Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak zostałem talibem?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
06-11-2011 02:31hubin (2274 punktów)Jak zostałem talibem?
Ocena 23 na 23
Ogarnia mnie przerażenie, odnośnie mego własnego zachowania.
Portal czytywałem już wcześniej, ale regularność w tym procesie osiągnąłem od chwili uczestnictwa w forum. Praktycznie nigdy nie należałem do wierzących, mimo krótkotrwałego okresu klerykożercy w dzieciństwie, raczej można było mnie zaliczyć do osób o wysoce zdystansowanej "postawie społecznej".

Nie miewałem potrzeby manifestowania swoich poglądów, a autonomia umysłowa raczej przejawiała się "autystycznie", ewentualnie w szerokim wyborze tematycznym lektur.
Od czasu jednak gdy rozpoczął się mój udział w forum, czytanie artykułów portalowych stało się nieomal rutyną. Zauważyłem zmianę swojej postawy, dla osoby unikającej sądów kategorycznych, brzydzącej się niemal autorytarnymi stwierdzeniami zmianę wręcz przerażającą.

Otóż budzi się we mnie racjonalistyczny "taliban", który ma w zwyczaju manifestować doniesienia naukowe przy każdej nadarzającej się rodzinnej/przyjacielskiej dyskusji, odwoływać się do konkretnych artykułów i badań. Już pomijam zasadność swoistego propagowania "słowa naukowego" pośród ludzi którzy nie zawsze posługują się "rozumowym podejściem do życia".

Lecz moja zajadłość by rzucić światło na przedmiot dyskusji nawet za wysoką cenę zepsucia nastroju lub poświęcenie czasu na poszukiwanie konkretnego argumentu wydaje się być w sprzeczności z moją niedawną postawą.

Gorliwości neofity raczej zarzucić sobie nie mogę (może nie chcę), już dawno potrafiłem poświęcać sporo czasu na znajdowanie odpowiedzi tyle, że do tej pory zdecydowanie wystarczało mi samo jej znalezienie, obecnie często nie spocznę aż nie wyprowadzę interlokutora z błędu lub sam się do niego nie przyznam.

Owa zajadłość w dyskusjach zaczyna być irytująca, jak mniemam nie tylko dla mnie.
1. Czy uważacie, że takie podejście przestaje być racjonalne?
2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?
3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas swoją ignorancją?
4. Czy często zdarza wam się trafić na przedmiot dyskusji, który wcześniej był poruszany przez jakiś artykuł w portalu?
5. Czy czytanie portalu nie czyni z nas ekscentrycznych dziwaków którzy w większość tematów mają coś do powiedzenia?
6. Jednocześnie czy czytanie prasy i literatury naukowej, popularnonaukowej nie zaburza poczucia wątpliwości i pokory wobec własnej wiedzy?
7. Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani ją prostować?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

06-11-2011 02:56
 Ocena 20 na 20
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Nie mając poglądów można łatwiej wpasować się w otoczenie, nie czytając za wiele można spać spokojniej, łatwo zostać określonym talibem w otoczeniu ludzi, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Trzeba się zdecydować: "mam światopogląd" czy "mam święty spokój"
06-11-2011 03:53 
 Ocena 7 na 7
hubin (2274 punktów)
Po części myślę o swoistym braku "doktryny proporcjonalnej odpowiedzi", nikt mnie jeszcze nie nazwał talibem, lecz widziałem kilkukrotnie zakłopotanie rozmówcy gdyż na jakąś "niewinną" sugestię potrafiłem odpowiadać powołując się na artykuł, czasami ze znalezieniem źródła i podesłaniem/okazaniem rozmówcy linku.

Kiedyś na teorię homeopatii zareagowałbym rechotem wewnętrznym, ostatnio zdarzyło mi się podsyłać doktorowi nauk technicznych linki/artykuły Andrzeja Gregosiewicza, co było odpowiedzią na niewinną wzmiankę, iż ów kolega "leczył się homeopatycznie".

Jeżeli zaś ktoś usiłuje mi religijną papkę wciskać, to już koniec ostatnio próbowała mnie przekonać do zalet "katolickiej moralności" koleżanka(sama zresztą z ową "moralnością" w jej rozumieniu na bakier) otrzymała w prezencie "Boga Urojonego" Dawkinsa, choć szansę na jego przeczytanie oceniam nisko. Kiedyś natomiast stwierdziłbym, że jest hipokrytką i uciąłbym temat zabawną dykteryjką zanim się zaogni.

Zastanawia mnie czy to zasługa/wina portalu, czy może sam dostrzegłem potrzebę walki z przesądami i szaleństwem również moimi własnymi.


Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
06-11-2011 03:54 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
>Trzeba się zdecydować: "mam światopogląd" czy "mam święty spokój"

Z całym szacunkiem- prawdziwe tylko i wyłącznie w odniesieniu do światopoglądów "misyjnych".

erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Ogarnia mnie przerażenie, odnośnie mego własnego zachowania.
>Portal czytywałem już wcześniej, ale regularność w tym procesie osiągnąłem od chwili uczestnictwa w
>forum. Od czasu jednak gdy rozpoczął się mój udział w forum, czytanie artykułów portalowych stało się
>nieomal rutyną.

Witaj w klubie Mnie moja zmiana nie przeraża, bo poglądy potrafiłem zamanifestować już wcześniej.
>Lecz moja zajadłość by rzucić światło na przedmiot dyskusji nawet za wysoką cenę zepsucia nastroju

Witaj w klubie

>znalezienie, obecnie często nie spocznę aż nie wyprowadzę interlokutora z błędu lub sam się do niego
>nie przyznam.
>Owa zajadłość w dyskusjach zaczyna być irytująca, jak mniemam nie tylko dla mnie.

Witaj w.. Moją partnerkę wqrwia moja gorliwość neofity. Ale to ona przełamała mój opór do uczestniczenia na forum Poznała moje poglady jak tylko mnie spotkała. Nie mam w zwyczaju ukrywać, że jestem ateistą. Zauważa moje ostrzejsze wypowiedzi w czasie rozmów ze znajomymi.
>1. Czy uważacie, że takie podejście przestaje być racjonalne?
Dlaczego miałoby przestać być racjonalne? Teraz twój racjonalizm zauważa więcej osób, jest bardziej wyrazny dla ciebie. Taki coming out.

>2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?
Jak długo?
>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas
>swoją ignorancją?
W moim otoczeniu nie ma innego ateisty. Gdzie się nie obrócę to katolik, muzułmanin, hindus... Nie wszystkich uważam za ignorantów, bez względu na ich religijne upośledzenie. Zwykle, w moim przypadku, wystarcza zignorowanie "trudnych" tematów. Chociaż, jak przeginają to litości nie okazuję. Niektórzy wiedzą to i ... okazują szacunek. Od lat na emigracji w końcu się doczekałem
>4. Czy często zdarza wam się trafić na przedmiot dyskusji, który wcześniej był poruszany przez jakiś
>artykuł w portalu?
Często się trafia.
>5. Czy czytanie portalu nie czyni z nas ekscentrycznych dziwaków którzy w większość tematów mają coś
>do powiedzenia?
Wątpliwości? Jasne, że jestem dziwakiem. W świecie pełnym religii każdy, kto ma coś do powiedzenia jest dziwny.
>6. Jednocześnie czy czytanie prasy i literatury naukowej, popularnonaukowej nie zaburza poczucia
>wątpliwości i pokory wobec własnej wiedzy?
>7. Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani
>ją prostować?
Nigdy nie uważałem się za mądralę, więc uczucia pychy wynikającego z mojej wiedzy nie poznałem. Uczę się cały czas, zwłaszcza przebywając na R.

Ps. Mariusz (przepraszam za poufałość) w swoim poście określił to najlepiej. Masz dwa albo; albo masz swój światopogląd i nie boisz się go oznajmić i bronić, albo zamilcz i śpij spokojnie...
sinapis (1725 punktów)
>Ogarnia mnie przerażenie, odnośnie mego własnego zachowania.

Pozostaje się zastanowić, czy owa zmiana behawioru jest skutkiem czytywania niniejszego portalu, czy też oba te zjawiska nie są efektem innej przyczyny.
06-11-2011 09:27
 Ocena 12 na 12
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
Mogę powiedzieć, że miałem i w sumie mam podobnie. Na szczęście wśród znajomych nie mam ludzi "zbyt" wierzących - w większości są raczej obojętni wobec religii. Poza tym w najbliższym gronie przyjaciół tematy te mamy obgadane i w ważniejszych kwestiach się zgadzamy, a w innych zgadzamy się, co do tego, że mamy inne zdanie. Toteż dyskusja jest zamknięta. Niemniej, to ja ją zapoczątkowałem w czasie, kiedy byłem ateistyczno-racjonalistycznym neofitą i chęć zakomunikowania światu mojego światopoglądu we mnie buzowała
Ostatnio zauważyłem, że jeśli bywam na jakiejś imprezie, bądź spotkaniu nie u swoich znajomych (np. u znajomych mojej dziewczyny albo znajomych znajomej/znajomego mojej dziewczyny, to temat teizm/ateizm pojawia się nader często - mniej więcej 3 na 5 imprez. A jak się już pojawi, to scenariusze są podobne; odzywa się kilka spanikowanych głosów, żeby nie ciągnąć tego tematu, kilka osób w zakłopotaniu milczy, a ja i mój interlokutor albo kontynuujemy wątek w innym pomieszczeniu lub go ucinamy, jeśli nie ma możliwości "niesmrodzenia" innym - to trochę jak z paleniem
Ale na początku mojej przygody intelektualnej z racjonalista.pl, kiedy odkrywałem, a raczej budowałem rzeczowe fundamenty swojego ateizmu, nie przepuszczałem żadnej okazji - ktoś wspomniał kościelne przekręty/kwestię aborcji/in vitro/związków partnerskich - włączałem się do dyskusji i nie było zmiłuj Czasami tak kierowałem rozmową, by w końcu zeszła na kwestie światopoglądowe - z czasem uznałem, że to za zbyt manipulatorskie
Tak czy inaczej miałem i mam swego rodzaju szczęście, że trafiałem na inteligentnych i ciekawych teistów i ateistów (studentów, tak jak ja), z którymi mogłem podyskutować na poziomie.
Jak mówiłem, o ile jeszcze rok, czy półtora roku temu nie odpuściłbym okazji, żeby dyskutować i "poateizować" w większym gronie, ignorując tych przerażonych tematem, o tyle teraz albo odpuszczam albo, jak pisałem, znajduję osobne i spokojne miejsce do dyskusji w gronie chętnych.
Sprawa wygląda trochę inaczej z rodziną. Rodzinę mam niedużą - oprócz mamy i babci, które nie są przesadnie religijne (moja babcia jest religijna w sposób nieco ludowy, mama zaś prawie wcale), mam jeszcze rodzinę od strony chrzestnego (brata mojego ojca), który jest człowiekiem bardzo religijnym, pielgrzymującym do Częstochowy etc. Kwestia religii nie pojawiała się raczej na uroczystościach rodzinnych - w święta, kto chciał ten szedł na pasterkę, kto nie chciał, to nie szedł. Więc nikt mnie nie strofował, gdy nie szedłem - wynika to pewnie z tego, że niegdyś dziadek (będący de facto głową rodziny) do kościołów nie wchodził, a miał taki autorytet, że nikt by mu "uwagi nie zwrócił".
Niemniej ostatnio, na imieninach kuzynki, (było to przed wyborami) wyszedł temat Palikota. Jak wiadomo dyskusja o polityce, zwłaszcza w rodzinie, może się źle skończyć, a jak do tego dojdzie religia... Sam się przeraziłem, gdy zaczął się ten wątek. Ale cóż, zostałem zapytany, więc odpowiedziałem, że zagłosuję na Palikota. W czasach, kiedy nie czytałem racjonalista.pl pewnie bym odpuścił. Ale teraz nie odpuszczam - tzn. uważam, że mam takie samo prawo do głoszenia swoich poglądów jak wierzący, a fakt, że mam takie a nie inne poglądy nie powinien nikogo urazić, a jeśli urazi to.. cóż, nie mój problem.
Przyznałem się do głosowania na RP, więc pojawiło się pytanie "dlaczego". W tym momencie wyłożyłem swoje ateistyczno-liberalne poglądy. W pierwszej chwili oczywiście szok wujka i cioci - jak to? To w co wierzysz? Nauczony doświadczeniem w tego typu dyskusjach wyłożyłem swoje stanowisko spokojnie i rzeczowo; dlaczego, m.in. biorąc pod uwagę mnogość religii w historii kultury, osiągnięcia naukowe w wyjaśnianiu i opisywaniu świata i Wszechświata etc. nie wierzę w tego czy innego boga, a także skąd czerpię swoje zasady etyczne i dlaczego nie z ksiąg lub od kapłanów.
Myślę, że to właśnie moje spokojne, rzeczowe (i nie krytykujące religii katolickiej wprost, a w każdym razie niezbyt ostro) wyjaśnienie sprawiło, że nie doszło do dalszej dyskusji i darcia szat. Po prostu wierzący wujkowie nie mieli żadnych argumentów "nawracających"; chyba trudno było im też znaleźć dziurę w mojej etyce, by móc nazwać mnie "satanistą" czy czymś takim. Innymi słowy starałem się i chyba mi się udało nie zostawić miejsca na kłótnię. Moje też szczęście w tym, że choć wujkowie to ludzie wierzący i, no cóż, "prości", to jednak bardzo serdeczni, spokojni i jak się okazuje bez zacięcia ewangelizacyjnego.
Choć bałem się tego, jak mój ateizm zostanie odebrany właśnie w rodzinie, a temat musiałby się kiedyś pojawić - brak ślubu kościelnego i chrztu pewnie by zauważyli, to cieszę się, że się pojawił teraz i cieszę się, że pewnego dnia postanowiłem sięgnąć po racjonalista.pl, po książki Dawkinsa, Hitchensa etc., bo dzięki temu mogłem teraz spokojnie, rzeczowo i kulturalnie przedstawić swoje stanowisko i nie urazić czy krytykować czyichś poglądów - a dawniej pewnie by się bez tego nie obyło
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>1. Czy uważacie, że takie podejście przestaje być racjonalne?
Dopóki posługujesz się raison pure, to nie.
> 2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?
Gdybyś był księdzem Bonieckim, to może......
> 3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas swoją ignorancją?
Dużo tłumaczyć, rozmawiać , dawać przykłady. Jak z dziećmi!.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
anchimen (13 punktów)
Cieszę się, że napisałeś o tym problemie, bo dla mnie jest/był to problem. Dzięki temu nie muszę wciąż siebie katować wstydem za zabójcze dla relacji dyskusje, jakie odbywałem kilka lat temu. Jak widzę, nie przeżywałem tego sam.

Moje wnioski z wieloletnich autoobserwacji:
1. Nie każda prezentacja poglądów nią jest - o tym decyduje kultura rozmowy i argumentacji i spokojny odbiór naszych argumentów. W innym przypadku prezentujemy jedynie własną niedojrzałość emocjonalną, - bo czym jest piekąca niezgoda na odmienne poglądy i nieprzyznawanie nam racji?
2. Lektura Dawkinsa czy Racjonalisty z pewnością nie szkodzi, - ale może nas utwierdzać w poczuciu posiadania prawdy objawionej - znowu ta sama prezentacja niedojrzałości.

Rozwiązanie nie jest proste - stawia przed nami wysoką poprzeczkę - nauczenie się rozmowy bez wzbudzania emocji. Odporności na emocje innych - nie wchodzenie w zwarcia. Coś takiego już mi się udaje - i zachowuję poczucie swojej wartości. Bezcenne!
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Otóż budzi się we mnie racjonalistyczny "taliban", który ma w zwyczaju manifestować doniesienia
>naukowe przy każdej nadarzającej się rodzinnej/przyjacielskiej dyskusji, odwoływać się do
>konkretnych artykułów i badań. Już pomijam zasadność swoistego propagowania "słowa naukowego" pośród
>ludzi którzy nie zawsze posługują się "rozumowym podejściem do życia".

-Nie jesteś niczemu winien. Urodziłeś się w takim środowisku, zdominowanym przez religię i tradycję z nią związaną. Ja nazwałbym to raczej anty-talibanizmem. Trzeba rozróżnić akcję od reakcji. Codziennie jesteśmy bombardowani seriami bzdurnych informacji, absurdów, wiadomościami o cudach i różnych innych piramidalnych bzdurach pośrednio lub bezpośrednio. Czasem można to "olać", a innym razem krew się burzy, gdy ma to formę zarzutu. Z naszej strony jest to zazwyczaj reakcja. Czy to na propozycję pójścia na nabożeństwo, uczestnictwa w jakimś święcie czy kupienia "leku" homeopatycznego. Reagujemy w jakiś sposób. Gdybyś poszedł do kogoś i zdjął mu krzyż ze ściany, albo sam zaczął go przekonywać, że nie powinien iść do kościoła byłbyś blisko "Taliba". Wątpię czy ktoś z nas tak czyni, ja nie. W polityce mamy podobnie gdy "prawdziwi Polacy" oskarżają przeciwników o zdradę, spisek, zamach, uległość wobec państw sąsiednich, podpierając to raportami pewnego typa, to z drugiej strony następuje reakcja, czasem ostra w stylu Niesiołowskiego, ale reakcja czyli forma obrony.


"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
06-11-2011 12:39
 Ocena 13 na 13
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
Ładnieś to opisał, wielu z nas podobnie przechodziło etap zmiany i kształtowania się poglądów.

>Owa zajadłość w dyskusjach zaczyna być irytująca, jak mniemam nie tylko dla mnie.

Chcesz być lubianym przez rozmówcę? Udawaj troszkę głupszego od niego i się z nim zgadzaj... A jeśli szacunek do siebie i do rozmówcy Ci na to nie pozwala, to cierp i walcz

>1. Czy uważacie, że takie podejście przestaje być racjonalne?

Będzie racjonalne, jeśli potrafisz utrzymać rozmowę przed punktem, za którym rozmówca się obraża i nie chce słuchać. Wtedy cała dyskusja staje się nieracjonalną stratą czasu. Ja się dopiero tego uczę

>2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?

Absolutnie nie! Byłbyś egoistą i hipokrytą, udającym równego faceta, a w duchu gardzącym innymi.

>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas swoją ignorancją?

Jeśli w ogóle mam cierpliwość rozmawiać, to staram się kierować rozmowę na nietypowe tory - niekoniecznie w stronę sporów światopoglądowych. Ale z prawdziwą ignorancją, taką pełną uwielbienia dla swej wielkości, to szkoda czasu na takie podchody i lepiej się oddalić.
Są też ludzie, których szanuję mimo ich "ignorancji" i zwykle nie zmuszam ich do dyskusji. Starsi, porządni i bez żadnego wykształcenia, tacy "nie przesadza się starych drzew"; ignorancja to nie ich wina.

>4. Czy często zdarza wam się trafić na przedmiot dyskusji, który wcześniej był poruszany przez jakiś artykuł w portalu?

Bardzo często, zwłaszcza, że ten portal inspiruje do dalszych poszukiwań w necie i w książkach.

>5. Czy czytanie portalu nie czyni z nas ekscentrycznych dziwaków którzy w większość tematów mają coś do powiedzenia?

"Boże, uchroń mnie przed mniemaniem, że na każdy temat muszę mieć coś do powiedzenia"?
Taaaak. Sporej pracy nad sobą wymaga wykształcenie umiejętności zamknięcia własnej japy i posłuchania innych ludzi. Inni często mają również wiele do powiedzenia, tylko trzeba ich ośmielić i dać czas na wypowiedzenie, troszkę pociągnąć za język. To jest często ciekawsze i bardziej wartościowe od zachwycania się własną mądrością...

>6. Jednocześnie czy czytanie prasy i literatury naukowej, popularnonaukowej nie zaburza poczucia wątpliwości i pokory wobec własnej wiedzy?

Mnie inspiruje do dalszych wysiłków, by dorównać i przegonić

>7. Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani ją prostować?

A często, często. Uboczne skutki bycia inteligentnym, oczytanym, wykształconym i bardzo przystojnym

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
spellbinder (8577 punktów)
Ja miałem podobnie przy okazji odchodzenia od kościoła. W mojej rodzinie tradycje nie były silne, ale jednak były - niemniej w pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać. Ojca udało mi się "nawrócić", obecnie w moi rodzice nawet choinki nie stawiają - i tak to zawsze był pusty zwyczaj u mnie w domu.

>1. Czy uważacie, że takie podejście przestaje być racjonalne?

Zależy kiedy. Jeśli zaczynamy się spierać z bandą religijnie nastawionych kolesi skorych do rękoczynów, na jakiejś wiejskiej popijawie, nie jest to zbyt racjonalne. Jeśli jednak jesteśmy w gronie koleżeńskim, to jak najbardziej mamy prawo wyrazić swoje zdanie.

>2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?

Zależy kiedy Są ludzie, którzy nie chcą o tym słuchać. Są tacy, co chętnie podyskutują, mimo odmiennych przekonań. Są tacy, co się nawet "nawrócą". Przede wszystkim jednak poprzez rozmowę możemy "sprawdzić" nasze przekonania - zwłaszcza kiedy nasz rozmówca się z nami nie zgadza.

>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas
>swoją ignorancją?

Olewam. Jako, że jestem złośliwy, zdarza mi się specjalnie wkurzać takie osoby.

>7. Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani
>ją prostować?

Tak.
Anna Salman (16360 punktów)
>...budzi się we mnie racjonalistyczny "taliban", który ma w zwyczaju manifestować doniesienia naukowe przy każdej nadarzającej się ... dyskusji, odwoływać się do konkretnych artykułów i badań. Już pomijam zasadność swoistego propagowania "słowa naukowego" pośród ludzi którzy nie zawsze posługują się "rozumowym podejściem do życia".
Uczynienie z nauki swoistego bożka też nie jest zdrowe. Ludzie o wiele częściej kierują się intuicją w ocenie sytuacji, dokonując codziennych wyborów. I nie jest to bezpodstawne, bo podświadomie korzystamy z informacji zgromadzonych wcześniej przez umysł, w ciągu długiego czasu. A tzw. rozumowe podejście to nie tylko zasób teorii, ale w dużej mierze praktyka, doświadczenie - w kontaktach społecznych nieocenione, niemożliwe do nabycia przez internet.
>Lecz moja zajadłość by rzucić światło na przedmiot dyskusji nawet za wysoką cenę zepsucia nastroju lub poświęcenie czasu na poszukiwanie konkretnego argumentu wydaje się być w sprzeczności z moją niedawną postawą.
Cóż wychowałam się w środowisku, w którym zupełnie bezkolizyjnie funkcjonowały obok siebie osoby o różnych światopoglądach. Wykształciło to we mnie złudne przekonanie, że to jest standard. Od kilku lat zauważam, coś wręcz przeciwnego.
>Gorliwości neofity raczej zarzucić sobie nie mogę (może nie chcę), ...
Chyba to drugie.
>2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?
Zależy od sytuacji i nie jest to kwestia racjonalizmu, lecz wyczucia / taktu. Nie zdarza mi się forsować swoich poglądów w kontaktach ze starszymi, niezbyt wykształconymi, często samotnymi osobami, zwłaszcza jeśli chodzi o religię. To jest często jedyne, co im pozostało.
>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas swoją ignorancją?
Tu na portalu? Blokuję.
W realu - ograniczyłam do minimum kontakty z wieloma osobami, a z tymi, z którymi jeszcze rozmawiam - głównie poruszamy tematy neutralne (tzw. d.Maryni - dobre zawsze i wszędzie).
>4. Czy często zdarza wam się trafić na przedmiot dyskusji, który wcześniej był poruszany przez jakiś artykuł w portalu?
Bardzo rzadko. Na przykład tematów stricte religijnych, których tu jest dużo, żaden znajomy katolik w mojej obecności już nie porusza. Ale to bardziej z uwagi na moje "podejrzane konszachty" z protestantami, którzy jak wiadomo PŚ znają na wyrywki i cytują z pamięci nawet wyrwani z głębokiego snu w środku nocy (bujda oczywista, ale katolicy na pewno tego nie zweryfikują).
>5. Czy czytanie portalu nie czyni z nas ekscentrycznych dziwaków którzy w większość tematów mają coś do powiedzenia?
Dziś to jest może odbierane, jako dziwactwo, w czasach mojej młodości stanowiło swego rodzaju nobilitację towarzyską.
Od dziecka czytam bardzo dużo, często trudnieszych rzeczy, niż na tym portalu i zawsze miałam wokół siebie ludzi również oczytanych i specjalistów w swoich dziedzinach. Niektórzy ostatnio cofnęli się chyba w rozwoju, co ułatwiło mi decyzję o zerwaniu kontaktów.
>6. Jednocześnie czy czytanie prasy i literatury naukowej, popularnonaukowej nie zaburza poczucia wątpliwości i pokory wobec własnej wiedzy?
Chyba właśnie uczy sceptycyzmu i wywołuje poczucie pokory z uwagi na własną niewiedzę.
>7. Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani ją prostować?
Najwięcej bzdur docierało do mnie za pośrednictwem mediów. A to jest jednostronna komunikacja.
diogenes (42753 punktów)
>Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani ją prostować?

Głupota jest jak garb - jak chciałbyś go prostować?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-11-2011 02:25 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>Głupota jest jak garb - jak chciałbyś go prostować?

Zasmuciłeś mnie
jasenka (1863 punktów)
>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas
>swoją ignorancją?


Ja właśnie już sobie przestałam radzić, czując się wyobcowana wśród atakującej mnie ignorancji (atakującej dosłownie), zaczęłam szukać oazy - i znalazłam ją tutaj, za co wszystkim Wam dziękuję
Gdy już czuję, że mam po dziurki w nosie ogarniającego go mnie potępienia jako "antykrysta" i wyjaśniania mi, że panbuk mnie i tak kocha, rzucam się na to forum i mój umysł uspokaja się jak pomidor w lodówce

>6. Jednocześnie czy czytanie prasy i literatury naukowej, popularnonaukowej nie zaburza poczucia wątpliwości i pokory wobec własnej wiedzy?

Oj, zaburza. Ale pocieszam się, że pierwszym stopniem do zdobycia prawdziwej wiedzy jest świadomość, ile się jeszcze nie wie, i gdzie tej wiedzy można szukać.
10-11-2011 17:44 
 Ocena 1 na 1
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>Ja właśnie już sobie przestałam radzić, czując się wyobcowana wśród atakującej mnie ignorancji (atakującej dosłownie), zaczęłam szukać oazy - i znalazłam ją tutaj, za co wszystkim Wam dziękuję
Ja również dziękuję.
>Oj, zaburza. Ale pocieszam się, że pierwszym stopniem do zdobycia prawdziwej wiedzy jest świadomość, ile się jeszcze nie wie, i gdzie tej wiedzy można szukać.
I chyba po to jest to forum. To chyba jedyne miejsce gdzie można z mniejszym, bądź większym sensem podyskutować o tym, co ważne.

Jego Najjaśniejsza Mość Imperator Świata, Wszechświata i Okolic o imieniu ponad wszelkie imiona.. którego Wszechświat sięga tak daleko, jak Jego wyobraźnia. Ten, który zwykł mawiać "Jam Prawem ponad Prawem i Lewem. Wiem wszystko, bo nie wiem nic...
Artur@R (7115 punktów)
>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas swoją ignorancją?<

Ja często reaguję tak jak Hemingway :

"Inteligentni ludzie są często zmuszeni do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami"
...ale ja już stary jestem - młodym nie polecam


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
anhella (110 punktów)

>1. Czy uważacie, że takie podejście przestaje być racjonalne?
Nie. Ale w moim odczuciu, jako że też mam do niego skłonności, źle traktujesz samego siebie. W końcu przyznajesz, że nie jest Ci z tym dobrze.

>2. Może jednak lepiej zachować swoje przemyślenia, wątpliwości, odkrycia dla siebie?
Dla świętego spokoju, z szacunku do siebie

>3. Jak sobie radzicie z ludźmi na obecność których skazani bywamy którym zdarza się irytować nas
>swoją ignorancją?
A może być "nie radzicie" ? Naciski innych, gdy twierdzą, że wiedzą coś lepiej, nawet gdy w oczywisty sposób posiadam większą wiedzę (najgorsza przemądrzałość z możliwych, gdy ktoś próbuje wmówić, że wie lepiej, co myśli jego rozmówca) wyprowadzają mnie z równowagi. Od czasu gdy sobie tu poczytuję (i czuję czasem taką ulgę, jeśli ktoś zdąży powiedzieć za mnie moje zdanie na jakiś temat), nie odczuwam potrzeby do wchodzenia w konflikty z moimi domownikami na niepraktyczne tematy. Może R. działa na mnie zupełnie inaczej

>4. Czy często zdarza wam się trafić na przedmiot dyskusji, który wcześniej był poruszany przez jakiś
>artykuł w portalu?
Tak. Jeśli towarzystwo dąży w tym kierunku, ale posiada zwrot i stałe wartości inne niż moje, tzn. że nie należy się przyłączać do dyskusji.

>5. Czy czytanie portalu nie czyni z nas ekscentrycznych dziwaków którzy w większość tematów mają coś
>do powiedzenia?
Nie bardziej niż niegdyś

>6. Jednocześnie czy czytanie prasy i literatury naukowej, popularnonaukowej nie zaburza poczucia
>wątpliwości i pokory wobec własnej wiedzy?
Polecam jeszcze podręczniki akademickie

>7. Czy zdarza wam się słyszeć tak piramidalną bzdurę, iż niejako z urzędu czujecie się zobowiązani
>ją prostować?
Tak. Tu zazwyczaj ciężko się powstrzymać. Grunt to nie dać się potem sprowokować do dyskusji, gdy ktoś próbuje Cię do niej przekonać.

Osobiste.
Co do moich zmian światopoglądowych... W pewne święta, a wtedy lat miałam bodaj 16, mój ojciec zauważył, że nie byłam w kościele ani w triduum, ani od pewnego czasu wcale /spuśćmy zasłonę milczenia na fakt, że sam mnie prześcignął dalece/. Wywiązała się ostra dyskusja i chciano mnie wyrzucić z domu. Odwołałam się do łez i pragnienia poprawy i dzięki temu mogłam zostać. Oczywiście poprawy nie było, kilka następnych niedzieli poświęciłam na spacery między 11 a 12, potem udawałam, że nie mam czasu. Mój ateizm był dodatkiem do uszczypliwości, elementem niekulturalnych dyskusji politycznych. W końcu stał się jakby żarcikiem, małą wadą do ukrycia przed innymi, w pewien sposób czymś akceptowalnym. Od czasu do czasu muszę udawać, że jestem prawdziwym, katolickim Polakiem, ale z coraz mniejszym bólem mi to przychodzi.

Morał z tej bajki stary, choć nie wszystkim znany - chcecie być zawsze szczerzy, radźcie sobie sami.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365