Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy istnieje dusza ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-03-2007 22:59Mateusz (879 punktów)Czy istnieje dusza ?
Czy istnieje dusza ?
Ja, jako ,materialista ,ateista , empirysta i oczywiście racjonalista uważam , że sprawa jest z mojego punktu widzenia nie tak oczywista jakby się mogło wydawać.
Weźmy taki przypadek :
Jest sobie człowiek ,który jest pewnym zbiorem atomów i innych mniejszych jeszcze cząstek.To go definiuje, jaki jest ,jak się postrzega ,itd.Jeżeli teraz go zabijemy, rozwalimy w proch i z tegoż prochu ,,ulepimy" odnowa ,zachowując absolutną dokładność w porównaniu z pierwowzorem.
To co otrzymamy, czy rzeczywistą ofiarę naszego eksperymentu, czy też innego już człowieka ?
Czy jest możliwe zmartwychwstanie ?A może jednak są jakieś nieznane czynniki , które to uniemożliwiają.
Mnie osobiście trudno wyobrazić sobie taką możliwość , ponieważ np. jak to by było gdyby stworzono idealną kopię człowieka , ale nieuśmiercając go uprzednio. Czy jego dusza podzieliła by się ? Nie wiem, nie sądzę.
Chyba , żeby powołać się na to ,iż kopia nie byłaby zbudowana z tej samej materii,ale czy to ma znaczenie , jeżeli ona będzie absolutnie identyczna , co materia na wzór której powstała ?Wtedy nie ,tylko w różnicy możnaby się doszukać bariery.
Wydaję mi się teraz , że pytanie powinno raczej brzmieć tak:Czy cokolwiek na świecie może być takie samo? Mogłoby być gdyby materia miała charakter skończonej podzielności,
wtedy możnaby do woli budować identyczne materialnie przedmioty,z niepodzielnych elementów.A czy to nie byłoby równozanaczne z niebytem duszy,przecież jej przymiotami są właśnie niepodzielność i niepowtarzalność ?

Nie wiem, czy nie namieszałem za bardzo,ale trudno.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

O'Connor (233 punktów)
Polecam "Dialogi" S.Lema. Problem o którym piszesz jest tam dokładnie "wydyskutowany".
Pozdrowienia,
Piotr
Brzozowski (115 punktów)
>Polecam "Dialogi" S.Lema. Problem o którym piszesz jest tam dokładnie "wydyskutowany".
>Pozdrowienia,
>Piotr
Chyba jeszcze dokladniej i lepiej w "Summa technologiae".
Pozdr. Christoph
Mateusz (879 punktów)
Dzięki za informację. Przeczytałem i muszę powiedzieć, że było warto.
Pozdrowienia.
joice (259 punktów)
Jesli przy pomocy skalpela mozna z seryjnego mordercy zrobic przykladnego ojca rodziny,mozna wywnioskowac,ze nie istnieje zaden niezmienny pierwiastek w naszej swiadomosci.Ducha lepiej(logiczniej) interpretowac,jako wytwor umyslu,a umysl jako wytwor naszych wspanialych mozgow.
Pojecie duszy,nadanej nam przez jakiegos boga jest juz dzis przestarzale( oczywiscie nie w tym kraju).
pozdrawiam.
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Z pewnością nie jesteś materialistą skoro zadajesz takie pytanie.

>Jest sobie człowiek ,który jest pewnym zbiorem atomów i innych mniejszych jeszcze cząstek.To go definiuje, jaki jest ,jak się postrzega ,itd.Jeżeli teraz go zabijemy, rozwalimy w proch i z tegoż prochu ,,ulepimy" odnowa ,zachowując absolutną dokładność w porównaniu z pierwowzorem.

Nie jesteśmy w stanie ulepić takiego człowieka, bo nie tylko atomy są ważne, ale także ich połaczenia, to co wyparuje i to czego nie da się powrotnie skleić. Dla mnie pojęcie dusza oznacza mózg i to co czujemy (oczywiście wszystko co czujemy jesteśmy w stanie wyjaśnić złożonymi procesami, dlatego mózg jest w tym wszystkim tak ważny.

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Mateusz (879 punktów)
>Z pewnością nie jesteś materialistą skoro zadajesz takie pytanie.
Nie rozumiem duszy jako świadomości , możliwości odczuwania itp. Chodziło mi raczej o pewną niepowtarzalność ,bo np.Jeżeli jak na wzór mojego przykładu stworzyć moją idealną kopię tuż po mej śmierci, czy ja się poprostu obudzę gdy w jej muzgu zaczną zachodzić procesy myślowe, czy też to będzie taki sam człowiek jak ja , lecz już nie ja.
Niepotrafię tego ładnie wyrazić, ale to jest sednem sprawy.
Pozdrawiam.
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Niemożliwe jest powrotne złożenie Ciebie, a dlaczego??? podam na przykładzie
Wyobraź sobie, że robisz placek: sypiesz mąkę, cukier, mleko i wbijasz jajka. Wkładasz ten placek do pieca i 'za Chiny' nie otrzymasz z powrotem jajka! Po protu jest to tak złożony i nie możliwy do odwrócenia proces, że jajko nie będzie odzyskalnie (wszystkie cząsteczki zostaną bezpowrotnie pooddzielane). Więc tak samo nie jest możliwe złożyć Twój mózg, aby mógł funkcjonować. A skoro nie jest to możliwe to nie ma sensu zadawanie tego typu pytań.

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Mateusz (879 punktów)
Mogę tylko powtórzyć to co napiałem wcześniej:
> Nidy nie mów nigdy.To, że australopitekom nawet nie śniło się koło( domniemanie), nie znaczy ,że ich potomkowie nie mogli sobie zrobić z niego całkiem fajnego elementu samochodu,prawda.To, że 150 lat temu, mało kto wierzył w sensowność prób wzbijania się w powietrze nie przekreśla tego, iż polecieliśmy na księżyc.
LEGION (3161 punktów)
>Nie rozumiem duszy jako świadomości , możliwości odczuwania itp. Chodziło mi raczej o pewną niepowtarzalność ,bo np.Jeżeli jak na wzór mojego przykładu stworzyć moją idealną kopię tuż po mej śmierci, czy ja się poprostu obudzę gdy w jej muzgu zaczną zachodzić procesy myślowe, czy też to będzie taki sam człowiek jak ja , lecz już nie ja.
>Niepotrafię tego ładnie wyrazić, ale to jest sednem sprawy.
>Pozdrawiam.

Pytanie na które nie można udzielić w 100% pewnej odpowiedzi. Nie znamy dokładnie mechanizmów rządzących naszą świadomością. Osobnik taki miałby Twoją świadomość z chwili zapisu. Zapewne nie pamiętałby więc śmierci. Nie istniałaby więc ciągłość jaźni: Ty byłbyś sobą trochę dłużej, a co za tym idzie inaczej niż kopia. Dlatego taki transfer wydaje mi się niemożliwy. Wydaje mi się, że świadomość nasza(niepowtarzalność) jest nierozerwalnie związana z mózgiem. I w chwili śmierci zanikłaby. Osobnik byłby taki sam(podobny) ale nie ten sam.

Ale na jakiej niby podstawie mielibyśmy wykluczyć inne opcje?

NIE KLIKAĆ
Mateusz (879 punktów)
> Osobnik taki miałby Twoją świadomość z chwili zapisu. Zapewne nie pamiętałby więc śmierci. Nie istniałaby więc ciągłość jaźni: Ty byłbyś sobą trochę dłużej, a co za tym idzie inaczej niż kopia. Dlatego taki transfer wydaje mi się niemożliwy.

A gdyby przeprowadzić zapis świadomości już po śmierci osobnika.To ciągłość jaźni zaistniałaby, ale czy świadomość przebudziłaby się automatycznie w swej idealnej kopii.
Wątpię.

> Wydaje mi się, że świadomość nasza(niepowtarzalność) jest nierozerwalnie związana z mózgiem. I w chwili śmierci zanikłaby. Osobnik byłby taki sam(podobny) ale nie ten sam.

Podsunął mi Pan pewną myśl , jeżeli byłoby tak jak jest powyżej napisane ,to osoby które były w stanie śmierci klinicznej , a jednak żyją nie są już tymi samymi osobami co przedtem.Bowiem ich mózgi pod wpływem jakiegoś impulsu aktywowały się ,powołując tym samym nową świadomość, nietożsamą z pierwowzorem.
LEGION (3161 punktów)
>A gdyby przeprowadzić zapis świadomości już po śmierci osobnika.To ciągłość jaźni zaistniałaby, ale czy świadomość przebudziłaby się automatycznie w swej idealnej kopii.

Jak dla mnie ciągłość nie istniałaby, ponieważ w chwili śmierci ustaje przepływ prądu i reakcje chemiczne w mózgu, a to właśnie one tworzą tę jaźń.

>Podsunął mi Pan pewną myśl , jeżeli byłoby tak jak jest powyżej napisane ,to osoby które były w stanie śmierci klinicznej , a jednak żyją nie są już tymi samymi osobami co przedtem.Bowiem ich muzgi pod wpływem jakiegoś impulsu aktywowały się ,powołójąc tym samym nową świadomość, nietożsamą z pierwowzorem.

I zazwyczaj zaczynają zachowywać się nieco inaczej niż przed "śmiercią": szok, czy podmiana?

Pan??? Ja mam dopiero 25 lat!!


NIE KLIKAĆ
Mateusz (879 punktów)
No to można by zsynchronizować proces śmierci orginału i odżywania duplikatu.Ale to i tak nic nie zmienia , dlatego że rzekoma kontynuowana jaźń ,musiałaby być jakąś substancją nadnaturalną(a na to zgodzić się nie mogę), bo co niby miałby wspólnego czas śmierci denata z przebudzeniem jego kopii .Myślę , że kontynuacja jaźni w ogóle nie ma miejsca , ponieważ człowiek cały czas się zmienia ,ulega wymiana materii ale także zmiany w charakterze jej uporządkowania , dlatego owa ciągłość jestestwa jest według mnie tylko iluzją .Podsumowując , aby podtrzymać tą iluzję (nie przeczę w moim subiektywnym odczuciu bardzo potrzebną i ważną )należy nieprzerwanie przedłużać funkconowanie mózgu.

Ja mam troszeczkę mniej bo tylko 15 lat na koncie.
LEGION (3161 punktów)
>No to można by zsynchronizować proces śmierci orginału i odżywania duplikatu.Ale to i tak nic nie zmienia , dlatego że rzekoma kontynuowana jaźń ,musiałaby być jakąś substancją nadnaturalną(a na to zgodzić się nie mogę), bo co niby miałby wspólnego czas śmierci denata z przebudzeniem jego kopii.

Dlaczego nadnaturalną? Jaźń składa się na dobrą sprawę z impulsów elektrycznych. Skoro potrafimy dyskietkę ładować polem magnetycznym, to ładowanie organizmu pozostanie tylko technicznym problemem.

>Myślę , że kontynuacja jaźni w ogóle nie ma miejsca , ponieważ człowiek cały czas się zmienia ,ulega wymiana materii ale także zmiany w charakterze jej uporządkowania , dlatego owa ciągłość jestestwa jest według mnie tylko iluzją .Podsumowując , aby podtrzymać tą iluzję (nie przeczę w moim subiektywnym odczuciu bardzo potrzebną i ważną )należy nieprzerwanie przedłużać funkconowanie mózgu.

Człowiek ciągle się ziemia, mózg też podlega wymianie komórek, jak każdy inny organ. Jedyną stałą rzeczą w tym komplecie jest właśnie ta jaźń nieszczęsna. I ona właśnie zapewnia ciągłość jestestwa.

>Ja mam troszeczkę mniej bo tylko 15 lat na koncie.

Wiem.

NIE KLIKAĆ
Mateusz (879 punktów)
> Dlaczego nadnaturalną ? Jaźń składa się na dobrą sprawę z impulsów elektrycznych. Skoro potrafimy dyskietkę ładować polem magnetycznym, to ładowanie organizmu pozostanie tylko technicznym problemem.

Czyli uważa Pan, że można przesłać jaźń przez kabelki z jednego muzgu do drugiego.
Być może tak jest ,ale co jeżeli np.nastąpi błąd w transferze danych? Ile impulsów elektrycznych oznacza jeszcze mnie , a ile już kogoś innego ?
Ale te pytania to już tylko tak dla zasady , ogólnie zgadzam się z Pańskim modelem.

> Wiem.

Jak wie to po co pyta ?


LEGION (3161 punktów)
>> Wiem.
>Jak wie to po co pyta ?

Nie pytałem o Twój wiek. Tylko o to, co Ci zrobiłem, że mnie Panem tytułujesz?

Obawiam się, że tylko 100% moich impulsów elektrycznych tworzy MNIE. Każdy błąd lub brak mógłby sprawić, że np.: kopia wierzyć będzie w boga, albo nie będzie wiedziała, jakie jest nazwisko panieńskie mojej matki.



NIE KLIKAĆ
Mateusz (879 punktów)
> Nie pytałem o Twój wiek. Tylko o to, co Ci zrobiłem, że mnie Panem tytułujesz?

Tytuł Pana jest oznaką szacunku z mojej strony , ale jeżeli nie chcesz tego, to będę walił do ciebie na Ty.

> Obawiam się, że tylko 100% moich impulsów elektrycznych tworzy MNIE. Każdy błąd lub brak mógłby sprawić, że np.: kopia wierzyć będzie w boga, albo nie będzie wiedziała, jakie jest nazwisko panieńskie mojej matki.

Sprowadzenie świadomości do postaci cyfrowej umożliwi ludzom swobodne tworzenie odmiennych jaźni, a wię staniemy się w pewnym sensie bogami.
A teraz mała dygresja:
Jeżeli niedoskonały człowiek ma w zasięgu wzroku możność kreowania idealnych społeczności, społeczeństw a nawet całego rodzaju ludzkiego to dlaczego niby Bóg w swym całym majestacie, miałby odrzucić ową wspaniałą możliwość.Czyż nie byłby wstrętny , gdyby okazało się iż rzeczywiście tak postapił.
Ja uważam , że wszystko jest możliwe ,istnienie Boga też.Ale Jahwe wcale mnie nie pociąga swoim postępowaniem do wiary w siebie.A jeszcze ten pomysł , że jego syn musi zginąć za jego nieudane zabawy z biologią - beznadziejny.

Pozdrawiam.
LEGION (3161 punktów)
>Tytuł Pana jest oznaką szacunku z mojej strony , ale jeżeli nie chcesz tego, to będę walił do ciebie na Ty.

I o to chodziło. Dziękuję.

>Jeżeli niedoskonały człowiek ma w zasięgu wzroku możność kreowania idealnych społeczności, społeczeństw a nawet całego rodzaju ludzkiego to dlaczego niby Bóg w swym całym majestacie, miałby odrzucić ową wspaniałą możliwość.

Myślę, że pojęcie niedoskonałości w stosunku do człowieka należałoby wywalić ze słownika. Stworzono je po to, aby przypominać, że tylko bóg jest doskonały.

NIE KLIKAĆ
03-03-2007 20:27 
 Ocena-1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

@@@

Człowiek, tak jak cały Wszechświat, którego jest częścią, jest zbiorem "4-sympeksów, czyli czterowymiarowych analogów zwykłych czterościanów" i co z tego wynika dla naszego człowieczeństwa. Moim zdaniem nic.
Natomiast człowiek powstały w procesie ewolucji z mózgiem osiągającym granice złożoności organicznej. To już zupełnie inna bajka. Bardzo trudna do zrozumienia, dawno temu nie potrafiąc tego zagadnienia zrozumieć wepchnięto tam "duszę" i już wszystko jasne. "Dusza wszystko rusza." Wepchnięto dawno temu, a do dzisiaj dla prostych ludzi jest optymalnym wyjaśniem.

W Internecie znajdzie Pani artykuł profesora Wodzisława Ducha pt. "Duch i dusza, czyli prehistoria kogniwistyki". Napisany jest przystępnie. Polecam!


Serdecznie pozdrawiam.

.
smag (464 punktów)
Jak wszyscy wiemy w człowieku nie istnieje narząd zwany duszą, istnieje natomiast mózg, który jest odpowiedzialny za jaźń i świadomość. Dusza jest (wyimaginowaną) częścią świadomości, a co za tym idzie - mózgu. Kiedy umiera mózg, umiera świadomość, a co za tym idzie umiera dusza.

Pozdrawiam.
Jan B
Rozśmieszył mnie Pan, dziękuję. I za objawienie mądrości także. Nie poważyłbym się na aporię, tym "jak wszyscy wiemy" wytrącił mi Pan wszelkie argumenty z ręki, istny Gorgiasz z Pana.
smag (464 punktów)
Cieszę sie, że potrafię rozśmieszyć.
Co do "jak wszyscy wiemy" to chyba niektórzy nie wiedzą, skoro wierzą w duszę.
Pan natomiast zamiast wyśmiewać wypowiedzi innych, niech przedstawi kontrargumenty dla mojego poglądu, tzn. gdy umiera mózg umiera wyobrażenie o duszy.
Oceniać jest łatwo. Zapraszm do dyskusji.
frater (183 punktów)
(zablokowany)
>Jak wszyscy wiemy w człowieku nie istnieje narząd zwany duszą, istnieje natomiast mózg, który jest odpowiedzialny za jaźń i świadomość. Dusza jest (wyimaginowaną) częścią świadomości, a co za tym idzie - mózgu. Kiedy umiera mózg, umiera świadomość, a co za tym idzie umiera dusza.
>Pozdrawiam.

u zwierząt, nie u ludzi
Dusza nasza jest nieśmiertelna
LEGION (3161 punktów)
>u zwierząt, nie u ludzi
>Dusza nasza jest nieśmiertelna

Dlaczego akurat zwierzęta nie maja duszy nieśmiertelnej?

NIE KLIKAĆ
Sycz (227 punktów)

>u zwierząt, nie u ludzi
>Dusza nasza jest nieśmiertelna

To są "tam" zwierzęta, czy nie ma?
Smutno musi być bez nich

Beirut
smag (464 punktów)
>Dusza nasza jest nieśmiertelna

Skąd wiesz ???
movax (630 punktów)
>Czy istnieje dusza ?
>Ja, jako ,materialista ,ateista , empirysta i oczywiście
>racjonalista uważam , że sprawa jest z mojego punktu
>widzenia nie tak oczywista jakby się mogło wydawać.
Ano nie jest taka prosta.

>Weźmy taki przypadek :
>Jest sobie człowiek ,który jest pewnym zbiorem atomów i
>innych mniejszych jeszcze cząstek.To go definiuje, jaki
>jest ,jak się postrzega ,itd.Jeżeli teraz go zabijemy,
>rozwalimy w proch i z tegoż prochu ,,ulepimy" odnowa
>,zachowując absolutną dokładność w porównaniu z
>pierwowzorem.
Jest to niewykonalne. A więc tworzysz problem który nie istnieje w naszym wszechświecie (prawa mechaniki klasycznej i kwantowej na to nie pozwalając). ciało to nie tylko atomy, ale zachodzące w tym czasie procesy (np. kreacje i anihilacja wirtualnych fotonów), tego się nie da zapisać ani odtworzyć).

Istnieje inna możliwość: symulujemy taki mózg w superkomputerze (z wszystkim co możliwe, o ile wymiar przestrzeni Hilberta związany z tym systemem ma skończony wymiar (co nie musi być prawdą)). Taki program AI możemy skopiować. Dalsza część wywodu pozostaje bez zmian. Ponieważ jednak poprzednie rozumowanie teraz nie działa to:
a) albo poprzednie rozmuowanie jest błędne
b) człowiek i jego umysł to coś więcej niż atomy i stany
c) nie da się zbudować AI porównywalnego z człowiekiem
d) świadomość wynika w jakiś sposób z nieskończonej wymiarowośći przestrzeni w której działają operatory kwantowe.

>To co otrzymamy, czy rzeczywistą ofiarę naszego
>eksperymentu, czy też innego już człowieka ?
W/g mnie gdyby było to możliwe był by to ten sam człowiek.

BTW. Przedwczoraj o tym rozmawiałem z kilkoma osobami i mieli różne poglądy, i ostatecznie nie doszliśmy do konsensusu niestety.

pozdrawiam.
Mateusz (879 punktów)
>Jest to niewykonalne. A więc tworzysz problem który nie istnieje w naszym wszechświecie (prawa mechaniki klasycznej i kwantowej na to nie pozwalając). ciało to nie tylko atomy, ale zachodzące w tym czasie procesy (np. kreacje i anihilacja wirtualnych fotonów), tego się nie da zapisać ani odtworzyć).

Nidy nie mów nigdy.To, że australopitekom nawet nie śniło się koło( domniemanie), nie znaczy ,że ich potomkowie nie mogli sobie zrobić z niego całkiem fajnego elementu samochodu,prawda.To, że 150 lat temu, mało kto wierzył w sensowność prób wzbijania się w powietrze nie przekreśla tego, iż polecieliśmy na księżyc.

Pański przykład niczym nie różni się od mojego, ponieważ np.wspomniane przez Pana kreacje i anihilacja wirtualnych fotonów zachodzą również w elementach składających się na pamięć kompterową ,czyż nie.
Więc dylemat jest ten sam.
Pozdrawiam.
movax (630 punktów)
>>Jest to niewykonalne. A więc tworzysz problem który nie istnieje w naszym wszechświecie (prawa mechaniki klasycznej i kwantowej na to nie pozwalając). ciało to nie tylko atomy, ale zachodzące w tym czasie procesy (np. kreacje i anihilacja wirtualnych fotonów), tego się nie da zapisać ani odtworzyć).
>Nidy nie mów nigdy.To, że australopitekom nawet nie śniło się koło( domniemanie), nie znaczy ,że ich potomkowie nie mogli sobie zrobić z niego całkiem fajnego elementu samochodu,prawda.To, że 150 lat temu, mało kto wierzył w sensowność prób wzbijania się w powietrze nie przekreśla tego, iż polecieliśmy na księżyc.
>Pański przykład niczym nie różni się od mojego, ponieważ np.wspomniane przez Pana kreacje i anihilacja wirtualnych fotonów zachodzą również w elementach składających się na pamięć kompterową ,czyż nie.
>Więc dylemat jest ten sam.
>Pozdrawiam.

Chodziło mi o to, że praktycznie nie da się sklonować obiektu mikroskopowego (a tym bardizej makroskopowego bo ruchy termiczne to utrudniają i zasada nieoznaczoności), na co są nawet odpowiednie twierdzenia udowodnione. Tak więc, jeśli zobacze choć cień szansy aby założenia dyskusji były zasadne to podyskutuje

Co do mojego przykładu to się różni, ponieważ chodziło mi o komputer w sensie abstrkacyjnym (np. maszyna Turinga) niezależnym od jakichkolwiek czynników fizycznych czy konkretnej implemetacji sprzętowej (a żadna nie wykorzystuje jawnie na poziomie logiki takich zjawisk fizycznych, chociaż tranzystory mikroskopowo tak). Mój wywód się sprowadzał do tego że posiadając wystarczająco poteżną maszynę (Turinga, a ta ma nieskonczenie wiele pamięci), to jesteśmy w stanie symulować układ kwantowy z dowolną przez nas przyjętą dokładnością. Kopiowanie wtedy sprowadza się do zatrzymania symulacji, skopiowania całej maszyny i włączenia dwóch kopii. Z zewnętrz jest to wykonalne (możemy sterować "czasem", czy "temperaturą" symulowanego wszechświata, i wszystkie procesy są pod kontrolą). W świeci rzeczywistym na dzień dzisiejszy jest to niemożliwe.

pozdrawiam.
Mateusz (879 punktów)
Nie rozumiem Pana toku myślenia,odrzuca Pan mój przykład jako zbyt oderwany od rzeczywistości , a następnie zastępuje go równie teoretycznym z założenia, super komputerem operującym w nieskończoności.Śmiem twierdzić , iż symulowanie całego wszechświata w abstrakcyjnej, ponadmaterialnej maszynie nie jest rzeczą łatwiejszą do wyobrażenia i przyjęcia, anieżeli przypadek jaki ja zaprezentowałem.

Więcej wiary w ludzi , teorie przychodzą i odchodzą .Oczywiście każda kolejna zbliża się o krok bliżej prawdy wobec swej poprzedniczki, ale twierdzenie iż akurat obecnie obowiązujące są bez wątpienia niepodważalne i doskonałe ,jest z Pana strony wyrazem krótkowzroczności i przeświadczenia o własnej rzekomej wyjątkowości względem ludzi żyjących przed i po Panu .Mam nadzieję , że da się Pan przekonać do większej otwartości na problemy wykraczające poza zakres dzisiejszych możliwości technicznych człowieka.

Aha, jeszcze jedno nieoznaczalność i ruchy termiczne nie wykluczją przecież bezapelacyjnie możności tworzenia idealnych kopii materialnych przedmiotów, a jedynie w niewyobrażalny sposób zmniejszają tego prawdopodobieństwo - to jest właśnie ten oczekiwany przez Pana cień szansy( a nawet szansa) na zasadność dyskusji.
Pozdrawiam.
movax (630 punktów)
>Nie rozumiem Pana toku myślenia,odrzuca Pan mój przykład jako zbyt oderwany od rzeczywistości , a następnie zastępóje go równie teoretycznym z założenia, super komputerem operującym w nieskończoności.Śmiem twierdzić , iż symulowanie całego wszechświata w abstrakcyjnej, ponadmaterialnej maszynie nie jest rzeczą łatwiejszą do wyobrażenia i przyjęcia, anieżeli przypadek jaki ja zaprezętowałem.

Po pierwsze nie całego (chyba że było by to wymagane z jakiegoś powodu), po drugie nie w ponadmaterialnej abstrkcyjnej maszynie, tylko w maszynie która działa zgodnie z pewnym modelem w którym fizyka kwantowa nie ma żadnego znaczenia (fizykę kwantową da się symulować na zwykłych komputerach).

Operacja skopiowania programu (dowolnie skompilkowanego) działającego w komputrze jest trywialna. Natomiast skopiowanie układu kwantowego, w dodatku takiej złożoności jest niewykonalne. Gdyby istniał wszechświat o całkiem innych prawach fizyki to by można się zastanawiać nad duszami w tamtym wszechświecie

>Więcej wiary w ludzi , teorie przychodzą i odchodzą
Oczywiście wierze w ludzi (i chyba jedynie w nich), ale nie jestem sobie w tego wyobrazić, tak aby nie stało z pewnymi innymi twierdzeniami, poniekąd słusznymi. [Oczywiście to że tego nie potrafie sobie wyobrazić nie jest dobry argumentem, ani to że nie widze teori która powie co innego]

> .Oczywiście każda kolejna zbliża się o krok bliżej prawdy wobec swej poprzedniczki, ale twierdzenie iż akurat obecnie obowiązujące są bez wątpienia niepodważalne i doskonałe,
Nigdzie nie napisałem że są doskonałe. A jeśli chodzi o niepodważalność to mam prawo tak mówić, w obszarach w których się stosują (a znamy te obszary) sprawują się całkiem nieźle!

Tak więc jaka teoria nie będzie nowa będzie ona zawierała w sobie poczęści dzisiejszą teorię.

> jest z Pana strony wyrazem krótkowzroczności i przeświadczenia o własnej rzekomej wyjątkowości względem ludzi żyjących przed i po Panu. Mam nadzieję , że da się Pan przekonać do większej otwartości na problemy wykraczające poza zakres dzisiejszych możliwości technicznych człowieka.

To nie są problemy techniczne tylko problemy fundementalne. Nieskończona precyzja nawet tutaj nie wystarczy.

Twierdzi Pan, iż być może będą możliwości techniczne aby to zrobić, może tak, może nie, jak dla mnie jest to wynajdywanie cudów, i jak dla mnie poprzestawiać te atomy mógłby sam bóg. (i tak pewnie by tego nie zrobił).

>Acha, jeszcze jedno nieoznaczalność i ruchy termiczne nie wykluczją przecież bezapelacyjnie możności tworzenia idealnych kopii materialnych przedmiotów, a jedynie w niewyobrażalny sposób zmniejszają tego prawdopodobieństwo - to jest właśnie ten oczekiwany przez Pana cień szansy( a nawet szansa) na zasadność dyskusji.

No włąśnie zmniejszają tak niesłychanie, że mnie przekonuje to iż jest to niewykonalne. Nikomu nie udało się złamać nieoznaczoności Heisenberga.

A co do termodynamiki: każda teoria stojąca w sprzeczności z nią jest oczywistym kłamstwem.

Ja doskonale rozumiem że jest to ucieczka od problemu, więc sobie proszę dyskutować, ale beze mnie .

Jak bedą jakieś eksperymentalne postępy (mam nadzieje że za mojego życia) to wróc do tego problemu.
Mateusz (879 punktów)
> Jak bedą jakieś eksperymentalne postępy (mam nadzieje że za mojego życia) to wróc do tego problemu.

Nieomieszkam .Jeżeli oczywiście to odbędzie się za mojego życia.
Pozdrawiam.
Oless (982 punktów)
>Czy istnieje dusza ?

To zależy jak zdefiniujesz 'duszę'.
Osobiście uważam że prawdopodobnie istnieje składnik dający nam niezależność (od fizycznych oddziaływań w mózgu) umysłu.

Na początku można krótko zauważyć że odrębność naszego osobowego podmiotu jest intuicyjna:
"Niezależne istnienie naszego umysłu jest mocno intuicyjne. Wszyscy "wiemy" że nasze pragnienia mają wpływ na nasze zachowanie. Jednocześnie nie możemy nawet określić prawdopodobieństwa tego jak oddziaływania fizyczne miałyby zamienić się na zdolność myślenia czy odczuwania radości, smutku, zaskoczenia etc."

Ale powyższe nie stanowi zbyt wielkiego wyzwania dla materializacji umysłu.

Stanowi je natomiast niemożnośc prostego wyjaśnienia bogactwa ludzkiej umysłowości na gruncie materializmu.
Jak napisałem poprzednio:
"Jeżeli materializm jest słuszny cała nasza umysłowość jest tylko iluzją i pozorem. np. :
To nie ja dokonuję wyboru ale mój mózg po przeanalizowaniu danych podsyła mojej samoświadomości wybór który ta odbiera jako własny.
Tyle że w takim razie ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności."

a w sposób obszerny dyskutowałem w innym miejscu w sieci:
sfinia.fora.pl/viewtopic.php?p=33629#33629

Bardzo dobrą polemikę z modnymi i dominującymi poglądami o znaturalizowanym umyśle przeprowadza Stanisław Judycki w książce "Świadomość i pamięć".
LEGION (3161 punktów)
>To nie ja dokonuję wyboru ale mój mózg po przeanalizowaniu danych podsyła mojej samoświadomości wybór który ta odbiera jako własny.

Może to głupie pytanie, ale dlaczego odróżniasz mózg od JA?


NIE KLIKAĆ
Oless (982 punktów)

Bo nie znam przekonujących argumentów z powodu których miałbym uznać "ja" za pozór wytwarzany przez mózg.
A do żywienia takiego przeświadczenia nie mam żadnych motywacji:

"Ponadto takie podejście oznacza koniec zaufania w wartość rozumu. Dawni wolnomyśliciele zachęcali do samodzielnego myślenia i otwartej głowy, dzisiejszym mózg już wypadł a myśl stała się tak wolna że już niewiele znacząca. Materialista musi wierzyć że to nie racjonalne argumenty są w stanie przekonać mnie do zmiany stanowiska ale odpowiednie ułożenie neuronów w moim mózgu. Pozostają więc mu tylko żarliwe modlitwy by układ oddziaływań fizycznych okazał się dla mnie łaskawy.

Sorry że sobie żartuję ale jeżeli za naturalizacją umysłu nie będą podążać naprawdę mocne dane nie wydaje się rozsądnym pokładać ufność w takich koncepcjach."

(Tego typu tematy wracają ostatnio jak bumerang na forum zatem to była jeszcze jedna kopia starszej wypowiedzi; źródło: www.racjonalista.pl/forum.php/s,72886#w72905)
LEGION (3161 punktów)
>Bo nie znam przekonujących argumentów z powodu których miałbym uznać "ja" za pozór wytwarzany przez mózg.

A znasz argumenty za tym, że JA nie jest wytworem mózgu?

>Materialista musi wierzyć że to nie racjonalne argumenty są w stanie przekonać mnie do zmiany stanowiska ale odpowiednie ułożenie neuronów w moim mózgu.

A czym są te argumenty, jak nie ingerencją w nasz mózg, zmianą jego funkcjonowania?

NIE KLIKAĆ
Oless (982 punktów)
>A znasz argumenty za tym, że JA nie jest wytworem mózgu?

To dość logiczne. Skoro istnieją argumenty 'za' to najprawdopodobniej istnieją też 'przeciw'. Skądś się ci dualiści w końcu brali.

>>Materialista musi wierzyć że to nie racjonalne argumenty są w stanie przekonać mnie do zmiany stanowiska ale odpowiednie ułożenie neuronów w moim mózgu.
>A czym są te argumenty, jak nie ingerencją w nasz mózg, zmianą jego funkcjonowania?

Oczywiście są ingerencją. Niekiedy jednak żadne argumenty na delikwenta nie działają. Taki pechowy zestaw neuronów.
Jan B
>"Jeżeli materializm jest słuszny cała nasza umysłowość jest tylko iluzją i pozorem. np. :
To nie ja dokonuję wyboru ale mój mózg po przeanalizowaniu danych podsyła mojej samoświadomości wybór który ta odbiera jako własny.
Tyle że w takim razie ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności."

Myślę że to słaba argumentacja. Materialista odpowiedziałby tak: "Widocznie świadomość jest optymalnym sposobem dla funcjonowania człowieka. Wykonujemy czynności tak skomplikowane, że dziwne byłoby, gdybyśmy akurat pod względem świadomości nie różnili się od małp. Świadomość spełnia jakiś cel powiązany ze stopniem rozwinięcia umysłu, bo nie występuje u organizmów słabiej rozwiniętych."
Oba stanowiska są równie dobre, bo niesprawdzalne. Co więcej Pański można porównać do twierdzenia jakie mógłby wygłościć badacz renesansowy, że sny są zbędne dla przeżywalności. Nie wydaje mi się, że gdybym pozbawił kogoś samej świadomości, działałby on dalej tak samo. Raczej nastąpiłby gwałtowny regres, a to przecież ludzka inwencja stanowi o naszej niezwykłej przeżywalności.

Nie widzę jednak problemu w tym, że całą umysłowość można bezbłędnie "przełożyć" na materię i ściśle połączyć(dowodzą tego badania nad uszkodzeniami mózgu), bo to wcale nie znaczy że umysł jest pozorem. Dalej pozostaje on czymś jakościowo innym niż materia. Dlaczego nie można utożsamić "JA" z mózgiem? Bo wskazując palcem mózg, nie da się wskazać jego doznań. Są jakościowo inne. Tak jak wskazując na krzesło, wskazuje się na coś zupełnie odmiennego niż substancja stanowiąca to krzesło. Jeżeli połamię krzesło, będzie zepsute. Materii taka cecha jest obca, więc jest ona czymś jakościowo innym niż przedmiot z niej złożony. NIe redukujemy do siebie rzeczy jakościowo odmiennych.
frater (183 punktów)
(zablokowany)

>Nie widzę jednak problemu w tym, że całą umysłowość można bezbłędnie "przełożyć" na materię i ściśle połączyć(dowodzą tego badania nad uszkodzeniami mózgu), bo to wcale nie znaczy że umysł jest pozorem. Dalej pozostaje on czymś jakościowo innym niż materia. Dlaczego nie można utożsamić "JA" z mózgiem? Bo wskazując palcem mózg, nie da się wskazać jego doznań. Są jakościowo inne. Tak jak wskazując na krzesło, wskazuje się na coś zupełnie odmiennego niż substancja stanowiąca to krzesło. Jeżeli połamię krzesło, będzie zepsute. Materii taka cecha jest obca, więc jest ona czymś jakościowo innym niż przedmiot z niej złożony. NIe redukujemy do siebie rzeczy jakościowo odmiennych.

czy istnieje świat lustrzany, równoległy?
gdzie jest antymateria?
LEGION (3161 punktów)
>czy istnieje świat lustrzany, równoległy?
>gdzie jest antymateria?

Co ma piernik do wiatraka?

NIE KLIKAĆ
Jan B
Już Pan zaczyna mnie uczyć? Pytaniemi, jak Sokrates? Może jest Pan tym o kim on mówił, każąc nam szukać jemu podobnych wśród barbarzyńców, nie szczędząc sił ani czasu? Proszę więc nauczać, mam dobrą wolę - tylko sił mi brak, żeby dotrzeć tam gdzie Pan już niewątpliwie się znajduje. Przesyłam wyrazy szacuku. Największego szacuku.
Oless (982 punktów)Odp:Czy istnieje dusza? (czyli błędy całkowitej materializacji umysłu)
>>[W materializmie redukcyjnym] ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności."
> Materialista odpowiedziałby tak: "Widocznie świadomość jest optymalnym sposobem dla funcjonowania człowieka."

Ale właśnie tego nie może powiedzieć. Świadomość jest zbędna dla funkcjonowania mózgu ponieważ nie ma żadnych mocy sprawczych, jest efektem ubocznym działania mózgu, czyli to mózg wykonuje wszystkie czynności i tylko dodatkowo wywołuje efekt "zdawania sobie z tego sprawy".

To tak jakbyś wyobraził sobie układ diodek [analogia do mózgu] które przypadkowo ułożyły się w napis zawierający informację [analogia do świadomego umysłu]. Nie można powiedzieć że owa emergentna informacja ma jakikolwiek wpływ na funkcjonowanie układu lub bierze w czymkolwiek udział. Jest raczej czymś przypadkowym i pobocznym.

>"Wykonujemy czynności tak skomplikowane, że dziwne byłoby, gdybyśmy akurat pod względem świadomości nie różnili się od małp."

Wcale nie byłoby to dziwne. Mrówki wykonują czynności o wiele bardziej skomplikowane od ryb a są tak samo nieświadome. Musisz pamiętać że jeżeli wykonujesz jakąś czynność - np. obliczasz zadanie matematyczne - to według redukcyjnego materializmu to mózg oblicza to zadanie a Tobie wysyła tylko wrażenie głowienia sie nad problemem. Nie ma jednak żadnego "ja" które analizuje zadanie (bo samo "ja" jest pozorem wytwarzanym przez strumień świadomych doznań). Myślenie jest dla materialistów pozorem podobnie jak wolna wola. Analizowanie zadania dokonuje się na pozimie procesów fizycznych w mózgu który tylko dodatkowo pozoruje świadome myślenie kierujące się sensem praw logiki i matematyki.

> Nie wydaje mi się, że gdybym pozbawił kogoś samej świadomości, działałby on dalej tak samo. Raczej nastąpiłby gwałtowny regres, a to przecież ludzka inwencja stanowi o naszej niezwykłej przeżywalności.

Sęk w tym że właśnie Tobie to się "wydaje". Dla materialisty twoja intuicja jest błędna - ludziom wydaje się że sami są sprawcami własnych wyborów a materialiści twierdzą że wolna wola nie istnieje, tylko jest złudą tworzoną przez mózg. Dlatego odwołanie się do inwencji jest dla nich kartezjańską pułapką. Wszelka inwencja pochodzi z działalności mózgu, wrażenie naszej pomysłowości czy twórczości jest tylko tworzone jako dodatek.

Myślę że powinieneś się jeszcze zastanowić nad tym do czego prowadzi konsekwentny materializm. Pamiętaj że jeżeli w twojej głowie pojawia się jakiekolwiek doznanie np. nowy pomysł to jest to pomysł mózgu. Nie da się uniknąć z tego wniosku że owe doznania docierające do jakiegoś Ciebie którymi mogą być emocje, poglądy, odczucia sa poboczne a zatem zbędne.

>Nie widzę jednak problemu w tym, że całą umysłowość można bezbłędnie "przełożyć" na materię i ściśle połączyć(dowodzą tego badania nad uszkodzeniami mózgu), ...

Badania nad uszkodzeniami mózgu niczego takiego nie dowodzą. Dwodzą jedynie związku pomiędzy umysłem a mózgiem, ale to było oczywiste od zawsze. Nigdy zaś nie istnieje możliwość sprawdzenia w takich "eksperymentach" czy delikwentowi zmienił się sposób odczuwania, myślenia lub charakter moralny. Podmiot osobowy potrzebuje do kontaktu ze światem mózgu ale to nie znaczy że musi być z nim tożsamy. Dusza może być bowiem obserwatorem mózgu - posiadającym własną wolę.

Natomiast nie wiadomo na razie jak zjawiska fizyczne miałyby się przekładać na zjawiska umysłowe: przeżycie strachu czy pragnienie lodów magnum. Jeżeli kognitywiści nie widzą w tym problemu to można to przypisać materialistycznemu optymizmowi.

>"...bo to wcale nie znaczy że umysł jest pozorem. Dalej pozostaje on czymś jakościowo innym niż materia. Dlaczego nie można utożsamić "JA" z mózgiem? Bo wskazując palcem mózg, nie da się wskazać jego doznań. Są jakościowo inne. "

Oczywiście. To się nazywa emergencja. Podobnie jak w moim przykładzie z diodkami i informacją. Jednak taki umysł nie jest w żaden sposób niezależny od mózgu. Chyba że będzie mowa o jakimś silnym emergentyzmie.
Jan B
>Badania nad uszkodzeniami mózgu niczego takiego nie dowodzą. Dwodzą jedynie związku pomiędzy umysłem a mózgiem, ale to było oczywiste od zawsze. Nigdy zaś nie istnieje możliwość sprawdzenia w takich "eksperymentach" czy delikwentowi zmienił się sposób odczuwania, myślenia lub charakter moralny
1.Tutaj wskazuje Pan na niesprawdzalność tezy, a sam gdzie indziej twierdzi równie niesprawdzalną tezę, mówiąc jak zachowywałby się człowiek bez świadomości, albo że mrówki i ryby są pod tym względem tak samop rozwinięte. Dlaczego?
2.Oczywiście że nie da się tego sprawdzić wprost, ale mamy przesłanki, np. to jak malarzowi po wypadku zmieniła się percepcja można obserwować po jego malowidłach. Przecież wprost nie można sprawdzić niczego oprócz treści własnego umysłu, a jakoś trzeba jednak mówić o rzeczach poza nim i o ich sprawdzalności. Ja nie wiem czy mam plecy, może znikają kiedy nikt nie patrzy, ale przecież w zupełnie inny sposób nie wiem jaki będzie wynik losowania totka.

>Analizowanie zadania dokonuje się na pozimie procesów fizycznych w mózgu który tylko dodatkowo pozoruje świadome myślenie kierujące się sensem praw logiki i matematyki.
Nie tak bym to przetłumaczył na materializm. Umysł nie jest maszyną liczącą która dodatkowo coś pozoruje "komuś", bo świadomość rozwiązywania problemu nie jest bez wpływu na sposób jego rozwiązania.

>Dlatego odwołanie się do inwencji jest dla nich kartezjańską pułapką. Wszelka inwencja pochodzi z działalności mózgu, wrażenie naszej pomysłowości czy twórczości jest tylko tworzone jako dodatek.
Zgodziliśmy się chyba, że materializm jest w błędzie, ale zdaje mi się że jest Pan też indeterministą. A to nie jest wcale niezbędne, żeby postulować wolną wolę i etykę absolutystyczną.
Skrajny determinista też może mówić o inwencji i wolnej woli, przy czym deterministyczna definicja jest dobra. Wolną wolą będzie po prostu spełnianie swojej woli, a że coś ją wcześniej uwarunkowało - cóż z tego? Spotkałem się z zarzutem, że skoro ludzie są zupełnie uwarunkowani, to nie może być mowy o dobru ani złu, nagrodzie ani karze.
Miesza się tu dwa rodzaje uwarunkowania: pierwsze i aktualne. Pierwsze uwarunkowanie człowieka to są po prostu arystotelesowkie możności, co daje mozliwość wpływania na ludzi i zmieniania ich w ramach drugiego uwarunkowania. Drugie uwarunkowanie jest stanem świata. O tym więc czy ktoś ma dobrą duszę, nie świadczy to co wynika z drugiego uwarunkowania (czyli jego zachowanie, poglądy, kultura, gusta, zdolność myślenia), a tylko to co jest zawarte w pierwszym uwarunkowaniu - możność, pociąg ku dobru. Nie ma sposobu żeby sprawdzić czy ktoś ma dobrą duszę, można oceniać tylko ludzi.
Aby działać w tak pojmowanym świecie, trzeba odwócić przejęte z chrześcijaństwa błędne myślenie. Na przykład nie jest tak, że karcę kogoś po to, żeby on stał się dobry w istocie, żeby go "zbawić" - bo jego istoty nie znam i nie zmienię - robię to tylko dla tego, że zło mi się nie podoba. Komuś innemu może się podobać, mi samemu mogłoby się podobać, gdybym żył inaczej niż mi się trafiło. A może jestem tak głupi, że mi się tylko wydaje że jestem dobry. Świat można pojmować w determinizmie jako miejsce realizacji możności, wielkiej gry, która nie jest środkiem do żadnego jednostkowego celu, takiego jak "zbawienie", a tylko logiczną konsekwencją istnienia czegoś poza nim.
Oless (982 punktów)
>Tutaj wskazuje Pan na niesprawdzalność tezy [o całkowitej zależności umysł-mózg], a sam gdzie indziej twierdzi równie niesprawdzalną tezę, mówiąc jak zachowywałby się człowiek bez świadomości, albo że mrówki i ryby są pod tym względem tak samo rozwinięte. Dlaczego?

Człowiek postępujący tak samo bez lub z świadomością to nie moja teza tylko każdej odmiany materializmu redukcyjnego np. epifenomenalizmu lub eliminatywizmu (to jest też powód dla którego uważam te koncepcje za błędne - są one zmuszone traktować całą naszą umysłowość za ślepy przypadek obojętny nawet dla doboru naturalnego).
Natomiast co do rybek czy mrówek to ciężko mi traktować na poważnie pomysł że zdolne są do "myślę więc jestem" i dlatego uważam że są zwyczajnie nieświadome

>.. to jak malarzowi po wypadku zmieniła się percepcja można obserwować po jego malowidłach.

To że zmieniło mu się oko nie oznacza że zmienił mu się umysł

>>Analizowanie zadania dokonuje się na poziomie procesów fizycznych w mózgu który tylko dodatkowo pozoruje świadome myślenie kierujące się sensem praw logiki i matematyki.
>Nie tak bym to przetłumaczył na materializm. Umysł nie jest maszyną liczącą która dodatkowo coś pozoruje "komuś", bo świadomość rozwiązywania problemu nie jest bez wpływu na sposób jego rozwiązania.

Świetnie. Zgadzam się. Ale w takim razie chciałbym jednak wiedzieć czym jest owa świadomość. Jak rozumiem zastanawiając się nad rozwiązaniem równania 2 + x = 5 niezbędne jest świadome "ja" które po namyśle stwierdzi że x = 3 . Nie sądzę jednak żeby materialista był skłonny przyjąć że ów proces myślowy zachodzi w powietrzu. Zatem mam pytanie na czym polega to świadome myślenie - czyli w jaki sposób dochodzę do poprawnego wniosku? I na czym polega rola świadomego "ja"? (gdy samo "ja" jest zdeterminowanym tańcem neuronów?) .

>>Dlatego odwołanie się do inwencji jest dla nich kartezjańską pułapką. Wszelka inwencja pochodzi z działalności mózgu, wrażenie naszej pomysłowości czy twórczości jest tylko tworzone jako dodatek.
>Zgodziliśmy się chyba, że materializm jest w błędzie, ale zdaje mi się że jest Pan też indeterministą. A to nie jest wcale niezbędne, żeby postulować wolną wolę i etykę absolutystyczną.

Nie przypominam sobie żebyśmy się zgodzili co do błędu materializmu (oraz której wersji materializmu). Prawdę mówiąc myślałem że rozmawiam z materialistą
Żeby postulować wolną wolę musi istnieć Pierwsza Przyczyna wyboru, niczym nie zdeterminowana - tą przyczyną musi być osoba obdarzona wolą. Czy to jest według ciebie indeterminizm?

>Skrajny determinista też może mówić o inwencji i wolnej woli, przy czym deterministyczna definicja jest dobra. Wolną wolą będzie po prostu spełnianie swojej woli, a że coś ją wcześniej uwarunkowało - cóż z tego?

No cóż, można zdefiniować wolną wolę i w ten sposób. Rozpaczliwa to jednak wolna wola. A uczciwie mówiąc całkiem zniewolona.

> Spotkałem się z zarzutem, że skoro ludzie są zupełnie uwarunkowani, to nie może być mowy o dobru ani złu, nagrodzie ani karze.... ...Świat można pojmować w determinizmie jako miejsce realizacji możności, wielkiej gry, która nie jest środkiem do żadnego jednostkowego celu, takiego jak "zbawienie", a tylko logiczną konsekwencją istnienia czegoś poza nim.

Ciekawa koncepcja. Świat jako teatr lalek.
google
>> Materialista odpowiedziałby tak: "Widocznie świadomość jest optymalnym sposobem dla funcjonowania człowieka."
>Ale właśnie tego nie może powiedzieć. Świadomość jest zbędna dla funkcjonowania mózgu ponieważ nie ma żadnych mocy sprawczych, jest efektem ubocznym działania mózgu, czyli to mózg wykonuje wszystkie czynności i tylko dodatkowo wywołuje efekt "zdawania sobie z tego sprawy".
Całe twoje rozumowanie jest bez sensu, ponieważ nie uwzględniasz wielu mechanizmów, które wpływają bezpośrednio na działanie umysłu. Wg ciebie świadomość i wyższe mechanizmy psychiczne są nakładką na niezależne działanie mózgu. Ale tak po prostu nie jest. Po pierwsze, zachodzi tu sprzężenie zwrotne-świadomość może kierunkować działania mózgu. Po drugie, nie udowodnisz, że działanie mózgu jest jakoś oddzielone od świadomości - redukcjonista z którym polemizujesz powiedziałby raczej, że to ten sam mechanizm, który sztucznie chcesz oddzielić. Gdyby działania mózgu nie otrzymały refleksji i zastanowienia w postaci świadomości, działania jednostki byłyby głupie i nieprzemyślane. Po to jest inteligencja, aby sobie lepiej w życiu radzić. Twój obraz i analogie przedstawiają człowieka z takim uszkodzeniem mózgu lub chorobą (można spytać specjalistów czy taka istnieje) że nie posiada on świadomości, ale pewne czynności potrafi sam wykonać, aby przeżyć.
Pomijam już fakt, że ma się to wszystko nijak do kwestii duszy.

>To tak jakbyś wyobraził sobie układ diodek [analogia do mózgu] które przypadkowo ułożyły się w napis zawierający informację [analogia do świadomego umysłu].
Zupełnie błędna analogia, skoro diody nie wpływają na układ.

>Nigdy zaś nie istnieje możliwość sprawdzenia w takich "eksperymentach" czy delikwentowi zmienił się sposób odczuwania, myślenia lub charakter moralny.
Oczywiście że jest, sam poznałem przynajmniej kilka przypadków urazów lub schorzeń, które powodowały zmianę charakteru danej osoby, jej moralności czy stylu życia, nie wspominając np. o smaku. Można z tego wnioskować o pełnej zależności umysłu od stanu ciała/mózgu (przynajmniej behawioralnie).

>Podmiot osobowy potrzebuje do kontaktu ze światem mózgu ale to nie znaczy że musi być z nim tożsamy.
Nie daje też powodu, aby uważać inaczej.

>Dusza może być bowiem obserwatorem mózgu - posiadającym własną wolę.
Nudzi mnie słuchanie czym dusza "może być". Zwyczajnie nie macie pojęcia czym jest, nie wspominając już o kwestii jej istnienia. Ktoś kiedyś napisał parę słów a wy się do dziś zastanawiacie, o co mu chodziło.

>Natomiast nie wiadomo na razie jak zjawiska fizyczne miałyby się przekładać na zjawiska umysłowe: przeżycie strachu czy pragnienie lodów magnum.
Istnieją metody obrazowania aktywności mózgu, które dają bardzo ciekawe rezultaty. Może akurat kwestii lodów nie badano, ale silne emocje owszem. Otóż mają one bezpośrednie przełożenie na stan mózgu (neuronów) i co więcej podobne u wszystkich badanych.

Proponuję poczytać Umysł Broca, ciekawy wstęp do takich dyskusji.
Jan B
Pan google wyraził to co ja chciałem lepiej niż potrafię.
Oless (982 punktów)
>... Wg ciebie świadomość i wyższe mechanizmy psychiczne są nakładką na niezależne działanie mózgu. Ale tak po prostu nie jest. Po pierwsze, zachodzi tu sprzężenie zwrotne-świadomość może kierunkować działania mózgu.

Na pewno nie w materializmie redukcyjnym (który jest przeze mnie omawiany). Świadomość może "kierunkować działania mózgu" tylko w wersjach dualistycznych.
Przede wszystkim żeby sensownie mówić o ukierunkowywaniu przez "świadomość" trzeba zdefiniować co się przez nią rozumie. Żeby nadawać czemuś kierunek, np. procesowi myślowemu, musi istnieć podmiot do tego zdolny, czyli w tym przypadku jakiś podmiot do którego docierają (w którym się zbierają) świadome doznania a on w nich "przebiera".

Ale większość materialistów posiada poglądy takich myślicieli jak np. D. Denett dla których ów "podmiot" jest tradycyjnie tylko pozorem. Często przytacza się tutaj analogie ciemnego pomieszczenia w którym w odpowiednim tempie zapalają się kolejne światełka. Tworzy się wówczas wrażenie oddalającego się w przestrzeni przedmiotu. Ów przedmiot jednak nie istnieje realnie. Podobnie nasz świadomy podmiot nie istnieje realnie a jest tylko wrażeniem wywoływanym przez ciąg doznań wywoływanych przez mózg. Czyli mózg wywołuje kolejne doznania np. patrząc na doniczkę może to być ciąg doznań: lokalizacja obiektu, kolor, kształt, znaczenie, a w głowie tworzy się wrażenie trwałości "ja" obserwującego. Nie ma jednak żadnego miejsca w którym te doznania naprawdę by się zbierały. Oczywiście oznacza to, że nie ma możliwości jakiegokolwiek nadawania kierunku przez świadomość.

Dlatego upraszam o precyzyjne zaprezentowanie jak wyobrażasz sobie owo "kierowanie" przez świadomość procesów myślowych. Zastanów się między czym a czym odbywałaby się interakcja. Wtedy dopiero pogadamy czy jest w ogóle miejsce dla sprzężeń zwrotnych
Może się bowiem okazać, że rozmawiasz o krasnoludkach w które sam nie wierzysz.

> Twój obraz i analogie przedstawiają człowieka z takim uszkodzeniem mózgu lub chorobą (można spytać specjalistów czy taka istnieje) że nie posiada on świadomości, ale pewne czynności potrafi sam wykonać, aby przeżyć.

Jest nawet takie doświadczenie które obala twój pogląd że człowiek musi być świadomy by wykonywać skomplikowane czynności. Oddziela się wówczas dwie półkule mózgowe a człowiek w sposób nieświadomy jest zdolny do zapisywania zdań z tablicy.

>>To tak jakbyś wyobraził sobie układ diodek [analogia do mózgu] które przypadkowo ułożyły się w napis zawierający informację [analogia do świadomego umysłu].
>Zupełnie błędna analogia, skoro diody nie wpływają na układ.

Diody wpływają na układ który przecież sam tworzą.
Problemem dla materialistów nie są diody ale owa zawarta w nich informacja (emergentna wobec całego układu). W powyższym poście który do mnie napisałeś ciągle odwołujesz się do swoich intuicji takiej jak ' gdyby (cokolwiek to znaczy) nie zauważając w ogóle że argumentujesz w dualistyczny sposób. Tylko zakładając że jakiś składnik umysłu jest niezależny od fizycznej substancji można mówić o autentycznie niezależnym procesie myślenia. Bez takiego składnika twoje myślenie jest pozorem - w rzeczywistości to tylko uporządkowane oddziaływanie neuronów które "myślą" za ciebie. Dziwnie więc brzmia pomysły o tym jak świadomość może oddziaływać na neurony z których sama jest zbudowana.

>>Nigdy zaś nie istnieje możliwość sprawdzenia w takich "eksperymentach" czy delikwentowi zmienił się sposób odczuwania, myślenia lub charakter moralny.
>Oczywiście że jest, sam poznałem przynajmniej kilka przypadków urazów lub schorzeń, które powodowały zmianę charakteru danej osoby, jej moralności czy stylu życia, nie wspominając np. o smaku. Można z tego wnioskować o pełnej zależności umysłu od stanu ciała/mózgu (przynajmniej behawioralnie).

To temat wymagający dłużej i pewnie oddzielnej dyskusji. Dobra polemika z takim myśleniem jest zaprezentowana w pozycji, którą poleciłem wcześniej. Dla przykładu odniosę się tylko do jednego przykładu: charakteru moralnego. W wyniku wybierania tych a nie innych czynności mózg przyzwyczaja się do pewnych wyborów, to się nazywa rutyna. I tak mózg pijaka jest zbudowany inaczej niż mózg artysty. Jeżeli teraz teoretycznie przeszczepisz swoją "duszę" do mózgu pijaka to zaczniesz miewać ciągłe chęci do wypitki, ale tylko od ciebie zależy czy autentycznie ich posłuchasz. Jedna osoba mogłaby ulec (a ty będziesz wyciągał niepoprawny wniosek o tym, że zmieniła jej się moralność), druga o silniejszym charakterze przetrwa wszystkie pokusy.
Zresztą etyczny profil człowieka kształtuje się w trakcie życiowych doświadczeń, więc zmiana informacji wysyłanych przez mózg zmusza umysł do stanięcia w obliczu nowych sytuacji, co nie udowadnia, że ów umysł jest całkowicie zdeterminowany przez mózg a tylko, że rozpoczęła się reakcja wobec nowej sytuacji.
Z powyższego powodu i wielu innych wniosek o całkowitej zależności umysłu od stanu mózgu nie opiera się na 100% pewnych dowodach.

>>Dusza może być bowiem obserwatorem mózgu - posiadającym własną wolę.
>Nudzi mnie słuchanie czym dusza "może być". Zwyczajnie nie macie pojęcia czym jest, nie wspominając już o kwestii jej istnienia. Ktoś kiedyś napisał parę słów a wy się do dziś zastanawiacie, o co mu chodziło.

Rozumiem, że musisz się pocieszać. Nie znam żadnego myśliciela, który mówiąc o duszy nie wiedziałby o czym mówi. Od kilkuset lat dusza zawsze definiowana jest co najmniej jako osobowy podmiot posiadający własną wolę, rozum i sferę emocjonalną. To tylko wolnomyśliciele pogubili się w znaczeniach co doprowadza ich do różnych wątpliwości a wystarczy przyjść i spytać się czego się nie rozumie

>Istnieją metody obrazowania aktywności mózgu, które dają bardzo ciekawe rezultaty...

Ten sam błąd co wyżej. Udowadnia to tylko związek pomiędzy doznaniem a aktywnością mózgu ale nie udowadnia że sama aktywność mózgu wystarcza do wyjaśnienia owego doznania.
google
>Przede wszystkim żeby sensownie mówić o ukierunkowywaniu przez "świadomość" trzeba zdefiniować co się przez nią rozumie. Żeby nadawać czemuś kierunek, np. procesowi myślowemu, musi istnieć podmiot do tego zdolny, czyli w tym przypadku jakiś podmiot do którego docierają (w którym się zbierają) świadome doznania a on w nich "przebiera".
Nadal zakładasz coś, na co nie ma dowodów - że świadomość jest czymś osobnym od ciała, od mózgu. Że jest obserwatorem mózgu lub nakładką nie mającą na to wpływu.
Problem w tym, że istnieją dowody przeciwne - mózg w czasie intensywnego myślenia jest inny niż w czasie "odpoczynku" (vide techniki obrazowania o których wspomniałem; oczywiście mózg nigdy całkiem nie odpoczywa). To wskazuje, że istnienie świadomości jest bezpośrednio powiązane z aktywnością mózgu - więcej nawet, są momenty, kiedy świadomość się urywa (tu interpretacja teistyczna się załamuje kompletnie).

>Podobnie nasz świadomy podmiot nie istnieje realnie a jest tylko wrażeniem wywoływanym przez ciąg doznań wywoływanych przez mózg.
Problem w tym, że proste fakty temu przeczą. Np. proces widzenia nie jest nierealnym wrażaniem: obraz ma bezpośrednie przełożenie na siatkówkę, nerwy i sygnały kanału wzrokowego, a te na impulsy w konkretnych obszarach mózgu. Np. obraz kreski ma bardzo konkretną postać na korze. Mówiąc krótko, już dziś w prostych przypadkach można (niekoniecznie na człowieku..) powiedzieć, co mózg widzi, badając jego aktywność. Nie ma powodu przyjmować, że świadomość postrzegania kreski jest czymś innym niż taka aktywność.

>Czyli mózg wywołuje kolejne doznania np. patrząc na doniczkę może to być ciąg doznań: lokalizacja obiektu, kolor, kształt, znaczenie, a w głowie tworzy się wrażenie trwałości "ja" obserwującego. Nie ma jednak żadnego miejsca w którym te doznania naprawdę by się zbierały.
A czemu miałoby być takie miejsce? Sieć neuronowa nie ma żadnego centrum sterowania, najwyżej wyspecjalizowane ośrodki przetwarzania. Wprowadzasz zbędne byty.

>Oczywiście oznacza to, że nie ma możliwości jakiegokolwiek nadawania kierunku przez świadomość.
Oczywiście, że jest: jeżeli np. uświadomię sobie, że napisałeś odpowiedź, napiszę swoją odpowiedź. Nie widzę możliwości abyś udowodnił, że zrobiłem to nieświadomie.

>Dlatego upraszam o precyzyjne zaprezentowanie jak wyobrażasz sobie owo "kierowanie" przez świadomość procesów myślowych. Zastanów się między czym a czym odbywałaby się interakcja.
Nie ma tu dwóch bytów: jest tylko mózg i jego aktywność. A w sieci neuronów sprzężenie zwrotne zachodzi nieustannie.

>Jest nawet takie doświadczenie które obala twój pogląd że człowiek musi być świadomy by wykonywać skomplikowane czynności. Oddziela się wówczas dwie półkule mózgowe a człowiek w sposób nieświadomy jest zdolny do zapisywania zdań z tablicy.
Wręcz przeciwnie, to świadczy tylko o tym, że świadomość (normalna) jest udziałem sprawnego mózgu i jego normalnej aktywności. Jak się walniesz w głowę to też stracisz świadomość, ale to nie dowód na to, że świadomość jest odseparowana od mózgu - wręcz przeciwnie. Pewne choroby psychiczne też mogą powodować działanie nieuświadomione lub takie, którego potem się nie pamięta. Ale zgodzimy się chyba, że nie są to normalne i pożądane stany umysłu.

>Tylko zakładając że jakiś składnik umysłu jest niezależny od fizycznej substancji można mówić o autentycznie niezależnym procesie myślenia.
Ja wcalę nie twierdzę, że proces myślenia jest niezależny od fizycznej substancji.

>Bez takiego składnika twoje myślenie jest pozorem - w rzeczywistości to tylko uporządkowane oddziaływanie neuronów które "myślą" za ciebie.
Myślenie neuronów to węzłowate ujęcie, ale ja tu nie widzę "pozorów" - jak napisałem, to jest realna aktywność mózgu którą można badać. Może wg ciebie myślenie jest nierealne, ale tak wcale nie jest.

>Dziwnie więc brzmia pomysły o tym jak świadomość może oddziaływać na neurony z których sama jest zbudowana.
Poczytaj o sieciach neuronowych to zrozumiesz.

>W wyniku wybierania tych a nie innych czynności mózg przyzwyczaja się do pewnych wyborów, to się nazywa rutyna. I tak mózg pijaka jest zbudowany inaczej niż mózg artysty. Jeżeli teraz teoretycznie przeszczepisz swoją "duszę" do mózgu pijaka to zaczniesz miewać ciągłe chęci do wypitki, ale tylko od ciebie zależy czy autentycznie ich posłuchasz. Jedna osoba mogłaby ulec (a ty będziesz wyciągał niepoprawny wniosek o tym, że zmieniła jej się moralność), druga o silniejszym charakterze przetrwa wszystkie pokusy.
Cały ten wywód nie ma sensu, bo wszystkie te cechy są zawarte w mózgu i nie da sie niczego "przeszczepić". Przykłady udowadniają, że to fizyczna substancja mózgu wpływa na (także) moralne wybory, co teistom staje w gardle. A propos, innych wyborów dokona człowiek pijany - czyżby dusza mogła sie upić?

>Zresztą etyczny profil człowieka kształtuje się w trakcie życiowych doświadczeń, więc zmiana informacji wysyłanych przez mózg zmusza umysł do stanięcia w obliczu nowych sytuacji, co nie udowadnia, że ów umysł jest całkowicie zdeterminowany przez mózg a tylko, że rozpoczęła się reakcja wobec nowej sytuacji.
Bzdura, ci ludzie nadal normalnie postrzegali świat, wg psychiatrów byli całkowicie normalni i nic się nie zmieniło, poza tym, że z "dobrych" stali się "złymi".

>Z powyższego powodu i wielu innych wniosek o całkowitej zależności umysłu od stanu mózgu nie opiera się na 100% pewnych dowodach.
Wniosek przeciwny na niczym się nie opiera.. może poza kilkoma starymi księgami.

>Od kilkuset lat dusza zawsze definiowana jest co najmniej jako osobowy podmiot posiadający własną wolę, rozum i sferę emocjonalną.
Tyle to i ateista może powiedzieć. Nie wmawiaj mi, że to jest dusza o którą ci chodzi.

>Ten sam błąd co wyżej. Udowadnia to tylko związek pomiędzy doznaniem a aktywnością mózgu ale nie udowadnia że sama aktywność mózgu wystarcza do wyjaśnienia owego doznania.
Można też doznania sztucznie wywołać poprzez zmianę aktywności mózgu. Czyli związek jest pełny.
Oless (982 punktów)
Podstawowym problemem w rozmowie z Tobą jest brak zrozumienia przez ciebie czytanego tekstu. Nigdzie nie "zakładam" odrębności umysłu od mózgu. Ja tylko rozważam do czego prowadzi założenie przeciwne. To raz.
Dwa: napisałeś o tym że sądzisz iż świadomość na zasadzie sprzeżenia zwrotnego kierunkowuje działania mózgu. Zatem poprosiłem w prostych i jasnym słowach o bardziej szczegółowe wyjaśnienia jak to sobie wyobrażasz. Żeby czymś kierować musi istnieć podmiot kierujący. Dla wygody opisałem ci jak zjawisko świadomego podmiotu wyjaśniane jest przez materializm redukcyjny oraz dualizm. Jedyne co miałeś zrobić to po przemyśleniu tych opisów omówić twoje własne stanowisko. Nie zrobiłeś tego, w zamian odpowiedziałeś nie na temat.

Więc jeszcze raz, skoro uważasz że człowiek nieświadomy postepowałby w sposób "nieprzemyslany" to proszę zaprezentować na czym polega owo "myślenie" w sytuacji człowieka który przechodzi przez jezdnię na świetle czerwonym (bo i tak nic nie jedzie). Jak odbywa się w tej sytuacji proces myślenia oraz na czym dokładnie polega podjęcie decyzji. Musisz też wpisać w ten mechanizm "świadomość" której rola kierownicza jest według samego ciebie nieodzowna (a już najlepiej wyjasnić na czym owa świadomość polega skoro sam napisałeś "Sieć neuronowa nie ma żadnego centrum sterowania").

Trzy: Drugim istotnym zagadnieniem w temacie jest relacja pomiędzy umysłem i mózgiem. Ciągle powołujesz się na różne eksperymenty dowodzące jedynie związku pomiędzy jednym i drugim ale twoje wnioski o całkowitym umózgowieniu umysłu sa bezzasadne. To tak jakby człowiek siedzący na dworcu na zasadzie obserwacji gwizdka i ruszenia pociągu doszedł do absurdalnego wniosku że jedno powoduje drugie. Dopóki jednak nie znasz prawdziwych przyczyn powstawania świadomości nie możesz o tej zależności powiedzieć w sposób pewny niczego więcej niż to że obie rzeczy występują razem.
Wyważasz poza tym otwarte drzwi, bowiem dualiści już od dawna wypracowali koncepcję duszy wyrażającej się poprzez mózg, z tego powodu podmiot osobowy nie może uczynić ani doznać niczego bez reakcji w mózgu (co powinno być oczywiste - jak śpisz nie jesteś niczego świadomy).

Cztery: No i prawdziwy rodzynek na koniec, to są twoje własne słowa niczego nie wymyśliłem:
>"Przykłady udowadniają, że to fizyczna substancja mózgu wpływa na (także) moralne wybory, co teistom staje w gardle. A propos, innych wyborów dokona człowiek pijany - czyżby dusza mogła sie upić?"

Te słowa udowadniają że niczego poważnego na temat dualizmu nie czytałeś. Dlatego śmieszy cię ów przykład z pijaną duszą. Wpływ alkoholu na stan umysłu był znany od setek lat a mimo to wielu wybitnych filozofów od Platona do Kartezjusza było dualistami. To powinno cię skłonić do zapalenia zielonago światełka w głowie że może popełniasz jakiś błąd w rozumowaniu. Zadziwiająco jednak bezkrytycznie przyjmujesz własne myśli. Gorzej zakładasz że takie związki są ością w gardle teistów [sic!].
Jednakże gdybyś się poważnie zastanowił zauważyłbyś że dualizm zawsze był poglądem według którego relacje umysł-mózg są obustronne. Mózg może wpływać na umysł, a umysł na mózg. Jak to podsumował Władysław Tatarkiewicz, według Kartezjusza "ciało może wpłynąć na zmianę k i e r u n k u tego, co dzieje się w duszy, a dusza na zmianę k i e r u n k u tego, co dzieje się w ciele"
Dlatego zmiana moralna człowieka po zmianie informacji z mózgu nie dowodzi niczego czego chciałbyś żeby dowodziło bo równie dobrze może to być akceptacja przez umysł nowych zachowań.

No i po piąte: Zrezygnuj z takich nieładnych zwrotów "bzdura" "to bez sensu" etc. niczemu one nie służą, potrafię znieść że na jakiś akapit odpowiadasz nie za bardzo w temat ale brak kultury jest na dłuższą metę niewybaczalny.

Życzę konstruktywnych przemyśleń i odpowiedzi w nowym lepszym stylu
google
>Nigdzie nie "zakładam" odrębności umysłu od mózgu.
Takie odniosłem wrażenie.

>Dwa: napisałeś o tym że sądzisz iż świadomość na zasadzie sprzeżenia zwrotnego kierunkowuje działania mózgu. Zatem poprosiłem w prostych i jasnym słowach o bardziej szczegółowe wyjaśnienia jak to sobie wyobrażasz.
Pisałem o sieci neuronów, to wystarczające wyjaśnienie, bo taki mechanizm jest wpisany w ich zasadę działania. Przykładowo, mózg uczy się postrzegać pewne rzeczy w miarę jak je postrzega. Pamięć można ćwiczyć poprzez, nomen omen, zapamiętywanie.

>Żeby czymś kierować musi istnieć podmiot kierujący.
Czemu więc zakładać, że jest on osobny od tego, czym kieruje?

>Dla wygody opisałem ci jak zjawisko świadomego podmiotu wyjaśniane jest przez materializm redukcyjny oraz dualizm.
Niepotrzebnie mieszamy kwestie filozoficzne z fizycznymi. Mnie nie interesują koncepcje filozoficzne - można sobie wyodrębnić dowolną ilość bytów w głowie, jak ktoś lubi - nic mi do tego. Chodzi mi o kwestie fizyczne i biologiczne. Założyłem, że wg ciebie istnieje osobny byt (jakkolwiek go zwiesz) który stanowi świadomość, lub też duszę. Jeżeli nie, mój błąd.

>Więc jeszcze raz, skoro uważasz że człowiek nieświadomy postepowałby w sposób "nieprzemyslany" to proszę zaprezentować na czym polega owo "myślenie" w sytuacji człowieka który przechodzi przez jezdnię na świetle czerwonym
Taka czynność nie wymaga świadomości, więc przykład chybiony. Wymaga jej natomiast np. wręczenie upominku kobiecie w dzień kobiet (ale już nie samo dosłowne wręczanie).
Wcale też nie muszę tłumaczyć jak w takich sytuacjach działa świadomość - gdybym to zrobił, dostałbym Nobla. Wystarczy, że moje stanowisko nie będzie sprzeczne z faktami i będzie możliwe do zbadania.

>Jak odbywa się w tej sytuacji proces myślenia oraz na czym dokładnie polega podjęcie decyzji.
przypuszczam, że w dużej mierze zależy to od cech osobniczych mózgu. Inaczej wszyscy podejmowalibyśmy takie same decyzje przy tych samych warunkach, czyż nie?

>Trzy: Drugim istotnym zagadnieniem w temacie jest relacja pomiędzy umysłem i mózgiem. Ciągle powołujesz się na różne eksperymenty dowodzące jedynie związku pomiędzy jednym i drugim ale twoje wnioski o całkowitym umózgowieniu umysłu sa bezzasadne. To tak jakby człowiek siedzący na dworcu na zasadzie obserwacji gwizdka i ruszenia pociągu doszedł do absurdalnego wniosku że jedno powoduje drugie.
Nieprawda, to jest zła analogia. Gwizdek nie decyduje nawet o kierunku ani czasie podróży. Wnioski jak sądzę są zasadne, bo wskazują na pełną zależność między jednym a drugim, zależność nie tylko przyczynowo-skutkową, ale też jakościową.
Proponuję ciekawy eksperyment myślowy: gdyby komuś zamienić coś w mózgu tak, że kolor czerwony postrzegałby tak jak niebieski i odwrotnie, to czy (jeżeli w ogóle, i jak) byłby w stanie odróżnić, czy zmieniono mu coś "w oczach", czy "w pamięci"?

>Wyważasz poza tym otwarte drzwi, bowiem dualiści już od dawna wypracowali koncepcję duszy wyrażającej się poprzez mózg, z tego powodu podmiot osobowy nie może uczynić ani doznać niczego bez reakcji w mózgu (co powinno być oczywiste - jak śpisz nie jesteś niczego świadomy).
Widzisz, filozoficznie może i tak, ale niech ktoś zaproponuje jak niby dusza ma się z materią komunikować. Bardzo mnie to ciekawi..

>Jednakże gdybyś się poważnie zastanowił zauważyłbyś że dualizm zawsze był poglądem według którego relacje umysł-mózg są obustronne. Mózg może wpływać na umysł, a umysł na mózg. Jak to podsumował Władysław Tatarkiewicz, według Kartezjusza "ciało może wpłynąć na zmianę k i e r u n k u tego, co dzieje się w duszy, a dusza na zmianę k i e r u n k u tego, co dzieje się w ciele"
O tym wiem, ale tyle to może powiedzieć każdy. To, co odróżnia dualistów którzy mnie interesują to to, że wg nich dusza jest czymś jakościowo innym niż ciało, że świadomość jest z innej substancji. I tu pojawia się ten problem, który po dłuższym zastanowieniu nie śmieszy.

>Dlatego zmiana moralna człowieka po zmianie informacji z mózgu nie dowodzi niczego czego chciałbyś żeby dowodziło bo równie dobrze może to być akceptacja przez umysł nowych zachowań.
Nie widzę powodu aby zgadzać się z poglądem, że wzrost stężenia jakiejś substancji we krwi ma wpływać na tak pojmowaną świadomość czy duszę. Problem świadomość-mózg dla pewnych redukcjonistów, o którym pisałeś, jest podobny do problemu mózg-dusza dla teistów. Nie wiadomo jak jedno ma wpływać na drugie.

Problem chyba w tym, że chcesz abym wyjaśnił coś w innym systemie pojęciowym, który uważam za nieadekwatny, lub w systemie dualistycznym, który uważam za błędny. To tak, jakby prosić o wyjaśnienie etyki w kategoriach fizyki.
salek (4701 punktów)Czy istnieje dusza?
> Stanowi je natomiast niemożnośc prostego wyjaśnienia bogactwa ludzkiej umysłowości na gruncie materializmu.
Życie mimo prostoty jego podstaw dało ogromne bogactwo form. Stosunkowo proste matematyczne opisy fraktali dają niesamowicie skomplikowane obrazki (zresztą nie tylko fraktale mają tę ciekawą cechę, istnieje więcej takich matematycznych konstrukcji - np. kwazikryształy, automaty komórkowe : mrówka Langtona czy gra w życie). Na czym oparte jest twierdzenie, iż prosty zbiór regułek funkcjonujących w oparciu o materię na informacji dostarczanej przez zmysły nie może dać bogactwa naszej umysłowości? Z czego zresztą innego miałaby brać się owa umysłowość?

> Tyle że w takim razie ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności.
I zapewne tak jest - świadomosć, umysłowość są zbędne. Z tym, że samoświadomość moze być związana z pewną, optymalną z ewolucyjnego punktu widzenia konstrukcją układu sterującego. Układ działa - samoświadomość układu (czyli 'ja') czuje że istnieje. Świadomość czy umysłowość jako taka nie musiała dawać przewagi - przewagę dawała lepsza konstrukcja sterownika. Tyle ze ów lepszy sterownik działał z ani pomagającym, ani szkodzącym bonusem...

> Bo nie znam przekonujących argumentów z powodu których miałbym uznać "ja" za pozór wytwarzany przez mózg.
Chyba czegoś nie rozumiem.. Czy więc 'ja' jest czymś obok mózgu?
Oless (982 punktów)Odp: Czy istnieje dusza?
Oless:
>> Stanowi je [wyzwanie] natomiast niemożność prostego wyjaśnienia bogactwa ludzkiej umysłowości na gruncie materializmu.

ponieważ:

>> .. w takim razie [materializmu redukcyjnego] ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności.

Salek:
>Z tym, że samoświadomość moze być związana z pewną, optymalną z ewolucyjnego punktu widzenia konstrukcją układu sterującego.

Załóżmy na chwilę że sam fakt samoświadomości jest przypadkowo wywoływany przez wzrost złożoności mózgu jako układu sterującego. Zobaczmy co dalej:

>I zapewne tak jest - świadomosć, umysłowość są zbędne.[..]
>Układ działa - samoświadomość układu (czyli 'ja') czuje że istnieje. Świadomość czy umysłowość jako taka nie musiała dawać przewagi - przewagę dawała lepsza konstrukcja sterownika. Tyle ze ów lepszy sterownik działał z ani pomagającym, ani szkodzącym bonusem...

Jeżeli zbędne (bonusowe) to mogłoby w ogóle nie być wrażenia podejmowania decyzji, moglibyśmy przyjmować wszystkie decyzje na sucho - niczym rozkazy albo przypatrywać się naszym działaniom niczym obserwator (i tak decyduje mózg). Podobnie z bogatą paletą emocji, moglibyśmy w ogóle nie miec żadnych emocji bo i tak niczemu nie służą. Podobnie zbędny jest nasz zachwyt dla muzyki ( i ogólnie sztuki) umiłowanie w rozwiązywaniu abstrakcyjnych równań matematycznych oraz umiejętność wartościowania (lubię lody, nie wolno kraść).
Zbędne są wszystkie te ideały, ideologie, zainteresowania którym ludzie poświęcają tak wiele czasu (również mózg traci enegię i czas by je wywoływać). Nasze myślenie -jeżeli zbędne - w ogóle mogłoby się ograniczyć do myślenia o różowych słoniach (w tym czasie mózg i tak robiłby swoje - polował, kładł organizm spać etc jak u zwierząt).
Mimo to jesteśmy świadomi tego że nasza umysłowość jest racjonalnie uporządkowana i bogata (z tak wielu znacznie uboższych i mniej racjonalnych możliwości rozwoju mózgu)- co prowadzi do rozsądnego wniosku że ma ona znaczenie dla skuteczności naszych działań oraz że nasze "ja" autentycznie jest panem we własnym domu (a nie jest tylko fenomenem wywoływanym przez stany mózgu). Inaczej po co natura tak by się trudziła by "dogodzić" jakiemuś podmiotowi doznającemu.
Mogę uwierzyć ża sama samoświadomość pojawiła się przypadkiem. Jeżeli jednak ktoś przekonuje mnie że tak samo jest z całą naszą umysłowością, z naszymi emocjami, odczuciami, przekonaniami, poglądami, marzeniami etc to namawia mnie do wiary w to że można wygrać w totolotka kilkanaście razy pod rząd..

I dlatego uważam materializm redukcyjny za błędny.
Jego wyjasnienie nie jest zadowalające bo nieporawdopodobne.

>> Bo nie znam przekonujących argumentów z powodu których miałbym uznać "ja" za pozór wytwarzany przez mózg.
>Chyba czegoś nie rozumiem.. Czy więc 'ja' jest czymś obok mózgu?

Niezupełnie. Zależy od konkretnych definicji.

>Z czego zresztą innego miałaby brać się owa umysłowość?

Z tym pytaniem, pozwolisz, zostawię Cię sam na sam.
salek (4701 punktów)
>Załóżmy na chwilę że sam fakt samoświadomości jest przypadkowo wywoływany przez wzrost złożoności mózgu jako układu sterującego.

Nie wiem, dlaczego musisz koniecznie nazwać ową abstrakcyjną cechę konstrukcyjną. W dalszej części wywodu nie znalazłem odwołania do powyższego założenia... Ja tam nie wiem co to jest, i wiedzieć nie muszę - wystarczy sam fakt, że jest. IMO bardzo przyzwoite wyjaśnienie mechanizmu generowania świadomości podał Bernard Korzeniewski w "Od neuronu do (samo)świadomości" (choć mam mieszane uczucia co do innych głoszonych w książce tez). Wyjaśnienie to nie ma wiele wspólnego ze złożonością...

Tak na marginesie, twierdzenie że sama złożoność wystarczy jest IMO ewidentnym przejawem kultu cargo. Gdyby tak było, to być może z niektórymi superkomputerami, a na pewno z Internetem dałoby się pogadać o naturze bytu - chociaż diabli wiedzą, może niniejszym postem to robię..

> Jeżeli zbędne (bonusowe) to mogłoby w ogóle nie być wrażenia podejmowania decyzji,
> [...]
> Podobnie zbędny jest nasz zachwyt dla muzyki ( i ogólnie sztuki), umiłowanie w rozwiązywaniu abstrakcyjnych równań matematycznych oraz umiejętność wartościowania (lubię lody, nie wolno kraść).

Ma dziwne wrażenie, iz z całego powyższego kawałka cały czas wyziera jakaś dusza. Generowania wrażeń mogłoby nie być, ale przecie i tak bylibyśmy obserwowali/przyjmowali działanie mózgu 'od środka' - mimo iż na sucho, bez emocji, ideałów, z założonymi rękoma.. Co dowodzić ma, że JA istnieje i jest niezależne od mózgu. Głupiec ze mnie, co dowodzi że ze mnie głupiec? Cóż wart jest dowód, w którym milcząco zakładasz jego prawdziwość jako założenie?
Wrażeń mogłoby nie być, obserwowana z zewnątrz maszyna zapewne działaby podobnie - you are right, my dear Watson. Tyle że JA również by nie było - zatem nie byłoby obserwacji, bo nie byłoby komu obserwować.

Zachwyt i owszem jest zbędny, byłoby to po prostu quale (? - liczba pojedyncza od qualia) będące efektem reakcji mózgu na pewne specyficzne pobudzenie. Pobudzenie - dodajmy zresztą - zupełnie automatycznie klasyfikowane i opracowywane. Odczuwanie byłoby ubocznym efektem owego opracowywania bodźców i wynikałoby z obecności cechy dającej świadomość. Opracowywanie równania, jedzenie lodów czy romantyczna kolacja sprawia przyjemność czy wręcz wprawia w zachwyt (zewnętrznie obserwowalne jako chemia, wzorce aktywności i inne takie) - więc dążymy do tegoż. Odrzucenie przez grupę czy obicie (spowodowane kradzieżą) sprawia przykrość (inna chemia, inne wzorce aktywności) - więc unikamy bicia, a poprzez naukę (choćby banalny 'pies Pawłowa') również pewnych zachowań. Nauczanie i 'pies Pawłowa' zapewne dotyczyłyby również zachowań pozytywnych. Do tego nie potrzeba psychiki.

Natomiast co do drugiej części, bezpodstawnie władowałeś do jednego wora dwie rzeczy. Po pierwsze, do wartościowania nie są potrzebne umysł i psychika - wystarczy tu podzielić, tam pomnożyć, wynikową cyferkę porównać i masz gotową decyzję. Twierdzenie że jest inaczej jest równoważne stwierdzeniu, że komputery i sztuczne sieci neuronowe również dysponują umysłami i psychikami. Po drugie, z 'nie wolno kraść' wiążą się już pewne względy natury przystosowawczej - pewne zachowania lub brak pewnych zachowań dają w efekcie eliminację jednostki z puli, więc pozostałe będą wykazywały cechę odwrotną jako normę (co w efekcie da odczucie takiej 'normy' jako wewnętrzny przymus). Jeżeli twierdzisz że jest inaczej - zmuszony będziesz przyznać, że dusza(e?) towarzyszy(ą) również kolonii bakterii na szalce uodparnianej na antybiotyk, czy sforze psów hodowanej do polowań. Mechanizm jest taki sam. Nie twierdzę, że skłonność do kradzieży się dziedziczy - dziedziczy się skłonność do pewnych abstrakcyjnych zbiorów zachowań, które podparte wychowaniem w konkretnej sytuacji 'skraplają się' na przykład kradzieżą.

Wymyśliłeś świetny model świadomego systemu (układ z lampkami - kiedyś na własny użytek wymyśliłem coś podobnego z piecem, ale ten - przyznaje - jest bardziej intuicyjny). Czym jest układ, diody i informacja wyświetlana przez diody? Jaki wpływ mają poszczególne części tegoż układu na siebie? Acha, spróbuj przeanalizować całość dwa razy - raz definitywnie skreślając założenie o 'podmiocie doznającym'...

> Zbędne są wszystkie te ideały, ideologie, zainteresowania którym ludzie poświęcają tak wiele czasu (również mózg traci energię i czas by je wywoływać).

Zainteresowania - zbiór zachowań sprawiających przyjemność, patrz rozwiązywanie równań przez matematyka.
Ideologia - dowodzi IMO jedynie, że mózg jest tworem potrafiącym planować bardzo strategicznie i długofalowo. Na mniejszą skalę umiejętność planowania obserwowana jest również u zwierząt. Natomiast bierne wyznawanie ideologii dowodzi jedynie obecności instynktu stadnego.
Ideał - pochodna instynktu stadnego (podążamy w stadzie, za wodzem). Dość zdegenerowana pochodna, muszę przyznać..

Do którego pojęcia z tej trójki potrzebujemy psychiki?

> Nasze myślenie - jeżeli zbędne - w ogóle mogłoby się ograniczyć do myślenia o różowych słoniach (w tym czasie mózg i tak robiłby swoje - polował, kładł organizm spać etc jak u zwierząt).

Nie mogłoby, ponieważ do myślenia o różowych słoniach musiałby istnieć osobny ośrodek zajmujący się tylko myśleniem o różowych słoniach, obok podstawowego ośrodka zajmującego się polowaniem, kładzeniem spać i temu podobnymi drobiazgami. Tenże dodatkowy ośrodek musiałby jednak ewolucyjnie szybko zaniknąć - jako nie mający wpływu na przetrwanie, zatem zbędny, a w zamian kosztowny w utrzymaniu.
Stąd zresztą wniosek, że nasza umysłowość jest bardzo bezpośrednio zależna od ośrodka zajmującego się polowaniem i kładzeniem spać. Gdyby moduł generujący świadomość został wydzielony do czegoś osobnego, czemu tylko składałoby się relacje, to ośrodek taki szybko byłby zanikł. Może dlatego w mózgu nie ma ośrodka explicite odpowiedzialnego za świadomość?
salek (4701 punktów)
Alem się rozpisał...

> Mimo to jesteśmy świadomi tego że nasza umysłowość jest racjonalnie uporządkowana i bogata (z tak wielu znacznie uboższych i mniej racjonalnych możliwości rozwoju mózgu) - co prowadzi do rozsądnego wniosku że ma ona znaczenie dla skuteczności naszych działań oraz że nasze "ja" autentycznie jest panem we własnym domu (a nie jest tylko fenomenem wywoływanym przez stany mózgu).
Z rozsądnym wnioskowaniem nie przesadzałbym. Ludzie w imię wiary w dziwne rzeczy są w stanie 'rozsądnie dowieść' na przykład, jak w imię wiary i miłości bliźniego można spalić bliźniego żywcem. Wiara w wolną wolę, czy w brak wolnej woli to też wiara - nauka używa trochę innych narzędzi. Na przykład stara się nie tworzyć bytów, nie wskazawszy uprzednio przyczynków, wskazujących ich istnienie. Z faktu bogatej umysłowości nie wynika, że umysłowość jest czymś osobnym i niezależnym od mózgu - podobnie jak obrazek 'wygenerowany fraktalowo' nie dowodzi, że nie da się opisać fraktala stosunkowo prostym wzorem. Zauważ, iż moja 'prosta konstrukcja z odpadem' również pasuje do pierwszego Twoich z wniosków - obecność cechy konstrukcji dającej umysł najpewniej ma znaczenie dla skuteczności naszych działań, jeżeli tylko bogatszą umysłowość rozumieć jako umiejętność operowania szerszą i 'głębszą' bazą wiedzy. Tyle tylko, że świadomość w takim układzie to jedynie odpad, którego nie da się uniknąć, nie 'psując' sterownika. Osobnego bytu nie potrzeba.

Natomiast jeżeli chodzi o związek pomiędzy naszą świadomością umysłowości, a relacją pomiędzy 'ja' i mózgiem, to moja skromna osoba - mówiąc kolokwialnie - wymięka. Za dowód podajesz dwie rzeczy IMO bez związku.

> Inaczej po co natura tak by się trudziła by "dogodzić" jakiemuś podmiotowi doznającemu.
Kolego, zapytam jeszcze raz. Dlaczego koło podczas jazdy się nagrzewa? Przecie niczemu i nikomu (!) to nie służy, ba - to ciepło to moje pieniądze, które zatankowałem wcześniej do baku. Koło znamy od tysięcy lat, dlaczego jeszcze tego nie wyeliminowaliśmy? No, chyba że jest ktoś, komu takie ciepło z tarcia służy..

Spisek?
Giant Spaghetti Monster istnieje dzięki tarciu?

Jeżeli chodzi o 'podmiot doznający', to od dualizmów jak na mój gust za bardzo wieje mistyką. Czy umysł da się zamknąć w dowolnej konstrukcji 'butelce'? Jeśli tak, to czemu nie..

> [...] namawia mnie do wiary w to że można wygrać w totolotka kilkanaście razy pod rząd..
Kolego - a nie można? Gdybym powiedział Ci, że trafiłem 'szóstkę' 16x pod rząd - powyższe dowodziłoby że mówię nieprawdę niezależnie od stanu faktycznego? Nawet gdybym przedstawił Ci wyciąg z konta? Cudem toto nie jest - statystyka na to pozwala...

Stosujesz bardzo nieprzemyślane porównania, albo bardzo zgrabnie trolujesz

>>> Bo nie znam przekonujących argumentów z powodu których miałbym uznać "ja" za pozór wytwarzany przez mózg.
>>Chyba czegoś nie rozumiem.. Czy więc 'ja' jest czymś obok mózgu?
>Niezupełnie. Zależy od konkretnych definicji.
Oj, kolego, coś kręcisz... Ja prosty chłop jestem. Więc obok, czy nie obok? Kiedy obok, a kiedy nie obok? Ja tam zawsze czuję, że ja to ja i nie zależy toto od definicji...

Może choć lektura?
Pan PupaOdp: Czy istnieje dusza ?
Dzień dobry!
Na samym początku chciałbym rzucić trochę światła na stwierdzenie spalenia człowieka (obrócenia go w proch). Otóż nie wydaje mi się, że po takim zabiegu będziemy w stanie pozbierać wszystkie "wcześniej" rozłożone atomy, w tę samą istotę, z której uzyskaliśmy proch. Faktem więc jest, że wszelkie próby odtworzenia ofiary/eksperymentatora zdecydowanie skończyłyby się fiaskiem.
Nie twierdzę jednak, że w "odpowiednich" warunkach nie da się tego zrobić. Wyobraźmy sobie laboratorium i komorę próżniową odizolowaną od wszystkiego co może zakłócić przebieg doświadczenia. Do owej przestrzeni wkładamy nic nie podejrzewającego "królika doświadczalnego". Rozbijamy go na atomy: jak? nad tym zastanowię się później (bo nie o to w tym wszystkim chodzi). Atomy latają gdzieś w tej próżni. Wszystko jest tak jak powinno Czy na pewno? Otóż nie! Materia tworząca próżnię też zawiera atomy! No dobrze, my jesteśmy przygotowani na taką ewentualność i w jakiś sposób wcześniej oznaczyliśmy każdy atom ofiary jakąś zawartością pola statycznego i umiemy je zidentyfikować pośród innych w pomieszczeniu próżniowym. Teraz kierujemy nasze naelektryzowane atomy do ściany bocznej komory i przystępujemy do "składania" albo "odtwarzania" pierwowzoru. Pierwszy problem: struktura początkowego obiektu: nie pasuje, ponieważ same atomy modyfikują się podczas rozkładu, wiemy przeto że każdy atom nie musi być identyczny. Załóżmy, że w dobie współczesnej techniki mamy możliwość dostosowania kształtu atomów. Pojawia się kolejny problem: atomy nie chcą się łączyć ze sobą. Stosujemy polaryzację ciał i jakimś sposobem atomy się scalają na naszą modłę. Nie jest to jednak koniec eksperymentowania, ponieważ pojawia się problem jednolitości struktury podczas ewoluowania, krótko pisząc: nasz pierwowzór to tylko ciało, zupełnie niemyślące... Nasze badania stają na tym stopniu, ponieważ chyba nawet wszczepianie stymulatorów do mózgu wiele nie zdziała: będziemy mieli "zdziecinniałego" androida, podpiętego non-stop pod aparaturę podtrzymującą życie i działanie umysłu.
Wniosek jest jeden: choćbyśmy się bardzo starali to każdy sukces zwieńczony jest stosem problemów i komplikacji, pozostaje nam na razie badanie np. światła, a dopiero po owocnych sukcesach w tychże badaniach (bez końcowych porażek małych i dużych) możemy podjąć się prób rozwikłania ludzkiej zwięzłości.
Tak naprawdę to niepotrzebnie się rozpisywałem, ponieważ to zagadnienie jest... oczywiste! Wystarczy trochę się zastanowić i sami znajdziemy o wiele za dużo spraw, które zdecydowanie popsują obroty wydarzeń doświadczalnych.
Warto przypomnieć, że jeżeli jednak udałoby się nam rozszczepić i przywrócić formę atomów i żywota (rozwojowego) człowieka to możliwość teleportacji byłaby prosta jak skinienie kciukiem.
Na sam koniec chciałbym ustosunkować się do "niepodzielności i niepowtarzalności" jakąż to poruszył autor wątku. Trzeba przyznać, że głupoty jakie poruszane są w harlequinach na temat unikatowości jednego człowieka zdecydowanie przypominają fantastykę. Wiązka DNA człowieka A i B nie różni się znacząco (na tyle jednak, że wiemy kto NIE jest ojcem dziecka Anety K. ). Proszę popatrzeć czasem na ulicy, na ludzi tam przechodzących i z pewnością dostrzeżecie wyraźne podobieństwo między jednymi a drugimi.
Dusza. To zastanawiające, choć sam nie jestem zwolennikiem oznaczania w ten sposób jestestwa osób, więc moja opinia jest stronnicza. Nie wydaje mi się, że cokolwiek oprócz nas samych decyduje o tym co robimy (no chyba, że szprycuje nas środkami odurzającymi). Czemu więc nasza dusza miałaby to robić? Myślę, że samo pojęcie duszy miało ograniczyć pewne ludzkie zachowania, niestety bezskutecznie. Wprowadziło tylko denerwujące przeszkody w rozwoju współczesnej nauki. Zastanówmy się: wszystko o czym myślimy i d czego zmierzamy kształtuje się w naszym mózgu zasilanym przez naturalną energię wytwarzaną poprzez spalanie glukozy i wartości odżywczych (niektórych) w naszym organizmie; co za tym idzie duszą człowieka staje się... jego mózg! Do czego to prowadzi? Do pytań bez odpowiedzi. Pytania o duszę nie ucichają, bo coś skłania nas do myślenia w ten, a nie inny sposób (może środowisko w jakim się wychowujemy, a może... dusza?). To na pewno coś wam przypomina - mnie - zamknięte koło o jednolitym początku i końcu.
Człowiek odkrywa, a tego przerywać nie trzeba. To prowadzi do konkluzji, a z kolei one dają sens myślenia i filozofowania nad doczesnością.
krutki (1550 punktów)
>Weźmy taki przypadek: Jest sobie człowiek ,który jest pewnym >zbiorem atomów i innych mniejszych jeszcze cząstek.To go >definiuje, jaki jest ,jak się postrzega ,itd.Jeżeli teraz go >zabijemy, rozwalimy w proch i z tegoż prochu "ulepimy" odnowa
>zachowując absolutną dokładność w porównaniu z pierwowzorem.
>To co otrzymamy, czy rzeczywistą ofiarę naszego eksperymentu, >czy też innego już człowieka?

Potraktuję ten przykład raczej jako eksperyment myślowy. Szczerze wątpię, że udałoby się z powrotem przywrócić ciało do życia. Nie wydaje mi się, że po spaleniu i 'obróceniu' w proch można by w jakiś sposób ożywić ciało tak, by dalej mogło samo znowu egzystować (może to dziwne określenie, ale nie znam lepszego by to zobrazować). W moim przekonaniu jeśli w mózgu brak jest jakichkolwiek oznak życia (jak ktoś wyżej pisał: przemian elektrycznych i chemicznych) następuje nieodwracalny skutek - śmierć. Chyba, że o czymś nie wiem i zdarzyły się przypadki ożywienia obumarłego mózgu. Co innego jeśli staralibyśmy się (jak to czasem można spotkać takie przypadki w medycynie) przywrócić do życia bądź utrzymać przy życiu człowieka, który zapadł w śpiączkę, doznał jakichś urazów mózgu czy został sparaliżowany. Ale wtedy można raczej mówić o zmianie świadomości niż zmartwychwstaniu czy powieleniu.

>Czy cokolwiek na świecie może być takie samo?

Trudno powiedzieć. Dużo chyba zależy od pamięci, ale też od czynników zewnętrznych. Jakby nie patrzeć świadomość ulega ciągłym przemianom. Ciągły napływ informacji ze świata zewnętrznego powoduje, że świadomość ulega zmianom.


"For ever we will be what we want to be" | ośrodek trójmiejski
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

Polecam lekturę znakomitej książki Francisa Cricka "Zdumiewająca hipoteza. Czyli nauka w poszukiwaniu duszy" oraz Bernarda Korzeniewskiego "Od neuronu do (samo)świadomości", a najlepiej rozpocząć od zajrzenia do artykułu Andrzeja B. Izdebskiego;
Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4837

"Kierująca naszymi działaniami dwukilogramowa masa komórek nerwowych i ich wypustek jest najwspanialszym, a zarazem najbardziej tajemniczym wytworem ewolucji. Z organizacji układu nerwowego wyłania się umysł, będący funkcją mózgu. Świadomość jest wytworem materii. Filozoficznie są to różne byty i niemożliwością jest sprowadzenie jednego do drugiego. Powstają pytania: Jak dwie całkowicie różne rzeczy wpływają na siebie. Jak powiązać wewnętrzną konceptualną świadomość z ciałem, w tym z mózgiem? Jak świadomość porusza np. ręką czy nogą?

Umysł i świadomość ludzka są efektem działalności niezwykle złożonego układu, którego istnienie wyjaśnić można cudem lub odwołując się do ewolucyjnego wyjaśniania zjawisk - teorią przyczynowo-skutkową. Pomiędzy sprawnym działaniem organicznej złożoności adaptacyjnej a sposobem jej powstania zachodzi związek przyczynowy. Nie sposób przecenić w nim roli pamięci. Począwszy od przekazu genetycznego, aż po memetyczny jest ona podstawą replikacji, a więc organicznego uporządkowania i rozwoju. Uznając, że człowiek jest częścią świata ożywionego, nie znajdujemy podstaw do wyłączania umysłu z zasad ewolucyjnego wyjaśniania zjawisk. Biologiczny podział na ciało i umysł nie istnieje. Organizmy stanowią jedność.

Pytania o umysł pojawiły się wraz z ludzką samoświadomością. Kto lub co odpowiada za nasze myślenie, reakcje, uczucia, możliwości poznawcze i pamięć? Przez wieki brak zweryfikowanej naukowo wiedzy pozwalał na tworzenie fantastycznych teorii i w żadnej innej gałęzi nie ma tylu dziwacznych poglądów co w filozofii umysłu, a im niższy był poziom wiedzy o budowie i funkcjach mózgu wraz całym układem nerwowym, tym łatwiej było można pozwolić sobie na swobodę intelektualnych spekulacji. Jedną z najbardziej powszechnych i długowiecznych teorii jest wyposażenie nas w duszę. Byt niematerialny odpowiedzialny za funkcjonowanie bytu materialnego. Przez wieki zastanawiano się nad trudnościami w logicznym rozumieniu nieprzestrzennej natury umysłu zlokalizowanej w przestrzennym mózgu. Wyjaśnienie powiązań i odrębności między nimi stanowi problem nawet dla współczesnych. (...)

Jaka wiedza jest potrzebna do zrozumienia procesów przebiegających w mózgu? Neurobiologia, neurochemia? Czy procesy biologiczne można zredukować do chemii i fizyki? Biologia molekularna jest częścią biochemii, ale już modelowanie białek to domena biofizyki. Możliwości naszego umysłu są ograniczone i w istocie nie jesteśmy zdolni w pełni poznać żadnego obiektu fizycznego, nie mówiąc o tak złożonych strukturach jak układy nerwowe. Nie oznacza to jednak, abyśmy nie mogli poznać ich ogólnego planu działania oraz sposobu, w jaki ich funkcjonowanie wiąże się ze stanami mentalnymi. Tylko czy ogólne zasady jego budowy i działania mogą wystarczyć do pełnego zrozumienia umysłu?

Współczesna psychologia ewolucyjna usiłuje połączyć dwie naukowe rewolucje. Jedną jest kognitywizm próbujący wyjaśniać mechanizmy poznawcze (myślenie, tworzenie pojęć, percepcja, wyobraźnia, uczenie języka) w kategoriach informacji i procedur obliczeniowych. Druga to rewolucja ewolucyjna w biologii, wyjaśniająca złożoną konstrukcję adaptacyjną żywych organizmów w kategoriach doboru między replikatorami.

Wiedza ta jest w dużym stopniu komplementarna, gdyż o ile nauki poznawcze pomagają zrozumieć jakiego rodzaju urządzeniem jest umysł i w jakiego rodzaju procedury jest wyposażony, to biologia ewolucyjna pomaga zrozumieć dlaczego ten umysł wyposażony jest w takie a nie inne procedury. Można powiedzieć, że nauki o poznaniu pomagają zrozumieć umysł w aspekcie równoległym, nauki biologiczne pomagają zrozumieć umysł w aspekcie następstwa procesów."


Ciekawych refleksji na lekturami życzę.

.
diogenes (42753 punktów)
>Jest sobie człowiek ,który jest pewnym zbiorem atomów i
>innych mniejszych jeszcze cząstek.To go definiuje,

dobre sobie......ani w lustrze, ani w introspekcji nie dostrzegam w sobie atomów...
zerknij może do teorii typów lub systemów...
Pan Pupa
>>Jest sobie człowiek ,który jest pewnym zbiorem atomów i
>>innych mniejszych jeszcze cząstek.To go definiuje,
>dobre sobie......ani w lustrze, ani w introspekcji nie dostrzegam w sobie atomów...
>zerknij może do teorii typów lub systemów...

>introspekcja
>1. Ťobserwowanie i badanie własnych przeżyć psychicznychť
>2. lit. Ťszczegółowy opis stanów wewnętrznych bohatera, >dokonywany z jego perspektywyť

Ciekawe... Przecież wszystko jest z atomów, nawet ośmielę się twierdzić, że same atomy są z atomów. To czyni nasz świat ciekawym i pomocnym przy rozwiązywaniu takich zagadnień. Wydaje mi się, że kiedy rozważaliśmy przypadek "obrócenia" człowieka w proch, nie zakładaliśmy tego że człowiek ma być żywy, aby żywym zmartwychwstać. Myślę, że po zgromadzeniu wszystkich atomów, jakie tworzyły nasz obiekt doświadczalny możemy jednoznacznie stwierdzić, że łącząc je uzyskamy jego samego, aczkolwiek owe fragmenty, które posłużą nam do odtworzenia muszą stanowić obiekt identyczny z oryginałem, czyli musi być takim samym układem jak przed rozpadem (spaleniem).

Niestety mamy tutaj wystarczająco dużo przeciwieństw, by zaniechać wszelkich prób na istotach żyjących. Może warto robić doświadczenia na pozornie mało skomplikowanych przedmiotach, przykładowo na 1 mm^3 helu. Jeżeli przywrócimy jego pierwotną postać (już po rozpadzie na poszczególne atomy, przy spalaniu bądź pochodnych) to mamy szansę na przeniesienie prób na większe obiekty. Wiadomo, że ich składanie pochłaniać będzie o wiele więcej czasu.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365