeszcze w latach 70. obecność kobiet w naukach ścisłych była symboliczna, więc nic dziwnego, że nagród też nie dostawały. Obecnie jest ich coraz więcej i to nie tylko na stanowiskach asystentek, przełamany został stereotyp, że nauki ścisłe nie są dla kobiet, a zatem istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że za jakieś 20 lat znacząco wzrośnie ich liczba również wśród laureatów. >

To prawda.
Nie chcę jednak milczeć na forum racjonalistycznym o kłopotliwym fakcie istnienia przynajmniej jednej - wymagającej dużych umiejętności analitycznych - dziedziny ludzkiej aktywności, w której kobiety uparcie i od lat "podają tyły" - pomimo, że nikt nie stawia im przeszkód w dążeniu do doskonałości osiąganej generalnie przez mężczyzn.
Pochylające się nad szachownicą kobiety zerkają na mężczyzn niczym kogut na orła. Marszczą piękne czółka strzepując z nich dyskretnie wysiłkowy pot, ale fakty są nieubłagane - żeby kogut wywijał skrzydłami aż do ich połamania - tak wysoko nie poleci.
Na setki arcymistrzów istnieje znikoma tylko liczba kobiet mogących nawiązać w miarę równą walkę z męską czołówką. Jeśli zaś chodzi o zdobycie tytułu mistrza świata - czyli pokonanie mężczyzny najsilniejszego - to bardziej prawdopodobnym jest, że Antek Macierewicz zrozumie raport Millera.
04-08-2011 11:16 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Marszczą piękne czółka strzepując z nich dyskretnie wysiłkowy pot
Mogłeś sobie doprawdy podarować.
I wydaje mi się, że Vera Menchik, Maja Cziburdanidze, i siostry Polgar aż takie złe nie były.
Coś do poczytania.
W szachach jest jak w naukach ścisłych. Dlaczego mało kobiet wygrywa? Bo ogólnie jest ich mało. Ale będzie więcej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
plodzien (7378 punktów)
>> Marszczą piękne czółka strzepując z nich dyskretnie wysiłkowy pot >
> Mogłeś sobie doprawdy podarować. >
Przepraszam Meret, jeśli poczułaś się urażona. To było zdanie wtrącone mające na celu zaprezentowanie mojego gustu. Kobiece czoła naprawdę wydają mi się piękniejsze od męskich.
> I wydaje mi się, że Vera Menchik, Maja Cziburdanidze, i siostry Polgar aż takie złe nie były. >
Tytułu męskiego mistrza świata żadna jednak nie zdobyła. Nie usiłowała nawet, bo nie ma wśród kobiet grającej tak dobrze, aby zagrozić męskiej czołówce.
Nawet ranking FIDE uprawniający do nadania tytułu arcymistrza jest zróżnicowany.
Męskim arcymistrzem zostaje się po uzyskaniu 2500 punktów. Jeśli by ten wymóg zastosować w stosunku do kobiet - byłoby na globie 14 - 15 kobiet z tytułem arcymistrza męskiego. Toteż przepisy przyznają kobietom tytuł arcymistrza jeśli osiągną ranking 2300 punktów. Co pozwala zwiększyć tę liczbę do ok. 30. Istnieje tu więc nierówność w traktowaniu ze względu na płeć (męską tym razem).

> Coś do poczytania. >

No właśnie. Przeczytajmy pierwsze i ostatnie zdanie pierwszego już akapitu:
" Kiedy w 1929 Vera Menchik, ówczesna szachowa mistrzyni świata otrzymała - jako jedyna kobieta - zaproszenie do wzięcia udziału w prestiżowym turnieju w Karlowvch Varach...."
oraz:
"Vera Menchik zdobyła dokładnie 3 punkty. Wygrała dwie partie, dwie zremisowała. Przegrała siedemnaście. Turniej zakończyła na ostatnim, 22 miejscu."
I podobnie jest do dziś.
Ot, chociażby proste rozgrywki jakichś świętych katolików:
www.naszam(*)wy-o-puchar-pmk-w-norymberdze/
Dziewczyny pojawiają się dopiero na 5 miejscu

> W szachach jest jak w naukach ścisłych. Dlaczego mało kobiet wygrywa? >
No właśnie nie wiem: czy dlatego, że gorzej analizują, czy że zamiast się skupić - myślą o domu, że nie ugotowały staremu i dzieciom?
Po prostu nie wiem i swoim postem bez żadnych złośliwości i podtekstów zapraszałem do podjęcia próby wyjaśnienia tej zagadki.

> Bo ogólnie jest ich mało. Ale będzie więcej. >

Jest ich bardzo dużo:
Mistrzostwa świata organizowane są od 1927 roku, spójrz:
pl.wikiped(*)_świata_kobiet_w_szachach
Zawsze jednak gdy dochodzi do konfrontacji z męskimi graczami - są (delikatnie mówiąc) - miażdżone.
04-08-2011 13:38 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Przepraszam Meret, jeśli poczułaś się urażona.
Nie poczułam się urażona, ale tak jakoś dziwnie to zabrzmiało. Coś w stylu "nie zaprzątaj sobie tym ślicznej główki, i tak tego nie zrozumiesz". Przepraszam, jeśli nadinterpretowałam
>Zawsze jednak gdy dochodzi do konfrontacji z męskimi graczami - są (delikatnie mówiąc) - miażdżone.
Podlinkowany tekst jest właśnie próbą wyjaśnienia owego "miażdżenia".
W szachach trzeba się kompletnie odłączyć od świata zewnętrznego, inaczej nic z tego nie będzie. Wyobraź sobie, że jesteś szachistą i grasz. Wiesz, że dziecko Ci gorączkuje, co wtedy myślisz? "Żona się tym zajmie". I masz spokój, bo wiesz, że przy dziecku jest ktoś kompetentny. Kobietom jest trudniej. Mimo świadomości, że "mąż się tym zajmie" (i jest równie kompetentny), gdzieś w nich to tkwi. I wyłazi na wierzch w najmniej odpowiednim momencie. Ewolucyjnego idiotyzmu na razie jeszcze do końca nikt nie jest w stanie przeskoczyć, mimo wielkiego talentu, umiejętności i szczerych chęci.
W pracy naukowej jest inaczej, zawsze można rzucić to w diabły i sobie pójść, a skończyć następnego dnia (chyba, że akurat coś w kolbie bulgocze ). W brydżu też raczej nie przeszkadza


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-08-2011 14:30 
 Ocena 3 na 3
plodzien (7378 punktów)
>> Przepraszam Meret, jeśli poczułaś się urażona. >
> Nie poczułam się urażona, ale tak jakoś dziwnie to zabrzmiało. Coś w stylu "nie zaprzątaj sobie tym ślicznej główki, i tak tego nie zrozumiesz". Przepraszam, jeśli nadinterpretowałam >
Tak właśnie było.
>> Zawsze jednak gdy dochodzi do konfrontacji z męskimi graczami - są (delikatnie mówiąc) - miażdżone. >
> Podlinkowany tekst jest właśnie próbą wyjaśnienia owego "miażdżenia". >
> W szachach trzeba się kompletnie odłączyć od świata zewnętrznego, inaczej nic z tego nie będzie. Wyobraź sobie, że jesteś szachistą i grasz. Wiesz, że dziecko Ci gorączkuje, co wtedy myślisz? "Żona się tym zajmie". I masz spokój, bo wiesz, że przy dziecku jest ktoś kompetentny. Kobietom jest trudniej. Mimo świadomości, że "mąż się tym zajmie" (i jest równie kompetentny), gdzieś w nich to tkwi. I wyłazi na wierzch w najmniej odpowiednim momencie. Ewolucyjnego idiotyzmu na razie jeszcze do końca nikt nie jest w stanie przeskoczyć, mimo wielkiego talentu, umiejętności i szczerych chęci. >
Meret, ale w takim razie Twoja konkluzja, że kobiety nie wygrywają tylko dlatego, że ogólnie jest ich mało (grających) - wydaje się być nieuprawniona.
Bo jak sama przyznajesz, ewolucji nie przeskoczymy - więc nic nie da zwiększanie liczby grających kobiet. Niezależnie od wielkości tej liczby - dalej będą przegrywać ze "skupionymi mężczyznami", bo tak mają z powodu ewolucji.

> W pracy naukowej jest inaczej, zawsze można rzucić to w diabły i sobie pójść, a skończyć następnego dnia (chyba, że akurat coś w kolbie bulgocze ). >
No tak, dlatego w warunkach współcześnie panującej równości jest coraz więcej utalentowanych matematyczek i fizyczek.
> W brydżu też raczej nie przeszkadza >
A tutaj nie mam pewności. Bo w brydżu również trzeba się skupić i "ugranie" szlemika w bez atu na 28 PC z chorym dzieckiem w tle może być trudne.
04-08-2011 14:52 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Meret, ale w takim razie Twoja konkluzja, że kobiety nie wygrywają tylko dlatego, że ogólnie jest ich mało (grających) - wydaje się być nieuprawniona.
Do czasu, gdy trafi się odpowiednia liczba odpowiednio utalentowanych bezdzietnych panien

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
PanicAttack (3 punktów)

>Do czasu, gdy trafi się odpowiednia liczba odpowiednio utalentowanych bezdzietnych panien

Biorąc pod uwagę, że problem ma, jak wcześniej pisałaś, położę ewolucyjne bezdzietność jednego pokolenia nic tu nie da(wszak nie musi być to dziecko, ale tez inna "ważna", zaprzątającą myśli sprawa(gdyby chodziło w szczególności o potomstwo bezdzietne szachistki już by wygrywały)). Ponieważ "ewolucyjnego idiotyzmu na razie jeszcze do końca nikt nie jest w stanie przeskoczyć". Ewolucyjne idiotyzmy są bardzo odporne i trwałe.

Trzeba wiec chyba czekać(raczej długo) na pokolenia w których ten mechanizm zaniknie. Problem w tym, że nie zaniknie jeśli będzie używany.

Zanik mógłby więc nastąpić w którymś tam pokoleniu potomkiń kobiet...bezdzietnych

Słowem, widoki są nie najlepsze
05-08-2011 21:08 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Zanik mógłby więc nastąpić w którymś tam pokoleniu potomkiń kobiet...bezdzietnych
>Słowem, widoki są nie najlepsze

Alternatywą (gdyby proponowany przez Meret mechanizm uznać za prawdziwy) mogłoby by być utrwalenie wzorca społecznego, wedle którego mężczyzna byłby w sprawy rodziny/potomstwa równie zaangażowany, jak kobieta, co w przeciągu kilku pokoleń mogłoby zmienić damskie nawyki myślowe

A jaki jest rzeczywisty mechanizm, to już i naukowcy się zastanawiają. I dochodzą do całkiem interesujących wniosków.
06-08-2011 08:32 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>naukowcy się zastanawiają.
Znalazłam fajne zdanie w komentarzach:
Cytat:
BTW, has it occurred to anyone that fewer women than men participate in chess, not because it's too hard for their tiny little minds, but because most women find chess a boring waste of time and ability?

Może, kto wie...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
plodzien (7378 punktów)
>> naukowcy się zastanawiają. >
Przedstawianie omawianego problemu za pomocą badań (podanych przez Liliac) przeprowadzonych w Stanach jest według mnie tak samo miarodajne jak tłumaczenie za pomocą badań wykonanych w Polsce: dlaczego uprawa ryżu udaje się mniej niż żyta.
Badania dlaczego ryż doskonale rośnie należy przeprowadzać w Chinach. Dlatego też dla mnie rozstrzygające byłyby wnioski wyciągnięte z badań tego zjawiska na terenie Związku Radzieckiego, gdzie chęć dominacji nad światem owocowała też niespotykaną nigdzie indziej popularyzacją szachów tak wśród mężczyzn jak również kobiet. A także dzieci płci obojga, które od najmłodszych lat z komunistycznym zacięciem czelisty trenowały niezmordowanie - wiedząc, że jest to bilet z kołchozu do wygodnego życia.
Masa krytyczna z pewnością była wówczas osiągnięta i z istniejącej ogromnej puli wyłowiono wszystkie utalentowane i też utalentowane w stopniu genialnym szachistki. Jak np. niekwestionowaną gwiazdę, która przez 20 lat nie miała sobie równej - Nonę Gaprindaszwili.
Genialna Nona potrafiła przetrzepać portki niejednemu szachiście. W 1963 r. w Hastings wygrała nawet obsadzony przez mężczyzn turniej. Tyle, że był to turniej "B" - w którym siłą rzeczy nie było tych największych męskich "lwów". Ci najsilniejsi grają bowiem z reguły w turniejach klasy "A". Rok później grając już z czołówką zajęła wysokie, ale jednak 5 miejsce.

> Znalazłam fajne zdanie w komentarzach: >
> Cytat:
BTW, has it occurred to anyone that fewer women than men participate in chess, not because it's too hard for their tiny little minds, but because most women find chess a boring waste of time and ability?

> Może, kto wie... >

No jasne, oczyma swojej ubogiej wyobraźni już to widzę jak nie chodząca w kufajce dzięki szachom Nona walczy z Fischerem i w cichy szum mózgu analizującego warianty wkrada się uporczywa myśl: " co ja tu robię? Ależ to kurna nudne!!"
05-08-2011 10:35 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
Meret
Tak dzisiaj zerknąłem raz jeszcze na naszą wymianę zdań, na punkty, które dostałaś za tę wypowiedź i przyszło mi do głowy pytanie spoza tematu wątku, ale niezwykle dla mnie a może też dla Ciebie interesujące:
- co z naszej rozmowy zrozumiały osoby, które dały Ci te 5 plusów?
PanicAttack (3 punktów)
>Kobietom jest trudniej. Mimo świadomości, że "mąż się tym zajmie" (i jest równie kompetentny), gdzieś w nich to tkwi. I wyłazi na wierzch w najmniej odpowiednim momencie.

Czyli wracamy niejako do punktu wyjścia bo problemem nie jest czynnik zewnętrzny typu "zakaz nauki gry w szachy dla kobiet" ale wewnętrzny mechanizm psychiczny wykształcony w wyniku ewolucji a utrudniający pełne skupienie.

Uprawnione jest więc stwierdzenie, choć brzmi nie najlepiej, że kobiety gorzej grają w szachy bo są kobietami. Są w tym gorsze, bo wspomniany mechanizm(integralny składnik ich konstrukcji psychicznej) utrudnia im tą czynność. Co za tym idzie nie może w żaden sposób usprawiedliwiać zawodniczki tak jak zawodnika nie może usprawiedliwiać, dajmy na to, ADHD.

04-08-2011 13:20 
 Ocena 1 na 1
wacus47 (666 punktów)
>>Ja się znowuż spotkałem z argumentem, że mężczyźni są lepsi w naukach ścisłych, a jako dowód mój dyskutant podał fakt jak niewiele kobiet dostało w historii nagrodę nobla z chemii czy fizyki i szczerze mówiąc ten nobel mnie zastanowił bo faktycznie w dziedzinach ścisłych naprawdę garstka kobiet otrzymała tę nagrodę.
>Teraz pewnie to się zmieni, bo jeszcze w latach 70. obecność kobiet w naukach ścisłych była symboliczna, więc nic dziwnego, że nagród też nie dostawały. Obecnie jest ich coraz więcej i to nie tylko na stanowiskach asystentek, przełamany został stereotyp, że nauki ścisłe nie są dla kobiet, a zatem istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że za jakieś 20 lat znacząco wzrośnie ich liczba również wśród laureatów.
>
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.


Moje zdanie na temat jest w zasadzie identyczne z opinią avidala z ateisty.pl więc pozwolę sobie wkleić jego post za co, mam nadzieję, się nie obrazi

Kobiety nie są mniej inteligentne, one jedynie cechują sie rozwinięciem intelektu w odmiennym, niż mężvzyźni kierunku. Inteligencja to nie tylko zdolność abstrakcyjnego myslenia, rozwiązywania matematycznych zadań. Tak jak różnimy sie wyglądem, tak różnimy sie stopniem rozwoju różnych elementów inteligencji. I nie nam oceniać, które są bardziej wartościowe. Kobieta z plejstocenu miała inne zadania, niż jej mąż-nie polowała i nie poszukiwała wciąż nowych partnerów seksualnych, za to zbierała owoce i wybierała spośród ewentualnych adoratorów tego najodpowiedniejszego. Historyjki o prehistorycznych mięśniakach, którzy wciągali bierną wybrankę za włosy do swojej jaskini, czy jej sie to podoba, czy nie-to mit. Oczywiście mogło sie tak zdarzyć, ale to był gwałt, którego konsekwencją mogła być nawet śmierć. Ze względu na ewolucyjne dziedzictwo i prehistoryczny model płciowy uwzględniający podział pracy, dzis kobiety mają np. lepiej rozwiniętą pamięć szczegółową, mężczyźni za to lepiej orintują sie w terenie. Obie płcie są równie inteligentne, choć każda w innej specjalizacji.

Pozdrawiam,
04-08-2011 13:54 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Avidal ma rację w odniesieniu do górnego paleolitu, dziś nie ma już takiego sztywnego podziału, ponieważ takie umiejętności, jak pamięć szczegółowa czy orientacja w terenie są do wyuczenia (ja na przykład w znacznym stopniu posiadam tę drugą, za to ta pierwsza jest ograniczona wyłącznie do spraw związanych z zawodem). Najlepiej niech każdy robi to, co umie najlepiej, w czym się realizuje i co mu odpowiada, cały szkopuł w tym, by reszta świata to uznała i doceniła, zamiast kłody pod nogi rzucać kobietom-fizyczkom i mężczyznom-wychowawcom przedszkolnym.
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-08-2011 14:06 
 Ocena 3 na 3
wacus47 (666 punktów)
>Avidal ma rację w odniesieniu do górnego paleolitu, dziś nie ma już takiego sztywnego podziału, ponieważ takie umiejętności, jak pamięć szczegółowa czy orientacja w terenie są do wyuczenia (ja na przykład w znacznym stopniu posiadam tę drugą, za to ta pierwsza jest ograniczona wyłącznie do spraw związanych z zawodem). Najlepiej niech każdy robi to, co umie najlepiej, w czym się realizuje i co mu odpowiada, cały szkopuł w tym, by reszta świata to uznała i doceniła, zamiast kłody pod nogi rzucać kobietom-fizyczkom i mężczyznom-wychowawcom przedszkolnym.
>Pozdrawiam
>
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.


Ależ jak najbardziej tak! Niech każdy kształci się i pracuję w tej dziedzinie, która go pasjonuje. Myślę, że chyba każdy się zgodzi, że większe sukcesy w karierze naukowej odniesie prawdziwa pasjonatka fizyki aniżeli mężczyzna będący jedynie zwykłem "rzemieślnikiem".
04-08-2011 11:12 
 Ocena 5 na 5
Gosia (9452 punktów)

>Ja się znowuż spotkałem z argumentem, że mężczyźni są lepsi w naukach ścisłych, a jako dowód mój dyskutant podał fakt jak niewiele kobiet dostało w historii nagrodę nobla z chemii czy fizyki i szczerze mówiąc ten nobel mnie zastanowił bo faktycznie w dziedzinach ścisłych naprawdę garstka kobiet otrzymała tę nagrodę.

Za to jedyny naukowiec w historii, który otrzymał nagrodę Nobla w obu tych dziedzinach, był kobietą, a kiedy przyznano nobla z chemii Otto Hahnowi, całkowicie pominięto współudział Lise Meitner.
04-08-2011 16:04 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>kiedy przyznano nobla z chemii Otto Hahnowi, całkowicie pominięto współudział Lise Meitner.

To zupełnie jak z Rosalind Franklin, którą w nagrodzie pominięto ze względów formalnych, i o której mało kto słyszał, podczas gdy Watsona i Cricka kojarzą niemal wszyscy.
wacus47 (666 punktów)
>>kiedy przyznano nobla z chemii Otto Hahnowi, całkowicie pominięto współudział Lise Meitner.
>To zupełnie jak z Rosalind Franklin, którą w nagrodzie pominięto ze względów formalnych, i o której mało kto słyszał, podczas gdy Watsona i Cricka kojarzą niemal wszyscy.

Po prostu Nobla nie przyznaje się pośmiertnie
04-08-2011 16:46 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Po prostu Nobla nie przyznaje się pośmiertnie

Toteż piszę o względach formalnych, nieprawdaż? I o powszechnym zapomnieniu.
wacus47 (666 punktów)
>>Po prostu Nobla nie przyznaje się pośmiertnie
>Toteż piszę o względach formalnych, nieprawdaż? I o powszechnym zapomnieniu.

Prawdaż Ale ja bym nie mówił o powszechnym zapomnieniu... większość osób znających nazwiska Watsona i Cricka zna też Rosalindę... Mówię oczywiście o osobach, które znam lub których opinie slyszałem lub czytałem.
05-08-2011 14:40 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Mówię oczywiście o osobach, które znam lub których opinie slyszałem lub czytałem.

Mamy zatem inne nieco w tym względzie doświadczenia. Co więcej - pamięć podpowiada mi, że w szkole o Watsonie i Cricku wspominano, o pani Franklin nie bardzo - ale może coś się zmieniło od moich czasów
04-08-2011 11:17 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>Ja się znowuż spotkałem z argumentem, że mężczyźni są lepsi w naukach ścisłych, a jako dowód mój dyskutant podał fakt jak niewiele kobiet dostało w historii nagrodę nobla z chemii czy fizyki i szczerze mówiąc ten nobel mnie zastanowił bo faktycznie w dziedzinach ścisłych naprawdę garstka kobiet otrzymała tę nagrodę.

W czasach Marii Skłodowskiej-Curie, kobieta studiująca nauki ścisłe, to była rzadkość. Nawet jeżeli ukończyła studia, to miała problem ze znalezieniem pracy. Dzisiaj coraz więcej kobiet decyduje się na nauki ścisłe, albo studia inżynierskie, więc wszystko może się zmienić

Przykład zdolnej kobiety która mimo ukończonych studiów nie pracowała w zawodzie: wroclaw.ga(*)80532,Zona_Doktora_Smierc.html
04-08-2011 13:13 
 Ocena 1 na 1
wacus47 (666 punktów)
>>Ja się znowuż spotkałem z argumentem, że mężczyźni są lepsi w naukach ścisłych, a jako dowód mój dyskutant podał fakt jak niewiele kobiet dostało w historii nagrodę nobla z chemii czy fizyki i szczerze mówiąc ten nobel mnie zastanowił bo faktycznie w dziedzinach ścisłych naprawdę garstka kobiet otrzymała tę nagrodę.
>W czasach Marii Skłodowskiej-Curie, kobieta studiująca nauki ścisłe, to była rzadkość. Nawet jeżeli ukończyła studia, to miała problem ze znalezieniem pracy. Dzisiaj coraz więcej kobiet decyduje się na nauki ścisłe, albo studia inżynierskie, więc wszystko może się zmienić
>Przykład zdolnej kobiety która mimo ukończonych studiów nie pracowała w zawodzie: wroclaw.ga(*)80532,Zona_Doktora_Smierc.html
>

Myśle, że w ciągu najbliższych lat powinniśmy oczekiwać efektów
04-08-2011 13:29 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>. Według mnie, kobiety i mężczyźnie nie są równi, są od siebie różni. Niby nic odkrywczego, ale zawsze jak piszę coś takiego, to znajdzie się ktoś, kto chce mnie za takie stwierdzenie zabić.
O myślę, że nawet takie poglądy nie powinny byc morderstwa usprawiedliwieniem
Czy mógł by Pan zastanowić się nad koncepcją, że kobieta i mężczyzna różnią się w wielu obszarach , ale nie wynika z tego, że któraś ze stron jest mniej wartosciowa (a seksizm własnie na obnizaniu wartości polega)?.
Kobieta i mężczyzna są rózni ale RÓWNOWARTOŚCIOWI.
Matix (5786 punktów)
>osoby, które uważają i/lub czują, że
>kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?

Nie tyle gorszym, co raczej źródłem zaspokojenia własnych egoistycznych pragnień. Raczej zdecydowana większość jak się patrzy.
DEMONICON (4893 punktów)
>Tak jak nie ma żadnych wartościowych danych pokazujących ilu jest ateistów w Polsce, tak i nie ma
>danych odnośnie seksistów. Jednakże każdy ma jakieś wyobrażenie na ten temat i tutaj właśnie kieruję
>swe zapytanie do Was - jakie jest Wasze wyobrażenie, a interesuje mnie wybrany aspekt tematu, tj.
>jaki procent kobiet i jaki procent mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają i/lub czują, że
>kobiety są czymś gorszym/nie tak dobrym jak mężczyźni?

Skoro nie ma danych, to ja mogę powiedzieć, że jestem poza jakimś procentem seksistów.

>Żeby uściślić o co mi chodzi z tym "uważaniem" i "czuciem" napiszę jeszcze wyjaśnienie tego co te
>słowa dla mnie, w tym ujęciu, znaczą. A więc...
>Osoby, które - uważają - że kobiety są czymś gorszym, mówią o tym wprost i taki pogląd wcielają w
>życie praktyczne.

Większość to "mówi" nie wprost.

>Nie jest dla nich to coś złego, mówią że takie po prostu jest życie - albo bóg
>stworzył mężczyznę i podległą mu kobietę, albo w toku ewolucji powstał "lepszy" mężczyzna i "gorsza"
>kobieta - tak czy siak, sprawa ta jest dla nich oczywista.

Ale fakt, są tacy/takie(?), niestety.

>Natomiast osoby, które - czują - że kobiety są czymś gorszym, zazwyczaj nie mówią o tym wprost, a
>nawet mogą racjonalnie zgadzać się z poglądem, iż płeć nie decyduje o tym, który człowiek jest
>wartościowszy, choć mogą mieć poczucie że jednak mężczyzna jest "lepszy". Takie tu trochę "masło
>maślane" mi wychodzi, więc myślę, że jeszcze dobrze to porównać z utratą wiary w boga, tj.:
>taki przykładowy ateista, który wychował się w środowisku katolickim i katolikiem wcześniej był,
>mógł do swojego ateizmu dojść racjonalnym rozumowaniem, nie oznacza to jednak, że stracił katolickie
>nawyki myślowe lub poczucie, że coś takiego jak bóg istnieje - proces "odkatolicyzowywania" może
>trwać nawet wiele lat, kler wie o tym mechanizmie działania indoktrynacji, więc i nierzadko to
>wykorzystuje (więcej o indoktrynacji można poczytać w "Manipulowaniu umysłem" Denise Winn, polecam).

Całkiem to składne i ładne..
Wydaje mi się, że jest w tej wypowiedzi dużo prawdy. Ja nie czułem się nigdy katolikiem, byłem poza tym, jakoś mi tak wyszło.

>Taki młody (stażem) ateista czując wewnętrzny konflikt, może określić się jako agnostyk lub być
>ateistą, ale w jakiś specjalny sposób traktować religię.
>Podobnie wygląda sprawa z powyższym aspektem seksizmu - np. kobieta, która racjonalnie popiera
>równouprawnienie i tak może czuć się "gorszą", i z tego powodu w wielu sprawach być uległą
>mężczyźnie oraz kosztem swoich potrzeb, dbać o zaspokajanie potrzeb swojego mężczyzny. A mężczyzna,
>który tak czuje, może np. nie widzieć problemu w tym, by kobieta sama gotowała i sprzątała w domu,
>itd.
>Tak więc, osoby "uważające" i "czujące" wrzuciłam do jednego worka, ale podkreślić chcę, że w worku
>tym nie ma osób, które ani nie "uważają", ani nie "czują", ale jakieś seksistowskie nawyki jeszcze
>mają (których nie muszą być świadomi), ale starają się takich nawyków pozbywać (jeśli ktoś nie chce
>się takich nawyków pozbyć znaczy, że tak naprawdę należy do "czujących").

Twardy mem społeczny równie skutecznie "pierze" mózgi.

>Ech, prawie elaborat mi wyszedł zatem powtórzę pytanie: "jaki procent kobiet i jaki procent
>mężczyzn w Polsce stanowią osoby, które uważają i/lub czują, że kobiety są czymś gorszym/nie tak
>dobrym jak mężczyźni?" Szczególnie interesują mnie opinie pań, ale również miło jeśli panowie się
>wypowiedzą

Jaki procent nie wiem, jakiś na pewno.
Zjawisko istnieje.

A tak poza:
Prawdziwy katolik bardziej powinien kochać np. takiego Jezusa, niż własną małżonkę, ja się skupiam na małżonce, ani bardziej, ani mniej, tylko w ogóle na niej, taki ten mój katolicyzm, a raczej etyczne zaprzeczenie. Nie jestem metafizycznym seksistą, gdzie ten seksizm jest na bogów skierowany.

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365