Dobry Bóg stworzył Ziemię, a później wszystko, co na niej żyje.
Ciągle miał jednak jakiś niedosyt.
Stworzył dinozaury, i okazało się że są jakieś wielkie i kanciaste, a na dodatek niezgrabne i tratują mu jego ulubione ziółka.
Pomyślał sobie: cholerne gady, no ! Dowaliły się do moich ziółek i se robią jaja. Walnął więc pięścią i gady zniknęły.
Próbował więc znowu, i znowu, i ciągle coś było nie tak:
a to garbaty wielbłąd, a to spasiony hipopotam, a to kudłaty i cuchnący niedźwiedź, o leniwcu już nie wspomnę, bo się słabo robi.
Aż tu nagle, przez przypadek, jako jeden z modeli małpy, przyszedł na świat stwór o krzywych nogach, kłaczastych plecach , śmierdzącym oddechu z upodobaniem notorycznie grzebiący swymi grubymi paluchami w nosie.
Na początku Stwórca nie zwracał na niego uwagi, ale z czasem zaczęło go dziwić, że goła małpa przegania patykiem słonie, kradnie mód pszczołom, a nawet wypina tyłek na lwa, siedząc na drzewie i dłubiąc palcem w nosie.
I tak mijały lata, a Bóg coraz bardziej przywiązywał się do stwora z wiszącym pod brzuchem pędzlem.
Wziął go więc na bok i powiedział :
- będziesz się naaaazywaaaał... yyy... nooo... jakby taam... burak... nie ! yyyyyy... ziemniak, nie... aaaa, o mam !! Adam, i będziesz moją małpą... nie, człowiekiem w Edenie. Możesz se tu łazić, rządzić, zresztą widzę, że i tak ci to dobrze idzie i w ogóleeee... wszystkiego pilnować, tylko pamiętaj nie niszcz moich ziółek !!!
Adam, ( bo tak go od teraz nazywano) popatrzył, podłubał w nosie, po czym finezyjnie odpowiedział: yyyyhyy, co oznaczało zgodę.
Zaczął więc z wrodzonym sobie wdziękiem ogólnie masakrować wszystko i wszystkich w Edenie, a w międzyczasie dłubał sobie w nosie i się nudził.
Dobry Bóg pomyślał: szkoda mi tego Adaśka. Zmarnuje się tu chłopak, zwłaszcza, że ostatnimi czasy odkrył zjawisko fermentacji.
Postanowił więc go czymś zająć, co nie było proste.
Adaś był bowiem tak żywotny, że zmasakrowanie całego Edenu zajęło mu zaledwie parę lat, a więc nowe zadanie musiało być znacznie bardziej zajmujące.
Mądry Stwórca usiadł więc na kamieniu, zapalił fajkę i zabrał się do roboty. Nie pytajcie mnie, co on tam palił, bo gdy skończył robotę, efekt był zachwycający .
Powstała niby to małpa typu Adam, ale bez pędzla pod brzuchem, bez włosów na plecach, z prostymi zgrabnymi nogami, kształtnym piersiami i o dziw, wcale nie dłubiąca palcem w nosie.
Bóg spojrzał na nią, spojrzał na fajkę i powiedział:
Oooouuuu... maaaan... wypasiaste było to palenie, po czym uradowany postanowił pokazać czym prędzej swoją niespodziankę Adamowi.
Ten luknął na nią, i jako mistrz ciętej jak brzytwa wypowiedzi rzekł: eeeeeeee...
na co Bóg:
- dobra głupku, bo zanim coś wydukasz, to ja zdążę stworzyć trzy galaktyki:
- to jest Ewa. Ewa, to jest Adam, nie jest specjalnie kumaty, ale dobry z niego chłopak. Bawcie się dobrze, ja muszę lecieć, bo mam zamówienie na dwie supernowe. Acha, jeszcze jedno : - Adam, Ty jak zwykle pamiętaj o ziółkach, a ty Ewa, żeby było sprawiedliwieeee... taaak... o ! widzisz tamto drzewo? To są jabłka, nie wolno Ci ich zrywać. Wszystko jasne? No... to nara, i poszedł.
Jakież było jego zdziwienie gdy wrócił, a nasz pan Adam normalnie wygadany, że głowa boli i skacze koło tej Ewki,i kwiatki przynosi, jednym słowem, facet nie do poznania.
A Ewuniaaaaa... miiiodek... piękna, powabna, czarująca i te kocie ruchy, aż zazdrość Boga wzięła i to nie na żarty.
Boska zazdrość to nie przelewki.
Postanowił więc Pan trochę Adamowi uprzykrzyć życie, oczywiście mógł mu zabrać Ewę, ale to było by takie nieboskie i takie małe. Wpadł więc na pomysł, aby Ewie do końca otworzyć usta, ale efekt był odwrotny do zamierzonego.
Ewka co prawda paplała już bez przerwy 24 godziny na dobę, ale stała się jeszcze piękniejsza, a Adam będąc w fazie zidiociałej miłości zdawał się nie zwracać na tę paplaninę uwagi, tym bardziej, że wpadał na coraz to nowsze i coraz to dziwniejsze sposoby wykorzystywania tych ust, co tylko spowodowało, że zaczął się jeszcze bardziej kleić do Ewy.
Dobra, rzekł Pan, stworzę wilka, on porwie i pożre Ewę i problem z głowy.
Jak tylko ten się pojawił, Adam go udomowił, myśląc:
będzie pilnował mojego obejścia, a ja będę miał więcej czasu dla Ewki.
Na co Bóg: stworzę kozę, będzie musiał ją doić i nie będzie miał dla Ewki czasu.
Adam: koza to dar od Pana, będę ją doił, to Ewka nie będzie musiała karmić piersią, przez co zawsze będą tak piękne jak teraz.
Bóg: stworzę pole, będzie je musiał uprawiać, jego łapy będą brzydkie i twarde.
Adam: Będę pracował na tym polu, moje ciało będzie jeszcze bardziej męskie, a ona to tak kocha.
I tak sobie wymyślali i wymyślali, i pewnie wymyślali by do dziś, gdyby któregoś dnia Bóg nie postawił na swoim.
Usiadł jak wcześniej na kamieniu, zapalił fajkę, zaciągnął się raz, drugi i wziął się do roboty.
I tak właśnie powstała TEŚCIOWA.
Adam nigdy wcześniej nie widział takiego stwora .
Kobieta z wąsem i kłakami na plecach? To się nie mieściło w jego głowie, można śmiało powiedzieć, że to był nokaut.
Adam pobiegł do lasu, ukręcił z ziółek skręta, zapalił, zaciągnął się raz i drugi i krzyknął do Ewy: eee... mała, spadamy stąd i nie zapomnij mi o jabłkach!!!!
I tak człowiek uciekł z raju.
naprawde-c(*)t.pl/1,DA2007-07-19,index.html