Witam. Na pewno słyszeliście o tym, że tuż przed trzęsieniem ziemi obserwowane są istotne reakcje we florze i faunie. Zachowania roślin i zwierząt, szczególnie owadów, są przejawem tego co nastąpi. Ale ja chciałbym się skupić na ludziach. Jak wiadomo, jesteśmy zbudowani z tej samej materii, która tworzy gwiazdy. Posiadamy w mózgach śladowe ilości substancji magnetycznych, którymi kierują się niektóre zwierzęta budując swoje gniazda wyznaczając instynktownie kierunek północny. Mamy wiele możliwości i jesteśmy w stanie zaobserwować bardzo wiele, tylko że człowiek nabył umiejętność zaburzania swojej nieocenionej percepcji przez opinio twórczość i światopogląd, wskazujący na to, że dla jednego "pada jak z cebra", a dla drugiego to jedynie mżawka, itp.
Ponieważ człowiek posiada rozwinięty umysł, jego funkcjonowanie, a raczej brak konstruktywnego kierowania myśli powoduje przebywanie umysłu w stanach marzeń i wyobrażeń. Różnego rodzaju legendy, opowieści, wymysły i fantazje, szczególnie seksualne badał Freud, a symboliczną stroną tejże natury silnie zainteresowany był Jung. Ale pomiędzy tym wszystkim jest coś, co może umknąć uwadze. Jako dzieci byliśmy szczególnie podatni na wszelkiego rodzaju wpływy otoczenia, a nasze umysły były chłonne i lekkie, lekkostrawne. I mnie interesuje najbardziej stan, w którym natura daje nam do zrozumienia, że zbliża się "trzęsienie ziemi", ale na większą skalę, taką, którą nie pająk czy kwiatu pąk a człowiek, będzie w stanie odebrać. Zazwyczaj negujemy w sobie takie impulsy ponieważ są niezgodne z naszym światopoglądem. Nikt bowiem nie chce widzieć zagrożenia, jeśli jest ono nie poparte żadnymi przesłankami z zewnątrz, które mogą być potwierdzone przez większą grupę osób. I tu właśnie zmierzam, do momentu odbioru takiej informacji i zlekceważenia jej jako "złego snu". Sam w dzieciństwie raz w życiu spotkałem się z doświadczeniem, którego do dziś nie potrafię wyjaśnić, a które pozostawiło wiele pytań w moim umyśle. Pewnego dnia, zajmując się tym co inne dzieci po prostu sobaczyłem przed sobą wielką planetoidę lecącą w moim kierunku i tyle. Zaraz byłem znowu pośród innych. To nie było jak sen. To była bardzo wyraźna obserwacja. Od razu powiem, że moje zdolności psychofizyczne znajdują się na normalnym poziomie do dzisiaj i nie zaobserwowałem niczego podobnego do dnia dzisiejszego. Ale interesują mnie WASZE doświadczenia.
Czy w najmłodszych latach życia nie mieliście tego typu "wizji" lub innego rodzaju percepcji, które nie były snem, a których treścią było zagrożenie na masową skalę? Interesują mnie tylko wielkie rzeczy, tj. wybuch bomby atomowej, wojna, upadek planetoidy lub komety, powódź - jako elementy wizji niezależne od tego, co w tamtym czasie leciało w telewizji i tego o czym rozmawiali ludzie. Pozdrawiam. |